Dodaj do ulubionych

Terapia mitomana.

17.04.15, 21:50
Czy jest w ogóle możliwa terapia osoby, która kłamie praktycznie non stop w sprawach zarówno wielkiej, jak i małej wagi? Jak leczyć z notorycznych kłamstw osobę, która na terapii też przecież kłamie i to tak zręcznie, że dwoje terapeutów kompletnie nie połapało się w piramidzie kłamstw i manipulacji i orzekło, że dana osoba jest zdrowa i nie ma jej z czego leczyć?
Edytor zaawansowany
  • 18.04.15, 00:29
    Bardzo ciekawy dla mnie watek.Będe sledzić Niestety wg mojej oceny nic sie nie da z tym zrobic, bo zwykle nie udaje sie zdiagnozowac zadnego schorzenia a diagnozowany "obiekt" z gracja wywodzi w pole terapeutów zwłaszcza jesli kłamie składnie.
    Taki kłamca kłamie w sprawach , ktore wg "normalnych " ludzi nie sa warte kłamstw. Miałem okazje widziec taka osobę w akcji. Skłamie,ze widział wczoraj sąsiada, choc nie widział ( bo np. sąsiad jest akurat na Hawajach) , skłamie,ze miał kiedys taki dywan, choć cała rodzina wie ,ze nie miał. Kłamie choc pozornie nie ma z tego 'zysku" . Bo jaki zysk jest z faktu,ze ktoś miał taki sam tani dywan 100 lat temu? No chyba taki,ze przez chwile ten ktos skupił na sobie uwagę słuchaczy.
    Terapeuci rozkładaja ręce, bo takie osoby funkcjonuja czesto w społeczenstwie prawidłowo- uczą sie , studjują, zdobywaja dyplomy, dobra pracę,nie naruszaja prawa, nie sa pacjentami szpitali psychiatrycznych, nie sa uzaleznienie od alkoholu czy narkotyków itpitd. Problem z nimi na natomiast zwykle najblizsza rodzina.
  • 18.04.15, 08:41
    > Terapeuci rozkładaja ręce, bo takie osoby funkcjonuja czesto w społeczenstwie
    > prawidłowo- uczą sie , studjują, zdobywaja dyplomy, dobra pracę,nie naruszaja p
    > rawa, nie sa pacjentami szpitali psychiatrycznych, nie sa uzaleznienie od alkoh
    > olu czy narkotyków itpitd. Problem z nimi na natomiast zwykle najblizsza rodzin
    > a.


    Utrafiłeś w samo sedno. Właśnie rodzina ma z tym największy problem, a konkretnie dziecko (ja) i mąż (mój tata). Przez mamy mitomanię rozpada się właśnie 40-letnie małżeństwo moich rodziców, przy okazji kompletnie rujnując zdrowie psychiczne najbiższych członków rodziny. Bo skoro mamy lekarze orzekli, że ona jest normalna (to są mamy słowa), to znaczy, że to my wszyscy (mąż, dzieci, teściowie) jesteśmy nienormalni i powinniśmy się leczyć. I kółko się zamyka.
  • 18.04.15, 02:53
    A ta osoba poszła na terapię z własnej woli?
    Co podawała za cel?
    Skąd masz informacje co orzekli terapeuci?
  • 18.04.15, 09:01
    Mama poszła na terapię po moich wielomiesięcznych błaganiach. Wydawało się jej, że całe otoczenie na nią dybie, mąż ją zdradza, sąsiedzi knują za jej plecami. Uprosiłam ją, żeby poszła do lekarza i pozwoliła osobie kompetentnej i zarazem obiektywnej spojrzeć na naszą sytuację rodzinną. Za cel terapii (ku mojemu zdumieniu) podała, że mąż jej chory (psychicznie) i ona nie może już z nim wytrzymać. Nie ukrywam, że miałam głęboką nadzieję, że jej lekarze przejrzą mamy manupulacje. Tymczasem mama już po pierwszej terapii wparowała triumfalnie do domu ze stwierdzeniem, że jej pani terapeutka orzekła, że problemem jest mąż i to on ma się leczyć. Uprosiłam więc tatę, by poszedł na osobną terapię. I tata chodzi. Chodzi, czuje się tam dobrze, ma wreszcie ochotę się wygadać (jest z natury osobą bardzo niewylewną). A mama dostała do ręki kolejny przeciw otoczeniu i mężowi oręż, bo jej terapia zakończyła się po pół roku, to znaczy, że jest zdrowa, a tata będzie chodził latami, to znaczy, że jest wariat.
    Przyznam, że jestem zdruzgotana takim obrotem sprawy. Moja mama posiadła niesamowitą sztukę manipulacji, okłamywana jest cała moja rodzina i wszyscy otaczający nas ludzie. Ja mamy gierki dostrzegłam dopiero w wieku dorosłym, gdy wyszłam w domu rodzinnego, gdy wiele spraw i faktów zwyczajnie przestało mi się zgadzać i okazało się, że mamy życie to jedna wielka piramida kłamstw, przeinaczeń i niedomówień.
    Zależy mi na opinii pani Agnieszki, czy taką osobę da się leczyć, a jeśli nie, to jak z taką osobą mają funkcjonować najbliżsi. Nie ukrywam, że cała sytuacja w moim domu rodzinnym jest niesamowicie drenująca psychicznie, do swojego domu po 2-tygodniowej wizycie u rodziców wracam psychicznie rozwalcowana (mieszkam poza granicami kraju).
  • 18.04.15, 09:56
    Tu chodzi o cos innego . Napisałaś :
    "Wydawało się jej, że całe otoczenie na nią dybie, mąż ją zdradza, sąsiedzi knują za jej plecami." Tutaz podejrzewałbym chorobę , Mama ma zaburzenia a maskuje je przerzucając podejrzenia dot. choroby na tatę.
    Notoryczny kłamca robi coś innego. Jemu sie nic nie wydaje ( tzn nikt go nie sledzi, nie osacza itp), nikt nim nie manipuluje i w jego zyciu nic złego sie nie dzieje. On tylko ubarwia, koloryzuje rzeczywistośc i wcale nie martwi sie o to, czy ludzie mu wierzą. O , rzuci na przykład informacje,ze szef go wczoraj pochwalił. Rodzina się ciesz, szef nie chwalił, konsekwencji zadnych nie ma , jest miło. Czasem wciela się w rolę. Jesli mówisz, że wczoraj na pasach o mało cię nie przejechal samochód, to mitoman powie, ze jego tez , ale przed wczoraj , choć wszyscy wiedzą ,ze delikwent nie wychodził z domu. Co ciekawe mitoman zapomina jak i kogo nabujał , jego kłamastwa nie są długotrwałę i jak o nich zapomni, to za 2 tygodnie będzie sie wypierał,ze ktoś o mało co potrącił go na pasach , a osoba, ktora wspomina taka rozmowe po prostu (jego zdaniem) cos zmysla, wkłada w jego usta słowa , ktore nie padły i wogóle o co chodzi, bo to taka niewana sprawa. Druga strona zwykle czuje sie idiotycznie , bo wie ,ze została okłamana , ale poniewaz nie rodzi to znaczących konsekwencji, to zwykle przestaje udawadniac mitomanowi,ze kłamie, bo wówczas stałaby sie jego wrogiem nr 1.
  • 18.04.15, 10:25
    Ja spotkalam sie z okresleniem klitus-bajdus. Dopoki rodzina nie traktowala powaznie osoby, ktora na poczekaniu cos zmyslala (bo swoje wiedziala), to jakos;-) funkcjonowala. Dopiero, gdy ktos zaczal probowac;-) udawadniac nieprawde, zaczelo sie pieklo i niszczenie tego wroga przez dotychczasowego tylko ``klitusia-bajdusia``.
  • 18.04.15, 20:42
    nie klituś tylko kituś
    kituś-bajduś
    = wciskanie kitów i bajek
  • 18.04.15, 21:44
    olikol napisała:

    > nie klituś tylko kituś

    klituś, klituś. Co mu się uklici, to potem wybajdurzy.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • 19.04.15, 19:37
    to musisz gdzieś indziej mieszkać
    sjp nie zna słowa klicić
  • 19.04.15, 20:33
    olikol napisała:

    > to musisz gdzieś indziej mieszkać
    > sjp nie zna słowa klicić

    nooo... mieszkam tam, gdzie SJP PWN zna i objaśnia "klituś-bajduś":
    sjp.pwn.pl/sjp/klitus-bajdus;2471468.html
    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • 19.04.15, 20:55

    oli, ola!

    Juz chcialam sie powolac na licentia poetica, ale jest w sjp (nie ja wymyslilam;)

    sjp.pwn.pl/doroszewski/klitus-bajdus;5439929.html
    Dzieki za uwaznosc.
  • 19.04.15, 21:09
    o, fajnie.
    słowa klicić/uklicić nie znalazłam, raczej od klecić.
  • 18.04.15, 11:51
    > ją za jej plecami." Tutaz podejrzewałbym chorobę , Mama ma zaburzenia a maskuj
    > e je przerzucając podejrzenia dot. choroby na tatę.

