Dodaj do ulubionych

nie potrafię odejść

20.03.17, 12:44
Jestem w związku już ponad 10 lat, nie licząc okresu przed ślubem. Już przed nim chciała się rozstać z nim bo nie kochałam go i uważałam ze nie pasujemy do siebie. nie umiałam... Teraz jest jeszcze gorzej bo wiąże nas dziecko, dom itp. Męczę się z poczuciem winy że nie kocham go i to wszystko jest fikcją. Jak to robią inni że potrafią odejść? Jestem niezależna finansowo i nie potrzebuję faceta do życia. On mnie zdradza bo szuka uczucia którego tu brak. Ja udaję że nie widzę tego, bo i tak nic z tym nie zrobię. Jestem "grzeczną dziewczynką" i nie chcę nikogo urazić, zrobić krzywdę. Teraz cierpię tylko ja, a gdybym odeszła cierpiało by więcej osób: mąż dziecko, rodzice. Nie mówiłam nigdy to tym nikomu. Każdy myśli że jesteśmy udanym małżeństwem. Czy trzeba być egoistą żeby to zrobić?
Edytor zaawansowany
  • 20.03.17, 13:30
    Przecież cały czas robisz facetowi krzywdę. Ktoś, kto jest w związku z osobą, która nie kocha, która uważa że związek jest fikcją ewidentnie krzywdzi drugą osobę. Nie udajesz nawet zbyt dobrze, skoro mąż szuka uczucia gdzie indziej, boi widzi, ze w domu go nie dostanie. Dziecko wychowane w takim związku też nie jest pewnie szczęśliwe - tata ucieka z domu, mama rozważa, jak bardzo tata jest jej obojętny i go kompletnie nie potrzebuje.
    Nie oszukuj się - nie tkwisz w tym związku dla męża, który widzi co sie dzieje, ani dla dziecka. Wyłącznie dla siebie. To co robisz jest egoistyczne, zmuszasz innych do życia w kłamstwie, aby nie stracić swojego wizerunku osoby bez skazy, zyjącej w udanym małżeństwie. Egoizmem był związek, skoro sama mówisz, że nie potrzebujesz faceta - a jednak zdecydowałaś się na to, aby wyjść za maż i uczynić męża osobą niepotrzebną. I uważasz, ze to nie jest egoizm?
  • 21.03.17, 09:13
    Zrobiłam tak jak chcieli inni i jestem jeszcze zła? Staram się być dobrą zoną i matką na ile mogę.
  • 21.03.17, 15:51
    Inni chcieli, abyś wyszła za maż i uważała męża za osobę zbędną? I pokazywała to tak jawnie, ze szuka uczucia poza domem?
    Poza tym, jesli z góry o tym wiedziałaś, to usprawiedliwienie, ze inni chcieli, abyś skrzywdziła faceta nie jest zadnym usprawiedliwieniem. Nie musiałaś.
  • 21.03.17, 21:32
    tinamarina napisał(a):

    > Zrobiłam tak jak chcieli inni i jestem jeszcze zła? Staram się być dobrą zoną i
    > matką na ile mogę.

    Ae prawda jest taka ze nia nie jestes, bo budujesz dom na kamalstwoe a kłamstwom Jeste ty od początku.
    Gdybys mu o tym powiedziała przed ślubem nie męczył by sie on dzieco i rodzice( chcieć nie wiem co oni majak do tego?)

    Wychodząc z amaz z chcecie ucieczki nie jestes ani doba żona ,ani dobra matką.
    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 31.03.17, 14:18
    Nie, zrobilas jak Ty chcialas. Wybralas spolecznie akceptowany wizerunek kosztem szczescia swojego i innych osob. Nie obarczaj innych wina za wlasne wybory. 'Zrobilam tak jak chcieli inni' pfff. To maz swiadomie zgodzil sie na malzenstwo bez milosci a dziecko na dysfunkcyjna rodzine?
  • 21.03.17, 18:25
    verdana napisała:

    > Przecież cały czas robisz facetowi krzywdę.

    No tak, nie ma to jak kobieta kobiecie dokopie. Przeciez ten facet to nie 3-latek. Jak mu tak zle w malzenstwie to niech zbierze manatki i sie zwinie. Znajdzie sobie druga co bedzie go kochala. Ale widocznie takie zycie mu tez odpowiada jak juz ponad 10 lat w tym tkwi.
  • 21.03.17, 20:00
    Poślubiłem kobietę, bo ona tego ode mnie oczekiwała. Nie jest mi potrzebna, mamy dziecko, ale ona mi przeszkadza. Wiem, ze ma kogoś na boku, bo w domu raczej nie moze oczekiwać uczucia. Nie odejdę, bo co by ludzie powiedzieli. To ona powinna podjąć decyzję i odejść, nie ma przecież trzech lat. Jak nie odchodzi, bo mnie kocha to jej problem, ja się w tym małżeństwie duszę, kobiet w ogóle nie lubię, ale przecież trudno wymagać, abym podjął decyzję. Krzywda? Jaka krzywda? To ja jestem skrzywdzony, bo muszę z nią być.
  • 21.03.17, 21:17
    Tak, tak, bardzo prawdopodobne :D Najbardziej to, że nie lubię kobiet a ciągle z nimi romansuję.
  • 21.03.17, 21:54
    A nie, zona romansuje z facetami.
  • 20.03.17, 14:00
    skoro cierpisz już jakieś 15 lat to wytrzymasz jeszcze drugie tyle. kto wie, moze dopisze ci szczęście i stary wcześniej wyciągnie kopyta.
  • 20.03.17, 15:24
    Nic się nie przejmuj, niedługo dziecko nie mogąc znieść mamusi - egzaltowanej cierpiętnicy i paskudnej atmosfery w domu , zacznie wywijać grube numery i znowu będziesz miała powód by być do męża i dziecka jeszcze bardziej toksycznie przyssaną i cierpieć dla ich dobra.
  • 21.03.17, 09:33
    Nie jestem cierpiętnicą. Gdyby tak było na pewno ktoś by zauważył i zapytał się chociaż czy jestem szczęśliwa w małżeństwie, albo jak się nam układa. Rodzina zawsze komplementuje, ze jesteśmy taką udaną parą czyli nic nie widać. W domu jest spokój więc nie zakładaj z góry. Moi rodzice robili afery i sceny, ale nie ja.
  • 20.03.17, 16:09
    Ale czy możesz napisać, dlaczego za niego wyszłaś? Co Tobą powodowało? Ile lat zainwestowałaś w ten związek przed ślubem i dlaczego? Ile miałaś lat, jak się pobraliście?
    Forumki piszą dosadnie, ale niestety mają wiele racji. Powinnaś zakończyć ten fasadowy związek, ale nie zrobisz tego, dopóki nie uświadomisz sobie, co tak naprawdę popchnęło Cię do tego kroku. I zaręczam Ci, że znacznie większą krzywdę robisz mężowi, dziecku i sobie, pozostając w takim związku. Szczególnie dziecku. Naprawdę nigdy nie czytałaś, co się dzieje z psychiką dziecka w takiej rodzinie, nie słyszałaś o powielanych przez dzieci wzorcach, chcesz tego samego dla swojego dziecka, co Ty przechodzisz? Są granice braku asertywności i bycia grzeczną dziewczynką, tą granicą nich dla Ciebie będzie przynajmniej dobro Waszego dziecka. Jeśli Twój mąż jest dobrym ojcem, może nim pozostać po Waszym rozstaniu, dziecko może go przecież regularnie widywać, to nie jest koniec świata.
  • 21.03.17, 09:22
    Nie wydaje mi się żebym robiła krzywdę dziecku. Nie kłócimy się, nie ma awantur. Jesteśmy z mężem wobec siebie uprzejmi i myślę że to lepsze dla dziecka niż niepełna rodzina.
    Wyszłam za niego (zaraz po studiach), bo chciał on, kochał mnie i nie chciałam mu robić przykrości. Otoczenie też tego oczekiwało. Myślałam że zrobię błąd jak za niego nie wyjdę, bo może będę żałować, że nie dałam mu szansy. Przed ślubem byliśmy ok 4 lat. Nie miałam nikogo innego przed i nikogo potem. Nie umiem chyba kochać.
  • 21.03.17, 09:26
    Dziecka tez nie kochasz?
    A twoi rodzice tez tak żyli w lodówce emocjonalnej i na pokaz?
  • 21.03.17, 09:38
    Nie umiem kochać mężczyzn. Skoro nie zakochałam się w żadnym przez tyle lat.
    Rodzice dostarczali dosyć emocji, negatywnych w większości. Raczej nie żyli na pokaz, a obnosili się z tym że jest im źle. Może dlatego nie chciałam się wiązać z facetem.
  • 21.03.17, 10:07
    Jak dla mnie brzmisz jak osoba która ma kompletnie zamrożone emocje. Glownie gniew. Stad ta grzeczna dziewczynka. Ale przy okazji pozytywne emocje jak widać również. Na obecny stan, gdybys sie zakochała w kimś to pewnie nawet bys sie nie zorientowała i nie dopuściła tego do siebie.
    Pierwszy cel terapi: dokopać sie do gniewu. Bo bez gniewu trudno jest bronić siebie i swoich granic.
  • 21.03.17, 10:13
    >>Rodzice dostarczali dosyć emocji, negatywnych w większości. Raczej nie żyli na pokaz, a obnosili się z tym że jest im źle. Może dlatego nie chciałam się wiązać z facetem.

    Sama zobacz. Na własnym przykładzie widzisz, jak wyrastanie w niezdrowej atmosferze może skrzywić czyjś charakter, płacisz wysoką cenę za to, jak zachowywali się rodzice, prawie na pewno lepiej by było i dla nich, i dla Ciebie, gdyby się rozeszli, a teraz robisz to samo swojemu dziecku. Oczywiście zaprzeczysz, bo przecież dziecko nic nie widzi, nic nie słyszy. Niestety najwyraźniej nie rozumiesz, jak dziecko postrzega świat, nie doceniasz jego zdolności percepcji. Naprawdę wierzysz w to, że dziecko nie poniesie konsekwencji wychowywania sie w domu, gdzie nie ma uczuć, gdzie jest ta lodówka emocjonalna, jak to ktoś napisał?
    Często staramy się oszczędzić naszym dzieciom tego, co sami przeżywaliśmy, ale zdarza się, że przeginamy w drugą stronę, tak to widzę w Twoim przypadku.
    To forum jest pełne opowieści osób, które wychowały sie w takim domu jak Twój, a teraz borykają sie z poważnymi problemami w życiu dorosłym. Nie wmawiaj sobie, że chronisz dziecko, to nie jest prawda.
  • 21.03.17, 10:22
    Cóż, dziecko autorki nie będzie chciało albo nie będzie umiało tworzyć dobrych związków, albo trafi na wrzeszczącego przemocowca bo to będzie tak wspaniale że jakieś emocje się w związku pokazuje a nie jest się lodowacie uprzejmym a zdradzającym za plecami jak rodzice.
  • 21.03.17, 21:35
    tinamarina napisał(a):

    > Nie wydaje mi się żebym robiła krzywdę dziecku. Nie kłócimy się, nie ma awantur
    > . Jesteśmy z mężem wobec siebie uprzejmi i myślę że to lepsze dla dziecka niż n
    > iepełna rodzina.
    > Wyszłam za niego (zaraz po studiach), bo chciał on, kochał mnie i nie chciałam
    > mu robić przykrości. Otoczenie też tego oczekiwało. Myślałam że zrobię błąd jak
    > za niego nie wyjdę, bo może będę żałować, że nie dałam mu szansy. Przed ślubem
    > byliśmy ok 4 lat. Nie miałam nikogo innego przed i nikogo potem. Nie umiem chy
    > ba kochać.

    Tu nie chodzi o awantury, ale o emocje. Dziecko zyje w fikcji, kłamstwa tatusia jak idzie do kochanek, i milczące cierpienie mamusi.
    Sama słodycz.
    Dzieci czuja to czego nie widac.
    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 20.03.17, 16:33
    Wbrew pozorom wcale nie tak mało kobiet wychodzi za mąż bez miłości. Bo presja rodziny i społeczna, bo zegar tyka, a kobieta wyjątkowo silnie odczuwa potrzebę dziecka, bo zwyczajnie boi się życia w samotności. Niby jest niezależna, niby sobie radzi, ale kolejne święta, kolejne walentynki bez pary, wyjazdy na doczepkę z przyjaciółmi albo samotne. Dużo może być powodów i ja nie potępiam ani nie oceniam takich kobiet. Dzieci tylko żal potem, bo ileż można udawać, ileż żyć w iluzji, a dziecko wszystko czuje, nie rozumie, ale czuje :(
  • 20.03.17, 16:43
    Co innego małżeństwo bez miłości, co innego małżeństwo, gdy faceta uważa sie za kompletnie zbędny dodatek do życia.
  • 20.03.17, 17:45
    Nie chcesz nikogo urazić, zrobić krzywdy... szlachetne, ale ranisz siebie, męża, krzywdzisz dziecko.
    Jesteś niezależna finansowo - czemu nie pójdziesz na terapię? forum nie zdiagnozuje i nie wyleczy twoich problemów
  • 21.03.17, 09:26
    Terapia - tak. Ale nikt nie odpowiedział mi jak to robią inni, że potrafią odejść i nie przejmować się co na to bliscy.
  • 21.03.17, 09:51
    Gdzie by tu zaczać.
    Może tak na przykładzie.
    Wyobraź sobie ze rodzice bardzo chcą żebyś została dentystka. Bo dziadek był dentysta, ciotka jest dentystka, piękna kariera. Tymczasem ty nienawidzisz dłubania ludziom w zębach. Obrzydza cię to.
    Ale nie chcesz sprawiać przykrości rodzicom, kończysz studia, tata pożycza ci na start, zakładasz gabinet, po 10 godzin dziennie z obrzydzeniem dłubiesz w tych zębach. Pacjenci to wyczuwają i za tobą nie przepadają, jak znajda lepszego dentystę natychmiast odchodzą, ale ty jakoś wiazesz koniec z końcem. Co prawda sen ci z powiek spędza duży kredyt na nowy sprzęt, co noc ci się śni kamień nazębny, często nie masz siły wstać rano z łóżka...

    Ale za to twoi rodzice dwie miejscowości dalej są bardzo zadowoleni ze sąsiadom i na wizytach u rodziny raz w miesiącu mogą powiedzieć ze córka jest panią stomatolog.

    Zastąp dentystę mężem i tak mniej więcej wyglada twoje życie.

    Osoby, które odchodzą potrafią przeliczyć ile zyskują a ile je kosztuje spełnianie oczekiwań innych i jeśli wychodzi to na minus to nie spełniają tych oczekiwań.
    Maja tez realne zrozumienie ile w rzeczywistości dyskomfortu wywołają u rodziców (bo nie wierze ze tu nie o rodzicow chodzi w tej całej histori) i nie dają się wpedzic w nieracjonalne poczucie winy.

    Wiedza że maja tylko jedno życie.

  • 21.03.17, 09:57
    >>Terapia - tak. Ale nikt nie odpowiedział mi jak to robią inni, że potrafią odejść i nie przejmować się co na to bliscy.

    Ale wtedy nie bierze się pod uwagę tego, co na to bliscy, tylko na ile to pomoże bliskim w bliższej lub dalszej przyszłości. Bo dziecko zawsze na początku będzie płakało, że rodzice sie rozchodzą, ale to oszczędzi mu życia w złej, niezdrowej atmosferze, Ty bierzesz za to odpowiedzialność, nie możesz się sugerować początkowymi reakcjami dziecka. To jakbyś wiedząc, że bez zastrzyków dziecko będzie ciężko chore, a nawet może umrzeć, bała się sprawić mu ból tymi zastrzykami.
    Mąż na pewno też poczuje ulgę, skoro wiesz, że on wie i cierpi z powodu Twojej obojętności. Reakcjami innych osób naprawdę nie masz obowiązku się przejmować.
  • 21.03.17, 10:18
    tinamarina napisał(a):

    > Ale nikt nie odpowiedział mi jak to robią inni, że potrafią odej
    > ść i nie przejmować się co na to bliscy.


    Bo inni są dojrzalszymi ludźmi niż ty i nie boją się brać na siebie odpowiedzialności za to co sami robią. Ty stosujesz częste u niedojrzałych osobowości przełożenie wmawiając sobie, że jesteś lepsza bo robisz to co (wydaje ci się) oczekują od ciebie inni. To myślenie małego dziecka a nie dorosłej osoby. To też myślenie egocentryczki a nie altruistki, jaką ci się wydaje że jesteś. Po prostu od lat innych obciążasz winą za swoje złe samopoczucie i brak jaj na samodzielność. Przerzucasz na innych odpowiedzialność za swoje decyzje, bo ...tak ci wygodniej i bezpieczniej. Robisz to dla siebie, a śpiewka "to oni chcieli więc robiłam!" jest żenująca jeśli masz więcej niż 10 lat.
    Widzisz, tak się starałaś a nie różnisz się dużo od swoich wiecznie niezadowolonych rodziców..
    Właściwie na gruncie np zasad kościelnych wasz ślub bez trudu można uznać za nieważny.

    Idź na terapię to się dowiesz reszty o sobie.



  • 21.03.17, 15:55
    Ty sie nie przejmujesz bliskimi, maż tak naprawdę w ogóle Cię nie obchodzi i nie masz wyrzutów sumienia, że go krzywdzisz. Przejmujesz sie nie tym, co bliscy będą czuli, tylko tym, jak będą Cię oceniali. Wolisz pozostać szlachetna, bez skazy, poświęcająca sie dla innych - niż zrobić coś, co rzeczywiście byłoby dla bliskich dobre. Jest sporo takich ludzi, którzy satysfakcję czerpią z cierpiętnictwa, ze swojego "poświecenia", ale zależy im najbardziej na tym, aby inni tak ich widzieli. Przykro mi, to jest bardzo wysoki poziom egoizmu i nie ma nic wspólnego z myśleniem o drugim człowieku. Myślisz przede wszystkim o sobie i o swoim wizerunku. Co Ci zostanie, gdy juz sie nie będziesz "poświęcać" dla niekochanego męża?
  • 21.03.17, 11:27
    Przykro mi słysząc niektóre odpowiedzi. Chciałam dobrze, wyszło źle - jak to się mówi. Czasu nie cofnę i nie proszę o opinię, ale o odpowiedź na pytania. Powtórzę: Jak to robią inni że potrafią odejść? Czy trzeba być egoistą?
    Czasami nawet bez słów, bez prób naprawiania, bez zastanowienia. Czy są dojrzali wtedy? Chyba wówczas nie analizują ile mają zysku a ile strat. Czy to jest kwestia charakteru tych osób? Czy to są asertywni? Wątpię też, że są tak postępują tylko ludzie dojrzali. Przecież nawet nastolatki potrafią do siebie powiedzieć "spadaj". Ja nie chciałam żeby ktoś przeze mnie płakał lub popełniał samobójstwo, że go rzuciłam. Tak też się zdarza i tego niektórzy nie brali pod uwagę.
    Proszę o odpowiedzi osób, które odeszły lub zerwały z kimś.
  • 21.03.17, 11:53
    Tinamarina, Ty zupełnie nie rozumiesz, co się do Ciebie mówi. a właściwie pisze. Twoja postawa nie jest wyrazem braku egoizmu i myślenia o innych, jest paniczną próbą chronienia swojego wizerunku, bez liczenia się z kosztami, jakie poniosą bliscy, choć wydaje Ci się, że jest odwrotnie. Naprawdę nie dociera do Ciebie informacja, że dziecko bardzo źle się rozwija w domu, gdzie nie ma uczuć? Chcesz wychować dziecko w takiej atmosferze? Naprawdę? To właśnie dla jego dobra powinnaś odejść, wiem, co piszę, znam setki historii takich osób.
    Zasłaniasz się litością nad mężem, ale przecież sama doskonale wiesz, jak on teraz się czuje, skoro rozgrzeszasz go ze zdrad. Jak bardzo facet musi być zdesperowany, jakie to na pewno budzi w nim wyrzuty sumienia, jak on się męczy teraz, naprawdę uważasz, że powinnaś zostać z nim dla jego dobra???
    Ja nie odeszłam i żałuję tego każdego dnia, dlatego tak bardzo mi żal osób, które tego nie robią, zasłaniając się różnymi wymówkami. Sama przez to przechodziłam i nadal przechodzę, wiem, jakie to złe.
  • 21.03.17, 14:19
    Kładziesz się już do grobu? W różnym wieku ludzie się rozstają, na emeryturze też.
  • 21.03.17, 15:11
    >>Kładziesz się już do grobu? W różnym wieku ludzie się rozstają, na emeryturze też.

    :)
  • 21.03.17, 18:32
    sebalda napisała:


    > Zasłaniasz się litością nad mężem, ale przecież sama doskonale wiesz, jak on te
    > raz się czuje, skoro rozgrzeszasz go ze zdrad. Jak bardzo facet musi być zdespe
    > rowany, jakie to na pewno budzi w nim wyrzuty sumienia, jak on się męczy teraz,
    > naprawdę uważasz, że powinnaś zostać z nim dla jego dobra???

    Nie przesadzasz, biedny misio, co to nie umie podjac decyzji i zwinac sie ze zwiazku, ktory mu nic nie daje. Tak samo winny jak autorka watku. Widocznie im to odpowiada jak tkwia razem w tym bagienku.
    Jakby sie meczyl tak jak sugerujesz to juz by dawno sie zmyl. Widocznie nie znalaz jeszcze nastepnej galezi coby sie jej uchwycic :)
  • 21.03.17, 19:28
    Głupio zostawić kogoś kto tak jak autorka poświęca się dla spójności rodziny, może dlatego mąż nie odchodzi. Nie chce funkcjonować z piętnem tego złego.
  • 21.03.17, 20:01
    A może facet chce być z dzieckiem. Rozwód dla faceta to niemal zawsze częściowa utrata kontaktu z dzieckiem, a niektórym, o dziwo, zależy.
  • 21.03.17, 12:20
    Ktoś, kto napisał, że masz pozamrażane emocje miał chyba rację. Mam wrażenie, że chciałabyś zmienić swoją sytuację (odejść), ale żeby to się odbyło bez żadnych skutków ubocznych w postaci nieprzyjemnych emocji, zarówno Twoich, jak i innych. Nie da się.
    Mam również wrażenie, że chcesz uniknąć cierpienia innych, bo ono wzbudzi w Tobie ogromne poczucie winy. Czyli bierzesz na siebie odpowiedzialność za uczucia innych. Nawet jeśli ktoś popełni samobójstwo, to jest to jego decyzja, a nie Twoja. I pewnie niejeden człowiek przez Ciebie w życiu płakał, a być może niejeden jeszcze zapłacze. Zakładając, że ludzie mają na siebie wpływ nawzajem, to Ty musisz sobie poradzić z własnymi emocjami, które wzbudza w Tobie cudza krzywda. Lub wyobrażenie, że ktoś czuje się krzywdzony.
    Piszę Ci to z własnego doświadczenia. Otworzyłam ten wątek, bo borykam się z takim samym problemem jak Ty. Ale mam cudowną terapeutkę, która pomaga mi zrozumieć własne emocje oraz znajdować sposoby, jak sobie z nimi radzić. A także jak zmieniać punkt widzenia. Chociażby na taki, że to co mi wydaje się krzywdzeniem innych, wcale niekoniecznie musi takie być.
  • 21.03.17, 12:52
    Ludzie, ktorzy przejmuja sie tym co mysla inni teraz, albo czy komus bedzie przykro mysla o krotkim dystansie. Dzis komus bedzie przykro, dzis ktos Ci powie, ze robisz glupio, dzis bedzie nieprzyjemnie z powodu odejscia. Dziecko bedzie plakac, rodzice beda strzelac fochy i komentowac, maz badzie niezadowolony.
    Bedzie bardzo nieprzyjemnie, moze jeden dzien, moze dwa, moze tydzien, moze miesiac albo nawet pol roku.

    Wydaje mi sie, ze osoby, ktore biora slub "bo chca dobrze", albo zostaja z kims "bo chca dobrze" dzialaja na zasdzie krotkoterminowego unikania nieprzyjemnosci. Nie chca tych negatywnych emocji, tego ze cos sie komus nie bedzie podobac.
    I w efekcie skazuja sie na nieprzyjemnosc rozkladana w ratach na cale zycie, nieprzyjemnosc ktora stopniowo robi sie coraz wieksza.

    Osoby, ktora odchodza, mysla o dluzszych terminie. Mysla: jasne, jakis czas bedzie nieprzyjemnie, ale przede mna i moja rodzina jest cale zycie. Czy chce spedzic cale zycie bez milosci?
    Jakie beda dlugoterminowe efekty domu, w ktorym rodzice sa dla siebie "mili i kulturalni"? W jakim wieku dziecko zacznie widziec, ze tato zdradza? W jakim wieku dziecko zacznie widziec, ze tato jest nieszczesliwy i mama jest nieszczesliwa?
    Ludzie, ktorzy przerywaja dlugotrwale zwiazki i odchodza, mysla o tym, ze odchodzac daja szansa na szczescie. Na szczescie sobie, na szczescie drugiej stronie, na pewna ilosc prawdy w zyciu dziecka. Ze dlugoterminowe efekty przebijaja krotkotrwaly dyskomfort.
    Ze czasem trzeba zedrzec plaster, pojsc do dentysty, byc dla kogos nieprzyjemnym. Czasem tylko dzieki nieprzyjemnej sytuacji stajemu sie gotowi na jakis dalszy etap.
    Dzieki nieprzyjemnej sytuacji mozna powiedziec sobie z mezem ze czas na terapie malzenska.
    Dzieki nieprzyjemnej sytuacji mozna powiedziec sobie ze czas na terapie.

    W twojej sytuacji nie podejmowanie zadnych krokow "nieprzyjemnych" na 99% nie ulecy waszej sytuacji i nie sprowadzi na was szczesliwego i prawdziwego zycia.Prawda i szczerosc nie sa przyjemne, ale daja przestrzen do podjecia sensownym decyzji, decyzji ktore dlugoterminowo beda dobre.

    Co o tym myslisz?
  • 21.03.17, 14:15
    "Ja nie chciałam żeby ktoś przeze mnie płakał lub popełniał samobójstwo, że go rzuciłam."

    Uwazam, ze nie da sie przejsc przez zycie bez placzu. Smutek i rozpacz to takie same elementy zycia, jak radosc i szczescie. I wszyscy tego doswiadczamy jak rowniez to powodujemy. Moze byc tak, ze jakis facet teraz gdzies placze, bo minal cie na ulicy i przypominalas mu jego zmarla mame lub zone lub corke.
    Ktos moze plakac bo sie do niego usmiechnelas, lub bo sie do niego nie usmiechnelas, bo bylas lub nie bylas, bo cokolwiek. Nie odpowiadasz za emocje innych ludzi, nie uwazam, ze powinnas innych chronic przed tymczasowym smutkiem czy przykroscia przez dlugotrwala nieszczerosc.

    Twoj maz zaslugiwal na szczerosc przed slubem. Bycie dobrym czlowiekiem, to wg mnie starania by nie byc celowo okrutnym. Natomiast proba przejscia przez zycie bez sprawania komus przykrosci jest czyms nierealnym.
  • 21.03.17, 14:53
    E tam, aktorka narzeka bo to ma w charakterze. Wyszła za mąż bo wtedy jej pasowało, teraz też jej pasuje zyskiwać pochwały jaką to ma udaną rodzinę, do tego mieć dwie pensje w domu i spokój codzienny. Zaczęła się zastanawiać nad sprawą, bo realnie jej wygodny status quo jest zagrożony - wystarczy, że kolejna kochanka męża będzie zdeterminowana a on się faktycznie zadurzy, to będzie rozwód i co wtedy autorka zrobi z sobą? z poczuciem, że to przecież ona się dla niego poświęcała "choć nie chciała" godząc się na szopkę małżeńską a on nie trwa przy niej na zawsze tylko sobie lepsze życie układa bez niej? Coś czuję, że autorka wcale by nie poczuła ulgi, że mąż odchodzi do swojego "lepszego" życia, ale by poczuła wściekłość, że tak zdecydował, że to on niszczy ich "ładny obrazek" przed opinią innych, że to on bezczelnie przekreśla sens jej wieloletniego sztucznego uśmiechu w aureoli "to ja się poświęciłam dla was".

    Terapia.
  • 21.03.17, 14:26
    Dwóch mężów zostawiłam. Chłopaków liczyć nie będę, bo to bez sensu.
    Pierwszego, bo b. szybko okazało się, że brak mieszkania razem przed ślubem był błędem i to nie wypali. Świetny był jako towarzysz do spędzania czasu, na co dzien kompletnie do siebie nie pasowaliśmy. Zero dzieci, mieszkanie moje, szybki rozwód bez orzekania o winie.
    Drugiego, bo po urodzeniu się dziecka zaczął mnie olewać. Uprzedziłam, że poszukam na mieście i poszukałam na mieście, zresztą później zostałam z ówczesnym kochankiem. Dziecko miało niecałe 2 lata jak kazałam eksowi się wyprowadzić. Rozwód bez orzekania o winie, z eksem kontakty mam względnie poprawne.

    Bilans zysków i start. Proces dochodzenia do decyzji był nieprzyjemny i depresyjny, ale potem to z górki. Finansowo miałam jakąś elementarną niezależność + własne i tylko własne mieszkanie.
  • 21.03.17, 21:56
    " Ja nie chciałam żeby ktoś przeze mnie płakał lub popełniał samobójstwo, że go rzuciłam. Tak też się zdarza i tego niektórzy nie brali pod uwagę."
    Oczywiście ze nie brali czegoś takiego pod uwagę.
    Wybacz ale od zakończenia związku do samobójstwa jest bardzo daleka droga.
    Mam wrażenie, ze z braku racjonalnego uzasadnienia swoich działań zaczynasz odpływac w zaprzeczenia i fantazjowanie o katastrofalnych skutkach odejścia.

    A tak na marginesie, gdyby ktoś cię faktycznie kiedyś szantażował popełnieniem samobójstwa w razie odejścia, to należy to traktować tylko i wyłącznie jako koronny argument za zerwaniem takiej relacji.
  • 22.03.17, 09:17

    " Ja nie chciałam żeby ktoś przeze mnie płakał lub popełniał samobójstwo, że go rzuciłam. Tak też się zdarza i tego niektórzy nie brali pod uwagę."

    to jest ta sama metoda manipulacji u autorki, którą zastosowała przy zawieraniu małżeństwa: wtedy to inni na pewno chcieli żeby wyszła za mąż za kogoś kogo nie kocha więc się "poświęciła dla nich", a teraz to NA PEWNO INNI CHCĄ żeby tkwiła w tym małżeństwie więc żeby znowu nie podejmować samodzielnej decyzji o rozwodzie to wymyśli nawet wizję samobójstwa żeby mieć wymówkę do przerzucenia odpowiedzialności za to co sama robi- na innych.

    hehehe, już widzę jak mężowi wypieszczonemu u kochanki chce się samobójstwo popełniać z racji uwolnienia się od niechętnej mu zony...
    prędzej to autorka ma zadatki do samobója.
  • 22.03.17, 11:20
    tinamarina ale tu nie ma gotowej "recpety" o ktora prosisz
    powtarzasz jak katarynka "jak to robia inni"
    a co maja inni do Twojej sytuacji? pobudki i motywacje innych sa rozne, jak mozesz sie porownywac, co ci to da?
    najwidoczniej Ty sama jeszcze do tego nie dojrzalas i musi sie stac cos wiecej co ta stagnacje przerwie.
  • 22.03.17, 11:56
    >>najwidoczniej Ty sama jeszcze do tego nie dojrzalas i musi sie stac cos wiecej co ta stagnacje przerwie.

    Ja wiem, na co liczy autorka: na zakochanie się męża w innej na dobre. Wtedy będzie miała pretekst, żeby odejść, ale pozostanie w glorii niewinności, nie naruszy swojego idealnego wizerunku.
    Ja nie tworzę teorii, tylko czytam jasne komunikaty autorki. Nie kochała, ale wyszła za mąż, bo takie były oczekiwania, nie udalo jej się przemóc, mąż nie jest w stanie godzić się z taką sytuacją (co nie jest dziwne), szuka za jej cichym przyzwoleniem uczucia (tak pisze autorka), ona się z tym godzi, czemu szukać tutaj odpowiedzialności faceta?
    Gdyby było odwrotnie i to mąż był skrajnie oziębły, też byśmy obarczały kobietę? Różnica jest jednak taka, że kobieta odchodzi, szuka szczęści gdzie indziej, ale zostaje jej dziecko, facet w takiej sytuacji musi się godzić z odebraniem mu dziecka.
  • 23.03.17, 11:01
    >Ja nie chciałam żeby ktoś przeze mnie płakał lub popełniał samobójstwo, że go rzuciłam.

    samobójstwo LOL
    masz straszliwie rozbuchane EGO

    zła wiadomość: nikt przez ciebie samobójstwa nie popełni, tak wiem to musi być rozczarowujące
    jest natomiast wielce prawdopodobne, że chłop odczuje ulgę i wreszcie odżyje
  • 27.03.17, 15:27
    tinamarina napisał(a):

    > Proszę o odpowiedzi osób, które odeszły lub zerwały z kimś.

    Proszę bardzo. Ja odeszłam i zerwałam z kimś, nie raz i nie dwa. I zapewniam Cię, że za każdym razem było to bardzo trudne i bolesne dla obu stron. Ale to jest normalna, zdrowa reakcja jeśli wiesz, że z kimś Ci nie po drodze. Nie wyobrażam sobie jak można wyjść za kogoś tylko dlatego, żeby nie urazić bliskich.
    W sumie to dziwi mnie, że przeszłaś przez życie i nigdy z nikim nie zerwałaś.

    Zerwałam poważny związek bo wiedziałam, że faceta nie kocham tak jak się kocha kogoś z kimś spędzi się życie. To był naprawdę fajny facet, zakochany we mnie na zabój, gotów na rękach nosić, więc mogłabym postąpić zgodnie ze starym porzekadłem, że jego miłości starczy na nas dwoje. Widziałam, że zamiary są poważne i on widzi we mnie swoją żonę i matkę jego dzieci. Dusiło mnie w gardle na myśl, że mogłabm mu to wszystko zburzyć.

    Ale widziałam że muszę, bo to było jedyne UCZCIWE rozwiązanie. Uczciwe wobec siebie i wobec niego. Bo ja nie czułam tego co on i uważałam, że nie mam prawa jego uczucia wykorzystywać. Uważałam, że on ma prawo być szczęśliwy, ma prawo być kochany. Skoro ja mu tego dać nie mogę to on ma prawo do tego by dała mu to inna kobieta.
    Mogłabym mu zmarnować 5, 10 lat życia udając, że jest fajnie i milutko. Tyle, że to byłoby cholerne świństwo. Ja uznałam, że nie mam prawa marnować mu życia i pozbawiać szansy na szczęście z inną kobietą.
    U Ciebie w ogóle nie ma takiej refleksji, i to mnie szczerze zdumiewa. Jesteś gotowa więzić faceta w imię tego, co powiedzą inni i jeszcze wmawiasz wszystkim, że chciałaś dobrze.
    Może i chciałaś, ale jesteś dorosła i powinnaś ogarnąć jakie skutki przyniosła Twoja decyzja.
    To, że w Waszym domu nie ma wrzasków i awantur to naprawdę nie jest aż takie straszne cudo i miód jak to przedstawiasz. Ten emocjonalny chłód i brak miłości jest równie szkodliwy. Twoje dziecko tego się uczy i to obserwuje. Pamiętaj, że dla Twojego dziecka, związek rodziców będzie już na zawsze modelem i wzorem jego przyszłych związków. Czego on się od Was nauczy?
  • 21.03.17, 15:25
    Szanse na odejście masz właściwie zerowe. Żeby nie robić nikomu przykrości, wyszłaś za mąż i dokładnie z tego samego powodu teraz się nie rozwiedziesz. No taką masz konstrukcję psychiczną. Dlatego radzę ci przestać tracić czas na rozważanie scenariuszy, które nie mają szans realizacji. Po co ci to? Lepiej obserwuj swoje dziecko i działaj w kierunku tego, by w konsekwencji życia w takiej rodzinie nie wyrosło na twoją kopię i nie powtórzyło tego scenariusza ze swoim życiem. Twoi rodzice spieprzyli cię emocjonanie, bez dwóch zdań. A teraz ty robisz to samo swojemu dziecku. Jeśli więc nie chcesz kończyć małżeństwa, to przynajmniej walcz o to wasze dziecko, żeby nie skończyło ze zrytą psychiką.
  • 21.03.17, 15:46
    "Wdeptywanie" w tak długotrwałe i zajmujące życie zobowiązania jak małżeństwo, aby tylko kogoś nie zranić i nie urazić to może być efekt wychowania przez rodziców, którzy obarczali dziecko odpowiedzialnością za swoje stany emocjonalne. Tacy którzy kazali dziecku zajmować się własnymi uczuciami i dobrostanem, nie dbając o te rzeczy u dziecka. Takie dziecko w dorosłym życiu układa sobie relacje na zasadzie "moje uczucia i to co ja chcę jest nieważne, ważne jest co chcą inni, artner, rodzice, przyjaciele, znajomi, rodzice. Sama piszesz, że przecież zrobiłaś to co wszyscy chcieli żebyś zrobiła, czyli dostawałaś sygnał, że zachowałaś się "tak jak trzeba".

    Wydaje mi się, że koniecznie powinnaś zacząć terapię. W trakcie terapii u dobrego (!) terapeuty pojawia się mnóstwo nowych spojrzeń na sytuację, zaczyna się dostrzegać schematy działania u siebie i u bliskich osób, które rządzą naszym życiem a których czasem nie jesteśmy kompletnie świadomi.

    Jeśli pierwszy czy drugi terapeuta Ci nie "podejdzie" nie zrażaj się bo jest tak samo jak z szukaniem dobrego lekarza, czyli nie tak łatwo. Słuchaj też swojej intuicji. Pierwsza terapeutka do jakiej poszłam była mi polecona przez inną, bardzo obleganą i była po prostu beznadziejna. Chodziłam prywatnie... Jakiś czas temu poszłam w ciemno na NFZ i jestem ogromnie zadowolona, choć samo "grzebanie się" w emocjach nie jest przyjemne. Nie jest też tak naprawdę fajnie usłyszeć, że rodzice rzeczywiście byli bardzo krzywdzący:/ Zmierzenie się z tym jest trudne, bardzo trudne, świat się wali...
    Ale się rozpisałam...:)
    Tak czy siak, życzę Ci powodzenia w odnajdywaniu siebie.
  • 21.03.17, 16:25
    Mąż Ciebie zdradza? Ma kochanki? Ile? Kilka? Czy zdradza Ciebie w Internecie? Rozmawiałaś z nim o zdradach? Ukrywa to czy robi to jawnie?
    Uważasz, ze to wszystko Twoja wina? Nie ma między wami kłótni o kochanki? Maz Ciebie zdradza, Ty to akceptujesz, uważasz nawet ze to Twoja wina? przecież wiedział jaka kobietę bierze za żonę, nigdy nie byłaś wulkanem seksu tylko góra lodowa i on taka Ciebie wziął a teraz coś mu się odwidziało i zaczyna zdradzać i pewnie jeszcze mówi ze to Twoja wina.
  • 21.03.17, 16:44
    A skąd miał wiedzieć? Chyba nie o sekst tu chodzi, tylko o to, ze Autorka wyszła za mąż, wiedząc, że żaden facet nie jest jej w życiu potrzebny i uważa męża za osobę całkowicie zbędną. To jest rodzaj oszustwa - czy przed ślubem narzeczony wiedział, ze narzeczona go nie chce i nie uważa za osobę dla siebie ważną? Że go nie kocha i co więcej uważa, że do siebie nie pasują? Facet zdradza, bo potrzebuje uczucia. Akurat to rozumiem. Został oszukany przed ślubem i tyle.
  • 21.03.17, 17:01
    Zgadzam się z Verdaną. Ze strony autorki wątku to było oszustwo z premedytacją, a ona sama jest oszustką. Jak inaczej nazwać osobę, która w chwili ślubu WIE, że męża nie kocha, nie pokocha, nie pasują do siebie i nic ich poza papierkiem nie łączy? Ona toleruje zdrady męża, bo wie, że normalny człowiek potrzebuje bliskości, a ona nigdy nie zamierzała mu tego dać. I też sądzę, że nie stricte o seks tu chodzi, a o bliskość i poczucie, że jest się dla drugiej osoby ważnym. Ten mąż nigdy nie otrzymał tego w małżeństwie, a autorka wątku w chwili ślubu wiedziała, że nigdy mu tego nie zapewni.
    Inna sprawa, że pan powinien po prostu się z panią rozwieść, ale może rozumuje dokładnie w ten sam sposób, co ona: poświęcić się dla małżeństwa, nie rozbijać rodziny, a potrzeby realizować sobie po cichutku poza małżeństwem. Co pewnie pani odpowiada, bo przynajmniej nie musi chodzić do łóżka z mężem, do którego nigdy nic nie czuła. Transakcja wiązana, wszyscy są zadowoleni, status quo jest utrzymany.
  • 21.03.17, 18:17
    "Jak inaczej nazwać osobę, która w chwili ślubu WIE, że męża nie kocha, nie pokocha, nie pasują do siebie i nic ich poza papierkiem nie łączy? "

    Może to wcale nie egoistka tylko osoba, której wbito do głowy, że to kogo ona kocha czy nie kocha nikogo nie obchodzi, bo liczą się tylko uczucia innych? Naprawdę o tym nie pomyślałyście?

    Bawi mnie to zrozumienie dla szukania uczucia u męża wśród kochanek. To jest tylko i wyłącznie to co napisała sama autorka, nie widzicie, że ona go wybiela, bierze tę odpowiedzialność na siebie a z niego zdejmuje? Skoro ten mąż tak szuka tego uczucia we wciąż nowych romansach to dlaczego go jeszcze nie znalazł?
  • 21.03.17, 19:10
    A skąd wiesz, że nie znalazł? może znalazł, ale np. poczucie winy wobec dziecka wyklucza w jego pojęciu rozwód, a to zraża kolejne partnerki?
  • 21.03.17, 21:21
    Jakby znalazł i potencjalna pani zraziła się brakiem chęci do rozwodu to raczej nie byłoby kolejnych, przynajmniej przez jakiś czas.
    Co do tych zrażonych kolejnych partnerek to do każdej tak miałby pałać tym uczuciem? :)
  • 21.03.17, 19:36
    eliksir_czarodziejski napisał(a):

    > Bawi mnie to zrozumienie dla szukania uczucia u męża wśród kochanek. To jest ty
    > lko i wyłącznie to co napisała sama autorka, nie widzicie, że ona go wybiela, b
    > ierze tę odpowiedzialność na siebie a z niego zdejmuje? Skoro ten mąż tak szuka
    > tego uczucia we wciąż nowych romansach to dlaczego go jeszcze nie znalazł?

    Ciekawe spojrzenie na sprawę.
    Fakt,że mało wiemy o tym związku i mężu autorki ale ta bezwolność jej partnera i takie samo tkwienie w fikcji czyni go również odpowiedzialnym za obecną sytuację.
    Skoro wie,że w małżeństwie mu źle dlaczego się nie rozwiedzie? Skąd to usprawiedliwienie dla jego romansów zwanego tu "poszukiwaniem uczuć" bo w domu ma braki?

    Obydwoje tkwią w takim zimnym małżeństwie..bo? Ale tylko autorka jest winna?

    --
    "Nie wierzę w żadną magię ani inny zabobon. Pradawni bogowie mnie chronią!"
    By Julian
  • 21.03.17, 20:04
    "Dlaczego sie nie rozwiedzie"? Może dlatego, zę nie chce zostawić dziecka żonie? Osobie, która żyje tak, jak inni od niej oczekują, jest jednocześnie bezwolna i pozbawiona pewnej elementarnej uczciwości? Albo z wielu innych względów, o których tak naprawdę nie wiemy nic.
    Tak, w tym wypadku sytuacji w małżeństwie winna jest autorka, która wiedziała wychodząc za mąż, że nie lubi facetów i nie nadaje się do związku.
  • 21.03.17, 20:10
    Jaki prosty jest twój świat Verdano, mimo wielu niuansów o których nic nie wiemy , sama też to przyznajesz, ty już wiesz,że to autorka jest winna sytuacji w małżeństwie.
    Małżeństwo trwa od 10 lat i składa się z kobiety i mężczyzny. Obecna sytuacja to dokonane wybory bądź zaniechania obydwojga małżonków.



    --
    I była zgroza nagłych cisz! I była próżnia w całym niebie!
    A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie? B.L.
  • 21.03.17, 20:17
    Oboje są zaburzeni. Zdrowy emocjonalnie człowiek by w takim związku nie wylądował. Może jego z kolei przyciaga obojetnosc i odrzucenie bo nic innego nie zna. A może uważa ze na więcej nie zasługuje.
  • 21.03.17, 20:51
    A mnie dziwi to ze autorka wini tylko siebie i usprawiedliwia zdrady męża. Dla mnie zdrady są niedopuszczalne, facet zachowuje się karygodnie. Autorka postu pisze ze nie potrafi okazywać mężowi czułości i każdy doradza jej rozwód a mąż zmienia kochanki i wszyscy okazują mu zrozumienie.
    A może ma problem z okazywanie czułości bo boli ja ze mąż ja zdradza i nie może z nim się w żaden sposób pozozumiec. Pisze, ze nie ma między nimi żadnej rozmowy. Jakoś nie chce mi się wierzyć ze tylko ona jest tutaj winna a poczucie winy ma ogromne.
  • 21.03.17, 21:27
    Coś może być w tym co piszesz.
    Może on należy do tego typu mężczyzn, którzy zostali wychowani w duchu, że to co myśli, czuje kobieta jest nieistotne?
    Niektóre kobiety tak zostały wychowane, ale są i mężczyźni którzy zostali tak wychowani, ewentualnie czerpią z wzorca rodzinnego.
    Ciężko udawać szczerą miłość, to czy ona jest czy jej nie ma jest chyba po jakimś czasie do wyczucia? 4 lata narzeczeństwa to nie tak mało, raczej facet miał czas żeby się zorientować... Tak jakby był skupiony na sobie a nie na partnerce. No cóż możemy tylko gdybać...
  • 21.03.17, 22:02

    Coś jednak trzyma te dziwną rodzinę razem. Dlaczego mąż nie odchodzi skoro szuka ciepła gdzie indziej? 10 lat małżeństwa, kilka lat związku przed.
    Widzimy w tym wątku obraz silnie przefiltrowany przez poczucie winy autorki wątku.
    Co całkowicie zaciemnia rzeczywistość dla niej samej.

    Z pewnością potrzebna jest jej pomoc. Na tym etapie odradzałabym drastyczne decyzje typu rozwód. Raczej terapia, indywidualna, może małżeńska jako dodatek lub późniejsza kontynuacja.
  • 22.03.17, 09:28
    Wielu, baaaardzo wielu dzieciatych facetów nie odejdzie do kochanki póki mają ciche przyzwolenie na zdrady u żony a ta żona w domu nie robi mu awantur. Toż to wymarzone życie dla wielu facetów. Spokój w domu, uprzejma żona która się dzieckiem zajmuje gdy on biega za kochankami, dom zadbany bo ten oziębły manekin w domu się od zajęć nie miga a seksu z nią uprawiać nie musi. A jak rośnie uznanie dla niego wśród wielu braci samców - stać go na żonę, dziecko i kochanki - znaczy odniósł sukces! Jest o czym przy piwie pogadać.
    Tak będzie dopóki faceta nie trafi strzała amora, jak się zakocha naprawdę to nawet nie będzie czekał na rozwód żeby się spakować i powiedzieć autorce papa. Czy będzie to za rok, za pięć czy po 50tce to już wielka niewiadoma.
  • 27.03.17, 15:45
    iziula1 napisała:

    > Obydwoje tkwią w takim zimnym małżeństwie..bo? Ale tylko autorka jest winna?
    >

    Oczywiście, że nie. Ale to nie mąż przychodzi na forum po radę i pomoc, prawda?
    Może jemu z tym źle, może jemu z tym dobrze. Tak naprawdę to nie jest istotne.
    Postępowanie męża, jego motywacja to osobny temat moim zdaniem. On też jest dorosły i też odpowiedzialny za swoje życie.
    Ale tutaj przychodzi ona, żona i to ona się żali, że nie potrafi odejść. Więc dlatego to o niej mówimy.
    Zgadywanie motywacji męża nic moim zdaniem nie wnosi do JEJ problemu.
    A jej problem jest taki, że od nastu lat żyje z facetem którego nie kocha i nie kochała. Tyleż samo przeżyła w przeświadczeniu, że musi spełniać oczekiwania innych, że musi postępować tak aby nikogo nie zranić. To jest sedno tego wątku, a nie to dlaczego jej mąż nie odszedł.
  • 21.03.17, 21:36
    A ja się zgadzam w pełni z eliksir_czarodziejski. Podejrzewam, ze to jest właśnie trafna diagnoza.
  • 21.03.17, 21:57
    Ale autorka twierdzi, ze już wychodząc za mąż wiedziała, ze facet jej nie odpowiada. Więc to nie przypadek dziewczyny, która po pewnym czasie, z różnych przyczyn, przestała męża kochać. A że facet się nie zorientował? Cóż, można udawać uczucie, można sądzić, ze kobieta, która godzi się na ślub coś czuje.
  • 21.03.17, 22:43
    Też sądzę, że postawa autorki, która przed ślubem "już wiedziała", że nie kocha męża nie jest w porządku. Cóż może sobie pogratulować bycia mistrzynią w udawaniu. Udaje tak dobrze, że jak sama pisze nikt z otoczenia nie domyśla się prawdy. Tylko co Ci droga autorko przyszło z tego udawania, co zyskałaś będąc "grzeczną dziewczynką". Taką która się nie złości, nie tupnie nogą, nie powie czego chce, która robi to czego się od niej oczekuje, która w zasadzie "nie żyje"?

    Pocieszające jest, że w końcu ta sytuacja Cię gniecie i uwiera. Wiesz takie ciągle udawanie pochłania bardzo dużo energii, nic dziwnego, że masz już dosyć. Nie zadawaj pytań na które nie jesteś w stanie usłyszeć odpowiedzi. Jesteś na bardzo wczesnym etapie przebudzenia. Nie jesteś chyba w stanie dojrzeć rozwiązania nawet jak się o nie potkniesz. Najpierw praca nad sobą w terapii, ponazywanie pewnych rzeczy, dokopanie się do swoich prawdziwych emocji - złości szczególnie - a dopiero potem pytanie jak to ludzie robią, że się rozstają. Rozwieść się zawsze zdążysz.
  • 22.03.17, 09:01
    Nikt nie twierdzi, że to przypadek dziewczyny, która po jakimś czasie przestała kochać męża. Nikt też w sumie nie twierdzi, że autorka wątku jest kryształem bez skazy. Tylko po co przyjmować od razu bardzo popularną postawę na tym (na ematce też) forum pt.: "samaś sobie winna - przestań jęczęć - masz tu garść "dobrych" rad - masz jedną max 2 dobry na ich zastosowanie, jak nie to wypad z forum".
    Czasami mam wrażenie, że odbywa się tutaj wręcz pastwienie się nad osobą, która odważy się opisać swój problem albo wielkie rozstrzyganie winna czy niewinna z najczęściej zapadającym oczywiście skazującym wyrokiem...
    Takie smutne to :(.
  • 22.03.17, 10:07
    Dzięki Eliksir_czarodziejski.
  • 22.03.17, 10:40
    Śmieszy mnie dorabianie teorii do prostych spraw:
    "On mnie zdradza bo szuka uczucia którego tu brak. Ja udaję że nie widzę tego, bo i tak nic z tym nie zrobię".
    Autorka pisze jasno i zrozumiale, że rozumie zdrady męża, że to nie jest z powodu parszywego charakteru chutliwego samca, ale braku uczucia. I najwyraźniej ta sytuacja jest jej w jakiś sposób na rękę. Ale nie, trzeba do tego dorobić teorię, nawet wbrew słowom samej autorki, że to facet jest co najmniej równie winny.
    Tak jak zawsze jestem zwolenniczką rozwodu, a potem szukania sobie nowego związku i uważam zdradę małżeńską za coś złego, tak tutaj sprawa dla mnie nie jest jednak taka prosta i oczywista. Jest dziecko, sąd przyzna opiekę matce, bo ta jest niewinna, nie zdradza, nie ma przesłanek, żeby jej dziecko odebrać. Dla wielu ojców to jest prawdziwa tragedia i może być powód do pozostawania w związku z oziębłą, niechętną (nie tylko seksualnie, ale przede wszystkim emocjonalnie) kobietą. On przy tym stara się to robić dyskretnie, nie chce jej ranić, może ciągle ma jeszcze nadzieję?
    Fakt, za mało o nim wiemy, ale nie dorabiajmy teorii do konkretnych danych pochodzących od autorki.
  • 22.03.17, 11:19
    "On przy tym stara się to robić dyskretnie, nie chce jej ranić, może ciągle ma jeszcze nadzieję?
    OJP. No bardzo musial byc dyskretny, skoro autorka wie o romansach. Wielka musi miec chlopina nadzieje skoro tak aktywnie pracuje nad poprawa swojego malzenstwa.
    Twoja wypowiedź też jest pełna teorii. Natomiast twoja dość aktywna działalność w tym wątku biorąc pod uwagę twoją sytuację życiową jest po prostu śmieszna. Naprawdę jesteś ostatnią osobą, która powinna autorkę oceniać i ferować wyroki.
  • 22.03.17, 15:32
    No cóż, ja mając zupełnie odmienną od Sebaldy sytuację życiową, oceniam posty autorki wątku w podobny do Sebaldy sposób. Odnoszę wrażenie, że Tiniemarinie odpowiada obecna sytuacja (męża związki pozamałżeńskie), bo to, jakkolwiek przykro by to nie brzmiało, zdejmuje z niej samej obowiązek osobistego zadbania o tę sferę małżeństwa. Czyli nie musi zmuszać się do stosunków z mężem, do którego nic nie czuje, bo znalazły się inne chętne panie do wykazania się. Niech no tylko Trina napisałaby, że mąż ją przymusza do seksu wbrew jej woli... Wyobrażam sobie, jakim złamanym kootasem i gwałcicielem żony zostałby tu okrzyknięty. Jak się facet nie obróci, tak dupa z tyłu. Seksu/bliskości z żoną nie, pozamałżeńsko też nie, rozwód też nie, bo runie misternie budowana przez żonę fikcja idealnego małżeństwa... Nic, tylko się pochlastać.
  • 22.03.17, 15:53
    Ale czemu ten biedny facet nie złoży pozwu sam ? Tłumaczenia, że boi się stracić kontakt z dzieckiem naprawdę mnie nie przekonują. To jest kwestia dogadania się zwłaszcza w tym wypadku gdzie autorka ma juz na starcie potężne wyrzuty sumienia i przymyka nawet oczy na zdrady (moim zdaniem nie z powodu tego ze tak jej wygodnie tylko właśnie z powodu poczucia winy)
    Ten usprawiedliwiany przez wiele z was mąż też widzi jak się ma to malzenstwo, tez widzi że ta sytuacja szkodzi dziecku.....ale nic poza zdradami nie robi. Mimo to winna jest tylko autorka.
  • 22.03.17, 16:02
    >Ale czemu ten biedny facet nie złoży pozwu sam ?

    Przyczyn może być dużo. Mogą mieć ślub kościelny, a on może być gorliwym katolikiem. Może mu być zwyczajnie ciężko przyznać, że tak bardzo zależało mu na tej kobiecie, starał się o nią, zabiegał, a teraz miałby odejść. Ja też bym obstawiała scenariusz symetrii: żadne z nich nie chce być tym, które rozwala związek, nie chce niszczyć swojego wizerunku. Równie dobrze może być tak, że oboje odgrywają tę samą rolę, oboje się męczą, nie potrafią się zdobyć na szczerość przed sobą. Oboje byli wychowani w konserwatywny sposób??? Tego nie wiemy.
  • 22.03.17, 22:37
    Sebaldo, wytłumacz mi proszę jak można być gorliwym katolikiem pukajacym laski na boku? Nigdy tego nie zrozumiem. Jak dla mnie jedno wyklucza drugie :-) Ale może Ty ten dysonans rozumiesz i mi wytłumaczysz, skoro tak napisalas.
  • 23.03.17, 01:36
    Na dokładnie tej samej zasadzie, Zuzi, co gorliwy katolik, który zapiernicza co niedzielę do kościoła, a w pozostałe dni tygodnia leje żonę wg przykazania, że jak się baby nie bije, to jej wątroba gnije. Ha, ja znam nawet takiego, który uważał, że rozwód to grzech, ale już zabarykadowanie i podpalenie domu z żoną i piątką dzieci grzechem nie jest. Ot, pokrętna katolicka logika i taki właśnie dysonans, które znają i rozumieją wszyscy, którzy dorastali w Polsce.
    Autorka wątku uważa, że mniejszym złem jest tkwienie w fikcyjnym małżeństwie, niż jego zakończenie. A jej mąż uważa, że mniejszym złem jest pukanie panienek na boku, niż rozwód. Doprawdy, państwo do siebie nie pasują, ale pod tym względem dobrali się jak w korcu maku.
  • 23.03.17, 08:56
    Gorliwy katolik nie oznacza bezgrzeszny katolik. Nie ma bezgrzesznych katolików. Po prostu.
  • 23.03.17, 09:55
    >> Sebaldo, wytłumacz mi proszę jak można być gorliwym katolikiem pukajacym laski na boku? Nigdy tego nie zrozumiem. Jak dla mnie jedno wyklucza drugie :-) Ale może Ty ten dysonans rozumiesz i mi wytłumaczysz, skoro tak napisalas.

    Kochana, Enith odpowiedziała za mnie. Tak właśnie to działa. Księża też są chyba raczej gorliwymi katolikami, a to im nie przeszkadza gwałcić dzieci. Proste. Dla gorliwego (czytaj tutaj: fasadowego) katolika rozwód ma kompletnie nieporównywalny kaliber ze zdradą. No i jak to wygląda przed ludźmi?
  • 23.03.17, 18:46
    Dla mnie tacy ludzie to zwyczajni hipokryci a nie katolicy, do tego jeszcze gorliwi. Przeciez to fikcja a nie katolicyzm.
  • 24.03.17, 10:51
    >Dla mnie tacy ludzie to zwyczajni hipokryci a nie katolicy, do tego jeszcze gorliwi. Przeciez to fikcja a nie katolicyzm.

    Wybacz, Zuzi, ale Ameryki nie odkryłaś ;) Naprawdę nie zauważyłaś, że to dominująca forma katolicyzmu w naszym kraju?
    W tym kontekście dla mnie najgorsi są Ci, którzy występują o uznanie nieważnym ślubu kościelnego, gdy znajdą sobie nowszy model. Przeżyli wiele lat w małżeństwie, pewnie trochę z nich było dobrych, mają dzieci, ale starają się o wymazanie tego wszystkiego, żeby ich nowa wybranka/wybranek mogli mieć radochę ze ślubu kościelnego. A KK w Polsce niestety bierze w tym procederze walny udział. Jak to nazwać?
  • 24.03.17, 19:55
    Sebaldo ja po prostu dalej nie rozumiem jak można taka postawę nazywać katolicka. Dla mnie to nie ma nic wspólnego z katolicyzmem a podejmowanie działań drastycznie sprzecznych z nauka kościoła imo wyklucza takiego człowieka z możliwości nazywania go katolikiem. Tj. chodzisz na dziwki- nie jesteś katolikiem. To jest oczywiście moja osobista opinia. Nie da się byc jednoczesnie katolikiem i chodzić na dziwki. A juz nazywanie kogoś takiego gorliwym katolikiem jest dla mnie kompletnie niezrozumiale. Jak można być jednoczesnie gorliwym katolikiem i chodzić na dziwki. Imo- nie można. Bo albo jesteś katolikiem albo chodzisz na dziwki i katolikiem nie jesteś, bo takie postepowanie jest nie tylko grzechem, ale jest postawa, ktora wyklucza imo z grona katolików. Nie da się byc jednoczesnie katolikiem, miec żonę i chodzić na dziwki. To fikcyjny katolicyzm.
  • 24.03.17, 20:24
    Daj spokój, Zuzi. Przecież nie chodzi o prawdziwego katolika, tylko o katolika, dla którego rozwód jest niedopuszczalny (zgodnie z doktryną kościoła), za to chodzenie na dziwki/romanse/bicie żony to coś, z czego można się spowiadać. Jak napisała Sebalda, w oczach takiego katolika to są sprawy nieporównywalnego kalibru. I o tym właśnie piszemy.
  • 24.03.17, 21:29
    Ale skoro nie chodzi o prawdziwego katolika tylko jego atrapę fikcyjna, to nie nazywajmy atrapy katolikiem, w dodatku jeszcze gorliwym. Bo co ta gorliwość niby oznacza? Ilość pobytów w kościele w tygodniu? Czyli sama fasada i nic więcej a na końcu pustka.
  • 24.03.17, 21:42
    "Gorliwy katolik" - tak może być?
    Cała dyskusja rozwinęła się z pytania, dlaczego to pan się nie rozwiedzie i odpowiedzi Sebaldy, że możliwością jest, że państwo mają ślub kościelny, a pan może być gorliwym katolikiem, w którego światopoglądzie rozwód się nie mieści. Zamień to na "fasadowego katolika" albo "pseudokatolika". Teraz wypowiedź ma sens? Chodzi wyłącznie o to, że dla tego męża rozwód może być opcją z gatunku nie-do-przeprowadzenia, a romanse? Romanse to pryszcz. Wyspowiada się w niedzielę i zaczyna tydzień z czystym sumieniem.
    Oczywiście to wyłącznie jedna z wielu możliwości, dlaczego to nie on wnosi o rozwód.
  • 24.03.17, 22:12
    Nie :) po co pisac " gorliwy"o atrapie, to tak jakby pisac o czymsc co moze przypalić " zimny". Lepiej pisac hipokryta czy ludzka szuja nic używać słowa katolik w tym jeszcze gorliwy. Sebalda napisala to z taka pewnością ze dla mnie bylo jasne ze dopuszcza ze ten człowiek to jest dla niej katolik w dodatku gorliwy. Dla mnie to nie jest katolik i nie powinno sie go tak nazywać. A chodzenia na dziwki nie rozgrzeszy sama spowiedź i dalej jak gdyby nigdy nic jestesmy sobie katolikiem...gorliwym :) No way...
  • 24.03.17, 22:19
    I jeszcze sformułowanie " dominujaca forma katolicyzmu w naszym kraju" potwierdza, ze można być gorliwym katolikiem chodzącym jednoczesnie na dziwki. Dla mnie takie myślenie to nieporozumienie.
  • 25.03.17, 10:36
    Zuzi, masz rację w tym, że użyłam złego przymiotnika, a najlepiej byłoby w sumie, gdybym go ujęła w cudzysłów, ale jakoś myślałam, że zostanie to odebrane jako ironia. I jak widać niektórzy tak to odebrali.
    Nie wyobrażasz sobie, ile jest ludzi, którzy mają się za gorliwych właśnie katolików, a osoby osmielajace się mieć odmienne zdanie utopiliby w łyżce wody, feministki najchętniej by biczowali, homoseksualistów poddawali przymusowemu leczeniu, a kobiety poddając sie aborcji zamykali na wiele lat w wiezieniu itd. I tacy właśnie mają się za najgorliwszyvh katolików. A to, że w chwilach słabości zdarzy im się zdrada, awantura, zbicie dzieci do krwi, to drobiazg, Pan Bóg wybaczy w konfesjonale, gorzej z wybaczeniem lewakom, homoseksualistom i innym liberałom.
    Oczywiście zgadzam się z Tobą, że takie osoby należałoby nazwać hipokrytami czy pseudokatolikami, ale oni uważają dokładnie odwrotnie, to taka katoliczka jak ja, lewicujaca feministka ogladajaca się z nadzieją na papieża Franciszka jest największym zgorszeniem :P
  • 22.03.17, 16:09
    Jak mąż przyjdzie tutaj i zapyta o radę, to spytamy o motywy i poradzimy mu rozwód. Ale póki co pisze tu żona. Nie będę więc tracić czasu na pisanie o tym, co powinien zrobić mąż. Bo o jego motywach pozostawiania w tym koszmarnym małżeństwie nie wiemy absolutnie nic. Może boi się stracić kontakt z dzieckiem. Może nadal kocha żonę (te błagania, żeby go nie zostawiała!). Może mają razem wzięty potężny kredyt albo prowadzą wspólną firmę. A może zwyczajnie odpowiada mu obecna sytuacja i nie chce się rozwodzić. Ma żonę, dziecko, dom, a na boku kochanki do wykonywania zadań, z których nie wywiązuje się żona. Pan się powinien rozwieść? A z jakiej kurka racji?
  • 22.03.17, 16:22
    Czyli jak ona nie chce się zdecydować na rozwód jest wstrętną egoistką, ale pan mąż niechcący zdecydować się na rozwód jest biednym ukrzywdzonym misiem "zmuszonym" do pukania innych pań na boku. Czysta komedia...

    Jeszcze jakoś zrozumiałabym tę nagonkę na autorkę, no nie powinna była wychodzić za mąż za kogoś, do kogo nie pasowała, tym bardziej że wiedziała o tym od samego początku. Kompletnie za to nie mogę zrozumieć rozgrzeszania biednego misia, macie okropnie podwójne standardy. I to tłumaczenie, że on na pewno kocha bardzo dziecko i dlatego nie chce się rozwieść, a skąd wy to niby wiecie? Na forum "Brak seksu w małżeństwie" od lat roi się od wątków, gdzie ludzie (kobiety i mężczyźni) żalą się na brak seksu, oziębłość partnera nie mogąc jednocześnie od dawna zdecydować się na zdradę. Ale to pewnie mięczaki są, a mąż autorki taki fajny, przedsiębiorczy facet:D.

    A co do tej fikcji idealnego małżeństwa to chyba najbardziej zależy na niej mężowi, skoro błagał ją za każdym razem o jeszcze jedną szansę, jak autorka próbowała rozmawiać o rozstaniu.
  • 22.03.17, 16:41
    Czyli tak: przychodzi na forum kobieta i mówi jak jej strasznie źle w tym małżeństwie którego nie chciała i popełniła je dla dobrej opinii innych, że jeszcze bardziej teraz nie chce w nim być ale nie umie odejść.
    A foremki powinny palnąć jej kazanie że w tym przypadku to jej mąż jest złym człowiekiem, jej mężowi jest na pewno źle, to mąż powinien odejść. Alleluja :D Po co gadać o postępowaniu tej osoby z którą się rozmawia bezpośrednio i o jej emocjach/reakcjach, jak można zamiast tego poobgadywać z nią sprawy jej męża jako nieobecnego:D
  • 22.03.17, 17:33
    A jest tak: przychodzi autorka na to forum i prosi o radę, bo cierpi. W zamian otrzymuje informacje ze ma iść do psychiatry, że jest niedojrzała, że krzywdzi rodzine, że jest egoistka, matka Polka i ......ze jej mąż jest biednym skrzywdzonym misiem. Jak niby takie rady miałyby jej pomóc ??
    W pędza to ja w jeszcze większe poczucie winy...jednak powiedzenie ze najgorszym wrogiem kobiety jest druga kobieta jest bardzo prawdziwe
  • 22.03.17, 17:45
    To teraz zróbmy przegląd wypowiedzi i tych "dobrych" rad które Anoraak udzieliła autorce:
    po kolei pani Anoraak: skrytykowała Enith za niepotępienie męża, oburzyła się na Basiastel, zakazała wypowiedzi Sirelli i... no właśnie. Przychodzisz jak sęp do cudzego wątku krytykować wypowiedzi innych, oskarżać, potępiać że oni tacy śmacy owacy i to oni powinni inaczej. Nie potrafisz nawet się ustosunkować jednym zdaniem do wypowiedzi autorki, po co? lepiej bić pianę, oskarżać i krytykowac pozostałych, a samej przywdziać aureolę "obrończyni krzywdzonych"... Może jednak następnym razem się wysil na odniesienie do autorki a nie na przyprawianiu sobie aureoli na cudzych plecach.
  • 22.03.17, 18:51
    Bez przesady, nie mam takiej mocy sprawczej, żeby Ci zakazywać wypowiedzi, przeceniasz mnie :)
    Co do Enith to wyraziłam zdziwienie i zapytałam, na pewno nie skrytykowałam.
    Razi mnie mocno Twój "pogardliwy" ton wypowiedzi, serio nie boisz się, że pisząc w ten sposób do osoby w kiepskim stanie emocjonalnym, pewnie z wypranym w dzieciństwie mózgiem (wyszłam za mąż, bo tego ode mnie oczekiwano), jak to było ...aha "niedojrzałej" i "egoistycznej" ...że pisząc w ten sposób możesz faktycznie przyczynić się do jakiejś tragedii ? Czy zdajesz sobie sprawę, że czasem słowami jest trudno opisać daną sytuację ?
    Tyle komentarza co do bicia piany i noszenia aureoli "obrończyni krzywdzonych"

    Natomiast co do rad to zgadzam się z tymi które już tu padły - koniecznie terapia, żeby zrozumieć czemu tak się pokierowało swoim życiem, a nie inaczej. A w przypadku myśli samobójczych pilne pójście do psychiatry. Czyli to samo co napisałaś Ty, tyle, że w innej formie.

    Sama jestem w pewnym sensie taką osobą jak autorka wątku - wyszłam za mąż, bo tego oczekiwano ode mnie, to "oczekiwano" było przede wszystkim w mojej głowie, nie umiałam się wtedy sprzeciwić, nie umiałam bronić swoich granic. Różnica jest taka, że byłam zakochana wychodząc za mąż, ale obiektywnie rzecz biorąc nigdy nie powinnam była wiązać się z tym mężczyzną, przede wszystkim dla swojego dobra. Dziś jestem po rozwodzie, ale przygotowywałam się do niego parę lat. Z perspektywy czasu widzę, że wszystkie lęki były nieuzasadnione, ale teraz łatwo to pisać. Ale, żeby nie było moja sytuacja była zupełnie inna niż autorki, są pewne podobieństwa...ale sytuacja jednak inna. I tak jak ktoś to już napisał - każda sytuacja będzie inna, nie ma co porównywać, tylko trzeba podjąć wysiłek i coś zmienić, nawet jak na początku będzie niemiło
  • 22.03.17, 16:43
    Jak mąż tu przyjdzie i spyta o radę, to mu powiem, co myślę o jego pukaniu pań na boku, zamiast zakończenia związku. Ale póki co pisze tu żona i to jej odpowiadam.
    A odwracjąc sytuację: rozgrzeszasz kobietę, która od kilkunastu lat, od dnia ślubu oszukuje męża i robi z niego idiotę, a do tego niszczy psychicznie dziecko, co jest szczytem egoizmu, ale to chodzący na boki mąż jest złamasem i egoistą, bo nie składa o rozwód. A może to żona nie zgadza się na rozwód, bo w sądzie obok zdrad męża, jak diabeł z pudełka mogą wyskoczyć rewelacje na temat jej wieloletnich oszustw? I całą piękną fasadę "małżeństwa jak z obrazka", którą pani mozolnie buduje i podtrzymuje od tylu już lat, nagle szlag trafi?
    BTW, państwo, jeśli brali ślub kościelny, kwalifikują się na unieważnienie go. Okłamanie małżonka co do intencji zawarcia ślubu jest klasyczną do tego przesłanką. Jeśli to więc wiara nie pozwala pani na złożenie wniosku o rozwód, może niech wniesie o jego unieważnienie z racji jej oszustwa sprzed kilkunastu lat. Ma kobieta szanse na pozytywne rozpatrzenie wniosku, a i możliwość ponownego zawarcia małżeństwa by się dla niej otwarła. Oh, wait, pani nie jest zainteresowana mężczyznami, zapomniałam. Ale to mąż jest złamas i egoista. :D
  • 22.03.17, 17:19
    Ja w swoim poście głównym nie odnoszę się w ogóle do pana. To wy się uczepiłyście biedaczki, rozgrzeszając jednocześnie biednego misia. Ja jej jakoś szczególnie nie rozgrzeszam, ale nie widzę powodu, żeby po niej jeździć jak przekupa na targu :P.
  • 22.03.17, 17:44
    Nigdzie nie rozgrzeszałam misia, zagalopowałaś się. Napisałam, że rozumiem, co nim kieruje, zresztą oparłam się wyłącznie na tym, co napisała sama autorka wątku. A ona napisała, że mąż poza małżeństwem realizuje potrzeby, których nie realizuje z nią, bo ona ich realizacją nie jest i nigdy nie była zainteresowana.
    Fakycznie, wielka szkoda, że ten łajdak mąż puszcza się na boki z jakimiś lafiryndami, zamiast pójść do sądu i zażądać rozwodu z winy oziębłej żony, która nigdy nie była nim zainteresowana. I zażądać wyłącznej opieki nad dzieckiem, którego przecież nie można zostawić z kimś, kto uważa, że obserwowanie na co dzień tej farsy małżeńskiej, nie zryje dziecku psychiki na lata. Wielka szkoda. Powiem mu to, gdy przyjdzie się tu wyżalić.
  • 22.03.17, 13:15
    Po przeczytaniu opinii Verdany, Sebalda i Sirelli oraz Enith że robię krzywdę innym przez to że trwam w tym związku, stwierdzam ze najlepszym wyjściem będzie usunąć się z życia mojej rodziny, zabić się.
    Nie będę brała odpowiedzialności za uczucia innych, jak radzi Asiek25, Sebalda i Po-trafie, niech sobie popłaczą na moim pogrzebie (to ich sprawa - nie mam na to wpływu). W końcu podejmę decyzję i odpowiedzialność za siebie i swoje życie (jak radzi Sirella).
    Odejście od męża? Co to da? Nadal będzie mnie błagał żebym została (jak wiele razy), a dziecko z taką matką nie będzie szczęśliwe i tak.
    Rodzice? Oni też niedługo umrą więc mi odejdzie przeżywanie ich śmierci.
    Same korzyści i to dla wszystkich, nawet dla was forumowiczek, bo nie będziecie się kłócić kto ma rację, kto winien i będziecie mieć czas na swoje problemy.
  • 22.03.17, 13:25
    Tinamarina, weź kilka głębokich oddechów, proszę. I na spokojnie przeczytaj to co do ciebie dziewczyny napisały.
    Sebalda okazała ci bardzo duże zrozumienie. Widzisz to?
    Zobacz ile drzemie w tobie emocji,. Widzisz je? Czujesz?
    Zastanów się co nie pozwala dostrzec pozytywnych uwag czy rad skierowanych przez innych, wsparcia które tu otrzymałaś. Owszem, kilka osób obwiniło cię za obecną sytuację ale nie wszyscy. Dlatego weź głęboki oddech, odejdź na chwile od komputera i wróć jak troszeczkę opanujesz emocje.
    Po tym poście widzę jak bardzo jesteś zawikłana, poraniona. Potrzebujesz porady, nie od nas ale od specjalisty. Zrób to dla siebie.
    Obiecujesz?


    --
    "Nie wierzę w żadną magię ani inny zabobon. Pradawni bogowie mnie chronią!"
    By Julian
  • 22.03.17, 13:42
    Dalej chcecie przekonać do czegoś osobę tak infantylną, histeryczną, nieodpowiedzialną i nie myślącą o bliskich?
  • 22.03.17, 14:19
    Osoba infantylna, histeryczna i nieodpowiedzialne serio nie może chcieć się zabić ?
    Należy ją zdolowac i dobić bo jest infantylna ?
  • 22.03.17, 14:20
    basiastel napisała:

    > Dalej chcecie przekonać do czegoś osobę tak infantylną, histeryczną, nieodpowi
    > edzialną i nie myślącą o bliskich?


    Przede wszystkim nie szkodzić. primum non nocere.
    Ocena jakiej poddałaś autorkę przynosi wiele szkody niż pożytku. Nic o niej nie wiemy.
    Dlatego należy założyć,że przede wszystkim pomagamy ze świadomością że autorka może tych rad nie chcieć zastosować.
    Należy brać odpowiedzialność za słowo pisane. Po drugiej stronie siedzi czująca,żywa osoba.
  • 22.03.17, 16:26
    Po drugiej stronie siedzi czująca,żywa osoba.
    ----------------------
    Mocno rozhisteryzowana osoba, rozczulanie się nad taką jest bezcelowe. Zresztą ta histeria jest odpowiedzią na Wasze pełne empatii rady, więc efekt widać gołym okiem.
  • 22.03.17, 13:45
    och, bohaterska matko_polka cierpiętnica, cierpiąca za wszystkich, za milijony wręcz, patrzcie wszyscy i podziwiajcie jej bohaterstwo w rozdzieraniu szat szantażu cierpienia i postawcie jej pomnik.
    idź wreszcie do psychiatry.


  • 22.03.17, 14:17
    Niektórzy powinni mieć zakaz pisania na forach internetowych ...np. Sirella
    Jakie korzyści można mieć dla siebie z pisania takich rzeczy osobie niestabilne emocjonalnie ?
    Cieszy Cię to ?
  • 22.03.17, 14:18
    Nie, nie, dziewczyny, nie dajmy się zwariować, autorka ironizuje.
    Ja to rozumiem, zwłaszcza kiedy się wcześniej tutaj nie pisało. Bardzo trudno przyjąć krytykę i burzenie głęboko ugruntowanych opinii na własny temat, myślę, że wszyscy to znają. A to źle, bo czasami uświadomienie sobie własnych błędów może bardzo pomóc nie tylko sobie, ale i bliskim. Tylko konfrontracja z własnymi błędami i słabościami, ktore uważa się za zalety, bywa tak bolesna, że najbardziej rzeczowe argumenty się nie przebiją.
    No i bardzo dużo osób sądzi, że dla dziecka jest lepsza pełna rodzina niż najbardziej toksyczna. Dziwi to szczególnie u osoby, która pisze o wiecznie kłócących się rodzicach, którzy doprowadzili ją do zamrażania uczuć.
  • 22.03.17, 14:24
    Dobrze byłoby gdyby Tinamarina przyjrzała się swoim emocjom i temu co je wywołało. Jakie rady, słowa, opinie spowodowały wzburzenie. To cholernie trudne ale może przynieść cenne informacje o nas samych.

    Dla mnie zaskoczeniem jest,że ja jej ostatni wpis odebrałam jako wzburzenie a Ty Sebaldo jako ironię. Myślę,że mamy obydwie trochę racji. Ale ja dopiero po twoim wpisie zauważyłam ironię :)
    --
    "Nigdy nie powiedziałem, że nie jesteś dobry w tym, co robisz... Po prostu to, co robisz, jest bezwartościowe."
    by Sheldon Cooper
  • 22.03.17, 16:28
    No i bardzo dużo osób sądzi, że dla dziecka jest lepsza pełna rodzina niż najbardziej toksyczna.
    ---------------
    ?
  • 22.03.17, 16:35
    >>No i bardzo dużo osób sądzi, że dla dziecka jest lepsza pełna rodzina niż najbardziej toksyczna.

    Naprawdę nie pamiętasz takich wątków na tym forum? Mąż mnie.... (wpisz dowolne), ale dla dobra dziecka nie chcę się rozwodzić, bo dziecko powinno się wychowywać w pełnej rodzinie. Setki wątków z motywem: dla dobra dziecka się nie rozwiodę.
  • 22.03.17, 16:44
    ale nie zauważyłaś że napisałaś skrótowo i wyszło bez sensu?

    "lepsza pełna choć toksyczna niż niepełna" - to ma ręce i nogi, tamto wcześniej nie za bardzo
  • 22.03.17, 17:30
    gdyby tam było "choćby" zamiast "niż" to by to miało sens
  • 22.03.17, 14:42
    Tinamarina, jesteś niezłą manipulantką. Wskaż proszę, kto tutaj napisał ci, że lepiej, żebyś się zabiła. Nie histeryzuj.
    Masz w końcu wziąć ODPOWIEDZIALNOŚĆ za rodzinę, którą stworzyłaś. Masz zmierzyć się z konsekwencjami oszukiwania męża od lekko licząc kilkunastu lat. Oszukiwania całego otoczenia, które uważa was za świetne małżeństwo, bo ty nie masz odwagi powiedzieć, że wasze małżeństwo to od zawsze była fikcja. Wychodząc za mąż byłaś dorosła, a Polska to nie Indie, gdzie mając kilka lat przyrzekają cię komuś, którego to kogoś poznajesz na dwa dni przed własnym ślubem. Nie musiałaś wychodzić za mąż. Nie musiałaś decydować się na dziecko z mężczyzną, który w zasadzie był, jest i będzie ci obcy. Ani na pozostawanie z nim w relacji przez kolejnych 10 lat. Zgrabnie zwalasz winę za swoją obecną sytuację i niemożność odejścia na męża, dziecko, rodziców. I robisz to od zawsze, nie widzisz tego? A teraz masz nadzieję, że ktoś inny załatwi twój problem za ciebie. No cóż, są pewne szanse, że tak się właśnie stanie. Skoro ty nie chcesz podjąć żadnych działań, choćby terapii, to zawsze pozostaje po cichu liczyć, że mąż jakimś sposobem uwolni cię od swojego natrętnego towarzystwa.
    A tak na marginesie, to nie jesteś lesbijką? Sama piszesz, że mężczyźni cię nigdy nie interesowali. Zastanawiałaś się nad tym?
  • 22.03.17, 15:07
    >>Odejście od męża? Co to da? Nadal będzie mnie błagał żebym została (jak wiele razy), a dziecko z taką matką nie będzie szczęśliwe i tak.

    Ale sama piszesz wyraźnie, że mąż nie jest szczęśliwy w tym układzie. Błaga, bo kocha dziecko i nie chce być niedzielnym tatusiem, ale przecież to można unormować, zadbać o częste i dobre kontakty. Dziecko zostanie z nieszczęśliwą matką? A teraz ma szczęśliwą? To o czym jest ten wątek właściwie???
    Chcesz być święta, a to nie jest możliwe w obecnej sytuacji. Pomyśl o odejściu jak o amputacji ręki dla ratowania życia. Będzie bolało, i to bardzo, ale w przyszłości można znaleźć jeśli nie szczęście, to przynajmniej spokój także bez tej ręki.
    Dlaczego, Twoim zdaniem, mąż tak kurczowo się Ciebie trzyma? Dlaczego błaga? Twierdzi pewnie, że Cię kocha nad życie, ale skąd wiesz, że on też nie odgrywa tej samej farsy co Ty? Może on tak samo jak Ty, nie chce być tym złym, krzywdzącym i tak się razem trzymacie w klinczu, a dziecko zaraz zacznie to odczuwać i cierpieć.
  • 22.03.17, 21:57
    Pamiętaj autorko, że to są tylko opinie forumowiczów, a nie prawda objawiona. Nie znamy Cię, odnosimy się tylko do tego co napiszesz. Tylko ty wiesz jak wygląda twoja rzeczywistość, a ludzie tu są różni i piszą na podstawie swoich doświadczeń. Niektóre wpisy są może i mało przychylne i nie tego oczekiwałaś, ale mieszczą się w granicach przyzwoitości i język nie jest wulgarny. Czasami właśnie w tych mniej "miłych" wpisach można znaleźć bardzo cenne wskazówki. Warto czerpać wiedzę z cudzych doświadczeń, nie ma sensu się od razu obrażać.

    Po ostatnim wpisie jednak ja już nie wiem o co kaman. Chcesz w końcu odejść od męża, a może lubisz jak Cie błaga byś została. Czy może nie chcesz wziąć odpowiedzialności, za rozstanie zainicjowane z twojej strony. Nie chcesz wyjść na tą która odchodzi, czy liczysz aż mąż sam odejdzie - o to chodzi?
  • 22.03.17, 22:55
    Autorko idź na terapie. Musisz odnaleźć siebie, terapia Ci w tym pomoże. A po niej zdecydujesz co dalej robic ze swoim małżeństwem. Musisz w koncu zacząć zyc dla siebie samej, nie dla innych i nie z uwagi na innych. Teraz Ty.
  • 23.03.17, 11:04
    >Po przeczytaniu opinii Verdany, Sebalda i Sirelli oraz Enith że robię krzywdę innym przez to że trwam w tym związku, stwierdzam ze najlepszym wyjściem będzie usunąć się z życia mojej rodziny, zabić się.

    powodzenia!
    polecam skok z mostu do zimnej rzeki

    żenujący szantaż emocjonalny
  • 22.03.17, 14:21
    Tinamarina, mam pytanie: czy naprawdę wierzysz w to, że Wasze dziecko nie ucierpi, gdy będzie wychowywane w domu bez uczuć, przez rodziców, którzy cierpią? Naprawdę uważasz, że dziecko prędzej czy później tego nie wyczuje? Odpowiedz szczerze na to pytanie, proszę.
  • 22.03.17, 15:07
    Ja mogę odpowiedzieć z perspektywy dziecka dorastającego w podobnych warunkach. Dzieci zazwyczaj wyłapują takie rzeczy szybko, my mając po 5-7 lat wiedziliśmy już, że rodzice się nie kochają. Nie było między nimi miłych gestów czy słów. Ja nigdy nie widziałam, by moi rodzice trzymali się za ręce czy dali sobie całusa. Ich związek to klasyka gatunku w latach 70-tych, wymuszony wpadką. Może moi rodzice byli w sobie zakochani te 40 lat temu, ale ja nigdy tego między nimi nie widziałam. Widziałam to natomiast w małżeństwie moich dziadków, którzy 60 lat po ślubie nadal chodzili na spacery trzymając się za ręce, dawali sobie całusy, drobne prezenciki bez okazji, a wzajemnego szacunku i troski po prostu nie dało się nie zauważyć.
    Nie mam wątpliwości, że dziecko autorki wątku albo już wie albo niebawem się dowie, w jakiej fikcji żyją jej rodzice. Tego się nie da ukryć mieszkając pod jednym dachem. Autorka wątku po raz kolejny okłamuje siebie, bo tak jest wygodniej. Bo inaczej musiałaby sie zmierzyć z faktem, że jej dziecko dorasta w wyniszczającym emocjonalnie środowisku. A wtedy musiałaby podjąć kroki, żeby dziecko ratować. Dlatego z jej perspektywy najlepiej jest udawać, że problem nie istnieje lub nie jest zbyt poważny, bo to usprawiedliwia bezczynność.
  • 22.03.17, 16:37
    Przeczytałam co napisałaś. Wszystko. Jest w tym wiele sprzeczności. Nie kochasz, ale cierpisz z powodu zdrady. Jesteś niezależna, ale wiąże cię dom i dziecko. Piszesz też o samobójstwie - swoim, osoby opuszczanej. Mąż nie czuje miłości, angażuje się w inne związki, ale miałby bardzo cierpieć z powodu rozstania.

    Są dwa wyjaśnienia - pierwsze: jesteś uwikłana w toksyczny związek. To bardzo prawdopodobne, a osoby które są stroną doświadczającą przemocy w takich związkach, często widzą siebie oczami partnera stosującego przemoc i za wszystko, co dzieje się źle obwiniają siebie. W takiej sytuacji warto poszukać grupy wsparcia. Grup dla kobiet w toksycznych związkach jest niewiele, ale równie dobre są grupy dla osób współuzależnionych (w poradniach uzależnień - od narkotyków, od alkoholu). Mechanizmy są podobne, wiele partnerek uzależnionych mężczyzn jest też uwikłana w różne formy przemocy - psychicznej, ekonomicznej, emocjonalnej. Nie zawsze fizycznej. To kobiety z różnych środowisk - nie musisz obawiać się "patologii".
    Zdarza się, że przemocowi partnerzy grożą samobójstwem w razie odejścia partnerki i to powoduje, że nie potrafią one odejść, czując się emocjonalnie związane. Wiele kobiet w takich związkach cierpi jest zdradzanych, ale wierzy tez że to ich wina - bo niedostatecznie kochają, dają ciepło itp.

    Wyjaśnienie drugie: cierpisz na nierozpoznaną depresję. Jeśli masz myśli samobójcze, jak najszybciej zgłoś się po pomoc do szpitala. masz prawo zgłosić się po natychmiastową pomoc do szpitala. Wiem, że to trudne - zwłaszcza, gdy potrzebna jest opieka do dziecka itp. jednak jeśli w stanie silnego zaburzenia równowagi psychicznej nie poszukasz pomocy stanowisz zagrożenie nie tylko dla siebie, ale tez dla dziecka. Jesteś potrzebna dziecku, więc masz obowiązek walczyć o siebie bez względu na wszystko.

    Wiele kobiet, które pozostają w związkach z osobą stosującą "białą" przemoc, taką, którą same ledwie wyczuwają, a która jest bardzo niszcząca i trudno o niej komukolwiek opowiedzieć cierpi na depresję. Więc możliwe jest, że oba wyjaśnienia twojej sytuacji sa prawdziwe.

    Co możesz zrobić? Na pewno warto walczyć o siebie i o dobre życie dla dziecka. Toksyczny związek rodziców nie jest dla dziecko dobry - choć wiele kobiet tak to postrzega. Jest tak samo destrukcyjny dla dziecka jak dla kobiety.

    Wiele kobiet podobnie jak ty czuło się w pułapce bez wyjścia - finansowej, emocjonalnej, rodzinnej, każdej. Wiele z nich jest już wolnych. Tak samo jak ich dzieci.
    Ważne - wiele kobiet podejmuje nieskuteczne próby odejścia, często pod wpływem emocji, bez planu. Wtedy bardzo często zmuszone okolicznościami wracają do toksycznych partnerów.
    Jest parę rzeczy, które ułatwiają bezpieczne i konstruktywne odejście od toksycznego partnera, w sposób zapewniający bezpieczeństwo.

    UWAGA! jeśli kobieta czuje że zagrożone jest jej życie, albo partner krzywdzi dzieci - nie ma na co czekać, najważniejsza jest wtedy izolacja od sprawcy. Wszystkie inne działania można podejmować potem. Z uwagi na stosunek organów sciągania i trudności dowodowe - nie zalecam zaczynania od zgłoszenia na policję przemocy. To często okazuje się strategią nieskuteczną, kobiety nie uzyskują potrzebnej ochrony i przemocy, a przemoc się nasila.

    Jeśli czujesz potrzebę zapytania o coś - możesz pytać tu lub przez maila.
  • 22.03.17, 18:25
    A dla wszystkich zainteresowanych, dlaczego mąż woli chodzić na boki, zamiast się rozwieść, oto odpowiedź:

    tinamarina napisał(a):
    > Po przeczytaniu opinii Verdany, Sebalda i Sirelli oraz Enith że robię krzywdę i
    > nnym przez to że trwam w tym związku, stwierdzam ze najlepszym wyjściem będzie
    > usunąć się z życia mojej rodziny, zabić się.

    Przyznaj się, Tina, ile razy manipulowałaś i straszyłaś męża popełnieniem samobójstwa? Nie masz żadnych oporów manipulować z pomocą tej groźby obcych ludzi na forum. Przeczytałaś coś, co ci się nie spodobało i walnęłaś od razu z grubej rury. Nie mam żadnych wątpliwości, że tak właśnie idziesz przez życie, że tą samą metodę stosujesz wobec wszystkich, z mężem na czele. Jednocześnie, o ironio, to męża oskarżasz, że może się zabić, choć nie napisałaś nic o tym, że faktycznie kiedykolwiek zastosował wobec ciebie taką groźbę. No więc tak szczerze, kto tu kogo szantażuje?
  • 22.03.17, 21:07
    Bo pierwszy post nie był o tym "jak się rozstać" tylko "Ja jestem doskonała i poświęcam sie dla innych, a pozostali ludzie to egoiści. We mnie nie ma krzyty egoizmu i dlatego mam zmarnowane życie przez wszystkich ludzi, dla których nie umiem przestać się poświęcać - tak już mam, zawsze poświęcę swoje dobro dla dobra każdego innego". I zamiast wsparcie i potwierdzenia, ze nikt na świecie nie jest tak dobry i doskonały, autorka otrzymała odpowiedzi, zę jest egoistką, a jej poświęcenie nie jest zadnym poświęceniem tylko dosyć paskudna manipulacją. Więć zrobiła jedyną rzecz, którą umie - zaczęła próbę manipulacji także na forum. Albo troll (podejrzewam coraz bardziej), albo wyjątkowa egocentryczka, jak zwykła diagnozować Zuzi, osobowość narcystyczna.
  • 24.03.17, 02:43
    "Jak to robią inni że potrafią odejść? i Czy trzeba być egoistą żeby to zrobić?"

    Myślę, że nie trzeba być egoistą. Wystarczy poczuć się niezwykle ważną osobą w życiu innych. Mam tu na myśli dorosłych, nie dzieci dla których rodzice są z definicji ważnymi osobami.
    Zatem przydawanie sobie szczególnej roli w życiu męża typu:a/ nie chciałam go zranić swoim odejściem, bo on tego nie wytrzyma, b/ on będzie błagał , abym została i ja się zgodzę - mogą być pułapką w racjonalnym widzeniu rzeczywistości. Myślenie, że od Pani wszytko zależy: życie uczuciowe męża, komfort rodziców, trzymanie fasady udanego małżeństwa, to są prawdopodobne przyczyny dla których nie może Pani odejść.
    Może warto zobaczyć, że są to dorośli ludzie i jakoś sobie poradzą z sytuacją, którą Pani stworzy.
    Pani wpis o wycofaniu się poprzez samobójstwo, traktuję jako metaforę, w której dokładnie odbija się to co napisałam wyżej. Bycie ważną poprzez umniejszanie się na przemian z poczuciem ważności. Mam nadzieję, że się nie mylę. Ale też chcę powiedzieć, że taka pozycja jaką Pani przyjmuje, może być mieszanką emocjonalnie piorunującą, także dla Pani. Jeśli się mylę lub jeśli mam rację, w każdym wypadku warto przemyśleć sprawę zajmowania szczególnej pozycji w bliskich relacjach oraz skonsultować to z psychoterapeutą. Po to aby świadomie mogła Pani podjąć decyzję, nawet taką w której Pani zostaje w rodzinie. Agnieszka Iwaszkiewicz

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.