Dodaj do ulubionych

mąż nie kocha naszego dziekca

25.02.16, 14:44
Trochę obawiam się komentarzy trolli, ale co tam... Jest na tym forum sporo mądrych osób, więc spróbować można.
Problem taki jak w temacie. Dziecko w sumie planowane, ja chciałam, mąż niekoniecznie. On podchodził do tego bardziej jak do transakcji łączonej. Ma mnie, więc będzie miał też dziecko. Nie wierzyłam w miłość od pierwszego wejrzenia, ale myślałam, że z czasem uczucie się pojawi. Teraz córka ma 8,5 miesiąca i jest coraz gorzej.
Staram się go zrozumieć. W sumie rzeczywiście dużo straciliśmy. Jesteśmy już 9 lat ze sobą i prowadziliśmy naprawdę fajne życie. Sporo wyjeżdżaliśmy, uprawialiśmy różne sporty. Z dzieckiem niestety trochę gnijemy w mieszkaniu. Staramy się robić różne rzeczy, ale to oczywiście nie to samo...

Nie wiem jak mam z nim rozmawiać, bo jeśli on mówi, że jest nieszczęśliwy i nic poza lekką sympatią do córki nie czuje, to ja nie mogę przecież powiedzieć "nieprawda! Kochasz ją i jesteś szczęśliwy!" On sam widzi, że jest niedojrzały (więc za tego typu komentarze dziękuję) i mówi, że bez niego będzie nam lepiej, bo on tylko chodzi z kwaśną miną i się wkurza na dziecko. W sumie jestem w stanie sobie wyobrazić, że rodzina i dziecko to nie jest to, o czym wszyscy marzą i do czego dążą. Niektórzy nigdy się w tym nie spełnią i może mąż jest po prostu jednym z nich? Owszem, ja też tęsknię za tym co było, ale kocham córkę i nie obwiniam jej za to, że jest. Po prostu nie myślę o tym, co straciłam. On mówi, że nie potrafi o tym nie myśleć. Chciałabym mu jakoś pomóc, bo my się nadal kochamy i potrafimy ze sobą rozmawiać, tylko właśnie problemem są jego uczucia do córki. Twierdzi, że owszem, jest miła, ale niepotrzebna w naszym związku. Ojcem jest poprawnym. Przewinie, zrobi kaszkę, pobawi się, no ale serca w to nie wkłada. Może za dużo bym chciała?

Sama nie wiem czego oczekuję po tym forum... Nie wiem czy istnieje jakiś sposób, żeby zmienić jego myślenie i sprawić, żeby zaczął czerpać radość z rodziny? Przecież nie wejdę w jego głowę i nie poprzestawiam trybików... Nie wiem czy jest jakieś inne rozwiązanie...

A, i jeszcze jedno: Powiedział, że nie ma szans, żeby poszedł do psychologa.
Edytor zaawansowany
  • edw-ina 25.02.16, 14:56
    Powiedział, że nie ma szans, żeby poszedł do psychologa.
    - czyli facet wie, że coś ostro nie gra, ale co najwyżej jest skłonny od ciebie odejść, a nie zmierzyć się sam ze sobą? To przerażające. Zastanawia mnie też, co to faktycznie jest, skoro tak całkowicie odrzuca zmierzenie się z tym i jest nawet skłonny zniszczyć rodzinę, byleby się nie zająć tematem. Bo w to, że jest to jedynie tęsknota za utraconym życiem bez dziecka, w to nie uwierzę. Bo na przykładzie własnej rodziny mogę cię zapewnić, że z dzieckiem można dużo - jeździliśmy na zjazdy motocyklowe (jedno samochodem z dzieckiem, drugie motocyklem), chodziliśmy po górach, cały czas podróżujemy, uprawiamy sporty, a dziecko po prostu robi to wszystko z nami. To zależy od chęci i zorganizowania.
    Mogę się mylić, opieram się jedynie na twoim opisie, który mogłam odczytać inaczej, niż chciałaś to przedstawić, ale mam wrażenie, jakby twój mąż nawet nie tyle co nie kochał córki, ile po prostu z jakiegoś sobie wiadomego powodu powstrzymywał się przed tymi emocjami. Może to jest jakiś trop.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • mania_007 25.02.16, 16:01
    Wg mnie twój trop jest trafny i zaskoczona jestem, że udało ci się do tego dojść po moim krótkim opisie! Mąż ma problemy z własnymi rodzicami. To są jakieś chore relacje, które prawdopodobnie mają związek z tym co się dzieje w naszym domu, ale już nawet nie chciało mi się opisywać... Tylko jak wyciągnąć z niego te emocje? A że rzeczywiście coś jest w tej teorii, świadczy też to, że parę razy zdarzyły się takie miłe rodzinne chwile i np ja widziałam, jak on patrzył na córkę z miłością np podczas kąpieli, ale wszystko zawsze trwa krótko np do momentu jak ja powiem "widzisz jak jest miło?", to ona albo mówi "e tam, wcale nie", albo "ta... Przez 5 minut dziennie". Zresztą już przestałam tak komentować różne scenki, bo on zawsze automatycznie zaprzecza każdemu komentarzowi. Np jak ktoś się zachwyca młodą i mówi "oo jaka ona urocza" to on "wcale nie, okropny dzieciak", ale w drugą stronę też. Na komentarz znajomego "jednak dzieci są do dupy i chyba sobie nie zrobi" odpowiada, że "wcale nie jest tak źle, da się wytrzymać". Ewentualnie takie sceny się kończą tym, że nagle mówi takim głosem pieszczotliwym "nie znoszę cię, dzieciaczku". No i jak to wyciągnąć z niego?

    A co do organizacji czasu z dzieckiem - wiem, że da się wiele zrobić, ale niestety nie przejedzie na rowerze z przyczepką się tych tras, po których jeździliśmy. A co do tego, że jechaliście na zlot motocyklowy osobno samochodem i motocyklem, to właśnie na takie propozycje dawane mężowi (np żebyśmy jechali w góry na rower razem, ale te trudne trasy tylko on będzie zaliczał), to on tak smutno zawsze odpowiada "ale ja właśnie chcę z tobą, bo to było takie fajne, że razem jeździliśmy". No i jak na to odpowiedzieć?
  • olikol 25.02.16, 16:09
    Jakby za mną ktoś łaził i mędził "widzisz, miło jest przecież, a ty nie chciałeś " "no przyznaj że jest miło!" "pokochałeś już dziecko czy jeszcze nie?" "może pójdziesz do psychologa i po terapi będziesz umiał dziecko kochać?"
    itd
    to bym zaczęła rzygać tym przymusem kochania dziecka
    który ten ktoś (w tej historii -ty) usiłuje na mnie wtłoczyć.

    Daj temu mężowi spokój i daj mu szansę na normalny kontakt z dzieckiem ! nie zaburzony twoim nadzorem i ciągłym podglądaniem czy już czy nie już kocha!
    Chyba sama powinnaś iść do psychologa bo nakręcasz jakąś paranoję.
  • basiastel 25.02.16, 17:58
    Dokładnie tak pomyślałam. Daj facetowi czas i spokój, skończ z ciągłą obserwacją. Jeśli jest zdolny do miłości, to pokocha.
  • mania_007 25.02.16, 19:36
    Tak może się wydawać na tym forum, bo poruszamy akurat ten problem i piszę w temacie. Ale w normalnym życiu ten problem poruszyliśmy tylko dokładnie 3 razy (i to mąż zaczynał, nie ja), a te testy o których piszę wyżej, to rzuciłam może z 5 razy (chociaż wydaje mi, że mniej) przez 8 miesięcy, więc niestety nie trafiłyście z diagnozą :)
  • edw-ina 25.02.16, 16:15
    Nie wiem, jaki jest twój mąż, więc trudno jest mi coś powiedzieć odnośnie wyciągnięcia z niego informacji. Mi kilka razy zdarzyło się nieco "potrząsnąć" mężem, kiedy zagalopował się w czymś, mówiąc dobitnie, czy chce iść drogą swojego ojca, bo chociaż zawsze ją odrzucał, to idąc w danym kierunku niedługo podąży jego śladami. Ale ja wiem, że mogłam mu to powiedzieć, bo go znam i miałam świadomość, że nawet jeśli w pierwszej chwili to odrzuci, to za moment przemyśli. Ty musisz znaleźć swój sposób.
    Odnośnie "ale ja właśnie chcę z tobą" - no tak już jest, że rodzice małego dziecka mają niewiele czasu dla siebie, ale ten czas powinien istnieć. Próbujcie go organizować. Nie kosztem dziecka, ale też nie należy dbać o dziecko kosztem wszystkiego innego. Czyli np. pojechać w góry ze znajomymi, którzy na czas waszej jazdy zajmą się maluchem. Pojechaliśmy z M na pierwszy wielki koncert, kiedy córka miała około rok. Ciotka, która się nią wówczas zajmowała oznajmiła mi, że jeśli będziemy dzwonić raz na godzinę, to wyłączy telefon, bo teraz to my mamy zająć się sobą i dobrze się bawić. Bo to po prostu jest potrzebne małżeństwu i tyle. Spróbujcie organizować choć odrobinę czasu bez dziecka, to pomaga złapać dystans.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • enith 25.02.16, 16:52
    "... parę razy zdarzyły się takie miłe rodzinne chwile i np ja widziałam, jak on patrzył na córkę z miłością np podczas kąpieli, ale wszystko zawsze trwa krótko np do momentu jak ja powiem "widzisz jak jest miło?", to ona albo mówi "e tam, wcale nie", albo "ta... Przez 5 minut dziennie".

    Wiesz co, rób tak dalej, a naprawdę obrzydzisz mężowi ojcostwo i chwile, które spędza z córką. Nie wmawiaj mu, jaki to on jest szczęśliwy i zakochany w dziecku, bo osiągniesz efekt dokładnie odwrotny od zamierzonego. Mąż zajmuje się dzieckiem? To przestań go nadzorować i przy okazji mącić atmosferę. Sytuacja w ogóle nie wygląda tak, jak przedstawiłaś to w pierwszym poście. Wycofaj się trochę, daj mężowi pole do popisu, niech sam układa sobie stosunki z córką. A co do wspólnych wyjazdów, to zgadzam się z Edwiną. Każda para potrzebuje trochę czasu tylko dla siebie, a im dziecko będzie sztarsze, tym łatwiej będzie to zaaranżować.
  • mania_007 25.02.16, 19:46
    Co do tego, że mędzę, to odpowiedziałam wyżej. Znam męża i wiem, że takie gadanie w kółko tylko pogorsza sprawę, więc naprawdę tego nie robię.

    A co do wypadów bez dziecka, to macie rację. Staramy się wychodzić, ale karmię piersią co jakieś 3 godziny, no i młoda ma mega lęk separacyjny, więc jest to trochę utrudnione. No ale na chwilę luzu można sobie pozwolić i tak robimy. Czekam aż będzie możliwy wypad na cały dzień bez dziecka. To by było coś :)
  • paris-texas-warsaw 25.02.16, 20:39
    Rozumiem, że to miał być mail o ciepłych uczuciach męża;) Wg mnie to jest przerażający opis, nie wyobrażam sobie być z kimś, kto tak by mówił o własnym dziecku. W sumie podobno pewne rzeczy mówią tylko osoby narcystyczne, bo inne by się zwyczajnie wstydziły - widać Twój mąż nie ma takiej blokady. Nie wiem, jak to tolerujesz, ostatnio gdzieś na ematce był taki wątek o osobach narcystycznych i osobach, które z nimi się wiążą i są od nich zależne. Chyba musisz lubić tak się zagłębiać w ból istnienia męża, ale wg mnie to nie jest zdrowa relacja. Córka przeszkadza mężowi, a dziecko 8 m to prawie jak lalka, ciekawe, co zrobi, jak faktycznie zacznie to być wymagające dziecko, a tak się będzie robiło z każdym miesiącem i rokiem.

    psychologwlodzi.pl/zycie-z-narcyzem/
    Jeszcze o takim narcystycznym mężu. Myślę, że musiałaś nieźle wokół niego skakać, bo w sytuacji opieki nad małym dzieckiem zamiast oczekiwać równego wkładu opieki i wkładu emocjonalnego, zastanawiasz się, jak to czas z mężem organizować. Może zamiast myśleć nad jego rodziną, bo on i tak nie chce korzystać z jakiejś pomocy, pomyśl, kto Ciebie nauczył takiej "tolerancji".
  • lati7 26.02.16, 08:49
    Zgadzam się z paris.
    To narcyz , najzwyczajniej w świecie mocno zazdrosny o ciebie i o chwile , które poświęcasz teraz córce... Będzie rozwodził się nad "utratą" wolności i wiatru we włosach. Ile on ma lat , żeby konkurować z własnym dzieckiem ? Pewnie latałaś koło tego trutnia jak szalona ?

    Jemu wydaje się, że tylko on jeden na świecie stracił wolność i swobodę. Podejmując decyzję o małżeństwie z tobą , mógł powiedzieć , że potrzebuje cię tylko do pieszych wycieczek i rowerowych przejażdżek jako kompana i nie ma mowy o prokreacji. Z resztą nie wiem jakie były wasze ustalenia w kwestii dzieci...? Wiem tylko, że dzieci w wieku 8 mies są b. fajne , i trzeba być totalnym ojcem-dupkiem , żeby mieć na to wyrąbane. Jeśli ustalenia były inne a pan mąż "został wrobiony" , no to jest i będzie niefajnie.. Bo on jest obrażony na dziecko , że się śmiało pojawić na świecie.Maż powinien pomyśleć o wazektomii lub lepiej się zabezpieczać skoro tak nie lubi dzieci.. ;p
    Zamiast latać kolo niego i spijać każde słówko z jego ust nt córki , zajmij się dzieckiem, chociaż w twoim poście widzę że ty też się skarżysz na brak wolności a całość zwaliłaś na męża...
  • triss_merigold6 26.02.16, 09:38
    Zaraz, ale co to znaczy wrobiony?
    Jeśli pan zdecydowanie nie chciał dzieci, to mógł nie brać ślubu z tą konkretną kobietą.
    Brak wolności takiej jak w czasach przed dzieckiem jest wpisany w bycia rodzicem i nie ma co się nad panem szczególnie pochylać.
    Popieram, zajmij się dzieckiem, a mąż niech się powstrzymuje ze swoimi uwagami - to nie powinna być uprzejma prośba tylko jasno wypowiedziane żądanie ze strony matki dziecka.
  • quba 25.02.16, 23:47
    mąż kocha dziecko, ale jest dziecinny i wstydzi się do tego przyznać
    kiedy mała podrośnie, będzie jego małą księżniczką, zobaczysz!
    pozdrawiam.

    --
    Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza. Tradycja naszych dziejów jest warownym murem, to jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza... To jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której się nie zmieni. A to co dookoła powstaje, od nowa, to jest nasza codzienność, w której my żyjemy.
  • ola_dom 25.02.16, 15:03
    mania_007 napisał(a):

    > A, i jeszcze jedno: Powiedział, że nie ma szans, żeby poszedł do psychologa.

    A powiedział, dlaczego?

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • mania_007 25.02.16, 19:47
    Tak. Powiedział, że byłby z góry negatywnie nastawiony i tylko cały czas by ironizował. Znam go i wiem, że na bank by tak było.
  • ola_dom 25.02.16, 20:45
    mania_007 napisał(a):

    > Tak. Powiedział, że byłby z góry negatywnie nastawiony i tylko cały czas by ironizował. Znam
    > go i wiem, że na bank by tak było.

    O.K., tylko że to nie wydaje się być ani faktyczną, ani istotną przyczyną.
    Chyba dziewczyny trafiły, że to niekoniecznie dziecko jest głównym problemem i niewykluczone, że mąż boi się zmierzyć z głównym problemem.
    Ale w takim razie ciężko cokolwiek doradzić, bo nie zaciągnie się nikogo siłą do pomocy, jak nie będzie chciał.
    Trudno Ci w tych okolicznościach radzić, żebyś drążyła temat, ale można by zapytać, dlaczego byłby z góry negatywnie nastawiony.
    Ewentualnie zasugerować, że takie podejście wskazuje, że wcale nie zależy mu na rozwiązaniu tego problemu. I się zdziwić albo zasmucić.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • sebalda 25.02.16, 15:08
    Oczywiście brzmi to wszystko bardzo smutno. I tak podziwiam, że Cię to do męża nie zraża, a wręcz przeciwnie, piszesz, że chciałabyś mu pomóc. Ale nie można nikomu pomóc się zakochać czy pokochać własne dziecko.
    Z drugiej strony wiele razy czytałam w różnych miejscach, także na tym forum, że przeciętny mężczyzna bardzo rzadko od początku uwielbia, akceptuje i zwyczajnie kocha swoje dziecko. To jest ponoć proces, który trwa, przychodzi z czasem, wielu mężczyzn nie umie nawiązać kontaktu emocjonalnego z maleńkim dzieckiem, udaje sie to dopiero, gdy dziecko staje sie bardziej interaktywne. I tego Wam z całego serca życzę.
    Niestety możliwy jest też scenariusz taki, że mąż nigdy nie "wybaczy" dziecku tego, że mu zabrało beztroskę i wygodę życia bez odpowiedzialności i zobowiązań. I wtedy będziesz musiała wybierać między nim a dzieckiem, bo ono nie ma szansy rozwijać się harmonijnie i szczęśliwie, jeśli będzie cały czas czuło niechęć jednego z rodziców, kiedy będzie odpychane, nielubiane, niechciane. Wtedy wszyscy troje będziecie nieszczęśliwi. Choć coś mi mówi, że jeśli maż jest naprawdę skrajnym egoistą, to może się sam wymiksować z takiego układu:( Ale to najczarniejsze scenariusze, mam nadzieję, że tak nie będzie.
  • ola_dom 25.02.16, 15:12
    sebalda napisała:

    > Choć coś mi mówi, że jeśli maż jest naprawdę skrajnym egoistą, to może się sam
    > wymiksować z takiego układu:(

    ??

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • edw-ina 25.02.16, 15:18
    To znaczy, że będzie mówił, że żonie i dziecku będzie lepiej bez niego, na każdym kroku będzie pokazywał swoje nieszczęście, aż wreszcie dostanie swój wymarzony święty spokój. Za jakiś czas dotrze do niego, jakie świństwo zrobił, ale wtedy będzie za późno.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • ola_dom 25.02.16, 15:31
    edw-ina napisała:

    > To znaczy, że będzie mówił, że żonie i dziecku będzie lepiej bez niego, na każdym kroku będzie
    > pokazywał swoje nieszczęście, aż wreszcie dostanie swój wymarzony święty spokój. Za jakiś
    > czas dotrze do niego, jakie świństwo zrobił, ale wtedy będzie za późno.

    Nadal nie bardzo rozumiem.
    I jakie to świństwo zrobił? Że się zgodził na dziecko? Powinien zabronić albo zamiast tego się rozstać?
    Uważam, że oboje, a właściwie już troje są w bardzo trudnej sytuacji i trudno powiedzieć, które w trudniejszej (poza dzieckiem, wiadomo). Ale nie za bardzo rozumiem podejrzenia i ewentualne zarzuty odnośnie skrajnego egoizmu ojca.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • edw-ina 25.02.16, 15:35
    Świństwem jest w tym wypadku skupienie się na sobie i swoich ewentualnych niezaspokojonych potrzebach, zamiast na próbie rozwiązania sytuacji, w którą zamieszanych jest więcej osób: żona i dziecko. Mogą istnieć przyczyny, dla których faktycznie dla wszystkich byłoby lepiej, gdyby facet po prostu odszedł, ale z tego, co napisała autorka wynika, że ani nie zamierza tych przyczyn podać, ani się z nimi zmierzyć. To jest postawa egoistyczna.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • ola_dom 25.02.16, 15:35
    edw-ina napisała:

    > To znaczy, że będzie mówił, że żonie i dziecku będzie lepiej bez niego, na każdym kroku będzie
    > pokazywał swoje nieszczęście, aż wreszcie dostanie swój wymarzony święty spokój.

    Dobra, w pierwszym czytaniu postu autorki umknęło mi, że mąż stwierdził, że "lepiej im będzie bez niego". Ale nadal nie jestem pewna, czy to akurat skrajny egoizm, choć bez wątpienia świństwo - jeśli ma to być argument do tego, żeby odejść i "zwalić winę" na żonę i córkę.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • paris-texas-warsaw 25.02.16, 15:51
    Może tak uważać, że będzie im lepiej, i jemu zresztą też. Tak jak Autorka uznała, że mimo, że widziała, że dla męża dziecko to transakcja wiązana, zdecydowała się w takiej wątpliwej sytuacji na ciążę. Moralne oceny w ogóle bym zostawiła na boku, bo one jeszcze bardziej zaciemnią obraz. Może trzeba by się dokładnie zastanowić, jak przebiegł sam proces decyzyjny odnośnie dziecka i wtedy lepiej jakoś na tle związku widzieć tę decyzję o dziecku i obecną sytuacje i konsekwencje.
  • enith 25.02.16, 16:02
    paris-texas-warsaw napisała:

    > Może tak uważać, że będzie im lepiej, i jemu zresztą też. Tak jak Autorka uznał
    > a, że mimo, że widziała, że dla męża dziecko to transakcja wiązana, zdecydowała
    > się w takiej wątpliwej sytuacji na ciążę.
    > Może trzeba by się dokładnie
    > zastanowić, jak przebiegł sam proces decyzyjny odnośnie dziecka i wtedy lepiej
    > jakoś na tle związku widzieć tę decyzję o dziecku i obecną sytuacje i konsekwen
    > cje.

    Uważam podobnie. Postawa męża jako żywo wygląda na postawę osoby, która albo została zwyczajnie w dziecko wrobiona, albo zdecydowała się na dziecko dla świętego spokoju licząc, że "jakoś się ułoży". W pierwszym przypadku niechęć do dziecka w ogóle by mnie nie zdziwiła. A jeśli to ten drugi przypadek, to zgadzam się, że pan jest kompletnie niedojrzały i właśnie ponosi konsekwencje igrania z cudzym życiem (dziecka i żony).
  • mania_007 25.02.16, 20:35
    Wrobiony w dziecko nie został. Świadomie sam je zrobił. Jak byłam w ciąży i rozmawialiśmy o dzieciach, to zawsze o takich kilkulatkach. I on sam mówił wtedy, że nie wie jak przetrwa ten okres niemowlęcy, bo nie wie co się z takim dzieckiem robi, a z takim kilkulatkiem to już bardziej. Może to jest właśnie klucz? Może to okres przejściowy? 8 miesięcy w skali całego życia to w sumie niewiele, ale póki trwa, to dłuży się strasznie...
    No i zgadzam się, że jest egoistą. To już dał poznać nie raz, nie tylko w kwestii dziecka.
  • paris-texas-warsaw 25.02.16, 15:26
    Napisz, co rozumiesz pod określeniem, że mąż jest niedojrzały. Czy chodzi o typ Waszego związku, jak to się objawiało w Waszych relacjach, czy np. był na Tobie uwieszony, byłaś jego "rodzicem", czy wszystko wokół niego się kręciło, jest osobą depresyjną etc. To, że ktoś nie kocha dziecka, zwłaszcza jak go nie chciał, to nie jest chyba do końca niedojrzałość. Może ona się objawia w tym, że się zdecydował na dziecko nie biorąc pod uwagę, że to zobowiązanie wobec tego człowieka. Sam natomiast brak miłości w takim układzie nie świadczy wg mnie o braku dojrzałości, tak jak dzieci kocha też masa skrajnie niedojrzałych osób (na swój sposób i wedle swoich możliwości). Psycholog "nie wywoła" mu uczuć, których nie ma. Co najwyżej pozwoli bardziej zrozumieć sytuację, w której się znalazł i powody, dla których się w niej znalazł. Ja osobiście bym się chciała dowiedzieć, czemu uważa, że lepiej jeśli odejdzie. Tak mówi, bo chce np. przekierowania na niego uwagi, czy też faktycznie szykuje się do odejścia, czy tez inne są powody.
    Oczywiście sama na własną rękę możesz temat zgłębiać - poznawać jego dzieciństwo, jego obecne motywacje, tworzyć sobie obraz tej jego niechęci, ale to raczej tej niechęci nie zmieni. imho.
  • paris-texas-warsaw 25.02.16, 15:56
    www.lps.pl/wp-content/uploads/2015/12/Para-z-dzieckiem.pdf
    Możesz sobie przeczytać taki wywiad z Panią Agnieszką. Tam piszę m.in. o narcystycznych mężczyznach, którzy mają podobne problemy. O samym narcyźmie są tu na forum chyba nawet osobne wątki...
  • paris-texas-warsaw 25.02.16, 15:58
    Taki urywek z wywiadu:

    Ale są mężczyźni, którzy czują się na tym etapie odrzuceni. Jacy to mężczyźni?
    Narcystyczni. Tacy, którzy nie mogą znieść tego, że ich kobieta ma jeszcze inny obiekt
    miłości i fascynacji. Kobiety też bywają w drugą stronę narcystyczne - że oto im teraz,
    ponieważ zostały matkami, należy się jakaś wyjątkowa pozycja.
    Mężczyźni generalnie gorzej znoszą ten etap, bo kobieta jednak czerpie bezpośrednią
    przyjemność z symbiozy z dzieckiem, też taką bardzo fizyczną - ciągle to dziecko dotyka,
    tuli, ono ją ssie. Ma w tym swoją przyjemność, czasem na granicy erotycznej. To nie ma nic
    wspólnego z seksualizacją relacji z dzieckiem, czy nadużyciem. Tak tworzy się więź i temu
    procesowi trzeba dać czas.

    Jak się zachowuje w takiej sytuacji ojciec-narcyz?
    Urażony, skrzywdzony, z pretensjami. Będzie czuł, że musi odzyskać swoją pozycję, że nie
    może chwili poczekać. Będzie rywalizował z noworodkiem o uwagę, zamiast znaleźć swoje
    miejsce i po prostu pocieszyć się tym, co on może w tej sprawie zrobić.
  • mania_007 25.02.16, 20:49
    Bardzo fajny wywiad, dziękuję za link. I spostrzeżenia też trafne. Może rzeczywiście "niedojrzały" to nienajlepsze określenie. "rodzicem" wobec niego nie byłam i nie jestem, bardziej chodziło właśnie o tę drugą opcję, że zdecydował się na taką odpowiedzialność jak zostanie rodzicem z przemyśleniem "jakoś to będzie".
    Wg mnie o tym odejściu to on tak sobie gada, wcale nie zamierza tego robić. Raz w sumie rzucił taki tekst w nerwach. To jest typ człowieka, który bardzo lubi szastać dużymi uczuciami i w pewien sposób się w tym pławić. Może tu jest klucz do sprawy?
    No i też zgadzam się, że to wszystko siedzi gdzieś głębiej, w jego relacji z własnymi rodzicami, ale czy właśnie roztrząsanie tego zmieni jego uczucia do własnego dziecka?
  • ola_dom 25.02.16, 21:16
    mania_007 napisał(a):

    > ale czy właśnie roztrząsanie tego zmieni jego uczucia do własnego dziecka?

    A-ha...:)
    Rozwiązanie, rozwikłanie i zrozumienie (albo w innej kolejności) podstawowych i najważniejszych (a relacje z rodzicami do takich należą, bardziej niż inne) problemów w życiu ma wielki, czasem kluczowy wpływ na resztę życia i innych spraw.
    A szczególnie, że tu przecież chodzi o ten sam problem - relacji rodziców z dziećmi.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • mania_007 25.02.16, 22:43
    Tylko sama pewnie nie dam rady... Muszę go jakoś przekonać do tego psychologa.
  • ola_dom 26.02.16, 10:08
    mania_007 napisał(a):

    > Tylko sama pewnie nie dam rady... Muszę go jakoś przekonać do tego psychologa.

    O nie, Ty w żadnym razie nie powinnaś, nawet jeśli byłabyś terapeutką, to nie mogłabyś się tym zająć, zdaje się.
    Możesz powiedzieć mężowi, że jeśli faktycznie - jak deklaruje - zależy mu na Tobie i małżeństwie, to Tobie zależy na tym, żeby przynajmniej spróbował coś poradzić i poszedł do terapeuty. I potraktował to poważnie. Może być nieufny, prawie każdy jest na początku. Ale nie może z automatu powiedzieć, że nie pójdzie, bo nie. Bo to jednoznaczne z tym, że obecna sytuacja mu pasuje i wcale nie zamierza jej zmieniać. No ale dłużej tak żyć (wspólnie) nie za bardzo się da.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • enith 25.02.16, 15:30
    A czym to "niekochanie" się konkretnie objawia? Piszesz, że zajmuje się dzieckiem tylko "nie wkłada w to serca". Czyli zajmuje się córką, ale bez entuzjazmu? Czy jednak kompletnie olewa lub wyżywa się na niej? Nie każdy umie bawić się z dzieckiem, zwłaszcza małym. Jak ktoś wyżej napisał, bywa tak, że naprawdę dobry kontakt rodzic łapie dopiero ze starszym, bardziej kumatym dzieckiem. I tak może być u was. Z drugiej strony nie czekałabym na to, jeśli sytuacja w domu jest zła i już odbija się na dziecku, ale za mało napisałaś, żeby dało się to jednoznacznie stwierdzić. Poza tym martwiłoby mnie to twierdzenie męża, że jest nieszczęśliwy, a dodatkowo nie da sobie pomóc, choćby w postaci wizyty u psychologa. Wygląda to tak, jakby pan nie chciał w żaden sposób poprawić sytuacji i zastanawiam się, czy powodem faktycznie jest dziecko, czy jednak coś innego, a dziecko idealnie nadało się na rolę kozła ofiarnego, które zniszczyło mu życie.
  • verdana 25.02.16, 16:04
    Problem w tym, że czasem zdarza sie, że jedno z rodziców nie pokocha dziecka. Zaczyna sie teraz mówić o tym, że nie wszystkie matki kochają swoje dzieci - to był kiedyś temat tabu, teraz nareszcie zaczyna sie o tym pisać. I nie w kontekście "zimne suki", "wyrodne matki", e
    "egoistki", tylko zastanawiając sie, jak można pomóc i kobiecie i dziecku w takiej sytuacji. O niekochających ojcach mówiło sie zawsze, ale w tym wypadku dezaprobata dla nich stale rośnie. Rzadko zdarza się ktoś, kto tak jak Autorka wątku, stara się nie potępiać, a zastanawiać się "co dalej". Ale... Zgadzam sie z Enith, ze najbardziej niebezpieczne jest tu nie to, ze ojciec dziecka nie kocha (to może sie zmienić), ale że chciałby odejść, bo taki tryb życia mu się nie podoba. Bo to świadczy, niestety , o tym, ze nie tylko dziecka nie kocha, zony też nie. Kocha swoje życie i swoją wolność. A to już jest raczej nie do zmiany. I miłość do dziecka tego też nie zmieni.
  • mania_007 25.02.16, 23:02
    "niekochanie" objawia się warczeniem na dziecko z byle powodu (np nie chce leżeć spokojnie na plecach przy zmianie pieluchy). No i mówi o tym otwarcie.
    Sytuacja w domu nie jest jakaś zła. Tak jak pisałam gdzieś wyżej, rozmawialiśmy o tym tylko parę razy, tak to tematu nie ma i życie normalnie się toczy. No i wydaje mi się, że on o tym odchodzeniu to tak sobie gada w przypływie emocji, normalnie o tym raczej nie myśli.

    No i też mam nadzieję, że jak młoda podrośnie i można będzie z nią coś robić fajnego, to może trochę zmieni się jego podejście? Bo teraz nawet jak on czasem chce się z nią pobawić, to mówi "ale w co ja mam się bawić z niemowlakiem? Ona jest taka nudna..." A może właśnie odwrotnie - podrośnie i stanie się bardziej wymagająca, no i tu dopiero klops...
  • tully.makker 28.02.16, 19:59
    No i też mam nadzieję, że jak młoda podrośnie i można będzie z nią coś robić fajnego, to może trochę zmieni się jego podejście?

    {ytanie, czy młoda bedzie jeszcze chciala nawiazywac z nim kontakt. Moj ojciec tez twierdzil,m ze jak podrosne to nawiaza ze mna kontakt, bo z niemowlakiem to on nie potrafi. Tyle ze potem to ja juz nie chcialam - zwiazalam sie blisko z odsobami, ktore sie mna zajmowaly gdy bylam mala - matka, ciotka, babka, drigim mezem babci, ktorego nazywalam dziadkiem, i dla niego nie bylo juz za bardzo miejsca w moim sercu.
    A ojciec ktory do tego jeszze powarkuje, moze na to liczyc z cala pewnością.

    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • moni_kaw 25.02.16, 15:58
    mnie to wygląda, ze przygotowuje sobie grunt pod "przesiadkę"; a jakiś pretekst być musi - skoro w domu taki nieszczęśliwy to chyba zrozumiesz, że przeprowadzi się do innego, z bezdzietną panią
  • lena575 25.02.16, 17:59
    Niekoniecznie "nie kocha", on "kocha na swój sposób".
    Dla mnie to facet z toksycznego domu, z domu ze złymi emocjami ale za to z silną presją. Myślę, że on tych uczuć nie umie okazać ani dziecku ani Tobie. Gdy jeździłaś z nim na tym rowerze nie słyszałaś, ze jest fajnie. Teraz czujesz jakby Cię wynagradzał. A to zwykły szantaż.
    Możesz mieć całe takie życie. Będziesz nizać te jego drobne i rzadkie przejawy uczuć wyższych do Ciebie i dziecka. Do zamęczenia.
    On powiela schemat wyniesiony z domu. Radziłabym terapię.
  • mania_007 25.02.16, 22:00
    To bardzo trafne to, co piszesz. Naprawdę jestem w szoku, że tak trafiłaś w punkt. Rzeczywiście w jego rodzinnym domu panowały dziwne relacje. Z rodzicami może porozmawiać najwyżej o pogodzie, ale z drugiej strony presja jest duża. Zawsze MUSIAŁ się dobrze uczyć itp, bo inaczej tragedia. Musiał też wiele innych rzeczy, z uczeniem taki przykład tylko. Jego mama teraz dostała lekkiego fioła na punkcie młodej, przy czym oczywiście zapomniała o synu. Pamiętam jak np rozmawiałam z nią przez telefon i na pożegnanie mówi "i pozdrów moją wnuczkę" - "a syna?" - "a to już jak chcesz, ale wnuczkę ucałuj!".

    Jemu zajęło parę lat, żeby się przede mną otworzyć, a i tak robi to zawsze tak jakby pod kątem użalania się nad sobą. I rzeczywiście też trafione w punkt to, że ja z każde jego wznioślejsze uczucie pielęgnuje, bo to nie zdarza się często.

    No tylko właśnie jak z tego wyjść?
  • akn82 25.02.16, 22:25
    Z takich problemów to na ogół wychodzi się terapią.
    Poważnie piszę. Mąż zmagał się ze zbliżonym problemem. Po 3,5 ROKU terapii jest innym człowiekiem. Ale on miał duże problemy, nie tylko z emocjami wobec najbliższych.
  • pade 27.02.16, 12:36
    Doczytałam do tego momentu i uznałam, że muszę to napisać, bo się uduszę:) Może ktoś niżej już to napisał, nie wiem.
    Autorko, Twój mąż jest przerażony. On się boi tego, co mogłoby się z niego "wylać", gdyby otworzył się na córkę. I boi się tego, że powieli wzorce z domu. Bardzo tego nie chce, więc woli odejść.
    I obawiam się, że on nawet nie ma świadomości tego lęku. Nie ma pojęcia jakie emocje tłumi.
    Koniecznie przeczytaj Juula, Moje kompetentne dziecko i Być mężem i ojcem.
    On wyraźnie pisze, że gdy na świecie pojawia się dziecko, rodzic "cofa się" w czasie i uruchamiają się emocje z tych samych etapów rozwojowych na jakich aktualnie jest jego potomstwo.
    To, co przechodzi Twój mąż jest naturalne, skoro dom miał toksyczny. Tylko sami sobie z tym poradzicie. Przeczytaj polecone książki i porozmawiaj z nim o tym.

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • zuzi.1 27.02.16, 14:30
    Jemu jest wygodnie nie zaglebiac sie w problemy, lepiej udawać ze ze sobą lub swoimi rodzicami problemu sie nie ma, tylko z dzieckiem.I jak osiolek zapiera sie nogami i żadnego głupiego psychologa nie chce. Tylko chlip chlip jaki ja biedny na rowerku nie pojeżdżę...to są reakcje 6 latka a nie dorosłego faceta. Boi sie, jest nieświadomy problemów, ale jednocześnie nie chce żeby ktos pomogl mu to rozwiązać, bo psycholodzy to durnie. Lepiej wypierać i winę przerzucać na obiekt zastępczy czyli dziecko.
  • zuzi.1 27.02.16, 14:40
    Autorko przeczytaj: Toksyczni rodzice Susan Forward i Powrót do swego www. domu John Bradshaw. A potem daj jemu do przeczytania. A potem porozmawiajcie o swoich rodzinach.
  • zuzi.1 27.02.16, 14:41
    Powrót do swego wewnętrznego domu.
  • bergamotka77 25.02.16, 18:07
    mania ile wy macie lat? sa osoby ktore dziecka nie chca i nie realizuja sie w roli rodzica, dotyczy to i mezczyzn i kobiet. Wiele z nich moim zdaniem ma niefajne relacje z wlasnymi rodzicami, to by sie zgadzalo. Maz niekoniecznie chcial dziecka wiec poczul sie w nie wrobiony i zgodzil niechetnie bo ty chcialas. Podziwiam cie ze go rozumiesz i chcesz pomoc bo dla mnie, jesli facet nie chcialby z tym pojsc do psychologa, bylby skreslony. Kto wie, moze zrobic dziecku krzywde, probowac odwrocic sytuacje bo dla niego zycie sie skonczylo wraz z urodzeniem dziecka. To by mnie martwilo najbardziej ze on zagraza prawidlowemu rozwojowi dziecka i te teksty "nie znosze cie dzieciaczku" sa niewybaczalne. Nie wierze ze przez 9 lat nie rozmawialiscie o dziecku - nigdy nie wypowiadal sie, ze bezwzglednie nie chce dzieci? Jesli to dziecko urodzilo sie wbrew jego woli, to troche rozumiem te niechec. Nie zmienia to faktu, ze dziecko w niczym nie zawinilo i ma prawo do milosci rodzicow.

    --
    "Moze kogos zainteresuje historia kobiety, ktora zostala matka jako dziecko a w momencie kiedy powinna ta matka zostac, zostanie babcia. Ku przestrodze oczywiscie!" asmarabis o mnie :)
  • panizalewska 25.02.16, 20:09
    A może trzeba rozdzielić dwie kwestie i każdej przyjrzeć się z osobna?

    1) Pan dalej chciałby wieść swobodne życie i tej swobody mu bardzo brakuje. Tak, faktycznie przez dziecko ją utracił, jak większość dorosłych. Na jakiś czas, bo dzieciństwo nie trwa wiecznie, oczywiście, ale dla pana temat "za 5 lat podrzucimy dziecko babci na tydzień" to temat równie odległy jak awantury w fińskim rządzie :P Dziecko jest po prostu fizyczną manifestacją braku swobody. Ja też bym wolała pojechać do sklepu, kiedy MI to odpowiada, a nie dopasowywać całą dobę do dzieci (bo co chwilę jeść, przebrać, wysikać, a w ogóle to one nie chcą jechać), a już mieć więcej kasy i jeździć na wycieczki, to już w ogóle. Ale jest jak jest, myślenie życzeniowe w dorosłym świecie nie działa. I to chyba mąż mógłby sobie uświadomić, żeby żyć tu i teraz, a nie w wyimaginowanym świecie marzeń w dalszym ciągu.

    2) Pan nie pieje z zachwytu i nie sr@ w gazie ze szczęścia na widok swojego dziecka. To się zdarza. Ja też najczęściej tak mam. Dziecko dla mnie to jakiś tam sobie człowiek, którego trzeba pielęgnować, a pogadać to sobie można z 3-latką, ale też nie zawsze, bo ma fochy i nie kuma. Więc pielęgnuję to dziecko, gadam do niego, czytam milion razy tą samą książeczkę, staram się nie zaniedbywać jego potrzeb. Czy robię to z entuzjazmem? Czasem większym, czasem mniejszym, czasami zerowym, czasami z irytacją, czasem zupełnie machinalnie i oby szybciej. Wydaje mi się to zupełnie normalne, że nie pieję z zachwytu za każdym razem, kiedy dziecko zwymiotuje, zrobi kupę, trzeba je wykąpać, pobawić setny raz klockami itp. I co z tego, że dzieci bywają fajne, słodko się uśmiechną, przytulą itp? To są normalni ludzie, mają swoje lepsze i gorsze dni, a niesamodzielne dzieci to po prostu orka na ugorze w większości czasu.

    1 i 2 są oczywiście jakoś zależne. Ale czy aż tak ściśle? Czy jedno wynika bezpośrednio z drugiego, czy mają jakieś odmienne przyczyny? Tak tylko spekuluję.

    Jeżeli mąż przy całej swej niedojrzałości i życiu w marzeniach nie chce sam zejść na ziemię i nie chce pójść po poradę do psychologa, to faktycznie niedobrze. To, że tkwi w "jestem nieszczęśliwy, będzie Wam beze mnie lepiej", dobrze nie wróży. Albo się zaciął i tak ma, albo jest gdzieś jakaś miła pani bez dziecka, z którą mógłby mieć tą swobodę i katuje Cię, żebyś za niego podjęła decyzję i wyrzuciła z domu, a on będzie ten biedny miś.

    Chciałam też zauważyć, że miłość, oprócz uczuć, to też, a może właśnie w głównej mierze - odpowiedzialność. Emocje się zmieniają, odpowiedzialność za podjęte decyzje i ich konsekwencje lepiej, żeby się nie zmieniała. Bo można nie skakać z radości nad każdym bazgrołem swojego dziecka, ale mieć pojęcie, co można powiedzieć i jaką to ma moc dla dziecka. To też jest miłość - mało emocji, dużo myślenia, działania, odpowiedzialności, pielęgnowania.

  • mania_007 25.02.16, 23:26
    Wiesz, ja też nie z tych, co się rozpływają nad każdym bąkiem swojego dziecka. Też czasem zmieniam pieluchę automatycznie z miną robota, ale jednak nie drę się na tym na dziecko "dlaczego nie chce spokojnie leżeć na plecach". No i widzę, że nie wszystkie zabawy z niemowlakiem to czysta radość i szczęście, ale nie komentuję zabawy z nią tekstem, że umieram z nudów.
    A co do tej definicji miłości, to zgadzam się z tobą, że to nie tylko emocje i słowa, ale też właśnie odpowiedzialność i działanie w potrzebie i w tych sprawach mąż się sprawdza. Bo kluczem do sprawy chyba rzeczywiście nie jest to, że on nie kocha, tylko właśnie on nie umie kochać. No i jak to rozwiązać, oto jest pytanie :)
  • asia_i_p 25.02.16, 23:41
    Przeciwko darciu się zaprotestuj. Pomarudzić daj spokojnie. Powiedz, że zdania o odchodzeniu sprawiają ci przykrość i oczekujesz, że będzie tak mówił tylko wtedy, kiedy będzie naprawdę chciał odejść.

    Nie rozwiążesz tego za niego. Być może ma depresję poporodową, z rzadka, bo z rzadka, ale mężczyznom też się zdarza. Możesz mu napomknąć, że coś takiego jest, ale za uszy do psychologa nie zaciągniesz (no chyba, żeby się coś naprawdę złego zaczęło dziać, utrata apetytu, bezsenność, itd., wtedy zaciągniesz).

    Fakt, że twój mąż nie przez cały czas lubi być ojcem niemowlaka nie oznacza, że nie będzie lubił bycia ojcem przedszkolaka czy starszego dziecka.

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • ola_dom 26.02.16, 10:18
    mania_007 napisał(a):

    > ale jednak nie drę się na tym na dziecko "dlaczego nie chce spokojnie leżeć na plecach".

    Jak dla mnie to tutaj idealnie widać kopię relacji męża z jego rodzicami - "musisz, musisz, MUSISZ!" Dziecko musi być grzeczne, bo tak chce rodzic. Ma być takie, jak żąda rodzic. Nie sprawiać kłopotu. Nauczyć się leżeć na plecach, bo tak trzeba, tak jest właściwie.
    Dlatego także upieram się, że terapia dla męża jest niezbędna, żeby sobie ze sobą poradził. I dopiero wtedy będzie w stanie poradzić sobie z całą resztą.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • panizalewska 26.02.16, 11:44
    No nie wiem. Z tym leżeniem na plecach przy przewijaniu to ja też miewam fazy. Moje dzieci z tych uciekających, odkąd nauczą się przekręcać na brzuch i pełzać (dość wcześnie). I przy milionowym przewijaniu, kiedy drugie dziecko też się drze na całe gardło, bo czegoś chce koniecznie TERAZ, zupa kipi na gazie, koty mnie gryzą po kostkach - warczenie na dziecko, żeby poleżało 20 sekund spokojnie jest dla mnie nie do uniknięcia.
  • ola_dom 26.02.16, 11:56
    panizalewska napisała:

    > warczenie na dziecko, żeby poleżało 20 sekund spokojnie jest dla mnie nie do uniknięcia.

    Ja to bardzo dobrze rozumiem. Ale czym innym jest warczenie NA DZIECKO ze zniecierpliwienia, a czym innym komentarz do matki? w powietrze?, że "ona - kretynka" nie może poleżeć spokojnie.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • panizalewska 26.02.16, 21:04
    A nie no, oczywiście :P
  • paris-texas-warsaw 25.02.16, 22:07
    thenarcissisticlife.com/are-my-children-safe-with-a-narcissist/
    Fazy ojca narcystycznego po narodzinach dziecka.
  • mania_007 25.02.16, 23:46
    Teoria z narcyzem jednak niestety nietrafiona. On ma raczej problemy z niską samooceną, nie odwrotnie.
  • zuzi.1 25.02.16, 23:58
    No niestety ale teoria może być bardzo trafiona. Narcyz z artykułów z gazet to przystojny facet z wysoka samoocena ciągle przegladajacy sie w lustrze. To taka obiegowa opinia na temat tego typu facetów. Inaczej to wygląda, gdy się zaglebisz w jakies b. szczegółowe opisy osobowości narcystycznych, taki facet może miec b. niskie poczucie własnej wartości zrujnowane w dzieciństwie przez narcystycznych rodzicow. Czy on Ci opowiadal o swoim dzieciństwie i o tym jak byl traktowany, czy ma rodzeństwo a jesli tak to czy wspominal cos o faworyzowaniu kogoś z rodzeństwa?
  • ola_dom 26.02.16, 10:22
    mania_007 napisał(a):

    > Teoria z narcyzem jednak niestety nietrafiona. On ma raczej problemy z niską samooceną, nie odwrotnie.

    Tylko to jest akurat typowe dla większości narcyzów - mają niską samoocenę, uważają, że są do niczego, ale za nic w świecie świat nie może się o tym dowiedzieć, więc budują piękną fasadę na miliony sposobów.
    Nie upieram się, że mąż to narcyz, ale niektórzy narcyzi wręcz epatują swoją niską samooceną. To bardziej złożony problem niż powszechne pojęcie o narcyzmie.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • zuzi.1 25.02.16, 23:51
    Ciekawy artykuł. I juz wiadomo, dlaczego panizalewska jako osoba b. podobna do ojca (z wyglądu czy charakteru) byla przez niego wybrana do molestowania: .'The narcissist is ?auto-erotic?, e.g. he is the preferred object of his own sexual attraction. His children share his genetic material. Molesting or having intercourse with them is as close as the narcissist gets to having sex with himself.'
  • panizalewska 26.02.16, 10:22
    No k*rwa, Zuzi, zabiłaś mnie :( brrrr
  • zuzi.1 26.02.16, 11:12
    Wiem, przepraszam, ze tak bezpośrednio, ale tak to właśnie wygląda. Czytając blogi, w tym komentarze na narcissistic-suck ludzi którzy maja takich rodzicow, wiele jest historii molestowania seks. dzieci/ dziecka przez ojca. Ten artykuł dobrze wyjaśnia chore podloze takich zachowań.
  • panizalewska 26.02.16, 11:32
    Dobra, spoko. Zjadłam czekoladę, miziam kota, on mruczy, dobrze jest. Do roboty idę, bo dzieć śpi
  • danaide 26.02.16, 13:32
    Sorry za offtop, zuzi, ale wykorzystując bieżącą koniunkturę: czy narcyz może mieć tak, że unika wszelkiego kontaktu fizycznego z córką, za to żywo interesuje się jej dorosłym życiem erotycznym?

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • zuzi.1 26.02.16, 16:40
    Nie wiem wszystkiego o narcyzach, znam jakiś wycinek ich problemów, wiec trudno mi się konkretnie odnieśc do tego pytania, może panizalewska cos ze swojego zycia opisze co moznaby jakos podciągnąć pod odpowiedz na Twoje pytanie. Z tego co wiem to są narcyzi ignorujacy i to właśnie oni maja w zwyczaju totalnie ignorować swoje dziecko lub dzieci. I tu tez element faworyzacji może wchodzić w grę, czyli taki narcyz ignorujacy jedno dziecko olewa kompletnie i ignoruje a dla drugiego może miec więcej zainteresowania. Mysle ze wśród samych narcyzów jest wiele różnych przypadków i trudno generalizować, bo co narcyz to może być inny zestaw problemów i zachowań. Z tego co mi wiadomo, to często sa to totalni aroganci mający ludzi za durniów, przekonani o swojej cudownosci a jednocześnie z bardzo niskim poczuciem własnej wartości, lenie do sześcianu, manipulanci, którzy najchętniej powieźli by się w zyciu na cudzym grzbiecie i korzystając z cudzej pomocy, żeby sie samemu nie przemeczyc i wygodnie zyc.
  • panizalewska 26.02.16, 21:10
    to często sa to totalni aroganci mający ludzi za durniów, przekonani o swojej cudownosci a jednocześnie z bardzo niskim poczuciem własnej wartości, lenie do sześcianu, manipulanci, którzy najchętniej powieźli by się w zyciu na cudzym grzbiecie i korzystając z cudzej pomocy, żeby sie samemu nie przemeczyc i wygodnie zyc.

    O Jezusie słodki, wypisz wymaluj mój umiłowany w Chrystusie Panu Ojciec Głowa Wielkiej Szczęśliwej Rodziny :P A jakiesz on farmazony potrafi pie...ć, jak to kocha i wzajemna pomoc i ach i och! :D Jak jego własna matka świętej pamięci dzięki Bogu :P

    Zażyłyście mnie z tym interesowaniem się życiem erotycznym dorosłego dziecka. U mnie na szczęście tego nie było, bo bym się chyba pogrążyła w konkretnej histerii i panice. Ale co jakiś czas mój ojciec się pytał, czy jeszcze któreś dziecko karmię piersią, co zasadniczo uważam za niesmaczne pytanie, a już w jego parszywych ustach to już w ogóle szczyt obrzydzenia :P Ale może jestem przewrażliwiona. Bo BYWA, że ludzie się PO PROSTU pytają, bez żadnych podtekstów, ale i ch*j wie po co
  • asia_i_p 25.02.16, 23:12
    Według mnie facet owszem, opłakuje utraconą wolność, ale to proces naturalny, częsty u rodziców obojga płci mających pierwsze dziecko, chyba nawet częstszy u matek. Przechodziłam przy pierwszym dziecku, mąż mniej, ale też nie ukrywajmy, był mniej uwiązany.
    Przywiązywanie się do pierwszego dziecka może trwać, przykro mi, jeżeli brzmię jak psychopatka. U mnie trwało. Jeżeli mąż dziecko lubi, zajmuje się nim i to czasem zajmuje się z przyjemnością, to odpuśćcie sobie na razie zastanawianie się nad uczuciami. Bo ja mam wrażenie, że mąż trochę się boi pokochać córkę z obawy, że będzie musiał złożyć oficjalne dementi swoich poprzednich deklaracji. To jest dość typowe przy pierwszym dziecku, że dziecku się za często mierzy temperaturę, a sobie za często temperaturę emocjonalną. Starczy po prostu być z tym dzieckiem i patrzeć, co z tego wyjdzie.

    Tu nie trzeba psychologa, tylko czasu. Zrozumienia, że dokładnie tak samo nieszczęśliwi, zagubieni mogą się czuć rodzice, którzy dziecka pragnęli i się o nie starali. Najważniejsze dla dziecka już się dzieje, mąż się nią opiekuje, rozczula się, słyszy czułość w jego głosie. A że mówi "ty mała paskudo" zamiast "moja księżniczko"? Niemowlakowi wszystko jedno, moje to się dopiero nasłuchały . . . Owszem, jeżeli zacznie przeciągać takie deklaracje w czas, kiedy dziecko zaczyna rozumieć mowę, to trzeba go będzie przystopować, ale na razie niemowlakowi dokładnie wszystko jedno, co mówi pieszczotliwym głosem rodzic, byleby mówił.

    I już bym nie wnikała, kto dziecka chciał, kto nie, jakie argumenty zdecydowały. Trzy lata starałam się o dziecko, nałykałam się tabletek, ryczałam nad pustymi testami, a potem i tak się dręczyłam, że jej nie kocham, i czułam się jak w więzieniu. Inni nie chcą, a zakochują się z punktu.

    Dajcie sobie luz i czas.

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • mania_007 25.02.16, 23:43
    Ja też tak podchodzę do jego tekstów w stylu "ty skretyniały owocu moich lędźwi", ja też czasem nazywam córkę progeniturą i uważam, że dopóki to jest mówione z czułością to jest ok. Niestety właśnie często burczy na nią bez większego powodu.
    Myślałam właśnie, że czas jest nam potrzebny, dlatego właśnie najpierw się nie przejmowałam, ale ostatnio sprawa znowu wyszła (tak jak pisałam gdzies wcześniej - życie toczy się normalnie i o tym nie rozmawiamy, tylko czasem wychodzi ten temat), to pomyślałam, że po 8 miesiącach już mogłaby być jakaś zmiana... Ale może rzeczywiście to za mało czasu jeszcze?

    Skłaniam się ku wersji, że mąż ją kocha, tylko sam się tego jakoś boi m.in przez skopane relacje z własnymi rodzicami. No i jak to ugryźć?
  • zuzi.1 26.02.16, 00:15
    Na razie poczekać i zobaczyć jak ta relacja ojca z dzieckiem będzie sie układać i czy będzie sie rozwijać. Jesli nie to szukac psychologa.
  • triss_merigold6 26.02.16, 09:34
    Że jak, przepraszam, pan mąż się wyraża?!

    Słuchaj, bez przesady z tą realizacją prawa do ekspresji własnych uczuć. Jak ma problem, to niech sobie pisze durnoty w pamiętniczku, a nie mówi głośno. Dorosły jest. Weź nim potrząśnij zamiast się pochylać nad jego utraconą wolnością i zwyczajnie zakomunikuj, że sobie nie życzysz takich tekstów, uwag i komentarzy. Nie chcesz tego słuchać, dziecko ma tego nie słuchać, niech się pan ogarnie.
  • zuzi.1 26.02.16, 10:11
    Dokladnie, takie teksty w stosunku do dziecka są mocno niesmaczne. On tak mówi, bo ma pełne przyzwolenie, być może podobnej do siebie osobowosciowo zony, ktora w takim układzie jest tak tolerancyjna wobec męża i akceptujaca wszystko, w tym wszelkie odjazdy męża, jak ten ' enabling father' w relacji z narcystyczna matka. Wyszlasz autorki za mąż za niedojrzalego facecika, akceptujesz go ze wszystkimi jego przywarami, co utwierdza go w tym, ze ma prawo tak się zachowywac. I tylko dziecka w tym wszystkim szkoda, bo jak widac oboje ze sobą dobraliście sie idealnie. Trzeba bylo sie spełniać w hobbystycznym zyciu pełnym wrażeń i adrenaliny a nie zawracać sobie głowę dziecmi. Oboje jesteście jak para dzieci, które maja dziecko. Czas dorosnac i dojrzeć.
  • paris-texas-warsaw 26.02.16, 10:46
    Mania, centralną zewnętrzną cechą narcyzmu jest to, że uważa się, że jest się ważniejszym niż inni. Niż żona, niż dziecko. Sama określiłaś męża jako egoistę - jak to w życiu przebiegało, że tak go oceniłaś? Wystarczy, że teraz zaproponujesz jakiś układ - raz on coś dla dziecka, raz Ty i zobacz na reakcję.
    Pisałaś o wiecznym narzekaniu - po angielsku znajdziesz sobie wiele artykułów na ten temat (tam jest większa tradycja psychoedukacji i stąd chyba masa prostych artykułów dla ludzi).
    W artykule, który Ci dałam o mężu był dopisek o drugiej odmianie narcyza. Po angielsku poczytaj sobie o "covert narcissism", "overt" to taka bardziej arogancka, artystyczna wersja;)
    Nie da się tematu objąć w jednej chwili tego tematu, zwłąszca jeśli chodzi o osobę bliską.

    Nie skupiałabym się na czytaniu no konkretnych opisach poszczeghólnych osób, jak sobie dały radę z tematem narodzin dziecka. Np. o ile pamiętam Asia-i-p deklarowała jakieś depresje poporodowe (?), wiele osób pisze, że mąż "kocha, ale się wstydzi", "kocha, ale inaczej" etc. Równie dobrze możnaby napisać, że TY "kochasz, ale pewnie udajesz" i inne tego typu odwrócenia sytuacji. Temat jest taki trochę tabu, stąd można łatwo wierzyć, że żony się już nie kocha, a dziecko gdzieś w duszy tak.

    A jeszcze`samoocena - w narcyźmie ważna jest jej "nieadekwatność", to nie ważne, czy wysoka, czy za niska i działania, by tego nie czuć. Ludzie generalnie mają taką samą "wartość", a dla osoby narcystycznej - nie. Nie trzeba mieć, zaraz narcystycznych zaburzen osobowości, wystarczy tylko rys, kiedyś cytowałam autora, który uważa, że narcyzm w jakiś sposób występuje we wszystkich zaburzeniach, co można rozumieć jako koncentrację na sobie.

    W nurcie "bahawioralnym" Triss - też bym kazała ważyć słowa, choć nie wiem, czy to nie "wyjdzie" przy takiej osobie "bokami".
  • ola_dom 26.02.16, 10:28
    triss_merigold6 napisała:

    > Że jak, przepraszam, pan mąż się wyraża?!
    >
    > Słuchaj, bez przesady z tą realizacją prawa do ekspresji własnych uczuć.

    Mnie też przytkało...
    I nie zgodzę się z asią_i_p, że "może se mówić, co tam chce, bo niemowlę i tak nie rozumie". Aż nie mogę uwierzyć, że to przeczytałam.
    O.K. - jak dziecko głównie słyszy od rodzica ciepłe słowa, to co dziesiąte w stylu "ty paskudo nieznośna", "diable tasmański" - powiedziane odpowiednim tonem! - można potraktować jako żart. Ale jeśli do dziecka ktoś zwraca się wyłącznie tak obrzydliwie, to naprawdę lepiej, żeby poszedł precz. A przynajmniej nie miał styczności z dzieckiem.
    A tu ojciec jeszcze się popisuje elokwencją w formułowaniu jak najohydniejszych epitetów. Obrzydliwe, najłagodniej mówiąc :(

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • asia_i_p 26.02.16, 12:36
    To nie jest "może se mówić, co chce, bo niemowlę i tak nie rozumie" tylko "może mówić co chce czułym tonem, bo niemowlę i tak nie rozumie". Dopóki dziecko jest niemówiące, odbiera rzeczywistą emocję przez głos, mimikę, a nie słowa. Warczenie "kochane dzieciątko" będzie gorsze od czułego "gadzie nieznośny".
    Natomiast rzeczywiście jeżeli ojciec nie mówi inaczej, to jest kwestia, czy czułość jest autentyczna, czy też jest to wyraz stłumionej złości, a czułość jest udawana.

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • ola_dom 26.02.16, 12:40
    asia_i_p napisała:

    > Dopóki dziecko jest niemówiące, odbiera rzeczywistą emocję przez głos, mimikę, a nie słowa.
    > Warczenie "kochane dzieciątko" będzie gorsze od czułego "gadzie nieznośny".

    Dobrze, że wyjaśniłaś, bo miałam gruby zgryz...:)
    Oczywiście z tym się zgadzam w całej rozciągłości. No poza jednym - przytoczony przez autorkę komentarz jednak nie miała prawa paść, jakimkolwiek tonem. Komentarz o debilu i kretynie czy głupku jednak ma wagę, niezależnie od tonu.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • berber_rock 26.02.16, 11:53
    O rany! jak ja tego pana rozumiem!

    I mam ochote zabic pustym smiechem polowe tych pan powyzej wysylajacych go do psychologa.

    W skrocie: przeczekac, to minie. Nic nie zrobisz.

    A rozwijajac wypowiedz: jestem chyba zenskim odpowiednikiem Twojego meza. Wychowana w podobnym domu: rozmowy o pogodzie i dziecko ma sie dobrze uczyc. Zaro blizszego kontaktu z rodzicami, dzieko ma byc nakarmione i zadbane, rozmawiac z nim nie trzeba, bo i o czym.

    Na swoje pierwsze dziecko zdecydowalam sie niejako pod przymusem (bo jakos ciezko kobiete w dziecko wrobic), i to nawet nie pod przymusem meza, tylko calej rodziny dookola. Tak wiem - bylam mlodziutka, glupiutka i niedojrzal i przyznaje sie do tego bez bicia. Ale tez czulam sie troche jak w klatce, bo kazda uroczystosc rodzinna czy nawet niewinny obiad konczyly sie wciskaniem mi roznych rodzinnych niemowlakow na kolana i tekstami ze "mi do twarzy", ze "a kiedy?" etc.
    W koncu doszlam kretynka do wniosku "no wlasciwie kiedys trzeba" i "jakos sie to ulozy".

    Okres niemowlecy mojego syna to wlasciwie wypisz/wymaluj Twoja sytuacja. Ja podchodzilam do niego jak do mechanicznej lalki: przewinac, nakarmic, przebrac, wykapac, wyjsc na spacer - FINITO! Bawic sie? Rozmawiac? Objasniac swiat? O nie, nie! To jest moj czas, nie bede MOJEGO PRYWATNEGO czasu poswiecac na glupie pogadanki z dzieckiem.

    Moj maz owszem zauwazyl, ze cos nie gra i ze to nie tak powinno byc. Nawet - znajac dosyc dobrze moje uklady rodzinne - poprawnie cala sytuacje zdiagnozowal. Powiedzial, ze drugiego dziecka nie chce, bo szkoda dzieci. Ale jakby wtedy probowal mnie wyslac do psychologa, to bym pustym smiechem zabila.
    Z synem zaczelam miec jako taki kontakt w wieku 3/4 lat.

    A do drugiego dziecka dojrzalm 11 lat po pierwszym ... Jest, ma sie swietnie i musze powiedziec, ze bycie rodzicem to niesamowita frajda, ktorej dopiero teraz dane mi bylo zaznac.

    I wlasciwie jedyne co moge powiedziec na podsumowanie tej historii, to to, ze strasznie mi zle, ze to zrobilam swojemu synowi.

    tyle.
  • panizalewska 26.02.16, 21:14
    Berber, bardzo ciekawy głos we wątku :) Ja też cichutko uważam, że małe dzieci są straszne, tak do dwudziestki ;)
  • nammkha 26.02.16, 11:59
    Strasznie chamska odzywka jak do dziecka. Jak Ty to znosisz? Moim zdaniem nie powinnaś się zastanawiać - jak mu pomóc, jak go zmienić... Tylko nad Tym jak ja się z tym czuję i co mi w tej sytuacji najbardziej przeszkadza. Nie wnikaj, nie analizuj jego emocji. To nie Twoja rola- to on powinien chcieć to rozumieć. Ty masz obowiązek wiedzieć co Ty czujesz i jak długo możesz coś znosić.

    --
    „Ludzie idą do nieba nie za opanowanie i kontrolę nad swoimi żądzami, lub też za ich brak, lecz w nagrodę, że pracowali nad ich zrozumieniem” (William Blake, Wizja sądu ostatecznego).
  • asia_i_p 26.02.16, 12:32
    No, z czasem dajesz coraz mocniejsze teksty.
    Ty to słyszysz, nie my. Czy kiedy mówi "ty skretyniały owocu moich lędźwi" w głosie jest czułość i nie ma w całej scenie agresji, czy jest to ukryty sposób wyrażania irytacji? Czujesz jego złość, kiedy tak mówi, czy nie?
    Czy są w ogóle sytuacje, kiedy mówi do dziecka inaczej?

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • danaide 25.02.16, 23:59
    Asia_i_p, super tekst, kto kogo wita w klubie?

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • danaide 26.02.16, 00:04
    I też przychylam się do zdania, by nie rozkminiać uczuć ojca względem dziecka - kocha nie kocha kocha dość tak sobie mało. Nie wiem czy to zadziała, bo nie miałam okazji tego przetestować, ale chyba faceci powinni być od wykonywania rodzicielskich zadań, ułatwiających matkom funkcjonowanie w roli matki, a wykonanie zadania powinno być zaliczone na poczet dobrego ojcostwa i szeroko pojętej miłości do dziecka;D

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • panizalewska 26.02.16, 11:40
    :D A to i prawda. Faceci są zadaniowi. Jak wyrzuci śmieci i wkłada do zmywarki - znaczy że kocha ;) A nie tam jakiś tiu tiu i kwiatki i czekoladki. Powiedział na ślubie, że kocha? To kocha do odwołania, nie musi powtarzać tego codziennie 7 razy.
    Ale opcje "skretyniałego owocu" to już raczej problematyczne są. Niezależnie od wieku dziecka. Mi też się czasami wymyka pod nosem jakaś załamka na dzieci, ale nie aż tak :P
  • danaide 25.02.16, 23:55
    Wow! Co za temat dla mnie;D
    Żeby nie popłynąć zbiorę w punkty najważniejsze tezy, może potem rozwinę.

    1) Narcystyczny, egoistyczny, nieodpowiedzialny, dziecinny... No fajnie. Cóż, życie manii i jej męża zmieniło się o 180 stopni i zdaje się, że jemu trudniej się z tym pogodzić. Skoro byli razem wcześniej 9 lat, to obstawiam, że są to ludzie około/po 30. Którzy mieli swoje nawyki, przyzwyczajenia, pasje, które realizowali i nagle co - kanał. Nieważne kto ich w to wpuścił albo że wpuścili się sami. Bo życie z dzieckiem, zwłaszcza małym ma inny rytm, tempo - delikatnie ujmując mocno odmienne od propagowanych w kulturze masowej wzorców. W przypadku relatywnie młodych, aktywnych ludzi tempo życia nagle spada, by nie powiedzieć - życie staje w miejscu. Rzeczy, które były dostępne na wyciągnięcie ręki stają się odległe, czasami wydają się wręcz nieosiągalne. I teraz - czy każdy, komu brak dawnego życia musi być od razu narcyzem, egoistą i nieodpowiedzialnym dupkiem? Cóż, osobiście uważam, że ludzie mają prawo do swoistej żałoby po dawnym życiu. Ale jest dobry news. Urodziło się nie tylko dziecko. Rodzimy się nowi my, rodzice, nowi ludzie i coś musi umrzeć, żeby coś się mogło narodzić. Ale żałoba musi być. Żałobę trzeba jednak wyrazić, a po żałobie trzeba dalej żyć.

    2) Nie znoszę Cię dzieciaczku? Boże, patologia, odebrać prawa itd... A może... nieumiejętność wyrażenia swoich emocji, tu: swojego żalu po stracie dawnego życia (rodzina nie ten tego się kłania)? Na początek proponowałabym zakończenie z komunikatem TY na rzecz komunikatu JA (kursy z NVC dla rodziców dostępne w większych miastach, również bezpłatnie, książki dostępne wszędzie): "Jaki jestem wk@#$%^&*y, że moje życie się zmieniło!!!" Tak chyba lepiej. Usilne starania manii, by przekonać męża, że życie jest cudne nie ma sensu. Bo dla niego nie jest. I niech ma prawo wyrażenia tego. Inna sprawa, że ma wyrażać swoje emocje, a nie szukać winnych. Jeśli jest z rodziny z jakiej jest musi mieć świadomość, że tego nigdy nie robił i tego nie potrafi, a teraz mając dziecko, raczej już nie ucieknie od konieczności odrobienia tej lekcji jeśli chce jakoś funkcjonować dalej w rodzinnym stadle. Chyba że ucieknie od całej rodziny, ale czy ucieknie problemu, który jest w nim? Tak więc na początek: lekcja identyfikowania swoich uczuć i wyrażania ich w formie ja, bez szukania winnych. Nawet jeśli są to uczucia złości za utraconym dawnym życiem. Tym lepiej, bo tego właśnie mąż manii potrzebuje teraz. Złość oznacza, iż zagrożone są nasze potrzeby. Ale gdy będziemy mieli miejsce na wyrażenie emocji, może też znajdzie się miejsce na poczucie tych pojawiających się tu i tam cząstek radości?

    3) A po żałobie trzeba dalej żyć. Tak, życie się zmieniło, ale nie skończyło. W dalszej kolejności trzeba będzie zidentyfikować swoje potrzeby, ustalić jakąś hierarchię ważności i zacząć od realizacji najpilniejszych i najważniejszych choćby w okrojonej formie. Tak naprawdę nawet jeśli na początku ma się wrażenie, że dziecko wszystko nam odebrało, to później okazuje się, że rodzicielstwo jest swoistą walką o odzyskiwanie dawnych przyczółków, każde zwycięstwo napawa radością, a także - last but not least - że dziecko nie jest naszym wrogiem. Jest naszym sprzymierzeńcem. Nie zależy mu na naszym nieszczęściu. Wprost przeciwnie - chętnie będzie uczestniczyło z nami w odzyskiwaniu naszych przyczółków, choć niekiedy za cenę kompromisu z naszej strony;) Koncert w plenerze? Nie ma sprawy, ale wcześniej dostanę loda! Itd. W praktyce: pierwszy rok nie jest najgorszy, całkiem sporo rzeczy da się zrobić w porównaniu z drugim czy trzecim, gdy trzeba być czujnym, wielofunkcyjnym robotem, a dziecko zna już siłę słowa NIE. Ale w sumie idziemy ku dobremu;). Rodzicom tymczasem potrzebny jest nie tylko czas z dzieckiem, ale i czas, gdy są sami - choć parę godzin ma inny, zupełnie nowy smak;) - jak i czas gdy są sami lub w gronie innych. Nawet jeśli jest to godzina, dwie, trzy...

    4) Literatura:
    - na cito - Jesper Juul, "Moje kompetentne dziecko", niezbędnik dla wszystkich rodziców z przetrąconych domów.
    - "Szczęśliwi rodzice" L. Bourget i E. Houdart - piękna książka wydana przez wyd. Format, poetycka i esencjonalna choć krótka opowieść o księciu i księżniczce, którzy wiedli wspaniałe życie, aż do momentu gdy w ich życiu pojawiło się dziecko, bo nie przypuszczali, że... I tu uwaga: książka kończy się happy endem, bo pomogły im (uwaga, spojler!): "góra miłości" i "głęboki ocean mądrości". Wg mnie brakuje jednego jeszcze elementu: "kosmosu pracy". To niesłychanie ważne zwłaszcza jeśli chodzi o mężczyzn. Ci, którzy są przyzwyczajeni do obsługiwania przez kobiety będą mieli trudniej. Co do książki - wg mnie super prezent dla rodziców na narodziny dziecka;)
    - Karl Ove Knausgard. Powieść autobiograficzna w 6 tomach, trzy już dostępne na polskim rynku. Jak mąż manii przeczyta to zrozumie;) Właśnie lecę przez tom trzeci i mam ochotę krzyczeć: Karl Ove, nie rób ciągle z siebie ofiary! Brzmi znajomo? BTW, ojciec trójki (zdaje się dzieci), więc i współczesne skandynawskie ojcostwo (taki aktywny tata) na celowniku.

    5) Polecam film, nie pamiętam tytułu, może ktoś pomoże (mozambique ma w stopce cytat z niego). O tych rodzicach z NY i tej bandzie tatusiów z Central Parku;)

    Coś miałam na finał, ale zapomniałam co;)

    I jeszcze serdeczne pozdrowienia dla panizalewskiej.

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • panizalewska 26.02.16, 10:25
    Ojej senkju! I wzajemnie :)

    A w ogóle to bardzo fajny jest film "Sex after kids". Ja rżałam przez łzy goryczy ;)
  • danaide 26.02.16, 13:09
    Nie znam, poszukam;) Coś w stylu: facet wychodzi o 21szej na papierosa i słucha jak się bzyka sąsiadka, a potem wraca i z wyrzutem patrzy na matkę swojego dziecka, która skrobie w kuchni garnki, przypalone przez niego podczas szykowania kolacji, jednego z jego nielicznych obowiązków?

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • panizalewska 26.02.16, 21:17
    Nieee :D Pamiętam tylko ogólne wrażenie, że pieruńsko śmieszne, a takie prawdziwe :P
    Generalnie problemy par wszelakiego typu i kombinowanie jak koń pod górkę ;)
  • ola_dom 26.02.16, 10:31
    danaide napisała:

    > 2) Nie znoszę Cię dzieciaczku? Boże, patologia, odebrać prawa itd...

    Nie widzisz różnicy między "ty skretyniały owocu itd."?
    "Nie znoszę cię kretynko" brzmi naprawdę tak samo, jak w wersji z dzieciaczkiem?

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • danaide 26.02.16, 13:03
    A gdzie ja to powiedziałam?
    Wszystkie teksty rzucane przez męża manii: i te bardziej literackie, o lędźwiach i te prostsze, o dzieciaczku - są wg mnie wyrazem nieumiejętności wyrażania własnych uczuć/emocji w sposób nieagresywny. Komunikat NVC zawiera przede wszystkim: zaimek ja + czuję/myślę/jestem + emocję + ewentualny rzeczowy, obiektywny opis sytuacji. Zatem "nie znoszę Cię dzieciaczku" zamieniam na "Nie znoszę wiercenia przy zmianie pieluszki. Boję się, że mi spadniesz!". Tekst nieco kulawy, ale za to ile emocji do zidentyfikowania i wyrażenia!

    Dodatkowo mam wrażenie, że ten mąż to raczej z tych wykształconych, oczytanych, obytych (tekst o lędźwiach), w którego domu rodzinnym wybuchanie nie uchodziło, natomiast emocje komunikowało się takim właśnie "kulturalnym", żmijowatym sykaniem.

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • mania_007 26.02.16, 16:02
    Bardzo dużo mądrych i trafnych rzeczy piszecie. Chciałabym odpisać na wszystko, niestety brak czasu, ale spróbuję się tutaj odnieść do większości komentarzy.

    Rzeczywiście możecie mieć rację z tym narcyzem. Nazwałam go egoistą (bo zawsze wyżera mi ostatnią schowaną na czarną godzinę czekoladę :P), ale bardziej trafne jest to, że jemu właśnie się wydaje, że wszytko się kręci wokół niego. Wszystko bierze bardzo do siebie, uważa, że wszystko co ktoś robi ma jakiś (nie zawsze bezpośredni) związek z nim. A do tego przecież on jest jedyny w swoim rodzaju i nikt nigdy nie przeżył tego co on - może i moje życie też się zmieniło "po dziecku", ale ja mam łatwiej, bo NA PEWNO nie wiem co on czuje.
    No i kolejne trafne spostrzeżenie (też się wpisuje w teorię o narcyzmie) - nie postrzega ludzi jako osoby. Nawet o córce często mówi per "zwierzątko. Nawet urocze, ale takie zwierzątko".

    No i definicja miłości. Temat rzeka. Pamiętam jak z nim rozmawiałam właśnie na temat jego uczuć do córki (jakiś czas temu), to powiedział, że do niego miłość to wspólne dawanie sobie czegoś (oczywiście może to być np dawanie sobie miło spędzonego czasu), a córka nic mu nie daje. Oczywiście nie mógł zrozumieć, że się z nim nie zgadzam i na moje pytanie dlaczego ja kocham swojego brata, z którym ciągle się kłócę i na niego narzekam, powiedział, że jestem jakaś dziwna i nie mogę go kochać.

    No i to, co leży u podstawy całego problemu: Jego relacje z rodzicami. Są rozwiedzeni, ale mniejsza o to. Z obojgiem rozmawia właśnie głównie o pogodzie, czasem o podróżach. Nie mówi "mamo, tato", tylko zawsze używa formy bezosobowej (czasem jego gimnastyka słowna, żeby uniknąć tego zaimka strasznie mnie bawi). Absolutnie nie może się przyznać przed matką nawet do drobnych rzeczy odnośnie jakichkolwiek uczuć (od tych małych, że mu się nie chce iść na imieniny do ciotki, po te duże, że nic nie czuje do córki), bo zawsze słyszy, że "ale to mnie nic nie interesuje i nie chce o tym słuchać". Wszystko od zawsze zamiatane pod dywan. Bardzo się dziwił jak się poznaliśmy, że zdarza mi się jeszcze w tym wieku przytulić do mojej mamy. On ponoć z tego wyrósł w wieku 2 lat. Ale to wszystko to są tylko liche przykłady tego, co pisałam wcześniej - z rodzicami nie rozmawia o niczym, a presja ze strony matki jest duża. A. No i jeszcze teściowa jest teraz na zabój zakochana we wnuczce. Wg mnie w pewien sposób "nadrabia" brak czułości wobec syna. Może on też jest o to zazdrosny?

    Co do tych jego tekstów w kierunku dziecka, to rzuca je tak raczej żartobliwie i czułym tonem. I odwrotnie - w chwilach złości mówi do niej zdrobnieniami, ale takim tonem, że ja się z tego śmieje, że "bawi się w ojca".

    Nie wiem co jeszcze mogę napisać, żeby rozjaśnić sytuację... Naprawdę mądre z was dziewczyny. Ale pytanie moje teraz jest takie: Czy ja coś mogę z tym zrobić? Bo rozgryzienie go, to jedno, ale co dalej? Wysłać go na siłę do psychologa? Ale czy jeśli on jest tak negatywnie nastawiony, to czy to coś da? A jak ja mam się do niego odnosić? Nie komentować i czekać?
  • zuzi.1 26.02.16, 16:21
    Na początek iść z nim do psychologa razem, poopowiadać każde o swoich problemach w związku itd. i liczyć na to, ze może psycholog np. każdemu z Was po tej wspólnej terapii zaproponuje terapie indywidualne. A każdemu z Was po to, aby on nie czul sie negatywnie wyróżniony terapia ind.
  • zuzi.1 26.02.16, 16:26
    A odnosić sie do niego jak NIE do jajka, tylko jak do dorosłego faceta i stawiać wymagania, gdy widzisz, ze przegina. I nie akceptować wszystkiego jak leci, tylko stać sie b. krytyczna i poglebiac swoja dojrzałość, przy okazji ucząc i jego dojrzałych zachowań. A napisz jakie Ty sama miałaś relacje z rodzicami i dzieciństwo?
  • danaide 26.02.16, 18:39
    Na pewno wkrótce poczuje się wyróżniony pozytywnie. Mania wkręci się w terapię, a on przerwie, po czym stwierdzi, że problem nie dotyczy jego, bo przecież to ona chodzi na terapię!;)

    Nie wiem jaka jest pozycja przetargowa żon i co wolno im wymusić na mężach, ale miewam do czynienia z egzemplarzami negatywnie nastawionymi do terapii i wiem, że przecież wołami nikogo tam się nie zaciągnie. A skoro nie można być lwem trzeba być lisem.

    Poleciłam Ci listę trzech książek. Każda dotknie problemu, choć nie każdą napisał psycholog. Pierwszą podrzuć/czytaj fragmenty/czytajcie wspólnie jako książkę o "wychowaniu dziecka", drugą jako książkę o "małżeństwie", a Knaugarda to teraz się czyta i tyle, moda, obycie, ą, ę i tak dalej. Film wrzucasz w DVD - zresztą facetowi przydałaby się grupa wsparcia ze strony innych, sformatowanych już ojców. Możesz zapisać Was na "kursy dla rodziców", jeśli są takie w Waszym mieście, niby to o dzieciach, wychowaniu, komunikacji, ale przecież od psychologii aż furczy. Możesz podrzucać mu artykuły prasowe. Możesz dać mu do przeczytania ten wątek;)
    W życiu codziennym - tak jak mówi Zuzi - stawiasz granice. I uczysz go ich stawiać, bo wkrótce trzeba będzie stawiać je dziecku. Więcej u Juula;)
    Urodzenie dziecka wprowadza Was ponownie do Waszych domów rodzinnych, ponieważ stajecie się rodzicami, a wzorem rodzicielstwa jest dla Was ten, który wynieśliście z domu. Nawet jeśli dotąd jakoś się uzupełnialiście, tu możecie zacząć się rozjeżdżać. I miejcie oboje tego świadomość.

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • berber_rock 26.02.16, 16:47
    Z obojgiem rozmawia właśnie głównie o pogodzie, czasem o podróżach. Nie mówi "mamo, tato", tylko zawsze używa formy bezosobowej (czasem jego gimnastyka słowna, żeby uniknąć tego zaimka strasznie mnie bawi). Absolutnie nie może się przyznać przed matką nawet do drobnych rzeczy odnośnie jakichkolwiek uczuć (od tych małych, że mu się nie chce iść na imieniny do ciotki, po te duże, że nic nie czuje do córki), bo zawsze słyszy, że "ale to mnie nic nie interesuje i nie chce o tym słuchać".

    > No wypisz wymaluj moi rodzice.
    > To mam jeszcze takie pytanie: a czy on sobie zdaje sprawe jak bardzo toksyczni sa jego rodzice i jaki to mialo wplyw na jego obecne relacje z otoczeniem? Rozgryzl to kiedys? Bo jak piszesz, ze zdziwilo go to przytulanie, to moze jednak nie tylko zdziwilo, ale tez jakos dalo do myslenia? jakies wnioski z tego wyciagnal.

    > Pytam o to, bo dla mnie uswiadomienie sobie tego, to byl moment przelomowy. Od tej pory zmienilam wlasciwie wszystko:
    - moim rodzicow zaczelam stawiac wyrazne granice
    - i postanowilam ze nie powiele tego schematu na swoich dzieciach.
    > On poki co powiela ...
  • basiastel 26.02.16, 17:49
    Kup mężowi książkę "Dobra miłość". Tam są fajne rady, jak w sposób, że tak powiem wyrachowany, okazywać dziecku czułość np. nawet gdy się jej nie odczuwa. To ważne, bo nakręca dobre emocje i taka czule potraktowana maleńka córeczka, zacznie dawać mnóstwo czułości i miłości ojcu - wpadnie jak śliwka w kompot.
    Ja sposób wypróbowałam na mojej, bodajże 3 -letniej córci. Stanęłam kiedyś w drzwiach jej pokoju i tylko popatrzyłam na nią z czułością. Powiedziała: mamusiu, ty mnie kochasz. Zapytałam, dlaczego tak myśli, a ona odpowiedziała : bo tak na mnie patrzysz. To działa.
  • danaide 26.02.16, 18:14
    Zmroziło mnie. Czy tylko mnie?
    Sama, kiedy miałam gorszy okres wymyśliłam sobie, że muszę córeczce powtarzać, że ją kocham. Na dłuższą metę pomogło. Ale czy to jest rozwiązanie problemu?

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • basiastel 26.02.16, 20:15
    A czy Ty nie zdajesz sobie sprawy, że budowanie więzi z dzieckiem trwa i wymaga świadomych działań?
    Nie każdego rodzica ogarnia fala wielkiej miłości do dziecka wraz z jego urodzeniem.
    Facet jest wprawdzie niedojrzały i nie rozumie, że może stworzyć niepowtarzalną więź z córeczką i czerpać z niej wiele, ale jest szansa, że tak się stanie - o ile nie będzie ustawicznie monitorowany.
  • danaide 27.02.16, 00:36
    Z tego zdaję sobie sprawę. Nie jestem jednak pewna jakich - w sensie, które są te "dobre", a które "złe". Poniżej paris napisała jednak o podwójnym wiązaniu w wypadku wskazanej przez Ciebie pozycji i już wiem, dlaczego mnie zmroziło. Bo mi to zaserwowano w dzieciństwie i sama boję sie powtórki z rozrywki. Jeśli czegoś nie wyssałaś/eś z mlekiem matki to potem jest trudniej - jeżyka można się nauczyć, ale native speaker to jednak native speaker.

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • danaide 27.02.16, 00:37
    Miało być języka. Nawet sympatycznie wyszło;)

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • basiastel 27.02.16, 07:21
    O podwójnym wiązaniu możemy mówić, gdy ktoś wysyła sprzeczne sygnały równocześnie. W normalnym życiu jest miejsce na czułość, złość i inne uczucia, a relacje z kimkolwiek to nie jest tylko słodki deserek. W fakcie, że człowiek wysyła do dziecka, czy dorosłego świadome sygnały miłości nie ma niczego złego. Sama to stosuję z bardzo dobrym skutkiem.
    Opis autorki nie jest jednoznaczny i raczej wycofujący.
  • basiastel 27.02.16, 08:30
    Jeszcze jedno przyszło mi do głowy, choć bez bezpośredniego związku z tematem.
    Kiedyś zostałam ostro przez forumowe towarzystwo zdiagnozowana jako osoba zaburzona ze względu na dziedzictwo rodzinne ( wątek Adama, który chciał od rodziców zadośćuczynienia finansowego za zaniedbania w dzieciństwie ). W moim odczuciu, chęć odwetu, za jaką się opowiadałyście, jednoznacznie świadczy o traumie rodzinnej.
    Prawie z każdym wątkiem odkrywam też, że Wy - Panie, z pełnych rodzin przeżyłyście w tych rodzinach większą patologię od mojej.
  • panizalewska 27.02.16, 08:43
    Ano możliwe ;) Ja tam się nie upieram, różne są modele i w każdym, statystycznie rzecz biorąc, może być patologia.
    A tego wątku z odwetem nie kojarzę, przybliżysz pokrótce? Odwety i zadośćuczynienia są bez sensu, tylko konsekwencje i zapobieganie tym samym błędom na przyszłość ma jakiś sens, tak mi się wydaje.
  • danaide 27.02.16, 14:10
    Ja też się nie upieram i nawet nie kryję. Problemem jest jak nie powielić wzorca.

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • panizalewska 26.02.16, 21:25
    Kurczę, ja w zasadzie nie pamiętam, kiedy sama z siebie powiedziałam mojej córce, że ją lubię, czy kocham. Ona mówi to pierwsza i ja odpowiadam "ja Ciebie też", chociaż to trochę naciągane :P Jakaś nie teges jestem :/
  • bergamotka77 27.02.16, 01:40
    strasznie jestescie ubogie w instynkt macierzynski panizalewska i berber rock. Ja akurat nie rozumiem takiej postawy i nie akceptowalabym u mojego partnera. Wierze w powiedzenie ze gdy mezczyzna kocha kobiete, kocha i ich wspolne dzieci.

    --
    "Moze kogos zainteresuje historia kobiety, ktora zostala matka jako dziecko a w momencie kiedy powinna ta matka zostac, zostanie babcia. Ku przestrodze oczywiscie!" asmarabis o mnie :)
  • panizalewska 27.02.16, 08:28
    No, cóż poradzę, taki typ. Ja jak faceci - jak wynoszę śmieci, to znaczy, że kocham. Różne są typy ludzi, matek, kochanek itp. Ja mam odruch wymiotny na te wszystkie romantyczne wyznania, dzieci rozczulają mnie tylko czasem. Co nie znaczy, że nie KOCHAM swoich dzieci. Nie rozpływam się nad każdym pierdnięciem czy bazgrołem. Może jestem narcyzem, kto wie?
  • verdana 27.02.16, 12:27
    Też w życiu nie powiedziałam dziecku, ze je kocham. One mnie też nie. Nie znoszę tego typu deklaracji, uwazam, że powtarzane ciągle sprowadzają sie do zdawkowego "dziękuje", "do widzenia", i przestają znaczyć cokolwiek. Jednak ani moje dzieci nie mają wątpliwości,z ę są kochane, ani ja nie mam wątpliwości, ze one kochają mnie. Jeśli ktoś czuje potrzebę deklaracji - OK, nie ma w tym nic złego. Ale nie róbmy z życia domowego teatru. Bycie w miarę naturalnym jest optymalne. Mówienie "na siłę" , "Kocham cię", jako element wychowawczy - nie, absolutnie nie.
  • danaide 27.02.16, 14:27
    Pisałam już o tym kiedyś, ale wrzucę i do tej szufladki - jako dziecko molestowałam matkę pytaniami o to czy mnie kocha i kogo, siostrę czy mnie, bardziej. Kończyłam z: "nudzisz", "jamochłon", "kocham was jednakowo". Nie pytałam nigdy ojca, nie miałam też potrzeby wyznań ze strony facetów. Choć zdarzali się tacy deklaratywni. W tym - ojciec mojego dziecka. Do dziś łatwo przychodzi mu wyznanie miłości wobec dziecka, ale od roboty jestem ja.
    W moim przypadku nie chodziło o element wychowawczy. Chyba zapodałam sobie w trudnym okresie coś na kształt NLP;) I tak - w pewnym aspekcie pomogło - mi.
    Moja córka też jest niesłychanie deklaratywna. Dodatkowo, skoro już piszemy o narcyzach i instynktach macierzyńskich, bardzo lepiąca się. I teraz - jeśli ona jest w swoich deklaracjach i przytulankach na poziomie 8-9/10, a ja na poziomie 2-3/10 to czy to o mnie źle świadczy, że nie może mi wzrosnąć do 5/10? Może jak jej spadnie to mi wzrośnie?
    Ale pytania też zadaje. Często. Parę tygodni temu nie wytrzymałam. Kocha nie kocha. Robię to, robię tamto, robię siamto i w dodatku robię sama. Nie wiem czy to jest miłość, w domu rodzinnym też nie otrzymałam innej, próbuję modyfikować to dostałam z domu (bez "jamochłonów", bez "przynudzasz", więcej wspólnego czasu 1-1 niż w moim rodzinnym domu), ale jeśli ona dalej ma wątpliwości to co mogę zrobić?
    Przystopowała z pytaniami. Nadal deklaruje.

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • zuzi.1 27.02.16, 14:49
    A czy tego okazywania bliskości i ciepla nie możesz siw Danaide od córki troche nauczyć, wiedząc, ze ona tego potrzebuje a Ty sama nie dostałaś tego zbyt wiele w swojej rodziny. Czy taka bliskość okazywana boli czy sie jej boisz? Nauczyć można sie wszystkiego, kwestia woli.
  • danaide 27.02.16, 17:03
    Skonsultowałam się z naocznym świadkiem:
    - Przytulasz ją... Łaskoczesz... Krzyczysz: "Zabierz ten łokieć z moich żeber!"... Mogłabyś ją jeszcze przygnieść.
    - Przygniatam. Bardzo to lubi!
    Howgh!

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • pade 27.02.16, 16:36
    A zapytaj ją po czym poznaje, że ktoś kogoś kocha?

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • milka_milka 02.03.16, 21:09
    Bardzo mi żal Twoich dzieci i Ciebie. Jesteście wszyscy ubożsi o bardzo wiele. "Kocham cię" nie jest elementem wychowawczym, lecz stwierdzenie faktu, Jest prawdą i tyle. Można absolutnie nieteatralnie i naturalnie powiedzieć dziecku "kocham cię".

    --
    Tylko ci, co robią powoli to, co inni robią w pośpiechu, są w stanie zrobić prędko to, co inni muszą robić powoli.
  • 43-latka 02.03.16, 21:25

    > Bardzo mi żal Twoich dzieci i Ciebie.

    A tak konkretnie, kogo Ci żal? Bo chyba nie mnie?
  • 43-latka 02.03.16, 22:10
    Ułożyłam wypowiedzi w formie drzewka i zrozumiałam, o co chodzi.
  • zuzi.1 27.02.16, 14:24
    No ale z jakiegoś powodu sie panizalewska na trójkę dzieci zdecydowalas?
  • danaide 27.02.16, 13:57
    A ja, a ja?!
    Ja to w ogóle uwielbiam, gdy poziom mojego instynktu macierzyńskiego oceniają:
    a) rozwiedzeni faceci, którymi dziećmi zajmują się matki tych dzieci tudzież matki tych facetów;
    b) nierozwiedzone kobiety, obstawione często gęsto zwartą i gotową na wszytko ekipą domową i pozadomową.
    I jednocześnie prosiłabym o rozwiązanie równania z nie wiadomo dla mnie ilu niewiadomymi: skoro mężczyzna nie kocha kobiety, to czy kocha ich wspólne dziecko zważywszy, że tydzień w tydzień je o tym zapewnia werbalnie?
    Zdaje się, że mnożę offtopy w tym wątku, przepraszam mania, ale mam nadzieję, że jakoś się rewanżuję opowieściami.

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • panizalewska 27.02.16, 15:30
    Danaide, wiadomo, jesteśmy przegrane zimne sucze ;)
    Zuzi (nie to miejsce w drzewku, pardon), decydowałam się na dwójkę, dla jasności ;) miał być odpoczynek 5 lat, ale nie wyszło. Więc i to biorę na klatę, trudno się mówi. Mego małża kocham, fajny chłopak jest, to i dzieci mogę z nim mieć. I nie "pomaga", tylko ma normalny udział w pielęgnowaniu i wychowaniu, a do tego nas utrzymuję, jak ja sobie na waciki i drożdżówkę zarabiam jeno. Więc z takim to mogę, bo wiem, że razem damy radę i dzieci prawdopodobnie nie będą miały zrytej psychy. Zawsze jakiś wypadek przy pracy może się zdarzyć, ale nie przewiduję takich grubych jazd, jak było u mnie w domu. A przynajmniej szybkie reakcje i korekty zachowania i działania, a nie samo biadolenie. Dlatego idę na terapię, bo mi pewnie pomoże parę rzeczy ustawić w naszym rodzicielstwie.

    Co do nauczenia się bliskości - no można, pewnie. Ja w chwilach, kiedy nie jestem totalnie padnięta, mocno wysilam mózgownicę, żeby ogarnąć to rozumowo i nauczyć się jaki rodzaj bliskości i w jakim stopniu najbardziej odpowiada moim dzieciom. Ale nie jest powiedziane, że automatycznie MUSZĘ wskakiwać na ich poziom bliskości. No nie przepadam za kotłowaniem się, tarmoszeniem, targaniem za ubrania i w ogóle za takimi fizyczno-siłowymi aktywnościami. No nie i już. Muszę? Chyba nie. Czasem to robię, ale przeważnie nie. Tarmosić się dzieci mogą ze sobą, z tatą. Ze mną polepią z modeliny, uwalają się farbami, na spacerach pokazuję i opowiadam im o różnych rzeczach, o których z kolei nie opowiada mąż, bo nie. Ze mną dzieciaki zawzięcie gotują, robimy razem różne rzeczy i to jest właśnie nasza bliskość. Każde z nas jest od czego innego i nie bardzo widzę potrzebę, żeby każdy rodzic przytulał tak samo / tyle samo, czy robił z dziećmi te same rzeczy
  • danaide 27.02.16, 17:18
    O to, to. Jakieś ciastka upiec (ja i kuchnia...), jakąś pracę ręczną, grę, układanie Lego (weź, podaj kilkaset klocków i ani jednego nie możesz wpiąć, bo Ty tu tylko podajesz;D). Kino, książka, kawa;)... podróż! Mało?

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • panizalewska 27.02.16, 20:21
    Ja z niecierpliwością czekam aż mi dzieciorstwo podrośnie do otwartego warsztatu. Bo ja u nas jestem narzędziowa. Wyrzynarki, wiertarki i szlifierki kątowe latajo ino wióry leco. Teraz muszę się oganiać, w kojcach zamykać i inne przykre rzeczy, ażeby rąk nie pourywało. A mnie się marzą wspólne robótki ręczne ;) A przytulanie, czy inne takie to ja mogę raz na czas jakiś
  • mania_007 26.02.16, 18:25
    Ja mam bardzo dobre relację z mamą. Ona wychowywała mnie w duchu rodzicielstwa bliskości, chociaż dopiero teraz ja jej pokazałam, że ktoś to nazwał i opisał. Z ojcem gorsze. Tzn może nawet nie tyle gorsze, o ile po prostu mniej. Zawsze mało był w domu, później rodzice się rozwiedli, ale nie przeżyłam tego jakoś bardzo, zrobili to raczej sprawnie.
    Mąż chyba nie widzi, że ma takie skopane relacje z rodzicami. Skomentował parę razy, że u mnie jest fajniej np na święta, bo u niego wszyscy siedzą pod krawatem, siedzą sztywno i gadają o pogodzie, a u mnie nawet można guzik rozpiąć jak się człowiek obeżre jak świnia, no i w jengę zagramy. Ale wniosków z tego raczej nie wyciągnął. Jak parę razy powiedziałam, że jego mama jest zimna, to był obrażony na mnie.
    Książkę kupię mu jedną, bo powiedział, że poradników nie znosi, ale jeden może przeczytać. Chyba dam mu coś juula.
    Jutro z nim pogadam jeszcze raz, powołam się na parę teorii z tego forum i spróbuję namówić na psychologa. dam znać jak poszło!
  • zuzi.1 27.02.16, 00:11
    No bo takie narcystyczne mądrale nie znoszą krytyki, dostają po niej białej gorączki a wściekłość narcystyczna ich zalewa. Nie lubią dostawać rad z uwagi na rozbuchane ego, wiec co taki głupi psycholog będzie im jakies farmazony opowiadal :-)
  • 43-latka 26.02.16, 11:52
    > . Może za dużo bym chciała?

    Myślę, że tak.
    Może zdenerwuję cię tym stwierdzeniem, ale ja nie widzę problemu. Piszesz:
    >my się nadal kocham
    > y i potrafimy ze sobą rozmawiać, Ojcem je
    > st poprawnym. Przewinie, zrobi kaszkę, pobawi się,

    mania_007, żyć i nie umierać. Masz super faceta. Trochę tylko musisz go zrozumieć. On jest po prostu zazdrosny o twoje uczucia i czas, który poświęcasz córeczce, a nie jemu jak do tej pory. Miej to na uwadze i trochę go dopieść. Bo wiesz, przyjdzie czas, gdy role odwrócą się. Jak córeczka zacznie mówić, to sobie tak tatusia zbajeruje, że ty pójdziesz w odstawkę. I wtedy Ty poczujesz się tak, jak on teraz.



  • ola_dom 26.02.16, 12:03
    43-latka napisała:

    > Jak córeczka zacznie mówić, to sobie tak tatusia zbajeruje, że ty pójdziesz w odstawkę. I wtedy

    Uwielbiam, uwielbiam normalnie nad życie ten rozkoszny stereotyp, jak to córunia tatunia zostaje jego księżniczką. Zawsze i bez wyjątku.
    Ja każdej córce życzę, żeby zbajerowała tatusia i była ową księżniczką. Bardzo życzę. Bo aż za dobrze wiem, jak się nią nie jest. I jak tatuś wprawdzie chętnie córce objaśnia świat i prowadzi z nią uczone rozmowy (jak już dziecko się komunikuje, a stara się bardzo dorosnąć, by dostąpić zaszczytu bycia zauważoną), ale najlepiej, jakby chodziła w dresach i nosiła krótkie włosy z grzywką do połowy czoła - bo przecież tak jest wygodniej i zdrowiej, bo do oczu nie wchodzą. W końcu tatuś sam tak nosi, więc tak jest najlepiej.
    I niedajboże nic od tatusia nie chciała, tatuś jest dla córki wtedy, kiedy jemu akurat tak wypadnie, że się zachce. Nie za często, wiadomo, są w życiu ważniejsze i ciekawsze sprawy od jakiejś tam córki.
    "Księżniczka tatusia", taa....:D

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • paris-texas-warsaw 26.02.16, 12:48
    Tak, stereotyp goni stereotyp.

    Jeszcze w duchu narcyzmu. Osoby narcystyczne nie postrzegają ludzi do końca osobowo. To są jakby rywale. Stąd te tendencje rywalizacyjne. Poczytaj o "narcissistic supply" i zazdrości tych osób. Dojrzała osoba nie kieruje złości na dziecko jak mu w życiu coś nie idzie, nie jest też o dziecko zazdrosna. Ja ten proces widziałam równolegle, gdy urodziło się i trochę podrosło moje dziecko (nie znałam wtedy narcyzmu, więc nie umiałam tego w takie ramy ubrać) - moja matka była zazdrosna o moją córkę, ja musiałam rozsądzać jakieś "spory", inaczej to przebiegało u teściowej - nie ma żądnych problemów zazdrości, rywalizacji, etc. Czym innym jest zmęczenie, czy żartobliwe wspominanie "byliśmy wolni". Wyobrażasz sobie opiekunkę tak traktującą dziecko - powierzyłabyś jej dziecko? A opiekunka z zasady jest nieco gorszą opieką niż własny rodzic.

    Co do Berber-rock - tak, może to młodsze dziecko nie ma teraz problemów, ale właśnie o tym, które Ci kiedyś przeszkadzało straszym kiedyś na ematce chyba założyłaś wątek - ma chyba poważne problemy z relacjami z rówieśnikami, jest odrzucane, etc. Nie pozwól Maniu na rozkręcenie się tego scenariusza własnemu dziecku. Niemowlaki mają generalnie masę cech, które na zdrową osobę działają łagodząco - stąd te zachwyty, etc. Tak to już biologia zrobiła. Czuć złość, zazdrość, czy o coś obwiniać malutkie dziecko jest jakimś ostrym skrzywieniem.
  • ola_dom 26.02.16, 12:59
    paris-texas-warsaw napisała:

    > Jeszcze w duchu narcyzmu. Osoby narcystyczne nie postrzegają ludzi do końca osobowo.

    O tym właśnie myślałam po komentarzu, że "czy ona nie może?". Jakaś "ona", jakieś "coś". Nieznośne i dręczące. Nie osoba.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • 43-latka 26.02.16, 12:59
    Poprzedniego maila napisałam po przeczytaniu TYLKO twojej pierwszej wypowiedzi, więc na podstawie tych informacji utworzyłam sobie prawie wzorowy obraz rodziny. Dojrzali ludzie, znają się dobrze, zdążyli się wyszumieć, kochają się, potrafią ze sobą rozmawiać, decydują się na dziecko, no i teraz jest też prawie dobrze, w każdym bądź razie normalnie, więc będzie stereotypowo - z czasem tatuś oszaleje na punkcie córki. Nie jest to wykluczone, ale....
    Przeczytałam pozostałe twoje wypowiedzi i zmieniłam zdanie. Jest problem! Dobrze, że nie zamiatasz tego problemu pod dywan.
    Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam? Obawiasz się, że mąż(partner) powieli zachowanie swoich rodziców i będzie wobec córki oziębły uczuciowo i nadmiernie wymagający? Dlatego jesteś taka czujna i może trochę przewrażliwiona.
    Trudno coś radzić, chyba dałaś za mało informacji na temat stosunków panujących w domu rodzinnym męża, zwłaszcza w jego dzieciństwie.
  • paris-texas-warsaw 26.02.16, 22:36
    Mania, to o dziecku, które nic nie daje i bracie, którego nie miałabyś kochać, to jest straszne:(
    To właśnie jest w tym najgorsze, że to jest faktyczne postrzeganie świata, nie brak jakichs konkretnych umiejętności - coś, co warsztaty dla rodziców.
    Nie radziłabym iść w takim wypadku drogą Basiastel - w takim wypadku mówienie czegokolwiek przez taką osobę, to jak podwójne wiązanie - lepiej nie mówić o uczuciach, których nie ma.
    To co piszesz o krytyce, to podstawa.
    Polecam "Narcyzm" Neville Symington (pisałam w wakacje, ale teraz widzę, że moja terapia poszła do przodu, to zarz inaczej rozumiem tę książkę, a przeczuwałam, że jest niesamowita, chociaż połowy nie łapałam;)). Dużo o teorii self - o obiektach wewnątrz psychiki, z którymi czlowiek się łączy i jakby poprzez nie odbiera świat - jesli są złe - to świat jest wrogi etc. Tam właśnie Autor pisze, że z narcyzmem jest bardzo ciężko - wydawałoby się, że terapia to coś, co człowieka wystawia na krytykę i się z nią jakoś "otrzaskuje", samo pojawienie się na terapii pokazuje, że nie jest się tak "wielkim" jakby się chciało. Z narcyzmem to taki bardzo trudny do przerobienia temat. Ich to jakby unicestwia (?). Normalna osoba przyjmuje krytykę (zauważ, że skrytykowanej córki i matki, na które sam narzeka, do osób krytykujacych broni - tak było tez w tym artykule o mężu-narcyzie), albo nie, może polemizować, u narcyza włącza się wściekłość, nienawiść, walka o "istnienie". Symington pisze też o czymś jak "brak siły charakteru" (bardzo bliskie sformułowanie Vilez) i pustce. To jest naprawdę baaaardzo smutny objaw i jest to przez to trudne do leczenia w toku terapii.
    Ciekawa jestem, czy mąż przy takim postrzeganiu osób i związków międzyludzkich ma jakichs bliskich przyjaciół, dalszych krewnych, jak kształtuje związki w pracy. Czy tylko Ty jesteś jego bliską osobą?

    A propos tych faz ojca narcystycznego i "autoerotyzmowi". Symoington tez o tym pisze. Poprostu, ktoś, kto postrzega ludzi jak nie-do-końca-ludzi, tak samo bedzie wchodził w relacje seksualne, bo to przeciez bardzo bliska relacja. Obiekty seksualne mogą jakoś służyć, a nie być takimi pełnoprawnymi obiektami. Goraco polecam książkę, żeby Yoma nie śmiała się, że to tylko te www i Zuzi w to wierzy, bo nie ma w co;)))

    Dlatego nie ma co oceniać tego w kategoriach moralnych za bardzo. Jeśli mąż zdecydowałby się na terapię, to jego motywacja jest kluczowa - zresztą widzieć cel terapii i w niej trwać i coś w sobie zmieniać, gdy to ludzie są źli - nie jest łatwo. Gdzieś czytałam, że dla takich osób tez dobra jest terapia grupowa czasem, bo wielu psychoterapeutów jest narcystycznych, a to w zasadzie uniemożliwia skuteczną terapię takich zaburzeń.
  • paris-texas-warsaw 26.02.16, 22:42
    Jeszcze jedno - Zuzi kiedyś pisała, że osoby narcystyczne nie chca dotykać niemowląt, etc. To jakby koresponduje z tymi "fazami ojca narcystycznego'. Nie wiem, czy chodzi o to, że uruchamia się zazdrość o takie "obiekty", obawa o "supply", czy jest jakaś inna jeszcze przyczyna, ale to już drugie miejsce, gdzie o tym czytam.
  • zuzi.1 26.02.16, 23:47
    Obawa, ze cos z siebie trzeba będzie dać np. potrzymać, pobawić sie albo nie daj boże jeszcze przebrać, a takie osoby lubią tylko brać od innych, a nie dawać cos z siebie. Dlatego wola do dziecka sie nawet nie zbliżać, obserwują je z dalszej odległości. Nie lubią śmiechu dzieci i ich zabaw, taka ekspresja emocji ich drażni.
  • zuzi.1 26.02.16, 23:59
    Nie ma brania na kolana czy przytulania sie, nie ma budowania bliskości w relacji z dzieckiem. Chyba, ze dziecko jest golden Child, to wtedy jest nieco inaczej, ale tez na zimna rybę raczej :-) bez bliskości czy ciepla. Kontakty z drugim człowiekiem dla takiej osoby nie są w ogóle interesujące, stad czesto brak znajomych, przyjaciol etc. A na starość samotność z mężem przed tv, bo bliskich znajomych brak. Nie ma potrzeby posiadania znajomych, relacja głównie ze wspolmalzonkiem.
  • panizalewska 27.02.16, 08:40
    O matko, to ja trochę tak mam :P Tzn cudzych niemowlaków się boję i nie biorę na ręce. Z moim własnym siostrzeńcem mam kontakt taki sobie. Ma ze 2,5 roku, ale nie gada, jest spokojny i nie tak otwarty, czy wręcz ekspansywny jak moje dzieci i jakoś tak nie łapię z nim kontaktu, mało go przytulam, czy coś.

    A co do tego:

    A propos tych faz ojca narcystycznego i "autoerotyzmowi". Symoington tez o tym pisze. Poprostu, ktoś, kto postrzega ludzi jak nie-do-końca-ludzi, tak samo bedzie wchodził w relacje seksualne, bo to przeciez bardzo bliska relacja. Obiekty seksualne mogą jakoś służyć, a nie być takimi pełnoprawnymi obiektami. Goraco polecam książkę, żeby Yoma nie śmiała się, że to tylko te www i Zuzi w to wierzy, bo nie ma w co;)))

    To ja się całkowicie zgodzę. Nie wiem czemu matka obdarzyła mnie paroma opisami z pożycia z ojcem. To już samo w sobie jest chore, ale dobra. Enyłej z jej relacji wynikało, że mężulek grubo zaburzony też w "normalnej" relacji z dorosłą kobietą. Że zawsze i wszędzie by mógł i albo po mojemu albo wcale i nie znosił sprzeciwu. A jak się raz o to kłócili w nocy, kiedy moja matka w końcu odmówiła buhajowi, to pół osiedla słyszało wściekłość starego, ze mną na czele. Relacja przedmiotowa, wykorzystująca li tylko do swojego zaspokojenia. I tak jest w każdej innej dziedzinie życia - żonka ugotuje, opierze, zakupy zrobi, zapłaci za telefon, podatki itp itd, a pan będzie siedział na dupie przed kompem i świecił w internetach, jaki to jest światły politycznie i stworzony do wyższych celów. No niedobrze się robi.
  • apersona 29.02.16, 19:18
    Psychopaci seksualizują relacje z córkami bo innych więzi nie znają. " Relacja przedmiotowa, wykorzystująca li tylko do swojego zaspokojenia. I tak jest w każdej innej dziedzinie" też by pasowało.
    Jeśli to ty pisałaś o ultimatum z roczną terapią, to psychopatii się nie da wyleczyć, jedynie w starszym wieku następuje samo z siebie pewne osłabienie jej agresywności według Hare'a.
  • panizalewska 29.02.16, 21:57
    No generalnie i tak mam przesrane. Ale ja nie do ojca pisałam o tej psychoterapii, tylko do matki. Ja wiem, że różnica może niewielka. Co do ojca to nie mam absolutnie żadnych złudzeń, żeby nie było wątpliwości. Jego jazdy nie zmieniły się odkąd pamiętam, jedyny sukces to taki, że pierze własne skarpety :P Szaleństwo na trybunach. Matce dałam szansę na przebudzenie i kontakty z wnukami, ale to jest tylko szansa, a nie radosne otwarcie ramion i pojednanie ach i och. Też była ofiarą grubej przemocy i ignorowania przez swoją matkę, więc mam do niej jakieś poczucie podobieństwa. Chociaż oczywiście wychodziła za mąż jako dorosła, jako dorosła urodziła dzieci i jakoś przed 40 usłyszała prawdę, więc miała czas i sposobność uporać się ze swoją ślepotą. Może brak wnuków podziała trzeźwiąco, nie wiadomo.

    Co ciekawe, moja siostra nie była "wybrana", tylko ja :P
  • danaide 27.02.16, 01:02
    > To właśnie jest w tym najgorsze, że to jest faktyczne postrzeganie świata, nie brak jakichs konkretnych umiejętności - coś, co warsztaty dla rodziców.

    Zdaje się, że brakuje "nie dadzą", ale zgadzam się - warsztaty dają określone umiejętności (np. komunikacji), choc nie zastąpią braku podstaw - odczuwania określonych emocji. Jednakże robią też coś jeszcze - mogą pokazać, że jest inna droga, uświadomić istniejący problem, pokazać, że są ludzie, którzy mają podobny problem i tacy, którzy zupełnie go nie mają. Są też jakąś konforntacją z modelami rodzin w jakich funkcjonujemy - w końcu ludzie z rodzin narcystycznych nie mieli wielu takich możliwości, już ich rodzice nie utrzymywali przesadnie wielu kontaktów, a te z bliższą i dalszą rodziną potrafili zrywać. Pamiętam takie warsztaty dla matek, gdzie pod lupę wzięto bliskie/ważne nam osoby w dzieciństwie, niekoniecznie z rodziny. Zaobserwowałam dziwną prawidłowość - te z matek, które wśród tych osób wymieniły przynajmniej jednego rodzica jednak były jakieś inne - w pozytywnym sensie tego słowa;). Jakby byoł w nich większe zaufanie do rzeczywistości, mniej konfrontacyjny sposób funkcjonowania.

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • mania_007 27.02.16, 09:57
    Rozmawialiśmy wczoraj i dupa... On ciągle nie widzi problemu w sobie, tylko w córce. Ja nawet byłam z siebie dumna, że tak mądrze mówiłam, a powołałam się na różne teorie z forum i te o narcyzach - ale wszystko jak groch o ścianę... Mąż twierdzi, że ma tylko jeden problem, który śpi w drugim pokoju. Ja mówię o tym, że on nie umie wyrażać emocji i sam nie wie co czuje, a on w kółko to samo, że jak teraz składał rower, to wkręcając każdą śrubkę myślał o tym, że i tak na nim nie pojeździ. W końcu nawet przyznał, że może rzeczywiście nie ma najlepszych kontaktów z rodzicami, ale to nie ma nic wspólnego. No i ogólnie takie gadanie nic nie wnoszące... Psychologa nadal odmawiał. Mówił, że żadna rozmowa nie jest w stanie zmienić myślenia, chyba, że zastosują metody jak "mechanicznej pomarańczy" albo "roku 1984". I w ogóle tak się pławił w tym swoim nieszczęściu, mówił że przecież nas nie zostawi, tylko do końca życia będzie wracał z pracy, której nie lubi do domu, którego nie lubi. I ja nie wiem, może on chciał, żebym ja go żałowała? Na razie ustaliliśmy, że musimy częściej gdzieś wychodzić bez dziecka, ale dla mnie to nie jest rozwiązanie, tylko takie leczenie objawowe...

    I kolejny strzał w 10 na forum: On bardzo nie lubi kontaktu fizycznego z dzieckiem. Jak go proszę, żeby się zajął córką, a ona marudzi, on za wszelką cenę próbuje ją zabawić nie dotykając jej. Jak mówię, żeby po prostu przytulił, to twierdzi, że nie lubi jej dotykać.

    A co do pytania jak wyglądają jego relacje z ludźmi: Tylko ze mną jest blisko. Zresztą parę lat mu zajęło otworzenie się przede mną... Kolegów owszem ma, ale tylko do pogadania o dupie Maryny. Bliskich relacji nigdy z nikim nie stworzył.

    Ja już trochę nie mam siły... Mam wystarczająco dużo problemów z dzieckiem, z psem, który chce je zjeść, w pracy (możliwe, że nie będę miała gdzie wracać po macierzyńskim), a on jeszcze taki nieszczęśliwy, bo na rowerze nie pojeździ... No ku...!
  • panizalewska 27.02.16, 10:27
    Słowem biedny miś. A nie dawał żadnych objawów przed ciążą? Bo takie łolabogowanie to się nie włącza z dnia na dzień. Dziecka szkoda, Ciebie też, bo letko nie masz. Bycie z takim nie rokującym i wypierającym panem wróży problemy emocjonalne dziecka w przyszłości, po prostu. Może idź sama po poradę do psychologa. Ale nie jak naprawić swojego biednego misia, bo on najwyraźniej tego nie chce i zapiera się rękami i nogami, bo TAK MU JEST DOBRZE, tylko jak Ty masz się wzmocnić psychicznie, żeby nie polegać na nim, nie wymagać, nie pieklić się, że faktycznie nie kocha itp, tylko jak TY masz to dobrze przeżyć. Może uda Ci się dojść do konstruktywnych wniosków co można zrobić w takiej sytuacji z SOBĄ i dzieckiem
  • zuzi.1 27.02.16, 12:04
    To bylo niestety do przewidzenia, poziom egocentryzmu wielkości gigant. Wspolczuje. Może rzeczywiście poszukaj dla siebie psychologa, najlepiej takiego, który z narcystycznymi pacjentami miał do czynienia i bedze wiedział z kim żyjesz w małżeństwie. Problem polega na tym, ze jezeli on nie przyjmuje nic co do niego mówisz, to oznacza, ze się nie zmieni, bo nie widzi powodów do tego. Co z kolei oznacza, ze problemy które aktualnie z nim masz nie będą miały konca.
  • danaide 27.02.16, 14:35
    Widzisz mania, masz dziecko i szybko dorastasz. On nie.
    Nie chcę Cię martwić, ale ojciec mojego dziecka też jest typem narcyza i odszedł gdy moja córka miała dokładnie 9 miesięcy. Zapytaj więc jaką kwotę zamierza przeznaczyć na alimenty dla dziecka i Ciebie i czy już znalazł sobie nowe mieszkanie czy jednak przejrzy nowinki technologiczne w temacie rowerów rodzinnych i jaką doczepkę względnie fotelik wybierze, żebyście wreszcie mogli wszyscy przejechać się rowerem. Bo czas dla niego też może mieć, tylko żeby nie skończyło się jak u mnie: facet pójdzie na basen i do pubu, a Tobie wolno wyskoczyć tylko raz w tygodniu - na terapię;)

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • panizalewska 27.02.16, 15:33
    facet pójdzie na basen i do pubu, a Tobie wolno wyskoczyć tylko raz w tygodniu - na terapię;)

    auć :P
  • danaide 27.02.16, 17:33
    No i wrócił raz z tego basenu i pubu o siedemnastej, w przeddzień naszego wyjazdu na wakacje do jego rodziców (3 tygodnie za granicą) i mówi: Teraz już możesz nas pakować!
    ;D

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • panizalewska 27.02.16, 20:25
    OJJ :D zabiłabym sanofabicza! Nie tylko śmiechem ale i tasakiem, który zawsze mam gdzieś pod ręką. Antyk, dostałam w prezencie, wożę na wszystkie wycieczki ;)
  • pade 27.02.16, 15:48
    A Ty nie możesz się wziąć pod boki i huknąć na niego, żeby się ogarnął?
    To, że on ma problemy i je wypiera, to norma, ale tak czy siak, ja bym nie mogła słuchać jak mi mąż narzeka, że dziecko mamy i on taki biedny, że na rowerze pojeździć nie może, wtf?
    Tupnij nogą i zabroń durnych tekstów do dziecka i użalania się nad sobą. Chyba, że Ty też będziesz mogła się żalić, jak to Ci źle z mężem, który dziecka nie chce i wiecznie marudzi.
    Trudno, czasu się nie cofnie. Dziecko jest, a on niech w końcu dorośnie i zastanowi się czy faktycznie jest mu tak źle.
    Mam wrażenie, że on Cię traktuje jak mamusię, która mu braciszka urodziła.

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • pade 27.02.16, 15:51
    I jeszcze jedno. Gdyby mi facet powiedział, że on do końca życia będzie wracał do domu, którego nie lubi, to bym mu drzwi pokazała. Może by się otrząsnął trochę z tego swojego nieszczęścia.

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • nammkha 27.02.16, 17:29
    Też bym nie zniosła takich chamskich tekstów. Jak by mi mąż powiedział, że nie lubi domu, do którego wraca i że nie lubi pracy do której chodzi, ale na terapię nie pójdzie bo mu nie pomogę to bym kopnęła takiego w d..pę... Po co Ci taki użalający się nad sobą mąż? Powinien chyba być dla Ciebie wsparciem, a nie pogrążać Ciebie?

    --
    „Ludzie idą do nieba nie za opanowanie i kontrolę nad swoimi żądzami, lub też za ich brak, lecz w nagrodę, że pracowali nad ich zrozumieniem” (William Blake, Wizja sądu ostatecznego).
  • danaide 27.02.16, 17:29
    Też to mną trzepnęło.
    A tak a propos "pożalowania". Kiedyś na jakimś... szkoleniu;) przerabiałyśmy Dziewczynkę z zapałkami. I okazało się, że bajka już na mnie działa. Już jej tak nie żałuję. Teraz jestem wkurzona, że siedziała i marzła, że nie była bardziej aktywna, że lepiej nie reklamowała zapałek, że czemu miała tylko zapałki, że czemu sobie nie rozpaliła ogniska... itpd. Pomijając drobny fakt, ze podobno w ówczesnej Danii dziewczynki z zapałkami były de facto prostytutkami, po prostu mam już dość ofiar - tych wokół - i tej w sobie.

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • panizalewska 27.02.16, 20:51
    Coś w tym jest. Ale dla mnie dziecko to dziecko. Jak mu się nie wpaja od małego, że może być aktywne, bronić się itp - to nic z tego nie będzie. Mam dwójkę maluchów - są tak różni pod tym względem, że zgroza. Młody w wieku roku z kawałkiem wykoncypował szuranie krzesłami w konkretnym kierunku, żeby się wspiąć i do czegoś wyżej dostać. Córa prawie 4 lata i jęęęęęęęk, że ona chce piiiiiiić, a ja nie moooogęęęęęęę. A silniejsza, krzesło bez problemu przystawia do zlewu, weźmie kubek, naleje sobie bez rozlewania. Ale sama na to nie wpadnie, a zachęcana do samodzielności, do prób, czasami mówię, żeby spróbowała coś zrobić inaczej, czasami podpowiadam, co konkretnie może zrobić. Ale każda nowa sytuacja tak ją właśnie rozwala - stoi i ryczy i chce pomocy, wyręczenia? a nie stara się rozwiązać problemu wedle swoich możliwości (problemy typu jak dosięgnąć, jak zdjąć, założyć jakieś ubranie), no trochę jak ta dziewczynka ze zapałkami :P
  • mania_007 27.02.16, 21:22
    Wreszcie chwila na odpisanie :)
    No muszę kiedyś huknąć na niego, póki co próbowałam po dobroci, bo niby tak można więcej ugrać, ale nie w tym przypadku. Ale poczekam na odpowiedni moment :)
    Ale wiecie co, to naprawdę jest dziwny przypadek. Dzisiaj znowu temat się nie pojawił (zachowania z jego domu: Zamiatanie wszystkiego pod dywan, a ja głupia też w to się bawię) i dzisiaj w sumie było ok. Tzn wczoraj skończyliśmy rozmowę na tym, że musimy trochę poczekać, przyjdzie wiosna, pojeździmy z przyczepką, nawet jeśli to mają być lipne krótkie wycieczki. No rzuca czasem te swoje głupie teksty (powiedziałam mu, że musi z tym skończyć, bo niedługo młoda zacznie rozumieć to uznał, że mam rację), ale generalnie jest dobry dla niej. Kupił jej dzisiaj kask rowerowy (oczywiście wręczając go musiał skomentować, że jak nie będzie chciała z nami jeździć, to pójdzie do okienka życia). Sam z własnej woli zaczął czytać o fotelikach samochodowych, bo ze starego już wyrasta, połaskotał trochę, powygłupiał się... W sumie to trochę wygląda tak, że on co innego mówi, a co innego robi. On jakoś tak lubi operować dużymi słowami. On nigdy nie jest trochę zły. On zawsze jest zrozpaczony. Nie jest zmęczony, tylko skrajnie wyczerpany. Może na tej samej zasadzie on oczekiwał jakichś fajerwerków jak się dziecko urodziło? Przecież na filmach to zawsze jest wzniosła muzyka i wszyscy szlochają jak kąpią dziecko, a w życiu to tylko woda się rozchlapie i dziecko wodą zachłyśnie. Tzn on w sumie nie jest głupi. Przecież wie, że życie to nie film. Ale mimo wszystko on tak lubi takie duże momenty...
    Póki co moje działania są takie (skomentujcie proszę czy wg was ok)
    - bezpośrednio tematu nie poruszam (chyba, że kiedyś się wku...ę i huknę), ale zaraz robię hurtowe zakupy w księgarni internetowej i podtykam mu różne artykuły i rozdziały. Kupuję właściwe wszystko co wymieniłyście wczesniej, oprócz tej powieści biograficznej :) szukam też tego filmu, ale niestety nie mogę zidentyfikować tytułu
    - czytam więcej o narcyzach i może coś tam znajdę
    - przestaję się z nim cackać jak z jajkiem. Dorosły jest, musi wziąć trochę krytyki na klatę.
    - musimy trochę więcej wychodzić gdzieś sami, a ja nie mogę wtedy się ciągle zastanawiać co teraz robi moje dziecko (bo teraz tak robię i wiem, że to mój błąd)
    - planuję pierwszy wyjazd z dzieckiem na święta. Z jego rodziną nie mam ochoty się spotykać, moja rodzina zrozumie. Jakieś propozycje miejsc blisko Łodzi?

    Póki co chyba tyle, nie mogę tak długo symulować sraczki :P
  • panizalewska 27.02.16, 21:41
    Wszystko fajnie. Ilość oraz jakość sarkazmu w stosunku do małego dziecka wywołuje jednak u mnie odruch wymiotny :P
  • pade 27.02.16, 21:43
    Dobry kierunek:)
    Z córką się cackaj bo malutka, nie z tatusiem. A jego wyolbrzymienia sprowadzaj do niższego poziomu, np. "Ale jestem skrajnie wyczerpany" - "Czyli zmęczony jesteś? Współczuję"

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • triss_merigold6 27.02.16, 21:44
    Histeryk. Weź nim potrząśnij, to obciach żeby facet tak się nad sobą wzruszał.
  • martishia7 28.02.16, 21:06
    Drama queen. A raczej king.
  • zuzi.1 27.02.16, 22:11
    Po tym oknie zycia to bym sie go spytała, czy mam go juz umawiać do psychiatry czy dac mu ostatnia szanse na poprawę. Co za ...
  • mania_007 27.02.16, 23:43
    Może ze mną też jest coś nie tak, ale mnie te teksty aż tak nie szokują. Tzn jasne: powiedziałam, że będzie musiał przystopować, ale wyeliminować się nie da, bo ja sama czasem mówię, że szukam dla młodej żłobka z internatem. Takie mamy czarne poczucie humoru :)
    A takie ludzkie odruchy też ma. Np stwierdził, że kiedyś w filmie / książce itp tylko zwierzątka były w stanie go wzruszyć, a historie z dziećmi na niego nie działały. A teraz mu się zmieniło i jak grał w jakąś grę, w której było słychać okropny płacz dziecka, to aż go zmroziło i musiał iść do młodej i pogłaskać ją trochę przez sen. Czyli jednak coś tam go rusza :)
    A wasze dygresje bardzo fajnie się czyta :) a ja mam jeszcze jeden problem, a jak już tak sobie gadamy to ciekawe co wy myślicie. Otóż kiedy wrócę do pracy (jeśli wrócę), to teściowa zdeklarowała się, że może zająć się wnuczką przez 3 dni w tygodniu. Na początku odmówiłam, bo nie chciałam, żeby mi dziecko w traumę wpuściła jak własnego syna, ale potem pomyślałam, że może jednak dla roczniaka lepsza jest babcia, a żłobek jednak trochę później? Powiedzmy koło półtora roku? Jeśli wrócę do pracy, to będzie to pełen etat + dojazdy, co daje jakieś 9hr x 5 dni w tyg. O teściowej już trochę pisałam. To kobieta o wysokim stanowisku, która też szefuje w domu i wywiera silną presję na najbliższych. Do tego ma maskę przyrośniętą do twarzy i oczywiście żadne emocje dla niej nie istnieją. Mimo wszystko jednak wnuczkę kocha i umyślnie krzywdy nie zrobi. Co myślicie?
  • 43-latka 28.02.16, 00:17
    Myślę, że powinnaś cieszyć się, że możesz zostawić dziecko pod opieką babci. Małej włos z głowy nie spadnie, a Ty będziesz mogła spokojnie pracować. W żłobku dzieci chorują, a to wiąże się ze zwolnieniami z pracy.
    Ponadto wychodzę z założenia, że dopóki dziecko nie potrafi naskarżyć, można je zostawić tylko z naprawdę zaufaną osobą, np. babcią.
    Ja z moją mamą odkąd pamiętam nie miałam dobrych stosunków, ale moja mama w roli babci sprawdzała się bez zastrzeżeń.
  • panizalewska 28.02.16, 11:22
    Tjaaa. Lepsza własna babcia, zaburzona od stóp do głów, niż jakaś normalna niania np? No nie, dla mnie nie. Jedno dziecko już zepsuła, permanentnie jak widać. I dalej robimy testy na organizmach żywych? Że może tym razem się uda? Ja już nie daję własnych dzieci pod opiekę takim osobom, starczy traum w rodzinie i powielania skrzywionych schematów w kolejnych pokoleniach :P
  • 43-latka 28.02.16, 12:31
    > Tjaaa. Lepsza własna babcia, zaburzona od stóp do głów,

    Nie przesadzaj. Gdyby była zaburzona od stóp do głów, to siedziałaby w wariatkowie.

    >Jedno dziecko już zepsuła, permanentnie jak widać
    > I dalej robimy testy na organizmach żywych? Że może tym razem się uda? J

    Masz na myśli męża Mani? Niby to on jest permanentnie zepsutym człowiekiem, takim na straty? Mania przez 9 tal była głucha i ślepa i chciała mieć dziecko z kimś kogo należałoby poddać praniu mózgu, bo jest totalnie zaburzony. Normalne kobiety nie mają dzieci z byle kim.

    Maniu twój mąż jest normalnym facetem. Tworzycie fajną parę, wiele was łączy (nawet czarny humor).
    I mężowi i tobie brakuje swobody i beztroski, tęsknicie za dawnym życiem, tym bardziej że znajomi jeszcze nie są dzieciaci.
    Teraz macie najgorszy okres, córka już coraz krócej śpi, jest coraz bardziej absorbująca ale pogadać z nią nie można. Nie martw się, z każdym miesiącem będzie coraz lepiej. Kochasz córkę ponad życie, ale to jest zrozumiałe, że narzekasz, bo siedzenie przez cały dzień z niemowlakiem do przyjemności nie należy. Masz z tego powodu wyrzuty sumienia? niepotrzebnie.

    Pamiętam naszą pierwszą wspólną wycieczkę rowerową, gdy synowie jechali na swoich rowerach. Mieli wtedy 4 i 6 lat). Wcześniej jeździliśmy z koszyczkami, a nawet wszyscy razem tandemem. Było super.

    Mania, oddaj dziecko pod opiekę teściowej i idź do pracy. A nawet już teraz zostawiaj małą na trochę i wyjdźcie gdzieś razem. To tak dla zdrowia psychicznego i dla dobra dziecka. Nie myśl wówczas o dziecku, z babcią jej się krzywda nie stanie. Często tak jest, że nie najlepsi rodzice są wspaniałymi dziadkami.
  • zuzi.1 28.02.16, 21:15
    A nie wiesz, ze mnóstwo niepodiagnozowanych wariatów chodzi do pracy, czesc z nich zajmuje nawet wysokie stanowiska w korporacjach. Nigdy nie czytalas, ze w szczególności na stanowiskach managerskich w dużych firmach jest kupa psychopatów. To nie są bajki wyssane z palca, tylko niestety fakty. Tesciowa autorki jest co najmniej dziwna, skoro jej własny syn ma problem z tym aby wyartykuowac do niej slowo mamo. Autorka jej tak naprawde nie zna, sama nie lubi przebywać w jej towarzystwie. Ale zastanawia sie czy babci oddać własne dziecko pod opiekę. No oczywiscie, można na dziecku poeksperymentowac. Ja bym co prawda w takiej sytuacji wolala nianie z polecenia, ktora sprawdzila sie u znajomych. I jeszcze jedno, w jakiej to firmie pracuje tesciowa na wysokim stanowisku, ze aż 3 razy w tyg. może się zająć dzieckiem, nie będąc jeszcze na emeryturze.
  • mania_007 28.02.16, 22:08
    No właśnie ma iść na emeryturę, jeśli zgodzę się na jej propozycję.
    Jeszcze muszę to przemyśleć, bo póki co, mam wrażenie, że ona zupełnie inaczej odnosi się do wnuczki niż do syna (tzn nie wiem jak było jak on sam był niemowlakiem), bo tak jakby nadrabiała brak bliskości.
    Ale chyba i tak skłaniam się ku niani. Tylko jeszcze muszę znaleźć dobrą...
  • 43-latka 29.02.16, 07:02
    >No właśnie ma iść na emeryturę, jeśli zgodzę się na jej propozycję.

    W porządku jest ta twoja teściowa. Możesz na nią liczyć. Jest skłonna do poświęceń. Pracuję z osobami, które mają wnuki i wierz mi, nie są są takie chętne do opieki. Co innego pobawić się przez chwilę podczas wizyty, a co innego opiekować się dzieckiem przez cały dzień.
    Jedyne zagrożenie jakie może stwarzać teściowa to to, że może stać się dla dziecka ważniejsza od Ciebie.
    Ale to czy wybierzesz babcię, czy nianię nie ma większego znaczenia.

    Powiedz Mania, Czy ty naprawdę masz poważny problem z mężem, czy tu na forum zrobiono z igły widły? Oczywiście w dobrej wierze i ze szczerego serca zajęto się wnikliwie problemem, ale wszyscy (prawie wszyscy) widzą twoją sytuację w czarnych kolorach. Wg mnie nie jest tak źle.
    Czytam to forum zaledwie od paru dni i pewnie nie powinnam jeszcze zabierać głosu? Może nie wszystko rozumiem?
    Jedno jest pewne, też bym chciała, aby zajęto się tak wnikliwie moim problemem.
  • panizalewska 29.02.16, 08:46
    43-latko, ja też mam taką "dobrą mamę", zdolną do poświęceń. Organizacyjnie, logistycznie - można na nią liczyć. Stara się, nagina, napia. Ale emocjonalnie, mentalnie - totalna rozsypka i kosmos. Kobieta pozwalająca na przemoc w rodzinie. No ale dobra, stara się. Dualizm i schizofrenia. Bo dobra i miła. Ale długofalowe reperkusje - dość straszne. Jedne dzieci już zepsuła.
    Trzeba naprawdę być poukładanym emocjonalnie przede wszystkim, żeby DOBRZE zajmować się dziećmi. Organizacja, logistyka i gotowość do poświęceń to nie wszystko, aczkolwiek też jest bardzo ważne. To, co czyni z człowieka dobrego dyrektora, niekoniecznie czyni z niego dobrego rodzica ;)
  • mania_007 29.02.16, 10:46
    Zgadza się, w kwestiach logistyczno-organizacyjnych można na nią liczyć. Pamiętam jak jechała do nas z farbą na włosach o 22, bo pojechałam wieczorem do sklepu i zepsuł mi się samochód. Mąż przyjechał do mnie, a ona została u nas z dzieckiem :) Swoją drogą śmieszna historia, bo mąż rozebrał wtedy pół samochodu na parkingu, a okazało się, że po prostu zabrakło mi benzyny, tylko zepsuł się wskaźnik, który pokazywał, że jeszcze trochę jest :D Nikt na to nie wpadł na początku :P
    Ale teściowa emocjonalnie jest raczej na poziomie krzesła...

    A co do tego, czy rzeczywiście u nas jest tak źle, to w sumie ciężko mi odpowiedzieć... Nie wiem co się dzieje w głowie u męża. A to jest tak, że jak on ma zły dzień albo o tym rozmawiamy, to wtedy jest źle. Wtedy on się użala nad sobą i rzuca te teksty, które pisałam wyżej. Że jest nieszczęśliwy i olaboga itp. A jak o tym nie gadamy, to w sumie jest ok. Wtedy tylko najwyżej rzuca tylko chamskie półsłówka.
  • zuzi.1 29.02.16, 12:00
    Wiesz Mania mój mąż z tym uzalaniem sie nad sobą tez podobnie zachowywal sie do Twojego i ja go oczywiście całymi latami wysluchiwalam, pomagalam mu, bo wiatr mu biedaczkowi ciągle w oczy wial. Az w końcu dostrzeglam, ze po pierwsze mu to wcale nie pomaga, tylko jak gdyby wzmaga wręcz rozmiar problemów w jego zyciu, i facet ciągle mnie tymi opowieściami raczy i NIC sie nie zmienia. Poza tym jak ja kilka razy opowiedziałam o swoich jakichs problemach, to nie zauwazylam żeby go to szczegolnie wzruszylo i żeby leciał mi z pomocą, choćby slowna :-) wiec w koncu doszlam do wniosku, ze najlepiej gdy przestanie mnie obciazac swoimi opowieściami, niech je zachowa dla siebie i niech sam sobie z problemami radzi jak każdy dorosly człowiek, a opowiada niech mi jedynie o sprawach problemowych dużej wagi a nie o bzdurach dnia codziennego. I o dziwo, to podzialalo, zaczął swoje male problemy załatwiać we własnym zakresie, nie obciążając mi nimi glowy, okazalo sie, ze tych problemów jest jakos chyba mniej, albo sa na tyle codzienne, ze juz sie nad nimi tak bardzo nie pochyla z mina skrzywdzonego misia, tylko sam je bierze za bary i sobie z nimi radzi. Dlatego polecam Ci takie podejscie, zdystansowanie sie do jego użalania sie nad soba i twarde teksty typu: ogarnij sie i przestań sie tak nad sobą użalać, nie jestem Twoja mamusia, żeby Cie ciągle klepać po pleckach i wysłuchiwać jakie to kolejne nieszczęścia przezywasz, weź sie za siebie i dorośnij w koncu!
  • panizalewska 29.02.16, 12:43
    Nooo, biedne misie to straszna straszność ;) "Pomaganiem" mu tak naprawdę nie pomagasz, tylko przeszkadzasz dorosnąć. Ja też już miałam dosyć terapeutyzowania własnej matki, bo emocjonalnie na poziomie skrzywdzonego 8-letniego dziecka. Tacy ludzie się NIE NADAJĄ na opiekunów małych dzieci z nieukształtowaną psychiką, bo temu dziecku zryją tą psychikę po prostu (odnośnie teściowej, że będzie lepszą babcią, niż była matką dla męża - bzdura)
  • 43-latka 29.02.16, 21:24
    Ja pochodzę z rodziny, w której zarówno matka jak i ojciec stosowali przemoc psychiczną (obrażanie, szydzenie, ironizowanie, ośmieszanie, drwiny) były na porządku dziennym. Nigdy mnie nie przytulili, nie powiedzieli miłego słowa. Naprawdę nie było dobrze. Jacy ludzie wychodzą z takich rodzin? Zaburzeni czy normalni? Myślę, że różnie to bywa. Moja siostra jest zaburzona i niewydolna wychowawczo. Powielała wobec swojej córki zachowania rodziców. Ja natomiast od najmłodszych lat przyrzekłam sobie, że moje dzieci będą miały szczęśliwe dzieciństwo i udaje mi się to. Od 2 lat jestem też rodziną zastępczą dla swojej siostrzenicy. Ponadto zawodowo pracuję z dziećmi. Mój stosunek do dzieci jest jak najbardziej pozytywny.

    Może pochodzenie twojego męża aż tak bardzo nie dyskwalifikuje go z roli ojca? Wolałabyś wychowywać ją sama? Nie masz z niego żadnego pożytku?
  • panizalewska 29.02.16, 22:00
    Ok, ale TY przerobiłaś te problemy świadomie, przynajmniej na tyle, na ile to wynika z Twojego postu. Mąż Manii NIE przerobił tego, zapiera się jak osioł i tak, jest zaburzony.

    A oddajesz swoje dzieci dziadkom pod opiekę? Nie zdarzyło im się stosować tych samych tekstów lub podobnych wobec Twoich dzieci?
  • 43-latka 29.02.16, 22:35
    Oddawałam pod opiekę. Babcia zajmowała się wnukami bez zastrzeżeń, dziadek nie zwracał na nich uwagi. Chociaż muszę przyznać, że moja mama nie była wylewna uczuciowo wobec nich(piszę nie była, bo już nie żyje) raczej dbała, żeby były dobrze "zaopiekowane": najedzone, ubrane, wyspane, zabawione, świeże powietrze, witaminki . Natomiast z siostrą nie zostawiłabym synów nawet na 5 minut. Ona np. lubiła robić....(nie wiem jak to nazwać), jednego z nich częstowała cukierkami, a drugi miał obyć się smakiem. Twierdziła, że w ten sposób kształtuje mu siłę charakteru. Odzywała się do nich w wulgarny sposób, lubiła doprowadzać ich do płaczu, a potem śmiać się z nich. Strzegłam przed nią dzieci jak przed największym sadystą. Od śmierci mamy nie utrzymuję z nią kontaktu.

    Kiedyś gdzieś przeczytałam, że każdy człowiek ma jakieś zaburzenia, tyle że większość ludzi w granicach normy. A takim wyznacznikiem normy jest: 1. umiejętność zapracowania na swoje utrzymanie 2. zdolność do opieki nad dziećmi.
  • zuzi.1 29.02.16, 23:13
    Twoja siostra 43-latka jest niestety psychopatka. Każdy psychopata to jednocześnie narcyz. Ale nie każdy narcyz to psychopata. Imo mąż autorki to narcyz ale nie psychopata. Mysle, ze jest dla niego nadzieja, ale tylko przy dobrej terapii. Ja bym mu chyba wylozyla kawę na kawę i wówczas niech wybiera, czy leczy się czy rezygnuje z rodziny, bo bez leczenia ta rodzina istnieć nie może z uwagi na dobro dziecka, które jest dobrem nadrzędnym.
  • olikol 01.03.16, 11:20
    Zuzi, zapominasz, że autorka nie ma zamiaru rezygnować z męża. Prędzej resztę życia spędzi w klasycznym przemocowym układzie trzymając w tym dzieci niż zdecyduje się na rozstanie z panem.
    Nie wierzę, że przez 9 lat związku nie widziała, że pan ma z sobą spore problemy. Nie przeszkadzało jej to i zaakceptowała to, odpowiadało jej, jest już po uszy zaangażowana w taki właśnie system rodzinny i jest jego częścią wspierającą trwanie.
  • zuzi.1 01.03.16, 16:14
    No nie do kona sie z Toba zgodzę Olikol. Te 9 lat związku trzeba podzielić na okres przed dzieckiem i po dziecku, a to są zupełnie różne okresy i różne zachowania męża. Wierze, ze mogla Mania dlugi nie dostrzegać tego typu problemów u męża, które stal sie dopier widoczne, gdy pojawilo sie dziecko. Wczesniej żyli sobie jak wesole single korzystające w pełni z zycia. A dziecko spowodowalo dratyczna zmianę dotychczasowych przyzwyczajeń.Wierze, ze autorka sie ogarnie i zrobi porządek w swoim zyciu. Mania przeczytaj dla siebie ' Powrót do swego wewnętrznego domu'.
  • enith 01.03.16, 16:27
    Nie wierzę, że świetny facet po urodzeniu dziecka zamienił się nagle w sukinsyna. Mania pisała, że mąż zawsze był egoistą, najważniejszy był on i jego sprawy i jego problemy. Pojawienie się dziecka tylko nasiliło te cechy i to było do przewidzenia. Mania ma dziecko z mężczyzną, który zwyczajnie słabo, z racji jego egocentryzmu, nadaje się na ojca. No jak tu pławić się w swojej mizerii i ogólnym nieszczęściu, gdy jest absorbujące dziecko?
    BTW, za tekst, jak to on jest nieszczęśliwy i jak to strasznie się poświęca wracając ze znienawidzonej pracy do znienawidzonego domu, facetowi należą się papiery rozwodowe.
  • danaide 01.03.16, 19:52
    Jakby w temacie:D
    www.youtube.com/watch?v=68laVhpHHa0

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • enith 01.03.16, 21:56
    Co ja, do cholery, właśnie obejrzałam??
  • danaide 02.03.16, 18:46
    :D
    Nienarcystyczne rodzicielstwo bliskości po polsku;D

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • paris-texas-warsaw 27.02.16, 23:19
    Wiesz, Ty występujesz jakby w dwóch rolach - siebie i rzecznika dziecka - i wtedy jedziesz z nim ostrzej, albo "terapeuty", i to może być bardzo trudne. Ale jeśli jest w Tobie taka przestrzen, że faktycznie chciałabyś mu na dłuższą metę pomóc - bo wystarczy, że ktoś nie ma relacji bliskich z nikim poza Tobą, jest nieszczęsliwy w pracy i generalnie mu źle, to zawsze jest to smutne i chce się takiej osobie pomóc.
    Wg mnie jednak w tej roli jesli sie chce być skutecznym, nie mozna robic dwóch rzeczy - mówić "co on czuje" - to tylko wie mąż (czy jest zezłoszczony, czy zmutny, czy się boi, czy jest zmęczony.....), i nie robic mu interpretacji jego zachowan. Tego jak widzę po forum nawet nie lubia osoby, o to proszące;))), a co dopiero osoba majaca swoje spojrzenie na sprawę. On deklaruje dwie rzeczy - nie odpowiada mu sytuacja w domu i w pracy. Co do sytuacji z dzieckiem - tu jest bardzo silny konflikt interesów, byś była i jego rzecznikiem i dziecka, więc faktycznie tu lepiej jasno mówić, jakiej oczekujesz przynajmniej "współpracy". Ale jesli dla kogos probloemem jest tez praca, to jest to powazny problem. Gdyby mąż poszedł do terapeuty, tak jak sobie to umysliłaś, to on by teraz pewnie nie mówił, jak zrobić dobrze dziecku, ale by mówił o swoich problemach i jego dobrostan, a nie dziecka by był priorytetem męża, taka by perspektywa tam "obowiązywała". I dlatego może z praca i Tobie łatwiej byłoby zacząć, by dojść do poważniejszych kwestii. Na pracę wiele osób narzeka, nie widzą w tym swojego udziału, do tego zmiana sytuacji zależy tylko od pracownika zazwyczaj. Wiec może np. namówić męża na coaching, pod hasłem "jest Ci źle w pracy, czemu ma być Ci źle, może pomoże, nie zaszkodzi" etc. Może Pade się wypowie, bo się tym zajmuje. Faktycznie chyba do coachingu trafiaja osoby jakoś zmotywowane, ale to sa rozmowy bardzo szybko dochodzące - wg mnie znacznie ostrzej - niż np. w terapii do sedna problemu (może nie samego rozwiązania), bo się pracuje ze zdrowymi osobami i z motywacją (możesz podkreslać, że coaching jest dla "zdrowych", nie jak pomoc terapeutyczna etc.). Jeśli coach zobaczy, że problem jest tak naprawdę terapeutyczny, to odeśle do terapeuty. To szybko chyba wychodzi. Może coach być tez 2 w 1, czyli terapeuta, ale żeby męża nie zniechęcić.
    Myślę, że książki są fajne, ale żeby zycie było takie proste, że jak czlowiek pomysli, tak, mój dom był zły, działał tak i tak, i mu się poprawiło w życiu, to by terapie nie były takie skomplikowane i nie wymagały tak wysokich umiejętności. Ale nie zaszkodzą raczej, najwyżej mąż nie przeczyta.
    Myślę jeszcze, że to bardzo dobrze, że mąż się dobrze czuje u Ciebie w domu i tam bym go brała jak najczęściej. Do tego jak bym słyszała, że jego matka mówi "nie interesuje mnie to", to sama bym prosiła, "a mnie tak, powiedz cos wiecej o tym, czemu nie chcesz iść do X, co Ci tam nie odpowiada" etc. Wtedy tez by mąż szybciej innej perspektywy do rozmów z matka może nabrał.
  • paris-texas-warsaw 27.02.16, 23:31
    A czemu nie chcesz się widzieć z jego rodziną? A co mąż na pomysł wyjazdu w Święta?
  • mania_007 28.02.16, 00:21
    No właśnie ja nie jestem taka do końca pewna czy on wie co on czuje. Może on tłumi w sobie wiele emocji, jak złość, żal, strach, zazdrość, a przed nim wszystko się objawia tylko jako prosta złość na dziecko, które jest kozłem ofiarnym. Wątpię czy da się przekonać do coachingu, z tego samego powodu, z którego nie chce iść do terapeuty. Może póki co książki otworzą jakąś drogę, na której później będzie terapeuta?
    A na święta z jego rodziną nie chcę się widzieć, bo jest sztywno i nudno. Nie są to jakieś poważne powody, ale wystarczy :) mężowi pomysł z wyjazdem podoba. Ja się trochę boję, bo do tej pory przez te 9 lat tylko raz byliśmy na wyjeździe bez rowerów i umieraliśmy z nudów :) nie wiem co się robi wtedy na wakacjach :P a co dopiero z dzieckiem! No ale z takim podejściem to pojedziemy gdzieś dopiero jak młoda skończy 10 lat :)
  • paris-texas-warsaw 28.02.16, 00:40
    Gdybyscie z kolei poszli do terapeuty małżenskiego, to on by Was pewnie uczył m.in. zasad komunikacji i odnoszenia się do tego, co ktoś mówi. Czyli jesli mąż mówi, że jest zły, to żeby się do tego odnosić. Jakby bardzo nie wiedział, co czuje, to i tak lepiej wie, niż Ty, bo jest w swojej skórze.
    A może Wy w ogóle jesteście takimi ludźmi unikającymi czasu z bliskimi interakcjami, zawsze rowery etc. Te rowery to jakaś megapasja? A tak siedzieć i nic nie robić specjalnego, tylko np. rozmawiać w kawiarni, albo w domu, albo iść na spacer. Z tego co pamiętam, to akurat z małym dzieckiem ok. 8 m, to można i na wieczór iść i siedzieć w knajpie, nie mówiąc o spacerach, bo ono sobie śpi i tyle. Może zalezy od egzemplarza, kocyk na budę postawiony i jakoś śpią. Potem juz nie jest tak łatwo, bo dzieci mniej śpią, są mobilniejsze, etc. Przynajmniej ja to tak kojarzę...
  • mania_007 28.02.16, 08:55
    paris-texas-warsaw napisała:

    > A może Wy w ogóle jesteście takimi ludźmi unikającymi czasu z bliskimi interakc
    > jami, zawsze rowery etc. Te rowery to jakaś megapasja?

    Czy ja wiem, właściwie bardzo dużo rozmawiamy o książkach, samochodach, rowerach, no ale rzeczywiście nie są to zawsze jakieś głębokie tematy natury psychologicznej. Ale takie też się oczywiście zdarzają. To jest chyba norma, bo przecież nie można ciągle o uczuciach rozmawiać.
    A rowery to rzeczywiście pasja. Oboje mamy po 3 rowery, w tym dwa droższe od samochodu ;) ja też tęsknię za wycieczkami, no ale co zrobić... Problem też taki, że większość naszych znajomych jeszcze niedzieciaci, chociaż stare konie, no i tylko my tak ugrzęźliśmy, a reszta nadal "szaleje".

    Na spacery sporo chodzimy, ale niestety córka tak średnio akceptuje wózek. Nosidło lepiej, ale przez pół dnia ciężko nosić. No i już wcale tak dużo nie śpi :) dwie drzemki dziennie, ale za to chodzi spać o 18, więc po tej godzinie już nigdzie się nie wyjdzie. No i już mobilna jest, raczkuje jak szalona, wszędzie wlezie :) ale jakoś sobie damy radę na tym wyjeździe. Tylko trzeba wybrać jakieś miejsce nie po środku lasu, jak robiliśmy do tej pory, tylko gdzieś, gdzie można coś zwiedzić itp.
  • ola_dom 29.02.16, 10:44
    mania_007 napisał(a):

    > W sumie to trochę wygląda tak, że on co innego mówi, a co innego robi.

    A czy to nie na tym właśnie polega "podwójne wiązanie"?
    Chyba nie chciałabyś tego dla swojego dziecka.
    Ciebie też tak traktuje, czy tylko wobec córki ma takie zapędy?

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • ola_dom 29.02.16, 10:37
    pade napisała:

    > I jeszcze jedno. Gdyby mi facet powiedział, że on do końca życia będzie wracał
    > do domu, którego nie lubi, to bym mu drzwi pokazała. Może by się otrząsnął trochę z tego
    > swojego nieszczęścia.

    No właśnie...
    Zatrzęsło mną po tym tekście.
    Nie skomentuję pana, bo forum takich słów nie przepuszcza.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • ola_dom 29.02.16, 10:52
    mania_007 napisał(a):

    > Rozmawialiśmy wczoraj i dupa... On ciągle nie widzi problemu w sobie, tylko w córce.

    > Ja już trochę nie mam siły... Mam wystarczająco dużo problemów z dzieckiem, z psem, który
    > chce je zjeść, w pracy (możliwe, że nie będę miała gdzie wracać po macierzyńskim), a on
    > jeszcze taki nieszczęśliwy, bo na rowerze nie pojeździ... No ku...!

    Maniu, a czy Ty w ogóle powiedziałaś mężowi, czego TY CHCESZ? Że TY chciałabyś, żeby ruszył dupę i poszedł na terapię, bo nie wyobrażasz sobie dłużej życia z takim sfochowanym gó...arzem, który onanizuje się swoim-jakże-wielkim-nieszczęściem???
    No po prostu tekst o "wracaniu do domu, którego nie lubi, ale się poświęci i w ogóle", przechodzi wszelkie ludzkie pojęcie.

    Mam wrażenie, że obchodzisz męża na paluszkach, starając się znaleźć najlepszy sposób, jak mu ulżyć w cierpieniu. A o Tobie i Twoich odczuciach jakby w ogóle nie było mowy. I ustalenia, że macie częściej razem wychodzić (skądinąd bardzo słuszne) mają służyć głównie ukojeniu pana.
    A Ty?
    Piszesz, że się wkurzyłaś, to już coś. Ale Ty w ogóle powiedziałaś mężowi, że czujesz się nieszczęśliwa przez jego egoizm i dziecinne zachowanie? Czy nie czujesz się i tylko się wkurzasz? Bo wciąż nie wiesz, jaką skuteczną metodę zastosować dla ukojenia pokrzywionego ego męża?

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • mania_007 29.02.16, 14:06
    Ja jestem tym wszystkim oczywiście zmęczona. Czasem wkurzona, czasem smutna, ale głównie zmęczona. I m.in po to chciałabym "naprawić" męża, żeby mnie też było łatwiej. A wydaje mi się, że po dobroci więcej się ugra niż krzycząc na niego, żeby się ogarnął, chociaż czasem właśnie to chciałabym zrobić.
    Macie racje, że ja wokół niego chodzę na paluszkach i często zupełnie niepotrzebnie myślę "aa, po co znowu mu będę mówić, że do dupy odkurzył. Lepiej sama poprawię bez gadania, bo po co się kłócić o pierdoły" - myślałam, że w tym moja mądrość leży, a to chyba moja głupota...

    Ale ostatnio, wg moich nowych założeń mniej się z nim obchodzę jak z jajkiem (tzn od dwóch dni dopiero, więc długofalowych efektów brak).
  • ola_dom 29.02.16, 14:18
    mania_007 napisał(a):

    > Ja jestem tym wszystkim oczywiście zmęczona. Czasem wkurzona, czasem smutna, ale
    > głównie zmęczona. I m.in po to chciałabym "naprawić" męża, żeby mnie też było
    > łatwiej. A wydaje mi się, że po dobroci więcej się ugra niż krzycząc na niego,
    > żeby się ogarnął, chociaż czasem właśnie to chciałabym zrobić.

    Nie chodzi o to, żeby krzyczeć. No chyba, że akurat się chce krzyczeć :)
    Ale właśnie nie obchodzić na paluszkach, co ładnie niżej wyłożyła olikol, nie łagodzić, kiedy chce się zrobić coś wręcz przeciwnego.
    TOBIE się ta sytuacja nie podoba i masz prawo to wyrazić - bo zdaje się, że póki co na wyrażanie niezadowolenia pozwala sobie tylko mąż, wcale się zresztą nie hamując.
    Nie wiem, czy gdy mu powiesz i pokażesz, że Tobie jest w tym wszystkim źle, to mąż się przejmie, czy będzie tak, jak z mężem zuzi. Ale z całą pewnością trzeba skończyć z traktowaniem męża jak świętej krowy i wynagradzaniem mu nieszczęścia związanego z ojcostwem.
    TY masz prawo czuć się nieszczęśliwa w tym wszystkim, bo mąż Cię zwyczajnie dręczy swoim zachowaniem. Może mu to uświadom?

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • pade 29.02.16, 14:44
    No to będę brutalna. NIE NAPRAWISZ GO.
    Twój mąż ma deficyty emocjonalne co najmniej. Wiesz co to deficyt? Brak. Wieelka dziura.
    I jak TY mu tę dziurę chcesz zasypać, skoro masz siebie, dziecko, które UWAGA będzie potrzebowało Cię coraz bardziej, pracę i dom? Wykończyć się chcesz?
    Żeby nie było to ja z autopsji piszę.
    Żaden współmałzonek nie jest w stanie naprawić czy wyleczyć drugą osobę. To może zrobić tylko dobry terapeuta poprzez stworzenie relacji między sobą a pacjentem.
    A Twojemu mężowi oprócz poprzestawiania paru klepek w głowie, sorry:), potrzebna jest właśnie ta relacja. Bo jej nigdy nie miał. On jest jak narkoman na głodzie. Będzie się dopominał tego, czego nie dostał od matki wszelkimi sposobami. Twoim kosztem i dziecka.
    Dlatego nie skupiaj się na szukaniu "sposobu" na męża, czyli książek, wywiadów, itp. tylko na tym, żeby go przekonać do terapii. Bo to jest warunek konieczny dla istnienia Waszego związku, zdrowia psychicznego Twojego dziecka.
    Jeśli mi nie wierzysz, popatrz na swoje dziecko i wyobraź sobie je kiedy ma 3 lata albo 5. I wyobraź sobie, że je od siebie odpychasz, nie okazujesz mu czułości, wymagasz od niego, nie rozumiesz, nie pozwalasz na płacz czy bezsilność. Ciężko pewnie będzie, ale spróbuj:)
    I zastanów się czym jest takie zachowanie wobec dziecka i jakie ono mialoby skutki. A potem popatrz na męża, reszty chyba nie muszę dopowiadać.
    Żebyś go mogła naprawić, musiałabyś się stać jego matką. Tego chcesz?


    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • berber_rock 29.02.16, 15:44
    "Żeby nie było to ja z autopsji piszę.
    Żaden współmałzonek nie jest w stanie naprawić czy wyleczyć drugą osobę. To może zrobić tylko dobry terapeuta poprzez stworzenie relacji między sobą a pacjentem. "

    A nieprawda!
    Ja trafilam na takiego malzonka, ktory potrafil.
    Tylko ze za tym stoja ciezkie godziny rozmow, analiz, przegadane do poduszki, przy winku i bez. Przygladanie sie jego rodzinie, temu jak funkcjonuje, przygladanie sie naszym dzieciom.

    A tez nigdy do rodzicow nie powiedzialam "tato" ani "mamo" i podejrzewam, ze juz nigdy to nie nastapi.

    Za to to co udalo mi sie osiagnac po tych ciezkich godzin rozmow to:
    - wiem juz, czego konkretnie mi brakowalo w mojej rodzinie i jak powinno byc
    - staram sie, aby moje dzici mialy doswiadczenie "jak powinno byc"
    - mam swiadomosc tego, ze mam tendencje do powielania wzorcow, ale o dziwo potrafie zidentyfikowac momenty, kiedy te tendencje mi sie wlaczaja i zapala mi sie czerwona lapka.
    - potrafie rozmawiac o uczuciach, powiedziec dziecku ze je kocham i nie uwazam tego za swoja slabosc czy tez "wystepowanie z otwarta przylbica" (jak to fantastycznie okreslali moi rodzice).

    To tak na szybko i w skrocie.
  • pade 29.02.16, 15:58
    Jesteś pewna, że mąż Cię ze wszystkiego "wyleczył"?
    Ok, pewnie, że można pomóc małżonkowi, po to w końcu ludzie dobierają się pary i to tak a nie inaczej. Tylko ja celowo tego nie napisałam, żeby autorka sobie nie ubrdała, że ona będzie wyjątkiem i da radę go NAPRAWIĆ. Może i by dała, tylko po latach doszłaby pewnie do wniosku, że koszt był jednak zbyt duży.
    No cóż, to jej życie, niech robi jak uważa.

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • zuzi.1 29.02.16, 18:24
    Pade ma racje, przypadek tego męża jest ciezki, tutaj rozmowy nic nie dadzą, tj. autorka mu sama nie pomoże w tak trudnej sytuacji. Bo to nie dość, ze egoista i egocentryk, to jeszcze dziecko traktuje jak przeszkode, jak kogoś, kto mu kradnie cenny czas na hobby i na czas milo spedzany z zona o pseudonimie " mamusia". Tutaj może pomoc tylko specjalista.A jezeli odmówi, to właściwie powinien dostać propozycje nie do odrzucenia, tj. albo idzie sie leczyć albo za chwile będzie po rozwodzie.
  • zuzi.1 29.02.16, 18:28
    Berber, ale czy po swoim dzieciństwie tez miałaś taki stosunek do dziecka, tez bylas tak egoistycznie skoncentrowana na sobie jak ten mąż autorki?
  • berber_rock 29.02.16, 20:10
    Alez oczywiscie, ze tak!
    Dziecko mi kradlo moj czas prywatny, bylo winne temu, ze wywalili mnie po macierzynskim z pracy etc.
    Odpowiadajac na pytanie pade, czy maz wyleczyl mnie ze wszystkiego: nie, nie ze wszystkiego. Ale ta czesc, ktorej sie pozbylam pozwala mi juz nawiazac dosyc bliskie ralacje z dzieciakami, co jest ewenementem na skale swiatowa, bo dotychczas to maz byl jedyna osoba, z ktora mialam bliskie relacje.
    Mnie i rodzinie to wystarcza - nie musze miec wszystkiego
  • pade 29.02.16, 20:14
    Czyli zachęcasz autorkę, żeby tak jak Twój mąż Tobie, poświęciła mężowi dluugie godziny na tłumaczenia i analizy?

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • berber_rock 29.02.16, 20:37
    Nie. Zdementowalam jedynie Twoja wypowiedz. To wszystko.
    Autorka zrobi jak zechce. Opcje sa jej znane.
  • mania_007 29.02.16, 21:03
    Berber, a jaki sposób twój mąż z tobą rozmawiał?
  • pade 29.02.16, 21:23
    Wiedziałam:)
    A czytałaś co Berber pisze o swoim starszym dziecku?

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • zuzi.1 29.02.16, 20:54
    Ale mężowi tez poswiecalas Berber swój czas, czy do meza tez miałaś taki stosunek egoistyczny jak do dziecka? A jesli nie, to dlaczego nie?
  • zuzi.1 29.02.16, 20:57
    I jak to jest możliwe, ze z mężem bylas w stanie Berber nawiązać bliski kontakt a z dziecmi nie?
  • berber_rock 01.03.16, 08:57
    A widzisz ...

    Po kolei.
    Jak rozmawial? Nie wiem. My obydwoje mamy dosyc analityczny stosunek do swiata i lubimy rozumiec rozne zaleznosci, czy to takie rzadzace konfliktami na swiecie czy tez takie rzadzace poszczegolnymi ludzmi. Chyba zaczelo go zastanawiac czemu ja mam tak diametralnie rozne podejscie do roznych kwestii rodzinnych i tak po nitce do klebka wspolnie doszlismy i wyjasnilismy calkiem sporo rzeczy. Mnie chyba juz samo zrozumienie problemu i jego przyczyn calkiem sporo pomoglo, bo pozniej mialam swiadomosc skad sie biora takie a nie inne moje reakcje, a co za tym idzie z reakcjami jakos mogla walczyc. Ale to prawda, ze takie nocne Polakow rozmowy trzeba po prostu lubic. My chyba obydwoje mamy tendencje do lekkiego psychologizowania i analityki i tak po prostu wyszlo. Mania ma ten problem, ze jej maz jest niechetny: zarowno terapii jak i rozkminianiu problemow - woli udawac, ze ich nie ma i zamiatac pod dywan, wiec tutaj chyba nie tedy droga.

    Co do nawiazywania relacji.
    Z mezem relacje bylam w stanie stworzyc, bo mialam poczucie, ze to jest MOJ wybor i ja czesciowo kieruje wydarzeniami. Tak postanowilam, tak bedzie, na tym mi zalezy etc.
    Co do pierwszego dziecka to chyba problem polegal na tym, ze nie czulam ze to jest moj wybor. Po prostu uleglam naciskom, bo alternatywa bylo zerwac niektore wiezi rodzinne, czego na tamtym etapie swiadomosci sobie nie wyobrazalam (inaczej by mnie zameczyli o te wnuki i dzieciatka). Stad mialam jakas bariere w okresie niemowlecym swojego dziecka.
    Wiez nawiazalam dopiero jak zaczelo byc w miare komunikatywne.
    Z drugim juz nie mialam takiego problemu, bo byl to moj swiadomy wybor i dazenie.
  • apersona 29.02.16, 19:30
    > Żaden współmałzonek nie jest w stanie naprawić czy wyleczyć drugą osobę. To moż
    > e zrobić tylko dobry terapeuta poprzez stworzenie relacji między sobą a pacjent
    > em. "

    Taa, tylko terapeuta może wyleczyć - tak utrzymuje lobby terapeutyczne w trosce o swoje interesy. Nikt nie żyje na pustyni, obok swojej rodziny zna też innych ludzi, tworzy z nimi relacje, pewnie i rozmawia, może też i czyta coś psychologicznego, obserwuje i zastanawia się... W każdym razie znam ludzi z kiepskimi wzorcami z domu, który tworzą dobre rodziny.
  • pade 29.02.16, 20:11
    Ale mąż autorki dobrej rodziny nie tworzy.
    Ja do lobby terapeutycznego nie należę, polecam, bo mnie terapia bardzo pomogła.

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • apersona 01.03.16, 10:28
    Ja tak ogólnie, że terapia nie jest niezbędna zawsze i wszystkim, bo akurat mężowi Manii rzeczywiście by się przydała tylko co zrobić jak on nie chce.
  • zuzi.1 29.02.16, 14:55
    Ale z krzyku nic nie wynika, lepiej powiedziec twardo, ale spokojnie i swoich założeń sie trzymać. On musi sie ogarnac a Ty musisz przestać mu wspolczuc i wyręczać i bron boże nie mamusiowac. Zdrowy egoizm Mania! Fajna książka na ten temat jest w literaturze forum.
  • paris-texas-warsaw 29.02.16, 15:29
    Myślę, Mania, że w bardzo trudnej sytuacji nas stawiasz. Tu nikt nie wie, jaki jest Twój mąż i w jakim natężeniu ma pewne cechy. Na razie jawnie Ci mówi, żę dziecko mu bruździ i go nie kocha. Nie wiemy, czy on w jakiś sposób jest od Ciebie emocjonalnie zależny? Napisz w ogóle, jak on reaguje na coś, co mu się nie podoba. Matka go nie słuchałą, ale tam poszedł i ją jeszcze bardziej znienawidził, czy jawnie powiedział "nie idę doi babci", Czy jak ktoś mu coś każe np. w prtacy, to zrobi to, czy się postawi, jeśli myśli, że to nie ma sensu, etc. Ja bym obstawiałą, że nawet jeśli zejdzie ze swoich komentarzy, jeśli go dociśniesz, to przekieruje złość z Ciebie na dziecko, które i tak jest tym "złym".
    Samo jego napalenie na doczepki i kaski do roweru może spotkać się z wielkim "bum", jak się okaże, że dziecko np. nie znosi przyczepki, a w foteliku jeździ max pół h i zaczyna wyć. Sama lubię rower (ale nie mam 3;)), i wiem, że takie plany mogą się okazać daleko od rzeczywistości. On nadal postrzega, że dziecko zrobi tak, żeby jemu było dobrze. Nieee, będzie miało swoje miejsca, swoją muzykę, swoje kolory, gusta etc. Dlatego tez bym go nie utwierdzała, że z tą przyczepką będzie luksus (chociaż życzę:)).
    Od uciszenia go, jego uczucia się nie zmienią w stosunku do dziecka, najwyżej będziesz je miała podskórne, jak wobec matki, której nie nazywa matką. Do dziecka może zacząć też mówić bezosobowo. Ja bym mówiła, żeby nie mówił źle do dziecka, ale nie wchodziła na teren "ogarniania się'', bo zejdzie Ci do "podziemia" i będzie to poza Twoim jakimkolwiek wpływem.
    A jakie ma/mial stosunki z ojcem? I Twoim ojcem?
  • mania_007 29.02.16, 21:01
    On bardzo źle znosi jakąkolwiek krytykę. To od zawsze mnie wkurzało. Nie można po ludzku mu zwrócić uwagi na nic, bo zaraz się obraża jak dziecko... Albo zaraz robi się wielka dyskusja. Stąd właśnie oduczyłam się zwracać mu uwagę na pierdoły. Jak mu się coś każe, to zrobi (pójdzie do tej ciotki, czy odkurzy drugi raz), ale z takim fochem to robi, że szkoda gadać... Chociaż to chyba akurat nie jest dziwne. Ja też np nie miałam ochoty iść na komunię do kuzynki, ale poszłam, chociaż nie z jakimś fochem.

    Też się boję, że z tą przyczepką może nie wyjść tak różowo. Mówię mu o tym, niby jest świadomy, ale cholera wie jak będzie, jeśli rzeczywiście córka nie będzie chciała usiedzieć.

    Z ojcem to on ma dopiero chore kontakty. Jakoś o tej matce napisałam, ale w sumie oprócz tego, że ona jest zimna i "nic jej nie interesuje", to w sumie jest ok. A jego ojciec to jest dopiero egzemplarz... Psychiatra by dopiero miał pole do popisu. W skrócie: alkoholik, mąż nie miał z nim kontaktu przez parę lat po tym, jak się pobili. Kontakt odnowiony ze strony syna. Potem ani słowa o tym, co było i rozmowy o pogodzie. Poza tym miłość warunkowa, kary cielesne i dziwne zachowania. Wg mnie to jest typowy przykład narcyza. Np wnuczkę widział 3 razy na oczy, nie był nią specjalnie zainteresowany, ale ponoć znajomym opowiada jaka jest cudowna. Podobnie jak mąż dostał się do jakiegoś dobrego liceum - w domu ani słowa na ten temat ani ze strony matki ani tym bardziej ojca, a do pracy przyniósł szampana i świętował. Poza tym otacza się tylko ludźmi z jakąś pozycją i bardzo lubi być adrowany. Na święta to trzeba go prosić 5 tysięcy razy "no przyjdź, to są święta" - "a nie przyjdę, sam będę siedział". Jak trzy lata temu mu powiedziałam "a to nie przyłaź, poradzimy sobie", to od tej pory mnie nie lubi :) To jest człowiek, który kiedyś jak wracał z kolegami jakiejś imprezy nawalony, niósł resztę tortu w torebce, spotkali jakiegoś bezdomnego, którego częstowali tym tortem. Jak on nie chciał jeść, to przystawił mu pistolet do głowy i kazał jeść (swoją drogą nie wiem co za idioci wydają pozwolenie na broń innym idiotom). Ogólnie mąż mówi, że go nie lubi, gardzi nim, ale to jego ojciec i raz na jakiś czas spotkać się trzeba. Najgorszą obelgę jaką można powiedzieć mężowi, to że jest podobny do ojca
    Właściwie nie wiem po co tyle napisałam o tym jego ojcu :) Chyba dlatego, że to taki ciekawy przypadek, bo to wszystko średnio ma związek ze sprawą z tego wątku.

    A wracając, to pewnie głupia jestem, ale póki co sama unikam tematu. To co pisałam wcześniej: jeśli o tym nie rozmawiamy, to w sumie nie jest tak źle. Boję się co będzie później, ale to może pójść w dwie strony: albo będzie lepiej, albo gorzej (ew. zostanie tak samo, czyli zalicza się do wersji "gorzej"). Wtedy nie będę się bała postawić ultimatum pt. terapia albo rozwód. Jeśli lepiej, to postaram się jakoś sama go z tego wyprowadzić już do końca.
  • pade 29.02.16, 21:25
    Aha, no to powodzenia życzę...

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • mania_007 29.02.16, 21:58
    Przeczytałam jeszcze raz cały wątek. Rzeczywiście coś z tym muszę zrobić, ale pewnie sama nie dam rady. Masz rację pade, omijanie tematu to nie metoda.
    Szukam terapeuty i go umówię. Możecie kogoś polecić z Łodzi?
    No i czy to coś da, skoro on na dzień dobry jest na "nie"?
  • panizalewska 29.02.16, 22:13
    Ja pitolę, dziewczyno, jesteś klasycznie współuzależniona. Fanfary, oklaski na stojąco i Oskar zamiast Leonardo.
    Posłuchaj, bo chyba mówisz jednak jak nastolatka z misją ratowania świata. DOROSŁYCH LUDZI NIE ZMIENISZ. Oni sami muszą CHCIEĆ się zmienić. Dla siebie, dla lepszych relacji z innymi ludźmi. Ale nie dla tych ludzi, przez tych ludzi, bo ktoś im kazał i powiedział, że będzie lepiej, jak pójdą na terapię. Bój się Boga. Zajmij się lepiej własnym dzieckiem, IDŹ SAMA NA TERAPIĘ, to może Ci się otworzą oczy. Póki co jesteś klasyczną żoną alkoholika, którego usilnie chcesz wysłać na terapię, w domu wylewasz butelki, zamiast po prostu ODEJŚĆ.
    Twój mąż to wypisz wymaluj mój stary, Ty jesteś jak moja matka. Cipowiem, że dziecko z takiego związku to kupa nieszczęścia, depresja, próby samobójcze i też współuzależnienie, w najlepszym wypadku. W najgorszym - powielanie wzorców w kolejnym pokoleniu, tylko na innym polu (jest wiele rodzajów przemocy, każdy może mieć swój ulubiony :P)

    MA
    SA
    KRA.
  • ola_dom 29.02.16, 22:19
    panizalewska napisała:

    > Zajmij się lepiej własnym dzieckiem, IDŹ SAMA NA TERAPIĘ, to może Ci się otworzą oczy.

    Ech, święta racja...
    A z lektur DLA SIEBIE, to może "Koniec współuzależnienia" Beattie Melody. Przyda się chyba bardziej niż wszystkie inne polecone książki.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • 43-latka 29.02.16, 22:47
    > Zajmij się lepiej własnym dzieckiem, IDŹ SAMA NA TERAPIĘ, to może Ci się otwor
    > zą oczy
    DORO
    > SŁYCH LUDZI NIE ZMIENISZ. Oni sami muszą CHCIEĆ się zmienić.


    I z tym się zgadzam w 100 procentach.
    Wysyłanie męża na siłę na terapię od początku wydawało mi się bez sensu.
  • bergamotka77 01.03.16, 09:46
    zgadzam sie mania tlumaczy i pochyla sie nad mezem jaki on biedny a to jakis Piotrus Pan, mieczak, ktorego trzeba kopnac w tylek a nie chodzic na paluszkach. Odpad atomowy ktory nie znosi swojego ojca bo zapewne jest do niego bardzo podobny. Nie moge znalezc nic na usprawiedliwienie jego chorego podejscia do waszego dziecka. A dla ciebie chyba jest wazniejsza relacja z nim nic ten maluch, ktorego sprowadzilas na swiat...

    --
    "Moze kogos zainteresuje historia kobiety, ktora zostala matka jako dziecko a w momencie kiedy powinna ta matka zostac, zostanie babcia. Ku przestrodze oczywiscie!" asmarabis o mnie :)
  • pade 01.03.16, 11:01
    Autorka nie chciała wysłać męża na terapię tylko sama naprawić.
    Dlatego z tych dwóch pomysłów pierwszy wydaje mi się korzystniejszy dla niej i dla dziecka.
    A co do "chcenia" zmiany... Hmm, czasem można się nie doczekać tych chęci. Czasem jest nawet dobra wola po drugiej stronie ale i wielka niechęć do otwierania się przed kimś obcym, do "grzebania w głowie", strach przed ciemną stroną, przed tym co głęboko zakopane, stłumione.
    Tak więc ja życzliwej zachęty nie traktowałabym jako objawu współuzaleznienia, postawienia ultimatum też nie.

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • ola_dom 01.03.16, 11:06
    pade napisała:

    > Tak więc ja życzliwej zachęty nie traktowałabym jako objawu współuzaleznienia,

    Ale umawianie męża na wizytę do terapeuty to jednak o wiele dalej niż życzliwa zachęta.
    Umówić i postawić przed faktem dokonanym to można do lekarza, jak się nogami zapiera.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • pade 01.03.16, 11:11
    Olu, dla DDA terapeuta jest lekarzem, uwierz.

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • ola_dom 01.03.16, 11:33
    pade napisała:

    > Olu, dla DDA terapeuta jest lekarzem, uwierz.

    No jest. Ale o ile wierzę w sens diagnozy "klasycznego" lekarza, opartej na konkretnych wynikach badań, o tyle nie za bardzo widzę skuteczność terapii, jeśli ma być prowadzona na siłę. Bo nawet badania można zrobić "na siłę", ale nie da się zmusić kogoś do zaangażowania, które jest niezbędne w terapii.
    Chociaż biorę też pod uwagę, że ktoś zaciągnięty siłą na terapię, po którymś razie, zacznie dostrzegać jej sens.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • salsa.lover 01.03.16, 15:51
    ola_dom napisała:

    > się zmusić kogoś do zaangażowania, które jest niezbędne w terapii.
    > Chociaż biorę też pod uwagę, że ktoś zaciągnięty siłą na terapię, po którymś ra
    > zie, zacznie dostrzegać jej sens.


    Jak przeczytałam, że Mania wspaniałomyślnie zapisze męża na terapię to też w pierwszym odruchu opadły mi ręce w geście, dżizas kobieto, jeszcze mu dywanik rozwiń pod stopami...
    Ale z drugiej strony.... Nie ma możliwości stwierdzić w tym momencie czy na męża manii terapia zadziała czy nie. Nie ma możliwości teraz ocenić, czy jego uprzedzenie do terapii nie zmieni się po kilku spotkaniach. Nawet jeśli początkowa motywacja będzie taka, że robi to dla niej i tylko ze względu na nią, to przecież wcale nie oznacza, że to się nie zmieni.

    Ja miałam dokładnie takie doświadczenie ze swoim mężem. On w terapie nie wierzy, koniec kropka. On nie pójdzie, bo nie będzie przed obcymi wywlekał flaków. Taki bohater. Więc wzięłam i zapisałam nas i powiedziałam, żeby zrobił to dla mnie. Na pierwsze spotkania szedł z rezerwą, jakby robił mi przysługę. Po pierwszych spotkaniach brzęczał, że po co w ogóle ta terapia, to nic nie daje. Ale chodził. Na spotkaniach miał opory, buntował się jak ja wyciągałam jakieś tematy, o których on nie chciał mówić. A potem sam do nich wracał. Po jakiś trzech miesiącach przestał marudzić, że terapia jest bez sensu. Po kolejnych dwóch przyznał, że terapia otworzyła mu oczy na rzeczy, o których nie chciał myśleć. W końcu też przyznał, że bardzo dobrze, że niemal siłą go zmusiłam, bo sam w życiu by się nie przyznał, że terapii potrzebował. A tak zawsze może powiedzieć, że żona mu kazała ;)
    Mimo iż terapia miała być dla nas jako pary, udało się w jej trakcie wyciągnąć sporo trupów z szafy odnośnie relacji męża z matką. I to jak dla mnie było kluczowym sukcesem.
    Wiele z Was pisze, że mąż powinien sam chcieć zmiany i poprawy, i ja się z tym zgadzam. Tak byłoby idealnie. Ale rzadko jest idealnie i akurat w tym wypadku uważam, że cel uświęca środki. Tak, mam pewien gorzki posmak, że to ja musiałam go wołami na tę terapię ciągnąć. Ale z drugiej strony, to nie jest aż tak ogromne poświęcenie w kontekście tego co się poprawiło między nami i w stosunku męża z matką.
  • ola_dom 01.03.16, 15:56
    salsa.lover napisała:

    > Ja miałam dokładnie takie doświadczenie ze swoim mężem.

    Fajnie, że napisałaś. Czyli jednak :)

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • salsa.lover 01.03.16, 19:59
    ola_dom napisała:

    >
    > Fajnie, że napisałaś. Czyli jednak :)
    >

    Jednak ;)
    Oczywiście trudno mi się wypowiadać w imieniu wszystkich mężczyzn i zdaje sobie sprawę, że to jest pewne generalizowanie... ale z rozmów z moim mężem oraz innymi znajomymi mężczyznami dochodzę do wniosku, że dla nich odmowa pójścia na terapię może nie ma aż tak głębokiego podłoża jak u kobiet. Terapia, to jakieś takie... "niemęskie", gadanie o emocjach wycierając łzy chusteczką. Niby co to ma zmienić. Jest w tym też jakieś uznanie własnej porażki, że sam nie da rady. Dla mojego męża to właśnie w tym był problem. Dlatego paradoksalnie, pójście na terapię "dla mnie" było dla niego łatwiejsze do przełknięcia, niż pójście na terapię bo ON tego potrzebuje. On nie wiedział, że potrzebuje.
    A końcowy rezultat taki o jaki chodziło, czyli mąż poszedł na terapię. ;)

    Ja na miejscu Manii podeszłabym do tego w ten sposób, że celem terapii nie ma być naprawianie męża bo on zły, nieudolny czy co tam jeszcze. Tylko znalezienie rozwiązania trudnej sytuacji w której się znaleźli. Konkretny cel i zadanie, zamiast rozgrzebywania emocji, co faceta może z góry odrzucać.
  • zuzi.1 01.03.16, 22:23
    Mysle salsa.lover, ze masz racje i w ten sposób należy to temu mężowi przedstawić. To będzie wówczas łatwiejsze do przyjęcia dla niego.
  • ola_dom 29.02.16, 22:16
    mania_007 napisał(a):

    > Szukam terapeuty i go umówię. Możecie kogoś polecić z Łodzi?
    > No i czy to coś da, skoro on na dzień dobry jest na "nie"?

    Może wtedy będziesz miała jasność, czy mężowi zależy na Tobie na tyle, żeby jednak przemóc swoją niechęć do terapii? Jeśli jednocześnie dasz mu jasno znać, a najlepiej powiesz wprost, że jeśli czegoś ze sobą nie zrobi, to może już nie wracać do tego domu, którego nie lubi.

    JEDNAK nie wydaje mi się, żeby umawianie męża na terapię było dobrym wyjściem. Przestań być jego mamą... To jest znowu traktowanie go jak rozkapryszonego dzieciaka, który ostatecznie zrobi Ci łaskę i tam pójdzie, na tę terapię, skoro tak marudzisz, niech Ci będzie, łomatko, już, już...
    Mąż jest dorosły, niech sam poszuka terapeuty. Możesz mu w tym jakoś pomóc, ale jak nie przestaniesz go wyręczać, to żaden terapeuta nie pomoże.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • danaide 29.02.16, 22:25
    Mania, chyba nikt z tego forum nie ma wątpliwości, że terapia w przypadku Twojego męża jest wysoce wskazana, żeby nie powiedzieć - niezbędna. Osobiście, dawałam Ci rady uwzględniające negatywny stosunek Twojego męża do terapii i psychologów, mające na celu nie tylko leczenie zachowawcze, ale i powolne uświadamianie sobie problemu. Coś jak w tym powiedzeniu: "Jeśli jedna osoba mówi ci, że jesteś pijany, zignoruj ją, jeśli mówią ci to dwie osoby, zacznij się niepokoić. Jeśli usłyszysz to od trzech ? idź do domu i połóż się do łóżka." Jeśli sygnały zaczną napływać do Twojego męża z różnych źródeł - a zaczną, bo stając się rodzicem trafiasz w jakieś inne kręgi wtajemniczenia;D - może to w jakiś sposób zmieni swoje podejście. W końcu kropla nie siłą drąży kamień, a częstym spadaniem. Ale to tylko może.

    Może być tak, że chłop za cenę nienaruszalności własnego ja podziękuje Wam za rodzinę.

    Może być tak, że coś nieco - i chyba tylko coś nieco - zdziałasz mrówczą pracą nad swoim mężem. Bo np. Twoje zdanie będzie ważniejsze niż zdanie jakiegoś psychologa i z mniejszym oporem wysłucha Ciebie niż kogoś obcego. Oczywiście o ile masz ochotę być taką kroplą i o ile Twój mąż zgodzi się na Twoje spadanie z uwagi na Ciebie i na to co jest między Wami.


    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • danaide 29.02.16, 22:30
    Napisałam, przeczytałam to co napisała panizalewska i stwierdziłam, że chyba jednak nie wyzbyłam się tendencji do współuzależnienia:)
    I jeszcze tylko jak tu odróżnić współuzależnienie od propagowanego przez zuzi altruizmu (przeciwieństwa tego okropnego egoizmu, któremu z taką lubością oddawały się niegdyś berber rock i jej podobne;D)?


    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • panizalewska 29.02.16, 23:00
    Ja się dopiero uczę stawiać czynny opór, więc wiesz...
    Mi się wydaje, że co innego chęć pomocy, ale nie kosztem własnego życia, energii, bezbronnych dzieci itp (i psa), a co innego "ja za wszelką cenę muszę JEGO naprawić, bo wtedy będzie dobrze". Takie chore poczucie misji zbawienia świata? I spalanie się całkowicie w tym wszystkim? Takie zasr@ne True Love, co to nie dopuszcza do siebie myśli, że drugi człowiek jest dorosły i już dawno powinien wziąć doopę w troki i nie ma co nad nim się użalać, poklepywać po plecach i wmasować kremiku ;)

    Ja mniej więcej po 18 latach mówienia matce, że coś jest mocno nie halo w ich związku itp itd - po prostu już odpuszczam, bo to jest chore, to mnie pożera i spala. Bo jak grochem o ścianę oczywiście, nic się nie zmienia, a ja cierpienia młodego Wertera odstawiam w intencji obojga. Więc ja też byłam / jestem współuzależniona emocjonalnie od całej sytuacji. Dlatego teraz krótka piłka, li tylko oskarżenie, że był czas na to, żeby się ogarnąć, nie było ogarnięcia się, ja odchodzę na dobre. A osoba współuzależniona dalej będzie ratować, poklepywać, podnosić z porażek, poprawiać samopoczucie, "przymykać oczy na pierdoły" jak napisała Mania, a moja matka też często powtarzała, o zgrozo.

    Brrr. Ciekawy się wątek zrobił nieziemsko, ale sadyzmem i masochizmem zawiało jak nic. Dziecka szkoda wielce, jeżeli Mania zostanie w tym układzie :/
  • paris-texas-warsaw 01.03.16, 01:26
    Wydaje mi się, że w sytuacji ojcostwa nie można pomijać relacji z ojcem, a może nawet jest bardziej kluczowa, mimo że matka mogła być wiodącym opiekunem. Przyznam, że od poczatku zastanowiły mnie Twoje słowa, że Twoi rodzice "sprawnie" się rozeszli. Czy to Twoja opinia, czy odbiór dziecka, czy sama masz i jaki kontakt z ojcem i jak przez to postrzegasz ojcostwo męża - czy tolerancyjnie, czy do naprawy, czy nagle jak piszesz - trochę chowasz głowę w piasek, ale piszesz, że jak przyjdzie co do czego - to rozwód. To tak pod rozwagę.
    Jeśli chodzi o głosy, że jeśli mężowi zalezy, to pójdzie na terapię, to ja akurat nie do końca tak myślę. Zwyczajnie, ktoś "nie obeznany" z tematem terapii może mieć najdziwniejsze pojęcie czym jest terapia, po co, jaka etc. Jeśli mąż miał ciężkie dzieciństwo i niezrównoważonego ojca alkoholika, to jakby terapia "należy" mu się z przydziału. Ale on może nie mieć żadnej wiedzy w tym zakresie i np. uważać, że terapia jest "dla wariatów". Do terapii trzeba z grubsza wiedzieć po co iść i dlatego ja nadal uważam, że bym tego nie pokazywała od strony jego "deficytów", ale np. poprawę funkcjonowania w jakichś obszarach, gdzie mu zależy, albo odreagowanie dzieciństwa - może jakieś filmy z takiej tematyki ojciec-syn (ale nie puszczane co wieczór), żeby to jakoś sobie torowało mu coś w głowie.

    filmaster.pl/tag/ojciec%20i%20syn/
    Polecam oczywiście - choć zupełnie nie pamiętam - z listy "Paris Texas":))), no i "jak wytresować Smoka" I i II, no i może "Sprawę Kramerów" - takie odwrócenie, tu chyba nie ma na liście.

    Ja to piszę jako ktoś, komu bliskie są terapie i jak widzę, jak sobie po tym ciężlkim dzieciństwie jeździ facet na tych 3 rowerach, ale rozumiem, że niektórzy na pierwszym planie widzą tylko córkę. Ja nie myślę, że pokazywanie komuś korzysci z terapii to zaraz zło etc., a szukanie terapeuty to jest to superwspółuzależnienie, ale założenie, że ktoś pójdzie i wytrwa w terapii nie przez siebie "zaprojektowanej" wydaje mi się może niezbyt realistyczne.

    Ps. Jeszcze o narcyzach - Symington pisze o badaniach (ale nie podaje namiarów na te badania), dotyczących analizy nagrywanych rozmów narcystycznych (głęboko zaburzonych) z terapeutami i widać było, że rozmowy się jakoś załamywały, bo terapeuci jakoś się "gubili". Radą było dzielenie się terapeutów swoimi wewnętrznymi odczuciami. Więc może taka ogólna rada o swobodnej komunikacji i nie chowaniu głowy w piasek jest na rzeczy.
  • mania_007 01.03.16, 11:13
    Echh, no i znowu macie rację... Ja w tej całej sytuacji nawet nie próbowałam spojrzeć na siebie. Uznawałam, że jak wszyscy dookoła będą szczęśliwi to i ja będę. A całego świata nie uszczęśliwię. Tym bardziej na siłę, jeśli "świat" wcale sobie tego nie życzy.

    I w sumie rzeczywiście ja trochę pomijam rolę ojca w wychowaniu. Pewnie dlatego, że tak jak pisałam wcześniej, ja ojca miałam mało. Moja mama zawsze opowiada jak miałam jakieś 3/4 lata i poszłyśmy na pocztę dzwonić do ojca do biura, to ja krzyczałam do słuchawki "tata, tata, a przyjdziesz do nas kiedyś"? Tzn ojciec z nami mieszkał :) Przychodził późno wieczorem, wychodził wcześnie rano. Czasem w weekendy się z nim widziałam. Ponoć pracował, ale w sumie nie wiem, bo żadnej tam fortuny się nigdy nie dorobił :) Rozwiedli się jak miałam 15 lat i tak jak pisałam, na mnie to nie zrobiło wrażenia, a nawet poczułam ulgę, bo uważam, że mama i tak się wystarczająco długo męczyła.
    No ale wracając, to ja właśnie trochę tak do tego podchodzę, że ojciec to jest ten od głupich zabaw i w sumie nic więcej. Tylko żeby było tylko tak - ale on oprócz tego, że nie pomaga, to jeszcze może zaszkodzić.

    W sumie ja zawsze byłam altruistką i jestem z tych, którzy zawsze oddają ostatnie ciasteczko :) No i oprócz tego, to też mam tendencję do bycia jak Scarlett O'Hara i "myślenia o tym jutro". Ale wcześniej aż taka nie byłam. Może dlatego, że po prostu miałam więcej czasu, a ten wolny poświęcałam dla siebie. Teraz ten czas trzeba sobie samemu organizować i jeszcze prosić innych o pomoc, to już mi gorzej wychodzi. A teraz sama widzę, że trochę przeginam. Najlepiej mi się rozmawia z mamą i jak z nią rozmawiam, to nigdy o sobie. Zawsze o mężu, o dziecku, a ja tylko sobie gdzieś tam wiszę w przestrzeni i nie zawadzam.

    Kurcze, chciałabym dla dziecka jak najlepiej. Chciałabym, żeby miała szczęśliwych rodziców, ale chyba tak jak jest teraz, to ani mąż nie jest szczęśliwy, chociaż żyje sobie jak pączek w maśle, ani ja do końca też nie, chociaż do tej pory nawet o tym nie myślałam w ten sposób...

    Cieszę się, że napisałam na tym forum i fajnie wyszło, że ten wątek tak głęboko sięgnął. Umówię się w tym tygodniu do terapeuty, zobaczymy co z tego wyjdzie :)
  • salsa.lover 01.03.16, 15:57
    paris-texas-warsaw napisała:

    > Zwyczajnie, ktoś "nie obeznany" z tematem terapii mo
    > że mieć najdziwniejsze pojęcie czym jest terapia, po co, jaka etc.

    Dokładnie tak. Wciąż pokutuje przekonanie, że terapia to jak już jest naprawdę bardzo źle, albo jak ktoś ma psychiczne problemy. Dla mojego męża właśnie terapia z tym się kojarzyła i jego argument zawsze był taki, że przecież nie jesteśmy jacyś nienormalni, że nie jest z nami AŻ tak źle.

  • agnieszka_iwaszkiewicz 28.02.16, 22:13
    W wywiadzie, który tutaj został Pani polecony, mówię o oczekiwaniach kobiet, aby mężczyźni przeżywali ojcostwo tak jak macierzyństwo oraz aby mężowie/partnerzy byli w tym byli w tym podobni do żon/ partnerek. Pani mąż przeżywa swoje ojcostwo inaczej niż Pani. Może trochę wolniej, może ma inne fazy, może coś go zdziwiło lub zaskoczyło w tej sprawie. Może myślał, że będzie inaczej. Nie opisuje Pani żadnych drastycznych zachowań męża. Trochę niepokojące są te komunikaty wobec córki, bo jak podrośnie a mąż się z tego nie wycofa mogą być raniące. Być może są wynikiem Waszego czarnego humoru, ale dziecko może się na nim nie poznać.
    Ale czytając wyrywkowo Pani wypowiedzi zauważyłam, że ma Pani poczucie realności oraz życzliwość co być może pomoże Pani zmienić trochę nastawienie do męża w tej kwestii. Agnieszka Iwaszkiewicz

  • mania_007 29.02.16, 10:53
    Dziękuję za odpowiedź. Dałam mężowi ten wywiad do przeczytania, ale jakoś specjalnie nie odniósł się do niego. Ciężko jest mu uwierzyć, że na świecie są inni tacy jak on. On cały czas woli myśleć, że jest jedyny w swoim rodzaju, a jego problemy są największe z największych.
    Może zamiast tekstów naukowo-psychologicznych mogłabym mu podsunąć jakąś powieść fabularną, z którą mógłby się jakoś zidentyfikować i zdystansować trochę do swojego życia? Może ktoś podsunąć jakiś tytuł? Kosmici albo mordercze szczury w fabule mile widziane ;)
  • pade 29.02.16, 13:54
    Może jakaś bajka o marudnym pięciolatku albo histeryku?

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • panizalewska 29.02.16, 14:33
    Pade miszcz! :D
  • mania_007 29.02.16, 19:45
    hehe :)
  • apersona 01.03.16, 10:36
    > Może zamiast tekstów naukowo-psychologicznych mogłabym mu podsunąć jakąś powieś
    > ć fabularną, z którą mógłby się jakoś zidentyfikować i zdystansować trochę do s
    > wojego życia?

    Hobbit - Bilbo Baggins prowadzi komfortowe i wygodne życie, a tu nagle pojawia się Gandalf i wypycha go na wyprawę z przygodami, a przygody wiadomo są niebezpieczne, można się przez nie spóźnić na obiad. I do tego pierścień - pokusa zniknięcia na trochę z tego przerażającego nowego życia, ot jakieś niby nadgodziny lub zakupy akcesoriów do roweru.
  • mania_007 01.03.16, 14:50
    No niby tak, ale w całej fabule hobbita to o czym piszesz akurat ginie. Kupiłam "Humory Hipolita Kabla" :) Dla dziecka oczywiście :)
  • ola_dom 29.02.16, 11:14
    agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

    > co być może pomoże Pani zmienić trochę nastawienie do męża w tej kwestii.

    Czyli Mania ma zmienić nastawienie do męża "w tej kwestii"? Naprawdę???
    Chociaż, jest w tym trochę racji. Powinna go wreszcie kopnąć w dupę - tym mocniej, żeby tym szybciej doleciał na terapię, albo coś ze sobą wreszcie zrobił, zanim złamie życie własnemu dziecku. I Mani.
    Ale jakoś tak mi się wydaje, że niekoniecznie taka była intencja Pani postu...:/

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • olikol 29.02.16, 13:50
    Dziwię się Mania, że pozwalasz mężowi na wyzwiska w kierunku dziecka "ty skretyniały owocu" itd.
    Chyba, że oboje wywodzicie się z intelektualnej patologii i chamskie epitety wobec siebie to obojga z was chleb powszedni.
    Szkoda dziecka.
    Ojciec go nie chce i przy każdej okazji to przypomina, a matka zamiast ojca przywołać do porządku żeby przynajmniej trzymał gębę na kłódkę jak nie ma nic mądrego do powiedzenia, to się zajmuje samopoczuciem wyrośniętego egocentrycznego dziubdziusia i upewnia go tym samym w przekonaniu, że to ona powinna dziecko gdzieś oddać byle wyrośnięty dziubdziuś miał swoje potrzeby zaspokojone i odpowiednią ilość rozrywek i seksu przez nią zapewnione dla jego dobrego samopoczucia.
    Na żadnej terapii ten facet nie nauczy się kochać dziecka.
    Za to pan by mógł się nauczyć jak nie być chamem a autorka jak nie pozwalać na rozwój domowej przemocy emocjonalnej wobec najbardziej bezbronnych.
    Autorko już dawno powinnaś przywołać męża do porządku i zabronić mu takich tekstów i jojcenia o d.. maryni. Twoje poczucie winy, że to ty chciałaś dziecka a nie mąż więc jesteś odpowiedzialna za nieszczęście męża i musisz mu to wynagradzać- jest równią pochyłą. Starego zrzędy szantażysty emocjonalnego nic nie zaspokoi, bo ten typ tak ma, póki mu się pozwoli to się będzie rozwijał w tym kierunku. Więc w końcu się sprzeciw. Chyba, że też uważasz dziecko za problem który ci fajny związek popsuł.
  • loreen1 01.03.16, 14:06
    normalnie mam odruch wymiotny, jak mysle jaka rozmemlana lebioda z tego pozal sie boze faceta. teksty do dziecka to zadne tam czarne poczucie humoru, tylko dno i kilo mulu. chamstwo i kretynizm do kwadratu. zamiast rozkminiac milion pincset "problemow" pana z du... wzietych powinnas mu kategorycznie zakazac takich odzywek. watpie, ze to zrobisz, bo widac, ze dla ciebie dobro misiaczka jest wazniejsze od dobra corki, bo tylko on, on, on....a o dziecku jakos tak tez przedmiotowo i w tle problemow tego ciapciaka.
    --
  • molly_wither 01.03.16, 20:54
    Im bardziej starasz sie go zrozumiec, tym gorzej dla was. Nie wiem,czy rozumiesz, co mam na mysli. Moze w skrocie napisze tak,ze najwyzszy czas, aby to on zrozumial Ciebie. No,ale chyba w zwiazku role juz podzielone.Ty matka, on i corka Twoje dzieci.

    --
    Szczęśliwy jest naród, którego historia jest nudna (Monteskiusz)
  • 43-latka 01.03.16, 21:49
    Mania, przyznaj, że nie spodziewałaś się takiej wnikliwej analizy twojego problemu?
    Miejmy nadzieję, że wyciągniesz właściwe wnioski i postąpisz rozsądnie mając na uwadze dobro twojej córeczki.
    Życzę Ci szczęścia i wiele radości w życiu.
    Pozdrawiam wszystkich uczestników dyskusji
  • mania_007 02.03.16, 15:14
    Ano, nie spodziewałam się :) Ale wdzięczna jestem, naprawdę.

    A wczoraj przegadałam z mężem pół nocy. Bez nerwów, tak na spokojnie. On wie jakich ma kopniętych rodziców i sam chce być inny. Przyznał też, że kocha córkę, ale jest mu ciężko z tym pożegnaniem dawnego życia. Oczekiwaliśmy zmiany, ale nie aż tak. Rzeczywiście - ostatnio wyszliśmy gdzieś razem, bez dziecka w sierpniu. Potem jakoś się nie składało... Z dzieckiem w sumie też niewiele robimy, najwyżej wyjdziemy na spacer albo do sklepu. Ja ostatnio umalowałam się chyba w zeszłym roku. Teraz mi się nie chce. A kiedyś codziennie.
    Myślę, że jeśli naprawimy te "drobiazgi", będzie wtedy łatwiej rozmawiać o emocjach i o tym jakimi rodzicami byśmy chcieli być. Też da się z nim o tym rozmawiać. Inaczej nie wytrzymałabym z nim 9 lat :) Sporo o tym rozmawialiśmy, myślę, że jest szansa wyjść na prostą :) Możliwe, że pójdziemy razem na terapię, ale poczekamy jeszcze do czerwca. Wtedy młoda skończy rok, a my ocenimy jak to nam idzie. Ja pójdę chyba wcześniej.

    Ale ogólnie będziemy zmierzać ku lepszemu :) Wierzę, że on może być dobrym ojcem, w końcu znamy się nie od dziś. Tylko musi chcieć i pracować nad sobą. A to mi wczoraj obiecał.

    Baaaardzo dziękuję wszystkim za rady. Fajnie, że tak głęboko to sięgnęło. Postaram się napisać za jakiś czas co u nas słychać.

    Pozdrawiam!
  • bergamotka77 02.03.16, 19:14
    mania
    moim zdaniem jestes naiwna a twoj optymizm mnie powala - bedziesz poza coreczka musiala wychowywac, tyle ze do rodzicielstwa, rowniez mezusia. Widocznie lubisz matkowac. Dla mnie twoj maz to mieczak, ciapa i slabeusz. Bedzie sie staral pracowac nad soba by nie wyzywac corki i nie brzydzic sie jej dotknac? Chory czlowiek, zamotal cie paroma slowkami i pewnie na zadna terapie sie nie wybiera a ty cieszysz sie jak glupia. Swoja droga dlaczego nie wychodzicie i sie nie malujesz? My wyjechalismy na tydzien na narty jak mlodszy mial 7 m-cy i przezyl to doskonale pod czula opieka dziadkow. Nie rozumiem takiego zafoksowania - z domu nie wychodzicie nawet na spacery bo jest dziecko? Nic dziwnego ze on czuje sie jak w wiezieniu...

    --
    "Moze kogos zainteresuje historia kobiety, ktora zostala matka jako dziecko a w momencie kiedy powinna ta matka zostac, zostanie babcia. Ku przestrodze oczywiscie!" asmarabis o mnie :)
  • enith 03.03.16, 06:07
    bergamotka77 napisała:

    > Swoja droga dlaczego nie wychodzicie i sie nie malu
    > jesz? My wyjechalismy na tydzien na narty jak mlodszy mial 7 m-cy i przezyl to
    > doskonale pod czula opieka dziadkow. Nie rozumiem takiego zafoksowania - z domu
    > nie wychodzicie nawet na spacery bo jest dziecko? Nic dziwnego ze on czuje sie
    > jak w wiezieniu...

    Też tego nie pojmuję. Ostatni raz wyszli w sierpniu?? Przecież jest marzec. Przez pół roku nie dało się zorganizować wyjścia bez dziecka? I z dzieckiem też nie bardzo? Ja czytam takie farmazony, to dostaję kolki ze śmiechu. Moi znajomi mają chałupę w górach, off-grid. Ostatnie trzy mile drogi do domu nie są odśnieżane. Pierwszej zimy, gdy córa miała jakieś pół roku, zapakowali ją na sanie, sami założyli rakiety śnieżne i plecaki z prowiantem i na łykend poszli do chałupy. Da się? Da. Gdy się chce. I tu chyba leży clue problemu. Manii i jej mężowi się chyba jednak nie chce. Ani wychodzić, ani malować, ani w jakikolwiek sposób się starać. Z dzieckiem, zwłaszcza nie noworodkiem da się robić wiele rzeczy. Może nie wchodzić na Everest, może nie nurkować, ale wyjazdy nad wodę, na narty czy choćby zwykłe wyjście do knajpy jest jak najbardziej do zrobienia. Pytanie więc, czemu oni tego nie robią?
  • mania_007 03.03.16, 09:55
    A mnie śmieszy jak ktoś mówi, że z dzieckiem można wszystko. Owszem, jak się ma rozrywki typu wyjście do knajpy, czy jechanie nad wodę po to, żeby tam siedzieć. Mnie to nie bawi. Do knajp wychodzimy, ale to w kategorii "nie ma nic na obiad", a nie "ubierzemy się ładnie i pójdziemy nażreć". Pójść nad wodę i tam siedzieć? Pff... Nigdy nie rozumiałam jak siedzenie może być rozrywką. Nad wodą, czy w jakimś opłaconym hotelu. No mnie to nie bawi. A nawet jeśli podchodzimy do tego w kategorii "zaczynamy robić rzeczy, których nie robiliśmy przed dzieckiem" - to nie w taką pogodę. Na ostatnie długie, całodniowe spacery z młodą chodziliśmy w październiku, kiedy jeszcze można było ją nakarmić i przewinąć na dworze. Wtedy też można było siedzieć nad wodą. Ale nie chciałam, bo nie lubię.
    Od listopada spacery są krótkie, do 2hr, bo córka dłużej nie lubi być w wózku.

    Co robiliśmy wcześniej i czego teraz nie da się zrobić, chociaż ponoć "z dzieckiem można wszystko"?
    - jeździliśmy na rowerze (hehe, ale niespodzianka :P) - przyczepkę mamy od dawna, ale niestety przeczytałam, że jazda w przyczepce jest wskazana dopiero po skończeniu przez dziecko 3 lat, bo wcześniej może szkodzić na kręgosłup. Nie będę narażać dziecka po to, żebyśmy sobie pojeździli. Umówiliśmy się, że poczekamy do roku, więc gdzieś od czerwca zaczniemy jeździć. Ale w góry to jeszcze pewnie przez parę lat nie pojedziemy... Poza tym teraz to i tak byłyby krótkie wycieczki, bo nie ma jak nakarmić i przewinąć w takim zimnie.
    - jeździliśmy na spływy kajakowe. Ale to latem. Zeszłego lata się nie dało, z noworodkiem sobie nie wyobrażam. Ale nawet jeśli, to córka dopóki nie skończyła 3 miesięcy cały czas wyła. Później już było za zimno.
    - chodziliśmy na spacery. Hehe, no teraz też chodzimy. Ale tak jak pisałam - 2hr max. Nie narzekam, tylko twierdzę, że z dzieckiem nie da się "wszystkiego" :)
    -jeździliśmy na rajdy samochodowe, jeździliśmy na rolkach, chodziliśmy na wieczory z grami RPG.

    A dlaczego sami ostatnio byliśmy gdzieś w sierpniu? Bo karmię piersią, a mniej więcej w sierpniu córka przestała akceptować butlę. A pokarmów stałych je bardzo mało. (Tzn właśnie zaczęła więcej, więc jest nadzieja :) ) Czy to jest wystarczająca odpowiedź na "a my pojechaliśmy na tydzień bez dziecka"? A my chałupy w górach nie mamy. No można jakąś wynająć i pojechać. Ale po to żeby tam siedzieć? A na spacer i tak max 2hr?

    Ale ja na serio na to nie narzekam. Dziecko mi to częściowo wynagradza, a do tego wiem, że jest to okres przejściowy, bo mam nadzieję, że ze starszym dzieckiem da się więcej. Tylko chciałam pokazać, że z dzieckiem nie da się WSZYSTKIEGO, a w sumie to da się niewiele.

    I nie wiem w sumie skąd ten atak na mnie... Ceniłam to forum za to, że nie jest typowym "hejtowym" forum. A jednak się myliłam. Przykre.

    A co do tego, że ja jestem naiwna, a mąż to zło wcielone: dyskusja na forum ma to do siebie, że rozmawia się na konkretny temat. Czyli wypowiadam się tylko w temacie i podaję przykłady zachowania męża tylko w konkretnym temacie. Tak więc, rzeczywiście mogłam zbudować taki obraz naszego małżeństwa i tak możecie to odbierać. Ale ja jestem tutaj i ja widzę i wiem jak jest w rzeczywistości. A mam swój rozum, naprawdę i widzę jak jest (chociaż max kolonko ze mnie żaden :P). Ale pewnie wy wiecie lepiej jak jest na podstawie tych kilku postów, które napisałam...
  • mania_007 03.03.16, 10:45
    Haha, a jeszcze mi się przypomniało jak kiedyś moja koleżanka mówi "Z dzieckiem można wszystko! Bierzesz w wózek, jedziesz do centrum handlowego i tam masz wszystko!" :)
  • bergamotka77 03.03.16, 10:47
    ale marudzisz mania
    sluchaj wyczynowi sportowcy tez nie moga z dzieckiem trenowac ale sorry mozna robic wiele innych rzeczy tylko wy jak male dzieci w kolko to samo "ale na rowerach sie nie da, na splyw sie nie da". Pytam jeszcze raz po co decydowaliscie sie na dziecko jesli teraz nie jestescie w stanie odzalowac swoich ekstremalnych aktywnosci? Z dzeckiem sie da i mozna duzo, moze hardcorowo no ale trzeba byc naiwnym zeby zalozyc ze dziecko NIC nie zmienia. Ile wy macie lat - 15?

    --
    "Moze kogos zainteresuje historia kobiety, ktora zostala matka jako dziecko a w momencie kiedy powinna ta matka zostac, zostanie babcia. Ku przestrodze oczywiscie!" asmarabis o mnie :)
  • olikol 03.03.16, 11:30
    Ręce opadają.
    Dziewczyno, wcześniej pisałaś że prowadziliście jakieś super aktywne rzeczy i mnóstwo ciekawych rzeczy robiliście..... wydawało się, że jesteście osobami uprawiającymi sporty, dynamicznymi, aktywnymi.
    Tymczasem to co opisujesz, to obrazek przeciętnych marudów, co to czasem wyjdą się przejechać na rower i w lecie zaliczą kajaki. Czyli życie jakie uprawiają miliony innych niewysilających się zbytnio w życiu zjadaczy chleba.
    Jaki problem jest z zabraniem dzieciaka na rajd samochodowy? Że trzeba będzie pieluchę przewinąc i się wysilić na znalezienie bieżącej wody?

    I w tym jest problem -
    - jesteście zwyczajnie ludźmi leniwymi.
    Nie chce wam się wysilić by coś zorganizować razem z dzieckiem, każdy dodatkowy wysiłek w ogarnięcie dzieciaka staje się problemem za który winne ma być dziecko, a może zwyczajną wymówką od jakichkolwiek dodatkowych obowiązków, by nic w życiu nie robić, nie wysilać się, bo przecież można zarabiać tylko na siebie i przejadać kasę tylko na swoje przyjemności a nie jakiegoś dziecka które nic nie daje.

    Mam znajomych którzy z 1,5 rocznym dzieckiem pojechali pod namioty w podróż po Rumunii, przez miesiąc chodzili z plecakami, jedzenie przygotowywali na ognisku. Jakoś się dało - bo to ludzie z charakterem i pasją - a nie leniwe jęczyd...y jak ty i twój mąż.
    Inni co roku jeżdżą w Bieszczady z dziećmi z grupą podobnych kilkunastu rodzin, rozbijają biwak przy leśniczówce nad strumieniem i wspólnie organizują czas - konie, quady, jeepy, treking - do wyboru kto co chce, jedni ogarniają czas dla mniejszych dzieci, inni szaleją kilka godzin w terenie i wracają na wspólne grilowanie.
    Jakoś nie nad jezioro by "tylko siedzieć z dzieckiem przy basenie bo cóż innego można robić" onanizując się poczuciem skrzywdzenia jakie to wielkie aktywności dziecko im odebrało, nie "do knajpy się nażreć" jak to raczyłaś określić bo przecież z dzieckiem wg ciebie inaczej się nie da..

    Współczuję dziecku. Trafili mu się rodzice z rozdętym ego i baaardzo fałszywym wyobrażeniem o własnej zaj.bistości pod którym tak naprawdę kryją się leniwe niedojrzałe bachory unikające wysilania się w życiu. Bueeee
  • enith 03.03.16, 14:56
    olikol napisała:

    > Ręce opadają.
    > Dziewczyno, wcześniej pisałaś że prowadziliście jakieś super aktywne rzeczy i m
    > nóstwo ciekawych rzeczy robiliście..... wydawało się, że jesteście osobami upra
    > wiającymi sporty, dynamicznymi, aktywnymi.

    Ja też tak sądziłam. Też założyłam, że ten aktywny tryb życia, którego nie dało się po urodzeniu dziecka utrzymać, to pewnie jakiś hang gliding albo co najmniej nurkowanie w jaskiniach na Borneo. I było mi Manii i jej męża szkoda, że musieli z tych swoich pasji tymczasowo zrezygnować. Ale na rany boga, rower, kajaki? A nawet zwykłe cotygodniowe wyjścia? Przykro to pisać, ale z dziecka zrobiono tu kozła ofiarnego winnego wszystkich nieszczęść, jakie spadły na tę rodzinę. To przez dziecko nie można pójść na rower. To przez dziecko nie można się ładnie ubrać i umalować i wyjść do ludzi, żeby kota nie dostać w czterech ścianach. Tak to widzi mąż i tak to widzi Mania. I zastanawiam się, czy oni do tych swoich pasji w ogóle wrócą, gdy już dziecko będzie mogło swobodnie w nich partycypować, albo będzie na tyle duże, że będzie miało swoje pasje i nie będzie się na starych oglądać. Nie sądzę. Sądzę, że średnio aktywni, typowi Kowalscy znaleźli sobie w osobie własnego dziecka idealną wymówkę, by nie robić kompletnie nic.
  • danaide 04.03.16, 13:46
    I wracamy do tego co napisałam na początku - kosmos pracy przed Wami. Być może bierność i negatywne nastawienie narcyza udziela Ci się, mania, w większym stopniu niż byś sobie tego życzyła, ale faktem jest że nie, nie da się powrócić do dawnego stylu życia w którym się "nie musiało". Choć zawsze można walczyć o pojedyncze przyczółki lenistwa;D

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • berber_rock 03.03.16, 12:09
    Normlanie smiech pusty mnie ogarnia!

    Do skonczenia 6 m-cy mojej dziecko zaliczylo 3 wyjazdy pod namiot, w tym jeden byla na Islandie, ktora jak wiadomo nie ropieszcza.
    Przezyla minus 2 w nocy, kapanie sie w cieplych zrodlach przy sredniej aurze na zewnatrz, wspinanie sie na wulkany i inne tego typu.

    Do skonczenia 3 roku zycia zwiedzila jeszcze: Iran, Tajlandie, Malezje, Jordanie. Wszedzie wloczac sie lokalnymi srodkami transportu i mieszkajac w dosyc dziwnych czasami miejscowkach.
    Jezdzila z nami rowerem po Wietnamie, w tym roku zaczela jezdzic na nartach. Kajak tez toleruje (moze nie w natezeniu 8 h dziennie).
    Nie sa to moze sporty ektremalne i kaskaderka, ale nie narzekamy.

  • akn82 03.03.16, 16:11
    Wsadź dziecko do fotelika samochodowego i potem do przyczepki. Pooglądaj w necie jak to się robi.
    Wybraliście spowolnienie życia z dzieckiem, bo nie widzieliście możliwości realizacji rozrywek z dzieckiem. To wasz wybór, a nie brak obiektywnych mozliwości.

    A w chuście młoda nie lubi być?
  • morekac 15.03.16, 21:59
    >Ale w góry to jeszcze pewnie przez parę lat nie pojedziemy...

    Wprawdzie moje córki na jakieś wielkie miłośniczki gór nie wyrosły, ale młodsza 'weszła' na Rawki mając 4 miesiące... Starsza zdobywała połoniny w 'podeszłym' wieku - rok miała. Akurat po górach lepiej chodzi się z dziećmi, które można jeszcze wpakować w nosidło...

    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • 43-latka 02.03.16, 21:00
    Mania, twój mail uspokoił mnie. Jesteś mądrą i rozsądną kobietą. Jest ci ciężko w tej sytuacji,
    ale Ty podjęłaś walkę o rodzinę. A Twój mąż, jeżeli chce o tym rozmawiać, to już jest połowa sukcesu, a jeżeli obiecał poprawić swoje zachowanie to uważam, że osiągnęłaś/osiągnęliście zwycięstwo. URATUJECIE RODZINĘ DLA SWOJEJ CÓRECZKI. A wiosną (już tuż, tuż) zaświeci słońce i wszystko odmieni się na lepsze. Życzę szczęścia.

    >Postaram się napisać za jakiś czas co u nas słychać.
    Trzymam za słowo
  • akn82 02.03.16, 23:09
    Śledziłam wątek, bo miałam podobne problemy w małżeństwie.
    My wyszliśmy na prostą właśnie dzięki terapii. Osobnej!

    Jeśli mogę cos poradzić, to nie informuj męża o przeczytanym stosie teorii osobowości i nie inputuj mu w rozmowie "odchyłów" osobowościowych. Każdy będzie się przed taką "diagnozą" bronił. (tak odczytałam Twoją poprzednią rozmowę z mężem, którą tutaj zreferowałaś).

    Zajmij się sobą w sposób konstruktywny i asertywny ale i szanujący męża takim jakim jest. Zmienisz się Ty to i on będzie musiał się dostosować.

    Jeśli prowadziliście intensywny i aktywny styl życia to szkoda że z niego zrezygnowaliście. Z dzieckiem można robić wszystko co wcześniej tylko w inny sposób. Trzeba tylko znaleźć ten sposób. Malucha można przyzwyczaić do bardzo wielu warunków. :)
  • enith 03.03.16, 04:01
    Zanim odtrąbisz zwycięstwo, poczekaj, aż mąż faktycznie zacznie robić to, co ci obiecał. Nie mam pojęcia, czemu z terapią chcecie czekać jeszcze trzy miesiące, skoro problem jest teraz! Teraz mąż brzydzi się dotykać dziecka. Teraz drze na nią mordę i rzuca obraźliwymi epitetami. Teraz wraca z miną cierpiętnika do znienawidzonego domu. Na co ty tu chcesz czekać? Bo na co chce mąż, to ja wiem. Mąż ma nadzieję, że za trzy miesiące się uspokoisz i zapomnisz o całej sprawie, a on nadal będzie tym najbardziej pokrzywdzonym na całym świecie człowiekiem, oj oj. I będziecie w punkcie wyjścia. Każ mężowi iść się leczyć natychmiast, a nie otwieraj szampana, bo pan ci obiecał (!), że się postara.
  • panizalewska 03.03.16, 09:33
    Już gdzieś słyszałam takie teksty, obiecywanie z jednej strony i skowronki natychmiastowe z drugiej. Muł mentalny zalewa mi musk. Jestem pesymistką w tym temacie, przepraszam Cię Mania. Mam nieziemską nadzieję, że się mylę, bo moje obserwacje to tylko 20 lat na jednej parze dorosłych. Oby u Was było inaczej.

    Ale serio - nie ma na co czekać. Od czekania nic się nie poprawi, tylko od działania. Przez te 3 miesiące to można znaleźć odpowiednią metodę terapii i wypróbować kilku terapeutów, żeby poczuć tą "chemię", żeby trafiało do człowieka. I w razie czego zmienić i szukać dalej
  • mania_007 03.03.16, 10:02
    Ja się wybieram do terapeuty tak czy siak. Jego teraz mułami nie zaciągnę (czy wołami? Jak się mówi?). Tzn mogę, ale właśnie najpierw chcę sprawdzić jak to wygląda u takiego psychologa i czy mąż się podda takiej terapii. Czy naprawdę jest kozetka i obrazki z plamami atramentu i "a co pani tutaj widzi"? :D Czy terapeuta naprawdę sennym głosem na większość pytań odpowiada "nie wiem, a jak pani myśli?"
    Pewnie nie, ale najpierw sama muszę sprawdzić :) Znam męża i jego ironiczne podejście do wielu rzeczy. Dlatego sprawdzę i najwyżej go zaciągnę.

    A co do tego, że czarno to widzisz, to odpowiedziałam parę postów wyżej. Póki co jeszcze nie skaczę ze szczęścia i nie otrąbuję zwycięstwa, ale wg mnie to jest pewien sukces, że mąż widzi problem, chce zmiany i obiecał, że będzie się starał. Wcześniej tego nie było.
  • olikol 03.03.16, 11:03
    Mania, ty musisz iść na osobistą terapię, żeby pozbyć się przymusu kontroli męża. Męża traktujesz jak dziecko do zaopiekowania a nie jak dorosłą osobę. Nie dajesz mu szans być dorosłym.
    Idziesz na terapię, żeby sprawdzić jak to tam jest i czy męża tam pchać bo czy aby mu będzie odpowiadać to co tam jest....
    Nie mam słów. Klasyka patologicznych relacji mamusia-syn.
  • akn82 03.03.16, 11:45
    Masz rację! Tylko nie da się kogoś do terapii przymusic. Dobrze że Mania idzie na osobistą psychoterapię. Z mężem nic się nie zrobi jeśli on nie chce. Tak jak pisałam wyżej: zmiana w Manii spowoduje zmianę w mężu.
  • olikol 03.03.16, 11:59
    Lektura innych wątków Manii też jest ciekawa. Polecam ten o psie.



  • akn82 03.03.16, 12:24
    Dzięki za polecenie! Ale mam już lektury w kolejce zaplanowane :P
    W każdym razie życzę wszystkim żeby sobie życie ułożyli.
    Pozdrawiam.
  • kobieta_z_polnocy 09.03.16, 15:13
    Wiesz, piszesz duzo o mezu, ale bardzo niewiele o sobie.

    Kilka uwag po przeczytaniu calego watku:
    - przestan tak go wreszcie analizowac. Najwyzszy czas przestac stawiac go w emocjonalnym centrum waszej rodziny. Te ciagle utyskiwania na to, jak mu zle sa po prostu nie do przyjecia. Jasne, ze z niemowlakiem moze byc ciezko, ale na Boga, to nie jest katorga, a juz na pewno nie dla mezczyzny, ktory - jak sie domyslam - chodzi do pracy i ogarnia tylko czesc tych codziennych praktycznych czynnosci przy dziecku.
    Zreszta, co to w ogole za komentarze o niekochaniu dziecka? Wydaje mi sie, ze jemu po prostu sie nudzi, bo czuje sie ograniczony, ale to juz jest tylko jego/wasza wina. Juz was dziewczyny wyzej podsumowaly: jestescie leniwi i dlatego tak sobie tkwicie w marazmie, mimo tych drogich rowerow, przyczepki i wspomnienia kajakow. Masz racje, z tak malymi dziecmi nie da sie WSZYSTKIEGO robic tak jak dawniej, ale COS zawsze mozna zrobic.

    Powiedzialabym zatem: dosc tego wsluchiwania sie w jego rozterki i "cierpienie". Dosc analizowania tego jacy byli jego rodzice. Po co ci to? Na razie wyglada na to, ze masz dwojke dzieci w domu. Nie daj sie wciagac w zadne emocjonalne rozgrywki, jestes z pewnoscia wystarczajaco juz obciazona tym wszystkim - zarowno fizycznie jak i psychicznie.

    - skup sie na sobie: idz na terapie sama, zobacz czego sie o samej sobie dowiesz. I ciesz sie corka i wspolnymi chwilami.
  • fifkum 10.03.16, 12:10
    może miłość przyjdzie z czasem, u ojców to czasem trudno przychodzi
  • anagat1 17.03.16, 23:10
    Mania, ja tam na relacjach sie nie znam. Ale.. ty caly czas piszesz o przyczepce do roweru.. Moj synek od 10 mies jezdzi w foteliku przypietym do roweru. Wczesniej na plecach meza w nosidle. Moj starszy syn (lat 4) od roku pedaluje na dwu kolach.. Wiec moi panowie wycieczki sobie robia.. Moj maz na rowerze, mlody na plecach lub na siedzonku, pies doczepiony do rowera, starszak na swoim.. a jak sie zmeczy mam hol rowerowy. Podpina sie i dalej w trase. No na gorskie crossowki to sie nie nadaje.. ale na dlugie rowerowe wycieczki, bez problemu. Poza tym, jesli chodzi o wyjazd na urlop.. zawsze mozna wziac ze soba nianie .. dziecko z niania.. a wy na trase. Ja wlasnie jestem z tych, ktorzy uwazaja, ze z dziecmi mozna robic wszystko, jesli tylko szanuje sie ich potrzeby i potrafi pojsc na kompromisy.
  • anagat1 17.03.16, 23:11
    aaa.. no tylko wyspac sie nie mozna:D czyli jednak nie wszystko heh
  • sonia_siemionowna 21.03.16, 01:24
    Nie widzę niczego dziwnego w zachowaniu Twojego faceta. Może poza tym, że wiedząc, że dzieci nie chce dał się namówić. Nie wiem, po co miałby iść do psychologa?

    Wybacz porównanie, ale np. mój partner nie przepada za psami. A ja psy bardzo lubię i zawsze mam jakiegoś odratowanego pimpka ze schroniska. Mój partner owszem, z pimpkiem się pobawi, jeść da, nawet się opiekuje kiedy ja wyjeżdżam ale nie jest to robione z pasją.

    Wiem, że dziecko to nie to samo, ale chyba podobny mechanizm - skoro ktoś wie, że czegoś nie lubi, to trudno, zeby mu się odmieniło kiedy ten obiekt się w życiu pojawi.

    Rozumiem, że jest współodpowiedizlany itp ale to tak czarno-biał oto tylkow teorii wygląda. Sama mam kolezanki, które najpierw namówiły facetów, o których wiedizały, ze nie chcą dzieci na dziecko pod warunkiem, że będa się tym dzieckiem zajmowały głównie one a teraz jęczą, że facet nie pomaga. No nie pomaga, bo też i się na to nie pisał. Osobiście, gdybym była mężczyzną, rozporządzałabym swoim nasieniem inaczej, ale to już inna sprawa.

    Ja np. nie chcę mieć dzieci, nie przepadam i już. Tyle, że nie dałabym się za żadne skarby na dziecko namówić. I nie wiem, dlaczego ktoś, kto nie chce dzieci jest 'niedojrzały'. Posiadanie potomstwa to instynkt, co ma wspólnego z dojrzałoscią?

    Twoja historia to niestety dobry przykład tego, jak się kończy naciskanie na dziecko zamiast szukanie faceta, który dzieci chce.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka