Dodaj do ulubionych

małżeństwo nie wytrzymuje przez trudne 2 dziecko

25.06.17, 11:22
Razem jesteśmy 11 lat, mieszkamy od 5. Mamy dwójkę dzieci - 2lata i 3msc. Od czasu dzieci w ogóle jest trudniej, ale drugie wymagające dziecko totalnie przerwało naszą relację. W ogóle nie mamy czasu dla siebie. Młodsze trzeba prawie non stop nosić na rękach z powodu problemów z brzuszkiem, czasem z nami śpi. Starsze - żywy dwulatek, złote dziecko. Żal że przygląda się naszym kłótniom, choć mieliśmy przy nim nie robić awantur. Ogólnie mąż nie zauważa mnie w codziennym życiu, ale seksu by chciał. A ja kompletnie nie mam na to ochoty, bo albo zmęczenie albo córka na rękach, a nawet jak dzieci śpią to przez ten brak choćby zapytania 'co słychać ' jak przyjdzie do domu to na czułości nie ma ochoty, choć też mi tego brakuje. Mąż oschły, nie lubi gadać, nie zrobi w domu obecnie jak mu wyraźnie nie powiem co i jak. Dziećmi fajnie sie opiekuje, choć o młodszej mówił że jest dla niego karą i nie ma takiej więzi. W domu robi, ale tylko to co ma w swoich obowiązkach, nie wyjdzie z inicjatywą sprzatania, zorganizowania wakacji, czegokoliwek jak np drobny remont póki mu nie będę suszyć głowy. Raz nie wystarczy. Nie lubi jak mu przypomnę o czymś, nie lubi też jak ingeruję w to co robi. A ja jestem zwierzęciem stadnym, lubię obgadać, rozważyć za i przeciw, robić razem. Lubie też zaplanowane życie i ogarnięty dom. Nie znoszę obecnej surowości męża, kiedyś był bardzo wyluzowany, naprawdę był jak kumpel, interesował się i zmienił sie przez kilka lat jak mieszkamy. Nie pogada o byle czym, drobnych czułości nie okaże, kiedyś sie wrecz opędzał id nich. A teraz sam by ich chciał, a mnie na to nie stać przy tej oschłości. Mamy inne zainteresowania, ale to nie problem był póki sie na wzajem o nie pytaliśmy. Kłócimy sie jak tylko zwróce meżowi uwagę że coś bym chciala inaczej, albo dlaczego tak robi. On zawsze zrobi z tego awanturę. Sam z siebie nie pogada jak ma problem. Potrafi niestety rzucić we mnie(obok) szmatą, krzyczeć. Przekroczył już dawno moje granice. Ja od 2 lat w domu z dziećmi, mama mi pomaga i jest moim oknem na świat, z nią rozmawiam, ona ze mną ogarnia dom i dzieci. Wie o problemach. Na zewnatrz jesteśmy fajna rodzina.
Edytor zaawansowany
  • 25.06.17, 12:21
    Nie mogę się pogodzić z tytułem. PRZEZ 3 miesięczne dziecko?
    Rozumiem, że są trudne niemowlęta, sama takie miałam. Rozumiem, że gdy wrzaskun non stop ryczy można zwariować od samego hałasu. Ale problemy, które opisujesz nie mają nic wspólnego z dzieckiem. Raczej ze zmęczeniem, brakiem konstruktywnej rozmowy, brakiem życzliwości i wyrozumiałości.
    Radę mam jedną: porozmawiajcie.
    Jedna rozmowa na pewno nie uzdrowi sytuacji, ale będzie pierwszym krokiem ku lepszemu.
    Tylko najpierw przygotuj się do tej rozmowy odpowiednio i może poproś mamę, żeby zajęła się w tym czasie dziećmi, żebyście mieli czas i spokój.
    Rozmawiaj raczej w ten sposób:
    www.psychologlodz.info/komunikacja-z-partnerem/
    Jeśli zaczniesz od "bo Ty", możesz się spodziewać kontrataku a nie sensownej wymiany zdań.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 25.06.17, 13:50
    Widzę tu kilka problemów. Po pierwsze nie istnieje "trudne" trzymiesięczne dziecko. W tym wieku bardzo wiele dzieci wymaga od rodziców stałego niemal poświęcania im uwagi i to jest norma, a nie żadna trudność. Już widać podział na "trudną" córkę i "złote dziecko" - syna. Podział, który może zaburzyć życie rodzinne na długo.
    Dwa - rozumiem, ze nie chcesz seksu. Rozumiem też, że maż chce. Być moze czuje sie odtrącony - porozmawiałabym z nim, dlaczego tego seksu nie chcesz, bo w przypadku facetów to nie chodzi tylko o przespanie sie i przyjemność. Facet, który proponuje seks i spotyka się regularnie z odmową zaczyna czuć sie dokładnie tak, jak Ty nie słysząc żadnych miłych słów. Czyli lekceważony, niekochany i odsunięty. Podejrzewam tu brak komunikacji, żadne z Was nie rozumie, o co właściwie temu drugiemu chodzi.
    Trzy - fakt, ze mąż nie robi w domu nic więcej niż musi jest niefajny. To, ze rzuca i wrzeszczy jest bardzo niefajne. To niedobry znak
    Cztery - to, ze ty lubisz obgadać, planować i trzymać sie planu nie oznacza, ze maż musi też to lubić i ze to on musi dostosować sie do Ciebie, a nie Ty do niego - a właściwie, ze nie powinno byc tu jakiegoś kompromisu. Może się mylę, ale nie wynika, abyś była gotowa na kompromis akurat tutaj.

  • 25.06.17, 14:39
    Ostatnia rzecz, która mnie dziwi, to że nie chce Ci się seksu 3 miesiące po porodzie, mając do ogarnięcia niemowlę, które jest...normalne (a nie wyjątkowo spokojne) i dwulatka. Dwójka dzieci z tak małą różnicą wieku, to zawsze jest wyzwanie. Jeśli chcieliście tego oboje, nikt nikogo nie naciskał, uznaliście, że korzyści przeważają nad minusami, to teraz trzeba by się dostosować do sytuacji. Zwłaszcza mam na myśli pana. Ale Ty też trochę odpuść np. remont czy wakacje.
  • 25.06.17, 17:05
    Ależ mnie to też wcale nie dziwi. Ale to trzeba wytłumaczyć mężowi, a nie po prostu odmawiać. Poza tym sama nie wiem - nie w tej akurat sytuacji, bo tu pan nie zachowuje się elegancko, ale w innej - czy czasem nie warto zrobić czegoś bo ta druga osoba bardzo chce? Pod warunkiem, że sie nie czuje wstrętu, bo wtedy to inna sprawa.
  • 25.06.17, 17:45
    Szczerze mówiąc, to mam alergię na facetów, którzy ustawiają się w roli konkurenta dziecka czy dzieci o względy, czas, uwagę żony zamiast tworzyć z nią zespół równorzędnych opiekunów dzieci. Niespecjalnie podobają mi się rady, że pani ma w to "wchodzić" zamiast postawić pana do pionu.
    No chyba, że ta dwójka dzieci to była jej potrzeba/marzenie, a on był sceptyczny i jakoś go z trudem przekonała, obiecując, że pewne rzeczy się nie zmienią.
  • 25.06.17, 19:55
    Też rozumiem, że seks jest ważny i jemu bardzo potrzebny. Tylko znowu - już przechodziliśmy przez to przy pierwszym dziecku. Karmienie piersią obniża mi bardzo libido plus zaczęly sie problemy z suchością, w końcu jakoś się z tym uporaliśmy choć właściwie sama musiałam się uporać, zbadać, on nie pytał, nie wnikał, nie martwił się o mnie tylko ustawił w pozycji pokrzywdzonego. Ja mam zupełnie inne podejście. Jak widzę że minę ma z kategorii - coś mnie trapi to pytam, chce pogadac, staram sie spojrzec na to z innej strony. A on nie chce, odpycha, musi sam. Ode mnie oczekuje chyba tego samego. Jednocześnie widzę jak się interesuje przyjaciółmi, kolegami z pracy i jak potrafi z nimi rozmawiać. Jestem inaczej już traktowana, czasem jak wróg albo rywal. Nie wiem kiedy to się porobiło. I ten foch, niedojrzałe odzywki. Czasem mam poczucie, że to ja jestem tylko dorosła. Mam też świadomość, że musiałam popełnić błędy, a prawda leży gdzieś pośrodku. Tylko do porozumienia potrzeba rozmowy, empatii a nie focha lub traktowania drugiej osoby jak wroga.
    Cieszę się, że piszecie.
  • 28.06.17, 23:55
    Wiecie dziewczyny, moze byc "trudne"niemowle i wierzcie mi przecietny niemowlecy wrzaskun to nic. Mysle, ze to moze miec zw. z jakimis mikrouszkodzeniami w mozgu (to moja prywatna teoria) i bywaja takie dzieci i potrafia rodzicow na skraj wytrzymania doprowadzic.
  • 25.06.17, 16:27
    A jak u Was z podzialem obowiazkow domowych? Rozumiem, ze jest zmiana od kiedy nie pracujesz zawodowo. Maz wymiksowal sie z prac domowych od kiedy nie pracujesz? I w jakim zakresie i jak czesto pomaga Twoja mama? Finansowo tez? Twoja mama pomaga Tobie, czy Wam?
    Moze trzeba zatrudnic odplatna pomoc, zeby p.maz sie opamietal, ze krasnoludki nie ogarniaja domu pod jego nieobecnosc...
    Jesli problemu z kasa nie ma, to ja za organizacje odpoczynku wzielabym sie sama. Ale to ja;)
  • 25.06.17, 17:37
    Zbiorowo odpowiem i dzieki za chłodne spojrzenie na sytuacje.
    Co do tematu - coś chciałam wpisać. To mąż nie radzi sobie z młodą. Porównuje do synka (o dziwo nie pamieta już chyba jak to jest choć autentycznie synek nie miał takich dolegliwości), do dzieci znajomych które tyle nie płaczą. Ja sobie z tym umiem radzić - jestem dla dziecka, tulę, noszę, a ten czas przecież minie. Mąż jak nosi to zaraz się poddaje, że się zmęczył, a ona wciąz płacze i nie śpi. Czuję, że to jest powodem jego wielu frustracji, ale nie umie o tym mówić. Kocham moje dzieci jednakowo i przecież powinniśmy się wspierać, a on od trudnej córki ucieka. Zostałam z tym sama (no nie do końca bo w dzień jest moja mama). Nie na to się umawialiśmy. Trudna córka, wymagajaca nieustannego noszenia z powodu płaczu i bolu brzuszka, niewyspania, sprawia że padamy ze zmęczenia i nie ma czasu na rozmowy. Ja wiem, że to minie i mówię to głośno, nie chce sie dać poniesc emocjom ale sie nie udaje.
    Po drugie - co do kompromisów w kontekście spraw codziennych. Gdyby nie ja to nic by w domu nie było - żadnych zakupów (jedzenie, ubrania i sprzęty dla dzieci), jedzenia dla nas czy dziecka (je niestety inne rzeczy niż my), wakacji, krany by ciekły. Właśnie mamy zepsutą baterię (działa, ale źle) od 2 msc. Nie mogę sie doprosić o to by to ogarnął. Sama probowałam, pokazałam mu co znalazłam i okazuje sie że taka nie pasuje do tej umywalki albo mu sie nie podoba. Nie zrobię tego już sama. To by była już setna rzecz jaką bym zrobiła sama (czyli pomyślała, że to trezba zrobić i do końca ogarnęła). Niech się wykaże w końcu. Nie chcę mu matkować, a fakt - odkąd jestem w domu z dziećmi to ja ogarniam dom na spółkę z mamą. On troche szykuje posiłków (kolacje), czasem obiad (kiedyś dużo czesciej gotował a ja np zawsze prałam), jak jest brudno to tego nigdy nie widzi. Zawsze to ja sugeruje że trzeba w weekend posprzatac kiedy nie dałam rady zrobić tego z mamą w tygodniu, a on np zaplanował już wizytę u teściowej której przenigdy nie zawiódł i nie można się spóźnić czy tego przesunąć bez focha u niego w rodzinie. Dla niego lepiej niechh dom leży odłogiem (np lazienka nie sprzatana już dwa tygidnie) ale obiad rodzinny musi być. Ja tego wątku nie ogarniam, ale zostawiam to jemu mimo że też sie czasem kłócimy przez jego rodzinę. Czy to naprawdę tak trudno dostrzec ze jest brudno i w wolnej chwili złapać za miotłe czy odkurzacz zamiast telefonu? No i ja właśnie zawsze robię najpierw w domu jeśli potrzrba, a potem cos dla siebie. W jego bałagan szafowy nie wnikam, ale ogólnie mąz nie był nigdy brudasem, więc nie wiem skąd ta wybiórczość. Sama wcale nie wymagam dużo - uważam że raz w tygodniu nalezy odkurzyć, w zimie jak jest piach to czesciej. Łazienkę to już góra raz na dwa tygidnie. Piorę na okrągło i to ja ogarniam, ale zawsze to robiłam. Wydaje mi się, że te kwestie mogę z nim ogarnąć, bo tak było. Ale dlaczego to sie zmieniło zwłaszca teraz - nie wiem.
    Po trzecie - jak chcę porozmawiać tak nirmalnie to z reguły kończy się to kłótnią. Na komunikat - ja reaguje tekstem, że mam sobie darować psychologiczne gierki. Zarzuca mi, że obwiniam go o wszystko i nigdy go nie kochałam. Juz kilka razy słyszałam o rozwodzie, że mam wyjść z domu. Takie słowa nigdy nie powinny moim zdaniem paść. Już sama wpadam w tą retorykę.
    U niego jest metoda focha i nagłe pogodzenie ale nie wnikanie w problem i próba naprawienia go. Nie wiem jak to zmienić.

  • 25.06.17, 18:36
    Współczuje, nie mam pomysłu jak to zmienić, z tym że zgadzam się z przedmówczyniami to nie przez dziecko jest kiepsko. Trzymiesięczny niemowlak non-stop na rączkach to w zasadzie standard. 'Trudny' to jest dorosły facet który tego nie rozumie i ustawia się w pozycji sfochowanego gó...arza z pretensjami.

    pozdr,
    mi
  • 02.07.17, 15:27
    miedzymorze napisała:

    > Współczuje, nie mam pomysłu jak to zmienić, z tym że zgadzam się z przedmówczyn
    > iami to nie przez dziecko jest kiepsko. Trzymiesięczny niemowlak non-stop na rą
    > czkach to w zasadzie standard. 'Trudny' to jest dorosły facet który tego nie ro
    > zumie i ustawia się w pozycji sfochowanego gó...arza z pretensjami.
    >
    > pozdr,
    > mi


    Nie dziekco non stop na rękach to nie standard.
    Pan nie ustawia sie w takiej pozycji a został ustawiony w pozycji masz słuchać i robic jak ci każe.
    Mamusia i ja cały dzien zajmujemy sie dziećmi a ty po powrocie z pracy masz tryskać humorem byc gotowy do rozmów bo ja chce.

    Ja ci powiem tak kij zawsze ma dwa końce nie wiadomo czy matka nie wtrąca sie ,nie poucza zięcia. Znamy tylko jedna stronę.
    Ja wiem bo z tez tak kiedys myslam dopóki mąż mnie nie uświadomił mi kilku spraw.
    Wyprowadziliśmy sie zaczęliśmy liczyć tylko na siebie, bez udziału osob trzecich.
    Bo nie zdawałam sobie sprawy ze moja matka tak daje popalić Ona tylko powiedzila , ona tylko tak zrobiła. I niby prawda ale ton mowa ciała doprowadziła do nerwów.

    Przeanalizuj jak sie zwracasz do meza, czy tomem rozkazującej gowniarzowi nauczycielki, czy moze tej lepiej wszystko wiedzacej?
    I czy dopuszczasz inny wzór małżeństwa niz masz wryty w pamięć i głowę z dzieciństwa.


    Zawsze mi sie przypomnia Maria z na wspólnej ona tylko powiedziała ona tylko ... a wychodzi ze Włodek po 45 latach chce rozwodu bo ma dosc;)

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 25.06.17, 19:51
    Po trzecie - jak chcę porozmawiać tak nirmalnie to z reguły kończy się to kłótnią. Na komunikat - ja reaguje tekstem, że mam sobie darować psychologiczne gierki. Zarzuca mi, że obwiniam go o wszystko i nigdy go nie kochałam. Juz kilka razy słyszałam o rozwodzie, że mam wyjść z domu. Takie słowa nigdy nie powinny moim zdaniem paść. Już sama wpadam w tą retorykę.
    U niego jest metoda focha i nagłe pogodzenie ale nie wnikanie w problem i próba naprawienia go. Nie wiem jak to zmienić.

    Skoro nie chce z Tobą rozmawiać to może trzeba mu postawić ultimatum.
    Bo bez rozmowy nie ma rozwiązania problemów czy wzajemnego zrozumienia.
    Jakie to ma być ultimatum to już sama wymyśl.
    Może przydałby Wam się mediator?
    Wiem, że to kosztuje, ale przynajmniej będziesz wiedziała, że spróbowałaś wszystkiego.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 26.06.17, 15:07
    w jakim rejonie polski mieszkasz? mogłabym was zapisać do mediatora rodzinnego bezpłatnie
  • 27.06.17, 13:44
    Centralna Polska
  • 25.06.17, 19:52
    1. Dom jest wspolny, czy meza?
    2. Wspomnialas, ze macie rozne zainteresowania, ale dotychczas nie bylo problemu. To co robiliscie razem (poza seksem) w tzw. wolnym czasie?
    3. Moim zdaniem spor jest o model rodziny. Byc moze maz maminsynek, ale Ty tez chyba zbyt zwiazana z matka (,,jest moim oknem na swiat").
    Jesli maz ma zaproszenie na obiad do matki a Ty proponujesz generalne sprzatanie, to wyglada, ze woli biesiadowanie a jego matka chce nadal karmic...
    4. Najpirw zadbaj o siebie i swojr emocje.
    Na poczatek proponowalabym pomoc Twojej chetnej mamy tylko na Wasze wspolne np. wypady na rowery. Ewentualnie na spacery z dziecmi do parku, zebys mogla sie zdrzemnac w ciagu dnia.
    Do sprzatania zatrudnij pomoc odplatna.
    A mezowi liste zakupow do przywiezienia do domu po pracy.

    Ja bym tak zrobila w tej sytuacji. Ale zrobisz jak uwazasz...

  • 25.06.17, 20:04
    Ja mam pytanie, na ktore po drodze odpowiedzi nie zauwazylam: czy to drugie dziecko byloplanowane i pojawilo sie za obopolna zgoda i checia?
    Reakcje pana (zgadzam sie ze niedojrzale) wygladaja troche jakby moze nie tyle zostal wrobiony, co czul sie oszukany (nie mowie, ze przez Ciebie koniecznie, po prostu przez zycie "to nie tak mialo byc").
    Oczywiscie nijak go to nie usprawiedliwia.

    I zgadzam sie w kwestii ultimatum.
    Przy czym bierz pod uwage, ze od tej pory cokolwiek mowisz, musisz byc juz konsekwentna, inaczej zadne ultimatum nie zzadziala.
  • 26.06.17, 11:44
    a) kup chustę i naucz się ją wiązać, dzięki czemu dziecko będzie noszone, brzuszek masowany, a ty będziesz miała wolne ręce oraz lepszą pozycję, co pomoże przy bólach kręgosłupa. Dziecko w chuście musi nauczyć się nosić również mąż. Może to robić choćby oglądając telewizję. Poza tym są krople na kolkę dla takich maluszków. Nie pamiętam już nazwy, ale lekarz bez wątpienia ci pomoże.
    b) mąż wracając z pracy robi zakupy - wysyłasz mu listę zakupów (precyzyjną), a on kupuje i przywozi.
    c) seks jest ważny, ale nie zaczyna się w sypialni. I dobrze, aby mąż o tym wiedział.
    d) resztę sugeruję rozwiązać u terapeuty, bo wy się kompletnie nie potraficie komunikować i rady z forum jak to zrobić nic nie dadzą. Potrzeba praktyka, który was tego nauczy.
    ps. porównywanie dzieci jest pozbawione sensu. Są takie, które przesypiają całą noc i takie, które budzą się co godzinę. Jedne mają kolki inne nie, jedne chętnie jedzą, inne ledwo przybierają na wadze. Każdy egzemplarz jest inny i na tym należy zakończyć.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 02.07.17, 14:39
    Szczerze to troche masz dziwne odrealnione wymagania, ty nie dałas rady z mama posprzątać a oczekujesz ze facet wroci z pracy i bedzie sprzątał?
    Ze ma robic zakupy? A wy we dwie będziecie siedzieć w domu?
    Szczerze to dla mnie dziwne.
    Niestety obwiniasz go o wszytko, ze nic nie robi. I jeszcze chce seksu.
    Soki wy z mama prowadzicie dom to chyba wystarczy? Ile tego jest ? Tego sprzątnia?
    Oczekujesz ze on bedzie mylslal i robic jak ty i jeszcze bezczelny chce seksu od własnej zony.
    I nie nie bronie go, jednak zauwazylam ze kobieta sobie cos umysłu i na siłę chce zeby facet był taki i taki i ona ma robic i myslec jak ja chce, nie biorąc pod uwagę ze facet to odrębny człowiek.

    A nie mozesz podejść do meza i sie przytulić ? Powiedzieć
    stęskniłam sie za toba po całym dniu?
    Tez po fajnym synu miałam rozdarta córkę , i sama pamietam jak myslam czemu ta mała wiedźma tak robi mi na złość ja sie tak staram a ta wyje, i nie to nie sa problemy z brzuchem jeśli dziecko ciagle musi byc na rękach. To charakter dziecka bo moja młoda ma 14 lat i wciąż wieczne fochy i nerwy i dyskusje.
    Dobrze napisane ze maz sie tak samo czuje odtrącany przy seksie jak ty przy braku rozmowy.
    A moze nie rozmawia jak słyszy ciagle argumenty zeby go przekonać i zacząć myslec jak ty chcesz, bo tylko twoje zdanie jest właściwe.




    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 25.06.17, 20:14
    A mi się wydaje, że pan powolutku chce wymiksować się z małżeństwa. Mam pytanie czy wy się jeszcze kochacie tzn. co czujesz obecnie do swojego męża?
  • 26.06.17, 11:01
    A mnie się wydaje, ze tu jest problem z dwoma, kompletnie rożnymi stylami życia. Żona uwaza, że najpierw dom, sprzątanie, obowiązki, a "coś dla siebie" to jest najmniej istotna sprawa, z której da się zrezygnować. Jeśli jest do wyboru sprzątanie, albo spotkanie z własną matką jest oczywiste, ze sprzątanie jest ważniejsze.
    Dla męża ważniejsze jest spotkanie z matką, czy odpoczynek od sprzątania. Przy czym, jak rozumiem, on nie wymaga, aby żona sprzątnęła, po prostu nie jest to dla niego tak istotne. I tak, prawdopodobnie nie dostrzega potrzeby sprzątania, nie widzi tego. Ma inne standardy. A jak dostrzega to uważa, ze priorytetem jest obiad u rodziny, a nie łazienka.
    To jest skomplikowana sytuacja, bo te opcje są nie do pogodzenia, a żadna z nich nie jest jednoznacznie słuszna/niesłuszna. Sprzątanie łazienki jest konieczne, ale wymaganie, aby ktoś sprzątał, gdy jest umówiony z rodziną - zdecydowanie musi wywołać sprzeciw.
    Na komunikaty "ja", choć tak polecane ja sama reaguję agresją.
    Mam wrażenie, ze nie w dziecku problem. Problem wydaje sie byc skomplikowany - np Autorka jest bardzo związana z matką, ale na związek męża z matką reaguje alergicznie. Z kolei mąż zmienił sie na pewno nie z powodu dziecka, być może sa tu jakieś głębsze powody - od innej kobiety po poczucie, że w domu ma wykonywać polecenia, a nie decydować o tym, kiedy i jak coś zrobi. Trudno zatem ocenić sytuację, pomijając fakt, że niezależnie od okoliczności facet nie zachowuje się przyzwoicie.
  • 26.06.17, 11:26
    A jak reagujesz na komunikaty "Ty"?
    Ja mam chyba jakieś zapadki w uszach, bo gdy słyszę "a bo TY cośtam cośtam" natychmiast głuchnę.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 26.06.17, 14:10
    Verdano, pamiętam z Twoich wcześniejszych wpisów, że nie przepadasz za sprzątaniem, ale przy dwójce małych dzieci jest ono o wiele ważniejsze niż przy dwójce singli. Trudno mi wyobrazić sobie, jak po dwóch tygodniach wygląda łazienka w mieszkaniu, gdzie mieszkają cztery osoby. Tam musi być mnóstwo zarazków! Jeśli łazienka czekała na sprzątanie dwa tygodnie, to może można było ją umyć dzień wcześniej, jeśli wiadomo, że następny dzień ma być przeznaczony na wizytę u mamy (lub kogokolwiek innego)?
    Zgadzam się, że mąż może czuć się jak szeregowiec spełniający polecenia i wyczuwam też zbyt silną więź autorki z matką. Czemu się nawet nie dziwię w tej sytuacji, ale małżeństwu to nie pomaga.
    Zgadzam się, że
  • 26.06.17, 14:43
    Miałam małe dzieci, przeżyły bez sprzątania:) Zarazki domowe są nieszczególnie groźne.
  • 26.06.17, 14:59
    Bez jedzenia i ubrania tez przeżyły ?
    Mąż autorki ma w poważaniu wszystkie sprawy związane z domem, ale nie dziwne że flejtuch oczywiście sprzątanie wypunktowała ;>
    Jak już wlazłaś w temat obywania się bez, to moze konsekwetnie napisz, że mąż moze się spokojnie obyć bez seksu, nic mu od tego nie będzie.
    pozdr,
    mi
  • 26.06.17, 16:01
    Ciekawe, że tak sie zaperzasz. Napisałam, ze facet jest nie w porządku, jak najbardziej. Nie oznacza to jednak, że gdy zderzą sie dwa różne poglądy na to, co jest ważne, a co mniej z definicji ważniejszy jest pogląd żony. I mąż obywa się bez seksu, nie zauważyłaś?
  • 26.06.17, 18:17
    Może obywa się bez seksu, bo w domu w obowiązkach nie wyręczy, przytulić nie przytuli, a w zamian szmatą rzuci albo nawrzeszczy?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 26.06.17, 20:23
    Tak, z drugiej strony dom jest żony i jego matki, a on ma wykonywać polecenia. Określonego dnia i bez zważania na jego plany. Nie twierdzę, że facet jest w porządku, jednak tu w całym układzie coś nie gra. Facet rzeczywiście miga się od obowiązków, ale miga sie dokładnie tak, jak nastolatek - ale tak jest traktowany. Nastolatkowi mówi się "nie idziesz z kolegami, bo łazienka brudna". Powiedzenie tego samego mężowi "nieważne, ze umówiłeś sie z mamą, masz umyć łazienkę" dla mnie w naturalny sposób stawia męża na pozycji dziecka, za które się decyduje. Naprawdę, tu potrzeba kogoś z zewnątrz, co pozwoli im dogadać sie między sobą. Poza tym dlaczego facet czuje się niekochany? To może być albo manipulacja (mam kogo innego, a zwalę winę na ciebie, zła zono), albo, o dziwo, jego autentyczne odczucie. I w tym drugim wypadku problem mają obie strony.
  • 26.06.17, 21:25
    pade napisała:

    > Może obywa się bez seksu, bo w domu w obowiązkach nie wyręczy, przytulić nie pr
    > zytuli, a w zamian szmatą rzuci albo nawrzeszczy?

    A może czuje się jak gość w domu w którym rządzą żona i jej matka? Dlatego nie wyręcza w obowiązkach - bo w tym małżeństwie jest "na trzeciego"? I dlatego rzuca szmatą albo wrzeszczy?

    Po pierwsze - odprawić matkę z domu - jak może, owszem niech pomaga, ale tylko w razie KONIECZNOŚCI a nie na stałe
    Po drugie - przypomnieć sobie z kim i z jakiego powodu oraz w jakim celu tworzy się małżeństwo
    Po trzecie - porozmawiać na spokojnie z mężem bez dzieci o swoich oczekiwaniach odczuciach i potrzebach. Ale również o oczekiwaniach odczuciach i potrzebach męża!!!
    Po czwarte znaleźć kompromis, ustalić zmiany i co najważniejsze wprowadzać je u siebie nie patrząc na męża i nie rozliczając go czy on też się zmienia wystarczająco szybko. To przyjdzie z czasem. I wreszcie Zgadzam się z Verdaną całkowicie - przy dwójce małych dzieci po prostu odpuszcza się rzeczy niekonieczne jak idealny porządek w domu, uprasowane i poukładane ręczniki wyglansowaną na błysk łazienkę itp. A koncentruje się na chwilach spędzonych z dziećmi i mężem. Oraz spaniu.
  • 27.06.17, 10:36
    Czyli jak często sprząta się łazienkę?
    Czy w ogóle się tego nie robi?
    Czy autorka nie napisała, ze łazienka nie była sprzątana od dwóch tygodni? To za często?
    O idealnym porządku w domu i wyprasowanych ręcznikach to z którego wątku?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 27.06.17, 10:38
    I jeszcze jedno: dlaczego mąż nie może podejść do żony i powiedzieć "wiesz, czuję się jak gość w naszym domu, chcę, żeby mama przychodziła tu rzadziej, ja się bardziej zaangażuję, bo widze, że przy dwójce nie jest latwo"?


    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 27.06.17, 11:05
    Między idealną łazienką i wyprasowanymi ręcznikami ułożonymi w kosteczkę jest przepaść. Przepaść zarazków. Może dzieci Verdany były wyjątkowo odporne na zarazki, tak jak inni są na grypę, uzależnienie od alkoholu czy co tam jeszcze innego. Piszę bez złośliwości. Niektórzy całe życie uprawiają seks bez zabezpieczenia z kim popadnie i nic im się nie dzieje. Ale innym może, więc promuje się jakieś normy zachowań. Niemycie łazienki dwa tygodnie przy dwójce małych dzieci w tej normie się nie mieści, podobnie jak cotygodniowe szorowanie kafelków na ścianie albo ciągłe odkażanie gorącą parą normę tę przekracza.
  • 27.06.17, 11:32
    Ty masz jakąś obsesję na punkcie tych zarazków. Owszem, warto umyć łazienkę ze względów estetycznych i dlatego, że jak ktoś przyjdzie, to obciach, ale z tymi zarazkami to bez przesady - groźne zarazki nie pochodzą od kurzu tylko od zakażonych ludzi.
  • 27.06.17, 14:19
    Wydaje mi się, że nie jest ze mną aż tak źle. W miejscach ciepłych i wilgotnych niestety zarazki czują się dobrze, więc nie jest to li tylko kwestia estetyki. Oczywiście, nadmierna sterylność nie jest pożądana, ale chyba Autorce taki stan nie grozi.
  • 29.06.17, 17:39
    Tylko wtedy mycie łazienki raz na dwa tygodnie raczej nic nie da.
  • 27.06.17, 08:09
    Sory verdana, ale co ty chrzanisz? Przezyly bez sprzatania, zadnego? Chyba juz zupelnie zapomniałaś, jak to jest. Przy takich małych dzieciach sprzątanie to koniecznośc, bo zostawienie wszystkiego jak jest skutkuje tym, ze przy wyjsciu na mily obiadek do tesciowej nie będzie się w co ubrać. Nie znajdzie się butów, wszystkie ubrania będą w plamach od truskawek, soku, porozbijanych jajek, farb, ciastoliny, flamastrow itp.
    Mam małe dzieci. Bałagan który robią w ciągu czasem kilku minut jest tak ogromny, ze mnie samej trudno w to uwierzyc, ze tak można. To nie jest bałagan starszej akademiczki, która sprzątać może ewentualnie książki, ubrania lub zmyć dwa kubki po herbacie. Bałagan u dorosłych osób raczej nie zagraża ich życiu. Bałagan u dwulatki i niemowlęcia może skończyć się ich śmiercią. Nie tak dawno w Polsce niemowlę zmarło, bo połknęło sprężynkę od długopisu.
    Facet, ktory ma to w tylku, bo woli zjesc w spokoju obiadek u tesciowej, jest po prostu palantem i nie ma dla niego usprawiedliwienia, ze nie lubi. Ja nienawidze sprzatac i jak jestem sama, to tkwię w brudzie i bałaganie. Ale jak są dzieci, to muszę je nakarmić (ugotowanym jedzeniem, a nie chipsami), dać to na czystym, ubrać je w czyste rzeczy, założyć buty do pary itd. Zapewne mąż autorki wątku tego samego oczekuje i myśli, że to się robi samo.
  • 28.06.17, 18:36
    Przeżyły podejrzewam przy takim pobieżnym sprzątaniu, jakie się odbywa codziennie - nie sadzę, aby mieszkanie było w ogóle nie sprzątane. Przeżyły bez generalnego sprzątania łazienki w regularnych odstępach w weekendy. Pranie, wybacz, to nie sprzątanie i pranie nie jest obecnie wielką pracą - wrzucenie rzeczy do pralki i włączenie prania zajmuje w porywach do 5 minut. I jesli na podłodze są drobne przedmioty, to chyba nie czekamy z tym do weekendu, kiedy mąż ma czas, prawda? A mąż autorki gotuje.
  • 28.06.17, 19:37
    verdana napisała:

    > Pranie, wybacz, to nie sprzątanie i pranie nie jest obecnie wielką pracą - wrzucenie rzeczy do pralki i włączenie prania zajmuje w porywach do 5 minut. I jesli na podłodze są drobne przedmioty, to chyba nie czekamy z tym do weekendu, kiedy mąż ma czas, prawda? A mąż autorki gotuje.

    Tez tak uwazam.
    Ja nie wykluczylabym jakiejs depresji okoloporodowej u Autorki. Opis jej ciaglego prania nadludzkim wysilkiem, jakby prala na tarze setke pieluch tetrowych dziennie i gotowala w kotle, a potem prasowala. Zakupy w Internecie z dostawa do domu, jakby to byl wysilek targania siatek przez pol miasta...
    No i dyspozycyjna, chetna mama codziennie.
    Troche to niepokojace.
  • 28.06.17, 22:52
    Też to zauważyłam. Tam są codziennie dwie kobiety zajmujące się 2 dzieci, gotują, sprzątają, a nadal jest brudno. Wiem że dzieci brudzą, sama miałam dwoje, ale to naprawdę da się ogarnąć jeśli dwie osoby codziennie są w domu. Może faktycznie depresja i załamanie.
  • 28.06.17, 23:12
    Może nadludzkim wysiłkiem jest życie obok siebie zamiast razem?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 29.06.17, 00:01
    To co radzisz w sprawie tesciowej?;) Weekendowe sprzatanie juz na forum obgadane. Do wyboru: zamiast pana domu zatrudnienie pani do cotygodniowego pucowania albo odkurzacz samojezdzacy. Maz ma nadal ochote pojechac z zona i dziecmi do matki. Co robic?
  • 29.06.17, 00:09
    To od żony zależy. Jak chce niech jedzie, jak nie, niech zostanie z maleństwem.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 29.06.17, 00:19
    Chodzilo mi o opinie, co Ty bys zrobila w tej sytuacji. I dlaczego.
  • 29.06.17, 00:57
    Wiesz, czasem jest tak, że można duużo rozmawiać, wiele rzeczy zrobić, nawet pójść na terapię, ale jeśli po drugiej stronie nie ma woli zmiany to...nie ma żadnego efektu.
    Nie wiem jaki jest mąż autorki...
    Dla mnie sytuacja wygląda tak, że mąż się zmył bo ma dosyć "trudnego" dziecka, próbuje przeczekać sytuację, jednocześnie domagając się tego, o czym tu jeden pan w kółko pisał. To nie jest dobra strategia tylko wygodna.
    A z wygody dość trudno zrezygnować.
    Mąż autorki powinien ograniczyć cotygodniowe wizyty. Odwiedzać matkę np. co dwa tygodnie. A co drugie dwa spędzić czas z żoną i dziećmi. Na czymkolwiek.
    Żona mogłaby poprosić mamę, żeby przychodziła na krócej, tak, by nie mijała się w drzwiach z mężem, tylko, żeby jej nie widział. Żeby poczuł, że jest współgospodarzem domu, a nie jednym z domowników.
    Mąż przejął odpowiedzialność finansową, być może dla niego trudną. Ale żona nie piłuje sobie paznokci w czasie gdy on pracuje, tylko robi to, za co ludzie pracujący płacą spore pieniądze.
    Czyli mąż powinien się jednak poczuwać do obowiązków domowych. Teściowa go wyręcza. Ciekawa jestem czy jej kiedyś za to podziękował.
    Jeśli rozmowy z mężem nie podziałają, na miejscu autorki zacisnęłabym zęby i nie robiła nic przez tydzień. Mamie dałabym "wolne". Wyluzowałabym totalnie. W końcu, jak twierdzi Verdana od brudu się nie umiera.
    Ale zrezygnowałabym też z gotowania. Niech mąż się przez chwilę o to pomartwi.
    Po powrocie męża z pracy wyszłabym z domu na godzinę. Po nakarmieniu malucha oczywiście.
    Po prostu, skoro mąż nie rozumie ile wysiłku kosztuje zajmowanie się dwójką małych dzieci i domem, niech to odczuje na własnej skórze.
    A jak terapia wstrząsowa nie zadziała to już sama nie wiem...:)
    Aha. ja bym do teściowej nie pojechała. Dlaczego? Bo wolałabym w tym czasie poleżeć, wyspać się, albo pójść na spacer całą rodziną. Odwiedziny są przyjemne jak nie są obowiązkowe.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 29.06.17, 09:55
    Zgadzam się całkowicie. Zrobiłbym tak samo.
  • 27.06.17, 12:04
    Wybacz, ale nie mogę sie powstrzymać: są ludzie, którym smród z kibla jednak przeszkadza...
  • 26.06.17, 20:19
    No nie wiem Verdana. Jak mąż mówi o rozwodzie i każe autorce "wyjść z domu" to nie sprawa dwóch odmiennych stylów życia jak dla mnie.
  • 26.06.17, 20:57
    Nie, nie powinny, absolutnie. Ale jest to sprawa dwóch odmiennych stylów życia - jednej, autorki, która chce mieć wszystko zaplanowane, usiąść i obgadać wszystko od a do z, która uważa, że własne potrzeby sa zawsze na ostatnim miejscu i faceta, który uważa, że można nie sprzątnąć, ale z rodziną trzeba się zobaczyć. Przy czym autorka matkę ma na codzień i to jest OK, wizyta raz w tygodniu czy raz na dwa tygodnie faceta u jego matki jest zaniedbywaniem domowych obowiązków. Problem w tym, ze bardzo łatwo tu powiedzieć "Masz męża lenia, który jest po prostu wredny, wystaw mu walizki". Chyba jednak nie o to chodzi. Ja tu widzę absolutny brak umiejętności dogadania sie obu stron i brak kompromisu obu stron. Może jednak lepiej pomyśleć co można by zmienić - i z jednej i z drugiej strony, niz uznać "ja wszystko robię dobrze, maż wszystko źle, to koniec".
  • 26.06.17, 21:24
    To na jakiej zasadzie proponujesz aby ci dwoje tworzyli wspólna rodzinę, skoro to dwa odmienne światy?
  • 26.06.17, 21:44
    gonzo_101 napisał:

    > To na jakiej zasadzie proponujesz aby ci dwoje tworzyli wspólna rodzinę, skoro
    > to dwa odmienne światy?

    Ależ oni już tworzą rodzinę i to na dodatek czteroosobową :) warto o tym pamiętać. Problem w tym, żeby potrafili w bardo trudnym dla siebie momencie pójść na kompromis i zamiast każde mieć "zazłe" drugiemu, umieć usiąść i dogadać się wspólnie dla dobra wspólnego. Warto pamiętać, że nowe dziecko jest ogromnym stresem nie tylko dla matki ale również dla ojca. Tym bardziej im mniej on się spełnia w tej roli, lub jest z niej wykluczany przez żonę i teściową którym zajmowanie się płaczkiem idzie dużo lepiej, bo instynktownie. To też zupełnie nowy rozkład sił w rodzinie, większa odpowiedzialność, finansowa również.
    Mężczyzna jest zadaniowy - jeśli nie potrafi ukoić płaczu dziecka to uważa za swoją osobistą porażkę. I zamiast nawiązać kontakt z dzieckiem może podświadomie je odrzucać, uważać za "trudne" itp. Niech zatem na razie bardziej skupi się na starszaku to wyjdzie wszystkim na dobre. Maluch wyrośnie z kolek i zacznie być wdzięcznym towarzyszem zabaw.
  • 27.06.17, 06:53
    Nie cierpię, jak ktoś mówi lub pisze, że kobiecie zajmowanie się dzieckiem idzie łatwiej, bo instynktownie. Sorry, urodziłam dziecko jakiś czas temu i wiem, że to guzik prawda. Może czasem tak jest, ale na pewno nie zawsze. Proszę więc bez generalizowania, bo to mi brzmi tak: kobiecie idzie łatwiej, bo instynktownie, więc to żaden wysiłek. Mężczyzna - ten, to się dopiero musi nastarać, nawet jak zrobi tylko trochę, to i tak wielka zasługa, bo to przecież dla niego taakie trudne. Na takim myśleniu - nieprawdziwym! - to my daleko nie zajedziemy.
  • 27.06.17, 09:24
    Rozumiem, że to niepopularne stwierdzenie w obecnej erze oraz, że masz osobiste odmienne doświadczenia, ale niestety opieka nad dzieckiem jest w przypadku kobiet instynktowna. Poczytaj trochę o antropologii ewolucyjnej, rozwoju układów hormonalnych. Kilkaset tysięcy lat ewolucji nie odchodzi w niepamięć ze względu na erę równouprawnienia.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 27.06.17, 09:30
    Ale ja nie opieram się na piśmiennictwie naukowym (choć mam do niego duży szacunek). Jeśli kilkaset tysięcy lat ewolucji nie odchodzi w niepamięć w erze równouprawnienia, to czemu ja nie miałam tego instynktu, a mój mąż miał? Ze względu na umiłowanie emancypacji? Nie napisałam, że tak się nigdy nie dzieje. Napisałam: "Może czasem tak jest, ale na pewno nie zawsze". Czyli nie można generalizować.
  • 27.06.17, 09:46
    Zawsze i w każdej epoce były samice, które nie miały instynktu macierzyńskiego. Zwykle ich potomstwo po prostu umierało, a pula genetyczna wypadała z obiegu. Tak samo, jak zawsze istniała bezpłodność pewnych osobników. Biologia potwierdza również istnienie samców silniej stymulowanych przez oksytocynę niż większość populacji. Zwykle nie mają oni pozycji dominującej. Natomiast w skali gatunków jest to ułamek populacji.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 27.06.17, 10:53
    Edwino, za całym szacunkiem, nie będę zaprzeczać temu, co piszesz, ale to nie zmienia faktu, że mężczyźni świetnie sobie radzą z wymigiwaniem się od wszelkich działań okołodomowych i opiekuńczych, podpierając się tą nieszczęsną ewolucją, a tak naprawdę tłumacząc swoje lenistwo i wzorce wyniesione z domu, gdzie wszystkim zajmowała się szanowna mamusia.
    Świat się zmienił i to bardzo od czasów prehistorycznych, ba, zmienił się diametralnie w ostatnim stuleciu, kobiety poszły do pracy, a to zmieniło bardzo wiele. Ewolucja to dostosowanie się i czy to się panom podoba, czy nie, muszą się dostosować do tych zmieniających się warunków, muszą wziąć odpowiedzialność za dom i potomstwo w większym stopniu, niż robili to, będąc jedynymi żywicielami rodziny. Kobieta nie będzie się zaharowywała w pracy i w domu dlatego, że tysiące lat temu samce nie zajmowały się domostwem ani potomstwem, sorry :P
  • 27.06.17, 11:22
    Ale ja nie o tym napisałam i w żadnym wypadku temu nie zaprzeczam. Napisałam, że kobiety zajmują się dziećmi instynktownie i ma to związek z naszą ewolucją gatunkową. Zaprzeczanie faktom niczego nie da. A to, że ludzie pewne fakty wykorzystują według własnego widzi-mi-się to zupełnie inna sprawa. Równie dobrze możesz napisać o kobietach, które uważają, że powinny całe życie wyłącznie opiekować się dziećmi, bo tak je natura stworzyła. Ja mówię o podstawie biologicznej, która jest niezmienna i będzie niezmienna dopóki ewolucja nie uzna za stosowne zmienić systemu, co potrwa kilka tysięcy lat. Ty mówisz o krótkotrwałych i zmiennych układach wynikających z wygodnictwa. Nie widzisz, że mówimy o różnych rzeczach?

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 27.06.17, 15:14
    >>Nie widzisz, że mówimy o różnych rzeczach?
    Tak, ale...
    Instynkt to jedno, a uwarunkowania bytowe to drugie. Do tego dochodzą stereotypy, o których tyle razy tutaj pisałyśmy. Wszystko to miesza się w jakichś proporcjach, ale też te proporcje można modulować, przepracować. Jeśli mężczyzna nie ma predyspozycji biologiczno-ewolucyjnych, może to nadrabiać w inny sposób. Najlepiej, jak zacznie od tego, by nie podpierać się ewolucją i nie kierować się stereotypami, że kobieta powinna to i to, a mężczyzna to i to i mężczyźnie nie przystoi to czy tamto. Nie mówię o zaprzeczaniu faktom, ale o pracy dla dobra związku i rodziny. Da się zrobić czy nie da, bo facetowi brakuje oksytocyny? Może się zająć niemowlęciem czy nie może? Zrobi to mniej instynktownie, ale da radę, czy nie?
  • 27.06.17, 15:24
    I przez to, że istnieją stereotypy mam przemilczeć naukę? Sebaldo przesadzasz, nawet jeśli w szczytnym celu, to jednak przesadzasz.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 27.06.17, 16:39
    >>I przez to, że istnieją stereotypy mam przemilczeć naukę? Sebaldo przesadzasz, nawet jeśli w szczytnym celu, to jednak przesadzasz.

    Nie przemilczeć, ale też nie demonizować tego instynktu, tylko o to chodzi. Gdybyś miała chłopa, który notorycznie zasłania się biologią i ewolucją, byle się nie przemęczyć, inaczej byś śpiewała ;)
  • 27.06.17, 19:45
    Gdybym miała chłopa, który notorycznie zasłania się biologią i ewolucją tzn, że musiałby wiedzieć na ten temat więcej niż ja. A gdyby wiedział na ten temat więcej niż ja, to nikła jest szansa na to, by się tym zasłaniał, bo by to zwyczajnie znał i rozumiał, a nie szukał frazesów dla usprawiedliwienia się.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 27.06.17, 10:59
    Edw-ino, wiem to. Tylko moim zdaniem od instynktu ważniejsza jest (a przynajmniej może być) praca nad sobą, relacją, w danej sytuacji. Tata mojej córki nie wydałby Ci się obdarzony instynktem nadzwyczajnym matczynym, gdybyś na niego teraz spojrzała (jest w porządku, w normie), natomiast gdy dziecię było małe radził sobie świetnie, bo sytuacja tego wymagała. Teraz ja radzę sobie świetnie, bo sytuacja tego wymaga. Łatwo powiedzieć (lub tylko pomyśleć) "nie dam rady, instynkt mi nie pomaga", gdy wie się, że kto inny da radę, bo musi. Czy nie jest to czasem sytuacja męża autorki wątku?
  • 27.06.17, 11:35
    Ponownie - praca nad sobą, umiejętność myślenia i racjonalnego oceniania sytuacji to coś innego niż instynkt. Dam ci przykład - upadając instynktownie robisz to tak, by chronić głowę, ponieważ to ona jest najwrażliwsza. Nie działa w tym momencie świadomość. Nie myślisz jak upaść, by ponieść jak najmniejsze straty. Oczywiście jako adept sztuk walki, sportów przeróżnych itd. możesz nauczyć się upadać "lepiej", by ponieść jeszcze mniejsze koszty. Ale i tak podstawą jest instynkt.
    Istnieją gatunki małp, gdzie główna odpowiedzialność za opiekę nad dzieckiem spoczywa na samcach. Mają oni niższy poziom testosteronu, są wrażliwsi na oksytocynę. U większości gatunków naszych krewniaków ojcowie pełnią funkcje ochronno-dyscyplinujące. I ja nie zaprzeczam, że mężczyzna może być świetnym opiekunem, mam przykład we własnym domu, ale to nie zaprzecza dominującej roli instynktu macierzyńskiego. Tak to wymyśliła mądra biologia. Dam ci przykład - mój mąż może być świetnym ojcem, który zawiezie dziecko do przedszkola, kupi mu buty, zrobi obiad, weźmie do lekarza, do fryzjera i na mecz. Jest bez wątpienia znakomitym ojcem. Ale... - to ja obudzę się na każdy płacz dziecka, bo natura tak to wymyśliła, że kobiety są wrażliwsze na wyższe dźwięki, to ja rozpoznawałam 25 różnych wersji słowa "mama", ponieważ kobiety lepiej odczytują wyraz twarzy i mowę ciała itd, itp. A natura tak to wymyśliła, ponieważ bez matki dziecko nie mogło przeżyć, a że rozwój mózgu doprowadził do tego, że rodziło się w porównaniu z innymi zwierzętami zdecydowanie przedwcześnie, to trzeba było jakoś sprawić, by miało szansę przeżyć.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 27.06.17, 14:17
    To, co piszesz, nie jest mi obce. Ale świadomość tego nie powinna prowadzić do myślenia "jej pomaga instynkt, więc ona ma łatwiej/ona powinna to robić". Oraz: "on nie może się podeprzeć instynktem, więc nie można od niego za dużo wymagać, po prostu pewne rzeczy mu nie przeszkadzają". Patrząc ewolucyjne, zapewne mężczyzna ma lepsze predyspozycje do kierowania samochodem, choćby orientację w przestrzeni, która kiedyś bardziej się przydawała samcowi na polowaniu niż samicy w jaskini. Ale mandaty płacimy takie same.
  • 27.06.17, 15:05
    Tylko, że ja w żadnym momencie nie napisałam, że kobieta powinna zajmować się dzieckiem sama, bo ma do tego predyspozycje. Cały czas pisałam jedynie o tym, że coś takiego jak instynkt macierzyński ułatwia zajmowanie się dzieckiem, ponieważ właśnie do tego został stworzony w wyniku doboru naturalnego. To nie ściąga odpowiedzialności z ojca.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 27.06.17, 15:27
    Instynkt macierzyński jest przereklamowany, a zdania na temat czy w ogóle istnieje są podzielone.
    www.polityka.pl/jamyoni/1649478,1,instynkt-macierzynski-nie-istnieje.read

    Kobiety spędzają z dzieckiem najwięcej czasu, więc mają najwięcej czasu i okazji do nauki 'obsługi' noworodka.

    > Ale... - to ja obudzę się na każdy płacz dziecka, bo natura tak to wymyśliła, że kobiety są wrażliwsze na wyższe dźwięki,

    No popatrz, a ja się nie budziłam, pierwszy budzil się mąż. Przy dzieciach odstawionych od piersi to o tym że wstawał do któregoś dziecka dowiadywałam się rano ;)

    > A natura tak to wymyśliła, ponieważ bez matki dziecko nie mogło przeżyć, a że rozwój mózgu doprowadził do tego, że >rodziło się w porównaniu z innymi zwierzętami zdecydowanie przedwcześnie, to trzeba było jakoś sprawić, by miało >szansę przeżyć.

    Do przeżycia potrzebna jest cała rodzina, więc mąż powinien instynktowanie np dbać o zakupy, a jakoś tego nie robi :>

    pozdr,
    mi

  • 27.06.17, 19:47
    uwielbiam jednostkowe przykłady w zderzeniu z populacją i to przekonanie "a mylisz się, bo ja mam inaczej" :D :D :D Sama słodycz badacza

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 28.06.17, 09:59
    jako jedna z nielicznych tutaj kierujesz się rozumiem starasz się być obiektywna
    większość kieruje się emocjami i tylko punktem widzenia kobiety
  • 28.06.17, 12:17
    bardzo dziękuję

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 28.06.17, 10:51
    mistrzyni świata w podnoszeniu ciężarów wniesie szafę na piętro łatwiej niż facet, co nie zmienia faktu że faceci do wnoszenia szafy jest bardziej predystynowany
    i tak samo z zajmowaniem sie dziećmi, są wyjątkowi faceci ale kobietom przychodzi to łatwiej, a dla faceta to cięższa praca i większy wysiłek tak samo jak dla kobiety większym wysiłkiem jest wniesienie szafy
    dlatego jeśli Ty wnosisz szafę zmęczy Cie to bardziej niż faceta, a jak facet zajmuje się dzieckiem to jego to bardziej zmęczy niż Ciebie
  • 27.06.17, 10:40
    Verdano, a mama nie przychodzi czasem pomóc córce przy dzieciach i ogarnianiu domu de facto również męża? A mąż nie udaje się do matki z wizytą towarzyską? Odpocząć, porozmawiać?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 26.06.17, 22:35
    Nie bardzo mogłam odpisać, przeczytałam Waszą dyskusję. Zgodzę się z tym, że nie umiemy sie komunikować. Przeczytałam też poleconą stronę - wielkie dzieki! Jakos funkcjonujemy od ostatniej kłótni, ale na razie na zasadzie konieczności i działania. Jednak mąż wyciągnął pierwszy rękę, będzie trzeba w wolnej chwili porozmawiać.
    Dzieci były planowane przez nas razem. Myślę że nie byliśmy przygotowani na to, że drugi egzemplarz będzie tak trudny. Tak, są krople na kolki - wszystko już wypróbowaliśmy. Chusta czy nosidlo też nie do końca sie sprawdza, bo ja córkę musze pionizować i kłaść, wtedy najlepiej idzie odbijanie, w doatku duzo ulewa i musze sie co rusz przebierać/zmieniać tetry. Samo spionizowanie nawet z opcją masażu brzucha nie odgazowuje dziecka od razu. Pozwala raz, potem ona śpi i za 30min znowu się historia powtarza bo brzuch wciaz zagazowany. Ale nie o tym watek - ja sie z tym pogodziłam. Zostajac sama w domu radze sobie coraz lepiej.
    Moja mama nie wtraca sie w nasze sprawy - jest jak jestem ja, potem ucieka jak tylka maz wroci. W dodatku jest typem szarej myszki co to predzej wysprzata nam dom i wyprasuje koszule niż będzie nam życie organizować. W przeciwieństwie do teściowej gdzie musi być tak jak ona chce, a mąż jej nie ustępuje. Nie jest to naczelny problem naszego domu. Mam za złe tylko mężowi, że nie widzi ile w domu naszym trzeba zrobić, a zaplanuje właśnie przykładowy obiadek który jest nie do odwołania. I w 90% to my musimy tam jeździć a nie ona do nas (moze wtedy mąż by dostrzegł domowy bałagan).
    Zakupy robimy przez internet, to nie jest problem. Ogólnie chodzi o to, że on nie widzi ile ja ogarniam. On mógłby żyć tak na ostatnią chwilę, bez planu, ale wiem że by się wkurzał, a mnie szkoda dzieci. Wolę zawczasu posprzątać, zrobić zakupy czy ugotować i wyjść z dziećmi na dwór. Jego pomysł to w domu minimum a pojadę do teściowej na obiad lub do kawiarni lub centrum handlowego i się nie narobić.
    Myślałam nad jakimś ultimatum, ale nie wiem jak sie do tego zabrać. Chciałabym abyśmy umieli rozmawiać jak kiedyś. Kiedyś przed dziećmi dużo pracowałam, również na noce i tego czasu razem też nie było dużo. Ale była wieksza fascynacja sobą, zainteresowanie. Teraz reprezentuję dziecięcy świat, o który mąż nie pyta. W tym sensie mama jest moim oknem, że sobie z nią pogadam o świecie, co robiła, a ona żywo interesuje się co robiłam/robiliśmy z wnukami. Mąż nie pyta. Ew synka zapyta.
  • 27.06.17, 06:54
    Skorzystajcie z pomocy terapeuty/mediatora. On pomoze wam prozmawiac i byc moze polepszyc sytuacje. Bo jakos trudno mi uwierzyc w to, ze wasza rozmowa nie skonczy sie klotnia. Seks jest wazny dla mezczyzny. Mylse, ze teksty twojego meza o tym zebys sie wyprowadzila z domu sa przejawem jego bezsilnosci i frustracji (co nie znaczy ze je pochwalam).
    Rozumiem, ze nie masz ochoty na seks, ale jesli i tego problemu nie rozwiazecie, to wczesniej czy pozniej on sobie znajdzie osobe, ktora bedzie miala ochote na seks... Albo ktoras majaca ochote na seks go znajdzie (o ile nie jest zapuszczony i bez grosza przy duszy :) ).
    A jesli sytuacja sie nie poprawi to moze rzeczywiscie separacja by wam pomogla uporzadkowac mysli i uczucia?
  • 27.06.17, 11:02
    Separacji przy dwójce małych dzieci chyba bym nie polecała, jeśli sytuacja nie jest krańcowa (typu: zagrożenie fizyczne). Nie tylko mąż i zona się odzwyczajają od siebie, ale też dzieci od rodzica, a rodzic od nich i związanych z nimi obowiązków.
  • 27.06.17, 09:09
    Mąż nie wie ile ogarniasz, bo to ty ogarniasz, a nie on. Gdyby funkcjonowała u was wymiana obowiązków, to by wiedział. Ale nie funkcjonuje, sama napisałaś, że wolisz zawczasu posprzątać czy ugotować.
    Zastanów się na ile twoja złość na to, że on nie widzi ile ogarniasz wynika z faktu, że chcesz, aby się domyślił. Jest takie stare powiedzenie: jak mężczyźnie nie powiesz o co chodzi, to on nie wie o co chodzi. Jeżeli twój mąż nie przygotowuje obiadów, to nie wie ile to zajmuje. Jeżeli nie robi prania, nie odkurza itd. to również nie wie. Jeżeli nie zostaje z dziećmi sam, to nie wie, jakie to męczące. Zamiast złościć się, że się nie domyśla, po prostu zostawiaj go z dziećmi i z domem choćby na kilka godzin w tygodniu.
    Poza tym uważam, że twój mąż robi dobrze wychodząc z minimalistycznego założenia. Macie dwoje małych dzieci i naprawdę lepiej zjeść obiad poza domem lub ten obiad przywieźć niż dokładać sobie pracy. również tak robiliśmy a mieliśmy jeden egzemplarz, nie tak bardzo wymagający.

    Chciałabym abyśmy umieli rozmawiać jak kiedyś. Kiedyś przed dziećmi dużo pracowałam, również na noce i tego czasu razem też nie było dużo. Ale była wieksza fascynacja sobą, zainteresowanie. - ewentualnie były wysokie dawki hormonów. To trochę mało, by zbudować związek, który z łatwością oprze się burzy, jaką powoduje pojawienie się dzieci. Bo nawet jeśli te dzieci są wyczekiwane i upragnione, to ich pojawienie się jest rewolucją dla związku, zmusza do zmiany wszystkiego. I widzę, że to rozumiesz, ale nie chcesz zrozumieć, że twoja wizja zmian nie jest jedyną słuszną. Matki mają taką skłonność, że tylko one wiedzą czego potrzebują dzieci i jak należy ogarniać dom, a mężczyzn próbują sprowadzić do roli wykonawców ich poleceń. To często zachowania kompletnie nieświadome, ale bardzo niszczące dla więzi między partnerami.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 27.06.17, 11:34
    "Jest takie stare powiedzenie: jak mężczyźnie nie powiesz o co chodzi, to on nie wie o co chodzi."

    Jakie to proste...
    I jak to się ma do:

    "Matki mają taką skłonność, że tylko one wiedzą czego potrzebują dzieci i jak należy ogarniać dom, a mężczyzn próbują sprowadzić do roli wykonawców ich poleceń. To często zachowania kompletnie nieświadome, ale bardzo niszczące dla więzi między partnerami."

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 27.06.17, 11:40
    To dwie części wypowiedzi odnoszące się do różnych spraw. Jedna do tej, że autorka chce, aby mąż zrozumiał i docenił jej pracę w domu, lecz nie wyraża tego otwarcie, a działa na zasadzie: dlaczego on się nie domyśla. Druga odnosi się do umiejętności szanowania równych praw ludzi i umiejętności chodzenia na kompromisy zamiast stawiania kogoś w roli posłusznego wykonawcy poleceń.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 27.06.17, 13:43
    Rozumiem, że moja wizja życia nie jest jedyną słuszną. Jeśli chodzi o stołowanie się gdzieś często już z jednym dzieckiem tak robiliśmy. Teraz jest to trudne, bo jestem na diecie bezglutenowej i bezmlecznej - z powodu dziecka, ten czas na pewno minie. Ale w zwiazku tym najłatwiej jest gotować. Pojście do knajpy z płaczącym dzieckiem też jest mało przyjemne. Zostają dziadkowie. Wszystko fajnie póki nie spędzamy na tym całego weekendu kiedy dom leży odłogiem. Jak już napisałam wyżej zdarza się, że dom jest niesprzątany dwa tygodnie a ja dbam powierzchownie - o to aby dzieciom nie stała sie krzywda plus zamiotę, zaleję wc, zrobie pranie, wstawię i wyjmę z synkiem ze zmywarki. To takie minimum kiedy nie mam pomocy. Nie rozumiem dlaczego maż nie widzi wtedy brudu, nie przeszkadzają mu latające tzw. koty z kurzu, piach - ja schylę sie po zmiotkę i zmiotę. Nie znam jego granic brudu, dawno nie widziałam żeby sam zamiótł. A jak mu powiem żeby zamiótł bo widzę że jest potrzeba to dostaję rykoszetem że uwazam, że on nic nie robi. W dodatku czuję sie jak matkująca trzeciemu dziecku. Też nie jest tak, że on nic nie robi. Czy uważacie, że jasny podział obowiązków kto co sprząta powinien istmieć? Bliższa mi postawa - mam czas, widzę że brudno/że coś potrzeba to ogarniam plus jeśli coś może poczekać to umawiamy się w domu na sprzatanie lub dajemy sobie deadline - do 1.07 wymienimy zepsutą baterie. On reprezentuje opcje - powiedz mi co trzeba zrobic, ale tylko raz, kiedyś to zrobię, może za miesiac, za dwa, a jak mi zabraknie skarpet to sobie kupię plus zrobię tylko to co widzę lub co dokładnie określisz - umyję balkonową podlogę ale brudnej poręczy ktorej synek dotyka już nie tknę.
    Mediator - jak to wygląda? Rozumiem, że obydwoje musimy być przekonani. Nie wiem też jak znaleźć na to czas póki córka je z piersi co 2-3h max.
    Separacja nie wchodzi w grę przy dzieciach jako opcja tymczasowa.
    Najważniejsze, czy kocham... każda kłótnia kiedy mąż przekroczył granice (słowa o rozwodzie, wyjściu z domu - w życiu bym nie rzuciła słow na wiatr, dopiero przy ostatniej kłótni sama mówiłam że to zmierza do rozwodu) gasiła moje uczucie. Jestem z tych co palą mosty za sobą czyli chyba trudno mi sie z czymś godzić. Wiec nie wiem na czym stoję, zwalam to też na burzę hormonalną przy karmieniu piersią. Jednak sporo negatywnych emocji mąż we mnie obudził, nie wiem jak o tym zapomnieć.
  • 27.06.17, 15:17
    To niech mąż zabiera starsze dziecko na obiad, a ty sobie coś ugotuj, nawet raz na kilka dni. Zawsze to mniej i chwila dla ciebie. Nie wiem, czy ci to pomoże, ale napiszę ci jak w moim domu są rozwiązane sprawy obowiązków: są sprawy sztywne - np. M płaci rachunki, pamięta o nich, załatwia sprawę przeglądów samochodów, pamięta o opale na zimę itp., ja zajmuję się bardziej sprawami domu od tego, co trzeba wymienić z mebli/pościeli/sprzętów kuchennych, dbam o nasze garderoby. Zakupy spożywcze zazwyczaj robię ja, duże wspólnie, jeśli nie mogę/jestem chora itp. robi je M. Obiady gotuję ja, M robi śniadania. Zmywarkę wstawiamy i opróżniamy na zmianę, pranie zwykle robię ja, M rozwiesza lub zbiera. Odkurzamy mniej więcej na zmianę. W przypadku większych porządków zwykle mówię M z wyprzedzeniem co trzeba zrobić i on wybiera z tego część dla siebie. Umawiamy się co do dnia do kiedy to powinno być wykonane, by nikt nikomu nie musiał przypominać. U nas to działa dość dobrze.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 27.06.17, 20:05
    edw-ina napisała:

    > To niech mąż zabiera starsze dziecko na obiad...

    A mąż dziecka nie weźmie, bo mu się nie chce. I co wtedy?

    > Umawiamy się co do dnia do kiedy to powinno być wykonane, by nikt nikomu nie musiał przypominać. U nas to działa dość dobrze.

    A u nich wcale. Jak żona przypomni raz, to czeka nieraz miesiąc lub dwa, żeby mąż łaskawie swoją robotę odwalił. Jak przypomni dwa razy, to dostaje zjebkę i łatkę zrzędliwej jędzy od męża.
    Cały problem autorki wątku polega na tym właśnie, że jej mąż nie współpracuje, w przeciwieństwie do twojego. A bez chociażby minimum kooperacji żadne umowy i podziały dotyczące obowiązków zwyczajnie się nie sprawdzą. Więc twoje rady są dobre, ale na czas, gdy męża do tej współpracy już uda się namówić. Tylko jak? Ja, szczerze mówiąc, nie wiem, jak przekonać osobę, która nie interesuje się życiem domowym, żeby bardziej się zaangażowała. Skoro prośby i groźby nie działają, a mąż napomyka o rozwodzie...
  • 27.06.17, 20:51
    Świetnie to ujęłaś. Mąż jest na pewno sfrustrowany i z bezsilności różne słowa wypowiada. W emocjach padają i dlatego na serio staram się ich nie brać, mimo że w najgorszych snach nie wyobrażałam sobie ich usłyszeć. Mam poczucie, że on nie umie rozmawiać, nie umie sprecyzować swoich oczekiwań, nie miał chyba gdzie się tego nauczyć, nie kontroluje emocji. Ale jak mu pomóc? nie wiem. Jeśli w okresie ostatnich kilku miesiecy widziałam, że ma zły nastrój i pytałam co się dzieje to mnie zbywał. Przecież to kopanie się z koniem. Nie mogę ostatniej kłótni tak zostawić i żyć normalnie ze wszystkimi niedogadanymi sprawami, to znowu wybuchnie. Wszystko pogorszyło sie w czasie drugiej ciąży i co jakiś czas nawraca. Mąż ma pracę umysłową, nie wraca późno. Kwestia sprzątaczki - dla mnie to takie obejście tematu, mam też problem z wpuszczeniem obcej osoby tak bardzo w swoją prywatność.
    Staram się dziś na problemy spojrzeć z drugiej strony. Na próbę rozmowy słyszę drażniące mnie 'nie wiem'.
  • 27.06.17, 21:32
    tanja8 napisała:
    Mąż ma pracę umysłową, nie wraca późno. Kwestia sprzątaczki - dla mnie to ta
    > kie obejście tematu, mam też problem z wpuszczeniem obcej osoby tak bardzo w sw
    > oją prywatność.

    To wolisz sie awanturowac z mezem o odkurzanie itd?
    Problemy sie rozwiazuje a nie magluje;)
    Ile Twoj M zarabia za 1 godz? Nie szkoda jego energii na sprzatanie po pracy? Chyba lepiej, zeby pobawil sie z synkiem skoro lubi?

    Przy okazji pocwiczysz, jak reaguja ludzie jak im sie patrzy na rece i mowi ciagle tak albo siak;)
    Jak Ci 3 Panie uciekna i podziekuja za prace u Ciebie, to moze docenisz M. ze jeszcze nie uciekl;)
    Pisze pol zartem, ale lepiej rozne scenariusze rozwazyc.

    Nie wiem jakie masz plan 5letni. Ja wolalabym bedac w domu poszukac Pani do pomocy. A mamie i mezowi dac swiety spokoj chociaz w sorawie sprzatania.
    Ale zrobisz jak uwazasz...
  • 27.06.17, 21:42
    >To wolisz sie awanturowac z mezem o odkurzanie itd?
    >Problemy sie rozwiazuje a nie magluje;)

    To jeszcze dla autorki trzeba zorganizowac pana do rozmów i towarzystwa a dla męża panią do seksu i wszyscy będą happy.

    pozdr,
    mi
  • 27.06.17, 22:14
    Pan do rozmow o sprzataniu i wspolnego sprzatania? Ciekawe ile by sobie kazal zaplacic;) Nie slyszalam o takich egzemplarzach;)
  • 27.06.17, 22:29
    Ależ skąd, sprzątać będzie zaproponowana przez ciebie pani, nie magluj bez sensu rozwiązanego tematu :P
    pozdr,
    mi
  • 28.06.17, 09:54
    O ile to nie jest temat zastepczy;)
  • 27.06.17, 21:39
    Z panią sprzątającą ślubu nie bierzesz, spróbuj, a nuż się przyzwyczaisz. Jeśli nie, zawsze można zrezygnować. Myślę, że mogłoby to być dobre nie tylko dla dzieci, ale też dla Twoich stosunków z mężem: być może, gdy wyasygnuje odpowiednią kwotę na sprzątanie, ta czynność nabierze dla niego wartości, a na osobę, która to do tej pory wykonywała, spojrzy nieco inaczej. Poza tym może po wyjściu sprzątaczki bardziej będzie się starał nie nabrudzić i nie nabałaganić tak od razu?
  • 27.06.17, 21:50
    Frustracja i bezsilność nie upoważniają do rzucania w ciebie ścierką czy słów o rozwodzie. To jest zdecydowane przekroczenie granic. Ale rozumiem, że starasz się na tym nie skupiać, bo masz inne, ważniejsze problemy.
    Masz rację, rozmawiania o emocjach i potrzebach trzeba się nauczyć. Dlatego powinnaś jednak namawiać męża na mediacje lub wspólną terapię. Bo bez prawidłowej komunikacji wasze małżeństwo nie przetrwa. Po prostu. A zanim się ostatecznie rozpadnie, znienawidzicie się do reszty przez żale, pretensje, frustrację i bezsilność. A świadkami tego będą wasze dzieci. Oszczędź i im i wam tej wątpliwej przyjemności.
  • 27.06.17, 21:15
    enith napisała:

    > Tylko jak? J
    > a, szczerze mówiąc, nie wiem, jak przekonać osobę, która nie interesuje się życ
    > iem domowym, żeby bardziej się zaangażowała. Skoro prośby i groźby nie działają
    > , a mąż napomyka o rozwodzie...

    Niektorzy mowia, zeby dac to, czego samemu sie oczekuje;) Maz tez czlowiek...
    Zauwazac i dziekowac za to co OK.
    Np. Lubi gotowac, to zachecac, delegowac i dziekowac za smaczne jedzenie (o ile smakuje).
    M. nie marudzi i nie kontroluje zakupow tzn. nie skapy. Cieszyc sie z tych zakupow dostarczonych na wlasne;) zamowienie.
    Zagaduje do synka, bawi sie z nim chetnie, to nie marudzic, ze ,,idzie na latwizne".;) Niech sie bawia, nie zalowac, komu to szkodzi? Byc moze wkrotce mlodsza bedzie tatusia coreczka.
    Moze 1 tydzien bez krytyki? Taki eksperyment na TAK.



  • 27.06.17, 22:02
    My się nauczyliśmy współpracować a nie rzucać do siebie, mieć pretensje i domyślać się. Pomógł w tym terapeuta. To, co przeczytałaś, jest wynikiem naszej pracy. Nic się nie dzieje od tak, bez wysiłku.

    Ja, szczerze mówiąc, nie wiem, jak przekonać osobę, która nie interesuje się życiem domowym, żeby bardziej się zaangażowała. Skoro prośby i groźby nie działają, a mąż napomyka o rozwodzie... - no to wychodź z założenia, że nic się nie da bo nie, to się nie dowiesz. Ja już wiem. Ale dowiedzenie się wymagało pracy i szacunku do drugiego człowieka. Bo w ogóle długotrwały związek wymaga cholernie dużo pracy i szacunku. I jeszcze wyrozumiałości.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 27.06.17, 22:45
    Acha, czyli WY poszliście na terapię.
    A mąż autorki wątku uważa, że to szamaństwo czy jakieś psychologiczne gierki, gdy żona chce rozmawiać o ich problemach. Czyli terapia prawdopodobnie w ogóle nie wchodzi u nich w grę przy takim nastawieniu męża. I co proponujesz w takiej sytuacji?
  • 28.06.17, 12:19
    pójść na terapię samodzielnie i zmienić własny sposób patrzenia na świat, co tak czy siak zaowocuje zmianami

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 27.06.17, 15:04
    Jaki rodzaj pracy wykonuje mąż? Bardzo wyczerpujący? Wraca do domu późno, często musi coś kończyć w domu albo w weekendy? Bywa mocno przemęczony?
    Obsługa dwojga tak małych dzieci jest niezwykle wyczerpująca, do tego częste karmienie, więc stale jeszcze burza hormonów, nie rozumiem, jak mężczyzna może tego nie rozumieć i a. nagabywać żonę o seks, a jednocześnie w minimalnym stopniu włączać się w prace domowe, b. włączać się w prace domowe w minimalnym stopniu z największą łaską, poproszony.
    To jest zamknięte koło: prosisz o pomoc, ale pan nie robi tego od razu, odsuwa w czasie aż sprawa staje się nagląca, więc przypominasz - jesteś najgorsza, bo się przypierd..sz. PRZECIEŻ JUŻ RAZ PROSIŁAŚ, PO CO PRZYPOMINASZ!?!?! Nieproszony nie zrobi, poproszony uzna, że się czepiasz. I tak źle, i tak niedobrze, d.pa zawsze z tyłu.
    Podoba mi się Twoje podejście - to minie. Wiesz, że dziecko nie będzie płakało przez kolejne 10 lat, że kolki się skończą, że wkrótce świat wróci do jako takiej normy. Bo tak będzie, ale mąż najwyraźniej nie ma tyle cierpliwości, to chłopiec, który chce mieć wszystko tu i teraz - nie przemęczać się i dostawać od żony na każde zawołanie prezent - seks. No cóż, to nie działa, czas dorosnąć i zmierzyć się z rzeczywistością. Daję i dostaję, a nie nic nie daję, ale wymagam. Taki lajf.
    Męża trzeba poprosić o szczerą, długą, wyczerpującą rozmowę. I wyjaśnić mu dokładnie co i jak. Zapytać go też, czego on tak naprawdę chce i na ile można to wypracować, ale z jego udziałem. Pomożesz mi wieczorem z ogarnięciem rzeczy, będę mniej zmęczona, patrz: bardziej chętna. Albo: zróbmy to razem: Ty pakujesz do zmywarki, ja wycieram blaty, zamiatam kuchnię. Wszystko robi się dwa razy szybciej, a i w trakcie można pogadać, pobyć więcej razem. Uwielbiam taki typ facetów: pół leży na kanapie przed telewizorem i wrzeszczy z salonu do kuchni do żony: co Ty tam jeszcze robisz, w ogóle nie spędzamy razem czasu!!!
  • 27.06.17, 15:47
    Sama nie jestem fanką prac domowych, ale rozumiem, że przy dwójce dzieci chałupy nie można tak po prostu zostawić leżącej odłogiem. Nie wiem, czy ta propozycja już padła, ale myślałaś o zatrudnieniu kogoś do sprzątania, choćby raz w tygodniu? To oczywiste, że mając dwoje dzieci, z czego jedno na cycku i cały dom do samodzielnej obróbki, a do tego czepiającego się męża, który potrafi się do ciebie bardzo chamsko odezwać, nie lecisz pod koniec dnia na skrzydłach do łóżka w celu seksualnych wygibasów. Szczerze mówiąc sądziłam, że dziś większość nawet średnio rozgarniętych mężczyzn już wie, że seks z żoną nie zaczyna się w chwili położenia się z nią do łóżka. I że jeśli z rana powie się żonie, żeby przestała się przypyerdalać o syf w domu albo coś o rozwodzie, to wieczorem żona chętna nie będzie, no za uja nie będzie. I tą wiedzę waliłabym mężowi prosto w oczy, jeśli sam jest zbyt tępy, żeby dodać dwa do dwóch i pojąć, czemu żona nie ma ochoty. No, jak nie spojrzysz, bez poważnej rozmowy, a nawet serii rozmów o waszych wzajemnych oczekiwaniach daleko nie zajedziecie. Jeśli mąż nie boi się słowa "rozwód", to nie ma na co czekać, to jest ostatni dzwonek, żeby zacząć robić coś, by ratować małżeństwo. Jesteś otwarta na możliwość mediacji?
  • 27.06.17, 18:42
    A ja Cię rozumiem. My mamy tylko 1 dziecko i tez wszystko jest nie tak jak powinno. Rowniez mam poczucie, ze wszystko na mojej glowie i drazni mnie, ze jak nie wydam polecenia to sam na nic nie wpadnie... w dodatku od jakiegos (dluzszego juz czasu) zachowuje sie jakby mial jakas nerwice; najgorsze jest to, ze nie wiem czy rzeczywiscie ma problem czy tylko udaje (az nie chce mi sie wierzyc ale chodzi mi to po glowie). Wysylalam do psychologa, psychiatry, ale obawiam sie ze nawet jesli pojdzie to bedzie nimi manipulowal (bylismy kiedys wspolnie u psychologa i widzialam jak nim pogrywał). Do tego zero czułości (seks od czasu do czasu). Nie tak to sobie wyobrazalam, a dodam,ze przed dzieckiem bylismy ze sobą 18 lat wiec teoretycznie znamy sie na wylot. A dziecko jak najbardziej chciane i planowane...
  • 27.06.17, 20:53
    To nie przez dziecko macie problemy. Po prostu jest więcej pracy i obowiązków i zaniedbaliście wzajemne relacje, oskarżając się nawzajem. Trzeba postarać się o szczerą rozmowę, bez krzyków, wyzwisk, oskarżania się. To trudne, bo żale i pretensje narosły, ale nie może być tak, że wyżalasz się mamie, a mąż nie domyśla się co czujesz i czego potrzebujesz ani sam nie mówi o swoich potrzebach. Przecież sama piszesz, że kiedyś był inny, więc potrafi być lepszy, tylko musi chcieć. A to, że nie wyjdzie sam z inicjatywą w wielu kwestiach to akurat typowe dla wielu mężczyzn
  • 27.06.17, 21:48
    > ale nie może być tak, że wyżalasz się mamie, a mąż nie domyśla się co czujesz i czego potrzebujesz ani sam nie mówi o >swoich potrzebach

    Przecież mąz nie musi się domyślać bo jest informowany o odczuciach na co reaguje tekstami a psychologicznych gierkach, wrzaskami albo rzucaniem (niecelnym) ścierą.
    Nie da się rozmawiać z kimś kto tego nie chce.

    pozdr,
    mi
  • 27.06.17, 22:32
    Sorry ale dzieci nie psują relacji, dzieci sprawdzają relacje. Jak jest źle to niestety to przy dziecku (szczególnie małym)wychodzi. Dzieci ani nie scalają związku ani go nie psują. Ujawniaja jedynie siłe związku. Piszesz ze od 2 lat jestes w domu a oknem na swiat jest mama. Czyli to z nią rozmawiasz nie z męzem. Dziecko tu nic nie zepsuło
  • 28.06.17, 09:08
    Miałam bardzo podobne dylematy jeszcze 2 lata temu z mężem dochodziły do tego jeszcze inne rzeczy z którymi nadal się nie uporalismy, ale moje nastawienie do nich się trochę zmieniło i dzięki temu jest mniej frustracji.
    Zaciągnęłam męża do psychologa.Kobieta totalnie nam nie podpasowała, ale dzięki tej wizycie zaczęliśmy rozmawiać a mnie się wyklarowały priorytety. Przede wszystkim co do porzadków. Kiedyś sobie nie mogłam wyobrazić by raz w tyg.nie posprzątać porządnie z myciem podłóg i każde odstępstwa od reguły sobotniego sprzątania to był powód do porządnej awantury.. Teraz pasuję, co więcej, sama daję sobie rozgrzeszenie, jak przychodzi sobota a mnie się sprzątać po prostu nie chcę, wolę z dziećmi na podworko wyjść. Odnoszę wrażenie, że moje znikanie z dziećmi z domu otwierało oczy mężowi na bałagan i chwyta wtedy za odkurzacz.. Spróbuj zostawić bałagan w domu, ale taki bijący po oczach, zabrać dzieci i wyjść, może coś zaskoczy? Mój mąż mi jeszcze u tamten psycholog powiedział, że zrobiłam się zrzędliwą babą, jego nie zauważam, wszystko się kręci wokół dzieci.Miał rację, Z chwilą gdy znów zaczęłam dostrzegać w nim człowieka, a nie tylko ojca i męża, zaczęło się u nas poprawiać. Potrzebowalismy katalizatora, choć do tej psycholog już nie wróciliśmy to jestem jej wdzięczna, że okazała się takim niewypałem 😀 Rozumiem, że jest Ci ciężko, że obecnie świat Ci się kręci wokół zapewnienia dzieciom wszelakich potrzeb, że nie masz nawet czasu, by pomyśleć o własnych potrzebach. Miło by było gdyby mąż to docenił, jednak on tego nie doceni bo widzi to inaczej, myślę że próbuje Ci pomagać na swój sposób- zabiera do teściowej byś nie musiała sprzątać i gotować, byś wyszła z domu, ale nie rozumie, że Cię przygniata odpowiedzialność za dom, za porządek, gryzą Cię niedokończone rzeczy i fakt, że on tego nie dostrzega. Spróbuj nabrać dystansu. To pomoże. Życzę Ci byście dostrzegli,że to Wy,Wasz związek i rodzina jesteście tu najważniejsi, nie bałagan i różnice poglądowe na tenże.

    --
    Drobnostka, Mama Natki i Ali
  • 28.06.17, 09:17
    Mam podobnego meza, podobna roznice wieku miedzy dziecmi i uklad z mama (nasza z nami mieszka).
    Tylko moj maz nigdy nie byl sfrustrowany, bo zdawal sobie sprawe jaka ciezka jest sytuacja matka dwojki dzieci w wieku ponizej 2 lat, z ktorych jedno jest karmione piersia. Moje tez ciagle ulewalo, wiec na dodatek trzeba bylo tez ciagle przebierac.
    Rozumiem Ciebie, bo moja opinia na temat tego, co w domu musi byc zrobione i z jaka czestotliwoscia, rozmija sie z jego, wiec musielismy dogadac sie co i jak. Ustalilismy, ze odkurzenie domu i sprzatniecie lazienki raz w tygodniu to absolutna koniecznosc, niezaleznie od tego czy wygladaja jak po potopie, czy akuart dzien wczesniej zamiotlam, bo ktores dziecko nanioslo na butach piach z ogrodu, to przy okazji zebralam co bardziej widoczne koty z katow, albo czy wytarlam podloge w lazience, bo ktores sie pozygalo i nie mozna tak tego bylo zostawic. Ogarnianiem codziennym tu i owdzie i tak sie zajmuje i nie wymagam od meza latania ze szmata. Ale wymigiwanie sie wizytka u tesciow z obowiazku sprzatniecia jest nie fair i tyle.
    WIadomo, ze lepiej caly weekend przebimbac, ale rzeczy same sie nie zrobia. Moze w Waszym przypadku warto miec kogoc do sprzatania, co oczywiscie bedzie wymagalo od Ciebie mentalnej pracy, zeby tej osobie na to pozwolic. No, ale cos za cos.
    Poza tym nie rozumiem po co jechac na caly weekend do tesciow. Naprawde tam tak fajnie jest? Mezowi?
    Do wykonywania rzeczy innych niz sprzatanie w momencie, kiedy maz do nich dojrzeje po prostu musialam sie przyzwyczaic.
    Potraktowalam to jako moj przyczynek do dobrostanu naszego zwiazku. Mimo, ze to juz jestesmy malzenstwem ponad 20 lat, to nadal czasem mnie to wpienia, ale licze do 10ciu i biore na wstrzymanie, bo nie chce sie irytowac. Przypominanie, ani moje fochy nic nie daja. Czasem po prostu wzywam fachowcow do wyceny pracy i to czasem dziala jak otrzezwienie na mojego meza i zabiera sie za robote. Tyle, ze lista tych rzeczy baaaaardzo wolno maleje, a w tym czasie dochodza do niej nowe. Ale zalozylam, ze on po prostu lubi i chce te rzeczy sam zrobic i nie bede mu odmawiala tej przyjemnosci. Dopoki nikomu to nie zagraza (na przyklad cos nie ma szansy zwalic sie na glowe), to czekam. Aktualnie od 3 lat czekam na wykonczenie wokolo tarasu :-). Maz nie moze caly czas znalezc satysfakcjonujacego rozwiazania i nie moze "dojrzec" do rozpoczecia robot.
    Mam tez malowanie okien w planach, ale tutaj wezwe fachowcow do wyceny i zobaczymy co maz na to. Mnie wszystko jedno kto pomaluje, on czy fachowcy, ale okna juz MUSZA byc pomalowane, bo w niektorych miejscach wylazi zywe drewno ;-).

    --
    Internet... You start reading about sequoias and two hours later you know everything about Russian Revolution
  • 28.06.17, 10:11
    facet by prawidłowo funkcjonował i był dla kobiety użyteczny potrzebuje dwóch rzeczy:
    seksu i jedzenia
    ostatnimi czasy jedzenie wielu facetów sobie zapewni samemu więc pozostaje seks
    kobiety maja więcej potrzeb
    potraktuje swojego faceta jak samochód, jeśli zalejesz go benzyną (seks) uzupełnisz olej (jedzenie) to będzie Cię woził tam gdzie chcesz, jeśli nie będziesz lać benzyny do baku samochód nie będzie jeździł i zadne żale na forum nie pomogą

    ja wiem ze Ci cięzko, że na nic nie masz czasu, że dziecko itp. ale czas by zalać bak z paliwem w prawdziwym samochodzie jednak znajdziesz i nie będziesz narzekac na forum że Cię nie zawiózł tam i tam niezatankowany a Ty przecież nie masz czasu w obecnej sytuacji go tankować i powinien to zrozumieć

    oczywiście w teorii teoretycznie facet powinien pierwszy spełnić Twoje potrzeby po to byś Ty była bardziej chętna zaspokoić jego potrzeby, ale prawda jest taka ze pierwszeństwo maja te czynnosci które są bardziej pierwotne i fizjologiczne
    najważniejsze jest oddychanie, seks nie ma sensu jeśli nie oddychasz
    później picie i jedzenie
    później seks
    i dopiero później masa innych rzeczy - taka jest kolejnośc a nie taka jak byś Ty chciła tylko dlatego że Ty czujesz sie poszkodowana i oczekujesz ze on wpierw będzie jeździł z pustym bakiem który Ty ewentualnie zalejesz jak on już Ci zacznie wozić

    jeśli jesteś w stanie zapytać męża o jego fantazje i będziesz w stanie je spełnić zdziwisz jak uzytecznym samochodem moze sie stać
  • 28.06.17, 10:20
    oczywiście może być tak że on nie jest dla Ciebie po latach na tyle atrakcyjny byś chciała mu zalewać bak najlepszym paliwem
    oczywiście moze być tak że Ty nie jesteś już na tyle atrakcyjna by on był zadowolony z paliwa z twojego dystrybutora
    wtedy nie ma się co łudzić, będzie źle bo rozmowa takiego problemu nie rozwiąże
    moim zdaniem jednak nie macie aż tak długiego stażu by wam groziło to co napisałem przed chwilą
  • 28.06.17, 10:34
    Oczywiście zdajesz sobie sprawę z tego, jak brzmi sprowadzanie człowieka do ciała z popędem i potrzebami fizjologicznymi?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 28.06.17, 10:46
    człowiek jest ciałem z potrzebami fizjologicznymi
    a skoro masz inne zdanie to przestań realizować jedną z potrzeba, przestań oddychać z własnej woli, przecież mamy wolną wolę, więc każdy powinien móc to zrobić, wstrzymać wystarczajaco długo odech
    nie daje sie bo potrzeby fizjologiczne są zdecydowanie ważniejsze niż to co my chcemy i to co my sobie wymyślamy

    eksperyment jest bezpieczny bo jak uda mu sie komuś wstrzymać oddech to straci przytomność i wtedy organizm bez jego świadomości oddech przywróci

    w dodatku wolna wola nie istnieje
    www.crazynauka.pl/wydaje-ci-sie-ze-wolna-wole-eksperyment-temu-przeczy/
  • 28.06.17, 10:52
    Owszem, jest ciałem z potrzebami, ale chyba ma jeszcze umysł? Czy niekoniecznie?
    Bo z Twoich wywodów wynika, że blizej mu do np. psa.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 28.06.17, 11:01
    Pade, ja zauwazylam, ze facet szybciej wymysli i zrobi pralke automatyczna niz bedzie pral wlasnymi recami...
    Podobno sa juz prototypy automatycznych opiekunek dla seniorow. Kto im zabroni sprzedawac i zarabiac na takim urzadzeniu?
  • 28.06.17, 11:04
    Ale co złego w automatycznych opiekunkach ?
    Jakby co to zgłaszam się do testów ;D

    pozdr,
    mi
  • 28.06.17, 11:11
    Zapomnialam o automatycznych odkurzaczach w suficie...
    Nie nadazam za ich wynalazkami;)
    Fascynujace umysly maja te leniuchy;)
  • 28.06.17, 11:40
    No odkurzacze centralne sa już dośc dawno, nie wiem czy jest sens techniczny montowania ich w sufitach - jak miałyby dyndac na stałe to mało estetyczne, a jakby sięgać za każdym razem do sufitu to mało wygodne.
    Są też odkurzacze samojeżdzące do codziennego 'omiatania' jak ktos lubi żeby codziennie było omiecione ;D

    pozdr,
    mi
  • 28.06.17, 11:53
    Ja malotechniczna jestem.
    B0üüüüüüyc moze taki samojezdzacy gadzet Pan domu by zawlaszczyl, do osobistego uruchamiania;)
    2letni synek tez pewnie dalby rade przejac ten obowiazek w szczesliwej rodzince...
  • 28.06.17, 12:57
    >Ja malotechniczna jestem.
    technika się tym nie przejmuje i zaiwania do przodu ;)
    pozdr,
    mi
  • 28.06.17, 12:23
    Dawno udowodniono, że najbardziej leniwi ludzie są jednocześnie tymi najbardziej kreatywnymi

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 28.06.17, 11:08
    Czyli jednak mają jakiś umysł?
    :D

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 28.06.17, 11:07
    kobiecie też
    kobiety sie kieruja instynktami jeszcze bardziej niż mężczyźni, tylko jest to ubierane to w wielkie słowa
    jeśłi kobieta poczuje zew natury i chce dziecka a facet wciąż nie chce to mówicie ze on jest niedojrzałym egoistą, a tak naprawdę on chce spełniac swoje potrzeby tak samo jak wy chcecie zaspokoic potrzebe posiadania dziecka - tylko swoją nazywacie dojrzałością a jego potrzeby brakiem dojrzałości

  • 28.06.17, 11:10
    Zaspokajanie instynktu nie ma z dojrzałością nic wspólnego.
    Wg Ciebie "zrobienie" kobiecie dziecka rozwiązuje wszystkie problemu małżeńskie?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 28.06.17, 11:33
    kobiety rodzą dzieci albo przez wpadkę (zaspokajanie potrzeb seksualnych) albo świadomie (zaspokajanie potrzeby macierzysńtwa) , ta potrzeba jest manifestowana bardzo wcześni gdy zaczynacie sie bawic lalakami
    więc dzieci to w istocie zaspokajanie potrzeb instynktów

    zrobienie dziecka nie rozwiązuje problemów tylko rodzi nowe,
    problemy małżeńskie rozwizuje zaspokojenie potrzeb obu małżonków
    a kolejnosć zaspokajania potrzeb powinna zależeć od stopnia ich "fizjologiczności" te bardziej fizjologiczne pierwsze, te mniej fizjologiczne później
    dlatego wpierw trzeba zaspokoic potrzebe oddychania, później seksu, następne moze byc sprzatania , a później wyjscie do kina
    jesli sie przestrzega tej kolejki wszystko jest ok
    jeśli sprzatanie bedzie przed seksem nie bedzie ok
    zupełnie tak samo jeśli najpierw postanowisz obejrzec film a dopiero po nim zacząc oddychać
  • 28.06.17, 11:50
    Nie wiem czy czasem nie jesteś trollem, albo po prostu wpisałeś w wyszukiwarkę słowo seks i tak trafiłeś do tego wątku, ale postaram się odpowiedzieć poważnie.
    W realnym życiu nie da się wszystkiego ustawić pod tę "kolejkę". Oddychamy automatycznie, owszem, możemy przestać, ale wtedy przestaniemy żyć. Więc argument o oddychaniu jest absurdalny.
    Seks jest naturalną potrzebą również u kobiet. Tylko większość kobiet nie pożąda facetów, którzy od rana mają zły humor, nie odzywają się, nie przytulają, nie zauważą, że kobieta jest zmęczona. Zasypują ja dobrymi radami, mówią co powinna zrobić gdy ma problem, zamiast zwyczajnie wysłuchać i zrozumieć. Strzelają fochy, mają ciche dni, albo rzucają szmatami.
    Napiszę dosadnie: od takich zachowań pochwa robi się sucha. Nie ma przyjemności. Jest poczucie bycia przedmiotem, bycia użytą do zaspokojenia potrzeb. Nie ma bliskości. Jest obowiązek.
    Nawet gdy kobieta się zmusi do seksu, pomimo w/w zachowań, facetowi może zrobi się chwilowo lżej, ale dla niej to niczego nie zmieni, bo jej potrzeby emocjonalne dalej nie będą zaspokojone. Dlaczego? Bo dla większości facetów określenie "potrzeby emocjonalne" to jest abstrakcja, psychologizowanie, pranie mózgu, święcona woda, i bóg wie co jeszcze:)
    A gdy kobieta ma niezaspokojone potrzeby emocjonalne zaczyna się czepiać: prania nie rozwiesiłeś, łazienka jest brudna, gwoździa nie wbiłeś od trzech miesięcy. Co ona tym mówi? Hej, mężu, ja tu jestem! Zwróć na mnie uwagę, przytul, pogadaj, zrób coś dla mnie.
    Można by tak długo. Faktem jest, że jeśli NAPRAWDĘ chce się coś poprawić w małżeństwie, a nie tylko wyrwać coś dla siebie, na chwilę, trzeba wziąć pod uwagę potrzeby OBU stron, a nie tylko jednej. A one niekoniecznie się pokrywają. Ba, najczęściej się nie pokrywają:)

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 28.06.17, 15:16
    chyba Ty jesteś trolem skoro twierdzisz że jesteś w stanie przestać oddychac na tyle skutecznie by umrzeć
    zapewniam Cie nie jesteś w stanie z własnej woli wstrzymać na tyle oddechu by choćby stracić przytomność, bo potrzeby fizjologiczne zwycięza z Twoją wolą
    i tak jest równiez z innymi potrzebami fizjologicznymi, one z nami wygrywają, dlatego małżonkowie się kłócą, dlatego ludzie sie zdardzają

    >Tylko większość kobiet nie pożąda facetów, którzy od rana mają zły humor, nie odzywają się, nie przytulają, nie zauważą, >że kobieta zmęczona

    mylisz skutek z przyczyną, przyczyna jest brak seksu, a skutkiem jest zły humor i reszta
    pierwsza musi być zaspokojona potrzeba fizjologiczna i żony i męża, jeśli ktoś ie am tych potrzeb i oczekuje że druga strona o nich zapomni a w zamian zajmie się sprzątaniem daleko nie zajedzie
    zreszta na forach znajdziesz masę kobiet narzekajacych na brak seksu w małżeństwie i wtedy kobiety radzą, "nie marnuj życia, zostaw dupka"

    >Nawet gdy kobieta się zmusi do seksu, pomimo w/w zachowań, facetowi może zrobi się chwilowo lżej, ale dla niej to >niczego nie zmieni, bo jej potrzeby emocjonalne dalej nie będą zaspokojone. Dlaczego?

    ma ogromną szanse ze po zaspokojeniu potrzeb fizjologicznych faceta przejdzie on do zaspokajania potrzeb emocjonalnych żony, oczywiście pewne to nie jest, ale wtedy to on będzie winien

    >Można by tak długo. Faktem jest, że jeśli NAPRAWDĘ chce się coś poprawić w małżeństwie, a nie tylko wyrwać coś dla >siebie, na chwilę, trzeba wziąć pod uwagę potrzeby OBU stron, a nie tylko jednej.

    oczywiście ze tak, problem jednak jest wtedy jeśli ktoś oczekuje ze jego potrzeby beda zaspokojone poza kolejnoscia
    kolejność musi byc zachowana, to taki małżeński trójkąt maslowa

    pl.wikipedia.org/wiki/Hierarchia_potrzeb
  • 28.06.17, 15:31
    Aha, czyli jeśli seks będzie codziennie rano aż do wyrzygania, jak to określiłeś niżej, to nagle wszystkie problemy małżeństwie znikną?
    Cudne! Może to opatentuj?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 28.06.17, 15:37
    niestety to nie ja wymyśliłem trójkąt maslowa,
    nie ma wiec co opatentowywac, bo to od dawna znana wiedza, tylko zamiast czytac podstawy ludzie wolą jakichś magicznych psychoterapeutów :)

    taka jest po prostu hierarchia potrzeb, jeśli nie możesz oddychać nie jestes w stanie zając się pracą, a skoro seks jest na tym samym poziomie jak oddychanie to wnioski nasuwaja sie same
  • 28.06.17, 15:43
    Nieprawda. Kobieta jest w stanie żyć, gdy nie może uprawiać seksu bo jest w zagrożonej ciąży. Mężczyzna może nie uprawiać seksu gdy choruje (na wszystko właściwie:)) i jakoś żyje. Więc nie upieraj się tak człowieku przy swoim, bo człowiek nie jest maszyną. Im prędzej to zrozumiesz tym lepiej.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 28.06.17, 15:46
    >taka jest po prostu hierarchia potrzeb,

    obok ślicznej tabelecki jest też słowo pisane:

    _Pozornie_ według niej człowiek podejmuje działania z gatunku potrzeb wyższego rzędu, dopiero po zaspokojeniu potrzeb niższego stopnia, np. człowiek głodny nie będzie zajmować się kulturą. Od tej reguły zdarzają się istotne wyjątki. Sprzeczne bowiem z hierarchią potrzeb było zjawisko, np. teatru polskiego w czasie okupacji niemieckiej przy niezaspokojonej potrzebie bezpieczeństwa. Dlatego też na stosunek jednostki wobec swoich potrzeb wpływają jeszcze czynniki genetyczne, środowiskowe oraz aktywność własna jednostki lub też behawioralny system bodźców i reakcji.

    Także z tym prostackim 'nie dasz mężowi seksu to nie oczekuj od niego czegolwiek' to się tak nie rozpędzaj :D
    pozdr,
    mi
  • 28.06.17, 15:54
    wyjątki się zdarzają jednak ten przykład łatwo da sie wyjaśnic
    potrzeba bezpieczeństwa jest względna, ludzie się pryzwyczajaja do stanu w jakim żyją, dlatego po miesiacach i latach okupacji u wielu nastąpiło przyzwyczajenie do panującej sytuacji i okupacja stała się czymś normalnym

    na podobnej zasadzie ludzie boja sie rzadkich zamachów terrorystycznych a nie boja wsiac do samochodu mimo ze dziennie w Polsce ginie na drogach ponad 10 osób
  • 02.07.17, 12:07
    a skoro seks jest na tym samym poziomie jak oddychanie

    seks nie jest na tym samym poziomie co oddychanie. Jak slusznie zauwazyles, nie ma czlowieka, ktory by nie oddychal i zyl. Jest natomiast mnostwo ludzi, ktorzy nie maja seksu i zyja. Na studiach pamietam wyklad- wykladowca wlasnie sie na tym skupil. Wyraznie zaznaczyl, ze czlowiek jest w stanie sie od seksu powstrzymac, choc przyznal, ze on sam tego nie potrafi. Ha ha, a moze to byles Ty?
  • 28.06.17, 15:34
    zwróćcie uwagę gdzie w hierarchii potrzeb stoi seks, a gdzie miłość :)
    nawet miłość jest o wiele mniej ważna niż seks, seks to poziom jedzenia i oddychania, jak mozna oczekiwac ze facet będzie realizował jakies kolejne potrzeby skoro nie dostaje seksu?
    wydrukowac sobie trójkąt, powiesic na scianie i codziennie sprawdzac czy zajmuję sie potrzebami w odpowiedniej kolejnosci :)
  • 28.06.17, 15:40
    Sam Maslov pisał, że te potrzeby są ze sobą powiązane a nie rozdzielone.
    Czytałeś w ogóle to, co wkleiłeś? Opisy również, oprócz rysunku?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 28.06.17, 15:58
    oczywiscie ze są powiązane, życie jest na tyle skomplikowane ze nie da sie inaczej, ale to nie zmienia tego które są bardziej podstawowe które mniej, a im większa podstawowośc potrzeby tym bardziej brak jej zaspokojenia moze rodzić gniew, frustracje i agresje, łacznie z rzucaniem szmatą :)
  • 28.06.17, 16:04
    na miejscu oziębłych kobiet i oziębłych mężczyzn bardzo bałbym sie nie zaspokajac potrzeby seksu u partnera bo to ten sam poziom potrzeb co głód a z głodu uczłowiek jest w stanie zjeść drugiego człowieka, więc brak seksu moze skończyc sie nie tylko rzucaniem szmatą
  • 28.06.17, 16:05
    Łopatologicznie: może mężczyzna jest w stanie jest mieć seks z kobietą, która go poniża i traktuje jak szmatę (czyli nie zaspokaja jego potrzeby szacunku), ale takich kobiet jest zdecydowanie mniej. I mężczyźni muszą się z tym pogodzić, takie jest życie:)

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 28.06.17, 16:07
    są mężczyźni którzy to lubią, kobiety takie też się znajdą :)

    ale w temacie to podejrzewam że wpierw był brak seksu a dopiero póxniej poniżanie i inne, zreszta problem wystąpił po drugim dziecku, co wyraźnie sugeruje kolejność
    brak seksu jest przyczyną a nie skutkiem
  • 28.06.17, 16:12
    Autorka niedawno urodziła. No ale Tobie to chyba nic nie mówi?


    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 28.06.17, 16:10
    I jeszcze inny przykład: jesz wszystko, nawet to, czego nie lubisz? każdy rodzaj jedzenia sprawia Ci przyjemność? Zjesz ze smakiem jedzenie z talerza, który został rzucony Ci pod nos przez nieprzyjemnego kelnera?
    Innymi słowy: sprowadzanie seksu do obowiązku, czyli muszę wykonać tych parę ruchów bo inaczej nie przeżyję (przeżyjesz, gwarantuję Ci to), odnosi skutek odwrotny do zamierzonego.
    Obrzydza seks.
    Tak jak dzieci nie chcą jeść pod wpływem presji jaką wywołują na nich rodzice czy babcie, tak kobieta może nie chcieć uprawiać seksu, jeśli mężczyzna stawia jej warunki (najpierw seks, potem, ostatecznie zrobię co zechcesz, za miesiąc;)).


    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 28.06.17, 16:21
    oczywiście że jeśli seks jest obowiązkiem to już w połowie sprawa jest przegrana, dlatego udane zwiazki to najczesciej takie z podobnym libido, jeśli komus libido siada bo partner sie zestarzał zgrubł, albo siada po urodzeniu dziecka pojawia sie problem, bo wtedy albo staramy sie przetrwac trudny okres próbując utrzymać relacje i uprawiac ten seks wbrew sobie, albo idziemy na łatwizne i mówimy że skoro nam sie nie chce to niech on sobie swoimi potrzebami tyłek podetrze, ale niech dalej robi to czego my potrzebujemy - tylko w takiej sytuacji narzekanie że mąż jest zły jest lekko nie na miejscu
    skoro on musiał sobie zawiązać na supełek to też z mniejszym zaangażowaniem jest realizować swoją misję jako faceta i dbać o potrzeby żony i dziecka
  • 28.06.17, 16:50
    Uparty jesteś. Nawet seks wbrew sobie proponujesz. Cudnie.
    Dobra, inny przykład: facet ma zapalenie prostaty, leczy się od trzech miesięcy. Rozumiem, że wg Twoich teorii powinien się zmusić do seksu mimo, że sprawi mu to ból.
    Jeśli tego nie zrobi czy żona ma w tej sytuacji prawo olać obowiązki, awanturować się i rzucać szmatami?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 28.06.17, 17:45
    A jeśli to kobiecie brakuje seksu, a facet ciągle i uparcie odmawia, bo to jest jego sposób na focha i "ukaranie" żony - to co wtedy? Wiem, to nie przypadek autorki wątku, tylko uwaga na marginesie - życie bywa bardziej skomplikowane.
  • 28.06.17, 18:03
    Nie no, zakładam że uwagi były obupłciowe, w końcu w świętym trójkącie nie ma przy seksie gwiazdki i odnośnika 'nie dotyczy kobiet' :D
    pozdr,
    mi
  • 28.06.17, 10:45
    "Ogólnie mąż nie zauważa mnie w codziennym życiu, ale seksu by chciał."

    No to raczej cię zauważa :-)

    "A ja kompletnie nie mam na to ochoty,"

    Ty coś chcesz od niego on chce coś od ciebie - to jest gotowa recepta na porozumienie. Pomyśl o tym.

    "W domu robi, ale tylko to co ma w swoich obowiązkach, nie wyjdzie z inicjatywą sprzatania, zorganizowania wakacji, czegokoliwek jak np drobny remont póki mu nie będę suszyć głowy."

    Rozumiem, że sama robisz więcej niż "tylko to co masz w swoich obowiązkach"? Wyszłaś sama z inicjatywą umycia mu samochodu, jakiejś naprawy itp.? Pomyśl o tym.

    "Kłócimy sie jak tylko zwróce meżowi uwagę że coś bym chciala inaczej, albo dlaczego tak robi. On zawsze zrobi z tego awanturę."

    To raczej wygląda, że ty ją wywołujesz bo to ty masz pretensje i zwracasz uwagę.

    "Sam z siebie nie pogada jak ma problem."

    A to jest przecież całkiem zrozumiałe. My faceci tak mamy. Rozmawiamy o problemie tylko wtedy gdy chcemy od drugiej osoby aby pomogła nam albo zmieniła coś w swoim zachowaniu. Bardzo nas denerwuje "obgadywanie" problemu. Pomyśl, że dla niego twoja chęć przegadania problemu jest równie irytująca jak dla ciebie jego zachowanie.
  • 28.06.17, 10:53
    Aha. Czyli rozmawiacie kiedy Wy macie problem, a kiedy kobieta ma problem to wywołuje awanturę?
    :D

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 28.06.17, 11:03
    wywołuje awanturę ten kto pierwszy ma pretensje, a nie ten co na te pretensje odpowiada

    oczywiście czasem pretensje mogą być słuszne, ale nie zmienia to faktu że wywołał awanturę ten co pierwszy ją zaczął :)
  • 28.06.17, 11:12
    Nie. Awanturę wywołuje ten, który nie umie przyjąć krytyki, odpowiada na nią atakiem i rzucaniem szmatą oraz rozwodem.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 28.06.17, 11:19
    a jeśli krytyka jest niesłuszna to kto wywołał awanturę?
    pamiętaj że znasz opinie tylko jednej ze stron i ona przekonana jest ze jej pretensje są słuszne, ale druga strona moze miec inne zdanie i na innym forum narzekać "moja zona wciąz wywołuje awantury majac do mnie nieuzasadnione pretnsje a przecież wykonuję wszystkie swoje obowiązki"
  • 28.06.17, 11:52
    Gdy krytyka jest niesłuszna to się ją prostuje.
    To nie jest powód do straszenia rozwodem czy rzucania szmatami.
    Problem polega na tym, że komunikowanie się jest sztuką i mało kto ma do niej talent.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 28.06.17, 11:01
    widzisz zdzichu, kobiety nie są złe, one po prostu nie potrafią spojrzeć na problem z naszego punktu widzenia
    kobieta zwraca uwagę, ale to on robi awanturę :)
    facet wykonuje 100% swoich obowiązków które pewnie wspólnie ustalili ale robi za mało, powinien ją zaskoczyć i zacząć jej suszyć głowę że nie zorganizowała wakacji lub poprosić ja o drobny remont który powinna juz dawno wykonać, w końcu skoro jesteśmy tak samo przeznaczeni do opieki nad dzieckiem to kobiety sa tak samo zdolne do wykonywania remontów :)
  • 28.06.17, 11:11
    A gdzie wyczytałeś o tych 100%?
    Możesz zacytować?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 28.06.17, 11:21
    ""W domu robi, ale tylko to co ma w swoich obowiązkach"
    facet robi tylko to co miał do zrobienia, dziwny jakis jest :)
  • 28.06.17, 11:28
    No tak, zrobi to co ma w grafiku.
    A jeśli dziecko zwymiotuje to nie posprząta po nim, kran się zepsuje to nie naprawi, żona zachoruje to on nie zrobi dzieciom jedzenia, bo nie było w planach. Dorosłe życie na tym polega, że czasem trzeba zrobić coś, na co nie mamy ochoty, szczególnie gdy nie jesteśmy sami tylko mamy dzieci, za które jesteśmy odpowiedzialni.
  • 28.06.17, 11:14
    widzisz Krysiu, faceci nie są źli, oni po prostu nie potrafią spojrzeć na problem z naszego punktu widzenia
    ;)

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 28.06.17, 11:26
    zgadzam się z Tobą
    i co teraz? :)

    największy bład kobiet jest taki:
    gdy pojawia się dziecko ono staje się dla kobiety najważniejsze
    dla mężą wciąż najważniejsza jest żona
    pojawia się asymetria i facet zaczyna cierpieć
    nawet na naukach przedmałżeńskich i nawet kościół katolicki uczy że po narodzeniu dziecka małżonkowi mają być dla siebie najwazniejsi, ich potrzeby mają być ważniejsze niz potrzeby dziecka, bo szczęśliwe dziecko jest możliwe tylko w szczęśliwej rodzinie, a szczęśliwa rodzina jest możliwa tylko wtedy gdy zaspokajane są w piwerwszej kolejnosci potrzeby małżonków, a w drugiej potrzeby dziecka
    jeśli potrzeby dziecka sa na pierwszym miejscu a potrzeby żony/męża na drugim, nie ma szans na szczęśliwą rodzine bo psują sie relacje między małżonkami

    a jaki jest największy bład facetów?
  • 28.06.17, 11:57
    Rozumiem, czyli to wszystko przez potrzeby dziecka. To po cholerę te dzieci, najlepiej ich nie mieć, albo oddać po narodzeniu, bo tylko przeszkadzają w realizacji potrzeb małżonków. Normalnie słabo się robi człowiekowi od tych rewelacji.
  • 28.06.17, 12:01
    :)

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 28.06.17, 15:20
    posiadanie dzieci to realizacja instynktów, najbardziej pierwotnym jest przetrwać, drugim w kolejnosci jest - rozmnożyć się, i to dotyczy wszystkich gatunków na tej planecie, również ludzi
    no i to nie rewelacje, skoro nawet kościół tak chroniący życie poczete twierdzi że od dziecka ważniejszy jest małżonek to powinno dac do myślenia wielu :)
  • 28.06.17, 15:32
    Kościół katolicki może być autorytetem dla Ciebie. Ale nie musi być dla innych, i nie jest.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 28.06.17, 12:01
    To nie jest błąd.
    Gdyby to był błąd to nie byłoby nas na tej planecie. Matka MUSI się zająć dzieckiem, żeby przeżyło.
    Znasz kogoś z domu dziecka? Albo byłeś tam kiedyś? Jeśli nie to poczytaj na ten temat.
    Mały człowiek może i przeżyje będą wyłącznie karmionym i przewijanym, ale jakie to będzie życie?
    Odpowiem Ci: koszmarne.
    Dziecko autorki ma trzy miesiące. Jego potrzeby są ważniejsze niż potrzeby matki i ojca. Tzn powinny być zaspokajane w pierwszej kolejności. Owszem, można dziecko niańce podrzucić i iść na balety, ale potem trzeba ponieść konsekwencje. Różnorakie.

    Jaki jest największy błąd facetów?
    Nie wiem czy to można nazwać błędem, dla mnie to jest raczej defekt.
    Nie uwzględnianie potrzeb emocjonalnych, własnych i cudzych. Traktowanie emocji jako coś co jest "babskie", niepotrzebne, szkodliwe, przy jednoczesnym manifestowaniu własnych problemów z emocjami, nieświadomym manifestowaniu, ale jednak na wszelkie sposoby.
    W skrócie: traktowanie emocji jak smoka z bajek. Trzeba go pokonać.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 28.06.17, 15:23
    to jest błąd
    jeszce raz
    rodzina jest szczęśliwa wtedy gdy wszyscy są szczęśliwi
    jeśli matka olewa ojca, lub ojciec olewa potrzeby matki a zajmują się tylko dzieckiem to wtedy rodzina nie bedzie szczęśliwa, dziecko będzie szczęśliwe ale krótkoterminowo bo rodzina sie rozpadnie i będziemy mieli dziecko z ojcem a najczesciej z matką
    Ty mnie straszysz domem dziecka to ja Cie strasze niepełnymi rodzinami
    szczęśliwe pełne rodziny to takie w których rodzice są dla siebie najważniejsi i są szczęśliwi a jako szczęśliwi ludzie moga oboje z zadowoleniem zajmowac sie dzieckiem
  • 28.06.17, 16:55
    Podsumowując Twoim językiem: szczęśliwe dzieci są tam, gdzie żona zawsze daje du.py mężowi. Ostatecznie niech mu gruchę zwali (fuj) jak nie może dać tej du.py.
    Obrzydliwy jesteś, wiesz?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 28.06.17, 11:04
    Współczuję. Myślę że 3 miesięczne płaczące dziecko to normalna rzecz a przy tak małej różnicy wieku między dziećmi to normalne że jesteś zmęczona. Mąż ma po prostu inne poczucie czystości, cóż, mój tata ma tak samo.
    Nie wiem co doradzić, bo jesteś w domu dzień w dzień z mamą, obie sprzątacie, gotujecie i zajmujecie się dziećmi i nadal jest brud, łazienka nie sprzątana dwa tygodnie. Nie wiem, może wyznaczyć sobie zawsze jeden dzień na sprzątanie łazienki? Mąż pewnie tego brudu nie widzi, są takie osoby, znam osobiście, sprzątają dokładnie łazienkę raz na trzy miesiące, a tak to pobieżnie. Jeśli jeszcze widzisz szansę powodzenia waszego związku, to spróbuj spokojnie wyjaśnić mężowie o co ci chodzi,nie krzyczeć ale na spokojnie wyjaśnić co jest dla ciebie ważne. A może jednak niech mama nie przychodzi codziennie, niech wam nie sprząta, niech nie prasuje koszul, niech nie gotuje. Skoro mąż nie ma bardzo stresującej pracy i nie pracuje po 12 godzin dziennie to chyba może raz w tygodniu odkurzyć albo posprzątać w łazience czy tam wyjść z dziećmi w sobotę na dwie godziny a ty posprzątasz (ja bym akurat wolała wyjść żeby ktoś inny to zrobił)
  • 28.06.17, 11:10
    on mysli o seksie, wiec nie ma czasu na myslenie o innych sprawach
    niech go przeleci tak zeby rzygał na myśl o seksie a zajmie sie wszystkim innym, oczywiscie tylko tak długo aż znowu zacznie mu brakowac seksu :)
  • 28.06.17, 12:04
    czyli trafiłeś tu przez wyszukiwarkę


    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 28.06.17, 12:12
    I najwyraźniej dawno nie tankował ;D
    pozdr,
    mi
  • 28.06.17, 13:57
    Czytam to wszystko i jestem przerażona... Jestem na takim etapie swojego związku, że wszystko gra, jesteśmy dla siebie mili, uprawiamy świetny seks, rozumiemy się bez słów i wydaje się nam, że jesteśmy ludźmi podobnymi do siebie, o podobnym podejściu do życia i wartości. Mieszkamy razem praktycznie od momentu, kiedy się poznaliśmy (prawie rok). Bardzo zależy mi na stworzeniu partnerskiego związku, ponieważ jestem rozwódką - moje małżeństwo okazało się pomyłką ze względu na męża-jedynaka związanego emocjonalnie z matką, leniwego, nieumiejącego nic zrobić, nieangażującego się. Eks- małżonek, mimo, że był dobrym człowiekiem, to jednak żył "z dnia na dzień", bez większych ambicji, stale przed komputerem. O wszystko musiałam zadbać ja, wszystko załatwić i zaplanować. Gdy w nasze wspólne życie wkroczyła jego toksyczna matka i nie spotkało się to z jego sprzeciwem mimo moich próśb/gróźb - powiedziałam dosyć.
    Pozbierałam się szybko i natychmiast poznałam wartościowego, świetnego mężczyznę - ambitnego, prącego do przodu, który od samego początku znajomości wspominał, że chce stworzyć związek partnerski, że nie potrzebuje "robota kuchennego" tylko partnerki. Być może to kwestia doświadczeń - dawno temu zmarła mu matka, musiał szybko wydorośleć, nikt nie "skakał" przy nim tak jak przy ex. Gotuje, pierze, sprząta, prasuje, myje podłogi.
    Uwielbiam to nasze spokojne, bezpieczne, stabilne życie, choć zdaję sobie sprawę, że to dopiero początki. Mimo to wychodząc za mąż za ex już widziałam wiele symptomów, które powinny dać mi do myślenia, ale naiwnie wierzyłam, że się coś zmieni i jakoś ułoży. Nie ułożyło się. Teraz jest inaczej. Czasami się z nowym partnerem sprzeczamy, dwa razy się pokłóciliśmy, ale mamy do siebie szacunek i staramy podchodzić ze zrozumieniem do swoich przywar. On jest kawalerem.
    Chcielibyśmy mieć razem dziecko, planujemy wspólną przyszłość i małżeństwo, ale ja obawiam się, że po przyjściu dziecka na świat zmienią się nasze wzajemne relacje, coś się popsuje. Po prostu jestem przerażona sytuacją tanji8. Nie chcę, żeby tak było, bo przechodziłam przez kryzys małżeński, który skończył się rozwodem. Wiem, jak się człowiek w takich chwilach czuje.
    Z jednej strony wiem, że jesteśmy na tyle oboje ogarniętymi ludźmi, że spokojnie damy sobie radę z dzieckiem, jestem pewna, że partner mocno zaangażowałby się w opiekę - chciałby tego dziecka bardziej aniżeli ja. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że to dziecko powinniśmy teraz mieć: dobra sytuacja zawodowa, finansowa, odpowiedni wiek etc.
    Z drugiej strony boję się, że to potencjalne dziecko zniszczy naszą relację.

    Strasznie to wszystko trudne.

  • 28.06.17, 15:18
    Dziecko nie niszczy relacji. Na pewno je zmienia, ale nie niszczy. Gdyby tak było, ludzie nie mieliby dzieci, a na pewno nie więcej niż jedno. Ja niedługo będę miała trzecie z moim mężem i nie żałuję tego, że jesteśmy razem. Oczywiście, zdarzają się kłótnie i kryzysy, ale pokonujemy je i idziemy dalej. Z doświadczenia wiem, że wina nigdy nie leży tylko po jednej stronie. Oczywiście to karygodne, że mąż rzuca szmatą, ale może po prostu nie umie wyrażać swoich emocji i tak rozładowuje swoją wściekłość i bezsilność. Jeśli zacznie się rozmowę nie z pozycji oskarżycielskiej, tylko spokojnie, pytając, co ja mogę zrobić, żeby było lepiej, można się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy. I wtedy można też spokojnie przedstawić swoje oczekiwania. Oni też widzą, czują, słuchają, tylko nie umieją wyrażać swoich emocji tak łatwo jak my i stąd problemy
  • 28.06.17, 15:29
    jeśli będziesz pokazywać mężowi na rózne sposoby że to on jest najważniejszy, a on będzie Ci pokazywał że Ty jestes najważniejsza dla niego, to będzie ok
    będziecie szczęśliwi i dziecko tez bedzie bo oboje w pełni zaspokojeni i szcześliwi będziecie sie zajmowac dzieckiem

    jeśli natomiast po urodzeniu dziecka zaczniesz kochac głównie je a mąż stanie się robotem który ma pomagac i ułatwiać życie Tobie po to byś wszystko co najlepsze dawała dziecku to będzie dym prędzej czy później, bo to nienaturalne by dorosły samiec w trzy, czy cztero osobowym stadzie pełnił rolę pomocnika ostatniego do koryta, tak się da potraktowac jakiś wykastrowany, ale taki który ma swoje potrzeby będzie cierpiał i sie ciskał
  • 28.06.17, 15:36
    Czyli dziecko zaspokaja potrzeby kobiety, a ta ma zaspokoić potrzeby męża? Skąd TY się urwałeś?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 28.06.17, 15:40
    mąż ma zaspokoić potrzeby żony, a żona ma zaspokoić potrzeby męża
    jeśli zrobią to mogą zacząć zaspokajac potrzeby dziecka
    oczywiście odchylenia zawsze sie znajdą
    zgodnie jednak z piramida maslowa człowiek nie jest gotowy do skutecznego wykonywania zadań jeśli nie zaspokoił podstawowych potrzeb fizjologicznych

    przeczytajcie całośc prosze was, dla dobra wszystkich
    pl.wikipedia.org/wiki/Hierarchia_potrzeb
  • 28.06.17, 16:26
    O tym, że żona ma zaraz po urodzeniu dziecka zaspakajać w pierwszej kolejności potrzeby męża może pisać tylko facet i to bardzo słabo rozgarnięty. Fizjologia i biologia są tak ustawione, że kobieta w połogu i przez jakiś czas po nim nie ma ani siły, ani ochoty spełniać potrzeb seksualnych męża, a fizjologia i biologia dziecka tak, że wymaga całodobowej, stałej obsługi, nie ma bata. Przez pierwsze miesiące życia dziecka tryb obsługi musi być przebudowany, ludzkie małe jest całkowicie uzależnione od matki, no co na to poradzić?
    Facet, który myśli, że zawsze, wszędzie i o każdej porze tylko jego potrzeby będą zaspokajane, jest zwyczajnie głupi, niedojrzały i niewyobrażalnie egoistyczny. To nierealne oczekiwania od życia, które muszą się kiedyś zderzyć z rzeczywistością. Jego potrzeby były zaspokajane w 100% tylko, gdy byl małym dzieckiem, przez mamusię. Jeśli to się przeciągnęło w czasie, faktycznie może tego oczekiwać od partnerki, ale to znowu dowód jego skrajnej głupoty.
    Kobieta nie odstawi na boczny tor ojca dziecka tylko wtedy, gdy ten pokaże, że dojrzał do partnerstwa, ojcostwa i ogólnie jest dojrzały. Gdy ją nie tylko kocha, ale przede wszystkim szanuje i wspiera. Kochający, wyrozumiały, pomocny, wspierający partner jest wtedy na wagę złota i każda mądra dojrzała kobieta to doceni, także w łóżku, gdy tylko jej fizjologia na to pozwoli. Gdy jednak przed dzieckiem pan wymagał obsługi, a po urodzeniu dziecka nadal tak jest i do tego dochodzi foch, że kobieta zmęczona, że czegoś od niego chce, że marudzi, trudno wtedy nadal spełniać wszystkie jego potrzeby, bo niby dlaczego? Bo tak? Biec do łóżka z egoistą, leniem, sfochowanym gó...arzem?
    Największy błąd kobiet, to nadmierne starania po ślubie. Kobiety w naturalny, ale głupi sposób chcą być dobrymi, oddanymi żonkami, które pucują domek dla swojego księcia. Książe to przyjmuje i myśli, że tak będzie zawsze, leży na kanapie i czeka na zimne piwko. A tu zonk! Rodzi się dziecko i kobiecie opadają klapki z oczu, widzi lenia na kanapie, a dziecko jest maleńkie, słodkie, bezbronne, ukochane. Kto wtedy wygrywa konkurencję???
  • 28.06.17, 16:35
    przecież nikt nie mówi że zaraz po urodzeni i wszystkie potrzeby :)
    może mu za przeproszeniem gruchę ręką strzepać i to bardzo wiele zmieni, są też inne możliwości

    >Kto wtedy wygrywa konkurencję???

    krótkoterminowo wygrywa dziecko, a długoterminwo przegrywaja wszyscy

    >Rodzi się dziecko i kobiecie opadają klapki z oczu, widzi lenia na kanapie, a dziecko jest maleńkie, słodkie, bezbronne, >ukochane.

    po prostu kobieta dostała swoją zabawke o której marzyła od dzieciństwa (bawiąc się lalkami) i teraz już bardziej kocha ta zabawkę zupełnie tak jak facet potrafi pokochac nowy samochód (bo bawił się samochodzikami)

  • 28.06.17, 16:40
    >>po prostu kobieta dostała swoją zabawke o której marzyła od dzieciństwa (bawiąc się lalkami) i teraz już bardziej kocha ta zabawkę zupełnie tak jak facet potrafi pokochac nowy samochód (bo bawił się samochodzikami)

    Wycinanie z kontekstu nic tu nie zmieni. Przedstawiłam scenariusz lenia i egoisty kontra noworodek, a nie dojrzałego, kochającego faceta kontra noworodek. Widzisz różnicę? Nie, nie pasuje do tez?
  • 28.06.17, 16:54
    widzę róznicę
    ale po urodzeniu kobieta czesto postrzega takiego samego faceta, tak samo sie zachowującego od lat inaczej niż go widziała wcześniej mimo ze on sie nie zmienił
    to tez ewolucyjne sprawy

    ale nieważne
    tak sie zastanawiam dlaczego tak próbuje mnie lekko kopnąć i często dośc agresywnie kończy swoje posty? :)
    przeciez tylko dyskutujemy i wymieniamy sie opiniami
    ja zły facet seksista a z drugiej strony dobre i powiedzialne kobiety
    to chyba ja powinien być agresywny... to mi nie pasuje :)
  • 28.06.17, 16:41
    >przecież nikt nie mówi że zaraz po urodzeni i wszystkie potrzeby :)
    Ty cały czas mówisz. seks, seks, seks do wyrzygania i wszystko będzie ok.

    pozdr,
    mi
  • 28.06.17, 16:49
    a pewnie
    a po co łaczymy sie w pary?
    mówi sie ze wazne sa inne sprawy, zrozumienie, wspólne pasje itp.
    ale przeciez ja znam wielu facetów którzy mnie rozumieja lepiej niz kobiety, znam facetów którzy maja pasje bardziej podobne do moich, ale mimo tovzyje z kobietą, jedyne co daje mi ona a czego nie dadza mi koledzy to seks (przytulanie to tez seks)
    gdybym był homo to żyłbym z jakimś facetem
    czyli ten seks jest zdecydowanie najważniejszy bo to pod jego wpływem wybieramy partnera
    no mozna sie kierowac tez zasobnoscią portfela itp. ale wtedy ktoś taki nie jest do końca szczęśliwy w zwiazku i szuka zaspokojenia seksualnego poza zwiazekiem

    p.s. gdyby facet nie dostawał jesc i chodził głodny a kobieta narzekała ze za malo zrobi wtedy pisałbym ciągle o jedzeniu "daj mu jeść"
  • 28.06.17, 16:52
    Ty potrzebujesz od swojej kobiety jedynie seksu?
    Ona o tym wie?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 28.06.17, 16:57
    nie jedynie, wie natomiast ze to najważniejsza sprawa w relacjach
    właściwie to na początku związku ona potrzebowała seksu więcej niż byłem w stanie go jej dać (naprawde bardzo dużo) i nawet mi dorobiła rogi z tego powodu, właśnie dlatego że nie zaspokajałem w pełni jej potrzeb

    dobra, musze spadać więc pozdrawiam miłe panie :)
  • 28.06.17, 20:56
    Facet, który sprowadza swoją partnerkę
    wyłącznie do roli obiektu seksualnego dziwi się, że inna kobieta nie jest tym zachwycona i odpowiada nie dość grzecznie. Parade.
  • 28.06.17, 15:51
    Pade, to czysta antropologia ewolucyjna, może podana w sposób mniej miły niż w kobiecych pismach, ale nie ma w tym błędów logicznych czy luk. Tak to wygląda. Samica wybiera partnera o możliwie dobrych genach, jeśli nie jest w stanie ze względu na własne braki takowego znaleźć, to wybiera samca, który zapewni dostatnie życie potomstwu lub przynajmniej będzie opiekunem. To trzy podstawowe kryteria wyboru. Samiec spółkuje z samicą, by przekazać geny. Dalszy seks po narodzinach dziecka, czyli seks nieprokreacyjny jest po to, by związać partnerów, aby mogli razem wychować potomstwo. W przypadku ludzi to wychowanie jest długie, pracochłonne i zasobochłonne i to jeden z powodów, dla których człowiek może spółkować poza okresem płodnym, aby wyrzuty hormonów dawały potrzebę bycia razem niezbędną do tego, by pozostać razem. Dennetta sobie poczytaj, Dunbara a najlepiej Helen Fisher.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 28.06.17, 15:52
    aby wyrzuty hormonów dawały potrzebę bycia razem niezbędną do tego, by pozostać razem. - masło maślane mi wyszło, potrzebę bycia razem, by zapewnić przeżycie dzieciom.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 28.06.17, 15:57
    Z całym szacunkiem dla Twojej wiedzy Edwino, może życie np. nie sprowadza się do prokreacji i wyrzutu hormonów. Dzieci nie zaspokajają moich potrzeb. Czy mam w takim razie gdzieś się z tym zgłosić?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 28.06.17, 21:25
    to wszystko o czym piszę to postawy nieuświadomione. Świadomie spotykając faceta nie oceniamy jego genomu, świadomie nie wyliczamy ile razy należy iść do łóżka, aby więź pozwalała na łatwiejsze rozwiązywanie problemów. Ale kieruje nami znacznie więcej niż świadomość. Ba, nasz własny umysł nieustannie nas okłamuje próbując racjonalizować zachowania społecznie nieakceptowalne z powodów kulturowych, ale pozytywne z punktu widzenia gatunkowego. Ja tam wolę o tym wszystkim po prostu wiedzieć i nie robić z tego wielkiego halo. Uznaję matkę naturę za mądrzejszą od ludzi. Ona potrafiła nas stworzyć, my nie potrafimy skopiować a tym bardziej stworzyć lepszej wersji w inny niż przez nią przewidziany sposób.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 29.06.17, 11:27
    Owszem, dla matki natury ważne jest przedłużenie gatunku i dobre geny, ale dla ludzi ważne jest coś jeszcze. Choćby to, że jak się już połączą w pary, to chcą by ich wspólne życie było dość znośne. I do tego potrzebny jest umysł a nie wyłącznie instynkt i fizjologia.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 29.06.17, 11:36
    W tym wątku jest para, która się już rozmnożyła. Matka zaspokaja potrzeby dziecka, ojciec je odrzuca bo jest trudne. Instynktowne? Owszem, zajmie się dzieckiem jak skończy 7 lat. Tylko czy za 7 lat matka dziecka będzie chciała mieć z tym ojcem coś wspólnego jeśli nic się między nimi nie zmieni?
    Natura naturą, ale kiedyś matka miała wsparcie całej wioski. Mąż nie był jej potrzebny do opieki nad dzieckiem bo miała matkę, ciotki i kuzynki. Ciężar rozkładał się równomiernie. Mąż polował, żona karmiła.
    Obecnie żona zostaje w czterech ścianach a jej oknem na świat jest internet. Mąż wychodzi na polowanie, żona czeka aż wróci, żeby się wykąpać.
    Do czego zmierzam. Rozumiem matkę naturę i to, co mamy w genach. Tylko rzeczywistość się zmienia, musimy się do niej dostosować, geny też to robią przecież. Dlatego postuluję wykorzystywanie również umysłu, a nie opieranie się wyłącznie na instynktach.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 29.06.17, 12:00
    Naturalnie, ale te dwie sprawy powinny się równoważyć, dokładnie tak, jak ludzkie w relacji. Nasze związki są przewidziane na dwa góra pięć lat, taka długość zapewnia spłodzenie i podstawowe odchowanie potomka oraz możliwość płodzenia kolejnych o innym zestawie genetycznym, co zapewniało większą różnorodność. Była również związana z długością życia. W związku z rozwojem religii oraz ekonomii dziedziczenia relacje zostały sztucznie wydłużone. Następnie doszedł etos miłości romantycznej i bum - mamy się rozumieć bez słów i patrzeć sobie w oczy do końca życia. No nie. Monogamia wynikająca z uwarunkowań religijnych to ostatnie maksymalnie 3 tys lat i to tylko na niektórych obszarach. Monogamia ekonomiczna odnosiła się przede wszystkim do kobiet, a idea miłości romantycznej narodziła się na dworze Eleonory Akwitańskiej w średniowieczu. Innymi słowy dla natury są to wciąż aberracje a nie trend trwały. Dlatego, aby utrzymać związek, który wyszedł poza etap hormonalny, trzeba mądrości i pracy. Mądrości by rozumieć, co nami kieruje i jak to można wykorzystać pozytywnie. Jeden z wypowiadających się mówił o seksie, a forumki krzyczały, że kobieta nie ma siły, ochoty itp. I ok, nie zawsze można mieć chęć na seks, połóg też go wyklucza, ale: można i należy się przytulać, gładzić, spać blisko, całować. To bardzo potrzebne i wyjątkowo więziotwórcze, pozwala też rozładować napięcia. Czasami zamiast obrażać się na siebie można zwyczajnie wyciągnąć rękę - zaproponować wspólny wieczór na sofie przed telewizorem, przytulić się w nocy, bo ta fizyczność bardzo pomaga: działa rozluźniająco, uspokajająco, wyrównuje rytm serca, redukuje stres. I tak "uspokojeni" jesteśmy w stanie lepiej komunikować się, stajemy się na siebie bardziej otwarci, bardziej skorzy do współpracy. Zwróć uwagę, że w najlepszych związkach lub w najlepszych okresach w danej relacji, zawsze jest bardzo dużo fizyczności: trzymania za rękę, odruchowego głaskania, buziaków, zresztą seksu również. Badania dowodzą, że dzieci wychowywane bez tej fizycznej bliskości są w dorosłym życiu emocjonalnymi kalekami. Ba, mają osłabiony system immunologiczny. Dorośli również tego potrzebują.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 29.06.17, 13:43
    Zgadzam się.
    Tylko mnie jakoś trudno by było przytulić się po awanturze z wyzwiskami czy grożeniem rozwodem.
    Owszem, seks, bliskość jest więziotwórcza, ale może też powodować pomieszanie. Jak to tak? W łóżku jest ok, kochamy się, przytulamy, a poza łóżkiem? Olewanie, lekceważenie, spychanie na siebie obowiązków.
    Ty twierdzisz, że bliskość powoduje otwarcie się na siebie, lepszą współpracę. Ja widzę wokół siebie ludzi, którzy rozwiedli się pomimo zaje.fajnego seksu:)
    Wiem, że ludzie są różni, ale jak widać jednej recepty na szczęście nie ma:)

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 29.06.17, 14:35
    Ależ ja nie twierdzę, że jest to rada, która zadziała w 100 proc. przypadków i zapewni wieczną szczęśliwość! To raczej dobra praktyka, która pomaga w codziennym życiu. Coś jak joga - nie zapewni wiecznego zdrowia i świetnej formy, ale pomoże zachować sprawność na dłużej. Zauważyłam, że ludzie (zarówno kobiety jak i mężczyźni) często szukają rozwiązania, które ma być typem zaklęcia. Sądzą, że jeżeli powiedzą coś, jakąś niemal magiczną formułkę, to ta druga strona zrozumie swoje błędy, w sekundzie zmieni postępowanie i rozpocznie się etap wielkiej szczęśliwości. Przy czym właśnie tak ma wyglądać mechanizm: ja coś powiem i nagle bum, wszystko się zmienia, ale to ta druga osoba zmienia, bo ja zmieniać przecież nic nie muszę. No nie ma takiego zaklęcia. Nad związkiem trzeba po prostu pracować i jeśli chce się go zachować, to wykorzystywać takie różne pomoce, jak: fizyczna bliskość, wspólnota celów i postaw, przyjaźń. Nie być sędzią dla swojego partnera, nie umniejszać go, ale też nie dawać się umniejszyć samemu. A i tak to wszystko nie gwarantuje powodzenia, bo po pierwsze to ludzie się często fatalnie dobierają, a po drugie to my po prostu nie jesteśmy stworzeni do życia w długotrwałych związkach.
    Swoją drogą osobiście nie uznaję łóżkowej metody godzenia się, no nie, to nie dla mnie. Ale po kłótni, jeśli ludzie nie zamykają się w swojej złości, można i należy wykonywać wobec siebie małe gesty, które w konsekwencji do tej fizycznej bliskości doprowadzą. Zresztą ja to polecam jako eksperyment osobom w związkach przechodzących kryzys: trzymajcie się za ręce, przytulcie choć raz dziennie i nie uciekajcie z uścisku, starajcie się kłaść spać razem i przynajmniej na chwilę przytulić itd. Jeżeli w związku są nadal emocje, chęć bycia razem, to ta bliskość pomaga nawiązać lepsze porozumienie. Nie życzę ci problemów w związku, ale jeśli się pojawią wypróbuj, nie raz widziałam pozytywne efekty takiej hm... "terapii".

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 02.07.17, 12:10
    Tylko mnie jakoś trudno by było przytulić się po awanturze z wyzwiskami czy gro
    > żeniem rozwodem.


    Niektorzy ludzie moga, ale wowczas jest to b.agresywny seks, majacy znamiona przemocy. Aczkolwiek faktem jest, ze niektorzy agresywny seks lubia.
  • 01.07.17, 19:52
    Mogę wreszcie napisać, że porozmawialiśmy z dobrym skutkiem. Widzę, że prowadziliście w tym czadie bardzo ożywioną dyskusje.
    Padło słowo przepraszam, jest wola zmian z obu stron. Wreszcie usłyszałam też co mężowi leży na sercu, a czego nie umiał nazwać. Nie umie jescze panować nad emocjami. Ale jak są to ja już kończę dyskusję aby nie zabrnąć za daleko.
    W tym tygodniu zaprzestałam z mamą sprzątania (i nie, nie było brudno jak się tym zajmowałyśmy, miałam na myśli to że jak nie sprzątamy w tym celu aby mąż zobaczył że brud sam nie znika albo jak jestem sama to mąż mimo upływu 2 tyg nadal nie widział potrzeby sprzątania). Wyszło, że mąż nie dostrzega że jest brudno i nie czuje co ile ma być no sprzątana łazienka, bo czas leci bardzo szybko, woli jednak nakreślenie co należy zrobić i będziemy ustalać sobie max do kiedy. Też wolę aby moja mama mniej sprzątała, aby nie czuła się bardzo wykorzystana. Gotowanie tez podzielimy myśląc o cotygodniowychh zakupach. Ogólnie prowadzenie domu powinniśmy ogarnąć, kiedyś było przecież dobrze. Nie byłam nigdy zwolennikiem sztywnego podziału w zwiazku typu Ty zawsze sprzatasz łazienke a ja kuchnie lub ja gotowanie a Ty samochód. Nadal tak nie będzie choćby właśnie dlatego że przy dzieciach to się wymyka często poza schemat.
    W kwestii czułości też ruszyliśmy do przodu zaczynając od drobnych gestów. To bardzo ważne. Jeszcze dużo przed nami.
    Nieobgadane pozostały np sprawy rodziny i jej wpływu na nas. Wiele innych wątków też. Ciężko jak jesteśmy obydwoje uparci, ale to już dawno o sobie wiemy. Staram sie też mężowi tłumaczyć żeby trochę poluzował - ja lezy dzieciach właśnie duzo uczę sie cierpliwości i pokory. Jego czasem nadal ponosi.
    Edw-ina Twoje wpisy przejrze jeszcze kilkakrotnie, bo bardzo sie z nimi zgadzam. Pozostałym też dziekuje za głosy. Trzymajcie kciuki za nas. Nie boje sie też szukać pomocy u mediatora gdyby było trzeba, zostałam przez Was przekonana.
  • 02.07.17, 21:38
    Gratuluje dobrego skutku.
    Szczerze, to ja takiej ekonomii nie rozumiem, zeby wydawac kase na mediatora zamiast na pomoc domowa i weekendy wszyscy maja wolne od sprzatania i przyjemnie spedzaja czas.
    Jestem przekonana, ze madiator sam tak robi;)
    Tyle fajnych rzeczy mozna robic wspolnie po pracy meza. Ani Twoj maz, ani Ty nie wyrywni do tego zajecia, to po co sie tak katowac?
    Trudniej jest dla Ciebie pozwolic obcej osobie pomoc Wam w sprzataniu niz opowiadac obcej osobie, co sie w 4 scianach miedzy Wami dzieje?

    A kiedy planujesz podjac prace zarobkowa?
  • 03.07.17, 14:56
    Na razie nie wydajemy kasy na mediatora ani na sprzataczke. Chciałabym abyśmy sami ogarniali temat domu własnie dlatego, że wracam do pracy jak sie skonczy urlop rodzicielski, a pracuje też w nocy i mam odpowiedzialny zawód. Robota jaka jest w domu do wykonania nie jest naszym naczelnym problemem, choć dobrym pretekstem. Mieszkanie jest małe i trochę głupio też wpuszczać sprzątaczkę. Fajnie to ujęte w linku mmoni - zostałam managerem domu i dzieci (poza tematem samochodu), czuję się przeładowana. Chciałabym czasem usiąść już nawet z płaczącą córką i o niczym nie myśleć, a nie że jutro to tamto czy siamto i wcale nie mam na myśli sprzątania łazienki. Zmywarki sprzątaczka nie będzie mi ładować i opróżniać. Dlaczego to dla mojego mężczyzny jest problem żeby brudną szklankę włożyć do zmywarki zamiast do zlewu - punktem wyjścia nie jest brak ognistego seksu.
    3-mamuska - nie chce mi się z Tobą wchodzić w polemikę bo chcyba nie przeczytałaś całego wątku. Jakbym chciała być heterą w domu to bym nie szukała tu pomocy. Nie wiem skąd wnioskujesz, że ustawiłam męża w takiej pozycji. Bronię też mojej córki - ona ma problemy brzuszkowe, z gazami, z odbijaniem, to nie dlatego jest na rękach, że taki ma charakter. Moja matka niemal sie nie styka z moim mężem, już pisałam że wychodzi jak tylko on wróci, a wiekszy kontakt mają na ew obiedzie może raz w miesiącu. Pomaga mi intensywnie od zaawansowanej 2 ciąży. Oczekuję od męża, że będziemy rozmawiać choćby o pogodzie, o jego dniu w pracy, o emocjach, oczekiwaniach, że wrócą choćby czułe gesty a w końcu i seks, że ze mną podzieli odpowiedzialność za dom, że przestanie mieć na nas focha. Jedynie się starał opiekować synkiem, a my z córką byłyśmy problemem (ja bo czegoś chcę, a córka bo płacze). My jesteśmy na swoim, dopiero od ok pół roku mama pomaga, a właśnie jedynymi trzecimi osobami jakie przysparzają problemów jest teściowa (że wnuka nie widzi, a widzi co najmniej raz w tygodniu a często 2x) i tylko się muszę tłumaczyć ja lub mąż jak nie możemy w danym tygodniu w wyznaczonym przez nią terminie, bo chcemy posprząta i spotkać z przyjaciółmi. Z jej strony zero elastyczności a ew foch. Ale o tym szerzej nie pisałam bo mały mam na to wpływ.
  • 04.07.17, 14:09
    Cieszę się, że mogłam pomóc. Powodzenia!

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 28.06.17, 16:09
    Dziecko nie niszczy relacji. Relację może zniszczyć mąż dupek, który uważa, że żona powinna prać, prasować, gotować i sprzątać, zajmować się trzymiesięcznym dzieckiem plus dwulatkiem i w każdej chwili mieć ochotę na seks. A on pójdzie na 8 godzin do pracy i będzie wymagał tego wszystkiego.
    Chyba po raz kolejny muszę Bogu podziękować za to że jest po prostu kochanym facetem.
    Nie można winić dziecka, błagam.
  • 28.06.17, 16:11
    Dziwnie wyszło :)
    Mąż jest kochany.
  • 28.06.17, 16:13
    Miałam pytać czy to Bóg jest takim kochanym facetem:)

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 28.06.17, 16:56
    No właśnie przeczytałam i sama się zdziwiłam co napisałam :)
  • 28.06.17, 16:24
    na pewno bywaja gorsi, znam
    takiego który był uważany za ideał przez wszystkie znajome żony, sprzątał prał gotował, to on namawiał żonę na drugie dziecko, a po drugim jak już przestał dawać radę a ona chciałeś to sie zajmuj (w sumie słusznie) to on uciekł do innej 15 laat młodszej
  • 28.06.17, 16:59
    A nie znasz jakiegoś małżeństwa, gdzie są dwie dojrzałe osoby, które rozumieją co to znaczy zmęczenie i choroba oraz to, że seks jest oczywiście fajny ale w życiu też są inne sprawy i potrzeby.
  • 28.06.17, 21:05
    A ja myślę, że to głębokie kompleksy,które są pokrywane cynizmem i pozą jurnego byczka ;) Tak pisze zawsze porzucony facet, który pretensje do kobiety, która odeszła, rzutuje na cały gatunek kobiecy. Wiesz, wszystkie baby to jędze albo dziwki, ale ja się nie dam :P
  • 28.06.17, 21:39
    W życiu nie ma na nic gwarancji, niestety. Sytuacja Twojego obecnego związku wydaje się być dobrą prognozą na przyszłość. Ja myślę, że warto się odważyć - weź pod uwagę, że jeśli nie zdecydujecie się na dziecko, kryzys w związku możecie mieć mimo tego, albo nawet z tego powodu (jedno bardzo żałuje, ma żal do drugiego, albo to drugie też nie jest pewne własnej decyzji, po jakimś czasie zaczyna żałować itd.). Pojawienie się dziecka jest jak przesiadka z roweru na czterech kółkach na dwa kołka - dość trudne, można się nawet wywrócić, ale jak już się nauczy łapać równowagę, nikt nie chce wracać na stary rowerek :) (no, prawie nikt)
  • 28.06.17, 21:44
    To miało być do ja_to_ja32.
  • 29.06.17, 11:21
    jeste_m_sobie dziękuję za odpowiedź - fajnie to wszystko ująłeś / ujęłaś :) Masz rację - nie da się w życiu niczego przewidzieć. Podjęcie decyzji o posiadaniu dziecka jest trudne, ale rodzicielstwo ma swoje cienie i blaski - jak zresztą wszystko. Trzeba mieć tylko nadzieję, że wszystko pozytywnie się ułoży.
    Niemniej jednak większość wpisów na forach osób posiadających dzieci przedstawia raczej negatywny obraz rodzicielstwa, co może mocno zniechęcić. Mam jednak nadzieję, że przy fajnym mężczyźnie u boku uda się w miarę spokojnie przejść przez to wszystko. Pozdrawiam!
  • 29.06.17, 11:28
    Bo na forach piszą osoby, które miały jakiś problem. Oczywiście że można po urodzeniu dzieci mieć nadal dobry i fajny związek ale to zależy od dojrzałości obojga partnerów.
    Naprawdę nie pamiętam u siebie żadnych problemów w związku z urodzeniem i wychowywaniem dzieci. Były choroby i tego typu problemy, oczywiście, były zmęczenie, ale oboje daliśmy radę :) z tym że mój mąż był bardzo zaangażowany w wychowanie dzieci. Był taki okres, gdy syn miał 2-3 lata, że chciał tylko do tatusia :) a ja byłam w odstawce.
  • 29.06.17, 12:21
    Mam sześciomiesięczne dziecko, pierwsze. Tak czytam to, co napisałaś i odnoszę wrażenie, że macie przede wszystkim krótką pamięć. Przecież przerabialiście to już raz. Dziecko 3-miesięczne, które potrzebuje non stop uwagi mamy? Z tego, co wiem i co zaobserwowałam, to jest po prostu norma. Spotkałaś się pewnie z pojęciem "czwarty trymestr", Twoje dziecko właśnie to przeżywa. Będzie łatwiej. Co prawda, przed Wami jeszcze ząbkowanie, ale nie wszystkie dzieci przechodzą to bardzo ciężko.

    Seks trzy miesiące po porodzie? OK, to był czas, kiedy już próbowaliśmy ale jeszcze bez satysfakcji dla żadnej strony. Próby zbliżenia kończyły się moim głośnym "auuu" i tyle z tego było. Niektóre kobiety nie czują się na siłach nawet do pół roku.

    Rozmawiajcie dużo. Pamiętajcie, że to. co trudne, szybko minie, Wasze dziecko będzie już tylko starsze.
  • 01.07.17, 20:05
    Emae - racja, wydaje się że zapomnieliśmy jak to było. Synek był innym niemowlakiem, ale też nie takim żebym leżała na kanapie i książki czytała na macierzyńskim. Pierwsze dziecko to zawsze rewolucja. Drugie jest po prostu inne, ale mieliśmy chyba obydwoje oczekiwania że będzie łatwiejsze. Po opowieściach o cygańskich dzieciach, ktore można podrzucić każdemu z rodziny, weselach z miesięcznym dzieckiem, dalekich wycieczkach z 3miesiecznym, niemowlakach śpiących po odłożeniu niemal od urodzenia chyba uwiezyliśmy że coś z tego nam się trafi. I mąż chyba miał bardziej bujną wyobraźnię. Wiem, że to co trudne minie i że dziecko trzeba zaakceptować takie jakie jest. Staram się mężowi o tym przypominać.
  • 02.07.17, 07:58
    Łatwe niemowlaki zdarzają się rzadko, to raz. Jeśli się zdarzają, często dają popalić później, jako starsze dzieci, to dwa. A po trzecie: niektórzy mają zadziwiającą potrzebę ubarwiania rzeczywistości i cenzurowania jej, opowiadając coś innym, jakby chcieli samych siebie o czymś przekonać. Ćwiczenie: wybierz parę najbardziej pozytywnych faktów dotyczących swojego drugiego dziecka i opowiedz je tak, żeby wzbudzić czyjąś zazdrość. Nie skłamać wprost, ale pokazać rzeczywistość tylko od jednej, wybranej strony - co oczywiście też jest rodzajem kłamstwa. Jestem pewna, że się da.
  • 02.07.17, 00:56
    Takiego linka chciałam zarzucić

    W skrócie: to, że zrobisz to, co żona palcem pokaże, to jeszcze nie znaczy, że odwalasz swoje 50% roboty. Myślenie i pamiętanie o tym, co jest do zrobienia, to też jest robota. (A przypominanie księciu 100 x o tym, co jest do zrobienia, tym bardziej.)


    --
    Nika
  • 02.07.17, 07:57
    Świetnie ujęte. Wielokrotnie mówiłam mężowi że jestem właśnie przeładowana myśleniem o prawie wszystkim co dotyczy domu i rodziny. Właśnie myśleniem, planowaniem, organizowaniem. To przy dzieciach jest już kawał roboty. Mam nadzieje, że wejdzie mu z czasem w krew co się robi w domu poprzez to co chcemy teraz robić. Mój własny tata też się z czasem tego nauczył i robił jak mama pracowała na 1,5 etatu duzo wiecej niż ona. Robił inaczej, ale pamiętał. W naszym domu często jak ja o czymś zapomnę to mąż sobie nie przypomni.
  • 08.07.17, 14:00
    Co konkretnie mogłby zrobić mąż abyś nabrała ochoty na seks? Lub inaczej co musiałoby się stać abyś poczuła do niego pożądanie? Czy jest jeszcze w ogóle coś takiego?
  • 10.07.17, 20:52
    Przytoczę autentyczną sytuację z mojej pracy.Ja pracuję z samymi facetami. Przychodzi kolega i mówi że jest niewyspany, bo położył się o 3 rano, bo sprzątał w kuchni, a ja na to ooooo:). On super dobry, zdolny facet. Ona w domu z 2 dzieci, opiekunką na etat do pomocy, ona niepracująca, dzieci w wieku przedprzedszkolnym, jedno bardziej wymagające. No zdziwko. To ja się pytam czy to nie zaszło za daleko? Te dzielenie obowiązków. Czy o to chodzi?
    czy ta jego pani tego chce, zajeździć jedynego żywiciela? facet pada na twarz. Wszyscy mu współczują.

    Czy autorka postu aby docenia faceta który idzie na polowanie przynosi pieniądze i nie truje jej dupy co tam szef co kolega nie marudzi jak trudno jest w pracy zarobić itd. Po prostu robi swoje.
    Czy 2 niepracujące zawodowo kobiety nie są w stanie ogarnąc łazienki co 2 tygodnie? a jeśli nie to zapłacić komuś, zmienić wymagania co do mieszkania na błysk i delegować naprawę kranu mechanikowi.Przeczekać jeszcze jak maleństwo wyrośnie.
    "Kłócimy sie jak tylko zwróce meżowi uwagę że coś bym chciala inaczej" a ile razy jemu ustąpiłaś? Czemu mama jest oknem na świat? Masz do dyspozycji pomoc- mamę, zostaw na 2 godzinki dzieci, wyjdz na fitness albo do kolezanki poplotkuj, czy masz jakąś koleżankę? Nie usprawiedliwiam słów męża, bo są poniżej krytyki ale skup się na sobie. Pewnie czujesz się niedoceniona w domu ale wyluzuj, zrób sobie przyjemność, idz na jogę.Mąż Cię pożąda a to raczej znaczy że kocha i docenia, taki inny język. Przestań kierować oceniać. Macie 2 zdrowych dzieci, naprawdę skup się na pozytywach. Ciesz się czasem z dziećmi.




  • 13.07.17, 14:16
    Wiem, rozumiem. Tylko że on o 16 jestt juz w domu, nie przynosi roboty do domu. Napisałam tutaj o sprzataniu łazienki, ale fajt mogłabym zatrudnić sprzataczke tylko czy ona też bedzie zbierać jego brudne kubki zostawione byle gdzie tylko nie w zmywarce? zbierać jego brudne koszulki po pokojach, balkonie? ściagać pranie i składać gdy robie je niemal codziennie? czy właśnie jak dziecko pokruszy cos, rozleje i wyciagnie to też czekać na sprzataczke? jak cukru nie ma w cukierniczce to też zawsze ja wsypuje choć prawie wcale nie korzystam. To są bzdety dnia codziennego które przestał ogarniać lub nie chciał. Już jest lepiej. Już widzi i robi.
  • 14.07.17, 17:52
    Czyli wszystko na dobrej drodze. Oby tak dalej. Gdy przeczytałam o tym cukrze w cukiernicy przypomniało mi się dzisiejsze śniadanie. Ja nie słodzę co prawda ale maż owszem. Jem śniadanie i słyszę że mąż wchodzi w domu, stawia cukierniczke na stole więc pytam: byłeś pożyczyć cukier? Przecież mamy w szafce jeszcze zapas ze dwa kilo, tyle że głęboko schowany. Mąż się zmieszał bo nie wiedział. Po czym córka podsumowała: "No co ty tata, nie wiesz, że mama jest na wojnę przygotowana i ma zapasy?"

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.