Dodaj do ulubionych

Pomówienie i rany w dysfukcyjnej rodzinie.

09.07.17, 12:36
Jestem osobą która przeszła terapię DDA i 2 letnią INTRA. Mimo to ciągle zmagam się z poczuciem winy i bezradnością, wstydem. Piszę bo potrzebuję wsparcia i wykrzyczenia światu jak jest niesprawiedliwy.

Mam 3 siostry. Jestem najstarsza z rodzeństwa. Jedna z sióstr choruje diagnoza schizofrenia z elementami padaczki. Jest na lekach jest bardzo spokojna. Pochodzę z rodziny przemocowego wojskowego i perfekcyjnej niedostępnej mamy nauczycielki. Zajmowałam się chorą siostrą.
Zabierałam na spacery i wyjazd w góry, moj ojciec wstydził się jej choroby. Mam zabierała ją do koscioła i do rodziny i tyle.
Gdzieś z tyłu głowy nie myślałam
że rodzicom jest wygodnie że ja nie mam rodziny i gdzieś sobie ustalili że ja się zajmę chorą siostrą.
Ja robiłam to bo bardzo było mi jej żal, że siedziała w pokoju i chciałam ja zabrać z toksycznego domu. Sama uciekłam stamtąd też jak tylko się dało, kupiłam mieszkanie. Moja mam zachorowała 14 lat temu na raka, a ja w tym samym czasie poznałam faceta, w którym się zakochałam. Po roku kiedy zaszłam w ciąże zostawił mnie po 3 miesiącach. Zostałam sama. Mama w tym czasie od roku chorowała na raka. Jestem hiper samotną matką, bez babci, ojca i wsparcia rodziny, wszystko jest na mojej głowie.
W połowie moje ciąży mama powiedziała tak do mnie czy ja wezmę na siebie obowiązek opieki nad siostrą bo mieszkanie rodziców chcieli mi za to zapisać, tzn nie mnie tylko tak jak na potrzeby siostry.Nie myślałam o tym wtedy racjonalnie tylko byłam przerażona swoją sytuacją i chciałam żeby wszystkie siostry to na siebie wzięły a nie tylko ja zostanę sama ze swoim dzieckiem i chorą siostrą. Po jakimś czasie dowiedziałam się po fakcie że mama za zycia przepisała mieszkanie na najmłodszą siostrę, tłumacząc ten jej mąż takie ma dobre serce. Siostra nigdy nie wykazywała zainteresowania chorą 2 siostrą. Po śmierci mamy sprzedała mieszkanie, a 2 siostra została z tatą w domu dziadków ojca, siostra za sprzedane mieszkanie kupiła mniejsze 2 tacie, które jest na wynajem, no i oczywiście kupiła 2 sobie większe i spłaciła kredyt. My czyli ja i 2 siostra i ta chora nie dostałyśmy nic. Uznałam że taka była wola mamy i trudno. Choć było mi ciężko.
Jakieś 10 lat temu było spotkanie u ten najmłodszej siostry na urodzinach córki, gdzie ojciec powiedział do jej męża w korytarzu Piotruś-synu będziesz miał moją ziemię (ileś hektarów lasu). Powiedziałam głośno w afekcie, było kilka miesięcy po śmierci mamy, że jak to a my, że to niesprawiedliwe, wzięłąm dziecko i wyszłam, na pewno podniosłam głos Zostałam wykluczona, nie odbierali telefonów,
Wcześniej nie miałam od nich pomocy a pozniej na jakiś spotkaniach nikt ze mną nie rozmawiał.
Teraz najważniejsze: miesiąc temu dowiedziałam się od siostry że najmłodsza Marta mówiła że ja powiedziałam tamtego dnia, że JA jej spalę dom.
Zostałam pozbawiona spadku i dobrego imienia, a o pomówieniu nie wiedziałam przez lata, nie mogłam się bronić, zresztą teraz też nie mogę wiele zrobić w rodzinie gdzie jestem wszystkiemu winna.
Co na to inni? Oni są obojętni, też chętnie mnie obwiniali. Ojciec o śmierć mamy, że lekarz którego znalazłam był nie taki. Dużo jest tego obwiniania. Nie utrzymywałam specjalnie z nimi kontaktu ale:
tam z moim ojcem jest moja chora siostra, bywało że jak przyjeżdżałam do niego i zabierałam siostrę do siebie zabraniał mi ją brać, tylko u niego mogłam się z nią spotkać.

Ja jestem osobą totalnie pozbawioną wsparcia w rodzinie. Zadziwiająco dobrze sobie radzę w świecie. Słysząc w domu od ojca będąc dzieckiem o nas"darmozjady" postawiłam na naukę i alienację w ksiązki, minus to nieumiejętność kontaktów, plus dobre wykształcenie. Mam spłacone mieszkanie, wakacje, jestem samotną mamą programistką, więc nie mam duzo kontaktów z ludźmi w pracy. Czuję się jakby ktoś przykleił mi etykietkę winna, chce podpalić, a
ja nie mogę jej zdjąć, muszę udowodnić światu, teraz wytłumaczyć na forum, bo z tamtą siostrą nie mam kontaktu..

Dodatkowo odżyły sprawy rodzinne, bo ojciec w tym roku ożenił się z panią młodszą o 20 lat, w sumie niewiele ode mnie starszą, z matką 2 dzieci, która ociekłą od alkoholika. Tato ma majątek mieszkanie w stolicy czyli to co po mamie, ziemię. Właściwie chora siostra nie została zabezpieczona na wypadek jego śmierci. Prosiliśmy żeby jakoś oddzielił ten majątek ale nie chciał zrobić, że teraz to nowa żona będzie się siostrą zajmować. Byłam u prawnika ale wynika z tego że ja niewiele mogę zrobić.
To już zupełnie inna sprawa ale tak chciałam się wygadać i powiedzieć że lata terapii nie potrafią mi pomóc w tym poczuciu braku szacunku, winy i wstydu i osamotnieniu, oczywiście są osoby którym mogę to opowiedzieć ale to tylko trochę pomaga.
Czuję też samotna matka, za którą nikt nie stoi jest świetnym chłopcem do bicia, do pomówienia. Liczę na wsparcie, może coś mi przeskoczy..tak jak mówię nie radzę sobie z poczuciem winy, tak jakby ktoś odebrał mi moc.
Czasem myślę że przetrwają najsilniejsi najbardziej bezwzględni, na empatię nie ma miejsca. Jak masz charakter żeby zabrać innym to się dobrze urządzisz. Emocje tylko przeszkadzają, serce też. Na rady w stylu trzeba było porozmawiać w rodzinie, odpowiadam, nie było rozmów, wszystko za plecami,niewypowiedziane oczekiwania, nie było woli, tylko obwinianie, zakulisowe rozgrywki, ty powinnaś to i tamto a jak nie nieodbieranie telefonu albo krzyki.
Jeśli zagmatwałam za bardzo to sorki ale te rzeczy są zagmatwane tak jak tylko się da. Na pokolenia. Teraz jak to napisałam widzę absurd tego wszystkiego...Chciałabym powiedzieć nie dam się teraz JA decyduję co mnie zrani ale to nie takie proste.
Edytor zaawansowany
  • 09.07.17, 12:59
    Przytulam.
    Po prostu nie masz rodziny, pogódź się z tym.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • 09.07.17, 13:51
    i ty i siostra powinnyscie miec przynajmniej zachowek od czesci spadku po mamie. Os smierci mamy minelo wiele lat wiec pewnie nic sie nie da zrobic, sprawa sie juz przedawnla. Dopilnuj by po odejsciu ojca siostra byla zabezpieczona finansowo, mysle ze dobry prawnik powinien pomoc. Emocjonalnie nic nie mozesz zrobic, z jakiegos powodu rodzina cie odzucila raczej nie nalezy liczyc ze cos sie zmieni. Zmienic mozesz tylko siebie nie ich, szukaj przyjazni poza rodzina.
  • 09.07.17, 13:58
    O ile w ogóle doszło do podziału spadku i odbyła się sprawa spadkowa w sądzie lub przed notariuszem. Jeśli się nie odbyła to nic się nie przedawniło.
  • 09.07.17, 14:22
    wiec moze warto powalczyc o ten zachowek, chcociazby po to by rodzinie troche przytrzec nosa i pokazac ze mlodsza siostra i ojciec nie moga udawac ze dwoje z trojki dzieci nie istnieje. Relacji to w rodzinie nie poprawi (ale tez nie pogorszy bo praktycznie te relacje nie istnieja) ale wlasne samopoczucie autorki moze?
  • 09.07.17, 14:32
    Nie było podziału spadku. Do 3 lat można ubiegać się o zachowek. Teraz jest za późno. Mamy historię rodzinną gdzie dziadek z siostrą latami procesowali się o ziemię po pradziadkach. Wizja sądu działa na mnie przerażająco ( W głowie z siostrą się będziesz procesować) a do tego uznałam że skoro mama tak zdecydowała to zostawiam to, 2 siostra tez tak zrobiła. Jak napisałam największym problemem u mnie są emocje nie pieniądze. Dodatkowo nawet nie pieniądze dla mnie ale na zabezpieczenie chorej siostry , która teraz jest zdana na psychopatycznego ojca i jego nową żonę. Siostra ma rentę po mamie. Ojciec od śmierci mamy nie pije, ma silną wolę ale nie wiem co gorsze czy pijący ojciec czy niepijący przemocowiec, bez terapii, wtedy bardziej obwinia i czuje się ponad bo on nie pije.
  • 09.07.17, 22:17
    Rozmowy o pieniądzach dlatego są trudne, bo są przyczyną i skutkiem silnych emocji.
    Tak te pieniądze mają;)
    Zostałaś wydziedziczona. To jest bardzo trudna sytuacja, poczucie straty. Mając takie doświadczenie słusznie obawiasz się dalszych niesprawiedliwości od tak postępujących członków rodziny. Obawiasz się o niepełnosprawną siostrę, z którą jesteś najbardziej związana.
    Możesz napisać na co choruje siostra? Każdy z wyobraźnią zdaje sobie sprawę, że dla młodej macochy z dwojgiem dzieci może być to bardzo obciążające.
    I nie chodzi, że Ty najstarsza, ale zwykle w rodzinach mądrością, odpowiedzialnością, też się różnimy.
    Nie wiem, czy Ty dasz radę i czy dla Twojej chorej siostry byłoby dobre. Niektorzy praktykują rotacyjną opiekę. Czyli brałabyś np. siostrę do siebie co 4 miesiące na 1 miesiąc, albo co 8 mcy na 2 miesiące. Oczywiście siostra wędrowałaby ze swoją rentą.
    Co Ty na to?
  • 09.07.17, 23:22
    Moja siostra jak napisałam na początku ma schizofrenie i bierze też leki na padaczkę. To nie jest prosta choroba.
    Ja ją brałam często do siebie żeby odpoczęła od ojca. Inni jej nie brali i nie oferowali nic. W terapii dostałam dyrektywę żeby się częściowo zwolnić z tej odpowiedzialności, czasami po prostu było to moim kosztem i mojego dziecka, mi w zamian nikt w zamian nie pomaga. Inaczej gdyby mój ojciec zachowywał się jak dziadek i dzwonił do mojej córki, odwiedzał zabierał ale tak nie jest. Poza tym opieka nad siostrą nie była tematem postu. Nie wiem po co o tym rozmawiamy.
    Teraz jest jak jest, później może to być propozycja do rozważenia. Tylko wtedy wszyscy musieliby się zgodzic a nie osoba najbardziej odpowiedzialna bierze obowiązek na siebie.Nie znam rodziny gdzie rodzeństwo zajmuje się chorym rodzeństwem zamiast rodziców, jeżeli już to po ich śmierci.
  • 10.07.17, 00:00
    A po co Twojemu dziecku psychopatyczny dziadek?

    W sprawie chorej siostry chodziło mi o to, że opiekujesz się siostrą regularnie od- do, niezależnie jak pozostałe rodzeństwo zdecyduje.Na siostry się nie oglądasz. To ich decyzja, czy pójdą za Tobą. Proponujesz wszystkim a robisz swoje, niezależnie od ich decyzji. Proponujesz takie rozwiązanie opieki nad najsłabszą siostrą.
    Oczywiście, o ile dasz radę i uważasz, że to byłoby dobre dla Twojej siostry.

  • 09.07.17, 14:39
    Napisałam że byłam u prawnika z 2 siostrą. Starałam się coś zrobić dla siostry ale znowu czemu ja najstarsza?
    Najmłodsza siostra dostała za to mieszkanie do dyspozycji. Niech teraz pilnuje. Nawet nie wiem jaka była rozmowa między mamą i nią do czego się zobowiązała. Faktycznie ja nic nie muszę, to tylko w sercu mam troskę o dobro mojej siostry.
    Zdaję sobie sprawę że faktycznie zostałam wydziedziczona przez mamę. Mój dobrostan się nie liczy, tylko powinności, więc emocjonalnie takie słowa ja piszesz dopilnuj żeby siostra była...to budzi mój sprzeciw, czemu znowu ja. Nie mam poczucia ze mam rodzinę, mam tylko obowiązki a w razie co zostanę wydziedziczona a w spadku dostanę chorą siostrę do opieki.
  • 09.07.17, 17:46
    Wyglada ze chora siostra jest dla ciebie takim samym 'obowiazkiem' jak dla reszty rodziny i wcale nie masz az tak bardzo ochoty pomagac. A o zabezpieczeniu pisalam wlasnie dlatego bys kiedys nie obudzila sie w sytuacji ze spadku nie dostaniesz a obowiazek opieki nad siostra tak. Pamietaj ze obowiazek alimentacyjny obejmuje takze rodzeństwo, a to czy i jak kto dziedziczyl nie ma nic wspolnego z obowiazkiem alimentacyjnym.
  • 09.07.17, 20:10
    Wiem, że obowiązek alimentacyjny obowiązuje rodzeństwo, dlatego byłam u prawnika, który stwierdził że na razie dużo nie mogę zrobić. Ja rozróżniam chcę od powinnam, wiem że zajmowałam się siostrą bo chciałam, a teraz nie muszę, tylko mogę chcieć, a będę musieć jak taty zabraknie. Ja mam obowiązek zajmować się swoim małoletnim dzieckiem. Nie bardzo wiem skąd wiesz czy mam ochotę czy nie.
    Chcę ale chcę też postawić granicę, żeby nie czuć się wykorzystana. Nie wiem skąd od razu zgadujesz co ja czuję, niezbyt dobrze się z tym czuję.
  • 11.07.17, 15:48
    nie będziesz musieć się zajmować siostrą
    kiedy wasz psychopatyczny tatusiek odejdzie z tego padoła, a ta z rodzeństwa która ma orzeczenie o niepełnosprawności nie będzie w stanie sobie sama dać rady to opieka społeczna wezwie osoby uprawnione do alimentacji by solidarnie pokryły koszty DPS. solidarnie to nie znaczy, że masz dawać tyle samo kasy co uposażona siostrunia i nie prawdą jest co tu piszą mądrale, że sąd nie weźmie pod uwagę darowizn i spadków przekazanych wam przez rodziców, wszystko to się liczy, podobnie sytuacja osobista i być może że twoje koszty okażą się symboliczne.

    nie prawdą jest że swoim podłym rodzicom nic nie zawdzięczasz - RADZISZ sobie, a to najlepsze co mogli ci dać jako wychowawcy. przyjmuj więc to w ramach spadku po nic, zamknij sprawy rodziny pochodzenia i zacznij żyć własnym życiem. nie wiesz nawet jakie to szczęście i dar radzić sobie samodzielnie i nikogo nie potrzebować. doceń to i korzystaj z życia. jesteś przede wszystkim matką i potrzeby twojego dziecka oraz TWOJE są na pierwszym miejscu. od problemów z chorą siostrą sporóbuj się emocjonalnie odciąć jak od reszty rodziny. siostra pewnie nie cierpi aż takiej krzywdy jak ci się wydaje. jeśli faktycznie ojciec stosuje wobec niej przemoc zgłoś sprawę na policji i w opiece społecznej.
  • 11.07.17, 19:08
    Dzięki lot.ti za Twój głos.Mniej więcej taki mam plan odnośnie siostry jak nakreśliłaś. Po prostu nie mogę być nadodpowiedzialna.
    Co do RADZISZ sobie to wiesz jest to jakiś moja zła karma. Pierwszy raz pokonałąm wstyd i zgłosiłam się dawno temu
    na terapię DDA (miałam wtedy myśli samobójcze, jakąs depresję) na NFZ i po rozmowie z terapeutką ona powiedziała
    że ja sobie radzę, że mam swoje mieszkanie na które zarobiłam, pracę itd a tutaj są osoby DDA którzy nie mają gdzie mieszkać i oni nawet im udostępniają jakieś kwatery, wyszłam wstrząśnięta, później pani zadzwoniła że może mnie przyjmie ale nie miałam do niej zaufania, skoro mam się licytować kto miał gorzej. Z tym RADZISZ szłam dalej. Za wszystko po prostu muszę zapłacić, nic to że ja płacę składki NFZ. Zapłaciłam też za terapię prywatnie. Teraz też w życiu inni myślą że sobie radzę a tej samotności nikt nie widzi i tego że sama do wielu rzeczy doszłam pracą upartością i jaką cenę płacę za radzenie.

    Poza to nie jest tak że oni mi to dali to radzenie jako wychowacy, ja mam zdolności matematyczne, analityczne, może faktycznie geny ale ja też dostałam przekaz radź sobie i wez nasze problemy.
    Tez wiem że muszę sobie radzić bo nikt nie pomoże. Faktycznie rodzice nie przeszkadzali jak się uczuliśmy ale nie inwestowali w języki, nie tłumaczyli itd. Tzn mam zacięcie że jak czegoś nie rozumiem siedzę kombinuję, kupuję książkę i próbuję się dowiedzieć. Nie miałam problemu z zaliczeniem mechaniki kwantowej i nie mam problemu z przeczytaniem i zrozumieniem całej Karen Horney. Tylko ja nie radzę sobie w relacjach, z emocjami wstydem, poczuciem winy a tego się nie nauczę przez ksiązki muszę praktykować. Masz rację odpuszczam rodzinę i walczę o siebie.
  • 09.07.17, 14:45
    Rodzina mnie odrzuciła, tak myślę dlatego, że mam dziecko i zaczęlam stawiać granice, na co wydaję pieniądze czy poświęcam czas a do tego sama powinnam dostać pomoc. Choć do końca ja tez tego nie rozumiem. Tez mi się wydawało zawsze ze musi byc powód ze cos zrobiłam nie tak, więc to poczucie winy
    Po prostu konfiguracja się zmieniła, potrzebowali kozła ofiarnego. Nie ma jednej roli w dysfunkcyjnej rodzinie, ja byłam bohaterem, kozłem ofiarnym i niewidzialnym dzieckiem. Po śmierci mamy wszystko się rozpadło.
  • 09.07.17, 15:03
    Na to co ludzie (również, a może zwłaszcza bliscy) mówią nie masz żadnego wpływu. A mówią dużo często i zazwyczaj głupio albo kłamliwie - w dobrej lub złej wierze. Musisz się z tym pogodzić choć to trudne. najlepszym wyjściem jeśli mówią ewidentne bzdury jest wzruszać ramionami i nie komentować wcale. Jak się znudzą to przestaną. Fakt, że Cię to boli i ciągle wzbudza poczucie winy świadczy, że wcale nie odcięłaś się od toksycznej rodziny. Może w tej sytuacji warto przynajmniej na jakiś czas zerwać z nimi całkiem kontakty, nie oczekiwać od nich pomocy ani szacunku i skupić się na sobie, swoim dziecku, szukaniu własnych przyjaciół i budowaniu własnej wartości? Bo jesteś wartościowa wcale nie wtedy kiedy ojciec, siostry, czy dalsza rodzina tak uzna i doceni Twoje osiągnięcia. Jesteś wartościowa pomimo tego, że oni Cię nie doceniają i mają na Twój temat złe zdanie.
  • 09.07.17, 15:13
    Dzięki Aqua, gdzieś podskórnie też tak czuję, że powinnam bardziej oprzeć się na sobie, swoich sądach, zostawić ich i to co myślą. Czasem też chodzi o dziecko, takie uwikłanie, bo moja córka bardzo lubi córkę mojej średniej siostry, więc reszty kontaktu trudno zerwać.
    Chyba mam po prostu słabe ja. Potrzebuje zewnętrznego samopotwierdzenia ale czas wzmocnić to ja i to co ja myślę o sobie i świecie, bez względu co mówią o mnie inni. To jest trudne. Gdzieś przeczytałam że poczucie winy czasem inni wywołują po to żebyśmy robili to co oni chcą..realizowali w rodzinie cele innych nie swoje, podnosili innych samopoczucie itd. zwłaszcza te nieadekwatne poczucie winy.
  • 09.07.17, 15:27
    karen_ann napisała:

    > gdzieś podskórnie też tak czuję, że powinnam bardziej oprzeć się n
    > a sobie, swoich sądach, zostawić ich i to co myślą. Czasem też chodzi o dziecko
    > , takie uwikłanie, bo moja córka bardzo lubi córkę mojej średniej siostry, więc
    > reszty kontaktu trudno zerwać.

    No to spotykajcie się z tą siostrą sam na sam tylko po to aby dzieci się bawiły razem, a Ty nie dawaj się wciągać w próby postawienia cię po którejś stronie rodzinnych rozgrywek i nie komentuj rozmaitych "rewelacji" o sobie. Chcą tak czy siak mówić - niech mówią. TY wiesz że to nieprawda, a inni jak będą chcieli to też się dowiedzą, a jeśli nie to znaczy że im na Tobie nie zależy - więc pełna wzajemność - Tobie na ich zdaniu również. Reaguj tak jakby mówili np. że wyrosły Ci pomarańczowe rogi, w czasie pełni wychylasz się z balkonu i zioniesz ogniem, a swoje dziecko karmisz wyłącznie żwirem i coca colą i ubierasz w kiszone liście kapusty. Luz.
  • 09.07.17, 15:47
    aqua48 napisała:

    > Reaguj tak jakby mówili np. że wyrosły Ci pomarańczowe rogi,
    > w czasie pełni wychylasz się z balkonu i zioniesz ogniem,
    > a swoje dziecko karmisz wyłącznie żwirem i coca colą i ubierasz w kiszone liście kapusty.

    No właśnie - to ma mniej więcej tyle samo sensu jak teorie, że chcesz komuś spalić dom. Taki sam absurd i tak samo należy go traktować i traktować tych, co go powtarzają.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 09.07.17, 15:53
    Dzięki super pomysł z tym ogniem i coca colą itd, żeby tak sobie to odwrócić z humorem.
    Jest mi lepiej jak opowiedziałam publicznie. To jak z leczeniem traumy u Levina, że samo opowiedzenie i zrozumienie przez 2 osobę powoduje spadek napięcia. Dziecko wyjechało i mój umysł powoli przetrawia co się zdarzyło w ciągu ostatnich 2 miesięcy.
  • 09.07.17, 16:29
    Z podziwem i uznaniem. Kiedyś słyszałam, że na kozła ofiarnego delegowane są jednostki najsilnijsze, które uniosą tę narzuconą rolę... marne to pocieszenie, ale dałaś radę! Masz swój dom bez chandryczenia się po sądach, co zabiera energię. To było.
    Zwróć może uwagę na matki koleżanek Twojej córki. Jeśli córcia się z którąś zaprzyjaźni, to Ty teź możesz:) To często się zdarza.
    Jesteś super!
  • 09.07.17, 16:58
    Bardzo Ci dziękuję za dobre słowo.
  • 09.07.17, 20:42
    Przytulam.
    Czasem jest tak ze osoby 'uwiklane' w dysfunkcyjna rodzine maja dodatkowy problem z kontaktami z innymi gdzie paradoksalnie stawiaja jak najsilniejsza granice. Moze poszukaj wokol siebie ludzi ktorzy sa ci przyjazni, wraz ze wzmacnianiem kontaktow z innymi ludzmi te dysfunkcyjne rodzinne moga byc latwiejsze do zniesienia, mniej istotne chociaz wciaz bolesne- ale moze juz mniej.
  • 09.07.17, 23:42
    Tak staram się utrzymywać relacje z innymi przyjaznymi osobami. Tylko ta klątwa dysfunkcyjnej rodziny bywa też taka, że dosyć że się miało trudne dzieciństwo, to póżniej w dorosłym życiu przyciąga się też podobnie toksyczne osoby. Ja przyciągnęłam narcystycznego ojca mojego dziecka. Teraz po terapii więcej widzę kogo unikać i jest lepiej z ludźmi ale w kontakcie z tzw "normalnym" osobami towarzyszy mi wstyd za rodzinę. To jest wiesz takie uczucie jak ja myślę że patrzą na mnie, że skoro wyszła z takiej rodziny też z nią coś jest nie tak. Sama się zastanawiam czemu też miałabym być jakoś lepsza, bo coś przeczytałam? bo najstarsi są bardziej odpowiedzialni?
    Mam lęk przed odsłonięciem się i powiedzeniem prawdy tak to ja. Lęk przed oceną, więc jest jakiś dystans, to może ta granica o której mówisz.
  • 10.07.17, 00:39
    Rozumiem te obawy i wstyd. Ale czy nie jest to wstyd 'rodzinny', systemowy, nie twoj osobisty - jedna z regul rodzin dys to 'nie mow o tym co widzisz' i wbudowany u dziecka wstyd i poczucie odpowiedzialnosci za zachowanie i samopoczucie rodzica? To ze ty tak nauczylas sie myslec o sobie (w czym ja moge byc lepsza, oni patrza na mnie z gory i oceniaja), nie znaczy ze mysla tak inni. Ja mialam koszmarne poczucie wstydu kiedykolwiek inni widzieli moja slabosc czy najmniejszy blad lub kiedy z czyms sobie nie radzilam, ale jednoczesnie otwieranie sie na ludzi przynosilo ulge 'nie musze juz sie z tym chowac, niech sie dzieje co chce'. Ludzie zareaguja jak chca i umieja, czesc bedzie pomocna, czesc nie, raz na jakis czas trafi sie tez ktos bardziej toksyczny. Im bardziej sie wstydzisz i chowasz w sobie, tym bardziej 'kryjesz' rodzinne problemy i tkwisz w roli kozla.
  • 10.07.17, 09:50
    blue_meerkat napisała:

    > Rozumiem te obawy i wstyd. Ale czy nie jest to wstyd 'rodzinny', systemowy, nie
    > twoj osobisty - jedna z regul rodzin dys to 'nie mow o tym co widzisz' i wbudowany
    > u dziecka wstyd i poczucie odpowiedzialnosci za zachowanie i samopoczucie rodzica?

    Też o tym pomyślałam, bo sama dopiero niedawno, wskutek terapii do tego doszłam - że ja po prostu "miałam się wstydzić", kiedy w rodzinie coś szło nie tak. I dopiero jakiś czas temu dotarło do mnie, że jedynym uczuciem, jakie pamiętam z okresu rozwodu rodziców - jest właśnie wstyd. Ja się wstydziłam tego, że rodzice się rozwodzą i w zasadzie nic poza tym nie czułam.
    Bo przecież byliśmy tacy idealni... A rodzice byli wzorowym i wzorcowym małżeństwem...
    Wydawało mi się, że wszyscy dookoła wiedzą i widzą, że rodzice się rozwodzą.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 10.07.17, 10:32
    Dzięki ola_dom i blue_meerket myslę że wstyd to dobry trop. Wydawało mi się, że to przerobiłam bo poszłam na terapię i opowiedziałam innym rodzinne tajemnice, teraz tez poniekąd to zrobiłam na forum ale w kontaktach z ludźmi wstydzę się za swoją rodzinę i ukrywam dużo rzeczy. Ściągnę sobie książkę "Toksyczny wstyd" Bradshaw'a.
  • 11.07.17, 13:52
    Polecam Ci grupę wsparcia DDA, z pewnością jest jakaś w Twojej okolicy. I dbaj o siebie :) tak po prostu :)
  • 13.07.17, 11:03
    Olu wiesz co myślałam jeszcze o tym wstydzie i kurcze mam tak samo, w wielu sytuacjach pamiętam tylko wstyd. Teraz mi się przypomniało że w wielu sytuacjach kiedy podważałam to co jest albo slodki obrazek albo coś chciałam, to często słyszałam przecież masz to i to "byś się wstydziła" (domyślnie chcieć, narzekać albo krytykować itd)
    Czyli ten wstyd był ciągle kiedy oni coś robili nie tak zamieniali to na mój wstyd. Poza tym jak u Ciebie chcieli mieć idealny obrazek rodziny, wiele rzeczy było na pokaz. do tej pory jak siostra się zachowała nie tak wobec mnie to ja się wstydze nie ONA, ciekawe i ja często ich kryję, żeby się nie wstydzić.

    Ogólnie jak napisałam na forum dużo lepiej się poczułam. Przez to że złamałam regułę i inni mnie poparli. Do tego mam poczucie że moje uczucia zostały jakoś potwierdzone, odzwierciedlone w minimalnym choć stopniu tutaj że mam rację.

  • 13.07.17, 11:45
    karen_ann napisała:

    > Czyli ten wstyd był ciągle kiedy oni coś robili nie tak zamieniali to na mój wstyd.
    > Poza tym jak u Ciebie chcieli mieć idealny obrazek rodziny, wiele rzeczy było na pokaz.

    ... a kiedy Ty śmiałaś dostrzec, zauważyć ryskę na tym ideale - trzeba było Cię prędko spacyfikować, bo stanowiłaś zagrożenie dla wizerunku. Jak w ogóle śmiałaś podważać ideał rodziny - no jak Ci nie wstyd?!

    Kiedy przez rok nie rozmawiałam z mamą, ona NIKOMU o tym nie powiedziała. Wiedziały tylko jej siostry i mój tato - czyli osoby, które miały także kontakt ze mną. Żadna z jej przyjaciółek, koleżanek, nikt znajomy. Przez rok lawirowała i opowiadała bajki, że byłam u niej, że u mnie dobrze, że jestem zapracowana, że to i tamto. Tak się wstydziła.
    Ja oczywiście rozumiem, że to nie był powód do dumy i chwalenia się - ale mama po prostu nie mogła pozwolić na to, żeby ktokolwiek pomyślał, że ona-matka-idealna może mieć nieidealną relację z córką.
    Co sama zresztą kiedyś powiedziała - "Kiedyś to byłam dumna i mogłam się pochwalić, że mam taką wspaniałą relację z córką - a teraz co?!". Co oczywiście było moją winą, ta "popsuta relacja".
    Wizerunek nade wszystko...

    > Ogólnie jak napisałam na forum dużo lepiej się poczułam. Przez to że złamałam
    > regułę i inni mnie poparli. Do tego mam poczucie że moje uczucia zostały jakoś
    > potwierdzone, odzwierciedlone w minimalnym choć stopniu tutaj że mam rację.

    Bo to niezmiernie ważne przeczytać, usłyszeć, że nie jest się wielbłądem, kiedy od zawsze wokół siebie słyszysz, że jesteś. A gdy ktoś z boku, z dystansu jasno powie, że to bzdura i absurd - to przynosi wielką ulgę, zmienia perspektywę.
    Ja tę ulgę poczułam wielokrotnie tutaj na forum. I na terapii oczywiście też.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 11.07.17, 18:09
    Pomówienia w rodzinie trudno przełknąć. Pewnie Cię nie pocieszę ale w rodzinie mojego męża też padło kłamstwo, że jest złodziejem prądu. Prąd miał rzekomo kraść babci, która dom przepisała na najmłodszą siostrę mojej teściowej - znaczy mojego męża mamy siostrę. Siostry się teraz nie odzywają miedzy sobą wiadomo. Ale czemu oberwało się mojemu mężowi? Bo mieszkamy w bezpośrednim sąsiedztwie w części domu tej babci więc takie pomówienie w celu zmanipulowania babci aby czasem o wnuku nie miała za dobrego zdania i by calość majątku przeszedł w ręce tylko jednej osoby z pominięciem dwóch pozostałych.
  • 11.07.17, 19:22
    To chyba taki stary sposób zdyskredytowania kogoś w oczach innych, żeby później nie mieć wyrzutów sumienia jak się mu
    się robi krzywdę. Może wyparte uczucia u tych ludzi co krzywdzą wychodzą w postaci obwiniania i kłamstw.

    Jak kogoś obwołasz złodziejem, podpalaczem to masz usprawiedliwienie albo dajesz je innym że został pozbawiony majątku. Tylko w rodzinie pozniej tracą wszyscy, bo wszyscy są skłóceni.
  • 11.07.17, 21:13
    Odcinając się od dysfunkcyjnej rodziny (i od szczujacych, i od tych którzy łykneli te głupie pomowienia-sami są siebie warci) możesz tylko zyskać. Sprawę podziału ew pozniejszej opieki nad siostra trzeba załatwić prawnie (nie wierze ze jest totalnie na poziomie pięcioletniego dziecka, ludzie ze schizofrenia zwykle są w stanie skończyć choćby szkoly zawodowe i pracowac w remisjach choroby, są programy aktywizji społecznej/niekoniecznie zawodowej głęboko chorych osób które latami siedziały w domu/szpitalu przed tv i byly nianczone przez rodzinę. Może siostra nabierze tych utraconych umiejętności życiowych).
    Jak funkcjonujesz towarzysko/zawodowo
    (nie rodzinnie)? Totalnie zero relacji? Poszukaj jakiejs odskoczni (nawet matki koleżanek Twojego dziecka mogą być OK)
  • 11.07.17, 21:19
    OK, dps dls tej siostry może być dobrym wyjściem, o ile jest bardzo głęboko niepelnosprawna i nie rokuje. Są też mieszkania chronione dla osób w jej sytuacji. Ktoś już wyżej napisał o obowiazku solidarnej alimentacji jeżeli renta inwalidzka nie wystarczy na zabezpieczenie potrzeb.
  • 11.07.17, 23:40
    Ja wiem że siostra powinna mieć terapię zajęciowa ale mój ojciec po śmierci mamy wywiózł ją na tzw wieś gdzie ma dom i ziemię po rodzicach. Jest to 100 km ode mnie i 20 km dla nich do większego miasta. Siostra skończyła liceum ekonomiczne bez matury. Powinna gdzieś dodatkowo być aktywizowana, ja to wiem, Ty wiesz ale powiedz to mojemu psychopatycznemu ojcu oficerowi na emeryturze, który nie znosi sprzeciwu. On wie co dla niej dobre:) to jego punkt widzenia.
    Zawodowo to pracuję ale w pracy jestem od lat jedyną kobietą. Mam kilka koleżanek samotnych mam, z nimi się spotykam, wyjeżdzam na wakacje itd. Z rodziny mam super ciotkę 300km ode mnie, jeżdże do niej na święta.
    To tyle. Moje ostatnie takie bliskie odczucie jak jestem samotna, wiązało się z chorobą, zachorowałam mocno na żołądek na dłużej i miałam gastroskopię pod narkozą około 18 godziny i w klinice polecili żeby mnie ktoś odebrał po narkozie. Każdy z kimś był tylko ja sama tylko chciałam się wybudzić szybko żeby jechac do dziecka i nikogo przy mnie nie było bo nie miałam kogo poprosić. W razie co nie mam nikogo bo inne samotne mamy są też zajęte. Dlatego pomyślałam że muszę coś zmienić w życiu.
    W wielu innych sytuacjach za wszystko musiałam zapłacić, za opiekunkę żeby wyjśc z domu..teraz od roku dziecko zostaje samo jak trzeba
  • 11.07.17, 22:06
    Dokładnie. Potem na imprezach okolicznościowych typu komunia trzeba udawać i robić piękny uśmiech do tych którzy nam naubliżali... więc zagryzamy zęby czując niesprawiedliwość i chęć wykrzyczenia światu. Pozostaje nam jedynie "powykrzywikać"na forum licząc w duchu na to, że zła karma wróci do niesprawiedliwych. A jeżeli chodzi o wszelkie terapie podpinam link do ciekawej strony, na której zostaje zdemaskowane po co terapeuci "podtrzymują"te uczucia krzywdy z dzieciństwa pacjenta: psycho-kit.pl/?p=4790#more-4790
  • 11.07.17, 23:55
    Hmm...ciekawy wątek o tym podsycaniu poczucia krzywdy. Aczkolwiek moje doświadczenie jest takie, że terapia grupowa DDA mi bardzo pomogła, był ten czynnik leczący grupy i relacji między nami i zwroty w kontrolowanym otoczeniu.
    Na indywidulanej DDA było jak w tym linku, dużo milczenia i nic to nie dawało i nikomu nie poleciłabym tych moich terapeutów DDA. Też wydaje mi się, że osoby przed leczeniem DDA powinny być diagnozowane przez psychologa klinicznego.
  • 12.07.17, 17:13
    barbra25 napisała:

    > podpinam link do ciekawej strony, na której zostaje zdemaskowane po co terapeuci "podtrzymują"te uczucia krzywdy z dzieciństwa pacjenta: psycho-kit.pl/?p=4790#more-4790

    Przeczytałam tę wypowiedź i jedyne, co mogę napisać, to to, że współczuję autorowi, że tak kiepsko trafił.
    Nie byłam wprawdzie na terapii stricte DDA, ale sama mówię o sobie "DDD", na swojej terapii dużo wspominałam dzieciństwo, dużo mi się dopiero przypominało - ale nie miało miejsca nic podobnego do tego, co tam przeczytałam.
    Ja oczywiście rozumiem, że jeśli ktoś prowadzi stronę typu "psycho-kit" to nie po to, żeby na niej chwalić terapię i że raczej będzie interpretował fakty pod kątem swoich założeń - ale akurat przypadek tam opisany jest po prostu jakiś dziwny. Choć zapewne nieźle się czyta - jak np. o wszystkich błędach lekarskich, tym bardziej tych ukrywanych.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.