Dodaj do ulubionych

dzieci, jedzenie, ja

15.04.17, 16:43
Witajcie, na początek parę słów wprowadzenia: jestem rozwiedzioną mamą syna 6 lat i córki 10 lat. Od prawie dwudziestu lat jestem wegetarianką, od jakiegoś czasu aspiruję do weganizmu, jestem świadoma, że moje poglądy na świat i jedzenie coraz bardziej się radykalizują. Ojciec dzieci jest mięsożercą. Jedzenie i przygotowywanie wspólnych posiłków zawsze było polem konfliktu, wypracowaliśmy zgniły kompromis polegający na tym, że ja gotowałam dla wszystkich wegetariańsko, on uzupełniał swój talerz jakimś mięsem (zwykle przygotowanym przez mamę). Dzieci wegetarianami nigdy nie były i teraz też nie są - jedzą "normalne" posiłki u taty, dziadków, itp.

Mój problem polega na tym, że nie jestem w stanie nakłonić dzieci do zdrowego odżywiania w domu. Zawsze były "niejadkami", dokarmianymi przez dziadków słodyczami :(, rozbieżność poglądów moich i ich ojca też na pewno dodatkowo namieszała im w głowach. Nie dzieje im się krzywda, są szczupłe, ale nie chude, wyniki badań w normie, pediatra nie ma zastrzeżeń. Boję się jednak, co będzie dalej, jeśli nie zaczną się prawidłowo odżywiać - organizm dziecka zniesie więcej niż nastolatka czy dorosłego.

Oboje odmawiają np. jedzenia ciemnego chleba - najlepsza kanapka do szkoły to biała buła z masłem i niczym więcej. Zedzą kilka wybranych warzyw - ale każde inne; jedno lubi ryż, nie znosi ziemniaków, drugie odwrotnie. Najchętniej jedliby na obiad pierogi (jedno tylko ruskie, drugie tylko z serem na słodko) albo naleśniki, które dla mnie są po prostu smażonym ciastem bez wartości odżywczych. Nie chodzi tylko o aspekt wege, bo kiedy spędzają dzień u taty, następnego dnia przynoszą ze szkoły niezjedzone kanapki z szynką, bo niedobra. Idealne śniadanie: płatki kukurydziane z mlekiem. Oboje chodzili na obiady w szkole / przedszkolu, wypisałam ich po rozmowach z wychowawczyniami, które to zasugerowały, bo dzieci prawie nic nie jadły.

Powiecie - usuń z domu niezdrowe produkty, żadne dziecko nie umrze z głodu w domu pełnym jedzenia. Próbowałam. Był płacz, że w domu nie ma co jeść. Był ciemny chleb, nie było bułek - po prostu nie jedli kanapek. Nie mogę ich "przegłodzić", bo przeczekają, tata nakarmi śmieciowym jedzeniem. Zresztą mają trochę własnych pieniędzy (kieszonkowe, kasa od dziadków), zdarzało mi się znajdować papierki po czekoladzie ukryte w pokoju córki.

Próbowałam namawiać na wspólne gotowanie. Chętnie pomogą, ale nie zjedzą. Kiedyś młody przyniósł z przedszkola przepis na ciasto z dyni i bardzo chciał je upiec. Zrobiliśmy. Nawet nie spróbował, przecież dynia jest ohydna :)

Jestem na skraju wyczerpania... Większość posiłków dla trzech osób muszę przygotowywać w trzech wersjach. Pracuję i sama ogarniam dom, nie mam już siły, nie mam czasu, nie mam ochoty. Jestem totalnie zniechęcona i coraz częściej odpuszczam, robię te durne naleśniki dla świętego spokoju, ze świadomością, że to nic dobrego, ale przynajmniej zjedzą cokolwiek. Przestałam proponować nowe smaki, bo nawet nie chcą spróbować. Coraz bardziej nienawidzę gotowania. Do tego czuję się koszmarnie podając dzieciom jedzenie, które wierzę, że jest niezdrowe (mleko, cukier, rafinowana mąka), czuję, jakbym robiła im krzywdę, do tego wysyłam w ten sposób sprzeczne informacje, bo dzieci znają moje poglądy oraz teorię zdrowego odżywiania. Co robić?

Edytor zaawansowany
  • 15.04.17, 16:54
    Masz obsesję na punkcie zdrowego odżywiania. Wbrew pozorom, to wcale nie jest zdrowa obsesja. Dzieci stale są pouczanie, że jedzą nie to, co powinny, ale jednocześnie nie umiesz powiedzieć "nie". Mięso, cukier, mleko, rafinowana mąka to nie trucizny - nie powinny być spożywane w nadmiarze, ale dieta bez tych produktów, szczególnie dla osoby, która nie zrezygnowała z nich dobrowolnie, zwykle jest dosyć monotonna. Dziecko nie powinno ukrywać papierków po czekoladzie, tylko zjeść ją oficjalnie - akurat czekolada nie jest niezdrowa. Jedzenie dla Twoich dzieci jest polem minowym, zawsze coś jest nie tak - albo dostają to, co lubią, ale matka narzeka, albo dostają to, czego nie lubią. Nie mogą zatem zjeść z przyjemnością i spokojnie niczego.
    Daj im święty spokój. Gotuj jeden obiad, raz ten, który lubi jedno dziecko, raz drugi. To, że Ty jesz co innego - to juz Twoja sprawa, najwyżej się przegłodzisz czasami. Na razie faktycznie robisz im krzywdę, bo z jedzenia robisz niepotrzebny problem.
    No i poczytaj o ortoreksji. Zrób test - bo na moje oko masz problem, który trzeba leczyć. www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/nalogi/ortoreksja-objawy-zrob-test-na-ortoreksje_34839.html
  • 15.04.17, 17:10
    Verdano, też mi to przeszło przez myśl - ale nie, to chyba nie ortoreksja (zdobyłam 4 punkty w teście). Zdarza mi się jeść niezdrowo, jemy razem czekoladę, zawsze są jakieś słodkie przekąski kiedy przychodzą goście. W lecie często chodzimy na lody, ale do McDonalda ich nie zabiorę. Zwróć uwagę, że nie tylko moje potrawy im nie smakują: nie chcą jeść w szkole, same coś czasem ugotują ale nie chcą tego zjeść. Nie mam nic przeciwko naleśnikom raz na jakiś czas, ale fajnie byłoby gdyby przynajmniej co drugi dzień zjedli jakieś warzywa. Zupełnie nie ma opcji, żeby zjeść coś razem na mieście, nic nie smakuje, nawet "zestawy dla dzieci" typu pizza, kurczak w panierce.
  • 15.04.17, 18:36
    Dostałaś kota na punkcie jedzenia a brak łaknienia u dzieci to pewnie forma protestu. Teraz już im nic nie smakuje, bo jeśli im smakowało to było niezdrowe, chemiczne, toksyczne, z mięsem, śmieciowe czy co tam sobie uroiłaś.
  • 15.04.17, 22:59
    Verdano zmapowałaś moje myśli, no telepatia jakaś:)
    Dokładnie to samo pomyślałem czytając twoja historię. Wokół zdrowego jedzenia robisz niezdrową atmosferę. Takie siedzenie komuś ciągle w talerzu jest okropne, nic dziwnego że dzieciaki się buntują. Poza tym, już teraz z jedzenia zrobiłaś niebezpieczny temat - urywanie się z jedzeniem czegokolwiek przed własna matką to proszenie się o zaburzenia odżywiania w przyszłości. Poczytaj sobie wyznania anorektyczek/bulimiczek. W ich domach wokół jedzenia panowała dziwna atmosfera albo jedno z rodziców miało fioła na punkcie diety i przesadnego dbania o sylwetkę, albo dzieciaki były zmuszane do jedzenia lub głodzone itp. Jednym słowem temat posiłków wiązał się z czymś nieprzyjemny. Dodatkowo w twoim przypadku młodzież może pamiętać wasze kłótnie i spięcia dotyczące przygotowywania posiłków. Sama o tym przecież piszesz. To może powodować, że dzieci boją się twojej reakcji i wolą już się głodzić i poczekać na jedzenie od taty, albo jest to "cichy bunt" i w ten sposób dają ci do zrozumienia abyś odpuściła ten "jedzeniowy terror".
  • 19.04.17, 20:25
    czytając wymiane zdań miedzy Panstwem przyszedl mi na mysl artykul, którego lekture moge polecić:
    100club.pl/artykuly/Dlaczego-jemy-Czyli-o-jedzeniu-nie-tylko-jako-o-potrzebie-fizjologicznej,4566.html
    pozdrawiam :)
  • 15.04.17, 17:21
    Przesada nie jest dobra, w żadną stronę. Z jednej strony rozumiem Cię dobrze, bo sama chciałabym, żeby moja rodzina jak najlepiej się odżywiała, ale z drugiej strony nie możesz za dużo o tym myśleć (a już tym bardziej mówić), bo obrzydzisz dzieciom wszystko, co zdrowe.
    Na Twoim miejscu przemycałabym dobre produkty do tego, co lubią (do naleśników dodawałabym np. mąki z ciecierzycy, gryczanej, jaglanej etc. - np. w proporcjach 1/3 do 2/3 zwykłej mąki). Robiłabym koktajle (bez cukru) na kefirze, dobrym jogurcie albo np. mleku migdałowym - już za chwilę będzie dużo super owoców. Na początek dla siebie plus ewentualnie trochę dla dzieci, do spróbowania. Ja takie koktajle zamrażam też w foremkach do lodów (mam z ikei), na gorące dni masz fajne lody bez limitów do zjedzenia:)
    Gdybym miała piec ciasto, to też z dodatkiem 'dobrej' mąki, są też fajne przepisy na ciasta z cukinii, marchewki, z kaszą jaglaną etc. Pieczone jabłka z miodem i cynamonem. Nie zachwalałabym zdrowotności takiego wypieku, tylko postawiła takie jaglane brownie i już. Może wezmą.
    Jeśli chodzi o warzywa, to trudniej je jakoś 'przemycić', może (choć to trochę roboty) zaciekawiliby się tartami warzywnymi? Można w zasadzie zrobić ze wszystkim a dla dzieciaków to jakaś namiastka pizzy, szczególnie, jeśli posypiesz trochę serem i dobrze doprawisz. Może lubią spaghetti? To też już zawsze coś, można wymyślić różne sosy warzywne, do tego makaron razowy i już. Szaszłyki też mi przychodzą na myśl jako jakiś pomysł, może też pieczone warzywa korzeniowe, np. w marynacie z miodu i czosnku.
    Powodzenia:)
  • 16.04.17, 23:12
    Przemycanie nie działa - córka wyczuwa nawet na jakim oleju usmażę jajecznicę, mleko roślinne tym bardziej nie przejdzie.
  • 17.04.17, 09:59
    Rozumiem. Nie przychodzi mi do głowy nic innego, jak po prostu proponowanie owoców, warzyw, 'zdrowszych' słodyczy (zamrażane koktajle, ciasta warzywne na zdrowych mąkach etc), też np. bakalii z nadzieją, że się nimi zainteresują. Poza tym umówiłabym się z nimi, że obiady gotujesz rotacyjnie - co trzeci dzień każdy ma "swoje" danie (skoro każde z Was lubi coś innego). Może uda się im wytłumaczyć, że gotowanie trzech dań każdego dnia to ciężka robota a Ty chciałabyś trochę odpocząć i mieć dla nich więcej siły i czasu.
    Możesz też - dla zaoszczędzenia czasu - zrobić jakieś dania, które dzieci lubią, w większej ilości i zamrozić.
  • 15.04.17, 17:39
    Coś się tego białego pieczywa tak uczepiła? tez nie jadam ciemnego, nie lubię, nie smakuje mi - i żyję tak sobie 40 lat z okładem bez większych problemów zdrowotnych i bez nadwagi. Takie ciągłe ględzenie o zdrowym odżywianiu, nalegania itp potrafią apetyt odebrać. Do tego zwróć uwagę, żebyś nie wpędziła córki w jakąś bulimię, bo stale wkładasz jej do głowy poczucie winy wyrzuty sumienia, że jada niezdrowo.

    Wyluzuj, przestań wtłaczać restrykcyjne nakaży/zakazy, nic im nie będzie. Z czasem sami sobie zaczną rozszerzać dietę warzywną - bez presji. Pojadą na jakieś kolonie, obóz, wycieczkę - i pójdzie.
    Nie gotowałabym osobnych obiadów, tylko wymiennie - raz ulubione jednego, raz drugiego. Jakąś zupę wspólną?
  • 15.04.17, 20:23
    Dzieci nie lubią jeść - ani w domu, ani poza domem z dwóch głównych przyczyn.A. Są dziećmi. Wiele dzieci jest wybrednych, nie przepada za jedzeniem. Jak sie na to nie zwraca uwagi, to zazwyczaj przechodzi. Jak sie zwraca, pogłębia się. B. Twoje dzieci wiedzą,z ę jedzenie jest powodem stresu, wymówek i przykrości. Mają do wyboru zjedzenie tego czego nie lubią - i to nie sprawia im przyjemności, albo zjedzenie tego co lubią, a wtedy narażają sie na Twoje uwagi, smutne spojrzenia i widoczny stres. Nie ma szans, aby jedzenie było dla nich przyjemne. Więc jeść nie lubią, to oczywiste.
  • 15.04.17, 22:08
    verdana napisała:

    >Nie ma szans, aby jedzenie było dla nich przyjemne. Więc jeść nie lubią, to oczywiste.

    Uwaga - byłam takim dzieckiem, które potrafiło miesiącami jeść to samo. Bardzo monotonne zestawy które doprowadzały moich rodziców do szaleństwa. Oczywiście BEZ większości warzyw i części owoców. Bez wędlin i większości mięs. Mleko wyłącznie przemycane jako czekolada rozpuszczalna. Przeszło mi to dopiero w okresie licealnym kiedy rodzice mi odpuścili i zaczęłam chodzić do stołówki szkolnej - była jedna jedyna opcja: zjesz albo będziesz głodna. Wyrosłam, nie padłam nie dostałam galopujących suchot ani anemii, nic mi nie jest. Na Twoim miejscu dałabym im spokój, ograniczając jedynie słodycze. Dobrym rozwiązaniem jest stosowanie jednego dnia w tygodniu kiedy mogą je jeść bez ograniczeń. To ważne aby wówczas nie było tych ograniczeń, kontroli ani żadnych uwag - po kilku tygodniach okaże się, że dzieci jedzą ich znacznie mniej! Wypróbowane na własnym potomstwie :) Im bardziej się spinasz co do tego co dzieci jedzą, tym mniej dzieci jedzą. Taka jest zasada. Jeśli masz problem z pogodzeniem się z tym, idź do psychologa. Tak, TY.
  • 16.04.17, 04:58
    Ja współczuje dzieciom matki, ciekawe jakby ona sama miała codzienne stres z powodu tego co je i jak sie odżywia.
    Aaa miała tak z mężem ale sie rostali.
    Uważam ze zmuszanie dzieci do jakiegokolwiek jedzenie lub ograniczenia (tu mięsa) jest zneczenie sie nad dziećmi i powinni tacy rodzice byc pod kontrola.
    O ile zachęcanie dzieci do próbowania na zasadzie ugotujemy razem i chcesz mozesz spróbować a jak nie to ja zjem.
    A co innego codzienny stres i nerwy bo zjadły naleśnika u babci.
    Dobrze ze maja normalną rodzine ojca gdzie mogą być sobą.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 16.04.17, 23:14
    Ograniczanie mięsa to znęcanie się nad dziećmi? Błagam....
  • 17.04.17, 22:10
    Jesli lubia mieso - to tak.
  • 18.04.17, 21:09
    Jeśli lubią mięso, ale mają alergię, to ograniczanie jest ok.
    Jeśli religia zabrania, to jest ok.
    Jeśli rodzice są wegetarianami, to się znęcają.
  • 19.04.17, 22:39
    kim_lill napisała:

    > Jeśli lubią mięso, ale mają alergię, to ograniczanie jest ok.
    > Jeśli religia zabrania, to jest ok.
    > Jeśli rodzice są wegetarianami, to się znęcają.

    Jeśli maja alergie i musza miec ograniczenie to tak.

    A kto ci powiedział ze z powodów religijnych to nie znęcanie?
    Owszem znęcanie dla wyższych celów rodziców.

    Akurat była świadkiem jak dziewczynka chciała kurczaka płakała, prosiła dziecko musi jeść halala kurczak taki nie był.
    Zmuszono ja do potrawy wegetariańskiej.
    Dla mnie chore, mało tego ukradła kawałek kurczaka z talerza kolegi i nauczycielka zgodnie z wola rodziców trzymają ja za buzie tak długo az nie wypluła.
    Dla mnie ewidentne znęcanie sie nad dzieckiem.
    Szkoda ze zyje w kraju gdzie musza byc respektowane głupie prawo, i poprawności polityczna.
    Jestem wielka przeciwniczka zmuszanie czy ograniczenie jedzenia komukolwiek.
    Z powodów wydumancyh etycznych czy reiginych zachcianek rodziców.
    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 17.04.17, 23:40
    kim_lill napisała:

    > Ograniczanie mięsa to znęcanie się nad dziećmi? Błagam....

    Tak jeśli musza sie wystrzegać a lubią, to jest dokładnie to samo jakby tobie ktoś kazał jeść mięso.
    Weź jedz bo maz ci każe albo matka ci przemyca w czymś tak mięsko.
    Bedzie miło i super? Da ciebie?
    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 18.04.17, 00:09
    I zeby nie było jako dziecko prawie nie jadłam mięsa poza kurczakiem w rosole.
    Zmuszanie mnie do jedzenia kaszanki wątróbki kończyło sie wielogodzinnym siedzeniem przy stołu lub wymiotami.
    Dlatego uważam ze każde zmuszanie/zabranianie jedzenia czegokolwiek to znęcanie sie nad dzieckiem.
    Tylko dlatego ze "ja " uważam ze to jest smaczne, nigdy nie zapomnę jak matka sie darła przeciez to takie pyszne, kaszanka ,trucizny ci nie daje. I tak mam problemy z odżywianiem.
    Dlatego moje dzieci nie słyszą nic na temat tego czego jedzą.
    Tłumacze owszem ze zdrowie zależy od naszego odżywiania, ze organizm potrzebuje witamin itd. Ale nie zmuszam stawiam na stołu czasem po 2-3 rożne rzeczy i kazdy ma wybor. A ja nie komentuje.

    Taka jestes mądra i chcesz przekazać dzieciom twoje wartości. Tyle ze nie postawiłaś sie niby w ich położeniu.
    Gdyby to tobie ktoś bos kazał jeść np. Mięso. Lub mówił ci ze soja to taka zdrowa nie jest, ostatnio czytałam ze mozna miec problemy zdrowotne, ze hamuje wvhalabianie żelaza.
    Kiedys była mega zdrowa, a moj syn miał po mleku sojowym takie zatwardzenie ze byliśmy w szpitalu bo nie mógł sobie poradzić. Mial uczulenie na krowie zaczelam podawać sojowe to była masakra.
    Pił kozie i takie najlepiej tolerował.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 18.04.17, 00:29
    A i zeby nie było, ja do dzis jem kurczaki sporadycznie żeberka. Tyle z mięsa.
    Nie jem królików owiec krów cielaków, koni . Z takich samych powodów jak ty zal mi tych zwierząt.
    Obie z corka jeździmy konno. I kochamy zwierzęta.
    Jak miała 7 lat przestała jeść wieprzowinę, ma koleżanki muzułmanki, moze to był ich wpływ nie chciała nie jadła nie zmuszała. Szlam za jej potrzebami.
    Wiec kupowałam mięso mielone z indyka. I kurczaki zostały.
    Ale jak moj maz kupi sobie stęka i z młodym zjadają ja nie jęczę im nad głowa, albo jak jedzą krewetki tez nie komentuje mimio ze mam odruch wymiotny. Maz wie i stara sie gotować tak jak mnie nie ma, to samo ze złowionym rybami, wynosi sie z domu jak je czyści. Raz dwa razy w roku. Smaży jak ja ide na siłownie. I jak wracam juz jest posprzątane, bo nie moge znieść zapachu.
    Ale nie gderam dzieciom.

    Kiedys był program cos w stylu najlepsza mama i 3 panie rywalizowały ze soba.
    I jedna z pan tez nie jadła mięsa i chciała dzieciom to przekazać, syn z nia dyskutował ze czemu on w szkole nie może jeść mięsa a inni jedzą i mu przykro.
    Wiesz co pani zrobiła? Wzięła go do stadniny pojeździła z nim na koniu, wartości sie tak przekazuje. W pozytywny sposób pokazuje sie piękno przyrody zwierząt, moza tez mowić o ich cierpieniu.
    Przy transporcie itp.
    Ale nie na zasadzie gderania co jest dobre a co złe.
    Wybieraj mniejsze zło, zamiast mięsa dawaj naleśniki, mozesz zstąpić cukier zdrowszym , dodać część lepszej maki, uczyć jeść z owocami.
    Ale dajesz tez sprzeczne sygnały.
    Tu jesz z nimi niezdrowe rzeczy, a za chwile im wmawiasz ze mleko z naleśników zabija.

    Poukładaj sobie najpierw w głowie bo narazie mieszasz dzieocmw głowach.
    Szanuj ich wybor, zeby one mogły szanować twoj.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 19.04.17, 08:29
    Nie kazda dieta jest odpowiednia dla kazdego. Gdyby mnie zmuszono do jedzenia tylko miesa, jaj i mleka byloby mi bardzo ciezko, wiem ze taka dieta bylaby dla mnie bardzo trudna. Gdybym corke z musiala do diety opartej na warzywach efekt bylby taki jak u mnie. Najbardziej niezdrowo jest narzucac innym swoje przekonania.



    --
    Podwojne standardy jest to niesprawiedliwe stosowanie odmiennych zasad w podobnych do siebie sytuacjach.
  • 16.04.17, 08:09
    Wyrzuć z domu jedzenie wegańskie, jak się przegłodzisz, będziesz jeść to samo, co dzieci. ;-)

    A tak na poważnie, zawsze można coś pokombinować. Są bardzo różne naleśniki, różne nadzienie do nich, coś się znajdzie, co zasmakuje dzieciom. Tak samo można robić pierogi z różnym farszem. Tatarzy robią pierogi z farszem z gęsi, Czeczeni robią naleśniki z farszem w samym cieście, mi smakowały obie potrawy. Jest tarta ze szpinakiem, całkiem dobra, jeśli się umie przyprawić szpinak. itd.

    Co do słodyczy, nie warto wszystkiego negować. Kiedyś policzyłem, że lepiej zjeść trzy tabliczki gorzkiej czekolady, niż wypić 2 litry coli. Cukierki z nadzieniem orzechowym też nie są problemem, jeśli to nie jest główne danie. Można jeść różne orzechy i owoce, ale to musi być stale w domu, z czasem dzieci będą sięgać same.

