Dodaj do ulubionych

Jak skłonić partnera...

10.02.15, 09:26
....do tego, by rozglądał się za zmianą pracy na lepiej płatną, lub zaczął popołudniami dorabiać? Wiem, że włożę kij w mrowisko, ale nie zamierzam z własnej dg utrzymywać kogoś, kto ma 1200 zł, normalnie miałby 1700, ale resztę zabiera komornik z powodu niepłacenia za rozpoczęte studia, które mój M zaczął, zanim się poznaliśmy. Studia te nie były podjęte z konieczności by podnieść kwalifikacje zawodowe, tylko były tzw. fanaberią (politologia). Przez pewien czas po pracy udzielał korepetycji, pomagał mi wprowadzeniu działalności ale niektórzy porezygnowali (ciekawe dlaczego, skoro ja mam moje lekcje nawet w ferie i wakacje). Jemu się nigdy nic nie układa, albo ktoś mu nie pasuje, albo dziecko leniwe, albo zbyt dużo nerwów go to kosztuje. Zawsze coś jest nie tak. Nie wiem co robić. Muszę się komuś wygadać po prostu. Aha, poza działalnością gospodarczą aktywnie szukam pracy (na godziny przedpołudniowe), po pierwsze dlatego, że całe przedpołudnia mam wolne, bo nikt nie chce lekcji przed południem, a po drugie po to, żeby ktoś mi płacił zus. Niestety niczego nie znajduję. Dochód z mojej działalności to 3 a czasami 4 najniższe krajowe po odliczeniu wszystkich kosztów. Czasem pracuję do 22, do tego jeszcze po nocach tłumaczenia, dlatego drażni mnie, gdy on siedzi w kuchni i .....czyta książkę, gdy ja mam lekcje. Mam dosyć. Nie rozumiem też tajemnicy rotacji klientów u niego, po 2-3 lekcjach kilka osób zrezygnowało. Aż się boję przekazywać numer telefonu, bo i tak to klient stracony. Co jest nie tak? Albo - co jest nie tak ze mną że nie mogę znaleźć nic na przedpołudnia (tzn dyspozycyjność w godzinach 6-15)?
Edytor zaawansowany
  • brak.polskich.liter 10.02.15, 09:50
    ad.a6 napisał(a):

    > Albo - co jest nie tak ze mną że nie mogę znaleźć nic na przed
    > południa (tzn dyspozycyjność w godzinach 6-15)?

    IMO zle postawione pytanie. Powinno brzmiec: co jest nie tak ze mna, ze jeszcze nie kopnelam opisanego typa w cztery litery, skoro jego priorytety zdecydowanie mi nie pasuja?

    Piszesz, ze masz wolne przedpoludnia, poki co. Rozumiem zatem, ze "tlumaczenia po nocach" to po prostu dlatego, ze wolisz pracowac w nocy/wieczorami, a nie dlatego, ze taka jest koniecznosc dziejowa. Zamiast zajmowac sie partnerem i jego motywacjami (dlaczego ma az taka rotacje klientow? Dlaczego nie szuka lepiej platnej pracy? Dlaczego to, dlaczego tamto?) skup sie moze na wlasnej pracy, organizacji czasu, proporcjach praca/czas wolny, ktore by CIEBIE zadowalaly, a pana pusc wolno. Jestes samowystarczalna finansowo, natomiast na Twoim miejscu odpuscilabym sobie nierokujacego utrzymanka - nie jest to opcja na ten moment w zyciu.
    --
    "Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku. Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi?" Prof. Jan Hartman, filozof
  • ola_dom 10.02.15, 09:51
    ... może sama przestań pracować i oznajmij partnerowi, że teraz Ty przechodzisz na jego utrzymanie?
    Bo zamierzasz np. się rozwijać i dokształcać?

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • ad.a6 10.02.15, 10:02
    Ola: próbowałam tak zrobić, wierz mi, wakacje są takim okresem, gdy zleceń jest mniej. I tak odpowiedzialność finansowa zawsze spada na mnie. On mówi, że jest minimalistą i że nic mu nigdy nie potrzeba, a za razem rozgląda się w galerii za nowymi ciuchami z błagalnym spojrzeniem typu "kup mi, bo wiem, że masz". I tu nawet nie chodzi o to, że pieniędzy nie ma, ale o to, że on się nie poczuwa do tego, by ten budżet polepszyć, a mi dać większą motywację do pracy.
    Odnośnie tłumaczeń po nocach: przedpołudniami ogarniam dom, mam mieszkającą ulicę dalej niepełnosprawną 76-letnią mamę, której pomagam, robię zakupy, dowożę do lekarzy. Dlatego tłumaczenia przechodzą "na noce".
  • brak.polskich.liter 10.02.15, 10:05
    ad.a6 napisał(a):

    > Odnośnie tłumaczeń po nocach: przedpołudniami ogarniam dom, mam mieszkającą uli
    > cę dalej niepełnosprawną 76-letnią mamę, której pomagam, robię zakupy, dowożę d
    > o lekarzy. Dlatego tłumaczenia przechodzą "na noce".

    No to tym bardziej go kopnij.
    Facet, ktory w takiej sytuacji nie poczuwa sie ani do ulzenia w zarobkowaniu partnerce, ani w innej pomocy (w koncu on moglby ogarniac Twoja mame w czasie, kiedy Ty pracujesz, nie?) nadaje sie wylacznie do utylizacji.
    Dziekuje za uwage.
    --
    "Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku. Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi?" Prof. Jan Hartman, filozof
  • ola_dom 10.02.15, 10:06
    ad.a6 napisał(a):

    > rozgląda się w galerii za nowymi ciuchami z błagalnym spojrzeniem typu "kup mi, bo wiem, że masz".

    A Ty co na to?

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • chocolate_cake 10.02.15, 10:17
    Tak ma moja koleżanka. Pracuje w szkole na 1,5 etatu. Po południu codziennie ma 3 godziny korepetycji. Mąż pracuje 5 godzin dziennie. Robi zakupy ale ona gotuje bo on nie umie. On ją prosi o zakup ubrań, to samo nastoletnie dziecko. Ona kupuje. Wiele osób jest zdziwionych, ale oni akurat są szczęśliwi. Tu jest różnica.
  • chocolate_cake 10.02.15, 10:05
    Nie zrobisz nic (czytałam twoje wcześniejsze wątki)
    Mam dwie koleżanki, które zapieprzają na dwa etaty (nauczycielka i lekarka) a ich mężowie, panowie 45+, zarabiają 1500-2000, chociaż mogliby więcej ( akurat oni z racji zawodów mogliby, chociaż wiem że z pracą jest w Polsce ciężko )
  • aqua48 10.02.15, 10:08
    ad.a6 napisał(a):

    > nie zamierzam z własnej dg utrzymywać kogoś

    To nie rób tego. Nie możesz zmienić innej osoby, możesz zmienić tylko siebie, swoje postępowanie, a dopiero to zmieni również w konsekwencji kogoś innego. Nie masz innej możliwości wpływania na kogoś.
  • kochamruskieileniwe 10.02.15, 10:21
    racja .

    i na marginesie... troche słownie manipulujesz - 3-4 najniższe krajowe to powyzej śedniej krajowej.Zwłasza po odliczniu kosztów (3-4 X 1286,16 vers 2713 kwoty netto)
    Zwracam na to uwage, bo po cholere pisac o najniższej krajowej w tym kontekscię?Licząc, ze nikt nie doczyta, ze to 3-4?
    No i kwestia pracy do 22-giej. Po prostu - masz drugą zmianę.
  • ad.a6 10.02.15, 10:25
    3-4 najniższe zostaje PO odliczeniu kosztów. Wiem ile zarabiam. Miesięcznie na czysto mam ok 3600-4000.
  • ad.a6 10.02.15, 10:28
    A poza tym szukam pracy dodatkowej, dodatkowych zleceń, czegokolwiek. Przykro mi z powodu braku skromności u mojego partnera. To wszystko.
  • kochamruskieileniwe 10.02.15, 10:29
    no wlasnie o tym piszę. Po co uzywac sformułowania najniższa krajowa? Bo bardziej wzbudza litość (gdy nie doczyta sie, ze to 3-4)
    We wszystkich danych uzywa sie pojęcia średnia krajowa/

    I nie chodzi mi o Twoje zarobki. Chodzi mi o kwestię pewnych pojęć.
  • ad.a6 10.02.15, 10:33
    Nawet nie pomyślałam o tym, by ktokolwiek litował się nade mną, w sumie mogłam od razu podać kwotę. Palnęłam, sorry....nie taki sens to miało.
  • kochamruskieileniwe 10.02.15, 10:57
    nie, no w porzadku. Tylko wiesz - przed ekranem nie widac osoby, która pisze. I tak, naprawdę, odczytując Twój pierwszy post mozna go odczytac, ze nie potrzebujesz rady - ale litości - bo ja taka biedna jestem. Zarabiam malo, a haruje do nocy..A partner nic.

    Stad moje czepnięcie sie.Uwazam, ze trzeba zwracac uwage na dobór słów.
    Bez urazy!
  • ad.a6 10.02.15, 11:07
    W pewnym sensie czuję się biedna, ale nie o litość mi chodziło, tylko o poradę, w jaki sposób zmienić spojrzenie partnera by ujrzał konieczność zarabiania więcej. Ja bym czuła, że mam nóż na gardle gdybym miała 1200 zł. Nie umiem żyć za tyle.
  • ola_dom 10.02.15, 11:08
    ad.a6 napisał(a):

    > Ja bym czuła, że mam nóż na gardle gdybym miała 1200 zł. Nie umiem żyć za tyle.

    On też nie umie. Dlatego ma Ciebie.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • annb 10.02.15, 11:25
    a czy zmieniło się coś od poprzedniego watku. który miał 650 wpisów?
    Bo może zamiast zakładac nowy przeczytaj tamten, i jeszcze raz, i jeszcze, i jeszcze.

    --
    Jest tylko jeden sukces- być w stanie spędzić życie na swój własny sposób - Christopher Morley
  • ad.a6 10.02.15, 10:24
    Nawet nie wiem jak nazwać to, że coś się we mnie buntuje. Przykład z zeszłego weekendu: chodzimy po sklepie z AGD rozglądając się za pralką, bo lada moment trzeba będzie wymienić, ta co mam ledwo zipie, na co on: "wiesz co, wymieńmy też odkurzacz na fajniejszy" (ten co mam ma 2 lata i ma się nieźle). Przykro mi z powodu tego tupetu, kupmy, zróbmy, zamówmy (w sensie
    wydajmy kasę BO JEST, i wszystko MY). Gdybym miała 1200 zł i komornika na głowie stuliłabym uszy po sobie i próbowała dorobić, gdzie się da, a nie wybredzać. O to mi chodziło.
  • kochamruskieileniwe 10.02.15, 10:26
    a jaka była Twoje reakcja na tekst o odkurzaczu? Wyjasniłaś o co chodzi, czy nie powiedziałaś nic?
  • ad.a6 10.02.15, 10:32
    No właśnie chodzi o to, że nie wiem jak mu to DELIKATNIE powiedzieć, na słowa "zarób/dorób" reaguje "przecież pracuję, to z twojej winy mam komornika", tak, ja nie pozwoliłam płacić ze tę politologię, bo rata za studia byłaby 300 zł miesięcznie, do tego dojazd na zajęcia. Tyle, że ja umowy z uczelnią nie widziałam na oczy i nie wiedziałam czym grozi odstąpienie od umowy.
  • ola_dom 10.02.15, 10:36
    ad.a6 napisał(a):

    > No właśnie chodzi o to, że nie wiem jak mu to DELIKATNIE powiedzieć,

    no właśnie.... On nie jest specjalnie delikatny wobec Ciebie żądając ciągle nowych ciuchów, odkurzaczy, etc...
    A Ty MUSISZ być delikatna...?

    Sorry, ale najdelikatniejsze, co mi przyszło w tej chwili do głowy, to:
    - ależ puknij się w czółko, kochanie.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • chocolate_cake 10.02.15, 10:37
    To jest rozmowa jak z dzieckiem a nie jak z równorzędnym partnerem, mężczyzną.
    Powiedz mu po prostu że chcesz, aby poszukał lepiej płatnej pracy albo dorobił. Nie delikatnie tylko dobitnie.
  • ad.a6 10.02.15, 10:47
    Wiem, że tak to wygląda, ale normalna rozmowa prawie zawsze kończy się jego obrazą, tzn siedzi z rękoma dookoła głowy i się nie odzywa, albo słyszę że jestem materialistką. Ale nie o to mi chodzi, chciałabym być chociaż przez chwilę odciążona od wszystkich opłat, terminów, pilnowania wszystkiego. Usłyszałam też, że skoro mam dziecko (z poprzedniego związku) to muszę być bardziej odpowiedzialna i zarabiać proporcjonalnie więcej.:(
  • chocolate_cake 10.02.15, 10:50
    No to ci odpowiedział :(
  • kochamruskieileniwe 10.02.15, 10:59
    czyli masz w domu dwoje dzieci. W dodatku jedno obrazalskie i z wymaganiami :(
  • marina2 10.02.15, 11:01
    w tym wątku chodzi o to : "jak zostawić faceta,który nie rokuje?" prawda? "czy mam go zostawic bo nie jest tym jedynym?"
    wyobraź sobie jak bedzie wyglądało Twoje życie bez niego i tyle

    zapytam wprost czy Ty namówiłaś go na rzucenie studiów?
  • ad.a6 10.02.15, 11:13
    Tak, ja namówiłam go na rzucenie tych studiów, denerwowało mnie to że zachowuje się jak egoista, bo z tych studiów (nawet gdyby je skończył) nie byłoby dla nas żadnego pożytku. Czymś zupełnie innym jest podjęcie studiów z konieczności by się przekwalifikować i podjęcie studiów jest czasem uwarunkowane otrzymaniem danej pracy. Tu była zwykła fanaberia, na którą nas nie stać. Jest tym jedynym. Przez ostatni rok wyglądało na to, że wszystko idzie ku lepszemu i się ustabilizuje. Przeżyłam mały szok gdy dostałam wpływ wynagrodzenia na konto. On sobie nawet nie zdawał z tego sprawy, że ma zajęcie komornicze. Nawet gdy mu uświadomiłam ile dostał wypłaty, to nic sobie z tego nie zrobił.
  • chocolate_cake 10.02.15, 11:23
    Od dawna mieszkacie razem?
  • ad.a6 10.02.15, 11:27
    Mieszkamy razem piąty rok.
  • annb 10.02.15, 11:08
    no popatrz. tak, musisz byc bardziej odpowiedzialna i nie zubażać dziecka kosztem utrzymanka.
    dziękuje za uwagę.


    --
    Jest tylko jeden sukces- być w stanie spędzić życie na swój własny sposób - Christopher Morley
  • triss_merigold6 10.02.15, 11:14
    Inaczej: nie powinna pana trzymać w domu, bo daje dziecku zły przykład fatalnego rozłożenia sił i środków. Poza domem, dla rekreacji - spoko, jeśli pan ma walory.
  • annb 10.02.15, 11:31
    a pan na dziecko krzyczy
    forum.gazeta.pl/forum/w,898,147995003,148240125,Re_Zyjemy_obok_siebie_.html
    i jest wredny
    forum.gazeta.pl/forum/w,898,147995003,148243376,Re_Zyjemy_obok_siebie_.html
    i tak dalej

    wyszukiwarka wypluwa ja czytam i dziwię się

    --
    Jest tylko jeden sukces- być w stanie spędzić życie na swój własny sposób - Christopher Morley
  • ad.a6 10.02.15, 11:33
    Można powiedzieć że w relacjach między nimi jest dużo lepiej. Zmienił się na lepsze.
  • brak.polskich.liter 10.02.15, 11:35
    Nieno, cudowny facet, jes sie kogo trzymac zebyma i pazuryma :P

    --
    "Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku. Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi?" Prof. Jan Hartman, filozof
  • ad.a6 10.02.15, 11:42
    Wszystko byłoby ok gdyby umiał sam sobie powiedzieć "mało zarabiam" i być trochę bardziej skromny. Każdy ma jakieś wady, staram się ja akceptować, ale czasami to wykracza poza moją cierpliwość. Gdy zakładałam tamten wątek, pamiętam jak bardzo byłam zdołowana, kasy było o połowę mniej, ale nie było tego komornika, myślałam że rzucił to w cholerę i się rozejdzie po kościach. Wielkie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam ile wynagrodzenia weszło na konto.
  • annb 10.02.15, 11:44
    i co z tą wiedzą zrobilas?
    bo normalny człowiek by się wqrzył i zrobil dzihad
    a Ty co zrobilas?
    wziełas więcej lekcji?

    --
    Jest tylko jeden sukces- być w stanie spędzić życie na swój własny sposób - Christopher Morley
  • brak.polskich.liter 10.02.15, 11:44
    Doczytalam, ze dziecko jest plci zenskiej.
    Mozliwe, ze w tym szalenstwie jest metoda - dziewczynka naoglada sie do urzygu leniwego, roszczeniowego, bezczelnego i glupiego, jak but typa, ktory pasozytuje na matce, brew mu nie drgnie, ze ta uchetana i sfrustrowana samotnoscia w zarabianiu i koniecznoscia zap..ania wokol domu (no, zakupy pan zrobi - uau, klekajcie narody) i jeszcze ma czelnosc nabzdyczac sie, kiedy zywicielkosponsorka odmowi wyskoczenia z kasy na kolejna zachcianke.

    Modelowy wrecz antyprzyklad faceta. Jest szansa, ze przy takim stezeniu fundamentalnych wad zadziala, jak szczepionka na takie typy i mloda nie powieli lifestyle mamusi. Czego serdecznie dziewczynce zycze.

    --
    "Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku. Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi?" Prof. Jan Hartman, filozof
  • differentview 10.02.15, 10:51
    ad.a6 napisał(a):

    > jak sklonic partnera do tego, by rozglądał się za zmianą pracy na lepiej płatną, lub zaczął > popołudniami dorabiać?

    moze to nie jest partner tylko...utrzymanek? a Ty nie jestes partnerka tylko...sponsorka?

    > Wiem, że włożę kij w mrowisko, ale nie zamierzam z własnej d
    > g utrzymywać kogoś, kto ma 1200 zł, normalnie miałby 1700, ale resztę zabiera k
    > omornik z powodu niepłacenia za rozpoczęte studia, które mój M zaczął, zanim si
    > ę poznaliśmy.

    a ktos Ci karze go utrzymywac?

    > Czasem pracuję do 22, do tego jeszcze po nocach tłumaczenia, dlatego drażni mnie, g
    > dy on siedzi w kuchni i .....czyta książkę, gdy ja mam lekcje.

    no coz, zapewne ma inne zalety, ktore powoduje, ze mimo wszystko zgadzasz sie na taki uklad- kwestia priorytetow

  • adorra0 10.02.15, 10:56
    Współczuję sytuacji. Nie masz czasami wrażenia, że zamiast partnera masz w domu kolejne dziecko, które sprawia Ci więcej problemów niż Twoje własne? A wracając do zasadniczego tematu - problem chyba nie jest nowy, ale ciągnie sie od momentu kiedy zamieszkaliście razem, o ile dobrze kojarzę?
  • ola_dom 10.02.15, 10:58
    differentview napisała:

    > moze to nie jest partner tylko...utrzymanek? a Ty nie jestes partnerka tylko... sponsorka?

    > a ktos Ci karze go utrzymywac?

