Dodaj do ulubionych

Problem z oceną zachowań męża

14.08.17, 17:01
Dzień dobry. Nie będę się rozpisywała i szczegółowo opisywała sytuacji w mojej rodzinie. Również dlatego, że zależy mi na Waszej niczym nie determinowej ocenie. Chodzi o taki oto przypadek. Wróciliśmy właśnie z wakacji, ja, mąż i nasz 20 letni syn. W czasie wypoczynku na ulicy dużego miasta mąż zwrócił uwagę na grającego na gitarze mężczyznę, twierdził, że coś mu mówi jego nazwisko ( mąż interesuje się muzyką). Powiedział o tym synowi, dyskusja nie była kontynuowana, oboje z synem nie słyszeliśmy o tym muzyku. Po powrocie mąż sprawdził informację o nim i powiedział nam, że to ten człowiek, o którym myślał, że wydał dwie płyty. Na co nasz syn odpowiedział - I co z tego. No i rozpętała się burza, że syn go lekceważy, że jest taki i owaki.... Czy to jest powód do takich ocen, do obrażania się?
Edytor zaawansowany
  • 14.08.17, 17:30
    nie jest, ale czasami sie zdarza ze rodzic (ale i dziecko) odreaguje cos co go meczy w taki glupi spsob. Może powrot do pracy po urlopie był stresujący? Jak wygladaja relacje miedzy synem z mezem ogolnie, często sie kloca? I o co najczesciej?
  • 14.08.17, 17:34
    Za mało szczegółów. Syn zawsze się w ten sposób do ojca odzywa? Jakim tonem? Zdanie może być wypowiedzianie i neutralnie, i w sposób lekceważący. Trudno mi uwierzyć, że mąż się tak zdenerwował, chyba, że generalnie nerwowy lub czepiający się z niego człowiek. Często mąż ma takie wybuchy w stosunku do syna?
  • 14.08.17, 17:44
    Jestem w tym już pogubiona, mąż twierdzi, że syn nie szanuje go tak jak mnie. Ja uważam, że mąż jest wyczulony na swoim punkcie, domaga się wręcz, by dzielić z nim entuzjazm odnośnie spraw, które są mu bliskie. A to wywołuje odwrotny efekt. Nie uznaje krytyki. Zachowanie nr 2 na wkacjach. Obydwoje myślimy, że pociąg metra powinien jechać w drugą stronę, jednak ja czytam, że tabica informuje, że jednak w tę. W metrze mówię, że mam nadzieję, że dobrze wsiedliśmy. On mówi, że pewnie się pomyliłam. Ja kręcę głową. On głośno - Co tak kręcisz głową!
  • 14.08.17, 18:32
    Nie da się odpowiedzieć jednoznacznie. Jeżeli maż był wyraźnie zainteresowany tym człowiekiem, sprawdzał, ucieszył się, że rzeczywiście dobrze myślał , a syn powiedział coś w rodzaju "nie nudź, co mnie to obchodzi, nie interesują mnie twoje odkrycia i przypuszczenia" - to maż trochę racji ma. Jeżeli jednak chodziło tylko po raz kolejny o udowodnienie, że ma rację, ze nigdy sie nie myli i syn ma tego typu numerów dosyć - to trudno sie synowi dziwić.
    Jesli chodzi o dzielenie entuzjazmu, to ja bym stawała po stronie męża, ale to odnosi się raczej do zony, niż syna. I oczywiście w ograniczonym zakresie.
  • 14.08.17, 19:10
    Dziękuję, mężowi nie chodziło o udowodnienie racji. Syn i mąż dogadują się na linii sportowej, gadają o historii, polityce. Nie wiem jak to się stało, że ten entuzjazm do zainteresowań męża w nas zgasł. Przez zbyt duże domaganie się zainteresowania męża swoją osobą, a może przez moje zaniedbania wobec męża. Niemniej jednak nie mogę sobie poradzić z tymi wybuchowymi pretensjami męża, który wciąż czuje się lekceważony, głodny atencji.
  • 14.08.17, 20:34
    A męża interesują wasze pasje?
  • 14.08.17, 21:23
    Mamy kilka wspólnych pasji, wszyscy troje. Jedną z nich jest film. To dość rozwinięta pasja. Ja mam swoje zainteresowania, które związane są moim wykształceniem. Nie ma powodu bym zamęczała nimi męża. Mąż natomiast wciąż ma potrzebę dzielenia się tym, co jest dla niego ważne i ciekawe. Obraża się, kiedy nie rzucamy wszystkiego i nie lecimy zobaczyć, co tam nowego udało mu się znaleźć, męczy nas opowieściami o tym i owym. Doszło do tego, że czasem już na starcie zakłada, że nie odpowiemy na jego potrzeby zainteresowania i wygłasza mowę w stylu - Ale wy i tak nie będziecie chcieli słuchać, obejrzeć. Analizuje każdy nasz gest, manifestuje pokrzywdzenie. Z synem wojuje już dość długo. Deklaruje miłość do niego, a jednocześnie ma dużo żalu do niego. Bo go nie słucha, bo mówi nie na temat, bo dziwaczy, bo go lekceważy, bo niechętnie robi zakupy, bo ma swoje zdanie. A przecież powinien przytakiwać ojcu. Ja to w życiu bywa, syn nie zawsze ma rację, ale dramat męża z tego powodu jest tak duży, że trudno to zrozumieć. Nie ma już sił. Toczy się rozmowa i nagle bum, znów pretensje. Potem szybkie pogodzenie. Tak nie można żyć.
  • 14.08.17, 21:31
    Twój mąż ma jakies problemy ze sobą, co manifestuje ten jego glos atencji z zewnątrz. Wyobrażam sobie, ze jego zachowania was mecza. Macie prawo nie uczestniczyć w tym co chce wam pokazac, jesli was to nie interesuje. Wówczas należy wyraźnie powiedziec: nie interesuje mnie to, nie zawracaj mi Glowy. Skutecznie, tak zeby zrozumiał. Syn miał racje mówiąc i co z tego, jesli ten temat go nie interesował. Jesli mąż wszędzie widzi lekceważenie swojej osoby to znaczy ze ma bardzo niskie poczucie własnej wartości i jego odczucia nie pokrywają sie z rzeczywistością.
  • 14.08.17, 21:33
    Głód atencji.
  • 14.08.17, 21:36
    Jesli tłumaczeń nie zrozumie i dalej będzie próbował was wciagac w sprawy które was nie interesują, można wówczas mu powiedzieć dobitnie, czy mógłbyś w koncu przestać lekceważyć nasze sugestie, ze nas to nie interesuje.
  • 14.08.17, 21:45
    Człowiek z b. zanizona ocena moze poszukiwac w wielu drobnych sytuacjach sposobu aby ta samoocenę sobie podwyzszyc( często zupełnie nieświadomie). Jak z tym muzykiem np. on jeden z was czyli mąż okazał sie być tak bystry i spostrzegawczy, ze tylko on z waszej trojki zdal sobie sprawę jak wielkiego muzyka właśnie spotkal na swojej drodze, i nim inny tego nie odkrył tylko mąż. Jesli syn odpowiedział i co z tego, to przez meza mogli byc odebrane jako zaprzeczenie jego wyczynowi w postaci rozpoznania na ulicy bardzo znanej i ważnej osoby. Itd. Takich sytuacji mąż moze prowokować multum, aby polepszyć poczucie swojej wartości. Moze nie przepuszczać żadnej takiej sytuacji. I dlatego dla was moze byc to bardzo męczące. Mężowi pomogla by pewnie terapia. I warto go uświadomić ze czasy gdy to slowo ojca bylo święte a dzieci i ryby glosu nie miały...dzieki bogu bezpowrotnie minely😎
  • 14.08.17, 21:46
    Jeśli nie interesuje mnie to, co interesuje męża nie chcę o tym słuchać, to co to za związek? Jak maż powie "nie nudź mnie ty, co ciebie interesuje, wielokrotnie ci mówiłem, że to co mówisz mnie nudzi " - to chyba jednak od razu da sie zauważyć, ze w małżeństwie nie dzieje sie dobrze, a maż lekceważy nie tyle zainteresowania żon, co zonę.
    Jedną z podstawowych rzeczy w małżeństwie jest umiejętność wysłuchania tego, co interesuje drugą stronę, choćby nas to nie pasjonowało zanadto. Zupełnie czym innym jest żądanie, aby zgadzać się ze wszystkim, co druga osoba mówi.,
  • 14.08.17, 21:57
    Mąż ma niską samoocenę, to na pewno. Był wychowywany przez dość apodyktyczną matkę. Mieszkali sami, ona mimo tego, że nie uznawała sprzeciwu słuchała jego długich opowieści związanych z jego zainteresowaniami. Dlaczego ja tego nie robię zawsze? Bo mąż robi to zbyt często, zawsze też jest niezadowolony z naszych reakcji, no bo powinniśmy się bardziej angażować. Żona powinna dzielić radość pasji męża, ale ja nie wytrzymuję już domagania się tego w takich pretensjach, żalach.
  • 14.08.17, 22:18
    Z tego co piszesz, raczej tłumaczenia do męża nie dotra. Zastosuj fortel, od jutra ty go zacznij ZADRRCZAC jak najczęściej swoimi sprawami i aktywnie domagaj sie solidnego wysluchania, pozytywnego komentarza i co tam jeszcze ci przyjdzie do glowy. I tak przez najblizsze 3 mce codziennie, kilka razy dziennie, swoje niezadowolenie z niewłaściwych reakcji meza wyrażaj glosno i dosadnie i nie zapomnij zwrócić mu uwagi na kwestie lekceważenia przez niego ważnych dla ciebie spraw, gdy takie zachowania sie pojawia. Dla własnego zdrowia psych. nie ich droga zrozumienia dla potrzebującego meza, bo sie pograzysz, a mąż wygląda na studnie bez dna jesli chodzi o jego potrzeby. Gdy pozwolisz będzie cie wykorzystywał, gdy nie pozwolisz będzie musial sobie znalezc inny sposob na dowartościowanie i skupianie uwagi otoczenia. Ale to juz jego problem jak to zrobi.
  • 14.08.17, 22:20
    Ale wszystko ma swoje granice. Wysłuchać od czasu do czasu i owszem, ale bez pozwalania na zadreczanie meza sprawami.
  • 14.08.17, 22:29
    Obawiam się, że to by tylko pogorszyło sytuację. Mąż chce być w swoich oczach jako ten, co to by nieba swojej rodzinie przychylił. Żal do niego to kolejny powód jego cierpień. Chyba nie uda mi się z nim normalnie żyć, a jestem już u kresu sił.
  • 14.08.17, 22:41
    ale pytanie czego tak naprawde oczekujesz po forum? potwierdzenia tego ze maz jest tak okropny,ze sie z nim zyc nie da?
    Z tego co piszesz jest ciezki,ale chyba nie od wczoraj, wyglada na to,ze Ci sie ulalo.
    Skoro jak sama twierdzis znie uda Ci sie z nim normalnei zyc masz 2 wyjscia, zyc nienormalnie,albo bez niego.
  • 14.08.17, 22:54
    Chcę zobaczyć jak widzą tę sytuację inni, tyle.
  • 14.08.17, 23:04
    ja jestem w dociekliwosci podobna do Twojego meza, zaraz bym wyjela tela i sprawdzila goscia w necie,albo go dopytala czy cos juz wydal, mam swiadomosc ze to dla niektorych bliznich moze byc mega wkurzajace,ale moj face sie z tego smieje i macha reka.
    Ale trudno namawiac Cie na machanie reka jesli czujesz sie zachowaniami Twojego meza umordowana.

  • 14.08.17, 22:52
    Namawiaj go na terapie. Masz juz zbyt duże poczucie winy wobec niego i zbytnio sie nim przejmujesz, wiec tobie terapia tez by sie bardzo przydala. Przy takim mężu musisz bardzo dbać o swoje granice, bo cie facet pochlonie i będziesz dla niego tylko lustrem w ktorym z uwielbieniem do siebie samego będzie sie ogladal. Typowy facet narcyz. Gdybym ja pozwolila swojemu mężowi na takie zachowania plus jeszcze na ciągle pomoc jemu przy kazdej bzdurze, to stracilabym calkowicie czas dla siebie a facet narcystyczny by mnie ustawial: zrob to, tego nie rob, a to zrob tak, a tego nie czytaj Bo to glupie itd itd.bez konc. Nalezy to po prostu uciac. Ale ty autorki jestes juz od Meza mocno uzalezniona I powoli zamieniasz sie w jego marionetke do sterowania Toba. Idz na terapie, rozpoznaj jego byc moze nieświadome manipulacje i utnij te zachowania które ci nie pasują i których nie akceptujesz.
  • 15.08.17, 00:21
    Ale co cie obchodzi to jaki maz chce byc w swoich oczach? I co cie obchodzą powody jego cierpień? Nadmiernie nasiaklas nim i wszystkim co z nim jest związane. A jemu właśnie o to chodzi, masz sie i swoj czas poświęcać jego osobie i jego adoracji, dostarczać mu zainteresowania i robic za jego widownie, zachwycać sie nim i tak...az do następnego razu bez konca. W twojej rodzinie pochodzenia narcystyczni rodzice tez tak cie wycwiczyli żebyś wspolodczuwala z nimi ich potrzeby i to samo robisz wobec meza? Uwierz, możesz się z tego przekleństwa uwolnić i zająć sie sobą i zadbać o siebie plus o wszystkie inne sprawy czy osoby na których ci zalezy.
  • 15.08.17, 18:21
    z jednej strony dla mnie to jest gość który zawsze musi mieć rację i jakiś taki dziwnie pobudzony jest z tej okazji

    z drugiej strony to ty zapewne dolewasz oliwy i też starasz się żeby twoje było na wierzchu (może tego nie zauważasz albo bagatelizujesz)

    historyjka z metrem jest jakaś dziwna, przecież za chwilę poznacie prawdę więc po co się przerzucać jakimiś spekulacjami? weszliście do wagoniku, mówisz "mam nadzieję że dobrze wsiedliśmy"
    on bąka że pewnie się pomyliłaś - jego błąd. ale ty zaczynasz kręcić głową (czy co tam było naprawdę) czyli jakoś zaprzeczać - twój "błąd".

    "Poczekajmy minutę i się przekonamy" - gdybyś tak mu odpowiedziała to by nie było wymierzone przeciwko niemu. Po drugie, gdyby metro ruszyło jednak w zlym kierunku - no przecież nie byłaś pewna.
    A gdyby ruszyło we właściwym kierunku - dopiero od tej chwili możesz wracać do tematu i wypominać mu że nie miał racji dowolną liczbę razy.
  • 22.08.17, 10:10
    "....domaga się wręcz, by dzielić z nim entuzjazm odnośnie spraw, które są mu bliskie..." - wyspisz wymaluj jak moj 14-letni syn...
  • 16.08.17, 13:07
    Twój mąż wykonał jakąś pracę i podzielił się z wami efektami tej pracy. Polegała ona na tym, że skojarzył nazwisko, znalazł informacje i być może zaskoczyło go, że kariera tego człowieka nie rozwinęła się tak, jak sądził. Zresztą ta część jest mało istotna. Istotne jest, że wykonał tę pracę i podzielił się jej efektem. Wystarczyło powiedzieć: to ciekawe, masz dobrą pamięć, fajnie, że na to zwróciłeś uwagę - ogólnie cokolwiek, pozytywnego, choćby dwóch słów. Syn to zignorował. Odwróć sobie sytuację: to syn skojarzył muzyka i wam o tym powiedział. Jak być zareagowała? Mówiąc: i co z tego? Pewnie byś go w jakiś sposób pochwaliła, nawet gdyby temat mało cię interesował.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 16.08.17, 15:21
    ale komunikat "nie interesuje mnie to" jest neutralny, co z tym zrobi odbiorca to jego sprawa, wiadomo, że ego aż piszczy w takich razach ;)
  • 16.08.17, 16:13
    Z kolei nadanie komunikatu "no i co z tego?" kosztuje tyle samo kalorii co "tak? no to super", a trochę uprzejmości nie zaszkodzi dla lepszej komunikacji w rodzinie
  • 16.08.17, 22:38
    heniek.8 napisał:

    > Z kolei nadanie komunikatu "no i co z tego?" kosztuje tyle samo kalorii co "tak
    > ? no to super", a trochę uprzejmości nie zaszkodzi dla lepszej komunikacji w ro
    > dzinie

    zgoda
  • 17.08.17, 13:51
    Nie wiem nawet, czy powinnam policzyć ilu mężczyzn żaliło mi się na brak zainteresowania ze strony swoich kobiet (dla tych, które chcą się przyczepić o to, ile kobiet żali się na brak zainteresowania mężczyzn możemy założyć osobny wątek, bo podbicie tego argumentu nie przyniesie niczego pomocnego). Jak przykro im jest, gdy coś, co często kiedyś było powodem dla którego te kobiety zwróciły na nich uwagę, stało się transparentne. Ja to naprawdę rozumiem, bo mam w zwyczaju odwracać sobie sytuację. Mimo to sama niedawno usłyszałam od męża, że go nie wspieram w nowej pasji. Fakt, przyznaję niezbicie - nie kręci mnie totalnie i jedyne co w jej zakresie robię, to nie przeszkadzam mu jej kultywować. Dotarło do mnie, że muszę się nieco wykazać, bo to jest M po prostu potrzebne. Jednak w większości tematów, których nie dzielimy, nauczyliśmy się, że po prostu musimy dać się drugiej stronie wygadać. Jeśli M emocjonuje się jakimś meczem (naprawdę nie przepadam za piłką nożną), to po prostu go słucham, czasami przytakuję lub zadam pytanie. Jeżeli zapędza się za daleko i np. któryś dzień z rzędu opowiada mi o ustawieniach, przewidywaniach itd. to stosuję pewien hmmm.. wybieg, coś, co nie wywołuje niepotrzebnej złości, a mianowicie zaczynam mówić np. o tuszach do rzęs. M wie, że jakkolwiek kosmetyki nie interesują mnie szczególnie, tak do maskar zawsze przykładałam dużą wagę i nie raz słyszał, że jakaś jest super, a za jakąś przepłaciłam, dlatego nie zbywa tematu od razu. Ale jak zaczynam tłumaczyć, że maskara A ma w porównaniu z maskarą B nieco lepiej wyprofilowaną szczoteczkę, mimo to maskara C lepiej wyciąga rzęsy, to łapie o co chodzi i zaczyna się śmiać, bo wie, że przesadził w informowaniu mnie o czymś, co mnie naprawdę nie interesuje.
    Mimo to ogólnie jestem zdania, że należy pochylić się nad pasjami bliskiego człowieka. Kiedy kogoś poznajemy, to właśnie one są fascynujące. Możemy godzinami słuchać, rozmawiać, pytać. Emocjonuje nas to, jak nietypowy jest ten człowiek, jak bliski lub odmienny nam. Możemy przechodzić pół nocy rozmawiając. A później wchodzimy w etap, że może już lepiej, jak ten ktoś zamilknie. Dla mnie to śmierć miłości.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 16.08.17, 15:12
    jak ktoś będzie chciał czuć się źle (zdenerwowany, zlekceważony, itd.) to będzie ciągle używał do tego zachowań innych ludzi, by tak się poczuć... powody są całkowicie nieistotne. Ja zapytałabym męża dlaczego chce się tak czuć.
  • 17.08.17, 18:59
    Dziękuję Wam za wszystkie cenne uwagi. Rozmawialiśmy długo na ten temat, jak zawsze obiecaliśmy sobie wypośrodkować wszystko. Męża nie zmienię, kocha te swoje pasje, najwyraźniej nie rozumie, że mimo że są one również mi bliskie, to nie są treścią mojego życia. Syn ma jeszcze mniej cierpliwości w tym temacie, może czas, by okazał więcej wyrozumiałości?
  • 18.08.17, 08:46
    a dlaczego to syn ma okazac wiecej wyrozumialosci, a nie maz??
  • 18.08.17, 09:01
    anula36 napisała:

    > a dlaczego to syn ma okazac wiecej wyrozumialosci, a nie maz??

    A kto mówi że mąż nie?
    Wszystkie strony powinny się przyłożyć, wytrenować w sobie pozytywne nastawienie do innych. Tak żeby słysząc coś, nie zastanawiać się do czego można się przyczepić, wbić szpilę itd.

    Np. gdybyś ty była w tej rodzinie, to zamiast konfrontacyjnego "a dlaczego ten nie a ten tak" mogłabyś sformułować to np. "mam nadzieję że jak wszyscy będziemy stosować te zasady, to nasza komunikacja znacznie się poprawi"
  • 18.08.17, 09:24
    W tym całym układzie mąż zachowuje się jak dziecko, a od nastolatka oczekuje się, ze bedzie jego rodzicem, który się tym dzieckiem zachwyca.

    Tymczasem syn jest teraz na naturalnym etapie oddzielania się od rodziców i dostrzegania w nich wad, co dojrzały dorosły rodzic powinien rozumieć a nie wpadać w histerię.
  • 18.08.17, 10:37
    Hola hola,
    Dziubdziuś ma 20 lat jeżeli nie jest upośledzony to już dawno się odłączył od rodziców mentalnie, a odrobina empatii i uważności mu nie zaszkodzi.
    Jeszcze niedawno goście w tym wieku byli po wojsku i zakładali rodziny, a teraz są na etapie kontestacji świata dorosłych
  • 18.08.17, 09:44
    Epistemologia, moim zdaniem twój mąż nie zachowuje się normalnie.
    Tak z zupełnie praktycznego punktu widzenia, jeśli coś komuś opowiadasz i widzisz ze jego to interesuje umiarkowanie jeśli w ogóle, to notujesz sobie na przyszłość, ze ten temat to nie pod tym adresem i przechodzisz na cos innego.
    Osobie empatycznej i wyczulonej na nastroje innych robi różnice, czy ktoś naprawdę ma przyjemność z interakcji, czy tylko kiwa głowa i udaje z uprzejmości.
    Po jakimś czasie w życiu masz mapę o czym z kim rozmawiać.
    Tymczasem twój mąż mimo lat informacji zwrotnej od ciebie i syna ciagle chce zaspokajać tylko swoje potrzeby.
    Twój mąż wydaje się dążyć do jedności i zespolenia z wami, w ogóle nie biorąc pod uwagę ze jesteście odrębnymi jednostkami. A nawet jeśli to widzi to reaguje pretensjami i fochem (bo was to i tak nie będzie interesować) zamiast przyjąć to do wiadomości i przejść nad tym do porządku dziennego.

    Czy on ma w życiu jakieś inne ważne osoby, czy tylko ciebie i syna? Czy musisz mu tak matkować tez w innych dziedzinach życia?
  • 18.08.17, 10:58
    Czyli jakie jest rozwiązanie? Dalej warczeć i fukać na siebie?
  • 18.08.17, 14:29
    Heniek, odnosisz się do jednej sytuacji gdzie chłopak odburknął, a ja mówię o całokształcie, gdzie mąż ich oboje zamęcza swoimi sprawami i domaga się ciągłej atencji.
    Problem w tym, że on tej atencji nie dostał w dzieciństwie, wiec to jest nalewanie w wiadro bez dna. Nic nigdy nie będzie wystarczające.
    Paradoksem jest ze od syna autorka wymaga większej dojrzałości społecznej niż od męża.
    No i może to jest w porządku jeśli wszyscy uznają, ze faktycznie mąż ma jakieś braki, których nie przeskoczy (nie wiem, może coś na spektrum autyzmu) i trzeba zejść z wymaganiami.
    Wiec są dwa wyjścia, uznać ze mąż jest nieco "upośledzony" i z tym żyć albo zacząć mu uświadamiać ze to on nad sobą musi pracować, jesi chce się lepiej czuć w rodzinie.
  • 18.08.17, 19:08
    eukaliptusy napisał(a):

    > Heniek, odnosisz się do jednej sytuacji gdzie chłopak odburknął, a ja mówię o c
    > ałokształcie, gdzie mąż ich oboje zamęcza swoimi sprawami i domaga się ciągłej
    > atencji.

    ale przecież nie znasz całokształtu
    osoba która tutaj pisze, tkwi od ponad 20 lat w jakimś systemie i zaczyna się zastanawiać że coś w tym systemie jej nie pasuje

    ale jest częścią i budowniczym tego systemu

    tu się nie da powiedzieć tak "ty masz rację i jesteś OK, a twój mąż nie jest OK"

    tu brakuje dobrej komunikacji między małżeństwem

    a druga rzecz która mi się nasuwa, i chyba ktoś tu nawet coś wspomniał - to że matka stara się kontrolować i regulować styl relacji pomiędzy mężem i dorosłym synem. trochę chyba za późno

    > Problem w tym, że on tej atencji nie dostał w dzieciństwie, wiec to jest nalewa
    > nie w wiadro bez dna. Nic nigdy nie będzie wystarczające.

    tego nie wiesz na podstawie przykładu z muzykiem, tylko wyciągasz z własnej hmm … projekcji.
    zapewne jest ten gość czasami upierdliwcem i nudziarzem, ale chyba trochę "głasków" od żony mu się należy?

    > Wiec są dwa wyjścia, uznać ze mąż jest nieco "upośledzony" i z tym żyć albo zac
    > ząć mu uświadamiać ze to on nad sobą musi pracować, jesi chce się lepiej czuć w
    > rodzinie.

    wszyscy jesteśmy nieco "upośledzeni". "norma" jest bardzo szeroka - są ludzie gadatliwi, są małomówni, kwestia jest tego jak się ze sobą ułożą, my tu nie możemy rozstrzygnąć "ty żono jesteś normalna, twój mąż nienormalny"

    a przynajmniej ja nie mogę, bo wiem że to nie jest takie proste że ten kto opisze sytuację na forum to ma rację, a to drugie jest "ułomne"
  • 19.08.17, 23:33
    heniek.8 napisał:
    > > Problem w tym, że on tej atencji nie dostał w dzieciństwie, wiec to jest
    > nalewa
    > > nie w wiadro bez dna. Nic nigdy nie będzie wystarczające.
    >
    > tego nie wiesz na podstawie przykładu z muzykiem, tylko wyciągasz z własnej hmm
    > … projekcji.
    > zapewne jest ten gość czasami upierdliwcem i nudziarzem, ale chyba trochę "głas
    > ków" od żony mu się należy?
    >

    Nie projektuje sobie, autorka wątku wyraźnie napisała, że taki schemat powstał u jej męża w dzieciństwie, gdzie wysłuchiwanie o pasjach dostawał ZAMIAST szacunku i uważności na jego uczucia.

    "Mąż ma niską samoocenę, to na pewno. Był wychowywany przez dość apodyktyczną matkę. Mieszkali sami, ona mimo tego, że nie uznawała sprzeciwu słuchała jego długich opowieści związanych z jego zainteresowaniami. Dlaczego ja tego nie robię zawsze? Bo mąż robi to zbyt często, zawsze też jest niezadowolony z naszych reakcji, no bo powinniśmy się bardziej angażować. Żona powinna dzielić radość pasji męża, ale ja nie wytrzymuję już domagania się tego w takich pretensjach, żalach."

    Zauważ ze zawsze jest niezadowolony, że mu ciagle za mało. Ciagle odgrywa schemat z przeszłości.
    Matka dała mu w spadku sitko i on tym sitkiem od lat próbuje wodę czerpać i się frustruje, ze nic mu z tego nie wychodzi.

    > > Wiec są dwa wyjścia, uznać ze mąż jest nieco "upośledzony" i z tym żyć al
    > bo zac
    > > ząć mu uświadamiać ze to on nad sobą musi pracować, jesi chce się lepiej
    > czuć w
    > > rodzinie.
    >
    > wszyscy jesteśmy nieco "upośledzeni". "norma" jest bardzo szeroka - są ludzie g
    > adatliwi, są małomówni, kwestia jest tego jak się ze sobą ułożą, my tu nie może
    > my rozstrzygnąć "ty żono jesteś normalna, twój mąż nienormalny"
    >
    > a przynajmniej ja nie mogę, bo wiem że to nie jest takie proste że ten kto opis
    > ze sytuację na forum to ma rację, a to drugie jest "ułomne"

    Nie wiem o co ci chodzi w tym punkcie Heniek.
    Maz nie potrafi pojąć, ze ktoś inny moze mieć inne zainteresowania niż on. Jak zwał tak zwał, jest to ewidentny brak podstawowych kompetencji społecznych. Żona albo moze z tym walczyć, albo przyjąć do wiadomości, ze ten model tak ma.
    Jakie żona ma braki nic nie dodaje do tematu.
  • 18.08.17, 11:18
    20 - letni syn jeździ z mamą i tatą na wakacje? odszczekuje ojcu, gdy ten mówi swoim najbliższym o czymś, co go interesuje?
    mama dwudziestoletniego mężczyzny to popiera?

    może pora odciąć matczyno - synowską pępowinę i zacząć budować dobre relacje z mężem?





  • 18.08.17, 14:33
    A faktycznie. Syn tez się zachowuje niestosownie do wieku. Wszyscy wydają się być zlani w jeden byt w tej rodzinie.
  • 18.08.17, 14:51
    Dlaczego w jeden byt, bo 3 dni spędziliśmy razem w mieście, które wszyscy lubimy? Jesteśmy rodziną, czy to patoligia że pojechaliśmy z 20 latkiem? Nie w tym problem .
  • 18.08.17, 14:54
    epistemologia napisał(a):

    > czy to patoligia że pojechaliśmy z 20 latkiem? Nie w tym problem .

    może ja odpowiem :-)

    mam 3 dorosłych synów i żaden z nich, dwudziestoletnich, nie chciałby jechać z rodzicami na wakacje - a gdyby chciał, zmartwiłabym się, że nie ma przyjaciół
    w tym wieku wybiera się wakacje z rówieśnikami


  • 18.08.17, 14:58
    Pisałam wcześniej, że mąż miał taką atencję w dzieciństwie od matki i rodziny. Było to spowodowane śmiercią ojca. Może tu jest źródło problemu.
  • 18.08.17, 15:00
    Ależ syn ma swoje życie, wakacje. To 3 dni z rodzicami. Tylko tyle.
  • 18.08.17, 15:04
    napisałaś "Wróciliśmy właśnie z wakacji, ja, mąż i nasz 20 letni syn"

    wakacje to wakacje, 3 dni to weekend - zapewne stąd nieporozumienie

  • 18.08.17, 15:21
    Masz rację.
  • 18.08.17, 22:20
    Czy na zachowanie męża nie wpłynął też wyjazd - trzy dni cały czas blisko z rodziną - inne, nowe czyli stresujące warunki.
  • 19.08.17, 23:47
    epistemologia napisał(a):

    > Pisałam wcześniej, że mąż miał taką atencję w dzieciństwie od matki i rodziny.
    > Było to spowodowane śmiercią ojca. Może tu jest źródło problemu.

    Myśle, ze masz rację.
    Opowieści o pasjach to jest zasłona dymna. Jemu chodzi o uwagę, podziw, szacunek, a jedyny sposób w jaki je dostawał to były te opowieści. I tak ślepo brnie w ten schemat, mimo ze efekt jest odwrotny.
  • 31.08.17, 03:22
    eukaliptusy napisał(a):

    > epistemologia napisał(a):
    >
    > > Pisałam wcześniej, że mąż miał taką atencję w dzieciństwie od matki i rod
    > ziny.
    > > Było to spowodowane śmiercią ojca. Może tu jest źródło problemu.
    >
    > Myśle, ze masz rację.
    > Opowieści o pasjach to jest zasłona dymna. Jemu chodzi o uwagę, podziw, szacune
    > k, a jedyny sposób w jaki je dostawał to były te opowieści. I tak ślepo brnie w
    > ten schemat, mimo ze efekt jest odwrotny.

    A nie pomyślała ze maz chce zwrócić uwagę na siebie, dlatego ze ty zbyt zwracasz uwagę na syna?
    I jeszcze ciagle powtarzanie ze maz chce zwrócić uwagę ze chce byc podziwiany?
    Lekceważący stosunek masz do niego bardzo...
    Moze maz nie słyszy dobrych słów od ciebie za to synek za duzo? I stad problem?
    Wiesz dorosłemu tez jest miło jak sie rodzina zainteresuje jego pasja życiem, jak czasami sie pochwali ze cos dobrze zrobił nawet jeśli to banał.
    Moze ty wychodzisz z założenia ze jak dobrze cos zrobi to jego odowazek i normalka ,ale błąd trzeba wytknąć? Zawsze...

    Miło jest ze ktoś pochwali pysze danie ciasto, czy ze o jak fajnie i miło sie zrobiło jak posprzątałas. Minio wrócić z pracy. Itp.

    A skoro ty tylko chwalisz syna a męża upominasz moze on czuć sie zazdrosny o juz w sumie drugiego mężczyznę w twoim życiu.

    Jeśli mia złe relacje z matka, ty myślisz o nie lekcjoważaco to sie nie dziw.
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 31.08.17, 03:14
    epistemologia napisał(a):

    > Dlaczego w jeden byt, bo 3 dni spędziliśmy razem w mieście, które wszyscy lubim
    > y? Jesteśmy rodziną, czy to patoligia że pojechaliśmy z 20 latkiem? Nie w tym p
    > roblem .

    W tym problem ze twoj syn jest za bardzo związany z toba.
    A ty budujesz niezdrowe relacje z nim jako "partnerem " do wycieczek rozmów, wykluczając meza i nie budujesz właściwych relacji z mężem przez to ze syn jest zbyt blisko ciebie.

    Do tego syn jest mega niewychowany.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 08.09.17, 22:52
    Dokładnie Wagonetko - to dorosły facet i najwyraźniej nieszczególnie dobrze wychowany, albo o zaburzeniach emocjonalnych, które wyłączyły mu empatię. Ogólnie - takie zachowanie można by było roztrząsac, gdyby miał on 11-12 lat, a teraz to dorosły facet, czego chyba matka nie zauważyła. Na jego wychowanie był czas.
  • 20.08.17, 16:12
    Nie masz problemu z mężem tylko z synem.
    Twoj mąż miał coś ciekawego do powiedzenia. Interesujący dla niego temat a twoj syn jedyne co miał do powiedzenia to "No i co z tego"

    I masz ograniczonego syna, nie dziwie sie ze maz sie wkurzył.
    Wystczylo powiedzieć o fajnie tato, - szkoda ze nie wzięliśmy autografu, bo kiedys moze byc sławny. Cos w tym stylu i byłoby ok.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 29.08.17, 13:22
    W tym, że jest to problem albo na terapię, albo powód do rozwodu utwierdza mnie dzisiejsze zachowanie męża. Zakupy robimy razem, często ja sama, równie często on sam. Dziś robił je sam. Lista zakupów była krótka. Przed wyjściem wszystko zapisałam mu na kartce. Powiedziałam, by nie kupował płynu do płukania, tu wymieniłam nazwę, bo mamy na niego alergię, jest wyjątkowo intensywny. Wrócił z tym właśnie płynem. Powiedziałam, prosiłam byś tylko tego nie kupował, a ty przyniosłeś ten. Wyjął boczek, sam tłuszcz. Mówię, ale tu nie ma centymetra mięsa. On, że miał wybrany lepszy, ale nie wchodził kasjerce kod i wylądował w domu z takim tłustym. O tym problemie z boczkiem, że był problem z kodem, powiedział już wchodząc do mieszkania. Nie krzyczałam, nie obrażałam go. Powiedziałam, że nie chodzi o to, by wydawać pieniądze na złe produkty i że mnie nie słuchał, kiedy mówiłam o płynie. I, że lepiej będzie może, jeśli zakupów sam robił nie będzie. Wpadł w szał, klął, krzyczał, że mam go gdzieś, że twierdzę, że jest beznadziejny. Ryczał. Wstyd mi sąsiadów. Twierdzi, że to ja go doprowadzam do takiego stanu, że tak się drze, klnie. On tak reaguje, bo cierpi. Nie przyjmuje, że jego reakcja jest niewspółmierna do ,,przykrości" jakiej doznał. Mówi, że ja odpowiadam za to, że zachowuje się jak zwierz. Wszystko przenosi na stronę ,,zawsze", twierdzi, że zawsze krytykuję jego zakupy. Nie jest to prawdą. Czuję się wykończona.
  • 29.08.17, 13:25
    A jest to mężczyzna z wyższym wykształceniem. Pedagog.
  • 29.08.17, 17:14
    epistemologia napisał(a):

    > A jest to mężczyzna z wyższym wykształceniem. Pedagog.


    Skoro uznalas,że to ważne w przypadku twego męża to jakie ty masz wykształcenie?

    --
    "Nigdy nie powiedziałem, że nie jesteś dobry w tym, co robisz... Po prostu to, co robisz, jest bezwartościowe."
    by Sheldon Cooper
  • 29.08.17, 18:14
    Również wyższe, również humanistyczne. Uniwersyteckie. Podyplomowe.
  • 29.08.17, 19:33
    Rozumiem teraz twoja dbałość o słowa.


    --
    Nie chcę więcej, twoje serce do życia wystarczy
    Twoje serce, co zagrzewa do walki o każdy dzień
    Twoje serce, które cierpi i kocha namiętnie,
    które bije coraz prędzej, goręcej...
  • 29.08.17, 15:19
    Obydwoje na terapię powinniście iść.
    Ty także. Afera o zakupy,rozliczanie z grubości tłuszczyku na boczku....ręce mi opadły.
    Masz problem z nadmierną kontrolą. Trudno żyć z taką osobą.


    --
    "Nie wierzę w żadną magię ani inny zabobon. Pradawni bogowie mnie chronią!"
    By Julian
  • 29.08.17, 15:24
    iziula1 napisała:

    > Obydwoje na terapię powinniście iść.

    Zapomniałam dodać : każde oddzielnie. Abyś potem męża nie rozliczała co powiedział,jak powiedział lub co przemilczał.
    Poza tym na wspólnej terapii istnieje ryzyko ze będziesz chciała nadmiernie kontrolować sytuację i zdominujesz partnera. Efekty będą wtedy znikome.
    Terapia oddzielna.




    --
    "Nigdy nie powiedziałem, że nie jesteś dobry w tym, co robisz... Po prostu to, co robisz, jest bezwartościowe."
    by Sheldon Cooper
  • 29.08.17, 15:36
    Nie robiłam afery o zakupy, nie jestem typem kobiety, która się czepia bez powodu. Mąż nie przyjmuje najdrobniejszej uwagi. Nie żyję z dzieckiem. Mogę powiedzieć, że coś kupił niewłaściwego, to normalne. Chyba, że małżeństwo polega na tylko i wyłącznie pochwałach, braku rozmów, delikatnej aluzji, że zakupy to też coś do czego można podejść odpowiedzialnie? Czyli jestem tą złą i zasłużyłam, by mąż rzucał na cały blok ku..wami. Może masz rację, chyba jestem zbyt normalna do życia z wybuchowym neurotykiem, narcyzem. Przecież mógł powiedzieć, masz rację, głupia sprawa z tym płynem, a boczek się wytopi. I mogliśmy pośmiać się z tego. Dlaczego mam problem z nadmierną kontrolą, bo zależy mi, byśmy nie kichali w ciuchach, które są wypłukane w alergicznym płynie i nie jedli samego tłuszczu?
  • 31.08.17, 03:44
    Nie robiłam afery o zakupy, nie jestem typem kobiety, która się czepia bez powodu. Mąż nie przyjmuje najdrobniejszej uwagi. Nie żyję z dzieckiem.


    Nie robiłaś afery!!!! Kurka pieczona jak to nie!!!!!
    Ocknij sie kobieto jestes przekonana ze jestes tak zajebista ze ty nic złego nie różnisz!!!
    Nie zwróciłaś uwagi o tłuszcz ty zmuszała meza z błotem.
    Mniej wiecej idioto nie bedziesz robił sam zakupów bo sie nie nadajesz.
    To samo robi wobec niego twoj syn.
    Przejął wychowanie i charakterek mamusi.

    Gdybys powiedziała ze o kurcze tłusty ten boczek ale ok, wytopi sie ale zwróć uwagę następnym razem.
    To byłoby w mire ok.
    Ale to co powiedziałaś póżniej rece podają.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 29.08.17, 15:36
    Uważasz, że nie ma co strzelać focha, bo mąż celowo kupił płyn, na który rodzina jest uczulona? Albo kupił go przypadkiem, bo jak zwykle nie słuchał, co się do niego mówiło? Co świadczy tylko o tym, że uczucia żony i jej zdanie go nie interesują? Kuriozalne zachowanie męża, biorąc pod uwagę, że ON od żony i syna wymaga stuprocentowej atencji dla SWOICH pasji, a gdy ich nie otrzymuje, dostaje szału.
    W sumie po namyśle zgadzam się z tobą, żona też powinna iść na terapię. Może nauczy się tam, jak stawiać granice takim zachowaniom męża.
  • 29.08.17, 16:18
    enith napisała:

    > Uważasz, że nie ma co strzelać focha, bo mąż celowo kupił płyn, na który rodzin
    > a jest uczulona?

    Tak,uważam strzelanie focha za niewspolmierne. I dziecinne . Skoro kupił taki to albo go używa tylko on . Przy następnych kupi ten o który proszę.


    Albo kupił go przypadkiem, bo jak zwykle nie słuchał, co się d
    > o niego mówiło? Co świadczy tylko o tym, że uczucia żony i jej zdanie go nie in
    > teresują?

    od płynu do płukania ust do głębokości uczuć małżonków? Myślę że to nadmierna egzaltacja i brak pewnej dojrzałości emocjonalnej stron.

    Kuriozalne zachowanie męża, biorąc pod uwagę, że ON od żony i syna wy
    > maga stuprocentowej atencji dla SWOICH pasji, a gdy ich nie otrzymuje, dostaje
    > szału.

    Nie wiem o jakich pasjach mowa,ja lubię słuchać opowieści męża i dzieci o tym co ich interesuje. Jeśli nie mam ochoty mówię wprost: nie dziś,nie teraz martwię się ...myślę o ...jestem skupiona na....
    A sytuacja z pierwszego wpisu banalda do rozwiązania jednym zdaniem:to ciekawe co mówisz. Tylko tyle.

    > W sumie po namyśle zgadzam się z tobą, żona też powinna iść na terapię. Może na
    > uczy się tam, jak stawiać granice takim zachowaniom męża.


    Myślę,że w tym małżeństwie jest bardzo źle. Obydwoje nie widzą swoich potrzeb a tym samym nie są dla siebie ważni. Stąd mogą być frustracje które skutkują nadmiernymi reakcjami typu krzyk , obrażanie, stąd ten "problem" z gruboscia tłuszczu w boczku. Tyle się tego zgromadziło w nich,że błahostki stają się problemami.
    Czy terapia pomoże,nie wiem.


    --
    Nie chcę więcej, twoje serce do życia wystarczy
    Twoje serce, co zagrzewa do walki o każdy dzień
    Twoje serce, które cierpi i kocha namiętnie,
    które bije coraz prędzej, goręcej...
  • 29.08.17, 19:24
    iziula1 napisała:


    >
    > Tak,uważam strzelanie focha za niewspolmierne. I dziecinne . Skoro kupił taki t
    > o albo go używa tylko on . Przy następnych kupi ten o który proszę.

    A jak nie kupi? Ani za drugim razem ani za trzecim?

    > od płynu do płukania ust do głębokości uczuć małżonków? Myślę że to nadmierna e
    > gzaltacja i brak pewnej dojrzałości emocjonalnej stron.

    Czyżby? Pan domaga się 100%-wej uwagi od rodziny, pochylenia się nad każdą pierdołą o której mu przyjdzie do głowy wspomnieć, ale nie jest w stanie zapamiętać, że żona i syn mają na coś konkretnego alergię?

    >
    > Kuriozalne zachowanie męża, biorąc pod uwagę, że ON od żony i syna wy
    > > maga stuprocentowej atencji dla SWOICH pasji, a gdy ich nie otrzymuje, do
    > staje
    > > szału.

    10/10

    >
    > Nie wiem o jakich pasjach mowa,ja lubię słuchać opowieści męża i dzieci o tym c
    > o ich interesuje. Jeśli nie mam ochoty mówię wprost: nie dziś,nie teraz martwię
    > się ...myślę o ...jestem skupiona na....

    No właśnie. Ty lubisz i jak nie masz czasu/ochoty to możesz to zakomunikować, bo zostaje to przyjęte ze zrozumieniem. A w tej rodzinie tak nie jest. Każda próba zakomunikowania, że nie jest się zainteresowanym (z różnych powodów) wywołuje wybuch histerii jak u malutkiego dziecka, a nie dorosłego faceta. I to jest ta różnica, której nie pojmujesz.

    > A sytuacja z pierwszego wpisu banalda do rozwiązania jednym zdaniem:to ciekawe
    > co mówisz. Tylko tyle.

    Nie rozumiesz, podejrzewam, bo nigdy się nie spotkałaś z kimś kto wymaga 100% uwagi i nie ma, że nie chcesz - masz podziwiać, dyskutować, chwalić i Broń Boże nie mieć przeciwnego zdania.


    > Myślę,że w tym małżeństwie jest bardzo źle. Obydwoje nie widzą swoich potrzeb a
    > tym samym nie są dla siebie ważni.
    >
    I znowu - tu nie chodzi o "zwykłe" widzenie swoich potrzeb tylko o męża frustrata z niskim poczuciem własnej wartości, który własne potrzeby/pasje/opinie stawia na piedestale, a reszta rodziny ma pełnić rolę wyznawców tychże wartości.
  • 29.08.17, 19:31
    Szpil, z takim zachowaniem się spotkałam. Trzy razy. Bo mam troje dzieci. Obecnie m tak skupiona na sobie 3 latke :-)

    Ci dovautorku wątku. Uważam,że w tej konkretnej sytuacji,jako całość pomóc można tylko autorce. Czyli wszystkie rady /uwagi kieruje do niej bo myślę,że pracując nad sobą uratuje siebie. Nie związek.
    Może jak pójdzie na terapię,może jak przestanie grać swoją rolę w tym małżeństwie wpłynie to i pozytywnie na jej męża . Ale to akurat nie powinno być celem samej autorki.
    Poniżej napisałam,że ten wątek napełnia mnie smutkiem. Bo opisuje dwójkę uwikłanych ludzi. Pogubionych. Szkoda że ktoś w czymś takim tkwi.
    Ale może to ze autorka tu pisze to jej początek "przebudzenia". Kto wie.

    --
    I była zgroza nagłych cisz! I była próżnia w całym niebie!
    A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie? B.L.
  • 29.08.17, 19:35
    iziula1 napisała:

    > Szpil, z takim zachowaniem się spotkałam. Trzy razy. Bo mam troje dzieci. Obecn
    > ie m tak skupiona na sobie 3 latke :-)

    Zawsze mi się wydawało, że jednak jest różnica między trzylatką, a dorosłym facetem. No, ale widocznie uważasz, że nie ma i można histeryczne zachowania dziecka i starego grzyba traktować jednakowo.
  • 29.08.17, 19:39
    Znak równości postawiłaś ty nie ja.

    Co do sedna wątku autorka dostrzega absurdalnosc zachowań męża.


    --
    I była zgroza nagłych cisz! I była próżnia w całym niebie!
    A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie? B.L.
  • 29.08.17, 19:59
    iziula1 napisała:

    > Znak równości postawiłaś ty nie ja.
    >
    Nie, nie ja. Ty, porównując sytuację autorki wątku z tobą będącą w podobnej, "histerycznej" sytuacji spowodowanej zachowaniem twoich dzieci, teraz głównie trzylatki.
  • 29.08.17, 20:12
    Jeśli chcesz możemy sobie poudowadniać to na privie. Nie chcę zaśmiecać wątku autorki zupełnie pobocznym tematem.
    pozdrawiam

    --
    I była zgroza nagłych cisz! I była próżnia w całym niebie!
    A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie? B.L.
  • 29.08.17, 20:24
    iziula1 napisała:

    > Jeśli chcesz możemy sobie poudowadniać to na privie. Nie chcę zaśmiecać wątku a
    > utorki zupełnie pobocznym tematem.
    > pozdrawiam
    >
    Nie zaśmiecamy wątku. Usilnie starasz się wmówić autorce, że tak naprawdę to ona nie ma dużego problemu. Jeśli już to większy ma ze sobą, twoim zdaniem. Tylko dlatego, że histerie typu dziecięcego jakie ci się przydarzyły uważasz za normalne także jakieś 40 lat później. I że gdyby autorka się troszkę bardziej postarała to przecież mąż by się tak nie zachowywał.
  • 31.08.17, 22:48
    iziula1 napisała:

    > Szpil, z takim zachowaniem się spotkałam. Trzy razy. Bo mam troje dzieci. Obecn
    > ie m tak skupiona na sobie 3 latke :-)
    >
    > Ci dovautorku wątku. Uważam,że w tej konkretnej sytuacji,jako całość pomóc możn
    > a tylko autorce. Czyli wszystkie rady /uwagi kieruje do niej bo myślę,że pracuj
    > ąc nad sobą uratuje siebie. Nie związek.
    > Może jak pójdzie na terapię,może jak przestanie grać swoją rolę w tym małżeństw
    > ie wpłynie to i pozytywnie na jej męża . Ale to akurat nie powinno być celem sa
    > mej autorki.
    > Poniżej napisałam,że ten wątek napełnia mnie smutkiem. Bo opisuje dwójkę uwikła
    > nych ludzi. Pogubionych. Szkoda że ktoś w czymś takim tkwi.
    > Ale może to ze autorka tu pisze to jej początek "przebudzenia". Kto wie.
    >

    Niestety to nie zawsze tak działa. To, że zmiana u jednej osoby ma wpływ na drugą. Można ewentualnie wskutek własnej terapii zobaczyć, że nie ma się już więcej ochoty dopieszczać drugiego człowieka bo to i tak nic nie da. Albo, że granice trzeba stawiać wciąż i wciąż i po latach dalej są testowane. Nie każdy jest reformowalny, po prostu. Jednemu wystarczy sugestia, albo terapia behawioralna (czyli uczyń drugiemu co tobie nie miłe, może zobaczy jakie to "fajne" i przestanie), a drugi będzie tkwił w nieadekwatnych schematach "bo tak". Jeden łapie w lot i przechodzi przyspieszony kurs dojrzewania a drugi zapiera się nogami i rękami, żeby pozostać w miejscu.
    "Zmiana własna" to nie jest cudowny lek na wszystko.
    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 31.08.17, 23:55
    To prawda.
  • 30.08.17, 20:25
    10/10 Szpil, w pełni sie z toba zgadzam. I dlatego uważam ze owszem można spróbować terapii, jesli maz będzie chcial wspolpracowac. Jesli nie, to wówczas domowa terapia pt. "a teraz to ja cie mężu swoimi sprawami umecze, aż ci para z uszu będzie szła, aż do ciebie w koncu cos dotrze"
  • 30.08.17, 21:21
    Ja ci autorko napisze jak zachowywał sie mój maz. Generalnie wszystko lub prawie wszystkie obowiazki staralbsie sprytnie przerzucać na mnie a ja niemadra niezauwazajac tego odwalalam za niego robotę, nauczona tego w domu rodzinnym. Gdy łaskawie szedł po zakupy, to musiałam mu robic listę, bo biedaczek nie wiedział co ma kupic. Ze sklepu dzwonil ze 3 razy dopytywać o różne detale dotyczące zakupów. Dorosly facet z wyższym wykształceniem :) gdy podjezdzal z zakupami pod dom to dzwonil zeby sluzba mu otworzyla domofonem. Gdy łaskawie wniosl zakupy to byl juz taki zmęczony ze rozladowanie ich i rozlozenie tego na miejsca przekraczalo jego możliwości wiec sluzba musiała to robic. Na wszelka krytykę reagowal równie cudownie jak twój mąż z darciem sie itp. Az w koncu moja cierpliwość sie skonczyla, doksztalcilam się w temacie narcyzów i zrobiłam mu taka szkole zycia ze nareszcie wydoroslal i znormalnial a przy okazji nauczyłam sie tak stawiać granice ze nikt mnie nigdy nie zmusi do czegos co jest dla mnie nieakceptowalne. Na terapii byliśmy kilka razy ale pani niezbyt zrozumiala o co chodzi. Pomogla domowa terapia i moja świadomość z czym się zmagam. Teraz to jest normalny facet, oczywiscietendencje w charakterze mu pozostaly, ale wie ze ze mną nie ma sensu sie tak zachowywać, bo to nie odniesie skutku. Teraz zakupy robi sam on lub ja lub robimy je razem, nie ma problemu z ich rozpakowaniem etc. etap przewrazliwieniana krytykę mu minal, ale uslyszal ode mnie wszystko co mu miałam do zarzucenia, dosadnie mocno i wielokrotnie. Teraz to jest inny facet ale ta walka o normalność trwala bardzo długo, kilka lat jego fochów i mojej żelaznej konsekwencji i nieodpuszczania. Jesli chcesz i masz sile powalczyć o normalność z tym człowiekiem, to próbuj. Najpierw spróbuj terapii z nim.
  • 29.08.17, 15:28
    Takie niewspółmierne do okoliczności reagowanie wskazuje, moim zdaniem, na długotrwałą frustrację męża i ogólne niezadowolenie z jego życiowej sytuacji. Kwestia nieudanych zakupów po prostu okazała się katalizatorem, tą przysłowiową ostatnią kroplą, która przelała czarę goryczy. I mężowi się w końcu dość spektakularnie ulało. Stąd ten szał i krzyki.
    Mąż będzie miał sporo do przepracowania na terapii. Uważam, że celujesz do właściwej tarczy, sugerując, że mąż ten głód atencji i przeczulenie na punkcie własnej osoby wyniósł z domu rodzinnego.
    Mąż rozważa możliwość terapii?
  • 29.08.17, 15:43
    Czy terapia pomoże? To jest pytanie. Jeśli to zaburzona osobowość? Tyle z nim rozmawiam, wstydzi się tych wybuchów, ale przecież taki jest urażony. Po 21 latach będę zmuszona go zostawić i to ja poniosę koszty tego rozwodu. A on taki jest pokrzywdzony, robi te zakupy dla mnie, chce tak bardzo bym była z nich zadowolona, że ja muszę taka być, choćby przyniósł zgniliznę. Co z nim zrobić Boże kochany.
  • 29.08.17, 16:07
    epistemologia napisał(a):

    > Czy terapia pomoże? To jest pytanie. Jeśli to zaburzona osobowość? Tyle z nim r
    > ozmawiam, wstydzi się tych wybuchów, ale przecież taki jest urażony.

    Czy dopuszczasz możliwość,że ty także masz problemy niezależne od zachowań męża?
    Mam wrażenie,że uważasz się za lepszą cześć waszego małżeństwa.

    Po 21 la
    > tach będę zmuszona go zostawić i to ja poniosę koszty tego rozwodu. A on taki j
    > est pokrzywdzony, robi te zakupy dla mnie, chce tak bardzo bym była z nich zado
    > wolona, że ja muszę taka być, choćby przyniósł zgniliznę.

    uważasz się za jedyną osobę pokrzywdzona w tym małżeństwie?
    Skąd to poczucie cierpienia? Krzywdy? U ciebie.


    Co z nim zrobić Boże
    > kochany.

    A co z tobą zrobić? Z małych rzeczy wielkie afery. Może po prostu nie nadajecie się do wspólnego życia i czas zrzucić z siebie "koronę cierniowa" i się rozstać. Dla dobra swego i męża. Każde z was znajdzie kogoś odpowiedniego dla siebie. Ty partnera bez atencji on partnerkę która nie będzie nadmiernie kontrolować.


    --
    "Nigdy nie powiedziałem, że nie jesteś dobry w tym, co robisz... Po prostu to, co robisz, jest bezwartościowe."
    by Sheldon Cooper
  • 29.08.17, 16:17
    Trudno poznać kogoś po paru wpisach na forum. Nie uważam się za lepszą stronę małżeństwa, jestem na pewno mniej skupiona na sobie, bardziej dojrzała, mam zdrowe poczucie humoru, potrafię rozmawiać, nie tupię nogami, kiedy ktoś kulturalnie zwróci mi uwagę, że coś robię źle. Poczucie cierpienia jest czymś naturalnym, kiedy żyjesz z mężczyzną wybuchowym, skupionym na sobie i wiecznie pokrzywdzonym, bo wszystko odbiera jako atak. Możesz mieć rację, że czas na rozstanie.
  • 29.08.17, 17:16
    epistemologia napisał(a):

    > Trudno poznać kogoś po paru wpisach na forum. Nie uważam się za lepszą stronę m
    > ałżeństwa, jestem na pewno mniej skupiona na sobie, bardziej dojrzała, mam zdro
    > we poczucie humoru, potrafię rozmawiać, nie tupię nogami, kiedy ktoś kulturalni
    > e zwróci mi uwagę, że coś robię źle.

    Jesteś idealna :-)


    --
    Nie chcę więcej, twoje serce do życia wystarczy
    Twoje serce, co zagrzewa do walki o każdy dzień
    Twoje serce, które cierpi i kocha namiętnie,
    które bije coraz prędzej, goręcej...
  • 29.08.17, 18:23
    A Ty o sobie niczego dobrego nie powiesz? Oj dyskurs z Tobą jest ciężki, ale dziękuję, że pochyliłaś się nad moim problemem. Bez sarkazmu to napisałam.
  • 29.08.17, 19:07
    Ja też. Stąd emotikon byś nie odczytala tego jako sarkazm lub złośliwość. Raczej chciałam zwrócić twoja uwagę na ten wpis. Sama sobie odpowiedzieć musisz czy ta tendencja u ciebie kiedy konfrontujesz zachowanie męża i swoje zawsze tak wygląda. Czy ty w swoich oczach wypadasz dojrzalej od męża.
    Do przemyślenia. Własnego. Tu nie musisz odpowiadać.

    --
    "Nigdy nie powiedziałem, że nie jesteś dobry w tym, co robisz... Po prostu to, co robisz, jest bezwartościowe."
    by Sheldon Cooper
  • 30.08.17, 18:50
    Kobieto, gdybyś była mniej skupiona na sobie, to nie zauważyłabyś tego boczku, albo byś zareagowała inaczej. Mój mąż kiedyś kupił 2 kg wędzonego łososia, a miał kupić dwie paczki po 100 gram. Ubaw mieliśmy. Nikt z tego problemu nie zrobił. No może po zjedzeniu całości przez pół roku nie mogliśmy patrzeć na łososia. Nie wpadłam na pomysł, by z tego aferę robić.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 30.08.17, 21:47
    Mój kiedyś poproszony o kupno 2 cytryn, kupił 2 kg.
  • 31.08.17, 00:21
    A zrobiłaś aferę czy zapas lemoniady?

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 31.08.17, 14:06
    Lemoniada była i do sałatek poszło.
  • 31.08.17, 19:34
    ;) Czyli możliwe jest niestrzelenie focha z powodu nieodpowiednich zakupów? Też tak uważam. W ogóle takie sprawy to po prostu papierek lakmusowy relacji. Jak te przysłowiowe śmieci, które w dobrych związkach wynoszą się same.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 31.08.17, 22:53
    W zdrowych związkach śmieci wynoszą się same. W takich, które nie ma podziału na dziecko i rodzica. Rodzic może nie robić afery z powodu tego, ze dziecko zakupiło coś niepotrzebnego, ale ileż ma przymykać oko na "mamusiu, a czemu mnie nie pochwaliłaś, za to, że sam poszedłem do sklepu?"

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 01.09.17, 10:22
    Autorka wątku bardzo chciała potępienia męża. Bardzo. Opisane sytuacje nie są powodem do potępienia, ale autorka krok po kroku rysowała obraz zakompleksionego furiata i siebie dojrzałej cierpiętnicy. Jesteś bardzo przenikliwa, nie raz to widziałam. A tutaj dałaś się podpuścić i nie zważasz na fakty. A fakty są takie, że małżeństwo z 20-letnim stażem zaczęło się rozjeżdżać. Pan chce uwagi, pani ma pana powyżej uszu i każde tylko szuka pretekstów. Tu nie ma podziału na oprawców i ofiary, tu są same ofiary w dodatku z własnej woli.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 01.09.17, 10:59
    Faktów to my obie nie znamy:)
    Udzielając się w wątku zakładam, że autor/autorka opisuje swoją rzeczywistość, tak, jak ją widzi i odbiera. Naturalnym jest, że opowieść męża brzmiałaby inaczej. Ludzie są odmienni od siebie, więc nie ma opcji, że wersja obojga byłaby jednakowa.
    Ponieważ męża tu nie ma, odnoszę się do rzeczywistości autorki. To, że uważa siebie za dojrzalszą, nie wywołuje we mnie oburzenia, bo faktycznie może tak być, a mówienie o sobie dobrze nie jest dla mnie tożsame z popełnieniem grzechu pychy.
    Edwina, nie raz, nie dwa opisywałaś swoje małżeństwo, a ja byłam pod wrażeniem tego jak dojrzale się dogadujecie. Tylko, że to nie jest norma. Nie przykładaj swojej miary do innych ludzi.
    Tak, można cierpliwie zagryzać zęby i znosić upierdliwe zachowania przez 20 lat, mając nadzieję, że może tym razem się nie wydarzą, może coś się zmieni. Tak, można stracić cierpliwość i mieć dość partnera, przyjść na forum i się na niego pożalić. Tak, forum nie musi pełnić roli sądu i rozsądzać kto jest winny.
    Chociaż ja to zrobiłam. Stanęłam po stronie autorki, bo miałam dość czytania o tym, żeby poszukała winy u siebie. Ta wina, a raczej odpowiedzialność jest i nie da się tego ukryć. Jest po obu stronach. Niżej pisałam o dolewaniu oliwy do ognia ze strony autorki, o kontrolowaniu ect.
    Niemniej jednak mąż autorki wykazuje zachowania, których autorka ma dość i ja ją rozumiem, bo też bym miała ich dość. Być może nie spotkałaś na swojej drodze człowieka, który jest "studnią bez dna" i dlatego trudno Ci sobie wyobrazić jak może się czuć autorka. Uwierz, kontakt z taką osobą nie wzbogaca.
    Nie jestem też zwolenniczką każdorazowego dzielenia winy/odpowiedzialności po równo. Ten przypadek właśnie do takiego nierównego obdzielania należy.
    Według Ciebie autorka może zbierać argumenty na to, że to mąż jest winny a ona nie i stąd jej pytanie czy takie zachowania są normalne. A według mnie pytanie może być spowodowane wątpliwościami co do własnego osądu. Czy to norma czy już nie? Czy powinnam zareagować i jeśli tak to jak?
    Nie chcę od razu, z góry, zakładać, że osoba, która zakłada wątek kłamie, żeby siebie wybielić. Chociaż tak też może być i pewnie często się zdarza. Ale przyjmuję, że wersja, którą przedstawia jest zbliżona do faktów, no bo jaki byłby sens zakładania takiego wątku poza trollowaniem?

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 01.09.17, 21:47
    Po pierwsze dziękuję za komplement. My się dogadujemy, ale przeszliśmy bardzo długą i trudną drogę, aby tak było. Wciąż się ścieramy i mam zresztą nadzieję, że to nigdy się nie zmieni, bo jest to niezłą nauką. Rozumiem, że przyjmujesz wersję autora/ki wątku, również zazwyczaj staram się tego trzymać i tylko, kiedy coś zaczyna mi zgrzytać, to zadaję sobie pytanie: czemu ma to służyć?
    Pewnie masz rację, że nie zetknęłam się z kimś z kategorii skrajnego "needy", z drugiej strony opisane sytuacje kompletnie mi się z kimś takim nie kojarzyły, za nieustannie chodził mi po głowie, że jak żywi się do kogoś niechęć, to wszystko w nim drażni. I czasami szuka się usprawiedliwienia dla takiego uczucia, bo nie chce się przyznać przed sobą, że to właśnie chodzi o tę niechęć. I moim zdaniem temu to służyło. Usprawiedliwieniu własnej niechęci. A skąd niechęć? Rany, w 20-letnim związku można czuć do siebie niechęć. Szczególnie jeśli w międzyczasie nie udało się stworzyć relacji czysto przyjacielskiej między małżonkami, to naprawdę można. Bo hormony opadły, dzieci dorosłe i wspólne życie staje się męczące.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 01.09.17, 11:13
    edw-ina napisała:

    > Kobieto, gdybyś była mniej skupiona na sobie, to nie zauważyłabyś tego boczku,
    > albo byś zareagowała inaczej. Mój mąż kiedyś kupił 2 kg wędzonego łososia, a mi
    > ał kupić dwie paczki po 100 gram. Ubaw mieliśmy. Nikt z tego problemu nie zrobi
    > ł. No może po zjedzeniu całości przez pół roku nie mogliśmy patrzeć na łososia.
    > Nie wpadłam na pomysł, by z tego aferę robić.
    >

    O łososia też bym afery nie robiła, wręcz przeciwnie, wycałowałabym męża z radości:)
    Natomiast gdyby kupił jakieś płucka czy nereczki, to musiałby to w trybie natychmiastowym wynieść z domu.



    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 29.08.17, 16:23
    Ciekawe spostrzeżenia iziula.
    Ja się zastanawiam na ile epistemologia przypomina matkę swojego męża. I czy jej maż był w ogóle dzieckiem chcianym.
    Epistemologia obchodzi się z mężem jak z dzieckiem, krytykuje i ogólnie traktuje jak dopust Boży. Taka martyrologia matki Polki trochę.
    A kolei mam wrażenie, ze mąż pokłada w niej całe swoje poczucie bezpieczeństwa, jak niemowlak nie przymierzając. W momencie kiedy jej akceptacja znika on wpada w histerie i panikę.
  • 29.08.17, 16:33
    eukaliptusy napisał(a):

    > Ciekawe spostrzeżenia iziula.
    > Ja się zastanawiam na ile epistemologia przypomina matkę swojego męża. I czy je
    > j maż był w ogóle dzieckiem chcianym.
    > Epistemologia obchodzi się z mężem jak z dzieckiem, krytykuje i ogólnie traktuj
    > e jak dopust Boży. Taka martyrologia matki Polki trochę.

    Zastanawiam się właśnie skąd we mnie po przeczytaniu wypowiedzi autorki wątku pojawiło się skojarzenie z tą żoną cierpiętnica.
    Trochę mi ulżyło, że nie tylko ja dostrzegłam przyjętą tu rolę w małżeńskiej grze.
    Możliwe jest że mąż też odgrywa znane role z dzieciństwa.


    > A kolei mam wrażenie, ze mąż pokłada w niej całe swoje poczucie bezpieczeństwa,
    > jak niemowlak nie przymierzając. W momencie kiedy jej akceptacja znika on wpad
    > a w histerie i panikę.

    Ciekawe spostrzeżenia.

    Mi ogólnie jakoś ciężko "na sercu" po przeczytaniu tego wątku. Widzę dwoje dorosłych ludzi uwikłanych w jakaś koszmarna grę,szarpanine. Ze stłumionymi podstawowymi emocjami,nie umiejacymi wyrazić swoich najprostszych potrzeb. Pogubionych.
    Męczących się ze sobą.
    Na tym etapie rozwód to może byc dopiero horror.

    A w tym wszystkim nastolatek.

    --
    "Nigdy nie powiedziałem, że nie jesteś dobry w tym, co robisz... Po prostu to, co robisz, jest bezwartościowe."
    by Sheldon Cooper
  • 31.08.17, 22:55
    eukaliptusy napisał(a):

    > Ciekawe spostrzeżenia iziula.
    > Ja się zastanawiam na ile epistemologia przypomina matkę swojego męża. I czy je
    > j maż był w ogóle dzieckiem chcianym.
    > Epistemologia obchodzi się z mężem jak z dzieckiem, krytykuje i ogólnie traktuj
    > e jak dopust Boży. Taka martyrologia matki Polki trochę.
    > A kolei mam wrażenie, ze mąż pokłada w niej całe swoje poczucie bezpieczeństwa,
    > jak niemowlak nie przymierzając. W momencie kiedy jej akceptacja znika on wpad
    > a w histerie i panikę.

    O, to to. Nie czytałam całego wątku, widzę, że się nie różnimy w ocenie:)
    Mąż wymaga miłości bezwarunkowej. A tej nie dostanie od żony, cokolwiek by ze sobą nie zrobiła.
    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 29.08.17, 16:16
    No tak. Ale ty 99 razy bedziesz zaciskać zęby i udawać, że się zachwycasz, a za setnym razem krzywo spojrzysz i znowu będzie ta sama awantura, bo jemu zawsze będzie za mało.
    Poczucie wartości twojego męża jest na poziomie zerowym. Na pewno nie pomogło twoje stwierdzenie, ze już w ogóle nie powinien chodzić na zakupy. Trzeba było trzymać się konkretów a nie uogólniać. Myśle, ze na to zareagował tak silnie.

    Inna sprawa, ze awanturowanie się i dzikie wrzaski to powinnaś ukrócić w zarodku.
  • 29.08.17, 16:20
    Ukrócić w zarodku? A, czy to można zrobić? Prosiłam, straszyłam, tłumaczyłam.
  • 29.08.17, 16:26
    Nie wdawać się w dyskusje, odciąć się, wyjść dopóki się nie uspokoi.
  • 29.08.17, 16:30
    Nie mogę uwierzyć, że tak można się zachowywać, tak ryczeć, jak on to mówi z bólu, z braku sprawiedliwego osądu jego osoby. Traci kontrolę nad sobą, odziera mnie to z godności. Siedzi pokrzywdzony, a mnie łzy grzęzną w gardle. Nawet jeśli uznać moje zachowanie za upierdliwe, to czy ryki postawnego mężczyzny w domu mają jakiekolwiek umocowanie? Dla mnie nie. Stąd moje cierpienie. On twierdzi, że ja mam się zmienić, ja go prowokuję. Dla mnie ma to konotacje z przemocą. Mam rację, czy już zwariowałam?
  • 29.08.17, 16:34
    Tylko co to zmieni, że nie wdam się w dyskusję, a nawet wyjdę. Wstydzę się sąsiadów. Nie tak powinien wyglądać dom. Bolą mnie strasznie te jego ryki, oddalają od niego.
  • 29.08.17, 16:44
    Nie przypominam matki męża, nie traktuję go jak dziecko, wręcz przeciwnie, wymagam, by przestał nim być!!! Nie jest dla mnie dopustem bożym, nie krytykuję go, skąd taka ocena? A mąż był dzieckiem długo wyczekiwanym. I to też nie pozostało obojętne dla jego wychowania plus śmierć ojca.
  • 29.08.17, 16:52
    Twoja reakcja sporo mówi :-)
    Piszesz ze nie krytykujesz męża ale przeczytaj jeszcze raz swoje wpisy,choćby tylko te dzisiejsze.
    Mówisz,że nie traktujesz go jak dziecka a jednak przykład z zakupami to typowy opis sytuacji matka-dziecko ( lista zakupów,sprawdzanie itp )
    Mówisz,że nie oceniasz męża a jednak tu na forum zrobiłaś wielokrotnie w sposób jednoznaczny i negatywny. Łącznie z "diagnozą".
    Co do odpustu bożego to znowu ty sama zadalas pytanie co z nim boże zrobić.

    Nie chcę cię oceniać,i chyba nikt tego w tym wątku nie robi. Dziewczyny dzielą się swoim doświadczeniem i spostrzeżeniami. To nie jest krytyka ani ciebie ani twego męża. Mam wrażenie że odbierasz wszystko co nie jest po twojej myśli jako atak na siebie. Niepotrzebnie.


    --
    "Nie wierzę w żadną magię ani inny zabobon. Pradawni bogowie mnie chronią!"
    By Julian
  • 29.08.17, 17:02
    Szukałam pomocy. Nie oceniałam męża, oceniałam, opisywałam jego zachowania. Myślę, że Ty uważasz, że każda kobieta żyjąca z dysfunkcyjnym mężczyzną jest taka sama. Tak nie jest. Nie odbieram uwag, z którymi się nie zgadzam jak atak na mnie. Nie zgadzam się z nimi i tylko tyle. Zakupy zrobione przez męża układam w lodówce i tyle. Lista zakupów jest dla niego, sam o nią prosi.
  • 29.08.17, 17:05
    Nie chcesz mnie oceniać, ale to zrobiłaś. Niepotrzebnie.
  • 29.08.17, 17:11
    epistemologia napisał(a):

    >. Zakupy zrobione przez męża układam w l
    > odówce i tyle. Lista zakupów jest dla niego, sam o nią prosi.

    Opisujesz sytuacje gdy zakupy robi dziecko 😊

    Mąż robi zakupy,mąż układa sam zakupy w lodówce, mąż sam robi listę skoro potrzebuje takiej.Ty możesz do tej listy powiedzieć by dopisał to i to.
    Skoro jesteście równorzędnymi partnerami.

    --
    "Nie wierzę w żadną magię ani inny zabobon. Pradawni bogowie mnie chronią!"
    By Julian
  • 29.08.17, 17:27
    Oj oj. Przepraszam - bzdury. On robi zakupy, jest zmęczony, ja je układam. On też często sam układa, to nie ma znaczenia, głębi treści. Dzieci też mogą same wpakować wszystko do lodówki.
  • 29.08.17, 17:33
    Chodzi Ci wyraźnie, bu udowodnić swoją teorię. Nie jestem żoną paskudą, ani też matkującą kwoką. Jeśli w to uwierzysz, może inaczej wszystko zobaczysz. Szukam konstruktywnych rozwiązań, również wytknięcia mi błędów. Tyle, że zbyt długo sama ich szukałam w sobie, bo zachowania męża bywają tak absurdalne, że trudno mi było nie szukać winy w sobie.
  • 29.08.17, 17:20
    Po pierwsze przerwiesz sytuacje, która ci nie odpowiada.
    Po drugie, zamiast nagradzać męża uwagą, odbierzesz mu widownię.
    Po trzecie, przestaniesz odgrywać rolę, w która nieświadomie w tej sytuacji wchodzisz i wkręcać się w te jego jazdy emocjonalne, czyli będziesz chronić siebie.

    Jesli zazwyczaj nie stosujesz tej strategii w podczas konfliktu, moze warto spróbować.

    A wstydzić to mąż się powinien, ze się nie kontroluje.
  • 29.08.17, 17:23
    Dokładnie. Wychodzisz,nie uczestniczysz. A już wstyd za nie swoje zachowanie ... Niech się wstydzi ten co krzyczy.
    Ja bym otworzyła szeroko okna ;-)

    --
    I była zgroza nagłych cisz! I była próżnia w całym niebie!
    A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie? B.L.
  • 29.08.17, 17:06
    Twój mąż zrobił 2 błędy z listy 10 -20 produktów do kupienia. Czy to już dyskwalifikacja kompetencji zakupowych?
    Jeśli nie jesteście na styk z kasą - a często, jak nie wiadomo o co chodzi, to o pieniądze;) - to u Ciebie też widać wołanie o uwagę męża w sprawie dla Ciebie bardzo ważnej.
    Proponuję wywiesić w domu info. Nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe!
    Poczucia, że jest się ważnym dla bliskich każdy potrzebuje, niezależnie od wieku...
  • 29.08.17, 17:19
    Ile ludzi tyle opinii, każda jest dla mnie ważna, dziękuję. Problem jest nie w tym, co on przyniósł ze sklepu, nie chodzi o pieniądze, ale o to jak reaguje na drobne uwagi. Zanim powiedziałam, że lepiej by nie robił zakupów, on już był zagotowany. I o te wybuchy chodzi, krzyki. On czekał na pochwały, bo zakupy to też pretekst bym go doceniała i chwaliła, a tu dostał uwagi. Nie jestem potworną babą, która czepia się chłopa z siatką zakupów, nie chcę go dłużej niańczyć. Jestem zmęczona grą, którą on prowadzi. To, że domaga się wciąż uwagi, wciąż jest niedopieszczony, nie znaczy wcale, że niczego mu nie daję!
  • 29.08.17, 17:42
    A gdyby to syn zrobił zakupy z 2 błędami;) i na Twoją drobną uwagę odpowiedział: No i co z tego...
  • 29.08.17, 17:59
    Uproszczenie. Syn odpowiedział tak ojcu, który męczy swoimi zainteresowaniami i domaga się na siłę uwagi. Jeśli syn kupi coś niewłaściwego,a bywa i tak, uśmiechniemy się do siebie po mojej uwadze i koniec tematu. Potem pamięta czego nie kupować. Z mężem taka sytuacja jest niemożliwa. Rozumiem motywy tego pytania, ale sytuacja jest inna.
  • 29.08.17, 18:06
    A kto pierwszy się uśmiecha?;)
  • 29.08.17, 18:30
    Uśmiech w każdej konfiguracji, pierwszy on, pierwsza ja, jednocześnie. Proszę tylko nie pisz mi, że męża traktuję inaczej. Nie. Bywa, że w rodzinie tylko jedno koło się kołysze. Nie zawsze wina leży po każdej stronie.
  • 30.08.17, 07:53
    epistemologia napisał(a):

    > Powiedziałam, że ni
    > e chodzi o to, by wydawać pieniądze na złe produkty i że mnie nie słuchał, kied
    > y mówiłam o płynie. I, że lepiej będzie może, jeśli zakupów sam robił nie będzi
    > e.

    zamiast wpadać w szał powinien był powiedzieć "świetnie, od dziś będziesz je robić sama"

    do opowiadania o swoich pasjach powinien znaleźć sobie jakiegoś kolegę albo koleżankę, w domu bywać rzadko i mało się odzywać

    i tak małżeństwem jesteście tylko formalnie, więc wszystkim powinno to pasować

  • 30.08.17, 18:43
    Mam podobne spostrzeżenia. Przecież oni się nawet nie lubią. Strasznie przykre.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 31.08.17, 03:39
    epistemologia napisał(a):

    > W tym, że jest to problem albo na terapię, albo powód do rozwodu utwierdza mnie
    > dzisiejsze zachowanie męża. Zakupy robimy razem, często ja sama, równie często
    > on sam. Dziś robił je sam. Lista zakupów była krótka. Przed wyjściem wszystko
    > zapisałam mu na kartce. Powiedziałam, by nie kupował płynu do płukania, tu wymi
    > eniłam nazwę, bo mamy na niego alergię, jest wyjątkowo intensywny. Wrócił z tym
    > właśnie płynem. Powiedziałam, prosiłam byś tylko tego nie kupował, a ty przyni
    > osłeś ten. Wyjął boczek, sam tłuszcz. Mówię, ale tu nie ma centymetra mięsa. On
    > , że miał wybrany lepszy, ale nie wchodził kasjerce kod i wylądował w domu z ta
    > kim tłustym. O tym problemie z boczkiem, że był problem z kodem, powiedział ju
    > ż wchodząc do mieszkania. Nie krzyczałam, nie obrażałam go. Powiedziałam, że ni
    > e chodzi o to, by wydawać pieniądze na złe produkty i że mnie nie słuchał, kied
    > y mówiłam o płynie. I, że lepiej będzie może, jeśli zakupów sam robił nie będzi
    > e. Wpadł w szał, klął, krzyczał, że mam go gdzieś, że twierdzę, że jest beznadz
    > iejny. Ryczał. Wstyd mi sąsiadów. Twierdzi, że to ja go doprowadzam do takiego
    > stanu, że tak się drze, klnie. On tak reaguje, bo cierpi. Nie przyjmuje, że jeg
    > o reakcja jest niewspółmierna do ,,przykrości" jakiej doznał. Mówi, że ja odpow
    > iadam za to, że zachowuje się jak zwierz. Wszystko przenosi na stronę ,,zawsze"
    > , twierdzi, że zawsze krytykuję jego zakupy. Nie jest to prawdą. Czuję się wyko
    > ńczona.



    Jeżu współczuje twojemu mężowi takiej wari...taki, lista ,nie kupuj za tłusty boczek o ludu sam dziekco zakupów robic nie mozesz boś za głupi.
    Zwróciłaś mu uwagę na ten wlasnie płyn dlatego go przyniósł za bardzo skupiłaś sie na tym produkcie.
    Powinnaś mowić o właściwym a nie o nie właściwym.
    Tak działa nasz mózg...
    Jak dziecko krzyczy powinnismy mowić proszę bądź ciszej a nie "nie krzycz"
    Opisałaś i skupilas jego uwagę na czym co było nie takie, ale zbyt długie omawianie zapamiętał ten niewłaściwy.
    Akurat z płynami ja mam bzika i wysyłam mężowi zdjęcia który konkretnie ma kupic jeśli mam zachciankę na konkretny zapach.
    Innym razem mowie kup jakis płyn.

    Tak on tak reaguje ,bo ma dosc ,jest wiecznie przytłoczony twoim pouczaniem.
    A juz ta dyskusja o boczku sam bym do ciebie ryknęła zebys sie zamknęła.
    Trudno to tylko tłusty boczek nie koniec świata.
    No chyba ze liczysz kazdy grosz.

    Oszalabym przy takim traktowaniu przez najbliższe osoby.
    I nie nie o to chodzi ze mu powiedziałaś ze boczek tłusty, ale o dalszy ciąg i "nie krzyczałam"
    ale z wyższością go pouczyłam. Koszmar:/
    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 29.08.17, 17:13
    Dla mnie, zachowanie syna było niegrzeczne. Komentarz "i co z tego" powinien sobie darować.
  • 29.08.17, 18:32
    Oczywiście, że może to tak wygladać, ale to nie padło z ust syna, który żyje w pełni zdrowej rodzinie.
  • 29.08.17, 18:49
    Epi, czy ja dobrze zrozumiałam, że mąż zrobił po zwróceniu mu uwagi awanturę na 100 fajerek, po czym obwinił CIEBIE za SWOJE agresywne zachowanie? To chciałaś napisać? Bo jeśli tak, to radę mam dla ciebie jedną: na terapię dla siebie biegiem marsz. Zanim dasz sobie wmówić, że zachowanie męża i jego reakcje to TWOJA wina.
  • 29.08.17, 19:04
    Dokładnie. Tak zrobił. Tłumaczy to poczuciem krzywdy, tym, że go mało chwalę.... Straszne to dla mnie, ale chyba tego nie uda się uratować. Ja doskonale wiem, że jego zachowanie jest spowodowane czymś poza mną. Kiedy tak się wydziera ja tego nie wytrzymuję i też głośno mu zwrócę uwagę, by przestał. Potem mówi, że ja też na niego krzyczę.
  • 29.08.17, 19:26
    Nie rozumiem, dlaczego czymś poza Tobą?
    Mąż oczekuje od Ciebie pochwał, komunikuje wprost a Ty tego nie możesz mu dać. Dlaczego to dla Ciebie problem?
    Umiesz mówić komplementy?

  • 29.08.17, 20:26
    A jeśli męża nie ma za co chwalić?
  • 29.08.17, 20:30
    napis_z_obrazka napisała:

    > Nie rozumiem, dlaczego czymś poza Tobą?

    Tu chyba autorka chciała podkreślić,że nie ponosi odpowiedzialności za zachowanie męża. I tu akurat ma rację.
    Dorosły człowiek sam decyduje o formie wyrażania emocji.

    > Mąż oczekuje od Ciebie pochwał, komunikuje wprost a Ty tego nie możesz mu dać.
    > Dlaczego to dla Ciebie problem?
    > Umiesz mówić komplementy?
    >

    Cała sytuacja w tej rodzinie jest skomplikowana. Ale w sumie jestem też ciekawa czy potrafią mówić do siebie miłe rzeczy,komplementy,podnoszące na duchu słowa ot tak bez powodu.



    --
    I była zgroza nagłych cisz! I była próżnia w całym niebie!
    A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie? B.L.
  • 29.08.17, 19:27
    Zanim podejmiesz jakieś drastyczne i nieodwracalne decyzje, idź na terapię i namawiaj na nią męża. Rozwieść się zawsze zdążycie. Mąż reaguje nadmiarowo na twoje zachowanie, jego zachowanie z kolei wpływa negatywnie na ciebie. I tak spirala się nakręca. Jeśli na terapii nauczysz się, jak reagować na te jazdy męża tak, żeby cię nie niszczyły, to będzie dobry początek. A często bywa tak, że zmiana jednej strony układu wymusza zmianę i drugiej. No ktoś to musi przerwać. Nie czekaj do momentu, gdy nie będzie odwrotu i znienawidzicie się z mężem z kretesem.
  • 29.08.17, 19:33
    Mało kto żyje w pełni zdrowej rodzinie, ale syn jest dorosły i musi sobie zdawać sprawę, że zachował się niegrzecznie. A nawet Ty tego nie widzisz, skoro piszesz, że może to tak tylko wyglądać.
    Ja nie jestem uwikłana w Wasze rodzinne przepychanki i odnoszę się tylko do zachowania syna - było bardzo niesympatyczne i lekceważące w stosunku do ojca.
  • 29.08.17, 19:14
    basiastel napisała:

    > Dla mnie, zachowanie syna było niegrzeczne. Komentarz "i co z tego" powinien so
    > bie darować.

    A ja mogę sobie wyobrazić, że syn ma po uszy ojcowskiego domagania się uwagi i potrzeby bycia chwalonym. I zwyczajnie nie wytrzymał. Tak jak i autorka wątku nie wytrzymuje tyle, że jeszcze tak nie reaguje, ale stara się jakoś sprawy załagodzić.
  • 29.08.17, 19:56
    Tu akurat chodzi wyłącznie o uwagę, a przecież w rodzinie wymienia się poglądy i informacje. Syn mógł w ogóle nie reagować, albo bąknąć jakieś uhm. To "no i co z tego" jest eufemistycznym stwierdzeniem "mam ciebie w d....e".
    Jeśli ludzie się decydują ze sobą być, jeździć razem na wakacje, to powinni trochę na siebie uważać.
    Równie dobrze można sobie wyobrazić, że facet traktowany lekceważąco zwyczajnie nie wytrzymał i urządził awanturę.
    Nie mamy pełnego obrazu. Autorka pytała, czy taka odzywka syna upoważnia męża do bycia urażonym i zlekceważonym. Moim zdaniem, upoważnia.
  • 29.08.17, 20:02
    Tak, tylko że w tej rodzinie nie wymienia się poglądów i informacji. W tej rodzinie ojciec chce być podziwiany i chwalony na każdym kroku. I się nie dziwię, że syn nie wytrzymał.
  • 29.08.17, 20:42
    A tego nie wiemy, bo autorka ma chyba inne oczekiwania dot. zachowań męża i swoich. Gdzieś tam napisała, że mąż mógłby zareagować na uwagi o tłustym boczku sugestią, że tłuszczyk się wytopi. Równie dobrze sama mogła od razu stwierdzić, że tłustawy, ale to nic, wytopi się. Nie wiemy w jaki sposób zwraca uwagę mężowi i jak często. W tym sporze, który opisała, potraktowała męża nieuczciwie i robi z niego czepliwego dziada, a mąż pretensje ma jednak uzasadnione.
  • 29.08.17, 22:37
    No niekoniecznie pretensje są uzasadnione.
    Jest problem, to trzeba go rozwiazać. Zauważ, że m autorki zdawał sobie sprawę, że pozwolił kasjerce wcisnąć sobie ten tłuszcz;) Jest prawo zwrotu, żona się skrzywiła, płyn nie taki jak trzeba, to zabiera 2 produkty i oddaje/wymienia w sklepie.Albo lądują w koszu. No rożne są rozwiązania tego problemu.
    Tymi histeriami robi z siebie ofiarę i może to domowników wkurzać niestety.
    Trudno powiedzieć, czy m za często krytykowany czy nie potrafi pozwolić sobie na błąd.

  • 30.08.17, 01:14
    Też oczekiwałabym takiej reakcji męża. Zakupił złe produkty, bierze paragon, wraca do sklepu, wymienia i szafa gra. Nie rozumiem, DLACZEGO kupił płyn, o którym żona pół godziny wcześniej powiedziała mu, że wywołuje u niej i syna alergię. Mąż nie słucha? Ma to w dupie? Lubi ten konkretny płyn i nie interesuje go, że żonę i syna obsypują po nim parchy? No po prostu nie rozumiem, czemu tak się zachował. A jeśli to przez gapiostwo, które w końcu każdemu może się przytrafić, to po zwróceniu uwagi wraca się do sklepu i wymienia produkt na inny, a nie robi chryję na cały blok.
  • 31.08.17, 03:11
    basiastel napisała:

    > A tego nie wiemy, bo autorka ma chyba inne oczekiwania dot. zachowań męża i swo
    > ich. Gdzieś tam napisała, że mąż mógłby zareagować na uwagi o tłustym boczku su
    > gestią, że tłuszczyk się wytopi. Równie dobrze sama mogła od razu stwierdzić, ż
    > e tłustawy, ale to nic, wytopi się. Nie wiemy w jaki sposób zwraca uwagę mężow
    > i i jak często. W tym sporze, który opisała, potraktowała męża nieuczciwie i ro
    > bi z niego czepliwego dziada, a mąż pretensje ma jednak uzasadnione.


    Dokładnie, co z tego ze boczek tłusty matko kochana, musiała koniecznie zwrócić mu uwagę? według mnie wogole nie powinna zwrócić na taka bzdurę uwagi.
    A tylko synalek taki mądry kochany, uśmieszki robia z niełaskawych zakupów.

    A skad wiadomo lub niewiadomo ,ze takie zachowanie meza wynika właśnie z lepszego traktowania syna , ze do synka ma serce cierpliwość.
    A mąż to taki wiecznie nieidealny.

    Poza tym widac ze synek przejmuje takie same zapędy jak matka wobec ojca.
    Ojciec czuje sie atakowany /zlekceważony moze w pewien sposób zazdrosny o relacje matki-syn.
    Stad zbyt sile reakcje.

    Ale w naszym spoleczniestwie bardzo często mamusie jedynaków skupiają sie na synkach a ojciec to bankomat i zło koniecznie.

    Ciekawe jakby syn wpadł i zaczął opowiadać cos o szkole/pracy swojej dziewczynie, czy matka powiedziałby mu "co z tego" "nudny jestes nie chce mi sie ciebie słuchać."

    Ja to ie mężowi listę zakupów on mi przesyła smsy, co kupic , osoba ktora cześciej gotuje czy jest w domu wie co sie skończyło. Albo jaki ma pomysł na obiad.
    Zakupy wykładają dzieci a dokładniej corka , czy moje czy meza.
    Czepić sie bo kupił cos innego bo ludzie ....
    Współczuje twojemu mężowi , zony ktora dorosłego faceta tratuje gorzej niz dziecko, a synalka jako ideał .
    Ileż to razy mi sie zapomniało cos kupic albo kupic nie to co trzeba. Dobrze ze maz mnie nie poucza. Ja tez go nie pouczam ze kupił boczek o złej zawartości tłuszczu.

    Uważam ze mąż reaguje tak z jakiegos powodu.
    Reakcja na wasze zachowanie.



    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 31.08.17, 18:04
    Och widzę, że wiesz wszystko o nas. Tylko te słowa ,,synalek,, tak jakoś nie przystają do serdecznych rad, nawet tych krytycznych. A jeśli się mylisz, bo przecież tak może być, to chyba ten autorytatny ton nie jest na miejscu. U Ciebie zakupy wypakowuje córka, u nas wszyscy i z tego powodu u Was jest lepiej? Nie wiem doprawdy o co Ci chodzi.
  • 29.08.17, 20:02
    basiastel napisała:
    > Autorka pytała, czy taka odzywka syna upoważnia męża d
    > o bycia urażonym i zlekceważonym. Moim zdaniem, upoważnia.

    Z tym się zgadzam.

    Z tym,że w normalnej rodzinie takie rzeczy się komunikuje. W dysfunkcyjnej mamy ryki urazonego 40 latka. Ale tego w pierwszym poście nie ma. Jest dopiero po rozwinięciu wszystkich wypowiedzi autorki.


    --
    I była zgroza nagłych cisz! I była próżnia w całym niebie!
    A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie? B.L.
  • 29.08.17, 20:35
    Te ryki mogły być reakcją na postawę autorki, która w zachowaniu syna nie widzi nic złego. Nie dość, że został potraktowany niegrzecznie, to jeszcze żona trzyma stronę syna, a on jest sam. Każdy by się chyba wkurzył.
  • 29.08.17, 20:49
    Możliwe. Nikt nie lubi być lekcewazony.
    Z tym że ja wybralabym inna formę ekspresji.
    W tej rodzinie- pisałam powyżej jest ogromny problem z komunikacją u emocjami.
    po przemysleniu myślę,że nie wolno w tym wątku jednoznacznie wskazywać "winnego" bo zamknie to autorce drogę do szukania wyjścia z tej sytuacji. A uważam,że jeśli ktoś ma siłę by zmienić układy w tej rodzinie to tylko ona.


    --
    Nie chcę więcej, twoje serce do życia wystarczy
    Twoje serce, co zagrzewa do walki o każdy dzień
    Twoje serce, które cierpi i kocha namiętnie,
    które bije coraz prędzej, goręcej...
  • 29.08.17, 21:00
    Ale ona już chyba nie chce.
  • 29.08.17, 21:06
    Mimo wszystko terapia w jej przypadku jest wskazana. Inaczej wszystkie "wady związkowe" wniesie w nowy związek. Nie mówiąc o rozwodzie i klimacie w jakim może przebiegać jeśli autorka nie popracuje nad sobą.

    --
    Nie chcę więcej, twoje serce do życia wystarczy
    Twoje serce, co zagrzewa do walki o każdy dzień
    Twoje serce, które cierpi i kocha namiętnie,
    które bije coraz prędzej, goręcej...
  • 29.08.17, 22:21
    Tu facet został zlekceważony zarówno przez syna, jak i żonę, która lekceważy jego słuszne odczucia.
  • 30.08.17, 04:27
    > po przemysleniu myślę, że nie wolno w tym wątku jednoznacznie wskazywać "winnego"...

    Popieram. Jeśli autorce wątku chodzi o uratowanie małżeństwa, ta droga doprowadzi ją donikąd. Chodzi o konstruktywne rozwiązanie problemu, a nie przerzucanie się winami. Tak, mąż reaguje niewspółmiernie, taki bagaż wyniósł z domu rodzinnego, taką prowadzi z członkami rodziny grę. Ale żona też jest w tej grze pionkiem. Choć pisze, że nie ma dalszej ochoty w grze uczestniczyć, robi to od wielu lat. Troche niepokojące jest, że rozwiązania zaczyna szukać dopiero w momencie, gdy doszła do przysłowiowej ściany i nawet nie wie, czy chce małżeństwo ratować. No kurcze, co oni przez te lata robili? Czemu nie szukali pomocy wcześniej? Niewykluczone, że moment, do którego było jeszcze co ratować, zwyczajnie oboje przegapili i ratować nie ma już czego. Zrezygnowana postawa autorki na to wskazuje.
  • 30.08.17, 10:13
    Problem jest bardzo poważny, bo rodzina ma pretensje do faceta, ze domaga się pochwał i uwagi, uważa to za zachowanie patologiczne, tymczasem widać na pierwszy rzut oka, ze rzeczywiście mąż ma dosyć słuszne pretensje, że jego potrzeby są lekceważone. Jesli jest się rodziną to uznanie, że jezeli coś, co dotyczy jednej osoby, czym ona się pasjonuje jest jej kompletnie prywatna sprawą i reszta rodziny ma prawo mówić "Nie opowiadaj nam o tym, nudzimy się". - to po co komu taka rodzina? Rodzina to nie tylko ciepły obiad i wspólne łóżko. Wystarczy wyobrazić sobie, ze żonę coś interesuje, a maż systematycznie odpowiada "Nie mów mi o tym, to mnie nudzi", aby zastanowić się, czy facet nie stosuje przemocy psychicznej, uznając, ze w domu wolno mówić tylko o tym, na co on zezwala. Rozumiem, ze facet nudzi, ale to już jest niepokojące, bo taki kompletny brak zainteresowania tym, co pasjonuje partnera oznacza kompletny brak zainteresowania życiem partnera.
    Druga sprawa to kontrola. No tak, facet kupił niewłaściwy płyn. Bo facet ma uważnie słuchać , co sie do niego mówi (a faceta nie słuchamy, bo przecież nudzi). Zresztą nie dziwię sie, ze kupił zły - jak by mi powtarzano, nie kupuj płynu X, bo jesteśmy uczuleni na płyn X, płyn X jest zły, nie kupuj X" to na 80% zapamiętałabym tylko nazwę i ten własnie płyn kupiła. Nalezało powiedzieć , albo zapisać na kartce z zakupami "Kup płyn Y". Sytuacja z boczkiem kuriozalna. Facet ma prawo kupić taki boczek, jaki uważa za stosowny, jest dorosły. Nie podoba się - trzeba robić zakupy samemu.
    Wyobraźmy sobie sytuację, gdy mąż prosi o uprasowanie koszuli. Żona prasuje, mąż przygląda sie koszuli i mówi "No, tu jest niedokładnie wyprasowane, a tu jest zagniecenie. Jak mogłaś być tak nieuważna! Proszę cię o coś, to chcę, aby było to zrobione dokładnie tak, jak chcę". Żona dostaje szału i wrzeszczy. Czy naprawdę awanturę wywołała żona? Nie sądzę.
  • 30.08.17, 11:38
    Ale ten mąż nie jest wzrokowcem, żeby mu pisać na kartce. Ma słuch absolutny, najprawdopodobniej;)
  • 30.08.17, 11:39
    verdano, zgadzam się z każdym twoim słowem

  • 30.08.17, 11:46
    Jeśli autorka nie widzi nic złego w zachowaniu syna i nie daje małżonkowi prawa do uzasadnionej oceny sytuacji, to istnieje prawdopodobieństwo, że mąż jest ciągle pogardliwie traktowany i nie znajduje w rodzinie sprawiedliwości.
    Autorka sugeruje, że rodzina jest dysfunkcyjna z powodu zachowań małżonka, a to wcale nie jest takie oczywiste.
  • 30.08.17, 12:19
    Ależ nigdzie nie napisałam, że syn tak powinien odpowiadać ojcu. Syn jest zmęcony wiecznymi pretensjami ojca, który uważa, że syn go lekceważy. Mąż cały dzień obsypuje nas informacjami, często dziwi się, że czegoś nie wiemy. A to jest np skład jakiegoś zespołu zza oceanu, niszowego, który gra od 4 lat. Przy opowiadaniu jest bardzo pobudzony, to irytuje, a nasza irytacja wyzwala w nim agresję.
  • 30.08.17, 12:20
    dlaczego się nie rozstaniecie?
    przecież go nie lubicie oboje z synem
  • 30.08.17, 12:49
    Ja zrozumiałam, że autorka z dynem tylko za tą niszową muzyką nie nadążają.
    Np. mąż namiętnie gra w tenisa (nie zawodowo;), to żona musi grać albo siedzieć na widowni i podziwiać?
    Może sobie iść do kina.
  • 30.08.17, 12:54
    a ja zrozumiałam, że on bardzo irytuje ją i ich syna a oni bardzo irytują jego
  • 30.08.17, 12:43
    No, twoje zapytanie, czy mąż miał faktycznie prawo do oceny, że jest lekceważony, wskazuje, że jednak tak nie uważasz, zwłaszcza, że tłumaczysz potem syna, że niby wychowywany w zaburzonej rodzinie.
    Nie wydaje mi się, że opisywana sytuacja świadczy o dużej upierdliwości męża, po prostu się podzielił informacją. Syn potraktował go lekceważąco i tu pretensje męża są uzasadnione. Być może takie lekceważące uwagi maż słyszy często, skoro Ty i syn nie widzicie w tym niczego złego.
    Oczekujesz, że mąż będzie kładł uszy po sobie i ciągle znosił okazywaną mu irytację, niegrzeczne uwagi syna i Twoje czepianie się, że źle zrobił i nawet do robienia zakupów się nie nadaje?
  • 30.08.17, 14:24
    Jeśli mąż dzieli się czymś ( tu ewidentnie tylko w jego odczuciu ) interesującym, to pewne pobudzenie jest zrozumiałe.
    Odczucie, że się jest dla rodziny irytującym musi być bardzo przykre.
  • 30.08.17, 17:59
    Masz rację, na pewno go to boli. Chodzi jednak, by wszystko w tej całej sytuacji wypośrodkować. Może pomoże terapeuta? Nie jesteśmy sobie obojętni. Ryczeć na cały blok jednak nie pozwolę.
  • 30.08.17, 18:03
    Dziękuję wszystkim za opinie. Są różne, a to pokazuje, że tę samą sytuację widzimy w innym świetle. To daje do myślenia.
  • 30.08.17, 19:14
    Ja tez odbieram odpowiedz syna jako lekceważącą. Mialam podobne problemy z moim eksmężem - on tak się do mnie odzywał i też tak to odbieralam. Wystarczyloby jakby syn powiedział: aha. A odpowiedz: no i co z tego mówi: mam to w dupie. Pewnie odbiór zależy od relacji i sytuacji.
  • 30.08.17, 19:16
    Dodam jeszcze, że oddzielną sprawą jest postawa męża tzn. Jeśli wyzywa syna to nie jest dobrze.
  • 30.08.17, 23:20
    Mąż mojej przyjaciółki z dzieciństwa jest zagorzałym fanem piłki nożnej i nie przyjmuje do wiadomości, że nie każdy jest. Rozmawia właściwie wyłącznie o piłce, w TV non stop kanał sportowy, na mecze ciąga żonę i dwóch nastoletnich synów i żadne tłumaczenia nie pomagają. Pan wyznaje zasadę, że WSZYSCY mają się pasjonować tą dziedziną sportu i nic więcej go nie interesuje. Moja przyjaciółka i jej synowie NIENAWIDZĄ piłki nożnej, chodzenia na mecze, burd, ryków podekscytowanego męża i telewizji. Męża to nie obchodzi. Wszelkie próby wykręcenia się od wspólnego oglądania czy dyskusji o piłce, kończy się kłótnią i fochem pana.
    Nie rozumiem nagonki na autorkę wątku, która dzieli z mężem jedną pasję (film) o to, że nie dzieli również pozostałych pasji męża (niszowa muzyka?) i nie rzuca z entuzjazmem wszystkich swoich zajęć, żeby sto procent uwagi poświęcić panu, który bezustannie nawija o sprawach, które żony nie interesują. Mąż sam walnie przyczynił się do alienacji i irytacji żony i syna właśnie przez to, że nie zna umiaru w zarzucaniu rodziny zbędnymi dla nich informacjami i wymaga od nich totalnej i bezdyskusyjnej atencji dla swoich spraw. Z ciekawości spytam autorkę wątku: czy twój mąż wykazuje zainteresowanie WASZYMI (syna i twoimi) sprawami w takim samym stopniu, w jakim wymaga tego od was?
  • 31.08.17, 03:53
    Ty mieszasz zupełnie inne rzeczy, tu pan cos odkrył na wyjeździe.
    W domu sprawdził i chciał sie podzielić z rodzina ze o fajnie miałem racje.
    To co robi maz twojej przyjaciółki to znęcanie sie nad rodzina.
    A przyjaciółka głupia ,ze daje sie wciągać zrobiła sobie z nim dwójkę dzieci i jeździ z dziećmi na stadiony.
    Niech by sie pan schował na początku małżeństwa albo jeszcze przed ślubem i sytuacja byłby jasna.
    Wina przyjaciółki polega na tym ze nie umie postawić granic.
    Niech by mu pokazał ze jego fochy na nia nie działaja zaraz po ślubie i pan by sie dostosował.
    Wyłączyła bym mecz po 90 minutach i wypad.
    Ty mylisz i to bardzo dwie sytuacje.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 31.08.17, 04:15
    Autorka wątku wyraźnie i kilkakrotnie podkreślała, że mąż wymaga od niej i syna CAŁKOWITEGO zaangażowania w JEGO sprawy, robi to nagminnie, od wielu lat, nie toleruje sprzeciwu i nie uznaje żadnej krytyki. Pierwszy z brzegu opis zachowania męża: "Obraża się, kiedy nie rzucamy wszystkiego i nie lecimy zobaczyć, co tam nowego udało mu się znaleźć, męczy nas opowieściami o tym i owym... Analizuje każdy nasz gest, manifestuje pokrzywdzenie...".
    Ja też mam swoją pasję, ale nie nawijam o niej non stop mojemu mężowi, bo wiem i rozumiem, że to nie jego broszka. Jeśli mąż autorki wątku od lat nie czai, że grubo przegina pałę ze swoją potrzebą atencji jak u pięciolatka, to chyba jest troszkę, nie wiem, niekumający? Ciekawa jestem, czy swojemu szefowi czy podwładnym też tak nawija, a gdy ci się krzywią, czy wali koorwami na cały budynek, jak to robi w domu. To ma być zachowanie 40-latka? Litości.
  • 31.08.17, 15:08
    enith napisała:

    > Autorka wątku wyraźnie i kilkakrotnie podkreślała, że mąż wymaga od niej i syna
    > CAŁKOWITEGO zaangażowania w JEGO sprawy, robi to nagminnie, od wielu lat, nie
    > toleruje sprzeciwu i nie uznaje żadnej krytyki. Pierwszy z brzegu opis zachowan
    > ia męża: "Obraża się, kiedy nie rzucamy wszystkiego i nie lecimy zobaczyć, co t
    > am nowego udało mu się znaleźć, męczy nas opowieściami o tym i owym... Analizuj
    > e każdy nasz gest, manifestuje pokrzywdzenie...".
    > Ja też mam swoją pasję, ale nie nawijam o niej non stop mojemu mężowi, bo wiem
    > i rozumiem, że to nie jego broszka. Jeśli mąż autorki wątku od lat nie czai, że
    > grubo przegina pałę ze swoją potrzebą atencji jak u pięciolatka, to chyba jest
    > troszkę, nie wiem, niekumający? Ciekawa jestem, czy swojemu szefowi czy podwła
    > dnym też tak nawija, a gdy ci się krzywią, czy wali koorwami na cały budynek, j
    > ak to robi w domu. To ma być zachowanie 40-latka? Litości.

    Zgadzam się. Zachowanie męża autorki jest histeryczne, nieadekwatne do sytuacji.
    Owszem, autorka może przestać krytykować męża, nie prosić go, żeby nie kupował tego co ją uczula, przyjmować z zachwytem wszystko co mąż mówi, tylko szczerze? Ja bym w takim związku nie wytrzymała tygodnia.
    Dojrzały, w miarę zrównoważony emocjonalnie człowiek nie wydziera się spazmując, bo go ktoś skrytykował, litości. To jest zachowanie poniżej krytyki. Potrzebuje głasków? To niech się zainteresuje czymkolwiek poza swoim urażonym ego. Niech daje coś od siebie, a nie domaga się krzykami.
    Nie rozumiem jak można usprawiedliwiać tak żałosne zachowanie.

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 31.08.17, 15:13
    pade napisała:

    > Potrzebuje głasków?

    każdy człowiek potrzebuje "głasków" i pochwał
  • 31.08.17, 15:30
    Oczywiście, ale nie może się tego domagać. Choćby dlatego, że głask otrzymany w skutek szantażu emocjonalnego jest wymuszony a nie szczery.

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 31.08.17, 15:34
    pade napisała:

    > Oczywiście, ale nie może się tego domagać.

    jeśli to otrzymujemy bez domagania, domagać się nie musimy
  • 31.08.17, 15:41
    Tak, ale znowu ale:) jeśli mąż wyszedł z domu z deficytem atencji to na zwykłe głaski może w ogóle nie zwracać uwagi bo są za małe wg niego. Może domagać się czegoś, czego nie otrzyma nigdy od nikogo.
    Znam osobę, która ma taki deficyt. Każdy komplement, miły gest, słowo dewaluuje. Jednocześnie domaga się wiecznej uwagi, współczucia, zainteresowania, chce być ciągle widziana i słyszana. Żaden bliski człowiek nie uleczy tego braku, który posiada. Ewentualnie terapia mogłaby pomóc.

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 31.08.17, 15:42
    jeśli kocham mojego męża i wiem, ze potrzebuje więcej czułości, niż inni, po prostu mu ja daję

    jeśli go nie kocham, mam to w nosie

  • 31.08.17, 15:58
    Nie zgadzam się z Tobą. Widocznie nie znasz nikogo z taką "dziurą" i dlatego tak łatwo Ci ferować wyroki.

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 31.08.17, 16:03
    jeśli komuś przeszkadza taka "dziura", to nie wychodzi za mąż za dziurawego

  • 31.08.17, 16:05
    Tego nie widać od razu. Poza tym miłość ma swoje naturalne etapy. Nie, widziały gały co brały nie ma tu zastosowania.

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 31.08.17, 16:08
    rozumiem, że przed ślubem głaskała, doceniała, chwaliła a potem przestała?

    jeśli tak, to on też popełnił błąd żeniąc się z nią - bo nie tak miało być

  • 31.08.17, 16:14
    Przed ślubem on pewnie też ją chwalił, głaskał i interesował się tym, co ona. Pewnie popełniła błąd wychodząc za niego. Teraz go nawet nie interesuje na co jest uczulona.
    :P
    Ja mogę długo ciągnąć tę "wymianę zdań". Pytanie, jaki masz w tym cel?

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 31.08.17, 16:17
    pade napisała:

    > Przed ślubem on pewnie też ją chwalił, głaskał i interesował się tym, co ona. P
    > ewnie popełniła błąd wychodząc za niego. Teraz go nawet nie interesuje na co je
    > st uczulona.


    no właśnie

    również myślę, że to kiepskie małżeństwo

  • 31.08.17, 16:22
    Więcej głasków dla męża i będzie lepsze:D

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 31.08.17, 04:27
    I jeszcze dodam: moim zdaniem odzywka syna do ojca była niegrzeczna, lekceważąca. Ale ojciec, który notorycznie lekceważy uczucia żony i syna, a tym jest zamęczanie ich do wyrzygu opowiastkami, którymi nie są zainteresowani, nie powinien oczekiwać innej reakcji. Autorka wątku sama napisała, że przez fochy męża, jego obrażanie się i ryki kompletnie z synem stracili serce dla męża i ojca pasji. Czyli to on sam swoim głupim zachowaniem i wiecznymi pretensjami, że nie dość się starają, ekscytują i podniecają, popsuł członkom rodziny radość z partycypowania w jego hobby.
  • 31.08.17, 11:24
    Tak to wygląda. Tak to z synem czujemy. Tylko jak pomóc mężowi, jak go z tego wyciągnąć? To dobry człowiek. Może gdyby jego matka dała mu zdrową miłość, ale to temat rzeka. Teraz nie ma z nią kontaktu, przerasta go to. Twierdzi, że go oszukała. Od czasu kiedy zerwała z nim kontakt, nasiliły się te jazdy z wybuchami, domaganiem się uwagi.
  • 31.08.17, 11:48
    epistemologia napisał(a):

    > Tak to wygląda. Tak to z synem czujemy. Tylko jak pomóc mężowi, jak go z tego w
    > yciągnąć? To dobry człowiek.


    Dziewczyny, w tym także ja pisały ci tu wielokrotnie: zmiany zacznij od siebie. Nie zmienisz męża, nie masz takiej siły sprawczej. Możesz zmienić swoje postępowanie, swoje emocje, swoje reakcje na zachowania męża, swój odbiór sytuacji w rodzinie. Tyle i AŻ tyle.

    Może gdyby jego matka dała mu zdrową miłość, ale t
    > o temat rzeka.

    Unikałabym na twoim miejscu wszelkich diagnoz i etiologii zachowań twego męża. Nie wiesz tego, nie masz pewności, nie masz pełnej wiedzy. A tego typu etykiety niszczą a nie uzdrawiają.

    Zastanawiałam się czy ci to napisać. Moje spostrzeżenie po przeczytaniu twoich wpisów, bo mogę się mylić a nie chcę skrzywdzić cię swoją opinią. Proszę jednak byś sobie rozważyła w swoim sumieniu, to co napisze: wydajesz mi się osobą bardzo skupioną na sobie, przy jednoczesnym stawianiu siebie poza oceną negatywną. Odnoszę wrażenie,że nie przyjmujesz do świadomości,że możesz postępować niewłaściwie, że twoje reakcje lub komunikacja z mężem czy też reakcje nie zawsze są te właściwe. Skupiasz się na formie reakcji,nie jej treści. Uważasz,że skoro mówisz spokojnie, nie tupiesz nogami to znaczy ze jest ok, a tak wcale nie jest.
    To nie jest próba obwiniania Ciebie ani zdejmowanie odpowiedzialności z męża. Raczej spostrzeżenie.
    Może łatwiej ci będzie ratować związek (piszesz że ci zależy ) kiedy zaczniesz dostrzegać swoje skazy. Wszyscy je mamy.
    Proszę, abyś to przemyślała.
    I polecam Ci z całego serca terapie.



    --
    Nie chcę więcej, twoje serce do życia wystarczy
    Twoje serce, co zagrzewa do walki o każdy dzień
    Twoje serce, które cierpi i kocha namiętnie,
    które bije coraz prędzej, goręcej...
  • 31.08.17, 13:03
    Całkowicie zgadzam się z Iziulą. Podejrzewam, że rzeczywiście problem z zachowaniem męża istnieje i jest uciążliwy, ale nie bardzo widzę tu prawdziwą chęć pomocy mężowi. Raczej chęć zmiany męża na osobę, która nie absorbuje nikogo tym, co jest dla niego ważne, wykonuje bezbłędnie polecenia, nie ma pretensji o to, ze rodzina nie ma ochoty rozmawiać z nim o tym, co go interesuje i nawet obrażony zachowuje stoicki spokój.
    Problem w tym, ze to też nie jest zdrowa miłość. Nikt z was nie kocha, ani nawet nie lubi tego konkretnego faceta. Aby zasłużyć na uwagę i szacunek ma się podporządkować wymaganiom. Rozumiem, że upierdliwość męża jest trudna do zniesienia. Ale fakt, ze facet fatalnie reaguje na krytykę (jak widać z wątku często naprawdę niepotrzebną ) nie powoduje żadnej refleksji "mnoże jednak zaprzestać krytyki, skoro mąż czuje sie tak cholernie zraniony", tylko "co zrobić, aby dalej móc krytykować, a mąż zmienił swoją reakcję na krytykę. Zwróciłam też uwagę, że syn przeciwstawiany jest mężowi - on jak kupić coś nie tak, to wystarczy mu powiedzieć, a następnym razem kupi dobrze. Mąż nie. Tylko - uwaga - mąż jest osobą tak samo decyzyjną jak żona. Ma prawo kupić to, co uważa za stosowne. Nie musi bezbłędnie wykonywać poleceń. "On czekał na pochwały, bo zakupy to też pretekst bym go doceniała i chwaliła, a tu dostał uwagi." To jest dramatyczne zdani - żona, która wie, jak mąż sie czuje, a mimo to MUSI skrytykować. Nie przepuści drobnej pomyłki. Jeśli takie sytuacje sa częste, to rzeczywiście facet czuje się jak podwładny, jak nastolatek i reaguje jak wściekły nastolatek. ". Z synem wojuje już dość długo. Deklaruje miłość do niego, a jednocześnie ma dużo żalu do niego. Bo go nie słucha, bo mówi nie na temat, bo dziwaczy, bo go lekceważy, bo niechętnie robi zakupy, bo ma swoje zdanie." Przecież to jest dokładnie to samo zachowanie co autorki względem męża... Nie mówię, ze mąż jest bez winy. Absolutnie nie. Ale to nie jest wina jednostronna.
  • 31.08.17, 15:19
    nie chcę być złą wróżką, ale ponieważ Epistemologia nie widzi żadnych błędów w swoim postępowaniu, i chyba nie chce ich dostrzec, rodzinę dzieli na dwie części: "ja z synem" i "mąż", nic dobrego z tego nie wyniknie
  • 31.08.17, 15:28
    verdana napisała:

    > Całkowicie zgadzam się z Iziulą. Podejrzewam, że rzeczywiście problem z zachowa
    > niem męża istnieje i jest uciążliwy, ale nie bardzo widzę tu prawdziwą chęć pom
    > ocy mężowi. Raczej chęć zmiany męża na osobę, która nie absorbuje nikogo tym, c
    > o jest dla niego ważne, wykonuje bezbłędnie polecenia, nie ma pretensji o to, z
    > e rodzina nie ma ochoty rozmawiać z nim o tym, co go interesuje i nawet obrażo
    > ny zachowuje stoicki spokój.

    To jakieś skrajności. Ja tego nie widzę. Widzę oczekiwanie by brak atencji nie wywoływał histerii.

    > Problem w tym, ze to też nie jest zdrowa miłość. Nikt z was nie kocha, ani nawe
    > t nie lubi tego konkretnego faceta.

    Ja bym go też nie lubiła. Nie oszukujmy się, ciężko lubić osobę, która wiecznie woła o uwagę, jest skupiona wyłącznie na tym co dostała i czy ją to satysfakcjonuje.

    Aby zasłużyć na uwagę i szacunek ma się pod
    > porządkować wymaganiom. Rozumiem, że upierdliwość męża jest trudna do zniesien
    > ia.

    Upierdliwość to eufemizm.

    Ale fakt, ze facet fatalnie reaguje na krytykę (jak widać z wątku często na
    > prawdę niepotrzebną ) nie powoduje żadnej refleksji "mnoże jednak zaprzestać kr
    > ytyki, skoro mąż czuje sie tak cholernie zraniony", tylko "co zrobić, aby dalej
    > móc krytykować, a mąż zmienił swoją reakcję na krytykę.

    Gdyby mąż czy syn czy córka kupili mi coś, co mnie uczula, i wiedzieli o tym wcześniej, też by zostali skrytykowani. To jest akurat znaczące, że mąż kupił dokładnie to, czego autorka nie chciała. Jakby na złość.

    Zwróciłam też uwagę, ż
    > e syn przeciwstawiany jest mężowi - on jak kupić coś nie tak, to wystarczy mu p
    > owiedzieć, a następnym razem kupi dobrze. Mąż nie.

    Syn jest dzieckiem autorki, ona go wychowuje, czyli m.in. uczy, co kupować, jak kupować itd.
    Sugerujesz, że autorka powinna wychowywać również męża? Czy do dorosłej osoby nie można mieć innych oczekiwań niż do dziecka?

    Tylko - uwaga - mąż jest oso
    > bą tak samo decyzyjną jak żona. Ma prawo kupić to, co uważa za stosowne. Nie mu
    > si bezbłędnie wykonywać poleceń. "On czekał na pochwały, bo zakupy to też prete
    > kst bym go doceniała i chwaliła, a tu dostał uwagi." To jest dramatyczne zdani
    > - żona, która wie, jak mąż sie czuje, a mimo to MUSI skrytykować. Nie przepuści
    > drobnej pomyłki. Jeśli takie sytuacje sa częste, to rzeczywiście facet czuje s
    > ię jak podwładny, jak nastolatek i reaguje jak wściekły nastolatek. ".

    To nie jest żadne usprawiedliwienie. Mąż jest dorosły! Jeśli mu nie odpowiada krytyka może powiedzieć: słuchaj, nie znoszę jak mnie krytykujesz, że znowu kupiłem nie to co trzeba, ja będę kupował to i to, a Ty resztę, albo będę kupował to, co uznam za stosowne.
    To, że mąż wpada w histerię nie oznacza, że autorka nie może mu już nigdy powiedzieć, że ten płyn ją uczula a mięso jest popsute, litości!

    Z synem
    > wojuje już dość długo. Deklaruje miłość do niego, a jednocześnie ma dużo żalu d
    > o niego. Bo go nie słucha, bo mówi nie na temat, bo dziwaczy, bo go lekceważy,
    > bo niechętnie robi zakupy, bo ma swoje zdanie." Przecież to jest dokładnie to s
    > amo zachowanie co autorki względem męża... Nie mówię, ze mąż jest bez winy. Ab
    > solutnie nie. Ale to nie jest wina jednostronna.

    Na pewno nie. Tylko jest jedno ale. Jak się długi czas żyje z histerykiem, to się go po pewnym czasie lekceważy, bo ileż można znieść czyjeś krzyki, płacze i dąsy. I koło się kręci, niestety nie w tym kierunku co trzeba.

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 31.08.17, 15:17
    iziula1 napisała:


    > Zastanawiałam się czy ci to napisać. Moje spostrzeżenie po przeczytaniu twoich
    > wpisów, bo mogę się mylić a nie chcę skrzywdzić cię swoją opinią. Proszę jednak
    > byś sobie rozważyła w swoim sumieniu, to co napisze: wydajesz mi się osobą bar
    > dzo skupioną na sobie, przy jednoczesnym stawianiu siebie poza oceną negatywną.
    > Odnoszę wrażenie,że nie przyjmujesz do świadomości,że możesz postępować niewła
    > ściwie, że twoje reakcje lub komunikacja z mężem czy też reakcje nie zawsze są
    > te właściwe. Skupiasz się na formie reakcji,nie jej treści. Uważasz,że skoro mó
    > wisz spokojnie, nie tupiesz nogami to znaczy ze jest ok, a tak wcale nie jest.
    > To nie jest próba obwiniania Ciebie ani zdejmowanie odpowiedzialności z męża. R
    > aczej spostrzeżenie.
    > Może łatwiej ci będzie ratować związek (piszesz że ci zależy ) kiedy zaczniesz
    > dostrzegać swoje skazy. Wszyscy je mamy.
    > Proszę, abyś to przemyślała.
    > I polecam Ci z całego serca terapie.
    >
    >
    >
    Mąż też jest skupiony na sobie. I to zdecydowanie ponad normę.
    Czasami związek tworzą dwie osoby z takimi deficytami, że druga strona nie jest w stanie ich wyrównać. To jest ponad jej możliwości.
    Mam wrażenie, ale to jest tylko moje przypuszczenie, że autorka prezentuje podobne zachowania do matki męża. Podobne w zarysie bądź w odbiorze emocjonalnym, nie identyczne. Stąd histeryczne reakcje męża.
    Niestety, w przeciwieństwie do Iziuli i Verdany, uważam, że męża należy wysłać na terapię w pierwszej kolejności, nie autorkę. Życie z osobą, która każdą uwagę odbiera jako atak, która jest wyczulona na każdy gest, słowo i wszystko bierze do siebie, oczywiście negatywnie, jest nie do zniesienia.
    Autorka może oczywiście iść na własną terapię i popracować nad komunikacją, gdyż spokojnie i kulturalnymi słowami też można zrobić komuś krzywdę, ale pierwszym kandydatem jest wg mnie mąż.
    Od kilkulatków wymaga się panowania nad emocjami a tu dorosły człowiek zachowuje się jak no, nie powiem kto:) a autorce sugeruje się, że to ona jest przyczyną.

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 31.08.17, 15:45
    Pade, weź pod uwagę że mamy opis męża przefiltrowany przez emocje autorki. Nie jest on obiektywny. Tu łatwiej zachęcić autorkę wątku do terapii bo to ona tu pisze,nie jej mąż. Co zrobi jej mąż ona nie ma wpływu. A propozycja w obecnej sytuacji aby to mąż udał się na terapię z jej strony może być różnie przez niego odebrana.
    I moim subiektywnym odczuciem jest "chłód emocjonalny" autorki do męża. Nie musi mieć to potwierdzenia bo to co Ona nam tu podaje to mały kawałek rzeczywistości i tak okrojonym przez autorkę do jej potrzeb.

    Martwi mnie też budowanie opozycji "ja i syn" kontra mąż. Syn jest dorosły. A tu jest ewidentny konflikt pomiędzy małżonkami.
    Może choć to autorce uda się zmienić.

    --
    "Nigdy nie powiedziałem, że nie jesteś dobry w tym, co robisz... Po prostu to, co robisz, jest bezwartościowe."
    by Sheldon Cooper
  • 31.08.17, 15:55
    Wiesz co Iziula, ja zawsze czytając wątki zastanawiam się jak ja bym się czuła na miejscu tej osoby. I tutaj wcale mnie nie dziwi brak obiektywizmu, emocje ani chłód. Ja na miejscu autorki nie wytrzymałabym z mentalnym pięciolatkiem, po prostu. Rozumiem, że wielu dorosłych, żeby nie powiedzieć większość, ma kłopot z mówieniem czego właściwie potrzebuje czy oczekuje (bo nie jest tego nawet świadoma) ale to niestety nie usprawiedliwia takiego zachowania.
    Uważam tez, że autorka ma wpływ na to co zrobi mąż. Znikomy, ale ma. Może zaproponować wspólną terapię, albo nawet postawić ultimatum. To nie jest tak, ze ona ma nad sobą pracować jak łatwiej znosić zachowanie męża czy jak mniej go urażać. On też powinien nad sobą popracować. Albo nie. Ale wtedy autorka ma jasność co do przyszłości małżeństwa.

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 31.08.17, 16:05
    Jestem ostatnia osoba która zaproponowałaby terapię w celu "łatwiejszego" znoszenia humorow partnera.
    Staram się robić to co ty. Z tym,że mi po tej projekcji wyszło coś innego. Reakcja męża pozostała nieakceptowalna ale pojawiła się też złość na reakcję autorki w sprawie boczku ;-)
    I choć, z opisu wynika ze była spokojna to poczułam lekką zgroze. Już chyba bym wolala "łzy" i "tak,ty już mnie nie kochasz,bo tłusty ten boczek".Wiem że taka reakcja byłaby niedojrzala ale jakaś bardziej naturalna niż sztuczna,zimna,wręcz groźna poprzez kontrolę nad nią.



    --
    "Nigdy nie powiedziałem, że nie jesteś dobry w tym, co robisz... Po prostu to, co robisz, jest bezwartościowe."
    by Sheldon Cooper
  • 31.08.17, 16:12
    Rozumiem ten boczek:) Nie neguję tego, że kontrolujący sposób bycia autorki dolewa oliwy do ognia. Problem w tym, ze ten ogień ciągle się pali. I to niekoniecznie za sprawą autorki.

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 31.08.17, 16:12
    iziula1 napisała:

    > Już chyba bym wolala "łzy" i "tak,ty już mnie nie kochasz,bo tłusty ten boczek"

    myślisz, ze w tym małżeństwie ktoś jeszcze mówi o jakimś kochaniu?

    przecież oni siebie wzajemnie nawet nie lubią


  • 31.08.17, 15:24
    epistemologia napisał(a):

    > Może gdyby jego matka dała mu zdrową miłość

    może gdyby zona i syn go choć trochę lubili?

  • 31.08.17, 16:50
    Kocham męża, syn również, niestety chyba przestajemy go lubić. Dbam o niego, o jego zdrowie, służę radą, kiedy o nią prosi. Namawiam na wspólny czas, choć on woli swój świat. Skarży się na przemęczenie, ostatnio bardzo często. Jest rozczarowany życiem, światem, który nie przypomina mu tego z dziciństwa, zmianą ludzi, rodziny. Często powtarza, że ma tylko nas. Oczekuje od nas byśmy zaspokoili wszelkie jego potrzeby. Jest jednak nienasycony. A staram się, to nie jest tak, że nie przytulę w ciągu dnia, nie upiekę ulubionego ciasta, nie kupię nowej koszuli, w jego kolorze. Ktoś tu napisał, że jestem wariatką, inny że chłodną żoną. Nie jestem idealna, jak każdy, ale aż tak źle chyba nie jest ze mną. Do zakupów doczepiam się od wielkiego dzwonu. Staram się tworzyć zwykły ciepły dom, ale chcę go budować z dorosłym facetem, a nie mężczyzną nadwrażliwym, głównie na swoim punkcie. Tak domagał się atencji, tak się awanturował, że prosi o jeszcze, że nie ma jej prawie wcale. Krzyczy więc na całe gardło.

  • 31.08.17, 17:00
    Dodam, że on docenia moje gesty, mała uwaga doprowadza go jednak do szału. Idealista. Ale ile w tym infantylizmu.
  • 31.08.17, 17:09
    Co się stało, zmieniło ostatnio, że sytuacja zaczęła cię drażnić?
  • 31.08.17, 17:32
    Chyba chodzi o to, że jazdy męża się ostatnio mocno nasiliły po tym, gdy zerwał kontakt z matką. Matka, jak wynika z postów autorki, była swego czasu główną odbiorczynią jego opowieści, a teraz, gdy to się skończyło, rolę tą mieli przejąć żona i syn. I sytuacja zaczęła eskalować. Oczywiście niewykluczone, że doszły jakieś jego kłopoty w pracy albo ze zdrowiem. Ale taka manifestacja niezadowolenia męża jest dla żony nieakceptowalna i ja się jej nie dziwię. Awantury z wulgaryzmami na cały blok, bo ktoś się krzywo spojrzał albo zwrócił mu na coś uwagę?
  • 31.08.17, 18:02
    epistemologia napisał(a):

    > Kocham męża, syn również, niestety chyba przestajemy go lubić. Dbam o niego, o
    > jego zdrowie, służę radą, kiedy o nią prosi. Namawiam na wspólny czas, choć on
    > woli swój świat. Skarży się na przemęczenie, ostatnio bardzo często. Jest rozcz
    > arowany życiem, światem, który nie przypomina mu tego z dziciństwa, zmianą ludz
    > i, rodziny. Często powtarza, że ma tylko nas. Oczekuje od nas byśmy zaspokoili
    > wszelkie jego potrzeby. Jest jednak nienasycony. A staram się, to nie jest tak,
    > że nie przytulę w ciągu dnia, nie upiekę ulubionego ciasta, nie kupię nowej ko
    > szuli, w jego kolorze. Ktoś tu napisał, że jestem wariatką, inny że chłodną żon
    > ą. Nie jestem idealna, jak każdy, ale aż tak źle chyba nie jest ze mną. Do zaku
    > pów doczepiam się od wielkiego dzwonu. Staram się tworzyć zwykły ciepły dom, al
    > e chcę go budować z dorosłym facetem, a nie mężczyzną nadwrażliwym, głównie na
    > swoim punkcie. Tak domagał się atencji, tak się awanturował, że prosi o jeszcze
    > , że nie ma jej prawie wcale. Krzyczy więc na całe gardło.
    >

    staram się wycisnąć z tego, co tu i gdzie indziej napisałaś i co widzę?

    twój mąż jest rozczarowanym życiem, potrzebującym dużo uwagi wrażliwym człowiekiem, który ma tylko was - a wy go nie lubicie, co powoduje jego agresję
    to jest zrozumiałe

    rzeczywiście trudna sytuacja, ty masz syna, on nie ma nikogo
    myślę, że byłoby dobrze, gdyby rzeczywiście znalazł sobie kolegów i koleżanki o wspólnych zainteresowaniach a w domu bywał mało - może wtedy to, czego potrzebuje czerpałby gdzie indziej i was już tak nie męczył?

    jest to możliwe?


  • 31.08.17, 18:03
    Kobieto, przecież to jakieś oceany żenady. Dojrzały wiekowo pan zachowuje się jak rozpuszczony czterolatek, a nawet gorzej, bo czterolatka można odesłać do innego pokoju, żeby się uspokoił.
  • 31.08.17, 18:42
    I jest traktowany jak czterolatek. Co jest skutkiem, a co przyczyna trudno orzec.
  • 31.08.17, 20:07
    Słusznie. Ktoś kto ryczy i tupie ponieważ nie dostał już natychmiast pożądanej porcji uwagi i głasków nie może być postrzegany jak dorosły. Jedna z zasad wychowywania dzieci oraz zwierząt brzmi: nie nagradzamy uwagą za złe zachowanie.
  • 31.08.17, 20:08
    Uwagą w znaczeniu zainteresowaniem, pochyleniem się.
  • 01.09.17, 12:56
    Ale jeśli na dziecko w ogóle nie zwracamy uwagi i nie interesuje nas ono póki nie ryczy i nie tupie, to jest coś nie w porządku nie z dzieckiem, tylko z nami.
  • 01.09.17, 13:01
    triss_merigold6 napisała:

    > Jedna z zasad wych
    > owywania dzieci oraz zwierząt brzmi: nie nagradzamy uwagą za złe zachowanie.

    bardzo ciekawa zasada zrównująca tresowanie zwierzęcia i dziecka

    dziecku poświęcamy szczególną uwagę właśnie wtedy, gdy jest niegrzeczne - choćby po to, aby poznać powód i móc skutecznie reagować - bo dziecko nie jest tym samym, co pies


  • 31.08.17, 19:50
    Pade, na 100 % się z tobą zgadzam w tym wątku.

    Mąż epistemologii ma braki, których nie da się wyrównać dodatkowymi głaskami. Takie niedokochane dziecko to jest studnia bez dna. Zetknęłam się z podobną osobą wiec jest mi sobie łatwo wyobrazić jak ten mechanizm moze działać w tym przypadku.

    I tez na pewno nawzajem się nakręcają, bo w te grę grają już od wielu lat. Rzadko jest tak, że jak jedna osoba odgrywa nawykowo role dziecka w związku, to ta druga nie wchodzi (jak w masło) w rolę rodzica.

    Czesto przez dekady ludzie w małżeństwie się rozjeżdżają - jedno ciagle się rozwija, dojrzewa emocjonalnie, a drugie stoi w miejscu, albo gorzej, utrwala i pogłębia niedojrzałe zachowania i mechanizmy obronne.

    Poza tym, małżeństwem są od ponad 20 lat. W tym czasie epistemologia zapewne dojrzała, okrzepła, dziecko odchowała, wie czego chce, a tymczasem mąż tylko się uwstecznił, tęskni do dzieciństwa, po zerwaniu kontaktów ze swoją matką jeszcze bardziej zinfantylizowal.

    A infantylizm męża tym bardziej teraz w oczy kole, bo wyobrażam sobie, ze epistemologia obserwowała jak syn dorósł na przestrzeni lat, a tymczasem mąż ciagle tkwi na poziomie czterolatka który urządza histerie.
    Nic dziwnego, że ich porównuje. Nie mówię, że to zdrowe, ale zrozumiałe.
    Teraz pytanie, czy zabierać się za wychowywanie od zera dorosłego człowieka własnymi rękami, jak to sugeruje zuzi, czy zająć się sobą i zastanawiać nad rozwodem, czy wysyłać na terapię i liczyć na dobre skutki.

    Ale na pewno schodzenie mężowi z drogi i utrwalanie takich jego zachowań jak do tej pory, będzie prowadzić tylko do eskalacji frustracji.
  • 31.08.17, 20:32
    Sama bym tego lepiej nie ujęła, więc tylko się podpiszę.
  • 31.08.17, 21:38
    Sytuacja jest trudna, ale oni żyją razem 20 lat i autorka pisze o mężu, ze to dobry człowiek jest. Gdybym to byla ja, to facet byłby juz z 10 lat temu " wychowany" na dorosłego. Autorka miała zbyt dużo cierpliwości do niego i tak uplynelo im 20 lat razem, a maz nie dojrzał. Ja jestem z pokolenia, któremu sie chce naprawiać, mlodsze pokolenie znacznie szybciej wymienia na nowszy model. Jednak w tej sytuacji trudno jednoznacznie doradzać, bo proces dojrzewania jest dlugi i trzeba mnóstwo sil poświęcić aby sie udalo. Autorka musi z sama sobą sie porozumieć i z własnym sumieniem i zdecydować co robic dalej. Decyzja nie będzie latwa.
  • 01.09.17, 12:58
    Gdyby facet napisał, ze wychowałby żonę 10 lat temu na dorosłą, że jest z pokolenia, któremu chce się jeszcze naprawiać kobiety, to podejrzewam, ze został by odsądzony od czci i wiary. Dorosłych ludzi sie nie wychowuje tak, aby spełniali nasze oczekiwania.
  • 01.09.17, 19:23
    Tu nie chodzi o spelnianie naszych oczekiwań ale o dorownanie do jako takiej normy spoleczno-emocjonalnej😃 i u autorki wątku jest podobnie.
  • 01.09.17, 20:15
    Normą jest również zainteresowanie tym, co interesuje faceta, nie krytykowanie, ze kupił nie taki boczek i nie akceptowanie niegrzecznych odzywek syna względem ojca. No , zresztą OK. Mąż mówi, że musi popracować nad zoną, aby dorównała do jakiej-takiej normy społeczno-emocjonalnej. Póki nie dorówna będzie ją krytykował i wymagał, aby go nie zanudzała. W porządku?
  • 01.09.17, 21:21
    20 letniego syna ma teraz wychowywać?
  • 01.09.17, 21:40
    Ja nie rozumiem, co jest nagannego w "daniu do zrozumienia", ze nie podoba mi sie kupiony boczek albo nie tej firmy plyn. Strachem przed wrzaskami, wstydem przed sasiadami autorka ma sie kierowac?
    Przeciez maz autorki mial swiadomosc, ze kupil nie ten wybrany przez siebie, ale ten ktory zaakceptowala kasa sklepowa.
    Moze to jakis trik sklepowy?;)
    Chudziutki boczek na przynete i wystawienie na polki powodujac alergie plyny w zasiegu reki;)
    Przypomniala mi sie taka opinia, ze 99% mezczyzn nie przyzna sie, ze zabladzili, ze stracili orientacje w terenie. Ze to jakis atawizm ( a propos kierunku kolejki w metrze).

    Verdana, a propos zainteresowania zainteresowaniami meza autorki. Autorka wie, co meza interesuje. Jest to niszowa muzyka i zglebianie jej moze byc poza jej mozliwosciami. Poza Ta muzyka wspolne zainteresowania maja np film.

    Ja na miejscu autorki przyjrzalabym sie zazdrosci meza o syna. Moze juz czas relacje z synem poluznic...

  • 01.09.17, 21:56
    Nie, powinna złożyć swoje osobiste potrzeby na ołtarzu potrzeb meza😃 w imię dobrego małżeństwa.
  • 02.09.17, 05:00
    To ja spytam wprost: Verdano, czy ty NIGDY w ciągu czterdziestu lat małżeństwa nie zwróciłaś mężowi na nic uwagi? Nie skrytykowałaś? Nie poprawiłaś?
    Małżeństwo to związek dwóch w pełni niezależnych osób (optymalnie), a nie rodzeństwo syjamskie zrośnięte głową i z jednym mózgiem. To, że wyszłam za mąż za fana roweru, nie oznacza, że całe moje życie od dnia ślubu podporządkowane będzie hobby męża i że będę z nim bez szemrania co łykend jeździć na 12-godzinne rajdy po bezdrożach. Ja też nie truję mężowi 24 godziny na dobę o botanice, genetyce i hybrydyzacji roślin. A już z pewnością nie robię wielkich oczu i nie traktuję go jak głupka, gdy np. nie zna łacińskiej nazwy mojej ulubionej rośliny.
    Mąż autorki wątku jest niedojrzały, reaguje niedojrzale i tak też jest przez żonę traktowany. A autorka wątku dała sobie wejść na głowę i chyba powoli zaczyna wierzyć mężowi, który wmawia jej, że gdyby się tylko bardziej starała, to on nie musiałby się na nią wydzierać. Paranoja.
  • 02.09.17, 12:05
    Zwróciłam, ale w sytuacji gdy to było coś istotnego, a nie za tłusty boczek! Czym innym jest podporządkowanie się trybowi życia, który nam nie odpowiada, a czym innym słuchanie tego, co interesuje daną osobę. Nawet, jak nas to nudzi. Nie cały czas oczywiście, ale jednak nie na zasadzie "O tym nie mów, to dla mnie nudne".
    Mąż autorki, jeśli jest niedojrzały, to chyba nie od wczoraj. Nie twierdzę, że nie jest upierdliwy - bo jest. Tylko nie jest jedynym winnym. Z całokształtu wynika, ze jest osobą, która potrzebuje uwagi, a jej nie dostaje. Być moze to nasila takie zachowania, a nie je zmniejsza. Wydziera sie też nie wtedy, gdy żona sie nie stara, ale gdy dostaje komunikat, ze po raz kolejny nie wywiązał sie idealnie z polecenia. Zwracam też uwagę na pewną niespójność. Syn podobno już nie lubi ojca, w każdym razie ma go dosyć. Dlaczego zatem 20-latek pojechał z tym ojcem na wakacje?
    Z facetem, który go stale drażni? Naprawdę go nie lubi, czy też ma go nie lubić? Mam wrażenie- ba, pewność- że gdyby takie same zachowania męża opisywała kobieta, to sympatia forum byłaby po jej stronie . "Jak moze ci mówić, że nudzisz i ze masz mu przestać opowiadać o swoich zainteresowaniach? To nie on decyduje, co masz prawo mówić!", "Jak może mówić, że kupiłaś nie taki makaron, jak on sobie wyobrażał! Jesteś jego służącą? Dobrze, ze zrobiłaś awanturę, nie daj się sprowadzić do automatu do wykonywania poleceń!", "Słyszał, jak syn niegrzecznie i lekceważąco się do ciebie odzywa i nie zareagował?' - lekceważy cię, wystaw mu walizki.
  • 02.09.17, 12:18
    Dla mnie nie ma znaczenia czy to mężczyzna czy kobieta. Każdy, kto kupuje to, na co druga strona jest uczulona, każdy kto kupuje towar gorszej jakości bo mu wstyd powiedzieć, że chce inny, każdy kto urządza histerie w drzwiach mieszkania, zostałby przeze mnie skrytykowany tak samo jak mąż autorki.
    ps. moim zdaniem o produktach, które mają być zakupione, decyduje osoba, która danego dnia gotuje.
    ps2. każdy człowiek potrzebuje uwagi i zainteresowania, nie tylko mąż autorki
    ps3. można jechać z kimś na wakacje, można kogoś kochać i można mieć dość jego upierdliwych zachowań, nie widzę tu sprzeczności

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 02.09.17, 12:19
    Zgadzam się z Pade.
  • 02.09.17, 12:43
    Cóż, ja uznaję, ze dorosły człowiek może kupować to, co on uważa za dobre. Innymi słowy, ze dorosły podejmuje własne decyzje, a nie jest zobowiązany wyłącznie do podporządkowanie się poleceniom i wysłuchiwania uwag, gdy nie wykona ich zgodnie z tym, jak wyobraża sobie to wykonanie druga strona. Rozumiem zatem, ze maż krytykujący żonę, bo zupa była za słona, albo mięso zbyt wypieczone ma świętą rację. Zmarnowała dobre produkty, bo sie zagapiła i zasługuje na naganę. Czym innym jest powiedzenie "słona ta zupa", czy "tłusty ten boczek", a czym innym "jak mogłaś zmarnować zupę!", "jak mogłeś bezmyślnie kupić taki boczek!!
    Tak, można jechać na wakacje z kimś, kto nas denerwuje, ale tu mówimy o 20-latku, czyli facecie, który na ogół z rodzicami niekoniecznie chce jechać - czyli w takim wypadku wyjazd jest dowodem, że albo bardzo chce, albo musi.
  • 02.09.17, 12:48
    Aha, czyli mąż, który kupuje płyn uczulający żonę i syna ma do tego święte prawo, bo jest dorosły i on uznaje co dla żony i syna jest najlepsze?
    Czy Ty siebie czytasz?
    Tak, ludzie się krytykują gdy dostają to, czego nie chcieli dostać, ba, wyraźnie zaznaczali, że tego nie chcą.

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 02.09.17, 12:51
    A dlaczego pominęłaś fakt, że mąż wybrał dobry boczek, ale dał sobie wcisnąć tłuściejszy?
    Tu nie ma czego bronić. Może nie należało go opieprzać jakby był dzieckiem, ale nie widzę najmniejszego powodu, żeby nie zwracać mu uwagi. To, że mąż daje sobie wcisnąć gorsze jakościowo produkty ma oznaczać, że to autorka powinna robić zakupy bo oczekując od męża asertywności robi mu przykrość?

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 02.09.17, 12:55
    No po prostu straszne! Jak można darować facetowi to, ze dał sobie coś wcisnąć! Musi zostać postawiony do pionu, jak jest nie przebojowy to najlepiej krytykować go systematycznie, w ten sposób na pewno nabierze tej przebojowości. Niech wie, z jak da sobie coś wcisnąć to mu w domu nie darują, będzie się bał i tak ma być.
    Czy mówimy tu o małżeństwie i partnerstwie, czy służbie, którą sie zwalnia, jak marnuje pieniadze chlebodawców?
  • 02.09.17, 13:00
    Serio uważasz, że robienie zakupów, z których połowa nadaje się do kosza jest sensowne?
    Serio opływacie w takie luksusy, że kiedy Ty notorycznie przynosisz do domu buble, mąż bez słowa skargi wyrzuca wszystko do kosza i w nagrodę głaszcze Cię po głowie?
    Notorycznie jest analogiczne do systematycznie. Ale nie wiem skąd to wzięłaś.

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 03.09.17, 23:32
    pade napisała:

    > Serio uważasz, że robienie zakupów, z których połowa nadaje się do kosza jest s
    > ensowne?
    > Serio opływacie w takie luksusy, że kiedy Ty notorycznie przynosisz do domu bub
    > le, mąż bez słowa skargi wyrzuca wszystko do kosza i w nagrodę głaszcze Cię po
    > głowie?
    > Notorycznie jest analogiczne do systematycznie. Ale nie wiem skąd to wzięłaś.
    >
    Jaka połowa? 2 rzeczy z listy. Facet moze używać płyn, a boczek da sie wysmażyć.
    ALE W CAŁEJ DYZKUJSI NIE CHOFIZ O BOCZEK A O FORME Z JAKA AUTORKA ZEROCILA
    UWAGĘ.
    Synuś taki idealny uśmieszki nawet jak cos kupi nie tak, i nie jest do supy jak sie pomylił.
    Meza mozna zmieszać z błotem bo sie pomylił.
    A nie to nie on kupic boczek nie było kodu i pani sama na szybko wymieniła.

    Ciekawe jakby żona wróciła ze sklepu z czymś nie takim jak trzeba, a maz by jej Powiedzil ze sama na zakupy nie pójdziesz, bo klupujesz głupstwa i wiecej nie bedziesz robic zakupów. Bo jestes zbyt głupia. Ciekawe czy żona miałby prawo sie wkurzyć czy nie, czy popłakać czy strzelić focha.
    Dla mnie autorka traktuje meza jak debila i on wysłuchując jej wchodzi w taka rolę.
    Krytykowanie człowieka nie spowoduje poprawy zachow ja a wręcz przeciwnie.
    Tylko ze kiedys takie metody były uznawane za słuszne.





    --
    --------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 02.09.17, 13:03
    Rozumiem cię, tzn. ja bym popadła w jakiś typ adecyzyjności, gdybym była nieustannie krytykowana, a każdy błąd byłby mi wytknięty. Jako człowiek zmagający się z afektywną jednobiegunową bym się pewnie po prostu poddała, bo to jest wyniszczające. Pewnie wiedząc o tym z natury staram się nie krytykować innych, co nie znaczy, że łykam wszystko. Po prostu o pewnych rzeczach można mówić na wiele sposobów, tylko trzeba się przemóc, zejść z poziomu krytykanctwa, co czasami przez ludzi uznawane jest jako słabość.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 02.09.17, 13:05
    Czy ja mogę się dowiedzieć, a nawet prosić o cytat, z którego wynika, że mąż jest nieustannie i systematycznie krytykowany?

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 02.09.17, 13:15
    Jeżeli żona robi problem z boczku (o tym jaki problem zrobiły z tego forumki nie wspomnę, bo z tak problematycznym boczkiem to się w życiu nie spotkałam), to raczej pan jest krytykowany. Sorry, mi by do głowy to nie przyszło. Raczej skończyłoby się stwierdzeniem: następnym razem kup chudszy. Płyn bym też olała, zostawiła do rzeczy sportowych M, a przy kolejnej okazji wysłała mu zdjęcie tego, jaki ma kupić, bo ja naprawdę rozumiem, że skoro nie robi tego na co dzień, to może mu się rąbnąć. Zresztą mój mąż właśnie tak to robi, jeśli ma kupić coś, co zwykle jest poza jego władaniem, to prosi bym wysłała mu zdjęcie. Ludzie się mogą dogadać, jeśli się lubią i dogadać się chcą. Jak nie chcą się dogadać, to każdy powód jest dobry.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 02.09.17, 13:20
    Nie rozumiesz. Mąz nie ma prawa popełniać błędów - ma wiedzieć, że polecenia żony trzeba wypełniać dokładnie. Potem mamy problem z ty, z kobiety sie skarżą, ze facet nie robi nic, nie chce - a facet wie, ze czy robi, czy nie i tak będzie skrytykowany. Najlepszy sposób na wyuczoną bezradność to uznać,z ę wszystko, co jest zrobione dobrze, jest normą i wobec tego nie ma za co chwalić czy dziękować, a każdą pomyłkę trzeba zauważyć , skrytykować i wyplenić.
    Tak działają polskie szkoły i dlatego polscy uczniowie szkoły nie znoszą. Jeśli tak samo działają w domu rodzice i partnerzy, to ja mogę tylko współczuć.
    Podejrzewa zresztą u męża tej forumi zaburzenia, których nie dało sie nie zauważyć przez 20 lat. Teraz powstał problem, bo syn dorósł, facet przestał być tak potrzebny, a poza tym para ma więcej czasu dla siebie.
  • 02.09.17, 16:22
    verdana napisała:

    > Nie rozumiesz. Mąz nie ma prawa popełniać błędów - ma wiedzieć, że polecenia żo
    > ny trzeba wypełniać dokładnie. Potem mamy problem z ty, z kobiety sie skarżą, z
    > e facet nie robi nic, nie chce - a facet wie, ze czy robi, czy nie i tak będzie
    > skrytykowany. Najlepszy sposób na wyuczoną bezradność to uznać,z ę wszystko, c
    > o jest zrobione dobrze, jest normą i wobec tego nie ma za co chwalić czy dzięko
    > wać, a każdą pomyłkę trzeba zauważyć , skrytykować i wyplenić.
    > Tak działają polskie szkoły i dlatego polscy uczniowie szkoły nie znoszą. Jeśli
    > tak samo działają w domu rodzice i partnerzy, to ja mogę tylko współczuć.
    > Podejrzewa zresztą u męża tej forumi zaburzenia, których nie dało sie nie zauwa
    > żyć przez 20 lat. Teraz powstał problem, bo syn dorósł, facet przestał być tak
    > potrzebny, a poza tym para ma więcej czasu dla siebie.

    Pewnie Cię nie zaskoczę, jeśli odpowiem: tak.
    Tak, jeśli mąż prosi mnie, żebym mu kupiła coś w castoramie (nie moja działka) to nie kupuję gwoździ zamiast śrubek bo miały ładniejsze pudełko, albo pan z obsługi uznał, że mężowi bardziej będą odpowiadały gwoździe, tylko wykonuję dokładnie prośbę męża.
    Tak samo jak nie dodaję papryki do sałatek albo szykuję dla niego oddzielną porcję bo wiem, ze tego nie lubi.
    I to naprawdę nie oznacza, że cierpię na wyuczoną bezradność, bo sama nie myślę, tylko mąż mi musi powiedzieć co mam kupić w tej castoramie. I nie oznacza, że jeśli kupię jednak śrubki zamiast gwoździ bo miałam taki kaprys, mąż nie ma prawa nic mi powiedzieć, tylko powinien sam do tego sklepu zasuwać. Kupuję to, co potrzeba bo szkoda mi czasu na latanie kilka razy i pieniędzy na niepotrzebne produkty. Logiczne.
    Na litość boską, o czym my tu właściwie rozmawiamy? Żona ma dosyć męża, a on ma dosyć jej. On histeryzuje, domaga się uwagi i pochwał a ona go krytykuje i odsuwa się od niego, bo ma go dosyć.
    Czy ktokolwiek na forum przyzna z ręką na sercu, że codziennie chwali swoich bliskich za wszystko co robią? Czy jednak te pochwały są sporadyczne?
    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 03.09.17, 23:41
    jeśli mąż prosi mnie, żebym mu kupiła coś w castoramie (nie moja działka) to nie kupuję gwoździ zamiast śrubek bo miały ładniejsze pudełko, albo pan z obsługi uznał, że mężowi bardziej będą odpowiadały gwoździe, tylko wykonuję dokładnie prośbę męża.

    Śrubki a gwoździe da sie rozróżnić.
    Płyn to płyn.
    Jakby ci maz 10 razy powiedział czego masz nie kupować to na 80% bys to kupiła. Bo tak działa mózg.
    Ostatnio dzwonie do meza zeby cos jeszcze kupił ( byl w sklepie) i tez tylko nie kupuj tego o takim smaku, a ten czekaj powiedz mi jaki mam kupic a nie ten którego mama nie kupować mi opisujesz.
    I tak sobie przypomniał ten wątek. I mowie kupi taki i taki.ok kupił i przywiózł.
    Chodziło o jogurt.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 02.09.17, 13:29
    edw-ina napisała:

    > Jeżeli żona robi problem z boczku (o tym jaki problem zrobiły z tego forumki ni
    > e wspomnę, bo z tak problematycznym boczkiem to się w życiu nie spotkałam), to
    > raczej pan jest krytykowany. Sorry, mi by do głowy to nie przyszło. Raczej skoń
    > czyłoby się stwierdzeniem: następnym razem kup chudszy. Płyn bym też olała, zos
    > tawiła do rzeczy sportowych M, a przy kolejnej okazji wysłała mu zdjęcie tego,
    > jaki ma kupić, bo ja naprawdę rozumiem, że skoro nie robi tego na co dzień, to
    > może mu się rąbnąć. Zresztą mój mąż właśnie tak to robi, jeśli ma kupić coś, co
    > zwykle jest poza jego władaniem, to prosi bym wysłała mu zdjęcie. Ludzie się m
    > ogą dogadać, jeśli się lubią i dogadać się chcą. Jak nie chcą się dogadać, to k
    > ażdy powód jest dobry.
    >
    Płynu potrzebujesz na dzisiaj bo chcesz zrobić pranie.
    Edwina, kupujesz rzeczy, na które mąż jest uczulony? Albo dziecko? Serio?
    Ja wiem, że ludzie popełniają błędy, ja popełniam ich mnóstwo, ale taki błąd? Który może kosztować kogoś zdrowie?
    Gdyby mąż kupił mi kwiaty, o których wie, że jestem na nie uczulona, byłoby mi bardzo, bardzo przykro. I zastanawiałabym się poważnie co mam o tym myśleć.

    Czyli to notorycznie i systematycznie to Twoje i Verdany wnioski?
    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 03.09.17, 22:33
    Daj spokój, płyn nie jest produktem pierwszej potrzeby, można wyprać bez niego raz. Naprawdę nic się nie stanie. A jeśli jest coś, co wiem, że załatwię lepiej, to to załatwiam, a nie proszę kogoś i mam wątki. To jest robienie z igły widły, naprawdę.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 02.09.17, 12:56
    To ja jestem w takim razie zołza do kwadratu bo nawet synowi, któremu wciśnięto mu coś, czego nie chciałam, kazałam zwrócić towar. Uważam, że od małego należy uczyć jaki towar jest dobry jakościowo i jak postępować gdy ekspedientki wciskają niepełnowartościowy. Widocznie matka męża autorki nie nauczyła i teraz autorka musi "nadrobić" braki. Co jest upierdliwe i frustrujące, bo mąż na każde "złe" słowo reaguje rykiem.

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 02.09.17, 13:04
    Cóż, zatem mamy zupełnie inne podejście do małżeństwa. Ja traktuję męża jak męza, a dzieci jak dzieci. Wychowuję dzieci, męża traktuję jako partnera, który ma własny rozum i nie zawsze robi to, c ja uwazam za słuszne i ma do tego prawo. Dziwne, aby traktować partnera jak osobę dorosłą, ale czasem tak sie zdarza.
  • 02.09.17, 13:11
    Kto ma inne? Ja?
    Przecież piszę o synu.


    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 02.09.17, 13:15
    "Widocznie matka męża autorki nie nauczyła i teraz autorka musi "nadrobić" braki. " - czyli innymi słowy wychowywać męża, zamiast matki. Czyli jednak nie piszesz o synu. Piszesz o tym, jak trzeba wychowywać męża, aby robił to, co zona uznaje za jedynie prawidłowe.
  • 02.09.17, 13:21
    Można męża nie "wychowywać". Można samemu robić zakupy, gotować, sprzątać. W końcu mąż ma prawo robić wszystko po swojemu bo jest dorosły, a małżeństwo nie polega na wymianie usług, tylko na życiu wedle własnego widzimisię.

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 02.09.17, 13:27
    Tak, mąż ma prawo robić po swojemu, bo jest dorosły. Podobnie jak żona. Mąż, wychowujący żonę, aby świadczyła prawidłowo usługi sprzątania i prania, zgodnie z jego wytycznymi najwyraźniej ma rację.
  • 02.09.17, 13:33
    verdana napisała:

    > Tak, mąż ma prawo robić po swojemu, bo jest dorosły. Podobnie jak żona.
    A to dziwne. Czyli jak mają odmienne zdania to powinni się rozwieść?

    Mąż, wy
    > chowujący żonę, aby świadczyła prawidłowo usługi sprzątania i prania, zgodnie z
    > jego wytycznymi najwyraźniej ma rację.
    Nie zrozumiałaś. Z tego co piszesz wynika, że jeśli żona nie chce mieć wysypki po płynie, nie chce jeść tłusto, albo chce np. odkurzyć podłogę przed myciem lub oddzielać pranie białe od kolorowych, a mąż ma odmienne zdanie na ten temat, to znaczy, ze żona powinna robić wszystko sama.




    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 02.09.17, 13:40
    Nie chce jeść tłusto, ale mąż być moze chętnie zje taki boczek.
    I uważasz, ze jeśli mąż mówi "Sprzątnij pokój, bo przychodzą Kowalscy", a wracając rozgląda się i mówi "Po kątach są kłaki, nie zamiotłaś dokładnie, w jednym miejscu sa smugi po paście, tak sie nie sprząta, naprawdę sie nie przyłożyłaś" to ma rację i żona powinna następnym razem się bardziej postarać, a nie facet, jak mu sie nie podoba, to być moze powinien sprzątać sam?
    Bo moim zdaniem powinien. Albo uznać, że jego standardy nie sa jedynie obowiązującymi we wspólnym domu.
  • 02.09.17, 13:47
    Czyli oboje powinni ustalić, że :
    -żona robi zakupy dla siebie, gotuje obiady dla siebie, pierze swoje rzeczy, wszystko wg własnych standardów
    -mąż kupuje produkty, które lubi i sam sobie gotuje, sam sobie pierze, w takich środkach jakie lubi
    I problemu nie ma.

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 02.09.17, 14:02
    Nie, problemu nie ma, jak bierzemy pod uwagę, ze nasze standardy, normy i wybory niekoniecznie są obowiązujące w domu dla wszystkich. I wtedy machamy ręką na niedokładnie sprzątnięty pokój i na to, że boczek nie taki idealny.
  • 02.09.17, 14:34
    Na płyn też machamy ręką ?

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 02.09.17, 14:58
    A podejrzewasz, że kupił ten płyn złośliwie?
  • 02.09.17, 15:19
    basiastel napisała:

    > A podejrzewasz, że kupił ten płyn złośliwie?
    Czy ten konkretnie mąż to nie wiem. Ale spotkałam się już z takimi objawami złości.



    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 02.09.17, 15:53
    Trudno mi jest w to uwierzyć. Zresztą autorka opisała ten jeden fakt, nie wspomina, że mąż kupuje nagminnie produkty, o których wie, że kupować nie powinien. Trochę zrozumienia, wszyscy popełniamy błędy, tu raczej z nieuwagi..
  • 02.09.17, 16:03
    basiastel napisała:

    > Trudno mi jest w to uwierzyć. Zresztą autorka opisała ten jeden fakt, nie wsp
    > omina, że mąż kupuje nagminnie produkty, o których wie, że kupować nie powinien
    > . Trochę zrozumienia, wszyscy popełniamy błędy, tu raczej z nieuwagi..

    No właśnie, tym bardziej trudno mi uwierzyć, że żona nagminnie krytykuje męża.


    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 03.09.17, 23:49
    pade napisała:

    > Na płyn też machamy ręką ?
    >


    A ja jakos nie wierze ze autorka ma uczulenie tylko po jednym płynie.
    One skład maja podobny.
    Tak machamy. Używamy do koców, czy ubrań wierzchnich , do rzeczy męża.
    Czy choćby do ręczników które maja krótki kontakt ze skora.
    A nie mówimy mężowi z jest za głupi ja samotne zakupy i nie bedzie mógł ich wiecej robic.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 02.09.17, 15:16
    verdana napisała:

    > Nie, problemu nie ma, jak bierzemy pod uwagę, ze nasze standardy, normy i wybor
    > y niekoniecznie są obowiązujące w domu dla wszystkich. I wtedy machamy ręką na
    > niedokładnie sprzątnięty pokój i na to, że boczek nie taki idealny.

    A wg mnie, nie ma problemu gdy mąż i żona uwzględniają wzajemnie swoje potrzeby. Ja Ci mężu ugotuję co lubisz, albo kupię ulubione bułeczki, a Ty mi kup to, czego potrzebuję.
    Tak, jak jest u Ciebie np., czyli mąż macha ręką na Twój bałagan, a Ty na to czego nie kupi.

    Nie można oczekiwać tylko od jednej strony, obie powinny się dopasowywać do siebie wzajemnie, żeby druga strona nie miała poczucia, że jest wykorzystywana.

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 03.09.17, 23:45
    pade napisała:

    > Można męża nie "wychowywać". Można samemu robić zakupy, gotować, sprzątać. W ko
    > ńcu mąż ma prawo robić wszystko po swojemu bo jest dorosły, a małżeństwo nie po
    > lega na wymianie usług, tylko na życiu wedle własnego widzimisię.
    >
    Nie samemu, ale jak moj maz sprząta łazienkę nie lecę i nie wytykam palcami niedoskonałości, choć on to robi lepiej niz ja.
    Gdyby mi maz wpadł do kuchni i kazał poprawić sprzątnie bo jego zdaniem jestem zbyt niedokładna to bym go walnęła sfora i kazała sprztac samemu według jego standardów.
    Bo z jakim racji ja mam robic jak on chce?
    Np. Myć szczoteczka do zębów kazdy zakamarek.
    Komu przysługuje prawo do osadów czy dane miejsce jest juz wystarczająco czyste?
    Osobie ktora sprzta czy osobie ktora sprawdza i wytyka błędy?
    To matka czy partnerka?



    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 02.09.17, 12:52
    Kazdy ma prawo sie pomylić, naprawdę. Mówi się "Cholera, ten płyn sie nie nadaje, mówiłam, ze nas uczula" , a nie robi wyrzuty. Poza tym jak pisałam - jesli wysyłając kogokolwiek na zakupy powtarzamy wielokrotnie nie to, co ma kupić, tylko czego nie ma , to prawdopodobieństwo, że zapamięta nazwę i to własnie kupi jest bardzo wysokie. I nie, ludzie niekoniecznie się krytykują, jeśli druga strona zapomni, pomyli się czy nawet zrobi to, co uważa sama za właściwe, zamiast co do joty wypełniać polecenia. Można poprosić meża, aby kupił jutro - czy nawet zaraz - inny płyn. Po co tu krytyka, naprawdę nie rozumiem.
    Uznanie, że najlepszą komunikacją w razie jakichkolwiek błędów jest krytyka jest dla mnie jakoś kompletnie nie do pojęcia.
  • 02.09.17, 13:03
    "Cholera, ten płyn sie nie nadaje, mówiłam, ze nas uczula" ,
    przecież to też jest krytyka:D
    jeszcze brakuje przed mówiłam "a nie"
    A co do tego prawdopodobieństwa, nie wydaje Ci się, ze obarczasz autorkę odpowiedzialnością za to, że mąż "zapomniał" co ma kupić?

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 02.09.17, 13:09
    Nie, to nie jest krytyka , tylko stwierdzenie faktu. Krytyka to jest "Dlaczego kupiłeś ten płyn, przecież mówiłam ci, ze się nie nadaje,nie można na ciebie liczyć".
    Jako, ze posiadam egzemplarz meża, który stale zapomina - taki jest, każdy ma wady- po prostu, jeśli czegoś zapomni, wychodzi jeszcze raz, albo kupuje następnego dnia, albo kupuję ja - w zależności od sytuacji. Nie ma co robić afery, to nie jest dramat, tylko coś, co da sie załatwić spokojnie, bez krytykowania i awantur.
    Wyobraź sobie, ze mąż prosi o kupienie jabłek, kiełbasy i makaronu, a gdy kobieta przychodzi do domu ogląda jabłka i mówi "Jak mogłaś dać sobie wcisnąć coś takiego, dwa jabłka sa obite, a makaron tej firmy, której nie lubię. Nie można na ciebie liczyć.". Jest w porządku, czy 3/4 forum powiedziałoby "Uciekaj od przemocowca?"
  • 02.09.17, 13:17
    zgadzam się

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 02.09.17, 13:18
    Może by tak powiedziało, nie wiem. Natomiast wracając do sytuacji autorki zaczęło się od płynu. Ty masz na to wyjaśnienie, prawdopodobieństwo, ja o czymś takim nigdy nie słyszałam, ba, uważam, że na zakupy powinno się brać listę, albo chociaż w telefon wpisać. Skoro mąż ma problem z zapamiętywaniem to na kogo spada odpowiedzialność za zrobienie listy? Na żonę? Czy to nie jest traktowanie go jak dziecko?
    Awanturę zrobił mąż. Widzę, że Twoim zdaniem uzasadnioną. Czy krzyki i wrzaski to nie jest przemoc? Czy też mąż został sprowokowany krytyką i jest usprawiedliwiony?

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 02.09.17, 13:24
    Ale to, ze Ty tak uważasz, nie oznacza, ze partner musi też tak uważać. Tak, uwazam , ze lista byłaby OK. Mój maż nie chce brać listy. Dlaczego mam uznać, ze on nie ma prawa do decyzji,tylko ma robić to, co ja uznaję za jedynie słuszne? Odpowiedzialność moze spadać na kogoś, jak nie dopilnuje dziecka i ono wpadło pod samochód. Jak kupi coś nie tak, albo zapomni, to najwyżej pójdzie raz jeszcze. Robienie afery i krytykowanie jest kompletnie zbędne.
    Tak, czasem awantura jest uzasadniona. Jeżeli to był jedyny raz, gdy mąż został skrytykowany, to oczywiście nie - ale jeśli krytyka spotyka go za każdy zakup, który nie odpowiada żonie, to zdecydowanie go rozumiem.
  • 02.09.17, 15:29
    Raz jest zbędne a raz niekoniecznie. Nie ma jednej ustalonej z góry zasady co jest zbędne a co nie.
    Wyobraź sobie, że ustalacie z mężem, że wracając z pracy kupi coś do jedzenia, wchodzisz do domu a jedzenia nie ma bo mąż zapomniał. Jesteś wściekle głodna, ale nie mówisz nic, machasz ręką, ubierasz się i idziesz sama do sklepu?
    Albo macie niezapowiedzianych gości i dwie godziny na ogarnięcie domu, siebie i przygotowanie przekąsek. Ty ogarniasz dom, mąż idzie na zakupy (tak, wiem, ze Ty nie sprzątasz, ale spróbuj to sobie wyobrazić:)) i chodzi na te zakupy w te i wewte bo co chwilę czegoś zapomina. Skutek taki, że goście w drodze a Ty nie przygotowałaś nic do jedzenia. Machasz ręką i z uśmiechem mówisz: przynajmniej sobie kotku pospacerowałeś?
    Tak sobie teraz myślę, że dla Ciebie te przykłady mogą być akurat śmieszne, bo jesteś osobą, która do względnego porządku w domu nie przywiązuje wagi, do jedzenia z tego co pamiętam też nie. Tylko dlaczego w takim razie przykładasz SWOJE standardy do innych?

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 03.09.17, 23:58
    pade napisała:

    > Raz jest zbędne a raz niekoniecznie. Nie ma jednej ustalonej z góry zasady co j
    > est zbędne a co nie.
    > Wyobraź sobie, że ustalacie z mężem, że wracając z pracy kupi coś do jedzenia,
    > wchodzisz do domu a jedzenia nie ma bo mąż zapomniał. Jesteś wściekle głodna, a
    > le nie mówisz nic, machasz ręką, ubierasz się i idziesz sama do sklepu?
    > Albo macie niezapowiedzianych gości i dwie godziny na ogarnięcie domu, siebie i
    > przygotowanie przekąsek. Ty ogarniasz dom, mąż idzie na zakupy (tak, wiem, ze
    > Ty nie sprzątasz, ale spróbuj to sobie wyobrazić:)) i chodzi na te zakupy w te
    > i wewte bo co chwilę czegoś zapomina. Skutek taki, że goście w drodze a Ty nie
    > przygotowałaś nic do jedzenia. Machasz ręką i z uśmiechem mówisz: przynajmniej
    > sobie kotku pospacerowałeś?
    > Tak sobie teraz myślę, że dla Ciebie te przykłady mogą być akurat śmieszne, bo
    > jesteś osobą, która do względnego porządku w domu nie przywiązuje wagi, do jedz
    > enia z tego co pamiętam też nie. Tylko dlaczego w takim razie przykładasz SWOJE
    > standardy do innych?
    >


    Jak wracam nie ma jedzenia, mowie zamów cos bo umieram z głodu.
    Zreszta moj maz tez głodny wiec raczej nie zapomni.
    Nie zapraszam gości jeśli nie mam czasu lub zamawiam cos gotowego.
    Kurczaka do pieczenia jakos jest w stanie kupic.
    Jak kupi makaron innej firmy to przeciez tez sie ugotuje.
    Do wysmażonego tłustego boczku moge dorzuć troche kiełbasy, i tez bedzie ok.

    Problem autorki polega na tym JAK ONA ZWRACA UWAGĘ NA DOBÓR SŁÓW.
    Jakos synek tez idealny nie jest i tez kupuje nie to co trzba. I jakos mu nie mowi wiesz nigdy wiecej po zakupy sam nie pójdziesz bo goowno kupujesz i dajesz sobie wycisnąć tłusty bo zek.

    Mozna powiedzieć cholera to nowy o co chciałam ale ok moze cos sie uda sklepu z tego.
    A co innego ty głupku znowu nie zrobiłeś dobrze zakupów wiec teraz za karę , nie bedziesz ich robic.
    To ze maz wrzeszczy to wynik słów jakich używa wobec niego autorka, i widoczny inny stosunek do błędów dorosłego syna a meza. I stosunek obojga do niego.



    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 04.09.17, 14:05
    Otóż to. Ja przede wszystkim nie przykładam wagi do tego, aby moje rozkazy były wykonywane dokładnie i bez ociągania. I aby moje standardy rządziły w domu, a inni powinni przyjąć je za swoje i jedyne słuszne.
    Rzeczywiście, sprzątanie nie jest dla mnie istotne, ale jedzenie jest. I jesli czegoś potrzebuję na 100% to albo kupuję sama, albo proszę o kupienie nie w ostatniej chwili. Albo sprawdzam, czy zostało kupione. Ot, wczoraj - na obiad, na który przyszli goście mąż miał coś kupić. Zapomniał. Jako,że rano wychodziliśmy oboje, zapytałam, kto to dokupi - padło na mnie. Nieszczęścia nie było.
    A mąż oddał koszule do przyszycia guzików, bo prosił mnie parokrotnie, a ja zapominałam. Też nie zrobił awantury, ani nie załamywał rąk.
    Być moze dlatego obchodzimy w przyszłym roku 35 rocznicę ślubu, a nie 15 rozwodu.
  • 02.09.17, 12:55
    Sytuacja bylaby analogiczna, gdyby zona przesolila zupe i wrzeszczala, ze maz ma jesc i nie komentowac smaku...
  • 02.09.17, 12:57
    Nie, sytuacja byłaby analogiczna, gdyby mąż powiedział "Znowu przesoliłaś, to jest nie do jedzenia, zmarnowałaś obiad, jak mogłaś", a żona zaczęła wrzeszczeć, ze zamiast zauważyć, ze codziennie jest obiad, zwykle smaczny, kotlety udały sie bardzo dobrze i czasem pochwalić, mąż za każdym razem czepia się najmniejszego błędu.
  • 02.09.17, 13:21
    Analogicznie byloby:(...) od dzisiaj ja gotuje zupy, bo zupy gotuje lepiej;)
  • 02.09.17, 13:25
    To tez jest rozwiązanie.
  • 02.09.17, 17:21
    Otóż to Enith.
  • 04.09.17, 16:21
    3-mamuska nazwała mnie nawet wariatką, która o boczek robi mężowi aferę. No tak, to nie jest normalne. Afery jednak nie robiłam, powiedziałam neutralnie, że tłusty. Stwierdziłam fakt, to samo dotyczyło płynu. Wtedy mąż zaczął krzyczeć, dopiero też wtedy powiedziałam, że lepiej, by zakupów nie robił. Dla mnie nie miało to aż takiego znaczenia, nie jestem kobietą, która kocha za udane zakupy. Nie godzę się na męża podniesiony głos, na jego wybuchy, na czepianie się i analizowanie naszych normalnych zachowań, na dopatrywanie się w nich ataku wobec niego. Scena rodzinna. Obiad. Opowiadam o teście ortograficznym, który rozwiązywałam w internecie, o błędach, które popełniłam. Mąż mówi o pewnym problemie językowym, z którym boryka się wypełniając papiery w pracy. Słowo, o które chodzi syn łączy ze śmieszną sytuacją. Śmieje się pod nosem. Ojciec, wyraźnie już tym zdenerwowany, pyta z czego się śmieje. Tamten mówi, że nie ważne, nie powiem ci. Ojciec ponawia pytanie jeszcze 2, 3 razy, wygłasza mowę, że śmiać się w towarzystwie samemu to brak kultury. Syn odpowiada, że z babci. Ojciec, że przecież babci tu nie ma. Mąż po mojej awanturze twierdzi, dla świętego pewnie spokoju, że on tylko pytał. A przecież u podstaw tego pytania leżała już teza - On się śmieje ze mnie!!! Nadal jestem wariatką? Jeśli tak, to wyjątkowo pogubiłam się w tym związku, a może i w życiu.
  • 04.09.17, 16:29
    "Powiedziałam, prosiłam byś tylko tego nie kupował, a ty przyniosłeś ten. Wyjął boczek, sam tłuszcz. Mówię, ale tu nie ma centymetra mięsa. On, że miał wybrany lepszy, ale nie wchodził kasjerce kod i wylądował w domu z takim tłustym. O tym problemie z boczkiem, że był problem z kodem, powiedział już wchodząc do mieszkania. Nie krzyczałam, nie obrażałam go. Powiedziałam, że nie chodzi o to, by wydawać pieniądze na złe produkty i że mnie nie słuchał, kiedy mówiłam o płynie. I, że lepiej będzie może, jeśli zakupów sam robił nie będzie." Czyli jednak nie powiedziałaś tego neutralnie, krytyka była jednoznaczna. Mimo, ze mąż tłumaczył sie od razu, dlaczego miał problem z kupieniem lepszego boczku. Dziwi mnie też, ze nie widzisz, ze zachowanie syna nie jest w porządku. Śmiać sie w trakcie czyjegoś opowiadania pod nosem i nie powiedzieć z czego jest nieprzyjemnym zachowaniem. Ja też bym sądziła, ze syn śmieje sie ze mnie,a jestem osobą naprawdę nie przewrażliwioną, bo w domu wszyscy sie z siebie nabijamy. Podejrzewam jednak, ze w tej sytuacji zrobiłoby mi sie przykro. Cokolwiek leżało u podstaw tego pytania, syn mógł po prostu odpowiedzieć, problem jednak leży w tym, ze prawdopodobnie rzeczywiście śmiał sie z ojca. Co nie jest zazwyczaj karygodne, jeśli nie jest to śmiech pod nosem i bez wyjaśnienia.
  • 04.09.17, 16:32
    epistemologia napisał(a):

    > Scena rodzinna. Obiad. Opowiadam o teście ortograficznym, który rozwiązywa
    > łam w internecie, o błędach, które popełniłam. Mąż mówi o pewnym problemie języ
    > kowym, z którym boryka się wypełniając papiery w pracy. Słowo, o które chodzi s
    > yn łączy ze śmieszną sytuacją. Śmieje się pod nosem. Ojciec, wyraźnie już tym z
    > denerwowany, pyta z czego się śmieje. Tamten mówi, że nie ważne, nie powiem ci.
    > Ojciec ponawia pytanie jeszcze 2, 3 razy, wygłasza mowę, że śmiać się w towarz
    > ystwie samemu to brak kultury. Syn odpowiada, że z babci. Ojciec, że przecież b
    > abci tu nie ma. Mąż po mojej awanturze twierdzi, dla świętego pewnie spokoju, ż
    > e on tylko pytał. A przecież u podstaw tego pytania leżała już teza - On się śm
    > ieje ze mnie!!! Nadal jestem wariatką? Jeśli tak, to wyjątkowo pogubiłam się w
    > tym związku, a może i w życiu.

    twój mąż miał rację

    macie bardzo źle wychowanego, aroganckiego syna, a co gorsza, zdajesz się stawać po jego stronie
  • 04.09.17, 16:37
    Rozumiem, że bardzo cieżko żyje się z osobą, która każde zachowanie, nawet najbardziej neutralne interpretuje jako atak na siebie. Domyślam się, że to jest bardzo uciążliwe. Natomiast co do tej wymiany zdań przy stole, to przyznam, że nie rozumiem, czemu syn nie podzielił się z wami tą zabawną sytuacją, z którą skojarzyło mu się jakieś tam słowo. Zamiast chichrać pod nosem, mógł przecież włączyć się do dyskusji i pośmialibyście się wszyscy. Skąd ty zresztą wiesz, o jakie skojarzenie synowi chodziło? Tobie powiedział, a ojcu nie? Dlaczego?
  • 04.09.17, 16:48
    Dobrze poddaję się. Odpowiem jednak jeszcze na Twoje pytanie. Syn skojarzył to z tragikomiczną sytuacją związaną z teściową męża. Uznał, że nie jest warta opowiadania, była ciut niesmaczna. Powiedział mi potem o co chodziło, bo chciałam się upewnić, czy nie śmiał się jednak z ojca. Uważacie, że przesadzam? Że nie powinno mnie boleć, że mąż pyta tylko po to, by potwierdzić swoją tezę? I że zadaje pytanie z nieciekawą już miną na twarzy?
  • 04.09.17, 16:55
    Uważam, ze syn zachowuje sie, jakby miał lat 50, a nie 20. Dałam Twój post do przeczytania mojemu 22 latkowi, bo sama nie byłam pewna, czy dobrze interpretuję sytuację. Syn powiedział, zę Twój maż jak najbardziej mógł się poczuć urażony. Syn kończy psychologię.
    A ja ze swej strony powiem, ze prawdopodobnie syn rzeczywiście śmiał sie z męża, ale jest na tyle inteligentny, by na Twój użytek szybko wymyślić stosowną historyjkę.
  • 04.09.17, 17:02
    verdana napisała:

    > Dałam Twój post do p
    > rzeczytania mojemu 22 latkowi, bo sama nie byłam pewna, czy dobrze interpretuję
    > sytuację.

    i ja pytałam mojego 25-letniego syna, czy pojechałby na 3-dniową wycieczkę do ulubionego przez nas wszystkich miasta :-)
    powiedział, że z mamą i tatą już się najeździł, więc radziłby nam jechać we dwójkę a sam pojechałby tam z dziewczyną

  • 04.09.17, 17:19
    Każda rodzina jest inna. Nasz syn ma 20 lat, nie ma dziewczyny. Nie najeździł się nami specjalnie, powody rodzinne, choroby, finanse, praca. Teraz nadrabiamy trochę zaległości. Syn ma jednak swoje życie, studia, kumpli. Masę zainteresowań, część z nich dzieli z ojcem, sport, miłość do filmu i architektury.
  • 04.09.17, 17:22
    moim zdaniem, jeśli chcesz ratować małżeństwo powinnaś zrobić wszystko, aby spędzać jak najwięcej czasu we dwoje z mężem, bez syna
  • 04.09.17, 17:28
    Czyli nie ma szans byśmy byli szczęśliwi we troje? To mnie właśnie boli. Gdzie popełniłam błąd? Czy odpowiadam za wszystko? Mąż ma swoje obciążenia, może ,,pomagamy" mu je eksponować?
  • 04.09.17, 17:32
    epistemologia napisał(a):

    > Czyli nie ma szans byśmy byli szczęśliwi we troje?

    w jakie troje???

    twój syn jest dorosły, we troje to było wtedy, gdy był dzieckiem

  • 04.09.17, 17:33
    epistemologio, najwyższy czas odciąć pępowinę od syna

  • 04.09.17, 17:35
    Tak, chodzi mi o normalne relacje, bez awantur, spięć. Takie z życzliwością, wzajemną pomocą, z uczestnictwem w życiu wnuków kiedyś.
  • 04.09.17, 17:38
    epistemologia napisał(a):

    > Tak, chodzi mi o normalne relacje, bez awantur, spięć. Takie z życzliwością, wz
    > ajemną pomocą, z uczestnictwem w życiu wnuków kiedyś.

    normalne relacje najpierw zbuduj ty z mężem

    jeśli będziecie oboje tak się wzajemnie nie lubić, matka twoich wnuków nie będzie chciała z wami zbyt często się kontaktować


  • 04.09.17, 17:41
    Normalne relacje przewidują spięcia, szczególnie gdy w domu jest dorosłe dziecko, zależne finansowo od ojca, za którym nie przepada.
  • 04.09.17, 17:52
    To już bardzo indywidualne podejście do tego, kiedy dziecko musi zarabiać. Oboje z mężem nie pracowaliśmy w czasie studiów, poza wakacjami. Uważamy, że studia wymagają pracy, to inwestycja w dobrą pracę.
  • 04.09.17, 18:16
    Ja nie mówię, ze student musi zarabiać, choć obecnie praca w czasie studiów (nawet za darmo) to podstawowa inwestycja w przyszłą pracę. Mówię o tym, ze jeśli się nie szanuje szczególnie ojca i dokucza mu (a tak niestety chyba jest) to jednocześnie nie bardzo wypada zaczynać drugi kierunek i liczyć na kilka lat dodatkowego utrzymania.
  • 04.09.17, 21:21
    No to trzeba było uczyć dziecko szacunku do rodziców, obojga rodziców. A tak, to wygląda, że wybrałaś syna, a nie męża. Tylko to nie z synem się związałaś, bo on zwiąże się z inną kobietą.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 04.09.17, 17:34
    Daj spokój. Syn ma 20 lat! To już nie czas na szczęście we troje. Pora powiedzieć sobie, ze lada moment syn będzie miał juz własne życie, własną rodzinę. Może być bardzo przyjemnie spotykać sie raz w tygodniu, ale "szczęście we troje" to w tej chwili niedobry pomysł.
  • 04.09.17, 17:05
    5 miało być:)
  • 04.09.17, 16:59
    śmianie się pod nosem w trakcie czyjejś opowieści i odmowa wyjaśnienia, z jakiego powodu ten śmiech; odpowiedź "i co z tego" jako reakcja na czyjąś opowieść - to jest bardzo niegrzeczne zachowanie niezależnie od tego, czy wasz syn zachowuje się tak wobec ojca czy kogokolwiek innego

    i to powinno cię boleć

    od początku mam nieodparte wrażenie, że wasz syn odgrywa niepoślednią rolę w waszym małżeńskim konflikcie
    teraz mam już pewność

  • 04.09.17, 17:08
    Nie syn. Związek syna i matki z wyłączeniem ojca. Syn nie robi niczego źle, matka niezależnie od sytuacji staje po jego stronie, choć to dorosły facet i powinien wiedzieć, jak sie zachować.
    Mój syn czasem jeździ ze mną gdzieś na 3 dni, z ojcem też - ale różnica polega na tym, ze my sie dogadujemy. Nie rozumiem natomiast dlaczego dwudziestolatek, którego ojciec denerwuje i który podobno jest przez ojca stale podejrzewany o brak szacunku jednak chce jechać z rodzicami.
  • 04.09.17, 17:14
    Bo ojcu na tym zależy, matce też, a i synowi również. Inną sprawą jest to, że trudno nam razem.
  • 04.09.17, 17:18
    Jesli zależy synowi, to Twoja opowieść jest niespójna - bo oznacza to, że dwudziestolatek jest bardzo przywiązany do ojca, a nie, ze ojciec go drażni.
  • 04.09.17, 17:22
    Trudna miłość?
  • 04.09.17, 17:16
    chodzi mi o to, że syn wyraźnie ojca lekceważy a matka staje po jego stronie w opozycji do męża - potem mając pretensje do niego, że czuje się lekceważony i nerwowo reaguje, być może gdyby syn mieszkał osobno, obojgu byłoby łatwiej się porozumieć

    nie ma nic złego w tym, że 20-latek wyjeżdża z rodzicami, ale nie w tym kontekście - w tym kontekście oboje powinni chyba spędzać jak najwięcej czasu we dwójkę
  • 04.09.17, 17:25
    Bardzo bym chciała, by gdzieś razem pojechali. Kiedy ja wyjeżdżam na dłużej, mąż twierdzi, że się dogadują. Są zazdrośni o siebie? Syn chce być numerem jeden w moim życiu?
  • 04.09.17, 17:28
    Jest numerem jeden i ojciec to widzi. A syn wykorzystuje.
  • 04.09.17, 17:31
    epistemologia napisał(a):

    > Bardzo bym chciała, by gdzieś razem pojechali. Kiedy ja wyjeżdżam na dłużej, mą
    > ż twierdzi, że się dogadują. Są zazdrośni o siebie? Syn chce być numerem jeden
    > w moim życiu?

    to ty masz pojechać z mężem, we dwoje, bez osób trzecich - chyba najwyższy czas zacząć budować przyjazne relacje, bo niebawem zostaniecie we dwójkę a syn pójdzie swoją drogą

    to mąż jest twoją przyszłością, nie syn, to głównie z mężem masz się przyjaźnić, nie z synem


    twój mąż i wasz syn wyraźnie działają sobie na nerwy, ty stoisz po stronie syna - to jest bardzo chora sytuacja


  • 04.09.17, 17:38
    A ja myślałam, że mogę przyjaźnić się i z mężem i z synem.
  • 04.09.17, 17:40
    epistemologia napisał(a):

    > A ja myślałam, że mogę przyjaźnić się i z mężem i z synem.

    możesz

    ale najpierw powinnaś zaprzyjaźnić z mężem

    z synem już jesteś zaprzyjaźniona