Dodaj do ulubionych

Być może najbardziej chory wątek w tym serwisie

15.03.17, 22:38
Na wstępie chcę Was poinformować, że post, który chciałem tu napisać, okazał się być zbyt długi, żeby móc zmieścić się w jednej wiadomości, dlatego odsyłam do linku, na którym owa wiadomość się znajduje:

pastebin.com/gNAXKZ0Y
Zaznaczam, że nie jest to żaden wirus, tylko zwykła witryna, pozwalająca na wklejanie i odczytywanie tekstu.

Pozdrawiam
Edytor zaawansowany
  • 15.03.17, 23:39
    bardzo ci wspolczuje, wydaje sie rzeczywiscie masz sporo problemow. Bardzo dobrze ze masz siostre, ktora chce ci pomoc ale bez terapii bedzie trudno cos zmienic, bo twoje zycie jest ruinowane przez chorobe. Tu jest zrodlo problemu i tym musisz sie w pierwszej kolejnosci zajac. Wydaje sie ze masz swiadomosc ze twoja zachowania sa nieracjonalne, a to pierwszy krok do terapii, jednak trzeba zrobic nastepny. Nerwica natrectw jest choroba i tak trzeba ja traktowac. Powinienes skorzystac z pomocy lekarza psychiatry, laczac psychoterapie z farmakoterapia. Grype bys leczyl wiec dlaczego nie skorzystac z pomocy lekarza by poradzic sobie z choroba na ktora od wielu lat cierpisz?
  • 15.03.17, 23:50
    i nie mysl o sobie 'jestem psychiczny' czy ze napisalas 'najbardziej chory watek', nie jestes i nie napisales, masz po prostu bardzo nasilona nerwice. Ale to i mozna i powinno sie leczyc, tak jak kazda inna chorobe.
  • 16.03.17, 09:44
    Opisujesz klasyczne objawy nerwicy natręctw, która jest Twoim bardzo poważnym problemem, a piszesz o tym, jakbyś miał nadzieję, że możesz z tym żyć, wystarczy, że zniknie pies, że zmieni się stosunek Twojej rodziny itp. A to tak nie działa. Bez leczenia zawsze będą jakieś problemy, wrogowie, zagrożenia.
    Choroby ciała się leczy, podobnie jest z chorobami mózgu. Nie rozumiem, dlaczego ani Twoi rodzice, ani Ty sam nie poszedłeś jeszcze do psychiatry. Twoje objawy nie są laitowe i psycholog niczego tu nie zmieni, potrzebujesz lekarza specjalisty, a takim jest psychiatra. I to nie jest żaden wstyd, nie możesz się obawiać, że uznają Cię za chorego umysłowo, wariata, takie schorzenia można z powodzeniem leczyć, a przynajmniej ograniczać. U Ciebie wszystko jest wyolbrzymione do granic, co wcale nie znaczy, że nie zmagasz się z naprawdę poważnymi problemami.
    Idź jak najprędzej do psychiatry, na pewno uda się uzyskać pomoc, Twoje życie dzięki temu może ulec radykalnej poprawie, nie zastanawiaj się nad tym ani chwili.
  • 16.03.17, 11:55
    Bardzo Ci współczuję. Jak najszybciej wyprowadź się od rodziców, bardzo dobrze, że możesz zamieszkać u siostry, która rozumie Twój problem. Dopóki się uczysz rodzice mają wobec Ciebie obowiązek alimentacyjny. Technikum jednak dobrze żebyś skończył. No i koniecznie wybierz się do psychologa lub chociaż pedagoga szkolnego. Ktoś musi ci pomóc, sam nie dasz rady tego ogarnąć, nawet jesli wyprowadzisz się od rodziców i psa.
  • 16.03.17, 12:17
    ani pies, ani szkola, ani rodzice nie sa pewnie problemem, problemem jest powazna choroba - nerwica natrectw w wersji chyba bardzo ciezkiej. Bez pomocy i to farmakologicznej bedzie sie poglebiac, dzieciak musi otrzymac i to szybko profesjonalna pomoc lekarza
  • 16.03.17, 12:43
    Piszesz bardzo ładnie i składnie jak na 17latka.
    Rozwiązanie dla Ciebie jest proste - zarejestruj się do psychiatry i wszystko mu opowiedz. On ci dobierze leczenie i wiele twoich problemów i lęków się rozwiąże.

    Nie wiem dlaczego zatytułowałeś ten wątek jako "najbardziej chory",
    sprawia to wrażenie, że więcej energii chcesz tracić na epatowanie się swoją chorobą i odmiennością
    niż na znalezienie rozwiązania (podstawa to wizyta u lekarza psychiatry/ +leki/psycholog)

    Jeśli nie pójdziesz do psychiatry i nie podejmiesz leczenia, to by znaczyło, że częściowo podświadomie specjalnie uciekasz w chorobę by nie brać odpowiedzialności za siebie i mieć powód do wzbudzania litości lub odrzucenia u innych.
    Weź byka za rogi i idź do lekarza by opanować zdrowie- i tyle.
  • 16.03.17, 12:46
    Im dłużej będziesz zwlekał z wizytą u psychiatry, tym dłużej potrwa leczenie. Potrzebujesz diagnozy i dobrze dobranych leków. Zwykle nerwica natręctw, a tak naprawdę zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, bo tak nazywa się ta jednostka chorobowa, są najbardziej widocznym objawem innej dysfunkcji psychicznej. Zwykle biorą się one z błędnego funkcjonowania układu nerwowego, poddanego zbyt silnej lub zbyt słabej stymulacji odpowiednich czynników chemicznych. W moim przypadku wzrost zachowań obsesyjno-komplusywnych zwykle oznacza początek epizodu depresyjnego, ale w twoim nie koniecznie musi to się łączyć. Potrzebujesz psychiatry. Wyprowadzka nic nie da na dłuższą metę, bo pojawi się inny powód dla zachowań obsesyjnych. Mózg jest taką samą częścią ciała, jak wątroba, płuca czy noga. W końcu nie obawiałbyś się wizyty u lekarza, gdybyś skręcił kostkę. W przypadku mózgu, zważywszy na jego wyjątkowo skomplikowaną budowę, naprawdę łatwo o zaburzenie funkcjonowania. Po to jest medycyna, by "założyła opatrunek". Idź do lekarza, a zobaczysz, że świat sie zmieni na lepsze.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 16.03.17, 17:44
    Piszesz, ze psycholog nie pomoze, bo problem jest w rodzinie.
    Otoz: swiat jest pelen sytuacji problemowych, ale to od czlowieka, jego konstrukcji i kondycji psychicznej zalezy, jak bedzie na dane sytuacje reagowal.

    Np: to czy bedziesz sie bal ostrych przedmiotow lub wrzatku nie zalezy od tychze przedmiotow. To, czy bedziesz sie obawial, ze ludzie robia cos za Twoimi plecami, nie zalezy od tychze ludzi.
    To, czy bedziesz sie czul nieudacznikiem, nie zalezy od Twojej rodziny.
    To, czy bedziesz sie czul depresyjny po pytaniu nt bluzy nie zalezy od osoby pytajacej.
    To, czy bedziesz z obawa patrzyl na chodnik nie zalezy od chodnika.

    Wszystkie te reakcje, emocje, mysli i odczucia wynikaja z mozgu, z ukladu nerwowego, z Twojego ciala, z mysli, ktore pojawiaja sie w glowie. Uklad nerwowy i mozg mozna leczyc i zmienic, nad reakcjami, odczuciami i myslami mozna pracowac ze specjalistami. Jesli poszukasz pomocy, specjalisci pomoga Tobie tak, zebys w efekcie Ty mogl pomoc sobie.
    Bedziesz mogl sam sobie pomoc przez podjecie decyzji, przeanalizowanie sytuacji, czucie jakie reakcje sa adekwatne, jakie potrzeby Ty sam masz, rozpoznac co jest realne, a co nie jest.

    Pomoz sobie, zycie moze byc duzo duzo lzejsze. Zwroc sie i do psychologa i do psychiatry, zebys mogl to latwiejsze zycie po kawalku dla siebie odkryc. Powodzenia!
  • 16.03.17, 20:04
    Dziękuję wszystkim za zainteresowanie tematem. Rozumiem co większość z Was stara się przekazać, jednak nie mogę do końca zgodzić się z tym, co głównie jest sugerowane. Chodzi mi dokładniej o stwierdzenie, że rodzina i pies nie są głównym problemem, a moja nasilająca się, nieleczona choroba. Owszem, ogromnym błędem jest to, że do tej pory nie zdecydowałem się na wizytę u lekarza specjalisty. Zasugeruję się jednak własną intuicją i rozumem, i opiszę moją sytuację życiową w trochę dokładniejszy i bardziej sprecyzowany sposób. Pisząc pierwszą wiadomość wspomniałem o tym, iż udało mi się ustalić to, że, jak to sam określiłem "nerwica natręctw w mojej rodzinie prawdopodobnie jest dziedziczna". Po głębszej analizie doszedłem do wniosku, że jest to kompletna bzdura. Nie jestem ekspertem w dziedzinie psychologii, psychiatrii czy neurologii, ale korzystając z dostępnych w Internecie źródeł udało mi się dociec kilku ważnych informacji. Pierwszą z nich jest to, że nie istnieje możliwość urodzenia się z "nerwicą natręctw". Jak wiadomo, każdy człowiek posiada pewne cechy, które kodowane są przez geny, m.in psychiczne uwarunkowania zachowań. Rzecz w tym, że uwarunkowania te nie są czynnikiem warunkującym, kim się jest, są one jedynie predyspozycjami do rozwinięcia się poszczególnych cech. By mogły się one rozwinąć, ważny jest wpływ środowiska. W moim przypadku, negatywny wpływ środowiska, powodujący rozwój nerwicy pojawił się bardzo wcześnie, właściwie w latach dziecięcych, o czym nie wspomniałem wcześniej i mam właśnie zamiar wspomnieć o tym teraz. Otóż od samego początku mojej egzystencji pojawiały się przeszkody, które uniemożliwiały mój prawidłowy rozwój. Być może uznacie, że przesadzam i jestem zwyczajnie bardzo wybredny, że wiele dzieci przeszło dokładnie to samo, co ja. Urodzony zostałem w rodzinie, w której nigdy nic nie wyglądało tak, jak powinno. Przez pierwsze 6 lat życia żyłem w mieszkaniu o powierzchni ok. 40-kilku metrów kwadratowych, wraz z sześcioma innymi osobami, to jest: rodzice, siostra, dziadkowie i ciocia. Ja, moi rodzice i siostra mieściliśmy się w jednym, bardzo małym pokoju i nie miałem nic do powiedzenia na ten temat. Zachowanie moich rodziców wobec swoich dzieci nie zawsze zasługiwało na pochwałę. I nie, nie byli oni pijakami, ćpunami, nic z tych rzeczy, po prostu nie zajmowali się swoimi dziećmi tak, jak powinni, wychowanie nas było nierzadko dla nich przymusem. W moim późniejszym dzieciństwie, przeprowadziliśmy się do kamienicy, gdzie do zeszłego roku musiałem dzielić pokój z siostrą. I jak się pewnie domyślacie, warunki mieszkaniowe nie są na poziomie takim, o jakim można sobie zamarzyć. Nie mogę powiedzieć, że mieszkam aktualnie w jakiejś ruderze, ale kolorowo nie jest. Nie przedłużając tematu warunków mieszkaniowych, chciałbym jeszcze wspomnieć o tym, co zamierzam ze sobą zrobić w przyszłości. Część z Was sądzi, że zamierzam jedynie wyprowadzić się do siostry z myślą, że wszystko będzie lepiej. Nic bardziej mylnego, jestem w stu procentach przekonany, że bez pomocy specjalisty nie będę w stanie poradzić sobie w przyszłym życiu. Z tego też powodu, kiedy (mam nadzieję) dojdzie do mojej przeprowadzki, pierwszą rzeczą, o którą chcę chcę zadbać, jest moje zdrowie psychiczne i jego leczenie. Mam nadzieję, że to, co właśnie napisałem, przybliżyło Wam trochę lepiej to, jak aktualnie wygląda moja sytuacja.
  • 16.03.17, 20:33
    To może jeszcze od siebie dodam, jaki cel miało napisanie przeze mnie tego właśnie posta, tak żeby nie było nieporozumień. W wielkim skrócie - chciałem Was uświadomić, że według mnie, nie ma żadnych szans na pomyślne leczenie mojej choroby, w sytuacji, gdy jest ona bez dwóch zdań powodowana problemem zaistniałym w domu. Nie ma żadnego sensu pracować nad problemem, w sytuacji, gdzie czynnik wywołujący jego istnienie nie został wyeliminowany.
  • 16.03.17, 20:44
    No to jeśli uważasz że nie ma sensu się leczyć i próbować zmian to "nieś swój krzyż" i nie narzekaj ani nie wypisuj po forach swojej historii, bo niby po co ludziom czas zabierasz, który by przeznaczyć mogli na pomoc takim osobom które tej pomocy realnie chcą i faktycznie potrzebują?
    Ty się chcesz tylko publicznie nad sobą użalać. I jak wampir emocjonalny karmić się cudzym współczuciem.
    Na nie potrzeba "uświadamiania". To TY SOBIE UŚWIADOM, ŻE TO TWOJE ŻYCIE I CO Z NIM DALEJ ZROBISZ -TO TO BĘDZIESZ MIAŁ. I tyle.
  • 16.03.17, 20:49
    Ale to już było:
    forum.gazeta.pl/forum/w,898,162000774,162000774,Klopoty_z_psem_i_rodzina.html#p162011300
    pozdr,
    mi
  • 16.03.17, 20:56
    Cóż, zakładając wątek byłem w pełni świadom tego, że znajdą się osoby takie jak Ty, które zamiast udzielić konkretnej pomocy bądź zwyczajnie ominąć temat szerokim łukiem, wykażą się brakiem współczucia i jakiejkolwiek empatii i zaczną "pluć jadem". Powinienem przewidzieć tego typu odpowiedzi i w nagłówku wątku zastosować ostrzeżenie dla osób, które nie chcą, żeby "ktoś im zabierał czas". Mnie na przykład ulży, jeśli podzielę się, choćby z osobami anonimowymi, moimi doświadczeniami. Uznałem, że przynajmniej w ten sposób spróbuję sobie pomóc i wysłucham osoby, które zechcą podsunąć mi najlepsze wyjście z sytuacji, być może zmieniając nawet mój sposób myślenia. Nie życzę Ci, żeby ktoś kiedyś w ten sam sposób potraktował Twoje nieszczęście.
  • 16.03.17, 21:37
    No nie wątpię że ci "ulży". Po to tu przychodzisz, żeby sobie ulżyć. I po nic więcej. Bo do psychiatry iść nie zamierzasz. Wolisz być resztę życia cierpiętnikiem użalającym się nad sobą, że to rodzina i zły pies są odpowiedzialni za twoje nieszczęścia. Widać całkiem ci wygodnie z tą aureolą "oj jaki ja biedny a ta rodzina taka zła do szpiku". Tylko, że w ten sposób będziesz musiał często zmieniać znajomych, bo osoby które chcą robić karierę na udawadnianiu, że one "są bardziej chore niż inni i żadne leczenie im nie pomoże" na dłuższą metę są dla otoczenia ogólnie_menconce.
    Wszyscy na forum dali ci jasne i konkretne rady: IDŹ DO PSYCHIATRY PO LEKI.
    A ty dalej w koło macieju jak rasowy upierdliwiec skupiasz się na udowadnianiu, że to nic nie da bo to rodzice i pies są ci źli :P.
  • 16.03.17, 21:50
    Sądząc po treści wypowiedzi, jakie tu zamieszczasz, śmiem twierdzić, że nie raczyłeś/aś zajrzeć do wątku, którego link umieściłem wcześniej. Jeśli jednak to uczyniłeś, to pewnie przeczytałeś moją historię o tym, jak brutalnie krzywdzony jestem przez psa od czasu, kiedy pojawił się w moim życiu (wiem, strasznie się użalam, ale co ja na to poradzę, taka moja natura :< ). Proszę, możesz mnie uznać za nienormalnego, ale moje zdanie jest takie, że każda osoba, dosłownie każda, w obliczu zagrożenia, nieważne o jakiej skali, pierwsze czego by się podjęła, to ucieczka w bezpieczne miejsce, gdzie można bezpiecznie przeprowadzić wymaganą terapię. Gdybyś znalazł się w płonącym budynku, pierwsze co przyszło by Ci do głowy, to ustalenie przyczyny pożaru czy ucieczka? Pewnie stwierdzisz, że to głupi przykład, no ale przecież mam tylko siedemnaście latek, co ja mogę wiedzieć o życiu?
  • 16.03.17, 22:20
    ale ty Krystianie nie mieszkasz w plonacym domu tylko z starym i dosc lagodnym psem. Niby to wiesz ale twoj mozg i tak widzi w piesie zabojce, bo postrzegnie rzeczywistosci masz mocno zaburzone. Jeszcze raz napisze idz do lekarza, czeka ce ciezki rok - koniec szkoly, przeprowadzka, szukanie pracy i nowej szkoly, adaptacja w nowym srodowisku - jestes pewny ze sobie poradzisz majac powazna nerwice?
  • 16.03.17, 22:10
    Pamiętam Cię z poprzedniego wątku z psem. Już wtedy pachniało mi to trolem. Jak na 17 lat i rzekome problemy z nauką piszesz zdecydowanie zbyt składnie. Ale to moje osobiste wątpliwości, do których mam prawo na publicznym forum.

    Raz piszesz o wizycie u specjalisty, potem dochodzisz do wniosku, że to nie ma sensu, następnie stwierdzasz, że jednak potrzebujesz konsultacji by ponownie zaprzeczyć swoim wcześniejszym ustaleniom. No tak się chłopie nie da.
    Możesz dalej kolekcjonować kolejne objawy i natręctwa, aż normalna egzystencja nie będzie możliwa, albo rozpoczniesz leczenie psychiatryczne i dasz sobie szanse na w miarę normalne życie.

    Jeszcze jedno co to znaczy, że:
    "Nie ma żadnego sensu pracować nad problemem, w sytuacji, gdzie czynnik wywołujący jego istnienie nie został wyeliminowany." Jeśli dobrze zrozumiałem, to za jedyną przyczynę swojej nerwicy uznałeś oboje rodziców i psa. Jak wobec tego chcesz "wyeliminować" ten czynnik?
  • 16.03.17, 22:23
    mamy podobny węch:D
  • 16.03.17, 22:38
    Ciebie i wszystkich innych użytkowników tego forum całkowicie zapewniam, że nie jestem trollem. Tak, naprawdę posiadam problemy z nauką i to całkiem spore. Nie wiem skąd przekonanie, że jeśli ktoś źle się uczy, to od razu musi być matołem, który nie potrafi skleić poprawnie zdania. Zawsze pisanie i wyrażanie swojego zdania w prawidłowy sposób przychodziło mi z łatwością, to coś w rodzaju takiej cechy wrodzonej. Nie jestem idiotą, zwyczajnie natłok myśli i problemów nie pozwala mi na naukę. Tak w ramach zapewnienia o tym, że nie jestem trollem - nie miałbym powodu prowadzić z kimś dysputy na akurat taki temat - jaki miałoby to cel? Co do wizyty u specjalisty, może czasami nie potrafię dobrze się wyrazić, nikt nie jest idealny. Oczywiście chcę rozpocząć terapię i nie twierdzę, że absolutnie mi ona nie pomoże. Chodzi mi o to, że w tym przypadku wyglądałoby to na takiej zasadzie: przychodzę na spotkanie, rozmawiam, przepisane zostają mi leki, wracam do domu, przyjmuję zapisane mi leki. I co dalej? Będę chodził jak jakaś zmanipulowana kukła? Nie wiem, czy to poprawne określenie. Terapia miałaby na celu pomóc mi z moją nerwicą - to rozumiem, ale co z problemami w rodzinie? Ja chodziłbym szczęśliwy, przez pewien czas, no bo przecież uczęszczam na terapię i przyjmuję leki, ale problem nadal nie został rozwiązany, bo to, że coś zmieniło się w mojej głowie, nie oznacza, że moi rodzice nagle zaczną przejmować się moim losem, przestaną traktować mnie jak śmiecia, a pies na mój widok zacznie merdać ogonem na przywitanie. Trochę dziwne, prawda? Ale taka jest rzeczywistość, moje spojrzenie na świat i wyleczona nerwica nie pozbędą się patologii w domu. I o to właśnie mi się rozchodzi. Swoją nerwicę i problemy w domu stawiam na dokładnie tym samym miejscu, bo się nie wykluczają, stanowią jedność, dlatego oba problemy muszą zostać usunięte, żebym mógł osiągnąć sukces. Co do ostatniego akapitu - tak jak pisałem wcześniej, predyspozycje do tego, żeby ktoś miał nerwicę, muszą być czymś pchnięte, tak jak stworzenie świata, wielki wybuch i takie tak, pewnie wiecie o co mi chodzi. Opisuję to już w taki sposób, bo kończą mi się pomysły. No i nawiązując do tego, co napisałem w ostatnim zdaniu - to prawda, uważam, że jedyną przyczyną zaczęcia się mojej nerwicy była i nadal jest sytuacja panująca w rodzinie. Podkreślam - zaczęcia. Na koniec dodam, że nie naprawdę nie chcę sprawiać wrażenia gó...arza, który myśli, że jest najmądrzejszy od wszystkich. Oczekuję tylko raz: zrozumienia, dwa: pomocy. A co do psychiatry, właśnie w tym momencie zaczynam szukać informacji o poradniach psychiatrycznych w moim mieście.
  • 16.03.17, 23:36
    wyobraz sobie ze np ktos ma kredyt, traci prace i to wpycha go w powazna depresje, tak ze nie moze wstac z lozka i wyjsc z domu. Co bys poradzila takiej osobie? Bo ja jednak na poczatek antydepresanty. W twoim przypadku jest podobnie, najpierw zdrowie psychiczne, uspokojenie nerwow a gdy bedziesz w lepszej formie rozwiazywanie problemow z rodzicami, w szkole, psem etc.
  • 16.03.17, 21:14
    Krystianie, nie czekaj z leczeniem na wyprowadzke z domu. Piszesz ze twoja nerwica jest spowodowana sytuacja w domu, ale tu dziala sprzezenie zwrotne - twoja nerwica wplywa na sytuacje w domu.
  • 17.03.17, 10:02
    Po pierwsze, obawiam się, że czytałeś informacje mało fachowe, z kręgu tzw. poppsychologii, bo kwestie chorób psychicznych z reguły są wrodzone i zdarzają się w najlepszych rodzinach żyjących w najlepszych warunkach. Co prawda złe warunki rodzinne mogą problemy pogłębiać, ale nie są ich powodem same w sobie. Mówimy po chorobach, a nie o stanach, depresja oczywiście może być nabyta, ale poważniejsze choroby z reguły są niezależne od warunków.
    Nie twierdzę, że Twoje problemy rodzinne nie wpływają na rozwój Twoich problemów psychicznych, ale na pewno odseparowanie się od rodziny Cię nie uleczy, bez wątpienia bardzo szybko znajdziesz inne obiekty swoich problemów, zaczniesz szukać innych zagrożeń, bo tak przebiegają tego typu choroby. Problemy też z pewnością wyolbrzymiasz, jak choćby tłumaczenie swoich kłopotów gorszymi warunkami mieszkalnymi. Pies też reaguje na Ciebie tak, a nie inaczej, bo wyczuwa Twój lęk i to go prowokuje.
    Jest dokładnie odwrotnie niż myślisz. To nie odseparowanie się od rodziny i psa Ci pomoże się wyleczyć, ale wyleczenie się złagodzi wszelkie skutki wpływu rodziny i psa. Rodzice Cię wiecznie krytykują? To ich sprawa, jeśli wiesz, że nie mają racji, nie powinno Cię to tak boleć. Wzmacniasz się, odzyskujesz wiarę w siebie - opinia innych przestaje Cię obchodzić. Oczywiście tak to działa u przeciętnego czlowieka, takie wzmocnienie można uzyskać dość prosto, czasami przy pomocy dobrego psychologa, u Ciebie wzmocnienie musi być jednak przeprowadzone u psychiatry, wspomagane farmakoterapią. Gdy uda Ci się dzięki leczeniu opanować podstawowy problem, jakim jest choroba, reszta też ułoży się znacznie lepiej.
    Musisz zrozumieć jedno: rodzice pewnie Ci nie pomogli, dołożyli Ci problemów, ale za swoje zdrowie Ty sam musisz ponieść odpowiedzialność, musisz przestać się oglądać za siebie i zabrać się za leczenie nie za pół roku, nie za miesiąc, ale jak najszybciej, nawet nadal mieszkając z rodzicami.
  • 18.03.17, 11:03
    Nawet jeśli problem jest w rodzinie, to twoje nerwice i fobie mają już taki stopień nasilenia, że bez pomocy psychologa i pdychiatry nie jesteś w stanie z tego wyjść.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • 18.03.17, 11:58
    Masz nerwice, warto wybrac sie do psychologa, ktory pokieruje Cie na jakas dobra terapie. Sama z innego powodu bylam w Klinice Nerwic w IPINie w Warszawie, w mojej grupie byly tez osoby z podobnymi problemami. To, jak traktuja cie twoi rodzice, moze byc jednym z powodow lub nawet glowna przyczyna twoich problemow.
    Z tego co i w jaki sposob piszesz wnioskuje, ze nie jestes "nieudacznikiem" i "psychicznym", i jestem przekonana, ze jezeli zwrocisz sie w odpowiednie miejsce o pomoc, bedziesz w stanie w zyciu sporo osiagnac. Wazne tylko, zeby faktycznie udac sie do specjalistow. Nie wiem, jak to teraz wyglada, 15 lat temu, kiedy ja korzystalam z pomocy Kliniki Nerwic, NFZ, czy kasa chorych wtedy, pokrywala calkowicie koszty terapii u osob ubezpieczonych.
    Bardz dobrze, ze masz siostre, do ktorej mozesz sie wyprowadzic, zrob to jak najszybciej. Wtedy wyeliminujesz czynnik, ktory jest powodem twojej choroby. Oczywiscie choroba nie zniknie ale masz szanse pracowac nad zlagodzeniem jej objawow. Ja jestem DDA i wiem, ze to nie czynnik powodujacy problemy musi sie zmienic a ty sam. Twoi rodzice za pewne NIGDY sie nie zmienia i NIGDY nie zrozumieja, ze ich postepowanie wobec ciebie bylo i jest bledne. To, co moze sie zmienic, to TWOJE podejscie do tej sytuacji i problemu a to mozesz osiagnac jedynie dluga i gleboka praca nad soba, np na terapii grupowej dla osob z rodzin dysfunkcyjnych (DDD).

    --
    Byloby fajnie, jakby wypalilo:
    forum.gazeta.pl/forum/f,161662,metabolic_balance.html
    forum.gazeta.pl/forum/w,36,129040872,129040872,Metabolic_balance.html
    forum.gazeta.pl/forum/f,94641,Choroby_tarczycy_i_hashimoto.html
  • 19.03.17, 05:31
    Bez profesjonalnej pomocy twój stan się nigdy nie poprawi. Wyprowadzka od rodziców zaskutkuje tym, że problemy z nimi i psem zamienisz na szereg innych, np. z nowymi sąsiadami, ich dziećmi lub psami, hałasem pod oknem... do wyboru do koloru. Taki już "urok" twojej choroby. Dlatego najpierw w trybie natychmiastowym terapia i leki, a potem konkretne kroki w celu wyprowadzki itd. Bez tego ani rusz.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.