Dodaj do ulubionych

Czy teściowa ma prawo obrażać się?

20.11.15, 10:38
Witam,

Od kilku m-cy wychowuję drugie dziecko, jestem obecnie na rodzicielskim. Mieszkamy z teściami, ale mamy swoje mieszkanie na piętrze domu, także nie wchodzimy sobie w drogę. Ustaliłam z teściową, że będzie zajmowała się dzieckiem, kiedy wrócę do pracy. Wiadomo jak szybko te miesiące mijają...Chcę mu poświęcić każdą wolną chwilę, bo gdy wrócę do pracy nie będzie mnie mninimum 10 godź. Oczywiście zamierzam przed powrotem do pracy odstawić dziecko od piersi i na jakiś m-c wcześniej zostawiać synka z teściową na dłużej, ale teraz, kiedy do mojego powrotu do pracy jest jeszcze przeszło pół roku (mam zamiar na kilka m-cy iść na wychowawczy) nie widzę powodu, aby codziennie zostawiać dziecko teściom. Owszem, jak potrzebuję iść do sklepu, albo wyjść gdzieś na 2-3 godź, to proszę ją o pomoc, czasem też zaniosę na dół jak teściowa ciągle marudzi, żeby dziecko przynieść i przynieść, ale denerwuje mnie to, że ona normalnie stroi fochy, gdy nie zaniosę jej dziecka np. z dwa dni z rzędu. Chciałaby go mieć u siebie na dole codziennie i gdy ja się "nie wywiązuję" to widzę z jej miny jaka chodzi nadąsana. Z pierwszym dzieckiem było to samo. Gdyby nie interwencja męża, to po powrocie ze szpitala chciała wszystko robić przy synku. Na szczęście mąż stanowczo jej powiedział, że to my zajmujemy się dzieckiem. Ale wtedy przy pierwszym synu, nie byłam taka asertywna, może nie miałam śmiałości sprzeciwić się. I doszło do tego, że syn wolał spędzać czas na dole niż ze mną. Po prostu przyzwyczaił się do codzienego schodzenia na dół, wiadomo, że dziecko lubi utarte schematy. Mam wrażenie, że teraz teściowa próbuje robić to samo z drugim synkiem. Moja mama widzi dzieci raz na m-c, czasem rzadziej i nie ma do mnie o to pretensji, mieszkamy trochę dalej od siebie i ona to rozumie, że nie zawsze mogę przyjechać. Kiedyś córka teściowej powiedziała mi, że dzisiaj to matki są strasznie zaborcze...może i jestem, ale to chyba moja sprawa, że nie chcę zostawiać synka z teściową aż tak często jak ona chce? Najgorsze, że teściowa ma gdzieś moje uczucia i to, że Ja sobie tego nie życzę. Wykorzystuje słabość mojego męża i ponieważ wie, że ze mną nie ma co gadać, to jemu truje, przynieś mi małego, przynieś - wiem, bo mi mówił. Czasem już się poddaję, ale czy powinnam??? Pamiętam taką sytuację, gdy siedziałam z małym na dworze na huśtawce - karmiłam go piersią, potem przytulałam, śmiałam się razem z nim, całowałam - teściowa siedziała nieopodal na krześle. Czasem przyglądała się, ale nawet się nie usmiechnęła. Siedziała taka jakaś smutna, z dziwną miną...Zastanowiło mnie to wtedy, bo moja mam zawsze, gdy w jej obecności tak robię, to cieszy się razem ze mną, śmieje i mówi coś w stylu, ale pięknie na was popatrzeć...A najbardziej wkurza mnie to, że lata do kościoła codziennie, na pielgrzymki, na spotkania biblijne, a nie potrafi uszanować mojej woli i tego, że teraz jest mój czas na wychowywanie mojego dziecka. Czy mam rację?
Edytor zaawansowany
  • chocolate_cake 20.11.15, 11:38
    Wydaje mi się, że mieszkacie tak blisko siebie, że nie da się tak odseparować. Życie w jednym wspólnym wielopokoleniowym domu jest wspólne po prostu, widzę to u koleżanek które mieszkają w takich domach.
    Pierwszy syn chodził do teściowej kiedy chciał a drugiego nie chcesz dać. Ja cię doskonale rozumiem.
  • nevada_r 20.11.15, 12:17
    1. Nie, NIE masz racji.
    2. Teściowa jest RODZINĄ twojego dziecka i ona je KOCHA. Zapewne tak samo mocno, jak ty. Skoro mieszkacie tak blisko, to nic dziwnego, że chce je widywać i zajmować się nim jak najczęściej. Dziecko nie jest jedyną twoją własnością, powinnaś "podzielić się" nim z rodziną i cieszyć się z tego, że teściowa w ogóle chce ci pomóc za darmo.
    3. Jak ci się nie podoba - zawsze możesz się wyprowadzić i wynająć płatną niańkę - taka niańka będzie spełniać wszystkie twoje zachcianki. Teściowa nie musi.

    >Chcę mu poświęcić każdą wolną chwilę

    A to akurat bez sensu, dziecko potrzebuje również kontaktu z rodziną i innymi dziećmi, a nie wiecznie z matką.

    >nie widzę powodu, aby codziennie zostawiać dziecko teściom.

    Może taki, że teściowie też dziecko KOCHAJĄ i chcieliby spędzić z nim trochę czasu?

    > I doszło do tego, że syn wolał spędzać czas na dole niż ze mną.

    Normalne, pewnie w końcu się znudził, bo ileż można siedzieć z matką.

    >Czasem już się poddaję, ale czy powinnam???

    Tak, powinnaś z uśmiechem i wdzięcznością korzystać z tego, że teściowa chce się zajmować twoim dzieckiem, a ty masz dzięki temu wolne parę godzin i możesz się zająć czym chcesz. No przecież to idealne rozwiązanie. I już mówiłam - jak ci się nie podoba, że teściowie mieszkający w tym samym domu chcieliby się codziennie widzieć z wnukiem [chore jest to twoje zamykanie się!], to się wyprowadź. Jak zaczniesz bulić ciężką kasę za wynajem mieszkania i nianię, to może docenisz, jakie cię szczęście spotkało. Jesteś kiepską synową, zastanów się nad tym i wyciągnij wnioski.
  • su.ri 20.11.15, 15:49
    Oj, wydaje mi się, że trafiłam na jakąś teściówkę, którą synowa tak samo potraktowała...
    Nie zgadzam się z Tobą w żadnym zdaniu...ale masz prawo mieć swoje. Pozdrawiam. :))
  • nevada_r 20.11.15, 15:52
    Błąd - dzieciaka mam za małego żeby zostać teściową. Po prostu umiem się wczuć w odczucia innego człowieka, czego ty najwyraźniej nie potrafisz i dlatego jesteś wredną synową. Niestety.
  • su.ri 20.11.15, 16:06
    Absolutnie nie uważam się za wredną synową. :)) Wręcz przeciwnie, spokojnie znoszę wredność mojej teściowej !!! A potrafi być okropna, ale to nie wątek, aby to opisywać...Ale czytając Twoje posty mam wrażenie, że strasznie cie wzburzyłam...no cóż...może zarzyj coś na uspokojenie...:))
  • anku1982 20.11.15, 22:40
    Z doświadczenia powiem, że lepiej być wredną synową i stawiać granice ZAWCZASU, niż potem się leczyć na nerwicę.
  • su.ri 20.11.15, 16:21
    Bardzo dobrze potrafię się wczuć w odczucia innego człowieka i dlatego moje dziecko spędza czas z tesciami, bo gdybym nie umiała to wogóle by na dół nie schodził. Właśnie dlatego, że wiem, że Go kochają, nie mam nic przeciw, aby spędzali z nim czas. Uważam tylko, że teściowa nie ma prawa RZĄDAĆ aby synek bywał u nich tak często jak ONA chce. Bo Ja jestem matką i ja o tym decyduję ile czasu spędza z nimi i w jakiej ilości. Acha i przestań mnie obrażać, bo zgłoszę moderatorowi i cię zablokują !!!
  • yoma 20.11.15, 16:30
    Na razie, moja droga, to ty obrażasz. I włącz może sprawdzanie pisowni przed opublikowaniem tekstu, bo oczy bolą.
    --
    Nie jestem człowiekiem w swoim wieku. Jestem człowiekiem w wieku kogoś o wiele młodszego.
  • su.ri 20.11.15, 17:16
    A gdzie ja obrażam? Bo jakoś tego nie zauważyłam?
  • mamaucznia 02.07.19, 23:19
    albo masz taka matkę iw ciaz czujesz, że jest neidoceniana przez męża, albo taka juz jesteś, ze lubisz jak wszyscy siedzą na kupie, jakas patologia serio. Ja nie lubię:) Dziecko jest rodziców, dziadkowie je widują nie wychowują. Nie ma obowiazku przebywać razem codziennie.
  • koronka2012 20.11.15, 19:39
    nevada_r napisała:

    > 1. Nie, NIE masz racji.
    Ale to tylko twoje zdanie, a nie prawda objawiona

    > 2. Teściowa jest RODZINĄ twojego dziecka i ona je KOCHA.

    hmm - że tak spytam - no to co?

    > Dziecko nie jest jedyną twoją własnością, powinnaś "podzielić się" nim z rodziną

    Niczego nie powinna, jeśli nie chce. Dlaczego niby miałaby robić coś wbrew sobie? dzieli się, skoro dziecko co drugi dzień jest u teściowej, ale najwyraźniej to za mało. Kto tu przesadza?

    > i cieszyć się z tego, że teściowa w ogóle chce ci pomóc za darmo.
    to się cieszy przecież, tylko to nie przesłania innych spraw

    > A to akurat bez sensu, dziecko potrzebuje również kontaktu z rodziną i innymi d
    > ziećmi, a nie wiecznie z matką.

    Niemowlę? niespecjalnie, czas na socjalizację przychodzi potem, zresztą - te kontakty ma, w stopniu nadmiarowym dla autorki, a bardzo częstym dla obserwatora z boku.

    > Może taki, że teściowie też dziecko KOCHAJĄ i chcieliby spędzić z nim trochę cz
    > asu?
    Dlaczego potrzeby teściów mają być ważniejsze niż potrzeby rodziców, bo nie rozumiem? Spędzają czas co drugi dzień, nie muszą zawłaszczać cudzego życia. Kota tez można na śmierć zagłaskać.

    > Tak, powinnaś z uśmiechem i wdzięcznością
    A ty powinnaś wziąć coś na głowę... nie każdy ma ochotę żyć w takim modelu, jaki TOBIE wydaje się idealny.

    > a ty masz dzięki temu wolne parę godzin i możesz si
    > ę zająć czym chcesz. No przecież to idealne rozwiązanie.

    Dla wszystkich poza autorką, która nie potrzebuje najwyraźniej wolnego i chce o dziwo spędzać jak najwięcej czasu z własnym dzieckiem, zanim wróci do pracy.

    > się nie podoba, że teściowie mieszkający w tym samym domu chcieliby się codzie
    > nnie widzieć z wnukiem [chore jest to twoje zamykanie się!],

    Co jest chorego w potrzebie prywatności? nie każdy toleruje życie w komunie
  • su.ri 20.11.15, 20:13
    Koronka2012 bardzo ci dziękuję, dokładnie myślę tak samo i cieszę się, że wkońcu nie jestem odosobniona. Pozdrawiam.
  • anku1982 20.11.15, 22:37
    Nie zgodzę się z Tobą, o losie swojego dziecka decydują rodzice, którzy nie mają obowiązku "dzielenia się" dzieckiem - jak to nazwałaś, z pozostałą częścią rodziny. Teściowa jest babcią, nie matką, a zapędy aby przy noworodku robić wszystko ZA matkę świadczą o jej niezdrowym podejściu. Najlepiej byłoby wynająć nianię, która U AUTORKI i na jej zasadach będzie się dzieckiem opiekować. Propozycja wyprowadzki jest nieporozumieniem. Czy to że autorka nie chce tak często powierzać opieki w tej chwili nad swoim dzieckiem innym osobom ma być przyczynkiem do wyprowadzki? Tu coś z rozumowaniem szwankuje.
  • su.ri 21.11.15, 09:22
    Też nie rozumiem, dlaczego niby mam się wyprowadzać. To że mieszkamy w jednym domu nie oznacza, że muszę robić wszystko tak jak chcą tego teściowie. Bo co, bo sa starsi i należy ich słuchać? Znam wiele rodzin wokoło mieszkających z teściami i wierzcie mi, że każdy żyje swoim zyciem. Wogóle to pierwszy raz słyszę o jakimś domu wielopokoleniowym gdzie wszyscy żyją RAZEM. To bzdura. Nie wiem w jakim kraju mieszka nevada_r ale chyba nie w Polsce. Każdy ma prawo do odrobiny prywatności, nikt nie lubi jak się go kontroluje-co robi moja teściowa. Jest po prostu toksyczna, jak tu ktoś napisał.
  • paris-texas-warsaw 21.11.15, 09:36
    Ja uważam, że nawet w domu wielopokoleniowym mogłabyś się zamknąć u siebie i kontaktować jak Ty chcesz i maksymalnie odizolować. Natomiast jak masz dzieci odizolować od niezrównoważonych i awanturujących sie dziadków, a siebie i dzieci od męża przebywającego od x lat w patologii i uważającego, że jest to ok, a Ty możesz spier...., to ja nie wiem. To przecież nie chodzi o zamkniecie tylko drzwi przed teściową i jej ziemniakami, to możesz zrobić i dzisiaj, zaraz, jesli masz te drzwi i jak przyjdzie teściowa, nie otwieraj, powiedz,że oddzwonisz:) Ja w tym akurat nie widze problemu, ale to chyba w ogóle mały problem.
  • chocolate_cake 21.11.15, 09:44
    Jest toksyczna. Przynajmniej tak wynika z twoich opisów.
    Nie mieszkałam nigdy w domu z teściami więc nie mam żadnego doświadczenia ale z opisów koleżanek mieszkających w domu wielopokoleniowym ( fakt, niewielu, bo raczej większość mieszka osobno) wynika, że trudno jest się kompletnie odseparować i mówić sobie tylko dzień dobry jak sąsiadom. Sąsiad jest obcy a teściowie są bliską rodziną.

    Nikt ci się przecież nie każe wyprowadzać. Może tak bardzo nie przeszkadza ci krzyk męża żebyś spier...oraz pijackie awantury teścia i obrażanie się teściowej.
  • su.ri 21.11.15, 13:46
    Oczywiście, że mi przeszkadza krzyk męża, a czy obrażanie teściowej? Już nie. To jej sprawa, że się obraża, nie mam zamiaru więcej się tym przejmować. Jakbym nie miała innych problemów! A to, że przychodzi, aby zabrać wnuka na dół? Cóż, z tym też dam sobie radę. Wszak trzeba ćwiczyć asertywność.
  • zuzi.1 21.11.15, 12:07
    Powinnas sie docelowo wyprowadzic, poniewaz w tym domu jest patologia, alkoholizm, toksycznisc i nieodcieta pepowina meza. W tym domu Twoj maz bedzie zawsze niedojrzalym synem swoich rodzicow z nieodcieta pepowina, niezdolnym do bycia mezem. A Twoje dzieci przesiakna tymi problemami i w nastolectwie oraz zyciu doroslym wszystkie te przezycia i doswiadczenia zaczna im wylazic w postaci roznych problemow emocjonalnych.Naprawde zrob wszystko, zeby sie stamtad wyniesc. Nie patrz na inne rodziny, tam prawdopodobnie nie ma takiego spietrzenia problemow jak u Was, szanuja swoje granice nawzajem i dlatego moga mieszkac razem.
  • flo-bo 24.11.15, 14:57
    Uuuu teściowa chyba jednak ;)
    Z zerową wiedzą nt psychologii rozwojowej dziecka. W tym wieku akurat najważniejszą jest matka -kropka. Babcią naprawdę może być zupełnie nieobecna zwłaszcza w tym wieku dziecka i nie poniosłoby ono żadnych strat emocjonalnych w związku z tym.
    Natomiast oderwanie dziecka od matki nawet na godzinę w okresie lęku separacyjnego -to już inna sprawą, niektóre dzieci reagują bardzo źle na takie oddzielenie i np reagują w przyszłości lękiem na brak matki w najbliższym otoczeniu.
    Co do kochania tak mocno jak matka-nie napisałaby tak żadna matka jaką znam. Nawet jeśli babcia uwielbia wnuki, to matka oddalaby za nie życie, nie babcia.
    Porównywanie miłości babci do miłości matki jest hm... zabawne.
    A babcia z tego wątku sprawia wrażenie stosującej przemoc psychiczną.
    Do autorki -stawiaj granice, super że każda chwila z dzieckiem jest dla Ciebie najwazniejsza, dla Twojego malucha też :)
  • mamaucznia 02.07.19, 23:17
    Jestes taka sama tesciową toksyczna jak jej. Okropna. To, ze sie meiszka blisko nei znaczy by codziennie kogos nawiedzac czy to znajomi czy rodzina. jestes toksyczna matką i bnardzo zaborczą. Do tego uważasz, ze za pomoc przy dziecku Tobie wszystko wolno. Chetnie bys zaszatnazowała mlodych,w tedy kochana zostaniesz SAMA !! Oni są młodzi, mają ta przewagę. Dadza sobei radę bez Ciebie. Zatruwasz im zycie.
  • amb25 20.11.15, 12:34
    Tesciowa nie potrafi uszanowac twojej woli, lata do kosciola, patrzy nie tak jak ty bys chciala, che przebywac z dzieckiem, nie dba o twoje uczucia, ma czelnosc wyrazac chec zajmowania sie dzieckiem. Wlasna matke pewnie juz odpowiednio wyszkolilas wiec bidulka boi sie odezwac, to przynajmniej z nia masz swietty spokoj. Proponuje wyszkolic w podobny sposob tesciowa, troche to potrwa ale na pewno sie uda. Mozesz jej zagrozic, ze albo bedzie robila to co ty chesz, wtedy kiedy ty chcesz i tak jak ty chcesz albo szlaban na widzenia z dzieckiem. Najepiej jeszcze, pwiedz, ze z obydwoma. Aha i najlepiej niech zostanie apostatka (chyba tak to jest) to sie zastanowisz co z nia zrobic. A jak sie zastanowiszi ona spelni wszystkie warunki to zrob z niej sluzaca, bo do czego w koncu jest Tesciowa.
  • su.ri 20.11.15, 15:59
    hi, hi, uśmiałam się, dzięki, trochę mnie to rozluźniło...:)) A tak poważnie, to ja naprawdę nie potrzebuję pomocy NIKOGO!!! Świetnie radzę sobie z wychowywaniem 2 dzieciaków i nie potrzebuję z nikogo robić służącej, naprawdę. Acha i czasem to mam wrażenie, że niektórzy to nie umieją czytać ze zrozumieniem. Przecież ja nigdzie nie napisałam, że nie chcę, aby teściowa wogóle nie widywała wnuka. Po prostu uważam, że nie ma potrzeby aby widywali go codziennie. Acha i jeszcze jedno...Nigdy nie prosiłam mojej teściowej o to, aby gdy wrócę do pracy została z wnukiem. Ja miałam inny pomysł, ale teściowa powidziała, że chętnie się zajmie, więc to była jej decyzja, zresztą ja nie mam nic przeciwko. Acha, a synek nie jest tylko z matką! Pozdrawiam.
  • ola_dom 20.11.15, 13:27
    czy teściowa MA PRAWO OBRAŻAĆ SIĘ?
    O to, że synowa nie oddaje jej dziecka zawsze wtedy, kiedy zapragnie.
    Bo głównie o tym jest mowa w poście autorki.
    Znaczy - ma święte prawo, tak?
    O'rajt...

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • nevada_r 20.11.15, 13:43
    Teściowa może robić co tylko jej się podoba, jest dorosła i mieszka w swoim własnym domu [w przeciwieństwie do autorki wątku, która by chciała wszystko - i mieszkać za darmo, i mieć nianię za darmo, i żeby teściowa jej się nie wtrącała - sorry, ale tak się nie da]. ;)

    Oczywiście teściowa może nie "powinna" się obrażać, bo w ten sposób, mając taką wredną i roszczeniową synową, tylko zaognia sytuację. Ale to i tak autorka wątku powinna wziąć swój los w swoje ręce i jak jej się nie podoba - płacić za wynajem swojego mieszkania albo za nianię. A skoro chce za darmo, to ma to przyjąć z dobrodziejstwem inwentarza. I z WDZIĘCZNOŚCIĄ.
  • ola_dom 20.11.15, 13:48
    nevada_r napisała:

    > płacić za wynajem swojego mieszkania albo za nianię. A skoro chce za darmo, to ma to przyjąć
    > z dobrodziejstwem inwentarza. I z WDZIĘCZNOŚCIĄ.

    Nie wiemy, czy mieszka "u teściów", czy "z teściami". I czy płaci, czy nie płaci za mieszkanie - które równie dobrze może być własnością jej męża.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • nevada_r 20.11.15, 13:55
    No ok, kwestię mieszkania pomijamy [chociaż i tak tutaj autorka wątku ma być za co wdzięczna - mieszka w domu teściowych, i nawet dobrze koegzystują]. A co z darmową opieką nad dzieckiem? A nawet nad dwoma? Czy ona zdaje sobie sprawę, ile by zabuliła za nianię? Ma za co być wdzięczna, naprawdę.
  • martishia7 20.11.15, 14:19
    W takich sytuacjach okołodomowych zawsze dziwi mnie to, że uprzejmość widziana jest w jedną stronę, tzn. dzieci powinny być wdzięczne, że teściowie pozwalają im u siebie mieszkać. W realu wygląda to zazwyczaj tak, że rodzice jednego z małżonków są dumnymi właścicielowi przesadzonej kolubryny, której samodzielnie nie byliby w stanie ogarnąć, utrzymać i ogrzać, a czasami nawet wykończyć - często w tle jest wykończenie lub remont takiego niezależnego piętra. Taki remont kosztuje młodych małżonków oczywiście znacząco mniej niż kupno własnego mieszkania (o domu nie wspominając). Tym niemniej ich wkład często decyduje o tym, ze dom w ogóle może pozostać w rodzinie, bo inaczej dla rodziców byłby zbyt uciążliwy do ogarnięcia lub zbyt kosztowny do utrzymania. Więc ostrożnie z takimi ocenami, bo różnie bywa.

    Przyjmowanie niewymuszonych przysług zasadniczo zobowiązuje do wdzięczności, ale nie do bezwzględnego posłuszeństwa.
  • nevada_r 20.11.15, 14:29
    >uprzejmość widziana jest w jedną stronę, tzn. dzieci powinny być wdzięczne, że teściowie pozwalają im u >siebie mieszkać.

    A gdzie widzisz nieuprzejmość tej wątkowej teściowej? Bo dla mnie zachowuje się jak normalna kochająca babcia - to autorka wątku zachowuje się wrednie i dlatego to nią trzeba potrząsnąć i dlatego na nią najeżdżam. ;)
  • martishia7 20.11.15, 14:35
    Nic z mojej wypowiedzi nie świadczy o tym, że uważam tą konkretną teściową za nieuprzejmą. Trochę poleciałam w dygresję w związku z Twoją wypowiedzią, że należy się przed teściową położyć krzyżem z wdzięczności za mieszkanie ;) Bo stosunkowo często spotykam się w praktyce z sytuacją, że jest to interes dwustronnie korzystny, a nie akt najwyższej łaskawości i poświęcenia ze strony teściów. Tylko tyle.

    Co do tej konkretnej sytuacji, to autorka ma problem raczej ze sobą, niezależnie od teściowej. Chyba powinna napisać coś więcej, żeby można było coś konkretnego napisać.
  • su.ri 21.11.15, 13:52
    Nawet jeśli teściowie opłacaliby wszystkie rachunki, a my nic, to jaki to ma związek z dzieckiem? Powinnam jej dziecko na wychowanie z wdzięczności oddać? nevada_r proponuję - zgłoś się na leczenie...
  • su.ri 22.11.15, 10:28
    Kiedy wydaje się dziecko na świat w dzisiejszych trudnych czasach, to rodzice albo kupują dzieciom mieszkania, a jeśli ich nie stać, pozwalają mieszkać u siebie gdy tylko dzieci będą chciały. Jeśli ktoś decyduje się na dzieci to powinien być tego świadomy. Ewentualnie pomaga w spłacie kredytów na dom, jeśli ma takie możliwości. A dzieci powinny być wdzięczne, ale to nie znaczy, że skoro rodzice czy teściowie dali kasę to mają prawo się wtrącać, nie mają prawa. Niech pozwolą swoim dzieciom żyć własnym życiem. I tak jak oni chcą. To jest właśnie to odcięcie pępowiny, której najwyraźniej maja teściowa nie potrafi zrobić.
  • ola_dom 22.11.15, 10:41
    su.ri napisała:

    > To jest właśnie to odcięcie pępowiny, której najwyraźniej maja teściowa nie potrafi zrobić.

    Suri... znowu skupiasz się na teściowej, zamiast na mężu, w sytuacji, która dotyczy przede wszystkim jego.
    Ja też długo miałam pretensje do mamy, że mi "nie pozwala żyć", odciąć pępowiny. Jasne - niektórzy rodzice sami to robią, ułatwiają dzieciom wejście w samodzielność, zamiast utrudniać. Ale jeśli tego nie robią, to można mieć do nich żal, ale wtedy nie ma wyboru - trzeba to zrobić samodzielnie i "jednostronnie". Co nie jest łatwe ani przyjemne, bo przeważnie kończy się zerwaniem kontaktów albo przynajmniej ich ochłodzeniem - czasem czasowo, a czasem na stałe. Ale nie ma wyjścia - to MĄŻ musi zrobić, bo teściowa na pewno nie przetnie pępowiny, skoro do tej pory tego nie zrobiła.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • su.ri 20.11.15, 16:10
    No właśnie nevada_r skąd Ty możesz to wiedzieć? :)) A i jeszcze, że za damo mieszkam??? No proszę cię, nie wymyślaj nie stworzonych historii :))
  • su.ri 20.11.15, 17:21
    Ale ja wcale nie chcę mieć niani za darmo. Rozmawiałam już na ten temat z teściową i powiedziałam jej, że spokojnie syn pójdzie do klubu dziecięcego jak skończy 1,5 roku, więc nie będzie musiała się poświęcać...Ale Ona sama strasznie chce, choć czytając twoje posty nevada_r, to masz w jednym rację. Chyba nad tym klubem dziecięcym się zastanowię. To będzie najlepsze rozwiązanie.
  • paris-texas-warsaw 20.11.15, 13:51
    Wg mnie każdy ma prawo się obrazić. Nie odzywać, zajmować tylko sobą, odciąć od innych.
    Ale w odniesieniu do postu Suri, ja nie widzę żadnego opisu zachowań teściowej wskazujących na "obrażenie się" teściowej. Cały post to wg mnie opis wątpliwości nad kwestiami separacji matka-dziecko (może też wzceśniejszej separacji od własnej matki), odrębności, asertywności, pewności siebie Autorki, plus ogladanie się oczami innych (matka chwali, teściowa tylko "dziwnie" patrzy), plus lekko nienaturalnych zachowan - trzy osoby za każdym razie, a Suri w swoim świecie z dzieckiem i zdystansowanym patrzącym. imho.
  • chocolate_cake 20.11.15, 14:06
    Oczywiście że każdy MA PRAWO się obrazić. Teściowa,jeśli w ogóle się obraża, to niepotrzebnie, nie powinna tego robić
  • chocolate_cake 20.11.15, 14:08
    ola_dom napisała:


    > O to, że synowa nie oddaje jej dziecka zawsze wtedy, kiedy zapragnie.


    No właśnie, czy autorka wątku powinna dawać jej dziecko (jak to brzmi) zawsze wtedy gdy teściowa tego zapragnie?
  • nevada_r 20.11.15, 14:14
    >No właśnie, czy autorka wątku powinna dawać jej dziecko (jak to brzmi) zawsze wtedy gdy teściowa tego >zapragnie?

    Nie, nie musi, ale powinna przy tym mieć zupełnie inne podejście do tej teściowej niż ma. Bo na razie to zagarnia te dzieci ku sobie, nie jest wdzięczna za pomoc, jaką otrzymuje od teściów, zachowuje się wobec nich podejrzliwie i nie chce zrozumieć, że teściowa NIE chce zawłaszczyć jej dzieci. Teściowa je kocha i nic dziwnego, że chce z nimi spędzać jak najwięcej czasu - tym bardziej, że mieszkają tak blisko. Dla mnie co najmniej dziwne byłoby nie widywanie codziennie osoby, z którą mieszkam pod jednym dachem!

    Jak na razie to autorka wątku ma jeden problem - ze sobą i swoim podejściem do teściów. Nie jest dobre. Kochać ich nie musi, ale nie ma powodu żeby być niemiłą zołzą na jaką na razie wychodzi.
  • ola_dom 20.11.15, 14:21
    nevada_r napisała:

    > teściowa NIE chce zawłaszczyć jej dzieci.

    hmm..... a tego nie wiemy :)
    Nie pierwszy to byłby raz, kiedy babcia uznaje, że lepiej zajmie się wnuczkami niż ich własna matka.
    A skoro ma PRETENSJE, że "nie dostała dziecka przez dwa dni" (?!), to można przypuszczać, że z tą jej miłością może być cuś-nie-tak.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • nevada_r 20.11.15, 14:25
    >A skoro ma PRETENSJE, że "nie dostała dziecka przez dwa dni"

    O "pretensjach" i "obrażaniu się" teściowej to pisała tylko autorka wątku - ja tego nie wywnioskowałam z jej posta, bo nic takiego nie opisała. Jak mówię - dla mnie to nienormalna sytuacja, jeżeli nie widzę przez dwa dni kogoś, z kim mieszkam pod jednym dachem. Taki niemowlak to też jest domownik i trzeba spróbować zrozumieć kochającą babcię, że też by chciała się nim pozajmować [ja bym z tego korzystała z okrzykami szczęścia, że mogę się pozbyć dzieciaka chociaż na chwilę i ROBIĆ TO, CO CHCĘ]. Dla mnie to autorka wątku jest nadmiernie przywiązana do dzieci, teściów nie lubi i chce ich ustawić jak swoją matkę. I ogólnie wychodzi na niesympatyczną babę.
  • chocolate_cake 20.11.15, 14:27
    Nie każdy nadaje się do życia w rodzinie wielopokoleniowej. Ja na przykład. Dlatego mieszkamy osobno
  • su.ri 20.11.15, 16:42
    Mojej mamy nie ustawiam-nie przyjeżdza, bo nie ma takich możliwości...ja jeżdzę do niej najczęściej jak mogę. Zawsze jak jestem u niej to zajmuje się wnukiem tak "normalnie". Nie widzę w jej oczach zazdrości, czy zawiści, gdy synek się do mnie przytula, a w oczach mojej teściowej to widzę! Pozdrawiam.
  • su.ri 20.11.15, 16:34
    nevada_r napisała sobie scenariusz mojego życia...:)) nieprawdziwy, ale ona tak mnie widzi, hmmm, dla mnie to trochę dziwne pisać rzeczy, których ja nigdzie nie napisałam...
    ola_dom ma rację i też to zauważyła, że skoro teściowa 2 dni z rzędu nie ma wnuka u siebie na dole (bo widzi go codziennie-jak ja schodzę na dół na spacer z dzieckiem np.) i robi obrażoną minę, bywa wtedy złośliwa w stosunku do mnie - to jest z nią coś nie tak i z tą jej miłością!
  • chocolate_cake 20.11.15, 14:21
    W zasadzie zgadzam się :)
  • chocolate_cake 20.11.15, 14:23

    Zgadzam się z tym:

    Nie, nie musi, ale powinna przy tym mieć zupełnie inne podejście do tej teściowej niż ma. Bo na razie to zagarnia te dzieci ku sobie, nie jest wdzięczna za pomoc, jaką otrzymuje od teściów, zachowuje się wobec nich podejrzliwie i nie chce zrozumieć, że teściowa NIE chce zawłaszczyć jej dzieci. Teściowa je kocha i nic dziwnego, że chce z nimi spędzać jak najwięcej czasu - tym bardziej, że mieszkają tak blisko. Dla mnie co najmniej dziwne byłoby nie widywanie codziennie osoby, z którą mieszkam pod jednym dachem!

    Jak na razie to autorka wątku ma jeden problem - ze sobą i swoim podejściem do teściów. Nie jest dobre. Kochać ich nie musi, ale nie ma powodu żeby być niemiłą zołzą na jaką na razie wychodzi.
  • su.ri 20.11.15, 16:15
    A po czym wnosisz, że jestem "niemiłą" zołzą??? Z czego to wywnioskowałaś? Tylko z tego, że uważam, że dziecko nie musi codziennie spędzać czas z teściami??? Trochę mnie obrażasz, wiesz? Ale ja się nie gniewam, naprawdę bawi mnie ta twoja jawna agresja wobec mnie.:))
  • su.ri 20.11.15, 17:31
    Ale o jakiej wdzięczności Ty piszesz? Za co? Pisałam już, że ja świetnie radzę sobie ze wszystkim sama i nie potrzebuję pomocy teściów. Jestem w stanie tak sobie zorganizować czas, że jestem samowystarczająca. To, że pozwalam synkowi spędzać czas z dziadkami jest właśnie wyrazem mojej świadomości, że Go kochają. Uważam tylko piszę raz jeszcze - że moja teściowa nie ma prawa sie obrażać, że wnuk nie schodzi na dół np.: 2 dni z rzędu. I to nie jest spowodowane moją złośliwością. Po prostu mam tak zorganizowany dzień, że czasem nie ma kiedy, bo musiałabym dać syna na dół kosztem spędzenia czasu ze mną. A z tego nie mam zamiaru rezygnować. Sprzątam i gotuję wtedy kiedy syn śpi, na 2 godź wychodzimy na spacer, karmię synka piersią bardzo często, bo jest mały żarłoczek, a to też pochłania czas. A i ostatnio też się rehabilitujemy, bo mały jest leniuszkiem ruchowym, także gdy wkońcu mam czas aby sie z nim pobawić, poczytać to mąż do mnie, że babcia na dole chce się z wnuczkiem pobawić. Pozwalam, gdy mam coś do zrobienia, ale jeśli się z nim bawię, to nie pozwalam...proste.
  • berdebul 23.11.15, 12:11
    A nie możecie pobawić się razem? I przy okazji rozmawiać? Czy to musi być albo zabawa z Tobą albo z babcią?
  • paris-texas-warsaw 20.11.15, 14:21
    Jasne, że rodzice mają pełne decydowanie o dzieciach. Tu by trzeba znać cały chyba dośc nienaturalny układ - zazwyczaj do tak małego dziecka ktoś przychodzi, albo rodzice z nim gdzieś idą. Być może tu Suri prawie nie chodzi do teściowej, a ona do teściowej i stąd np. dziecko starsze samo się przemieszcza, bo nie uznaje takiego sztucznego dla dzieci podziału domu. Stąd podejrzewam, że Suri ma jakiś problem z uznawaniem własnej odrębności, broni jej, a dzieci sa rodzajem jej małych zakładników (ze starszym się nie udało...) i dowodem odrębności (to tak na podstawie bardzo pobieżnych danych oczywiście).
  • vilez 20.11.15, 14:13
    Gdy się mieszka w jednym domu, to się tworzy rodzinę wielopokoleniową. Rodzinę. Taka rodzina mieszkająca w jednym domu stanowi całość. I dziecko jak najbardziej powinno widzieć się z dziadkami codziennie, jeśli tylko są ku temu warunki i są ochota oraz siły dziadków.
    Teściowa niczego nienormalnego nie wymusza. W ogóle nie wymusza, tylko prosi, byś pozwoliła dziecku z nimi bywać. Bywać, a nie- się do nich przeprowadzić.
    To po Twojej stronie jest główny problem. jesteś zazdrosna o dziecko. Zwłaszcza zaś o to, że starsze dziecko wolało spędzać z nimi czas, a nie z wami, rodzicami. Pytanie, dlaczego tak było? Może u dziadków jest milej, atrakcyjniej? Pytanie też, by masz o co być zazdrosna, bo możliwe, że normalne odwiedzanie dziadków traktujesz jako zagrożenie. Co Ci szkodzi, że dziecko spędzi codziennie trochę czasu z dziadkami?

    Nienormalne jest, że babcia, mieszkając z wami w jednym domu, nie widzi dziecka przez dwa dni. To jest naprawdę nienormalne.
    Normalne natomiast jest przyzwyczajać dziecko do codziennej bytności z babcią, skoro ma się ona zajmować dzieckiem, gdy Ty pójdziesz do pracy.

    Musisz się poważnie zastanowić, na czym polega Twój lęk. Czego się konkretnie boisz? Że Twoje dzieci spędzą z dziadkami fajnie czas? Boisz się konfrontacji Waszych kompetencji opiekuńczych? Jesteś zazdrosna o uczucia Twoich dzieci do dziadków? Walczysz o rządy alfa?
    Bo, skoro chcesz zostawiać dziecko pod opieką babci, gdy pójdziesz do pracy, to ufasz jej kompetencjom, to jasne. Pytanie, jak sobie poradzisz z własnymi uczuciami, skoro teraz jest już taki problem z powierzaniem dziecka babci.

    Jest jeszcze możliwość, że projektujesz na babcię swoją niechęć do pójścia do pracy. Babcia i dziecko przebywające razem - nawet na krótko- obrazują Ci Twoją przyszłą sytuację (praca) i dlatego reagujesz tak negatywnie.

  • chocolate_cake 20.11.15, 14:25
    Dokładnie. Taki dom to całość. Rodzina.
  • su.ri 20.11.15, 17:11
    A wiesz, dopiero Twój post dał mi do myślenia! Właśnie!-o co mi tak naprawdę chodzi? Pamiętam tylko, że byłam bardzo zła na teściów, gdy mój starszy schodził na dół bo tak: Miał stwierdzoną alergię między innymi na kakao - teściowie o tym wiedzieli, pokazałam im wyniki - mimo to dawali mu czekoladę!!! Dalej: Prosiłam, aby nie sprzątali po nim zabawek-mimo to sprzątali-czego konsekwencją było to, że na górze u nas był krzyk i płacz, bo sprzątać nie chciał, zamiast obiadu, którego syn nie chciał zjeść- teściowa dawała małemu chrupki kukurydziane albo herbatniki, bo jak twierdziła, lepiej żeby miał cokolwiek w brzuszku niż nic. Tłumaczyliśmy, że nie może tak robić, że to kształtuje złe nawyki żywieniowe, ale nie docierało. Poili orenżadami i colami, chociaż prosiliśmy, bo nie zdrowe. Syn "wypraszał" dziadka z jego własnego pokoju, chociaż miał tv w swoim pokoju, a dziadek grzecznie wychodził. Próbował tego samego oczywiście u nas - no ogólnie mieliśmy z nim same problemy wychowawcze i uważam, że to była NASZA RODZICÓW WINA - Bo powinnam była zezygnować z pracy i sama go wychowywać. Acha i jeszcze jedno o czym tu nie napisałam...Mój teść jest alkoholikiem, często robi teściowej awantury i drze się tak, że na górze słychać. Często drze się też jak jest trzeźwy - to po prostu taki typ. A moja teściowa jest już znerwicowana i też się wtedy na niego drze...
    Nie wiem, może gdzieś podświadomie to o to tak naprawdę chodzi...Chyba po prostu się boję o to, że powtórzy się historia z pierwszym synem. Pamiętam jak było mi wstyd w przedszkolu, kiedy syn przy wszystkich zapytał: Mamo, a dziadek znów jest dzisiaj pijany? Tak, najlepiej byłoby zmienić mieszkanie, ale niestety połowy domu nie sprzedamy, a na kredyt nas nie stać. A czy ufam kompetencjom babci? Nie do końca, bo już teraz próbuje mi narzuć swoje zdanie. Np.: żebym przepajała synka, choć karmię piersią. Tyle razy jej to tłumaczyłam a ona swoje. A kiedy mówię, że daję małemu od czasu do czasu wodę z kubeczka, jesli ma ochotę, to mówi, żebym dała czarną herbatę-która wiadomo, że jest dla dziecka nie odpowiednia. Tak naprawdę to chyba wcale nie chcę zostawiać synka z nią po powrocie do pracy. Masz rację vilez, nie chcę wracać do pracy, ale powodem jest właśnie ten lęk i strach, że powtórzy się to wszystko co miało miejsce z pierwszym synem. A jeszcze dobijały mnie wtedy rady właśnie w stylu nevada_r, że jak ci się nie podoba, to się wyprowadź i wynajmuj. No, nie zawsze jest to możliwe, albo, że masz opiekę za darmo to nie wymagaj!
  • vilez 20.11.15, 17:57
    Cieszę się, że choć trochę pomogłam.
    Alkoholizm teścia zmienia całkowicie obraz sytuacji. Rozumiem, że się wstydzisz za to wszystko. Ten wstyd jest normalny.
    Nieporozumienia na tle jadłospisu też dobrze nie wróżą. Aczkolwiek jako matka dwójki ciężkich alergików to Ci powiem, że często rodzice są nadwrażliwi. Z pokarmówki się wyrasta, pokarmówka mutuje. Rzadko też w tym wieku (kilku lat) pokarmówka jest na tyle silna, by dawała objawy wstrząsowe- raczej skórne. Niewątpliwie jednak reguły powinny być ustalone.

    Trudna sytuacja, bardzo trudna. Obrażanie się teściowej jest tu najmniejszym problemem. Raczej zasłoną problemu. Dobrze, że ten punkt pękł. Teraz przed Tobą trudniejszy: jak sobie w tej trudnej sytuacji radzić.

    Nie mam doświadczenia z problemem alkoholowym w rodzinie, nie wgłębiałam się w strategie rodzinne w tym względzie, więc tutaj radą muszą Ci służyć inni forumowicze. Ale na intuicję czuję, że trzeba ten punkt zaatakować frontalnie, czyli: wyeksplikować go, nazwać go, postawić warunki względem tego punktu. Nazwać, że się wstydzisz, że nie chcesz by dziecko patrzyło na alkoholizm dziadka i nie radzenie sobie z tym jego żony. Że nie chcesz, by dziecko słyszało krzyki, by wzrastało w takich warunkach. Kwestie z jedzeniem też bym ruszyła, ale w ostatniej kolejności, żeby to nie przejęło energii problemu, i sprawa nie zeszła na jedzenie, bo to naprawdę jest w tym wszystkim najmniejszym problemem.

    Dobrze, żeby pani Ekspert teraz się wypowiedziała. Co robić, i w jakiej kolejności, co nazwać, a co -odpuścić.

    Jeszcze jedno. Jaka jest świadomość problemu u męża? Bo od tego, czy będziecie się wspierać, będzie zależeć sukces. No i lepiej byłoby, żeby on przejął zasadniczy ciężar rozmów ze swoimi rodzicami, od syna powinni lżej przyjąć krytykę. Co oczywiście nie znaczy, że Ty masz się wymiksować z tego. Nie. Ale on powinien być tu bardziej ekspansywny i stanowczy.

    Dopóki tego nie załatwisz, nie będziesz spokojna w pracy. Bardzo Ci współczuję. Nie wiem, co bym zrobiła na Twoim miejscu w kwestii pracy. Może lepszy byłby żłobek? Nie wiem...
  • nevada_r 20.11.15, 18:15
    Jedyna sensowna rzecz, jaką ona może zrobić w związku z alkoholizmem, to wyprowadzić się. Niestety. Bo nawet, jak cała rodzina solidarnie teścia ochrzani, to się żadnej reakcji nie doczeka. Alkoholikowi NIE postawisz żadnych warunków, bo po prostu nie posłucha. On się musi sam chcieć leczyć. Więc ja się dziwię, że ona tyle lat tam mieszka, skoro jej się tam nie podoba. Albo rybki, albo akwarium - albo się wyprowadza na swoje [co powinna już zrobić wiele lat temu; nie musi brać kredytu, może wynajmować], albo się godzi ze wszystkimi aspektami mieszkania z alkoholikiem.
  • su.ri 20.11.15, 18:46
    Znów się z Tobą nie zgodzę. Nie chcę cię obrażać, ale Ty chyba jesteś jakaś szalona. Twoim zdaniem powinnam w takim razie dawać dziecko teściom na dół nawet wtedy kiedy teść jest pijany, rzuca obelgami w kierunku mojej teściowej i krzyczy jak opętany???
    Wiesz co? Jak masz się tak wypowidać to lepiej się nie odzywaj już więcej. Bo jesteś chora! Co do wyprowadzki, to muszę tu napisać, że do tanga trzeba dwojga! Mój mąż się nie wyprowadzi! Niestety. I nie chce mi się już tu pisać dlaczego.On jest DDA (kto nie wie co to znaczy, to niech sobie w necie poczyta) On nie widzi problemu, a czasem sam nadużywa krzyków w domu w obecności mojego najmłodszego. Proszę, żeby tego nie robił i tłumaczę jak to wpływa na dziecko, niby rozumie, ale do nastepnego razu. Jest cholerykiem tak z grubsza pisząc. I nie piszcie wiedziały gały co brały, bo przed ślubem był aniołkiem, a o swoim ojcu alkoholiku nie pisnął ani słówka. Nie miałam o niczym pojęcia-do pierwszej awantury! Gdy się do nich wprowadziłam. A działo się, ach działo-mogłabym książkę tu napisać. DZiadziuś zniszczył życie wszystkim domownikom, a jeszcze uważam, że gdyby teściowa zgłosiła problem dużo wcześniej, gdy problem się dopiero u nich w rodzinie pojawił - konsekwencje nie byłyby takie ogromne. Ale ona kryła męża i to wszystko co się działo w domu. DZieciom nie pozwoliła nikomu nic opowiadać, a gdy mój mąż jako mały chłopczyk nie chciał iść na libację, po swojego pijanego ojca, to strzeliła mu za karę w twarz! Nie zrobiła nic by ratować swoje dzieci przed tą całą tragedią. I dlatego chyba czuję ciągle do niej taką niechęć.
    Mnie może najmniej się dostało od teścia, bo od początku nie pozwoliłam wejść sobie na głowę, bo ja go zawsze olewałam, ale mój mąż jest strzępkiem nerwów, teściowa zresztą też, może dlatego, że nigdy nie czuła się kochana, teraz tak bardzo lgnie do moich dzieci i pragnie ich miłości. I nie ważne, że ich kosztem, czy moim.
  • chocolate_cake 20.11.15, 18:56
    Su.ri, pisałaś już kiedyś na jakimś forum o swojej sytuacji? Bo mam wrażenie że już słyszałam kiedyś taką historię. Może to ktoś inny, nieważne.
    Myślę że teściowa, która chce się zaopiekować wnukiem, to najmniejszy problem. Jest problem z teściem, z tym że robi awantury a wy i wasze dzieci są tego świadkami. Żyjecie w tym wspólnym domu, wysłuchujecie tego i nic nie możecie zrobić. Teść się raczej nie zmieni. Rozumiem że mąż się nie wyprowadzi? Ciężka sprawa. Współczuję naprawdę.
  • su.ri 20.11.15, 19:09
    chocolate_cake napisała:

    > Su.ri, pisałaś już kiedyś na jakimś forum o swojej sytuacji? Bo mam wrażenie że
    > już słyszałam kiedyś taką historię. Może to ktoś inny, nieważne.
    > Myślę że teściowa, która chce się zaopiekować wnukiem, to najmniejszy problem.
    > Jest problem z teściem, z tym że robi awantury a wy i wasze dzieci są tego świa
    > dkami. Żyjecie w tym wspólnym domu, wysłuchujecie tego i nic nie możecie zrobić
    > . Teść się raczej nie zmieni. Rozumiem że mąż się nie wyprowadzi? Ciężka sprawa
    > . Współczuję naprawdę.

    Mąż się nie wyprowadzi. Ma za wygodnie u mamusi...nic więcej nie chcę pisać. To po prostu boli...
  • ola_dom 20.11.15, 19:14
    su.ri napisała:

    > Mąż się nie wyprowadzi. Ma za wygodnie u mamusi...nic więcej nie chcę pisać. To po prostu boli...

    I mimo tego zdecydowałaś się na kolejne dziecko?
    Trudno to zrozumieć, jednak.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • vilez 20.11.15, 19:46
    Tak działa problem alkoholowy w rodzinie. Współuzależnienie. Najpierw syn, potem synowa.
    To jest akurat elementarz problemu.
    Nie ma sensu jej atakować za to, że jest współuzależniona.
  • enith 20.11.15, 19:08
    Cholernie mnie zastanawia, dlaczego nie napisałaś NIC o sytuacji teściów w pierwszym poście. Skupiłaś się na jakimś kompletnym bzdecie o obrażającej się teściowej, a zapomniałaś wspomnieć o galopującym alkoholiźmie teścia, odchodzących tam regularnie awanturach i nieprzestrzeganiu zasad żywieniowych alergicznego dziecka. To oczywiste, że w takich okolicznościach żadne z twoich dzieci nie powinno bywać u dziadków. Dzieci powinno trzymać się z dala od alkoholowej patologii. Z dala to znaczy naprawdę z dala, a nie tylko z piętra. Powinniście się wyprowadzić, dla dobra dzieci właśnie. Wyrastałam w alkoholowym domu i wiem dokładnie, co to oznacza. Żal mi twoich dzieci strasznie, nawet nie wiesz jak. Walcz o wyprowadzkę, urabiaj męża, szukaj czegoś na wynajem. Piętra nad alkoholikiem raczej nikt od was nie kupi, więc trzeba będzie póki co spisać to na straty. Póki co, bo mąż i tak pewnego dnia część lub całość nieruchomosci odziedziczy. Ale to nieważny szczegół. Ważne jest jak najszybciej wyprowadzić dzieci z alkoholowego domu, a męża posłać na terapię DDA. Serdecznie ci współczuję i jestem z tobą i dziećmi całym sercem.
  • su.ri 20.11.15, 19:23
    enith napisała:

    > Cholernie mnie zastanawia, dlaczego nie napisałaś NIC o sytuacji teściów w pier
    > wszym poście. Skupiłaś się na jakimś kompletnym bzdecie o obrażającej się teści
    > owej, a zapomniałaś wspomnieć o galopującym alkoholiźmie teścia, odchodzących t
    > am regularnie awanturach i nieprzestrzeganiu zasad żywieniowych alergicznego dz
    > iecka. To oczywiste, że w takich okolicznościach żadne z twoich dzieci nie powi
    > nno bywać u dziadków. Dzieci powinno trzymać się z dala od alkoholowej patologi
    > i. Z dala to znaczy naprawdę z dala, a nie tylko z piętra. Powinniście się wypr
    > owadzić, dla dobra dzieci właśnie. Wyrastałam w alkoholowym domu i wiem dokładn
    > ie, co to oznacza. Żal mi twoich dzieci strasznie, nawet nie wiesz jak. Walcz o
    > wyprowadzkę, urabiaj męża, szukaj czegoś na wynajem. Piętra nad alkoholikiem r
    > aczej nikt od was nie kupi, więc trzeba będzie póki co spisać to na straty. Pók
    > i co, bo mąż i tak pewnego dnia część lub całość nieruchomosci odziedziczy. Ale
    > to nieważny szczegół. Ważne jest jak najszybciej wyprowadzić dzieci z alkoholo
    > wego domu, a męża posłać na terapię DDA. Serdecznie ci współczuję i jestem z to
    > bą i dziećmi całym sercem.

    Masz rację, nie pisałam, bo chyba się po prostu wstydziłam, a może tak naprawdę dopiero czyjś post tutaj dał mi do myślenia o co mi tak naprawdę chodzi i dlaczego tak bardzo się wzbraniam przed kontaktami dziecka z dziadkami. Ja chyba trochę wsiąkłam w to wszystko. I zaczęło już być to dla mnie normalne, choć dla innych nie jest. Ja mojej teściowej z jednej strony współczuję, ale z drugiej strony nie rozumiem. Nie napisałam tu o czymś jeszcze. Ja też pochodzę z alkoholowej rodziny. Tyle, że moja mama robiła wszystko co mogła, aby mojego ojca trochę "usadzić" Była wzywana policja, miał założoną niebieską kartę, moja rodzina wiedziała o problemie i kiedy było naprawdę źle wkraczała do akcji. Nie będę tu pisać, że nie wyszliśmy z tego poranieni, bo wyszliśmy, tego po prostu nie dało się uniknąć, ale jednak szanuję moją mamę za to że potrafiła wypowiedzieć walkę tacie. Że niczego przed nikim nie ukrywała i dzięki temu otrzymywaliśmy pomoc.
    Mój teść ostanimi czasy też trochę przestał wszczynać te awantury, trochę się uspokoił, ale zdarza mu się jeszcze niestety, a nigdy nie mogę mieć gwarancji, kiedy mu znów odbije, prawda? To jest już po prostu ten lęk i strach, który będzie towrzyszył już do końca...jego życia, lub naszego pod tym wspólnym dachem. A wiem niestety, jak tu zresztą pisała jedna osoba, że teść się nie zmieni. Tym bardziej, że on się nie chce leczyć, a i jego żona też chyba jakoś nie nalega...Pogodziła się już z sytuacją, nie chce się jej-bo lata przecież się z nim męczy...a może nie ma siły. Ona też jest DDA, jak my wszyscy.
  • ola_dom 20.11.15, 19:34
    su.ri napisała:

    > wiem niestety, jak tu zresztą pisała jedna osoba, że teść się nie zmieni. Tym
    > bardziej, że on się nie chce leczyć, a i jego żona też chyba jakoś nie nalega..

    Dlaczego skupiasz się na teściu, a nie na mężu? To on jest Twoją najbliższą rodziną, najbliższą osobą?
    Twój problem nie leży w teściu ani teściowej, tylko w mężu i Waszej relacji. Dlaczego mąż się zapiera i nie chce wyprowadzić? Iść na terapię? Nie proszę o odpowiedź, ale to chyba na tym powinnaś się skupić, a nie na teściach.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • su.ri 22.11.15, 11:56
    Nie wiem, czy mąż chciałby iść na terapię...Coś ostatnio wspomniałam, ale on się zachowuje tak jak alkoholik, który twierdzi, że nie jest alkoholikiem, tylko lubi sobie wypić od czasu do czasu.
  • vilez 20.11.15, 19:53
    Su.ri. Nie dasz rady sama. Musisz szukać pomocy. Wsparcie dla współuzależnionych.Terapia dla Ciebie. dla męża tez- jeśli on zechce. Ale jak nie zechce, to Ty się ratuj. Idź na terapię.
    Poszukaj forów dla współuzależnionych.

    Nie rezygnuj z pracy. To może być Twój jedyny punkt oparcia w życiu. Praca i żłobek, nie - opiekunka, bo w domu teściów opiekunka nie wypali.

    Wymyśliłam jeszcze coś takiego. Teściowa prawdopodobnie szuka wytchnienia/odetchnienia w Twoim dziecku. Serio. Ono jest dla niej odskocznią od problemu alkoholowego z mężem. Ale nie wiem, jak się do tego odnieść, w sensie: co Ci radzić w tym względzie. Wojny bym na tym tle nie wszczynała. Chyba. Musisz starać się działać w oderwaniu od nich: od teściów. Nie wiem, czy oskarżanie coś da....chyba nie w takim problemie. A skoro i tak nie możecie się wyprowadzić, to stan wojny tylko pogorszy sprawę.
  • paris-texas-warsaw 20.11.15, 21:29
    Już to pytanie o to, czy ktoś ma prawo się obrażać było współuzależnieniowe. Suri, to, że Tobie było wstyd, że dziecko pyta, czy dziadek będzie pijany, to chyba też taka klasyka współuzależnionycch osób. Starsze dziecko pyta jak współuzależnione i martwi się o pijanego dziadka, a Tobie wstyd, a nie chronisz dziecka przed tą całą sytuacją (skoro było wychowywane w domu alkoholika przez żonę alkoholika to zresztą nie dziwne - kiedyś tu na forum chyba Tully się śmiała, że gdzieś czytała o DWA - dorosłym WNUKU alkoholika, a Twoje starsze dziecko jakby było na to szykowane). Wg mnie Ola-dom źle pisze, że Twoim problemem jest mąż, a nie teść czy teściowa. Twoim problemem jesteś Ty sama, bo jeśli uzależniasz to, czy będziesz mieszkała gdzieś od męża, no to na niego zrzucasz odpowiedzialność za siebie i dzieci.
    Tak jak ostatnio zastanawiała się chyba "matcejuzdziekujemy", czy dać dziecko pod opiekę swojej teściowej, tak Twojej też bym w życiu nie dała, nawet gdyby mieszkała bez męża, chyba po długiej terapii (i oczywiście gdyby przestarzegała wszystkich zaleceń odnośnie opieki, które bym uważała za istotne).
    Swoją drogą to ciekawe, dlaczego Twój mąż nie chce się wyprowadzić. Może jak Ty się wyprowadzisz, to jednak za Tobą pójdzie.
    Nie myślałaś o jakiejś terapii?
  • zuzi.1 20.11.15, 22:13
    Z opisu zachowan tesciowej wynika, ze oprocz tego, ze jest zona alkoholika, wspoluzalezniona, to jeszcze jest toksyczna. Takie osoby maja niestety tendencje do zawlaszania i do fochow i obrazania sie plus do uzalezniania innych od siebie. Dlatego pewnie maz sie nie chce wyprowadzic od rodzicow. Autorko, nie rezygnuj z pracy, ale nie zostawiaj dziecka z tesciowa, tylko idz do pracy wowczas, gdy bedziesz mogla dziecko poslac do przedszkola.Masz bardzo trudna sytuacje, glownie z uwagi na stanowisko i problemy meza. Powinnas zrobic wszystko co mozna, aby sie z tego domu wyniesc, z mezem, czy tez bez niego. Szukac jakiegos mieszkania komunalnego etc.Z tego domu Twoje dzieci nie wyjda normalne, beda osobami potrzebujacymi terapii w pozniejszym wieku. Po prostu zscznij organizowac plan wyprowadzki za jakis czas z tego domu. Do Twojej mamy nie ma szans sie czasowo wprowadzic?
  • zuzi.1 20.11.15, 22:27
    Jezeli musisz isc do pracy wczesniej, to lepiej pomysl o opiece swojej mamy nad dziecmi, o ile to oczywiscie wchodzi w gre jak rowniez o zlobku dla mlodszego.
  • su.ri 22.11.15, 12:04
    w grę wchodzi ewentuanie tylko żłobek - którego w mojej miejscowości nie ma, lub prywatny klub dziecięcy, który kosztuje prawie tyle samo, co wynajęcie opiekunki. Sprawdzałam. Jest jeden warunek takiego żłobka - dziecko musi dobrze chodzić. Jest jeszcze jeden problem. Widziałam dzieci z tego żłobka na spacerze z ich opiekunkami. Gdy dziecko się przewróciło opiekunka nie zareagowała zajęta telefonem...Wogóle odzywały się do dzieci tak...zimno i obcesowo je traktowały. Nie podobały mi się te opiekunki. Mój synek jest taki spokojny, nie lubi krzyków, pisków...sama nie wiem...Ja chyba jestem nadwrażliwa. Wydaje mi się, że nikt lepiej ode mnie nie zajmie się synkiem.
  • su.ri 20.11.15, 23:38
    Zuzi.1 twoja wypowiedź mnie zmroziła, ale chyba masz rację. Teściowa rzeczywiście jakby próbowała nas od siebie uzależnić. I jest wściekła, że ja robię wszystko, aby nie być. Zawsze się pcha z tą swoją pomocą, chociaż ja nie chcę. Zagłaskałaby kota na śmierć-dosłownie. A kiedy mówię, że poradzę sobie sama, to strzela focha. Przychodzi na górę i potrafi bezczelnie zapytać starszego, czy jadł obiad. Jakbym go głodziła! Albo wtrąca się gdy ja serwuję np. Kaszę starszemu, że ona ma ziemniaki ugotowane i może woli ziemniaki? Ja chyba rzeczywiście nie nadaję się do rodziny wielopokoleniowej. Ja już czuję, że nabawiłam się nerwicy. Marzę o własnym mieszkanku i ciszy i spokoju. Czy ona nie potrafi zrozumieć, że ona się nam zwyczajnie narzuca? Chcę sama, bez jej pomocy tworzyć mój dom.
  • vilez 21.11.15, 00:03
    Rodziny wielopokoleniowej nie tworzy się z alkoholikiem i resztą współuzależnionych.
    Rodzina wielopokoleniowa i tak jest instytucją wyższego ryzyka, niż rodzina nuklearna. A cóż dopiero przy problemie alkoholowym...
    Odpuść sobie myślenie o sobie, że Ty się nie nadajesz. Nie Ty jesteś tu problemem. Problemem jest alkohol. Nie łudź się, że gdybyś tylko Ty się zmieniła, to sytuacja będzie do uratowania. Nie będzie.

    Teściowa by musiała iść na terapię. Ale, skoro dotychczas nie poszła, a i teść nadal pije, to pewnie nie pójdzie.
  • zuzi.1 21.11.15, 00:39
    To, co robi Twoja tesciowa to sa zachowania przemocowe. Sa 2 rodzaje toksycznych babc, jedne to takie, ktore kompletnie nie interesuja sie wnukami, nigdy nie wezma dziecka na kolana, trzymaja sie od dziecka najchetniej w odleglosci max 2 metry, ignoruja je. Drugie to znowu przeciwlegly biegun, mowiace ' daj ja ci go wychowam', wiedzace wszystko lepiej od rodzicow dziecka, zawlaszajace to dziecko, ignorujace rodzicow, podkopujace ich wizerunek u dziecka, manipulujace nim. Ani jeden, ani drugi typ NIE NADAJE SIE BEZWGLEDNIE do opieki nad dzieckiem. Poczytaj sobie bloga: krzykopomoc.blox.pl i zastanow sie, czy ktores z zachowan tam opisanych nie pasuja do Twojej tesciowej.
  • su.ri 21.11.15, 09:43
    zuzi.1 moja teściowa pasuje do wszystkiego co napisałaś, może oprócz tego, że nie podkopuje mojego wizerunku. Tak, ona wie wszystko lepiej ode mnie, ignoruje moje rady, próbuje zawłaszczyć dziecko. Przecież ja z nią kiedyś szczerze i miło rozmawiałam na temat wychowywania wnuka. Mówiłam, że dopóki ja ni wróce do pracy dzieckiem zajmuję się ja. Zgodziła się wtedy z tym bez zastrzeżeń. Powiedziała, że jeśli tylko będę jej potrzebowała (zakupy, wyjście na spacer z dzieckiem gdybym była zmęczona, wyjście gdzieś bez dziecka)-to oczywiście mam się do niej zglosić. I tak było przez kilka m-cy. Zachowywała się ok, z wyjątkiem tak jak pisałam wcześniej tych jej dziwnych spojrzeń, gdy ja całowałam i przytulałam małego. Acha, dla mnie np.: było dziwne to, że gdy karmiłam piersią starszego syna, to ona przychodziła na górę do nas, aby ponosić synka i mówiła: A ty to tak długo będziesz jeszcze karmić? Synek miał wtedy m-c czasu. Już wtedy zapaliła mi sie lampka ostrzegawcza.A kiedy mały sam odstawił się od piersi w wieku 3 m-cy (przez dokarmianie) to miałam wrażenie, że odetchnęła i nawet nie powiedziała - no szkoda, że tak krótko. A widziałam później, że karmienie butelką sprawiało jej ogromną radość. Także uważam, że z nią jest coś nie tak. Np.: kiedy byłam w ciąży i mały mnie kopnął, a ja tak bardzo się ucieszyłam i śmiałam się i byłam szczęśliwa, to ona tylko tak smutno spojrzała...Kurcze, no nie mówcie mi,że ona reaguje normalnie! Nawet teraz przy drugim dziecku raz, czy dwa skomentowała to moje karmienie negatywnie. To chyba jest moja sprawa, prawda? nie ona będzie decydować ile ja powinnam karmić!
  • chocolate_cake 21.11.15, 09:55
    Oczywiście że tylko ty masz prawo decydować jak długo chcesz karmić piersią. To twoje dziecko. Dlaczego tak się przejmujesz teściową, tym co ona mówi, robi, jak patrzy, jaką ma minę? Tworzysz rodzinę z mężem, masz dwoje dzieci a ciągle analizujesz zachowanie teściowej. Bo mieszkacie razem. Teściowa jest blisko. Wchodzi i komentuje a ty się wkurzasz. Nawet jak się zamkniesz u was w mieszkaniu, to teściowa i tak wejdzie, prawda?

    Ja ci się nie każę wyprowadzać ale zrozum, gdybyście mieszkali osobno, dalej od teściów, w ogóle nie byłoby tematu wtrącającej się teściowej i pijanego teścia oraz pytań dziecka czy dziadek dzisiaj znów jest pijany.

    Zrobisz co uważasz ze słuszne.
  • chocolate_cake 21.11.15, 08:14
    Su.ri
    Przy twoim opisie przypomina mi się moja koleżanka, która zamieszkała po ślubie w domu wielopokoleniowym. Mieli swoją część domu, którą sobie jeszcze za jakiś czas powiększyli i wyremontowali. Teściowie spokojni, żadnego alkoholu czy awantur. Ale było to co piszesz. Babcia pytała wnuki dlaczego nie jadły jeszcze obiadu, czy matka ich nie karmi. Za plecami dawała alergikom czekoladę. Niby nic ale mimo podziału na dwa mieszkania babcia nadal wchodziła jak do swojego i na przykład nieraz zastała koleżankę wychodzącą nago spod prysznica. Wiem że to się z biegiem lat zmieniło. Nie wiem jak ale dogadały się jakoś. Do dziś mieszkają razem.

    Tylko że u ciebie poza teściową która chce wszystko robić przy dzieciach za ciebie jest dużo więcej poważnych problemów, o których tu już pisano. Teść alkoholik i mąż, który nie chce się wyprowadzić od rodziców. Masz bardzo trudną sytuację i ja cię doskonale rozumiem że masz tego wszystkiego dość. Nie byłam nigdy w takiej sytuacji i nie wiem co bym zrobiła nie mając pieniędzy na wynajęcie mieszkania. Myślę że starałabym się powoli przygotowywać do wyprowadzki, szukałabym pomocy gdzie się da i nawet rozstała z współuzależnionym mężem. Może nie od razu, ale do tego bym dążyła. Chyba że mąż nagle dojrzeje do wyniesienia się z tego domu. Ale zdaje się na to się nie zanosi.
  • su.ri 21.11.15, 09:53
    chocolate_cake, jak już pisałam, mąż nie chce nawet o tym słyszeć. Wg, niego tylko ja mam problem i tylko mnie jest źle. Wiesz, że kiedy oboje z mężem zmieniliśmy pracę na jednozmianową i sami odbieraliśmy dziecko z przedszkola i bywał z nami wtedy na górze częściej i miałam kontrolę nad tym kiedy idzie do babci na dół i żeby nie chodził wtedy gdy dziadek jest pijany, to zrobiło się milej w domu. I byliśmy spokojniejsi. Ja byłam spokojniejsza. Teraz zbliża się mój powrót do pracy i po prostu się tego boję. Nie będe miec kontroli nad tym co się dzieje w domu i co robi moja teściowa i teść. A ja też w tym domu nie czuję się konfortowo. Zawsze rano muszę być ubrana, bo nikt w tym domu nie ma nawyków pukania...
  • chocolate_cake 21.11.15, 09:59
    Su.ri
    Nie wiem co ci poradzić. Współczuję po prostu.
  • zuzi.1 21.11.15, 09:32
    Twoja przemocowa tesciowa nie szanuje granic drugiego czlowieka, nie dostrzega tych granic lub dostrzega, ale je ignoruje i robi tak jak uwaza za stosowne nie liczac sie z nikim i z niczym. Na kazde takie jej zachowanie powinnas reagowac stanowczo mowiac np. nie zycze sobie zebys sie tak zachowywala w stosunku do mojego dziecka, a co ty chcialabys zastapic synowi matke, czyli mnie, bardzo prosze tak sie nie zachowywac, ja nie jestem gowniara ktora mozesz dyrygowac i robic w mojej rodzinie co ci sie podoba, bardzo prosze zebys zaprzestala swoich niekulturalnych zachowan i zeszla na dol. Czyli musisz komunikowac sie z nia wprost, bo tylko taki komunikat do niej dotrze. Takie postepowanie ulatwi Ci wyobrazenie, ze to jest np. Twoja niekulturalna kolezanka, ktora tak sie w stosunku do Ciebie i Twojego dziecka zachowuje. Stawiaj twardo granice i nie pozwol jej sie szarogesic w swojej rodzinie. A meza popros o zainstalowanie drzwi z zamkiem na klucz, zeby tesciowa nie mogla sobie wchodzic nieproszona na gore.
  • tully.makker 24.11.15, 09:52
    kiedyś tu na forum chyba Tully się śmiała, że
    > gdzieś czytała o DWA - dorosłym WNUKU alkoholika, a Twoje starsze dziecko jakby
    > było na to szykowane).

    Tak dla porzadku - ja sie smialam, bo chodzilo o dziadkow, ktorzy zmarli dawno przed narodzeniem wnukow. W tym watku potencjalna szkoda dla dziecka ktore wychowuje sie z dziadkiem - czynnym alkoholikiem jest jak najbardziej realna i oczywista.
    --
    W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
    Wiedzmowo
  • napis_z_obrazka 20.11.15, 23:27
    Jesli oboje z mezem oceniacie, ze na wlasne M nie ma mozliwosci, to w tej sytuacji lepiej wynajac 2 pokoje np. na 7 lat az mlodszy pojdzie do szkoly i dopiero wrocic do tesciow. Wtedy bedzie moze jakas rownowaga.
    Bylaby szansa na zbudowanie bliskosci miedzy Wami, zona, mezem i dziecmi.

    Czy Twoja tesciowa tez mieszkala z tesciami? (swoimi;-)
    Wzorce pokoleniowe w rodzinach czesto sa powtarzane.

    Ciebie drazni sposob ´ratowania´´ rodziny przez tesciowa, ale nie wiadomo jak zachowa sie Twoj maz, kiedy Ty zaczniesz ´wojowac´´. Bo ma inne doswiadczenia z dziecinstwa...

    A jak wyglada sprawa alkoholu u Twojego meza?


    Mam nadzieje, ze zdajesz sobie sprawe z ryzyka wprowadzenia sie do domu meza (bo nie doczytalam, czy pietro jest na Was zapisane, czy tylko na meza, co czesciej jest jednak praktykowane w rodzinach).
    Takie kategoryczne stawianie przez Twojego meza koniecznosci mieszkania z rodzicami i niestaranie sie o wspolne dorabianie sie M, w przyszlosci moze tez spowodowac, ze bedziesz tylko lokatorka.
    Nie chodzi mi o czarnowidztwo, ale o swiadomosc zyciowych decyzji.



  • su.ri 22.11.15, 10:50
    Nie wiem, czy tesciowa mieszkała u teściów ale chyba nie. Mąż pije tylko okazjonalnie. Przez tyle lat małżeństwa nigdy nie widziałam go pijanego. Zawsze mówił, że nie popełni błedów ojca, ale charakterek niestety odziedziczył-chodzi mi tu o to, że napatrzył się na ojca traktującego matkę i niestety powiela wzorce z domu. Jest zimny, nie potrafi okazywać uczuć, na zewnątrz wydaje się twardy, ale w środku mały chłopczyk.
  • pir_anyai 24.11.15, 13:42
    >Nie napisałam tu o czymś jeszcze. Ja też pochodzę z alkoholo
    > wej rodziny. Tyle, że moja mama robiła wszystko co mogła, aby mojego ojca troch
    > ę "usadzić" Była wzywana policja, miał założoną niebieską kartę, moja rodzina w
    > iedziała o problemie i kiedy było naprawdę źle wkraczała do akcji. Nie będę tu
    > pisać, że nie wyszliśmy z tego poranieni, bo wyszliśmy, tego po prostu nie dało
    > się uniknąć, ale jednak szanuję moją mamę za to że potrafiła wypowiedzieć walk
    > ę tacie. Że niczego przed nikim nie ukrywała i dzięki temu otrzymywaliśmy pomoc
    > Mój teść ostanimi czasy też trochę przestał wszczynać te awantury, trochę się u
    > spokoił, ale zdarza mu się jeszcze niestety, a nigdy nie mogę mieć gwarancji, k
    > iedy mu znów odbije, prawda?


    Czyli gloryfikujesz swoją mamę, że żyjąc z awanturującym się alkoholikiem wzywała na niego policję, twierdzisz, że ją za to szanujesz - równocześnie gdy sama masz awantury w swoim obecnym domu to milczysz i na awanturującego się teścia jakoś na policję nie zadzwoniłaś...
    Więc?
    Gdzie logika w tym co myślisz i uważasz za słuszne - a co SAMA robisz?
    Dlaczego nie wezwałas policji do pijackich awantur?? Na kogo czekasz? Może to zglosić każdy z domowników a nie tylko teściowa.

    Oczekujesz, że inni będą brać odpowiedzialnośc za to co ci się w życiu przydarza.
    Jeśli sama życia nie uporządkujesz to nigdy z niego zadowolona nie będziesz.
    A taka bierna wobec dziejącej się domowej przemocy postawa w jakiej sobie wygodnie obecnie orbitujesz zawsze prędzej czy później się srogo mści.
  • su.ri 24.11.15, 21:06
    Masz trochę racji, ale uważam, że o podejmowaniu kroków, czy zadzwonić na policję, czy nie, powinna decydować albo teściowa, albo mój mąż. Teść głównie awanturuje się na dole, bo my go nigdy na górę w stanie nietrzeźwości nie wpuszczamy. Mąż czasem schodził na dół, ale tylko zaogniał sytuację, więc moja teściowa wyganiała go na górę...Niekiedy w sytuacjach już naprawdę poważnych policję wzywał mój mąż. Nigdy teściowa. Ale to już było za moich czasów, gdy się do nich wprowadziłam. Teściowa kiedyś stwierdziła, że to jest jej krzyż, który Jezus każe jej nosić.
  • ola_dom 24.11.15, 21:12
    su.ri napisała:

    > Teściowa kiedyś stwierdziła, że to jest jej krzyż, który Jezus każe jej nosić.

    Możesz ją zapytać przy jakiejś okazji, dlaczego uważa Jezusa za skończonego bydlaka i czy to ładnie.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • sonia_siemionowna 20.11.15, 23:00
    Ty bys chciala miec ciastko i zjesc ciastko. Jak chcesz, zeby nikt sie nie wracal i dziwnie nie patrzyl to idz na swoje. Skoro mieszkasz z tresciami to sa tego konsekwencje. Mysle,ze babci jest po prostu przykro a Ty nazywasz to fochem. Proponuje sie Wyprowadzic.
  • su.ri 20.11.15, 23:54
    Tak jak pisałam wcześniej, bardzo bym chciała, ale nie mamy ku temu warunków finansowych, a gdyby nawet, to dla mojego męża to ja jestem dziwna. Gdy zarzuciłam mu, że powiniem mnie przed ślubem uprzedzić, że wprowadzam się do alkoholowego domu, to był zdziwiony, czego ja wogóle chcę! Z czego robię problem! A potem, że jak mi się nie podoba to mogę spier..... Na dodatek wrzeszczał trzymając małego na kolanach, więc sobie poszliśmy...do drugiego pokoju. Codziennie się modlę o dom dla siebie i dzieci, bo choć kocham męża, to słuchać takich słów nie chcę już. Ostatnio to nawet już nie robią na mnie wrażenia. A to chyba źle jak przestaje zależeć... Także niestety na męża w tej kwestii nie ma co liczyć. A do mojej mamy to nie bardzo mogę się wyprowadzić, bo małe mieszkanie i za dużo ludzi.
  • paris-texas-warsaw 21.11.15, 09:10
    I najlepiej, jakbyś Suri wzięła sobie do serca radę męża i "spier... stamtąd". Przed teściami ostatecznie możesz wejść na piętro i się jakoś izolować, ale mąż zostawia Cię z problemami (choćby poprzez ataki i taką psychiczną jego izolację od Twojego punktu widzenia sytuacji mieszkaniowej) i widać, że jest wulgarny i się wydziera. Sama mam ojca alkoholika, jak czytam takie historie, to się zastanawiam, gdzie sama mam jakieś skrzywienia w temacie, czy mogłabym nie rozpoznać rodziny alkoholików. Pewnie trudniej siebie zobaczyć, ale jak piszesz o "wyższości" sposobów Twojej mamy (a alkoholik z ta niebieską kartą nadal pewnie mało się tym przejmował, ciekawe, czy mama w końcu się rozwiodła, albo tata wyleczył) i piszesz, że gdyby wcześniej teściowa gdzieś problem "zgłosiła" (??? - kiedyś się może obwinisz, że nie "zgłosiłaś" problemów męża...), to bierze mnie przerażenie. Ja często patrzę na małżeństwo moich rodziców, jak na małżeństwo z obustronnymi problemami (powiedziałabym, że problemy mamy były i są poważniejsze), gdy się rozwiedli (z inicjatywy mamy), to po jakimś czasie tata wyszedł na prostą, jest w szczęśliwym związku (w dzieciństwie nie uwierzyłabym w to, choć osoby znające ojca z początków jego znajomości z mamą zawsze bardzo dobrze o nim mówiły i to było dla mnie nie do zrozumienia). Spójrz na nich może jak na oddzielne osoby, które po coś są razem w tym służącym/niesłużącym im związku. A potem jeśli uważasz, że z mężem też tak jest, to spójrz tak na Was. Gdybyś się wyprowadziła w kosztach utrzymania i mieszkania dzieci mąż musiałby partycypować. Jeśli to mąż Ci opowiedział, że dostał w twarz, bo nie chciał chodzić po knajpach za ojcem, to jednak jakąś świadomość patologii ma i może się ocknie, gdybyś pokazała, że nie chcesz żyć Ty i dzieci w takich warunkach i zaczął nad sobą pracować, a nie wyżywać się na Tobie i dziecku. Pisałaś, że Ty się wstydziłaś, jak dziecko mówiło o pijanym dziadku, więc w ogóle kogoś tam jesteście w stanie zaprosić/dzieci jak podrosna kogoś zaproszą? To był dla mnie jeden z horrorów w dzieciństwie - zazwyczaj moje znajomości odbywały się poza moim domem. Bardzo niefajne to było i nie życzę tego żadnym dzieciom:(
  • su.ri 21.11.15, 10:06
    paris-texas-warsaw, moi rodzice są w separacji i rozdzielności mieszkaniowej. Ja kocham mężą, ale to jego zachowanie...czasem jak mały chłopczyk się zachowuje. Wogóle to bardzo się zmienił po ur. drugiego syna. Stał się właśnie taki jak dziecko, choć ja naprawdę starałam się, aby nie czuł się odrzucony. Wielokrotnie z nim o tym rozmawiałam i mówił, że jest wszystko ok. On kocha bardzo małego, ale gdy byłam w ciąży potrafił być okropny. I on ma charakter, że mnie może powiedzieć wszystko co najgorsze, ale ja jemu nie, bo wtedy się strasznie obraża i mówi jaka ja jestem wredna. Ale to, że mnie ubliża i obraża to nie widzi. Taki mały chłopczyk...
  • chocolate_cake 21.11.15, 10:14
    Czyli problemem nie jest teściowa tylko niedojrzały mąż?
  • su.ri 21.11.15, 19:19
    Nie, tak już żeśmy zabrnęli we wszystko...:-)
  • chocolate_cake 21.11.15, 10:43
    Co to znaczy że mąż był dla ciebie okropny gdy byłaś w ciąży?

    Starałaś się aby nie poczuł się odrzucony gdy byłaś w ciąży i potem gdy urodziłaś drugie dziecko?

    Piszesz o dorosłym facecie?

    Su.ri, masz jakąś bliską koleżankę której mogłabyś się zwierzyć? Możesz pogadać szczerze z mamą? Nie gniewaj się, ale masz chyba po prostu takie wzorce z domu i brniesz w taki sam układ. Problemem jest mąż. Niestety bez fachowej pomocy sobie nie poradzisz. Naprawdę mam wrażenie że już kiedyś czytałam na jakimś forum podobną historię, tam kobieta była w ciąży z drugim dzieckiem, był tam teść alkoholik i podobny mąż. Może to nie ty ale podejrzewam że za pół roku czy rok napiszesz znowu i nadal nic się nie zmieni.
    Oczywiście życzę ci odwagi i tego aby udało ci się zmienić wasze życie na lepsze.
  • su.ri 21.11.15, 14:26
    Chocolata_cake, np.:przy znajomych, którzy do nas przyszli potrafił powiedzieć" Nie zasłaniaj mi TV - podawałam jakieś tam ciasto (oglądaliśmy jakieś zdjęcia z wakacji), teraz w telewizji są atrakcyjniejsze dziewczyny od Ciebie....To był ostatni m-c ciąży. Nie, nie zrobiło mi się głupio...spojrzałam na swój brzuch wtedy i tak go smutno pogłaskałam. Było mi wstyd ZA NIEGO! I to jemu się wtedy zrobiło głupio.
    Oczywiście po ich wyjściu skomentowałam jego slowa, ale on zaczął się śmiać, że ja nie mam poczucia humoru i dystansu do siebie. Przecież to był żart. No jak dla mnie w złym guście. A najgorsze jest to, że mąż NIGDY nie potrafił mnie za nic przeprosić. Czy powiedział spier..., czy to co wyżej...Tak było od początku naszego małżeństwa. On zawsze się bronił mówiąc, że albo go zdenerwowałam, wyprowadziłam z równowagii, albo wymyślał inne powody. To zawsze była moja wina.
    chocolate_cake, nie pamiętam, szczerze, czy gdzieś o tym pisałam.
    Kiedyś napisałam sms do taty, ale on nic mi nie odpisał. Kiedyś tylko napisał mi, bo ma jakąś koleżankę która stawia horoskopy, że nigdy nie będę z nim szczęśliwa, że kompletnie do siebie nie pasujemy, bo ja potrzebuję mężćzyzny czułego, opiekuńczego, a mó mąż jest zimny i niedostępny. Pasuje jak ulał. Szkoda tylko, że przed ślubem tak się z tym krył. Był kompletnie innym człowiekiem, albo się ukrywał. Cieszę się, że mam mojego drugiego małego synka, bo jest dla mnie całym światem. I kiedy go całuję, czy przytulam nie mam poczucia, że zostanę odtrącona, co czasem w przeszłości mężowi się zdarzało. Teraz już nie, może mąż sam tego teraz potrzebuje?
    I tak, robiłam wszystko, aby mąż nie poczuł się odtrącony.Rozmawiałam z nim, przytulałam się do niego, nie stroniłam od seksu. Bylo nawet lepiej niż kiedykolwiek. Ale właśnie on taki jest, że czasami wybucha, gdy go skrytykuję za coś, bo uważa się za idealnego mężą. Sprząta, robi zakupy, zajmuje się starszym, przy młodszym też mi pomaga. Ideał. Nie mam prawa narzekać.
  • paris-texas-warsaw 21.11.15, 15:42
    Suri, nie mogę się oderwac od Twojego wątku, cały czas sobie myślę o swojej terapii, o tym, jaki wpływ ma dzieciństwo i jak długa to jest droga wychodzenia z kleszczy takiej rodziny.
    Nic nie piszesz o terapii, pomyślałam, że może jakąś przechodziłaś w młodym wieku, to na tym etapie życia znowu bym poszła. W Twoich opowieściach, nawet w tej, przewija się taki watek wstydu, tworzenia takiego parasola nad kimś i emocji w czyimś zastępstwie, zamiast swoich własnych. Jak tu - wstydziłaś się za męża, a nie np. było Ci bardzo smutno, albo przykro z powodu jego słów. W stanie takiego odbierania emocji ciężko bez terapii może być coś zdziałać, bo niejako jakbyś była poza sobą, nie czuła tego, co Ciebie dotyczy, albo tego nie okazywała, i w ten sposób tez nie reagowała w imię siebie i swoich interesów. Naprawdę terapie są super:) Pamiętam, jak kiedyś dużo tu polecano Bradshawa i jego "Powrót...." (ma też właśnie książkę o wstydzie) i w ogóle Pia Mellody, która zajmuje się współuzależnieniami (sama była) i wszystkie jej książki w takim stanie są świetne, bo są bardzo proste i przejrzyste (po polsku to są różne "Toksyczne...", ale to tylko polskie tytuły, chyba na fali ówczesnej mody, ale po angielsku to jest właśnie "codependency"). Na początek wszelkich terapii są świetne, albo nawet przed terapiami, bo potem i tak najlepiej chyba nie działać w oparciu o jakieś teorie, tylko własne emocje (przynajmniej mnie tak prowadził mój terapeuta). Katarzyna Schier w książce "Parentyfikacja" też pisze bardzo ciekawie o skutkach życia w takich chorych rodzinach (ale to jest trochę cięższa lektura, dość szczegółowa i trochę może podłamać, więc może w dalszym etapie).
    Co do zdjęcia teściowej to bardzo dobrze Cię rozumiem, bo sama mam słabość do zdjęć. Jak poznałam mojego męża, to czasem godzinami oglądałam jego zdjęcia i słuchałam, skąd były. Też kiedyś zadziwiło mnie zdjęcie mojej teściowej z młodości - ale ona była piękna i w pewien sposób dumna, i faktycznie jest silną i znającą swoją wartość kobietą. Zdjęcia są świetne, można z nich się bardzo dużo dowiedzieć. Dobrze, że mi o tym przypomniałaś, jak moje dzieci będą się z kimś wiązać, to im przypomnę o tej technice poznania;)))
  • paris-texas-warsaw 21.11.15, 16:08
    A i mimo mankamentów, to Bradshaw jest bardzo dobry, bo rozumie temat, bo sam był synem alkoholika i pisze bardzo dużo o emocjach, a z Pia Mellody jakby się uzupełniają - ona łączy różne nadużycia z dzieciństwa z późniejszymi problemami i robi to znacznie przejrzyściej niż Bradshaw i obrabia współuzależnienie na wszystkie sposoby, a co za tym idzie chore związki dorosłych współuzależnionych osób. Zresztą razem działają (Bradshaw może już nie, bo jest już bardzo stary) w jednym ośrodku w Ameryce, takim ogromnym centrum psychologicznej pomocy. Bradshaw działał w takim nurcie "samopomocy", więc w jego książkach jest dużo ćwiczeń, ja ich nigdy nie robiłam, ale jak ktoś się zaweźmie, to pewnie też mu w uwalnianiu różnych emocji pomogą, bo na tym on głównie bazuje.
  • zuzi.1 21.11.15, 16:52
    Paris, Ty juz jak dobry chirurg wycinasz dla autorki i kladziesz na tacce najwazniejsze problemy. Jestes b. spostrzegawcza osoba :-)
  • zuzi.1 21.11.15, 18:00
    Zastanawia mnie, czy i jak duzy wplyw/ udzial moze miec toksyczna zona na alkoholizm meza. Ciekawe, czy autorka zna historie alkoholowa tescia.
  • paris-texas-warsaw 21.11.15, 22:07
    Myślę, że geneza alkoholizmu zazwyczaj jest kilkuczynnikowa i tu trudno będzie dojść "zaocznie". Ale tę kwestię można rozpatrywać i w drugą stronę - jak w danych okolicznościach wyjść z alkoholizmu/innych problemów. I to jest dość istotne też dla sytuacji Suri, jeśli jej mąż miałby wychodzi z jego problemów. Żeby w ogóle móc korzystać z terapii, to trzeba mieć pewną przestrzeń psychiczną. Jeśli cały czas jest się w walce albo ma się masę kłopotów, to trudno się dodatkowo poddawać terapii. Podobnie jeśli jest się cały czas w bardzo bliskim kontakcie z rodzicami, to może być trudno się "z nich" leczyć. Czasem o takim dobrym oddaleniu pisała Sorvina (gdzie jesteś Sorvino???). Ale ostatnio chyba jeszcze lepiej to zilustrowała Iziula - jak była na terapii dla dzieci alkoholików jako nastolatka, to tam nie działała, wstydziła się i nie odzywała, była cały czas w tym układzie, dopiero jak miała dzieci i spokój, te problemy z wcześniejszych okresów zaczęły wracać, ale miała już przestrzeń na zajęcie się nimi. Tu tez dygresja - pewnie ludzie po terapiach DDA od razu by wiedzieli, że jedne dzieci z takich domów odchodzą jak najszybciej, inne zostają i to też z czegoś wynika. Mąż Suri został, wstydził się i nie mówił jej o alkoholiźmie ojca, ale wybrał jednak wprowadzenie jej w ten układ. Miał jakaś wizję działania, teraz jak jej się nie podoba, to ma spier.... Dla niego terapia przebywając w tym domu może być bardzo trudna, tak domniemuję. Suri broni siebie, dzieci, ale z punktu widzenia męża, jednocześnie naskakuje na niego, jego dom rodzinny, jego związki z matką i ojcem. I teraz pod okiem Suri, z nadającą matką z parteru i stałą awanturą matka-ojciec miałby z tego całego układu, który dla niego jest całkiem normalny, bo znany od ca 30 lat, wychodzić, kwestionować go, i jeszcze w nowy sposób reagować i myśleć. To jest bardzo trudne. Pamiętam jak czasem patrzyłam u terapeuty w lustro jak wychodziłam i całą twarz miałam rozpaloną, czasem sobie szłam kilka kilometrów, żeby sobie coś w głowie poukładać. Nadal sobie musze układać wiele rzeczy i to wymaga czasu i spokoju, mogłabym mieć drugi mózg na te operacje, bo to jest operacja w sumie na mózgu i jakoś wyłącza jego zasoby na jakiś czas. Też sobie przypominam, że kiedyś taki wątek napisałam, czy terapie mogą mieć złe skutki dla rodziny/dzieci i Pani Agnieszka poniekąd się zgodziła. Terapia Suri wcale może nie służyć jej związkowi, może być niesłużąca jej mężowi, różnie to się może potoczyć. W tak bliskim układzie z teściami samo chodzenie na terapię np. DDA i mówienie o tym w domu może być dużym dla tej rodziny wyzwaniem, bo zacznie to np. robić osoba z zewnątrz, czyli Suri. Widzisz, Suri, ja już Ci tu zaprojektowałam terapię, no, jestem fanem terapii i ciężko mi zaprzestać tych stałych reklam branży terapeutycznej;)
  • paris-texas-warsaw 21.11.15, 22:57
    Też trudno sobie wyobrazić spokojne rozwiązywanie problemów małżeńskich (choćby i z udziałem terapii małżeńskiej) wynikających z zależności syna od matki, gdy ta matka czai się za drzwiami. To tez widać na pokazowym procesie Oli, gdzie ona ma przestrzeń na rozwiązywanie swoich problemów, z facetem przy boku chyba generalnie nic nie mającym do matki, ani Oli, bo ta matka jest jakiś czas drogi od Oli i większość problemów jest w głowie Oli, a nie w postaci matki Oli wtryniającej się jej facetowi do sypialni. Myślę, Ola, że nie masz nic przeciwko, zazwyczaj przyzwalasz na demonstrację tego układu, który jest jak metr z Sevres;)
  • ola_dom 22.11.15, 10:34
    paris-texas-warsaw napisała:

    > Myślę, Ola, że nie masz nic przeciwko, zazwyczaj przyzwalasz na demonstrację tego układu,
    > który jest jak metr z Sevres;)

    Nie, nie mam :)
    I zgodzę się jeszcze z kilkoma poruszonymi kwestiami - terapia wcale niekoniecznie służy "związkowi". Mojemu związkowi z mamą z całą pewnością nie posłużyła :D.
    Ale posłużyła MI, i ta strata - jeśli tak ją nazwać - relacji z mamą, jest kosztem niewspółmiernym do zysków, jakie mam po terapii.
    I druga kwestia - oddalenia. Mam wrażenie, że okresy braku kontaktu z mamą były i są momentami, kiedy udaje mi się złapać największy dystans i trzeźwy ogląd sprawy.
    Ja (jako doświadczony alergik) porównuję to do działania alergenu - jak się organizmowi da przez jakiś czas odpocząć od alergenu - to w końcu może przestać uczulać. Nie zawsze i nie na zawsze - ale często to skutkuje. Dawka też potem ma znaczenie :)

    Ale zupełnie nie wiem, co można poradzić suri w jej sytuacji :(. Poza wyprowadzką. Co może być niezmiernie trudne do zrealizowania.
    Chociaż mimo wszystko warto, żeby poszła na terapię. Nawet mimo trwania w układzie i braku dystansu. Różne rzeczy do różnych osób trafiają i na pewno warto przynajmniej spróbować. Tym bardziej, że terapie DDA, Al-anon są bezpłatne.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • paris-texas-warsaw 21.11.15, 11:17
    Masz trochę czasu teraz na macierzyńskim, to się przejdź czy przejedź do jakiejś poradni uzależnień, oni Ci krok po kroku rozpracują z Tobą poszczególne problemy, zrozumiesz od strony swojej, poszczególnych członków rodziny i całości systemu. Tam są specjaliści w tym siedzący i dla nich to codzienna praca, a my na forum pewnie będziemy się miotać od problemu do problemu, bo Ty sama tez tak przeskakujesz.
    Np. obawa o to, co bedzie jak pójdziesz do pracy, potrzeba kontroli męża, teściowej, teścia, ochrony dzieci.
    Np. dziecinny mąż, potrzeba zaopiekowania się nim, tłumaczenia, zajęcia się jego potrzebami.
    Np. zastanawianie się, czy masz prawo żyć po swojemu, potrzeba, żeby ktoś usankcjonował Twoje prawo do samostanowienia.
    Jak będą mieli miejsca, to przez kilka miesięcy sporo się zastanowisz i świadomie podejmiesz decyzje, jakie by one nie były.
    Jednocześnie pomyśl, że jak widzisz teściowa i teścia, to czy mąż miał szansę wyrosnąć na zdrową doroslą osobę? No, to by dopiero było dziwne. Więc w Tobie jako osobie bardziej świadomej problemu, bo mieszkasz nie u siebie w domu rodzinnym i masz dystans, niejako większa nadzieja, że to ogarniesz w pozytywny sposób.
  • wies-baden 21.11.15, 09:56
    Su.ri, napisałaś w początkowym poście, że " lekko kaszlesz, a tu widzimy galopujące suchoty". Dziewczyno, przestań zwracać uwagę na fochy teściowej, bo musisz poważnie popracować nad małżeństwem , słowa męża, że >jak ci się nie podoba to...wiadomo<, nie dają się obronić ani wytłumaczyć żadnymi okolicznościami: ani gwałtownością, ani DDA - to są słowa dyskwalifikujące.
    Pewnie nie masz żadnych możliwości ani czasowych, ani finansowych na terapię - dlatego bardzo
    poważnie przeanalizuj swoje relacje z mężem, zobacz na ile jest gotów w imię dobra rodziny zmienić stosunek do ciebie... Zapewniam cię, że dąsy teściowej to bzdet w porównaniu z ujawnieniem przez ciebie prawdziwych powodów niechęci.
  • alba27 21.11.15, 10:30
    Ja będę brutalna....nie wróżę dobrze Twojemu małżeństwu skoro mąż nie widzi problemu. Wydaje mi się że jeśli nic się nie zmieni to za kilka lat będziesz dla dobra dzieci musiała podjąć decyzję o rozstaniu. Do tego czasu skup się na dzieciach, nie rezygnuj z pracy i jak możliwość to zacznij tworzyć zaplecze finansowe.
  • su.ri 21.11.15, 14:00
    alba27 zdaję sobie bardzo dobrze z tego sprawę. Już od dłuższego czasu się zastanawiam nad przyszłością...Nigdy w tym domu nie czułam się dobrze. A i jeszcze jedno, to tylko taki drobiazg, ale zawsze miałam przeczucie, co do ludzi. Ich intencji, czy są dobrzy, czy źli...Zwykle się sprawdzało. Gdy kiedyś moja teściowa pokazała mi swoje zdjęcie z przeszłości, z czasów młodości- doznałam szoku. Nie umiem tego racjonalnie wytłumaczyć, ale spoglądała na mnie ze zdjęcia kobieta o podłej twarzy. Aż mnie na moment zatkało, dosłownie poczułam tę złą aurę wokół zdjęcia i jej. Pewnie niektórzy w takie rzeczy nie wierzą...ale to było jak ostrzeżenie!
  • vilez 21.11.15, 14:17
    Su.ri:

    1. Zamki w drzwi. Zakluczanie, jak w łazience. Taka wkładka do drzwi nie kosztuje dużo, kupisz w każdym markecie budowlanym. My mamy taką w sypialni, no i syn w swoim pokoju też. Gwarancja, że Ci nikt nie wlezie , gdy potrzebujesz odosobnienia. No i uczy pukać ;)

    2. Asertywno-dystansowo-uprzejme odpowiedzi w stylu"mama powoli, że zrobimy to inaczej..,", "przepraszam, ale zaplanowałam już co innego..", "czy mógłby tata nie krzyczeć, dziecko się boi/uczy złych zachowań", "wrócimy, jak tato się uspokoi". Także w odniesieniu do męża: "pozwolisz, że zrobię inaczej..", "nie krzycz na mnie", "zwracaj się do mnie grzeczniej".
    Po jakimś czasie powinno zadziałać.

    3. Terapia dla Ciebie - zacznij od NFZ. Problem alkoholowy w rodzinie, i problemy małżeńskie

    4. Grupy wsparcia (fora, zorganizowane przy ośrodkach).

    5. Praca. Powinnaś pracować. Dla pieniędzy. Dla oderwania myśli. Dla poczucia własnej wartości.

    6. Dzieci do żłobka i przedszkola.

    7. Zacząć myśleć przyszłościowo o usamodzielnieniu mieszkaniowym. Nie teraz, ale za jakiś czas. Żeby to była myśl nie nowa, przyzwyczajaj się do myślenia o tym- to coś wymyślisz.

    8. Nie koncentruj się na teściowej. Obrałaś ją sobie jako eksponentkę problemu Faktycznie, kobieta ma problemy, ale TY też musisz zrozumieć, że winisz ją "za całość" problemu, bo tak Ci jest łatwiej. Problem jest bardzo złożony. Ona jest częścią fatalnej sytuacji życiowej, i też sama ma problemy, z którymi sobie średnio radzi. Jak Ty sobie radzisz średnio. Nie mówię, ze masz ja usprawiedliwiać, tylko spojrzeć na nią jak na kobietę z ciężkimi problemami znajdująca się w trudnym położeniu.

    9. Zacząć pracować nad mężem (poza terapią, oczywiście). On ma sporo za uszami. To on jest odpowiedzialny za Ciebie i dzieci. A zdaje się, że rączek sobie nie urabia, by Was z tego wyciągnąć.

    10. Nazywać głośno problem alkoholowy w rodzinie. Nie agresywnie, ale- nazywać. "Tato jest pod wpływem, i się na nas wyżywa, wychodzimy", "nie chcę, by dzieci wzrastały w takiej atmosferze" itd.

  • anaisanais 21.11.15, 22:54

    Nie czytalam wszystkich tych odpowiedzi, ale z glownego postu uwazam, ze nie ma nic zlego w tym, ze tesciowa chcialaby raz dziennie zobaczyc wnuki, szczegolnie, ze mieszka w tym samym domu ....
  • su.ri 22.11.15, 12:30
    Moja teściowa widzi dzieci codziennie. Nie zabraniam jej przychodzić do nas na górę i pogadać ze starszym (choć teraz gdy jest mlodszy, to już go nie zauważa), czy ponosić młodszego. Ale denerwuje mnie, że chce od razu ZABIERAĆ go na dół. Jakby nie mogła spędzić z nim czasu na górze. Ona kiedyś wyraźnie powiedziała, żeby dziecko przyzwyczajało się do bycia na dole, kiedy ja pójdę do pracy. Ja jej na to, że do przyzwyczajania się do spędzania na dole ma jeszcze czas, Jeszcze wiele m-cy przed moim powrotem do pracy, więc zdąży. Acha, a wracając do starszego syna, gdy był mlodszy, to wiecie co robiła moja teściowa? Sama się zresztą kiedyś do tego przyznała...Kiedy zabierała go na dół to od razu wciskała dziadkowi! Żeby ponosił, pobawił i żeby....nie pił! Ona miała nadzieję, że dzięki temu, że teść zajmie się wnukiem to nie będzie wtedy tak często pił !
  • su.ri 22.11.15, 12:41
    I to też mnie wkurzało jak chyba nic innego. Wykorzystywała dziecko przeciwko alkoholizmowi dziadka. Ona jest chora ! Bardzo !
  • agnieszka_iwaszkiewicz 23.11.15, 01:23
    Wydaje mi się, że Panie rywalizujecie ze sobą. Z racji wspólnego mieszkania, nawet przy założeniu ich faktycznej niezależności, mogą rodzić się nieświadome do tego tendencje. A opieka nad dziećmi i stosunek do nich to znakomite pole takiej rywalizacji. Która, starsza czy młodsza, wie lepiej jak zajmować się dzieckiem.
    Pani jako matka jest w sposób oczywisty zawsze na uprzywilejowanej pozycji. Dlatego nie warto reagować na wszystkie niuanse zachowań teściowej, które nie zawsze muszą wynikać z relacji z Panią, ale mogą być efektem jakiś innych jej przeżyć.
    Jeśli jest Pani pewna swoich zachowań i decyzji na temat kontaktu z dziećmi, to "obrażaniem" się teściowej nie warto się zajmować. I sprawdzać, która konkretnie z Was ma rację. I obserwować nawzajem każdy swój ruch. Właśnie wtedy można nabrać obaw co do własnego postępowania. Bez nadmiernej uwagi w tej sprawie będzie Pani łatwiej. Agnieszka Iwaszkiewicz
  • su.ri 23.11.15, 11:07
    Dziękuję Pani Agnieszko za odpowiedź. Przemyślę sobie Pani słowa. Nie wiem, czy czytała Pani wszystkie moje wypowiedzi. Nieco później napisałam więcej o mojej sytuacji rodzinnej. Ja nie chcę nikogo krzywdzić. Z jednej strony jest mi żal teściowej i jej strasznej przeszłości (sama wychowywałam się w alkoholowym domu, ale bycie żoną alkoholika to dużo gorsza rzecz - wiem na przykładzie choćby mojej mamy), ale z drugiej strony zastanawiam się, czy to wogóle dobry pomysł, aby osoba współuzależniona od alkoholu, która nie chciała (ze wstydu) chronić psychiki swoich dzieci, jest odpowiednia osobą do opieki nad wnukiem. Pierwszym synem, dopóki nie poszedł do przedszkola zajmowałam się sama. Teraz, przy drugim synu nie będę mieć takiej możliwości. Najdalej, gdy skończy 1,5 roku będę musiała wrócić do pracy, a nie wiem jeszcze, czy nie wcześniej. Żłobka trochę się boję. Tyle się słyszy, że opiekunki tam nie zajmują się dziećmi tak jak powinny. Dlatego jestem rozdarta
  • paris-texas-warsaw 23.11.15, 14:40
    Suri, czy Ty naprawdę wierzysz, w to co piszesz?!?!? Wg Ciebie gorzej ma żona alkoholika, jako osoba dorosła i samostanowiąca o sobie, niż dziecko alkoholika, któremu kształtuje się w zwichrowany sposób psychika i nie ma możliwości realnego wyjścia z sytuacji? Czy wg Ciebie to matka Twojego męża miała gorzej czy on w sytuacji, gdy ojciec był w knajpie, a matka zmuszała go do chodzenia po ojca i dała w twarz, jak się sprzeciwił? Przecież to jest przemoc psychiczna i fizyczna w jednym, to jest masakra psychiki dziecka. Jak się dziwisz, że mąż jest jaki jest, to sobie przypomnij, jak dostał w twarz od matki, co samo w sobie jest straszne, a karanie w ten sposób za odmowę pójścia do knajpy, to jest jakieś zdziczenie. Teraz mąż sobie trwa w swojej roli dziecięcego ratownika i nie może się z domu ruszyć, a matka z ojcem dalej się awanturują i wg Ciebie ma/mają gorzej:(((
  • su.ri 23.11.15, 14:51
    Nie, w tym przypadku, który opisujesz (ja opisałam) oczywiście to dzieci najbardziej ucierpiały. Pisząc u góry o mojej mamie, miałam na myśli siebie i swoją sytuację w moim rodzinnym domu. Uważam, że moja mama ucierpiała bardziej niż ja, ponieważ ja zawsze dla mojego ojca byłam oczkiem w głowie. Stałam niejako z boku domowych awantur, co nie znaczy oczywiście, że krzyki moich rodziców były mi obojętne. Odczuwałam stres, ale w mojej obecności tata po prostu nieco się hamował.
  • ola_dom 23.11.15, 15:21
    su.ri napisała:

    > Uważam, że moja mama ucierpiała bardziej niż ja,

    A ja nie jestem wcale taka pewna...
    Może doraźnie wtedy mniej cierpiałaś, ale skutki są takie, że godzisz się na to, jak mąż Cię traktuje, godzisz się na całą tę sytuację, w której się znalazłaś i próbujesz szukać rozwiązania zupełnie nie tam, gdzie jest problem.
    Moim zdaniem to mogą być konkretne skutki dorastania w domu z rodzicem alkoholikiem.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • paris-texas-warsaw 23.11.15, 15:43
    Ja bym powiedziała, że może ojciec był milszym człowiekiem dla córki niż dla matki, ale i tak córce się kształtowała osobowość w oparciu o wszelakie wzorce poszczególnych rodziców i ich interakcje i nie miała wyboru, co do swojej roli. W każdym razie widzę, że ciągle Suri bardzo współczujesz matce i teściowej, a teściowej aż tak, że boisz się ja skrzywdzić. Może Cię Suri tak matka obarczała, że ma źle, a Ty dobrze, że w ten deseń myślisz. Czym w zasadzie miałabyś skrzywdzić teściową, że jej nie lubisz, że zamkniesz drzwi albo zjecie kaszę, a nie ziemniaki? To nie podchodzi w żaden sposób pod krzywdzenie, ona ma swoje życie, jakie ma i nie musisz sobą go meblować.
  • su.ri 23.11.15, 16:07
    Na pewno zrozumiałam jedno, że Ja też potrzebuję terapii dla DDA, że potrzebuje jej mąż i teściowa też.
    Dziekuję wam wszystkim. Mam nadzieję, że znajdę w sobie siłę, aby terapię podjąć, ale jak tu ktoś napisał, boję się, czy tkwiąc w tym domu mam szansę na wyjście z tej chorej sytuacji.
  • panizalewska 23.11.15, 22:36
    Piękna, współuzależnienie pełną gębą masz. Terapia jak najbardziej się przyda. Trzymam mocno kciuki i kibicuję, bo sobie nie wyobrażam z deszczu pod rynnę i jeszcze się zastanawiać, czy się kogoś nie krzywdzi. Zacznij dbać o siebie i swoje zdrowie psychiczne
  • pir_anyai 24.11.15, 11:25
    No pięknie.
    Wychowywałaś się w alkoholowym domu więc dokładnie wiadomo dlaczego tak chętnie do domu alkoholowego weszłaś, dlaczego się zakochałas w mężu i dlaczego z takim zapałem rodzisz synów w domu emocjonalnej patologii.
    Po prostu poczułas się "jak u siebie"...

    1. obowiązkowa terapia dla ciebie natychmiast (bo watpię żebyś męza lub teściów na nią zaciągnęła)
    2. wyprowadzka od alkoholików i współuzależnionych

    Masz w genach z każdej strony -i twojej i męża - problem alkoholowy.
    Jak myślisz, jakie życie będą mieć twoje dzieci?
  • su.ri 24.11.15, 21:21
    Nie wiedziałam, że mój mąż ma ojca alkoholika...i nie wiedziałam do jakiego domu wchodzę...
    Ale wiesz co? Zdałam sobie sprawę z tego, że dopiero teraz, gdy urodziłam drugie dziecko, pierwszy raz zapytałam męża dlaczego mnie o tym nie uprzedził...Dopiero teraz, czytając wasze posty zdałam sobie sprawę w co ja się wpakowałam. Fajnie, co? Ale lepiej późno niż wcale.
  • kaszub-ska 24.11.15, 22:30
    su.ri napisała:

    > Nie wiedziałam, że mój mąż ma ojca alkoholika...i nie wiedziałam do jakiego dom
    > u wchodzę...
    > Ale wiesz co? Zdałam sobie sprawę z tego, że dopiero teraz, gdy urodziłam drugi
    > e dziecko, pierwszy raz zapytałam męża dlaczego mnie o tym nie uprzedził...Dopi
    > ero teraz, czytając wasze posty zdałam sobie sprawę w co ja się wpakowałam. Faj
    > nie, co? Ale lepiej późno niż wcale.

    Nie obwiniaj się, że nie zauważyłaś problemów w tej rodzinie. Dysfunkcyjna rodzina to jest cały system chorej zależności i lojalności, z którego bardzo trudno wyjść. Taka rodzina potrafi doskonale współpracować, nawet nieświadomie, żeby udawać na zewnątrz, że wszystko jest w porządku, maskować problemy, wyciszać na pewien czas. Poza tym Twój mąż pewnie żył i żyje w przeświadczeniu, że teraz na niego jako na dorosłego człowieka, nie mają wpływu problemy rodziców ani atmosfera w jakiej dorastał. Pewnie wierzył, że to co było nie ma teraz znaczenia, że sam stworzy inną rodzinę niż miał. Gdyby w to nie wierzył, nie byłby w stanie zbliżyć się do kogoś, zaufać i stworzyć związku.
    Moja rada dla Ciebie: wracaj do pracy jak najszybciej, dziecku znajdź miejsce z żłobku i dąż do wyprowadzki od teściów. Twojej rodziny nic dobrego nie czeka w domu teściów. Lepiej całe życie wynajmować, ale wychować dzieci w spokoju.
  • pir_anyai 24.11.15, 11:16
    i reszty mi się odechciało.

    Kolejny raz awantura pt "problematyczny facet w domu a baby się biorą za kudły"

    Głównym problemem w rodzinie jest alkoholizm teścia wpływajacy na całą rodzinę, głębokie wspołuzależnienie reszty.
    Ale, że autorka chciała koniecznie męża mieć,
    wygodnie było zamieszkać w domu teściów
    mąż nie zamierza mieszkać oddzielnie od swoich rodziców
    i że niewygodnie się wyprowadzić jak już sobie autorka też zaklepała dom teściów dla siebie na wieki wieków,
    niewygodnie się rozwodzić
    - bo by musiała być finansowo niezależną i życiowo samowystarczalną -
    to będzie się wykłócać z teściową o drobiazgi i udawać, że to z teściową i jej chęcią zajmowania się dziećmi jest problem,
    a nie ma problemu pomiędzy autorką a mężem.
    Żeby głębiej tkwić w tym g... i nic nie robić ze swoim życiem to będzie rodzić kolejne dzieci, byle być bardziej uwikłaną w tę sytuację i mieć mniejsze pole manewru
    i będzie się koncentrować na teściowej, żeby nie rozwiązywać problemów z mężczyznami, bo wie, że oni i tak jej zdanie mają gdzieś
    Więc lepiej wycelowac niechęc w teściową i brać się za babskie kudły.

    Niestety autorko, na 90% twoje dzieci wychowane w takim domu w takich emocjach za kilkanaście lat też będą ludźmi uzależnionymi/awanturującymi się/zaburzonymi emocjonalnie. Więc wybierając ten dom - napierralanki masz zagwarantowane do konca życia.
  • su.ri 24.11.15, 21:34
    Chyba nikt tutaj nie napisał tak prawdziwie i dobitnie prawdy o mnie samej i mojej przyszłości. Dziękuję. Być może Bóg mi cię zesłał. Jeszcze w tym tygodniu zgłoszę się na terapię.
  • fioletowoniebieska 03.07.19, 15:36
    Ogólnie ktokolwiek będzie czytał moje słowa, niech sobie zapamięta.
    Teściowie/teściowa może sobie "kupić" syna i synową poprzez ich usługi dla niej za dach nad głową, typu:-rachunki całościowe/mycie okien/wożenie do Kościóa czy lekarza/etc.
    Ale nie kupuje sobie człowieka, bo syn i synowa to ludzie o takich samych prawach ludzkich, o prawach poszanowania swojej prywatności intymnosci i godnosci. Tesciowa nie staje się automatycznie włascicielką syna, synowej i ich dzieci, zdaje się, był już taki okres na świecie, gdzie biali ludzie mieli w własności ludzi czarnoskórych, także ich dzieci i dzieci ich dzieci, itd.

    W związku z tym wymuszanie dania jej dziecka, jakby to była lalka szmaciana do zaspokakania kaprysów babci, napompowania jej ego, a następnie fochy niczym u trzylatka bo nie dostał czekoladki, to jest farsa i szczyt nie tylko chamstwa lecz głupoty, ograniczenia umysłowego takich osób. Tu się kłania egoizm, egocentryzm, często narcyzm, natura nanipulanta. Takiej babci nie chodzi o prawidłowy rozwoj emocjonalny dziecka, które ma bezpieczne ramy, odpowiednio ustawione relacje w rodzinie, autorytety i priorytety, takiej babci chodzi tylko o zaspokojenie swojwgo ego kosztem dziecka, i jego poczucia stabilizacji, bezpieczenstwa emocjonalnego. Taka babcia ma przedmiotowy a nie podmiotowy stosunek do wnuka. I do takich sytuacji nie wolno dopuszczać.
  • nie_alicja 03.07.19, 23:16
    chyba przeczytałaś tylko pierwszy post.

    teściowa jest czubkiem góry lodowej i problemem zastępczym.

    autorka powiela życiowe wzorce współuzależnienia i pod tym względem jest bardzo do swojej teściowej podobna.
    obie też jednakowo szukają ukojenia w dziecku, co jest dla niego niezmiernie obarczające.

    bohaterka i jej mąż dobrali się idealnie i nie ma znaczenia, że początkowo nic nie wiedziała o tym, z jakiej rodziny pochodzi wybranek. my się wyczuwamy na poziomie biologicznym, a partner zawsze pasuje do układanki, choćbyśmy nawet bardzo temu na świadomym poziomie zaprzeczali.

    miejmy nadzieję, że dziewczyna postanowiła jednak coś zrobić ze swoim życiem.
  • fioletowoniebieska 04.07.19, 16:21
    Masz rację, przeczytałam początek.
    Jednak bez względu na to, czy teściowa to tylko wierzchołek góry lodowej czy nie, to te słowa powinna wziąć sobie do serca każda osoba, której wydaje się, że jako babcia ma prawo "własności" swoich dzieci i wnucząt, a także każda kobieta/synowa/córka ktora boi się obronić własne dziecko i zapewnić mu solidne filary bezpieczeństwa.
    Jednak to o czym piszesz, o czym tu ludzie i autorka dalej pisali to strasznie smutne. I masz rację, tacy ludzie przyciągają się, jakby mieli radary. I to często złożony problem w którym teściowa to jeden z elementów, a całość to nierzadko chory układ trojkata lub czworokąta.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka