Dodaj do ulubionych

Nie ma mnie, może coś poradzicie?

02.06.17, 11:02
Bo od kilku miesięcy mam wrażenie, że mnie nie ma. Jest jakiś robot zaprogramowany na robienie tego i tego. Nie chcę pisać całości, ale w skrócie, mam dwójkę dzieci, każde wysoce problemowe, ale nie są niepełnosprawne. Syn urodził się jako skrajny wcześniak, córka z wylewami dokomorowymi i tak się bujam od 12 lat, a od 3 bujam podwójnie pomiędzy wszelkimi maściami logopedami, rehabilitacjami, terapiami SI i poważniej okulistami, ortopedami, chirurgami, poradniami dla dzieci dyslektycznych i innymi takimi. Nie, nie mam tej choroby co każe wmawiać choroby dzieciom.

Jak córka miała 10 miesięcy poszłam do pracy, żeby odsapnąć. Córka poszła do żłobka, po wielu trudach znaleźliśmy wspomagającą nianię, na wypadek choroby. Praca jest taka sobie, nie lubię jej szczerze, ale dawała komfort łączenia z wychowaniem dzieci, szef do dogadania, dojazd spoko, zero deadline-ów, zawsze mogłam zamknąć komputer i powiedzieć skończę to jutro. Ale jej nie lubię i nic na to nie poradzę.

Ojciec dzieci uciekł w pracoholizm. Wytłumaczenie ma, musi na to wszystko zarobić, bo życie nie jest tanie. Ponieważ przebywa głownie w delagacjach, w zasadzie go nie ma.

Mama obiecywała pomóc i przy pierwszym pomagała, ale znalazła dobrą pracę, niestety zmianową i nie ma jak, co z tego, że dzwoni i mówi, wiem, że ci ciężko, pomogłabym ci, ale nie mam jak, przecież nie powiem, rzuć robotę i przyjeżdżaj do mnie.

Mam 4 rodzeństwa, wszyscy bezdzietni, to nie wyrzut, ale nie wiedzą, jak to z dziećmi, pomoc owszem oferują, ale tylko taką na ich warunkach, nie że wybrzydzam, ale moje dzieci nie potrzebują kolejnej zabawki, zwłaszcza córka, nie może mieć grających dziwadeł, bo się ich boi, a tym jest uszczęśliwiana na siłę. Owszem, siostra czy brat wezmą syna na wakacje, nawet na całe jak poproszę, ale to nie ulga dla mnie, bo brat jest jedną z niewielu osób, które córka akceptuje, jak go nie ma, mam dwa razy więcej roboty. Nikt nie weźmie córki, nawet na godzinę, nawet z bratem w pakiecie.

Odkąd córka skończyła 3 lata straciliśmy możliwość zatrudniania legalnie niani. Zresztą jej ukochana znalazła pracę na etat i nie byłam w stanie jej zatrzymać. Czasami przychodzi do nas i to są jedyne chwile (poza przedszkolem) kiedy wiem, że mogę coś zrobić bez córki. Albowiem...

Córka chodzi do żłobko-przedszkola. Nieźle się tam odnajduje, ma ze dwie koleżanki, panie lubi, nie ma płaczów, po chorobie dopytuje kiedy wreszcie pójdzie. Ale poza przedszkolem...

...wszystko musi zrobić mama. Zaprowadzam ja, odbieram ja. Po przedszkolu wszystko z mamą. Łazi za mną jak cień, pobawi się z bratem, ale będzie kontrolnie wychodzić co chwila, sprawdzić czy jestem obok. Na placu zabaw to samo. Ja myję, ja usypiam, ja czytam, ja wycieram nos. Nikt inny nie może tego zrobić, tylko mama. Inaczej są płacze, takie do bezdechu, rzucanie się na podłogę, walenie głową w ścianę. Psycholog nie wiele pomógł, kazał zostawiać i przyzwyczajać ją do innych ludzi, tylko że nikt nie chce z nią zostawać. To jakieś dwa zaklęte koła są. Ona się awanturuje-nikt z nią nie zostanie oprócz mnie- przebywa ze mną więcej- nikt się nią nie zajmie- bo ona tylko do mamy przyzwyczajona.

Ostatnio zauważyłam z niepokojem, że złoszczę się na nią. Bo ja nigdzie (poza pracą) nie wychodzę, kiedyś byłam bardzo aktywna, biegałam z jednych zajęć na drugie, tu jakieś spotkanie, tu jakiś kurs. Od trzech lat z bólem serca prawie nigdzie. Nie ma mnie, nie ma moich marzeń, nie ma nic. Nie pójdę do fryzjera, zresztą po co, jak z nerwów wyszły mi włosy, nie pójdę na kawę z koleżanką, bo po powrocie wiem, co zastanę typu uryczane dziecko i pretensje, że nie umiem jej wychować, żeby zachowywała się normalnie, albo nawet nie wsiądę do pociągu do miasta, bo 10 telefonów, że płacze i że mam wracać. Dla świętego spokoju wolę nie iść nigdzie. I złoszczę się na tą moją córkę, że jest taka, im bardziej się złoszczę, tym paradoksalnie, ona bardziej mnie potrzebuje. I kółko się zamyka.

I tak się ostatnio zorientowałam, że nie ma mnie. Marzyłam o czymś od dawna i nie mogę tego zrobić, bo nie mam w nikim oparcia i pomocy, sama nie dam rady. Jakbym zniknęła, nie byłoby mi żal tego, bo czasami mam wrażenie, że nic dobrego mnie w życiu już nie spotka, więc w sumie po co. Wiem, że jestem potrzebna moim dzieciom więc jakoś się trzymam, ale czasami sobie myślę, że jakby nie wiem, ktoś by mi powiedział jutro koniec, nie zmartwiłoby mnie to. Dręczą mnie jakieś irracjonalne lęki, nawet nie będę pytać co, bo jak komuś bliskiemu powiedziałam, to mnie wyśmiał.

Czy dotrwał ktoś do końca? Chyba usunę po tym poście nicka, bo zbyt dużo o sobie napisałam.
--
- Poproszę 2 bilety normalne na "Smoleńsk"
- Na "Smoleńsk" nie ma normalnych. By caraway
Edytor zaawansowany
  • miedzymorze 02.06.17, 11:21
    Zaraz, zaraz, ale co się z dzieje z córką w żłobku, kiedy ty jesteś w pracy ? Daje rade funkcjonować czy przestałaś chodzić do pracy i jesteś z nią ? Generalnie chodzi mi to, czy córka jest w stanie zostać pod opieką innych osób ?

    pozdr,
    mi
  • stacie_o 02.06.17, 11:26
    Tak, da radę funkcjonować w żłobku, czy żłobkoprzedszkolu. Funkcjonuje nieźle, tak bym rzekła. Problem w tym, że nie funkcjonuje BEZE mnie po ODBIORZE z placówki.

    --
    użytkowniczka 18lipcowa3 o chorym dziecku: to cos tak pogardliwego jak na twoje dziecko ''dziecko'' a nie dziecko rosemary"
  • mapt 02.06.17, 11:25
    " nie pójdę na kawę z koleżanką, bo po powrocie wiem, co zastanę typu uryczane dziecko i pretensje, że nie umiem jej wychować, żeby zachowywała się normalnie" - a kto ci te pretensje robi?
  • stacie_o 02.06.17, 11:29
    Na początku wszyscy byli chętni zostawać z małą. Więc można powiedzieć, że wszyscy. Potem po kolei się wykruszali. Najczęściej, co boli jak cholera, ojciec dziecka, jej dziadkowie czy wujkowie/ciocie, dwie nianie też zrezygnowały.

    --
    - Poproszę 2 bilety normalne na "Smoleńsk"
    - Na "Smoleńsk" nie ma normalnych. By caraway
  • mapt 02.06.17, 11:46
    Musisz odpuścić. Zostaw męża z dzieckiem i wyjedź gdzieś. Niech się nim zajmie jak rodzic. To na jego zarzuty że "ty nie wychowałaś". Niech wychowa lepiej. A ty jak wrócisz to go skrytykujesz.

    Jak nie odpępowisz córki teraz to będzie gorzej. A jeśli wszyscy tam wzmacniają w dziecku przekonanie "to matka ma być i się zająć" to będzie jeszcze gorzej.
    Coś nie tak się dzieje na linii ty i mąż że takie cyrki dziecko odstawia.
    Dzieci wyczuwają wku...one emocje rodziców w powietrzu jak radary.

    Moja znajoma też miała problem z córką która nie chciała jej z domu wypuścić bo tylko mama i mama. Ale w końcu inne problemy się nawarstwiły i musiała z domu wyjśc zostawiając córkę z kimś z rodziny. Dziecko wyło do spazmów godzinę. A opiekun na początku starał się zabawić, a jak nie działałało to zwyczajnie nie zwracał na dziecko uwagi tylko był, spokojnie się zajmował czym innym, aż po tej godzinie wycia dziecko samo stwierdziło że już wystarczy i przyszło się bawić z opiekunem. Następnym razem cyrk był krócej choć próby wymuszania były nadal. Teraz prawie wcale.

    Córka chorowała więc pewnei jesteś przewrażliwiona na jej punkcie i pewnie nieświadomie nadopiekuńcza. Pozwól męzowi się wykazać jako rodzicowi, nie tylko pozwól- ale wymagaj by się własnym dzieckiem zaczął zajmować jako rodzic, bez twojej kontroli nad nim i bez pouczania przez ciebie czy lecenia by córkę ratować.

  • stacie_o 02.06.17, 11:55
    To mogłoby zadziałać, ale jedynie pod warunkiem, że druga strona współpracuje i mówię o tej dorosłej. Ojciec dziecka wyjedzie na 2-3 miesiące na kontrakt i tyle go widziałam, zawsze tak robi, jak mówię, że trzeba spróbować żeby nawiązał lepszy kontakt z córką. Albo umówimy się, że dziś on ją odbierze z przedszkola, zadzwoni mi po 16, żebym jednak ja jechała, bo mu się spotkanie przedłuża.
    Ech, do duszy takie życie.

    --
    użytkowniczka 18lipcowa3 o chorym dziecku: to cos tak pogardliwego jak na twoje dziecko ''dziecko'' a nie dziecko rosemary"
  • mapt 02.06.17, 12:05
    Dlatego podejrzewam że większym problemem niż córka jest twój mąż który ma w odwłoku dobro rodziny i nie szanuje cię. Nie chcę być złym prorokiem ale ucieczka w pracę jest ucieczką ze związku lub próbą wymigania się od cięższych obowiązków. Więc tym bardziej zadbaj o swoją stabilizację zawodową i o to, żeby mieć osobę do pomocy przy dzieciach na stałe (i wcale nie twoją matkę, bo ona ma prawo do swoich zarobków i życia).
    A - jeśli męża główną wymówką jest "bo ja na rodzinę zarabiam!" to brawo- zatrudnij wykwalifikowaną opiekunkę za te jego pieniądze które jako wkład do rodziny daje. Nie certol się i nie bądź frajerką bo nikt ci za to nie podziękuje że łazisz po domu wku...ona z poczuciem "tylko ja ten krzyż niosę ale muszę".
  • iziula1 02.06.17, 23:42
    stacie_o napisała:

    > To mogłoby zadziałać, ale jedynie pod warunkiem, że druga strona współpracuje i
    > mówię o tej dorosłej. Ojciec dziecka wyjedzie na 2-3 miesiące na kontrakt i ty
    > le go widziałam,

    Teraz rozumiem to "przywiązanie " córki do ciebie. Jesteś jej stałością, kim kto jest zawsze , codziennie, nie wyjeżdża.
    Trzyma się ciebie kurczowo abyś nie znikała jak tata.
    2-3 miesiące to wieczność dla dziecka.
    Spróbuj to zrozumieć, będzie ci łatwiej tolerować te stany córki. Niewiele to zmieni w ogarnięciu rzeczywistości ale już samo zrozumienie etiologii tych stanów pomaga by nie przerzucać złości na dziecko.

    --
    "Nigdy nie powiedziałem, że nie jesteś dobry w tym, co robisz... Po prostu to, co robisz, jest bezwartościowe."
    by Sheldon Cooper
  • panterarei 08.06.17, 22:25
    Moja córka zostawiana dość regularnie z tatusiem potrafiła wyć 3-4h, wyrosła. Teraz syn wyje, mąż trochę posiwial od tego, ale trudno.Wycie głównie wieczorem. Nie mamy żadnych babć do pomocy, ani rodzeństwa, więc wiem jak to jest. Musi być drugą osobą, która ci to ogarnie, bo zwariujesz

    --
    "Natenczas onegdaj azaliż plwasz waść do strawy pozostawionej w holu?"
  • lusitania2 02.06.17, 11:31
    stacie, a myślałaś, co by było, gdybyś np. trafiła do szpitala?
    Ktoś musiałby sobie z córką poradzić, prawda?
    Ale, pomijając sytuacje dramatyczne, których nikt Wam nie życzy - to jedyna, łagodna dla córki i ciebie, możliwość, jaka mi przychodzi do głowy, żebyś mogła złapać oddech, to znaleźć kogoś, kto będzie w domu po waszym, póki co, wspólnym powrocie do domu i do kogo córka się powoli przyzwyczai. Rozwiązanie kosztowne (nianię/gosposię przecież możesz legalnie zatrudniać, tylko niestety bez państowego dofinansowania), ale stawką jest twoje zdrowie.



    --
    Szanowny Prezydencie!
    Błogosławione łono, które Ciebie nosiło, i piersi, które ssałeś.
  • stacie_o 02.06.17, 11:38
    Musiałby, pewnie zajęłaby się nią moja mama, kosztem pewnie swojej pracy. Ale wtedy byłby mus. Teraz nie ma musu, zresztą wszędzie ją (córkę) ze sobą taszczę, jak już muszę gdzieś iść typu dentysta, czy urząd.


    --
    Gratylukr inyeligentnego inaczej meza. U mnie za taki tejst dostalby po psyku. Zawsze tak mkwi o kobietach w tym o tobie? Co za geniusz.Wy Key niektórych matek mnie zaskakują ale Ty chyba pisałaś o nim i jego dziwnych zachowaniach więc wszystko możliwe. bergamotka77
  • amb25 02.06.17, 12:53
    A ile lat ma corka? Bo moze jej przejdzie za jakis czas. Troche moge ja zrozumiec. Pewnie teskni za ojcem i boi sie, ze ty tez ja zostawisz. A poza tym to chyba normalne, ze przy rodzicach dzieci zachowuja sie gorzej. Ja mialam podobnie z synem. Poniewaz przy mnie zachowywal sie gorzej, szczegolnie jak byl zestresowany - a wizyta gosci to byl stres, to nikt z nim nie chcial zostac. A jak zostali przez przypadek to slyszalam pelne zdziwienia komentarze "Ale on jest grzeczny!". No i doszlo do tego ze moi znajomi chetnie z nim zostaja a moja rodzina nie, nawet sie nie staraja nawiazac jakiegos blizszego kontaktu.
    A w zwiazku czesto zle sie dzieje jesli sa probelmy z dziecmi (wychowawcze badz zdrowotne). Najczesciej pan odchodzi.
  • stacie_o 02.06.17, 12:55
    3 lata skończone.

    --
    Gratylukr inyeligentnego inaczej meza. U mnie za taki tejst dostalby po psyku. Zawsze tak mkwi o kobietach w tym o tobie? Co za geniusz.Wy Key niektórych matek mnie zaskakują ale Ty chyba pisałaś o nim i jego dziwnych zachowaniach więc wszystko możliwe. bergamotka77
  • mapt 02.06.17, 13:12
    Ze względu na problemy zdrowotne może mieć opóźniony "bunt dwulatka" :) I trzeba to przetrwać i być konsekwentnym w odpępowianiu. Natomiast nie jest dobrze że właściwie musisz wychowywać ją sama a mąż unika zaangażowania, a jeszcze gorzej że ma do ciebie pretensje o to. Oj chyba powinnaś z panem się mocno rozmówić jeśli ci uwagę znowu zwróci że "źle wychowujesz"..
    Nie czuj się winna, czuj się zmęczona i wymagająca wsparcia i odciążenia. Jeśli mąż go nie daje to sama je sobie zorganizuj za jego kasę. Np jakas pani/studentka do zabierania dziecka z przedszkola i kilku godzin z nim w domu/na placu zabaw.
  • sebalda 02.06.17, 13:44
    Przede wszystkim bardzo współczuję. Jesteś naprawdę w trudnej sytuacji, a to, ile przeszłaś w związku z chorobami dzieci (i w sumie nadal przechodzisz), miało prawo Cię wyczerpać.
    Znam przypadek, gdzie dziecko też reagowało takimi codziennymi histeriami, które je w końcu doprowadziły do poważnych defektów strun głosowych, więc to nie były żarty. Moim zdaniem tam chodziło o brak odpoczynku u tego dziecka. Mała nie spała w przedszkolu, zasypiała na kilka minut w samochodzie, a wyciągana z niego wybudzała się potwornie rozdrażniona. W sumie też bym tak miała, gdybym nie mogła się wyspać. Tylko dorosły jakoś sobie z tym radzi, a dziecko nie umie inaczej jak histerią. Czy u Ciebie mała ma możliwość wypoczynku? Czy nie ma zbyt napiętego grafiku dnia?
    Na Twoim miejscu szukałabym do skutku fachowej i cierpliwej niani, na pewno się da, trzeba jedynie długo szukać, ale warto.
    A najważniejsze, o czym musisz pamiętać jest to, że wszystko w życiu mija. Ten cholernie trudny czas też minie, nie ma bata. Wytrzymaj jeszcze trochę, pozwól sobie na przeżywanie złości, tylko staraj się ją odpowiednio kanalizować, a za jakiś czas zapomnisz o tym wszystkim, naprawdę.
  • sabina211 02.06.17, 14:41
    Witaj, ja byłam bardzo podobnym dzieckiem (małym) jak Twoja córka. W sumie sto razy trudniejszym, bo w wieku 3 lat w przedszkolu ryczałam i wymiotowałam na przemian przez 3 tygodnie, aż nabawiłam się tików i nerwicowego kaszlu, który pediatra nazwał kokluszem i dał mojej mamie 2 miesiące zwolnienia....W tym czasie mama zaszła w ciążę z moją siostrą i została ze mną aż do zerówki, z której kierowano mnie do szkoły specjalnej...(Choć już nie płakałam, ale pewnie dlatego, że wychowawczynią była nasza bliska sąsiadka, a mama kiwała mi z okna na każdej przerwie.)
    Dziś mam (również dzięki mamie i jej świadomości, że moje problemy to nie upośledzenie) wyższe wykształcenie, 2 kierunki studiów podyplomowych, męża i 4 dzieci. Oczywiście spłacam ten dług, bo jedno dziecko ma ZA, drugie (adoptowane) poważne problemy emocjonalne itd, ale żyję i generalnie mam się dobrze. A z mamą mam bliskie relacje, ale niesymbiotyczne, mieszkamy zresztą ponad 200 km od siebie. Więc myślę, że czas Ci sprzyja. Ściskam.
  • ada1214 02.06.17, 15:28
    Postaralam sie wczuc w Twoja sytuacje. Faktycznie, jesli wszyscy sie wycofuja, to nie masz oparcia. Trudna sytuacja.
    Twoja corka ma z cala pewnoscia nadreaktywny i niebotycznie pobudzony uklad nerwowy. Zaloze sie, ze poziom kortyzolu u niej jest podwyzszony. Nie znam schorzen Twojej corki, ale wydaje mi sie, ze zawsze mozna probowac dziecko wyciszyc. Ziola jakies? Poniewaz sama mam problem z nerwowa nadpobudliwoscia, moge Ci podpowiedziec, ze poziom hormonow stresu obnizaja: wit. B, magnez, wapn a takze cynk. Cynk bardzo skutecznie, chyba lepiej od magnezu. Z kolei np. nadmiar miedzi moze powodowac psychiczne jazdy nie z tej ziemi. Uwaga! Nie namawiam i nie zalecam eksperymentowania na wlasna reka, czyli jak zwykle pytac lekarza, ja tylko podaje trop.
    Ja czesto zalecam, i Tobie rowniez poddaje pod mysl, wykonanie analizy pierwiastkowej wlosow. Wtedy widac czarno na bialym, czego brakuje/czego jest za duzo.
  • enith 02.06.17, 15:45
    Ciekawa rzecz z tym cynkiem. Zarówno ja, jak i mąż mamy po suplementacji cynku totalnie odjechane sny. Na tyle odjechane, że rano budzimy się niewyspani, no dosłownie tak, jakbyśmy osobiście uczestniczyli w akcji w tych snach zawartych. Niezapomniane uczucie, ale niestety, jak łatwo się domyślić, na kondycję psychiczną takie zmęczenie dobrze nie wpływa. Pomogło nam branie cynku raz dziennie z samego rana, zamiast wieczorem.
  • ada1214 02.06.17, 16:14
    ...bo z mineralami to nie jest jak w matematyce ze 2+2=4.
    U mnie na przyklad magnez czesto wzbudza niepokoj, zdenerwowanie. Taki paradoks. Ale juz dawno rozgryzlam, ze to, jaki efekt wywoluje u mnie magnez zalezy scisle od poziomu wapnia. I tak jest ze wszystkim pierwiastkami, kazdy pierwiastek ma swojego synergiste i antagoniste. Co wiecej, czasami dany pierwiastek wywoluje zupelnie nieoczekiwane, zdawaloby sie nieadekwatne reakcje, na przyklad przez jakis czas po tabletce krzemu bylam senna jak po kilku benzodiazepinach (a mam porownanie bo benzo znam az za dobrze) , chociaz gdzie Rzym a gdzie Krym.
    ps. ja cynku uzywam jako tabletki nasennej ;)
  • stacie_o 02.06.17, 15:53
    A z nóg mogą być :) z nerwów na głowie wyłysiałam.

    --
    lady-z-gaga: Szydło nosi swoje broszki jak order Lenina - nie przejmuje się, czy pasują, czy nie.
  • ada1214 02.06.17, 16:18
    stacie_o napisała:

    > A z nóg mogą być :) z nerwów na głowie wyłysiałam.

    ale ja mowilam o zbadaniu wlosow corce.
  • jatojagodnik 02.06.17, 15:31
    Jeżeli dziecko akceptuje panie z przedszkola, to znaczy, że jest w stanie zostawać pod opieka innych osób.
    Zatrudnij opiekunkę i ustal z przedszkolem, że twoja opiekunka przychodzi przez do przedszkola i tam spędza trochę czasu z dzieckiem, potem razem we trzy wracacie do domu i bawią się razem w domu w Twojej obecności. A Ty znikasz po trochu i stopniowo - to idziesz do kuchni, to do łazienki, potem ona same wracają do domu... Powoli i systematycznie mała powinna sie przyzwyczaić do opiekunki. Musisz włożyć w to więcej pracy niż inne mamy, ale na pewno się uda.
  • pade 02.06.17, 16:57
    Stacie, a Ty chcesz zostawiać córę z kimś czy po prostu chodzi Ci o to, że jesteś udupiona, masz pracę, która budzi Twój wstręt, a mąż się realizuje w najlepsze?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • stacie_o 02.06.17, 17:09
    Chyba to drugie.

    --
    Gratylukr inyeligentnego inaczej meza. U mnie za taki tejst dostalby po psyku. Zawsze tak mkwi o kobietach w tym o tobie? Co za geniusz.Wy Key niektórych matek mnie zaskakują ale Ty chyba pisałaś o nim i jego dziwnych zachowaniach więc wszystko możliwe. bergamotka77
  • stacie_o 02.06.17, 17:09
    Chyba to drugie.

    --
    użytkowniczka 18lipcowa3 o chorym dziecku: to cos tak pogardliwego jak na twoje dziecko ''dziecko'' a nie dziecko rosemary"
  • pade 02.06.17, 17:22
    Raczej na pewno:) Skąd ja to znam. U mnie też zawsze był argument: ktoś musi na to wszystko zarobić. I z jednej strony to prawda, aż głupio wiercić dziurę w brzuchu, bo przecież pracuje a z drugiej rośnie żal i przeogromny gniew, że to ja muszę zrezygnować z siebie i to nie wiadomo na jak długo.
    U mnie to musiałam być ja, bo "ja się lepiej na tym znam" (no i to prawda), i dzieci wolą ze mną, uczyć się, rehabilitować, ect.
    To jest ogromnie niesprawiedliwe. I boli.


    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • stacie_o 02.06.17, 17:47
    Mi psycholog mówi, żebym poczekała, że to minie. Tylko ile można czekać? Co roku odkładam decyzje o czymś, na czym bardzo mi zależy na kolejny rok i on nigdy nie nadejdzie. Tak myślę.

    --
    Gratylukr inyeligentnego inaczej meza. U mnie za taki tejst dostalby po psyku. Zawsze tak mkwi o kobietach w tym o tobie? Co za geniusz.Wy Key niektórych matek mnie zaskakują ale Ty chyba pisałaś o nim i jego dziwnych zachowaniach więc wszystko możliwe. bergamotka77
  • verdana 02.06.17, 17:52
    Minie to, że jesteś stale zajęta, jedyna odpowiedzialna za dzieci, ze nie masz chwili dla siebie. Naprawdę minie, zaręczam. Tylko to, ze maż w trudnym okresie Ci nie pomógł, że nie czuł sie odpowiedzialny ani za dzieci, ani za Twoje samopoczucie nie minie nigdy. Psycholog chyba nie rozumie problemu.
  • pade 02.06.17, 18:12
    Stacie, ja mam 44 lata. I znów muszę odłożyć siebie na później.
    Tylko teraz jest inaczej. Mąż jeździ ze mną na wszystkie konieczne wizyty, bierze urlop i nie ma bata. Ja "załatwiam" sprawy, ale on ma przy mnie być i kropka. Ma wysłuchać, pocieszyć, ogarnąć inne sprawy.
    Nie wiem co Ci doradzić. Może tupnij wreszcie nogą? Może powiedz mężowi jak Ty się z tym wszystkim czujesz i czego od niego oczekujesz?
    Może to jeszcze nie jest czas na "Teraz k..wa JA", bo córcia malutka, ale czas na przygotowanie przedpola. Czyli mąż skraca wyjazdy, częściej zostaje z córką a Ty odpoczywasz?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • zabka141 08.06.17, 21:53
    Ale przeciez stacie tez zarabia. Nie wiem czy ty tez pracowalas pade. Jesli tak to co to za argument ze trzeba na rodzine zarobic?
  • pade 08.06.17, 22:04
    Kwestia różnicy w zarobkach.


    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • alpepe 02.06.17, 18:54
    Moja młodsza córka była podobna. Wychowywałam ją całkowicie sama i kiedy jej ojciec w rzadkich przypadkach przychodził, by ją odebrać, ona płakała albo uciekała na drzewo i był cyrk, jakby ojciec był zupełnie obcą osobą.
    Takie poczucie odrealnienia, jak ty masz obecnie, wynika z stresu. Też tak miewałam.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • niutaki 02.06.17, 20:46
    Jestes przemeczona i byc moze masz depresje, moze psychiatra?

    --
    Dyplomata - człowiek, który potrafi powiedzieć spie...j w taki sposób, że poczujesz dreszczyk emocji na myśl o czekającej cię wyprawie.
  • tt-tka 02.06.17, 21:28
    Stacie... co do meza, nie poradze :(
    Natomiast co do corki - sprobuj (wiele osob ma opory) poszukac niani niepelnosprawnej (nie w ciezkim stopniu oczywiscie), nawet na targach pracy czy w organizacjach aktywizujacych takie osoby. Zatrudnij legalnie, z ubezpieczeniem, urlopem, moze uda Ci sie dostac dofinansowanie z pefronu. Corka przywyknie, skoro w przedszkolu zostaje bez oporow.
    Druga opcja - poszukaj jako niani matki, ktora miala ciezko problemowe dziecko, a swoje juz odchowala. Do cudzego moze miec wiecej cierpliwosci, zwlaszcza ze swiadomoscia, ze po tych 6 czy ilu godzinach jest wolna.
    A kiedy juz oswoisz nianie i dziecko z niania, poszukaj pracy SOBIE. Takiej, jaka chcialas miec. Z czasem wroca marzenia, moze nawet mozliwosc zrealizowania niektorych ? :)
  • undoo 02.06.17, 23:21
    B rozumiem, ze ci ciezko i masz dosyc. Z mezem nie pomoge i nie poradze, moge jedynie napisac, ze nie calkiem ok jest jego zachowanie.

    Natomiast co do corki - bywaja takie 3-latki i czasem poza przeczekaniem nic i nikt nie pomoze. Szkoda tylko, ze maz sie zmywa do pracy i nie daje ci oddechu. Jednak przyjdzie czas na ciebie.
  • iziula1 02.06.17, 23:35
    Współczuję ci. Pamiętam twój wątek o pracy i córce.
    Potrafię zrozumieć twój stan chronicznego zmęczenia i przeładowania.
    Złość jest naturalnym stanem. Masz dość.
    Córka tego nie rozumie, to nie jej wina. Twoja zresztą też nie.

    Dużo Ci nie poradzę. Musicie z mężem jednak przekazywać sobie obowiązki około córkowe.
    Wiem, trudne.
    Moja córka po wyjeździe taty też miała okres "tyko mama", nie mogłam nawet skorzystać z łazienki bez niej. To nie jest ani słodkie ani uroczę - jest męczące.
    Po powrocie tatu kiedy córka nie chciała zrezygnować "z tylko mama" po prosty : nie wycierałam jej noska mówiąc idź do taty, dziś taty kolej. Trudno, były płaczę, bunty, obraza majestatu.
    Zmiany dla takich maluchów są czymś bardzo trudnym ale trzeba zacząć. Trzeba po prostu zacząć i wytrwać.

    Czy nie masz jakiejkolwiek możliwości wygospodarowania dla siebie godziny w ciągu dnia tylko dla siebie?
    Postaw sprawę jasno dla męża : albo ta godzina albo szaleństwo. i kombinujcie.




    --
    I była zgroza nagłych cisz! I była próżnia w całym niebie!
    A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie? B.L.
  • stacie_o 02.06.17, 23:49
    Dziękuję dziewczyny,
    ten wątek uświadomił mi jedno. Nie z córką mam problem, a z ojcem dzieci. Który swoje własne dziecko i mnie ma gdzieś.

    --
    Rozważają mnie takie stereotypy wielu męskich facetów jak Matthew McConaughey nosi długie włosy czy nosiło np. Colin Farell. Mój młody zapisz włosy na surfera no już takie miał ale Pani fryzjer mądry niepany przycial. bergamotka77
  • iziula1 03.06.17, 00:00
    stacie_o napisała:

    > Dziękuję dziewczyny,
    > ten wątek uświadomił mi jedno. Nie z córką mam problem, a z ojcem dzieci.


    Tak, to zdanie jest prawdziwe.

    Który
    > swoje własne dziecko i mnie ma gdzieś.
    >

    Nie postrzegaj tej sprawy w tak ostrych kategoriach bo utrudni ci to rozmowę i próbę szukania kompromisu.
    Może być tak,że mąż ucieka od problemów bo tak łatwiej. Wszyscy lubimy proste rozwiązania, często nie widzimy że to krzywdzi naszych bliskich.
    Spisz sobie na kartce argumenty, propozycje rozwiązania impasu, oczekiwania itp.
    Nie zaczynaj od " masz nas /mnie gdzieś..." bo zamykasz dyskusję. Stajesz wtedy na pozycji ofiary a mąż potwora. Nigdzie wtedy nie dojdziecie.

    Oczywiście, masz prawo czuć się źle, zaniedbana , wykorzystana, przemęczona.
    Najlepiej aby na czas rozmowy dzieci były w placówkach lub pod opieką kogoś innego.
    Trzymam kciuki.

    --
    "Nigdy nie powiedziałem, że nie jesteś dobry w tym, co robisz... Po prostu to, co robisz, jest bezwartościowe."
    by Sheldon Cooper
  • 3-mamuska 03.06.17, 11:22
    Co ci poradzić dziekco cie wyszkoliło ze walnie głowa o podłogę i juz bedzie tak jak chce.
    Pora to odkręcić. Nie w sposób oddać komuś ( z drugiej strony dziwisz sie ze nikt nie chce jej skoro jest cieżko)

    Powiedzieć mężowi ze jeśli chociaż jeden wieczor w tygodniu nie zajmie młoda to ty oszlejesz i uciekniesz albo popadniesz w obłęd albo zrobisz cos jej lub sobie.
    Odporne słowa ze ma to zrobic.
    Początki nie będą łatwe.
    Wiec o czym mowie tez mam chore dziekco i tez potrafiło 1.5 plakac
    Jeśli czegoś nie zrobisz to oszalejesz.

    Zacznij od tego ze bedziesz konsekwentna.

    Nauczyłaś córkę i meza dla świetego spokoju i No cóż ty musisz cos zmienić.
    Ja tez kiedys bylam tylko dla dziecka , ale przestałam bo wlasnie tak sie czułam, i niestety mąż ma racje. Trzeba zając sie corka a nie robic tak jak ona chce dla świetego spokoju.
    Zawalcz o siebie bo oszalejesz.
    Musisz nauczyć córkę ze matka to tez człowiek ze moze poleżeć z książka , a ty niestety musi włączyć ci sie zdrowy egoizm.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • jagodka_mare 03.06.17, 22:34
    Stacie_o, normalnie jesteś mną. Jakbym sama o swojej córce pisała. Ma 4 lata. Sytuacja identyczna. Sposobu na nią nie mam. Ż tym że ja już na lekach jestem z powodu nerwicy.
  • aguar 04.06.17, 13:35
    A nie bylibyście w stanie się utrzymać z pensji męża? Może też mama mogłaby trochę pomóc finansowo, skoro ma taką dobrą pracę i tak Ci współczuje? I wtedy, jak córka byłaby w żłobko-przedszkolu, miałabyś trochę czasu dla siebie
  • verdana 04.06.17, 14:03
    Odradzam. Facet, który nie czuje sie odpowiedzialny za życie rodzinne, który zwala na żonę zajmowanie się domem i dziećmi może stać sie tyranem, gdy okaże się, ze żona jest od niego w 100% zależna finansowo.
    Lepiej byłoby powiedzieć mężowi, ze ma dać pieniądze na opiekunkę do dziecka dwa razy w tygodniu. I trudno - zignorować płacz dziecka. Prawda jest taka, ze dziecko potrzebuje nie tylko matki, potrzebuje matki, która ma siłę sie nim zajmować i nie uważa opieki nad dziećmi za udrękę. A trudno nie uważać, skoro sie nie ma chwili dla siebie.
  • aguar 04.06.17, 14:09
    "może stać sie tyranem, gdy okaże się, ze żona jest od niego w 100% zależna finansowo"
    Może, ale nie musi, i tak go stale nie ma więc może nie miałby kiedy być tym tyranem, zależy, jaki typ. Autorka najlepiej wie. Jeszcze jest opcja, żeby poszła na zwolnienie od psychiatry, być może byłoby zasadne w jej stanie.
  • verdana 04.06.17, 14:18
    Na zwolnieniu nadal będzie miała cały czas dzieci i dom na głowie.
  • aguar 04.06.17, 14:22
    No ale będzie miała czas dla siebie jak córka będzie w żłobko-przedszkolu.
  • iziula1 04.06.17, 18:13
    aguar napisała:

    > No ale będzie miała czas dla siebie jak córka będzie w żłobko-przedszkolu.

    Niby tak, ale znowu cały ciężar tej organizacji czasu spada na autorkę. nie na męża.


    --
    Nie chcę więcej, twoje serce do życia wystarczy
    Twoje serce, co zagrzewa do walki o każdy dzień
    Twoje serce, które cierpi i kocha namiętnie,
    które bije coraz prędzej, goręcej...
  • tt-tka 04.06.17, 16:20
    aguar napisała:

    > "może stać sie tyranem, gdy okaże się, ze żona jest od niego w 100% zależna fin
    > ansowo"
    > Może, ale nie musi, i tak go stale nie ma więc może nie miałby kiedy być tym ty
    > ranem, zależy, jaki typ.

    Tyranem mozna byc zdalnie, zapewniam. Nawet bardzo mozna byc.

    >Autorka najlepiej wie.

    Nie wie. Maz tez nie wie, jakie cechy i zachowania moze objawic.

  • stacie_o 04.06.17, 18:18
    Odpowiem zbiorczo. Nie będę grała w grę tak ale, jedyne wyjście które widzę, to znalezienie lepszej pracy i przeznaczenie nadwyżki na popołudniową nianię. Miałam nadzieję, że córka dostanie się do państwowego przedszkola i też będę mogła przeznaczyć na opiekę, ale raczej szans nie mamy i zostaje prywatne.
    Ojciec nie zostanie z córka, nie ma opcji żebym wyszła i zostawiła ich samych bo jak wrócę będę miała do sprzątania wymioty, dziecko do uspokojenia i awanturę, że sobie wychowałam i urodziłam takie dziecko to mam.
    Przyznane mam zabezpieczenie alimentacyjne, dość wysokie, zastosowałam ten środek, bo znacznie rozmijaliśmy się w pojęciu co dzieciom niezbędne. Ojciec negował np szyny ortopedyczne dla starszego, albo masaże dla córki. Bo miliony dzieci nie mają i żyją.
    Byliśmy u psychologa, u terapeuty, nic z zaleceń nie było realizowane, typu 5 minut bez mamy tatuś z córeczka, bo po 3 minutach miałam ja z powrotem bo płacze.
    Ze starszym tez wszystko ja: baseny, sraseny, turnieje, wywiadówki, terapie, srapie.
    Nie widzę możliwości wykonywania mojego poprzedniego dochodowego zawodu. Stwierdzono mi depresje i nerwice lekowa. Wcześniej myślałam ze połączę wychowanie córki z przekwalifikowaniem się i jak córka pójdzie do szkoły zacznę robić to co chce. I nie mogę. Strasznie mnie to frustruje. Dokształcam się, ale tylko zdalne kursy, takie online. Na stacjonarne nie mam szans.

    --
    użytkowniczka edelstein o chorym dziecku: "Powinnas byc w dziec zna paniom,ze chca sie zajmowac tak Koszmarnym dzieckiem jak twoja corka."
  • verdana 04.06.17, 18:43
    Pytanie podstawowe - po co Ci facet, który jest złym ojcem, nie łoży na dzieci i nie dba o Twoje potrzeby?
  • stacie_o 05.06.17, 09:08
    Bo ja się boję. Boję się, że sobie nie poradzę finansowo. Już przy etapie zabezpieczenia sędzina powiedziała, że żądam zbyt dużo, obcięła o 1/3 i powiedziała, że przyznaje tak dużo tylko dlatego, że część idzie na konto utrzymania ojca jako wspólne.
    boję się, że jestem skazana na goonwo (excuze le mot) pracę do końca życia, przed urodzeniem córki, po latach starań (wreszcie) miałam fajną prace i dobrze płatną, Niestety, w ciąży się mnie pozbyli. Potem wypadłam trochę z runku i widzę, że jakiś powrót o ile będzie możliwy, to nie prędko.

    --
    Gratylukr inyeligentnego inaczej meza. U mnie za taki tejst dostalby po psyku. Zawsze tak mkwi o kobietach w tym o tobie? Co za geniusz.Wy Key niektórych matek mnie zaskakują ale Ty chyba pisałaś o nim i jego dziwnych zachowaniach więc wszystko możliwe. bergamotka77
  • verdana 05.06.17, 09:20
    Ok, świetnie to rozumiem. W tej chwili masz małe pole manewru. Radziłabym jednak planować przyszłość bez faceta. Oszczędzać, o ile się da, wymóc na nim zatrudnienie opiekunki i być może czas wykorzystać na dokształcanie. Poza tym jak dzieci trochę urosną, to będziesz mogła szukać lepszej pracy. Dramatyzm tej sytuacji polega na tym, ze moim zdaniem i tak zostaniesz sama, bo jesli mąż nie łoży na dzieci, to wcześniej czy później odejdzie - na dzieciach mu nie zależy, do Ciebie niewątpliwe ma żal. Lepiej zatem przygotować sie na taką sytuację o odejść na własnych warunkach.
  • pade 05.06.17, 09:26
    O co może mieć żal do Stacie?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • verdana 05.06.17, 09:31
    O pójście do sądu i alimenty.
  • tt-tka 05.06.17, 10:17
    A tez o to, ze dzieci chore/problemowe, ze ona przemeczona, ze domaga sie od niego nie wiadomo czego i wieccej, niz on moze i chce, o to, ze musi pracowac na wyjezdnem, a jak wraca do domu, to nawet spokojnie w nim odpoczac nie moze, prawda. I o tysiac sto innych rzeczy. Moze sie okazac, ze Stacie jest winna nawet temu, ze kolega w pracy meza lepiej sobie radzi albo krawat ma ladniejszy.
    A w ogole nie tak mialo byc i ktos musi byc winny. Stacie jest najblizej.
  • pade 05.06.17, 10:32
    No tak:/

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • stacie_o 05.06.17, 10:40
    O zabezpieczanie nie. Pretensje miał i ma, że nie może żyć tak jak chce. Że trzeba z dziećmi pracować i jeździć gdzieś tam, że nie ma ciepłego obiadu na czas ( bo żona Rafała robi tak, że zawsze zupa jest na 14), że Ania z synem nie spędza pół dnia nad książkami, a ma ów syn same 5, podczas gdy nasz ma czwórki czy trójki okupione ciężką pracą, że nie można mu kupić książki jak normalnemu człowiekowi, tylko musi być audiobook bo niedowidzi, że nie można spontanicznie pojechać na Mazury pożeglować jak Kuba z Krysią, bo nasza córka wymotuje w aucie, a wody (widoku otwartej) się boi. Że się postarzałam, że wstyd ze mną gdzieś iść, że podczas pikniku byłam w płaskim obuwiu i luźnych spodniach, że wszystkie inne w garsonkach i szpilkach a ja jak personel sprzątający.

    --
    lady-z-gaga: Szydło nosi swoje broszki jak order Lenina - nie przejmuje się, czy pasują, czy nie.
  • pade 05.06.17, 10:47
    Mam nadzieję, że mąż dostaje informację zwrotną?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • mozambique 06.06.17, 12:08
    garsonki i szpilki na pikniku to ewidentnie overdress

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • barbra25 06.06.17, 16:28
    mozambique napisała:

    > garsonki i szpilki na pikniku to ewidentnie overdress
    >
    Szpilki wbijają się gleboko w rozmiękłą glebę i są po takim pikniku usyfione...
  • mozambique 07.06.17, 10:17
    po prostu to raczej prowincjonalne myslenie o elegancji

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • tt-tka 07.06.17, 10:22
    Przeciez nie chodzi o kanony elegancji !, tylko o zachowanie meza. Powiedziec Stacie, ze postarzala sie i wyglada jak personel sprzatajacy w przeciwienstwie do kazdej innej zony obecnej na imprezie to jest kopanie lezacego. Swinstwo i tyle.
  • mozambique 07.06.17, 12:00
    jest
    i argumentem w stylu wujka Stefana mógłby byc wlasnie tekst o prowincjonalnych/zakompleksionych elegantkach pozujących na "Dynastię" .
    Płaskie buty i przewiewny styl casual jest jak najbardziej au courrant na pikniku :)

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • tt-tka 07.06.17, 12:03
    mozambique napisała:

    > jest
    > i argumentem w stylu wujka Stefana

    Rany. przeciez nie chodzi o to, zeby odpysknac, tylko ze takie uwagi bola.
    PS mistrzem cietej riposty byl wujek Staszek
  • mozambique 07.06.17, 13:23
    skoro bolą to trzeba odpysknąć

    tak wiem , ze to tutaj niepopularne, razcej popłakiwanie w kąciku i pisanie na forum

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • tt-tka 07.06.17, 14:29
    mozambique napisała:

    > skoro bolą to trzeba odpysknąć

    Bo od odpyskniecia przestanie bolec ?

    > tak wiem , ze to tutaj niepopularne, razcej popłakiwanie w kąciku i pisanie na
    > forum

    No jasne, bo wdawanie sie w pyskowke z dokuczliwym, stale krytykujacym i o wszystko obwiniajacym mezem swietnie poprawia samopoczucie. jestes w stanie przyjac do wiadomosci, ze nie kazdemu, ze sa ludzie lub sytuacje, gdy pyskowki doluja jeszcze bardziej ?
  • ola_dom 07.06.17, 14:35
    tt-tka napisała:

    > jestes w stanie przyjac do wiadomosci, ze nie kazdemu,
    > ze sa ludzie lub sytuacje, gdy pyskowki doluja jeszcze bardziej ?

    To jedno, ale najważniejsze w tym jest, że ani odpysknięcie ani nawet karczemna awantura nie zmieni faktu, że mąż nie szanuje i chyba nie lubi stacie. A o TO przede wszystkim chodzi - a nie o sam komentarz, bardziej lub mniej przykry.
    Tego mozambique zdaje się kompletnie nie rozumieć.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 3-mamuska 08.06.17, 00:30
    ola_dom napisała:

    > tt-tka napisała:
    >
    > > jestes w stanie przyjac do wiadomosci, ze nie kazdemu,
    > > ze sa ludzie lub sytuacje, gdy pyskowki doluja jeszcze bardziej ?
    >
    > To jedno, ale najważniejsze w tym jest, że ani odpysknięcie ani nawet karczemna
    > awantura nie zmieni faktu, że mąż nie szanuje i chyba nie lubi stacie. A o TO
    > przede wszystkim chodzi - a nie o sam komentarz, bardziej lub mniej przykry.
    > Tego mozambique zdaje się kompletnie nie rozumieć.
    >

    A ja mysle ze po prostu faceta wszytko przerasta.
    Nie nie bronie go ale ewidentne żona skupiła sie na dzieciach, zapominając ze jest żona, on nie moze byc ojcem dla chorych dzieci bo nie potrafi , chciałby normalności której nie otrzyma.

    Moz sprzyjałby mu sie terapia lub jej zeby obgadać sprawę meza.
    On tez ma prawo do "żałoby" i żalu wobec innego tacierzyństwa niz sie spodziewał.
    Moze nie moze sobie z tym poradzić.

    Ja wiem ze kobiecie cieżko ale jeśli chce utrzymać rodzine, to musi meza wciągać w zycie dzieci.
    Niekoniecznie terapie, ja słyszałam na szkoleniu dla rodziców ze rodzic ma przede wszyskim byc rodzicem kochać i uczyć życia, od terapi sa specjaliści.
    I tego sie trzymam.

    Moze powinna mama podpowiadać mężowi gdyż take w obliczu płaczącej corki, co działa na uspokojnie, ale tez samemu pracować zeby corka przestała byc jej cieniem.
    Mowić np. Id do tatusia niech ci pomoże bo mamusia teraz ma brudne rece, jest w toalecie , albo isc z cokrka i powiedzieć mężu otwórz mi to bo ja nie moge i daj małej.
    Niech corka zobaczy ze tez na tatę moze liczyć .
    A maza pochwalić o widzisz zostałeś bochaterem corki.
    Itp. Małymi kroczkami, wyprostować sytuacje w domu.
    Wymaga wysiłku maz nawet neu zauważy jak pozna swoje dzieci. I bedzie wiedział
    Co zrobic.

    Wiem bo mama syna z autyzmem i np. Mały potrafił 1.5 godziny plakac i tylko moje tulenie dawało ukojenie.
    Nie dziwie sie mężowi ze nie chce zostać z corka nic miłego zostać z płaczącym dzieckiem, i nie wiedziec co zrobic. Bo corka uzależniona jest od matki.

    Wytłumacz mężowi ze sytuacja sie nie poprawi jeśli nie bedzie uczyć sie bycia z dziećmi.
    Dlaczego maz nie moze kupic książki zwykłej dla dziecka kup mężu kochanie, i poczytaj stanowi. Opowiedz co widzisz na obrazku. Mozesz czemu nie. Małym dzieciom czyta sie do snu.
    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • miedzymorze 08.06.17, 22:30
    >A ja mysle ze po prostu faceta wszytko przerasta.
    >Nie nie bronie go ale ewidentne żona skupiła sie na dzieciach, zapominając ze jest żona,
    > on nie moze byc ojcem dla chorych dzieci bo nie potrafi , chciałby normalności której nie otrzyma.
    Co to znaczy 'nie może' ? On ojcem chorych dzieci JEST tylko zostawił żonę samą z problemem ich choroby

    >Ja wiem ze kobiecie cieżko ale jeśli chce utrzymać rodzine, to musi meza wciągać w zycie dzieci.
    Nic nie MUSI. Mąz jest rodzicem tak samo jak ona i jest odpowiedzialny za stworzenie relacji ze swoimi dziećmi

    >Moze powinna mama podpowiadać mężowi gdyż take w obliczu płaczącej corki, co działa na uspokojnie, ale tez samemu >pracować zeby corka przestała byc jej cieniem.
    Jak próbuje pracować to mąż po chamsku jej dowala że źle wychowała i nawet nie sprzątnie po córce.

    >Niech corka zobaczy ze tez na tatę moze liczyć .
    Niech tata ruszy dupsko i zacznie się interesować swoją córką, mama może sobie język wystrzępić do krwi od mówienia, jak tata będzie miał dziecko w nosie.

    >Bo corka uzależniona jest od matki.
    Jak tata się wypiął na dziecko to sam jest temu winien.

    Super rady dla kobiety podpierającej się nosem - niech jeszcze na dodatek do ogarniania dwójki wymagających dzieci weźmie sobie na barki dorosłego faceta i pretensjami i kroczek po kroczku zataszczy wszystkich do stacji Szczęśliwa Rodzinka. Co tam, najwyżej w trakcie padnie z wyczerpania.

    pozdr,
    mi

  • mozambique 08.06.17, 14:14
    rozumiem , rozumiem, tez mam "pyskatego" chłopa

    i dziwnym trafem im ja bylam cichsza tym on byl glosniejszy
    zmienilo sie gdy zaczelam otwierac buzie gwałtownei i glosno , a przede wszystkim szybciej niz on
    teraz jzu mysli co mysli ale wie ze nie oplaca sie mnie zaczepiac słownie, bo wystartuję jak buldożer i przejade sie po wszystkim co go dotyczy

    mąz zdolował forumke zde stara i brzydka a ona co ? w kaciku połykałą łzy

    a gdyby wsciekłą sie z punktu , wygarnela mu wiszacy brzuch , łysinę i marne umiejetnosci tu i ówdzie, zostawila dziecko na cały dzień a sama wybyła bez telefonu ?

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • ola_dom 08.06.17, 14:21
    mozambique napisała:

    > a gdyby wsciekłą sie z punktu , wygarnela mu wiszacy brzuch , łysinę i marne
    > umiejetnosci tu i ówdzie, zostawila dziecko na cały dzień a sama wybyła bez telefonu ?

    ... to na pewno nabraliby natychmiast wzajemnego szacunku i stali się dla siebie serdeczni i wspierający :D

    Widzisz - nie każdemu chodzi o to, żeby wygrać bitwę i wojnę. A w każdym razie - nie w związku, z tak zwanym partnerem.

    Bo forumka nie płacze cicho w kąciku, że usłyszała to i owo, tylko dlatego, że mąż - partner życiowy okazał się ch....em, a to, co od niego usłyszała, jest tylko tego przejawem. A nie przyczyną jej żalu.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • mozambique 08.06.17, 14:26
    nie nie staliby się

    ale MOże ( potwarzam MOZE) mąz przestałby sadystycznie i z luboscią upokarzac zonę
    osobniki pyskate dosc szybko rejeterują przed jeszcze wiekszymi pyskaczami

    są sytuacjei momenty w zyciu gdy w malzesnstwie wystarczy szacunek , i lojalnosc, naparwde nie jest potzrebny seks na żyrandolu 3 razy dziennie

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • ola_dom 08.06.17, 14:44
    mozambique napisała:

    > są sytuacjei momenty w zyciu gdy w malzesnstwie wystarczy szacunek , i lojalnosc,

    Pewnie wystarczy, co nie znaczy, że człowiekowi nie jest żal utraconych nadziei.
    Poza tym - można nie obrażać żony słowami, a zarazem nie mieć do niej szacunku i nie być lojalnym. I tego też żal, bo jak się wiążesz z kimś (z założenia) na całe życie - albo jego większość - to jest po prostu przykro, jeśli Twoje nadzieje zostały zawiedzione. I niewiele da się tutaj zrobić, obawiam się. Można "wygrać bitwę", ale to raczej z gatunku gorzkich zwycięstw.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • mozambique 08.06.17, 14:46
    owszem , nie wiem czy robione gdzies badania iel osób powiedzmy po 10 latach malzenswta jest zawiedzionych partnerem i zal mu utraconych nadziei ? 50%, 70%, 90%?

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • ola_dom 08.06.17, 14:51
    mozambique napisała:

    > owszem , nie wiem czy robione gdzies badania iel osób powiedzmy po 10 latach
    > malzenswta jest zawiedzionych partnerem i zal mu utraconych nadziei ? 50%, 70%, 90%?

    Ile by nie było tych procent - powód zawodu też ma znaczenie.
    Inaczej uwiera, kiedy partner zbrzydnie, albo nie zrobi oczekiwanej kariery,
    a inaczej, kiedy Cię poniża i ma satysfakcję z dosrywania.
    Choć zapewne dla każdego co innego ma większe znaczenie i każdego gdzie indziej boli.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • tt-tka 08.06.17, 16:02
    mozambique napisała:


    > są sytuacjei momenty w zyciu gdy w malzesnstwie wystarczy szacunek , i lojalnos
    > c, naparwde nie jest potzrebny seks na żyrandolu 3 razy dziennie
    >

    Stacie nie jest potrzebny seks na zyrandolu, tylko np mozliwosc zostawienia corki z ojcem na chocby godzine. Przed czym on sie bardzo skutecznie uchyla (nawet na piec minut nie dalo sie dziecka z nim zostawic) i nie wywalczy sie tego dosrywajac mu, nawet gdyby Stacie chciala i potrafila.
    Jej teraz najbardziej potrzebna jest pomoc - on ani pomocny, ani lojalny, ani szanujacy. I krzykiem mozna wymusic zamkniecie mezowi jadaczki (moze), ale szacunku ani lojalnosci nie wymusisz.
  • mozambique 08.06.17, 14:10
    nie kazdy lubi ale czasem mozna/trzeba/powinno sie / opłaca sie
    podobnie jak nie kazdy lubi dentyste a jednak co jakis czas chodzi bo trzeba

    akuart wiem ze ci dokuczliwi i stale krytykujacy są tacy bo mogą,
    dziwnym trafem kobiety -histeryczki, kobiety-kłotliwe, pyskujace, wrzaskliwe, jakos nie maja problemu z dogryzajacymi męzami, dziecmi, ciotkami czy tesciowymi. To im wszyscy schodzą z drogi i boja sie zaczepić bo mam/zona/szwagierka z pyskeim wyskoczy

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • ola_dom 08.06.17, 14:14
    mozambique napisała:

    > dziwnym trafem kobiety -histeryczki, kobiety-kłotliwe, pyskujace, wrzaskliwe,
    > jakos nie maja problemu z dogryzajacymi męzami, dziecmi, ciotkami czy tesciowymi.

    Tak, ale są też takie, które po prostu nie mają problemów z dogryzającym mężem - bo ich mąż NIE DOGRYZA. Mimo że ani nie wrzeszczą, nie histeryzują, ani się nie kłócą.
    O to chodzi. O to, że stacie jest przykro, że nie ma męża niedogryzającego za to wspierającego - choć mogłaby mieć, bo tacy istnieją.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • mozambique 08.06.17, 14:34
    no przykro jej
    i bedzie jej jeszce bardziej przykro bo SAMO to sie chyab nie zmieni

    zapewen wszystkie i tu jej radzicie natychmiastowy rozwód ?
    ja z kolei uwazam ze tearz sama , bez pracy, zdeprechą i z 2 niepelnosparwnych dzieci bedzie miala kanał a nie życie , i to si emoze różnie skonczyc
    w obecnej sytuacji najwazniejesze jest jej zabezepiczenie dobrostanu finansowego i jako-takei "wytreswoanie męża" w zakresie jego zachowań codziennych , cos w stylu " nie podobam ci się ? trudno, no to nie podobam ale nie waż sie nawet miauknąc do mnei na ten temat ( bo jak miaukniesz to sie dowiesz sporo o sobie samym itp itd) .
    Trudno , taki parszywy moment nastał w jej życiu ( i nie wiadomo jak sie skonczy) - obecnie nie najwazneijsze są uniesienia uczuciowe i "przeciez kiedys mnie kooochał " tylko normalne , akceptowalne warunki wzajemnej koegzystencji w jednym lokalu. Przynajmniej do jakiegos czasu .

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • pade 08.06.17, 15:08
    "zapewen wszystkie i tu jej radzicie natychmiastowy rozwód ?"
    wręcz przeciwnie:)

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • salsa.lover 08.06.17, 17:08
    ola_dom napisała:

    > Tak, ale są też takie, które po prostu nie mają problemów z dogryzającym mężem
    > - bo ich mąż NIE DOGRYZA. Mimo że ani nie wrzeszczą, nie histeryzują, ani się n
    > ie kłócą.

    Jasne, tyle że stacie takiego męża nie ma. Więc rady na zasadzie "mąż nie powinien dogryzać" na nic się nie zdają. bo nijak mają się do rzeczywistości.

    Mąż stacie DOGRYZA, i na nic tu życzeniowe myślenie, że on nie powinien jej dogryzać. Oczywiście, że nie powinien. Ale to robi. Więc ona ma dwa wyjścia, albo się z tym mężem rozwieść, albo próbować coś zmienić by hamować jego zapędy.
    I tu akurat zgadzam się z mozambiqe. Potulne znoszenie takich dogryzań, brak sprzeciwu tylko utwierdza agresora, że może to robić, jest na to przyzwolenie i możliwe, że będzie się posuwać coraz dalej.
  • ola_dom 08.06.17, 17:18
    salsa.lover napisała:

    > Jasne, tyle że stacie takiego męża nie ma. Więc rady na zasadzie "mąż nie powinien
    > dogryzać" na nic się nie zdają. bo nijak mają się do rzeczywistości.

    To nie była rada, niby jak miałaby coś pomóc?
    Starałam się wytłumaczyć mozambique, dlaczego stacie jest przykro, bo zdawała się kompletnie tego nie rozumieć. Tego, że nawet jak się odgryziesz (nie wiemy, czy stacie się nie odgryzła), to i tak może być Ci przykro.
    Siakoś mi się wydało, że to może mieć ciut sensu, jak spróbuję wyjaśnić :>

    > I tu akurat zgadzam się z mozambiqe. Potulne znoszenie takich dogryzań, brak
    > sprzeciwu tylko utwierdza agresora, że może to robić, jest na to przyzwolenie i
    > możliwe, że będzie się posuwać coraz dalej.

    Chyba nikt tutaj nie ma co do tego wątpliwości i nikt tego nikomu nie doradza, tyle że akurat ta gałąź wątku oparła się na czym innym.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • mozambique 09.06.17, 09:42
    alez nikt nie neguje ze zonei jest przykro

    no tylko co dalej z tym poczuciem ze jej przykro ? no nic
    ale mozna próbowac reagwoac tak , żeby męzowi nie chcialo sie juz robic jej akurat takich drobnych codziennych przykrosci

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • bacon_mark 08.06.17, 14:36
    O brawo! Ciekawe czy dla mężów takich kobiet też jest takie forum? Bo rozumiem, że tu obowiązują jakieś podwójne standardy?
  • aqua48 08.06.17, 15:05
    bacon_mark napisała:

    > O brawo! Ciekawe czy dla mężów takich kobiet też jest takie forum? Bo rozumiem,
    > że tu obowiązują jakieś podwójne standardy?

    Dla mężów nie kompletnie niewspierających, zostawiających żonom troskę o dwójkę niepełnosprawnych dzieci, nie biorących udziału w wychowaniu i uważających ich rehabilitację za "fanaberie"? A winą za zmęczenie, wypalenie i depresję żony obciążających ją samą? No, na pewno jest gdzieś Towarzystwo Wzajemnej Adoracji dla takich mężów. Ale nie tu.
  • pade 08.06.17, 15:08
    poszukaj sobie forum Bracia Samcy

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • bacon_mark 08.06.17, 19:10
    Chyba pomieszały się wpisy, moja odpowiedź miała być do tego posta mozambique :

    "dziwnym trafem kobiety -histeryczki, kobiety-kłotliwe, pyskujace, wrzaskliwe, jakos nie maja problemu z dogryzajacymi męzami, dziecmi, ciotkami czy tesciowymi. To im wszyscy schodzą z drogi i boja sie zaczepić bo mam/zona/szwagierka z pyskeim wyskoczy"
    A teraz przyporządkujmy powyższe cechy facetowi - która chciałaby mieć takiego męża ręka do góry. Ja - nie. Bo wychodzi na to, że kobiety, które nie wrzeszczą i nie histeryzują nie zasługują na szacunek i partnerów, których same mogą szanować, bez udowadniania im pyskówkami swojej "wyższości" czy "racji"
  • pade 05.06.17, 09:24
    "Potem wypadłam trochę z runku i widzę, że jakiś powrót o ile będzie możliwy, to nie prędko."
    Stacie, nie ma tylko jednego słusznego rozwiązania. Znajdzie się coś, albo sama coś założysz.
    Na dzień dzisiejszy zadbałabym o siebie na Twoim miejscu. Zwolnienie od lekarza, córa w przedszkolu, Ty odpoczywasz w ciszy.
    Rozumiem, że nie jest to dla Ciebie kusząca perspektywa, ale zobacz w jakim Ty stresie żyjesz od dawna. Ta depresja i zaburzenia lękowe nie wzięły się z niczego. Przepracowałabym tez na Twoim miejscu na terapii gniew na męża. Nie, żeby mu go nie okazywać, nie, po to, żeby go z siebie wywalić. Tłumiony gniew i żal ma paskudny wpływ na zdrowie.
    Twój strach o przyszłość jest zrozumiały, ale może póki masz zabezpieczenie finansowe po prostu z niego korzystaj? Odpocznij, zajmij się sobą, własnym hobby, nabierz sił, żeby później zmierzyć się z tym, co jest.
    Co do Twojego męża, to mam nadzieję, że po tekście "Ty ją urodziłaś i wychowałaś" powiedziałaś mu coś dosadnego na temat jego genów? Jakim trzeba być tchórzem, podłym, małym człowiekiem, żeby tak się zachowywać i mówić takie rzeczy o własnym dziecku...
    Ja bym się na Twoim miejscu zbuntowała i korzystałabym z tego, co mąż zarabia ile wlezie. W ramach rekompensaty.


    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • niutaki 04.06.17, 18:54
    a bierzesz leki na ta depresje?

    --
    Dyplomata - człowiek, który potrafi powiedzieć spie...j w taki sposób, że poczujesz dreszczyk emocji na myśl o czekającej cię wyprawie.
  • barbra25 05.06.17, 22:31
    A dlaczego wymioty masz sprzątać Ty? Nie za dużo tego wszystkiego na Tobie? Jak nie umie się ojciec zająć córką to chociaż niech sprzątnie może? Niech ugotuje a nie tylko ocenia i poniża porównując do innych.Tobie jest ciężko a on jeszcze dokopuje Ci że "inne kobiety" to czy tamto... A są takie które wcale nie gotują (ja)choć nie pracują. Nie wiem jak bardzo źle poczułas się po usłyszeniu, że takie dziecko urodzilaś ale ja z moją depresją i psychozą po takich slowach bym czuła się bardzo źle a seksu mąż szanowny by nie uświadczył przez rok. Jak to Ty urodzilaś "takie dziecko"a przy poczęciu go nie było?
  • asia_i_p 04.06.17, 19:18
    Stacie, depresyjnie to brzmi. Tak na szybko, co mi przychodzi do głowy (nie złość się, jeżeli to jest coś, co wypróbowałaś i nie działa).
    Jeżeli toleruje przedszkole - jakieś sobotnie zajęcia dzieciowe. Choćby godzinne, żebyś mogła w ich trakcie porobić coś, na czym ci zależy.
    Druga sprawa - to może być ta najciemniejsza godzina przed świtem. Ona intensywnie dojrzewa, więc się do ciebie przyssała, ale za moment się oderwie. Między trzylatkiem a czterolatkiem jest przepaść, za rok możesz już być prawie wolnym człowiekiem.

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • bacon_mark 05.06.17, 10:37
    Przepaliły Ci się bezpieczniki - to jasne - każdy ma swoją odporność, a wygląda na to, że Ty przeszłaś już naprawdę dużo.
    Co do męża to zastanów się czy on NAPRAWDĘ nie pomaga - finanse rozwiązują wiele problemów i znam, niestety, przykłady rodzin, gdzie matki zostały same z problematycznymi dziećmi i zdane tylko na siebie w kwestii finansowej. Być może on jest tak samo wkurzony na życie jak Ty - piszesz, że wyjeżdża na kontrakty - może po prostu nie widzi dla siebie innej perspektywy zawodowej, a jego praca może zapewnić Wam godny w miarę byt (rehabilitacja, przedszkole, nianie - to wszystko ogromne koszta i wkurzają mnie już forumowe rady jak to należy samej o siebie zadbać). Wiem, że tu chodzi też o słowa wypowiadane przez Twojego męża, ale w emocjach i frustracji mówi się różne rzeczy, niekoniecznie takie, z których jest się potem dumnym. Podstawą, jak zawsze jest rozmowa, ale też dobre nastawienie - z jakiś powodów związałaś się właśnie z tym mężczyzną i może Was oboje życie przytłacza - należy się zastanowić czy rozstanie/ konflikt z mężem Ci pomogą czy jeszcze bardziej zdołują?
    Jeśli chodzi o córkę to moja w tym wieku też była do mnie przyklejona, włącznie z histeriami przed zostawieniem jej w przedszkolu (Ciebie póki co to omija) - nic się jednak jej nie stało kiedy zostawała pod opieką innej osoby i z czasem przeszło. Miałam wrażenie, że im bardziej ja chcę ją zostawić tym większa była jej rozpacz. Pomysł z urlopem / L4 kiedy ona jest w przedszkolu to bardzo dobry pomysł - awaryjny, ale w tej chwili najlepszy. Czy Twoja rodzina wie, że masz taki poważny kryzys? Może po prostu widzą, że dajesz radę i zajęli się swoimi sprawami, ale będą Cię wspierać, jeśli ich o to poprosisz? To nie Twoja fanaberia, ale niezbędny zawór bezpieczeństwa? Nawet jeśli córka pohisteryzuje w momencie kiedy będzie musiała zostać z babcię to za chwilę jej przejdzie?
    Coś mi się wydaje, że jesteś naprawdę silną i "pochytaną" osobą - poradziłaś sobie z wieloma trudnościami i wszyscy widzą Cię właśnie jako taką.
  • stacie_o 05.06.17, 10:44
    Moja rodzina powtarza do znudzenia: jeszcze trochę i minie, pomógłbym ci, ale (wstaw dowolne), jak nie ty, to kto.
    Od kilku miesięcy powtarzam, że czuję, że kariery (yhyhy) już nie zrobię, że marzyłam o lepszej pracy, a boję się, że jej nie znajdę, że mam już te 34 lata i słyszę jakbyś chciała to byś znalazła, dla chcącego nic trudnego.
    mam ochotę wyć.

    --
    użytkowniczka edelstein o chorym dziecku: "Powinnas byc w dziec zna paniom,ze chca sie zajmowac tak Koszmarnym dzieckiem jak twoja corka."
  • pade 05.06.17, 10:51
    To nie rozmawiaj z ludźmi pozbawionymi empatii. Poszukaj takich (nawet na forum), którzy Cię zrozumieją i nie będą na Tobie wywierać presji - wyglądaj jak gwiazda, ulecz dzieci, rób karierę i mężowi obiadek podaj pod nos.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • bacon_mark 05.06.17, 11:03
    Aha - czyli nie możesz za bardzo na nich liczyć. Zostaje ta niania. Wiesz, czasem też czułam, że życie się już dla mnie kończy i spadają na mnie problemy, na które nie mam zupełnie wpływu i tylko muszę się z nimi ogarnąć, ale dziewczyno - masz 34 lata!! Wydaje mi się wręcz, że wtedy, kiedy byłam naprawdę słaba życie i bliscy tylko mi do tego dokładali (takie przysłowiowe kopanie leżącego, a przynajmniej ja to tak wtedy odbierałam). Jedyny sposób to samej się wzmocnić. Jeśli do tego wszystkiego dochodzą jeszcze ambicje zawodowe i frustracja z tym związana... hmm nie licz na super robotę jeśli nie poczujesz się silna. Głęboki wdech - będzie dobrze :) Może założysz swoją działalność? Nie ma tego złego - kombinujesz, ogarniasz sama trudne dzieci, szukasz sposobów, pomocy, chodzisz na terapię - jesteś kobietą czynu i do tego młodą, a kryzys w końcu minie.
  • mapt 05.06.17, 10:59
    A doczytałaś, że tam już jest sądowe zabezpieczenie potrzeb rodziny na pensji męża bo nie chciał dawać pieniędzy na rehabilitację dzieci? Więc sytuacja już dawno jest na ostrzu noża.
    Jeśli mąż jest tak zły na żonę i sytuację, jest niechętny córce która nie okazała się słodkim dziubdziusiem tanim w utrzymaniu to zapewne dziecko wyczuwa tą niechęć i agresję i przy nim wpada w jeszcze większą histerię. Niestety może być tak, że córka jest niejako ofiarą wojny rodziców między sobą. I reaguje adekwatnie do skali niechęci jaka jest między rodzicami. Juul pisał, że małe dzieci "współpracują" z rodzicami są jakby odbiorniko_przekaźnikami tego co rodzice im w emocjach dają. Tak dzieci reagują w domu jeśli rodzice oscylują między sobą wokoło emocjonalnej przemocy w domu.
  • mapt 05.06.17, 11:06
    A niestety stan autorki "na skraju depresji" nie pomaga w zmianie. Pomóc może odciążenie - dochodząca opiekunka na jeszcze przynajmniej rok-dwa.
  • bacon_mark 05.06.17, 14:08
    Tak, teraz doczytałam, że sprawy zaszły o kilka etapów dalej. Rzeczywiście chłop, który nie wspiera swojej kobiety w trudnej dla niej sytuacji, ale dokłada jeszcze krytykę i porównuje z innymi żyje chyba w jakiejś równoległej rzeczywistości i bynajmniej nie jest w żadnym stopniu partnerem, o którym także należy pomyśleć jako o przygniecionym życiem człowieku. Z tym, że IMO autorka w tej chwili nie będzie w stanie od niego odejść, ponieważ ma zbyt dużo na głowie i jest zbyt przytłoczona.
    Ja zastosowałabym na tu i teraz 2 środki natychmiastowego ratunku:
    1. Wspomniane już wolne - a córka do przedszkola - parę dni ładowania akumulatorów.
    2. Zasadę - im gorzej tym lepiej - chodzi o wygląd. Wiem, że to może głupie i płytkie, ale mnie zawsze pomagało w kryzysach - pomalowanie paznokci, przegląd szafy i ABSOLUTNE pozbycie się z niej rzeczy byle jakich, "wygodnych", rozciągniętych, codziennych, szarych. Fryzjer (można pójść z córką). Codzienne dbanie o dobre ubranie - dla siebie przede wszystkim. Nawet jeśli się wydaje, że nie masz siły - codzienna wieczorna gimnastyka (też można z dziećmi lub przy dzieciach) - już samo to podnosi endorfiny. Dobre odżywianie się - teraz czas temu sprzyja. To wszystko na początek. Na to masz wpływ i poczujesz się lepiej.
  • verdana 05.06.17, 22:19
    Dokładanie kobiecie, która i tak ledwo jest w stanie robić co to, co musi dodatkowych zajęć nie jest dobrą metodą. Owszem, warto aby starała sie robić to, co lubi. Niekoniecznie naprawdę musi to być dbanie o wygląd, o zdrowe gotowanie, obowiązkowa gimnastyka - to dalsze dokładanie roboty, kosztem absolutnych resztek czasu wolnego. Lubisz się ubierać? Ok, ale nie wszyscy lubią. Zdrowe gotowania - super, pod warunkiem, ze ma sie czas. Gimnastyka podnosi endorfiny tylko wtedy, gdy nie powoduje, ze do całodziennego fizycznego zmęczenia dokładasz cobie jeszcze jedno.
  • undoo 06.06.17, 00:42
    Calkowicie sie zgadzam. Dziewczyna potrzebuje takiego relaksu jak lubi najbardziej. A wyjscie do fryzjera z corka to extra stres. Nie ma co dokladac sobie, trzeba sie odciazac. Byc dobrym dla siebie.
    Stacie, sciskam i mam nadzieje, ze sie pouklada. B wspolczuje. B rozumiem!
  • bacon_mark 06.06.17, 10:25
    Nie chcę dokładać. Jednakowoż uważam, że autorka ostała postawiona przez życie/męża/okoliczności w sytuacji, na którą ma znikomy wpływ jeśli chodzi o możliwość jej zmiany - właściwie to na ten moment musi przetrwać. Ma jednak wpływ na drobiazgi, które mogą jednak poprawić jej samopoczucie. Nie każę jej przecież ćwiczyć, ale piszę, co mnie pomogło (a również jestem osobą po przejściach). Drobiazg do drobiazgu i powoli może być lepiej, bo zadziała biologia i chemia w mózgu. Z drugiej strony autorka pisze, że kiedyś dużo się udzielała, doszkalała się, itp. Przepraszam, ale pokażcie mi matkę dwójki dzieci, która żyje z nimi tak samo jak wcześniej - czas dla nikogo się nie rozciąga jak z gumy. Pokażcie mi samotną matkę dwójki problematycznych dzieci, która ma czas na własny rozwój. Autorka odwaliła kawał dobrej roboty dbając o te swoje dzieciaki i walcząc o rehabilitację - także z własnym mężem. A jeśli chodzi o przepracowanie żalu do męża (eufemizm, nie chcę przeklinać na forum) - to może trzy lata treningów karate by pomogły.
  • pade 06.06.17, 11:00
    "A jeśli chodzi o przepracowanie żalu do męża (eufemizm, nie chcę przeklinać na forum) - to może trzy lata treningów karate by pomogły"
    Lepsze wywalanie emocji na raty, choćby i trzy lata, niż wcale. Włosy nie wypadły bez przyczyny, o reszcie nie wspomnę.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • bacon_mark 06.06.17, 11:09
    Ja się tak wczytuję w te posty i zaczynam się zastanawiać czy mama autorki i jej rodzina tak naprawdę wiedzą co się dzieje z nią i u niej w domu. Przepraszam - dziecko WYMIOTUJE z nerwów, kiedy zostaje z ojcem, stacie MUSI to posprzątać i jeszcze słyszy, że URODZIŁA takie dziecko i to jej wina????? Ja się zastanawiam jak silna to musi być osoba, że to wszystko znosi. Jak dla mnie to alert najwyższego stopnia.
  • pade 06.06.17, 11:39
    Pewnie wiedzą, ale wygodniej im nie przyjmować do wiadomości.


    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • bacon_mark 06.06.17, 11:43
    Pytanie czy stacie im dobitnie o tym POWIEDZIAŁA czy jednak stwierdza, że sama się z tym upora.
  • mapt 06.06.17, 12:05
    Albo nie powiedziała, że jest aż tak źle, albo kiedyś chcieli pomagać ale zobaczyli, że Stacie woli kontynuować to co ma i nie wprowadza zmian które by długoterminowo pomogły, itd.
    Często obserwuję takie sytuacje, gdzie dwoje dorosłych małżonków ma kiepski związek, z górą problemów nawarstwionych, ale nie zamierzają się rozchodzić tylko oczekują że ktoś inny pomocnie dołączy, by znoszenie niszczącego układu było znośniejsze. Jeśli takie cyrki z mężem już były, to może rodzina Stacie się odsunęła bo uznała, że to co ma to jej wybór jest i wpływu nie mają. Czasem wytwarza się taka sytuacja, że widzisz, że coś jest źle ale nie da się do osoby dotrzeć, swoją postawą odrzuca pomoc, a doraźne kilka godzin nie rozwiąże głównego problemu.
  • pade 07.06.17, 11:08
    Jakich zmian nie wprowadza Stacie?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • milamala 08.06.17, 22:12
    Kobiecie tak zdolowanej potrzebny jest odpoczynek a nie bieganie po fryzjerach i kosmetyczkach. Dobry sen jest najwazniejszy.
  • mozambique 09.06.17, 09:33
    sen, pożądne posiłki , odpoczynek i relaks taki jej sparwia przyjmneosc, raczej nie podejrzewam zeby miala ochote wykanczac sie na siłowni ale moze basen, moze byczenei sie z ksiązką, moze ogladanie hurtem seriali w tv , niewazne - to co sparwi jej autentyczna przyjemnosc

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • mozambique 09.06.17, 09:33
    porządne :)

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • princy-mincy 06.06.17, 07:19
    Strasznie Ci wspolczuje, znam Twoje posty z emamy, urodzilas coreczke krótko przed narodzinami mojego synka.
    Wiele doraznie Ci nie pomoge, ale uważam, ze nie z dziećmi masz najwiekszy problem a z mezem.
    Moi znajomi maja ciezko chora corke (nie jest niepelnosprawna, ale wymaga specjalistycznej opieki) i oni sobie nawzajem bardzo pomagaja i sie wspierają. Maja jeszcze dwoje innych dzieci, wiec odpada argument ze jedynakiem latwiej sie zajac.


    --
    [img]http://lbym.lilypie.com/CdeFp2.png[/img][img]http://lb3m.lilypie.com/PdlYp1.png[/img]
  • glanaber 06.06.17, 11:23
    Stacie, tak jak dziewczyny napisały: problemem jest ojciec Twoich dzieci. Ty sama całą sytuację odbierałabyś inaczej, mając świadomość, że we dwójkę ciągniecie ten wózek. Nie twierdzę, że na 100 % nie przydarzyłaby Ci się depresja i nerwica, ale prawdopodobieństwo ich uniknięcia byłoby dużo wyższe, gdyby ten ciężar codzienności rozkładał się na 2 osoby. Potwierdza się teza, że tyle wiemy o sobie (i o innych), ile nas sprawdzono. Człowiek, który był uroczy, troskliwy, kochający, opiekuńczy, ... (wstaw dowolne), z którym świetnie się spędzało czas na rozrywkach, zmienia się w momencie pojawienia się obowiązków, zwłaszcza przykrych, żmudnych i uciążliwych. I w momencie, gdy trzeba zmierzyć się z problemami, może okazać się zwykłą szują. Faceci generalnie są leniwi i wygodniccy (tak, wiem, stereotyp i uogólnienie). Zauważ, jak często "przerasta" ich sytuacja choroby i niepełnosprawności w rodzinie, jak często zostawiają żonę/partnerkę w sytuacji, gdy pojawi się chore lub niepełnosprawne dziecko, jak często zostawiają żonę/partnerkę, gdy ona sama poważnie zachoruje.
    Czy Ty masz ślub z ojcem Twoich dzieci? Bo wydaje mi się, ze pisałaś kiedyś o nim "partner". Jest to o tyle istotne, że z wolnego związku łatwiej się partnerowi wymiksować. Ludzie łatwiej podejmują decyzję o odejściu, gdy nie wiąże się to z kosztowną, czaso- i energochłonną procedurą rozwodową. I musisz się z tym liczyć, że ten facet prawdopodobnie odejdzie. Dodatkowo, jeśli nie ma małżeństwa, nie ma też małżeńskiej wspólnoty majątkowej. Musisz jeszcze bardziej zadbać o zabezpieczenie finansowe Twoje i dzieci. Oczywiście nie chcę być złym prorokiem, może być tak, że on nagle przejrzy na oczy i wszystko się między Wami poukłada, ale - jak mówią - hope for the best, expect the worst.
  • nammkha 07.06.17, 10:31
    Napiszę kontrowersyjnie. Po pierwsze musisz dorosnąć bo wydajesz mi się strasznie dziecinna. A mianowicie masz depresję bo według Ciebie - masz już 34 lata i kariery nie zrobisz, masz dwoje chorych dzieci i męża, który Ci w niczym nie pomaga. Sytuacja jest trudna owszem, ale gdzieś tutaj brakuje mi Twojej dojrzałości. Akceptacji sytuacji takiej jaka jest! Trudno - mleko się już rozlało - najpierw znalazłaś złego partnera, potem urodziłaś pierwsze dziecko wymagające więcej opieki niż normalne. Już ta sytuacja musiała być ciężka. Wiem bo sama mam zdrowe małe dziecko i męża, który pomaga a i tak jestem wymęczona. Zdecydowałaś się na drugie dziecko! odważna decyzja - to również okazało się trudne w sensie zdrowotnym. Nie chcę tu oceniać twojego postępowania, ale chciałam tylko zauważyć, że jako dorosła osoba podjęłaś 3 decyzje, które mają wpływ na to jak wygląda obecnie Twoje życie. To ty podjęłaś te decyzje! Teraz z twojego postu odczytałam głównie, że masz pretensje do 3 letniej córeczki, że nie chce przebywać z nikim innym niż z Tobą i wydaje mi się to kuriozalne. Po pierwsze wg. psychologów 3 lata to wiek w którym dziecko dopiero dojrzewa do pójścia do przedszkola, natomiast Twoja córka zdążyła już zaliczyć żłobek i jakieś 2 opiekunki (podczas gdy dziecko potrzebuje stałości i przywiązuje się do opiekunów). Moim zdaniem sami jako rodzice przyczyniliście się do tego, że córce brak elementarnego poczucia bezpieczeństwa - zajmują się nią od 10 miesiąca życia obce osoby, a osoby na prawdę bliskie nie zajmują się lub robią to niechętnie. Tata nie ma ochoty, mama nie ma ochoty... Co z Twoją karierą zawodową? Rodząc dziecko należy liczyć się z tym, że na jakiś czas niestety kariera schodzi na dalszy plan. W przypadku urodzenia 2 chorych dzieci tym bardziej powinnaś to zaakceptować. Owszem ojciec powinien się dziećmi opiekować i z powodzeniem mógłby to robić nawet kosztem swojej kariery, ale wybrałaś typ faceta, który tego nie zrobi. Gdzieś tam kiedyś zadecydowałaś o Tym jak teraz to wszystko wygląda tylko chyba nie do końca świadomie podejmujesz w swoim życiu decyzje! Pierwszym krokiem do tego, aby poczuć się lepiej jest akceptacja błędnych decyzji i tego jak teraz jest. Nie zawsze ma się w życiu to czego się chce. Albo nie dokładnie w tym momencie, w którym się chce. Jeśli chcesz coś zmienić to zacznij podejmować właściwe kroki - marzysz o lepszym mężu, który zajmuje się dziećmi? Może rozwiedź się i poszukaj takiego? Albo postaw ultimatum temu którego masz? Marzysz o lepszej pracy? Poszukaj takiej! Marzysz o wyjściu raz na jakiś czas z domu? Może paradoksalnie zacznij spędzać z córką tyle czasu, aby poczuła się wreszcie bezpiecznie? Oczywiście najlepiej byłoby gdyby ojciec również chciał spędzać z nią jak najwięcej czasu, ale na niego nie masz wpływu. Możesz zacząć od siebie... Poszukaj dobrego psychoterapeuty, zacznij czytać książki o rozwoju emocjonalnym dzieci, bo tutaj zdaje się nie masz zbyt dużej wiedzy. Może poszukaj dobrego psychologa dziecięcego, który wyjaśni Ci jak postępować z córeczką i co się z nią dzieje? Poczytaj o lęku separacyjnym!

    --
    „Ludzie idą do nieba nie za opanowanie i kontrolę nad swoimi żądzami, lub też za ich brak, lecz w nagrodę, że pracowali nad ich zrozumieniem” (William Blake, Wizja sądu ostatecznego).
  • tt-tka 07.06.17, 10:53
    Wiesz co... mama nie ma sily, nie ochoty. Do reszty nawet sie nie odniose.
  • pade 07.06.17, 11:06
    Nie podoba mi się ta wypowiedź. Nie tylko dlatego, że lubię Stacie, ale dlatego, że wskazuje autorkę winną zaistniałej sytuacji.
    Czy biorąc ślub można przewidzieć jak zachowa się partner w trudnej sytuacji? Niekoniecznie. Chyba, że bierze się ten ślub mając już odchowane dzieci. Ludzie zmieniają się wraz z wiekiem i doświadczeniem. Zasada "widziały gały co brały" jest ślepa. Tzn. nieprawdziwa w powyższym przypadku. Bo, owszem, pewne zachowania, cechy charakteru są widoczne już na początku znajomości, ale co gdy są to cechy nic nie znaczące w kontekście późniejszej opieki nad dziećmi?
    To nieprawda, że trzeba wziąć na klatę odpowiedzialność za swoje -błędne- decyzje. Trzeba wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje. One na dany moment niekoniecznie były błędne. Były najlepsze z możliwych jakie można było podjąć zgodnie z własną wiedzą i doświadczeniem.
    Obwinianie się za błędy, "wybrałam takiego partnera, zdecydowałam się na drugie dziecko pomimo kłopotów zdrowotnych pierwszego", co tutaj sugerujesz, jest bezproduktywne i dołujące.
    Żeby zaakceptować sytuację trzeba ją najpierw zobaczyć. Całą, w kontekście i bez, z dystansu. Stacie, zdaje się, dopiero odkrywa, że ma problem nie z córką a z mężem. Czyli odkrywa kolejny kawałek układanki.
    To wymaga czasu i refleksji, a o to dość trudno przy wymagającym dziecku.
    "Moim zdaniem sami jako rodzice przyczyniliście się do tego, że córce brak elementarnego poczucia bezpieczeństwa - zajmują się nią od 10 miesiąca życia obce osoby, a osoby na prawdę bliskie nie zajmują się lub robią to niechętnie. Tata nie ma ochoty, mama nie ma ochoty..."
    Mama nie tyle, że nie ma ochoty zajmować się swoją córką. Mama nie ma siły. To jest różnica. Znowu obwiniasz.
    " Co z Twoją karierą zawodową? Rodząc dziecko należy liczyć się z tym, że na jakiś czas niestety kariera schodzi na dalszy plan. W przypadku urodzenia 2 chorych dzieci tym bardziej powinnaś to zaakceptować."
    Czyja kariera? Nie doprecyzowałaś. Powinnaś od razu napisać: kariera matki.
    "Owszem ojciec powinien się dziećmi opiekować i z powodzeniem mógłby to robić nawet kosztem swojej kariery, ale wybrałaś typ faceta, który tego nie zrobi. Gdzieś tam kiedyś zadecydowałaś o Tym jak teraz to wszystko wygląda tylko chyba nie do końca świadomie podejmujesz w swoim życiu decyzje! "
    Wiesz jak to brzmi? "Stacie, dlaczego nie jesteś jasnowidzką jak ja, dlaczego nie wybrałaś sobie takiego partnera jakiego ja wybrałam, dlaczego nie urodziłaś jednego zdrowego dziecka, jak ja? Ja podejmuję w życiu dobre decyzje, Ty błędne, uświadom sobie w końcu, że podejmujesz błędne decyzje życiowe!"
    Popatrz co zrobiłaś: oskarżyłaś matkę, która zrezygnowała z siebie dla swoich dzieci, zajęła się nimi w sposób genialny, a niechęć ojca do dzielenia odpowiedzialności za wychowanie dzieci pominęłaś milczeniem.
    Dalej piszesz podobne, ekhm fantazje: chcesz karierę - rób karierę, chcesz nowego męża (nowy nie będzie ojcem, ale ojczymem, jesli już) - szukaj takiego.
    Wiesz, mam wrażenie, że przedawkowałaś literaturę. Zwłaszcza tę, w której piszą, że wystarczy chcieć i całe życie się zmienia.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • verdana 07.06.17, 11:14
    No tak, podjęcie decyzji o urodzeniu dziecka, które okazuje się chore jest na pewno świadome. Co za idiotyzm. Poza tym bardzo trudno przewidzieć, jakim ojcem będzie partner i jak się będzie zachowywał 10 lat po ślubie. Oczywiście naganne jest też rodzenie kolejnego dziecka, gdy pierwsze było chore. Jam masz chore dziecko to jedynym słusznym wyborem jest zrezygnowanie z posiadania następnych. No i jaki idiotyzm - zarabianie na życie. Masz dzieci, to siedź w domu, pieniadze nieistotne, pieniadze spadają z nieba, jak ogólnie wiadomo. No i matka ma zajmować sie dzieckiem 24/24 przez kilka pierwszych lat - bzdura jakich mało. Ojciec za to nie musi, ojciec ma wybór, jak nie chce się zajmować dzieckiem, to jest to ewidentnie wina matki. Takich bzdur, w dodatku szkodliwych dawno nie czytałam.
  • pade 07.06.17, 11:21
    To było takie litościwe pochylenie się nad biedną, nieuświadomioną kobietą.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • verdana 07.06.17, 11:24
    Nie, to była eksplozja poczucia wyższości.
  • pade 07.06.17, 11:27
    Jedno wynika z drugiego. O tym "ja zadecydowałam lepiej niż Ty" napisałam wyżej.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • tt-tka 07.06.17, 11:27
    Nie, to bylo takie pelne wyzszosci "niedojrzala jestes, dojrzyj i doucz sie". W realu juz bym kopnela z polobrotu.
  • nammkha 07.06.17, 12:52
    Verdano - Pisząc o decyzjach miałam coś innego na myśli - może doprecyzuję. Mam męża i nie wiem jakim będzie ojcem, wiem natomiast jakim jest człowiekiem - decyduję się na bycie z nim i ponoszę tego konsekwencje lub nie decyduję się i też ponoszę konsekwencje. Autorka się zdecydowała, dalej - zdecydowali się na dziecko, dziecko urodziło się chore, a zatem obydwoje przeszli swoje było i jest ciężko, ale ponoszą konsekwencje swojej decyzji o chęci posiadania dzieci. Dalej Stacy mogła zdecydować - chcę jeszcze jedno dziecko lub nie oceniając to jaki jest mąż, jakie jest pierwsze dziecko i jakie ona sama ma wyobrażenia o swojej przyszłości. Zdecydowała/li się na kolejne dziecko. A zatem (jeśli oczywiście nie była to wpadka) to teraz ponoszą konsekwencje swoich decyzji. Już za późno na rozrywanie szat nad swoją karierą. Oczywiście można przeżyć jakąś tam "żałobę" w tej kwestii, ale trzeba dalej żyć!

    "Oczywiście naganne jest też rodzenie kolejnego dziecka, gdy pierwsze było chore. Jam masz chore dziecko to jedynym słusznym wyborem jest zrezygnowanie z posiadania następnych."

    Wiesz to są Twoje słowa. Ja nigdzie nie napisałam, że drugie dziecko to była zła decyzja. To był ich wybór i oni ponoszą konsekwencje, czyli to, że jest ciężko, nie ma czasu na siebie itp.

    "No i jaki idiotyzm - zarabianie na życie. Masz dzieci, to siedź w domu, pieniadze nieistotne, pieniadze spadają z nieba, jak ogólnie wiadomo. No i matka ma zajmować sie dzieckiem 24/24 przez kilka pierwszych lat - bzdura jakich mało. Ojciec za to nie musi, ojciec ma wybór, jak nie chce się zajmować dzieckiem, to jest to ewidentnie wina matki. "

    Nie napisałam, że matka musi zajmować się dzieckiem. Napisałam, że tak jest najlepiej przez okres pierwszych 3 lat dziecka. Tak jest po prostu najzdrowiej dla jego psychiki, poczucia bezpieczeństwa. Oczywiście nie zawsze jest to możliwe. Nie wiem jak było w tej sytuacji. Być może nie było to możliwe. Nie wiem. Ale zachowanie 3 latki, tego, że teraz nie chce zostawać z nikim innym niż z mamą może wynikać z tego, że poszło wcześnie do żłobka, były jeszcze jakieś opiekunki, do których dziecko się przywiązało, a teraz już ich nie ma. Jedyną stałą najbliższą (przy nieobecnym tacie) osobą jest dla tej dziewczynki mama i nie dziwi mnie to, że kiedy wraca z przedszkola to chce z nią przebywać. Nie napisałam też, że matka ma przebywać 24/24 z dzieckiem przez pierwsze kilka lat i że ojciec nie musi!! To są Twoje wymysły.

    --
    „Ludzie idą do nieba nie za opanowanie i kontrolę nad swoimi żądzami, lub też za ich brak, lecz w nagrodę, że pracowali nad ich zrozumieniem” (William Blake, Wizja sądu ostatecznego).
  • pade 07.06.17, 13:03
    Wiesz, akurat wpasowałaś się w to, co napisałam w wątku o przemocy.
    "To Twoja odpowiedzialność"
    "To Twoje decyzje"
    "Ty jesteś odpowiedzialna za swoje decyzje i ponosisz ich konsekwencje"
    Co daje stwierdzenie oczywistości? Czy autorka chce się wymigać od odpowiedzialności za dzieci? Tak jak mąż się wymigał? Jakie on ponosi konsekwencje swoich decyzji? Żona nie chce chodzić w szpilkach?
    Piszę to po to, żeby Ci pokazać, że to co napisałaś nie jest ani odkrywcze ani wspierające.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • nammkha 07.06.17, 13:12
    Co daje stwierdzenie oczywistości? Mi akurat dało. Zaakceptowałam to, że jestem w domu z dzieckiem i teraz kariery nie zrobię, ale nie ma co szat rwać. Można małymi kroczkami zmieniać coś w tej szarej rzeczywistości i żyć tu i teraz. Może brzmi to górnolotnie ale tak właśnie było.

    "Piszę to po to, żeby Ci pokazać, że to co napisałaś nie jest ani odkrywcze ani wspierające." Nie jestem terapeutą. Jestem tylko czytelniczką tego forum i wyrażam swoje zdanie.

    --
    „Ludzie idą do nieba nie za opanowanie i kontrolę nad swoimi żądzami, lub też za ich brak, lecz w nagrodę, że pracowali nad ich zrozumieniem” (William Blake, Wizja sądu ostatecznego).
  • pade 07.06.17, 13:28
    Ja się zgadzam z tym, ze akceptacja rzeczywistości daje swego rodzaju ulgę.
    Po prostu mam problem z Twoim postrzeganiem rzeczywistości Stacie.
    Widzisz ją wybiórczo, w stylu "poszukaj innego ojca dla dzieci, zmień pracę", pomijasz wyłysienie, zaburzenia lękowe, udział partnera w całej sytuacji; to, że ani córka ani syn! nie mają kontaktu z ojcem, itd., itd.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • nammkha 07.06.17, 13:58
    Pade nie pomijam. Wątek o ojcu już się wcześniej pojawił więc ie było sensu tego wspominać. Oczywistością jest natomiast to, że dziecku potrzebni są oboje rodzice. Partner, który uciekł w pracoholizm, ma wyłysiałą z nerwów żonę, nadaje się do tego, do czego napisałam - postawienia ultimatum (albo coś z tym robimy ratujemy, albo rozwód), albo do wymiany na innego.

    --
    „Ludzie idą do nieba nie za opanowanie i kontrolę nad swoimi żądzami, lub też za ich brak, lecz w nagrodę, że pracowali nad ich zrozumieniem” (William Blake, Wizja sądu ostatecznego).
  • aqua48 07.06.17, 14:20
    nammkha napisała:

    > Partner, który uciekł w pracoholizm, ma wyłysiałą z nerwów żonę, nadaje s
    > ię do tego, do czego napisałam - postawienia ultimatum (albo coś z tym robimy r
    > atujemy, albo rozwód), albo do wymiany na innego.

    Bo jak ogólnie wiadomo do znerwicowanych, wyłysiałych ze stresu kobiet z dwójką małych, problematycznych dzieci potrzebujących nieustannej rehabilitacji, kolejni partnerzy - empatyczni, dobrzy, dojrzali i skłonni do finansowania całej trójki, a zarazem poświęcania im tyle czasu ile potrzebują, ustawiają się w kolejce..Brać, wybierać, nie przebierać. Świetna rada, rodem z rzeczywistości równoległej?

  • verdana 07.06.17, 19:00
    Bardzo fajenie jest zaakceptować, ze ma się chore dzieci, zero czasu dla siebie i męża, który nawet dobrowolnie na dzieci nie łoży. Wystarczy sobie powiedzieć "To nic takiego" i od razu życie staje sie lepsze. Męża wymieniamy na takiego, co zaakceptuje dwoje chorych dzieci, na które musi łożyć, pracę wymieniamy na lepszą, nerwice zwalczamy pozytywnym myśleniem. Prawda, jakie to proste?
  • verdana 07.06.17, 18:57
    Przez trzy lata dzieci są tak skonstruowane, że też musza jeść. Ich rodzice także.
  • nammkha 07.06.17, 12:26
    "wskazuje autorkę winną zaistniałej sytuacji" - raczej takie podejście uświadamia, że jest ona aktywnym uczestnikiem a nie tylko pasywnym obserwatorem tego co jej się w życiu "przytrafia". Takie podejście jest zdrowe ponieważ uświadamia, że można własnymi czynami i decyzjami wpływać na poprawę jakości swojego życia.

    "Czy biorąc ślub można przewidzieć jak zachowa się partner w trudnej sytuacji?" Nie można - można natomiast zaobserwować jak zachowuje się w momentach kryzysowych, jak radzi sobie z trudnościami. A kiedy urodziło się pierwsze dziecko to pewnie jakieś przemyślenia na temat ojcostwa swojego partnera Stacy miała. Oczywiście mogło być tak, że ojciec odsunął się w pracoholizm dopiero po urodzeniu się drugiego dziecka. Tego nie wiemy.

    "To nieprawda, że trzeba wziąć na klatę odpowiedzialność za swoje -błędne- decyzje. Trzeba wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje. One na dany moment niekoniecznie były błędne. Były najlepsze z możliwych jakie można było podjąć zgodnie z własną wiedzą i doświadczeniem."

    Oczywiście zgadzam się tym.

    "Obwinianie się za błędy, "wybrałam takiego partnera, zdecydowałam się na drugie dziecko pomimo kłopotów zdrowotnych pierwszego", co tutaj sugerujesz, jest bezproduktywne i dołujące."

    Nie napisałam o obwinianiu się o decyzje. Nigdzie nie napisałam, że decyzje były błędne!!! (jedynie decyzja o żłobku dla takiego malucha). Napisałam tylko, że były jakie były i ich konsekwencją jest taka a nie inna sytuacja, którą trzeba zaakceptować.

    "Mama nie tyle, że nie ma ochoty zajmować się swoją córką. Mama nie ma siły." Nie ma siły owszem. Ale też nie ma ochoty na ten rodzaj macierzyństwa, który prowadzi do tego, że dziecko czuje się bezpieczne. Przecież sama napisała, że poszła do pracy aby odpocząć. Czegoś tu nie rozumiem. Moim zdaniem dzieci mają potrzebę przebywania z rodzicami, psychologowie wypowaiadają się, że dzieci do 3 roku życia najlepiej czuja się pod opieką rodzica, ewentualnie dziadka, sytuacja w której 3 latka nie chce, boi się zostać bez mamy nawet na godzinę nie jest chyba normą, chyba że przeżywa silny lęk separacyjny. Nie wiem jak jest w przypadku tej dziewczynki ale to co tu radzą niektóre osoby - czyli znajdź dobrą opiekunkę - dla dziecka, które wraca po pobycie z przedszkola, czyli dzieckiem defakto przez prawie cały dzień mają się zajmować obce osoby, na pewno nie doprowadzi do tego, że potrzeba przebywania z mamą się u tej dziewczynki zmniejszy, a raczej zwiększy i się znacząco.

    "Czyja kariera? Nie doprecyzowałaś. Powinnaś od razu napisać: kariera matki." Tak do wieku przedszkolnego cierpi z reguły kariera matki - a to dlatego, że tak to przygotowała natura dając kobiecie piersi pokarm dla dziecka. Można to ignorować, można z tym walczyć lub nie uznawać ale tak jest...

    "Owszem ojciec powinien się dziećmi opiekować i z powodzeniem mógłby to robić nawet kosztem swojej kariery, ale wybrałaś typ faceta, który tego nie zrobi. Gdzieś tam kiedyś zadecydowałaś o Tym jak teraz to wszystko wygląda tylko chyba nie do końca świadomie podejmujesz w swoim życiu decyzje! "
    Wiesz jak to brzmi? "Stacie, dlaczego nie jesteś jasnowidzką jak ja, dlaczego nie wybrałaś sobie takiego partnera jakiego ja wybrałam, dlaczego nie urodziłaś jednego zdrowego dziecka, jak ja? Ja podejmuję w życiu dobre decyzje, Ty błędne, uświadom sobie w końcu, że podejmujesz błędne decyzje życiowe!"

    To jest Twoja interpretacja Pade i Twoje słowa, których ja nigdy nie użyłam. Nigdzie nie napisałam, że mam lepszą sytuację niż Stacy, że wybrałam dobrego lub lepszego partnera, że podejmuję lepsze decyzje. Mam takiego partnera a nie innego, takie dziecko a nie inne. Stacy ma takiego partnera jakiego ma, takie dzieci jakie ma i ona sama jest taka a nie inna i względem tego powinna podejmować decyzje. Różnica między nami polega chyba tylko na tym, że ja się mniej więcej orientuję w tym jaka jestem, czego chcę, co mogę poświęcić i na jak długo, a także jaki jest mój partner i na co nas razem stać. Stacy może mieć to samo - świadomość swojego położenia, tego jakie decyzje i dlaczego podejmowała, świadomość tego że nie wszystko jest zależne od niej, ale jednak spora część jest!

    "Popatrz co zrobiłaś: oskarżyłaś matkę, która zrezygnowała z siebie dla swoich dzieci, zajęła się nimi w sposób genialny, a niechęć ojca do dzielenia odpowiedzialności za wychowanie dzieci pominęłaś milczeniem."

    Oczywiście, że zajęła się dziećmi, czy w sposób genialny? Pewnie w najlepszy sposób w jaki to było możliwe - jak każda matka. Nie pominęłam niechęci ojca do dzielenia odpowiedzialności. Facet zachował się paskudnie, ale co to wnosi, że będę go tutaj obsmarowywać. To Stacy tu jest osobą do której się zwracam, to ona może coś zmienić w sobie.

    "Dalej piszesz podobne, ekhm fantazje: chcesz karierę - rób karierę, chcesz nowego męża (nowy nie będzie ojcem, ale ojczymem, jesli już) - szukaj takiego."
    Fantazje??? Czy na prawdę uważasz, że próba zmiany swojego życia na lepsze jest niemożliwa? Jeśli codziennie chodzi do pracy, której nie lubi to chyba może spróbować poszukać takiej, którą polubi? Jeśli ten facet się nie sprawdza jako partner i ojciec to nie mów mi, że żaden się nie sprawdzi.

    "Wiesz, mam wrażenie, że przedawkowałaś literaturę. Zwłaszcza tę, w której piszą, że wystarczy chcieć i całe życie się zmienia." Akurat szczerze mówiąc nie czytam ostatnio literatury psychologicznej, właściwie wcale. Pisałam o własnych doświadczeniach i przemyśleniach. W życiu są rzeczy, na które mamy wpływ i na które nie mamy. Obydwie te strony trzeba akceptować i czerpać z nich. Owszem, uważam, że mamy wpływ na własne samopoczucie, okresy depresji, spadku nastroju są naturalne i nie trzeba z nimi walczyć ale traktować jako źródło wiedzy i kolejny krok na drodze do poznania samych siebie.

    Nie pisałam tego, aby dokopać Stacy, mam nadzieję, że tego tak nie odbierze. Napisałam to ponieważ chciałam pokazać inny punkt widzenia i chciałam unaocznić sytuację trzyletniego malucha, którego języka dorośli chyba do końca nie rozumieją. Trzylatka płacząca i wymiotująca po wyjściu mamy to nie histeria czy fanaberia - to dziecko przerażone, dziecko wołające o pomoc w swojej bezsilności. A my jako dorośli mamy obowiązek starać się mu pomóc.











    --
    „Ludzie idą do nieba nie za opanowanie i kontrolę nad swoimi żądzami, lub też za ich brak, lecz w nagrodę, że pracowali nad ich zrozumieniem” (William Blake, Wizja sądu ostatecznego).
  • pade 07.06.17, 12:57
    Napisałaś: trzeba zaakceptować błędne decyzje.
    Przeczytaj jeszcze raz swój post to znajdziesz to zdanie.
    Dalej, nie piszesz o mężu bo co to wnosi. Czytałaś ten wątek w ogóle? Akurat pisanie o mężu coś wniosło.
    A ta rada o szukaniu innego partnera...no wybacz. Albo czytasz pobieżnie, albo ciężko Ci się wczuć w sytuację autorki. I w sytuację dzieci.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • nammkha 07.06.17, 13:05
    Pade Apdate

    "Obwinianie się za błędy, "wybrałam takiego partnera, zdecydowałam się na drugie dziecko pomimo kłopotów zdrowotnych pierwszego", co tutaj sugerujesz, jest bezproduktywne i dołujące."

    Ok doczytałam - jednak napisałam o tych błędnych decyzjach. Masz rację, niektóre mogły się okazać błędne z perspektywy. Źle się wyraziłam. Wiadomo, że nie o wszystkim się wie jak się z kimś jest, nie wiadomo jak się życie potoczy, ale jednak trochę się partnera zna, wie się czym jest opieka nad dzieckiem i czasem decydujemy się być nawet z osobą trudną czy decydujemy się na dwoje chorych dzieci wiedząc że będzie nam z tym ciężko, ale takiego wyboru dokonujemy. To może być ulga kiedy się sobie uświadomi swoją sytuację i o to mi chodziło.

    --
    „Ludzie idą do nieba nie za opanowanie i kontrolę nad swoimi żądzami, lub też za ich brak, lecz w nagrodę, że pracowali nad ich zrozumieniem” (William Blake, Wizja sądu ostatecznego).
  • pade 07.06.17, 13:22
    Nie. Nie wie się z czym się wiąże opieka nawet nad dzieckiem zdrowym, a co dopiero takim z trudnościami, albo dwójką.
    Nie wie się tego zakładając związek. To wychodzi w praniu.
    Człowiek sam o sobie nie wie wielu rzeczy a co dopiero o partnerze.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • z_pokladu_idy 07.06.17, 23:55
    nammkha napisała:
    > Ok doczytałam - jednak napisałam o tych błędm. Wiadomo, że nie o w
    > szystkim się wie jak się z kimś jest, nie wiadomo jak się życie potoczy, ale je
    > dnak trochę się partnera zna, wie się czym jest opieka nad dzieckiem i czasem d
    > ecydujemy się być nawet z osobą trudną czy decydujemy się na dwoje chorych dzie
    > ci wiedząc że będzie nam z tym ciężko, ale takiego wyboru dokonujemy. To może b
    > yć ulga kiedy się sobie uświadomi swoją sytuację i o to mi chodziło.
    >

    Kobieto, jakie 'decydujemy się na dwoje chorych dzieci, wiedząc że będzie nam z tym ciężko, ale takiego wyboru dokonujemy?' Sugerujesz, że pewnego pięknego dnia postanowili, że oto teraz zrobią sobie chore dzieci, fakt - może być momentami trudno, ale te zdrowe dzieciaki są takie nudne...? I teraz autorka, nie mąż oczywiście, ponosi konsekwencje swojej lekkomyślności?
    Życie zagoniło autorkę w kozi róg, znikąd pomocy, najbliższy człowiek okazał się ostatnim patałachem. Tu pustosłowie o akceptacji sytuacji jest mocno nie na miejscu. Sytuacja jest nie do zaakceptowania.

    I nie da się nigdy poznać drugiego człowieka na tyle, żeby przewidzieć jego reakcje na kilka czy kilkanaście lat naprzód. Możesz się jeszcze w życiu nieźle zdziwić reakcjami bliskich na mocno stresującą sytuację, swoimi reakcjami zresztą też.
  • lusitania2 07.06.17, 11:52
    nammkha napisała:

    >Możesz zacząć od siebie... Poszukaj dobrego psychoterapeuty,

    przyjmij, że znalazła.
    Ma chodzić do niego z córką?
    A może ty, w ramach wszystkowiedzącegolepiej "dobrego serca" nią się w tym czasie zajmiesz, by stacie mogła się zająć sobą?


    --
    Szanowny Prezydencie!
    Błogosławione łono, które Ciebie nosiło, i piersi, które ssałeś.
  • nammkha 07.06.17, 12:35
    Lusitania2 Nie wiem na ile poważna jest jej sytuacja. Jeśli jest na krawędzi i jej zdrowie psychiczne jest już na skraju to oczywiste, że nawet kosztem zostawienia na tą godzinę córki powinna uczęszczać na terapię.

    --
    „Ludzie idą do nieba nie za opanowanie i kontrolę nad swoimi żądzami, lub też za ich brak, lecz w nagrodę, że pracowali nad ich zrozumieniem” (William Blake, Wizja sądu ostatecznego).
  • pade 07.06.17, 12:59
    Przecież pisze na ile poważna jest sytuacja. Owszem, może brakuje kwiecistych opisów jej stanu, są krótkie informacje, ale wystarczające, żeby zobaczyć, że dobrze nie jest.
    No i Stacie pisała o tym, że chodzi do psychologa. Nie wiem czy na terapię, czy dorywczo, ale szuka dla siebie pomocy.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • verdana 07.06.17, 19:03
    A tak. Powinna pamiętać, ze córce jest potrzebna matka do poczucia bezpieczeństwa i potem zostawić ją samą (mąż nie jest chętny do pomocy) i iść na terapię. Ostatecznie trzylatka, czy chore dziecko samo w domu na pare godzin no nie jest taki problem, prawda? Wystarczy chcieć. Nie może nikomu zostawić córki - to niech zostawi. Bardzo pomocna rada.
  • chloe30 09.06.17, 15:09
    ale, że co, że tę córkę ma zostawić samą w domu?????????


    --
    [url=http://www.glitter-graphics.com][img]http://dl3.glitter-graphics.net/pub/124/124973zv9l8g53sa.gif[/img][/url]
  • verdana 09.06.17, 21:08
    No, bo skoro ma chodzić na terapię, a wiadomo, ze córki nie może z nikim zostawić, to rada trochę od czapy.
  • asia_i_p 08.06.17, 13:55
    No i wszystko proste (facepalm).

    Nammkha, nie marnuj się tu na forum, weź się za konflikt w Syrii i pomóż UK z Brexitem. Na pewno dasz radę znaleźć jakieś proste rozwiązanie.

    --
    The conceptual penis [...], is exclusionary to disenfranchised communities based upon gender or reproductive identity [...] and is the conceptual driver behind much of climate change.
  • iaia80 07.06.17, 22:37
    Stacie- jesteś w bardzo trudnej sytuacji, dziewczyny napisały wiele przydatnych rzeczy, dlatego napiszę tylko to, co mogę, jeżeli chodzi o moje doświadczenia.
    Moja córka ma teraz lat naście ale była bardzo podobnym dzieckiem. Do dziś jej rozwój jest… hmm- nie-podręcznikowy. W okresie przedszkolnym również miała silny lęk przed rozstaniem z nami (u nas mąż aktywnie zajmował się dziećmi), np idąc po schodach z nią musiałam np. trzymać ją za rękę i dodatkowo stawać dokładnie na tym stopniu, co ona- nie mogłam jej wyprzedzić, ani zostać w tyle!
    Niestety minęło dopiero we wczesnych latach szkoły podstawowej. Dlatego nie dołączę do chóru mówiącego, że to zaraz minie- wcale nie musi! Mimo naprawdę trudnej codzienności radzę zawalczyć lepsze jutro w oparciu o to, co masz:
    - NIE MASZ PRACY MARZEŃ, ALE MASZ STABILNĄ SYTUACJĘ- MOŻESZ PÓJŚĆ NA ZWOLNIENIE. Twój stan odbija się na córce- to nie zarzut- po prostu dzieci- zwłaszcza te nadwrażliwe- to nasze lusterko. Zadbaj o swój odpoczynek - radzono Ci tutaj zwolnienie lekarskie. Odpocznij- chociaż przez jakiś czas. Aby móc zarysować jakiś plan działania, musisz mieć chwilę oddechu i odpocząć.
    - ZAROBKI MĘŻA POZWALAJĄ ZATRUDNIĆ OPIEKUNKĘ. Zastanowiłabym się, na ile przedszkole jest dobrym rozwiązaniem dla córki. Dla mojej nie było- to znaczy wiem o tym teraz. Moja córka chodziła bez protestu, miała koleżankę, nie sprawiała problemów- wręcz była super spokojna, natomiast po powrocie w domu było piekło! Dziś wiem, że moje dziecko w przedszkolu „znikało” chowało się w swój świat, nie integrując się z grupą- po prostu przeczekiwała, a potem odreagowywała w domu. Może wykorzystać okres wakacyjny na wypróbowanie opcji opiekunki zamiast przedszkola. Dla większości dzieci przedszkole to rewelacja ale nie dla wszystkich. Być może dla córki najlepszą opcją będzie relacja z jedną akceptowaną osobą, w domu, stały układ dnia itp. Przecież po roku można ponownie spróbować przedszkola- dziecko będzie już na innym etapie. Wiem, że opiekunki nie były akceptowane. Moja córka akceptowała tylko jedną opiekunkę- szukałam tak długo, póki nie znalazłam.

    Napiszę tylko jeszcze, że zachowanie i postawa Twojego męża wymyka się wszelkiej krytyce- JEST TRAGICZNA. I ma niemały wpływ na kondycję Was obu- i pewnie syna też. Bo niestety zamiast koncentrować się na i tak trudnej rzeczywistości, lawirujesz wokół rzeczywistości alternatywnej stworzonej przez męża : ty jesteś odpowiedzialna za to, że życie królewicza nie potoczyło się, jak na reklamie i facebukowych fotkach znajomych. I wydaje mi się, że nawet, gdyby Wasze dzieci były okazem zdrowia- słyszałabyś to samo- bo zdrowe dzieci też marudzą, rzucają się na ziemię, biją się w szkole, robią bałagan i nie chcą jeść obiadu, a na meczach, zamiast być chlubą tatusia beczą, bo kolega nie podał piłki…

    SŁOWEM- największym problemem jest mąż. To on tworzy obecnie rzeczywistość trudną do zniesienia dla ciebie i dzieci. I może być główna przyczyną Twojego i córki obecnego stanu.
  • bacon_mark 08.06.17, 19:22
    Najsmutniejsze jest to, że wszyscy tu gadu gadu a Stacie naprawdę zniknęła i nie pisze nic. No i co teraz poradzimy?
  • enith 08.06.17, 19:38
    Może zapieprza sama przy dwójce chorych dzieci i nie ma czasu na śledzenie wątku non stop? Nie wiem, tak się zastanawiam...
  • stacie_o 08.06.17, 20:50
    odpiszę. Każdy post czytam i analizuję, czasami coś wstukam i już mam dać wyślij ale myślę że to za mało, bo poważnie potraktowano mój problem i rzeczowa rozmowa się wywiązała.

    --
    użytkowniczka 18lipcowa3 o chorym dziecku: to cos tak pogardliwego jak na twoje dziecko ''dziecko'' a nie dziecko rosemary"
  • milamala 08.06.17, 22:01
    Stacie, problemowe dziecko wcale nie przestanie byc problemowe za pare miesiecy. To czasem trwa dluzej. Mozesz czekac jeszcze kolejne 3 lata na wieksza stabilizacje twojego dziecka. A potem i tak miec wieksze lub mniejsze problemy z dzieckiem przez cale zycie az do odchowania. Trzeba to zaakceptowac. Po prostu przeplakac stracone wymarzone macierzynstwo i zbudowac nowe na tym co masz. A Twoja corka pewnie sie okaze mega fajna dziewczynka, choc wymagajaca i niestandartowa.
    Nie kop sie z koniem, bo kon i tak wygra. Zostaw narazie doksztalcanie czy kariere na boku. Jeszcze pare lat i w kryzysie wieku sredniego zrozumiesz, ze kariera to nie jest to co jest najwazniejsze w zyciu czlowieka. Teraz musisz wzglednie spokojnie przetrwac pierwsze lata zycia twojego dziecka, zanim stanie sie to latwiejsze.
    Dobrze Ci radza dziewczyny, stabilna praca jest teraz najlepsza rzecza jaka ci sie trafila na obecna chwile. Bez bolu i strachu idz na zwolnienie lekarskie. Odpocznij. W domu rob tylko minimum, tak abyscie nie obrosli w brodzie, a w wolne godziny (dziecko w przedszkolu) zaopiekuj sie soba, duzo odpoczywaj, potraktuj siebie tak jakbys potraktowala swoja najlepsza przyjaciolke w kryzysie-poslalabys ja z ksiazka do lozka, sama to rob jak najczesciej, rozpieszczaj sie.
    Tez wydaje mi sie, ze nadwrazliwa 3 latka w przedszkolu to troche za wczesnie, ale skoro juz poszla i jest w miare dobrze, to tego bym juz nie zmieniala. Bo szukanie wlasciwej opiekunki to kolejne korowody, a tak na prawde jedyne co wam potrzeba to stabilizacji. Dziecko tez potrzebuje stabilizacji.
    Przekonaj meza do terapii malzenskiej. Jego zachowanie powinno sie zmienic, tego nie da sie akceptowac, zeby tak traktowal matke swoich dzieci, zeby ciebie oskarzal o zle wychowywanie, podczas gdy sam unika tego obowiazku. Ktos musi mu to dobitnie uswiadomic. Tlumacz mu, komunikuj swoje potrzeby, wyjasniaj, ze za corke oboje jestescie w takim samym stopniu odpowiedzialni, i jesli waza, ze corka jest zle wychowana, to ona najbardziej jest za to odpowiedzialny, bo jej w ogole nie wychowuje, ze swojego wyboru. Wielu ludzie nie jest w stanie rozumiec, ze sa dzieci trudniejsze do odchowania niz przecietne, i gotowi sa zwalac wine na rodzica (matka to najwdzieczniejszy chlopiec do bicia, bo to ona wychowuje najczesciej), tak ze rodzic sam zaczyna wierzyc w swoja wine.
    Trzeba sobie i mezowi uswiadomic, ze po prostu dziecko tak ma , nie jest to twoja wina, ani twoja jedyna odpowiedzialnosc. Dziecko jest trudne, i sama po prostu nie podolasz. Musi sie zaangazowac jesli ma jakies resztki uczuc do rodziny i nie chce jej zostawic.
    Bezwzlednie domagaj sie szacunku dla siebie. Nie ma prawa tak ci dogryzac. Tu bym sie nawet z mozambiq zgodzila. czasem mozna odpysknac paroma "czulymi"slowkami zeby mezem troche zatrzasnelo.
  • pade 08.06.17, 22:06
    Podpisuję się pod każdym słowem!

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • bacon_mark 09.06.17, 11:57
    Tyle żeby odpysknąć trzeba mieć trochę siły czyli powrót do punktu wyjścia- starcie musi zadbać o siebie- od prawidłowego odżywiania i snu począwszy.
    Dwójka słabych dorosłych- jedną sfrustrowana i osłabiona, drugi niedojrzały i pełen pretensji - to nie wróży udanego życia rodzinnego. Na pewno taka postawa rodziców bardzo wpływa na zachowanie dzieci, w końcu to one potrzebują wsparcia dorosłych. Myślę, że kiedy starcie poczuje się lepiej i silniejsza sprawy zaczną się układać. Dobrze że jest psycholog.
  • stacie_o 09.06.17, 10:16
    odpowiadam zbiorczo, dziękuję dziewczyny za wpisy. Wszystkei uwaznie czytam.
    - ojciec dzieciom był dobrym ojcem, w zasadzie do urodzenia córki. Zajmował się synem , jeżdził po poradaniach sradniach ze mną solidarnie, nieraz sam, skąd mogłam wiedzieć, że potem będzie inaczej? Z syna też się zaczął powoli wycofywać, jak wyszło że sobie w szkole nie radzi sobie bez wsparcia.
    - oczywiście, że mówiłam, że potrzebuję pomocy. Nie będę się rozpisywać, ale gdy najbardziej potrzebna była mi osoba, która popilnuje dzieci i ja będę mogła się wyspać, to nikt nie był chętny, ale dostawał zylion rad, że może źle jem i mała ma wzdęcia, albo siostra wpadała, obiecała, że zostanie, ale przy progu już krzyczała, że jednak nie, bo coś jej wypadło, ale mam tutaj, o! grająco-świecący pchacz dla córki, może się sama zajmie. Nie muszę dodawać, że moja córka bała się i boi świecących i grających zabawek jak diabeł święconej wody.
    - ale oddając sprawiedliwość moje rodzeństwo nie ma dzieci (żadne) i nie wie jak się z nimi obchodzić, więc może to jest powód? Choć synem się zajmowali bdb i do dziś go biorą na weekendy, na wycieczki, czy coś. Małej nie chce nikt. Co sprawia mi przykrość. Wszyscy za to się prześcigają w mówieniu i deklarowaniu dobrych chęci na zasadzie "pomógłbym ci, ale ..." dlatego zabroniłam im tak mówić, bo jak słyszałam, "ale ona płacze jak ciebie nie ma" to wpędzało mnie to w poczucie winy.
    - rada wyjdź do kosmetyczki, czy do fryzjera jest bez sęsu :) bo nawet jak mogłam tot am nie chodziłam za często, bo nie lubię, ot taka natura. Inne rzeczy sprawiały mi radość.
    - decyzje o pójściu córki do żłobko-przedszkola była gruntowanie przemyślana i szczerze, nie żałuję. Dobrze się tam córka zaaklimatyzowała, miała wsparcie psychologa, terapeuty, na znaki, że coś złego się dzieje byłam gotowa ją zabrać natychmiast. Ale nie trzeba było. Z dziećmi się dobrze dogaduje, ma swoje koleżanki, rozśpiewała się, codziennie dostaje rysunek dla mamy i tylko dla mamy. Pani bardzo lubi, dlatego się zastanawiam, gdzie jest błąd, skoro obce (niespokrewnione) osoby są w stanie zająć się córką. Chyba już wiem gdzie: w chęciach.
    - Dlaczego ja sprzątam wymioty: może dlatego, że nikt ich nie sprzątnie, jeśli ja tego nie zrobię? Ojciec się zamknie w pokoju, że ma ważną videokonferencję, a dzieci zostaną same, syn mi wyśle smsa mamo wracaj? A jak nawet się nie zamknie w pokoju ojciec, to zadzwoni 16 razy i wyśle 20 smsów, że mam wracać, bo on musi pracować, odpocząć, a się nie da.
    - niania nie opuściła całkiem dziecka, wpada do nas, na tyle ile czas jej pozwoli.
    - miałam nadzieję, że córka się dostanie do państwowego przedszkola integracyjnego i różnicę w czesnym będę mogła przeznaczyć na kogoś kto mi pomorze ogarniać ten bałagan, ale się dowiedziałam, że córki nie przyjęto no i muszę znaleźć plan b lub nawet c.
    - ja już wiem, że raczej ceo w majkrosofcie nie zostanę, przed urodzeniem córki miałam po wielu latach pracę w korpo, była jaka była, ale dobrze płatna, ale widzę, że nie mam tam powrotu, bo zaspałam zmiany i rynek poszedł w innym kierunku, szczerze, nie bardzo widzę możliwość powrotu do zawodu w obecnej jak i przyszłej kondycji psychicznej, trzeba być osobą ekspresywną, żywiołową i optymistyczną, a u mnie pogłębił się introwertyzm i chęć do pracowania samodzielnie, a nie z ludźmi. Myślałam, żeby się przebranżowić, ale nie mam jak.

    To tyle.





    --
    użytkowniczka 18lipcowa3 o chorym dziecku: to cos tak pogardliwego jak na twoje dziecko ''dziecko'' a nie dziecko rosemary"
  • pade 09.06.17, 10:24
    Stacie, z tym państwowym przedszkolem to już definitywnie? Może da się jakichś dojść poszukać? Przejść się raz jeszcze, porozmawiać z dyrektorką?
    Druga kwestia, z ematki wnioskuję, że miejsce zamieszkania jest nie ok, bo tracisz dużo czasu na dojazdy. Myślałaś o zmianie?


    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • stacie_o 09.06.17, 10:27
    Złożyłam już dawno odwołanie, ale jak to bywa z przedszkolami liczba chętnych większa niż miejsc. W integracyjnych nawet 3 razy.
    O zmianie myślałam, zobaczymy co się da zrobić.

    --
    lady-z-gaga: Szydło nosi swoje broszki jak order Lenina - nie przejmuje się, czy pasują, czy nie.
  • pade 09.06.17, 10:30
    Ja bym się przeszła porozmawiać w cztery oczy.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • tt-tka 09.06.17, 10:37
    Stacie, Ty i tak dokonalas cudu - corka miala nie chodzic, a chodzi, miala nie mowic, a mowi i to jest Twoja zasluga, wynik Twojej pracy ! Rezultat imponujacy.
    Nie wiem, w jakiej branzy i gdzie pracujesz, wiec trudno cos doradzic... zdarzaly sie osoby calkiem zmieniajace zawod, specjalnosc, wszystko. No ale to nie awsze mozliwe, wiem.
    Sprobuj sie zorientowac, jakie mialabys szanse na dofinansowanie z funduszu, gdybys zatrudnila osobe niepelnosprawna (nawet gdyby etat mial byc lewy, nie niania, a asystentka czy ktokolwiek inny) - wiele takich osob ma chec do pracy, mozliwosci, potencjal, tylko ofert nie ma. Kogos, kto z Twoimi dziecmi oglby posiedziec, poczytac, porysowac, dajac Ci moznosc walniecia sie i przespania choc kilku godzin dwa razy w tygodniu.
    O mezu nie bede pisac - moze tylko, gdy z czyms wyskakuje, przypominaj mu - konsekwentnie i kazdorazowo - ze OBOJE jestescie rodzicami problemowych dzieci. I ze zupa bedzie na stole o 14.00, jak on ja ugotuje i postawi, bo Ty w tym czasie zajmujesz sie WASZYMI dziecmi, w przeciwienstwie do niego.
  • stacie_o 09.06.17, 10:26
    A i najważniejsze: i syna i córkę bardzo kocham. Syn jest tak różny ode mnie i od wszystkich znanych mi osób, że codziennie wprawia mnie w osłupienie i uwielbiam obserwować jak rośnie na mam nadzieję, mądrego i dobrego młodzieńca. Córka za to wniosła w moje życie radość (tak, tak) i uruchomiła takie pokłady miłości, o których w życiu bym nie powiedziała, że noszę w sobie.

    --
    Rozważają mnie takie stereotypy wielu męskich facetów jak Matthew McConaughey nosi długie włosy czy nosiło np. Colin Farell. Mój młody zapisz włosy na surfera no już takie miał ale Pani fryzjer mądry niepany przycial. bergamotka77
  • pade 09.06.17, 10:29
    Nikt w to nie wątpi.
    Twardzielko:)

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • aqua48 09.06.17, 11:20
    Ja bym wychodząc z domu i zostawiając dzieci ojcu na Twoim miejscu po prostu wyłączała telefon. Konsekwentnie. Wiem, że może Ci się to wydać okrutne wobec dzieci, ale tak naprawdę to jedyne wyjście aby mąż nie "wisiał" na Tobie, tylko musiał sam podejmować decyzje wychowawcze i ponosić ich konsekwencje. A sprzątnięcie ewentualnych wymiotów po córce też jednak zostawiłabym jemu. Zostawi? No to zostawi. Będą tak leżeć nawet trzy dni. Wybacz, ale to jedyny sposób na migającego się od wszystkiego faceta. Wideokonferencja i prawo od odpoczynku...Pfff...
    A z innej strony - nie licz na to, że rodzina będzie z Twoją córką zostawać - oni nie tyle nie chcą ile nie wiedzą kompletnie jak z nią postępować i boją się, być może nawet tego że córce pod ich opieką stanie się jakaś krzywda. Ty też powinnaś szukać rozwiązań jak z nią postępować kiedy zapowietrza się z płaczu, albo wali głową w ścianę - bo córka na razie wie doskonale, że takie wymuszanie prowadzi do osiągnięcia przez nią celu i warto jak najszybciej ją takich zachowań oduczyć, a nauczyć panowania nad sobą i swoimi emocjami. tu przydałby się Wam bardzo rozsądny psycholog mogący podpowiedzieć jak reagować i przede wszystkim wyciszać córkę. Na razie to ona wychowuje swoją rodzinę, żeby spełniała jej oczekiwania i żądania, a powinno być odwrotnie. Jak widać po jej zachowaniu w przedszkolu da się to osiągnąć. Bo to nie tak, że w przedszkolu jest inne dziecko, ono tam ma jasno postawione granice.
  • pade 09.06.17, 11:31
    Sądzę Aqua, że dziecko wyczuwa, nie tyle na co może sobie przy kimś pozwolić (to pewnie też), ale przy kim może się czuć bezpiecznie. Przy ojcu nie czuje się bezpiecznie, bo go nie ma. Wcale się nie dziwię Stacie, że nie chce narażać i tak kruchej psychiki małej na kolejne stresy. I syna. Bo wychodzi na to, że to on musi sobie radzić z sytuacją, kiedy mamy nie ma.
    Sądzę, że wychodzenie bez telefonu jest mozliwe za jakiś rok. Do tego czasu odpoczynek Stacie (naucz się odpuszczać dziewczyno!) i terapia małżeńska.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • aqua48 09.06.17, 14:30
    pade napisała:

    > Sądzę Aqua, że dziecko wyczuwa, nie tyle na co może sobie przy kimś pozwolić (t
    > o pewnie też), ale przy kim może się czuć bezpiecznie. Przy ojcu nie czuje się
    > bezpiecznie, bo go nie ma. Wcale się nie dziwię Stacie, że nie chce narażać i t
    > ak kruchej psychiki małej na kolejne stresy.

    Wiesz ja akurat miałam okazję poobserwować z boku takie problematyczne dziecko z rozmaitymi deficytami. Jego zachowanie i postawę umęczonych rodziców. Dziecko też poza domem funkcjonowało normalnie, dopiero w domu rządziło jak chciało. A rodzice nie mieli siły mu się zdecydowanie przeciwstawić i postawić granic - bo ono przecież jest takie chore! bo jeszcze sobie coś zrobi. A mały diabeł doskonale to wykorzystywał i tak samo nikt z rodziny go nie chciał wziąć pod opiekę na dłużej ani na krócej bo takie cyrki wyczyniał. Tam i tu chyba też podstawą całej sytuacji prócz choroby dziecka był stały konflikt i kłótnie między rodzicami CO WŁAŚNIE powodowało brak poczucia bezpieczeństwa u dziecka. Matka nie tworzyła związku z ojcem tylko z dzieckiem. A dziecko wchodziło w rolę partnera i głównodowodzącego w domu, a jednocześnie kleju dla nieistniejącego de facto małżeństwa. To bardzo, bardzo niedobry schemat. Przede wszystkim dla dziecka. Dziecko musi wiedzieć KTO w domu rządzi, KTO nadaje ton i KTO ustala zasady.
    Dlatego radzę zabrać się za małżeństwo bo to co jest to nie jest małżeństwo więc mimo niewątpliwych (?) korzyści materialnych z takiego układu może warto jednak dla spokoju całej rodziny go zmienić. Nie mówię tu od razu o rozwodzie ale choćby o zmianie pracy męża pójściu na terapie małżeńską itp. Oraz za budowanie u córki większej samoświadomości, opanowania i ustalenie zasad. Np takich że mama też ma prawo do odpoczynku. Na początku nawet 5-7 minut z budzikiem podczas których dziecko zajmie się sobą samo. A matka będzie w innym pokoju/kuchni, choćby wpatrywała się w tym czasie w sufit. A potem pół godziny wspólnej intensywnej zabawy i jakiś czas - np 40 minut kiedy córka bawi się sama pod okiem matki i znowu robią coś razem. Dziecku należy się taki trening. I matce też. Bo inaczej sytuacja wcale się nie poprawi.
  • aqua48 09.06.17, 14:47
    Ciekawa też jestem jak autorka w praktyce reaguje na histerie córki - na te płacze do bezdechu, walenie głową w ścianę i wymioty?
    Moje całkowicie zdrowe dziecko też miało taki okres w życiu kiedy reakcją na jakiś zakaz lub niekomfortową dlań sytuację było rzucanie się na podłogę, walenie pięściami i kopanie albo ryk do bezdechu. Walić pozwalałam. Wychodziłam wtedy do drugiego pomieszczenia, mówiąc perfidnie - jak się już zmęczysz to przyjdź i mi powiedz że skończyłeś. A na ryk jak już widziałam, że zaczynają się duszności pomagało jedynie wzięcie siłą na kolana i bardzo mocne przytulenie do siebie z przytrzymaniem za ręce. I tak siedzieliśmy dopóki dziecko się nie opanowało, a szlochy nie zelżały, po czym spokojnie tłumaczyłam dlaczego na coś w tym momencie nie mogłam pozwolić, zgodzić się nie zrobię czegoś i odwracałam uwagę na to co teraz zrobimy. Nie było to łatwe i wymagało mojego opanowania, spokoju i zrozumienia, ale moje dziecko oduczyło się bardzo szybko takich zachowań.
    A nauczyłam się takich metod zajmując się dziewięciolatkiem którego byłam nianią i który też miał sposób reagowania na zakazy wymiotami. O czym zostałam lojalnie uprzedzona przez jego mamę. Przy pierwszej próbie kiedy mi zagroził, że jak mu na coś nie pozwolę to będzie wymiotował powiedziałam mu spokojnie że skoro to mu sprawi przyjemność to proszę bardzo, ale ja na przykład bardzo nie lubię wymiotować bo potem mam bardzo długo paskudny smak w ustach, śmierdzą mi ubrania i źle się z tym czuję. I jakoś nie zdecydował się. Jego mama była bardzo zdziwiona, że przy mnie nigdy nie wymiotował i okazał się całkiem fajnym normalnie posłusznym dzieckiem.
  • pade 09.06.17, 15:35
    Rozumiem, nie wiem co na ten temat myśli Stacie, w końcu ona wie najlepiej jak jest.
    Ja mając dziecko z problemami neurologicznymi pewnie starałabym się nie naruszać kruchej równowagi i ograniczać mu stres. Hmm, błędne koło.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • aqua48 09.06.17, 17:26
    pade napisała:

    > Ja mając dziecko z problemami neurologicznymi pewnie starałabym się nie narusza
    > ć kruchej równowagi i ograniczać mu stres.

    Wiesz trening do radzenia sobie ze stresem jest moim zdaniem lepszy dla dziecka na dłuższą metę. A w przypadku tak niestabilnego małżeństwa jakie ma Stacie o żadnej równowadze domowej nie ma mowy. A to się odbija na dziecku, nawet jeśli rodzice się przy nim nie kłócą ani nie dogryzają sobie w widoczny dla niego sposób. Dziecko z problemami jest jak najczulszy radar.
  • stacie_o 09.06.17, 15:47
    Jak sobie nie robi krzywdy to ma płakać w kąciku, ja jestem dyskretnie gdzieś obok. Jak przestanie rozmawiamy o co poszło. Jak robi sobie krzywdę, stosuję holding, trzymam mocno w uścisku, aż się spokoi. czasami minutę, czasem dwie, nie dłużej niż 10.

    --
    użytkowniczka edelstein o chorym dziecku: "Powinnas byc w dziec zna paniom,ze chca sie zajmowac tak Koszmarnym dzieckiem jak twoja corka."
  • aqua48 09.06.17, 17:28
    stacie_o napisała:

    > Jak sobie nie robi krzywdy to ma płakać w kąciku, ja jestem dyskretnie gdzieś o
    > bok. Jak przestanie rozmawiamy o co poszło. Jak robi sobie krzywdę, stosuję hol
    > ding, trzymam mocno w uścisku, aż się spokoi. czasami minutę, czasem dwie, nie
    > dłużej niż 10.

    No to powinno pomagać. W dłuższym okresie czasu pewnie niż u mnie, bo Twoja córka jest dzieckiem problematycznym. A macie z córką ustalone kiedy codziennie jesteś tylko dla niej, a kiedy ona ma Ci dać spokój i czas wolny, że tak powiem?

  • alba27 09.06.17, 20:56
    Przytulam, jesteś bardzo dzielona kobietą. Przede wszystkim nie myśl teraz o swojej karierze, zajmiesz się tym za rok-dwa. Ja jestem kilka lat starsza i dopiero planuję podyplomowe i zmianę pracy. Kochasz dzieci i dla nich Ty jesteś najważniejsza., dlatego musisz być zdrowa. Postaraj się znaleźć chwilę i iść do jakiegoś psychiatry/psychologa, bo się wykonczysz. A jak staniesz na nogi to oznajmił mężowi na początek że raz w tygodniu wychodzisz na dwie godziny i wyłączasz telefon. Idź gdziekolwiek, na spacer, do przyjaciółki, Do biblioteki. Moja córka chorował na przewlekły reflus. Jak tylko wychodziłam, zaczynała płakać i wymiotować. Też nie bardzo mogłam ją zostawić, ale na skraju depresji wiedziałam, że muszę.
  • barbra25 13.06.17, 11:21
    Bez wyjść do kosmetyczki czy fryzjera można się obejść ( ja daję radę - zależy co komu potrzebne). Jestem teraz w szpitalu. Moją trzylatką zajął się mąż ale po wielu wojnach, kłótniach i prerensjach. Przeprosił mnie, że rzucił bezsensownie "a to sobie umieraj na tego raka macicy". Całe szczęście w tym wszystkim, że poza zdrowiem psychicznym fizycznie dajesz radę. Gdyby tak jeszcze Tobie nie daj Boże... nawet nie powiem. Chciałbym dowiedzieć się czy oprócz rad na forum można jakoś jeszcze inaczej pomóc Ci? Z jakiego rejonu Polski jesteś?
  • stacie_o 13.06.17, 11:31
    barbra, przytulam, mam andzieje, że tylko tak powiedział. Brakuje mi wysłuchania i chciałabym przestać się bać.

    --
    użytkowniczka edelstein o chorym dziecku: "Powinnas byc w dziec zna paniom,ze chca sie zajmowac tak Koszmarnym dzieckiem jak twoja corka."
  • barbra25 13.06.17, 13:18
    Dziękuję. Gdy chcę przestać się bać zwiekszam dawkę psychotropa... Żadna to rada, więc przytulam także. Zdajesz się być osobą życzliwą i wytrzymalą. W Twojej sytuacji męża bym chyba ukatrupiła. Nie dość ze na co dzień go brak to jak jeszcze sie pojawi to tylko zdołuje. Kiedyś mojemu mężowi powiedziałam, że mi bez różnicy czy on jest czy go nie ma bo i tak czuję sie jakbym była sama ze wszystkim. No ale wreszcie się zajmuje dziećmi teraz.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.