Dodaj do ulubionych

Dziecko sasiadow

30.01.15, 16:04
Nie wiem, czy na dobrym forum umieszczam problem, ale sporo madrych ludzi tu pisze , wiec zaryzykuje. Leze sobie od wczoraj w domu na zwolnieniu i niepokoi mnie glosny placz i krzyki 4 letniej corki sasiadow. Juz od wielu miesiecy slysze,jak dziecko placze, szczegolnie wieczorami przed pojsciem spac, nie wiem,jak jest w dzien , bo pracuje. Dzisiaj byl straszny placz i krzyki przed wyjscie do przedszkola, a teraz juz od progu zaczal sie placz i krzyki po przyjsciu do domu.Sa to moi znajomi,aczkolwiek z ojcem od paru miesiecy tylko sie sobie klaniamy, bo mielismy nieciekawa wymiane zdan , po ktorej ucielam blizsze kontakty.
Matka w porzadku, mloda, klania sie, jest mila, ojciec po 50tce, na zewnatrz bez zarzutu. Nie pijacy, prowadzacy firme, typ playboya. Dla specjalistow - rodzina bez patologii. No wlasnie.
Czy wypada,abym zapytala przy okazji, dlaczego dziecko tak czesto krzyczy i placze? Zeby nie wyszlo na to,ze sie czepiam,albo chce byc zlosliwa. Z drugiej strony tyle sie slyszy i czyta o tragediach dzieci,kiedy juz jest za pozno na pomoc. Wtedy okazuje sie,ze ludzie cos slyszeli, ale nie reagowali, bo uwazali,ze to sprawa rodziny.No,ja juz sama nie wiem. Dziecko mam juz dorosle, tez zdarzalo sie,ze plakal,ale nie az tak! Ojcu tej dziewczynki jeszcze dwa lata temu przeszkadzalo,jak mieszkajacy nad nimi chlopczyk biegal po mieszkaniu i rzucal klockami.Chodzil do sasiadow na gore i zwracal i ciagle uwage, a to tacy fajni i kulturalni ludzie.A co najwazniejsze, nie dochodza od nich takie krzyki, mimo,ze maja dwoje malych dzieci, jak od tego wlasnie znajomego. Jak uwazacie?
--
Tak naprawdę nic nie ma sensu, tymczasem my szukamy go we wszystkim.
Edytor zaawansowany
  • vilez 30.01.15, 16:25
    Nie wypada. Mój starszy jako 4-latek miał taki okres, że gdy miał iść do przedszkola, to trzymał się kaloryfera i wrzeszczał wniebogłosy. Tak kochał przedszkole...każde (bo miał zmieniane). Jaka jestem wdzięczna sąsiadom, że mi nie zadawali głupich pytań z podtekstem: bijecie dziecko?, i że nie ściągnęli na łeb policji z opieką społeczną w komplecie...
    Z bratem podczas kłótni bywało, że też się darli koncertowo, na pełne regulatory. Dzieci. Uciszane cichły...trochę.

    A młodszy, mając tak z 6 (z temperamentu choleryk), to kiedyś na polu namiotowym wrzeszczał na ojca "dajcie mi nóż! ale już!", chwała wszelkim bogom, że to było pole za granicą, gdzie Polaków co kot napłakał. Nikt policajów nie wezwał.
  • molly_wither 30.01.15, 19:20
    Hmmm, nie wiedzialam,ze takie cyrki dzieci potrafia wyprawiac. Moj syn tego nie robil.
    Moze to problem wychowawczy?
    vilez napisała:

    > Nie wypada. Mój starszy jako 4-latek miał taki okres, że gdy miał iść do przeds
    > zkola, to trzymał się kaloryfera i wrzeszczał wniebogłosy. Tak kochał przedszko
    > le...każde (bo miał zmieniane). Jaka jestem wdzięczna sąsiadom, że mi nie zadaw
    > ali głupich pytań z podtekstem: bijecie dziecko?, i że nie ściągnęli na łeb pol
    > icji z opieką społeczną w komplecie...
    > Z bratem podczas kłótni bywało, że też się darli koncertowo, na pełne regulator
    > y. Dzieci. Uciszane cichły...trochę.
    >
    > A młodszy, mając tak z 6 (z temperamentu choleryk), to kiedyś na polu namiotowy
    > m wrzeszczał na ojca "dajcie mi nóż! ale już!", chwała wszelkim bogom, że to by
    > ło pole za granicą, gdzie Polaków co kot napłakał. Nikt policajów nie wezwał.


    --
    Tak naprawdę nic nie ma sensu, tymczasem my szukamy go we wszystkim.
  • vilez 30.01.15, 19:31
    Nie, dziś to spokojne chłopaki. Dzieci są różne.
  • aguar 31.01.15, 08:22
    Ja nie uważam, że takie na siłę posyłanie do przedszkola jest w porządku wobec dziecka i na pewno jakaś krzywda mu się działa. Tyle, że póki co takie rzeczy nie są zabronione prawnie.
  • vilez 31.01.15, 08:36
    Ale ja nie posyłałam na siłę.
  • szpil1 31.01.15, 11:36
    aguar napisała:

    > Ja nie uważam, że takie na siłę posyłanie do przedszkola jest w porządku wobec
    > dziecka i na pewno jakaś krzywda mu się działa. Tyle, że póki co takie rzeczy n
    > ie są zabronione prawnie.

    To co robić w przypadku jeśli dziecko sie zachowuje jak opisała Vilez, a rodzice muszą pracować?
    Nie ma żadnych dzidków czy rodziny chętnych/będących w stanie zostawać z dzieckiem, a na opiekunke rodziców nie stać? Zostawiać samo dziecko w domu?
  • akn82 30.01.15, 17:15
    Ja bym zapytała.przy okazji. Ale z uczciwa troską w głosie.
  • vilez 30.01.15, 17:40
    Ale co to da? Gdy się znęcają, to przecież się do tego nie przyznają. A gdy się nie znęcają, to podejrzenie pozostanie, i głupio.
    Bo pytać tak z ciekawości, czyt. wściubiania nosa? No chyba, że się jest gotowym na realną pomoc typu: "gdy mała krzyczy, to pomogę się nią zająć, bo pani zapewne wykończona". Ale jakoś nie wierzę...
  • molly_wither 30.01.15, 19:14
    Bez przesady, ona ma matke, ktora przychodzi codziennie do pomocy. Ja z kolei wracam czesto wykonczona z pracy. Kazdego cos lub ktos wykancza,ale trzeba sobie radzic. Wiem tylko,ze jej partner zamyka duzy pokoj jak wychodzi do pracy, zeby mala nie wchodzila i balaganila, i tak siedza we dwie w kuchni i sypialni (bo maja dwa pokoje). caly dzien. Nie wolno im nawet obejrzec TV,bo maja tylko jeden telewizor wlasnie w salonie. Troche to dziwne i wyglada na przemoc,

    --
    Tak naprawdę nic nie ma sensu, tymczasem my szukamy go we wszystkim.
  • triss_merigold6 30.01.15, 19:28
    Zgłoś podejrzenie przemocy domowej do MOPS albo na policję.
  • vilez 30.01.15, 19:29
    No to zgłosić do odpowiednich instytucji. Pytanie sąsiadów mija się z celem.
  • drogikocie 31.01.15, 10:04
    Molly, jeśli masz czas to może zakoleguj się nieco z sąsiadką.
    Dziwne bardziej niz krzyki rano są te wymagania ojca i traktowanie żony jak podporządkowanego dziecka.
    Może dziewczyna ma jakiś problem z ustawieniem granic lub jest ofiarą przemocy psychicznej. Kilka milych rozmów, atmosfera wsparcia, może dać jej powera do zmian.

    Nieraz to obserwowałam, jak naprawdę niewielki i niekosztowny dla "dawcy" bodziec w postaci odrobiny ludzkiego traktowania daje niesamowite efekty. Bo często to jest taki niesamowity kontrast z tym co się ma na codzień.
    Sama też to otrzymałam od ludzi - w jednej z bardziej idiotycznych sytuacji w zyciu doslownie dwa spacery i kawa z koleżanką dała mi powera do rozwiązania 80 procent ówczesnych kłopotów. Bo zobaczyłam, że ktoś traktuje mnie jak człowieka, na tamten moment to był szok :P

    Ja nie umialabym się powstrzymac od podrzucenia jakiejś książki o toksykach, ale nie wiem czy to nie nadmiar.
  • drogikocie 31.01.15, 10:15
    tzn, że ofiarami przemocy psychicznej są ona i dziecko.
    Jeśli matka jest tak podporządkowana męzowi, ze nie wchodzi do zamkniętego pokoju (co to za sinobrody, ten młody playboy????) to prawdopodobnie nie jest tam za wesoło i dziecku. Dla mnie to jakieś alarmujące

    Ale same poranne krzyki to chyba dotyczą dużej ilości przedszkolaków na jakimś etapie.
  • vilez 31.01.15, 10:40
    I to ma sens. Najpierw zawiązać znajomość: przyjazną, a nie - krytyczną, a potem się dowiedzieć- nieinwazyjnie - czegoś więcej i ewentualnie spróbować pomóc.
  • molly_wither 31.01.15, 12:20
    Dziewczyna moglaby byc moja corka,ale to w sumie nie ma znaczenia. Ona jest w drugiej ciazy, wyglada na pogodna osobę, jest zadbana, umalowana i usmiechnieta. Ma dobry kontakt z matka, ktora przeciez pierwsza powinna zauwazyc,ze sie cos zle dzieje. Facet jest specyficzny, moze ona go takim akceptuje? Poobserwuje jeszcze i wzmoge czujnosc.

    >

    --
    Tak naprawdę nic nie ma sensu, tymczasem my szukamy go we wszystkim.
  • molly_wither 30.01.15, 19:17
    Biorac pod uwage nasze ochlodzone stosunki obawiam sie,ze nie bedzie to odebrane jak troska.
    akn82 napisał(a):

    > Ja bym zapytała.przy okazji. Ale z uczciwa troską w głosie.


    --
    Tak naprawdę nic nie ma sensu, tymczasem my szukamy go we wszystkim.
  • ida_marcowa1 30.01.15, 19:22
    mój mąż w podobnej sytuacji poszedł zapytać co sie dzieje. byli to nowi sąsiedzi,awantury nieziemskie...teraz z obserwacji wiemy, że dziecko dość trudne, awanturuje sie o wszystko. którśs mama pisała, że jest wdzięczna za nieingerowanie. a co by sie takiego stało, gdyby sąsiadka zapytała??umarłaby z powodu utraty honoru?przeciez nie mówimy o wzywaniu policji czy zgłaszaniu do sądu. ja na miejscu tej mamy wcale bym sie tak nie cieszyła. bo jak mnie w nocy przyjdą mordować to się moge drzeć do oporu a sąsiadów sumienie nie ruszy.może przykład drastyczyny, ale kij ma zawsze dwa końce...
  • vilez 30.01.15, 19:38
    Pisałam, logika. Spytasz psychopatę- wyprze się, spytasz normalnego- dowiesz się, że: dziecko chore / z ADHD itp, i co Ci to da, poza tym, że zaspokoisz swoją ciekawość? Pomożesz im, żeby dziecko nie krzyczało?
    To są delikatne rzeczy. Moim zdaniem nie załatwia się tego w ten sposób.
  • differentview 30.01.15, 20:38
    > Pisałam, logika. Spytasz psychopatę- wyprze się, spytasz normalnego- dowiesz si
    > ę, że: dziecko chore / z ADHD itp, i co Ci to da, poza tym, że zaspokoisz swoją
    > ciekawość? Pomożesz im, żeby dziecko nie krzyczało?
    > To są delikatne rzeczy. Moim zdaniem nie załatwia się tego w ten sposób.

    no wlasnie- logika; nie chodzi o zaspokojenie ciekawosci tylko o troske o dziecko; dlaczego normalni rodzice z dzieckiem, ktore placze z innego powodu niz przemoc mieliby czuc sie zle czy niezrecznie? ja bym sie nie czula, uznalabym, ze mam madrych sasiadow, ktorzy prawidlowo reaguja
  • vilez 30.01.15, 21:13
    Logika- Ty też nie odpowiedziałaś na pytanie- co daje sąsiadom taka wiedza. I kolejne dokładam: uważasz, że wszyscy rodzice dzieci chorych chętnie się będą dzielić z sąsiadami wiedzą o chorobie dziecka? Bo to jest taka wielka przyjemność? W dodatku otrzymują potwierdzenie, że są uciążliwymi sąsiadami z chorym dzieckiem.
    I jeszcze jedno: skąd owi sąsiedzi będą wiedzieć, że nie zostali obujani?

    To się nie trzyma kupy z żadnej strony. Poza lipnym poprawieniem sobie samopoczucia przez owych pytających.
  • akn82 30.01.15, 22:21
    Nie przemawia i do mnie rozumowanie Vilez. Dlaczego ja mam się zastanawiać co pomyśli sąsiadka na moje pytanie? Moje pytanie jest wyrażone w trosce o dziecko, bo czuję niepokój kiedy słyszę płacz, martwię się. Miałam kiedyś sąsiadów, których syn bardzo płakał. Sąsiadów równie głośno strofujacych malucha, co jego wrzaski. Wracając do domu słyszałam jak wyje. Chwilę później wychodziłam znowu i on z mamą też akurat wychodzi. Zmieniłam z małym kilka zdań na temat tego że czasem też się tak denerwuje i mam ochotę wrzeszczeć, to ciężka sprawa jest takie nerwy. I że każdemu się moze zdarzyć. Mama wyraziła dezaprbate wobec wybrykow młodego w taki sposób że nie miałam wątpliwości że są z tej tradycyjnej linii wychowawczej. Skwitowalam że bycie trzylatkiem to trudny czas. Wrzaski i malucha i rodziców ucichly na kilka dni. Potem się wyprowadzili. Innym razem moja 4latka miała trudne miesiące i we wyla w nieboglosy.pewnego dnia wrzeszczala na klatce schodowej. Sąsiadka wyszła i zapytała jej dlaczego, poprosiła o uciszenie się i poinformowała że nie wolno tak krzyczeć na klatce. Efekt był taki, że córka nadal się darla, ale wyciszala się sama na czas przejścia przez schody, bo jak twierdziła nie chciała żeby "ta pani znowu coś do niej mówiła". Wnioski niech Vilez wyciągnie sama, bo ja się już tutaj nie będę wypowiadać ;-)
  • vilez 31.01.15, 08:35
    > Nie przemawia i do mnie rozumowanie Vilez. Dlaczego ja mam się zastanawiać co pomyśli sąsiadka na moje pytanie?

    Z delikatności? Bo ludzi, którzy mają np. dziecko z problemem, nie trzeba dociążać jeszcze sąsiedzką inwigilacją?
    Bo czyjeś metody wychowawcze wcale nie muszą być gorsze, niż Twoje? Czyt: dziecko, któremu wolno krzyczeć, to
    Bo "ciche" dziecko to może być np. dziecko zastraszone, takie któremu nie wolno krzyczeć, gdy się nad nim znęcają *patrz: historia nauczycielki, która zakatowała pasierba na śmierć- jemu właśnie nie wolno było było krzyczeć?
    Bo np. to krzyczące dziecko dopiero dostanie od prostackiego rodzica manto, że krzyczy i ten ma problemy z sąsiadami?

    Zanim się podejmie interwencję, warto przemyśleć rozmaite możliwości sytuacji i możliwe skutki tejże interwencji w określonych wariantach.
  • vilez 31.01.15, 08:38
    korekta:
    ... Czyt: dziecko, któremu wolno krzyczeć, to dziecko, któremu wolno wyrażać się w sposób, który jest dla niego dostępny?
  • differentview 31.01.15, 09:34
    Nadal nie rozumiem dlaczego zapytanie uwazasz za dociazanie czy inwigilacje; wychodzac z takiego zalozenia nalezaloby nigdy nie reagowac; wlasnie z takiego myslenia bierze sie biernosc, ktora pozwala zakatowac dziecko choc wszyscy sasiedzi slyczeli placze i wrzaski
  • drogikocie 31.01.15, 10:11
    Myslę, że czasem lepiej niż narażać dziecko na karę za to, ze się "wydało" od razu zadzwonić do odpowiedniej instytucji.
  • vilez 31.01.15, 10:59
    Kwestia przewidywania skutków i subtelności. Napisz czego konkretnie nie rozumiesz, bo już kilka razy podałam tłumaczenie, o co mi chodzi- możesz się do tego odnieść właśnie w konkrecie, zamiast zaczynać ponownie od punktu wyjścia Podałam kilka możliwości/wariantów sytuacji.
    M. in taką, że trzeba by też reagować na milczenie dzieci, bo "milczenie" może być i skutkiem zastraszenia (casus nauczycielki, która katowała dziecko wymuszając na nim milczenie).

    Wszystko może być podejrzane- i krzyki i milczenie (rzadziej, ale też możliwe). A można kogoś mocno skrzywdzić podejrzeniami lub włażeniem z buciorami w czyjąś trudną sytuację życiową. A i tak- nie pomóc. Zapytałam- jak ci konkretni sąsiedzi mogą pomóc- odpowiedzi brak. Zapytałam o kwestię weryfikacji otrzymanej odpowiedzi- też nikt się nie odniósł. Możesz przecież uzyskać tylko (aż!) to, że oprawca będzie tylko bardziej pilnował i rodzinę bardziej dyscyplinował (głębiej to wszystko ukryją).

    Rzecz jest zbyt delikatna, by się zdawać na toporne proste pierwsze reaktywności w myśl: " tyle się naczytałam, że ludzie dzieci katują, a sąsiedzi nie reagują" i bach..pytać jak z bicza trzasł: "Dzień dobry, a co u Was rano/wieczorem za krzyki odchodzą" . Otóż, reagować też trzeba umieć, a żeby umieć, to trzeba mieć to przemyślane. Z całym szacunkiem dla autorki wątki, ale ja u niej szczególnego przemyślenia tej akurat sytuacji nie widzę (przynajmniej w tej rozmowie). Widzę za to np. uwagi typu: sąsiad to typ playboya oraz to, że się pokłócili. Czyli: negatywne nastawienie.
    Trzeba się liczyć z możliwymi skutkami swojej interwencji. Do tego też nikt się nie odniósł (poza Drogi Kocie, która daje też wyżej przykład interwencji znacznie bardziej delikatnej.
  • drogikocie 31.01.15, 10:09
    Masz rację, Vilez, że jeśli ktoś bije dziecko to się nie przyzna.

    Jesli jednak ma dośc prostą konstrukcje jest szansa, że się przestraszy i zastopuje.
    Jest jednak też szansa,że będzie karał dziecko za krzyk jeszcze bardziej, więc pytanie trochę faktycnzienie d efektu.

  • vilez 31.01.15, 11:09
    Tak, o to mi chodzi. Wyżej to tłumaczę.
    Zauważam też problem takiej prosto poradnikowej (z porad gazetowych lub forumowych) reaktywności publiki. Nadzwyczaj łatwo jest o napędzanie ludzi na siebie, o wzmaganie podejrzliwości i niestety ... o tłumaczenie tego wszystkiego czyimś dobrym, podczas gdy to dobro jest bardziej skomplikowane, niż taki prosty reaktywny ogląd na to wskazuje, jak i motywy owej publiki też są bardziej złożone, np. "ten mi się wydaje podejrzany, bo był dla mnie niemiły i wygląda na playboya" czy coś podobnego.

    Z tym donoszeniem do instytucji też trzeba ostrożnie. Przerabiały ten problem kraje skandynawskie czy Niemcy - gdzie publika wzięła sprawy w swoje ręce, nader ochoczo donosząc do różnych instytucji i dochodziło do wielu niesprawiedliwości (np. film. "Polowanie" z Madsem M.). A biorąc pod uwagę działanie polskich instytucji, to też bym była nadzwyczaj ostrożna z beztroskim angażowaniem ich na zasadzie: "bo mi się wydaje", niestety.
    Oprócz zasady, że interweniować można, gdy za tym idzie realna pomoc, dobrze też trzymać się zasady, by nasza "pomoc" nie była szkodą.
  • drogikocie 31.01.15, 11:35
    > Z tym donoszeniem do instytucji też trzeba ostrożnie.


    Oczywiście!
  • molly_wither 30.01.15, 20:24
    Dokladnie. Takie mamy spoleczenstwo, "prosze sie nie wtracac to nasze zycie" ,a potem zdziwienie,gdy stanie sie tragedia i brak wyrzutow sumienia,ze sie nic nie zrobilo!
    Pamietam,kiedy kupe lat temu razem z mezem przegonilismy wlamywaczy w srodku nocy.Okazalo sie, ze tylko my mielismy "slaby" sen.Reszta sasiadow moze i cosslyszala, ale po co sie wychylac. Moze poprosze meza, on gada czesciej z tym facetem na rozne tematy , i ma wiecej tupetu ode mnie:)))

    ida_marcowa1 napisała:

    >jak mnie w nocy przyjdą mordować to się moge drzeć do oporu a sąsiadów sumienie nie ruszy.może przykład drastyczyny, ale kij ma zawsze dwa końce...


    --
    Tak naprawdę nic nie ma sensu, tymczasem my szukamy go we wszystkim.
  • vilez 30.01.15, 21:16
    Jakie: takie? Nie widzisz różnicy między płaczącym/krzyczącym dzieckiem a złodziejem? Może jeszcze napisz, że ludzie nie zareagują na pożar?

    I nie odpowiedziałaś ciągle na pytanie: co Ci da ta "wiedza"- co z nią zrobisz. Bo to jest kluczowe. Widzisz, jest taka (niepisana) zasada: interweniuj, jak możesz pomóc. Napisz zatem: jak możesz pomóc.
  • molly_wither 31.01.15, 12:37
    Sluchaj,sa ludzie,jak ci sasiedzi p. z gory, do ktorych moga pojsc i zapytac, wiem,jak zareaguja, nie obraza sie, wytlumacza i jeszcze podziekuja. A ci, o ktorych pisze sa inni. Jacy, napisalam wczesniej.

    --
    Tak naprawdę nic nie ma sensu, tymczasem my szukamy go we wszystkim.
  • basiastel 30.01.15, 21:54
    Stanowisko większości pań na tym forum jest takie, że dziecku nie można pomóc, nawet gdy coś budzi niepokój. Dorośnie, to zawalczy o swoje i zażąda odszkodowania. I panie uważają jeszcze, że są takie wrażliwe na krzywdę dziecka. Oczywiście, z tymi krzykami może być różnie, ale zapytać nie zaszkodzi. Jeśli rodzice mają w tym jakiś udział, to może się jednak opamiętają.
  • danaide 30.01.15, 22:48
    O której te krzyki wieczorem?
    Dzieci, które wysypiają się w przedszkolu nie są zmęczone wieczorem - jak sobie 3-4-latek utnie drzemkę w ciągu dnia to do północy może latać na wysokich obrotach. Zatem wieczorem jest konflikt czy już pora iść spać czy nie pora. Z kolei, jeśli dziecko poszło spać późno (np. 23) to siłą rzeczy rano jest zmęczone. Powody do płaczu jak znalazł.
    Mała krzyczy, czy jeszcze ktoś poza nią?

    Co do rodziny, pan starszy, pani młodsza, pan pokój zamyka, pani się kłania... Schematyczne myślenie mi się włącza. Idę spać;D

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • pani.jezowa 30.01.15, 23:40
    Dodając do informacji z pierwszego postu to, co dopisałaś potem, że pan zamyka pokoje, żona nie może tam wejść itd, to jesli nie możesz z tą zoną porozmawiać od serca to zwyczajnie zawiadomiłabym służby żeby ktoś sprawdził czy nie ma przemocy domowej.
    Jeśli nie ma i rodzina jest zdrowa i normalna to będzie dla nich oczywiste, że troszczyłaś się o dziecko.

    Uważam, że lepiej zareagować niż po tragedii mówić "a to tacy spokojni ludzie byli..."
  • konwalka 31.01.15, 09:23
    walić krzyki, dzieciaki tak sie czasami komunikują w pewnym wieku (być może tak własnie jest w tym przypadku)
    ale ja nie jestem pewna, czy dobrze doczytałam?
    bo mam nadzieję, że nie?
    kierownik rodziny wychodząc do pracy zamyka pokój, tak?
    i zona i dzieciak nie mająprawa wejść, żeby nie nabałaganić?
    mam nadzieje, że coś zle rozumiem, albo wkradł się jakis błąd w tekscie?
    --
    po-ranna.bloog.pl/
  • algavre.live 31.01.15, 11:08
    Na to co Molly napisała:

    <Wiem tylko,ze jej partner zamyka duzy pokoj jak wychodzi do pracy, zeby mala nie wchodzila i balaganila, i tak siedza we dwie w kuchni i sypialni (bo maja dwa pokoje). caly dzien. Nie wolno im nawet obejrzec TV,bo maja tylko jeden telewizor wlasnie w salonie. Troche to dziwne i wyglada na przemoc,>

    czerwona lampka by mi się zapaliła. Może to nic nie oznacza, albo wręcz przeciwnie.
  • jagienka75 31.01.15, 11:25
    mój 4 latek 2-3 razy dziennie ryczy, niczym bawół, kiedy go proszę, by posprzątał porozrzucane przez siebie klocki.
    oprócz tego moi dwaj synowie codziennie ryczą wniebogłosy, gdy się między sobą pobiją a bywa, że i siniaki sobie ponabijają.
    tylko patrzeć, kiedy zapukają do mnie sąsiedzi, albo zawita opieka społeczna.
    --
    Ludzie często domagają się prawdy, ale rzadko lubią jej smak.
  • drogikocie 31.01.15, 11:34
    ale obraziłabys się na sąsiadów,że rozważają różne scenariusze?

    Podobały mi się rady Spocka, żeby przed nauką samodzielnego zasypiania czy czegoś tam uprzedzić sąsiadów, że taki dziwny etap będzie i że może być dźwiękowo ciekawiej.

  • jagienka75 31.01.15, 12:47
    sam płacz dziecka o niczym nie świadczy, bo wiem to po swoich dzieciakach.
    tam, gdzie się naprawdę krzywda dzieje, nikt nie chce się "wtrącać".
    --
    Ludzie często domagają się prawdy, ale rzadko lubią jej smak.
  • to_ja_caryca_katarzyna 02.02.15, 18:06
    No i przydaloby sie, bo jestes nieudolna wychowawczo, jak i wszystkie tu mamuski, ktore licytuja sie, ktorej dziecko sie glosniej drze. Dzieci sie wychowuje, nie tylko karmi. Zaklocanie spokoju sasiadow no bo "przeciez to tylko dziecko" nikogo tu nie razi? Co za dzicz.
  • ida_marcowa1 31.01.15, 11:40
    kurde...no nie mogę. "co ci da ta wiedza i co ci da ta wiedza".no pewno, że g... ci da. bo sprawy związane z przemocą to nie są sprawy miłe i przyjemne a wiedza o nich nie pachnie różami. tak między bogiem a prawdą to nikt nie chce słyszeć o przemocy, bólu, smierci no chyba że pokrzywiony jest. nie chodzi o to co mi ta wiedza da, ja taka naiwna nie jestem i mam swiadomość, że jak ktoś bije to się do tego nie przyzna. ale jesli sąsiad nie jest psychopatą a dziecko nie ma np autyzmu ( bo wtedy wyje do księżyca o każdej porze dnia i nocy) to może informacja od sąsiadów będzie sygnałem że może przegina, może jednak dziecko za bardzo krzyczy, może cos wychowawczo nie tak robi? trochę jak lustro społeczne...
    no ale ja głupia i naiwna jestem i zapycham se musk wiedzą która mi nic nie da:)
  • molly_wither 31.01.15, 12:41
    Juz wiem co zrobie,Pogadam z tymi mlodymi nade mna. Oni tez z nimi sasiaduja.Zapytam,czy tez slysza ten placz i krzyki, i czy uwazaja to za normalne, tym bardziej ze sami maja dzieci w wieku przedszkolnym.
    Moze wspolnie cos wymyslimy.

    --
    Tak naprawdę nic nie ma sensu, tymczasem my szukamy go we wszystkim.
  • vilez 31.01.15, 14:46
    Naprawdę uważasz, że chodzi o to, że to nie są miłe sprawy? No nie żartuj. Pytam "co ci to da" w rozumieniu: co konkretnie zrobisz z tą wiedzą dla tych ludzi. Zatem: co zrobisz?

    Może się ów sąsiad powstrzyma, a może się nie powstrzyma, tylko reszta domowników zapłaci za to, że sprawiła kłopoty, bo sąsiedzi wiedzą. Bo nie wiesz, czy to właśnie nie jest psychopata. A założyć trzeba.
    Kilka innych argumentów też padło, i naprawdę, nie trzeba rzucać od razów g....nami. Wystarczy się odnieść do konkretów. Lepiej więcej pomyśleć, niż mniej.

    Takich własnie prostych reakcji bym się obawiała. Że jak się czegoś rozumie (także w rozmowie, jak ta), to się ktoś rzuca...
  • ida_marcowa1 31.01.15, 17:56
    no dobrze...ale ... jeśli tak jak piszesz to może być psychopata ( bo może) i "zejdzie do podziemia" ( czyli zacznie znęcać się tak, że sąsiedzi nie będa słyszeli) to znaczy, że w obawie przed taką sytuacja mam nic nie robić? ja nie mówię, że każdy płacz dziecka trzeba zgłaszać na policje, to trzeba dużo rozwagi, dużo wyczucia...ja się z tym wszystkim zgadzam. tylko że te wszystkie nasze obawy przed interwencją moga sprawdzić, że dojdzie do tragedii. niestety życie nie jest czarno białe i niema prostych rozwiązań...mysle,że na tym forum nie wymyślimy złotego środka. życie jest nieprzewidywalne...:)
  • vilez 31.01.15, 19:13
    Ja bym się poprzyglądała sytuacji: dyskretnie pooglądała dziecko podczas mijania się na schodach lub na podwórku (czy nie ma śladów pobicia), próbowała do niego zagadać (czy nie reaguje lękowo na ludzi, czy się nie zasłania rączkami przed nimi, dobrze też poradziła Drogi Kocie- spróbować nawiązać w miarę przyjazną relację z matką (zaprosić na kawę? pogadać najpierw o duperelach, zaprosić na wspólny spacer czy jej dzieci do siebie, by pobawiły się z naszymi)- i uważnie obserwować.
    Można też podpytać sąsiadów- ale to ostrożnie, żeby nie czynić złej atmosfery wokół tej rodziny, bo można kogoś skrzywdzić takim czymś.
    Instytucje- w ostateczności, gdy już mamy silne podejrzenia, jakoś tam potwierdzone- bo takie zgłoszenie chyba nie jest bez konsekwencji.

    Jednakże- i przede wszystkim - same krzyki dzieci o niczym nie świadczą, więc bym radziła umiar w takim startowaniu do oceniania, że "u nich się coś źle dzieje". Bo są naprawdę dzieci żywiołowe, są rodziny typu "włoskiego" czy "cygańskiego"- które są nader swobodne wokalnie i pod względem słownictwa, są wreszcie: ludzie z problemami zdrowotnymi (dzieci nerwowe, z ADHD, autyzmem itp)- i takim rodzicom można sprawić solidną przykrość takim "zwróceniem uwagi"- te rodziny i tak mają ciężko, i świadomość, że "sąsiedzi są zaniepokojeni", to wiesz...

    Wiem, że to jest trudne i niejednoznaczne, co robić.... Chyba trzeba być po prostu- przyjaznym :-)
  • differentview 31.01.15, 21:51
    > ludzie z problemami zdrowotnymi (dzieci nerwowe, z ADHD, autyzmem itp)- i tak
    > im rodzicom można sprawić solidną przykrość takim "zwróceniem uwagi"- te rodzin
    > y i tak mają ciężko, i świadomość, że "sąsiedzi są zaniepokojeni", to wiesz...

    nie, nie wiem...nie pojmuje Twojego sposobu rozumowania; zalozmy, ze mam dziecko z autyzmem, ktore czesto placze albo wrzeszczy- zadna przykroscia nie byloby dla mnie zapytanie z troska przez sasiadow czy wszystko jest w porzadku albo dlaczego placze; przykro to mi moze byc, ze mam chore dziecko ale nie bedzie mi przykro, ze mam empatycznych sasiadow, ktorzy tworza w bloku jakas wspolnote i reaguja- gdy ktos sie awanturuje, gdy dziecko za sciana czesto placze, gdy podejrzany typ kreci sie po klatce, gdy nie zatrzaskuje okien gdy ktos wola pomocy itd
  • vilez 01.02.15, 08:36
    Nie pojmujsz- to trudno, ale przykre to jest. Może takie rodziny powinny wywieszać kartkę na drzwiach z opisem swego problemu? I z pieczątkami lekarskimi, co by uczynić zadość ciekawskim...
  • differentview 01.02.15, 09:25
    vilez napisała:

    > co by uczynić zadość ciekawskim...

    tiaa, dokladnie o takiej motywacji dyskutujemy w tym watku
  • vilez 01.02.15, 18:43
    A nie? Przecież do tego by się to sprowadzało.
  • blueluna 31.01.15, 19:02
    Czytam ten wątek z niejakim szokiem...
    Po co te wszystkie kampanie społeczne, o reagowaniu, o nie byciu biernym, o przemocy wobec dzieci, o bezradności ofiar...

    Autorka wątku słyszy od miesięcy wrzaski rozpaczliwe dziecka, wie że ojciec jest dziwny i jeśli prawdą jest opowieść o odcinaniu rodzinie części mieszkania na czas swojej nieobecności to już jest dowód na chore układy rodzinne.

    Zastanawiam się wręcz czy autorka wątku nie jest sąsiadką mojej znajomej bo opis jest bardzo podobny - tyle że wiek ojca się nie zgadza i mają jeszcze pokój dziecinny... A ja jestem w to żywo wciągnięta bo pan domu, na zewnątrz miły, pachnący biznesmen to czystej wody psychopata znęcający (po cichutku i bez śladów) się bardzo nad rodziną a ja mam wątpliwą przyjemność zeznawać w tej sprawie na policji. Bo miałam ten zaszczyt być świadkiem jego akcji. W tym np. zakaz używania zlewu i konieczność zmywania w kabinie w łazience, wyznaczone ścieżki w domu gdzie żona z dzieckiem mogą chodzić etc.

    vilez - byłaś szczęśliwa że sąsiedzi nie zadawali Ci niewygodnych pytań gdy Twoje dziecko wyło porankami. A myślisz że nie rozmawiali o tym w domowych zaciszach? Pytanie prosto w oczy umożliwia wytłumaczenie sytuacji. Uwierzą lub nie - ale daje Ci szansę. Wrzaski dziecka miesiącami nie są czymś normalnym i naturalnym. Zdarza się bez żadnych złych intencji kogokolwiek. Ale czym złym w takiej sytuacji jest rozmowa z sąsiadami? Ich zainteresowanie?
    Ich brak reakcji to nie subtelność, wyrozumiałość i zaufanie do Ciebie jako matki.
    Tylko zwyczajna nasza ludzka znieczulica, odcinanie się od innych, udawanie że nie widzi się problemu.
    Oni udają że tego nie słyszą, Ty udajesz że oni nie słyszą i o tym nie myślą. I jest spokój.

    Jak widać można sobie w najlepsze znęcać się nad dzieckiem w naszym pięknym kraju, Niech się drze godzinami, niech mamusia z dzieckiem pod nieobecność tatusia nie ma prawa korzystać z połowy mieszkania. Niech mamusia np. odreagowuje stres na tatusia na dziecku. Ciiii!!!.... Może samo przestanie płakać.

    --
    Pozdrawiam serdecznie
    Agnieszka
  • vilez 31.01.15, 19:43
    Skoro tak próbujesz personalizować- moje dziecko ani nie" "wyło ani nie "miesiącami". Miało swój problem. Którym zajmowali się specjaliści. I czego ani by mi się śniło wyjaśniać sąsiadom, i Tobie tutaj. A co jest normalne, a co- nie, nie Tobie oceniać. Ale dobrze wiedzieć, czym jest dla Ciebie krzyk dziecka- wyciem. To też sporo mówi. Moje dzieci nie wyły i nie wyją. I zachowywały się i zachowują NORMALNIE. Dzieci, które mają jakiś problem, to też dzieci normalne - do Twojej wiadomości.

    Wracając do sąsiadów, gdyby mnie nagabywali - przede wszystkim pomyślałabym sobie o nich, że nie są zbyt mądrzy, i bardzo bym się tym zdziwiła, bo na takich zdecydowanie nie wyglądali. Uważam, że dorosły człowiek WIE, że dzieci mogą być różne, i mogą mieć np. różne lęki. I że mają na tyle empatii, by się wczuć w sytuację, i właśnie- nie zadawać pytań, które skazują na TŁUMACZENIE SIĘ obcym ludziom. Dobrze, że to pokazałaś- prokurować sytuację, w której trzeba się tłumaczyć- to brak empatii i brak mądrości. A to wszystko ma związek z godnością ludzką, jeśli o tym nie wiesz.
    Zatem, nie- to nie kwestia mojego szczęścia, ale kwestia tego, że miałam normalnych sąsiadów.

    A czy gadali między sobą... Możliwe. To ich sprawa. Jednakże widać potrafili wnioskować- i obserwować- skoro potrafili się wobec nas zachować taktownie.
    Ale generalnie- właśnie zilustrowałaś swoim komentarzem, o co mi chodzi. O takie pochopne osądzanie i podejmowanie podejrzeń, bo "dziecko krzyczy", co oczywiście jest z klucza nienormalne. Informuję Cię zatem, że niektóre czterolatki krzyczą, w ogóle dzieci krzyczą, i nie jest to niczym dziwnym. Dzieci miewają też różne problemy, i wyobraź sobie, ze się nie wiąże z krzywdzeniem ich przez rodziców. Podejrzani są natomiast ludzie, dla których krzyk dzieci jest dziwny i nienormalny. Gdy niemowlę płacze po nocach, też się dziwisz i podejrzewasz, że jest krzywdzone do nich, i lecisz pukać ?

    Gdybyś mnie jako sąsiadka zapytała, czemu mój syn się tak zachowuje, to i tak byś prawdopodobnie nie zrozumiała- to właśnie wnioskuję po Twojej reakcji. I to ilustruje, dlaczego bezsensownym jest tłumaczyć się wypytującym nas sąsiadom, bo:1. takie wypytywanie to chamstwo, 2. jedna osoba zrozumie, a druga i tak będzie uważała, że źle wychowujesz/ traktujesz dziecko. Niestety, bywają ludzie odporni na wiedzę. I nieczuli. Jak widać nieczułość może mieć różne oblicza. Myślałaś kiedyś o tym?

    To, co Ty teraz robisz w związku z Twoimi doświadczeniami to się nazywa projekcja. Naprawdę nie wszyscy są Twoimi są Twoimi psychopatycznymi znajomymi. Zdecydowanie galopuje Ci wyobraźnia w kierunku takich projekcji.

  • blueluna 01.02.15, 17:52
    > Dzieci, które mają jakiś problem, to też dzieci normalne - do T
    > wojej wiadomości.

    A gdzieś napisałam inaczej??
    To tak w temacie projekcji.
    Napisałam jedynie że codzienne rozpaczliwe wrzaski dziecka od wielu miesięcy nie są czymś normalnym.

    Dlaczego miałabym nie zrozumieć gdyby zagadnięta przez mnie sąsiadka, matka dziecka płaczącego godzinami przez wiele dni powiedziała mi że jej maluch ma trudny okres albo tak odreagowuje emocje? Mogłabym jej zaproponować jakąś pomoc, choćby chwilę odpoczynku, wspólne spotkanie - bycie matką dziecka które dużo płacze nie jest często proste.

    Robisz ze mnie jakiegoś prymitywa depczącego ludzką godność, wkładasz w usta słowa których nie wypowiedziałam.
    Negujesz fakt istnienia przemocy domowej wobec dzieci.

    Bo uważam że zauważenie potencjalnego problemu gdy słyszymy tygodniami rozpaczliwe wrzaski dziecka zza ściany i zrobimy cokolwiek by to wyjaśnić, zagadnąć jego rodziców jest słuszne.

    Piszesz tyle o empatii.
    A odmawiasz jej ludziom wkoło.
    Oczekujesz jej tylko wobec siebie.

