Dodaj do ulubionych

Zabiła .... i dobrze zrobiła !!

11.10.17, 09:53
3Sąd uniewinnił młodą matkę, która zasztyletowała swego partnera kata. - To wspaniała wiadomość. Na taki wyrok osoby pracujące z ofiarami przemocy domowej czekały długo - mówią działaczki organizacji kobiecych
Witoszów Dolny to niewielka miejscowość pod Świdnicą na Dolnym Śląsku znana z zabytkowego pałacu. W tej sennej i spokojnej na co dzień mieścinie w kwietniu zeszłego roku w niedzielny wieczór 24-letnia Małgorzata S. dźgnęła nożem swojego konkubenta, starszego o siedem lat Jana S. Na miejsce przyjechała karetka pogotowia, ale dla mężczyzny nic już nie dało się zrobić. Cios był śmiertelny, prosto w serce.

„Przerażające sceny rozegrały się w jednym z mieszkań w Witoszowie. Pijana 24-latka rzuciła się z nożem na swojego 31-letniego partnera. Nie wiadomo, dlaczego kobieta zabiła. Nie została jeszcze przesłuchana. Możliwe, że zaatakowała w ataku furii” – donosił zaraz po tragedii jeden z tabloidów.

Kobieta została zamknięta na kilka tygodni w areszcie. Prokurator chciał dla niej ośmiu lat więzienia. Kilka dni temu Sąd Okręgowy w Świdnicy uznał, że Małgorzata S. jest niewinna. Zdaniem sądu trudno tu mówić o morderstwie, kobieta działała w obronie koniecznej, na jej korzyść przemawia także to, że zaraz po zdarzeniu szukała ratunku, próbowała zatamować krew, wezwała pogotowie.

– Sąd uznał, że to nie oskarżona sprowokowała zajście, lecz pokrzywdzony, a za nóż kobieta chwyciła dopiero wtedy, gdy była przez niego duszona – wyjaśnia Agnieszka Połyniak, rzeczniczka sądu w Świdnicy.

Dodaje, że sąd uznał, iż kobieta była ofiarą przemocy domowej, a mężczyzna był agresorem w ich związku. Małgorzata, broniąc się, próbując ocalić zagrożone życie, nie przekroczyła granic obrony koniecznej. Sprawa nie jest jeszcze zamknięta, od wyroku może się odwołać prokuratura.

Była niebieska karta i co z tego?
Takich historii jak dramat Małgorzaty S. działaczki i działacze organizacji pomagających ofiarom przemocy wysłuchują niemal codziennie. Kobieta wychowała się w rodzinie alkoholowej. Nie udało jej się zmienić życia – związała się ze starszym od siebie o siedem lat pijącym mężczyzną, zamieszkali z jej rodzicami, w ich domu. Na początku, jak potem relacjonowali sąsiedzi, nawet im się układało, ale gdy na świat przyszło pierwsze dziecko, Jan S. zaczął pić nałogowo. Nie musiał daleko szukać towarzystwa do kieliszka – pił z rodzicami swojej konkubiny. Im bardziej pogrążał się w nałogu, tym gorzej traktował Małgorzatę. Wyzywał ją najgorszymi słowami, poniżał na każdym kroku, kopał, gwałcił, bił. Pojawienie się drugiego dziecka nie poprawiło sytuacji w domu. Zdarzało się, że do przemocy dochodziło na oczach dzieci.

Życie kobiety stało się piekłem. Awantury były codziennością. Małgorzata coraz częściej chodziła posiniaczona, sąsiadom wmawiała a to, że się potknęła, a to, że upadła na schodach. Sąsiedzi i tak swoje wiedzieli, ale interwencji nikt nie podjął.

Z rozpaczy kobieta sama zaczęła pić. Próbowała wymóc na Janie S. inne traktowanie, kilka razy wzywała do domu policję. Rodzinę odwiedzał kurator, była założona niebieska karta. Mimo to nie udało się zapobiec tragedii.

Procedury nie pomogą, muszą pomóc ludzie
Co takiego zdarzyło się w niedzielny wieczór w domu w Witoszowie? Jak relacjonowała po procesie „Gazeta Wrocławska”, zaczęło się od kolejnej awantury, jakich wiele. Pijany Jan S. zaczął wyzywać swoją konkubinę, wtórowała mu również pijana matka kobiety. Zdenerwowana Małgorzata S. chciała uderzyć konkubenta, ten jednak zdążył chwycić ją za rękę, a potem zaczął dusić. Kobieta traciła oddech, tym razem bała się, że mężczyzna w końcu ją zamorduje. Złapała leżący na stole nóż i dźgnęła nim konkubenta, chcąc się uwolnić.

– Na taki wyrok uniewinniający osoby pracujące z ofiarami przemocy czekały długo – mówi Renata Szczepańska, psycholożka z Bielska-Białej. – Orzeczenie jest słuszne, to był atak z jednej strony i instynkt przetrwania z drugiej. Ofiara walczyła o życie. Mamy różne procedury na wypadek przemocy, trochę sobie uspokoiliśmy w ten sposób sumienia, a to nie wszystko, samo tworzenie procedur niewiele w sytuacji ofiar zmienia. Pomóc muszą ludzie. W tym przypadku byli przecież blisko rodzice ofiary, byli sąsiedzi... i nie udało się zapobiec tragedii.

W sierpniu w Bielsku-Białej 39-latek poderżnął gardło swojej 35-letniej żonie. Procedury były w tym przypadku wdrożone – na papierze wszystko się zgadzało.

Prokurator dopiero co wydał mężczyźnie nakaz natychmiastowego opuszczenia mieszkania, zakazał mu kontaktowania się z kobietą i oddał go pod dozór policji. Wcześniej mężczyzna znęcał się, terroryzował małżonkę, szantażując ją m.in. tym, że popełni samobójstwo. Procedury niewiele dały. Mężczyzna zastosował się do nakazu wyprowadzki, spędził noc poza domem, po czym wrócił do mieszkania, zabił żonę, a potem rzeczywiście próbował popełnić samobójstwo. Ranny został przewieziony do szpitala. Kobieta osierociła dwójkę dzieci.

Chciała uciszyć swego kata
Taki wyrok, jaki wydał Sąd Okręgowy w Świdnicy, to w Polsce nadal wyjątek. Fundacja Pozytywnych Zmian z Bielska-Białej zajmuje się przeciwdziałaniem przemocy, zwłaszcza wobec kobiet. Kilka lat temu działaczki fundacji brały udział w procesie pięćdziesięcioparolatki ze wsi pod Bielskiem oskarżonej o to, że kuchenną ścierką udusiła męża, który znęcał się nad rodziną. Mąż katował ją przez wiele lat. Złamał jej rękę, wybił zęby, bił ją także, gdy była w ciąży, dwa razy urodziła za wcześnie, jej dzieci zmarły. Wiele razy w domu interweniowała policja, ale mężczyzna nic sobie z tego nie robił. Raz pogonił funkcjonariuszy z siekierą.

– Mój ojciec nie był dobrym człowiekiem – zeznawała w sądzie córka.

W dniu tragedii we wsi mężczyzna wrócił do domu pijany. Zaczął wyzywać kobietę od kurew, ta chciała go uciszyć, przykładając mu do ust kuchenną ścierkę. Gdy zobaczyła, że nie oddycha, wezwała pogotowie i reanimowała go do chwili przyjazdu karetki. Mimo to bielski sąd skazał ją na pobyt w więzieniu.

Większość wyroków w zawieszeniu
Fundacja Pozytywnych Zmian od kilku lat prowadzi monitoring sądów rejonowych na terenie województwa śląskiego. Działaczki interesują się losami spraw wszczętych z art. 207 kodeksu karnego, czyli za znęcanie się nad osobą najbliższą. Anna Chęć z fundacji mówi, że z najnowszego „Raportu z monitoringu sądów rejonowych” wynika, że nadal 64 proc. wyroków pozbawienia wolności dla katów żon i konkubin to wyroki w zawieszeniu. Niezwykle rzadko, bo tylko w 4 proc. spraw, zastosowano nakaz opuszczenia lokalu przez sprawcę. Zakaz zbliżania się kata do ofiary zastosowano jedynie w 8 proc. wyroków. Tylko w 9 proc. spraw sądy skierowały przemocowców do programów korekcyjno-edukacyjnych.

– Podobna sytuacja jest w całej Polsce – mówi Chęć. – Wspaniale, że w Świdnicy zapadł taki wyrok. Gdyby ta kobieta poszła do więzienia, karę za przemoc wobec niej poniosłaby cała rodzina, także małe dzieci.

**150 ofiar rocznie**

Statystyki mówią o blisko stu tysiącach osób doświadczających przemocy domowej. Większość z nich to kobiety. Ale i te dane to zaledwie wierzchołek góry lodowej – obejmują wyłącznie przypadki zgłoszone organom ścigania. Według badań kryminologicznych około miliona kobiet doświadcza przemocy fizycznej lub seksualnej. Większość sprawców nigdy nie zostaje ukarana. Badania na ten temat prowadziła m.in. profesor Beata Gruszczyńska z Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości Uniwersytetu Warszawskiego. Według jej raportu co roku w Polsce zostaje zgwałconych około 30 tys. kobiet, a 150 ginie wskutek przemocy domowej – najczęściej ponoszą śmierć z ręki męża lub partnera.

Edytor zaawansowany
  • 11.10.17, 10:55
    Brawa dla sadu za rozsadek przy podejmowaniu wyroku.
  • 11.10.17, 11:04
    Dobrze że sąd mądry.
    Natomiast myślę co z nią i jej dziećmi dalej będzie - przecież zapewne nie mają dokąd iść, więc wylądują z powrotem w domu przemocowych alkoholowych rodziców tejże dziewczyny, akceptujących przemoc i ją stosujących...
    Jaką szansę ktoś taki jak ta dziewczyna ma na inne życie?
    Tylko jeśli się wyrwie z tamtego środowiska, będzie miała swoje mieszkanie, pracę, będzie ją stać na niebycie zależną od rodziny. A to - z dziećmi, bez pieniędzy - nie do zrobienia.
  • 11.10.17, 12:28
    Tak, dziewczyna wyląduje z powrotem w domu matki, ktora pijana wtórowała konkubentowi gdy ten ubliżał jej córce i sie przyglądała ( pewnie z uśmieszkiem) jak ja bił i gwalcil. Nie jestem pewna czy mamusia odważy sie teraz na ubliżanie córce.
  • 11.10.17, 13:02
    Teraz przy obiedzie cały czas myślałam o tej dziewczynie. Szkoda ze mamusi nie przyłożyła. Mamusi sie bardziej nalezalo niz konkubentowi - dręczyła ja całe życie.
  • 11.10.17, 12:31
    Nie podoba mi się bardzo komentarz "zabiła i dobrze zrobiła". Zabójstwo nigdy nie jest dobrym uczynkiem ani dla kata ani dla jego ofiary. To zacieranie oczywistości, że państwo i jego organy nie działają w podobnych przypadkach jak należy, a najczęściej... nie działają wcale. To nie sytuacja, że do mieszkania niespodzianie wdziera się obcy bandyta z bronią i ginie zabity przez mieszkańców w obronie koniecznej, to długoletnia, trwająca bezradność absolutnie wszystkich dookoła nie tylko pozwalająca ale i uprawomocniająca bezkarność. I problem wcale nie został rozwiązany wraz ze śmiercią tego agresora. Na tym polega prawdziwa tragedia.
  • 11.10.17, 13:51
    To z dziećmi i bez pieniędzy jest trudne do zrobienia, nie ryzykowałabym kategorycznych stwierdzeń, że się nie da.

    Pamiętam dziewczynę z "Pomocnych", która z dwójką dzieci uciekła od agresywnego partnera do schroniska dla samotnych matek, potem coś wynajmowała, przez kilka lat potrzebowała niewielkiej pomocy (pomocne wysyłały ubranka dla dzieci, akcja Gwiazdka i wyprawka szkolna), potem znalazła pracę w Anglii i wyjechała.

    Nie twierdzę, że umiałabym to zrobić, ale są ludzie, którzy potrafią.

    --
    The conceptual penis [...], is exclusionary to disenfranchised communities based upon gender or reproductive identity [...] and is the conceptual driver behind much of climate change.
  • 16.10.17, 21:41
    Wreszcie rozsadek przez sad przemowil.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.