Dodaj do ulubionych

Mam już dość mojej matki

27.04.17, 13:23
Mam już dość mojej matki. Przedstawię w skrócie sytuację.
Moja rodzina mieszka w innym mieście 300 km ode mnie. Ojciec od zawsze był alkoholikiem, matka niby coś tam robiła, niby chciała odejść, ale ostatecznie nie odeszła i wybrała zostanie z ojcem mimo moich próśb i błagań żeby się rozwiodła praktycznie odkąd skończyłam podstawówkę. Bardzo wcześnie walczyłam o to żeby wyprowadzić się z domu. Już na studiach mi się to udało, znalazłam pracę i od 3 roku studiów zamieszkałam z chłopakiem, ale wtedy jeszcze w tym samym mieście. Rzadko przyjeżdżałam do domu. Nienawidziłam wszelkich świąt i uroczystości bo zawsze, ale to zawsze na tych spotkaniach były jakieś kwasy. No ale matka zawsze "truła" żeby przyjechać do nich w święta, urodziny itd. A ja nie miałam siły odmówić. Męczyłam się za to strasznie, bo ona też była toksyczna. Jak urodziłam dziecko to mówiła, że przejdzie na wcześniejszą emeryturę żeby pomóc, chciała mi wozić obiady przez całe miasto (godzina autobusami), mimo że ja tego wszystkiego nie chciałam - a ona swoje: że ona się poświęci, że ma tylko mnie itd. W końcu powiedziałam że dopóki mieszka z alkoholikiem moja noga w tym domu już nie stanie, a tym bardziej nie przyprowadzę tam dziecka. A matka powiedziała, że ona ojca nie zostawi bo chociaż zakupy zrobi itd. i dzwoniła z pytaniem czy może przyjść przed świętami (mimo że zaprosiłam ją na święta) bo to, bo tamto... a prawda była taka że bała się ojca który w święta miał wolne i był w domu. Kilka lat temu przeprowadziliśmy się do innego miasta 300km od rodzinnego. Było cudowanie że jak to czemu, że może sobie tylko na wakacje pojedziemy, a potem wrócimy, że ona przecież pomoże przy dziecku itd... A ja najchętniej zerwałabym wtedy kontakt z całą tą rodzinką. W końcu jakoś przyjęła że wyprowadziłam się i koniec i że nie wrócę. To zaczęło się trucie kiedy do niej przyjadę - mówię, że nigdy (zawsze też mówię że zapraszam do siebie) - z tego samego powodu co zawsze. Wydzwania do mnie, mówi że jej smutno, że za mną bardzo tęskni, no ludzie... jestem po 30-tce a czuję się osaczona jak mała dziewczynka. Dzisiaj znowu była taka rozmowa, a ja znowu jestem wkurzona i mam doła. Z ojcem jakoś mi się udało zerwać kontakt - nie rozmawiałam z nim i nie widziałam go na oczy od 4 lat. I czuję się z tym doskonale, bo wreszcie mogłam zacząć żyć bez obciążeń, bez tych wymuszonych wizyt i bez oglądania miasta, w którym tak naprawdę nie spotkało mnie nic dobrego. Ojciec też jakoś o ten kontakt nie zabiegał. Natomiast matka swoim zachowaniem prowadzi do tego że mam ochotę przestać nawet do niej dzwonić. Nie mogę już znieść tej sytuacji. Do tego mam czasem stany lękowe, że stanie się coś takiego że będę musiała wrócić/przeprowadzić się z powrotem do rodzinnego miasta, albo że w końcu wymusi jakoś na mnie przyjazd. Czuję się z tym strasznie.
Edytor zaawansowany
  • 27.04.17, 15:17
    mandy2002 napisała:

    > Wydzwania do mnie, mówi że jej smutno, że za mną bardzo tęskni, no ludzie... je
    > stem po 30-tce a czuję się osaczona jak mała dziewczynka.

    Musisz sobie uświadomić, że NIE jesteś odpowiedzialna za uczucia mamy. Nie masz obowiązku poprawiać jej nastroju.

    > matka swo
    > im zachowaniem prowadzi do tego że mam ochotę przestać nawet do niej dzwonić.

    To nie dzwoń. Musisz? Jeśli ona zadzwoni i zacznie się żalić mów wprost, że Ty nic na jej problemy nie poradzisz, żegnaj się i odkładaj słuchawkę.

    >Nie mogę już znieść tej sytuacji. Do tego mam czasem stany lękowe, że stanie się
    > coś takiego że będę musiała wrócić/przeprowadzić się z powrotem do rodzinnego
    > miasta, albo że w końcu wymusi jakoś na mnie przyjazd. Czuję się z tym straszni
    > e.

    Terapia dla DDA? Poszukaj w swojej miejscowości, na pewno Ci nie zaszkodzi, a może umocnić w Tobie pewność siebie i poczucie własnej wartości które masz zrujnowane. Pomoże też nabrać dystansu do zachowań matki i nauczyć się prawidłowo na nie reagować niekoniecznie zrywając z matką całkowicie kontakty, tylko ustawiając je na nowo wg Twoich dorosłych zasad i potrzeb.
  • 27.04.17, 18:50
    Co jest złego,że matka mówi ci o swoich uczuciach wobec ciebie? Wydaje mi się naturalne,że matka tęskni za swoim dorosłym dzieckiem. I jest jej smutno ,że rzadko się widujecie.
    Nie bardzo rozumiem twego problemu. Nazywasz "truciem" słowa matki o tęsknocie za tobą. jak w takim razie kontakt z matką uważasz za dobry? Zupełny brak czy raz na rok, raz na miesiąc?
    Mam wrażenie że czytam post nastolatki mającej dość rodziców a tu 30 letnia wolna, niezależna kobieta.
    Chcesz zerwać kontakt zrób to, zmień numer itp.
    --
    <*>
    "Nie wierzę w żadną magię ani inny zabobon. Pradawni bogowie mnie chronią!"
    By Julian
  • 27.04.17, 19:32
    Tak, masz rację - nie rozumiesz. Nie rozumiesz czym jest kontakt ze współuzależnioną matką, która żyje od 40 lat pod jednym dachem z alkoholikiem i wybrała go kosztem wnuka i kontaktów z córką, a teraz się użala jak to ona tęskni, jaka ona nieszczęśliwa. Ona nigdy nie powie w tych rozmowach nic pozytywnego - wiecznie chora, wiecznie zmęczona, wiecznie ma problemy. Tak, żebyś wiedziała, najchętniej zerwałabym kontakt z taką toksyczną osobą - sumienie mi tylko nie pozwala, ale jak tak dalej pójdzie, to rzeczywiście, wypierze mnie nawet z niego.
  • 27.04.17, 20:01
    Masz 100% racji - cała postawa twojej mamy (niemożliwość odejścia od alkoholika i usilne próby życia twoim życiem) wskazują na współuzależnienie - o ile wiem, jego książkową postać.
    Jedyną szansą dla twojej mamy jest terapia - realną szansą, bo, o ile mi wiadomo - jest dość skuteczna. Możesz zaoferować mamie pomoc w znalezieniu takiej terapii. Być może jej osiągnięcia na terapii mogą być jednym z tematów waszych przyszłych rozmów. Jeśli na terapię się nie zdecyduje - cóż, ona ma swoje życie, ty masz swoje, nie masz na nią wpływu, bo ona wybiera uzależnienie, żyje w swoim nieistniejącym, wymyślonym świecie. Nie zmienisz tego - czemu nie postarać się myśleć o tym jak o pogodzie, czymś na co nigdy nie będziesz miała wpływu choćby nie wiem co?

    Inna sprawa, że twoje reakcje też wyglądają na troche współuzależnieniowe. W każdym razie na dysfunkcyjne - trochę z twojego opisu wynika, że jesteś w tej relacji niedorosłą córką. Nic dziwnego, że współuzależniona mama próbuje cię traktować jak dziecko (nie usprawiedliwiam jej, to po prostu fakt), ale dziwne, że ty wchodzisz w taką relację. Być może powinnaś odbyć parę sesji ty też, żeby psychicznie 'dorosnąć' i nie myśleć o sobie tak bardzo w kategoriach 'córki' a bardziej 'siebie - Mandy'. Zastanów się, co jest dobre _dla_ciebie_ w relacjach z mamą, czego chcesz _ty_ (a nie twoje poczucie winy, potrzeba akceptacji z jej strony, chęć pomocy choćby wbrew jej woli itd, co tam cię dręczy). Spójrz na wasz związek realnie, a nie 'pragnieniowo'. Trzeźwo.

    Trzymaj się. Wydaje mi się, że kawał pracy już za tobą.

    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • 27.04.17, 21:44
    mandy2002 przeczytałam wszystkie twoje odpowiedzi w tym wątku i mam wrażenie że czytam posty zbuntowanej nastolatki. Dotyczy to płaszczyzny ty-matka.

    Mogę Ci jedynie zaproponować terapię dla DDA. Zaufaj mi, to naprawdę pomaga.
    Matki ani ojca nie zmienisz, przeszłość zawsze będzie taka jak była ale możesz zmienić siebie i sposób w jaki odbierasz teraźniejszość i łatwiej pogodzisz się z tym na co nie masz wpływu.
    Radzę ci to ze szczerego serca. Mam wrażenie,że siedzi w tobie tak wiele gniewu, złości która gdzieś buzuje w tobie, nie została uzewnętrzniona i ty się z tym męczysz.
    I że przez to zatrzymałaś się na etapie "buntu przeciw matce" i nie ruszysz dalej bez przepracowania swoich uczuć.
    Samo odcięcie się nie pomoże, te "demony" będą dalej siedzieć w twojej głowie.




    --
    "Nigdy nie powiedziałem, że nie jesteś dobry w tym, co robisz... Po prostu to, co robisz, jest bezwartościowe."
    by Sheldon Cooper
  • 27.04.17, 19:39
    Co innego nie być odpowiedzialnym za uczucia mamy, co innego postanowić, ze się nie będzie jeździć do domy, gdzie jest ojciec alkoholik, a co innego praktycznie uznać, ze każdy przejaw zainteresowania ze strony matki to osaczanie, że idealnie byłoby, aby usunęła sie całkowicie z życia córki i nie zawracała głowy. Wygląda na to, ze chcesz całkowicie zerwać kontakt z matka , aby ją ukarać, że ona nie rozwiodła sie z ojcem. Trudno mi ocenić, jak bardzo ojciec był dla Ciebie niedobry i jak bardzo Twoje oczekiwania były uzasadnione. Jesli matka tolerowała przemoc wobec Ciebie, to rozumiem, ze nie masz ochoty utrzymywać z nią kontaktu. Możesz zerwać kontakt tłumacząc matce, ze nie chcesz jej znać z powodu tego co zaszło w dzieciństwie. Jednak mam przykre wrażenie, ze nie o to chodzi - po prostu nie lubisz matki, masz do niej pretensje, że w ogóle interesuje sie Twoim życiem. Właściwie dlaczego?
  • 27.04.17, 19:54
    >usunęła sie całkowicie z życia córki i nie zawracała głowy. Wygląda na to, ze chcesz całkowicie zerwać kontakt z matka , aby ją ukarać, że ona nie rozwiodła sie z ojcem.

    Mylisz się, chciałabym po prostu mieć w miarę normalną matkę, która jak dzwoni to nie żali się wiecznie jaka to ona schorowana, nieszczęśliwa, jak jej ciężko przez ojca, itd. Chyba nie wiesz jak to jest kiedy ona wybrała patologię w domu, zmarnowała mi przez to dzieciństwo, teraz sobie marnuje życie (to jeszcze pół biedy) i mnie w to wciąga. To nie jest normalnie zachowująca się osoba, poczytaj sobie o współuzależnieniu i pomyśl jak wygląda i zachowuje się moja matka po 40 latach życia w bagnie.

    Nie lubię matki właśnie za to użalanie, za to że jest wiecznie chora i nieszczęśliwa, a nie próbuje nic z tym zrobić, tylko wchodzi w to bagno coraz bardziej i próbuje mnie pociągnąć za sobą. Chciałabym z nią pogadać o pierdołach, usłyszeć jakie ma plany, co robi, co ostatnio jej sprawiło przyjemność, chociażby. A nie tylko jęczenie jakie ona ma ciężkie życie, jak jej smutno, jak bardzo za mną tęskni - sorry, ale dla mnie to chore że dorosła osoba, która nie jest samotna, mieszka z mężem itd. użala się jak tęskni za dorosłym dzieckiem - co ona myśli? że jak bym mieszkała bliżej, to przychodziłabym ją zabawiać i ubarwiać jej beznadziejne życie? Nawet jak raz na jakiś czas się zbierze i cudem wyrwie z domu (co nie ma miejsca za często bo "ojciec będzie gadał"), to już na stacji wysiada z pociągu ze zbolałą miną, narzeka jak to ją bolą plecy, nogi czy co tam jeszcze, ciągnie za sobą trzy torby ze słoikami z gołąbkami, ogórkami i cierpi potem przez cały pobyt bo tak się zmęczyła. Myślisz że to są przyjemne kontakty i spotkania?
  • 27.04.17, 20:09
    Dla porównania napiszę ci jaka jest moja teściowa, która mieszka w tym samym mieście co matka. Ona też miała męża alkoholika, ale rozwiodła się jak mąż był w liceum. Mieszka od tamtej pory sama, nie ma nowego partnera, jest w doskonałym stanie fizycznym i psychicznym mimo że jest starsza od mojej matki o 10 lat. Dorabia sobie do emerytury jako niania i korepetytorka (była nauczycielką), chodzi na gimnastykę i uniwersytet trzeciego wieku, chodzi z koleżankami na kawę, do teatru, wyjeżdża sobie sama do sanatorium do czasu do czasu. Jest tak zajęta, że ledwo mogę ją złapać żeby pogadać ;) Przyjeżdża do nas często i zostaje z dzieckiem na kilka dni, a my w tym czasie usuwamy im się z mieszkania (babcia wtedy może nacieszyć się wnukiem i pomieszkać z nim sama, a i my mamy chwilę tylko dla siebie). Teściowa ma 72 lata, moja matka 60. Dlaczego moja mama nie może choć w 50% być taka jak ona? Uwierz mi że wtedy kontakty z nią mogłyby wreszcie zacząć być przyjemnością a nie tylko wysłuchiwaniem jakie ona ma ciężkie życie - od dziecka niczego innego nie słyszę - zawsze była wiecznie ciężko chora i pokrzywdzona przez ojca - jak byłam mała, to ciągle się bałam że umrze. No jakoś nie umarła - za to ja mam przez to między innymi rozwaloną psychikę. I teraz robi to nadal, mimo że odseparowałam się od tej rodzinnej patologii jak tylko mogłam, to nie chciałam do końca zrywać z nią kontaktu i mam wrażenie że ona to podświadomie wykorzystuje, wylewając na mnie cały żal do świata, bo tylko ja chyba jeszcze na nią zwracam uwagę - ojciec ma ją głęboko w d... od zawsze. Ona sobie nie da powiedzieć, że wiesz sorry nie chcę z wami kontaktu bo wspólnie spieprz... mi dzieciństwo i młodość, a nawet pośrednio dorosłe życie. Ona uważa, że jak ona się starała zapewnić mi normalność w domu (żart - z ojcem, który codziennie chodził nalany) to jest super. Kompletnie nie widzi z kim mieszka i ciągle mnie zaprasza - nie dociera do niej ta sytuacja zupełnie
  • 27.04.17, 20:31
    Matka ma sie na co żalić, choć świetnie rozumiem, że nie chcesz tego słuchać. Problem z tym, ze mama nie zmieni się i nie be,dzie taka, jak sobie wymarzyłaś. To co piszesz, wybacz, jest strasznie dziecinne. Mama ma się zmienić i prowadzić takie życie, abyś Ty była zadowolona i żeby Ci się z nią przyjemnie rozmawiało. Ma być zdrowa i dobrze się czuć, choć żle sie czuje od lat trzydziestu. No to poznaj przykrą prawdę - mama żyje swoim życiem i nie będzie zmieniała go całkowicie tylko po to, aby być dla Ciebie - dorosłej kobiety - dobrą mamusią. Rozumiem zal za zmarnowane dzieciństwo, ten może być uzasadniony. Nadzieje, ze mama nagle całkowicie zmieni charakter i pretensje, ze tego nie robi - nie. Możesz iść na terapię, bo niewątpliwie jej potrzebujesz, a potem jakoś ułożyć sobie kontakty z matką, ale nie licząc, że cudownie sie zmieni. Jest jak jest.
  • 27.04.17, 20:54
    Ależ niech nie zmienia - myślisz że ja po tylu latach mam na to nadzieję?
    Tylko niech mi da spokój skoro nie chce nic zmieniać w swoim życiu i przestanie mnie zadręczać
  • 27.04.17, 20:58
    > No to poznaj przykrą prawdę - mama żyje swoim życiem i nie będzie zmieniała go całkowicie tylko po to, aby być dla Ciebie - dorosłej kobiety - dobrą mamusią.