    > no coz, zapewne ma inne zalety, ktore powoduje, ze mimo wszystko zgadzasz sie na taki
    > uklad- kwestia priorytetow

    no właśnie.... w sumie to nawet można pozazdrościć partnera - to musi być jakiś super-hiper-ekstraśny gość, skoro dziewczyna godzi się na utrzymywanie, fochy, obrażanie i całą resztę. Aż się wstydzę zapytać, szczerze mówiąc...:>

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • amb25 10.02.15, 11:04
    Ja tez mam znajomych gdzie on ma komornika, praktycznie do konca zycia (odziecdziczyl dlugi rodzicow gdy mial ok.30 lat) a ona pracuje ile sie da (pomoc dentystyczna), bo jemu komornik zostawia tylko minimum na przezycie. Jemu sie nawet nie oplaca dorabiac bo co dorobi to mu zabierze komornik. Ona za niego wyszla wiedzac, ze ma komornika do konca zycia (prawie).
    On dobrze gotuje i zajmuje sie dziecmi (obecnie dorosle), robi cos w domu i jakos sie dogaduja. Pewnie, ze jej jest ciezko, bo cale finanse na jej glowie, ale sa ze soba i sa szczesliwi. Oczywiscie on tez ma swoje wady, ale przynajmniej w domu cos robi bez proszenia i pogadania. On uwaza, ze skoro ona tak duzo pracuje a on nie to wieksza czesc obowiazkow domowych nalezy do niego.
    A rozmawialas z nim o podziale obowiazkow w domu, zeby cie jakos odciazyl.
    Czy stosunek do pieniedzy to jego jedyna wada, moze mozesz byc z nim szczesliwa pomimo tego?
    On nie jest minimalista. Minimalista nie potrzebuje nowej pralki czy nowych ciuchow dopoki stare sie nie rozleca na grzebiecie i generealnie dwie sztuki wystarcza (byle bylo na zmiane) a butow wystarczy jedna para.
  • chocolate_cake 10.02.15, 11:16
    No właśnie. Czy on robi zakupy, gotuje czy sprząta, pomoże dziecku przy lekcjach, czy kupi leki dla twojej mamy?
  • ad.a6 10.02.15, 11:31
    Zakupy robi, ogólnie lubi wydawać pieniądze, więc zakupy robi chętnie. Dom, rachunki, dziecko, psa ogarniam ja. Przy lekcjach córce pomaga, co prawda nieczęsto, bo młoda lubi bardziej uczyć się ze mną. Mojej mamie zaniesie ciężkie rzeczy i leki, tak bez przekonania bo nie lubili się od samego początku.
  • annb 10.02.15, 11:43
    dawno temu triss, obecna w tym watku, napisała komus podobnie jak ty utrzymującego pana
    coś takiego
    legwana sobie kup
    Pozwolę sobie wkleic bo wpis bardzo tutaj pasuje, bardzo

    Re: Maz - kasa - zwalil mnie z nog!!
    Autor: triss_merigold6 07.12.09, 09:56
    Dodaj do ulubionych Skasujcie
    Odpowiedz cytując Odpowiedz Najwyższy czas panu uświadomić, że jest leniwym leszczem. Nie dość,
    że daje żałosną kwotę na dom to jeszcze jego wkład w domowo -
    dziecięce obowiązki jest niewielki. W sumie tańszy jest legwan - też
    żre i śmieci ale przynajmniej dekoracyjny i nie marudzi.
  • annb 10.02.15, 11:43
    wroc, nieobecna, ale mogę poprosic ;)

    --
    Jest tylko jeden sukces- być w stanie spędzić życie na swój własny sposób - Christopher Morley
  • triss_merigold6 10.02.15, 11:44
    Legwanem się można pochwalić, na insta wrzucić zdjęcia, oryginalny jest przynajmniej.
  • brak.polskich.liter 10.02.15, 11:51
    Legwany sa ladne. Kolorowe. I nie wzbudzaja poczucia winy, tylko laza po terrarium.
    Legwan nie sepi kasy na kolejne buty/gadzet - rzodkiewke mu dasz i zadowolony.
    Legwanem mozna sie pochwalic, w przeciwienstwie do trzymania w chalupie takiej nedznej parodii mezczyzny, jaka zafundowala sobie autorka watku.
    --
    "Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku. Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi?" Prof. Jan Hartman, filozof
  • aqua48 10.02.15, 11:53
    Zdecydowanie optuję za zamianą na legwana. Nie odpyskuje. I nie zarzuci właścicielce materializmu.
  • kocia_noga 10.02.15, 15:16
    triss_merigold6 napisała:

    > Legwanem się można pochwalić, na insta wrzucić zdjęcia, oryginalny jest przynaj
    > mniej.

    Niestety ma kolczasty ogon, odpada.
    --
    To analfabeta. Nie umie czytać ani pływać.
  • ola_dom 10.02.15, 11:48
    annb napisała:

    > dawno temu triss, obecna w tym watku, napisała komus podobnie jak ty utrzymującego pana
    > coś takiego
    > legwana sobie kup

    Ależ triss już dała radę w tym wątku. Bezbłędną, zresztą.

    A w ogóle wątek zapowiada się fascynująco - może wreszcie się forum trochę rozrusza...:>

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • triss_merigold6 10.02.15, 12:25
    EEeee nic kontrowersyjnego w tym wątku nie ma, zgoda w ocenie jak rzadko.
  • celestyna444 10.02.15, 13:12
    Jak to niema nic kontrowersyjnego? Przecież to już kolejny watek o tym samym facecie...no on musi, po prostu musi mieć jakiegoś asa...ekhmm...w rękawie :-)
  • ad.a6 10.02.15, 11:26
    Masz bardzo wiele racji, to nie jest tak, że on ma komornika i ja go wyrzucam z mieszkania za to że go ma. To nie jest jakaś wielka kwota do spłaty, spokojnie do końca roku damy radę, chodzi mi raczej o jego nastawianie do tego, że to zajęcie komornicze w ogóle jest, i że z racji tego stuli uszy po sobie i nie będzie domagał się kolejnych butów, będzie miał poczucie pewnej winy i rozejrzy się za możliwością popołudniowego dorobienia, albo będzie bardziej dbał o relacje z klientami, których mu podeślę (małe dzieciaki na język angielski, podstawy w sumie). Jak pisałam wyżej, przez pewien czas było bardzo dobrze i miałam wrażenie, że go zaangażowałam, a tu zonk, nie dość, że nie potrafi tych klientów utrzymać, relacje z rodzicami są napięte, wręcz konfliktowe, to nie widzi w sobie problemu (przecież to oni odwołują lekcje, co ja zrobię?). I jeszcze do tego ten komornik. Nie sam komornik jest tu problemem, wspieram go jak mogę i przymknęłabym na to oko, gdybym widziała, że facet się za wszelką cenę stara.
  • aqua48 10.02.15, 12:00
    ad.a6 napisał(a):

    >wspieram go jak mogę i przymknęłabym na to oko, gdybym widziała, że facet się za wszelką cenę stara.

    No, ależ stara się. Podsunął Ci nawet pomysł żebyś sobie wymieniła stary odkurzacz na nowy..tylko po to żeby Ci lżej było odkurzać. Nie żeby jemu zrobić przyjemność przecież. A Ty? W podzięce za genialny pomysł nakupiłaś mu fajnych ciuchów, czy jednak okazałaś się materialistką?
  • kochamruskieileniwe 10.02.15, 12:01
    oże przestań go wspierac?
    Bo to co Ty nazywasz wspieraniem - naprawdę nazywa sie trzymywaniem za wszelką cenę. A on przyzwyczaił sie, ze co, jak co - ale starac sie nie musi - bo go zawsze "wesprzesz"
  • brak.polskich.liter 10.02.15, 12:08
    No, ale po co on mialby cokolwiek zmieniac, po co?
    Dach nad glowa jest, pelna lodowka jest, micha jest, zaru...e jest. Rachunki placa sie same.
    I jeszcze jakis gadzet albo ciuch skapnie, jak tylko biedny maly misio skrzywi pyszczek.
    Niczego sie od niego nie wymaga, on nic nie musi, a niesmiale brzeczenie zywicielki, ze moze on by cos tam wpuszcza sie jednym uchem, a wypuszcza drugim, bo wiadomo, ze i tak konsekwencji zadnych nie bedzie.
    Zyc nie umierac. Dolcze witaj i gabaniaj :P

    --
    "Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku. Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi?" Prof. Jan Hartman, filozof
  • ad.a6 10.02.15, 12:18
    Fajnie jest się ponabijać cudzym kosztem? dobrze, że mam do siebie dystans i wiem że robię źle ale nie wiem jak to skończyć. Nie chcę się rozstawać, tym bardziej że mam tylko schorowaną mamę. Poza tym wiem, że w naszym mieście trudno o pracę (sama szukam czegokolwiek w godz przedpołudniowych), to nie wiem co facet po administracji mógłby robić, on z tych co fizycznie nie pójdzie nigdzie bo NIE UMIE. Ostatnio był problem z szafą przesuwną to jedyną rzeczą którą powiedział było "zadzwonię i zamówię stolarza".
  • brak.polskich.liter 10.02.15, 12:26
    No, jak sie nie chcesz rozstawac i lykniesz wszystko, byle tylko meskie gacie wisialy w szafie, to inaczej nie bedzie.

    W takim razie nie narzekaj, nies swoj krzyz z usmiechem i moze przemysl wziecie jeszcze kilku dodatkowych fuch, bo apetyt rosnie w miare jedzenia - niedlugo pan zazyczy sobie jakichs drozszych gadzetow, no i co Ty wtedy zrobisz?

    --
    "Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku. Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi?" Prof. Jan Hartman, filozof
  • ola_dom 10.02.15, 12:27
    ad.a6 napisał(a):

    > on z tych co fizycznie nie pójdzie nigdzie bo NIE UMIE.

    bo NIE MUSI.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • ad.a6 10.02.15, 12:35
    OLa, to zrobić żeby MUSIAŁ? Pracuje dopóki jest lekko, łatwo i przyjemnie, ciepło, czysto i pod krawatem. Nawet kiedyś stwierdził, zanim zmieniliśmy samochód na lepszy, że ktoś z rodziców mu przygadał "pan tylko golfem jeździ"?
  • pani.jezowa 11.02.15, 00:19
    To nie tak.
    Pan nie musi bo Ty go utrzymujesz.
    Jakby musiał to by się szybko nauczył.
  • beauty_agadir 10.02.15, 12:16
    Ale w każdym poście piszesz o tym samym,powtarzasz się.Więc ci dziewczyny piszą:on się nie zmieni bo i po co?Jemu wygodnie!To taki typ. Skupiasz się na polsrodkach a problemem jest jego postawa.Pytanie:ile jeszcze dasz rade tak żyć? Co zrobisz gdy on się nie zmieni,jaka przyszłość was czeka?nie wyobrażam sobie np.drugiego dziecka w takiej sytuacji?możesz zmienić siebie i swoje podejście.
  • kocia_noga 10.02.15, 15:20
    ad.a6 napisał(a):

    Nie sam komornik jest tu problemem, wspieram go jak mogę i przymknęł
    > abym na to oko, gdybym widziała, że facet się za wszelką cenę stara.

    Nie jest twoim partnerem, nie dzieli z tobą odpowiedzialności, to cię wkurza.
    --
    To analfabeta. Nie umie czytać ani pływać.
  • ola_dom 10.02.15, 12:25
    Re: Żyjemy obok siebie.... :(
    ad.a6 13.11.13, 09:25

    W ogóle to jakaś dziwna rodzina jest, nie wiem o co tam chodzi. Matka nauczycielka mianowana, 2 fakultety, ojciec elektromechanik bez pracy, wszystko przepijający, do tego matka nie przyznająca się do tego, ale byłam tam raz i widziałam że to prawda. Matka z kredytem hipotecznym na dom, z czasów, kiedy jeszcze ojciec pracował, kiedy było dobrze, a gdy z ojcem przestało być dobrze, coraz częściej pił i tracił pracę jedną za drugą


    Kto znajdzie choćby dwie istotne różnice w opisie rodziny partnera i "rodziny" ad.y6 - poza oczywistą, że jej partner, w odróżnieniu od własnego ojca, nie pije?

    taka tam ciekawostka, wpadła mi w oko w archiwalnym wątku...

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • ad.a6 10.02.15, 12:32
    No właśnie to różnica. Po rozwodzie z alkoholikiem 11 lat temu powiedziałam sobie, że facet po pierwsze ma nie pić i nie palić. Nie byłoby spięć gdyby nie ten jego mały zarobek. Przez ostatni rok było dużo lepiej, przynajmniej miałam takie wrażenie, że go "wetknęłam" w mój wir pracy. Ale to była tylko ułuda. Co poradzić facetowi, który twierdzi że dla niego tylko praca biurowa "pod krawatem" i "nie umie gwoździa w ścianę wbić, bo go tata nie nauczył"?
  • brak.polskich.liter 10.02.15, 12:39
    Czyli tak: za pierwszym razem zwiazalas sie z pijakiem, a potem zamienilas pijaka na leniwego, beznadziejnego nieroba? To wobec tego moze przemysl zycie bez przydupasa przez jakis czas (zdrowiej i taniej Ci wyjdzie), potem pojscie na jakas terapie, a dopiero potem rozejrzenie sie za kims nowym.

    > Co por
    > adzić facetowi, który twierdzi że dla niego tylko praca biurowa "pod krawatem"
    > i "nie umie gwoździa w ścianę wbić, bo go tata nie nauczył"?

    Zeby zalozyl sobie torbe foliowa na leb. Moze przynajmniej to mu sie uda.

    --
    "Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku. Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi?" Prof. Jan Hartman, filozof
  • ola_dom 10.02.15, 12:44
    brak.polskich.liter napisała:

    > Zeby zalozyl sobie torbe foliowa na leb. Moze przynajmniej to mu sie uda.

    Obawiam się, że także w tym wypadku zadzwoni po fachowca. Za którego oczywiście ad.a6 będzie musiała zapłacić.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • differentview 10.02.15, 12:46
    brak polskich liter- ten cytat z Hartmana jest prawdziwy? bo nie moge w to uwierzyc; harmonijne polaczenie milosci macierzynskiej( ojcowskiej) do dziecka z erotyczna to wyzszy stopien wtajemniczenia? wtf?
  • brak.polskich.liter 10.02.15, 12:53
    Prawdziwy, jak najbardziej. Hisoria sprzed paru miesiecy.
    Hartman puscil sie poreczy juz dawno temu, ale ten wpis (usuniety zreszta pozniej z bloga) upewnil mnie, ze peron mu odjechal wraz z ciuchcia i wagonikami.

    www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,16723625,Jan_Hartman_pyta_o__upadek_kazirodczego_tabu___Wpis.html
    Wrzucilam sobie do sygnaurki jako memento.
    --
    "Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku. Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi?" Prof. Jan Hartman, filozof
  • ola_dom 10.02.15, 12:56
    brak.polskich.liter napisała:

    > Prawdziwy, jak najbardziej. Hisoria sprzed paru miesiecy.

    To po tym wpisie przecież wyleciał z Ruchu Palikota. Dość głośno o tym było...

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • differentview 10.02.15, 13:12
    ola_dom napisała:

    > brak.polskich.liter napisała:
    >
    > > Prawdziwy, jak najbardziej. Hisoria sprzed paru miesiecy.
    >
    > To po tym wpisie przecież wyleciał z Ruchu Palikota. Dość głośno o tym było...

    cos mi sie obilo o uszy ale myslalam, ze chodzilo o rodzenstwo np przyrodnie albo takie, ktore sie razem nie wychowywalo ale laczenie milosci rodzicielskiej z erotyczna to juz zupelnie inna bajka- odbilo czlowiekowi
  • ad.a6 10.02.15, 12:49
    za pierwszym razem - jak to ujęłaś - byłam młoda i głupia, znaliśmy się od liceum, były mąż rozpił się na studiach wojskowych i wkrótce po nich, rozstaliśmy się jak córka miała pół roku, mimo tego, że facet zarabiał bardzo dobrze, ale że pochodził z bardzo biednego domu woda sodowa uderzyła mu do głowy, co sam przyznał podczas rozprawy rozwodowej, obecnie leczy się na depresję i nerwicę. Za drugim facet typu "oddam Ci wszystko" ale jak się okazało po przeprowadzce do mojego miasta, zarabia mało, i sam tego nie dostrzega.
  • ad.a6 10.02.15, 12:53
    sorki, to miało być do brak.polskich.liter
  • brak.polskich.liter 10.02.15, 12:56
    Czyli - wady fabryczne wystapily juz po zakupieniu towaru.
    To sie zdarza, nawet dosc czesto, ale to jeszcze nie oznacza, ze trzeba to znosic ani sie z tym bujac do ukichanej smierci.

    Spojrz na to w ten sposob - jednego parazyta (tego zapijaczonego) juz sie pozbylas, to i drugiego dasz rade.

    --
    "Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku. Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi?" Prof. Jan Hartman, filozof
  • kocia_noga 10.02.15, 15:24
    brak.polskich.liter napisała:

    > Zeby zalozyl sobie torbe foliowa na leb. Moze przynajmniej to mu sie uda.
    >
    :))))))))))))))

    --
    To analfabeta. Nie umie czytać ani pływać.
  • ola_dom 10.02.15, 12:43
    ad.a6 napisał(a):

    > No właśnie to różnica. Po rozwodzie z alkoholikiem 11 lat temu powiedziałam sobie, że facet po
    > pierwsze ma nie pić i nie palić.

    To zrozumiałe. Tyle że na świecie jest cała masa facetów, którzy nie piją, nie palą, ale nie są przy tym pasożytami, nie trzeba ich utrzymywać, nie wykorzystują swoich partnerek ani ich nie obrażają.
    Może zamiast starać się (choć "staranie się" tutaj jest użyte mocno na wyrost) skłaniać faceta do czegokolwiek, skup się na skłonieniu SIEBIE do otwarcia oczu jak najszerzej? Bo to naprawdę nie ten facet jest Twoim problemem, to Ty nim jesteś. Ale - uwaga - dobra wiadomość - siebie możesz zmienić i na siebie możesz wpłynąć. Na nikogo innego.

    Właściwie to nie wiem, czego oczekujesz po tym forum - rady? Czy faktycznie, jak ktoś zasugerował - politowania i pogłaskania po główce, że "ach, jak Ci źle, biedactwo..."?
    Bo wszystkie rady i komentarze odpierasz z niesłychaną zaciekłością - tak jakbyśmy absolutnie bezpodstawnie śmiały atakować Twojego Pana, który jest nieskalany, nieskazitelny - no, tylko zarobić nie umi, taki to jeden pech... Poza tym - wzorzec z Sevres, normalnie, każda by takiego chciała....

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • aqua48 10.02.15, 12:47
    ad.a6 napisał(a):

    > Po rozwodzie z alkoholikiem 11 lat temu powiedziałam sob
    > ie, że facet po pierwsze ma nie pić i nie palić.

    No tak, po związku z alkoholikiem, żerujący na Tobie spokojnie nieudacznik to pewien postęp. Ale niewielki. Na prawdę jest sporo całkiem normalnych facetów, może postaw sobie teraz poprzeczkę nieco wyżej?
  • ad.a6 10.02.15, 12:59
    To wtedy będę musiała zapierd....ać jeszcze bardziej i czasu dla córki jeszcze mniej. Mówię o sytuacji gdy będę sama. A poza tym nawet nie będę miała gdzie kogokolwiek poznać, bo poza lekcjami, tłumaczeniami, spacerami z córką i z psem, nie znam nic innego. Weekendy spędzamy często z młodą w aquaparku/parku linowym/na lodowisku/spacerach/ucząc się wspólnie. Chciałam podkreślić, że moje życie prywatne jako osoby dorosłej nie istnieje, bo w weekendy nadrabiam wspólny czas spędzony osobno (o córce mówię).
  • aqua48 10.02.15, 13:02
    ad.a6 napisał(a):

    > To wtedy będę musiała zapierd....ać jeszcze bardziej i czasu dla córki jeszcze
    > mniej. Mówię o sytuacji gdy będę sama. A poza tym nawet nie będę miała gdzie ko
    > gokolwiek poznać

    No to coś za coś.

    >Chciałam podkreślić, że moje życie
    > prywatne jako osoby dorosłej nie istnieje, bo w weekendy nadrabiam wspólny czas
    > spędzony osobno (o córce mówię).

    A co robisz przedpołudniami, kiedy nie pracujesz, a córka jest w szkole? Nie masz wtedy życia prywatnego?
  • ad.a6 10.02.15, 13:10
    NIe mam. Dom ogarniam, obiady gotuję, idę na długi spacer z psem, noszę mamie zakupy, ogarniam samochód, weterynarza, itp, czyli robię to wszystko, co inni robią popołudniami, po pracy.
  • aqua48 10.02.15, 13:28
    ad.a6 napisał(a):

    > NIe mam. Dom ogarniam, obiady gotuję, idę na długi spacer z psem, noszę mamie z
    > akupy, ogarniam samochód, weterynarza, itp, czyli robię to wszystko, co inni ro
    > bią popołudniami, po pracy.

    A czemu nie przerzucisz na faceta ogarniania domu, samochodu, weterynarza, spacerów z psem (to moglibyście robić razem) i gotowania? Wszak ty zarabiasz, on niewiele, czas podzielić się obowiązkami lepiej skoro on nie ma zapału do zarabiania...
  • brak.polskich.liter 10.02.15, 13:33
    Ale ten pan w ogole do zadnej pracy - zarobkowej czy nie - zapalu nie ma.
    Jasne, ze moglby - w ogole moglby duzo rzeczy, ale po co, skoro NIE MUSI?


    --
    "Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku. Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi?" Prof. Jan Hartman, filozof
  • ad.a6 10.02.15, 13:34
    Domu nie da się ogarnąć gdy większy pokój jest przeważnie zajęty przeze mnie (lekcje), mniejszy przez młodą, poza tym ja lubię gdy jest czysto zanim przyjdzie ktoś na lekcje, jakoś sobie nie wyobrażam że czekam z odkurzaniem na niego, zanim przyjdzie z pracy mam pusty dom, więc odkurzam, prasuję, czyszczę łazienkę, obiad gotuje się w tym czasie, ja zaczynam lekcje czasem o 16 czasem już o 15 i wtedy mam już czysto w domu, obiad jest dla niego tylko do odgrzania. W weekendy idziemy z psem razem, rano i przed południem chodzę ja, wieczorem córka. Obiad gotuję przed południem, czasem na 2 dni, niektóre rzeczy lubimy świeże, nieodgrzewane.
  • aqua48 10.02.15, 13:43
    ad.a6 napisał(a):

    > ja lubię gdy jest czysto
    > jakoś sobie nie wyobrażam że czekam z odkurzaniem na niego, za
    > nim przyjdzie z pracy mam pusty dom, więc odkurzam, prasuję, czyszczę łazienkę,
    > obiad gotuje się w tym czasie

    Cóż, wobec tego masz obecną sytuację na własne życzenie. Pan nic nie musi bo TY lubisz inaczej i po swojemu. On też lubi zarabiać inaczej i po swojemu.
  • pani.jezowa 11.02.15, 00:40
    Znaczy jeśli chcesz tak mieć, bo tak Ci pasuje to tak masz. I tyle.
    Spokojnie on mógłby ugotować obiad, posprzątać łazienkę, wstawić pranie, uprasować w czasie gdy Ty masz lekce.
    Ty byś rano odkurzyła i zrobiła zakupy.
  • pani.jezowa 11.02.15, 00:40
    errata: lekcje
  • brak.polskich.liter 10.02.15, 13:05
    Jak odetniesz pijawe vel Twojego cudownego partnera, to odpadnie Ci sporo wydatkow. Chyba nie chcesz napisac, ze Twoj najdrozszy odzywia sie energia sloneczna, a jego odziez, rozrywki (ten aquapark, chociazby) i inne nic nie kosztuja, skoro pare wpisow temu zalilas sie na to, jakie koszty generuje jego, hmm, lifesyle?
    Wiec jakim cudem "bedziesz musiala zapieprzac jeszcze bardziej"?

    --
    "Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku. Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi?" Prof. Jan Hartman, filozof
  • ad.a6 10.02.15, 13:13
    MOże inaczej to ujmę. Pewien STAŁY dochód wpływa na konto i jest nie do ruszenia. Ja tej jego wypłaty po prostu nie ruszam. Dochód z umowy o pracę jest moim zdaniem czyms pewniejszym niż działalność, przynajmniej jeden taki dochód musi być. Działalności do końca nie ufam, dkoro muszę płacić sobie zus.
  • napis_z_obrazka 10.02.15, 14:41
    ad.a6 napisał(a):

    > MOże inaczej to ujmę. Pewien STAŁY dochód wpływa na konto i jest nie do ruszeni
    > a. Ja tej jego wypłaty po prostu nie ruszam. Dochód z umowy o pracę jest moim z
    > daniem czyms pewniejszym niż działalność, przynajmniej jeden taki dochód musi b
    > yć. Działalności do końca nie ufam, dkoro muszę płacić sobie zus.

    Nic nie rozumiem.
    1. Macie wspolne konto?
    2. Wzajemne upowaznienia do kont?
    3. Mozesz/nie ma takiej mozliwosci/ ruszyc tych pieniedzy?

    Czyli Ty szukasz dodatkowej pracy/dodatkowych pieniedzy a Partner(???) swoje minimum oszczedza?
    ???
    Ty sobie nie ufasz!!! Dlaczego???
    No nie masz etatu, ale lepiej Ci placa niz Panu na etacie!
  • kochamruskieileniwe 11.02.15, 09:24
    Przeczytał?am dzisiaj cały wątek - i przestałam rozumiec.
    Piszesz - ze staly dochod wplywa na konto i jest nie do ruszenia. Jego wyplaty nie ruszasz.
    Czyli co?
    Te pieniądze z pracy na etat (rozumiem, ze te 1200 zl) odkladacie na konto jako oszczednosci?
    A calosc utrzymania z Twojej dzialanosci?
    Czy te zmany (typu nowe meble samochod etc) to z tego co zrobisz? Czy ten Twoj partner wogole sie do czegoś doklada?

    Druga sprawa zwiazana z tym - piszesz, ze w przypadku rozzstanioa bedziesz musiała wiecej zarabiac...w powyzej sytuacji - naprawdę?

    Kolejna. Jeszcze w grudniu partner przynosil dodatkowe pieniądze. Teraz nie. Mamy obecniie 11 lutego... Sytuacja trwa niecale poltora miesiąca....

    Sytuacja ze studiami tez troche dziwnie wyglada.

    Mam wrazenie, ze patrzysz na świat tylko przez pryzmat pieniędzy.
    I w Twoim zwiazku ma bys tak - jak Ty (i tylko Ty ) to lubisz.
    Robisz z siebie trochę taką matkę-polkę...
    Zluzuj. Bedzie Ci łatwiej.


  • chocolate_cake 11.02.15, 10:41
    Dlatego zapytałam czy autorka kocha partnera, czy chce z nim nadal być. Czy ma jakieś inne zalety? Bo tak to tylko wielki żal, że mało zarabia. Jest leniwy i nie chce dorobić. Ja się zgadzam z tym, że to jest mało ale partner mógłby przejąć część obowiązków autorki i jej byłoby łatwiej.
  • kochamruskieileniwe 11.02.15, 10:46
    no, ale na to, zeby przjął częśc obowiązków nie ma jej zgody. Tlumaczenie"bo ja lubię..."
    No wiec - albo rybki, albo pipki, jak mawiał gospodarz domu Anioł...
  • ola_dom 10.02.15, 13:08
    ad.a6 napisał(a):

    > To wtedy będę musiała zapierd....ać jeszcze bardziej i czasu dla córki jeszcze
    > mniej. Mówię o sytuacji gdy będę sama. A poza tym nawet nie będę miała gdzie kogokolwiek
    > poznać, bo poza lekcjami, tłumaczeniami, spacerami z córką i z psem,
    > nie znam nic innego. Weekendy spędzamy często z młodą w aquaparku/parku linowym
    > /na lodowisku/spacerach/ucząc się wspólnie. Chciałam podkreślić, że moje życie
    > prywatne jako osoby dorosłej nie istnieje, bo w weekendy nadrabiam wspólny czas
    > spędzony osobno (o córce mówię).

    No to skoro sprawa jest jasna, to tym bardziej nie rozumiem, czego oczekujesz od forum... Że Ci znajdziemy lepszego chłopa, bo sama nie masz na to czasu, a faceta mieć musisz?

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • ad.a6 10.02.15, 13:15
    Chodzi o to że on jedynym elementem dorosłego życia w moim życiu. Tylko tyle. Mamy wiele wspólnych tematów i zainteresowań, pieniądze są tematem tabu u niego.
  • ola_dom 10.02.15, 13:20
    ad.a6 napisał(a):

    > Chodzi o to że on jedynym elementem dorosłego życia w moim życiu.

    ad.a6.... ale to z reguły tak jest, że u ludzi TA JEDNA osoba jest "jedynym elementem dorosłego życia" - jak to ujęłaś, o ile dobrze zrozumiałam.
    Tak to jest w monogamicznych związkach.
    Ale nie musi się to wiązać z wykorzystywaniem i pasożytowaniem. Mało tego - ten facet Cię zwyczajnie obraża, a Ty się kulisz i pytasz, co delikatnie zrobić, żeby tak do Ciebie nie mówił...
    Ja rozumiem, że MUSISZ mieć faceta - z takich czy innych powodów. Ale nie musisz mieć TEGO. I niekoniecznie Allegro trzeba do tego wykorzystać, choć internet - czemu nie?

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • aqua48 10.02.15, 13:31
    ad.a6 napisał(a):

    > Chodzi o to że on jedynym elementem dorosłego życia w moim życiu. Tylko tyle.

    Nie masz przyjaciół, znajomych, koleżanek, kumpeli z kółka przyjaciół zwierząt, swoich wyjść i towarzystwa itp? Wisisz na nim emocjonalnie, tak jak on na Tobie finansowo?
  • mamrot3 11.02.15, 17:22
    Masz po prostu utrzymanka. Oczywiste, że musi on mieć pewne walory, aby utrzymać swoją pozycję i mieć z niej korzyści. Inaczej pognałabyś na 4 wiatry. Jak wyglądałoby wtedy jego życie?
  • pani.jezowa 11.02.15, 00:35
    Nie, nie będziesz musiała pracować więcej skoro Twój partner nie zarabia nawet na siebie a w prowadzeniu domu nie uczestniczy.
    Będziesz mieć więcej pieniędzy i mniej obowiązków.
  • adorra0 10.02.15, 12:55
    Taki typ mężczyzn, jak Twój partner wcale nie należy do rzadkości. Istnieją ludzie, dla których praca nie stanowi sensu ich istnienia. W tym względzie są minimalistami. Mam takiego osobnika w rodzinie, praca "pod krawatem", na szczęście dla wszystkich zainteresowanych za dobrą pensję, więc nie ma powodu do szukania możliwości dorobienia do pensji. Po pracy, owszem, pomaga w domu, zajmuje się dziećmi, zrobi zakupy, ale ambicji zawodowych zero. Facet jest bardzo inteligentnym gościem i spokojnie mógłby się zająć jakimiś projektami racjonalizatorskimi, bo ma po temu warunki. Przestałby być w pracy anonimowy, a i kasa z tego byłaby całkiem niezła, ale nie, woli spędzać godziny całe na graniu na komputerze. W sumie gdyby nie obowiązki około rodzinne to wolny czas dzieliłby między spanie i granie. Znajoma zaakceptowała ten fakt, chociaż sama jest osoba bardzo aktywną i zaangażowaną w swoją pracę. Ale tak jak wspomnialam wcześniej, u nich nie ma problemów finansowych.
  • ad.a6 10.02.15, 13:09
    No właśnie....taki typ. Facet sam w sobie nie jest zły, od czasu tamtego wątku nasze relacje polepszyły się, miałam nadzieję, że idzie ku lepszemu, wymieniliśmy meble, wymieniliśmy samochód na dużo nowszy. I zonk. Rady typu: rozstań się biorę pod uwagę. Ale jest ALE, bo co mam się zaharować bardziej? Spędzać z córką jeszcze mniej czasu? Czy się wystawić na allegro na sprzedaż, że szukam faceta, który zapewni mi byt, żeby moja działalność była tylko na ciuszki i zachcianki? Gubię się już i gonię jak pies, własny ogon. Zaraz córka przyjdzie ze szkoły i chociaż obiad razem zjemy, zanim o 16 zacznę lekcje. :)
  • ola_dom 10.02.15, 13:15
    ad.a6 napisał(a):

    > szukam faceta, który zapewni mi byt, żeby moja działalność była tylko na ciuszki i zachcianki?

    Albo w którymś momencie grubo mijasz się z prawdą, albo może facet sprał Ci mózg do reszty...???
    Czy chcesz nam (i sobie) powiedzieć, że 1200 zł Twojego partnera zapewnia Ci byt???
    Dlaczego mam wrażenie, że wcześniej rozpisywałaś się o tym, że to Ty głównie zarabiasz na ciuszki i zachcianki swojego faceta?

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • ad.a6 10.02.15, 13:18
    Chodzi o to że jak będę sama to będę się czuła jeszcze bardziej przyparta do muru "na zarabianie", wcześniej skutecznie dorabiał, pisałam już o tym, więc chyba łatwiej mi jego "wygnać" do pracy dodatkowej niż sama brać więcej zleceń. To mam na myśli. Były miesiące kiedy dorabiał drugą pensję. A teraz się chrzani. TU jest problem. Teraz jest 1200 ale jeszcze w grudniu było więcej.
  • chocolate_cake 10.02.15, 13:20
    Chcesz z nim dalej być?

    Bo on raczej nie będzie zarabiać więcej.

    Ewentualnie przestanie cię prosić o nowe ubrania.

    Nie potrafisz być sama? Nie chcesz?

    Kochasz go?
  • ad.a6 10.02.15, 13:27
    Chcę być z nim, kocham go, przeżyliśmy razem dużo wspaniałych oraz okropnych chwil, dużo chorób, chorobę moją (otarłam się o operację kręgosłupa i cudem z tego wyszłam), kocham go za to, że jest niezawodny, bezwypadkowo jeździ, dotrzymuje słowa, nigdy nie było "kolegów""imprez męskich", nie ciągnie go nigdzie na żadne imprezy poza naszymi wspólnymi, w razie choroby opiekował się mną, dbał i podstawiał obiadki, jeździł ze mną po lekarzach, po szpitalach. Dbał po prostu. Boję się być sama ze względu na moją chorobę, że pewnego dnia się obudzę i nie będę mogła ruszyć nogą. Razem jest jednak łatwiej.
  • aqua48 10.02.15, 13:34
    ad.a6 napisał(a):

    >dbał i podstawiał obiadki, jeździł ze mną po lekarzach, po szpitalach. Dbał po prostu.
    > Boję się być sama ze względu na moją chorobę, że pewnego dnia się obudzę i nie
    > będę mogła ruszyć nogą. Razem jest jednak łatwiej.

    No to pogódź się z tym, że on ma taki feler mało zarabia. A skoro podstawiał obiadki w czasie Twojej choroby, to czemu nie zrzucić gotowania na niego w czasie jego mniejszych zarobków? Powiedz, ze tyle pracujesz na Was, że Cię męczy gotowanie i dbanie o dom, a on ma więcej czasu i musi te obowiązki przejąć, inaczej nic nie będzie zrobione.
  • aqua48 10.02.15, 13:18
    adorra0 napisał(a):

    >Istnieją ludzie, dla których praca nie stanowi sensu ich istnienia.

    Szczerze, to w KAŻDYM związku jest coś za coś. Nie ma ludzi idealnych. I w każdym należy sobie przewartościować czy jednak warto na coś oczy przymknąć, przyzwyczaić się, czy zmienić swoje zachowanie, aby spróbować zmienić postępowanie partnera, lub machnąć ręką jeśli to okaże się nie do zrealizowania, czy dać sobie spokój jeśli te jego wady nasze możliwości przerastają.
    I dlatego autorka ma trzy rozwiązania:
    -machnąć ręką bo zalety partnera jednak przeważają choć jego wada jest dla niej uciążliwa i męcząca.
    -próbować na niego wpłynąć odcinając go od finansowania zachcianek i potrzeb, lub zmieniając układ na dochodzący - czyli bez wspólnego mieszkania i ponoszenia opłat za trzy osoby.
    -zmienić go na inny model, z inną "lepszą" wadą :)
    -zastanowić się nad sobą DLACZEGO tak na prawadę obawia się być sama z córką?

  • kachaa17 10.02.15, 14:49
    Ale dlaczego ona ma znaleźć coś dodatkowego? Dlatego, że ty tego chcesz? Chyba nie można nazwać faceta , który pracuje na etat nierobem. Najwyraźniej ma inne priorytety niż ty. Pracuje, zarabia, niedużo to niedużo ale zależy kto czego wymaga od życia. Bez zajęcia komorniczego nie jest tak źle. Ale widzę, że ty lubisz decydować jak ma być. Zaczął studia dla fanaberii! Po prostu chciał. Ma robić tylko to czego ty chcesz? Dla mnie to ty go po prostu nie akceptujesz i starasz się go zmienić.
  • kachaa17 10.02.15, 14:49
    Ale dlaczego ona ma znaleźć coś dodatkowego? - miało być on a nie ona.
  • ola_dom 10.02.15, 14:56
    kachaa17 napisała:

    > Ale dlaczego ona ma znaleźć coś dodatkowego? - miało być on a nie ona.

    Może dlatego, żeby było go stać na jego ciuszki i inne fanaberie - bo póki co, to żąda od ady, żeby mu je sponsorowała.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • verdana 10.02.15, 15:21
    Ale Ada za to żąda, aby robił to, czego ona sobie życzy - przy czym życzy sobie tylko jednego-kasy.
    Gdyby to facet zażądał od kobiety, aby rzuciła rozpoczęte studia, bo to fanaberia, a ma prawo robić tylko to, co przyniesie realny zysk, to na tymże forum podniósłby się krzyk, ze jest to przemoc i że należy facetowi wystawić walizki za drzwi.
    Też uważam, ze partner powinien sie postarać więcej zarabiać. Problem w tym, ze najwyraźniej przez rok sie starał, teraz jest zapaść. Ale - skoro przez ten rok kupiono nowe meble i wymieniono samochód, to przepraszam bardzo - sytuacja finansowa dramatyczna nie jest. I być może ta praca nocami też konieczna nie jest.
    Mam wrażenie, że autorka jest z tych osób, które jeśli nie pracują od rana do nocy i nie padają kompletnie wycieńczone wieczorem, to uważają, że tracą życie. I tego samego wymaga od partnera.
  • ola_dom 10.02.15, 15:40
    verdana napisała:

    > Ale Ada za to żąda, aby robił to, czego ona sobie życzy - przy czym życzy sobie tylko jednego-kasy.

    Nie jestem przekonana. Ja wyczułam żal o to, że musi go utrzymywać i sponsorować jego zachcianki. Bo gdyby to był typ faktycznie minimalistyczny, to nie robiłby oczu kota ze Shreka, jak pokazuje Adzie kolejny sweterek. A najwyraźniej tak to wygląda.
    Więc owszem - chodzi o kasę, ale nie o "czystą kasę", tylko o to, żeby chłop się wreszcie postarał sam utrzymać i przestał żerować na kobicie.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • chocolate_cake 10.02.15, 16:08
    Ona nie pracuje od rana do nocy. Pracę zarobkową rozpoczyna o 15.00 lub 16.00. Wcześniej sprząta, gotuje obiad, spaceruje z psem i pomaga chorej mamie.
    Ona chce aby on więcej zarabiał bo on ciągle chce coś kupować: ubrania dla siebie albo nowy odkurzacz chociaż mają dwuletni.
  • verdana 10.02.15, 16:31
    W odwrotnej sytuacji - partnerka zarabia mniej od partnera - czy powinna sobie kupować tylko to, na co ja stać (czyli nic?). W takiej sytuacji na ogół pojawia sie argument, ze pieniądze są wspólne. I że nie jest tak, ze ten, co więcej zarabia ma prawo do życia na wyższym poziomie niż ten, co zarabia gorzej. Ale to działa tylko w jedną stronę...
    Przy czym ja jestem skłonna sie zgodzić, że powinno sie zarabiać na własne potrzeby, ale wtedy wymagajmy tego także od kobiet. Jak ich nie stać na sweter, to nie mają prawa oczekiwać, ze mąż go kupi i tyle.
  • ola_dom 10.02.15, 16:41
    verdana napisała:

    > W takiej sytuacji na ogół pojawia sie argument, ze pieniądze są wspólne.
    > Przy czym ja jestem skłonna sie zgodzić, że powinno sie zarabiać na własne potrzeby, ale
    > wtedy wymagajmy tego także od kobiet. Jak ich nie stać na sweter, to nie mają prawa
    > oczekiwać, ze mąż go kupi i tyle.

    No właśnie - wspólne. Więc zarządzamy nimi wspólnie i wspólnie uwzględniamy swoje - i wspólne potrzeby. A nie wydajemy na sweterek dla jednego z partnerów, bo sobie tak zażyczył, bo drugi partner jest "przy kasie" - kiedy mamy inne wydatki na głowie.
    Takie "dziadowanie", żeby partner kupił, jest obrzydliwe niezależnie od płci.
    Aha - i "oczekiwać" i "wymagać" to trochę inna kategoria, moim zdaniem...

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • differentview 10.02.15, 16:56
    verdana napisała:

    > W odwrotnej sytuacji - partnerka zarabia mniej od partnera - czy powinna sobie
    > kupować tylko to, na co ja stać (czyli nic?). W takiej sytuacji na ogół pojawia
    > sie argument, ze pieniądze są wspólne.

    kobiety, poza praca zawodowa wykonuja znacznie wiecej prac domowych a to, ze zarabiaja mniej wynika czesto z tego, ze nie klada wszystkiego na jedna karte- czyli kariere- szczegolnie majac dzieci- nie poswiecaja sie pracy w 100%; czesto tworza facetowi zaplecze zeby wlasnie mogl sie poswiecic pracy, odciazaja go z domowych obowiazkow- wowczas sprawiedliwe jest, ze zarabiane przez niego pieniadze sa tez jej- bo gdyby nie ona- on by ich zarabiac nie mogl; tutaj jest sytuacja gdy kobieta zarabia, ogarnia dom, wychowuje dziecko- w tej sytuacji dodatkowe spelnianie jego zachcianek tworzy bardziej uklad- sponsorka- utrzymanek:)

  • triss_merigold6 10.02.15, 17:12
    To nie jest jej mąż + ona ma dziecko z wcześniejszego związku i o dziecko musi dbać w pierwszej kolejności.
    Facet się na niej uwiesił i tyle.
  • verdana 10.02.15, 17:28
    To fakt. Tylko z kolejnych postów wynika, że facet w zeszłym roku zarabiał, ze uczestniczy w pracach domowych. I że jego studia uznano za fanaberię, a konieczność spłacania przerwanych studiów - na życzenie partnerki - jest podstawą do oskarżenia faceta, siebie absolutnie nie.
    No i nie wynika, ze nie stać ich na nic, a facet wyłudza sweterek - tylko, zę w zeszłym roku stać ich było na nowy samochód i meble.
    Też jestem zdania, że facet powinien się bardziej starać, co do tego nie ma dwóch zdań. Ale część pretensji wydaje mi się wynikać z tego, że Autorka uważa za ideał prace na okrągło.
  • chocolate_cake 10.02.15, 17:32
    Faktycznie ona nie pisze, że ich nie stać na te jego ubrania ale wolałaby aby on jednak trochę więcej zarabiał. O nowym samochodzie i meblach to nie doczytałam.
  • amb25 11.02.15, 10:10
    Mnie sie wydaje, ze autorka jest zmeczona sytuacja, bo wziela odpowiedzialnosc za finanse rodzinne i nie umie odpowiedzialnoscia sie podzielic z partnerem, wiec on sie z tej odpowiedzialnosci wycofal. I w ogole wziela odpowiedzialnosc za wszystko. Dlaczego pan nie moze np. placic rachunkow? I kolo sie zamyka. Dopoki go nie przerwie wiecznie bedzie niezadowolona.
  • chocolate_cake 10.02.15, 17:30
    Uwiesił czy nie - ona go kocha i nie zostawi. Mimo wszystko.
  • napis_z_obrazka 10.02.15, 17:35
    chocolate_cake napisała:

    > Uwiesił czy nie - ona go kocha i nie zostawi. Mimo wszystko.

    Ale Pan moze odjechac w sina dal? Kto wpisany w dowodzie rejestracyjnym wspolnie kupionego samochodu?
    A mieszkanie czyje? Wspolne?
  • ad.a6 11.02.15, 12:46
    Verdano, tego nigdzie nie napisałam, że ten, kto zarabia więcej, ma żyć na wyższym poziomie niż ten co ma mniej. Mało tego, był w moim życiu czas, kiedy absolutnie zrezygnowałam ze swoich potrzeb, bo wyprowadziliśmy się na swoje (a partner przyjechał do mnie z innego miasta z jednym plecakiem) i trzeba było kupić podstawowe rzeczy do domu. Gdy postanowiliśmy zamieszkać razem nie mógł znaleźć tutaj pracy na umowę o pracę, pracował bez umowy przy roznoszeniu ulotek, potem w magazynie przy składaniu kartonów, więc kredyt na mieszkanie wzięłam ja. Więc to nie jest do końca tak, jak piszesz. Czekałam dość długo i byłam tolerancyjna, wspierałam jak mogłam, rezygnując z siebie, bo dziecko musi mieć pierwsze, a facet przyjechał bez kurtki na zimę, więc dla mnie już nie starczało dosłownie na nic.
  • kocia_noga 11.02.15, 16:21
    verdana napisała:

    > W odwrotnej sytuacji - partnerka zarabia mniej od partnera - czy powinna sobie
    > kupować tylko to, na co ja stać (czyli nic?). W takiej sytuacji na ogół pojawia
    > sie argument, ze pieniądze są wspólne. I że nie jest tak, ze ten, co więcej za
    > rabia ma prawo do życia na wyższym poziomie niż ten, co zarabia gorzej. Ale to
    > działa tylko w jedną stronę...
    > Przy czym ja jestem skłonna sie zgodzić, że powinno sie zarabiać na własne potr
    > zeby, ale wtedy wymagajmy tego także od kobiet. Jak ich nie stać na sweter, to
    > nie mają prawa oczekiwać, ze mąż go kupi i tyle.

    Tak. I jeszcze jedno - gdyby to mąż wyperswadował żonie studia i kazał z nich zrezygnować, bo się nie przełożą potem bezpośrednio na pieniądze, byłoby ogólne potępienie. I jeszcze jakby zwalił odpowiedzialność a żonę, że musi spłacać te studia, które sam kazał jej przerwać :)
    --
    To analfabeta. Nie umie czytać ani pływać.
  • pani.jezowa 11.02.15, 00:59
    No właśnie też mnie uderzyło to, że wolno studiować tylko wtedy jeśli tego wymaga praca i skutkuje to podniesieniem wynagrodzenia. Inaczej nie.
    Przy całej niechęci do opisanego tu mężczyzny ten aspekt jest dla mnie niezrozumiały i pokazuje, że Adzie z jakiegoś powodu zależy na pieniądzach bardziej niż by na to wskazywał rozsądek.
  • triss_merigold6 11.02.15, 08:58
    Jeśli kogoś stać, to voila, niech studiuje co mu się żywnie podoba dopóki budżet rodzinny na tym nie cierpi.
    Tu - budżet cierpi, bo pan wywalał kasę, a teraz ma komornika (był do tego stopnia głupi, że nie przeczytał umowy, którą zawarł z uczelnią). Sorry, jak przynosisz do domu 2 tysiące, to wydawanie kilku stów na niekonieczne studia świadczy o braku odpowiedzialności.
  • annb 11.02.15, 10:15
    1700
    pan przynosil 1700.

    --
    Jest tylko jeden sukces- być w stanie spędzić życie na swój własny sposób - Christopher Morley
  • triss_merigold6 11.02.15, 10:44
    Auć. Maciupko.
  • annb 11.02.15, 11:06
    Bo ja wiem
    jak na kieszonkowie/własne pieniadze to nie jest tak źle (chodzi mi o 1200 )

    Re: Zaraz zaraz
    Autor: ad.a6 10.02.15, 13:13
    Dodaj do ulubionych Skasujcie
    Odpowiedz cytując Odpowiedz MOże inaczej to ujmę. Pewien STAŁY dochód wpływa na konto i jest nie do ruszenia. Ja tej jego wypłaty po prostu nie ruszam. Dochód z umowy o pracę jest moim zdaniem czyms pewniejszym niż działalność, przynajmniej jeden taki dochód musi być. Działalności do końca nie ufam, dkoro muszę płacić sobie zus.

    --
    Jest tylko jeden sukces- być w stanie spędzić życie na swój własny sposób - Christopher Morley
  • brak.polskich.liter 11.02.15, 11:23
    No, jako kieszonkowe dla studenta byloby OK.
    Jak na zarobki doroslego faceta, zyjacego nie od wczoraj z dzieciata baba, to lekko smiesznawe.
    --
    "Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku. Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi?" Prof. Jan Hartman, filozof
  • chocolate_cake 11.02.15, 11:36
    To prawda że 1700 zł to jest niska pensja jak na kogoś kto ładnych parę lat pracuje. Więc może autorka ma rację że się wkurza ;)
    Tylko on podobno do grudnia zarabiał dużo więcej.
    Z drugiej strony tam gdzie autorka mieszka jest chyba duże bezrobocie.
  • ola_dom 11.02.15, 11:43
    chocolate_cake napisała:

    > Tylko on podobno do grudnia zarabiał dużo więcej.
    > Z drugiej strony tam gdzie autorka mieszka jest chyba duże bezrobocie.

    No tak - tylko że dodatkowe prace (korepetycje?) mu się "pourywały", bo pracodawcy byli źli / głupi / niegrzeczne i leniwe dzieci / cały świat przeciwko niemu!
    Wskutek osobistych doświadczeń jestem mocno wyczulona na takie informacje - że facet wszędzie się konfliktuje i w żadnej pracy nie może dłużej zagrzać miejsca. I że strach go komukolwiek polecić (tutaj chyba też coś takiego padło ze strony autorki).
    Więc nie zwalałabym wszystkiego na bezrobocie w regionie...

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • chocolate_cake 11.02.15, 11:47
    Też racja. Bezrobocie swoją drogą ale uczyć angielskiego małe dzieci trzeba umieć a to zdaje się robił. Widocznie dzieci nie były zadowolone ( albo rodzice) skoro kilka osób nagle zrezygnowało.
  • ad.a6 11.02.15, 12:25
    Zgadzam się z Tobą, chocolate_cake. Trzeba umieć uczyć małe dzieci. Jest po studiach, przygotowanie pedagogiczne ma, zrobił certyfikat FCE. Wiedział PO CO to robi i jeśli się wydaje kasę na dodatkowe kwalifikacje to chyba po to, by przynosiły one w przyszłości jakiś zysk. Ma te kwalifikacje więc myślałam że sobie poradzi. Dziwi mnie natomiast to co mówi :chyba wszyscy wolą kobietę". Jestem zła po prostu.
  • chocolate_cake 11.02.15, 14:36
    Może tak być że dzieci wolą panią nauczycielkę niż pana. Chociaż moje były kiedyś uczone przez świetnego młodego faceta. Różnie bywa.
  • ad.a6 11.02.15, 12:30
    Tak, jest duże bezrobocie, ale np koleżanka, której mąż ma firmę w Niemczech zaproponowała mu pracę, ale on za granicę nie pojedzie. Bo nie. Nawet było mówione, że pojedzie pierwszy, przemęczy się na wspólnym mieszkaniu z mężem koleżanki a potem my z córką dołączymy, przecież ja z dwoma językami dałabym sobie radę. Ale nie, on nie chce i już.
  • annb 11.02.15, 12:42
    a teraz posłuchaj
    Ktoś kiedyś zrobił Ci krzywdę wmawiając że jesteś gorsza (tak zakładam, domniemuję)
    Popatrz na siebie
    Wyszłaś z chorego związku, znalazłaś siłę aby się rozwieść.
    A jednak gdzies pobrzmiewa w tle przekonanie o tym, że rozwodka z dzieckiem jest gorsza.
    Masz działalnośc która przynosi Ci stały dochód-a jednak wmowiłas sobie że tylko etat się liczy .
    Utrzymujesz gościa który na Ciebie nie zasługuje, który na Tobie pasozytuje.Który Cię wykorzystuje i na siłę doszukujesz się w nim zalet.
    W imię czego? W imię strachu przed samotnością??
    Wysoką cenę płacisz.
    Kto Ci taką krzywdę zrobił że poczucie własnej wartości masz zerowe?


    --
    Jest tylko jeden sukces- być w stanie spędzić życie na swój własny sposób - Christopher Morley
  • napis_z_obrazka 11.02.15, 10:27
    triss_merigold6 napisała:

    > Jeśli kogoś stać, to voila, niech studiuje co mu się żywnie podoba dopóki budże
    > t rodzinny na tym nie cierpi.
    > Tu - budżet cierpi, bo pan wywalał kasę, a teraz ma komornika (był do tego stop
    > nia głupi, że nie przeczytał umowy, którą zawarł z uczelnią). Sorry, jak przyno
    > sisz do domu 2 tysiące, to wydawanie kilku stów na niekonieczne studia świadczy
    > o braku odpowiedzialności.

    Moze jeszcze nie wszystko stracone;-)
    Przeciez mozna zostac politykiem bez politologii. I jezdzic lepszym samochodem... ;-)


  • pani.jezowa 11.02.15, 16:12
    Zgodziłabym się z Tobą natychmiast, ale przeczytałam poprzedni watek tej pani.
    Liczą się tylko pieniądze i to, żeby było jak ona sobie życzy.
    Nic więcej.
    Ona wciąż mu wypomina, że nie zabrał z domu rodzinnego co mu się należy.

    Poza tym, jak wiem, że 1700 to jest mało, ale spójrzmy tak.
    Ona 1700, pomniejszone o komornika, którego także jej zawdzięcza (sobie też, wiem).
    Ona 3-4 tysiące, liczmy średnio 3500.
    Tylko, że on ma utrzymać siebie (jedzenie, środki czystości, ubiór, partycypacja w mediach, czynszy), a ona siebie, córkę i kredyt, który jest tylko jej na jej mieszkanie i on z tego nic nie będzie miał.
    Więc proporcje nie są złe.

    Ona zresztą napisała wprost w poprzednim wątku, że ma lęk przed biedą i pieniędzy zawsze ma być więcej niż jest.
    Więc pan nie zarobi nigdy tyle ile ona by chciała.

    Przeczytanie całości (wszystkich trzech, tego z działu Oszczędzanie też) wątków daje zupełnie inny obraz autorki.
  • pani.jezowa 11.02.15, 16:14
    On 1700 *
  • ad.a6 11.02.15, 12:36
    Verdana: a czy sytuacja musi być dramatyczna by chcieć więcej zarabiać? Samochód musiał być wymieniony, gdyż mechanik po podliczeniu kosztów napraw starego samochodu stwierdził, że się po prostu nie opłaca, więc zdecydowałam się na samochód mniej kosztochłonny, ale za to bardziej przestrzenny, podsumowując kwestię samochodu wyszło finansowo dużo korzystniej, niż miałabym oddać stary samochód do naprawy. Kwestia mebli: to były dość stare meble, kupione jeszcze zanim się poznaliśmy, nowe zostały zakupione raczej z konieczności (wyglądały jak wyglądały) niż z "wymieniam bo mi się nie podobają". Dramatycznie u nas nigdy nie było, ale czy musi być dramatycznie żeby facet ruszył tyłek i pomyślał o innych, a nie tylko o sobie?
  • verdana 11.02.15, 13:43
    Moje meble pamiętają Gierka. Uwazam, ze wymiana mebli nie jest absolutną koniecznością, tylko wyborem. Nie mam nic przeciw nowym meblom, ale nie będę na nie pracowała nocami. Ty jednak uważasz, że meble, które mają ile - 5-7-9 lat są tylko do wymiany i że trzeba na nie zapracować.
    Natomiast studia są wydatkiem zbędnym.
    Facet ruszał chyba przez rok tyłek, ale to sie nie liczy - liczy sie, że teraz zarobki mu spadły. Rozumiem po części Twoją postawę, jest niefajnie być głównym żywicielem. Ale równie niefajne to jest dla facetów. A Ty, poza dosyć rozsądnym oczekiwaniem, że facet zacznie zarabiać i więcej dokładać do gospodarstwa, oczekujesz, ze facet podporządkuje się całkowicie Twoim wymaganiom - rzuci studia, wyjedzie za granicę, będzie uczył, do czego nie ma zdolności. A to juz niefajne.
  • vilez 10.02.15, 18:15
    A ma jakieś inne zalety?
    Może genialnie sprząta? Wypożyczałabyś go na godziny po znajomych domach
    Albo genialnie wygląda? Na doby jako manekin wystawowy by się nadał.

    Bo jak nie ma żadnych, to letko głupio.
  • ad.a6 11.02.15, 12:27
    Vilez: tak, ma zalety, pisałam o tym gdzieś wyżej, ale nie potrafi (nie chce??) się sprzedać, bo po co?
  • annb 11.02.15, 12:38
    Bo nie musi.

    --
    Jest tylko jeden sukces- być w stanie spędzić życie na swój własny sposób - Christopher Morley
  • aqua48 11.02.15, 13:00
    ad.a6 napisał(a):

    > Vilez: tak, ma zalety, pisałam o tym gdzieś wyżej, ale nie potrafi (nie chce??)
    > się sprzedać, bo po co?

    Zatem jeśli chcesz zmian musisz mu stworzyć takie warunki aby chciał/miał po co. Bez tego nic się nie zmieni. ale wtedy musisz się też liczyć z tym, że bycie z Tobą nie będzie dla niego już takie atrakcyjne i Twój partner weźmie ten swój jeden plecak i odejdzie gdzie indziej...
  • ad.a6 11.02.15, 13:04
    Wybacz, ale nie wiem, co chcesz przez to powiedzieć.....
  • annb 11.02.15, 13:27
    np wyrafinowana kuchnia - 1000 potraw z ziemniaka


    --
    Jest tylko jeden sukces- być w stanie spędzić życie na swój własny sposób - Christopher Morley
  • ad.a6 11.02.15, 13:33
    ....że co? :)
  • kochamruskieileniwe 11.02.15, 13:42
    wprowadz w zycie zasadę: zyjemy za tyle ile partner zarobi ....choć lepiej: zarabiamy po rowno - Ty dajesz 1200 - tyle samo ja.
    Wtedy pewnie bedziecie musieli skorzystac z przepisów: 100o potraw z ziemniaka.
  • pani.jezowa 11.02.15, 16:16
    Ale jak po równo?
    Skoro ona ma na utrzymaniu córkę i kredyt?
  • kochamruskieileniwe 11.02.15, 16:52
    no dobra, dorzucic koszty na córkę.
    A kredyt - no cóż.... obiektywnie rzecz biorąc - to jej mieszkanie.(chyba, ze w akcie notarialnym nają wpisane udzialy).
    W przypadku rozstania - ona zostaje z mieszkaniem...
  • pani.jezowa 11.02.15, 23:36
    No o to mi chodziło właśnie, może niejasno napisałam.
    Ona musi zarobić na siebie, na córkę i na kredyt, bo to jej mieszkanie.
    On na siebie.
    Znaczy osobiście tego nie uznaję i nie rozumiem, u nas pieniądze są wspólne, ale skoro autorka tak liczy to wkłady wcale nie powinny być po równo.
  • annb 11.02.15, 13:44
    w kwestii stworzenia warunków do zmiany
    W warunkach cieplarnianych mało kto odczuwa potrzebę zmian.
    Ale jeśli ktoś lubi jeśc świeże a dostanie dzień w dzień placki ziemniaczane albowiem gdyż budżet nie styka, to może poczuje że w układzie coś nie gra i trzeba ruszyc swoje szanowne 4 litery i zarobic na cos lepszego.


    --
    Jest tylko jeden sukces- być w stanie spędzić życie na swój własny sposób - Christopher Morley
  • vilez 11.02.15, 13:10
    Hm, przeczytałam cały wątek...

    Ja bym się o te opłaty za studia nie czepiała, ani o kierunek studiów- ostatecznie nie każdy musi przewidzieć, że z pracą po tym słabo, bo w ogóle z pracą jest słabo, niekoniecznie tylko po politologii. (Acz politologia to słaby kierunek i zasadniczo geniuszy nie przyciąga, przynajmniej u nas.)
    Nie czepiałabym się też, że mniej zarabia. Zarabiać można mniej niezależnie od płci, i żaden to wstyd, zwłaszcza że jest to okresowe- wszak wcześniej zarabiał więcej.
    Nie czepiałabym się, że osoba mniej zarabiająca chce czasem kupić obie jakiś lepszy ciuch, ale ja z opcji, że kasa w związku jest wspólna i nie wyliczamy sobie jedzenia/ciuchów wedle tego, ile zarabiamy.

    Ale czepiałbym się, gdyby partner miał w nosie, że ja się zaharowuję na nasze wspólne wydatki ponad miarę (siły i czas).
    Czepiałabym się też, gdyby jego wydatki na ciuchy i inne tego typu były rzeczywiście fanaberyjne- w tej sytuacji, czyli byłyby to wydatki tzw. lekką rączką.
    Czepiałabym się też o to, że nie rozmawia poważnie o tym wszystkim ze mną- ale to może być wspólny problem komunikacyjny.

    Ergo: rozmawiać o tym. I po tej rozmowie wnioskować o stanie związku. Tak bym to widziała...
  • napis_z_obrazka 11.02.15, 13:16
    ad.a6 napisał(a):

    (...) tak, ma zalety, pisałam o tym gdzieś wyżej, ale nie potrafi (nie chce??) się sprzedać, bo po co?

    Moze wyrwane z kontekstu.
    Pytalas Pana, dlaczego chcial studiowac politologie, dlaczego Go to interesuje?
    Moim zdaniem politologia ùczy `` jak sie sprzedac``.

    A jaki masz wzor z domu? Podobna jestes do swojej Mamy?
    A Partner do ojca? swojego i Twojego.
    (Takie moje spekulacje...)
  • ad.a6 11.02.15, 13:32
    Po prostu interesuje się polityką, zaczął te studia parę miesięcy przed poznaniem mnie, z tego co mówił bardziej z nudów i z zainteresowania niż dla kariery. Jaki mam wzór z domu? Dobrzy, pracujący, dbający rodzice. Tata zmarł na zawał gdy miałam 16 lat. Mama została tylko na emeryturze, bardzo wcześnie musiałam zacząć na siebie zarabiać, nauczyłam się mieć pieniądze "na czarną godzinę". Obecnie, w sytuacji kredytu (na szczęście nie we frankach) i prowadzenia działalności gospodarczej jestem przyzwyczajona do przewidywania, trzymania pieniędzy "na zapas", dlatego denerwuje mnie "nicnierobienie".
    Jego wzór z domu: pijący ojciec ze świetnym fachem w ręku, matka nauczycielka, oboje bardzo wierzący, wielki dom (300 m2), małe miasteczko w warmińsko-mazurskiem. Brat ksiądz, siostra jeszcze w gimnazjum. Wszyscy zagniewani na niego, że się wyprowadził i nie pomaga rodzicom, bo przecież dom na kredyt jest (z czasów, gdy jeszcze ojciec nie przepijał tego ca zarobił).
  • ola_dom 11.02.15, 13:40
    ad.a6 napisał(a):

    > Po prostu interesuje się polityką, zaczął te studia parę miesięcy przed poznaniem mnie

    Znacie się ponad pięć lat - czy to znaczy, że rzucił te studia na sam koniec????

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • kochamruskieileniwe 11.02.15, 13:43
    no to juz calkowicie bezsensu...
  • verdana 11.02.15, 13:47
    Ja (przypominam cały czas, ze tak, uważam, zę facet powinien szukać lepiej płatnego zajecia), chciałabym też zwrócić uwagę na pewien przeoczony drobiazg.
    O ile rozumiem, facet zarabia 1700 zł. Mniej-więcej. Autorka 4 tys. Tylko Autorka ma na utrzymaniu dziecko, którego partner utrzymywać nie musi. Innymi słowy, po przeliczeniu, wkładają do gospodarstwa domowego mniej-więcej tyle samo.
    Chyba, że pomyliłam cyfry.
  • ola_dom 11.02.15, 13:52
    verdana napisała:

    > Tylko Autorka ma na utrzymaniu dziecko, którego partner utrzymywać nie musi. Innymi słowy,

    Verdano - to w końcu koszty i utrzymanie, jak się żyje ze sobą, powinny być wspólne, czy niewspólne???
    Bo się gubię powoli....:/

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • verdana 11.02.15, 17:34
    Albo wspólne i wtedy nie zastanawiamy się, ze o zgrozo - partner zarabia mniej, a chciałby mieć sweter, albo niewspólne i wtedy trzeba uznać, ze samemu utrzymuje sie własne dziecko...
  • kochamruskieileniwe 11.02.15, 14:10
    niby masz racje, ale autorka i tak wiecej wklada sciślej rzecz biorąc
    (4000-1700(jakby bylo po rowno)=2300) czyli dziecko najwiecej kosztuje - bo chyba jeszcze alimenty dochodzą, chyba, ze tatuś dziecka sie uchyla)

    (taka matematyczna moja strona się odezwala.... nie chodzi mi o wytykanie pieniędzy, tylko o matematykę :) zresztą trudno mi przychodz do glowy takie zycie ze szczegółowym rozliczaniem kosztów)
  • ad.a6 11.02.15, 14:16
    Dziecko otrzymuje alimenty w kwocie 1000 zł, ojciec uczciwie płaci. Alimentów nie ujęłam w dochodach, o których pisałam wcześniej, gdyż są to pieniądze dziecka, nie moje, dlatego nie wliczałam ich do całości.
  • kochamruskieileniwe 11.02.15, 14:23
    nie musisz sie tak spowiadać :)
    Po poście Verdany matematyczna moja część sie odezwala...
  • ad.a6 11.02.15, 14:32
    We mnie też się odezwała matematyczna część, dlatego założyłam ten wątek. Ktoś wyżej wspomniał, że mam skromniej gotować, w ogóle żyć skromniej, tylko właśnie ucierpiałoby na tym dziecko, bo przecież nie będę dla każdego gotować inaczej, skoro dotychczas niczego nikomu nie żałowałam.
  • kochamruskieileniwe 11.02.15, 14:36
    no, ale jezeli chcesz wymusic jakies zmiany - musisz cos zrobic....
    myslisz, ze samo suszenie glowy coś da?
    Nie mozna jesc ciastka i caly czas je miec....
    Pytasz, jak sklonic partnera.
    Zaden z proponowanych sposobow Ci nie odpowiada ( bo Ty lubisz tak, bo nie bedziesz zyc skromniej etc).
    Czyli, w zasadzie, zadałaś pytanie retoryczne...
  • kochamruskieileniwe 11.02.15, 14:44
    zjesc ciastka - mialo byc
  • chocolate_cake 11.02.15, 14:55
    Bo nie da się kogoś skłonić do czegoś, jeśli ta osoba tego nie chce i nie ma absolutnie zamiaru tego zmienić. Ja rozumiem to, że jesteś zapobiegliwa, że zarabiałaś od wczesnej młodości i teraz pracujesz aby zarobić a nie jęczysz że nie ma etatu i jest bezrobocie. Też taka jestem ;). Ale twój partner ma inny charakter. Taki typ. Wydaje mi się, że jeśli przez 5 lat mieszkania z tobą on nie widzi potrzeby aby więcej dołożyć do wspólnego budżetu i nie wstydzi się prosić ciebie o nowy ciuch i obrażać gdy go nie dostanie, to nie ma raczej szans na zmianę. On taki jest a ty tego nie akceptujesz. Też bym nie akceptowała. I nie chodzi tu tylko o mały zarobek. Różnie w życiu bywa, czasem nie ma pracy. Ale jeśli ktoś stara się tą pracę zdobyć i jednocześnie stara się żyć oszczędniej to jest to dobry kierunek.
  • aqua48 11.02.15, 14:45
    ad.a6 napisał(a):

    > Ktoś wyżej wspomniał, że mam skromniej gotować, w ogóle żyć skromniej, tylko właśnie
    > ucierpiałoby na tym dziecko, bo przecież nie będę dla każdego gotować inaczej,
    > skoro dotychczas niczego nikomu nie żałowałam.

    Skoro dotychczas nie było powodu, to dlaczego miałabyś. Teraz powód jest - mniejsze zarobki partnera, to wprowadzasz restrykcje. I zapewniam, że dziecko nie ucierpi na tym, że meble nie są zmieniane co 5 lat, a samochód, czy odkurzacz nie jest najnowszy. Nieco skromniejsza dieta też mu raczej posłuży. Przyzwyczaiłaś partnera do luksusu, to zbierasz tego żniwo..
  • ad.a6 11.02.15, 14:21
    Przestał płacić za studia na pierwszym roku. Tyle, że ja nie widziałam umowy, nie widziałam żadnych wezwań do zapłaty, nic. Nie utrzymywaliśmy kontaktu z jego rodziną bo on nie chciał, poza tym podobno (tak mówił) obrazili się na niego, że nie pomaga mamie w płaceniu kredytu. Pracował w kilku firmach "na czarno" bo ponoć były problemy z dostaniem umowy, więc o niczym nie miałam pojęcia.
  • aqua48 11.02.15, 14:41
    A ja nadal nie bardzo rozumiem czy Wy realnie potrzebujecie tych jego dodatkowych pieniędzy, czy nie? Czy tylko Ciebie denerwuje fakt, że partnerowi wystarcza do życia mniej, i że nie ma zamiaru harować od świtu do nocy tak jak Ty, aby tylko "mieć więcej". Bo zdaje się, że to wyłącznie Twoje poczucie bezpieczeństwa jest w dużej mierze uzależnione od tego ile masz pieniędzy? A on ma po prostu inne priorytety w życiu. Nie urządzałabym mu też tego życia wymuszając rezygnację ze studiów, które go interesowały, czy realizowanie się w uczeniu małych dzieci do czego najwyraźniej on nie ma zdolności, mimo posiadanych certyfikatów. Natomiast oczekiwałabym dokładania konkretnej kwoty na wspólne konto i ponoszenia odpowiedzialności za sprawy domowe - sprzątanie, gotowanie itp. Nawet mimo tego, że Tobie się wydaje, że robisz to lepiej, szybciej, w bardziej odpowiednim czasie. Nie rozumiem też dlaczego jego zarobki to temat tabu. Nie możecie usiąść i poruszyć go na spokojnie, bo...
  • ad.a6 11.02.15, 14:57
    Odpowiem Ci szybko, bo się spieszę :)
    PO prostu buntuje się we mnie, że zarabiając tak mało korzysta np z wakacji. Zarabiając tyle nie marzyłabym nawet o tym żeby gdzieś wyjechać. Czyli żeby było po równo wykładamy oboje po 1200 zł. Czyli opłaty i jedzenie. Żadnych wyjazdów, żadnych wakacji, żadnych ciuszków. Aha, jego pieniądze zostają przelewane przez firmę na moje konto. Nie mamy konta wspólnego, dlatego, że mnie strasznie kiedyś oszukał, zaraz po zamieszkaniu razem. Chodziło o to, że gdy zamieszkał ze mną, miał pewną kwotę wypłaty z poprzedniej firmy dać mi na SWOJE własne utrzymanie. Nie zrobił tego. Wypłatę "wcięło". Nigdy się nie dowiem, co z nią zrobił. Mogę się tylko domyślać, że wysłał mamie, bo ciągle za nim wydzwaniała.
  • vilez 11.02.15, 15:20
    > PO prostu buntuje się we mnie, że zarabiając tak mało korzysta np z wakacji.

    Czyli wolałabyś, żeby z Wami nie jechał, tak? Bo jak to sobie inaczej wyobrażasz?

    I pytanie zwrotne: czy gdybyś Ty mniej zarabiała, a on więcej, to też byś się źle z tym czuła?
    I czy byś np. nie jechała na bardziej kosztowne wakacje, tylko partner jechałby sam?

    Wiesz, ja się nijak nie czuję źle z tym, że mój mąż więcej zarabia ode mnie. Trochę teraz nie rozumiem, o co Tobie chodzi. Chcesz, żebyście żyli na dwóch różnych stopach? Ty na wakacje drogie, on na tanie, Ty kolacje lepsze, on- gorsze.
    Ja sobie tego nie wyobrażam.

    To, że Cię oszukał... może to jest to coś, co się wlecze za Wami, i jesteś po prostu cały czas zła na niego (do czego masz prawo oczywiście, ale wiesz- wóz albo przewóz: albo zostajecie w związku i wybaczasz, albo pozwalasz, by to truło związek).

  • aqua48 11.02.15, 15:40
    ad.a6 napisał(a):

    > Odpowiem Ci szybko, bo się spieszę :)
    > PO prostu buntuje się we mnie, że zarabiając tak mało korzysta np z wakacji. Za
    > rabiając tyle nie marzyłabym nawet o tym żeby gdzieś wyjechać.

    To nie czekaj aż się łaskawie domyśli, nie gromadź w sobie złości, tylko usiądźcie i pogadajcie, powiedz mu to co nam, bez pretensji i żalu. Zapytaj ile dokłada do wspólnych wakacji w tym roku, bo Ty nie masz siły pracować tyle, aby fundować wyjazd trzem osobom. Stać się na dwie. No może dwie i pół :) I co on wobec tego postanawia. Czy jedziesz tylko z córką tam gdzie chcesz, a on nie jedzie nigdzie (do swoich rodziców), czy jednak dołoży Ci się do wspólnego wyjazdu, czy we trójkę pojedziecie na skromniejsze wakacje, czy może on ma jeszcze inny pomysł?
  • ola_dom 11.02.15, 15:24
    aqua48 napisała:

    > Czy tylko Ciebie denerwuje fakt, że partnerowi wystarcza do życia mniej, i że nie ma zamiaru
    > harować od świtu do nocy tak jak Ty, aby tylko "mieć więcej".

    Zaraz zaraz - jemu nie wystarcza "mniej". Jemu nie pasują ciuchy z ciuchlandu, ani dwuletni odkurzacz. Ani skromniejsze jedzenie. On musi "mieć więcej" - więc niech Ada mu da - skoro przecież ma.

    > A on ma po prostu inne priorytety w życiu.

    No cóż - trudno się oprzeć wrażeniu, że główny priorytet to taki, żeby się nie narobić, ale wygodnie ustawić. Fakt - udało mu się.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • aqua48 11.02.15, 15:36
    ola_dom napisała:

    > Zaraz zaraz - jemu nie wystarcza "mniej". Jemu nie pasują ciuchy z ciuchlandu,
    > ani dwuletni odkurzacz. Ani skromniejsze jedzenie. On musi "mieć więcej" - więc
    > niech Ada mu da - skoro przecież ma.

    Przecież do tej pory dawała, więc o co chodzi? jak przestała mieć ochotę to niech utnie dawanie. I tyle.

    > No cóż - trudno się oprzeć wrażeniu, że główny priorytet to taki, żeby się nie
    > narobić, ale wygodnie ustawić. Fakt - udało mu się.

    No, ja nie wiem czy to do końca prawda. Gdyby tak było, Ada zrezygnowałaby z jego towarzystwa i wystawiła mu plecak za drzwi. A jak sama pisze, jednak - nie chce, bo coś ważnego jej ten facet daje. Opiekę i troskę w czasie choroby i załatwianie wtedy wszystkich spraw domowych, zapewnia jej dorosłe męskie towarzystwo, zabija poczucie samotności.
    Warto sobie tylko przekalkulować czy się opłaca skórka za wyprawkę czy nie.

  • ola_dom 11.02.15, 15:50
    aqua48 napisała:

    > Przecież do tej pory dawała, więc o co chodzi? jak przestała mieć ochotę to niech utnie dawanie. I tyle.

    No tak - ale nie o tym była mowa. Tylko o tym, że pan rzekomo ma inne potrzeby - tzn. że wystarcza mu "mniej". A nie wystarcza.

    > No, ja nie wiem czy to do końca prawda. Gdyby tak było, Ada zrezygnowałaby z jego
    > towarzystwa i wystawiła mu plecak za drzwi.

    Ale to panu udało się ustawić... Trafił na taką Adę, której jakoś to tam pasuje.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • kocia_noga 11.02.15, 16:48
    Moja koleżanka ma takiego męża, tzn. tak to wyewoluowało w trakcie małżeństwa, że on traci pracę, albo znajduje kiepską a ona zapiernicza robiąc ludziom zęby i sobie żylaki. Potem niektóre z ich dzieci odziedziczyły model, ale w sumie wszystkie się ustatkowały, a ona coraz bardziej szczęśliwa, bo mąż bardzo przystojny i z upływem lat coraz bardziej ją ceni. Zero awantur o kasę.
    --
    To analfabeta. Nie umie czytać ani pływać.
  • vilez 11.02.15, 17:12
    > a ona coraz bardziej szczęśliwa, bo mąż bardzo przystojny i z upływem lat coraz
    > bardziej ją ceni. Zero awantur o kasę.

    A gdyby nie był przystojny, to by musiał więcej zarabiać? Hm...
  • kocia_noga 12.02.15, 13:15
    vilez napisała:

    > > a ona coraz bardziej szczęśliwa, bo mąż bardzo przystojny i z upływem la
    > t coraz
    > > bardziej ją ceni. Zero awantur o kasę.
    >
    > A gdyby nie był przystojny, to by musiał więcej zarabiać? Hm...

    Tego nie wiem, prawdopodobnie ślubu by nie było. Jego nieziemska uroda przez kilkadziesiąt lat jest jej największym skarbem. Nie powinnam się śmiać, ludzie dobierają się z najdziwniejszych powodów. Dla mnie facet jest przeciętny, a ona ładna i zadbana.
    --
    To analfabeta. Nie umie czytać ani pływać.
  • kochamruskieileniwe 11.02.15, 17:26
    z jednej strony masz rację co do partnera Ady... ale...
    Mogę Ci powiedziec, jak ja to widzę, czytając kolejne posty autorki.
    Wyłania mi sie obraz osoby, która patrzy na śwat przez pryzmat pieniędzy oraz ma być tak jak ona chce.
    Czy to jest w pełni partnerski uklad?
    Moze postawa pana nie jest pochodną warunków panującch u nich?
    Nie - nie usprawiedliwiam pana, ale.... kazdy kij ma dwa konce.
    Z drugiej strony - zupełnie nie wiem, czego oczekuje autorka. Jakich rad? wszystkie rady neguje - bo nie chce obnizac poziomu zycia, bo tak nie lubi bo, bo, bo...

  • verdana 11.02.15, 17:44
    A ja widzę post faceta "Partnerka wprawdzie pracuje, ale zarabia mniej, nie chce brać kolejnego zajęcia i w dodatku uważa, że należą jej się wakacje. Jak chce wakacje, to niech na nie zarobi, ja za wakacje partnerki nie będę płacić"
    Jestem pewna, ze 100% osób zaleciłoby zwiewanie od faceta jak najszybciej.
    O ile pierwsze posty skłaniały mnie raczej do stania po stronie Autorki, to teraz sytuacja rysuje się zupełnie inaczej.
  • pade 11.02.15, 18:23
    Wg mnie autorka ma takie wzorce z domu: mężczyzna może zarobić, ale nie musi, i tego nie robi, (ojciec i brat), kobieta jest zaradna, urabia ręce po łokcie, utrzymuje dom (matka, siostra - spłata kredytu za dom). Czyli kobiety przejęły odpowiedzialność za utrzymanie rodziny. Matka będąc tą pracowitą, zapewniła dzieciom poczucie bezpieczeństwa. Ojciec stanowił dla tego bezpieczeństwa zagrożenie.
    Autorka stwarza sobie podobną sytuację we własnym związku, po to by partner "wynagrodził" jej tamte braki, poprzez zapewnienie poczucia bezpieczeństwa w postaci zarobionych przez siebie dużych kwot pieniędzy.
    Nie zarabia dużo, potrzeba nie jest zaspokojona, stąd frustracja.
    Jedyna nadzieja na zmianę jest w rozpoznaniu tego wzorca i przekształceniu go w bardziej konstruktywny.

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • differentview 11.02.15, 18:24
    > A ja widzę post faceta "Partnerka wprawdzie pracuje, ale zarabia mniej, nie chc
    > e brać kolejnego zajęcia i w dodatku uważa, że należą jej się wakacje. Jak chce
    > wakacje, to niech na nie zarobi, ja za wakacje partnerki nie będę płacić"
    > Jestem pewna, ze 100% osób zaleciłoby zwiewanie od faceta jak najszybciej.

    juz tlumaczylam, ze sytuacja, w ktorej kobieta zarabia mniej uprawnia ja do takiego samego korzystania z jego pensji poniewaz zwykle to kobieta bierze na siebie ciezar wychowywania dzieci, prowadzenia domu( czyli wykonuje ogrom tzw. nieodplatnej pracy)- tylko dlatego on moze poswiecic sie pracy w takim wymierze, ze zarabia dobrze; sytuacje odwrotne sie zdarzaja ale to nie jest taki przypadek; wiec nie mozna stosowac odwrotnej sytuacji jako analogii
  • aqua48 11.02.15, 18:42
    differentview napisała:

    > juz tlumaczylam, ze sytuacja, w ktorej kobieta zarabia mniej uprawnia ja do tak
    > iego samego korzystania z jego pensji poniewaz zwykle to kobieta bierze na sieb
    > ie ciezar wychowywania dzieci, prowadzenia domu( czyli wykonuje ogrom tzw. nieo
    > dplatnej pracy)- tylko dlatego on moze poswiecic sie pracy w takim wymierze, ze
    > zarabia dobrze; sytuacje odwrotne sie zdarzaja ale to nie jest taki przypadek;
    > wiec nie mozna stosowac odwrotnej sytuacji jako analogii

    Ale nie jest tylko dlatego, że tu partnerka oczekuje wyłącznie spełnienia własnych, konkretnych wymagań od partnera. Wszelkie inne propozycje, np aby on przejął część innych domowych obowiązków na okres mniejszych zarobków (choć udowodnił, że potrafi i jest w tym dobry - podczas jej choroby) są przez nią bezapelacyjnie odrzucane jako złe i niewygodne dla niej...
    A tak się w związku nie da funkcjonować. Mężczyzna to też nie bankomat. Ani podwładny mający spełniać wyłącznie oczekiwania partnerki -dyrektorki. może mieć swoje potrzeby, swoją wizje związku i nie uzależniać tak jak autorka swego poczucia bezpieczeństwa od dochodów..
  • vilez 11.02.15, 19:08
    Bo się coraz jaśniej objawia, iż autorka wartościuje i partnera i elementy życia przez kasę. Mnie rozwaliły te wakacje, co to on na nie nie zasłużył, bo nie zarobił tyle, co ona. Ciągnąć to konsekwentnie dalej- jeść też powinien przy osobnym (tańszym) stole i gorsze produkty...
  • verdana 11.02.15, 20:53
    Przepraszam bardzo, ale jeśli lepiej zarabiająca kobieta bierze na siebie jeszcze ciężar prac domowych, to jest to jej wybór,. Nie obowiązek. Najwyraźniej tego chce, albo nie umie sie obowiązkami dzielić, albo wybrała niewłaściwego faceta. To nie jest naprawdę prawda absolutna, mechanizm , od którego odejść nie wolno.
  • differentview 12.02.15, 12:08
    verdana napisała:

    > Przepraszam bardzo, ale jeśli lepiej zarabiająca kobieta bierze na siebie jeszc
    > ze ciężar prac domowych, to jest to jej wybór,. Nie obowiązek. Najwyraźniej teg
    > o chce, albo nie umie sie obowiązkami dzielić, albo wybrała niewłaściwego facet
    > a. To nie jest naprawdę prawda absolutna, mechanizm , od którego odejść nie wo
    > lno.

    oczywiscie w przypadku gdy kobieta pracuje wiecej zawodowo i wiecej zarabia- facet powinien zajac ta role, ktora tradycjnie zajmuje mniej zarabiajaca kobieta- sprzatac, prac, gotowac, robic zakupy, odrabiac lekcje z dzieckiem etc- tyle, ze takich facetow gotowych wejsc w taka role jest stosunkowo malo; zreszta takich, ktorzy lubia pasozytowac na partnerce, nie czuja zazenowania, ze na nic ich nie stac, tylko musza robic maslane oczy zeby im kupila "sweterek"- tez jest chyba malo- takie podjescie do zycia u faceta( pozbawione ambicji, pasozytujace) jest dla mnie malo pociagajace
  • vilez 12.02.15, 12:53
    > czywiscie w przypadku gdy kobieta pracuje wiecej zawodowo i wiecej zarabia- facet powinien zajac ta role, ktora tradycjnie zajmuje mniej zarabiajaca kobieta

    Gdy więcej zarabia? A co mają w Polsce zarobki do "pracowania więcej"? Bo zasadniczo to NIEWIELE.
    To, że kobieta WIĘCEJ pracuje zawodowo (ponad jeden etat)- to jest jej wybór. Chce tego, to pracuje. Moim zdaniem mądrze wprawdzie nie robi (nie żyjemy po to pracować), ale to jej broszka.
    To że więcej pracuje w domu- takoż. Owo "więcej" jest właśnie tradycyjnym modelem: bo w chałupie musi być wylizane, poprasowane i inne takie. Otóż- nie musi. Chce tego- jej broszka.

    Sumując: nie należy swoich wyborów czynić podstawą wymagań kierowanych pod cudzym adresem.
  • verdana 12.02.15, 15:07
    Nie, powinni się podzielić obowiązkami. Nie na zasadzie "więcej zarabiam, jestem zwolniony z domowych obowiązków". Płeć nie gra roli.
    Mam wrażenie, że to nie faceci nie są gotowi wejść w te role, ale kobiety nie są skłonne oddać władzy w domu. Podzielenie się obowiązkami to także podzielenie się podejmowaniem decyzji, co dziecko zje na kolację i czy blaty kuchenne czyścimy raz dziennie, czy raz na parę dni.
    Trudno, aby facet, który oddaje 100% pensji partnerce nie musiał prosić o kupienie czegoś do ubrania. Alternatywą jest chodzenie w podartych ubraniach.
  • differentview 12.02.15, 16:07
    >Alternatywą jest chodzenie w podartych ubraniach.

    alternatywa jest zarabanie wiekszych pieniedzy lub przynajmniej wykazywanie zaangazowania w calu zmiany swojej sytuacji materialnej ALBO chodzenie w podartych spodniach skoro glosi sie kult minimalizmu i nie widzi sie potrzeby zarabiania wiecej pieniedzy niz na oplaty i jedzenie;
    ciekawa jestem czy gdyby Wasi partnerzy zarabiali 1200zl to byscie byly takie wyrozumiale;)
  • vilez 12.02.15, 17:39
    Ja byłam wyrozumiała, gdy mój zarabiał 0. I nie było to przez miesiąc czy dwa, ale rok.
  • verdana 12.02.15, 18:48
    Innymi słowy, jak kobieta zarabia mniej i oddaje całą pensję mężowi, to póki nie pójdzie do dodatkowej pracy ma chodzić w starym ubraniu.
    To się nazywa przemoc ekonomiczna.
  • pani.jezowa 12.02.15, 18:50
    Tu strasznie wychodzą ukryte stereotypy.
    Tak jak już chyba właśnie Ty piałaś: gdyby odwrócić role i to kobieta zarabiałaby 1200 zł i mąż by jej nie chciał sukienki kupić to by tu były same rady o wystawieniu walizek.
  • differentview 13.02.15, 08:12
    > Innymi słowy, jak kobieta zarabia mniej i oddaje całą pensję mężowi, to póki ni
    > e pójdzie do dodatkowej pracy ma chodzić w starym ubraniu.
    > To się nazywa przemoc ekonomiczna.

    tak, gdybym zarabiala 1200zl co starczyloby ledwie na pokrycie rachunkow i jedzenie, nie zajmowalabym sie domem ani dzieckiem i nie robila nic w celu zmiany tej sytuacji- to dlaczego mialabym oczekiwac od partnera, ze bedzie mi kupowal ciuchy??? jesli by mial taka ochote i tak bysmy sie umowili wczesniej, ze ja nie musze pracowac albo pracuje tylko na wlasne ekstra wydatki- ok; ale jesli nie? z jakiej racji wlasne lenistwo mialabym uwazac za przemoc ekonomiczna?
  • kocia_noga 13.02.15, 09:06
    differentview napisała:


    > tak, gdybym zarabiala 1200zl co starczyloby ledwie na pokrycie rachunkow i jedz
    > enie, nie zajmowalabym sie domem ani dzieckiem i nie robila nic w celu zmiany t
    > ej sytuacji-

    no ale on nic nie robi w domu, bo żona wszystkie czynności zarezerwowała dla siebie - on ma tylko wąskie korytko - ma zarobić pieniądze.
    --
    To analfabeta. Nie umie czytać ani pływać.
  • differentview 13.02.15, 08:16
    > Ja byłam wyrozumiała, gdy mój zarabiał 0. I nie było to przez miesiąc czy dwa,
    > ale rok.

    czym innym jest sytuacja losowa- strata pracy i trudnosc ze znalezieniem nowej; jednak gdyby Twoj partner przez ten rok nie wykazywal zadnej aktywnosci w celu znalezienia pracy i twierdzil, ze jest minimalista wiec to co Ty zarobisz jest wystarczajace a dodatkowo nie robil nic w domu tylko sobie czytal ksiazki- to nadal bys byla wyrozumiala?
  • vilez 13.02.15, 08:21
    Ten partner PRACUJE. Nie zauważyłaś.
    Między "pracuje" a "nic nie robi" jest różnica. Nawet "na oko" ją widać, o przemyśleniach nie wspominając.
  • differentview 13.02.15, 09:08
    > Ten partner PRACUJE. Nie zauważyłaś.
    > Między "pracuje" a "nic nie robi" jest różnica. Nawet "na oko" ją widać, o prze
    > myśleniach nie wspominając.

    Akurat tym razem odnosilam sie do slow o "wyrozumialosci gdy partner zarabial 0zl"
    Nie zauwazylas; zreszta nie wazne- dyskusje z Toba uwazam za strate czasu- odpowiedzialam na post niechcacy, nie widzac nicka
  • vilez 13.02.15, 11:20
    To Ty poprowadziłaś ten off top w kierunku 0 zł- bezsensowanie. A teraz, gdy nie masz argumentu, to zwiewasz, jak zwykle :-)
  • ad.a6 13.02.15, 09:06
    ciekawa jestem czy gdyby Wasi partnerzy zarabiali 1200zl to byscie byly takie
    > wyrozumiale;)

    ....to samo pomyślałam gdy przeczytałam wszystkie Wasze odpowiedzi. Do wszystkich osób, które zarzucają mi materializm: TYLKO o to chodzi by mężczyzna wziął na siebie jakąkolwiek odpowiedzialność.
  • pani.jezowa 13.02.15, 16:17
    Nie, to zdecydowanie nie o to chodzi.

    Chodzi o to by mężczyzna zastąpił Ci tatę, zachowywał się jak on i jeszcze robił dokładnie to, co Ty chcesz i w taki sposób jaki Ty uznajesz za stosowny.
  • napis_z_obrazka 11.02.15, 20:11
    ad.a6 napisał(a):

    > Po prostu interesuje się polityką, zaczął te studia parę miesięcy przed poznani
    > em mnie, z tego co mówił bardziej z nudów i z zainteresowania niż dla kariery.
    > Jaki mam wzór z domu? Dobrzy, pracujący, dbający rodzice. Tata zmarł na zawał g
    > dy miałam 16 lat. Mama została tylko na emeryturze, bardzo wcześnie musiałam za
    > cząć na siebie zarabiać, nauczyłam się mieć pieniądze "na czarną godzinę". Obec
    > nie, w sytuacji kredytu (na szczęście nie we frankach) i prowadzenia działalnoś
    > ci gospodarczej jestem przyzwyczajona do przewidywania, trzymania pieniędzy "na
    > zapas", dlatego denerwuje mnie "nicnierobienie".
    > Jego wzór z domu: pijący ojciec ze świetnym fachem w ręku, matka nauczycielka,
    > oboje bardzo wierzący, wielki dom (300 m2), małe miasteczko w warmińsko-mazursk
    > iem. Brat ksiądz, siostra jeszcze w gimnazjum. Wszyscy zagniewani na niego, że
    > się wyprowadził i nie pomaga rodzicom, bo przecież dom na kredyt jest (z czasów
    > , gdy jeszcze ojciec nie przepijał tego ca zarobił).

    A nie boisz sie zawalu, pracujac od 6 -22 kiedy zdobedziesz etat? Byc moze na etacie w swoim miescie nie zarobisz tyle co z wlasnej dzialalnosci (no i nie masz szefa;-)
    Ile corka ma lat? Ile Ty masz lat?
    Na czym polega pomoc dla Twojej Mamy? Jesli Partner pomogl swojej Mamie jednorazowo, to mozna juz zapomniec, chyba...

    Pisalas wczesniej, ze drazni Cie, jak Partner czyta ksiazke (to podobno w Polsce rzadkosc statystyczna;-), kiedy Ty masz lekcje. A co bys chciala, zeby w tym czasie robil?



  • beatrycja.30 11.02.15, 20:27
    forum.gazeta.pl/forum/w,615,149101819,,Bardzo_prosze_o_porade_i_sugestie.html?v=2
  • culebre 11.02.15, 20:54
    I tyle wystarczy w tym temacie, właśnie miałem zamiar wkleić, bo syndrom księżniczki autorki jest wyjątkowo womitogenny. Rozumiem wstręt do szefowstwa, też trudnię się uczeniem języków na własny rachunek, ale to jest wybór, który ma cenę, jak każdy inny. Ceną tej wolności i psychicznego luzu są mniej pewne zarobki i większa konieczność planowania przychodow i wydatków. O układzie typu "mam utrzymanka a sama chcę być utrzymanką" nie będę się rozwodzić, bo jest to po prostu żenujące w swoim oderwaniu od jakiejkolwiek rzeczywistości socjoekonomicznej. Princess, get a job, get a life, and get a reality check.
  • ad.a6 13.02.15, 09:45
    O układzie typu "mam utrzymanka a sama chcę być utrzymanką" .....i tu się mylisz. Nie chcę być i nigdy nie byłam utrzymanką tylko chcę równowagi. Ja wyluzuję na korzyść czasu z córką - on przyniesie więcej pieniędzy. Tak trudno to zrozumieć, że potrzebuję odciążenia?
  • algavre.live 11.02.15, 21:06
    I na forum Oszczędzanie też było...to ja już nie wiem w końcu, kto tak naprawdę zasługuje na współczucie...przepraszam, że tak może sarkastycznie, ale Ada stale kręci się stale wokół tego samego tematu, tylko jakby słuchacze trochę się zmieniają...
  • vilez 11.02.15, 21:17
    Piniondze...jezu.
  • algavre.live 11.02.15, 21:21
    i głowa i głowa...
  • napis_z_obrazka 12.02.15, 14:09
    A nie wiedzialam...
  • ad.a6 13.02.15, 09:31
    > rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/w,615,149101819,,Bardzo_prosze_o_porade_i_sugestie.html?v=2

    nom, wredna kobieta, nie? jędza, że chce żeby facet ją wyręczył w zarabianiu, lub przynajmniej dorównał.
  • ad.a6 13.02.15, 09:10
    Córka skończyła 11 lat. Ja mam 35. Nie drażni mnie fakt, że on czyta, tylko drażni mnie, że nie wszyscy mają TYLE SAMO czasu na odpoczynek. Też wolałabym odwalić etat, dostać 1200 zł i całe popołudnie czytać książkę. Zauważyłam, że co niektórzy czepiają się wszystkiego dla samego czepiania się. Po przeczytaniu wszystkich postów mam wrażenie, że mimo wszelkich starań o dom, czystość, dbanie o dziecko, psa, samochód i stan konta, jestem absolutnie do niczego bo gnębię KSIĘCIA, który nie tylko NIE MUSI zarabiać, ale mam też dbać o jego czas wolny, zainteresowania, ciuchy, płacić za studia.
  • aqua48 13.02.15, 09:43
    ad.a6 napisał(a):

    > Nie drażni mnie fakt, że on czyta, tylko dra
    > żni mnie, że nie wszyscy mają TYLE SAMO czasu na odpoczynek. Też wolałabym odwa
    > lić etat, dostać 1200 zł i całe popołudnie czytać książkę.

    To zrób tak.
    Ja mam wrażenie, że TY chcesz narzucić partnerowi Twój styl życia. Tego zrobić Ci się nie uda. Możesz jedynie zmienić samą siebie. Czyli lepiej gospodarować własnym czasem wolnym, odpuścić niekonieczne działania, przerzucić część obowiązków domowych na partnera.

    > Po przeczytaniu wszy
    > stkich postów mam wrażenie, że mimo wszelkich starań o dom, czystość, dbanie o
    > dziecko, psa, samochód i stan konta, jestem absolutnie do niczego bo gnębię KSI
    > ĘCIA, który nie tylko NIE MUSI zarabiać, ale mam też dbać o jego czas wolny, za
    > interesowania, ciuchy, płacić za studia.

    Nie czytasz z uwagą. Większość osób radzi Ci właśnie, żebyś tego NIE robiła. Starania o dom, czystość, psa i samochód przerzuciła na partnera. Tak samo jak płacenie za jego ciuchy. I zwolniła trochę w tej uporczywej gonitwie za pieniędzmi.
  • chocolate_cake 13.02.15, 10:23
    Autorko. Skoro ten facet tak cię od 5 lat wkurza, mało zarabia (tu się zgadzam że nawet bardzo mało), prawie nic nie robi w domu to nie rozumiem po co z nim jesteś. Po 5 latach nic się nie zmieniło, ty jesteś niezadowolona. Nie jest ojcem twojego dziecka, nie macie ślubu, wspólnego kredytu, więc można rozstać się z dnia na dzień. Może po prostu do siebie nie pasujecie. Trudno, bywa.
  • napis_z_obrazka 13.02.15, 14:06
    ad.a6 napisał(a):

    > Córka skończyła 11 lat. Ja mam 35. Nie drażni mnie fakt, że on czyta, tylko dra
    > żni mnie, że nie wszyscy mają TYLE SAMO czasu na odpoczynek. Też wolałabym odwa
    > lić etat, dostać 1200 zł i całe popołudnie czytać książkę. Zauważyłam, że co ni
    > ektórzy czepiają się wszystkiego dla samego czepiania się. Po przeczytaniu wszy
    > stkich postów mam wrażenie, że mimo wszelkich starań o dom, czystość, dbanie o
    > dziecko, psa, samochód i stan konta, jestem absolutnie do niczego bo gnębię KSI
    > ĘCIA, który nie tylko NIE MUSI zarabiać, ale mam też dbać o jego czas wolny, za
    > interesowania, ciuchy, płacić za studia.

    Dziekuje za odpowiedzi.
    Oj tam, oj tam. A kiedy sie ostatnio usmiechnelas?
    Ja probuje Cie tylko sklonic;-)

  • pani.jezowa 11.02.15, 23:58
    Ada, przeczytałam cały ten wątek i dwa poprzednie, tego z emamy nie.
    W miarę czytania stopniowo zmieniał mi się punkt widzenia, dlatego wycofuję to, co napisałam w tym wątku wczoraj.

    Zwróciło moją uwagę kilka rzeczy, zwłaszcza w tym bardzo długim wątku tutaj, sprzed półtora roku.
    Szczególnie dwie:
    * Twoje przekonanie, że partner pochodzi z rodziny dysfunkcyjnej (alkohol) a Ty nie
    * i zarzucana Ci tam kwestia materializmu, której cały czas zaprzeczałaś.

    W dużym, naprawdę dużym skrócie mogę napisać, że odniosłam następujące wrażenie.
    Wychowałaś się w domu, gdzie rodzice Cię kochali, prawdopodobnie rozpieszczali (późno urodzona jedynaczka).
    Ale tata zmarł, gdy miałaś 15 lat.
    Napisałaś tam, że mama była już wtedy na emeryturze a Ty poszłaś do pracy sprzątając domy.
    Podejrzewam, o ile mogę być po lekturze Twoich wątków uprawniona do jakichkolwiek wniosków, że ta sytuacja zachwiała twoim poczuciem bezpieczeństwa. I powiązała je z pieniędzmi.

    Nie wiem dlaczego to mama nie poszła wtedy dorabiać, czy nie chciała, była chora, nie widziała potrzeby.
    Ale nie jest normalne by 15 letnia dziewczynka zarabiała na dom, podczas gdy mama nie pracuje.
    Prawdopodobnie wytworzyły się u Ciebie wtedy zachowania lękowe związane z pieniędzmi, z ich brakiem, z lękiem co będzie, gdy ich zabraknie.

    Dlatego teraz masz ogromną potrzebę kontrolowania wszystkiego.
    Zabierasz nawet pensję partnera na swoje, nie wspólne, konto i Ty o niej decydujesz.
    Ty sprzątasz, gotujesz itd, bo on to zrobi źle.
    Masz problem z pójściem do pracy poza domem, bo on nabałagani - to też objaw lęku przed utratą poczucia kontroli: co będzie się działo w Twoim mieszkaniu, gdy Ty wyjdziesz.

    Dodatkowym problemem jest działalność gospodarcza, która nie gwarantuje cały czas takiego samego dochodu, więc znów chwieje to poczuciem bezpieczeństwa.

    Stąd mój wniosek, że zarzucany Ci materializm może być po prostu objawem Twojego ogromnego lęku przed utratą kontroli nad swoim życiem oraz Twojego przekonania, niekoniecznie nawet uświadomionego wprost, że im więcej pieniędzy tym więcej bezpieczeństwa (skądinąd prawda, ale u Ciebie przekroczyło to granice, stało się, obsesją) a z poczuciem bezpieczeństwa masz problem.

    Dlatego robisz wszystko, by zapewnić sobie dwie rzeczy: bezpieczeństwo, które rozumiesz jako pieniądze i kontrolę - z tego powodu nie chcesz pracować poza domem, zabierasz partnerowi pensję, decydujesz o jego kierunku studiów, wolisz wykonywać sama prace domowe, bo wtedy są wykonane dokładnie tak, jak lubisz, wolisz sama kupić patelnię, bo wtedy ona wygląda idealnie tak jak chciałaś itd....

    Do tego dochodzą dwie sprawy, prawdopodobnie powiązane" niskie poczucie własnej wartości i wiązanie się z mężczyznami, z którymi coś jest nie tak, uzależnionymi lub współuzależnionymi.
    Skąd to się wzięło, nie umiem powiedzieć, bo za mało danych.

    Ale wszystko to znaczy, że naprawdę warto rozważyć terapię.
    Potem pomyśleć czy chcesz pozostać w tym związku i zacząć nad nim pracować lub go zakończyć (w międzyczasie partner powinien pomyśleć o terapii DDA).

    Bo to, co jest absolutnie oczywiste i co już tutaj i w poprzednich wątkach padło nie raz: nie zmienisz innego człowieka jeśli on nie chce.
    Więc albo musisz partnera zaakceptować takim jaki jest
    Albo się rozstać.
    Albo spróbować popracować razem nad związkiem, relacjami itd.
    Wszystkie opcje, moim zdaniem, wymagają terapii.
  • pani.jezowa 12.02.15, 01:09
    Doczytałam jeszcze ten wątek na pomocnych, gdzie sporo piszesz o tym jak reagowałaś w pracy, płakałaś przy klientach itd.
    Uważam, że specjalista jest Ci potrzebny od zaraz.
    I to nie jest z mojej strony złośliwość, mówię to z troski.
    Jesteś młoda, masz kawał życia przed sobą. warto zawalczyć o jego jakość.
    Także przez wzgląd na córkę, która żyje z zaburzoną matką, w domu z chorymi relacjami, ojcem alkoholikiem - łatwo jej nie jest na pewno.
  • akn82 12.02.15, 08:23
    Bardzo mądre słowa. Autorko przemyśl je!
  • verdana 12.02.15, 10:22
    Ja, niestety, mam jeszcze inną refleksję. Terapia być może jest rzeczywiście pozbawiona poczucia bezpieczeństwa, ale jest także bezkrytyczna wobec siebie. Partner, który traci lekcje, bo nie umie dogadać się z dziećmi jest nieudolny, leniwy. Ona sama, tracąca pracę jest ofiarą szefa, który nie rozumie, ze z pracy dzwoni do domu i ma kryzys, więc pracuje gorzej. Partner płaci za uczelnię, bo jest nieudolny i nie przeczytał umowy, Autorka , która nakazała rzucić studia jest niczemu niewinna (swoją drogą, nie ma uczelni, na której płaci sie za całość studiów, jeśli sie je rzuci - za semestr czy rok najwyżej). Mam wrażenie, że Autorka oskarża cały świat, który sprzysiągł się przeciw niej, ale własne niedociągnięcia nie tyle nawet bagatelizuje, co ich nie zauważa.
  • vilez 12.02.15, 10:41
    Przychylam się do Twojego myślenia, Verdano.
    Tutaj jest obwinianie wszystkich poza sobą. Poza tym istnieje coś takiego jak pazerność, skąpstwo i właśnie: patologiczny materializm- niekoniecznie motywowane traumą czy wpływami z dzieciństwa. Czyli - postawa życiowa (coś jak u Ebenezera Scrooge'a z "Opowieści wigilijnej"). Pomyślałabym o tym, czy tutaj coś podobnego jednak nie występuje.
  • napis_z_obrazka 12.02.15, 14:20
    Nawet zlota rybka nie dalaby rady;-)

    pl.wikipedia.org/wiki/O_rybaku_i_z%C5%82otej_rybce
    Autorce ku przestrodze!
  • vilez 12.02.15, 15:38
    :D
  • kachaa17 12.02.15, 13:19
    Są szkoły, w których przy umowie podpisuje się weksel, który później trzeba spłacić w przypadku rezygnacji z dalszej nauki. Może to ten przypadek a może nie ale nawet jak nie zapłacił za semestr i sprawa oparła się o komornika to koszty mogły wzrosnąć przez zwłokę.
    A swoją drogą to myślę, że tak naprawdę to nie o to chodzi, żeby facet zarabiał więcej tylko o to, żeby autorka miała poczucie bezpieczeństwa i ma jakieś wymagania co do partnera. Ale chyba nie tędy droga. Autorka zarabia ok.4000 + ma 1000 alimentów i facet dokłada 1200no to sorry ale to nie są małe pieniądze na 3 osoby. Bez faceta ma5 tys. na siebie i córkę i jeszcze szuka możliwości dorobienia. A kiedy będzie czas na życie? Moja siostra ma ok.3 tys. na 4 osobową rodzinę (ona + 3 dzieci) i daje radę. Jeżdżą nawet na wakacje. Starsze dzieci były na feriach. Ja wiem, że są różne poziomy życia ale tu chodzi o to, że u autorki pojawia się jakiś silny lęk w sytuacji w sumie całkiem ok.
  • ad.a6 13.02.15, 09:26
    Bez faceta ma5 tys. na siebie i córkę i jeszcze szuka możliwości dorobie
    > nia. A kiedy będzie czas na życie? Moja siostra ma ok.3 tys. na 4 osobową rodzi
    > nę (ona + 3 dzieci) i daje radę. Jeżdżą nawet na wakacje. Starsze dzieci były n
    > a feriach. Ja wiem, że są różne poziomy życia ale tu chodzi o to, że u autorki
    > pojawia się jakiś silny lęk w sytuacji w sumie całkiem ok.

