Dodaj do ulubionych

finanse w związku - wspólne konto?

04.07.17, 10:19
Proszę napiszcie jak wyglądają finanse w Waszych związkach/małżeństwach. My jesteśmy razem kilkanaście lat, mamy dzieci, żyjemy bez ślubu. Od zawsze mamy osobne konta, osobne wydatki. Podział z grubsza taki: opłaty za mieszkanie, kredyt mieszkaniowy (tylko na niego), auto - ponosi partner. Jedzenie, chemia, dzieci (wycieczki, kieszonkowe, obiady szkolne, zajęcia dodatkowe itd) - ja. Plus każdy spłaca swoje długi z których staramy się wyjść.
Generalnie jest podział moje/twoje wydatki. Decyzje o swoich pieniądzach podejmujemy niezależnie. Nie mamy dostępu do swoich kont.
Każdemu z nas się wydaje że to drugie powinno mieć pieniądze po opłatach. Na tym tle są nieporozumienia. On zarabia 3 razy więcej niż ja. Układ jest taki że on może zostać po godzinach, popołudniami ja "obstawiam" dzieci. Więc trochę jednak umożliwiam mu ten sukces zawodowy.
Jak wyglądają finanse w Waszych związkach? Macie wspólne konto, osobne? Jakiś wspólny budżet i pulę na wydatki dla każdego? Czy może jeszcze inaczej?
Obserwuj wątek
    • fiamma75 Re: finanse w związku - wspólne konto? 04.07.17, 11:30
      Od zawsze konto wspólne, do którego oboje mamy równy dostęp. Generalnie ja zarządzam, płacę rachunki, wydatki są wspólne, a jeśli chodzi o wydatki na swoje przyjemności jedynie te większe uzgadniamy, puli żadnej nie ma, po prostu wiemy na co w danej chwili możemy sobie pozwolić.

      --
      My oraz Starsza i
      Młody
    • beenthere Re: finanse w związku - wspólne konto? 04.07.17, 13:50
      Zawsze mnie zastanawia, jak dziala zwiazek gdzie pieniadze sa oddzielne, szczegolnie przy sporej roznicy zarobkow i dzieciach . Na moj gust obie strony musza byc bardzo niezadowolone. Ta wiecej zarabiajaca - nie moze sobie pozwolic na zycie na "wyzszym" poziomie, bo tej biedniejszej na to nie stac. Ta mniej zarabiajaca jest niezadowolona bo jest mniej zarabiajaca, no a jednak wydatki wspolne ponosi..
      Widzisz, ze i u was to nie dziala, moze czas na zmiane ukladu?
      U mnie tak jak u fiamma75, zawsze wspolnie, drobne zakupy kazdy robi wedle uznania ze wspolnej kasy, a wieksze zawsze konsultujemy. Mamy kazde swoje hobby, ktore zjadaja sporo pieniedzy (jak sie zapomnimy), wiec jak ktores poniesie fantazja za bardzo to drugie pomaga zejsc na ziemie. Oszczednosci zbieramy na wspolny cel.
      • sagankenrg Re: finanse w związku - wspólne konto? 04.07.17, 14:28
        Związek kuleje.
        Ja chcę zmienić zasady gry - partner nie.
        My też niby zbieramy na wspólny cel - dzieci. Ale tak naprawdę partner odkłada, ja nie mam z czego. I to się nazywa że on odkłada a nie my.
        Większe wydatki - czasem konsultuje czasem nie.
        • seare Re: finanse w związku - wspólne konto? 05.07.17, 10:31
          sagankenrg napisał(a):

          > Związek kuleje.
          > Ja chcę zmienić zasady gry - partner nie.
          > My też niby zbieramy na wspólny cel - dzieci. Ale tak naprawdę partner odkłada,
          > ja nie mam z czego. I to się nazywa że on odkłada a nie my.


          Kasa, kasa, kasa. Szczęście jego, że nie jesteś jego żoną, wtedy prawnie jego
          zarobki byłyby też twoją własnością w połowie. On zarabia 3 razy tyle, co ty.
          Nie wykręcaj się dziećmi, że z ich powody nie możesz zarabiać więcej. Dzieciom
          zorganizować opiekę, samej zacząć zarabiać, samej! Nie oczekiwać, że ktoś da.


          • sagankenrg Re: finanse w związku - wspólne konto? 06.07.17, 13:33
            Seare, myślisz że jestem pazerna. Rodzina to dla mnie wspólnota. Czy nie uważasz że dorobek też powinien być wspólny? To w kwestii przeszłości. A w kwestii teraźniejszości: kiedy słyszę pytanie " czy zapłacisz za to?" mam atak paniki. Jeszcze do niedawna też zadawałam mu takie pytania. Coś się złamało, coś dostrzegłam, już tak nie mogę.
            • koronka2012 Re: finanse w związku - wspólne konto? 06.07.17, 23:22
              sagankenrg napisał(a):

              > Seare, myślisz że jestem pazerna. Rodzina to dla mnie wspólnota. Czy nie uważas
              > z że dorobek też powinien być wspólny? To w kwestii przeszłości.

              Tylko że wy nie jesteście rodziną, tylko zaledwie parą, która miała chwilowo wspólnotę celów, która niestety się właśnie rozłazi, i choć ci dobrze życzę - jest nikłe prawdopodobieństwo że przy takim jego podejściu będzie lepiej. Wspólne macie tylko dzieci, nie zmusisz gościa do zmiany podejścia, a dla niego ważniejszy jest własny tyłek, niż rodzina.

              I nie chodzi nawet o brak ślubu, a o brak intencji tworzenia rodziny w sensie wspólnoty ze strony pana. Pan ma prawa, ale obowiązków na siebie wziąć nie zamierza.
              Mocno ryzykowne, żeby w tak nierokującym układzie zdecydować się na dwójkę dzieci.
              Przepraszam, że piszę tak cynicznie, ale właśnie moja znajoma po latach takiego konkubinatu wg podobnego schematu wylądowała z dzieckiem na ulicy.
          • hanusinamama Re: finanse w związku - wspólne konto? 23.07.17, 22:05
            Ale co to za podejscie? Ja nie mowie zeby zyc za czyjąc kase ale kasa to nie wszystko. A dzieci to ni koty ze mozna wypuscic na dór i nie sie zajmą sobą. Zajmowanie sie dziecmi to bardzo wazna czesc rodziny. Jestem zoną, mam dzieci, mam firme. Mogłabym pewnie zarabiac 2razy tyle co zarabiam gdybym dzieci pusciła samopas ale tego nie robie. I mój maz tez by tego nie chciał. Był czas kiedy zarabiałam duzo wiecej od meza, był czas kiedy on zarabiał wiecej, teraz mniejw iecej podobnie. Nikt nkomu nie wygarnia ze mało, ze mozna wiecej. Zawsze mzoan wiecej...tylko ze dzieciom zamiast miłosci nie dasz kasy. A partner autorki jest cwany. Pracuje na siebie tak naprawde. Nobi ona opłaca dzieci a on kredyt. Jak ja zostawi to ona z dziecmi pod most? Mamy 21 wiek i kobiety pracujace ale jednak facet nie powinien tak sie zachowywać. Bardzo zachowawcze zachowanie
        • hanusinamama Re: finanse w związku - wspólne konto? 23.07.17, 22:01
          Partner nie chce bo mu szkoda jego kasy...ty jestes na stracoenj pozycji. Nie mowie ze masz zyc na koszt meza ale co np jak stracisz prace albo zachorujesz? Nie wyobrazam sobie zyc tak jak ty. Ale to moze sie z domu wynosi. Moj maz jest z domu gdzue zarabiał głownie ojciec (maja spore gospodarstwo) tesciowa zajmowała sie domem i dziecmi, mimo to kasa wpsólna, nigdy nic nie miała wydzielane przez tescia. Mysle ze jakby twój maz stracił prace i ty bys zarabiała wiecej to nagle chciałby wpsólnego konta.
    • anku1982 Re: finanse w związku - wspólne konto? 05.07.17, 01:34
      W każdym małżeństwie, w którym słyszałam o osobnych kontach są kłótnie z powodu pieniędzy. U nas staż małżeński 11 lat, 2 dzieci, od samego początku konto wspólne, grubsze wydatki ustalamy, codzienne zakupy robię ja, grubsze mąż, on też zajmuje się wszystkimi opłatami (nawet "moich" rachunków), kredyt wspólny, ale niewielki. Mąż zarabia ponad dwukrotnie więcej niż ja, ale pracuje normalnie po 8 godzin. Po powrocie ogarnia i dzieci i sprzątanie jeśli trzeba. Żadnych sprzeczek, ale może to wynika z podejścia mojego męża...
        • smoczy_plomien Re: finanse w związku - wspólne konto? 20.07.17, 23:59
          My również mamy osobne konta i nigdy nie mieliśmy kłótni o pieniądze. Podejrzewam jednak, że u nas zgodność w tej kwestii bierze się z tego, że zarabiamy podobnie, a przy tym wydatki mamy tak podzielone, że raczej nie musimy oglądać dna sakiewki na koniec miesiąca. Jeśli któremuś z nas jednak zabraknie, nigdy nie ma problemu z przelaniem potrzebnej kwoty od drugiego.
          • seare Re: finanse w związku - wspólne konto? 21.07.17, 13:59
            smoczy_plomien napisała:

            > My również mamy osobne konta i nigdy nie mieliśmy kłótni o pieniądze. Podejrzew
            > am jednak, że u nas zgodność w tej kwestii bierze się z tego, że zarabiamy podo
            > bnie, a przy tym wydatki mamy tak podzielone, że raczej nie musimy oglądać dna
            > sakiewki na koniec miesiąca.

            Taki związek opiera się na zdrowych fundamentach, nikt z nikim nie jest dla
            korzyści majątkowych, bo się mu opłaca z kimś być. Nikt na nikogo nie musi
            harować. Każde zarabia podobnie, każdemu starcza - do tego trzeba dążyć,
            a nie jak się nie napracować, a mieć z cudzego.
              • seare Re: finanse w związku - wspólne konto? 21.07.17, 22:28
                smoczy_plomien napisała:

                > Świat powinno się obserwować szerzej niż przez pryzmat doświadczeń jednej osoby


                Osób o podobnych dochodach łączących się w pary jest więcej.
                Ludzie podobni do siebie mają większą szansę na dobry związek
                niż skrajnie różni. Pod różnymi względami, a kasa - niby nieważna,
                ale bez niej nie da się żyć.
                • lot.ti Re: finanse w związku - wspólne konto? 24.07.17, 07:45
                  Osób o podobnych dochodach łączących się w pary jest więcej.
                  Ludzie podobni do siebie mają większą szansę na dobry związek
                  niż skrajnie różni. Pod różnymi względami, a kasa - niby nieważna,
                  ale bez niej nie da się żyć.

                  ta jest bejb, jak tylko zacznę zarabiać więcej od starego to go wykopię i założę konto na edarging zaczynające się od: zarobki nie mniej i nie więcej niż xxxxx PLN. albo na odwrót.

                  BTW nie powinni dzieciakom na koloniach dawać dostępu do netu
            • hanusinamama Re: finanse w związku - wspólne konto? 24.07.17, 11:00
              Bardzo chore masz podejscie. Niby wspólny dom, niby wspólne dzieci, wspólna przyszłosc ale moja kasa jest moja a twoja jest twoja....do czasu. Znam takiego faceta. Do tego stopnia ze na wakacje jezdzili osobno bo ja nie było stac na drogie zagraniczne podróze. I było ok. Tylko ze miał wypadek i przez 2 lata był na chorobowym. Zona w tym czasie zmieniła prace i zaczeła lepiej zarabiac. Alez oczywiscie ze mąz chcuiał teraz wspólnego konta, bo za co on ma życ....Chyba miałes zły przykład z domu. I ja nie mowi ze facet pracuje a kobieta lezy i pachnie. Mam kolezanke ktora na kilka lat zrezygnowala z pracy (dobrze płatnej) i siedziała na wcyhowawczym, bo maz był w stanie ich utrzymać. Ona była na jego utrzymaniu? Nie. Jakby sie jego zapytał to by ci powiedział ze jej siedzienie w domu z 2,5 latkiem i rocznym dzieciekim jest o wiele ciezsza niz jego praca. Dzieci poszły do przedszkola ona wróciła do pracy. Jak z nimi rozmawiasz to on mowi, ze zona sie poswieciła. Wg ciebie to on był wykorzystywany?
    • asia_i_p Re: finanse w związku - wspólne konto? 05.07.17, 10:56
      Mamy wspólne konto, na które wpływają obie pensje, i drugie wspólne konto obsługujące kredyt mieszkaniowy. Budżet jest rozpisany dosyć ściśle, w systemie subkont i kopert, a nad wszystkim kontrolę sprawuje genialny arkusz kalkulacyjny rozpisany przez mojego męża ;) - kiedy się pozaznacza, co już jest kupione/ zapłacone, zostaje informacja, ile pieniędzy powinno być na koncie i wiadomo, ile jest na spontaniczne wydatki. Jeżeli te spontaniczne wydatki mają być jakieś większe, to je ze sobą uzgadniamy, mamy też niepisaną umowę, że w okolicach świąt i urodzin nie prowadzimy śledztwa, co zostało kupione na prezent, który ma być niespodzianką ;) (to jest zasadnicza wada systemu wspólnego, że ciężko się nawzajem zaskoczyć).
      Bardzo to lubię, bo w każdej chwili mogę sobie otworzyć arkusz Google, otworzyć pulpit konta i porównać - i choćby to był pierwszy, to wiem dokładnie, ile powinnam mieć do końca miesiąca, a ile mam. Fakt, że na prezenty, samochód, zdrowie, opłaty nieregularne wpłacane są regularnie co miesiąc pieniądze sprawia, że praktycznie nie ma czegoś takiego, jak cięższy miesiąc z powodu niespodziewanych wydatków.

      Nie wszystkie subkonta są wspólne, ale to wynika z ograniczeń konta - w momencie, kiedy do subkonta dostęp mieliśmy obydwoje, dziadostwo liczyło to jak dwa subkonta, a dawało bardzo ograniczoną liczbę subkont do utworzenia. Konta nie chcemy zmieniać, bo jako chyba jedyne z kont Aliora ma nadal nieopłacone korzystanie z wszystkich bankomatów niezależnie od kwoty i w ogóle bardzo korzystną tabelę opłat, chyba przez przeoczenie ze strony banku, bo to stary typ konta, teraz już przez nich nieoferowany. :)

      --
      The conceptual penis [...], is exclusionary to disenfranchised communities based upon gender or reproductive identity [...] and is the conceptual driver behind much of climate change.
        • asia_i_p Re: finanse w związku - wspólne konto? 06.07.17, 18:22
          To w zasadzie bardziej temat na forum Oszczędzanie. ;)
          Przez chyba dwa miesiące zapisywałam wszystkie wydatki, potem podzieliłam na kategorie, żeby z góry było wiadomo, ile będzie potrzebne na jedzenie (podzielone na tygodnie, bo łatwiej kontrolować), prezenty, ubrania, chemię, itd. Kategorii ci nie będę wymieniać, bo każdy do tego podchodzi trochę inaczej. U dziewczyn na Oszczędzaniu np. z powodzeniem funkcjonuje kategoria "Inne", której my bardzo staraliśmy się uniknąć.
          A potem mąż to rozpisał w zwykłym arkuszu kalkulacyjnym, w ten sposób, że w jednej kolumnie są kategorie, w drugiej kwoty przeznaczone na te kategorie, trzecia jest pusta. Pod tą drugą jest suma i jakoś tak zamieszał, że jeśli w pustej wpisze krzyżyk, to ta suma na dole nie uwzględnia już tej kwoty przy krzyżyku. Więc jak się wszystko zapłacone odznaczy, to wiadomo, ile jeszcze potrzeba. Rozbił to dodatkowo na moją i jego pensję, bo nie przychodzą równocześnie.

          --
          The conceptual penis [...], is exclusionary to disenfranchised communities based upon gender or reproductive identity [...] and is the conceptual driver behind much of climate change.
    • quelquechose Re: finanse w związku - wspólne konto? 05.07.17, 11:36
      Mamy trzy konta - każdy swoje prywatne, plus jedno wspólne, na które przelewamy po równo pieniądze na wspólne wydatki. Dodam, że to ja zarabiam więcej, ale mój partner ma kasę odziedziczoną po rodzicach, swoje mieszkanie itp. - ja nie mam nic, więc muszę niejako się "dorobić".
      Ze wspólnego konta idą pieniądze na rachunki, zakupy, wydatki związane z dzieckiem, wakacje itp. Czasem musimy dorzucić coś ekstra, jeśli pojawiają się jakieś nieoczekiwane koszty. Cała reszta idzie z naszych prywatnych kont i nie musimy się z tego rozliczać - to nasza własna kasa i nikomu nic do tego, mogę ją sobie odłożyć lub przehulać, moja sprawa. Bardzo mi takie rozwiązanie odpowiada.

      --
      [img]http://dl10.glitter-graphics.net/pub/496/496480jrt694jsq1.gif[/img]
      • ada16 Re: finanse w związku - wspólne konto? 06.07.17, 06:42
        Ciekawe, ze metoda "Cała reszta idzie z naszych prywatnych kont i nie musimy się z tego rozliczać " zawsze bardziej odpowiada temu , kto więcej zarabia.

        W poście założycielki zastanawia mnie fragment:
        kredyt mieszkaniowy (tylko na niego), czy to oznacza , ze mieszkanie również tylko jest jego?
        Po kilkunastu latach razem , w razie rozejscia - założycielka wraz z dziećmi ląduje na ulicy?

        U nas - konta w zasadzie osobne ,ale to ja rządzę obydwoma ;), mąż nie bierze nic bez uzgodnienia ze mną, równeiż na swoje drogie hobby .
        • verdana Re: finanse w związku - wspólne konto? 06.07.17, 12:41
          No i to własnie świadczy o tym, ze nie istnieją uniwersalne dobre i złe rozwiązania. Bo gdybym ja musiała uzgadniać z mężem, czy mogę wydać pieniądze na swoje hobby, to byłby absolutnie ostatni dzień mojego małżeństwa. Ale dopuszczam myśl, ze innym to wcale nie musi przeszkadzać.
          • beenthere Re: finanse w związku - wspólne konto? 06.07.17, 14:44
            Verdana, bardziej chodzi o otwartosc relacji, niz uzganianie samo w sobie, czy tez pozwalanie badz nie. Jesli zbieracie na wspolny cel (dom, wspolny biznes, wycieczka dookola swiata, czy dzieci!) to masz tez w tym interes, zeby nie wydac 10tys na zestaw bebnow marszowych, bez wspomnienia wczesniej: "sluchaj, w tym miesiacu nie dokladam do oszczednosci, bo musze kupic te bebny". Jesli wspolne w ogole nie istnieje, to kupujesz bebny, zestaw stereo i gry na xboxa i guzik cie obchodzi czy ta druga strona ma na buty, czy bulke.
            • verdana Re: finanse w związku - wspólne konto? 06.07.17, 15:39
              Nie, to nie tak - najpierw dokładasz, bez dyskusji, ale to, co zostaje możesz wydać jak chcesz, bez uzgodnienia, a nie pytać, czy ci wolno. Oczywiście, ze w ten sposób zawsze jedna strona ma trochę więcej, ale ta strona jest też obciążona większymi wydatkami. Jeśli tylko wspólne konto powoduje, ze myślisz, czy druga osoba ma buty, to i tak to konto małżeństwa nie uratuje.
              • beenthere Re: finanse w związku - wspólne konto? 06.07.17, 16:09
                OK, to w przypadku gdy wspolna jest tylko czesc. U nas wspolne jest wszystko, wiec razem decydujemy czy w tym mcu mozemy sobie pozwolic na cos tam, czy lepiej zaczekac do nastepnej wyplaty. Jesli wrzucamy wszytsko na jedno konto to tez wspolnie podejmujemy decyzje o wiekszych wydatkach, nawet gdy dotycza hobby tylko jednej strony.

                Ile sie do tego wspolnego worka wrzuci to juz kwestia indywidualnego dogadania sie i pewnie charakterow. Wazne, zeby pasowalo obojgu.

                Wciaz nie pojmuje za to jak mozna mieszkac razem przez x lat, miec jakis tam dorobek, dzieci i zero wspolnoty, wlasnie szczegolnie przy sporej roznicy zarobkow. Wtedy wszystko dzieli sie na moje i twoje, jak u wspolokatorow. A raczej na moje i moje, bo tej biedniejszej nie stac na nic poza proba nadgonienia bogatszej...
                • verdana Re: finanse w związku - wspólne konto? 06.07.17, 17:07
                  Ja nie mówię, ze to jest źle - mówię tylko, ze dla mnie nie do przyjęcia. Posiadanie własnych pieniędzy i wydawanie ich bez uzgadniania jest dla mnie częścią wolności osobistej. Nie wytrzymałabym w związku, w którym nie mogę kupić sobie butów bez uzgodnienia i ktoś moze mi powiedzieć "nie, nie możesz butów kupić". Oznacza to dla mnie,z ę w ogóle nie mam żadnych pieniędzy, którymi mogę dysponować, żadnego marginesu swobody, wszystko musi być uzgadniane i omawiane i wszystko co robię wymaga zgody innej osoby.
                  Rozumiem - w przeciwieństwie do Ciebie - ze są osoby, którym to nie przeszkadza i wtedy nie widzę żadnych przeszkód, aby tak robić. Dla mnie byłaby to autentyczna niewola. I chyba nie chciałoby mi się pracować więcej, aby więcej zarabiać, skoro za zarobione pieniądze nie mogłabym nic kupić bez pozwolenia.
                    • verdana Re: finanse w związku - wspólne konto? 06.07.17, 19:28
                      Bo to nie było do Ciebie, tylko odpowiedź na zdanie beenthere "U nas wspolne jest wszystko, wiec razem decydujemy czy w tym mcu mozemy sobie pozwolic na cos tam, czy lepiej zaczekac do nastepnej wyplaty. " . Znam sporo osób, które mają wspólne konto i właśnie tak robią - są pieniądze na koncie, to kupują i już. Nie widze w tym nic złego, dobre rozwiązanie, ale nie dla mnie. Ja bym za wspólne pieniądze mogła sobie kupić rzeczy niezbędne, ale juz nie niekonieczną torebkę, która mi się spodobała. Miałabym cholerne wyrzuty sumienia - może przez to druga osoba czegoś sobie nie kupi? Nie twierdzę, ze tak musi być, ale ja tak mam.
                      • koronka2012 Re: finanse w związku - wspólne konto? 06.07.17, 23:32
                        Verdana, tu nie chodzi o model zarządzania a o prostą korelację - kalibru zakupów z dochodami.

                        Jak ktoś żyje na przyzwoitym poziomie - to nie ustala kupna butów, torebki czy zegarka, bo wiadomo że na podstawowe wydatki i tak wystarczy. Ale jeśli rodzina żyje za 2000 to już niestety raczej musi ustalać wszystkie wydatki - nawet o zakup płyty CD ulubionego zespołu, bo wydatek 100 zł może oznaczać, ze nie wystarczy na rachunki.

                        Zamożniejszy kupi sobie krem za 250 zł bez pytania, ale ustala już np. kupno motocykla, czy sprzętu grającego za 5 tysięcy. Tego zresztą wymaga zwykła przyzwoitość i lojalność małżeńska.

                        I jeszcze jedno jako ciekawostka - zarządzanie finansami bez zgody współmałżonka może być przesłanką orzeczenia winy za rozpad małżeństwa. Naturalnie też w odniesieniu do konkretnej sytuacji danej pary.
                • beenthere Re: finanse w związku - wspólne konto? 07.07.17, 10:32
                  >małżeństwo, w którym STRONA MA WIĘCEJ
                  pogratulować podejścia

                  To swoja droga. Jesli roznica zarobkow to 200-300zl to nie ma problemu, ale co jesli zlozy sie tak, ze roznica w pewnym momencie wspolnego zycia siega 2-3 tys? Mi by bylo glupio kupowac sobie buty za 700zl wiedzac, ze to cale oszczednosci meza juz po wspolnych oplatach.
                  Co do tego "pytania o zgode" - to bardziej figura retoryczna i w moim odczuciu okazanie szacunku tej drugiej stronie. Bo rownie dobrze moglabym kupic sobie te buty i powiedziec pozniej: przeciez zarobilam wiecej, wiec nie musze ci sie spowiadac. Ale u nas dziala lepiej gdy wysle text: kochanie, super buty za 700zl, kupuje! Jakos tak milej...
                  • chocolate-cakes Re: finanse w związku - wspólne konto? 07.07.17, 12:41
                    beenthere napisała:

                    > Mi by bylo glupio kupowac sobie buty za 700zl wiedzac, ze to cale oszczednosc
                    > i meza juz po wspolnych oplatach.

                    Bo może tu nie chodzi o wielką różnicę w zarobkach ale o to, ile ludziom zostaje po zapłacie za wszystko co jest konieczne w danym miesiącu?
                    Gdyby nam wspólnie z naszych pensji zostawało tylko 700 zł co miesiąc, to mnie by do głowy nie przyszło kupować sobie za tyle buty, niezależnie już od zarobków. U nas każdy kupuje co uważa, nie pytamy siebie wzajemnie czy mogę to kupić ale oczywiście w granicach rozsądku. Nikt nagle nie wydaje pięciu tysięcy na jakiś bzdury.
                  • verdana Re: finanse w związku - wspólne konto? 07.07.17, 13:15
                    Ma więcej, więc więcej wydaje. Jedna strona kupuje pieczywo, masło i płaci czynsz, druga kupuje wszystko dla dzieci, opłaca dzieciom szkołę i wakacje, kupuje wszystkie sprzęty do domu, finansuje remonty i opiekę medyczną. Oraz oszczędza, aby rodzina miała poduszkę finansową.
                    W rezultacie obie strony mają na swoje wydatki sumę zbliżoną.
                    I nie widzę żadnego szacunku w pytaniu, czy maż może sobie zapłacić za własne buty. Jesli wie, ze ma 700 zł i żadnych koniecznych wydatków, to co mi do tego, co kupi.
                    • ada16 Re: finanse w związku - wspólne konto? 07.07.17, 13:42
                      Verdana zaprzeczasz sama sobie . Pisałaś , że więcej zarabiający powinien mieć więcej na własne wydatki , a teraz piszesz , ze więcej zarabiający opłaca więcej potrzeb wspólnych i na swoje wydatki maja kwote zbliżoną .
                      Właśnie ten drugi model jest mi bliższy .

                    • lot.ti Re: finanse w związku - wspólne konto? 07.07.17, 14:40
                      jeśli masz wspólność majątkową to nie ma żadnych stron
                      rozwiązanie w którym każde jest stroną też jest ok, ale w praktyce najlepsze dla związków typu LAT - oddzielne finanse, oddzielne gospodarstwa domowe
                      życie obok kogoś na innym poziomie jest zaprzeczeniem wspólnoty, a tak się dzieje gdy jedna strona ma więcej. liczba kont nie ma tu nic do rzeczy, tylko faktyczny sposób gospodarowania finansami.
                      • seare Re: finanse w związku - wspólne konto? 07.07.17, 15:06
                        lot.ti napisała:

                        > jeśli masz wspólność majątkową to nie ma żadnych stron



                        Oni nie są małżeństwem, więc nie ma mowy o wspólnocie majątkowej.
                        Ludzie powinni się łączyć wedle podobnego wykształcenia, pomysłu
                        na życie, podobnych zainteresowań - to się wydaje oczywiste i zwykle
                        się sprawdza. Budzi wściekłość kobiet mówienie, że kobieta powinna
                        tyle samo wkładać do budżetu, co mąż. Bo w drugą stronę to oczywista
                        oczywistość albo słynne walizki za drzwi (i pytanie: czyje mieszkanie?)
                        • beenthere Re: finanse w związku - wspólne konto? 07.07.17, 15:39
                          >Ludzie powinni się łączyć wedle podobnego wykształcenia, pomysłu
                          >na życie, podobnych zainteresowań
                          A jesli sie temu kotokolwiek sprzeciwia to powinnen byc wygnany przez swoich braci! Albo na stos najlepiej.

                          W glownym watku nie chodzi o to, ze ona nie wklada do budzetu tyle samo. Wklada dokladnie wszystko co zarobi, zostaje jej po tym zero. Pan dolozy tyle samo, poleci na tygodniowe wczasy (sam, bo jej przeciez nie stac), kupi sobie designerski zegarek, a potem sie wkur#@ na nia, bo jemu jeszcze sporo zostalo, a ona znowu wszytsko przepieprzyla. Zwiazek (niemalzenski) idealny...
                          • seare Re: finanse w związku - wspólne konto? 07.07.17, 15:55
                            beenthere napisała:


                            > W glownym watku nie chodzi o to, ze ona nie wklada do budzetu tyle samo. Wklada
                            > dokladnie wszystko co zarobi, zostaje jej po tym zero. Pan dolozy tyle samo, p
                            > oleci na tygodniowe wczasy (sam, bo jej przeciez nie stac), kupi sobie designer
                            > ski zegarek, a potem sie wkur#@ na nia, bo jemu jeszcze sporo zostalo, a ona zn
                            > owu wszytsko przepieprzyla. Zwiazek (niemalzenski) idealny...


                            Przecież o tym napisałem. Są niedobrani pod względem finansowym. Pani
                            zarabia za mało albo jak kto woli - pan za dużo wobec tego, co zarabia ta
                            pani. Pani by chciała, by on się dzielił z nią tą nadwyżką (zarabia, o zgrozo!
                            trzy raz mniej niż on). W imię czego? Bo pani nie potrafi lub nie chce zarabiać
                            więcej? Ma ją sponsorować, bo tak?
                            • ola_dom Re: finanse w związku - wspólne konto? 07.07.17, 18:42
                              seare napisał:

                              > Przecież o tym napisałem. Są niedobrani pod względem finansowym.

                              seare - idź wylewać gorycz na swoją niedobraną pod względem finansowym partnerkę (o ile w ogóle masz jakąś), i już się tu nie pruj :D

                              --
                              Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
                              (by Jan Tomaszewski)
                            • lot.ti Re: finanse w związku - wspólne konto? 11.07.17, 15:25
                              ano, jak ty poznasz seksowną laskę zarabiającą kilka razy więcej to od razu sobie ją odpuścisz, gdyż bylibyście niedobrani pod względem finansowym :P

                              ale ty wiesz, że takie dylematy ciebie nie mogą dotyczyć, wiesz że na ciebie NIKT nie poleci, a co dopiero fajna kobieta sukcesu. świadomość, że nie warto mieć marzeń przydaje się zakompleksionym małym fiutom jak nic innego. pogratulować przystosowania.
                          • sagankenrg Re: finanse w związku - wspólne konto? 13.07.17, 11:40
                            Haha, wczasy :)
                            Właśnie przerabiam w domu ogromnego focha. Wczoraj mój luby zapytał nieśmiało (wie że temat jest śliski) co ja na to żeby we wrześniu pojechał ze znajomymi z pracy na weekend za granicę. Robią tak od kilku lat, raz z nimi byłam, musiałam na siebie uciułać, luby coś dorzucił. A tym razem niespodzianka - powiedziałam że nie wiem czy mamy na to pieniądze żebyśmy pojechali razem, że jeśli ma jechać sam to chciałabym żeby były też pieniądze na wspólny rodzinny weekend we Wrocławiu który chcemy zrealizować (tak na marginesie w marcu z inicjatywy dzieci byliśmy wszyscy w Paryżu na weekend, a że cały czas mamy te cholerne osobne finanse to większość imprezy była sfinansowana z konta partnera). Powiedziałam też że jeśli nie ma kasy na oba wyjazdy: rodzinny i ten z pracy, to z dwojga wyjazdów wolałabym żebyśmy wyjechali rodzinnie. Widzę że para mu idzie uszami z wściekłości, czuje się skrajnie pokrzywdzony. Oczekiwał że powiem jak zawsze "kochanie luz, jedź na zdrowie". Rano (cały czas turbofoch, omijanie, niepatrzenie w oczy, nieodzywanie się - znam te zagrania sama stosuję niestety) powiedziałam że jeśli musi niech jedzie, ale zapytał więc powiedziałam co myślę.
                            Od sierpnia otwieramy wspólne konto na które mamy wpłacać pozostałe po opłaceniu rachunków pieniądze (taki kompromis bo partner nie chce mi dać dostępu do swojego konta) będzie można coś wspólnie planować finansowo. Ciekawe jak to będzie.
                            • lot.ti Re: finanse w związku - wspólne konto? 17.07.17, 15:31
                              powołać na świat 2 dzieci w takim układzie to DRAMAT, ale ponoć nie ma ofiar są ochotnicy

                              w kwestii wczasów - pojedziecie razem, a potem on sam z kumplami i ty widzisz tu równowagę????
                              w tym układzie (bo to nie jest związek) jesteś nikim i nie znaczysz nic.
                              owszem jego wydatki na wspólne życie to jego inwestycja, a twoje są przejadane przez wszystkich, w tym jego dzieci i jego samego - teraz wyciągnij wnioski z tego spostrzeżenia. pomogę ci - wnioski są takie, że powinnaś się rozejrzeć za lepszą posadą, bo twój ukochany, ojciec twoich dzieci jest egoistycznym palantem. ciekawe czy pozwoli ci zostać u siebie kiedy dzieci dorosną i się wyprowadzą. póki co nie kupuj nic za swoje, niech lodówka będzie pusta, głodne dzieci wysyłaj do taty. w życiu trzeba być twardym.
                              • seare Re: finanse w związku - wspólne konto? 17.07.17, 19:54
                                lot.ti napisała:

                                > . ciekawe czy pozwoli ci zostać u siebie kiedy dzieci dorosną i się wyprowadzą.

                                > póki co nie kupuj nic za swoje, niech lodówka będzie pusta, głodne dzieci wy
                                > syłaj do taty. w życiu trzeba być twardym.


                                Możliwe, że się do tego czasu rozstaną, jak pani będzie cwaniakować i cisnąć go,
                                by się dobrać do jego pieniędzy. Dlaczego miałby obcą osobę, z którą by się rozstał,
                                trzymać u siebie pod dachem?

                                Pani przestanie wywiązywać się ze swojego wkładu w budżet, to pan będzie mógł
                                panią pogonić z domu, z którego tak ochoczo korzysta. Wynajem mieszkania, czynsz,
                                media, to wszystko kosztuje, ale niektórym się wydaje, że jest raz dane na zawsze
                                i należy się - a g... prawda. Nic się nie należy. Mężczyzna niegłupi, nie da się też
                                doić z alimentów na dzieci, by pani mogła bujać się z pracą, która na nic nie wystarcza.
          • ada16 Re: finanse w związku - wspólne konto? 06.07.17, 14:10
            Korzenie to jedno , a to czy masz dokąd pójść to drugie. A ślubu kto nie chciał? Pewnie on. No cóż. Jest w dużo lepszej sytuacji niż ty. Ma swoje pieniądze, swoje mieszkanie. Co powoduje że kobieta zgadza się na taki układ? Pewne rzeczy trzeba wypracować na początku związku.
          • aqua48 Re: finanse w związku - wspólne konto? 07.07.17, 16:59
            sagankenrg napisał(a):

            > Tak, mieszkanie jest jego. W przypadku rozstania komplikacje turbo widzę, bo dz
            > ieci mają zapuszczone korzenie. Ja z resztą też.

            To znaczy pan opłaca swoje mieszkanie w którym mieszkasz też Ty i Wasze dzieci, ale na dzieci i ich potrzeby on nie daje pieniędzy? Tylko Ty?
            Słabo...Wyobraź sobie, że jednak wyprowadzasz się z dziećmi, wynajmujesz mieszkanie, a on daje pieniądze na dzieci według ich potrzeb i jego zarobków, czy nie opłacałoby Ci się to finansowo? Wiedziałabyś na czym stoisz, na co pracujesz i na co Cię stać.

            A co do korzeni - nie martw się dzieci na ogół szybko i łatwo zakorzenić gdzie indziej.
            • seare Re: finanse w związku - wspólne konto? 07.07.17, 17:41
              aqua48 napisała:


              > To znaczy pan opłaca swoje mieszkanie w którym mieszkasz też Ty i Wasze dzieci,
              > ale na dzieci i ich potrzeby on nie daje pieniędzy? Tylko Ty?
              > Słabo...Wyobraź sobie, że jednak wyprowadzasz się z dziećmi, wynajmujesz miesz
              > kanie, a on daje pieniądze na dzieci według ich potrzeb i jego zarobków, czy ni
              > e opłacałoby Ci się to finansowo? Wiedziałabyś na czym stoisz, na co pracujesz
              > i na co Cię stać.


              Pani więc nie wydaje pieniędzy na wynajem, a korzysta z mieszkania pana -
              czysty zysk dla niej, a z jego strony wkład w panią i dziecko. A po rozstaniu
              na szczęście nie jest tak, jeśli pan nie będzie głupi, że zostaną zasądzone
              alimenty takie, by pani mogła sobie dalej pracować za grosze, a pan będzie
              sponsorował jej wynajem mieszkania i utrzymanie dzieci. Pomarzyć zawsze
              jednak można.
              • barbra25 Re: finanse w związku - wspólne konto? 08.07.17, 13:15
                seare napisał:
                > Pani więc nie wydaje pieniędzy na wynajem, a korzysta z mieszkania pana -
                > czysty zysk dla niej, a z jego strony wkład w panią i dziecko.

                Idąc tym tokim myślenia "pan"też oszczędza na usługach seksualnych choć prawdopidobnie starczyłoby mu na wynajęcie "dam do towarzystwa".
                • seare Re: finanse w związku - wspólne konto? 08.07.17, 13:41
                  barbra25 napisała:

                  > seare napisał:
                  > > Pani więc nie wydaje pieniędzy na wynajem, a korzysta z mieszkania pana -
                  >
                  > > czysty zysk dla niej, a z jego strony wkład w panią i dziecko.
                  >
                  > Idąc tym tokim myślenia "pan"też oszczędza na usługach seksualnych choć prawdop
                  > idobnie starczyłoby mu na wynajęcie "dam do towarzystwa".


                  Naprawdę - nie idź tym tropem... że kobieta w związku sprzedaje swoje ciało
                  za korzyści finansowe...
                    • seare Re: finanse w związku - wspólne konto? 08.07.17, 18:23
                      barbra25 napisała:

                      > Naprawdę nie chcę iść tym tropem ale jeżeli pani(autorka wątku) korzysta z mies
                      > zkania kalkulując to jako czysty zysk...a jej niemąż korzyst z jej ciała...
                      > Smutna puenta.

                      Smutne jest, że seksu nie łączysz z przyjemnością dla siebie,
                      przyjemnością wspólną, a użyczaniem ciała, by partner z niego
                      skorzystał, poużywał...
                      • barbra25 Re: finanse w związku - wspólne konto? 11.07.17, 06:44
                        seare napisał:


                        > Smutne jest, że seksu nie łączysz z przyjemnością dla siebie,
                        > przyjemnością wspólną, a użyczaniem ciała, by partner z niego
                        > skorzystał, poużywał...
                        Czy wspólnego zamieszkiwania nie łączysz z obustronną przyjemnością a użyczaniem mieszkania dzikiemu lokatorowi z dziećmi na dodatek - by ten sobie z niego skorzystał, poużywał - czysta kalkulacja?
                        • seare Re: finanse w związku - wspólne konto? 11.07.17, 11:36
                          barbra25 napisała:

                          > Czy wspólnego zamieszkiwania nie łączysz z obustronną przyjemnością a użyczanie
                          > m mieszkania dzikiemu lokatorowi z dziećmi na dodatek - by ten sobie z niego s
                          > korzystał, poużywał - czysta kalkulacja?

                          Korzystanie z czyjegoś mieszkania za darmo, to czysty zysk i to bardzo wysoki
                          przy dochodach pani 2500 zł. To jest wkład pana i to ogromny w budżet rodzinny.
                          Ale pani chciałaby się jeszcze bardziej przytulić do pensji pana i stąd żale i pytanie,
                          jakby tu to zrobić.
                          • ada16 Re: finanse w związku - wspólne konto? 11.07.17, 12:11
                            Czy gdyby byli małżeństwem tez snulibyscie podobne rozważania? A to ze urodziła MU dzieci i to JEGO dzieci korzystają z mieszkania nie ma żadnego znaczenia? Naprawdę związek dwóch osób trzeba rozpatrywać w kontekście korzyści? Kobieta i tak jet ugotowana nie mając praw do mieszkania , w przyszlisci nie dxiedziczac, i będąc zależna finansowo.
                            • seare Re: finanse w związku - wspólne konto? 11.07.17, 14:52
                              ada16 napisała:

                              > Czy gdyby byli małżeństwem tez snulibyscie podobne rozważania? A to ze urodzi
                              > ła MU dzieci i to JEGO dzieci korzystają z mieszkania nie ma żadnego znaczenia?
                              > Naprawdę związek dwóch osób trzeba rozpatrywać w kontekście korzyści? Kobieta
                              > i tak jet ugotowana nie mając praw do mieszkania , w przyszlisci nie dxiedzicz
                              > ac, i będąc zależna finansowo.


                              Gdyby... ona zarabiała 3 razy więcej, radziłybyście jemu powalczyć o to, by więcej
                              dokładała, czy jednak wpłynąć na na "chłopa", by więcej zarabiał, bo mało zarabia?

                              Nie, ona mu nie urodziła. Bo ona nie jest jego krową czy maciorą, a on nie jest
                              gospodarzem. Ona więc urodziła dzieci, których on jest ojcem, a ona ich matką.

                              Zarówno ona jak dzieci korzystają z jego mieszkania, które on cały czas spłaca sam
                              ze swoich zarobków, więc to jest jego znaczący wkład w utrzymanie rodziny.

                              O tak, to wiem, kobieta jak nie ma korzyści ze związku, to jest załatwiona. Bo związek
                              musi się opłacać kobiecie.
                              • ola_dom Re: finanse w związku - wspólne konto? 11.07.17, 15:03
                                seare napisał:

                                [...] nie ma korzyści ze związku, to jest załatwiona. Bo związek [...]

                                seare, już w podstawówce uczą, żeby nie używać słów, których znaczenia się nie rozumie.

                                --
                                Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
                                (by Jan Tomaszewski)
                                    • seare Re: finanse w związku - wspólne konto? 12.07.17, 14:26
                                      ola_dom napisała:

                                      > seare napisał:
                                      >
                                      > > Na przykład pasożyt - żywiciel.
                                      >
                                      > Ale zrozum wreszcie, że Twój przykład nie jest reprezentatywny.


                                      Nie jest, zgadza się.
                                      Wiele związków damsko-męskich opartych jest na żerowaniu.

                                      Tutaj mamy przypadek pani, która chciałaby ten model u siebie
                                      zastosować i żyć za cudze w stopniu możliwie największym.
                                      • ola_dom Re: finanse w związku - wspólne konto? 12.07.17, 14:45
                                        seare napisał:

                                        > Tutaj mamy przypadek pani, która chciałaby ten model u siebie
                                        > zastosować i żyć za cudze w stopniu możliwie największym.

                                        Myślałeś o terapii? Po takiej krzywdzie dobrze by Ci zrobiła, naprawdę. Może pomogłaby się odfiksować.

                                        --
                                        Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
                                        (by Jan Tomaszewski)
                          • ola_dom Re: finanse w związku - wspólne konto? 11.07.17, 12:31
                            seare napisał:

                            > Korzystanie z czyjegoś mieszkania za darmo, to czysty zysk i to bardzo wysoki
                            > przy dochodach pani 2500 zł.

                            seare - umknęło Ci najwyraźniej, że w tym wątku jest mowa o ZWIĄZKU - a nie o transakcji biznesowej, układzie finansowym czy innych tego typu rozliczeniach.

                            Dość jasne jest, że nie za bardzo rozumiesz, czym jest związek - i w sumie zrozumiałe, że to może budzić Twoją frustrację.
                            Ale to nie na ten wątek, serio.

                            --
                            Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
                            (by Jan Tomaszewski)
    • nunia01 Re: finanse w związku - wspólne konto? 06.07.17, 16:00
      Pewnie nijak Ci to nie pomoże, bo jednak podstawą nie jest wspólne konto, tylko wspólne uzgodnione/wypracowane podejście do pieniędzy.
      Jesteśmy małżeństwem od zawsze mam konta i osobne i wspólne i firmowe (żeby sytuacja była bardziej zagmatwana:)). Na wspólne konto przelewamy kasę na bieżące wydatki na życie, rachunki itp. Obecnie przelewamy po tyle samo kwotowo, kiedyś (gdy nasze zarobki były diametralnie różne) przelewaliśmy określony procent wynagrodzeń. Na prywatnych kontach mamy pieniądze swoje (określony procent dochodów co miesiąc) i wspólne w postaci oszczędności. Pieniądze swoje wydajemy na co chcemy, generalnie na swoje prywatne potrzeby, w praktyce zdarzają się też wydatki w stylu zapraszam nas na weekendowy, wspólny wyjazd. Odnośnie oszczędności i ich przeznaczenia zawsze decydujemy wspólnie.
      Z ciekawszych ustaleń - za nianię płaci mąż, bo chwilowo ze względu na większe zaangażowanie domowe i dzieciowe dochody mam niższe niż wcześniej. Kiedy któreś z nas miało niskie dochody (zdarzyło się w obie strony) to drugie oddawało mu część swoich 'prywatnych' pieniędzy. tak, że można mieć dowolnie zagmatwany system - ważne żeby obydwu stronom odpowiadał. U nas system czasem się zmienia (doraźnie albo po zmianie zewnętrznej). Ale żadne z nas nie czuje się pokrzywdzone i pieniądze traktujemy jako wspólne. Dostęp do kont mamy we wszystkie strony.
      U Was tej wspólnoty nie ma. Wygląda na to, że mąż ma mieszkanie i auto, a Ty masz dzieci. Przy nierównych dochodach i niekoniecznie na wszystko wystarczających wolałabym zostawianie sobie jakiegoś procenta dochodów (i tak kwotowo partnerowi zostanie więcej) i wspólne gospodarowanie resztą, w tym wspólne oszczędzanie. Nie ma znaczenia czy będziecie mieli do tego jeden czy 10 rachunków bankowych.
    • chocolate-cakes Re: finanse w związku - wspólne konto? 06.07.17, 19:18
      Mamy wspólne konto. Kiedyś mieliśmy dwa ale każdy miał wgląd do tego drugiego więc nadal jakby wspólne. Wszystko jest wspólne. Zarobki mamy w zasadzie podobne. To znaczy mąż zarabia więcej ale nie tak drastycznie, że 2-3 razy więcej tylko trochę więcej, ale nie wiem czy to ma jakieś znaczenie. U nas to się sprawdza od ponad 25 lat, co nie znaczy, że tak będzie dobrze w każdym związku.
    • 71tosia Re: finanse w związku - wspólne konto? 14.07.17, 18:48
      od zawsze oddzielne konta (zalozone jeszcze w przed slubem) ale wspólne pieniedze, i ja i maz mamy dostep i kary do oby kont, tradyjnie opłaty ida z jednego wydatki codzienne z drugiego ale nie jest to jakies scisle.
      Wydaje mi sie ze podzial na 'twoje' i 'moje' pieniądze wtedy gdy wydatki na utrzymanie rodziny sa wspólne to dość dziwnym pomysłem no chyba ze jednak strona w rodzinie ma jakos wyjatkowa sklonnosc do bezmyślnego wydawania pieniędzy i potrafi przehulać w ciągu nocy cale oszczednosci, wiec ta druga strona musi 'chronic' pieniądze by rodzina z głodu nie umarla...
      • seare Re: finanse w związku - wspólne konto? 17.07.17, 11:10
        kocham-koty napisał(a):

        > wszystko od zawsze wspólne, osobne konta to dla mnie nieporozumienie, nie mogła
        > bym być w takim związku

        Punkt widzenia zmienia się do punktu siedzenia. Im mniej kobieta zarabia
        w stosunku do partnera, tym chętniejsza do "wspólnych" pieniędzy. Im
        jest to porównywalne, tym więcej nawija o konieczności niezależności.
        Na szczęście coraz więcej rozumnych mężczyzn rozumiejących tę zależność
        i trzymający z dala od swoich pieniędzy żądnych ich kobiet. Za mało kobieto
        zarabiasz - zacznij więcej.
        • nunia01 Re: finanse w związku - wspólne konto? 18.07.17, 12:28
          A panu poradź żeby się więcej dziećmi zajmował, poszedł np. na roczny wychowawczy i zobaczymy jakie będzie miał wtedy posady, kariery i wyjazdy z kumplami.

          Albo żeby tak zwyczajnie przejął połowę zakupów (nie finansowanie tylko robienie), połowę gotowania (razem z planowaniem co na kiedy trzeba żeby było), połowę obsługi dzieci (w tym połowę wizyt u lekarza), połowę sprzątania, prania i innych około dmowych zajęć (i to nie jak ktoś pokaże paluszkiem, tylko z własnym pomyślunkiem) i zobaczymy czy to tak łatwiutko przychodzi i czy przypadkiem nie jest z tym związana mniejsza możliwość zaangażowania się w rozwój zawodowy. A po latach mniejszego zaangażowania w rozwój kariery nie jest łatwo znaleźć lepiej płatną pracę. I normalni ludzie (w tym mężczyźni) są w stanie to zrozumieć i normalnie funkcjonować jako rodzina ze wspólnym budżetem.

          W moim związku z finansami było różnie, przez jakiś czas to ja więcej zarabiałam i pieniądze wtedy również były wspólne. Nie powiem, że nie było zgrzytów. Mieliśmy system, który super działał przy pracy na etat obydwojga, po przejściu na samozatrudnienie trzeba było system zmienić i wypracowanie nowego było dość burzliwe. Znam też rodziny gdzie od lat (od zawsze) to kobieta więcej zarabia (dużo więcej) i normalnie funkcjonują ze wspólnymi pieniędzmi i chłopem zaangażowanym w sprawy domowe na wyższym niż połowa poziomie.
        • 71tosia Re: finanse w związku - wspólne konto? 18.07.17, 21:54
          "Na szczęście coraz więcej rozumnych mężczyzn rozumiejących tę zależność i trzymający z dala od swoich pieniędzy żądnych ich kobiet." - zona cie okrada czy jest utracjuszka wydajaca cala pensje na buty nieliczac sie z potrzebami rodziny? W obu przypadkach wspolczuje, ze muszisz zabezpieczac przed nia 'swoje' pieniadze. Byl czas gdy moja pensja byla kilka razy mniejsza niz meza, ale tez i czas gdy ja zarabialam sporo wiecej niz on, wydatki i dochody byly jednak rodziny a nie moje czy jego.
        • hanusinamama Re: finanse w związku - wspólne konto? 24.07.17, 11:04
          Ja zarabiam mniej wiecej tyle samo. Oboje mamy swoje formy wiec jest to troche płynne. Sa miesiace ze zarobie 3-4 razy wiecej niz mąz. W sumie pewnie opłącałoby mi sie miec swoją kase...ale cczegos takiego nie rozumiem. Mamy wspołny dom, wpsólne dzieci, koty, wspólne łóżko...ale kasa kazda dla siebie? Taks ie zastanawiam ile ty masz lat i czy masz dzieci? Wiec twoja teoria wzieła w łeb bo zatabiajac tak samo jak maz albo czasami znacznie wiecej nadal uwazam ze zyjac razem mamy wspólne pieniadze. Nie wyobrazam sobie odkładac na siebie. Oboje pracujemy dla nas, dla dzieci. Sorry jezeli chcesz miec rodzine ale kase trzymac dla siebie to ty jestes wygodny i raczej nie dojrzałes do roli męża i ojca. BO tak mamy 21 wiek ale nadal to jest rola ojca i męża. Bardzo odpowiedzialna rola i jak sie jest wygodnym to raczej nie dla ciebie
            • hanusinamama Re: finanse w związku - wspólne konto? 24.07.17, 16:01
              Mnie smieszy ze ma podejscie: jak koboeita zarabia mnie to chce kasy męża. PO pierwsze nie wie??? ze kobieta na tym samym stanowisku co facet zarabia czesto 30% mniej? Ze jak są dzieci to pewnie ma za sobą urlopy macierzynskie a to nie "pomaga" w karierze? I to nie ejst kwestia wygody. Takie są realia. Poza tym zajmowanie sie domem dziecmi to nie wygoda. Czesto kobieta poswieca swoją kariere, rozwój aby dzieic było ofgarniete. Bo oczywiscie mozna załozyc ze dziecko potrzebuje tylko kasy a nie uwagi...ale to sie bardzo źle konczy. Ja zarabiam podobnie jak mąż...ale mąż bardzo duzo uczestniczy w opiece nad dziecmi. Domem zajmujemy sie po połowie, a jak ja mam wiecej zlecen to maz przejmuje wiekszosc obowiązków. Wiec tak majac dom i dzieci mozna czasami zarabiac wiecej...jak partner do tego podejdzie zdrowo. Jakbym nie miała tyl;e pomocy meza robiłabym pewnie 60% zlecen i zarabiała duzo mniej.
    • hanusinamama Re: finanse w związku - wspólne konto? 23.07.17, 21:58
      Od początku wspólne konto. Co prawda kazde z nas ma konto prywatne ale to są konta firmowe (kazde z nas ma swoją firme). Nie mamy na nich jednak wiekszych pieniedzy. Tyle zeby zapąłcic podatki, zusy i tyle. Wieksza kasa na wspólnym oszczednosciowym. Konto na "życie" wspólne. Na początku maz zarabiał wiecej ode mnie, teraz jest róznie (ja nie mam stałej pensji)- czasami zarobie 2 razy tyle co maz czasami mniej. Mamy wspólny dom, wspólne mieszkanie, wspólne samochody i wspólne dzieci i koty. Kazdy zyje po swojemu i nic mi do tego mam tylko jedno pytanie: skoro maz spłaca kredyt tzn ze mieszkanie ejst jego? Co bedzie jak nie daj Bóg cie zostawi? Z dziecmi na ulice? Oczywiscie nie zakładam ze sie rozejdziemy ale zycie róznie sie układa.
      • szpil1 Re: finanse w związku - wspólne konto? 24.07.17, 17:13
        hanusinamama napisała:

        >t
        > anie: skoro maz spłaca kredyt tzn ze mieszkanie ejst jego? Co bedzie jak nie da
        > j Bóg cie zostawi? Z dziecmi na ulice?

        Ale skąd pewność, że on zażąda wyprowadzki dzieci? Jeśli mieszkanie jest jego to autorka wątku może sie wyprowadzić, a dzieci zostaną z ojcem w mieszkaniu.
          • seare Re: finanse w związku - wspólne konto? 25.07.17, 16:25
            hanusinamama napisała:

            Znam taką parę, pani wkładała w mieszkanie przez 15 lat bo to była na początku ruina...a na koniec miała tydzien na wyprowadzke.

            Ta nie wkłada NIC, więc póki co zyskuje darmowe lokum. Ile to oszczędności,
            ile by wydała na wynajem i opłaty. Zawsze może pójść na swoje i zakosztować
            tych kosztów.
          • szpil1 Re: finanse w związku - wspólne konto? 25.07.17, 17:09
            hanusinamama napisała:

            > NO tak bardzo pocieszające ze jefydnie ona pójdzie mieszkać pod mostem. Znam ta
            > ką parę, pani wkładała w mieszkanie przez 15 lat bo to była na początku ruina..
            > .a na koniec miała tydzien na wyprowadzke.

            Nie histeryzuj, pani pracuje, wynajmie sobie małe mieszkanko. Dzieci zostaną w domu rodzinnym z ojcem. Dlaczego mężczyźni mogą tak zrobić w przypadku rozpadu związku, a kobieta nie?

            Gdyby sytuacja była odwrotna, a wątek założyła kobieta do której mieszkanie należy, a partner nie ma własnego to podejrzewam, że dostałaby odpowiedzi typu: ma w mieszkaniu pasożyta, mieszkanie jest tylko jej, niech nie da się wrobić w spłacanie partnera, a w ogóle to on miał szczęście, że tyle lat mieszkał i za wynajem nie płacił, więc niech spada.

            • barbra25 Re: finanse w związku - wspólne konto? 25.07.17, 20:29
              szpil1 napisała:


              > Nie histeryzuj, pani pracuje, wynajmie sobie małe mieszkanko. Dzieci zostaną w
              > domu rodzinnym z ojcem. Dlaczego mężczyźni mogą tak zrobić w przypadku rozpadu
              > związku, a kobieta nie?
              >
              Właśnie... kiedyś wyprowadziłam się na pół roku - mieszkaliśmy wówczas przejściowo u teściów obok remontując pomieszczenia gospodarcze pod cele mieszkaniowe. Opiekę nad córką powierzyłam mężowi. On to przyjął na klatę ale teściowa uznała, że tak nie robią kobiety mające instynkt macierzyński i przez kolejnych 10 lat byłam w jej opinii złą matką. Wnuczce powiedziała "mama cię nie kocha".

              Przypuszczam, że gdybym teraz wyjechała w celach zarobkowych też nikt by dzieciom nie tłumaczył, że "mama musiała wyjechać bo was kocha" lecz raczej by dowiedziały się od "życzliwej" rodziny, że "mama ma was w dupie".... W przypadku rozstania i pozostawienia dzieci pod opieką ojca to już w ogóle trudno mi sobie wyobrazić w jaki sposób ten ojciec i jego życzliwa rodzina podpuszczali by dzieci przeciwko mnie ze zwykłej zemsty za to, że odeszłam.
              • szpil1 Re: finanse w związku - wspólne konto? 25.07.17, 20:38
                barbra25 napisała:


                > Właśnie... kiedyś wyprowadziłam się na pół roku - mieszkaliśmy wówczas przejści
                > owo u teściów obok remontując pomieszczenia gospodarcze pod cele mieszkaniowe.
                > Opiekę nad córką powierzyłam mężowi. On to przyjął na klatę ale teściowa uznała
                > , że tak nie robią kobiety mające instynkt macierzyński i przez kolejnych 10 la
                > t byłam w jej opinii złą matką. Wnuczce powiedziała "mama cię nie kocha".
                >
                > Przypuszczam, że gdybym teraz wyjechała w celach zarobkowych też nikt by dzieci
                > om nie tłumaczył, że "mama musiała wyjechać bo was kocha" lecz raczej by dowied
                > ziały się od "życzliwej" rodziny, że "mama ma was w dupie".... W przypadku rozs
                > tania i pozostawienia dzieci pod opieką ojca to już w ogóle trudno mi sobie wyo
                > brazić w jaki sposób ten ojciec i jego życzliwa rodzina podpuszczali by dzieci
                > przeciwko mnie ze zwykłej zemsty za to, że odeszłam.


                Ale to jest wątek o tobie czy o innej kobiecie? Jeśli o tobie to po co piszesz z dwóch nicków, jeśli nie to każda sytuacja jest inna.
    • jolanta4447 Re: finanse w związku - wspólne konto? 23.07.17, 22:16
      Ze 13 lat temu też zadałam na jakimś forum podobne pytanie. Odpowiedziały mi szyderstwa lub wpisy typu "Jeśli nie macie wspólnych pieniędzy / musicie się rozliczać, to przy takim braku zaufania - nie ma przyszłości dla takiego związku".

      Moja historia :

      To ja byłam 'kobietą sukcesu' z większymi zarobkami, a partner po rozwodzie i córką u byłej żony. Bardzo się kochaliśmy ! To było jak grom z jasnego nieba, choć byłam już po 40.
      Był 'goły'. Załatwiłam mu dobrą pracę, ale mieliśmy osobne pieniądze.
      Dzieliliśmy koszty wynajmu mieszkania, ale pozostałe wydatki spadały na mnie (nawet zakup ubrań dla niego, dojazd do pracy, nie wspominając o jedzeniu, chemii i przyjemnościach). On nie mówił na co wydaje swoje pieniądze - wiem, że na córkę, ale nawet niechętnie (na moją prośbę) tankował benzynę do mojego samochodu, z którego sporo korzystał dla własnych potrzeb.
      Tułaliśmy się przez wiele lat po wynajmowanych mieszkaniach. Po 7 latach wspólnego życia zaczęliśmy budowę domu. On nie tylko nie dokładał ani złotówki, ale nawet potrafił podbierać gotówkę odłożoną na zakupy materiałów, bo chciał zafundować córce kolonie za granicą, jakieś kursy, języki, internet i komórkę ! Wydało się ! Od tego momentu zaczęłam kontrolować wydatki, bo wcześniej miałam bezgraniczne zaufanie.

      Prawdą jest, że załatwił wszystkie papiery i zezwolenia związane z budową (na moje nazwisko) i BARDZO DUŻO pracował osobiście przy budowie. Bez niego ten dom nie powstałby. Niestety, niczego nie finansował. Wszystkie faktury były na mnie i za moje pieniądze. Nie chciał płacić. Nie jest tak, że chciałam go wykorzystać jako darmową siłę roboczą, też ciężko pracowałam razem z nim na budowie po pracy na etacie. Prawie sami wszystko zrobiliśmy własnymi rękami (poza dachem), w upale i mrozie przez 10 lat.

      Po kilku latach poważnie zachorowałam, budowa się zatrzymała. On opiekował się mną bez zastrzeżeń, codziennie odwiedzał w szpitalu, wyprowadzał na spacer, jeździł ze mną na zabiegi, ale nadal przynosił paragony po zakupach do zwrotu. Zarabiał już bardzo dobrze (dzięki mnie), ale budowa mocno zwolniła, a właściwie stanęła. Poprosiłam, byśmy zaczęli dzielić wydatki na utrzymanie, bo żywność i inne też kosztuje, a ja nie chcę i nie będę go utrzymywać, no i musiałam zrezygnować z pracy. Zgodził się z trudnością, ale posługiwał się paragonami. To już było nienormalne i zrozumiałam (po latach), że jest źle.

      Mocno chora, po chemioterapii, nie byłam w stanie sama zakończyć budowy, a on coraz częściej znikał, nie miał czasu, oszukiwał i robił awantury, że próbuję ograniczać mu czas na spotkania z córką - później okazało się, że (dziecko - już dorosłe) - to był pretekst.
      Raczej liczył na to, że w akcie notarialnym zrobię go współwłaścicielem i zamelduję, ale moje otoczenie bardzo mnie przed tym ostrzegało. Zobowiązałam się, że po zakończeniu budowy, notarialnie zapewnię mu dożywotne mieszkanie w tym domu, ale było coraz gorzej - niechęć do kontynuowania, wykręty i jego wieczny brak czasu. Jakoś budowa dobiegła końca, choć pozostało jeszcze sporo do zrobienia, by móc zamieszkać.

      Nagle, pod byle pretekstem, trzasnął drzwiami i poszedł sobie. Zniknął. Nie odpowiadał na telefony, nie przychodził i nie zamknął niczego. Sama kończyłam wykończenie (umiem), spakowałam się i przeprowadziłam się, kupiłam meble i wyposażenie, zamieszkałam.

      Po 8 miesiącach przyszedł (żądałam zwrotu kluczy) i przyznał, że z inną - młodą kobietą - ma 2-letnie dziecko !!!
      Przez kilka lat prowadził podwójne życie i pod koniec nie dawał już rady kłamstwom, bo ta druga naciskała, a dziecko było już na świecie. Penis rządzi, zwłaszcza po 45 !
      Byliśmy razem 17 lat !
      Wiem, że przez wiele lat kochał i dbał o mnie, ale ostatnie 4-5 (?) lat, to było wielkie oszustwo, tylko nie miał odwagi, by się przyznać i zakończyć sprawę. Przy rozstaniu zapytałam, ile jestem mu winna za jego pracę i wkład w budowę domu. Ze spuszczoną głową odpowiedział, że nic. Czy to szlachetne czy uczciwe ? Sama nie wiem. Od 5 lat nie ma z nim kontaktu - nie przychodzi, nie dzwoni - przepadł. Nie wiem nawet czy żyje. Wiem tylko, że wywalono go z pracy, którą mu załatwiłam. Za co ? - nie mam pojęcia - może też coś namącił.
      Wyszło na to, że dobrze mówili doświadczeni ludzie, by nie wierzyć i nie meldować przy takim zachowaniu, bo może wprowadziłby się do mnie na mocy prawa z nową kobietą i dzieckiem.
      W dodatku to spóźnione poczucie ojcostwa i poczucie winy w stosunku do córki, którą zostawił - gdy miała 7 lat - z matką.

      Raczej nienormalny stosunek ojca do córki - zawsze wiedział, kiedy córka ma miesiączkę, upławy, egzamin czy zły humor, mimo, że mieszkała ze swoją matką. Dla mnie to chore - znacie takich ojców ? Jakaś obsesja lub nadopiekuńczość. Dziwne, że objawiło się to po 8 latach po rozwodzie. Myślę, że pod koniec naszego związku próbował 'załatwić' córce piękny dom na mój koszt. Nie udało się, bo nie był właścicielem.
      Od 5 lat mieszkam sama w pięknym miejscu. Nie jestem szczęśliwa. Nie mogę zrozumieć, jak mogłam być tak ślepa i ufna.

      Teraz do sagankenrg :

      Żal mi Ciebie dziewczyno !
      Mieszkanie partnera, brak środków, specyficzny stosunek partnera do obowiązków i nierówny podział pieniędzy.
      Marne masz szanse, choć nie chcę Cię dołować, ale kiedy on osiągnie 40-45 lat - wszystko może się wydarzyć. Zawróci mu w głowie jakaś 24-latka i jesteś na lodzie.
      On inwestuje w swoje, a Ty utrzymujesz całą rodzinę ! Może Cię wykopać w każdej chwili !
      Pomyśl o sobie i dzieciach !

      Na Twoim miejscu zażądałabym szybko ślubu (wszystko jedno, jakimi środkami), uznania dzieci i procentowego udziału w utrzymaniu domu. Nie wiem, jakie masz wykształcenie i kwalifikacje, ale radzę rozejrzeć się za lepiej płatną pracą (może douczyć się i przekwalifikować) i próbować robić jakieś oszczędności na osobnym koncie.
      Nie powinno być tak, że tylko Ty utrzymujesz wspólne dzieci i dom i nie masz żadnych wolnych środków, a Twojego pana stać na wszystko i jeszcze musisz dopłacać, by móc pojechać gdzieś z nim.
      Wierzę, że nie jesteś 'bluszczem' i nie chcesz go 'wydoić', ale chcesz żyć jak inni, a to, co jest teraz nie jest normalne i bezpieczne.
      Uwierz - musisz zacząć działać już teraz, bo Twoja sytuacja wygląda, wg mnie, nieciekawie.
      Sorry, ale gdzie wcześniej miałaś oczy ??? Nie widziałaś u niego egoistycznej postawy ? Jaki on ma stosunek do swoich dzieci ?
      Sam fakt. że tu piszesz i pytasz, świadczy, że problem istnieje i nie tylko Ty masz obawy, ale i inni je widzą.

      Mój przypadek jest inny, ale też może dać do myślenia.
      Trzymam za Ciebie kciuki.
      Odezwij się jeszcze i napisz, co postanowiłaś.
    • delfina77 Re: finanse w związku - wspólne konto? 23.07.17, 23:08
      My mamy osobne konta. Mąż dokonuje wszystkich opłat wraz z ratami kredytów, ja robię zakupy żywnościowe, płacę za zajęcia dodatkowe dzieci itp. oraz odkładam to, co zostaje. I tak to funkcjonuje. W zasadzie moglibyśmy mieć wspólne konto, ale każde z nas miało swoje przed ślubem i tak zostało
    • herbata.z.miodem Re: finanse w związku - wspólne konto? 24.07.17, 07:05
      Przez wiele lat konkubinatu mieliśmy osobne konta, mieszkaliśmy w wynajmowanym mieszaniu, za które płaciliśmy pół na pół. Po ślubie przenieśliśmy się do mieszania męża (kupionego na kredyt dawno temu) i założyliśmy wspólne konto, na które wpływają nasze pensje. Teraz każde z nas ma swoje pieniądze "przedślubne" na prywatnym koncie i oboje mamy pieniądze "poślubne" na kocie wspólnym, z którego opłacamy codzienne wydatki (rachunki, kredyt, ubrania).
      Napisałaś, że ponieważ opiekujesz się dziećmi,umożliwiasz partnerowi sukces zawodowy. Zgadzam się z tym, uważam ponadto, że dzięki Tobie więcej pieniędzy zostaje w jego kieszeni (kredyt jest na niego, więc on by go spłacał niezależnie od tego, czy mieszkacie razem czy nie, a dzięki temu że jedzenie i całe tzw. życie finansujesz Ty, Panu zostaje więcej na koncie). Oczywiście, że wasz dorobek powinien być wspólny, tym bardziej, że macie dzieci.
    • krv16 Re: finanse w związku - wspólne konto? 24.07.17, 14:42
      Mieszkanie jest na niego, więc je opłaca. Nie jesteście małżeństwem, utrzymujesz wasze wspólne dzieci, karmisz go, opierasz i jeszcze hamujesz swój rozwój, żeby partner robił karierę. Dobrze się ustawił. W sumie to ciesz się, że daje ci dach nad głową.
      W razie rozstania jesteś kompletnie w d_pie, zostajesz bez mieszkania, oszczędności i z dziećmi na utrzymaniu.
      jolanta4447 pisze bardzo dobrze. Zajmij się samorozwojem, ustal nowe zasady finansowania. Bo tak naprawdę to ty utrzymujesz wszystko.


      --
      Życie we wrocławskim schronisku psim okiem

      schroniskowy.blox.pl/html
      • seare Re: finanse w związku - wspólne konto? 24.07.17, 18:53
        krv16 napisała:

        > Mieszkanie jest na niego, więc je opłaca. Nie jesteście małżeństwem, utrzymujes
        > z wasze wspólne dzieci, karmisz go, opierasz i jeszcze hamujesz swój rozwój, że
        > by partner robił karierę. Dobrze się ustawił.


        Mieszkanie jest jego i on spłaca je z własnych zarobków, pani nie partycypuje
        w kredycie, ale ochoczo korzysta z niego. Wynajęcie przez nią na wolnym rynku
        mieszkania najpewniej przewyższyłoby jej NĘDZNE zarobki (2,500 zł), więc ona
        go nie utrzymuje. On żyjąc bez niej jako garbu w tym mieszkaniu miałby zwyczajnie
        lepiej. Jego stać na to mieszkanie, opłacanie go, spłatę kredytu, własne przyjemności.
        Jak na razie to pani się dobrze ustawiła - mieszka ZA DARMO w cudzym mieszkaniu,
        jak w swoim. Na jego miejscu w przypadku ciśnięcia kobiety podziękowałbym pani
        za wspólne życie. Niech posmakuje jak to jest żyć za swoje.
        • hanusinamama Re: finanse w związku - wspólne konto? 25.07.17, 16:27
          A ten pan ma sprzataczke, kucharke i opiekunke do dzieci free...Ja za sma opiekunke do dziecka płąciłam 2000 zł miesiecznie wiec chyba ten Pan jest do przodu. Kase wkłąda w mieszkanie czyli w nieruchomosc, coś co zostaje i jest inwestycja. Pani wkłąda kase w jedzenie (tez tego pana), dzieci...czyli coś co sie materialnie nie zwróci. Ten Pan to cwaniak i tyle A ciebie albo jakas flądra kiedys wykorzystała i masz zbolałe serduszko albo niedorosłes do takiej dyskusji. I zanim mnie kolejna wyzwiesz o wykorzystywaczek dodam ze zarabiam z mezem podobnie (sa miesiace ze znacznie lepiej)...ale dlatego ze maz bardzo partycypuje w obowiaki domowe i zajmowanie sie dziecmi. Jakb ym miała sama ogarnac dom i dzieci to pewnie zarabiałabym tak jak autorka mnie niz mąż. Widać Pan szuka naiwnej króra sama na siebie zarobi a do tego Pana obrobi, zakupy zrobi, ugotuje, upiecze, wypierze, wyprasuje, dom sprzątnie....mamusi Panu trzeba a nie żony!!!
    • allegropajew Re: finanse w związku - wspólne konto? 24.07.17, 15:49
      W tej dyskusji słychać wiele osób, które ewidentnie zarabiają ZDECYDOWANIE więcej, niż na to zasługują. A chyba nie taka jest sytuacja autorki watku.

      Bo zwiazek (powazny) to jest jednak WSPÓLNOTA. Inaczej mamy doczynienia z jakimś układem sponsorko-partnerskim (zależnie od proporcji zarobków), ale na pewno NIE ze związkiem, który z definicji oznacza ISTNIENIE WIĘZI.

      Gościula
      • hanusinamama Re: finanse w związku - wspólne konto? 24.07.17, 16:04
        Jak rozpoznac ze osoba zarbia wiecej niz na to zasługuje? Rozbawił mnie tówj wpis. Jak ktos za prace chce tyle płącic to nie rozumiem? Mam swoja firme, zarobie tyle ile zrobie (zlecen), nie kradnę. I co nie zasługuje na taką kase bo ty zarabiasz mniej?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka