Dodaj do ulubionych

Problem rodzinny ingerujący w dziecko.

11.03.17, 11:26
Witam wszystkich forumowiczów. Dodałam ostatnio wątek, który łączy się z aktualnym forum.gazeta.pl/forum/w,898,163240511,163240511,Utrzymywanie_rodzicow_wzamian_za_pomoc_.html#p163288114 ...wtedy znalazło się wiele osób którym udało się mi oraz mężowi podrzucić parę ciekawych rozwiązań i dać wsparcie liczę,że teraz będzie podobnie.

W skrócie chodzi o to,że z mężem mieszkamy w domu rodzinnym w oddzielnych piętrowo mieszkaniach z jego rodzicami.Wygenerowało to trochę problemów i konfliktów zwlaszcza ze strony teściowej oraz rozprzestrzenienie za jej sprawą i na naszą niekorzyść tego na forum rodzinne(głownie dwie siostry)które są źle na nas nastawione.
Można powiedzieć, że z rodzicami mamy sprawę jakby wyjasniona choc i tak nigdy nie bedzie jak byc powinno.Natomiast z siostrami nawet nie warto.Po prostu maja zle nastawienie i po prostu wylewkę na nas(zaznaczam,ze nic zlego nie zrobilismy ani im, ani rodzicom konflikt wynikl z tego ze odzielilismy nasze zycie od zycia wspolnego z tesciami).

Jednak nie pokoi mnie co się dzieje jeśli chodzi o nasze dziecko,które 3 msc. temu przyszło na świat.Wszyscy się cieszą i je uwielbiają.Kiedy teściowa ma ochotę bierze je do siebie na dół na 15-30 minut , nacieszy się i przynosi spowrotem.Natomiast kiedy ktoś inny chciałby się nim nacieszyć lub zobaczyć wychodzą jakieś dziwne sytuacje.Ostatnio była np. w odwiedzinach u tesciowej ciotka,ktora chciała zobaczyc małą.Więc teściowa przyszła po nią i mówi,że ją bierze na dół,bo chce pokazać ciotce(mnie kompletnie w tym wszystkim pomijając).Mogła np. przyjśc z ciocią do góry lub zaproponować mi bym zeszła na chwilę z małą na dół.Identycznie sprawa ma się ze starszymi siostrami.Jedna z nich przyjeżdża do rodziców(bo do nas nigdy) przychodzi po dziecko i mówi cośw rodzaju ''ty sobie odpocznij a ja wezmę sobie małą na dół'' .Ostatnio druga siostra zrobila jeszcze gorzej,bo nawet nie przyszła a wysłała po dziecko teściową.Wtedy już odmówiłam mimo nachalności teściowej,że przyjdziemy z mężem wszyscy na dół.Usłyszałam tylko jak powiedziała do siostry,że nie chciałam jej dać małej.
Jak mam zachowywac się w takich sytuacjach.?. Sprawiają mi one przykrość,bo ja zostaję z mężem pominięta a dziecko biorą sobie jakby na widywanie.Boję się odmawiać,bo będzie gorzej w stylu (zamknęła się na górze z dzieckiem i nie pozwala się do niego nikomu zbliżyć),ale z drugiej strony takie odzielanie nas od dziecka bardzo mi się nie podoba.
Obserwuj wątek
    • gat45 Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 11.03.17, 12:27
      Odpowiadaj spokojnie i z uśmiechem "ależ ja chcę się nacieszyć waszym zachwytem", bierz dziecko pod pachę i schodź do gości. Po pół godzinie możesz łaskawie im na trochę pociechę zostawić, tylko uważaj, żeby samej po nią zejść, a nie czekać, aż osoby postronne "odniosą", jak przedmiot. Gdyby tak się miało zdarzyć, to mów, że akurat korzystając z ich opieki zajęłaś się czymś ważnym i że zejdziesz po dziecko za pół godziny.
      Po prostu ma być jasne, że obecność /nieobecność na dole dziecka odbywa się na Twoich warunkach.
        • fusun1804 Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 11.03.17, 13:30
          To dziecko jest traktowane jak przedmiot. Przychodzą po to dziecko, zabierają i odnoszą kiedy im sie podoba. A Ty, matka, nie masz nic do powiedzenia ? Na wypowiedz " ty sobie odpocznij a ja wezmę sobie mała na dół " odpowiedziałabym " nie troszcz sie o moj odpoczynek" . Powinna Cie zapytać o zdanie i to Ty zdecydujesz czy mała idzie na dół czy nie.

            • liliawodna222 Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 11.03.17, 16:54
              Przede wszystkim powinny zapytać, CZY MOGĄ, a nie przyjść niezapowiedziane informując, że przyszły po dziecko. To właśnie powinnaś im zapowiedzieć w pierwszej kolejności. Potem możesz powiedzieć, że nie , bo masz inne plany (nie informując jakie, bo nie musisz się tłumaczyć). Ja też uważam, że dziecko traktowane jest przedmiotowo i próbowałabym ukrócić ten proceder.
              Generalnie jestem zdania, że powinniście odbyć rozmowę - wspólnie - z mężem, teściową i pozostałymi członkami rodziny. Wytłumaczyć, że sytuacja rodzinna diametralnie się zmieniła, Twoja rola nie ogranicza się do bycia żoną, jesteś teraz matką - najważniejszą osobą w życiu dziecka, że należy ustalić pewne zasady dotyczące m.in. wizyt. Nie możesz być pomijana, bo to Ty decydujesz o tym, kiedy, z kim i gdzie przebywa dziecko. Masz prawo się nie zgodzić na wizyty czy zabieranie go do siebie i chcąc nie chcąc muszą się z tym liczyć. I na próbę właśnie bym się nie zgodziła, żeby pokazać, iż nie były to puste słowa. Powiem Ci dlaczego: otóż to jest Wasz start jako rodziców, przed Wami wiele wspólnych lat, być może pod jednym dachem z teściową. Napisałaś, że jest osobą konfliktową. Różnie może być, jak dziecko zacznie dorastać. Może zacząć się wtrącać. Lepiej od razu ustalić zasady i twardo się ich trzymać.
              • chocolate_cake Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 11.03.17, 17:20
                Zgadzam się w 100 %.
                Oczywiście że możesz im pokazać dziecko albo mogą cię odciążyć na godzinę ale na twoich zasadach. To twoje dziecko. Człowiek a nie przedmiot.
                To samo z wchodzeniem do waszej części domu. Nieważne do kogo formalnie należy.
                Wy tam mieszkacie, są tam wasze rzeczy i macie prawo do intymności. Nikt nie powinien wchodzić tam bez płukania czy bez pytania.
                • 0_dania Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 11.03.17, 17:33
                  No właśnie od momentu kiedy zrobiliśmy remont u góry i mamy własne mieszkanie odgrodzone drzwiami na dole dużo się zmieniło.Jest to dom rodzinny jakby nie było i częściej rodzeństwo męża przyjeżdża po prostu do rodziców (na dół) a nie do nas.Właściwie odnoszę wrażenie,że nie chcą albo boją się nas odwiedzać,co jest dla mnie smutne.Być może nie mają po co (są dużo starsi od nas).W każdym razie zrobiliśmy własne mieszkanie do którego nikt nie ma ochoty przyjść.Może gdybyśmy mieszkali gdzie indziej mieliby po co nas odwiedzać...
                    • 0_dania Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 11.03.17, 19:35
                      Heh problem w tym,że ja nie jestem w stanie przewidzieć kiedy oni wpadną na wizytę.I mam nieodparte wrażenie,ze oni wcale nie chcą być zaproszeni,że przyjeżdżają tylko do rodziców.właściwie dzięki nim też są na bieżąco z tym co u nas słychać więc nie mają nawet o co zapytać.Ja sobie to tłumaczę też różnicą wieku bo między mną a jego rodzenstwem i małżonkami jest po ok. 20lat różnicy najmniejsza to chyba 17 :).
                      • 0_dania Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 11.03.17, 19:38
                        hmmm jesli chodzi o rodzinę to głównie odwiedzają rodziców,bo nas młodych mam wrazenie nie mają potrzeby...jesli juz to jestesmy wszyscy razem u rodzicow.Kazdy ma swoje życie na codzien.Zdarza się,że wpadnie ktoś z mojej rodziny lub jacyś znajomi,ale nie jest to zbyt często zwłaszcza od kiedy mamy dziecko..
                      • 3-mamuska Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 14.03.17, 00:30
                        0_dania napisała:

                        > Heh problem w tym,że ja nie jestem w stanie przewidzieć kiedy oni wpadną na wiz
                        > ytę.I mam nieodparte wrażenie,ze oni wcale nie chcą być zaproszeni,że przyjeżdż
                        > ają tylko do rodziców.właściwie dzięki nim też są na bieżąco z tym co u nas sły
                        > chać więc nie mają nawet o co zapytać.Ja sobie to tłumaczę też różnicą wieku bo
                        > między mną a jego rodzenstwem i małżonkami jest po ok. 20lat różnicy najmniejs
                        > za to chyba 17 :).


                        A zaprosiłas ich do siebie? Czy zawsze to jest na zasadzie przyjechali do rodziców mogą wpaść do nas?
                        Wiec to nie jest tak, zadzwon zaproś imiennie do was na kawe ciacho.
                        Tez bym nie weszła na gore po rozdzieleniu i daniu sygnału ze chcecie byc sami /oddzielnie.
                        Jakby tak wpadali przy okazji wizyty u teście tez bys miała problem ze przychodzą kiedy chcą.

                        Takie sa skutki życia oddzielnie , myśl o tym jakbyście mieszkali w oddzielnym budynku.
                        Nie ma zaproszenia nie ma odwiedzin.
                        Poza tym jestes duzo młodsza wiec wiesz pewnie tu jest powod.
                        Codzienne odwiedziny męczą.

                        Ciesz sie ze zabierają mała, za chwile mała nie bedzie i tak bedzie wędrować miedzy domami.
                        Załóż zamek w drzwiach i zamykaj zeby musieli pukać, jak zapukają otwierasz i witasz pytasz.
                        Ja mowia chce za rac mała to mowisz ze ona teraz bedzie jeść i przyjdziesz z nim jak zje.
                        Za kładziesz jak spac dasz im do zruzumienia ze to ty panujesz dzien dziecka a jednocześnie nie bedzie proś o pozwolenie.

                        Przychodzi ktoś i mowi zabiorę mała na dół a ty sobie odpocznij. Mowisz przepraszam ale mała teraz bedzie jeść/ bedzie spac / wychodzimy na spacer jak skończymy to ja przyniosę, lub weź ja ,ogarnę sie przed spacerem i zaraz po nia przyjde i wezmę na specer.
                        Po 15 minutach schodzisz i mowisz dziekuje za pomoc jestem gotowa idziemy mam nadzieje ze was zastane jeszcze po powrocie wtedy sie mała a cieszycie.

                        Bedzie to pokazanie ze ty decydujesz a jednocześnie ze nie chowasz dziecka przed nimi.
                        I zaproś ich do was .


                        --
                        -----------------
                        Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
              • 0_dania Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 11.03.17, 17:29
                To wszystko co piszecie się zgadza.Mam ogromną ochotę tak zrobić choć nie wiem dokładnie jak uformować zdania by ich nie urazić, boje się,że sytuacja między nami a rodziną pogorszy się jeszcze bardziej, mnie uznają za dziwaczkę, która nie pozwala zbliżyć się nikomu do dziecka,a do dziecka potem nikt nie będzie miał odwagi się zblizyć. Ta rodzina ma predyspozycje do tego typu zachowan.Niby nasza sytuacja z teściami ich nie dotyczyła,ale mocno odczuliśmy także z ich strony, że źle zrobiliśmy odzielajac się od teściów.
                • liliawodna222 Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 11.03.17, 17:40
                  Byłoby dla Ciebie najlepiej, gdybyś przestała aż tak się przejmować tym, co sobie pomyślą. Niech myślą co chcą, potem się przyzwyczają. Powiem Ci - a zapewne jestem dużo starsza od Ciebie ;) - że ludzie PARADOKSALNIE bardziej cenią i szanują zdecydowane, konkretne osoby (nie mylić z niekulturalnymi), które jasno stawiają granice, niż bojące się bojące się cokolwiek powiedzieć, by "nie urazić" :/ Bądź uprzejma, ale nie nadskakująca i niech po prostu rodzina wyczuje, kto ma najwięcej do powiedzenia w tej kwestii.
                  Mam wrażenie, że siedzisz z dzieckiem w domu sama i jesteś stęskniona towarzystwa, dlatego tak Ci przykro, że do Ciebie nie przychodzą. Postarałabym się odświeżyć znajomości/przyjaźnie. Nie zawsze rodzina to jedyne słuszne rozwiązanie, uwierz. Koniecznie musisz mieć swoje życie, swoje sprawy (poza dzieckiem), swój czas i swoich znajomych.
                • chocolate_cake Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 11.03.17, 18:54
                  A oni nie oddzielili się wprowadzając?
                  Ja w ogóle nie pojmuję wspólnego mieszkania z rodzicami, nawet w oddzielonym mieszkaniu jak u was, więc nie pomogę. Po to wyszłam za mojego męża, aby to z nim mieszkać. Gdybym chciała mieszkać z teściową, to bym to zrobiła ale nie rozumiem po co, wolę mieć swoją kuchnię i łazienkę.
                  Nie przejmuj się tak bardzo :)
                    • premeda Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 11.03.17, 20:09
                      A to nie jest tak, że syn został po to by pomagać rodzicom, a on odgrodził się na górze i to jest źle widziane jako separacja, której nikt nie zakładał? Moim zdaniem albo należy wprowadzić do rodziców i wtedy trzeba ułożyć sobie życie na kupie albo wyprowadzka i pójście na swoje. Żadne połowiczne środki nie zdadzą egzaminu, a jedynie spowodują zaostrzenie konfliktów, czemu się nawet nie dziwię 😐

                      --
                      Dolny Śląsk dobrowolnie odda się pod zabór, najlepiej niemiecki.
                      • chocolate_cake Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 11.03.17, 22:27
                        Niestety rzadko jest tak, że gdy do teściów wprowadza się młoda synowa i chce mieć swoje zdanie, wszystko jest nadal pięknie. Często są jakieś nieporozumienia. Tu jest wspólny dom i wspólne gospodarstwo. Wszyscy jesteście non stop razem. Mąż nie ma znajomych z pracy bo praca jest obok domu z rodzicami. Teściowie cały czas za ścianą. Osobiście oszalałabym. Brak prywatności, ktoś do ciebie wchodzi, nie patrzy czy chodzisz w piżamie czy w bieliźnie i teraz akurat chce ponosić twoje dziecko, które może być głodne albo śpiące. Współczuję Ci bardzo.
                            • 0_dania Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 12.03.17, 18:34
                              Chodzi o brak takiej naturalnej swobody i prywatnosci w domu, w kazdej chwili zza drzwi moze ukazać sie tesciowa..w najmniej oczekiwanym momencie i bez zadnego uprzedzenia.nie ma mowy o beztroskim chodzeniu nago po mieszkaniu badz innych intymnych sytuacjach, bo czlowiek nie zna dnia ani godziny ;).
                              • chocolate_cake Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 12.03.17, 18:53
                                A twojemu mężowi to nie przeszkadza?
                                Może nie, bo on jest w zasadzie u siebie, a za ścianą są rodzice, z którymi mieszka całe życie.
                                Też bym się czuła skrępowana więc w ogóle mnie nie dziwi zamykanie drzwi i oddzielne mieszkanie. Więc teściowa tak po prostu wchodzi do waszego pokoju bez żadnego pytania, płukania, nie zastanawia się czy nie śpicie itp?
                          • zuzi.1 Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 12.03.17, 11:50
                            Ale ja widze jeszcze cos innego 0_dania, oprócz tego ze te sytuacje sa dla Ciebie nieprzyjemne to Ty chyba jednak lubisz w tym bałaganie uczestniczyć z własnej woli. Bo gdybyś naprawde nie lubila, to szybko zrobilabys z tym porządek. Nie sprawiasz wrażenia osoby malo asertywnej, wręcz przeciwnie. Ty chyba lubisz uczestniczyć w takich przepychankach z ta rodzina, Twoja naturalna przekornosc charakteru moze sie wykazać w takich sytuacjach. Baw sie dobrze :) A jak juz sie zmęczysz, to moze wówczas zrobisz ze swoim życiem porządek. A moze lubisz po prostu takie gierki z rodzina teściów, podchody, nadskakiwanie, kombinacje co tu zrobić żeby bylo lepiej ( przy jednoczesnej świadomości ze dobrze nigdy nie będzie, bo się nie da- cytat z Twojej wypowiedzi) - moze to jakas kontynuacja zachowan z Twojej rodziny pochodzenia, tylko w nieco innym wydaniu. I szczerze powiedziawszy śmieszy mnie stwierdzenie ze inaczej sie nie da. Jestem pewna ZE SIE DA :-) Ale skoro lubisz takie cyrki to baw sie dobrze. Mi w przeciwieństwie do innych forumowiczek nie jest Cie szkoda. Jesteś dorosla, mogłaś sobie życie ułożyć inaczej, masz duży wpływ na męża, wiec to nie tak ze z jego strony spotykasz sie ze sciana. Wiec skoro lubisz sama na własne życzenie zyc w emocj. balaganie to żyj :) w koncu to Twoje życie. Tylko nie skarż sie za często na kolejne problemy ze strony rodziny męża, bo problemy te sa konsekwencja Twoich wyborów...a dziecko razem z Wami poniesie konsekwencje Waszych wyborów.
                        • liliawodna222 Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 12.03.17, 09:47
                          0_dania napisała:

                          > Nie macie pojęcie o sprawie a piszecie tak jakbyscie conajmniej w tym uczestnic
                          > zyły:).

