Dodaj do ulubionych

Problemy na linii ojciec dziecko co robić?

08.05.17, 13:40
Ostatnio wiele tu wątków o przemocy w rodzinie, to o czym chcę napisać to jednak trochę inny ciężar gatunkowy, ale potrzebuję porady. Mąż nie potrafi dogadać się że starszym dzieckiem (6 lat), często krzyczy, sporadycznie zdarzały się klapsy (do tej pory jakieś cztery razy pojedyncze uderzenia). Czasem gdy dziecko wpadnie z jakiegoś powodu w histerię zdarza mu się zbyt gwałtownie podnieść je i wynieść do jego pokoju. Nie jest to jeszcze szarpanie ale blisko. Często gdy jest bardzo rozzłoszczony krzyczy "Zaraz cię strzelę", choć ostatnio stara się pilnować, żeby tak nie mówić. Poza tym nie ma do fochów starszego dziecka cierpliwości. Dziecko ma trudny charakter, jest uparte (po tatusiu), nie potrafi przepraszać i na trudności reaguje złością wymierzoną w otoczenie. Jeśli się nie wyśpi rano robi awantury a wieczorem zagonić do spania trudno. Rano dzieci ogarnia mąż bo ja juz jestem w pracy i to on przewaznie mierzy się z tymi fochami. Zawsze było skłonne do ataków złości, jako trzylatek potrafiło mieć długie napady histerii (bo głód czy zmęczenie, jeśli przegapiłam moment żeby nakarmić czy zapewnić odpoczynek). Poza tym jest wesołe, energiczne, bardzo pomysłowe (też po tatusiu), i bystre. Mąż nie potrafi znaleźć z nim na dłużej wspólnego języka. Staram się by coś tam robili razem tylko we dwoje ale to niewiele i rzadko. Poza tym mąż po paru latach ojcostwa doszedł do wniosku, że dzieci to nie dla niego i że jakby wiedział jak to będzie wyglądać to by się na nie nie decydował. Starsze dziecko to słyszało i kiedyś mi nawet w luźnej pogawędce powiedziało, że tata to nie chce mieć dzieci i powiedział, że się wyprowadzi bo są niegrzeczne. Nie przejęło się tym specjalnie bo jest z ojcem słabo związane emocjonalnie (od urodzenia było bardzo silnie związane ze mną). Młodsze dziecko (3 lata) jest przywiązane do nas po równo i generalnie jest "łatwiejsze w obsłudze". Mąż też na nie krzyczy i dał kiedyś klapsa ale mniej niż na starsze i potrafi znaleźć odpowiednie słowa bez agresji, żeby je uspokoić. Dzieci są tej samej płci, chciane i planowane. Mąż ma bardzo kiepski wzorzec ojca wyniesiony z domu, ojciec obecny tylko ciałem ale nie duchem.
Sama nie jestem ideałem też czasem krzyczę kiedy coś broją i nie reagują na upomnienia. Nigdy jednak żadnego z dzieci nie uderzyłam. Po każdym klapsie że strony męża odbywałam z nim rozmowy w ostrym tonie, ostatnio (kilka m-cy temu) zapowiedziałam, ze jeśli wejdzie mu to w nawyk będziemy musieli się rozstać. Od tamtej pory się nie powtórzyło. Uświadamiam, że grozenie biciem to też przemoc (choć dziecko niewiele sobie z tego robi), jeśli krzyczy bez powodu, np, że dzieci głośno się bawią, przy nich na miejscu mówię, że coś przecież muszą robić i że są tylko dziećmi. Mamy dość małe mieszkanie 50 m2, mam wrażenie, że ten brak przestrzeni źle wpływa na nas wszystkich, jednak nie mamy perspektyw na zmianę. Sytuacja jest kiepska, chciałabym ją uzdrowić ale nie wiem od czego zacząć. Proszę o jakieś pomysły, może lektury, które mogłabym przeczytać, może pomysł jak porozmawiać z mężem, żeby zrozumiał mój punkt widzenia, żeby dla dobra dziecka zechciał pracować nad sobą.
Edytor zaawansowany
  • 08.05.17, 18:32
    Błahaha ... Przepraszam, ale jakbym czytała siebie sprzed paru lat - no tak u was jest przemoc, ale u mnie jest inaczej, po prostu mąż jest nerwowy... Myślę, że najlepiej dać dzieciom coś solidnego na uspokojenie, żeby nie denerwowały tatusia. Druga opcja jest taka, że dasz solidnego klapsa mężowi, żeby się ogarnął.
  • 08.05.17, 18:39
    Ja nie twierdzę, że to nie przemoc. Wiem, że moje krzyki to też przemoc i też chciałabym coś zmienić tylko nie wiem jak. Dlatego m.in. pytam. I dlaczego sądzisz, że jeśli uderzę męża to sytuacja magicznie się naprawi?
  • 08.05.17, 18:53
    To był sarkazm, przepraszam. Jednakże Twój mąż wydaje się stosować takie właśnie metody - na 6-latka! Bardzo współczuję nagromadzenia takich złych emocji. Ja bym próbowała poszukać pomocy z zewnątrz jeśli mąż jest skłonny z takiej skorzystać.
  • 08.05.17, 19:00
    Oprócz terapii rodzinnej można pójść też do psychologa dziecięcego (tzn. na początek Ty i mąż) pod pretekstem znalezienia sposobu na trudne dziecko - no chyba, że naprawdę jest jakieś bardzo trudne i rzeczywiście całą rodzinę doprowadza do wrzenia.
  • 08.05.17, 19:18
    Dziecko po prostu bardzo trudno przechodzi wszelkie skoki rozwojowe. Okresy równowagi są bardzo krótkie. Aż się boję co to będzie w wieku dorastania. Poza tym nie jest złośliwe czy coś takiego, po prostu żywiołowe, trochę "humorzaste". Proszę mi wierzyć, mąż się wydawał dobrym kandydatem na ojca, dla dzieci w rodzinie był cierpliwy i wyrozumiały, chętnie też się z nimi bawił. Nie pomyślałam tylko, że widuje je w sumie raz czy dwa w miesiącu. Mąż nie widzi w swoim zachowaniu nic złego, próbuje je zmodyfikować tylko dlatego, że ja tego wymagam. Z resztą w środowisku w którym się obracamy krzyki ma dzieci czy klapsy są na porządku dziennym. Nieraz słyszałam, od rodziny czy znajomyvh że jestem "za mięķka" dla starszego i stąd te humorki. Mąż do psychologa nie pójdzie, jest bardzo zamknięty w sobie. Nawet ja mam problem, żeby do niego dotrzeć, sądzę, że nie będzie się umiał otworzyć przed kimś obcym.
  • 08.05.17, 20:27
    "I dlaczego sądzisz, że jeśli uderzę męża to sytuacja magicznie się naprawi?"
    Słuszne spostrzeżenie, tylko twój mąż jednak uważa, że jak wleje to sytuacja się magicznie poprawi - głupie co?

    "Mąż nie widzi w swoim zachowaniu nic złego, próbuje je zmodyfikować tylko dlatego, że ja tego wymagam."
    A ten fragment jest bardzo niepokojący. Mąż reaguje na twoje lamenty, a nie dlatego, że krzywdzi własne dziecko. Znam to z autopsji niestety i spytam czy teraz uważasz, że to dobry kandydat na ojca? Dzieci czują się przy nim bezpiecznie? Wspomniałaś też o możliwym rozstaniu jeśli sytuacja będzie eskalować. Czy byłabyś gotowa na rozwód, czy blefowałaś?
  • 08.05.17, 21:36
    Wiem, że biciem nic się nie zdziała, z resztą też byłam bita w dzieciństwie i mąż też. W tamtych czasach lanie to była norma. Najgorsza dla mnie do słuchania była historia gdy jako dziecko zgubił w błocie bucik a później ze strachu przed biciem się schował. Lanie od teściowej dostał podwójne, za to, że zgubił ten bucik i za to, że się zmartwiła bo go nie mogła znaleźć. Tylko ja pamiętam jak się czułam po laniu, zdradzana, oszukana. Na poprawę mojego zachowania to nie wpłynęło, co najwyżej nauczyłam się lepiej kłamać. Mąż to wszystko wyparł, nic z dzieciństwa nie pamięta.
    Mąż nie widzi nic złego bo obserwacja otoczenia utwierdza go w przekonaniu, że dziecko się wychowuje krzykiem i klapsem. Nie uważam, żeby był dobrym materiałem na ojca skoro sam doszedł do wniosku, że dzieci to nie dla niego. Dzieci czują się bezpieczne, starsze dziecko nic sobie nie robi z jego krzyków, na pewno nie jest zastraszone. Nie befowałam w kwestii rozwodu jeśli mąż zacząłby regularnie bić dzieci.
  • 08.05.17, 20:38
    Dzieciak bardzo łatwo może się nauczyć panowania nad 'za dużymi' na nie emocjami. Wystarczy pomoc specjalisty. Jeśli jest bystry, być może wystarczy kilka sesji.
    Ojca nauczyć czegokolwiek będzie trudniej. Musiałby chcieć. Podejrzewam, że w grę wchodziłoby grzebanie przy jego relacji z jego ojcem. Musiałabyś go mocno zmotywować (nie sądzę, aby grożenie rozwodem było dobrym pomysłem).

    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • 08.05.17, 21:45
    Prawdę mówiąc, znacznie bardziej od czterech klapsów przerażałaby mnie wyraźna niechęć do dziecka. To jest fundamentalny problem, przysłonięty przez nie najlepsze, ale nie jakieś koszmarne metody wychowawcze. O ile uwazam,że jeden klaps dziecka nie pozbawi pewności siebie i dobrego dzieciństwa, to zdanie, ze sie wolało by go nie mieć może jak najbardziej. A wyraźne preferowanie brata jest szkodliwe dla obojga dzieci.
    Nie wiem, jak można przekonać ojca, aby polubił własne dziecko, ale to jest w tej chwili problem nr 1.
  • 08.05.17, 22:13
    Miałam właśnie napisać, że najbardziej mnie martwi niechęć do dziecka. Mąż twierdzi, że kocha oboje, skoro już je ma, ale ewidentnie lepszy kontakt ma z młodszym. Pocieszam się, że przynajmniej w dalszym ciągu tej rozmowy dziecko poinformowało mnie, że ja bardzo chciałam ich mieć. Poza tym dzieci nigdy nie pytają czy je kocham, traktują moją miłość jako oczywistość. Ale czy to w przypadku starszego dziecka wystarczy?
    Jak na razie w tych nielicznych momentach kiedy ojciec że starszym dzieckiem nawiązują porozumienie staram się odsunąć na bok i nie ingerować. To jednak zdarza się tak rzadko, że raczej więzi im nie zapewni.
  • 08.05.17, 22:15
    A nigdzie razem nie wychodzą? Nie ma jakiegoś zainteresowania, które mogło by ich łączyć?
  • 08.05.17, 22:28
    Czasem budują z klocków albo oglądają programy o kosmosie, to wszystko.
  • 09.05.17, 09:09
    Moim zdaniem powinnaś zadbać o większą wieź między ojcem a dziećmi. Wskazywać sytuacje w których wszyscy mogą razem spędzać czas i dobrze się bawić. Tworzyć rodzinne rytuały. Wyjścia, wycieczki, zwiedzanie, atrakcje - wspólne lody czy wyjście na ciacho do cukierni w niedzielę przed południem, gry planszowe (tak, już 6 latek jest w stanie ogarnąć wiele gier), czytanie na dobranoc, itp. Twój mąż musi zobaczyć, że ojcostwo to nie tylko nudne obowiązki wykonywane wbrew dziecku i przy jego oporze ale też zabawa. A dzieci, że z ojcem można fajnie spędzać czas i nie jest on jedynie zlecającym rozkazy dorosłym. Róbcie te rzeczy najpierw całą rodziną, a potem łagodnie przekazuj je ojcu. Niech on weźmie maluchy na spacer po ciacha, czy lody, czy do ZOO, niech on zaproponuje jakieś wyjście atrakcyjne dla siebie i dzieci. Niech on je nauczy wkręcania śrubek czy posługiwania się jakimś narzędziem pod jego okiem.
    Poza tym "trudne" dziecko też można nauczyć żeby nie krzyczało niepotrzebnie w zabawie, uczyć opanowania, wyciszać, kłaść spać o odpowiedniej porze aby się wysypiało, uczyć odpowiednich zachowań, zorganizować pewną rutynę domową i pokazywać że dorośli też mają swoje święte prawo do spokoju i odpoczynku w czasie wolnym.
  • 09.05.17, 09:47
    Mąż nie przepada za chodzeniem gdziekolwiek, wszystkie wyjścia inicjuję ja a on w większości przypadków czeka tylko kiedy będzie można wrócić do domu. Kiedy jest ładna pogoda staram się go wyciągnąć z nami ale nie zawsze chce iść. Zazwyczaj młodsze dziecko prosi, żeby szedł z nami a starsze mówi, żeby lepiej nie bo tata będzie poganiał wszystkich. W zeszłe wakacje miałam wrażenie, że trochę się rozkręcił ale jak się skończyły wrócił do swojego rytmu.
    Jeśli chodzi o rutynę, ostatnio zaburzyła ją choroba starszego i tak już od miesiąca wstaje koło 9 a zasypia po 22. Młodsze dziecko kładzie też tata ale starsze nie chce, żeby tata mu czytał. Mówi, że tata źle to robi. O planowaniu nad emocjami z dzieckiem rozmawiam i na spokojnie rozumie o co mi chodzi ale w chwili wyburzenia zapomina się. Nie mam raczej problemu w stawianiu granic w różnych tematach poza sprawą czasu wolnego dla mnie. Nawet jeśli powiem, że coś muszę zrobić (o posiedzeniu w spokoju już nawet nie wspominam) to dziecko jeśli chce się pobawić chodzi za mną i marudzi tak długo aż rzucę wszystko i pójdę się bawić albo stracę cierpliwość i krzyknę. Wtedy jest przykro i płacz, ja mam poczucie winy i też się idę pobawić.
  • 09.05.17, 10:03
    4adela4 napisała:

    > Wszystkie wyjścia inicjuję ja a on
    > w większości przypadków czeka tylko kiedy będzie można wrócić do domu.
    >W zeszłe wakacje miałam wrażenie, że trochę s
    > ię rozkręcił ale jak się skończyły wrócił do swojego rytmu.

    Bo odpuściłaś. A trzeba nauczyć, że wychodzi się z domu również poza okresem wakacji. I że to jest fajne i nie trzeba wychodzić na długo.

    >Nie mam raczej problemu w stawianiu granic w różnych
    > tematach poza sprawą czasu wolnego dla mnie. Nawet jeśli powiem, że coś muszę
    > zrobić (o posiedzeniu w spokoju już nawet nie wspominam) to dziecko jeśli chce
    > się pobawić chodzi za mną i marudzi tak długo aż rzucę wszystko i pójdę się baw
    > ić albo stracę cierpliwość i krzyknę. Wtedy jest przykro i płacz, ja mam poczuc
    > ie winy i też się idę pobawić.

    No to popracuj nad tym, naucz dziecko, że też masz prawo do odpoczynku. Poleżenia patrząc w sufit jeśli lubisz. Nie podnoś głosu, tylko tłumacz, na początku podpowiedz co może zrobić samo, bez Ciebie albo tylko z rodzeństwem. W Waszym domu chyba za często komunikujecie się krzykiem i wymuszaniem zachowań.
  • 09.05.17, 10:12
    Wiesz co jakoś biorąc pod uwagę swoje doświadczenia - czarno to widzę. Jeśli już dzieciak unika kontaktu z ojcem to może należałoby się nad tym zastanowić - czasem dzieci bez pardonu mówią, że król jest nagi - u mnie tak była, a ja niestety zawsze byłam tym ludem, który twierdzi, że ma piękną szatę...
    Może być też tak, że nieświadomie nakręcasz sytuację zwracając się do męża tylko wtedy, kiedy masz problem z chłopcami, czyli: ogarniasz ich kiedy jest dobrze i wtedy nie zawracasz panu mężowi głowy, no bo przecież nie lubi dzieci, a kiedy sama jesteś w kryzysie - z bezradności zwracasz się do męża po pomoc. I tu ma gotowy argument - dzieci są beznadziejne i sprawiają kłopoty, trzeba ich szybko spacyfikować - żeby tylko mieć spokój. Także może spróbuj częściej chwalić chłopców przy mężu, żeby wiedział, że ich wychowywanie to nie tylko męczarnia.
    Rozumiem Cię też, że mając na głowie dwójkę małych dzieci, pracę i humory pana i władcy możesz mieć dość. Przestrzegam Cię, na własnym przykładzie żebyś nie brała na siebie za dużej odpowiedzialności - nie wpłyniesz na to, żeby dzieciak lubił ojca, ani na odwrót, nie wpłyniesz na swojego męża - możesz go brać jakim jest i całą resztę ogarniać samej - może akurat Ty masz na to siłę. Ja osobiście straciłam tą siłę po 14 latach małżeństwa i właśnie próbuję się z niego wyplątać.
  • 09.05.17, 11:07
    Starsze dziecko miało tak od urodzenia, że ja byłam zawsze na pierwszym miejscu a tata mógł być o ile ja byłam nieobecna. Sama byłam pozytywnie zdziwiona, gdy okazało się, że młodsze dziecko wybiera tatę np. do czytania wieczornego czy zabawy mimo, że ja jestem w mieszkaniu.
    Jeśli chodzi o zdyscyplinowanie dzieci nigdy nie zwracam się z tym do męża, sama to robię. Staram się ukazywać mężowi, że starsze dziecko zrobiło coś świetnie, czy, że akurat mało hałaśliwie się bawi.
    Też jesteśmy 14 lat razem. Jeśli chodzi o fochy czy humory to ja też nie jestem bez winy. Nigdy nie urządzaliśmy awantur, raczej w przypadku konfliktów każde zamyka się w sobie.
  • 09.05.17, 12:06
    Myślę, że w takich sytuacjach jak Twoja, moja i pewnie wielu innych trzeba zaufać swojej intuicji - jeśli czujesz się w domu zestresowana, albo boisz się reakcji męża i coś przed nim ukrywasz, żeby nie narazić się na focha/ awanturę to nie jest to w porządku, ani normalne życie. Ja akurat też mam tendencję do zamykania się w sobie i milczenia - tak bardzo boję się konfrontacji, krzyku (także swojego), ale to droga donikąd - później problemy tak się nawarstwiają, że nie ma czego zbierać. Jak dla mnie to w szkole powinno się uczyć komunikacji i asertywności zamiast mnóstwa pierdół, które nam wrzucają do głów.
  • 10.05.17, 15:48
    4adela4 napisała:

