Dodaj do ulubionych

Życie po zdradzie...

14.10.17, 18:40
Ponad 2 miesiące temu odkryłam, że mąż mnie zdradza. 10 lat po ślubie, 2 dzieci (3 i 6 lat). Poznając męża uważałam, że trafiłam na tego jedynego, że dzieci tylko będą tą wisienką na torcie. Po dzieciach zmieniło się na gorzej, bo miałam wobec niego coraz większe wymagania, ale powiedzmy, że były wzloty i upadki i po 1 dziecku świadomie zaplanowaliśmy 2. Tu juz było lepiej, mąż mając doświadczenie po 1 dziecku wiedział jak będzie z 2.
Od ok. 2 lat układa nam się bardzo średnio. Ale mówię sobie kolejny kryzys damy radę... Mąż dodatkowo miał w pracy pewnie problemy, i nie wypadłam najlepiej, ponoć nie wsparłam jak trzeba, tylko jeszcze wierciłam dziury.... Zawsze otwarcie mówiłam o swoich odczuciach, czego mi brakuje, co czuje itp. On o wszystkim wiedział. Potem znalazł 2 pracę i tam pojawiła się pewna "życzliwa" koleżanka. Sama małpa miała kryzys w swoim związku a dopiepszyła się do mojego faceta. Na swoje "szczęście" słyszałam ich rozmowy (mąż ma wszystko nagrywane w telefonie i mnie tkneło, że muszęsprawdzić)... Jak słyszałam te jej "pocieszanie" to mnie krew zalewała. Że ona by tak nie zrobiła, że cieszy się, że go słyszy, że ona zawsze by się cieszyła na jego widok, że czego ona by to z nim nie robiła.... :/ Naściemniała mu, a on w to poszedł. Wynika, że bardziej była to zdrada emocjonalna, choć ponoć jakieś całusy były :(.

Boli jak cholera, jeszcze do dzisiaj nie umiem się z tym oswoić. Boli. I jeszcze nie widzę, by przyszłość wiła się różowych barwach czy takie będą nie wiem...

Po bolesnych rozmowach doszliśmy do wniosku, że tak dużo nas łączy tyle lat razem, dzieci, wspólne plany itp. Próbujemy ułożyć życie na nowo.

Mąż swtwierdził, że nie będzie się kajał, że nie będzie pokorny. Zakończył tamtą pracę, urwał totalnie z nią kontakt, usunał maila z którego z nią pisał, zmienił numer telefonu... Wybrał mnie. Ale on zrobił swoje, a teraz ja mam działać starać się bo go zaniedbałam jego potrzeby. Fakt nie dbałam o niego szara rzeczywistość, opieka nad dziećmi 24 h spadła na mnie. Ciężko mi bo jeszcze najbardziej wkur..... mjie fakt tego starania, że niedość, że to ja zostałam pokrzywdzona to ja muszę się starać... A on urwał tamten temat i co.... i to by było na tyle... Do dziś nie usłyszałam, że on mnie kocha, że jestem dla niego ważna... A ja potrzebuje też usłszeć co mu w sercu gra. A nie, że muszę się domyślać.

A ciągle mam wrażenie, że liczy się tylko on, a gdzie jestem ja...

Czy są tu osoby, którym się udało? Po jakim czasie?
Edytor zaawansowany
  • 14.10.17, 22:06
    Nie jestem pewna czy to dobre forum do pisania na takie tematy. Zapewne dostaniesz rady w stylu, że sama jesteś sobie winna...bo np. wykryłaś zdradę :)
    a tak na poważnie to |" Mąż swtwierdził, że nie będzie się kajał, że nie będzie pokorny" to jakiś żart ?
    trafiłaś na wyjątkowego d...pka

    "Fakt nie dbałam o niego szara rzeczywistość, opieka nad dziećmi 24 h spadła na mnie." - zagoń męża do wzięcia odpowiedzialności za rodzinę

    ogólnie to współczuję
  • 14.10.17, 22:15
    i chwała Bogu, że nie masz żadnej historii na tym forum...już by Ci wszystko wyciągnięto i by się okazało, że sama męża do zdrady zmusiłaś :) A tak to czysta karta :) Może ocenią to bez złośliwości i udowadniania "ja bym nigdy w życiu mężowi do komórki nie zajrzała, bo to zbrodnia, a poza tym mój mąż od 35 lat kocha mnie i tylko wyłącznie mnie" :)
  • 15.10.17, 12:32
    Może mąż kocha 35 rok właśnie dlatego, ze może, a nie musi.
  • 15.10.17, 12:57
    Bardzo Ci współczuję. Przy takiej postawie męża ja skupiłabym się przede wszystkim na sobie i odpowiedziała sobie na pytanie - czego ja chcę? Wzięłabym też pod lupę "tyle lat razem" - ich jakość i przeanalizowała wspólne plany - bo może one wcale nie sa takie wspólne. Postaraj się być w miarę obiektywna i szczera sama ze sobą. Czy Twoje potrzeby mąż zaspokajał?
  • 15.10.17, 13:53
    Szczerze mówiąc, ja bym się bardziej przejęła zdradą emocjonalna, niż przypadkowym skokiem w bok. I tym, z eto, co Was łączy to tylko sprawy zewnętrzne - dzieci i plany.
    Myśle, ze w Waszym przypadku przydałaby się terapia rodzinna.
  • 15.10.17, 17:02
    ja rozumiem że nie każdy tel jest zabezpieczony odciskiem palca, ale jak nie to są piny i wzorki na ekranie

    no i jeszcze koleś nagrywa rozmowy z kochanką żeby żona mogła posłuchać mptrójek

    jako forumowy detektyw od razu klasyfikuję sprawę jako trolling pierwszego stopnia
  • 24.10.17, 12:35
    Forumowy detektyw, he he...he. Czyli ktoś kto murem stanie po stronie zdradzającego? znajdzie usprawiedliwienie dla każdej zdrady?
  • 15.10.17, 19:10
    Na początku jak wykryłam... od dłuższego czasu podejrzewałam zmienił sę wygląd, zachowanie, do mnie podejście... Ale potrzebowałam dowodów by nie mogl czemukolwiek zaprzeczyc. Rozmowy od zawsze mial nagrywane czy to z kochanka czy bez... Po czasie powiedzial mi, ze zbieral sie na odwage by mi powiedziec, ze tchorzyl... ale sam juz nie mogl dalej tak zyc, gniotlo go to strasznie.
    Ogolnie doszlismy do wnioskow, ze kazdy zawalil choc on na calej lini. Ja go zaniedbalam i fakt od pewnego czasu stal mi sie obojetny i w sumie zastanawialam sie czy jest sens z nim byc... mialam totalna zalamke... to wszystko mnie dobilo a ja zamiast sie ratowac tonelam... on poszukal wsparcia u zupelnie obcej mu osoby, ktora go zrozumiala, lub tylko udawala bo sama majac problemy jak mogla mu pomoc, co dopiero po czasie sobie uswiadomil... Zaluje, ze nie donioslam jej mezowi, bo moglam to zrobic, ale wybral ostatecznie mnie.
    Maz w jakims stopniu zmienil podejscie, choc do idealu daleko.
    Plany wspolne sa, zycie na bycie razem tez. Boje sie, bo teraz czuje sie jeszcze malo bezpiecznie i gdzie te jego niedociagniecia czy egoizm cialge sie przewija i to wiecie mnie niepokoi. Bo jak przyjdzie kiedys nie mowie, ze w tym roku, czy za rok kolejny kryzys a ja nie dam mu odpowiedniego wsparcia to czy znow mnie zawiedzie, wtedy drugiej szansy nie dam, bo wtedy bedzie dla mnie totalnym dupkiem, teraz jest glupkiem za to co zrobil.
    Dalam szanse, choc zawsze moje przekonania byly takie, ze zdrada i koniec. A tu jednak malzenstwo, lata wspolne razem, duzo nas laczy, plus mamy dzieci i zaczelam myslec, ze szansa chyba kazdemu sie nalezy, nie jest seksoholikiem, bardziej okazalo sie,ze byla to zdrada emocjonalna, seksu nie bylo, ale i tak bol jest za to, ze ukrywal, ze klamal, ze przekroczyl granice. On wie, ze zle zrobil. Przepraszal. Wybaczyc moze jestem w stanie, ale nigdy nie zapomne, bol bedze zawsze, czy to uslysze jej imie u kogokolwiek, czy uslysze podobn nazwe do pracy w ktore ja poznal. To wszystko jest mega trudne, ale czy gdybym od razu uciela od tak to wszystko czy nie zalowalabym w przyszlosci, ze nie sprobowalam, czy dzieci jak sie kiedys dowiedza nie mialyby pretensji, ze mamo moglas sprobowac, wybaczyc....

    Moze jestem naiwna i czasami tak sie czuje, ze jestem idiotka.... ale nie jest mi obojetny, choc za to wszystko najchetniej bym go powiesila za penisa i strzela do niego co sil, a ja golymi rekami moglabym udusic lub zywcem spalic, bo ktos kto sam ma problemy wpiepsza sie w nieswoje...

    A tu liczylam na jakies historie pozytywne, ze tak zostalam/zostalem zdradzony ale udalo sie... i kwestia jak, kiedy i co zrobiliscie czy sami, czy z terapeuta....
  • 15.10.17, 19:37
    Wiesz, jeśli mąż stał i się obojętny, to ja nie bardzo sie dziwię, ze poszukał kogoś, dla kogo jest ważny. Czy miałaś jakieś istotne powody, aby przestać się interesować mężem?
    Jeśli liczysz na to, że Ty nie będziesz dawała wsparcia, będziesz miała okresy obojętności, a mąż "nie zawiedzie" - to ja bym na to nie liczyła.
    Problem jest tu z obu stron. Ty będziesz miała problemy, aby wybaczyć fakt, ze maż zainteresował sie im innym, bo o zdradzi raczej nie ma tu mowy. Mąż może mieć problem z wybaczeniem Ci obojętności, która przeszła Ci dopiero wtedy, gdy sie przestraszyłaś, ze odejdzie. Czyli nie tyle zależy Ci na facecie, co na związku.
    Moim zdaniem sytuacja jest na tyle skomplikowana, ze terapeuta byłby konieczny.
  • 15.10.17, 20:06
    a nie mówiłam :) sama sobie jesteś winna :) już pojawił się głos, że nie jest dziwne, że mąż poszukał sobie kogoś innego dla kogo jest ważny.
  • 15.10.17, 20:19
    to twój wątek trollowski że tak się podniecasz?
  • 15.10.17, 20:29
    troll nie troll, zasada jest jak widać jedna : kobieta winna każdej zdradzie :)
  • 15.10.17, 21:09
    mów za siebie.
  • 15.10.17, 21:16
    Nie, nie każda kobieta jest winna zdradzie. Ale i nie każda jest absolutnie niewinna.
    Tu mamy specyficzną sytuację - nie ma zdrady, natomiast sama żona zdaje sobie sprawę, ze coś w małżeństwie popsuło się wcześniej i ze mąż stał się jej obojętny. To, niestety, może być przyczyną szukania zrozumienia gdzie indziej.
    Powiedzenie dziewczynie "Zdrada jest winą wyłącznie męża, nawet jeśli jest ci obojętny i rozważasz odejście, to ma być wierny, ty masz prawo traktować go jak chcesz " nie jest dobrą podstawą do uratowania małżeństwa.
  • 15.10.17, 21:24
    Jest sobie marne małżeństwo traktujące się z buta, i wreszcie - huraaa - jedno zdradziło. Czyli jest super, winny bycia złym małżeństwem znaleziony, drugi może założyć wieniec skrzywdzonego i niewinnego. Kurtyna.
  • 15.10.17, 21:35
    Skad założenie ze małżeństwo było marne ?
    Tysiące małżeństw przeżywa kryzysy ...zwłaszcza gdy pojawia się dzieci a z reguły mężczyzna, choć są tez takie kobiet, mimo deklaracji ze je chciał. ..ma problem bo jego sytuacja się zmienia a nie zawsze do tego dojrzał. Nie wszyscy jednak panowie szukaja pocieszenia poza domem.
    Na dodatek tu mąż trolla bądź nie okazuje się nie czuc skruchy i wpedza autorkę w poczucie winy ze nie dosc się starała o niego. Dla mnie paranoja.
  • 15.10.17, 21:27
    A nie powinno być tak, że jak jest kryzys w związku to mąż zamiast cytuje szukać sobie kogoś innego dla kogo jest ważny, powinien najpierw porozmawiać z partnerka, powalczyc?
  • 16.10.17, 11:50
    Może rozmowy były. Może mąż usłyszał: nie wiem czy chcę z Tobą być.
    Przecież autorka pisze wyraźnie: był mi obojętny, nie udzielałam mu wsparcia.
    Nie rozgrzeszam męża, ale nie stanę po stronie autorki, bo uważam, że nie bierze odpowiedzialności za swój udział w tej zdradzie. A jest on widoczny i istotny.

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 16.10.17, 21:39
    Pade, mąż nie czuje, żadnej skruchy i wmawia autorce, że to jej wina. Pod takim naporem pewnie autorka zaczęła swoje osobiste analizy i doszła do wniosku, że faktycznie "nie dbałam o niego".
    Ja tak to widzę, ten udział w zdradzie autorki może być jej wmówiony, bo np. dziećmi się zajmowała nie mając wsparcia męża i nie starczało jej sił na związek, ale czy to jej wina ?
  • 16.10.17, 21:38
    verdana napisała:

    > Nie, nie każda kobieta jest winna zdradzie. Ale i nie każda jest absolutnie nie
    > winna.

    Verdano, ale w tej sytuacji sprawa jest jasna. Sa male dzieci i wiadomo, ze w takim ukladzie przez pierwsze lata maz idzie troche w odstawke. To jest taki moment kryzysowy, ale dojrzaly facet to rozumie i stara sie zone odciazyc w obowiazkach a nie robic skok w bok, bo zona nie dala mu misiowi wystarczajacej opieki i zamatkowania. Przeciez ona juz ma dzieci. Teraz potrzebowala meza, ktory by ja wsparl w trudnym przeciez momencie wychowywania malutkich dzieci. A co dostala? Zdrade.
  • 16.10.17, 21:41
    Nie, nie jest jasne, ze jak są małe dzieci to mąż idzie w odstawkę.
    Dla mnie to absolutnie niejasne. Mąż to mąż, dzieci to dzieci. Nie można powiedzieć facetowi "Wybacz, ale przez następne kilka lat będziesz i obojętny, o dzieci sa dla mnie ważniejsze". Nie sa i nie powinny być.
  • 17.10.17, 21:06
    verdana napisała:

    > Nie, nie jest jasne, ze jak są małe dzieci to mąż idzie w odstawkę.
    > Dla mnie to absolutnie niejasne. Mąż to mąż, dzieci to dzieci. Nie można powied
    > zieć facetowi "Wybacz, ale przez następne kilka lat będziesz i obojętny, o dzie
    > ci sa dla mnie ważniejsze".

    Verdano jestes jak sadze szczesliwa mama super zdrowych i ukladnych dzieci, oraz w poczatkowej fazie wychowywania zawsze mialas pod reka jakas usluzna opieke do dzieci.
    Nie dziwie sie, ze tak funkcjonujac masz takie zdanie jakie masz.
    Ale czasem nie jest tak fajnie, nawet czesciej niz czasem i niestety z mezem nie spedza sie juz tak samo duzo czasu jak przez epoka dzieci. Dojrzaly mezczyzna to rozumie i jakos sobie wspolnie ciagna ten swoj wozek, a egoista bedzie sie czul odrzucony.
    Verdano opisujesz po prostu sytuacje idealna, ale tu nie raj, tu ziemia. Po prostu kochajacy sie ludzie probuja przetrwac ten czas razem nie spiac po nocach na zmiane itp. a maz sie nie obraza, ze zona nie jest juz taka milusna, piekna i pachnaca oraz nie gryzie go za uszkiem wieczorami.
    Tylko egoista ma pretensje do mlodej matki, ze ta nie dosc czasu mu poswieca.
  • 17.10.17, 23:25
    Dojrzali ludzie również rozumieją, że kiedy zmienia się sytuacja to należy w dwójnasób dbać o dobre relacje i poczucie bliskości, starać się wygospodarować czas i energię dla siebie nawzajem nawet kosztem np. obowiązków domowych. I nie, nie przemawia do mnie stwierdzenie: mamy dzieci, więc jako partnerzy idziemy w odstawkę.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 18.10.17, 16:04
    milamala napisała:


    > Verdano opisujesz po prostu sytuacje idealna, ale tu nie raj, tu ziemia. Po pro
    > stu kochajacy sie ludzie probuja przetrwac ten czas razem nie spiac po nocach n
    > a zmiane itp. a maz sie nie obraza, ze zona nie jest juz taka milusna, piekna i
    > pachnaca oraz nie gryzie go za uszkiem wieczorami.

    A ja nie widzę powodu by dziecko sprawiało że żona nie może dbać o siebie i NADAL traktować męża jak męża, a nie tylko jak ojca dziecka. Obowiązkami przy niemowlęciu i małym dziecku trzeba się dzielić tak, by znaleźć też trochę czasu. To się da zrobić. Bez pomocy niań i opiekunek. Ale też.. trzeba mieć w domu odpowiedniego i odpowiedzialnego mężczyznę, a nie sfochowanego chłopca.
  • 18.10.17, 17:37
    Jak ma w domu niedopieszczonego egoiste to raczej trudno, i caly problem polega na tym, ze takiego wlasnie ma autorka watku i zbiera ciegi (szkoda, ze forum przestalo byc eksperckie, schodzi na psy, ze hej).
    Wszystko jest jej wina wg co poniektorych "ekspertek".
    Maz ja zdradzil, jej wina, bo pewnie pan przemeczony utrzymywaniem rodziny a zona mu dziure wierci i go nie dopieszcza, no to co mial biedaczek zrobic, poszedl na baby. Okazuje sie, ze pani pracuje zawodowo, wiec jej "przemeczony"malzonek nie ma na co narzekac, ale dla forumowych "ekspertek" i tak to wina zony, bo niby pracuje to ok, ale czemu sie nie dzieli obowiazkami, to tez jej wina a nie malzonka. Juz sobie wyobrazam jakby autorka przyznala, ze wiercila mu dziure wlasnie o to aby byl podzial obowiazkow w malzenstwie. Wiercic dziury nie mozna, wiec trzeba znalesc inna droge do zmuszenia egoistycznego lenia do pomocy, jak autorka tego magicznego sposobu by nie znalazla to oczywiscie ... jej wina.
    Wstydzcie sie dziewczyny. Zamiast dac jej konkretne rady, oparcie, co dalej, to pseudopsychologizujace diagnozy jej wystawiacie, same sobie zaprzeczacie w kazdym zadaniu, ale nie wazne, wazne zeby autorka miala swiadomosc ... ze to jej wina, co by nie zrobila to i tak jej wina. Wierci dziure - zle, nie wierci dziury - zle, chyba powinna sobie strzelic w leb.
  • 18.10.17, 21:26
    milamala napisała:

    > Wszystko jest jej wina wg co poniektorych "ekspertek".

    Coś się tak uczepiła tej winy? Jeśli w związku źle się dzieje to najczęściej jest winą dwóch osób. Warto zamiast ustalać kto zawinił bardziej co nie ma większego sensu, zastanowić się samemu co się źle zrobiło zarówno jeśli ma się ochotę i jest się gotowym na próbę ratowania związku jak i w sytuacji kiedy się go chce zakończyć by podobnych błędów na przyszłość nie popełniać.
    Sensownego rozdziału obowiązków po porodzie żadne z nich nie ustaliło.

  • 19.10.17, 08:53
    "Coś się tak uczepiła tej winy?"

    Wow, dobre sobie, warte innych wypowiedzi "ekspertek". A ty aquo przeczytalas watek (z przynajmniej ogolnym zrozumieniem), czy tak sobie skrobiesz bo lubisz, co ci akurat palce na klawiaturze wystukaja?
    Ja sie uczepilam tej winy, no dobre sobie, moze jeszcze obwniam watkodawczynie o to co zrobila, nie zrobila, zrobic mogla, albo i nie mogla, albo mogla tylko nie chciala itp? Wlasciwie idzmy dalej w absurd, jak juz sie tak uczepilam tej winy, to moze ja tez jestem winna, ze pan pania zdradzil.
    Kobieto przeczytaj a potem dopiero komentuj, bo juz strach sie bac wchodzic na to niegdys madre forum.
  • 19.10.17, 13:12
    Milamala, ja się z Verdaną, Aquą, Ed-winą zgadzam. Dlaczego? Mam za sobą dwudziestoletni staż małżeński i różne trudne doświadczenia. Dopiero niedawno zdałam sobie sprawę, że ja, tak jak autorka, tak się wkręciłam w matkowanie i gospodyniowanie, że kompletnie zapomniałam o mężu jako o człowieku. On był przez pewien czas narzędziem do zarabiania pieniędzy i wykonywania pewnych obowiązków domowych. Inna sprawa, że ja z siebie też zrobiłam matkę i gospodynię (i pracownika). O tym kim jestem przypomniałam sobie dopiero kilka lat temu.
    Wiele lat temu, jak powstawały fora gazetowe, a ja miałam w domu dwoje małych dzieci, czytałam wypowiedzi niektórych pań o tym, jak to nie należy zaniedbywać związku i często miałam ochotę napisać: "łatwo Ci mówić, a kto ma zrobić to czy tamto? samo się nie zrobi". Okazuje się, że czasem się robi samo, a czasem może sobie poczekać. Mąż czy żona są ważniejsi od czystej podłogi w domui wyprasowanych ubrań. Niby wszyscy to wiedzą, tylko w praktyce wygląda to inaczej.
    I stąd się biorą kryzysy, poczucie odrzucenia, szukanie wsparcia gdzie indziej. Każde "utonięcie" czy w pasji czy w pracy czy w pieluchach, lekcjach, przyniesie prędzej czy później nieprzyjemne skutki.
    Tu nie chodzi o winę. Tu chodzi o przyjrzenie się sobie, mężowi, związkowi, chodzi o rozmowy, o ustalenie priorytetów, o emocje i potrzeby. To jest bardzo ważne. Zdecydowanie ważniejsze od porządku w domu czy przyzwoitej pensji. Bo cóż z tego, że stać nas będzie na Dominikanę jeśli będziemy tam "wypoczywać" patrząc na siebie z niechęcią i żalem?

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 19.10.17, 13:49
    Wiele lat temu, jak powstawały fora gazetowe, a ja miałam w domu dwoje małych dzieci, czytałam wypowiedzi niektórych pań o tym, jak to nie należy zaniedbywać związku i często miałam ochotę napisać: "łatwo Ci mówić, a kto ma zrobić to czy tamto? samo się nie zrobi". Okazuje się, że czasem się robi samo, a czasem może sobie poczekać. Mąż czy żona są ważniejsi od czystej podłogi w domui wyprasowanych ubrań. Niby wszyscy to wiedzą, tylko w praktyce wygląda to inaczej. - dla mnie odkryciem, ba! objawieniem! było stwierdzenie, że nie zmienię drugiego człowieka, mogę tylko zmienić siebie, co chcąc nie chcąc wymusza zmiany w relacji. Na przykład ja nauczyłam się robić wiele rzeczy samotnie, w pojedynkę. Na początku relacji M bardzo dużo pracował, wyjeżdżał, jeszcze sport itp, naprawdę chwilami miałam wrażenie, że przede wszystkim na niego czekam. I było mi źle, bo tyle rzeczy chciałam z nim robić, a jego wiecznie nie było. Złościłam się, wkurzałam. Aż przestałam czekać, a zaczęłam robić to, na co miałam ochotę: nauczyłam się sama chodzić do kina, na koncerty, do muzeów, po jakimś czasie nauczyłam się nawet sama wyjeżdżać. Ja poczułam się szczęśliwsza, a M widząc, że coraz częściej mnie nie ma, zaczął tak ustawiać swój czas, by mi towarzyszyć. W pewnej chwili tak dużo, że aż zaczęło mi brakować moich samotnych wypadów. Po czasie udało nam się znaleźć złoty środek. Po pojawieniu się dziecka trzeba było zasady ustalać ponownie, ale już było łatwiej, mieliśmy praktykę.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 19.10.17, 14:05
    pade napisała:

    "> Mam za sobą dwudzi
    > estoletni staż małżeński i różne trudne doświadczenia"

    A ja mam za soba 12 lat malzenstwa, wiec nie jestem znowu takim swiezakiem malzenskim. Bardzo nas w tym czasie zycie doswiadczylo. Ale trzymalimsy sie razem. Nigdy nie mierzylam ile czasu mam na dopieszczenie meza, po prostu musielismy wszyscy jakos wspolnie przetrwac. Jak jest milosc, to nikt nikomu nie mierzy ilosci danego czasu, tylko ludzie sie wspieraja i razem probuja rozwiazac klopoty.
    Nie ma potrzeby mowic o zaniedbaniu czegos. Ludzie po prostu dbaja o siebie wzajemnie nei wyliczajac ani partnerowi ani sobie. Jesli maz nie dbalby o mnie to pewnie i ja o niego nie dbalabym. Nie moglabym nie dbac o czlowieka, ktory o mnie dba. Jesli nie czulabym sie w zwiazku kochana, to na pewno nie robilabym nic dobrego dla partnera. To "transakcja wiazana".
    Jesli w tym malzenstwie zabraklo "zadbania" to na pewno nie jest to wina jednej strony, a juz na pewno nie wylacznie malzonki.
    A narazie dowiedzielismy sie wylacznie co zrobila 'zle" pani watkodawczyni. A maz jak te lelija.

    cyt."Dopiero niedawno zdałam
    > sobie sprawę, że ja, tak jak autorka, tak się wkręciłam w matkowanie i gospodyn
    > iowanie, że kompletnie zapomniałam o mężu jako o człowieku. On był przez pewien
    > czas narzędziem do zarabiania pieniędzy i wykonywania pewnych obowiązków domow
    > ych. Inna sprawa, że ja z siebie też zrobiłam matkę i gospodynię (i pracownika)"

    A ja wlasnie wkrecilam sie w matkowanie i gospodyniowanie, wlasnie zeby odciazyc meza.

    cyt. "jak to nie należy zaniedbywać
    > związku i często miałam ochotę napisać: "łatwo Ci mówić, a kto ma zrobić to czy
    > tamto? samo się nie zrobi". Okazuje się, że czasem się robi samo, a czasem moż
    > e sobie poczekać. Mąż czy żona są ważniejsi od czystej podłogi w domui wyprasow
    > anych ubrań."

    Ja nawet nie wiem gdzie jest deska do prasowania, chyba gdzies na strychu. A czysta podloga, moze jest gdzies pod sterta rzeczy, jak kiedys ja odkryje to sie dowiem.
    Oboje sa wazni w zwiazku, a nakladanie dodatkowego obowiazku na pania domu, zeby obok opieki nad dziecmi i pracy zawodowej i pomimo braku milosci w zwiazku, pomimo braku wsparcia ciepla i pomocy jeszcze na pana chuchala i dmuchala jest bardzo zlym pomyslem.
    Zreszta nasza watkodawcyni juz sie przed wami kaja na wszelkie mozliwe sposoby, juz zrozmiala swoj "blad"juz wie, ze niekochajacego egoistycznego drania musi cierpliwie znosic, musi sie nim zaopiekowac chocby kosztem samej siebie, dzieci, pracy czy czegokolwiek.

    "> I stąd się biorą kryzysy, poczucie odrzucenia, szukanie wsparcia gdzie indziej"

    Nie wszystkie kryzysy biora sie z tego. Wiele kryzysow bierze sie z sytuacji zewnetrznych, nijak przez malzonkow nie wykreaowanych.
    Jesli jednak taka sytuacja sie zdarza, ze ktoras ze stron sie zagolopuje w hobby czy pracoholizm to dojrzaly czlowiek probuje z parnterem rozmawiac, bo w koncu kazdemu sie moze zdarzyc blad, a nie uciekac do zdrady, ktora niszczy wszsytko.
    Dodam, ze nie porownywalabym zajmowania sie dzieckiem z hobby, hobby to jednak przyjemnosc w ktora latwo zanaddto wpasc, a pieluchy, no coz to po pierwsza bardzo srednia przyjemnosc a po drugie w koncu to dziecka obojga partnerow sa te pieluchy i ktos tymi pieluchami jednak oporzadzic musi. Jesli matka zanaddto wpada wg malzonka w pieluchy czy gospodarowanie to co robi normalny kochajacy maz?
    ODCIAZA JA. A nie leci do innej. tej pani mogl sie zdarzyc "blad"ale dojrzaly czlowiek problem probuje rozwiazac a nie ucieka sie do zdrady.
    Tymczasem nie slyszymy tu zlego slowa o panu mezu, tylko wytykanie "bledow" pani.

    "> Tu nie chodzi o winę. Tu chodzi o przyjrzenie się sobie, mężowi, związkowi, cho
    > dzi o rozmowy, o ustalenie priorytetów, o emocje i potrzeby. To jest bardzo waż
    > ne.'

    Jestem nieliczna ktora w tym watku probuje przemycic pytanie o zwiazek i co z nim dalej. Pozostale "eksperckie" porady dotycza wyliczania wyimaginowanych bledow pani.
    Nie chodzi mi o przyjrzenie sie i wyliczenie czasu dla pana meza, bo czas dla partnera ktorego sie kocha i czuje sie przez niego kochanym sam sie znajduje, nawet w czasie obowiazkow. Chodzi mi o przyjrzenie sie zwiazkowi czy jest tam co ratowac, bo pan ewidentnie pani nie kocha. Nie tylko w niczym jej nie wspieral, nie przejal ani kapki jej domowych obowiazkow, wrecz uciekl od rodziny w prace zeby tylko nic od zony nie przejmowac. A wisienka na tym gorzkim torcie jest jego zdrada okraszona brakiem jakichkolwiek wyrzutow sumienia.
    Nie slyszalam zeby "ekspertki"sie do tego odniosly.
    Odnosily sie wylacznie do wyimaginowanych bledow malzonki.
    Nigdy ale to nigdy takiemu czlowiekowi nie dalabym wlasnego czasu, siebie, niczego. Dla takiej osoby jak ja zwiazek z takim mezczyzna to bylaby juz przeszlosc. Zwlaszcza ten koncowy brak wyrzutow sumienia.
    Dla mnie bylby to czas myslenia, co dalej, jak ukladac zycie bez meza. A o rozwod wnioslabym wylacznie z winy meza.
  • 19.10.17, 14:35
    Zapytaj autorkę czy próbowała oddać mężowi część obowiązków czy też pozostawała przy skargach typu: nie mam czasu, zarobiona jestem, w niczym mi nie pomagasz.
    Stwierdzenie, że ludzie uciekają w pracę od marudnej żony/męża nie jest usprawiedliwieniem tylko opisem sytuacji. Mąż nie rozmawiał, nie rozwiązywał problemów, uciekał. Żona próbowała przetrwać, nie rozmawiała, marudziła, jak to sama napisała "wierciła dziury w brzuchu". OBOJE nie potrafili się dogadać. Żonie mąż stał się obojętny, odsunęła się od niego, mężowi żona stała się obojętna, odsunął się od niej, poszukał wsparcia gdzie indziej. To też jest opis sytuacji, a nie usprawiedliwianie czy szukanie winnych.
    OBOJE nie rozmawiali, nie próbowali zmienić układu, kiedy przestał pasować, nie mówili o tym co boli, czego potrzebują. Jak im coś nie pasowało to uciekali, każdy w swoją stronę.
    No i przyszedł kryzys.
    To od nich zależy czy zrozumieją, że bez otwartości i rozmów nie da się poukładać małżeństwa, że potrzebna jest zmiana i to na różnych płaszczyznach. My za nich nic nie zrobimy.
    A, że autorka cierpi rozumiem, trudno, żeby zdrada nie bolała.
    Jest taka książka Katarzyny Miller "Kup kochance męża kwiaty". Nie czytałam jej, ale inne książki te autorki tak, więc sądzę, że ta pozycja jest równie dobra jak pozostałe. Może się przyda w zrozumieniu tego, co się zadziało i pomoże podjąć decyzję na przyszłość.

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 19.10.17, 16:28
    Problem w tym, ze 12 lat to akurat czas, gdy sa dzieci, kryzysy i trzeba razem wspólnie przetrwać. I działa. Tylko jeśli związek koncentruje sie na dzieciach i przetrwaniu, to gdy dzieci robią sie starsze i odchodzą z domu, okazuje się,że zostało w nim dwoje kompletnie obcych sobie ludzi. Bez dzieci, bez obowiązków nie mają już ze sobą nic wspólnego.
    Bywa i tak, ze ktoś ma potrzebę bycia dostrzeganym jako partner, a nie tylko ojciec czy zona. I ja nieszczególnie sie dziwię, ze takie osoby szukają akceptacji gdzie indziej, jesli problem trwa całe lata.
  • 20.10.17, 15:03
    verdana napisała:

    > Problem w tym, ze 12 lat to akurat czas, gdy sa dzieci, kryzysy i trzeba razem
    > wspólnie przetrwać. I działa. Tylko jeśli związek koncentruje sie na dzieciach
    > i przetrwaniu, to gdy dzieci robią sie starsze i odchodzą z domu, okazuje się,ż
    > e zostało w nim dwoje kompletnie obcych sobie ludzi. Bez dzieci, bez obowiązków
    > nie mają już ze sobą nic wspólnego.
    > Bywa i tak, ze ktoś ma potrzebę bycia dostrzeganym jako partner, a nie tylko oj
    > ciec czy zona. I ja nieszczególnie sie dziwię, ze takie osoby szukają akceptacj
    > i gdzie indziej, jesli problem trwa całe lata.

    Pani autorce zwiazek poszedl w las wlasnie w tym okresie o ktorym piszesz, ze trzeba przetrwac. Pan jeszcze nie dotrwal biedaczek do czasu kiedy dzieci odchodza i zostaje dwoje "obcych' sobie ludzi i "nie dziwota" ze pan sobie do innej odchodzi.
    Pan juz polazl w tango wtedy kiedy powinien trzetrwac i wspierac zone. W czasie w ktorym teoretycznie ludzie sa jeszcze sobie bliscy , ale jest trudno i jak zona (czy maz) nawala, to partner (ktory jeszcze kocha) cos robi w kierunku poprawy sytuacjj tj. jak pan nie czuje sie dosc zamatkowany to przejmuje jej obowiazki, rezygnuje z pracy, ktora stanowi jedynie zaslone dymna dla jego niecheci do zajecia sie domem, probuje rozmawiac, prosi o pomoc psychologa itp A NIE SZUKA SOBIE INNEJ.

    Jeszcze
  • 20.10.17, 15:12
    pade napisała:

    > Zapytaj autorkę czy próbowała oddać mężowi część obowiązków czy też pozostawała
    > przy skargach typu: nie mam czasu, zarobiona jestem, w niczym mi nie pomagasz

    Noi??? Ma meza idiote? Czy ty pade probujesz robic z nas idiotow. Bo to co piszes jest tak absurdalne, ze zaczynam miec wrazenie, ze wpuszczasz mnie w maliny.
    Jak zona mowi, nie mam czasu jestem zarobiona w niczym mi nie pomagasz to normalny maz po prostu jej pomaga a nie idzie w tango.
    Litosci!!!

    cyt. "Mąż nie rozmawiał, nie rozwiązywał problemów
    > , uciekał. Żona próbowała przetrwać, nie rozmawiała, marudziła, jak to sama nap
    > isała "wierciła dziury w brzuchu". OBOJE nie potrafili się dogadać. Żonie mąż s
    > tał się obojętny, odsunęła się od niego, mężowi żona stała się obojętna, odsuną
    > ł się od niej, poszukał wsparcia gdzie indziej. To też jest opis sytuacji"

    To jest jakis ponury zart a nie opis. Pan zostawil pania z calym majdanem. Caly dom jej zostawil na glowie plus praca zawodowa a sam na wszelki wypadek posedl sobie do jescze innej pracy, zeby go pani przypadkowo w zadna robote nie wkrecila. Pani sie w tym majdanie zagubila a pan zamiast otrzezwiec i cos zrobic dla zwiazku poszedl sobie do diabla. I to jest dopiero jest opis sytuacji.

    "> No i przyszedł kryzys. "

    Ktory wywolal pan. Kady sad orzseklby jego wine podczas rozwodu. Unikanie zaangazowania w domu, nalozenie calego domowego zycia na barki zony i pojscie w tango, i zeby bylo jeszcze weselej to kompletny brak poczucia winy.
    Tyle w temacie.


  • 18.10.17, 19:12
    Ależ jestem matką wiecznie ryczącego dziecka i opiekowaliśmy sie dziećmi na zmianę, bowiem nie stać mnie było na urlop wychowawczy.
    Mniej czasu nie oznacza, że maż idzie w odstawkę, albo staje się mniej ważny. Jesli maż mówi "Mam dziecko, to zona już nie jest taka istota, powinna to zrozumieć" - to jakoś nie brzmi tak dobrze...
  • 18.10.17, 21:28
    ale zauważyłaś, że w przypadku autorki mąż nie opiekował się dziećmi na zmianę ? tylko w 100 % zrzucił na nią obowiązki rodzicielskie i domowe ?
  • 18.10.17, 21:37
    anoraak napisała:

    > ale zauważyłaś, że w przypadku autorki mąż nie opiekował się dziećmi na zmianę
    > ? tylko w 100 % zrzucił na nią obowiązki rodzicielskie i domowe ?

    On zrzucił, ona się nie sprzeciwiła. Jedno warte drugiego.
  • 19.10.17, 00:18
    milamala napisała:

    > verdana napisała:
    >
    > > Nie, nie jest jasne, ze jak są małe dzieci to mąż idzie w odstawkę.
    > > Dla mnie to absolutnie niejasne. Mąż to mąż, dzieci to dzieci. Nie można
    > powied
    > > zieć facetowi "Wybacz, ale przez następne kilka lat będziesz i obojętny,
    > o dzie
    > > ci sa dla mnie ważniejsze".
    >
    > Verdano jestes jak sadze szczesliwa mama super zdrowych i ukladnych dzieci, ora
    > z w poczatkowej fazie wychowywania zawsze mialas pod reka jakas usluzna opieke
    > do dzieci.
    > Nie dziwie sie, ze tak funkcjonujac masz takie zdanie jakie masz.
    > Ale czasem nie jest tak fajnie, nawet czesciej niz czasem i niestety z mezem ni
    > e spedza sie juz tak samo duzo czasu jak przez epoka dzieci. Dojrzaly mezczyzna
    > to rozumie i jakos sobie wspolnie ciagna ten swoj wozek, a egoista bedzie sie
    > czul odrzucony.
    > Verdano opisujesz po prostu sytuacje idealna, ale tu nie raj, tu ziemia. Po pro
    > stu kochajacy sie ludzie probuja przetrwac ten czas razem nie spiac po nocach n
    > a zmiane itp. a maz sie nie obraza, ze zona nie jest juz taka milusna, piekna i
    > pachnaca oraz nie gryzie go za uszkiem wieczorami.
    > Tylko egoista ma pretensje do mlodej matki, ze ta nie dosc czasu mu poswieca.


    Dokładnie kazdy dorosły facet rozumie ze jak dziecko drze gębę o 23 to matka do niego pojdzie a nie bedzie uprawiała seksu z mężem a dziecko niech sobie płacze.
    Ile to nam razy sie zdarzyło ze podczas seksu któreś z dzieci sie obudziło i rozpłakała.
    I co mąż miałby byc złe na mnie na dziecko i isc przespać się z sąsiadka?

    Nie chodzi o samo dziecko a obowiązki zmiana w związkach nawet gdy pojawia sie po ślubie pies czy kot , bo trzeba opieke weterynarza pieniądze i czas poświecić a co dopiero dzieci.
    Nawet nowa praca zony czy kursy nauka powoduje zmiany w sposobie spędzania czasu i ilości czasu.
    Dzieci same sie nie wychowają.

    I obrzydliwe jest ze wini sie kobietę ze zajmuje sie dziećmi.
    Rozumiem jak sie sprowadza role meza tylko do bankomatu to tak, ale wtedy dorosły facet o tym otwarcie mowi bo młoda matka moze sie zagubić zwłaszcza w dzisiejszych czasach presji na młodych matkach. A nie idzie i zdradza.



    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 19.10.17, 08:58
    3-mamuska napisała:


    > I obrzydliwe jest ze wini sie kobietę ze zajmuje sie dziećmi.
    > Rozumiem jak sie sprowadza role meza tylko do bankomatu to tak, ale wtedy doros
    > ły facet o tym otwarcie mowi bo młoda matka moze sie zagubić zwłaszcza w dzisie
    > jszych czasach presji na młodych matkach. A nie idzie i zdradza.

    Dobrze ze zostali jeszcze jacys rozumni ludzie na tym forum. Bo jeszcze chwila a forum bedzie musialo zmienic nazwe, na sabat czarownic.
    Zamiast dac kobiecie jakies konkretne rady, to sie ja obwinia, ze sama sie dziecmi zajmuje. Paranoja i wstyd.
  • 16.10.17, 21:44
    milamala napisała:

    > Sa male dzieci i wiadomo, ze w takim ukladzie przez pierwsze lata maz idzie troche w odstawke.

    a dlaczego mąż ma iść w odstawkę?

  • 16.10.17, 21:50
    Bo wiadomo, ze mąż jest mniej ważny niż dzieci.
    Powinien zrozumieć, ze jak sa dzieci, to nie moze oczekiwać, że zona będzie sie jeszcze nim także interesować.
    A potem zdradza - drań taki.
  • 16.10.17, 21:56
    pięknie to objaśniłaś

  • 16.10.17, 21:57
    a czy mąż jest zwolniony z obowiązków rodzicielskich z zasady według Ciebie ?
    bo może gdyby wsparł żonę w opiece nad dziećmi to miała by czas i siły zająć się i nim?
    ale nie, najlepiej zwalić wszystkie obowiązki na kobietę i jeszcze być obrażonym, że zamiast seksu ma się śpiącą o godzinie 20 żonę. tak zdrada w tym wypadku jest jak najbardziej usprawiedliwiona.
  • 17.10.17, 08:56
    Nie. Ale jeśli pracuje na dwóch etatach, aby utrzymać rodzinę, to niewiele czasu mu na te obowiązki zostaje.
    Być może lepiej czasem dać dzieci do żłobka i przedszkola i wesprzeć męża w zarabianiu. Kazdy wybór niesie za sobą pewne konsekwencje - wybór, zę maż pracuje na dwóch etatach oznacza to, ze żona praktycznie zostaje z dziećmi sama.
    I mąż pracując też jest zmęczony, zaręczam.
  • 17.10.17, 21:29
    verdana napisała:

    > Nie. Ale jeśli pracuje na dwóch etatach, aby utrzymać rodzinę, to niewiele czas
    > u mu na te obowiązki zostaje.

    A ile czasu zostaje zonie jak siedzi z dziecmi 24 godziny na dobe?

    > Być może lepiej czasem dać dzieci do żłobka i przedszkola i wesprzeć męża w zar
    > abianiu.

    Nie znam sie, ale z tego co wiem w Polsce chyba nie tak latwo zapisac dziecko do w/w przybytkow.

    "Maż pracuje
    > na dwóch etatach oznacza to, ze żona praktycznie zostaje z dziećmi sama.
    > I mąż pracując też jest zmęczony, zaręczam"
    Kazdy zdrowo myslacy czlowiek to wie i ludzie tak sobie wlasnie najczesciej przez okres wychowywania malutkich dzieci wzajemne zycie ukladaja. I normalnym ludziom nie przychodzi do glowy, ze w zw. z nadwyzka obowiazkow jedno z malzonkow czuje sie odrzucone i idzie sobie do kogos milszego.
    Verdano, a powiedz mi czemu to maz moze czuc sie odrzucony
    a jego zona nie?
    Zona spelnia swoje obowiazki, jest z dziemi, i do glowy jej nie przychodzi zeby czuc sie odrzucona bo maz pracuje na dwa etaty i nie ma dla niej czasu.
    Verdano , maz mial takie samo prawo poczuc sie odrzucony jak jego zona.

    Verdano mam pytanie.
    Jakby tu napisal maz pracujacy na dwa etaty, ledwie zyjacy bo praca ciezka i odpowiedzialna, ale trzeba bo rodzine trzeba utrzymac, a jego zona wychowujaca dwoje dzieci nagle poczula sie biedaczka odrzucona i poszukala sobie nowego pana, ktory by ja zabawial gdy jej maz pracuje to co bys powiedziala.
    Tez bys tak ochoczo pana oskarzyla , ze zdrada to wina w zasadzie jego, no bo przeciez go nie ma, idzie sobie pracowac zamiast zabawiac zone?
  • 17.10.17, 21:38
    Ja tez pracuje zawodowo, a potem 24 h zajmuje sie dziecmi.
  • 17.10.17, 21:41
    fasolka1984 napisała:

    > Ja tez pracuje zawodowo, a potem 24 h zajmuje sie dziecmi.

    Swietnie fasolko ze to dopisalas. Teraz chyba forumki verdana i wagonetka nei bardzo beda mialy co napisac, choc nie wykluczam, ze mimo to i tak bedziesz 'wspolwinna", bo powinnas ... no wlasnie nie wiem co powinnas, ale pewnie sie dowiemy.
  • 17.10.17, 21:41
    Jego dodatkowa praca wynikala hmm bardziej z uwolnienia sie od nas, niby wytlumaczenie na ktorego nie ma argumentu, ze kasa jest zawsze potrzebna fakt. Na pewien moment stwierdzilam ok dzieki tej pracy odlozymy sobie jakas gotowke... ale potem gdy okazuje sie, ze facet do tej pracy jezdzi po to bo ma tam spokoj ode mnie, od nas. Mowilam mu, on twierdzil, ze marudzilam zbyt czesto, ze brakuje mi tego czy tamtego. A tamta go rozumiala bo milczala i dawala mu spokoj.
  • 17.10.17, 21:46
    Fasolko, moze nie powinnam tak jechac personalnie, ale nie czytaj tego co pisza verdana i wagonetka. Ich wypowiedzi sa z kosmosu, nikt przy zdrowych zmyslach nie uczyni cie wspowinna sytuacji.
    Calkowita odpowiedzialnosc ponosi twoj maz.
    Teraz trzeba sie zastanowic co z tym fantem zrobic dalej, skoro maz nie ma poczucia winy, ktora w miare zdrowy facet powiien miec.
    Czy dostrzeglas z nim jakies zaburzeni osobowosci? Czy moze to zwykly skrajny egoizm?
    Tylko co dalej?
    Czego Ty chcesz od tego zwiazku? Jak Ty widzisz Wasza przyszlosc?
  • 17.10.17, 23:33
    Bardzo wielu ludzi pracuje dużo, by uwolnić się od dzieci, rodziny. To jest znacznie częstsze, niż się wydaje.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 19.10.17, 13:19
    Dokładnie. I warto o tym rozmawiać, zapytać wprost nawet: czy wolisz być w pracy dłużej, bo jest Ci ze mną ciężko? Ale żeby dojść do takiego etapu trzeba zobaczyć, że posiada się wady:) Nie tylko mąż je ma, ale ja też. Nie tylko mąż jest egoistą, ale ja też. Ja jestem marudna, on upierdliwy, itd, itd. Przyglądanie się wyłącznie mężowi i wyłącznie po to by uznać, że jest dupkiem i egoistą do niczego nie prowadzi. Ba, można wtedy dojść do wniosku: co ze mną nie tak, że kogoś takiego wybrałam na męża?:D

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 19.10.17, 14:14
    pade napisała:

    cyt. "> Ale żeby dojść do takiego etapu trzeba zoba
    > czyć, że posiada się wady:)"

    Kazdy ma wady i nad tym nie ma co debatowac.

    " Przyglądanie
    > się wyłącznie mężowi i wyłącznie po to by uznać, że jest dupkiem i egoistą do n
    > iczego nie prowadzi"
    W tym akurat przypadku na forum nie bylo przegladania czynow meza. Zostal zgrabnie wybielony a pani watkodawczyni przykladnie sie pokajala. Czego wiecej chciec?

    "Ba, można wtedy dojść do wniosku: co ze mną nie tak, że ko
    > goś takiego wybrałam na męża?"
    Dziwa logika. Po pierwsze zly wybor nie oznacza, ze z wybierajacym jest cos nie tak. Ludzie popelniaja bledy, nawet ci z ktorymi wszystko jest "tak".
  • 19.10.17, 14:21
    Zastanawiam się skąd u Ciebie taki a nie inny odbiór słów pisanych przeze mnie czy inne osoby, które nie "wsiadły" na męża. Chyba emocje przesłaniają Ci sens tego, co czytasz. Albo masz jedynie słuszną wizję małżeństwa, tak jak w wątku obok jest jedynie słuszna wizja tego, czym jest prywatność.
    Nikt w tym wątku nie wybielił męża, nikt nie obwinia autorki, nie wiem gdzie to wszystko wyczytałaś.


    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 20.10.17, 15:23
    cyt. "Zastanawiam się skąd u Ciebie taki a nie inny odbiór słów pisanych przeze mnie czy inne osoby, które nie "wsiadły" na męża."

    No to wysmaruja kolejna analize, skoro sie tak zastanawiasz. Mnie to nie przeszkadza i chyba mnie juz nic nie zdziwi.
    Poza tym, ze nie moge uwierzyc, ze forumki, ktore uwazalam za bardzo madre osoby pisza takie brednie. Chyba jestem jeszcze w szoku odkrywajac wasza nowa twarz.
    Szkoda wielka, ze forum przestalo byc eksperckie. Jak bylo to kazdy jakos trzymal fason, a teraz o juz wolna amerykanka sie najwyrazniej zrobila.

    cyt. "Chyba emocje przesłaniają Ci sens tego, co czytasz'
    Najpierw to jakas wypowiedz musi miec jakis sens, zeby te emocje mogly mi ten sens przyslonic. Moje emocje nie maja mi co przeslaniac niestety.

    "Nikt w tym wątku nie wybielił męża, nikt nie obwinia autorki, nie wiem gdzie to wszystko wyczytałaś."
    Jasne , ze nie wybielil. To gdzie w takim razie konkretnie napisalas, ze to maz jest przyczyna kryzysu? Bo czlowiek ktory unika rodziny, zostawia wszystko na glowie zony, a potem zdradza i nawet nie wysila sie na udawanie wyrzutow sumienia jest dla kazdego zdrowego rozsadku przyczyna kryzysu.

    Owszem zona jakby sie uparla to moglaby cos wiecej ze swojej strony zrobic. Co zreszta w mojej ocenie i tak by przy takim czlowieku nic nie dalo.
    Bo jak zona mu wierci dziure ze jest przemeczona, ze wszystko ma na glowie to on zamiast jej pomoc ucieka w druga prace - zaslone dymna to nie wiem jak mozna takiego typka do pomocy zwerbowac.
    Znasz jakis tajemny sposob jak egoiste, lenia i dranai zmusic do pomocy?
    Podziel sie z nami, ale konkretnie, bez wodolejstwa i ... analiz.
  • 20.10.17, 15:52
    Nie rozmawiam z osobami, które są wobec mnie agresywne, złośliwe i mnie obrażają.

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 20.10.17, 17:16
    Nie bylo moim zamiarem cie obrazic. Moze faktycznie uzylam zbyt mocnych slow. Calkiem niedawno to bylo madre forum, z madrymi ludzmi, ktorzy faktycznie pomagali (rowniez mnie). Zal mi po prostu, ze tego juz nie bedzie.
    Gdybym ja miala taki problem jak forumowiczka, i dostala taka analie, to nie mialabym poczucia, ze udzielono mi pomocy, raczej, ze mnie jeszcze dobito w i tak trudnej sytuacji.
  • 20.10.17, 17:18
    milamala napisała:


    Ha ha ha nie "analie" tylko analize. Taka drobna roznica.
  • 20.10.17, 17:27
    milamala napisała:

    > Gdybym ja miala taki problem jak forumowiczka, i dostala taka analize, to nie mi
    > alabym poczucia, ze udzielono mi pomocy, raczej, ze mnie jeszcze dobito w i tak
    > trudnej sytuacji.

    Gdyby mnie w podobnej sytuacji powiedziano by nieprawdę - że kryzys powstał w wyniku działań jedynie tej drugiej strony, nie miałabym żadnego impulsu ani do zastanowienia się, ani do zmiany czegokolwiek tylko utwierdziłabym się we własnych błędach. Chyba lepsza nawet trudna prawda od nieszczerego głaskania po głowie kobiety i opluwania mężczyzny, bo tak? Może stanowić jakiś punkt odniesienia w planach na przyszłość. Do zastanowienia się i rozważenia co jest wartością, na czym w życiu autorce zależy i do czego jest zdolna oraz z czego może zrezygnować, aby do tego dążyć. To bardzo trudne pytania. Ale nikt nikomu nie obiecywał, że życie będzie łatwe.
  • 20.10.17, 17:41
    aqua48 napisała:
    "Chyba lepsza nawet trudna prawda od nieszczerego głaskania po głowi
    > e kobiety i opluwania mężczyzny, bo tak? Może stanowić jakiś punkt odniesienia
    > w planach na przyszłość."

    Wiec spelnilas swoj "obowiazek" pokazalas jej jak "zawalila". Jak konkretnie forumka moze twoja analize wykorzystac na poprawe zwiazku?
    Ale wiesz konkrety i nie w stylu, ze cos trzeba bylo zaczac 25 lat temu.
  • 20.10.17, 17:52
    milamala napisała:

    > Wiec spelnilas swoj "obowiazek" pokazalas jej jak "zawalila".

    A Ty nadal nic nie rozumiesz...
  • 20.10.17, 17:09
    milamala napisała:

    >To gdzie w takim razie konkretnie napisalas, ze to maz
    > jest przyczyna kryzysu?

    Ani Pade, ani ja nie uważamy aby to mąż był przyczyną kryzysu. To Twoje odczucie. Przyczyną kryzysu był koszmarny brak komunikacji w związku i w konsekwencji niespełnione wzajemne oczekiwania. Skutkiem tego braku komunikacji i wzajemnego oddalenia była zdrada męża. Tak to wygląda dla nas.
    Ty masz prawo do innej oceny sytuacji, ale nie do obrażania wszystkich którzy się z Twoją wizją i Twoją oceną nie zgadzają.
  • 20.10.17, 17:26
    aqua48 napisała:

    > Ty masz prawo do innej oceny sytuacji, ale nie do obrażania wszystkich którzy s
    > ię z Twoją wizją i Twoją oceną nie zgadzają.

    Wiesz dlaczego sie roz-emocjonowalam, bo takie analizy to nie tylko "moja ocena sytuacji". Kobieta ma fatalna sytuacje i taka analiza rozpadu jej zwiazku nawet gdyby byla sluszna (a w mojej ocenie nie jest) jest jej po prostu niepotrzebna, w niczym ale to w niczym jej to nie pomoze rozwiazac problemu. Przeciwnie, zdoluje ja, poczuje sie jeszcze gorzej bo w koncu "wspowinna" kryzysowi i w ramach swojej winy jeszcze bardziej skakac kolo malzonka, bo przeciez trzeba go dopiescic. Trzeba miec troche odpowiedzialnosci za udzielanie porad. Zwlaszcza takich o ktore autorka nei prosila. Bo nie prosila o analize dlaczego tak sie stalo, tylko ona po prostu nie wie co dalej.

    Konkretow jak zmusic lenia i egoiste do pomocy pewnie sie nie doczekamy. Trudno sie dziwic, jeszcze taki sie nie urodzil kto by to potrafil. Dlatego uwazam, ze takie porady sa po prostu conajmniej niepotrzebne. Nie maja wartosci dla rozwiazania problemu kobiety.
    Moje zdanie nie ma na cel obrazenie ciebie czy kogokolwiek, ja po prostu uzywam mocnych slow, moglabym uzywac delikatniejszych ale sens zostanie ten sam.
  • 20.10.17, 17:39
    milamala napisała:

    > Wiesz dlaczego sie roz-emocjonowalam, bo takie analizy to nie tylko "moja ocena
    > sytuacji". Kobieta ma fatalna sytuacje.

    Kochana, oni we czwórkę mają teraz fatalną sytuację. Wszyscy, nie tylko kobieta. I choć chodzi o relację między dorosłymi, którzy powinni wiedzieć co robią, to niewinne niczemu dzieci również na tym tracą.

    >w koncu "wspowinna" kryzysowi i w rama
    > ch swojej winy jeszcze bardziej skakac kolo malzonka,

    Nikt tego w tym wątku nie napisał. To Twoja błędna (z powodu emocji) interpretacja lub konfabulacja.

    > Konkretow jak zmusic lenia i egoiste do pomocy pewnie sie nie doczekamy.

    A Ty swoje. ZMUSIĆ dorosłego do niczego się nie da, już Ci to pisałam. I żadne małżeństwo, ani związek ani rodzina nie może dobrze funkcjonować w oparciu o przymus. Nie znam też jak żyję żadnego związku, ani rodziny której każdy członek sam dobrowolnie i ochoczo podejmuje się koniecznych obowiązków. Każdy, absolutnie każdy człowiek, jest trochę leniwy i egoistyczny. Każdy od czasu do czasu wymaga ładnej prośby, lekkiego szturchańca/przypomnienia, a przede wszystkim nagrody/docenienia, głasków i podziękowań. Rozwiązanie problemu "pomocy" polega na odpowiednim kompromisie wynikającym z dobrej komunikacji. I odpowiedniej ilości pochwał.
    Zapewniam, że TY sama też lepiej i chętniej działasz/pracujesz jeśli jesteś doceniana i chwalona za to co robisz choćby to były najbardziej oczywiste sprawy.
  • 20.10.17, 17:59
    aqua48 napisała:

    > Kochana, oni we czwórkę mają teraz fatalną sytuację.

    Tak maja we czworke fatalna sytuacje. To co zmienia?

    "> Nikt tego w tym wątku nie napisał. To Twoja błędna (z powodu emocji) interpreta
    > cja lub konfabulacja. "
    Slusznie powiedziane, to moja (nad)interpretacja ... tyle, ze forumka nic wiecej nie dostalo co pozwolilo by wyciagnac jakies inne wnioski. Dostala analize o jaka nie prosila (no ale dobrze, skoro tak strasznie potrzebna) i koniec. Dowiedziala sie, ze za malo matkowala panu, po czym zreszta dowiedziala sie, ze jednak nie tylko za malo matkoawla panu ale ... wyreczala go zajmuja sie calym domem (kto by sie przejmowal brakiem logiki w "analizie") a nie powinna.

    Powinna matkowac ale nie wyreczac, byc ladna ale i brzydka, wesola ale i smutna itp.
    No to juz forumka "wie" co dalej ma robic.

    cyt. "ZMUSIĆ dorosłego do niczego się nie da, już Ci to pisałam"

    No dobrze skoro udajesz,ze nie wiesz o co chodzi to zapytam inaczej. Jak zmobilizowac leniwego egoiste, ktore uciekl w dodatkowa prace zeby nie miec domu na glowie aby tym domem sie zajal. I nie chodzi i porady, ze cos powinna zrobic 10 lat temu, tylko teraz jak konkretnie ma go do tego zmobilizowac? Rozumie, ze sie da zmobilizowac takiego czlowieka, skoro brak takiej mobilizacji uznalas za blad forumki.

    cyt. "Każdy od czasu do czasu wy
    > maga ładnej prośby, lekkiego szturchańca/przypomnienia, a przede wszystkim nagr
    > ody/docenienia, głasków i podziękowań. '

    Tak robie z moim 6 letnim dzieckiem. Dobrze wiedziec, ze maz jest jak 6 latka. Tak sie ciesze, ze wyszlam jednak za maz za doroslego.

    cyt. "Rozwiązanie problemu "pomocy" polega na
    > odpowiednim kompromisie wynikającym z dobrej komunikacji. I odpowiedniej ilości
    > pochwał"

    Kompromis wynikajacy z dobrej komunikacji. Forumka na pewno bedzie bardzo wdzieczna za ta konkretna porade.
    Dopytam jeszcze tylko. Te pochwaly, za co konkretnie pan malzonek forumki ma je dostac, za zdrade, za ucieczke w druga prace czy za brak poczucia winy z powodu zdrady.

    "> Zapewniam, że TY sama też lepiej i chętniej działasz/pracujesz jeśli jesteś doc
    > eniana i chwalona za to co robisz choćby to były najbardziej oczywiste sprawy. "

    Oczywiscie, ze tak. Sama o tym pisalam, jakby mnie malzonek nie docenial i nie kochal to nie dostal by odemnie milosci i decenienia. To transakcja wiazana w milosci. Jesli jednej stronie tego zabraklo, olala sprawe, uciekla z domu oddajac wszystko na barki partnera, to ja tez nie mialabym motywacji zeby sie starac. Pewnie w efekcie bym cos probowala, ale to juz raczej agonia by byla niz odbudowa.

  • 20.10.17, 18:22
    milamala napisała:

    > tyle, ze forumka nic wiecej nie dostalo co pozwolilo by wyciagnac jakies inne wnioski.
    > No to juz forumka "wie" co dalej ma robic.

    Ale zrozum, że to jej życie i to ona musi zadecydować czego chce i co ma robić, forum za nią ani nie podejmie decyzji, ani nie podsunie technik jak postępować z tym konkretnym mężczyzną, którego nikt oraz jego motywacji nie zna. Na podstawie tego co w wątku wszystkie napisałyśmy kobieta może wnioski wyciągnąć albo nie. Może podjąć decyzję o rozstaniu, albo o ratowaniu związku. A nawet jeśli zechce ratować małżeństwo, to może nie uporać się psychicznie ze zdradą męża i może tę decyzję o ratowaniu po jakimś czasie zmienić i zadecydować o rozwodzie. Albo też pan może stwierdzić, że on żadnego ratowania nie chce bo..się zakochał, zobaczył, że woli żyć inaczej z kimś innym lub sam. Małżeństwa nie ratuje się z długoletniego kryzysu ot tak, jak byś tego oczekiwała - pstryknięciem palcami i paroma zgrabnymi socjotechnicznymi trikami. A starać się muszą oboje małżonkowie.


  • 19.10.17, 00:26
    verdana napisała:

    > Nie. Ale jeśli pracuje na dwóch etatach, aby utrzymać rodzinę, to niewiele czas
    > u mu na te obowiązki zostaje.
    > Być może lepiej czasem dać dzieci do żłobka i przedszkola i wesprzeć męża w zar
    > abianiu. Kazdy wybór niesie za sobą pewne konsekwencje - wybór, zę maż pracuje
    > na dwóch etatach oznacza to, ze żona praktycznie zostaje z dziećmi sama.
    > I mąż pracując też jest zmęczony, zaręczam.



    Czyli gdy ona go zdradzi to w sumie jego wina ze pracował na dwa etaty.
    Mógł zając sie dziećmi i wysłać zone do pracy i wtedy miałby czas dla zony.
    A żona nie musiałby zdradzać.

    ZDRADA TO ZAWSZE WINA ZDRADAJACEGO, dorosły facet nie idzie na baby gdy żona lezy na podtrzymaniu ciazy, jest chora na raka , czy ma inne problemy zdrowotne albo np. Wyjazdy służbowe. Ale jest z chorym na raka dzieckiem w szpitalu.

    Czy jednak to jej wina ze musi leżeć w ciazy z ma raka albo zostawić chore 4-6 letnie dziekco na noc samo w szpitalu, zeby mezus miał seks bo inaczej poleci do obcej sie zaspokajać.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 19.10.17, 16:14
    3-mamuska napisała:

    > ZDRADA TO ZAWSZE WINA ZDRADAJACEGO,

    To nie ulega dyskusji. Jednak tutaj nie o tym mówimy i nie rozpatrujemy WINY. Rozpatrujemy kolejne kroki rozpadu związku. I wskazujemy etapy na których żona (bo to ona założyła wątek i z jej punktu widzenia znamy sprawę) mogła była postąpić inaczej by temu rozpadowi zapobiec, męża bardziej zaangażować w życie rodzinne i pokazać mu że jej na nim zależy. Czy mąż wówczas postąpiłby inaczej czy nie, tego nie wiemy bo go nie znamy i nie wiemy czy żałuje swego postępku czy mu na rodzinie w ogóle zależy i czy widzi możliwość naprawy związku, czy tylko chce go zakończyć. To nie on wszak założył wątek i nie jemu doradzamy. Natomiast powiedzenie żonie że jest bohaterką bo zajęła się dziećmi, pomijając potrzeby męża i na trzecim czy czwartym planie stawiając swoje, jest moim zdaniem nie w porządku. Człowiek w momencie stawania się rodzicem nie przestaje automatycznie być mężem czy żoną, mężczyzną czy kobietą.

  • 19.10.17, 16:31
    Nie. Wada to nie zawsze wina tego, który zdradza, chyba że przyjmiemy, że zawsze lepiej zostawić żonę czy męża z dziećmi i odejść, niz zdradzić. A to jest ryzykowna teza. Znam sytuację, gdy żona absolutnie nie zgadzała sie nigdzie z mężem wychodzić. Nie lubiła. On lubił. Nie miała ochoty ani na wyjście do znajomych, ani na zabawę, ani do kina, ani na wakacje. On zdradził z kimś, z kim mógł właśnie realizować te swoje potrzeby, które zona kompletnie zlekceważyła. I nie, nie zajmowała sie dziećmi, dzieci były już duże.
    Małżeństwo przetrwało 60 lat.
  • 19.10.17, 16:46
    verdana napisała:

    > Nie. Wada to nie zawsze wina tego, który zdradza, chyba że przyjmiemy, że zawsz
    > e lepiej zostawić żonę czy męża z dziećmi i odejść, niz zdradzić. A to jest ryz
    > ykowna teza. Znam sytuację, gdy żona absolutnie nie zgadzała sie nigdzie z męże
    > m wychodzić. Nie lubiła. On lubił. Nie miała ochoty ani na wyjście do znajomych
    > , ani na zabawę, ani do kina, ani na wakacje. On zdradził z kimś, z kim mógł wł
    > aśnie realizować te swoje potrzeby, które zona kompletnie zlekceważyła. I nie,
    > nie zajmowała sie dziećmi, dzieci były już duże.
    > Małżeństwo przetrwało 60 lat.

    A nie powinno, mąż powinien uczciwie powiedzieć żonie, że nie jest w stanie znieść lekceważenia i ignorowania jego sposobu spędzania wolnego czasu z jej strony i chce ułożyć sobie resztę życia z kimś kto podzielałby jego zainteresowania. A w nowy związek wejść wolny. W ten sposób nie stawiałby dwóch kobiet i siebie w nieuczciwym układzie. Tak więc kompletnie nie mogę się z Tobą Verdano zgodzić. Wszystko da się poukładać. Ludzie się rozwodzą, schodzą z kimś innym i nie ma żadnego obowiązku pozostawania przez całe życie w jednym małżeństwie. Zwłaszcza, że człowiek z wiekiem się zmienia i to czasami znacząco. Po 10, 20, 30 latach małżeństwa nie jest się tymi samymi osobami co 30 lat wcześniej. Rzeczy na które dawniej przymykało się oczy, bo nie było czasu by się nad nimi zastanawiać stają się fundamentalne i odwrotnie. A 60 lat w nieudanym związku to nie jest powód do chwały.
  • 20.10.17, 09:59
    aqua48 napisała:

    > 3-mamuska napisała:
    >
    > > ZDRADA TO ZAWSZE WINA ZDRADAJACEGO,
    >
    > To nie ulega dyskusji. Jednak tutaj nie o tym mówimy i nie rozpatrujemy WINY. R
    > ozpatrujemy kolejne kroki rozpadu związku. I wskazujemy etapy na których żona (
    > bo to ona założyła wątek i z jej punktu widzenia znamy sprawę) mogła była postą
    > pić inaczej by temu rozpadowi zapobiec, męża bardziej zaangażować w życie rodzi
    > nne i pokazać mu że jej na nim zależy. Czy mąż wówczas postąpiłby inaczej czy n
    > ie, tego nie wiemy bo go nie znamy i nie wiemy czy żałuje swego postępku czy mu
    > na rodzinie w ogóle zależy i czy widzi możliwość naprawy związku, czy tylko ch
    > ce go zakończyć. To nie on wszak założył wątek i nie jemu doradzamy. Natomiast
    > powiedzenie żonie że jest bohaterką bo zajęła się dziećmi, pomijając potrzeby m
    > ęża i na trzecim czy czwartym planie stawiając swoje, jest moim zdaniem nie w p
    > orządku. Człowiek w momencie stawania się rodzicem nie przestaje automatycznie
    > być mężem czy żoną, mężczyzną czy kobietą.
    >


    No wlasnie podała teza ze maz doradził bo żona zajęła sie dziećmi a on był bidule niezaopiekowany.

    Spróbuj zaangażować kogoś kto nie chce zając sie dziećmi.
    Uwierz mi niektórzy sa bezwzględni , nie zwolni sie z pracy, nie weźmie dnia wolnego , nie zrezygnuje z nadgodzin BO JA PRACUJE a żona szarpie sie sama. I jeszcze ma sie cieszyć ze samiec dała wypłatę przynosi.

    Zgodzę sie ze człowiek zostaje człowiekiem kobieta i mężczyzna mino dzieci.
    Jednak i tak nic nie daje gwarancji ze facet nie zdradzi.

    Sa taki którzy nie maja zasad kręgosłupa moralnego sa zaopiekowani i maja cudne zony mimio to szukają przygód. I to tacy co z zewnątrz nie dają nawet cień podejrzeń ze wogole byliby zdolni.
    I tłumaczenie zdrady stwierdzeniem ,bo żona sie za mało starała jest obrzydliwe, to on powinnen sie starać zajmować dziećmi ,dlaczego ona ma pokazywać dorosłemu facetowi i angażować go w zycie rodzinne? Co on idiota tego nie wie ze dzieci sa rownież jego?

    Powinna co niby zrobic? Jak zmusić dorosłego faceta zeby zajął sie dziećmi?
    Mowisz takiemu bądź w domu bo ja muszę isc do lekarza fryzjera czy dentysty ,a on przyjeżdża po czasie bo nie mógł sie wyrwać z pracy, i co takiemu zrobisz?
    Gdyby był dorosły i odpowiedzialny wiedziałby ze dzieci to rownież jego odpowiedzialność i żona nie ma obowiązku uczyć dorosła osobę tego.



    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 20.10.17, 10:12
    3-mamuska napisała:


    > Uwierz mi niektórzy sa bezwzględni

    przed ślubem byli względni? nie wierzę

  • 20.10.17, 10:42
    3-mamuska napisała:

    > No wlasnie podała teza ze maz doradził bo żona zajęła sie dziećmi a on był bidu
    > le niezaopiekowany.
    > Spróbuj zaangażować kogoś kto nie chce zając sie dziećmi.

    Po pierwsze żona SAMA przyznała, że męża odciążała od zajmowania się dziećmi, po drugie jeśli już przy pierwszym dziecku okazuje się, ze pan z gatunku nieodpowiedzialny to DLACZEGO zdecydowali się na drugie?

    > I tłumaczenie zdrady stwierdzeniem ,bo żona sie za mało starała jest obrzydliwe
    > , to on powinnen sie starać zajmować dziećmi ,dlaczego ona ma pokazywać dorosłe
    > mu facetowi i angażować go w zycie rodzinne? Co on idiota tego nie wie ze dziec
    > i sa rownież jego?

    O matko, czytaj ze zrozumieniem, proszę, nie tłumaczę zdrady, tylko mechanizm jak do niej doszło i pisałam wyżej że nikt pani nie zagwarantuje, że gdyby postępowała inaczej nie doszłoby do rozpadu związku. Natomiast komunikacja między małżonkami byłaby raczej na pewno lepsza i być może po prostu wcześniej by się rozstali, przed poczęciem drugiego dziecka..

  • 20.10.17, 15:34
    "> Po pierwsze żona SAMA przyznała, że męża odciążała od zajmowania się dziećmi, p
    > o drugie jeśli już przy pierwszym dziecku okazuje się, ze pan z gatunku nieodpo
    > wiedzialny to DLACZEGO zdecydowali się na drugie? "

    Nie no jasne, pojawienie sie dziacka w rodzinie to sprawa kobiety przeciez. Mezczyzna nie uczestniczy w tym spektaklu. Jakzesz moglam o tym zapomniec.


    "> O matko, czytaj ze zrozumieniem, proszę, nie tłumaczę zdrady, tylko mechanizm j
    > ak do niej doszło i pisałam wyżej że nikt pani nie zagwarantuje, że gdyby postę
    > powała inaczej nie doszłoby do rozpadu związku"

    Nie wiem czemu macie takie parcie na te swoje pseudoanalizy, o ktore watkodawczyni nie prosila.
    Prosila raczej o porade co dalej a nie o te wasze funta klakow warte analizy.
    No ale najwazniejse, ze przyjela je z uwazna pokora. Teraz taka analiza pozwoli jej uratowac malzenstwo i dozyc ze swoim egoista szczesliwej starosci.


  • 20.10.17, 17:02
    milamala napisała:

    >DLACZEGO zdecydowali się na drugie? "

    > Nie no jasne, pojawienie sie dziacka w rodzinie to sprawa kobiety przeciez. Mez
    > czyzna nie uczestniczy w tym spektaklu.

    Nie wiem dlaczego tak twierdzisz. JA napisałam zdecydowali w liczbie mnogiej.

    > macie takie parcie na te swoje pseudoanalizy,
    > Prosila raczej o porade co dalej a nie o te wasze funta klakow warte analizy.
    > No ale najwazniejse, ze przyjela je z uwazna pokora. Teraz taka analiza pozwoli
    > jej uratowac malzenstwo i dozyc ze swoim egoista szczesliwej starosci.

    Zwracam uwagę, że omawiamy nie Twoje małżeństwo, tylko cudze. Możesz zatem poskromić swoje emocje związane z wątkiem i skończyć z tym hejtem.
    Jak można przejść do dalszych kroków ratujących związek bez zdania sobie sprawy co zaszwankowało? Czy autorka i jej mąż uratują małżeństwo, czy nauczą się komunikować i zwracać wzajemnie uwagę na swoje potrzeby, czy wręcz przeciwnie to tylko i wyłącznie ich sprawa, podobnie jak to czy dożyją szczęśliwej starości. Jednak bez uzmysłowienia sobie swoich błędów i bez chęci ich poprawy będzie im bardzo trudno.
  • 20.10.17, 17:37
    aqua48 napisała:

    "> Zwracam uwagę, że omawiamy nie Twoje małżeństwo, tylko cudze. Możesz zatem posk
    > romić swoje emocje związane z wątkiem i skończyć z tym hejtem."

    Wiesz, ja twoja analize tez nazwalabym hejtem, moze nawet gorszym w skutkach choc podanym w ladniejszym slownym opakowaniu.

    "> Jak można przejść do dalszych kroków ratujących związek bez zdania sobie sprawy
    > co zaszwankowało? "

    Problem polega na tym, ze zafiksowalas sie jedynie na analizie oraz poradach typu "juz od niemowlectwa nalezy wlaczyc malzonka do pomocy"udzielone osobie ktorej najmlodsze dziecko juz dawno przestalo byc niemowlakiem. Twoje porady sa z lekka spoznione, i niestety traca powszechnie znanymi sloganami, zero konkretow, czyli zero pomocy.
    Poza owa "analiza" forumka nic wiecej nie dostala.

    Forumka juz wie, ze zawalila bo nie wlaczyla malzonka w pomoc przy niemowlaku, kajala sie juz nawet. Teraz chcialaby zapewne wiedziec jak ma technicznie zrobic, jakich trikow uzyc zeby leniwego egoiste , ktory ucieka z domu od obowiazkow, a nawet nie ma poczucia winy z powodu zdrady, zmobiliowac do pomocy w domu i ratowania zwiazku.
    Moze czas juz na konkrety.

  • 20.10.17, 17:50
    milamala napisała:

    > Forumka juz wie, ze zawalila bo nie wlaczyla malzonka w pomoc
    > kajala sie juz nawet. Teraz chcialaby zapewne wiedziec jak ma technicznie zrobi
    > c, jakich trikow uzyc zeby leniwego egoiste , ktory ucieka z domu od obowiazkow
    > , a nawet nie ma poczucia winy z powodu zdrady, zmobiliowac do pomocy w domu i
    > ratowania zwiazku. Moze czas juz na konkrety.

    Konkretnie, to jak już pisałam, ale pewnie Ci umknęło, może warto by najpierw zastanowiła się czego ona tak naprawdę chce i jakie potrafi wyciągnąć ze swoich błędów nauczki (zmiana swojego zachowania, terapia małżeńska) oraz porozmawiała z mężem o przyszłości ich związku i zapytała go czy on widzi jakikolwiek SENS w ratowaniu małżeństwa a jeśli tak to wspólnie zastanowili się jak to osiągnąć. Manipulowanie drugim człowiekiem przy pomocy jakiś magicznych trików to nie jest sposób na dobry związek.
    I najważniejsze - powtarzam to po raz kolejny - to wcale nie brak włączenia męża w pomoc jest głównym błędem autorki wątku, kryzys to skutek braku komunikacji między nimi - do czego OBOJE się przyczynili równo.

  • 20.10.17, 18:05
    aqua48 napisała:
    "
    "No to
    > I najważniejsze - powtarzam to po raz kolejny - to wcale nie brak włączenia męż
    > a w pomoc jest głównym błędem autorki wątku, kryzys to skutek braku komunikacji
    > między nimi - do czego OBOJE się przyczynili równo"

    No to juz forumka wie, ze popelnila "blad", ze nie komunikowala sie z NIEOBECNYM mezem, ktory uciekl od obowiazkow w druga prace. Tak jak juz wie, ze chlopa nie dopiescila ale jednoczesnie nie wlaczyla w obowiazki.
    Szkoda gadac, kobieta powinna se w leb strzelic po takiej analizie "licznych i razacych bledow".
  • 20.10.17, 18:27
    milamala napisała:

    > aqua48 napisała: kryzys to skutek braku komunikacji
    > > między nimi - do czego OBOJE się przyczynili równo"
    >
    > No to juz forumka wie, ze popelnila "blad", ze nie komunikowala sie z NIEOBECNYM
    > mezem, ktory uciekl juz wie, ze chlopa nie dopiescila
    > kobieta powinna se w leb strzelic po takiej analizie "licznych i razacych bledow".

    Czy Ty w ogóle czytasz ze zrozumieniem? Czy tylko dopisujesz swoje "wnioski" do cudzych wypowiedzi?
  • 20.10.17, 18:31
    aqua48 napisała:

    > Czy Ty w ogóle czytasz ze zrozumieniem?

    przecież widać, że zupełnie nie rozumie tego, co piszesz

  • 20.10.17, 11:01
    3-mamuska napisała:


    > Spróbuj zaangażować kogoś kto nie chce zając sie dziećmi.
    > Powinna co niby zrobic? Jak zmusić dorosłego faceta zeby zajął sie dziećmi?

    Powinna PRZEDE WSZYSTKIM nie odciążać go od zajmowania się niemowlętami od samego początku. Mężczyzna musi z noworodkiem nawiązać więź. Nauczyć się jego obsługi i zobaczyć że to jest fajne i daje satysfakcję, bo dziecko na niego reaguje uśmiechem, a nie rykiem. A jeśli nawet płacze to sam będzie umiał je utulić tak jak matka. To elementarne. Zmuszanie kogoś do czegoś nigdy dobrych rezultatów nie przynosi.

  • 20.10.17, 15:38
    Pozwole sobie zatem prosic o wiecej porad. Jak pan idzie do dwoch prac to jak go zmusic (kiedy) zeby zajal sie niemowleciem? Zrzucic z lozka w nocy? Budzic dzieciaka po nocy , jak ten juz przyjdzie ze swojej czwartej pracy i pistole przylozyc do skroni malzonka zeby sie potomkiem zajal.
    Nie pisz, CO POWINNA ALE NAPISZ LASKAWIE JAK POWINNA w sensie technicynm to uczynic.
    Wiele kobiet bedzie ci wdziecznych. A ja odszczekam kazde swoje zle slowo.
  • 21.10.17, 17:15
    aqua48 napisała:

    > 3-mamuska napisała:
    >
    >
    > > Spróbuj zaangażować kogoś kto nie chce zając sie dziećmi.
    > > Powinna co niby zrobic? Jak zmusić dorosłego faceta zeby zajął sie dziećm
    > i?
    >
    > Powinna PRZEDE WSZYSTKIM nie odciążać go od zajmowania się niemowlętami od same
    > go początku. Mężczyzna musi z noworodkiem nawiązać więź. Nauczyć się jego obsłu
    > gi i zobaczyć że to jest fajne i daje satysfakcję, bo dziecko na niego reaguje
    > uśmiechem, a nie rykiem. A jeśli nawet płacze to sam będzie umiał je utulić tak
    > jak matka. To elementarne. Zmuszanie kogoś do czegoś nigdy dobrych rezultatów
    > nie przynosi.
    >

    Co to znaczy odciążała?
    Jak poszła pod prysznic a dziec zaczął drzeć gebe to tatuś zamiast sie zając wolał zone ze dzidziuś płacze? Czy szła zostawiajac śpiące nakarmione i zadowolone dziecko?
    Sorry moze nie zdawała sobie sprawy ze jak nie bedzie prowadziła grafiku co do opieki to mąż uzna ze on własnym dzieckiem sie zajmować nie kusi?
    Sorry ale chłop nie wie ze niemowlę potrzebuje opieki? Wyrywała mu to dziecko z rak?
    Fakt niektóre kobiety tak maja kwoka ona wszyskomlepiek, ale gdyby facet chciał tk by sie zajął.
    Jej walnęły hormony matki Polki i przywiązania do dziecka , ale dorosły facet własnym dzieckiem chciałby sie zajmować.

    Zreszta zdradza nie ma nic do rzeczy co do opieki nad dzieckiem.

    Myślisz ze dorosła osobę mozna zmusić lub jej zakazać czegoś? Zwłaszcza w relacjach z własnym dzieckiem?


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 20.10.17, 15:29
    aqua48 napisała:

    R
    > ozpatrujemy kolejne kroki rozpadu związku.

    Analiza od siedmiu bolesci.

    "nie wiemy czy żałuje swego postępku czy mu
    > na rodzinie w ogóle zależy"

    Przed tym pseudoanalizami rozpadu zwiazku trzeb bylo chociaz przeczytac dokladnie watek. Pan nie zaluje postepku i nie bedzie sie ciagla kajal.

    "To nie on wszak założył wątek i nie jemu doradzamy"

    W niczym jej nie doradzilyscie, przekonalyscie ja tylko, ze zawalila. Gratuluje sukcesu. Z poczuciem, ze zawalila na pewno teraz zaopiekuje swojego drania do cna i beda zyli dlugo i szczesliwie.


  • 17.10.17, 21:13
    anoraak napisała:

    > a czy mąż jest zwolniony z obowiązków rodzicielskich z zasady według Ciebie ?
    > bo może gdyby wsparł żonę w opiece nad dziećmi to miała by czas i siły zająć si
    > ę i nim?
    > ale nie, najlepiej zwalić wszystkie obowiązki na kobietę i jeszcze być obrażony
    > m, że zamiast seksu ma się śpiącą o godzinie 20 żonę. tak zdrada w tym wypadku
    > jest jak najbardziej usprawiedliwiona.

    Mnie tez przeraza, ze mozna w taki conajmniej zaskakujacy sposob usprawiedliwiac wstretny czyn meza watkodawczyni.
    Matka dwojki maly dzieci, przebywajaca z nimi 24 godziny na dobe nie znajduje czasu dla meza.
    Verdano, w ktorej godzinie owa matka ma znalezc czas dla swojego niedopieszczonego misia, w 25 godzinie?
  • 17.10.17, 21:10
    Owszem Verdano dran, bo maz , ktory kocha i szanuje zone najpierw powinien odciazyc zone w obowiazkach domowo-wychowawczych. A jesli mimo to zona nie spelnia jego oczekiwan, to powinien z nia rozmawiac, bo moze jest chora, moze ma jakies problemy, moze nawet skorzystac z pomocy mediatora, psychologa a nie zdradzac, bo misio (dorosly!!!!) nie zostal dosc zaopiekowany i zamatkowny przez wlasna zone, ktora nie wie do czego ma rece wlozyc.
    Tak sie zachowuja dojrzali mezczyzni. Zwyczajnie normalni mezczyzni.
  • 17.10.17, 21:44
    Zgadzam sie. Czesto to slysze wsrod najblizszego srodowiska, moze jedne sie nie przyznaja, drugie tylko pod nosem sie usmiechaja.
    Facet chce sie czuc jak dziecko. Jeszcze moze trzeba bedzie im tylki podcierac ;)
  • 17.10.17, 21:48
    fasolka1984 napisała:


    > Facet chce sie czuc jak dziecko. Jeszcze moze trzeba bedzie im tylki podcierac

    A jeszcze gorsze jest to, ze wiele kobiet bezrefleksyjnie sie temu poddaje.
  • 17.10.17, 22:58
    Bo mamy zaburzone wzorce.
    Przed dziecmi ukladalo nam sie super, wiadomo bywaly klotnie, ale kompromis zawsze nadchodzil i zylo sie dalej.
    Najgorszy czas przyszedl po dzieciach, bo facet zrobil swoje a Ty rob co do kobiety nalezy. Ok ja wiem nie da sie podzielic obowiazkow po polowie, ale moj maz sam po czasie przyznal, ze pierwsze dziecko plus inne problemy (mielismy przeprowadzke) spadly na niego i przytloczyly mocno. Ok odposcilam mu dziecko bo glowie mloda chciala mnie, a wszelkie proby z kimkolwiek ja zostawic dac chocby na rece odpadaly, taki typ. Ale po roku mowie sobie ejjj przeciez dziecko jest juz kumate, komunikuje sie, wiec tatus spokojnie ogarnie temat. Byl takim tatusiem na chwile... ja w pelni poczulam role matki i to mi pasowalo. Potem czulam sie jakbym byla w zwiazku juz takim mega starym, stare malzenstwo bez polotu, ale powiedzmy ze ten czas udalo nam sie przetrwac, relacje sie ocieplily. Od ok 2 lat nasz zwiazke przechodzi kryzys. 2 dzieci, praca, dom i inne obowiazki, brak czasu dla siebie taka frustracja ze nawet jak sie mialo chec to z kim dzieci zostawic... znajomi nie, dziadki niechetne, niania ooo matko balabym sie... takze czas krecil sie wokol domu, dzieci i pracy. Maz jakims cudem znajdowal czas na swoje przyjemnosci: biegal, plywal... ok mowie dobra, niech dba o siebie, wewnetrznie mnie to wku....... bo ja nawet wysrac za przeproszeniem spokojnie sie nie moglam... chcialam chociaz 1 h dla siebie, raz na miesiac wyjscia tylko we dwoje. Nie udalo sie. Narosla we mnie frustracja, bo moje rozmoawy z nim byly jak z grochem o sciane, on mi nie marudz, nie masz sie zle, a ja do niego,ze jest egosita i skupia sie na sobie. Ale ok mowie sobie kolejny trudny czas damy rade i juz mi sie wydawalo, ze gdzies pojawia sie swiatelko w tunelu, pojawil sie wspolny plan na przyszlosc by go razem zrealizowac. I to pociagnelo ta decyzje o drugie pracy. Choc nie musialo to byl taki wymysl ,ze to nam pomoze. Nie bylam przekonana. W grudniu w zeszlym roku maz mial trudny czas w pracy mielismy odmienne zdanie i ja probowalam meza nakierowac na dokonanie wlasciwej decyzji, zle zrobilam bo nie poparlam jego. Ale bylo to cos takiego, nie chodzi o niego, ale bylo to cos takiego, ze nie mozna bylo tego od tak odposcic, maz sie gryzl, bylo mu ciezko. Potem dowiedzialm sie, ze tym moim przekonywaniem wiercilam mu dziure, a on chcial poparcia. Po czasie wiem, ze zle zrobilam ale wtedy wydawlo mi sie,ze robie dobrze. W tej 2 pracy przez przypadke pojawila sie ona. Rozumiala go i dawala mu spokoj. Zmienil wyglad, ubior, bardziej dbal o siebie a ja mialam pretensje o to, bo cos mi smierdzialo... wiedzialam,ze cos jest nie tak i nie mylilam sie. Pod koniec lipca w koncu znalazlam dowod. I z tego wynikalo ,ze jakies czulosci byly w sensie pocalunki itd. Ona nawet zastanawiala sie jakby to bylo gdyby byli razem, ku.... a jak to uslyszalam to mowie o nie tego za wiele.
  • 18.10.17, 16:22
    fasolka1984 napisała:

    > moj maz sam po czasie przyznal, ze pierwsze dziecko plus inne problemy (mielismy przep
    > rowadzke) spadly na niego i przytloczyly mocno. Ok odposcilam mu dziecko bo glo
    > wie mloda chciala mnie, a wszelkie proby z kimkolwiek ja zostawic dac chocby na
    > rece odpadaly, taki typ. Ale po roku mowie sobie ejjj przeciez dziecko jest ju
    > z kumate, komunikuje sie, wiec tatus spokojnie ogarnie temat. Byl takim tatusie
    > m na chwile... ja w pelni poczulam role matki i to mi pasowalo.

    No i tu zrobiłaś parę podstawowych błędów. Po pierwsze męzczyzna nie identyfikuje sie z dzieckiem tak jak matka. Po drugie na niego jednak spada odpowiedzialność finansowa w momencie urodzin potomka i bez wsparcia może mu być ciężko to znieść. Po trzecie potrzebuje dłuższego czasu do przyzwyczajenia się i pokochania dziecka. Zostawianie mu dziecka dopiero po roku jest jak zostawianie go z obcą istotą na dodatek ryczącą za matką. Nic dziwnego że to nie wzbudza odpowiedzialności tylko chęć ucieczki.

    > czas krecil sie wokol domu, dzieci i pracy. Maz jakims cudem znajdowal czas n
    > a swoje przyjemnosci: biegal, plywal... ok mowie dobra, niech dba o siebie, wew
    > netrznie mnie to wku....... bo ja nawet wysrac za przeproszeniem spokojnie sie
    > nie moglam... chcialam chociaz 1 h dla siebie, raz na miesiac wyjscia tylko we
    > dwoje. Nie udalo sie. Narosla we mnie frustracja

    Kolejny błąd - mąż miał czas dla siebie, na swoje rozrywki, a TY nie. Trzeba było zamiast mu na to pozwalać postawić ultimatum - ok ty na basen we wtorek wieczorem, a ja w sobotę rano. Ty w niedzielę na cały dzień, rower, a za to ja w następnym tygodniu, a ty tym razem spędzasz dzień z dziećmi i organizujesz im zajęcia.

    Rozeszło Wam się wspólne życie, wspólne spędzanie wolnego czasu i wspólnie dzielone obowiązki.
    Ty nie rozumiałaś jego oczekiwań, on Twoje brał wyłącznie za pretensje i krytykę pod swoim adresem, brak akceptacji jego wysiłków, przestaliście się komunikować, byliście osamotnieni. W tej sytuacji znalezienie kogoś kto go rozumie i nie chce go zmieniać było tylko kwestią czasu.

    Zastanów się czego chcesz teraz. I czy to jest realne, czy będziesz potrafiła swe oczekiwania przedstawić mężowi bez pretensji do niego. Czy potrafisz jeszcze z nim rozmawiać normalnie, czy wg Ciebie warto próbować budować na zgliszczach i czy to jest to czego chcesz od życia. Czy potrafisz się zmienić nie licząc na zmianę u niego.


  • 24.10.17, 14:58
    Dlaczego bałabyś się zostawić dzieciaki pod opieką niani? Ja bym wiele dała za dobrą nianię ale mój małżonek jest przeciwny.
  • 15.10.17, 21:28
    Niby w jakim sensie ? Możesz rozwinac
  • 17.10.17, 14:56
    to nie jest wina żony, o związek powinny dbać obie strony.
  • 17.10.17, 21:15
    zosia_1 napisała:

    > to nie jest wina żony, o związek powinny dbać obie strony.

    Zdecydowanie, jesli pan widzial zagrozenie, powinien porozmawiac z zona, zapytac czy jej pomoc, czy ja odciazyc, zeby mieli wiecej czasu dla siebie a nie skok w bok.
  • 17.10.17, 21:48
    Wydaje mi sie, ze wina lezy po srodku. To, ze on zdradzil to jest niezaprzeczalne do tego by go zabic. Zaniedbalam go, bo zwyczajnie dzieci zaczely mnie dobijac wiecie dom, praca, dzieci, dom, praca, dzieci, gdzies my zaczelismy zanikac, ja bylam do roboty. Zwyczajnie potrzebowalam czasu albo sam na sam, albo z nim. Chcialam czuc sie doceniona i kochana jako kobieta, a nie tylko gosposia i matka. Dlatego kiedy mimo staran widzialam, ze on ma dalej ma mnie gdzies to odpuszczalam, olewalam go w tym sensie, ze nie dopieszczalam, robilam co musialam ale nie traktowalam go jako ukochanego meza. Stawal mi sie obojetny. Czasami w duchu cieszylam sie, ze go nie ma w domu, wtedy mialysmy spokoj. A on oczekiwal, ze jak wracal z drugiej roboty, ze mam sie cieszyc na jeg widok a ja czulam, ze on jest inny i bylam zla, bo szukalam odpowiedzi dlaczego. Zaluje, ze tak pozno to wykrylam.
  • 17.10.17, 23:41
    To taki banał, ale dobre samopoczucie możesz zapewnić sobie przede wszystkim ty sama, ono nie może być zależne od partnera. Tj. zawsze będą na nas wpływały zachowania bliskich, ale nie należy od tych zachowań uzależniać poczucia swojego szczęścia.


    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 16.10.17, 21:35
    Verdano gosc nie czuje sie w ogole winny, zranil swoja zone i nic mu serce w tym wzgledzie nie podpowiada. Czy to ma szanse na zdrowy zwiazek?
  • 16.10.17, 21:45
    Nie, nie ma. Podobnie jak na zdrowy związek nie ma szans, gdy żona przestaje uznawać męża za osobę ważną, jest obojętna i uważa, ze to OK.
    Gdyby mój mąż przez dłuższy czas uznał, ze jestem mu kompletnie obojętna podejrzewam,że też poszukałabym kogoś, dla kogo nie jestem. Bo jak długo można być nikim dla partnera?
    Owszem, partner nie powinien szukać osoby, która będzie go uważała za kogoś ważnego będąc jeszcze w związku. Alew z kolei gdyby odszedł od żony z małymi dziećmi też nie byłoby to szczególnie eleganckie. I zwracam uwagę,że facet nie zdradził żony - szukał tylko akceptacji, nie seksu.
  • 17.10.17, 21:18
    Verdano mamy tu do czynienia z sytaucja kiedy na stanie jest dwoje malutkich dzieci i jak rozumie jedynei zona sie nimi zajmuje. Nie ma usprawiedliwienia najmniejszego, ani okruszynki dla wystepku ojca tych dzieci. Normalny faceta inaczej dziala. Moj maz poprosil swojego przyjaciela jako nianke gdy chcielismy isc razem do teatru. Nie szukal sobie innej pani , ktora moglaby my towarzyszyc tylko szukal co by tu zrobic zeby ze mna isc.
    Mam nadzieje, ze wyjasnilam bardzo obrazowo.
  • 17.10.17, 21:27
    milamala napisała:

    > Verdano mamy tu do czynienia z sytaucja kiedy na stanie jest dwoje malutkich dz
    > ieci i jak rozumie jedynei zona sie nimi zajmuje.

    no właśnie
    a może by tak zona poszła do pracy i pomogła mężowi w utrzymaniu 4-osobowej rodziny, dzieci do żłobka i przedszkola - wtedy oboje mieliby więcej czasu dla siebie?

    ale właściwie, jeśli żona pisze, że mąż jest jej obojętny i strasznie ja wkurza, ze ma się starać byc dla niego miła - to o czym my mówimy?

  • 17.10.17, 21:40
    Wagonetko, zycie rzadko bywa takie czarno-biale jak to opisujesz. Zapisac dzieci do zobka, przedszkola w Polsce nie jest latwo, chyba, ze prywatnie ale dla dwojki to sa wielkie koszty, ktore niejednokrotnie przewyzszaja zarodki jednej ze stron, dlatego zapewne mlode rodziny decyduja sie, ze matka zostaje z dziemi a tata idzie do pracy. Zreszta to czy w danej rodzinie matka idzie do pracy czy zostaje w domu z dziecmi to nie jest ani moja ani twoja sprawa. Kazda rodzina sobie sama decyduje co dla nich jest najlepsze. Skoro rodzina watkodawczyni tak zdecydowala jak zdecydowala to nam nic do tego. Nasze prywatne zdanie "co mozna zrobic" jesli nas nikt o zdanie nie prosil najlepiej zachowac dla siebie. To nie nasza sprawa.

    Czy ta zona wkurza sie, ze musi byc mila przed zdrada czy po zdradzie?

    Ciebie tez zapytam o to co verdane, gdyby napisal ciezko pracujacy maz, ze zona go zdradzila i nie czuje sie winna, bo uwaza, ze pracujacy na 2 etaty pan ja zaniedbuje to tez bys ta zdrade tak ochocze usprawiedliwila? Tez uznalabys ciezko pracujacego meza za wspolwinnego?
  • 17.10.17, 21:52
    cóż, zawsze jest coś za coś
    jeśli małżonkowie umawiają się, że jedno zajmuje się dziećmi i domem a drugie na to wszystko zarabia to zadania są ściśle rozgraniczone oraz określone i nie jest w porządku, że mąż po powrocie z pracy ma zajmować się domem i dziećmi a żona w tym czasie ma odpoczywać - bo kiedy odpoczywać ma mąż?

    dwoje dzieci to nie jest jakaś tragedia, można to wszystko ogarnąć do powrotu męża z pracy tak, aby gdy on, zmęczony, wróci do domu był również czas dla niego - bo on nie jest maszynką do przynoszenia pieniędzy i jeśli żona go nie wspiera, gdy ma kłopoty, nie jest dla niego miła - to po co mu taka zona? przy czym takiej zonie mąż jest potrzebny - bo przynosi pieniądze

    dlatego ja osobiście mocno optuję za tym, żeby oboje rodzice pracowali zawodowo i zrobili wszystko, aby podział ról nie był tak anachroniczny jak w opisywanej tu sytuacji - bo to często nie kończy sie dobrze

  • 17.10.17, 22:21
    cyt. "jeśli małżonkowie umawiają się, że jedno zajmuje się dziećmi i domem a drugie na to wszystko zarabia to zadania są ściśle rozgraniczone oraz określone i nie jest w porządku, że mąż po powrocie z pracy ma zajmować się domem i dziećmi a żona w tym czasie ma odpoczywać - bo kiedy odpoczywać ma mąż?"

    Rozumie, ze laskawie uznalas prace zony przy dzieciach za prace, wnioskuje to z tego, ze mezowi takiej aktywnosci po pracy bys nie zalecala jako zbyt ciezkiej.
    No chyba, ze jak wykonuje ja zona to nie praca, a jak wykonuje ja maz to juz praca i biedak nie ma kiedy odpoczywac?

    Zatem juz ustalilismy, ze jednak oboje pracuja. Skoro pan po pracy powinien sobie opoczac to co z zona? Kiedy zona ma odpoczywac po pracy?

    cyt. "dwoje dzieci to nie jest jakaś tragedia, można to wszystko ogarnąć do powrotu męża z pracy tak, aby gdy on, zmęczony, wróci do domu był również czas dla niego - bo on nie jest maszynką do przynoszenia pieniędzy i jeśli żona go nie wspiera, gdy ma kłopoty, nie jest dla niego miła - to po co mu taka zona? przy czym takiej zonie mąż jest potrzebny - bo przynosi pieniądze"

    Noz w kieszenie sie otwiera. Wlasciwie takie wypowiedzi mozna nawet okreslic trolowaniem. Albo po prostu sa zwyczajnie mega glupie.
    Dzieci sa rozne, ale zazwyczaj nie da sie je ogarnac -od -do. Jak maz przychodzi do domu to ... one dalej sa te dzieci, i dalej wymagaja opieki i uwagi.
    Chyba nie chce mi sie dalej komentowac tego co napisalas, bo to juz przeszlo granice absurdu.

    "dlatego ja osobiście mocno optuję za tym, żeby oboje rodzice pracowali zawodowo i zrobili wszystko, aby podział ról nie był tak anachroniczny jak w opisywanej tu sytuacji - bo to często nie kończy sie dobrze"
    Zapewnie sie nie doczytalas. W opisywanej tu sytuacji ... watkodawczyni poza pelna opieka nad dziecmi rowniez pracuje zawodowo.


  • 17.10.17, 21:42
    Poza tym zla wiadomosc wagonetko dla ciebie - watkodawczyni pracuje zawodowo.
  • 17.10.17, 21:55
    milamala napisała:

    > Poza tym zla wiadomosc wagonetko dla ciebie - watkodawczyni pracuje zawodowo.

    dla mnie wiadomość jest obojętna, dziwi mnie tylko jak można pracować zawodowo i zajmować sie dziećmi 24 h na dobę :-)
  • 17.10.17, 22:32
    wagonetka napisał(a):

    > dla mnie wiadomość jest obojętna, dziwi mnie tylko jak można pracować zawodowo
    > i zajmować sie dziećmi 24 h na dobę :-)

    A nie zdziwilo cie wczesniej jak mozna zajmowac sie dziecmi 24 godziny na dobe, skoro przez przynajmniej 6 godzin w tym czasie sie spi?
    Wtedy rozumialas, i nic cie nie dziwilo, a teraz nagle przestalas rozumiec i cie dziwi.

    No ale skoro nagle a niespodziewanie przestalas rozumiec to wyjasnie to co rozumie sie samo przez sie. Jesli ktos pisze, ze zajmuje sie dziecmi 24 godziny to nie ma na mysli pelnych 24 godzin co do sekundy to oznacza tylko to, ze zajmowaniem sie dziecmi, ogarnianiem wszsytkiego co zw. z dziecmi jest wylacznie na glowie zony.
    W tym przypadku rowniez zawodowo pracujacej.

    Nie wierze, ze wiadomosc co do aktywnosci zawodowej zony jest ci obojetna, skoro nie kto inny jak ty nam tu zapodawalas zlote mysli, jak watkodawczyni jest winna zdradzie m.in bo nie pomaga mezowi wspoluczesstniczac w utrzymaniu rodziny. Dowidzielismy sie przeciez od ciebie, ze gdyby to robila to pewnie zapobieglo by to dramatowi.
    A teraz nagle jest ci obojetne.

  • 17.10.17, 21:50
    Powtarzam, ze ja nie tylko w domu z dziecmi, pracuje zawodowo. A obojetny to juz wyjasnilam wyzej :)
  • 17.10.17, 21:53
    fasolka1984 napisała:

    > Powtarzam, ze ja nie tylko w domu z dziecmi, pracuje zawodowo.

    pracujesz zawodowo i zajmujesz sie dziećmi 24 godziny na dobę? to ile twoja doba ma godzin?

  • 17.10.17, 22:34
    wagonetka napisał(a):


    > pracujesz zawodowo i zajmujesz sie dziećmi 24 godziny na dobę? to ile twoja dob
    > a ma godzin?

    Przeczytaj laskawie moja poprzednia wypowiedz, bo twoje wypowiedzi staja sie mega trolowskie. Chyba ci nerwy puszczaja. I slusznie.
  • 17.10.17, 22:43
    Za malo. 24 h w sensie, ze po pracy dzieci sa totalnie na mojej glowie: odbierz, nakarm, posprzataj, wyjdz na spacer, wykap, uspij, wstan w nocy. Masz dzieci czy nie? Bo jak masz to zrozumiesz o co chodzi.
  • 17.10.17, 22:50
    fasolka1984 napisała:

    > Za malo. 24 h w sensie, ze po pracy dzieci sa totalnie na mojej glowie: odbierz
    > , nakarm, posprzataj, wyjdz na spacer, wykap, uspij, wstan w nocy. Masz dzieci
    > czy nie? Bo jak masz to zrozumiesz o co chodzi.

    mam dzieci i rozumiem, ale nie rozumiem, jak mozna do tego dopuścić


  • 17.10.17, 23:00
    Do czego doposcic?
  • 17.10.17, 23:04
    fasolka1984 napisała:

    > Do czego doposcic?

    ha ha ha, a ostrzegalam zebys jej wypowiedzi nie czytala. No do zdrady kochana do zdrady. Twoje wystepki rzucily twojego meza w ramiona innej kobiety. Idz i przepros.
  • 17.10.17, 23:06
    fasolka1984 napisała:

    > Do czego doposcic?

    no do tego, że nie dzieliliście się obowiązkami domowymi jeśli oboje pracowaliście zawodowo


  • 17.10.17, 23:38
    wagonetka napisał(a):

    "> no do tego, że nie dzieliliście się obowiązkami domowymi jeśli oboje pracowaliś
    > cie zawodowo"

    Jednym slowem znowu fasolka winna, ze nie dzielili sie obowiazkami. Maz czysty jak ta lelija.

    Wagonetko, koncz wasc, wstydu (sobie) oszczedz.
  • 17.10.17, 23:42
    milamala napisała:

    > wagonetka napisał(a):
    >
    > "> no do tego, że nie dzieliliście się obowiązkami domowymi jeśli oboje pra
    > cowaliś
    > > cie zawodowo"

    Dodam jeszcze, ze nie watpie, ze jakby sie dzielili to fasolka bylaby dalej winna, bo jak mogla na pana nalozyc takie obowiazki bo kiedy mialby odpoczywac pan i wladca.
    Fasolko zebys sie zesr.... to i tak bys byla winna, czego bys nie zrobila i co bys zrobila to i tak byloby nie dosc dobrze, nie dosc wystarczajaco, za malo, za malo, albo za duzo, w kazdym razie zawsze nie tak.
    Robi sie zabawnie. Wagonetko, jednak nie koncz, ciekawa jestes dalszego ciagu.
  • 18.10.17, 16:28
    fasolka1984 napisała:

    > Do czego doposcic?

    Do tego żeby wszystko było na Twojej głowie. Mężczyzna jak najbardziej nadaje się do karmienia, przewijania, kąpania, usypiania, utulania w płaczu, bawienia się, grania w gry, spacerów, wycieczek, a często robi to uwaga - LEPIEJ niż kobieta, choć zupełnie INACZEJ. Natomiast jeśli kobieta mu odpuszcza, uważa że ona to wszystko zrobi lepiej bo on nie jest matką i w związku z tym dzieci z nim umrą z głodu, będą chodziły niegustownie ubrane, pójdą spać nieco później niż normalnie lub będą nie tak idealnie czyste to jest źle.
  • 17.10.17, 23:03
    fasolka1984 napisała:

    > Za malo. 24 h w sensie, ze po pracy dzieci sa totalnie na mojej glowie: odbierz
    > , nakarm, posprzataj, wyjdz na spacer, wykap, uspij, wstan w nocy. Masz dzieci
    > czy nie? Bo jak masz to zrozumiesz o co chodzi.

    Fasolko to sie rozumie samo przez sie.
  • 16.10.17, 10:43
    W związku istotne jest określenie jego podstawy i wokół niej budowanie reszty. Jest ci w tej chwili źle, bo uznałaś, że twoje ambiwalentne uczucia wobec męża to jedynie twoja sprawa i z jego strony nic nie powinno się zmienić. Ale on też ma swoje uczucia i też coś przeżywał. Każde z was to przeżywanie przeszło inaczej. I nie ma co walić głową w ścianę i licytować się, kto gorzej. Związek wieloletni to ogromne wyzwanie, wymagające znajomości samego siebie i dużej dozy sympatii, tak, po prostu sympatii do człowieka, z którym się jest. Bo ta sympatia pomaga w codziennym funkcjonowaniu i przełamywaniu impasów. Czy życie po zdradzie jest możliwe? ależ oczywiście, ba, czasami zdrada pomaga relacji, bo zmusza o zawalczenie o nią, oddziela rzeczy istotne od tych zaciemniających obraz. Jeśli jest wola porozumienia, tworzenia czegoś razem, to po prostu trzeba dokonać hm..., remontu. Pomoże w nim terapia par, polecam.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 15.10.17, 21:42
    zdaje się, że twoja sytuacja jest dość często spotykana

    sprawy są dwie: jedna - jak ułożyć na nowo stosunki między wami i dwa - jak nie dopuścić, aby sytuacja się powtórzyła
    obie sprawy są z sobą ściśle związane
    dobrze, że zdajesz sobie sprawę, że nawaliliście oboje, bo dobra diagnoza jest podstawą powrotu do zdrowia, warto zastanowić się nad tym, co TY możesz zrobić, aby relacje naprawić

    a ponieważ wiadomo, czego brakło twojemu mężowi - a brakło mu twojej miłości i uwagi - trzeba spytać, czy jesteś w stanie tę miłość i uwagę mu dać, a to wiesz tylko ty - mężczyźni, o ile nie są jakimiś łajdakami, często narzekają na obojętność swoich żon zajętych tylko dziećmi i szukają bratnich dusz poza domem

    tak, niestety, to wygląda, zapewne mało który mężczyzna cierpliwie znosi sytuację, gdy jego żona traktuje go jak mebel potrzebny tylko do meblowania własnego życia, w każdym razie ja takiego nie spotkałam





  • 17.10.17, 21:52
    Masz racje. Choc ja tez czulam tylko sprzataj gotuj, zajmuj sie dziecmi... Wydaje mi sie,ze kazdy z nas ma bardzo silny i uparty charakter, wtedy kazdy zaparl sie i koniec ma byc po mojemu, cos tam probowalismy zmieniac, nie zeby nie trwalo to z 2 miesiace ale okazalo sie, ze za krotko, za malo...
  • 17.10.17, 21:54
    fasolka1984 napisała:

    > Masz racje. Choc ja tez czulam tylko sprzataj gotuj, zajmuj sie dziecmi...

    a nie tak sie umówiliście, że ty zajmujesz się domem a mąż zarabia pieniądze?
  • 17.10.17, 22:36
    Fasolko, wagonetka nie chce ci pomoc. Zapedzila sie w kozi rog, po tym jak sie okazalo, ze pracujesz zawodowo. Teraz bedzie juz na oslep udawadniac ci wszystko co jej do glowy przyjdzie. Nie dla twojego dobra tylko dla jej wlasnego ego.
  • 17.10.17, 22:42
    Mozna wysunac rozne wnioski ja rozumiem z ogolnikow mozna rozne rzeczy wyczytac i zrozumiec, badz nie.
  • 17.10.17, 22:41
    Nie, bo ja tez chodze do pracy na 8 h. Takze nie jestem z dziecmi w domu. Wtedy zupelnie bylaby inna sytuacja, ale oboje pracujemy.
  • 17.10.17, 22:48
    fasolka1984 napisała:

    > Nie, bo ja tez chodze do pracy na 8 h. Takze nie jestem z dziecmi w domu. Wtedy
    > zupelnie bylaby inna sytuacja, ale oboje pracujemy.

    to znaczy, że niewłaściwie opisałaś sytuację w pierwszym wpisie - wynikało z tego, co napisałaś, że mąż pracował na dwa etaty a ty zajmowałaś się dziećmi 24 godziny na dobę, trochę nas wprowadziłaś w błąd :-)

    czyli chodzi o to, że oboje pracowaliście, ale obowiązki domowe spadały wyłącznie na ciebie? a co twój mąż robił w czasie, gdy ty po powrocie z pracy zajmowałaś się domem? oglądał tv? spał?




  • 17.10.17, 23:00
    On TV i komp.
  • 18.10.17, 16:30
    fasolka1984 napisała:

    > On TV i komp.

    A czemu na to pozwoliłaś?
  • 18.10.17, 17:40
    No tak. Zawsze wina kobiety.
    Co to mąż małym dzieckiem jest żeby mu pozwalać ?
  • 18.10.17, 21:31
    anoraak napisała:

    > No tak. Zawsze wina kobiety.
    > Co to mąż małym dzieckiem jest żeby mu pozwalać ?

    A ta kobieta jest małym dzieckiem żeby nie potrafiła sprzeciwić się zachowaniu męża które jej nie odpowiada? Nie może powiedzieć mężowi - słuchaj teraz ty zajmij się tym i tym, bo ja jestem zmęczona i mam dość, miałam ciężki dzień w pracy i muszę odreagować? Przepraszam ale to ONA wyszła za takiego partnera który nie garnie się sam z siebie do obowiązków domowych i przyzwyczaiła go do sytuacji że nie musi. Gdyby ktoś Ci bez protestu gotował, sprzątał, prasował i zajmował się wszystkim w domu, nie korzystałabyś? Bo ja tak.
  • 18.10.17, 21:34
    nie, nie było tak, ona wyszła za faceta i nie wiedziała jakim będzie ojcem, czy weźmie na siebie odpowiedzialność za rodzinę czy nie - nie mogła tego wiedzieć, to wyszło po urodzeniu dzieci, co wyraźnie napisała. i teraz jest tak, że dzieci już są a on się wymiksował i zwalił całość obowiązków na nią - ktoś musiał te obowiązki wykonywać, prawda ?
    i nie, to, nie jest żadne usprawiedliwienie, że jak ktoś gotuje, sprząta i zajmuje się domem to trzeba z tego korzystać.
  • 19.10.17, 14:54
    anoraak napisała:

    > nie, nie było tak, ona wyszła za faceta i nie wiedziała jakim będzie ojcem, czy
    > weźmie na siebie odpowiedzialność za rodzinę czy nie - nie mogła tego wiedzieć

    Mogła przewidywać czy facet rokuje czy nie. Facetowi PRZED ślubem należy się porządnie przyjrzeć w rozmaitych sytuacjach

    > i nie, to, nie jest żadne usprawiedliwienie, że jak ktoś gotuje, sprząta i zajm
    > uje się domem to trzeba z tego korzystać.

    Nie, nie jest to żadne usprawiedliwienie tylko opis schematu który doprowadził do takiej sytuacji jaka jest.
  • 16.10.17, 21:34
    Twoj maz jawi mi sie troche jako wielki egoista. rzeczywiscie wyglada na to, ze tylko on sie dla siebie samego liczy. Warto zeby ktos mu to uswiadomil. Chyba bez terapii malzenskiej sie nie obedzie.
    A swoja droga chyba nie widialabym sie w zwiazku z mezczyzna, ktory by sie nie kajal bo takim strasznym zranieniu bliskiej sobie przeciez zony. Nie podoba mi sie ten gosc, i sama takiego nigdy bym za meza nie chciala. Wspolczuje.
    Zadaj sobie pytanie czy na prawde chcesz z nim byc? Czy bycie z nim powoduje , ze czujes sie po prostu szczesliwa, spelniona?
  • 16.10.17, 21:48
    A byłabyś w związku z mężczyzną, który przed długi czas o Ciebie nie dba, nie wspiera, gdy masz problemy w pracy, tylko jeszcze "wierci ci dziury"? Bo ja raczej niechętnie...
  • 17.10.17, 20:56
    Co znaczy nie dba o mnie jak mam problemy w pracy? Co znaczy konkretnie, ze wierci mi dziury?
    Co mialby niby zrobic zeby o mnie zadbac?
    Jedyne co mi przychodzi do glowy to to, ze maz przejalby wszystkie obowiazki domowe zw. z wychowaniem dziecka. Ale to raczej jakbym miala problemy zdrowotne, w przypadku problemow zawodowych no to nie wiem co poza dobrym slowem moglby moj maz jeszcze dla mnie zrobic?
    Jakos przy dwojce malutkich dzieci nie widze wielkiego pola do popisu.
  • 18.10.17, 18:55
    Nie ma co sie tu teraz licytowac i co by bylo gdyby.... Kazda ze stron nawalila. Ale ja tez czulam odtracenie nie zrozumienie i brak wsparcia w opiece nad dziecmi i czy tzn ze mialam szukac kogos innego? Chyba po to jest sie razem by sobie pomagac wspierac ja tego tez nie mialam z jego strony. Powiem tak ze poki bylam ulegla i szlam mu na reke bylo ok. A jak chcialam zawalczyc o siebie to problem bo wymagsm marudze.... Chyba chodzi o zrozumienie 2 czlowieka. On mowil ze marudze ale czy rozumial dlaczego czy probowal dac z siebie 1000%? No chyba nie skoro znalezlismy sie w obecnym punkcie.... Ja liczylam ze jego dzieci dadza mu sile i wiekszs milosc do.mnie. a dla niego to problem. Ktoras ma racje ze jest egoista to prawda. Poki co boje sie przyszlosci wszystko jest dla mnie na granicy miedxy utonieciem a szczesciem. Czy bede z nim szczesliwa nie wiem..ale chce sprobowac choc moje serce peklo na drobne.... Boli.... Nie wiem czy on jest szczesliwy teraz pewnie nie. Czy kocha? Czy jestem dla niego wazna? Dawniej umial mowic o uczuciach teraz mu przez gardlo nie przejdzie... To juz nie ten sam czlowiek ale moze bedzie lepszy....
  • 18.10.17, 19:43
    Skąd wiesz, czy gdybyś w swojej sytuacji spotkała np. jakiegoś miłego pana przychodzącego na plac zabaw ze swoim dzieckiem, rozumiejącego twoje wypalenie, niemoc, wspierającego itp., to nie zapałałabyś do niego uczuciem? Tak to już skonstruowane, że ludzie odpowiadający na nasze oczekiwania są w orbicie naszych emocji.
    Mnie często zastanawia jak to jest, że ludziom się związek rozsypuje, są nieszczęśliwi, ale niczego nie zmieniają i dopiero, kiedy pojawia się ktoś trzeci to jest wielki lament. Nie wiem, może to jest kwestia stażu mojego i M, ale jakoś instynktownie próbowaliśmy doprowadzić do równowagi. Wielokrotnie, kiedy o tym pisałam, spotykałam się z zarzutami: jak to? Po co? Dlaczego skoro M chce wyjechać sam np. na rajd, w pierwszej nadarzające się okazji ja pojadę gdzieś na kilka dni. Dlaczego kiedy ja chcę kupić nowy obiektyw, on w podobnej cenie kupuje sobie coś do motocykla, a jeśli nas nie stać na obie z tych rzeczy, to czekamy. Odkąd urodziło nam się dziecko wymienialiśmy się porannym wstawaniem tak, by każde z nas miało szansę odpocząć itd., itp. I tutaj to właśnie widać, że brak wcześniejszej tendencji do utrzymywania równowagi odbił się czkawką. Ta równowaga jest niezbędna, by móc tworzyć relację, w której każda ze stron czuje się istotna.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 18.10.17, 21:34
    edw-ina napisała:

    > Skąd wiesz, czy gdybyś w swojej sytuacji spotkała np. jakiegoś miłego pana przy
    > chodzącego na plac zabaw ze swoim dzieckiem, rozumiejącego twoje wypalenie, nie
    > moc, wspierającego itp., to nie zapałałabyś do niego uczuciem?
    > I tutaj to właśnie widać, że brak
    > wcześniejszej tendencji do utrzymywania równowagi odbił się czkawką. Ta równowa
    > ga jest niezbędna, by móc tworzyć relację, w której każda ze stron czuje się is
    > totna.

    O to, to chodzi dokładnie.

  • 17.10.17, 01:33
    Piszesz, ze zajmujesz sie dziecmi 24/7, czyli pracuje wylacznie maz. Jakbys sie czula, gdyby po powrocie do domu 'wiercil Ci dziury', ze nie dosc dobrze sobie radzisz? Na forum sporo jest takich historii, gdzie mezowie nie doceniaja wysilku zon i rada dosc czesto sie powtarzajaca to 'zostaw go'. Sama piszesz, ze Ty nie docenias pracy meza, nie wspieralas, ze maz stal Ci sie obojetny. Gdyby maz tak traktowal Ciebie a na horyzoncie pojawil sie ktos nowy, akceptujacy to skad wiesz, ze nie bylabys teraz w sytuacji meza? Z opisu wynika, ze maz szuka akceptacji a nie seksu. Po seks mogl isc do agencji, a jemu chyba brakuje wiezi. Pomysl o tym.

    Mam wrazenie, ze zalezy Ci na zwiazku, nie na tym konkretnym czlowieku, z ktorym go stworzylas. Obudzilas sie dopiero, kiedy pojawila sie grozba samotnosci.

    Piszesz, ze potrzebujesz uczuc, ciepla i docenienia. Sama dajesz to mezowi czy tylko komunikujesz, jakie masz oczekiwania? Zeby cos dostac, trzeba dac od siebie. Maz pewnie tez ma do Ciebie uraz za wczesniejsze traktowanie i sie (slusznie,moim zdaniem) broni przed byciem tym jedynym zlym.
  • 18.10.17, 16:44
    Sugerowałabym terapię rodzinną a to dlatego, że ktoś z boku może bardziej realnie rozeznać co się właściwie między wami dzieje i czy nie dochodzi do manipulacji. Wiadomo, że na tym etapie ty się czujesz zraniona zdradą, masz podwójnie ciężko, mąż może ma podstawy do argumentu "bo ty mnie zaniedbałaś" a może nie ma, nie wiemy jak było dokładnie a co jest tylko projekcją twojego lub jego poczucia winy.

    Proponuję w ramach sprawdzenia się w rolach rodzinnych i uświadomieniu kto kogo zaniedbał , żebyś wyjechała na 2 tygodnie i zostawiła mężowi dzieci na wyłączną odpowiedzialność i do jego wyłącznego ogarniania. :)

    Później możecie wrócić do rozmowy kto komu bardziej czasu nie poświęcał i dlaczego.
    Niemniej docelowo "starać się" powinniście oboje a nie licytować kto powinien bardziej,
    i także unikać zapędów do obwiniania i karania tej drugiej osoby, bo to do niczego dobrego nie prowadzi.

    Ty musisz sobie przemyśleć czy na pewno ci taki związek odpowiada i czy jesteś w stanie zdradę wybaczyć. Może nie od razu ale za jakiś czas. Bo może się także okazać, że to było dla ciebie za dużo.


    Ale opowiedz o tym "nagrywaniu w telefonie" które ma mąż. Bo jakoś trudno mi uwierzyć, że sobie słuchasz tego co kochanka męża sobie z nim gadała. To jakiś programik?aplikacja? na dyktafon?
  • 23.10.17, 09:17
    aplikacja - ACR
  • 21.10.17, 22:52
    Tego nie da się naprawić, czas nie ma znaczenie. Zycie po, to półtrwanie..... sorry
  • 22.10.17, 11:20
    Niestety, mnie sie nie udalo. Mój zwiazek sie rozpadl. U mnie sytuacja niemal identyczna, z ta mala roznica, ze nie mamy dzieci. Ale tez kolezanka z pracy pocieszala mojego meza, który, jak ten bidulek ostatni tak cierpial z powodu rutyny w zwiazku, i ze mial zawsze uprane i ugotowane, i ze nie musial nic w domu robic tylko realizowac swoje pasje, i ze mógl chodzic gdzie i kiedy chcial....Strasznie musial cierpiec....A ja w tym wszystkim sie zagubilam, i do tej pory nie moge sie odnalezc. Porzucilam wszystko, wyjechalam za granice, poznalam mlodszego, seksownego mezczyzne i cieszylam sie zyciem...które znowu pomalu sie mi rozpada. Mam przeczucie, ze tak juz bedzie w kólko. Chyba dam sobie spokoj ze zwiazkami. Zmeczona jestem uszczesliwianiem partnerów, ktorzy maja to gdzies. Teraz bede dbac tylko o siebie. Trzymaj sie Kobietko!!!
  • 22.10.17, 11:31
    Przecież on Cie wcale nie zdradził.
  • 22.10.17, 14:16
    Ten typ tak ma, zawsze będzie Cię zdradzał ! albo się z tym pogodzisz, albo odejdziesz ! INNEJ DROGI NIE MA !!!
  • 22.10.17, 16:32
    Nie łudż się,myśmy to wszystko przerabiały.Po latach każdemu chłopu znudzi się jedna i ta sama baba. Wychodż z koleżankami a on niech siedzi przy dzieciach,ładnie się ubieraj,udawaj,że ktoś cię podrywa.Jak nie będzie zazdrosny to znaczy wypaliło się to małżeństwo,zostały dzieci i przyzwyczajenie.Ja tak mam od 20 lat i nic nie zrobię.Za bardzo się nie przejmuj.Tego kwiatu ,pół światu.
  • 22.10.17, 20:16
    Jak zdradza to normalne. Gorzej jak się zakocha. Możesz zapomnieć, że masz jeszcze szansę.
  • 23.10.17, 09:38
    Powiem Ci z mojego doświadczenia. Ponad 20 lat razem, 2 lata temu dowiedziałam się o tym o czym nie powinnam się dowiedzieć. Nigdy nie będzie tak samo jak było, zaufanie trudno odzyskać, to jest jak saper który myli się tylko raz. Zawsze w Twojej głowie będzie myśl, czy nie ma kolejnej pocieszycielki, a to jest okropne uczucie. Było ciężko, dalej mam wątpliwości, ale on naprawdę się stara, żeby odzyskać zaufanie i dlatego jesteśmy dalej razem. Nie wiń jej, bo to nie jest do końca jej wina, to wina Twojego męża, może i jakaś jej część jest Twoja. Ale on jest głównym winowajcą. Nie szukaj dla niego usprawiedliwienia, bo dobrze wiedział w co się pakuje. Z mojego zdarzenia wyciągnęłam wnioski. Nic nie jest pewne i mogę polegać tylko na sobie. Nie wiem czy za 2 lata nie wpakuje się w kolejny romans czy może będziemy razem do śmierci. Nie wiem, ale wiem, że sama jestem sobie w stanie w życiu poradzić, że kolejny raz nie będzie bolał tak jak pierwszy. Nie patrz na innych, bo nie żyją Twoim życiem, sama musisz pojąć decyzję czy dać szansę czy powiedzieć do widzenia. To Twoja decyzja. Życie po zdradzie boli i z tym bólem będziesz musiała sobie poradzić. Jak dasz szansę, to nie możesz zdrady bez przerwy wypominać, było, minęło, wybaczyłaś ( chociaż nie zapomniałaś) i żyjemy razem inaczej albo kończymy pewien etap i każde idzie w swoją stronę.
  • 24.10.17, 11:36
    Nie usłyszysz od niego, że Cię kocha bo po Twoim poście ewidentnie widać, że Cię nie kocha. Sama stwierdziłaś, że zostaliście razem ze względu na dzieci i to co was łączy. Tam nie było nic o miłości. Albo umiesz żyć bez miłości z jego strony albo weźcie rozwód. Tego już nie naprawisz.
  • 24.10.17, 14:52
    „Moze jestem naiwna i czasami tak sie czuje, ze jestem idiotka.... ale nie jest mi obojetny, choc za to wszystko najchetniej bym go powiesila za penisa i strzela do niego co sil, a ja golymi rekami moglabym udusic lub zywcem spalic, bo ktos kto sam ma problemy wpiepsza sie w nieswoje... „ Fakt nie jest Ci obojętny – żywisz do niego negatywne uczcia. A pozytywne? Kochasz go nadal?
  • 24.10.17, 16:33
    Czytam post założycielski i zastanawiam się, czy tam w ogóle jest jeszcze co ratować. Niezależnie od powodów zdrady, nawet średnio rozgarnięty i średnio empatyczny człowiek będzie wiedział, jak dewastująca jest ona dla współmałżonka. A tu ani skruchy, ani żalu, ani chyba nawet przeprosin ze strony męża za jego zaangażowanie się w zwiazek pozamałżeński. Są za to oczekiwania wobec żony, który musi się bardziej o męża postarać, inaczej mąż znowu znajdzie sobie pocieszycielkę w małżeńskiej niedoli.
    Moim zdaniem ratowanie związku przy takiej roszczeniowej postawie męża jest z góry skazane na niepowodzenie. Bez uznania win i swojego wkładu w obecną sytuację obojga małżonków, prędzej czy później znajdą się oni dokładnie w tym samym miejscu, co teraz.
    Co takiego robi obecnie mąż w celu naprawy waszego małżeństwa, Fasolko? Nie czuje skruchy za zdradę, nie rozmawia o was, nie rozmawia o swoich uczuciach, nie mówi ci, że jesteś dla niego ważna. To w jaki sposób mąż się o was stara?
  • 24.10.17, 17:47
    No jak to w jaki sposób? Chodzi na siłownię i na basen, oglada tv gdy żona spełnia się w roli matki i nie zawraca kobicie glowy nikomu nie potrzebnymi randkami...
  • 24.10.17, 19:01
    A tak na serio to gdy tak dywagujemy o przewinieniach Fasolki względem męża to patrzę na siebie i zastanawiam się jakim cudem mój mąż mnie jeszcze nie zdradza. Mnie tak niedoskonałego egzemplarza. Co ciekawe to ja byłam bliższa zdrady i będąc po tej drugiej stronie sądzę, że z tymi powodami zdrad jest ciut odwrotnie. Najpierw pojawia się ktoś z predyspozycjami "pocieszyciela"a potem się wraca do domu i dopiero wówczas dostrzega się wiele wad w małżonku które później (jak się wszystko wyda) przydają się jako wina zdrady: "nie dałeś o mnie", "unikałaś seksu", "powiedziałeś mi że mam grube nogi, a tamten popadał w zachwyt na widok moich włosów (albo cycków)...
  • 25.10.17, 06:00
    Myślę, że nie istnieje jeden model, który prowadzi do zdrad. Nie wątpię, że w części przypadków jest tak, jak piszesz. Wiem też, że pocieszyciele pojawiają się czasem dopiero po latach rozkładającego się pożycia i skłaniają do refleksji nad nim. No i faktem jest, że udanemu i satysfakcjonującemu obie strony związkowi żadni pocieszyciele i pocieszycielki nie zagrażają.
  • 29.10.17, 00:27
    Droga Pani, z perspektywy ponad 30 lat małżeństwa fakt, że mąż podjął taką decyzję winien być przez Panią doceniony. Proszę starać się zapomnieć! Mężczyźni są z innej gliny. Ważna jest dla nich praca i uwielbienie i nieomylność. Ma Pani dużo jeszcze życia przed sobą. Szkoda związku. Dzieci. ZAPOMNIEĆ! Cieszyć się chwilą. Proszę spojrzec wokół- ile jest nieszcześcia. Rozwód nie przynosi zadowolenia. Pozdrawoam. Głowa do góry.
  • 30.10.17, 15:09
    do fasolki 1984
    jesli chcesz poczytać mojej prawdziwej historii, zycie po zdradzie to zapraszam, opowiem. Napisz na waleria2@tlen.pl
    Teraz powiem tylko, że 41 lat wspólnego zycia, a 36 lat po zdradzie i co???? nie warto było, po zdradzie nie ma juz nic tak jak przed zdradą....
  • 31.10.17, 00:26
    Odejdź od niego i idź swoim życiem. Pozdrawiam
  • 31.10.17, 00:29
    Odejdź od niego i żyj pełnią swojego życia , nigdy Cię nie przeprosi bo te typy mężczyzn myślą ,że im się takie bieganie po kobietach na boku należy ale nigdy nie odczuwają co żona czuje w głębi serca. Pozdrawiam .
  • 01.11.17, 21:33
    to wszystko nie jest takie proste, nie ma ognia bez przyczyny....

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.