    Nie całkiem ok. Czuję się wykorzystywana. Chciałabym by on przynosił te 5 tysi a ja chciałabym odetchnąć, mieć więcej czasu dla córki "bo facet przynosi" pieniądze.
  • pani.jezowa 12.02.15, 15:57
    To swoją drogą i faktycznie jest na to masa przykładów.
    Coś jak Kali i krowa.
    Ale to jakby nie zmienia faktu, że terapia wydaje mi się niezbędna.
    Już nie miałam siły i nie chciałam pisać epopei, ale jak doczytałam, że autorka pilnuje komputera i kontroluje co dorosły partner robi na komputerze a w końcu założyła hasło, wprost pisząc, że musi kontrolować, to to jest chore, jakby nie patrzeć.
  • kochamruskieileniwe 12.02.15, 17:53
    no chore. Tyle tylko, że mam wrazenie, ze ten caly post to "podpucha"
    w linkowanych watkach z 2013 i 2014 r autorka dostala mnóstwo wiedzy, porad. I co - minął rok a ona pisze dokladnie to samo. Nic nie dalo jej do myślenia to co bylo wtedy pisane...

    Az mi sie nie chce wierzyc, ze ktoś sie az tak podklada...
  • pani.jezowa 12.02.15, 18:29
    Przyznam szczerze, że też mam wątpliwości po przeczytaniu wszystkich wątków. Bo mnóstwo szczegółów się nie zgadza i nie wiem czy to niedbalstwo czy faktycznie niezborne kłamstwo.

    Zwłaszcza ostatnie strony tego najdłuższego wątku wydały mi się mocno nieprawdopodobne.

    Czy można naprawdę uważać, że szef to przyjaciel i powinien patrzeć tylko na intencje, nie na wyniki i wspierać jak się od miesiąca zawala każdą pracę, bo wcześniej się kilka miesięcy dobrze pracowało....
  • kochamruskieileniwe 12.02.15, 18:39
    no niezgadza sie, a autorka lubi manipulacje słowne - tak by wyjsc na najbardziej pokrzywdzoną przez los. No i jednak powtarzanie tego, co w poprzednich postach - mimo, że juz wtedy było to dosyc powszechnie "źle" odbierane...(taki całkowty bezkrytycyzm wobec wlasnych poczynań)
    hmmmm...
    a
  • chocolate_cake 14.02.15, 07:15
    Tak sobie jeszcze przypomniałam. Autorko, pisałaś, że kiedy umarł twój tata, ty miałaś 15 czy 16 lat a mama była już na emeryturze. Pisałaś już o wieku swoim i mamy. Wynikałoby z tego, że twoja mama miała wtedy około 55 lat. Raczej nie mogła być na emeryturze. Wiem, że kiedyś były emerytury wcześniejsze ale mama ma wykształcenie podstawowe więc chyba nie ma zawodu dla którego dawniej przysługiwałaby wcześniejsza emerytura. Może była na rencie. Zresztą nieważne.
  • chocolate_cake 14.02.15, 07:44
    Jeszcze jedno. Znam kogoś komu zmarł ojciec gdy był w szkole średniej. Matka rencistka. Ta osoba miała rentę po ojcu. Nie były to wielkie pieniądze oczywiście ale nikt nie musiał oszczędzać na wodzie i prądzie tak jak ty. Ta osoba też dorabiała w wakacje i teraz jakoś nie narzeka.
  • ad.a6 14.02.15, 13:20
    MIałam rentę rodzinną po tacie, ale ta renta + mamy emerytura były bardzo skromne na nasze przyzwyczajenia. Nasze mieszkanie to było 129 m2, do ogrzania gazem. Tak czy inaczej, zrobiło się skromnie, i to bardzo. Nie wiem dlaczego tak drążysz temat. Za czasów taty było super (tata miał działalność, hurtownię, z prowadzenia której mama zrezygnowała, poza tym wkrótce okazało się że wspólnik, czyli nasz bliska rodzina, okradł nas), potem wszystko legło w gruzach.
  • pani.jezowa 14.02.15, 14:09
    Bo ten temat jest jedną z możliwych przyczyn tego, co się teraz dzieje w Twoim życiu.
    Nie Twój facet.
  • saphire-2 14.02.15, 15:46
    Co się stało z tym mieszkaniem bo mama teraz ma 75m2?
  • aqua48 14.02.15, 16:12
    ad.a6 napisał(a):

    > MIałam rentę rodzinną po tacie, ale ta renta + mamy emerytura były bardzo skrom
    > ne na nasze przyzwyczajenia.
    > Za czasów taty było super, potem wszystko legło w gruzach.

    Ado, przeczytaj jeszcze raz to co napisałaś i zastanów się dlaczego usilnie dążysz do takiego poziomu życia jak za czasów taty, mimo, że nie masz hurtowni, ani dochodów na takim samym poziomie. I dlaczego wszystko inne uznajesz za porażkę. Czy za wszelką cenę musisz powielać przeszłość, żeby mieć udane i szczęśliwe życie teraz? Poprzednio wszakże skończyło się to katastrofą. Chcesz się zapracować na śmierć i zostawić swoją córkę z takim samym bagażem doświadczeń jaki Ty dostałaś?
  • chocolate_cake 14.02.15, 17:51
    Za czasów taty czyli 20 lat temu.

    Ada, trzymaj się dziewczyno i niech ci się wszystko dobrze poukłada.
  • vilez 15.02.15, 10:16
    Mnie się przypomina postać Kwiryny z "Dziewcząt z Nowolipek"- Kwiryna też ciągle chciała więcej i więcej, i ciągle zarobić i zarobić, czym skutecznie niszczyła swoje małżeństwo.
  • ad.a6 14.02.15, 13:17
    Pisałaś już o wieku swoim
    > i mamy. Wynikałoby z tego, że twoja mama miała wtedy około 55 lat

    Była na emeryturze. Ja się urodziłam, gdy mama miała 42 lata.
  • saphire-2 14.02.15, 15:47
    w wieku 55 lat na emeryturze?
    gdzie pracowała?
  • ola_dom 15.02.15, 10:08
    saphire-2 napisała:

    > w wieku 55 lat na emeryturze?
    > gdzie pracowała?

    O ile pamiętam, to 55 lat było wiekiem przejścia na wcześniejszą emeryturę (dla kobiet) w przypadku, kiedy miało się wypracowaną odpowiednią liczbę lat. Niezależnie od miejsca pracy, bo przecież w "resortach" zdarzali się już 35-letni emeryci.
    Także to żadne kuriozum na tamte czasy.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • ad.a6 13.02.15, 09:24
    autorka
    > pilnuje komputera i kontroluje co dorosły partner robi na komputerze a w końcu
    > założyła hasło, wprost pisząc, że musi kontrolować, to to jest chore, jakby ni
    > e patrzeć.

    ....patrzyłaś, kiedy to było, i że ja już wtedy pisałam o przeszłości? Co byś zrobiła, gdybyś odkryła
    "panienki" i to bardzo realne panienki, wydzwaniające po 22? Oszukał mnie kilkakrotnie, stąd ta kontrola. Każda kobieta zrobiłaby tak samo.
  • algavre.live 13.02.15, 09:34
    Po co z nim jesteś w takim razie, jeśli: nadużył Twoje zaufanie /pojawiły się okresowo, ale jednak, panienki, jak piszesz/, nie satysfakcjonuje Cię, ile pieniędzy przynosi, nie pomaga wystarczająco w domu itd. Chcesz za wszelką cenę urobić tego faceta na swoją modłę, żeby spełniał Twoje oczekiwania. Skoro przez dłuższy czas ta sama sprawa się ciągnie i Ty nie jesteś usatysfakcjnowana, wręcz przeciwnie, Pan nie jest w dodatku ojcem Twojego dziecka. W końcu to on powie Ci pas i pójdzie tam, gdzie go przyjmą takiego, jakim jest - jednej nie pasuje to, co nie bedzie stanowiło problemu dla innej.
  • ad.a6 13.02.15, 09:42
    Po co z nim jesteś w takim razie, jeśli: nadużył Twoje zaufanie /pojawiły się o
    > kresowo, ale jednak, panienki, jak piszesz/, nie satysfakcjonuje Cię, ile pieni
    > ędzy przynosi,

    Wybaczyłam po prostu, on to tłumaczy że z braku pracy (kilka miesięcy siedział w domu na samym początku naszej znajomości), że z nudów stukał w klawiaturę gdzie i z kim popadnie. Widzę teraz, że im więcej zajęcia ma tym mniej mu to w głowie.
  • algavre.live 13.02.15, 09:52
    To wybacz Mu i to, że jest jaki jest także na innych płaszczyznach. Jeśli nie możesz zaakceptować w swoim wnętrzu tego faktu, to naprawdę nie widzę innego rozwiązania, jak pożegnanie się z Panem. Pobędziesz sama, może się wiecej o sobie dowiesz, będziesz może spokojniesza, i dziecko pewnie też. Relacja z facetem ma przynosić spokój, zwłaszcza, jeśli ma się swoje dziecko, w przeciwnym wypadku Twoja frustracja też się na nie przenosi. Dzieci chłoną wszystko co się dzieje dookoła, są świetnymi obserwatorami, nawet, gdy wydaje nam się co innego.
  • pani.jezowa 13.02.15, 16:09
    Nie każda.
    Nie każda by też po czymś takim z facetem zamieszkała.

    Fakt, że nie odpowiedziałaś ani słowem na mój długi post zasadniczy a nie krótkie komentarze pokazuje mi, że nie po pomoc tu przyszłaś.
    Albo jesteś trollem albo chcesz głaskania po główce i potakiwania.
  • pani.jezowa 13.02.15, 16:20
    Nie pisałaś tylko o przeszłości.
    Pisałaś też o teraźniejszości, gdy co prawda hasła nie ma, ale jeden komputer jest córki i partnerowi nie wolno z niego korzystać a drugi kontrolujesz Ty mając go w pokoju, w którym pracujesz - wprost napisałaś, że tak kontrolujesz jego dostęp do komputera.
  • ad.a6 13.02.15, 09:12
    Kara za zerwanie umowy wynosiła w 2012 3000, + zaległy semestr + odsetki. Sporo się tego do teraz zrobiło.
  • pani.jezowa 13.02.15, 16:21
    Ale dlaczego w 2012 skoro to było zanim go poznałaś a jesteście razem 5 lat?
    Przecież zostawił te studia na pierwszym roku, tak pisałaś.
  • napis_z_obrazka 12.02.15, 14:43
    pani.jezowa napisał(a):

    > Także przez wzgląd na córkę, która żyje z zaburzoną matką, w domu z chorymi rel
    > acjami, ojcem alkoholikiem - łatwo jej nie jest na pewno.

    Przylaczam sie.
    Autorko, jesli nadal uwazasz, ze Tobie nie potrzebna terapia, to ze wzgledu na corke zasiegnij konsultacji. 10-11 lat to wazny wiek w jej rozwoju, za chwile bedzie za pozno (czas zdrowego buntu i wlasciwie to ostatnia chwila wychowania).

    Do rozwazenia podpowiadam takie kwestie:
    1. Czy Twoja Mama chwalila Cie bardzo za przynoszone pieniadze do domu? Czy tylko za to?
    2. Czy Ty chwalisz corke? Kiedy?
    3. Czy wiesz o czym marzy Twoje dziecko? Kim chce zostac ``jak bedzie duza``? Czy wspierasz ja w jej wyborach? Czy wiesz w czym jest utalentowana, do czego ma sklonnosci, co lubi robic?
    4.A co bedzie, jesli wybierze zawod na ten moment statystycznie ``niepoplatny``???

    Ja odbieram Twoje watki jako krzyk o pomoc, ktorej nie umiesz/nie potrafisz przyjac.
    Jestes mloda, wyksztalcona, ambitna. Ale zdrowie najwazniejsze.
    Zadbaj o siebie i corke, tego nikt nie zrobi za Ciebie.
  • ad.a6 13.02.15, 09:20
    1. Czy Twoja Mama chwalila Cie bardzo za przynoszone pieniadze do domu? Czy tyl
    > ko za to? Nie, pomagałam mamie bo uważałam że tak trzeba. Po prostu. I nie tylko o finanse chodziło. Robiłam też remonty w domu, wszystkie naprawy i malowanie. Sama.
    Dlatego denerwuje mnie, kiedy mężczyzna mówi, że nie umie. Do tej pory robię sama remonty w domu sama. W zeszłe wakacje położyłam gładź w pokoju córki i pomalowałam oba pokoje.

    > 2. Czy Ty chwalisz corke? Kiedy? Chwalę córkę ZAWSZE. To bardzo zdolne dziecko.

    > 3. Czy wiesz o czym marzy Twoje dziecko? Kim chce zostac ``jak bedzie duza``? C
    > zy wspierasz ja w jej wyborach? Czy wiesz w czym jest utalentowana, do czego ma
    > sklonnosci, co lubi robic? Ja mam wrażenie, że coś mi zarzucasz, stawiasz mi pytania by w jakiś sposób "zdiagnozować". Córka jest utalentowana plastycznie, bardzo dobra jest też z angielskiego i matematyki. Jeśli chodzi o plany na przyszłość, ma 100 pomysłów tygodniowo :) Ostatnio chciała zostać nauczycielką angielskiego i matematyki.

    > 4.A co bedzie, jesli wybierze zawod na ten moment statystycznie ``niepoplatny``
    > ??? Nie wiem, ja też wybrałam zawód statystycznie "niepopłatny". Będę starała się jej doradzić jak najlepiej, NIGDY nie wmanewruję jej tak, jak mama mnie, skończyłam technikum handlowe (studia później), a kompletnie się do handlu nie nadaję, dlatego w firmach się męczyłam.
  • ad.a6 13.02.15, 09:30
    Także przez wzgląd na córkę, która żyje z zaburzoną matką, w domu z chorymi rel
    > acjami, ojcem alkoholikiem - łatwo jej nie jest na pewno.

    Bardzo mocne słowa. Dziecko ma kontakt weekendowy z ojcem raz w miesiącu lub rzadziej. Ja staram się dać dziecku wszystko. Nagradzając brak ojca. Dlatego chciałabym mieć dla niej więcej czasu, by partner odciążył mnie finansowo, i by to on przyniósł te 5 tysi. Cała moja frustracja wywodzi się z tego, że ja NIE mogę sobie pozwolić na zarobek 1200, bo zginęlibyśmy wszyscy. Po prostu mu zazdroszczę "w dupie mania".
  • aqua48 13.02.15, 09:53
    ad.a6 napisał(a):

    > Ja staram się dać dziecku wszystko. Nagradzając brak ojca. Dlatego chci
    > ałabym mieć dla niej więcej czasu, by partner odciążył mnie finansowo, i by to
    > on przyniósł te 5 tysi. Cała moja frustracja wywodzi się z tego, że ja NIE mogę
    > sobie pozwolić na zarobek 1200, bo zginęlibyśmy wszyscy. Po prostu mu zazdrosz
    > czę "w dupie mania".

    Robisz podstawowy błąd chcąc nagrodzić córce brak ojca pieniędzmi, stylem życia, itp nieistotnymi rzeczami. Ważny jest CZAS który jej poświecasz, albo którego teraz właśnie NIE poświęcasz bo jesteś zagoniona za pieniędzmi. A one nie są tak ważne. Ważna jest umiejętność odpoczynku, wyluzowania, odpuszczenia "wdupiemania". A nie gładź, samochód, 5 tys. miesięcznie, własnoręczny remont w wakacje itp bzdety, którymi karmisz swoje stresy, deficyty emocjonalne i przerażenie.
    Bez solidnej terapii nie uda Ci się odpuścić. Zapętlisz się i zginiesz, w samotności, przywalona tymi rzeczami, na które możesz sobie pozwolić dzięki nieustannej pracy.
  • ad.a6 13.02.15, 09:55
    Ważny jest CZAS który jej poświecasz, albo którego
    > teraz właśnie NIE poświęcasz bo jesteś zagoniona za pieniędzmi

    .....z założenia od przynoszenia pieniędzy miał być partner. Myślałam, że gdy będziemy razem, będzie łatwiej. Wiesz, marzę o tym, by to on te 5 tysi przynosił byśmy mogli żyć na przyzwoitym poziomie, czyli takim, który ja miałam w dzieciństwie, dopóki żył tata. Potem wszystko się rozwaliło.
  • ad.a6 13.02.15, 10:05
    Wiesz, marzę o tym, by to on te 5 tysi przynosił
    > byśmy mogli żyć na przyzwoitym poziomie, czyli takim, który ja miałam w dzieci
    > ństwie, dopóki żył tata. Potem wszystko się rozwaliło.

    i dopiszę jeszcze, że po śmierci taty zaczął się istny koszmar. Mama była już na emeryturze, ale niskiej, dorabiała, gdzie mogła, ale mając wykształcenie podstawowe mogła niewiele. Od wtedy właśnie słyszałam "trzeba oszczędzać", zaczęły się czasy najtańszych ciuchów, najtańszych kosmetyków, wstyd w technikum przed ludźmi, od mamy słyszałam "chcesz na luksusy to sobie zarób", a ja, nieprzyzwyczajona zupełnie do biedy, dorabiałam gdzie tylko było można, sprzątając klatki schodowe, prasując, myjąc okna, potem to już korepetycjami. Ktoś napisał o pazerności. Właśnie jest odwrotnie. Nienawidzę za wszelką cenę oszczędzać. Dla mnie koszmarem był oszczędzanie (patologiczne) prądu, wody, gazu przez mamę, która mi mówiła ile razy włosy powinnam umyć, często chodziłam więc do szkoły tłusta, wstyd wśród kolegów i koleżanek. Mam ciarki kiedy sobie tamten okres przypominam. Nie znoszę mieć pieniędzy "na styk". Dlatego tyle pracuję i denerwuje mnie takie podejście mężczyzny.
  • aqua48 13.02.15, 10:16
    ad.a6 napisał(a):

    > Wiesz, marzę o tym, by to on te 5 tysi przynosił
    > > byśmy mogli żyć na przyzwoitym poziomie, czyli takim, który ja miałam w d
    > zieciństwie, dopóki żył tata. Potem wszystko się rozwaliło.
    > Nie znoszę mieć pieniędzy "na styk". Dlatego tyle pracuję i denerwuje mnie
    > takie podejście mężczyzny.

    Wiesz, ja rozumiem powody Twojego zachowania, ale uwierz nie są one normą. I moim zdaniem powinnaś porządnie nad SOBĄ i swoimi lękami, obawami i marzeniami popracować jeśli chcesz cokolwiek w swoim życiu zmienić. A nie nad partnerem i dostosowaniem go do Twoich oczekiwań - bo to jest niemożliwe, on Twoim ojcem nie jest i nigdy nie będzie.
    Nie wrócisz do czasu z okresu kiedy żył Twój ojciec i dawał Ci poczucie bezpieczeństwa. Ale nie musisz też sprawować nieustannej kontroli nad wszystkim z obawy, że jeśli tego nie zrobisz ponownie życie ci się "rozwali".
  • chocolate_cake 13.02.15, 10:38
    Ja też twoje powody rozumiem. Nawet nie wyobrażam sobie co musiałaś przeżyć oszczędzając bardzo po śmierci ojca. Widać teraz skąd się to wszystko wzięło. Bierzesz na siebie wszystko łącznie z remontami. Bierzesz wszystkie możliwe korepetycje i inne prace w wakacje. Założyłaś, że partner zarobi i ciebie odciąży. Ale jakoś od 5 lat tego nie robi i tak już zostanie. Nie zmienisz dorosłego człowieka.
    Pomyśl też o córce, jak mało czasu z nią spędzasz w obecnym systemie pracy.
    Tyle twoich postów na kilku forach, tyle dobrych porad ludzi, którzy patrzą z zewnątrz.
    Spróbuj spojrzeć prawdzie w oczy. Ten facet się nie zmieni. Albo to zaakceptujesz albo oszalejesz.
  • aqua48 13.02.15, 10:49
    chocolate_cake napisała:

    >Nie zmienisz dorosłego człowieka.
    >Albo to zaakceptujesz albo oszalejesz.

    To czy ona oszaleje to jej sprawa. Ale nad córką zastanowiłabym się. Wychowywaną w domu w którym zabiegana i sfrustrowana matka nie ma dla niej czasu na co dzień, brak ojca zastępuje jej pieniędzmi...a do partnera ma wyłącznie pretensje i zamiast ułożenia z nim życia po partnersku funduje mu nieustanną kontrolę nad wszystkimi aspektami życia.
  • chocolate_cake 13.02.15, 11:01
    Oszalejesz w sensie że będziesz cały czas wkurzona i sfrustrowana, nie będziesz potrafiła się z niczego cieszyć, dostrzegać pozytywnych stron różnych sytuacji.
    Co do córki to myślę to samo. Ale autorka zaraz powie, że córka tego nie dostrzega i nie wyczuwa.
  • vilez 13.02.15, 11:25
    > Wiesz, marzę o tym, by to on te 5 tysi przynosił byśmy mogli żyć na przyzwoitym poziomie, czyli
    > takim, który ja miałam w dzieciństwie, dopóki żył tata

    To jest chore. Twój partner nie jest Twoim tatą i nie jest zobowiązany spełniać Twoich jazd w kierunku dzieciństwa. Nikt nie jest.
    Potrzebujesz terapii, bo za chwilę zniszczysz swoim materializmem córkę.
  • vilez 13.02.15, 11:36
    I jeszcze coś:
    > Od wtedy właśnie słyszałam "trzeba oszczędzać", zaczęły się czasy najtańszych ciuchów,
    > najtańszych kosmetyków, wstyd w technikum przed ludźmi, od mamy słyszałam "chcesz na
    > luksusy to sobie zarób", a ja, nieprzyzwyczajona zupełnie do biedy, dorabiałam gdzie tylko było > można, sprzątając klatki schodowe, prasując, myjąc okna, potem to już korepetycjami.

    Pochodzę z niezamożnego domu, i też miałam najtańsze kosmetyki, ciuchy i inne takie. Też pracowałam (u rolników, sprzątając, korki) i tak było aż do skończenia studiów. I jakoś to nie wpłynęło na to, żebym musiała ciągle dziś mieć mało i mało kasy.

    > Ktoś napisał o pazerności. Właśnie jest odwrotnie.

    Ja to napisałam. Nie jest odwrotnie. Pazerność ma różne twarze. Mieć ciągle mało - to jest dla mnie pazerność. Oszczędzanie nie ma tu nic do rzeczy. Ale oszczędzasz- nie lubisz wydać na sweter (czy co innego) dla partnera.

    A w ogóle, im więcej czytam, tym bardziej nie rozumiem Twojego związku- gość Cię oszukuje, nie ufasz mu, przeliczasz go na wniesioną przez niego kasę- na kija taki związek?
  • differentview 13.02.15, 11:29
    aqua48 napisała:

    > Bez solidnej terapii nie uda Ci się odpuścić. Zapętlisz się i zginiesz, w samot
    > ności, przywalona tymi rzeczami, na które możesz sobie pozwolić dzięki nieustan
    > nej pracy.

    to jest takie zabawne- "pieniadze nie sa wazne" ale terapia, ktora kosztuje miesiecznie 600zl a jesli ma byc solidna czyli np 2 razy w tygodniu- 1200- to jak najbardziej wskazana jest
    wiec ten terapeuta, ktorego zarobki sa lekko patrzac duzo wieksze niz srednia krajowa( zakladajac chocby 5 pacjentow dziennie za 130-150zl- latwo policzyc) bedzie wg Ciebie przekonywal kobiete, ktora zarabia naprawde srednio( w niektorych krajach tyle wynosi zasilek dla bezrobotnych) ze jej partner zarabiajacy 1200 jest swietnym partnerem a jej oczekiwania sa wygorowane bo lepiej miec wiecej czasu niz pieniedzy; ja sie zgadzam- lepiej miec wiecej czasu ale pieniadze niestety tez sa wazne- tym bardziej, ze na emerytury w tym kraju liczyc nie bedzie mozna- wszyscy juz o tym mowia- wiec jesli nie bedziesz miec oszczednosci- to na starosc bedziesz glodowac; smutne to wszystko jest; zycia na granicy minimum ludzie uwazaja za pazernosc na pieniadze:(
  • vilez 13.02.15, 11:39
    Istnieją terapie na NFZ- za darmo.
  • ola_dom 13.02.15, 12:15
    vilez napisała:

    > Istnieją terapie na NFZ- za darmo.

    Taaaa... jak niedawno przeczytałam - są łatwo dostępne za darmo, jak jesteś alkoholikiem albo jego bliskim.
    Przerabiałam terapię na NFZ. Najpierw czekasz dwa miesiące na pierwszą wizytę - bo takie są terminy. Potem czekasz kolejne półtora-dwa miesiące na kolejną wizytę (bo takie są terminy), przy czym możesz być jednocześnie zapisana maksymalnie na 3 wizyty (bo tłum chętnych - wiadomo). Więc sprowadza się to do tego, że masz "cykle terapeutyczne": trzy tygodnie spotkań, potem za półtora miesiąca kolejne trzy tygodnie spotkań - i tak się weź, i terapeutyzuj...
    O.K. - nie sprawdzałam wszystkich dostępnych ośrodków w mieście. Zabrakło mi zdrowia i cierpliwości. Ale z tego, co czytałam, to przeważnie tak to właśnie wygląda...

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • vilez 13.02.15, 12:33
    Czekałam miesiąc. Spotkania miałam regularnie raz w tygodniu. I uwaga- miałam kilka cykli po trzy spotkania. I sobie chwaliłam.
  • ola_dom 13.02.15, 12:41
    vilez napisała:

    > Czekałam miesiąc. Spotkania miałam regularnie raz w tygodniu. I uwaga- miałam kilka cykli po
    > trzy spotkania. I sobie chwaliłam.

    O kurcze, też bym sobie chwaliła.... Nie zapytam oczywiście, gdzie to było konkretnie, bo wiadomo... Ale zazdroszczę, bo ja w końcu zrezygnowałam z tamtej terapii (choć już te kilka spotkań dużo mi dało) i zostałam przy "komercyjnej"...

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • vilez 13.02.15, 13:32
    Mnie się właśnie komercyjne nie sprawdziły (dwa podejścia), miałam poczucie, że grają na kasę- przeciągając, i nie dając mi nic konstruktywnego. A na NFZ terapia szła do przodu.
    Gdybym miała teraz problem- szłabym właśnie na NFZ.
    Może po prostu jest różnie- i z prywatnymi i na NFZ, albo się uda dobrze trafić, albo nie.
  • pani.jezowa 13.02.15, 16:14
    Nie masz pojęcia na czym polega terapia, jeśli tak piszesz.
    Terapeuta do niczego takiego nie będzie jej przekonywał, bo nie od tego jest.
  • pani.jezowa 13.02.15, 16:11
    I tylko tyle wzięłaś z mojego postu?
    Zanów zaprzeczasz?
    Ja się poddaję.
  • pani.jezowa 13.02.15, 16:23
    Mimo tego, że mocna to weź je pod uwagę.
    Tylko ze względu na tę córkę je piszę, bo do Ciebie nie mam już siły.

    Nie wynagrodzisz dziecku braku ojca, bo się nie da.
    A sytuacja u Was w domu jest poważnie zaburzona.
    Pomijając wszystko, co już pisałam dochodzi jeszcze to, że partner krzyczy na córkę, grozi jej, że ją pobije i się kompletnie nie dogadują.

    Kolejne 5 tysięcy w żaden sposób tego nie załatwi.
  • kochamruskieileniwe 12.02.15, 10:39
    podpisuję sie pod Panią Jeżową.
    Głównym problemem jestes Ty.

    I wiesz co - facet swoje ma za uszami, ale.... z takim podejsciem jak reprezentujesz (tak, przekopałam sie przez wszystkie watki i posty) - to kazdego, powtarzam kazdego mozna wykastrowac.
    Zdaje sie, ze nawet z Rockeffelerem czy Gatesem by Ci sie to udało.

    Przestaje sie dziwic czemukolwiek (chodzi o zachowania partnera). Praktycznie odciełaś go od zarabianych przez niego pieniędzy -swoją drogą, nic dziwnego, ze on nic nie kupuje. Bo za co? No bo rozumiem - ze dostepu do Twojego konta, na które wplywa jego pensja (mozliwe to, skoro jestescie partnerami?) on nie ma?
    Jego zainteresowania (studia) sie nie liczą, musi znosic gderająca Panż Dyrektor w domu (a sama nie znosisz tego), nie wybaczasz niczego (kwestia wyplaty ktora prawdopodobnie przeslal matce), ciągłe przesluxhania w tej sprawie, ciągle podkreslaie, ze nic z domu nie dostał tylko z jednym plecakiem do Ciebie trafil...

    O rany - to co facet robi - to proste: wlączyl mechanizmy obronne by nie oszaleć....
  • verdana 12.02.15, 11:13
    No własnie - facet bezczelnie chce sweter, żeruje na partnerce, która zabiera mu całą pensję. Sweter dostanie, jak zasłuży - czyli będzie pracował od rana do wieczora za dobrą pensje, oddawał ja co do grosza, wtedy może zasłuży na sweter i wakacje. Pod warunkiem wszakże, ze bedzie robił tylko to, na co mu partnerka pozwoli i co przynosi dochód.
  • anula36 13.02.15, 09:48
    Myse ze czas spojrzec prawdzie w oczy - jestescie calkowicie niedobrani pod wzgledem podejscia do spraw zawodowych i finansowych.
    Mialas okazje sie przekonac ze faceta nie zmienisz, mozesz wiec albo zmienic swoje myslenie,albo model meski na lepszy. no albo zyc we frustracji do konca zycia, ale na to chyba zycia szkoda.
  • vilez 13.02.15, 11:43
    Nawet "najlepszy" model może przestać działać pod życzenie autorki (popaść w depresję, stracić zdrowie, stracić pracę, wreszcie- pójść na marną rentę czy emeryturę). I co wtedy? Kop albo frustracja.
    Dla mnie problem leży w niej samej.
  • anula36 13.02.15, 13:58
    ok. moze nie lepszy,ale bardziej dopasowany do autorki watku.
    Problemy mamy wszyscy, mniej sze wieksze,a jednak jakos funkcjonujemy w zwiazkach, nie a co demonizowac pewnych rzeczy.
  • verdana 13.02.15, 15:42
    Nie będzie żadnego dopasowanego faceta.
    Bo nie liczy sie nic, prócz 5 tysięcy miesięcznie. Oraz dodatkowo praca od rana do wieczora, bo skoro Autorka pracuje, to denerwuję ja, jak facet odpoczywa. Plus facet musi umieć zrobić wszystko, bo skoro autorka umie, to każdy też musi umieć. Plus ma wydawać pieniądze tak, aby zapewnić autorce taki poziom życia jak "u tatusia" . Plus ma ich nie wydawać na siebie, a w każdym razie na nic, co nie przyniesie bezpośredniego zysku.
    Problem w tym, ze dobrze zarabiający facet, który wszystko umie zrobić, ma stabilną pracę nie będzie pakował sie w tego typu związek, bo po co?
  • ad.a6 16.02.15, 09:20
    Sytuacja z sobotniego popołudnia. Pojechaliśmy na większe zakupy. Partner za kółkiem. Policja zatrzymała nas na rutynową kontrolę. Okazało się że mój facet zgubił prawo jazdy, mało tego, nic o tym nie wiedziałam, po drugie, on myślał, że jak się wcześniej miało prawo jazdy to i tak można jeździć bo podczas kontroli znajdą go w bazie kierowców. Okazało się, że go w tej bazie nie było. Podczas rozmowy z Policją facet naginał rzeczywistość i kręcił tak, że jeden z policjantów stwierdził, że nawet mandatu mu nie wystawi, bo facet lawiruje, i będzie wszczęte przeciwko niemu postępowanie sądowe, czyli kolejne koszty :(. Poza tym, jak mogę się dowiedzieć, czy on to prawo jazdy w ogóle wcześniej miał? W bazie go nie było, czyli nie miał chyba. W lato nas kontrolowali, ale było wszystko ok. Czyli co się mogło wydarzyć? Miał czasowe i wygasło mu? On mówi, że NIE PAMIĘTA. KOlejne moje nerwy i kolejne koszty. Dla osób które zapytają uprzedzam, nie legitymowałam go szczegółowo i nie pamiętam czy to jego prawko widziałam. Ale skoro na początku naszej znajomości mówił, że je ma, to dlaczego miałabym nie wierzyć? On się zarzeka że je zrobił, ale zgubił i nie pamięta w jakich okolicznościach. Mam już dosyć.
  • ad.a6 16.02.15, 09:30
    Podpowiedzcie proszę bez drwin. Jak i gdzie się dowiedzieć czy on w ogóle to prawo jazdy miał, bo skoro nawet by miał i by mu wygasło to chyba w bazie by był? Chciałabym to wiedzieć, i albo się uspokoić, albo wydrapać mu oczy że świadomie woził moje dziecko bez prawka?
  • akn82 16.02.15, 10:38
    Nie wiem czy Ty możesz sprawdzić. Może mogli to jakoś sprawdzić policjanci, poza szukaniem w bazie.
    Skoro prawko miał, to Moze można wyrobić nowe/ duplikat? W urzędzie na pewno poinstruują co w takiej sytuacji zrobić.


  • akn82 16.02.15, 10:40
    I zrozum wreszcie że to Ty masz problem że pakujesz się w takie sytuacje życiowe i z partnerem i z szefostwem. Idź że wreszcie na terapię, a część problemów "sama" zniknie.
  • pani.jezowa 16.02.15, 16:30
    Niczego się w żadnej bazie nie dowiesz, bo jesteś osobą obcą (z prawnego punktu widzenia).

    Szkoda, że znów nam udowadniasz jak beznadziejny jest Twój partner, a nic z tego wątku nie zrozumiałaś i nie wzięłaś dla siebie...
  • bergamotka77 17.02.15, 20:37
    cos kreci bo mi ukradziono prawko i mimo to bylam w bazie kierowcow i zanim wyrobilam wtornik co troche trwalo nie z mojej winy, gdy zatrzymala mnie policja bylo ok - tylko mandat za brak dokumentow zaplacilam.
  • bergamotka77 17.02.15, 21:07
    ada
    dziwny jest ten facet - czy on jest duzo mlodszy od ciebie? Wyglada na nieodpowiedzialnego dzieciaka ktory zlapal mamuske ktora powie mu co ma robic
    twoja corka za duzo sobie pozwala moim zdaniem w krytycznej ocenie faceta - widac ze go kompletnie nie szanuje
    co ty w nim widzisz - ma jakies zalety? zle traktuje corke, nie zyskal aprobaty matki - hmm czyzby intuicja kobiet?
    jak cie traktuje? czatuje z panienkami, nie ma pracy albo marna, nie pomaga ci ogarnac wszystkiego
    po co z nim jestes? jakie on mial wczesniej relacje z kobietami? jak go poznalas?
    Sorry za te pytania ale moze one cos wyjasnia bo twoja historia zwiazku gmatwa sie coraz bardziej i szczerze ci wspolczuje.
  • pade 16.02.15, 10:17
    Co byśmy zrobiły? Na Twoim miejscu poszłabym do psychiatry.
    I to nie jest drwina. Ja Ci już w poprzednich wątkach to pisałam.

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • ola_dom 16.02.15, 10:30
    pade napisała:

    > Co byśmy zrobiły? Na Twoim miejscu poszłabym do psychiatry.
    > I to nie jest drwina.

    A ja się tylko podpiszę.
    Bo co tu więcej pisać....?

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • kochamruskieileniwe 16.02.15, 11:00
    tez.
    Tylko co z tego. Za rok ojawi sie kolejny podobny watek autorki.
    Bo ona nie takiej rady oczekuje.


    Ale wierz autorko. Nie istnieje magiczna pigułka , która po polknięciu sprawiłaby, ze patner bedzie zachowywal sie inaczej. .
  • ad.a6 17.02.15, 08:13
    Co byśmy zrobiły? Na Twoim miejscu poszłabym do psychiatry.
    > > I to nie jest drwina.

    ..... a jednak jest. Wszyscy robią ze mnie idiotkę, Wy z jednej strony, partner z drugiej (w ogóle nie rozumie mojego zdenerwowania, jakby się nic nie stało), "najwyżej będę zdawał na to prawko" tak powiedział, z uśmiechem, nie przejmując się niczym, a już w ogóle nie tym, skąd znajdą się na to fundusze, i tym że mnie zawiódł. Chodzę jak w matni, córka o niczym nie wie, staram się nie poruszać w jej obecności takich tematów, poza tym, gdybym jej powiedziała, to by jeszcze bardziej się z niego śmiała "już ci mówiłam, mama, że on jest jakiś nie teges", więc jestem kłębkiem nerwów, po pierwsze dlatego, że znowu dałam się zrobić, po drugie żeby młoda się nie dowiedziała bo będzie dla niego bardzo nieprzyjemna (po co matce facet, który się do niczego nie nadaje), po trzecie dlatego, że tylko ja się martwię tym skąd się na to znajdą fundusze. Nie wiem zatem co robić. Ktoś napisał, że nic z rad pisanych w tym temacie nie wyniosłam? Łatwo jest przekreślić parę wspólnych lat i mieć uczucie że "znowu" nie wyszło? Tak, w sobotę miałam chęć wysłać go do matki, że skoro go wychowała na niedołęgę to niech ponosi za to odpowiedzialność. Przy młodej muszę zachować sztuczny dobry humor i udawać że nic się nie stało. To jest najtrudniejsze. Na mamę nie mam w tym temacie co liczyć, bo by było "a nie mówiłam, zobaczysz, za rok znów coś wyjdzie, to manipulant i oszust, itp.". Mam wszystkiego dosyć. Są ferie, mamy z córką czas, jest super pogoda, a ja bym najchętniej zapadła w sen zimowy........
  • chocolate_cake 17.02.15, 08:28
    Czyli mama i córka mówią ci czy sugerują to co my tutaj?
  • chocolate_cake 17.02.15, 08:31
    ad.a6 napisał(a):

    > "najwyżej będę zdawał na to prawko" tak powiedział, z uśmiechem, nie przejmują
    > c się niczym


    Znaczy jeździł bez prawa jazdy? Nieźle :(
  • ad.a6 17.02.15, 09:23
    Znaczy jeździł bez prawa jazdy? Nieźle :(

    miał czasowe, na 5 lat. Dlaczego? - nie wiem, w każdym razie urzędniczka poinformowała nas, że wygasło we wrześniu, z tym, że gdyby złożył wniosek o przedłużenie, prawo jazdy zostałoby wydane normalnie, bez problemu, na kolejne 5 lat. Ale on je zgubił i nawet nie zdawał sobie sprawy, że już mu wygasły uprawnienia. Masakra.
  • ad.a6 17.02.15, 09:25
    Czyli w konsekwencji musi zdawać ponownie. I nie dlatego, że nie miał prawka, tylko dlatego, że mu uprawnienia wygasły. Natomiast zastanawia mnie, dlaczego miał przyznane czasowe, skoro jest zdrowy, bez wad wzroku i innych schorzeń.
  • ad.a6 17.02.15, 09:29
    Poza tym mam wrażenie, że co bym tu nie napisała i tak będzie to źle odebrane, chociaż piszę najszczerszą prawdę. Nie legitymowałam faceta, bo skoro ktoś mi mówi, że ma prawo jazdy to ma, więc miałam zażądać pokazania? Bo jak komuś mówię że odcięłam dostęp do kompa (panienki), to wychodzę na jędzę i zołzę, ale jak mówię że nie legitymowałam faceta z dokumentów i w związku z tym dopuściłam do tego że woził dziecko bez prawka (bo sam nie miał pojęcia że mu wygasły uprawnienia) to jest to szczytem nieodpowiedzialności. Jak kontroluję - jestem zołza, jak próbuję ufać - jestem nieodpowiedzialna.
  • ola_dom 17.02.15, 09:52
    ad.a6 napisał(a):

    > jak mówię że nie legitymowałam faceta z dokumentów i w związku z tym dopuściłam do
    > tego że woził dziecko bez prawka (bo sam nie miał pojęcia że mu wygasły uprawnienia) to jest
    > to szczytem nieodpowiedzialności.

    Ado - ale prócz Ciebie samej, NIKT tutaj nie napisał o tym, że to Ty jesteś nieodpowiedzialna dlatego, że pozwoliłaś wozić nieodpowiedzialnemu chłopu dziecko. I nikt nie wspomniał, że powinnaś byłaś go legitymować. Poza Tobą samą....

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • ad.a6 17.02.15, 10:01
    ale tak to odbieram, bo skoro napisałam, że jak go nakryłam na intensywnym chatowaniu z panienkami i zrobiłam hasło na komp, to podniosła się wrzawa, więc śmiem przypuszczać co by było, gdybym go wylegitymowała. Poza tym serio uważałam że jak ktoś mówi że ma prawo jazdy to ma i nie ma celu w ukrywaniu jakichś faktów. Nie wiem już sama.
  • pani.jezowa 17.02.15, 10:04
    Ale masz prawo ufać, że ktoś ma prawo jazdy skoro tak mówi.
    Nie zatrudniasz go w firmie transportowej żeby go legitymować.
    Naprawdę nie w tym miejscu jest problem.
  • ola_dom 17.02.15, 10:32
    ad.a6 napisał(a):

    > śmiem przypuszczać co by było,

    No właśnie. Mam wrażenie, że Ty cały czas głównie przypuszczasz. Może lepiej zamiast przypuszczać, przyjrzyj się swojemu facetowi, Waszemu wspólnemu życiu i temu, co on dla Ciebie robi. Bo pewnie przypuszczasz, że ma kryształowe intencje. A na moje (i nie tylko moje) oko facet jest szczęśliwy, że się świetnie ustawił. No i ma rację, to prawda.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • ola_dom 17.02.15, 09:47
    ad.a6 napisał(a):

    > Natomiast zastanawia mnie, dlaczego miał przyznane czasowe, skoro jest zdrowy, bez wad
    > wzroku i innych schorzeń.

    Nie powiedział Ci, dlaczego tylko na 5 lat?
    Może jednak ma jakieś schorzenia. Na moje oko gość ma coś bardzo nie w porządku z głową. BARDZO.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)