Dodaj do ulubionych

Czy zwiazek z dzieciatym ma szanse?

06.03.17, 13:16
Jakie sa wasze obserwacje, wnioski?
Od 4 lat jestem w zwiazku, 2,5 po slubie, z mężczyna posiadajacym syna z poprzedniego małżeństwa. Razem mamy roczne bliźnięta.
Problemem, tradycyjnie, jest eks, jej syn i ich wymagania. Rozwód był z jej winy, miała romans, potem kilkuletni związek z innym mężczyzna.
Po ich rozwodzie mąż, ze względu na syna, był stale do dyspozycji poprzedniej zony jeśli chodziło o pieniądze, czas, opiekę nad synem.
Kiedy poznał mnie, zaczeliśmy planowac przyszłość to sie trochę zmieniło, kiedy urodziły się nasze dzieci jeszcze bardziej.
Tymczasem ona oczekuje, ze mąż bedzie jak poprzednio na każde jej zawołanie, zajmie się dzieckiem kiedy jej to będzie pasowało, dołoży do alimentów dowolną kwote (płaci niemal 2000). Pomysly miala niesamowite, jak przywiezienie syna do szpitala kiedy akurat rodzilam (bo teraz kolej ojca na zajęcie sie dzieckiem), wezwanie policji kiedy w moje urodziny "sprzedalismy" dzieci moim rodzicom aby poświętować i mąż wyłączył telefon.
Kiedy mąż zachowuje się asertywnie ona odmawia mu spotkań z synem.
Jak zauważyła ze to też tak do końca nie działa nastawia chłopca przeciw ojcu, a ten wydzwania do męża kilkadziesiat razy dziennie z oskarżeniami, ze jet niedobry, nie kocha go, etc.
Teraz mamy taką sytuacje, ze pasierb (11 lat) oczekuje ze ojciec po powrocie z pracy codziennie bedzie go odwiedzal, ewentualnie rozmawial z nim przez skype dopoki nie pojdzie spac. Jesli maz nie jest online, kilkadziesiat telefonow, sms, histeria.
Chlopiec jest u nas co drugi weekend, wtedy ojciec nie ma prawa zajac sie naszymi maluchami, pomoc mi, powinien siedziec na kanapie obok synka i ewentualnie donosic mu tam posilki. Jak cos jest nie po jego mysli - histeria, potrafi wyc glosniej i dlużej niz nasze maluchy.

Co robic? Mam ochote postawic mu ultimatum on albo my. Po prostu nie daje rady zajmowac sie samotnie dwojka dzieci, czuje agresje gdy dzwoni telefon meża. Chce miec normalne życie i rodzine, czy w patchworku w ogole jest to możliwe?
Edytor zaawansowany
  • edw-ina 06.03.17, 14:56
    Ma, ale nie na zasadach tutaj przedstawionych. Ultimatum też nic nie da. Jeśli coś ma zadziałać, to to coś musi wydarzyć się na linii twój partner - ex. Oni muszą się porozumieć dla dobra ich samych, ale przede wszystkim ich dziecka, które jak tak dalej pójdzie spędzi resztę życia na kozetce psychoanalityka. Sugerowałabym spotkanie z mediatorem, bo wydaje mi się, że tylko osoba trzecia byłaby w stanie pomóc wypracować porozumienie. Ogólnie to wszystkie te zachowania wynikają z podsycanego lęku przed utratą ojca. Trudno winić o nie dziecko. Odbija się czkawką brak rozmowy i ustaleń pomiędzy rodzicami. Szkoda wszystkich dzieci.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • emmagreen 06.03.17, 15:22
    Na linii mąż - jego eks juz sie zadziało. Postawil się jej dość ostro.
    Jeśli chodzi o ich poeozumienie to raczej szans nie ma, to ona odeszła, więc uważała że będzie miała otwartą drogę powrotna kiedy tylko zechce. Nawet kiedyś powiedziała teściowej, jeszcze nie było naszych dzieci wtedy, że ona uważa za naturalne, że ja jej ustąpię, odejdę, jeśli tylko chciałaby wrócić do męża. Potem urodziły się nasze dzieci, mąż dość dosadnie powiedział jej, ze ma się odczepić, że nie chce mieć z nią żadnych kontaktów, oprócz tych wymaganych przez istnienie wspólnego dziecka.
    Wtedy zaczęła szalec, wpraszać sie na urodziny męża, wzywac policje kiedy w moje on miał wyłączony telefon, był nawet dramatyczny telefon w środku nocy z informacją że podejrzewają u niej raka. O przywiezieniu syna do nas na porodówke juz nie wspomne. A, próbowała tez wpływać na urządzanie kupionego przez nas segmentu. Tragikomiczne sytuacje. Nie udało sie jej, zaczęła grać dzieckiem.
    Porozumienie w tym momencie jest mało prawdopodobne, ona weszła w inny związek, mąż był opcja B, do której można wrócić jak coś w życiu nie wyjdzie, jestem ja, nasze dzieci, mąż do niej nie wróci, chyba więc wymyśliła sobie rozbicie naszego związku przy pomocy syna.
    Wszyscy wiemy, ze jest to kosztem tego chłopca, ale po prostu nie widzimy dobrego rozwiazania. Eks nie ustąpi. Mąż może synowi ustępowac lub znosić jego histerie. A ustępowanie w tym przypadku wyglada tak, ze tata ma prawo isc do pracy, ale potem MUSI byc fizycznie lub tylko mentalnie do dyspozycji synka.
    Mąż czuje ze jego dziecko cierpi, ale zaczyna mieć powoli tego dość i skłaniać sie ku opcji odpuszczam i zajmuje sie druga rodzina tylko. Pierwszy terapeuta radził ustepowanie chlopcu dopóki sie nie przyzwyczai do nowej sytuacji, ale to nie pomog tylko nasilało jego wymagania i histerie. Drugi radzi zajęcie się przede wszystkim naszą rodziną zanim sie rozpadnie
  • asia_i_p 13.03.17, 15:57
    >>>Mąż czuje ze jego dziecko cierpi, ale zaczyna mieć powoli tego dość i skłaniać sie ku opcji odpuszczam i zajmuje sie druga rodzina tylko. Pierwszy terapeuta radził ustepowanie chlopcu dopóki sie nie przyzwyczai do nowej sytuacji, ale to nie pomog tylko nasilało jego wymagania i histerie. Drugi radzi zajęcie się przede wszystkim naszą rodziną zanim sie rozpadnie

    Twój mąż jest ojcem dla trójki dzieci. I to ma parę konsekwencji.

    Pierwszą konsekwencją jest to, że nie ma opcji, że "ma dość" i "odpuszcza" - tak to można w stosunku do trzydziestoletniego recydywisty, a nie rozpuszczonego jedenastolatka. Nie jest jedynym ojcem, któremu jedenastoletnie dziecko usiłuje wejść na głowę, tylko ojcowie żonaci z matkami jedenastolatka po prostu nie mają opcji "odpuszczam". On w sumie też jej nie ma, jeśli chce się uważać za porządnego człowieka, a nie pętaka.

    Druga konsekwencja tego faktu to to, że ma troje dzieci, a nie jedno. I dwoje nie przestaje istnieć na czas wizyty tego trzeciego, co dziecku należy jasno uświadomić. Jedenastolatki potrafią wyć i strzelać focha, to jest wiek drama queen, a syn pewnie jest dodatkowo napuszczany przez eks - trudno, trzeba przeżyć. Uważam, że wbrew radom terapeutów ani nie ustępować, ani nie porzucać dziecka, tylko działać tak, jak ma działać ojciec - kochać, okazywać miłość, wymagać szacunku, stawiać granice. Łatwo nie będzie, ale też nie macie tego codziennie, więc przeżyjecie. Pełnosprawny intelektualnie jedenastolatek nie będzie też histeryzował w nieskończoność, jeżeli mu się nie będzie ustępowało, to w końcu zrozumie, że jest ważny, ale nie może zabierać całego czasu bo są też inni.

    I trzecia konsekwencja - on jest ojcem, więc ma to dziecko wychowywać, a nie tylko spędzać z nim czas. Więc patrz konsekwencja druga.

    Niezależnie od tego, co - zupełnie naturalnie - widzicie jako najłatwiejsze i co doradza drugi terapeuta, nie możecie traktować jedenastolatka jak pełnoprawnego partnera. Wobec dziecka nie ma się wyboru ustępować albo porzucić. Dziecko się wychowuje.

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • emmagreen 13.03.17, 16:41
    Tak, tylko czasem ciagla walka o jednego 11 latka moze przynieść więcej strat niż zysków. A wśród strat widzę zaniedbanie naszych dzieci i rodziny.
    Wiesz, latwo powiedziec; "trzeba przezyc" - ale my mamy dwójkę maluchów, one nie zrozumieja, trzeba przeżyc, przeczekać. Wiesz jak takie male dzieci reagują na histerie? W imię czego mam swoim dzieciom fundować takie przeżycia, stany lękowe.
    A jeśli myślisz ze ten konkretny 11 latek nie jest histeryzować przez co najmniej pół dnia kazdego dnia naszej wizyty u nas, to sie mylisz. Potrafi, udowodnił to. Po takim weekendzie oboje cieszymy sie, że znika z naszego domu na dwa tygodnie. Przykre, ale prawdziwe.
    A naprawde trudno jest wychować dziecko mając na to 4 dni w tygodniu, w dodatku dziecko ktore ma matke wpajajaca mu przez pozostałe dni wartosci i zachowania skrajnie rózne od tych ojca, wręcz nagradzającą i pochwalającą koszmarne zachowanie wobec macochy i przyrodniego rodzeństwa
  • salsa.lover 06.03.17, 15:00
    emmagreen napisał(a):

    >Chce miec normalne życie i rodzine, czy w patchworku w ogole jest to możliwe?

    Jeśli pisząc "normalne" masz na myśli męża na wyłączność dla Ciebie i Waszych dzieci to trzeba było pomyśleć zanim się związałaś z facetem, który ma już dziecko. Teraz na to już trochę za późno. Teraz możesz już tylko próbować iść na jakiś kompromis.


    > Mam ochote postawic mu ultimatum on albo my. Po prostu nie daje rady
    > zajmowac sie samotnie dwojka dzieci, czuje agresje gdy dzwoni telefon meża.

    A co na to wszystko Twój mąż? Czy on w ogóle ma jakiś głos w tej sprawie?
    Bo w cały poście praktycznie nie wspominasz ani razu o jego stanowisku. Nie rozumiem dlaczego to TY samotnie zajmujesz się dwójką dzieci? Czy mąż się w ogóle Waszymi dziećmi nie zajmuje?
  • emmagreen 06.03.17, 15:29
    >>>Jeśli pisząc "normalne" masz na myśli męża na wyłączność dla Ciebie i Waszych dzieci to trzeba było pomyśleć zanim się związałaś z facetem, który ma już dziecko. Teraz na to już trochę za późno. Teraz możesz już tylko próbować iść na jakiś kompromis.

    Nie, pisząc normalnie mam na myśli czas męża dla jego syna, dla naszych dzieci i dla mnie. Ja nie mam nic przeciwko aby mąż z nim porozmawiał przez telefon czy pojechał w tygodniu go odwiedzić, ale wymagania aby tata siedział na skype'ie od 18 do 21 i patrzył jak syn je obiad czy ogląda tv, to chyba lekka przesada. Jeśli mąż nie jest online sa setki telefonów i sms od eks i małego pt. jest złym ojcem, nie interesuje sie dzieckiem, rozwiódł sie z dzieckiem, dziecko cierpi, a jego to nic nie obchodzi
  • emmagreen 06.03.17, 15:32
    >>>A co na to wszystko Twój mąż? Czy on w ogóle ma jakiś głos w tej sprawie?
    Bo w cały poście praktycznie nie wspominasz ani razu o jego stanowisku. Nie rozumiem dlaczego to TY samotnie zajmujesz się dwójką dzieci? Czy mąż się w ogóle Waszymi dziećmi nie zajmuje?

    Mąż dziećmi się zajmuje, jest dobrym tatą. Po prostu musi wtedy wyłączyć telefon zaraz po wejściu do domu, eks potrafi wtedy policje zawiadomic, "bo może coś sie stało", albo przyjechac z synem pod nasz dom i pokazać dziecku, że tata woli inne dzieci od niego :-(
  • princy-mincy 06.03.17, 15:38
    Na miejscu tego ojca udalabym sie do sadu rodzinnego i ustalila jakies mediacje miedzy nim a byla zona.
    Przeciez ta kobieta zachowujac sie w ten sposob niszczy nie tylko Twoja rodzine ale i wlasnego syna.
    To trzeba ukrocic!
  • emmagreen 06.03.17, 15:43
    Wiesz, to nie jest takie proste bo wtedy ona osiągnie swój cel; znów będzie w centrum uwagi, znów trzeba będzie się z nią liczyć, zajmować się nią, ona nawet w tym celu wnosi raz po raz o podwyzszenie alimentów, choć te są wysokie i ma świadomość, że wyższych nie dostanie.
    Ja wiem, ze to trzeba ukrócić bo nie wyrabiam psychicznie, tylko jak
  • princy-mincy 06.03.17, 16:26
    Pewnie, ze nei bedzie proste, natomiast roszczenia beda rosly.
    I serio, to co ona wyprawia nie tylko niszczy dziecko, ale poniekad ociera sie o jakis stalking.

    Wg mnei postarac sie o mediatora, ktory jasno pani wytlumaczy, ze przesadza i ze krzywdzi glownie swoje dziecko.
  • emmagreen 06.03.17, 16:34
    Może masz racje, porozmawiam o tym z mężem.
    Tylko problem jest w tym, że ona chyba uważa za cel nadrzędny kontrolę i zniszczenie naszego związku nawet kosztem swojego dziecka.
  • tt-tka 06.03.17, 16:40
    Wlasnie dlatego princy dobrze radzi - zwrocic sie do sadu i mediacje przez sad zalatwiac.
    Ewentualnie rzeczywiscie - na to nie wpadlam - oskarzenie o stalking i dzialanie na szkode nieletniego.
  • emmagreen 06.03.17, 16:48
    Natomiast po ostatnich Świętach (mały miał je spędzić z nami, potem eks zmieniła zdania, a po 17 w Wigilie zadzwoniła do męża żeby przyjechał i zabrał syna na święta, byliśmy wtedy u moich rodzicow, ok. 150 km dalej) moi rodzice stwierdzili, ze szkoda dziecka, ale jedyną opcja jest wyprowadzka i całkowite odcięcie się od eks i pasierba.
    Inaczej nasza rodzina nie przetrwa. Mąż najpierw mocno się oburzył, teraz chyba sam zaczął o tym mysleć. Oboje akurat wiemy, ze kolejnego rozwodu, utraty mnie i mieszkania z daleka od naszych dzieci by nie zniosł...
  • asia_i_p 13.03.17, 16:03
    To nie jest opcja do rozważenia w ogóle. To jest jego dziecko, aktualnie krzywdzone przez własną matkę, kto ma mu pomóc, jak nie własny ojciec?

    Rozważacie tę sprawę z jakiegoś szalonego punktu widzenia - jak pomożenie temu dziecku wpłynie na eks. Dajcie sobie z nią spokój, ona jest nieważna, ważne jest dziecko, które ona krzywdzi.

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • emmagreen 13.03.17, 16:29
    Nie asa_i_p rozważamy jak rozpoczęcie jakichkolwiek działań wpłaynie na działania eks, a te jak z kolei wpłyną na spokój naszej rodziny.
    Ależ my chcemy jej dać spokoj, lata temu to zrobiliśmy, problem w tym, że ona nie zamierza zrobić tego samego
  • salsa.lover 08.03.17, 00:30
    emmagreen napisał(a):

    > Wiesz, to nie jest takie proste bo wtedy ona osiągnie swój cel; znów będzie w c
    > entrum uwagi, znów trzeba będzie się z nią liczyć, zajmować się nią,

    Wiesz, wniesienie do sądu o ustalenie kontaktów z dzieckiem i mediacje to nie jest zajmowanie się NIĄ. To jest uregulowanie kontaktów z DZIECKIEM.

    Piszesz, że nie wyrabiasz psychicznie, że ani Ty ani mąż nie radzicie sobie z nią. A jednocześnie nie chcesz skorzystać z pomocy prawnej. To czego chcesz? Liczysz, że ona sama się połapie, że coś robi nie tak? Nikłe szanse.

    Mediator i sądowne ustalenie kontaktów z dzieckiem to nie jest ONA osiągająca swój cel. To szansa by i Ty i Twój mąż uzyskali jakąś pomoc w tej sytuacji. Jeśli widzisz w tym jakiś jej triumf to ja nie wiem, coś tu nie tak.


    > Ja wiem, ze to trzeba ukrócić bo nie wyrabiam psychicznie, tylko jak

    Są na to środki prawne. Dlaczego nie chcesz z nich skorzystać?
  • enith 08.03.17, 02:32
    salsa.lover napisała:
    >
    > Wiesz, wniesienie do sądu o ustalenie kontaktów z dzieckiem i mediacje to nie j
    > est zajmowanie się NIĄ. To jest uregulowanie kontaktów z DZIECKIEM.
    > Jeśli widzisz w tym jakiś jej triumf to ja nie wiem, coś tu nie tak.

    10/10 , Salsa. TA konkretnie wypowiedź autorki wątku moim zdaniem pokazuje, że jej celem nie jest znalezienie wyjścia z, nie ukrywajmy, trudnej sytuacji, tylko pokazanie eks żonie, kto tu rządzi. Mi nigdy do głowy nie przyszłoby traktowanie wyjścia sądowego i mediacji jako, nie wiem, triumfu? Wygranej eks? Ustąpienia jej? To nie jest, do cholery, zabawa w przeciąganie liny. To nie jest gra, kto kogo przetrzyma, kto komu pokaże, kto będzie na górze. Z takim nastawieniem NIE MA SZANS na poprawę sytuacji. Autorka wątku zresztą uważa, że jedynym wyjściem jest odciąć męża od dziecka i eks, pozostaje tylko kwestia logistyki, jak to zorganizować.
    Ja czekam na wypowiedź pani Agnieszki. Intuicja podpowiada mi, że nie podzieli ona opinii swojego kolegi po fachu, który polecił nie radzącemu sobie z małoletnim dzieckiem ojcu całowite zerwanie z nim kontaktów.
  • emmagreen 08.03.17, 10:01
    Ale kontakty SĄ uregulowane. Dwa weekendy w miesiącu plus jeden wieczór w tygodniu.
    Mediacje są skuteczne gdy dwie strony chca dojsc do porozumienia, a nie gdy pragnie tego jedna strona, a drugiej zależy wyłacznie na niszczeniu życia tej pierwszej
  • salsa.lover 12.03.17, 00:16
    emmagreen napisał(a):

    > Mediacje są skuteczne gdy dwie strony chca dojsc do porozumienia, a nie gdy pra
    > gnie tego jedna strona, a drugiej zależy wyłacznie na niszczeniu życia tej pier
    > wszej


    Skąd wiesz? Przecież w Waszym wypadku do mediacji nawet nie doszło! A Ty już z góry zakładasz że nie będą skuteczne.
    Na propozycje by mąż poszedł z synem do psychologa też stwierdzasz, że to się nie uda.

    W zasadzie większość sugestii i porad odrzucasz, od razu stwierdzając, że to odpada, tamto nie zadziała. Więc na co Ty w zasadzie liczysz? Że ktoś podaruje Ci magiczną różdżkę, która wszystko odczyni? Sama sobie nie ułatwiasz swoim podejściem.

    Nie zazdroszczę Ci sytuacji, w życiu bym się na takie coś nie zdecydowała, a już napewno nie na własne dzieci z facetem który ma dziecko + niezrównoważoną ex.
    Ale Ty się na to zdecydowałaś, wzięłaś go z dobrodziejstwem inwentarza i powinnaś była się z tym liczyć. To dziecko nie zniknie z powierzchni ziemi, nawet jeśli postawisz mężowi ultimatum. To jest coś co powinnaś w końcu zaakceptować i zrozumieć.

    Zdumiewające w Twoich postach jest też to, że w zasadzie głównymi winnymi całej sytuacji zdają się być chłopak, który nie daje się lubić i jego psychiczna matka. Zadziwia mnie jak łatwo zwolniłaś z odpowiedzialności za tą sytuację swojego męża. A to on ma tutaj największą rolę do odegrania! To on powinien wychowywać swojego syna, a nie TY. To on powinien reagować gdy chłopak wyje itp
    Z tego co opisujesz to wygląda, że on ustępuje zarówno ex jak i synowi, skutkiem czego jest mu włażone na głowę. A Ty masz pretensje do dziecka i ex, a nie do męża.
  • emmagreen 13.03.17, 10:00
    Moze dlatego, że mąż nie raz i nie dwa proponował eks mediacje i psychologa dla syna. Najlatwiej oceniac nie znajac sprawy "od wewnatrz".
    Nie zdajesz sobie sprawy z poziomu nienawiści i agresji eks, myslisz że w takim przypadku wystarczą 1 czy 2 spotkania z mediatorem? Ona potrzebuje najpierw dluzszej terapii dla siebie, a potem dogadywania sie z eks mezem na poziomie doroslej osoby.
    W tej chwili ona obwinia meza o to ze jest szczesliwy, ze ma rodzine, ze mu sie udalo. Ona ma 40 na karku i swiadomosc, ze najlepsze lata minely. A eks maz zamiast czekac cierpilwie i w razie czego, na skinienie paluszkiem wrocic do pani z kwiatami i piesnia na ustach osmielil sie ulozyc sobie zycie. O to sa pretensjie, to jest źródło konfliktu. Tego poczucia "krzywdy" eks nie pokona mediator tylko dobry terapeuta.

    Zanim wzielismy slub eks była nieobecna, wiec nie moglam wiedziec, ze jest niezrownowazona. Masz racje, jesli postawie ultimatum to dziecko nie zniknie z powierzchni ziemi, ale zniknie z mojego zycia, a to mi wystarczy.
    Troche irytuje mnie stwierdzenie, ze wzielam z dobrodziejstwem inwentarza i ze cos musze zaakceptowac, wydaje mi sie ze w stosunku do drugich zon wymagania sa zbyt duze; nie mam prawa postwic siebie i swoich dzieci na pierwszym miejscu w swojej hierarchii waznosci, ja "musze" akceptowac jego dziecko, choc ono robi wszystko aby nie bylo to mozliwe.

    Maz nie tyle ustepuje synowi i eks co, jako kultutralny czlowiek, stara sie nie wchodzic w konflikt, w mysl zasady lepiej g... nie ruszac bo zacznie cuchnąć.
    Ostatnio reagował dosc mocno na telefony eks i wycie malego. Ustalilismy tez pewne kwestie wspolnie, wiem ze bedzie sie tego trzymal bo taki ma charakter
  • asia_i_p 13.03.17, 16:15
    Ale mąż nie może traktować eks i małego w pakiecie. Ona może być dla niego g-em, którego się nie rusza, mały nie. Ją może znosić lub nie, małego ma wychować. Ma być stanowczym kochającym ojcem, a nie kulturalnym wujkiem odliczającym godziny, aż zabiorą tego wyjca do domu.

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • emmagreen 13.03.17, 16:33
    To jeszcze nie zauważylas, że w polskich sadach dziecko jest "przywiązane" do matki, trudno cokolwiek zrobic bez zgody matki.
    Asiu, naprawde trudno jest wychować dziecko mając na to 4 dni w tygodniu, w dodatku dziecko ktore ma matke wpajajaca mu przez pozostałe dni wartosci i zachowania skrajnie rózne od tych ojca
  • asia_i_p 13.03.17, 16:57
    Na początek można ustalić zasady we własnym domu i ich przestrzegać. Nawet kosztem wycia i awantur. A jak awantura minie, to rozmawiać, na spokojnie ustalać różne rzeczy i odwoływać się do tych ustaleń podczas kolejnych awantur.

    Nie może być tak, że rodzic ustępuje dziecku, ale zmęczony zachowaniami dziecka coraz mniej je lubi, to jest potwornie niszczące. I powstaje błędne koło, bo mały im bardziej czuje opór ze strony ojca, brak radości z kontaktów, tym więcej wymaga, więc ojciec się tym bardziej odsuwa, itd. I powstaje zły model miłości - kocham cię, jesteś moim obowiązkiem, ale cię nie lubię, nie lubię z tobą spędzać czasu. Ja jestem dobry rodzic, bo cię kocham i ulegam, ty jesteś zły, bo się awanturujesz, a w ogóle to jakiś nieudany jesteś, gruby, bez zainteresowań. Tak to odbiera dziecko, niezależnie od intencji twojego męża.

    Przed wami jeszcze bunt dwulatka, trzylatka, okropny okres sześcioletniego naburmuszenia na cały świat i dziesięcioletniego focha. I to razy dwa, więc dojdą interakcje między dwójką, wprawiajcie się, łatwiej się wprawiać kilka dni w miesiącu niż na okrągło ;). Dzieci po prostu bywają trudne, dzieci eks to nie jest jakiś osobny gatunek.

    Demonizujecie to dziecko i niepotrzebnie pozwalacie eks stworzyć jedność z niej i dziecka.

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • emmagreen 13.03.17, 17:08
    Asiu, mam dosc wycia i awantur. Dotad jak maly mial przyjsc w sobote, to ja w piatek zaczynalam brać kalmsy. Nie wyobrazam sobie kolejnych takich dni, jak Ty to sobie wyobrazasz? Pol soboty i niedzieli wrzasków i histerii oraz agresji? Nasze dzieci są coraz starsze, jak dotąd byłam z nimi na pietrze, ale tak nie da sie funkcjonować w nieskonczonosc, nasze dzieci tez maja byc ofiarami tej histerii i agresji?
    Myslisz, ze jak minia awantura w jeden weekend, to za dwa tygodnie ustalenia beda aktualne? Czy cyrk zacznie sie od nowa? Ja obstawiam to drugie rozwiazanie. Dokad damy rade to ciagnac? Rok, dwa? Ja tego nie chce i nie potrafie tak zyc, w takiej sytuacji bysmy sie rozstali.
    Mozliwe, ze chlopiec tak to odbiera, nie lubimy z nim spedzac czasu, taka jest prawda.
    Ustalilismy, ze chlopiec nie bedzie do nas przychodzil na weekend, mąż będzie go gdzies zabieral. Jesli tego nie uda sie ustalic z eks to albo koniec naszego zwiazku albo kontaktow z chlopcem, ja juz nie mam sily.

    Tak, masz racje, przed nami bunty naszych maluchow i powinnismy wchodzic w ten okres z duzą dozą cierpliwosci i wyrozumiałosci, po walce z eks i pasierbem będziemy tego pozbawieni i będziemy mieli mniej cierpliwości dla naszych dzieci, a tego nie chce.
    Jesli chodzi o interakcje pomiedzy nasza dwójką, to bliźnieta; zawsze będą sie lepiej dogadywać niz normalne rodzeństwa :-)
  • asia_i_p 13.03.17, 17:24
    Wyjście gdzieś to jest dobry pomysł, bez sensu jest uzależnianie tego od zgody eks, ojciec nie potrzebuje zgody eks, żeby z własnym dzieckiem iść do kina. A im więcej czasu spędzą w dobrym nastroju, tak, że dzieciak poczuje, że ojciec się z nim dobrze bawi, a nie męczy, tym będzie mniej zaborczy.

    Ultimatum bym nie stawiała, bo niezależnie, co mąż wybierze, tracisz - albo tracisz partnera albo szacunek do niego

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • emmagreen 13.03.17, 17:30
    Mialam na mysli zgode eks na nieco inne spotkania. Wczesniej byl cały weekend u nas, teraz mąz chciał z nią ustalić czy mały wraca na noc do domu czy ma go zawieźć do swoich rodziców.
    Docelowo chyba byłoby najlepiej aby spotykali się co sobota na cały dzień. Na to potrzebna jest zgoda eks.
    Tym bardziej że w czoraj i przedwczoraj najpierw udawala ze nie ma ich w domu, a potem wydzwaniali do męża.
    Ultimatum to jedyna opcja, inaczej strace spokój, a dzieci szansę na normalne dzieciństwo.
    Nie stracę szacunku do męża jesli wybierze dobro naszej rodziny
  • yamilca197 14.03.17, 07:31
    emmagreen napisał(a):

    > Ustalilismy, ze chlopiec nie bedzie do nas przychodzil na weekend, mąż będzie g
    > o gdzies zabieral. Jesli tego nie uda sie ustalic z eks to albo koniec naszego
    > zwiazku albo kontaktow z chlopcem, ja juz nie mam sily.

    Ustalic z ex? Maz jej nawet nie musi informowac jak spedzic czas ze swoim dzieckiem, to nie jest jej sprawa. On (wy) uzgadniacie z nia zbyt wiele spraw, zupelnie niepotrzebnie, wyglada na to ze ona was zdominowala i przejela kontrole nad waszym zyciem. Niech ja maz troche postraszy,ze np wniesie do sadu o przyjecia opieki nad synem ze wzgledu na jego stan psychiczny plus jej zachowanie, ze rozmawial z prawnikiem i ze szanse ma duze. Niech wezmie swiadkow np znajomych kiedy jedzie po dziecko na ustalona godzine i nikt mu nie otwiera przez godzine ani nie odbiera telefonu , postarajcie sie o swiadkow na inne jej akcje i zacznijcie dzialac , bo twoj maz jak na razie chodzi na jej krotkiej smyczy i mysli ze nic nie moze. Alimentow i tak juz wyzszych nie dostanie wiec nie ma nic do stracenia,a do wygrania duzo.




    --
    Podwojne standardy jest to niesprawiedliwe stosowanie odmiennych zasad w podobnych do siebie sytuacjach.
  • emmagreen 14.03.17, 09:24
    Chodziło wyłącznie o ustaelnie czy przywozi dzicko do niej na noc czy do swoich rodziców.
  • salsa.lover 14.03.17, 00:21
    emmagreen napisał(a):

    > Moze dlatego, że mąż nie raz i nie dwa proponował eks mediacje i psychologa dla
    > syna. Najlatwiej oceniac nie znajac sprawy "od wewnatrz".

    OK, eks nie zgadza się na mediacje, Wy nie chcecie do sądu, bo uważacie, że nie ma sensu. Do psychologa mąż z synem nie pójdzie, bo jeszcze nie się eksia zdenerwuje....
    Nie chodzi o ocenianie. Chodzi o to, że z góry odrzucasz rozwiązania, bo twierdzisz, że masz szklaną kulę i dokładnie wiesz co będzie. A nie wiesz, i nawet nie chcesz spróbować. I tego ja nie rozumiem, skoro jak twierdzisz jesteś zdesperowana i szukasz rozwiązań.
    Wygląda, że Tobie chodzi tylko o jedno rozwiązanie, aby eksia i jej dzieciak zniknęli z Waszego życia. Mam dla Ciebie przykrą wiadomość. Oni nie znikną. Nawet jeśli postawisz mężowi ultimatum, nawet jeśli mąż zerwie kontakt z dzieckiem, to dziecko nie zniknie. A z tego co piszesz o eksi to wcale tak łatwo może mu tego nie odpuścić.

    > W tej chwili ona obwinia meza o to ze jest szczesliwy, ze ma rodzine, ze mu sie
    > udalo. Ona ma 40 na karku i swiadomosc, ze najlepsze lata minely. A eks maz za
    > miast czekac cierpilwie i w razie czego, na skinienie paluszkiem wrocic do pani
    > z kwiatami i piesnia na ustach osmielil sie ulozyc sobie zycie. O to sa preten
    > sjie, to jest źródło konfliktu. Tego poczucia "krzywdy" eks nie pokona mediator
    > tylko dobry terapeuta.

    No to super, zdiagnozowałaś ją, zdajesz się wiedzieć doskonale czego ona chce, o co ma pretensje, o co jej chodzi. Zastanów się dlaczego tak strasznie skupiasz się na niej i jej zachowaniu zamiast na postępowaniu własnego męża.
    Już po raz kolejny opisujesz ją w tym wątku bardzo dokładnie, jej motywację itp. O mężu i jego motywacjach wciąż wiemy dość niewiele.
    To rozłożenie Twojej uwagi i ustawianie eski w centrum problemu jest dość znamienne. Nawet pani Agnieszka to zauważyła.Twoje myślenie, Twoje postępowanie jest podporządkowane temu co eks zrobi, co eks pomyśli, co eks zaplanuje. Nawet do sądu nie chcesz iść bo wydaje Ci się, że to ta eks jej 5 minut.
    Uważam, że w tym jest zasadniczy problem. Eks jest jaka jest, tego nie zmienisz i szkoda Twojego czasu na analizowanie czy jej się życie udało czy nie, co ona zrobi czy co pomyśli.
    Skup się na mężu, bo to od niego masz prawo wymagać jakiś kroków i decyzji.

    > jesli postawie ultimatum to dziecko nie zniknie z powi
    > erzchni ziemi, ale zniknie z mojego zycia, a to mi wystarczy.

    Nie masz na to żadnej gwarancji.
    Co będzie na przykład jeśli eksi (odpukać) coś by się stało? Gdzie wyląduje wtedy dziecko? Każesz mężowi oddać go do domu dziecka?


    > Troche irytuje mnie stwierdzenie, ze wzielam z dobrodziejstwem inwentarza i ze
    > cos musze zaakceptowac,

    Bo to prawda. Jeśli decyduję się na związek z marynarzem to wiem, że często nie będzie go w domu. Jeśli decyduję się na związek z facetem na wózku to wiem, że nie będę z nim chodzić na szalone dyskoteki. Jeśli decyduję się na związek z wegetarianinem, to wiem, że on nie będzie jadł mięsa i będziemy musieli gotować dwa obiady.
    Jeśli decyduję się na związek z facetem, który ma już dziecko to wiesz, że z tego faktu wynikają pewne obciążenia i konieczność kompromisu.

    >wydaje mi sie ze w stosunku do drugich zon wymagania sa zbyt duze;

    Nie zgadzam się. Ale jeśli tak uważasz to jest na to prosta odpowiedź: nie decydować się na bycie drugą żoną.

    >nie mam prawa postwic siebie i swoich dzieci na pierwszym miejscu
    > w swojej hierarchii waznosci, ja "musze" akceptowac jego dziecko,

    Ty masz prawo postawić siebie i swoje dzieci na pierwszym miejscu. Ale mąż ma prawo postawić WSZYSTKIE swoje dzieci na równorzędnej pozycji.


    > Maz nie tyle ustepuje synowi i eks co, jako kultutralny czlowiek, stara sie nie
    > wchodzic w konflikt, w mysl zasady lepiej g... nie ruszac bo zacznie cuchnąć.

    Cóż, sama pisałaś, że wcześniej mąż był na każde skinienie, przelewał tyle kasy ile eks sobie życzyła itp Jak to nazwać jak nie ustępowanie. W sumie się nie dziwię, że takim postępowaniem rozpuścił i ją i dziecko. Czasem unikanie konfliktów za wszelką cenę przynosi więcej szkody niż pożytku.
    Uleganie synowi by tylko nie zaczął wrzeszczeć skutkuje teraz tym, że syn wrzaskiem osiąga to czego chce. Tego się nauczył. Naprawdę nie widzisz, że to jest tylko konsekwencja Waszego postępowania?
  • emmagreen 14.03.17, 09:45
    Z góry odrzucam pewne rozwiązania gdyż wiem, że niektóre nie poskutkuja podobnie jak poprzednio gdy je stosowaliśmy, a inne są dla mnie nie do przyjęcia.
    Ależ ja wcale nie musze jej diagnozować, to co ona robie jest czytelne dla kazdego, a jakie są jej oczekiwania sama mówi, także jej ocena nie wymaga wysiłku.
    Właśnie teraz WYMAGAM OD MĘŻA odpowiednich kroków i decyzji. On jest kulturalnym przyzwoitym człowiekiem, udało nam się stworzyć dobry związek, kochającą rodzinę dla naszych dzieci - mąż marzy o trzecim maluchu, ale widzi też jak źle ta cała sytuacja wpływa na mnie. Jaka zrobiłam sie nerwowa, biorę proszki na uspokojenie przed wizytami chłopca u nas, dużo tez mu dała do myslenia rozmowa z moimi rodzicami, którzy stojąc z boku zauważyli, że nie jestem tak szczęśliwa jak powinnam, że pasierb zatruwa mi zycie. Wiem, ze mąż kocha nad życie mnie i nasze dzieci, zwłaszcza córeczkę, wiem że za nic na swiecie nie chciałby stracić tego co mamy. Jesli jednak mąż wybierze syna, ok, dojdziemy do porozumienia najlepszego dla naszych dzieci.
    Ale jak tu napisala jedna z komentujących forumek; mam mocna pozycje i argumenty aby stawiać ultimatum, kochamy się, jest między nami bardzo dobrze, mamy wspaniałe dzieci, warto dla czegoś takiego poswięcić naprawdę wiele.
    Tak, on może walczyc dalej o syna, ale to walka na lata, zważywszy na podejscie eks, może chłopiec sie naprostuje za 5-10 lat, a może nigdy. Ale coś takiego zniszczyłoby to co jest między nami, nasze małżeństwo byłoby martwe, nawet jeśli by się utrzymało. A taka sytuacja miałaby też wpływ na nasze dzieci, może one też wylądowałyby u terapeuty? Tego bym mu nigdy nie wybaczyła, on sobie zreszta tez nie.
    Obciążenia i kompromisy ok, godzę się i godziłam na wiele, nie godzę się na pełnego nienawiści i agresji w stosunku do mnie i moich dzieci 11 latka w moim domu.
    Jeśli eks coś by sie stało chłopiec z nami nie zamieszka, mąż zrobi co uzna za stosowne, ale jakbym miała go znosic dłuzej niz 1 dzień pod swoim dachem to albo bym zwariowała albo mu krzywde zrobiła.
    Zreszta mąż o tym wie, powiedziałam mu ze musimy jej życzyć zdrowia i długiego życia bo inaczej czeka go podjęcie trudnej decyzji
    Ależ ja nie twierdzę, że mąż nie ma takiego prawa, najwyżej będzie miał troje równorzędnych dzieci z rozbitych rodzin.
    Był na kazde skinienie, bo chciał być dobrym ojcem i przyzwoitym człowiekiem.
    Akurat teraz pasierb wrzaskiem osiaga tylko tyle, że mąż wychodzi z siebie i wrzeszczy na niego jeszcze głosniej.
  • fraudes 14.03.17, 10:00
    Powtarzam - biedny, biedny dzieciak.
  • amb25 14.03.17, 12:32
    ...chcial byc dobrym ojcem i przyzwoitym czlowiekiem...
    Nie udalo mu sie stworzyc dobrych relacji z wlasnym dzieckiem, wiec teraz pod twoim i twoich rodzicow wpywem juz nie chce byc tym przywotym czlowiekiem. Znudzilo mu sie, bo to wymaga wysilku z jego strony. Co za kapec i tchorz z niego! Ale tacy ludzie czesto sobie "jedze" wybieraja za zony bo one zalatwija za nich te problemy, ktorych oni sami boja sie zaltawic, a potem udaja ofiary, ze to zona mu "....postawila ultimatum i co on, biedny mis, mial zrobic..." Mam alergie na takich facetow....
  • emmagreen 14.03.17, 12:42
    Naprawdę sądzisz, że każdy rodzic ma dobre relacje z własnymi dziećmi? Nigdy nie widziałaś sytuacji gdy nawet w pełnych rodzinach, gdy wszyscy się staraja, wspieraja, po prostu nie ma aż tak dobrych relacji? Po prostu dlatego że dwie osoby za bardzo sie różnią?
    A nie pomyslalaś, że brnięcie w to dalej mogłoby dla niego oznaczac rozbicie rodziny kolejnej dwójce dzieci, a może wobec nich mąż już nie ma obowiązków? Nie tyle chodzi o wysilek, co o brak efektów dotychczasowych starań oraz ich koszty.
    Moi rodzice tylko wyrazili swoje zdanie; jestem ich jedynym dzieckiem, wiec to normalne, że chcą dla mnie jak najlepiej.
    Nie jestem jędzą, starałam się naprawdę i długo. Nie daję rady; nie chcę aby moje życie było podporządkowane obcemu 11 latkowi
  • orit 14.03.17, 14:37
    Mnie dziwi zaangażowanie Twoich rodziców i ingerencja w Wasze sprawy małżeńskie oraz, co gorzej, w relacje Twojego męża z była żona i synem.

    Rozumiem gdyby ograniczali się do rozmowy z Tobą ale wpływanie na męża jest dość daleko idącą ingerencja.

    To jakoś tak dziwnie sugeruje, że sama jeszcze nie wydoroslalas
  • emmagreen 14.03.17, 15:02
    Moi rodzice ograniczyli się do zainteresowania się moją osoba, zauważyli, że coś jest nie tak, oraz do wyrażenia opinii.
    Tato w kilku słowach poinformował męża, że powinien nieco bardziej zadbać o spokój i szczęscie swojej żony i matki swoich dzieci. Oraz że powinien wreszcie ustalić priorytety
  • orit 14.03.17, 15:41
    Tyle ze nie jesteś jedyna matka jego dzieci i porządny człowiek będzie w priorytetach miał wszystkie swoje dzieci.
    Współczuję sytuacji bo pewnie jesteś młoda i nie wiedziałas w co wchodzisz. w sumie to przed ślubem był czas na rady od rodziców.

    W tej chwili wymagania od faceta by ograniczał kontakt z synem na rzecz nowej żony i lepszych dzieci są moralnie wątpliwe.

  • emmagreen 14.03.17, 15:52
    >>>Tyle ze nie jesteś jedyna matka jego dzieci i porządny człowiek będzie w priorytetach miał wszystkie swoje dzieci.<<<

    A co jesli nie da sie tego pogodzic i trzeba wybierac?
    Mam 28 lat, więc tak bardzo młoda już nie jestem. A rodzice mieli troche obaw, ale mamy w rodzinie dziewczynę w podobnej sytuacji, tylko jej pasierb jest swietnym chlopakiem, pelnym pasji, zainteresowań, swietnie dogaduje sie z przyrodnim rodzeństwem, aż przyjemnie przebywać w towarzystwie takiego dziecka.
    A co nie jest moralnie wątpliwe? Patrzenie jak corka traci spokój i radość życia, oczekiwanie ze zięć bedzie poswiecał dobro ich dziecka i ich wnukow dla swojego najstarszego dziecka? To pewnie nie jest morlanie wątpliwe, ale raczej nie ma rodziców, któzy w takiej sytuacji nie staną po stronie dziecka
  • orit 14.03.17, 16:24
    To jeszcze bardzo młoda jesteś może za młoda na takie wyzwanie.

    Nawet w tym wpisie piszesz o sobie jak o dziecku, mi chwile zajęło zanim dotarło ze pisząc "córka" lub "dziecko" masz na myśli siebie a nie któreś z bliźniąt.
    Nie jest to zle tylko jeszcze właśnie młode.

    Jego co mogę doradzić to nie angażuj się w sprawy męża, zaakceptuj ze istnieją zobowiązania inne niż Ty. Poobserwuj tego męża, z podanego przez Ciebie opisu to trochę słaby typ.

    Znam z reala sytuacje ze Pan rozszerzenie się z żoną numer dwa bo nie chciał aby któreś dziecko było lepsze czy gorsze. Płaci za błędy młodości bo obecnie nie ma rodziny ale dba o dzieci. Z żonami byłymi relacje ma nawet znośne.
  • emmagreen 14.03.17, 16:39
    >>>Nawet w tym wpisie piszesz o sobie jak o dziecku, mi chwile zajęło zanim dotarło ze pisząc "córka" lub "dziecko" masz na myśli siebie a nie któreś z bliźniąt.
    Nie jest to zle tylko jeszcze właśnie młode.<<<

    Dla moich rodziców zawsze będę przede wszystkim ich dzieckiem, co w tym dziwnego?

    >>>Jego co mogę doradzić to nie angażuj się w sprawy męża, zaakceptuj ze istnieją zobowiązania inne niż Ty. Poobserwuj tego męża, z podanego przez Ciebie opisu to trochę słaby typ.<<<

    Łatwo powiedzieć, gdy te "zobowiazania" nie wchodzą w Twoje zycie i nie wpływają na jego jakość.
    Nie powiedziałabym, że słaby, raczej kulturalny i dobrze wychowany, czasem może aż za bardzo.

    >>>Znam z reala sytuacje ze Pan rozszerzenie się z żoną numer dwa bo nie chciał aby któreś dziecko było lepsze czy gorsze. Płaci za błędy młodości bo obecnie nie ma rodziny ale dba o dzieci. Z żonami byłymi relacje ma nawet znośne.<<<

    Myślę że pan nie rozwiódł sie z żona nr 2 tylko z tego powodu, musiało być jeszcze coś. Jesli nie to, wybacz jeśli to bliska Ci osoba, ale to co zrobił było wyjątkowo głupie. Skoro nie chciał aby któreś z dzieci było lepsze czy gorsze to mógl poprzestać na dzieciach z pierwszego związku, a nie żenić się, mieć dzieci rozwodzić się z druga żoną aby "wyrównać w dół".
    Na miejscu pani nr 2 tez nie przyjełabym takiego tłumaczenia
  • orit 14.03.17, 17:03
    Nie jest to dziwne tyle ze jesteś już dorosła i to bycie dzieckiem jest raczej umowne juz w tym wieku. Dzieci, które ktokolwiek ma chronić to bliźniaki i 11 latek, a reszta to dorośli którzy powinni już sami się ogarniać.

    Sytuację masz bardzo trudna. Mi nie chciałoby się brać na kark takich wyzwań, ale Ty już w tym tkwisz. chłopiec jest realny. Ty musisz zdystansowac się od nieswoich zobowiązań ale też niestety zaakceptować realia. Masz męża rozwodnika obarczonego biednym zaburzonym chłopcem. Taki masz lajf, co gorsza na własne dorosłe życzenie.

    A tamte rozwody obydwa to nie wiem dokładnie o co były. Jakieś romanse, jakieś przepychanki ex z next.
    Afery były. Ale fakt, że dzieci były ważne. Chłopak nie chciał by pierwszy synek był na gorszej pozycji. Ale słusznie zauważasz, ze narobił dużo głupot. Cóż, płaci za to teraz.
  • emmagreen 14.03.17, 17:24
    Orit, dla rodzicow zawsze najwazniejsze bedzie chronienie jego dziecka, nawe jak ma 28 lat.
    Ja juz od dawna sie zdystansowałam, ale nasz nasz dom nie jest az tak duży aby to było realnie możliwe.
    Akceptacja realiów może tez oznaczac ultimatum albo rozwod, moze tez oznaczac ze mąż ograniczy ojcostwo wobec tamtego chlopca do alimentów. Niekoniecznie akceptacja to zgoda na wszystko, bo on ma dziecko, ja juz jestem pd ściana jesli chodzi o kompromisy do których jestem zdolna.
    Czy chlopiec jest zaburzony, nie wiem, ale zaczynam się bać jaki mglaby miec wplyw jego obecność i zachowanie na moje dzieci.

    A w kwestii Twojego znajomego, to bardziej płacą za to żona nr 2 i jej dzieci, ona miała prawo oczekiwac że stworza rodzine, która nie rozpadnie sie tylko dlatego ze "pasierb nie moze byc na gorszej pozycji", skoro panu tak na tym zależało to mógł poczekać ze zwiazkiem az chlopiec będzie dorosły albo nie mieć kolejnych dzieci.
    Ja rozumiem, ze rozwody sie zdazaja, ale pan nie dosc że postanowił być ojcem pokutujacym wobec pierwszego syna, to jeszcze kazal pokutowac za swoje/eks winy drugiej rodzinie
  • amb25 15.03.17, 07:48
    Nie zdysansowalas sie. I tak, jestes jedza, bo nie potrafisz sie zdystansowac i juz masz dosc tej sytuacji. A rodzice probuja perfidnie manipulowac twoim mezem. Ciekawe czy on jest na tyle inteligentny, zeby to dostrzec....
    W wielu pelnych rodzinach sa zaburzane nastolatki, ale wtedy nikt z biologicznych rodzicow nie chce porzucic wlasnego dziecka bo go nie lubi.
    Jakos nie wierze, ze wy kiedykolwoek byliscie u terapeuty. My tez chodzilismy dlugo do terapeutow i ZADEN NIGDY nie powiedzial, ze nalezy ustawic nasze zycie pod dyktando dziecka, zeby mu wynagrodzic rozwod (to chore myslenie niektorych rodzicow - pewnie twoj maz tak ci tlumaczyl swoje postepowanie), albo zeby sie od niego odciac bo sprawia klopoty. ZADEN!
  • emmagreen 15.03.17, 10:23
    Tak mam dość tej sytuacji, jesli to znaczy że jestem jędzą to trudno.
    A rodzice nie probuja manipulować moim mężem, tylko pokazac mu że coś zlego sie dzieje w jego rodzinie, że moze stracic kolejne małzenstwo i kolejne dzieci.
    Dobrze ze chodziliscie do terapeutów, ale jest pomiedzy nami subtelna róznica; w przypadku mojego męża jest do ratowania jeden 11 latek i jedna rodzina, w ktorej jest tata, mama i dwoje maluchow. A terapueta po prostu wskazal że ratujac pierwsze mozna stracic drugie. Gdybyc miala zaburzonego nastolatka plus nowa rodzine, to zapewniam Cie ze madry terapeuta brałby pod uwage nie tylko dobro nastolatka, ale tez jego rodzenstwa.
    A poprzedniemu terapeucie tez nie chodzilo o wynagradzanie rozwodu, nie po ok 5 latach :-), tylko o zapewnienie dziecka ze jest wazne i kochane nawet wtedy gdy pojawilo sie rodzenstwo
  • orit 15.03.17, 11:59
    emmagreen napisał(a):


    "A rodzice nie probuja manipulować moim mężem, tylko pokazac mu że coś zlego sie
    > dzieje w jego rodzinie, że moze stracic kolejne małzenstwo i kolejne dzieci."

    Emmo, powyżej to co napisałaś. Jak możesz twierdzic, że nie manipulujecie, Ty razem ze swoimi rodzicami, tym mężem?

    Przecież to jest klasyka szantażu.

    I co kasecie mu zerwać kontakty z chłopakiem bo jak nie to fora ze dwora? Jeśli tak jest to nie wróżę normalnego partnerskiego małżeństwa.




  • emmagreen 15.03.17, 12:24
    Orit, manipulacja byloby powolne zniechecanie męża do syna, w mysl zasady kropla drąży skałe, może nawet prowokowanie malego do jeszcze gorszych zachowań gdy jest u nas.
    To co ja zrobiłam to jest własnie partnerstwo, zasygnalizowalam problem, jasno i wyraznie - bez kłótni i wyrzutów - powiedziałam, że tak dalej nie da sie życ, ze tak dalej nie pociągniemy. Albo szukamy innego rozwiazania, np. kontakty męża z synem tylko w soboty, nie w naszym domu, albo jesli eks sie na to nie zgodzi uciecie kontaktów, jesli z kolei mąż tego nie będzie chcial to nasze rozstanie.

    Co innego mialam robic? Dobrą minę do złej gry, zaciskać zęby i łykać coraz silniejsze środki uspokajające?Moje dzieci oprócz problematycznego brata mialby dostac jeszcze znerwicowaną matkę?
    Tym bardziej, że myslimy o trzecim dziecku, to mąż zaczął temat, ja się zastanawiam, nie ukrywam że chciałabym kolejne dziecko, z jak najmniejszą różnicą wieku.
    Ale nie w takiej sytuacji.
    Przykro mi że widzisz to jak szantaż, ja własnie w tym widze partnerstwo, a nie w bezmyslnym wspieraniu męża w jego "walce o dziecko" kosztem naszej rodziny i związku. Bo tak się zwykle niestety koncza kolejne związki "ojców walczących"; kobieta najpierw wspiera, potem milczy, potem zaciska zeby, aż pojawi się kropla która przepełni czare i odchodzi z hukiem.
    Jesli nasz związek miałby się więc zakończyć, a mąż wybrałby walkę o syna, to wolalabym aby to było teraz, zanim pojawi się trzecie dzieci i kiedy jeszcze darzymy sie uczuciem i szacunkiem - ze względu na kwestie naszych dzieci.

    A moi rodzice WYTAZILI swoja opinie, Ty byś milczała widząc swoje dziecko (nawet takie ok. 30 tki) smutne i nerwowe?
  • salsa.lover 15.03.17, 22:42
    emmagreen napisał(a):

    > Jeśli eks coś by sie stało chłopiec z nami nie zamieszka, mąż zrobi co uzna za
    > stosowne,

    Czyli co konkretnie? Jeśli nie zamieszka z Wami to gdzie Twoim zdaniem zamieszka? W hotelu?

    I jeszcze co do Twojej rzekomo mocnej pozycji. Myślę, że gdyby rzeczywiście ta pozycja była taka mocna to byś tutaj nie pisała i nie zadawała pytania czy związek ma szanse. Proste.

    Co do reszty, to już nie chce mi się po raz kolejny powtarzać w kółko tego samego, bo ewidentnie pewne rzeczy, przyczyny i skutki, Ci się nie łączą. A powinny.
  • emmagreen 16.03.17, 09:52
    Nie wiem gdzie by zamieszkał, z dziadkami, z mężem jeśli ten by sie wyprowadził.
    Chciałabyś miec w domu na codzień nieznawidzącego Cie nastolatka? Ja nie chciałabym.

    Pisze dlatego że staram się znaleźć rozwiązanie dobre dla wszystkich, zanim postawię ultimatum, przykro mi że tego nie rozumiesz. Oraz dlatego że te kwestie muszą zostać rozwiązane zanim podejmę decyzję o trzecim dziecku.

    Pytalam czy związek ma szanse ale na normalnych zasadach, a niestety większość odpowiedzi i porad odnosi sie do mnie, ja powinnam isc na kompromis, na terapie, ja powinnam tolerowac, wybaczać. Starałam sie, długo, to nic nie daje, dlatego szukam innych rozwiazań.

    A w kwestii Twojej małej uszczypliwości odnośnie mojej pozycji; ja nie wykluczam rozwodu, nie jestem kobietą bluszczem, wole miec spokoj i normalny dom niz sytuacje jak teraz
  • salsa.lover 18.03.17, 23:17
    emmagreen napisał(a):

    > Nie wiem gdzie by zamieszkał, z dziadkami, z mężem jeśli ten by sie wyprowadził
    > Chciałabyś miec w domu na codzień nieznawidzącego Cie nastolatka? Ja nie chciał
    > abym.


    Nie chciałabym. Dlatego, jak już pisałam, w życiu nie związałabym się z facetem, który ma już dziecko. Znam siebie, wiem, że to nie na moje nerwy i tyle. Proste.
    Ty świadomie związałaś się z dzieciatym facetem, a teraz chciałabyś aby to dziecko znikło. Jesteś dorosła i podjęłaś świadomą decyzję.
    Czyli gdyby eksi coś się stało, Ty żądałabyś aby syn męża zamieszkał z dziadkami albo razem z tym dzieckiem wyprowadził się z domu? Okrutne jest to co piszesz. Strasznie musisz się bać tego 11latka.


    > Pisze dlatego że staram się znaleźć rozwiązanie dobre dla wszystkich, zanim pos
    > tawię ultimatum, przykro mi że tego nie rozumiesz.

    Tu nie ma co rozumieć. Jasno i wyraźnie piszesz, że szukasz rozwiązania dobrego dla Ciebie i TWOICH dzieci. Dobro tamtego dzieciaka zupełnie Cię nie interesuje, bo go nie znosisz. Wielokrotnie to podkreślasz. Nie przekręcaj więc, że szukasz rozwiązania dobrego dla wszystkich.

    >Oraz dlatego że te kwestie m
    > uszą zostać rozwiązane zanim podejmę decyzję o trzecim dziecku.

    Wiesz, to że mając taki bałagan z trójką istniejących już dzieci, Twój mąż myśli o czwartym dziecku to jest dla mnie jakiś niepojęty kosmos.


    > Pytalam czy związek ma szanse ale na normalnych zasadach, a niestety większość
    > odpowiedzi i porad odnosi sie do mnie, ja powinnam isc na kompromis, na terapie
    > , ja powinnam tolerowac, wybaczać.


    Znów przekręcasz, bo odnośnie terapii to akurat większość forumek piszała o terapii chłopca, nie Twojej. Ewentualnie chłopca razem z ojcem. Ale przecież Ciebie takie rozwiązanie nie interesuje, bo być może dzięki terapii między ojcem a synem wzmocniłaby się więź, a Tobie jest to zupełnie nie na rękę, bo trudniej będzie się wtedy dzieciaka pozbyć.
  • tt-tka 06.03.17, 16:20
    princy-mincy napisała:

    > Na miejscu tego ojca udalabym sie do sadu rodzinnego i ustalila jakies mediacje
    > miedzy nim a byla zona.
    > Przeciez ta kobieta zachowujac sie w ten sposob niszczy nie tylko Twoja rodzine
    > ale i wlasnego syna.
    > To trzeba ukrocic!

    O to, to !
    Eks juz skrzywdzila syna nastawiajac go "kazde zajecie ojca inne niz ty to dowod, ze cie nie kocha". Spaczone emocje, skrzywiona psychika.
  • tt-tka 06.03.17, 15:10
    Edwina ma racje - dogadac sie powinni rodzice Twojego pasierba i lepiej, zeby z pomoca osoby trzeciej (sami jakos sobie z tym nie radza).
    Jak maz na to ? Jest sklonny odbierac te kilkadziesiat telefonow dziennie i godzinami wisiec na skypie ?

    W kazdym razie - w waszym domu wasze zasady. Wasze, nie narzucone przez przybysza, nawet jesli ow jest synem. W waszym domu je sie przy stole i albo 11-latek ruszy cztery litery z kanapy, albo nie zje. Trudno. jesli wyje, niech mu ojciec zaserwuje cos na uspokojenie, bo to jest albo ewidentne nakrecanie sie celem wymuszenia, albo strasznie rozwalone emocje.
    Czy ojciec widuje sie z nim w tygodniu ? Moze on moglby pojsc z synem do poradni ? Bo eksia raczej sie nie pokwapi...
  • emmagreen 06.03.17, 15:38
    Nie odbiera telefonów od eks, wyznaczył jej określoną godzinę na telefon jeśli chce porozmawiać o dziecku. Sms-ów nie czyta.
    Często po wejściu do domu wyłącza telefon, choć źle sie z tym czuje, jakby sie od dziecka odcinał.
    A jeśli chodzi o jedzenie, to on je przey stole posiłki, nie ma problemu, tylko uwaga taty musi byc skupiona w pełni na nim, on nawet do toalety chodzi za mężem :-p.
    Mąż widuje sie z nim raz w tygodniu po szkole, więcej nie da rady
  • miedzymorze 06.03.17, 16:04
    Twój mąż ma troje dzieci, więc jeśli jedno z nich widuje raz w tygodniu po szkole + raz na dwa tygodnie to bardzo dobrze, że poświęca czas wtedy tylko jemu. W pozostałe dni przecież nie poświęca mu czasu (spędzanego razem) wcale.
    Jaki masz problem, że nawet tego nie możesz mu umożliwić ?
    Każde dziecko potrzebuje od czasu do czasu rodzica na wyłączność, chłopak na granicy dzieciństwa i nastolatka też.
    Najlepiej żeby pobyli z tatą sami, z daleka od eksi, ciebie i przyrodniego rodzeństwa.

    pozdr,
    mi
  • tt-tka 06.03.17, 16:16
    miedzymorze napisała:

    > Twój mąż ma troje dzieci, więc jeśli jedno z nich widuje raz w tygodniu po szko
    > le + raz na dwa tygodnie to bardzo dobrze, że poświęca czas wtedy tylko jemu. W
    > pozostałe dni przecież nie poświęca mu czasu (spędzanego razem) wcale.

    Nie doczytalas ? Syn domaga sie, by ojciec codziennie u niego byl albo rozmawial z nim przez skypa az do zasniecia. I wydzwania, wielokrotnie w ciagu dnia - a w domu dwa maluchy.

    > Jaki masz problem, że nawet tego nie możesz mu umożliwić ?

    Ano te dwa maluchy wlasnie.

  • emmagreen 06.03.17, 16:19
    Tak, tak, stereotyp złej macochy :-).
    Chyba nie przeczytałaś wątku od początku, ja nie mam problemu z tym, ze mąż spędza czas z synem. Ja mam problem (mąż zresztą także) ze mały zachowuje sie jak rzep w te dni. Ja ich nawet sama namawiam żeby poszli w sobote np. na basen razem albo do kina. Basenu pasierb nie chce, a ma spora nadwage, wiec przydałby mu się.
    Ja mam problem z faktem, ze mały uważa że tata nie ma prawa zająć sie w cały weekend jego rodzeństwem, chocby zmienić pieluszkę czy nakarmić maluszka gdy on sam ogląda akurat tv. Mam problem z tym, że mały jak zobaczy jakąś rzecz, ubranko maluchów robi histerie, bo jemu tata tyle nie kupuje, wiec przez maluchy tata go okrada. Co prawdą nie jest, mąż sporo synowi kupuje, ale czasem odmawia, jak ostatnio kiedy pierworodny wypatrzył sobie kurtkę za 900.

    Problem mam także wtedy gdy pasierb domaga się aby tata poświęcał mu pełną uwagę przez cały tydzień, tj. wraca do pracy, siada do skype'a i kontempluje wieczór potomka. Rzecz jasna nie ma mowy aby odszedl, zajał się maluchami, pomógł mi. Nawet do toalety z lapkiem.
    Wiem jak to wygląda; przez jakis czas realizowaliśmy taki scenariusz zgodnie z rada terapeuty, mały miał sie poczuć ważny, kochany i lekko znudzony ciągłą obecnościa ojca w swoim pokoju.
    Nie wypaliło, bo pasierb raczej kolegów ani zainteresowań, poza tv, nie ma
  • miedzymorze 06.03.17, 22:22
    No to jak przez jakiś czas tak robiliście, to nie miejcie pretensji do chłopaka, że nie chce żeby to się zmieniło.
    Cały weekend ojciec z nim siedzi na kanapie i patrzy w TV ? Bo tak to z twojego opisu wygląda.
    Co o czym pisałam, to czas ojca dla syna 1-1 bez ciebie i plączących się maluchów, bez eks robiącej jazdy.
    Naprawdę mąż aż tak nie zna swojego dziecka że nie jest w stanie wyciągnąć go sprzed telewizora ?
    To trochę słabe, i powinien chyba się bardziej do wychowania przyłożyć, za chwilę będzie za późno.

    pozdr,
    mi
  • emmagreen 07.03.17, 09:30
    Chłopiec nie ma żadnych zainteresowań, wycieczki go nie interesują.
    Bylismy we 3 w Legolandzie, Eurodisneylandzie, Hogwarcie, w k8ilku aquaparkach - jako tylko dziewczyna taty, bylam nawet akceptowana - wycieczki byly tez tylko męża z synem, on cały czas miał taką mine jakbys mu właśnie na chomiku usiadła. Ożywiał sie na widok McDonalda i pizzerii.
  • bergamotka77 06.03.17, 17:11
    Uważam, ze spotkanie raz w tygodniu to bardzo mało. Moze dwa popołudnia mógłby mąż spędzać z synem gdzieś na atrakcjach a nie w domu z wami patrząc na wasze dzieci i dzieląc tate z rodzeństwem? Smycz w postaci Skype wykluczona bo on tez ma swoje obowiązki i zycie domowe z wami. Za to jak jest u Was w weekend niech będzie traktowany jako domownik, ale jeden z wielu, a nie pępek świata - niech spedzi z wami razem czas, również z przyrodnim rodzeństwem. Współczuję jazd z eksia - takie uroki patchworkowrj rodziny.

    --
    "Moze kogos zainteresuje historia kobiety, ktora zostala matka jako dziecko a w momencie kiedy powinna ta matka zostac, zostanie babcia. Ku przestrodze oczywiscie!" asmarabis o mnie :)
  • enith 06.03.17, 17:21
    bergamotka77 napisała:

    > Uważam, ze spotkanie raz w tygodniu to bardzo mało.

    Zgadzam się w 100%. Dla mnie tak rzadkie widzenia z dzieckiem to porażka. Co to znaczy, że ojciec więcej nie może? Niech no tylko mąż spróbowałby powiedzieć autorce wątku, że od dziś dla ich bliźniaków ma czas tylko raz w tygodniu, bo więcej nie może. W dwie sekundy miałby z dupy zrobioną jesień średniowiecza. A tu państwo są zdziwieni, że dorastający chłopak chce widywać ojca częściej, niż jeden zakichany raz w tygodniu.
  • emmagreen 06.03.17, 17:29
    To nie jest jeden dzień, dochodzi co drugi weekend.
    No dobrze, to powiedz mi jak często, Twoim zdaniem, powinien mąz sie z synem widywac?
    Weż pod uwage takze nasze roczne maluchy :-)
  • enith 06.03.17, 17:41
    A jak często syn chce widywać ojca? Jak daleko mieszkacie od siebie? Dałoby się brać chłopaka do was co drugi, trzeci dzień po pracy?
    Wasze maluchy mają ojca na codzień, twój pasierb ma ojca 8-10 dni w skali miesiąca. Uważasz, że ta dysproporcja jest sprawiedliwa? Gdybyś dziś rozwiodła się z mężem, zgodziłabyś się na taki zakres widzeń? Nie odpowiadaj, ja WIEM, że nigdy byś się nie zgodziła.
  • tt-tka 06.03.17, 18:01
    enith napisała:

    > A jak często syn chce widywać ojca? Jak daleko mieszkacie od siebie? Dałoby się
    > brać chłopaka do was co drugi, trzeci dzień po pracy?
    > Wasze maluchy mają ojca na codzień, twój pasierb ma ojca 8-10 dni w skali miesi
    > ąca.

    Rany boskie, Enith ? Przy dwojgu maluchach, przy ktorych naprawde jest co robic, 11-latek zachowujacy sie tak, jak opisano ? zwlaszcza ze nie wiemy, czy ojciec jest wtedy w domu, czy na miescie i do ktorej pracuje.
  • enith 06.03.17, 18:12
    Jakby to napisać... Fakt, że pan ma nowe dzieci z nową panią, nie zwalnia go z obowiązków wobec dziecka z pierwszego małżeństwa. Pan rozwiódł się z eks, a nie z synem i powinien walczyć przede wszystkim o to, by dysporporcja w widzeniach nie była aż tak dramatyczna. Dzieciak miał ojca na codzień, nawet po rozwodzie. Teraz ma go raz w tygodniu i co drugi łykend. Niech nikt mi tu nie wciska kitów, że tylko na tyle spotkań z dzieckiem ojca stać. A zachowanie tego chłopca jest bezpośrednim wynikiem wojny między jego rodzicami. Może czas pójść z dzieckiem do psychologa?
  • tt-tka 06.03.17, 19:05
    enith napisała:

    > Jakby to napisać... Fakt, że pan ma nowe dzieci z nową panią, nie zwalnia go z
    > obowiązków wobec dziecka z pierwszego małżeństwa. Pan rozwiódł się z eks, a nie
    > z synem

    Enith, oczywiscie. Pan nie rozwiodl sie z synem, caly czas byl do jego dyspozycji i na zawolanie, wydaje mi sie, ze nawet bardziej niz przedtem, gdy jeszcze byl mezem jego matki. I dzieciak nauczyl sie/nauczyla go matka, ze tym mozna pogrywac - zostawiles nas, to plac za to, plac, plac ! Czasem, obecnoscia, uslugami. Nie tyle, ile potrzebujemy, tylko tyle, ile da sie z ojca wydusic.

    I syn wlasni powinien walczyć przede wszystkim o to, by dysporporcja w widzeniach
    > nie była aż tak dramatyczna. Dzieciak miał ojca na codzień, nawet po rozwodzie
    > . Teraz ma go raz w tygodniu i co drugi łykend.

    Siedzac i patrzac w telewizor, glownie. Enith, ja rozumiem tego chlopca, naprawde, ale jego zachowanie to nie jest "tato, daj mi siebie". To jest "ja cie nie dam nikomu innemu".

    Niech nikt mi tu nie wciska kit
    > ów, że tylko na tyle spotkań z dzieckiem ojca stać.

    Facet pracuje. Ma dom, w ktorym zapewne jest to i owo do zrobienia. Ma dwoje bardzo malych dzieci poza starszym synem. On po prostu ma mniej czasu, niz mial cztery-piec lat temu. Naprawde znam calkiem sporo rodzicow (obojga plci) dzieci w tym wieku, ktorzy pracuja po wiecej niz osiem godzin, padaja na pysk, a dzieci widuja przed snem i to tylko dlatego, ze razem mieszkaja. Praktycznie weekendy sa rodzinny dniami, chco rodziny nierozwiedzione.

    A zachowanie tego chłopca j
    > est bezpośrednim wynikiem wojny między jego rodzicami. Może czas pójść z dzieck
    > iem do psychologa?

    Najwyzszy. Tylko znowu - czy ojciec bez zgody matki to zrobi ? Jesli zrobi, czy wyegzekwuje takie zachowanie eksi, zeby nie niszczyla go za posrednictwem chlopca i zarazem nie niszczyla chlopca ? Czy praca z psychologiem da efekty, jesli eks odmowi wspolpracy ?
    Sprobowac oczywiscie trzeba. I mysle, ze tak, jak doradzalas - poprzez sad rodzinny.
  • enith 06.03.17, 19:19
    > Enith, oczywiscie. Pan nie rozwiodl sie z synem, caly czas byl do jego dyspozyc
    > ji i na zawolanie, wydaje mi sie, ze nawet bardziej niz przedtem, gdy jeszcze b
    > yl mezem jego matki. I dzieciak nauczyl sie/nauczyla go matka, ze tym mozna pog
    > rywac - zostawiles nas, to plac za to, plac, plac ! Czasem, obecnoscia, uslugam
    > i. Nie tyle, ile potrzebujemy, tylko tyle, ile da sie z ojca wydusic.

    Pełna zgoda. Myślę, że zasadniczy błąd popełniony został przez ojca już po rozwodzie, błąd polegający na tym, że nie ustalił on ram i zakresu pomocy, opieki na synem itd. Dał się wbić w poczucie winy wobec dziecka, choć to jego żona miała romans i to był zasadniczy powód rozwodu. Tak, o manipulacji w wykonaniu dziecka ja również pisałam. Niestety, ja też obawiam się, że bardzo trudno będzie naprawić obecne stosunki, zwłaszcza mając całkowicie niewspółpracującą, a wręcz sabotującą wszelkie próby tej naprawy eks. Dlatego myślę, że nie ma co tracić czasu na próby porozumienia z tą kobietą, tylko szukać profesjonalnej pomocy.
  • tt-tka 06.03.17, 19:40
    enith napisała:
    myślę, że nie ma co tracić c
    > zasu na próby porozumienia z tą kobietą, tylko szukać profesjonalnej pomocy.

    AMEN.
    I od poczatku mialas racje - czy mediator, czy psycholog, czy oboje - wszystko przez sad rodzinny. Za wiedza, laskawym zezwoleniem, a niewykluczone (przypadek eks) ze i zaleceniem.
  • emmagreen 07.03.17, 09:34
    Mieszkamy daleko od siebie, na przeciwległych krańcach Warszawy, czasem mały zostaje u nas do poniedziałku, ale to oznacza dla niego i męża wyjazd w poniedziałek ok 6.30, aby chłopiec zdążył na czas do szkoły.

    Opieka naprzemienna odpada z tego samego powodu, zreszta, z uwagi na alimenty eks sie na to nie zgodzi. Propozycja była, zanim pojawiły się nasze dzieci i kupiliśmy dom
  • emmagreen 07.03.17, 11:35
    Codziennie oczywiście.
    Mieszkamy daleko od siebie, na przeciwległych krańcach Warszawy, czasem mały zostaje u nas do poniedziałku, ale to oznacza dla niego i męża wyjazd w poniedziałek ok 6.30, aby chłopiec zdążył na czas do szkoły.

    To ze maluchy maja ojca na codzien to lekka przesada, one z racji wieku i pracy męża widuja go moze 2 godziny dziennie.
    Dlatego zapytałam JAK CZĘSTO, Twoim zdaniem byłoby własciwie, ale dla wszystkich, także dla naszej rodziny. Ja jestem gotowa na kompromisy, ale nie na ciągłe poświęcanie sie.

    Oczywiście, ze bym sie nie godziła, różnica polega natomiast na tym, ze eks sie zgodziła, sama wymusiła takie kontakty, wiedząć że mąż będzie na każde zawołanie
  • 3-mamuska 06.03.17, 21:07
    emmagreen napisał(a):

    > To nie jest jeden dzień, dochodzi co drugi weekend.
    > No dobrze, to powiedz mi jak często, Twoim zdaniem, powinien mąz sie z synem wi
    > dywac?
    > Weż pod uwage takze nasze roczne maluchy :-)

    A co chłopakami obchodzi ze macie roczne maluchy?
    Nawet jeśli jest u was maluch zabierają uwagę taty ktora kiedys mia tylko dla sie ir.
    Matka pewnie dodatkowo nakręca.
    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • emmagreen 06.03.17, 17:27
    >>>Uważam, ze spotkanie raz w tygodniu to bardzo mało. Moze dwa popołudnia mógłby mąż spędzać z synem gdzieś na atrakcjach a nie w domu z wami patrząc na wasze dzieci i dzieląc tate z rodzeństwem?

    Ależ oni spędzają czas razem, sama ich wysyłam w soboty gdzies..., nie ma opcji aby maz oprócz srodowego popołudnia jeździł cześciej do syna. Mamy roczne bliznięta i ja po prostu nie daje sama rady.

    >>> Za to jak jest u Was w weekend niech będzie traktowany jako domownik, ale jeden z wielu, a nie pępek świata - niech spedzi z wami razem czas, również z przyrodnim rodzeństwem. Współczuję jazd z eksia - takie uroki patchworkowrj rodziny.

    Ale on NIE CHCE spędzać czasu z przyrodnim rodzeństwem, w sumie trudno sie dziwic, dla 11 latka roczne maluchy to żadna atrakcja.
    Ja sobie też współczuje. Zawsze byłam spokojna, łagodna i zrównoważona, teraz jestem nerwowa i na dzwięk telefonu męża reaguję niemal agresją. Bliscy namawiaja mnie na postawienie mężowi ultimatum; dla mojego zdrowia psychicznego.
    A eks, no cóż, nie ma nawet problemów z obwinianiem mnie o ich rozwod (męża poznalam długo po nim, to ona miała kogoś), z nastawianiem przeciwko mnie teściów. Na szczęście teściowa, któa dłużej walczyła o tamto małżeństwo niż mój mąż (dla wnuka) nie dała sie przekabacić...
  • enith 06.03.17, 17:08
    Ja to widzę tak: chłopak nawet po rozwodzie miał ojca do całkowitej dyspozycji, czyli z jego punktu widzenia zmieniała się w jego życiu tylko jedna rzecz, tato wyprowadził się z domu. Z chwilą gdy pojawiłaś się ty, a następnie wasze dzieci, fizyczne kontakty z ojcem zostały zdegradowane do jednego dnia w tygodniu i co drugi łykend. Mnie w takich okolicznościach w ogóle nie dziwi zachowanie chłopca, próby zawłaszczenia ojca, setki smsów i telefonów. Twoje bliźniaki, gdyby znalazły się w analogicznej sytuacji i miały ojca na parę godzin raz w tygodniu, robiłby dokładnie te same jazdy, nie łudź się, że nie. Rada na zachowanie chłopca: w te dni, kiedy jest u was ojciec ma być głównie dla niego, ale z poszanowaniem wszystkich zasad, które panują w waszym domu. Żadnych ryków czy nachodzenia w kiblu czy totalnej obsługi na kanapie. Tu pomoże wyłącznie tłumaczenie, tłumaczenie, tłumaczenie. I włączcie chłopaka w wasze życie, niech np. nakrywa do stołu przed wspólnym posiłkiem i pomoże w posprzątaniu po nim. Niech chłopak wie, że jest częścią tej rodziny. Albo niech ojciec z nim wychodzi zrobić coś fajnego, np. do kina albo na jednodniową wycieczkę w jakiś ciekawy zakątek. Chcę ci zwrócić uwagę, że teraz macie na stanie rozhisteryzowanego nieszczęśliwego 11-latka. Za chwilę małą będzie to zbuntowany 14-latek, który pokaże wam wszystkim, gdzie raki zimują. Działać więc musicie już teraz. Mediator na 100%. Jeśli matka chłopaka faktycznie ma jazdy, jak opisałaś, tu potrzebna jest profesjonalna pomoc oficjalnymi kanałami, które pokażą, że staracie się, jak możecie, wykazujecie dobrą wolę, a wszystkie wasz starania torpedowane są przed zgorzkniałą, rozgoryczoną eks, która używa dziecka do własnych celów, niszcząc go przy okazji. Dobrze by było, gdyby specjalista/mediator rzucił na to wszystko okiem, bo na dobrą wolę eks raczej nie macie co liczyć.
  • emmagreen 06.03.17, 17:35
    >>>Ja to widzę tak: chłopak nawet po rozwodzie miał ojca do całkowitej dyspozycji, czyli z jego punktu widzenia zmieniała się w jego życiu tylko jedna rzecz, tato wyprowadził się z domu.

    Fakt

    >>>Rada na zachowanie chłopca: w te dni, kiedy jest u was ojciec ma być głównie dla niego, ale z poszanowaniem wszystkich zasad, które panują w waszym domu. Żadnych ryków czy nachodzenia w kiblu czy totalnej obsługi na kanapie

    Ale ojciec JEST wtedy głownie dla niego, chodzi o momenty np. zmiana pieluchy maluchowi, przygotowanie picia lub jedzenia, pomoganie mi w kąpieli bliźniąt. Raptem łacznie 1-1,5 godziny dziennie, podczas gdy pasierb i tak oglada tv. Z tą obsługa to przesadzacie, chodzi o to, ze tata MOŻE zniknąć z pola widzenia WYŁĄCZNIE jak przygotowuje cos dla syna i natychmiast wracac.

    >>>Albo niech ojciec z nim wychodzi zrobić coś fajnego, np. do kina albo na jednodniową wycieczkę w jakiś ciekawy zakątek.

    To byłby swietny pomysł, ale nie z tym dzieckiem, on lubi tv i jedzenie, najlepiej razem. Wycieczki, aktywnosc fizyczna, to nie dla niego; ma tez spora nadwage
  • enith 06.03.17, 18:34
    > Ale ojciec JEST wtedy głownie dla niego, chodzi o momenty np. zmiana pieluchy m
    > aluchowi, przygotowanie picia lub jedzenia, pomoganie mi w kąpieli bliźniąt. Ra
    > ptem łacznie 1-1,5 godziny dziennie, podczas gdy pasierb i tak oglada tv.

    Róbcie swoje, po prostu róbcie swoje. Jak trzeba maluchy przewinąć, to przewijajcie. Jak wykąpać, to wykąpcie. Na bunty pasierba nie zwracajcie uwagi, po prostu róbcie swoje. Jak chłopak po raz dziesiąty czy dwudziesty zobaczy, że jego histerie nie robią już na nikim wrażenia, to w końcu się uspokoi. Chłopak szybko nauczył się wami manipulować i uparcie stosuje wobec was tę samą sztuczkę, bo przynosi to pożądany skutek: cała uwaga ojca skupia się na nim.
    Byliście już z chłopcem u psychologa? Bo uważam, że czas najwyższy, póki jeszcze da się coś zrobić. Ze starszym zbuntowanym nastolatkiem będzie znacznie trudniej pracować nad poprawą zachowania.

    > To byłby swietny pomysł, ale nie z tym dzieckiem, on lubi tv i jedzenie, najlep
    > iej razem. Wycieczki, aktywnosc fizyczna, to nie dla niego; ma tez spora nadwage

    A nie można po prostu zabrać chłopaka na wycieczkę na łykend, zamiast przywozić go do was? W końcu to twój mąż prowadzi auto, prawda? :-)
    I tą "sporą nadwagę" też trzeba zaadresować. Mąż szykuje, mam nadzieję, w miarę zdrowe posiłki? Fakt, na to, co chłopak je u mamy, wpływ macie dokładnie zerowy, ale na to, co je u was zasadniczy. Chłopak pomaga w przygotowaniu posiłków? Można spróbować go zaangażować, pokazać zdrowszą alternatywę.
    Ogółem, to współczuję ci sytuacji, naprawdę. Ale staram się też dostrzec perspektywę tego chłopca, który nie dość, że "stracił" ojca na rzecz ciebie i bliźniaków, to do tego ma chorą z nienawiści matkę, który bez skrupułów pogrywa nim, by zemścić się na byłym mężu.
  • emmagreen 07.03.17, 10:21
    >>>Róbcie swoje, po prostu róbcie swoje. Jak trzeba maluchy przewinąć, to przewijajcie. Jak wykąpać, to wykąpcie. Na bunty pasierba nie zwracajcie uwagi, po prostu róbcie swoje. Jak chłopak po raz dziesiąty czy dwudziesty zobaczy, że jego histerie nie robią już na nikim wrażenia, to w końcu się uspokoi.

    Łatwo powiedzieć, trudniej wykonac z dwojką maluchów. Zgadnij co zaczynaja robic roczne dzieci gdy ktoś wrzeczy przy nich w pomieszczeniu wielkości łazienki, albo kopie w dzrzwi gdy ta jest zamknięta? Tez zaczynaja wyć. Wykąp albo przewiń roczne dziecko w histerii :-) i zachowaj pelny spokój i pogodę ducha.

    >>>A nie można po prostu zabrać chłopaka na wycieczkę na łykend, zamiast przywozić go do was? W końcu to twój mąż prowadzi auto, prawda? :-)
    I tą "sporą nadwagę" też trzeba zaadresować. Mąż szykuje, mam nadzieję, w miarę zdrowe posiłki? Fakt, na to, co chłopak je u mamy, wpływ macie dokładnie zerowy, ale na to, co je u was zasadniczy

    Można, co wiecej ja sama nalegam zeby w sobotę i niedzielę gdzieś z nim pojechał zamiast przyjeżdzać do nas. Ale co z tego, to nic nie zmienia. Mały nie ma zaintereswań, nie ma w nim energii, tzw. "zycia", a mąż, podobnie jak ja, jest energiczny, wysportowany, ciekawy swiata. Oni nie rozmawiaja bo nie maja o czym. Mały jedzie i gra na telefonie, zwiedza ciekawe miejsce i gra na telefonie, zabierzesz mu telefon to placze i jest nieszczesliwy. Ogląda tv, ma spora wiedzę na temat programów, seriali, mąż nie bo nie ogląda. Mały ożywia sie jak wchodza do maca i pizzerii, zje i znow ma nos w telefonie. A i jeszcze zakupy lubi, co nietypowe chyba w sumie. Ma tez talent do wynajdywania najdrozszych rzeczy i robienia awantur jak tata nie chce ich kupic, wiec to moze byc wpływ matki...
  • chocolate_cake 07.03.17, 10:27
    Szkoda że twój mąż nie ma o czym rozmawiać z własnym synem. Wielka szkoda.

    Ale rozumiem twoją sytuację, nawet nie umiem sobie wyobrazić dwóch roczników ryczących i do tego 11 latka w histerii kopiącego w drzwi.
    Współczuję.
  • miedzymorze 07.03.17, 16:40
    >Szkoda że twój mąż nie ma o czym rozmawiać z własnym synem. Wielka szkoda.

    To pewnie też wina eks :> Tatuś pewnie nie ma sobie nic do zarzucenia.

    >Ale rozumiem twoją sytuację, nawet nie umiem sobie wyobrazić dwóch roczników ryczących i do tego 11 latka w histerii >kopiącego w drzwi.

    Serio ? na pewno daje po uszach i nerwach, ale umówmy się dwoje dorosłych powinno być w stanie sytuację bez problemu opanować. Albo przeorganizować temat kąpieli jeśli takie jazdy zdarzały się wcześniej i temu zapobiec.
    Chłopak ma mega-pecha, bo oprócz matki manipulantki trafił mu się ojciec, który nie dośc że nie potrafił ustawić relacji z byłą żoną, to jeszcze pod wpływem aktualnej żony myśli o tym, żeby sobie odpuścić bycie ojcem :/
    Słabe, bardzo słabe.


    pozdr,
    mi
  • emmagreen 07.03.17, 16:51
    Teraz mąż każe mu wracać do pokoju i być cicho. Jak się uspokoi to rozmawiają. Jesli znasz lepszy sposób to bardzo prosze, napisz.
    Ale DLACZEGO my mamy przeorganizować temat kąpieli? Chodzi o kilka minut rozebrania maluchów i potem ubrania i zakładania pieluszek oraz przypilnowania ich gdy ja sie przebieram. Raptem 15-20 minut dziennie, bo jak sie pluskaja to ja jestem wtedy z nimi sama. NAPRAWDE to taki problem, ze trzeba cokolwiek przeorganizować?

    Mąż ustawił sobie relacje z eks na tyle ile mógł, odczepiła sie od nas.
    Ja na razie tak na niego nie wpływam, choć juz żadne z nas takiej możliwości nie wyklucza
  • chocolate_cake 07.03.17, 16:52
    No serio. Nie miałam nigdy na stanie bliźniaków oraz 10 lat starszego dziecka, łatwo wpadajacego w histerię.
  • edw-ina 07.03.17, 18:24
    Rodzice muszą dużo, ale też są ludźmi. Mi SERIO czasami nie starcza nerwów przy jednej 3-latce. I SERIO czasami muszę odizolować się na moment, by nie wybuchnąć. Każdy z nas jest też człowiekiem, a nie tylko wyobrażeniem o tym, jaki powinien być.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • miedzymorze 07.03.17, 14:02
    >Łatwo powiedzieć, trudniej wykonac z dwojką maluchów. Zgadnij co zaczynaja robic roczne dzieci gdy ktoś wrzeczy przy >nich w pomieszczeniu wielkości łazienki, albo kopie w dzrzwi gdy ta jest zamknięta? Tez zaczynaja wyć. Wykąp albo przewiń >roczne dziecko w histerii :-) i zachowaj pelny spokój i pogodę ducha.

    Bierzesz jedno dziecko i idziesz je kąpać, przewijać, mąż siedzi na kanapie z pozostałymi, potem oddajesz męzowi to czyste i idziesz wykąpać drugie. W czym problem ?
    Ew jak koniecznie mąż musi wziąć udział w kąpieli to jak zwolnisz łazienkę bierze drugie i je kąpie, jak nie umie poradzić sobie z wyciem syna, to kąpie w akompaniamencie wycia :>

    pozdr,
    mi

  • emmagreen 07.03.17, 14:11
    Dzieci lubia sie kąpać razem, bawia sie w wannie, maja mnostwo zabawek. A zważywszy na wiek, nie widzimy w tym na razie nic zdrożnego :-)

    >>>Ew jak koniecznie mąż musi wziąć udział w kąpieli to jak zwolnisz łazienkę bierze drugie i je kąpie, jak nie umie poradzić sobie z wyciem syna, to kąpie w akompaniamencie wycia :>>>

    Nie chce aby moje dzieci wychowywały sie w akompaniamencie histerii, a są jeszcze na tyle małe ze nie rozumieja ze trzeba ignorować, tylko tez zaczynaja plakać
  • enith 07.03.17, 15:47
    Dzieci przez 20 wieczorów kąpią się razem. Nikomu korona z głowy nie spadnie, jeśli podczas (rzadkich) wizyt pasierba wykąpią się osobno.
  • a.nancy 11.03.17, 22:26
    Zastanawiam się, co gorsze: wycie 11-latka czy wycie dwójki rocznikaków (bo chcą się kąpać razem)

    --
    Good evening. I am a lizard woman from the dawn of time, and this is my wife.
  • madziamro 26.03.17, 23:51
    A czy roczne dziecko musi się kąpać coddzienie ?
    Podobno niezdrowe to jest ;-)
    Jakby się nie kąpały (a tylko mycie pupy pod prysznicem) w te dni, kiedy jest pasierb to chyba nie zarosłyby brudem ;-)
  • emmagreen 27.03.17, 09:39
    A może jeść też nie musza codziennie? Może powinny podczas wizyt pasierba na strychu cichutko siedzieć aby nie przeszkadzać?
  • rena.k 27.03.17, 11:36
    W sumie to jest jakiś pomysł :)
  • asia_i_p 13.03.17, 16:28
    Tym bardziej ojciec powinien mu szukać zdrowych rozrywek.

    Jeszcze raz - to jest jego syn. Jest jego ojcem, nie sponsorem, nie zapewniaczem rozrywek, nie opiekunką na godziny.

    Ja wiem, że w porównaniu ze swoją eks twój mąż wypada na świetnego ojca, ale w zestawieniu z potrzebami dziecka już nie. Dziecko jest zaniedbane przez oboje rodziców - matka ma je w tyłku, ojciec zgrywa dobrego wujka. To dziecko praktycznie jest sierotą.

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • ewa_2009 06.03.17, 22:06
    A może zaproponować chłopcu, żeby zamieszkał z Wami? Wiem, że brzmi to na pozór bez sensu, ale jeśli dojdzie to do skutku, to będziecie mogli wprowadzić Wasze zasady. Jeśli nie dojdzie, to przecież tato chciał z nim być, ale chłopak się nie zdecydował, więc teraz nie może oczekiwać obecności non stop na Skypie.

  • tt-tka 06.03.17, 22:15
    Uuuu, zagranie z przebiciem ! Niewykonalne poki co (niestety ? na szczescie ?).
    Dopiero po ukonczeniu 13 lat nieletni moze (czesciowo) decydowac. A wiesz, co by sie dzialo, gdyby to przeszlo ? Przeciez autorka i jej maz mieliby na karku ekse 20 godzin na dobe !
  • miedzymorze 06.03.17, 22:17
    >Uuuu, zagranie z przebiciem ! Niewykonalne poki co (niestety ? na szczescie ?).
    Wykonalne, przez sąd, na wniosek ojce, np na podstawie zaniedbań matki w kwestii żywienia dziecka.
    Czy sąd się przychyli i czy faktycznie byłoby to najlepsze rozwiązania to już insza inszkość ;>
    pozdr,
    mi
  • mamamalutkiej1 07.03.17, 01:10
    Nigdy się na to nie decyduj. Chciałabyś mamusie, która przesiaduje w Twoim domu? Widać, ze ta kobieta ma bardzo silna osobowość a od takiej z daleka. Wchodziłaby do Twojego domu jak do siebie a to po synka, a to lekcje odrobić, jak do tej pory się jej nie pozbyliscie to po zamieszkaniu chłopaka u was nie ma szans.
    Przecież chłopak jest już dość duży, nie boisz się ze nie będzie lubił Twoich dzieci? W normalnych relacjach powinien pomagać, podać pieluchę, zrobić mleko. Taki truteń z niego rośnie. Powinien wrosnąć w wasza rodzine, polubić dzieciaki. Ma nowe rodzeństwo. Nie powinien być traktowany wyjątkowo. Przeciez będziecie jeździć razem na wakacje, ferie. Macie być rodzina.
    Ten dzieciak to jakiś rozpuszczone dziwadło. Jedynak. Wydaje mi się, ze jak by jego rodzice byli razem i urodziło się im nowe dziecko to tez byłby strasznie zazdrosny. Rozpieszczany przez mamusie i tatusia. Tylko, ze takie zachowanie bym rozumiała u 6,7 latka ale u 11 latka to niedopuszczalne. Sam z siebie powinien pomagać. A ma jakieś obowiązki? Kompletnie niczego nie nauczony. Dlaczego ojciec mu robi jedzenie? Przecież kanapkę sam chyba królewicz może zrobić.
    Jak wogole można dopuścić do sytuacji, ze dzieciak decyduje czy Twój mąż ma pomagać przy myciu dzieci?
    Twój mąż nie ma autorytetu a dzieciak ma parszywy charakter po mamusi.

  • amb25 07.03.17, 07:54
    Ten dzieciak to nie rozpuszczone dziwadlo. To dziecko , ktore zostalo opuszczone przez swojego ojca, ktory za rada macochy ma zerwac z nim wszystkie kotntakty (dla zdrowia psychicznego macochy). Ojciec widuje sie z dzieckiem rzadko, ma nowe dzieci, matka chlopaka troszczy sie, zeby on wiedzial, ze ojciec go opusci i ty sie dziwisz, ze on wydzwania???? On sie na prawde boi, ze ojciec podporzadkuje sie zyczeniom macochy i jej rodzicow. Dla "dobra rodziny" czyt. macochy. Kosztem dziecka z pierwszego malzenstwa. To dziecko zyje w ciaglym stresie i stad zachowanie nieodpowiednie do wieku, bo tylko w ten sposob zyskuje uwage ojca. Ojciec poniosl kompletna porazke wychowawcza bo nie pokazal synowi, ze syn jest dla niego wazny, ze jest przez niego kochany i ze nie zostanie opuszczony. Syn nie wie, ze w razie problemow moze na ojca liczyc, ale wie, ze w razie czego wtraci sie macocha, ktora mu tego ojca zabierze (o ta wiedze zadbala matka).
    Twoj facet nie ma jaj. On powinien postawic sie tobie i twoim rodzicom. Twoi rodzice nie powinni sie wtracac. To nie ich dziecko i nie maja prawa nikogo namawiac do zerwania kontaktow z wlasnym dzieckiem. Twoj maz powinien postawic im postawic ultimatum. Gdyby oni byli po prostu dobrymi ludzmi to dziecko meza z poprzedniego malzenstwa by zakceptowali (to nie zanczy ze pokochali). Nie dazyli by do zaspokojenia twojej zachianki kosztem obcego dziecka. Twoj maz powinien pomoc swojemu synowi. Niech idzie do psychologa, psycholog mu wytlumaczy na czym to polega. Tobie tez by sie przydalo troche wiedzy i wspolczucia dla dziecka, ktorego chesz pozbawic ojca. To ty nie akceptujesz chlopaka i jego matki (ona zreszta ciebie tez nie, ale nie o niej teraz dyskutujemy, bo to nie ona jest auttorka watku). I robisz wszystko - nie zeby problem rozwiazac (wtedy bys naciskala na jakies prawne ulozenie kontaktow z dzieckiem np. opieka naprzemienna, regularne wizyty i spotkania itp.) a nie na zerwanie kontaktu (bo tobie bedzie lepiej i bedzeisz miala meza tylko dla siebie). Genialnie nim manipulujesz.
    A jesli on nie chce widywac REGULARNIE dziecka i pracowac na nim i jego zdrowiem psychicznym to powinien zerwac z nim wszystkie kontakty, bo robi dziecku tylko krzywde takim zamieszaniem.
    Jak ja nie lubie takich swietoszkowatych slow "dla dobra rodziny". Obluda w czystej postaci.
  • emmagreen 07.03.17, 10:01
    Ale w którym momencie ja napisałam, że on jest opuszczony przez ojca? Albo że radze to mężowi? Nie było dotąd takiej propozycji ani żądania. Jak dotąd chodzimy do terapeutów starając sie rozwiązac to, także z korzysścia dla małego.
    Jeśli żyje w ciągłym stresie i obawie, ze straci tatę to z winy matki, a nie mojej.
    Naprawdę sądzisz, że 80, 150, 200 połączeń jedengo wieczoru jest normalne???
    Moi rodzice wypowiedzieli na głos swoje zdanie, widzą moją nerwowość, rozdrażnienie, widzę że niemal agresywnie reaguję na dzwięk telefonu męża. Uważasz ze mąż musi sie troszczyć o syna, to prawda, ale czemu Cię dziwi, że rodzice troszczą sie córkę, nawet dorosła, widząc jak jest wykończona.
    Sa dobrymi ludzmi, ale nie oczekuj ze postawią obce dziecko ponad dobro własego?
    Powtarzam, ze chodzimy do psychologów, tylko że to jak dotąd nic nie daje. Ja naprawdę staram sie akceptować i polubić małego, nie chcę pozbawić go ojca. Ale też nie chcę brać środków uspokajających przed jego wizytą, ani wychodzić do innego pokoju i liczyć do 100 żeby się uspokoić i nie nie nawrzeczeć na niego albo i gorzej.

    Robię wszystko żeby rozwiązać problem, kontakty są ustalone sądownie - 2 weekendy w miesiacu i jedno popołudnie w tygodniu. Opieka naprzemienna nie wchodzi w grę, mieszkamy daleko, dojazdy wykończyłyby wszystkich, a poza tym eks nie zgodzi się na rezygnację z alimentów. Nikim nie manipuluję, ale nie chce miec zawału za rok czy dwa przez życie w permanentnym stresie. Nie mogę wykluczyc niestety, że w którymś momencie postawię ultimatum albo rozwód albo odciecie sie od mlodego. Przykro mi, ale dla mnie jak dla moich rodzicow, to moje dzieci są najważniejsze. Teraz niewiele rozumieja, ale niedługo zaczną, a ja nie pozwolę im na życie w takiej szopce.

    A wiesz, ze jeden z psychologów własnie to nam polecił, zerwanie wszystkich kontaktów i ratowanie naszej rodziny. Bo to sie moze nigdy nie poukładać i konsekwencje poniosą nasze maluchy i nasza rodzina. Czasem sa do wyboru tylko dwa złe rozwiązania.
    Nie jestem świętoszkowata ani obłudna, ale ważna jest dla moja rodzina, a ją stanowią przede wszystkim dzieci. Moje dzieci
  • chocolate_cake 07.03.17, 10:23
    Nie byłam nigdy w takiej sytuacji, bo chyba nie umialabym zaakceptować tego, ale wydaje mi się, z jednak syn męża to jest jednak też twoja rodzina. Szczególnie że nie jest to jakiś dorosły syn, który żyje za granicą, ale małe dziecko, które często u was przebywa.
  • emmagreen 07.03.17, 10:37
    Moja rodzina nie :-), nawet mąż jest tylko powinowatym z formalnego punktu.
    Wiesz, ja byłam optymistycznie i pozytywnie nastawiona do małego, kuzynka jest macocha chlopca, ale tamten ma mnostwo pasji, zainteresowan, przebywanie z nim to czysta przyjemnosc, rozmwia na każdy temat, przyrodnie rodzenstwo go uwielbia, ma go niemal za półboga. Marzyłam o czymś podobnym.
    Kiedy poznałam małego nawet go polubiłam, taki grzeczny, spokojny, on tez mnie akceptował jako tylko dziewczynę taty.
    Kiedy zostałam żoną, matką on jawnie okazywał mi wrogośc, nienawiść, jakby chciał mi dać do zrozumienia, że nie powinno mnie tu być.
    Słowa ze nic nie znacze, bo druga zona to nikt, nawet gorzej niz kochanka, bo ta ma choc tyle przyzwoitości aby sie nie afiszować zwiazkiem, tak, tak wiem - wpływ matki.
    Pamiętam walki o naszą sypialnię, on chciał spać w niej z tatą, pamiętam jak kiedyś, nasze dzieci wtedy ząbkowały więc byłam wykończona, ok 1 w nocy wszedł do naszej sypialnii, zapalił światło, włączył tv, rozsiadł sie na łóżku i stwierdził, ze nie może spac, więc bedzie z tatą tv oglądał (mąż tez spał), a ja mam się wynieść do innego pokoju i zabrac "te dzieci". Oczywiści maluchy sie obudziły, zaczęły płakać. Ja nawet nie pamiętam co wtedy krzyczałam, ale pewnie cenzuralne to nie było, ale mąż mowił że wyniosłam go za piżame z pokoju
  • jeste_m_sobie 07.03.17, 10:51
    Sorry, ale to Twój mąż powinien był go wtedy wynieść. Dziecko zawsze - lub prawie zawsze - przyjmie reprymendę lepiej od swojego rodzica niż od jego partnera. Dzieci fantastyczne same z siebie, z wieloma zainteresowaniami i takie, z którymi przyjemnie przebywać, rzadko kiedy są takie same z siebie - zwykle to wielki wkład pracy rodziców (pracy niekoniecznie rozumianej jako harówka, tylko jako duża ilość czasu spędzanego z dzieckiem, pokazywanie i objaśnianie mu świata, mądre stawianie granic i akceptacja).
    O tym, czy w razie opieki naprzemiennej matka dostaje alimenty, czy nie, decyduje sąd, nie matka dziecka jako jedna ze stron.
  • emmagreen 07.03.17, 11:03
    Wiem, ale sorry, wyobraź sobie ząbkujące bliznięta, ja zasypiałam wchodząc po schodach w tamtym okresie, tak byłam wykończona, a wtedy wyrwana ze snu, a co gorzej słyszać, że moje cudem ululone dzieci tez juz nie spią, nie myślałam o metodach wychowawczych tylko o zniszczeniu i zemscie :-), (tak, tak wiem jak to brzmi, ale zapytaj dowolnej matki, o jej reakcje na obudzenie dzieci w takiej sytuacji). Normalnie sie nie wtrącam oprócz wyjątkowych sytuacji.
    A jesli chodzi o kwestie dzieci z wieloma zainteresowaniami; mąż jest takim człowiekim, uwielbia sport, podróze, sztukę, interesuje go nauka, polityka i wiele innych kwestii. On nie siedział z synem w domu nigdy. Możesz zabrac dziecko do teatru, CNK, muzeum, na konie, na żagle, mozesz zapisac na zajęcia z karate, ale jesli dziecko nie wykaze zainteresowania czymkolwiek to i tak nic z tego nie będzie
  • chocolate_cake 07.03.17, 11:14
    emmagreen napisał(a):

    > Wiem, ale sorry, wyobraź sobie ząbkujące bliznięta, ja zasypiałam wchodząc po s
    > chodach w tamtym okresie, tak byłam wykończona, a wtedy wyrwana ze snu, a co go
    > rzej słyszać, że moje cudem ululone dzieci tez juz nie spią, nie myślałam o met
    > odach wychowawczych tylko o zniszczeniu i zemscie :-), (tak, tak wiem jak to br
    > zmi, ale zapytaj dowolnej matki, o jej reakcje na obudzenie dzieci w takiej syt
    > uacji). Normalnie sie nie wtrącam oprócz wyjątkowych sytuacji.


    Jestem w stanie to zrozumieć. Myślę że byłaś po prostu wykończona.


    > A jesli chodzi o kwestie dzieci z wieloma zainteresowaniami; mąż jest takim czł
    > owiekim, uwielbia sport, podróze, sztukę, interesuje go nauka, polityka i wiele
    > innych kwestii. On nie siedział z synem w domu nigdy. Możesz zabrac dziecko do
    > teatru, CNK, muzeum, na konie, na żagle, mozesz zapisac na zajęcia z karate, a
    > le jesli dziecko nie wykaze zainteresowania czymkolwiek to i tak nic z tego nie
    > będzie

    Tu nie do końca się zgadzam. Uważam że zawsze będzie choć jedna rzecz, którą dziecko polubi. Niekoniecznie jedzenie;)
    A wyobrażasz sobie wasze bliźniaki za kilka lat?
    Wy im będziecie pokazywać świat, jeździć na wycieczki, narty, konie, kino, muzeum, morze, góry, a one będą wolała iść do macdonalda?
  • chocolate_cake 07.03.17, 08:11
    To syn męża u was głównie je i ogląda tv, z tatą obok?
  • emmagreen 07.03.17, 09:41
    >>>Nigdy się na to nie decyduj. Chciałabyś mamusie, która przesiaduje w Twoim domu? Widać, ze ta kobieta ma bardzo silna osobowość a od takiej z daleka. Wchodziłaby do Twojego domu jak do siebie a to po synka, a to lekcje odrobić, jak do tej pory się jej nie pozbyliscie to po zamieszkaniu chłopaka u was nie ma szans.

    Ależ ona i tak rościła sobie prawo do wchodzenia do naszego domu, do decydowania nt. wystroju "jej dziecko bedzie tu przebywać, więc ona chce zadbać aby czuło sie komfortowo", ja wtedy była w ciąży, pilnowałam też wszystkiego, a tu ciągłe awantury. W końcu poprosiłam panów robotników o wyniesienie jej (dosłownie, wzięli ja pod ręce) z mojejgo terenu.
    On juz nie lubi naszych dzieci, mówi nawet tak o nich "te dzieci". Jedzenie sobie sam robi, a raczej otwiera lodówke i rękami wyjada jej zawartość.
    Tu nie chodzi o decyzję, tu chodzi o wycie, gdy cos jest nie tak jak on chce. My mamy dwoje maluchow, starszy zaczyna wyc, to one dołączaja, bo nie rozumieja o co chodzi
  • chocolate_cake 07.03.17, 09:57
    Jak mąż reaguje na wycie syna?
  • edw-ina 07.03.17, 18:31
    Szkoda mi ciebie, ale tego zmanipulowanego i wciąż walczącego chłopaka również. On w dodatku nie ma jeszcze żadnych mechanizmów radzenia sobie z takim stresem.
    U nas różnica między chłopcami M a naszym dzieckiem jest ogromna i wyglądało na to, że się po prostu nie dogadają. Aż... ja wyjechałam, a M musiał zająć się wszystkimi dziećmi jednocześnie. Chłopcy zostali włączeni do opieki nad małą, wszyscy byli traktowani po równo niezależnie do wieku i wzrostu. Teraz są przykładnym rodzeństwem, a starsi zakochani są w siostrze na zabój. Zresztą z wzajemnością. Innymi słowy - nie musisz gdzieś wyjechać na weekend?

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • asia_i_p 13.03.17, 16:47
    Teraz dołączają, nie rozumiejąc o co chodzi, za rok dwa będą same wyły na wymuszenie. Jeśli sobie wyobrażasz, że tak je dobrze wychowacie, że nie będą, to ... się wrednie uśmiechnę. Też sobie niejedno wyobrażałam jako matka roczniaka ;)

    Oczywiście, że nie lubi dzieci. Rodzonego rodzeństwa też by nie lubił, w każdym razie nie zawsze. Moja córka czasem tuli brata, a czasem mówi z pretensją "Bo on . . ." względnie nawet (to już półżartem) "Bo twój syn . . ."

    Pewne zachowania dziecka są nakręcone przez eks, ale nie wszystkie, niektóre to norma u zazdrosnego starszego rodzeństwa, a naprawdę przynajmniej 90% starszego rodzeństwa w pewnym stopniu jest zazdrosne. Wy też bardzo dużo oczekujecie. Sam z siebie nie będzie dobrze wychowany ani kochający wobec rodzeństwa.

    Powinniście więcej wymagać niż oczekiwać - żądać przyzwoitego zachowania, ale mieć zrozumienie dla pokomplikowanych emocji małego dziecka, któremu rozpadł się świat. A wy nie wymagacie konsekwentnie dobrego zachowania, a oczekujecie, że będzie grzeczny i "jak trzeba".

    To jest w gruncie rzeczy bardzo nie w porządku wobec tego dziecka - najpierw mu pozwalać na rozwydrzone zachowania, a potem sobie pozwalać na nielubienie go za te zachowania. Jeszcze ciebie rozumiem, to nie twoje dziecko, ale nie rozumiem twojego męża.

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • emmagreen 13.03.17, 16:53
    Jesli 2-3 latki wyja to jeszcze da sie zrozumiec.
    Wiesz, teraz zasatnawiamy się nad trzecim dzieckim, dlatego zalezy nam aby unormować tamta sytaucję jak najszybciej. Ponieważ jesli sie zdecydujemy to wląsnie dlatego chcemy aby różnica pomiędzy dziećmi była jak najmniejsza
  • asia_i_p 13.03.17, 17:10
    Jeszcze ci się ta granica zrozumienia przesunie ;) Obyś doświadczała jak najrzadziej, ale starsze też tak naprawdę potrafią wyć.

    Dlatego pewnie inaczej patrzymy na tę sprawę, że z twojego punktu widzenia to już duży dzieciak i powinien wszystko rozumieć. Ja mam jedenastolatkę i widzę, jak jeszcze silne są emocje, jak ciężko je pokonać racjonalnym myśleniem i jak bardzo silnie dziecko potrzebuje akceptacji. Czasu oczywiście też, rozrywek, prezentów - ale akceptacja, poczucie, że w oczach rodziców jest się kimś fajnym, to jest kluczowe.

    Jeżeli daje się dziecku wszystko, ale w zamian za to wszystko zabiera się tę akceptację, pozwala się dziecku wejść sobie na głowę i nie lubi się go za to, to się wychowuje przyszłego klienta terapeutów.

    Nie macie obowiązku znosić wszystkiego. Za to twój mąż ma obowiązek tak utemperować zachowania syna, żeby był w stanie go lubić.

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • emmagreen 13.03.17, 17:17
    >>>Za to twój mąż ma obowiązek tak utemperować zachowania syna, żeby był w stanie go lubić.

    Ok, niech go więc temperuje, ale z daleka ode mnie :-)
  • tt-tka 07.03.17, 01:11
    miedzymorze napisała:

    >
    > Wykonalne, przez sąd

    Przez sad tak. Odpowiadalam na "zaproponujcie chlopcu".

    Inna rzecz, ze ja bym nie ryzykowala, chyba ze sad ustanowilby od razu, jednoczesnie, zasady kontaktow matki z synem i ze to NIE BEDZIE w naszym domu.
  • jeste_m_sobie 07.03.17, 08:56
    Droga emmagreen, sytuacja naprawdę jest trudna, ale jedna osoba jest poszkodowana najbardziej - to nie Ty (choć jest Ci trudno), nie Twoje dzieci, nie Twój mąż, lecz pierwszy syn Twojego męża. To, że ma nierozsądną matkę, bardzo utrudnia wszystkim życie, ale to NIE JEST wina dziecka i nie powinno być za to karane.
    Najlepszym rozwiązaniem byłoby wystąpienie do sądu o zmianę miejsca zamieszkania chłopca na Wasz dom (i wymóg spotkań z matką poza domem i alimenty od niej) - wówczas poprawiłoby się Wam także finansowo. Bo z tego, co piszesz, mąż daje ok. 2000 miesięcznie.
  • jeste_m_sobie 07.03.17, 09:04
    Pozwól, że jeszcze coś dodam. Otóż wydaje mi się, że przy ocenie całej sytuacji obwiniasz niewłaściwe osoby. Twoim zdaniem najbardziej winna jest eks oraz źle wychowany przez nią syn - oni rozbijają Wasze życie. Jeśli z tego, co piszesz, choć połowa jest prawdą, faktycznie eks ma niezłego świra - ale dziecka nie możesz obwiniać. Natomiast pomijasz całkowicie rolę swojego męża w całej sytuacji. On chyba lawiruje między Tobą a eks, reagując doraźnie na pojawiające się kryzysy. Z tego, co piszesz, nie wygląda, by miał przemyślaną strategię działania w tak trudnej sytuacji (ona byłaby niełatwa bawet wtedy, gdyby eks była aniołem!) . To on w takim samym stopniu jak eks jest odpowiedzialny za syna - co robi, by pomóc mu walczyć z nadwagą, by polubił zwiedzanie, by znalazł wspólny język z maluchami? Jaki jest jego pomysł na kształtowanie tego młodego człowieka? Na razie mam wrażenie, że on tylko uchyla się od ciosów.
  • chocolate_cake 07.03.17, 09:56
    To prawda.
    Rozumiem to dziecko, w jego mniemaniu tata je opuścił. Co oczywiście nie jest prawdą.
    Jak mąż reaguje na krzyki 11 latka?
  • emmagreen 07.03.17, 10:04
    Uspokaja, tłumaczy, czasem ignoruje choć ostatnio, zważywszy na to że wycie małego sparawia, że nasze maluchy też zaczynaja płakac, po prostu każe mu sie zamknąc i iść do jego pokoju
  • fraudes 07.03.17, 10:10
    Wspaniale :(
  • chocolate_cake 07.03.17, 10:15
    Myślę, że może nie powinien kazać mu się zamknąć ale już potem, po histerii, porozmawiać. Ale doskonale rozumiem że jesteście już wykończeni. Chłopiec jest zazdrosny o to, że nie jest z tatą na co dzień i o młodsze rodzeństwo. Tylko że przecież w rodzinie, gdzie mama i tata są razem, też nieraz rodzą się dzieci po 10 latach i starsze bywają zazdrosne. To rola mamy i taty, aby wyjaśnić dziecku, że jest dla nich nadal ukochanym dzieckiem i kocha je tak samo jak maluchy. Może tu takiej rozmowy zabrakło?
  • emmagreen 07.03.17, 10:26
    Ależ po histerii jest rozmowa, non stop sa.
    Mąż mu powtarza, ze go kocha jak maluchy, opowiada jak było gdy on był w tym wieku.
    Odpowiedz jest zwykle jedna, "to po co ci ona i te dzieci".
    Tak, jesteśmy wykończeni, nasze maluchy to żywe srebra, więc potrzeba do nich dużo czasu i cierpliwości, ale przy małym po prostu psychika nam siada
  • chocolate_cake 07.03.17, 10:28
    Nie dziwię się że macie dość.
  • chocolate_cake 07.03.17, 10:31
    emmagreen napisał(a):

    > Ależ po histerii jest rozmowa, non stop sa.
    > Mąż mu powtarza, ze go kocha jak maluchy, opowiada jak było gdy on był w tym wi
    > eku.
    > Odpowiedz jest zwykle jedna, "to po co ci ona i te dzieci".


    Czyli według dziecka winna jesteś ty i maluchy.
    A mama dziecka, która zostawiła kiedyś twojego męża, ostatecznie jest sama, tylko dla synka?
  • emmagreen 07.03.17, 10:40
    Nie wiem, jakiś czas była z tamtym mężczyzna, rozstawali sie i schodzili, jak jest teraz nie wiem, mały nic nie powie, a my nie pytamy, nas to nie interesuje.
    Ale to nie jest kobieta, która sie dla dziecka będzie poświęcać i zrezygnuje ze związku. Możliwe, ze chce odzyskać męża i stąd te działania
  • chocolate_cake 07.03.17, 11:07
    Jeśli za pomocą 11 latka chce odzyskać męża, którego zostawiła, z tego co rozumiem, około 6-7 lat temu, a ten mąż ma teraz drugą żonę i dzieci, no to są to niepoważne działania.
    Skoro nie pomaga tu niejeden psycholog, rozmowy i prośby, to mam wrażenie, że po kilku latach będzie dużo gorzej i to niestety będzie duże zagrożenie dla waszego związku. Przykro mi to pisać. Niestety.
  • emmagreen 07.03.17, 11:21
    >>>Skoro nie pomaga tu niejeden psycholog, rozmowy i prośby, to mam wrażenie, że po kilku latach będzie dużo gorzej i to niestety będzie duże zagrożenie dla waszego związku. Przykro mi to pisać. Niestety.

    To samo zauważyli moi rodzice i obecny terapeuta; jesli tak będzie dalej to nasz związek tego nie przetrwa. To samo widze ja i zaczyna dostrzegać mój mąż. Niestety
  • chocolate_cake 07.03.17, 11:26
    Jedyną osobą która jeszcze może coś zrobić jest twój mąż.
  • emmagreen 07.03.17, 11:29
    Ale co on może więcej zrobić?
    Jak często powinien spotykać sie z synem żeby było ok?
  • chocolate_cake 07.03.17, 11:41
    Wydaje mi się że tu nie chodzi o spotkanie się codziennie po pracy i szkole ale o rozwiązanie problemu i dogadanie się z ex, o trzymanie jednego frontu w kwestii wychowania chłopca.
  • emmagreen 07.03.17, 11:49
    Na to szans raczej nie ma. Eks w kwestii wychowania syna nie zyczy sa ingerencji, ona żąda aby mąż był jak wczesniej na każde zawołanie. Aby na telefon przelewał dowolną sume, jak kiedys.
    Wtedy byłby dobrym ojcem, teraz jest ..., który porzucił dziecko, smiał założyc rodzinę, ma inne dzieci. Jednym słowem jest najpodlejszy na swiecie.
    Ona może sie dogadac tylko w jeden sposob; on nas zostawia, wszystko wraca do stanu poprzedniego, on jest na każde jej zawołanie, ewentualnie wracaja do siebie. Jesli nie bedzie jak ona chce, to nie ma mozliwosci dogadania sie.
    Taki człowiek
  • chocolate_cake 07.03.17, 12:01
    Cóż, matka chłopca musi zrozumieć, że dziecko ma także ojca, który powinien mieć wpływ na wychowanie syna, ma swoje zdanie i poglądy. Czarno widzę jakiekolwiek porozumienie. Wasze dzieci mają dopiero rok.
  • tt-tka 07.03.17, 12:05
    emmagreen napisał(a):

    > Ale co on może więcej zrobić?
    > Jak często powinien spotykać sie z synem żeby było ok?

    Nie w czestotliwosci rzecz, bo przy takim nastawieniu syna, a wlasciwie jego matki - zawsze bedzie za malo. W ich pojeciu twoj maz nie ma prawa zajmowac sie kimkolwiek poza nimi.

    Nie wiem, trudno doradzic na odleglosc. Kocham cie, ale nie toleruje takich zachowan, kocham cie, ale nie wrzeszcz, kocham cie, ale masz byc grzeczny wobec Emmagreen - mozna powtarzac do wyrzygu i bez skutku.
    Moze powinien isc do psychologa z synem, oni dwaj. Do terapeuty rodzinnego, oni dwaj. Do poradni dla dzieci/mlodziezy, oni dwaj.

    Przy czym - realistycznie rzecz biorac - poki matka bedzie mlodego nakrecac,
    zadna terapia nie da efektow imho.

    Czasem pomaga metoda faktow dokonanych - tzn wam moze to zapewnic troche - troche ! - spokoju. Obecny numer meza funkcjonuje tylko w umowionych dniach/godzinach, do kontaktow pracowniczych/towarzyskich i waszych maz ma inny, nieznany eks. Domowy - to samo. Jesli zna, zmiencie i zastrzezcie. Wjazd do domu czy pod dom w dowolnej godzinie - dokumentujecie (fotki, nagrania). Celem przedstawienia psychowi, mediatorowi albo sadowi, jezeli maz zdecyduje sie na to.
    I na skypie - owszem, synu, chetnie ci pomoge w odrobieniu lekcji, ale nie bede przez trzy godziny patrzyl, jak jesz albo ogladasz telewizje. Niech te histerie mlodego ilosciowo przynajmniej dla was sie zredukuja albo niech eksa sobie z nimi radzi.
  • miedzymorze 07.03.17, 11:43
    >Mąż mu powtarza, ze go kocha jak maluchy, opowiada jak było gdy on był w tym wieku.
    >Odpowiedz jest zwykle jedna, "to po co ci ona i te dzieci".
    No ale na to jest bardzo prosta odpowiedź: 'bo zawsze chciałem miec więcej dzieci a twoja mama ode mnie odeszła i nie chciała więcej dzieci ze mną'. To rodzice decydują, ile dzieci będzie w rodzinie, nie pierworodny ;)

    >Tak, jesteśmy wykończeni, nasze maluchy to żywe srebra, więc potrzeba do nich dużo czasu i cierpliwości, ale >przy małym po prostu psychika nam siada
    Weźcie od czasu do czasu opiekunkę do maluchów, żeby odpocząć.
    A przy tak dużej róźnicy wieku również w rodzinach niepatchorkowych pierworodny potrafi nieźle dać popalić rodzicom.
    pozdr,
    mi
  • emmagreen 07.03.17, 11:56
    >>>No ale na to jest bardzo prosta odpowiedź: 'bo zawsze chciałem miec więcej dzieci a twoja mama ode mnie odeszła i nie chciała więcej dzieci ze mną'. To rodzice decydują, ile dzieci będzie w rodzinie, nie pierworodny ;)

    Cos podobnego tez było, ale ja jej nie znosze (czyli mnie), to nie jest mój brat i siostra (mama tak mówiła), a jak mnie kochasz to powinienes czekac/walczyc o mame.

    >>>Weźcie od czasu do czasu opiekunkę do maluchów, żeby odpocząć.
    A przy tak dużej róźnicy wieku również w rodzinach niepatchorkowych pierworodny potrafi nieźle dać popalić rodzicom

    Próbowaliśmy, teraz przychodzi teściowa 3-4 razy w tygodniu na kilka godzin.
    Ale ja jestem energiczna, taki typ kaowca, uwielbiam spędzać czas i szaleć z moimi dziećmi, zwłaszcza teraz jak są bardziej świadome i mobilne.
    To nie bliżnięta są problemem, owszem wieczorem zasypiam w minute, ale rano budze sie z usmiechem, nie mogąc doczekać sie dnia z dziećmi
  • chocolate_cake 07.03.17, 12:07
    Może gdyby była u was akurat teściowa i syn męża, to jej udałoby się z chłopcem pogadać, że jest już dużym i fajnym starszym bratem i kiedyś pewnie czegoś nauczy te maluchy? Może ona przedstawi to wszystko jakoś pozytywnie dziecku?

    A chłopiec w ogóle spotyka się z babcią? Nie ma nikogo w tej rodzinie kto by z nim pogadał? Taka zazdrość o rodzeństwo z dużą różnicą wieku jest częsta.
  • emmagreen 07.03.17, 10:05
    To prawda
  • jeste_m_sobie 07.03.17, 10:17
    I jeszcze jedno: jedenastolatek wygląda na dużego człowieka, za parę lat będzie miał wąs i przechodził mutację, ale nie można tego przekładać na stronę emocjonalną. Jeśli naprawdę zależy Ci na jego dobru, jako dziecku Twojego męża, poczytaj trochę o rozwoju dzieci w tym wieku - ich sposób wyrażania emocji nie jest dojrzały. A on, mam wrażenie, zatrzymał się na jeszcze wcześniejszym etapie rozwoju emocjonalnego - bowiem, by taki rozwój przebiegał prawidłowo, dziecku muszą pomagać dorośli. A tutaj raczej słabo im to idzie.
  • amb25 07.03.17, 12:32
    Mam wrazenie, ze chodzi o to, ze autorka nienawidzi tego chlopaka. Bo maz poswieca mu czas, bo dziecko ma problemy. bo ma geny obcej kobiety, jej poprzedniczki. I okazuje mu to. Jego problemy daja jej doskonaly pretekst zeby dziecko pozbawic ojca pod pozorem "dobra rodziny". Jest tak zapiekla w swojej nienawisci, ze terapeuta stiwedzil, slusznie zreszta, ze jej malzenstwo nie przetrwa jesli sytuacja bedzie trala nadal.
    Twoj maz powinien sie od ciebie wyprowadzic i poswiecac twoim dzieciom tyle samo czasu co jego synowi. To jego syn potrzebuje teraz pomocy i dobro syna powinno byc w tej chwili na pierwszym miejscu. Dziwie sie matce dziecka, bo ja mojego NIGDY bym nie wyslala do kogos kto go nienawidzi. Zaczelas od krzykow, wynoszenia go z pokoju za pizame, ciekawe kiedy go uderzysz.... Lepeij zeby to dziecko nie mialo z toba ZADNEGO kontaktu. Jak dobrzy ludzie mogli wychowac kogos tak potwornie zazdrosnego o dziecko, kogos w kim nie ma empatii dla obcego dziecka?
  • chocolate_cake 07.03.17, 12:44
    Ja w ogóle nie mam takiego wrażenia.
  • mamamalutkiej1 07.03.17, 13:07
    Moja droga w życiu trzeba dbać o siebie i swoje dzieci. To dla Ciebie priorytet. Świata nie zbawisz dobrym sercem. To mamusia tego dziecka odeszła od jego ojca to czemu Twój mąż ma ponosić konsekwencje. Kobieta jest przebiegła i manipuluje dzieckiem. Wchodzi do Tojego domu i mówi jak ma być urządzony. To PATOLOGIA. Uważam ze ona tak postępuje bo wie ze może. Ojcu zależy na dziecku i tym gra. Odetnijcie się. Może wtedy zobaczy ze jej gierki nie maja celu i odpuści. I będzie w miarę dobrze. A może nie zrozumie. Wtedy chłopak może nawiąże kontakt z ojcem za kilka lat.
    To niedługo będzie pyskaty nastolatek,niewychowany i ciagle czegoś chcący. Nie wiem czy wtedy mamusia nie będzie chciała go wam podrzucić na stałe. Nie rozumiem jak matki mogą wychowywać takie dzieci. Przecież one później się nie nadają do niczego w życiu
    Twój mąż jest za miękki. A Ty dbaj przede wszystkim o swoje dzieci.
  • emmagreen 07.03.17, 13:19
    Dokładnie, priorytetem są moje dzieci.
    Eks chciała wtrącac sie do kwestii domu, naszych wakacji, małżeństwa, nawet moich rodziców próbowała nastawiać przeciwko naszemu związkowi, przedstawiając to pt. ona rozbiła nasze małżenstwo, zabiera dziecku ojca, na szczęście rodzice mi ufaja i ja pogonili. Kiedy wyjezdzalismy z malym dziesiatki telefonow, proby narzucania nam co i gdzie mamy jesc, bynajmniej nie z troski o wage syna, po prostu; jestesmy w kanjpce x i jemy rybe, to awantura - mamy sie przeniesc do y i zjesc kurczka lub odwrotnie.

    Odcięcie sie radzi wiele osób. Ja nie nalegam; mąż sam musi do tego dojrzeć, do tego lub do rozstania.

    Ja obawiam sie o jeszcze jedno, mieszkamy w domu, sypialnie są na piętrze, mamy bramki zabezpieczajace, które juz 2 razy znalazlam otwarte podczas gdy maly byl u nas. Ja i mąz zamykamy je, opanowalismy ten odruch niemal jak oddychanie.
    Trudno powiedziec czy mały zrobił to celowe czy przez nieuwage, ale jesli cos zlego by sie stało to byloby to bez znaczenia i tak
  • undoo 07.03.17, 22:19
    Och na pewno celowo, bo to taki niedobry dzieciak jest. Czys Ty na glowe upadla? Wez cos na leczenie sie. Dziecko nie jest odpowiedzialne za bramki - ma prawo zapomniec.
  • emmagreen 08.03.17, 09:36
    Za zamykanie bramki jest odpowiedzialny KAZDY kto je otwiera. Szczerze mówiąc nic mnie nie obchodzi czy zapomni czy zrobił to specjalnie, dla mnie najważniejsze jest bezpieczeństwo moich dzieci
  • fraudes 08.03.17, 09:48
    No to Ci pisze, że jak bezpieczeństwo Twoich dzieci jest dla Ciebie najważniejsze to pilnuj (TY), zeby bramka była zamknięta. proste i skuteczne. Nie chcesz pilnować? Miej kluczyk tylko Ty i zamykaj, wtedy junior nie otworzy. Swięty spokój w pakiecie.
  • undoo 08.03.17, 17:54
    O wlasnie. Na swojego biologicznego 11-latka tak bys nie warczala w temacie, tylko byc rozumiala dziecko, ktore po tylu latach stracilo korone jedynaka na rzecz dwojki dzieci na raz.
    Pamietaj, ze jeszcze moze tak byc, ze chlopiec wyladuje u Was na stale. Co wtedy zrobisz?

    Czas sie ocknac z odpieluszkowego zapalenia mozgu i popatrzec, jak mozna budowac wiez miedzy rodzenstwem. To tez jest w Twoim interesie, bo malo twarzowa bedzie za pare lat odpowiedz na pytanie wlasnych dzieci, ktore na pewno zapytaja, co sie dzieje z ich starszym bratem. Co wtedy powiesz? Ze tatus uznal, ze ich starszy brat nie spelnia wymagan i sie od niego odcial pod wplywem mamusi? Czy jakos to olukrujesz?

    Strasznie wspolczuje Twojemu pasierbowi.
  • anoraak 08.03.17, 21:27
    > O wlasnie. Na swojego biologicznego 11-latka tak bys nie warczala w temacie, ty
    > lko byc rozumiala dziecko, ktore po tylu latach stracilo korone jedynaka na rze
    > cz dwojki dzieci na raz.

    to żart ? pewnie, że 11 latka swojego biologicznego bym opieprzyła równo gdyby tak zawalił
    czy fakt bycia pasierbem czyni dziecko upośledzonym ? od swoich starszych dzieci nie wymagacie żadnego zaangażowania w sprawy bezpieczeństwa młodszych dzieci......szczerze współczuje takie podejścia...
  • undoo 08.03.17, 23:39
    Wymagamy, ale zakladamy, ze moga zapomniec. Tlumaczymy, a nie lecimy na forum opowiadac, jakie to zle dziecko. Czujesz roznice?
  • asia_i_p 13.03.17, 17:31
    Wymagam, ale nie oczekuję.

    W przeciwieństwie do męża autorki wątku, który oczekuje, a nie wymaga.

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • emmagreen 09.03.17, 10:00
    >>>O wlasnie. Na swojego biologicznego 11-latka tak bys nie warczala w temacie, tylko byc rozumiala dziecko, ktore po tylu latach stracilo korone jedynaka na rzecz dwojki dzieci na raz.<<<

    Ja nie warczałam, przekazalam męzowi informację na temat bramki, potem zdecydowaliśmy, że tylko my dwoje mamy kluczyk. A jakie znaczenie dla zaniedbania bezpieczenstwa ma to, ze dziecko przestało być jedynakiem. Są sprawy ważne i ważniejsze, ale najważniejsze jest bezpieczeństwo maluchów. Tak samo powiem jeśli będzie chodziło o moje dzieci, bo nie wykluczamy nr 3 za jakies 2 lata :-)

    >>>Pamietaj, ze jeszcze moze tak byc, ze chlopiec wyladuje u Was na stale. Co wtedy zrobisz?<<<
    Przy postawie jaka reprezentuje teraz nie wyląduje, nie ma takiej możliwości, jak juz wspomniałam nasz dom jest formalnie moją wyłączną własności, więc to byłaby moja decyzja. Jesli chłopiec zmieni swoje zachowanie i postawe, to ok, ale wtedy tego rodzaju probleów nie będzie. Żeby było jasne, ja wiem że i tak pewnie nie byłoby łatwo, bo okres dojrzewania itd., ale to jednak innego rodzaju problemy niż czysta nienawiść do macochy i rodzeństwa bo istnieja i go okradaja.

    >>>Czas sie ocknac z odpieluszkowego zapalenia mozgu i popatrzec, jak mozna budowac wiez miedzy rodzenstwem. To tez jest w Twoim interesie, bo malo twarzowa bedzie za pare lat odpowiedz na pytanie wlasnych dzieci, ktore na pewno zapytaja, co sie dzieje z ich starszym bratem. Co wtedy powiesz? Ze tatus uznal, ze ich starszy brat nie spelnia wymagan i sie od niego odcial pod wplywem mamusi? Czy jakos to olukrujesz?

    Strasznie wspolczuje Twojemu pasierbowi.<<<

    Nie mam zapalenia mózgu :-), a budować więź musi chcieć także rodzeństwo, w każdym razie ta jego starsza część. Jak budować jakąkolwiek więź gdy chłopiec nie uznaje że to jest jego rodzeństwo, mówi o nich "te dzieci" i "jej dzieci" albo jeszcze gorzej. Gdy chłopiec zaczyna wyć gdy tylko ojciec jest w pobliżu któregoś z maluchów. Gdy dzieci są znienawidzone bo istnieja, korzystają z pieniedzy taty oraz trzeba się będzie z nimi spadkiem podzielić.

    Jesli dzieci świadomie poznaja taka twarz brata jaką pokazuje teraz, to nie będą za nim tęsknić na pewno. Mamy kilka nagrań, dla psychologa, pokazujących zachowanie małego; nie sądzę aby po ich obejrzeniu miały ochote go poznawać.
    Co powiem? Tatus był dobrym ojcem, walczył o syna, my nie mamy z nim kontaktu bo on sam sobie tego nie życzył, bo wolał pieniądze tatusia niz rodzeństwo.

    Widzę że jesteś w stanie dostrzec tylko jedna stronę medalu. Bez urazy, ale to mi wyglada na osobę w podobnej sytuacji; wściekła eks albo pasierbicę nieznoszącą macochy/ojczyma.
  • undoo 09.03.17, 16:48
    Tak, widze, ze nie doroslas do pewnych spraw :( I tak wlasnie wygladasz - wsciekla macocha kombinujaca jak usprawiedliwic wywalenie pasierba z zycia meza.
  • emmagreen 09.03.17, 16:58
    A ja widzę, że celnie trafiłam :-),
    a do czego nie dorosłam, do podporządkowania zycia kaprysom pasierba?
  • undoo 13.03.17, 16:04
    Nie doroslas do zrozumienia, ze swiat sie nie konczy na Twoich dzieciach i ze Twoj pasierb jest w domu swojego ojca i ma prawo w nim przebywac na rowni z Twoimi dziecmi.

    W tej chwili nie wierze w poznalam go po rozwodzie i nie bylam przyczyna rozwodu oraz eksia to samo zlo. Widze natomiast pania kombinujaca jak tylko moze, by wyciac pasierba z obrazu rodziny i przyszlego spadku po ojcu - to drugie to ma nawet jakas nazwe... i jest malo twarzowe.
  • emmagreen 13.03.17, 16:26
    Dla mnie swiat konczy sie na moich dzieciach i mam do tego prawo, a pasierb w domu jest gosciem, nikt go z domu nie wyrzucal, ale ma obowiazek zachowywac sie w nim przyzwoicie.

    Undoo, Ty naprawde masz jakis nieprzerobiony problem z przeszłości, za bardzo mnie atakujesz, nie byłam przyczyną rozwodu, był nią nowy chłopak eks i jej nowy plan na życie. Nie twierdzę, że eks to samo zło, tylko że ja ja znam wyłącznie z tej strony.
    Ja myśle o tym aby zapewnić spokój mojej rodzinie i sobie samej. A w kwestii spadku to nie rozumiem o co Ci chodzi, dom jest kupiony w wiekszosci za moje pieniądze i urządzony wylacznie za nie. Mały dostanie (jakby co) po ojcu pieniadze z polisy, jak ja i moje dzieci, swoja część mieszkania, które mąż kupił po rozwodzie i połowe mieszkania, w którym obecnie mieszka, spłaconą przez męża?
    Takze zanim zaczniesz odreagowywać na mnie jakies swoje problemy, to powiedz mi czego ja usiluje chlopca pozbawic?
  • undoo 16.03.17, 22:43
    Nie, mam alergie na egoistow i manipulantow. Ty nie szukasz tu pomocy, tylko usprawiedliwienia, zeby moc powtarzac, ze to takie zle dziecko bylo, wiec Twoj maz go wykreslil. Caly ten watek temu sluzy. Wyjatkowo paskudne zachowanie i dosc wredna cecha charakteru, ale jest nadzieja, mozesz sprobowac terapii i nad tym popracowac. Wiedzialas, w co sie ladujesz.
  • asia_i_p 14.03.17, 17:33
    >>> Co powiem? Tatus był dobrym ojcem, walczył o syna, my nie mamy z nim kontaktu bo on sam sobie tego nie życzył, bo wolał pieniądze tatusia niz rodzeństwo.

    Nie powiesz prawdy.
    Prawda by brzmiała - tatuś miał dobre intencje, ale nie umiał wziąć dupy w troki i konsekwentnie wychowywać własnego dziecka, pozwolił swojej szurniętej eks-żonie wplątać dziecko w rozgrywki między nimi, najpierw dziecku na wszystko pozwalał, a potem kiedy zgodnie z pozwoleniem robiło, co chciało, to się na nie obraził.

    Co do wyboru zmilczę, bo bym bluzgała. Jedenastolatek wrzeszczy o miłość i zainteresowanie. Dorośli go nauczyli, że to się wyraża pieniędzmi, więc wrzeszczy o pieniądze i tak wygląda to wybieranie pieniędzy zamiast ojca.

    Twój mąż nie jest dobrym ojcem, w najlepszym wypadku jest nieudolnym ojcem o dobrych intencjach. Nie twórz mitu.

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • emmagreen 15.03.17, 09:58
    >>>ale nie umiał wziąć dupy w troki i konsekwentnie wychowywać własnego dziecka<<<

    Łatwo mówić o wychowywaniu dziecka, które sie widuje w weekendy, niezaleznie od intencji niestety rola takiego rodzica ogranicza sie raczej do pokazywania swiata i wspolnego spedzxania czasu. Wychowywanie jest mozliwe jak rodzice potrafia zapomniec o swoich urazach i dojść do porozumienia w kwestii dziecka.

    >>> pozwolił swojej szurniętej eks-żonie wplątać dziecko w rozgrywki między nimi,<<<

    Oni żadnych rozgrywek nie mieli az do momentu gdy ona uznała się za skrzywdzoną drugim małżenstwem eks męża. Ale oświec może mnie i wiele innych osób i powiedz JAK mąż mógl temu zapobiec. Co takiego on mógl zrobic aby zabronic czegokolwiek dorosłej kobiecie. Znasz sposob to go zdradz, wiele osób w podobnej jak mój mąż sytuacji, Ci za to podziekuje.

    >>>Co do wyboru zmilczę, bo bym bluzgała. Jedenastolatek wrzeszczy o miłość i zainteresowanie. Dorośli go nauczyli, że to się wyraża pieniędzmi, więc wrzeszczy o pieniądze i tak wygląda to wybieranie pieniędzy zamiast ojca.<<<

    Jedenastolatek nie wrzeszczy o miłość i zainteresowanie wyrazane dotad prezentami, te prezenty wciaz sa. On ma pretensje, ze jego ojciec utrzymuje mnie i nasze dzieci oraz ze nasze istnienie obniża wartość jego spadku. On na swoj sposob planuje przejecie naszego domu i wyrzucenie z niego mnie i przyrodniego rodzenstwa (nie wie ze to jest moj dom:-)), a nie walczy o miłosc ojca
  • fraudes 15.03.17, 10:21
    >>>> On na swoj sposob planuje przejecie naszego domu i wyrzucenie z niego mnie i przyrodniego rodzenstwa (nie wie ze to jest moj dom:-)), a nie walczy o miłosc ojca


    Boshhhh, Ty naprawdę masz manię prześladowczą.
  • emmagreen 15.03.17, 10:27
    Ja rozumiem, ze dla Ciebie pasierb to z definicji skrzywdzona niewinnosc, ale zapewniam Ci ze może być inaczej.
    Chlopiec zakomunikowal mi też ze go okradam, bo nie pracuje i jego ojciec utrzymuje mnie i nasze dzieci:-). O domu też mówił nie raz, nie tylko do mnie ale też u dziadkow.
  • asia_i_p 15.03.17, 17:38
    Usiłował ci zrobić przykrość, bo tak rozgrywają sprawy wkurzone jedenastolatki. Gdyby mu starczały pieniądze, to by grzecznie inkasował prezenty, a nie wrzeszcząc dopominał się czasu i kontaktu.

    Rozumiem, że jest ci potrzebne przekonanie, że ten mały ojca nie kocha i nie potrzebuje, bo bez tego ciężko promować rozwiązanie ostateczne. Wszystko jednak wskazuje na to, że on ojca kocha i potrzebuje i to bardzo.

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • emmagreen 16.03.17, 09:43
    Ale ja zupelnie nie rozumiem dlaczego mam znosic wkurzenie dziecka, ktoremu zawinilam tylko istnieniem.
    Alez on wrzeszczy tez bo prezenty sa za tanie, zreszta on ich nawet za prezenty nie uwaza, bo wedlug niego tata ma obowiazek kupowac mu rozne rzeczy.

    Asiu, a ja z kolei nie rozumiem Twojego przekonania ze wiesz lepiej jaki jest i czego potrzebuje pasierb, choc ani go nie poznalas, ani nie mialas przyjemnosci spedzić w jego towarzystwie choćby 5 minut. Rozumiem, ze masz w domu 11 latke, ale z cała pewnościa zauważyłas ze dzieci są różne - fajne, miłe, ale też wredne i zwyczajnie okrutne. Dwoje dzieci tych samych rodzicow, tak samo wychowywanych może sie skarajnie róznić; jedno dobre i kochające, drugie od małego dręczące słabszych.

    Myśle że jego stosunek do ojca to raczej wymaganie poddaństwa i pokuty za wszelkie krzywdy - prawdziwe i wyimaginowane - okołorozwodowe oraz wszystkie inne jakie go spotkały i spotkają. Charakter i stosunek do ludzi on ma akurat podobny do eks.
    Naprawdę nie wydaje Ci sie dziwne, ze chlopiec nie ma żadnej więzi z bracmi ciotecznym, którzy tworza zgrana 8 osobową grupe, pasierb próbował nimi rządzic, byc najwazniejszy, kiedy jego wysiłki spełzły na niczym, po prostu ich ignoruje.
    A to naprawdę swietni chlopcy i super rodzinni, moje roczne maluchy też zostały przyjęte ich do paczki, a chłopcy sa wieku 6-16 lat, wiec to nie było wcale tak oczywiste
  • asia_i_p 16.03.17, 16:41
    > Ale ja zupelnie nie rozumiem dlaczego mam znosic wkurzenie dziecka, ktoremu zawinilam tylko istnieniem.

    Znosić nie musisz, tylko nie ma sensu dopatrywać się w tym, o powtarza po matce, żeby cię zirytować, jakichkolwiek zawiłych i dojrzałych intencji.

    >Asiu, a ja z kolei nie rozumiem Twojego przekonania ze wiesz lepiej jaki jest i czego potrzebuje pasierb, choc ani go nie poznalas, ani nie mialas przyjemnosci spedzić w jego towarzystwie choćby 5 minut. Rozumiem, ze masz w domu 11 latke, ale z cała pewnościa zauważyłas ze dzieci są różne - fajne, miłe, ale też wredne i zwyczajnie okrutne.

    Mam w domu jedenastolatkę, więc widzę, jak nieprawdopodobne jest, żeby dziecko w tym wieku miało tak nieodwracalnie ustalone jakiekolwiek cechy, dobre czy złe, jak to postulujesz. Dlatego mi się wydaje, że mieszasz to dziecko z jego matką, i kiedy mówi to samo o ona, przypisujesz mu takie same intencje - pal diabli ich ocenę moralną, ale przede wszystkim intencje dojrzałe nad wiek.

    Dzieciak ma poważny problem z zachowaniami społecznymi, ale gdyby przy tym, przez co przeszedł, tego problemu nie miał, to byłby cud. Wyciąganie z tego ostatecznych wniosków co do jego charakteru jest przedwczesne. Oczywiście, że kopiuje zachowania matki, bo ona tak to ustawiła, że jest w jego życiu jedynym 100% stabilnym elementem.

    Oczywiście, że się wścieka na ojca, że się mści, co nie znaczy, że nie kocha. Dzieci w tym wieku nie kochają w dorosłym sensie, miłość z ich strony to nadal w znacznej części olbrzymia potrzeba bycia kochanym. Z jednej strony chcą rzeczy materialnych, z drugiej nie rozumieją do końca kwestii finansowych, więc prawdopodobieństwo, że rzeczywiście knuje co do spadku, jest niewielkie. Powtarza zdania matki, a te, na które reagujesz większym zdenerwowaniem, powtarza częściej niż inne.

    Rozumiem, że ty się nie chcesz z nim spotykać, ale blokowanie widzeń ojca z nim poza domem to moim zdaniem głębsza ingerencja w stosunki ojciec-syn niż ktokolwiek, nieważne jak bliski ojcu, ma prawo.

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • emmagreen 16.03.17, 17:39
    >>>Mam w domu jedenastolatkę, więc widzę, jak nieprawdopodobne jest, żeby dziecko w tym wieku miało tak nieodwracalnie ustalone jakiekolwiek cechy, dobre czy złe, jak to postulujesz.<<<

    Asiu, są cechy charakteru, z którymi się rodzimy lub jak wolisz dziedziczymy. Tym bardziej mnie dziwia Twoje opinie, że ja mając w domu dwoje dzieci, bliźniąt, niemal od początku widze różnice w ich charakterach. A mówie o dzieciach w tej chwili 13 miesięcznych.

    >>>Dzieciak ma poważny problem z zachowaniami społecznymi, ale gdyby przy tym, przez co przeszedł, tego problemu nie miał, to byłby cud. Wyciąganie z tego ostatecznych wniosków co do jego charakteru jest przedwczesne. <<<

    W mysl tej zasady kazde dziecko rozwiedzionych rodzicow powinno miec takie problemy. A w kwestii zachowań społecznych, przynajmniej w kwestii ralacji z bracmi ciotecznymi, to problemy widoczne były jeszcze przed rozwodem.

    >>>Z jednej strony chcą rzeczy materialnych, z drugiej nie rozumieją do końca kwestii finansowych, więc prawdopodobieństwo, że rzeczywiście knuje co do spadku, jest niewielkie. Powtarza zdania matki, a te, na które reagujesz większym zdenerwowaniem, powtarza częściej niż inne.<<<

    Ależ zapewniam Cię, że ten dzieciak doskonale rozumie kwestie finansowe, rozumie że ojciec odmawia mu np. kurtki za 900, a ja w tym czasie kupuję ubranka dla naszych dzieci. Doskonale rozumie, ze pojawinie sie dzieci zmiejszy jego udział w spadku. Jesli chodzi o knucia, to tego nie wiem, ale stwierdził, ze to bedzie jego dom, on będzie tu mieszkał, a my będziemy musilei się wynieść. Nie reaguje zdenerwowaniem, raczej usmiechem; moglabym go przeciez zgasic jednym zdaniem :-).
    A jezeli chodzi o wsciekanie sie i mszczenie, to wiesz, im szybciej czlowiek zrozumie, że za cos takiego nie będzie kochany tym lepiej dla niego. Powtarzam Ci, obserwowałam to dziecko, nie ma w nim checi nawiazania relacji z ojcem, mąż proponuje wyjscia, puzzle, wspolne porobienie czegokolwiek, bez rezultatu. On nie chce miec ojca, tylko pokutujacego niewolnika na kazde skinienie. W tym podobny jest do matki i ma taki sam stosunek do innych osob jak ona.

    Naprawde wydaje Ci sie ze kochajace dziecko spokojnie mowi o smierci ojca, tak 11 latek juz rozumie czym jest smierc, ze nigdy nie zadzwoni na Dzień Ojca, nie mówiac o urodzinach taty. Jak chce nowa gre potrafi dzwonic non stop, ale zyczen nie chce mu sie złożyc
  • jak-kania-dzdzu 15.03.17, 17:49
    emmagreen
    > On na swoj sposob
    > planuje przejecie naszego domu i wyrzucenie z niego mnie i przyrodniego rodzens
    > twa (nie wie ze to jest moj dom:-)), a nie walczy o miłosc ojca

    Ojp....
    Tak, wiemy że to TWÓJ dom. Już to tutaj kilka razy podkreślałas. Z tego wszytskiego wyłania się powoli obraz, że to Ty planujesz pasierba wykluczyć z grona spadkobierców, bo co i rusz o pieniądzach piszesz. Widocznie to jedna z najważniejszych kwestii dla Ciebie.
  • emmagreen 16.03.17, 09:57
    Jedyne co zaplanowałam w kwestii spadkowej to wykluczenie pasierba z grona moich potencjalnych spadkowbiercow :-)
  • salsa.lover 15.03.17, 22:32
    emmagreen napisał(a):

    > Łatwo mówić o wychowywaniu dziecka, które sie widuje w weekendy,

    Nie. To mantra, którą wciąż uparcie powtarzasz by usprawiedliwić męża.

    > rola takiego rodzica ogranicza sie raczej do pokazywania swiata i wspolnego spedzxania czasu.

    Wspólne spędzanie czasu i pokazywanie świata nie wyklucza wychowywania. A wręcz przeciwnie. Można (i trzeba) wychowywać pokazując świat, pokazując na własnym przykładzie. Twój mąż najwidoczniej woli tylko spędzać czas.

    >Wychowywanie jest mozliwe jak rodzice potrafi
    > a zapomniec o swoich urazach

    Mieszasz związek kobiety i mężczyzny a związek rodzica z dzieckiem. Obowiązków rodzica nie uzależnia się od tego czy nasz eks zapomniał o urazach czy nie. Rodzicielstwo i wychowywanie nie włącza się tylko wtedy gdy ten drugi rodzic jest miły i przyjemny.
    Nie widzisz jak niedorzecznie to brzmi?




    > Oni żadnych rozgrywek nie mieli az do momentu gdy ona uznała się za skrzywdzoną
    > drugim małżenstwem eks męża.

    Bosz.... a Ty wciąż swoje. Eksia najwidoczniej jest jakąś Twoją obsesją, bo ani na chwilę nie możesz wyłączyć sobie myślenia o niej, o tym co ona czuje itp. I tu właśnie jest Twój problem.
    Przestań się nią zajmować. Zajmij się mężem, to z nim jesteś w związku i to on jest w związku z Tobą.



    > Jedenastolatek nie wrzeszczy o miłość i zainteresowanie

    A skąd Ty możesz wiedzieć o co on wrzeszczy? Siedzisz w jego głowie czy jak?
  • morekac 16.03.17, 06:13
    >On ma pretensje, ze jego ojciec utrzymuje mnie i nasze dzieci oraz ze nasze istnienie obniża wartość jego spadku.

    Przyjmij, że jest zmanipulowany przez matkę. 11 latki z reguły mają znikome pojęcie o sprawach spadkowych.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • emmagreen 07.03.17, 13:01
    A ja mam wrażenie, że operujesz sterotypami; macocha=potwór.
    Powtarzam, była we mnie ogromna chęć do akceptacji i polubienia tego chłopca, ale trudno jest lubic kogoś kto okazuje ci na każdym kroku niechęć, wręcz pogarde. Bo jesteś, cokolwiek nie zrobisz, nie powiesz, jestes wrogiem.
    Przyznaje, nie lubie go teraz, staram się to zwalczyć, nie okazuję mu też tego, z prostego powodu - mamy DWOJE ROCZNYCH DZIECI, naprawde myslisz, ze przy nich mam czas na cokolwiek innego? Jak one maja w weekend w dzień drzemkę, to biorę kapiel albo odsypiam (w tygodniu obiadem sie zajmuje), a nie okazuje niechec pasierbowi.
    Terapeuta nie oceniał mojej nienawisci, nie nazwal tak tego, choc nie ukrywalam ze mi ciężko i czasem mam dosc, on zauwazyl, ze syna nakręca matka, on jest pod jej wplywem, a maz moze sie podporzadkowac albo odpusic i wybrac druga rodzine.

    >>>Twoj maz powinien sie od ciebie wyprowadzic i poswiecac twoim dzieciom tyle samo czasu co jego synowi. To jego syn potrzebuje teraz pomocy i dobro syna powinno byc w tej chwili na pierwszym miejscu<<<

    Ale dlaczego mąż ma sie wyprowadzać, komu przyniesie to pozytek? Eks, bo zatriumfuje? Ma rozwalac rodzine sobie (po tym jak już jedna stracił) i dwojgu maluchów, bo syn powinien być na pierwszym miejscu? A na którym jest moja corka, a na którym synek?
    Wybacz, ale jestes chyba eks żoną, bo mówisz jak "nasza" eks - twój syn, o ich wspolnym, a nasze dzieci, sa "jej dziecmi", czyli moimi.
    W weekend z synem mąż jest tylko dla niego, dla naszych dzieci zostaje jeden plus 4 wieczory w tygodniu, z tym ze z uwagi na ich wiek, te wieczory to ok. 2 godziny dziennie. Naprawde to tak duzo? A do czasu sam na sam z zona nie ma juz prawa?
    Nie mówiąc juz o tym, ze mąż i tak rozmwaia z synem codzienni, jak nasze dzieci pojda spac.

    >>>Zaczelas od krzykow, wynoszenia go z pokoju za pizame, ciekawe kiedy go uderzysz<<<
    Zastanawiam sie, czy Ty w ogóle czytasz moje wpisy? Jak zaczęłam, ta sytacja miała miejsca jakieś 3 lata po naszym pierwszym spotkaniu, to pierwsze.
    Po drugie, jeśłi uważasz, ze to normalne, ze dziecko wchodzi do sypialni o 1 w nocy, włącza światło, tv i oznajmia, ze sie nudzi bo zasnąć nie może, wiec chce sobie tv poogladac (drugi, większy odbiornik jest w salonie), a ma akurat kaprys robic to leżac w łozku z tata w sypialni. Oznajmia macosze żeby sie wyniosła i zabrała "te dzieci".
    Serio uwazasz, ze to normalne??? Wiem, straciłam wtedy kontrolę, ale myśle ze kazdy na mom miejscu mialby problem z zachowaniem zimnej krwi.
    A jesli dochodzi do tego, fakt, ze wtedy nasze dzieci ząbkowały, ja prawie nie spałam przez wiele dni, wtedy jakos dzieci usneły, a on je obudził, bo miał taki kaprys, to wybacz, ale KAZDEGO cos by trafiło
  • mamamalutkiej1 07.03.17, 13:12
    Myśl Tylko o sobie. Twoje dzieci powinny mieć tez ojca i spokojny dom a nie brata potworka. Będzie coraz gorzej. Chłopak coraz starszy i nie zmieni się jak za dotknięciem czarodziskiej różdżki. Nie słuchaj tych porad tutaj. O to zeby chłopak miał ojca powinna dbać jego matka a nie macocha. Matka puściła ojca w trąbę a teraz ojciec m tracić nowa rodzine zeby naprawiać jej błędy.
  • emmagreen 07.03.17, 13:20
    Dzięki za zrozumienie :-)
  • mamamalutkiej1 07.03.17, 13:21
    Nastolatek to trudny wiek. Byłam w podobnej sytuacji ale chłopak był grzeczny i słuchał ojca. Do dziś mamy świetny kontakt przez Facebooka mimo iż mieszka z powrotem z matka. Wydaje mi się ze matka dziecka nie odpuści i nie da tak łatwo za wygrana tzn. nie da zerwać kontaktów.
  • emmagreen 07.03.17, 13:23
    To akurat nie problem, mąż ma możliwosc wyjazdu w ramach pracy do innego kraju na co najmniej rok
  • tt-tka 07.03.17, 13:57
    emmagreen napisał(a):
    mąż ma możliwosc wyjazdu w ramach pracy do innego kraju
    > na co najmniej rok

    I moze to byloby wyjscie ? Kontakt telefoniczny i skypowy zostalby utrzymany, ale bez fizycznej obecnosci. Jesli mlody na wakacje, to bez eksy. Odpoczelibyscie oboje, nabrali dystansu...
    Gdyby do wyjazdu doszlo, uprzedz swoich rodzicow - zero kontaktow. Oni nie sa i nie maja byc posrednikami, a na nekanie ich nie powinni pozwolic.
    Jak wygladaja kontakty pasierba i eksy z rodzicami ojca ? Czy oni tez sa atakowani/nekani/zarzucani pretensjami ?
  • emmagreen 07.03.17, 14:20
    >>>Gdyby do wyjazdu doszlo, uprzedz swoich rodzicow - zero kontaktow. Oni nie sa i nie maja byc posrednikami, a na nekanie ich nie powinni pozwolic<<<.

    Nie ma opcji aby moi rodzice coś jej powiedzieli. Wyrobili sobie zdanie o eks, jak ich będzie nekać wezwą policję.

    >>>Jak wygladaja kontakty pasierba i eksy z rodzicami ojca ? Czy oni tez sa atakowani/nekani/zarzucani pretensjami ?<<<

    Przez eks tak, ona długo starala sie wykręcić kota ogonem i przedstawić w charakterze tej porzuconej, co bylo dziwne zwlaszcza w przypadku teściowej, która długo walczyła o tamtą rodzine, na eks jej odpowiedziała, ze też ma prawo do miłości i szczęścia (u boku innego). Także teściowie nie daja sie nabrać.
    Z wnukiem mają dobre kontakty, choc też są pretensje jak mówi o moich dzieciach wnuczek czy wnusia. On po prostu nie uznaje istnienia naszych dzieci.
    Teściowa początkowo była zdystansowana w stosunku do mnie, ale poznałysmy sie i teraz lubimy. Tym bardziej, tu troche humoru - ona od zawsze marzyła o corce; ma 4 synów i 10 wnuków. Jedyną wnusia jest nasza coreczka, także serce babci nalezy do niej w zupełności, choc stara się nie faworyzować nikogo.
    Rodzice męża cieszą sie, ze ułożył sobie życie po rozwodzie, ze jest szczesliwy
  • tt-tka 07.03.17, 15:01
    Z wnukiem maja dobre kontakty - a jak 11-latek wyraza te "pretensje", gdy o waszych dzieciach dziadkowie mowia "wnusie" ? Tez wyje i kopie w drzwi ? Bo moze oni pomogliby mu jakos pogodzic sie z tym, ze ma przyrodnie rodzenstwo i chce czy nie, to JEST jego rodzenstwo. I istniec nie przestanie. Moze zaproszenie dziadkow do was na sobote czy niedziele na obiad/kawe/wspolne wyjscie ze wszystkimi dziecmi, cala trojka, byloby jakims poczatkiem ? Oczywiscie o ile oni zechca :)
  • tt-tka 07.03.17, 13:53
    Przeczytalam dwa wpisy amb w tym watku, wiecej nie bede. Odpowiadac nie ma potrzeby - ona nie odnosi sie do tego, co piszesz, tylko do wlasnych urojen i/lub projekcji.
    Tak, ja tez zobaczylam w jej tekscie "wasza" eks :)
  • amb25 08.03.17, 08:05
    Mam dziecko, ktore ma zespol aspergera, obcnie jeszcze nerwice i leki paniczne (agrofobia). Ma 14 lat i budzi sie czasem w nocy (np. przed klasowka) i zachowuje sie podobnie bo potrzebuje wsparcia, przytulenia i zapewnienia, ze wszystko ok. I dlatego nie dziwia mnie zachowania tego dzieciaka. Wcale. To objaw stresu z ktorym nie moze sobie poradzic, proba zwrocenia na siebie uwagi bo czuje sie opuszczone i bezsilne, w waszym przypadku zazdrosne o nowa rodzine. Dlatego uwazam, ze przede wszystkim to dziecko potrzebuje akceptacji i pomocy. Twoje nie. One maja matke i ojca i rozwijaja sie dobrze. A ty tego dziecka nie akceptujesz. Z twoich postow odnosze wrazenie, ze powazne probelmy zaczely sie wtedy gdy pojawily sie blizniaki. Czyli normalnie, jak w wiekszosci przypadkow... To smutne, ale to biologia. Towje dzieci spedzaja z mezem 2 h dziennie, bo spia. Policz ile godzin dziennie maz jest w domu razem z nimi, nawet gdy spia.
    A co mowi psycholog/psychoterapeuta chlopaka? Co dla niego byloby najlepsze? Co pozmeniac, zeby chlopakowi pomoc? Moze zamiast uzalac sie nad soba i twoim zwiazkiem zajmijcie sie chlopakiem i naprawieniem waszych relacji z nim. Im bedzie starszy tym bedzie trudniej, bo bedzie przechodzil okres dojrzewania (moze juz zaczal) i rozne dziwne jego wyskoki w tym wieku beda cie doprowadzac do szalennstwa, chociaz ten sam wyskok u wlasnych dzieci bedziesz tolerowac i az tak wkurzac cie nie bedzie. No, ale jego nie lubisz.
    To twoj maz powinien zajac sie wlasnym dzieckiem i pomoca mu (i jego byla zona oczywiscie). Ty jedynie nie powinnas im przeszkadzac. A twoj maz chce sie wymiksowac z bycia ojcem a ty go do tego chcesz zmusic. Gdyby moj mezczyzna kazal mi wybierac syn albo on to juz bysmy razem nie mieszkali.
  • emmagreen 08.03.17, 12:33
    Nie wiem jak bardzo chore jest Twoje dziecko, ale wierzę że w przypadku zdrowego wchodzenie do cudzej sypialni i budzenie śpiących domowników, w tym niemowląt jest normalne. Tak, uważam to za czysta złośliwość, to i wiele innych kwestii. Dziecko które się boi, chce w nocy pobyć z tata, może do niego podejść po ciemku (da sie, mamy świetnie oświetloną ulice), obudzic i poprosic o potowarzyszenie mu. 10 latek to nie małe dziecko, jest w stanie na tym poziomie przewidziec konsekwencje swoich czynów.
    Poważne problemy pojawiły się po ślubie, a jak zaszłam w ciąże jeszcze sie nasiliły; do eks dotarło że nie jestem jakąs tam przelotną znajmościa i postanowiła za pomoca syna rozbić nasz związek.

    >>>A co mowi psycholog/psychoterapeuta chlopaka? Co dla niego byloby najlepsze? Co pozmeniac, zeby chlopakowi pomoc? <<<
    Na terapie dla malego nie zgadza sie eks. Mąz chodził do kilku specjalistów, porad było kilka, w tym ustawienie wszystkiego pod chłopca. Nigdy więcej na coś takiego się nie zgodze.

    >>>To twoj maz powinien zajac sie wlasnym dzieckiem i pomoca mu (i jego byla zona oczywiscie).<<<
    To może jej to powiedz :-). Zdaniem jego byłej zony wszystkiemu winien jest nasz związek; jak mąż mnie rzuci, będzie znów na każde wezwanie jej i synka to wszelkie problemy znikną.

    >>>Gdyby moj mezczyzna kazal mi wybierac syn albo on to juz bysmy razem nie mieszkali.<<<
    Podejrzewam że jakby Twój męzczyzna musiał znosic na codzień takie zachowanie pasierba jak ja znosze (na szczęscie kilka dni w miesiącu), to juz dawno sam by się wyprowadził nawet jakbyś była najpiekniejsza i najwspanialsza kobieta na ziemi
  • amb25 09.03.17, 08:40
    Pewnie tak. Tylko on odwalil kawal dobrej roboty, zeby miec z nim dobry kontakt. Ale to wymagalo checi i poswiecenia. A moje dziecko jest specyficzne. I potrafi wybaczyc dziecku jak mu cos wypali, bo mu akurat hormony buzuja i zawsze mowi wprost co mysli. A przede wszystkim on nie wtraca sie do wychowania mojego dziecka. Dla mojego dziecka jest kolega i wspolmieszkancem, ktory ma rowne prawa w naszym domu jak kazdy z nas.
  • emmagreen 09.03.17, 10:07
    Ja także nie wtrącam się w wychowywanie chłopca. Byłam, przed ślubem, koleżanka, ciocia.
    Może Twoje dziecko jest specyficzne, ale raczej nie żywi do Twojego partnera nienawiści bo istnieje, prawda?
    Z mojej strony także były chęc i poswięcenie; jak myslisz jak wiele macoch zgodziłoby sie aby ich mąż poświecał czas po pracy wyłacznie pasierbowi? U nas trwało to wiele tygodni, a wtym czasie ja byłam sama z kilkumiesiecznymi maluchami. Chciałam pomóec chłopcu, zeby czul sie dla taty wazny, kochany, a terapeuta twierdził że to pomoze. Nie pomogło, maly tylko bardziej sie rozbestwil. Jesli poswiecenie to życie pod dyktando 11 latka, to ja faktycznie nie jestem do tego zdolna
  • anoraak 08.03.17, 21:32
    > Mam dziecko, ktore ma zespol aspergera, obcnie jeszcze nerwice i leki paniczne
    > (agrofobia). Ma 14 lat i budzi sie czasem w nocy (np. przed klasowka) i zacho
    > wuje sie podobnie bo potrzebuje wsparcia, przytulenia i zapewnienia, ze wszystk
    > o ok. I dlatego nie dziwia mnie zachowania tego dzieciaka. Wcale. To objaw stre
    > su z ktorym nie moze sobie poradzic, proba zwrocenia na siebie uwagi bo czuje s
    > ie opuszczone i bezsilne, w waszym przypadku zazdrosne o nowa rodzine


    a kto synowi autorki postu ten stres zafundował ? Ojciec? czy matka która rozwaliła rodzinę a teraz jątrzy ?


    > To twoj maz powinien zajac sie wlasnym dzieckiem i pomoca mu (i jego byla zona
    > oczywiscie).


    ten zapis w nawiasie (i jego była żona również) jest doskonałym przykładem jak bardzo usprawiedliwia się matki a ojciec to musi i już....
  • tt-tka 08.03.17, 21:53
    anoraak napisała:


    > a kto synowi autorki postu ten stres zafundował ? Ojciec? czy matka która rozwa
    > liła rodzinę a teraz jątrzy ?

    Pasierbowi autorki.
    Matka jest ta, ktora rozwalila rodzine, i to nie byla autorka :)

    Co do reszty Twojej wypowiedzi - pelna zgoda.
  • szpil1 07.03.17, 16:14
    amb25 napisała:

    > Mam wrazenie, ze chodzi o to, ze autorka nienawidzi tego chlopaka.

    A ja takiego wrażenia absolutnie nie mam.
  • undoo 07.03.17, 21:55
    Mam takie samo wrazenie. Mam dziecko w tym wieku i nie wierze, ze pani watkodajka nie koloryzuje. Nie lubi pasierba i probuje to ukryc pod plaszczykiem nie wiem czego. Przykro mi, ale jej dzieci sa cudowne wprost, a 11-latek jawi sie jak ostatni potwor. Jej maz - bezwolna galaretka, ktora nie potrafi zatroszczyc sie o interesy swojego syna. Wspolczuje dziecku.
  • tt-tka 07.03.17, 22:29
    Porownanie roczniakow z 11-latkiem wielkiego sensu nie ma. A opisane zachowania - do doroslej kobiety w jej domu "niech ona wyjdzie i zabierze te dzieci" - sa absolutnie nieakceptowalne. Podobnie wycie i kopanie w drzwi.
    Tak, sa dzieci, ktore trudno polubic. Niektorych niesposob. Autorka ma swiete prawo nie zgadzac sie na takie zachowania pasierba.
    Maz powinien wziac to na klate, bo to on powinien (wspol)wychowywac swojego syna. Nie chce, nie daje rady ? Nie chce krakac, ale mozliwe sa rozne scenariusze, m.in taki, ze pan zalegnie w szpitalu w stanie przedzawalowym (permanentny stres) albo pojdzie w diably. Tyle ze "w diably" wcale nie znaczy z powrotem do eksy i syna. Po prostu zniknie na dobre i tylko comiesieczny przelew bedzie swiadczyc, ze jeszcze zyje.
  • fraudes 07.03.17, 14:42
    A ja odnoszę wrażenie, że dziecka nie lubisz i już postanowiłaś, ze najlepszym sposobem będzie gdy Twój mąz się od niego odseparuje i wątek na forum jest po to, aby dziewczyny powiedziały Ci, ze masz rację i pobłogosławiły pomysł.
    To co robi chłopak jest wołaniem o większa obecność ojca w jego życiu, tak na co dzień. Wbrew temu, co sie wydaje nie musi byc to obecność w wiekszym wymiarze czasowym, może byc bardziej intnesywna.
    Jak na razie kontaktu jest niewiele (1 x w tyg + co drugi weekend) i jest on kiepskiej jakosci (tv).
    A gdy dziecko płacząc idzie w nocy do ojca sypialni, tatuś kaze mu się zamnkąć lub macocha wyprowadza go za piżamę.
    Myslisz naprawdę, że dziecko nie spi, żeby zrobic Ci na złość? jesli tak, to współczuję.
  • tt-tka 07.03.17, 14:49
    fraudes napisała:


    > A gdy dziecko płacząc idzie w nocy do ojca sypialni, tatuś kaze mu się zamnkąć
    > lub macocha wyprowadza go za piżamę.

    Placzac ??? Dziecko weszlo, rozsiadlo sie i oznajmilo, ze ono TU, wlasnie tu bedzie ogladac TV z tata, a macocha z maluchami ma sie wyniesc do innego pokoju.
  • tt-tka 07.03.17, 14:53
    I ciekawe sformulowanie - "do ojca sypialni". W tej sypialni spal ojciec, jego zona i dwoje kilkumiesieczniakow.
    A gdy jego matka miala amanta, tez tak wchodzil do ich sypialni swobodnie i dyrygowal, co teraz wszyscy maja robic ? I myslisz, ze wolno mu bylo ?
  • fraudes 07.03.17, 15:10
    dla chłopca to była sypialnia, w której był jego ojciec, sypialnia ojca. Nie ma znaczenia czy spal tam jeszcze 1000 innych osób
  • emmagreen 07.03.17, 15:18
    A powinno, on mial wtedy 10 lat, a nie 2 czy 3.
    Swoje dziecko tez tak wychowujesz?
  • fraudes 07.03.17, 15:24
    Po co ten zajazd? To nie jest wątek o moim dziecku. Po co agresja?
    10 letnie dziecko ma prawo do swoich rodziców, to jeszcze wbrew pozorom dość małe dziecko. Zobaczysz za 9 lat.
    Chcę ci pomóc, ale Twoje wypowiedzi udowadniają mi, ze juz wiesz co zrobisz. Nie ważne jakie będa tego konsekwencje. A oczekujesz rozgrzeszenia od nas. Nie to forum.
  • emmagreen 07.03.17, 15:33
    Jaka agresja? Sama wspomniałas, ze masz dziecko w podobnym wieku.
    A skoro uznałaś za normalne, że 10 latka nie obchodzi czy ojciec/matka jest zmęczony, czy razem w nim w pokoju spia niemowlęta i żona i ma prawo obudzic wszystkich, bo tak, to zapytalam czy swoje dziecko tez tak wychowujesz.
    Tak aby w wieku 10 lat nie zwazal na nic i nikogo innego tylko na swoje kaprysy.
    Nie mam wrażenia, że chcesz pomóc, tylko ze chcesz nas "ustawić" pod pasierba.
    Myślisz, ze ja sie nie martwię o konsekwencje? Tylko ja patrze na nie z perspektywy moich dzieci i swojej. Trudno.
  • fraudes 07.03.17, 15:38
    pytanie czy tak wychowuję swoje dziecko było agresywne
    zrozum, że ten 10 latek nie ma kaprysów, on ma problem
    Rozumiem, że perspektywa Twoich dzieci jest Ci bliższa, ale pomyśl sobie jak wpłynie na TWOJĄ rodzinę, jeśli z parę lat pasierb wda się w narkotyki lub popełni samobójstwo. Widac nie ma mocnej konstrukcji psychicznej.
    Wybrałaś faceta z dzieckiem juz na stanie i niestety dopadły Cie konsekwencje wyboru. Musisz się z tym zmierzyć, a rozwiązania, które doraźnie wydają sie lepsze, wcale takie być nie muszą.
  • emmagreen 07.03.17, 15:45
    Nie było agresywne, przepraszam jesli tak to odebrałaś.
    Byłam ciekawa czy, skoro uważasz to za tak normalne, to swojemu dziecku tez na to pozwalasz. Po prostu. Tylko tyle.
    W tym momencie bardziej martwi mnie co będzie jesli któreś z maluchów spadnie ze schodów albo pasierb je uderzy. On ich nie lubi, nie podoba mi sie agresja jego wobec mnie, ale wobec moich dzieci to na pewno jej nie zniose
  • fraudes 07.03.17, 15:50
    Rozumiem to, ale schody powiedziałam Ci, jak mozna zneutralizować.
    Dziecko czuje po prostu, że tata sie mało nim INTERESUJE. Inicjatywa kontaktu musi wychodzic od taty. Początkowo syn moze ja nawet odrzucać. To takie mówienie "nie" mimo, ze sie czegos bardzo chce. Trzeba to przeczekac i inicjowac kontkat dalej.
  • emmagreen 07.03.17, 15:58
    Wybacz, ale nie powiedziałaś nic nowego.
    Bo zarówno bramka, jak i kłódeczka z kluczykiem wymagaja czynnika ludzkiego, jesli tego zabraknie, to nawet pancerna bramka nie ochroni moich dzieci.
    W tym momencie maly nie ma kluczyka, ma prosic kogos z nas o otwarcie i jak na razie bylo ok.

    Inicjatywa jest, kontakt jest. Maz z nudow wariuje siedzac obok syna i patrzac jak ten tv oglada. Propozycja bierek, puzzli, szachow, spaceru, rowerow byla i jest kilka razy na godzine
  • chocolate_cake 07.03.17, 16:09
    Zastanawiam się dlaczego dlaczego chłopak nigdzie nie chce wyjść. Jest zmęczony po szkole może? A jak jego relacje z kolegami?
  • emmagreen 07.03.17, 16:24
    Chyba żadne właśnie, to raczej nie jest normalne, że nikt do niego nie dzwoni nie pisze sms
  • chocolate_cake 07.03.17, 16:35
    Piszesz tu o tym że on ma chyba nadwagę. Może mu w szkole dokuczają?
    Odezwała się we mnie nauczycielka :) bo co prawda uczę starszą młodzież w liceum i gimnazjum ale obserwuję niestety mnóstwo koszmarnych dzieciaków, które dokuczają innym. Niestety też widzę że z powodu narodzin dziecka w rodzinie patchworkowej, dzieciaki się bardzo głupio zachowują w szkole, bo chcą zdobyć uwagę innych w taki sposób. Nie wiem naprawdę jak pomóc wam wszystkim, bo do tego potrzeba dobrej woli wszystkich, też mamy dziecka.
  • tt-tka 07.03.17, 15:40
    Odpowiedz - czy twoim zdaniem sypialnia matki (i jej faceta) tez byla tak nawiedzana ?
    Nie, to nie byla sypialnia tylko ojca. Mialo znaczenie, kto tam jeszcze jest. To byla sypialnia, z ktorej ma sie wyniesc macocha z niemowletami. Nie chodzilo o kontakt z ojcem (przez skypa tez nie rozmawia, tylko domaga sie, by ojciec patrzyl, gdy on sam oglada telewizje), tylko o pozbycie sie pozostalych.

    W§ycie i kopanie w drzwi 11-latka to jest agresja. Swiadoma. Agresji poddawac sie nie wolno. Najlepiej przepracowac ja na terapii, ale to jest mozliwe tylko przy udziale wszystkich zainteresowanych. Jezeli rodzice chlopca, lub jedno z nich, nie podejma terapii, beda torpedowac starania, pozostanie tylko izolacja. Przykro mi.
  • fraudes 07.03.17, 15:01
    Racja, zlał mi sie w jedno płacz blixniąt i niespanie 11 latka, ale i on płacze (cyt.):
    "zabierzesz mu telefon to placze i jest nieszczesliwy."
    "sms, histeria.Chlopiec jest u nas co drugi ".
    tak czy inaczej wyprowadzanie z pizame i nakaz "zamknięcia się" sa bardzo nie OK.
  • emmagreen 07.03.17, 15:00
    Ale ja nie twierdze, ze go lubie. Nie umiem juz go lubić.

    >>>To co robi chłopak jest wołaniem o większa obecność ojca w jego życiu, tak na co dzień. Wbrew temu, co sie wydaje nie musi byc to obecność w wiekszym wymiarze czasowym, może byc bardziej intnesywna.<<<

    Jak uczynic intensywniejsza relacje, w ktorej dziecko najbardzije lubi jedzienie i ogladanie tv i żeby tata na to patrzył?

    >>>A gdy dziecko płacząc idzie w nocy do ojca sypialni, tatuś kaze mu się zamnkąć lub macocha wyprowadza go za piżamę.
    Myslisz naprawdę, że dziecko nie spi, żeby zrobic Ci na złość? jesli tak, to współczuję.<<<

    A GDZIE Ty przeczytalas ze on plakal?
    Wszedl, właczył swiatlo, tv, rozwalil sie na lozku i stwierdzil, ze bedzie ogladac tv z tata, a ja i "te dzieci" mamy isc do innego pokoju. JAK to nazwać, jesli nie zlosliwością. Zrozumiałbym gdyby to byl 3-6 latek, kiedy to normalne jest ze raczej takie dziecko nie liczy sie z innymi, nie tyle ze zlosliwosci, co umiejetności przewidywania. Ale my mowimy o 10 latku. Nawet jakby plakal, nie spal, to jest przeciez w stanie wejsc do pokoju, obudzic ojca, nie zapalajac swiatla i poprosic aby do niego poszedl i z nim posiedzial. Przecietny 10 latek jest w stanie dokonac tak skomplikowanych przemyslen. JAK Twoim zdaniem mielismy zareagować? Zgodnie z jego kaprysem?
    Wtedy była zreszta wyjatkowa sytuacja i kazda godzina snu moja i dzieci byla na wage zlota.
  • tt-tka 07.03.17, 15:05
    Ja tam widze tylko jedno nie OK - ze to ty musialas go wynosic. Powinien byl to zrobic maz.
    Na stwierdzenie dowolnego dzieciaka, ze mam sie wyniesc z mojej wlasnej sypialni, w dodatku z "tymi dziecmi" zareagowalabym znacznie gorzej. nawet gdybym byla wyspana.
  • emmagreen 07.03.17, 15:09
    Fakt, ale u mnie to bylo dzialanie instynktowne. Obudzialam sie, zarejestrowalam jego obecnosc, slowa, placz moich dzieci i zareagowalam jak automat, w niecala minute.
    Mąż dłużej sie orientował w sytuacji, obudzil sie sekundy pozniej. Stad moja reakcja.
  • fraudes 07.03.17, 15:06
    Niespanie w nocy przez dziecko nie jest złosliwoscią. Za tym kryje się cos powaznego. Mówię Ci to jako matka dziecka w wieku około pasierbowym.
    To jest wołanie o pomoc. I obowiązkiem Twojego męża jest tej pomocy mu udzielić.
    Wiem, że masz dwoje dzieci i dla Ciebie one są ważne. Ale Twój mąz ma ich troje. Jeśli zrealizujecie wersję o odcięciu od syna, moze dojśc do gorszych rzeczy w przyszlosci. Jak to wtedy zniesiecie?
    Swoją droga nie wiem jaki "terapeuta" moze roważać zniesienie kontaktu ojca z dzieckiem z pierwszego małżenstwa. uciekałabym od takiego terapeuty.
    Niech mu tata zrobi niespodzianki - odbierze ze szkoły, kiedy on się nie spodziewa i powie np. Synu - dziś nasze męskie popełudnie. Co robimy? Niech wyjdzie z inicjatywa kontaktu i niech ten kontakt go cieszy. Dzieci czują, że sa juz nichciane lub/i drugiej kategorii.
  • emmagreen 07.03.17, 15:16
    A może po prostu kryje sie za tym fakt, ze on potrafi wciagnąć czekolade 300g w ciagu jednego wieczoru?

    Terapeuta, ktory widzi dobro jednostki versus dobro czworga osob, w tym dwojki malych dzieci. Zreszta, to nie pierwszy terapeuta, zaden wczesniej nie pomogl. Z prostego powodu, maly slucha tylko tego co mowi matka.

    >>>Jeśli zrealizujecie wersję o odcięciu od syna, moze dojśc do gorszych rzeczy w przyszlosci. Jak to wtedy zniesiecie?<<<
    ja w tym momencie boje sie, ze on znow zostawi bramke na schodach niezamknieta i dojdzie do nieszczesia, a wtedy nie skonczy sie na krzykach i wyniesieniu za pizame. Boje sie co bedzie jak bedziemy musieli odzyskac pokoj w ktorym sypia maly, jak u nas jest. Mamy na gorze 3 sypialnie i dzieci roznej plci. Jak przyjdzie czas przeprowadzki z naszej sypialnii, to do dwoch roznych pokoi, jak pasierb to zniesie, nie wiem
  • fraudes 07.03.17, 15:20
    1. jesli wciąga taką czekolade, to jest kolejny sygnal, że trzeba działać, bo sa probelmy
    2. Terapeuta nie wazy czy dobro jednej osoby jest ważniejsze/mniej wazne niz dobro 4 osób. To nie sklep, ani targ. Terapeuta powinien wypracować kompromisowe wyjście. Coś dziwny ten terapeuta. Naprawdę.
    3. Zamknij bramkę na kłódeczkę. Proste i skuteczne.
    Dziwi mnie, że wybiegasz w taką przyszłość z sypialniami - toż to kilka lat. Tymczasem cierpiące dziecko macie tu i teraz.
    Co w kwestii poprawienia jakości kontaktu ojca z synem, np. to co zasugerowałam?
  • emmagreen 07.03.17, 15:28
    1. To te problemy on ma od poczatku swego istnienia, to dziecko niemal na kazdym zdjeciu cos je. I tyje
    2. Kilku próbowało te kompromisy wypracowac, ale nie jest to możliwe gdy matka, z która dziecko mieszka dąży do czegoś przeciwnego, czyli zaogniania konfliktu
    >>>3. Zamknij bramkę na kłódeczkę. Proste i skuteczne.<<<

    Ależ kłódeczka jest, moje dzieci to żywe srebra i cos innego szybko by rozpracowały, i my ja zamykamy, ale schodzac lub wchodzac trzeba ja otworzyc i uwaga PONOWNIE zamknąc, bo sama tego nie zrobi (kłódeczka). Syn męża jak najbardziej juz sam sobie otwiera bramke, problem w tym ze zdaza mu sie "zapomniec" ja zamknac
  • fraudes 07.03.17, 15:34
    zainwestuj w kłódeczkę z kluczykiem. Zamkniesz raz i będzie spokój. Łazienka jest na górze. Picie mozna zapobiegawczo postawic przy łóżku na piętrze. To w kwestii nocy.
    W dzien pewnie bawicie się na dole, a jak dzieci spią, to roczne same z łózka nie wyskoczą.
  • emmagreen 07.03.17, 15:48
    Ale ja Ci powtarzam, ze kluczyk jest, tylko trzeba go w tej kłódeczce CHCIEC przekręcić w celu jej zamknięcia.
    Zwykle maluchy bawią sie na dole, ale podczas wizyt pasierba sa ze mną w trzeciej sypailnii na górze
  • fraudes 07.03.17, 15:50
    To Ty miej kluczyk - zamykaj i otwieraj. Masz wtedy 100% pewności i spokój.
  • tt-tka 07.03.17, 15:27
    fraudes napisała:

    > Niespanie w nocy przez dziecko nie jest złosliwoscią. Za tym kryje się cos powa
    > znego.

    Ale wejscie do sypialni, zapalenie swiatla, gdy inni spia i zarzadzenie "ja zostaje z tata, ona z tymi dziecmi niech idzie gdzie indziej" zlosliwoscia jest. Albo proba sil, albo jednym i drugim.
    Powtarzam pytanie - jak matka miala amanta, czy pozwalala synowi wchodzic do sypialni doroslych i dysponowac, kto dokad? Czy on sam sobie na to pozwalal ? A mlodszy byl niz teraz...

    > Niech mu tata zrobi niespodzianki - odbierze ze szkoły, kiedy on się nie spodzi
    > ewa i powie np. Synu - dziś nasze męskie popełudnie. Co robimy?

    Zapewne jedyna propozycja bedzie McD czy inna instytucja tego typu i nos w telefonie. Syn zawsze to wlasnie robi, tyle ze zada, by ojciec temu asystowal/przygladal sie. Tata ma patrzec, jak syn gapi sie w telewizor/ekranik i jak je.
  • fraudes 07.03.17, 15:31
    Może tata nie ma pomysłu na czas z synem i tak naprawde mu to tv/ekranik pasuje?
  • emmagreen 07.03.17, 15:41
    Skoro wspolne uprawianie sportu, zeglowanie, dzień w CNK, Hogwart, aquaparki, puzzle, szachy, piesze wędrówki do wybranych miejsc (to się tak nazywa, losujesz w albumie jakies miejsce jedziesz tam i zwiedzasz, tak rodzina męża sie bawiła i są bardzo zżycie) to jest brak pomyslu to już nie wiem co nim jest.
    W Hogwarcie byliśmy we 3 (wtedy jeszcze mnie akceptował, bo zona nie byłam) inne dzieci (i dorośli) szalały, bawiły sie, a on miał minę jakby mu ktos usiadł na chomiku. Na lodowisku poszedł do bufetu na torcik, goracą czekoladę i tv, my szaleliśmy na lodowisku.
    W aquaparku, byl tylko z mezem, na pytanie która zjeżdzalnia, basen, byla porpozycja pójścia na pizze, itd., itp.
  • fraudes 07.03.17, 15:43
    miejsca, nawet najfajniejsze, to nie jest budowanie relacji. To jak danie dziecku pieknej zabawki bez nauczenia jak sie nia bawić
    o to "nauczenie" przyjemności tu chodzi i to powinien zrobic twój mąż
    moga obaj czerpać frajde z bierek. naprawdę
  • chocolate_cake 07.03.17, 16:03
    Też wcześniej pomyślałam, że wycieczki były na pewno w fajne miejsca, koszt był pewnie duży ale widocznie nie o to to dziecku chodzi tylko o prawdziwą relację z tatą. Chłopak okazuje to tak jak potrafi, pewnie bardzo głupio, ale jest dzieckiem. Wielka szkoda że jego matka i ojciec nie mogą się dogadać. Szkoda dzieciaka. Ale to nie wina autorki wątku.
  • emmagreen 07.03.17, 16:32
    Ale były wycieczki w fajne miejsca, ale tez męskie wyprawy, wędrówki, żagle. Sam na sam i braćmi męza i ich synami. Mąż też jest takim typem kaowca, był w harcerstwie, zajmował sie takimi dzieciakami na obozach, ma swietne relacje z bratankami.
    Ale trudno taką relację nawiązać z synem tkwiącym nosem w telefonie. Mały mógłby powiedzieć o co mu chodzi. Bo w tym momencie mały ozywia sie na widok zestawu z maca, pizzy i drogich zakupów.
    Tych jest siła rzeczy mniej, idę na wychowawczy, wiec pomimo niezlych zarobkow męża musimy bardziej uważac na wydatki i odpuscic np. kurtke za 900 zl czy najnowszego IPhona dla 11 latka.
    Oczywiscie to tez jest powód do nienawiści do mojej osoby i moich dzieci
  • chocolate_cake 07.03.17, 16:38
    Może ma faktycznie problem z uzależnieniem od fastfoodów :(
  • amb25 08.03.17, 08:28
    Syn ma prawo lubic inne rzeczy niz jego ojciec. Moze nie lubic zwiedzac, moze nie lubic sportu (moj tak ma chociaz ja uwielbiam zwiedzac). To trzeba tylko zakceptowac. Syn to nie kopia meza ani uosobienie twoich wyobrazen o tym jaki i co powinien 10-latek. To odrebny byt.
    Mały mógłby powiedzieć o co mu chodzi - przeciez mowil. Nie slyszalas? Sama pisalas. Chce poogladac z tata tv, isc do McDonalda. Zeby nawiazac kontakt z dzieckiem trzeba wejsc w jego swiat. Trzeba poswiecic mu czas. Trzeba z nim poogladac tv, pograc jesli gra na komputerze, porozmawiac i popytac sie o gry w jakie gra na komorce, pojsc z nim do McDonalnda czy kawiarni (jesli was stac). Ale przede wszystkim trzeba chciec. A twoj maz idzie na latwizne - bo latwiej pwiedziec, co mam z nim robic on tylko oglada tv, niz usiasc z synem i obejrzec koszmarnie nudny i glupi program np. o grach komputerowych i jeszcze skupic sie nad nim na tyle, zeby byc w stanie porozmaiwac z sensem o tych grach. I to nie krytykujac ani ich ani syna czy jego zainteresowan (lub ich braku). To robota twojego meza. I dopiero jak wejdzie w jego swiat mozna probowac czegos innego.
  • fraudes 07.03.17, 15:46
    A czy tato był z nim u lekarza? poziom hormonów, tarczyca?
  • chocolate_cake 07.03.17, 15:34
    A był zazdrosny o facetów matki czy tylko o nową żonę taty?
  • emmagreen 07.03.17, 15:51
    Nie wiem po prostu. Eks jest bardzo dominująca, wiec nawet jakby był to musiałby zamknąć buzie, anie niszczyc jej nowy związek.
    nie pytamy o nic związanego z matka, po tym jak raz dałam małemu kanapki do szkoły i tak mimochodem, widząc zdumioną minę zapytałam czy mama mu ich nie daje.
    Awantura, ja sie wtrącam, wyputje, śledze, dręcze dziecko. Także nie pytamy więcej
  • enith 07.03.17, 15:36
    Cóż, ja nadal czekam na odpowiedź, czy ojciec był z synem u psychologa. I chciałabym wiedzieć, który to był taki mądry i poradził wam, żeby ojciec porzucił 11-latka i całkowice się od niego odciął.
    Pozostaje sąd rodzinny, mediacja i policja, jeśli jesteście przez kobietę nękani. Zbierajcie dowody wszystkich jazd, róbcie notatki, zdjęcia, cokolwiek, czego będzie można użyć w sądzie, a co pokaże skalę zjawiska.
  • fraudes 07.03.17, 15:39
    tez myślę, że wizyta ojca z synem u dobrego psychologa mogłaby coś wnieść.
    I szczere zainteresowanie, budowanie relacji. Bo relacji mi tu brakuje. A w tym wieku za relacje z dziecmi odpowiadają dorośli.
  • emmagreen 07.03.17, 15:54
    Nie był, proponował, znalazl dobrego, ale eks sie nie zgodziła.
    Zagroziła odcięciem syna od ojca, już takie "kary" wczesniej stosowała, nie pozwlała mężowi spotkac sie z małym, a w tym czasie on wydzwanial i pisał sms "dlaczego mnie nie kochasz, nie spotykasz sie" itp
  • enith 07.03.17, 16:08
    Ojciec ma prawa rodzicielskie? To umawia syna do psychologa i z nim idzie. Zgoda matki nie jest potrzebna. Szukajcie kogoś, kto ich przyjmie w środę, gdy chłopiec jest u was. Może jest też ktoś, kto przyjmuje w soboty. Jakby chłopak miał dziurę w zębie, to przed pójściem do dentysty też pytalibyście eks o pozwolenie, czy po prostu mąż zabrałby SWOJEGO syna na leczenie?
  • emmagreen 07.03.17, 16:26
    Ale co z tego jeśli on poszedłby tam tylko raz? Myslisz ze mąż tego nie rozważał?
  • miedzymorze 07.03.17, 16:50
    A dlaczego miałby iść tylko raz ?
    Chce pomóc swojemu dziecku czy ma to w nosie i tylko trzęsie gaciami przed eks ?

    pozdr,
    mi
  • emmagreen 07.03.17, 16:53
    Jesli potem eks mu dziecka nie da, to komu pomoże?
    Fakt, może dochodzić swojego przez policje, ale eks zacznie szalec, mały dostanie histerii, komu wtedy pomoże?
  • enith 07.03.17, 16:57
    Ale dlaczego raz? Idą na pierwszą wizytę i ustalają plan kolejnych np. co drugą środę. Na pewno znajdzie się w Warszawie terapeuta przyjmujący w takich terminach.
    A na groźby eks jest, moja droga, sąd rodzinny. I dziwi mnie bardzo, że ktoś piszący tak elokwentnie, jak ty, a więc chyba niegłupi, nie wpadł jeszcze na pomysł, żeby z całym tym syfem iść do sądu.
    Zaczynam odnosić wrażenie, że ty szukasz wymówek, a nie realnego wyjścia z sytuacji. Kąpać dzieci od święta oddzielnie nie, bramka na kluczyk nie, opiekunka do dzieci nie, psycholog dla pasierba nie, sąd rodzinny i mediacja nie... No, skoro jesteś na nie, to zaproponuj mężowi zrzeczenie się praw rodzicielskich, pakujcie manatki i wyjeżdżajcie za granicę. Dostaliście błogosławieństwo psychologa, który nigdy chłopaka na oczy nie widział oraz twojej mamusi i twojego tatusia. Czego jeszcze potrzebujesz?
  • emmagreen 07.03.17, 17:04
    Naprawdę mylisz ze sąd rodzinny to będzie cos dobrego dla chłopca, ok może wyda wyrok korzystny dla męża, ale eks może sie do niego nie zastosować. Ma ja latami po sądach ciągać? W sumie to zgodne z oczekiwaniami eks, wtedy będzie w naszym zyciu.
    DLACZEGO mam kąpac dzieci oddzielnie skoro one lubia robic to razem, zreszta myslisz ze mały nie dostałby histerii widząc jak tata zajmuje sie najpierw jednym potem drugim maluchem, czasowo wyszłoby dłuzej i tak, histeria by była, wiec czemu miałoby to służyć?
    Bramka na kluczyk JEST, pisałam wielokrotnie
    Opiekunki nie ma, nie jest potrzebna, pomagaja babcie i dziadkowie. Zreszta ja sie nie skarże na to, ze mam swoje dzieci pod opieką, wiec nie rozumiem tego zarzutu akurat.
    Psycholog - pisalam juz
    Sad rodzinny i mediacje nie, bo to będzie kolejny pretekst dla eks do wchodzenia w nasze życie, a na to zgody nie ma
  • enith 07.03.17, 17:27
    Korzystne, to dla tego chłopca byłoby stałe zamieszkanie u was, a nie zostawienie go na pastwę matki wariatki i zniknięce bez zostawienia adresu. Ale to rozwiązanie, jak rozumiem, nie interesuje ani męża, ani ciebie.
    No i wracając do tematu wątku "Czy związek z dzieciatym ma szanse" odpowiedź brzmi: ma, ale nie w twoim przypadku. Twój przypadek pokazuje dobitnie, że niektóre osoby po prostu nie nadają się do zakładania rodzin patchworkowych. Żeby nie było, że robię z tego zarzut w twoim kierunku. Sama jestem drugą żoną, ale o ile posiadanie eks żony nie jest i nigdy nie było dla mnie problemem, dzieci z poprzedniego małżeństwa to dla mnie deal breaker. Nie wyobrażam się w roli macochy, to nie moja bajka użerać się z paserbami czy psychicznymi eks żonami, które wykorzystują własne dzieci do rozgrywek z eks mężem. Stąd taki, a nie inny mój wybór życiowy.
    Przykro mi, że tak ci się życie ułożyło, ale jesteś dorosła, niegłupia i dasz sobie radę. Następnym razem po prostu wybierzesz rozważniej.
  • emmagreen 07.03.17, 17:33
    >>>Korzystne, to dla tego chłopca byłoby stałe zamieszkanie u was, a nie zostawienie go na pastwę matki wariatki i zniknięce bez zostawienia adresu. Ale to rozwiązanie, jak rozumiem, nie interesuje ani męża, ani ciebie.<<<

    Nie ma takiej opcji w tym momencie. To rozwiązanie akurat nie byłoby korzystne ani dla naszego małżeństwa ani dla naszych dzieci.

    >>>Przykro mi, że tak ci się życie ułożyło, ale jesteś dorosła, niegłupia i dasz sobie radę. Następnym razem po prostu wybierzesz rozważniej.<<<

    Ale mnie nic nie wiadomo abym musiała wybierać następnym razem, rozważniej czy nie :-), nie rozstajemy sie, jestesmy szcześliwy, kochamy dzieci, między nami jest ok
  • enith 07.03.17, 17:41
    Zanim ojciec odetnie się od dziecka, polecam ten artykuł do przeczytania:
    www.rp.pl/artykul/1042680-Za-brak-kontaktow-z-dzieckiem-rodzica-mozna-ukarac-nakazem-zaplaty.html#ap-4
    Macie jak w banku, że eks zasypie was pozwami cywilnymi o ukaranie twojego męża za niewywiązywanie się z obowiązku widzeń z dzieckiem. Mówimy o karze finansowej za każde uchybienie w spotkaniach. Ponieważ eks jest mściwa, na pewno skorzysta z tej kolejnej możliwości, by wam dokopać.

    >>>Ale mnie nic nie wiadomo abym musiała wybierać następnym razem, rozważniej czy nie :-), nie rozstajemy sie, jestesmy szcześliwy, kochamy dzieci, między nami jest ok

    Twój mąż już raz się rozwiódł, a teraz poważnie rozważa porzucenie dziecka z pierwszego małżeństwa. Może czas wyciągnąć z tego wnioski dla siebie?
  • chocolate_cake 07.03.17, 18:40
    Przecież to jego żona odeszła. A on nie ma na razie zamiaru nigdzie wyjeżdżać, przynajmniej tak zrozumiałam.
  • enith 07.03.17, 18:46
    Państwo mają szansę wyjechać na rok za granicę (praca męża) i poważnie to rozważają, najwyraźniej mając nadzieję, że dzieciak i eks się od nich odczepią. A ja myślę, że eks dopiero wtedy pokaże im, na co ją stać.
  • tt-tka 07.03.17, 19:26
    Ja uwazam ten pomysl z wyjazdem na rok za calkiem niezly. Z nastepujacych powodow
    - zwiekszony dystans - w momencie, gdy ojciec trzydziestego z rzedu telefonu nie odbiera, nie da sie naslac na niego policji/przyjechac osobiscie
    - szansa na znormalizowanie stosunkow ojca z synem (tak, tak) - nie widuja sie na zywca, rozmowy skypowe mozna przeniesc na inna plaszczyzne, typu co w szkole, jak sprawdzian, radzisz sobie czy cos mam z toba odrobic; kiedy pojawia sie model patrz, jak jem, patrz, co ogladam - "synu, ty mnie obchodzisz, a nie program TV, mowmy o tobie"; mozna rowniez, i tu mala dywersja wobec eks - poopowiadac, co tu jest do zobaczenia i "pojedziemy, obejrzymy w czasie wakacji...oczywiscie jesli twoja mama pozwoli"
    - z wolna przenosimy starcia na teren wroga (czyli eks, sorry, ale ona sama sie w takiej roli ustawila) - ona musi sie zgodzic na wakacje, ona musi sobie poradzic z napadami niehumoru syna, ona nie ma do kogo isc zadac wiekszej kwoty, alimenty musza wystarczyc.
    - ojciec odleglejszy, nieobecny na kazde skinienie moze stac sie (nie musi) atrakcyjniejszy. Moze tez stac sie bardziej znienawidzony, takie ryzyko istnieje, ale nie bedzie go i jego rodziny pod reka, by im to okazac.

    Takie rozwiazanie oczywiscie musi byc poprzedzone
    - zapytaniem syna; czy w ogole on (i eksa) maja swiadomosc, ze pan moze zniknac daleko i na dlugo ?
    - ustaleniem z rodzicami, ze w razie rzeczywistej (!) potrzeby zajma sie wnukiem; nie chodzi o normalne kontakty z dziadkami, tylko pomoc np w razie choroby
    - uzgodnieniem z sadem, jakie warunki ojciec musi spelnic, by moc wyjechac (zapewnie zabezpieczenie alimentow, byc moze tez, tego nie wiem, sad ustala forme i czestotliwosc kontaktow w takim wypadku)
  • emmagreen 08.03.17, 09:39
    Nie sądzę aby sad uznał wyjazd służbowy i kontakt via skype za uchylanie się od kontaktów.

    Mąż się rozwiódł na wniosek eks żony, za bardzo nie miał raczej innego wyjścia, nieprawdaż? Rozważa nie porzucenie, a odcięcie się dla dobra rodziny
  • fraudes 08.03.17, 09:50
    a gdzie tu dobro jego syna, który jest jego najbliższa rodziną?
    i jeszcze jedno- jak odetnie się raz, to jak w waszym związku przyjdą trudności, to nie zawaha się zastosować sprawdzonego wzoru
    bo już to będzie miał przećwiczone
    szczególnie jak będzie miał żone nr 3 i dzieci odpowiednio 4 lub/i 5
  • chocolate_cake 08.03.17, 09:54
    Mimo wszystko nie powinien odcinać się od własnego syna, tylko spróbować znaleźć z nim wspólny język. Chłopak ma nawiedzoną matkę, nowe rodzeństwo i macochę, brak przyjaciół. Ma nadwagę i zajada stres. Może być okropny i nieprzyjemny, wydawać się że jest rozpuszczonym bachorem ale to syn twojego męża, któremu trzeba pomóc. To jeszcze dziecko.
  • tt-tka 07.03.17, 17:57
    Enith, tu nie chodzi o grozby eks. Chodzi o to, ze zadna terapia nie pomoze, jesli wylamie sie z niej/odmowi uczestnictwa jedna osoba, i to ta, ktora z chlopakiem jest najczesciej. Co syn przepracuje przez godzine/poltorej u psychologa raz na tydzien, zostanie zalane wielogodzinnym nakrecaniem "on cie juz nie kocha, on nas zostawil, on ma teraz inne dzieci i ty sie nie liczysz", a nie wykluczam, ze i konkretnymi instrukcjami co do tego, jak ma sie zachowywac, co robic, czego wymagac. A zwlaszcza jak traktowac macoche i jej dzieci.
  • enith 07.03.17, 18:06
    Dlatego syn powinien mieć miejsce zamieszkania u ojca, a nie z chorą psychicznie matką, która go regularnie niszczy. To zrobiłby kochający ojciec, który wie doskonale, do jakich podłości zdolna jest eks żona. No, ale macocha się nie zgadza.
  • tt-tka 07.03.17, 18:20
    Eks tez sie nie zgodzi. Mozesz byc tego pewna. A pozbawic matke praw/ograniczyc je to wcale nie jest latwe. Ty mozesz zdiagnozowac "chora psychicznie" (ja bym powiedziala, ze chora z nienawisci), ale sadowi to nie wystarczy. Poki nie ma bezposredniego zagrozenia syna, fizycznie, doslownie, poki matka bywa na wywiadowkach itp, to jest droga przez meke, cholernie czasochlonna i meczaca, a skonczyc sie moze tak akurat na pelnolecie syna.
  • tt-tka 07.03.17, 18:23
    Szczerze mowiac, ja tez bym sie nie zgodzila. Gdyby to byl wypadek losowy - matka w szpitalu, na okreslony czas; albo - matka umiera (przepraszam) - to oczywiste, ze ojciec bierze syna, a ja biore na klate. Ale z ta konkretna matka w pakiecie przenigdy.
  • enith 07.03.17, 18:27
    I od takich spraw jest sąd, kurator, psycholog i jego opinia nt rodziny - cała prawna ścieżka. Ale tu nikt nawet nie próbuje. Tu padł sprytny i wybitny pomysł odcięcia się od dziecka, bo nie pasuje do nowej rodziny. Bo macocha nie potrafi pójść nawet na najmniejszy kompromis, jak wykąpanie dzieci raz w tygodniu osobno. No, jak TO jest problemem, to o czym my tu w ogóle mówimy.
  • mamamalutkiej1 07.03.17, 21:33
    Tak to niestety jest jak się bierze faceta z dzieckiem. Albo masz szczęście i facet ma w miarę normalne dzieci i jakaś normalna eks albo masz pecha. Ty niestety masz pecha. Możesz próbować się odizolować ale dziecko nigdy nie zniknie z jego życia. Widać, ze Twój mąż jest odpowiedzialnym ojcem i nigdy nie zostawi dziecka. A zacznie się okres dojrzewania. Chłopak ma problemy, nadwagę, zero kolegów. Mogą być narkotyki, pijackie imprezy, ucieczki z lekcji. Twój mąż może być budzony w środku nocy i będzie musiał pomagać synowi. I będzie jeździł bo to jego syn. DZiecko ma dwoje rodziców i jego matka nie musi sobie radzić z dorastającym synem sama. Musisz niestety się z tym pogodzić, albo będziesz robiła piekło mężowi ale sadze, ze on i tak będzie pomagał synowi. To jest wliczone w koszty życia z facetem z dzieckiem.
    Im więcej piszesz o całej sytuacji to jakoś zaczynam rozumieć jego syna. Twój mąż jest pewnie ciepłym, dobrym człowiekiem. Syn go pewnie bardzo lubi. Musi mieszkać z despotyczna matka, ktora nie słucha co ma jej do powiedzenia. Jest już w takim wieku, ze pewnie podświadomie wyczuwa, ze jest dla niej tylko narzędziem manipulowania ojcem. A do tego matka jego ma coś nie tak z psychika. To nie jest zachowanie normalnej zrownoważonej kobiety. Chłopak nie ma w niej żadnego oparcia. Gdyby matka była dla niego dobra to nie byłby tak zaborczy wobec ojca. DZiecko musi uważać co mówi, co robi, wykonywać chore polecenia matki.
    I teraz dziecko czuje, ze traci jedyna osobę której na niej naprawdę zależy. Nie dziwie się, ze jest trochę takie zaborcze.
    A jak oceniasz relacje dziecka z matka? Nie są chyba za zdrowe? Z Twojego opisu wynika ze to nie jest dobra matka.


  • 71tosia 07.03.17, 22:57
    ... a do tego chlopiec w pakiecie dostal jeszcze mcoche ktora kompletnie go nie akceptuje, i jej rodzicow ktorzy doradzja 'pozbycie' sie problemu. Oczywiscia jest wina jedynie tego chlopca jest to ze zajada stres i niczym sie nie interesuje, taty nie ma w tym winy wcale, a macocha ktora dostaje bialej goraczki gdy dziecko jests u niej w domu tez nie ma z tym nic wspolnego. Bardzo wspolczuje temu dziecku, dzieciak jest bardzo samotny, zagubiony i spanikowany. To dziecko potrzebuje pilnie pomocy, tymczasem wszyscy w tej rodzinie marza ze po prostu zniknie z ich zycia, moze tak bedzie i dzieciak rzeczywiscie nie wytrzyma presji, autorko 10 latki tez popelniaja samobojstwa.
  • tt-tka 07.03.17, 23:23
    71tosia napisała:
    To dziec
    > ko potrzebuje pilnie pomocy, tymczasem wszyscy w tej rodzinie marza ze po pros
    > tu zniknie z ich zycia,

    Jego matka tez ? Nie zapomnialas, ze on ma matke i jaka ?
  • anula36 08.03.17, 09:15
    Straszenie autorki watku ,ze jesli ne bedzie wystarczajaco mila dla pasierba to popelni samobojstwo to cios juz naprawde ponizej pasa.

    tutaj niestety zadne madre rady nie wypala, bo do tego trzeba ludzi ktorzy CHCA sie dogadac i porozumiec, a tu jest sytuacja klinczowa, nie ma dobrego wyjscia.
    jak czytam te watki to rosnie we mnie zlosc na Twojego meza,ze Ci i Waszym dzcieom takie jazdy zafundowal, nie wiedzial wczesniej z kim ma dziecko? Nie wszyscy ludzie powinni wchodzic w jakies nastepne zwiazki\, z takimi a nie innymi zobowiazaniami.
    chyba jedyne co mogloby troche uspokoic sytuacje to gdybyscie sie rozstali, maz meszkal sam i czas poza praca spedzal na odwiedzaniu potomkow, a Ty mialabys moze nie normalne zycie rodzinne( chyba ze z kims innym) ,ale przynajmniej spokoj.
  • fraudes 08.03.17, 09:38
    To nie jest straszenie. Mam taki przypadek wśród znajomych. Pan po rozwodzie (tez z winy zony) znalazł sobie nowa panię, która jego dzieci nie akceptowała. Swoich dzieci nie mieli. Chłopak zaczął sprawiać problemy. Tez było coś w rodzaju wołania o uwagę ojca. Tato wymiksował się od pomocy chłopakowi. Dopóki żyła biologiczna matka, jakoś działało. Pól roku po jej śmieci chłopak się powiesił w wieku ok 21 lat.
  • fraudes 08.03.17, 09:38
    skarajne, ale mozliwe
  • emmagreen 08.03.17, 09:44
    Wiesz co, ja wiem że to jest skrajny przypadek, ale nawet biorąc coś takiego pod uwagę nie zgodze sie na niszczenie dzieciństwa moich dzieci, a tak by się właśnie stało gdybyśmy poszli na wojne totalną z eks. Bo tak by to właśnie wyglądało gdyby mąż wystąpił o opiekę nad synem.
    To zniszczyłoby naszą rodzinę, a nas i nasze dzieci posadziłoby na lata na kozetce psychologa. Na to zgody nie dam nigdy.
    Gdyby mąż chciał jednak walczyć o opiekę nad synem, to będzie JEGO decyzja, ale ja i moje dzieci wymisujemy się z tego układu od razu
  • fraudes 08.03.17, 09:51
    No i wyszło szydło z worka.
    Kurtyna.
  • anula36 08.03.17, 10:00
    nie to jak diagnozowac powodow samobojstwa wsrod dzieci znajomych, powodzenia. tak jakby dzieci z pelnych rodzin ich nie popelnialy.
  • 71tosia 08.03.17, 14:33
    popelniaja i zawsze jest to tragiczne wolanie o pomoc. W tej rodzinie bardzo się zle dzieje. Szantazowanie meza ze ona wypisze się z tego układu gdyby mezowi przyszlo bardziej zaangazuje się w wychowanie syna jest po prostu straszne, oby jej wlasnych dzieci nie spotkalo to co dziś się dzieje z jej pasierbem.
  • emmagreen 08.03.17, 09:55
    Możesz być pewna, że eks także się nie zgodzi. A o ile jest chora z nienawiści, to raczej innej choroby psychicznej nie ma, pracuje, funkcjonuje, nikt nie uzna jej za niepoczytalną.
    Biorąc pod uwagę jak działaja nasze sądy i jak traktowane są w nich matki, większych szans mąż by nie miał, a jeśli już to po wieloletniej walce, która zniszczyłaby jego i naszą rodzinę. Triumfowałaby eks, dzięki temu znów wróciłaby do gry.
    Jak mielibyśmy zapewnic bliźniętom szczęśliwe dzieciństwo w takim piekle?
    Załóżmu że nawet udałoby nam się zmienić miejsce zamieszkania chłopca, po paru latach, akurat w najgorszym momencie jego dojrzewania. Jak wyglądałoby funkcjonowanie naszej rodziny ze zbuntowanym nastolatkiem, napojonym od lat nienawiścią do mnie i naszych dzieci (do ojca być może też), z chora z nienawiści eks obecna w naszym życiu?
    Jak wyglądałoby dzieciństwo moich dzieci, mam je poświęcić dla dobra pasierba? Mam od razu wyrabiac kartę stałego klienta u terapeuty dla nich, bo z pewnościa mając takie dzieciństwo chodziłyby na terapię latami?

    Na to mam się zgodzić?
    Starałam się polubic i zaakceptować tamtego chłopca, ale nie oszukujmy sie, dla mnie to obce dziecko, najważniejsze są moje, nie poświęce ich dobra, szczęsliwego dzieciństwa na ołtarzu walki o dobro pasierba. I szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie żadnej, normalnej matki, któa by to zrobiła.
  • chocolate_cake 08.03.17, 10:03
    Szkoda że syn twojego męża to dla ciebie obce dziecko :(
    Nikt ci nie każe poświęcać waszych wspólnych dzieci.
    Za co ten chłopak tak cię nienawidzi?
  • emmagreen 08.03.17, 10:20
    Głónie za to że jestem, dopóki byłam dziewczyną taty było ok. Gotowałam dla niego, piekłam zdrowe ciasteczka, czesem odwoziłam do szkoły, było naprawde dobrze.
    Ale potem był nasz ślub, pare miesięcy potem moja ciąża i wszystko się pozmieniało. Myślę że to wpływ eks, 10-11 latek raczej nie wymyśli, ze druga żóna jest gorsza od kochanki, bo ma taką samą pozycję, ale kochanka ma chociaż tyle przyzwoitości aby się ukrywac, nie miałby pretensji, ze jestem w domu nie pracuje obecnie bo zajmuje sie dziećmi, a utrzymuje mnie mąż. Pretensje o wszystko, o nasz nowy samochód, o nowe foteliki dla maluchów, o ubrania moje i dzieci. Potrafi otworzyć szafkę w kuchni lub lodówke i skomentować jak to ja i moje dzieci pasożytujemy na jego tacie.

    Po rozwodzie mąż raczej nie liczył sie z wydatkami na syna, wysokie alimenty, ubrania, gadzet jakie tylko ten chcial, eks prosiła o wysłanie 500-1500 zł na dentystę, okulistę. Wysyłał, zarabia nieźle więc problemu nie było.
    Potem pojawiłam się ja, nasza rodzina, nie ukrywam że trochę ukróciłam te wydatki, ja też nieźle zarabiam, ale od początki było ustalone, że idę na urlop wychowawczy, więc pieniędzy będzie mniej.
    Poza tym uważam, że 11 latek kurtki czy butów za 900 zl naprawdę nie potrzebuje, podobnie najnowszego IPhona, nie powiem mąż wciąż kupuje synowi niezłe, markowe rzeczy, ale w dużo rozsądniejszych cenach. Dodatkowo wpłaca mu pieniądze na tzw. fundusz posagowy, podobnie jak naszym dzieciom zresztą
    Jedna z ostatnich wojen też była o pieniądze, eks zadzwoniła z prośbą o 800 zł na dentystę małego, mąż zadzwonił do kliniki, rachunek 180 zł, wysłał. Awantura. Histeria malego.

    Myślę, że to są powody; finanse, świadomośc eks, że mąz lepiej ułożył sobie życie po rozwodzie, że nie będzie jej planem B, jak jej coś się nie uda. Małemu wpajana jest nienawiść do mnie i rodzeństwa, on jest przekonany, że ja jestem zła, podobnie maluchy i że go okradamy
  • chocolate_cake 08.03.17, 10:37
    Masakra
    Współczuję
  • berber_rock 08.03.17, 10:44
    Mnie zastanawia jedno - i jednoczesnie zadziwia zdanie wielu pan tutaj piszacych, ktore wydaja sie (z powodu, ze pasierb zostal skrzywdzony rozwodem rodzicow) dawac mu zezwolenie na naruszanie zasad panujacych w domu autorki w dowolny sposob.

    Czy chlopcu zostaly kiedykolwiek zakomunikowane zasady panujace w tym domu? Np. po 22.00 spimy i NIE MA ogladania telewizji z ojcem o 1 nocy. Nie kopiemy w drzwi, nie urzadzamy wrzaskow i krzykow, komunikujemy sie normalnym tonem etc. Jesli zasad nie akceptujesz - spotykamy sie w kinie, McDolandzie, gdziekolwiek.
    mam wrazenie, ze chlopak notoryczne przesuwa granice i nigdy nie spotyka sie to z zadna reakcja. Bycie rodzicem (w tym wypadku dotyczy to ojca) nie polega na ciagmyl glaskaniu po glowie i zgadzaniu sie na wszystko.

    Kolejne pytanie: czy ojciec kiedykolwiek porozmawial z synejm o rozstaniu z matka i wyjasnil, ze to ona od niego odeszla, w zwiazku z czym nie mial innego wyboru jak ulozyc sobie zycie od nowa? Pytania syna w stylu "po co ci ona" wskazuja, ze nie.

    Jesli chodzi o spedzanie czasu: a co by bylo, jak by w Waszym domu nie bylo telewizji. W koncu nie we wszystkich jest. jaka bylaby reakcja syna?

    I ostatnia rzecz: zacznijcie na wszelki wypadek zbierac dowody na stalking. Moga sie przydac.

  • emmagreen 08.03.17, 11:13
    Ależ oczywiście ze zasady zostały mu przedstawione, w sobote - kiedy mąż go odbiera, niemal cały dzień spędzają poza domem, kino, Mac, zakupy, spacer jak jest ładna pogoda. Ale nocować gdzieś muszą. Gdy łamie zasady, jest rozmowa, tłumaczenie, kary.
    Oczywiście, że mąż z nim rozmawiał, ale eks uważała, że mąż powinien na nią czekac, nie układać sobie życie, żenić sie, tylko czekać, bo może jej się coś nie ułoży z nowym panem (chyba tak właśnie sie stało) i będzie chciała znów z nim być.
    Syn przejał rozumowanie matki - gdyby nie ja i dzieci, to ojciec wróciłby do domu, do jego i jego mamy i znów byłoby wspaniale. Mąż mówi że by nie wrócił, że w realcjach dorosłych pewne rzeczy, zdrada, są nie do wybaczenia, ale eks i pasierb i tak wiedzą swoje.
    Co więcej oni są przekonani, że jak zniszczą nasz związek, to mąż do nich wróci. W co nie wierzę, mąż jest bardzo zasadniczy, nie odpuściłby zdrady i nękania.
    Zresztą mąż kilka razy wykrzyczał eks, że raczej znalazłby sobie chłopaka czy 80 latke albo do klasztoru wstapił niz do niej wrócił (nie, nie ma takich skłonnosci ):-)
  • mamamalutkiej1 08.03.17, 11:35
    Współczuje Tobie. To taka sytuacja bez wyjścia. Sama byłam w podobnej sytuacji. Wychowywałam pasierba przez 3 lata. Potem przeniósł się do matki. Na koniec jego matka kupiła mi wieki bukiet kwiatów w podziękowaniu za opiekę nad jej synem. Z dzieckiem, teraz nastolatkiem wciąż mam sporadyczny kontakt jako, ze mieszka w innym mieście.
    Ta kobieta nie jest normalna. Jej myślenie jest mocno zaburzone. Nie trzeba od razu gadać do siebie na ulicy zeby być chorym i zaburzonym. A z chorym cieżko wypracować jakieś porozumienie.
    O to zeby chłopak z wami mieszkał nie możesz walczyć bo sama wiesz, ze to zniszczy wasza rodzine. Sam chłopak może się zdecydować ze będzie chciał mieszkać z wami jako nastolatek za kilka lat. Ja bym się tego obawiała. To was na pewno by skończyło.
    A ten dzieciak to jest truteń. Nawet jak ma ciężkie życie, bo sadze ze ma, to jest wyjątkowo bezczelny ze wygłasza takie komentarze pod Towim adresem. Przecież to dzieciak, rozpuszczony, niewychowany, zero wyczucia co może powiedzieć a co nie.
    Największym frajerem jest tutaj Twój mąż. Nie ma żadnego posłuchu u dziecka i Ex żony. Zarówno matka jak i dzieciak nim manipulują. Bo nie zobaczy dziecka. Wybacz, ale jak 11 latek może puszczak takie teksty Tobie!!!!
    Powinien mu powiedzieć, to jest moja nowa żona, moje dzieci i masz je szanować. Jak nie będziesz szanował to nie będziesz przyjeżdżał do mnie do domu. I widywać się z nim na mieście po kilka godzin. Ja takiego,pasierba bym nawet ochoty nie miała widzieć. Powiedziec wyraźnie, żadnego dzwonienia wieczorami. Jeden dzieciak nie może ustawiać całej rodziny.
    Ty jesteś zdecydowanie za dobra. Masz dwoje fajnych dzieci masz czym grać. Postaw ultimatum. Zero dzieciaka u was w domu. Jest takie powiedzenie - ku... ku... nie wyku.... Musisz być gorsza od jego eks inaczej nie przetrwasz. Życie to nie bajka, wiele dzieci nie ma wogole ojców i normalnie wyrastają. A pasierba nie musisz wcale lubić. Musisz go szanować i nie robić pod górkę w życiu o ile oczywiście on jest wobec Ciebie w porządku.
  • emmagreen 08.03.17, 11:47
    To też jest rada terapeuty, widzenia co sobote, w dzień, poza naszym domem, zamiast weekendow.
    Generalnie terapeuta też mówił, że istnieje taki termin jak "ojciec pokutujący", tzn. są dzieci z rozbitych rodzin które nie oczekują że będą miały fajnego tate, nowa rodzine, dobre kontakty. One oczekuja że ojciec na kazdym kroku, do konca zycia, bedzie calym soba, swoja postawa, przepraszal za rozwod (niezaleznie od winy), za rozbita rodzine. Nie ma prawa być szczęsliwym, spełnionym, ma cierpiec i pokutowac za krzywde dziecka.
    Moze miec w tym sporo racji, ten maly nie jest zainteresowany rozmowa, ojcem, mąż ma być obok, siedziec i pokutować.
    To jest taki rodzaj dziecka, ktore w wieku 30+, ustawione zyciowo z wlasna rodzina, ma do ojca pretensje, ze wymienil samochod albo wyjechal z ta q... na urlop, a to ze ta q... jest legalna zona od lat wielu i epizodu latarnianego raczej w zyciu nie miala, to nie ma znaczenia
  • chocolate_cake 08.03.17, 11:55
    Ja w ogóle mam wrażenie że tam generalnie chodzi o pieniądze i to o bardzo duże pieniądze.

    Z tym ojcem pokutujacym to może być faktycznie prawda.
  • mamamalutkiej1 08.03.17, 12:31
    Ja bym zabroniła wizyt dziecka u Ciebie w domu. Nie boisz się ze pasierb zrobi coś Twoim dzieciom? Przecież on jest niedojrzały, agresywny i aż bije z niego agresja do Ciebie i Twoich dzieci. Chwila nieuwagi o może zrobić krzywdę Twoim dzieciom. Tym bardziej, ze nie wiesz co mu matka szepcze do ucha. A on widać nie ma żadnych refleksji. Powinnaś wymóc na mężu taka decyzje, Ty powinnaś dbać o bezpieczeństwo swoich dzieci. Tym bardziej ile czasu masz ochotę siedzieć zamknięta w pokoju na gorze bo jest pasierb? Jak więzień, Twoim życiem rządzi 11 latek. Postaw się inaczej nie dasz długo rady. Tym bardziej, ze macie małe dzieci i mąż jest w Tobie zakochany.
    A mi tez się wydaje ze Ex chodzi o pieniądze. O wygodne życie. To ze nie ma przelewów kiedy chce. Bo w nagła miłość do Ex męża nie wierze.
    Postaw się Tobie tez należy się szacunek we własnym domu. Każdy jest traktowany tak jak da się traktować. to prawda ktorra dopiero niedawno odkryłam w życiu. Niech mąż powie pasierbowi, ze widuje się z nim poza domem ponieważ Ciebie nie szanuje i zasad panujących w waszym domu. Telefon ograniczy do jednego wieczorem. Ten chłopak na serio ma coś z historyka w sobie. Tyle smsow jednego wieczora, nawet jak matka go podpuszcza to jest chore.
    Mój pasierb miał 8 lat jak do nas przyszedł, wtedy jeszcze wierzył ze rodzice mogą być razem, jak zamieszkał z powrotem z matka miał 11 ale był już wtedy chłopcem który myślał, można było z nim pogadać czego chce, czego oczekuje. Wiedział co jemu pasuje a co nie. A dodam, ze na tle klasy był raczej dziecinny.
  • emmagreen 08.03.17, 12:41
    Oczywiście że sie boję, tym bardziej że one są w wieku takim ze chwila nieuwagi i same moga sobie zrobić krzywde. Ta bramka była specjalnie, jestem tego pewna, mąż w sumie takze.
    Ale mysle ze na otwarty atak sobie nie pozwoli, głupi nie jest, wie że bym go wtedy chyba zabiła, a ojciec pomagałby wtedy raczej mnie niż jemu :-).

    Zamknięcie w pokoju na górze nie jest tak tragiczne, męczennica nie jestem; blisko sypialnia, nasza łazienka, dzieci maja full zabawek, kulki.
    Ale masz racje, postawie sie, niech go gdzies zabiera w ciągu dnia i noc nie przywozi, moze go do matki odwieźć lub do swoich rodziców.
    A to fakt, mąż jest we mnie zakochany, a w dzieciach chyba nawet bardziej, zwłaszcza coreczka juz go sobie wokół palca owinęła :-)
  • kia5 08.03.17, 12:52
    Wszystko to prawda, a jak przyjdą trudności to pan zwieje od ciebie. Praktykę już ma. A jak się jeszcze z kimś zwiąże, to akurat będzie wiedział, co robić z dziećmi z poprzednich związków. I Ty go tego nauczysz. Całe życie przed wami.
  • emmagreen 08.03.17, 12:57
    Mąż od nikogo nie zwiał póki co.
    A jeśli chodzi o dzieci z poprzednich związków to prawa i obowiązki wobec nich maja OBOJE rodzice, a ja nigdy nie postępowałabym jak eks.
    Naprawdę sądziesz, że ktos komu nie udało sie jedno małzeństwo, nie z jego winy, nie da rady stworzyć nic stałego potem?
  • kia5 08.03.17, 13:05
    Da radę stworzyć, ale w razie trudności ma przećwiczony sposób wyjścia z sytuacji.
    No i żeby stworzyć coś stałego musi mieć współpracujące otoczenie. Tutaj tego elementu nie ma. I nie mówię tylko o eks, bo o niej wiemy tylko tyle, co Ty chciałaś przedstawić i to jak Ty to widzisz.
    Prawda może wyglądać zupełnie inaczej.
  • emmagreen 08.03.17, 13:09
    Mąż nie wyszedł z sytuacji, dał eks rozwód bo tego chciała, chciała układać sobie życie z innym mężczyzną.

    A mogłabyś jasniej o tym "współpracującym otoczeniu"?
  • kia5 08.03.17, 13:32
    Ty jesteś tym współczującym otoczeniem. Kimś w kim powinien mieć oparcie. A go nie ma. Może poszukać go gdzieś indziej. On już przeszedl rozwód (nie wazne z czyjej winy) i wie, że od rozowdu sie nie umiera.
  • emmagreen 08.03.17, 13:43
    Ależ ma we mnie oparcie.
    Czy jakby chciał zostać zawodnikiem MMA to też miałabym go wspierać?
    Naprawdę sądzisz że mąż nie rozumie ze to nie ja stanowię problem tylko eks i jej nastawianie syna przeciwko jego rodzinie i nowej zonie, że nie rozumie że dla nich każda kobieta będzie wrogiem?
    Co zyskałby na kolejnym rozwodzie? Kolejne dzieci z rozbitej rodziny, ok zna mnie i wie, że ja w każdym moemncie zacisnęłabym zęby i walczyła o ich dobro, nie jestem taka jak eks.
    Ok, jak każdy człowiek moze zakochać sie i odejsc, ale nie wierzę aby normalny facet rozwala sobie rodzinę i życie dwójki dzieci aby powalczyc o 3 dziecko ze wsparciem jakies innej pani "która da mu oparcie".
    Poza tym, wierzę że istnieją kobiety które celem swojego życia uczyniłyby "wspieranie w walce" dzielnego tatusia, ale z obserwacji wiem, ze takiego samozaparcia na długo nie wystarcza.
    A w tym przypadku byłoby potrzebne przez lata.
  • kia5 08.03.17, 13:47
    Chęć zostania zawodnikiem MMa ma się nijak do chęci pomocy własnemu dziecku. Odrębne światy.
    "Naprawdę sądzisz że mąż nie rozumie ze to nie ja stanowię problem tylko eks i jej nastawianie syna przeciwko jego rodzinie i nowej zonie, że nie rozumie że dla nich każda kobieta będzie wrogiem?"
    Sądzę, że w tej sytuacji otoczony dwiema kobietami ziejącymi nienawiścią może zachcieć poszukać sobie spokojnej przystani.
    "Co zyskałby na kolejnym rozwodzie?"
    Spokój na co dzień.
    " ja w każdym moemncie zacisnęłabym zęby i walczyła o ich dobro"
    Zupełnie jak eks
    W sumie jesteście do siebie chyba podobne. Stąd takie spięcia na linii. Biedny misio.
  • emmagreen 08.03.17, 14:18
    A skąd Ci do głowy przyszło, że ja zieję nienawiścia? Jestem spokojna i pogodną osobą, w ciągu naszej całej znajomości straciłam nad sobą kontrolę może 2-3 razy, niezle jak na kilka lat :-).
    Spokój mąż ma, na codzień, dopoki jego syn nie przyjdzie :-), ale wtedy to bynajmniej nie z mojego powodu jest on naruszany.
    A jeśli chodzi o walkę o dobro dzieci - nie oceniaj, bo mnie nie znasz - ja nie nastawiałabym dzieci przeciwko ojcu ani jego ewentualnej nowej rodzinie (ta walka byłaby ze sobą, bo nawet gdybym była bardzo zraniona to nie grałabym dziećmi), dbałabym o ich dobre kontakty, spotkania. Choć mysle że raczej bez starszego brata.
    Nie jesteśmy podobne, spięć z mojej strony nie ma żadnych.
    A ja swoje zdanie, opinie, oczekiwania, także te nt. syna męża wyrażam spokojnie i grzecznie
  • kia5 08.03.17, 14:41
    Nastawiasz ojca przeciw synowi dając mu ultimatum - jak o niego zawalczysz, to Cię zostawię.
  • pade 18.03.17, 19:29
    Dokładnie.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • salsa.lover 12.03.17, 00:42
    emmagreen napisał(a):

    > Generalnie terapeuta też mówił, że istnieje taki termin jak "ojciec pokutujący"
    > , tzn. są dzieci z rozbitych rodzin które nie oczekują że będą miały fajnego ta
    > te, nowa rodzine, dobre kontakty. One oczekuja że ojciec na kazdym kroku, do ko
    > nca zycia, bedzie calym soba, swoja postawa, przepraszal za rozwod (niezaleznie
    > od winy), za rozbita rodzine. Nie ma prawa być szczęsliwym, spełnionym, ma cie
    > rpiec i pokutowac za krzywde dziecka.


    Z tego co opisujesz to wydaje mi się bardzo trafna diagnoza sytuacji. Problemem jest to, że Twój mąż zdaje się tę pokutującą rolę doskonale wypełniać. Dlaczego mąż wszedł w tą rolę? Może kupienie synowi tego czy tamtego jest łatwiejsze niż realny kontakt, wychowywanie go czy postawienie się ex.
  • emmagreen 13.03.17, 10:08
    Masz racje, ze trafna. TYlko ze maz taka role wypelnial nie dlatego ze tak chcial tylko z powodu roznych innych czynnikow. Po rozwodzie jego kontakt z synem sila rzeczy byl mniejszy, mąż staral sie wyrobic w nim jakies hobby, zaintereswoania - sam ma ich tyle, ze doba jest za krotka, bezskutecznie. W kwestii kupowania, to bylo raczej tak, ze dla meza nie mialo wiekszego znaczenia jak byl singlem czy wyda na syna dodatkowo tysiac czy 5 tysiecy, zarabia sporo.
    Potem po urodzeniu sie naszych dzieci staral sie, z pomocow terapeutow sprawic aby maly nie poczul sie odrzucony, co moze i by sie powiodlo gdyby nie podburzanie eks.
    On sie jej przeciwstawil, ukrocil telefony, zadania, jej najazdy na nasz dom, ale co ma zrobic aby ona zaczela sie zachowywac jak normalna osoba? Pobic ja, sila zabrac do terapeuty razem z malym?
    Ona nie ma zadnego swojego zycia, celu w nim oprocz staran aby dokopac jemu i zniszczyc nasza rodzine, ona bylaby przeszczesliwa gdyby stalo sie cos co pozwoliloby jej ciagac meza po sadach latami. Po prostu.
    Maz ma mnie, nasze dzieci i inne hobby
  • edw-ina 13.03.17, 11:30
    Nie tłumacz męża. Ani przed nami, ani przed sobą. Z doświadczenia powiem ci, że wielu ojców po rozwodzie wchodzi w rolę ojca pokutującego. Nie umieją, nie wiedzą jak ułożyć sobie relacje z dzieckiem, za które nigdy nie byli odpowiedzialni do tego stopnia. Bo jeśli ojciec nie jest ojcem na 100 proc., to w małżeństwie tego nie będzie widać, po prostu mama wypełni lukę. Ta luka pojawia się, kiedy po rozstaniu spotykają się sam na sam. I okazuje się, że nie jest łatwo, bo wbrew temu co się ojcu wydawało, wcale nie stworzył tak silnej więzi z dzieckiem przed rozstaniem. I zaczyna pobłażać, kupować, tworzyć festyn wokół dziecka. Innymi słowy zrobi wszystko, by obrazek wyglądał fajnie, nawet jeśli pod nim będzie wszystko gniło. Przeżyłam, paskudne. Realna zmiana zachodzi dopiero wtedy, kiedy zamiast udawać kontakt, ten kontakt faktycznie ma - prawdziwy, szczery, głęboki.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • emmagreen 13.03.17, 11:51
    To nawet nie tak, ze ja tlumacze, raczej wyjasniam sytuacje.
    Mozliwe ze maz wcale nie stworzyl przed rozwodem tak silnej wiezi, chlopiec mial 5 lat jak maz sie wyprowadzil, wiec to jest mozliwe.
    Mozliwe też, że sie staral, nie wiedzac do konca jak, staral sie odtworzyc model swojego domu rodzinnego, czyli aktywne spedzanie razem czasu, ale to nie z tym dzieckiem.
    Podobnie z kupowaniem, on kupowal nie dlatego zeby kupic uczucia dziecka ale dlatego ze nie mial powodu mu odmawiac, pieniadze mial, wiec nie mialo znaczenia czy buty sa po 200 czy po 1000 zl, podobaja sie to ok.
    A zeby miec z dzieckiem prawdziwy, szczery i gleboki kontakt to niestety dziecko TEZ musi tego chciec, musi byc na to gotowe i otwarte. Maly, buntowany przez matke, jest gotowy na pretensje i wywolywanie w mezu wyrzutow sumienia, tylko i wylacznie
  • edw-ina 13.03.17, 12:08
    Ale co z tego, że miał? Mądry rodzic rozumie, że nie powinien. Bo w ten sposób zaniża wartość, nie uczy odpowiedzialności. Moje niespełna 4-letnie dziecko dostaje tygodniówkę, odkłada sobie pieniądze i kupuje za nie zabawki. Co z tego, że mogę je kupić w tej chwili, to niczego nie da. Jak to napisał Różewicz: bycie odpowiedzialnym rodzicem to trwa całe życie, życie, a nawet życie po życiu.
    Spójrz też na zagadnienie od strony chłopaka: tata i mama rozstali się, tata zaczął mi pozwalać na wszystko, kupował mi wszystko co chciałem. Ale przyszła Emma green, urodziła dzieci i mi to zabrała. Sorry, ale tak widzi to dziecko. I co więcej w jakimś stopniu ma rację.
    I jeszcze coś odnośnie kontaktu i chęci dziecka - mój mąż jest wielkim miłośnikiem kinematografii. Wie o tym dużo, mamy mnóstwo filmów itd. Niedawno wywiązała się między nim a synami dyskusja o filmach i nie mógł uwierzyć, że iluś tam klasycznych pozycji chłopcy nie znają. Aż wreszcie któryś z nich opowiedział, że pewnie znaliby, gdyby po prostu mieszkali razem, gdyby ta część życia ojca była dla nich naturalna, oczywista. Bo takie zachowania powstają właśnie w ten sposób - naturalnie, bez specjalnych chęci. M również próbował wciągnąć chłopców w swój świat, też średnio to wychodziło. Aż zamiast próbować po prostu zaczął być, pytać, interesować się samymi chłopakami. Pozwolił im na bycie innymi niż on. A fajni są, naprawdę. I wyjątkowo cieszę się, że dali sobie szansę.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • emmagreen 13.03.17, 12:24
    W tym poznawaniu wartosci masz racje, ja choc jedynaczka tez tak bylam wychowywana. Tak tez wychowamy nasze dzieci.
    Bardzo mozliwe ze tak widzi to pasierb, ale wydatki zostaly ukrocone jeszcze przed naszym slubem, oboje z mezem jestesmy ekonomistami, kwestie finansowe wyszly wiec szybko i zdumialo mnie jak maz przy takich zrobkach ma tak niewiele oszczednosci, potem byl temat wspolnej przyszlosci, dzieci i moj wymog rozsadniejszego gospodarowania pieniedzmi. Ale to nie jest tak, ze maz mu nic nie kupuje, po prostu zamiast ubran czy butow za 1000 szt, kupuje takie za 200-300, dla 11 latka to chyba nic strasznego.
    A w kwestii kontaktu, maz ma naprawde wiele zainteresowan i plaszczyzn do do kontaktu i porozumienia, ok, staral sie wciagac malego w podroze, zagle, nart, konie, technike, informatyke, kino, muzyke, sztuke. I co? I nic?
    On lubi jesc pizza i frytki i lubi ogladac tv, a najchetniej programy typu masterchef i inne tego typu oraz oglupiajace seriale. Uprzedzajac pytanie, nie, nie interesuje go gotowanie, raczej wysmiewanie sie z uczestnikow, dwa tygodnie temu np. wysmiewal sie z grubego chlopca, uczestnika masterchef junior, choc sam jest juz grubszy niz wyzszy.
    Fajnie ze masz fajnych pasierbow, ja takiego nie mam.
    A mezowi trudno jest wchodzic z synem w jego swiat i wysmiewac grubsze dziecko albo siedziec godzinami przed tv i przezuwac non stop. Bo wlasnie taki jest swiat i zainteresowania jego syna. Moze to sie kiedys zmieni, nie wiem, ale na dzien dzisiejszy to wlasnie tak wyglada.
  • edw-ina 13.03.17, 13:04
    Ja mam TERAZ świetnych chłopaków i TERAZ świetnego męża, ale nic z tego nie wydarzyło się samoistnie. Stało się to głównie dzięki M i jego pracy nad sobą, a w dalszej kolejności pracy nad relacjami z dziećmi i ze mną. Bo w 90 proc. przypadków problemów na linii macocha - pasierbice/pasierbowie problem leży właśnie w tym łączniku. Bo to od tego łącznika najwięcej zależy, a przede wszystkim na jego barkach leży to, jakiego mężczyznę chcą wychować, jaki przykład męskiego zachowania dać. Czy nauczą przyznawania się do błędów, również sami się do nich przyznając? Czy pokażą co oznacza odpowiedzialność za bliskich? Czym jest szacunek? Dziecko nie wyrasta na człowieka, o jakim opowiadamy, ale na takiego, jakiego widzi w nas.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN