Dodaj do ulubionych

casus zony radnego pis

20.04.17, 15:58
Niedawo wyplynely wstrzasajce nagrania, w ktorych mozna posluchac jak pewien przykladny katolik, tradycjonalista rozumie tradycyjny model rodziny i jak nalezy traktowac zone kiedy w ten obraz idealnej rodziny nie chce sie wpisac. Jest szansa, ze pan psychopata, ktorego adwokat uznal, ze w ten sposob " prosil o milosci" zostanie jednak ukarany i w wieziennej celi nauczy sie manier a to ze pani to nagrala i upublicznila to chwala jej za to. Ale mnie zaskakauje dlaczego dopiero teraz??? Bo po raz pierwszy ta pani zostala skopana przez meza pare ładnych lat temu, jak karmila dziecko piersia. Ale nie odeszla wtedy bo chciala ratowac rodzine...tiaa...a potem znow chciala odejsc ale znow rodzina ja namowila zeby nie odchodzila...tiaa.. Czyli, ze co- pan sie wkurza- bo zona wrocila do domu nie o 16.15 tylko o 16.20 albo polozyla rzeczy na jego krzesle albo stanela na jego dywanie albo nie zdjela pajaka z sufitu- wiec potrafi ja wyzwac od szmat, ku..ew icw...i + skopac, popychac, zrzucac ze skarpy, bic i wymuszac wspolzycie- a Pani majac male dzieci jednak nie odchodzi bo..." chce ratowac rodzine". A kiedy o tym mowi rodzinie, kolezankom to oni mowia- oja tam, oj tam, skopal, pobil, wyzwal i zgwalcił ale daj spokoj, nie odchodz...O co w tym chodzi???
Edytor zaawansowany
  • 20.04.17, 16:49
    O PIERDOLONE katolickie wychowanie. Przecież mojego brata szwagierka musiała pocałować w rękę na ślubie.Działo się to w Piekarach Śląskich w Sanktuarium Maryjne, dopowiem dla niedowiarków.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • 20.04.17, 17:11
    tia... "musiała".. "w rękę".. i katolicy temu winni :D:D:D

    forum.gazeta.pl/forum/w,619,65276659,65276659,Calownaie_obraczek_pytanie_techniczne_.html
    forum.gazeta.pl/forum/w,619,42661676,42661676,Mily_gest_na_slubie_podczas_przysiegi_.html
    f.kafeteria.pl/temat/f13/pytanie-dotyczace-momentu-po-ktorym-nastapilo-zalozenie-obraczek-slubu-koscielne-p_4305339
    forum.abcslubu.pl/forum/plotki-ploteczki/bylam-na-weselu-i/474-calus-po-zalozeniu-obraczki
    www.deon.pl/slub/ceremonia-slubna/art,15,praktyczny-poradnik-planowanie-liturgii-slubnej.html
    wizaz.pl/forum/showthread.php?t=505731

    jak panna młoda coś "musiała" na ślubie, to spokojnie może się starać o uznanie ślubu za nieważny, bo zawarty pod przymusem i w stanie niedojrzałości do świadomego wyboru :P
  • 22.04.17, 11:51
    Nie przesadzaj. Ja też odebrałam katolickie wychowanie. Moja babcia zagorzała katoliczka powiedziała mi, że jeśli ktoś podniesie na mnie rękę, to mam wziąć pierwsze, co wpadnie mi w ręce i przyłożyć tak, żeby pożałował.

    U mnie w domu nikt nikogo nie bił po prostu, nie krzyczał, nie wyzywał, więc nie ma mowy żebym akceptowała jakiekolwiek z tych zachowań. Co ciekawe, mężczyźni w moim życiu tacy byli - nie krzyczeli, nie wyzywali, nie obrażali. Może już na poziomie podświadomym odrzucałam kolesi, którzy zdradzali nawet drobne przejawy chamstwa.
  • 22.04.17, 13:13
    CHwała twojej babci, sęk w tym, że to nie była rada w duchu katolickim po prostu.
    Duch katolicki to 'nadstawienie drugiego policzka' oraz 'niesienie z godnoscią swojego krzyża' ew światłe pouczenia, że można swoje cierpienie ofiarować za zbawienie dusz czyśćcowych.

    Katolicym, w jego wulgarnym i odhumanizowanym wydaniu, które jest silnie niestety związane z tradycyjną polską duchowością, sankcjonuje przemoc wobec słabszych, czyli głównie kobiet i dzieci.

    --
    - Kiedy zorientowałaś się, Pani, że jesteś Boginią?
    - Cóż, pewnego dnia modliłam się i nagle zrozumiałam, że mówię do siebie.
  • 24.04.17, 07:46
    Bene_gesserit .Nie wiem jaką masz orientację w sprawach "ducha katolickiego" , bo to trudno oceniać ;) ale prawa kanonicznego to nie znasz .Kosciół katolicki nie zmusza do nastawiania policzka w kazdej sytuacji , to uproszczenie biorące sie chyba z niewiedzy.
    KK daje mozliwość rozwiązania sytuacji (takiej jak opisana) poprzez separację.
    Przyczyny separacji (kan. 1151):
    1) niedochowanie wierności małżeńskiej (cudzołóstwo);
    2) poważne niebezpieczeństwo, którego źródłem jest współmałżonek, dla duszy i ciała drugiej strony;
    3) poważne niebezpieczeństwo pochodzące od jednego z małżonków dla potomstwa;
    4) zbyt trudne życie wspólne dla jednej ze stron spowodowane innymi przyczynami, pochodzącymi od współmałżonka.
    W Polsce separacja kościelna daje skutek takze w prawie w prawie cywilnym. . Separacja kościelna umożliwia wprowadzenie rozdzielnosci mieszkaniowej i majątkowej oraz zobowiązuje do płacenia alimentów na dzieci.
    No i jeszcze jedna sprawa
    Katolicym, w jego wulgarnym i odhumanizowanym wydaniu, które jest silnie nieste
    > ty związane z tradycyjną polską duchowością, sankcjonuje przemoc wobec słabszyc
    > h, czyli głównie kobiet i dzieci.

    A czy jakakolwiek religia ( bądź bycie nie religijnym) w wydaniu wulgarnym i odhumanizowanym nie sankcjonuje przemocy, zła ?
  • 24.04.17, 08:44
    boski_adonis napisał:

    > Bene_gesserit .Nie wiem jaką masz orientację w sprawach "ducha katolickiego" ,
    > bo to trudno oceniać ;) ale prawa kanonicznego to nie znasz .Kosciół katolic
    > ki nie zmusza do nastawiania policzka w kazdej sytuacji , to uproszczenie biorą
    > ce sie chyba z niewiedzy.

    A moze nie z niewiedzy tylko jednak z praktyki? Bo o tym, ze zona ma byc posluszna mezowi i ze ma niesc swoj krzyz co bylo przez lata spiewka plynaca z konfesjonalow( podobno juz nie jest ale to by musialy potwierdzic kobiety w przemocowych zwiazkach jakie dostawaly rady od ksiezy ) to rozumiem wynikalo z nieznajomosci prawa kanonicznego przez ksiezy?
  • 24.04.17, 12:50
    Drogi Boski, oczywiście teoretycznie masz rację, ale... Kobieta w takim sakramentalnym związku, jeśli traktuje poważnie przysięgę małżeńską składaną nie tyle przed księdzem, ale przed Bogiem, będzie się długo zastanawiała, czy to już jest przemoc, czy jest w niebezpieczeństwie. Uderzył, bo go sprowokowałam, szarpał, bo się upił, a ona nie powinna go w takim stanie zaczepiać (chcieć czegoś od niego), ma taką stresującą pracę, jest przemęczony, a ona tego nie docenia... Nikt nie jest doskonały, kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień, ona przecież też czasami się denerwuje. Rodzina to największa wartość. Największy grzech to rozwód. Największe nieszczęście dla dzieci, to rozbijanie rodziny.
    Niestety, ale narracja kościelna jest pełna frazesów o świętości rodziny, o powinnościach kobiety, taka jest prawda i nic tego nie zmieni. To nasi hierarchowie najgłośniej tępią straszliwego potwora gender, zakazują politykom podpisywania nowelizacji ustaw o przemocy, bo to oznacza wtrącanie się w sprawy rodziny, mogłabym przytoczyć konkretne komunikaty KEP w tej sprawie. No i naciski, żeby nie podpisywać konwencji stambulskiej. Kto, jeśli nie KK najbardziej się wtrąca w te sprawy? Nie pomaga, nie nawołuje z ambon, że największym grzechem jest przemoc i agresja??? Nie, największym grzechem, wymagającym aż stawiania bilbordów, jest współżycie przed ślubem. O, to dopiero zgroza. Przemoc w rodzinie??? Skąd, najwyżej w konkubinatach, o, tam na pewno. Dlaczego obecnie rządzący odbierają finansowanie organizacjom zwalczającym przemoc w rodzinie? Bo to nie w smak naszym hierarchom, to uderza w świętość rodziny, kobiety się emancypują, odchodzą od mężów, kto to widział??? Niech idą do poradni przykościelnej, tam na pewno uzyskają pomoc, cudownie odmienią mężów, wymodlą jego poprawę. Zawierzą swoje sprawy Bogu, to im pomoże.
    Jestem katoliczką, praktykującą, bardzo długo nie zdawałam sobie sprawy z tego, że nie jestem w burzliwym związku, gdzie facet z powodu wrodzonej nerwowości i stresującej pracy ciągle wybucha albo się obraża, ale że doznaję regularnej przemocy psychicznej. Dopiero uświadomienie i zgłębienie problemu (po kilkunastu latach małżeństwa) skłoniło mnie do poszukania informacji na temat prawa kanonicznego w tym zakresie. Wcześniej nawet nie szukałam, bo przecież przysięgałam "na dobre i na złe".
    No i co to za prawo, które ofierze i tak nie pozwala na normalne, szczęśliwe życie dla niej i jej dzieci, gdy po ucieczce i separacji spotka normalnego, kochającego i oddanego faceta? Samotność do końca życia za co? Za to, że zaufała, że pokochała, że wzięła w najlepszej wierze ślub kościelny i że miała pecha trafić na świetnie się ukrywającego psychopatę?
  • 24.04.17, 14:54
    Kościół przytuli mordercę czy sadystę ale nie rozwodnika. Jedna pani, co w latach 80tych ub wieku zatłukła kilkuletniego pasierba, odbyła karę itp., a potem została katechetką...

    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • 24.04.17, 19:57
    .. A polski Kościół ma szczególne serce do przytulania gwałcicieli i pedofilów.
    Juliusz Paetz, , który miał molestować kleryków i księży, mimo zakazów z samego Watykanu co do jego udziału w publicznych uroczystościach, współcelebrował mszę w ostatni Wielki Czwartek.

    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • 24.04.17, 20:07
    No to jest naprawde obrzydliwe, ze kościół sie na to godzi. ten facet powinien byc juz dawno wyrzucony z kościoła, wczesniej mógłby go Ew. psychiatra na obserwacji przebadać, w celu dostarczenia kolejnego argumentu na jego pozbycie sie.
  • 24.04.17, 20:13
    To jest arogancja i pycha polskiego Kościoła - Watykan parokrotnie wypowiedział się w tej sprawie, i to nie były tylko sugestie, ale wyraźne nakazy. Kumple Paetza i on sam mają to w nosie. Tak samo, jak krzywdę tych chłopaków, których molestował.

    --
    - Kiedy zorientowałaś się, Pani, że jesteś Boginią?
    - Cóż, pewnego dnia modliłam się i nagle zrozumiałam, że mówię do siebie.
  • 24.04.17, 20:16
    A co na to wierni? Cisza... To jest dopiero zatrważającą postawa. Nikt nie zauwazyk kto koncelebruje msze? Wszystkie owieczki bezmyślnie uczestniczyly we mszy nie reagując? Nezla hipokryzja i katolików i hierarchów kościelnych. Żenujące.
  • 25.04.17, 20:04
    WIesz, mechanizm dysonansu poznawczego pewnie działa.

    I może chodzi właśnie o to 'skoro koncelebruje taką ważną mszę publicznie, to może jednak nie jest winien?.
    Obrzydliwe to niemożliwie.

    --
    a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem, bo odrodzisz sie czlowiekiem'
  • 24.04.17, 19:50
    boski_adonis napisał:

    > Bene_gesserit .Nie wiem jaką masz orientację w sprawach "ducha katolickiego" ,
    > bo to trudno oceniać ;) ale prawa kanonicznego to nie znasz .

    Otrzymałam bardzo staranną katolicką edukację.

    Kosciół katolic
    > ki nie zmusza do nastawiania policzka w kazdej sytuacji , to uproszczenie biorą
    > ce sie chyba z niewiedzy.

    Nie dociekam, skąd. Sęk w tym, że wiele ofiar przemocy androny o 'nadstawianiu policzka' i 'niesieniu krzyza' slyszą od swoich spowiedników.

    > KK daje mozliwość rozwiązania sytuacji (takiej jak opisana) poprzez separację.
    > Przyczyny separacji (kan. 1151):
    > 1) niedochowanie wierności małżeńskiej (cudzołóstwo);
    > 2) poważne niebezpieczeństwo, którego źródłem jest współmałżonek, dla duszy i c
    > iała drugiej strony;
    > 3) poważne niebezpieczeństwo pochodzące od jednego z małżonków dla potomstwa;
    > 4) zbyt trudne życie wspólne dla jednej ze stron spowodowane innymi przyczynami
    > , pochodzącymi od współmałżonka.

    Bez obrazy, ale to pitolenie. To nie jest 'rozwiazanie problemu', bo gdzie ma się podziać uzależniona od męża ekonomicznie, słaba psychicznie i fizycznie kobieta z dwójką dzieci, która chce uciec od przemocowca? Zapewniam, że kościelna separacja to ostatnia rzecz, o którą się będzie martwić. Raczej o to, gdzie się podzieją, z czego będą żyli i czy pan i władca ich nie znajdzie i nie zatłucze na śmierć za bezczelność. Albo np nie spali, żeby nie odeszli jeszcze raz.

    > Katolicym, w jego wulgarnym i odhumanizowanym wydaniu, które jest silnie ni
    > este
    > > ty związane z tradycyjną polską duchowością, sankcjonuje przemoc wobec sł
    > abszyc
    > > h, czyli głównie kobiet i dzieci.

    > A czy jakakolwiek religia ( bądź bycie nie religijnym) w wydaniu wulgarnym i
    > odhumanizowanym nie sankcjonuje przemocy, zła ?

    Nie mam pojęcia. Do czego dążysz, bo nie rozumiem?


    --
    Socjologia kobiety a sprawa Jaxy.
  • 29.04.17, 14:14
    >Katolicym, w jego wulgarnym i odhumanizowanym wydaniu, które jest silnie niestety związane z tradycyjną polską duchowością, sankcjonuje przemoc wobec słabszych, czyli głównie kobiet i dzieci.

    to nie jest duchowość, tylko ludowość i pogaństwo
    (nie jestem katoliczką)
  • 29.04.17, 15:05
    Proponujesz spór o nazwę, a ja opisuję zjawisko. Związane z wyznaniem.

    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • 20.04.17, 17:07
    Czy ktoś przesłuchał te nagrania? Mnie szlag trafił i nie dałem rady. Zastanawia mnie to, że zwraca się do żony używając męskich form: ch*ju, cwe*u, peda*e - czyżby mówił o sobie?
  • 20.04.17, 17:20
    normalny czlowiek nie jest w stanie tego sluchac, ja tez przerwalam w polowie; co do inwektyw to wykorzystal po prostu wszystkie jakie istnieja- formy zenskie i meskie
  • 22.04.17, 13:21
    Jest taki pogląd w psychologii, że treści istotne, ale wyparte (czyli nieakceptowalne społecznie) wychodzą z człowieka bokiem - albo w żartach (nie wiem czy kojarzysz pewnego dziennikarza telewizyjnego, który żartuje sobie głównie z homoseksualizmu, seksu analnego, bliskości między dwoma mężczyznami itd) albo w przekleństwach właśnie.

    Jak uczy niedawna historia (celowe albo niechcące came-outy paru amerykańskich prawicowych i ultra-konserwatywnych polityków) 'świętsi od papieża' konserwatyści z modelową rodziną i gromadką dzieci, rozprawiający z podniesionym palcem o 'wartościach' itd mogą tym wszystkim przykrywać to, co ich w nich samych niepokoi. Czyli np własny homoseksualizm. Często takie osoby w swojej pracy społecznej koncentrują się na kwestii homoseksualności, oczywiście gromiąc 'grzeszników' (jak ten właśnie polityk) - bo oni po prostu lubią o tym myśleć, wyobrażać sobie, międlić to w myślach. Przesłuchałam część tego nagrania i fakt, że ten facet nazywał swoją _żonę_ czyli partnerkę seksualną właśnie 'cw...em', 'pedałem' czy 'chu...em' plus właśnie jego polityczne i społeczne zainteresowanie tematem jest imo dość jednoznaczny.

    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • 23.04.17, 10:58
    Bardzo mądre spostrzeżenie, ja odniosłam podobne wrażenie, i ten jego głos....ton, tembr głosu, zauważyłyście?
  • 23.04.17, 11:36
    Oprócz tego co napisałaś to dla mnie to czysty przykład projekcji. Pan wyrzuca z siebie tony gnoju, ale to co mówi odnosi się do niego samego. To ta wyparta i niezaakceptowana część siebie. Żona jest tu lustrem i "umożliwia" panu i władcy wylewanie nienawiści do samego siebie. Poza tym te fragmenty o podłożu sado-maso i uczynieniu z żony seksualnej niewolnicy i spluwaczki w jednym... to jest przerażające. Jak dla mnie mega kombo: mizogin + kryptogej + narcyz. Kobiecie oklaski za wyjście z układu, ale do kupy to będzie się składać długie lata.
  • 23.04.17, 15:08
    A ja myślę, że fakt, że ujawniła nagrania, a facet jest pewnego rodzaju modelowym przemocowcem (na zewnątrz wzorowy maż i ojciec, działacz polityczny, skrajnie prawicowy i katolicki) bardzo jej pomoże i poskłada się o wiele szybciej, niż gdyby odbywało się to po cichu. Oczywiście fakt nagłośnienia tego ma swoją cenę (i prawdopodobnie największą będą płacić dzieci), ale jej pomoże, bo pewnie już dostaje mnóstwo wsparcia i od kobiet, które są w takich związkach, i od tych, które z nich wyszły. Stała się - przejściową, ale jednak - ikoną walki z przemocą domową.

    --
    a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem, bo odrodzisz sie czlowiekiem'
  • 23.04.17, 15:08
    A ja myślę, że fakt, że ujawniła nagrania, a facet jest pewnego rodzaju modelowym przemocowcem (na zewnątrz wzorowy maż i ojciec, działacz polityczny, skrajnie prawicowy i katolicki) bardzo jej pomoże i poskłada się o wiele szybciej, niż gdyby odbywało się to po cichu. Oczywiście fakt nagłośnienia tego ma swoją cenę (i prawdopodobnie największą będą płacić dzieci), ale jej pomoże, bo pewnie już dostaje mnóstwo wsparcia i od kobiet, które są w takich związkach, i od tych, które z nich wyszły. Stała się - przejściową, ale jednak - ikoną walki z przemocą domową.

    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • 20.04.17, 17:11
    Chodzi o to jak funkcjonuje i jak myśli i jak działa ofiara przemocy, czego nie widzi, nie rozróżnia, dokładnie tak to wygląda przecież. Klasyczny schemat. Dlaczego dopiero teraz? Bo dopiero teraz. Może dopiero teraz dotarło do niej, a może dopiero teraz znalazła siłę i odwagę.
  • 20.04.17, 17:12
    Przemoc w związku i nieumiejętność odejścia od kata, to temat-rzeka. Dziesiątki, jeśli nie setki książek o tym napisano. Tak, maltretowane kobiety wbrew rozsądkowi chcą ratować swoje związki. Tak, te, które próbują odejść, spotykają się najczęściej z kompletnym niezrozumieniem ze strony otoczenia, które utwierdza je w przekonaniu, że pełna rodzina to podstawa, choćby i z przemocowcem. Myślę, że to kwestia wychowania, żeby nie napisać prania kobietom mózgów. Od małego uczy się nas, że kobieta ma być podporządkowana mężczyźnie, a jak niefortunnie trafi na skruwysyna pokroju tego kolesia z nagrania, to ma w ciszy i pokorze nieść swój krzyż i dup ludziom nie zawracać. Dlatego ja stawiam na edukowanie i uświadamianie w temacie tak dziewczynek, jak i chłopców. Od małego.
  • 20.04.17, 17:26
    No cóż patriarchat zbiera swoje żniwo. Ciekawy artykuł Wandy Sztander:

    www.psychologia.edu.pl/czytelnia/131-przemoc/1464-jak-wychowac-ofiare-wanda-sztander.html
  • 23.04.17, 15:10
    Bardzo dobry artykuł.
  • 20.04.17, 17:26
    Serio? No to ja sie wychowywalam chyba w jakiejs alternatywnej rzeczywistosci bo mnie nikt od malego nie uczyl by byc podporzadkowana mezczyznie i nie znalam takich kobiet w swoim otoczeniu poza jedna, ktora byla z przemocowcem ale nigdy zlego slowa nie niego nie pozwolila powiedziec. Nie byla katoliczka zreszta. A to, ze kobieta w konfesjonale uslyszy, ze ma niesc swoj krzyz jak ja maz leje to tez podobno juz dawno nie prawda ale w sumie nie wiem czy to prawda bo do glowy by mi nie przyszlo by sie spowiadac w instytucji, w ktorej msze celebruja panowi pokroju Petza a sprawy pedofili zamiata sie pod dywan. Jakos nie potrzebuje takich posrednikow zeby robic porzadki we wlasnym sumieniu.
  • 20.04.17, 17:51
    A mnie tak właśnie wychowywano, takoż moją matkę, a wcześniej moją babcię. Babcia i mama obie wylądowały w związkach przemocowych (siostry babci oraz siotra mamy to samo), a mnie tylko los (czytaj: druga babcia) uchronił przed przyjęciem oświadczyn mojego partnera (przemocowca w białych rękawiczkach). A byłam na bardzo dobrej drodze, żeby wpakować się w wielkie goowno. Mnie nikt w domu nie nauczył, że partner nie ma prawa dojebywać mi, bo podcięłam swoje własne włosy o 2 cm albo posmarowałam kromkę chleba z niewłaściwej strony. Zostałam wychowana tak, że w pierwszym poważnym związku przyjęłam takie zachowania partnera za normę. Matka nie bardzo mi pomagała mówiąc, że przecież mnie nie bije, ani na mnie nie krzyczy. A jak się na mnie obraziła, gdy z nim zerwałam! To jest właśnie pranie mózgu, o którym pisałam. Jestem pewna, że takie wychowanie, to nie jest jednostkowy przypadek.
  • 20.04.17, 18:11
    Ok, bylas tak wychowana a co w takim razie otworzylo Ci oczy, ze takie traktowanie nie jest normalne, ze pranie mozgu okazalo sie nieskuteczne?
  • 20.04.17, 18:46
    Pierwszą osobą była przyjaciółka. To ona zwróciła mi uwagę na to, co ja brałam za lekkie dziwactwa lub przyzwyczajenia partnera, a co było bardzo dobrze zakamuflowaną przemocą psychiczną. Potem wbrew zakazom matki zwierzyłam się mojej babci (teściowej mamy). I to ona była pierwsza, która z całego serca mnie poparła w próbach odejścia. Na matkę nie mogłam liczyć w ogóle, ona przyszłym zięciem była wprost zachwycona, ojciec z kolei był kompletnie moimi sprawami niezainteresowany. Gdyby nie babcia, zostałabym z tym wszystkim sama i wątpię, czy znalazłabym w sobie dość siły i odwagi, by zerwać.
  • 20.04.17, 21:38
    Ok, czyli tak naprawde wystarczyly dwie bliskie osoby, ktorym sie zwierzylas i ktore uswiadomily Ci w czym tkwisz. Mysle, ze wiekszosc tych kobiet ma w swoim otoczeniu osoby, ktore potrafia prawidlowo ocenic przemoc ale czesto mowi sie wlasnie o wstydzie. Ze one sie wstydza i podtrzymuja idealny wizerunek rodziny na zewnatrz i to sprawia, ze tkwia w tym latami.
  • 21.04.17, 01:49
    Tak, wystarczyły dwie osoby oraz fakt, że miałam 23 lata i żadnych dzieci, kredytu i innych więzów z panem. Odejście pod względem logistycznym (i tylko logistycznym) było naprawdę łatwe. Ale i tak do dziś, 15 lat później miewam koszmary senne związane z moim poprzednim związkiem. Mimo to uważam, że wywinęłam się tanim kosztem.
    Tak, wstyd potrafi kompletnie sparaliżować i zablokować jakiekolwiek działania. Tym bardziej, im bardziej udawało się przed sobą i całym światem, że wszystko jest w porządku. No i u tej konkretnej kobiety doszedł też na pewno niesamowity strach o siebie i dzieci. Sebalda pisała o groźbach zabicia, o zabraniu jej dzieci, którym poddawana była ta kobieta. Tym bardziej brawa dla niej, że odważyła się odejść i upublicznić sprawę.
  • 21.04.17, 08:00
    No ale mi wlasnie chodzi o te poczatki. Mloda kobieta, tuz po porodzie zostaje skopana przez męża. Czy serio majac odrobine rozsadku mozna uwierzyc, ze SKOPANIE to byl taki nic nie znaczacy epizodzik i jak gdyby nigdy nic kontynuowac malzenstwo i robic dobra mine do zlej gry? Czego dotyczy ten wstyd? Ja tego nie pojmuje. Czy w otoczeniu tej kobiety nie bylo nikogo komu mogla sie z tego zwierzyc i kto by jej doradzil co ma dalej robic? Dlaczego nie posluchala siostry, ktora ja namawiala na obdukcje wtedy? Po co jej bylo to 10 lat?
    No i ten stale powtarzany argument, ze bala sie, ze on jej zabierze dzieci. To jest absurd, nie ma takiej mozliwosci w Polsce zeby wydolnej wychowawczo matce, nawet takiej ktora aktualnie nie pracuje- zabrac malutkie dziecko.
  • 21.04.17, 10:53
    Wiesz, byłam kilka lat temu świadkiem sytuacji, kiedy moja przyjaciółka - wykształcona, wielkomiejska, młoda dziewczyna, w pierwszej ciąży - została popchnięta przez męża, bo go poprosiła, żeby umył miskę po mięsie. Popłakała, a potem od razu stwierdziła, że to jej wina, bo za dużo od niego wymaga.
    NIC mną tak nie wstrząsnęło.
  • 21.04.17, 11:53
    differentview napisała:
    >>No i ten stale powtarzany argument, ze bala sie, ze on jej zabierze dzieci. To jest absurd, nie ma takiej mozliwosci w Polsce zeby wydolnej wychowawczo matce, nawet takiej ktora aktualnie nie pracuje- zabrac malutkie dziecko.

    Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz. Nastawienie wielu sądów i placówek bardzo się zmieniło po tym, jak ojcowie nagłaśniali sprawy odbierania im dzieci. Teraz nikt z urzędu tego nie robi, jakiś czas temu skończyło się automatyczne pozostawianie dzieci matkom. Znam i osobiście, i z bardzo wiarygodnych źródeł kilka takich przypadków, w których przemocowiec dostał prawo opieki nad dziećmi, bo z żony zrobił chorą psychicznie histeryczkę i alkoholiczkę. Skala i umiejętność manipulacji takich psychopatów jest niewyobrażalna dla normalnego człowieka, też nie pojmuję, dlaczego przeszkolone osoby pracujące w odpowiednich instytucjach, z doświadczeniem, potrafią się tak dać zmanipulować, niemniej tak się dzieje i to wcale nie tak rzadko.
    Młoda, niedoświadczona kobieta tym bardziej nie jest dobrze zorientowana, zastraszona i sponiewierana nie myśli logicznie, nie zastanawia się, jakie są realne szanse odebrania jej dziecka.
    No i taki gad zawsze wmawia ofierze winę - bo Ty mnie sprowokowałaś! Tak kobieta zachodzi potem w głowę, co mogła zrobić inaczej, żeby go nie zdenerwować, może ona faktycznie ... można dopisać dowolne. Dodatkowo miesiąc miodowy po takim zachowaniu często przebiega naprawdę bajkowo - kobieta święcie wierzy, że on się zmieni. Kurcze, tyle jest na ten temat materiałów, to zostało tak dokładnie zbadane i opisane, a nadal niektórzy się dziwią i szukają w ofierze odpowiedzialności za swój los.
    Słabe jest też to, że nawet te konkretne służby często nie są dość dobrze przeszkolone i uwrażliwione na te wszystkie mechanizmy, że obiegowe opinie są podobne do tych, które prezentuje autorka wątku - coś musi być z taką ofiarą nie tak, że nic przez tyle lat nie zrobiła, może jej to w jakiś sposób odpowiadało, może czerpała z tego jakieś zyski, może jej było dobrze w roli ofiary, miała nad katem moralną wyższość - sama się prosiła :P
  • 21.04.17, 12:41
    sebalda napisała:

    > Dodatkowo miesiąc miodowy po takim
    > zachowaniu często przebiega naprawdę bajkowo - kobieta święcie wierzy, że on si
    > ę zmieni.

    jaki miesiac miodowy??? jakie swiecie wierzy???czy normalna kobieta po skopaniu i wyzwaniu od szmat pozwoli na jakis "miesiac miodowy"? amnezja pamieci ja dopada? to jest wlasnie ten chory mechanizm w ofiarach, nie chca widziec oczywistosci.

  • 21.04.17, 13:25
    differentview napisała:

    > jaki miesiac miodowy??? jakie swiecie wierzy???czy normalna kobieta po skopaniu
    > i wyzwaniu od szmat pozwoli na jakis "miesiac miodowy"? amnezja pamieci ja dop
    > ada? to jest wlasnie ten chory mechanizm w ofiarach, nie chca widziec oc
    > zywistosci.

    Masz nikłe pojęcie o temacie a stwierdzasz, że nie chcą widzieć
    Uważasz, że chcą być poniżane, poniewierane itd.?
    Może warto trochę pomyśleć zanim się z czymś takim wyskoczy nie mając podstawowej wiedzy jak funkcjonuje związek przemocowy

  • 21.04.17, 13:38
    Swiadomie nie chca a nieswiadomie robia wiele by nic sie nie zmienilo. Taki paradoks.
  • 21.04.17, 15:50
    Tak i to jest okrutny w skutkach paradoks, ale jest. I nie da się tego ogarnąć zwykłą ludzką logiką, wytłumaczyć, tak zwyczajnie zrozumieć. To nie jest tak, że "nieswiadomie robia wiele by nic sie nie zmienilo". Robią zdecydowanie za mało żeby cokolwiek zmienić. A dlaczego? Np. z bezradności, ze strachu i wielu innych powodów.
  • 22.04.17, 13:42
    Jezu, zamiast pitolić głupoty poczytaj najpierw o mechanizmach przemocy. Nie masz o tym bladego pojęcia, a wypowiadasz się w tym związku najobficiej.

    Masz naiwną perspektywę, zero wiedzy i dlatego nie jesteś w stanie skumać. Poczytaj najpierw, na litość boską, nawet jeśli to by oznaczało wygooglanie paru stron. Zero wysiłku, naprawdę.

    --
    Socjologia kobiety a sprawa Jaxy.
  • 21.04.17, 14:51
    differerntview napisała:
    j<<aki miesiac miodowy??? jakie swiecie wierzy???czy normalna kobieta po skopaniu i wyzwaniu od szmat pozwoli na jakis "miesiac miodowy"? amnezja pamieci ja dopada? to jest wlasnie ten chory mechanizm w ofiarach, nie chca widziec oczywistosci.

    Zjawisko miodowego miesiąca jest tak dokładnie zbadane i opisane, tak powszechne, a tu takie zdziwienie. Dotyczy kobiet każdej grupy społecznej, z każdego środowiska, powstało na ten temat bardzo wiele książek i filmów, ale nie - znowu zdziwienie i niewiara. Dla mnie na przykład brak instynktu macierzyńskiego jest dziwny, niezrozumiały, większość kobiet go odczuwa, sama mam bardzo silny, ale nie dziwię się, że są kobiety go pozbawione, takie, które świadomie rezygnują z macierzyństwa. Nie tylko się nie dziwię, ale nie oceniam, nie myślę, że to wstrętne egoistki myślące tylko o sobie i swojej wygodzie, nie wmawiam im niczego złego. Może do takiej nieoceniającej postawy potrzeba minimum empatii?
    Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że ludzie różnie reagują, że nie są wszyscy równie silni, pewni siebie i umiejący sobie radzić z podstępną, postępującą przemocą, która najpierw jest ukradkowa, obniża powoli i niepostrzeżenie poczucie swojej wartości u ofiary, wmawia winę za różne mniej lub bardziej ważne rzeczy, a z drugiej strony zalewa wielką, gwałtowną miłością w lepszych okresach (której każdy pragnie).
    Mój syn ma koleżankę (20 lat), która właśnie jest w takim związku, oboje z synem robimy wszystko, żeby jej uzmysłowić charakter tego związku, podsyłamy materiały, syn jej tłumaczy wszystko, a ona i tak, mimo że facet już raz ją popchnął i uderzył, tkwi w tym uparcie. Jest inteligentna, atrakcyjna, fajna. Wie, że w każdej chwili ją przygarniemy, uratujemy, ma zaplecze, nie jest niczym obciążona, a mimo to pragnienie bycia kochaną jest silniejsze niż rozsądek, niż instynkt samozachowawczy. Serce się kraje;(
  • 21.04.17, 15:08
    sebalda napisała:

    > Mój syn ma koleżankę (20 lat), która właśnie jest w takim związku, oboje z syne
    > m robimy wszystko, żeby jej uzmysłowić charakter tego związku, podsyłamy materi
    > ały, syn jej tłumaczy wszystko, a ona i tak, mimo że facet już raz ją popchnął
    > i uderzył, tkwi w tym uparcie. Jest inteligentna, atrakcyjna, fajna. Wie, że w
    > każdej chwili ją przygarniemy, uratujemy, ma zaplecze, nie jest niczym obciążon
    > a, a mimo to pragnienie bycia kochaną jest silniejsze niż rozsądek, niż instynk
    > t samozachowawczy. Serce się kraje;(

    Inaczej mówiąc swoją "pomocą" aktywnie wspieracie dziewczynę w "nieopuszczeniu" związku. Nagradzacie jej autodestrukcyjne zachowania. Nie bez przyczyny niektórzy terapeuci jako warunek rozpoczęcia terapii, stawiają wyprowadzkę od przemocowego rodzica/partnera. Oczywiście jeśli jest taka możliwość.
  • 21.04.17, 15:17
    gonzo_101 napisał:

    > Inaczej mówiąc swoją "pomocą" aktywnie wspieracie dziewczynę w "nieopuszczeniu"
    > związku. Nagradzacie jej autodestrukcyjne zachowania. Nie bez przyczyny niektó
    > rzy terapeuci jako warunek rozpoczęcia terapii, stawiają wyprowadzkę od przemoc
    > owego rodzica/partnera. Oczywiście jeśli jest taka możliwość.

    Przepraszam, ale kompletnie nie rozumiem tej kwestii? Uświadamiając i oferując pomoc szkodzimy? Oferując możliwość tej właśnie wyprowadzki i zamieszkania czasowo u nas? Czy Ci się coś nie pomyliło? Ofiary przemocy najbardziej potrzebują wsparcia i świadomości, że nie są same, że w razie czego mogą w każdej chwili wyjść i nie wrócić, że mają dokąd uciekać. Może pomyliło Ci się z alkoholikami, w przypadku których pomaganie przynosi odwrotny skutek, bo ponoć dopiero dotarcie do dna daje im szansę na odbicie się od niego. Sama znam taki przypadek. Z ofiarami jest jednak dokładnie odwrotnie. Nie od parady pierwszym krokiem dla ofiary jest opowiedzenie swojej historii i szukanie pomocy u bliskich osób.
  • 21.04.17, 15:36
    No dobra to może inaczej. Jakie korzystne efekty przyniosły do tej pory wasze działania? I czy dziewczyna pierwsza zwróciła się o pomoc, czy jednak to wy zaoferowaliście się pierwsi? Świadomość, że nie jest się samemu z problemem jest bardzo ważna, ALE. No i tu jest taki mały myk:) Sytuacja może przybrać dziwny obrót i już wyjaśniam: Facet leje dziewkę, ta przybiega do was, ale nie godzi się na "radykalne" kroki, otrzyma wsparcie - podładuje baterie i dalej leci do misia po kolejną porcję razów. I tak w kółko, a wy opadacie z sił, żeby w końcu przejrzała na oczy, no a ta uparcie nie chce.
  • 21.04.17, 15:48
    Wiesz, często dla osób z zewnątrz które widzą przemoc - sytuacja ofiary jest nie do pomyślenia. Ty wiesz, że można zdrowiej i lepiej, ale ofiara tego nie widzi, dla niej ta twoja wiedza jest ukryta. To co złe zna od podszewki, to część jej osobistej historii sięgającej nierzadko okresu dzieciństwa. "Lepszego" nie zna wcale, albo w znikomym stopniu. Tego trzeba się nauczyć, ponieść wysiłek związany ze zmianą, a na to nie ma sił lub chęci. Dlatego pomagaj jeśli cie o to poproszą, ale nie bezkrytycznie. Masz prawo i obowiązek "wymagać" od ofiary pewnych zachowań ograniczając ich szkodliwy wpływ na Ciebie. Bo w przeciwnym wypadku twój zrozumiały i ludzki odruch serca zostaje sprzeniewierzony. Dostrzegasz tę subtelność?
  • 21.04.17, 15:51
    gonzo_101 napisał:

    > No dobra to może inaczej. Jakie korzystne efekty przyniosły do tej pory wasze d
    > ziałania? I czy dziewczyna pierwsza zwróciła się o pomoc, czy jednak to wy zaof
    > erowaliście się pierwsi? Świadomość, że nie jest się samemu z problemem jest ba
    > rdzo ważna, ALE. No i tu jest taki mały myk:) Sytuacja może przybrać dziwny obr
    > ót i już wyjaśniam: Facet leje dziewkę, ta przybiega do was, ale nie godzi się
    > na "radykalne" kroki, otrzyma wsparcie - podładuje baterie i dalej leci do misi
    > a po kolejną porcję razów. I tak w kółko, a wy opadacie z sił, żeby w końcu prz
    > ejrzała na oczy, no a ta uparcie nie chce.

    Dziewczyna od lat się z gościem spotyka, niedawno się do niego przeprowadziła. Syn od początku go nie trawił, bo ona mówiła o jego atakach zazdrości i innych akcjach. Po przeprowadzce akcje się nasiliły, facet jest jeszcze bardziej zaborczy i toksyczny, dziewczyna opowiada o tym mojemu synowi.
    Co proponujesz: nie oferować pomocy? Ona jest 300 km od domu rodzinnego, sądzisz, że jeśli ona nie będzie miała się dokąd ewakuować po jego kolejnym ataku, to będzie lepiej? Jeśłi wyjdziemy z założenia, że nasza pomoc nic nie da, będzie lepiej? A może jednak da? Nigdy nie ma gwarancji, że nasza pomoc przyniesie rezultaty, ale to nie zwalnia nas z obowiązku oferowania tej pomocy.
    Wiele ofiar przemocy pozostaje w związku, bo nie ma dokąd uciec. Podstawą jest przyjazne zaplecze, miejsce, gdzie można się schronić. Będę się jednak przy tym upierać, choć oczywiście takie sytuacje, jakie opisujesz, też się zdarzają. A może taka dziewczyna raz wróci do misia, znowu mu ucieknie, znowu wróci, aż wreszcie za którymś razem powie definietywnie dość?
  • 21.04.17, 16:07
    Myślę, że dla ofiary ważne jest wiedzieć, że gdzieś tam są ludzie jej życzliwi, którzy pomogą. Nie uważam, by ta wiedza pogarszała jej sytuację czy utwierdzała w patologii. Sam fakt, że kobieta o tym mówi, całkiem nieźle rokuje, bo większość kobiet ukrywa fakt bycia ofiarą przemocy nawet przed najbliższymi (znowu ten wstyd). Oczywiście to ONA będzie musiała zrobić pierwszy krok, nikt jej nie porwie z nieudanego związku. I może być tak, że tego pierwszego kroku do odejścia nie zrobi nigdy.
    Sebaldo, ciekawi mnie, jaką rolę odgrywa twój syn? Jak bycie ramieniem do regularnego wypłakiwania żali na niego psychicznie wpływa? Co go łączy z tą kobietą? Uważajcie oboje, żeby sytuacja nie wymknęła się wam spod kontroli, żeby syn nie zaangażował się emocjonalnie w ratowanie dorosłej kobiety wbrew jej woli. Fajnie mieć przyjaciela, który zawsze wysłucha i zaoferuje pomoc, ale jakie koszty tego ponosi on sam? Pomyśleliście o tym, że przyjaciółka może wykorzystywać go do swoich celów?
  • 21.04.17, 16:14
    enith napisała:


    > Sebaldo, ciekawi mnie, jaką rolę odgrywa twój syn? Jak bycie ramieniem do regul
    > arnego wypłakiwania żali na niego psychicznie wpływa? Co go łączy z tą kobietą?
    > Uważajcie oboje, żeby sytuacja nie wymknęła się wam spod kontroli, żeby syn ni
    > e zaangażował się emocjonalnie w ratowanie dorosłej kobiety wbrew jej woli. Faj
    > nie mieć przyjaciela, który zawsze wysłucha i zaoferuje pomoc, ale jakie koszty
    > tego ponosi on sam? Pomyśleliście o tym, że przyjaciółka może wykorzystywać go
    > do swoich celów?

    Dziewczyna znana od wielu lat, teraz spotkali się parę razy, bo ona się przeprowadziła bliżej, za każdym razem chłopak oczywiście bombardował ją telefonami. Syn rzecz jasna się przejmuje, ale nie widzę, żeby go to jakoś obciążało. Nie jest tak emocjonalny jak ja ;) Ma swoją dziewczynę, na której jest mocno skupiony:) On nie rozdziera szat, gdy ona nie korzysta z jego rad, to bardziej ja się zamartwiam, bardzo przykro patrzeć, jak ktoś sobie tak niszczy życie.
  • 21.04.17, 16:21
    Tyle dobrze, bo zdarza się, że taka relacja ratownik - ofiara nabiera niezdrowych cech, ktoś kogoś wykorzystuje, ktoś ma nadzieję na coś więcej itp. Cieszę się, że to nie ten przypadek.
    Ty też się aż tak bardzo nie angażuj w to ratownictwo czy zamartwianie się. Zaoferowałaś wsparcie i pomoc, co dobrze o tobie świadczy. Ale skorzystać z tej pomocy będzie musiała ona. Nie zaprzątaj sobie głowy jej problemami, skoro nie masz na nic realnego wpływu.
  • 21.04.17, 16:34
    Syn ma bardzo tolerancyjną dziewczynę:)
  • 22.04.17, 10:59
    Przepraszam, Sebaldo, ale jak dla mnie Twój syn ratuje... swoją mamusię. To ty byłaś latami kobietą, która znajdywała tysiąc wymówek, by nie odejść od przemocowca. On sobie próbuje poradzić z własną traumą...
  • 22.04.17, 11:29
    kujawsko-pomorskie.onet.pl/zona-bydgoskiego-polityka-radzi-kobietom-jak-maz-katuje-to-trzeba-uciekac/q2vbt3g
  • 22.04.17, 11:43
    malvina-pe.pl/post/raz-jej-w-zeby-raz-jej-w-nos-piasecki-nagranie-pis
  • 21.04.17, 16:24
    Oby tak się stało. Pilnujcie kosztów które ponosicie. Dbajcie o siebie, by nie dać się wykorzystać. W moim otoczeniu była taka osoba. Tylko kiedy postawiono jej granice, i jasno powiedziano, że przemoc przemocą, ale zachowanie samej ofiary budzi złość/rozczarowanie i zachowuje się bardzo roszczeniowo to ta zmyła się momentalnie. Teraz przyssała się do innych znajomych i otrzymuje wsparcie oraz pieniądze. Dlatego ja bardzo dokładnie przyglądam się ofiarom. Bo współczucie to piękna sprawa tylko czasem to miecz obosieczny.
  • 21.04.17, 16:39
    Ja z kolei znam przypadek, gdzie ofiara wypłakiwała się regularnie przyjacielowi w rękaw, do tego nie szczędziła mu intymnych szczegółów swojego związku, z kolei przyjaciel usilnie próbował ją ratować, sam ewidentnie mając nadzieję na coś więcej. Sytuacja w cholerę niezdrowa. Dlatego warto się pilnować, żeby do tego nie doszło.
    A dziewczynę ma faktycznie wyrozumiałą :-)
  • 21.04.17, 15:57
    Zgadza się, niestety to bardzo często tak działa
  • 21.04.17, 11:59
    Napisałaś "bo mnie nikt od malego nie uczyl by byc podporzadkowana mezczyznie i nie znalam takich kobiet w swoim otoczeniu" właśnie dlatego możesz się uważać za szczęściarę. Miałaś zdrowe środowisko w którym się wychowałaś i pewne tematy nie "mieszczą" Ci się w głowie. I w sumie dobrze ominęło Cię "programowanie" na przyszłą ofiarę. Przeczytaj art. który podlinkowałem. Tam w wielkim skrócie masz wyjaśnione jak poprzez wychowanie za pomocą strachu i wstydu wyhodować przyszłą uległą i bierną ofiarę.
    "Czy serio majac odrobine rozsadku mozna uwierzyc, ze SKOPANIE to byl taki nic nie znaczacy epizodzik i jak gdyby nigdy nic kontynuowac malzenstwo i robic dobra mine do zlej gry?" - pracowanie latami na skrajnie niską samoocenę powoduje właśnie, że ofiara WIERZY, że tak wygląda związek, że nie zasługuje na nic więcej i to wszystko czego może oczekiwać od życia.
    A obawa o zabranie dzieci, jak sama piszesz jest absurdalna, ale to właśnie zaszczepiony w dzieciństwie lęk paraliżuje i uniemożliwia realną ocenę sytuacji. Już to tu kiedyś pisałem, że strach jest naturalną emocją, która chroni nas przed REALNYM zagrożeniem. Inaczej jest z lękiem. Lęk jest IRRACJONALNY i nie ma umocowania w rzeczywistości TU I TERAZ. Jest zaszczepiony przez rodziców, albo inne traumatyczne doświadczenia z przeszłości. Boimy się rzeczy które nie nastąpią, ale my wierzymy, że stanie się COŚ strasznego i tkwimy w bezruchu w niekorzystnej sytuacji. To fajnie wychodzi w terapii, jak ujawnia się ta irracjonalna/nierzeczywista strona lęku. Jak z pomocą terapeuty dokopujemy się do "rdzenia", czyli sytuacji z przeszłości która "wyposażyła" nas w ten lęk. Mogliśmy być świadkami jak tata awanturuje się/bije mamę, albo pijana matka próbuje odebrać sobie życie, lub nam ktoś z otoczenia robi krzywdę.... takich sytuacji jest całe mnóstwo. Aktualne wydarzenia tylko "reaktywują" nasz lęk, ale jego prawdziwe źródło jest w naszej przeszłości.
  • 21.04.17, 12:26
    Przeczytalam ten artykul- bardzo dobry. Ja wlasciwie znalam w swoim otoczeniu jeden przypadek kobiety w zwiazku z przemocowcem ale ona mimo ze byla regularnie bita i traktowana w ponizajacy sposob zawsze znajdywala wytlumaczenie dla meza, nie zyczyla sobie zadnej pomocy, reagowala agresja i pogarda gdy ktos probowal zainterweniowac a jak nie odpuszczal to zrywala kontakty i ta osoba stawala sie jej wrogiem. Dodatkowo miala kase, nie mieli dzieci i w kazdej chwili mogla odjesc bo miala mieszkanie po dziadkach. Wiec bywa roznie.
  • 21.04.17, 12:34
    Reagowanie agresją jest dość typowe zresztą. Nie może sprzeciwić się oprawcy więc całą nagromadzoną złość kieruje w stronę "bezpiecznej" osoby, która tylko chce pomóc (przeniesienie). Poza tym chroni swoją "rodzinę" przed niechcianą ingerencją z zewnątrz, aby nie zmienić status quo. Bo to co "złe" już zna, a to co dobre jest nieznane i budzi lęk właśnie.
  • 21.04.17, 12:42
    O tym pisze za kazdym razem w przypadku tematu ofiara- przemocowiec. Ze w ofierze dzialaja nieswiadome mechanizmy zeby za wszelka cene podtrzymac staus quo. A to nie ułatwia pomocy takiej osobie.
  • 21.04.17, 13:05
    Bo to ofiara ma szukać pomocy, ratunku dla siebie. Bez wewnętrznej motywacji do zmiany nikt nie będzie w stanie komuś takiemu pomóc. "Pomagaczowi" zależy bardziej niż samej ofierze, a powinno być odwrotnie. Stąd wiele prób ratowania kogoś kończy się źle i to ratownik staje się tym "złym". Trudno znieść widok przemocowej relacji, jeśli sprawa dotyczy kogoś z naszego otoczenia. Tak naprawdę jedyne co można w tej sytuacji zrobić to: zadbać o siebie i być przy tej osobie. Wyczekać "właściwy" moment kiedy ofiara będzie gotowa wyjść z relacji i wtedy pomóc. Wówczas nasz pomoc ma szansę na przyjęcie. Niestety bywa i tak, że nie doczekamy się tego "właściwego" momentu nigdy.
  • 21.04.17, 13:15
    Zgadzam sie. Ale w przypadku gdy jednak sa dzieci to ciezko patrzec jak za sprawa tatusia psychopaty i mamusi, ktora nie chce interewencji z zewnatrz i chce utrzymac status quo i chce "ratowac rodzine" i slepo wierzy w jakies kolejne "miesiace miodowe" i inne pie...ty razem niszcza psychike kolejnemu pokoleniu, dla ktorego uklad przemocowy bedzie matryca. Bledne kolo.
  • 21.04.17, 13:25
    Masz rację. Jeśli sprawa dotyczy tylko dorosłych jest "łatwiej". Dzieci nie zasługują na przemoc ze strony niedojrzałych rodziców. Myślę, że trzeba interweniować w sytuacji gdy dzieci obrywają za błędy rodziców i zgłaszać nawet anonimowo, przemoc domową.
  • 21.04.17, 13:36
    gonzo_101 napisał:

    > Masz rację. Jeśli sprawa dotyczy tylko dorosłych jest "łatwiej". Dzieci nie zas
    > ługują na przemoc ze strony niedojrzałych rodziców.

    Wejdź sobie do sąsiedniego wątku, a szczególnie zwracam uwagę na cytat: "nie ufam mu i boję się zostawić z nim dzieci, zwłaszcza syna. Zdażało się, że go popychał. Mój syn ma do mnie żal, że nic z tym nie robię, a ja czuję się bezsilna."
  • 21.04.17, 13:42
    Odpowiedziałem tam wątkodajce. Skoro zdecydowała się zwrócić o pomoc to już jest dobrze. Tylko jeszcze nie widzi, że zmiana na lepsze zależy do niej samej, a nie od męża tyrana.
  • 21.04.17, 17:59
    a jest możliwość żeby pie...ny psychopata którym ten pan jest dzieci wywiózł za granicę i urwał kontakt? Albo zabił je i ją? Bo tym też jej groził, kiedy powiedziała że nie da rady zabrać jej dzieci.
  • 20.04.17, 18:47
    Taaa.
    "Nie pije, nie bije, no cóż mężczyźni tacy są, wybuchowi, niecierpliwi, nie ma ludzi idealnych. A jakby tak przepijał całą pensję, awanturował się? To dopiero problem. Trzeba być wyrozumiałą, nie można być jędzą, za dużo wymagać, kobieta musi być spokojna, scalać dom, dbać o rodzinę, nie można być egoistką, trzeba dbać by mężczyzna chciał wracać do domu" Brrrr
  • 20.04.17, 18:03
    differentview napisała:

    > Serio? No to ja sie wychowywalam chyba w jakiejs alternatywnej rzeczywistosci b
    > o mnie nikt od malego nie uczyl by byc podporzadkowana mezczyznie i nie znalam
    > takich kobiet w swoim otoczeniu poza jedna, ktora byla z przemocowcem ale nigdy
    > zlego slowa nie niego nie pozwolila powiedziec. Nie byla katoliczka zreszta. A
    > to, ze kobieta w konfesjonale uslyszy, ze ma niesc swoj krzyz jak ja maz leje
    > to tez podobno juz dawno nie prawda ale w sumie nie wiem czy to prawda bo do gl
    > owy by mi nie przyszlo by sie spowiadac w instytucji, w ktorej msze celebruja p
    > anowi pokroju Petza a sprawy pedofili zamiata sie pod dywan. Jakos nie potrzebu
    > je takich posrednikow zeby robic porzadki we wlasnym sumieniu.

    No, brawo ty. Taka silna, dzielna, niezależna. Przyjmij do wiadomości, że są kobiety, które były wychowywane inaczej, które są zależne materialnie, słabe psychicznie i które nie mają kompletnie żadnego wsparcia. I może wtedy przestaniesz się napawać własną wspaniałością i produkować idiotyczne posty typu "och jak ona mogła, ja to bym dawno zrobiła z tym porządek".
  • 20.04.17, 18:42
    Komuś kto nie żył z przemocowcem trudno jest zrozumieć jak można żyć w takim związku, jak mozna to znosić i jak i jak i jak. Ba, trudno jest zrozumieć samych siebie osobom, które kiedyś żyły w takich związkach. Mechanizm jest bardzo złożony, tak jak napisała enith, ale na pewno wychowanie ma tu kluczowe znaczenie.
  • 20.04.17, 18:49
    szpil1 napisała:

    > No, brawo ty. Przyjmij do wiadomości, że...
    > I może wtedy przestaniesz
    > się napawać własną wspaniałością i produkować idiotyczne posty

    Ale zdajesz sobie sprawę z tego że właśnie taki jak tu zaprezentowałaś typ komentarza do czyjejś wypowiedzi jest typowy dla przemocowca?
  • 20.04.17, 19:51
    aqua48 napisała:

    > szpil1 napisała:
    >
    > > No, brawo ty. Przyjmij do wiadomości, że...
    > > I może wtedy przestaniesz
    > > się napawać własną wspaniałością i produkować idiotyczne posty
    >
    > Ale zdajesz sobie sprawę z tego że właśnie taki jak tu zaprezentowałaś typ kome
    > ntarza do czyjejś wypowiedzi jest typowy dla przemocowca?

    A niby dlaczego? Niezmiernie denerwują mnie paniusie typu differentview, które nie były nigdy w takiej sytuacji i z wyższością dziwują się swiatu jak Marceli szpak.
  • 21.04.17, 09:46
    szpil1 napisała:

    > > Ale zdajesz sobie sprawę z tego że właśnie taki jak tu zaprezentowałaś ty
    > p komentarza do czyjejś wypowiedzi jest typowy dla przemocowca?
    >
    > A niby dlaczego? Niezmiernie denerwują mnie paniusie typu differentview, które
    > nie były nigdy w takiej sytuacji i z wyższością dziwują się swiatu

    Dlatego że to bezwzględny atak na osobę w celu jej poniżenia, bo czegoś nie rozumie, nie zetknęła się. Ma prawo. Forum służy wymianie doświadczeń, a nie zjechania kogoś kto Cię denerwuje. Mnie akurat nie denerwuje, że ktoś nie rozumie jak działa przemocowiec. Dwie moje koleżanki po studiach, niegłupie, niebrzydkie, wyszły za takich. Świetnie wykształceni. Uroczych w kontaktach towarzyskich. Znakomicie manipulujący i kobietami i mężczyznami. Jeden bardzo, bardzo zamożny, na wysokim stanowisku - prezes. Pracownicy za nim przepadają i wpatrzeni są jak w obraz, w ogóle nie dopuszczają myśli, że on może się zachowywać inaczej. A żoną i dzieckiem przez wiele lat pomiatał. Strasznie jak wyszło na jaw dopiero podczas rozwodu. Żona starała się tylko "utrzymać rodzinę". Dla dobra dziecka. Które po dojściu do dorosłości uciekło z domu nie chce znać obojga rodziców i to dla niej jest szok. Że okazała się równie opresyjna jak ojciec. A chciała dobrze... i przecież to ona, poświęciła się dla dobra rodziny.
  • 21.04.17, 16:50
    aqua48 napisała:

    > Dlatego że to bezwzględny atak na osobę w celu jej poniżenia, bo czegoś nie roz
    > umie, nie zetknęła się. Ma prawo. Forum służy wymianie doświadczeń, a nie zjech
    > ania kogoś kto Cię denerwuje. Mnie akurat nie denerwuje, że ktoś nie rozumie ja
    > k działa przemocowiec.

    Taa, diffrentview wypisuje swoje kocopały w celu zrozumienia ofiar przemocy. Nie, ona się napawa własną wyjątkowością i przekonaniem, ze jej by się to nie przydarzyło, bo ona się nigdy nie zetknęła z wychowaniem dziewczynek na ofiary czy kobietami słabymi, pozbawionymi jakiegokolwiek wsparcia.

    Dwie moje koleżanki po studiach, niegłupie, niebrzydkie,
    > wyszły za takich. Świetnie wykształceni. Uroczych w kontaktach towarzyskich. Z
    > nakomicie manipulujący i kobietami i mężczyznami. Jeden bardzo, bardzo zamożny,
    > na wysokim stanowisku - prezes. Pracownicy za nim przepadają i wpatrzeni są ja
    > k w obraz, w ogóle nie dopuszczają myśli, że on może się zachowywać inaczej. A
    > żoną i dzieckiem przez wiele lat pomiatał. Strasznie jak wyszło na jaw dopiero
    > podczas rozwodu. Żona starała się tylko "utrzymać rodzinę". Dla dobra dziecka.
    > Które po dojściu do dorosłości uciekło z domu nie chce znać obojga rodziców i t
    > o dla niej jest szok. Że okazała się równie opresyjna jak ojciec. A chciała dob
    > rze... i przecież to ona, poświęciła się dla dobra rodziny.

    A co to ma do rzeczy?
  • 21.04.17, 10:56
    szpil1 napisała:

    > A niby dlaczego? Niezmiernie denerwują mnie paniusie typu differentview,

    Mogę dodać jeszcze, że meża-przemocowca też "niezmiernie denerwuje" jego żona. Taka paniusia która nic nie rozumie i wszystkiemu się dziwi.
  • 21.04.17, 11:08
    szpil1 napisała:

    > Niezmiernie denerwują mnie paniusie typu differentview, które
    > nie były nigdy w takiej sytuacji i z wyższością dziwują się swiatu jak Marceli
    > szpak.

    Nie wiem co konkretnie Cie denerwuje bo nawet jesli czegos nie rozumiem i sie dziwie to nie ma we mnie z tego powodu wyzszosci. Zrozumienie tych mechanizmow jest potrzebne przede wszystkim kobietom, ktore doswiadczaja przemocy wiec skad Twoja niechec ze ktos chce cos zrozumiec?
  • 21.04.17, 16:46
    differentview napisała:

    > szpil1 napisała:
    >
    > > Niezmiernie denerwują mnie paniusie typu differentview, które
    > > nie były nigdy w takiej sytuacji i z wyższością dziwują się swiatu jak Ma
    > rceli
    > > szpak.
    >

    Ty nie chcesz rozumieć. Ty po prostu chcesz pokazać, ze jesteś ta lepsza, bo ich nie rozumiesz.
    > Nie wiem co konkretnie Cie denerwuje bo nawet jesli czegos nie rozumiem i sie d
    > ziwie to nie ma we mnie z tego powodu wyzszosci. Zrozumienie tych mechanizmow j
    > est potrzebne przede wszystkim kobietom, ktore doswiadczaja przemocy wiec skad
    > Twoja niechec ze ktos chce cos zrozumiec?
  • 21.04.17, 16:44
    Differentview, z calym szacunkiem, ale ty jestes typowa egzemplifikacja strazniczki patrarchatu, przekonanej, ze wina lezy po stronie ofiary, bo przeciez sie na to godzila. Wlasnie przez takie osoby jak ty, survivors boja sie szukac pomocy, bo zawsze sie okaze, ze to z nimi jest cos nie tak.
    A dwa: Zajrzyj w siebie i zastanów sie, jakie poklady leku nosisz ukryte w swojej duszy, ze przy kazdej okazji omawiania kwestii przemocy czujesz potrzebe udowadnania ze ty jestes inna niz te glupie baby, i tobie by sie na pewno nie przydazylo nic takiego. Rozumiem, ze dzieki postawieniu sie po stronie agresora - ja jestem super, mam meskie cechy, a nie kobiece, wiec mi sie nie przydazy nic takiego co sie przydaza tym slabym kobietom, ktorymi pogardzam i po ktorych jade zeby poczuc sie silna i bezpieczna.


    --
    W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
    Wiedzmowo
  • 21.04.17, 16:47
    tully.makker napisała:


    > A dwa: Zajrzyj w siebie i zastanów sie, jakie poklady leku nosisz ukryte w swoj
    > ej duszy, ze przy kazdej okazji omawiania kwestii przemocy czujesz potrzebe udo
    > wadnania ze ty jestes inna niz te glupie baby, i tobie by sie na pewno nie przy
    > dazylo nic takiego. Rozumiem, ze dzieki postawieniu sie po stronie agresora - j
    > a jestem super, mam meskie cechy, a nie kobiece, wiec mi sie nie przydazy nic t
    > akiego co sie przydaza tym slabym kobietom, ktorymi pogardzam i po ktorych jade
    > zeby poczuc sie silna i bezpieczna.
    >
    >
    Mam dokładnie to samo wrażenie.
  • 21.04.17, 21:41
    tully.makker napisała:

    > Differentview, z calym szacunkiem, ale ty jestes typowa egzemplifikacja strazni
    > czki patrarchatu, przekonanej, ze wina lezy po stronie ofiary, bo przeciez sie
    > na to godzila. Wlasnie przez takie osoby jak ty, survivors boja sie szukac pomo
    > cy, bo zawsze sie okaze, ze to z nimi jest cos nie tak.
    > A dwa: Zajrzyj w siebie i zastanów sie, jakie poklady leku nosisz ukryte w swoj
    > ej duszy, ze przy kazdej okazji omawiania kwestii przemocy czujesz potrzebe udo
    > wadnania ze ty jestes inna niz te glupie baby, i tobie by sie na pewno nie przy
    > dazylo nic takiego. Rozumiem, ze dzieki postawieniu sie po stronie agresora - j
    > a jestem super, mam meskie cechy, a nie kobiece, wiec mi sie nie przydazy nic t
    > akiego co sie przydaza tym slabym kobietom, ktorymi pogardzam i po ktorych jade
    > zeby poczuc sie silna i bezpieczna.

    Dla mnie ostoja patriarchatu sa rodzice( rowniez matki) ktore wychowuja dziewczynki na przyszle ofiary przekazujac wartosci, ze podleglosc wobec mezczyzny jest pozadana, kobieca cecha. Poza tym ja nie przerzucam winy na ofiare bo chyba wyraznie napisalam, ze facet jest psychopata i zycze mu dlugiego pobytu w wiezieniu. Natomiast nie ulega watpliwosci, ze w ofierze zachodza mechanizmy, ktore najpierw ja w ta role wtlaczaja a potem nie pozwalaja sie wyrwac. One sa w niej- normalna kobieta po pierwszym sygnale ostrzegawczym straci zainteresowanie pojebem. Dopoki kobiety beda wybaczac skopanie i bede chcialy ratowac takie zwiazki, dopoty psychopaci bede mieli kogo maltretowac. I sorry ale ja nie uwazam bycia slaba ofiara za kobieca ceche. Cala reszta wywodu to twoje projekcje.
  • 22.04.17, 13:40
    Obojętnie od tego, co ci się wydaje, wiekszość ludzi - i to wcale nie zależy od płci - może się znależć w takiej sytuacji. Wystarczy, żeby się naraz złożyło parę sytuacji (fizyczna albo psychiczna izolacja od bliskich, zależność ekonomiczna, słabość fizyczna albo psychiczny dołek czy depresja itd), żeby wpaść w związek przemocowy, który trwa latami. A twoje mądrości typu "Dopoki kobiety beda wybaczac skopanie i bede chcialy ratowac takie zwiazki, dopoty psychopaci bede mieli kogo maltretowac" świadczą tyleż o zaawansowanym mizoginiźmie i/lub równie zaawansowanej ignorancji.

    --
    Socjologia kobiety a sprawa Jaxy.
  • 22.04.17, 22:09
    Że mogą się znaleźć to jasne, bo palanci się świetnie maskują. Że latami w tym tkwią i nie mogą uciec - to wygląda podobnie jak dokładanie to sypiącego się biznesu - człowiek już tyle zainwestował, że ciężko mu ten wkład materialny spisać na straty wiec emocjonalny tym bardziej. Ale czemu nie dają w długą za pierwszym razem jak oberwą - to jest dla mnie zagadka, bo przecież to jest totalny szok i najzimniejszy prysznic z możliwych...
    pozdr,
    mi
  • 22.04.17, 22:32
    Kilka różnych mechanizmów: wyparcie, oczywiście ('nic się nie stało', 'to jakiś przypadek', 'powiedział, że się zdenerwował i nigdy więcej to sie nie zdarzy', 'byl pijany i ja też', 'w sumie uderzył mnie niechcący' itd itd). I drugi - wyłączenie ośrodka krytycyzmu wobec ukochanych osób (udowodniono to badając bezpośrednio reakcje mózgu na pewne obrazy i sytuacje - możemy być ultrakrytyczni wobec całej ludzkości, a kiedy widzimy ukochaną/ego, ośrodek, odpowiedzialny w mózgu za ocenianie, osądzanie itd nagle się jakby wyłącza). I tak to się zaczyna.

    Udowodniono też, ze mechanizmy, które są niezależne od nas, najbardziej uzależniają - tak właśnie, bardzo mocno, uzależnia hazard, w którym najwięcej jest przypadku. Nie mówię oczywiście o uzależnieniu ofiary od przemocy, ale od 'miesiąca miodowego'.

    Poza tym przemocowiec nigdy nie zaczyna od łamania nosa, wywichnięcia barku, brutalnego gwałtu i kopania nerek. Przyczek w nos, parę nieprzyjemnych zdań, jakieś klepnięcie po twarzy, lekki, niby to żartobliwy kop w tyłek. Metoda powolnie gotowanej żaby - temperatura wzrasta co jakiś czas o jeden stopień, więc jest czas, żeby się przyzwyczaić. A potem już rządzi mechanizm przemocy i 'miesiąców miodowych'.

    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • 23.04.17, 08:54
    miedzymorze napisała:

    > Ale czemu nie dają w długą za pier
    > wszym razem jak oberwą - to jest dla mnie zagadka, bo przecież to jest totalny
    > szok i najzimniejszy prysznic z możliwych...

    Nie wiem, moze dlatego, ze ich matki obrywaly i nadal w tym tkwily? W koncu dziecko uczy sie obserwujac a to co wchlonie w dziecinstwie staje sie sposobem w jaki postrzega swiat? Zreszta ciekawe jest to co ktos tu wczesniej napisal, ze bycie silna psychicznie i nie wchodzaca w role ofiary to meskie cechy. To pokazuje ten kulturowy przekaz jakim nasiakaja kobiety, ktore boja sie zareagowac asertywnie i zdecydowanie bo to taka niekobiece. Kobiece jest za to wybaczanie skopania, bycie slaba i ulegla ofiara tuszujaca siniaki . Tak, sama kwintesencja kobiecosci, jak to mowi kk geniusz kobiecosci:/
  • 23.04.17, 13:19
    To ciekawe jak ten sam wpis może być różnie odebrany. Zupełnie nie widzę tego rzekomego czerpania przez ciebie satysfakcji i wyższości z cierpienia ofiar przemocy. Jak dla mnie, pytasz bo nie rozumiesz postępowania kobiet tkwiących w toksycznych układach. Fakt czasami może zbyt dosadnie i bezpardonowo, ale co złego jest w samym zadawaniu pytań? Jeśli kogoś to razi to niech napisze, że to go obraża i czuje się dotknięty samą formą pytania.
    Ilekroć w komentarzu widzę "no tak, bo ofiara sama sobie winna", to wiem że dyskusja zmierza na złe tory. Polecam wykreślić ze swojego słowniczka pojęć słowo "wina" czyjakolwiek i zastąpienie tego słowa odpowiedzialnością, szukaniem rozwiązań, pytaniem siebie co ja mogę zrobić w tej sytuacji. Co nam da wskazanie winnych, poczujemy się lepiej przez chwilę i dalej będziemy tkwić w ciemnej dup*e? Nie ma kata bez ofiary, to układ dwuosobowy. Ale jak to, szkalujesz ofiary, jesteś bez serca przecież to ON jej to robi. Naprawdę, TYLKO on, a może to ONA też sobie to robi? Wmawianie ofierze, że jaka to ona biedna i pokrzywdzona, odbiera jej siłę i wiarę do zmiany. Utwierdza tylko w jej bezradności i chorej zależności od oprawcy, bo co ona biedna może zrobić? Świetnie to pokazuje przykład żony radnego. Zwróćcie uwagę, że to kobieta podjęła wysiłek i wyszła z układu - nie przemocowy mąż. To ofiara wzięła odpowiedzialność za zmianę - nie mąż. To w końcu ofiara zwróciła się o pomoc - nie kat. Bo tak naprawdę to w mocy ofiary właśnie jest rozwiązanie sytuacji.
    Ta kobieta wzmocni się w terapii, będzie szukać ratunku, odbuduje swoje poczucie wartości - a mąż nadal pozostanie psycholem. Czyli zmiana zajdzie w niej nie w oprawcy. Mądre wspieranie to wsparcie bez użalania się, bez wskazywania palcem "winnych" i pokazanie, że moc do zmiany jest w samej ofierze. Ciężko jednak przebić się przez te szkodliwe przekonania o których piszesz: co jest kobiece ,a co już kobiece nie jest, rola matki polki wiecznej cierpiętnicy ma się dobrze.
    Pamiętam też jak tu na tym forum poruszyłaś tema związany z masochizmem psychicznym ofiary, nawet pani ekspert została zrugana przez forumki. A przecież to święte oburzenie to tylko obrona skostniałych wartości, przekonanie o "świętości" ofiary i szukanie winnych, wyssaliśmy z mlekiem naszych matek. Ale hołdując tym przekonaniom czynimy się tak naprawdę podatnymi na różne formy przemocy. Z ogromny wyczuciem pisze o tym M. Hirigoyen w "Molestowaniu moralnym". Jak to się dzieje, że jesteśmy podatni na to powolne "gotowanie żaby" i ignorujemy wszystkie "światełka ostrzegawcze" w naszej głowie.
  • 23.04.17, 13:43
    gonzo_101 napisał:
    >>Z ogromny wyczuciem pisze o tym M. Hirigoyen w "Molestowaniu moralnym". Jak to się dzieje, że jesteśmy podatni na to powolne "gotowanie żaby" i ignorujemy wszystkie "światełka ostrzegawcze" w naszej głowie.

    To ciekawe, czytałam Molestowanie moralne i kompletnie nie wyczytałam w nim, że ofiara ponosi odpowiedzialność za przemoc, jakiej doznaje.
    Different od lat stosuje wiktymizację wtórną, o której na pewno czytałeś. Jest różnica między użalaniem się nad ofiarą a wywyższaniem się nad nią, ciągłym zdziwieniem, że jak można tkwić w przemocy, że ta ofiara tak naprawdę lubi być maltretowana. Ofiary wcale nie chcą, by się nad nimi użalać, ale też bardzo dodatkowo cierpią, gdy ktoś tej przemocy zaprzecza, umniejsza ją, wyśmiewa i wmawia jej, że sama jest sobie winna. To właśnie jest wtórna wiktymizacja, przez którą często ofiary pozostają same i tym bardziej boją się ujawnić, przyznać do tego, co się dzieje w ich domach.
    Ofiarę może zrozumieć wyłącznie druga ofiara lub osoba naprawdę empatyczna. Charaktery ludzkie są tak różne, nie można innych oceniać wyłącznie swoją miarą - ja to bym nigdy, ja to zawsze.... Jak to łatwo napisać.
    Znam wiele ofiar przemocy i żadna z nich ani na to nie zasługuje, ani nie ponosi za nią winy, ani nawet odpowiedzialności. Losy każdej z nich są inne, inne uwarunkowania, inne charaktery. Niektóre z nich są wbrew pozorom silnymi, wspaniałymi kobietami, które miały pecha, były naiwne, bardzo pragnęły miłości, bo przemocowiec jak mało kto tę miłość umie okazać, długo potrafi się kamuflować.
    Słowa mogą bardzo ranić. Twój wpis o odpowiedzialności ofiary nie jest raniący, widać w nim, że jesteś bardzo oczytany w kwestiach przemocy, brakuje Ci jednak głębszego zrozumienia problemu, mimo to dobierasz tak słowa, żeby nie ranić. Z Differentview jest inaczej (nie w tym wątku akurat, może się trochę hamuje, bo wiele osób zwracało jej uwagę, że się wyżywa na ofiarach), ona wcześniej była naprawdę napastliwa i okrutna w swoich ocenach. Jeśli się nawet gardzi ofiarami, przy odrobinie empatii powinno się wiedzieć, że leżących się nie kopie. Nie spotkałam się nigdy z taką sytuacją, by czyjaś pogarda pomogła ofierze się ocknąć. Może warto to wziąć pod uwagę.
  • 23.04.17, 14:38
    sebalda napisała:

    > gonzo_101 napisał:
    > >>Z ogromny wyczuciem pisze o tym M. Hirigoyen w "Molestowaniu moralnym
    > ". Jak to się dzieje, że jesteśmy podatni na to powolne "gotowanie żaby" i igno
    > rujemy wszystkie "światełka ostrzegawcze" w naszej głowie.
    >
    > To ciekawe, czytałam Molestowanie moralne i kompletnie nie wyczytałam w nim, że
    > ofiara ponosi odpowiedzialność za przemoc, jakiej doznaje.

    To co napisałaś jest jak esencja tego o czym pisałem wyżej. To twoje przekonanie i w dodatku szkodliwe i fałszywe jednoczenie. Postaram się wyłuszczyć najdokładniej jak potrafię. Na wstępie rozdzielmy to za co ponosimy odpowiedzialność od tego co nie jest naszą odpowiedzialnością. Absolutnie bezsprzeczne dla mnie jest, że to sprawca przemocy ponosi odpowiedzialność za SWOJE przemocowe zachowanie. Przemoc sama w sobie NIE jest odpowiedzialnością ofiary. Po co brać na siebie cudzą odpowiedzialność? A co z naszą własną? Ano właśnie na ofierze też ciąży jej własna odpowiedzialność, ale za SIEBIE nie za kogoś. To odpowiedzialnością ofiary jest zadbanie o swoje bezpieczeństwo, godność i szacunek. Nikt za ofiarę tego nie zrobi. Prawdziwa moc do zmiany jest właśnie w ofierze nie w oprawcy. Odwracanie wzroku od naszej własnej odpowiedzialności za nasz dobrostan, czyni z nas swoją własna ofiarę. Tu już nie potrzeba nawet kata, ofiara sama dla siebie jest zagrożeniem i tego oprawcę znajdzie bez pudła w kolejnym związku.
    Co do "Molestowania" i masochizmu - strona 137. I nie jest to żadne potępienie ofiar tylko zwrócenie uwagi, że w naszej kulturze do rangi cnoty wręcz urasta poświęcanie się dla kogoś. Znoszenie najgorszych katuszy w imię wyższego dobra (bo robię to dla dzieci, bo rozwód to zło, gdybym tylko zrobiła to inaczej to on by mnie nie uderzył, to moja wina, Bóg mi wynagrodzi moje krzywdy itd.) do tego cała masa bzdur którymi nas karmią w domach: jestem do niczego, kto pokocha taką niedojdę, nic mi nie wychodzi, jestem głupia/leniwa/EGOISTYCZNA/wstaw dowolne. To wszystko kłamstwa i w dodatku TYLKO cudze opinie na nasz temat, a nie prawda o nas samych. I właśnie ten masochistyczny fragment naszej osobowości, wypielęgnowany w toku wychowania, czyni nas podatnymi na przemoc i trwanie w niej przez lata.
  • 23.04.17, 15:37
    gonzo_101 napisał:

    > Ano właśnie na ofierze też cią
    > ży jej własna odpowiedzialność, ale za SIEBIE nie za kogoś. To odpowiedzialnośc
    > ią ofiary jest zadbanie o swoje bezpieczeństwo, godność i szacunek. Nikt za ofi
    > arę tego nie zrobi. Prawdziwa moc do zmiany jest właśnie w ofierze nie w oprawc
    > y. Odwracanie wzroku od naszej własnej odpowiedzialności za nasz dobrostan, czy
    > ni z nas swoją własna ofiarę.

    Otoz to.
  • 24.04.17, 16:00
    Także podpisuję się pod postem gonzo_101, i także nie widzę we wpisach diffrentview poczucia wyższości wobec innych kobiet.
    "sprawca przemocy ponosi odpowiedzialność za SWOJE przemocowe zachowanie. Przemoc sama w sobie NIE jest odpowiedzialnością ofiary. Po co brać na siebie cudzą odpowiedzialność? A co z naszą własną? Ano właśnie na ofierze też ciąży jej własna odpowiedzialność, ale za SIEBIE nie za kogoś. To odpowiedzialnością ofiary jest zadbanie o swoje bezpieczeństwo, godność i szacunek." Tego należałoby uczyć dzieci, a dziewczynki w szczególności, od małego, a wpaja im się zupełnie inne wzorce, czasem werbalnie "uczy się niezależności" ale swoim życiem pokazuje coś kompletnie odwrotnego.
    Osoby wchodzące w rolę ofiary często uważają, że skoro one nie zachowują się brutalnie, nie używają np. wyzwisk czy obraźliwych określeń, same trzymają pewną klasę w zachowaniu to są w porządku, w tym sensie pewnie sądzą, że tak wyraża się ich odpowiedzialność, ale to jest wąsko pojęte, powierzchowne. Umyka im jakoś faktyczna odpowiedzialność za to, że w codziennym życiu ich godność, wartość, dobro, często zdrowie, a bywa, że nawet życie nie są szanowane (włącza się tu pewnie jakiś, ha, ha nomen omen, mechanizm obronny). Temat jest bardzo skomplikowany i mający wiele aspektów, ale uświadomienie sobie tej podstawowej kwestii - odpowiedzialności za siebie - jest kluczem i czymś, co naprawdę może pomóc (poza pomocą doraźną, materialną czy zapewnieniem bezpiecznego miejsca na jakiś czas). Kobiety bardzo często dopiero, gdy zagrożone jest bezpieczeństwo ich dzieci, zaczynają podejmować jakiekolwiek realne działania, mające prowadzić do zmiany (to także przecież nie jest odpowiedzialność za siebie, chyba że za swoje geny;). To temat dla naukowców wielu specjalności, by dojść, czemu tak jest.

    Skupienie się na byciu ofiarą może prowadzić też do tego, że osoby te, gdy już nawet odseparują się czy uwolnią od sprawcy, cały czas mają ogromne problemy z dorosłym życiem, oczekują od kogoś z zewnątrz pomocy w takiej czy innej formie, w każdym razie nie są w stanie funkcjonować samodzielnie czy samotnie (to dwie różne rzeczy - czasem są to osoby niezaradne życiowo, a czasem wykształcone, niezależne materialnie, świetnie radzące sobie w sferze zawodowej)- co zaobserwowałam współpracując kiedyś z fundacją wspierającą ofiary przemocy (odchodzi się także, o ile wiem, w literaturze od podkreślania aspektu bierności, który tkwi w nazywaniu kogoś ofiarą i stosuje się określenie survivor- osoba, która ocalała). Oczywiście nie dotyczy to wszystkich szukających pomocy i to co piszę, w żadnym razie nie zwalnia przemocowców z ich odpowiedzialności za słowa, czyny czy styl relacji z drugą osobą, ale tu już powtarzam, co gonzo_101 wcześniej mądrze napisał.

    ps. co oferują organizacje pozarządowe i co oferuje, a raczej czego nie oferują państwo czy służby powołane do pomocy to całkiem odrębny temat

    --
    "Nie ma obcych krajów. Jest tylko podróżny, który jest obcy." (Robert Louis Stevenson)
  • 25.04.17, 13:01
    focus35 napisała:

    > Także podpisuję się pod postem gonzo_101, i także nie widzę we wpisach diffrent
    > view poczucia wyższości wobec innych kobiet.

    Może żeby była jasność: nie oceniam Different po tym jednym wątku. To jej konik: wykazanie ofiarom przemocy, że są głupie albo wręcz przeciwnie: sprytne, bo czerpią korzyści z pozostawania w przemocy. Było o tym bardzo wiele wątków, żadna, słownie żadna ofiara nie jest godna współczucia, według Diff, bo ZAWSZE jest sobie sama winna, bo Diff, to by nigdy nie dała się w coś takiego wrobić, więc WSZYSTKIE kobiety też powinny być silne i mądre jak ona. Były podawane przykłady skrajnie zastraszonych kobiet w sytuacji bez wyjścia - NIC nie usprawiedliwia pozostawania w takim związku i kropka.
    Dodatkowo sama doznałam z jej strony wiele hejtu, jestem jednak niepoprawną optymistką i nadal próbuję dotrzeć do tego rodzaju osób z przekazem, że obwinianie ofiar, wmawianie im czerpania korzyści lub wręcz masochistycznej przyjemności z bycia ofiarą jest zagraniem obrzydliwym, typową wiktymizacją wtórą i nigdy nie pomoże żadnej ofierze, może ją jedynie dodatkowo wpędzić w i tak już przeogromne poczucie winy, jeśli jest nie dość odporna. Tyle w temacie postawy Diff.
  • 24.04.17, 16:18
    Zgadzam się. Oprawca jest odpowiedzialny za przemoc. Ofiara jest odpowiedzialna za siebie, swoje życie, decyzje, znajdywanie setek uzasadnień dla pozostawania w przemocowym związku.
  • 24.04.17, 16:27
    antoninanana napisała:

    > Zgadzam się. Oprawca jest odpowiedzialny za przemoc. Ofiara jest odpowiedzialna
    > za siebie, swoje życie, decyzje, znajdywanie setek uzasadnień dla pozostawania
    > w przemocowym związku.

    Rozumiem, że twierdzisz tak, bo sama byłaś w takim związku? Znasz to z autopsji? Czy tak tylko piszesz, bo to logiczne i takie proste? Jak łatwo osądzać, wiedzieć lepiej, jak łatwo się wymądrzać. Jak jednak trudno pomyśleć, co naprawdę czuje ofiara, gdy czyta takie słowa. Ona i tak ma już zerową samoocenę, ale dokopmy jej jeszcze, to na pewno pomoże jej się podnieść.
  • 24.04.17, 20:26
    Sebaldo ja wiem, jesteś ekspertem. Nie tylko znasz temat z autopsji, ale jesteś mistrzynią w wynajdywaniu argumentów na rzecz ofiar. Szantaże emocjonalne i zamykanie nimi ust, jakie stosujesz w dyskusjach, nie są jednak wg mnie działaniem dla ich dobra. Ofiara przemocy musi uznać swoją odpowiedzialność za swoje życie, by móc zrobić pierwszy krok. Pani Piasecka to właśnie zrobiła.
  • 24.04.17, 19:46
    Czyli ofiara długoletniej przemocy powinna wziąć się w garść, obetrzeć krew i smarki i zmienić swoje życie, czyż nie?
    Jakbyś tak konkretnie, dużymi literami wyjaśniła, czemu ma służyć podkreślanie, że 'ofiara jest odpowiedzialna za siebie, swoje życie i decyzje oraz znajdowania setek uzasadnień'. Proszę.

    --
    Socjologia kobiety a sprawa Jaxy.
  • 24.04.17, 20:22
    Ofiara wieloletniej przemocy miała jakiś swój start, czyż nie? Miała milion sytuacji,w których nie zdecydowała się odejść. Ale ja nie o tym akurat pisałam.
    Raczej o tym, że ofiara jest CZŁOWIEKIEM. Dorosłym. Odpowiada za swoje życie. Nie wszystko da się zrzucić na przemocowca.
    Bardzo trudno jest uznać swoją winę w zniszczeniu sobie życia.
  • 24.04.17, 21:49
    A czego się nie da zrzucić na przemocowca? Jakbyś tak mogła mniej ogólnie, a bardziej szczegółowo.

    --
    - Kiedy zorientowałaś się, Pani, że jesteś Boginią?
    - Cóż, pewnego dnia modliłam się i nagle zrozumiałam, że mówię do siebie.
  • 25.04.17, 05:57
    Przecież piszę: odpowiedzialności za własne życie.

    "niektóre ofiary przemocy w rodzinie - mimo ogromnych szkód - mają też ze strony sprawcy korzyści, na które czekają. Te kwiaty, poranne świeże bułeczki, robione przez niego prania i gotowania. Przeprosiny i obietnice, kara i nagroda - odwieczny problem psychologiczny. (...) czeka na dobre dni, chce czuć się adorowana i kochana. (...) Ona nie chce zobaczyć prawdy, boi się z nią zmierzyć, nie chce stracić tego, co mąż jej daje - złudzenia, że jest najważniejszą kobietą w jego życiu. www.psychologia.edu.pl/czytelnia/62-wiat-problemow/890-czego-potrzebuje-ofiara-przemocy.html
  • 25.04.17, 20:02
    Ależ cytat nie dotyczy 'zrzucania odpowiedzialności za własne życie', ale mechanizmu 'miesiąca miodowego'.



    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • 20.04.17, 18:44
    Bo najpierw rzeczywiście myślała, że się zmieni, a potem jej było wstyd. Im dłużej się nie przyznawała, tym bardziej jej było wstyd, bo oczekiwała właśnie pytania "Ale dlaczego dopiero teraz?" i wiedziała, że nie będzie na nie umiała odpowiedzieć.

    Nie ma co pytać, czemu tak późno, trzeba głośno bić brawo, że potrafiła.

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • 20.04.17, 19:35
    Dokladnie tak. Szkoda ze późno, ale dobrze ze tego bezczelnego gnoja nagrala kilka razy i w postaci długich nagrań. To ze ona go tyle czasu znosila w formie takich mega wulgarnych zachowan, świadczy o tym, ze ta dziewczyna byla calkowicie pod jego wpływem, bez prawa do zabrania glosu. Nagrania sa porażające :( Biedne córeczki.
  • 20.04.17, 20:28
    m.newsweek.pl/polska/spoleczenstwo/radny-pis-rafal-piasecki-znecal-sie-nad-zona-sa-nagrania-,artykuly,409080,1.html
  • 20.04.17, 21:40
    Jak najbardziej naleza jej sie brawa za publiczne ujawnienie co kryje sie czesto pod tradycyjnym, patriarchalnym, katolickim modelem rodziny.
  • 20.04.17, 19:42
    Stara jesteś i nadal głupia. Czas nadrobić zaległości i przeczytać podstawy o dynamice związków przemocowych, kto i dlaczego się w nie wikła itd.
  • 20.04.17, 20:09
    Przed chwilą w Faktach ta kobieta mówiła, że on jej groził. Mówił, że jak odejdzie, to ja znajdzie wszędzie i zabije. Straszył też, że zabierze jej dzieci. Facet miał stanowisko i wpływy, pewnie był szanowanym obywatelem, świetnie się kamuflowal, bała się, że nikt jej nie uwierzy, on ją zniszczy i faktycznie odbierze dzieci.
    Ciekawie o przemocy domowej mówi serial Wielkie klamstewka. Ostatnio też była gwiazda Spice girls opowiedziała, jak były mąż się nad nią znecal. To może spotkać niemal każdą kobietę, z każdego środowiska, przyczyn bywa wiele...
  • 20.04.17, 20:22
    Tym większe czuję uznanie, że się odważyła. Zwłaszcza, że pamiętając o tej kobiecie, którą były mąż prawie zabił pomimo, że była uprzedzona i zadzwoniła na policję, to nie walczyła z irracjonalnym lękiem.

    I to wcale nie jest taka słaba, naiwna dziewczyna, jakby się mogło wydawać. To nagranie jest mądre - nie wycinała ciszy, więc nikt nie zarzuci, że nagranie jest manipulowane. Być może przeceniam jej zdecydowanie i siłę, ale wydaje mi się, że pamiętała, że jest nagrywana i przynajmniej częściowo świadomie pokazała, że żadna jej reakcja - ani stanowcza, ani uległa - nie uspokaja przemocowca.

    Była w trudnej sytuacji, bo nie mogła tak po prostu uciec i ryzykować, że ch... ostatni dostanie opiekę nad dziećmi. Musiała pozbierać takie dowody, żeby ani zipnął. I pozbierała.

    Trzymam kciuki, żeby wszystko poszło po jej myśli.

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • 20.04.17, 22:27
    Mam nadzieje ze jej przyklad pomoze innym kobietom.
  • 21.04.17, 08:34
    To proste, skoro co dzień słyszy, ze do niczego się nie nadaje, że bez niego nie da rady nawet nosa wytrzeć, a na dodatek matka załamuje ręce i mówi: jak ty dziecko dasz sobie sama radę z niemowlakiem, z czego będziesz żyć, gdzie mieszkać a na policji słyszy: pani, gorsze rzeczy już tu widzieliśmy, spróbuj spokojnie porozmawiać z mężem, zamiast przyjąć zgłoszenie. Wymieniać dalej?
  • 21.04.17, 09:31
    A mowisz to z doswiadczenia czy tak Ci sie wydaje ze by bylo? Bo akurat siostra tej pani namawiala ja na obdukcje i zgloszenie sprawy na policje a skopanie karmiacej kobiety zgloszone na policji chyba nie moze byc w ten sposob zbagatelizowane? Poza tym dziala niebieska linia, organizacje oferujace pomoc psychologiczna/ prawana kobietom doswiadczajacym przemocy- wiec nie jest tak jak to przedstawiasz- ze tylko matnia i znikad pomocy.
  • 21.04.17, 09:51
    differentview napisała:

    >nie jest tak jak to przeds
    > tawiasz- ze tylko matnia i znikad pomocy.

    Dla kobiety w takiej sytuacji to jest właśnie matnia a sięgnięcie po pomoc jest niesłychanie trudne, bo przemocowiec bardzo skutecznie robi jej wodę z mózgu i uzależnia od siebie.
  • 21.04.17, 10:05
    Znam temat, nie tylko z doświadczenia, a policja może wszystko, może równie dobrze przyjechać na zgłoszenie pobitej kobiety i powiedzieć że może była dla męża opryskliwa, a przecież siniaków nie widać a pan spokojny już i nie pijany... Niebieska linia? A jak ci się wydaje co się dzieje po takim telefonie? Niebieska karta? Spróbuj ją założyć. Często jest to matnia i brak pomocy, często jest to uzależnienie od partnera, również emocjonalne.
    Poczytaj sobie o schematach w jakich działają oprawcy. W jaki sposób uzależniają od siebie.
  • 21.04.17, 11:41
    nie zaoominajcie ze ten skur..el byl czlonkeim partii która od 1,5 roku jest zupelnie bezkarna , jej czlonkowie moga nawet kogos zabic a minister wujek Zbysio wszystko wyciszy

    ja naparwde nie dziwie sie ze ona mogla byc absolutnie pewna ze ON WSZYSTKO MOŻE , a jesli nawet nie to WSZYSTKO mogą jego kumple z partii

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • 21.04.17, 11:43
    Po skopaniu raczej masz slady na ciele. A co wg Ciebie dziala nie tak z niebieska karta?
  • 21.04.17, 12:01
    differentview napisała:

    > Po skopaniu raczej masz slady na ciele.

    A nie słyszałaś wczorajszej wypowiedzi w TV pani z fundacji, która mówiła, że inteligentni przemocowcy potrafią tak bić aby śladów nie było?
  • 21.04.17, 13:02
    ponoć policjanci i zolnierze uczą sie czegos takeigo :(

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • 21.04.17, 13:04
    mozambique napisała:

    > ponoć policjanci i zolnierze uczą sie czegos takeigo :(

    Przemocowy mąż policjant to najgorsze zło.. Koledzy chronią pana...
  • 21.04.17, 12:32
    <<<dziala niebieska linia, organizacje oferujace pomoc psychologiczna/ prawana kobietom doswiadczajacym przemocy- wiec nie jest tak jak to przedstawiasz- ze tylko matnia i znikad pomocy. >>> Obawiam się , że twoja wiedza jest mocno dziurawa.
    Tak się świetnie złożyło , że doskonale znam temat " P O M O C Y " osobom w trudnych sytuacjach. CPK niebieskalinia przestały być dofinansowywane , zlikwidowano wiele punktów pomocowych .
  • 21.04.17, 12:39
    Państwo opiekuńcze pełną gębą, niech ich szlag... Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy też nie może być ratyfikowana bo zły GENDER. No ręce opadają.
  • 21.04.17, 17:54
    a co działa? Od 2013 państwo Piaseccy mieli założoną niebieską kartę i co to pomogło?
  • 21.04.17, 19:16
    Hm .. skoro pan P. był przedstawicielem samorządu lokalnego , któremu komendant Policji strzela obcasami .. zgodnie z zasadą kruk krukowi # łba nie urwie . Rasa Panów wspiera swoich wyznawców. :(( Znałam wiele żon milicjantów i oficerów WP.. szarpanina trwała latami. Biorąc pod uwagę realia podziwiam żonę tego knura , że tak dobrze przygotowała swoje zaplecze dowodowe . Jestem ogromnie ciekawa jaki będzie skutek obietnic Jakiego ! ! W normalnych warunkach system Niebieskiej Karty działa, trwa monitoring w OPS.
  • 21.04.17, 19:18
    Wczesniej nie narzekala,jak zobaczyla, ze w mediach jest nagonka na PiS, postanowila ujawnic nagranie sprzed 11 lat! Czy ktos z was trzyma tak dlugo nagrania na telefonie?

    --
    "Są ludzie, niedźwiedziowie i wilcy"
  • 21.04.17, 19:35
    Skad wiadomo, że to nagranie sprzed 11 lat? Coś mi umknęło? Rozumiem, że podważasz jej wiarygodność, właśnie przez takie osoby jak Ty, ofiary obawiają się ujawniać takie rzeczy. Gratuluję mentalności.:P
  • 22.04.17, 01:17
    to co napisalas jest podle.
  • 22.04.17, 13:35
    Po piewrsze - bezczelnie łżesz, bo to nagranie nie ma 11 lat. Najstarsze nagranie (jest ich kilka) jest z 2013 roku. Po co tak głupio kłamiesz?

    Po drugie - nagrany radny twierdzi, że bardzo kocha żonę i że mu przykro, a brzydko mówił i ją bijał, ale to dlatego, że 'był pod wpływem alkoholu' (ha, nawet nie 'był pijany'). Oraz że żona 'go prowokowała' (czyli suka sama się prosiła, conie?). Zapewne z tego też powodu domaga się rozwodu z orzeczeniem o winie żony. Biedna ofiara z niego. Zauważ, jak bardzo twoje żenujące i wstrętne aluzje o politycznym spisku pasują do poetyki i ujęcia tematu z jego perspektywy.

    A - gazety, które rozmawiały ze znajomymi, rodziną itd otoczeniem domu piszą o tym, że także córeczki były przez radnego wychowywane przemocą (biciem, zamykaniem w łazience, narażaniem na słuchanie, jak grozi ze pozabija itd). Pewnie ci wszyscy opowiadający o tym ludzie też są z PO i Nowoczesnej, conie?


    --
    Wiara w kompleks braku członka to oczywisty przejaw kompleksu braku macicy.
  • 23.04.17, 17:32
    <<<Wczesniej nie narzekala >>>... bazuję na tym co wiem z osobistych doświadczeń.. przeczytaj proszę uważnie ! ! ! zwłaszcza info o tym , że od dawna prosiła partyjnych kolegów męża z PiS o pomoc .... czy dokopywanie innym sprawia ci frajdę ?? Ponoć jest taka zasada ... każdy swoją miarką mierzy . wklejasz dziewczynie swój projekt działania .
  • 24.04.17, 06:32
    Molly, jedź do Bydgoszczy pana pocieszać.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • 24.04.17, 11:19
    kobieta.gazeta.pl/kobieta/7,107881,21668499,inteligentna-kobieta-sobie-na-to-nie-pozwala-blogerka.html#Prze

    Apel autorki wpisu na blogu w odzewie na zdanie komenutującego sprawę z Bydgoszczy: "Inteligentna kobieta sobie na to nie pozwala":
    "Dlatego następnym razem, zanim w ogóle otworzysz twarzoczaszkę celem wydania kolejnej mądrej opinii na temat ofiar przemocy domowej, ugryź się ku..wa w język i idź poczytać o mechanizmach psychologicznych w relacji ofiara-sprawca".
  • 24.04.17, 14:04
    Kolejna straszna historia tym bardziej, ze pisana z punktu widzenia dziecka czyli z rzeczywistej matni. Jednak pytanie czy matka tez nic nie mogla zrobic. Oczywiscie- makabryczne sceny to jedna strona tej historii ale skoro kazdy przemocowiec dziala wg schematu- okres przemocy- okres miodowy- to jak wytlumaczyc kobiete, ktora przeszla taki cykl chocby dwa razy, ze dalej jak to piszesz- swiecie wierzy w poprawe bo jest tak spragniona milosci? Czyli po cyklu przemocy zapomina o pobiciach, grozeniu smiercia, zapomina, ze dzieci maja traume, ze wszystko widzialy i abarot zaczyna caly cykl od nowa? Nie mozna wszystkiego tlumaczyc potrzeba milosci biednej ofiary.
  • 24.04.17, 14:36
    differentview napisała:

    > Kolejna straszna historia tym bardziej, ze pisana z punktu widzenia dziecka czy
    > li z rzeczywistej matni. Jednak pytanie czy matka tez nic nie mogla zrobic. Ocz
    > ywiscie- makabryczne sceny to jedna strona tej historii ale skoro kazdy przemoc
    > owiec dziala wg schematu- okres przemocy- okres miodowy- to jak wytlumaczyc kob
    > iete, ktora przeszla taki cykl chocby dwa razy, ze dalej jak to piszesz- swieci
    > e wierzy w poprawe bo jest tak spragniona milosci? Czyli po cyklu przemocy zapo
    > mina o pobiciach, grozeniu smiercia, zapomina, ze dzieci maja traume, ze wszyst
    > ko widzialy i abarot zaczyna caly cykl od nowa? Nie mozna wszystkiego tlumaczyc
    > potrzeba milosci biednej ofiary.

    Nie wiem do końca, jak to jest, gdy są tak potworne zajścia, jak dotkliwe bicie, ale w przypadku przemocy psychicznej, nawet dotkliwej, ofiary naprawdę zapadają na rodzaj amnezji. Pamiętają, bo chcą pamiętać, te dobre rzeczy, zapominają o złych. Wyparcie jest bardzo częstym mechanizmem obronnym, nawet ofiary molestowania tak funkcjonują. Przez ten mechanizm często ofiary po chwilowej ucieczce wracają do oprawców zwabione jego zabiegami, błaganiami, przysięgami poprawy. To się czasami odbywa wręcz cyklicznie. Dotyka także kobiet wcale nie z marginesu, wykształconych.
    Takim ofiarom zaleca się notowanie najgorszych zagrań partnerów i czytanie tego w momentach łamania się i chęci powrotu. Czasami pomaga.
    Dlaczego młoda, fajna dziewczyna wybacza facetowi, że ją uderzył? Często dlatego, że w domu nie dostała miłości i teraz pragnienie jej przeważa wszystko. Przemocowiec kocha jak nikt inny, namiętnie, gwałtownie, wręcz ubóstwia swoją ukochaną. Albo wystaje pod jej domem jak pies, wszędzie za nią jeździ, byle być ciągle przy niej, jest gotowy do wielu poświęceń, byle okazać swoją wielką miłość. Jeśli jednak kobieta z jakiegoś powodu nie umie docenić jego wielkiej miłości - wtedy należy ją przywołać do porządku! Tak przecież się ten cały Piasecki tłumaczył. Mówił, że ją wszędzie zabierał, że jej prezenty kupował, miała z nim jak królowa. Ja w takich sytuacjach słyszałam: Co, obiad Ci nie smakował?!?!?
    Serio polecam serial Wielkie kłamstewka, bardzo dobrze pokazuje mechanizm zaprzeczeń i wyparcia u ofiary.
  • 24.04.17, 15:33
    Zadałam pytanie- dziecko widzialo ojca bijacego i psychicznie znecajacego sie nad matka i jest przerazone, ma traume- gdzie matka ma traume swego dziecka kiedy "spragniona milosci" wraca w objecia swojego psychopaty? Ma amnezje, rozumiem...
  • 24.04.17, 15:52
    differentview napisała:

    > Zadałam pytanie- dziecko widzialo ojca bijacego i psychicznie znecajacego sie n
    > ad matka i jest przerazone, ma traume- gdzie matka ma traume swego dziecka kied
    > y "spragniona milosci" wraca w objecia swojego psychopaty? Ma amnezje, rozumiem
    > ...

    Widzisz Diff, a ja mam amnezję i nie pamiętam, jak bardzo jesteś zapiekła w swojej nienawiści i pogardzie do ofiar przemocy i ciągle próbuję z Tobą rozmawiać jak z człowiekiem :P Jestem głupia i naiwna sądząc, że Ty faktycznie chcesz zrozumieć, a Ty znowu chcesz wykazać, jakie te ofiary są straszne i jaka Ty jesteś na ich tle silna i mądra. Tully idealnie Cię podsumowała, widzę to teraz jak na dłoni. Ktoś już kiedyś tutaj pisał o Twoim patologicznym wręcz braku empatii i chyba miał rację.
    Mnie z kolei intryguje, czy takie osoby, które kompletnie nie potrafią nic poczuć, nie znają współczucia, współodczuwania, są szczęśliwe???
    Największą zbrodnią jest dzieciobójstwo, ale ja nawet dzieciobójczynią nie mogłabym pogardzać, nie znając jej historii, uwarunkowań, ludzie różnie reagują w skrajnych sytuacjach. A co dopiero mówić o ofiarach przemocy? Potępiać je i nimi gardzić???
  • 24.04.17, 16:27
    No ale ona ma rację. Boli bo uderzyła w czuły punkt. Dziecko przeżywa traumę, a matka nie odchodzi od oprawcy. Jest to bardzo trudne do zrozumienia.
    To, że ktoś nie potrafi zrozumieć takiego wyboru, nie oznacza, że nie zna współczucia i współodczuwania. Przeciwnie.
    Stąd jej pytanie.
    To pytanie o to, co się dzieje z matką-ofiarą, że nie reaguje na traumę dziecka (skoro na własną nie potrafi) i nie ucieka. To jest właśnie zaburzenie współodczuwania- wobec własnych dzieci.
  • 24.04.17, 20:02
    Trochę tak, jakbyś pytała, czemu ktoś nie próbuje tańczyć, skoro ma tylko złamane obie nogi i wywichnięte oba barki.

    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi, mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • 24.04.17, 20:31
    Ach te przejmujące porównania do skatowanych bezwolnych marionetek. Jakie to proste: nie mają władzy nad swoim życiem... Łatwiej żyć ze skutkami decyzji o pozostaniu z przemocowcem przyjmując taką fałszywą optykę...
  • 24.04.17, 21:49
    Ach te wyższościowe rozprawy nt bezwolnych ofiar, które nie wiedzieć czemu nie mogą wpasć na pomysł, że powiny po prostu wziąć sie do kupy.

    --
    Socjologia kobiety a sprawa Jaxy.
  • 25.04.17, 06:01
    Nie napisałam nigdzie, że mają się wziąć do kupy.
    Przypisywanie rozmówcy zdań, których nie wypowiedział, by z nimi dyskutować, jest słabym zabiegiem, pokazującym, że nie masz argumentów na to, co mówię naprawdę.
    Ja piszę, że ofiara unika myślenia o tym, że jest odpowiedzialna za swoje życie. Uznanie odpowiedzialności powoduje niestety że trzeba uznać swój udział we własnej życiowej historii. Pytanie, czemu na to tak mocno reagujesz?
  • 25.04.17, 09:37
    bene_gesserit napisała:

    > Ach te wyższościowe rozprawy nt bezwolnych ofiar, które nie wiedzieć czemu nie
    > mogą wpasć na pomysł, że powiny po prostu wziąć sie do kupy.

    Prawda ? Jak z alkoholikiem - w czym problem, on po prostu powinien przestac pic...
  • 25.04.17, 09:55
    A wiesz, że ja też miałam skojarzenie, że to jest trochę jak z alkoholikiem?
    I wcale nie chodzi o to, że "w czym problem, on po prostu powinien przestac pic..."
    Tylko on sam może podjąć terapię i przestać pić. Wódka za niego nie przestanie. Obwinianie wódki do niczego nie prowadzi. Przelanie całej odpowiedzialności na wódkę w żaden sposób nie zmieni życia alkoholika. Jedynie: wpędza go dalej w nałóg. Takie myślenie utwierdza w poczuciu, że jest się zniewolonym, nie ma się na nic wpływu. I tak postrzegam wasze wypowiedzi. Jako utwierdzanie ofiar w poczuciu, że nie one są odpowiedzialne za swoje życie.
    Porzucenie alkoholu wymaga wielkiej motywacji i wielkiej pracy. I czasem się udaje... Można też mówić: ach, on taki bezwolny, nie mówcie mu, że ma nie pić, bo to jest kopanie leżącego... Współczujmy mu i pozwólmy niszczyć dalej swoje życie...
    Cóż, alkoholik również walczy z nałogiem dopiero wtedy, gdy uzna, że to on jest odpowiedzialny za siebie i swoje życie.
    Może teraz się zrozumiałyśmy?
  • 25.04.17, 10:27
    No nie, to nie jest analogia...tylko przyklad.

    Co do alko - oczywiscie, decyzje musi podjac sam. Ale malo ktory wyjdzie z tego bez profesjonalnej pomocy.

    Co do zony przemocowca - tu nie wystarczy swiadomosc odpowiedzialnosci za swoje zycie. No nie wystarczy. Bo to nie jest ja i butelka, tylko ja i druga osoba, czynna, wiodaca, interaktywna. Plus spoleczenstwo. Czyli - jestem odpowiedzialna, ale zastraszona. Odpowiedzialna, ale bezsilna. Odpowiedzialna, ale jesli wyjde z domu np do noclegowni/osrodka, on moze mi zabrac nasze dzieci. I tak dalej.
  • 25.04.17, 10:59
    Ona zastraszona a alkoholik uzależniony. Każdy ma swoje "więzi" ze złym życiem. Każdy ma swoje fałszywe przekonania o swojej sytuacji, roli i możliwościach. Alkoholik uważa, że nie może i ofiara uważa, że nie może.
    Jasne, że ofiara potrzebuje terapii. No ale najpierw musi sobie powiedzieć: to ja potrzebuję terapii. A nie czekać na to, że to mąż się zmieni.
  • 25.04.17, 11:08
    Zeby dojsc do wniosku "potrzebuje terapii", czesto trzeba siegnac dna.
    Dno dla kazdego jest inne.
    Plus powiedziec sobie, a zaczac realizowac - to dwie rozne sprawy.
  • 25.04.17, 11:36
    No i takim dnem mogłaby być na przykład trauma dzieci. I często jest.
    Ale czasem i ona nie wystarcza. Ponieważ ofiara- wbrew powyższym wypowiedziom sebaldy- ma zawężoną empatię. Podobnie zresztą jak alkoholik.
  • 25.04.17, 20:00
    To jest twoje zdanie i ono jest zwyczajnie błędne.
    To znaczy możesz to napisać w tym czy innym wątku jakieś pięć tysięcy razy i zaklinać na wszystkie świętości, że masz rację, ale w ten sposób będziesz pisać nie o ofiarach przemocy, ale jedynie o sobie. Bardzo, bardzo niepochlebnie.
    Moje powyższe rady o zdobyciu chociaż szczątkowej wiedzy na temat, na który się tak obficie wypowiadasz pozostają nadal aktualne. A może nawet bardziej niż aktualne.

    --
    Socjologia kobiety a sprawa Jaxy.
  • 24.04.17, 20:01
    Nie sądzę, żeby chodziło o brak empatii, raczej strach na bardzo głębokim poziomie.
    To takie zaklęcie 'ofiary są głupie i słabe, poza tym same się proszą o bycie ofiarami, więc mnie to nie dotknie - ja znam prawdę, tzn wystarczy po prostu to zakończyć, więc mnie nic takiego nie spotka'.
    To bardzo niedojrzały sposób radzenia sobie ze strachem, ale zawsze jakiś.

    To tak jak w przypadku gwałtu niektórzy dociekają, jakiej długości ofiara miała spódnicę i czemu była w tym miejscu po dwudziestej. Bo przecież mogła się odziać skromniej i siedzieć w domu - wtedy nikt by jej nie tknął palcem. To nie brak empatii tylko strach i szukanie 'magicznego sposobu'.


    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • 24.04.17, 20:36
    To nie ma nic wspólnego z gwałtem. Gwałtu się nie spodziewasz. Jest zdarzeniem nagłym, któremu nie można zapobiec. Jak napad. Ale jeśli zostałaś zgwałcona w jakimś miejscu wielokrotnie/ byłaś gwałcona latami i wiesz, że gwałciciel wciąż tam jest - to tak, idąc tam wiesz już co cię czeka. I za którymś razem jesteś odpowiedzialna za to, co ci się w tym miejscu przytrafia. Prawda, że porównanie do gwałtu było mieczem obosiecznym?
    "Magiczne" to jest twoje myślenie. I myślenie ofiar. To ich myślenie trzeba zmienić, by się uwolniły. A nie moje.
  • 24.04.17, 21:50
    O jak rany.
    Nie chodzi o 'podobieństwo z gwałtem', ale o idiotyczne szukanie winy w ofierze. Że ci, którzy stają nad zgwałconą i pytają, czemu ubrała się w sukienkę przed kolana podobni są do tych, którzy plotą androny nt winy ofiary przemocy domowej.

    Nie masz o przemocy domowej bladego pojęcia - widać, ze prezentujesz ultranaiwną perspektywę. Ignorancja często jest szkodliwa - może warto to rozważyć.
    Piekło z zewnątrz wygląda zupełnie inaczej, niż ze środką - twoje teorie kompletnie się sytuacji nie imają. Jeśli naprawdę chcesz się czegoś doweidzieć - zamiast opowiadać bzdury nt czegoś, o czym nie masz pojęcia - poczytaj. Dzięki z góry.

    --
    cute but psycho. things even out
  • 25.04.17, 06:05
    Porównanie było wadliwe i to ci wykazałam. Naiwne to są teksty o piekle itd.
    Zgwałcona w oczywisty sposób jest w kompletnie innej sytuacji niż kobieta pozostająca w przemocowym związku. Użyłaś porównania na niekorzyść własnych argumentów.
  • 25.04.17, 20:03
    antoninanana napisała:

    > Porównanie było wadliwe i to ci wykazałam.

    Nie, po prostu nie zrozumiałaś. Ale jeśli o mnie chodzi, mogę z twoim niekumaniem żyć.

    > Naiwne to są teksty o piekle itd.

    To nie jest argument, tylko chwyt erystyczny, którego używają ci, którym argumentów brakuje. Jak będziesz miała jakieś, to się zgłoś.

    > Zgwałcona w oczywisty sposób jest w kompletnie innej sytuacji niż kobieta pozos
    > tająca w przemocowym związku. Użyłaś porównania na niekorzyść własnych argument
    > ów.

    Znowu: nie zrozumiałaś.
    W porównaniu - w oczywisty sposób - nie chodziło o zgwałconą, ale idiotyczne reakcje otoczenia, szukające winy w ofierze. Dokładnie takie, jak twoje.


    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • 25.04.17, 20:30
    Jak Ci tam kiedys bylo? vilez? Dobrze pamietam? Tego "stylu" nie da sie zapomniec
  • 25.04.17, 20:37
    <rechot>
    Jestem na forum od 10 lat, wyprodukowałam ponad 35 tysięcy postów i miałabym sama ze sobą prowadzić wielopostowe idiotyczne spory np na forum s-v? Bez żartów.

    Ale rozumiem, że brak ci argumentów, więc się brzydko chwytasz. Znowu: w ten sposób opowiadasz o samej sobie, niestety.

    --
    Wiara w kompleks braku członka to oczywisty przejaw kompleksu braku macicy.
  • 25.04.17, 20:51
    Wielopostowe, idiotyczne spory sama ze soba? No powiem Ci, ze z tego co kojarze to calkiem mozliwe choc tez pokazuje ze coraz z Toba gorzej;)
  • 25.04.17, 20:54
    Znowu: brak ci argumentów, więc atakujesz rozmówczynię. Pierwszy raz - kłamstwem. Nie podziałało? To jedziesz personalnie. O mamusiu, aż żal ściska.

    Nie rozumiem, czemu z takim zapałem obnażasz się z paskudnej strony.

    --
    cute but psycho. things even out
  • 25.04.17, 20:56
    Przestań wymyślać, Bene to nie Vilez. Mogę w 9 wypadkach na 10 nie zgadzać się z Bene, ale sugerowanie, że jest Vilez/Nabakier jej uwłacza. Poza tym wiem kim Vilez jest w realu.
  • 25.04.17, 21:16
    Nawet jesli to nie vilez to w niczym jej nie uwlacza, dokladnie ten sam styl konwersacji. Moze prowadzenie wielopostowych idiotycznych konwersacji je do siebie zblizylo i upodobnilo;)
  • 27.04.17, 19:28
    Znowu: _zero_ argumentów plus ataki personalne.
    Możesz tu pokazywać swój pawiani tyłek, to nadal będzie świadczyć wyłącznie o tobie. Biedna jesteś.

    --
    a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem, bo odrodzisz sie czlowiekiem'
  • 25.04.17, 21:09
    differentview napisała:

    > Jak Ci tam kiedys bylo? vilez? Dobrze pamietam? Tego "stylu" nie da sie zapomni
    > ec

    Zle. Vilez znam z kilku forow, zreszta wygasilam, ale to calkiem odmienny styl i sposob pisania, a nawet "argumentowania" - cudzyslow odnosi sie do vilez, nie do Bene.
  • 24.04.17, 18:28
    Nawet nie wiesz jak ważnego spostrzeżenia dokonałaś. Mi zajęło to rok terapii, żeby zobaczyć jak to się działo w moim domu. Jak to możliwe, że mama nie widziała jak traktuje mnie ojciec, przecież on mnie maltretował! Nigdy nie podniósł na nią ręki, mojego brata ubóstwiał - to ja byłem jego "chłopcem do bicia". To niesamowicie deformuje, kiedy najważniejsza osoba w twoim życiu odwraca wzrok od twojego cierpienia. Ale ona nie mogła go zobaczyć, sama walczyła żeby utrzymać się "na powierzchni" i dla mnie była psychicznie niedostępna. Moja potrzeba bezpieczeństwa ciągle przegrywała z jej deficytami. Demony z dzieciństwa moich rodziców wciąż obecne są w ich życiu. Nigdy się z nimi nie uporali, natomiast przerzucili tę odpowiedzialność na własne dzieci. Nie mieli i nie mają prawie nic wartościowego do zaoferowania swoim dzieciom(prócz pieniędzy). Jeśli rodzic sam nie upora się z własną traumą to nie zobaczy cierpienia u własnego dziecka. Niezaspokojone potrzeby z własnej przyszłości przysłonią mu realny obraz sytuacji.

    "Każda matka i ojciec mogą być empatyczni tylko w tym obszarze, w którym uwolnili się od swego dzieciństwa, i muszą reagować brakiem empatii, jeśli na skutek wyparcia swego losu dźwigają niewidzialne łańcuchy." - A. Miller
  • 25.04.17, 11:15
    Gonzo, a jak wyglądają Twoje obecne kontakty z rodzicami ?
  • 25.04.17, 11:55
    Wbrew temu co można sądzić nie są najgorsze. Wiesz kocham swoją mamę, ale bardzo jej nie lubię:) Kontakty są zdystansowane, ale dość częste. Ojcu w zasadzie współczuję bo to nieszczęśliwy i chory człowiek, ale pilnuje swoich granic. On się po prostu zestarzał i niewiele zmądrzał.
  • 25.04.17, 15:42
    gonzo <cmok> i <uścisk> Cieszę się , że potrafisz z dystansem widzieć przeszłość.:)) Spotkałam wiele osób które pielęgnują swoje żale i nienawiść , zamiast zrobić rzetelną terapię . Nie wiem czy trawiłabym w swoim otoczeniu osobę .... o mentalności < antoninanana lub diff> nauczyłam się stanowczego stawiania granic.
  • 25.04.17, 19:59
    A ja uważam, że takie osoby się przydają. Jak to napisał poeta 'nawet głupcy mają swoją opowieść' - nawet, jeśli morał trzeba brać a rebours.
    ;)
    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi, mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • 24.04.17, 19:43
    differentview napisała:

    > Zadałam pytanie- dziecko widzialo ojca bijacego i psychicznie znecajacego sie n
    > ad matka i jest przerazone, ma traume- gdzie matka ma traume swego dziecka kied
    > y "spragniona milosci" wraca w objecia swojego psychopaty? Ma amnezje, rozumiem
    > ...

    Nic nie rozumiesz, bo nic nie wiesz, bo ci się nie chce wiedzieć.
    NO naprawdę. PRZECZYTAJ coś na temat, zamiast domagać się pytań na - bez obrazy - głupie ignoranckie pytania.

    No chyba, ze nie chcesz wiedzieć tylko z tajemniczych powodów skupiać w tym wątku uwagę na sobie - tego typu deficyty rozumiem. Fajnie jednak by było, gdybys się do tego sama przed sobą przyznała.


    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • 24.04.17, 20:04
    Mysle ze w części przypadków można to tłumaczyć duza doza naiwności ofiary. Czasem irracjonalny strach zamyka drogę do działania i wydobycia sie. I stad ponowne pakowanie sie w bagno.
  • 27.04.17, 21:40
    Trudno jest odejść od kogoś kto przez tyle lat niszczył Twoja psychikę. Tracisz cała wiarę w siebie i swoje możliwości. Mimo, iż mówisz sobie ze to nie Ty jesteś winna ale kompletnie nie ma się siły na walkę z takim człowiekiem. Zdrowy psychicznie człowiek, który ma uczucia nie ma szans w starciu z psychopata bez uczuć. Psychopata potrafi Tobie urządzić awanturę taka po której Ty ledwo zyjesz a on bawi się w najlepsze. Żywi się Twoim strachem, łzami, rozładowuje w ten sposób napięcie. A potem idzie sobie spać bo w końcu jest zmęczony. Tobie trzęsą się reće, nogi, walisz głowa w ścianę z rozpaczy. Z takim człowiekiem nie masz szans.
    To się zaczyna małymi kroczkami. Ktoś kto nie był w takiej sytuacji nie wie co to znaczy. Po czymś takim masz tak zdewastowana psychikę ze nie masz na nic siły. A najgorsze jest to ze psychopata wierzy w to coś mówi. Mój Ex naprawdę wierzył, ze to ja jestem ta zła bo nie sprzątam, nie mam ochoty na seks, za mało się uśmiecham. Do moich rodziców mówił ze to ja plańowalam odejść i dlatego go prowokowałam do kłótni. Nie przyjmował do siebie ze wyrzucił mnie z domu z małym chorym dzieckiem na ulice. Nadal nie rozumie czemu moja matka jak przychodzi po dziecko nie zaprasza go na kawę. Ja byłam tak zdewastowana po odejściu ze nie byłam w stanie pracować, miałam ataki duszności, chodziłam z gazem jak by chciał mnie gdzieś zaatakować. Odejście od takiej człowieka to straszna rzecz.
    To nie jest tak, jak wiele kobiet myśli ze by odeszły od takiego człowieka. Wyobraź sobie ze jesteś maltretowana i zastraszana kilka lat - miałabyś sile wtedy odejść? Żona posła PIS bała się o dzieci i o swoje życie. Tez bym się bała jej miejscu.

  • 28.04.17, 00:03
    Mam pytanie do Autorki wątku. Czy teraz, po tym jak otrzymałaś liczne i obszerne wypowiedzi, juz rozumiesz ?
    Czy nadal nie ?
  • 28.04.17, 07:38
    fusun1804 napisała:

    > Mam pytanie do Autorki wątku. Czy teraz, po tym jak otrzymałaś liczne i obszern
    > e wypowiedzi, juz rozumiesz ?
    > Czy nadal nie ?
    Teoretycznie probuje zrozumiec ale w praktyce nadal sobie tego nie potrafie wyobrazic. Moze dlatego, ze jak bylo powiedziane nikt mnie nie socjalizowal do roli ofiary. Ze dla mnie slowa- skopał mnie ale wybaczylam bo chcialam miec rodzine brzmia absurdalnie. Albo- po latach maltretowania zamknelam niebiska karte bo nalegał wiec sie zgodzilam. Albo- odcial mnie od rodziny, dziadkowie nie mieli kontatu z wnuczkami- to wszystko brzmi w moich uszach nierealnie. W tym wywiadzie bydgoszcz.wyborcza.pl/bydgoszcz/7,48722,21704209,ja-karolina-piasecka-bede-do-uslug-meza-dyktowal-ja-pisalam.html#MT2 pani Karolina mowi, ze maz zyje we wlasnym swiecie ale ona tez przez te lata zyla w swoim swiecie, bez kontaktu z rzeczywistoscia. Tym bardziej sie ciesze, ze udało jej sie ten kontakt z rzeczywistoscia nawiazac i ze robi teraz to co robi. Podziwiam to. Jedyne czego sie obawiam to jak to sie skonczy w sadzie, czy on dostanie porzadny wyrok, nie w zawieszeniu, czy bedzie mial zakaz zblizania sie itd. Bo tylko wtedy ta historia ma szanse zrobic cos pozytywnego dla sprawy. A jesli sie skonczy jak w przypadku Durczoka( inny kaliber bo dotyczacy tylko mobbingu w pracy) no to pozamiatane. Usmiechnieta geba Durczoka na sadowym korytarzu, najlepszy adwwokat, zadanie olbrzymiego odszkodowania- to bylo dla wszystkich mobbingowanych kobiec sygnalem co sie stanie jak zglosisz tego typu sprawe, po prostu nie masz szans.
  • 28.04.17, 15:54
    Pani Piasecka ma nagrania ktore wstrząsnęły cała Polska. Myśle ze po to te nagrania zrobiła - zeby jej ktos w koncu uwierzył.
  • 28.04.17, 00:06
    Jak długo byłaś w związku z tym człowiekiem ?
  • 28.04.17, 00:07
    Pytanie powyżej jest do mamamalutkiej.
  • 28.04.17, 21:50
    A ja nawet rozumiem pytanie autorki wątku bo tez miałam takie podejście do życia. Dużo interesowałam się psychologia, kończyłam studia, jeździłam w pracy na zagraniczne delegacje, miałam duże grono znajomych. Do tego miałam powodzenie u facetów i moi rodzice są naprawdę szczęśliwi. Mama nie pracowała wiec miała dla mnie wiele czasu, pieniędzy w domu nie brakowało, tata szanuje mamę i do dziś razem podejmują wszelkie decyzje.
    Nie znałam ludzi pokroju mojego Ex-a. Nie miałam z nimi całe młode życie styczności. I tez się dziwiłam dlaczego kobiety są w takich związkach. Ah, jaka ja byłam mądra, jakie ja tezy o takich kobietach głosiłam.
    Zreszta żona radnego PIS tez wydaje się być mądra, wygadana, sympatyczna babka.
    Mój Ex wybierał tylko młodsze babki na partnerki. Pierwsza żona miala 18 lat jak brali ślub ja miałam 25. Za starsze się nie brał bo takie starsze babki z dziećmi po przejściach maja już swój rozum i nie dają się tak łatwo złapać. Ja tez teraz takich toksycznych ludzi poznaje z daleka.
    Zauroczył mnie całkowicie, nie widziałam sygnałów ostrzegawczych. Byliśmy ok 8 lat razem.
    U mnie były fajne długie okresy a potem coś w niego wchodziło. Widziałam to po nerwowych oczach, zaczynał się powoli czepiać, nie odzywać. Na początku takie awantury o nic urządzał co pół roku potem co 1, 5 miesiąca. Im starszy był tym częściej, zależało tez od stresu jaki miał w pracy. Ja tez dorastałam. Chciałam o coraz większej ilości rzeczy decydować bo w końcu mam prawo zdecydować czy mogę zrobić dziecku budyń czy nie. Teraz powoli dochodzę do siebie ale nie jest to łatwe. Najtrudniejszy był okres po wyprowadźcie jak Pan I Władca zrozumiał ze nie wrócę. Nękanie, nocne telefony, zabieranie dziecka, ograniczenie pieniędzy i to ws
  • 28.04.17, 22:00
    A ja miałam własne mieszkanie i dobra prace. Rodziców którzy mi pomogli i jedno dziecko. Do tego mój Ex nie był znanym politykiem i nie bałam się ze jakoś realnie odbierze mi dziecko. Jak by do tego doszło to wyrobiłam dziecku jeszcze z Ex paszport i bym uciekła do rodziny w Stanach. A taka kobieta która ma gromadę dzieci i nie ma rodziny? Z drugiej strony dziwie się kobietom, ze tyle dzieci sobie robią. Ja wiedziałam ze nigdy nie mogę mieć z tym człowiekiem drugiego dziecka. Mój po urodzeniu dziecka przestał się kryć ze swoim charakterem. Tyle instynktu zachowawczego miałam i wiedziałam ze mój związek nie ma szans na przetrwanie i tylko czekałam na dobry moment zeby odejść. Moja główna motywacja była moja córka, ja nigdy nie widziałam takiej patologii jaka robił mój Ex w domu moich rodziców. Ale jak kobieta sama pochodzi z patrologii to myśli ze pewne zachowania są normalne.
  • 29.04.17, 17:20
    Prawdopodobnie spelnialas 2 podstawowe warunki: bylas mloda i naiwna i nieskalana przemocą.
  • 29.04.17, 19:45
    Tu nie ma znaczenia czy tradycjonalista czy przemocowiec. Przemoc jest wszędzie, w każdym środowisku, jakie znamy. Tu jest o tym ciekawie: rozkminytiny.pl/ogromne-brawa-dla-karoliny-piaseckiej/ Jeśli myślicie, że gdzieś w jakimś szerszym środowisku nie ma przemocy, mylicie się.
  • 06.05.17, 17:36
    www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,127763,21756759,karolina-piasecka-bil-mnie-tylko-w-nocy.html

    To jest wywiad z panią Piasecka. Obszernie opowiada o tym jak było, jak przemoc wobec niej narastała.
    Mnie najbardziej interesowało jedno : kto jej pomógł ? Otóż jej szefowa ( pani Piasecka jest farmaceutka, pracowała w
    aptece ). Powiedziała jej wprost " on nie ma prawa Cie tak traktować, to nie jest normalne ". Jej rodzice sie go bali. Skutecznie ich nastraszył. Psycholożka w Niebieskiej Karcie namawiała ja do dania mu szansy. Tak jak przypuszczałam, o tym wiedziało mnóstwo ludzi ..... ale po co sie wtrącać i narażać ? Pani Piasecka mowi ze w pierwszej kolejności zrobiła to nagranie dla psychologa zeby odsłuchał i w koncu jej uwierzył.
  • 06.05.17, 18:13
    "Nagrałam tę kłótnię w pierwszej kolejności po to, by pokazać psychologowi, żeby może mógł inaczej spojrzeć, wytłumaczyć mi, dlaczego tak się dzieje, jak się dzieje." Ona to nagrala aby psycholog wytlumaczyl jej dlaczego on się tak zachowuje i dlaczego jej małżeństwo tak wygląda. Nie rozumiała, ze ma do czynienia z psychopata. A nie dlatego ze psycholog jej nie wierzył w to co mówi. Z tego co mówi dalej wynika, ze ona sama dlugo nie potrafila również nikim opowiedzieć tego co dokladnie dzieje sie w jej małżeństwie. Czyli sama nie rozumiała podloza jego zachowań i nie potrafila innym wytłumaczyć co sie dzieje, aby ktos udzielił jej realnej pomocy. Zyla jakby we mgle dezinformacji i braku zrozumienia sytuacji, osaczona przez jego przemoc. To czesta sytuacja gdy osoba zyje z psychopata na codzien manipulowana i drastycznie krzywdzona.
  • 06.05.17, 18:39
    No dobrze, ale to w końcu specjalista i to pracujący przy niebieskiej karcie. Wiadomo, że tam nie przychodzą osoby z problemem braku asertywności tylko osoby doświadczające przemocy. Może laik taki jak ja miałby problemy w rozmowie z ofiarą, ale jakąś tam wiedzę mam i empatia podpowiadałaby że coś tu jest nie w porządku. To ci policyjni specjaliści są z jakiejś łapanki? To my w wątku Diff skupiamy się na uprzedzonych sądach, a tu jak na dłoni wychodzi, niekompetencja na dużo niższych szczeblach.
  • 06.05.17, 19:53
    Nie tylko ;nie potrafiła' - a czemu nie potrafiła, to wyjaśniła aż nadto, ale po prostu i zwyczajnie się wstydziła. Wstyd ma bardzo dużą siłę, przemocowcy bardzo często na nim żerują.

    Jest w tym wywiadzie opisana koszmarna scena - ona, już po jakiś kontaktach z psychologiem, ze świeżo rozbitym nosem mówi podczas wizyty jakiegoś znajomego u nich, że jest bita, że jest ofiarą przemocy. Jej mąż wybucha śmiechem i mówi coś w rodzaju 'no co ty, nie żartuj, no weż, Karolinko'. Znajomy spuszcza głowę i nic nie mówi. Nie wraca do sprawy w żaden sposób też później.


    --
    - Kiedy zorientowałaś się, Pani, że jesteś Boginią?
    - Cóż, pewnego dnia modliłam się i nagle zrozumiałam, że mówię do siebie.
  • 06.05.17, 18:28
    Tak postawa pani psycholog bardzo rozczarowuje. Że też specjaliście trzeba udowadniać, że nie jest się wielbłądem. Mam nadzieję, że po fakcie pani psycholog wyciągnęła jakieś wnioski i przeprosiła panią Karolinę.
    Inną sprawą jest obecne zachowanie męża pani Piaseckiej. Przeprowadził się obok żony, śledzi ją, nagrywa, nachodzi w nowym lokum, wydzwania do pracy, wysyła smsy to nie jest stalking albo jakaś forma manii? Sądziłem, że kiedy mleko się wylało gość zapadnie się pod ziemie i przeczeka aż sprawa przycichnie, a tu odbija mu coraz bardziej. Oby to nie skończyło się jakimś nieszczęściem.
  • 06.05.17, 18:47
    Ten facet powinien byl zostac tymczasowo aresztowany z uwagi na bezpieczeństwo zony i dzieci, a nie zapadac sie pod ziemie. Dowody na znęcanie sie nad zona sa wystarczające, a sad co? Nic... I to jest porażające, sprawy sie toczą, facet ma prawo do widzeń z córkami co 2 tyg. i stalkuje sobie żonę jak gdyby nigdy nic. Sad chyba czeka a to, aż się nieszczęście wydarzy, jak panu paranoja mocniej odwali. Ot i dziwny kraj Polska. Tak wygląda ochrona osoby poszkodowanej.
  • 06.05.17, 18:50
    gonzo_101 napisał:

    > Tak postawa pani psycholog bardzo rozczarowuje. Że też specjaliście trzeba udow
    > adniać, że nie jest się wielbłądem. Mam nadzieję, że po fakcie pani psycholog w
    > yciągnęła jakieś wnioski i przeprosiła panią Karolinę.

    Tez zwrocilam na to uwage choc mialam nadzieje, ze to bylo jakies przejezyczenie w wywiadzie, ze ona musiala cos udowadniac tej terapeutce.
    Ale takich kontrowersji w terapii jest dla mnie wiecej. Chocby dzis na stronie laboratorium psychoedukacji przeczytalam taki cytacik:"Wiele osób, które nie mają żadnych doświadczeń z terapią psychoanalityczną, spodziewa się, że jest ona formą lamentowania, rytualnym zaproszeniem do obwiniania swoich opiekunów z dzieciństwa o własne błędy i słabą wolę. Rodzice obawiają się, że dziecko, które spotyka się z psychoterapeutą, ujawni wszystkie ich największe wady i zacznie ich postrzegać jako głupców lub potwory. To prawda, że na wczesnych etapach terapii wielu pacjentów zaczyna użalać się na członków swojej rodziny i uświadamiać sobie, pod iloma względami autorytety ich młodości nie sięgały rodzicielskiego ideału. Z biegiem czasu jednak, gdy wszystkie rozczarowania zostaną już przepłakane i zaakceptowane, pojawia się nastawienie odwrotne. Rodzice i inne autorytety zaczynają być postrzegani jako osoby, które zawsze chciały jak najlepiej. W miarę jak klienci zaczynają się czuć bardziej dorośle, pojmują, że wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Infantylne żądania, by świat był wobec nas w porządku, zastępowane są przez kojące stwierdzenie, że życie nie jest fair

    Czyli biorac pod uwage np Twoja historie- to fakt bycia bitym przez ojca i ignorowanie tego przez matke- swiadczy o tym, ze oni chcieli jak najlepiej a Ty po prostu miales infantyle oczkiewanie, zeby rodzice byli w "porzadku" Dziecko, ktore bylo molestowane przez tatusia tez powinno pozbyc sie infantylnosci i po prostu uznac, ze zycie nie jest fair a tatus gwalcac chcial jak najlepiej. Albo ja to zle rozumiem albo cos z tym cytatem jest nie tak?
  • 06.05.17, 20:10
    Sam tekst traktowałbym jako ogromny skrót myślowy. Tak na serio drażnią mnie tylko dwa zwroty.
    Pierwszy z nich - ZAWSZE chciały jak najlepiej. Tzw. duże kwantyfikatory np. zawsze/nigdy, wszyscy/nikt tylko fałszują rzeczywistość. Obiektywnie jeśli chodzi o ludzkie zachowania to "zawsze i nigdy" nie istnieje. Nie ma takiej fizycznej możliwości żeby ZAWSZE wszystko robić najlepiej, albo NIGDY nie zrobić czegoś dobrze:)
    Drugi zwrot to "infantylne żądania". Nie dość że etykietka to jeszcze zawierająca negatywna ocenę. To przeszkadza w terapii. W niektórych książkach i artykułach można się z tym spotkać, jak nie jesteś infantylny lub roszczeniowy to dziecinny, neurotyczny albo niedojrzały emocjonalnie. Jakby nie można było napisać czegoś w stylu:
    "W terapii można urealnić obraz rodziców i nie postrzegać ich oczami małego dziecka tylko oczami osoby dorosłej." Krótko zwięźle i bez oceniania;P
  • 06.05.17, 20:36
    gonzo_101 napisał:

    > "W terapii można urealnić obraz rodziców i nie postrzegać ich oczami małego dzi
    > ecka tylko oczami osoby dorosłej."

    Ciebie drazni tylko duzy kwantyfikator a mnie samo sedno. Rodzic, ktory np. maltretuje dziecko fizycznie/psychicznie albo molestuje seksualnie nie " jest postrzegany" infantylnie jako potwor tylko tym potworem realnie jest i nie ma czego tu urealniac a juz na pewno nie ma tu miejsca na uznanie, ze chcial dobrze. Bardzo duzo osob ma naprawde makabryczne doswiadczenia z rodzicami za soba, mowi sie o tym coraz wiecej a tu nagle terapia jest pokazana jako uczynienie z tych infantylnych ludzi- dojrzalych poprzez uznanie przemocy jako naturalnego porzadku swiata. Dobra, dosc off topu:)
  • 06.05.17, 21:19
    I tu się zgodzę z Differentview. Rodzice chcieli dobrze tylko nie potrafili inaczej z uwagi na swoje ograniczenia. Przy czym nie zrobili nic aby tych ograniczeń sie pozbyć...A co to wszystko dziecko obchodzi? Rodzic to ma byc rodzic, a jak się nie nadaje to po co rodzil/plodzil dzieci? Jest granica tego co należy rozumieć i wybaczać, potem juz jest niewybaczalna dziura i żadne wybaczanie nie powinno miec miejsca. I trzeba to jasno powiedziec: nie wszyscy rodzice chcą dobrze dla dziecka. Psychopatka ktora doprowadzila do śmierci kilku miesięcznego dziecka, na pytanie zadane przez sad odpowiedziała rozbrajająco: " a dlaczego ono miało miec lepiej ode mnie?"
  • 06.05.17, 21:25
    Dlatego najlepiej potraktować ten fragment jako niefortunną i nieprzemyślaną wypowiedź.
  • 06.05.17, 19:56
    Nie tylko ją śledzi i prześladuje, ale nie wyraził _żadnej_ skruchy - przeciwnie, w nielicznych wywiadach sam przestawia się jako ofiara, sam żebrze o empatię i opisuje, że żona go prowokowała i truła specjalnie, żeby się tak zachowywał. To bardzo typowe dla stalkera.

    Zwróćcie uwagę, sąd do tej pory nie wydał zakazu zbliżania się. Dzieci _muszą_ odwiedzać tatusia, który groził, że 'ich wszystkich pozabija' raz na dwa tygodnie.
    Dlaczego???

    --
    Wiara w kompleks braku członka to oczywisty przejaw kompleksu braku macicy.
  • 06.05.17, 19:50
    Imo najciekawsze w tej koszmarnej historii było to, że teściowie 'nie chcieli się wtrącać'. I że sąd do tej pory, mimo tego, że zachowanie niemal-eks męża nosi cechy stalkingu chyba w 100%, sąd do tej pory nie wydal zakazu zbliżania się.

    CIarki chodzą po plecach. Wywiad bardzo trudny do przeczytania, ale bardzo potrzebny.

    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi, mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • 06.05.17, 21:29
    Pytanie czy prawnik wykorzystal wszystkie możliwości jakie miał, aby ten zakaz zbliżania sie zdobyć. Swoja droga, taka ochrona powinna być przez sad zastosowana z automatu, gdy tylko pojawia sie podejrzenie ze facet zagraża zonie i dzieciom. Boże co za beznadziejne prawo w tym kraju jest i jak jest dennie stosowane.
  • 06.05.17, 21:56
    Dokładnie, w tym przypadku ochroniarz już się przydał. Tylko ile kobiet może sobie pozwolić na wynajęcie prywatnej firmy ochroniarskiej?

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.