Dodaj do ulubionych

Zakochałam się...jakie to banalne ..a jednak ...

22.10.17, 12:00
Witam...postanowilam napisać bo chciałabym wasze poznać opinie ...zakochalam się...niby to nic ...kazdy się zakochuje tylko że ja mam partnera i dziecko ..z partnerem nam się nie układa. Tzn od urodzenia dziecka czar prysł...on dziecko kocha i to bardzo ...łacza nas też dom...wsrod znajomych uchodzi za bardzo zaradnego itd..i tutaj się zgodzę..ale między nami nie ma już nic..obcy ludzie w jednym domu...i pojawił się on...pewnie polecialam na czułe słówka chociaż nic się nie wydarzyło ...jeszcze...mimo że jest młodszy o 8 lat wiele przeszedł w życiu i jest taki dojrzały..do niczego mnie nie zmusza..nie naciska...to on otworzył mi oczy na wiele spraw. .Ale z drugiej strony mam dziecko które kocha ojca ...ale czy wychowywanie jej w związku bez uczuć to dobry pomysł..jestem na życiowym zakręcie i nie wiem co wybrać
Edytor zaawansowany
  • 22.10.17, 13:18
    weronikainc napisała:

    >jestem na życiowym zakręcie i nie wiem co wybrać

    Dopóki jesteś w związku to raczej masz jeden wybór - zakończyć go uczciwie i poukładać wszystkie sprawy, albo zacząć się o niego bardziej starać tak samo jak w przypadku tego nowego zakochania bez pewności, że się uda. Zastanów się jednak na czym Ci bardziej zależy. Zakochanie (może raczej zauroczenie) odłóż na dalszy plan, jak już będziesz mogła sobie nań pozwolić. Być może ono również nie przetrwa próby czasu.
  • 22.10.17, 14:57
    Nie masz żadnej gwarancji, że związek z nowym partnerem wypali, więc zanim rzucisz się entuzjastycznie w nową relację, zastanów się nad powodam rozpadu twojego obecnego związku. Co was z partnerem łączyło przed dzieckiem, dlaczego stworzyliście parę i co takiego się stało, że staliście się sobie obcy. Może jednak warto o obecny związek zawalczyć? Jak sprawę widzi twój partner? Jeśli po dyskusjach uznacie, że czas się rozejść, to pewnie, czemu nie, ale może jeszcze się coś tam między wami tli i warto ten ogień rozdmuchać na nowo?
  • 22.10.17, 17:38
    Wychowywanie dziecka w związku bez uczuć to bardzo zły pomysł. Po waszym rozstaniu ono nadal będzie miało kochającego ojca ale ma też za jakiś czas szanse zobaczyć mamę w związku dwojga ludzi którzy się kochają i nauczyć się jak wygląda miłość. Także moim zdaniem warto się rozstać jeśli tak jak piszesz z partnerem nic Cię nie łączy. Zanim to zrobisz warto się zastanowić co poszło nie tak, jakie błędy popełniłaś aby nie powielić ich w następnym związku. Może warto się wybrać na terapię aby sobie na to odpowiedzieć? W trakcie rozstania warto też skorzystać z pomocy psychologa dziecięcego aby dowiedzieć się jak rozstać się z klasą i z jak najmniejszą szkodą dla dziecka.
  • 22.10.17, 18:47
    Grają w tobie hormony zakochania. Grają tak mocno, że zagłuszają wszystko. Przy tych emocjach, które przeżywasz w związku z zakochaniem, twój obecny związek będzie wydawał ci się mdły, nijaki. Ba, mózg cię będzie oszukiwał, obrzydzał obecnego partnera, by dać usprawiedliwienie chęci na innego. Tak to działa. Będziesz sobie wszystko tak racjonalizowała, że za chwilę wyjdzie, iż najlepszym co możesz zrobić jest odejście od obecnego partnera. Kłopot w tym, że jak to zrobisz, to już nie będzie odwrotu, bo po prostu rozbijesz rodzinę. I to będzie twoja wina, z którą w którejś chwili będziesz musiała się zmierzyć. Choćby w takiej, gdy zapyta o to twoje teraz jak rozumiem małe dziecko. Mieszanka chemiczna wynikła z zakochania to naprawdę najgorszy doradca w sprawach długofalowych układów.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 22.10.17, 22:00
    > Mieszanka chemiczna wynikła z zakochania to naprawdę najgorszy doradca w sprawach długofalowych układów.

    Niestety tak. Ciężko jest zdobyć się na walkę o obecny związek albo chociaż na refleksję nad powodami jego rozpadu, gdy na horyzoncie już widnieje ciekawsza i bardziej ekscytująca alternatywa. Jak to zwykle bywa, trawka jest zawsze zieleńsza po drugiej stronie płota.
    Autorce wątku polecam, żeby oceniała swój obecny związek nie przez pryzmat skowronków, które czuje w związku z zakochaniem się w innym mężczyźnie, bo wtedy jest dokładnie tak, jak napisała Edwina, związek miałki, nijaki, sama proza życia. Czy tak samo oceniałaby swój związek, gdyby nie było w jej życiu kolejnego mężczyzny, który, jak sama pisze, "pracuje nad uświadomieniem jej pewnych spraw"? Jeśli ten związek jest faktycznie taki do kitu od dłuższego już czasu, czemu zwyczajnie nie zakończyła go wcześniej? Raz, że byłoby to jedyne uczciwe wobec partnera rozwiązanie, a dwa, nie traciłaby czasu na coś, co w jej odczuciu kompletnie nie rokuje na przyszłość.
  • 23.10.17, 11:20
    Bardzo dziękuję za odp...daly mi wiele do myślenia...jak np to..ze skoro tak źle jest mi w związku to dlaczego nie odeszlam wcześniej...tylko teraz myślę o tym jak pojawił się ON...to prawda...odpuscilam ...nie starałam się ...wina też leży po mojej stronie ..czekam aż partner zacznie znowu się mną interesować a może on czeka na to samo z mojej strony....najwiekszym problemem jest to że my nie potrafimy rozmawiać o nas...o uczuciach...latwiej porozmawiać mi z obcą osobą niż z partnerem..
  • 23.10.17, 11:39
    Nikt nie uczy nas, czym jest związek i życie we dwoje, jakie to niesie trudności, co można zrobić, by lepiej sobie z nimi radzić. Dostajemy bajkę: i żyli długo i szczęśliwie. A jak to się dzieje, że szczęśliwie? Pewnie to zakochanie im do tego wystarcza. Kłopot w tym, że ono starcza na kilka pierwszych lat, później potrzebna jest praca, otwartość, szacunek, przyjaźń i chęć współpracy. Trzeba cały czas się uczyć. Spróbuj otworzyć się trochę na partnera, dać mu trochę ciepła, postarać się. Może to coś przyniesie? Warto spróbować. Odejść zawsze zdążysz.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 23.10.17, 11:43
    Bardzo dziękuję....pieknie napisane ...tego było mi trzeba
  • 24.10.17, 19:38
    Dokładnie też o tym pisałam w wątku Fasolki: gdy pojawia się ciekawa alternatywa "otwierasz oczy"i dotychczasowy mąż już tylko we wszystkim Cię denerwuje. Też byłam zakochana czy właściwie oszołomiona endorfinami. W oczach tego młodszego czułam się atrakcyjna a z dotychczasowym partnerem...no cóż tak jak to opisały wyżej dziewczyny. Tylko jak przetłumaczyć sercu, że ma się odkochać? Mnie samo przeszło z czasem a sercu wytłumaczyłam, że jeśli kiedykolwiek zostanę wdową to wtedy odświeżę znajomość jak mi się jeszcze będzie chciało.
  • 30.10.17, 07:28
    A mi się rzuciło w oczy jedno zdanie z twojego postu startowego: "jest taki dojrzały..do niczego mnie nie zmusza..nie naciska...to on otworzył mi oczy na wiele spraw". Z tego wynika, że zanim się ów "dojrzały" pojawił - problemu albo nie było, albo go nie dostrzegałaś? Niestety, bo zapewne nie tego oczekujesz: najpewniej ponieważ jesteś zakochana, zadurzona w "nowym" po prostu stary związek zaczął cię "uwierać". Dopóki nikogo "do zakochania" nie było na podorędziu - stary partner był w porządku.
    I jeszcze jedno - gdyby ów "nowy" serio się liczył z TOBĄ i TWOIMI potrzebami i na prawdę był dojrzały, a nie egoistyczny małolat - to nie tylko by cię "nie zmuszał" [niby jak? zgwałcić by cię miał?], ale zdawałby sobie sprawę, że nie naciskając, ale OCZEKUJĄC rozpiernicza życie twoje i twojego dziecka w drzazgi. Doprawdy, faktycznie, nader dojrzałe myślenie... :/

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.