    > Mąż nie przepada za chodzeniem gdziekolwiek, wszystkie wyjścia inicjuję ja a on
    > w większości przypadków czeka tylko kiedy będzie można wrócić do domu. Kiedy j
    > est ładna pogoda staram się go wyciągnąć z nami ale nie zawsze chce iść. Zazwyc
    > zaj młodsze dziecko prosi, żeby szedł z nami a starsze mówi, żeby lepiej nie bo
    > tata będzie poganiał wszystkich. W zeszłe wakacje miałam wrażenie, że trochę s
    > ię rozkręcił ale jak się skończyły wrócił do swojego rytmu.
    Przeoczylam ten Twoj wpis.
    Nie chce Cie straszyc, ani martwic, ale zapytam. A sam m. gdzies wychodzi?
    Byl tu watek Kaszubskiej, ktora miala meza bez talentu do opieki nad dziecmi. W tzw. miedzyczasie sprzedala mieszkanie i kupila dom do remontu. Wszystko bylo na jej glowie, maz bez inicjatywy w sprawach domowych. Kaszubska o kochance dowiedziala sie ostatnia...
  • 10.05.17, 16:56
    Poza pracą nie wychodzi, chyba, że coś załatwić ale to rzadko. Choć wiadomo romans w pracy mógłby mieć. Zazwyczaj siedzi przed komputerem albo telewizorem.
  • 10.05.17, 18:39
    Skoro nie wykluczasz, to priorytet teraz Wasza relacja. Ma Twoj mezczyzna jakies zalety jako maz i ojciec? Moze popadl w wyuczona bezradnosc, co nie zrobi to zle;) No i sakramentalne, zadbaj o siebie, o swoje role, zony i matki.
  • 10.05.17, 21:13
    Chodzilo mi, ze jak ktos nie chce, to nie bedzie dobrym ojcem. Za duzo zachodu byc ojcem, to mu dzieci wystawia rachunek. Nie Tobie jakim ojcem byl Twoj maz. Ty pilnujesz, zeby byc madra matka.
  • 10.05.17, 19:24
    Kaszubska nie powinna sie sama brac za sprzedawanie mieszkania i kupowanie domu do remontu, bo to utwierdza meza w postawie niewykazywania inicjatywy w sprawach domowych i postawie braku talentu do opieki nad dziecmi a siedzenia przed komputerem albo telewizorem i rzadkiego wychodzenia coś załatwić.

    Kochanka pozostawiala temu mezowi inicjatywe, przy niej czuł sie głowa przedsiewziecia.
  • 10.05.17, 20:36
    Kaszubska kupila, to ma. Dobrze, ze komus chce sie remontowac.
  • 15.05.17, 14:30
    4adela4 napisała:

    > Poza pracą nie wychodzi, chyba, że coś załatwić ale to rzadko. Choć wiadomo rom
    > ans w pracy mógłby mieć. Zazwyczaj siedzi przed komputerem albo telewizorem.


    Czy wy macie czas dla siebie?
    Nie dziwie sie mężowi jeśli jest tylko praca dom, wrzaskliwe krytykujące i nieuznające go za godnego uwagi dorosłego, ze ma dosc.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 15.05.17, 14:27
    4adela4 napisała:

    > Mąż nie przepada za chodzeniem gdziekolwiek, wszystkie wyjścia inicjuję ja a on
    > w większości przypadków czeka tylko kiedy będzie można wrócić do domu. Kiedy j
    > est ładna pogoda staram się go wyciągnąć z nami ale nie zawsze chce iść. Zazwyc
    > zaj młodsze dziecko prosi, żeby szedł z nami a starsze mówi, żeby lepiej nie bo
    > tata będzie poganiał wszystkich. W zeszłe wakacje miałam wrażenie, że trochę s
    > ię rozkręcił ale jak się skończyły wrócił do swojego rytmu.
    > Jeśli chodzi o rutynę, ostatnio zaburzyła ją choroba starszego i tak już od mie
    > siąca wstaje koło 9 a zasypia po 22. Młodsze dziecko kładzie też tata ale stars
    > ze nie chce, żeby tata mu czytał. Mówi, że tata źle to robi. O planowaniu nad e
    > mocjami z dzieckiem rozmawiam i na spokojnie rozumie o co mi chodzi ale w chwil
    > i wyburzenia zapomina się. Nie mam raczej problemu w stawianiu granic w różnych
    > tematach poza sprawą czasu wolnego dla mnie. Nawet jeśli powiem, że coś muszę
    > zrobić (o posiedzeniu w spokoju już nawet nie wspominam) to dziecko jeśli chce
    > się pobawić chodzi za mną i marudzi tak długo aż rzucę wszystko i pójdę się baw
    > ić albo stracę cierpliwość i krzyknę. Wtedy jest przykro i płacz, ja mam poczuc
    > ie winy i też się idę pobawić.

    Ja tu wiedzę mega problem, starsze dziecko ojca krytykuje nie wiem z czego to wynika, ale moze przyczyna lezy w tym ze ty komentujesz zachowanie męża dziecko słyszy i powtarza.
    Powinnaś zareagować gdy dziecko powiedziało zeby ojciec nie szedł.
    Gdy gdzieś idziecie to moze wyznacz limit czasowy.
    Uważam ze dziecko garnie sie do ciebie bo ty akceptujesz jego wyskoki jestes wyrozumiała zamiast czasem przywołać do porządku.
    Jeśli maz nie lubi wyjsc to moze cos w domu.
    Jakis wspólny projekt jakie maz ma zdolności? Moze wspolne choćby akwarium pies kot, czy majsterkowanie . Ja tez nie lubie łażenia bez celu. Zwłaszcza z wiecznie nie adowolonym dzieckiem.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 15.05.17, 14:17
    4adela4 napisała:

    > Miałam właśnie napisać, że najbardziej mnie martwi niechęć do dziecka. Mąż twie
    > rdzi, że kocha oboje, skoro już je ma, ale ewidentnie lepszy kontakt ma z młods
    > zym. Pocieszam się, że przynajmniej w dalszym ciągu tej rozmowy dziecko poinfor
    > mowało mnie, że ja bardzo chciałam ich mieć. Poza tym dzieci nigdy nie pytają c
    > zy je kocham, traktują moją miłość jako oczywistość. Ale czy to w przypadku sta
    > rszego dziecka wystarczy?
    > Jak na razie w tych nielicznych momentach kiedy ojciec że starszym dzieckiem na
    > wiązują porozumienie staram się odsunąć na bok i nie ingerować. To jednak zdarz
    > a się tak rzadko, że raczej więzi im nie zapewni.

    A ja sie nie dziwę, ze mąż nie ma więzi z dzieckiem.
    Po pierwsze sama napisałaś ze dziecko było bardziej z toba związane, pewnie było tak ze mamusia wszystko przy dziecku robi lepiej szybciej. Maz był od zarabiania kasy.
    Dziecko moze jako pierwsze moze troche jako zazdrosne o drugie jest trudne.
    I te ciagle skoki rozwojowe???
    Ile tych skoków jest...

    Zając sie dzieckiem które sobie nie radzi z emocjami, to jest najważniejsze.
    I wiem co mówie bo mam taka córkę.
    Mąż potrafi być dobrym ojcem jeśli do drugiego dziecka cierpliwość ma i umie nawet w histerii dziecka sobie poradzić.
    W przypadku strasznego jest brak planu.
    Uważam ze zamiast mężem w pierwszej kolejności należy zając sie dzieckiem bo to ostatni dzwonek.
    Jeśli dziecko zacznie dojrzewać moze byc nieciekawiez
    Należy dziecko uświadomić ze wyładowywanie złości na otoczeniu jest nieakceptowalne.

    Jakby maz sie nie wyspał i od rana by wyzywał do ciebie tobie to akceptowała?

    Idz do paychologa ustal zasady plan działania, pogadaj z mężem z dzieckiem , powiesić plan na ścianie.

    Mysle ze jeśli dziecko lepiej bedzie sie zachowywac to i mężowi bedzie łatwiej z dzieckiem budować więź.

    I mąż i dziecko musza sie po prostu nauczyć zyc i radzić sobie z emocjami.
    Ale głupota jest tłumaczenie wybuchów dziecka zmęczeniem niewyspaniem brakiem jedzenia.
    Owszem zdarzają sie ale nie codziennie.



    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 15.05.17, 16:24
    3-mamuska napisała:

    > Jeśli dziecko zacznie dojrzewać moze byc nieciekawiez
    > Należy dziecko uświadomić ze wyładowywanie złości na otoczeniu jest nieakceptow
    > alne.
    > Jakby maz sie nie wyspał i od rana by wyzywał do ciebie tobie to akceptowała?
    > Idz do paychologa ustal zasady plan działania, pogadaj z mężem z dzieckiem , po
    > wiesić plan na ścianie.
    > Mysle ze jeśli dziecko lepiej bedzie sie zachowywac to i mężowi bedzie łatwiej
    > z dzieckiem budować więź.
    > I mąż i dziecko musza sie po prostu nauczyć zyc i radzić sobie z emocjami.
    > Ale głupota jest tłumaczenie wybuchów dziecka zmęczeniem niewyspaniem brakiem j
    > edzenia.
    > Owszem zdarzają sie ale nie codziennie.

    Dawno nie czytałam takiego steku bzdur i bardzo współczuję Twojemu dziecku, serio. Wybuchy dzieci są GŁÓWNIE spowodowane zmęczeniem, niewyspaniem, brakiem posiłku na czas. Różnica jednak między dorosłym a dzieckiem jest taka, że dorosły w ciągu życia uczy się radzić sobie z frustracją i nie wyładowywać się na innych, gdy jest zmęczony (nie każdy dorosły niestety), a dziecko jeszcze tego nie potrafi. Oczywiście trzeba je uczyć, tłumaczyć, ale wymaganie, by od małego świetnie sobie radziło z frustracją i zmęczeniem jest nierealne, choć, przyznam, osiągalne, najlepiej poważnymi karami cielesnymi. Wtedy dziecko faktycznie może będzie grzeczniejsze, ale czy o to chodzi???
    Porównywanie dziecka z dorosłym, jeśli chodzi o radzenie sobie z emocjami, jest idiotyzmem, dlatego tak wiele dzieci bywa naprawdę źle traktowanych. Znam matki kretynki, które mówią, że 5-miesięczne dziecko wymusza coś płaczem. A jak ma wyegzekwować na przykład najsilniejszą potrzebę, czyli bliskość matki? Wytłumaczyć??? A sześciolatek to nadal małe dziecko, co by nie mówić.


  • 09.05.17, 13:51
    Zaczac od tego, zeby przestac prowadzic z mezem rozmowy w ostrym tonie, bo dziecko od tego wpada w histerię, gdyz nie ma poczucia bezpieczenstwa.

    Nic dziecku, ktore urzadza histerie (bo wykorzystuje niespojnosc postaw rodzicow wobec siebie) nie bedzie , gdy je gwałtownie podnieść i wynieść do jego pokoju. Nie jest to jeszcze szarpanie. Nie podwazac autorytetu ojca.

    Klasc dziecko o 20 do łóżka. Bo potem mezowi trudno rano dzieci ogarnąć i mierzyc się jego fochami.

    Nie przegapiac pory posilkow i zapewnić odpoczynek, bo potem maz ma na glowie skutki zaniedban żony.

    Maz doszedł do wniosku, że dzieci to nie dla niego, bo jakby wiedział jak to będzie wyglądać ze zona bedzie prowadzic z nim rozmowy w ostrym tonie i podwazac jego metody wychowawcze, to by się na nie nie decydował.

    Wcale mu sie nie dziwie.




    Nic dziwnego, że mówi, że nie chce mieć dzieci, choc dzieci chciane i planowane i powiedział, że się wyprowadzi z domu, w ktorym zona nim komenderuje i dyryguje oraz jest przekonana, ze dziecko jest slabo związane emocjonalnie z ojcem, ze od urodzenia było bardzo silnie związane matka.


    Mąż też ma prawo sie zdenerwowac, gdy żona prowadzi z nim rozmowy w ostrym tonie i grozi, ze bedziemy musieli sie rozstac, bo nie podobaja sie jej ze maz usiluje wychowywac wlasne dzieci. Dzieci zaniepokojone konfliktem pomiedzy rodzicami.

    Tym samym dzieci nie beda mialy ojca ani obecnego cialem ani duchem i beda mialy bardzo kiepski wzorzec ojca wyniesiony z domu.

    Czy maz w ostrym tonie zwraca ci uwage ,gdy czasem krzyczysz na dzieci, kiedy coś broją i nie reagują na upomnienia ?

    Czy tez szanuje twoj styl wychowywania i twojego autorytetu nie podwaza?


    Uzdrowic sytuacje od tego, ze nie traktowac męża jako podwładnego, ktory nie ma nic do powiedzenia w domu, trzeciego dzieciaka, ktorego sie strofuje.

    Mam nadzieje,ze nie przy dzieciach.

    A swych metod wychowawczych nie traktowac jako jedynych slusznych i niepodwazalnych.

    Zaczac pracowac nad soba.


  • 09.05.17, 15:03
    Innymi słowy - mąz powinien wiedzieć, ze nawet jak da dziecku klapsa, zwymyśla je , albo powie przy nim, ze wolałby go nie mieć, to matka go poprze i nie zwróci mu uwagi w obecności dziecka. Dziecko powinno wiedzieć, ze jeśli jeden z rodziców jest wobec niego niesprawiedliwy, to tak ma być i nie ma co liczyć, ze drugi z rodziców stanie w jego obronie. Nie ma co też rozważać rozstania, gdy mąż jest niedobry dla dziecka, mąż to mąz - ma mieć spokój i robić, co uważa za stosowne. Ważniejszy jest zły ojciec niż brak ojca. Wszystkie metody wychowawcze sa równie dobre, a już zaniedbywanie dziecka jest tylko jedną z wielu dopuszczalnych metod, nie ma sie czym przejmować.
  • 09.05.17, 17:52
    Wyniesieniesila do innego pomieszczenia histeryzujacego dziecka nie jest byciem dla niego "niedobrym", krzywdzeniem go, niesprawiedliwoscia. Nie ma powou stawac w dziecka obronie.


    Mowa o "rozstaniu" , czy o "rozwodzie" ? Bo nie wiadomo, co tu jest grane.
  • 09.05.17, 18:37
    Zalezy dlaczego histeryzuje
  • 09.05.17, 23:16
    Bo jak matka krzyczy, to ojciec matce uwagi w ostrym tonie nie zwraca, a jak ojciec krzyczy, to matka uwage zwraca. Dziecku sie to wyraźnie nie podoba i histeryzuje prawdopodobnie dlatego, że rodzice rozmawiaja o rozstaniu z winy domniemannej nieudolnosci wychowawczej ojca.
  • 10.05.17, 00:06
    Raz mi zwrócił uwagę i szczerze mówiąc byłam mu wdzięczna. Chciałabym liczyć na to, że zawsze jeśli zacznę przeginać mnie powstrzyma. Poza tym pisałam, że rozmów o rozstaniu nie odbywałam przy dzieciach. A dziecko histeryzuje bo nie wyszedł mu rysunek albo budowla z klocków się zepsuła albo rodzic nie chciał włączyć drugiej bajki i tym podobne sprawy.
  • 10.05.17, 13:08
    Moze wydaje mu sie, ze stawiacie mu za wysokie wymagania co do tych obrazkow i budowli. Moze nie czuje sie bezpiecznie ?
  • 15.05.17, 14:36
    verdana napisała:

    > Innymi słowy - mąz powinien wiedzieć, ze nawet jak da dziecku klapsa, zwymyśla
    > je , albo powie przy nim, ze wolałby go nie mieć, to matka go poprze i nie zwró
    > ci mu uwagi w obecności dziecka. Dziecko powinno wiedzieć, ze jeśli jeden z rod
    > ziców jest wobec niego niesprawiedliwy, to tak ma być i nie ma co liczyć, ze dr
    > ugi z rodziców stanie w jego obronie. Nie ma co też rozważać rozstania, gdy mąż
    > jest niedobry dla dziecka, mąż to mąz - ma mieć spokój i robić, co uważa za st
    > osowne. Ważniejszy jest zły ojciec niż brak ojca. Wszystkie metody wychowawcze
    > sa równie dobre, a już zaniedbywanie dziecka jest tylko jedną z wielu dopuszcz
    > alnych metod, nie ma sie czym przejmować.


    Ojciec powiedział tak po dłuższym czasie problemow, maz pewnie nie zwraca uwagi zonie.
    Gdyby i maz zagroził rozwodem z powodu dzieci miałabym straszna niechce do dziecka.

    I nie chodzi o to zeby nie bronić dzieci przed złym rodzicem lub gdy ktoś straci panowanie.
    Ale inaczej jest jeśli np.maz krzyczy na dziecko i mowisz mu ok masz dosc pomogę ci i go ogarnę , niz odejdź bo jestes "głupi"
    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 09.05.17, 15:56
    >>Nie przegapiac pory posilkow i zapewnić odpoczynek, bo potem maz ma na glowie skutki zaniedban żony.

    Jasne, wszystko wina żony. Bo ojciec nie może też pilnować posiłków i odpoczynku dzieci. Niemal wszystkie dzieci trudno zagonić do spania i niemal wszystkie rano są marudne. My, dorośli też jesteśmy rano nieszczęśliwi, ale mamy odpowiednie narzędzia, żeby sobie z tym radzić, dzieci ich jeszcze nie mają, nie potrafią kanalizować frustracji, wyrażają je w najprostszy sposób. Jak ja czasami mam dość wszystkiego i jak chętnie bym strzeliła focha niemal codziennie rano, gdy muszę wstać do pracy, szczególnie w poniedziałek :P
    To niesamowite, że od dzieci się wymaga, żeby w pewnych sytuacjach były równie pozbierane jak dorośli, a w innych odmawia się im najbardziej podstawowych praw, w większości rodzin nie traktuje się dzieci z szacunkiem, tylko jak swoją własność. Dyscyplina, posłuszeństwo, dziecko ma być zawsze grzeczne, ma nie przeszkadzać, bawić się cicho, niczego nie chcieć, nie płakać, nie histeryzować. Dorosły może wrzeszczeć, bo go w pracy szef zrugał i musi się na kimś wyżyć, dziecko nie ma prawa płakać, gdy jest zmęczone i nie umie sobie jeszcze z tym poradzić.
    Co to za metody wychowawcze? Klapsy, szarpanie, groźby? Dziecko nie umie przepraszać, jestem bardzo ciekawa, czy tatuś, jak przesadzi z dyscyplinowaniem kiedykolwiek przeprosił? Czy wytłumaczył się przed dzieckiem z tego, że żałuje, że go ma? Wielu dorosłym się wydaje, że dzieci nie rozumieją, nie słyszą, nie przejmują się. A jest często dokładnie odwrotnie. Zastanawiam się jeszcze, jak mąż się zachowuje rano, gdy żona jest już w pracy. Skoro przy niej się nie pohamował i dawał klapsy dzieciom, to kto wie, co robi, gdy jej nie ma. Strach pomyśleć :( Ja bym delikatnie podpytała dzieci, na wszelki wypadek.
    Mądrości Plater są znowu wybitne, mam nadzieję, że nikt nie bierze ich na poważnie :P
  • 09.05.17, 16:12
    Uderzył dziecko przy mnie raz. Pozostałe przypadki to starsze mnie poinformowało. Na pytanie czy pupa bolała mówiło, że nie, ale, że się przestraszyło. Stąd wnoszę, że były lekkie. Parę razy dziecko przeprosił gdy z nim porozmawiałam ale nie zawsze.
    Jeśli chodzi o plater to znam jej wpisy i to biblijne podejście to nie mój styl, tym bardziej, że jestem agnostyczką. Nie uznaję świętości więzów małżeńskich ani nadrzędnej roli męża, chciałabym jednak aby w mojej rodzinie panował wzajemny szacunek a na razie go nie ma.
  • 09.05.17, 16:29
    Ja długo żyłam w przeświadczeniu, że obniżam autorytet ojca i za często trzymałam język za zębami, chociaż widziałam, że mój mąż nie kara dziecka, ale próbuje wynieść je w ziemię. A zapewniam, że to można robić i bez klapsów. Jeśli ktoś ma autorytet to nikt mu go nie odbierze, także sprzeciw żony.
  • 09.05.17, 18:01
    Brakiem szacunki jest szantaz emocjonalny -"bedziemy musieli sie rozstac" . Grozisz mu rozwodem ? Przeciez wiadomo, ze bedzie mial znikome szanse na to, z e dostanie dzieci... Stosujesz zastraszanie. W obecnosci dzieci ?
  • 09.05.17, 18:10
    Nie prowadzę takich rozmów w obecności dzieci. Poza tym wiem, że jakby przyszło co do czego to ten standardowy co drugi weekend i dwa tygodnie wakacji w zupełności by mu wystarczyły. Czasem myślę, że wtedy byłby zaangażowanym ojcem bo na tyle starczyłoby mu zapału. Poza tym to nie była groźba tylko ostrzeżenie.
  • 10.05.17, 00:21
    A macie chec i mozliwosc pobyc razem od czasu do czasu bez dzieci? Wychodzicie gdzies razem bez dzieci? Moze oboje potrzebujecie odpoczynku od pracy i dzieci? Twoi znajomi korzystaja z pomocy babc, dziadkow, nian?
  • 10.05.17, 06:24
    Chęci może i są ale możliwości nie bardzo. Żadnych chętnych babć czy dziadków w pobliżu. Z niań korzystaliśmy gdy dzieci nie chodziły do przedszkola ale to my byliśmy wtedy w pracy. Po
  • 09.05.17, 18:39
    To nie jest groźba, ani szantaż tylko powiedzenie o konsekwencjach konkretnego zachowania.
  • 09.05.17, 23:19
    Jesli juz opierac sie na Biblii, to nie poucza ona o nadrzednej roli męża, a o tym, że mąż jest głową rodiny na wzór Chrystusa. Męzowi i żonie (List do Efezjan) zaleca się "bądźcie sobie WZAJEMNIE poddani". Czyli nikt nikim nie komenderuje, dyryguje, poucza, ma patent na wiedzenie lepiej - król i królowa ze soba nie walcza.
  • 10.05.17, 19:47
    Wiesz, można nie opierać się na Biblii i w związku z tym przeciwstawiać sie biciu ludzi. Ci, co sie na Biblii nie opierają czasami uważają, ze bicie ludzi jest karygodne i nalezy bijącemu zwrócić uwagę niezależnie od sytuacji. Tacy źli ludzie to sa.
  • 11.05.17, 07:13
    Biblia? To zalezy... Pierwsza zona Adama, stoworzona rownoczesnie z Adamam, byla silna i niezalezna. Nie zgadzala sie na dominacje meza, miala swoje zdanie. Wiec zostala wyganan z raju i na jej miesce z zebra Adama Bog stworzyl posluszna i cichutka Ewe....
  • 15.05.17, 14:39
    4adela4 napisała:

    > Uderzył dziecko przy mnie raz. Pozostałe przypadki to starsze mnie poinformował
    > o. Na pytanie czy pupa bolała mówiło, że nie, ale, że się przestraszyło. Stąd w
    > noszę, że były lekkie. Parę razy dziecko przeprosił gdy z nim porozmawiałam ale
    > nie zawsze.
    > Jeśli chodzi o plater to znam jej wpisy i to biblijne podejście to nie mój styl
    > , tym bardziej, że jestem agnostyczką. Nie uznaję świętości więzów małżeńskich
    > ani nadrzędnej roli męża, chciałabym jednak aby w mojej rodzinie panował wzajem
    > ny szacunek a na razie go nie ma.



    A dziecko ojca przeprosiło ze nie chciało zeby ojciec z wami szedł? Na spacer?
    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 09.05.17, 17:56
    Gdzie ja pisze, ze dziecko nie ma prawa wrzeszcec, plakac, marudzic itd ?

    Jak swoja wlasnosc traktuje matka dzieci, gdy stosuje pogrozki wzgledem ojca, "ze sie rozstaniemy" !

    Nie "groźby", a zapowiedz ukarania.
  • 09.05.17, 18:41
    Matka nie mówi "bo ci odbiorę dzieci" tylko uprzedza, że nie chce być z facetem, który źle traktuje dziecko. Ja tez bym nie chciała być. Rozumiem, że Tobie to nie przeszkadza, ale niektórzy ludzie uważają, ze nie chcą spędzać życia z kiś, kto zachowuje się karygodnie i bije ludzi. Mnie bile ludzi przeszkadza, Tobie najwyraźniej nie.
  • 09.05.17, 23:06
    Ona "nie chce byc z facetem", bo uwaza, że źle traktuje dziecko (jedno !), bo chyba ze cztery razy dał klapsa, wynosił histeryzujace dziecko do innego pomieszczenia ?

    Bardzo wymagająca ta pani.

    A co z drugim, z ktorym ten mąż, zdaniem zony, ma dobry kontakt ?

    Podzielą się dziećmi ? A jak w wyniku rozwodu sąd zasądzi opiekę naprzemienną ?

    A jak dzieci osiagna wiek sprawny do nawiewania z domu i przeprowadza sie od mamusi do tatusia, bo zmienia zdanie, opodobaja sobie od 1 stycznia drugiego rodzica.

    Podważa autorytet męża i dziwi się, że dzieci sie go nie słuchają, sprawdzaja co na niezgodzie rodziców da sie histeriami i nieposluszenstwem ugrać.
  • 10.05.17, 19:51
    Czyli nie odchodzimy od męża, który źle traktuje dziecko dla dobra dziecka. I nam, jako żonie bicie dziecka i zaniedbywanie dziecka nie przeszkadza w byciu żoną kogoś takiego - brak szacunku i zaufania do męża to nie jest przecież żaden powód , aby odejść. Lepiej grzecznie sie uśmiechać i zaciskać zęby w łóżku, bo to jest mąz i nie musi być przyzwoitym człowiekiem. Sąd nie orzeknie opieki naprzemiennej, o ile ojciec o to nie wystąpi, a skoro nie lubi dziecka, to nie wystąpi. Jak starzy syn złapie kontakt z ojce, to OK - co za problem? A kontynuacja małżeństwa z człowiekiem, z którym sie nie chce byc, owszem, jest problemem.
  • 10.05.17, 20:14
    Moim zdaniem lepiej panu wystawic walizke. Dlaczego ona ma odchodzic? Adela ma chyba corki.
  • 11.05.17, 08:56
    Klaps jeden i kilka takich, które nie bolały nie jest biciem. Mąż zajmuje sie dziecmi, z postu wynika, ze ogarnia rano dom i dzieci, gdy żona już w pracy. Problem polega na tym, że mąż zajmuje się dziecmi nie tak, jak powinno się to - zdaniem żony - robić.
    Czyli problemem jest prawdopodobnie to, że żona uważa się za lepszego z rodziców, za lepszego pedagoga. Uwaza ze ma prawo pouczac męża, a nawet stosować szantaz, grozić rozstaniem, gdy mąż nie będzie zajmowal sie dziecmi, tak jak ona tego chce.
    Jednoczesnie uwaza, ze nic nie szkodzi, gdy maz sie wyprowadzi, bedzie widywal sie z dziecmi okajonalnie, a ona przejmie role "dwa w jednym".

    Coś tu się nie zgadza.

    Starsze dziecko na pewno pamieta kryzys sprzed kilku lat, klopoty wychowawcze można śmiało tym kryzysem (i obecnym) wyjaśnic.

    Z czego wynika ten brak szacunkui zaufania do męża ? Nic nie pisze, zeby ja zdradzal, pil, marnotrawil pieniadze, spędzal czas osobno, nie wracal na noc.

    Gdzie dowody, że nie jest przyzwoitym człowiekiem.

    Po prostu "mąż się mnie nie słucha". ;)

    A przewaga po czyjej stronie ? Do kogo należy mieszkanie ?
  • 11.05.17, 19:44
    O tak, klaps nie jest biciem, jeśli adresatem klapsa jest dziecko. Taki sam klaps wymierzony żonie biciem jest. Ludzi sie nie bije. Kropka. No, chyba, ze jest sie chrześcijaninem i nie widzi w biciu mniejszego i młodszego nic złego. Dla mnie dorosły facet bijący małe dziecko nie zasługuje na szacunek. Może Ty szanujesz silniejszych bijących mniejszych, ja nie.
  • 12.05.17, 10:15
    "Obywatelu, pomóż policji, sam zbij własne dziecko" ;)
  • 15.05.17, 14:46
    verdana napisała:

    > Czyli nie odchodzimy od męża, który źle traktuje dziecko dla dobra dziecka. I
    > nam, jako żonie bicie dziecka i zaniedbywanie dziecka nie przeszkadza w byciu ż
    > oną kogoś takiego - brak szacunku i zaufania do męża to nie jest przecież żade
    > n powód , aby odejść. Lepiej grzecznie sie uśmiechać i zaciskać zęby w łóżku, b
    > o to jest mąz i nie musi być przyzwoitym człowiekiem. Sąd nie orzeknie opieki n
    > aprzemiennej, o ile ojciec o to nie wystąpi, a skoro nie lubi dziecka, to nie w
    > ystąpi. Jak starzy syn złapie kontakt z ojce, to OK - co za problem? A kontynua
    > cja małżeństwa z człowiekiem, z którym sie nie chce byc, owszem, jest problemem
    > .

    Ale bzdury wypisujesz !!!!
    I tak grożeniem rozwodem to szantaż z powodu klapsa.
    Czyli jak dziecko jest niegrzeczne tez należy je oddać do domu dziecka a nie zaciskać zęby?
    Dzieco poskarżyło mamusi ,bo wiedziało ze matka zrobi ojcu burę i ustawi do pionu zeby dzieciątko mogło robic co chce i jak chce i jak tatuś bedzie niegrzeczny to powiem mamie i mamusia go zbeszta.
    A nie wykluczone ze dziecko słyszało ustawianie tatusi do pionu.
    Chyba ze maja 300m dom.

    Zwrócić mężowi/zonie uwagę ze za daleko sie podsuwa to co innego niz grożenie rozwodem.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 09.05.17, 22:49
    Czytam - "jesli przegapiŁAM moment"...

    Czyli żona sama sie przyznaje, że to ona przegapia i mąż ma na głowie skutki zaniedban żony.

    Czy ma prawo histeryzowac czy nie, rodzice maja obowiazek wychowywac dziecko do opanowania emocji i reagowac stanowczo na emocjonalny szantaz histeryka .

    Zona tez stosuje emocjonalny szataz- jak nie bedziesz stsosowal metod wychowawczych, ktore ja uwazam za wlasciwe , to sie mój mezu rozstaniemy...

    Co ma na mysli ? separacje ? Rozwod ? Odejscie z dziecmi z domu ? Czy wyprowadzkę męża ?

    Założę się, że jak dzieci są same z tym mężem, problemów nie ma.

    Dzieci zachowuja sie tak, jak opisane, gdy brak spojnej linii wychowawczej miedzy rodzicami.

    Podpytywanie dzieci, czy tatus stosuje wlasciwe metody wychowawcze ?
  • 09.05.17, 15:57
    Bzdury gadasz, ojcu jest wygodnie dac klapa i stwierdzic ze dzieci to nie dla niego zamiast zaczac.pracowac nad sobą aby konflikty z dziecmi prowadzic inaczej. Akurat w przypadku klapowania dzieci każdy, nie tylko żona, ma prawo ostro zareagować...z całego obrazu sytuacji wynika ze mama tych dzieci ma nie dwoje ale troje dzieciakow w domu, bo ojciec zamiast wykrzesac z siebie energie idzie po bandzie licząc ze żona zajmie sie większością spraw zwiazanych z dziećmi...dzieci sa hałaśliwe, maja fochy, lubia dlugo rano spać i późno klasc sie spac, trzeba tym wysterowac...zrobic narade rodzinna, spisac zasady rodzinne, razem z dziecmi. Klapsowanie dzieci jest prawnie zabronione od 2010 r.
  • 09.05.17, 16:14
    Też już myślałam o spisaniu zasad panujących w domu. Żeby każdy brał udział w ich wymyślaniu, tylko nie wiem jak się do tego zabrać.
  • 09.05.17, 16:41
    Nie robiłabym tego. W sumie bez przerwy będzie problem z kimś, kto łamie zasady, albo rozstrząsanie, czy to było złamanie zasad. Poza tym jednak trochę inne zasady obowiązują dzieci i rodziców, nie udawajmy, ze jak się bije rodzeństwo, to jest to to samo, co bójka rodziców:)
  • 09.05.17, 16:41
    Wiem, że wiele osób nie trawi poradników, ale bywają takie, które naprawdę mogą pomóc. Podstawą jest zawsze komunikacja, odpowiednie porozumiewanie się bez agresji, umiejętność słuchania i mówienia, szacunek dla rozmówcy nawet, gdy ma tylko 3 lata. Tego uczy bardzo dobra książka Gordona "Wychowanie bez porażek". Polecam gorąco. Wiem, że faceci jeszcze bardziej niż wiele kobiet gardzą poradnikami, ale mimo wszystko może da się męża jakoś namówić.
  • 09.05.17, 17:13
    Wychowanie bez porażek czytałam, mam nawet gdzieś egzemplarz. Muszę go chyba odszukać. Mężowi czytałam kiedyś fragmenty "Rozwoju psychicznego dziecka", ale jakoś specjalnie się nie wczuwał.
  • 09.05.17, 17:27
    Tu akurat mężowi sie nie dziwię. Czytanie na głos , w celu pouczenia dorosłego człowieka jest denerwujące. Poza tym, jak rozumiem, mąż dogaduje sie z młodszym dzieckiem, wiec nie jest to problem czysto komunikacyjny. To jest, obawiam sie, fundamentalny problem braku uczucia do starszego.
  • 09.05.17, 22:50
    Moze podejrzewa, że to nie jego dziecko...
  • 09.05.17, 23:58
    W dzisiejszych czasach jeśli ktoś ma tego rodzaju wątpliwości może łatwo i stosunkowo niedrogo zrobić badanie DNA.
  • 10.05.17, 13:11
    Badanie DNA nie do końca wyklucza.

    Poa tym,jak minęło 6 miesięcy , przepadło.

    Musi płacić, nawet , jak nie jego dziecko.
  • 10.05.17, 15:15
    plater-2 napisała:


    >
    > Nie przegapiac pory posilkow i zapewnić odpoczynek, bo potem maz ma na glowie s
    > kutki zaniedban żony.

    A maz to co, raczki do 4 liter przyrosly, ze nie moze zajac sie dziecmi i zapewnic im odpoczynek i jedzenie o odpowiedniej porze. To jest wina odojgu a nie tylko matki.

    >
    > Tym samym dzieci nie beda mialy ojca ani obecnego cialem ani duchem i beda mi
    > aly bardzo kiepski wzorzec ojca wyniesiony z domu.

    To niech sie ojciec ogarnie i dba o to zeby jego wlasne dzieci nie musialy dorastac bez jego obecnosci.
    >


    > Zaczac pracowac nad soba.
    >

    Takz samo jak maz niech pracuje nad soba.
  • 10.05.17, 19:28
    Z postu wynika, ze oni sie w opiece nad dziecmi wymieniaja, oboje pracuja poza domem.

    Dzieci beda dorastac bez obecnosci ojca, jak rodzice "sie rozstana"- dwa weekedny i kilka dni wakacji to nie jest wychowanie w obecosci ojca.
  • 10.05.17, 20:28
    No i co zrobisz? Nie kazdemu pasuje z mrukiem albo krzykaczem pod jednym dachem.
  • 11.05.17, 09:00
    Ktoś kazal brac z mrukiem i interowertykiem slub i dzieci zmajstrowac pod jednym dachem ?
  • 11.05.17, 20:34
    Dzieci chcial,planowane Ale nie spodziewal sie, ze moga byc niegrzeczne. Starsze slyszalo i powtorzylo matce: tata powiedzial, ze sie wyprowadzi, jesli dzieci beda niegrzeczne. No i dziecko nie rozpacza. To co to znaczy? Wina matki?
  • 12.05.17, 10:19
    Zona tez nie spodziewala sie, ze maz bedzie niegrzeczny. Wina ojca ?


    Nie spodziewał sie raczej, że nie będzie miał wiele do powiedzenia w kwestii dyscyplinowania własnych dzieci. Zona grzozi, ze sie wyprowadzi, bo mąż jest niegrzeczny, maz grozi,ze sie wyprowadzi, jak dzieci będą niegrzeczne. Cudeńka...

    Zo
  • 12.05.17, 12:10
    Niegrzeczny grzecznosci nie nauczy. Cudow nie ma.
  • 13.05.17, 09:53
    Ciekawym byłoby sprawdzić, na jakiej podstawie żona buduje przekonanie, że starsze dziecko jest wiecej z nią związane...
  • 09.05.17, 17:52
    Polecam: "Jak mowic, zeby dzieci nas sluchaly. Jak sluchac, zeby dzieci do nas mowily."
    Opisujesz, ze starszy ma podobny charakter do ojca. A fizycznie? Tez do ojca podobny?
  • 09.05.17, 18:07
    Nie bardzo, było podobne gdy było mniejsze, teraz bardziej do mnie. Charaktery mają podobne tylko mąż jest introwertykiem a dziecko ekstrawertykiem ale reszta się zgadza. Za to młodsze dziecko bardzo podobne do męża z wyglądu.
    Jak mówić, jak słuchać wydaje mi się trochę sztuczne, ale niektóre elementy rzeczywiście wprowadziłam.
  • 09.05.17, 18:56
    A jak sie miedzy Wami uklada? Miedzy Toba a mezem? Nie ma zadnej mozliwosci na wieksze mieszkanie? Jakis plan 6letni;) Rozmawiacie o tym?

  • 10.05.17, 06:35
    Kilka lat temu mieliśmy poważny kryzys, omal się nie skończyło rozwodem bo mąż miał w pracy stresujący okres (a praktycznie cały rok) a ja po narodzinach młodszej miałam do ogarnięcia dwójkę maluchów i cały dom bo mąż nie robił nic ani w nim ani przy dzieciach. Jakoś się z tego wykaraskaliśmy, teraz jest dobrze pomijając różnice zdań na tle wychowania potomstwa. Owszem, zdarzają się sporne sytuacje ale w końcu się jakoś dogadujemy.
    Jeśli chodzi o plany mieszkaniowe to ja może i mam ale mąż chce średnio brać udział w tym planowaniu bo perspektywy wydają mu się zbyt odległe. Na razie ustaliliśmy, że wrócimy do tematu gdy zbierzemy określoną sumę. Ja liczyłam, że będzie to możliwe za jakieś 4 lata, mąż jest bardziej pesymistyczny i twierdzi, że później.
  • 10.05.17, 13:12
    Realistyczny.

    Starsze dziecko na pewno ten kryzys rozwodowy pamieta .

    Mieliscie plany, ze dzieci zostaja u meza/ciebie/opieka naprzemienna ?

    Co z mieszkaniem wtedy ?
  • 10.05.17, 11:30
    Mamy dość małe mieszkanie 50 m2, mam wrażenie, że ten brak p
    > rzestrzeni źle wpływa na nas wszystkich, jednak nie mamy perspektyw na zmianę.
    > Sytuacja jest kiepska, chciałabym ją uzdrowić ale nie wiem od czego zacząć. Pro
    > szę o jakieś pomysły, może lektury, które mogłabym przeczytać, może pomysł jak
    > porozmawiać z mężem, żeby zrozumiał mój punkt widzenia, żeby dla dobra dziecka
    > zechciał pracować nad sobą.
    Ja proponuje wiecej ruchu, sportu, wyjsc z domu. Rowery, tenis, karate, konie, plywanie. Czesciowo razem, czescioeo odobno. Zobaczy co kto lubi l/lub co lubi sie razem.
    Nawet jesli na mieszkanie uciulacie 1 rok pozniej...
    Zauwaz, ze kiedys oddawano ojcu 12letniego syna, juz wynianczonego:) I swiat sie nie zawalil;)
    Dzisiaj inny model, takze wymagajacy wiecej ruchu od Ciebie, czesciej poza domem. Kazde pokolenie ma lekko inaczej, niz wzor wyniesiony z domu pochodzenia.
  • 10.05.17, 19:30
    Za krola Piasta postrzyzyny robiono dziecku, ktore skonczylo 7 lat i oddawano pod opieke meza i meskiej strony domu. Mlodszym niz 7 latek dzieckiem mezczyzna sie raczej nie zajmowal.
  • 10.05.17, 19:53
    Tak, a córki wychodziły za mąż w wieku 12 lat. I można było dziecko sprzedać. Bardzo cenna tradycja.
  • 10.05.17, 20:16
    No i wszyscy byli rycerzami;)
  • 11.05.17, 09:01
    Na szczescie Polska w 966 (965 ?) przyjela chrzescijanstwo i handlu dziecmi i niewolnictwa zabroniono.
  • 11.05.17, 19:46
    Bzdura. Dziećmi handlowano jeszcze za czasów krucjat. Niewolnictwa oficjalnie nie było, ale przywiązanie chłopów do ziemi to tylko inna nazwa niewolnictwa. A dziecko spokojnie można było oddać komukolwiek "do terminu", "Na służbę" i brać za to kasę jeszcze przed II wojną.
  • 10.05.17, 20:32
    Ja tez podpisuje sie pod ta rada. Wycieczka na rowerze dla calej rodziny w weekend. Basen dla taty i dzieci wieczorem lub tez w weekend. Jakies samodzielne zajecia dla 6 latka. Samodzielne wieczory/ wychodne dla mamy i taty. Randki raz na jakis czas.

    Dbac o zdrowe jedzenie, codziennie zabawa na dworze, regularny sen.

    Nie krzyczec - takze ty. O bledach wychowawczych rozmawiac nie przy dzieciach. Ojciec powinien przeprosic syna jesli wybucha i wytlumaczyc dlaczego (np. Przepraszam ze na ciebie nakrzyczalem, ale nie wiedzialem co robic i sam sie zdenerwowalem. Jak moglem ci pomoc?). Skads w waszej rodzinie musicie nauczyc sie jak wyrazac wlasne emocje bez krzyku.
  • 11.05.17, 09:04
    To bardzo ważny szczegół - mąż mruk, introwertyk - wybucha jednak gniewem ? Dzieciak musial naprawde przegiąć...

    Albo tata wcale mrukiem nie jest, tak sie tylko żonie wydaje.

    Jakikolwiek byłby, to znak, że na wychowywaniu dzieci mu zależy.

    Ciekawe , co go wtedy zdenerwowało...
  • 11.05.17, 19:47
    Mnie denerwuje mnóstwo osób, których nie lubię, nie kocham i na których mi nie zależy.
  • 12.05.17, 10:22
    Mnie też.
    Ale co z mieszkaniem ? Zamienia na dwa mniejsze ? W 50 m2 sie nie mieszcza ...

    Wciaz nie wiemy czyje mieszkanie.
  • 12.05.17, 11:47
    Jeśli już musisz wiedzieć ( jakby to było najistotniejsze) mieszkanie jest wspólne ale na kredyt z którego połowa została do spłacenia.
  • 12.05.17, 13:23
    To jakie masz plany co do mieszknia na okoliczosc "rozstania"?




  • 12.05.17, 14:10
    Któreś z nas zostaje w mieszkaniu i spłaca drugie z połowy wartości (połowa różnicy między wartością mieszkania a kredytem) lub sprzedaż mieszania i każde bierze po połowie z tego co zostanie po spłacenia kredytu.
  • 21.05.17, 15:50
    Jesli dzieci zostana z toba, to "zamienil stryjek siekierke na kijek", moim zdaniem.

  • 15.05.17, 15:00
    zabka141 napisał(a):

    > Ja tez podpisuje sie pod ta rada. Wycieczka na rowerze dla calej rodziny w week
    > end. Basen dla taty i dzieci wieczorem lub tez w weekend. Jakies samodzielne za
    > jecia dla 6 latka. Samodzielne wieczory/ wychodne dla mamy i taty. Randki raz n
    > a jakis czas.
    >
    > Dbac o zdrowe jedzenie, codziennie zabawa na dworze, regularny sen.
    >
    > Nie krzyczec - takze ty. O bledach wychowawczych rozmawiac nie przy dzieciach.
    > Ojciec powinien przeprosic syna jesli wybucha i wytlumaczyc dlaczego (np. Przep
    > raszam ze na ciebie nakrzyczalem, ale nie wiedzialem co robic i sam sie zdenerw
    > owalem. Jak moglem ci pomoc?). Skads w waszej rodzinie musicie nauczyc sie jak
    > wyrazac wlasne emocje bez krzyku.


    Czyli dorosły ma przeprosić za wybuch gniewu a dziecku mozna i jeszcze krytykować ojca?

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 11.05.17, 07:23
    Mylse, ze wszyscy jestescie zestresowani sytuacja w domu, poczawszy do dzieci skonczywszy na mezu. W takiej sytuacji nigdy nie jest tak, ze tylko jedna osoba (jest winna). Ta sytuacja to wypadkowa wielu czynnikow ktore sie nawarstwiaja a dzieci sa jak lustra...
    Sprobuj ustalic z mezem jakis wspolny sposob dzialania, bo wyglada, ze metody i cele macie odmienne. Z wlasnego doswiadczenai wiem, ze to sie zemsci gdy dziecko bedzie starsze. Postaraj sie wbic mezowi do glowy, ze nawet jesli czuje tak jak mowi, to pod ZADNYM pozorem nie moze tego mowic przy dzieciach. Jesli chce pokochac czy chocby polubic swoje dziecko to musi w to wlozyc troche pracy - on a nie dziecko. Musi z nim przebywac i cos z nim robic. Czasem moze byc lepiej zeby z wami o takich rzeczach porozmawial psycholog, niz ty... bo tobie albo mezwoi trudno o obiektywna ocene sytuacji.
  • 11.05.17, 10:29
    Ja jak zwykle polecę Juula.
    I zapytam: czy Twój mąż był najstarszy z rodzeństwa?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 11.05.17, 11:09
    Był najstarszy, ja z resztą też. Juula akurat nie czytałam, od czego radziłabyś zacząć?
  • 11.05.17, 11:21
    Oboje solidnie przecwiczyliscie na mlodszym rodzenstwie komenderowanie innymi :)
  • 11.05.17, 11:49
    Nie chcę tu robić psychoanalizy, ale z doświadczenia wiem, że gdy wychowuje się dzieci w różnych sytuacjach ożywają emocje z własnego dzieciństwa. Być może takie emocje ożywają w Twoim mężu a on poświęca energię na odcięcie się od nich, więc nie starcza mu jej na uświadomienie sobie automatyzmów jakie nim kierują. Te automatyzmy to np. reagowanie krzykiem, zniecierpliwieniem na zachowanie dziecka. Pewnie i tak reaguje sto razy lepiej niż kiedyś reagowano na jego zachowanie, więc nie widzi powodów do zmian, bo czuje się, być może słusznie, lepszym ojcem niż jego własny.
    Juul też o tym pisze. Polecam Twoje kompetentne dziecko, Życie w rodzinie, Być mężem i ojcem, chociaż piszesz, że mąż raczej nieczytający:) To może warsztaty dla rodziców?
    Znalazłam teraz jeszcze jedną pozycję, nie czytałam jej jeszcze:
    wydawnictwomind.pl/rodzic-jako-przywodca-stada/

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 11.05.17, 12:43
    Kupiłam ebooka, czytam... i jestem zachwycona:)
    To, o czym pisałam wyżej jest w dziale Przywódca stada i jego wewnętrzne dziecko.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 17.05.17, 09:31
    Bardzo Ci dziękuję pade za polecenie Juula. Na razie dopiero "Twoje kompetentne dziecko" przeczytałam ale bardzo mi pomogło. Nie tylko w kwestii wychowania dzieci ale uświadomiło mi, że muszę najpierw zrobić porządek że sobą i swoimi emocjami, które gdzieś tam we mnie tkwią mimo, że myślałam, że przepracowałam je sama. Pozostałe książki muszę kupić ale myślę, że będą tego warte.
  • 17.05.17, 11:37
    "Nie tylko w kwestii wychowania dzieci ale uświadomiło mi, że muszę najpierw zrobić porządek że sobą i swoimi emocjami, które gdzieś tam we mnie tkwią mimo, że myślałam, że przepracowałam je sama."
    Skąd ja to znam:) Czytając Twoje kompetentne dziecko płakałam jak bóbr:D
    Powodzenia!

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 18.05.17, 01:59
    Wygląda na to, że mąż uczy się swojego ojcostwa. Bo jednak reaguje na uwagi, rozmowy oraz stosowane groźby. Motywacja do pozytywnych zachowań raczej słaba, ale powoli może okazać się skuteczna. Więc tym samym już Pani zaczęła uzdrawiać tę kiepską sytuację.
    Sam też, jak widać, ma swoje ograniczenia. Jednak mimo słabych własnych doświadczeń, stara się być bardziej zaangażowanym ojcem niż jego własny. To on co rano zmaga się z dziećmi i z nimi musi współpracować.
    Słusznie Pani reaguje na przemocowe zachowania męża. To ochrona dzieci, korekta zachowań męża oraz kolejny Pani krok w naprawie Waszego systemu rodzinnego.
    Teraz kolej na krok następny .
    Konfrontacja z własnym ojcostwem nie napełnia męża, Pani zdaniem , entuzjazmem. No cóż, trzeba to przyjąć jako egzystencjalną refleksję, niekoniecznie obliczoną przeciwko dzieciom. Wiele kobiet ma podobne myśli o swoim macierzyństwie i raczej uzyskują w tym wsparcie. Rodzicielstwo jest ambiwalentne. Dziś można już o tym mówić. Może trzeba pozwolić mężowi i na jego ambiwalencję. Pogadać z nim o tym jak mu trudno. Ale bez piętnowania. Poczucie bycia zrozumianym przez Panią może dać mężowi poczucie bezpieczeństwa, którego braku nie będzie musiał odreagowywać na dzieciach.
    Agnieszka Iwaszkiewicz
  • 18.05.17, 08:35
    Czyli w stosunku do męża dozwolone jest stosowanie gróźb i przemocy a wobec dziecka już nie ?
  • 21.05.17, 14:41
    To jest nieznośne podejście do dzieci od jakichś kilkunastu lat. Dziecko stawiane na piedestał. Dziecko zawsze bez winy. Dziecko święte. Dziecko nawet jeśli coś robi źle, to winny jest ktoś inny. Otóż to nieprawda. Dziecko to nikt inny jak mały człowiek. A taki się rodzi z odpowiednimi predyspozycjami, osobowością, charakterem - nie jest białą kartą. Dzieci potrafią być przerażająco okrutne wobec innych dzieci, zwierząt, czyli najczęściej tych wszystkich od siebie słabszych. Wobec dorosłych stosują agresję typu tutaj wspomnianego - negacji poczynań ojca. Ojciec czyta młodszemu bajkę, starsze jest zazdrosne lub zwyczajnie złośliwe i przejawia agresję. Jakby mogło, to by tego ojca wyekspediowało w niebyt. Wychodzicie z przeświadczeniem, że dziecko bo małe, to dorośli muszą się do niego dostosować. Klasyczna gadka: ojciec nie potrafi się dostosować, to usunąć go z domu. Zwyczajnie ten ojciec może nie lubić tego dziecka. Sam fakt, że jest jego synem jest bez znaczenia. Ludzi się lubi lub nie. Nie jest tak: lubię własne dzieci, choć głupie, wredne itd., ale moje, więc lubię. Potem z tych dzieci wyrastają takie aspołeczne gnojki dzięki matkom, które traktują te swoje dzieci jak półbogów, a one są zwyczajnie tylko ludźmi, często zwyczajnie byle jakimi.
  • 21.05.17, 14:57
    O ile dobrze pamiętam, dziecko internalizuje tzw 'sumienie' w wieku około 7-8 lat.
    Okrucieństwo dzieci jest jak 'okrucieństwo' zwierząt - po prostu robi coś, co jest możliwe, z ciekawości, z nudów.
    Sfrustrowane, nieszczęsliwe dzieci to wyłącznie owoc pracy niekompetentnych rodziców.

    --
    - Kiedy zorientowałaś się, Pani, że jesteś Boginią?
    - Cóż, pewnego dnia modliłam się i nagle zrozumiałam, że mówię do siebie.
  • 22.05.17, 12:32
    seare napisał:

    > To jest nieznośne podejście do dzieci od jakichś kilkunastu lat. Dziecko stawia
    > ne na piedestał. Dziecko zawsze bez winy. Dziecko święte. . Otóż to nieprawda. Dziecko to > nikt inny jak mały człowiek. A taki się rodzi z odpowiednimi predyspozycjami, osobowością,
    > charakterem - nie jest białą kartą. Dzieci potrafią być przerażająco okrutne w
    > obec innych dzieci, zwierząt, czyli najczęściej tych wszystkich od siebie słabs
    > zych. Wobec dorosłych stosują agresję typu tutaj wspomnianego - negacji poczyna
    > ń ojca. Ojciec czyta młodszemu bajkę, starsze jest zazdrosne lub zwyczajnie zło
    > śliwe i przejawia agresję. Jakby mogło, to by tego ojca wyekspediowało w niebyt
    > . Wychodzicie z przeświadczeniem, że dziecko bo małe, to dorośli muszą się do n
    > iego dostosować. Klasyczna gadka: ojciec nie potrafi się dostosować, to usunąć
    > go z domu. Zwyczajnie ten ojciec może nie lubić tego dziecka. Sam fakt, że jest
    > jego synem jest bez znaczenia. Ludzi się lubi lub nie. Nie jest tak: lubię wła
    > sne dzieci, choć głupie, wredne itd., ale moje, więc lubię. Potem z tych dzieci
    > wyrastają takie aspołeczne gnojki dzięki matkom, które traktują te swoje dziec
    > i jak półbogów, a one są zwyczajnie tylko ludźmi, często zwyczajnie byle jakimi

    Kolejna zwolennczika karania dzieci, dyscypliny, krótkiego trzymania, tresury innymi słowy. Z jednej strony dziecko to mały człowiek, więc trzeba wymagać i karać, z drugiej choć człowiek, to można dyscyplinować, być surowym, karać za byle co, pewnie klapsy to też ważny aspekt wychowania, jak inne kary zawiodą. Czyli obowiązki i wymagania jak wobec dorosłego, karanie i dyscyplinowanie jak wobec psa. To jest dopiero koszmar. Dziecko się rodzi już wredne, tiiiia. i Wymusza płaczem, tak? Kilkumiesięczne już wymusza.
    Małe dzieci są okrutne rzeczywiście czasami z ciekawości czy nudów. Ja jednak mam teorię, że okrutne często są dzieci albo zaniedbane przez rodziców, z deficytem ich uwagi i miłości, albo dzieci, które w domu stoją na najniższym stopniu, nie mają prawa głosu, są lekceważone i upokarzane. Nie dziwota, że potem odreagowują na jeszcze słabszych. Ojcu nie odpowiedzą, bo nie mogą, muszą być grzeczne i posłuszne, choćby te wymagania czasami je przerastały albo były wręcz niesprawiedliwe, to potem podobnie traktują najsłabsze jednostki w grupie. Kochane, akceptowane, odpowiednio zaopiekowane dzieci szanowane w domu rzadko są wredne i okrutne, to są przypadki zaburzeń psychicznych, ale ile jest takich? Wtedy to też nie jest pełna odpowiedzialność dziecka, że takie się urodziło i wymaga ono specjalistycznej opieki.
    "Negacja poczynań ojca". To co, ojciec święty? Każdy ojciec? Jak jest agresywny, też jest święty? Ojciec faworyzujący jedno dziecko, a wiecznie karcący za byle co drugie też jest ponad wszelką krytyką? Może na przykład skatować dziecko i też nie można negować jego poczynań? Kto jest silniejszy i mądrzejszy? Od kogo należy jednak wymagać więcej opanowania? Od ojca czy 6-latka?

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.