    Adonisie, podałeś ciekawy trop. Zatytułowałam wątek tak, a nie inaczej, bo na mój prosty rozum mama jest notorycznym kłamcą, czyli mitomanką. A nie powinnam próbować diagnozować mamy, bo przecież nie jestem lekarzem. A więc wątek dotyczy tego, jak funkcjonować, gdy najbliższa nam osoba nigdy nie mówi prawdy lub bardzo zręcznie przeinacza fakty w prawdzie zakotwiczone. Pozwolisz może, bym przytoczyła dwa przykłady z dwóch przeciwnych stron spektrum, żeby w ogóle było wiadomo, o co mi chodzi. Przykład trywialny to np. kłamanie z ilu jajek zrobiona jest jajecznica albo ile soli wsypano do zupy. Przykład faktycznie z dupy, ale powtarzający się codziennie kilka, kilkanaście bądź kilkadziesiąt razy. I zawsze w takich właśnie "życiowo istotnych" kwestiach. Przykład drastyczny: mój brat miał stłuczkę. Wyglądało to początkowo dość poważnie, ale zakończyło się tym, że brat nie doznał absolutnie żadnego uszczerbu na zdrowiu, a auto udało się odremontować. Tuż po stłuczce brat zadzwonił do żony i do naszej mamy, powiadomić, że autko rozbite, on natomiast został zbadany na miejscu i teraz czeka na lawetę, by odholować samochód na policyjny parking. Co JA usłyszłam od mamy na temat wypadku: brat miał straszliwy wypadek, nie wiadomo, czy z tego wyjdzie, czy przeżyje, a jeśli tak, czy nie będzie sparaliżowany. Tę wiadomość mama przekazała mi w histerii na środku naszej ulicy. Nikomu, absolutnie nikomu nie życzę tego, co ja przeżyłam stojąc na ulicy z przekonaniem, że mój ukochany brat zginął właśnie w wypadku samochodowym. Stałam tam w stuporze do momentu, gdy podszedł tata z telefonem w ręku i powiedział, że bratu nic się nie stało, że owszem, była stłuczka, ale oberwało się tylko samochodom, a nie ludziom, i że wszystko będzie w porządku.
    Niech mi ktoś kompetentny wytłumaczy, czemu mama taka jest. Bo ja dobijam 40-tki i nie potrafię sobie tego nawet teraz poukładać w głowie. Co mam robić, gdy widzę ewidentne dowody kłamstw, jak się zachowywać, gdy mama po raz kolejny zaczyna swoje historie, które owszem, wydarzyły się, ale w ogóle nie tak, jak ona to przedstawia? Skąd ta jej chęć do zakłamywania absolutnie każdego, ważnego czy nie faktu z życia jej, męża, mojego, mojego rodzeństwa, znajomych? Czemu to ma służyć?
  • 18.04.15, 12:52
    Na Twoim miejscu zaczelabym od wizyty z mama u geriatry i zrobienia jej wszystkich mozliwych badan pod katem ew. chorob wieku starczego. Moze mamie z uwagi na wiek, cos sie w mozgu zaczyna przestawiac i dlatego tak sie zachowuje, dlatego jej zachowania sie tak nasilaja. Ile mama ma lat?
  • 18.04.15, 13:57
    Zuzi, mama ma 60 lat, ale kłamie w ten sposób od co najmniej 30-tu, to znaczy ja, będąc już osobą dorosłą i zaczynającą kojarzyć fakty wiem, że mama zachowywała się w ten sposób nawet wtedy, gdy byliśmy malutkimi dziećmi. Oczywiście nie jest wykluczone, że do jej kłamstw zaczyna dochodzić dodatkowo starzenie się, ale jeśli przyjrzeć się temu, jak i ile mama kłamie i konfabuluje i się w tym nie gubi, poważnie wątpię, by wchodziły tu w grę zmiany organiczne w mózgu spowodowane starością. Mama pamięta dokładnie co i komu nakłamała nawet 20 czy 30 lat wstecz. Starzejący się mózg nie byłby w stanie tego spamiętać i to wraz z najdrobniejszymi szczególikami. Poza tym teraz, gdy mamie udało się zgrabnie okłamać dwoje terapetów, nie ma mowy o tym, że uda się ją zaciągnąć do kolejnego lekarza, skoro ona ma czarno na białym, że jest zdrowa. Na każdą moją sugestię, że przecież terapia w ogóle nie pomogła jej się uspokoić i zdystansować do kłopotów małżeńskich, ma stałą odpowiedź: chory jest mąż, jak jego wyleczą i zacznie zachowywać się pod jej dyktando, jak to było dotychczas, to wszystkie te kłopoty małżeńskie miną.
  • 18.04.15, 15:20
    Badanie 60 letniej kobiety pod katem chorób wieku starczego wydaje mi sie strzelaniem z armaty do muchy. Przypomniam, ze w naszym kraju pracuje sie do 67 roku zycia, a 60 latek to jeszcze nie starzec .
    Mama autorki postu wykazuje sie sprawna pamięcią, bogatą i plastyczną wyobraznią, jest kreatywna i kłamie od 30 lat albo i dłuzej. To oczywiscie nie wyklucza schorzeń natury psychicznej , ale trudno nie zauwazyc ,ze demencji ,zaburzeń pamięci,zaburzeń mowy i spowolnienia ruchowego , Alzheimera czy Parkinsona raczej tutaj nie ma.
    Chorowac mozna w kazdym wieku, ale 60 latek jest zwykle dośc sprawny. Moze nie skoczy na bandżi, ale często pracuje w sklepie, na uczelni, w barze , w biurze projektów, w teatrze.
    A tak na marginesie - Krystyna Janda, Ewa Błaszczyk , Urszula Dudziak to panie 60 +. Naprawdę wysłalibysie te panie do geriatry?
  • 18.04.15, 16:04
    Z tego co pisza w necie mitomania jest objawem zaburzen osobowosci. Wpisz w google: czy mitomania to zaburzenia osobowosci i poczytaj.
  • 18.04.15, 19:38
    Wow, to wątek dla mnie:))) Ostatnio zostałam zdiagnozowna na forum jako kłamca, wprawdzie podejrzewam, że wywód dowodowy wydawał się jasno myślącym osobom bez specjalnych zaburzeń percepcji tylko z pozoru logiczny, niejasne kwestie pozostające tylko w mojej gestii nie wymagały wyjaśnienia:))), ale to nic - jako tak zdiagnozowana osoba MUSZĘ się wpisać:))))))))))))

    Enith, jakiś czas temu był tu wątek o takim kłamcy. Bylo to chyba o mężu. Nawet Pani Agnieszka się wypowiedziała. Niestety niezbyt optymistycznie. Nie umiem znaleźć Ci tego wątku, ale to było chyba tak z 2-3 lata temu. Może Ty sama będziesz to umiała znależć.

    Zuzi ma rację, poczytaj sobie o tym. Ja bym jednak proponowała po angielsku pod np. compulsive lying. Z tego co pamiętam, to chyba Pani Agnieszka pisała albo gdzieś czytałam, że jest to trudne do leczenia, bo staje się to rodzajem przymusu i nałogu, daje krótkotrwałe korzyści, a jednoczesnie ma głębsze podłoże psychiczne. Choć jest kilka możliwych przyczyn, tez neuronalnych.

    Chyba, że Twoja matka jest tylko tak jak ja "diagnozowana" przez Ciebie, choć w to wątpię po opisie.

    Może staraj się reagować jak na "film"... Idziesz do kina, oglądasz, dziwujesz się i tyle. Wracasz do siebie, to nie Twoja narracja. Każdy ma swoją narrację...
  • 18.04.15, 20:33
    To reagowanie jak na film to b. dobry pomysl. Enith, jak juz sobie poczytasz, to wowczas uswiadom ojca tez z czym macie do czynienia, ze to jest choroba, wtedy latwiej sie bedzie mu zdystansowac do tego,co zona wyczynia.
  • 18.04.15, 21:34
    Paris, dziękuję za trop o innym wątku. Też mi się wydawało, że parę lat wstecz ktoś tu już prosił o rady w podobnej sytuacji, ale wtedy jeszcze nie odbierałam własnej sytuacji tak, jak teraz. Poszukam tego wątku.

    > Może staraj się reagować jak na "film"... Idziesz do kina, oglądasz, dziwujesz
    > się i tyle. Wracasz do siebie, to nie Twoja narracja. Każdy ma swoją narrację..

    Tak właśnie próbuję robić, ale pod dachem osoby, która sztukę manipulowania posiadła do perfekcji, jest to naprawdę trudne. Bo ja nie tylko jestem zmuszona oglądać ten "film", ale dodatkowo wcielać się w przypisaną mi przez "główną aktorkę" rolę.
  • 19.04.15, 09:06
    enith napisała:

    > Tak właśnie próbuję robić, ale pod dachem osoby, która sztukę manipulowania pos
    > iadła do perfekcji, jest to naprawdę trudne. Bo ja nie tylko jestem zmuszona og
    > lądać ten "film", ale dodatkowo wcielać się w przypisaną mi przez "główną aktor
    > kę" rolę.

    Właśnie, dodatkowo kłamca stara się wmieszać wszystkich dookoła w swoją operę, podjudzać, kłócić, doprawiać gęby - dystansowanie się jest bardzo trudne.

    --
    Wiosna zaczyna się od wypłynięcia starych brudów.
  • 19.04.15, 17:43
    enith napisała:

    > > Może staraj się reagować jak na "film"... Idziesz do kina, oglądasz, dziw
    > ujeszsię i tyle. Wracasz do siebie, to nie Twoja narracja.
    >
    > Tak właśnie próbuję robić, ale pod dachem osoby, która sztukę manipulowania pos
    > iadła do perfekcji, jest to naprawdę trudne.

