Dodaj do ulubionych

Toksyczność czy hipichondria narcystyczna?

02.09.17, 11:44
Może ktoś pomoże mi zrozumieć zachowania mojej teściowej, bo ja już tego nie ogarniam. Jesteśmy małżeństwem z ponad trzydziestoletnim stażem. Mój mąż jest jedynakiem. Przez kilka lat mieszkaliśmy z teściami w ich domu ( dwa mieszkania z jednym wejściem). Teściowa rywalizowała ze mną w każdej dziedzinie życia - która lepiej ugotuje, upiecze, posprząta, wypierze itp. i do tego częste słowa krytyki. Nie reagowałam i wszelkie uwagi puszczałam mimo uszu. Mąż z rodzaju grzecznych chłopców, którzy nie urażą mamusi i tatusia, więc w naszej rodzinie to ja musiałam "nosić spodnie" w kontaktach z teściami( bardzo niewdzięczna rola). To też się teściom nie podobało. I jak to często bywa w takich sytuacjach - któregoś dnia czara goryczy się przelała - nie chciałam się zgodzić na kolejne absurdalne żądania i doszło do dzikiej awantury, po której wyprowadziliśmy się. Winna byłam oczywiście ja, bo zabrałam jej synka, który jest jej własnością i ma jej służyć. Ja jestem tylko przykrym dodatkiem do jego-jej życia( wg słów teściowej). Teściowa "rywalizowała" ze mną nawet w kwestii chorób (tak się złożyło, że jestem "lichego" zdrowia). Jak mnie coś dopadło, to ona musiała mieć to samo, albo jeszcze coś gorszego. W tym celu posuwała się nawet do kłamstw, ze szkodą dla swojego zdrowia, aby być w centrum uwagi. Traktowałam to jako jej dziwactwo, bo nie może pogodzić się, że jej syn założył swoją rodzinę i tej rodzinie poświęca swój czas, uwagę i zasoby, a nie matce. Myślałam, że rywalizuje ze mną o to, która ma być dla jej syna ważniejsza. Jednak jak teść poważnie zachorował i skierowano go do szpitala, to po kilku dniach zadzwoniła do niego z płaczem i żalami, że on tam sobie leży a ją boli kręgosłup. Teść wypisał się na własne żądanie, bo jej jest źle ( tylko ona ma monopol na chorowanie) i musi jej pomóc. Po dwóch tygodniach teść zmarł. Jego śmierć tłumaczyła nie jego chorobą, tylko że lekarze podali mu za silne leki. Ręce i szczęki nam opadły! Po jakimś czasie mój mąż zaczął mieć problemy ze zdrowiem. Po wykonaniu badań okazało się, że przeszedł zawał serca. Gdy powiedział o tym swojej matce-zero reakcji. Więcej emocji okazałaby na wiadomość, że w grudniu spadł śnieg. Po kilku dniach zadzwoniła do niego, że boli ją serce i ma ją zawieźć do lekarza. Nie zrobił tego i powiedział, że ma radzić sobie sama. Jej reakcja nas przerosła. Udała zawał serca i trzeba było wezwać pogotowie. Zawału nie było. Po tej akcji ograniczyłam z nią kontakty i wyjaśniłam jej, dlaczego tak zrobiłam. Wyłożyłam kawę na ławę. Miałam nadzieję, że zrozumie i zmieni swoje postępowanie. Zmieniła- na gorsze, co doprowadziło do zerwania wszelkich kontaktów z mojej strony i bardzo ograniczonego kontaktu męża. Czy jest jakiś sposób na taką matkę i teściową, czy ona może zmienić swoje zachowanie? Jak zapewnić opiekę takiej osobie ( jest już wiekowa)? Na opiekunkę dochodząca nie zgadza się, z bliższą i dalszą rodziną nie utrzymuje kontaktów z tych samych powodów ( jest odpychająca tym swoim stałym narzekaniem i roszczeniowością). Czy ma ktoś doświadczenie jak postępować z taka osobą? Czy jest szansa na powrót do kontaktów? Ja na ta chwilę "wymiękłam".
Edytor zaawansowany
  • 02.09.17, 11:49
    W tej sytuacji olać. Wy już pomóc nie możecie, macie alternatywny pomysł - opiekunkę. Nie chce opiekunki? Niech sobie radzi sama, a Wy powtarzajcie jak zdarta płyta "Niestety, z powodu złego stanu zdrowia nie możemy pomóc osobiście, jesli mamie potrzebna pomoc, sfinansujemy opiekunkę. Nie chce mama opiekunki? Trudno, w takim razie musi mama radzić sobie sama, bo my pomóc osobiście w tej sytuacji nie możemy." Mamy nie zmienicie. Możecie tylko ochraniać siebie.
  • 02.09.17, 17:08
    A po co ci te kontakty? Twoja tesciowa jest po prostu szurnięta. Niech sobie radzi sama, skoro nic poważnego jej nie dolega i tylko wymyśla. Poza tym ona ma syna, nie wyreczaj go, niech on decyduje odnośnie własnej matki. Tesciowa sie nie zmieni.
  • 02.09.17, 18:39
    Macie dzieci?
  • 02.09.17, 19:16
    Tak, mamy dwoje dzieci. Są już dorosłe i mają swoje rodziny. Zawsze je chroniłam przed toksycznymi dziadkami i nie komentowałam ich zachowania. Dużo jednak widziały i swój rozum mają. Dzisiaj mają znikomy kontakt z babcią. Dopiero po zerwaniu kontaktów z teściową zdecydowałam się wytłumaczyć swoją decyzję i opowiedzieć im jak wyglądało nasze życie z nimi. Sielanką nie było.
  • 02.09.17, 18:39
    Po co mi te kontakty? tak właściwie do niczego, wcale do nich nie tęsknię, a właściwie to jest mi teraz dobrze z ich brakiem, jestem spokojniejsza. Jednak widzę jak ta sytuacja męczy mojego męża i jest mi go po prostu żal .Mota się między dwoma domami i chciałby aby było jak dawniej, a ja nie chcę ulec i ma do mnie niewypowiedziany o to żal. Nie chciałabym też aby ta sytuacja stanęła kiedyś między nami. Był przyzwyczajony, że to ja byłam buforem między jego rodzicami a nami. Chyba nam się role odwróciły - tak to dzisiaj widzę. Zastanawiam się, czy chociaż "herbaciane kontakty" z jego matką są możliwie, ale tylko pod warunkiem, że jego matka zmieni swoje postępowanie. Czy jest to jednak możliwe w jej wieku i jej roszczeniowemu nastawieniu do życia?
  • 02.09.17, 20:03
    Z tego co opisujesz to tesciowa to silny narcystyczny przypadek, wiec nie liczylabym, ze chora osoba sie ulepszy i naprawi. Raczej wygląda na to ze jest to poza jej zasięgiem możliwości. Juz doswiadczylas ze stawiając jej granice czy wręcz betonowa ścianę potrafi sie zmienić ale jedynie na jeszcze gorsza. Twoje stawianie granic tak ja uraza ze ze złości moze ci/wam zrobić krzywdę, nie przejmując się konsekwencjami. Pani jest stuknięta na tyle, ze do psychiatryka sie nie nadaje, ale jest w stanie wykończyć was czyli najbliższe osoby. Maz jest dorosły, jego matka i jego z nią relacja, to tak naprawde jego sprawa. Jako dorosla osoba powinien sobie ta relacje ułożyć z nią na tyle aby nie obciazala ciebie ani dzieci. A jak to zrobi to juz jego problem. Jesli będzie cie próbował obciążać za ta sytuacje poczuciem winy to mów mu wprost ze winna sie nie czujesz i nie pozwolisz chorej kobiecie niszczyć sobie zycia, ZA ZADNA CENE, nawet gdyby to miało skończyć sie rozwodem. Odetnij sie od tej kobiety a jemu pozostaw wolna rękę niech robi co chce odnośnie relacji z matka. Nie doradzaj mu, zeby potem nie obciazal cie wina, jesli cos pójdzie nie tak. Spokojnie mów, nie chce miec z twoja matka więcej do czynienia i bardzo prosze nie obciążaj mnie tematami z nią związanymi. Nie chce ci doradzać bo nie czuje sie osoba odpowiednia do doradzania w tej sytuacji. Uważam ze w sprawie mamy powinieneś kontaktować sie i radzić u psychiatry, to jest najbardziej kompetentna osoba zeby ci pomoc. PS.moja tesciowa tez gdy na poczatku dowiedziała sie o chorobie meza to nagle stala sie bardziej chora od niego i to on kolo niej musial biegac, przecieralam przy tym oczy ze zdumienia. Tez ma kobieta podobne zapędy jak twoja ze musi byc równie chora lub bardziej ale robi to w sposob zdecydowanie bardziej delikatny niż twoja i bez żadnych specjalnych akcji typu udawany zawal serca. Natomiast częstotliwość pobytu u lekarzy ma wysoka. Dodatkowo moja tesciowa po postawieniu jej twardych granic i po kilku akcjach z mojej strony byla w stanie sie ogarnac i ograniczyć toksyczne zachowania, wiec jest reformowalna pomimo mentalnych problemów natury narcystycznej.
  • 02.09.17, 20:19
    I zastanów się czy mężowi est szkoda ciebie, jesli chce cie ponownie wkręcić w sytuacje ktora cie niszczy i rani, po to tylko aby zrobić dobrze matce i swojej z nią zaburzonej nieodcietej relacji? Mysle ze taki niewyleczony z uzależnienia syn narcystycznej matki jest jak alkoholik, za wszelka cenę będzie próbował ciagnac cie ze sobą na dno, zamiast sie skutecznie wyleczyć ze swojego uzależnienia. Twoja rola w takiej sytuacji jest zachować zdrowy rozsadek, zadbać przede wszystkim o siebie i dzieci i nie pozwolić sie wieść przez życie uzaleznionemu alkoholikowi. Jak podejmie leczenie i sie wyleczy to wtedy będzie można kierować sie jego sugestiami. Kierowanie sie jego sugestiami tu i teraz to szybka droga na dno. On chce kontynuować to co bylo z matka, a to jest chora relacja i kontynuować tego nie należy. Rob swoje a on niech wypełnia swoja role i tyle.
  • 02.09.17, 21:23
    Dziękuję Zuzi.1 za te słowa. Chyba podświadomie czekałam na potwierdzenie słuszności mojej decyzji. Nie myślałam o chronieniu tylko siebie, a bardziej o chronieniu naszej rodziny. Muszę bardziej egoistycznie do tego podejść. Najbardziej boję się tego, co ta kobieta jeszcze wymyśli, aby synka ściągnąć do domu. Po zerwaniu kontaktów z wściekłości sama napisała testament w imieniu teścia pomijając w nim mojego męża, aby pozbawić go jego części spadku i poszła z tym do sądu. Prawda wyszła na jaw na rozprawie sądowej, na której mój mąż też musiał być obecny. Dobrze, że sędzia nie wyciągnął z tego żadnych konsekwencji. Chociaż z drugiej strony przydałoby się jej jakieś otrzeźwienie. A mój mąż jeszcze ją tłumaczył. Wiem, że kwalifikuje się on na terapię, ale jest to w sferze moich marzeń. Wpojono mu, że "brudy pierze się w swoim domu", na zewnątrz wszystko musi być kryształowe. Pozostaje nam trzymać rękę na pulsie i w porę reagować, żeby nie wpakowała nas w jakieś bagno bo jest zdolna do wszelkich podłości.
  • 02.09.17, 22:49
    Podejdź do tego bardzo egoistycznie, masz do tego prawo. Nie masz obowiazku poświęcić swojego zycia i spokoju na rzecz szurnietej nigdy nie leczacej sie kobiety. Gdybyś nie poznala swojego meza, nigdy bys z ta chora kobieta nie miała nic wspólnego. Przy takim trudnym przypadku jak twoja teściową twój podstawowy obowiązek to chronić siebie. Niech ci nie będzie szkoda meza, bo polegniesz sama na swym dobrym serduszku i skończysz marnie, a tesciowa i tak się nie zmieni. Jesli tlumaczylas mężowi kim jest jego matka i ze on sam w takiej sytuacji potrzebuje terapii, a facet nic nie robi w tym kierunku zeby sobie i wam pomoc, to otrzepujesz ręce i dbasz o swoje granice, zdrowie, spokój i szczęście. I nie marudzisz, ze ci szkoda meza i z uwagi na to wdeptujesz ponownie w goowno i tkwicie w tym głównie radośnie wszyscy troje 😃 Sorry za dosadnosc, ale to ty w tej ekipie jesteś zdrowa i nieuzalezniona i to od ciebie zalezy dobro twoje i twojej rodziny. Maz jako uzależniony syn narcystycznej matki jest chory a tesciowa jest szurnięta. Dlatego zaufaj sobie i polegaj głównie na swoich pomyslach, nie na meza.
  • 03.09.17, 01:49
    www.youtube.com/watch?v=4z8uqOZtT4A

    posłuchajcie sobie z mężem filmików np tej pani
  • 12.10.17, 19:03
    Teściowa nie zmieni postępowania, nie oszukuj się. Ludzie się nie zmieniają. Chroń siebie i swoje małżeństwo.
  • 02.09.17, 23:42
    Twoja tesciowa to jest ten typ, najbardziej niebezpieczny, złośliwy i nieprzewidywalny:en.m.wikipedia.org/wiki/Malignant_narcissism. Nie ma szans, zeby jej sie cokolwiek polepszylo. Nie trać czasu na jakiekolwiek " herbatkowe" próby relacji z nią. Taki człowiek to jest niebezpieczne monstrum.
  • 02.09.17, 23:46
    en.m.wikipedia.org/wiki/Malignant_narcissism
  • 03.09.17, 05:23
    Mila, myślę, że z twojego punktu widzenia nie ma naprawdę znaczenia, jaką jednostkę chorobową ma twoja teściowa i czy to faktycznie choroba, czy po prostu złośliwość. Ważne jest tylko to, jak teściowej postawa odbija się na waszych relacjach z nią. A ty wiesz, że releacja z tą kobietą jest dla was wyniszczająca. I tylko to w zasadzie powinno cię obchodzić. Ponieważ wiesz, że żadna terapia w jej przypadku nie wchodzi w grę i nie ma szans na zmianę jej zachowania na lepsze (jak dotychczas próby stawiania jej granic powodowały tylko eskalację jej zaburzeń), całkowite zerwanie kontaktów z nią to jedyny sposób na chronienie siebie. Mówię o zerwaniu kontaktów przez ciebie. Twój mąż, jeśli ma taką potrzebę, może nadal tkwić w tej toksycznej relacji z matką, ale nie ma prawa oczekiwać od ciebie jej kontynuacji. Myślę, że tu leży twój nawiększy problem. Twój mąż mający do ciebie ogromny żal, że wypisałaś się dla własnego dobra z tego chorego układu. Dlatego obok całkowitej izolacji od teściowej powinnaś skupić się na na swojej relacji z mężem i w niej bronić swoich granic. Twój mąż nie ma prawa ani żądać od ciebie kontaktów z jego matką, ani mieć o brak tych kontaktów żal, ani wciągać ciebie w jego relacje z nią. To oznacza, że ucinasz wszelkie dyskusje na jej temat, nie chcesz o niej słuchać, nie będziesz mu doradzać czy pocieszać, gdy mamusia na niego nakrzyczy czy zrobi inną przykrość. Jego kontakty z zaburzoną matką mają pozostać stuprocentowo jego sprawą, ty masz być poza tym.
    A już na koniec, to powiem ci, że wiele kobiet żali się tu na swoje teściowe. Muszę jednak przyznać, że twoja historia to hardcore. Sciągnięcie do domu umierającego męża, ignorowanie zawału u syna, symulacja zawału u niej, podrobienie testamentu... Brak mi słów na takie sku...syństwo. Serdecznie ci współczuję.
  • 03.09.17, 10:27
    Myślałam, że moja teściowa jest "tylko" toksyczna albo z niewielkim rysem narcystycznym, a tu takie mocne słowa, chociaż opisałam niewielki wycinek wyskoków mamusi i to z tych łagodnych. O sobie nie pisałam, bo chyba nikt by mi nie uwierzył( to jest dopiero hardcore). Stałam się w tej rodzinie kozłem ofiarnym, ale że mam twardy i mocny charakter to sobie lepiej lub gorzej radziłam. W myśl zasady - co nas nie zabije to nas wzmocni. Myślałam, że jeśli to tylko toksyczność, to będzie możliwy powrót do kontaktów na pewnych warunkach. W przypadku narcyzmu odpuszczam sobie - ta pani dla mnie odeszła w niebyt. Chyba sama za mocno tkwię w tym szambie, żeby mieć jasny i trzeźwy ogląd sytuacji. Z jednej strony czuły, troskliwy i kochający mąż, a z drugiej syn przyspawany pępowiną do matki i ja wplątana w tą pępowinę wbrew własnej woli. Muszę popracować nad swoją asertywnością i zacząć stawiać granice, tym razem mężowi. Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie i dobre rady, z których skorzystam.
  • 03.09.17, 10:45
    Osoba tylko toksyczna lub z niewielkim rysem narcystycznym nie jest zdolna do takich akcji jakie robi twoja tesciowa. Tu juz mamy znacznie wyzszy poziom zaburzeń, graniczący z brakiem sumienia, z postawa zemszczę sie tak ze mnie popamietcie, z pewnym poziomem sadyzmu. Przed taka osoba należy się chronić i zerwac definitywnie kontakty. Matka z bloga który ci zalaczylam przypomina charakterologicznie twoja tesciowa. Ta rodzina właśnie wyniosla sie za granice, m.in. zeby zakończyć definitywnie kontakt z ta kobieta. Jesteś w bardzo trudnej i latwej jednocześnie sytuacji, możesz sila swojej woli odciąć sie od tej kobiety i w jej sprawie postawić mężowi betonowa ścianę pt. dla mnie ta kobieta nie istnieje, kontaktuj sie w jej sprawie z psychiatra. Napisz o sobie, my z zewnątrz patrzymy na to z dystansu i jest nam łatwiej cos dostrzec, nuz tobie latami wplatanej w ta trudna i chora sytuacji. Jesli potrzebujesz wyrzucenia tego z siebie, zeby poczuć sie lepiej to to zrób. Jest tego nie potrzebujesz, zachowaj to dla siebie. Rozumiem cie doskonale, bo temat znam z autopsji od tzw. podszewki.
  • 03.09.17, 10:50
    Mam nadzieje, ze w twoim wątku odezwie sie Sorvina, ktora temat zna doskonale i swoimi komentarzami jeszcze bardziej rozjaśni ci sprawę w ktora wdepnelas i w ktorej tkwisz od lat.
  • 03.09.17, 11:38
    Czytam i śledzę tego bloga na bieżąco ( znam go niemal na pamięć), bardzo mi pomógł, gdy zaczęłam szukać informacji w necie po kolejnym wyskoku teściowej. Nie byłam pewna czy mogę porównywać matkę autorki do mojej teściowej, bo nie jest ona agresywna fizycznie. Chociaż agresja słowna też jest agresją, ale z tym, jak pisałam, radziłam sobie. Nie znam dzieciństwa mojego męża, bo nie chce o tym mówić. Wspomina tylko niewielkie epizody z dziadkami w tle, o rodzicach wcale ( chyba je wyparł z pamięci).Niedawno razem bawiliśmy się z naszą wnuczką i słuchaliśmy piosenek dla dzieci. Jedną z tych piosenek moja mama mi śpiewała i powiedziałam z radością o tym mężowi. Najpierw zobaczyłam w jego oczach zdziwienie i niedowierzanie, a za chwilę potworny ból. Było to dla mnie bardzo dojmujące przeżycie, bo chyba poruszyłam bolesną prawdę o jego dzieciństwie. Jemu chyba nikt piosenek nie śpiewał i bajek nie czytał. Ta kobieta to potwór nie matka. Kochająca matka dla dziecka zrobi wszystko, a ona chce mieć z niego niewolnika bez prawa do swojego życia. To nie było wychowanie tylko tresura. Mną samą targają emocje, gdy to piszę i być może ulży mi, jak z siebie to wyrzucę. Nie wiem sama - muszę do tego dojrzeć. Mąż jest chyba w fazie wyparcia - nie chce o tym rozmawiać. To drażliwy temat, może małymi kroczkami dotrę do niego. Będę próbować, nie odpuszczę, bo to zatruwa nam życie. Musimy przebrnąć przez to razem, choćby bardzo bolało.
  • 03.09.17, 12:08
    Czy twój maz czytal tego bloga?
  • 03.09.17, 13:59
    A ja mam jeszxze dwa pytania.

    Jak tesciowa odnosiła sie do Waszych dzieci?
    Czy tesciowa zgłasza roszczenia finansowe? Uważa ze jej sie należy np finansowanie tych wizyt u lekarza, sanatoriów itd?
  • 03.09.17, 14:04
    Widze ze poziom hard coru zbliża sie do poziomu rodziny mojego byłego męża.
    Jesli chcesz to napisz do mnie na priva, ja Ci tez opisze przez co przeszłam. Na forum tego dokładnie nie opisywałam wlasnie dlatego ze po pierwsze chyba nawet tu by mi nikt nie uwierzył poza tym pewnych szczegółów nie mogę podać bo nie chce byc zidentyfikowana.

    I jeszxze jedno : czy Twoj mąż boi sie matki?
  • 03.09.17, 14:36
    Dziewczyny, skąd to podejrzenie, ze nikt by wam nie uwierzył ? Pierwsza informacja na blogu który zalaczylam to: wierze ci, jestem po twojej stronie, nie jesteś sama. Kto choc raz sie zetknal z problemem zaburzeń narcystycznych czy wręcz psychopatycznych, uwierzy na pewno w wasze historie, bo wie jak skomplikowany to jest problem, jak różnorodny i wiele czytam historii, które mrozily krew w żyłach. Niektórzy ludzie tylko z pozoru wyglądają jak ludzie, w środku to natomiast jest samo zlo, zlo takie do szpiku kości i bez żadnych granic.
  • 03.09.17, 14:56
    Mam wrażenie ze do tej pory nie wierzy mi moj lekarz domowy. Chodzę do niego raz w miesiącu na rodzaj kontroli, przepisuje mi silne leki nasenne, bez nich nie zasne. W to ze kiedyś byłam bardzo aktywna, zaradna, przedsiębiorcza kobieta tez mi chyba nie wierzy.
    Moje otoczenie albo mi nie wierzyło albo mnie miało w dupie - na jedno wychodzi. Psycholog do którego chodziłam 3lata mi wierzył, rozumiał, ze mąż jest psem na smyczy swoich rodzicow i siostr i kazdy przejaw mojego sprzeciwu budzi agresje męża. Wierzył, rozumiał i mi doradził - żebym sobie kochanka znalazła. To byla jego rada.
    Wlasnie pomyslałam ze szkoda ze Waszych wpisów nie przeczytałam kilka lat temu.
  • 03.09.17, 16:13
    Trafialas na beznadziejnych ludzi. Czasem tak się zdarza. Ja sama na poczatku mojej historii z teściową, nie dowierzalam sama sobie, czy to co dostrzegam w jej zachowaniu, to drugie dno, to prawda czy moje omamy...tak skomplikowane jest to zagadnienie. Ale teraz jak czytam opisy zycia ludzi z podobnymi osobami jak moja teściową albo znaaaacznie gorszymi, to moja ostatnia myśl by bylo nie uwierzyć. Zbyt dużo znam takich historii, zeby nie wierzyć. Twoja historie z domu pochodzenia znam bo ja opisywalas, wiec wiem dlaczego wpakowalas sie w związek ze swoim zaburzonym mężem. Ciekawe czy autorka wątku wie dlaczego maza meza człowieka z takiej rodziny?
  • 03.09.17, 16:57
    Zuzi.1 - pytasz, dlaczego boimy się, że nikt nam nie uwierzy? bo nasze doświadczenia są tak rzadko spotykane, że aż trudno to ogarnąć, że inni ludzie mogą być tak okrutni. Opisałam swoją historię na innym forum i uznano mnie za trolla.
    Dlaczego wybrałam takiego męża a nie innego? Też to wiem i to że moja siostra ma taki sam problem, tylko mniejszego kalibru, z tym, że ona rozwiązała to już na początku swojego małżeństwa zrywając kontakty z teściową. To jest pochodna naszej rodziny pochodzenia. Obie trafiłyśmy do psychologa, ale każda z innego powodu i w i innym czasie( to wypłynęło niezależnie obok głównego powodu).
    Fusun1804- nie mam bladego pojęcia, jak napisać na priva.
  • 03.09.17, 16:15
    Dzieci: córka jest podobna do mnie i choćby z tego względu została "skreślona" na samym wstępie, syn podobny do męża miał większe fory- był brany na kolana i załapał się na jedną zabawkę w swoim życiu, a teściowie do biednych w tamtym czasie nie należeli. I to było wszystko co od nich otrzymali. O czułościach chyba nie muszę pisać skoro nie potrafi kochać własnego syna. Opiszę jedną sytuację, która utkwiła mi w pamięci. Osąd pozostawiam Wam. Na roczku zjawiła się zła, wściekła i naburmuszona, bo to nie jej święto i nie ona będzie gwiazdą tego przyjęcia i z radością oznajmiła wszystkim, że nie kupiła żadnego prezentu, bo jej szkoda pieniędzy.....
    Syn po ukończeniu studiów chciał się usamodzielnić i postanowili ze swoją dziewczyną zamieszkać w naszym mieszkaniu w domu teściów, które stało puste. Uprzedziłam, że to głupi pomysł. Mimo to zaryzykowali. Po 3 (trzech) dniach uciekli, bo mieli już ich dość( dzika awantura z wyzwiskami i przekleństwami).
    Czy mąż boi się teściowej? jak już pisałam, ona nie jest agresywna fizycznie, jednak boi się jej braku akceptacji i wpędzania w poczucie winy. Boi się też jej oczerniania jego/nas w oczach innych, bo w ich rodzinie najważniejsze było: co ludzie powiedzą? Chociaż i tak to robi, a z pewnością robi to teraz. Dla mnie to i tak jest bez znaczenia. Teściowa jest skłócona z niemal cała rodziną i to rykoszetem uderzyło także w nas.
    Finansowo wspomagamy ją już od wielu lat, bo 200-metrowego domu nie jest w stanie utrzymać sama. Chociaż jak się dowiedziałam, że ma odłożoną sporą kwotę, to ukróciłam to trochę, zwłaszcza, że oznajmiła mi, że te pieniądze ma otrzymać jej rodzeństwo.
  • 03.09.17, 16:42
    Ale masz świadomość, ze tracicie tak naprawdę swoje pieniadze. Normalny człowiek jesli nie jest w stanie domu utrzymać to go sprzedaje i kupuje lokum na które go stać. Finansowanie pasożytów to najgorsze co można robic, to jest przyzwalanie na przemoc. Chyba ze liczycie sie z odziedziczeniem domu przez meza, wówczas to finansowanie jestem w stanie zrozumieć.
  • 03.09.17, 16:43
    A odnośnie sknerstwa teściowej, to bardzo typowe zachowanie. Kiedys czytałam wypowiedz psychologa ze takie drastyczne sknerstwo jest właśnie objawem zaburzonej osobowości.
  • 03.09.17, 16:49
    I jeszcze jedno spostrzeżenie, pieniądze ktore wydajecie na pomoc teściowej moglibyście przeznaczyć na pomoc doroslym dzieciom na starcie. Nie szkoda ich tak marnotrawic na tesciowa?
  • 03.09.17, 17:19
    Wolimy dawać jej dobrowolnie, bo w przeciwnym wypadku poda nas o alimenty, a tego chcę uniknąć. Dzieciom też pomagamy. Mamy bardzo dobrą sytuację finansową. Oboje z mężem jesteśmy pracoholikami - to chyba też domena dzieci narcystycznych rodziców - im bardziej się postaram, to może mnie pokochają.
    Na odziedziczenie domu nigdy nie liczyłam - najchętniej tego balastu bym się pozbyła, bo będą z nim kłopoty. Część już należy do mojego męża, pozostała, większa część należy do teściowej i tak naprawdę nie wiemy do końca co ona z tym zrobi.
  • 03.09.17, 18:05
    To niech Was pozwie o te alimenty. To ze pozwie nie znaczy ze otrzyma.
    Niech sprzeda ten dom i kupi sobie 2- pokojowe mieszkanie.

    Tesciowa dostaje wszystko czego chce nie dając w zamian nic. Osiąga to wrzaskiem i wyzwiskami.

    "Syn po ukończeniu studiów chciał się usamodzielnić i postanowili ze swoją dziewczyną zamieszkać w naszym mieszkaniu w domu teściów, które stało puste. Uprzedziłam, że to głupi pomysł. Mimo to zaryzykowali. Po 3 (trzech) dniach uciekli, bo mieli już ich dość( dzika awantura z wyzwiskami i przekleństwami)."

    Moze i dobrze ze uciekli i zaoszczędzili sobie stresu jednak człowiek świadomy swoich praw nie wystraszyłby sie wrzaskow starej baby. Dlaczego syn nie wezwał policji ?
    Czyli w domu teściowej jest puste, niezamieszkane mieszkanie, tak? Moglibyście je wynająć i miec pieniądze z wynajmu, mógłby tam mieszkać syn ale tego nie robi - ze strachu przed wrzaskami i obelgami teściowej.
  • 03.09.17, 18:56
    Syn ze swoją dziewczyną mieszkali u nas przez kilka lat. Nie było w tym czasie nawet jednej niepotrzebnej wymiany zdań, wszystko układało się nam dobrze. Jak tam zamieszkali dziewczyna po dzikiej awanturze była w takim szoku, że uciekła i syn pobiegł za nią i już nie wrócili.
    Wynajmowaliśmy to mieszkanie 2 razy. Pierwszych lokatorów teściowie wyrzucili po trzech miesiącach, bo nie chcieli im służyć, drudzy sami uciekli po czterech miesiącach. Więcej nie próbowaliśmy, bo wstyd.
    Nie chcemy włóczyć się po sądach - po tylu latach "piekła" nade wszystko cenimy sobie ciszę i spokój. To i wolność nie mają ceny.
    Sami proponowaliśmy jej kupno mieszkania, ale nie bo...NIE.
    Natomiast zaproponowała nam sprzedaż naszego domu i zamieszkanie z nią! Przez godzinę nie mogłam opanować śmiechu!
    Dzieci mają swoje domy, my też i nikt z nas nie chce tam nawet zaglądać.
  • 03.09.17, 19:39

    " Pierwszych lokatorów teściowie wyrzucili po trzech miesiącach, bo nie chcieli im służyć "

    Co ? Z Waszego mieszkania ich wyrzucili? I co WY na to? Czyżby NIC ?

    "drudzy sami uciekli po czterech miesiącach. Więcej nie próbowaliśmy, bo wstyd."

    To jest sedno Twojego problemu. Wstydzisz sie za nią a zupełnie niepotrzebnie. Nie jestes odpowiedzialna za JEJ zachowanie.

    "Nie chcemy włóczyć się po sądach - po tylu latach "piekła" nade wszystko cenimy sobie ciszę i spokój. To i wolność nie mają ceny."

    Nikt nie chce ale najwyraźniej nie ma innego wyjścia. No i co, masz spokój i wolność? Jakbyś miała to byś nie zakladala tego wątku.

    "Sami proponowaliśmy jej kupno mieszkania, ale nie bo...NIE"
    No to nie. Niech sobie 200- metrowy dom utrzymuje sama.

    Wracajac do pytania z pierwszego postu- moje doświadczenie mi mowi zeby sie trzymać od niej jak najdalej, nie wpuszczać do domu, nie odwiedzać, nie dzwonić, nie spełniać roszczeń finansowych.
    Miec w dupie.

    A mam jeszxze jedno pytanie. Jak u Was wyglądały wigilie?
  • 03.09.17, 20:21
    Mieszkanie nasze, ale w domu teściów (piętro), czyli nie nasze, ale wyremontowane za nasze pieniądze. Tak, wiem, głupia i naiwna, ale w tamtych latach nie było wyboru. Zapłaciliśmy "frycowe"- nauka kosztuje. Zostawmy ten temat.
    Wigilia- no i doszliśmy do sedna problemu. Wigilie zawsze odbywały się u nas - przyjeżdżała moja siostra z rodziną, mój tata (mama nie żyje) , dzieci z rodzinami i teściowa. Po raz pierwszy w ubiegłą wigilię było inaczej, bo było to tuż po zerwaniu kontaktów z teściową. Doszło między mną i mężem do bardzo ostrej wymiany zdań - otarło się nawet o rozstanie. Ja nie wyobrażałam sobie, żeby usiąść do stołu razem z teściową a mąż chciał ją przywieźć. Doszliśmy do porozumienia, że wigilia tylko z dziećmi, a moja rodzina odwiedziła nas w I dzień świąt. Znali sytuacje i zrozumieli. W tym roku tak nie chcę. Chcę, żeby było jak zawsze, tylko bez teściowej. I nie wiem jak z tego wybrnąć?
  • 03.09.17, 20:50
    Jak wybrnąć? Po prostu postaw na swoim i powiedz mężowi, ze nie życzysz sobie zeby jego matka byla u was na Wigilii, nie po tych jej podlych zachowaniach wobec was. Z twojego opisu widac, ze z uwagi na dalej ciągnące sie uzależnienie od matki, maz jest nielojalny wobec ciebie. Uzależnienie bierze górę. U mnie tez tak bylo, do czasu aż odważnie zaczelam jego mamie stawiać granice, nie przejmując sie kompletnie tym, ze może sie to skończyć rozwodem. Wyraźnie, wielokrotnie mówiłam mężowi co sadze nt. zachowan jego mamy. Gdy to slyszal dostawał szalu, a bylam bardzo szczera odnośnie swoich odczuć. Zaznaczalam jasno, nie ma na jej zachowania mojej tolerancji i nie będzie, jak ci sie nie podoba możemy sie rozstac. I tak do skutku. Tak naprawde toczylam w pewnym sensie walkę i z tesciowa i z nielojalnym mężem i krok po kroku zawezalam granice i nie popuszczalam na milimetr. I mówiłam glosno, ze nie popuszczę żadnemu z nich obojga. Albo zaczniemy funkcjonować jak normalna rodzina, albo się pożegnamy. I po jakimś czasie maz po prostu otrzezwial z uzależnienia i od wtedy nasza wiez zaczela sie polepszac i wzmacniać. A teraz jest naprawde bardzo dobrze. Facet pozbyl sie uzależnienia. Możecie tez sami wyjechać na Wigilie i tematu nie będzie, moze to tez jest dobry pomyśl na poprawianie wiezi. Ale i tak prędzej czy później czeka cie konfrontacja z mężem. Dopóki on nie zrozumie ze masz prawo nie chcieć jej znac i dopóki tego nie zaakceptuje, to dobrze miedzy wami nie będzie. Zawsze będzie ryzyko ze wam tesciowa namiesza w związku. Gdyby facet byl oduzalezniony i lojalny wobec ciebie, wówczas nie mialabys obaw odnosnie tego co z kolei jego matka wymyśli aby go do siebie przyciągnąć, a od ciebie oderwać.
  • 03.09.17, 20:32
    Konsultowalas sie z prawnikiem czy ma szanse tesciowa na alimenty w takiej sytuacji i w jakiej realnie wysokości? Jesli nie, to ja bym zaczęła od tego. Tylko ze ja mam taki charakter ze chamstwa i przemocy nie popuszczę, czy wobec mnie czy wobec mojej rodziny. Rozumiem chęć spokoju, ale ja czuje sie spokojna, nie będąc wykorzystywana, w przeciwnym razie nie jestem w stanie uzyskać wewn. spokoju i problem mnie gryzie, aż do pozbycia się go. To co wy macie, to tylko pozorny spokój i dlatego piszesz z problemem na forum. U was tesciowa dalej rządzi i ma moc nad wasza rodzina. Powinniście to zmienić definitywnie wtedy poczujecie prawdziwy spokój. Napisze ci tylko z mojego doświadczenia ze im ja bylam bardziej egoistyczna w temacie mojego własnego spokoju tym szybciej maz nauczył sie rodzicom stawiać granice, wzorowal sie po części na mnie, bo nie bardzo miał z kogo czerpać przykład. Poza tym im lepsza miedzy wami będzie wiez, tym mniejsze zagrożenie ze strony teściowej. Jak wyglądają twoje relacje z siostra, jesteście sobie bliskie, macie bliskie relacje, czy triangulacyjna komunikacja rodzicow poczynila szkody w waszej relacji? Jak sadzisz dlaczego sióstra potrafila juz na poczatku związku pożegnać sie z tesciowa?
  • 03.09.17, 21:08
    I jeszcze pytanie jak to zrobila twoja siostra, ze na poczatku małżeństwa zerwala kontakt z tesciowa i co na to jej maz? Jak ten fakt przeżył i jak się zachowywał? I jeszcze jaki twój maz ma charakter a jaki ty, kto komu częściej ulega? Jesteś w stanie z nim negocjować, postawić na swoim czy tez nie? I jesteś zmuszona ulegać jego zadaniom?
  • 03.09.17, 21:48
    Wyszłaś za mąż za męża a nie za tesciową.
    Tu jest problem: "Ja nie wyobrażałam sobie, żeby usiąść do stołu razem z teściową a mąż chciał ją przywieźć."
    Problem jest z Twoim mężem. Z tym ze ignoruje Twoje/ Wasze potrzeby i potrzeby Waszych dzieci, wazne sa potrzeby jego matki..
    Problem jest z Tobą -dlaczego do cholery to tak długo tolerujesz? Skoro dzieci są dorosłe ( wnuki juz masz!!!), wiec nie musisz sie obawiać ze zostaniesz sama z dwójka malutkich dzieci jak za bardzo podskoczysz teściowej i mężowi, jestes niezależna finansowo, wręcz zamożna wiec dlaczego sie godziłas na piekło?

    Przy następnej wigilii powiedz mężowi ze sobie jego matki nie życzysz i masz w dupie co ona zrobi, gdzie pójdzie. W ubiegłym roku mąż tylko chciał ja przywiezc czy przywiózł? Ewentualnie niech mąż sam do niej jedzie.
  • 03.09.17, 22:19
    Dlaczego to toleruję? nie wiem - "wyprany" mózg, bo stoję w tym szambie po kokardkę i mam zasłonięte oczy i uszy? sama nie wiem i dlatego pewnie jestem na tym forum. Przeczytałam to co tu pisałam( a jest to niewiele) i mam wrażenie, że ja chyba żyję w jakimś cholernym matrixie, że to się nie dzieje naprawdę. Czas z tym skończyć. Teściowej na wigilii nie było, bo doszło do bardzo ostrej wymiany zdań między mną a mężem, a właściwie to zrobiłam w domu piekło. Nie rozumiem, jak dorosły facet zarządzający firmą, stanowczy w kontaktach z klientami i pracownikami nie potrafi postawić się swojej 80-letniej matce o mikro postury?
  • 03.09.17, 22:42
    "Nie rozumiem, jak dorosły facet zarządzający firmą, stanowczy w kontaktach z klientami i pracownikami nie potrafi postawić się swojej 80-letniej matce o mikro postury?"

    Jakbym czytałam samą siebie. Moj były mąz tez jest z prezesów/ menadżerów i jest kompletnie podporządkowany swoim rodzicom, prostym, niewykształconym ludziom. Decydują o jego ubraniu, fryzurze a przede wszystkim -o finansach. Nie pomogli mu nigdy w życiu, niczego im nie zawdzięcza. Każde zdanie zaczyna sie od" mama chce/ mama nie chce, mama lubi/ mama nie lubi". Teściowie rządzą niepodzielnie życiem jego i jednej z siostr, druga siostra stawia granice wiec bluzgają i siostra- niewolnica straszy sądem i pozwem o alimenty.
    Jest moim byłym mężem, na dzieci z nim sie nigdy nie odważyłam, powstrzymał mnie przed tym instynkt samozachowawczy w raczej jego resztki.
  • 03.09.17, 21:57
    Z siostrą mamy niesamowitą więź. Nikt i nic nie jest w stanie nas rozdzielić. Jako dzieci nasze relacje były fatalne, jednak w okresie dorastania bardzo zbliżyłyśmy się do siebie (chyba działałyśmy bardziej instynktownie) i tak zostało do dziś. Nawet razem pracujemy - kolejny tytan pracy. Jej było łatwiej zerwać kontakty, bo nie była zależna od nich w żaden sposób i miała pomoc od naszego taty, której ja nie miałam, bo byłam córeczką mamusi. Czyli byłam pozostawiona sama sobie. "Przepracowałam" ten temat i dzisiaj kontakty z tata są poprawne i to mi wystarczy. Mój mąż jest spokojny i uległy, natomiast ja jestem cholerykiem, ale jak trzeba, to mu ulegam, jednak rzadko. Gdyby nie mój paskudny i waleczny charakter, to bym chyba dawno poległa w starciach z teściami. Moim największym problemem jest wyciągnięcie męża z tego uzależnienia. Jest już niewielka poprawa, bo potrafi matce powiedzieć "nie", a pół roku temu to było niemożliwe i był na każde jej zawołanie, niezależnie w jakiej sytuacji akurat był. Co do prawnika, to nawet o tym nie pomyślałam. Wkrótce zajmę się tym. Dość żerowania na nas. Źródełko wysycha. Wydam to na spa.
  • 03.09.17, 22:08
    "Moim największym problemem jest wyciągnięcie męża z tego uzależnienia. Jest już niewielka poprawa, bo potrafi matce powiedzieć "nie", a pół roku temu to było niemożliwe i był na każde jej zawołanie, niezależnie w jakiej sytuacji akurat był."

    Nie, Ty sama jestes Twoim największym problemem!! Ile lat jesteście małżeństwem? Pewnie grubo ponad 20 skoro dzieci są po studiach i masz wnuki. I Ty tolerowalas przez ponad 20 lat męza i jego latanie na każde zawołanie do chamskiej, obrzydliwej matki........

    Na czym polegała pomoc Twojego ojca w przypadku siostry?
    Dla Ciebie jak widze uleganie jest norma.
  • 03.09.17, 22:47
    Tak Fusun1804, masz rację. Największym problemem jest mój charakter. Wszystkim chcę zrobić dobrze i zawsze wyciągam rękę na zgodę, niezależnie od sytuacji, bo nie lubię kwasów. Ktoś mi tą rękę kiedyś odgryzie, a ja zapytam się, czy mu smakowało.
    Siostra dostała pieniądze na mieszkanie. Ubiegam pytanie: nie, nie miałam żalu o to. Tata próbował kilka lat temu to naprawić. Pieniędzmi miłości nie kupi. Schrzanili nam rodzice dzieciństwo i młodość to niech teraz z tą świadomością żyje.
  • 03.09.17, 23:13
    Twój paskudny waleczny charakter jak to nazywasz to twoja moc i twoja bron, dzieki której jesteś w stanie zrobić WSZYSTKO, naprawde wszystko, gdy się przylozysz. Ja tez jestem cholerykiem, ale wybucham rzadko i uważam, ze ma cudowny i wspanialy, waleczny charakter, i dzieki niemu właśnie nie tkwię w matrixie, tylko udalo mi sie ten nasz rodzinny burdel uporządkować, z korzyścią dla wszystkich. Doceń mila ten swoj charakter w koncu, przestań w koncu wchodzić wszystkim w zad, jak cie tego nauczono w rodzinie pochodzenia i zacznij w końcu swoje życie układać tak jak tobie pasuje. Masz uleglego meza i charakter dzieki któremu możesz ten matrix rozwiązać, a nie korzystasz ze swoich możliwości, tylko odtwarzasz jakies rodzinne slajdy z przeszłości w swoim wykonaniu. Pozbadz sie bycia mila i grzeczna, poszukaj w sobie złości, pozwól jej się uwolnić i okaz ja tym którzy na to zasluguja a potem aktywnie i konsekwentnie dzisiaj, aż do satysfakcjonujacego cie skutku. Latwo nie będzie, ale radość będzie duza jak ci się uda. I tak jak piszesz lepiej wydac te pieniądz na spa czy na potrzebujących a nie na pasożyta. Pasożyt niech zacznie zyc na miare swoich możliwości fin., dość juz się napasl cudza krzywda. Nie pozwól na ciag dalszy.
  • 03.09.17, 23:28
    Acha i to:" wszystkim chce zrobić dobrze" to nie jest twój charakter, tylko wdrukowane w ciebie kody postepowania przez narcystycznych rodziców. Prawdziwy charakter jak piszesz masz waleczny, tylko z niego tak naprawde nie korzystasz, odzywa sie w postaci cholerycznych zachowan, gdy juz pozwolisz komuś na zbyt wiele, wówczas wybuchasz. Popracuj nad sobą i zacznij korzystać ze swojego prawdziwego charakteru a nie z fałszywych wdrukowanych przez rodziców kodów. Juz nie funkcjonujesz w rodzinie pochodzenia, nie musisz byc dla wszystkich mila i grzeczna. Wręcz na burakach i chamach powinnaś ćwiczyć sie w byciu niemila, wówczas łatwiej pozbędziesz sie tych fikcyjnych wdrukowanych kodowbpostepowania.
  • 03.09.17, 23:19
    Super ze masz bardzo dobre relacje z siostra, tego rodzicom nie udalo sie schrzanić. A bardzo czesto relacje miedzy rodzeństwem w rodzinie narcystycznej sa slabe lub wręcz żadne.
  • 03.09.17, 21:57
    Zuzi, a Twoj mąż jest jedynakiem?
  • 03.09.17, 23:01
    Nie, ma rodzeństwo.
  • 03.09.17, 23:05
    A jak rodzeństwo rowiazalo sprawę teściów?
  • 03.09.17, 23:15
    Wyemigrowalo:)
  • 03.09.17, 22:34
    No i doszliśmy do sedna sprawy. Twoim problemem nie jest toksyczna teściowa, tylko toksycznie uwikłany mąż. Ja rozumiem twoją chęć obwinienia za wasze problemy teściową, a nie człowieka, któremu przysięgało się przed ołtarzem, z którym doczekało się dzieci i wnuków, ale fakt pozostanie faktem: to z mężem masz problem, a nie z jego matką. Z teściową to ty sobie dzięki swojemu uporowi poradziłaś pięknie. Postawiłaś na swoim i w końcu zerwałaś z toksykiem kontakty. Brawo. A teraz czas zmierzyć się z realiami: mąż uzależniony jest od toksycznej matki i to nad wpływem tej relacji na wasze małżeństwo będziesz musiała pracować. Twój mąż uwikłany jest ciężko. Świadczy o tym fakt, że próbuje wymusić na tobie ponowne kontakty z matką pomimo szeregu naprawdę hardkorowych akcji w jej wykonaniu. To rokuje słabo. Natomiast bladym światełkiem w tunelu jest fakt, że parę razy jednak się jej postawił. To znaczy, że jakaś szansa na poprawę jest, ale będzie ona okupiona ciężką pracą tak z twojej, jak i jego strony. Moim zdaniem bez długotrwałej indywidualnej terapii męża się nie obejdzie. Są na to szanse?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.