    Właśnie problem w tym, że nie żyje - usilnie chce żyć moim życiem i próbuje mnie wciągać w swoją patologię mimo, że ja wcale tego nie chcę

    >życie, abyś Ty była zadowolona i żeby Ci się z nią przyjemnie rozmawiało. Ma być zdrowa i dobrze się czuć, choć żle sie czuje od lat trzydziestu.

    Jak się jest chorym, to się idzie do lekarza leczyć - nie jest chora na żadną przewlekłą czy nieuleczalną chorobę. W zasadzie to nigdy nie wiedziałam co tak naprawdę jej jest, bo za każdym razem boli ją co innego. Tak czy siak, jak się jest chorym to się chodzi do lekarza a nie zadręcza małe dziecko, a później dorosłą córkę swoim stanem
  • 27.04.17, 21:31
    Nadal zachowujesz sie jak dziecko. Tak, matka nie powinna zadręczać dziecka swoją chorobą. Ale Ty już nie jesteś dzieckiem. Matka nie da Ci spokoju, bo najprawdopodobniej Cię kocha. Nie mówię, że jest dobrą matką. Ale oczekiwanie, ze albo sie zmieni, albo niech Ci da spokój może Cię najwyżej zdołować jeszcze bardziej. Bo matka nie zrobi ani jednego, ani drugiego.
    W punktach
    1. Twoja mama zmarnowała Ci dzieciństwo nie rozstając sie z alkoholikiem. To fakt i tego nic nie zmieni. To jest bardzo trudno ocenić jednoznacznie, bo z jednej strony matka powinna przede wszystkim chronić dziecko, z drugiej jeśli nadal chciała byc z Twoim ojcem, to poświęcenie swojego życia dla dziecka jest słuszne, ale nie każdy na to sie zdobędzie. I nie sadzę, aby mama wtedy stała sie radosna i zdrowa.
    2. Twoja mama ma lat 60 i charakter taki sam od lat. Taka już zostanie - nie, wróć - będzie jeszcze gorzej, bo na starość takie cechy się pogarszają
    3. Twoja mama obecnie raczej Cię nie krzywdzi, tylko Cię denerwuje.

    Czego oczekujesz, tak naprawdę? Mama sie nie zmieni. Tymczasem Ty masz podejście do życia dziecka. Nadal wydaje Ci się,z ę mama sie zmieni i ze zrobi to dla Ciebie. Paradoksalnie oczekujesz rzeczy sprzecznych - ze nie bedzie marudziła i tęskniła, że nie będzie w ogóle zawracała Ci głowy, że przestanie interesować sie Twoim życiem i spotykać się, a jednocześnie uwazasz, że po 40 latach małżeństwa matka powinna porzucić ojca , bo "wybrała go kosztem wnuka i kontaktów z córką" Czyli oczekujesz, że matka będzie myślała tylko o Tobie, i przede wszystkim miała na względzie Ciebie, Twoja rodzinę i kontakty z Tobą.
    Koniecznie potrzebujesz terapii, bo zatrzymałaś sie na poziomie dziecka jeśli chodzi o kontakty z matką i oczekiwania wobec niej.


  • 27.04.17, 21:57
    Ciesz się z tego że masz wspaniałą teściową, ale nie porównuj jej z matką. To dwie różne osoby. A Twoja matka się nie zmieni, bo i dlaczego miałaby? To TY musisz się zmienić. Zamknąć za sobą dzieciństwo. Pogodzić się z tym jakie było. I zacząć traktować matkę jak jedna dorosła kobieta inną dorosłą kobietę, a nie ciągle jak skrzywdzone dziecko mamusię.
    Jak potraktowałabyś taką koleżankę? Wpuszczałabyś jej marudzenie jednym uchem, wypuszczała drugim, ograniczyłabyś kontakty, sprowadziła wizyty do jednego weekendu na pół roku? Przerywałabyś skargi i żale mówiąc, że nie masz na jej życie żadnego wpływu i wobec tego nie masz ochoty ciągle tego samego słuchać skoro ona nie ma ochoty nic zmienić? Dzwoniłabyś najczęściej raz na tydzień? Albo nie dzwoniła wcale oczekując jedynie telefonu od niej i przerywając, że masz pilne sprawy gdy zacznie ponownie opowiadać jak jej źle? Zastanów się nad tym...i wprowadzaj w życie.
  • 27.04.17, 22:05
    Wszystko się zgadza, za wyjątkiem:

    >jednocześnie uwazasz, że po 40 latach małżeństwa matka powinna porzucić ojca , bo "wybrała go kosztem wnuka i kontaktów z córką" Czyli oczekujesz, że matka będzie myślała tylko o Tobie, i przede wszystkim miała na względzie Ciebie, Twoja rodzinę i kontakty z Tobą.

    Prawda jest taka, że ja niczego nie oczekuję od niej, ani niczego nie chcę. No może za wyjątkiem: " ze nie bedzie marudziła i tęskniła, że nie będzie w ogóle zawracała Ci głowy, że przestanie interesować sie Twoim życiem i spotykać się,"
    Tak się niestety nie stanie, bo cytując matkę "tylko ja jej zostałam, żyje tylko dla mnie, bardzo mnie kocha, ciągle o mnie myśli"
  • 27.04.17, 22:22
    Możesz rozłączać rozmowy bez żadnego tłumaczenia się jeśli narzekania jest dla ciebie za dużo.
  • 27.04.17, 22:44
    Oczekujesz. Oczekujesz , ze się zmieni, ze będzie jak Twoja teściowa, że nie będzie Cie absorbowała swoimi sprawami, że nie będzie Ci sie zwierzała, ale jak przyjedzie, to ma być przyjemnie.
    To sa oczekiwania dziecka, które myśli, ze mama przede wszystkim ma być dla niego i ma być kochana i miła.
    Nie oznacza to, zę musisz pokornie znosić narzekania i oczekiwania mamy. Ale na pewno nie oczekuj cudu, a już nie oczekuj, ze matka przestanie interesować sie życiem swojego dziecka. Cóż, jak sądzę, Ty tez kochasz swoje dziecko i jak sie wyprowadzi nie uznasz, ze to koniec znajomości i nie ma sensu więcej się spotykać czy dzwonić.
  • 29.04.17, 14:15
    Nie, nie, czekaj, ona nie oczekuje że matka się zmieni. Ona wie, że matka się nie zmieni i dlatego chce zerwać kontakty. Widzę tu nie tyle dziecinne żądania niemożliwego, co - niestety - totalny brak więzi z matką. Nie wnikam w przyczyny, nie szukam winnych - stwierdzam co widzę: córka nie tęskni za matką, dostrzega w niej tylko wady, nie szuka jej towarzystwa. Pokazywanie, że matka jest "nie taka jak powinna" to tylko pretekst. Po prostu najlepiej, jakby jej w ogóle nie było.

    --
    Good evening. I am a lizard woman from the dawn of time, and this is my wife.
  • 28.04.17, 01:06
    wiesz moze pomysl ze byc moze jest to jedyna osoba, ktora cie wlasnie w taki bezwarunkowy sposob kocha a pewnie za pare lat jej zabraknie? I obys za jakis czas nie uslysza od wlasnych dzieci ze im 'd... zwracasz' gdy powiesz ze boli cie glowa czy jest ci smutno.
  • 27.04.17, 23:09
    mandy2002 napisała:

    > > No to poznaj przykrą prawdę - mama żyje swoim życiem i nie będzie zmienia
    > ła go całkowicie tylko po to, aby być dla Ciebie - dorosłej kobiety - dobrą mam
    > usią.
    >
    > Właśnie problem w tym, że nie żyje - usilnie chce żyć moim życiem i próbuje mni
    > e wciągać w swoją patologię mimo, że ja wcale tego nie chcę

    Eh a ty robisz dokładnie to samo, karzesz jej zostawić ojca i zerwałas kontakty bo tupiesz nóżka bo ona nie chce zmienić całego swojego życia dla ciebie
    Każesz jej wybierać miedzy ojcem a kontaktami z toba i wnukiem.
    Jestes okropna. Po prostu.

    > >życie, abyś Ty była zadowolona i żeby Ci się z nią przyjemnie rozmawiało.
    > Ma być zdrowa i dobrze się czuć, choć żle sie czuje od lat trzydziestu.
    >
    > Jak się jest chorym, to się idzie do lekarza leczyć - nie jest chora na żadną
    > przewlekłą czy nieuleczalną chorobę. W zasadzie to nigdy nie wiedziałam co tak
    > naprawdę jej jest, bo za każdym razem boli ją co innego. Tak czy siak, jak się
    > jest chorym to się chodzi do lekarza a nie zadręcza małe dziecko, a później dor
    > osłą córkę swoim stanem

    Zadręczania cie ? Masz cos z głowa.
    Sorry ale głupoty takie wypisujesz.
    Osoba starsza ma bóle, czasem nie z choroby.
    Matka mowi ze ja boli głowa i ty sie wciekasz?
    Mężowi nie mowisz ze boli cie brzuch albo ze sie przeziębiłaś bo nie chcesz go zadręczać?

    Ona ma odejść od ojca bo ty dorosła corka jej każesz? A weźmiesz ja do siebie?
    Czy odczujesz satysfakcję ze matka cie posłuchała, ale dalej bedziesz ja trzymać z daleka?nich se zyje 300 km od ciebie i nie truje ci dupy?

    Skoro takie masz podejście do rodziny zeby kiedys twoje dziecko nie powiedziało trujesz matka odwal sie.
    Bo narazie brzmisz jak nastolatka.
    Chcesz sterować życiem kogoś dorosłego? A sama sie wściekasz o trucie dupy.
    To o czym chcesz z matka rozmawiać? O pogodzie?.
    Mozesz oczywiście powiedzieć nie mow nic o ojcu, jak będziemy u teściowej to spotkamy sie w kawiarni na lody. Bo ojca widzieć nie chce. Ale zeby winić matkę za alkoholizm ojca? I ze nie maila dosc siły na odejście?
    No cóż moze woli byc z nim niz sama w 4 ścianach...
    Ty masz swoje zycie, ona teskni za toba ma prawo jestes jej dzieckiem, ale nie oczekuj ze zimno całe swoje zycie i zostanie całkiem sama.
    Nie życząc ci tego ale skoro macie taka przeszłość i to kto wie czy któreś z was nie powieli schematu.
    Zobaczymy czy ty bedziesz potrafiła odejść od meza po x lata wspólnego życia.

    Bo wiesz tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono jak człowiek młody to mu sie wydaje ze zrobi tak i tak i juz... a zycie czasem bardzo zaskakuje.
    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 28.04.17, 09:35
    > Ale zeby winić matkę za alkoholizm ojca? I ze nie maila dosc siły na odejście?

    No proszę - jaka cudna akceptacja nagle dla matek żyjących w patologicznych związkach i skazujących na życie w bagnie swoje dzieci. Tak - winię ją za to że nie miała siły odejść - bo nie dość że zmarnowała w ten sposób swoje życie i do tej pory zadręcza mnie jego konsekwencjami (TAK ZADRĘCZA! - narzekanie dla samego narzekania i nic nie robienie z problemem tylko zajmowanie czyjejś uwagi i liczenie na to że się poużala, jest ZADRĘCZANIEM), to jeszcze do tego zmarnowała moje - mimo że regularnie od podstawówki BŁAGAŁAM ją żebyśmy się od ojca wyprowadziły, chociażby do kawalerki
  • 28.04.17, 09:39
    >Czy odczujesz satysfakcję ze matka cie posłuchała, ale dalej bedziesz ja trzymać z daleka?nich se zyje 300 km od ciebie i nie truje ci dupy?

    Ależ niech się nie rozwodzi, niech zostanie z nim sobie do śmierci. I świetnie. Ale nieee... ona się obudziła że straciła przez swój wybór córkę - i próbuje upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: dalej tkwić w patologicznym związku z alkoholikiem, a jednocześnie utrzymywać kontakt z córką i wylewać na nią konsekwencje życia z alkoholikiem (użalać się co on zrobił, ile wypił, że nie pracuje, że znów na nią nawrzeszczał) i zapraszać na rodzinne obiadki do pseudorodzinnego domu - a tak nie będzie i koniec. Chce z nim żyć, proszę bardzo, ale jeśli zamierza w ten sposób postępować, to BEZE MNIE
  • 28.04.17, 09:41
    PS. Teraz przynajmniej mam wybór, bo jako dziecko niestety go nie miałam i przez kilkanaście lat musiałam to bagno obserwować, pocieszać płaczącą matkę, wstawać w nocy jak wołała bo ojcu się na bicie jej zebrało
  • 28.04.17, 09:44
    Bardzo Ci współczuję. Dlaczego odrzucasz rady o terapii? Nie boisz się że przekażesz swój ciężar dziecku? Już nie chodzi o ojca, ale o poradzenie sobie z żalem do matki. Z Twoich postów wylewa się wściekłość.
    Bądź tą pierwszą osobą w rodzinie która się wyrwie z tego bagna. Może matka pójdzie za Twoim przykladem?
  • 28.04.17, 09:49
    A ty byś nie była wściekła widząc takie wpisy jak 3-mamuski. Każdemu się wydaje że matka to matka, i że jak chce dobrze to trzeba ją bezwarunkowo kochać i robić to co ona by chciała, a to niestety nie jest takie proste. Nie wiem czy odrzucam możliwość terapii. Na razie to nie mam na to czasu, pracuję do późna, mam małe dziecko - gdzie są darmowe terapie w weekendy? Nie ma. Wiem jedno, dopóki ona nie przestanie się zachowywać w taki toksyczny sposób, to będę musiała całkowicie zerwać z nią kontakt, niezależnie od terapii. Bo nie może być tak że każdą rozmowę z nią odchorowuję kilka dni.
  • 28.04.17, 10:06
    Nie każdemu. Tzn komuś się tak może wydawać, Ty możesz mieć taki głos w głowie, ale to nie znaczy że to jest prawda.
  • 28.04.17, 10:10
    PS nie chodzi mi o wściekłość na forum, tylko o wściekłość na matkę. Za to jak wyglądało dzieciństwo, za to że narzeka zamiast się uśmiechać jak Twoja tesciowa.
  • 28.04.17, 10:16
    Nie za to że narzeka zamiast się uśmiechać jak teściowa, tylko za to że mimo że się wyprowadziłam i zaczęłam wreszcie własne normalne życie, to ona mnie ciągle próbuje wciągać w to swoje bagienko na różne sposoby - i to wszystko pod pozorem miłości i tęsknoty za mną
  • 29.04.17, 15:14
    A dlaczego 'pod pozorem'?
    Myślę, że ona naprawdę może cię kochać i tęsknić za tobą. Jesteś jedyną prawdziwą miłością jej życia (związek z ojcem jest toksyczny i ona to z pewnością na jakimśtam poziomie wie).

    Tyle, że ona nie przystaje do twojego pragnieniowego obrazu 'właściwej matki', którą uosabia teściowa. I myślę, że dlatego jesteś na nią zła - mogłaby być w twoim życiu, ale tylko taka, jaką chcesz w swoich pragnieniach. Ale jest inna, i takiej nie chcesz - i głupia nie potrafi tego zrozumieć, tylko ciągle ci zawraca głowę.

    Jakbyś chciała rzeczywistej zmiany to zamiast mieć pretensję do niej za to, że nie jest kimś innym, albo powinnaś zająć się sobą (-> terapia, podczas której zrozumiesz, że tego typu pragnienia są tyleż idiotyczne, co niesprawiedliwe) albo pomóc jej (-> terapia, podczas której zajmie się sobą i swoją chorą relacją z mężem).

    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • 27.04.17, 23:38
    Podpisuje sie pod postem bene_gesserit.
    Czytajac kilka innych mam wrazenie ze nieorzepracowane wspoluzaleznienie to jakas plaga.
  • 28.04.17, 06:26
    Masz prawo nie znosić matki za to, jakie ci do spółki z ojcem zgotowała dzieciństwo. Masz prawo ograniczyć kontakty lub wręcz zerwać je całkowicie. Nie masz natomiast prawa do wymagania, by matka się zmieniła lub w końcu odeszła od ojca. No nie masz i już. Czyli tradycyjnie: piłka w reacjach z nią jest po twojej stronie. I to ty i wyłącznie ty decydujesz jaka forma i częstotliwość kontaktów ci odpowiada. Masz to szczęście, że mieszkając 300 kilometrów od niej nie musisz obawiać się niezapowiedzianych wizyt. A słuchawkę telefonu można bardzo łatwo odłożyć lub wręcz w ogóle jej nie podnosić, gdy mama dzwoni.
    A na terapię idź i przepracuj tą traumę z dzieciństwa, bo widać, że ona cię zżera od środka i niszczy twój spokój. I nawet fizyczna odległość od oprawców ci nie pomaga. Po co się męczyć?
  • 28.04.17, 06:37
    Gdzie ja napisałam że oczekuję od matki że się zmieni?
    Napisałam tylko o czym od małego dziecka marzyłam, jakie jej zachowanie nie powodowałoby u mnie chęci ucieczki od niej. Ale nic nie oczekuję. To byłoby chore oczekiwać jakichkolwiek zmian od kogoś kto dla małego dziecka błagającego o zamieszkanie z dala od ojca nie potrafił tego zrobić. Niech sobie żyje w tym piekiełku, które sobie zgotowała. Trudno.
    Jedyne czego oczekuję to że przestanie do mnie wydzwaniać i zapraszać żebym do tego piekła przyjechała na "rodzinną wizytę" z moim dzieckiem, że przyjmie wreszcie do wiadomości że ja już tam nigdy nie wrócę i przestanie rzucać teksty w stylu "no przyjedź bo ja tak bardzo za tobą tęsknię". Dokonała w swoim życiu wyborów i ona też musi się liczyć z konsekwencjami. A konsekwencją jest bardzo rodzinnych obiadków i spotkań - bo żadnej rodziny tam nie ma. Jak tylko przestanie to robić, to nawet terapia nie będzie mi potrzebna
  • 28.04.17, 07:00
    I to jest ta wielka krzywda, to że wydzwania?
    Terapia jest i będzie Ci potrzebna, nawet jak matka przestanie "truć", czyli po śmierci. Ale najtrudniej zmienić siebie, lepiej jak ktoś inny to zrobi.
    W ogóle mam wrażenie że jesteście podobne. Ona też pewnie byłaby szczęśliwa gdyby tylko ktoś inny się zmienił (ojciec). Tobie do szczęścia potrzeba zmiany w Twojej matce. Tak się nie da niestety.
  • 28.04.17, 08:31
    Nie, nie jest krzywdą że wydzwania, tylko to co mówi - ile mam jeszcze słuchać, że jej się ciężko żyje z alkoholikiem, mimo że sama go wybrała?
  • 28.04.17, 09:51
    Matka skrzywdziła Cię w dzieciństwie.
    Matka nie krzywdzi Cię tym, że narzeka na to że ją coś boli.

    To nie są te same rzeczy.
  • 28.04.17, 09:55
    Boli ją tak od 30 lat - serce albo głowa po występkach ojca. To nie jest rzeczywiste chorowanie. Ona nie dzwoni, że boli ją noga bo dopadł ją reumatyzm. Ona od 30 lat choruje na serce i ma migreny bo ojciec znowu się upił i szalał. Jak byłam mała to się przejmowałam i codziennie bałam się że dostanie zawału i umrze. I co? Już trzydziesty któryś rok wciąż narzeka i nic z tym nie robi. Ale super jej się żali córce i nie widzi problemu oraz dlaczego ja nie chcę przyjeżdżać do niej
  • 28.04.17, 10:03
    Ale to nadal nie jest krzywdzenie Ciebie. Teraz jesteś dorosła i powinnaś umieć podejść do tego jak do cudzego problemu - czyli przejąć się tym na tyle na ile uważasz za stosowne.

    Tak, problemy mają swoje źródło w dzieciństwie, ale ono się już skończyło i teraz to Ty jesteś za siebie odpowiedzialna (i za swoje dziecko też)
  • 28.04.17, 10:13
    Jest krzywdzenie - krzywdzi mnie bo mnie dręczy żebym przyjechała do domu w którym jest alkoholik, mimo że zna moje stanowisko. Oczekuje że będę się zamartwiać jej stanem zdrowia, jej brakiem sił. Mówi jak przeze mnie cierpi bo tak bardzo tęskni, a ja jestem całym jej światem - to nie jest krzywdzenie? Ja nie mogę już tego słuchać, a jedyny sposób na to, jaki mi przychodzi do głowy, to całkowite zerwanie kontaktu.
    Krzywdzi też swojego wnuka bo kiedy dziecko jest w domu i chce porozmawiać z nią przez Skype (bardzo lubi to robić z drugą babcią), to ona nie może, bo ojciec alkoholik jest w domu i no nie da rady. Proponuje że mogłaby z nim porozmawiać jak my jesteśmy w pracy a dziecko w przedszkolu, bo wtedy akurat ojciec sobie gdzieś wychodzi. To jest chore. Teraz jeszcze dziecko szuka z nią kontaktu, jak tak dalej pójdzie, to przestanie na nią zwracać uwagę. I wtedy też będzie lament bo dziecko ją olało
  • 28.04.17, 10:29
    Krzywdzi tym że czegoś oczekuje? Widzisz jaki to ma wydźwięk?
    Matka ma prawo mieć swoje oczekiwania a Ty masz prawo ich nie spełniać. Gdzie tu jest krzywda?
  • 28.04.17, 10:38
    Chociażby krzywda dla wnuka - nawet na moje dziecko przenoszą się konsekwencje jej wyboru, bo nie może nawet normalnie porozmawiać z babcią kiedy jest w domu
  • 28.04.17, 10:45
    Ze względu na to właśnie dziecko mam nadzieję że się przekonasz do terapii. Bardziej na tym skorzysta niż z tego że może porozmawiać z babcią o 16 zamiast o 13.
  • 28.04.17, 10:54
    Babcia z nim w ogóle nie rozmawia bo o 16 to już alkoholik wraca do domu i zaczyna się młyn. Także weekendy odpadają, popołudnia też. Dziecko z nią nie rozmawiało już od 2 miesięcy, bo babci zawsze "nie pasowało"
  • 28.04.17, 11:06
    Nie bardzo rozumiem: żałujesz, że wnuk nie może gadać z zaburzoną współuzaleznioną babcią? I to uważasz za krzywdę że babcia z nim nie rozmawia? A równocześnie wrzeszczysz, że ta sama osoba krzywdzi ciebie bo z tobą rozmawia i wydzwania a ty masz tego dość?

    Przykro mi, ale jak widać, nie trzeba mieć alkoholika bezpośrednio w domu żeby być osobą współuzależnioną/kontrolującą/zaburzoną/szantażującą innych fochami. Radzę ci dać spokój matce i baczniej przyjrzeć się sobie i własnej nowej rodzinie i relacjom w niej. Często jest tak, że tak bardzo ktoś się skupia na "naprawianiu"innych bo nie chce widzieć bajzlu na własnym najbliższym podwórku -który prędzej czy później nie zmieści się pod dywanem..
  • 28.04.17, 11:16
    Czy żałuję? A gdzie ja coś takiego napisałam? Napisałam tylko, że wnuk chce i jaką babcia w obliczu tego prezentuje postawę.
    Ależ ja bym z chęcią dała jej spokój - niech przestanie do mnie wydzwaniać i obarczać swoimi problemami (przy okazji zabraniając mówić komukolwiek o nich, nawet mężowi) i będzie dużo lepiej
  • 28.04.17, 09:04
    mandy2002 napisała:

    > Gdzie ja napisałam że oczekuję od matki że się zmieni?
    /ciach/
    > Jedyne czego oczekuję to że przestanie do mnie wydzwaniać i zapraszać żebym do
    > tego piekła przyjechała na "rodzinną wizytę" z moim dzieckiem, że przyjmie wres
    > zcie do wiadomości że ja już tam nigdy nie wrócę i przestanie rzucać teksty w s
    > tylu "no przyjedź bo ja tak bardzo za tobą tęsknię". Dokonała w swoim życiu wyb
    > orów i ona też musi się liczyć z konsekwencjami. A konsekwencją jest bardzo rod
    > zinnych obiadków i spotkań - bo żadnej rodziny tam nie ma. Jak tylko przestanie
    > to robić, to nawet terapia nie będzie mi potrzebna


    Nie, absolutnie nie oczekujesz, ze mama sie zmieni. Ma tylko przestac robic to, co robi, prawdaz, ale to przeciez zadna zmiana.
    Nie ludz sie, ze jak mama przestanie (zreszta nie przestanie), to tobie nie bedzie potrzebna terapia. Bedzie. To wszystko tkwi w Tobie, nie w mamie - po jej smierci nadal bedziesz miala problemy. Nie z nia, tylko z wlasnymi reakcjami i oczekiwaniami.
  • 28.04.17, 09:26
    >Nie ludz sie, ze jak mama przestanie (zreszta nie przestanie), to tobie nie bedzie potrzebna terapia.

    No wiesz, jak tak dalej pójdzie to będzie musiała przestać, bo w końcu rzeczywiście przestanę odbierać telefon.
    Po śmierci rodziców problem przestanie istnieć, bo już nikt nie będzie mnie zmuszał do kontaktu i przebywania w domu, który dla mnie nie istnieje
  • 28.04.17, 10:08
    mandy2002 napisała:

    > Po śmierci rodziców problem przestanie istnieć, bo już nikt nie będzie mnie zmu
    > szał do kontaktu i przebywania w domu, który dla mnie nie istnieje

    Nie przestanie. Deficyty i leki bedziesz przenosic na swoje wlasne dzicko, na stosunki z mezem.
  • 28.04.17, 10:48
    Ależ skąd. Mama umrze, a Ty będziesz się do końca życia wściekać na nią, że nie wyrzuciła męża z domu, bo wnuk chciał z nią rozmawiać przez Skype'a. Nawet nie widzisz jak strasznie absurdalna jest część Twoich pretensji, które oczywiście mają źródło w pretensji całkowicie słusznej. Tylko nie potrafisz oddzielić rzeczywistej krzywdy od tego, co krzywdą nie jest. Cokolwiek matka zrobi, będzie źle. Bez terapii przekażesz dziecku bardzo negatywny wzorzec nie radzenia sobie z normalnymi kontaktami, nauczysz dziecko że nie wolno narzekać (masz szansę że nic Ci nie powie o własnych problemach) i że jesli chce byc akceptowany musi podporządkować się Twojej wizji życia.
  • 28.04.17, 10:55
    Przesadzasz i mocno nadinterpretujesz
  • 28.04.17, 11:01
    PS. Dlaczego uważasz że będę się wściekać? Mnie to ryba czy ona chce rozmawiać z dzieckiem czy nie. To ponownie jej wybór. Może dziecka mi trochę szkoda, ale jest mi to zupełnie obojętne co ona robi ze swoim życiem - dopóki nie próbuje mnie w to wciągać
  • 28.04.17, 11:02
    Nie jest Ci obojętne, bo wtedy bardzo łatwo byłoby Ci nie dać sie wciągnąć.
  • 28.04.17, 11:05
    A masz jakiś pomysł jak nie dać się wciągnąć? Na przykładzie dziecka, to już jestem wciągnięta, bo muszę kłamać że babcia pracuje, że babcia wyszła z domu... mam mu powiedzieć że babcia nie może rozmawiać bo pijany dziadek robi sceny za każdym razem?
    Jedyny pomysł jaki mi przychodzi do głowy to zerwanie kontaktu w takiej sytuacji, no ale tak też niby niedobrze
  • 28.04.17, 11:15
    Tak. Iść na terapię. I oczywiście masz powiedzieć dziecku, ze babcia nie moze rozmawiać, bo pijany dziadek jej nie pozwala. Wcale nie musisz kłamać, więcej nawet - nie powinnaś. Jesli rozważasz zerwanie kontaktu czy bardzo duże rozluźnienie, to dziecko musi wiedzieć dlaczego, aby nie uważało, że zerwanie kontaktów z rodzicami jest normą, albo ze to Twoja wina.
  • 28.04.17, 11:17
    > I oczywiście masz powiedzieć dziecku, ze babcia nie moze rozmawiać, bo pijany dziadek jej nie pozwala.

    No tu już trochę przesadziłaś. Nie będę obarczać kilkulatka takimi problemami i tłumaczyć co to jest "pijany dziadek".
  • 28.04.17, 11:22
    Oj, nawet nie wiesz jak bardzo go obarczasz
  • 28.04.17, 11:24
    No niestety - pewnych rzeczy, np. tego jaki jest jego dziadek i jego babcia, nie jestem w stanie przeskoczyć. Jedyne co mogę zrobić to izolować od tego
  • 28.04.17, 11:35
    Robisz dokładnie to, co Twoja matka - udajesz przed dzieckiem, ze problem nie istnieje. A dziecko tak łatwo oszukać sie nie da, szybko się orientuje, ze problem jest, tajemnica jest, mama sie martwi lub denerwuje bez powodu. To dla dziecka bez porównania bardziej obciążające, niz świadomość , ze obcy w gruncie rzeczy dziadek pije.
  • 28.04.17, 11:37
    Nie - dziecko po prostu powoli zapomina o babci i tyle. Ma na szczęście jeszcze drugą
  • 28.04.17, 11:39
    Ty nie zapominasz i dziecko nie zapomni. Robisz to co każdy współuzależniony - zamiatasz problem pod dywan i każesz dziecku wierzyć, ze problem nie istnieje.
  • 28.04.17, 11:41
    Tak, tak. Jak ty się świetnie znasz na ludziach - normalnie geniusz. Zdiagnozowałaś mnie i całą rodzinę po kilku wpisach w Internecie. Brawo.
  • 28.04.17, 12:32
    Mandy, Verdana pisze jedynie o sprawach, które są ABSOLUTNIE ewidentne po lekturze Twoich wpisów. Terapia pomogłaby Ci się z nimi uporać.
  • 30.04.17, 11:00
    Mandy, zgadzam się z Verdaną.
    I jedno mnie zaskakuje. Na ojca nie jesteś wściekła? Że zniszczył życie Tobie i matce?


    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 30.04.17, 11:05
    pade napisała:

    > Mandy, zgadzam się z Verdaną.
    > I jedno mnie zaskakuje. Na ojca nie jesteś wściekła? Że zniszczył życie Tobie i
    > matce?
    >
    >

    Z ojcem sprawa jest pewnie prosta, bo jest jednoznacznie godny potępienia. Matka z jednej strony kocha, poświęca się i jakoś tam broniła autorki, a z drugiej nie broniła dość dobrze. A teraz w dodatku jest jednym, wielkim, marudzącym wyrzutem sumienia.
  • 04.05.17, 20:41
    Z ojcem sprawa jest bardzo prosta. Kilka lat temu przestałam w ogóle go widywać z racji wyprowadzki do innego miasta, przez telefon nie rozmawiamy, nie wiem co u niego (jak uda mi się przystopować opowieści matki) i generalnie jest, ale jakby go nie było - i cudnie. To najlepsze co mógł dla mnie zrobić. Nie liczę, że się zmieni, a skoro się nie zmienił, to fakt że nie truje mi dupy swoją obecnością, nie zaprasza do siebie, nie wydzwania i nie mówi jak bardzo za mną tęskni jest dla mnie naprawdę super. Do ojca po kilku latach od zerwania kontaktów mam stosunek absolutnie neutralny i jestem co najwyżej wdzięczna, że ma na tyle "rozsądku", że tych kontaktów nie stara się na siłę podtrzymywać.
  • 28.04.17, 11:21
    A i mój ojciec wcale jej nie "nie pozwala". W stanie nieważkości to pewnie sam by jeszcze chętnie pogadał - znam jego nastawienie. To matka nie chce, wstydzi się, nie ma siły w jego towarzystwie - czy co tam jeszcze
  • 30.04.17, 11:01
    Matka się wstydzi ojca, Ty się wstydzisz matki.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 28.04.17, 11:20
    W tym wątku słowo terapia pada 21 razy (teraz już 22), ale oczywiście nic nie możesz zrobić. Nie ma żadnego sposobu. Tylko matka sama z siebie ma się zmienić i już będzie ok (oczywiście ona też nie ma żadnego problemu, ona będzie szczęśliwa jak tylko ojciec się zmieni, który oczywiście też nie ma żadnego problemu ze sobą, tylko cośtam).
  • 28.04.17, 11:23
    Odpisałam ci już w temacie terapii - pokaż gdzie są terapie dla osób pracujących do późna i mających dużo obowiązków domowych - czyli tak mniej więcej od godziny 19 w tygodniu, ew. w weekendy
  • 28.04.17, 11:24
    Tak, ale.
  • 28.04.17, 11:29
    Nie no - bardzo poważnie pytam. Bo w moim mieście zdążyłam się już zorientować i nie ma. Można przyjść w godzinach pracy ośrodka do 17. A do tego dodaj jeszcze że psycholog (przynajmniej ta, którą mi przydzielono) była bardzo młoda, tuż po studiach - śmiem podejrzewać że miała małe doświadczenie, więc nie mów mi że nie próbuję nic zrobić, tylko teoria teorią, a rzeczywistość jest zupełnie inna
  • 28.04.17, 11:33
    Jak nie ma terapii to nie ma. Co poradzić.
    A ta terapia (której nie ma) jest prowadzona przez młodą osobę to tym bardziej..
    A w ogóle to trzeba pranie zrobić więc wobec powyższego nie ma sensu ruszać tematu. Najwyżej dziecko pochodzi (jak będzie miało czas i odpowiednio starego terapeutę).
  • 28.04.17, 11:35
    Tak, tak - ty wiesz najlepiej. Nieważne że zwalniałam się przez ponad rok w godzinach pracy, nieważne że szukałam pomocy gdzie się dało, nieważne że psycholog nie była (delikatnie mówiąc) najlepsza - takie rzeczy przecież się nie zdarzają. Ty wiesz przecież doskonale
  • 28.04.17, 11:47
    Wiem niestety że uciekasz w wymówki.
    Raz piszesz że nie ma terapii w weekendy, teraz się okazuje że możesz się zwalniać w trakcie pracy.
    I po roku tego chodzenia nie widzisz że masz ze sobą problem? To rzeczywiście kiepska terapeutka, albo oporny z Ciebie materiał, nie widząc potrzeby pracy nad sobą.

    Nie ma sensu ciągnąć dalej tematu. Powodzenia
  • 28.04.17, 12:05
    Nie ma terapii grupowych. Chodziłam na spotkania indywidualne - nie mnie oceniać jaka była terapeutka, ale w moim wypadku nie przyniosło to skutków.
  • 28.04.17, 11:28
    Nie da się, nie ma dla ciebie terapii, nie ma szans, to nic nie da, ty nie masz warunków.
    Więc nieś swój krzyż bo widać musisz.
    Dziecku kłam i absolutnie nie mów że dziadek pije - i popatrz w lustro- kogo widzisz? aby nie swoją matkę kropka w kropkę?
  • 28.04.17, 11:37
    Dokładna kopie matki - tez nic nie moze zmienić w życiu, też potrafi sie tylko skarżyć, ze jest źle, ale nic sie z tym nie da zrobić. I tez oczekuje wyłącznie współczucia, a nie rad.
  • 28.04.17, 11:40
    Nie nie oczekuję współczucia - po prostu mam PRZEOGROMNĄ ochotę zerwać z nią kontakt całkowicie i napisałam żeby się wygadać - nie od tego jest forum?
  • 28.04.17, 11:51
    To zerwij. Nie tłumacząc synkowi dlaczego. Tylko nie oczekuj, ze nie zrobi tego samego, jak dorośnie.
  • 28.04.17, 12:06
    Jak nie będę do niego wydzwaniać wiecznie się uskarżając i obwiniając go o moją nieszczęśliwą samotną starość u boku uzależnionego od alkoholu męża, to jest szansa że nie zerwie kontaktów ;)
  • 28.04.17, 11:51
    Zadzwoń do mamy, ponarzekacie sobie razem
  • 28.04.17, 12:07
    mandy2002 napisała:

    > Nie nie oczekuję współczucia - po prostu mam PRZEOGROMNĄ ochotę zerwać z nią ko
    > ntakt całkowicie i napisałam żeby się wygadać - nie od tego jest forum?

    Nie, TO forum jest eksperckie i TU szuka sie konkretnej rady lub pomocy, a nie wylewa zale. A my potraktujemy cie tak jak ty matke i nie mamy ochoty wiecej tego wysluchiwac/czytac, przestan sie zalic albo zerwiemy kontakty. I jak ci teraz ?
  • 28.04.17, 12:12
    Moja przyjacółka jest w podobnej sytuacji, ale ona sobie doskonale radzi. Nie przejmuje się mamą, rozmawia tyle, ile chce, skargi puszcza mimo uszu. Nie oczekuje, ze mama sie zmieni, ale potrafi docenić to, co mama dla niej stara sie zrobić. Nie okłamuje swoich dzieci, uważa, że prawda jest lepsza. Po prostu bądź taka sama. Wystarczy chcieć i od jutra wszystko będzie w porządku. Całkowicie zmień charakter i swoje życia, co za problem?
  • 28.04.17, 12:12
    I ok masz prawo. To przestań pisać.
  • 28.04.17, 12:24
    mandy2002 napisała:

    > I ok masz prawo. To przestań pisać.


    O nie, skarbie, nie bedziesz nikomu dyktowac, co ma robic albo przestac robic. NA TYM WLASNIE polega twoj problem - nie rozumiesz i nie chcesz przyjac do wiadomosci, ze zmienic mozesz tylko siebie sama czy wlasne postepowanie. Na cudzie NIE MASZ wplywu.
  • 28.04.17, 12:28
    Ależ ja ci nie dyktuję, proponuję tylko adekwatnie to tego co napisałaś. A pisz sobie dalej jeśli masz życzenie
  • 03.05.17, 14:56
    Wpadłaś we własne sidła:) Zarzucasz autorce coś co sama właśnie zastosowałaś. Ona ma prawo jak twierdzisz "wylewać żale", a ty masz prawo mieć do tego krytyczny stosunek - i już. Oba komunikaty są sobie równoważne, żaden z wpisów nie jest bardziej "uprawniony". Na dobrą sprawę to większość wątków założycielskich na tym forum można potraktować jako "wylewanie żali" na matkę, męża, dzieci itd.
  • 28.04.17, 13:12
    Ale przecież Ty już podjęłaś decyzję o zerwaniu kontaktów z matką. Kogo chcesz tu oszukać. Mogę podpisać się tu po prawie każdym postem. Nawet nie przypuszczasz jak ogromny wpływ miała na ciebie sytuacja rodzinna. Co gorsza wciąż ma. Forumki tylko zauważają pewne niekonsekwencje i szkodliwe schematy twojego myślenia. Piętna alkoholowej rodziny nie pozbędziesz się jednak tak łatwo. Zerwanie kontaktów wcale nie sprawi, że poczujesz ulgę. Ulga będzie chwilowa, a nierozwiązane sprawy wyjdą w najmniej oczekiwanym momencie. Tylko już wtedy nie będziesz mogła zrzucić tego na matkę, bo przecież kontakty z nią zerwiesz. Co wtedy zrobisz? Jak trafnie zauważyła Verdana i Dedee w wielu aspektach upodobniłaś się do własnej znienawidzonej matki. Już teraz prezentujesz niezdrowe schematy. Rozpraw się z nimi w terapii raz na zawsze. Szukaj terapii online jeśli stacjonarna odpada. Poproś w ośrodku o kontakty do terapeutów, może któryś przyjmuje prywatnie. Ja tak znalazłem swoja obecną terapeutkę. Ustalamy dość elastyczne godziny spotkań, też pracuję do późna. Nie ma że się nie da. Zasługujesz na życie wolne od toksycznych obciążeń, a zerwanie kontaktów z matką nie załatwi sprawy.
  • 28.04.17, 11:30
    Mieliśmy z bratem podobne do twojego dziecinstwo. Ojciec alkoholik, bezradna i współuzależniona matka.
    Też się złościłam i buntowałam już jako dorosła (teoretycznie) osoba.
    Poszłam na terapię, przepracowałam traumy. Dorosłam. Moja złość wyparowała gdy spojrzałam na swoich rodziców jak na ludzi (nie bogów), którzy też kiedyś byli dziećmi, też mieli swoje traumy, które tak a nie inaczej uwarunkowały ich życie.
    Ja miałam to szczęście, że mogłam skorzystać z terapii i przerwać proces przenoszenia patologi z pokolenia na pokolenie. Dla dobra swojego i moich dzieci.
    Mój brat nie miał tego szczęścia. Powielił los ojca, jest alkoholikiem. Rzadko się widujemy, a gdy już to on chce rozmawiać tylko o nieszczęśliwym dzieciństwie i o ojcu, który krzywdził. Ojciec nie żyje już od 15 lat. Jak widać śmierć krzywdzicieli niczego nie załatwia.

    Mam 64 lata, brat 62.
  • 28.04.17, 11:42
    "Zbrodnia i kara " ? mówiąc z pewna emfazą ...? .
    Zbrodnia- "zafundowanie "dziecku dzieciństwa z ojcem alkoholikiem . Kara- wymierzana przez córkę , bo miała nieszczęsliwe dzieciństwo i matka"dokonała w swoim życiu wyborów i ona też musi się liczyć z konsekwencjami"
    Duzo tu niewiadomych . Dlaczego matka nie zdecydowała sie na rozwód? Czy miała się dokąd wyprowadzić ? Co to znaczy, ze " matka niby coś tam robiła, niby chciała odejść,"? Co robiła ?
    Czy miała mozliwośc zarobienia takich pieniędzy, ktore dałyby szansę sie utrzymać? Jak mi się zdaje mama jest ok. 60 tki? Wg moich rachunków ( mm nadzieje,ze dobrze policzyłem ) Autorka postu miała 15 lat mniej więcej ok. roku 2002, w Polsce w tym czasie bezrobocie było bardzo wysokie (szczególnie w latach 1999–2004) a najwyższy poziom w 2003 roku – 20,7%. Wszystko to przyniosło dużą fale emigracji. Gdzie mieszkała wtedy mama? W Warszawie czy na wsi kieleckiej a moze dawne po- pegeery? Nie wiadomo .
    Czym mama usprawiedliwia fakt,iz nie odeszła od męża ?
    Czy ojciec nadal pije i bije matkę?
    Czy uwazasz, ze dorosłe dziecko ( TY) lub rodzina powinny reagowac na przemoc ojca wobec matki czy udawac,ze to nie ich sprawa ? Jak to widzisz w kontekscie ostatnio głosnej sprawy zony Piaseckiego z Pis-u? Co nalezy robic z kobietami, ktore źle pokierowały swoim zyciem a teraz zyja w lęku przed przemocowym mężem ? Machnąc ręką i pomóc im jak sie da czy rozliczyc i ukarać?
    Co ja trzymało - dziecko , bezrobocie, kredyt, lęk przed nieznanym, brak wykształcenia, presja rodziny, jej słaby charakter? Czy mama była dla Ciebie niedobra? Piła razem z ojcem, cierpieliście biedę czy byłaś bita czy raczej ojciec pił a matka robiła wszystko,zeby to ukryć przed ludzmi i udawała ,ze wszystko ok ?
    Nie chodzi mi o wybielanie matki, ale o to jak cięzkie było Twoje dzieciństwo .
    Czy wieczne narzekanie matki to wołanie o uwage i wybaczenie, próba naprawy ? Czy wyrachowanie, lęk przed samotna starością?
    Jak urodziłam
    > dziecko to mówiła, że przejdzie na wcześniejszą emeryturę żeby pomóc, chciała m
    > i wozić obiady przez całe miasto (godzina autobusami),

    Czy deklaracja wczesniejszego przejścia na emeryturę i chęc pomocy to zadośćuczynienie ? Czy poprawienie sobie samopoczucia ? A własciciwie czy ma to faktycznie jakies znaczenie ?Czy należało te pomoc odrzucić w całosci czy w częsci ?Czy to jest dobre dla wnuka? Czy matka, która nie opusciła alkoholika bedzie zła babcią?

    Matka chce to przerwać. Moze załuje po latach, może jest samotna , moze gryzie ja poczucie winy i wyrządzonej krzywdy z powodów od niej zaleznych lub niezaleznych?
    Kto ma być sędzią w tej sprawie? Przyjmijmy,ze córka będzie sędzią, oceni, wyda wyrok, wyegzekwuje karę czyli zerwie kontakt z rodziną.
    Odpowiedzialnośc zbiorowa- ojciec i matka ukarani tak samo , ucieczką i izolacją. czy matka zasługuje na taka samą "karę" jak ojciec?
    A co by było, gdyby podjąc próbę zbudowania innego rodzaju kontaktu, np. tylko z matką, nie w jej domu ? Czego nie mozesz matce najbardziej wybaczyć ? czy znasz kogoś, kto miał podobnie i wybaczył ?Matka "boi się" ojca , robi cos w ukryciu , po cichu . Ciekaw jestem boi czy tak jak zona Piaseckiego, czy mniej ? Czy tez krzyczy w 4 scianach czy juz ucichła? A moze ojciec juz nie bije, ale strach pozostał i paraliżuje?Wiesz to , czy nie chcesz tego wiedzieć?

    Czy widzisz jakąkolwiek mozliwośc podjęcia własnej aktywnosci w celu uporania sie z demonami dzieciństwa, zamknięcia tego rozdziału , zrzucenia tego cięzaru , ktory niesiesz ?

    Jesli uwazasz, ze nie mozesz wybaczyć, nic zbudowac lub przynajmniej spróbować , chcesz sie odciąć to oczywiście , mozna - to Twoje zycie, ale nie ma sie co dziwic matce ,że pewnych spraw nie załatwiła bo nie chciała lub nie mogła.
    Oczekiwanie,ze mama będzie taka jak teściowa jest nierealne. Równie dobrze mozna by oczekiwac,ze bedzie taka jak Monika Olejnik , bo czemu nie?
    Jest jak jest i zrobisz z tym to co zrobisz. Masz jakiś pomysł na zmiany? A moze jednak ucieczka?
  • 28.04.17, 12:01
    >Duzo tu niewiadomych . Dlaczego matka nie zdecydowała sie na rozwód? Czy miała się dokąd wyprowadzić ? Co to znaczy, ze " matka niby coś tam robiła, niby chciała odejść,"? Co robiła ?
    Dlaczego się nie zdecydowała - nie wiem. Miała się gdzie wyprowadzić. Do emerytury miała bardzo dobrą i świetnie płatną pracę. Mogłyśmy wynająć na początek małe mieszkanie - zawsze deklarowałam pomoc.

    >Czy miała mozliwośc zarobienia takich pieniędzy, ktore dałyby szansę sie utrzymać? Jak mi się zdaje mama jest ok. 60 tki? Wg moich rachunków ( mm nadzieje,ze dobrze policzyłem ) Autorka postu miała 15 lat mniej więcej ok. roku 2002, w Polsce w tym czasie bezrobocie było bardzo wysokie (szczególnie w latach 1999–2004) a najwyższy poziom w 2003 roku – 20,7%. Wszystko to przyniosło dużą fale emigracji. Gdzie mieszkała wtedy mama? W Warszawie czy na wsi kieleckiej a moze dawne po- pegeery? Nie wiadomo .

    Jak pisałam - miała świetną pracę do samej emerytury. Mieszkałyśmy w dużym mieście powyżej 500tys. Mało tego - utrzymywała ze swojej pensji cały dom i ojca wiecznie bezrobotnego, a mimo to nie odczuwałam jakoś specjalnie wielkiej biedy jako dziecko. Tak więc wszelkie środki materialne miała.

    >Co ja trzymało - dziecko , bezrobocie, kredyt, lęk przed nieznanym, brak wykształcenia, presja rodziny, jej słaby charakter?
    To musisz ją zapytać. Na pewno nie bezrobocie, na pewno nie kredyt, na pewno nie presja rodziny.

    >Matka chce to przerwać.
    Wcale nie chce przerwać. Ona nie chce już żadnych zmian tylko coraz bardziej się wkręca w tę sytuację.

    >Czy należało te pomoc odrzucić w całosci czy w częsci ?Czy to jest dobre dla wnuka? Czy matka, która nie opusciła alkoholika bedzie zła babcią?
    Nigdy w całości jej pomocy nie odrzucałam, ale zapowiedziałam że wnuk do domu gdzie jest alkoholik nie będzie przychodził. A to czy będzie złą babcią - trudno mi jednoznacznie osądzić - porównując obie babcie, babcia bez obciążeń jest na pewno zdrowszą alternatywą dla dziecka od babci, która przychodzi zmęczona, zapłakana, z problemami itd. choć z pewnością złą babcią nie jest i nigdy nie zabraniałam jej kontaktu z wnukiem, wręcz przeciwnie - zachęcałam zapraszając do siebie czy dzwoniąc - to ona nie chce czy też jak twierdzi "nie może".

    Dotąd przyjmowałam podaną przez ciebie postawę:
    >A co by było, gdyby podjąc próbę zbudowania innego rodzaju kontaktu, np. tylko z matką, nie w jej domu ?

    Ale widzę że jest coraz gorzej zamiast lepiej. Matka traktuje mnie jak wiaderko na swoje żale, zabrania o tym o czym rozmawiamy powiedzieć komukolwiek innemu, robi cyrki z przyjazdami do nas czy nawet zwykłym telefonem. Itp. itd. Najwidoczniej nie potrafi / nie podoba jej się tego rodzaju "podwójne życie"

    >Czy uwazasz, ze dorosłe dziecko ( TY) lub rodzina powinny reagowac na przemoc ojca wobec matki czy udawac,ze to nie ich sprawa ? Jak to widzisz w kontekscie ostatnio głosnej sprawy zony Piaseckiego z Pis-u? Co nalezy robic z kobietami, ktore źle pokierowały swoim zyciem a teraz zyja w lęku przed przemocowym mężem ? Machnąc ręką i pomóc im jak sie da czy rozliczyc i ukarać?

    Nie da się pomóc komuś kto tej pomocy nie chce. Moja matka na moje wyraźne prośby poszła na terapię - po iluś tam miesiącach stwierdziła, że ona jednak się nie rozwiedzie, że ona chce z nim zostać do końca życia - tak więc z tymi terapiami jako cudownym panaceum na wszelkie boleści nie jest tak prosto jak niektórzy tu twierdzą.

    > raczej ojciec pił a matka robiła wszystko,zeby to ukryć przed ludzmi i udawała ,ze wszystko ok ?
    Dokładnie tak było

    >Masz jakiś pomysł na zmiany? A moze jednak ucieczka?

    Sama niewiele mogę zmienić jeśli chodzi o jej postępowanie. Mogę tylko uciec od toksycznego człowieka




  • 28.04.17, 12:35
    mandy2002 napisała:

    > Nie da się pomóc komuś kto tej pomocy nie chce. Moja matka na moje wyraźne proś
    > by poszła na terapię - po iluś tam miesiącach stwierdziła, że ona jednak się ni
    > e rozwiedzie, że ona chce z nim zostać do końca życia - tak więc z tymi terapia
    > mi jako cudownym panaceum na wszelkie boleści nie jest tak prosto jak niektórzy
    > tu twierdzą.

    To jest kwintesencja tego o czym ja pisalam. Ukryta determinacja zeby za wszelka cene nic nie zmienic. Obiektywne trudnosci np finansowe nie maja wcale najwiekszego znaczenia. Taka osoba nic nie zmieni choc by mogla, miala prace, kase ale NIE i KONIEC. Ale Ty sluchaj jak mi zle, pocieszaj mnie, wspolczuj mi, zobacz jaka jestem ofiara. To tak jakby taka osoba miala wgrany na twardym dysku program: autodestrukcja. Ja mysle, ze nie zrywalabym kontaktu z taka matka tylko przyjela do wiadomosci, ze ona sie nie zmieni i nie oczekiwala tego. Kontakty na Twoich warunkach i tyle ile jestes w stanie zniesc. Nie mozesz wymagac od niej zmiany bo byc moze to jest tak jakby wymagac od niewidomego zeby zobaczyl albo od nieslyszacego zeby uslyszal?

  • 28.04.17, 12:44
    Problem od którego zaczął się ten wpis polega na tym że ja już coraz mniej mogę znieść. Mimo że ograniczyłam kontakt do jednego telefonu na tydzień - to i tak matka zaczęła się na tyle "rozkręcać", że nawet ten jeden telefon odchorowuję kilka dni. Dlatego właśnie nie wiem co jest kolejnym krokiem - jeden telefon na miesiąc, czy całkowity brak? Bo gdyby stan rzeczy trwał to jeszcze nie było by tak źle, ale mam wrażenie, że niestety problem u niej się pogłębia bo coraz bardziej zdaje sobie sprawę z tego że nie będzie normalnych kontaktów rodzinnych, a jednocześnie oczywiście nic w swoim życiu nie zmieni.
  • 28.04.17, 12:49
    Cały czas nie rozumiesz podstawowej sprawy - problem nie jest z telefonem mamy raz na tydzień, tylko z Twoją reakcją na ten telefon. Czy będziesz dzwoniła raz w miesiącu, czy zerwiesz kontakty z matką, bo nie lubisz z nią rozmawiać nic to nie zmieni - cały czas będziesz nieszczęśliwa i albo sfrustrowana, albo pełna wyrzutów sumienia. To nie jest tak, zę matka "oczywiście w życiu nic nie zmieni". To jest problem, ze Ty takze absolutnie niczego nie chcesz zmieniać. Oczekujesz tylko dostosowania świata do Twoich pragnień, a świat ma to do siebie, ze tego nie robi. Nie chesz terapii? Nie musisz. Do końca życia będziesz sie zaliła, ze Ci je matka zmarnowała. Niezależnie od kontaktów czy ich braku.
  • 28.04.17, 17:17
    Blagam cie, przestan pisac ciagle o terapii i terapii. Chodzilas na terapie mając małe dziecko i nie mając czasu? Moje kolezanki probowaly. W Warszawie. I albo nie mogly, albo cierpialo na tym wlasnie dziecko. Przy czym, patrzac na to z boku, niektore po tych terapiach trwajacych czesto wiele lat, wcale nie mają w głowie lepiej. Co z tego, ze byly na terapii, jesli problem nie zniknął, trwa nadal. Jedynym skutecznym srodkiem na problem autorki jest calkowite odcięcie się od matki. Bez wyrzutów sumienia.
  • 28.04.17, 17:41
    O tak, niezwykle łatwo odciąć sie od matki bez wyrzutów sumienia. Wystarczy powiedzieć sobie "nie będę miała wyrzutów sumienia, nigdy" i ich nie mieć. Ja mam nawet lepszy pomysł - niech autorka przestanie sie przejmować telefonami. Skoro można bez problemu decydować o swoich uczuciach w czym w ogóle problem.
    A co do terapii - podejrzewam, że gdyby autorka musiała rehabilitować złamaną rękę, to czas też by znalazła.
  • 28.04.17, 12:51
    mandy2002 napisała:

    Dlatego właśnie nie wiem co jest kolejnym krokiem -

    Dlatego wlasnie wszyscy zgodnie radza ci terapie. Dowiesz sie, co, jak, dlaczego i jak sobie z tym radzic - jak SOBIE radzic, podkreslam.
    Aha, i nie licz na to, ze jakikolwiek terapeuta zalatwi cokolwiek za ciebie. Twoja terapia, twoje problemy i to TY musisz dolozyc staran, by je rozpoznac i rozwiazac. Terapeuta wskazuje, wspiera, ale nie wyzdrowieje za ciebie, mowiac kolokwialnie.
  • 28.04.17, 13:54
    mandy2002 napisała:

    > Problem od którego zaczął się ten wpis polega na tym że ja już coraz mniej mogę
    > znieść. Mimo że ograniczyłam kontakt do jednego telefonu na tydzień - to i tak
    > matka zaczęła się na tyle "rozkręcać", że nawet ten jeden telefon odchorowuję
    > kilka dni. Dlatego właśnie nie wiem co jest kolejnym krokiem - jeden telefon na
    > miesiąc, czy całkowity brak? Bo gdyby stan rzeczy trwał to jeszcze nie było by
    > tak źle, ale mam wrażenie, że niestety problem u niej się pogłębia bo coraz ba
    > rdziej zdaje sobie sprawę z tego że nie będzie normalnych kontaktów rodzinnych,
    > a jednocześnie oczywiście nic w swoim życiu nie zmieni.

    Zmieni, rozchoruje sie tak, ze bedziesz zmuszona do kontaktow albo bedziesz miala wyrzuty sumienia, ze olalas chora matke w potrzebie. To tak dziala.
  • 28.04.17, 17:24
    Krotsze rozmowy? Zapowidanie 'mamo ale jak bedziesz znow narzekac na ojca to sie rozlacze' i egzekwowanie tego? To nie mama traktuje cie jak wiaderko na zale, to ty pozwalasz jej to robic 🙁 mam wrazenie ze szukasz pozwolenia na ograniczenie konraktow lub potwierdzenie decyzji ktora w jakis sposob juz podjelas.
  • 28.04.17, 20:27
    mandy2002 napisała:

    > Mimo że ograniczyłam kontakt do jednego telefonu na tydzień - to i tak
    > matka zaczęła się na tyle "rozkręcać", że nawet ten jeden telefon odchorowuję
    > kilka dni. Dlatego właśnie nie wiem co jest kolejnym krokiem - jeden telefon na
    > miesiąc, czy całkowity brak? Bo gdyby stan rzeczy trwał to jeszcze nie było by
    > tak źle, ale mam wrażenie, że niestety problem u niej się pogłębia bo coraz ba
    > rdziej zdaje sobie sprawę z tego że nie będzie normalnych kontaktów rodzinnych,
    > a jednocześnie oczywiście nic w swoim życiu nie zmieni.

    Nie musisz z góry i na zawsze decydować o częstotliwości telefonów. Sama decyduj o długości rozmów. Naucz się obserwować swoje reakcje podczas rozmowy (irytacja, złość, napięcie itp.) i kończ rozmowę gdy samopoczucie zaczyna się pogarszać. Nie zmuszaj się do telefonu, bo teraz wypada raz na tydzień czy miesiąc, jeśli naprawdę cię ten pomysł odrzuca poczekaj. Zanim zadzwonisz zastanów się czy jesteś w dobrej kondycji. Nie dzwoń jeśli następnego dnia masz jakieś ważne swoje sprawy i musisz być w dobrej formie.
    Zrób sobie listę rzeczy poprawiających humor i wykorzystuj żeby szybciej wyjść z doła po rozmowie z matką.
  • 28.04.17, 22:13
    Fajne podsumowanie.
  • 29.04.17, 07:23
    mandy2002 napisała:

    > Problem od którego zaczął się ten wpis polega na tym że ja już coraz mniej mogę
    > znieść. Mimo że ograniczyłam kontakt do jednego telefonu na tydzień - to i tak
    > matka zaczęła się na tyle "rozkręcać", że nawet ten jeden telefon odchorowuję
    > kilka dni.

    Tylko po co odchorowywać? Mama zmienia temat na sprawy alkoholowe, wtedy można temat przerwać np. "to są twoje wybory i konsekwencje tego, nie będę tego słuchać, ale powiedz może co u cioci...a u mnie (tu pozytywy)", warto się nauczyć chronić siebie i rozwijać te dobre rzeczy w kontakcie z matką. Matka odbija piłeczkę, sama nic nie chce zrobić, więc wykorzystuje innych do poprawienia sobie nastroju. Proste metody dają efekty, prawie każdego można zmienić albo chociaż zmienić negatywny wpływ na nas.
    Może się okazać, że mama ma problemy na podłożu nerwicowym, a zdrowie ma jak koń. Nie pójdzie do lekarza, bo akurat tak wyjdzie i na co wtedy będzie narzekać? Przecież nie na siebie. Mama narzeka na zdrowie, a my jej znaleźliśmy fajnego lekarza, zapraszamy i możemy umówić na wizytę.
  • 30.04.17, 11:08
    "Nie da się pomóc komuś kto tej pomocy nie chce. Moja matka na moje wyraźne prośby poszła na terapię - po iluś tam miesiącach stwierdziła, że ona jednak się nie rozwiedzie, że ona chce z nim zostać do końca życia - tak więc z tymi terapiami jako cudownym panaceum na wszelkie boleści nie jest tak prosto jak niektórzy tu twierdzą."
    Tobie terapia tez "nie pomogła". Obie nie chcecie się zmienić.


    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 30.04.17, 16:10
    Być może terapia pomogła o tyle, że matka uznała, że woli być z ojcem, niz bez niego. Terapia nie ma na celu wskazanie żonie alkoholika jedynej słusznej drogi.
  • 02.05.17, 07:14
    "Moja matka na moje wyraźne prośby poszła na terapię - po iluś tam miesiącach stwierdziła, że ona jednak się nie rozwiedzie, że ona chce z nim zostać do końca życia - tak więc z tymi terapiami jako cudownym panaceum na wszelkie boleści nie jest tak prosto jak niektórzy tu twierdzą"

    Trudno o większą korzyść z terapii niż poczucie wolnego wyboru i podjęcie decyzji. Mama postanowiła żyć ze swoim mężem. Zrobiła być może na terapii bilans swoich zysków i strat emocjonalnych i dokonała wyboru. To nie musi być dowód na nieudaną terapię, jak to Pani przedstawia. To jest jej mąż, nie Pani. Pani się już po swojemu z nim jako ojcem uporała.
    Dlaczego mama ma przestać narzekać wraz z tym wyborem? Każdy wybór ma swoje mankamenty. Oprócz tego mama narzeka na rzeczy neutralne i oczywiste: że bywa zmęczona, że tęskni, że się czymś martwi. Myślę, że stosunek do niej i jej postawy jest już w Pani głowie, bez względu jak zachowa się mama. Dlatego jeśli relację tę chce Pani przerwać czy ograniczyć, to Pani decyzja i zawsze może to Pani zrobić. Z Pani perspektywy być może jest to słuszne.
    Ja, czytając Pani wpis takich powodów nie widzę, ale rozumiem Pani subiektywne doznanie. Może nie trzeba za to obarczać wyłącznie mamy. Agnieszka Iwaszkiewicz
  • 02.05.17, 08:47
    >Dlaczego mama ma przestać narzekać wraz z tym wyborem? Każdy wybór ma swoje mankamenty. Oprócz tego mama narzeka na rzeczy neutralne i oczywiste: że bywa zmęczona, że tęskni, że się czymś martwi.

    Tylko dlaczego konsekwencji jej wyboru ma ciągle słuchać córka? Źle się czuje przez ojca, martwi się przez ojca, bo jest wykończona jego ciągłym pijaństwem i awanturami. Wybrała? OK, ale dlaczego ja mam wysłuchiwać ciągle co tam się dzieje i ponosić konsekwencje? Nie mam matki z którą można pogadać o różnych sprawach, która doradzi, pomoże itp. itd. Mam wiecznie narzekającą, wiecznie zmęczoną matkę, która od xx lat "nad grobem" stoi - a wszystko przez ten jej tzw "wybór". Może mi nie jest przyjemnie na to patrzeć, może ja się nią w przeciwieństwie do ojca przejmuję? Dlatego właśnie mówię, że tak się żyć nie da - bo ona i tak nic z tym nie zrobi, za to będzie mi wiecznie narzekać i tak jak ktoś wyżej napisał w końcu się rozchoruje lub coś w tym stylu, żeby tylko jak zawsze skupić moją uwagę na swoim nieszczęśliwym życiu.

    >że bywa zmęczona, że tęskni, że się czymś martwi.

    Tu się nie zgodzę. Niedokładnie Pani czytała. U niej NIE BYWA. Ona jest ZAWSZE zmęczona, zawsze się martwi, zawsze źle się czuje, zawsze nie może się spotkać normalnie czy porozmawiać "BO OJCIEC..."
  • 02.05.17, 11:09
    Jak Ci wściekłość na matkę opadnie, to może dotrze do Ciebie, że Ty tez masz wpływ na relację z matką. Ona nie jest jednostronna. Że możesz tą relacją zarządzać. Że nie musi być zero jedynkowo, czyli albo matka odchodzi od ojca, albo zrywasz z nią kontakt.
    Jest bardzo prawdopodobne, że Twoja matka została z ojcem z lęku przed samotnością. Jesteś za młoda, żeby to zrozumieć, dopiero co założyłaś rodzinę, wszystko przed Tobą. Ona ma już za sobą połowę życia. Zrobiła podsumowania i być może wyszło jej, że nie jest w stanie żyć sama. Utrzymać się owszem, ale żyć samotnie albo kiedyś z dorastającą córką - niekoniecznie. Ma prawo do takich wniosków. Ma takie a nie inne przekonania i doświadczenia. Ty masz własne.
    Nie zmusisz dojrzałej kobiety do postępowania wg Twoich przekonań. Powinna to, powinna tamto. Twoje dziecko też Cię kiedyś podsumuje. Może nie jako żonę alkoholika ale osobę, która popełniła błędy. To nie życzenie z mojej strony, tak po prostu jest. Choćbyś na uszach stawała, będziesz popełniała błędy.
    Wracając do Twojej mamy. Twoja wściekłość na nią jest z jednej strony uzasadniona, z drugiej niekorzystna dla Ciebie i Twojej rodziny. Nie podgrzewaj tej wściekłości, ale tez i nie tłum jej. Przepracuj na terapii, w odpowiednich warunkach. Bo ona nie zniknie.
    Po terapii będziesz w stanie odebrać telefon od mamy i rozmawiać z nią bez myśli "jesu to znowu ona, znowu będzie marudziła, jak ja jej nie znoszę", bez wściekłości i poczucia winy. Będzie w stanie powiedzieć mamie bez złości: mamo, na temat taty nie rozmawiam, nie chcę tego słuchać, mów co u Ciebie. Będziesz w stanie bez irytacji słuchać o kiepskim zdrowiu, przerwać w odpowiednim momencie i skierować rozmowę na przyjemniejsze tematy. Powiesz dziecku, że dziadek pije i dlatego tam nie jeździ a kontakt z babcią jest utrudniony. Takie jest życie.
    Jest duże prawdopodobieństwo, że im bardziej będziesz się odsuwała od matki, tym bardziej będzie chciała się do Ciebie zbliżyć. Ona na pewno wyczuwa, że więź między Wami gaśnie. I robi to, co potrafi: zwraca na siebie uwagę skarżąc się na złe samopoczucie, chce pomagać przy wnuku, zrobić coś do jedzenia i przywieźć. Ona tak okazuje miłość, tego ją nauczono. Może nie przyszło jej do głowy, żeby to zweryfikować.
    I jeszcze o wściekłości. Po pierwsze, Twoje dziecko ją czuje, ale nie rozumie skąd się bierze. Tak, dzieci są świetnymi obserwatorami, wyczuwają emocje innych, zwlaszcza najblizszych. Jeśli im się nie wyjaśni czego ta emocja dotyczy mogą obarczać się winą, albo żyć w niezrozumieniu, w atmosferze zagrożenia. Po drugie, część Twojej wściekłości bierze się z oczekiwań w stosunku do matki. Jesli uważasz, że Twoje oczekiwania są jak najbardziej słuszne, że Twoja mama nie jest dorosłą osobą i nie ma prawa żyć po swojemu, to zrób sobie w myślach takie ćwiczenie: wyobraź sobie, że mąż chce, żebyś zachowywała się w określony sposób, mówiła w określony sposób, a kiedy tego nie robisz jest na Ciebie wściekły.
    Pewnie czytając to pomyślałaś: no ale przecież, gdyby nie była z ojcem nie miałaby powodu do narzekań, byłaby szczęśliwsza. Otóż niekoniecznie. Życie to nie algorytm. Po rozwodzie mogłaby wpaść w depresję, zaniedbać się, rozchorować i mogłabyś mieć większy kłopot niż masz teraz.
    Dorosłość polega na tym, że wyzbywamy się dziecięcych, roszczeniowych oczekiwań. Że akceptujemy to co jest, a jeśli nie możemy zaakceptować i nie możemy odrzucić, staramy się przekształcić relację, wpływać na nią tak, by była w miarę przyjemna dla obu stron.
    Piłka po Twojej stronie kortu.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 02.05.17, 17:35
    Krótko. Mama Cię denerwuje i nudzi, wiec nie masz wobec niej żadnych zobowiązań. Zobowiązania ma sie tylko wobec osób, których towarzystwo sprawia nam przyjemność. Życie jest za krótkie aby zająć się niezabawną matką, po co?
    Tylko sporo ludzi w starszym wieku nie jest szczególnie zabawnych i następnym razem to samo może pomyśleć Twój syn.
  • 02.05.17, 21:06
    Między "nudną", a "wiecznie trującą dupę" matką jest spora różnica.
    Przejrzałam się w tym wątku niesamowicie. I bardzo rozumiem Mandy. Co to za relacja, w której wiecznie trzeba uważać, żeby obronić się wystarczająco szybko? Kiedy jedna strona atakuje, narusza granice, a druga musi wciąż się bronić? Nie ma szans na odpoczynek i na własny duchowy i emocjonalny rozwój. Trucie dupy od małego owocuje nadodpowiedzialnością dziecka za rodzica, czego ma się zwyczajnie serdecznie dosyć w którymś momencie. To jest męczące i frustrujące.

    I ogromnie mnie dziwi, że jak przeważnie jedna przez drugą zalecacie zredukowanie lub zerwanie kontaktów z toksykami i narcyzami, to wobec rzeczywistej wściekłości i frustracji ofiary rodziców alko i współuzależnionych - odwracacie kota ogonem Drogie Panie. Nie ładnie :P

    Mandy, ja odpoczęłam od rodziców ROK. Z kawałkiem. Jest cudnie. Ostatnio widziałam się z matką, przy okazji spotkań rodzinnych, nie rozmawiałyśmy na trudne tematy. Było więc miło i niezobowiązująco. No cóż, ja do matki po początkowym stresie i lęku podchodzę bardzo na chłodno, bez zaufania. Nie palę się do wizyt, spotkań itp. Moja matka chyba myśli, że będzie wszystko jak dawniej, już mi ustala terminy wizyt u siebie w poradni z dzieckiem :D Także ten, ja ZNOWU mam się mieć na baczności, bo reszta rodzinki zaburzona? No wykańcza mnie to. Po co mi taki stres i na co? Zupełnie mam innych stresów pod dostatkiem. Kontakt coś czuję będziemy mieć baaardzo sporadyczny.
  • 02.05.17, 21:59
    Naprawdę jak sie raz na tydzień odbierze telefon, to juz nie ma szans na odpoczynek i duchowy rozwój? Jak by Autorka mieszkała z matką, to miałabyś rację.
    Można od matki odpocząć rok - warunkiem jest jednak, że matka nas nie interesuje (albo robi nam realna krzywdę, wtedy odpoczynek może być i do końca życia). Sam fakt, zę truje d... powinien być dla dorosłej osoby do przeskoczenia, a jeśli nie - to najwyraźniej nie umie żyć jak osoba dorosła - matka ma na nią tak ogromny wpływ, ze tylko zerwanie kontaktów powoduje, ze nie musi przejmować sie każdym telefonem.
  • 02.05.17, 22:24
    deep_core_blue napisał(a):

    > Mandy, ja odpoczęłam od rodziców ROK. Z kawałkiem. Jest cudnie. Ostatnio widzia
    > łam się z matką, przy okazji spotkań rodzinnych, nie rozmawiałyśmy na trudne te
    > maty. Było więc miło i niezobowiązująco. No cóż, ja do matki po początkowym str
    > esie i lęku podchodzę bardzo na chłodno, bez zaufania. Nie palę się do wizyt, s
    > potkań itp. Moja matka chyba myśli, że będzie wszystko jak dawniej, już mi usta
    > la terminy wizyt u siebie w poradni z dzieckiem :D

    Klasyka gatunku. Co jakiś czas są próby, żeby było, jak dawniej. Komentarze w rodzinie "pogniewała się o coś, ale nawet nie wiemy, o co...", po długim tłumaczeniu powodów zawieszenia spotkań, padnie pytanie "a właściwie, o co się tak pogniewałaś?" albo "przeszło ci już? co się wygłupiasz".
    Mandy będzie miała to samo, jeśli zerwie kontakt. Lepiej, według mnie, ćwiczyć zdartą płytę i wyjaśniać, że się nie chce na te tematy rozmawiać, zmieniać wątek i nie dać się wykorzystywać. Całego świata nie zmienimy, a każdy ma swoją wytrzymałość.
  • 02.05.17, 21:25
    Ty jesteś nią po latach po prostu bardzo zmęczona. Zrób sobie od matki przerwę np. na pól roku ( tylko powiedz jej o tym wyraźnie).
  • 02.05.17, 20:56
    agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

    > Trudno o większą korzyść z terapii niż poczucie wolnego wyboru i podjęcie dec
    > yzji. Mama postanowiła żyć ze swoim mężem. Zrobiła być może na terapii bilans s
    > woich zysków i strat emocjonalnych i dokonała wyboru. To nie musi być dowód na
    > nieudaną terapię

    A jesli dla odmiany alkoholik na terapii uzna, ze jednak bedzie pic dalej bo zrobil bilans zyskow i strat i uznal, ze woli pic i sie zapije na smierc to jest to dowod na udana czy nieudana terapie?
    Zachowanie matki wobec autorki nie wskazuje, ze dokonala wolnego i wlasciwego wyboru i zaakceptowala jego konsekwencje tylko raczej pozostala we wspoluzaleznieniu i nadal szantazuje emocjonalnie swoja corke.
  • 02.05.17, 21:08
    Diff, no bo aż się z Tobą zgodzę! Niesłychane! :D
  • 02.05.17, 21:26
    deep_core_blue napisał(a):

    > Diff, no bo aż się z Tobą zgodzę! Niesłychane! :D

    Mi to sie wydaje nieslychane jak ktos sie ze mna nie zgadza, w ogole nie potrafie tego pojac,
    szczegolnie, ze ja zwykle bardzo madre rzeczy pisze;)
  • 02.05.17, 21:39
    differentview napisała:
    > Mi to sie wydaje nieslychane jak ktos sie ze mna nie zgadza, w ogole nie potraf
    > ie tego pojac,
    > szczegolnie, ze ja zwykle bardzo madre rzeczy pisze;)

    Też miewam takie stany :D
    A potem recytuję sobie wierszyk Brzechwy o Samochwale :-).

    --
    I była zgroza nagłych cisz! I była próżnia w całym niebie!
    A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie? B.L.
  • 02.05.17, 21:58


    > A jesli dla odmiany alkoholik na terapii uzna, ze jednak bedzie pic dalej bo zr
    > obil bilans zyskow i strat i uznal, ze woli pic i sie zapije na smierc to jest
    > to dowod na udana czy nieudana terapie?

    Czy ty w ogole wiesz, na czym polega terapia, jaka jest rola terapeuty i jego zadania ?
    NIE na decydowaniu za pacjenta ani wskazywaniu mu jedynie slusznej drogi w kazdym razie.

    > Zachowanie matki wobec autorki nie wskazuje, ze dokonala wolnego i wlasciwego w
    > yboru i zaakceptowala jego konsekwencje tylko raczej pozostala we wspoluzalezni
    > eniu i nadal szantazuje emocjonalnie swoja corke.

    A corka robi dokladnie to samo. Zamiast zrozumiec i przepracowac SWOJE WLASNE, nie matki, problemy dasa sie i chce, zeby bylo tak, jak ona sobie wymarzyla. W wypadku corki terapia sie nie powiodla, bo corka nie zamierzala nic zrobic - ona oczekiwala nie wiem czego ? Ze terapeuta przekona matke, by przestala dzwonic ?
    Znowu - terapia to nie jest cos, co terapeuta robi pacjentowi czy jego otoczeniu. To cos, co ma zrobic OSOBISCIE pacjent. Tyle ze ma obok pomocnego specjaliste.
  • 02.05.17, 22:04
    Otóż to. To nie jest matka w tej chwili realnie krzywdząca córkę. Po prostu matka nie jest taka, ją chce mieć dorosła kobieta i nie robi tego, czego córka od niej wymaga. To jest jakiś absolutny brak realizmu, co wiecej absolutnie niedostrzegany przez Autorkę. Ona chcę inna matkę, o innym charakterze i już. Tej nie chce, bo ta ją męczy, a co gorsza wygląda na to, że nie zaakceptowała faktu, że córka, skoro jest dorosła, to powinna ja kompletnie przestać interesować. Chce ja widywać czasem. Po co?
    Terapia dla córki, umożliwiająca jej odcięcie się od matki tak, aby potrafiła odbierać telefony bez pretensji, ze matka tęskni, ale i bez wyrzutów sumienia, ze nie spotyka sie z nią tak często, jak matka by chciała, to jedyna droga. "Odcięcie" sie od matki nic nie da, bo od pretensji odciąć sie nie da, więcej nawet - aby usprawiedliwić odcięcie córka będzie musiała bardzo starannie te pretensje w sobie pielęgnować.
  • 02.05.17, 22:09
    verdana napisała:


    > Terapia dla córki, umożliwiająca jej odcięcie się od matki tak, aby potrafiła o
    > dbierać telefony bez pretensji, ze matka tęskni, ale i bez wyrzutów sumienia, z
    > e nie spotyka sie z nią tak często, jak matka by chciała, to jedyna droga. "Odc
    > ięcie" sie od matki nic nie da, bo od pretensji odciąć sie nie da, więcej nawet
    > - aby usprawiedliwić odcięcie córka będzie musiała bardzo starannie te pretens
    > je w sobie pielęgnować.

    I wlasnie to sie dzieje. Corka starannie pielegnuje i podsyca.
  • 02.05.17, 22:13
    verdana napisała:

    > Po prostu mat
    > ka nie jest taka, ją chce mieć dorosła kobieta i nie robi tego, czego córka od
    > niej wymaga.

    I na odwrot- matka chce corki, ktora bedzie przyjezdzac do domu z alkoholikiem i nie przyjmuje do wiadomosci, ze ona tego nie chce. Matka chce corki, ktora ze zrozumieniem i wspolczuciem bedzie wysluchiwac jej zalow, na ktora bedzie mogla wylewac wszystkie swoje frustracje i ma gdzies, ze corka potem to odchorowuje. Matka szantazuje emocjonalnie corke twierdzac, ze ma tylko ja itd
  • 02.05.17, 22:58
    Są takie egzemplarze matek, co to zupełnie nie reagują na "kochana mamo, nie zasypuj mnie swoimi narzekaniami z powodu swojego męża alkoholika, bo sama wybrałaś, a wiesz, że ciężko przeżywam to, że nie mogę Ci pomóc, bo, uwaga, SAMA WYBRAŁAŚ i chcesz tkwić w tym wyborze ", tylko dopiero zerwanie kontaktów pomaga. Serio. Mojej mamy totalnie nie obchodziły i nie obchodzą moje cierpienia, że przez całe dzieciństwo robiła mi z mózgu papkę. Nie obchodzą jej żadne moje kulturalne słowa. Żadne. Dopóki się nie wydrę jak rozwścieczona 5-latka, nie wyklnę, przeklnę. WIĘC czy to znaczy, że mam w kontakcie ze swoją rodziną cały czas robić za dyżurną wariatkę i dyżurne rozwścieczone dziecko? Skoro oni innego języka nie przyjmują do wiadomości? Czy może dać sobie spokój? Bo to męczące jest bardzo, wiesz?
  • 02.05.17, 23:25
    Wierzę, że to bardzo męczące, przerabiam to samo z moją mamą, choć nie w takim nasileniu. Ale też muszę się drzeć, bo inaczej nie dociera. Przede wszystkim chroń siebie. Jeśli wymagać to będzie drastycznego ograniczenia bądź zerwania kontaktów, to trudno, tak należy postąpić.
  • 03.05.17, 01:04
    Jesli rozmowa odbywa się przez telefon można powiedzieć:
    1. nie chcę na ten temat rozmawiać
    2 głośniej: nie chcę na ten temat rozmawiać
    jak nie dotrze:
    3. jeszcze raz poruszysz ten temat odłożę słuchawkę
    jak nie dotrze:
    4. odłożenie słuchawki
    W razie wizyty u rodziców w domu, zamiast odłożenia słuchawki proponuję wyjście, ewakuację:)
    Przerobiłam na dwóch różnych osobach, podziałało.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 03.05.17, 08:54
    Ja też przerabiałam. Do mojej rodziny nie dociera NIC poza zerwaniem kontaktu i nie odbieraniem telefonu. No kurde NIC!!! Miałam spinę z rodzicami, mój dziadek chciał KONIECZNIE się dowiedzieć o co chodzi. Ale to po prostu umierał z ciekawości i jak on chciał naprawiać relację moją z rodzicami (czytaj, że to ja mam zapomnieć, jakbym miała alzheimera albo wybaczyć, że zryli mi banię całkowicie i pozbawili dzieciństwa). Przez pół roku odbierałam od nich telefon sporadycznie, bo za każdym razem teksty "to ja do Ciebie przyjadę porozmawiać", ja na to, że to nie Twoja sprawa, nie mam ochoty itp itd. I tak przez pół roku był tak upierdliwy, aż w końcu dla świętego spokoju mu powiedziałam o co chodzi. Przez tydzień mniej więcej był spokój, wsparcie itp itd. A potem znowu, zapomnij, wybacz, bo rodzina taka piękna, taka święta, dzieci potrzebują dziadków (alkoholików, współuzależnionych, ze zrytym systemem wartości, którym dzieci nasiąkają jak gąbka). No więc nie, do niektórych nic nie dociera poza wyprowadzką na inny kontynent. Zawsze będą aurytarnie i bez szacunku traktować drugą osobę, a nie daj Bóg najmłodsze dziecko w tym pokoleniu (czyli mnie). Sprawców przemocy wybielają jakimś kurna Vanishem, że aż po oczach bije świętość i umiłowanie w Chrystusie Panu (pierwszoklaśni katolicy ofc) a od ofiar wymagają całkowitego poświęcenia zasad moralnych dla obrazku miłującej się rodziny. I trują dupę przy każdym spotkaniu, rozsiewając bez uprzedzenia i bez wyraźnej potrzeby swoje poglądy, rady miłosierdzia (dla ofiar oczywiście, samemu będąc sprawcami przemocy domowej niegdyś). Brrrr, no nie mogę na to patrzeć i tego słuchać, jak Boga kocham. No nie da się.
  • 03.05.17, 11:13
    Uważam, ze tam, gdzie jest przemoc i jej negowanie nie ma sensu rozmawiać. Ale u Autorki wątku to trochę inna sprawa.
  • 03.05.17, 11:35
    verdana napisała:

    > Uważam, ze tam, gdzie jest przemoc i jej negowanie nie ma sensu rozmawiać. Ale
    > u Autorki wątku to trochę inna sprawa.

    Wcale nie inna. Z tego co pisze autorka od dziecka podlegala mechanizmom parentyfikacji co jest ewidentna krzywda dziecka. Pisze, ze codziennie martwila sie, ze matka umrze, dostanie zawału, blagala by matka cos z tym zrobila tym bardziej, ze miala prace, kase, jedno dziecko- matka nie kiwnela palcem. Jednoczesnie dawala sobie prawo by wylewac swoje frustracje na corke, jak ona tego odmawiala- probowala wymusic wspolczucie szantazem emocjonalnym. I ten mechanizm nadal dziala- matka nie chce nic zmienic, chce tylko zeby corka byla dokladnie taka jak ona sobie wymyslila- ze ma sluchac, wspolczuc, odwiedzac ja w jej domu. Niby dlaczego corka ma to znosic?
  • 03.05.17, 11:43
    Corka nie musi tego znosic, ALE corka zachowuje sie dokladnie jak jej matka - tez ma postulaty, matka ma sie zmienic, ma byc taka jak tesciowa, szkoda, ze taka nie jest, bo jakby byla, jakby sie zmienila... moze czas dorosnac.
  • 03.05.17, 11:58
    No wlasnie musi znosic jesli nie zerwie kontaktow. Bo tak matka ustawila ta relacje w czasach gdy corka byla dzieckiem. Moze dla matki czas dorosnac? Szczegolnie, ze jest po terapii i dokonala wolnego, swiadomego wyboru.
  • 03.05.17, 12:09
    To nie matka tu pisze, tylko corka. Ktora ciagle prezentuje postawe dziecka, nastolatka niewyroslego z fazy egoizmu. Niech zerwie, do czorta, tylko niech nie sadzi, ze JEJ WLASNE nieprzepracowane traumy od tego znikna. NIE znikna, nawet jesli z jej zycia zniknie matka.
  • 03.05.17, 12:27
    tt-tka napisała:

    > To nie matka tu pisze, tylko corka. Ktora ciagle prezentuje postawe dziecka, na
    > stolatka niewyroslego z fazy egoizmu.

    A matce co bys doradzila gdyby tu napisala- no tak, mialam prace, kase, dziecko plakalo i blagalo mnie zeby odeszla ale ja wolalam wyrzygiwac sie swoja frustracja na corke, wiklac ja w patologie i wolalam dalej w tym tkwic. Corka bardzo szybko usamodzielnila sie, wyprowadzila sie z domu- zupelnie nie wiem dlaczego, przeciez ja potrzebuje kogos na kogo moge sie stale wyrzygiwac a ona sobie egoistycznie wyjechala. Wiec teraz zeby wywolac jej wyrzuty sumienie- placze i mowie jej ze mam tylka ja.
    Jakiej tu bys rady udzielila?
  • 03.05.17, 13:34
    Naprawdę sadzisz, ze matka rozumuje w ten sposb? Równie dobrze moze myśleć "Zostałam z alkoholikiem tylko dla córki - gdybym sie rozeszła z mężem, popadlibyśmy w skrajną nędzę. Uznałam, że z dwojga złego lepszy alkoholik niż spanie pod mostem i brak możliwości wykształcenia dziecka. Gdy córka się wyprowadziła poszłam na terapię, tak jak sobie życzyła - ale po ponad półrocznej terapii uświadomiłam sobie, że nie mam juz energii na zmianę życia. Bardzo boję się samotności, a nie chcę, aby córka została jedyną osobą bliską, bo ja zamęczę, tym bardziej, że jestem chora. Próbowałam pomóc córce, ale ona każdą próbę ocenia jako wtrącanie się i atak na jej niezależność."
    Nie, nie sądzę, ze matka dokładnie tak myśli, ale jej myślenie jest prawdopodobnie gdzieś w środku pomiędzy świadomym skrajnym egoizmem, a czymś w tym rodzaju.
  • 03.05.17, 13:54
    verdana napisała:

    > Naprawdę sadzisz, ze matka rozumuje w ten sposb? Równie dobrze moze myśleć "Zos
    > tałam z alkoholikiem tylko dla córki - gdybym sie rozeszła z mężem, popadlibyśm
    > y w skrajną nędzę. Uznałam, że z dwojga złego lepszy alkoholik niż spanie pod m
    > ostem i brak możliwości wykształcenia dziecka.

    Ale po co wymyslasz bzdury o skrajnej biedzie jesli autorka pisala, ze matka bardzo dobrze zarabiala a corka odkad byla w podstawowce blagala matke by sie rozstala, musiala ja pocieszac gdy ojciec ja bil, bala sie o jej zycie i ogolnie musiala byc matka dla swojej matki. Matka moze sobie przebywac w alternatywnej rzeczywistosci i uwazac ze nie krzywdzila swoim postepowaniem corki ale prawda jest taka, ze konsekwentnie krzywdzila. I nadal to robi.
  • 03.05.17, 14:18
    Jezus, no nie mogie :P Tak, możliwe, że matka tak myśli. Co NIE ZMIENIA faktu, że dużo większą krzywdę niż bieda robi rodzic alkoholik i współuzależniony. I to jest matki odpowiedzialność, że nie zabrała dziecka od takiego ojca. Tylko i wyłącznie. I teraz nie ma co biadolić, tylko ponieść konsekwencje swoich matczynych decyzji.
  • 03.05.17, 19:47
    Zadnej. Podobnie jak corce. Poza jedna - przeprowadz terapie. Swoja, nie tej drugiej.
  • 03.05.17, 19:53
    tt-tka napisała:

    > Zadnej. Podobnie jak corce. Poza jedna - przeprowadz terapie. Swoja, nie tej dr
    > ugiej.

    Tfu, za szybko poszlo - ty byla odpowiedz na pytanie, co doradzilabym matce, gdyby to ona tu pisala.
  • 04.05.17, 07:53
    To ciekawa koncepcja,żeby osoba, ktora komunikuje sie z matką stylem komunikacyjnym właściwym dla ( jak sama
    napisała ) rozwścieczonego 5 latka i przy pomocy przekleństw udzielała na forum porad w zakresie relacji z matką .
  • 04.05.17, 13:16
    A dla mnie to znamienne i doskonale rozumiem Deep. To raczej wyraz bezradności i kapitulacja przed niemożnością porozumienia z rodzicem. Doświadczam czegoś podobnego z moim ojcem. Pisała o tym Sorvina i Ola-dom. Są osobniki z którymi nie da się komunikować w normalny sposób. Mój ojciec najzwyczajniej w świecie nie rozumie o czym się do niego mówi. Dla niego coś tam szeleszczę o szacunku, granicach, o potrzebach, o tym że jestem człowiekiem nie przedmiotem. On nie wie o czym mówię! Natychmiast pojawia się wściekłość i jest gotowy do ataku. Jedyny język jaki zna to język siły i przemocy. Jakbym go pobił, albo groził śmiercią lub zwyzywał to dopiero wtedy by mnie usłyszał i zobaczył. Dlatego możliwe, że nigdy nie nawiążemy kontaktu - trudno.
  • 04.05.17, 14:22
    gonzo_101 napisał:

    > A dla mnie to znamienne i doskonale rozumiem Deep. To raczej wyraz bezradności
    > i kapitulacja przed niemożnością porozumienia z rodzicem. Są osobniki z którymi nie
    > da się komunikować w normalny sposób. Mój ojciec najzwyczajniej w świecie nie
    > rozumie o czym się do niego mówi.

    Mogę się tylko podpisać. Moja mama tak właśnie ma. Niestety z wiekiem sytuacja się pogarsza i przypuszczam, że lepiej już nie będzie. A ponieważ ja nie zgadzam się na prowadzenie dyskusji z nią na takim poziomie, jaki jej odpowiada (negowanie faktów, kłamanie, udawanie, że nie wie, o co chodzi, czepianie się, krzyki i histeria), to rozmowy sprowadzają się wyłącznie do tematów neutralnych (co też nie zawsze pomaga, bo i o pogodę można się pokłócić) albo w ogóle tych rozmów nie ma. Mam to szczęście, że twarzą w twarz widujemy się raz do dwóch w roku, a rozmowy prowadzimy na GG i wtedy łatwo się wycofać z rozmowy, gdy temat robi się niebezpieczny.
  • 02.05.17, 22:05
    tt-tka napisała:

    > Czy ty w ogole wiesz, na czym polega terapia, jaka jest rola terapeuty i jego z
    > adania ?
    > NIE na decydowaniu za pacjenta ani wskazywaniu mu jedynie slusznej drogi w kaz
    > dym razie.

    Serio? Nie polega na decydowaniu za pacjenta? Nieslychane. Kazdego dnia sie czlowiek czegos nowego dowiaduje. Na szczescie sa fora;)
  • 03.05.17, 09:11
    differentview napisała:

    > A jesli dla odmiany alkoholik na terapii uzna, ze jednak bedzie pic dalej bo zr
    > obil bilans zyskow i strat i uznal, ze woli pic i sie zapije na smierc to jest
    > to dowod na udana czy nieudana terapie?

    Terapia ma za zadanie jedynie pokazać rozmaite drogi wyjścia, wybór należy do człowieka. Dlatego wielu alkoholików kończy tak jak kończy.
  • 03.05.17, 09:48
    aqua48 napisała:

    > Terapia ma za zadanie jedynie pokazać rozmaite drogi wyjścia, wybór należy do c
    > złowieka. Dlatego wielu alkoholików kończy tak jak kończy.

    Oczywiscie ale jednak nie mozna cynicznie twierdzic, ze jak czlowiek postanowil pograzyc sie w autodestrukcji to terapie mozna uznac za udana bo to byl jego wybor. O to mi tylko chodziło.
  • 03.05.17, 16:57
    differentview napisała:

    > Oczywiscie ale jednak nie mozna cynicznie twierdzic, ze jak czlowiek postanowil
    > pograzyc sie w autodestrukcji to terapie mozna uznac za udana bo to byl jego w
    > ybor.

    Jak człowiek POSTANOWI pogrążyć się w autodestrukcji to się pogrąży. I nic tego nie zmieni. A żadna terapia nie służy do tego aby jakiegoś człowieka zmienić, bo to niemożliwe. Jedynie sam człowiek może zmienić swoje nastawienie, postępowanie czy oczekiwania. Pod wpływem terapii, przemyśleń oraz uświadomienia sobie konsekwencji swoich działań. Nie cudzych. Swoich.
  • 03.05.17, 17:27
    Ale jesli pod wplywem terapii czlowiek( w tym wypadku matka autorki) nie zmienil swojego nastawienia, postepowania, pozostal w relacji wspoluzaleznienia i chce zeby corka ponosila konsekwencje tego wyboru czyli byla smietnikiem, do ktorego mozna wyrzucac cala swoja frustracje i zal - to chyba jednak nie mozna cynicznie twierdzic, ze terapia sie udala?
  • 03.05.17, 17:41
    differentview napisała:

    > Ale jesli pod wplywem terapii czlowiek( w tym wypadku matka autorki) nie zmieni
    > l swojego nastawienia, postepowania, pozostal w relacji wspoluzaleznienia i chc
    > e zeby corka ponosila konsekwencje tego wyboru czyli byla smietnikiem, do ktore
    > go mozna wyrzucac cala swoja frustracje i zal - to chyba jednak nie mozna cynic
    > znie twierdzic, ze terapia sie udala?

    Nie ma czegoś takiego jak terapia udana i nieudana. Zrozum, że to od człowieka zależy czy pod jej wpływem coś zechce zmienić w sobie czy nie.
    Każda matka może oczekiwać od córki rozmaitych rzeczy, nawet absurdalnych, czy męczących, tyle tylko, że dorosła córka ani nie musi się na to godzić, ani podporządkowywać matce, ani nawet jej słuchać. O tym tu cały czas piszemy. Nie ma prawa natomiast oczekiwać, że matka (czy ktokolwiek inny) dostosuje się do jej oczekiwań, marzeń, wyobrażeń.
    Może powiedzieć matce że tak ją męczą i frustrują matczyne oczekiwania i żale, że jeśli ta na nie zejdzie w rozmowie to córka nie będzie kontynuować rozmowy tylko odłoży słuchawkę. I odkładać. Na tym polega asertywność. I nie oznacza to automatycznego zerwania całkowicie kontaktu z matką.
  • 03.05.17, 17:56
    aqua48 napisała:
    acha, czyli:

    > Każda matka może oczekiwać od córki rozmaitych rzeczy, nawet absurdalnych

    ale corka:

    >Nie ma prawa natomiast oczekiwać, że matka (czy ktokolwiek inny) dostosuje się do >jej oczekiwań, marzeń, wyobrażeń.

  • 03.05.17, 18:21
    Ha, ha trafiony zatopiony:) A tak na poważnie to dyskusja tylko pokazuje jak dalece zakorzeniony jest w ludziach kult świętości matki. Na autorkę spadła lawina krytyki (miejscami słusznej), a matce okazuje się empatię i zrozumienie. Jakoś ciężko zobaczyć, że to po prostu zwykłe konsekwencje braku zdrowej więzi z własnym dzieckiem. A autorka zdaje się już podjęła decyzję o zerwaniu kontaktów i ma do tego prawo. Chociaż nadal twierdzę, że to nie rozwiąże tematu.
  • 04.05.17, 21:10
    gonzo_101 napisał:

    > Ha, ha trafiony zatopiony:) A tak na poważnie to dyskusja tylko pokazuje jak da
    > lece zakorzeniony jest w ludziach kult świętości matki. Na autorkę spadła lawin
    > a krytyki (miejscami słusznej), a matce okazuje się empatię i zrozumienie. Jako
    > ś ciężko zobaczyć, że to po prostu zwykłe konsekwencje braku zdrowej więzi z wł
    > asnym dzieckiem. A autorka zdaje się już podjęła decyzję o zerwaniu kontaktów i
    > ma do tego prawo. Chociaż nadal twierdzę, że to nie rozwiąże tematu.

    Ale na pewno będzie lepiej bez ciągłego wciągania z powrotem w upiorny układ rodzinny Mandy. Wysłuchiwanie bezustannego biadolenia wykańcza nawet gdy temat narzekania jest obojętny dla słuchacza a tutaj matka każdą rozmową odnawia córce traumę bezradnego dziecka z ojcem pijącym i bijącym matką wieszają się na małej dziewczynce i obarczającą ją obowiązkiem ratowania rodziny i winą za sprawy od dziecka niezależne.
  • 04.05.17, 22:40
    Jeśli nie możesz zmienić sytuacji - zmień swój stosunek do sytuacji.
    Autorka wątku bardzo by chciała zaakceptować matkę w zupełnie innej (przypominającej teściową) postaci. I tylko na takich warunkach - że się zmieni i będzie przypominać teściową.

    Obie strony więc mają za uszami - matka tkwi w beznadziejnym związku, współuzależniona i, jak rozumiem, odmawiająca leczenia się z chorej więzi. Córka pragnie matki zupełnie innej, niż ma, co też, bez obrazy dla autorki, jej przeżyć i cierpienia, nie jest specjalnie dojrzałe. Obie imo kwalifikują się do terapii.

    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • 05.05.17, 08:19
    >Autorka wątku bardzo by chciała zaakceptować matkę w zupełnie innej (przypominającej teściową) >postaci. I tylko na takich warunkach - że się zmieni i będzie przypominać teściową.

    A to już twoja interpretacja. Przykład teściowej podałam tylko jako osobę, która była w podobnej sytuacji i jednak potrafiła się rozwieść i żyć swoim życiem, a nie bezustannie wisieć na synu i mu się użalać, mimo że jest starsza od mojej matki o 10 lat.

    Jedynego czego chcę od matki to żeby mi WRESZCIE dała spokój
  • 05.05.17, 10:15
    mandy2002 napisała:

    > Jedynego czego chcę od matki to żeby mi WRESZCIE dała spokój

    To czemu NIC, ale to NIC w tym kierunku nie zrobiłaś? Jeśli czegoś chcesz to działaj, aby to osiągnąć. A Ty siedzisz, narzekasz i czekasz że sytuacja poprawi się bo ty tak chcesz. Tak się nie stanie.
    Jak chcę zjeść czekoladę to biorę pieniądze i idę do sklepu, a nie siedzę w domu w piżamie jęcząc do wszystkich że tak bym zjadła dobrej czekolady.
    Oczywiście w tym celu muszę - ubrać się, wyjść z domu, poszukać sklepu, wydać pieniądze i stracić trochę czasu. Ale to są normalne konsekwencje wyborów. Zysk będzie dla mnie ważniejszy.
  • 05.05.17, 11:49
    ...a to dziwne, że skoro chcesz spokoju, odbierasz od niej telefony, troszczysz się i przejmujesz jej samopoczuciem i czujesz się rozbita po kontakcie.

    Chcesz, żeby ci dała spokoj? Zerwij stosunki, po prostu. Powiedz 'mamo, nie chcę już z tobą rozmawiać, widywać się, nie chcę żebyś się ze mną kontaktowała w jakikolwiek sposób'. Byłoby miło, gdybyś podała powód (nie 'tłumaczenie' - wyjaśnienie, możliwie krótkie). I konsekwentnie przestrzegać - nie odbierać telefonów, nie odpowiadac na listy itd, przy jakimś wymuszonym kontakcie (typu mama zjawia się na twoim progu bez zapowiedzi) powtarzać np. 'mamo, nie chcę się z tobą widywać, bo...'. W czym problem?

    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi, mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • 05.05.17, 12:44
    Bo byłoby znacznie milej gdyby przestała na mnie wyrzygiwać swoje frustracje i problemy związane z jej "wyborem" i przestała osaczać, a skupiła się na własnym życiu - przez to rozumiem "dała mi spokój" - to niekoniecznie oznacza uciekanie przed matką.
    No ale jeśli nie potrafi - to cóż, trudno. Z ojcem się od 4 lat w ogóle nie kontaktuję i cóż, żyję - jest nawet całkiem fajnie, gdy nie muszę już go słuchać i oglądać.
  • 05.05.17, 13:02
    Matka czy nie matka, kwestia szacunku ciebie samej do siebie. Swego czasu miałam znajomą która co rusz pakowała się w problematyczny związek a do mnie przylatywała się wygadać, wypłakać, wynarzekać, by sobie upuścić pary i ... nadal w tym związku robić to co dotychczas - ot, byłam takim kubłem na jej wyzygi frustracji i brudu. Początkowo słuchałam myśląc, ze tym pomagam. Gdy się zorientowałam, że ona NIE CHCE ZMIAN i przepracowania JEJ PROBLEMÓW osobiście, a jedynie chce sobie ulżyć przerzucając złe emocje na kogo innego, by utrzymać tamten syf w jakim tkwi w niezmienionym stanie,
    to przestałam jej wysłuchiwać, jak dzwoniła to nie słuchałam ale zaczynałam opowieści o swoich sprawach że nie miała gdzie się wcisnąć ze swoim narzekaniam, a jak się wcisnęła to mówiłam aha aha i kontynułowałam mówienie o sobie, bez komentowania jej opowieści. Sporo to trwało ale zaczęła się liczyć z tym że nie wszystko będę znosić, docelowo znajomość się rozeszła, bo okazało się, że jednak głównie to ją przy mnie tak ściśle trzymało- że może się wyrzygiwać i karmić moim zaangażowaniem, a gdy tego zabrakło to skończyła się potrzeba jej dzwonienia, no i tyle. Dla mnie to była cenna lekcja i też dobrze, ze już mam za sobą tę znajomość.
    Twoja matka była na terapii więc wie gdzie w razie czego iść po pomoc. Nie jesteś jej nic dłużna, nie masz możliwości by ją zmienić na taką jaką chcesz by była (nigdy taka nie będzie, porzuć wszelkie nadzieje), więc po prostu odpuść i daj jej wolność od siebie, swoich żali i pretensji. Albo właśnie zajmując "czas antenowy" swoim gadaniem o byle czym aż się obrazi że nie słuchasz:P, albo mówiąc jej wprost "potwornie mnie męczy twoje gadanie i narzekanie, nie mam sił tego znosić, chcesz się wygadać to idź do psychologa im za to płacą mi nie, nie dzwoń do mnie z czymś takim"
  • 03.05.17, 18:37
    differentview napisała:

    > acha, czyli:
    > > Każda matka może oczekiwać od córki rozmaitych rzeczy, nawet absur
    > dalnych
    > ale corka:
    > >Nie ma prawa natomiast oczekiwać, że matka (czy ktokolwiek inny) do
    > stosuje się do >jej oczekiwań, marzeń, wyobrażeń.

    Dokładnie. Jeśli zrozumiałaś to co napisałam. Czyli - możesz mieć w stosunku do każdego jakiekolwiek oczekiwania realne, nierealne mądre, niemądre, łatwe do spełnienia czy nie, to nie ważne. Nie możesz jednak oczekiwać że jakakolwiek inna osoba się zmieni. Bo zmienić możesz się tak na prawdę jedynie TY. I to jedynie TWOJA zmiana może skłonić tę drugą osobę do zmiany jej zachowania. Nie żadna terapia, magia, awantury czy pretensje. Terapia może pomóc Ci uświadomić sobie czego chcesz i co W SOBIE (nie w innej osobie) możesz zmienić. Ale możesz z różnych powodów (bo to wymagałoby od Ciebie zbyt dużego wysiłku, zmiany i przeorganizowania w miarę wygodnego życia, bo obawiasz się kosztów, bo przyszłość i korzyści wydają Ci się niepewne itp.) nie chcieć tego uczynić. To wyłącznie Twój wybór.

  • 03.05.17, 18:48
    aqua48 napisała:

    > Nie możesz jednak oczekiwać że jakakolwiek inn
    > a osoba się zmieni. Bo zmienić możesz się tak na prawdę jedynie TY.

    Czyli ta matka moze oczekiwac od corki ze bedzie ona nadal kublem na jej frustracje czy nie? Czy zmienic sie moze jedynie ONA?;)
  • 03.05.17, 18:54
    differentview napisała:

    > Czyli ta matka moze oczekiwac od corki ze bedzie ona nadal kublem na jej frustr
    > acje czy nie? Czy zmienic sie moze jedynie ONA?;)

    Oczekiwać może. Córka nie ma obowiązku tych oczekiwań spełniać.
    Córka od matki też może OCZEKIWAĆ, że ta będzie postępowała z jej punktu widzenia racjonalnie. Matka tych oczekiwań również nie ma obowiązku spełnić.

    Natomiast żadna nie ma prawa oczekiwać, że ta druga będzie inną osobą. Czyli córka że jej matka będzie taka jak jej teściowa, ani matka, że córka będzie taka jak ona sama.
    Rozumiesz o co mi chodzi?
  • 03.05.17, 19:04
    aqua48 napisała:

    > Oczekiwać może. Córka nie ma obowiązku tych oczekiwań spełniać.
    > Córka od matki też może OCZEKIWAĆ, że ta będzie postępowała z jej punktu widzen
    > ia racjonalnie. Matka tych oczekiwań również nie ma obowiązku spełnić.

    No i jesli obie oczekuja a zadna nie zamierza spelniac oczekiwan to gdzie widzisz mozliwosc kontynuowania relacji? No i dodajmy, ze corka wiele lat- chciala czy nie- musiala spelniac te oczekiwania bo byla w relacji zaleznosci od matki.
  • 03.05.17, 22:09
    differentview napisała:

    > No i jesli obie oczekuja a zadna nie zamierza spelniac oczekiwan to gdzie widzi
    > sz mozliwosc kontynuowania relacji? No i dodajmy, ze corka wiele lat- chciala c
    > zy nie- musiala spelniac te oczekiwania bo byla w relacji zaleznosci od
    > matki.

    Ale ta relacja zależności się skończyła i wyczerpała. Czas ułożyć nową relację dwóch dorosłych kobiet, które mogą prowadzić życie tak jak same tego chcą ze wszystkimi konsekwencjami swych wyborów. Która zacznie? Nie ma znaczenia. Choć pewnie ta której bardziej na zmianie zależy czyli córka. Jeśli uświadomi sobie, że może. Może nie brać do siebie oczekiwań matki i nie spełniać ich, a jednocześnie pozostawać wystarczająco dobrą córką. Ukrócać sytuacje które są dla niej niekomfortowe i pozostać sobą. Decydować samodzielnie o sobie, nie ulegać wpływom lub naciskom i czerpać z tego siłę.
  • 03.05.17, 19:07
    W relacji dorosły-dorosły nikt nie ma obowiązku spełniać niczyich oczekiwań. Masz prawo mieć swoje oczekiwania, ale inna osoba może je mieć dalece w poważaniu. To działa w dwie strony. Jeśli masz jakieś rojenia względem innych to oni mają takie same prawo mieć je względem ciebie. W terapii masz możliwość zweryfikowania swoich oczekiwań i porzucenia tych z kategorii nierealnych mrzonek (tata przestanie pić, mama się rozwiedzie, mama się zmieni itp.) Wszystko to może się zdarzyć, ale nie musi. Natomiast uwolnić się można od balastu w postaci poczucia rozczarowania/zawodu tylko z powodu, że ktoś nie spełnia moich oczekiwań - przecież nie musi, prawda? Ostatecznie zdrowiej jest mieć mniej oczekiwań niż więcej. Zyskać można więcej spokoju i łatwiej zaakceptować rzeczywistość. Takie możliwości pojawiają się w terapii, ale czy z nich się skorzysta to już indywidualny wybór.
  • 04.05.17, 20:04
    'Nie ma czegoś takiego jak terapia udana i nieudana'

    I beg to differ. To tak jakby tlumaczyc ze lek zadzialal tylko pacjent umarl, terapia ok tylko pacjent nie gotowy na terapie. Brak zmiany myslenia, emocji i zachowan po terapii przy tych samych problemach z reguly swiadczy o tym ze z terapii niewiele nie wyszlo.

    Co do argumentu ze matce wolno miec oczekiwania, no coz, corce chyba tez.
  • 04.05.17, 22:46
    Ja bym uściśliła: terapia nie działa wtedy, kiedy wybieramy jej nieodpowiedni rodzaj (poznawczą zamiast behawioralnej, psychodynamiczna zamiast Gestaltu itd. i wtedy, kiedy nie odpowiada nam osoba terapeuty.

    Ja, gdybym teraz zaczynała terapię, przepytałabym terapeutę z tego, kim jest - czy np jego stosunek do kary śmierci, poglądy polityczne czy religijne nie są skrajnie odmienne od moich. Zawsze istnieje ryzyko, że terapeuta w trakcie zmiany będzie chciał (świadomie lub nie) narzucić mi swój system wartości. To oczywiście też może być terapeutyczne, ale jeśli ktoś będzie w słabej kondycji psychicznej to ulegnie i terapia przerodzi się w anty-terapię. Noi - jeśli się np szuka pomocy w relacjach z mamą, powinno się imo wybrać terapeutkę, bo wtedy projekcja przyjdzie automatycznie i szybko. Itd itd.

    Im dłużej o tym myślę, tym bardziej mi wychodzi, że żeby nabrać świadomości (czyli zaliczyć udaną terapię) trzeba wyjściowo tę świadomość mieć dość wysoko.
    :)

    Tak czy siak, uważam, że jest coś takiego, jak 'dobry moment na terapię'. Wtedy proces dzieje się szybko, głęboko i dynamicznie, a zmiana zagarnia jak fala i wszystko zaczyna się poniekąd dziać samo, jakby się było w czarodziejskim wirze.


    --
    cute but psycho. things even out
  • 05.05.17, 10:08
    blue_meerkat napisała:

    >Brak zmiany myslenia, emocji i z
    > achowan po terapii przy tych samych problemach z reguly swiadczy o tym ze z ter
    > apii niewiele nie wyszlo.

    Ale to nie znaczy że sama terapia była nieudana tylko, że pacjent nie był na takie zmiany gotowy i chętny, a terapię potraktował jako magiczny sposób na zmianę innych i poprawę swojego dobrobytu ot tak, bez żadnej pracy własnej.
    Żaliła mi się kiedyś matka nastolatki która została wysłana na terapię, że ta terapia jest zła, a terapeutka do kitu bo.. mówi nastolatce jaka jest wspaniała budując jej poczucie wartości, które matka niszczyła koncertowo. A przecież to nie tak, bo nastolatka postępowała źle i TO jaka jest zła należało jej uświadomić :/ Z "nieudanej" terapii pani zrezygnowała, a nastolatka wkroczyła w bulimię gładko tak jakby matka ją tam zaprowadziła za rączkę.

    > Co do argumentu ze matce wolno miec oczekiwania, no coz, corce chyba tez.

    Ależ o tym pisaliśmy. Warto doczytać. Oczekiwania co do zachowań nie co do zmiany osobowości.
  • 05.05.17, 13:41
    Mandy2002 mam do ciebie pytanie. Czy możesz uszczegółowić jak wyglądają wasze rozmowy. Czy mama pyta co słuchać u ciebie, czy raczej jej to zwyczajnie nie obchodzi? Czy możesz powiedzieć jej o swoim samopoczuciu, co słychać u jej wnuka, czy mama chce tego słuchać, czy przerywa ci wypowiedź. Czy podczas telefonicznej rozmowy mama przejawia REALNE zainteresowanie twoją osobą, czy mówi WYŁĄCZNIE o sobie i swoich problemach. Jak to wygląda?
  • 05.05.17, 14:03
    Raczej mówi głównie o swoich problemach. Zapyta się co słychać, jaka pogoda, jak wnuk i po moich odpowiedziach, zaczyna się litania co ją ciężkiego spotkało, co ją bolało, jak to jej się trudno żyje bo to, bo tamto, bo siamto... i tak już do końca rozmowy. Ja nawet już przestałam próbować opowiadać jej o swoich problemach, gdy mam jakieś, bo wiem że i tak mi nie pomoże i będę się jeszcze gorzej czuła po takiej rozmowie niż bez niej.
  • 05.05.17, 15:05
    Czyli o samą ciebie nie pyta wcale? Jak ty to odbierasz, jako zainteresowanie, czy jako pustą kurtuazję byleby szybko przejść do wyrzygiwania? Widzę, że skapitulowałaś i nie mówisz o swoich rozterkach matce, a czy o czymś miłym możesz jej powiedzieć - że dostałaś podwyżkę, wnuczek narysował coś fajnego, spotkałaś dawno niewidzianą koleżankę itp.
  • 05.05.17, 16:06
    mandy2002 napisała:

    > Raczej mówi głównie o swoich problemach. Zapyta się co słychać, jaka pogoda, ja
    > k wnuk i po moich odpowiedziach, zaczyna się litania co ją ciężkiego spotkało,
    > co ją bolało,

    A czemu w tym momencie (po krótkiej rozmowie na neutralne tematy) nie żegnasz się i nie odkładasz słuchawki tylko słuchasz choć słuchać nie chcesz? Telefon jest tak skonstruowany, że można każdą rozmowę przerwać. Zwłaszcza rozmowę która schodzi na niechciane tory.
  • 05.05.17, 16:45
    Właśnie ten wewnętrzny przymus wysłuchiwania do końca nieprzyjemnych żali i lamentów matki mnie zastanawia. Może chodzi o to, że wyrzuty sumienia zjadłyby autorkę gdyby odłożyła słuchawkę? Tak jakby w jej głowie matka miała większe prawa do swoich żali niż autorka prawo do dobrego samopoczucia. Odłożenie słuchawki oznaczałoby, że jest złym człowiekiem i wyrodną córką, która zostawia tak cierpiącą przecież matkę. Czy to o to chodzi Mandy?
  • 05.05.17, 16:52
    Imo jest tak, jak napisałam: autorka wątku nadal traktuje się (ona sama siebie, niezależnie od tego, jak chce ja w tej relacji traktować matka) w tej sytuacji jak niedorosłą córka. Temat do przepracowania.

    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • 05.05.17, 18:42
    aqua48 napisała:

    > ... Telefon jest tak skonstruowany, że można każdą rozmowę przerwać.

    Nie tak łatwo na to wpaść dobrze wychowaną będąc, osobiście zauważyłam to dopiero w mocno dojrzałym wieku i po uważnym zbadaniu czemu już samo pytanie matki "co u ciebie w pracy" mnie wpienia. Wcześniej niechętnie ale odpowiadałam na drobiazgowe indagacje i milcząco wysłuchiwałam rad.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.