    Absolutnie nie MUSISZ przebywać pod dachem osoby, której zachowanie sprawia Ci przykrość, ani zgadzać się na odgrywanie ról, które ona chce Ci narzucić.
  • 18.04.15, 19:32
    boski_adonis napisała:
    > A tak na marginesie - Krystyna Janda, Ewa Błaszczyk , Urszula Dudziak to panie
    > 60 +. Naprawdę wysłalibysie te panie do geriatry?

    Profilaktycznie, czemu nie;-) W Polsce to garstka specjalistow.
    Np. w Niemczech mowi sie duzo nt. seniorow, wlasnie o profilaktyce, jak zachowac sprawnosc i samodzielnosc .

    A jesli chodzi o terapie dla mitomana, tez jak najwczesniej, profilaktycznie;-) Najlepiej wg Tuwima;-)

    - Wrzuciłeś, Grzesiu, list do skrzynki, jak prosiłam?
    - List, proszę Cioci? List? Wrzuciłem, Ciociu miła!
    - Nie kłamiesz Grzesiu? Lepiej przyznaj się kochanie!
    - Jak Ciocię kocham, proszę Cioci, że nie kłamię!
    - Oj Grzesiu, kłamiesz! Lepiej powiedz po dobroci!
    - Ja miałbym kłamać? Niemożliwe, proszę Cioci!
    - Wuj Leon czeka na ten list więc daj mi słowo.
    - No słowo daję! I pamiętam szczegółowo:
    List był do wujka Leona,
    A skrzynka była czerwona,
    A koperta.. no taka… tego…
    Nic takiego nadzwyczajnego,
    A na kopercie nazwisko
    I Łódź, i ta ulica z numerem,
    I pamiętam wszystko:
    Ze znaczek był z Belwederem,
    A jak wrzucałem ten list do skrzynki,
    To przechodził tatuś Halinki,
    I jeden oficer tez wrzucał,
    Wysoki – wysoki,
    Taki wysoki, ze jak wrzucał to kucał.
    I jechała taksówka… i powóz…
    I krowę prowadzili… i trąbił autobus,
    I szły jakieś trzy dziewczynki,
    Jak wrzucałem ten list do skrzynki…
    Ciocia głową pokiwała,
    Otworzyła szeroko oczy ze zdumienia:
    - Oj Grzesiu, Grzesiu!
    Przecież ja ci wcale nie dałam
    Żadnego listu do wrzucenia!…



  • 18.04.15, 21:49
    boski_adonis napisała:

    > A tak na marginesie - Krystyna Janda, Ewa Błaszczyk , Urszula Dudziak to panie
    > 60 +. Naprawdę wysłalibysie te panie do geriatry?

    Zapomniałeś o Stefanii Grodzieńskiej.
    I chyba także o czymś takim, jak "wyjątki".

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • 18.04.15, 21:51
    ola_dom napisała:

    > Zapomniałeś o Stefanii Grodzieńskiej.

    Pardon - oczywiście o Danucie Szaflarskiej, choć i Pani Stefania byłaby tutaj świetnym przykładem.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • 18.04.15, 23:13
    Nie chodziło i o bardzo wiekowe panie i długowieczne panie w rodzaju Grodzieńskiej.Chodzi mi o zwykłe 60+ , ktore nie postarzały sie przedwczesnie, mają swoje zycie , sprawy , pracę, nie chodza po ciuchy do lumpeksu. Nie musza to byc panie ze swiecznika. Ja wiem ,ze w Polsce kobieta 60+ kojarzy sie z kuchnią, kosciołem, wnukami, marazmem intelektualnym ,zaniedbaniem , wzdęciami i sztuczna szczęką. Mnie nie otaczaja takie kobiety ani zawodowo ani rodzinnie,więc moze dlatego 60+ postrzegam je jako zwyczajnie sprawne zyciowo. To kobiety, ktore chodza do takich samych lekarzy jak 40+ czy 50+ . Granica starczej niesprawnosci rozpoczyna sie zaczyna sie po 70 tce . Atak na marginesie , kobieta w wieku balzakowskim?czyli zaawansowanym ,miała wg Balzaka? lat 30, a 50 latka siedziała jako bezzebna staruszka w czepeczku otoczona wnukami.
    Szaflarska to cudowny wyjatek, ale ona jak wiadomo jest 40 lat starsza niz 60+. Wrzucanie do jednego worka 60 latków , 70 latków i 100 latków to nieporozumienie.
  • 18.04.15, 13:16
    enith napisała:

    > Czemu to ma służyć?

    Wzbudzeniu zainteresowania?
    To jedyne, co mi przychodzi do głowy. Bo w przypadku wypadku brata, mama w sumie nie "kłamała" - bo wypadek miał miejsce - tylko gruuuubo podkoloryzowała. Żeby było ciekawiej? Żeby słuchać jej z większą uwagą?

    A drugie, co mi przychodzi na myśl, to to, że mama faktycznie może mieć nie po kolei w głowie... Być może wskutek starzenia się - co słusznie sugerowała zuzi.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • 18.04.15, 13:42
    Nie znoszę kłamców, ale obawiam się, że kłamstwo nie jest napiętnowane społecznie i jest to bardzo powszechna słabość, spuścizna po komunizmie. Czasami, jak słucham polityków, którzy bez mrugnięcia okiem oszukują i kłamią, niekoniecznie w kwestii obietnic, ale faktów dokonanych - to zastanawiam się, gdzie się podziała przyzwoitość
  • 18.04.15, 14:57
    Kłamstwo jako spuścizna po komunizmie?
    Hm, ciekawa teoria, ale dla mnie zabawna.Idąc tym tropem nalezałoby pokusić sie o genareliazcje, ze w krajach nie dotknietych komunizmem ludzie nie kłamią. Ludzie kłamią bez wzgledu na ustrój, epokę , wykształcenia itd itp.
  • 18.04.15, 18:16
    Tak, to prawda, ale jak zauważyłaś , powiedziałam o braku napiętnowania tego typu zachowań, przypomnij sobie o powszechnym ściąganiu, niewidzący nauczyciele a nawet współpracujący, aby oszukać system. To, jak z alkoholizmem, było przyzwolenie na picie w pracy, pijany rozbawiał, a sytuacje, kiedy wypijało się może wódki, np na weselach były społecznie akceptowane. Oczywiście w każdym ustroju istnieją alkoholicy, ale np Rosjanie jeszcze nie wytrzeźwieli, co nie znaczy, że nie ma wśród nich abstynentów. Kłamstwo, jako oczywistość, brak dbałości o wspólne mienie, powszechne złodziejstwo, kradzieże - tak to jest ten wspólny mianownik, który łączy biedne narody, które miały "szczęście" doświadczyć komunizmu. Pozostaje otwarte pytanie, za ile lat lub ile pokoleń nasza średnia wyrówna się z zachodnia cywilizacją.
  • 18.04.15, 18:24
    wies-baden napisała:

    Kłamstwo, jako oczywistość, brak dbałości o wsp
    > ólne mienie, powszechne złodziejstwo, kradzieże - tak to jest ten wspólny miano
    > wnik, który łączy biedne narody, które miały "szczęście" doświadczyć komunizmu.

    równie dobrze można oskarżać o to wprowadzenie chrześcijaństwa a z bardziej współczesnych czynników pozycję polskiego ( i rosyjskiego) chłopa.
    --
    Wiosna zaczyna się od wypłynięcia starych brudów.
  • 18.04.15, 20:22
    ...byłoby śmieszne, gdyby nie było prawdziwe... Niestety ten wspólny mianownik wszystkich demoludów jest tak oczywisty, że tylko ślepy nie zauważyłby. Kłamstwo jest taką drobnostką, że znakomita większość nie rozumie o co chodzi.
  • 18.04.15, 21:55
    wies-baden napisała:

    > Tak, to prawda, ale jak zauważyłaś , powiedziałam o braku napiętnowania tego typu zachowań,

    Rany, ale tutaj jest wyraźnie mowa o chorobliwym kłamaniu. Chcesz piętnować chorobę? Ludzi z zespołem Tourette'a też w takim razie? Zachowują się przecież bardzo nieobyczajnie, czasem skandalicznie.
    Masz sporo racji, ale to raczej nie w tym wątku o tym...

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • 18.04.15, 23:22
    Cóz , pozostanę przy swoim. Jestem zwolennikiem teorii Maxa Webera zawartej w jego publikacji:"Etyka protestancka a duch kapitalizmu". Nie chce mi sie tutaj objasniać.
    A tak na marginesie TVN podawał niedawno, że :
    "Indyjska policja poinformowała o zatrzymaniu ok. tysiąca osób za pomoc w ściąganiu podczas egzaminu, będącego odpowiednikiem matury".
    Hindusi tez biedni, ale bez balastu komunizmu :)
  • 19.04.15, 09:32
    Poniekąd mogę przyznać rację Oli, bo tutaj jest mowa o patologicznym kłamstwie, ja natomiast rozszerzyłam temat, że ...grunt szczególnie podatny, że przyzwolenie społeczne, że brak napiętnowania społecznego, że wszyscy wokół kłamią, że nikogo kłamstwo nie bulwersuje, a kłamca nie czuje się zażenowany, co najwyżej wzrusza ramionami. Do tej etiopatogenezy dodałabym czynniki osobowościowe, natomiast twoje przywołanie przykładu z Indii to jak odpowiedź na mówienie, że palenie wywołuje raka: >a wujek Stefan i jeszcze XYZ palili i żyli 80 lat<.
  • 18.04.15, 15:04
    > > Czemu to ma służyć?
    >
    > Wzbudzeniu zainteresowania?
    > To jedyne, co mi przychodzi do głowy. Bo w przypadku wypadku brata, mama w sumi
    > e nie "kłamała" - bo wypadek miał miejsce - tylko gruuuubo podkoloryzowała. Żeb
    > y było ciekawiej? Żeby słuchać jej z większą uwagą?

    Tak, przypadek z wypadkiem i mocnym podkoloryzowaniem/utragicznieniem wydarzenia miał na celu zwrócenie na siebie uwagi. A także udowodnienie ojcu, że z racji tego, że wypił piwo i nie może mamy zawieźć na miejsce wypadku, całe to tragiczne wydarzenie jest jego winą. W jaki sposób, mama nie umiała wyjaśnić, ale to ojca winiła za to, że syn 200 km od ich rodzinnego domu miał stłuczkę. I nikt nawet nie próbował tego wyjaśniać, bo jak udowodnisz, że nie jesteś wielbłądem?
    Natomiast co może mieć na celu kłamanie, z ilu jaj zrobiło się jajecznicę? Przecież takie kłamstwo absolutnie niczemu nie służy. Po co więc kłamać?
  • 18.04.15, 11:01
    Możecie tylko odcinać się i minimalizować straty.
  • 18.04.15, 14:02
    Jestem z rodziny mitomanek. Moja matka i wszystkie jej siostry w różnym stopniu miały to samo. Co do matki, to dużo by opowiadać, mitomania to skutek i jeden z objawów czegoś większego, ale mnie ciężko było wytrzymać spektakle przygotowywane i odgrywane podczas spotkań rodzinnych. Przygotowanie dramaturgiczne było perfekcyjne, matka np. opowiadała po kolei, akcja rozwijała się od niepokojących objawów z jakimi zgłosiła się do lekarza, po reakcję medyka, jej zdziwienie, ze dostała takie jakieś dziwne recepty, różowe czy zielone ( rak - stadium terminalne) i dalej opowieść niczego nieświadomej kończącej żywot istoty pełnej (tu róznie) nadziei na długie życie, dziwnych przeczuć itp., co tam fantazja dała. Wszyscy słuchali wstrzymując oddech, łzy w oczach i w ogóle. Mnie szlag trafiał. Na następny spęd rodzinny o raku już nie było mowy, tym razem zawał serca, ślepota, stwardnienie rozsiane albo przemoc domowa ("powiedziałam tej pani z opieki społecznej - nie, moja córka wcale mnie nie bije, te złamania mam bo się poślizgnęłam") - dla jasności - żadnych złamań nie było. Uważałam że dla przyzwoitości wypadałoby umrzeć faktycznie przynajmniej raz, ale nikomu oprócz mnie brak konsekwencji nie przeszkadzał.
    Oprócz tego takie łgarstwa codzienne właśnie typu ile jajek dodałam do ciasta, co powiedziała sąsiadka na schodach itp. Wszyscy matce wierzyli, wszyscy. Oprócz tej części rodziny z którą była skonfliktowana i nie utrzymywała kontaktów. Parę lat po jej śmierci pojechałam odwiedzić tę rodzinę. Interesowała mnie wtedy historia moich przodków, więc trochę podpytywałam. Zagajam o moim pradziadku, gdzie był tym leśnikiem, czy w lasach państwowych, czy prywatnych a kuzynka mówi, że on całe życie pracował w warsztatach kolejowych. Zatrzęsło mną, po jaką cholerę było zmieniać mu fach? Mąż tłumaczył, że leśnik może wydawał się bardziej romantyczny od kolejarza, ale chyba szło o samo kłamstwo dla kłamstwa. Miałam tu się nie wypowiadać w swoich sprawach prywatnych, ale Enith poruszyła strunę.
    --
    Wiosna zaczyna się od wypłynięcia starych brudów.
  • 18.04.15, 14:22
    > Miałam tu się nie wypowiadać w swoich sprawach prywatnych, ale Enith poruszyła strunę.

    Kocia nogo, dziękuję, że napisałaś. Opisałaś po prostu sytuację w mojej rodzinie, dużo klarowniej, niż mnie się udało. Ja się strasznie miotam, podróże do Polski okupiam swoim zdrowiem psychicznym, bo mama próbuje przeciągnąć mnie na swoją, skrzywdzoną przez wszystkich stronę. A ja coraz rozpaczliwiej się bronię, bo coraz wyraźniej widzę ogrom mamy kłamstw i to jest po prostu niesamowicie przytłaczające.

    > Jestem z rodziny mitomanek. Moja matka i wszystkie jej siostry w różnym stopniu
    > miały to samo. Co do matki, to dużo by opowiadać, mitomania to skutek i jeden
    > z objawów czegoś większego...

    A czy masz choć minimalne pojęcie, skąd to zachowanie u kobiet w twojej rodzinie?
    U mojej mamy zapewne też jest jakaś podstawa tych zachowań, ale akurat ona jedna jest taka, nikt więcej w mojej rodzinie nie ma nawet cienia takich zachowań. Ja do niedawna chciałam ratować małżeństwo rodziców, teraz mi na tym nie zależy. Teraz martwię się już tylko o siebie, ale jest to łatwe, gdy jestem u siebie, 10 tysięcy km od rodzinnego domu, a gdy przylatuję do Polski, wpadam prosto głową w tę rodzinną kołomyję. I wtedy naprawdę bardzo trudno się zdystansować.
  • 18.04.15, 18:20
    Nie wiem, skąd im się to wzięło. Rodzina była mocno zaburzona, dziadkowie budowali dom, sami mieszkali kątem a córki podrzucali krewnym na wychowanie. Wszystkie ciotki nienawidziły dziadka, ale nie wiem dlaczego. Prawdy się od nich nie dało rady dowiedzieć z przyczyn oczywistych - każda łgała na swój strój. Pamiętam jak dawno temu spytałam je o szczegóły pewnej rodzinnej opowieści - awantura wynikła z tego jakiej bym się nigdy nie spodziewała, o wersje. Każda miała inną rzecz jasna.
    Moja sytuacja w rodzinie była taka, że nie brałam się za naprawianie niczego, chciałam tylko przeżyć :)


    --
    Wiosna zaczyna się od wypłynięcia starych brudów.
  • 18.04.15, 18:52
    Nie ma ani doświadczenia ani wet minimalnego nateoretycznego przygotowania do tematu, ale coś podpowiem. do tego: > Wszystkie ciotki nienawidziły dziadka, ale nie wiem dlaczego.
    Otóż, czytałam kiedyśś, ze takie patologiczne zmyślanie m0oe mieć na celu ochronę przez przyjęciem do świadomości pewnych traumatycznych faktów. Np. molestowane dziecko wymyśla, by ZAKRYĆ fakty i to, co z nich wynika.
    I skoro wszystkie nienawidzą dziadka i jednocześnie wszystkie zmyślają, to może coś jest na rzeczy?
    Ale czy to działa zawsze, tego nie wiem...
  • 19.04.15, 09:18
    vilez napisała:

    Np. molestowa
    > ne dziecko wymyśla, by ZAKRYĆ fakty i to, co z nich wynika.
    > I skoro wszystkie nienawidzą dziadka i jednocześnie wszystkie zmyślają, to może
    > coś jest na rzeczy?

    Brałam to pod uwagę, ale raczej to co innego. Dziadek miał zdiagnozowaną charakteropatię. Przed wojną to znaczyło co innego niż teraz, mogę się domyślać że chodziło o zaburzenia zachowania. Z gimnazjum został wyrzucony z wilczym biletem, tak się dawniej załatwiało ludzi. To niekoniecznie świadczyło o wczesnych zaburzeniach, a na pewno je utrwaliło. Z tego co mogłam wydedukować nie pił , w każdym razie nie nadmiernie, ale urządzał awantury.


    --
    Wiosna zaczyna się od wypłynięcia starych brudów.
  • 18.04.15, 20:19
    moim zdaniem tak się angażujesz w to że zaczyna to przypominać "trójkąt Karpmana" w którym próbujesz ratować ojca przed matką a za chwilę Ty będziesz postrzegana jako prześladowca matki.
    skoro są 40 lat po ślubie to Ty też masz coś koło tego, więc chyba już rozumiesz że to są dorośli ludzie i ich sprawy.
    matka kłamie i manipuluje? - więc stosuj zasadę ograniczonego zaufania
    małżeństwo się rozlatuje? - może tak będzie lepiej dla jednej i drugiej strony (Ty nie jesteś jedną z nich)
    ojciec chodzi na terapię i pewne rzeczy zaczyna dostrzegać? - zapewne dobrze mu to zrobi.
  • 18.04.15, 21:47
    > moim zdaniem tak się angażujesz w to że zaczyna to przypominać "trójkąt Karpman
    > a" w którym próbujesz ratować ojca przed matką a za chwilę Ty będziesz postrzeg
    > ana jako prześladowca matki.

    Angażuję się wyłącznie, gdy jestem w Polsce. Cóż, mogłabym odmówić wizyt, ale poza rodzicami będącymi w konflikcie mam również rodzeństwo, bratanków i troje dziadków w bardzo podeszłym już wieku. Więc latam, bo wiem, że każda wizyta może być ostatnią szansą zobaczenia moich dziadków żywymi.

    > skoro są 40 lat po ślubie to Ty też masz coś koło tego, więc chyba już rozumies
    > z że to są dorośli ludzie i ich sprawy.

    Ale ja jestem wbrew w mojej woli i bezpardonowo w te sprawy wciągana. Gdyby rodzice to całe szambo między nimi zachowali dla siebie i rozwiązywali we własnym zakresie, bez prób przeciągnięcia mnie na swoją stronę, nie byłoby problemu.

    > matka kłamie i manipuluje? - więc stosuj zasadę ograniczonego zaufania

    Tak właśnie robię. Nie wierzę już w ani jedno mamy słowo. Moje próby ratowania małżeństwa rodziców polegały na tym, że obojgu kazałam iść się leczyć. I poszli, a ja uspokoiłam się, bo miałam wielką nadzieję, że terapia coś dobrego da (zwłaszcza mamie). I skończyło się jak zwykle. Mama terapetów oszukała, terapię zakończyła i jest dokładnie w punkcie wyjścia.

    > ojciec chodzi na terapię i pewne rzeczy zaczyna dostrzegać? - zapewne dobrze mu
    > to zrobi.

    Mam wielką nadzieję, że terapia pozwoli mu jeśli nie uwolnić się od małżeństwa, to chociaż jakoś w nim funkcjonować. Ale schizy mamy się nasilają i nie wiem, czy to się nie zakończy jakąś tragedią. Zwłaszcza, że mama potrafi tacie powiedzieć, że skoro mu tak źle, to niech się powiesi. Jak można tak komukolwiek powiedzieć?
  • 18.04.15, 22:11
    > Angażuję się wyłącznie, gdy jestem w Polsce. Cóż, mogłabym odmówić wizyt,

    mam na myśli zaangażowanie jako widzenie dla siebie roli w tym przedstawieniu. wizyty to w moim pojęciu nie jest jednoznaczne z zaangażowaniem (wymaga przytomności żeby się nie dać wciągać w gierki o ile masz takie skłonności).

    > Zwłaszcza, że mama potrafi tacie powiedzieć, że skoro mu tak źle, to niech się powiesi. Jak
    > można tak komukolwiek powiedzieć?

    tak mówi bo w takim scenariuszu zostałaby dziedziczką na całej nieruchomości, a w przypadku rozwodu i podziału majątku byłoby dużo więcej zachodu no i zostaje tylko pół królestwa.
    dla mnie takie słowa to wyraźny sygnał że nie ma czego ratować w tym małżeństwie i o co się troszczyć (jak mówił Mały Rycerz z kawału -tu nie ma co analizować, tu trzeba sp**ć)
  • 19.04.15, 17:51
    enith napisała:

    > mogłabym odmówić wizyt, ale p
    > oza rodzicami będącymi w konflikcie mam również rodzeństwo, bratanków i troje d
    > ziadków w bardzo podeszłym już wieku.

    Zatem odwiedzaj dziadków i rodzeństwo, nie rodziców.


    > Ale ja jestem wbrew w mojej woli i bezpardonowo w te sprawy wciągana.

    Nie dawaj się, jest na to jedyny sposób, za to skuteczny - rodzice zaczynają swoje gry - Ty wychodzisz.

    >Moje próby ratowania małżeństwa rodziców polegały na tym, że obojgu kazałam iść się leczyć.

    Nie Twoją rolą jest ratowanie małżeństwa rodziców. Jak sama sie przekonałaś nawet nie możesz komuś dorosłemu czegoś "nakazać", bo skutek i tak jest opłakany.


    > mama potrafi tacie powiedzieć, że skoro mu tak źle, to niech się powiesi.

    A ojciec wtedy posłusznie idzie i się wiesza?
  • 19.04.15, 03:13
    Mogę tylko, podobnie jak Paris, polecić poczytanie o kłamstwie patologicznym (pathological lying). Mitomania może mieć różne przyczyny. Kłamstwo patologiczne może być także objawem szeregu zaburzeń psychicznych.

    Poza wszystkim - od kłamstwa można się uzależnić. Notoryczni kłamcy to nałogowcy, którzy nie potrafią przestać kłamać.

    Czy możliwa jest terapia notorycznego kłamcy? Oczywiście, ale myślę, że podstawą jest uświadomienie sobie problemu.

    Czy mówiliście mamie wprost, że kłamie? Czy próbowaliście konfrontować mamę z jej kłamstwami? Czy mama wierzy we własne kłamstwa?

    --
    "Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los". Oscar Wilde
  • 19.04.15, 07:34
    > Czy mówiliście mamie wprost, że kłamie? Czy próbowaliście konfrontować mamę z j
    > ej kłamstwami? Czy mama wierzy we własne kłamstwa?

    Tak, konfrontowałam mamę z jej kłamstwami. Zawsze kończy się to potężną awanturą i histerią mamy. Miałam nadzieję namówić rodziców na terapię małżeńską, głównie po to, by w pokoju terapeuty był z nią ktoś w roli probierza prawdomówności. Mama wszelkie sugestie o terapii łączonej natychmiast odrzuca, bo wie, że prawda w końcu może wyjść na jaw.
    Natomiast czy mama wierzy w swoje kłamstwa? Jeszcze do niedawna sądziłam, że kłamie złośliwie i z premedytacją i wie, że kłamie. Dziś, szczerze mówiąc, nie jestem tego już tak pewna, bo niemożliwością wydaje mi się umiejętność utrzymywania kłamstw latami, dekadami wręcz, bez gubienia się w nich, bez wpadek. Mam wrażenie, że mama stworzyła sobie w głowie alternatywny świat i w nim żyje. Często pod nosem, ale po kryjomu, by nikt nie widział, mówi do siebie, prowadzi wyimaginowane dyskusje, po raz kolejny przeżywa spotkania, które odbyła, kłótnie, które przeprowadziła, ćwiczy też chyba, co powiedzieć na kolejnych spotkaniach. Innymi słowy moja mama ma bardzo bujną wyobraźnię i żyje niejako w alternatywnej rzeczywistości. No ale ta jej alternatywna rzeczywistość co i rusz zderza się z tą faktyczną, bo ani tata, ani ja, ani dziadkowie nie lubimy, gdy wmawia się nam coś, co nie miało miejsca albo słowa, które nie padły, albo kompletnie przekręca się sens naszych wypowiedzi.
  • 19.04.15, 09:05
    Powinniście natychmiast i konsekwentnie przestać grać w jej grę (mniejsza w tej chwili o to, czy pochodzenia chorobowego czy innego). Nie tłumaczyć, nie demaskować, nie konfrontować. Odciąć się -mentalnie, a jeśli są tego skutki bardziej materialnie: i pod innymi względami. Tak jak od alkoholika.
    A co do ojca- ojciec jest dorosły, nie musi być z mamą. Powinnaś i tu spasować. Daj ojcu rozstrzygnąć to po swojemu, i spasuj z emocjonalnym zaangażowaniem w sprawę relacji ojca z matką. To jego wybór i jego odpowiedzialność- także za wikłanie się w tą grę.
  • 19.04.15, 09:29
    Z tym mruczeniem do siebie, przerabianiem sytuacji, ćwiczeniem występów - wszystko to znam. Moja matka np. na dwa tygodnie przed wizytą wnuka zaczynała zmieniać głos - z normalnego na słodko gruchającą staruszeczkę. Przed lustrem ćwiczyła minki i gesty, podśpiewywała sobie "siwa siwa babuleńka" (była ufarbowana od zawsze na blond, ale to nieistotne) oraz przygotowywała opowieści o sobie.
    Rady w stylu "możesz się powiesić" to też chleb powszedni naszego życia rodzinnego.
    Moja matka miała rozbudowaną osobowość alternatywną, sama jako realny człowiek była na poziomie kilkuletniego dziecka.
    --
    Wiosna zaczyna się od wypłynięcia starych brudów.
  • 19.04.15, 09:30
    W sprawie terapeuty mamy który zdecydował o przerwanie terapii i to że "mama jest zdrowa". Czy wy to usłyszeliście od niego osobiście czy mama to wam przekazała.

    Pytam, dlatego że zdarzyło mi się być na terapie z osobą zaburzoną gdzie terapeuta wyraźnie polecił dłuuuuga terapia indywidualna. Osoba której to dotyczyło po tygodniu po porostu "zapomniała" o tym i opowiadała że ona jest w porządku a terapeuta w ogóle jej w nic nie pomógł.
  • 19.04.15, 14:23
    krokodil123 napisała:

    > W sprawie terapeuty mamy który zdecydował o przerwanie terapii i to że "mama je
    > st zdrowa". Czy wy to usłyszeliście od niego osobiście czy mama to wam przekaza
    > ła.

    Oczywiście wiemy to od mamy, nikt z nas nie ma wstępu na terapię. Ale ja wierzę, że terapia się zakończyła. Moja mama, osoba z podstawowym wykształceniem od wielu lat potrafi skutecznie oszukiwać lekarzy, prawników, inżynierów, osoby mądre, wykształcone, oczytane. Zrobienie w bambuko dwóch młodziutkich terapeutek to była dla mamy bułka z masłem.
  • 19.04.15, 16:38
    No to na grzyba ją było pchać na tę terapię?
    --
    Oszołomy z Greenpeace i tym podobnych organizacji, proszę natychmiast przywrócić globalne ocieplenie, bo w ryja.
  • 19.04.15, 16:53
    yoma napisała:

    > No to na grzyba ją było pchać na tę terapię?

    Bo miałam nadzieję, że terapeuta przejrzałby mamy gierki, może nie od razu, ale w końcu jako osoba wykształcona w leczeniu różnych przypadków, jednak dałby radę zdiagnozować mamę prawidłowo. Może gdyby trafiło na kogoś starszego, bardziej doświadczonego, terapia powiodłaby się, a tak... Szkoda gadać.
    No, i miałam też nadzieję, że mama się trochę uspokoi, że te jej schizy ze zdradzającym mężem, z sąsiadami, którzy nic, tylko knują przeciwko niej, trochę ustaną. Nic z tego, niestety.
  • 19.04.15, 18:01
    Zdiagnozowałby prawidłowo i mogłabyś powiesić sobie na ścianie papierek "moja mama od 50 lat patologicznie łże", co i tak wiesz. Więc?
    --
    Chłop jest tyle wart, do ilu ukończonych miast przylega
  • 19.04.15, 18:09
    "Zrobienie w bambuko dwóch młodziutkich terapeutek to była dla mamy bułka z masłem"
    Wierzę. Widziałem zrobione w bambuko dwie panie, psycholog z 30 letnim doswiadczeniem w pracy z dziecmi i ok. 35 pedagog , obie z gracja oszukał 15 latek gimnazjalista. Pani pedagog szkolnej nawet nie bardzo trzeba było załowac, bo została oszukana troche na własne zyczenie- "wspierała" gimnazjalistę notorycznego kłamcę nie informując o tym rodziców i nie wspołpracując z nimi. Jak sie w koncu wydało i rodzice poszli do szkoły, to pani o mało zawału nie dostała na wieść,ze ow gimnazjalista nie jest jedynakiem ale ma 2 rodzeństwa, nigdy nie mieszkał za granicą i nie jest pod opieka dziadków, ale ma ojca i matkę. Długo by opisywac bogate opowiesci gimnazjalisty i szok jakiego doznała pedagog.
    Skoro moze to zrobic 15 latek, dorosła kobieta jeszcze lepiej sobie poradzi.Bułka z masłem, po prostu .
  • 19.04.15, 23:11
    Podejrzewam, ze przede wszystkim oszukała Was, przekazując co terapeuta powiedział... I że terapeuci wcale nie uznali, że matka jest prawdomówna i prześladowana, ani nie zakończyli terapii.
    Problemem jest to, że Ty nadal starasz sie matce wierzyć ...
  • 20.04.15, 06:24
    Ale ja wierzę, że terapia się zakończyła.

    I ty jej wierzysz tak po prostu? 😄

    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • 19.04.15, 14:19
    vilez napisała:

    > Powinniście natychmiast i konsekwentnie przestać grać w jej grę

    Teściowa właśnie tak niedawno zrobiła. Efekt jest taki, że mama zapowiedziała, że jej noga w domu moich dziadków więcej nie postanie, a ona więcej się do "tej starej wariatki" nie odezwie. To oznacza totalną wojnę i oberwie się rykoszetem wszystkim dookoła. No, ale babcia też już ma serdecznie dość wysłuchiwania kłamstw mamy. Widocznie taka jest cena za święty spokój.

    > A co do ojca- ojciec jest dorosły, nie musi być z mamą. Powinnaś i tu spasować.
    > Daj ojcu rozstrzygnąć to po swojemu, i spasuj z emocjonalnym zaangażowaniem w
    > sprawę relacji ojca z matką. To jego wybór i jego odpowiedzialność...

    Na poziomie logiki tak właśnie to widzę. To jest rodziców sprawa, są w tę relację uwikłani na własne życzenie od wielu lat, a ja nie mam zamiaru bawić się w mediatora. Ale na poziomie uczuć zwyczajnie boję się jak cholera, że komuś z mojej rodziny stanie się fizyczna krzywda. Trudno jest się nie martwić, gdy sprawy przybierają taki obrót.
  • 19.04.15, 17:40
    enith napisała:

    > Teściowa właśnie tak niedawno zrobiła.
    > To oznacza totalną wojnę i oberwie się rykoszete
    > m wszystkim dookoła.
    > boję się jak cholera, że komuś z moj
    > ej rodziny stanie się fizyczna krzywda.

    Nie doczytałam, czy Twoja mama jest agresywna fizycznie wobec Ciebie? Bo jeśli nie, to czego się właściwie boisz? Inni obronią się doskonale bez Twojej pomocy, uwierz, że nie musisz w ich obronie stawać. Nie jesteś też za mamę i jej postępowanie odpowiedzialna.
    Teściowa poszła najlepszą drogą i reszta rodziny powinna pójść tą samą. A TY przede wszystkim. Zakomunikować mamie, że wiesz o jej kłamstwach i nie masz zamiaru ich więcej wysłuchiwać, bo źle się z tym czujesz. Następnie postępować konsekwentnie. Nie musisz, a nawet nie powinnaś gdziekolwiek mamy wysyłać (terapia), pomagać rodzicom w ICH małżeństwie, czuć się odpowiedzialna za relacje mamy z rodziną, czy innymi osobami. Nie powinnaś także przyjeżdżać na dwa tygodnie i spędzać ich w mieszkaniu rodziców wysłuchując tego co mama ma do powiedzenia i przejmując się tym. Przyjedź na weekend, zamieszkaj niezależnie w hotelu, albo u kogoś innego z rodziny(ciotka, kuzynka), odwiedzaj kogo chcesz, wpadnij na kawę, zamiast przemieszkiwać u rodziców i siedzieć im na głowie, i żyj własnym życiem i własnymi problemami.
  • 19.04.15, 19:33
    Dokładnie, w takim kierunku trzeba iść. Odciąć od rodziców emocje i nie dawać się wpuszczać w pułapkę ratowania ich przed samymi sobą. Rzadziej przyjeżdżać, jak zaczynają swoje jazdy to dawać jasny komunikat, że się nie będzie słuchać, to ich sprawy niech sami je załatwiają, wychodzić.
    Strach jest złym doradcą.
    Doświadczenie uczy, że czyny z powodu strachu nie dają słodkich owoców.

    autorka musi się zająć swoim uzależnieniem od atmosfery domu rodziców.
    I przyjąć do wiadomości, że są dorośli i muszą sami decydować o sobie,
    ona nie zmieni mamy i liczenie że ktoś to zrobi i będzie dobrze między rodzicami jeśli autorka się mocno postara i przypilnuje - jest mrzonką.
    Nie wolno wręcz przejmować na siebie odpowiedzialności za to jak zachowują się rodzice. Dla swojego własnego zdrowia psychicznego.
    Teściowa poszła najlepszą z dróg, pora by autorka nie torpedowała zdrowego podejścia teściowej ale dołączyła do nieuzależnionych.
    Nie czytałam wcześniejszych wypowiedzi więc nie wiem, może autorka też musi się skonsultować z terapeutą w kwestii swojej roli w jaką wobec rodziców weszła.

  • 19.04.15, 18:22
    > Ale na poziomie uczuć zwyczajnie boję się jak cholera, że komuś z mojej rodziny stanie się fizyczna krzywda. Trudno jest się nie martwić, gdy sprawy przybierają taki obrót.

    No boli, co ma nie boleć. Ale trzeba sobie z tym bólem radzić, nie poddawać się mu w taki sposób, żeby dać się z jego powodu wciągać w to wszystko.
    Co to znaczy, ze komuś się stanie krzywda? Że ojciec się powiesi? Nie powiesi się. Ojciec przecież ma swoją terapię.
  • 19.04.15, 21:25
    enith napisała:

    (...) Ale na poziomie uczuć zwyczajnie boję się jak cholera, że komuś z mojej rodziny stanie się fizyczna krzywda. Trudno jest się nie martwić, gdy sprawy przybierają taki obrót.

    Enith, a latasz samolotem?
    Czego ucza stewardessy? Najpierw trzeba sobie zalozyc kamizelke ratunkowa.

    Nie wiem, czy jest mozliwe sprawdzenie opinii psychologow. Moze kolejny raz mamie uwierzylas a to nie jest prawda. Osobie - ktora chorobliwie klamie - wierzymy, bo sama wierzy w to, co mowi w danej chwili. Nie odroznia swoich fantazji od rzeczywistosci.

    Byc moze bardziej potrzebny psychiatra.
    Ale.. Moj tata ma juz lekka demencje i nie chce do psychiatry. Siostra uzyla podstepu. Sama odchorowala te wizyte z tata u lekarza, bo po wyjsciu z gabinetu uslyszala, ze ``nie spodziewal sie, ze na stare lata rodzone dzieci beda robic z niego wariata``.
    To samo bylo z wizyta u geriatry. Lepiej nie bedzie.

    Dalysmy spokoj i lekko sie poprawilo;-)
    Przytakujemy. Staramy sie. Uczymy sie chronic tez siebie.

    Bardzo Ci wspolczuje.

  • 19.04.15, 21:31
    napis_z_obrazka napisała:

    > Dalysmy spokoj i lekko sie poprawilo;-)
    > Przytakujemy. Staramy sie. Uczymy sie chronic tez siebie.

    No właśnie. I jeśli już skupiać się na pomocy komuś (poza sobą), to na tacie. Całe szczęście, że chodzi na terapię. Warto go wspierać jak najmocniej.
    Na mamę możesz już nic nie poradzić, ALE - może właśnie, jak zobaczy, że jesteście silniejsi - to coś się w niej zmieni? Może nie, ale i tak to jedyne, co macie szanse zrobić.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • 20.04.15, 08:54
    napis_z_obrazka napisała:

    Moj tata ma juz lekka demencje i nie chce do psychiatry. Siostra uzyla po
    > dstepu. Sama odchorowala te wizyte z tata u lekarza, bo po wyjsciu z gabinetu u
    > slyszala, ze ``nie spodziewal sie, ze na stare lata rodzone dzieci beda robic z
    > niego wariata``.
    > To samo bylo z wizyta u geriatry. Lepiej nie bedzie.
    >
    > Dalysmy spokoj i lekko sie poprawilo;-)

    Jedna z moich ciotek zaczęła wykazywać objawy demencji. Jej dzieci nie zgadzały się na leczenie psychiatryczne (nie będziemy z mamy robić wariatki) i pilnowały jej, pomieszkując z nią na zmianę. Kiedy zaczęła biegać z nożem i bały się zasnąć w końcu wzięły ją do lekarza. Dostała leki i wszystkim ulżyło, a ciotce przede wszystkim.

    --
    Wiosna zaczyna się od wypłynięcia starych brudów.
  • 19.04.15, 21:27
    enith napisała:

    (...) Ale na poziomie uczuć zwyczajnie boję się jak cholera, że komuś z mojej rodziny stanie się fizyczna krzywda. Trudno jest się nie martwić, gdy sprawy przybierają taki obrót.

    Enith, a latasz samolotem?
    Czego ucza stewardessy? Najpierw trzeba sobie zalozyc kamizelke ratunkowa.

    Nie wiem, czy jest mozliwe sprawdzenie opinii psychologow. Moze kolejny raz uwierzylas mamie, a to nie jest prawda. Osobie - ktora chorobliwie klamie - wierzymy, bo sama wierzy w to, co mowi w danej chwili. Dlatego wydaje sie nam wiarygodna. Nie odroznia swoich fantazji od rzeczywistosci.

    Byc moze bardziej potrzebny psychiatra.
    Ale.. Moj tata ma juz lekka demencje i nie chce do psychiatry. Siostra uzyla podstepu. Sama odchorowala te wizyte z tata u lekarza. Po wyjsciu z gabinetu uslyszala, ze ``nie spodziewal sie, ze na stare lata rodzone dzieci beda robic z niego wariata``.
    To samo bylo z wizyta u geriatry. Lepiej nie bedzie.

    Dalysmy spokoj i lekko sie poprawilo;-)
    Przytakujemy. Staramy sie. Uczymy sie chronic tez siebie.

    Bardzo Ci wspolczuje.

  • 19.04.15, 21:59
    Przede wszystkim bardzo dziękuję wszystkim zaangażowanym w mój wątek. Czytam go raz po raz, korzystam z podrzuconych pomysłów i tropów, m. in. czytam na temat compulsive/pathological lying. Cóż, z dotychczasowej lektury wyłania się dość ponury obraz co do możliwości leczenia kłamców i to niezależnie od przyczyn kłamstw. Zasadniczo mogłam się tego spodziewać, bo skoro każda terapia wymaga absolutnej prawdomówności, terapia osoby, która okłamywać będzie terapeutę, skazana jest na sromotną porażkę.
    Odpowiem przy okazji na kilka dodatkowych pytań. Nie, mama nie jest agresywna fizycznie, jest natomiast bardzo agresywna słownie, potrafi wrzeszczeć, przygadywać i kpić, czym doprowadza mojego, z natury bardzo spokojnego ojca, do szału. Tak, świadomość, że tata chodzi na terapię i otrzymuje tam naprawdę szerokie wsparcie zespołu specjalistów, uspokaja mnie trochę co do jego możliwości zdecydowania się na jakiś drastyczny krok. Strach, mniejszy, jednak pozostaje. Ale cóż, całkiem chyba go nie wyeliminuję.
    Babcia odmówiła grania roli konfesjonału i przytakiwaczki, bo z racji bliskiego zamieszkiwania była odbiorcą maminych schiz wielokrotnie każdego dnia od wielu już miesięcy. I zwyczajnie jej się ulało. Ja, choćby dlatego, że mieszkam 10 tysięcy km od rodzinnego domu, otrzymuję zaledwie wyrywek tego, co się naprawdę dzieje, co nie znaczy, że nie rujnuje mnie to psychicznie. Od wczoraj jest spokój, od momentu, gdy powiedziałam mamie, że naprawdę nie chcę tego już słuchać. Jak długo to potrwa, czas pokaże.
    Niewykluczone, że po powrocie do USA sama wybiorę się na terapię, po to by się wewnętrznie wzmocnić, by nie dać się wciągać w sytuację między rodzicami. Chyba mentalnie przygotowuję się też i do tego, że małżeństwo moich rodziców jednak się rozpadnie, głównie dlatego, że tacie na intensywnej terapii zaczynają się bardzo szeroko otwierać oczy na to, co faktycznie od lat dzieje się w jego małżeństwie. Czyli terapia rodziców, która miała pomóc im w uratowaniu małżeństwa, de facto to małżeństwo zakończy. Cóż, z takim obrotem sprawy zasadniczo też się gdzieś w głębi duszy liczyłam, choć przekonana byłam, że to właśnie mama pod wpływem swojej terapii zażąda od ojca rozwodu.
  • 19.04.15, 22:16
    Żadna terapia nie ma na celu ratowania małżeństwa. Dobra terapia ma usprawnić do podjęcia suwerennej i racjonalnej, czyli opartej na pełnym oglądzie, decyzji życiowej. I tego życz ojcu :-)

    Twoje emocje są naturalne. jesteś w procesie. Przyjdzie Ci odbyć żałobę po dawnej relacji z mamą i po dawnym związku rodziców. Dopiero potem przyjdzie lepsze. Co mogę radzić, to próbę patrzenia na siebie i swoje przeżycia, zwłaszcza wtedy, gdy jest ciężko, jakby z zewnątrz. Że to, co się z Tobą dzieje, jest normalne, widzisz siebie jako przeżywającą to, co właśnie przeżywasz. To trochę pomaga.
    Trzymaj się!
  • 20.04.15, 09:04
    Pewne grupy zawodowe (dziennikarze i prawnicy) doczekały się swoistych metod terapeutycznych opartych na metodach bezsłownych właśnie dlatego że mają niekonwencjonalne pojmowanie prawdziwości.
    Już ci radzono tutaj, żebyś się odcięła, a okazało się, że jednak coś dobrego z twojego zaangażowania wynikło - ojciec mianowicie dojrzewa do jakiejś decyzji opartej na realistycznych przesłankach.
    Poza tym czytam i bardzo rozumiem.
    --
    Wiosna zaczyna się od wypłynięcia starych brudów.
  • 20.04.15, 10:08
    enith napisała:

    >mama jest bardzo agresywna słownie,
    > Babcia odmówiła grania roli konfesjonału i przytakiwaczki,
    >Ja otrzymuję zaledwie wyrywek tego, co się naprawdę
    > dzieje, co nie znaczy, że nie rujnuje mnie to psychicznie.

    Babcię zapewne tak samo jak Ciebie kontakty z mamą oparte na jej manipulacji i kłamstwach rujnowały - wybrała słuszne rozwiązanie - pozostawiając decyzję co do zmiany swego postępowania właśnie - mamie. Tylko taka radykalna reakcja otoczenia może dać jej MOTYWACJĘ do zmiany, i kontynuowania terapii.

    > Niewykluczone, że po powrocie do USA sama wybiorę się na terapię, po to by się
    > wewnętrznie wzmocnić, by nie dać się wciągać w sytuację między rodzicami.

    To słuszny kierunek.

    > mentalnie przygotowuję się też i do tego, że małżeństwo moich rodziców jednak
    > się rozpadnie, głównie dlatego, że tacie na intensywnej terapii zaczynają się b
    > ardzo szeroko otwierać oczy na to, co faktycznie od lat dzieje się w jego małże
    > ństwie. Czyli terapia rodziców, która miała pomóc im w uratowaniu małżeństwa, d
    > e facto to małżeństwo zakończy.

    Tak jak pisała koleżanka - terapia nie służy ratowaniu małżeństwa, ale.. może się do takiego ratunku znacznie przyczynić jeśli małżonkowie uświadomią sobie w czym tkwią, na czym polegają ich wspólne problemy i JAK mogą sobie z nimi radzić. Paradoksalnie - wzmocnienie psychiki ojca i (jeśli taka nastąpi) jego chęć odejścia mogą spowodować u mamy chęć zmian i leczenia, a jeśli będzie ona dość mocna i konsekwentna, to nawet jeszcze uratowanie małżeństwa rodziców. Jeśli na dodatek ta zmiana reakcji ojca na zachowanie mamy będzie poparta brakiem akceptacji jej zachowania przez pozostałą rodzinę, to może dać jej do myślenia.


  • 24.04.15, 07:35
    Kierując się jedynie Pani opisem zachowań mamy, mam wrażenie, że mama ma pewne wyraźne rysy osobowościowe. Jak każdy zresztą. U mamy może być przewaga rysu dramatycznego i czujnego. Są tu więc tendencje do nadmiernego afektu oraz do podejrzliwości wobec zachowań innych np: przeżywany wypadek samochodowy brata, zdrady męża, itp.
    Ja tu nie widzę mitomanii. Natomiast widzę tendencję do zniekształcenia rzeczywistości, charakterystyczną dla obu tych rysów. Kłamstwo zakłada intencjonalność i ma swój powód. Nawet kłamstwo patologiczne, czyli takie które wprawdzie ma powód nieracjonalny, ale wiadomo, ze jest kłamstwem.
    Mama Pani prawdopodobnie wierzy w swoją rzeczywistość, bo tak ją percepuje. Zatem nie kłamie, w potocznym tego słowa znaczeniu.
    Terapia takiej osoby jest trudna, bo ona sama nie ma motywacji do tego. Trudniej jest innym bliskim z taką osobą. Dlatego tata utrzymuje się w terapii, a mama nie. Bo dla niej wysyłanie ja na terapię czy też próba zmiany jej zachowania jest częścią opresji świata, który tak właśnie postrzega z racji swej czujności.
    Agnieszka Iwaszkiewicz
  • 24.04.15, 09:00
    Ale przecież sama Enith rozdzieliła sprawy na dużego kalibru - jak wypadek brata i tu wiadomo, że można być w silnym afekcie i małego kalibru - jak wielokrotne kłamstwa w ciągu dnia dot. ilości jajek na jajecznicę i soli do zupy itp. Wg mnie rys dramatyczny nie wyklucza jednoczesnego patologicznego kłamania. Sprawy małej wagi wg mnie trudno podciągnąć jako interpretację opresyjnego świata.
  • 03.10.17, 08:46
    Jak mam problem z mitomania przez to że cały czas kłamie straciłem najważniejsza osobę mojego życia żałuję tego że taki jestem odkąd pamiętam moi rodzice pili alkohol pamiętam jak ojciec mówił to wszystko przez ciebie to wszystko twoja wina gdy miałem 8 tak matka rozstała się z ojcem przeprowadzilismy się do dziadków dziadek miał też problem z alkoholem a babcia zawsze się awanturowala o byle co co bym nie zrobił zawsze było źle zawsze coś nie tak mówiła że jestem beznadziejny że do niczego się nie nadaje ... Żeby uniknąć awantur zaczolem kłamać i tak to we mnie wniknęło staram się walczyć o mój największy skarb ale on nie chce chyba mnie już znać ... Chciałem się zabić cały czas mam takie myśli żeby wziasc nóż i pod ciąć sobie żyły bo i tak nie mam już bo za nim nikogo oddał bym Wszystko żeby mnie nie zostawił dziś dzwoniłem do ośrodka terapi ale nie uda mi się bez niego nie mam już wogule chęci do życia wiec postanowiłem napisać tutaj mam nadzieję że chociaż tu mi ktoś pomoże bo ja już sobie sam rady z tym wszystkim nie umiem dać gdyby on mnie nie zostawił zrobię wszystko żeby się zmienić żeby z tego wyjść żeby walczyć ale mam wrażenie że to wszystko pójdzie na marne że wszystkie nadziejejuż są stracone
  • 03.10.17, 15:30
    Terapia to chyba jedyne sensowne wyjście w twojej sytuacji. Dzwoniłeś do ośrodka, jesteś skłonny się leczyć, więc jest nadzieja, że poprawisz jakość swojego życia. Widzisz, że masz problem, wiesz, skąd te skłonności do kłamstwa, a to już spory sukces.
  • 03.10.17, 15:44
    Nie dam sobie rady bez niego nie dam sobie rady zostałem z tym wszystkim sam
  • 03.10.17, 15:55
    Współczuję ci, ale musisz iść się leczyć dla własnego dobra.
  • 03.10.17, 16:30
    ja sie vez niego zabije
  • 03.10.17, 16:52
    Idź do lekarza, nawet pierwszego kontaktu i opowiedz mu dokładnie o wszystkim. On Ci pomoże, wskaże drogę. Najpierw aby wyciszyć lęki i obawy, a potem zmienić to co ci przeszkadza. Nie jesteś sam, jest dużo ludzi w podobnej sytuacji - ale musisz pozwolić lekarzowi sobie pomóc. Masz cel - zmianę swojego zachowania i lepszy kontakt z ludźmi na których ci zależy, by ich do siebie nie zrażać. Wierzę, że ci się uda.
  • 03.10.17, 17:10
    szczerze to milalem cel tylko jeden zeby byc z nim zeby mnie nie zostawil chce sie leczyc zeby wkoncu byl szczesliwy zebysmy budowali dalej to wszystko ale raczej zludna nadzieja gdyby mnie nie zostawil bylo by mi lzej przeszedl bym pszesto nie sam a teraz pewnie sobie szuka kogos nowego lepszego odemnie zdrowego a ja bez niego nie dam sobie rady nie mam nikogo
  • 03.10.17, 17:18
    wojar13 napisał(a):

    > szczerze to milalem cel tylko jeden zeby byc z nim zeby mnie nie zostawil chce
    > sie leczyc zeby wkoncu byl szczesliwy zebysmy budowali dalej to wszystko ale r
    > aczej zludna nadzieja gdyby mnie nie zostawil bylo by mi lzej przeszedl bym psz
    > esto nie sam a teraz pewnie sobie szuka kogos nowego lepszego odemnie zdrowego
    > a ja bez niego nie dam sobie rady nie mam nikogo

    Masz siebie i to dla SIEBIE masz się przede wszystkim leczyć. Ty jesteś za siebie odpowiedzialny nie ktoś drugi. Dasz sobie radę, jeśli pozwolisz lekarzowi sobie pomóc. Nie myśl o utraconej miłości w tym momencie, myśl o sobie, a potem, jak staniesz na nogi, wzmocnisz się i będziesz zdolny do utrzymania związku, będziesz się zajmować miłością. Na razie raczej wsparciem być dla kogoś nie możesz, prawda?
  • 03.10.17, 17:21
    sam nie wiem pojde do tego psychiatry mam byc w poniedzialek ale watpie ze cos do tego czasu ze mnie bedzie nie mam sily do zycia do niczego leze i placze w jego bluze i caly czas o nim mysle nwm co mam dalej z tym wszystkim robic
  • 03.10.17, 17:22
    kupilem sobie flaszke chociaz troche przestane o tym mywslec i tak z praktyki pewnie wylece i ze szkoly
  • 03.10.17, 18:01
    Popłacz sobie,v to dobrze robi, ale postaraj się utrzymać na praktyce, a jak wylecisz ze szkoły to czym zaimponujesz swojej miłości? Jeśli nadal będziesz mieć czarne myśli i fatalne samopoczucie to jutro do rodzinnego i poproś o zwolnienie oraz coś łagodnego na uspokojenie. I nie zapomnij o poniedziałkowej wizycie!
  • 03.10.17, 18:12
    masz moj meil jak chcesz to pisz tam nie bede zasimiecac swoimi problemami forum
    wojov43@gmail.com
  • 04.10.17, 13:34
    Załatwiłem sobie na jutro lekarza ale nie wiem czy dam sobie z tym wszystkim rade
  • 04.10.17, 13:42
    wojar13 napisał(a):

    > Załatwiłem sobie na jutro lekarza ale nie wiem czy dam sobie z tym wszystkim ra
    > de

    Dasz sobie radę. Daj sobie tylko też czas i zajmij się czymś - codziennie planuj sobie dzień, daj sobie jakieś zadanie do wykonania. Opowiedz też koniecznie wszystko lekarzowi - łącznie z tymi czarnymi myślami które masz. I bierz zalecone przez niego leki.
  • 04.10.17, 14:40
    Nawet rodziny nie mam mam tylko jego dla niego chce się leczyć żebyśmy byli przez całe życie szczęśliwi aż do śmierci
  • 04.10.17, 23:14
    Lecz się DLA SIEBIE. I swojego szczęścia. Bo o nie nikt prócz Ciebie tak jak trzeba nie zadba, nawet najbardziej ukochana osoba. Bo po prostu nie jest w stanie być Tobą.
    Taka miłość o jakiej piszesz jest strasznie opresyjna. Dla Ciebie o czym już wiesz, ale i dla drugiej osoby też bo zadusza, zatłamsza i zawsze będzie powodować chęć ucieczki, wyrwania się. To nie jest szczęście. Idź jutro do lekarza.
  • 05.10.17, 10:41
    Oddałbym naprawdę wszystko żeby mi dał szansę żebyśmy byli razem naprawdę wszystko nawet własne życie kocham go ponad wszystko dla niego tam idę żeby sam zobaczyl że mi na nim zależy
  • 05.10.17, 14:27
    Właśnie wracam z pierwszej wizyty mam nadzieję że się zmienię i że da mi szansę na zmianę oddam za nią Wszystko naprawdę wszystko
  • 05.10.17, 16:22
    wojar13 napisał(a):

    > Właśnie wracam z pierwszej wizyty mam nadzieję że się zmienię.

    Gratulacje. Pamiętaj o tym, że jeszcze długa droga przed Tobą. Życzę wytrwałości.
  • 06.10.17, 11:52
    Jak mam wytrwać skoro nie mam nikogo ... Oddał bym Wszystko żeby dał mi szansę w tedy zrobił bym Wszystko żeby się zmienić dla niego bo bardzo go kocham i zależy mi na nim
  • 07.10.17, 12:13
    Właśnie jadę do niego błagac o ta ostatnia szansę oddam za nią naprawdę wszystko co tylko mam bo zależy mi na nim kocham go ponad życie
  • 07.10.17, 12:46
    wojar13 napisał(a):

    > Właśnie jadę do niego błagac o ta ostatnia szansę oddam za nią naprawdę wszystk
    > o co tylko mam bo zależy mi na nim kocham go ponad życie

    Jeśli ci zależy, to nie błagaj, nie nachodź, tylko najpierw się zmień, wylecz, przejdź terapię, a dopiero potem próbuj naprawić zerwaną relację. Teraz nie masz żadnych argumentów.. Zaczynasz od złej strony.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.