Dodaj do ulubionych

Jak odsunąć teściową

16.07.15, 14:17
Niedługo przeprowadzam się do mojego faceta. On mieszka w domu z rodzicami, ale ma swoje piętro, swoją kuchnię, łazienkę. Słowem - tak jakby swoje mieszkanie, ale wejście do domu jest wspólne. Jego rodzice mnie znają, akceptują, bardzo chcą, abyśmy byli razem. I wszystko byłoby ok, gdyby nie... jego mama.
Lubię ją, jest fajna, ale strasznie męczy mnie jej nadopiekuńczość, nadmiar troski, wieczna pomoc, gdy o to nie proszę. Ja jestem typ mocno samodzielny, który uważa, że dorośli ludzie sami się obsługują. Natomiast on jest bez przerwy obsługiwany przez mamę, mimo iż na górze ma wszystko co do samodzielnego życia potrzebne. Mama mu gotuje, obiadki pod nos podtyka, pierze, prasuje, z pracy się zrywa, żeby on ciepłe ziemniaczki miał na obiad. Dopóki tam nie mieszkałam, to co prawda nie podobało mi się to, ale nie próbowałam wpłynąć na sytuację, wychodząc z założenia, że to ich cyrk i jak ona chce tak skakać koło starego konia, to proszę bardzo. Ale im bliżej wprowadzki, tym bardziej mi to przeszkadza.
Coraz częściej mówię mu o tym, że mi się nie podoba to oplecenie maminą pępowiną, że jest przez to niesamodzielny, strasznie wygodny i leniwy. Ale to tylko generuje kłótnie między nami.
A wczoraj wybuchła mega awantura, bo przyjechałam do niego po południu i patrzę, a w sypialni zmieniona pościel na nową. I się wściekłam, bo to nie po raz pierwszy się wydarzyło. Bo to nie on tę pościel zmienił, ale jego mama. A my w tej pościeli śpimy (spędzam u niego na razie weekendy), uprawiamy seks i dla mnie to trochę tak, jakby mi jego mama w majtkach grzebała. I ja wiem, że ona chciała dobrze, ta pościel to pewnie miała być prezentem, ale na Boga - prezenty się daje, a nie przychodzi pod nieobecność i narzuca swoją wolę!
Próbowałam na niego wpłynąć, aby porozmawiał z mamą i ustalił z nią nowe zasady, bo kiedyś mi obiecał, że to zrobi. Ale widzę, że nie robi, że ma ogromny problem z tym, aby własną matkę odsunąć od swojego życia. Cały czas powtarza mi, że jak się wprowadzę, to ona sama się odsunie. A ja się obawiam, że jednak nie. To oczywiście nie zniechęca mnie, aby spróbować tam pomieszkać i zobaczyć jak będzie, ale kompletnie nie wiem jak z nią rozmawiać. Skoro on nie potrafi, to może ja powinnam jej uświadomić, że nie powinna zmieniać nam pościeli, że nie powinna narzucać mi się z obiadami, a przede wszystkim nie powinna włazić do nas na górę, kiedy jej się podoba, że mamy prawo do intymności i prywatności, że to nasz przestrzeń i powinna to uszanować. Tylko kompletnie nie wiem jak to zrobić. Jak sobie pomyślę, że miałabym przeprowadzić z nią taką rozmowę, to mi się słabo robi i totalnie nie wiem czego się tak boję, bo generalnie jestem typem, który mówi czego chce. Uważam, że to jego dom, jego mama i jego rola, no ale on się nie garnie do tego i uważa, że ja wymyślam sobie problemy.
Jak mam się do tego zabrać, aby na naszej przestrzeni na górze ustanowić własne zasady?
Edytor zaawansowany
  • jagienka75 16.07.15, 14:24
    ani to Twoja teściowa ani tym bardziej Twój dom, więc i masz tam raczej gó... do gadania.
    będziesz fikać, wylecisz na zbity pysk i wrócisz na swoje stare śmieci.
    to co tutaj przeczytała, to chyba jakiś żart.
    --
    Ludzie często domagają się prawdy, ale rzadko lubią jej smak.
  • napis_z_obrazka 16.07.15, 14:48
    Wstawic zamek do drzwi mieszkanka na gorze.
  • aqua48 16.07.15, 14:49
    napis_z_obrazka napisała:

    > Wstawic zamek do drzwi mieszkanka na gorze.

    Synalek da zaraz mamusi klucze :)
  • aqua48 16.07.15, 14:48
    beata.beata999 napisała:

    > Coraz częściej mówię mu o tym, że mi się nie podoba to oplecenie maminą pępowin
    > ą, że jest przez to niesamodzielny, strasznie wygodny i leniwy.

    I naprawdę chcesz mieszkać z takim mężczyzną w domu jego rodziców? Uważasz że on się zmieni? A po co miałby skoro tak mu wygodnie, a sam jest leniwy?

    > Próbowałam na niego wpłynąć, aby porozmawiał z mamą i ustalił z nią nowe zasady
    > bo kiedyś mi obiecał, że to zrobi. Ale widzę, że nie robi, że ma ogromny prob
    > lem z tym, aby własną matkę odsunąć od swojego życia. Cały czas powtarza mi, że
    > jak się wprowadzę, to ona sama się odsunie. A ja się obawiam, że jednak nie.

    Moim zdaniem słusznie się obawiasz.
    Jeśli nie chcesz mieć podstawianych obiadków pod nos i wyprasowanej bielizny przez jego mamę oraz ciągłych jej wizyt i wtykania nosa w Wasze sprawy to się tam po prostu NIE WPROWADZAJ dziewczyno!!!
  • ola_dom 16.07.15, 14:55
    aqua48 napisała:

    > Jeśli nie chcesz mieć podstawianych obiadków pod nos i wyprasowanej bielizny przez jego
    > mamę oraz ciągłych jej wizyt i wtykania nosa w Wasze sprawy to się tam po prostu NIE
    > WPROWADZAJ dziewczyno!!!

    A może to wcale nie jest głupi pomysł jednak - żeby tam NA RAZIE zamieszkać? beata.beata zdaje się być dość stanowczą osobą, więc może przez te kilka próbnych tygodni/miesięcy dobitnie wyjaśni facetowi - na przykładach - że powinni się wynieść na swoje. A nuż to zadziała?

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • tully.makker 16.07.15, 15:02
    A nuż to zadziała?

    Moze i zadziala, ale zapewne nie w takiej formie jakby watkodajka tego pragnela - oto ubezwlasnowolniony przez jedna kobiete facet znalazl sobie druga silaczke, by go niosla przez zycie. Czarno widze...
    --
    W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
    Wiedzmowo
  • edw-ina 16.07.15, 15:09
    Biedny człek, z deszczu pod rynnę... ;)
    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • tully.makker 16.07.15, 17:37
    Ale on to lubi. To raczej ona biedna, majac w perspktywie spedzenie zycia z malym dzieckiem, a nie z samodzielnym mezczyzna.
    --
    W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
    Wiedzmowo
  • edw-ina 16.07.15, 21:34
    Bez wątpienia, ale powiem ci, że kiedy patrzę na jakich facetów rzucają się wręcz moje znajome singielki z kategorii rycząca czterdziestka, to nie mogę przestać się nadziwić. Nie ważny alkoholizm, zdiagnozowana poważna choroba psychiczna, notoryczne bezrobocie, byleby facet w domu był.
    Naturalnie pisząc to nie sugeruję, że autorka wątku jest w rozpaczy i z samotności weźmie każdego. To kompletnie poboczna myśl.
    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • tully.makker 16.07.15, 15:01
    Sytuacja absolutnie nie rokuje i dziwie sie, ze tego nie widzisz. Abstrahujac juz od postawy nietesciowej i faktu, ze mieszkajac tam gdziemieszkacie nie bedziecie u siebie, tylko u kogos i ta zaleznosc bedzie rzutowac na wasze relacje niezaleznie dobrych checi obu stron, to zwiazek z maminsynkiem, ktory nie ma poczucia obciachu, kiedy ktos go obsluguje i nie umie postawic tamy zapedom matki, po prostu nie rokuje. na tym forum, i na innych zreszta tez znajdziesz pierdylion watkow opisujacych jak i dlaczego to nie dziala.

    Oczywiscie wiadomo, ze i tak sprobujesz, bo taka jest kolej rzeczy, wiec radze ci tylko, zebys nie wpadla w pilapke bycia "lepsza od mamusi" i zaczela wymagac od swojego partnera samoobslugi na poziomie ososby doroslej.
    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • marynica 16.07.15, 15:08
    Jeszcze się nie wprowadziłaś, a już masz pretensje.
    Gdyby do mnie przyszła dziewczyna mojego syna i powiedziała, żebym nie ŁAZIŁA na piętro MOJEGO domu, bo to teraz prywatna przestrzeń syna i owej dziewczyny, to szybko zmieniłabym zdanie na temat wspólnego dachu. Nie dlatego, że uważam postulaty za głupie, ale z powodu bezczelnej formy ich przedstawienia.
    Bo jak napisała jagienka nie jesteś ani żoną syna, ani synową jego rodziców, ani właścicielką domu. Jesteś gościem, więc zachowuj się jak gość.
    Twój facet mówi, że matka odsunie się jak już zamieszkasz, więc może poczekaj z ocenami.

  • ola_dom 16.07.15, 15:12
    marynica napisała:

    > Twój facet mówi, że matka odsunie się jak już zamieszkasz, więc może poczekaj z ocenami.

    No, a jak mówi, to mówi!
    .... :)

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • beata.beata999 16.07.15, 15:25
    Mnie nie chodzi o to, że ona włazi na górę, Z przyjemnością sama ją zaproszę, zrobię kawę, poczęstuję ciastem, pogadam. Bo ja ją lubię i wydaje mi się, że ona mnie też. Mnie irytuje to, że potrafi wejść tam o 23-ciej, kiedy ja już szykuję się do spania. Jeszcze nie było sytuacji, że zastała mnie gołą, ale pewnie wszystko przede mną.
    To jej syn cały czas mi powtarza, że to NASZA przestrzeń, że to NASZ dom, więc skoro nasza, to uważam, że w NASZYM domu możemy ustalić sobie własne zasady. Problem tylko w tym, że mówi to do mnie, natomiast mamie już nie.
    Być może rzeczywiście będzie tak, że jak się wprowadzę, to ona sama się odsunie. Oby. Ale oceniam sytuację na teraz. Bo teraz, póki jeszcze nie mieszkam pełną parą, to też mi przeszkadza ten nadmiar pomocy.
  • aqua48 16.07.15, 15:39
    beata.beata999 napisała:

    > To jej syn cały czas mi powtarza, że to NASZA przestrzeń, że to NASZ dom. Pr
    > oblem tylko w tym, że mówi to do mnie, natomiast mamie już nie.

    No więc popracuj nad tym, żeby powtarzał to przede wszystkim swojej mamie. Mów, że ty czujesz się niekomfortowo kiedy ona (do WASZEGO DOMU) przychodzi jak do siebie o 23.00, i że wobec tego lepiej wrócisz na noc do swojego mieszkania. Że absolutnie nie możesz czuć się dorosła i niezależna kiedy proponuje śniadanie i zmienia Wam pościel, czy wiesza firanki. I że w takiej sytuacji wasz związek również nie jest dojrzały. Niech on coś z tym zrobi.



  • beata.beata999 16.07.15, 22:05
    Dokładnie to mu mówię. Że czuję się jak dziecko, kiedy tak się nami opiekuje. Bezradna, niesamodzielna, zależna. Ale mam wrażenie, że albo on tego nie rozumie, albo ma jakiś gigantyczny problem, aby ją odsunąć. Lub chociaż pomóc mi to zrobić.
  • evee1 17.08.15, 08:00
    > Jesteś gościem, więc zachowuj się jak gość.
    Kiepska argumentacja. Jak Ty masz gosci w domu, ktorzy u Ciebie np nocuja, to tez nie szanujesz ich prywatnosci, tylko wlazisz im do pokoju bez pukania.
    --
    Schudnę do lata. Teraz tylko muszę zdecydować do którego.
    -- www.prawdziwabuka.blogspot.com.au/
  • beata.beata999 16.07.15, 15:09
    Wiem, że to nie moja teściowa. Używam skrótu - słowo teściowa jest krótsze niż matka mojego faceta.
    Nie boję się tego, że jakby co, to wylecę na zbity pysk. Mam dokąd wracać i to równie dobrze może być tak, że to ja zrezygnuję z mieszkania tam, bo nie dam rady. Ale nie zamierzam się podporządkowywać, nawet za cenę tego, że mnie stamtąd wyrzucą. Nie jestem od niego zależna.
    Ja wiem, że on nie ma motywacji, aby cokolwiek w chwili obecnej zmieniać. Jemu jest wygodnie. Ma uprane, mimo iż ma własną pralkę, mama chyba przybiega na górę i zabiera jego porozwalane rzeczy do prania. Ma uprasowane, mimo iż twierdzi, że jemu wszystko jedno, może chodzić w pogniecionym. Ma ugotowane, mimo iż twierdzi, że jakby co to może sobie jadać na mieście. Jedyne czego ona nie robi, to mu na górze nie sprząta. Mam wrażenie, że ona skacze wokół niego (a czasem wokół nas) z własnej inicjatywy, nikt jej o to nie prosi.
    I mnie raczej chodzi o to, co zrobić, jak jej uświadomić, że ta jej pomoc jest nam niepotrzebna. Że chcemy być samodzielni, bez opieki mamusi. Kiedyś rano schodziłam do sklepu po bułki na śniadanie i się na nią natknęłam. Od razu było, że śniadanie już zrobione, że mamy zejść. Powiedziałam, że nie, że sami sobie zrobimy. Był lament, że przecież już zrobione, że kto to teraz zje, że przecież już gotowe. Ale wtedy się zaparłam, powiedziałam że jesteśmy dorośli i zamierzamy być samodzielni. W każdą sobotę przylatuje do mnie na górę, żebym nie gotowała, bo ona już zrobiła obiad. Odmawiam, robię własny. Trochę lamentuje, ale sobie w końcu idzie.
    Więc nie mam problemu z odmawianiem jej, z odpychaniem jej narzucającej pomocy i opieki. Ale nie wiem jak z nią ustalić, jak porozmawiać, że nie chcemy jej pomocy, że ma mi nie zmieniać pościeli, nie wieszać firanek, nie układać chodników na podłogach itp.
  • aqua48 16.07.15, 15:33
    beata.beata999 napisała:


    > Ja wiem, że on nie ma motywacji, aby cokolwiek w chwili obecnej zmieniać. Jemu
    > jest wygodnie.

    Nad tym powinnaś pracować, aby to on miał tę motywację. I żeby nadopiekuńczość matki DLA NIEGO również zrobiła się niewygodna.

    Wam może być niepotrzebna, ale potrzebna jest zapewne tej matce. Pomyślałaś o tej stronie medalu? W takiej sytuacji wszelkie uświadamianie będzie jedynie zwracaniem uwagi na to, że ONA jest nikomu już niepotrzebna..
    Dlatego własnie powinien to czynić jej syn, zapewniając jednocześnie matkę o swej miłości do niej, potrzebie kontaktów, zasięganiu jej rady jeśli będzie taka potrzeba itp.
    TWOJE uświadamianie na nic się nie zda, a może być jedynie przyczyną konfliktów...

    > Ale nie wiem jak z nią ustalić, jak porozmawiać, że nie chcemy jej po
    > mocy, że ma mi nie zmieniać pościeli, nie wieszać firanek, nie układać chodnikó
    > w na podłogach itp.

    Ale to jest jej dom, jej firanki i jej chodniki?
  • beata.beata999 16.07.15, 22:07
    > Nad tym powinnaś pracować, aby to on miał tę motywację. I żeby nadopiekuńczość matki DLA NIEGO również zrobiła się niewygodna.

    No właśnie. Ale JAK mam mu tę motywację zmienić? Bo nie mam pomysłu i nie wiem, czy to w ogóle się da zrobić.
  • evee1 17.08.15, 08:07
    Mozesz chociazby porozmawiac z nim i powiedziec, ze to nie jest Twoja matka, ktora Cie od urodzenia chowala i pupe podcierala i jednak troche krepuje Cie bycie obslugiwanym przez w zasadzie obca osobe i to jeszcze znienacka, kiedy sie tego nie spodziewasz.
    Tworzac z nim nowy, odrebny zwiazek, masz prawo chodzi sobie naga po mieszkaniu i nie martwic sie, ze oto mamusia wparuje, zeby ugotowac zupke ;-).
    I uwazam, ze lepiej, zeby twoj partner porozmawial z matka zanim sie jeszcze wprowadzisz, ze od samego poczatku uklad byl jasny. Oczywiscie moze powiedziec, ze bardzo mamie jest wdzieczny, ze chce im pomagac, no, ale czas aby ON sie uniezaleznil i wlasnie ten czas nadszedl. Od syna napewno matka to przyjmnie sto razy lepiej niz od Ciebie, bo gdy padnie to z Twoich ust, to Ty mozesz sie stac wrogiem nr 1, co to chce jej odebrac synka.
    --
    Schudnę do lata. Teraz tylko muszę zdecydować do którego.
    -- www.prawdziwabuka.blogspot.com.au/
  • celestyna444 16.07.15, 15:50
    Pierze, prasuje, gotuje, zmienia posciel, wiesza firanki i jeszcze pracuje, czyli kasę do domu przynosi... ja, na Twoim miejscu, brałabym teściową a nie jej synka. Może się jeszcze zastanów :-) :-) :-)
  • angazetka 16.07.15, 16:28
    > I mnie raczej chodzi o to, co zrobić, jak jej uświadomić, że ta jej pomoc jest
    > nam niepotrzebna.

    Ależ syneczkowi mamusi ta pomoc jest szalenie potrzebna, skoro z niej ochoczo korzysta do tej pory.
  • tully.makker 16.07.15, 17:39
    TOBIE to jest niepotrzebne, jemu tak.

    Ciekawe, co by bylo, gdyby w ten weekend pan wstal wczesniej i zrobil sniadanie DLA wszystkich, wlacznie z owa mama...
    --
    W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
    Wiedzmowo
  • szpil1 16.07.15, 19:12
    beata.beata999 napisała:


    > Ja wiem, że on nie ma motywacji, aby cokolwiek w chwili obecnej zmieniać. Jemu
    > jest wygodnie. Ma uprane, mimo iż ma własną pralkę, mama chyba przybiega na gór
    > ę i zabiera jego porozwalane rzeczy do prania. Ma uprasowane, mimo iż twierdzi,
    > że jemu wszystko jedno, może chodzić w pogniecionym. Ma ugotowane, mimo iż twi
    > erdzi, że jakby co to może sobie jadać na mieście. Jedyne czego ona nie robi, t
    > o mu na górze nie sprząta.

    I Tobie przeszkadza jej nadgorliwośc, ale wygodnictwo i lenistwo twojego partnera już nie?

    Mam wrażenie, że ona skacze wokół niego (a czasem wo
    > kół nas) z własnej inicjatywy, nikt jej o to nie prosi.

    Może to prawda, a może tylko twoje wrażenie spowodowane patrzeniem zakochanej kobiety przez różowe okulary. Jak mówi przysłowie: "Kto kogo miłuje wad jego nie czuje". Tak i ty nie widzisz wspomnianego wyżej wygodnictwa, lenistwa oraz mamisynkowatości.

    > I mnie raczej chodzi o to, co zrobić, jak jej uświadomić, że ta jej pomoc jest
    > nam niepotrzebna.

    Tobie - nie, twojemu facetowi najwyraźniej jest niezbędna do życia.

    > Więc nie mam problemu z odmawianiem jej, z odpychaniem jej narzucającej pomocy
    > i opieki. Ale nie wiem jak z nią ustalić, jak porozmawiać, że nie chcemy jej po
    > mocy, że ma mi nie zmieniać pościeli, nie wieszać firanek, nie układać chodnikó
    > w na podłogach itp.

    To nie wy nie chcecie, tylko ty nie chcesz. Znowu: twój facet nie ma z tym najmniejszego problemu.
  • agnieszka_iwaszkiewicz 16.07.15, 15:20
    Myślę, że zasady takiego mieszkania będą ustalać się w codzienności. Parę razy postawione przez Panią granice mogą czy też powinny zmienić zachowania matki partnera. Skoro jest fajna powinna to rozumieć, że zmienia się życie jej syna. Ale i Pani winna wziąć pod uwagę, że od razu takie schematy się nie zmieniają i że wchodzi Pani w pewien układ, który warto bardzo mocno wziąć pod uwagę. Bo w nim funkcjonuje Pani partner .
    A to jemu najzręczniej jest go korygować. Poza zachowaniami warto obserwować relacje . I pamiętać, że i Pani wejdzie w ich krąg i przyjmie jakąś rolę.
    Nie warto zaczynać od wprowadzania sztywnych zasad nawet jakby byly najsłuszniejsze. Dodam jeszcze ze można odsunąć teściową od Was ale tez można odsunąć syna od mamy. Może to słuszniejszy kierunek i bardziej rokujący? Agnieszka Iwaszkiewicz
  • beata.beata999 16.07.15, 15:48
    > A to jemu najzręczniej jest go korygować.

    Też tak myślę. I dlatego wolałabym "zwalić" na niego rozmowę z mamą i ustalenie z nią pewnych rzeczy. Dla mnie to jest w jakiś sposób trudne. Ponadto obawiam się, że sprawię jej w jakiś sposób przykrość, a tego bym nie chciała.

    > Dodam jeszcze ze można odsunąć teściową od Was ale tez można odsunąć syna od mamy. Może to słuszniejszy kierunek i bardziej rokujący?

    Myślę, że odsunięcie syna od mamy jest bardzo słusznym kierunkiem, tylko nie bardzo wiem, jak to zrobić. Bo mam wrażenie, że on wcale nie potrzebuje opieki mamy (aczkolwiek z tego korzysta), to ona mu ją narzuca. Kiedyś rozmawiałyśmy i ona zaczęła mi dosłownie płakać łzami, jak ona ma ciężko w życiu, jak ona mu musi te koszulki ciągle prasować, że już rąk nie czuje, że jest taka zmęczona. Więc powiedziałam, żeby przestała, po co to robi, skoro on twierdzi, że tego nie potrzebuje. Więc był jeszcze większy płacz, że jak on będzie wyglądał w pogniecionych, że to wstyd, że może w moim domu to tak było, ale u niej to jest nie do pomyślenia, żeby syn chodził w pogniecionym. Więc dałam sobie spokój z dyskusją na ten temat, bo, doprowadzała ją tylko do jeszcze większego płaczu, a nie do zrozumienia, że dorosły człowiek powinien dbać o siebie sam.
  • ola_dom 16.07.15, 15:55
    beata.beata999 napisała:

    > Kiedyś rozmawiałyśmy i ona zaczęła mi dosłownie płakać łzami, jak ona ma ciężko w życiu, jak
    > ona mu musi te koszulki ciągle prasować, że już rąk nie czuje, że jest taka zmęczona. Więc
    > powiedziałam, żeby przestała, po co to robi, skoro on twierdzi, że tego nie potrzebuje. Więc
    > był jeszcze większy płacz, że jak on będzie wyglądał w pogniecionych, że to wstyd, że może w
    > moim domu to tak było, ale u niej to jest nie do pomyślenia, żeby syn chodził w pogniecionym.

    łuuupppssss......
    Ścierpła mi skóra, szczerze mówiąc :/

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • aqua48 16.07.15, 16:15
    beata.beata999 napisała:

    >Kiedyś rozmawiałyśmy i o
    > na zaczęła mi dosłownie płakać łzami, jak ona mu mus
    > i te koszulki ciągle prasować, że już rąk nie czuje, że jest taka zmęczona. Wię
    > c powiedziałam, żeby przestała,
    > był jeszcze większy płacz, że jak on będzie wyglądał w pognieci
    > onych, że to wstyd, że może w moim domu to tak było, ale u niej to jest nie do
    > pomyślenia,
    żeby syn chodził w pogniecionym.

    Bardzo źle to rokuje. Powiem szczerze, choćbym była nie wiem jak zakochana w mężczyźnie to do takiego domu z taką matką (nawet dobrą i sympatyczną obiektywnie) za nic bym się nie wprowadziła. Nie wspominając już o próbach jej "poprawiania", "odsuwania" czy jak tam to nazwiesz.
    Twój partner będzie zawsze między młotem a kowadłem. I nieustannie będzie musiał wybierać kogo ma zadowolić - Ciebie i Twoje oczekiwania niezależności czy dobre serce matki, która nie może znieść kiedy syn chodzi w pomiętym, bo Ty akurat nie miałaś czasu lub ochoty mu wyprasować.. W tej grze już przegrałaś.
  • napis_z_obrazka 16.07.15, 16:47
    Zachowanie matki partnera wyglada mi na dawanie Ci - mniej lub bardziej swiadomie - instrukcji obslugi jej syna. Byc moze bedziesz tam na probe;-)
    Jedyna mozliwosc odsuniecia syna od matki, to wlasne wynajete mieszkanie. Na Twoja ewentualnie probe;-)
    Chyba, ze tak Ci na nim zalezy i wejdziesz w buty przyszlej tesciowej.
    A tesc jak, wyprasowany czy pognieciony?
  • marynica 16.07.15, 17:00
    Na Twoim miejscu nie zgodziłabym się na zamieszkanie w domu rodziców chłopaka. Jemu jest za wygodnie, matka koło niego skacze, ale Ty też. On nie ruszając się z rodzinnego domu, ze swojego ciepłego gniazdka i nie płacąc żadnej ceny (to jest potrzebne, żeby docenić to co się ma) dostaje pełną obsługę łącznie z seksem na zawołanie. Wikt, opierunek i Ciebie.Wszystko podsunięte pod nos. Istny basza!
    Lepiej byloby, gdybyście zamieszkali z dala od jego rodziców. Wtedy by się okazało co dla niego jest ważne, czy wygody rodzinnego domu, czy Ty.
  • agnieszka_iwaszkiewicz 17.07.15, 00:55
    beata.beata999 napisała:

    Więc był jeszcze większy płacz, że jak on będzie wyglądał w pognieci
    > onych, że to wstyd, że może w moim domu to tak było, ale u niej to jest nie do
    > pomyślenia, żeby syn chodził w pogniecionym.

    To nie rokuje dobrze, ponieważ mama partnera tak naprawdę obsługę syna czyni dla siebie i z własnych pobudek. W myśl zasady " mój syn świadczy o MNIE". Syn jest jedynie pasem transmisyjnym do poczucia się znakomitym matką , lepszą od innych, powodem do dumy z spełnionych obowiązków , a nawet cudownym pretekstem do poczucia się bardzo zmęczoną, ale z powodów najwyższych wartości, jakie może przyjąć wyprasowana koszula. O tyle to nie dobre, że trudno z tego będzie mamie zrezygnować, bo stałe zasilanie jest przecież potrzebne.
    Niezbyt łatwo odda Pani pole, szczególnie, że istnieje prawdopodobieństwo, że będzie chciała wykazać, że Pani jest gorsza a bardzo łatwo będzie z Panią wygrać na tę niewyprasowaną koszulę. Ale nie o dobro syna tu chodzi , tylko o samopoczucie matki. A syn obrywa rykoszetem i staje się raczej niesamodzielnym mężczyzną. No bo chodzi o to, aby mama miała pełne ręce roboty do końca swoich dni, bo to rzutuje na jej komfort psychiczny. A kto chce tę sferę oddawać bez walki.
    I dlatego Pani opis partnera zamieszczony gdzieś w kolejnej wypowiedzi, brzmi raczej jak opis zachowań piętnastolatka, co to jajecznicę zrobi i kawę, ale z wieloczynościowym praniem ma już lekki kłopot. A przypuszcza ze wzmianki o seksie, że ma lat więcej. To są skutki tego co napisałam wyżej. I może zabrzmi to dziwacznie, ale powiem , że nie jego to wina, ze tak jest. Jego winą będzie jak tej strategii mamy nie zobaczy i nie zechce się z niej uwolnić. Agnieszka Iwaszkiewicz
  • adorra0 16.07.15, 15:38
    Beato, a jak Twój partner zachowuje się wtedy kiedy u niego mieszkasz? Jest samodzielny? Angażuje się w prace domowe, np. sprzatanie czy gotowanie? Potrafi załączyć pralkę? Zrobić zakupy? Przygotować samodzielnie dla Was śniadanie bądź kolację? Jak reaguje na Twoją odmowę skorzystania z zaproszenia na obiad czy śniadanie?
  • enith 16.07.15, 16:08
    Wydajesz się sensowną, konkretną, niezależną dziewczyną. Tym bardziej więc nie mogę pojąć, jak możesz nie widzieć, że nie tylko wspólne mieszkanie, ale partner również nie rokują dobrze na przyszłość. Zakładam, że facet ma co najmniej 25 lat i prawdopodobnie nigdy sam nie zmienił pościeli, nie ugotował obiadu, nie umył okien czy kibla. I TY wierzysz, że TOBIE uda się skorygować czy też wychować starego konia pod dachem jego matki, która go od tych 25 lat obsługuje. Od razu ci powiem, co nastąpi: po kolejnej awanturze o wtrącającą się matkę (która akurat jest NAJMNIEJSZYM twoim problemem), spakujesz manatki i wypierniczysz stamtąd w podskokach. I wątpię, czy pan pójdzie za tobą. Raczej zostanie przy mamusi, gdzie jest oprany i nakarmiony.
    Żeby to się w ogóle udało, facet musiałby wyprowadzić się z domu do ciebie lub nowo wynajętego lokum. Wchodzi to w ogóle w grę? Czy też nawet propozycja tego rozwiązania skończyłaby się mega awanturą? Słuchaj swojej intuicji, ja wiem, że ty w głębi duszy wiesz, że to ma bardzo małe szanse powodzenia, ale ten głos zagłuszasz, licząc, że akurat wam się uda.
  • sebalda 16.07.15, 16:27
    Mąż mojej przyjaciółki usiadł kiedyś nagi wieczorem w pokoju, gdzie mieszkali z żoną w mieszkaniu jej rodziców, i czekał. Teściowa nigdy nie pukała, gdy do nich wchodziła, więc i tym razem tak było. Otworzyła drzwi, zobaczyła zięcia, jak go Pan Bóg stworzył i czym prędzej uciekła. Od tej pory już zawsze pukała:)
    To taka anegdotka, tutaj pewnie by się nie sprawiła, bo kobieta gołej kobiety tak się nie wystraszy, jak by się wystraszyła faceta:) A ogólnie czarno to widzę, bo takie rozwiązanie nie ma specjalnie szans na sprawdzenie się. Ale próbować można.
  • enith 16.07.15, 16:37
    Fajna anegdotka, Sebaldo, ale tu chyba niestety nie tylko o niepukanie chodzi. Chodzi o kompletnie niezaradnego życiowo faceta obsługiwanego od niepamiętnych czasów przez utyraną matkę. Na to żadne triki z golizną nie pomogą. Tu pomogłaby wyprowadzka i ustalenie własnych zasad, na jakich ma funkcjonować związek.
  • szpil1 16.07.15, 19:06
    Eee tam, niezaradny życiowo. Zwyczajnie wygodnicki i leniwy.
    I zgadzam się z innymi forumkami. Ten pan nie rokuje, zawsze będzie problem.
  • pogodoodporna 16.07.15, 17:14
    sebalda napisała:

    > To taka anegdotka, tutaj pewnie by się nie sprawiła, bo kobieta gołej kobiety t
    > ak się nie wystraszy, jak by się wystraszyła faceta:)

    Nic nie szkodzi, zawsze mozna zainscenizowac sado-maso w lateksach i z pejczem.
  • beata.beata999 16.07.15, 22:14
    > Mąż mojej przyjaciółki usiadł kiedyś nagi wieczorem w pokoju, gdzie mieszkali z żoną w mieszkaniu jej rodziców, i czekał. Teściowa nigdy nie pukała, gdy do nich wchodziła, więc i tym razem tak było. Otworzyła drzwi, zobaczyła zięcia, jak go Pan Bóg stworzył i czym prędzej uciekła. Od tej pory już zawsze pukała:)

    Mój przyjaciel, któremu opowiadam o moich perypetiach w tym domu i z nieteściową podsunął mi już jakiś czas temu podobny pomysł. Mam się zaczaić wpół goła, albo nawet goła i jak usłyszę, że idzie, to wyjść jej naprzeciw z wibtarorem w dłoni :DDD
    Może by zadziałało, ale chyba jednak na to się nie odważę :))))
  • zuzi.1 16.07.15, 19:49
    10/10 Enith.
  • ada1214 16.07.15, 16:34
    O Boze.
    Mam taka sama nadopiekuncza tesciowa. Moje perypetie opisalam bardzo szczatkowo w watku o pretensjach do rodzicow, zajrzyj.
    Powiem Ci tak, to w co sie pakujesz to kanal po prostu. Moja tesciowa ii jej nadopiekuncze macki siegaja do nas az zanadto, choc mieszka 100 km od nas. 100 kilometrow i kilkanascie lat malzenstwa nie oslabilo az tak bardzo, o ile w ogole, jej zapedow i jej macek.
    Powiadam Ci, kazdy jeden dzien, ktory spedzisz w ich domu, bedzie zmarnowany. Kazdy. A Twoja frustracja bedzie rosla, rosla...proporcjonalnie do zadowolenia meza.
  • zuzi.1 16.07.15, 19:47
    Autorko sprobowac pomieszkac oczywiscie mozesz, bo widac, ze latwo nie odpuszczasz, ale zgadzam sie z dziewczynami, ze szczesliwego finalu tu nie bedzie. Jesli sie zdecydujesz to napisz nam prosze jak sytuacja wyglada po jakims czasie. Zapytaj sie faceta czy bylby sklonny sie z tego domu wyprowadzic do waszego mieszkania wynajmowanego? i zobacz co on na to. Jak sie zgodzi to szukaj mieszkania :)
  • moni_kaw 16.07.15, 20:24
    dziewczyno uciekaj jak najszybciej; proszę posłuchaj mnie, nie rób sobie tego, bo przepłaczesz wiele dni i nocy;
    jeżeli zależy ci naprawdę na związku z tym facetem POD ŻADNYM pozorem nie wprowadzaj się do domu jego rodziców - nigdy i na żadnych warunkach! nie znam cię i w zasadzie powinno mi być to obojętne, ale jeszcze raz proszę cie nie wprowadzaj się tam!
  • beata.beata999 16.07.15, 21:01
    > nie znam cię i w zasadzie powinno mi być to obojętne, ale jeszcze raz proszę cie nie wprowadzaj się tam!

    A dlaczego??????
  • 71tosia 16.07.15, 21:23
    Biegasz po swieze buleczki, gotujesz obiadki, zmianiasz posciel etc. Czy to nie twoj facet powinien wstac rano, kupic te buleczki i zrobic sniadanie i tobie a moze i mamie? Opiekuncza tesciowa jest problemem a lenistwo faceta nie? Skoro mozecie zamieszkac u ciebie, to moze przynajmniej na jakis czas sprobojcie. Obawiam sie ze nawet jak zamieszkacie z dala od jego mamy, to za chwile ty bedziesz robic to wszytsko co do tej pory robila jego mama, on bedzie bedzie cie zapewnial ze wcale nie potrzebuje a ty poplakiwac ze jestes przepracowana.
  • beata.beata999 16.07.15, 22:00
    Powiem tak - ja wiem, że nie będzie łatwo. Ale nie jestem z tych, które szybko się poddają i uważam, że związek to nie tylko sielanka, ale również trudności. I że trzeba sobie z nimi radzić.
    Może wprowadzka tam to strata czasu, ale jeśli się nie spróbuję, to nigdy się nie przekonam, czy miałam rację, czy nie. A spróbować chcę.
    Oczywiście, macie rację, że mój mężczyzna to jest mało zaradny życiowo. Ale raczej domowo, w relacji, w związku, w budowaniu wspólnego domu. Jest wygodnicki, ale uważam, że gdyby został zupełnie sam, to by sobie poradził. Potrafi wstawić pranie, uruchomić pralkę. Kiedy jestem u niego, to wstawiam pranie ja, albo czasem on. Więc wiem, że umie i da sobie z tym radę. Kiedyś powiedziałąm, że idziemy rozwiesić pranie razem. Zaniósł mi to pranie do pralni i stoi. Szturchnęłam, że ma rozwieszać ze mną, bo ja to nie jego służąca. No to usłyszałam, że on może lepiej nie, bo mama mówi, że on źle rozwiesza. Usłyszał, że ja mam w nosie jak rozwiesza, ma być samodzielny i ma rozwieszać ze mną. Rozwieszał.
    Gotować nie potrafi, ale chętnie w weekendy robi jajecznicę na śniadanie i nie muszę go specjalnie prosić. Kolacji wykwintnej nie przygotuje, ale z kanapkami sobie radzi. Jak jestem głodna to chętnie poleci i coś mi z lodówki przyniesie, herbatę zrobi, kawę taką jak lubię. Ostatnio zostawiłam w zmywarce kilka brudnych talerzy i garnek. Zmywarki nie opłacało się właczać na te kilka naczyń, więc wyjął i umył w zlewie, bo zaczęło mu śmierdzieć. Więc to nie jest tak, że on nic nie potrafi. Co oczywiście nie zmienia faktu, że potrafi mało.
    Oczywiście, że mu mówię, że doceniam starania jego mamy, ale gdy nas tak obsługuje, to ja zaczynam się czuć jak dziecko, że wpędza mnie to w poczucie bezradności i dziecięcej zależności od mamy. I że ja tak nie chcę żyć, bo od lat jestem samodzielna i niezależna i źle się czuję z taką obsługą. Jednak mam wrażenie, że to do niego nie trafia.
    Ktoś zwrócił uwagę, że jego matka może nie chcieć zrezygnować z obsługi jego lub nas, bo poczuje się niepotrzebna. To chyba nie tu leży problem. Ona oprócz niego ma córkę, zięcia i wnuczkę, którzy mieszkają w pobliżu. Jest już na emeryturze, ale pracuje w zasadzie na cały etat w firmie swojej córki. Kocha swoją pracę, żyje nią, uwielbia o niej mówić. I w pracy jest bardzo potrzebna i widać, że się w niej spełnia. Tak samo potrzebna jest swojej córce i wnuczce, widzę że one są ze sobą niezwykle mocno związane. Ma również przyjaciółkę, z którą spędza bardzo dużo czasu, którą bardzo często zaprasza do siebie. Ma wielki ogród, w którym lubi pracować, często również obrabia ogród swojej córki. Więc to nie jest tak, że to biedna starsza pani, której w życiu nikt nie pozostał, więc musi się zawiesić na swoim synu. Ona ma gdzie się realizować.
    Czyje były firanki i chodnik? Firanka była moja. Kupiłam ją podczas zakupów, na które wybrałyśmy się razem - ja i ona. To ona mi ją pokazałą, a ja stwierdziłam, że fajna i kupuję ją i będzie mi pasowała na okno w przedpokoju. Zatem skorzystałam z jej rady, żeby nie było, że tylko odrzucam ;) Przedpokój akurat M. odmalowywał, więc firanka trafiła do MOJEJ szafy, czekając na koniec remontu. Aż tu któregoś razu przyjeżdżam, a firanka wisi. Mój facet jej nie powiesił, zatem nieteściowa musiała pod moją nieobecność grzebać mi po szafkach, aby ją znaleźć i ją powiesiła. Wkurzyłam się niemiłosiernie, jej nic nie powiedziałam, ale jemu zrobiłam jazdę, bo mi sie ulało. I się strasznie spięliśmy, bo on nie widział problemu.
    Chodnik, który rozłożyła w naszym salonie jest jej. Oczywiście chciała dobrze, bo przecież tam jest taki piękny parkiet i trzeba go chronić. Parkiet odnawialiśmy sami z M.. Ja byłam od designu, wymyśliłam mu nowy kolor, nowy lakier, wyciemnienie, mój M. za to zapłacił. Więc uważam, że to nasz parkiet. A tu przybiega jego mama i chroni NASZ parkiet.
    Ktoś również napisał, że to M. powinien odsunąc mamę, ale w miłości, zapewniając że zawsze będzie nam potrzebna. To niemożliwe. On ją traktuje w sposób w moim odczuciu okropny i tym badziej mnie dziwi, że ona wokół niego tak skacze. Bo jakby mnie ktokolwiek potraktował w sposób tak opryskliwy, to bym w dupę kopnęła i obsługuj się sam dopóki nie zaczniesz traktować mnie z szacunkiem, a nie, że ciepłe ziemniaczki mimo wszystko pod nos. Więc obawiam się, że to jednak na mnie spocznie ciężar odsunięcia jej od naszego zycia i jasnego uświadomienia jej, że jesteśmy dorośli i za obsługę dziękujemy.
    A ponieważ ja wiem, że ona chce dobrze, że to wszystko co robi, to z dobrego serca, że chce dobrze, tym bardziej mi trudno, aby ją odsunąć, nie chcę aby poczuła się odrzucona, nie chcę aby w jakiś sposób cierpiała. Ale wiem, że jeśli sie nie odsunie, to będę musiała coś z tym zrobić, bo inaczej zabije mnie moja własna frustracja.
  • anula36 16.07.15, 23:36
    zetknelam sie z czyms takim osobiscie i zycze Ci jak najszybszego przejrzenia na oczy i uswiadomienia sobie kto tu jest u siebie, a kto zostanie odsuniety.
    jest taki wiersz Szymborskiej "Portret kobiecy" koncowka pasuje jak ulal" Albo go kocha,albo sie uparla, na dobre, na niedobre i na litosc boska":)
  • pade 17.07.15, 01:11
    Ta jego opryskliwość to może być bierna agresja. On się w ten sposób złości na matkę za tę nadopiekuńczość. Widocznie kiedyś próbował z nią walczyć, o samodzielność, o niezależność, ale pokonała go tą samą bronią co Ciebie - łzami. A teraz jest bezsilny bo między młotem a kowadłem. Jedyny ratunek to mieszkanie w dużej odległości od mamy.

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • ola_dom 17.07.15, 09:40
    pade napisała:

    > Ta jego opryskliwość to może być bierna agresja. On się w ten sposób złości na
    > matkę za tę nadopiekuńczość. Widocznie kiedyś próbował z nią walczyć, o samodzielność, o
    > niezależność, ale pokonała go tą samą bronią co Ciebie - łzami.

    Nie przyszło mi to wcześniej do głowy, ale zgadzam się w całej rozciągłości - przecież sama tego doświadczyłam i zdarzało mi się reagować IDENTYCZNIE!

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • mamameg 16.08.15, 15:40
    Chodnik, który rozłożyła w naszym salonie jest jej. Oczywiście chciała dobrze,
    > bo przecież tam jest taki piękny parkiet i trzeba go chronić. Parkiet odnawiali
    > śmy sami z M.. Ja byłam od designu, wymyśliłam mu nowy kolor, nowy lakier, wyci
    > emnienie, mój M. za to zapłacił. Więc uważam, że to nasz parkiet. A tu przybieg
    > a jego mama i chroni NASZ parkiet.

    TO NIE JEST TWÓJ PARKIET. Nie ma większej głupoty niż inwestycja w cudzą nieruchomość. Znam masę ludzi, którzy na tym bardzo źle wyszli.
  • myszkowa 17.07.15, 00:44
    Moim zdaniem Twoim problemem nie jest to jak odsunąć teściową.
    Tylko partner, któremu taka obsługa pasuje i który do tego źle matkę traktuje a świadczenia przyjmuje jako oczywistość.
    Ja się nie dziwię, że dla niego nie jest problemem czy w sobotę mama zrobi obiad czy Ty. Obiad przecież jest. I nie on go zrobił.
    Pomaga Ci wieszać pranie? On POMAGA? W jego domu, jego pranie (skoro Ty tam tylko bywasz to brudy są przecież jego) w jego pralni?

    Jemu jest wygodnie tak, jak jest.
    I będzie mu wygodnie również jak mama się odsunie a Ty przejmiesz jej rolę.
    Nie będzie my wygodnie jeśli Tobą a teściową będą o to awantury - wtedy wina będzie Twoja, bo póki Cię nie było to było dobrze.

    Ty nie myśl jak odsunąć teściową.
    Ty myśl czy chcesz być z takim mężczyzną i czy zamierzasz zostać jego żoną/partnerką czy mamusią.
  • ola_dom 17.07.15, 09:42
    myszkowa napisał(a):

    > Pomaga Ci wieszać pranie? On POMAGA? W jego domu, jego pranie (skoro Ty tam tylko
    > bywasz to brudy są przecież jego) w jego pralni?

    Spokojnie - chłop, który nigdy niczego nie robił, a jak robił, to nie tak dobrze jak mamusia - więc nie robił - od czegoś musi zacząć. Akurat opisana sytuacja z praniem moim zdaniem rokuje całkiem nieźle.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • beata.beata999 17.07.15, 15:01
    > Spokojnie - chłop, który nigdy niczego nie robił, a jak robił, to nie tak dobrze jak mamusia - więc nie robił - > od czegoś musi zacząć. Akurat opisana sytuacja z praniem moim zdaniem rokuje całkiem nieźle.

    Dokładnie Olu. Tak to widzę. Jakoś zacząć musi, bo do tej pory był wyręczany we wszystkim i to nie na własną prośbę. Wiem, że czeka mnie ciężka praca nad nim, ale uważam, że ma tyle zalet, że dla niego warto.
  • myszkowa 17.07.15, 16:03
    Nie na własną prośbę ale z własną aprobatą.
    I wyraźnie to widać skoro nie przeszkadza mu fakt, że matka grzebie w Twojej szafie by powiesić firankę.
  • ola_dom 20.07.15, 09:37
    myszkowa napisał(a):

    > Nie na własną prośbę ale z własną aprobatą.

    Chyba niekoniecznie.
    beata.beata wyraźnie pisze, że facet jest opryskliwy w stosunku do matki i odnosi się do niej wręcz niegrzecznie.
    Znam to aż nazbyt dobrze. Mało co wzbudza we mnie taką agresję, jak usługiwanie mi przez matki-babki. Z jednej strony wiesz, że nieładnie odmówić, z drugiej czujesz, że Cię to upupia (np. jak Ci matka wkłada do ręki łyżkę do zupy, zanim jeszcze zdążysz pomyśleć, że chcesz tę zupę zjeść, albo jak Ci Twoje gacie prasuje z miłością i składa w kosteczkę, choć wolałabyś, żeby akurat nie wiedziała, jaką nosisz bieliznę, etc.), i wiesz, że niegrzecznie będzie wybuchnąć, więc ta złość i agresja zbiera się jak w kotle parowym. I czasem znajduje ujście.
    Nie wydaje mi się, żeby facet był zachwycony tą obsługą, tylko że raczej nie za bardzo wiedział i umiał sobie z nią poradzić i jej zapobiec.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • beata.beata999 20.07.15, 11:33
    Chyba dokładnie tak jest Olu. Bo on jest do niej opryskliwy np. kiedy ona mówi mu, że on ma zjeść na śniadanie parówki. On mówi, że nie chce, że zje to, na co on ma ochotę. Ale ona nie słucha i dalej mu te parówki wciska i że przecież już gotowe są i że ma zjeść. Więc on staje się opryskliwy i do niej wybucha. I ja się jemu zupełnie nie dziwię, ale jakoś nie mam odwagi, powiedzieć jej, że przegina i traktuje go jak pięciolatka i facet jest tym po prostu wkurzony.
  • angiz 20.07.15, 11:49
    Przecież ma swoje piętro ponoć. Może sam zjeść u siebie na górze a do matki zejść i powiedzieć "ja już jadłem, cześć, wychodzę". Jakiś problem? Może jednak wcale mu z matczyną obsługą aż tak niewygodnie nie jest?
  • ada1214 20.07.15, 12:59
    Bo on jest do niej opryskliwy np. kiedy ona mówi
    > mu, że on ma zjeść na śniadanie parówki. On mówi, że nie chce, że zje to, na co
    > on ma ochotę. Ale ona nie słucha i dalej mu te parówki wciska i że przecież ju
    > ż gotowe są i że ma zjeść. Więc on staje się opryskliwy i do niej wybucha.

    ale parowki zjada, tak jak mama kaze?
  • beata.beata999 20.07.15, 13:17
    Ona z tymi parówkami przybiegła na górę.
    I jak obserwuję, to bardzo często narzuca mu swoje zdanie, traktuje jak małe dziecko. I wtedy on na nią warczy.
    Nie robi tego, co mama mu każe, parówek wtedy nie zjadł.
  • ada1214 20.07.15, 13:22
    Robi sie coraz ciekawiej. Przyniosla mu parowki/sniadanie, tylko jemu? Tobie nie?
  • beata.beata999 20.07.15, 14:10
    Parówki przyniosła jemu, bo mnie akurat nie było, przyjechałam do niego i trafiłam na końcówkę akcji.
  • angiz 20.07.15, 14:26
    a, czyli pan nie zjadł bo zobaczył że druga cerberka przyszła, i jak mamusine parowki zje to podniesiesz wrzask:P
  • ola_dom 20.07.15, 14:33
    angiz napisała:

    > a, czyli pan nie zjadł bo zobaczył że druga cerberka przyszła, i jak mamusine parowki zje to podniesiesz wrzask:P

    Jasne angiz, jasne - już wiemy, że zdiagnozowałaś tam jedną wielką patologię, więc właściwie cokolwiek beata.beata napisze, to da się podciągnąć.
    CHOCIAŻ....
    jestem ciekawa komentarza w przypadku, kiedy mamusia przyniosłaby parówki tylko synusiowi. I mam nadzieję, że byłby o wiele bardziej wyszukany, niż taki, który nasuwa się tutaj wprost.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • angiz 20.07.15, 14:36
    hehe, wyobrażam sobie jak pan musiał trząść gaciami gdy wiedział, że dziewczyna zaraz może wejdzie a tu mamusia z talerzem paroweczek dla synusia biegnie...
    po wrzaskach autorki z okazji tego, że mamusia mu pościel zmieniła, musi się biedaczek pilnować i pozwalac na obslugę tylko gdy dziewczyna nie zobaczy ;)
  • ada1214 20.07.15, 14:52
    beata.beata999 napisała:

    > Parówki przyniosła jemu, bo mnie akurat nie było, przyjechałam do niego i trafi
    > łam na końcówkę akcji

    I tak nieustannie wchodzisz na koncowke akcji z przynoszeniem jedzenia? Bo z Twoich wpisow wynika, ze wielokrotnie juz bylas swiadkiem, jak mama mu podtyka jedzenie, a on sie wscieka. Watek ma 100 postow a Ten motyw - podtykanie jedzenia- przewija sie non stop. Cos sciemniasz panna, koloryzujesz, przesadzasz. Czy moze macie taki umowiony sygnal, ze masz sie zjawiac, jak oni akurat sie kloca o jedzenie?
  • pogodoodporna 17.07.15, 16:58
    beata.beata999 napisała:


    Jakoś zacząć musi, bo do tej pory był wyręczany we
    > wszystkim i to nie na własną prośbę. Wiem, że czeka mnie ciężka praca nad nim,
    > ale uważam, że ma tyle zalet, że dla niego warto.

    No to dawaj te zalety, rozwazymy czy warto ;-)))
  • ada1214 17.07.15, 17:50
    Wiem, że czeka mnie ciężka praca nad
    > nim

    a on o tym wie, ze bedziesz nad nim pracowac?
    :D
    poza tym wielce prawdopodobne, ze tesciowa tez w tej chwili rozwaza na Twoj temat wiem , ze czeka mnie ciezka praca nad nia..
    z tym, ze to jej dom, jej pole bitwy, jej od lat utarta rytuna, a Ty bedziesz tylko gosciem. Szanse znikome ale powodzenia.

    :D
  • ortolann 17.07.15, 10:10
    A czemu Ty się tak strasznie uparłaś, żeby się do nich wprowadzać? Sorry, że tak mówię, ale dla mnie to całkiem wygląda tak, jakbyś się uparła.
    Napiszę Ci, jak ta sytuacja może wyglądać dla kogoś z boku. Oczywiście dostałaś już kilka takich opisów, ale pozwolę sobie jeszcze wtrącić i swoje trzy grosze.
    Z Twoich postów przebija Twoje ogromne dążenie do wywierania wpływu na rzeczywistość. Chcesz ustawić relację pomiędzy Tobą, teściową a Twoim facetem. W dodatku, chcesz to zrobić na nie swoim terenie. Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, trudno prognozować, że odbędzie się to w pokojowej atmosferze. Może warto zastanowić się nad tym, żeby jednak nakłonić faceta do konfrontacji z mamą. Czasem działa metoda zdartej płyty, czyli w końcu, on jednak zabierze się do tej rozmowy, dla świętego spokoju, po to, żebyś wreszcie przestała mu brzęczeć nad uchem. Sorry, ale nie przewiduję innej motywacji w jego przypadku.
    Może to też być tak, że on jest przez mamę, niejako, ubezwłasnowolniony. Może robiła za niego wszystko wmawiając mu, że on sobie z niczym nie poradzi, albo że nie zrobi czegoś tak dobrze, jak ona. Dlatego też on przestał próbować i w efekcie przyzwyczaił się przez lata, że ma służącą. A teraz, Ty, wbijasz mu w głowę, że jest niedorajdą, leniem, bezwolnym maminsynkiem. I że koniecznie musi z tym skończyć. Nawet jeśli nie używasz takich słów, ani nie taka jest Twoja intencja, to możliwe, że do niego dociera właśnie to.
    Znasz już jego mamę, znasz jego samego, mówisz, że jesteś niezależna, samodzielna i masz dokąd wrócić. Masz świadomość, że wsiadasz na tykającą bombę. To co takiego atrakcyjnego jest w mieszkaniu z nimi, że się tam pchasz? Bo sorry, ale trudno mi uwierzyć, że kieruje Tobą wyłącznie chęć spróbowania, jak mówisz. Zakładam, że macie możliwość mieszkania osobno, np. u Ciebie, albo wynajęcia czegoś.
    Mam wrażenie, że Twoja postawa to jak iskra przyłożona do składu benzyny. Czyli będzie dym i to raczej pomiędzy teściową, a Tobą, bo Twój mężczyzna po jakimś czasie nauczy się organizować sobie wolny czas bez Was obu.
    Nurtuje mnie jeszcze jedna sprawa: nie macie ślubu. Dla osób z pokolenia Twojej teściowej to raczej zgrzyt i dylemat, a tu ona przyjmuje Was pod swój dach. Dla mnie to trochę tak, jakby ona miała w planie synkowi pokazać poprzez to wspólne mieszkanie, że Ty jesteś gorszą gospodynią, że o niego nie zadbasz, itd itp. Nie wygląda tu wcale, że ona namawia go do ślubu z Tobą, a przecież tak bardzo zwraca uwagę na to, co ludzie powiedzą. Ja bym się też nad tym zastanowiła. Może ona ma nadzieję (albo cel), że odsunie Cię na boczny tor, choć przy tym jest miła i okazuje Ci życzliwość?
    Aha, jeszcze jedna uwaga, ostatnia. Jest takie mądra rada naszych babć, żeby przyglądać się jak przyszły mąż traktuje swoją matkę, bo to wskazuje, jak w przyszłości będzie traktował swoją żonę. Moje obserwacje wskazują, że to się często sprawdza. Jak Tobie to wróży?
    --
    [url=http://smayliki.ru/smilie-1038114855.html][img]http://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif[/img][/url]
  • tully.makker 17.07.15, 10:10
    Im bardziej czytam, tym wieksza zgroza mnie ogarnia. Nie wiem nawet od czego zaczac. Moze w punktach wylicze wszystkie Mane, Tekel, Fares, ktore postaniwilas zignorowac:

    - facet nie szanuje swojej matki
    - facet nie okazuje wdziecznosci za swiadczone uslugi
    - facet nie potrafi sie samodzielnie obsluzyc
    -facet nie chce sie samodzielnie obsluzyc
    - matka faceta jest toksyczna manipulatorka
    - w rodzinie bardzo liczy sie to, co ludzie powiedza
    - ty masz kompleks wybawcy
    - chcesz zaczynac wspolne zycia od wychowywania partnera
    - liczysz, ze partner sie zmieni, gdy zaciesnisz z nim zwiazek
    - macie potencjal na rywalizacje z tesciowa kto lepiej obsluzy synka
    - i dlugo by tu jeszcze wymieniac.

    Nie ma ofiar, sa ochotniczki.


    --
    W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
    Wiedzmowo
  • panizalewska 17.07.15, 11:06
    Thumbs up!
    Bierzemy popkorn i czekamy rok na aktualizację wątku.
    Ręcę mię opadają jak czytam. Z każdej strony czai się horror i groza. I nie wiadomo, co gorsze, czy ślepa i głucha Autorka, która dobrowolnie chce wejść w ten układ (i jej wizja zmieniania świata DOROSŁYCH już ludzi buahahaha), czy nadskakująca mamusia i wygodny synalek. Nic tylko usiąść i płakać.
  • moni_kaw 17.07.15, 11:46
    Ja zaniechalam dalszych wpisów bo to i tak nie przetłumaczysz, szkoda klawiatury; czekam na rozpaczliwe wątek w stylu co dalej z moim życiem? Byle tylko jakieś dziecko w miedzy czasie się nie urodziło, bo ucierpi na głupocie rodziców;
  • anula36 17.07.15, 13:23
    Dziecko bedzie wtedy miec lepsza mamusie, czyli babcie, ktorej to dopiero doda sensu zycia i wigoru do dzialania.
  • beata.beata999 17.07.15, 14:52
    Dziękuję za wszystkie wypowiedzi, a w szczególności rzeczowe komentarze Pani Agnieszki, z którymi absolutnie się zgadzam. Ja również, odkąd zaczęłam częściej bywać w tym domu, widzę sytuację tak, że to nie matka jest potrzebna synowi, ale raczej syn matce. Jako potwierdzenie jej poczucia wartości, jako potwierdzenie, że jest fantastyczną matka i opiekunką, która sens życia widzi w nieustającym bieganiu wokół domu i domowników. Ile to ja razy słyszałam, że jest mega zmęczona, ale taka zadowolona, bo "całą robota zrobiona".
    Zgadzam się również z tym, że mój facet przejawia bierną agresję w stosunku do matki za to, że kastrowała go z niezależności i utrudniała próby usamodzielnienia się, aż w końcu dał sobie spokój. Często widzę jego próby zrzucenia jej z jego pleców, ale moim zdaniem czyni on to strasznie agresywnie, krzyczy, wydziera się do niej, a ona pewnie nie bardzo rozumie w czym tak naprawdę jest problem i dalej robi swoje. Parę razy byłam świadkiem, jak się do niej ze złością zwracał, że po co przyszła do nas na górę, żeby poszła do siebie, że ma dać nam spokój. Ja wychodzę z założenia, że jak się drugiej stronie nie wyjaśni własnych intencji, tylko krzyczy, to ta druga strona nie zrozumie. I być może to jest tak, że ona się nam narzuca z tą pomocą, bo w ogóle nie przyjdzie jej do głowy, że my tego nie chcemy, bo nikt jej tego nie wyjaśnił, nie wytłumaczył. Ale niestety, na to, aby on z nią rzeczowo, spokojnie i konkretnie porozmawiał nie ma szans. On nie potrafi z nią rozmawiać i chyba jakoś jestem w stanie to zrozumieć, bo ich relacje są napompowane taką ilością negatywnych emocji w obu stronach, że w takiej sytuacji rozmowa w ogóle nie jest możliwa. Zatem to pewnie spadnie na mnie i o tym miał być mój wątek. Jak ja mam sobie poradzić z taką rozmową z nią, jak poradzić sobie z jej ewentualnym cierpieniem (o ile to w ogóle wystąpi), że ją próbuję odsunąć.
    Ale chyba skorzystam z rad p. Agnieszki, że zmian w tym domu trzeba dokonywać powoli. Że nie wszystko da się załatwić od razu i że może małymi krokami uda mi się osiągnąć tam taki stan rzeczy, który będzie mi odpowiadał, a z niektórymi rzeczami jakoś się pogodzę.
    Mnie w pewnych kwestiach jest bardzo łatwo postawić jej granice. Kiedyś nastąpił "zmasowany atak", bo obie z córką stwierdziły, że ściana w kuchni na górze jest krzywa, że to absolutnie trzeba zeszlifować i wyprostować, a ta listwa przypodłogowa to jakiś koszmar i że absolutnie trzeba ją wymienić, bo jak to wszystko wygląda, że M. jak tam remontował to taką fuszerkę odwalił i że KONIECZNIE musimy to poprawić. Więc grzecznie i stanowczo odpowiedziałam, że nic nie będziemy poprawiać, że nam ta krzywa ściana nie przeszkadza, listwa też, a poza tym skoro M. tak położył listwę, to widocznie tak ma być i koniec dyskusji. Więcej naporów nie było, teraz czasem jak przyjdzie na górę, to jest jęk, że jak ściana wygląda, ale mnie jej jęczenie w ogóle nie rusza.
    Oczywiście, że nieteściowa zwraca uwagę na opinię sąsiadów i generalnie bardzo chciałaby, abyśmy wzięli ślub i mieli dziecko. No cóż, to są jej oczekiwania, nie musimy ich spełniać, zamierzamy żyć po swojemu. Wiele się nasłuchałam o tym, że ona chce wnuka i że co to za życie bez dzieci. Nie rusza mnie to. Tak samo jak nie rusza mnie, czy ona ma mnie za gorszą gospodynię od siebie czy nie, że on to nie lubi tego czy tamtego do jedzenia, co ja powinnam i że jak ja te ogórki obieram. To jej sprawa, że coś jej się nie podoba, nie moja. Ja robię tak, jak podoba się mnie.
    Dziękuję również wszystkim osobom, które wiedzą lepiej, że nie powinnam w ogóle próbować z nim być i że to na pewno się nie uda. No jakbym moją nieteściową słyszała, ona też bardzo często wszystko wie lepiej ;))) Bo moje pytanie było, jak się w tym układzie odnaleźć i jak ją odsunąć, a nie czy ja mam z nim być czy nie.
  • moni_kaw 17.07.15, 15:07
    Ależ argumentów to znajdziesz teraz całe mnóstwo; szkoda tylko że wszystkie są pod twoją tezę. Tylko proszę nie przełamuj i.nie manipuluj bo nie kojarzę żeby któraś forumka napisała ze nie masz z nim byc- wszystkie radziły ze masz się tam nie wprowadzać, macie wspólnie wynająć mieszkanie, zamieszkać u ciebie itp. A skoro ponawiasz pytanie to odpowiedź brzmi- w takim układzie się nie da odnaleźć!
  • beata.beata999 17.07.15, 16:02
    Myślę, że nie przekłamuję aż tak bardzo.
    "Po co ci maminsynek"
    "Ten pan nie rokuje"
    "Ten związek nie rokuje"
    "To niesamodzielne dziecko, nie uda ci się z nim".
    Dla mnie to mocne sugestie, że nie powinnam z nim być.
    Niestety, nie ma w tej chwili takiej opcji, abyśmy zamieszkali razem poza jego domem. Przynajmniej na najbliższe parę lat. Nie będę tłumaczyła powodów, bo musiałabym publicznie ujawnić mocno skomplikowane sprawy jego rodziny oraz mojej, a jakoś nie czuję się do tego upoważniona.
    Dlatego nie rozważam, czy mam się tam wprowadzać czy nie, tylko jak się tam odnaleźć.
    Ty uważasz, że się nie da, wiele innych osób również. Rozumiem, że taka jest Wasza opinia i to jest jakiś konkret, aczkolwiek wolałabym raczej rad jak rozwiązać problem, a nie jak się problemu pozbyć. Ale oczywiście każdy ma prawo do własnej opinii i ja to szanuję.
  • pogodoodporna 17.07.15, 16:50
    beata.beata999 napisała:

    > Ty uważasz, że się nie da, wiele innych osób również. Rozumiem, że taka jest Wa
    > sza opinia i to jest jakiś konkret, aczkolwiek wolałabym raczej rad jak rozwiąz
    > ać problem, a nie jak się problemu pozbyć.

    Zeby pozbyc sie problemu musialabys pozbyc sie tesciowej, a to raczej niemozliwe ;-) Chcialabys, liczysz na to, ze zmienisz faceta. Zycze Ci tego z calego serca, ale zmienic moga sie tylko osoby, ktore widza potrzebe zmiany. Tymczasem u niego w zyciu zawsze tak bywalo, ze gacie magicznie sie same praly, a koszule same prasowaly, sama tez zapelniala sie lodowka, naczynia sie same zmywaly itd, itd... Wiec kiedys moze sie tak zdarzyc, ze padniesz przytloczona robota, a Twoj kochany maz bedzie galy wytrzeszczal ze zdziwienia o co Ci chodzi. To czarny scenariusz, ale moze sie zdarzyc. W fazie zakochania jest chetny zarowno do nauki jak i do pomocy, ale po paru latach moze dojsc do wniosku, ze jego mamusi i tak nie dorownasz, bo z niczym sie nie wyrabiasz, wiec zaczna sie kwasy.
    W ogole to malo piszesz o swoim facecie, a to on ma jakby teraz najwiecej do powiedzenia. Ty masz niestety najmniej w calym tym ukladzie :-( On niego zalezy czy odpepni sie od mamy, czy nadal z wygody bedzie korzystal z jej uslug. IMHO Ty niewiele masz tu do zrobienia. I szczerze, to Ci nie zazdroszcze- jak bedziesz mila i ugodowa, to tesciowa wejdzie wam na glowe, jak zaczniesz sie stawiac, to rozpeta sie wojna niszczaca dla wszystkich stron :-(
  • moni_kaw 17.07.15, 20:22
    > Niestety, nie ma w tej chwili takiej opcji, abyśmy zamieszkali razem poza jego
    > domem. Przynajmniej na najbliższe parę lat. Nie będę tłumaczyła powodów, bo mus

    skoro teraz nie ma takiej opcji to nigdy jej nie będzie; albo się podporządkujesz albo zamieszkASZ poza domem jego rodziców (bo to nie jego dom - po raz kolejny przekłamujesz rzeczywistość);

    no ale nic - masochistek nie brakuje; żegnam.
  • froshka66 18.07.15, 16:43
    jakkolwiek wolałabym raczej rad jak rozwiązać problem,

    proszę:

    wbrew temu co napisała pani ekspert, polecam ustalić pewne sztywne nienaruszalne zasady dotyczące twojego terytorium.
    np jako pierwsze i bezwzględne to założenie zamka do WASZEGO mieszkania i nie dzielenie sie kluczem z mama partnera.

    wizyty sobie składacie kiedy obydwie strony maja na to chęć - nie ma mowy o "zaglądaniu pod nieobecność"

    prowadzicie oddzielne gospodarstwo domowe - włącznie z gotowaniem praniem sprzątaniem - NIC na spółkę

    jeżeli to wytrzyma twój partner i wasz związek - to teściowa będzie się musiała przystosować
    jeżeli ulegniesz i ty się przystosujesz wylądujesz w wielkim G na swoje własne życzenie.
    jeżeli ty się nie ugniesz a twój partner nie postawi się matce, wasz związek sie rozpadnie

    innej drogi nie ma.


  • napis_z_obrazka 18.07.15, 16:55
    Tez tak uwazam.
    I dokladanie sie ustalonego miesiecznego ryczaltu za wode, prad, gaz, smieci...
  • angazetka 17.07.15, 16:24
    Najdebilniejszy spam ever.
  • kachaa17 17.07.15, 17:32
    A nie boisz się, że twój facet kiedyś będzie cię traktował tak jak matkę?Mnie bardzo by zastanowiło jego zachowanie w stosunku do matki. Mój eks mąż też był opryskliwy w stosunku do matki, czasami krzyczał na nią bez powodu. Mimo, że mnie to zaniepokoiło to wyszłam za niego za mąż. Do mnie z czasem też zaczął się odnosić lekceważąco i opryskliwie. Jego matka też jest nadopiekuńcza i nadskakująca choć nie aż tak jak twoja teściowa. Dziś każdemu bym odradziła taki związek. Jest w tym dużo prawdy, że jak facet traktuje matkę tak będzie traktował żonę.
  • azja001 17.07.15, 17:37
    Mieszkanie z teściami czy rodzicami to zawsze zły pomysł. Pewnie taka opcja pomimo tylu złych stron jest dla ciebie wygodna ze względów finansowych. Cóż, walcz zatem.
  • enith 17.07.15, 19:48
    Przeprowadzisz się tam niezależnie od tego, co ci tu napiszemy. Cóż, pozostaje życzyć powodzenia w sytuacji, gdy masz zerową pozycję negocjacyjną: u obcej kobiety w domu, mając przeciwko siebie ją, a co najgorsze, także partnera, próbując rozwalić utrwalony od ćwierć wieku układ, w którym najbardziej zaangażowane osoby są najmniej zainteresowane jego zmianą.
    Mam pytanie. Czy ciebie w ogóle nie niepokoi, jak wrednie twój partner odnosi się do swojej matki? Co ty robisz, gdy on krzyczy, wydziera się na nią w twojej obecności, gdy wykopuje ją z waszego piętra? Ty stoisz i się przyglądasz, jak twój partner regularnie poniewiera własną matką, co oczywiście nie przeszkadza mu jadać jej obiadów, dawać się opierać, nosić wyprasowane przez nią ubrania czy pozwalać zmieniać pościel? Co ty widzisz w facecie, który tak traktuje najbliższą mu osobę i czy instynkt nie podpowiada ci czasem, że jesteś na dobrej drodze, żeby ciebie też tak traktował? Niestety, im więcej piszesz o partnerze, tym koszmarniejszy obraz się wyłania. Miej w zanadrzu plan awaryjny na wypadek, gdy trzeba się będzie w podskokach ewakuować z tego domu i z tego układu.
  • paris-texas-warsaw 18.07.15, 01:34
    Pomijając kwestię tego, jak się odseparować od teściowej w jej domu, to na Twoim miejscu przyjrzałabym się Twojemu chlopakowi pod kątem tego, czy on jest wygodny czy też boi się matki. To sa dwie różne kwestie wg mnie. Mnie zupełnie nie dziwi, że chłopak mieszkając u rodziców je wspólne obiady, a nie szykuje sobie czegos sam, albo mu nie przeszkadza, że mu ktoś pierze. To wg mnie nie jest akurat niczym złym. Trochę gorzej, że on nic sam nie umie zrobić z takich gospodarskich rzeczy. Ale to tez do przeżycia. Najgorzej jednak, jesli te jego relacje z matka to jego stały schemat relacji - czyli oddanie w ogóle pola do zarzadzania nim, brak inicjatywy, podporządkowywanie się decyzjom innych. I tu jest taka wewnętrzna sprzeczność - chciałabyś, żeby facet "postawił" się matce, choć go to samego jak widać mało interesuje, i jednoczesnie w tym sprzeciwie był kimś Tobie podporządkowanym. I jeśli to jest jego zasadniczy problem, to faktycznie trafił z deszczu pod rynne, bo w układzie z Toba zacznie tanczyć, jak Ty mu zagrasz. Albo może jest tak, że jednak strach przed matką jest większy niż przed np. Tobą i Twoja opinią i nie przejdzie tak łatwo pod Twoja kuratelę.
    Więc ja bym się przede wszystkim jemu sto razy jescze przyjrzała. Zwłaszcza, że jego matka, która umiała się rozpałakać (czy to z emocji czy z wyrachowania) przy obcej osobie, bo ma tak dużo prasowania:))))!!!!:)))), wg mnie hmmm no wiesz:))))
    Matka generalnie nadaktywna, a takie osoby zawsze są podejrzane:) Zastanów się nad jej pracą, czy ona faktycznie jest tak potrzebna tej córce, czy też córka "musiała" ją zatrudnićć jak przeszła na emeryturę, czy inni pracownicy z racji tego układu nie "muszą" jej przypadkiem baaardzo lubić, czy córka znajac matki zapędy nie skanalizowała jej nadaktywności w postaci tego ogrodnictwa etc.
    I jeszcze przypatrz się ojcu, podobno to jakiś tam wzór dla syna:) Czy tata pantoflarz?
    Myślę, że generalnie w życiu codziennym dałoby się ustawić sprawy, tak jak byś chciała. Myslę, że raczej lepiej dotychczasowym trybem sprzeciwu na konkretne zapędy, niż jedną rozmową. Co do wchodzenia na góre, to jednak nie wiem, jak to zrobić kulturalnie:) Ktoś z jakimś wyczuciem by tam nie wchodził o 23, a na kogoś bez - może są potzrebne ostrzejsze metody, ale wtedy może nie być już miło. Może dużo zależeć, czyje to faktycznie mieszkanie na górze, czyj "parkiet" (wasz - wg Ciebie.....).
    Ale wydaje mi się, że w perspektywie całego życia ważniejsza jest cała osobowość tego chłopaka szykowanego na partnera, niż to, czy jego matka szykuje mu teraz obiad, albo Was na niego zaprasza, a w świetle życia pod jednym dachem z jego matka - również ogólna kondycja psychiczna jego matki. Nie wiem, czy to jest łatwo ocenić jak się jest pewnie bardzo młodym, bo ma się może mniejsze doświadczenie z róznymi ludźmi, i może w ogóle patrzy się tylko na etap obecny czyli separacji jako pary od rodziców, ale w dłuższej perspektywie to wydaje mi się ważne.
  • napis_z_obrazka 18.07.15, 09:06
    No wlasnie. Nic o ojcu partnera watkodawczyni nie pisze. Np. jak daje rade nietesc z nietesciowa;-)
    Zalaczam moim zdaniem tez dobra wypowiedz.

    www.psychologia.edu.pl/czytelnia/50-artykuly/925-o-8222-maminsynkach-8221.html
  • zuzi.1 18.07.15, 11:35
    B. dobry i trafny artykul. Na razie autorka ma zapal do walki, zobaczymy jak dlugo wytrzyma.
  • ola_dom 20.07.15, 10:01
    paris-texas-warsaw napisała:

    > Pomijając kwestię tego, jak się odseparować od teściowej w jej domu, to na Twoim miejscu
    > przyjrzałabym się Twojemu chlopakowi pod kątem tego, czy on jest wygodny czy też boi się
    > matki. To sa dwie różne kwestie wg mnie. Mnie zupełnie nie dziwi, że chłopak mieszkając u
    > rodziców je wspólne obiady, a nie szykuje sobie czegos sam, albo mu nie przeszkadza, że mu
    > ktoś pierze. To wg mnie nie jest akurat niczym złym. Trochę gorzej, że on nic sam nie umie
    > zrobić z takich gospodarskich rzeczy. Ale to tez do przeżycia. Najgorzej jednak, jesli te jego
    > relacje z matka to jego stały schemat relacji - czyli oddanie w ogóle pola do zarzadzania nim,
    > brak inicjatywy, podporządkowywanie się decyzjom innych.

    > Ale wydaje mi się, że w perspektywie całego życia ważniejsza jest cała osobowość tego
    > chłopaka szykowanego na partnera
    , niż to, czy jego matka szykuje mu teraz obiad, albo
    > Was na niego zaprasza,

    Otóż właśnie.
    Bo łatwo jest podsumować wygodnym schematem, że:
    "chłop wygodny, pasuje mu, jak go matka obrabia, a do tego bezczelny, bo tego nie szanuje, tylko warczy na matkę. W dodatku stary dziad się nie wyprowadza, tylko siedzi na garnuszku biednych rodziców i na nich żeruje",
    ale może być też tak, że:
    "matka upupia starego chłopa, prasuje mu koszule i gotuje obiadki - więc może powinien pognieść te koszule przed włożeniem, a obiady wylewać ostentacyjnie do zlewu? syn mieszka z rodzicami, bo ci nie dają rady finansowo, więc nie ma sumienia ich zostawić, w związku z czym mieszka z nimi i w dużym stopniu utrzymuje dom i dba o gospodarstwo domowe (samochody, sprzęty, etc.), ale namolne obsługiwanie bywa tak irytujące, że z czasem facet nie wytrzymuje, i wybucha złością na matkę".

    Miałam wczoraj kolejny przykład na własnym podwórku - moja teściowa jest właśnie z tych, które wkładają do ręki łyżkę zanim jeszcze zechcesz zasiąść do jedzenia zupy. Czekaliśmy na przystanku z teściami, wszyscy na ławce, mój facet stał. Ja się lekko przesunęłam, sugerując, że może sobie usiąść - nie chciał - no to nie. Ale zaraz potem teściowa zaczęła prawie tańczyć na ławce i co chwila: "możesz usiąść - jest miejsce", "ale zobacz, zmieścimy się", "no ale to nogi bolą, tyle stać" - i tak do czasu, aż mój facet musiał na nią huknąć, żeby pozwoliła mu samemu zdecydować, czy chce siadać, czy nie. Bo wcześniejsze "nie, nie chcę siadać" nijak nie skutkowały.
    Jasne, że pojedyncza taka sytuacja nie tłumaczy podniesionego tonu i nieprzyjemnego zachowania. Ale to jest NORMA tych matek, one tak się zachowują stale i przy każdej okazji - co zmordowałoby świętego i nawet on straciłby cierpliwość.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • angiz 20.07.15, 11:50
    czyli chłopa sobie wybrałaś wg podobnych problemów.
  • ola_dom 20.07.15, 11:58
    angiz napisała:

    > czyli chłopa sobie wybrałaś wg podobnych problemów.

    Zupełnie nie.
    Teściową i jej zachowanie poznałam bardzo długo po tym, jak zdecydowałam się na tego chłopa.
    A i tak jej "sposób bycia" nie jest specjalnie uciążliwy, bo mieszka daleko i odwiedzamy ją niezbyt często.
    Akurat mój facet jest wyjątkowo samodzielny i nieraz pytałam go, jak mu się udało być takim, mając taką matkę. No ale on wyjątkowy jest :).

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • differentview 18.07.15, 10:22
    beata.beata999 napisała:

    > może ja powinnam jej uświadomić, że nie powinna zmieniać nam pościeli, że nie powi
    > nna narzucać mi się z obiadami, a przede wszystkim nie powinna włazić do nas na
    > górę, kiedy jej się podoba, że mamy prawo do intymności i prywatności, że to n
    > asz przestrzeń i powinna to uszanować
    .
    > Jak mam się do tego zabrać, aby na naszej przestrzeni na górze ustanowić własne
    > zasady?

    mysle, ze to jednak bardziej jest przestrzen tesciowej niz Twoja wiec taki roszczeniowy ton nie wchodzi moim zdaniem w gre; jak byscie sobie kupili mieszkanie za wlasne pieniadze to wtedy mozecie sobie robic co chcecie a tu przychodzisz na gotowe do domu, ktorych wlascicielami sa tesciowie; syn tez nie jest w 100%( choc o wiele bardziej niz Ty) u siebie tylko u rodzicow- oni ten dom kupili/ zbudowali; oczywiscie, ze byloby cudownie gdyby tesciowa byla idealnie taka jak sobie wyobrazasz, ze powinna byc ale coz- kilkadziesiat lat zyla z synem wlasnie tak i nie koniecznie ma ochote i motywacje by to zmienic; uwazam, ze inicjatywa by delikatnie dac matce do zrozumienia, ze chcecie traktowac ta gore domu jako osobne mieszkanie gdzie tesciowa nie ma wstepu chyba, ze na zasadach goscia, po uwczesnej zapowiedzi- lezy tylko i wylacznie w gestii Twojego partnera- ale on nie chce naruszac status quo tej sytuacji wiec wprowadzajac sie tam zgadzasz sie na taki wlasnie uklad; macie korzysc- w postaci mieszkania za friko, zycie bez kredytu etc a w zamian niechciana obsluge i naruszanie prywatnosci- cos za cos
  • szpil1 18.07.15, 10:27
    A mnie ten wątek sie skojarzył z tym: Mieszkanie z przyszłą teściową

    Warto przeczytać, zdaję sobie sprawę, ze sytuacja troche inna, ale może da do myslenia :-)
  • anula36 18.07.15, 10:44
    sytuacja taka sama tylko ta "tesciowa" dziala w jedwabnych rekawiczkach:)
  • froshka66 18.07.15, 17:06
    Parę razy byłam świadkiem, jak się do niej ze złością zwracał, że po co przyszła do nas na górę, żeby poszła do siebie, że ma dać nam spokój.

    może to źle zabrzmi, ale rozumiem twojego partnera.
    Chciałby się jakoś uwolnić, tylko, że jedyny sposób jaki zna to awantury wrzaski itp.
    całkowicie zresztą nieskuteczne.

    jeżeli będzie miał siłę założyć ten zamek w drzwiach, zamknąć, nie otwierać całe popołudnie to
    - nie będzie musiał sie awanturować
    - nie bedzie miał narzucającej sie matki

    jak nie wytrzyma
    trudno, niestety związek z taka osoba nie ma szans.
    Teściowej nic nie wytłumaczysz, o niczym nie przekonasz.
    Ona ma prawo do jakichkolwiek zachowań, wy macie prawo do separacji i od teściowej i obrony przed tymi zachowaniami
    Zamiast dyskutować o prawie lub jego braku u teściowej skoncentruj sie na swoich prawach :
    Czy masz siłę z nich skorzystać?
  • angiz 18.07.15, 18:17

    CZYJ jest ten dom.
    Jeśli faktycznie piętro jest WŁASNOŚCIĄ syna, to niech zmieni zamki w drzwiach, zacznie sam sobie sprzątać, gotować, prasować, itd.
    Synowi jest bardzo wygodnie, korzysta z pracy matki, do tego jej nie szanuje. Prasować sobie może sam, ale po co, jak wygodniej poczekać na matkę.
    Matka czeka aż zjawi się jakaś kobieta, która przejmie obsługę leniwca ZA NIĄ.
    Więc wprowadzając się tam sama sobie sznurek na szyję zakładasz, bo albo będziesz pana obsługiwać albo będziesz ciągle podkurzona na niego wrzeszczeć i go tresować, żeby się do jakichś domowych zająć brał. A za synem stanie jego matka, która rolę kobiety w związku rozumie jako rolę domowej służby.
    Niezadowolenie matki może też płynąć z tego, że syn już swoje lata ma, a "zaległ" u niej w domu i wyprowadzać się nie zamierza, tłumacząc to jakimiś rodzinnymi komplikacjami..
    Mam samotnego kuzyna którego też matka obsługuje, bez matki jest całkiem samodzielny i ogarnięty, ale coś z nim jest nie tak że za chiny ludowe nie chce z domu matki się wyprowadzić na swoje, a ona ma już serdecznie dość tego, że jej w tym domu zalega i stał się jej "obowiązkiem". Gdyby syn się wyprowadził i zamieszkał gdzieś obok, to matka by odetchnęła, miałaby o wiele mniej pracy, nie czułaby się zobowiązana do gotowania codziennych obiadów itd. Zaczęła by żyć własnym życiem, ale jako matka czuje się zobowiązana wobec syna który innej kobiety nie ma. Sugestie, że może by budowę zaczął nic nie dają. I tak od lat matka czeka, żeby wyrośnięty 35latek wreszcie z domu sobie poszedł, a on nie chce, jest mu wygodnie, tanio, i bez obowiązków, więc po co. A o matce się wyraża że szkoda gadać, ciągle to ona ta zła. A on? wygodnicki i niedojrzały.

    Sprawdź U KOGO będziesz mieszkać. U chłopaka czy u jego matki.
    JEśli nie macie tam żadnych zapisanych formalnych praw - to niech wyrośnięty synek ze swoją dziewczyną idą na swoje a nie siedzą kobiecie na głowie.
  • froshka66 18.07.15, 18:27
    On mieszka w domu z rodzicami, ale ma swoje piętro, swoją kuchnię, łazienkę. Słowem - tak jakby swoje mieszkanie,

    rozumiem, ze to piętro jest jego.
    Nawet jeżeli rodzice nie poszli do notariusza, tylko powiedzieli:
    "synu , dajemy ci to mieszkanie na własność "- to chyba jednak PODSTAWOWA uczciwość ludzka nakazuje wszystkim traktować to mieszkanie jako JEGO.
  • napis_z_obrazka 18.07.15, 21:07

    >
    > Sprawdź U KOGO będziesz mieszkać. U chłopaka czy u jego matki.
    > JEśli nie macie tam żadnych zapisanych formalnych praw - to niech wyrośnięty sy
    > nek ze swoją dziewczyną idą na swoje a nie siedzą kobiecie na głowie.

    A nietesc nie ma nic do powiedzenia?;-)

    Nawet jesli syn nie jest wspolwlascicielem a rodzice chca pomoc mlodej parze (z papierem lub bez) to jest jeszcze forma uzyczenia. Zgoda na zamek w drzwiach jest symboliczna zgoda na separacje syna. Dowodem na zaufanie do syna i jego kobiety.

    Formalna umowa uzyczenia jest bardzo praktyczna np. z powodow podatkowych i ciekawosci US. Poza tym umowe uzyczenia obie strony moga wymowic;-) w uzgodnionym terminie;-)

    Oczywiscie zawsze lepiej isc na swoje.
    Ale ludzie tez sobie pomagaja, daja i przyjmuja pomoc. To tez umiejetnosc;-)
  • angiz 18.07.15, 21:20
    > Ale ludzie tez sobie pomagaja, daja i przyjmuja pomoc. To tez umiejetnosc;-)

    taaaa...szczególnie to widać w tym układzie, gdzie syn traktuje agresywnie i z buta, nie szanując i często wydzierając się na nią, jak to napomnknęła autorka.
  • angiz 18.07.15, 21:21
    ...traktuje matkę...
  • napis_z_obrazka 18.07.15, 21:44
    Ale nas o opinie nie pytal syn.
    Kombinujemy;-) nad rozwiazaniem problemu z nietesciowa, a wlasciwie mozliwoscia zdrowych relacji w tym ukladzie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.