Dodaj do ulubionych

myslec o rozwodzie czy przesadzam?

01.08.17, 16:07
Witajcie, pisałam już na forum rozwodowym, więc wybaczcie, jeżeli się będę powtarzać. W skrócie - zastanawiam się nad rozstaniem z mężem, ale nie potrafię podjąć ostatecznej decyzji. Ale was chciałam zapytać o coś innego, bo widzę, że tutaj sporo osób mądrze radzi w sprawie przemocy psychicznej, a wydaje mi się, że niektóre rzeczy pasują do mojego męża. Z drugiej strony wiem, że nie można podciągać kilku zachowań pod przemoc i jestem już kompletnie skołowana.
Moja sytuacja wygląda tak, że przeprowadziłam się do męża do innego miasta, jesteśmy razem od 10 lat, dzieci brak. Mąż w przeszłości miał zachowania przemocowe, potrafił mnie zwyzywać od szmat itp., parę razy czymś rzucił o ścianę... To było dawno, prawie się rozstaliśmy i nie powtórzyło się od wielu lat. Natomiast mąż nadal krytykuje wszystkie możliwe rzeczy, czytam głupie książki, słucham beznadziejnej muzyki, moje koleżanki są głupie, a rodzice to wieśniaki... Po czym zaraz dodaje, że wieśniaki to nic obraźliwego, bo przecież są ze wsi.
Po za tym prowadzimy normalne życie, nie jest tak, że on jest ciągle taki złośliwy, raczej coś rzuci od czasu do czasu. I już sama nie wiem, czy się czepiam, przesadzam, bo przecież było dużo gorzej i wtedy nie odeszłam, więc dlaczego miałabym odejść teraz. Niezależnie od tego, że przeraża mnie przewrócenie całego mojego życia do góry nogami...
Edytor zaawansowany
  • 01.08.17, 16:42
    alina317 napisał(a):

    > mąż nadal krytykuje wszystkie możliwe rzeczy, czytam głupie książki, słucham
    > beznadziejnej muzyki, moje koleżanki są głupie, a rodzice to wieśniaki..

    Dopiero co na sąsiednim forum napisano o gaslighting - nie wiem, czy u Ciebie to się właśnie odbywa, ale sporo z powyższego pasuje, warto poczytać.

    A jeśli nawet nie będziesz czytać - chcesz żyć z człowiekiem, który krytykuje Cię w każdej możliwej sprawie? Po co? W nadziei, że kiedyś przestanie?
    Chyba dzieli się życie z kimś po to, żeby się wspierać, żeby łatwiej było iść przez życie - a nie trudniej?

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 01.08.17, 19:29
    "Natomiast mąż nadal krytykuje wszystkie możliwe rzeczy, czytam głupie książki, słucham beznadziejnej muzyki, moje koleżanki są głupie, a rodzice to wieśniaki... Po czym zaraz dodaje, że wieśniaki to nic obraźliwego, bo przecież są ze wsi. "

    A jakiej muzyki słucha mąż ? Jakie książki czyta szanowny Pan ? Jakich ma kolegów ?

    Jak do tego doszło ze " prawie " sie rozstaliście ale wróciłaś do niego mimo ze Cie wyzywał od szmat ?

    Tu na tym forum jest wątek sary_ lund o tym czy to juzczas na rozwod. Polecam lekturę.

    Mozemy Ci doradzić jaja celna ripostę wymyślić jak maz nazwie rodzicow wieśniakami albo skrytykuje Twoje wybory książkowe. Ale żadna siła na swiecie nie zamieni tego potwornego chama w sympatycznego i empatycznego człowieka.
  • 01.08.17, 20:40
    Dokladnie tak😊 Autorko a odpowiadasz mu czasem aż mu w buty pójdzie czy po cichu znosisz chamstwo tego buca?
  • 02.08.17, 03:32
    Kurcze, warto czasem dać agresorowi posmakować jego własnej trutki, ale czy o to chodzi w małżeństwie? Żeby się wzajemnie napieprzać? W wątku o panu czepialskim na sąsiednim forum jego autorka nawet napisała, że gdyby zaczęła zachowywać się tak, jak jej mąż, to by się chyba pozabijali, więc woli znosić w milczeniu jego odpały, niż się awanturować. Sama nie wiem, jakie jest wyjście z takiego impasu poza postawieniem mężowi ultimatum, a w razie jego niewykonania, po prostu rozstać się. Życie ma się jedno, szkoda je tracić z kimś, kto nas nie docenia, dołuje, poniża, wyzywa od szmat czy debili.
  • 01.08.17, 19:58
    Czy kochasz męża, jest ci z nim dobrze, macie wspólne pasje , zainteresowania? Czy lubisz jak wraca do domu z pracy? Dzwonicie do siebie? Wysyłacie ciepłe smsy?
    Co robicie razem w czasie wolnym?

    Czy ty, chcesz rozwodu?

    Musisz sobie sama odpowiedzieć na te pytania. Ile dobrego masz w tym związku a ile złego, proporcje powinny być jak 99/1 a ta jedynka to np chrapanie ;)

    Związek powinien służyć każdemu z partnerów, obydwie strony korzystają na byciu razem.
    Czy tak u was jest?
    Uważam,że szkoda życia na trwanie w związku w którym jest się nieszczęśliwym. Lepiej to przerwać i zacząć od nowa albo samej albo z kimś innym. Samo trwanie aby trwać ...szkoda czasu.
    Natomiast nie odpowiem czy twój mąż stosuje przemoc. Zachowania, które opisałaś są nieakceptowalne, bywają uciążliwe ale czy daje się je korygować w rozmowie z partnerem? Czy partner rozumie,że w ten sposób Cię rani i walczy z tym zachowaniem?





    --
    I była zgroza nagłych cisz! I była próżnia w całym niebie!
    A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie? B.L.
  • 01.08.17, 23:23
    Przeczytalam posta Autorki na forum rozwodowym. Autorka nie do końca pisze to samo na obydwu forach. Tutaj wspomina ze mąz ja nazywał szmata, tam ze debilka i przygłupia. Pewnie wszystkie te epitety sa prawda.

    forum.gazeta.pl/forum/w,24087,164255105,164255105,Skad_wiedzieliscie_ze_to_juz_.html

    Mąz nie lubi jak Autorka odwiedza swoich rodzicow, mąz nie lubi jak sie spotyka ze znajomymi i koleżankami. Wiec Autorka sie nie spotyka zeby zadowolić Pana Męża, po jakims czasie znajomosci rozmywają sie a Autorka nie odchodzi od męza bo boi sie zostać sama.

  • 01.08.17, 23:35
    W tym małżeństwie tez jest samotna, wiec rozwodem niewiele ryzykuje a moze sporo zyskać.
  • 02.08.17, 00:11
    Zgadzam sie w 100 % !!

    Nie straci NIC a zyska : Święty spokój, godność, sfrustrowany człowieczek nie bedzie NA NIEJ odreagowywał złości na cały świat, bedzie mogła czytać książki ktore chce i słuchać muzyki ktora lubi bez wysłuchiwania uszczypliwości męża, itd.

    We fragmencie z innego forum jest wszystko :

    "Mąż ma takie momenty, że się wkurza bez powodu, na przykład budzi się rano i ma pretensje do całego świata, mówi mi różne złośliwe rzeczy. Chciałam ostatnio pojechać do rodziców na tydzień (mieszkają na wsi, więc latem najlepiej). On nie chce tam jeździć, bo ich nie lubi i nie ma co robić na wsi, ale samej też mnie nie chce puścić, bo nie lubi jak mnie tak długo nie ma (tak mówi). Ogólnie należy do osób, które nie okazują uczuć, nie przytulamy się, mam wrażenie, że żyjemy obok siebie.
    Z drugiej strony na co dzień jest normalnie, mamy wspólne hobby, oglądamy filmy, prowadzimy normalne życie. Strasznie się boję, że po rozwodzie będę sama, "

    No a tak nie jest sama.
  • 02.08.17, 02:17
    Widzę, jak to wszystko zabrzmiało, ale te zachowania to tylko jakaś część naszego życia. Wszystkie epitety się pojawiały, również te, które wymieniłam na tamtym forum. Prawie się rozstaliśmy, bo powiedziałam, że nie będę tego akceptować, obiecał że się przestanie tak zachowywać i zgodziłam się spróbować. Faktycznie przestał robić te konkretne rzeczy, o których powiedziałam.
    Mąż ogólnie miał dość ciężkie dzieciństwo, były jakieś incydenty alkoholowe u rodziców, ale nigdy nie chciał o tym opowiadać. I trochę mam wyrzuty sumienia jak pomyślę, że zamiast mu pomagać „wyjść na prostą” to ja go zostawię. Przeżyliśmy razem sporo czasu, mamy jakiś własny świat, ja na pewno też nie jestem idealna i nie chcę go potraktować niesprawiedliwie. Jeśli chodzi o te wyjazdy do rodziców, to nie jest tak, że rezygnuję, bo on zabrania. Jeżdżę parę razy do roku, tylko przy każdym wyjeździe wiem, że będzie kłótnia i męczy mnie to użeranie się.
    Tak naprawdę to chyba bardziej mam problem ze sobą, bo wydaje mi się, że chcę rozwodu. Wiem obiektywnie, że on nie jest facetem, z jakim chciałabym spędzić resztę życia. Ale jak pomyślę, że np. jutro z nim pogadam, to jestem przerażona i mam wrażenie, że cały mój świat się zawali. I tak odkładam decyzję na wieczne nigdy.
  • 02.08.17, 03:38
    "Tak naprawdę to chyba bardziej mam problem ze sobą, bo wydaje mi się, że chcę rozwodu. Wiem obiektywnie, że on nie jest facetem, z jakim chciałabym spędzić resztę życia."
    Alino, to jest doskonała przesłanka do rozwodu. Ty WIESZ, że nie chcesz kontynuować małżeństwa i życia z tym człowiekiem. Jeśli widzisz się jako osoba samotna i cię ta wizja nie przeraża, to raczej przesądza sprawę. Teraz blokuje cię wyłącznie logistyka, czyli jak powiedzieć mężowi, że chcesz się rozwieść. Tu ci nie poradzę, bo nie mam takiej rozmowy za sobą, ale po prostu oswajaj się z myślą o odejściu i nawet potrenuj "na sucho" taką rozmowę z mężem. Nie ma co przedłużać niepotrzebnie agonii związku, skoro wiesz, że z twojej strony uczucie się skończyło.
  • 02.08.17, 11:10
    Odejść zawsze możesz. Ale czy dostaniesz rozwód, jak on sie nie zgodzi ? Albo zasadzą rozwód z twojej winy, bo porzuciłaś męża ?
  • 02.08.17, 11:44
    Co ty pieprzysz? Wystarczy że się rozejdą fizycznie, zamieszkają oddzielnie, zaczną się indywidualnie rozliczać bez wspólnej kasy, sypialni, lodówki, przez co najmniej pół roku nie będą współżyć itd. Małżeństwo to nie niewolnictwo ale najpierw musi nastąpić rozpad więzi a rozwód formalny to jego przypieczętowanie. "Wina" by mogła być orzeczona gdyby sobie kochanka przygruchała podczas małżeństwa, a nie dlatego że od męża odeszła.
  • 03.08.17, 00:08
    Poki nie macie dzieci,uciekaj. Tak,to przemoc. I ty juz wiesz,ze z nim nie chcesz byc
  • 02.08.17, 14:37
    Póki co rozwody w Polsce orzekają sądy, a nie małżonkowie. Nikogo w małżeństwie siłą nie zatrzymasz, co najwyżej rozwód się odwlecze. Zgoda małżonka nie jest potrzebna, choć wiadomo, że ułatwia i przyspiesza sprawę.
  • 02.08.17, 14:58
    Zgoda potrzebna nie jest, ale sad moze nie dac rozwodu, jak będzie uważał, że jest to sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.

    Może też, jeśli malżonek sie nie zgodzi o nieorzekaniu o winie, orzec rozwód z winy żony z wszelkimi tego konsekwencjami.

    Jedna z przesłanek jest opuszczene malzonka bez waznych powodów.

    Oczywiscie moze tez orzec rozwod z winy obu stron.

  • 02.08.17, 15:38
    grrrrw napisała:

    > Jedna z przesłanek jest opuszczene malzonka bez waznych powodów.

    No to tutaj te przesłanki akurat nie występują.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 02.08.17, 15:59
    Nie znam osobiście ani jednego przypadku odmowy wydania wyroku rozwodowego z powodu jego sprzeczności z zasadami współżycia społecznego. Wiem, że taka opcja istnieje, ale sądy chyba wyjątkowo rzadko z niej korzystają. A tu już w ogóle brakuje przesłanki do takiego orzeczenia. Żona nie opuszcza męża bez ważnych powodów. Żona opuszcza męża, którego nie kocha, z którym nie ma zamiaru dalej dzielić życia ani dożyć starości, z którym nie ma dzieci i który regularnie psychicznie ją poniża i bezustannie krytykuje. Na moje oko to akurat tutaj PAN powinien się bać, żeby rozwód nie był z jego winy. A jak pani wspomni, że mąż kiedyś wyzywał ją od debilek i szmat, czyli wykazywał klasyczne zachowania przemocowe, to już w ogóle.
  • 02.08.17, 16:07
    Musialaby ta zona mieć dowody na takie traktowanie, bo sad może uznać, że jest przewrażliwiona.

    Ja przypadek odmowy znam. Strona opuszczona dostała w miedzyczasie rentę inwalidzką (od psychiatry zresztą) i sad zasadził separacje i alimenty na stronę opuszczoną.

  • 02.08.17, 16:13
    Skąd wiesz, czy żona nie ma dowodów? Może są nawet świadkowie takiego traktowania? A nawet jeśli nie, to wystarczy, że żona powie w sądzie, że nie kocha męża i nie chce z nim być. A jeśli zostaną wysłani na mediacje, to tam też może do upadłego mówić, że nie kocha męża i nie chce z nim być. Aż w końcu i mediator i sąd przyjmą to do wiadomości. A szansę na alimenty od żony mąż ma bardzo malutkie, jeśli nie zerowe.
  • 02.08.17, 16:47
    Nie piszę, że wiem, że żona nie ma dowodów. Piszę, że w sadzie konieczne sa dowody w postaci dokumentów lub zeznań świadkow na okoliczność tego złego traktowania, bo żona może po prostu kłamać, by odejść np. o kochanka.

    Mąż tez może dostarczyć dowody, że zdradzała, była niegospodarna, odmawiła pozycia, obrażała męża, była agresywna, zdradzała, opuszczała go bez waznych powodów. Nie sa takimi rzucanie przedmiotami o scianę (chyba ze byly bardzo cenne, byly wlasnoscia zony i ulegly zniszczeniu) i niechec do odwiedzin u rodziny żony.



    Są, jak strona powie, że "nie kocha i nie chce z nim byc" może zasądzic separację, niekoniecznie rozwód.

    Jak maz udowodni, ze jest strona niewinna, że pogorszyly mu sie warunki zycia, zachorowal i ma rente ?

  • 02.08.17, 17:16
    To wszystko są jałowe rozważania. Autorka wątku chce się rozwieść, a powstrzymuje ją wyłącznie to, że nie wie, jak o tym powiedzieć mężowi. I to, że jest jej żal męża, bo miał niefajne dzieciństwo w alkoholowym domu. Czyli de facto jest z nim z litości. Nie pisze nic o uczuciu do męża, o tym, czy współżyją, nic o tym, że chce zawalczyć o związek. Właściwie to od razu widać, że dla żony emocjonalnie, a prawdopodobnie i fizycznie tez związek jest dawno skończony. Kontynuowanie go z litości do męża, to nieporozumienie.
  • 02.08.17, 17:27
    Świadoma praw i obowiązków wynikajacych z zalozenia rodziny uroczyscie oswiadczam,ze wstepuje w zwiazek małżeński z .... i obiecuje, że uczynię wszystko, by małżeństwo uczynic zgodne, szczęsliwe i trwałe.

    Nic nie ma o miłości.
  • 02.08.17, 17:31
    grrrrw napisała:

    > Nie piszę, że wiem, że żona nie ma dowodów. Piszę, że w sadzie konieczne
    > sa dowody w postaci dokumentów lub zeznań świadkow

    Ale Ty piszesz z bogatego doświadczenia, z praktyki - czy ot, tak teoretyzujesz?
    Bo mam wrażenie, że przy spełnianiu tych wszystkich warunków to mało kto w Polsce dostałby rozwód, a tak nie jest.

    Dowody to są może potrzebne do orzekania o wyłącznej winie - a nie do otrzymania rozwodu.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 02.08.17, 17:49
    >Jak maz udowodni, ze jest strona niewinna, że pogorszyly mu sie warunki zycia, zachorowal i ma rente ?


    tak tak, udowodni nawet, że mają piątkę dzieci które żona właśnie okrutnie porzuca a całe lata ich brutalnie nie zauważała :D:D:D


  • 03.08.17, 13:43
    Zgadzam sie z tym ze w sądzie należy przedstawić dowody. I o ile mozna dowieść przemocy fizycznej ( sińce, zadrapania, złamania) , tak przemoc psychiczna i obelgi sa do udowodnieniatylko jesli ma sie świadków. Jesli mąz wyzywa zonę od debilek i szmat w domu, to ona nie ma na to dowodów.
    Pozostaje wyprowadzka z domu - dla sądu oznacza to zanik więzi i zanik pożycia.

    Ja rownież w sadzie nawet nie wspomniałam o całym morzu przemocy psychicznej jakiego doznałam ? Bo po co skoro nie mam dowodów ? To moje słowo przeciwko jego słowu.

    Pytanie do grrrw : jak mąż moze udowodnić odmowę pożycia ? I drugie : czy żona ma obowiązek współżyć z mężem ? Bo jak odmawia to co ?
  • 10.09.17, 12:31
    Wystarczy kupić dyktafon i nagrać cokolwiek.
    Gościula
  • 03.08.17, 13:53
    "Zgoda potrzebna nie jest, ale sad moze nie dac rozwodu, jak będzie uważał, że jest to sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.

    Może też, jeśli malżonek sie nie zgodzi o nieorzekaniu o winie, orzec rozwód z winy żony z wszelkimi tego konsekwencjami."

    Skąd to wiesz ? Czy to Twoje własne doswiadczenia ? Jaki przepis tak mowi ?

    W najgorszym wypadku sąd rzeczywiście nie orzeknie ( sąd orzeka rozwod a nie daje ) rozwodu na pierwszej rozprawie i np skieruje małżonków na mediacje. Wiem na pewno ze w przypadku przemocy mozna mediacji odmówić. W takim razie sąd orzeknie rozwod na drugiej i trzeciej rozprawie. Ale zaden sąd nie zmusi nikogo do pozostania w małzeństwie.

    Ze co prosze ? Rozwod z winy zony ? W tym wypadku ? Nie, tego zaden sąd NIE MOZE.
  • 10.09.17, 12:28
    Zgoda współmałżonka jest FORMALNIE KONIECZNA w sytuacji, gdy o rozwód występuje strona uznana przez sąd jako WYŁĄCZNIE WINNA rozpadu pożycia. To jest oczywisty absurd, ale takie mamy prawo rodzinne i opiekuńcze.

    Z drugiej strony praktycznie nie da się być bez winy w związku. Bo winy się nie graduje. Wystarczy raz w złości krzyknąć "ty chamie" i współwina jest.

    Winą jest też "niezbyt wyraźne sygnalizowanie drugiej stronie problemów".

    Można w tym wypadku założyć, że jego zgoda nie jest jej do niczego potrzebna.

    Gościula
  • 09.09.17, 21:14
    NIe rozumiem jak dorosła osoba moze miec taką sytuacje, troche jakbys dzieckiem była. Jakie awantury o wyjazd do rodziców. To jest chore. Nie wyobrazam sobie prawde mówiąc takiej sytuacji w związku a co dopiero tak życ
  • 14.09.17, 19:00
    Jakbym czytala o sobie. Tylko ze z ta roznica ze mamy 2 dzieci. Ja tez przez kilka ostatnich lat zylam w beznadzieji. Bo mamy dzieci. Pierwsza ciaza wpadka szybki slub. Juz 2 ciaza byla proba sama nie wiem czego. Ochydnie to zabrzmi ale chyba mi czegos brakowalo. Proba naprawienia bo moze sie cos zmieni. Naiwnie wierzylam. Zylismy razem ale osobno. Uznawani za dziwne malzenstwo w sumie bo nie wiele nas laczylo. Kazdy sobie cos tam skrobie. Nie sprawialo mi przyjemnosci wspolne spedzanie czasu, nie ogladalismy wspolnie filmow itp. Tez mial ciezkie dziecinstwo ojciec alkocholik, znecal sie psychicznie i fizycznie. Matka niestabilna emocjonalnie, rozchwiana. Ciagle krytykowala, potrafila nawet uderzyc w szale, siebie idealizowala. Uslyszalam nawet ze zostane zgloszona do opieki spolecznej bo sie synem zajac nie potrafie kiedy jako niemowle wyladowal w szpitalu z zapaleniem pluc. Stwierdzila ze to moja wina ze jest chory. Potrafila dzwonic nawet do syna ze i jego poda bo sie nia nie interesuje. Taka tykajaca bomba. Starszy brat tez alkocholik. To mialo ogromny wplyw na mojego meza. Tak mysle to w czlowieku zostaje. Tez slyszalam przykre rzeczy, ze wygladam jak facet, kiedy zrobilam sobie brwi, ze zre za glosno i ze mam wyjsc bo ze mna ogladac sie nie da, takie psychiczne znecanie sie. Nawet wsrod ludzi potrafil mnie wysmiac. Tez byl nerwowy. Rzucal roznymi rzeczami. Mnie nigdy nie uderzyl. Nie raz plakalam. Krzyczalam ze mam dosyc takiego zycia ze nie jestem szmata do podlogi ktora moze pomiatac. Seks dla mnie byl tragedia unikalam jak moglam. A on tylko lazil i gadal w kolko o tym, choc sie bzykniemyitp. Brzydzilam sie. Zdarzylo mi sie wymiotowac na drugi dzien a zwalalam na migreny. Jak nie chcialam chodzil wsciekly. Mialam dosyc. Od lat cierpie na nerwice natrectw. A on sie nawet nie zorientowal ze mam problemy. Zyl w swoim swiecie zajety swoimi problemami. Ja tez dlugo nie wiedzialam co to bylo. Myslalam ze jestem chora psychicznie bo natrecwa zyc mi nie dawaly. Zylam z tym sama przez wiele lat. Ja zamknieta w swoim swiecie on w swoim. I miedzy nami dzieci. Nie bylam tez swieta potrafilam sie odplacic wiedzialam gdzie uderzyc zeby zabolalo, znalam jego czule punkty. Choc o jego przeszlosci wiem glownie od jego mamy. Oboje sie ranilismy. Z dnia na dzien nienawidzilam go coraz bardziej i siebie tez. Wpadlam w depresje. A wszystko bylo na mojej glowie od zawsze. Rachunki, platnosci sprawy urzedowe wynajem mieszkania wszystko wszystko. Przez jakis czas nie pracowalam ale nic sie nie zmienilo jak wrocilam do pracy. On nie umial, on nie wiedzial jak. Zawsze bylo zalatw to i tamto. Ja podjelam jednak swoja decyzje. Odeszlam. Ponad 1.5 roku temu. Wbrew wszystkim i wszystkiemu. Probowal sie zabic, mi tez grozil. Mialam potworne wyrzuty sumienia ze go zniszczylam bo on taki biedny i pokrzywdzony w dziecinstwie. Caly czas zreszta przez wszystkie lata malzenstwa slyszalam od jego mamy ze on taki biedny bo tyle przeszedl, ze nie zaradny bo tyle przeszedl, ze zamkniety w sobie bo tyle przeszedl. Przeszlismy przez meke. Na oczach dzieci. Poszedl na terapie ktora powinien przejsc juz dawno temu. Ja tez jestem na terapii. Teraz jest ok. Radzi sobie. Ma fajny kontakt z dziecmi. To dla nich jakos sie dogadalismy. Ja niedlugo po rozstaniu kogos poznalam.byl mi obcy i pelnil role spowiednika. Nie uciekl. Kogos kto wie o moich problemach. Jest przy mnie choc bylo ciezko( nie polecam wiazac sie krotko po rozstaniu, najpierw trzeba przepracowac strate i nauczyc sie zyc ze soba) no ale co zrobic tak mi sie ulozylo. Ucze sie zyc na nowo, kochac, i byc szczesliwa.Moje dzieci dopiero po niecalym roku poznaly mojego partnera. Polubily go i dla nich jest kolega mamy. Wszystko powoli. Nie kochalam mojego bylego. Nie wiem dlaczego. Cos po drodze zniszczylismy. I tez nie bylam w stanie patrzec w przyszlosc bo przerazalo mnie ze moge spedzic z bylym cale zycie. Kazdy jest kowalem swojego losu. A zmienic swoje zycie mozesz tylko Ty. Do tego trzeba odwagi ale tez trzeba wiedziec czego sie chce od zycia. Ja chcoalam byc szczesliwa. Po prostu i spokojna. Bo mialam juz rozne mysli zeby ze soba skonczyc tez. Pozdrawiam
  • 24.09.17, 20:04
    "Mąż ogólnie miał dość ciężkie dzieciństwo, były jakieś incydenty alkoholowe u rodziców, ale nigdy nie chciał o tym opowiadać. I trochę mam wyrzuty sumienia jak pomyślę, że zamiast mu pomagać „wyjść na prostą” to ja go zostawię."

    rozumiem, zostałaś wychowana tak, ze masz obowiazek swoje życie komus poświęcić
  • 02.08.17, 09:40
    Nie wiem, co Ci doradzić, trochę za mało dałaś informacji, choć w pierwszym odruchu napisałabym, że to jest rodzaj przemocy psychicznej i że nie warto ciągnąć takiego związku. Nie wiem też, jakie masz plany, ale ostrzegam, że gdybyś chciała się zdecydować na dziecko z nim, często dynamika tego rodzaju związku idzie w stronę eskalacji przemocy, gdy kobieta staje się bardziej zależna od męża, mając małe dziecko, przerwę w pracy itd. O tym nie można zapominać.
    Tymczasem doradzam naprawdę dobrą książkę dla wahających się kobiet: Zostać czy odejść www.rebis.com.pl/pl/book-zostac-czy-odejsc-jac-patrissi-lundy-bancroft,SCHB05427.html
  • 02.08.17, 11:27
    Ty nie myśl o rozwodzie tylko się po prostu rozwiedź.
  • 02.08.17, 11:40
    www.cpk.org.pl/plik,133,jak-sie-uwolnic-z-krzywdzacego-zwiazku-pdf.pdf
  • 02.08.17, 17:33
    Mapt, świetne informacje, dzięki za wklejenie linka.
    Autorko wątku, przeczytaj od deski do deski powyższą publikację. Jeśli masz wątpliwości co do tego, czy jesteś poddawana przemocy, poddaję ci pod uwagę ten fragment o cechach związku przemocowego:
    "Onieśmielanie:
    zastraszanie partnera poprzez ironiczne spojrzenia, gesty, rozbijanie i niszczenie rzeczy, niszczenie i zabieranie rzeczy należących do partnerki, znęcanie się nad zwierzętami, milczenie lub jawne okazywanie złości, pokazywanie broni lub grożenie jej użyciem.
    Przemoc psychiczna:
    poniżanie partnerki, wyzywanie, drażnienie, przesłuchiwanie, kontrolowanie, upokarzanie
    obraźliwymi słowami lub w formie żartów; obwinianie, onieśmielanie, zawstydzanie.
    Izolowanie:
    kontrolowanie, co partnerka robi, z kim się widuje, z kim rozmawia, co czyta, dokąd chodzi; ograniczanie zewnętrznych form jej aktywności; żądanie, aby pozostawała w domu, np. dla dobra dzieci; izolowanie od przyjaciół, usprawiedliwianie się zazdrością (często okazywana, nadmierna zazdrość nie jest przejawem miłości, lecz dążenia do władzy nad partnerką i symptomem skłonności do przemocy)."

    A teraz porównaj sobie zachowania swojego męża do powyżej opisanych i wyciągnij z tego wnioski.
  • 02.08.17, 18:13
    Przeczytałam, dziękuję. Problem w tym, że pomiędzy takimi zachowaniami mąż jest normalny, a ja się po prostu boję podjąć ostatecznej decyzji. Boję się wyjść z wygodnego grajdołka, gdzie przynajmniej wiem, czego się spodziewać. Boję się też samotności. Mam koleżankę, która jest singielką i wiem, że jest nieszczęśliwa, przeczytałam dziesiątki wątków o tym, że fajnych facetów jest jak na lekarstwo.
    Wiem, brzmię jak taka rozmemłana babka, która sama nie wie czego chce. Ale chciałam wam podziękować, bo wasze opinie naprawdę mi pomagają spojrzeć na to wszystko z boku.
  • 02.08.17, 18:46
    Alino, na forum rozwodowym pisałaś, że rozważasz podjęcie terapii. Z całego serca polecam, żebyś się zdecydowała, właśnie w celu, jak sama napisałaś, "rozjaśnienia ci w głowie". Mam wrażenie, że jesteś kompletnie skołowana całą sytuacją, a mąż dodatkowo potrafi cię zmanipulować. Uważam, że terapia może ci naprawdę pomóc poukładać sobie pewne sprawy, czy to nabrać odwagi na rozwód czy wręcz przeciwnie, zawalczyć o związek.
    A co do tej normalności męża pomiędzy epizodami agresji, to zwróć uwagę, że taki np. bijący żonę mąż też ma okresy, gdy jest słodki, kochający i przepraszający. To samo z alkoholikami. To tzw. miesiące miodowe, czyli okresy względnego spokoju i harmonii przeplatane aktami przemocy. Nie możesz oddzielać męża normalnego od męża przemocowego. To zawsze będzie jedna i ta sama osoba.
    Czy zażądałaś kiedyś od męża podjęcia leczenia w związku z jego zachowaniem wobec ciebie i obciążeniami wyniesionymi z domu rodzinnego?
  • 02.08.17, 19:56
    enith napisała:

    > A co do tej normalności męża pomiędzy epizodami agresji, to zwróć uwagę,
    > że taki np. bijący żonę mąż też ma okresy, gdy jest słodki, kochający i
    > przepraszający. To samo z alkoholikami. To tzw. miesiące miodowe, czyli
    > okresy względnego spokoju i harmonii przeplatane aktami przemocy.

    Zdaje się, że to jest wręcz wpisane w zachowania przemocowe, "miodowe miesiące" są istotną częścią składową cyklu przemocy.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 02.08.17, 20:07
    Oczywiście, dokładnie o to chodzi, o cykl przemocy. Próbuję autorce wątku uświadomić, że podobnie jak tysiące kobiet przed nią ona też wpadła w pułapkę przekonania, że przecież mąż zachowuje się normalnie, tylko od czasu do czasu mu kompletnie odwala. I te okresy "normalności" zaburzają jej możliwość zobaczenia całości. A całość jest taka, że mąż stosuje wobec Aliny przemoc i to chyba przez całość trwania ich małżeństwa, czyli przez 10 lat.
    Ja tu widzę duże pole do popisu dla dobrego, gramotnego terapeuty. Rozwieść Alina zawsze się zdąży.
  • 03.08.17, 14:04
    W jakim celu Autorka miałaby iść do terapeuty ? W czym ten terapeuta miałby jej pomoc ?

    Typowy terapeuta bedzie kiwał głowa, wzdychał i pytał " jak sie pani z tym czuje ?" , co pani czuje jak mąz nazywa pania szmata ? co pani czuje jak mąż krytykuje pani wybory książkowe ? jak pani mysli, dlaczego pani mąż sie tak zachowuje ?
  • 03.08.17, 14:32
    fusun1804 napisała:

    > W jakim celu Autorka miałaby iść do terapeuty ? W czym ten terapeuta miałby jej pomoc ?

    Na przykład w określeniu i zrozumieniu, czego faktycznie chce i co czuje. W pozbyciu się obaw. W wielu sprawach.

    > Typowy terapeuta bedzie kiwał głowa, wzdychał i pytał " jak sie pani z tym czuje ?"

    funsun, nieprawda. Wielu osobom terapia pomogła, wielu bardzo pomogła, a wielu uratowała życie.
    Wiemy już, że miałaś ogromnego pecha, ale nie można mierzyć Twoim przykładem wszystkich małżeństw i relacji. Ani relacji rodzinnych, bo mało u kogo dzieje się aż tak źle.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 03.08.17, 15:48
    Olu, ale sama nigdy nie doznałas przemocy w związku, prawda ? A z terapeutka rozmawiasz o mamie przy czym wyprowadzilas sie bez pomocy terapeutów ?
  • 03.08.17, 16:28
    fusun1804 napisała:

    > Olu, ale sama nigdy nie doznałas przemocy w związku, prawda ?

    To prawda, to mnie na szczęście ominęło.
    Ale przykładałam sobie do mojej terapii to, co pisałaś, te pytania terapeuty, które przytaczałaś - i oprócz nich dostawałam także jasne i wyraźne komunikaty, że to nie była moja wina (kiedy sama próbowałam wziąć jej część na siebie), że zrobiono mi krzywdę, że tak nie wolno było mnie traktować.
    A kiedy tłumaczyłam, że ja w sumie rozumiem mamę - bo to, to i tamto - to terapeutka kategorycznie powiedziała - a może pani Olu spróbowałaby pani zrozumieć SIEBIE? Może już czas na to? Bo pani świetnie rozumie mamę, a siebie?

    Więc sama widzisz, że to jednak zgoła inaczej wygląda od tego, co opisujesz.
    Mimo stale przewijającego się pytania - "jak się pani z tym czuje?".

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 03.08.17, 23:52

    "Ale przykładałam sobie do mojej terapii to, co pisałaś, te pytania terapeuty, które przytaczałaś - i oprócz nich dostawałam także jasne i wyraźne komunikaty, że to nie była moja wina (kiedy sama próbowałam wziąć jej część na siebie), że zrobiono mi krzywdę, że tak nie wolno było mnie traktować.
    A kiedy tłumaczyłam, że ja w sumie rozumiem mamę - bo to, to i tamto - to terapeutka kategorycznie powiedziała - a może pani Olu spróbowałaby pani zrozumieć SIEBIE? Może już czas na to? Bo pani świetnie rozumie mamę, a siebie?"

    Olu, dziękuje za odpowiedz. W pewnym stopniu mi uprzytomniłas czym powinna byc terapia - i podobna była w moim przypadku przez kilka miesięcy przy czym terapeuta skupiał sie na istotnych, palących problemach takich jak moj ówczesny jadłowstręt. Przy czym nawet od niego nie otrzymałam jawnego komunikatu , a do tego ze to czego doświadczam to przemoc, doszłam samodzielnie, na podstawie lektury artykułów i forów.

    Szkoda ze ja NIGDY nie trafiłam na terapeutę z prawdziwego zdarzenia. A paru ich było....
    Zauważyłam ze ja zaczynam wszystkich w otoczeniu rozumieć łącznie z tymi terapeutami. A to ze uwarunkowania rodzinne nieznane w Europie Zachodniej, to to a to tamto.
    Czytałam tez ze terapeuta nie moze rozkazywać ani zabraniać, nie moze mowić pacjentowi co ma robić - ok.
    Ale sprowDzac terapii do pytan " jak sie pani z tym czuje ?" , " co pani. Chce przeż to powiedzieć ?" I jeszcze " co to znaczy ?" - gdy użyje jakiegos przymiotnika np " co to znaczy źle ? Co to znaczy zdenerwowana, wkurzona, smutna, itd ?


  • 04.08.17, 05:20
    Fusun, to jest cholernie niesprawiedliwe, że trafiałaś na takich terapeutów. Ciary mnie przechodzą na myśl, że pacjent zgłasza lekarzowi ewidentne przypadki przemocy, a lekarz na to nie reaguje. A przecież twoje zdrowie i życie było przy mężu zagrożone i obowiązkiem terapeuty było ci pomóc! Nawet w przytoczonym wyżej artykule stoi jak byk, co robić, dokąd uciekać, jak się ratować, gdy jest się zagrożonym. Nie rozumiem, dlaczego terapeuta nie może tego jasno powiedzieć pacjentowi. Czy to jest jakiś międzynarodowy standard terapeutyczny? Pacjentka sama ma dojść do wniosku, że jeśli mąż wymachuje nożem i grozi jej pocięciem, to to jest przemoc? Terapeuta nie ma prawa tego pacjentce uzmysłowić? Kompletnie tego nie rozumiem.
  • 03.08.17, 14:34
    Fusun, jak trafiasz na partaczącego dentystę, to przestajesz leczyć zęby czy szukasz takiego, który ci pasuje? Przykro mi, że twój terapeuta się nie sprawdził, ale to nie powód, żeby rezygnować z terapii. Z psychologami jest dokładnie tak samo, jak z każdym innym zawodem, znaleźć DOBREGO specjalistę nie jest łatwo, ale to nie powód, by w ogóle nie podejmować prób. A autorka wątku wyraziła na sąsiednim forum chęć porozmawiania ze specjalistą, więc nie widzę powodu do zniechęcania jej.
  • 03.08.17, 15:49
    Enith, a jakie jest Twoje własne doświadczenie jesli chodzo o terapie ?
  • 03.08.17, 16:06
    Nie moje, ale obojga moich rodziców. Dwie różne kliniki, czterech terapeutów, miasto średniej wielkości na południu kraju, obie terapie na NFZ. W przypadku taty terapia skuteczna bardzo, prowadziło go jednocześnie kilku specjalistów, tata zadowolony. W przypadku mamy terapia nietrafiona, bo mama jest patologiczną kłamczuchą i skutecznie oszukiwała terapeutkę przez cały czas trwania terapii, a, że jest świetna w manipulacji, nikt się nie połapał. Absolutnie nie zwalam winy na terapeutkę za mamy nieudaną terapię. Pytałam kiedyś pani Agnieszki tu na forum, czy osobę patologicznie kłamiącą da się skutecznie leczyć i odpowiedź była oczywiście, że nie, bo całkowita szczerość pacjenta jest warunkiem absolutnie koniecznym do prowadzenia udanej terapii. Więc na dwie osoby tata miał terapię bardzo udaną, a mama nietrafioną, bo kłamała.
  • 02.08.17, 21:29
    Gdzie ona napisla, ze maz ja bije lub niszczy jej rzeczy ?
  • 02.08.17, 21:34
    grrrrw napisała:

    > Gdzie ona napisla, ze maz ja bije lub niszczy jej rzeczy ?

    Aha - bo tylko tak przejawia się przemoc?

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 02.08.17, 23:01
    forum.gazeta.pl/forum/w,24087,164255105,164255105,Skad_wiedzieliscie_ze_to_juz_.html

    Tu autorka dokładniej opisuje, jak zachowuje się wobec niej jej mąż.
    A do twojej wiadomości podaję, że agresja wobec drugiej osoby nie zaczyna się, ani nie kończy na biciu. Polecam przeczytać zalinkowany wyżej artykuł, który jasno i w punktach przedstawia, co jest zachowaniem przemocowym.
  • 02.08.17, 19:10
    alina317 napisał(a):

    > Przeczytałam, dziękuję. Problem w tym, że pomiędzy takimi zachowaniami mąż jest
    > normalny, a ja się po prostu boję podjąć ostatecznej decyzji.

    To może zamiast myśleć o rozwodzie domagać się terapii małżeńskiej? nie bez powodu mówię o domaganiu się jako warunku koniecznym do dalszego wspólnego życia. Poczytaj sobie "Toksyczne słowa"

    www.czarnaowca.pl/psychologia/toksyczne_slowa,p1191101940
    Boję się wyjść z
    > wygodnego grajdołka, gdzie przynajmniej wiem, czego się spodziewać. Boję się t
    > eż samotności. Mam koleżankę, która jest singielką i wiem, że jest nieszczęśliw
    > a, przeczytałam dziesiątki wątków o tym, że fajnych facetów jest jak na lekarst
    > wo.

    Bo to prawda, tylko że lepiej być samą niż w związku, który dzień po dniu zabija radość życia i podkopuje wiarę w siebie. Jestem sama - wyszłam z podobnego związku - i w najmniejszym stopniu nie czuję się nieszczęśliwa. Kwestia tego jak na to patrzysz. Są kobiety, które czują się spełnione głównie przez fakt posiadania męskich gaci w szafie - ale na tym świat się nie kończy, zapewniam.
  • 03.08.17, 15:40
    To ciekawe, po rozwodzie bylam dlugi czas samotna, przez pewien czas bylo mi z tego powodu smutno. Natomiast nigdy, ale to nigdy nie zalowalam decyzji o rozwodzie! Wrecz przeciwnie, byl to powod do pocieszenia sie: no tak, jestem sama, samotna, ale przynajmniej nie z bylym! Wtedy zawsze robilo sie razniej:) Nie wspominajac juz o tym, ze teraz jestem ze wspanialym mezczyzna, z ktorym moglam stworzyc udany zwiazek dzieki wszelkim doswiadczeniom, szczegolnie tym po rozwodowym.
    Nie marnuj czasu na mierne zycie...
  • 02.08.17, 21:45
    alina317 napisał(a):

    Boję się wyjść z
    > wygodnego grajdołka, gdzie przynajmniej wiem, czego się spodziewać.

    Naprawdę ten grajdołek jest wygodny?

    Boję się t> eż samotności. Mam koleżankę, która jest singielką i wiem, że jest nieszczęśliw
    > a, przeczytałam dziesiątki wątków o tym, że fajnych facetów jest jak na lekarst> wo.

    Teraz tym się martwisz? Samotnością i brakiem faceta ?
    Teraz jesteś samotna, owszem masz współlokatora w obrączce, ale uwierz mi bywają obcy współlokatorzy zdecydowani milsi, wobec innych.
    Nie odpowiedziałaś czy jesteś szczęśliwa i czy kochasz męża.
    Czytając twoje wypowiedzi wiem,że męża w sumie już nie kochasz, tylko boisz się zmian. Tej "złej samotności".
    Naprawdę tak chcesz spędzić całe swoje życie, licząc normalne chwilę pomiędzy fochami partnera?
    Nie namawiam na rozwód, bo tego musisz ty być pewna. Po prostu przemyśl za i przeciw i pamiętaj,że lepiej być samą niż w złym związku, naprawdę.



    --
    "Nigdy nie powiedziałem, że nie jesteś dobry w tym, co robisz... Po prostu to, co robisz, jest bezwartościowe."
    by Sheldon Cooper
  • 02.08.17, 14:18
    Jak dla mnie brzmisz jak kandydatka na terapie nie na rozwód. Bo z tego co piszesz to bije ogólny marazm. I tak do końca nie wiadomo o co ci chodzi i co chcesz zmienić.
    Moje doświadczenie jest takie, że jeśli ktoś nie jest w stanie spójnie opisać problemu, to zapewne dużo przemilcza i opisuje nie to z czym naprawdę przyszedł.
  • 02.08.17, 16:17
    Nie masz obowiązku być konsekwentna. Zastanów się, czy chcesz z nim być, czy nie i tym się kieruj najbardziej.

    --
    The conceptual penis [...], is exclusionary to disenfranchised communities based upon gender or reproductive identity [...] and is the conceptual driver behind much of climate change.
  • 03.08.17, 13:36
    Alina, ja do myśli o rozwodzie dojrzałam gdy zwizualizowałam sobie siebie obok mojego ex na emeryturze. Gdy dotarło do mnie ile lat takiej męczarni jeszcze mnie czeka i jak jego zachowania będą eskalować. Jak dziś pamiętam, jak mnie ta nagła wizja wmurowała w podłogę w piwnicy - wyszłam z tej piwnicy innym człowiekiem (aaa, w piwnicy byłam w konkretnym celu całkiem dobrowolnie). U mnie sie co prawda sytuacja sama rozwiązała, bo jak sie zaraz okazało mąż miał panią na boku, ale rozwód i tak by był, nawet bez kochanki w tle.
    Przez dwa lata byłam sama z dwójką dzieci, nikogo nie szukałam, napawałam się samotnością i samostanowieniem, wolnością i nic-niemuszeniem. Po 2 latach dojrzałam do rozejrzenia się za jakimś facetem - miałam 43 lata i dwoje dzieci (wczesnych nastolatków). Kandydata znalazłam w ciągu 2 tygodni. Jesteśmy razem od 3,5 roku i jest cudownie. Nikt mnie nie krytykuje, nie wyśmiewa, za to pociesza gdy płaczę na komediach romantycznych, kocha moje psy i koty, odwozi dzieci do szkoły, rozczula się moimi różnymi dziwactwami, wkręcił mnie w swoje pasje, i jest boski w łóżku :-)
    Więc w Twojej sytuacji rozwód polecam bardzo. To, że koleżanka jest nieszczęśliwa w swojej samotności, to wcale nie znaczy, że Ty musisz trwać w swoim nieszczęśliwym małżeństwie!
  • 03.08.17, 13:59
    Doczytałam jeszcze informacje w wątku na forum rozwodowym. No nie wygląda to dobrze. Oprócz stałej krytyki jest wcześniejsza zazdrość i próby izolacji, są manipulacje (zgniły narzucany kompromis w sprawie wyjazdu do rodziców jest tego przykładem), huśtawka nastrojów (bywa normalnie, potem fala krytyki i pretensji.
    Jeśli jeszcze napiszesz, że żyjesz w napięciu w oczekiwaniu na jego pogorszenie nastroju i starasz się go nie drażnić (zgadzasz się na kompromisy dla świętego spokoju, bo niby nic Ci nie zrobi, ale będzie marudził, strzelał fochy), męczy Cię ciągła huśtawka jego nastrojów - faktycznie radziłabym myśleć o rozwodzie. Piszesz, że ogarnął Cię marazm, sama już nie wiesz, czego chcesz przez niego, bo normalnie taka nie jesteś. Ale to właśnie tak działa, osoba stosująca podstępną przemoc psychiczną doprowadza często ofiarę do takiego właśnie stanu. I dopóki jesteś w miarę niezależna, on nie posuwa się za daleko, nie chce Cię stracić i jeszcze się kamufluje, gdybyś tylko z jakiegoś powodu zaczęła być od niego zależna (ciąża, dziecko, strata pracy), na bank wróciłby do wyzwisk i rzucania przedmiotami, może nawet posunął się do popychania i szarpania.
    Znam to wszystko, póki nie zaszłam w ciążę było u nas podobnie, byliśmy zgrani, lubiliśmy spędzać razem czas, wspólne zainteresowania, niby OK, ale co jakiś czas zmiana humoru, wybuch, awantury, potem przeprosiny, kwiaty, czułe wyznania całymi dniami. No i ciągle myślałam, że to taki burzliwy związek, a gwałtowna zazdrość to dowód miłości. Jeśli się jeszcze nie ma dobrych wzorców z domu ani żadnych wcześniejszych doświadczeń, bardzo łatwo pomylić przemoc z takim właśnie małżeństwem po włosku. No i to odwieczne: bo w związku zawsze winne są obie strony. Może niepotrzebnie powiedziałam to i owo, może faktycznie nie powinnam go prosić wtedy o umycie tej patelni, może rzeczywiście mógł być zazdrosny, gdy się tak świetnie dogadywałam z jego kolegą na imprezie.... Po urodzeniu dziecka doszła zazdrość o nie, stałam się bardziej uzależniona i burzliwe małżeństwo powoli zamieniało się w piekło.
    Nie idź tą drogą, szkoda życia.
  • 03.08.17, 14:42
    Sebaldo, czy Ty kiedykolwiek rozmawiałaś z psychologiem ? Jesli tak to Ci powiedział ?

    Winnne sa zawsze 2 strony - wlasnie to mi wmawiał psycholog przez 3 lata. Do tej pory słowa " przemoc " z ust psychologa nie usłyszałam. Zaden tego słowa nie użył. Jeden tylko nieśmiało , potwierdzające kiwał głowa i nie pytał " co pani przez to rozumie ?" Nawet lekarz domowy, ktory jako jedyny utwierdzał mnie w słuszności decyzji o wyprowadzce, słowa " przemoc" nie użył.
    Moja wina polegała na mówieniu niewłaściwym tonem. W pewnym momencie siedziałam jak skamieniała i milczałam - z obawy ze powiem cos niewłaściwym tonem i za karę ( zasłużona oczywiście ) rzuci mna o podłogę, poszarpie i zwyzywa od kurew. Ten psycholog mnie tylko utwierdzał w przekonaniu ze ponoszę Czesc winy za nieustanne awantury i wyzwiska i szarpanie.
  • 03.08.17, 15:04
    Dodam jeszcze tylko ze decyzja o nieposiadaniu dzieci to był jedyny, ostatni przejaw zdrowego rozsądku z mojej strony.
    Przeczuwałam ze moja ciąża - czyli słabość i bezradność - zostaną przez niego bezlitośnie wykorzystane. Zaprosiłby swoją rodzine - oni maja prawo zobaczyć wnusia, oni wnusia kochają, oni maja dobre serca , a co a moze nie ? Jego matka dostawałaby spazmów ze nie dosc ze jej synek cierpi z taka wywłoką to jeszcze wnusio cierpi ze zła matka jak ja. A jej matczyne serce krwawi. Szarpalby mnie w ciąży i nie kiwnąłby palcem przy dziecku natomiast wszem i wobec rozpowiadalby jaka jestem złą matka.
    Kilka lat po wyjeździe z Polski złamałam sobie stopę i przez kilka tygodni byłam unieruchomiona. To był jakis znak od Boga. Raz jedyny zawiózł mnie do kawiarni gdzieś na zewnatrz. Potem godzinami gadał jaki to on dla mnie dobry, jakie mnie szczescie spotkało ze mi sie taki dobry mąż trafił. Przyjechała jego siostrzenica - bo on tak chciał i ona tak chciała a to ze ja nie chciałam nie odgrywało zadnej roli - i wtedy do mnie trafiło ze w ciąży lub z niemowlęciem bedzie tak samo.
  • 03.08.17, 15:46
    >Sebaldo, czy Ty kiedykolwiek rozmawiałaś z psychologiem ? Jesli tak to Ci powiedział ?

    Przeszłam krótką terapię dla ofiar przemocy w rodzinie, po godzinie opowiadania, co się dzieje w moim domu, psycholożka, pytała, czego od niej oczekuję, bo chyba mam świadomość, że nie nauczy mnie jeszcze ciszej chodzić na palcach, żeby nie wywoływać awantur. Po kolejnych spotkaniach padły słowa o przygotowaniu się do rozwodu, nie oficjalna rada, ale widziałam, że kobieta aż się skręca, żeby to doradzić, tylko nie ma prawa tego robić.
    Potem była terapia męża (pod przymusem, bo wezwana policja tak radziła, a ja zagroziłam założeniem Niebieskiej karty). Nic nie wniosła, bo terapeuta najpierw dał się zmanipulować mężowi, który zagrał przed nim moją ofiarę, potem zmienił zdanie po mojej wizycie, po wspólnych wizytach całkiem zgłupiał, a gdy poprosił o przyjście moje już dorosłe dzieci, wreszcie chyba sie zorientował w sprawie. Mnie nie pomógł, mężowi też nie, miał za małe doświadczenie, specjalizował się w pedagogice dziecięcej. Niemniej w rozmowach ze mną absolutnie nie negował, że mąż stosuje przemoc. Dzieci go w tym utwierdziły. Na pewno ciężko jest usłyszeć od osoby, która powinna się znać i umieć ocenić sytuację, że w sumie nic się nie dzieje i nie ma co narzekać. Musiałaś mieć pecha.
  • 03.08.17, 15:03
    Jeśli chodzi o dziecko, to raczej nie ma szans, bo mam już czterdziestkę. To jest kolejna rzecz, która mnie martwi, bo nie wiem, kto mi poda tę słynną szklankę wody na starość... Tak to przynajmniej zawsze jest ktoś obok, kto się mną zajmie w razie wypadku, choroby itp.
    U psychologa byłam na jednej rozmowie, pani głownie powtarzała innymi słowami to, co mówiłam, powiedziała, że mąż jest dominujący i zaleciła terapię par. Mąż powiedział, że na terapię nie idzie, bo wystarczy, że ustalimy, czego każde z nas chce i będziemy spełniać wzajemnie swoje potrzeby. I widzę, że faktycznie stara się robić coś z tego, co powiedziałam, ale te wszystkie złośliwości są chyba wpracowane w jego osobowość na tyle, że nawet tego nie zauważa. Głupi przykład z dziś - znalazłam jakies kolczyki na aliexpress, mówię, że muszę sobie zamówić, a on na to "zgłupiałaś, będziesz kupować w jakimś chińskim sklepie?" I wiem, że potem sobie kupię te kolczyki, ale takie bycie zawsze "na nie" jest strasznie męczące.
    Czy kocham męża - nie wiem, jak wygląda miłość po 10 latach. Czy w związkach z długim stażem nadal się przytulacie, całujecie, robicie sobie śniadanie do łóżka itp.? U mnie raczej nie ma czułości, przeprosin, od pewnego czasu nie ma też specjalnych awantur.
    A jeżeli chodzi o rozwód, to naprawdę mąż może robić takie problemy? Posty powyżej mnie trochę postraszyły.. Kompletnie nie wiem, na co się powinnam nastawić, przypuszczam, że będzie wściekły i zrobi wszystko co się da, żeby mnie pognębić :(
  • 03.08.17, 15:10
    Alino, czy kiedyś byłaś w sytuacji w ktorej byś potrzebowała pomocy ? Mowię o sytuacji typu choroba lub utrata pracy.
    Jak sie zachował ?

    Tak, zrobi wszystko zeby Cie pognębić ale tak naprawdę moze tylko przeciągnąć procedurę rozwodowa. Tymi postami powyżej sie nie przejmuj. Moja sprawa rozwodowa trwała 8 minut i sąd przyklepał istniejący stan rzeczy czyli rozkład pożycia.
    Masz stała prace ? Czy pensja pozwoli Ci na samodzielne Zycie ?
  • 03.08.17, 15:45
    alina317 napisał(a):

    > Jeśli chodzi o dziecko, to raczej nie ma szans, bo mam już czterdziestkę. To je
    > st kolejna rzecz, która mnie martwi, bo nie wiem, kto mi poda tę słynną szklank
    > ę wody na starość... Tak to przynajmniej zawsze jest ktoś obok, kto się mną zaj
    > mie w razie wypadku, choroby itp.

    Jesteś pewna, że ci poda tą szklankę? Naprawdę uważasz, że mąż, który od dziesięciu lat tak cię traktuje, zajmie się tobą, gdy będziesz tego potrzebować? Bo ja obstawiam tak, jak Sebalda: będąc od niego uzależnioną, mąż dopiero ci pokaże, na co go naprawdę stać. Przedsmak tego dostałaś 10 lat temu, gdy wyzywał cię od debilek i szmat i rzucał przedmiotami. Na jakiej więc podstawie twierdzisz, że jak ci się noga powinie, to TAKI mąż się tobą troskliwie zaopiekuje?

    > ... ale te wszystkie złośliwości są chyba wpracowane w jego osobowość na tyle, że nawet tego nie zauważa.

    Jeśli do swojego szefa twój mąż mówi "ty debilu", a swojej dentystce mówi, że czyta kretyńskie książki, to tak, złośliwość jest wpisana w charakter męża i nic z tym nie zrobisz, pozostaje ci nieść ten krzyż w pokorze. Ale założę się o stówkę, że twój mąż odnosi się w taki sposób WYŁĄCZNIE w stosunku do ciebie. Wiesz dlaczego? Bo może. Bo czuje się pewnie. Bo wie, że nic z tym nie zrobisz. Twój mąż traktuje cię jak szmatę, bo chce, może i lubi cię tak traktować. To jest jego wybór, a nie cecha charakteru. Zastanów się nad tym. Lata temu zagroziłaś mu, że odejdziesz. Przestał cię wyzywać? Przestał. Przestał niszczyć przedmioty w domu? Przestał. To nie pisz głupot, że mąż teraz krzywdzi cię nieświadomie, że nie wie, co robi, że "ma taki charakter". Bo to nie jest prawda. Twój mąż doskonale wie, co robi. I doskonale też wie, że to jest zachowanie naganne, bo wobec innych osób sobie na takie akcje nie pozwala. Pytanie, co TY z tym zrobisz?
  • 03.08.17, 15:57
    100/100 Enith
  • 03.08.17, 20:00
    alina317 napisał(a):

    > Czy w związkach z długim stażem nadal się przytulacie, całujecie,
    > robicie sobie śniadanie do łóżka itp.? U mnie raczej nie ma czułości, przeprosin,
    > od pewnego czasu nie ma też specjalnych awantur.

    Nie wiem, co uważasz za "długi staż", w dodatku nie mamy ślubu,
    ale mieszkamy razem od ponad 7 lat. Nie ma mowy o wyjściu z domu bez buziaka, buziak zawse jest także na powitanie. Nawet jak się pokłócimy. Buziak jest też po wspólnym posiłku - w ramach "podziękowania". Często także chwalimy to, co ugotowaliśmy, zrobiliśmy.
    W niedziele mój facet zawsze robi nam jajecznicę na śniadanie. Wprawdzie nie do łóżka, ale do łóżka nigdy nie było.
    A rano zawsze jest przytulanie, podczas drzemki budzika.

    Nie wyznajemy sobie uczuć, nie tiutiamy do siebie. Ale dobrze się nawzajem traktujemy, ciepło i serdecznie. Czasem się kłócimy, ale nie obrażamy siebie nawzajem.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 03.08.17, 21:26
    Jestem długo z moim mężem i w związku małżeńskim jak i przed nim.
    Czułości,gesty,pieszczoty są codziennością. Wysyłamy sobie smsy,czasem maile. Sprawiały drobne przyjemności typu śniadanie do łóżka, kwiaty na powrót z pracy. Dotykamy się, muskamy. Rozmawiamy lub milczymy.
    Mam, mimo długiego stażu poczucie,że wciąż jesteśmy dla siebie ważni.
    Cieszymy się na swój widok po powrocie z pracy.
    Stąd moje pytania z początku wątku,czy cieszy cię obecność męża,czy czujesz ciepło w sercu gdy go widzisz,dostajesz sms ?


    --
    <*>
    "Nie wierzę w żadną magię ani inny zabobon. Pradawni bogowie mnie chronią!"
    By Julian
  • 03.08.17, 21:37
    > Czy kocham męża - nie wiem, jak wygląda miłość po 10 latach. Czy w związkach z
    > długim stażem nadal się przytulacie, całujecie, robicie sobie śniadanie do łóżk
    > a itp.?

    Z mężem jesteśmy od piętnastu lat, z czego dziesięć po ślubie. Do dziś jest między nami czułość: buziaki, przytulanie, drobne prezenty bez okazji. Nie mam wątpliwości, że jestem dla męża najważniejszą w życiu osobą, mam jego wsparcie, mogę zawsze na niego liczyć, nigdy mnie nie zawiódł, nigdy się do mnie ordynarnie nie odezwał, kłócimy się bardzo sporadycznie. Wiem, że jest to człowiek, z którym chcę się zestarzeć. Mąż mówi o mnie to samo.
    To cholernie przykre, że raptem po dekadzie małżeństwa nie ma między wami już żadnego ciepła, żadnej czułości, za to są wieczne pretensje męża, foch i nieustanna krytyka. Kobieto, tak się nie da żyć. Ty masz dopiero 40 lat! Chcesz w TAKI sposób przeżyć kolejnych 20 czy 30? Kurde, albo zrobicie z mężem coś, co kompletnie zreformuje wasze małżeństwo i zbudujecie bliskość od nowa albo weźmiecie rozwód i dacie sobie obojgu szansę na szczęście w przyszłości. Trzecia opcja to taka, że nie robicie nic i w efekcie znienawidzicie się wzajemnie, a życie przeleje się wam między palcami.
    A tak na marginesie, to nie przyszło ci na myśl, że mąż może mieć kogoś na boku?
  • 04.08.17, 12:40
    Dziękuję wam wszystkim, że chciało się wam napisać parę słów. To niesamowite, jak coś takiego potrafi podnieść na duchu. Tak myślę, że jeśli jakaś koleżanka opowiedziałaby mi, że jej małżeństwo wygląda tak, jak moje, to doradzałabym jej tylko i wyłącznie rozwód. A sama na siebie nie potrafię spojrzeć obiektywnie. Nie wiem, czy chcę walczyć o ten związek, czy w ogóle byłabym w stanie zapomnieć mężowi te wszystkie rzeczy i zaczynać od nowa, więc rozwód pozostaje chyba jedynym wyjściem. Mam nadzieję, ze nie zostanę na starość zjedzona przez owczarka ;)

    > Jeśli do swojego szefa twój mąż mówi "ty debilu", a swojej dentystce mówi, że c
    > zyta kretyńskie książki, to tak, złośliwość jest wpisana w charakter męża i nic
    > z tym nie zrobisz, pozostaje ci nieść ten krzyż w pokorze. Ale założę się o st
    > ówkę, że twój mąż odnosi się w taki sposób WYŁĄCZNIE w stosunku do ciebie.

    Enith, dzięki za te słowa, uświadomiły mi, że mąż doskonale wie co robi... Zawsze było mi przykro, bo faktycznie zmieniał niektóre zachowania, a ja miałam wyrzuty sumienia, że on się stara, a ja wredna go chcę zostawić. I zawsze było, że przecież nie jest aż TAKI zły. Oczywiście mąż odnosi się tak tylko do mnie i czasem do swojej matki. Do niej też pozwala sobie na wybuchy złości, ale dużo rzadziej.
    Finansowo powinnam sobie poradzic, chociaż to oznacza przeprowadzkę do innego miasta i ogólnie nie wiem, jak to wszystko ogarnąć logistycznie. Ale to już mniejszy problem, najgorzej, że mąż pewnie tak łatwo nie odpuści :/
  • 04.08.17, 12:56
    alina317 napisał(a):

    > Finansowo powinnam sobie poradzic, chociaż to oznacza przeprowadzkę do innego
    > miasta i ogólnie nie wiem, jak to wszystko ogarnąć logistycznie.

    Przede wszystkim - nie myśl o wszystkim naraz, bo to faktycznie może przytłoczyć, zwłaszcza, że takie myślenie nie opiera się na konkretach, tylko na "wielkim ogóle", który trudno objąć umysłem.
    Zaczynasz "od brzegu", od pierwszej sprawy, którą musisz załatwić (praca? mieszkanie? wniosek rozwodowy?) i na niej się skupiasz. Potem zajmujesz się kolejną.
    Możesz też to sobie rozpisać - często pomaga i pozwala racjonalnie spojrzeć na sprawę, co oddala przynajmniej część lęków.

    I nawet jeśli mąż nie zechce łatwo dać Ci rozwodu - to wciąż możesz od niego odejść, nie żyć z nim, nie mieszkać. A to już bardzo wiele - a właściwie to jest najważniejsze - uwolnić się po prostu fizycznie.

    A jeśli masz na to zaplecze finansowe - to już jesteś wygrana. Pomyśl, w jakiej pułapce czułabyś się, gdybyś nie miała pieniędzy na usamodzielnienie?

    Trzymam mocno kciuki, żeby wszystko poszło po Twojej myśli!

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 27.09.17, 22:44
    Wiesz, ja dopiero w pewnym momencie uswiadomilam sobie, ze moj maz robil to wszystkp specjalnie.
    Celowo-wiedzac co robi, wiedzac jaka bedzie reakcja...
    Szlismy spac, odwrocil sie powiedzial - "przynies wode" (zawsze ktores zabieralo butelke z woda do sypialni na gorze).
    Odpowiedzialam"przeciez przynioslam", a on z na poly niby to zartem, na poly jakby z odrobi a skruchy odrzekl "a, ok, chcialem ci troche porozkazywac, he he".
    I we mnie to uderzylo jak piorun-on to robil milion razy wczesniej, to tylko drobny przyklad, bywalo duzo bardziej drastycznie.
    Wtedy to zrozumialam.
    On robil to CELOWO.
    Zawsze.
    Wiedzac co robi i po co.
    Nie dlatego ze sie "zdenerwowal".
    I to bylo po tym, jak sie rozstalismy, potem wrocilam, on bardzo sie staral o to.
    I wytrwal tylko jakis czas.
    Potem jak zwykle od nowa.
    I wtedy, jak wykrzykiwal jakim to jestem zerem, zrozumialam jaki jest zalosny.
    I jaki malutki.
    Zalosny czlowieczek wykrzykujacy swoje zalosne haselka.
    I to bolalo i boli, bo otwierasz serce a dostajesz...
    I balam sie go, i nienawidzilam i mialam nadzieje, ze jak zrobie tak czy owak, to moze on "sie zmieni" itd.
    Ale ja to sama poczulam, zrozumialam.
    Boli i bedzie bolec, nic nie poradzisz.
  • 10.09.17, 13:38
    W Twoim związku głównym powodem do zakończenia go, jest brak szacunku, im dalej to eskalacja przemocy będzie się nasilać,
    pora zakończyć ten związek !!!
  • 10.09.17, 13:51
    Generalnie to jest tak, że każdemu człowiekowi kiepsko się chodzi w niewygodnych butach, ale każdy SAM musi określić czy (DLA NIEGO) te jego buty są na tyle niewygodne, żeby przestać w nich chodzić.
    Internauci nie poradzą Ci nic ciekawego w sprawie, o której to Ty wiesz wszystko, a oni - praktycznie nic.
    No ale oczywiście moja rada jest też radą internauty ;)
    No i tyle.
    Powodzenia.
  • 10.09.17, 15:41
    To nie jest tak, ze on MIAŁ zachowania przemocowe, lecz nadal je MA. Ciągła krytyka i poniżanie Ciebie i Twoich rodziców, awantury o to, że ich odwiedzasz, to wstrętna ordynarna przemoc psychiczna i nie możesz się na to godzić. Owszem, ma prawo mieć swoją ocenę różnych osób i sytuacji ale jest zobowiązany (jak każdy) do wyrażania jej w sposób kulturalny i umiarkowany. Kiepskie dzieciństwo ani niczego nie usprawiedliwia, ani tym bardziej nie daje prawa do krzywdzenia innych osób. Dobrze się zastanów czy tak właśnie ma wyglądać Twoje życie do końca jego trwania i czy to jest osoba godna Twojego poświęcenia (bo dając się tak traktować poświęcasz swoją godność). Z zachowania męża wynika że nie jesteś dla niego kimś ważnym. Nie ma wobec Ciebie żadnych skrupułów teraz, więc jeśli znajdziesz się w potrzebie, przestaniesz być użyteczna, to on skrupułów też nie będzie miał by Cię opuścić.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.