    Jednym słowem, więcej elastyczności i mniej negowania.
  • 16.04.17, 08:29
    Zamieszałaś dzieciom w głowach, sama doprowadziłaś do niefajnej sytuacji i to, że 'jesteś na skraju wyczerpania" zawdzieczasz tylko sobie. Przestań katować dzieci sałatą, zaburzyłaś ich rytm żywieniowy i w Tobie widzę cały problem. Pozwól im poznać różne smaki, potrawy.
  • 16.04.17, 23:17
    Powtarzam, dzieci NIE CHCĄ poznawać nowych smaków, odmawiają próbowania znaczącej większości potraw, które im proponuję. W którym miejscu napisałam, że katuję ich sałatą?
  • 17.04.17, 00:51
    Jak im przy każdej potrawie robisz wykład, co ona z nimi zrobi...

    --
    Tęp pisiaki: hoduj dziki!
  • 17.04.17, 23:42
    kim_lill napisała:

    > Powtarzam, dzieci NIE CHCĄ poznawać nowych smaków, odmawiają próbowania znacząc
    > ej większości potraw, które im proponuję. W którym miejscu napisałam, że katuję
    > ich sałatą?

    Bo proponujesz dziwactwa do którzyśmy dzieci nie sa przekonane.
    One chcą pierogi i naleśniki niech jedzą co w tym złego?
    Jak juz mięsa nie mogą to niech jedzą bez mięsne potrawy takie jak lubią.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 18.04.17, 11:30
    kim_lill napisała:

    > Powtarzam, dzieci NIE CHCĄ poznawać nowych smaków, odmawiają próbowania znacząc
    > ej większości potraw, które im proponuję. W którym miejscu napisałam, że katuję
    > ich sałatą?

    Nie chca a winna jestes ty. Napisalas ze najchetniej jadlyby biala byle z maslem to niech jedza, kup bulki i prawdziwe maslo. Rob im do jedzenia to co chca, zapytaj i to zrob. Powiedz I'm ze moga jesc co lubia i na co maja ochote i ze nie bedziesz tego wiecej komentowac i tak zrob.
    Im wczesniej tym lepiej bo one juz maja problem z jedzeniem. Twoje podejscie nie jest zdrowe (i problemem nie jest vegetarianizm ani veganizm) bo robisz wokol tego niezdrowa atmosfere i to ma olbrzymi wplyw na dzieci.

    --
    Podwojne standardy jest to niesprawiedliwe stosowanie odmiennych zasad w podobnych do siebie sytuacjach.
  • 16.04.17, 12:02
    Co niezdrowego w mleku, na bogów? (Nie mówimy o nietolerujących laktozy o.c.) Rozumiem, że miliardy ssaczych osesków żywią się wyłącznie nierafinowaną mąką... :P

    Dzieciaki podświadomie mają rację z tymi naleśnikami, zapewniają sobie wapń, tłuszcze, węglowodany plus co tam jest w żółtku jaja.

    --
    Grupa G8. Kraje rozwinięte. Trzeci Świat. IV RP.
  • 16.04.17, 23:20
    Żaden ssak nie spożywa mleka obcego gatunku, a mleko własnej matki tylko w niemowlęctwie. Nie chcę wdawać się w dyskusję o tym co zdrowe, a co nie, bo nie o tym jest mój post.
  • 17.04.17, 00:41
    Nie jestem zatem ssakiem :) Kocięta wykarmiane przez suki to zapewne urban legend, a karmienie ludzi nutridrinkami na oddziałach intensywnej terapii to morderstwo. Co do niemowlęctwa i własnej matki, mogłabyś się zdziwić obserwując np. kangury.

    --
    Tęp pisiaki: hoduj dziki!
  • 17.04.17, 00:49
    Ps. Nie pytałam o to, kto pije lub nie pije mleka, lecz dlaczego mleko miałoby być niezdrowe.

    --
    Najdłuższy miesiąc w roku to trzeci.
  • 17.04.17, 10:00
    Mleko to kontrowersyjny temat, jest mnóstwo źródeł podających sprzeczne informacje. Nie jestem dietetykiem ani biochemikiem (Ty pewnie też nie ;),ale argumenty przeciwników mleka bardziej mnie przekonują niż lobby mleczarskie. Nie pytam tu o opinie na temat racjonalności mojej diety i poglądów (które nie są chwilowym kaprysem, ewoluują od dwudziestu lat), tylko o sytuację rodzinną, która ma z nimi związek. Źle się czuję podając moim dzieciom produkty, które uważam za niezdrowe i niemoralnie wyprodukowane, ale robię to, bo nie chcą jeść niczego innego.
  • 17.04.17, 10:10
    kim_lill napisała:

    >Źle się czuję podając moim dzieciom produkty, które uważam za ni
    > ezdrowe i niemoralnie wyprodukowane, ale robię to, bo nie chcą jeść niczego inn
    > ego.

    I dlatego właśnie przydałby Ci się psycholog.
  • 17.04.17, 11:51
    Pytam, dlaczego uważasz mleko za niezdrowe, żeby się dowiedzieć, co dzieci słyszą przy tych cholernych naleśnikach. Dowiedziałam się, dziękuję, i powiem tak: ciesz się, że twój mąż tego nie czyta, bo to jest faktycznie wyrafinowana forma znęcania się.

    --
    Oszołomy z Greenpeace i tym podobnych organizacji, proszę natychmiast przywrócić globalne ocieplenie, bo w ryja.
  • 17.04.17, 14:42
    Żaden ssak nie doprawia tego co je i nie gotuje niczego. Zatem gotując cokolwiek już i tak nie odżywiasz dzieci zgodnie z naturą.
  • 17.04.17, 23:46
    kim_lill napisała:

    > Żaden ssak nie spożywa mleka obcego gatunku, a mleko własnej matki tylko w niem
    > owlęctwie. Nie chcę wdawać się w dyskusję o tym co zdrowe, a co nie, bo nie o t
    > ym jest mój post.

    Wlasnie o tym jest ten post.
    Dzieci chcą jeść polskie potrawy które ty uważasz za trujące.
    Wiec im wciskasz tofu, ciecierzycę i inne.
    Zeby nie było ja lubie Dania wegetariańskie sosy bez mięsa zupy itp.
    Jen codziennie taki lunch.
    Ale te potrawy sa inne i naprawde dla dzieci ciężkie do "przełknięcia" jedli znają takie normalne posiłki.
    A to ze ssak pije mleko tylko matki,to wiesz nowy wymysł kiedys mozna było jeść tylko 1 jajko tygodniowo bo inaczej smierć cie czeka. Wiec wiesz gdyby takie było trujące to padalibysmy jak muchy.
    I widzisz problemem nie sa dzieci a twoje podejście do jedzenia.
    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 18.04.17, 09:45
    Żadne zwierzę nie je również chleba, masła ani spaghetti - czy to znaczy, ze człowiek również nie powinien?
  • 18.04.17, 21:11
    Żadne zwierzę nie cierpi na choroby cywilizacyjne ;)
  • 19.04.17, 07:29
    kim_lill napisała:

    > Żadne zwierzę nie cierpi na choroby cywilizacyjne ;)

    Malo wiesz o zwierzetach.
    --
    Podwojne standardy jest to niesprawiedliwe stosowanie odmiennych zasad w podobnych do siebie sytuacjach.
  • 19.04.17, 17:03
    Także te, które jedzą mięso nie cierpią na choroby cywilizacyjne.
  • 19.04.17, 18:14
    verdana napisała:

    > Także te, które jedzą mięso nie cierpią na choroby cywilizacyjne.

    Jeśli do chorób cywilizacyjnych zaliczymy: nowotwory, cukrzycę, otyłość, alergie, natręctwa i inne problemy psychologiczne oraz choroby serca, to np psy jak najbardziej na to wszystko chorują.
  • 19.04.17, 19:13
    kim_lill napisała:

    > Żadne zwierzę nie cierpi na choroby cywilizacyjne ;)

    Innymi słowy, z ideologii pt. "żadne zwierzę" bierzemy tylko to, co nam wygodne, co z tego, że nieprawdziwe.
    --
    Warszawa od morza do morza!
  • 18.04.17, 11:40
    kim_lill napisała:

    > Żaden ssak nie spożywa mleka obcego gatunku, a mleko własnej matki tylko w niem
    > owlęctwie. Nie chcę wdawać się w dyskusję o tym co zdrowe, a co nie, bo nie o t
    > ym jest mój post.

    A powinnas. Napchalas sobie glowe tymi bzdurami pt mleko krowie tylko dla cielat. Jak widzisz ludzie jako ssaki spozywaja mleko innych gatunkow i swietnie sie maja a czesto mleko i jego przetwory sa podstawa ich diety np plemion a w Afryce i mleko wielbladow.
    Ludzie jako gatunk od samego poczatku jedza to co jest na ich terenach dostepne i przystosowuja sie oraz przystosowuja to co sie da. Na jednych terenach podstawa bedzie ryz, ryby i niektore warzywa, na innych przetworzone zboza, mleko krowie i jego przetwory oraz mieso. Dzis oszolomstwo twierdzi ze mleko krowie tylko dla cielat zapominajac ze to krowie mleko ratowalo zycie ich pradziadkom i gdyby nie dieta oparta na tym mleku to byc dzis ich na swiecie nie bylo.
    Podobne oszolomstwo tez jest przeciwnikami szczepien.

    --
    Podwojne standardy jest to niesprawiedliwe stosowanie odmiennych zasad w podobnych do siebie sytuacjach.
  • 16.04.17, 13:16
    Mam dokładnie tak samo jak Ty. Syn nie chce jeść wielu rzeczy do ktorych i ja i mąż go zachęcamy. Mam wrażenie że u nas to kwestia tego że syn był uczulony na wiele zdrowych rzeczy jak warzywa i owoce. Nie jadł przez kilka lat wiekszości rzeczy. Dzieki temu udalo sie alergie opanowac i wyrosl z niej ale za nic nie chce jesc tego na co kiedys był uczulony.
    Ja staram się przemycać zdrowe jedzenie. Np w zypie pomidorowej miksuje jeszcze inne warzywa. Albo do placow ziemniaczanych dodaje dynie. I on godzi sie zjesc takie. Staram sie piec mięsa lub rybę żeby bylo zdrowiej. Pieczywo kupuje wylącznie żytnie. Bulka baaardzo rzadko . Slodycze je ale wyłacznie lepszej jakosci kp czekolade. Żadnych cukierków czy karmelkow czy chipsów. Bardzo lubi gumy mietowe orbit wiec kupuje i to jest w stanie zastapic mu slodycze. Do picia daje czesto świeże soki bo owocow nie chce jesc żadnych bo ma po nich odruch wymiotny. Po mału udaje mi sie go przekaonac do jedzenia warzyw. W ciagu ostatniego roku się polepszyło (on skończył 11 lat). Zacząl jesć sałaty, ogorki świeże. Ale poki co pomidory świeże czyvrzodkiewka nie przejdzie. Gotuje spagetti bez miesa ale z duza iloscia czosnku i cebuli i jak sie ugotuje to miksuje i on tez zjada jak nie widzi kawalkow cebuli. No z takimi dziecmi to trzeba kombinowac. Inaczej sie nie da. Tez mam czasem dosc i musze jemu szykowac co innego niz nam. Ale chyba juz sie przyzwyczailam.
  • 16.04.17, 13:37
    1papryczka.chili napisał(a):

    > Mam dokładnie tak samo jak Ty. Syn nie chce jeść wielu rzeczy do ktorych i ja i
    > mąż go zachęcamy. Mam wrażenie że u nas to kwestia tego że syn był uczulony na
    > wiele zdrowych rzeczy jak warzywa i owoce. Nie jadł przez kilka lat wiekszości
    > rzeczy. Dzieki temu udalo sie alergie opanowac i wyrosl z niej ale za nic nie
    > chce jesc tego na co kiedys był uczulony.

    No zlituj się, a po co miałby jeść te pokarmy? Nie wiesz, że alergia może powrócić? Syn mądrzejszy od rodziców...
    Żytnie pieczywo też może bardzo uczulać. W takiej sytuacji to właśnie białe jest zdrowsze.

  • 16.04.17, 14:52
    Mój syn wiele lat był strasznie wybredny. Kiedy był dorosły,zupełnie przypadkowo odkryliśmy,że jest uczulony na większość rzeczy, których nie jadł. Dobrze, że nie usiłowałam mu ich "przemycać" w tym, co lubił...
  • 16.04.17, 16:29
    To tak jak ja. Od dziecka mam awersje do cebuli i czosnku. Jako dorosla kobieta z paskudnym przeziebieniem na dwa dni przed wylotem na wakacje postanowila wyprobowac domowy sposob mojego taty na przeziebienie, ktory na wszystkich innych czlonkow rodziny zawsze dzialal od reki (zawierajacy surowy czosnek jako glowny skladnik). Prawie zeszlam od reakcji alergicznej, a przeziebienie nie dosc ze nie przeszlo to jeszcze dostalam paskudnej wysypki. Probowalam sie tez "nie wyglupiac" i pokroic surowa cebule jak normalni ludzie, nie pomoze odkrecona zimna woda i inne zabobony, po maksymalnie minucie dwoch dostaje dreszczy, widze podwojnie i mdleje i czuje sie jak przejechana przez autobus przez reszte dnia.
  • 17.04.17, 08:15
    Czy wy umiecie czytać? Nie jest uczulony na te rzeczy od kilku lat. Macie mnie za kretynkę? Miał robione testy alergiczne z krwi. Nic mu nie jest po zjedzeniu czosnku i cebuli w sosie. I nic mu nie jest po zjedzeniu marchewki i ziemniaka na ktore był mega uczulony jako niemowle. Lubi i je.
  • 17.04.17, 08:18
    Zresztà nie pisalam w oczekiwaniu na waszą jakàkolwiek rade bo jej nie potrzebuje. Pisalam do autorki tylko i wyłącznie. Za porady dziękuję.
  • 16.04.17, 23:38
    Odpowiem zbiorczo na powtarzające się wątki Waszych odpowiedzi:
    - owszem, mam świadomość że robi się z tego obsesja i że sytuacja może mieć negatywny wpływ na przyszłość dzieci, DLATEGO szukam tu pomocy
    - próbuję proponować dzieciom nowe smaki, propozycje są odrzucane z góry - stąd trop, że jest to forma protestu dzieci wydaje się rozsądny
    - jadamy wspólnie niezdrowe rzeczy typu słodycze, o żadnym terrorze nie ma tu mowy, ale chciałabym żeby dzieci miały świadomość tego, że pączek ma inny wpływ na ich ciało niż brokuł
    - wegetarianizm i nie krzywdzenie żywych istot to dla mnie ważne wartości, chcę przekazać je dzieciom, podobnie jak wiedzę o tym co jest zdrowe, a co nie i jako rodzic mam do tego prawo
  • 17.04.17, 00:02
    kim_lill napisała:

    > Odpowiem zbiorczo na powtarzające się wątki Waszych odpowiedzi:
    > - owszem, mam świadomość że robi się z tego obsesja i że sytuacja może mieć neg
    > atywny wpływ na przyszłość dzieci, DLATEGO szukam tu pomocy

    Ale pomocy dla siebie, bo dzieci reagują jak najbardziej prawidłowo wg. mnie.

    > - próbuję proponować dzieciom nowe smaki, propozycje są odrzucane z góry - stąd
    > trop, że jest to forma protestu dzieci wydaje się rozsądny

    Tak przyszło mi namyśl czy przypadkiem twoje rewolucje żywieniowe nie zbiegły się w czasie z kryzysem w waszym związku. Czy najzwyczajniej w świecie dzieciakom "nowe jedzenie" kojarzy się źle nie dlatego, że jest niesmaczne, ale mają z nim przykre wspomnienia (wspominałaś o kłótniach z mężem).

    > - jadamy wspólnie niezdrowe rzeczy typu słodycze, o żadnym terrorze nie ma tu m
    > owy, ale chciałabym żeby dzieci miały świadomość tego, że pączek ma inny wpływ
    > na ich ciało niż brokuł
    > - wegetarianizm i nie krzywdzenie żywych istot to dla mnie ważne wartości, chcę
    > przekazać je dzieciom, podobnie jak wiedzę o tym co jest zdrowe, a co nie i ja
    > ko rodzic mam do tego prawo

    Wrażliwość na krzywdę zwierząt... a czy dzieciaki mają jakieś zwierzęta, którymi się opiekują?

    A tak z innej beczki, mój brat nieważne czego nowego nie dasz mu do spróbowania jest na "nie" - no taki typ po prostu. Cioteczna siostra z kolei całe dzieciństwo i wczesną młodość jadła kluski:) Kluski we wszystkich postaciach z dodatkami lub solo, miała nawet przezwisko kluskowa dziewczyna, przeszło jej dopiero na studiach. Teraz je różnorodne posiłki i nigdy nie miała kłopotów z wagą.
  • 17.04.17, 09:53
    Hej, mamy króliki, którymi opiekuje się starsza córka z moją pomocą, młody nie jest specjalnie zainteresowany. Rewolucje zaczęły się 20 lat temu ;)
  • 17.04.17, 00:26
    >wegetarianizm i nie krzywdzenie żywych istot to dla mnie ważne wartości,

    Rośliny to istoty. Żyją. Czują. Porozumiewają się.

    --
    Nowogrodzka, bardzo proszę o rzucenie na odcinek kogoś o IQ wyższym od glisty. Bo nudno. 
  • 17.04.17, 09:51
    Rozumiem, że czują tak samo jak zwierzęta według Ciebie?
  • 17.04.17, 11:56
    Żyją jeszcze, a nawet praktykują lekarze, których uczono kroić noworodki na żywca, bo przecież nie czują.

    Nie według mnie, tylko według biologów, a czują zapewne inaczej, bo działają na chemię, zwierzęta na chemię i prąd.

    Jabłko jeszcze przejdzie. Ale taką marchewkę czy sałatę, żeby zjeść, musisz zabić. Jeśli mąka, to tylko z samoistnie wykłoszonego ziarna albo zebranego po pierwszych przymrozkach. I tak dalej.

    --
    Bo nie poradzisz nic bracie mój, gdy na tronie siedzi...
  • 18.04.17, 21:13
    Idąc tropem Twojego rozumowania: żeby żyć muszę zabić, czy to będzie marchewka, kura, pies, czy noworodek. Ja zabijam marchewkę, a Ty?
  • 18.04.17, 21:46
    Noworodków nie jadasz. Owszem, dopóki nie opanujesz sztuki fotosyntezy, żeby żyć, musisz zabić i czas byłby dorosnąć i spojrzeć temu w oczy.

    Zdanie o noworodkach miało ci uświadomić, jak ewoluują poglądy na temat odczuć istot żywych. Do tej pory mnóstwo ludzi jest święcie przekonanych, że ryby nie czują bólu...

    --
    - Proszę państwa, całka z e do x jest tak idealna, że nawet PiS nie mógłby jej nic zarzucić.
  • 19.04.17, 07:30
    kim_lill napisała:

    > Idąc tropem Twojego rozumowania: żeby żyć muszę zabić, czy to będzie marchewka,
    > kura, pies, czy noworodek. Ja zabijam marchewkę, a Ty?

    Zwierzeta tez zabiajaja inne zwierzeta zeby zyc.

    --
    Podwojne standardy jest to niesprawiedliwe stosowanie odmiennych zasad w podobnych do siebie sytuacjach.
  • 17.04.17, 23:54
    yoma napisała:

    > >wegetarianizm i nie krzywdzenie żywych istot to dla mnie ważne wartości,
    >
    > Rośliny to istoty. Żyją. Czują. Porozumiewają się.
    >

    To przekazuj ale nie krzyw sie jak dziecko je kotleta.
    Poza tym miłość do zwierząt mozna przekazać inaczej niz nie dawanie dziecku mleka bo niezdrowe.
    Teraz rozumiesz?

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 17.04.17, 00:29
    >chciałabym żeby dzieci miały świadomość tego, że pączek ma inny wpływ na ich ciało niż brokuł

    Jak dzieciaki przy każdym nowym jedzeniu słyszą wykład, co ono zrobi z ich ciałem, to się nie dziwię, że nie chcą jeść. Naleśników się przynajmniej nie boją.

    --
    Oszołomy z Greenpeace i tym podobnych organizacji, proszę natychmiast przywrócić globalne ocieplenie, bo w ryja.
  • 17.04.17, 09:50
    To dziwne, że nie boją się naleśników, skoro tyle wykładów już usłyszały.
  • 17.04.17, 09:56
    kim_lill napisała:

    > To dziwne, że nie boją się naleśników, skoro tyle wykładów już usłyszały.

    Może po prostu smażysz dobre? A poważnie, po co robisz dzieciom te wykłady? Zrób mały eksperyment. Daj im spokój przez np 3 miesiące z wszelkimi wykładami. Dawaj przez ten czas do jedzenia wyłącznie to co chcą jeść i lubią, nie przeliczaj na wartościowe czy bezwartościowe i sama przestań o tym myśleć. Dla dobra Twoich dzieci.
  • 17.04.17, 09:53
    kim_lill napisała:

    > - owszem, mam świadomość że robi się z tego obsesja i że sytuacja może mieć neg
    > atywny wpływ na przyszłość dzieci, DLATEGO szukam tu pomocy

    Jeśli widzisz, że sytuacja się robi zapętlona, a Twoje próby rozwiązań spełzają na niczym, nie czekaj aż dzieciom rozwiną się głębokie zaburzenia jedzenia jak np anoreksja czy bulimia, idź do psychologa i wraz z nim rozwiązuj swój problem. Bo jak pisze większość problem jest głównie Twój, nie dzieci.

    > - próbuję proponować dzieciom nowe smaki, propozycje są odrzucane z góry. To po prostu zaniechaj tych propozycji. Pozwól jeść Twoim dzieciom potrawy znane i lubiane przez nie. Fakt, że to że to będzie monotonne wyżywienie dzieciom nie zaszkodzi. Jak po parunastu miesiącach czy nawet latach znudzi im się, same sięgną po nowe smaki.

    > - jadamy wspólnie niezdrowe rzeczy typu słodycze, o żadnym terrorze nie ma tu m
    > owy, ale chciałabym żeby dzieci miały świadomość tego, że pączek ma inny wpływ
    > na ich ciało niż brokuł
    > - wegetarianizm i nie krzywdzenie żywych istot to dla mnie ważne wartości, chcę
    > przekazać je dzieciom, podobnie jak wiedzę o tym co jest zdrowe, a co nie i ja
    > ko rodzic mam do tego prawo

    Sama widzisz dokąd zaprowadziło Cię to egzekwowanie Twojego prawa jak rodzica - na manowce. Najwidoczniej robisz to w taki sposób, że Twoje dzieci odrzucają tę wiedzę jako opresyjną dla nich. Jeśli sama jesz z nimi niezdrowe rzeczy jak napisałaś wyżej, to dajesz im przykład, że to jest dobre.
    Jedynym skutecznym sposobem przekazania dzieciom jakichkolwiek wartości jest konsekwentne trzymanie się ich samemu przy jednoczesnym dawaniu dzieciom wyboru. Bez zbędnej indoktrynacji. Choć jako rodzic masz do niej prawo :)
  • 17.04.17, 14:50
    Ja tu widzę jeszcze jeden problem. Rozumiem wegetarian i ich moralną niezgodę na jedzenie mięsa. Ale tu sytuacja jest skomplikowana - ojciec mięso je, dzieci także, tymczasem u matki słyszą (jak przypuszczam), ze jest to nie tyle niezdrowe, co złe. Jesli dzieci jedząc kotleta u ojca mają poczucie winy, to niedobrze. W Twoim wypadku możesz oczywiście być wegetarianką i dzieciom nie dawać mięsa, ale wstrzymałabym sie ze wszelkimi uwagami na temat jedzenia mięsa. Dzieci widzą, że Ty nie jesz i to wystarczy - jeśli mówisz im o krzywdzeniu zwierząt, a ojciec daje mięso, to albo u dzieci wykształci się spore poczucie winy związane z jedzeniem, a stąd o krok od zaburzeń odżywania, albo przeciwnie - uznają Twoje zasady moralne za coś, czego nie da się przestrzegać - i to może nie skończyć sie na zasadach dotyczących jedzenia. Bo stawiasz dzieci przed bardzo trudnym dylematem moralnym, zdecydowanie nie na ich wiek.
  • 17.04.17, 15:04
    verdana napisała:

    >stawiasz dzieci przed bardzo trudnym dylematem moralnym, zdecydowanie nie na ich wiek.

    A także obrzydzasz im jedzenie i wiążesz tę czynność, która powinna dziecku kojarzyć się z miło spędzonym czasem, z odpoczynkiem i spokojem, z niemiłym i trudnym zadaniem związanym z koniecznością zastanawiania się co jest zdrowe, a co nie, co jest moralnie odpowiednie i dlaczego. A na dodatek wszystkie te sprawy stoją u dzieci w kompletnej sprzeczności z tym co CHCIAŁYBY jeść i co im smakuje. Wobec tego - jedzenie w większości odrzucają. To najprostsze i najbardziej oczywiste.
  • 18.04.17, 06:01
    Ja tez mam takiego niejadka (nastolatka) od urodzenia. Jak nie wie co je, to zje. Jakbym mu powiedziala, ze do plackow ziemniacznych dodaje cukini i cebuli to by ich nie tknal, jakby wiedzial, ze w sosie bolonskim jest marchewka to tez by wyladowalo w koszu na smieci. Kiedys przez przypadek zjadl pieczarki (bo ich nie zauwazy na zapiekance) i stwierdzil: "Dobra ta zapiekanka" i szybko pozarl dwie bo byl glodny i nie patrzyl dokladnie, ale jak mu powiedzialam, ze tam pieczarki byly to stwierdzil, ze sie pomylil i wcale dobre nie byly :). Wiec mu nie mowie z czego robie jedzenie, jesli jest szansa cos przemycic. Jesli gotujemy razem to robie potrawy tylko z tych rzeczy, ktore je. Nie musisz dzieciom tlumaczyc z czego robisz jakas potrawe, jesli nie gotujecie razem.
  • 17.04.17, 10:35
    Myślę, że dzieci - jak to dzieci - wybrzydzają. Rozumiem, że się martwisz, ale znam wiele dzieci wokół, plus pamiętam jakim niejadkiem ja byłam, które tak właśnie podchodzą do jedzenia. Dodatkowo są też skonfundowane sytuacją - nie wiem kiedy się rozwiedliście, ale zakładam, że niedawno. Na dodatek mama je co innego, ojciec co innego, dziadkowie też. Mają więc do czynienia z różnymi dietami, różnymi domami. Daj im czas.

    Ja bym odpuściła - rób te naleśniki, aż im się znudzą. Skoro im gotujesz, to zawsze to bardziej wartościowe niż gotowe jedzenie czy fast food. Nawet jeśli podajesz im białą mąkę i cukier. Ja bym też teraz z nimi nie walczyła - owszem, próbowałabym zachęcać i podrzucać, ale bez męczącego nakłaniania. Jeden znajomy mi niejadek zawsze jadł coś, co leżało na ławie tuż obok niego, kiedy na przykład oglądał telewizję (mandarynki, marchewki itp). Drugi zaczynał jeść warzywa rzekomo znienawidzone, kiedy były inaczej podane, bo na przykład okazywało się, że szparagi jedzeone na jeden sposób są wstrętne, ale na inny już do zaakceptowania.
    Wiem, że są różne kursy o żywieniu dzieci, może pomyśl o tym? Jak je przekonać do wartościowych potraw, jak dla nich gotować itd. Są jakieś metody np. ułożyć ileś warzyw, próbować i przyznawać im punkty, które są najlepsze, a które najgorsze, które dostają więcej punktów, jeśli się je zanurzy np. w humusie czy innym dipie.

    Myślę, że to taki etap. Dzieci mogą pozostać wybredne, ale skala produktów, jakie jedzą powinna się poszerzyć.
    Powodzenia!
  • 17.04.17, 23:45
    Poza tym, że zafiksowałaś się na jedzeniu i przydałby ci się psycholog, to weź też pod uwagę, że dzieci mają więcej kubków smakowych niż dorośli i nieco inaczej odczuwają smaki. Dlatego właśnie większość nie cierpi szpinaku...

    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • 18.04.17, 08:39

    Problem autorka ma z mezem nie z dziecmi, one tylko reaguja na ogolna atmosfere. Zgnily kompromis? Dlaczego to ona dyktuje co dzieci maja jesc, rownie dobrze maz moglby powiedziec 'ok od dzisiaj jemy tak jak ja bo to zdrowe i kropka'. Dlaczego maz nie gotuje, autorja moglaby zawsze wyjesc warzywa z obiadu, reszta rodziny jadlaby reszte. Rada? Autorka i maz do psychologa i prosze odczepic sie od bogu ducha winnych dzieci.
  • 18.04.17, 09:47
    Jestem ROZWIEDZIONĄ... napisała, więc chyba jednak nie da się tak zrobić, jak piszesz.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • 18.04.17, 10:28
    samica homo sapiens wierzy ze MLEKO jest niezdrowe ??

    ocipiałaś dokumentnie ?


    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • 18.04.17, 14:31
    robisz zupy? jest tyle możliwości zrobienia zupy, że na pewno jakieś będą dzieciom smakować. u nas zupa to podstawa. ja i mąż nie jemy mięsa, zupy robię wegetariańskie i jemy je wszyscy, są zdrowe, bez żadnych sztucznych kostek, sycące, pełne warzyw. robię różne: dziś jest np. grochowa (innym razem: barszcz z fasolą lub bez, zupa z ciecierzycy, ogórkowa, krupnik, pomidorowa, fasolowa, jarzynowa, ziemniaczana... mnóstwo możliwości. jedne dzieci lubią mniej, inne bardziej. w zupie możesz przemycić naprawdę wiele składników. mogą być zupy zwykłe, mogą być kremy. moje dzieci (9 lat i 4 lata) jedzą posiłki mięsne w przedszkolu, szkole, u dziadków. nie zabraniam, nie namawiam, nie pouczam. sami zdecydują jak dorosną. ja od zawsze nie lubiłam i nie chciałam jeść mięsa, ale moja mama była bardzo przeciwna i zawsze straszyła mnie, że stanie mi się coś złego jak jeść go nie będę (będę chora, nie urosnę, będę miała anemię, itp.). staram się w żadną stronę nie przesadzać i wiem jak takie pouczanie dziecka źle działa. ja jako dziecko nie cierpiałam jak mama mi mówiła, że coś muszę zjeść bo jest zdrowe. to rodziło bunt. jak moje dzieci mają ochotę to ugotuję im rosół, zrobię rybę czy kupię wędlinę albo kabanosy. co do posiłków bezmięsnych staramy się przede wszystkim pokazać, że są pyszne. starszy syn uwielbia wegetariańskie kotleciki jakie robi mój mąż (bardzo lubi w formie burgerów z sałatą, pomidorem itp.), a już młodszy np. nie lubi. nie zmuszamy, a nawet specjalnie nie zachęcamy. sama jedz swoje jedzenie z apetytem, częstuj dzieci, ale niech mają wybór. i naprawdę nie opowiadaj im o szkodliwości jedzenia, takie gadki działają bardzo niedobrze. czasem wystarczy powiedzieć, że za dużo słodyczy to niezdrowo i już. bez wdawania się w szczegóły.
  • 18.04.17, 22:30
    Moja młodsza jako przedszkolak i dziecko młodszoszkolne z zasady nie jadała potraw, które były nadmierne wymieszane czy zbyt drobno pokrojone , zmiksowanych zup nie tyka do tej pory - zawsze twierdziła, że skoro nie rozpoznaje składników, to woli nie jeść. ;-)

    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • 18.04.17, 15:39
    Przeczytałam dokładnie to co napisałaś, i wszystkie odpowiedzi. Przerażająca jest nietolerancja forumek do innego niż tradycyjny sposobu odżywiania. Wegetarianizm i weganizm są na ogromnych obszarach ziemi obowiązująca dietą, żyją tak miliony ludzi. Od urodzenia do późnej starości. Nie ma sensu wchodzenie w dyskusję na temat sensu takiej diety. Dla Kim ważne jest sposób na poradzenia sobie z odżywianiem dzieci, którym brak spójnego przekazu.
    Ja nie jestem wegetarianką. Próbowałam wielokrotnie, ale nie udało mi się odpowiednio bilansować diety. Więc zazwyczaj po roku-dwóch wracałam do mięsa. Teraz, po 2 latach bezmięsnych od około pół roku jem drób i ryby. I taka dietę akceptuje też moja rodzina. Wcześniej musiałam gotować posiłki wegetariańskie dla siebie i mięsne dla dzieci i faceta.
    Mi było łatwiej, bo dzieci są starsze (13 i 15 lat) i maja raczej dużą tolerancję na moje dziwactwa żywieniowe. Myślę, że takie małe dzieci jak Twoje mogą w ogóle mieć jeszcze problemy z rozszerzaniem diety. Więc nawet przy tradycyjnej domowej kuchni mogły by się fiksować na pewnych smakach. Moje dzieci od zawsze uwielbiały wszelką zieleninę i surowiznę (bawimy się w króliki - kicamy i wcinamy różne rodzaje zielonych liści, chipsy - ok, ale marchewkowe - czyli żywcem plasterki marchewki, chipsy z jarmużu - przebój). Ale też nie lubią potraw, które ja uważam za wartościowe - i niestety przyjmuje to do wiadomości że nie zjedzą awokado, dalu z soczewicy lub wegańskiego pasztetu. Gotuje dla siebie, im proponuje co jakiś czas w nadziei, że kiedyś jednak spróbują i załapią... ale nie namawiam i nie zachęcam.
    Uważam, że powinnaś przystopować z gadaniem o jedzeniu. Staraj się przemycać w jedzeniu różne warzywa, ale nie informuj co w nim jest. To ciasto z dynią, upiecz sama - pewnie zjedzą. tak jak czekoladowe z burakiem, lub marchewkowe. Olej w jajecznicy - tu akurat bardzo łatwo wyczuć jaki rodzaj został użyty, nie dziwię się Twojej córce, że to potrafi. Ale startej cukinii w sosie do spaghetti nie wyczuje. A jak wyczuje - to spokojnie przyjmij to do wiadomości i powtórz eksperyment za 2 miesiące mocniej doprawiając sos.
    Wyluzuj przede wszystkim. Spróbuj przez 2-3 tygodnie karmić ich tylko tym co sami chcą. A potem zacznij modyfikować. Bardzo delikatnie i bez informowania ich o tym.
    Możesz wprowadzić nagrody za spróbowanie nowych smaków. Absolutnie nie kary za odmowę! Nagrody. Za TRZY łyżki zupki, trzy listki sałaty, trzy plasterki papryki. Lub każdy zjada tyle łyżek ile ma lat. Nagrodą nie może być jedzenie/słodycze.
    macie króliki, czyli macie w domu dużo zieleniny. Zróbcie ranking ulubionych liści królików. A potem spróbujcie czym się różni rukola od mlecza i dlaczego króliki chcą jeść babkę zwyczajną.
    Kurcze, jest tyle sposobów na wkręcenie dzieci w jedzenie różności, w ogóle pomijając aspekt wartości odżywczych i humanitaryzmu. Twoje dzieci sa jeszcze za małe na takie tematy. Na razie niech się bawią jedzeniem!
  • 18.04.17, 16:21
    Fajny post i fajne sposoby na wprowadzanie nowych smaków - też coś pewnie wykorzystam.
    Chciałam dopisać się do uwagi o nietolerancji bijącej z wielu postów w tym wątku. Dziewczyny, ten wątek zrobił się tak niesympatyczny, że trudno uwierzyć, jak to tolerancyjne jesteście względem swoich dzieci i ich wyborów żywieniowych.
  • 18.04.17, 17:17
    fil.lo napisał(a):

    >trudno uwierzyć, jak
    > to tolerancyjne jesteście względem swoich dzieci i ich wyborów żywieniowych.

    No ja akurat jako dziecko-klasyczny niejadek, byłam żywą ofiarą wpychania "zdrowych" posiłków i namawiania na jedzenie potraw, których jeść nie chciałam, nie lubiłam, nie tolerowałam i które mimo, że obiektywnie być może i "zdrowe" zwyczajnie szkodziły mi jak choćby zachwalane tu żytnie pieczywo. Nie zrobiłam swoim dzieciom tej krzywdy. Mój syn okazało się, że też na żyto jest uczulony. Co serdecznie również polecam pod rozwagę autorce wątku.
  • 18.04.17, 21:07
    Dlatego nie chciałam, żeby wątek poszedł w kierunku "co jest zdrowe, a co nie", bo to zawsze źle się kończy, podobnie jak dyskusje mam "piersiowych" z "butelkowymi". Ale jak widać, nie udało się...

  • 18.04.17, 21:49
    Sorry, ale to nie twoi adwersarze zaczęli wymachiwać argumentem o niemoralności spożywania mleka. BTW niedojona mleczna krowa skręca się z bólu, ale kogo to w końcu obchodzi.

    --
    Nie jestem człowiekiem w swoim wieku. Jestem człowiekiem w wieku kogoś o wiele młodszego.
  • 19.04.17, 08:31
    Niedojona krowę mleczna powinien wydoić jaj cielak. Krowy sa sztucznie inseminowane, żeby urodzić. Od razu po porodzie cielak jest odbierany i żywiony sztucznymi odzywkami do momentu gdy może być ubity na cielecinkę. Matki nie widział nawet przez minutkę swojego życia a ona nie miała nawet szansy na polizanie go po porodzie. Matka jest codziennie dojona, żeby utrzymać laktację. Gdy ta pomimo dojenia naturalnie zanika - jest znowu inseminowana.
    Produkcja mleka nie ma NIC wspólnego ze słodkim obrazkiem przedstawianym w spotach producentów mleka. To jest okrutny przemysł odbierający dzieciom matki i matkom dzieci.
  • 19.04.17, 19:17
    OK - więc skoro spożywanie mleka z farm mlecznych jest nieetyczne, róbmy dzieciom naleśniki z mleka "od chłopa" z krowy inseminowanej bykiem. Ale nie opowiadajmy nad patelnią rzewnych historyjek o odrywaniu cielątek od matek.

    --
    Nowogrodzka, bardzo proszę o rzucenie na odcinek kogoś o IQ wyższym od glisty. Bo nudno. 
  • 19.04.17, 09:07
    kim_lill napisała:

    > Dlatego nie chciałam, żeby wątek poszedł w kierunku "co jest zdrowe, a co nie",
    > bo to zawsze źle się kończy, podobnie jak dyskusje mam "piersiowych" z "butel
    > kowymi".

    Nie podejmuj takiej dyskusji.
    Przebadaj dzieci pod kątem alergii pokarmowych. Spróbuj uporać się ze swoimi lękami dotyczącymi tego co chcą jeść, odpuść im swoje przekonania - moim zdaniem potrzebujesz do tego pomocy z zewnątrz, ale może nie? Nie namawiaj, nie tłumacz, ale pokazuj, że Ty się w ten sposób odżywiasz i że to jest dobre. Nie jedz natomiast np. wraz z dziećmi słodyczy, bo jak słusznie ktoś tu napisał mieszasz im w głowach. Wegetrianizm, czy weganizm są ok - ale wymagają komponowania potraw w sposób bardzo przemyślany, porządnie zbilansowanej diety, a Twoje dzieci odmawiają tego więc na razie jest dla nich niedobry, mógłby im uczynić krzywdę. Jak dorosną, rozszerzą dietę, zaczną podejmować całkowicie świadome wybory, to ok.

  • 18.04.17, 22:09
    Mnie szczerze mowiac tez zmrozil jad bijacy z tego watku. Sama jestem wegetarianka, dbam o zdrowe zywienie nie tylko swoje, ale i rodziny, i wiem, z jakimi wyzwaniami sie to wiaze. Mam tez to szczescie, ze obracam sie w srodowisku, w ktorym norma jest raczej weganizm, wiec ze swoim wegetarianizmem moge uchodzic co najwyzej za niewystarczaco duchowo rozwinieta... ale za to jak trafie na jakis "zwyklych ludzi" to OJJ. Chociaz staram sie nie poruszac tematu, zeby nie sluchac tych samych z nuzaca regularnoscia odtwarzanych bredni, to czasami jednak sie nie da nie wspomniec (kotlecik? Nie, dziekuje! Ale czemu, pyszny kotlecik... Nie , dzieki. Nie smakuje ci, to co ugotowalam,? Smakuje, ale... No to weźże ten kotlecik! Dziekuje, nie jem miesa. Ale to nie mieso, to kurczak... Nie, dzieku, kurczaka tez nie jem. To rybke ci usmażę. Dzieki, ryb tez nie jem. Ale jak to....)
    Takze, wątkodajko, lekko nie bedzie. Ale nie odpuszczaj. Dzieciaki kiedys sie naucza, a moze jeszcze kiedys docenia. W miedzyczasie usmaz im te nalesniki z mąki pełnoziarnistej, dodaj kawalki banana zamiast cukru... bedzie dobrze!
    --
    W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
    Wiedzmowo
  • 19.04.17, 08:19
    Tolerancja nie moze byc tylko jednostronna, ja mialam juz kilka etapow w zyciu w ktorych bylam vegetarianka przez kilka lat, ostatnio wrocilam do miesa ale jadam sladowe ilosci, mleka nie pije,przetwory np sery tez w niewielkich ilosciach, jedno i drugie mi nie smakuje i nie czuje potrzeby tych skladnikow w mojej diecie. Jednak dla moich dzieci to podstawa, uwielbiaja mleko i przetwory, uwielbiaja mieso , zwlaszcza corka, ktora warzyw prawie nie je,owocew tez, lubia tez jaja, ktore dla mnie tez nie maja znaczenia. Jednak ja nie wciskam im swojej diety,nie opowiadam ze nabial jest szkodliwy (dla mnie pewnie jest ale dla nich i wielu innych ludzi jest ok, poza tym to bzdura) nie tworze atmosfery poczucia winy i trucia sie bo jedza biala make, mieso i mleko. Nie obrzydzam im tez smaku. Jesli wiec wymagamy tolerancji dla naszych preferencji to usznujmy preferencje innych. Obawiam sie ze to nie jest mocna strona autorki watku jak i wielu innych ludzi bardzo zafiksowanych na swojej jedynie slysznym diecie. Jej dieta jest najlepsza i nawet gdy gotowala vege dla wszystkich a maz i dzieci nakladali sobie mieso to nazywala to zgnilyl kompromisem, a o diecie ex, dziadkow i innych pisze jako 'normalna '. Od braku tolerancji autorki watku sie zaczyna i na tym sie konczy. Kazda ortodoksyja zle sie konczy. Dzieci wola nic w domu nie jesc przeczekujac wiec autorka robi te glupie,szkodliwe nalesniki. Sama do tego doprowadzila i nadal nakreca spirale bo z jej postow jasno wynika przekonanie o wyzszosci jej diety na innymi. Dzieci nie chca przy niej jesc, nie chca generalnie jesc bo maja zakodowane, ze to co jedza jest szkodliwe.
    Moze dobrym rozwiazaniem byloby gdyby dzieci zamieszkaly z ojcem? Moze to pozwoliloby im i autorce watku odzyskac rownowage?
    A swoja droga, to smutne ze brak tolerancji dla tego co inni preferuja jesc moze doprowadzic do tak powaznych problemow. A wystarczy nie wmuszac innym naszych wlasnych przekonan.



    --
    Podwojne standardy jest to niesprawiedliwe stosowanie odmiennych zasad w podobnych do siebie sytuacjach.
  • 19.04.17, 09:17
    Rodzice miaja prawo wychowywac dzieci zgodnie z własnymi wartosciami. Nikt nie protestuje, kiedy prowadzi sie dzieci do kosciola czy na religie. Dla wielu wegetarian niejedzienie miesa jest wyborem etycznym - "nie zabijaj". Niestety, wymagania tolerancji idą tylko od maistreamu do mniejszosci "Badz tolerancyjna, karm dzieci syfem" ale w przeciwna strone juz nie - Badz tolerancyjna i pozwol mi wychowac dzieci na zdrowych i swiadomych konsumentow. co to, to nie.

    --
    W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
    Wiedzmowo
  • 19.04.17, 09:29
    tully.makker napisała:

    Nikt nie protestuje, kiedy prowadzi sie dzieci do kosciola czy na religie.

    Naprawde? Sa nadgorliwe babcie, ktore protestuje, sa rodzice ktorzy sie w tej kwestii nie dogaduja,jest presja spoleczna...

    Dla wielu wegetarian niejedzienie miesa jest wyborem etycznym - "nie zabijaj".

    Skoro tak to radze oprocz nie zabijania zwierzet przejsc do czynnego udzialu w zakonczeniu zabijania ludzi.
    Ci sa tez zabijani, takze dzieci np na oragny i to na calkiem spora stale.

    A wracajac do wegetarian to moze daj my ludziom wybor i dzieciom tez, przede wszystkim pozwolmy im dojrzec i swiadomie wybrac niz terroryzowac.


    --
    Podwojne standardy jest to niesprawiedliwe stosowanie odmiennych zasad w podobnych do siebie sytuacjach.
  • 19.04.17, 09:38
    O kurde! Argument krwawiących marchewek jest systematycznie podnoszony w dyskusjach o wegetarianiźmie. Ale o tym, że wegetarianie są odpowiedzialni za zabijania ludzi a w szczególności dzieci na organy - pierwszy raz słyszę!
  • 19.04.17, 09:51
    Tak, to naprawde niezłe.

    --
    W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
    Wiedzmowo
  • 19.04.17, 09:55
    jatojagodnik napisała:

    > O kurde! Argument krwawiących marchewek jest systematycznie podnoszony w dyskus
    > jach o wegetarianiźmie. Ale o tym, że wegetarianie są odpowiedzialni za zabijan
    > ia ludzi a w szczególności dzieci na organy - pierwszy raz słyszę!

    Dobrze sie czujesz czy jednak cos co zaszkodzilo? Gdzie ty przeczytalas ze wegetarianie sa odpowiedzialni za zabijanie dzieci? Tak sa tworzone oszolomstwa pt 'mleko krowie tylko dla cielat' i 'nie szczepieniom'. To ten sam sort.

    --
    Podwojne standardy jest to niesprawiedliwe stosowanie odmiennych zasad w podobnych do siebie sytuacjach.
  • 19.04.17, 10:11
    Piję mleko krowie, chociaż mam pełną świadomość z jakim cierpieniem krów i cieląt wiąże się jego produkcja.
    Dzieci mam zaszczepione. Ale nieochrzczone.
    Czasami jestem wegetarianką, czasami jem drób i ryby.
    O procederze zabijania dzieci na organy lub celowego okaleczania by lepiej żebrały słyszałam - podobno zdarza się w Chinach lub w Indiach. W Polsce raczej nie występuje, co nie znaczy, że dzieci nie są w różny sposób krzywdzone przez różnych dewiantów. Nie wiem w jaki sposób mogę czynnie działać w ich obronie.
    Do jakiego SORTU mnie zaliczysz??
  • 19.04.17, 10:18
    jatojagodnik napisała:

    > Piję mleko krowie, chociaż mam pełną świadomość z jakim cierpieniem krów i cielat.

    To po co przytaczasz takie argumenty?


    --
    Podwojne standardy jest to niesprawiedliwe stosowanie odmiennych zasad w podobnych do siebie sytuacjach.
  • 19.04.17, 10:38
    Tak jak palacze palą chociaż mają pełną świadomość szkodliwości palenia. Tak ja piję mleko chociaż wiem skąd się bierze. I że to nie wygląda jak w reklamie Łaciatego. I wkurza mnie, jak ktoś pisze, że produkcja mleka jest ok, a nawet bardzo ok, bo przecież krowę bolą wymiona jak się jej nie wydoi...
  • 19.04.17, 16:21
    jatojagodnik napisała:

    > Tak jak palacze palą chociaż mają pełną świadomość szkodliwości palenia. Tak ja
    > piję mleko chociaż wiem skąd się bierze. I że to nie wygląda jak w reklamie Ła
    > ciatego. I wkurza mnie, jak ktoś pisze, że produkcja mleka jest ok, a nawet bar
    > dzo ok, bo przecież krowę bolą wymiona jak się jej nie wydoi...

    Nie rozumiem twojej argumentacji. Nie rozumiem porownywania palenia do spozywania mleka.


    --
    Podwojne standardy jest to niesprawiedliwe stosowanie odmiennych zasad w podobnych do siebie sytuacjach.
  • 19.04.17, 19:22
    jatojagodnik napisała:

    > O kurde! Argument krwawiących marchewek jest systematycznie podnoszony w dyskus
    > jach o wegetarianiźmie.

    A wiesz czemu? Dlatego, że gdyby wegetarianin oznajmił "nie jem mięsa zwierząt", to pies z kulawą nogą by się go nie czepiał, niech je co chce. Ale jeśli wegetarianin wyjeżdża z niemoralnością jedzenia mięsa, to naturalną rzeczy koleją się go pyta, dlaczego odmawia roślinom prawa do życia i czucia.
    --
    Yuppi ki-yay, motherfucker! [ang.] - Dwadzieścia siedem do jednego, kurduplu!
  • 19.04.17, 09:16
    tully.makker napisała:

    > nie odpuszczaj. Dzieciaki moze jeszcze kiedys docenia. W miedzyczasie usmaz im te nalesniki z mąki pełnoziarnistej, dodaj kawalki banana bedzie dobrze!

    Taaaak świetna rada. Znakomita. Jeśli np.są uczulone na ten typ mąki i banany to z pewnością "docenią". Ja kiedyś już jako mocno dorosła osoba zadałam mojej Mamie pytanie dlaczego w dzieciństwie uparcie paśli mnie potrawami, których jedzenia odmawiałam i na które byłam ewidentnie uczulona i miałam reakcje alergiczne. Moja Mama rozbrajająco odpowiedziała, że było wówczas przekonanie, że ważniejsze jest że to "zdrowe dla dzieci". Cóż, dzięki hołdowaniu takim przesądom teraz jestem uczulona na wiele rzeczy, między innymi leki, bo alergia pokarmowa lubi się rozwijać i przerzucać na inne alergeny...Tak, że..doceniam...
  • 19.04.17, 09:32
    No cóż, kiedyś lekarze mieli raczej uboga wiedze na temat alergii. Nie sadzisz chyba, że matka karmiła Cię w złej wierze. Po porstu nie miała tej wiedzy, którą Ty masz dziś.
    Mój były mąż jako noworodek miał ewidentna skazę białkową. Ale ówczesna wiedza medyczna nie zalecała teściowej diety eliminacyjnej. Lekarze zalecili natychmiastowe odstawienie od piersi i przejście na sztuczne odżywki. Po których dziecku było jeszcze gorzej... no ale dziecko musi coś jeść... Mąż miał o to pretensje do matki - ale ona działała wtedy zgodnie z aktualna wiedza medyczną i poradami lekarza. Wtedy to nie były przesady!
    Moja babcia z uporem karmiła nas w trakcie wizyt zupami ze śmietaną i piała z zachwytu nad purpurowymi polikami mojego synka. Tyle, że to była reakcja alergiczna na śmietaną... Długo trwało zanim przekonałam ją że dla nas zupa ma być niezabielana. Gdyby synek urodził się 30 lat wcześniej - pewnie systematycznie byłby karmiony ta śmietana... bo tak zdrowo-rumiano po niej wygląda :-)
  • 19.04.17, 09:58
    jatojagodnik napisała:

    > No cóż, kiedyś lekarze mieli raczej uboga wiedze na temat alergii. Nie sadzisz
    > chyba, że matka karmiła Cię w złej wierze. Po porstu nie miała tej wiedzy, któr
    > ą Ty masz dziś.

    Ależ doskonale WIEDZIAŁA, i WIDZIAŁA że pewne potrawy mi szkodzą. Ale powszechne było przekonanie że dzieci muszą to jeść, mimo wszystko, bo to "zdrowe" :/
    Dlatego podaję ten przykład, bo organizm dziecka sam sobie układa dietę eliminacyjną i nie ma co w nią ingerować dopóki wyniki badań są dobre. Jeśli dziecko zdecydowanie nie chce czegoś jeść, to najczęściej nie dlatego że jest rozkapryszone, robi na złość rodzicom, tylko dlatego że to mu zwyczajnie szkodzi, albo na tym etapie rozwoju nie jest dla niego dobre. I nie ma co wtryniać mu na siłę np. żytniej mąki i bananów jeśli jedzenia ich konsekwentnie odmawia. Jeśli chce natomiast jeść mięso, mleko i przetwory mleczne zamiast warzyw i produktów uznanych za "zdrowe", to należy po prostu z tego korzystać i pozwolić mu zjadać to co jego organizm toleruje i przyswaja bez wysiłku. I nie próbować "przemycać" w tym np. dyni, która może po prostu zalegać w jego jelitach i dlatego dziecko jedzenia jej odmawia.


  • 20.06.17, 21:18
    Dzieci najczęściej ( podobnie jak dzieci autorki) lubią potrawy wysokoglikemiczne, mocno podnoszące poziom cukru we krwi - biała mąka, mleko, cukier - słodkie i glikemiczne, mózg dostaje swoją nagrodę, a dzieci nie analizują jakie procesy zachodzą w ich krwi, one chcę aby było dobrze i przyjemnie.
  • 19.04.17, 10:01
    jatojagodnik napisała:

    > No cóż, kiedyś lekarze mieli raczej uboga wiedze na temat alergii.

    Dlatego wlasnie nalezy sluchac organizmu, ktory sam odrzuca co dla niego nie odpowiednie. Ja tez mleka nie chcialam i pilam jako niemowle w bardzo malych ilosciach, a po przetworach z maki pelnoziarnistej nie czuje sie dobrze, dlatego unikam takich produktow i jednoczesnie ich nie lubie.

    Mój były mąż jako noworodek miał ewidentna skazę białkową. Ale ówczesna wiedza
    > medyczna nie zalecała teściowej diety eliminacyjnej.


    Obecnie tez nie zaleca.

    --
    Podwojne standardy jest to niesprawiedliwe stosowanie odmiennych zasad w podobnych do siebie sytuacjach.
  • 19.04.17, 09:49
    Nie slyszalam, zeby ktos byl uczulony na bialko pszenicy w formie pelnoziarnistej, a w formie maki bialej juz nie. mam wrazenie, ze nie rozumiesz mechanizmu powstawania alergii. Współczuje ci traumy z dziecinstwa, ale oszczedz sobie wstydu i demonstrowania swojej ignorancji. Zanim sie wypowiesz na jakis temat, moze odrobina edukacji?

    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • 19.04.17, 10:00
    tully.makker napisała:

    > Nie slyszalam, zeby ktos byl uczulony

    To że o czymś nie słyszałaś nie oznacza że to nie istnieje.

  • 19.04.17, 10:03
    Ty truly maker tez zluzuj i doedukuj bo albo masz przestarzale informacje i niekompletne.

    --
    Podwojne standardy jest to niesprawiedliwe stosowanie odmiennych zasad w podobnych do siebie sytuacjach.
  • 19.04.17, 10:15
    aqua48 napisała:


    > Taaaak świetna rada. Znakomita. Jeśli np.są uczulone na ten typ mąki i banany to z pewnością "docenią".

    Swietna, no daaawaj, nie przejmuj sie, dzieci juz maja problemy z jedzeniem ale mozna je jeszcze poglebic,w koncu docenia 😕
    Nie musza byc uczulone, moga zwyczajnie nie lubic, moga nie lubic w okreslonej postaci.
    Ja lubie dynie pozmowa ale tylko upieczona z dodatkiem soli, cukru i cynamonu. Lubie buraczki ale tylko starte, z przysamozona cebula, z dodatkiem soku z cytyny podane na cieplo. W innej postaci nie lubie. Nie lubie deserow w postaci ciasta buraczkowego albo dyniowego ale lubie marchewkowe. Kazdy ma swoje preferencje i to tez jest wazne. Jeden chce na talerzu udko kurczaka, a inny woli gulasz z warzyw.
    Problem sie zaczyna gdy sie tego nie rozumie i zaczyna narzucac.
    --
    Podwojne standardy jest to niesprawiedliwe stosowanie odmiennych zasad w podobnych do siebie sytuacjach.
  • 19.04.17, 10:31
    Skoro masz swoje preferencje, to znaczy, że spróbowałaś różnych potraw i wybrałaś z nich to co Ci najbardziej odpowiada. Problemem wątkodajki jest zaś to, że dzieci zafiksowały się na naleśnikach i suchej bułce i nie chcą nic więcej spróbować. Gdyby syn spróbował to ciasto dyniowe które upiekł i orzekł, że spodziewał się, że będzie smaczniejsze to podejrzewam, że nie było by problemu. Ale on nie spróbował, więc nie wie, czy smakuje mu z dynią, czy buraczane, czy marchewkowe. Nie ma porównania, więc nie ma preferencji.
  • 19.04.17, 11:11
    jatojagodnik napisała:

    > nie spróbował, więc nie wie, czy smakuje mu z dynią, czy buraczane, czy marchew
    > kowe. Nie ma porównania, więc nie ma preferencji.

    A może wystarczy mu sam zapach i kolor potrawy, żeby go od niej odrzuciło? Nie trzeba koniecznie próbować wszystkiego zwłaszcza kiedy jest się dzieckiem. Dziecku trzeba dać czas na wyrobienie sobie chęci i smaku.
    Ja, mocno dorosła :) mam takie potrawy na sam widok, czy zapach których robi mi się źle. I sądzę, że większość osób tak ma.
  • 19.04.17, 12:01
    Każdy ma coś co go odrzuca. Ale nie odrzuca Cię od 99%. Jeżeli akceptowalny jest 1% - to jest to problem
  • 19.04.17, 12:50
    jatojagodnik napisała:

    > Każdy ma coś co go odrzuca. Ale nie odrzuca Cię od 99%. Jeżeli akceptowalny jes
    > t 1% - to jest to problem

    W dzieciństwie mnie odrzucało :) Jadłam bardzo monotonnie, wyniki były w normie. Problem to jest, owszem ale dla rodziców. Psychiczny - żeby zaakceptować nawet wydawałoby się obiektywnie "nieracjonalne", albo sprzeczne z ich poglądami ale w gruncie rzeczy nieszkodliwe wybory swoich dzieci.
  • 19.04.17, 14:58
    Odrzucało Cie bo miałaś alergię i się źle po nich czułaś. Ale to nie jest norma dla wszystkich dzieci. I nie jest normą dziecko nieakceptujące 99% pokarmów, nawet bez spróbowania. Nieakceptowanie przez dzieci większości pokarmów i żywienie się naleśnikami i bułką nie jest racjonalne, zdrowe i nieszkodliwe.
  • 19.04.17, 15:40
    jatojagodnik napisała:

    > Odrzucało Cie bo miałaś alergię i się źle po nich czułaś. Ale to nie jest norma
    > dla wszystkich dzieci. I nie jest normą dziecko nieakceptujące 99% pokarmów, n
    > awet bez spróbowania. Nieakceptowanie przez dzieci większości pokarmów i żywien
    > ie się naleśnikami i bułką nie jest racjonalne, zdrowe i nieszkodliwe.

    Odrzucało mnie bo byłam do jedzenia zmuszana, a nie uczulona na wszystko. Zmuszanie - spróbuj jakie to dobre, no choć kawałeczek, no ugryź tylko, przecież to przepyszne, a jakie zdrowe! powodowało u mnie gwałtowną chęć porządnego pogryzienia, ale nie jedzenia tylko zmuszającego.
    Dzieci autorki wątku jedzą nie tylko bułki i naleśniki, wróć do postu początkowego. Jedzą w miarę normalnie jak na dzieci-niejadki. To ona chce im ograniczać dodatkowo wachlarz produktów o mięso, i mleko bo sama jest wegetarianką-weganką, a z drugiej chce je przymusić do jedzenia większej ilości warzyw i owoców niż one akceptują. A to jest nieracjonalne i niezdrowe.
  • 24.04.17, 05:16
    No dobra, to jaka masz rade dla matki dziecka, ktore z owcow jest tylko i wylacznie jablka. A przeciez jak wiadomo owoce sa zdrowe (nie w nadmiarze). Jak zachecic i przekonac dziecko (bez zmuszania), zeby sprobowalo jakis inny owoc? Tak mnie ciekawi, bo mi ta sztuka nie udala sie przez 20 lat :-).

    --
    Internet... You start reading about sequoias and two hours later you know everything about Russian Revolution
  • 24.04.17, 08:46
    evee1 napisała:

    > No dobra, to jaka masz rade dla matki dziecka, ktore z owcow jest tylko i wylac
    > znie jablka. Tak mnie ciekawi, bo mi ta sztuka nie udala sie przez 20 lat :-).
    >
    Mam jedną skuteczną radę - odpuścić dziecku, czyli pozwolić mu jeść z owoców tylko jabłka. Nie ma żadnego obowiązku jedzenia WSZYSTKIEGO co powszechnie jest uważane za zdrowe.I jak widać na licznych przykładach osoby które tego nie robią jakoś nadal pozostają żywe i zdrowe :)
  • 24.04.17, 12:43
    No toż ja nie dręczę, tylko ponieważ według jatojagodnik moje dziecko nie mieści się w normie, bo odmawia próbowania większości produktów (z danej grupy) i ciekawa byłam czy ma jakąś radę, żeby go zachęcić :-). Zdrowy jest jak narazie, dziękujemy bardzo.

    --
    Internet... You start reading about sequoias and two hours later you know everything about Russian Revolution
  • 19.04.17, 16:18
    jatojagodnik napisała:

    > Skoro masz swoje preferencje, to znaczy, że spróbowałaś różnych potraw i wybrał
    > aś z nich to co Ci najbardziej odpowiada.

    Jasne, ale nie probowalam wszystkiego, bo wiele potraw odstrasznie mnie m.in skladem. Jako dziecko tez jadlam kilka potraw,ktore lubilam, kilka innych z wielkie bolem, a wielu nie jadlam.
    Tak naprawde zaczelam jesc to co lubie gdy przestalam byc dzieckiem i przygotowywalam sobie posilki samodzielnie, sama wybieralam skladniki, kupowalam, modyfikowalam.

    Problemem wątkodajki jest zaś to, że dzieci zafiksowały się na naleśnikach i suchej bułce i nie chcą nic więcej spróbować.

    Nie chca sprobowac co jest wynikiem okreslonego postepowania autorki watku. Jej nie odpowiadal zgnily kompromis gdy byli jeszcze razem, a jedzenie ojca,dziadkow i reszty ona nazywa 'normalnym'. Jak sama napisala, dajac im cos czego w jej diecie nie ma bo uwaza to za smieci ma poczucie ze dziala na ich niekorzysc i rujnuje ich zdrowie. Oprocz tego dochodza jeszcze argumenty etyczne. One nie lubia jej jedzenia, jednoczesnie slysza ze to co chca jesc jest niezdrowe, I nie powinny tego jesc. To sa dzieci, one nie potrafia sie przed czyms takim skutecznie bronic. TI jest realnych problem.


    Gdyby syn spróbował to ciasto dyniowe które upiekł i orzekł, że spodziew
    > ał się, że będzie smaczniejsze to podejrzewam, że nie było by problemu. Ale on
    > nie spróbował, więc nie wie, czy smakuje mu z dynią, czy buraczane, czy marchew
    > kowe. Nie ma porównania, więc nie ma preferencji.

    Nie sprobowal bo wiele osob nie probuje chocby ze wzgledu na sklad. Ja nie probuje wielu potraw, ktore robie dla dzieci i meza, bo nie odpowiada mi sklad. Wczoraj zrobilam zapiekanke z makaronu, szynki, brokulow, serow i beszamelu ale nie posmakowalam ze wzgledu na sery i beszamel.
    Mnie nie dziwi wiec ze nie chcial tego sprobowac.

    --
    Podwojne standardy jest to niesprawiedliwe stosowanie odmiennych zasad w podobnych do siebie sytuacjach.
  • 20.06.17, 21:08
    Prawda, znalazłam ten wątek i aż strasznie się go czyta, jad kulinarny ;)

    Przeraża mnie też tolerancja dla jedzenia śmieci....
  • 19.04.17, 15:31
    Nie zmusisz dzieci do jedzienia. Na tym polu jesteś z góry przegrana. Nie upieraj się więc przy konkretnej diecie, bo to bezcelowe. Twoje dzieci jedzą mocno ograniczoną paletę potraw, ale jedzą. Nie są chude, ani chore, wyniki mają w porządku. Poszerzanie diety przyjdzie z wiekiem. Sześciolatek może jeść trzy potrawy na krzyż. Znajdź mi piętnastolatka, który je tylko trzy potrawy. Dlatego zanim totalnie obrzydzisz dzieciom przyjemność jedzenia i wyprodukujesz anorektyków czy bulimików, pozwól im w końcu bez wysłuchiwania wyrzutów i wykładów jeść to, co chcą.
  • 19.04.17, 17:10
    Lepiej, aby dzieci na razie jadły mniej-więcej to, co im smakuje i co jedzą chętnie, niż aby stopniowo coraz bardziej odrzucało ich od jedzenia. Problem w tym, ze dzieci sa zazwyczaj dosyć konserwatywne, jeśli chodzi o nowe smaki. U Ciebie sytuację komplikuje jeszcze to, że u ojca jedza mięso, a u Ciebie nie. Prawdopodobnie zatem w domu ojca nie są aż tak bardzo wybredne, ale nie przepadają za potrawami wegetariańskimi. Jesli chodzi o pieczywo, to większość dzieci (nie wszystkie oczywiście) nie przepadają za ciemnym pieczywem, które ma bardzo wyrazisty smak, a dzieci mają więcej kubków smakowych.
  • 20.04.17, 00:31
    kiedys widzialam taki eksperyment z kilkulatkami - dano im calkowita swobode wyboru jedzenia: stol zastawiony czekolada i lodami, drugi miesem, trzeci roznymi kluskami etc. wiekszosc dzieci miala dosc dlugie okresy monojedzeniowe, np. przez tydzien, dwa wcinaly tylko czekolade, pozniej nagle przezucaly sie na kotlety i jadaly je do oporu. Jednak w dluzszym czasie kazde dziecko bilansowalo sobie produkty odzywcze, zadne sie nie zajadlo na smierc cukierkmi ;-).
    Dzieci czesto tak maja przez dluzszy czas lubia tylko jeden typ potraw, przez tydzien, dwa tylko pomidorowa a pozniej przez miesiac tylko nalesniki. I to nie tylko z jedzeniem tak maja, lubia te sama ksiazke czytana co wieczor, czy po raz setny chca ogladac te sama kreskowke. I wszystkie z tego w koncu wyrastaja.
    Daj dzieciom swobode niech jedza co chca, jest tyle ciekawszych rzeczy w zyciu niz rozkmininie jedzenia.
  • 27.04.17, 22:59
    Przecież Ty jesteś ortorektyczką!!! Aaaa, ratunku!!!
    Co zlego jest do jasnej ciasnej w naleśnikach?
    To niezdrowe (mleko, cukier, rafinowana mąka) - jakoś nie zabilo iluś pokoleń wstecz przez teoriami zdrowego odżywiania.

    --
    Aha, czyli savoir-vivre obowiązuje tylko stacjonarnie?
    (by taki-sobie-nick)
  • 21.06.17, 15:44
    Nie odpuszczaj! Wpajaj dzieciom zdrowe nawyki żywieniowe! Ale to wpajanie musi być delikatne i umiejętne. Przede wszystkim nie powinno się zbytnio koncentrować na jedzeniu bo też je się po to żeby żyć a nie odwrotnie ;) Pierwsza rada dla rodzica niejadka to zawsze - nie skupiaj się na jedzeniu. Bądź dobrym przykładem, w odpowiedniej chwili opowiadaj jak ważne jest jedzenie warzyw i jak trujące jest śmieciowe jedzenie. Jest wtedy jakaś szansa, że coś z tego im w głowach zostanie i wybiorą jednak właściwą drogę. Ja wiem, że jest to trudno, szczególnie że polskie społeczeństwo bardzo histerycznie podchodzi do diety i to co inni mają na talerzu budzi hejt i niezdrową fascynację. Ale siłą nikogo się nie nawróci, on musi chcieć SAM. Jeżeli dzieci nie zechcą przyjąć zdorwych nawyków żywieniowych to trudno, to nie jest Twoja porażka bo to nie jest tak, że tylko ty jedyna je kształtujesz, nie, wpływ ma ojciec, rodzina i znajomi, szkoła, przedszkole, nic na to nie poradzisz i najlepiej się z tym pogodzić.

    Ja jestem mamą niejadka ( już nastoletniego) w tej chwili zjada wyłącznie pełnoziarniste produkty zbożowe oraz żyto, z warzyw jada całkiem sporo - ogórki, marchewki, paprykę, rzodkiewkę, fasolkę, pieczarki, cukinię, prawie wszystkei owoce. Nie pija mleka krowiego z własnego wyboru ( bo ja nie mogę, za to sporo u nas napojów roślinnych, spróbował i stwierdził, że krowiego to on nie lubi za to roślinne jak najbardziej), mięso je bo lubi i potrzebuje ale to mięso jest zwykle duszone czy pieczone, smażeniny u nas nie ma. Jakiś kompromis jest jak widać. A to dzieki uporowi mojemu i konsekwencji bo jako dziecko chciał jeść wyłącznie białe bułki z masłem ;)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.