                          Muszę powiedzieć, że nie podoba mi się to stwierdzenie. Jeżeli oczekujesz pomocy opisując sytuację na forum, to opisz ją w takim razie w sposób rzetelny, a nie dziw się później, że forumowicze dokonują takiej a nie innej interpretacji. Jeśli nie chcesz, do czego oczywiście masz prawo, to pozostaje Ci wygadać się przed przyjaciółką, mężem, psychologiem, którym zdradzisz więcej.
                          • 0_dania Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 12.03.17, 18:46
                            Rozumiem.Tak tez robię. Ale koleżanka,która tak napisałam i do ktorej się odniosłam oskarża mnie bezpodstawnie,dodaje swoje i stawia mnie w złym świetle.Decyzja o przepisaniu gospodarstwa i domu była decyzją rodziców..Nie musieli przecież tego robić.Jeśli nie chcieli gospodarzyć mogli po prostu sprzedać a z pieniędzmi zrobić co tylko chcieli.Jeżeli zadecydowali tak a nie inaczej,przepisali również dom to chyba brali pod uwagę taką ewentualność,że syn prędzej czy później zamieszka tu z rodziną.Dla dobra ogółu oddzieliliśmy więc naszą rodzinną prywatność. Przepisane było oczywiście dużo wcześniej i przede mną.I wypraszam sobie..ja nikomu niczego nie wyliczam.Pilnuję tylko naszego budżetu i naszej rodziny.
                • 0_dania Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 08.07.17, 19:21
                  no i niestety tak się stało :(:( próbowałam postawić granice nie dać sobie zabierać dziecka.Najpierw z teściową która na każdy płacz przychodziła 'ratować małą' byle pisknięcie a ona wbiegała na schody krzycząc ' już idę cię ratować' jakbym jej krzywdę robiła...za każdym razem.! nie pomagały słowa,że sobie poradzę,mała jest marudna bo chce spać czy jesć.ona chciała mi zabrać małą na ręce i pokazać,ze potrafi coś lepiej.Któregośrazu z rzędu razem z mężem w chaotycznej sytuacji oboje na nią naskoczyliśmy,ze nie ma kogo tu ratować i dziecko nie potrafi innaczej komunikowac potrzeb.obrazila sie od teraz nie przychodzi wcale.Tak samo szwagierka.Zazwyczaj jest ona u nas czesto kilka razy w tyg. i nie ma problemu.zawsze jestem z małą i mają dla siebie czas.No chyba,ze akurat klade ja spać czy tak jak ostatnio wybierałam się na spacer a ona do mnie ' to ty idz sobie do męza na podwórko a my sobie wezmiemy małą' na co ja odpowiedziałam ' że ubieram małą i wychodzimy na spacera,a ona na to 'ale ty jestes uparta!' i odwrocila sie i poszla trzszaskajac drzwiami...!
                  masakra :( nie chce zeby rodzina sie dystansowala do dziecka :(
                  • 71tosia Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 09.07.17, 14:14
                    daj sobie i rodzinie czas, na poczatku tak bywa z pierwszym wnukiem w rodzinie, dziecko jest atrakcja dla wszytskich i wszyscy zakochani w dziecku i niemal sobie wyrywaja je z rak. Ciesz sie z tego! Babciom jak kazdemu sie czasami cos glupiego powie w stylu 'ratowania dziecka' ale nie bierz tego az tak bardzo do serca, te 'ratowania' pewnie wynikaja z tego dziadkowie chce pobyc wiecej z mala a nie z tego ze mysla ze robisz dziecku krzywde. Spytaj tesciowa wprost czy sadzi ze zle sie opiekujesz dzieckiem, popros by tak nie mowila, i pozwol babci sie mala nacieszyc troche dluzej - powinno pomoc.
                  • barbra25 Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 15.07.17, 10:56
                    0_dania napisała:

                    > no i niestety tak się stało :(:( próbowałam postawić granice nie dać sobie zabi
                    > erać dziecka.Najpierw z teściową która na każdy płacz przychodziła 'ratować mał
                    > ą' byle pisknięcie a ona wbiegała na schody krzycząc ' już idę cię ratować' jak
                    > bym jej krzywdę robiła...za każdym razem.! nie pomagały słowa,że sobie poradzę,
                    > mała jest marudna bo chce spać czy jesć.ona chciała mi zabrać małą na ręce i po
                    > kazać,ze potrafi coś lepiej.Któregośrazu z rzędu razem z mężem w chaotycznej sy
                    > tuacji oboje na nią naskoczyliśmy,ze nie ma kogo tu ratować i dziecko nie potra
                    > fi innaczej komunikowac potrzeb.obrazila sie od teraz nie przychodzi wcale.

                    Przerabiałam to samo z teściową mieszkającą po sąsiedzku. Przerabiałam na szczęście tylko przy pierwszej córce. Wpadanie teściowej odbierałam jak atak na mnie nieporadną matkę. Muszę przyznać, że faktycznie nie za bardzo sobie radziłam z pierwszą córką ponieważ miała kolki,a ja podałam ze zmeczenia. Przy drugiej córce było już łatwiej a teściowa miała swoje zmartwienia, ufff....


                    Tak samo szwagierka.Zazwyczaj jest ona u nas czesto kilka razy w tyg. i nie ma prob
                    > lemu.zawsze jestem z małą i mają dla siebie czas.No chyba,ze akurat klade ja sp
                    > ać czy tak jak ostatnio wybierałam się na spacer a ona do mnie ' to ty idz sobi
                    > e do męza na podwórko a my sobie wezmiemy małą' na co ja odpowiedziałam ' że ub
                    > ieram małą i wychodzimy na spacera,a ona na to 'ale ty jestes uparta!' i odwroc
                    > ila sie i poszla trzszaskajac drzwiami...!
                    > masakra :( nie chce zeby rodzina sie dystansowala do dziecka :(

                    Szwagierka nie mogła przeboleć, że postawiłaś na swoim? Spodziewała się, że może będziesz ulegać we wszystkich kwestiach rodzinnych nawet nie mając zdania w sprawie własnego dziecka?
    • koronka2012 Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 11.03.17, 20:04
      Wg mnie takie akcje wynikają z tego, że rodzina nie czuje się u was mile widziana czy akceptowana, dlatego teściowa woli przyjść po dziecko niż ściągać gości do was albo zapraszać was wszystkich. Siostry mają najwyraźniej inny pogląd na rodzinne relacje, albo cię nie lubią albo nie czują się akceptowane na twoim terenie, stąd ten dystans. Powodów zgadywać nie będę, sama musisz się zastanowić czy czymś ich jednak nie uraziłaś.

      • 0_dania Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 11.03.17, 21:10
        Ciężka sprawa.Kiedyś było wszystko ok.Z jedną z sióstr miałam mały konflikt ponieważ zatrudniła mnie u siebie w firmie..naobiecywała różnych rzeczy , raz mnie chciała gdy zrobiłam coś nie po jej myśli zmieniała zdanie,ogolnie nie traktowala mnie powaznie,bawila sie mną i namieszala w moim zyciu zawodowym przez co bardzo się zniechęciłam do niej.W czasie kiedy u niej pracowwalam mielismy super relacje z reezta rodziny za jej sprawą.Kiedy zakonczylysmy wsspolprace ona chciala mnie znowu a ja znalazlam cos innego wszystko sie zmienilo.Potem ta sprawa z odrodzeniem od teściów gdzie głównie tesciowa przeinaczała,dodawała sobie różne rzeczy oraz żaliła się swoim córkom i myślę,że stąd to złe nastawienie.A wiadomo..nie mam co konkurować z ich matką... jej wersja zawsze będzie wiarygodniejsza niż moja.
        • liliawodna222 Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 11.03.17, 21:24
          Zatrudnianie rodziny i znajomych to kolejny błąd. I to duży. Ale takich wniosków się dochodzi, jak się już co nieco przeżyje ;)
          Nie pożycza się również pieniędzy - od tego są banki (to dodałam tak na marginesie ;) ).
          A sprawy spadkowe załatwia się najszybciej, jak się da, bo nawet w najbliższej i najbardziej kochającej się rodzinie może dojść do kompletnie niespodziewanych, zaskakujących i gorszących scen i zwrotów akcji.
    • deep_core_blue Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 11.03.17, 21:01
      Mnie się włącza matka lwica, jak czytam / słyszę takie coś. Przedmiotowe traktowanie dziecka, jak laleczki na pokaz, małpki w cyrku ku uciesze gawiedzi. Zawłaszczanie. Nie liczenie się z rytmem dnia dziecka, matki, prawdopodobnie potrzebami dziecka i matki (jedzenie, intymność). Albo bym zaprosiła ciotkę na górę, nawet z teściową, ale NA CHWILĘ, na 15 minut, na herbatkę, a potem przeprosiła, że muszę karmić w łóżku itp itd więc przepraszam, zapraszam następnym razem, albo nie wydaję dziecka, tylko idę z dzieckiem na dół.
      • 3-mamuska Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 14.03.17, 00:52
        deep_core_blue napisał(a):

        > Mnie się włącza matka lwica, jak czytam / słyszę takie coś. Przedmiotowe trakto
        > wanie dziecka, jak laleczki na pokaz, małpki w cyrku ku uciesze gawiedzi. Zawła
        > szczanie. Nie liczenie się z rytmem dnia dziecka, matki, prawdopodobnie potrzeb
        > ami dziecka i matki (jedzenie, intymność). Albo bym zaprosiła ciotkę na górę, n
        > awet z teściową, ale NA CHWILĘ, na 15 minut, na herbatkę, a potem przeprosiła,
        > że muszę karmić w łóżku itp itd więc przepraszam, zapraszam następnym razem, al
        > bo nie wydaję dziecka, tylko idę z dzieckiem na dół.

        Tak audiencja u królewny 15 minut i spier....dalaj.
        Dziecko to nie małpa, ale tez synowa nie dała jasnego komunikatu ze chce ich na herbatkę zaprosić. Niby chce z nimi kontakt a oczekuje ze wszyscy radośnie beda ja odwiedzali bez zaproszenia, potem by o to miała pretensje.
        Wyżej napisałam jak ja bym to zrobiła. Udostępniam dziecko tak oczywiście kochana ,ale po drzemce po karmieniu itp.
        Poza tym oni tez mogą nie chcieć obecności jej we wszyskich kontaktach z rodzicami, a to fajnie ze lubią i pokochają mała, bo przy takim traktowaniu jak ty proponujesz to moze byc tak ze odrzuca również dziecko.
        W rodzinie meza tak było mieszkali razem i wnuczka z góry była niemile widziana na podwórku, jej zabawki zostawione/niesprzatniete kończyły w piecu.
        Nie mogła tez isc do babci kiedy chciała. Z dwojga złego lepsze juz zbytnie zainteresowanie.
        Oni sa młodzi świeżo po ślubie dużych zmianach, co było trudne dla teściow kasa dom ich dom podzieliła jakaś obca ,a mam wrażenie ze proponujecie jej rozwiązanie bardzo egoistyczne a to ona jest na ich terenie, jeśli chce ich aprobacji musi isc na kompromis i troche umieć lawirować.
        Ależ tak ukochana babciu weźmiesz mała, ale po drzemce czy karmieniu innym razem super moze bym skoczyła pod prysznic, albo sie przespała. Nikt jej dziecka nie ukradnie a mam wyraźniejsze ze ona jest zazdrosna ze chcą wiedziec dziecko nie ja. Co troche zrozumiałe.( tez mieszkała z teściami i tez pokazałam kto tu rządzi przy dziecku, nie wyszło na dobre, choć poznie przy chorobie teściowej zyskałam w jej oczach)
        Ona chce z nudów wypełnienie jej czasu i nudy, ale tylko na jej warunkach a to tak nie działa.
        Zwłaszcza przy konfliktach różnicy wieku trzeba byc mądrym bo jeśli chce isc na wojnę to ja przegra. I na długie lata spierdzieli relacje.
        --
        -----------------
        Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
    • zuzi.1 Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 11.03.17, 21:23
      Przepraszam, nie chce Cie pogrążać, ale trafilas do toksycznej rodziny. Cokolwiek nie zrobisz będzie zle, bo celem tej rodziny nie jest zbliżenie sie do Ciebie i traktowanie Cie jak rodziny a sianie konfliktów, manipulacja, krzywdzenie Cie w białych rękawiczkach itp. toksyczne gierki. Pani tesciowa nastawia rodzinę przeciwko Tobie plotac im wszelke możliwe bzdury, bo taki ma cel. Jest to dla Ciebie niezrozumiale, bo tak się normalni ludzie nie zachowują. Tak się zachowują toksyczni psychopaci. Jesli nie chcesz znosić takich cyrków cale życie to pracuj nad tym, aby przekonać meza do wyniesienia sie stamtąd. Jak jest pracowity i zdolny to poradzi sobie z praca. Lepiej wynajmować mieszkanie i nie miec do czynienia z takimi trucicielami. Ci ludzie nie budują normalnych relacji rodzinnych tylko gierki i ciągle konflikt. I albo robisz za ich wycieraczke i pozwalasz sie znieważać i krzywdzic( bo oni tak lubią) i wtedy od czasu do czasu okażą Ci laske albo wręcz przeciwnie albo jesteś wrogem. W zależności od stopnia zaburzeń ich zachowania mogą byc mniej lub bardziej toksycznie intensywne. Wasze dziecko w tym wszystkim będzie osobka o ktora tez będą toczyć sie gierki, dziecko może byc za jakiś czas nastawiane przeciwko Tobie lub Wam obojgu jako rodzicom. Jezeli zostawisz dziecko pod opieka takiej babci możesz się spodziewać z jej strony różnych " atrakcji", nawet tego ze złość na Ciebie rozladuje emocj. na dziecku. Odradzam stanowczo. Czy mąż okazuje wobec rodziny w jakikolwiek sposób stanowczość i charakter, czy o wszystko musisz zabiegać Ty sama, bo jemu wszystko jedno lub dobrze w kazdej sytuacji?
      • 3-mamuska Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 14.03.17, 01:06
        zuzi.1 napisała:

        > Przepraszam, nie chce Cie pogrążać, ale trafilas do toksycznej rodziny. Cokolwi
        > ek nie zrobisz będzie zle, bo celem tej rodziny nie jest zbliżenie sie do Ciebi
        > e i traktowanie Cie jak rodziny a sianie konfliktów, manipulacja, krzywdzenie C
        > ie w białych rękawiczkach itp. toksyczne gierki. Pani tesciowa nastawia rodzinę
        > przeciwko Tobie plotac im wszelke możliwe bzdury, bo taki ma cel. Jest to dla
        > Ciebie niezrozumiale, bo tak się normalni ludzie nie zachowują. Tak się zachowu
        > ją toksyczni psychopaci. Jesli nie chcesz znosić takich cyrków cale życie to pr
        > acuj nad tym, aby przekonać meza do wyniesienia sie stamtąd. Jak jest pracowity
        > i zdolny to poradzi sobie z praca. Lepiej wynajmować mieszkanie i nie miec do
        > czynienia z takimi trucicielami. Ci ludzie nie budują normalnych relacji rodzin
        > nych tylko gierki i ciągle konflikt. I albo robisz za ich wycieraczke i pozwala
        > sz sie znieważać i krzywdzic( bo oni tak lubią) i wtedy od czasu do czasu okażą
        > Ci laske albo wręcz przeciwnie albo jesteś wrogem. W zależności od stopnia zab
        > urzeń ich zachowania mogą byc mniej lub bardziej toksycznie intensywne. Wasze d
        > ziecko w tym wszystkim będzie osobka o ktora tez będą toczyć sie gierki, dzieck
        > o może byc za jakiś czas nastawiane przeciwko Tobie lub Wam obojgu jako rodzico
        > m. Jezeli zostawisz dziecko pod opieka takiej babci możesz się spodziewać z jej
        > strony różnych " atrakcji", nawet tego ze złość na Ciebie rozladuje emocj. na
        > dziecku. Odradzam stanowczo. Czy mąż okazuje wobec rodziny w jakikolwiek sposób
        > stanowczość i charakter, czy o wszystko musisz zabiegać Ty sama, bo jemu wszys
        > tko jedno lub dobrze w kazdej sytuacji?

        Nie zgodzę sie, fakty sa takie ze człowiek przyzwyczaja sie do dobrego z czego cieżko zrezygnować (kasa meza)
        Ona obca podzieliła ich dom rodzinny, nie zaprosiła ich bo siebie bo różnica wieku. Bo nośna doczepkę moze sie z nimi spotkac u teściowej . Ciekawe czy bylibyście zadowolone jakby ktoś wam dodatkowych gości przyprowadzal.
        Ona nie szuka relacji z rodzina chce tylko od czasu do czasu miec rozrywkę w postaci goszczenia sie u teściowej swoja wieże trzymając poza zasięgiem rodziny jak twierdze.

        Tu trzeba czasu plus jasnych komunikatów, zapraszam do siebie.tak weź córkę .przyjede po nia albo przyniosę za chwile.

        Jasne zasady i rozmowa.
        Nie wiadomo czy teściowa robi kwas. Moze ona wspomagała corki swoja kasa z renty żyjąc za kase syna. I wyszło ze synowa ukróciła. Moze byc tak ze nie bedzie akceptacji ze względu na kase lub podział majątku po rodzicach tylko synowi wszystko Skapnęło stad moze pomoc teściowej dla córek.

        Trzeba grać w białych rękawiczkach ,nie unosić sie rodzina to maz i corka, i tego sie trzymać ,reszta sie nie liczy. Zapraszać gości ze swojej rodziny. Zagadać koleżankę z dzieckiem i zaprosić na kawe. Jakaś z wioski.
        Pojechać z mężem na cała niedziele gdzieś. Zyc własnym życiem.
        --
        -----------------
        Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
        • 0_dania Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 14.03.17, 12:12
          Ehh...:) Że ja się przyzwyczaiłam do kasy męż...? Ok. bez komentarz...nie wiem skąd te wnioski.
          Musimy jakoś żyć w jednym domu.To nie jest wybór a tymczasowy przymus.Według mnie jedynym wyjściem z sytuacji było odzielenie rodzin.Nie traktuję różnicy wieku jako wymówki to po prostu normalne,że nie musimy się dogadywać.Mąż zawsze twierdził,że jako najmłodszy z rodzeństwa był pomijany.Starsi trzymali ze sobą, mieli podobne problemy ich etapy w życiu się na siebie nakładały w podobnym czasie tzn. wesela,dzieci,budowanie domów i to ich do siebie zbliżało.On natomiast dawno po ich wyprowadzce był w domu sam,otaczał się znajomymi i inne sprawy go wtedy dotyczyły.Najstarszej siostry nawet niewiele pamięta,bo szybko wyprowadziła się na studia.Nic więc dziwnego,że jest między nimi taka przepaść.A między mną zwłaszcza.Bo dodatkowe 5 lat młodsza od męża.Możemy porozmawiać o jakichś przyziemnych sprawach,ale ile? Wyobrażasz sobie,że idziesz na kawę z 20 lat młodszą dziewczyną? To chyba nie to samo co ze swoją rówieśniczką.I ja twierdzę,że róznią nas tematy i światopogląd i pewnie oni podobnie.
          Wiem,że przyjeżdżają do teściowej więc korzystam z tego by zamienić z nimi kilka zdań.Nie widzę potrzeby by odrywac je od spotkania i zapraszać na górę..i co wtedy?:) Powiem do teściowej by też się przyłaczyła,a ona odpowie a dlaczego nie możemy zostać tutaj:)?. Jeśli ktoś by wyraził taką chęć lub byłaby ku temu okazja - nie ma sprawy.
          Komunikatów również nie brakuję.Pracuję nad tym i gdy uważam,że dziecko powinno być poddane jakimśinnym czynnościom bądź po prostu sama chcę poprzebywać z dzieckiem odmawiam im.
          Teściowa jest po prostu osobą skąpą.Może życie się do tego przyczyniło,bo kiedyś nie było tego wszystkiego i człowiek oszczędzał - nie wiem.I wiem,że do wszystkich ma podobny stosunek - nikogo nie wspierała,bo wszyscy mają się dobrze.Nas traktuje tak a nie inaczej tzn.Rozlicza z każdych 5 zł,bo przed nami nie musi niczego udowadniać.natomiast na zewnątrz nigdy nie odważyłaby się przedstawić siebie w takim świetle.Więc robi i obdarowuje by pokazać się z jak najlepszej strony.Przy bliższym starciu dopiero wychodzi jaka jest na prawdę.Przykładem może być banalny tłusty czwartek,kiedy powiedziała do męża,że jeśli chcemy jej pączki musimy dać jej olej:).Wzamian dostaliśmy talerz pączków,a pozostałe rodzeństwo będące okazjonalnie dostało po blaszce bezinteresownie :).
          • 3-mamuska Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 14.03.17, 23:57
            0_dania napisała:

            > Ehh...:) Że ja się przyzwyczaiłam do kasy męż...? Ok. bez komentarz...nie wiem
            > skąd te wnioski.

            Chodziło o przyzwyczajenie do lasy meza przez teściowa.

            > Musimy jakoś żyć w jednym domu.To nie jest wybór a tymczasowy przymus.Według mn
            > ie jedynym wyjściem z sytuacji było odzielenie rodzin.Nie traktuję różnicy wiek
            > u jako wymówki to po prostu normalne,że nie musimy się dogadywać.Mąż zawsze twi
            > erdził,że jako najmłodszy z rodzeństwa był pomijany.Starsi trzymali ze sobą, mi
            > eli podobne problemy ich etapy w życiu się na siebie nakładały w podobnym czasi
            > e tzn. wesela,dzieci,budowanie domów i to ich do siebie zbliżało.On natomiast d
            > awno po ich wyprowadzce był w domu sam,otaczał się znajomymi i inne sprawy go w
            > tedy dotyczyły.Najstarszej siostry nawet niewiele pamięta,bo szybko wyprowadził
            > a się na studia.Nic więc dziwnego,że jest między nimi taka przepaść.A między mn
            > ą zwłaszcza.Bo dodatkowe 5 lat młodsza od męża.Możemy porozmawiać o jakichś prz
            > yziemnych sprawach,ale ile? Wyobrażasz sobie,że idziesz na kawę z 20 lat młodsz
            > ą dziewczyną? To chyba nie to samo co ze swoją rówieśniczką.I ja twierdzę,że ró
            > znią nas tematy i światopogląd i pewnie oni podobnie.

            Wyobraz sobie mam koleżanki o 17-18 lat młodsze z pracy i rozmawiamy o wszystkim,

            > Wiem,że przyjeżdżają do teściowej więc korzystam z tego by zamienić z nimi kilk
            > a zdań.Nie widzę potrzeby by odrywac je od spotkania i zapraszać na górę..i co
            > wtedy?:) Powiem do teściowej by też się przyłaczyła,a ona odpowie a dlaczego ni
            > e możemy zostać tutaj:)?. Jeśli ktoś by wyraził taką chęć lub byłaby ku temu ok
            > azja - nie ma sprawy.

            ALE DASZ JASNY KOMUNIKAT ZE CHCESZ ICH TOWARZYSTWA.
            NIE KUMASZ TEGO ZE TAKIE SA ZWYCZAJE I DOBRE WYCHOWNAIE.
            Oczekujesz aprobaty a masz ich w dupie. Masz zadzwonic wcześniej i ich oficjalnie zaprosić, a nie odrywać od spotkania.


            > Komunikatów również nie brakuję.Pracuję nad tym i gdy uważam,że dziecko powinno
            > być poddane jakimśinnym czynnościom bądź po prostu sama chcę poprzebywać z dzi
            > eckiem odmawiam im.

            NO TO O CO CI CHODZI?

            > Teściowa jest po prostu osobą skąpą.Może życie się do tego przyczyniło,bo kiedy
            > ś nie było tego wszystkiego i człowiek oszczędzał - nie wiem.I wiem,że do wszys
            > tkich ma podobny stosunek - nikogo nie wspierała,bo wszyscy mają się dobrze.Nas
            > traktuje tak a nie inaczej tzn.Rozlicza z każdych 5 zł,bo przed nami nie musi
            > niczego udowadniać.natomiast na zewnątrz nigdy nie odważyłaby się przedstawić s
            > iebie w takim świetle.Więc robi i obdarowuje by pokazać się z jak najlepszej st
            > rony.Przy bliższym starciu dopiero wychodzi jaka jest na prawdę.Przykładem może
            > być banalny tłusty czwartek,kiedy powiedziała do męża,że jeśli chcemy jej pącz
            > ki musimy dać jej olej:).Wzamian dostaliśmy talerz pączków,a pozostałe rodzeńst
            > wo będące okazjonalnie dostało po blaszce bezinteresownie :).

            A co ty nie umiesz zrobic paczkow?
            Oni sa w GOŚCIACH WY NIE JESTEŚCIE DOMOWNIKAMI wiec słodka
            Ja tak mieszkałam z matka i składaliśmy sie np. Na niedzielny rosół a gości dostępu za darmo.

            Ty weź przestań roztrząsać każda bzdurę i pie.... Trza było isc po paczki do
            Sklepu lub zrobic samemu.
            I jeszcze Zamość teściowej, masz dwie lewe raczki?


            Skad mozesz wiedziec czy nie dawała kasy rodzeństwu, skoro i nie chodzi o pomaganie.
            Najmłodszemu zapisała wszystko wiesz ile to kosztuje? Taka chata i gospodarstwo?
            Mimio remontu i podniesienia gospodarki z upadłości. Wiec moze isc spłacała.

            Powiem tak kaszy wygórowane ambicje i rozczenia, a tak naprawde to ty
            Jestem tak intruzem. Dla całej rodziny.
            Jeśli jestes w stanie im powiedzieć zeby nie brali corki to z czym problem? Wymyślasz i tyle.

            --
            -----------------
            Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
    • 71tosia Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 11.03.17, 23:16
      znowu ten narcyzm, jezeli ktos ma problem to ty Zuziu. Moze tesciowa nie jest najbardziej taktowna ale to ze cieszy sie wnukiem i czasami chce sie nim pochawalic przed rodzina nie swiadczy ani o toksycznosci ani o narcyzmie ani tym bardziej o tym ze jest psychopatka. Wypisywanie takich bzdur jest naprawde zaszkodzic.
      Autorka, wydaje sie bardzo rozsadna kobieta, ktora mimo trudnej sytuacji, bo dwie rodziny mieszkaja w jednym domu i pracuja razem w gospodarstwie jakos sobie ulozyla relacje z rodzicami meza, miedzy innymi dlatego ze nie poszla na wojne z nimi. Radzi siebie calkiem dobrze, zachowuje dystans a jednoczesnie wyciszyla konflikty. 15-30 minutowe pobyty nawet bardzo malego dziecka u babci nie sa niczym az tak niezwyklym, mozna sie do nich przyzwyczaic mozna samej zabrac dziecko do tesciowej lub zaprosic gosci tesciowej do siebie. Nie widze w tym 'przedmiotowego traktowania' dziecka tylko calkiem normalna reakcje dumnych, swiezo upieczonych dziadkow, bardzo cieszacych sie wnukiem. Za jakis czas pewnie sytuacja sie unormuje, a pomoc babci sie przyda.
    • koronka2012 Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 12.03.17, 12:37
      W odbiorze tej rodziny fizyczne odgrodzenie się jest równoznaczne z "nie chcę was u siebie widzieć". Ta decyzja autorki ma po prostu swoje konsekwencje i trzeba je wziąć na klatę, a nie otwierać szeroko oczy ze zdziwienia, że nie została ona powitana z zachwytem.

      Najwidoczniej rodzina tak odebrała odstępstwo od "ich" kanonu współżycia pod jednym dachem, więc nie rozumiem skąd żal, że nie wpadają z wizytą, ani nie zapraszają na dół? W swoim mniemaniu dostali czytelny sygnał "wara ode mnie i mojego terytorium".
      • zuzi.1 Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 12.03.17, 13:03
        Wybacz ale kanon dzielimy kuchnie i pozostala wspolna przestrzeń we dwie odrębne rodziny nie jest powszechnie obowiazujacy. I dzieki bogu. Tutaj maz i autorka chca miec 2 w 1, pelna odrębność i decyzyjność plus dobre kontakty z rodzina meza. W rodzinie, w której syn jest własnością rodzicow zobowiązana do pomagania im, nie ma zgody na żadne odrębności syna i jego rodziny. Syn jest ich częścią, reka, noga, a nie odrębnym facetem, zbodrebna rodzina. Jego wysilki i pieniadze powinny dalej pozostać do dyspozycji rodzicow, dlatego zona dazaca do odrębności jest traktowana jak intruz i ta zla ktora buntuje syna sponsora przeciwko rodzinie przyzwyczajonej do korzystania z tego co syn zarobi. Tu sie nie da miec 2 w 1. Wprowadzasz swoje zasady, niezgodne z oczekiwaniami i dlugoletnimi przyzwyczajeniami rodziny= jesteś intruz i wróg i nie ludz sie ze tu da sie cos poprawić:-) Tu nie ma zgody na żadne odrębności. Akceptujemy cie dopóki możemy z ciebie korzystać i z twoich wysiłków, w przeciwnym razie stajesz sie wrogiem rodziny. Tyrani nie tolerują działania niezgodnego z ich myśleniem. Masz robic tak jak ci każemy. Prosta zasada toksycznych rodzin.
        • zuzi.1 Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 12.03.17, 13:31
          Jesli nie wiadomo o co chodzi to chodzi zazwyczaj o majątek i pieniadze. A skoro zdaniem autorki nic się nie da zrobić, a odziedziczony przez meza majątek wart jest aż takich poświęceń młodej rodziny to trzeba być teraz konsekwentnym i nie narzekac tylko z uśmiechem na ustach znosić co życie niesie. Skrocona droga do majątku ma jak wszystkie drogi na skróty KOSZTY. Nie ma nic za darmo.
        • premeda Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 12.03.17, 16:18
          Zuzi ale całą sytuację można również odczytać w ten sposób, że przyszła synowa, nic nie wniosła, a szarogęsi się na dorobku teściów. Tylko taka interpretacja jak zwykle jest ci nie na rękę.

          --
          Dolny Śląsk dobrowolnie odda się pod zabór, najlepiej niemiecki.
          • liliawodna222 Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 12.03.17, 16:23
            Skoro przyjęli ją pod swój dach, to powinna być na równych prawach. Co to znaczy "szarogęsi się"? Skoro to nie jej dom, to powinna się czym prędzej wynieść, z mężem lub nie. Nie zniosłabym sytuacji, że jestem traktowana per noga w domu i rodzinie, do której PODOBNO zostałam przyjęta.
            Po raz kolejny powtarzam - mieszkanie z teściami to śmierć małżeństwa. Kwestia czasu.
            Dziewczyno, uciekaj z tego toksycznego domu w takim razie.
            • premeda Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 12.03.17, 18:25
              No właśnie wygląda na to, że oni by chcieli na równych prawach, a synowa​ dzieli i rządzi, plus się izoluje. Ja znam przypadki, gdzie młodzi i teściowie dają radę ale tam się dogadali i nikt z nikim nie walczył o władzę.

              --
              Dolny Śląsk dobrowolnie odda się pod zabór, najlepiej niemiecki.
            • 3-mamuska Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 14.03.17, 01:23
              liliawodna222 napisał(a):

              > Skoro przyjęli ją pod swój dach, to powinna być na równych prawach. Co to znacz
              > y "szarogęsi się"? Skoro to nie jej dom, to powinna się czym prędzej wynieść, z
              > mężem lub nie. Nie zniosłabym sytuacji, że jestem traktowana per noga w domu i
              > rodzinie, do której PODOBNO zostałam przyjęta.
              > Po raz kolejny powtarzam - mieszkanie z teściami to śmierć małżeństwa. Kwestia
              > czasu.
              > Dziewczyno, uciekaj z tego toksycznego domu w takim razie.

              Chodzi o podział domu. No i o to ze corki nie zawsze by chciały miec ochote u matki widywać szwagierkę . Przyjeżdzają do matki a ona oczekuje zabawiania.
              --
              -----------------
              Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
          • zuzi.1 Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 12.03.17, 22:37
            Nie jest mi nie na rękę. Ja po prostu rozumiem ten pęd młodej synowej do samostanowienia, samodzielnosci, odrębności. Przeciez to są naturalne zachowania młodego człowieka. A autorka mi wygląda na osobę pelna energii, wiec tym bardziej naturalnie moze dążyć do takich celów. Ze strony teściów moze to rzeczywiście tak wyglądać, ze przyszla na cudze i sie szarocesi. Tylko czy chęć samostanowienia o swojej rodzinie i pęd do samodzielnosci to objawy szarogeszenia sie. Dla mnie nie. Wiec rozumiem autorkę wątku. Na miejscu tej młodej rodziny dazylabym za wszelka cenę do pobudowania swojego własnego domu, tak żeby i jedna i druga rodzina miały spokój,każdy w swoim własnym domu. Maz autorki zdaje sie jest osoba mocno przedsiębiorcza, wiec spokojnie zarobi na budowę a potem na utrzymanie dwóch domów. Mieszkanie z teściami powinno byc jedyni opcja tymczasowa. Tesciowa jest takim człowiekiem z tego co autorka opisala, ze nie da się z nią bez konfliktów funkcjonować pod jednym dachem.
        • 3-mamuska Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 14.03.17, 01:21
          zuzi.1 napisała:

          > Wybacz ale kanon dzielimy kuchnie i pozostala wspolna przestrzeń we dwie odrębn
          > e rodziny nie jest powszechnie obowiazujacy. I dzieki bogu. Tutaj maz i autorka
          > chca miec 2 w 1, pelna odrębność i decyzyjność plus dobre kontakty z rodzina m
          > eza. W rodzinie, w której syn jest własnością rodzicow zobowiązana do pomagania
          > im, nie ma zgody na żadne odrębności syna i jego rodziny. Syn jest ich częścią
          > , reka, noga, a nie odrębnym facetem, zbodrebna rodzina. Jego wysilki i pieniad
          > ze powinny dalej pozostać do dyspozycji rodzicow, dlatego zona dazaca do odrębn
          > ości jest traktowana jak intruz i ta zla ktora buntuje syna sponsora przeciwko
          > rodzinie przyzwyczajonej do korzystania z tego co syn zarobi. Tu sie nie da mie
          > c 2 w 1. Wprowadzasz swoje zasady, niezgodne z oczekiwaniami i dlugoletnimi prz
          > yzwyczajeniami rodziny= jesteś intruz i wróg i nie ludz sie ze tu da sie cos po
          > prawić:-) Tu nie ma zgody na żadne odrębności. Akceptujemy cie dopóki możemy z
          > ciebie korzystać i z twoich wysiłków, w przeciwnym razie stajesz sie wrogiem ro
          > dziny. Tyrani nie tolerują działania niezgodnego z ich myśleniem. Masz robic ta
          > k jak ci każemy. Prosta zasada toksycznych rodzin.


          Galop galop do absurdu. Syn oddał kase matce bo tak wolał. Zgodził sie na prace i zycie z rodzicami nikt go nie zmusił. Czemu przy okazji remontu nie postawili domu na dziakce obok? Lub nie wyprowadzili sie?
          Oni byli przyzwyczajeni do czegoś innego chcieli domu wielopokoleniowego a ona ich podzieliła bez zaproszenia do siebie. Na wsiach do dzis rodziny żyją razem.
          Mam spora czesc rodziny mieszkającej na wsi i tak rodzice żyją w jednym domu z dzieci choć oddzielne piętra, ale najcześciej jest to corka.
          U jednych żyła mna ciocia z rodzina, jej matka z mężem, i matka matki i najmłodsze pokolenie z rodzina w mieszkaniu juz mocno rozbudowanego domu.
          W tygodniu gotowała matka lub babcia, seniorka rodu siedziała na ławeczce przed domem.
          Najmłodszym chodziła do pracy. Razem świeta niedzielne obiady wszytko ugadywaly co kto i kiedy a kiedy kogoś nie ma bo jadą do rodziców meza.
          Kto zawiezie starszych na msze lub na grób co niedzielny rytuał .

          Na wsiach bardzo często praktykowane mieszkanie razem zwlasza jak jest gospodarka i jedno z dzieci przejmuje.
          --
          -----------------
          Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
          • 0_dania Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 14.03.17, 12:25
            dlaczego przy okazji remontu nie postawilismy domu ani nie wyprowadzilismy się ? ponieważ koszta remontu a wyprowadzki czy już w ogole postawieniu domu w ogóle się nie równają ! Tymbardziej,ze potrzebne to było jak najszybciej,ponieważ dziecko było w drodze.Jak już wcześniej wspominalam mąż ma kredyt,który pozwolił mu się rozwinąć.minie ok. 5 lat nim go spłaci.Szaleństwem byłoby branie kolejnego kredytu na dom.Więc skorzystaliśmy z opcji remontu i stworzenia sobie warunków dla nas i dziecka.Wkrótce i ja wrócę do pracy..moze to pozwoli przyspieszyć ten proces.Po spłacie jednego kredytu będziemy mogli pomyśleć o kolejnym.
            • 3-mamuska Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 14.03.17, 23:46
              0_dania napisała:

              > dlaczego przy okazji remontu nie postawilismy domu ani nie wyprowadzilismy się
              > ? ponieważ koszta remontu a wyprowadzki czy już w ogole postawieniu domu w ogól
              > e się nie równają ! Tymbardziej,ze potrzebne to było jak najszybciej,ponieważ d
              > ziecko było w drodze.Jak już wcześniej wspominalam mąż ma kredyt,który pozwolił
              > mu się rozwinąć.minie ok. 5 lat nim go spłaci.Szaleństwem byłoby branie kolejn
              > ego kredytu na dom.Więc skorzystaliśmy z opcji remontu i stworzenia sobie warun
              > ków dla nas i dziecka.Wkrótce i ja wrócę do pracy..moze to pozwoli przyspieszyć
              > ten proces.Po spłacie jednego kredytu będziemy mogli pomyśleć o kolejnym.

              To napiszę ci tak niegdyś sie nie wyprowadzisz .
              Bo macie dom ,oddzielne mieszkanie.
              Poprawiliscie siebie warunki i nie bedzie powodu do wyprowadzki.
              Lepiej wiec ułożyć sobie stosunki.
              Ale bardzo mądrze? Sprytnie i ugodowo.
              Odpuścić te rzeczy które sa naprawde blachę i nieistotne.
              A piłować tych które sa bardzo wazne, ale zmiany i zasady wprowadzać bardzo powoli rozważnie.
              I nie chodzi o podporzadkowanie a o to ze zyje na tym świecie długo, żyłam z różnymi ludźmi i w rożnych warunkach, i tak da sie mieszkać "razem" a oddzielnie.
              Umawiając sie szanując siebie wzajemnie , ale najgorzej isc w otwarta wojnę.
              Najgłupsze o mozesz zrobic to zacząć sie panoszy. I stawiać bo kasz prawo, bo
              Maja cie oni słuchać i sie podporządkować.
              I przestań mowić o obrabianiu dupy.
              Bo teściowa ma prawo mowić o zmianach w domu a ty jestes ich częścią.

              --
              -----------------
              Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
      • 71tosia Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 12.03.17, 15:13
        autorka i jej maz zrobili co mogli w ich sytuacji, podzielili dom tak by obie rodziny mialy pewna niezaleznosc i jak mozna przeczytac tesciowie zaczeli sie juz do tego przyzwyczajac. To ze sie bardzo ciesza i chwala wnukiem to takze dobry znak, lubia wnuka powoli zaczna pewnie tez akceptowac i synowa, ktora im tego wnuka urodzila. Tym bardziej ze synowa dosc madrze rozgrywa sytuacje i nie probuje dogadywac sie z tesciowa, zmaiast toczyc z nia wojny.
          • zuzi.1 Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 12.03.17, 15:33
            Proba dogadania sie z teściową to jedyne sensowne wyjście. Tylko dogadywanie sie z osoba toksyczna do miłych nie należy. Poza tym, to ze dzis wydaje sie ze sie obie panie dogadaly nie oznacza ze jutro tez to dogadanie będzie trwało. Raczej należy sie spodziewać wzlotów i upadków w relacjach. Plus nie przestrzegania granic i dwulicowości, falszu. Dużo tez zalezy od postawy syna, czy potrafi z matka porozmawiać jak dorosly z doroslym, aby ukrócić jej zachowania naruszające cudze granice.
            • koronka2012 Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 12.03.17, 17:01
              Myślę, że przesadzasz z tą tyranią i toksycznością. Oni po prostu mieli inny model rodziny. Układ jest obopólnie korzystny - on dostał dach nad głową i jakiś majątek w zamian za opiekę (co jest dość często praktykowane na wsi). Nie praktykuje się raczej odcinania, wstawiania dodatkowych drzwi itp. sytuacji. W znanych mi przypadkach przejęcia rodzinnej gospodarki układy wyglądały podobnie - młodsi utrzymywali starszych. Tak działa umowa z dożywociem. Zresztą - nie chodzi nawet o dożywocie. Do autorki nie dociera, że darowizna nawet bez dożywocia nakłada pewne prawne i moralne obowiązki. Jej się wydaje, że pomimo obdarowania jednego dziecka, wszystkie inne mają takie same obowiązki wobec rodziców. Tymczasem tak nie jest, to obdarowane jest w pierwszym rzędzie zobowiązane do wszelkiej pomocy.

              Interes autorki rozumiem, ale rodzina męża też ma prawo do własnej oceny i własnych reakcji. Każdy opisuje sytuację subiektywnie. Ta separacja nie przebiegła gładko, teściowie zostali postawieni przed faktem dokonanym i trudno się dziwić, że poczuli się niefajnie. Szczególnie mając w perspektywie starość, nie mają pewności, czy mogą liczyć na faktyczną opiekę, czy będą ją sobie musieli kupować od synowej. Autorka umniejsza wkład teściowej - "rodzice robia na prawde niewiele np. mama zajmowala sie kurami i karmieniem swin + dojenie krow aparatami(tzn. 30 min x2 dziennie)" - to jest wg niej niewiele w przypadku starszych osób??? Ona to wszystko sprowadza do wymiaru czasowego, skoro to wszystko takie proste i niemęczące, to czemu sama się nie zerwie o 5.30 rano i nie podłączy dojarek?

              Teściowa dysponując majątkiem spodziewała się zapewne innych układów z synową i raczej nie tego, że będzie musiała nadal zrywać się o świcie żeby krowy wydoić. Zapewne z jej punktu widzenia - dała sporo a dostała kopa. Siostry zaś wiedząc o tym, że matce było przykro - zdystansowały się do autorki.
              • 0_dania Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 12.03.17, 19:33
                W mojej opinii została ustalona umowa w której jasno określone jest to,co w zamian za przepisaie zobowiązany jest zapewnic mąż i na to obie strony się zgodziiły i przystały. Ale zaraz,zaraz dlaczego opieka ma spadać tylko i wylącznie na nas? Oczywiście jestem otwarta na pomoc rodzicom.Będzie trzeba..będę im gotowała,będzie potrzeba zawiozę,będzie potrzeba dam pieniądzę razem z mężem..ale myślę,ze jesteśmydo takich awaryjnych sytuacji zobowiązani na takim samym poziomie co reszta rodzeństwa mieszkająca stosunkowo nie daleko.

                Na chwilę obecną rodzicom niczego nie brakuje i o nic nie muszą się martwić.Więc proszę mi nie pisać,że nie jestem świadoma pewnych obowiązków.

                Rodzenstwo patrzy niestety przez punkt widzenia swojej matki.Niestety i na naszą niekorzyść dla tego,że moja teściowa jest skłamana i fałszywa brzydko mówiąc,ale niestety prawdziwie.W bardzo szczerej rozmowie z rodzicami zainicjowanej przeze mnie nt. zaistniałem sytuacji wyszło mnóstwo kłamstw, niedopowiedzeń i innych zagmatwań.Kłamała mi w żywe oczy,podawała wersje niezgodne z prawdą,przeinaczone mocno odbiegające od tego co miało miejsce,które pewnie później przekazywała m.in. do córek jednocześnie nas stawiając w złym świetle.Nie mogę wpłynąć na tego człowieka.Nie zmienie jej więc jak mogę oczekiwać od kogoś tak nie szczerego,że będzie dobrze i relacje będą zdrowe? No proszę powiedzcie mi wszyscy którzy uważają ŻE SIĘ DA tylko nie potrafię?? kiedy niby jest dobrze,a przy pierwszej leszej okazji towarzyskiej z córkami w roli głównej słyszę niemiłe podteksty czy sugestie lub przypadkiem dowiaduję sie,ze coś wyszlo z naszego domu mimo,ze tesciowa zapiera sie rekoma i nogami,ze ona wcale nie opowiada co dzieje sie w nim dzieje.

                Niefajnie to ja poczułam się w sytuacji kiedy na imprezie rodzinnej ledwo odeszłam od stołu a teściowa zdążyła mi obrabiać dupę:).Wszystko słyszałam,a ona w żywe oczy później siętego wypierała.Po tej sytuacji stwierdziłam,że dłużej tak być nie może i czas najwyższy by nasze życie i nasze sprawy znajdowały się za naszymi drzwiami.
                Rodzice mogą na nas liczyć i co do tego nie mają żadnych wątpliwości.Zarówno na nas jak i na resztę rodzeństwa.
                I nie przesadzaj z tym,że będą musieli cokolwiek ode mnie kupować bo gdyby miało tak być już dawno by tak wygladało. Teściowa trzyma się bardzo dobrze...przyjmujesz coś takiego,że ktoś może być po prostu wulkanem enegrii? wiek 60 lat to to nie jest obłożna starość,a poza tym to czy ona poszła na ten podwórek to jest tylko i wyłącznie jej chęć i decyzja..nie żaden przymus czy warunek.Dla sprostowania,tesciowa 'robiła' te rzeczy teraz ograniczyla je do minimum i to szanujemy. obrządek zaczyna się o 7:00 i oczywiście mogłabym to zrobić,ale teściowa w rozmowie oznajmiła,że nie chce mi przekazać dotychczasowych obowiązków.

                Zaznczam,że powinna być świadoma konsekwencji po przepisaniu tego wszystkiego na męża.Jeśli wciąż chciała rządzić gospodarstwem i wszystkim dookoła nie powinna decydować się na taki krok.Mąż poszedł by swoją drogą,a oni mogliby spokojnie życ w domu rodzinnym żyjąc z pieniędzy ze sprzedanego gospodarstwa.

                Nie mówię,że teraz ja chcę tym wszystkim rządzić,bo to gospodarstwo mojego męża i on o nim decyduje.Domem także nie rządzę,żyjemy własnym życiem w swojej części a w strefę rodziców nie ingeruję.
                  • 0_dania Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 12.03.17, 21:27
                    Plan przyszłościowy oczywiście jest..:) Ale nie jest go tak łatwo i szybko osiągnąć.Chodzi o ten czas,który będzie pomiędzy planem,realizacją i osiągnięciem tego.Teraz jest to niemożliwe.

                    Wrócę do pracy jak najszybciej będzie to możliwe.Mąż w tym czasie spłaci kredyt i wtedy jest szansa,że wyniesiemy się z domu i zbudujemy własny.Ale z pracy nie chce rezygnować i na to nie mam wpływu.
                • zuzi.1 Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 12.03.17, 22:46
                  Ale Ty chyba nie zrozumialas, Twojej teściowej NIE DA SIE ZMIENIC, natomiast sytuacje w jaka oboje z mężem wdepneliscie, tj. mieszkanie z teściową toksyczna, jak najbardziej zmienić sie da, poprzez budowę własnego domu i wyprowadzenie sie do niego ze swoja rodzina. Wtedy będziesz u siebie i tesciowa nie będzie Cie mogla drażnić tak często swoimi nieokrzesanymi zachowaniami i po dziecko nie będzie juz jej tak łatwo wpadać bez zapowiedzi. Wiec same plusy sa takiego rozwiązania. Rozumie ze mąż chce dalej gospodarzyć i z tego sie nie wycofa i tu go rozumiem. Ale znając swoja mamę priorytetem dla niego powinno byc zapewnienie świętego spokoju rodzinie ktora sam założyć. Wobec Ciebie jako zony ma nawet taki obowiązek.
                • zuzi.1 Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 12.03.17, 22:53
                  Zauważ autorko ze tesciowa podobnie jak Wy chciała miec 2 w 1 tj. synka u boku i kontrole nad nim, dalsza możliwość korzystania z jego pieniędzy, które zarabia na gospodarce ktora ona mu przekazala i możliwość mieszkania w swoim domu i patrzenia na to co sie z gospodarstwem dzieje. Nie przewidziala tylko jednego, ze młodzi chca wszystkim zarządzać sami w tym swoja prywatnością, odrebnoscia jako rodzina i własnymi finansami.
                • koronka2012 Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 13.03.17, 22:24
                  0_dania napisała:

                  > Ale zaraz,zaraz dlaczego opieka ma spadać tylko i wylącznie na
                  > nas?

                  Bo to wy otrzymaliście darowiznę. I zobowiązanie z tego tytułu nie ogranicza się jedynie do prądu i opału, nawet jeśli nie ma tego w umowie.

                  Zwykłe codzienne sprawy typu podwiezienie do lekarza w ogóle nie powinny być przedmiotem dyskusji.

                  > Rodzenstwo patrzy niestety przez punkt widzenia swojej matki.Niestety i na nasz
                  > ą niekorzyść dla tego,że moja teściowa jest skłamana i fałszywa brzydko mówiąc

                  Nie rozumiem skąd ten brak konsekwencji - po co ten żal o brak kontaktów z osobami tego pokroju? są fałszywe i wredne, ale przykro ci, że nikt do ciebie nie zagląda?

                  > Po tej sytuacji stwierdziłam,że dłużej tak b
                  > yć nie może i czas najwyższy by nasze życie i nasze sprawy znajdowały się za na
                  > szymi drzwiami.

                  Skąinąd bardzo słusznie - pytanie tylko JAK się to odbyło? te same rzeczy można osiągnąć na wiele różnych sposobów i ten sposób jest równie ważny co efekt końcowy.
                  Moim zdaniem zabrakło odpowiedniej komunikacji, oczyszczenia atmosfery.

                  > obrządek zaczyna się o 7:00 i oczywiście mogłabym to zrobić,ale teściowa w
                  > rozmowie oznajmiła,że nie chce mi przekazać dotychczasowych obowiązków.

                  To nie ma znaczenia, czy robi to z własnej inicjatywy. Ale ta praca to nie jest drobiazg, wbrew temu co kilka razy podkreślałaś.
      • 0_dania Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 12.03.17, 19:43
        Jeśli ktoś odbiera budowanie własnego domu i zdrowej prywatności jako czytelny sygnał ''wara ode mnie i od mojego terytorium'' to chyba cośz nim nie tak :). To tak samo moglibyśmy odczytać kazdego kto wyprowadził się z domu rodzinnego,w koncu się wyprowadził! to nie che mieć z nami nic wspólnego!
        • 3-mamuska Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 14.03.17, 01:44
          0_dania napisała:

          > Jeśli ktoś odbiera budowanie własnego domu i zdrowej prywatności jako czytelny
          > sygnał ''wara ode mnie i od mojego terytorium'' to chyba cośz nim nie tak :). T
          > o tak samo moglibyśmy odczytać kazdego kto wyprowadził się z domu rodzinnego,w
          > koncu się wyprowadził! to nie che mieć z nami nic wspólnego!

          Nie nie ty podzieliłas ich dom.
          Gdybys poszła na swoje byłoby to rwne z dorastaniem.
          Obwroc sytuacje jedziesz do rodziców a tam obca baba przerabia im ściany , mimio ze dostała dach nad głowa za opieke, a oczekuje ze będziesz sie matka zajmować,przy każdej twoje wyżycie asystuje tobie i matce, i nie zaprosiła cie do przerobionej cześci domu???
          Jakbyś sie poczuła?
          --
          -----------------
          Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
    • stoijedna Re: Problem rodzinny ingerujący w dziecko. 13.03.17, 10:40
      Wystarczy poczytać wypowiedzi autorki w historii żeby wiedzieć, że sama jest zaburzoną toksyczną osobą,
      wszystko co ma (finanse,prace,majątek, dach nad głową) zawdzięcza rodzinie obecnego męża, a żoną została klasycznie - przez szybką wpadkę gdy rodzina faceta zaczęła związek z nią mu "rozradzać".
      I zamiast być choć trochę wdzięczna, że dostała finansowo dużo i przyszła na gotowe, bez wysiłku ze swojej strony, to jedyne co to potrafi - to judzić, kłócić się, zaglądać teściom do portfela, obgadywać szwagierki, wytykać innym i mieć pretensje. Typowa poza manipulantki przyjmowana wobec rodziny męża żeby robić za jedyną "ofiarę" i dostawać współczucie i wsparcie. Choć wyraźnie widać, że na to, iż jest mocno nielubiana sama zapracowała bo na rodzinę męża zionie aż nienawiścią i oskarżeniami.
      Wybitnie toksyczna osoba z niej, co widać choćby po tym pytaniu. Może pora na terapię albo wrócić do brania leków. "Terapia" na forum to za mało gdy się ma z każdym wręcz elementem komunikacji międzyludzkiej aż takie problemy i jest się tak wybitnie nie umiejącą współpracować z ludźmi osobą (pracy żadnej też jakoś nie utrzymała).

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka