Dodaj do ulubionych

Jak uwolnić się od nadopiekuńczej mamy

14.02.17, 18:40
Witam.
Nie wiem czy to jest normalne, może ja źle to rozumiem ale może zacznę od początku.
Moja mama przy porodzie straciła jedno dziecko, pochodzę z bliźniaków niestety brata nie udało się uratować.
Do 18 roku życia myślałem że to normalne, cały czas mama mnie kontrolowała ale wiadomo do 18 roku życia jesteśmy pod opieką rodziców.
Czekałem do osiągnięcia pełnoletności z myślą że to minie.
Ale niestety nic nie uległo zmianie, cały czas moja mama mnie kontroluje, musi wiedzieć gdzie jestem, z kim i o której będę muszę nadal podawać dokładną godzinę powrotu jak się spóźnię to mama drze się że aż nie można wytrzymać. Ostatnio straciłem cierpliwość i powiedziałem jej że mam już swój wiek i nie będę cały czas pod nią się dostosowywał, powiedziała że już jedno dziecko straciła. Moja mam wpada w złość jak przyjadę jak ona już śpi tłumaczy się że ona nawet nie może zasnąć jak mnie nie ma w domu, by wyjść na dłużej z przyjaciółmi muszę ją okłamywać że jadę na urodziny itp. Ale ja już nie mogę więcej jej okłamywać, źle się z tym czuje. Wstydzę się i nie potrafię nikomu tego powiedzieć ale mam ogromy strach przed mamą, wychodzę z domu i mam tylko jedno w głowie: Co będzie jak się spóźnię cały czas mam w głowie to że mam być w domu np. 22, nie mogę się na niczym innym skupić. Często jest tak że gdy się spóźniam dzwoni do mnie i się drze na cały regulator i wszyscy to słyszą aa potem się naśmiewają że wracam zaraz do domu, nie moge już tego wytrzymać nie mam po prostu już siły. Moja mama jest taka że myśli że ja nie mam prawa się mylić ani nic. Gdy już coś zrobie źle to ją nic nie obchodzi i się drze rozbija się i płacze. inni mogą normalnie sobie wyjść z domu po 20 aa ja jak chce wyjść to jest darcie że ta godzina i ona idzie spać. Gdy chce wyjść wieczorem na dłużej muszę ją okłamywać że muszę i wgl aa ja po prostu chcę się spotkać ze znajomymi. Gdy wracam do domu po tym jak zadzwoniła do mnie i zrobiła awanturę przez telefon w środku mnie jest strach i to ogromny. Moja mama mówi że ma coraz silniejszą nerwicę. Nie mogę decydować co chce robić i wgl ona musi się zgodzić.
Dlaczego jak wychodzę z domu to tylko ja mam takie coś: masz być o tej i o tej bo ja ide spać.
Inni jakoś normalnie mogą wracać później z domu, nie muszą być na wyznaczone godziny i do nikogo nie dzwoni mama by zrobić awanturę że ona idzie spać i ja mam być bo ona nie uśnie. To już za długo trwa. Moja psychika wysiada bo tylko jedno w głowie by nie wrócić za późno by ona się nie darła. Kocham swoją mamę ale nie wiem już co mam robić przerasta to mnie. Mam dość tej kontroli i rozkazów mojej mamy, czy to normalne że boje się mamy jak wracam do domu ?
Aktualnie nie chodzę do szkoły ani do pracy którą straciłem, jestem w poszukiwaniu nowej i mam plan wyjechać z Polski by jej pokazać że może żyć jak mnie nie ma w domu.
Rozumie że oni chodzą rano do pracy ale ja nie mogę cały czas mieć to na uwadze i chce normalnie żyć swoim życiem jak wszyscy nastolatkowie aa nie cały czas w obawie przed mamą bo ona będzie płakała i się darła na mnie. Czy ja za dużo wymagam ? Nie mogę już patrzeć jak inni normalnie się bawią i jakoś im rodzice nie każą wracać do domu o takich porach bo są dorośli... Mam 19 lat(10mies i 20) i chyba mam prawo zostać gdzieś dłużej. Nie rozumie juz tego wszystkiego i czasami opadam z sił aa nie raz przez to płakałem.
Czy to normalne zachowanie mamy że nadal każe wracać do domu o jakiś godzinach i nie może spać jak mnie nie ma ? W mojej rodzinie codziennie są awantury mój ojciec nawet powiedział mamie ostatnio że też ma jej już serdecznie dość.
Proszę o jakąś poradę. Pozdrawiam i z góry dziękuje.
Edytor zaawansowany
  • 14.02.17, 19:05
    Chciałem jeszcze dodać że moja mama nadal ma taką zasadę że jak ona była mała to tak robiła i ja mam robić tak samo.
    Zawsze powtarza że nie obchodzą ją inni i myśli że jak tak było kiedyś to teraz jest tak samo. Kiedyś nawet jak chciała mi kupić buty i ja się nie zgodziłem bo były po prostu nie dla mnie aa dla jakiejś starszej osoby to tak się zdenerwowała i wyszła ze sklepu.
  • 14.02.17, 20:06
    Skoro matka cie utrzymuje musisz sie z nia liczyc.
  • 14.02.17, 20:25
    Obawiam się, że tylko wyprowadzka z domu rodzinnego oraz mocne cenzurowanie informacji o sobie przekazywanych mamie, pomogą na tę nadopiekuńczość. Wiem coś o tym, bo moja mama też była nadopiekuńcza, choć nie do tego stopnia, co twoja. Pozostaje walczyć o szybkie uniezależnienie się, bo na to, że mama, która od 18-tu lat świruje do tego stopnia, co twoja, nagle się opamięta, nie ma co liczyć.
  • 14.02.17, 20:29
    Malo wiemy... jaka szkole skonczyles, czy masz zawod, gdzie (jako kto) pracowales i czemu juz nie pracujesz... taka wiedza pomoglaby dac jakas rade.
    Jak to wygladalo w czasie, gdy pracowales ? Oddawales wszystkie pieniadze mamie czy nie, czy ona sie tego domagala, czy wtedy miales wiecej swobody ?
    Nie wiemy, czy mama ma taki kontrolujacy charakter, czy to gleboki uraz po stracie dziecka. Z jednym i drugim zyc nielatwo, ale Tobie w takich klimatach tez nielatwo, to jasne.
    Na teraz - praca, jakakolwiek. Da troche niezaleznosci (wlasne pieniadze, chocby niewielkie) i kawalek wolnosci. A najlepiej zmianowa, mama musialaby przywyknac do twojej nieobecnosci wieczorem(noca. Albo taka z nadgodzinami i zeby szef wymagal wylaczania telefonu...
  • 14.02.17, 20:33
    Znajdź pracę i się wyprowadź. Mama ma rację, że nie powinieneś sie spóźniać - jak mówisz, ze będziesz o 12, masz byc o 12. Jak o 5 nad ranem, to o 5. Natomiast nie ma prawa wymagać, abyś był w domu wcześnie - jesteś dorosły. Ja bym spróbowała twardo mówić "Mamo, wychodzę , będę koło drugiej" - i nie zwracać uwagi na protesty, ale pilnować, aby być na czas. To ograniczy lęk matki.
    Poza tym wyprowadź sie jak najszybciej.
  • 15.02.17, 11:25
    Natomia
    > st nie ma prawa wymagać, abyś był w domu wcześnie - jesteś dorosły. Ja bym spró
    > bowała twardo mówić "Mamo, wychodzę , będę koło drugiej" - i nie zwracać uwagi
    > na protesty,

    o nie, tu sie nie zgodze akurat. U mnie w domu tez nie bedzie przychodzenia w srodku nocy (mam na razie 12 latka). Moj spokojny sen jest dla mnie priorytetem, i nie zycze sobie zeby ktokolwiek krecil sie w domu po nocy i budzil mnie. Albo wracasz o 10, albo wracasz nastepnego dnia. A jak nie pasuje- wyprowadz sie.
  • 16.02.17, 10:58
    Jest spora szansa, że dzieciak, wyszedłszy, już więcej nie wróci, ciekawe tylko kiedy.

    --
    Nie jestem człowiekiem w swoim wieku. Jestem człowiekiem w wieku kogoś o wiele młodszego.
  • 14.02.17, 20:52
    Pracowałem w Call Center z jednych z lepszych firm nie pracuje z powodu błędów jakie popełniałem ale firma nie mogła na takie błędy pozwolić (mój błąd bo chciałem to ukryć), skończyłem szkołę Elektroniczną (zawodówka) od września będę chodził do LO by zrobić wykształcenie średnie. Jak chodziłem do pracy mało było czasu by się spotykać więc późno nawet nie chciało mi się wracać bo rano chodziłem do pracy ale jak juz wychodziłem to było kiedy co i jak więc tak samo. Dostawałem wypłatę to oczywiście dawałem rodzicom pieniądze na jakieś rachunki + te co były pożyczone.
  • 14.02.17, 21:30
    No to jeszcze jakis czas bedziesz w domu... skoro zamierzasz sie dalej uczyc, zarobki, jesli sie trafia, raczej niewielkie, samodzielnosci za nie nie uzyskasz.
    No to na teraz to, co radzi Verdana - slowny jestes, wracasz o godzinie, ktora podales, ale te godzine sam okreslasz, i nie bedzie to 20.00 ani nawet 22.00. Jezeli mama sciga Cie telefonicznie, wylaczaj telefon.
    Pierwszy raz napisales o rodzicach, obojgu - ojciec jest w domu ? Jak on sie odnosi do tych wymagan matki ? Czy jego tez one dotycza ?
  • 14.02.17, 22:08
    Tak zamierzam się uczyć ale zaocznie co 2 tygodnie w sobotę i niedzielę, źle to sprecyzowałem.
    Nie dodałem tego że jeżeli nie odbiorę telefonu to jest awantura i kończą się słowami "co mnie to ku*** obchodzi ode mnie masz odbierać zawsze" nawet jeżeli nie słyszałem telefonu (może nie jest tak zawsze bo czasami jak jest ktoś obok niej oprócz taty to zachowuje spokój ale bardzo często tak jest że tak to się kończy).
    Ojciec powoli ma dość tego tak samo awantur ale czasami sie z nią zgadza, ojciec taki nie jest. NP jak on jest w domu i wychodzę to jest że mówię ja wychodzę a on że ok i koniec.
  • 14.02.17, 22:26
    A, czyli mozliwosc pracy masz. No to to jedyna ucieczka :(
    Nie odbierasz i ku... nie bedziesz, bo w pracy, ktora podejmiesz wymagaja wylaczania telefonu. Takze wtedy, gdy bierzesz nadgodziny. To na wypadek, gdybys nie chcial otwarcie powiedziec "mamo, nie bede odbieral" i wolal zastosowac unik lub zwalic na kgo innego, na szefa/regulamin.
    Chodzilo mi o to, czy ojciec tez ma obowiazek wracac wczesnie, zawsze odbierac telefon i meldowac, gdzie jest, z kim, co robi i kiedy wroci. Czy mama wszystkich trzyma na smyczy w ten sposob, czy tylko Ciebie, jedynego syna ? Bo wiesz, ten lek o dziecko, ktore zostalo przy drugim utraconym naprawde jest ciezka trauma. A ze zyc z tym innym nie sposob, to druga rzecz.
    Kiedys i tak odejdziesz, nie bedziesz z nia i dla niej do konca zycia. Warto, zeby zrozumiala to wczesniej, zanim znikniesz nie zostawiajac adresu. tylko pojecia nie mam, kto moglby jej to powiedziec...
  • 14.02.17, 22:43
    Trauma matki niszczy chłopakowi życie. Już to samo w sobie jest powodem, żeby matka się leczyła. Takie traumy da się ze specjalistyczną pomocą przerobić, tymczasem wygląda na to, że domownicy (mąż, syn) objęli strategię kładzenia po sobie uszu i wykonywania jej rozkazów. Sorry, ale tak się nie da żyć.
    Może niech chłopak uświadomi matce, że jak nadal się będzie tak zachowywać, to faktycznie zniknie bez pozostawienia po sobie adresu. Może to ją otrzeźwi i zmusi do refleksji lub leczenia. Przecież wiadomo, że syn się kiedyś wyprowadzi, będzie miał swoje życie, które nie będzie się kręcić wokół matki i jej nieprzepracowanych lęków.
  • 14.02.17, 22:54
    Życie moich obojga rodziców to siedzenie wiecznie w domu, oni nigdzie nie wychodzą.
    Więc ojciec jest cały czas z mamą bo nawet pracują razem. Wiec jest to praca dom praca dom.
    Już od dłuższego czasu myślę nad pojechaniem i zwierzenie się mojej chrzestnej, jest to rodzona siostra mojej mamy ale nawet nie wiem jak się do tego zabrać i jak to jej powiedzieć a poza tym nie wiem czy mi pomoże.
    A to z nieodbieranie telefonu od mamy może się skończyć że nawet podniesioną ręką na mnie i płacz jej na moich oczach aa wtedy ja mam poczucie winy i wgl. A to z nieodbieraniem w pracy udało by się tylko wtedy kiedy jestem w pracy.
  • 14.02.17, 23:19
    Jezeli zaczniesz pracowac, matka nie musi wiedziec, gdzie ani jak dlugo. Nadgodziny zawsze moga sie trafic. To na wypadek, gdybys jednak nie zdecydowal sie na konfrontacje - wysylasz sms "mamo, zostaje dluzej w pracy" i koniec.
    Jezeli chrzestna jest Ci zyczliwa, sprobuj. Powiedz jej to tak, jak nam napisales, albo tez napisz. Ze nie wytrzymasz tego na dluzsza mete, takiego zycia na lancuchu, a to wlasnie matka Ci funduje. Jak to sie nie skonczy, zerwiesz sie i to na dobre. Ze nie spedzisz calego zycia wylacznie przy matce i pod jej komende,

    Placze matka, placzesz Ty. Czas na psychologa. Matki pewnie nie namowisz, ale sprobuj sam, w poradni. Jak sie wzmocnic, jak sie zaczac wyzwalac, dla Ciebie tez to nie bedzie latwe. Jedno jest pewne - bicie to przemoc, nawet jesli matka uwaza inaczej. Uprzedz ja, ze podniesiona reka=znikasz z domu. Nie powiesz, dokad pojdziesz, na jak dlugo i co bedziesz robic, ale bic sie nie pozwolisz. Jakies granice musisz postawic juz teraz.
  • 15.02.17, 01:48
    > Placze matka, placzesz Ty. Czas na psychologa. Matki pewnie nie namowisz, ale s
    > probuj sam, w poradni. Jak sie wzmocnic, jak sie zaczac wyzwalac, dla Ciebie te
    > z to nie bedzie latwe. Jedno jest pewne - bicie to przemoc, nawet jesli matka u
    > waza inaczej.

    Mogę się tylko podpisać. To jest przemoc domowa w pełnej krasie. Rękoczyny, wrzaski, wulgaryzmy, byle tylko postawić na swoim i wzbudzić w tobie poczucie winy. Przy czym twoja matka doskonale wie, że robi źle, bo przy obcych jednak potrafi się powstrzymać. Nie można więc w nieskończoność tłumaczyć jej agresywnego zachowania wydarzeniami sprzed prawie 20 lat, niezależnie od tego, jak traumatycznymi. Musisz w sposób asertywny zacząć stawiać tamę tej agresji, a psycholog może ci w tym pomóc.
  • 14.02.17, 22:51
    No to może pogadaj z ojcem ?
    Powiedz mu to co napisałeś, że już nie wyrabiasz itp.
    A tak poza tym to faktycznie chyba najlepiej znaleźć pracę na zmiany, tak, żeby mama musiała zaakceptować to, że są wieczory, kiedy cię nie ma w domu i nie jest to powód do awantur.
    Jeśli robi jazdy przez telefon, to nie odbieraj tylko wyślij SMS z informacja o której będziesz i bądź na tą godzinę.

    Tak mi się przypomniało - ponieważ moja mama tez się denerwowała, kiedy wracałam później ze szkoły, to zaczęłam coraz częściej mówić, że wrócę później, bo a to biblioteka, a co cos obejrzec z koleżanką itp, po jakimś czasie powrót od razu po szkole byl witany zdumionym 'co tak wcześnie' ;D
    pozdr,
    mi
  • 15.02.17, 08:38
    A nie masz ty trochę tendencji do zbyt szybkiego akceptowania, że to twoja wina? Call Center, jakie znam, generalnie stawiają na szybkie wymienianie pracowników, nie trzeba robić błędów, żeby wylecieć. To taki sposób motywowania innych pracowników, żeby dawali z siebie wszystko.

    Doceniaj się bardziej. :)

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • 14.02.17, 23:49
    Moze umow sie z mama ze nie odbierasz telefonu ale odpowiadasz smsami gdy jestes poza domem, mysle ze jak bedziesz dotrzymywal slowa co do godziny powrotow i tych smsow a nie bedzie innych ryzykownych zachowan to mama sie w koncu przyzwyczai.
  • 15.02.17, 00:04
    Wątpię. Matka bije prawie 20-letniego syna za to, że nie odbiera od niej telefonów. Dostaje histerii, gdy chłopaka po 22-ej nie ma jeszcze w domu. Tu potrzebny jest psychiatra, a nie obietnice, że się chłopak do domu nie spóźni czy smsowe spowiadanie się z każdego kroku poza domem. I co rozumiesz przez "ryzykowne zachowania"?
  • 15.02.17, 20:18
    ryzykowne zachowania? Pijanstwo, narkotyki, kradzieze? Mysle ze takie zachowania moga bardzo nasilac strach rodzica.
  • 15.02.17, 20:30
    Nie rozumiem, co sugerujesz? Chłopak nie napisał NIC o pijaństwie, narkotykach i kradzieżach. Pisze o normalnych wyjściach wieczorami ze znajomymi, które u jego matki powodują niemal zawały serca. Nie było mowy o tym, że wraca naćpany czy upity, i że z tego powodu ma kłopoty z wyjściami.
  • 15.02.17, 21:34
    Nie wiem czy autor zachowuje sie ryzykownie czy nie, jezeli jednak sie to mu zdarza to pewnie nie pozostaje to bez zwiazku z atakami paniki u matki.
  • 15.02.17, 23:35
    Ale nic na to nie wskazuje! Nie podoba mi się, że w sposób zaowalowany, ale jednak sugerujesz, że chłopak się źle prowadza, w związku z czym schizy matki są uzasadnione. Bo tak to wygląda. Nie było mowy o żadnych wybrykach, jak nadmierne picie czy narkotyki. Chodzi o to, że matka od zawsze ma jazdy, gdy traci syna z oczu. Nie ma to nic wspólnego z JEGO zachowaniem, tylko z JEJ nieprzerobioną traumą sprzed 20 lat.
  • 16.02.17, 11:09
    A mnie sie nie podoba ze sugerujesz ze ja sugeruje. Prawie kazdemu 20 latkowi zdarzaja sie wpadki alkoholowe i inne i czesto maja wplyw na relacje z rodzicami.
  • 16.02.17, 16:33
    Bez przesady, tosia, nie prawie każdemu, nie wiem, skąd masz te dane, ale nie demonizuj wieczornych wyjść młodych dorosłych ludzi. Nie każdy wychodzi wyłącznie po to, żeby się narąbać czy kogoś okraść. Powtarzam, autor wątku nie napisał nic o tym, że ma jazdy od matki, bo zdarzają mu się "zachowania ryzykowne". Jego "zachowaniem ryzykownym" jest wyjście z domu po godzinie 20-tej. Przyznaj po prostu, że uważasz, że ta matka ma pełne prawo się w ten sposób w stosunku do dorosłego syna zachowywać. Nie odniosłaś się wcale do JEJ jazd (krzyki, wulgaryzmy, podnoszenie ręki na syna), ale podnosisz temat JEGO rzekomo "ryzykownych zachowań". Niefajnie.
  • 18.02.17, 08:56
    Moim zdanie m nie masz racji. Tu nie chodzi i to co się może stać, tylko o to że nie jest to akceptowane przez mamę.

    Zwróćcie uwagę na historię o kupowaniu butów, kiefy matka dostała szału, bo chciała autorowi wątku kupić buty ale on nie chciał, bo nie były w jego stylu to matka się wkurzyła i wyszła że sklepu.

    Matka po prostu siła, groźbą, manipulacją wymusza życie pod jej dyktando. Na bazie własnych doświadczeń mogę poradzić: znajdź pracę, wprowadź się jak najszybciej, bo do matki argumenty racjonalne nie dotrą. Może być tylko gorzej. Pójdź na terapię i żyj swoim życiem - dzięki temu zaoszczędzisz lata życia, przez które użerałbyś się z matką. Twój spokój jest najważniejszy. A pamiętaj też na im więcej matce pozwolisz tym potem będzie gorzej, bo będzie przesunął granicę.

    --
    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
    66/93/95
  • 15.02.17, 08:22
    Świadomość, że twoje dziecko umrze i może to się stać, zanim ty umrzesz, jest nie do ogarnięcia. Większość matek radzi sobie z tym w ten sposób, że przyjmuje to do wiadomości tylko bardzo powierzchownie i zakłada, że to się jednak nie stanie. Twoja matka tak nie może, bo już wie, że to się czasem dzieje.

    I dlatego działa teraz pod wpływem ogromnego strachu. I twoje podporządkowanie się jej zasadom ten strach zmniejsza tylko na chwilę, bo potem zaczyna widzieć kolejne zagrożenia. Jeżeli wywalczy twoje wczesne powroty, będzie próbowała zakazać ci wychodzenia w ogóle, potem dojdzie kontrolowanie twojej diety, wysyłanie cię do kolejnych lekarzy, i tak dalej. Skończy się to tym, że ty będziesz całkowicie zniewolony, a ona będzie dalej szalała ze strachu.

    Twoja mama powinna była trafić do psychoterapeuty, kiedy ty jeszcze byłeś małym dzieckiem, teraz prawdopodobnie nie obejdzie się bez psychiatry. To nie jest twoje zadanie. Jeżeli nie potrafi sobie pomóc sama, powinien postarać się jej pomóc twój ojciec - pogadaj z nim, ale znowu nie bierz odpowiedzialności za to, żeby go przekonać, poddaj mu pomysł i zostaw.

    Ty musisz przestać się jej bać. Tak z tego, co piszesz, dużą częścią tego strachu jest skrępowanie przed kolegami. Naprawdę nie zrozumieją, jeśli wyjaśnisz, że twoja mama przeżyła kiedyś straszne nieszczęście i jest chora? Jej ataki złości - fizycznie nie jest w stanie ci zagrozić, emocjonalnie musisz się spróbować od nich odciąć. To nie jest twoja wina, nie masz na to wpływu. Możesz próbować stawiać granice, wychodzić z pomieszczenia, jeśli zaczyna krzyczeć, nalegać na spokojną rozmowę. Ale nie pozwalaj, żeby jej zachowanie dyktowało twoje zachowanie. Spróbuj dawać z siebie tyle, ile byś dawał, gdyby matka była jak inne matki i jeżeli jej to nie starcza, to to jest jej problem, a nie twój.

    I oczywiście dąż do usamodzielnienia, ale bez paniki, bez skrajnych ruchów. Wyprowadzka za granicę może być niezłym pomysłem, ale nie w atmosferze ucieczki. Wybór miejsca zamieszkania i pracy to są ważne decyzje i nie powinny być robione pod mamę ani wbrew mamie tylko tak, żeby odpowiadało to tobie.

    Trzymam kciuki, żeby się wszystko powiodło.

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • 15.02.17, 10:21
    Popieram asia_i_p. Powiedz kiedyś kolegom na spokojnie (niekoniecznie tuż po telefonie od mamy): "słuchajcie, moja mama przeżyła kiedyś dużą stratę (tu szczegóły albo nie, w zależności od Twojego uznania). Nie umie się z tym uporać i nadmiernie mnie kontroluje. Nie śmiejcie się, bo nie ma z czego". Twoi koledzy mają pewnie tyle lat, co Ty, czyli prawie 20, więc powinni zrozumieć. Chcichrać bez końca to się mogą czternastolatki w takiej sytuacji. Jeśli nie zrozumieją, przestań się przejmować ich reakcjami, wtedy przestaną na pewno. Gdy odpadnie Ci problem wstydu przed kolegami, zlikwidujesz jeden problem, będziesz się zachowywać spokojniej.
    Druga sprawa: mam wrażenie, że czasem obierasz strategię "głowy w piasek". Mama dzwoni, to nie odbierasz, choć wiesz, że potem będzie się awanturować; chcesz później wrócić, to jej nie zawiadamiasz, bo wiesz, że spotkasz się ze sprzeciwem. To nic innego, jak odkładanie problemu na później. Czy nie podobnie było w pracy? (ukrywanie błędów). Nie rób tak, to nie jest dobra taktyka.
    A poza tym powodzenia! Dobrze, że przyglądasz się problemowi, jesteś bardzo młody, masz szansę sensownie to wyprostować. Nie ulegaj tylko szantażom matki, bo szantażysta zawsze posuwa się coraz dalej i dalej. To nie jest sposób.
  • 15.02.17, 11:26
    Prosze Autora o uściślenie : matka tylko podnosi rękę czy faktycznie uderza ?

    Tak czy inaczej, happy- endu tu nie widze. Ja na Twoim miejscu odłożyłabym to LO na pozniej. Dla mnie - a mam podobne czy wręcz gorsze doswiadczenia - priorytetem byłoby usamodzielnienie sie i wyprowadzka z domu.
  • 15.02.17, 11:40
    Moja matka nie jest agresywna, ale ma podobne tendencje do kontrolowania, z podobnych powodów - jest dzieckiem Holocaustu. Mama wie, ze to nie jest normalne, ale niestety nic nie jest w stanie na to poradzić, ma napady paniki. Co mogę poradzić - dwie rzeczy. Po pierwsze pewne rzeczy nie dadzą sie zmienić, nie są aż tak bardzo opresyjne i można tylko sie podporządkować - to znaczy przychodzić punktualnie, a jeśli masz sie spóźnic choć pięć minut - dzwonić, albo wysyłać sms. W innych sprawach należy być twardym i nieugiętym - jesteś dorosły, wracasz o której chcesz, w pracy nie odbierasz telefonu. Wbrew pozorom okazuje sie, że znacznie łatwiej ludzie z lękami przyzwyczajają się do tego, co jest stałe. Jak raz nie odbierzesz telefonu, to będzie panika. Jak nie będziesz odbierał w godzinach pracy nigdy, to bardzo szybko mama przestanie panikować. Pamiętaj też, aby nie wprowadzać za bardzo mamy w to, co robisz, nie odpowiadać na pytania o plany na dziś, czy "dokąd idziesz".
  • 15.02.17, 11:42
    Powiedz rodzocom jasno,ze tego nie wytrzymadz I albo mama sie uspokoi,albo zerwiesz z nia kontakt jak sie usamodzielnisz,bo I tak juz prawie swoim chorym zachowaniem stracila 2 dziecko
  • 15.02.17, 11:50
    Matka jest autentycznie chora. Powiedzenie jej czegoś takiego dyskwalifikuje syna jako porządnego faceta.
  • 15.02.17, 12:32
    Na razie to matka się samodyskwalifikuje swoimi jazdami...
    Jak ktos jest chory to ma iśc do lekarza a nie zatruwac życie bliskim.

    pozdr,
    mi
  • 15.02.17, 13:21
    miedzymorze napisała:

    > Na razie to matka się samodyskwalifikuje swoimi jazdami...
    > Jak ktos jest chory to ma iśc do lekarza a nie zatruwac życie bliskim.

    Autor pytal o rade, nie o ocene. Raczej nie bedzie w stanie poslac matki do lekarza, jesli ona tego nie chce/nie widzi potrzeby. Dojdzie tylko kolejny powod do atakow "wlasne dziecko wariatke chce ze mnie zrobic".
  • 15.02.17, 12:19
    Ja mam pytanie: czy próbowałeś kiedykolwiek powiedzieć mamie: mamo, jestem już pełnoletni, w weekendy będę wracał później, niż do tej pory, ale żebyś się nie martwiła podam Ci godzinę i będę punktualny?
    Bo jeśli kłamiesz, żeby wyjść, nie podajesz godziny powrotu i nie wracasz punktualnie to wcale się nie dziwię, że mama się denerwuje.
    I drugie pytanie: wychodzisz w tygodniu codziennie? Bo nie pracujesz ani się nie uczysz?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 15.02.17, 12:56
    Zawsze można uzgodnić z mamą np żebyś o 22.00 wysyłał jej sms-a "żyję, lub wszystko ok, będę w domu o 24.00". I bądź wtedy punktualnie. Dopóki się nie wyprowadzisz z domu to większej zmiany nie będzie, bo mama po prostu nie jest w stanie nad swoim lękiem zapanować.
  • 15.02.17, 13:41
    Nie! To jest najgorsze, co można zrobić - wystarczy wyładowanie telefonu, albo sms, który nie dojdzie. Niestety, wiem co mówię:( Trzeba powiedzieć "Bedę w domu o 24" (a najlepiej dać sobie godzinę "na wszelki wypadek", wysłuchać trzech awantur i robić swoje. Mama sie przyzwyczai.
  • 15.02.17, 14:16
    A ja zapytam jeszcze Autora : spotykałes sie juz z jakaś dziewczyna ? Moim zdaniem jak sie zaczniesz spotykać to dopiero zobaczysz jakie jazdy Ci zafunduje matka. Przeciez nie dopuści do tego zeby pierwsza lepsza zdzira jej syna odebrała.......jednego juz straciła wiec dopilnuje zeby drugi z nią został na zawsze.
  • 15.02.17, 20:52
    Wcale nie musi. Lek o dziecko nie musi łączyć sie z zazdrością o dziecko. Miałabyś rację, gdyby powodem "nadopiekuńczości" matki było to, ze to ukochany synek mamusi, który powinien o mamusię dbać i dotrzymywać jej towarzystwa, dlatego ma siedzieć w domu. Ta matka nie jest zazdrosna, tylko wydaje jej się, ze jak syn wychodzi, to moze nie wrócić, ma ataki paniki, stany lekowe, zero poczucia bezpieczeństwa. Naprawdę, zupełnie inny powód i wcale nie jest powiedziane, ze nie ucieszy sie, że syn zamiast sam jest "pod opieką" i że dziewczyna będzie pilnowała, zeby mu sie nic nie stało.
  • 16.02.17, 15:32
    Matka daje mu mieszkanie, wikt i opierunek.
  • 16.02.17, 16:06
    To daje mu również ojciec i nie dostaje szajby i spazmów z tego powodu, ze dorosły syn wychodzi wieczorami z domu.
    Można ?
    można.
    pozdr,
    mi
  • 16.02.17, 18:04
    I co z tego? To znaczy, że ma niewolnika?
  • 16.02.17, 20:42
    A on jest ubezpieczony od wypadku ?
    I od odpowiedzialności cywilnej np. za wyrządzone szkody ?
  • 16.02.17, 20:46
    Ma jakies wlasne oszczednosci na "wypadek wypadku" ?
  • 16.02.17, 21:06
    A co ma wypadek do rzeczy? Wypadki zdarzają się tylko po 22? Matka, jesli nie zależy jej wcale na synu, tylko boi się, zę będzie musiała płacić za leczenie, może ubezpieczyć syna u siebie w pracy.
  • 17.02.17, 08:41
    I NFZ bedzie mial ?
  • 17.02.17, 10:32
    Wypadki zdarzaj sie w róznych porach, ale pobicia, napady zdecydowanie póznym wieczorem.
  • 17.02.17, 17:50
    Pobicia zdarzają sie stosunkowo rzadko. I rozumiem, ze jak ktoś ubezpieczony, to nic sie nie stanie, jak go pobiją?
  • 17.02.17, 19:12
    Kilkanascie tysiecy zgłoszonych rocznie.

    Koszty dentysty albo okularów ...?
  • 18.02.17, 09:06
    Verdana nie zgadzam się z Tobą. Całkowicie zignorowałaś sytuację związaną z kupowanie butów opisaną przez autora: matka chciała mu kupić buty "dla starszych osób". On nie chciał bo nie w jego stylu. Wkurzony matka wyleciało że sklepu. W tej sytuacji nie ma zagrożenia dla niego, skąd zatem reakcja matki? Bo syn ma żyć jak ona chce, ona ma wszystko zaakceptować. Nie wierzę w te leki po stracie dziecka, moim zdaniem matka wykorzystuje sytuację, by usprawiedliwić swoje zachowanie.

    --
    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
    66/93/95
  • 18.02.17, 13:13
    Matka jest kontrolująca, fakt, Ale to nie znaczy, zę jest normalna. Facet powinien jak najszybciej się wyprowadzić, możliwie daleko, a w tej chwili nie poddawać sie pewnym naciskom. Co do butów to mnie jest w ogóle ogarnąć sytuację, ze matka kupuje 20-latkowi buty, ale tu, niestety, moze sie kryć inny problem. Że na takie buty matkę stać, a na wymarzone przez syna - nie.
  • 19.02.17, 19:08
    Matka jest jak najbardziej nienormalna - co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości.

    Co do sytuacji z butami: patrzymy na nią inaczej - każda ze swojej perspektywy. Moja matka jest kontrolująca i robiła wszystko, żeby kupić to co jej się podobało albo żebym ja nie kupiła czegoś co jej się nie podobało (nawet jak miałam swoje pieniądze to potrafiła w sklepie mówić kup jeśli ci się podoba a jednocześnie robić żelazny uścisk ręki na ramieniu, który wyrażał "a tylko spróbuj to kupić").

    Jest mi też znana sytuacja robienia w sklepie awantury o to, że nie chcesz czegoś co chce matka. Nie zapomnę do końca życia jak wybierałam kolor do sypialni w moim mieszkaniu i moja matka zaczęła się czepiać, że taki kolor to jak w burdelu i co sobie goście pomyślą o mnie. Po mojej odpowiedzi, że nie każdy jest zapraszany do sypialni zaczęła krzyczeć i wybiegła ze sklepu - dlatego też zwróciłam uwagę na tę sytuację.

    Stąd moja rada: wyprowadzić się i nie dać sobie wchodzić na głowę. Matka szkodzi sama sobie i jeśli jej życzeniem jest zamartwiając się niepotrzebnie wpędzać w chorobę to jej sprawa.

    --
    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
    66/93/95
  • 15.02.17, 20:52
    Przyznam, że mi też to przeszło przez myśl. Co będzie, gdy chłopak kogoś pozna i się zakocha? Gdy będzie wychodzić wieczorami lub będzie chciał spędzić u tej osoby noc? Przecież wiadomo, że TAKA matka storpeduje każdą relację syna. Dlatego działać trzeba już teraz. Verdana podała naprawdę dobre rady. Koniec ze spowiadaniem się mamusi, koniec z odbieraniem telefonów podczas wyjść. Mówisz, że wychodzisz, podajesz orientacyjną godzinę powrotu z zastrzeżeniem, że nie ma żadnej gwarancji, że faktycznie wtedy wrócisz, a po powrocie, gdy matka do ciebie skacze, mówisz: "nie będę z tobą rozmawiał, gdy jesteś w takim stanie". I idziesz do siebie. Żadnych tłumaczeń, żadnych przeprosin. Dorosły odpowiedzialny człowiek naprawdę nie musi mamusi przepraszać ani tłumaczyć się z wyjść ze znajomymi czy do kina czy do dziewczyny. Nie masz 15 lat, tylko prawie 20. A ojca urabiaj, by namawiał matkę na leczenie, zanim jej schizy totalnie zniszczą waszą relację.
  • 16.02.17, 18:06
    A nie. Godzina powrotu powinna być absolutnie niewzruszalna, można najwyżej wysłać sms-a, ze sie spóźni. Tylko godzina ta jest nienegocjowalna - facet mówi, kiedy wróci i wtedy jest. Można - ja tak zawsze robię - podawać godzinę znacznie późniejszą, niż planowana.
    Za spóźnienie się przeprosiny się należą. Tłumaczenie, że się wychodzi i wróci rano - się nie należy.
  • 16.02.17, 19:19
    Nie da się przewidzieć wszystkich okoliczności, np. tego, że czekało się potwornie długo na taksówkę, po drodze jeszcze się kogoś odwiozło do domu, blokady na drodze... No nie da się i już. Już sensowniej byłoby obiecać, że do rana wróci się do domu, nawet, jeśli planuje się wrócić np. o drugiej w nocy. Plany niestety mają to do siebie, że ulegają zmianie, często nie z naszej winy.
  • 16.02.17, 19:52
    No właśnie, takie spotkania ze znajomymi mają to do siebie, że ciężko przewidzieć o której się skończą, bo mozna wpaść na pomysł pójscia do kogoś na oglądanie filmów do rana, spacer do parku, czy cokolwiek.
    pozdr,
    mi
  • 16.02.17, 20:06
    Da się. Podaje sie godzinę o wiele późniejszą, niż zamierzony powrót, w razie awarii wysyła sms-a. Przy matce z takim poziomem lęku spóźniać się rzeczywiście nie należy. W epoce telefonów komórkowych da sie to zrobić, a jesli raz czy dwa w życiu trzeba będzie wyjść wcześniej ze spotkania, to akurat nie jest aż taki problem.
    Ostatecznie np. po dziecko do przedszkola jakoś udaje sie wszystkim przychodzić przed jego zamknięciem.
  • 16.02.17, 21:57
    Może to i jest jakiś pomysł przy każdym wyjściu mówić po prostu 'wrócę jutro na obiad' ale czym to sie rózni od niepodawania godziny to nie wiem ;D
    Albo czy jesli planował wrocic o 24.00, ale przesunęło na 2.00, a potem mu zwieje nocny autobus i hm, chyba da rade na czwarta to czy ktokolwiek normalny chcialby co 2h by budzony SMSem na update informacji ? :P
    Odbieranie dziecka z przedszkola raczej nie jest zdarzeniem nastepującym bezpośrednio po wieczornym wyjściu ze znajomymi ;D
    A matka z takim poziomem lęku powinna zadbać o jego opanowanie.
    pozdr,
    mi
  • 16.02.17, 22:04
    Ja też nie wiem, ale dla mojej matki jest to zasadnicza różnica. Tak, wiesz, ja nie nadopiekuńcza, a w takiej sytuacji chciałabym być zbudzona sms-em. Jak ktoś z rodziny (może być mąż) ma być o drugiej, a o trzeciej go nie ma, to jednak sie niepokoję.
    I nie rozumiesz - moja matka ma mniej-więcej zbliżony poziom lęku i nie da się go opanować. Ma Zespół Stresu Postraumatycznego i leczenie daje tylko to, że jakoś z tym stresem może żyć. Nic ponadto.
  • 16.02.17, 23:17
    Wrzucasz do jednego worka różne rodzaje powrotów. Jesli np mąż ląduje o 23 i plus minus na 2 powinien dojechać, to też się spodziewałabym SMSa (chociaż raczej by mnie nie obudził ;P) jesli są obsuwy. Ale jeśli mąż idzie na impreże firmowa o 19.00 i może wrócić równie dobrze o 2.00 jak o 5.30, to SMSy 'jeszcze godzinka bo świetnie się bawię' uznałabym za czysta złośliwość. A wyjscie wieczorem ze znajomymi to zdecydowanie ta druga kategoria, przy której bezpieczną granicą z zapasem jest w zasadzie następny dzień.
    Noale if its stupid but it works, its not stupid.
    Ale Twoja matka wydzwania i pyskuje lub podnosi na ciebie ręke czy (tak jak pisałaś) jednak nie ? Więc coś tam jednak da się opanować. może faktycznie nie tyle poziom, co reakcje.
    pozdr,
    mi
  • 17.02.17, 08:33
    Nie, moja matka nie jest agresywna w ten sposób, ale nigdy nie była. Więc tu nie było niczego do opanowywania.
    Ale godzina powrotu musiała być bezwzględnie wyznaczona. Niezależnie o której. I o tej porze musiałam być. Jak mi syn dziś mówi "Wrócę przed 12" to zawsze, ale to zawsze wysyłam sms, jesli bawi sie dobrze i nie wróci. Nie dlatego, że wymagam, tylko dlatego, ze wtedy jest autentyczny powód do niepokoju. Gdy nie podaje godziny powrotu, sms-a nie wysyła - ale i mojej matce i matce tego faceta godzinę powrotu naprawdę podać trzeba.
    Rozumujesz jak osoba niezaburzona. Czyli "wyszedł to wróci". Dla mojej matki wyszedł nie znaczy wróci.
  • 17.02.17, 13:09
    >Nie, moja matka nie jest agresywna w ten sposób, ale nigdy nie była.
    Może Twoja nie była, ale ta jest i powinna to zmienić.

    >mojej matce i matce tego faceta godzinę powrotu naprawdę podać trzeba.
    Podać i się tego niewolniczo trzymać, czyli de facto uznać prymat zaburzenia nad normalnością.
    Bezsensu.

    >Rozumujesz jak osoba niezaburzona. Czyli "wyszedł to wróci". Dla mojej matki wyszedł nie znaczy wróci.
    Ty masz chyba trochę więcej niż 19 lat i jak masz czas i ochotę na chodzenie na czyjejś smyczy to śmiało.
    Chłopak ma 19 lat i jeśli jego mama nie nauczy się że 'wyszedł znaczy wróci' to faktycznie juz niedługo nie wróci. (tezbym nie wróciła do takiego układu przy pierwszej lepszej okazji).

    pozdr,
    mi




  • 17.02.17, 15:58
    > Może Twoja nie była, ale ta jest i powinna to zmienić.
    >

    W kolko tylko : matka powinna to zmienic, matka powinna sie leczyc, matka powinna sie przyzwyczaic , matka to i matka tamto, bo jak nie to - uwaga grozba- mlody wyjdzie i sie wyprowadzi

    a moze ona wlasnie marzy o tym, zeby sie wyprowadzil? Zeby wreszcie przestal jej zaklocac spokoj i zawracac glowe poznymi powrotami? Moze marzy o tym, zeby wreszcie mogla zaczac sypiac w nocy, bez wyczekiwania w oknie?

  • 17.02.17, 17:53
    Podejrzewam, ze nie o to chodzi, bo matka by to powiedziała. Ja sie wyprowadziłam 34 lata temu i nie bardzo to pomogło.
    Ja nie mam ochoty chodzić na smyczy, ale nie mam też ochoty, aby matka dostała zawału. Nie spóźnianie się nie jest znowu tak strasznie trudnym wymogiem. W ogóle nie powinno sie spóźniać. Niezależnie od zaburzonej czy nie matki.
  • 18.02.17, 14:43
    >W ogóle nie powinno sie spóźniać. Niezależnie od zaburzonej czy nie matki.

    jeśli umawiam się z verdaną na kawę na mieście na 17.00 to jestem na 17.00 proste i oczywiste.
    Jak wychodzę z domu to mówię 'umówiłam się z verdaną na 17, będe wieczorem' i będę wieczorem - może o 20.00, może o 21.30, nie wiem. Wymuszanie od dorosłej osoby w takiej sytuacji podania ścisłej godziny powrotu i robienie jazd za 'spóźnienie' które się samemu swoją schizą wytworzyło to idiotyzm i należy to tępić a nie wspierać.
    pozdr,
    mi
  • 19.02.17, 12:30
    Nie rozumiesz. Jak umawiasz sie z normalnym człowiekiem na 10 piętrze, to sie umawiasz. Jak umawiasz sie ze mną, to raczej nie przyjdę - nie wsiądę do windy, choć doskonale wiem, ze winda jest bezpieczna. Więc wzruszasz ramionami i mówisz "trudno, z Verdaną umawiam sie niżej". Nie widzę takiego znowu strasznego problemu, aby zaburzonej matce podawać godzinę powrotu - dowolną - i sie nie spóźniać
  • 16.02.17, 12:28
    Mam 20 letniego syna, studenta. Boję się o niego ale nie wydzwaniam, nie drę się. On jest słowny i po prostu pisze mi o której będzie (1 w nocy) i zawsze wtedy jest. Problem jest w krzykach i wydzieraniu się mamy.
  • 21.02.17, 11:35
    A ubezpieczony jest ?
  • 16.02.17, 12:31
    Paradoksalna sytuacja, takie nieuzasadnione lęki matki na pograniczu paranoi niszczą relacje rodzic-dziecko. I to czego ta matka się najbardziej obawia ( utraty dziecka ) powtórzy się znowu jeśli kobieta się nie opamięta. Zaburzenia lękowe/nerwicowe obecnie leczy się z dużym powodzeniem.

    Nasilenie obaw u progu dorosłości dziecka jest zrozumiałe. Coraz bliżej jest moment opuszczenia rodzinnego gniazda przez syna, ale to jest naturalna kolej rzeczy. Takie wymykające się/dorastające dziecko potęguje lęki matki, a że przez blisko 19 lat ona nic z tymi lekami nie zrobiła to efekt wygląda jak na załączonym obrazku. Szalejąca nerwica odpycha domowników i ci powoli opadają z sił.

    Nie jesteś odpowiedzialny za zachowanie swojej matki, rady verdany są jak najbardziej na miejscu. Postaraj się poszukać dla siebie wsparcia, aby wzmocnić się psychicznie. Z tego co piszesz możesz liczyć na matkę chrzestną, porozmawiaj z nią. Dobrym wyjściem jest też poszukanie porady psychologa/terapeuty.

    Doraźnie - nie wdawaj się w dyskusje i szczegółowe tłumaczenia. Głośno i wyraźnie komunikuj, że wychodzisz ze znajomymi i będziesz o 22 (Dotrzymaj danego słowa) . Nie odpowiadaj na szantaże w stylu: chcesz mnie wykończyć; jedno dziecko już straciłam; przez ciebie nie zasnę itd. Metoda zdartej płyty powinna zadziałać czyli: rozumiem twoje obawy mamo, ale wychodzę ze znajomymi i będę o 22. I tak do skutku, a w razie ostrej awantury, przerwij ją: porozmawiamy po moim powrocie/porozmawiamy jak się uspokoisz mamo i wychodzisz. Takie asertywne odpowiedzi trzeba ćwiczyć, nawet przed lustrem.

    Jeśli wszystko zawiedzie to wyprowadzka, nawet czasowa jest sensownym wyjściem. Możesz mieszkać w kilka osób w wynajętym mieszaniu( będzie gwarno i tłoczno, ale tanio), albo zatrzymasz się u dalszej rodziny (np. matka chrzestna). W między czasie szukaj pracy, zahacz się gdziekolwiek na początek. Nie rezygnuj z planów ukończenia szkoły. Ja też pracowałem i studiowałem eksternistycznie (zjazdy co 2 tygodnie).
  • 16.02.17, 13:22
    Zaburzenia lęko
    >> we/nerwicowe obecnie leczy się z dużym powodzeniem.

    Czyli innymi slowy ta kobieta musi sie faszerowac lekami, azeby mogla spokojnie sypiac w swoim wlasnym domu. Git.
    JA rozumiem, ze Autor chce miec wlasne wieczorowe i nocne zycie, ale w takim razie niech sie wyprowadzi, nie pojmuje, czmu tego jeszcze nie zrobil, przeciez juz jest taki dorosly, jak kilkakrotnie to zaakcentowal.

    To, ze matka ma nerwice, to jedno, ale to, ze ma prawo ustalac zasady w swoim wlasnym domu, to drugie. Ma prawo, poniewaz jest gospodarzem. Jesli Autor wprowadzi sie do kogos jako sublokator, to wlasciciel mieszkania rowniez mu narzuci swoje zasady. Z doswiadczenia moge powiedziec, ze te wymagania beda kosmiczne: prosze nie wracac pozniej niz o 21, prosze nie brac prysznica po 22, najlepiej brac prysznic tylko raz w tygodniu, z kuchni mozna korzystac tylko aby zrobic herbate i kanapke, zelazko raz w tygodniu, nie przyjmujemy gosci, pierzemy najlepiej gdzie indziej, po 22 gasimy swiatlo, i prosze nie narzekac ze w pokoju jest zimno, jest bardzo cieplo az 16 stopni.

    Bardzo Autorowi zalecam pobycie sublokatorem u kogos. Cos mi sie zdaje, ze po 3 miesiacach wrocilby do mamy z przeprosinami.

    Ewentualnie, tak jak radzisz, mozna zamieszkac w kolchozie:

    >>Możesz mieszkać w kilka osób w wynajętym mieszaniu( będzie gwarno i tłoczno

    ja bym dodala: ..i przerazliwie brudno.
    ale za to imprezowac mozna non stop.
  • 16.02.17, 15:59
    Chyba sobie żartujesz ada: "Czyli innymi slowy ta kobieta musi sie faszerowac lekami, azeby mogla spokojnie sypiac w swoim wlasnym domu. Git." Jeśli lekarz psychiatra uzna że zaburzenia są na tyle poważne że uniemożliwiają tej kobiecie normalne funkcjonowanie to TAK POWINNA BRAĆ LEKI.

    Symptomatyczne jest, że w każdym zaproponowanym rozwiązaniu widzisz tylko negatywy: brud, smród, kołchoz i kosmiczne wymagania właściciela mieszkania. Ja mam zupełnie inne doświadczenia związane z wynajmem mieszkania. Pewnie zdarzają się problematyczni wynajmujący/sublokatorzy, ale to kwestie do rozwiązania. Chłopak nie potrzebuje czarnowidztwa tylko konstruktywnej rady.

    Nie i nie zgadzam się, że u mamusi będzie miał najlepiej. Jeśli kobieta nie ma cienia refleksji nad swoim postępowaniem i nie zajmie się swoimi lękami to doprowadzi do powolnego wewnętrznego rozpadu rodziny. Wykończy siebie i domowników. Na interwencje ojca bym nie liczył. Latami podtrzymywał ten dziwny układ i nie stawiał granic.

    Takie schodzenie matce z drogi i kładzenie uszu po sobie dla świętego spokoju tylko pogłębia problem. To działa tylko na krótka metę. Autorze zwróć się o wsparcie do cioci lub psychologa i powoli usamodzielniaj się od rodziny.
  • 16.02.17, 16:08


    Nie wiem, ile masz lat, ale chyba jeszcze Cie zycie nie zdazylo przeczolgac.

    Ja to widze tak: czlowiek haruje jak wol przez cale zycie, miedzy innymi po to, zeby na starosc miec troche spokoju. W ramach spokoju miesci sie cisza i spokoj w godzinach nocnych.
    To, co tutaj wiekszosc proponuje tj. nieliczenie sie ze zdaniem i wlasnoscia matki- gospodarza, jest dla mnie nie do przyjecia.
    Mam poki co 12 latka, ale jesli on uzna, ze po przekroczeniu 18 stki nie musi sie liczyc z tym, ze ja w nocy chce spokojnie spac, to sorry, ale zostanie grzecznie acz stanowczo poproszony o wyniesienie sie z mojego mieszkania i to w trybie pilnym.
  • 16.02.17, 17:09
    Tak to jest, jak się nie czyta dokładnie postów autora. Wskaż, gdzie chłopak napisał, że matka mu robi jazdy, bo on się rozbija po nocy i ona z tego tytułu nie może spać.
    Matka dostaje spazmów ZANIM chłopak wyjdzie z mieszkania. Ona nie może spać, gdy jego nie ma w domu po godzinie 22-giej. I podkreślę, mówimy od DWUDZIESTOLATKU, a nie dwunastolatku. I Polsce, a nie Kolumbii czy RPA.
    Ty, Ada, mieszkając z rodzicami w tym wieku, NIGDY nie wróciłaś po 22-giej do domu?
  • 16.02.17, 18:12
    Jesli ktokolwiek uważa, że reszta domowników ma dostosować sie do jego trybu życia - na przykład wracać o 22, bo potem obudzą śpiącego, to jedynym rozwiązaniem jest rodziny nie mieć. A juz na pewno nie mieć dzieci, które nie są tylko uciążliwymi sublokatorami, które musza zrezygnować z własnego życia, bo najważniejsze jest, by w niczym mamusi nie przeszkodzić. Po co mieć dziecko, skoro uznaje sie,że nie musi ono mieć towarzystwa, znajomych, kolegów i ma sie gdzieś jego potrzeby?
  • 16.02.17, 20:43
    verdana napisała:

    > Jesli ktokolwiek uważa, że reszta domowników ma dostosować sie do jego trybu ży
    > cia - na przykład wracać o 22, bo potem obudzą śpiącego, to jedynym rozwiązanie
    > m jest rodziny nie mieć. A juz na pewno nie mieć dzieci, które nie są tylko uci
    > ążliwymi sublokatorami, które musza zrezygnować z własnego życia, bo najważniej
    > sze jest, by w niczym mamusi nie przeszkodzić. Po


    W sumie prawda. Dzieci nie powinny miec rowmiez osoby, ktore sobie na przyklad z wychowaniem nie radza, nie powinny miec dzieci rowniez osoby ktore zachoruja i umra na raka zanim dziecko osiagnie doroslosc, nie powinny miec dzieci osoby, ktore kiedys ulegna ciezkim wypadkom i beda nie do udzwigniecia ciezarem, nie powinny miec dzieci rowniez osoby ktore w jakimkolwiek momencie zycia dziecka 0-20 zachoruja na depresje (bo wtedy zwykle zaniedbuje sie dziecko ) itd itb bez konca mozna. Summa summarum niemal nikt nie powinien sie na dzieci decydowac. A jednak wiekszosc ludzi, pomimo tych okaleczajacych (wczesniej czy pozniej) okolicznosci sie rozmnaza. Ja tez sie rozmnozylam i co mi zrobisz?
  • 16.02.17, 20:58
    > A jednak wiekszosc ludzi, pomimo tych okaleczajacych (wczesniej czy pozniej) ok
    > olicznosci sie rozmnaza. Ja tez sie rozmnozylam i co mi zrobisz?

    Nikt ci nic nie zrobi. Natomiast widać wyraźnie, że odbierasz ten temat bardzo personalnie i przez to brakuje ci obiektywizmu. Nie widzisz nic złego w zachowaniu matki, ale przechodzisz spokojnie do porządku dziennego nad faktem, że młody meżczyzna (tak, mężczyzna, to nie jest już dzidziuś) jest od prawie dwóch dekad zakładnikiem jazd, histerii i szantaży własnej matki. I że jest na krawędzi podjęcia bardzo drastycznej decyzji o ucieczce z domu. Ale, jak rozumiem, chłopak z racji zamieszkiwania z rodzicami ma swoje życie odwiesić na kołek, żeby matka się nie denerwowała. Bo ty mieszkając z rodzicami do dorosłości też nie miałaś prawa głosu? I podobało ci się to?
  • 16.02.17, 21:10
    >ale przechodzisz spokojnie do porządku dziennego nad faktem, że młody meżczyzna (tak, >mężczyzna, to nie jest już dzidziuś) jest od prawie dwóch dekad zakładnikiem jazd, histerii i >szantaży własnej matki. I


    Nie przechodze do porzadku dziennego. Po prostu podnosze jeden aspekt tylko. Nie wiem co jest z tym forum, ze nigdy nie mozna odniesc sie do czesci problemu, od razu trzeba koniecznie babrac sie w calosci.
    Wy przedstawiacie sytuacje z punktu widzenia dwudziestolatka, a ja z punktu widzenia osoby umeczonej zyciem. Co Ci nie gra, ze nie chcesz mi na to pozwolic?

    Ucieczki? Niealeznie od tego, czy w domu jest milo czy nieprzyjemnie, 20 lat to juz jest ten wiek, kiedy nalezy sie powoli zbierac na swoje. Starzy i zmeczeni versus mlodzi i spragnieni wrazen- tu zawsze beda tarcia. No chyba ze mieszka sie w duzym domu, gdzie ten mlody ma osobne wejscie, kuchnie i lazienke. Ja jednak mowie z perspektywy posiadacza malego mieszkanka, moze powinnam byla to podkreslic na poczatku.
  • 16.02.17, 21:16
    Naprawdę matka dwudziestolatka jest umęczona życiem? Ileż ona ma lat, ze jest taka stara? I dwudziestolatek, który wróci do domu cicho, po 24 jej w tym przeszkadza? A jak nie wraca do domu, tylko po prostu kładzie sie późno? Ma prawo, czy nie?
    Dwudziestolatek, który zbiera sie na swoje w obecnych warunkach musi albo zrezygnować z wykształcenia, albo odziedziczyć majątek.
  • 16.02.17, 21:21
    verdana napisała:

    > Naprawdę matka dwudziestolatka jest umęczona życiem? Ileż ona ma lat, ze jest t
    > aka stara?

    Nie wiem nic o tej kobiecie, ale powiem Ci jak jest ze mna. Jestem matka 12 latka, mam 44 lata i jestem SMIERTELNIE zmeczona zyciem. Smiertelnie, rozumiesz? Wczuj sie w to co napisalam. Moja matka przy mnie to wulkan energii. Metryka to nie wszystko.
  • 16.02.17, 21:24
    Tak, to rozumiem. Tylko wbrew pozorom, takie zmęczenie maleje, jak dziecko robi się dorosłe, a nie rośnie. 50-letnia matka dorosłego faceta jest mniej zmęczona, niż 40-letnia matka nastolatka, czy 30-letnia małego dziecka. Zazwyczaj tak jest. Zamiast pracy masz w domu kogoś, z kim da sie pogadać, kto Cię wyręczy.
    Twoja matka jest być moze wulkanem energii, bo nie ma już dziecka , które musi wychowywać. Bardzo mozliwe, ze jak Twoje dziecko dorośnie, to Ty też odzyskasz siły.
  • 16.02.17, 22:50
    verdana napisała:

    > Tak, to rozumiem. Tylko wbrew pozorom, takie zmęczenie maleje, jak dziecko robi
    > się dorosłe, a nie rośnie. 50-letnia matka dorosłego faceta jest mniej zmęczon
    > a, niż 40-letnia matka nastolatka, czy 30-letnia małego dziecka. Zazwyczaj tak
    > jest. Zamiast pracy masz w domu kogoś, z kim da sie pogadać, kto Cię wyręczy.
    > Twoja matka jest być moze wulkanem energii, bo nie ma już dziecka , które musi
    > wychowywać. Bardzo mozliwe, ze jak Twoje dziecko dorośnie, to Ty też odzyskasz
    > siły.


    Szczerze pragne, bys miala racje. Na pewno w wielu przypadkach tak jest- to w sumie logiczne: miec u boku wyczerpujacego wczesnego nastolatka ze wszystkimi jazdami a miec u boku doroslego syna- jest roznica bez dwoch zdan. Wydaje mi sie, ze kluczowe sa indywidualne predyspozycje. Niektorych dopada zmeczenie materialu wczesniej, innych pozniej.

    A jesczcze co do tego:
    Nie zasne dopoki nie wrocisz. Ja tak czesto mowie do mojego meza (jak gdzies idzie) , i tak wlasnie jest - nie zasne. (na szczescie bardzo rzadko wychodzi)
    Powiem WAm jak to dziala:

    Wbrew pozorom, latwiej sie uspokoic wiedzac, ze delikwent wroci dopiero nastepnego dnia, niz w srodku nocy- bo odpada nerwowe oczekiwanie. Podobne gdyby Autor mieszkal osobno- tu rowniez odpada nerwowe nocne oczekiwanie, czy wroci i kiedy.
    No taki paradoks.

    Oczywiscie, moge sie mylic. Niemniej jednak forsowanie swoich praw jak tu radzicie, tylko zaogni sytuacje, moim zdaniem, przy takich parametrach rodzinnych.
  • 16.02.17, 23:25
    >Wbrew pozorom, latwiej sie uspokoic wiedzac, ze delikwent wroci dopiero nastepnego dnia, niz w >srodku nocy- bo odpada nerwowe oczekiwanie.

    To chyba indywidualne, mi nie robi różnicy. A może ma tez znaczenie to, ze mniej więcej w tym wieku to już wychodziłam z domu okreslając tylko czy wrócę na noc czy raczej nie i nikt nie dostawał spazmów.

    > Podobne gdyby Autor mieszkal osobno- tu rowniez odpada >nerwowe nocne oczekiwanie, czy wroci i >kiedy.
    To zależy z czego wynika - jeśli mamusia nie schizuje tylko wtedy kiedy syn jest w domu, a każde wyjście ją wytrąca z równowagi, to po wyprowadzce może byc milion razy gorzej, jak jej 'zniknie z radaru' na stałe.

    >Niemniej jednak forsowanie swoich praw jak tu radzicie, tylko zaogni sytuacje, moim zdaniem, przy >takich parametrach rodzinnych.
    Poddawanie się schizom to najgorszy wybór, bo za chwilę autor do sopżywczaja po piwo nie będzie mógł wyjśc. To już lepsze pójście na starcie, tylko trzeba sobie zapewnić 1. zrozumienie ojca 2. zapasową bazę (kumpel ? chrzestna ?)
    pozdr,
    mi
  • 17.02.17, 08:35
    Nerwowo czekasz przed pierwsze dwa miesiące nocnych powrotów. Potem człowiek sie przyzwyczaja i tyle. Tak jak matka denerwuje sie, gdy jej 7-latek pierwszy raz wychodzi sam do szkoły czy na zakupy, a matka 12 latka w ogóle o tym nie myśli.
  • 17.02.17, 01:44
    No i teraz pisze Pani jak człowiek nie można było tak od razu. Rozumiem teraz skąd ta niechęć do autora wątku. Przeczuwałem że problem nerwicy jest tez Pani udziałem.

    Mam nadzieje, że podjęła się Pani stosownego leczenia. Zburzenia lękowe, ale też depresyjne maja tendencje do przechodzenia z rodziców na dzieci. Niepokoi też to "śmiertelne zmęczenie" o którym Pani pisze. Nie bagatelizowałbym tego może to początki depresji, albo trzeba zrobić badanie hormonów tarczycy. A może to zwykłe zmęczenie i organizm domaga się odpoczynku?

  • 17.02.17, 09:29
    gonzo_101 napisał:

    > No i teraz pisze Pani jak człowiek nie można było tak od razu. Rozumiem teraz s
    > kąd ta niechęć do autora wątku. Przeczuwałem że problem nerwicy jest tez Pani u
    > działem.
    >
    > Mam nadzieje, że podjęła się Pani stosownego leczenia. Zburzenia lękowe, ale t
    > eż depresyjne maja tendencje do przechodzenia z rodziców na dzieci. Niepokoi te
    > ż to "śmiertelne zmęczenie" o którym Pani pisze. Nie bagatelizowałbym tego może
    > to początki depresji, albo trzeba zrobić badanie hormonów tarczycy. A może to
    > zwykłe zmęczenie i organizm domaga się odpoczynku?
    >

    Wiedzialam, ze nie obejdzie se bez domoroslych lekarzy. Drogi mlody czlowieku Gonzo, pod opieka lekarzy jestem od 10 lat, jestem przebadana na prawo i lewo, od stop do glow, tam i z powrotem. Najtezsze glowy mi jak do tej pory nie pomogly, wiec nie wyobrazaj sobie, ze Twoja internetowa medyczna wiedza cokolwiek mi pomoze. Moze przyjmij do wiadomosci, ze nie wszystkie dolegliwosci tego swiata da sie wyleczyc. I na tym koncze; bowiem moja wzmiaka o zmeczeniu miala charakter informacyjny i nie zycze sobie medycznych diagnoz.
  • 18.02.17, 21:47
    "Młody człowieku","ile ty masz lat", "chyba jeszcze Cie zycie nie zdazylo przeczolgac" ton staruszki co dwie wojny przeżyła, zupełnie jakbym rozmawiał ze swoja babcią. Po co stwarzać sobie takie bariery komunikacyjne?

    Moje wpisy Panią obrażają, złoszczą czy w inny sposób obruszją? Pisałem w dobrej wierze na podstawie swoich doświadczeń( moja depresja miała akurat podłoże hormonalne). Pozdrawiam i życzę Pani dużo zdrowia.
  • 18.02.17, 09:24
    Ada zastanawiam się dlaczego czekasz nerwowo na powrót męża i uważasz, że na całe szczęście już prawie nie wychodzi. Mi się to nie kojarzy dobrze. Po co nerwowo czekać na dorosłego mężczyznę jak idzie na piwo?

    --
    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
    66/93/95
  • 16.02.17, 21:46
    A ja nie rozumiem, dlaczego upierasz się porównywać matkę 12-latka z matką 20-latka, ich stopnie życiowego zmęczenia i prawo do schiz. Naprawdę twierdzisz, że za 8 lat, gdy twoje dziecko będzie prawdopodobnie na studiach daleko od domu i będzie mieć swoje sprawy, ty nadal będziesz PRZEZ TO DZIECKO tak sterana życiem, jak jesteś teraz, mając na stanie małoletniego?
  • 18.02.17, 14:47
    To jakim cudem jeszcze zyjesz ?;>
    pozdr,
    mi
  • 16.02.17, 20:53
    enith napisała:

    > Tak to jest, jak się nie czyta dokładnie postów autora. Wskaż, gdzie chłopak na
    > pisał, że matka mu robi jazdy, bo on się rozbija po nocy i ona z tego tytułu ni
    > e może spać.
    > Matka dostaje spazmów ZANIM chłopak wyjdzie z mieszkania. Ona nie może spać, gd
    > y jego nie ma w domu po godzinie 22-giej



    przeciez to na jedno wychodzi. Nie zrozumiesz, bo moze nie jestes nerwicowa, nie masz zadnej traumy w zyciorysie i zasypiasz jak tylko przylozysz glowe do poduszki.

    Ty, Ada, mieszkając z rodzicami w tym wieku, NIGDY nie wróciłaś po 22-giej do d
    > omu?

    W wieku 20 lat juz nie mieszkalam z rodzicami.
    A mam kolezanke, ktora z domu sie wyprowadzila majac lat 16.
    Wiec nie wiem na co Autor czeka.
  • 16.02.17, 19:05
    Wyprowadzka niestety niewiele da. Matka będzie dzwoniła z pytaniami "Jakie masz plany na dziś", "Uprzedzaj mnie, jak wychodzisz wieczorem, mnie nie wolno sie denerwować", "Dzwoniłam cztery razy, fatalnie sie czuję, a ty nie odbierasz".
  • 16.02.17, 20:44
    Ja bym niestety postawiła na terapię szokową i zerwała z mamą kontakty, uprzednio się wyprowadziwszy oczywiście. Możliwe, że to by szybko na nią zadziałalo na zasadzie zimnego kubła wody. Ewentualnie raz w tygodniu zadzwoniłabym/napisała z krótkim "mam się dobrze". Innego rozwiązania tu nie widzę - kobieta od zawsze niszczy synowi psychikę, wpędza w nerwicę (on już ją ma) i kompleksy.
  • 16.02.17, 21:13
    Są ludzie, którzy kochają matki i zerwanie z nimi wcale nie powoduje, że ich życie staje się nagle lepsze. I mylisz sie - matka jest chora. Na chorobę nie działa kubeł zimnej wody. Brutalnie mówiąc - taka terapia może doprowadzić do tragedii, a chłopak będzie miał cholerne wyrzuty sumienia.
  • 16.02.17, 21:50
    To, co robi matka, też może doprowadzić do tragedii, warto zdać sobie z tego sprawę.
    Wciąż zastanawiam się, co ten ojciec robi od dwudziestu lat, spokojnie przyglądając się, jak choroba psychiczna pochłania jego żonę, niszczy syna i w efekcie zagraża całej rodzinie. Nie wiem, co musi się wydarzyć, żeby matka poszukała profesjonalnej pomocy.
  • 16.02.17, 21:57
    Tak, tylko nie trzeba od razu radzić zerwania z rodziną. Wystarczy chwilowo zdobywanie kolejnych punktów - na przykład wychodzenie, niezależnie od protestów matki - przyzwyczai się. Potem najlepiej się wyprowadzić, nie opowiadać szczególnie dokładnie o swoim życiu (albo nie mówić prawdy), ale niekoniecznie uznać, że trzeba zerwać z rodziną na zawsze.
  • 17.02.17, 02:00
    Przyszła mi do głowy taka myśl, mianowicie jakie znaczenie ma tu fakt że autor wątku miał brata bliźniaka? Może swoja obecnością/wyglądem przypomina jej ciągle zmarłego syna. A te irracjonalne lęki przysłaniają jej aktualny ogląd rzeczywistości i kobieta nie widzi spoza nich rzeczywistego dziecka z jego możliwościami i potrzebami.
    Szkoda że chłopak milczy, czyżby porzucił już swój wątek?
  • 17.02.17, 08:36
    Dziecko nie przeżyło porodu - wątpię, czy 20 latek przypomina noworodka.
  • 17.02.17, 10:26
    Nie przypomina wygladem, ale przypomina traume.

    Znam podobna sytuacje. Dziecko-dziewczynka zmarla majac 7 lat. Matka zaszla znowu w ciaze i urodzilo sie druga dziewczynka.

    Sama (matka) mi mówiła, że w miare, jak zbliza sie "magiczna data" coraz jej trudniej, wracaja wspomnienia.


    Lek o córke miała bardzo duzy, ale twierdziła, że kontroluje sytuacje. W sensie kontrolowania swoich emocji.
  • 16.02.17, 22:23
    Też mam dzieci i też się boje, żeby się im coś złego nie stało, więc jak ich nie ma w domu i nike wiem, gdzie są, to się denerwuję.
    Ale są przecież telefony.
    Umówiłam się z dziećmi, że jak są długo poza domem, to wysyłają mi smsy co jakiś czas.
    Wysłanie sms, to nie jest jakaś szczególna trudność, a spokój matki bezcenny.
    Może twoja mama by się uspokoiła, gdybyś się też tak z nią umówił?
  • 18.02.17, 08:47
    Mnie chodzi o to, że podporządkowując się zachciankom, a wlaściwie rozkazom mamy, chłopak skazuje się na życie wg jej scenariusza od początku do końca. Ja bym tego nie wytrzymała. To, że jak mówicie, kobieta ta jest chora nie tłumaczy jej - w sensie posiadania AŻ TAKIEJ władzy nad jakimkolwiek człowiekiem (ona jest chora, ona może). Wystarczy, że męża zdominowała, musi niszczyć życie innym? a może niech zauważy swój błąd (masę błędów) i coś z tym zrobi, przeprosi i obieca poprawę, pracę nad sobą, jeśli zależy jej na dziecku, na dobrych z nim kontaktach - zamiast ustawiać syna, zawłaszczać go sobie? Wg mnie to jedyne wyjście. Jej terapia, i to od zaraz. Leki. Zresztą cała rodzina nadaje sie na terapię. Przecież sytuacja chłopaka to jakiś koszmar...
  • 18.02.17, 10:13
    Jak sobie wyobrażasz zmuszenie matki do terapii ?
    Ona jest okazem zdrowiapsychicznego , po prostu sie boi. A ty bez serca jestes ze lęk matki masz w nosie ! - cos takiego koleś usłyszy na sugestie terapii.
  • 18.02.17, 13:19
    Rodzina nadaje się na terapię, ale raczej wątpliwe, że się na nią uda ;) Przy takiej toksyczności matka raczej będzie wypierała problem całkowicie, żeby nie robić z niej wariatki itp itd. Wg mnie stawianie sytuacji pod kątem "matka chora i musi iść na terapię" będzie po prostu nieskuteczne. Terapia dla młodego, żeby nauczył się z tym radzić sobie bez uszczerbku dla swoich potrzeb autonomiczności lepiej by się sprawdziło.

    Żeby nie było, szczerze współczuję kobiecie traumy, ale nie można niszczyć życia innej osoby przez swoje lęki.

    A Seba dalej milczy ;)
  • 18.02.17, 13:36
    "Ona jest okazem zdrowia psychicznego"? ha ha dobre :)
  • 18.02.17, 13:50
    Sorry
    Miałam zasadę: dopóki mieszkasz z rodzicami, masz mówić gdzie idziesz, o której wrócisz i stosować się do zasad domowych. Nie pasuje, to się wyprowadz

    --
    W weekendy ematka staje się matką.
  • 19.02.17, 07:59
    Ale chyba jest różnica pomiędzy normalnymi ustaleniami i czasem omsknięciami w powrocie (ale np z smsami powiadamiającymi), a terrorem, schizami, wrzaskami na pół dzielni, wyzywaniem i biciem? Ja bym się oczywiście z dziką rozkoszą wyprowadziła z takiego domu, ale w dzisiejszych czasach praca w wieku 19 lat nie gwarantuje utrzymania i samodzielności
  • 19.02.17, 21:34
    Proponuję wyprowadzenie się,pracę i zacząć żyć samodzielnie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.