    I bardzo proszę nie rób ze mnie cudaka który nie wie że dzieci płaczą, krzyczą i maja swoje problemy.
    Wątek dotyczy sytuacji gdy dziecko rozpaczliwie płacze od miesięcy a wiadomo że w domu tegoż dziecka panują dziwne zwyczaje, czyli zakaz korzystania z połowy mieszkania gdy Pana Domu nie ma.
    Autorka wątku rozważa zrobienie czegokolwiek, szuka pomysłu na to jak to zrobić taktownie i bez rzucania od razu oskarżeń.

    --
    Pozdrawiam serdecznie
    Agnieszka
  • vilez 01.02.15, 18:48
    A to nie Ty pisałaś o wyciu?
    I czemu płacz dziecka trwający jakiś czas nie jest normalny? Bo nie napisałaś.
    O co zagadnąć? Pytam kolejną osobę. Kilka innych pytań też zostało bez odpowiedzi. Ty ich też nie udzielisz, pozostaniesz tylko na poziomie ogólników typu: "zagadać". Ale : po co, na co, jak , z jakim skutkiem- to już chyba za wysokie wymaganie (by o tym POMYŚLEĆ).

    Odpowiedź dawno już dostała. Nie zauważyłaś? Ona się do nich nie odniosła. Ty też.
  • blueluna 01.02.15, 22:13
    > I czemu płacz dziecka trwający jakiś czas nie jest normalny?

    Ale jaki czas?
    Bo są zdroworozsądkowe ramy po przekroczeniu których pojawić powinien się niepokój.

    > O co zagadnąć?

    Normalnie?
    Po ludzku?
    To już sztuka konwersacji tak całkowicie w narodzie naszym zamarła?
    Że mając za ścianą rodzinę z dzieckiem które rozpaczliwie płacze długo i codziennie lepiej nic nie zrobić niż po prostu poprosić o chwilę rozmowy jego mamę (skoro tata średnio do pogadania), przeprosić za taką bezpośredniość, ale słyszysz że dziecko tak bardzo płacze, martwisz się że może coś złego się dzieje i może mogłabyś coś pomóc?
    To już naprawdę takie wielkie coś że jest karygodne i świadczy o deptaniu czyjejś godności??

    Jak napisał ktoś niżej - gdyby po takim moim zapytaniu matka zareagowała tak jak Ty w tym watku - to moim następnym krokiem byłoby wykonanie telefonu, nie do Ciebie bynajmniej.

    I żeby nie było.
    Miałam w poprzednim mieszkaniu przemocowca piętro niżej.
    Były i moje rozmowy z jego żoną i wzywanie Policji bo żona nigdy się na to nie zdobyła mimo iż dziecko czasami wrzeszczało "tatusiu nie zabijaj mamusi!" a mamusia otwierała Policji drzwi zakrwawiona i posiniaczona. Na szczęście w końcu zdobyła się na wyprowadzkę z dzieckiem.

    --
    Pozdrawiam serdecznie
    Agnieszka
  • blueluna 01.02.15, 18:21
    > To, co Ty teraz robisz w związku z Twoimi doświadczeniami to się nazywa projekc
    > ja. Naprawdę nie wszyscy są Twoimi są Twoimi psychopatycznymi znajomymi. Zdecyd
    > owanie galopuje Ci wyobraźnia w kierunku takich projekcji


    Naprawdę, nie wszyscy są psychopatyczni????
    To straszne, w życiu bym się nie domyśliła!
    ;)

    A poważnie - wspomnienie o tej sytuacji odnosiło się wyłącznie do jednego faktu wspomnianego przez autorkę wątku.
    Żona z dzieckiem mają wydzieloną w małym mieszkaniu przestrzeń po której mogą się poruszać. Jeden z dwóch pokoi jest dla nich niedostępny.
    To właśnie to brzmi dla mnie bardzo znajomo bo coś takiego sama miałam okazję obserwować.
    I nie był to element szczęśliwej historii.
    W dodatku był to element naprawdę rozległej i przerażającej układanki.
    Bardzo skrzętnie ukrywanej przed otoczeniem.
    Zakładam że autorka wątku wie o tym od matki dziecka które płacze bo wątpię by sąsiad się tym chwalił a gdyby tak robił to tym bardziej świadczyłoby o jego hmmm.... Niech każdy sobie dopowie o czym.
    Bo znowu będzie że coś projektuję.
    Skoro wyjawiła coś takiego - mogło to być próbą uzyskania pomocy.


    --
    Pozdrawiam serdecznie
    Agnieszka
  • vilez 01.02.15, 18:31
    No patrz, a ja o płaczącym dziecku, bo co do tamtego- to chyba napisałam, co sądzę?
    Czytaj uważnie, co ludzie piszą, ido tego się odnoś.
  • differentview 01.02.15, 19:31
    > Wracając do sąsiadów, gdyby mnie nagabywali - przede wszystkim pomyślałabym sob
    > ie o nich, że nie są zbyt mądrzy. Uważam, że dorosły człowiek WIE, że dzieci mogą być
    > różne, i mogą mieć np. różne lęki. I że mają na tyle empatii, by się wczuć w sy
    > tuację, i właśnie- nie zadawać pytań, które skazują na TŁUMACZENIE SIĘ obcym lu
    > dziom. Dobrze, że to pokazałaś- prokurować sytuację, w której trzeba się tłumac
    > zyć- to brak empatii i brak mądrości. A to wszystko ma związek z godnością ludz
    > ką, jeśli o tym nie wiesz.

    ten fragment wskazuje na to, ze potencjalne zwykle zapytanie wynikajace z niepokoju sasiada o dziecko- znieksztalcasz w jakis paranoiczny sposob i zamieniasz w swojej wyobrazni na brutalne oskarzenie Ciebie jako rodzica, pozbawione empatii zniszczenie Twojej godnosci, sprokurowanie dowodow przeciwko Tobie etc
    gdybys bedac moja sasiadka tak paranoicznie zareagowala na moje zwykle pytanie naprawde powaznie zastanowilabym sie nad powiadomieniem jakiejs instytucji- bo takie reakcje nie sa dla mnie norma
    pytanie - co jest zlego w tym, ze dziecko dlugo placze- pozostawie bez komentarza
  • vilez 02.02.15, 09:45
    A ja na poważ nie teraz napiszę, że brakuje Ci empatii i myślenia wielkierunkowego, czyt. rozważania różnych możliwości. Nie jest dla Ciebie ważne, jaką sytuację może sprokurować takie działanie, jakie proponujesz. Takie działania uważam za bezmyślne, wybacz szczerość. I z tego względu niebezpieczne.
  • pani.jezowa 31.01.15, 19:46
    No dokładnie o to mi chodziło.
    By nie przechodzić obojętnie.
    Jeśli dziecko płacze ze zwykłych powodów a rodzina jest zdrowa i normalna to nikt się nie obrazi o troskę.
    A jak się obrazi to trudno.
    Ważniejsze by pomóc jeśli dzieje się krzywda.
  • vilez 01.02.15, 09:01
    > By nie przechodzić obojętnie.

    I to usprawiedliwia podejrzewanie ludzi z góry? To usprawiedliwia inwazyjne włażenie z buciorami w czyjeś życie?

    > Jeśli dziecko płacze ze zwykłych powodów a rodzina jest zdrowa i normalna to nikt się nie obrazi o
    > troskę.

    A jeśli płacze nie ze zwykłych powodów to co? To masz prawo do wiedzy o tych powodach? Bo?
    Masz prawo urażać ludzi, którzy maja np. niezwykłe problemy? Kto Ci dał takie prawo? I kto Ci dał prawo podejrzewania ludzi, że tworzą "nienormalne rodziny'? Nienormalne, bo dzieci płaczą? Dzieci płaczą z różnych powodów. Może zacznij zakładać kartoteki sąsiadom- których dzieci płaczą, o której i w jakich okolicznościach. Prewencyjnie.. Instytucja szklanki (podsłuch przez ścianę) wiecznie żywa... Polecę jeszcze sklep Wasleyów przy ul. Pokątnej- mają podsłuchujące zwisające uszy.

    > Ważniejsze by pomóc jeśli dzieje się krzywda.

    JEŚLI dzieje się krzywda. Podejrzewać wszystkich z klucza, że mogą krzywdzić, jest szaleństwem. I ten "drobny" etap między "jeśli dzieje się" a "dzieje się"- ominęłaś. Nawet w prawie istnieje zasada domniemania niewinności i nikt nie jest zobowiązany udowadniać swojej niewinności przed kimkolwiek. Polecam tę refleksję- bo jest kluczowa dla funkcjonowania wszystkich społeczności, nawet tak małej jak współmieszkańcy domu.
  • zuzi.1 01.02.15, 11:08
    Molly, na Twoim miejscu porozmawialabym sobie na spokojnie z ta matka, czy nie potrzebuje jakiejs pomocy odn. dziecka, co jest przyczyna tego, ze tak czesto i dlugo placze, opowiedzialabym o swoich doswiadczeniach z dziecmi itd. bez podejrzewania z gory, zyczliwie, dobro dziecka jest w takich sytuacjach sprawa nadrzedna. Jak sie przy okazji Molly dowie o jakichs ew. problemach tego dziecka, to od tego swiat sie nie zawali a ego rodzicow dziecka nie legnie w gruzach. Moze to dziecko potrzebuje jakiejs terapii Integracji sensorycznej bo jedt nadwrazliwe i dlatego placze. Nie zaszkodzi zapytac, w celach pomocowych, zaden normalny rodzic sie za takie zainteresowanie i chec niesienia pomocy nie obrazi. Tylko trzeba to zrobic z wyczuciem i zyczliwie.
  • danaide 01.02.15, 13:25
    Myślę, że pies pogrzebany w tego typu wypadkach polega na tym, że immanentną częścią takiej interwencji powinno być zaoferowanie pomocy. Tym bardziej, że odpowiedzią na "zainteresowanie" może być "wniosek o pomoc". A z tym jest zwyczajnie najtrudniej. Wiele osób nie chce pomagać, z różnych przyczyn. Duże znaczenie ma w takich wypadkach zresztą miejsce zamieszkania - miasto, duże czy małe, struktura mieszkańców, stali czy napływowi, właściciele czy wynajmujący, osoby fizyczne czy prawne (firmy). I to obowiązujące nadal myślenie: dziecko jest własnością rodziców. A rodzina, wiadomo, struktura przemocy. Płacz to dziś za mało.

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • blueluna 01.02.15, 17:34
    Czy naprawdę czymś tak okropnym i strasznym, niewybaczalnym i będącym deptaniem czyjejś prywatności jest zainteresowanie sąsiadki przez ścianę dlaczego w sąsiednim mieszkaniu dziecko bardzo często rozpaczliwie płacze i zagadnięcie o to jego matki?

    Nie pisałam nigdzie o rzucaniu zarzutów, robieniu przeszpiegów, zaglądania w okna i podłączania podsłuchów.

    Zwykłe zagadnięcie na korytarzu - czy coś się dzieje?
    Jakiekolwiek zainteresowanie.
    To jest naprawdę coś tak strasznego?

    Urażanie godności?

    Jak to sama napisałaś:
    > Masz prawo urażać ludzi, którzy maja np. niezwykłe problemy? Kto Ci dał takie p
    > rawo? I kto Ci dał prawo podejrzewania ludzi, że tworzą "nienormalne rodziny'?

    Zapytanie się, zainteresowanie - czy wszystko ok to urażanie ludzi?

    Nie wiem, ja chyba z innego świata pochodzę.

    Ale gdyby mi dziecko zawodziło godzinami czy wręcz wyło (owszem, dzieci potrafią wyć - bo czym innym jest zwykły płacz a czym innym wrzask wydawany przez przerażone lub rozhisteryzowane dziecko, na skraju wytrzymałości, nie używam tego określenia w celu obrażania kogoś - to moje określenie na płacz naprawdę rozpaczliwy) to daleka byłabym od obrażania się na cały świat że ktoś się mnie spytał czy wszystko ok.
    Mam świadomość że wszyscy wkoło słyszą ten płacz (i nawet jeśli nie snują właśnie domysłów na temat dziecka przypalanego papierosami to pewnie im to przeszkadza) i wolałabym żeby jeden sąsiad z drugim ze mną pogadał jak człowiek niżby miał donieść na mnie na Policję czy olać sprawę - bo to daje poczucie ludzkiej znieczulicy.

    Przez większość życia mieszkałam w małej miejscowości gdzie gdybym wrzasnęła po walnięciu się w piszczel to pewnie za chwilę miałabym sąsiadkę z zapytaniem czy wszystko ok.
    Teraz mieszkam w Warszawie gdzie pewnie gdyby mnie zarzynali przez godzinę przy otwartych oknach nikt by nawet nie zauważył.
    Nie powiem bym czuła się wcześniej zdeptana w swojej godności - a teraz w jakimś szczególnym poszanowaniu swojej prywatności.

    Aczkolwiek mam nadzieję że jeśli jakieś małe dziecko będzie doznawało przemocy w rodzinie i robiło jedyne co może by się bronić czyli płakało - to zawsze znajdzie się ktoś kto sie tym chociaż trochę zainteresuje.



    --
    Pozdrawiam serdecznie
    Agnieszka
  • dz_iedzic11 31.01.15, 21:39
    Ja tez jestem zdumiona radami by nie reagować, tłumaczeniami, że płacz to w zasadzie o niczym nie świadczy.No ludzie!! Może świadczy a może nie świadczy. Oby nie świadczył, ale na litość boska - po co te podchody, w tej sytuacji należy sie skontaktować z mopsem/gopsem czy policja i jasno wyłożyć swoje obawy. Tysiąckrotnie lepiej zareagować na wyrost niż nie reagować. Szczerze zdumiewa mnie reakcja części forumowiczek!
  • molly_wither 31.01.15, 21:44
    No nie mozna, czego dowodem jest moj watek na tym forum. Za to Twoja wypowiedz swiadczy o tym,ze mozna ludziom wiele wmowic.Problem delikatny, dlatego szukam porady,jak go rozwiazac. Zdaje sie, ze jednak poszukam sama rozwiazania w realu, bo dyskusja zaczyna byc ponad moje sterane zyciem nerwy,


    blueluna napisała:

    >

    >> Jak widać można sobie w najlepsze znęcać się nad dzieckiem w naszym pięknym kra
    > ju, Niech się drze godzinami, niech mamusia z dzieckiem pod nieobecność tatusia
    > nie ma prawa korzystać z połowy mieszkania. Niech mamusia np. odreagowuje stre
    > s na tatusia na dziecku. Ciiii!!!.... Może samo przestanie płakać.
    >


    --
    Tak naprawdę nic nie ma sensu, tymczasem my szukamy go we wszystkim.
  • vilez 01.02.15, 08:44
    Dostałaś porady, także ode mnie. Są sposoby, żeby się zachować przyzwoicie. Ale jakoś Ci one nie leżą. Pomyśl, dlaczego.
  • molly_wither 01.02.15, 20:05
    Nie musze myslec,bo wiem.

    vilez napisała:

    > Dostałaś porady, także ode mnie. Są sposoby, żeby się zachować przyzwoicie. Ale
    > jakoś Ci one nie leżą. Pomyśl, dlaczego.


    --
    Tak naprawdę nic nie ma sensu, tymczasem my szukamy go we wszystkim.
  • pani.jezowa 01.02.15, 14:14
    A jesteś z tą sąsiadką w takich stosunkach żeby z nią po przyjacielsku porozmawiać czy raczej to nie ten stopień zażyłości?
  • molly_wither 01.02.15, 20:09
    Kiedys od czasu do czasu wymienialysmy zdania ,ale od czasu,kiedy jej wkurzyl mnie jej partner tylko sie sobie klaniamy. Jego znam od 20 lat, ja od 3. On zmienia partnerki co kilka lat.

    pani.jezowa napisał(a):

    > A jesteś z tą sąsiadką w takich stosunkach żeby z nią po przyjacielsku porozmaw
    > iać czy raczej to nie ten stopień zażyłości?


    --
    Tak naprawdę nic nie ma sensu, tymczasem my szukamy go we wszystkim.
  • blueluna 01.02.15, 18:28
    Jestem absolutnie daleka od wmawiania komukolwiek czegokolwiek.
    Po prostu - mam przykrą świadomość że coś takiego jak przemoc w rodzinie istnieje. Podobnie jak istnieją problemy z dzieckiem, problemy matek które czasem są pozostawione same sobie.
    Założyłaś bardzo niepokojący wątek, sama opisałaś bardzo niepokojące rzeczy i skoro go założyłaś to sama czujesz że być może jest coś nie tak, że coś trzeba zrobić.

    A większość odpowiedzi w wątku jest w tonie: nie wtrącaj się w cudze życie, to ich sprawa, dziecko pewnie płacze sobie ot tak, niech płacze, przestanie.
    To mnie ruszyło.

    --
    Pozdrawiam serdecznie
    Agnieszka
  • milamala 31.01.15, 21:45
    Przyczyna moze byc przemoc ale wcale niekoniecznie. To tez musisz miec na wzgledzie.
    Dziecko moze byc z kategorii "high need child"
    dziecisawazne.pl/high-need-babies-wyjatkowe-dzieci/
    W linku mowa o niemowlakach, ale z high need baby wyrasta high need child a potem adult.
    Nie czytalam jeszcze innych watkow, w ktorych na pewno dostalas najlepsze rady.
    Ja jedynie moge sugerowac zeby nie odrazu zakladac przemoc.
  • pani.jezowa 01.02.15, 00:46
    I z tego powodu partner nie pozwala kobiecie wchodzić do salonu i oglądać telewizji?
    Takie zachowania ewidentnie świadczą o przemocy domowej, choć dziecko może płakać z róznych powodów.
  • yoma 01.02.15, 11:01
    Pierwsze pytanie, skąd Molly wie o tym katowaniu kobiety brakiem telewizora, a drugie pytanie, zrozumiałam, że katowanie dotyczy matki kobiety, kiedy opiekuje się dzieckiem?
    --
    Na zawsze zrazem!
  • danaide 01.02.15, 13:12
    I dziecka! Cóż to za dzieciństwo bez TV?!
    (Tak się nabija statystykę!;D)

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • yoma 01.02.15, 13:26
    No, i zamiast posadzić dziecko przed TV i mieć spokój, kobieta musi ściągać matkę do pomocy :)
    --
    Kobyła ma mały bok
    Ogrodnik ma wielki łeb, jest ślepy, lubi dobrze zjeść i czyta Herriota
  • pani.jezowa 01.02.15, 14:11
    Ja zrozumiałam, że dotyczy matki dziecka.
    Ale w sumie nie ma to znaczenia czy matki czy babci, taki zakaz nie jest czymś normalnym.
  • milamala 01.02.15, 19:28
    pani.jezowa napisał(a):

    > I z tego powodu partner nie pozwala kobiecie wchodzić do salonu i oglądać telew
    > izji?

    Przeczytalam tylko watek zalozycielski.
    Nie wiem na czym polega to niepozwalanie na ogladanie tv.
    Czy chodzi o to, ze pan zamyka sie sam w salonie i nie wpuszcza pani, a niech ta siedzi przy garach czy chodzi o cos innego.
    Np. u mnie w domu tez jest takie nieformalne zarzadzenie (moje), ze nie ogladamy tv przy dziecku.
    Jesli pan rowniez kieruje sie dobrem dziecka to nie widze w tym nic dziwnego.

    Jesli zalozycielka watku wie o takim szczegole z zycia sasiadow, to moze ta sama droga dowiedziec sie czy w domu jest przemoc. Mam nadzieje, ze informacja o tv jest w pierwszego zrodla, bo niestety inne zrodla obarczone sa duza doza nierzetelnosci.

    Powarzam nie twierdze, ze w domu nie ma przemocy. Moze pan rzeczywiscie jest nad wyraz autorytarny, ale warto miec na uwadze, ze w gre moze wchodzic wiele innych mozliwosci nic z przemoca nie majace wspolnego.
  • molly_wither 01.02.15, 20:12
    Chodzi o zamykanie pokoju w ktorym stoi tv, nie o wlaczanie tv.
    Akurat o tym wiem od meza, ktory wysnul taki wniosek z rozmowy miedzy nimi.Wniosek moze byc mylny.
    milamala napisała:

    > Jesli zalozycielka watku wie o takim szczegole z zycia sasiadow, to moze ta sam
    > a droga dowiedziec sie czy w domu jest przemoc. Mam nadzieje, ze informacja o t
    > v jest w pierwszego zrodla, bo niestety inne zrodla obarczone sa duza doza nier
    > zetelnosci.
    >
    > Powarzam nie twierdze, ze w domu nie ma przemocy. Moze pan rzeczywiscie jest na
    > d wyraz autorytarny, ale warto miec na uwadze, ze w gre moze wchodzic wiele inn
    > ych mozliwosci nic z przemoca nie majace wspolnego.


    --
    Tak naprawdę nic nie ma sensu, tymczasem my szukamy go we wszystkim.
  • yoma 01.02.15, 21:34
    Czyli jedna pani drugiej pani, co podsłuchała między panem a panią.

    Osobiście zamykam mój pokój do pracy, żeby mi dziecko kabli nie poprzegryzało, i nikomu nie wolno używać mojego kompa. Przemoc nieprawdopodobna.
    --
    Kobyła ma mały bok
    Ogrodnik ma wielki łeb, jest ślepy, lubi dobrze zjeść i czyta Herriota
  • vilez 01.02.15, 08:40
    Nie przekonasz niektórych ludzi, że są inne możliwości. Tacy ludzie patrzą przez filtr swojego założenia, i czują się zbawcami. I przez to uprawnienie.
    Kiedyś czuli się uprawnieni do "wiedzy" wszystkiego o sąsiadach- w różnych rejestrach ich życia. I wszystko było tłumaczone oczywiście rozmaitym "dobrem". Tak to działa.
  • rilla-m 01.02.15, 19:59
    Sama mam dwójkę synów (5 i 2.5) - starszy z CZR do niedawna przy każdym myciu głowy darł się wniebogłosy jakbyśmy mu mega krzywdę robili, np. "tato, co mi robisz!!!" - dla kogoś z zewnątrz (sąsiadów) sprawa wygląda jednoznacznie, nie? Ojciec go maltretuje. Sytuacja jest jednak zupełnie normalna, bez przemocy - dziecko ze spektrum autyzmu niestety zachowuje się "niestandardowo"...Młodszy synek - mega awanturnik. Potrafił naprawdę długo wyć, jak mu się coś odmówi, postąpi nie tak jak sobie życzy, nie da czegoś natychmiast. I też mam mega stres że ktoś z sąsiadów przyjdzie z pytaniem o co chodzi. Dlatego ja bym się nie wtrącała - coś co z zewnątrz może wyglądać na jakąś patologię, wcale nie musi nią być. Dzieci są różne. Pamiętam historię koleżanki, która nie mogła przez godzinę uspokoić swojego 1,5-roczniaka (jak się potem okazało, też dziecko z CZR), i sąsiedzi wezwali policję...Koleżanka płakała, jak mi to opowiadała, a minęło już trochę czasu od tego wydarzenia...
  • paris-texas-warsaw 01.02.15, 20:17
    Zróbmy taki mały algorytm:
    1. Dziecko płacze
    2a. Możemy sprawdzić ze 100 % pewności, że z przyczyn nie wymagających interwencji w celu obrony dziecka - nie wzywamy odpowiednich służb.
    2b. Nie możemy sprawdzić ze 100 % pewności, że z przyczyn nie wymagających interwencji w celu obrony dziecka - wzywamy odpowiednie służby (np. policję, mops, etc.).
    Nikt osobiście nie musi się sąsiadom tłumaczyć z tego, czemu jego dziecko płacze. Jednak w przypadku odpowiednich służb jest to już wymagane.
    2ba. Okaże się, że odpowiednie służby zostały wezwane niepotrzebnie - oprócz dyskomortu rodziców nic się nie stanie, a uniknęliśmy ryzyka pozostawienia jakiegoś dziecka bez pomocy.
    2bb. Okaże się, że służby zostały wezwane potrzebnie - może to się okazać nie od razu, ale taka interwencja zostanie jakoś przez rodziców zapamiętana, może uda się coś zrobić. Rodzice będą mieli świadomość, że są obserwowani. Jeśli ich tłumaczenia zostaną odebrane jako mętne, to może zostaną objęci jakimś nadzorem etc.
    Więc - z uwagi na niesprawdzalność 100% sytuacji, lepiej gdzies taką sytuację zgłosić, jak to kampanie społeczne uczą.
    Ewentualne koszty dyskomfortu rodziców są małym kosztem społecznym przy zysku uratowania jakiegoś dziecka.
  • pani.jezowa 01.02.15, 23:15
    O to mi tez chodziło tylko Ty ładniej rozpisałaś na punkty.
    Po są kampanie, choćby niedawna, REAGUJ, MASZ PRAWO by nie przechodzić obojętnie.
    Jeśli ktoś robi z tego wielkie naruszenie prywatności to być może sam nie jest bez winy.
  • vilez 02.02.15, 09:49
    > Jeśli ktoś robi z tego wielkie naruszenie prywatności to być może sam nie jest bez winy.

    Dokładnie o to chodzi. Gdy ktoś pokazuje rozmaite możliwości, to znaczy, że być może sam nie jest bez winy. To jest właśnie TO myślenie.

    O delikatności słyszałaś? Podałam możliwości rozwiązań- jakoś ustosunkowania brak, jest natomiast toporne: "jestem w prawie". Z taką wrażliwością, to daleko społeczeństwo nie zajedzie.
  • differentview 02.02.15, 11:01
    > Dokładnie o to chodzi. Gdy ktoś pokazuje rozmaite możliwości, to znaczy, że być
    > może sam nie jest bez winy. To jest właśnie TO myślenie.

    znowu dokonujesz paranoicznego znieksztalcenia- ten domniemany sasiad, ktory z troski zapyta- wlasnie zaklada rozne mozliwosci- ale nie jest duchem swietym zeby wiedziec co sie dzieje za zamknietymi drzwiami wiec zwyczajnie chce sprawe wyjasnic- bo moze sie wlasnie okazac, ze przyczyna jest choroba dziecka- i wowczas juz wiadomo, ze dziecku nie dzieje sie krzywda ze strony rodzicow; ale moze sie tez okazac, ze rodzic zareaguje agresja- wtedy mozna sie sklaniac w kierunku stosowania przemocy- rodzic, ktory przedklada swoje urojone upokorzenie takim pytaniem przed zwykla sasiedzka troske o dziecko normalny nie jest
  • blueluna 01.02.15, 21:58
    >Koleżanka płakała, jak mi to opowiadała, a minęło już tro
    > chę czasu od tego wydarzenia...

    Ale ona płakała dlatego że jej dziecko płakało strasznie przez półtorej godziny (tu faktycznie sąsiedzi byli nadgorliwi, pewnie przejęli się nieustającym płaczem nie tak malutkiego dziecka i pomyśleli że coś złego się stało jego mamie - acz pytanie, dlaczego nie zapukali do drzwi i nie sprawdzili tylko wezwali Policję? Może dlatego żeby nie zostać potraktowanymi jako natręci włażący z butami w czyjeś życie a zadzwonić łatwiej - i tu właśnie wcześniejsza rozmowa z nimi by się przydała), sąsiedzi się przestraszyli i dlatego tak zareagowali?
    Czy to po prostu była "wisienka na torcie" jej ogólnych problemów z dzieckiem? Bo skoro zostało zdiagnozowane jako dziecko z CZR to na pewno jego mamie nie było w tym czasie łatwo i żyła w stresie?

    Nie wiem, ja może dziwna jestem.
    Ale gdyby moje dziecko z jakiegoś powodu straszliwie płakało godzinami i ktoś by w końcu zareagował i Policję zawiadomił - to bym po prostu drzwi otworzyła, pokazała że dziecku nic złego się nie dzieje, powiedziała co i jak i tyle.


    --
    Pozdrawiam serdecznie
    Agnieszka
  • zuzi.1 01.02.15, 22:44
    Blueluna, a mozesz napisac jak sie sprawa z tym psychopata zakonczyla i czy sie zakonczyla, orazjakie jeszcze inne dziwne zachowania prezentowal ten facet. Dobrze jest o takich przypadkach wiedziec, zeby wiedziec na co zwracac uwage.
  • pogodoodporna 02.02.15, 14:52
    rilla-m napisała:

    > I też mam mega stres że kt
    > oś z sąsiadów przyjdzie z pytaniem o co chodzi.

    Strasznie smutne jest to co piszesz, bo to znaczy, ze absolutnie nie wierzysz, ze Twoi sasiedzi maja jakakolwiek empatie w sobie. A co by sie stalo, gdybys zagadnela kiedys jednego czy drugiego sasiada i oprocz grzecznosciowych formulek o pogodzie wspomniala, ze Twoje dzieci wymagaja szczegolnej opieki i w zwiazku z tym zachowuja sie troszke glosniej niz inne ? Bez szczegolow oczywiscie, bo to Twoja prywatna sprawa, ale na tyle jednak zrozumiale, zeby poukladali sobie w glowach informacje, ze Twoje dzieci nie halasuja, zeby zrobic im na zlosc, a w Waszym domu nie ma przemocy. Nie sadzisz, ze byloby to lepsze niz udawanie, ze zadnych krzykow i placzow nie ma ?
  • vilez 02.02.15, 10:10
    Odpowiem zbiorowo i kończę dyskusję.
    Proszę o NIEUDAWANIE, że pewne argumenty nie padły, bo to poniżej wszelkiego poziomu. W uczicwej rozmowie odpwoiada się na argumenty,. I nie czyni supozycji PERO

    1. Podałam rozwiązanie, moim zdaniem najlepsze. Tu podałam:
  • vilez 02.02.15, 11:35
    Ucięło mi... Cd.

    Tu podałam:
    "Ja bym się poprzyglądała sytuacji: dyskretnie pooglądała dziecko podczas mijania się na schodach lub na podwórku (czy nie ma śladów pobicia), próbowała do niego zagadać (czy nie reaguje lękowo na ludzi, czy się nie zasłania rączkami przed nimi, dobrze też poradziła Drogi Kocie- spróbować nawiązać w miarę przyjazną relację z matką (zaprosić na kawę? pogadać najpierw o duperelach, zaprosić na wspólny spacer czy jej dzieci do siebie, by pobawiły się z naszymi)- i uważnie obserwować.
    Można też podpytać sąsiadów- ale to ostrożnie, żeby nie czynić złej atmosfery wokół tej rodziny, bo można kogoś skrzywdzić takim czymś.
    Instytucje- w ostateczności, gdy już mamy silne podejrzenia, jakoś tam potwierdzone- bo takie zgłoszenie chyba nie jest bez konsekwencji."

    I tu:
    "I to ma sens. Najpierw zawiązać znajomość: przyjazną, a nie - krytyczną, a potem się dowiedzieć..."

    Mało? - Gdzie są ci, którzy twierdzą, że proponuję niereagowanie?

    Dalej- zapodałam kilka kwestii. Problematyzujących.
    Przeklejam najważniejsze:

    1. "Ale co to da? Gdy się znęcają, to przecież się do tego nie przyznają. A gdy się nie znęcają, to podejrzenie pozostanie, i głupio. "

    2. "Spytasz psychopatę- wyprze się, spytasz normalnego- dowiesz się, że: dziecko chore / z ADHD itp, i co Ci to da, poza tym, że zaspokoisz swoją ciekawość? Pomożesz im, żeby dziecko nie krzyczało?"

    3. "Uważasz, że wszyscy rodzice dzieci chorych chętnie się będą dzielić z sąsiadami wiedzą o chorobie dziecka? Bo to jest taka wielka przyjemność? W dodatku otrzymują potwierdzenie, że są uciążliwymi sąsiadami z chorym dzieckiem.
    I jeszcze jedno: skąd owi sąsiedzi będą wiedzieć, że nie zostali obujani? "

    4. "Z tym donoszeniem do instytucji też trzeba ostrożnie. Przerabiały ten problem kraje skandynawskie czy Niemcy - gdzie publika wzięła sprawy w swoje ręce, nader ochoczo donosząc do różnych instytucji i dochodziło do wielu niesprawiedliwości"

    5. "Może takie rodziny powinny wywieszać kartkę na drzwiach z opisem swego problemu? I z pieczątkami lekarskimi, co by uczynić zadość ciekawskim... "

    6. " są wreszcie: ludzie z problemami zdrowotnymi (dzieci nerwowe, z ADHD, autyzmem itp)- i takim rodzicom można sprawić solidną przykrość takim "zwróceniem uwagi"- te rodziny i tak mają ciężko, i świadomość, że "sąsiedzi są zaniepokojeni"

    7. "A jeśli płacze nie ze zwykłych powodów to co? To masz prawo do wiedzy o tych powodach? Bo?
    Masz prawo urażać ludzi, którzy maja np. niezwykłe problemy? Kto Ci dał takie prawo? I kto Ci dał prawo podejrzewania ludzi, że tworzą "nienormalne rodziny'? "

    8. "O co zagadnąć? Pytam kolejną osobę. Kilka innych pytań też zostało bez odpowiedzi. Ty ich też nie udzielisz, pozostaniesz tylko na poziomie ogólników typu: "zagadać". Ale : po co, na co, jak , z jakim skutkiem..."

    9. "A można kogoś mocno skrzywdzić podejrzeniami lub włażeniem z buciorami w czyjąś trudną sytuację życiową. A i tak- nie pomóc. Zapytałam- jak ci konkretni sąsiedzi mogą pomóc?"

    Mało? A odpowiedzi- w sensie kontrargumentów- niewiele. Bardzo niewiele.

    Tym, co mnie najbardziej zszokowało, jest odporność na usytuowanie drugiej strony:
    "Dlaczego ja mam się zastanawiać co pomyśli sąsiadka na moje pytanie?"

    I to:
    "A jak się obrazi to trudno."
    Porażające.

    I wreszcie, zamiast argumentów i kontragumentów - personalne insynuacje: od uwag o prowadzeniu dziecka do przedszkola na siłę, przez: masz coś za uszami/do ukrycia, po: gdybyś "tak zareagowała", to bym tym bardziej zadzwoniła do odpowiednich instytucji.
    I to jest dopiero kuriozum, ilustrujące cały koszmar myślenia i działania takich ludzi. Nigdzie nie napisałam, jak bym zareagowała, napisałam, co bym pomyślała. Myślozbrodnia. Bo myślenie jest podejrzane. Zwłaszcza- analityczne. Żałosne. I przerażające.

    Zatem, teraz już jak krowie na rowie:
    1. Ludzie mają prawo do ochrony prywatności- w tym i usytuowania względem chorób czy dysfunkcji.
    2. Zawiadamianie instytucji nie pozostaje bez reperkusji. Nie tylko w Polsce. Można komuś solidnie nabagnić. Można kogoś zaszczuć.
    3. Można te sprawy załatwiać DELIKATNIE (patrz pierwsze cytaty i poszanowaniem wszystkich.
    4. Przewidywanie skutków ma przyszłość. Polecam.
    5. Uczciwa rozmowa jest możliwa, wymaga tylko odnoszenia się do argumentów. Podjazdy personalne są dyskwalifikacją.
  • differentview 02.02.15, 12:18
    vilez napisała:

    > 1. "Ale co to da? Gdy się znęcają, to przecież się do tego nie przyznają. A gdy
    > się nie znęcają, to podejrzenie pozostanie, i głupio. "

    nie, gdy sie nie znecaja to po prostu powiedza co i jak- i sprawa zostanie wyjasniona; jak reaguja agresja lub paranoicznie- nalezy reagowac; po pierwsze dlatego zeby wiedzieli, ze nie sa bezkarni, po drugie w razie koniecznosci- powiadomic instytucje; jakie- jest na stronia reaguj, masz prawo

    > 2. "Spytasz psychopatę- wyprze się, spytasz normalnego- dowiesz się, że: dzieck
    > o chore / z ADHD itp, i co Ci to da, poza tym, że zaspokoisz swoją ciekawość?

    da mi to, ze wiem, ze dziecko jest chore a nie, ze dzieje mu sie krzywda ze strony rodzicow- wiem, ze nie musze interweniowac dalej

    > 3. "Uważasz, że wszyscy rodzice dzieci chorych chętnie się będą dzielić z sąsia
    > dami wiedzą o chorobie dziecka? Bo to jest taka wielka przyjemność? W dodatku o
    > trzymują potwierdzenie, że są uciążliwymi sąsiadami z chorym dzieckiem.
    > I jeszcze jedno: skąd owi sąsiedzi będą wiedzieć, że nie zostali obujani? "

    na to mam tylko jedno okreslenie- koltunstwo

    > 4. "Z tym donoszeniem do instytucji też trzeba ostrożnie. Przerabiały ten probl
    > em kraje skandynawskie czy Niemcy - gdzie publika wzięła sprawy w swoje ręce, n
    > ader ochoczo donosząc do różnych instytucji i dochodziło do wielu niesprawiedli
    > wości"

    lepiej zeby doszlo do niesprawiedliwego podejrzenia niz zakatowania dziecka bo kazdy sie krepowal reagowac

    > 5. "Może takie rodziny powinny wywieszać kartkę na drzwiach z opisem swego prob
    > lemu? I z pieczątkami lekarskimi, co by uczynić zadość ciekawskim... "

    na to tez dostalas juz odpowiedz- to tylko w Twojej wyobrazni intencja pytajacego jest wscibstwo i zaspokojenie chorej ciekawosci

    > 6. " są wreszcie: ludzie z problemami zdrowotnymi (dzieci nerwowe, z ADHD, auty
    > zmem itp)- i takim rodzicom można sprawić solidną przykrość takim "zwróceniem u
    > wagi"- te rodziny i tak mają ciężko, i świadomość, że "sąsiedzi są zaniepokojeni"

    na to tez dostalas odpowiedz, nie bede sie powtarzac

    > 7. "A jeśli płacze nie ze zwykłych powodów to co? To masz prawo do wiedzy o tyc
    > h powodach? Bo?
    > Masz prawo urażać ludzi, którzy maja np. niezwykłe problemy? Kto Ci dał takie p
    > rawo? I kto Ci dał prawo podejrzewania ludzi, że tworzą "nienormalne rodziny'?

    niestety ludzie tworza tez nienromalne, niewydolne rodziny- i w tych rodzinach dochodzi czesto do przemocy i tak- mam prawo reagowac kiedy podejrzewam, ze dziecku dzieje sie w takiej rodzinie krzywda

    > 8. "O co zagadnąć? Pytam kolejną osobę. Kilka innych pytań też zostało bez odpo
    > wiedzi. Ty ich też nie udzielisz, pozostaniesz tylko na poziomie ogólników typu
    > : "zagadać". Ale : po co, na co, jak , z jakim skutkiem..."

    tez dostalas odpowiedz- ta o sztuce konwersacji blueluny

    > 9. "A można kogoś mocno skrzywdzić podejrzeniami lub włażeniem z buciorami w cz
    > yjąś trudną sytuację życiową. A i tak- nie pomóc. Zapytałam- jak ci konkretni s
    > ąsiedzi mogą pomóc?"
    >
    > Mało? A odpowiedzi- w sensie kontrargumentów- niewiele. Bardzo niewiele

    wrecz odwrotnie- na wszystko dostalas juz odpowiedz

    > Tym, co mnie najbardziej zszokowało, jest odporność na usytuowanie drugiej stro
    > ny:
    > "Dlaczego ja mam się zastanawiać co pomyśli sąsiadka na moje pytanie?"
    > I to:
    > "A jak się obrazi to trudno."
    > Porażające.

    jakbys teraz Ty dla odmiany odpowiedziala co jest w tym dla Ciebie porazajacego??? gdyby sasiad powiedzial Ci, ze slyszy jak Twoi synowie placza i niepokoi sie czy wszystko w porzadku; bo powiedzialas, ze uznalabys go niemadrego- dlaczego? bo dzieci placza z roznych powodow- jasne- ale on wlasnie dlatego pyta bo nie wiem- czy dziecko placze bo jest chore czy dziecko placze bo jest maltretowane- co w tym jest niemadrego?
  • vilez 02.02.15, 14:24
    Nie odniosłaś się słowem do moich KONSTRUKTYWNYCH propozycji. Mam Ci znowu palcem pokazywać, których?

    Resztę motywowałam wystarczająco. Trzeba usilnie nie chcieć tego nie zrozumieć. Nie będę się powtarzała.

    Na pytanie, co jest byłoby mnie porażajacego- też już pisałam. Nie będę kolejny raz przeklejała.
  • differentview 03.02.15, 12:39

    > Resztę motywowałam wystarczająco. Trzeba usilnie nie chcieć tego nie zrozumieć.
    > Nie będę się powtarzała.

    dla mnie nie wystarczajaco- zalozenie, ze "dorosly czlowiek WIE, ze dzieci placza z roznych powodow" jest, owszem- prawdziwe; w ramach tych powodow placzu dzieci, o czym kazdy czlowiek rowniez WIE jest przemoc domowa; jednak zeby wiedziec z jakiego powodu placze konkretne dziecko- nalezy dac sasiadom do zrozumienia, ze sie placz dziecka slyszy i oczekiwac wyjasnienia- moim zdaniem to nie tylko prawo ale nasz obowiazek- o tym mowi wiele kampani spolecznych; nie ma nic niestosownego w kulturalnym pytaniu o przyczyny; nie jest tez tak, ze zeby moc zadac takie pytanie- powinnam sie najpierw zaprzyjaznic z taka rodzina by po dlugich podchodach, ukradkowym zerkaniu na dziecko w poszkiwaniu siniakow zapytac niesmialo dlaczego placze; po pierwsze- ta rodzina moze nie chciec sie zaprzyjazniac i zbyc takie podchody krotkim- prosze sie nie wtracac- co wcale nie zwalnia mnie z obowiazku reagowania przy podejrzeniu przemocy
  • ola_dom 03.02.15, 12:54
    differentview napisała:

    > wcale nie zwalnia mnie z obowiazku reagowania przy podejrzeniu przemocy

    Ale vilez chyba nie twierdzi, że nie należy reagować - tylko rozważa JAK reagować, żeby miało sens i skutek...? Czyli jak najbardziej - reagować, w dodatku pomyśleć, co zrobić, żeby było skutecznie, a nie tylko uspokajało własne sumienie.
    Tak przynajmniej wnioskuję z jej postów.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • ewa9717 03.02.15, 13:27
    Dziecko rozgłosnie płacze od miesięcy (!), a tu niektórzy mówią, że życzliwe zapytanie, czy nic groźnego się nie dzieje, może sprawić przykrość rodzicom, z których przynajmniej jedno zachowuje się dość dziwie. Ludzie!!!!!!!!!!!!!!!
  • vilez 03.02.15, 17:25
    Dobrze wnioskujesz :-)
    Ale poziom bardziej pogłębionej refleksji się nie przebije. Bo nie.
  • differentview 03.02.15, 18:29
    Ok, wiec zalozmy, ze podchody by " zaprzyjanic sie" z rodzina spotkaly sie z brakiem zainteresowania, dziecko nie ma siniakow na twarzy ale nadal slychac jego placz- co wtedy? Nadal nie zapytac bo nie wypada?
  • ada1214 02.02.15, 17:06
    differentview napisała:

    > vilez napisała:
    >
    > > 1. "Ale co to da? Gdy się znęcają, to przecież się do tego nie przyznają.
    > A gdy
    > > się nie znęcają, to podejrzenie pozostanie, i głupio. "
    >
    > nie, gdy sie nie znecaja to po prostu powiedza co i jak- i sprawa zostanie wyja
    > sniona; jak reaguja agresja lub paranoicznie- nalezy reagowac;


    tez tak mysle. Nikt nie jest taki naiwny, by myslec, ze ewentualny oprawca na pytanie co sie dzieje odpowie znecam sie nad nimi codziennie, no bez przesady. Nie wazne jest wlasciwie CO zapytany odpowie tylko JAK bedzie sie zachowywac otrzymawszy takie pytanie. Kazdy, kto choc troche liznal psychologii wie, ze jezyk ciala odpowiada za 80-90 % przekazu. Owszem, sa psychopaci o twarzy pokerzysty, ale to juz wyzsza szkola jazdy, wiekszosc ludzi jezykiem ciala odkrywa sie tak, ze az niekiedy zal patrzec. W tym wypadku byloby to korzystne.
  • yoma 02.02.15, 17:28
    I teraz pół forum, liznąwszy nieco psychologii, poleci czytać mowę ciała sąsiadòw Molly.

    Można się paskudnie przejechać. Polecam "Facetów w czerni", jedną z początkowych scen. Wszyscy kandydaci rozwalają obcego, bo ma paskudną gębę i robi podejrzany gest, a on po prostu ma katar i sięga po chusteczkę...
    --
    Uwłaszczyło się
    niech żyje:DDD
  • ada1214 02.02.15, 17:52
    Nie ma potrzeby robic beki z faktow.
    Mnie jeszcze nigdy mowa ciala (czyjas) nie zawiodla. Yoma, zacznij obserwowac ludzi, jak sie zachowuja, kiedy sa niesmali, zaklopotani, zawstydzeni, kiedy sa bezczelni, zagubieni, gdy klamia, kiedy patrza sie spode lba, w jakich sytuacjach mowia cicho a kiedy glosno, dlaczego skladaja rece na krzyz, albo w jakich sytuacjach zachowuja sie jak zlapane na niesubordynacji dziecko, etcetera, etcetera. To zabawne i pouczajace zajecie. Po jakims czasie zobaczysz, ze w ludziach mozna czytac jak w otwartej ksiazce.
  • yoma 02.02.15, 19:52
    To nie beka. Są tu osoby uważające się za znamienitych psychologów i jak jeszcze polecą czytać ludziom mowę ciała, to strach się bać.
    --
    Grupa G8. Kraje rozwinięte. Trzeci Świat. IV RP.
  • ada1214 02.02.15, 20:28
    Nie potrzeba byc znamienitym psychologiem, daruj sobie drwine. Nawet niemowleta potrafia odczytywac emocje matki z jej twarzy.
  • yoma 03.02.15, 14:15
    Niemowlęta emocje matki tak, ale niekoniecznie z twarzy. Czy sugerujesz, że Molly jest związana z sąsiadami tak blisko jak niemowlę z matką?
    --
    Najdłuższy miesiąc w roku to trzeci.
  • vilez 03.02.15, 17:31
    Yoma, myślę, że należałoby pozwalniać wszystkich śledczych i zatrudnić na ich miejsce tych, którzy "raz spojrzą i wiedzą".
    Obok jasnowidzów.

  • ada1214 03.02.15, 18:28
    Oczywiscie, sprowadzamy do absurdu. Coz, jesli w ogole nie odbieracie jezyka ciala to znaczy ze Wasza inteligencja emocjonalna jest mniejsza od niemowlecej.
  • yoma 04.02.15, 15:03
    Vilez, nie rób mi tego, lubię kryminały ;)
    --
    Poczucie szczęścia to kwestia dobrze dobranych leków antydepresyjnych.
  • blueluna 03.02.15, 18:56
    Niestety - obecnie coś takiego jak mowa ciała staje się czymś o czym każdy może słyszał, ale mało kto tak naprawdę potrafi z tego korzystać w pełni, Czy raczej odczytywać, bo sami jednak chcąc nie chcąc mowę ciała stosujemy cały czas.

    Pomijając to jaka część komunikacji odbywa się obecnie przy pomocy internetu i telefonów, to nawet w bezpośrednim kontakcie odczytywanie mowy ciała ograniczona jest do minimum. Ale czemu się dziwić skoro wątek choćby ten jest dowodem na to jak kontakt człowiek z człowiekiem bywa obecnie na cenzurowanym. Zwykłe zapytanie sąsiadki czy wszystko ok to deptanie czyjejś godności, wtrącanie się w prywatne sprawy, narażanie nieszczęsnej na trudne odpowiedzi.

    Rozmawiając twarz w twarz słyszymy to co chcemy usłyszeć, słuchamy tylko głosu, nie zwracając uwagi na porozumiewanie się pozawerbalne.

    W mojej pracy mowa ciała jest bardzo ważna, i naprawdę nie trzeba być psychologiem czy śledczym by z tego korzystać i umieć się w ten sposób porozumiewać.
    Nie zmienia to faktu że i psycholodzy i śledczy powinni być w tym świetni.
    Nie trzeba ich zwalniać - ważne by tą wiedzę docenili i posiedli.

    --
    Pozdrawiam serdecznie
    Agnieszka
  • ada1214 03.02.15, 20:53
    > Pomijając to jaka część komunikacji odbywa się obecnie przy pomocy internetu

    otoz wlasnie. Ludzie nie wychodza juz poza internet, fejsbuka, twittera i forum, a za nosnika emocji sluza wylacznie emotikony, to co sie dziwic ze mowa ciala to dla nich abstrakcja. A pomyslec, ze w dawnych czasach bywali aktorzy, ktorzy za pomoca wylacznie mowy ciala potrafili przekazac mnostwo emocji na ekranie.
  • vilez 03.02.15, 21:39
    I rosną tym ludziom czułki...
  • yoma 04.02.15, 15:01
    Nie twierdzę, że mowa ciała nie przekazuje informacji. Twierdzę, że podobnie jak każdy inny język trzeba umieć ją odczytywać i nieumiejętność odczytywania może narobić więcej szkody niż pożytku, podobnie jak palnięcie, że się szuka czegoś, na raucie u prezydenta Czech.

    Ot Molly, liznąwszy nieco psychologii, poleci czytać mowę ciała sąsiada. Sąsiad założy ręce na piersi. O! postawa obronna! coś ukrywa! na pewno katuje to dziecko! A sąsiad, szczerze znudzony nagabywaniem Molly, po prostu sprawdzał, czy nadal ma tę stówę, którą rano włożył do kieszeni koszuli.
    --
    Nie jestem człowiekiem w swoim wieku. Jestem człowiekiem w wieku kogoś o wiele młodszego.
  • ada1214 04.02.15, 15:09
    . Sąsiad
    > założy ręce na piersi. O! postawa obronna! coś ukrywa! na pewno katuje to dzie
    > cko! A sąsiad, szczerze znudzony nagabywaniem Molly, po prostu sprawdzał, czy n
    > adal ma tę stówę, którą rano włożył do kieszeni koszuli.


    To jest wierne lustro tej scenki z filmu opisanej wczesniej przez Ciebie:

    Można się paskudnie przejechać. Polecam "Facetów w czerni", jedną z początkowych scen. Wszyscy kandydaci rozwalają obcego, bo ma paskudną gębę i robi podejrzany gest, a on po prostu ma katar i sięga po chusteczkę...


    Coz, Yoma, za duzo filmow. W filmie kobieta rodzi 5 minut. Mozna z tego sie tylko ponabijac, tak jak i z tego filmu polecanego przez Ciebie.
  • yoma 04.02.15, 15:50
    Ja rodziłam 5 minut. Mówię o drugiej fazie porodu oczywiście.

    A myślisz, że dlaczego przytoczyłam film? Bo film zawiera w tej scenie doskonale ujęte tzw. samo życie, co właśnie świetnie wychodzi w tym podwątku.

    A kto dał ci prawo dyktować obcym osobom, ile filmów im wolno oglądać, i w jaki sposób oglądanie przez nie filmów ci szkodzi?
    --
    Chłop jest tyle wart, do ilu ukończonych miast przylega
  • ada1214 04.02.15, 17:03
    yoma napisała:
    >
    > A myślisz, że dlaczego przytoczyłam film?

    Mysle, ze dlatego, iz jestes odrealniona. Jesli scenki z efekciarskich filmow sa dla Ciebie wykladnia zycia, no to, ze tak powiem, ekhem <zakrztusilam sie>. Jsli chodzi o mnie, raczej jestem blizej praktyki i codziennosci.
  • vilez 05.02.15, 08:46
    A ja sądzę, że Ty nie rozumiesz zwykłej ilustracji problemu- filmowej. I jeszcze z tego powodu ubliżasz Yomie.
  • ada1214 02.02.15, 14:13
    Przeczytalam watek.
    Ja bym nie wytrzymala nerwowo nie reagujac. Po prostu zezarly by mnie wyrzuty sumienia. Wiem bo przerabialam.
    W bloku obok, ale usytuowanym prostopadle do naszego (wazny szczegol w sensie technicznym- wszystko co dzieje sie w tamtych mieszkaniach, zwlaszcza w lecie przy otwartych oknach, slychac w dwojnasob na moim podworku), ktoregos lata zaczely sie rozlegac dojmujace krzyki i zawodzenia dzieci, ale takie arcyzalosne. Czesto rozlegaly sie krzyki nie! nie! W mojej wyobrazni powstawaly obrazy, ze moze dzieci sa gwalcone, lub bite. Wytrzymalam zaledwie kilka dni. Potem pierwsze co zrobilam, to zadzwonilam do administratora budynku, zeby sie dowiedziec co to za ludzie. Potem rozmowilam sie z kolezanka, mieszkajaca w tym bloku. Informacje jakie zdobylam w pewnym stopniu mnie uspokoily, bo rodzina miala dobra opinie. Mimo to jednak pewnie bym na tym nie poprzestala, jednak jakims trafem te krzyki ustaly. Gdyby nie ustaly, mysle ze nastepnym krokiem byloby wlasnie zagadniecie kogos z tej rodziny.
    Nabruzdzilabym? nie wiem. Wiem, ze slyszac ten zalosny placz trzeslam wyobrazajac sobie, ze moze im sie dzieje krzywda. Gdyby sytuacja trwala, a ja bym nie zareagowala, jednoczesnie wiedzac, ze jest ryzyko ze cos sie zlego dzieje, to jak moglabym spojrzec w swoje odbicie w lustrze?
  • milamala 03.02.15, 22:27
    A kiedy slyszysz te krzyki? O jakich porach?
    Czy rowniez w porze pobytu pana w pracy?
    Co dokladnie slychac? Czy tylko dziecko? Czy krzyki dziecka poprzedzone sa krzykami rodzica?
    Czy te krzyki zaczely sie nagle? Czy w mniejszym lub wiekszym nasileniu trwaja od 4 lat?
    Czy mozna wnioskowac, ze przynajmniej niektore krzyki maja charakter histerii?
  • agnieszka_iwaszkiewicz 04.02.15, 00:13
    Wydaje mi się, że warto zareagować, skoro Pani "molly", powzięła jakąś wątpliwość co do sytuacji w domu sąsiadów. Myślę, że można odróżnić płacz dziecka wynikający z jakiegoś jego okresu rozwojowego , momentu w życiu itp od płaczu rozpaczliwego, szczególnie że powtarzalnego. Zawsze lepiej jeśli to Pani się pomyli i przeprosi za taką pomyłkę, tłumacząc to własnym niepokojem, niż zgodzi się Pani na swoją obojętność czy wzrastający niepokój. Na początek warto grzecznie zagadnąć sąsiada lub sąsiadkę i podzielić się swoimi wątpliwościami. I zaobserwować reakcję. Nie trzeba być wytrawnym psychologiem czy wnikliwym śledczym, aby rozpoznać reakcję, która albo Panią uspokoi albo wręcz przeciwnie.
    W istocie nie warto od razu strzelać z armat, ale obojętność w tej sprawie nie jest wskazana.
    Oczywiście zawsze można użyć zgeneralizowanych argumentów, z których wynika , że dzieci płaczą i w przykładnych rodzinach i że nie każde zachowanie wychowawcze lub ochrona własnych granic to przemoc. Jasne, że tak. Ale "molly" nie założyła tego wątku w takiej sprawie.
    Założyła go w sprawie ustalenia granic pomiędzy przekraczaniem granic rodziny a ochroną dobra istoty słabszej. Czyżby nie wszystkie dzieci były nasze ? Agnieszka Iwaszkiewicz

  • pani.jezowa 04.02.15, 01:06
    Są nasze pani Agnieszko.
    Bardzo dziękuję za ten wpis.
  • vilez 04.02.15, 09:38
    Dzieci są nasze, a rodziny już nie?
  • differentview 04.02.15, 09:03
    agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

    > Założyła go w sprawie ustalenia granic pomiędzy przekraczaniem granic rodziny a
    > ochroną dobra istoty słabszej. Czyżby nie wszystkie dzieci były nasze ?

    no niestety, sa ale tylko w piosence Majki Jezowskiej; szczegolnie zaburzone rodziny bardzo chronia swoich granic, coby ich patologia nie ujrzala "swiatla dziennego"; myslenie- moje dzieci sa moja wlasnoscia i wara Ci od mojej rodziny i moich "metod wychwawczych" - jest nadal bardzo powszechne; sama kiedys interewniujac w sytuacji gdy wsciekla matka darla sie i szarpala jak oblakana placzacym dzieckiem- dostalam wiazanke wyszukanych przeklenstw- od prosze sie odpier..., nie Twoj zasrany interes, co robie z MOIM dzieckiem, ze wlasciwie poza wezwaniem policji - bylam bezradna; jednak wlasnie interweniowanie, jesli byloby czeste daje takim ludziom sygnal, ze inni ludzie widza i ze na to nie wyrazaja zgody; brak reakcji- daje takim ludziom przyzwolenie i jest tez sygnalem dla dziecka, ktore doswiadcza przemocy- ze nikt nie widzi jego krzywdy, ze wokol panuje obojetnosc
    w tym watku wyszedl tez inny mechanizm- potencjalna troska z zewnatrz o dziecko wyrazona kulturalnym zapytaniem o placz- zostala tu zamieniona na zachowanie przemocowe wobec rodzicow, naruszajace granice rodziny lub stawiajace ja w zlym swietle
  • vilez 04.02.15, 09:29
    > Zawsze lepiej jeśli to Pani się pomyli i przeprosi za taką pomyłkę, tłumacząc to własnym niepokojem, niż
    > zgodzi się Pani na swoją obojętność czy wzrastający niepokój.

    Czyli uspokojenie siebie ponad wszystko- bez względu na koszty? To jednak stanę po stronie tych kosztów, które poniesie rodzina inwazyjnie potraktowana i zapytam: czy godzi się traktować ludzi instrumentalnie - dla uspokojenia siebie i zrzucić na nich owe koszty? Czy nie ma sposobów nieinwazyjnych: takich, które nie naruszą godności tej rodziny. Podałam takie sposoby- nikt się nie odniósł, również Pani Ekspert.

    > Nie trzeba być wytrawnym psychologiem czy wnikliwym śledczym, aby rozpoznać reakcję, która albo
    > Panią uspokoi albo wręcz przeciwnie.

    Bo nadal chodzi o uspokojenie siebie... Pozwoli Pani, ale zaneguję Pani zdanie o tym, że "nie trzeba być wytrawnym psychologiem czy wnikliwym śledczym". Niestety, każdy reaguje wedle swoich zasobów wewnętrznych, a te- są różne. Niekiedy miałkie. Że tak to ujmę: różne rzeczy ludzi niepokoją- zaprawdę bardzo różne. Problem odium społecznego-łatwo rzucanego, jest ważkim problemem społecznym, łatwo jest o takie odium. Nie rozumiem, jak można ten problem omijać.

    > W istocie nie warto od razu strzelać z armat, ale obojętność w tej sprawie nie
    > jest wskazana.

    Nikt tak nie twierdził, że jest wskazana. Chodziło właśnie o te armaty.

    > Założyła go w sprawie ustalenia granic pomiędzy przekraczaniem granic rodziny > a ochroną dobra istoty słabszej.

    I zapytana o ustalenie tej granicy- o co JA PYTAŁAM- stwierdziła, że pytanie o te granice jest wyrazem obojętności, ba- zasuponowała, że jest wyrazem UKRYWANIA PRZEMOCY we własnej rodzinie. To jest ok?

    Otóż, ja właśnie pytam o te granice. Cały czas pytam. Gdzie przebiegają te granice. Jak ich dojść, by nie spowodować większych szkód. By nie stały się ARMATAMI.
    Czy naprawdę to są za trudne pytania?
  • differentview 04.02.15, 10:00
    vilez napisała:

    > Czyli uspokojenie siebie ponad wszystko- bez względu na koszty? To jednak stanę
    > po stronie tych kosztów, które poniesie rodzina inwazyjnie potraktowana i zapy
    > tam: czy godzi się traktować ludzi instrumentalnie - dla uspokojenia siebie
    > i zrzucić na nich owe koszty?
    Czy nie ma sposobów nieinwazyjnych: takich, k
    > tóre nie naruszą godności tej rodziny. Podałam takie sposoby- nikt się nie odni
    > ósł, również Pani Ekspert.

    jak to sie nie odniosl? dlaczego klamiesz? odnioslam sie do Twojej propozycji zaprzyjaznienia sie z rodzina; nie ma w tym nic zlego poza tym, ze po pierwsze- ta rodzina moze byc niezainteresowana zaprzyjaznianiem sie, ja rowniez moge byc niezainteresowana zaprzyjaznianiem sie- co nie zmienia faktu, ze moge sie niepokoic o dziecko
    zadalam Ci rowniez pytanie- co w sytuacji gdy rodzina Cie zbyje a placz dziecka nadal bedziesz slyszec? wtedy tez uwazasz, ze nie wypada zapytac wprost?


    > Problem odium społecznego-łatwo rzucanego, jest ważkim problemem społecznym, ła
    > two jest o takie odium. Nie rozumiem, jak można ten problem omijać.

    zapytanie(jak wszyscy podkreslali- kulturalne i przyjazne, podyktowane troska) jest dla Ciebie rownoznacze z odium spolecznym? przeciez jesli w tej rodzinie nie ma przemocy tylko choroba- to sprawa sie wyjasnia; rownie dobrze nikt moze Cie o nic nie pytac a wszyscy sasiadzi beda uwazac Cie za patologiczna rodzie, w ktorej jest przemoc- tez masz odium i malo tego brak mozliwosci wyjasnienia sprawy- to lepsze?

    > Otóż, ja właśnie pytam o te granice. Cały czas pytam. Gdzie przebiegają te gran
    > ice. Jak ich dojść, by nie spowodować większych szkód. By nie stały się ARMATAM
    > I. Czy naprawdę to są za trudne pytania?

    to raczej odpowiedzi jaki otrzymujesz sa za trudne dla Ciebie
  • vilez 04.02.15, 10:44
    Kłamiesz. Nigdzie się nie odniosłaś- ani za pierwszym razem, ani za drugim, gdy Ci przeklejałam moje wpisy.

    Ty nie jesteś zainteresowana nie tylko "zaprzyjaźnianiem się" (było w cudzysłowie, gdybyś nie zauważyła). Ciebie kompletnie nie interesuje, co poczuje osoba nagabywana, co "raczyłaś" podać expressis verbis. Nie interesuje Cię dobro dziecka, dla którego to dobra nie zdobyłabyś się na owo "zaprzyjaźnianie" ( w cudzysłowie), czyt. bardziej subtelne podejście. Bo Ciebie interesuje bardziej własny komfort, niże rzeczywista pomoc tej rodzinie. Pytanie o to, na czym konkretnie miałaby polegać ta pomoc, też pozostała bez echa.

    Rodziny, która Cię zbyje, tym bardziej nie ma sensu dalej nagabywać (logika). Zbyta rodzina ma zresztą prawo Cię zbyć - z powodów, których nie chwytasz (wrażliwość nosorożca). Np. powodu toporności pytania, które ujawnia intencje. Np. z powodu ochrony prywatności- nie masz prawa do info o cudzych chorobach czy innych stanach. Albo z powodu złych doświadczeń, o co nietrudno w naszym homogenicznych (pod wieloma względami) społeczeństwie. Żeby zdobyć to prawo, trzeba się niestety zbliżyć do rodziny i wykazać się czystością intencji. Zwłaszcza, że chodzi o wymiary Inności, a te z klucza są obszarami wrażliwymi.

    Słowem- o sprawy drażliwe/wrażliwe trzeba umieć pytać. Trzeba mieć sporo przemyślanych obszarów. Trzeba np. umieć zawieszać własne przedsądy. Obawiam się, że są to właśnie subtelności dla Ciebie niedostępne.
  • differentview 04.02.15, 11:22
    > Kłamiesz. Nigdzie się nie odniosłaś- ani za pierwszym razem, ani za drugim, gdy
    > Ci przeklejałam moje wpisy.

    hehe, kazdy ma oczy i moze sprawdzic- jak fakty nie wygodne tym gorzej dla faktow

    > Bo Ciebie interesuje bardziej
    > własny komfort, niże rzeczywista pomoc tej rodzinie. Pytanie o to, na czym kon
    > kretnie miałaby polegać ta pomoc, też pozostała bez echa.

    ja nie pracuje w policji, opiece spolecznej, nie lecze rodzin dysfunkcyjnych ani chorych dzieci- moja pomoc moze polegac tylko na tym, ze zainteresuje sie dlaczego dziecko placze i gdy odkryje, ze z powodu przemocy- zglosze to do odpowiednich instytucji; obowiazek reagowania na przemoc wobec dzieci nie jest rownoznaczne z koniecznoscia zaprzyjaznienia sie z rodzicami( choc jesli obie strony by chcialy- dlaczego nie)
    a co do subtelnosci- wszystkie osoby biorace udzial w tym watku razem z Pania Agnieszka (poza Toba) mowily o kulturze, delikatnosci i podkresleniu, ze kierujemy sie troska- to tylko Ty zmienialas intencje na wscibstwo i zaspokajanie ciekawosci

    > Rodziny, która Cię zbyje, tym bardziej nie ma sensu dalej nagabywać (logika).
    > Zbyta rodzina ma zresztą prawo Cię zbyć - z powodów, których nie chwytasz (wraż
    > liwość nosorożca). Np. powodu toporności pytania, które ujawnia intencje. Np. z
    > powodu ochrony prywatności- nie masz prawa do info o cudzych chorobach czy inn
    > ych stanach.

    i tu sie myslisz- kazda przemocowa rodzina- zbyje zadajacego pytanie, nikt, jak juz bylo powiedziane- nie powie- tak katuje dziecko, tak stosuje przemoc; wiec jest sens dopytywac a jesli nie ma adekwatnej reakcji- jest agresja i irytacji- zglosic to dalej
    nikt tu nie mowil o przesluchiwaniu sasiadow i wypytywaniu o szczegoly choroby
    normalna rozmowa z normalna rodzina wygladalaby tak:
    dzien dobry, chcialabym chwile z pania porozmawiac- slyszymy co wieczor straszny placz dziecka, bardzo nas to niepokoi czy nic zlego sie nie dzieje?
    na to normalna odpowiedz jest taka- tak, to nasze dziecko, niestety ma problemy ze zdrowiem/ przechodzi ciezki okres/ probujemy temu zaradzic/ jest pod opieka psychologa
    dziekujemy za troske, prosze sie nie martwic
    normalna rozmowa normalnych ludzi, nie naruszajaca niczyjch granic, godnosci i nie majaca nic wspolnego ze spolecznym odium
  • vilez 04.02.15, 11:58
    Każdy może sprawdzić, właśnie. Po to przeklejałam moje wypowiedzi, by się to pokazało.

    Skąd będziesz wiedzieć, że odpowiedź jest PRAWDZIWA? Masz w oczach i uszach wykrywacz kłamstw? (pytałam, odpowiedzi brak).
    Jak zapobiegniesz SKUTKOM w postaci ukrycia problemu głębiej? Ukaraniu dziecka za to, że "sąsiedzi pytają" (pytałam, odpowiedzi brak).
    Jak zapobiegniesz temu, że sprawisz tym ludziom przykrość samym podejrzeniem, że jest u nich "coś nie tak"? Że są na cenzurowanym? Że ich DOCIĄŻYSZ? (pytałam odpowiedzi brak).

    Zarówno pytanie, jak i odpowiedzi NICZEGO NIE WNOSZĄ. Niczego się nie dowiadujesz. Uspakajasz tylko - bardzo powierzchownie- swoje sumienie. "Zapytałam, niczego tak naprawdę się nie dowiedziałam, ale zapytałam, więc z głowy". Bez baczenia na skutki, bez odpowiedzialności. Bez załatwienia czegokolwiek. Przyklepanie słowem.

    To nie jest żadna troska. To się Tobie wydaje troską. Bo to ma służyć Tobie, nie- im.
    Dzieli nas ocean wrażliwości. Obawiam się, że niepokonywalny.
  • pogodoodporna 04.02.15, 12:36
    vilez napisała:

    > Dzieli nas ocean wrażliwości. Obawiam się, że niepokonywalny.

    A dopuszczasz do siebie taka mysl, ze trwajacy dlugotrwale halas dobiegajacy za sciany, moze byc zwyczajnie uciazliwy dla sasiadow ? Czy i w takim przypadku musze sie czaic i rozkmniniac na tysiace sposobow czy swoja interwencja nie uraze czyms tej biednej rodziny, czy zwyczajnie moge zapukac do ich drzwi i poprosic grzecznie o wyjasnienia ?
  • vilez 04.02.15, 13:26
    To powiedz, że nie chodzi o dobro tego dziecka, tylko o komfort sąsiadów. Bo to zupełnie iny wymiar sprawy.

    Mieszkając w bloku jesteśmy skazani na dyskomfort wynikający z tego, że: cudze dziecko płacze, śpiewa lub trzaska klockami- nawet miesiącami, chory sąsiad uciążliwie kaszle po nocach- też miesiącami, pies szczeka, wózek inwalidzki skrzypi a kule upadają, chory psychicznie monologuje głośno, a od rana u sąsiada leci Radio Maryja.

    Nie każdy hałas da się wytłumić ani mu zapobiec, a ludzi w związku z tym nie wysyłamy mieszkać pod most.
  • danaide 04.02.15, 14:13
    VIlez, myślę, że trochę Cię ponosi z powodu jakiegoś przeniesienia, wyobrażasz sobie, że molly puka do Ciebie obstawiona opieką społeczną i policją, a przecież Ty żadną patologią nie jesteś, tylko masz (miałaś) dzieci hałaśliwe, przyczyny znasz Ty i chwatit.

    Oczywistym jest, że święty spokój to w chałupie na zaciszu. Oczywistym jest, że są różne historie. Miałam kiedyś chorą psychicznie sąsiadkę. Przyszła do mnie raz policja, nie pamiętam czy tego dnia "puszczałam gazy, które ją dusiły" czy "robiłam światła jak w operze". Przyszli, uśmiali się, poszli, ja miałam spokój, a ona później dzięki mnie ze dwie sprawy w kolegium, bo łomotanie w ścianę czymś twardym koło północy to już nie norma. Miałam sąsiada, który kiedyś zauważył, że stukam obcasami, przeprosiłam za obcasy, na co on stwierdził: Ale ja bardzo lubię jak pani stuka obcasami... Nawet nie wiesz jak się potem pilnowałam, żeby za wcześnie nie wzuć inkryminowanego obuwia albo za późno nie zzuć!
    I miałam płacze dziecka. Niespecjalnie długie, niespecjalnie głośne. Jako dziecko też tak płakałam. I rodzina trochę nie ten tego - dziewczyna miała problemy z alko, ale i tak była milsza od faceta (nie chce wchodzić w jakieś uogólnienia typu "klasyczny, polski cham przemocowy"), z dziewczyną przynajmniej powiedziałyśmy sobie czasem dzień dobry. Ale cóż. Moje dziecko też płakało. A o tym kto nie był tu bez winy można by długo pisać. Nie dzwoniłam, Jednego dnia usłyszałam z mieszkania tej rodziny: łup ała łup ała! Rzuciłam przez okno: co się dzieje?! Usłyszałam: proszę zadzwonić na policję! Odpowiedziałam: już dzwonię! Zadzwoniłam. Łup momentalnie ucichło. Wkrótce potem rodzina się wyprowadziła. Czy w jednym kawałku nie wiem.
    Kiedyś jeszcze zainterweniowałam w kawiarni dla dzieci. Ojciec cichym głosem syczał do syna w pustawej sali zabaw dla dzieci, a syn nie tyle co płakał, co zawodził: nie, nie, nie, proszę tatusiu, nie, nie, nie, nie. I to kompulsywne, niezbyt głośne "nie" było głośniejsze niż najgłośniejsze wycie.

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • mozambique 04.02.15, 14:31
    w moim bloku ostatnie duzo niemowlaczków - obrodziło :)
    no i wiadomo = prawie co chwile którys gdzies płacze , oczywiscie - tez w nocy i to słychać

    i wiecie co ? - w ogole nie mam odruchu " czemu ten dzieciak tak wyje?" tylko moja pierwsza mysl " płacze, pewnie go cos boli, moze ma kolkę" i mam ochote zaniesc herbatke koperkową
    ale jak trafie na e-matke to jeszcze usłyszę wiązankę :)
    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • vilez 05.02.15, 08:42
    > VIlez, myślę, że trochę Cię ponosi z powodu jakiegoś przeniesienia, wyobrażasz sobie, że
    > molly puka do Ciebie obstawiona opieką społeczną i policją, a przecież Ty żadną patologią
    > nie jesteś, tylko masz (miałaś) dzieci hałaśliwe, przyczyny znasz Ty i chwatit.

    Kocham, po prostu kocham takie podjazdy. Myśli- zatem jest podejrzana. Tym razem o przeniesienie. Było już podejrzenie, ze dzieci posyłałam siłę do przedszkola i że się znęcałam.

    Poziom nie do przebicia.

  • pogodoodporna 04.02.15, 16:31
    vilez napisała:

    > To powiedz, że nie chodzi o dobro tego dziecka, tylko o komfort sąsiadów. Bo to
    > zupełnie iny wymiar sprawy.

    No wlasnie mowie- nie chodzi o dobro dziecka, tylko o komfort sasiadow.
    Skoro nie powinnam zadawac durnych pytan, bo nie daj Boze moge ich urazic, to czy w takim razie moge tam zapukac nie wiedziona troska o dziecko, tylko troska o swoj spokoj i swoje uszy ? Czy to tez bedzie dla nich ogromnym dyskomfortem ?
  • vilez 05.02.15, 08:52
    Inny wymiar sprawy- to znaczy: inny. Zasadniczo inny. Odpadają wątpliwości, o których w tym wątku mowa.
    Możesz zapytać. Kto napisał, że nie możesz? Ja tylko zwracam uwagę, że warto mieć na uwadze hałasy, na które nie ma rady.
  • marsylvik 06.02.15, 12:30
    A to ciekawe...
    Dobro i bezpieczeństwo dziecka nie jest wystarczającym powodem, żeby uprawnić zapytanie, które mogłoby być dyskomfortem dla sąsiadów.
    Własny komfort jest. Tym razem już bez względu na skutki.
    No ciekawe.
  • ada1214 04.02.15, 14:46


    > vilez napisała:
    >
    > > Dzieli nas ocean wrażliwości.


    I oczywiscie to Vilez jest wrazliwa, taktowna, empatyczna i czula, a cala reszta to toporne cepy.
    Vilez, Twoje zacietrzewienie i udowadnianie ze to Ty masz racje, zawsze i wszedzie, sklania mnie do wniosku, ze Twoje wywody sa walka o prestiz na tym forum. Zawsze jest tak samo: najpierw sa elaboraty wspinajace sie na wyzyny elokwencji i zgodnych z wszelkimi kanonami dyzkusji na tak zwanym poziomie, a potem w ktoryms momencie, jak napotykasz sprzeciw wobec swoich racji, nastepuje zalamanie tego wizerunku. I zaczyna sie z Twojej strony przypisywanie sobie wspanialych cech (dzieli nas ocean wrazliwosci) z jednoczesnym sugerowaniem, ze rozmowca to matol.
  • yoma 04.02.15, 15:56
    O, czyżby dyskusja z argumentów zeszła na wycieczki osobiste?

    Ja z kolei widzę w tym wątku osoby dobre i szlachetne. Tak dobre i szlachetne, że ta ich dobroć i szlachetność domaga się nieustannej afirmacji. O! Zareagowałam! Ależ jestem dobra i szlachetna! Wy wszyscy macie znieczulicę, a ja nie!

    Ada, taka sytuacja: widzisz matkę z dzieckiem. Matka grzebie dziecku przy szyi jakimś szpikulcem, dziecko się wyrywa i rozpaczliwie płacze. Reagujesz?
    --
    Najdłuższy miesiąc w roku to trzeci.
  • ewa9717 04.02.15, 16:06
    I naprawdę nie szkoda ci energii? A przecież ŻYCZLIWE zagadnięcie sąsiadki tak niewiele kosztuje...
  • paris-texas-warsaw 04.02.15, 16:06
    Myślałam,że do Wielkanocy troche i nie bedzie jakiś czas wątków na miarę tych "świontecznych":))

    Yoma, kocham Cię, ale czy masz na myśli, że matka właśnie na podwórku skalpelem chirurgicznym wyjmuje dziecku drzazgę z okolic serca, a jak ktoś zainterweniuje, to się ona wystraszy, przetnie aortę, a maleństwo padnie trupem???;)))) Nie takie przypadki chodzą po ludziach:) Jakby ktoś wymyślił coś naprawdę chwytającego za serce...
  • yoma 04.02.15, 16:29
    Aż tak nie :)

    Dziecko ma rurkę tracheotomijną, czyli po prostu dziurę w tchawicy. Taka rurka wymaga odsysania wydzieliny, inaczej można umrzeć nieprzyjemną śmiercią i to nie jest przesada. Takie odsysanie też nie jest przyjemne i dziecko, gdyby mogło, też by krzyczało nie nie nie mamusiu proszę cię nie.

    Ale jest konieczne i ten czas, który matka musi stracić na odwrócenie się i warknięcie Odczep się pani, odsysam, może dziecku przykro zaszkodzić.

    PS dzięki, też cię lubię :)
    --
    Grupa G8. Kraje rozwinięte. Trzeci Świat. IV RP.
  • pani.jezowa 04.02.15, 16:40
    Zeszła. Ale wcześniej. Zdanie "dzieli nas ocean wrażliwości" jest bardzo nieładną wycieczką osobistą.
  • differentview 04.02.15, 19:11
    pani.jezowa napisał(a):

    > Zeszła. Ale wcześniej. Zdanie "dzieli nas ocean wrażliwości" jest bardzo nieład
    > ną wycieczką osobistą.

    raczej dosc rozpaczliwa proba zagrywki ad personam gdy merytorycznie grunt pali sie pod nogami;)
  • napis_z_obrazka 04.02.15, 23:59
    differentview napisała:

    > pani.jezowa napisał(a):
    >
    > > Zeszła. Ale wcześniej. Zdanie "dzieli nas ocean wrażliwości" jest bardzo
    > nieład
    > > ną wycieczką osobistą.
    >
    > raczej dosc rozpaczliwa proba zagrywki ad personam gdy merytorycznie grunt pali
    > sie pod nogami;)

    Oj tam, oj tam...
    Zdanie ``dzieli nas ocean wrazliwosci`` byc moze jest bliskie mojej opinii, ze sa 3 wrazliwosci;)
    niewrazliwosc, wrazliwosc i nadwrazliwosc.
    Kazda pozytywna lub negatywna, w zaleznosci od kontekstu.

    Moja odpowiedz do Autorki watku:
    Ja na poczatek zapytalabym 4-letniej dziewczynki, czy lubi chodzic do przedszkola. Byc moze jej mama wlaczylaby sie do rozmowy a propos. Moze tu jest problem? Dziecko rano nie chce wyjsc z domu a wieczorem wczesnie isc spac, bo... rano musi isc do przedszkola. Takie moje ``gdybanie``.

    Moje pytania do Autorki watku:
    Czy fakt, ze lezysz chora w domu nie jest powodem sytuacyjnej nadwrazliwosci na halasy, na placz za sciana? I ze to wlasnie jest w domu Tego Playboya, ktorego draznily dzieci sasiadow a sam nie wiadomo jak wychowuje swoje dziecko?
    A propos kultury. Co kraj, to obyczaj. O ile sie dobrze orientuje, to w Holandii w nowobudowanych wiezowcach dozwolone sa tylko wykladziny na podlogach, ze wzgledu na sasiadow z dolu. Klocki rzucane na panele lub terakote a klocki rzucane na wykladzine to jednak roznica. W Polsce chyba dowolnosc wykonczenia mieszkania w bloku wielorodzinnym...













  • vilez 05.02.15, 08:58
    Czyżby? Twoje argumenty są na poziomie suponowania mnie znecania się nad dziećmi. Zapomniałaś już?
    I czy To nie Ty pisałaś o tym, że masz w nosie odczucia tej matki? Mam Ci kolejny raz zacytować, czy sama znajdziesz? Szukaj pod "wytłuszczone".
    To jest właśnie Twoja wrażliwość. Tak, dzieli nas ocean wrażliwości- i w podejściu do tematu i do samej rozmowy.
  • differentview 05.02.15, 09:35
    > Czyżby? Twoje argumenty są na poziomie suponowania mnie znecania się nad dziećm
    > i. Zapomniałaś już?

    napisalam, ze gdyby moi sasiedzi zareagowali na zwykle, kulturalne pytanie, wyrazone z troski o placzace dziecko- w taki sposob jak Ty w tym watku- ze to chamstwo, wscibstwo, przekraczanie granic rodziny, pozbawianie godnosci etc- to owszem, mialabym podjerzenia, ze to nie jest normalna rodzina i byc moze zglosilabym to odpowiednim instytucjom- nadal to podtrzymuje a ze Ty odnosisz to wszystko do siebie osobiscie- no to coz, widocznie masz powody

    > I czy To nie Ty pisałaś o tym, że masz w nosie odczucia tej matki? Mam Ci kolej
    > ny raz zacytować, czy sama znajdziesz? Szukaj pod "wytłuszczone".

    nie, nie ja; a ten protekcjonalny ton tylko podkresla oceany wrazliwosci jaka jestes obdarzona;)
  • ada1214 05.02.15, 12:06
    differentview napisała:

    a ten protekcjonalny ton tylko podkresla oceany wrazliwosci jaka j
    > estes obdarzona;)

    Differentview, strzez sie. Zaraz Cie Vilez zdyskwalifikuje, i coz wtedy poczniesz ze swoim zyciem?
    :D
  • differentview 05.02.15, 12:45
    ada1214 napisała:

    > differentview napisała:
    >
    > a ten protekcjonalny ton tylko podkresla oceany wrazliwosci jaka j
    > > estes obdarzona;)
    >
    > Differentview, strzez sie. Zaraz Cie Vilez zdyskwalifikuje, i coz wtedy
    > poczniesz ze swoim zyciem?
    > :D

    mniejsza o mnie, boje sie zeby naszej pani ekspert nie zdyskwalifikowala:D bo jednak wiesz- dyplomy i doswiadczenie to jedno ale nie odniesc sie w poscie do zlotej mysli vilez- to jednak kompletna dyskwalifikacja;)
  • vilez 05.02.15, 09:02
    Pani Jezowa, Twoja wybiórczość jest powalająca.
  • vilez 05.02.15, 08:54
    To jest zwykle weryfikacja braku racji- uwagi personalne. Dyskwalifikacja.
  • agnieszka_iwaszkiewicz 06.02.15, 01:29
    Odniosę się do następujących słów "vilez":

    Gdzie przebiegają te gran
    > ice. Jak ich dojść, by nie spowodować większych szkód. By nie stały się ARMATAM
    > I. Czy naprawdę to są za trudne pytania?

    Dla mnie to nie jest zbyt trudne pytanie. A swoją odpowiedź zacznę od pytania:
    Co może być większą szkodą? ewentualne cierpienie dziecka, spowodowane realną przemocą fizyczną bądź psychiczną ( dla jasności mówię o autentycznej przemocy, a nie o stawianiu naturalnych rodzicielskich granic i o niezadowolonym z tego dziecku, które protestuje przeciwko tym granicom w dostępny dla swojego wieku sposób. Najczęściej jest to głośny płacz lub krzyk) a skonfundowaniem czy frustracją dorosłej osoby zagadniętej grzecznie o to w windzie czy w osiedlowym sklepiku ?
    Otóż, wg mnie, zrównoważony dorosły jest w stanie znieść taką frustrację. Zirytuje się niesłusznym podejrzeniem, wtrącaniem się w nieswoje sprawy, "głupotą świata i ludzi". Potrzyma go to 24 h i przejdzie. Gdy jest dojrzały spróbuje, oprócz wstępnej irytacji, objąć refleksją zachowanie sąsiadki: a nuż jestem wobec mojego dziecka nazbyt wymagający? a nuż zbyt szybko się irytuję? co oprócz dziecka powoduje we mnie takie napięcie, że muszę je na nim odreagować ?
    To naprawdę dla zrównoważonej, dorosłej osoby jest kosztem psychologicznie niewielkim.
    Natomiast cierpienie dziecka, które nie ma jeszcze wykształconych żadnych umiejętności radzenia sobie ze swoimi emocjami, a dopiero się tego uczy, jest dla niego kosztem psychologicznym ogromnym.
    Narażanie zaś dziecka na taką szkodę, to narażanie go na przewlekłą traumę psychiczną.
    Dlatego też jestem za wstępną , rozpoznawczą interwencją, wtedy gdy dostrzegam w sobie wątpliwość, co do chronionych dóbr dziecka.
    Mam prawo postrzegać własną wątpliwość jako swój drogowskaz Bo co innego maiłoby nim być?
    Jeśli się pomyliłam, to narażam się na frustrację, a z nią radzę sobie jak opisałam wyżej.

    czy wszystkie dzieci są nasze a rodziny nie ?

    Otóż tak. Nie wszystkie rodziny są nasze. Od dawna wiadomo, że w rodzinach jest niebezpiecznie. Dużo w nich zabójstw, zdrad, nadużyć. Nawzajem: dorosłych wobec siebie , dorosłych wobec dzieci, dzieci wobec dorosłych.
    Zatem , gdyby miał paść wybór, co chronić bardziej: dobro dziecka czy rodziny, zdecydowanie wybrałabym dobro dziecka. Agnieszka Iwaszkiewicz





  • differentview 06.02.15, 08:36
    agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

    > Otóż, wg mnie, zrównoważony dorosły jest w stanie znieść taką frustrację. Ziry
    > tuje się niesłusznym podejrzeniem, wtrącaniem się w nieswoje sprawy, "głupotą ś
    > wiata i ludzi". Potrzyma go to 24 h i przejdzie. Gdy jest dojrzały spróbuje, op
    > rócz wstępnej irytacji, objąć refleksją zachowanie sąsiadki: a nuż jestem wobec
    > mojego dziecka nazbyt wymagający? a nuż zbyt szybko się irytuję? co oprócz dzi
    > ecka powoduje we mnie takie napięcie, że muszę je na nim odreagować ?

    wiem, ze odpowiedz nie jest do mnie ale chcialabym tylko dodac, ze calkiem spora grupa zdrowych psychicznie doroslych rodzicow w ogole nie poczuje po takim sasiedzkim pytaniu ZADNEJ frustracji- bo niby dlaczego? trzeba miec w sobie jakies poczucie winy lub byc skrajnie nerwowym i podejrzliwym czlowiekiem zeby reagowac z takim przewrazliwieniem na czyjas troske( bo o tym caly czas mowimy- o autentycznej trosce a nie o ciekawskim wypytywaniu)
    jesli placz nie wynika z przemocy tylko np z choroby dziecka, ktora rodzic leczy- to skad ten wstyd, ktory kaze sie czuc upokorzonym pytaniem? inna sprawa jesli wynika jednak z przemocy- wtedy dzialaja mechanizmy obronne a pytajacy sasiad staje sie wrogiem numer jeden- bo obnaza cos co ma pozostac ukryte
  • pade 06.02.15, 09:32
    Ja byłam wdzięczna sąsiadce, kiedy zagadnęła mnie o córkę, którą w pewnym okresie było słychać w całym bloku. Wdzięczna, bo mogłam wyjaśnić sytuację i wiedziałam, że ona przekaże to innym sąsiadom. I dowiedzą się, że nie krzywdzę dziecka, tylko mamy problem zdrowotny.
    Nie miałam pretensji o to pytanie, bo wolę takie podejście do sprawy niż nieufne spojrzenia i plotkowanie po kątach.

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • zuzi.1 06.02.15, 11:26
    Moze byc jeszcze inny powod takiej frustracji rodzica tj. nadmiernie rozbudowane EGO, ktore nie dopuszcza w ogole takiej mozliwosci jak wtracanie sie sasiada poprzez zwykla rozmowe, bo jakim prawem taki ' ograniczony' sasiad smie wtracac sie do zycia takiej ' alfie i omedze'...:-) Osoba dziecka nie jest tu wazna, frustracje budzi nadszarpniete zapytaniem sasiada ego rodzica.
  • differentview 06.02.15, 11:47
    > Moze byc jeszcze inny powod takiej frustracji rodzica tj. nadmiernie rozbudowan
    > e EGO, ktore nie dopuszcza w ogole takiej mozliwosci jak wtracanie sie sasiada
    > poprzez zwykla rozmowe, bo jakim prawem taki ' ograniczony' sasiad smie wtracac
    > sie do zycia takiej ' alfie i omedze'...:-) Osoba dziecka nie jest tu wazna, f
    > rustracje budzi nadszarpniete zapytaniem sasiada ego rodzica.

    zdecydowanie masz racje- trzeba tylko dodac, ze to rozdete ego nie ma nic wspolnego ze stabilnym poczuciem wlasnej wartosci jako rodzica- raczej ukrywa rozne kompleksy- wiec biada temu kto glosno wyrazi swoj niepokoj o dziecko- bo tym samym kwestionuje chwiejna lub niska samoocene tej osoby jako rodzica, rodziny jaka tworze etc- to policzek, potwarz i szarganie "godnosci"
  • zuzi.1 06.02.15, 13:21
    Otoz to, Differentview.
  • ada1214 06.02.15, 09:47
    Dokladnie Pani Agnieszko.
    Te dwie potencjalne szkody- frustracja, irytacja czy nawet zazenowanie doroslych versus znecanie sie nad dzieckiem- sa nieporywnywalne! Zadajac panie, ryzykujemy to pierwsze, powstrzymujac sie od zadania pytania- ryzykujemy to drugie. Nad czym sie tu wahac?
  • zuzi.1 06.02.15, 11:29
    10/10 Pani Agnieszko.
  • molly_wither 20.02.15, 18:49
    Zapytalam ojca,akurat szedl z malutka, dlaczego ona tyle placze i krzyczy.Wyjasnil,ze sprawdzali w necie (ach ten internet) , czy to normalne w jej wieku i wyszlo,ze tak i , cytuje:"Przepraszam za dyskomort". I co dalej?
    --
    "„Człowiek poświęca swoje zdrowie, żeby zarobić pieniądze, następnie zaś poświęca pieniądze, by odzyskać zdrowie. Oprócz tego jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie cieszy się z teraźniejszości. W rezultacie nie żyje ani w teraźniejszości, ani w przyszłości; żyje tak, jakby nigdy nie miał umrzeć, po czym umiera, tak naprawdę nie żyjąc”.
  • ola_dom 23.02.15, 09:58
    molly_wither napisał(a):

    > Zapytalam ojca,akurat szedl z malutka, dlaczego ona tyle placze i krzyczy.Wyjasnil,ze
    > sprawdzali w necie (ach ten internet) , czy to normalne w jej wieku i wyszlo,ze tak i ,
    > cytuje:"Przepraszam za dyskomort". I co dalej?

    No właśnie - ja także jestem ciekawa, CO DALEJ? Co dalej należy zrobić w przypadku takiej odpowiedzi? Uznać, że w takim razie wszystko już na pewno jest O.K., a my zrobiliśmy, co do nas należało i udać się do domu ze spokojem i z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku?
    Przyznam, że trochę mnie dziwi cisza na tym wątku po tym, co ostatnio napisała molly. A może mnie jednak nie dziwi....?

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • differentview 23.02.15, 10:12
    ola_dom napisała:

    > No właśnie - ja także jestem ciekawa, CO DALEJ? Co dalej należy zrobić w przypa
    > dku takiej odpowiedzi? Uznać, że w takim razie wszystko już na pewno jest O.K.,
    > a my zrobiliśmy, co do nas należało i udać się do domu ze spokojem i z poczuci
    > em dobrze spełnionego obowiązku?

    tak, zrobilismy co do nas nalezalo a czy na pewno jest ok- tego nigdy nie wiadomo na 100%; pozostaje po prostu zwracac uwage na to czy placz sie nie nasila, czy nie dochodza odglosy awantur, po ktorych dziecko placze itd; w razie czego interweniowac jeszcze raz, przypominajac sasiadom, ze nadal slyszy sie placz i jest to dla nas bardzo niepokojace- ponowic pytanie- czy wszystko napewno jest ok?; drugim razem mozna zapytac matki, jej wersja moze byc inna; tak naprawde watek byl dla mnie o tym, ze abstrachujac od tej konkretnej sytuacji- nalezy reagowac- z troska, z wyczuciem ale lepiej zareagowac niz pozostac obojetnym; nie kierowac sie tym, ze "nie wypada" albo, ze mozna zrobic z siebie nadgorliwca albo, ze pytanie ugodzi w ego rodzicow- po prostu zareagowac, zeby dac sygnal, ze nas to obchodzi i martwi- tyle; nie wiem dlaczego konczysz zlosliwoscia?
  • vilez 23.02.15, 10:50
    Żeby działać skutecznie, trzeba wiedzieć, co się chce osiągnąć. Trzeba też być gotowym się zaangażować w celu osiągnięcia skutku.
    Takie pytania "na klatce schodowej"- bez wniknięcia w sytuację, nic nie dadzą, Dlatego pisałam, że trzeba się "zaprzyjaźnić"- zaprosić na kawę, na wspólny spacer, do zabawy ze swoimi dziećmi- i obserwowować nie tylko rodziców ale przed wszystkim reakcje dziecka: czy wystraszone, czy ma dziwne odruchy (zasłaniania się rączkami, ucieka przed dorosłymi itp).

    Ale gdy o tym wszystkim pisałam, to zostałam zwymyślana... Mam nadzieję, że teraz wszystko jest jaśniejsze.
  • differentview 23.02.15, 11:21
    vilez napisała:

    > Ale gdy o tym wszystkim pisałam, to zostałam zwymyślana... Mam nadzieję, że ter
    > az wszystko jest jaśniejsze.

    pisalas glownie o tym, ze nie wypada pytac, ze po co dociazac rodzicow pytaniem, ze nikomu nic do tego czy dziecko jest chore, ze gdyby Ciebie sasiad zapytal- uznalabys go za niemadrego, ze intencja interweniujacego jest wscibstwo- to po pierwsze

    napisalas rowniez o "zaprzyjaznieniu sie"- na co Ci odpowiedzialam, ze nie ma nic zlego w tym jesli obie strony by tego chcialy- ale wcale tak byc nie musi- co nie zwalnia z obowiazku reagowania na podejrzenie przemocy
    odpisalas mi na to, ze klamie, ze nigdzie sie do Twoich konstruktywnych propozycji nie odnioslam, za w ogole mi na dobru dziecka nie zalezy, ze mam wrazliwosci nosorozca i ze dzieli nas ocean wrazliwosci nie do przeskoczenia; poza tym w protekcjonalny i chamski sposob dopytywalas- nie widzisz? palcem Ci trzeba pokazac? malo?

    to tak celem sprostowania co by wszystko stalo sie jasniejsze
  • vilez 23.02.15, 11:30
    Nieprawda, pisałam dużo więcej. Podawałam DLACZEGO będzie to:1. działanie nieskuteczne, 2. rzucające podejrzenie.
    Co do "zaprzyjaźniania się" pisałaś inaczej- że możesz nie mieć ochoty na to.

    Nie odnosiłaś się nigdzie konstruktywnie do moich wypowiedzi, przeciwnie- snułaś bardzie nie ok insynuacje pod moim adresem.
    Tak, dzieli nas ocean wrażliwości- bo ja bym nikomu tak nie pojechała, jak pojechałaś TY- mi. I nigdy bym nie podeszłą w ten sposób do ludzi, których dziecko płacze. End, bo nie mam zamiaru jeszcze raz tego wszystkiego wałkować- zwyczajnie- racja była po mojej stronie.
  • differentview 23.02.15, 11:44
    > zwyczajnie- racja była po mojej stronie.

    nie, byla po mojej;)
  • marsylvik 23.02.15, 10:54
    differentview napisała:

    > nalezy reag
    > owac- z troska, z wyczuciem ale lepiej zareagowac niz pozostac obojetnym; nie k
    > ierowac sie tym, ze "nie wypada" albo, ze mozna zrobic z siebie nadgorliwca alb
    > o, ze pytanie ugodzi w ego rodzicow- po prostu zareagowac, zeby dac sygnal, ze
    > nas to obchodzi i martwi- tyle;

    Bardzo ładnie to podsumowałaś, zgadzam się z każdym słowem.

    > nie wiem dlaczego konczysz zlosliwoscia?

    No popatrz, a ja nie widzę w tym złośliwości. Raczej zdziwienie i wyraz rozczarowania. Fakt, że "temperatura" tego wątku była tak wysoka, że można by się spodziewać jakiejś reakcji po dodaniu kolejnego kamyczka do tej układanki. A tu cisza.

    Mnie ta cisza nie dziwi. Nie złośliwie to piszę, tylko mi się cisza w różnych wątkach wydaje normalna w czasie, kiedy obok żył wątek o temperaturze tak wysokiej, że aż trzeba go było przenieść na oślą ławkę. Tak to jest w życiu, że jak się robi hałas, to normalne rozmowy cichną, uwaga skupia się na źródle hałasu...
  • differentview 23.02.15, 11:11
    marsylvik napisała:

    > No popatrz, a ja nie widzę w tym złośliwości. Raczej zdziwienie i wyraz rozczar
    > owania.

    moze rzeczywiscie nie bylo w tym zlosliwosci:) zreszta zeby nie byc tak politically correct- ja lubie drobne zlosliwosci i ironie tylko oczywiscie z umiarem;)
  • vilez 23.02.15, 11:31
    > ja lubie drobne zlosliwosci i ironie tylko oczywiscie z umiaremwink

    Nestety, właśnie tego umiaru nie masz.
  • ola_dom 23.02.15, 11:13
    marsylvik napisała:

    > No popatrz, a ja nie widzę w tym złośliwości. Raczej zdziwienie i wyraz rozczarowania.

    Rozczarowania, ale nie zdziwienia, tylko właśnie tego, że stało się tak, jak się można było (mogłam) spodziewać. I pewnie stąd także cień złośliwości - jednak....:(.
    Bo przykro mi za każdym takim razem. Kiedy dziecku dzieje się krzywda (a jakoś nie mam wątpliwości, że się dzieje i że niekoniecznie jest tak, że "to norma w tym wieku"), a nie za bardzo da się skutecznie coś z tym zrobić. A może się da - tylko inaczej? Więc jak? O tym - jak mi się zdaje - była głównie dyskusja - żeby zareagować, pytanie tylko JAK - żeby reakcja odniosła pozytywny skutek.
    Jedna nadzieja (cieniutka, ale zawsze) - że ojciec BYĆ MOŻE dostrzeże, że BYĆ MOŻE nie jest bezkarny, bo ludzie zwracają uwagę na to, co się dzieje wokół nich. Oby poszło w tę stronę, bo może także w różne inne, nawet nie chcę pisać, jakie - bo wiadomo...

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • vilez 23.02.15, 11:33
    Ola, pisałam JAK. Ale nie docierało. Ba- kopiowałam. Również nie docierało. Dzisiaj też znowu napisałam.
  • molly_wither 23.02.15, 19:38
    Malej nie slysze juz czesto, ale czujna jestem.

    ola_dom napisała:

    > molly_wither napisał(a):
    >
    > > Zapytalam ojca,akurat szedl z malutka, dlaczego ona tyle placze i krzyczy
    > .Wyjasnil,ze
    > > sprawdzali w necie (ach ten internet) , czy to normalne w jej wieku i wys
    > zlo,ze tak i ,
    > > cytuje:"Przepraszam za dyskomort". I co dalej?
    >
    > No właśnie - ja także jestem ciekawa, CO DALEJ? Co dalej należy zrobić w przypa
    > dku takiej odpowiedzi? Uznać, że w takim razie wszystko już na pewno jest O.K.,
    > a my zrobiliśmy, co do nas należało i udać się do domu ze spokojem i z poczuci
    > em dobrze spełnionego obowiązku?
    > Przyznam, że trochę mnie dziwi cisza na tym wątku po tym, co ostatnio napisała
    > molly. A może mnie jednak nie dziwi....?
    >


    --
    "„Człowiek poświęca swoje zdrowie, żeby zarobić pieniądze, następnie zaś poświęca pieniądze, by odzyskać zdrowie. Oprócz tego jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie cieszy się z teraźniejszości. W rezultacie nie żyje ani w teraźniejszości, ani w przyszłości; żyje tak, jakby nigdy nie miał umrzeć, po czym umiera, tak naprawdę nie żyjąc”.
  • vilez 23.02.15, 10:45
    > I co dalej?

    Dokładnie o to mi chodziło. Niewiele CI ta odpowiedź dała. I nadal jesteś w punkcie wyjścia.
  • ola_dom 23.02.15, 11:30
    A ja się przypnę do tego pytania, bo ono wydaje mi się teraz najistotniejsze, istotniejsze od wracania do tego, co kto komu napisał, powiedział, kto miał rację, czy jej nie miał.
    CO teraz powinna/mogłaby zrobić molly? Bo - jak rozumiem - odpowiedź owego taty jej nie zadowoliła, skoro sama pyta, "co dalej?".
    Niezmiernie jestem ciekawa zdania pani Agnieszki - mam nadzieję, że nie doradzi pozostawienia sprawy swojemu biegowi. Bo sama uważam, że coś należy zrobić. Tylko CO? "Zakolegować się" z matką i od niej dowiedzieć, czy aby na pewno wszystko u nich jest w porządku? Bo można przypuszczać, że nie za bardzo, skoro (o ile to prawda) ojciec np. wychodząc z domu zamyka salon z telewizorem, żeby mu "nie napaskudziły i nie popsuły niczego"?

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • vilez 23.02.15, 11:37
    Teraz to sobie jednak zamknęła moim zdaniem drogę. Bo niestety zdradziła się z podejrzeniami. Jeśli Ci ludzie mają coś na sumieniu, to tylko zejdą z tym głębiej (będą robić to bardziej w ukryciu).
    A jeśli nie mają, to przecież nie zgodzą się na wspólne spędzenie czasu, by "być pod obserwacją". Nikt o zdrowych zmysłach się nie zgodzi. A gdyby nawet się zgodzili, to będą sztuczni, i nic już nie wyjdzie z obserwacji.
    I o tym wszystkim kurczę pisałam- pytałam o PERSPEKTYWY tego działania...ech.
  • ola_dom 23.02.15, 11:42
    vilez napisała:

    > Jeśli Ci ludzie mają coś na sumieniu,

    A ja mam podejrzenie, że to nie "ludzie", tylko może właśnie ojciec. Mam takie poczucie, że to ojciec "tresuje" i matkę, i dziecko. Więc może próba zakolegowania się z matką wcale nie jest złym pomysłem w tej sytuacji.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • vilez 23.02.15, 11:52
    Jasne, proponowałam właśnie zakolegowanie się z matką. Ale nie na zasadzie: "u was ciągle płacze dziecko, wiec się muszę temu przyjrzeć", tylko bardziej zwyczajne: ot, pogadać o duperelach na klatce schodowej, na podwórku czy na placu zabaw z kilka razy, potem się "zaprzyjaźnić" i tak rozpoznać teren.
  • pade 23.02.15, 15:44
    Molly jest zdaje się sporo starsza od matki płaczącego dziecka.
    Nie wyobrażam sobie zawierania znajomości z kimś, w stosunku do kogo mam podejrzenia o przemoc. Tzn. takiej przyczyny zawarcia znajomości nie biorę pod uwagę.
    W opisanym przypadku bardziej "podejrzany" jest ojciec.
    Gdybym próbowała się zaprzyjaźnić ze swoim 20-letnim sąsiadem mogłoby to budzić rozmaite podejrzenia:P

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • molly_wither 23.02.15, 19:45
    Ojciec dziecka jest w moim wieku. Stary dziad, wlasnie zmajstrowal kolejne dziecko. Ja zostaje w tym roku babcia, a on bedzie mial kolejne dziecko.

    --
    "„Człowiek poświęca swoje zdrowie, żeby zarobić pieniądze, następnie zaś poświęca pieniądze, by odzyskać zdrowie. Oprócz tego jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie cieszy się z teraźniejszości. W rezultacie nie żyje ani w teraźniejszości, ani w przyszłości; żyje tak, jakby nigdy nie miał umrzeć, po czym umiera, tak naprawdę nie żyjąc”.
  • vilez 23.02.15, 21:03
    Ale Molly, bez przesady, no i co z tego, że będzie miał dziecko w tym wieku ...
  • napis_z_obrazka 23.02.15, 11:55
    Jeszcze jest tam babcia:-) Ja bym wpadla pozyczyc soli;-) Potem oddac i pozyczyc cukru...
  • molly_wither 23.02.15, 19:40
    Matka jest molda, usmiechnieta kobieta, slepo zapatrzona w meza. Wlasnie spodziewaja sie drugiego dziecka.

    ola_dom napisała:

    > vilez napisała:
    >
    > > Jeśli Ci ludzie mają coś na sumieniu,
    >
    > A ja mam podejrzenie, że to nie "ludzie", tylko może właśnie ojciec. Mam takie
    > poczucie, że to ojciec "tresuje" i matkę, i dziecko. Więc może próba zakolegowa
    > nia się z matką wcale nie jest złym pomysłem w tej sytuacji.
    >


    --
    "„Człowiek poświęca swoje zdrowie, żeby zarobić pieniądze, następnie zaś poświęca pieniądze, by odzyskać zdrowie. Oprócz tego jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie cieszy się z teraźniejszości. W rezultacie nie żyje ani w teraźniejszości, ani w przyszłości; żyje tak, jakby nigdy nie miał umrzeć, po czym umiera, tak naprawdę nie żyjąc”.
  • differentview 23.02.15, 12:09
    > A jeśli nie mają, to przecież nie zgodzą się na wspólne spędzenie czasu, by "by
    > ć pod obserwacją". Nikt o zdrowych zmysłach się nie zgodzi. A gdyby nawet się z
    > godzili, to będą sztuczni, i nic już nie wyjdzie z obserwacji.
    > I o tym wszystkim kurczę pisałam- pytałam o PERSPEKTYWY tego działania...ech.

    i znowu zupelnie sie nie zgadzam; probuje sobie siebie postawic na miejscu tych ludzi a wydaje mi sie, ze z moim zmyslami jest wszystko w porzadku;) mam dziecko, ktore placze glosno i czesto- nie wazne z jakiego dokladnie powodu- ale istotne jest, ze nie z powodu przemocy- cokolwiek- zabkuje, ma kolki, choruje albo jest placzliwe; sasiadka mnie zapytala- czy wszystko ok bo slyszy ten placz; uznaje, ze mam troskliwa sasiadke, ktora prawidlowo reaguje- dziekuje jej za zainteresowanie, tlumacze sytuacje; sasiadka jest fajna i widze, ze robi podchody zeby zaciesnic realcje- jesli mam na to ochote- to dlaczego nie? to, ze prawidlowo zareagowala na placz mojego dziecka w moich oczach jest tylko jej atutem a ja jak bylo powiedziane nie mam przeciez nic do ukrycia- dlaczego mialabym byc sztuczna???
  • vilez 23.02.15, 12:38
    Dlatego, że w tamtym pytaniu było zawarte także podejrzenie, że krzywdzą dziecko. Dlatego, że troskę o dziecko można wyrazić delikatnie i mądrzej (wnioskowanie). A z tak podejrzliwymi, niedelikatnymi i niezbyt mądrymi ludźmi raczej się relacji nie zacieśnia. Ja bym sie obawiała, że skoro nie są skłonni do wnikliwszego przemyśliwania spraw tego kalibru, to z tej znajomości raczej wiele dobrego nie wyniknie (obmówią mnie przed innymi sąsiadami itd). Trzymałabym dystans z pewnością.
  • differentview 23.02.15, 12:50
    vilez napisała:

    > Dlatego, że w tamtym pytaniu było zawarte także podejrzenie, że krzywdzą dzieck
    > o. Dlatego, że troskę o dziecko można wyrazić delikatnie i mądrzej (wnioskowani
    > e). A z tak podejrzliwymi, niedelikatnymi i niezbyt mądrymi ludźmi raczej się
    > relacji nie zacieśnia.

    w pytaniu molly dlaczego dziecko placze byla zawarta sugestia, ze krzywdza? mi sie wydaje, ze w tym pytaniu jest zawarta tylko troska o dziecko; znowu postawie sie w sytuacji rodzica z placzacym dzieckiem- moje dziecko placze bo np. zabkuje ale sasiad nie ma rentgena w oczach wiec nie wie dlaczego placze; moze sie niepokoic, ze placze z powodu przemocy; i swietnie- rozumiem ten niepokoj i ta sugestie- bo tylko ja w czterech scianach wiem jak jest naprawde; wiec dla mnie sasiad, ktory dmucha na zimne- jest super- zainteresowal sie, mial odwage zapytac- a ja okazje wyjasnic; wlasnie z takimi sasiadami sie wiezi zaciesnia- ktorzy sa empatyczni- bo placz dziecka ich rusza, odwazni- bo maja odwage zapytac i madrymi- bo zakladaja wiele mozliwosci i chca to wyjasnic
  • iziula1 23.02.15, 14:05
    Diff, wybacz ale wydaje mi się że twoje argumentu tu nie trafią, niestety.
    Domniemanie krzywdy dziecka na podstawie długotrwałego płaczu powinno być sygnałem do zainteresowania.
    Dziwią mnie komentarze,że możemy kogoś tym skrzywdzić. Najgorsza jest obojętność, tu wygląda na znieczulicę ubraną w gorset fałszywej empatii :(.
    Jeśli zestawiam dwie wartości jakimi są pomoc dziecku a zrobienie przykrości matce/ojcu wybieram pomóc dziecku, bez względu na uczucia matki/ojca.

    Ja mam b.głośne dziecko, 8 latek. zawsze taki był. Buntownik, krzykun ;), lubi sobie histeryzować. I też miałam rozmowę z sąsiadem. Z jednej strony ulga bo mogłam wytłumaczyć charakter mego dziecka i uspokoić że go żelazkiem nie przypalam ;), z drugiej strony poczułam lekkie zażenowanie że jestem w tym temacie niewydolna wychowawczo, z kolei to zmusiło nas z mężem do kilku rozmów i szukania sposobu wyładowania nadmiaru energii i emocji u dziecka. Wybawieniem jest piłka nożna i nasze "nie dostrajanie się" do poziomu hałasu wydawanego przez dziecko. Jest lepiej a z sąsiadem mamy dobre stosunki.
    --
    Nie chcę więcej, twoje serce do życia wystarczy
    Twoje serce, co zagrzewa do walki o każdy dzień
    Twoje serce, które cierpi i kocha namiętnie,
    które bije coraz prędzej, goręcej...
  • vilez 23.02.15, 14:25
    > z drugiej strony poczułam lekkie zażenowanie że jestem w tym temacie niewydolna
    > wychowawczo,

    Ciepło, ciepło.. a czemu się tak poczułaś?
    To teraz wyobraź sobie, jak się mogą poczuć rodzice dziecka z problemami, skoro Ty się tak poczułaś w sytuacji, gdy masz dziecko bez poważniejszych problemów.
  • differentview 23.02.15, 14:36
    iziula1 napisała:

    > Diff, wybacz ale wydaje mi się że twoje argumentu tu nie trafią, niestety.
    > Domniemanie krzywdy dziecka na podstawie długotrwałego płaczu powinno być sygna
    > łem do zainteresowania.

    dla mnie istotne jest zeby konkluzja watku byla- reaguj, masz prawo( slynna kampania)
    i wykazanie, ze rodzic, ktory nie stosuje przemocy nie ma zadnych powodow by czuc sie zle z reakcja sasiadow- ze zamiast reagowac urazeniem lepiej pomyslec- w koncu ten sasiad pyta z troski o moje dziecko- to nie jest wymierzone we mnie
    wazne jest dla mnie tez- zeby w przypadku gdy reakcja rodzica byla agresywna- typu spadaj, nic Ci do tego, ze moje dziecko placze- zeby nie odpuscic- tylko zglosic sprawe do odpowiednich instytucji
    ile razy wlasnie tlumaczac sie- to nie moja sprawa, nie bede sie wtracac- dajemy przyzwolenie zeby przemoc za sciana rozwijala sie w najlepsze; dlatego wkleilam dwa filmiki- drastyczne ale pokazujace co stawiamy na szali- cierpienie bezbronnego dziecka i urazone ego? chyba nie ma watpliwosci co jest wazniejsze
  • iziula1 23.02.15, 14:47
    differentview napisała:

    >
    > dla mnie istotne jest zeby konkluzja watku byla- reaguj, masz prawo( slynna
    > kampania)


    Popieram z całego serca :)
  • vilez 23.02.15, 15:13
    Nikt nie podważa sensu reagowania. Trzeba jednak wiedzieć JAK reagować. I o tym jest dyskusja,
  • vilez 23.02.15, 14:23
    Rozmawiamy o hipotetycznej sytuacji, tak jak chciała Ola.
  • ada1214 23.02.15, 15:23
    podchody
    > zeby zaciesnic realcje

    Co wy z tym zaciesnianiem relacji. Komu sie chce dzisiaj zawracac tylek zaciesnianiem relacji i zawieraniem znajomosci z przypadkowymi ludzmi, kto ma na to czas? A nawet gdyby juz sie poswiecic, to tzreba wziac pod uwage, ze taka "przyjazn" trzeba bedzie (zalozmy ze sprawa sie wyjasni i wszystko bedzie z dzieckiem i rodzina w porzadku) potem podtrzymywac- a jak sie ma pecha i trafi sie na trujdupe, to beda telefony 5 x dziennie i wpychanie sie na kawe codziennie. LUuudzie, kto ma na to czas? Jesli o mnie chodzi, z trudnoscia udaje mi sie raz na miesiac wyskrobac czas dla moich wlasnych, prawdziwych przyjaciol; zaciesnianie relacji z obojetnymi mi i przypadkowymi ludzmi uwazam za jakis surrealny pomysl.
  • molly_wither 23.02.15, 19:50
    Zadnych relacji nie mam zamiaru zaciesniac, bo one byly wiele lat serdeczne, ale sie skonczyly w ub. roku z winy rzeczonego pana. Postapil wobec mnie nie fair. Nie chcialabym wiec,aby moja dociekliwosc w kwestii placzu dziecka byla przez niego traktowana jako odwet. Jesli sie na nim odegram to w inny sposob. Niepokoi mnie tylko i wylacznie zachowanie tego dziecka.

    --
    "„Człowiek poświęca swoje zdrowie, żeby zarobić pieniądze, następnie zaś poświęca pieniądze, by odzyskać zdrowie. Oprócz tego jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie cieszy się z teraźniejszości. W rezultacie nie żyje ani w teraźniejszości, ani w przyszłości; żyje tak, jakby nigdy nie miał umrzeć, po czym umiera, tak naprawdę nie żyjąc”.
  • molly_wither 23.02.15, 19:43
    Ze mna jest taki problem (pisalam w watku przewodnim) , ze juz nie jestem fajna dla sasiadow, a szczegolnie dla sasiada. Dlatego moze odebrac moja interwencje,jako chec odegrania sie za to, co zrobil w ubieglym roku.
    >
    ; sasiadka jest fajna i widze, ze robi podchody
    > zeby zaciesnic realcje-


    --
    "„Człowiek poświęca swoje zdrowie, żeby zarobić pieniądze, następnie zaś poświęca pieniądze, by odzyskać zdrowie. Oprócz tego jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie cieszy się z teraźniejszości. W rezultacie nie żyje ani w teraźniejszości, ani w przyszłości; żyje tak, jakby nigdy nie miał umrzeć, po czym umiera, tak naprawdę nie żyjąc”.
  • napis_z_obrazka 23.02.15, 20:24
    A z grubsza mozesz zdradzic o co poszlo?
  • molly_wither 24.02.15, 18:13
    Sprawy spoldzielcze. Nic wiecej nie napisze, bo roznie bywa:)

    napis_z_obrazka napisała:

    > A z grubsza mozesz zdradzic o co poszlo?


    --
    "„Człowiek poświęca swoje zdrowie, żeby zarobić pieniądze, następnie zaś poświęca pieniądze, by odzyskać zdrowie. Oprócz tego jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie cieszy się z teraźniejszości. W rezultacie nie żyje ani w teraźniejszości, ani w przyszłości; żyje tak, jakby nigdy nie miał umrzeć, po czym umiera, tak naprawdę nie żyjąc”.
  • vilez 23.02.15, 21:05
    No to skoro sąsiadka rovi podchody, to o co chodzi? Dowiesz się.
  • molly_wither 24.02.15, 18:14
    Vilez, prosze cie, czytaj dokladnie posty. To nie ja napisalam o podchodach:)
    vilez napisała:

    > No to skoro sąsiadka rovi podchody, to o co chodzi? Dowiesz się.


    --
    "„Człowiek poświęca swoje zdrowie, żeby zarobić pieniądze, następnie zaś poświęca pieniądze, by odzyskać zdrowie. Oprócz tego jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie cieszy się z teraźniejszości. W rezultacie nie żyje ani w teraźniejszości, ani w przyszłości; żyje tak, jakby nigdy nie miał umrzeć, po czym umiera, tak naprawdę nie żyjąc”.
  • vilez 24.02.15, 20:29
    Zrozumialam jak niżej Pani.jezowa te słowa: ""sasiadka jest fajna i widze, ze robi podchody
    zeby zaciesnic realcje".
  • pani.jezowa 23.02.15, 22:20
    Przyznam, że nie rozumiem po co pytałaś sąsiada czemu dziecko płacze.
    Przecież podejrzewasz (jak rozumiem), że to on może być sprawcą przemocy wobec dziecka oraz żony.
    To jeśli tak by było to z góry było wiadomo, że prawdy Ci nie powie.

    Skoro żona, jak piszesz, dąży do tego by się z Tobą zaprzyjaźnić to można spróbować podpytać ją.
    Tyle, że po pierwsze to zajmuje czas zanim Wasza relacja będzie bliższa.
    Po drugie ona i tak może Ci nie powiedzieć.
    Po trzecie możesz nie mieć ochoty się zaprzyjaźniać.

    Ja bym zrobiła to, co od początku radzę: zawiadomiła stosowne służby, które się tym zajmują.
    Jeśli ludzie są porządni i dziecko płacze, bo chore lub ten typ tak ma to żadna krzywda im się nie stanie.
    Jeśli dziecko jest krzywdzone to działać trzeba, tym bardziej skoro drugie w drodze.
    Żona może się godzić na przemoc, na zamykanie przed nią dużego pokoju i zakaż oglądania telewizji.
    Jest dorosła. Dziecko nie jest. I ktoś powinien się zainteresować czy wszystko z nim ok.

    Pomyłkę oznaczająca, że dobrzy rodzice będą musieli wytłumaczyć czemu ich dziecko płacze uważam za zdecydowanie mniej kosztującą niż zaniechanie działania jeśli dziecku dzieje się krzywda.
  • vilez 24.02.15, 07:58
    Jesli rozważać już tę konkretną sytuację, którą opisuje Molly, to warto dodać, że Molly już jest zaznajmiona z tą parą, bio bywała u nich. I zapewne wtedy zauważyła niepokojące (ją) sygnały z tego domu. Pytanie, czemu wtedy nie zareagowała?
    Mam poczucie, ze jednak znaczenie ma stan skłócenia Molly z tym panem.
  • molly_wither 24.02.15, 18:16
    Zadna zona nie dazy ze mna do przyjazni, czytaj dokladnie posty!
    A po to zapytalam,zeby wiedzial, ze sie interesuje, tak samo,jak on kiedys latal do sasiadow z gory,kiedy mu przeszkadzalo ich dziecko.


    --
    "„Człowiek poświęca swoje zdrowie, żeby zarobić pieniądze, następnie zaś poświęca pieniądze, by odzyskać zdrowie. Oprócz tego jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie cieszy się z teraźniejszości. W rezultacie nie żyje ani w teraźniejszości, ani w przyszłości; żyje tak, jakby nigdy nie miał umrzeć, po czym umiera, tak naprawdę nie żyjąc”.
  • pani.jezowa 24.02.15, 18:55
    Kierowałam się tym zdaniem z Twojego postu: "sasiadka jest fajna i widze, ze robi podchody
    zeby zaciesnic realcje" - jeśli to był cytat z kogoś innego to przepraszam, nie było to dla mnie jasne.

    Tak czy inaczej starałam się tylko pomóc, nie widzę powodu byś była niemiła.

    To znaczy Ty się martwisz o dziecko czy ono Ci przeszkadza?
    Pytałaś, bo podejrzewasz, że jest maltretowane czy robisz na złość sąsiadowi?
    Co Co ma dać pytanie osoby, którą podejrzewasz o przemoc, uważasz, że powie prawdę jeśli faktycznie się znęca?

    Zaczynam mieć wrażenie, że nie o los dziecka Ci chodzi.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka