Dodaj do ulubionych

pieniądze w związku - jak rozmawiać

04.08.16, 11:26
Jestem z moim mężem razem od 6 lat. Gdy się poznaliśmy, oboje byliśmy już po 30, samodzielni, niezależni finansowo, po związkach, po kredytach, nieźle zarabiamy i ogarniamy swoje życia. Mąż od początku zarabiał sporo więcej ode mnie.
Po roku znajomości zamieszkaliśmy razem. Otworzyliśmy wspólne konto i uzgodniliśmy, że z tego konta będziemy opłacać wszelkie rachunki, raty kredyty, zakupy itp, czyli wszystko to co idzie na wspólne bierzące życie. Na to konto co miesiąc oboje przelewaliśmy taką samą kwotę, która starczała by te wszystkie rachunki opłacać. Resztę każdy miał do własnej dyspozycji.

System działał na początku całkiem nieźle. Aczkolwiek w miarę rozwoju związku pojawiały się większe wspólne plany, większe wydatki typu wakacje. Wkrótce też utarło się tak, że to głównie ja organizuje płatności rachunków, to ja sprawdzam czy na tym koncie jest wystarczająca ilość pieniędzy. Gdy brakowało, to ja musiałam mówić mu i prosić o dopłaty, lub dopłacać ze swojej kasy i potem "odliczać".
Z biegiem czasu zaczęliśmy myśleć o ślubie, dzieciach, remoncie mieszkania itp. Siłą rzeczy trzeba było zrewidować układ z pieniędzmi. Ja wielokrotnie mówiłam mu, że nie czuję się dobrze gdy muszę go prosić by dopłacił kasę na wspólne konto, bo on zupełnie nie interesuje się czy jest na rachunki czy nie ma.
Uzgodniliśmy więc, że zmienimy system i każdy z nas będzie sobie zostawiał określoną kwotę tzw kieszonkowego, a resztę wypłaty będziemy przelewać na wspólne konto. Kwota kieszonkowego miała być taka sama dla obojga, i dość spora, więc swobodnie wystarczać miała na własne hobby, wydatki itp. Z wspólnej kasy planowaliśmy zrobić duży remont, poczynić pewne inwestycje na przyszłość, nadpłacać kredyt. Wszystko miało być cacy i wydawało się, że udało się rozwiązać problem bez większych spięć.
Jedyne co w tym temacie mnie drażniło to, że mąż lubił w różnych sytuacjach, szczególnie towarzyskich rzucać, że "u nas żona zarządza jego pensją" albo, że on "całą kasę oddaje żonie". Nie podobały mi się te żarty, szczególnie, że po pierwsze nie były prawdą, a po drugie rzucał je również przy wcześniejszym systemie, gdy płaciliśmy wszystko po połowie.

Niedawno przypadkowo odkryłam, że mąż zostawia sobie o wiele więcej kieszonkowego, niż uzgodniliśmy. Ja, mimo iż zarabiam mniej od niego, rzetelnie trzymałam się ustaleń i przelewałam tyle ile uzgodniliśmy. Był czas, że musiałam zmniejszyć wymiar godzin pracy, zarabiałam mniej, ale mimo to na wspólne konto przelewałam tyle ile przedtem.
Gdy to zauważyłam, powiedziałam mężowi. Wybuchła z tego koszmarna awantura. Mąż strasznie się wściekł, że posądzam go o oszustwo, że przecież on niczego nie ukrywał i ja od początku widziałam ile on przelewa, że przecież wiem ile on zarabia, że potrzebuje więcej na spłatę czegoś tam. W ogóle nie dał mi dojść do słowa, że nie tak się umawialiśmy i że jeśli potrzebuje więcej to mógł po prostu powiedzieć a nie umawiać się na jedno a robić drugie. Koniec końców rzucił, że będzie przelewał mi całą pensję i może wtedy będę zadowolona. Oczywiście nie zrobił tego, ani nie zmienił kwoty przelewów. Ja temat zostawiłam, bo cóż mogę zrobić. On zarabia, jego kasa.
Ale zostawiło to we mnie bardzo przykry posmak, że nie mogę mu ufać w kwestii wspólnych uzgodnień finansowych, że z jakiegoś powodu on chyba też mi nie ufa.
Przykre dla mnie jest to również z tego powodu, że wiem iż w poprzednim związku jego ex szastała pieniędzmi na prawo i lewo, zarabiała niewiele, miała mnóstwo długów na kartach kredytowych, on utrzymywał mieszkanie, kupował meble i wszystkie większe zakupy, wakacje. Ja jestem jej totalnym przeciwieństwem jeśli chodzi o pieniądze, i boli mnie to, że on nie miał problemu utrzymywać jej a ze mną robi jakieś dziwne kombinacje i ukrywanie.

Gdy rozmawiamy o budżecie, remoncie mieszkania, planowanych dzieciach, on zawsze podkreśla jak to pieniądze są wspólne. Tyle, że w praktyce to wygląda tak, że ja nadal zajmuję się rachunkami i płatnościami, on swoje pieniądze trzyma osobno na swoim koncie, więc trudno mi te pieniądze wogóle brać pod uwagę w planowanych wydatkach, bo po pierwsze nie mam do nich dostępu, po drugie nawet nie wiem ile tego jest. Skutkiem tego remont się odsuwa w czasie, żadnych wspólnych inwestycji na przyszłość nie robimy, plany o dziecku mnie przerażają, bo ja wtedy siłą rzeczy zostanę na jakiś czas bez własnych pieniędzy i będę zdana na to co on łaskawie mi da.
A najgorsze jest to, że z nim nie da się absolutnie na ten temat porozmawiać. A nawet jeśli do jakiś uzgodnień dochodzi to on potem i tak robi po swojemu i jeszcze się na mnie wścieka kiedy ja to odkryłam. I jeszcze to jego gadanie do znajomych, jak to on oddaje mi całe swoje pieniądze...

Zastanawiam się też gdzie popełniłam błąd, dlaczego z faceta który przedtem sam świetnie funkcjonował i ogarniał swoje finanse, teraz nagle mam kogoś, komu nawet nie chciało się wyrobić hasła do wspólnego konta i nie ma pojęcia ile kosztuje nasze życie. On czasem mówi, że jemu jest dobrze, że ja się zajmuje rachunkami, że świetnie to ogarniam i on nie musi się o to martwić. No super, ale to stworzyło układ w którym to na mnie spoczywa zarządanie naszymi finansami a on musi przede mną swoją kasę ukrywać.
Nie wiem jak z tego wybrnąć i wciąż gryzie mnie świadomość, że mój mąż mnie oszukał, bo on wciąż zostawia sobie dwa razy więcej niż się umówiliśmy. Nie wiem czy on myśli że ja zapomniałam, czy że ja tego nie widzę.
Chcę podkreślić, że nie chodzi o to, że on więcej zarabia i może chcieć zostawiać sobie więcej. Chodzi o to, że jest jakaś nieuczciwość w tym, że uzgadniamy jedno a on potajemnie robi drugie. Gdyby mi po prostu powiedział, że uważa, że ma prawo zostawiać sobie więcej bo on więcej zarabia to przecież nie miałabym nic przeciwko temu. Ale to jego opowiadanie znajomym jak to on oddaje mi całą swoją pensję zakrawa mi na jakiś fałsz i parodię.

Gdzieś przeczytałam, że pieniądze w związku są często tylko przykrywką do czegoś i też w tym kontekście zastanawiam się co oznacza, że mąż czuje potrzebę by przede mną swoje pieniądze ukrywać.
Obserwuj wątek
    • alpepe Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 04.08.16, 11:58
      Prosta sprawa, umawiasz się z nim w jakiś dzień, że idziecie do banku i on podpisuje na ciebie pełnomocnictwo, ew., jeśli się da, dopisuje cię do konta, odbierasz dodatkową kartę do konta lub login i pierwszy pon do bankowości internetowej i już. Jak stchórzy, będziesz miała pewność, że najlepiej byłoby się ewakuować z tego związku, choć taki ładny, hamerykański był.

      --
      Tak walczę ze złem
      A zło rośnie we mnie z każdym dniem
      • georgina04 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 04.08.16, 12:16
        alpepe napisała:

        > Prosta sprawa, umawiasz się z nim w jakiś dzień, że idziecie do banku i on podp
        > isuje na ciebie pełnomocnictwo, ew., jeśli się da, dopisuje cię do konta, odbie
        > rasz dodatkową kartę do konta



        Znaczy jak mam go do tego banku zaciągnąć i zmusić go, żeby dał mi dostęp do swojego osobistego konta? Nie o to chyba chodzi. Ja też mam osobiste konto, do którego on nie ma dostępu. Nie sądzę, że pewna doza odrębności jest zła.
        Chodzi o to, że on ze mną uzgadnia jedno a potem po cichu robi drugie. A jak ja się zorientuję to robi mi awanturę, że posądzam go o oszustwo.
        • panizalewska Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 04.08.16, 13:42
          Ale jeżeli chłop nie ogarnia, że Cię oszukuje i się nie kaja w tej kwestii, to takie rozwiązanie daje li tylko przejrzystość kto komu ile i za co. Jeżeli rozmowa nic nie daje, żeby był łaskaw przelewać tyle ile się zobowiązał, to to jest realne działanie. Oczywiście IDEALNIE byłoby, gdyby sam chciał Cię nie oszukiwać ;) ale jak widać to nie ten model. Może ma kochankę. Poważnie. W normalnych związkach kasa nie stanowi problemu, serio. Czy się ludzie umawiają, że "to je moje, to je twoje", czy wszystko wspólne i wszyscy mają dostęp do wszystkiego - to się nie oszukują. Nie bez powodu. Takiego powodu z cyckami, młodszego o parę lat albo dekad od małżonki :P
          • ola_dom Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 04.08.16, 14:10
            panizalewska napisała:

            > Ale jeżeli chłop nie ogarnia, że Cię oszukuje i się nie kaja w tej kwestii, to
            > takie rozwiązanie daje li tylko przejrzystość kto komu ile i za co.

            A ja się obawiam, że on bardzo dobrze ogarnia, że ją oszukuje, i dlatego zapobiegawczo zwala winę na georginę...

            --
            Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
            (Jacques Tati)
            • georgina04 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 04.08.16, 14:41
              ola_dom napisała:

              >
              > A ja się obawiam, że on bardzo dobrze ogarnia, że ją oszukuje, i dlatego zapobi
              > egawczo zwala winę na georginę...
              >


              No właśnie też mam takie przeczucie. Siła jego wybuchu gdy okryłam tę "machlojkę" była naprawdę dla mnie zaskakująca, zupełnie nieproporcjonalna. Totalny fronalny atak na mnie, najpierw że jak ja wogóle śmiem, potem że przecież wiedziałam, potem zaczął wykręcać kota ogonem, że on ma inne wydatki i oczywiste, że musiał sobie "potrącić", w końcu oskarżenia, że go kontroluję i rozliczam z jego pieniędzy.
              Jakby kompletnie nie czając, że mnie okłamał i kręci za moimi plecami i jeszcze próbuje robić ze mnie durnia.

              Najdziwniejsze jest to, że nigdy nie ingerowałam w to na co on wydaje pieniądze, on zresztą też nie. Jak pisałam, spotkaliśmy się gdy już każde było niezależne finansowo i moim zdaniem pewna doza niezależności finansowej jest w związku zdrowa. Nie wyobrażam sobie, żeby mąż rozliczał mnie, że kupiłam za drogi krem czy sukienkę skoro zarabiam. Tak samo ja nigdy nie komentowałam jego zakupów czy nawet tego, że jego kasa leży na 0% koncie.
              • a.nancy Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 29.08.16, 00:30
                On doskonale czai, że Cię oszukał i stąd ten wybuch, wściekłość, bo się wydało. Poza tym doskonale manipuluje: zobacz, już się boisz wspomnieć przy nim o temacie.
                Dobrej rady nie mam, sama zrobiłabym tak, jak radzi panizalewska poniżej, no ale pytanie, czy to coś da. Śmiem wątpić.
                BTW masz schizy związane z tematem kasy w związku - sama o tym piszesz i świadczy o tym mi.in. fakt, że myślałaś, że Cię zaatakujemy z powodu tego, że mąż więcej dokłada (ja uważam, że wspólnota majątkowa oznacza, że nie wyliczamy sobie kto więcej a kto mniej...), a on te schizy z pełną premedytacją (moim zdaniem) wykorzystuje, by manipulować Twoim poczuciem winy. Pytanie, dlaczego to robi.

                --
                Good evening. I am a lizard woman from the dawn of time, and this is my wife.
          • georgina04 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 04.08.16, 14:28
            panizalewska napisała:

            > Ale jeżeli chłop nie ogarnia, że Cię oszukuje i się nie kaja w tej kwestii, to
            > takie rozwiązanie daje li tylko przejrzystość kto komu ile i za co. Jeżeli rozm
            > owa nic nie daje, żeby był łaskaw przelewać tyle ile się zobowiązał, to to jest
            > realne działanie.

            No dobrze, ale w jaki sposób ja mogę go realnie zaciągnąć do banku i zmusić go do dania mi dostępu do jego prywatnego konta? No poważnie pytam? Siłą? Płaczem? Groźbą rozwodu? Przecież jeśli on nie chce przelewać kasy na wspólne konto to przecież TYMBARDZIEJ nie da mi dostępu do swojego konta.
            Jego argumentacja jest taka, że "oczywiste, że te pieniądze są wspólne" i ja się czepiam szczegółów, bo nie ma znaczenia na którym koncie leżą. Albo naprawdę nie rozumie, albo tylko udaje i robi ze mnie głupka, skoro pomija fakt, że jeśli ja nie mam do tego dostępu to nie jest wspólne.

            Poza tym, ja nie potrafiłabym w tak drastyczny sposób domagać się nieograniczonego dostępu do jego zarobków jak to sugerujecie powyżej. No nie wiem, niby teoretycznie nie mamy rozdzielności majątkowej, niby teoretycznie wiem, że majątek jest wspólny. Ale jakoś tak moralnie nie potrafiłabym domagać się dostępu do jego pieniędzy, gdy ja pracuję i mam swoje.
            Mi po prostu zgrzyta mocno to co jest deklarowane a to co jest w rzeczywistości. Jeśli on uważa, że zarabia więcej to może sobie więcej zatrzymać to naprawdę ok, szanuję to i akceptuję. Ale drażni mnie, że on deklaruje coś odwrotnego, podejmujemy pewne życiowe decyzje bazując na tym, że kasa jest wspólna, a jak przychodzi do codziennego funkcjonowania to okazuje się, że każdy ma swoje i każdy rządzi swoim.
            • panizalewska Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 04.08.16, 15:17
              Możesz mu powiedzieć "chodźmy do banku, dajmy sobie upoważnienia do kont, piny i co tam, będziemy się bardziej przejrzyście rozliczać, unikniemy sytuacji, że ktoś przelewa mniej i się z tym kryje". Czy coś w ten deseń. Trudno to powiedzieć? Jak rozpęta awanturę o to, albo Cię wyśmieje, że po co na co i o co Ci w ogóle chodzi, to dla mnie byłby to jasny sygnał, żeby pakować manatki, bo inne cycki na horyzoncie. Nie wierzę, że normalny facet, który NIE zdradza i ma poukładane pod kopułą, musi się kryć ze swoimi dodatkowymi wydatkami. Tak robią tylko ci, którzy tę dodatkową kasę przeznaczają na KOGOŚ innego.
              P.S. Mój mąż ostatnio sobie fundnął "plazmę" - wielki monitor do kompa. Służbowego, ale z prywatnej kasy, pracuje w domu, komp też do użytku domowego. Spytał się mnie żartem, czy po 10 latach pracy zasłużył na nową "plazmę". A ostatnio nasz budżet jest niemiłosiernie ciasny i liczymy każdą złotówkę w zasadzie. Nie robił z tego wielkiego halo, rzucił tekst i kliknął "kupuję". Żadnych tajemnic, podchodów i awantur. Tak samo, kiedy ja kupuję coś dla siebie z jego pieniędzy (bo swoich mam na waciki). Po prostu przelewam i kupuję, bez ceregieli i sekretów. "Tajemniczość w związku" jest mocno przereklamowana ;)
          • georgina04 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 04.08.16, 16:04
            panizalewska napisała:

            > Może ma kochankę. Poważnie.

            Nie sądzę, ale pewnie większość zdradzanych żon tak myśli ;)
            Raczej, na ile go znam to bardziej mi przychodzi na myśl jakiś rodzaj manipulacji, urzymania kontroli, niepodporządkowania się żonie... Czyli na zewnątrz deklaruje jak to wszystko jest wspólnie, jest taki szlachetny i w ogóle, ale gdzieś wewnątrz może się przeciw temu buntuje i nie chce "oddać mi" kontroli nad swoją kasą.
            U nich w domu było tak, że to matka rządziła wszystkim, wszystkimi dyrygowała i on na ma tym tle różne takie. Często wydaje mi się, że tak dla zasady się czemuś sprzeciwia, wykłoca się w jakiś pierdułach by postawić na swoim i żeby chociaż broń boże nie przypominać swojego ojca przydeptanego matczynym pantoflem.
            • ola_dom Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 04.08.16, 16:31
              georgina04 napisała:

              > Nie sądzę, ale pewnie większość zdradzanych żon tak myśli ;)
              > Raczej, na ile go znam to bardziej mi przychodzi na myśl jakiś rodzaj manipulacji,
              > urzymania kontroli, niepodporządkowania się żonie...

              A ja się właśnie zastanawiam, czy lepiej, gdyby miał kochankę, czy lepiej, żeby był manipulatorem?
              Bo jednak niepodporządkowanie się żonie jest kompletnie czym innym niż manipulacja i trzymanie kontroli nad nią.
              Obawiam się jednak, że zaraz wyjaśnisz to, że "on tak ma, bo tak miał w domu i teraz taki jest".
              Pan zachował się co najmniej dziwnie, wręcz niepokojąco, a Ty wydajesz się go rozumieć, tłumaczyć i nawet usprawiedliwiać.
              Bo to, że się oburzył, że nakryłaś go na oszukiwaniu, to jedno, ale to, że odkręcił kota ogonem i zwalił winę na Ciebie - to już pachnie manipulacją, żeby nie użyć mocniejszego słowa (bo może jednak nie jest tu potrzebne). Nie boisz się?

              --
              Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
              (Jacques Tati)
              • georgina04 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 04.08.16, 16:38
                ola_dom napisała:

                > A ja się właśnie zastanawiam, czy lepiej, gdyby miał kochankę, czy lepiej, żeby
                > był manipulatorem?
                > Bo jednak niepodporządkowanie się żonie jest kompletnie czym innym niż manipula
                > cja i trzymanie kontroli nad nią.
                > Obawiam się jednak, że zaraz wyjaśnisz to, że "on tak ma, bo tak miał w domu i
                > teraz taki jest".
                > Pan zachował się co najmniej dziwnie, wręcz niepokojąco, a Ty wydajesz się go r
                > ozumieć, tłumaczyć i nawet usprawiedliwiać.
                > Bo to, że się oburzył, że nakryłaś go na oszukiwaniu, to jedno, ale to, że odkr
                > ęcił kota ogonem i zwalił winę na Ciebie - to już pachnie manipulacją, żeby nie
                > użyć mocniejszego słowa (bo może jednak nie jest tu potrzebne). Nie boisz się?


                Tak, widzę, że zachował się dziwnie i nieuczciwie i bardzo mi się to nie podoba. Nie usprawiedliwiam go. Tłumaczę, w sensie że mogę domyślać się skąd się pewne zachowania biorą, ale to nie znaczy, że umniejszam ich znaczenie. Oszukał mnie, ja czuję się oszukana i to się nie zmienia, choćby nie wiem jak bardzo on tego kota obracał.
                Bać się nie boję, bo w sumie czego? Bardziej się zastanawiam, jak tu dalej żyć, co z tym zrobić.
              • georgina04 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 04.08.16, 17:48
                ola_dom napisała:

                > Obawiam się jednak, że zaraz wyjaśnisz to, że "on tak ma, bo tak miał w domu i
                > teraz taki jest".
                > Pan zachował się co najmniej dziwnie, wręcz niepokojąco, a Ty wydajesz się go r
                > ozumieć, tłumaczyć i nawet usprawiedliwiać.


                A tak na marginesie, to jestem trochę zdziwiona, że jeszcze nikt nie zaatakował mnie z tytułu tego, że mąż się dokłada więcej do domowego budżetu ;)
                Spodziewałam się, że to raczej w tej kwestii posypią się na mnie ostre słowa i krytyka.
                • nammkha Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 04.08.16, 18:30
                  A dlaczego miałby Cię ktoś za to atakować? To ile kto wkłada do wspólnego budżetu to jest indywidualna sprawa pary ludzi. Jeśli im dany układ odpowiada, to wszystko gra. Gorzej jeśli strony nie mogą się dogadać... Czy dzieli się po równo, czy proporcjonalnie do zarobków, czy sumuje się cały budżet i wspólnie ustala wszystkie wydatki to najważniejsze aby to pasowało obu stronom. Przecież w układzie jedna strona utrzymuje drugą też nie ma nic złego jeśli pieniądze nie są wykorzystywane jako narzędzie władzy nad drugą osobą.

                  --
                  „Ludzie idą do nieba nie za opanowanie i kontrolę nad swoimi żądzami, lub też za ich brak, lecz w nagrodę, że pracowali nad ich zrozumieniem” (William Blake, Wizja sądu ostatecznego).
        • jatojagodnik Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 04.08.16, 14:02
          Ja z moim facetem (nie mężem) znamy nawzajem swoje hasła do konta. Często regulujemy nawzajem swoje płatności. On dzwoni do mnie z prośba o sprawdzenie stanu jego konta. Ja płacę większość domowych rachunków (mieszkamy u mnie) ale za to on często finansuje zachcianki moich dzieci. On prowadzi firmę, ma bardzo nieregularne dochody, trudno oszacować ile zarabia, ale mam pełen dostęp do przepływu tych środków. Jest pełna przejrzystość i pomimo osobnych kont wspólne finansowanie życia.
    • zolla78 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 04.08.16, 15:18
      A to na pewno jedyny problem w waszym związku. A jak z kwestią właśnie podejmowania decyzji o tych remontach, dzieciach itd. Nie jest tak, że niby ok, ale jakoś nie ma inicjatywy z jego strony? A nie jest tak, że większość twoich pomysłów rozwiązań w tym zakresie jakoś tak niby nie wprost ale jest ignorowana i rozchodzi się nie wiadomo gdzie i kiedy? A jak jest odwrotnie, czy jego pomysły muszą być realizowane a jak zakwestionujesz sens to jest kłopot?

      Sorry, ale coś jeszcze musi być nie tak, że sama czujesz, że jak będziesz miała dziecko, to znajdziesz się na jego łasce. Tak się nie myśli jeżeli w związku wszystko gra i masz zaufanie do męża.

      Przyjrzyj się waszemu związkowi dokładniej, bo coś ewidentnie jest nie tak, a pieniądze to nie przykrywka, ale objaw tylko że policzalny a zatem najbardziej widoczny.
      • georgina04 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 04.08.16, 16:32
        zolla78 napisała:


        > Sorry, ale coś jeszcze musi być nie tak, że sama czujesz, że jak będziesz miała
        > dziecko, to znajdziesz się na jego łasce. Tak się nie myśli jeżeli w związku w
        > szystko gra i masz zaufanie do męża.

        Może tak być, ale tutaj u mnie akurat silny wpływ mają własne doświadczenia i dom w jakim się wychowałam. Moja matka była na tzw łasce męża bo po urodzeniu trójki dzieci najpierw była długo w domu (dzieci jedno po drugim) a potem ciężko było jej znaleźć pracę. Ojciec wydzielał jej pieniądze, rozliczał z każdego grosza, wypominał jak kupiła sobie lepszy szampon do włosów czy książkę.
        Więc ja wychowywałam się właśnie w takim nieufaniu facetowi i panice, to był motyw przewodni mojego dzieciństwa bo w domu wiecznie były kłótnie o pieniądze i o to, że matka musi ojca prosić o kasę, że jak kobieta ma urodzi dzieci to staje się totalnie zależna i bezradna. To moja własna trauma, niezależna od męża.


        > A to na pewno jedyny problem w waszym związku. A jak z kwestią właśnie podejmow
        > ania decyzji o tych remontach, dzieciach itd. Nie jest tak, że niby ok, ale jak
        > oś nie ma inicjatywy z jego strony? A nie jest tak, że większość twoich pomysłó
        > w rozwiązań w tym zakresie jakoś tak niby nie wprost ale jest ignorowana i rozc
        > hodzi się nie wiadomo gdzie i kiedy? A jak jest odwrotnie, czy jego pomysły mus
        > zą być realizowane a jak zakwestionujesz sens to jest kłopot?

        Może coś w tym jest... Niby mamy te pomysły i plany, zdawałoby się wspólne, ale rzeczywiście nie ma u niego jakiegoś takiego pędu i inicjatywy, żeby pchać do przodu, realizować. On marzy o wybudowaniu domu, wymyśliliśmy, że wyremontujemy mieszkanie na wysoki standard, sprzedamy je i kupimy sobie dom do remontu. To nie jest tak, że to tylko ja sobie wymyśliłam, to jest jego marzenie. Ale wygląda że to ja mam więcej motywacji by to marzenie popchnąć do przodu, realizować. Oczywiste, że z moich zarobków sama nie dam rady. On naprawdę dobrze zarabia, ale ciągle marudzi, że na to nas nie stać, na tamto nas nie stać.
        Nie wiem czy to jakieś mentalne sknerstwo czy strach przez rozstaniem się z pieniędzmi...
    • nammkha Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 04.08.16, 15:45
      Dla mnie niezrozumiałe jest to, że piszesz o tej sprawie na forum... Szukasz tu odpowiedzi na pytanie dlaczego mąż Cię oszukał? Dlaczego wymiguje się od odpowiedzialności za ten czyn? Dlaczego odmawia Ci prawa do rozmowy na ten temat? Czy potwierdzenia, że robi źle. Może nie masz pewności, że on jest nie fair? Rozumiem, że ból, że mąż Cię oszukał był na tyle duży, że zagroził dalszej przyszłości tego świetnie rokującego związku? Może warto wobec tego zaproponować poważną rozmowę i powiedzieć mu to co piszesz nam. O tym, co czujesz, o tym dlaczego nie masz ochoty na wspólne dziecko, o tym, że myślisz o rozstaniu bo nie potrafisz budować związku na kłamstwie. Myślę, że mąż doskonale wie co zrobił. Dziwi mnie tylko, że udało mu się tak łatwo zamknąć Ci usta... i zwalić winę na Ciebie.

      --
      „Ludzie idą do nieba nie za opanowanie i kontrolę nad swoimi żądzami, lub też za ich brak, lecz w nagrodę, że pracowali nad ich zrozumieniem” (William Blake, Wizja sądu ostatecznego).
      • georgina04 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 04.08.16, 16:19
        nammkha napisała:

        > Dla mnie niezrozumiałe jest to, że piszesz o tej sprawie na forum... Szukasz tu
        > odpowiedzi na pytanie dlaczego mąż Cię oszukał? Dlaczego wymiguje się od odpow
        > iedzialności za ten czyn? Dlaczego odmawia Ci prawa do rozmowy na ten temat? Cz
        > y potwierdzenia, że robi źle. Może nie masz pewności, że on jest nie fair?


        Mam pewność, że zrobił nie fair. Nie wiem dlaczego to zrobił, mogę się tylko domyślać, ale pewność, że postąpił nieuczciwie mam.
        Dlaczego on wymiguje się od odpowiedzialności za ten czyn? To akurat proste. Kto chciałby przyznać się, że oszukał i okłamał włąsną żonę? To przecież burzy jego obraz szczerego i uczciwego faceta. Łatwiej zepchnąć winę na mnie, że to ja chcę go kontrolować (co akurat pięknie pasuje mu do rodzinnych wzorców).
        Zresztą, dla niego nic wielkiego się nie stało. Kasy nie przepija ani nie przepuszcza na baby, dokłada się i tak proporcjonalnie więcej ode mnie, więc jego zdaniem on jest fair a ja się czepiam.
        Dlaczego piszę na forum? Bo nie wiem co z tym zrobić i jak się wobec tego zachować.

        > Rozumiem, że ból, że mąż Cię oszukał był na tyle duży, że zagroził dalszej przyszło
        > ści tego świetnie rokującego związku?


        Nigdzie nie pisałam, że to świetnie rokujący związek ;) Jak wszędzie, są wzloty i upadki a ja nie mam na nosie różowych okularów i staram się realistycznie i sprawiedliwie ocenić sytuację.
        Nie powiedziałabym, że to zagroziło całemu związkowi. Nie wiem czy jest to na tyle drastyczna sprawa by z tego powodu się rozejść. To nie jest tak, że brakuje nam na jedzenie a on kisi pieniądze na swoim koncie gdy dzieci nie mają co jeść.
        Widzę to bardziej jako sygnał pewnej tendencji, może testowanie granic, kontroli. Myślę, że jest to na tyle wcześnie w związku, że może da się z tym coś zrobić.


        > Może warto wobec tego zaproponować poważną rozmowę i powiedzieć mu to co piszesz nam.

        Próbowałam, ale skończyło się awanturą. Jak pisałam wyżej, on zareagował bardzo defensywnie, był śmiertelnie oburzony, że posądzam go o jakąkolwiek nieuczciwość.


        > Dziwi mnie tylko, że udało mu się tak łatwo zamknąć Ci usta... i zwalić winę na Ciebie.
        >

        No cóż, nie uało mu się tak łatwo, ponieważ to nadal jest dla mnie problem i nie przyjmuję jego zwalania winy. Ale też nie widzę sensu wykłócać się o coś sto razy, bo to do niczego nie prowadzi. Szukam innego konstruktywnego rozwiązania. Stąd też piszę tutaj.
        • nammkha Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 04.08.16, 18:20
          Wg mnie takie rozwiązanie nie istnieje. Jedyna możliwość zmiany wypływa ze zrozumienia drugiej strony, a zrozumienie wypływa z rozmowy. Jeśli mąż jest taki uparty, że nie da się z nim rozmawiać mimo prób to a) akceptujesz to, i bierzesz go takim jaki jest z całym bagażem tego co dalej się z tym wiąże, tego jak będziesz się czuła jeśli zdecydujesz się z nim na dziecko, b) nie akceptujesz a co dalej z tym zrobisz to zależy od Ciebie...

          --
          „Ludzie idą do nieba nie za opanowanie i kontrolę nad swoimi żądzami, lub też za ich brak, lecz w nagrodę, że pracowali nad ich zrozumieniem” (William Blake, Wizja sądu ostatecznego).
    • zuzi.1 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 04.08.16, 20:54
      Nie wiem dlaczego, ale odnosze wrazenie, ze Tobie sie jedynie wydaje, ze zyjesz w malzenstwie. Tu nie ma wspolnoty, lojalnosci I uczciwosci w tym Waszym ' malzenstwie'. Ty masz troche cech jego kontrolujacej mamusi a on duzo cech syna toksycznej matki. Obydwoje powinniscie trafic na terapie, na poczatku pewnie indywidualne. To nie przypadek, ze trafiliscie na siebie.
    • twojabogini Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 04.08.16, 21:06
      Zastanów się czego właściwie chcesz? Dowiedzieć się na co mąż przeznaczał dodatkowe pieniądze? Zmienić zasady finansowania wydatków w związku? Porozmawiać o tym, że zostałaś oszukana? Co cię niepokoi, co chciałabyś zmienić?

      Bo tak jest w tobie mnóstwo różnych emocji - trudno jest wtedy rozmawiać. Na pewno jeśli w ramach związku nie ma przestrzeni do otwartej rozmowy o problemie - nawet jeśli ten problem widzi tylko jedna strona - to jest to sygnał alarmowy.

      Masz skłonność do tłumaczenia męża, skąd się mogą brać u niego takie zachowania. To nie ma znaczenia: mogła to być dominująca matka, seksowna sąsiadka, program telewizyjny w którym dowiedział się, że trzeba mieć swoje tajemnicy i tego się trzyma, ukrywa coś przed tobą, albo jest sknerusem. Liczy się co innego - nie czujesz się dobrze z jego zachowaniem - niezależnie od przyczyny. I jaka by nie była przyczyna masz prawo przynajmniej do rozmowy o tym.

      Co do kwestii dziecka i bezpieczeństwa finansowego - to ważna kwestia do przemyślenia. Zdarza się tak, że kiedy kobieta staje się zależna finansowo od mężczyzny (a często tak jest podczas pierwszych lat życia dziecka), wychodzą z niego niezbyt ładne rzeczy. Na pewno budowanie wizerunku męża, który oddaje wszystko żonie i oszukiwanie w sprawach finansowych nie wróżą dobrze. Warto te kwestie w związku wyjaśnić. Wprost i bez owijania w bawełnę.

      Dobrym rozwiązaniem dla małżeństw, które chcą mieć jakiś zakres niezależności finansowej jest przelewanie pensji i innych dochodów na wspólne konto i robienie z tych kont (równych lub nierównych) przelewów na indywidualne konta małżonków.

      Osobiście uważam, że w ustroju wspólności majątkowej przelewy powinny być równe. Jeśli jedna osoba w danym miesiącu potrzebuje więcej - obie dostają więcej. Nie ma znaczenia wysokość zarobków w ustroju majątkowym, w którym jest wspólnota majątkowa.

      • georgina04 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 04.08.16, 21:45
        twojabogini napisała:

        > Zastanów się czego właściwie chcesz? Dowiedzieć się na co mąż przeznaczał dodat
        > kowe pieniądze? Zmienić zasady finansowania wydatków w związku? Porozmawiać o t
        > ym, że zostałaś oszukana? Co cię niepokoi, co chciałabyś zmienić?


        Najbardziej chyba chciałabym wiedzieć/zrozumieć dlaczego on czuł, że musi mnie oszukać. Dlaczego nie mógł mi po prostu powiedzieć, że zatrzyma sobie więcej tylko wolał to zrobić ukradkiem. To jest chyba coś co mnie najbardziej niepokoi. Myślałam, że jesteśmy oboje na tyle dorośli i otwarci, że możemy po prostu rozmawiać, uzgodnić, dopasować sytuację do indywidualnych oczekiwań. No i to wszystko się teraz zachwiało. Okazało się, że mój mąż jest zdolny do tego by mnie oszukać, by w oczy mi wmawiać, że to mi się coś uroiło, pomyliło.
        • twojabogini Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 05.08.16, 00:47
          Myślę, że robisz błąd z góry zakładając, że on "czuł że musi cię oszukać". W jakimś sensie przerzuca to winę na ciebie - tak jakbyś ty ustaliła reguły i je narzuciła i on nie czuł, ze może zachować się inaczej i została zmuszony do oszustwa.

          Nastolatki czują, że lepiej oszukać mamę, że u kolegi u którego chce nocować będą rodzice. Bo jak powie prawdę - to mogą się nie zgodzić. Takie czucie nie ma nic wspólnego z presja rodziców - więcej z chęcią zrobienia czegoś na co rodzice się na pewno nie zgodzą. To się nazywa świadome oszustwo.

          Jeśli ktoś narusza w związku wspólnie ustalone reguły - to robi to świadomie. Jeśli ukrywa że je naruszył - to ma zamiar kontynuować to co robił w ukryciu. Jeśli przyłapany idzie w zaparte i manipuluje - to w jego ocenie to, co mogłoby się wydać wiąże się z poważnym kryzysem, brakiem zrozumienia i akceptacji po drugiej stronie - albo zakazem robienia tego co robi.

          Czyli mąż po prostu nie chce, żebyś się dowiedziała. Możesz odpuścić i nie wracać do tematu, próbować się dowiedzieć od niego - mała szansa (jaki nastolatek przyzna się że pił alkohol u kolegi, jeśli nikt nie ma na to twardych dowodów), albo spróbować dowiedzieć się na własną rękę. Cholera wie czego możesz sie dowiedzieć, może to byc cos co tówj mąż uznaje za trudne do zaakceptowania, a dla ciebie okaże sie głupie i nie warte uwagi, może być to coś co cie zrani.

          dobrze jest stawiac sprawy otwarcie - nawet jeśli druga strona manipuluje. "Wiem, że mnie oszukałeś i bierzesz na swoje potrzeby więcej pieniędzy niż ustaliliśmy. Nie wiem dlaczego to robisz i się przede mną ukrywasz. Czuję niepokój, bo nie wiem czy mogę ci dalej ufać, skoro mnie okłamujesz. Nie wiem czy to co ukrywasz jest dla mnie wazne i ma wpływa na nasz związek. Ale tego sie boję. Oczekuję, że ze mną o tym porozmawiasz."

          Ja jestem ostrą zawodniczką i zażądałabym w ramach wyjaśnienia czasowego dostępu do konta i historii konta - raczej trudno oczekiwać, że ktoś kto kłamie i coś ukrywa nie będzie robił tego nadal. Jeśli dla kogoś tajemnica konta jest ważniejsza niż związek - to nie ma sensu dalej ryzykowac relacji z taka osobą, jeśłi tajemnica jest tak straszna że nie chce jej ujawniać - tym bardziej.
          Ale to nie znaczy, że to jest dobra droga dla ciebie. Liczy sie to, żebyś ty sie czuła dobrze ze swoba i bezpiecznie w swoim zwiazku.



          • georgina04 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 05.08.16, 02:28
            twojabogini napisała:

            > Myślę, że robisz błąd z góry zakładając, że on "czuł że musi cię oszukać". W ja
            > kimś sensie przerzuca to winę na ciebie - tak jakbyś ty ustaliła reguły i je na
            > rzuciła i on nie czuł, ze może zachować się inaczej i została zmuszony do oszus
            > twa.

            Tak, też zwróciłam uwagę na to sformułowanie. Najpierw pomyślałam, że nie dokładnie o to mi chodziło, źle się wyraziłam, ale potem stwierdziłam, że może coś w tym jest i może ja rzeczywiście podświadomie czuję się odpowiedzialna, że on "musiał" oszukać. Że jakieś moje zachowanie sprawiło, że on czuł, że nie może powiedzieć mi prawdy. Co oczywiście jest bzdurą, bo nawet jeśli obawiał się jakiejś mojej reakcji czy niezadowolenia to powinien mieć jaja by temu stawić czoła.


            > Jeśli ktoś narusza w związku wspólnie ustalone reguły - to robi to świadomie. J
            > eśli ukrywa że je naruszył - to ma zamiar kontynuować to co robił w ukryciu.


            Paradoksem całej sytujacji jest to, że ja nie sądzę, że on coś szczególnie i usilnie próbuje ukryć. On przecież wie, że ja tym wspólnym kontem zarządzam, że ja widzę ile co miesiąc wpływa. On często zostawia swoje listy i papiery otwarte, leżące na stole tygodniami. To jeden z jego irytujących zwyczajów. Przychodzi do domu, otwiera korespondencję i rzuca tam gdzie stoi, łącznie z pustą kopertą ;) Zarówno odcinki wypłat z pracy jak i wyciągi z jego kart kredytowych. Więc ja swobodnie i bez najmniejszego problemu mogę zobaczyć ile on dostaje wypłaty, na co wydaje pieniądze.
            Dlatego całe to oszustwo wydaje mi się kompletnie bez sensu, bo przecież musiał wiedzieć, że ja prędzej czy później się zorientuję. I dlatego też raczej nie podejrzewam kochanki czy tego, że przepuszcza pieniądze na jakieś niecne cele.



            > Ja jestem ostrą zawodniczką i zażądałabym w ramach wyjaśnienia czasowego dostęp
            > u do konta i historii konta

            Hm, widzisz, ja nie czuję że mam do tego prawo. Myślę, że gdyby on zażądał dostępu i historii mojego osobistego konta to też bym się mocno oburzyła. Dla mnie to pogwałcenie prywatności i jakiegoś elementarnego zaufania. Coś jak sprawdzanie telefonu czy maili. Może to naiwne myślenie, ale jeśli muszę to sprawdzać to gdzie w ogóle mowa o zaufaniu...

            • enith Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 05.08.16, 06:22
              > Dla mnie to pogwałcenie prywatności i jakiegoś elementarnego zaufania. Coś jak sprawdzan
              > ie telefonu czy maili. Może to naiwne myślenie, ale jeśli muszę to sprawdzać to
              > gdzie w ogóle mowa o zaufaniu...


              Ale zaufania u was przecież i tak nie ma. Mąż nie ufa tobie, bo zamiast normalnie przyjść i powiedzieć, że obecne ustalenia finansowe mu nie odpowiadają, za twoimi plecami wyprowadza sobie wyższe kwoty, niż wspólnie ustaliliście. Czyli cię oszukuje. A ty? Ufasz mężowi po tym numerze, który ci wykręcił? Oszustwie, a potem perfidnej manipulacji mającej na celu przerzucenie winy za jego nieuczciwość na ciebie? Zaufania u was nie ma i to jest fakt.

              > Hm, widzisz, ja nie czuję że mam do tego prawo. Myślę, że gdyby on zażądał dost
              > ępu i historii mojego osobistego konta to też bym się mocno oburzyła.

              Odwróć sytuację. To ty za plecami małżonka wyprowadzasz wyższe kwoty, niż wspólnie ustaliliście. Mąż się dowiaduje i żąda od teraz całkowitej przyjrzystości finansów. Bo czuje się oszukany. Bo chce odzyskać do ciebie zaufanie. Zgodziłabyś się na takie warunki?
              Transparentność finansów z małżeństwie powinna być w tej chwili twoim celem numer jeden. Mąż zawalił, zawiódł cię na całej linii. Masz prawo do tej transparentności, a mąż, jeśli ma choć trochę szacunku do ciebie i waszego związku, bez problemu się na ten warunek zgodzi. Jeśli się nie zgodzi, to masz problem i to dużo poważniejszy, niż wasze finanse.
              • panizalewska Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 05.08.16, 09:58
                Ja przez prywatność w związku to rozumiem korzystanie z toalety ;)
                Są takie ważne i poważne rzeczy, które w związku po prostu muszą być wspólne i nie ma miejsca na tajemnice i oburzenie - podejście do pieniędzy i pracy jest jedną z nich. Jeszcze podejście do posiadania i sposobu wychowywania dzieci, podejście do seksu, czasem podejście do spędzania czasu wolnego (minimalna zbieżność jest fajna), podejście do wiary i religii. Jeżeli nie ma otwartości w tych sferach, to na czym chcesz budować długi związek?
            • twojabogini Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 05.08.16, 10:26
              Myślę, że czujesz się w swoim związku niepewnie. Mąż tworzy inny obraz związku na zewnątrz, inne są wasze ustalenia, a jeszcze co innego dzieje się naprawdę. A ty nie masz nawet pola do rozmowy na ten temat.
              Finanse są w małżeństwie bardzo ważne. Otwartość w kwestii finansów nie oznacza tajemnic, czy nie rozmawiania o sprawach finansowych. Otwartość w zakresie finansów nie oznacza też, że małżonkowie tracą swobodę, że coś narusza ich prywatność.
              Tłumaczysz też męża, tak jakbyś sama siebie zapewniała, że on na pewno jest w porządku (tu masz szereg argumentów, że on nie ukrywa nic złego). Tak naprawdę ani ty, ani nikt inny nie wie, czemu twój mąż łamie wasze ustalenia i wyprowadza większą kwotę, niż ustaliliście. Ani na co te kwoty przeznacza.
              Z tego co napisałaś mimo pozornej deklaracji mąż nie zamierza niczego zmieniać, a większą kwotę przeznacza na spłatę "czegoś tam". Czyli w sumie właśnie nie wiadomo czego.

              Możesz uznać, że zgadzasz się na takie warunki jak są. I nie domagać się wyjaśnień - po prostu zwiększ kwotę, którą zatrzymujesz jako ty - żebyście na własne potrzeby mieli tyle samo.

              W twoim poście zaniepokoiło mnie jeszcze jedno - wynika z niego, że zdarza się, że ty dokładałaś do wspólnych finansów ze środków, które miały być przeznaczone na twoje potrzeby. M.in. w sytuacji, gdy zarabiałaś mniej - nie negocjowałaś zmiany ustaleń, tylko trwałaś przy swoich - ewidentnie swoim kosztem.

              cała sytuacja dotycząca finansów nie jest zdrowa - bo obciąża was nierówno i nieproporcjonalnie. Mąż ma dzięki temu wyższy komfort życia niż ty, ty za to masz na głowie finanse związku. Cały system jest niespójny. Nie zastanawiałabym się więc nad incydentem dotyczącym zagarniania większej niż ustalona kwoty - bez informowania cię, ale w ogóle nad sytuacją finansów w związku.
              Jeśli nie masz być stroną poszkodowaną - powinnaś wyznaczyć sobie cel - optymalny model finansów w waszym małżeństwie i usiąść z mężem do rozmowy.
              Dobrym modelem jest przelewanie pensji i dochodów na wspólne konto, wspólne opłacanie rachunków - wtedy oboje znają koszty i wydatki, a potem ustalanie na co będą przeznaczone pozostałe środki i jakie kwoty w danym miesiącu zostaną odłożone a ile pieniędzy zostanie przelane na indywidualne konta małżonków do swobodnej dyspozycji (i będę się upierać, że powinny to być kwoty równe).

              Możliwe, że twojemu mężowi pasuje obecny układ - bo na nim korzysta. I nie będzie chętny do zmiany. Nie oznacza to jednak, że masz być w związku stroną słabszą ekonomicznie, która mniej zarabia ale proporcjonalnie więcej dokłada i która żyje na niższym poziomie finansowym, oszczędza na sobie, żeby wystarczyło na wspólne potrzeby. Podczas gdy mąż ma spore kwoty do dysponowania dla siebie.






              • georgina04 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 05.08.16, 16:10
                twojabogini napisała:

                > nikt inny nie wie, czemu twój mąż łamie wasze ustalenia i wyprowadza
                > większą kwotę, niż ustaliliście. Ani na co te kwoty przeznacza.
                > Z tego co napisałaś mimo pozornej deklaracji mąż nie zamierza niczego zmieniać,
                > a większą kwotę przeznacza na spłatę "czegoś tam". Czyli w sumie właśnie nie w
                > iadomo czego.


                Poniekąd wiem, ale post i tak wyszedł strasznie długi więc już nie chciałam się zbytnio rozpisywać. Raczej na nic nie przeznacza. Po prostu trzyma, bo on lubi mieć oszczędności i kasę odłożoną "na wszelki wypadek". Ma jedną pożyczkę, jeszcze sprzed naszego związku, którą jest na bardzo dobrych warunkach więc spłaca ją bardzo powoli. Wiem też, że trochę pieniędzy podsyła rodzicom, ale nie są to jakieś szalone kwoty i nie jest to też problemem, który bym mu wypominała, więc z tym też nie musi się kryć.
                Oczywiście może być też coś jeszcze o czym nie wiem, ale nie mam powodów do podejrzeń.



                > W twoim poście zaniepokoiło mnie jeszcze jedno - wynika z niego, że zdarza się,
                > że ty dokładałaś do wspólnych finansów ze środków,

                Wyjaśnię, bo to nie do końca tak, że tylko ja dokładałam. Kiedy jeszcze dzieliliśmy wszystko po pół i na wspólne konto wpłacaliśmy tylko tyle żeby było na rachunki i jedzenie, czasem na tym koncie na koniec miesiąca było zero. Wystarczył jakiś wyjazd czy wyższy rachunek a płaciliśmy odsetki karne. Wtedy ja na przykład wpłacałam wcześniej swoją następną wpłatę, często byłam 2-3 miesiące do przodu. Albo musiałam mu mówić, że w tym miesiącu zrzutka musi być większa, bo coś tam (o czym on albo pamiętał albo i nie).
                To co mnie w tym irytowało, to że ja byłam strażniczką tego wszystkiego, to ja płaciłam 2-3 miesiące naprzód, żeby była kasa na koncie, musiałam mu mówić, przypominać aby on swoją część też dopłacał.
                Jak mu mówiłam to przeważnie to robił (kiedy tam sobie przypomniał), ale nie znosiłam bycia w pozycji, że to ja muszę prosić go o pieniądze na wspólne wydatki, bo on sam nie wie, że trzeba.
    • marie30 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 05.08.16, 08:19
      Georgino, mysle ze powinniscie zaczac od tego aby okreslic czym dla was jest malzenstwo, czego od tego rodzaju zwiazku oczekujecie.
      Wg mnie malzenstwo to zwiazek dwojga ludzi ktorzy zdecydowali sie zyc razem nie tylko dla towarzystwa ale przede wszystkim aby wspolnie budowac i dzielic zycie. Idea malzenstwa polega na wspolnocie, wszystko jest wspolne, pieniadze tez, to wspolne jest na dobre i na zle. W waszym malzenstwie tak nie jest nawet pozornie. Uklad w ktorym ma sie wspolne konto i po rowno wplaca pieniadze z wlasnych dochodow na rachunki to nie jest wspolnota, to jest zycie dwoch singli ktorzy zdecydowali sie razem mieszkac, spedzac czesc wolnego czasu i uprawiac seks i oplacac po polowie rachunki ale to tyle. Ty musisz dokladac czesto bo nie wystarcza, czujesz bariere moralna przed domaganiem sie dostepu do reszty pieniedzy, czujesz skrepowanie w temacie pieniadzy a w dodatku on reaguje bardzo agresywnie gdy temat poruszasz. Jest zle. Finanse to bardzo istotna kwestia w malzenstwie i jesli w tej kwesti sa problemy to jest to bardzo duzy problem w zwiazku i bardzo zle rokuje.
      Oboje wyniesliscie zle doswiadczenia z domow rodzinnych ale jednak to byly uklady finansowe pomiedzy waszymi rodzicami a nie wami,wy macie wlasne i nie musicie tego powielac, a wrecz nie powinniscie. W takim ukladzie nie ruszycie z miejsca z niczym a jesli mielibyscie dzieci to tylko sie pogorszy bo dzieci kosztuja sporo.
      Bardzo watpie ze twoj maz utrzymywal swoja ex,ogarnial jej rachunki i ze ona byla taka rozrzutna. Do tego rodzaju histori podchodzilabym z duzym dystansem.
      Powinnscie miec jedno wspolne konto. Wspolnie sporzadzic liste wydatkow czyli wszelkie rachunki, wydatki na jedzenie, pula na ubrania, kosmetyki, fryzjera itp,pula na wakacje (wspolnie ustalic co was interesuje) ,inwestycje w mieszkanie,fundusz na ewentualne awarie a jesli cos zostanie to potraktowac jako oszczednosci. Nie oznacza to ze trzeba rezygnowac z hobby lub drogiego kremu, jesli was stac to jak najbardziej, nie trzeba tez razem spedzac calego wolnego czasu czy wakacji,mozna osobno, jesli lubicie co innego ale trzeba wspolnie robic ustalenia,bez awantur,bez zrzucania na siebie winy itp. W waszym ukladzie zawsze bedzie zle,za jakis czas to ty bedziesz miec poczucie ze jestes rozrzutna,ze cos jest nie tak, bo to ty bedziesz miec coraz mniej pieniedzy, bedzie ci sie wydawalo ze wydatki sa coraz wieksze a pieniedzy brakuje jednoczesnie bedziesz miec opory przed poruszeniem tego tematu z nim z uwagi na jego nieprzyjemna, agresywna reakcje. On zawsze bedzie mowil ze ma swoje wydatki, ze wszystko jest drogie i ze nie wystarcza, ze przeciez niczego nie ukrywa i masz do wszystkiego wglad utwierdzajac ciebie w przekonaniu ze nie potrafisz ogarniac finansow. Ty bedziesz myslec ze zarabiacie wspolnie wystarczajaco,powinno wystarczyc i jeszcze zostac, bedziesz sie frustrowac i ciagnac to sama ale bedzie ci ciezko wiec bedziecie tkwic w tym samym miejscu. To sie dzieje. Mozesz sprobowac to radykalnie znienic, mozesz w tym tkwic a mozesz odejsc. Zmienic - warto sprobowac,czy sie uda trudno powiedziec, szanse sa male bo twkicie w takim ukladzie od lat i tak bylo tez wczesniej. Ciagnac to jak jest - szkoda zycia.
      • ashraf Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 05.08.16, 13:13
        Wspolne pieniadze nie musza oznaczac wspolnego konta, ja sobie takiego rozwiazania nie wyobrazam, swietnie funkcjonuja u nas osobne konta biezace, nie ma problemu z placeniem za rachunki czy pamietaniem o nich - w tych stalych mamy podzial - np. maz placi za zlobek, a ja za ubezpieczenie zdrowotne, jednorazowe platnosci czy wakacje uzgadniamy na biezaco, nie ma na tym tle konfliktow miedzy nami. To, co uderza mnie w tej sytuacji to klamstwo - a to mogloby sie zdarzyc i przy wspolnym koncie, malo jest takich historii? My z mezem mamy dostep do swoich kont (ale nie korzystamy z niego), wiemy ile zarabiamy rocznie - w koncu wypelniamy razem zeznanie podatkowe ;), nie zaakceptowalabym wyprowadzania pieniedzy na lewo.
        • marie30 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 05.08.16, 13:48
          Tak,ale dzialacie wspolnie, oni nie, zyja razem ale osobno. On nie wie ile rachunki pochlaniaja, nie interesuje sie tym, wygodnie mu z tym ze ona tym sie zajmuje, ona boi sie ten temat poruszac, on robi awantury gdy poruszy. Ona doklada wiecej zeby to ciagnac i placic rachunki, jednoczesnie zdaje sobie sprawe ze to niesprawiedliwie, bo on zarabia wiecej i wiecej (2 razy) odklada czyli zostawia na swoim koncie i ona nawet nie wie ile,nie moze ruszyc z zadnymi inwestycjami, remontem itp. Jak sama napisala niby on mowi ze pieniadze sa wspolne ale gdy przychodzi do szczegolow to nie da sie porozmawiac,niby cos ustalaja ale nie mozna tych ustalen wprowadzic w zycie i on sie ich nie trzyma a robi swoje.
          Dla nich nie ma innego wyjscia jak wspolne konto i wspolne decydowanie i scisle trzymanie sie tego. Obawiam sie jednak ze nawet jesli on sie zgodzi to w praktyce nie zadziala.
            • marie30 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 05.08.16, 14:30
              Jednak w ich przypadku osobne konta plus jedno wspolne do wspolnych rachunkow jest narzedziem ulatwiajacym klamstwo, oszustwo. Gdyby mieli jedno wspolne i wspolnie kontrolowaliby wydatki uwzgledniajac swoje potrzeby nie dochodziloby do sytuacji w ktorej ona pokrywa wiecej niz sie umowili, w ktorej ona nie ma praktycznie dostepu do jego pieniedzy i nawet nie moga o tym porozmawiac.
              Ja sie zgadzam ze mozna doskonale funkcjonowac majac osobne konta, ale oni funkcjonuja zle, dlatego powinni cos zmienic,podjac proby naprawy tej sytuacji.
              Te osobne konta maja im zapewnic niezaleznosc, mozliwosc podejmowania decyzji czyli jak przyklady ktore podala, ze maz nie wydziela jej pieniedzy jak jej ojciec matce i nie komentuje zakupu drogiego kremu a w jego przypadku on kontroluje zarobione przez siebie pieniadze a nie oddaje zonie ktora nimi dysponuje wg wlasnego uznania i on nie ma nic do powiedzenia. Ogolnie zalozenie jest dobre, ale w praktyce zupelnie im to nie wychodzi i tak jak w ich rodzinach dochodzi do patologi tylko inaczej.
              • ashraf Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 05.08.16, 14:53
                Wspolnie kontrolowac wydatki i uwzgledniac swoje potrzeby mozna takze majac wspolne konto. Zgadzam sie, ze to chora sytuacja, tylko nie sadze, zeby cos sie poprawilo od wspolnego konta. Trzeba ustalic przyczyny takiego stanu rzeczy i popracowac nad nimi. Na szczescie nie ma tam jeszcze dzieci, wiec wszystkie drogi sa jeszcze otwarte.
                • marie30 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 05.08.16, 15:08
                  Zgadzam sie, dobrze ze nie ma dzieci i dobrze aby autorka watku sprobowala ten problem rozwiazac, moze akurat poprzez wspolne konto i wspolne zarzadzanie srodkami. Moim zdaniem szanse na sukces sa male, to dojrzali ludzie,ktorzy w ten sposob zylja dlugie lata wiec zmianic im to bedzie bardzo trudno.
                  Przyczyny sa jasne, obserwacje i doswiadczenia wyniesione z domow rodzinnych, co uksztaltowalo akurat takie cechy charakteru jak silna potrzeba niezaleznosci finansowej (co samo w sobie jest pozytywne) w polaczeniu z silna potrzeba separacji finasowej co w przypadku malzenstwa ktore z zalozenia jest wspolnota ma negatywny wplyw na relacje w zwiazku. To dotyczy ich obojga bo takze w jej wypowiedziech jest to bardzo widoczne.
                  • georgina04 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 05.08.16, 15:49
                    marie30 napisał(a):

                    > Zgadzam sie, dobrze ze nie ma dzieci i dobrze aby autorka watku sprobowala ten
                    > problem rozwiazac, moze akurat poprzez wspolne konto i wspolne zarzadzanie srod
                    > kami. Moim zdaniem szanse na sukces sa male, to dojrzali ludzie,ktorzy w ten s
                    > posob zylja dlugie lata wiec zmianic im to bedzie bardzo trudno.
                    > Przyczyny sa jasne, obserwacje i doswiadczenia wyniesione z domow rodzinnych, c
                    > o uksztaltowalo akurat takie cechy charakteru jak silna potrzeba niezaleznosci
                    > finansowej (co samo w sobie jest pozytywne) w polaczeniu z silna potrzeba separ
                    > acji finasowej co w przypadku malzenstwa ktore z zalozenia jest wspolnota ma ne
                    > gatywny wplyw na relacje w zwiazku. To dotyczy ich obojga bo takze w jej wypowi
                    > edziech jest to bardzo widoczne.


                    No dobrze, wszyscy mówicie, że jest źle, że trzeba coś zrobić. Tylko, że ja to wiem. To czego nie wiem to co ja mam zrobić. Jak to zrobić.
                    Fakty są takie, że oboje wynieśliśmy ze swoich domów wykrzywione wzorce. Oboje w poprzednich związkach mieliśmy partnerów niefrasobliwych finansowo (delikatnie mówiąc hehe, mój ex też był królem długów gdy go poznałam i osobne finanse były koniecznością)
                    Oboje jesteśmy osobami samodzielnym, z dużym poczuciem niezależności i ukształtowanymi przez 30+ lat zwyczajami. Trudno to zlepić ;)

                    Potrzeba posiadania własnych pieniędzy, z którymi robi się co chce w obojgu z nas jest silna, może stąd to moje nadmierne tłumaczenie męża, bo ja też taka jestem. Nie wyobrażam sobie takiej totalnej symbiozy, że ja na przykład przelewam całą swoją wypłatę mężowi, więc też trudno mi to wymagać od niego. Nie wyobrażam też sobie 2 lata po ślubie domagać się dostępu do jego konta, lub aby on dawał na dom więcej niż ja, bo więcej zarabia.

                    Piszecie, że podstawą małżeństwa są wspólne finanse, że inaczej to nie małżeństwo. No dobrze, tylko jak to zrobić, skoro nasza aktualna sytuacja to bardziej moje-twoje niż wspólne. Jak to sprowadzić do wspólnego mianownika przy takich skrajnościach.
                    Mąż z pewnością nie da mi dostępu do swojego konta, to wiem na pewno i wiem też, że taka prośba już sama w sobie byłaby ogromnym problemem. Ja też nie chcę aż do tego stopnia ingerować.

                    Myślę o tym rozwiązaniu z jednym kontem na które wpływają obie wypłaty, a z którego potem wypłacamy sobie "kieszonkowe". To sprawiłoby, że przynajmniej zaczęlibyśmy mieć jakiś wspólny fundusz. Tylko jak przekonać męża do tego to nie wiem. Wypominając mu oszustwo i używając tego jako argumentu osiągnę raczej odwrotny skutek.
                    • ashraf Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 05.08.16, 15:59
                      Skoro twierdzisz, ze maz nie da ci dostepu do swojego konta, to znaczy, ze nie istnieje miedzy wami wspolnota finansow, a to jedna z podstaw malzenstwa. Pieniadze moga sobie lezec nawet na 10 kontach i partnerzy nie musza znac kwot wyrywkowo, nawet w ogole, jesli wszystko gra. Ale u Was nie gra... Malzenstwo to wspolnota loza, stolu i pieniedzy - w duzym skrocie. Musisz o tym z mezem porozmawiac, inaczej bedzie tylko gorzej... strach przed propozycja wspolnego konta jest zdecydowanie niepokojacy. W malzenstwie nie ma juz moje-twoje i albo maz sie z tym pogodzi, albo bedziesz musiala podjac decyzje co dalej, czy chcesz byc z czlowiekiem, ktory nie ufa ci na tyle, zeby ujawnic ci swoje finanse. Myslisz o dziecku - w zyciu bywa roznie. Mozesz przez jakis czas byc bez pracy, moze to spotkac meza, tu nie ma miejsca na samowolke i kurczowe trzymanie sie swoich tajemnic. Rodzina rodzina, ale jestescie oboje dorosli i pewne sprawy mozecie wyprostowac.
                      • georgina04 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 05.08.16, 16:22
                        ashraf napisała:

                        > Skoro twierdzisz, ze maz nie da ci dostepu do swojego konta, to znaczy, ze nie
                        > istnieje miedzy wami wspolnota finansow, a to jedna z podstaw malzenstwa.


                        Są przecież małżeństwa z rozdzielnością majątkową (jego brat, sic!) no więc jednak nie ma chyba uniwersalnego jednego modelu dla wszystkich.


                        > Pieniadze moga sobie lezec nawet na 10 kontach i partnerzy nie musza znac kwot wyryw
                        > kowo, nawet w ogole, jesli wszystko gra


                        No więc właśnie to jest dokładnie argument mojego męża, że nie ma znaczenia na którym te pieniądze leżą. Jego zdaniem wszystko gra, pieniądze są wspólne, tylko leżą na osobnych kontach, a jak trzeba będzie za coś większego zapłacić i na wspólnym nie będzie to on bez problemu zapłaci ze "swoich" .
                        • ashraf Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 05.08.16, 16:26
                          Owszem, ale rozmawiamy o zyciu rodzinnym a nie rozwiazaniach prawnych. Znam wiele rodzin z rodzielnoscia majatkowa (glownie tam, gdzie jedno lub oboje maja swoja firme), ktore doskonale orientuja sie w swoich dochodach i wydatkach i dogaduja w tych kwestiach bez problemow. Rzecz nie w tym gdzie leza pieniadze, tylko w sensownym ich gospodarowaniu i przejrzystosci w tym temacie. Maz nie musi mi sie spowiadac za kazdym razem, kiedy kupic cos wiekszego (przy zalozeniu, ze nie wplywa to na stale oplaty i oszczednosci), ale gdybym zapytala, to odpowie, zreszta sam z siebie najczesciej mowi. Brak kontroli nie oznacza calkowitej niewiedzy.
                      • marie30 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 05.08.16, 16:33
                        Jak przekonac georgino? Zwyczajnie powiedziec, jestescie dojrzalymi ludzmi 30+ a nie dziecmi zeby stosowac jakies sztuczki aby sie naklonic do zrobienia czegos tam.
                        Jesli ty nie wyobrazasz sobie po dwoch latach malzenstwa domagac sie dostepu do pieniedzy meza ani w druga strone to oznacza ze wy nie jestescie wspolnota a jak poprzedniczka napisala malzenstwo to jest wspolnota takze finansowa. Wlasciwie po co sie pobraliscie? Z takim podejsciem do kwesti finasow mogliscie byc friends with benefits, mieszkajac razem dzielac sie oplatami po polowie zeby bylo taniej.
                        Jak wyobrazasz sobie w tej sytuacji wychowywanie potomstwa? Powiekszycie kwote wplacana na wspolne konto o koszt pieluch i niani? A co jesli on zapomni wplacac, wystapisz o alimenty?
                        Potrzeba wspolnoty powinna wyjsc naturalnie, u was to ewentualnie mogloby zaisteniec poprzez wewnetrzny przymus czyli jeszcze gorzej.
                        Zmieniam zdanie, nie probojcie wspolnoty bo wy zupelnie nie macie do tego przekonania.
                        • ashraf Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 05.08.16, 16:36
                          O wlasnie, dziecko - jak wyobrazasz sobie sytuacje, w ktorej stracilabys dochody? Wtedy wyjscia nie ma, symbioza musi byc. Prosilabys meza o pieniadze, pozwalalabys wydzielac sobie z "jego" kasy? Czy raczej oczekiwalabys, ze bedziecie razem gospodarowac wspolnymi pieniedzmi, obojetnie kto je zarobil?
                          • marie30 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 05.08.16, 17:26
                            ashraf napisała:

                            > O wlasnie, dziecko - jak wyobrazasz sobie sytuacje, w ktorej stracilabys dochod y?

                            Istenieje tez ryzyko ze autorka watku mialaby coraz mniej pieniedzy bo musialaby pokrywac 50% wszystkich kosztow zwiazanych z dzieckiem. Maz zarabiajacy wiecej wkladalby tyle samo co ona ale jemu zostawaloby wiecej niz jej. Istnieje ryzyko ze jej mogloby brakowac a maz by nie dolozyl a ona nie mialaby odwagi tego oczekiwac.
                            • georgina04 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 05.08.16, 18:02
                              marie30 napisał(a):

                              > Istenieje tez ryzyko ze autorka watku mialaby coraz mniej pieniedzy bo musialab
                              > y pokrywac 50% wszystkich kosztow zwiazanych z dzieckiem. Maz zarabiajacy wiece
                              > j wkladalby tyle samo co ona ale jemu zostawaloby wiecej niz jej. Istnieje ryzy
                              > ko ze jej mogloby brakowac a maz by nie dolozyl a ona nie mialaby odwagi tego o
                              > czekiwac.


                              Nie no, gdyby pojawiło się dziecko i ja nie miałabym żadnych dochodów to z czego miałabym się dokładać?
                              Rozmawialiśmy o tym i mąż twierdzi, że przecież to oczywiste, że on by nas utrzymywał.
                              Oczywiście zawsze mogę wątpić w to co mówi i niedowierzać. No ale na takiej zasadzie to kobieta w ogóle nie powinna decydować się na dzieci i ufać, że mężczyzna da jej pieniądze.
                                • georgina04 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 05.08.16, 18:22
                                  marie30 napisał(a):

                                  > > Nie no, gdyby pojawiło się dziecko i ja nie miałabym żadnych dochodów to
                                  > z czego miałabym się dokładać?
                                  >
                                  > Zrezygnowalabys z pracy zawodowej gdyby urodzilo sie dziecko? A z jakiego powod
                                  > u?

                                  Nie napisałam, że zrezygnowałabym z pracy. Ale wiadomo, że urodzenie dziecka głównie w kobietę finansowo uderza, macierzyński te sprawy. My teraz wracamy z pracy godzina 19-20, przecież wiadomo, że to musiałoby się zmienić, a redukcja godzin to i redukcja pieniędzy.
                                  Oczywiście, że oczekiwałabym równego podziału "jego" pieniędzy jeśli to ja musiałabym zmniejszyć swoje możliwości zarobkowe i tu argument jest mocny i nie podważalny.

                                  Tyle, że póki co dzieci nie mamy, nie wiadomo czy mieć będziemy, różnie może być w naszym wieku. Zarabiamy dobrze, pieniędzy nie brakuje ani na jedzenie, ani na wakacje ani na własne hobby... Więc urządzanie mężowi w tym momencie jesieni średniowiecza i stawianie spraw na ostrzu noża, grożenie rozwodem itp wydaje mi się trochę bez sensu. No nie wiem, może się mylę, może umniejszam, ale takie środki wydają mi się dość ostateczne i nieadekwatne do sytuacji. Jeśli teraz użyję ostateczną amunicję, to co mi zostanie później?
                                  • marie30 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 05.08.16, 18:44
                                    georgina04 napisała:

                                    > Nie napisałam, że zrezygnowałabym z pracy.

                                    Napisalas ze stracilabys dochody i maz musialby was utrzymywac wiec zrozumialam ze zrezygnowalabys z pracy ale ok wyjasnilas ze tylko ograniczylabys dochody.
                                    Przyznam ze twoje wypowiedzi nie sa zbyt dokladne.

                                    > Oczywiście, że oczekiwałabym równego podziału "jego" pieniędzy jeśli to ja musi
                                    > ałabym zmniejszyć swoje możliwości zarobkowe i tu argument jest mocny i nie podważalny.

                                    Ale obecnie nawet pracujac tyle co on i tak zarabiasz mniej wiec jaka jest roznica?

                                    > No nie wiem, może się mylę, może umniejszam, ale takie środki wydają mi się dość ostateczne i nieadekwatne do sytuacji. Jeśli t> eraz użyję ostateczną amunicję, to co mi zostanie później?

                                    Czego wiec oczekujesz? Napisalas ze maz napewno nie da ci dostepu do swojego konta, ze nie potrafisz z nim rozmawiac o pieniadzach, ze nie mozesz zaplanowac inwestycji, remontow bo nie wiesz czym dysponujesz,ze cie oklamuje, oszukuje,bo on zapomina zasilic wspolne konto i zostawia sobie dwa razy wiecej niz bylo to ustalone... itp oboje raczej nie chcecie symbiozy finansowej, bo oboje sobie nie wyobrazacie ze ...itd. moze jednak ograniczcie sie tylko do friends with benefits a ty przypominaj aby zasilal to konto regularnie.
                                    • georgina04 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 09.08.16, 10:20
                                      marie30 napisał(a):

                                      > ie podważalny.
                                      >
                                      > Ale obecnie nawet pracujac tyle co on i tak zarabiasz mniej wiec jaka jest roznica?
                                      >

                                      Różnica jest zasadnicza. Uważam, że każdy dorosły, sprawny na umyśle człowiek ma obowiązek i odpowiedzialność za siebie. Czyli ma obowiązek między innymi zarabiać na swoje utrzymanie.
                                      Celem zawarcia związku małżeńskiego nie jest moim zdaniem to, że od tej chwili ta odpowiedzialność nagle przechodzi na mojego małżonka. Owszem kiedyś tak było, bo kobiety nie pracowały, w niektórych krajach nadal tak jest po kobieta przechodzi z własności ojca pod własność męża. Ale w sytuacji gdy i kobieta i mężczyzna pracują i zarabiają to ja nie widzę dlaczego jedno miałoby utrzymywać drugie.
                                      Przecież chyba nie bierze się ślubu po to, żeby polepszać swoją finansową pozycję i móc sobie kupić lepsze kosmetyki, bo mąż dobrze zarabia? A może tak?

                                      Gdybym tego męża nie miała to musiałabym żyć ze swojej pensji i tyle.
                                      Jeśli strona zarabiająca więcej chce się dzielić, to super i miło, ale uważam że strona zarabiająca mniej nie można tego wymagać od partnera niejako z automatu.

                                      Dziecko zupełnie zmienia sytuację ponieważ jest to coś za co ojciec i matka mają wspólną odpowiedzialność. Ono samo na siebie nie zarobi, dziecko nie jest też tylko własnością matki. Urodzenie i opieka nad dzieckiem spada głównie na matkę więc naturalne, że ojciec partycypuje w inny sposób, czyli zapewnia bezpieczeństwo finansowe.
                                      • ashraf Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 09.08.16, 11:41
                                        Malzenstwo to wspolnota, jezeli jedno zarabia 2 k, a drugie 12 k, to razem maja 14 tysiecy do rozdysponowania, a nie ze to bogatsze laskawie moze, ale nie musi wydzielic drugiemu czesci swojej pensji. Sorry, ale z takim podejsciem z dzieckiem daleko nie zajedziecie, w gebie kazdy mocny, ale jesli maz juz teraz tak pilnuje "swojego", to przy dziecku niewiele sie zmieni. I jeszcze jedno - kobiety rodza dzieci, ale opieka moze i powinna spasc na oboje rodzicow, podobnie jak zapewnianie bezpieczenstwa finansowego. Maz powinien zrozumiec istote malzenstwa juz teraz, a nie ew. zmienic zdanie, bo zona bedzie na macierzynskim. Co zrobisz, jak nie zmieni?
                                      • marie30 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 09.08.16, 12:27
                                        Oczywiscie ze kazdy dorosly czlowiek jest odpowiedzialny za siebie i ma obowiazek zarabiac. Jednak malzenstwo zawiera sie po to aby dzielic wspolne zycie m.in pieniadze. Wspolne oznacza twoje i jego razem do wspolnego podzialu a nie moje 50% i jego 50% na wspolne rachunki i jedzenie a reszta ktora zostaje kazdemu z malzonkow dysponuja wg uznania czyli skoro jednemu zostaje wiecej to moze sobie pozwolic na wiecej i zyc na wyzszej stopie bo go stac czyli np razem jedziemy na wakacje ktore kosztuja okreslona kwote na ktora nas obojga stac ale ja jade na dodatkowe bo mnie stac a ciebie nie i akurat nie mam ochoty sie dzielic z toba a ty nie masz prawa tego oczekiwac. Na tym wg ciebie polega malzenstwo? Nastepna sprawa to rodzicicielstwo. Niby jestes taka nowoczesna ale w tej kwesti masz poglad z lat 50-tych ub stulecia uwazajac ze to na kobiete spada wiekszosc obowiazkow opiekunczych wiec to ona ma ograniczyc prace zawodowa a mezczyzna przejac ich utrzymanie. Dziecko to jest obowiazek obojga rodzicow pod kazdym wzgledem, tak opieki jak i utrzymania a kobieta ktora zostaje matka wcale nie musi (wg mnie nawet nie powinna) ograniczac pracy zawodowej i oczekiwac ze maz bedzie ja i dziecko utrzymywac. Po urodzeniu dziecka oboje rodzicow ma mozliwosc skorzystac z urlopow tzw macierzyski i tacierzynski.
                                        Napisalas ze gdybys nie miala meza to musialabys zyc ze swojej pensji, ale ty to przeciez robisz,zyjesz ze swojej pensji majac meza bo pieniadze nie sa wspolne w waszym zwiazku.
                                        • georgina04 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 09.08.16, 14:58
                                          marie30 napisał(a):

                                          > Niby jestes taka nowoczesna ale w tej kwesti
                                          > masz poglad z lat 50-tych ub stulecia uwazajac ze to na kobiete spada wiekszos
                                          > c obowiazkow opiekunczych


                                          Oh już nie łap mnie tak za słówka.
                                          Skrót myślowy i na potrzeby forum nie będę na pół strony uzasadniać którą część urodzenia dziecka i opieki nad dzieckiem jednak sprawuje kobieta a którą mężczyzna, bo to chyba oczywiste. Tak zakładałam. Facet nie będzie chodził w ciąży, facet nie urodzi i nie będzie w połogu. Piersią karmić też nie będzie bo mu nie leci. Choćbyś nie wiem jak nowoczesna była to tego nie przeskoczysz.Oczywiste, że do pewnego etapu dziecko jest jednak większym wymaganiem dla matki niż dla ojca.
                                          Tak samo później, jeśli trzeba ograniczyć godziny pracy ze względu na opiekę nad dzieckiem to chyba logiczne, że lepiej dla budżetu rodziny jeśli godziny zmniejsza ta strona, która zarabia mniej, a nie ta, która zarabia więcej.
                                          Jak dla mnie to nie jest kwestia konserwatywnych poglądów tylko logiki i umiejętności dodawania liczb.
                                          • marie30 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 09.08.16, 15:09
                                            Aha,czyli jednak po urodzeniu dziecka to budzet rodziny jest wspolny. Chodzi wiec o dziecko, nie ma dziecka to rodzina nie jest pelna wspolnota. Pojawia sie potomstwo i zmienia sie postac rzeczy.

                                            W ciazy nie ma problemu, mozna pracowac,polog to ok 6 tyg i w tym czasie mozesz dostawac 100 % lub prawie tyle swojego uposazenia, karmic piersia mozesz nadal a w czasie w ktorym jestes w pracy mozna dziecko karmic mlekiem odciagnietym. Naprawde,tak robi mnostwo kobiet,wracajacych do pracy po 6 tyg.
                                            • georgina04 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 09.08.16, 15:22
                                              marie30 napisał(a):

                                              > Aha,czyli jednak po urodzeniu dziecka to budzet rodziny jest wspolny.

                                              No ale przecież dokładnie to napisałam już ileśtam postów wyżej!
                                              Polecam jednak czytanie ze zrozumieniem a nie pisanie i wykłócanie się kompletnie nie związane z sytuacją.
                                              Od początku w moim wątku zaznaczyłam, że my nie mamy dzieci. Możliwe, że nigdy nie będziemy mieli ze względu na nasz wiek. Cały wątek odnosi się do sytuacji gdy para nie ma dzieci i oboje pracują i zarabiają.
                                              Nie wiem więc co tu chcesz udowadniać ile trwa macierzyński i wmawiać, że każda kobieta może bez problemu w ciąży pracować. Różnie w życiu bywa, naprawdę.

                                              • marie30 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 09.08.16, 15:50
                                                Ja probuje zrozumiec twoj tok myslenia. Podsumuje wiec: dla ciebie malzenstwo to nie wsplnota finansowa tylko zrzucanie sie po polowie na wspolne rachunki i ewentualnie jedzenie,bo tak naprawde to nie mozna oczekiwac wzajemnego dostepu do pieniedzy i wlasciwie kazdy ma prawo dysponowac nimi jak chce. Ale jednak cos ci w tym zgrzyta,bo nie mozna poczynic inwestycji ani zrobic remontu, skork nie wiadomo czym sie dysponuje ale nawet nie mozna o tym (fianansach) porozmawiac bez awantury. Jednak wszystko sie zmienia gdy pojawia sie dziecko, wtedy to nagle przechodzi sie na utrzymanie meza (choc tu nie wiadomo do konca bo cos bylo o stronie mniej zarabiajacej) i finanse staja sie wspolne i to matka przejmuje wiekszosc obowiazkow zwiazanych z dzieckiem i ogranicza prace albo rezygnuje.
                                                Przyznam ze nie ogranim. I tak georgino, zebys sie nie zdziwila gdy bedziesz musiala prosic meza o pieniadze na zakup drozszego szamponu a on sie nie zgodzi.
                    • nammkha Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 05.08.16, 16:32
                      Rozwiązanie powinniście wypracować wspólnie w rozmowie. Powiedz mi w jaki sposób do tej pory radziliście sobie z konfliktami jeśli nie rozmową? A Jeśli Pan romawiać nie chce to postaw sprawę na ostrzu noża, np. wyprowadź się do czasu aż zachce, albo nie rozmawiaj o niczym innym...

                      --
                      „Ludzie idą do nieba nie za opanowanie i kontrolę nad swoimi żądzami, lub też za ich brak, lecz w nagrodę, że pracowali nad ich zrozumieniem” (William Blake, Wizja sądu ostatecznego).
                    • panizalewska Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 05.08.16, 16:39
                      Jak to się stało, że przez SZEŚĆ LAT, czyli 96 miesięcy, czyli jakieś prawie 3000 dni, nie wypracowaliście metody rozmawiania na trudne tematy?? Nie wierzę w to, co czytam. Przy czym piszesz bardzo logicznie i spokojnie, bardzo duży plus :) Ale jak to się stało, że nie umiecie ze sobą rozmawiać? Co Wy przez ten czas robiliście? O czym rozmawialiście? Tylko o tym, jaki film obejrzeć wieczorem i gdzie pojechać na urlop? No chyba nie? A może jednak?
                      • georgina04 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 05.08.16, 17:57
                        panizalewska napisała:

                        > Jak to się stało, że przez SZEŚĆ LAT, czyli 96 miesięcy, czyli jakieś prawie 30
                        > 00 dni, nie wypracowaliście metody rozmawiania na trudne tematy?? Nie wierzę w
                        > to, co czytam. Przy czym piszesz bardzo logicznie i spokojnie, bardzo duży plus
                        > :) Ale jak to się stało, że nie umiecie ze sobą rozmawiać? Co Wy przez ten cza
                        > s robiliście? O czym rozmawialiście? Tylko o tym, jaki film obejrzeć wieczorem
                        > i gdzie pojechać na urlop? No chyba nie? A może jednak?


                        No bez przesady... do tej pory system działał. Odrębne finanse na początku związku, potem w miarę upływu zacieśnianie to chyba nie jest takie dziwne? Dla mnie to normalna kolejność. Problemy pojawiły się przy zacieśnianiu finansowej symbiozy i ja szukam pomysłu jak z tego wybrnąć.

                        Nie rozumiem tego ataku na mnie. Czy to, że z mężem nie mogę się dogadać w kwestii jego oszustwa to jednoznaczne z tym, że rozmawiamy tylko o filmach i urlopach i nic tylko się rozwieść?
                        Takie polaryzowanie dyskusji i popadanie w skrajności nic konstruktywnego nie daje.

                        Związek nie jest cukierkowy i miodem spływający, bywa burzliwie, jedne tematy są drażliwe inne nie, bywa że na trudne tematy się kłócimy, to chyba normalne. Pisanie co my przez 6 lat robiliśmy niewiele mi pomaga, bo nic z tego nie wynika.
                        • panizalewska Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 05.08.16, 21:11
                          To nabierz odwagi i porozmawiaj, jak dorosły człowiek z dorosłym człowiekiem. Bo słuchaj, tutaj używasz sensownych argumentów, opisujesz wszystko w sposób zrównoważony, wyważony, spokojny. Ja po prostu nie wierzę, że taki sposób wypowiedzi spotyka się z karczemną awanturą kogokolwiek. Albo że w Waszej historii związku nie było na tyle trudnych spraw, że nie wypracowaliście jakiś sposobów rozmawiania na trudne tematy. Może po prostu trzeba czasu i panu się musi uleżeć? Może będziesz mogła wrócić do rozmowy za tydzień? Nie, żeby dał Ci swoje konto itp, tylko prośba o wyjaśnienie oszustwa.
                          • ola_dom Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 09.08.16, 13:25
                            panizalewska napisała:

                            > tutaj używasz sensownych argumentów, opisujesz wszystko w sposób
                            > zrównoważony, wyważony, spokojny. Ja po prostu nie wierzę, że taki sposób
                            > wypowiedzi spotyka się z karczemną awanturą kogokolwiek.

                            Panizalewska - nie wierzę, że Ty w to nie wierzysz...:)
                            Że niezależnie od tego, JAK będzie prowadzona rozmowa, sam temat może działać na rozmówcę jak płachta na byka. Samo wspomnienie o temacie.

                            --
                            Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
                            (Jacques Tati)
    • pawmala Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 05.08.16, 08:55
      Trochę niepojęte jest dla mnie to co opisujesz. Ja mam swoje konto, mąż ma swoje, ja opłacam rachunki, mąż ratę kredytu. Przelewam mężowi kasę co miesiąc, żebyśmy mieli mniej więcej po równo na różne wydatki. I nie ma czegoś takiego jak moje, Twoje pieniądze. One są nasze wspólne bez względu na czyim koncie się znajdują. Ja doskonale znam stan konta męża, on mojego, chociaż nie mamy do nich dostępu. Dla mnie to podejrzane i dziwne co robi Twój mąż.
      • karolinaaa79 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 06.08.16, 06:44
        Ja jestem za modelem wspólnej kasy w małżeństwie. Dla mnie osobne konta, podział moja kasa, twoja jest nieporozumieniem. U nas pensje wpływają na 1 konto. Z tego konta ja opłacam rachunki, kredyt. Ja z reguły robie zakupy, ja kupuję ubrania i inne rzeczy dla nas i dzieciaków, większe wydatki zawsze konsultujemy razem, tzn informujemy się, podejmujemy razem decyzję. Oboje do tego konta mamy karty i dla mnie to uczciwe. Obok tego mamy konto oszczednościowe.
        W tych kilkunastu latach związku mielismy rózne sytuacje, raz oboje zarabialismy grosze (ledwo do 1 starczało), raz ja generowałam sporo wieksze dochody, obecnie mąż. Nigdy jednak mi nie wypomniał czy ja jemu, ze sie wzajemnie utrzymujemy, kasa jest po prostu wspólna-jest gorzej, zyjemy oszczedniej, jest lepiej, mozemy ciut pohulać.
        Zaś dzieci u nas nie spowodowały spadku dochodów (macierzynskie płatne 100%), jedynie spowodowały znaczny wzrost wydatków i im są starsze, tym tego wiecej;)
        ja mysle ze nie możecie sie o to kłócić, ale jakoś ten model zmienić na tyle dobrze, by zadne nie miało zalu wobec siebie i pretensji. Te "moje' "twoje" - tego nie powinno być w małżeństwie.
        • verdana Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 09.08.16, 13:12
          Ale to, co dobre dla jedych, nie musi być dobre dla innych. Dla mnie jedno wspólne konto oznaczałoby poczucie totalnego braku wolności. Nie wytrwałabym w takim związku nawet miesiąca:) Co ni oznacza, zę wspólne konto jest złe - tylko jest nie dla wszystkich. Podobnie jak konsultacje przy każdym zakupie dla mnie sa OK, póki nie starcza do pierwszego. Jestem dorosła i mogę zdecydować, że potrzebny mi nowy komputer i go kupić, bez zasięgania opinii męża.
          Być może w wypadku Autorki wątku jest podobnie. Czasem lepiej podzielić się wydatkami - kto co kupuje i za co płaci - niż mieć wspólne pieniądze. Daje to poczucie większej wolności, przynajmniej mnie. Ale zaniepokoiło mnie jedno zdanie - ze facet był "królem długów" . Wydaje mi się, ze w tym może lezeć problem - w kompletnie niefrasobliwym podejściu do pieniędzy - jak są, to sie je wydaje, jak nie ma - też się je wydaje. Ta druga osoba, która chce racjonalnie gospodarować jawi się temu beztroskiemu jako zrzędliwa nudziara - przecież starczyło pieniędzy, więc o co chodzi?
          I to może być problem nie do rozwiązania, niestety.
          • ashraf Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 09.08.16, 13:22
            U nas tez funkcjonuje podzial rachunkow i platnosci - poza tzw. "zyciem", bo nie wyobrazam sobie rozliczac sie z zakupow zywnosciowych czy chemii, mamy osobne konta, ale traktujemy te pieniadze jako wspolne. W zyciu roznie sie uklada, roznie sie tez zarabia, nie wyobrazam sobie, ze np. zona przejsciowo zarabia mniej i chodzi w 3 sukienkach na zmiane, a maz w tym czasie wydaje 2000 zl na nowa pare butow, bo go stac. Znam takie pary... Nie widze tez potrzeby konsultowania wydatkow, o ile oboje sa rozsadni i potrafia dobrze wydawac pieniadze - a z tym roznie bywa. I tutaj mozna sie podzielic w zaleznosci od czasu, umiejetnosci - np. moj maz jest mistrzem kupowania na aukcjach internetowych, potrafi wyszukac prawdziwe perelki, ja z kolei odpowiadam za organizacje podrozy od A do Z.
          • ola_dom Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 09.08.16, 13:30
            verdana napisała:

            > Ale to, co dobre dla jednych, nie musi być dobre dla innych.
            > Co ni oznacza, zę wspólne konto jest złe - tylko jest nie dla wszystkich.

            Czytając ten wątek aż się zaczęłam zastanawiać, czy znowu przegapiłam ważny moment, kiedy to ustalono odgórnie, co i jak ma być najlepsze dla wszystkich w małżeństwie i jakie są warunki konieczne do tego, żeby małżeństwo uważać za małżeństwo...
            ufff....

            > Ale zaniepokoiło mnie jedno zdanie - ze facet był "królem długów"

            Wydaje mi się, że georgina pisała to o poprzednim partnerze - w kontekście jej może-nie-do-końca- typowego podejścia do pieniędzy, kont, rozdzielności, etc. wynikającego z takich a nie innych doświadczeń.

            --
            Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
            (Jacques Tati)
          • georgina04 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 09.08.16, 15:13
            verdana napisała:

            > Ale to, co dobre dla jedych, nie musi być dobre dla innych. Dla mnie jedno wspó
            > lne konto oznaczałoby poczucie totalnego braku wolności. Nie wytrwałabym w taki
            > m związku nawet miesiąca:)


            Chwała Ci za odzew bo już myślałam, że ja jestem jedynym jakimś dziwolągiem! :DDD
            Ja też nie wyobrażam sobie konsultowania ze sobą wszystkich zakupów i zaglądania sobie w konta, jesteśmy w końcu dorosłymi ludźmi, chyba.



            > Ale zaniepokoiło mnie jedno zdanie -ze facet był "królem długów" . Wydaje mi się, ze w tym może lezeć problem -

            Królem długów to był mój EX, a nie obecny mąż. Pisałam o tym ponieważ w poprzednim związku miałam zupełnie osobne finanse właśnie z tego powodu. Ja zarabiałam więcej od niego a on miał zadawnione, zaniedbane długi, karty kredytowe, które zapominał spłacać i tym podobne.
            Wspomniałam o tym też jako o kontekście, że jednak nie zawsze taka totalna symbioza finansów jest dobrym rozwiązaniem, bo czasem można się bardzo przykro rozczarować.
            Moja najbliższa przyjaciółka popełniła dokładnie taki błąd. Jej mąż wszedł do związku z długami, ona sprzedała swój dom, spłacili jego długi, kupili razem mieszkanie, bo przecież wielka miłość a nie friends with benefits, wszystko wspólne a jakże, tak jak trzeba. Tylko potem przy rozwodzie to ona musiała jeszcze exowi spłacać połowę tego mieszkania.
          • mandziola Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 03.11.19, 21:56
            Eee Tobie pasuje.. dla mnie to komplikowanie sobie życia..Jak pieniądze są wspólne nikt nie jawi się jako nudziara.. Nie problem nie leży w Królu długów - problem lezy w tym - że to moje a to Twoje.. a co Moje to nie rusz.. Dla mnie dno i kilo mułu. Jesteśmy małżeństwem - z całą konsekwencja, a pieniądze mamy oddzielne.. Po co zatem zawierać związek małżeński.. po co łączyć się w pary?
    • ada1214 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 09.08.16, 14:23
      Ciekawy watek.
      Faktem jest, ze pieniadze i sposob ich uzytkowania zawsze niesie jakis kontekst. To nie sa tylko pieniadze. Podlozem moze byc walka o wladze, kontrole, kwestie zaufania/jego braku czy styl zycia. To dlatego konfikty na tle finansowym sa najczetszym powodem nieporozumien w zwiazkach (przed zyciem erotycznym, wychowaniem dzieci, i relacjami z tesciami).
      Ja bym to okreslila, ze konflikty o pieniadze zawsze sa znakiem tego, ze partnerzy nie graja w jednej druzynie. Po prostu strzelaja do roznych bramek, a powody moga byc jak wyzej +wiele innych.
      • georgina04 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 09.08.16, 14:46
        A tak już abstrahując od mojego męża i jego było nie było oszustwa... Zastanawiam mnie ta zgodność tutaj co do wspólnych połączonych finansów, kontroli i dostępu do finansów męża jako niemal jedynego słusznego modelu.
        Czy z tymi pieniędzmi nie jest z tym trochę tak jak z seksem w związku? Czyli, że nie ma jednego słusznego? Jedni potrzebują codziennie, innym wystarczy raz na miesiąc. Oczywiście są ludzie, którzy uważają, że żony nie można zgwałcić, bo jej obowiązkiem jest "dawać" mężowi. Dlaczego więc w porządku jest domagać się, że mąż ma "dawać" (dostęp do konta, nadwyżkę zarobków)?
        Zaznaczam, że nie chodzi o sytuację gdy są dzieci i dysproporcje zarobków bardzo duże.
        Zastanawia mnie co tak naprawdę myślą o takiej sytuacji mężczyźni, mężowie, partnerzy, bo w wątku wypowiedziały się głównie kobiety. Pewnie się nie dowiemy.
        Mam w okolicy taką parę znajomych, oboje po 30stce, dzieci nie mają, znam ich od jakiś 7 lat. Przez te 7 lat ona praktycznie nigdy nie pracowała, nigdy nie mówi też o próbowaniu, szukaniu pracy. Ostatnio kupili mieszkanie na kredyt, wzięli ślub, robią generalną przebudowę. On to wszystko finansuje, ona przez cały ten czas jest na jego utrzymaniu. Czasem się zastanawiam, co ona całymi dniami robi, jak ona z tym żyje, że tyle lat jest utrzymywana przez swojego faceta. Ja bym tak nie mogła po prostu, choćby z minimum uczciwości wobec swojego partnera.
        • ashraf Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 09.08.16, 15:00
          Ja wiem co mysli na ten temat moj maz, bo normalnie z nim na takie tematy rozmawiam. Rozwazalismy zreszta rozne modele, w tym wspolne konto. Oczywiscie, ze kazda rodzina jest inna, sa wspolne i oddzielne konta, sa osoby prowadzace budzet domowy i takie, ktore po prostu wydaja, byle nie braklo, w niektorych zwiazkach jedna osoba zarzadza finansami itd. Nie chodzi o szczegoly, ale o punkt wyjscia i zalozenie, ze oboje pracujemy - poza domem i w nim - dla wspolnego dobra, dla wspolnych korzysci, ze dorabiamy sie wspolnie.
          • marie30 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 09.08.16, 15:19
            No wlasnie,ale georgina napisala powyzej ze zanim pojawi sie dziecko obowiazmiem kazdego doroslego jest odpowoedzialnosc za siebie i zarabianie na siebie ale sytaucja zmienia sie gdy pojawia sie dziecko,wtedy matka przejmuje wiekszosc obowiazkow zwiazanych z dzieckiem i przechodzi na utrzymanie meza. Wtedy to jest ok. Choc tez do konca nie jest to jasne bo napisala ze to matka powinna przejac opieke nad dzieckiem i zredukowac gidziny pracy lub zrezygnkwac z pracy ale tez ze to strona mniej zarabiajaca to piwinna zrobic. Nie jest klarowne czy gdyby ta strona mniej zarabiajaca byl maz to on mialby przejsc na utrzymanie zony i zajac sie dzieckiem.
            • anula36 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 09.08.16, 21:27
              Czasem się zastanawiam, co ona całymi dniami robi, jak ona z tym żyje, że tyle lat jest utrzymywana przez swojego faceta. Ja bym tak nie mogła po prostu, choćby z minimum uczciwości wobec swojego partnera.

              Jak slusznie zauwazylas jest wiele modeli zwiazkow.im widocznie taki pasuje skoro trwa nie 7 tygodni ani miesiecy tylko zbliza sie do dekady:)
              • ada1214 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 09.08.16, 21:35
                Jak slusznie zauwazylas jest wiele modeli zwiazkow.im widocznie taki pasuje sko
                > ro trwa nie 7 tygodni ani miesiecy tylko zbliza sie do dekady:)

                Moze ta kobieta jest dla niego natchnieniem :), muza, inspiracja, i tak cennym klejnotem, ze nie chce by inni mezczyzni na nia chocby patrzeli (w pracy ) :). Jesli im sie uklada- a na to wyglada, to nie widze celu w krytykowaniu.
        • panizalewska Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 09.08.16, 23:35
          My tu pitu pitu, co komu pasuje, a co nie, ale, Georgina, rozmawiałaś z mężem? Że Cię oszukał? Pal sześć te wspólne i niewspólne konta, czy próbowałaś ruszyć drugi raz temat kłamstwa i braku bezpieczeństwa w związku, z tym kłamstwem właśnie?
          No i co w końcu z tymi remontami? Stanęło na czymś konkretnym? Bo Cipowiem, że mnie taka ślamazarność remontowa u chłopa doprowadza do szału. Więc po prostu biorę kartę do jego konta, idę do Casto, kupuję nowe szafki, czy co tam, załatwiam po swojemu i nie ma, że boli, niechcemisie, czy co tam ;) Ja to już chromolę opieszałość remontową swojego małżonka, po prostu biorę i robię. Więc w tym kontekście to akurat dostęp do konta głównego zarabiacza się przydaje.

          Ale my tu o kłamstwie i stabilności związku. Więc jak?
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 09.08.16, 23:42
      georgina04 napisała

      "w tym kontekście zastanawiam się co oznacza, że mąż czuje potrzebę by przede mną swoje pieniądze ukrywać."

      Może to powinno być pytanie jakie warto zadać mężowi. Co skłania go do kłamstwa i łamania zasad Waszych finansów? Nie ma co się zrażać awanturą jaką w pierwszym odruchu zrobił mąż ani też jej demonizować. Wiele osób tak się zachowuje, będąc przyłapanym na niecnym uczynku . Mało to chwalebne , ale dość ludzkie . Więc warto podjąć kolejną taką rozmowę, już spokojną i nastawioną na męża oraz na powiedzenie mu jak się Pani czuje z jego zachowaniem.
      To warto zrobić na pierwszym miejscu. I tym razem zaproponować , aby mąż przedstawił dogodny dla siebie i bezpieczny system wspólnych finansów. Może będzie dla Pani do zaakceptowania ?
      To prawda, że pieniądze są bardzo istotnym elementem związku. Nie od parady ukuto termin "przemocy ekonomicznej" . Mogą mieć funkcję kontroli, mogą być obszarem walki, upokorzenia, wykorzystania. Warto to śledzić oczywiście, ale też widzieć kontekst całości Waszego związku. Jak działa mąż w innych obszarach Waszego życia ? Czy też ma Pani obawy co do męża lojalności ? Jak się sprawdza w innych wspólnych sytuacjach ? Nie byłoby dobrze, aby ta jedna sprawa, wypunktowana, zaczęła stanowić o Waszym związku.
      I rzecz ostatnia. Dlaczego ta sytuacja tak bardzo Panią poruszyła ? pomijając oczywiste pryncypia, co w Pani obudziła ? To też jest ważne. Nie warto całej sprawy sprowadzać do kontekstu męża. To nie będzie całość sprawy. Pani perspektywa też jest istotna i dopełni całości sprawy. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • blu_blue Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 10.08.16, 17:39
        Gratulacje dla Ciebie, ze tak szybko zobaczyłaś, że coś nie gra i, ze nie tak powinny wyglądać finanse w małżeństwie. Ja, naiwna dostrzegłam to dopiero po 25 latach i o mało co zostałabym z niczym. Masz absolutną rację, ze finanse w małżeństiwe nie tak powinny wyglądać. Zrób wszystko by to zmienić i nie daj się oszukiwać. Uwierz mi wiem co piszę. Działaj i nie pozwól na takie sytuacje.
      • georgina04 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 15.08.16, 10:27
        Próbowałam rozmawiać z mężem na ten temat w miniony weekend. Niestety rozmowa bardzo szybko znów przerodziła się w awanturę. Mąż nadal uparcie twierdzi, że zostawia sobie tyle samo co ja, co niestety sprawiło że ja nie wytrzymałam i też się uniosłam. Bo albo robi ze mnie idiotkę albo już sama nie wiem co. Dodawać i odejmować umiem i jak nie patrzeć 10 minus 3 to nie wychodzi 5. Mąż na to wybuchł i wyszedł z pokoju, twierdząc że to ja mam jakiś problem bo węszę spisek i podejrzewam go że on coś kombinuje. Powiedziałam, że nie o spisek chodzi ale fakt, że mnie okłamuje i traktuje jak idiotkę która nie umie dodawać. Już chyba sam zapomniał, że w poprzedniej awanturze przyznał, że zostawia sobie więcej i wtedy to usprawiedliwiał.

        Tak jak pani Agnieszka napisała, mąż najbardziej oburzony był tym, że oskarżam go o kłamstwo i oszukiwanie i w zasadzie od tego momentu nie było już rozmowy. Tym był najbardziej oburzony, kompletnie marginalizując i zaprzeczając faktom. Jak dzieciak przyłapany na gorącym uczynku, który w żywe oczy wypiera się, że to nie on.
        Zdaję sobie sprawę, że nazwanie tego kłamstwem i oszustwem nie pozostawia mężowi zbyt wiele opcji by wybrnąć z sytuacji z twarzą. Ale też nie potrafłam przemilczeć.
        Nie wiem, zupełnie nie rozumiem jak on może się wypierać i zaprzeczać, gdy cyfry jakie są widać czarno na białym. Wytworzył się jakiś impas, bo trudno rozmawiać z mężem o problemie, skoro on uparcie twierdzi, że problemu nie ma i wypiera się w żywe oczy.
        Wszystkie rozwiązania z postów powyżej zakładają współpracę męża, a ja widzę, że on absolutnie nie chce przyznać, że oszukał i okłamał. Nie wiem jak bez tego ruszyć dalej.
        Teraz on jest święcie obrażony bo nazwałam go oszustem i kłamcą.


        • iaia80 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 15.08.16, 10:51
          "Wytworzył się jakiś impas, bo trudno rozmawiać z mężem o problemie, skoro on uparcie twierdzi, że problemu nie ma i wypiera się w żywe oczy. "
          I tutaj jest najważniejszy problem. Typowa strategia - poczytaj sobie wątki zdradzanych i oszukiwanych żon. Tam niemal zawsze -to one mają problem, maja urojenia i jeszcze obrażają biednego misia nazywając go oszustem.
          Drugorzędną sprawą jest to, czy w tej chwieli chodzi o pieniądze, czy o coś innego. Bardzo niebezpieczne dla wspólnej przyszłości jest to, że mężowi rozjeżdża się to, co deklaruje z rzeczywistością, a zdemaskowanie tego budzi taki lęk, że w obronie tej swojej kreacji, która mu coś daje sięga po wszelkie środki, nawet te burzące podstawy waszego związku, Twoje poczucie bezpieczeństwa itd.
          Jedyna, co w tej chwili możesz zrobić, to trwać uparcie przy prawdzie- nie dać zakopać problemu, przyklepać. Niestety będziesz obwiniana o małostkowość, kłótliwość, że go obrażasz, że się uczepiłaś jednej sprawy. Niestety może się okazać, że mąż nie będzie umiał i chciał wyjść ze swojej "strefy komfortu" i poszukać przyczyny swojej postawy. Dokładnie coś takiego przechodziłam w swoim związku. Trwało to długo i zdarzało mi się samej zwątpić, czy faktycznie mąż nie ma trochę racji. Nam się udało...
          Dla mnie osobiście szczerość i zaufanie w związku to podstawa dla budowania rodziny. Bardzo współczuję tej sytuacji. Ja z kimś zachowującym się według takiego schematu nie zdecydowałabym się na dziecko….
          • georgina04 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 15.08.16, 12:00
            iaia80 napisała:

            > Dokładnie coś takiego przechodziłam w swoim związku.
            > Trwało to długo i zdarzało mi się samej zwątpić, czy faktycznie mąż nie ma tro
            > chę racji. Nam się udało...


            No dobrze, ale jak Wam się udało? Co zrobiliście, że się udało?
        • pade Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 15.08.16, 11:06
          Wiesz, też mam tę skłonność nazywania rzeczy po imieniu, ale jak do tej pory nic dobrego z tego nie wyszło. Ludzie chyba wolą gdy kłamstwo nazwie się mijaniem z prawdą, na oszustwo nie potrafię znaleźć łagodniejszego określenia:)
          Komunikacja w związku jest bardzo istotną i delikatną kwestią. Jeśli będziesz gruboskórna i skupisz się na ocenianiu, rozmowa szybko się zakończy. I tak widać było w Twoim przypadku.
          Radziłabym jednak się nie poddawać, ale spróbować inaczej. Bez oceny, bez obwiniania. Mów o sobie. Jak się czujesz, gdy widzisz na ekranie monitora to, co widzisz. Co wtedy myślisz, czego się obawiasz. Poczytaj na temat komunikacji bez przemocy. To nie jest owijanie w bawełnę wbrew pozorom, nie polega na umniejszaniu tego, co się stało, ale pozwala na wyrażenie siebie i zadbanie o swoje uczucia. Dodatkowo nieobwinianie drugiej osoby, brak krytyki i oceny powoduje, że jest ona bardziej skłonna do wysłuchania tego, co mamy do powiedzenia.
          Nie poddawaj się, spróbuj jeszcze raz, ale inaczej.
          • georgina04 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 15.08.16, 11:54
            pade napisała:

            > Nie poddawaj się, spróbuj jeszcze raz, ale inaczej.

            No właśnie nie bardzo mam pomysł jak można inaczej. Jak rozmawiać gdy ktoś wmawia Ci, że czarne jest białe? Wczoraj byłam o krok od wyciągnięcia jego odcinków wypłat z szuflady i pokazania mu ile na nich jest a ile wpływa na wspólne konto. Ale mimo ogromnej wściekłości czułam, że chyba nie tędy droga, by męża obnażyć i upokorzyć.

            Zakładałam w rozmowie, żeby go nie oskarżać, żeby mówić o sobie, no ale nie da się ominąć tego, że moje uczucia wynikają z sytuacji, którą on stworzył (oszustwa). A skoro on zaprzecza, że ta sytuacja istnieje to bardzo łatwo mu stwierdzić, że moje uczucia biorą się z sytuacji, której nie ma, czyli to ja sama sobie wymyśliłam, że on mnie oszukuje i coś kręci. Taka jest jego strategia.

            Myślałam też nad tym co pisała pani Agnieszka, dlaczego ta sytuacja tak mną poruszyła i co we mnie obudziła. Dla mnie cholernie przykre było odkrycie, że mąż mi kłamie. Że człowiek, z którym codziennie kładę się do łóżka, który mnie przytula, robi śniadanie, mówi że kocha, jednocześnie robi coś takiego. Strasznie mi to zgrzyta. Zaburzyło zaufanie do męża i poczucie, że możemy być ze sobą otwarci i szczerzy. Że możemy coś razem uzgadniać i postanawiać. Okazuje się, że nie możemy i budzi to we mnie instynkt, że powinnam się pilnować, dbać o swoje interesy, bo mąż dba o swoje z jakiegoś powodu. Myślenie o własnym mężu jako o kłamcy i manipulatorze jest dla mnie cholernie przykre.

            Nie mam żadnych powodów czy obaw co do męża lojalności, może gdybym miała to ta sprawa wpasowałaby się w układankę. Ale nie mam i stąd zupełnie nie rozumiem po co kłamie, i to w taki sposób, który jest bardzo łatwy do zdemaskowania. Mam podejrzenie, że w jego umyśle być może rzeczywiście to wcale nie jest kłamstwo i oszustwo. W końcu taki miał wzór w domu. Normalne było, że matce się pewnych rzeczy nie mówiło, żeby sobie oszczędzić jej "dziamgania".

            Rzeczywiście najbardziej wygląda mi to na funkcję kontroli. Skoro mąż nie ma kontroli nad wspólnymi finansami (uważam że z własnego wyboru) to wydzielił sobie działkę własnych finansów nad którmi pełną kontrolę ma. Jak sam przyznał, on ma potrzebę by mieć coś odłożone i jestem niemal pewna, że on te pieniądze po prostu odkłada i "ma".
    • differentview Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 15.08.16, 11:56
      georgina04 napisała:
      > Chcę podkreślić, że nie chodzi o to, że on więcej zarabia i może chcieć zostawi
      > ać sobie więcej. Chodzi o to, że jest jakaś nieuczciwość w tym, że uzgadniamy j
      > edno a on potajemnie robi drugie. Gdyby mi po prostu powiedział, że uważa, że m
      > a prawo zostawiać sobie więcej bo on więcej zarabia to przecież nie miałabym ni
      > c przeciwko temu.

      Czyzby? Nie wiem ale mi by sie nie podobal taki system, ze maz zarabiajac duzo wiecej od Ciebie( dlaczego zarabia wiecej? jest lepiej od Ciebie wyksztalcony? wiecej pracuje?) moze sobie zostawic dokladnie takie samo kieszonkowe a cala reszte musi przelac na konto, ktorym Ty zarzadzasz. Moze po prostu od poczatku ten system jest zlym rozwiazaniem? Maz Ci wytlumaczyl, ze zostawil sobie wiecej bo cos tam splaca. A jesli meczy Cie to, ze sama zarzadzasz rachunkami- to po prostu trzeba zmienic ustalenia i robic to wspolnie.
      Odwroc sytuacje- Ty zarabiasz 10 tys, maz 3 i oboje zostawiacie sobie 500 zl kieszonkowego. I co- nie mozesz bez wiedzy meza ze swoich pieniedzy dokonac zakupow bo on bedzie obrazony? To jest chore.
      • georgina04 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 15.08.16, 14:19
        differentview napisała:

        > Czyzby? Nie wiem ale mi by sie nie podobal taki system, ze maz zarabiajac duzo
        > wiecej od Ciebie( dlaczego zarabia wiecej? jest lepiej od Ciebie wyksztalcony?
        > wiecej pracuje?)


        Pracujemy tyle samo, oboje w pełnym wymiarze godzin, oboje mamy wyższe wykształcenie. Różnica płac wynika z różnicy zawodu. Jego zawód jest po prostu o wiele lepiej płatny.


        >a cala reszte musi przelac na konto, ktorym Ty zarzadzasz.


        Nie musi. Sam się na to zgodził i sam zaproponował kwotę "kieszonkowego". To nie jest coś co ja sama wymyśliłam i mu narzuciłam.
        Co do zarządzania wspólnym kontem to jak już pisałam mąż może mieć do tego konta dostęp ale tego z jakiegoś powodu nie robi. Nie wiem czy nie chce, czy go to nie obchodzi.
        Nigdy na to konto nie zagląda, przez jakiś rok od otwarcia konta nie zrobił sobie interentowego dostępu (trzeba zadzwonić do banku osobiście). Jak przyszła karta do tego wspólnego konta to ze dwa miesiące koperta leżała nieotwarta, on wciąż nie pamięta PINu do tej karty i z niej nie korzysta.



        > Odwroc sytuacje- Ty zarabiasz 10 tys, maz 3 i oboje zostawiacie sobie 500 zl ki
        > eszonkowego. I co- nie mozesz bez wiedzy meza ze swoich pieniedzy dokonac zakup
        > ow bo on bedzie obrazony? To jest chore.


        Przecież to zupełnie nie w tym rzecz, że on nie może ze swoich pieniędzy dokonać zakupu bo ja będę obrażona. Nie ingeruję i nigdy nie ingerowałam w to na co on wydaje swoje pieniądze.
        Problem jest w tym, że umówiliśmy się na pewien system ogarniania finansów i mąż się na ten system zgodził. Sam to zaproponował. A potem za moimi plecami stwierdził sobie, że zrobi inaczej.
        Skoro mu ten system nie odpowiadał to mógł się na niego nie zgadzać, mógł w trakcie uzgadniania powiedzieć, że woli rozliczać się inaczej. I wówczas możnaby coś innego wypracować. Nie zrobił tego. Wolał mnie oszukiwać. A jak go przyłapałam to jeszcze się ze mną wykłóca.
        • differentview Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 15.08.16, 15:21
          georgina04 napisała:

          > Nie ingeruję i nigdy nie ingerowałam w to na co on wydaje swoje pieniądze.

          > A jak go przyłapałam to jeszcze się ze mną wykłóca.

          Ingerujesz. Powiedzial, ze cos tam splaca a Ty robisz afere. Z tego co rozumiem maz nawet zostawiajac sobie wieksze "kieszonkowe" i tak wplaca na to wspolne konto wiecej niz Ty. Byc moze jak splaci to cos co splaca znow zacznie przelewac wszystko. Jesli pieniedzy na koncie jest za malo np. na remont to trzeba porozmawiac i wyliczyc ile potrzeba a nie robic awanture, ze co do grosza nie przelal calej swojej pensji. A poza tym- nie chcesz zajmowac sie rachunkami- to to powiedz- od dzis Ty sie tym zajmujesz albo na zmiane.
          • georgina04 Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 15.08.16, 16:00
            differentview napisała:

            > Ingerujesz. Powiedzial, ze cos tam splaca a Ty robisz afere. Z tego co rozumie
            > m maz nawet zostawiajac sobie wieksze "kieszonkowe" i tak wplaca na to wspolne
            > konto wiecej niz Ty. Byc moze jak splaci to cos co splaca znow zacznie przelewa
            > c wszystko.


            Być może. Raczej wątpię.
            Nie w tym rzecz jednak. Zupełnie pomijasz to co podkreśliłam jako sedno problemu. A sednem jest to, że mąż ze mną uzgodnił jedno a potem ZA MOIMI PLECAMI zrobił co drugie. To mąż zaproponował kwotę "kieszonkowego" jakie mieliśmy sobie zostawiać.
            Skoro siadamy i jako para uzgadniamy jakiś system to nie po to, żeby następnego dnia jedna ze stron ten system olała i robiła po swojemu.
            Ja nie odmawiam mężowi prawa do spłacania czegośtam ani do zatrzymywania sobie większej kwoty skoro on uważa że powinien bo zarabia więcej. To czego oczekuję jednak, to że o takich rzeczach ludzie powinni ze sobą rozmawiać. A nie mydlić oczy i okłamywać się

            • differentview Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 15.08.16, 21:08
              georgina04 napisała:

              > Nie w tym rzecz jednak. Zupełnie pomijasz to co podkreśliłam jako sedno problem
              > u. A sednem jest to, że mąż ze mną uzgodnił jedno a potem ZA MOIMI PLECAMI zrob
              > ił co drugie. To mąż zaproponował kwotę "kieszonkowego" jakie mieliśmy sobie zo
              > stawiać.

              Dla mnie fakt, ze dorosli ludzie wyznaczaja sobie kieszonkowe w okreslonej kwocie podczas gdy kazdego miesiaca sa rozne wydatki- raz wieksze raz mniejsze- juz jest chore. Mozna sie mniej wiecej tego trzymac ale sztywno? Niby dlaczego?? Jesli zarabiam 5 tys, na rachunki przeznaczam 800 zl to cala reszta jest kwota, ktora moge dowolnie dysponowac. Moge w jednym miesiacy odlozyc 1000 zl a konto wakacji, w drugim 500 a w trzecim 2 a konto remontu ale to czego Ty oczekujesz to pelna kontrola pensji meza kazdego miesiaca. Nie wiem dlaczego on sie zgodzil- najwyrazniej teraz zorientowal sie, ze nie byl to dobry pomysl. Poza tym zarabiajac mniej i mniej dokladajac do wspolnego konta- nie czujesz sie zalosnie robiac mu jeszcze awantury, ze sobie cos tam splaca? Owszem, on mogl powiedziec, ze na cos potrzebuje ale czy musial? Ma Ci sie spowiadac z kazdej zlotowki wiecej niz "kieszonkowe" bo Ty uwazasz, ze jego pensja jest tez Twoja pensja?
              • ola_dom Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 16.08.16, 12:01
                differentview napisała:

                > Dla mnie fakt, ze dorosli ludzie wyznaczaja sobie kieszonkowe w okreslonej kwocie
                > podczas gdy kazdego miesiaca sa rozne wydatki- raz wieksze raz mniejsze- juz
                > jest chore. Mozna sie mniej wiecej tego trzymac ale sztywno? Niby dlaczego??

                Dlatego, że tak się UMÓWILI.
                Nie musieli się tak umawiać, mogli się umówić inaczej.
                Ale skoro się jakoś umówili (choćby nie wiem, jak dziwne się to komuś wydawało), to jeśli któraś strona nie wywiązuje się z wzajemnej umowy, to trudno się dziwić, że druga strona traci zaufanie i zaczyna zastanawiać, dlaczego się ją oszukuje.

                --
                Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
                (Jacques Tati)
            • pade Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 15.08.16, 22:24
              To, ze mąż zgadza się na jedno a robi drugie to klasyczny przykład biernej agresji. Z powodu Twojej kontroli. Tak, Twojej. Zamiast dopytywać się dlaczego Cię oszukał, możesz mu powiedzieć, że widzisz, że nie jest zadowolony z obecnego systemu, że masz ochotę na zmianę i zaproponować, żeby teraz on przejął kontrolę nad finansami. I faktycznie tak zrobić.
              Cały czas szukasz przyczyn po stronie męża, a nie zastanawiasz się co w Tobie jest takiego, kogo mu przypominasz swoim zachowaniem, że w mężu uruchamiają się schematy z domu rodzinnego.
    • kaplin Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 30.08.16, 20:59
      Georgino, skoro najwyraźniej obecny system nie się nie sprawdza, zaproponuj zmianę, bez wracania do tamtego incydentu. Powiedz, że chciałabyś, aby on się czuł komfortowo ze sposobem rozdysponowania pieniędzy i spytaj co sugeruje, jaki ma pomysł, może daj mu czas na zastanowienie się. Powinien zaproponować alternatywne rozwiązanie. W przeciwnym razie, musi się włączyć w gospodarowanie kontem, które macie, bo jak na razie ta nonszalancja jest dziwna. Może to kwestia wygodnictwa, bo wtedy może sobie pogadać, ponarzekać, a także mieć komfort niewiedzy jak to naprawdę jest z wydatkami?

      Rozumiem Twoją potrzebę niezależności (także finansowej), mam tak samo.

      Powodzenia!
    • 3-mamuska Re: pieniądze w związku - jak rozmawiać 09.11.19, 19:02
      Myśle ze facet po poprzednich problemach z kobieta, uważa z mieć odłożenie pieniądze i poduszkę finansowa.
      Po drugie chyba to tak jest ze w związku jedna osoba coś ogrania druga ogarnia inne rzeczy.

      Zrób mu kosztorys na remont i daj ze tyle kasy trzeba wyłożyć. I co on na to.

      Przyłóż tez sytuacje ze dziecko kosztuje 1000zl miesięcznie ty jesteś w domu i jak on to widzi?

      --
      -----------------
      Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka