Dodaj do ulubionych

O kobiecości

20.10.17, 21:58
W moim związku nie czuję się kobietą, nie czuję kobiecości. Nie potrafię nawet jakoś zdefiniować tego stanu. Fizycznie jest dość atrakcyjną trzydziestolatką z hakiem Uchodzę za osobę lubianą, sympatyczną, opanowaną i silną psychicznie. W małżeństwie czuję się bezosobowo, tak jakoś bezpłciowo. Na mojej głowie jest dom, dzieci, praca. Jest dość dobrze zorganizowana, poukładana, więc jakoś to wszystko godzę. W naszym małżeństwie nie dzieje się dobrze. Mąż nie okazuje mi czułości, nie mówi miłych rzeczy. To boli. Życie intymne też się sypie, właściwie go nie ma. To boli. Kiedy ja próbuje okazać mu jakąś czułość, to jest to kwitowane wypowiedzeniem typu „co ty dziecko jesteś”,” za stary jestem na tego typu zabawy”. To bardzo boli. Mąż jest uzależniony od alkoholu, ja uczęszczam na terapię od niedawna. Kiedyś taki nie był. Dzisiaj bardzo boli mnie to odrzucenie. Nie bardzo potrafię zdefiniować nawet swojej kobiecości.
Edytor zaawansowany
  • 21.10.17, 00:38
    tu dostaniesz masę dobrych rad, ale jeśli masz dwie godziny w tygodniu wolnego i nieco pieniędzy, idź na siłownię, fitnes, coś z ruchem. Bardzo proste, daj sobie dwa, trzy miesiące, zrozumiesz, o czym piszę. Poza tym przydałby Ci się adorator, no, ale to taka porada nie bardzo ortodoksyjna.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • 21.10.17, 08:52
    Też o tym pomyślałam. Że przydałby Ci się facet z prawdziwego zdarzenia... Ale w tej sytuacji najpierw wypadałoby mężowi powiedzieć że przechodzicie w stan separacji, wystąpić o rozwód. Wtedy z czystym sumieniem możesz szukać! Piszę całkiem poważnie.
  • 21.10.17, 09:02
    Wiem, o czym piszesz. Kobieta przestaje się czuć kobietą, a zaczyna czymś w rodzaju skrzyżowania mopa z pralką i żelazkiem. Ew. bezpłciową kucharką.
  • 21.10.17, 10:03
    Czy jesteś na terapii dla współuzależnionych od alkoholu? Jeśli tak, to NIE REZYGNUJ z niej, nawet jeśli początkowo nie widzisz większej poprawy samopoczucia. Alkohol tępi wszelkie uczucia. Terapia pomoże ci umocnić się w tym, że Twoje uczucia i potrzeby są dobre i pomoże Ci w stawianiu granic mężowi, co paradoksalnie może pomóc też jemu. Pamiętaj o tym, że TY nie jesteś za stara na czułość. Nikt z resztą nie jest, więc przytulam bardzo ciepło :)
  • 21.10.17, 14:53
    Współczuję z całego serca. To nie jest niespotykane, że alkoholik, zwłaszcza długoletni traci zainteresowanie pożyciem i bliskością. To kwestia zmian organicznych w mózgu. Po prostu, alkohol wyniszcza.
    Dobrze, że chodzisz na terapię, ale jeśli twój mąż się nie leczy i nie zamierza, to jaką widzisz przyszłość dla waszego związku? Jestem przerażona, gdy widzę, że taki post napisała trzydziestokilkuletnia kobieta. W pierwszym czytaniu twój wiek mi umknął i sądziłam, że masz gdzieś koło 60-tki.
    Zgadzam się, że nic tak nie poprawia kobiecie samopoczucia, jak przejrzenie się w oczach uważającego nas za atrakcyjną kobietę mężczyzny. Tego jednak od męża nie dostaniesz. Zamiast więc czekać na jego ruch, który prawdopodobnie nigdy nie nastąpi, spróbuj uniezależnić swoje poczucie kobiecości od męża i mężczyzn w ogóle. Zrób coś dla siebie, dla swojego dobrego samopoczucia. Masz przyjaciółki z którymi możesz od czasu do czasu wyjść na babski wieczór? Kiedy ostatni raz byłaś u fryzjera albo kupiłaś ciuch, w którym czułaś się atrakcyjnie? To są małe rzeczy, ale naprawde potrafią poprawić samopoczucie.
    I jeszcze jedna rzecz mi przyszła do głowy w związku z oziębłością męża (domyślam się, że też trzydziestokilkulatek). Nie podejrzewasz przypadkiem, że mąż może mieć kogoś na boku? Facet w kwiecie wieku, który na awanse żony reaguje stwierdzeniem, że jest "za stary na takie zabawy", albo nie ma libido (co może być efektem alkoholizmu) albo ma libido, a swoje potrzeby realizuje gdzie indziej (porno, inna partnerka seksualna). Bierzesz taką opcję pod uwagę? Potrafisz wrócić myślami do przeszłości i znaleźć jakiś konkretny moment, w którym zauważyłaś, że się między wami psuje?
  • 21.10.17, 15:29
    Po co tkwisz w takim slabym małżeństwie? Chcesz zostac męczennica stulecia????? I co z tego będziesz miała? Nie szkoda ci zycia?
  • 21.10.17, 16:20
    Jestem atrakcyjną, zadbaną kobietą. Chodzę do fryzjera, kupuję nowe ciuchy. Mam przyjaciółki, spotykam się z nimi. Brak zainteresowania mną po prostu mnie rozwala. Nie dostałam prezentu na urodziny, kwiatów z okazji imienin czy rocznicy. To boli. Tak jestem " czymś w rodzaju skrzyżowania mopa z pralką i żelazkiem". Niby pijący mają większe potrzeby, a u mojego są coraz mniejsze. Na boku nie ma nikogo.Tego jestem pewna, ale filmy dla pełnoletnich ogląda , po ciuchu, że tak powiem. Może tam się realizuje. Od jakiegoś czasu to już trwa, ale od roku jest to już nie do zniesienia. A ja go mimo wszystko kocham.
  • 21.10.17, 22:42
    Pytanie tylko czy on kocha ciebie. Raczej na to nie wygląda.
  • 21.10.17, 23:40
    Mąż alkoholik, zero czułości, seksu, zero zainteresowania, prezentu na urodziny. Dom i dzieci na Twojej głowie.
    Mozesz wymienić jakieś zalety tego pana, jakieś pozytywy malzenstwa z nim?
  • 21.10.17, 23:48
    Angażuje się w życie rodzinne na tyle na ile to możliwe. Dzieci go kochają i im jest oddany. Fakt, że coraz mniej nas łączy, a coraz więcej dzieli. Na odejście nie jestem gotowa, nie potrafię.
  • 22.10.17, 02:13
    Jest oddanym ojcem (po 4-6 piwach dziennie?), ale jakim jest mężem? Mężem, nie ojcem! Co ten związek daje tobie? Napisz konkrety, co takiego łączy ciebie i męża (dzieci ani kredytu nie wymieniaj), co lubicie robić razem, jak razem spędzacie czas, co on dla ciebie robi, że warto trwać w tej relacji. Bo wiesz, mężczyzna, który jest świetnym ojcem, może zarazem być wyjątkowo beznadziejnym mężem, jedno drugiego absolutnie nie wyklucza. Więc tak szczerze, co was tak naprawdę łączy?
  • 22.10.17, 09:40
    maribel2 napisał(a):

    > Angażuje się w życie rodzinne na tyle na ile to możliwe. Dzieci go kochają i im
    > jest oddany. Fakt, że coraz mniej nas łączy, a coraz więcej dzieli. Na odejści
    > e nie jestem gotowa, nie potrafię.

    Wybacz, ale czynny alkoholik wcale nie jest oddanym ojcem. On tylko sprawia takie pozory. To bardzo zły ojciec bo daje dzieciom fatalne wzorce zachowania, postępowania, oraz traktowania drugiego człowieka. I jak się okazuje również niedobry mąż. A twoje poczucie niedowartościowania, bo nie jesteś przez takiego mężczyznę komplementowana i adorowana też nie jest dobrym sygnałem. Chcesz by Twoje dzieci też miały podobnie zjechane poczucie wartości uzależniając je od alkoholika? Na dodatek alkohol nie powoduje, że ktoś ma większe potrzeby seksualne, wręcz przeciwnie. Mniejsze i potrzeby i możliwości.
    Terapia, terapia, terapia. nic innego Wam, a przede wszystkim Tobie nie pomoże. Musisz się wzmocnić psychicznie, zbudować swoje poczucie wartości nie w oparciu o komplementy i prezenty od męża, tylko o konkrety i poukładać swoje z nim relacje. A przede wszystkim nie liczyć na to, że on się zmieni. Zmienić się możesz wyłącznie Ty. Dla dobra swojego, ale przede wszystkim dla dobra dzieci. Jesteś może DDA?
  • 22.10.17, 11:23
    forum.gazeta.pl/forum/w,898,163965250,163965250,problem_alkoholowy_i_nie_tylko.html

    Takze to nie kobiecość jest tu największym problemem. Poszukajcie tez innych wypowiedzi Maribel jesli chcecie zrozumiec w czym problem. To naprawdę skomplikowane, raczej sprawa dla fachowca jak pani Iwaszkiewicz.
  • 25.10.17, 00:42
    Tak macie racje, czynny alkoholik nie jest dobrym ojcem, bo daje dzieciom nieprawidłowe wzorce. Czuje się ostatnio rozbita na kawałki. Najgorsze jest to, że jestem w tym wszystkim kompletnie samotna. Reszta rodziny nie widzi problemu, nie chce widzieć. Mam również ojca, brata, którzy są uzależnieni i wiele innych traumatycznych przeżyć. Od wielu lat spinam to życie. Staram się tworzyć dzieciom w miarę normalny dom. Ja dla męża jestem przeźroczysta, pozbawiona jakiejkolwiek cielesności, uczuć, emocji. I to potworne uczucie samotności dobrze mi znane. Czuję się jak to małe dziecko wykorzystane pozostawione same sobie. Te potworne uczucia powracają. Wiem, że nie jestem już małym dzieckiem, że mam prawo decydować. I że jedną z najlepszych rzeczy jaką zrobiłam dla siebie jest podjęcie terapii.
  • 10.11.17, 20:50
    Uważam,że powinnaś postawić przed mężem sprawę jasno- mówisz,że bez czułości,fizycznego i emocjonalnego kontaktu czujesz się nieszczęśliwa i nie potrafisz tak z kimś żyć więcalbo onsię zmienia już albo odchodzisz i nie oglądasz się.

    --
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/d69cqps6vu3dzm7u.png[/img][/url]
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/5b09t5odxowiiwbv.png[/img][/url]
  • 22.10.17, 12:02
    Cóż, jesli nic nie zrobisz, lepiej na pewno nie będzie, tylko znacznie gorzej. Twoje życie, twoja sprawa. Tylko dzieci szkoda ze na to wszystko patrzą. I kolejne zwichrowane pokolenie wyrośnie z takiego domu, z zaburzonym obrazem tego jak rodzina wygląda i jakie w niej relacje powinny panować.
  • 24.10.17, 22:12
    maribel2 napisał(a):

    > W moim związku nie czuję się kobietą, nie czuję kobiecości. Nie potrafię nawet
    > jakoś zdefiniować tego stanu. Fizycznie jest dość atrakcyjną trzydziestolatką
    > z hakiem Uchodzę za osobę lubianą, sympatyczną, opanowaną i silną psychicznie.

    > W małżeństwie czuję się bezosobowo, tak jakoś bezpłciowo. Na mojej głowie jest
    > dom, dzieci, praca. Jest dość dobrze zorganizowana, poukładana, więc jakoś to
    > wszystko godzę.
    W naszym małżeństwie nie dzieje się dobrze. Mąż nie okazuje mi
    > czułości, nie mówi miłych rzeczy. To boli. Życie intymne też się sypie, właściw
    > ie go nie ma. To boli. Kiedy ja próbuje okazać mu jakąś czułość, to jest to kw
    > itowane wypowiedzeniem typu „co ty dziecko jesteś”,” za stary jestem na tego t
    > ypu zabawy”.

    Dobrze by było aby Twój mąż zatęsknił za Twoją czułością. Myślałaś o separacji? Trochę spokoju dla Ciebie i dzieci od awantur alkoholowych i mogłabyś się już lepiej poczuć. Czy kobieco tego nie wiem bo sama mam podobne uczucia pomimo niepijacego męża i pomimo tego, że czasem słyszę komplementy. Jednak gdy dawno temu zapytałam mojego męża dlaczego nie chodzimy na randki - odparł, że to dobre dla nastolatków. Więcej już nie nalegałam na randki.

    Czy czułaś się kiedyś kobieca? Czy nie wiesz w ogóle od zawsze co to ta kobiecość?

    To bardzo boli. Mąż jest uzależniony od alkoholu, ja uczęszczam n
    > a terapię od niedawna.

    A czy on się leczy?

  • 25.10.17, 00:28
    Barbara, a Ty myslalas o seoaracji po tym jak tesciowagrozilaCi siekiera aTwoj mąz nie stanął w Twojej obronie?

    Problem Autorki nie ma nic wspólnego z kobiecością, kobiecość to tu nieistotny szczegół. Problem polega na tym ze mąż jest alkoholikiem ktory ma Autorke w dupie.
  • 25.10.17, 00:46
    Tak fusum masz rację, on ma mnie w d..pie. A mu się wydaje, że jest inaczej.
  • 25.10.17, 01:07
    Maribel, naprawdę powinnaś pomyśleć o separacji. Mąż i tak cię nie dostrzega, małżeństwem jesteście w tej chwili wyłącznie na papierze. Daj szansę na pozbieranie się sobie, a przede wszystkim chroń dzieci. Dorastałam w domu z alkoholem i doskonale wiem, jak to jest mieć upitego ojca dziennie codziennie. Ktoś, kto tyle pije, nie może być ani dobrym ojcem, ani dobrym mężem, więc przestań bujać w obłokach i łudzić się, że twój mąż się zmieni.
  • 25.10.17, 01:23
    Już się nie łudze. Rozstanie to chyba tylko kwestia czasu.
  • 25.10.17, 01:38
    Dobrze, że nie wykluczasz możliwości rozwodu. Szanse mężowi można dać wyłącznie, gdy podejmie leczenie, bez tego nie ma co nawet zaczynać dyskusji o przyszłości waszego małżeństwa. Twój mąż pije dużo, codziennie, trzeźwiejąc robi się wobec was agresywny. Ty MUSISZ dzieci wyrwać z tego bagna, one są całkiem wobec takiego ojca bezbronne.
  • 25.10.17, 14:32
    fusun1804 napisała:

    > Barbara, a Ty myslalas o seoaracji po tym jak tesciowagrozilaCi siekiera aTwoj
    > mąz nie stanął w Twojej obronie?
    >
    > Problem Autorki nie ma nic wspólnego z kobiecością, kobiecość to tu nieistotny
    > szczegół. Problem polega na tym ze mąż jest alkoholikiem ktory ma Autorke w dup
    > ie.

    Myślałam.
  • 25.10.17, 08:15
    Jest Ci źle, ktoś radził Ci tutaj siłownię czy fitness i to była dobra rada. Rozumiem, że może być trudno znaleźć na to czas. Jedyne, co można teraz powiedzieć to nic na siłę. Daj sobie prawo do łez, do złości, do niezadowolenia i do okazywania tych stanów. Organizujesz życie wielu osób, tylko dzięki Tobie jakoś się to kręci. Ale też do głosu dochodzą przeżycia z dzieciństwa. No i teraz dorzucę obciążenie: jak Twoje dzieci się w tym wszystkim odnajdują? Ale nie, jak Tobie się wydaje, tylko jak faktycznie jest. Ta obserwacja też będzie miała wpływ na jakieś ewentualne decyzje. Teraz to widocznie nie jest ten moment, żeby cokolwiek zmieniać, sama piszesz, że nie jesteś gotowa. Ale się przygotowujesz. Zrobiłaś, co należało, bo poszłaś na terapię. Być może z tego będą konsekwencje w postaci przyszłych decyzji. Głowa do góry.

    --
    [url=http://smayliki.ru/smilie-1038114855.html][img]http://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif[/img][/url]
  • 25.10.17, 09:45
    ortolann napisała:

    >Organizujesz życie wielu osób, tylko dzięki Tobie jakoś się to kręci.

    To nie jest tak. To autorce wątku się tak wydaje, a tak na prawdę to ze wszech sił podtrzymuje jedynie fikcję, fasadę małżeństwa i rodziny i robi to jedynie dla SIEBIE. Jeśli przestanie to zobaczy, że po początkowym trzęsieniu ziemi przyjdzie czas na spokój i wszystko się poukłada dużo lepiej niż teraz. Dla niej dla dzieci, a być może nawet i dla jej męża.
  • 25.10.17, 11:11
    A ja myślę, że to jest tak. Ona zabiega, dba o wyżywienie, o edukację dzieci, o czysty dom, o zdrowie. I ona zauważa, że dzieje się coś złego. I to ona jedna tym się marwi. Męża to nie interesuje.
    A jeśli wydaje się autorce, że bez niej świat się zawali, to jeszcze musi się wzmocnić, np. na terapii. I to własnie robi.
    I dobrze, wydaje się, że to jest świadoma kobieta, zna siebie, zna potrzeby i widzi co ma w domu. Potrzebuje czasu i sama to wie, nie miota się. Jedyne czego potrzeba to czas. Kiedy przyjdzie ten właściwy, to rozpocznie przemianę i przejdzie przez nią lepiej przygotowana, z jak najmniejszymi stratami dla wszystkich. Że potrzeba czasu nie oznacza wcale, że to będzie trwało rok, równie dobrze po świętach może przyjść ta właśnie chwila. Albo też zaraz zakręci się koło niej jakiś miły, pomocny, odpowiedzialny i samo się rozwiąże. I oby tak było.

    --
    [url=http://smayliki.ru/smilie-1038114855.html][img]http://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif[/img][/url]
  • 25.10.17, 19:41
    tak, paradoksalnie takie zdecydowane postępowanie może przynieść ulgę jej samej, ale i dać impuls mężowi. Widziałam taką przemianę u bliskich znajomych. Ona zdecydowała się na wystąpienie do sądu rodzinnego o przyznanie wyłącznej opieki nad dziećmi, on poszedł na terapię; terapia okazała się skuteczna nie pije już od kilku lat, a był alkoholikiem tzw. wysokofuncjonującym.

    --
    Dla dziecka to naprawdę bez znaczenia czy bawi się na placu zabaw w Gdańsku, Wiedniu czy Los Angeles. Podobnie jak to czy wspina się na Giewont czy na Mount Blanck. Tymczasem długie podróże są dla małego dziecka męczące i stresogenne. A do tego bywają kosztowne.(Peppers01)
  • 25.10.17, 23:32
    Tak jestem świadoma problemów, poznaję siebie i swoje potrzeby. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie mam oparcia w najbliższej rodzinie, jestem zdana na siebie. Trudno zmienia się życie, jeśli twoje decyzje są notorycznie podważane, kiedy dominuje ton oskarżenia, wyśmiewania. Czasami nie czuję się nikim, jakimś przeźroczystym tworem ogarniającym wszystko. Tak chyba potrzebuję czasu. Mam głęboką nadzieję, że będę innym człowiekiem, że uda mi się poskładać siebie.
  • 26.10.17, 10:11
    maribel2 napisał(a):

    > Tak jestem świadoma problemów, poznaję siebie i swoje potrzeby. Najgorsze w tym
    > wszystkim jest to, że nie mam oparcia w najbliższej rodzinie, jestem zdana na
    > siebie. Trudno zmienia się życie, jeśli twoje decyzje są notorycznie podważane,
    > kiedy dominuje ton oskarżenia, wyśmiewania.

    Przede wszystkim nie dziel się Twoimi przemyśleniami z tą "najbliższą" rodziną, nie poddawaj swoich decyzji pod ich ocenę. Nie opowiadaj o tym co postanowiłaś i dlaczego tak, nie pytaj co o tym sądzą, a jeśli spróbują wyrażać swoje krytyczne zdanie to przerywaj rozmowę i wychodź, odkładaj słuchawkę, zmieniaj temat pytając np.:"a co u ciebie nowego". W razie potrzeby po prostu się od nich odetnij jeśli zachowują się wobec Ciebie toksycznie (wyśmiewanie i oskarżanie), przynajmniej na czas, dopóki swych problemów małżeńskich nie poukładasz tak jak TY chcesz. To nie oni (bliska rodzina) mają za Ciebie przeżyć Twoje życie. Masz prawo podejmować własne decyzje, dla SIEBIE najlepsze, nawet jeśli wszystkim z boku się one nie podobają.
  • 25.10.17, 21:31
    Jaka kobiecość?! To problem zastępczy.
    Problem jest życie z alkoholikiem.
    A gdyby on doceniał Twoją kobiecość, to co, nie byłoby już problemu mimo tego, że pije? Większym problemem jest to, że mąż nie reaguje na czułość niż to, że on pije? I jeszcze u niego szukasz potwierdzenia swej atrakcyjności i kobiecość?
    To jak hodowla róż, kiedy dom płonie...
  • 25.10.17, 22:44
    Bardzo słuszna uwaga. Ale to taki okrutny paradoks, że człowiek uwikłany w układ z uzależnionym partnerem nawet nie zauważa jak powiela alkoholowy schemat wyniesiony z własnego domu. Rusza mnie za każdym razem ta psychiczna ślepota i pewnego rodzaju naiwność połączona z wiarą, że jeśli tylko się bardziej postaram, to partner mnie zauważy, pochwali, doceni, pokocha, przestanie pić... Dokładnie jak kiedy było się dzieckiem a pijany rodzić - nie zauważał, nie doceniał nie chwalił, nie kochał...
    Bardzo to smutne, ale jeśli autorka wytrwa w terapii sama się o tym przekona i może wprowadzi konstruktywne rozwiązania do życia swojego i swoich dzieci. Trzymam kciuki.
  • 25.10.17, 22:58
    Zdaję sobie sprawę, że mam pewne deficyty. Nie byłam ślepa ani naiwna. Nie oczekiwałam pochwał i doceniania. Mój mąż nie był alkoholikiem przed wstąpieniem w związek. Los potoczył się inaczej. Dziś wiem, że oczy szeroko otwarte nie uchroniły mnie przed tego typu problemami.
  • 25.10.17, 23:02
    maribel2 napisał(a):

    > Nie oczekiwałam pochwał i doceniania.

    nie oczekiwałaś pochwał i doceniania ze strony męża? to czego oczekiwałaś?

  • 25.10.17, 23:15
    maribel2 napisał(a):

    > Zdaję sobie sprawę, że mam pewne deficyty. Nie byłam ślepa ani naiwna. Nie ocze
    > kiwałam pochwał i doceniania.

    A nie wydaje ci się naiwne szukać potwierdzenia swojej kobiecości w oczach czynnego alkoholika?
    To czego ty w zasadzie oczekujesz od swojego męża, bo jego picie widzę średnio ci przeszkadza, a przynajmniej nie przedstawiasz tego jako najistotniejszy problem.

  • 25.10.17, 23:38
    Może to paradoksalne, ale po pewnych tragicznych dla mnie doświadczeniach wiele lat temu pomógł mi stać się kobietą i dzisiaj tę kobiecość mi odbiera. Niestety alkohol niszczy wszystko.
  • 26.10.17, 08:21
    Maribel2 jesli pochodzisz z rodziny z problemem alkoholowym masz pewnie tendencje do szukania zwiazkow z osobami uzaleznionymi ktore trzeba 'ratowac' i bedziesz sie meczyc i obwiniac dopoki nie uswiadomisz sobie ze nie jestes w stanie zrobic NIC by zmienic meza. Nigdy nie bedzie tak jak bylo wczesniej. Jestes odpowiedzialna teraz za male dzieci ktore sa od ciebie zalezne, nie za doroslego i jego bledne wybory zyciowe. Tak zgadzam sie ze kobiecosc to problem zastepczy ktory odwraca uwage, glownym jest twoje wspoluzaleznienie i zwiazek z czynnym alkoholikiem. Twoja terapia moze pomoc ale nie od razu i bedzie bazowac na zmianue ciebie - oczekiwac, spojrzenia , zachowan, a mie zmianie meza.
  • 26.10.17, 14:19
    To nie on odbiera Ci kobiecość. To Ty dajesz mu ten niezwykły wpływ i moc by to " orzekac"
    Ty pozwalasz sobie to poczucie odebrać. Co on ma wspólnego z Twoją kobiecością? Bo in nie widzi w Tobie kobiety ( cokolwiek to znaczy ). .. a jak inni widzą, to znaczenie ma Tylko jego zachowanie? Jakbyś utożsamiaładnie jego akceptację etc z kobiecoscią...
  • 26.10.17, 20:21
    Wyobrażasz sobie, że skoro on 'pomógł ci się stać kobietą', to twoja kobiecość jest zależna od niego i jego reakcji. To, oczywiście bzdura. To ty mu przyznajesz tę władzę - nie wiem - bezrefleksyjnie, bo tak łatwiej czy z jakiegoś innego niemądrego powodu.

    Owszem, kobiecość nie może istnieć bez męskości - ale _nie_jesteś_skazana_ jedynie na twojego męża jako jej kalekiego przedstawiciela. Nie zrozum mnie źle - nie namawiam cię do zdrady czy flirtu z innymi, kompletnie nie o to mi chodzi. Raczej o to, żebyś odkleiła - bo to już najwyższa pora! - swoją kobiecą tożsamość od chorego na wódkę faceta.

    Namawiają cię tu na fitness i siłownię - słusznie, bo to dobry sposób na pracę nad sobą i jednoczesną możliwość podniesienia poziomu endorfin (chociaż, IMO, możesz to samo osiągnąć półgodzinnym szybkim codziennym spacerem - taniej i łatwiej). Ja bym cię namawiała na spotkania z kobietami, które cię mogą inspirować. Czyli sprzedajesz dzieci na weekend komu się da i idziesz tam, gdzie je możesz spotkać - kurs tańca brzucha, bębniarstwo, kurs białego śpiewu, robienia biżuterii czy czegoś w tym stylu. Mam wrażenie, że to może u ciebie zadziałać (o ile równocześnie będziesz prowadziła własną terapię grupową czy indywidualną nad współuzależnieniem). Grupa fajnych kobiet, robiących coś dla własnej przyjemności razem. Nie chodzi o to, że możesz nawiązać fajne przyjaźnie (chociaż pewnie możesz), ale żeby zaobserwować i poinspirować się innymi kobietami, poczuć z nimi wspólnotę na poziomie macicy ;)
    Powodzenia, cokolwiek postanowisz.

    --
    Socjologia kobiety a sprawa Jaxy.
  • 27.10.17, 21:49
    Jestem w mniej więcej w Twoim wieku. Też mam męża, którego kocham, ale nie wyobrażam sobie tkwić w takim związku. Co więcej, przez kilkanaście lat patrzyłam na to, jak takie małżeństwo jak Twoje funkcjonuje w mojej rodzinie. Wujek alkoholik, ciotka, cóż, no przecież go nie zostawi. Dwójka dzieci, która "kocha tatusia, no bo dobry jest, na narty czasem zabierze, czekoladę kupi". Skończyło się tak, że kuzyn się zaćpał, a kuzynka to wyrachowana osóbka, która nie przejawia uczuć wobec nikogo. Tylko kasa się dla niej liczy. Mój ojciec bił, bez alkoholu, po prostu taki miał sposób radzenia sobie z życiem. Mama od niego odeszła, kiedy miałam 5 lat. Uwierz, chciałabym zapomnieć, ale niestety pamiętam. I lata terapii zajęło mi zanim zaczęłam o tym w ogóle mówić. To ułuda, że dzieci go kochają i uważają za dobrego. Dzieci nawet ojca-kata będą kochać, bo to DZIECI - tak już mają. Ja swojego też kochałam, chociaż walił moją głową o poręcz, bo za wolno szłam po schodach. I to są blizny, które później krwawią co jakiś czas, o których nie da się zapomnieć. Jesteś ich matką, jesteś za nie odpowiedzialna. Ani Ty nie jesteś szczęśliwa, ani one. Zastanów się czy chcesz, aby Twoje dzieci patrzyły na matkę, w którą na pewno są zapatrzone, taką słabą, bez poczucia własnej wartości, która daje się w ten sposób traktować. Uczysz je w ten sposób, że tak można, że nie warto walczyć o lepsze jutro, tylko godzić się na beznadziejną codzienność. A jestem przekonana, że kochasz swoje dzieci i chcesz, żeby wyrosły na ludzi silnych, odważnych, którzy znają swoją wartość i nie dadzą się skrzywdzić.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.