Dodaj do ulubionych

Co jeszcze mogę zrobić?

28.10.17, 09:16
Nie mam z kim zostawić dzieci dlatego nie szukałam nawet terapii małżeńskiej więc spróbuję najpierw na forum. Mój apel do męża wygląda tak:
Wczoraj dużo zrobiłeś tylko nie byłeś zaangażowanym ojcem. Nie wystarczy zaoferować dziecku gapienie się w monitor przed południem jak i gapienie się w monitor wieczorem. Chciałabym abyś z młodszą pokolorował kolorowanki - nigdy tego nie robisz - ja robię to codziennie. Rozumiem, że byłeś zbyt zmęczony budową ale czuję się zaniedbana przez to Twoje zmęczenie. Byłeś zmęczony - rozumiem jednak czy możesz tak zagospodarować swoją energią aby na budowę i na rodzinę mieć podobną ilość energii. Czy to tylko ja muszę mieć energię na całodniowe zajmowanie sie dziećmi a Ty wyłącznie na zajmowanie się budową? Z mojego punktu widzenia sytuacja wygląda tak: miałeś wolne ale gdy przyjechałam o 20-stej z .... (z wizyty u mojej mamy) nie wyłączyłeś komputera aby zająć sie dziećmi choć prosiłam abyś mnie wymienił. Niestety okazało się, że przyjechałysmy przeszkadzać Ci w odpoczywaniu po pracy na budowie. Czyli nawet jak jest dzień, w którym nie idziesz na szóstą do pracy to ja i tak nie mogę liczyć na to, że bedziesz radosnym ojcem. Za to ja mam być radosną kochanką gdy Tobie się zachciewa. Dlaczego tak nie chcesz uczestniczyć w wychowywaniu? Czy mam być jedyną osobą, która bierze aktywny udział w zajmowaniu się dziećmi bo nawet mając dzień wolnego Tobie dzieci zawadzają? Na prawdę nic nie potrafisz im zaoferować poza gapieniem się w monitor (przed południem)i gapieniem się w monitor samemu wieczorem bo projektujesz? Minimum zaangażowania? Dlaczego coś innego jest ważniejsze od Twoich dzieci? Jak ja mam z Tobą się chcieć przytulać jeśli czuję, że tak na prawdę to Ci tylko przeszkadzamy w odpoczywaniu po ciężkim dniu? Tak się czuję właśnie i jeśli przeczuwasz, że będę kiedyś chciała Cię zostawić to jak myślisz czy Twoje lekceważenie się do tego nie przyczynia? To nie był taki najgorszy dzień ale Twoja postawa mnie zasmuciła. Przez to nie będzie mi się chciało z Tobą przytulać przez jakiś czas i proszę nie obłapiaj mnie przynajmniej dzisiaj. Gdybyś tylko wyłączył monitor i mile mnie zaskoczył inaczej bym patrzała na nas jako rodzinę. W tej chwili jestem ja z dziećmi i osobno typ, któremu muszę mówić co ma zrobić dla dziecka jak komuś słabo myślącemu. Nie zdajesz sobie sprawy ile tracisz olewając dzieci? Tracisz mnie przez to bo ja nie jestem w stanie sie niemi opiekować na okragło. Zajmuję się nimi stale a Ty tylko wtedy gdy proszę abyś mnie wymienił. Czy tak wiele chcę? Czy muszę Wam organizować wspólny czas? Pokoloruj z młodszą trochę, pogadaj z nią, dowiedz się co ma starsza zadane, poukładaj ze starszą puzzle a nie tylko monitor i klapki na oczach. Zarzucisz mi zapewne, że ja też wieczorem oglądałam monitor. Chciałam od dzieci trochę odpocząć abyś na tą jedną czy dwie godziny przejął opiekę nad nimi. Dzieci mi nie zawadzają tylko czasem wolałabym pobyć sama. Nie czuję sie z Tobą szczęśliwa bo nie czuję abyś szczerze o nas zabiegał. Mówisz, że mnie kochasz - ja w to nie wierzę. Wolisz projektować zamiast pobyć ojcem. To jest powód dla którego moje zachowanie staje się oziebłe w stosunku do Ciebie. Przykro to stwierdzić ale widzę Twoją obojętność i oddaję Ci to samo - może to ja powinnam sie zmienić i niczego od Ciebie nie chcieć? Może powinnam się zadowolić tym, że w ogóle jesteś i nie pijesz, nie bijesz nikogo i nie chodzisz na boki. Czy tego chcesz aby dać Ci spokój? Bądź wreszcie ojcem proszę.
Edytor zaawansowany
  • 28.10.17, 10:18
    Mąz chodzi do pracy na szóstą , a po pracy zajmuje się budową ?
  • 28.10.17, 14:28
    Powiedz mężowi krótko, jasno i wprost w trzech (!) zdaniach czego od niego chcesz. Tego co napisałaś to nawet ja nie byłam w stanie doczytać do końca a co dopiero zrozumieć.
  • 28.10.17, 16:05
    Ja też!
  • 01.11.17, 20:19
    dokładnie :)
  • 31.10.17, 09:05
    Racja za bardzo się rozpisałam. Powiedziałam mężowi, że chciałabym czasem zatęsknić za dziećmi.
  • 31.10.17, 09:03
    W weekendy nie chodzi do pracy. Wstaje później niż ja i zajmuje się budową.
  • 31.10.17, 09:12
    koszmarna.zona81 napisał(a):

    > W weekendy nie chodzi do pracy. Wstaje później niż ja i zajmuje się budową.

    Przez piec dni w tygodniu wstaje wczesniej niz ty. Zapewne sporo wczesniej, skoro na szosta do pracy.
    A w weekendy pospi dluzej, po czym i tak pracuje - zajmuje sie budowa mianowicie. Waszego domu.
    Moze zaproponuj, ze go na tej budowie zastapisz co drugi raz, co ? Bedziesz miala okazje zatesknic za dziecmi. A on zajac sie nimi.
  • 31.10.17, 09:39
    Już nie chciałam mu truć ale mógł ostatnim razem zostawić drewno na opał do poukładania. Chętnie go z tego wyręczam ponieważ drewno nie krzyczy, że jesteś głupia, nie stawia oporu w przeciwieństwie do dzieci. Przyznaję z moim podejściem do dzieci jest kiepsko. Chodzę sfrustrowana, one to czują. Starsza ucieka do wujka wieczorami.
  • 28.10.17, 16:17
    To tak wygląda, jak byście byli niewolnikami planu na idealne życie: najpierw MUSI być jedno dziecko, potem MUSI być drugie, a do tego MUSI być dom. Może łatwiej by Wam było w małym mieszkaniu z jednym dzieckiem... Tak to widzę, że oboje jesteście przeciążeni. Może on mógłby więcej zajmować się dziećmi, ale czy Ty byłabyś w stanie przejąć część obowiązków związanych z budową? A może dałoby się zrezygnować z tego domu?
  • 31.10.17, 09:07
    Tu gdzie mieszkamy jest jedna sypialnia wspólna z dziećmi i na dole pokój, w którym mąż postawił piec. Dobudowuje nad garażem swoich rodziców część przeznaczoną dla dzieci.
  • 31.10.17, 09:42
    Nie jesteśmy właścicielami ani nawet najemcami, a ja nie mam tu meldunku. Dzieci mają bo teściowa wnuczki kocha aż nadto. Ja jestem raczej jak nieproszony gość.
  • 31.10.17, 09:53
    Uuuu, coraz wiecej przyczyn wychodzi...
    Sluchaj, czy nie jest tak, ze Ciebie irrrytuje wszystko, caloksztalt ? I to, ze jestescie u tesciow, nie u siebie, i to, ze tesciowa kocha wnuczki AZ NADTO, czyli jak rozumiem nie akceptujesz tego, co sie miedzy nimi dzieje (lub jestes pouczana/strofowana przez tesciowa), i to, ze czujesz sie tam jak nieproszony gosc, i to, ze wtopilas godzac sie na te rozbudowe zamiast domu/mieszkania dla Was oddzielnie...
    Tego wieksze zaangazowanie meza i wiecej czasu dla dzieci nie zalatwi :(
    I po ukonczeniu tej budowy bedzie tak samo :(
    Chyba jednak musisz znalezc czas na terapie. Dla dwojga, a jesli maz nie zechce, to dla siebie, bo juz sie sypiesz, a bedzie gorzej. Nie chce Cie martwic, ale U KOGOS, chocby maz stal sie aniolem ogniska domowego i rodziny, zawsze bedzie nie tak. Trudno, chodz z corkami lub znajdz im opiekunke na te godzine czy dwie spotykania sie z terapeuta, bo zapetlilas sie gorzej niz to na poczatku wygladalo.
  • 31.10.17, 10:28
    Tak właśnie jest.
  • 31.10.17, 10:30
    Boże już półtorej godziny młoda bajki ogląda? Przepraszam Was ale na dziś dość mojego odpoczywania na forum. Nie jestem ideałem i to że teraz zajmuję się roztrząsaniem problemów na forum zamiast się ogarnąć....lepiej na dziś skończę.
  • 31.10.17, 09:52
    Napoczętą budowę należałoby chociaż pokryć dachem aby do garażu teściom woda nie leciała i strop nie pękał po zimie.
  • 28.10.17, 18:53
    Trujesz d..ę. Powiedz to samo w 3 zdaniach. I konkretny przez panu: zrób to i to.
  • 28.10.17, 21:05
    I jeśli mąż idzie rzeczywiście do pracy na szóstą, a potem ogarnia budowę domu, to ja sie nie dziwię, ze nie ma siły wieczorem radośnie kolorować z dzieckiem.
  • 28.10.17, 23:54
    W poprzednim poscie zadalam Ci Verdano pytanie, na ktore mi nie odpowiedzialas. Przedstawilam wowczas analogiczna sytuacje, co by bylo gdyby to nie pan maz uskarzal sie na niedopieszczenie ale wlasnie pani zona, czy tez bys tak jednoznacznie wskazala winnego rozpadania sie zwiazku wlasnie na te strone olewajaca czyli na pana czy z faktu, ze chodzi tym razem nie o pania ktora olewa emocjonalnie partnera a pana, ktory olewa parnerke (a przynajmniej partnerka tak to odczuwa). Teraz mam odpowiedz.
    Smutno sie to czyta. Jak zona "olewa" to jej wina, ze "olewany" pan poszedl sobie do innej, jak zas maz olewa, to ... nie dziwisz sie, bo w koncu maz ma dosc obowiazkow.
    Czyli moralnosc Kalego sie klania. Jak Kalemu ukrasc krowy to grzech, jak Kali komus ukrasc krowy to juz nie.
  • 29.10.17, 09:13
    Mąż nie olewa - mąż pracuje od rana do wieczora, a potem zajmuje sie dzieckiem nie tak, jak trzeba - czyli zgodnie z jedynym słusznym wzorcem, którym jest oczywiście wzorzec matki.
    Jak zdarzało mi się wracać do domu po 12 godzinach pracy, to należało dzieci trzyma ddaleko ode mnie - nie miałam absolutnie siły sie nimi zajmować i nie byłabym dobrą matką, gdyby wymagały , abym z nimi coś pokolorowała.
  • 29.10.17, 10:46
    verdana napisała:

    > Jak zdarzało mi się wracać do domu po 12 godzinach pracy, to należało dzieci tr
    > zyma ddaleko ode mnie - nie miałam absolutnie siły sie nimi zajmować i nie była
    > bym dobrą matką, gdyby wymagały , abym z nimi coś pokolorowała.

    O, tak też tak miałam. Po bardzo wyczerpującej emocjonalnie pracy i ciężkim dniu na własne dzieci wieczorem prawie już nie mogłam patrzeć, a zwłaszcza gdy chciały czegoś ode mnie. Bywałam tak zmęczona że po powrocie do domu wpatrywałam się tylko tępo w talerz zupy przede mną którą podgrzał i postawił mi mąż... Dzieciom mówił wtedy - dajcie mamie spokój bo musi odpocząć i zajmował się nimi.
  • 29.10.17, 12:08
    aqua48 napisała:

    > verdana napisała:
    >
    > > Jak zdarzało mi się wracać do domu po 12 godzinach pracy, to należało dzi
    > eci tr
    > > zyma ddaleko ode mnie

    >
    > O, tak też tak miałam. Po bardzo wyczerpującej emocjonalnie pracy i ciężkim dni
    > u na własne dzieci wieczorem prawie już nie mogłam patrzeć,


    Ja nie tylko na dzieci, ale i w ogole na domownikow :(
    Byl taki okres, kilka miesiecy, gdy bylam jedynym zywicielem i pracowalam po kilkanascie godzin dziennie, w dodatku w strasznym mlynie. Kiedy wracalam, nie nalezalo sie do mnie nawet odzywac ! Dajcie wy mi wszyscy swiety spokoj i milczcie, w takim nastroju wkraczalam do domu. Dopiero po godzinie-dwoch moglam jakos domowo zafunkcjonowac, ale bardzo umiarkowanie. Poza tym to juz byla 22.00-23.00 ...
  • 29.10.17, 12:46
    Drogie panie, jakbyscie nie zauwazyly to jeszcze raz powtorze.
    Pani watkodawczyni wg mnie nie ma racji wymagajac od swojego meza po takiej ciezkiej pracy jeszcze ektra dopieszczenia. Nikt by na to nie mial sily na miejscu jej meza.
    Chodzi o postawe pan forumek, co to jak zona nie dopieszcza to winna jest rozkladowi malzenstwa i zdrady malzonka. Nawet jesli nie dopieszcza, bo pracuje zawodowo i jeszcze na caly etat zajmuje sie dziecmi.
    jesli zas to maz nie dopieszcza bo ciezko pracuje to jemu wolno. Zonie nie wolno, a mezowi owszem, w dwoch niemal identycznych sytuacjach. Zone ciezko pracujaco oskarza sie o wiarolomstwo meza, bo go nie dopiescila, a w odwrotnym przypadku to juz nie ma sprawy.
    Wstydzcie sie drogie panie.
  • 29.10.17, 15:12
    milamala napisała:

    > w dwoch niemal identycznych sytuacjach. Zone ciezko pracuja
    > co oskarza sie o wiarolomstwo meza, bo go nie dopiescila, a w odwrotnym przypad
    > ku to juz nie ma sprawy.
    > Wstydzcie sie drogie panie.

    Absolutnie nie widzę powodu dla którego miałabym się wstydzić własnego zdania mimo, że jest od Twojego odmienne. Uważam też za podstawowy błąd sprowadzanie cudzych poważnych problemów małżeńskich wynikających z braku właściwej komunikacji do "niedopieszczenia" któregokolwiek z małżonków.
    Wreszcie, nie porównuję tych dwóch wątków bo mimo pozornego podobieństwa każdy z nich jest z gruntu inny i innych osób, w innej sytuacji będących dotyczy...
  • 29.10.17, 17:12
    Watek jest ludzaco podobny, wlasciwie wyglada jakby zywcem wziety z mojej zagadki na ktora ani Ty ani Verdana nie odpowiedzialyscie ... tylko wasze odpowiedzi sa niestety przewidywalne.
    Wbrew temu co usilnie sobie probujesz wmowic, to jest sie czego wstydzic, bo podwojna moralnosc jest w naszej kulturze wstydliwa.
    Jesli ma sie inne oczekiwania wstosunku do pracujacej caly dzien kobiety (ze ta nie zadbala o komunikacje z mezem) a inne w stosunku do pracujacego caly dzien mezczyzny (nie musi dbac o komunikacje w rodzinie, bo pracuje i nie ma na to czasu) to jest to czysta podwojna moralnosc. I zaklinanie rzeczywistosci, zaprzeczanie faktom nic nie pomoze.
  • 29.10.17, 17:25
    chcesz powiedzieć, że sama ten wątek założyłaś żeby coś przedpiszczyniom udowadnaić?
  • 29.10.17, 22:02
    milamala napisała:

    > Jesli ma sie inne oczekiwania wstosunku do pracujacej caly dzien kobiety (ze ta
    > nie zadbala o komunikacje z mezem) a inne w stosunku do pracujacego caly dzien
    > mezczyzny (nie musi dbac o komunikacje w rodzinie, bo pracuje i nie ma na to c
    > zasu) to jest to czysta podwojna moralnosc.

    O komunikację w rodzinie muszą dbać wszyscy członkowie tej rodziny i nie pisz mi tu, że tego nie twierdziłam ani w tym wątku ani w tym drugim. ZAWSZE tak twierdzę. Natomiast prawdą jest, że w każdym związku jednej stronie zależy bardziej na poprawie, a drugiej bardziej na świętym spokoju. I to ta strona której bardziej zależy na utrzymaniu związku i pracy nad nim powinna zacząć zmiany. Zmiany wcale nie polegające na przekonaniu drugiej strony, ze źle robi i wskazaniu jak wg niej powinna postępować jak wiele osób uważa, tylko od zmiany SIEBIE i swojego postępowania, co dopiero pociągnie za sobą zmiany u partnera. Bo innej realnej możliwości na zamianę sytuacji w rodzinnie, związku, małżeństwie po prostu nie ma.
    Jeśli tego nie widzisz to znaczy że nie wyciągasz wniosków z wielu przedstawianych tu historii i wielu podobnych wątków...
  • 29.10.17, 22:14
    "O komunikację w rodzinie muszą dbać wszyscy członkowie tej rodziny "

    Tak? Ciekawe. Z tego co widze ciezko pracujacy maz watkodawczyni nie musi, bo ciezko pracuje, a watkodawczyni zbyt duzo od niego wymaga.
  • 29.10.17, 22:23
    milamala napisała:

    > "O komunikację w rodzinie muszą dbać wszyscy członkowie tej rodziny "
    >
    > Tak? Ciekawe. Z tego co widze ciezko pracujacy maz watkodawczyni nie musi, bo c
    > iezko pracuje, a watkodawczyni zbyt duzo od niego wymaga.

    To TWOJE zdanie. Nikt tu prócz Ciebie nic podobnego nie twierdził.
  • 29.10.17, 22:46
    cyt. "I jeśli mąż idzie rzeczywiście do pracy na szóstą, a potem ogarnia budowę domu, to ja sie nie dziwię, ze nie ma siły wieczorem radośnie kolorować z dzieckiem"

    Z w/w rozumie, ze nie mozna oczekiwac zbyt wiele od meza skoro ciezko pracuje. No ale pewnie znaczy to zupelnie co innego niz znaczy.
    Strach sie bac co jeszcze wymyslisz.
  • 29.10.17, 23:00
    milamala napisała:

    > cyt. "I jeśli mąż idzie rzeczywiście do pracy na szóstą, a potem ogarnia budowę
    > domu, to ja sie nie dziwię, ze nie ma siły wieczorem radośnie kolorować z dzie
    > ckiem"
    >
    > Z w/w rozumie, ze nie mozna oczekiwac zbyt wiele od meza skoro ciezko pracuje.
    >

    No nie mozna. Czlowiek po kilkunastu godzinach harowki jest fizycznie wyczerpany, umyslowo otepialy, zwlaszcza gdy taki limit zajec ma co dzien, a emocjonalnie wyprany. Samoobrona organizmu.
    Autorka nam deklamuje to, co chcialaby, zeby uslyszal jej maz. A byc moze na dramatyczne pytanie "czy nie mozesz tak zagospodarowac swojej energii, by miec jej tyle samo dla budowy i dla rodziny" uslyszalaby po prostu "nie moge, jestem wykonczony. Albo spowolnimy z budowa/zaniechamy jej, albo bedziemy sie naprzemiennie zajmowac budowa i dziecmi - jak ja na placu, to ty z kolorowankami, a jak odwrotnie, to odwrotnie".
    I wtedy jest szansa, bo jest wybor - wymarzony dom pozniej, za to pan jest ojcem w wiekszym wymiarze i/lub z wiekszym zapalem. Ale gdy pani chce wiekszego zaangazowania w sprawy rodzinne nie luzujac w innych sprawach, to niestety...
  • 30.10.17, 10:32
    milamala napisała:

    > cyt. "I jeśli mąż idzie rzeczywiście do pracy na szóstą, a potem ogarnia budowę
    > domu, to ja sie nie dziwię, ze nie ma siły wieczorem radośnie kolorować z dzie
    > ckiem"

    > Z w/w rozumie, ze nie mozna oczekiwac zbyt wiele od meza skoro ciezko pracuje.

    No nie można. Od żony w podobnej sytuacji - gdyby zasuwała na dwóch etatach, w tym jednym fizycznie, również nie. Poza tym nie znam mężczyzny który lubiłby dziecięce kolorowanki. I nie bardzo rozumiem dlaczego autorka tak się przy tym upiera. Mężczyzna to nie kobieta, ma inne zainteresowania i może zupełnie inaczej spędzać z dzieckiem wolny czas z korzyścią dla tego dziecka i nauczyć go czegoś innego niż matka. Warto to też przyjąć do wiadomości zamiast wpychać męża w kompletnie obce dlań zajęcia. Ojcowie chodzą na wycieczki i spacery do ZOO, zwiedzają, budują z klocków, bawią się autami, kolejkami, itp. W większości przypadków jednak nie kolorują, nie haftują i nie nawlekają koralików. Robią z dzieckiem, to co ich samych również interesuje, co i dla nich jest fajne i ciekawe.
    Ja w dzieciństwie np. uwielbiałam przykręcać śrubki z moim tatą. Dostawałam stary kontakt, śrubokręt i oboje sobie coś w domu "naprawialiśmy". Efekt - rozwój zdolności manualnych taki sam jak przy kolorowaniu, a zajęcie ciekawe i dla ojca i dla dziecka.
    Warto czegoś takiego wspólnie poszukać zamiast narzekać że ojciec po 12 godzinach w robocie nie chce kolorować...
  • 29.10.17, 22:54
    koń i zebra też są podobne, a jakoś nie widziałam zebry startującej w Wielkiej Pardubickiej

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 31.10.17, 09:15
    aqua48 - zdaję sobie sprawę, że nawaliłam z komunikacją. Nie wiem jak komunikować potrzeby. Zrezygnowałam z tych potrzeb po prostu i cieszę się jak mogę w końcu w niedzielę wyjść przynajmniej do kościoła albo do lumpeksu. To powinno mi wystarczać.
  • 31.10.17, 09:25
    Rany boskie. Z dwojka dzieci, w tym jedno w wieku szkolnym, spicie w jednej sypialni ?
    Nie chce sobie wyobrazac, jak wyglada wasze zycie intymne w tych warunkach. O ile w ogole istnieje..
    I nie dziwie sie chlopu, ze te budowe chce skonczyc najszybciej jak sie da. No niestety.

    A Ty zrezygnowalas z pootrzeb zamiast nauczyc sie o nich mowic - w efekcie chodzisz permanentnie sfrustrowana i tez sie nie dziwie. Poradzily Ci dziewczyny - idz do pracy. Zarobisz na przedszkole dla mlodszej/opiekunke, a okazje do wychodzenia z domu bedziesz miala codziennie.
  • 31.10.17, 09:33
    koszmarna.zona81 napisał(a):

    > aqua48 - zdaję sobie sprawę, że nawaliłam z komunikacją. Nie wiem jak komunikow
    > ać potrzeby. Zrezygnowałam z tych potrzeb po prostu i cieszę się jak mogę w koń
    > cu w niedzielę wyjść przynajmniej do kościoła albo do lumpeksu. To powinno mi w
    > ystarczać.

    Nie, nie powinno Ci wystarczać a nawet jeśli tak sobie wmówiłaś to puszczasz na szwach i frustracja z Ciebie wychodzi z krzywdą dla całej rodziny. Musisz nauczyć się komunikować jak najkrócej i wprost to czego oczekujesz. Budowę trzeba pewnie zabezpieczyć jakoś przed zimą dlatego maż tak się spieszy teraz, porozmawiaj z nim na ten temat, powiedz, że przeliczyłaś się z siłami i nie wytrzymujesz tego. A w związku z jego nieobecnością w domu jest ci bardzo ciężko.
    - Czyli np: rozumiem mężu że ciężko pracujesz dla całej naszej rodziny i doceniam to, ale czuję że bardzo mi ciebie brak. Proponuję żebyśmy jednak poświęcali niedzielę i pół soboty na bycie razem. Po to żebym czuła się też żoną, nie tylko matką żyjącą obok pracoholika. Potrzebuję tego by być dla ciebie i siebie atrakcyjną kobietą i czuć że jestem też dla ciebie ważna.
    - Albo: wiem że ciężko pracujesz i gonisz żeby ze wszystkim zdążyć ale ja też mam swoje potrzeby i muszę raz w tygodniu sama wyjść z domu, umówmy się, że jedno popołudnie - wybierz które wolisz -każdy wtorek, czwartek czy piątek ty zostajesz z dziećmi, nie włączasz im wówczas tv ani monitora tylko idziesz na spacer lub bawisz się z nimi i uczysz czegoś czego ja ich nie nauczę. Ja wracam z miasta szczęśliwsza i odpoczęta. A dzieci nie zapominają że mają fajnego ojca.
    Nie żalisz się, ani nie szantażujesz. Doceniasz pracę i wysiłek męża, ale mówisz co czujesz i proponujesz rozwiązanie. Dajesz mu też pewne pole manewru do podjęcia decyzji o zmianach - wybór dnia, wybór zajęć z dziećmi, itp.

  • 31.10.17, 10:01
    Dziękuję Aqua48, chyba wkuję na pamięć te słowa. Czytając też ryczałam, że takie proste a na to nie wpadłam. Dziękuję za pomoc.
  • 31.10.17, 10:33
    koszmarna.zona81 napisał(a):

    > Dziękuję Aqua48, chyba wkuję na pamięć te słowa. Czytając też ryczałam, że taki
    > e proste a na to nie wpadłam. Dziękuję za pomoc.

    Spoko:) Musisz nauczyć się komunikować w krótkich prostych słowach, zawsze najlepiej zaczynając od tego, że widzisz i doceniasz wysiłek drugiej strony. Nie tylko w stosunku do męża, ale i do dzieci i do teściów podobnie. To zadziała. Może nie od razu, ale zadziała, pokaże wszystkim że nie jesteś sfrustrowaną, apodyktyczną histeryczką, tylko że patrzysz na innego człowieka i jego dokonania z uznaniem, ale też wiesz o co ci chodzi i na czym ci zależy.
  • 30.10.17, 21:46
    milamala napisała:

    > Drogie panie, jakbyscie nie zauwazyly to jeszcze raz powtorze.
    > Pani watkodawczyni wg mnie nie ma racji wymagajac od swojego meza po takiej cie
    > zkiej pracy jeszcze ektra dopieszczenia. Nikt by na to nie mial sily na miejscu
    > jej meza.
    > Chodzi o postawe pan forumek, co to jak zona nie dopieszcza to winna jest rozkl
    > adowi malzenstwa i zdrady malzonka. Nawet jesli nie dopieszcza, bo pracuje zawo
    > dowo i jeszcze na caly etat zajmuje sie dziecmi.
    > jesli zas to maz nie dopieszcza bo ciezko pracuje to jemu wolno. Zonie nie woln
    > o, a mezowi owszem, w dwoch niemal identycznych sytuacjach. Zone ciezko pracuja
    > co oskarza sie o wiarolomstwo meza, bo go nie dopiescila, a w odwrotnym przypad
    > ku to juz nie ma sprawy.
    > Wstydzcie sie drogie panie.

    NARESZCIE KTOŚ TO ZAUWAŻYŁ BRAWO!!!!


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 29.10.17, 12:39
    Zona z poprzedniego watku pracowala zawodowo i sama sie zajmowala dziecmi a mimo to byla "winna" niedopieszczeniu mezusia. W identycznym przypadku tyle, ze ta strona pracujaca , ktora nie ma czasu jest maz, to sie nagle okazuje, ze jak to jest maz a nie zona, to nie jest winny niedopieszczeniu zony.
    Nie twierdze, ze w tym watku watkodawczyni ma racje wymagajac tyle od swojego meza, mowie tylko o twojej postawie Verdano.
    Przepraszam cie ale sleczenie z dzieckiem przed ekranem komputera to nie jest czas spedzany z dzieckiem, nawet jak bardzo tego chcesz. I tu akurat watkodawczyni ma racje i nie jest to "jedyny sluszny wzorzec matki" tylko zwykly rozsadek. Rozumie , ze jakby to pani matka spedzala czas podobnie jak ww pan to bylaby odsadzzona od czci i wiary, ale jak to pan ojciec spedza w ten sposob czas ... no to coz, zdarza sie.
  • 29.10.17, 17:33
    a gdyby to zona, pracujaca zawodowo na pelnym etacie i popoludniami ograniajaca dodatkowa robote, wieczorem gdy ledwo trzyma sie na nogach ze zmeczenia, musiala wysluchiwac pretensji niepracujacego zawodowo meza, ze sie biednym misiem nie zajmuje, to byloby ok?
  • 29.10.17, 19:35
    "a gdyby to zona, pracujaca zawodowo na pelnym etacie i popoludniami ograniajaca dodatkowa robote, wieczorem gdy ledwo trzyma sie na nogach ze zmeczenia, musiala wysluchiwac pretensji niepracujacego zawodowo meza, ze sie biednym misiem nie zajmuje"

    To co chce powiedziec mowie bardzo wyraznie i chyba niespomlikowanie. Ale widze, ze ty nie wiesz do czego sie odnosisz. Polecam zapoznanie sie z watkiem fasolki, ktora ma zdradzil, bo go wg w/w forumek fasolka nie dosc dopiescila. Fasolka pracuje zawodowo i ogarnia dzieci na caly etat.
    Gdyby ta zapracowana zone maz zdradzil, bo uznal, ze nie dosc mu czasu poswiecala to wg powzyzszych forumek, zona sama bylaby sobie tej zdrady winna (wg lzejszej wersji wspolwinna) bo nie dosc czasu poswiecala malzonkowi. Mezowi mozna wiecej. Obrzydliwa podwojna moralnosc.
    Vide - watek fasolki.
  • 29.10.17, 22:22
    milamala napisała:

    > To co chce powiedziec mowie bardzo wyraznie i chyba niespomlikowanie. Polecam zapoznanie sie z watkiem fasol
    > ki, ktora ma zdradzil, bo go wg w/w forumek fasolka nie dosc dopiescila. Fasolk
    > a pracuje zawodowo i ogarnia dzieci na caly etat.
    > Gdyby ta zapracowana zone maz zdradzil, bo uznal, ze nie dosc mu czasu poswieca
    > la to wg powzyzszych forumek, zona sama bylaby sobie tej zdrady winna (wg lzejs
    > zej wersji wspolwinna) bo nie dosc czasu poswiecala malzonkowi. Mezowi mozna wi
    > ecej. Obrzydliwa podwojna moralnosc.

    Szczerze współczuję patrzeniu na wszystkie problemy w związku jedynie przez pryzmat "winowajcy" i "ofiary". I przymusu doszukiwaniu się przewinień tam gdzie nie chodzi o ukaranie sprawcy tylko o naprawienie wzajemnych relacji.
    Małżeństwo to nie nieustająca sprawa karna w sądzie, to dynamiczna relacja dwojga ludzi która podlega nieustannym zmianom w czasie i zależy od wielu czynników takich jak choćby wiek, zdrowie, sytuacja materialna i mieszkaniowa, ilość wspólnie wychowywanych dzieci, oraz ilość i jakość wolnego czasu. I wymaga nieustannej pracy. Nad sobą głównie.


  • 29.10.17, 22:47
    aqua48 napisała:

    " I wymaga nieust
    > annej pracy. Nad sobą głównie"

    No chyba ze jest to ciezko pracujacy maz, jak maz watkodawczyni, wtedy nie musi juz nad soba pracowac.
  • 30.10.17, 10:35
    milamala napisała:

    > No chyba ze jest to ciezko pracujacy maz, jak maz watkodawczyni, wtedy nie musi
    > juz nad soba pracowac.

    Masz dziwaczne pojęcie o małżeństwie...
  • 31.10.17, 09:22
    "aqua48 Małżeństwo .... to dynamiczna relacja dwojga ludzi która podlega nieustannym zmianom w czasie i zależy od wielu czynników takich jak choćby wiek, zdrowie, sytuacja materialna i mieszkaniowa, ilość wspólnie wychowywanych dzieci, oraz ilość i jakość wolnego czasu. I wymaga nieustannej pracy. Nad sobą głównie."
    Tak racja. Mogę pracować nad komunikacją i mogę powstrzymywać się od narzekań aby męża nie prowokować do ucieczki. Dlatego też mój wątek zatytułowałam "co mogę jeszcze" i chyba odpowiem sobie sama "wziąć się w garść".
  • 30.10.17, 10:19
    Jesli ten zapracowany, zmeczony i nie majacy czasu na nic maz by autorke zdradzil, to by znaczylo, ze jednak ten czas ma, tylko nie chce znalezc go dla zony i dzieci....
  • 31.10.17, 09:24
    Z jego strony nie spodziewałabym się zdrady. To raczej on bywa zazdrosny.
  • 30.10.17, 22:10
    71tosia napisała:

    > a gdyby to zona, pracujaca zawodowo na pelnym etacie i popoludniami ograniajaca
    > dodatkowa robote, wieczorem gdy ledwo trzyma sie na nogach ze zmeczenia, musia
    > la wysluchiwac pretensji niepracujacego zawodowo meza, ze sie biednym misiem ni
    > e zajmuje, to byloby ok?

    Żona ogarnia dom dzieci pranie gotowanie zakupy lekcje dzieci, lekarzy dentystów wywiadówki.
    Po własnej pracy?
    Mało?

    Ale nie mężusiowi wolno i pani bidulka niedopieszczona wiec miał prawo isc na bok, bo ona za mało dbała o związek.
    Maz pracuje w swojej pracy po pracy robi drugi etat i ma prawo do nieczegoodemnienie wymagajcie bo ja zmęczony jestem.
    Czyli jak żona pojdzie na bik bedzie wina pana bo pan za mało o zone dbał.


    A tak naprawde zdrada wcale nie zależy od dopieszczania zaangażowania zony faceci zdradzają.
    To szybciej żona pojdzie zdradzać jeśli jest przez meza niezauważona bo kobiety potrzebują uwagi,
    A nie powiedziałam ci w dniu ślubu ze cie kocham to jeśli przez 30 lat tego nie mowie to znaczy ze nic sie nie zmieniło.

    Oczywiście nie wszystkie kobiety ale wiecej niz zdradzający faceci:
    A dorosłe kobiety wciąż dają sie nabierać, bo ona o mnie nie dbała i seksu nie uprawiamy ja taki biedy jestem.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 31.10.17, 09:09
    Też racja. Dziękuję za uświadomienie że kolorowanki dla mężczyzny to niedobry pomysł.
  • 31.10.17, 13:18
    grzeczna dziewczynka
  • 28.10.17, 21:30
    W mojej ocenie przeginasz. Od 6-stej na nogach - praca, potem budowa - trudno o chęci do czegoś jeszcze i to z entuzjazmem. Jak on tego wszystkiego cierpliwie wysłuchał, to szacun.
  • 28.10.17, 21:43
    Wynajmijcie od czasu do czasu opiekunkę do dzieci i idzcie do kina albo pojedźcie na budowę razem z mężem jesli ta budowa to wasz przyszły dom to zaplanujcie go razem.
    Czasem wyjedź z domu sama i zostaw mężowi dzieci do opieki, bez dyrygowania czy ma kolorować czy puzle układać, niech się wykaże sam, wyjdź ze swoimi znajomymi i baw się dobrze nie rób za domowego nadzorcę.
  • 28.10.17, 21:48
    www.youtube.com/watch?v=aZBhyPiyeOs
  • 28.10.17, 22:30
    www.youtube.com/watch?v=6BgPpq0-_ZQ
  • 31.10.17, 10:05
    To chyba jak już skończy tą budowę będę mogła wyjść do kina lub zwyczajnie na randkę z mężem wynajmując na wieczór opiekunkę. Tylko że mąż jest przeciwny roztrwanianiu pieniędzy na opiekunki(i na fachowców, wszystkiego podejmuje się sam) a ja marzę o opiekunce. Znajomych też odstawiłam w kąt.
  • 28.10.17, 22:30
    Niby o dzieciach, a w rzeczywistości to o Tobie- ze chcesz mieć chwilę dla siebie? żeby zabiegł o Ciebie?

    Jesteście w specyficznym momencie. Oboje przeciążeni. Co chyba jest dość powszechne w momencie , kiedy buduje się dom, ma się prace i dzieci...
    I nie dawaj tego listu mężowi. To do pamiętnika, a z nim w krótkich, żołnierskich słowach...
  • 28.10.17, 23:03
    Masz prawo tak się czuć. Moim zdaniem błędem jest myślenie, że mąż pracuje i buduje dom to może Was emocjonalnie olewać. W takich sytuacjach osoba która chce się z innymi "spotkać" inaczej organizuje czas, inne zasady wprowadza w swoim grafiku. No ja
  • 28.10.17, 23:06
    Ja bym się czuła upokorzona tym że mąż czasu nie ma by godzinę się z dziećmi pobawić i dać mi odpocząć ale na amory to już siłę znajduje.
  • 30.10.17, 10:53
    Tylko ze maz moze zwyczajnie padac na pysk. Ja rozumiem ze zajmowanie sie dzieckiem jest meczące, ze kazdy potrzebuje bliskosci i zainteresowana od partnera..ale skoro zdecydowali sie na 2 dzieci, chcą miec dom to trzeba trudny okres przeczekac. I nie myslec wyłącznie o sobie. Bo ciekawe co maz ma do powiedzenia: na 6 do pracy, po pracy budowa a w domu zamiast miłej zony wieczne pretensje ze za mało...Moze maz zotanie w domu z dizckiem a pani bedzie pracowac a potem chate budować zobaczymy ile bedzie miala siły na kolorowanki.
  • 30.10.17, 20:49
    Ja w zasadzie nie do końca rozumiem, czy oni budują wspólny dom, czy też Pan pracuje na budowie.
    Jest też mowa o dniu wolnym, w którym mąż nie przejawia zainteresowania rodziną i dziećmi. Wiem, jazgot maluchów jest bardzo uciążliwy, ale to są w końcu jego dzieci i być może da się z nimi zrelaksować czytając książkę czy grając w planszówkę. kolorowanie też jest odmóżdżająco-relaksujące. No i zastanawia dlaczego Pan ma siłę gapić się w monitor a nie w "oczy żony" i dlaczego ma siłę na sex a nie na przytulenie...
  • 30.10.17, 21:16
    Pan buduje ich dom. Po pracy. Dzien wolny to ten, w ktorym nie musial leciec do roboty na szosta, co nie znaczy, ze nie bylo go na budowie np. od dziewiatej.
    Pan na przytulanie zapewne znalazlby sile, ale pani zapowiedziala wyraznie, ze przytulac sie nie chce, nie bedzie i bedzie pana traktowac ozieble. Bo nie kolorowal. Dziwisz sie, ze on woli patrzec w monitor (gdzie, nawiasem mowiac, projektowal, czyli tez pracowal) niz w oczy pani ? Ja nie.
  • 30.10.17, 23:29
    Zauważ, że mąż nie pada na pysk, kiedy mu się seksu chce.
  • 31.10.17, 00:05
    z_pokladu_idy napisał(a):

    > Zauważ, że mąż nie pada na pysk, kiedy mu się seksu chce.


    Serdecznosci mu sie chce. A pani zapowiada, ze sie nie przytuli i bedzie go traktowac ozieble. Po czym stawia liste postulatow do spelnienia.
    Ona nic nie zmieni, ale on ma sie zmienic zgodnie z wytycznymi.

    Poza wszystkim, to do seksu troche inna energia potrzebna niz do kolorowanek, nie wiedzialas ?:)
  • 31.10.17, 00:25
    z_pokladu_idy napisał(a):

    > Zauważ, że mąż nie pada na pysk, kiedy mu się seksu chce.

    Gdyby w analogicznej sytuacji mój mąż, wróciwszy zdrożony z pracy, wybierał kolorowanki z córką od seksu ze mną, zaczęłabym się bardzo poważnie martwić nad stanem mojego małżeństwa. A autorką wątku, która z seksu robi kartę przetargową w konflikcie z mężem, tak naprawdę sobie samej strzela w stopę.
  • 31.10.17, 00:59
    "Typ, ktoremu musze mowic, co ma zrobic, jak komus slabo myslacemu" - tak instruowany pan z pewnoscia radosnie powinien sie rzucic do zajec z dzieckiem. No przeciez.
    Plus pan, gdy one wrocily, siedzial przed kompem i PROJEKTOWAL, czyli pracowal. Nie wgapial sie w pornostronki ani nie zbijal bakow. W koncu musi zarobic na zone, dwoje dzieci i ten budowany dom.
  • 31.10.17, 01:14
    > Plus pan, gdy one wrocily, siedzial przed kompem i PROJEKTOWAL, czyli pracowal.
    > Nie wgapial sie w pornostronki ani nie zbijal bakow. W koncu musi zarobic na z
    > one, dwoje dzieci i ten budowany dom.

    Ja chcę wiedzieć, czemu na czteroosobową rodzinę i budowę domu pracuje JEDNA osoba. I co zrobiłaby autorka wątku, gdyby jej mężowi, nie daj buk, jutro na tej budowie na łeb spadła cegła i położyła go do szpitala albo trumny. Jedno z dzieci jest w wieku szkolnym, drugie też dzidziusiem nie jest. Na wszystkie problemy autorki jest jedna odpowiedź: pójście do pracy, solidne dołożenie się domowego budżetu, zatrudnienie opiekunki do dzieci i odciążenie męża w obowiązku jednoosobowego utrzymywania rodziny. Skorzystają na tym i żona, która przestanie dostawać pjerdolca od siedzenia z dziećmi w czterech ścianach i mąż, który nie będzie musiał zapieprzać na dwa de facto etaty, żeby wyżywić cztery gęby i postawić dom.
  • 01.11.17, 11:02
    Czy aby na pewno powrót na rynek pracy jest najlepszym rozwiązaniem w tej chwili? Czy nie wpadnę z deszczu pod przysłowiową rynnę? Pisały dziewczyny wcześniej, że przychodziły z pracy tak padnięte, że dzieci należało trzymać z dala, o radosnym kolorowaniu żadna nie chciałaby słyszeć - mąż w podobnym stanie stale... To kto tymi dziecmi ma sie zajać gdy oboje po pracy tacy nie do życia? Każdy chce po pracy odpocząc, to oczywiste, przecież ja to rozumiem i pamiętam moje powroty z pracy umęczona do dziecka i do pustego domu (mąż buduje od kiedy pamiętam - albo naprawia samochody i motocykle). Przed wyjściem do pracy rozwieszałam pranie na szybko niestarannie, w pośpiechu, wszystko byle jak, spóźniałam się bo dojeżdżałam rowerem odwożąc córkę do przedszkola w przeciwnym kierunku (dojazd zabierał mi więcej czasu niż obecnie mężowi samochodem). Kiedyś uważałam siebie za pracowitą a teraz zmieniłam tempo i nie nadążam za kołowrotkiem życia pomimo tego, że jednie zajmuję się dziećmi, to trochę jakbym zupełnie nic nie robiła tylko odpoczywała a banajmniej nie jest to czymś co wyczerpuje jednakowo jak praca zawodowa? Więc czemu mąż nie miałby sobie z tymi dziećmi poodpoczywać choć trochę? No dobrze: budowa a jak nie to to coś innego zwykle sobie znajduje. Czemu jest mi ciężko skoro przy dzieciach w czasie dnia odpoczywam? Tak nie powinnam się czuć przecież niektóre kobiety mają więcej dzieci a są lepiej zorganizowane niż ja. Nie radzę sobie gdy usiłuję z siebie jeszcze coś wskrzesić, wstać wcześniej, zrobić więcej albo przynajmniej tyle ile powinnam. Zamiast szukać pracy szukam wyciszenia. Te odmóżdzające kolorowanki i praca przy łuparce to chyba jedyne na dzień dzisiejszy zajęcia, do których mam pełną gotowość. W pracy źle na mnie działało rozwiązywanie problemów, które w moim przekonaniu powinien był rozwiazać raczej ktoś "z góry" otrzymujący trzy razy większe wynagrodzenie niż ja, ciagłe telefony nawet po wyjściu z pracy, upierdliwi klienci, chamstwo współprcowników, molestowanie, szef, który zdaje się z wszystkich kpić, sters, że z wczoraj jeszcze jakieś niedociągniete sprawy a na dziś kolejne już znacznie pilniejsze, ciągłe niezgodności, rozczarowanie, że wcześniej jednak nie dam rady wyjść, córkę będzie musiała odebrać teściowa a ja wrócę krótko przed mężem i będę gotować, składać ubrania w szafkach, myć podłogi, gary, szykować kolejne pranie zajmując się dzieckiem w międzyczasie, robić zakupy razem z dzieckiem jakbym była samotnie wychowującą matką. Gdybym była pracodawcą nie zatrudniłabym kogoś o takiej nieodporności na stres jaką sama się wykazuję. Na szczęście żadnemu pracodawcy jeszcze w obecnej chwili nie oferuję moich rąk do pracy, mam jeszcze urlop wychowawczy, wnet się skończy to moje "odpoczywanie". Mając wiedzę jak wygląda zmęczenie po pracy zawodowej nie powinnam męża tyrać już o nic. Nic już od niego nie chcieć, tylko współczuć, że mu ciężko i usunąć się z kolorowankami dziećmi w kąt a w razie potrzeby seksualnej męża z tego kąta wyjść i cieszyć się, że mogę jego potrzeby zaspokoić bo ja już potrzeb nie mam. Tylko jak ja pracowałam nie czekał na mnie w domu ciepły obiad, uprane i poukladane w szafkach majtki oraz mąż ze zrobionymi zakupami.
  • 01.11.17, 12:31
    koszmarna.zona81 napisał(a):

    > Tylko jak ja pracowałam nie czekał na mnie w domu ciepły obiad,
    > uprane i poukladane w szafkach majtki oraz mąż ze zrobionymi zakupami.

    Wobec tego dlaczego skoro Cię to boli nie przedyskutujesz z mężem innego podziału obowiązków - np - zakupy robicie w konkretny dzień/dni razem. Pranie - Ty wkładasz on wyjmuje i wiesza, swoje majtki i koszule ogarnia samodzielnie. Ty gotujesz, on zmywa. Wracając z pracy mąż po drodze codziennie kupuje pieczywo. Czegoś nie zrobi, to jest niezrobione i to ON musi rozwiązać problem.
  • 01.11.17, 12:36
    Mnie zaniepokoiło to "niestarannie powieszone pranie" . Wygląda na to, ze Twoim problemem jest perfekcjonizm, nie potrafisz odpuścić ani sobie, ani mężowi. Jak pranie - to idealnie powieszone. Jak zajęcie sie dzieckiem - to niezależnie od sytuacji w sposób angażujący rodzica i rozwijający dziecko. A po pracy zamiast odpocząć trzeba ułożyć ubrania w kostkę, ugotować codziennie obiad. W pracy zawsze w niedoczasie, bo każda sprawa musi być załatwiona idealnie.
    Tak sie nie da żyć. Lepiej odpuścić sobie wiele rzeczy na rzecz odpoczynku, zrobienia czegoś niedokładnie, albo nie zrobienia w ogóle.
  • 01.11.17, 12:42
    Czy byłaś diagnozowana w kierunku depresji poporodowej? Nie miałaś objawów? Bo wiesz, mi to tym pachnie. W depresji w każdym jednym rozwiązaniu widzi się przede wszystkim problemy i trudności.
    Cokolwiek teraz robisz najwyraźniej się nie sprawdza, bo jesteś ewidentnie nieszczęśliwa. Godzina czy dwie godziny dla siebie tego nie zmienią, potrzebna jest całkowita zmiana. Chyba Aqua pisała, że dla matki małego dziecka optymalna jest praca na pół etatu, popieram. Wracałam do pracy krok po kroku przez dwa lata, dzięki czemu zmiany następowały powoli, wszyscy mogliśmy nauczyć się nowej sytuacji. I chociaż początkowo również miałam wrażenie, że z niczym się nie wyrobię, to jakoś się udało. Musisz zaangażować męża w opiekę nad dziećmi, ale pozwolić mu to zrobić na jego zasadach. np. mnie tata zabierał regularnie do warsztatu, mnóstwo czasu spędziłam w ten sposób i był to fajny czas, mąż nie musi robić czegoś typowo dziecięcego, ale ważne, by w ogóle robił. Ty za to spróbuj poszukać pracy na pół etatu, choćby w jakimś sklepie. Zobaczysz, że zmiana dobrze wpłynie na wszystkich. Samymi słowami nie zmieni się rzeczywistości, trzeba konkretnych rozwiązań i czynów. I pomyśl jednak o psychologu, przede wszystkim dla siebie.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 01.11.17, 21:55
    Przedyskutuję aquo48 tylko bez pośpiechu, poczekam trochę aby rozmawiać bez zbednych emocji gdy będziemy w lepszych nastrojach oboje. Dziś widzę, że zmeczony jest budową i zasiadł do kompa. Niech ma coś z życia.
    Muszę przyznać, że to wyrzucenie z siebie na forum żalu pomogło mi trochę choć jest jeszcze niedosyt. Naoglądałam się takich postaw: haloziemia.pl/dobrzy-ojcowie-trzymaja-sie-razem/ ale wiem, że to musi wyjść od ojca aby zorientował się sam czy dobrze robi wybierając sposób spędzania czasu. Ja już nie będę narzucać jak ma być i co ma robić a dzieci mu się odwzajemnią tym co otrzymały bądź czego nie otrzymały. Mój ojciec nie miał dla mnie zbyt wiele czasu, teraz jakoś nie specjalnie mam ochotę się nim przejmować choć zdaję sobie sprawę, że powinnam bo jest w trudnym momencie życia i próbował nadrabiać w ostatnim czasie ale ja i tak się go boję.

    Verdano - perfekcjonista ma raczej porządek w domu, ja jedynie w szafkach żeby ubrania nie wyglądały jak psu z gardła i z tej samej przyczyny rozwieszam pranie w taki sposób aby potem nie prasować.
  • 01.11.17, 21:59
    Edwino leczę sie w pzp już trochę. Z moimi problemami psychicznymi nie nadaję się do odpowiedzialnych zajęć. Całe szczęście, że uzupełniamy się z małżonkiem pod tym względem. Niestety leki, które przyjmuję mnie otępiają a do seksu mobilizuję się czasami przez miesiąc a jak z siebie zrobić bardziej chętną? Ktoś tu napisał, że do odmóżdzajacych kolorowanek potrzebna jest inna energia niż do seksu. Brakuje mi tej innej energii, której na studiach miałam dużo.
    Pracowałam na kasie w markecie i pisałam pracę licencjacką, radziłam sobie na studiach lepiej niż niektórzy a przynajmniej nie było potrzeby zarywania nocy do wkuwania, miałam energię, której tak mi teraz brak. Po studiach był dobry moment (ginekolog ostrzegał abym nie odwlekała ciąży przy endometriozie). Po porodzie psychika mi się posypała ale jeszcze ogarniałam dom i pracę, a na męża wiecznie przebywajacego w garażu miałam taki sposób, że zwyczajnie nie było mnie w domu tak samo jak i jego. Aż któregoś dnia poskarżył się na mnie przy znajomych i od tamtej pory rezygnowałam z przyjemności, obowizki pozostały. Teraz jak patrzę na tą stertę prania mam ochotę wszystko zrzucić ze skarpy, przyjść do domu z powrotem przewietrzona wyrzucając z siebie resztki złości i po zamknięciu drzwi uśmiechać się jakgdyby nigdy nic się nie stało. Mąż i tak pewnie nie zauważyłby różnicy w ilości prania bo to nie jego działka.
  • 04.11.17, 11:14
    Pigułka nie powoduje, że człowiek staje się szczęśliwy i życie mu się magicznie układa. Od tego jest praca nad swoją głową czyli nad sposobem myślenia. Twoje jest sztywne i magiczne. Czyli: w domu rodzinnym było tak i tak, to u mnie powinno być tak i tak. Za pomocą córek próbujesz wskrzesić swoje dzieciństwo, a właściwie uzdrowić relację z ojcem. Tylko brutalna prawda jest taka, że Ty dzieckiem już nie będziesz, a Twoje córki nie są Tobą. Nie są i nawet obserwując cudowną zabawę Twojego męża z dziećmi nie zostaniesz uzdrowiona. Nie jesteś w przeszłości, chociaż mentalnie tam tkwisz, tylko w teraźniejszości, smutna, podporządkowująca się swoim sztywnym przekonaniom (nie nadaję się do odpowiedzialnej pracy, wszystko mnie stresuje, mąż powinien kolorować z dziećmi, itd., itd.). Pomieszanie z poplątaniem.
    Nie masz energii, bo żyjesz wbrew sobie, takiej autentycznej i prawdziwej. Żyjesz wg swoich, pewnie nawet nie do końca uświadomionych, iluś tam przykazań i więdniesz. Te przykazania/przekonania też nie są z dzisiaj. One są z dzieciństwa, nastolęctwa, wczesnej dorosłości, z czasów, w których obiecałaś sobie, że Twoja dorosłość, że dzieciństwo Twoich dzieci będzie inne niż Twoje.
    Życie to nie tylko obowiązki, życie to działanie w zgodzie ze sobą. Każdy, kto żyje wg sztywnych, nie służących sobie zasad wpadnie w depresję i na to żadna pigułka nie pomoże.
    Spróbuj przez tydzień odpowiadać pisemnie na pytania: co najbardziej na świecie chciałabym robić? UWAGA: nie co powinnam, nie co mąż/dzieci oczekują, czy sąsiedzi, tylko co TY byś chciała robić. Co Cię cieszy, sprawia ogromną przyjemność, co kiedyś powodowało, że miałaś dużo energii i czułaś się, jakbyś frunęła? Postaraj się codziennie odpowiadać na te pytania. Nie dostaniesz odpowiedzi od razu.
    Idź koniecznie na terapię i uwolnij się od szkodzących Ci przekonań na temat siebie samej i swojego życia. Zobaczysz, po jakimś czasie, że rzeczywistość i Ty sama jest inna, niż Ci się teraz wydaje.
    Piszesz, że masz smutną mamę z depresją. Cóż, Twoje dzieci też.
    Choćbyś nie wiem jak zmuszała się do uśmiechu nie ma w Tobie radości. Zabiłaś ją tłumiąc złość na rodziców, obowiązki, świat, dźwigając na sobie dzień po dniu całą swoją przeszłość. Zrób z tym porządek, na terapii, zostaw przeszłość za sobą. Nie tylko Ty na tym skorzystasz ale i Twoje dzieci i mąż.

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 09.11.17, 16:32
    Bezpłatna terapia dda/ddd grupowa rusza dopiero od kwietnia. Rozważam podjąć wcześniej terapię indywidualną i umówiłam się na poniedziałek ale to dość kosztowna sprawa, a i nie wiem co na to mąż... nie mieliśmy czasu o tym porozmawiać. Na razie w ramach zrobienia czegokolwiek dla siebie z korzyścią dla zwiazku i dzieci wyciągnęłam zakurzone książki "Czy potraficie się kłócić"i "Teraz ja"Sue Atkinson, podarowaną mi dawno temu a której nigdy nie przeczytałam ponieważ uwazałam siebie za osobę bez kompleksów. Dzięki za rady, szczególnie Aqua48 - do mnie dotarła. Pade - z tych lat gdy energii mi nie brakowało tęsknię najbardziej za snem. Mąż kładzie się późno w moim odczuciu i lubi o 22-giej jeszcze urządzić awanturę o jakąś pierdołę. Teraz bez leków nie jestem w stanie spać. A i tak budzę się niedospana i wtedy cały dzień jest do bani. Po porodach nie spałam kilka nocy z rzędu więc gdy zaczęły się halucynacje i lęk nie byłam już w stanie normalnie funkcjonować. Teściowa wykorzystała moją słabość wówczas i zrobiła ze mnie najgorszą matkę ever. Kilkanaście lat trwały nasze konflikty, do tej pory mam ograniczone zaufanie do niej więc obiecałam sobie, że młodszej córki nie powierzę pod opiekę teściowej aby nie popełniać błędu który popełniłam ze starszą córką gdy wróciłam do pracy zbyt szybko. Szukam teraz przedszkola z wolnym miejscem. Pomaga mi to wylewanie żalu z siebie na forum ale boję się podjąć temat potrzeb własnych bo nie chcę aby okazało się, że jest ich za dużo albo niewykonalne no ale ile można odsuwać się od siebie samej.
  • 10.11.17, 09:06
    Jeśli TY sama nie zadbasz o swoje potrzeby to nikt tego nie zrobi.
    Potrzebujesz snu - oznajmiasz mężowi, że od dziś idziesz spać o 22 czy o której tam chcesz i ma Ci nie przeszkadzać, bo dobry sen jest podstawą zdrowia psychicznego. Potrzebujesz czasu na czytanie - sadzasz dzieci przed tv na pół godziny, godzinę i czytasz.
    Z pracą i przedszkolem nie rób nic na łapu capu, tylko w zgodzie ze sobą. Tak, jak TY uważasz, a nie forum czy teściowa. Co do terapii to możesz chodzić do kwietnia na płatną, a potem przejść na bezpłatną, wszystko jest kwestią dogadania z terapeutą.
    Jeśli potrzeb jest bardzo dużo, a to możliwe, jeśli tłumiłaś je przez lata, to można je zaspokajać stopniowo, a nie wszystkie na raz. A co do niewykonalności to kwestia znalezienia sposobu i czasu. Głowa do góry:)

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • 16.11.17, 15:08
    Dokładnie. Kupczenie seksem występuje w wielu małżeństwach, ale nie są to te szczęśliwe.

    --
    Żyć bez żalu ...
  • 29.10.17, 02:25
    Czyli maz ma tanczyc jak mu zagrasz, inaczej nie bedzie seksu. Po co pisac wypracowanie na ten temat, skoro wystarczy jedno zdanie?

    Gdyby ktos mi taki monolog przedstawil, to jeszcze bardziej by mi sie odechcialo. 'Rozumiem, ze jestes zmeczony po pracy na 6 i budowie, ale masz robic, co ja chce, bo inaczej nie bedzie seksu '.

    Okropne.
  • 29.10.17, 11:58
    Koszmarna zona, czy ty pracujesz zawodowo, czy tylko zajmujesz sie domem i dziecmi ?
  • 31.10.17, 10:22
    Tylko zajmuję się domem i dziećmi. To z mojej strony za mało, tak wiem. Pracowałam i przychodziłam wypompowana tak jak teraz mąż, dojeżdżałam rowerem do pracy spóźniona bo przed wyjściem rozwieszałam pranie i odwoziłam córkę do przedszkola, wszystko w biegu, stresie, byle jak. Teraz powinnam go zrozumieć i wspierać a nie narzekać. Dlatego aby nie przeszkadzać mężowi czasem zabieram córki do mojej mamy i wtedy nie musi mnie zrzędzącej oglądać. Może sobie film obejrzeć czy cokolwiek. Staram się jak tylko mogę wybywać z dziećmi aby mnie sfrustrowanej nie widywał. Wiedząc że jestem dla niego jedynie ciężarem finansowym i uczuciowym mam ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu. Muszę jednak przetrwać ten trudny czas, pozbierać się i zapisać do przedszkola młodszą, zacząć szukać satysfakcjonującej pracy, najlepiej takiej z nadgodzinami aby było dużo pieniędzy na wszystko zwłaszcza na opiekę do dzieci gdy nikogo w domu nie będzie.
  • 31.10.17, 10:47
    koszmarna.zona81 napisał(a):

    >aby nie przeszkadzać mężowi czasem zabieram córki do m
    > ojej mamy i wtedy nie musi mnie zrzędzącej oglądać. Może sobie film obejrzeć cz
    > y cokolwiek. Wiedząc że jestem dla niego jedynie ciężarem finansowym i uczucio
    > wym mam ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu. Muszę jednak przetrwać ten trud
    > ny czas, pozbierać się i zapisać do przedszkola młodszą, zacząć szukać satysfak
    > cjonującej pracy, najlepiej takiej z nadgodzinami aby było dużo pieniędzy na ws
    > zystko zwłaszcza na opiekę do dzieci gdy nikogo w domu nie będzie.

    Przede wszystkim zamiast zabierać dzieci z oczu mężowi i chować się przed nim, nauczcie się odpoczywać wszyscy razem, wspólnie. Nie wiem dlaczego sądzisz że jesteś dla męża ciężarem uczuciowym i finansowym? Masz tak małe poczucie własnej wartości? Sadzisz, że mąż jest masochistą i ożenił się z Tobą po to aby się celowo umartwiać? A dzieci spłodziliście za karę, czy jak? no przeorganizuj trochę myślenie o sobie i swoim związku...
    Film możecie oglądać wszyscy, taki dobrany do poziomu dzieci ale i dla Was zabawny. Jest takich sporo. Zróbcie sobie wcześniej popkorn, kupcie colę i zorganizujcie domowy seans kinowy. Na spacer tematyczny w niedzielę czy do znajomych w sobotę wieczorem też możecie się wybrać razem z dziecmi. Jeśli macie znajomych z dziećmi w podobnym wieku to spotykajcie się wspólnie.
    Praca z nadgodzinami aby opłacać za nie opiekunkę do dzieci moim osobistym zdaniem jest do niczego. Zamiast rozwiązywać problemy rodzinne tylko je potęguje i powoduje coraz większe oddalenie. To problem postawiony na głowie. Dzieciom potrzebni są rodzice nie opiekunki. Opiekunka jest dobra jeśli rodzice chcą gdzieś wyjść, albo gdy dzieci nie chodzą do przedszkola albo szkoły, a oboje rodzice normalnie pracują.
    Dla matki małych dzieci, która nie jest wysoko notowanym specjalistą, nie robi kariery zawodowej, tylko chce normalnie dokładać się do budżetu najlepsza jest praca na pół etatu jeśli to możliwe.
  • 29.10.17, 17:10
    tak z ciekawosci a jakie jest twoje zaangazaowanie w budowe, ktora pewnie razem wymysleliscie czy tez w utrzymanie rodziny, ktora stworzyliscie?
    Jezeli chcesz by maz byl bardziej zaangazowany w zycie rodzinne to albo 1. zrezygnujcie z budowy domu albo 2. idz do pracy i zacznij dobrze zarabiac by wynajac profesjonalna ekipe z kierownikiem budowy lub 3 zdejmij z meza czesc obowiazkow -wymiencie sie nimi, ty ogarniaj te budowe, on niech sie zajmuje dziecmi. Jezeli nie chcesz z niczego zrezygnowac to pozostaje uzbroic sie w cierpliwosc do czasu zakonczenia budowy i na ten czas wyzbyc sie nierealnych oczekiwan - zadowalic sie tym ze ty w duzej czesci wyreczasz meza w opiece nad dziecmi ale maz wyrecza ciebie w pewnych obowiazkach na kotre pewnie nie masz ochoty -np. zwiazanych z budowa domu. No i pamietac ze to dosc naturalne ze jedyne o czym marzy czlowiek przychodzac do domu po kilkunastu godzinach intensywnej pracy to przespac sie lub pogapic sie bezmyslnie w telwizor czy komputer, z pewnosca skrajnie zmeczony maz nie bedzie miala zrozumienia dla tyrad znudzonej zony o tym ze kolorowanki z dziecmi moglby robic z wiekszym zaangazowaniem.
  • 29.10.17, 23:02
    Tak się podzieliliście, że każde zawsze będzie niezadowolone i pełne pretensji. Ta przemowa tylko doleje oliwy do ognia. Jeśli nie doprowadzicie do większej równowagi, czyli ty więcej pracujesz, mąż mniej i dzielicie się sprawami okołodzieciowymi i okołodomowymi, to będziecie się okopywać w swoich żalach i niechęci i żaden nowy dom tego zmieni.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 30.10.17, 03:30
    Jeśli twoim celem, autorko wątku, jest zniweczyć jakiekolwiek szanse na porozumienie z mężem, to metodę wybrałaś świetną. Twój mąż po wysłuchaniu takiej przemowy, optymistycznie zakładając, że w ogóle dotrwa do jej końca, na pewno nie usiądzie entuzjastycznie do rozmowy z tobą o waszych wzajemnych oczekiwaniach. Zastanów się wiec dobrze, czy to jest aby właściwa droga do naprawienia waszych stosunków.
    Jakiekolwiek są wasze obecne ustalenia dotyczące podziału obowiązków w kwestiach pracy zawodowej, budowy domu, prowadzenia gospodarstwa domowego i opieki nad dziećmi, nie sprawdzają się one. Jesteście oboje sfrustrowani i rozżaleni obecnym stanem rzeczy i niebezpodstawnie. Oczywiste więc jest, że musicie dokonać rewizji podziału obowiązków. Dziewczyny wyżej już pisały, jakie są wasze opcje, uważam, że podały ci bardzo rozsądne rozwiązania. Oczywiście to ty będziesz wiedzieć, które z nich są realnie do przeprowadzenia. Dlatego zamiast strzelać mężowi ten przydługi monolog z listą twoich pretensji i zarzutów wobec niego, usiądź z nim do dialogu, w spokojnej atmosferze, w dzień wolny od pracy, może jak już dzieci będą spać, otwórzcie butelkę wina i po prostu zacznijcie rozmawiać.
  • 30.10.17, 11:17
    Dla mnie błąd podstawowy jest tu:

    koszmarna.zona81 napisał(a):
    > Nie mam z kim zostawić dzieci dlatego nie szukałam nawet

    Jeśli ma się sytuację że samemu pada się ze zmęczenia i jest się wykończonym zajmowaniem się dziecmi, do tego ma się męża który pracuje na etat a po godzinach tyra na budowie,

    - to niestety wyciąga się ze skarbonki kasę i zatrudnia opiekunkę żeby od czasu do czasu mieć wolne od dzieci i dla siebie i dla męża. Choć jeśli to dzieci szkolno-przedszkolne, to niepracująca żona to wolne dla siebie ma w trakcie dnia. Czy mąż takie wolne dla siebie też ma?

    Jeśli z góry jest założenie "nie mam z kim zostawić dzieci więc nic nie będę zmieniać ale ty mężu masz się zmienić bo mnie jest źle" - i tu lista co ten mąż i jak ma robić- to to jest mnożenie problemów a nie próba odbudowy relacji.

    Zmuszanie chłopa do kolorowania jest absurdalne, ie lepiej by pokazał dziecku jak się projekty robi? jak dom z papieru buduje? To też nauka i rozwój.
    Nie lepiej wyjść wszyscy razem do zoo ?
    Czy autorko wiesz co się na tej budowie dzieje? Znasz problemy męża, uczestniczysz w budowie?
    Chodzi o to, czy mąż siedzenie na budowie traktuje jako ucieczkę od męczącej ciebie czy faktycznie teraz spina się by budowę skończyć dla rodziny, i nie ma przestrzeni na co innego.
    Czy budowa to wymówka i przykrywka pod jego inne życie pozarodzinne czy faktyczny stres by pogodzić napięty grafik.
    Czy wiesz co się z mężem dzieje czy interesuje cię tylko że ma więcej przy dzieciach robić.
    Zastanów się i spróbuj poznać tego prawdziwego swojego męża, jego poglądy, cele, marzenia, priorytety. Bo jak się na tym etapie rozminiecie to możecie już się nie odnaleźć.

  • 30.10.17, 15:59
    Ten "apel" to jakaś masakra. Jest w nim pełno szantażu (przemyconego w taki zakamuflowany sposób - wklejam: "Twoja postawa mnie zasmuciła. Przez to nie będzie mi się chciało z Tobą przytulać przez jakiś czas i proszę nie obłapiaj mnie przynajmniej dzisiaj"), odbieram go jak akt agresji, a nie żaden apel z dobrymi intencjami.
  • 31.10.17, 13:27
    Przeczytaj czy coś jest o tobie?
    "To nie jest tak, że DDA jest wyłącznie bohaterem-wybawcą albo skrzywdzoną ofiarą. Czasami , niejako wbrew sobie i wyznawanym ideałom, powiela pewne przemocowe schematy wyniesione z domu, chociaż ze względu na bolesne doświadczenia z dzieciństwa, jest to ostatnia cecha jaką chciałby w sobie widzieć. Dlatego nierzadko albo to wypiera, albo odsuwa od siebie – stosując znany z alkoholowego domu System Iluzji i Zaprzeczeń, żeby niechciany problem trzymać w „bezpiecznej odległości” czyli może do przemyślenia i zmiany „kiedyś tam” . Podobnie jak alkoholik latami usprawiedliwiał swoje destrukcyjne picie, a rodzina stwarzała różne pozory , aby jak najdłużej wyglądało, że jest lepiej niż jest , to DDA często tak właśnie unika zobaczenia że często nie radzi sobie w zdrowy sposób ze swoja złością, frustracją, oczekiwaniami wobec innych.

    Gdy u DDA pojawiają się zachowania przemocowe – jest to dla niego temat tak trudny i wstydliwy , że podobnie jak kiedyś rodzice , zazwyczaj boi się z nim uczciwie zmierzyć . Sięga wówczas po wyparcie lub zaprzeczenie ( nie widzi problemu lub mu całkowicie zaprzecza) , minimalizacje (zdarza się rzadko, ) , zrzucanie odpowiedzialności za innych za swoje zachowanie ( to przez ciebie ) , racjonalizacja (każdy w tej sytuacji „wyszedłby z siebie”) , porównania ( inni w większym stopniu niż ja) , koloryzowanie ( podkreślanie swoich zalet, popatrz ile dla ciebie robię) i dzięki takiemu myśleniu na poziomie świadomym problem przestaje istnieć, a na poziomie rzeczywistym oczywiście nie znika a wręcz przeciwnie coraz bardziej niszczy bliskie relacje. Czy w jakimś stopniu dotyczy to ciebie?

    Duża część DDA zgłasza się na terapię właśnie z powodu kryzysu w związku – gdy się temu bliżej przyjrzeć DDA mają bardzo często problem z szanowaniem granic ( swoich lub cudzych)

    Rodzina alkoholowa nie uczy dbania o swoje potrzeby, o swoje dobro w sposób zdrowy – i brak takich konstruktywnych wzorców , sprawia , że pomimo dobrych chęci , sprzyja to pojawianiu się zachowaniom przemocowym ( o wiele częściej na poziomie emocjonalnym , ale czasami również w formie fizycznej)

    Przez wielu DDA zbyt często zachowania przemocowe są postrzegane dopiero wtedy gdy pojawi się fizyczna agresja . Przy takim rozumieniu wielu DDA może być przekonana, że jeżeli nie stosują przemocy fizycznej , to znaczy że problem przemocy ich nie dotyczy . Nie jest to jednak prawdą. Wielu DDA cierpi z powodów narastających trudności w bliskich relacjach i naprawdę warto zastanowić się czy nie odpowiada za to właśnie jakiś cień Prześladowcy – który niekoniecznie musi bić i krzyczeć , bo przecież może też działać i niszczyć inaczej .

    NARZUCANIE SWOJEJ WOLI
    Aktywny Prześladowca
    swoje potrzeby realizuje kosztem innym ( należy mi się, moje prawa i potrzeby są ważniejsze niż twoje ) czyli MUSISZ robić tak jak ja chcę ( bo np wiem lepiej, jestem mądrzejszy, lepszy , albo bardziej przez los skrzywdzony i teraz o siebie wreszcie zadbam ) niestety zadba ale bez poszanowania tego, że druga osoba też ma prawo zadbać o siebie i swoje dobro. Opisany cień, to w życiu codziennym wszechobecne – WIEM LEPIEJ jak mamy spędzać czas, jak mamy się odżywiać, jak mamy wychowywać dzieci, jaki mamy bawić się z dziećmi, wiem lepiej jak mamy wydawać lub oszczędzać pieniądze , jakie mamy mieć poglądy polityczne lub religijne – więc powinieneś mnie słuchać , a jak nie słuchasz, to znaczy że z tobą jest coś nie tak i to ty powinieneś się zmienić , tak jak ja uważam za słuszne .

    WŁOSKI STRAJK
    Bierny prześladowca
    nie potrafi zadbać o swoje prawa w jawny sposób, ale próbuje wyrazić swoją niezgodę , złość lub niechęć poprzez utrudnianie innym życia za pomocą zaniedbywania ich np wyraża na coś zgodę ,a potem raz po raz zapomina o tym albo w nieskończoność przekłada zrobienie tego . Nie podnosi głosu, nie ubliży, ale ociąga się i unika współpracy doprowadzając do frustracji , cierpienia a czasami furii tę drugą stronę ( która zazwyczaj jest aktywnym prześladowcą)

    SZYBKIE ,KARANIE
    Odwetowy prześladowca
    nie stara si rozwiazać problemu poprzez informację zwrotną dla drugiej osoby, która daje szansę na zmianę niewłaściwego zachowania, ale od razu sięga do repertuaru zero tolerancji . Jeżeli druga osoba popełni błąd to nie mówi o tym, ale od razu triumfuje wymierzając karę (czasami poprzez poniżające uwagi , czasami odebranie przywilejów , czasami zaszkodzenie osobie również na zewnątrz )

    Cechą wspólną w Roli Prześladowcy – jest chęć zadbania o swoje potrzeby (co jest jak najbardziej normalne) niestety w sposób niszczący innych (zmuszanie, „włoski strajk” i szybkie karanie ) .

    Jak już wspominałam wcześniej , w odpowiedzi na Trójkąt Dramatyczny została stworzona koncepcja Trójkąta Wygrywającego – czyli zamiast powtarzającego się dramatu w relacjach , tworzenie relacji typu : ja wygrywam i ty wygrywasz. Aby tak mogło się stać, Prześladowca musi się stać Asertywnym. Dzięki temu nadal może dbać o swoje potrzeby, ale będzie to robił w sposób który nie krzywdzi innych .

    Jak to zmienić ?

    Jeżeli bliskie ci jest narzucanie swojej woli i swojego zdania to :

    To podstawowym zadaniem jest zrozumienie że agresywność nie jest asertywnością , że prawa, opinie, uczucia , potrzeby tej drugiej osoby są tak samo ważne jak twoje
    Najważniejsze umiejętności do wyćwiczenia to:
    NAUCZYĆ SIĘ NAPRAWDĘ PROSIĆ ( w miejsce narzucania swojej woli)
    NAUCZYĆ SIĘ PRZYJMOWAĆ CUDZE NIE ( wiąże się to ze zrozumienie że prośba nie jest żądaniem , że prośba zakłada, że druga osoba ma wybór a to znaczy, że czasami powie ci „nie”

    Chodzi więc o większą świadomość tego że jesteśmy równi, ze druga osoba nie jest naszym niewolnikiem , że ma prawo się zgodzić lub nie zgodzić , a jeżeli się nie zgodzi, to moim obowiązkiem jest albo znaleźć kompromis, albo samemu sięo siebie zatroszczyć, albo poprosić o pomoc kogoś innego.

    Jeżeli bliskie ci są uniki to:

    To podstawą jest poznanie swoich praw i korzystanie z nich bez przysłowiowego owijania w bawełnę.
    Najważniejsze do wyćwiczenia to :
    NAUCZYĆ SIĘ OTWARTEGO MÓWIENIA „NIE”
    NAUCZYĆ SIĘ OTWARTEGO WYRAŻANIA SIEBIE – swoich swoich priorytetów , preferencji , opinii, marzeń

    Jeżeli bliskie ci jest szybkie karanie/potępianie

    do nauczenia jest stopniowanie swojej reakcji czyli wyjście poza schemat biało-czarny .Obrazowo mówiąc, chodzi o to, aby zaczynać od dawania żółtej kartki a nie od razu czerwonej kartki czyli
    NAUCZYĆ SIĘ STOPNIOWEGO INFORMOWANIA O SWOIM NIEZADOWOLENIU – swojej frustracji / złości na irytujące zachowanie
    (oczywiście są sytuacje wyjątkowe, gdzie przysłowiowa czerwona karta jest właściwa od razu np przy przemocy fizycznej)

    Podsumowując – stanie się asertywnym pozwala zamienić Trójkąt Dramatyczny w Trójkąt Wygrywający, czego życzę każdemu DDA, który dostrzega w sobie jakiś cień prześladowcy"
  • 31.10.17, 13:46
    Albo to:

    "Pytania wzmacniające dbanie o swoją asertywność

    Gdybyś miała kiedyś odwagę liczyć się ze swoimi potrzebami to ….. (?)

    Gdybyś miała teraz odwagę liczyć się ze swoimi potrzebami to …… (?)

    Pomijanie swoich potrzeb kiedyś spowodowało że ….. (?)

    Pomijanie swoich potrzeb teraz powoduje że ……… (?)

    odpowiedz najlepiej pisemnie na przedstawione pytania , a zrobisz znaczący krok w kierunku uwzględniania swojego dobra w Twoim dorosłym życiu.

    Poniżej w ramach przypomnienia załączam listę najważniejszych potrzeb – czy jesteś ich świadomy?
    POTRZEBY FIZYCZNE
    snu
    jedzenia
    ubrania
    sprawności fizycznej
    schronienia
    seksu/ fizycznej bliskości
    zdrowia

    POTRZEBY INTELEKTUALNE
    poznania
    wiedzy
    wyzwania
    znaczenia intelektualnego

    POTRZEBY EMOCJONALNE
    radości
    zabawy
    miłości
    akceptacji
    przynależności
    zainteresowania społecznego

    POTRZEBY DUCHOWE
    samorealizacji
    twórczej miłości
    odpowiedzialności za siebie
    bycia potrzebnym
    sensu życia
    mocy osobistej

    człowiek posiada też potrzebę bezpieczeństwa która wynika z przynajmniej częściowego zaspokojenia potrzeb w tych czterech obszarach

    więcej refleksji o potrzebach znajdziesz w biuletynie dla DDA Pięknie żyć pomimo – Poczucie szczęścia a zrównoważone zaspokajanie swoich potrzeb"
  • 01.11.17, 10:53
    Jeśli problem alkoholowy może rzutować na trzecie pokolenie to całkiem niewykluczone, że i mnie dotyczą konsekwencje ale także i mojego brata w takim razie. Mój ojciec jest DDA. Właśnie "rozwala"(takiego użył słowa)swoje drugie małżeństwo ponieważ jego żona stała się "lodówką". Cokolwiek się pod tym kryje widzę, że nie starał się dociec i zrozumieć przyczyn tego, że ktoś mu bliski stał się lodówką oraz zastanowić się czy nic nie można już zrobić? Tylko taki w gorącej wodzie kąpany już do adwokata.
  • 01.11.17, 12:33
    koszmarna.zona81 napisał(a):

    > Właśnie "rozwala"(takiego użył słowa)swoje drugie małżeństw
    > o ponieważ jego żona stała się "lodówką". Cokolwiek się pod tym kryje widzę, że
    > nie starał się dociec i zrozumieć przyczyn tego, że ktoś mu bliski stał się lo
    > dówką oraz zastanowić się czy nic nie można już zrobić? Tylko taki w gorącej wo
    > dzie kąpany już do adwokata.

    Ale to jego życie, i jego problemy, nie Twoje. Daj mu przeżyć życie tak jak chce. Nie angażuj się, nie wysłuchuj, nie doradzaj. To dorosły człowiek.
  • 01.11.17, 22:02
    Nie cieszyłam się nigdy, że ma inną rodzinę, dzieci w drugim zwiazku maja mojego tate, a ja mam tylko smutną mamę z depresją na dodatek. Rozwodząc się mój ojciec rozwiódł się też i z nami i nie miał czasu już dla nas. Mój brat w ogóle nie ma czasu dla mojego ojca teraz. Mojemu ojcu nawet jakbym próbowała to nie da się tłumaczyć niczego. Z tatą najlepiej w rozmowie tylko przytakiwać i lepiej za wiele nie mówić bo się obraża. Nie mam z tatą dobrych relacji i pewnie dlatego chciałabym za wszelką cenę aby choć moje córki miały ze swoim tatą porozumienie.
  • 02.11.17, 10:57
    Sądzę, że powinnaś na terapii przepracować najpierw swoje relacje z ojcem, i przede wszystkim swój żal do niego bo to Ci trochę się miesza z twoim obecnym związkiem. Moim zdaniem przenosisz żal do własnego ojca na swego męża. W małżeństwie nie jesteś już w roli dziecka, które lubi kolorowanki z tatą, jesteś w innej roli - partnerskiej. Nie utożsamiaj się ze swymi dziećmi. Ty możesz i masz prawo narzucać mężowi zadania domowe z pozycji równoprawnej, tylko musisz tę rolę zaakceptować, ty masz prawo uzgadniać z mężem rozmaite domowe sprawy i obowiązki. Przeraziły mnie te twoje słowa: "na męża wiecznie przebywajacego w garażu miałam taki sposób, że zwyczajnie nie było mnie w domu tak samo jak i jego. Aż któregoś dnia poskarżył się na mnie przy znajomych i od tamtej pory rezygnowałam z przyjemności, obowiązki pozostały".
    Dlaczego nie umiecie wypośrodkować między obowiązkami i przyjemnościami? Ty rezygnujesz z własnych przyjemności przez jedno zdanie męża? Dlaczego mąż komunikuje się z Tobą poprzez znajomych, a nie w bezpośredniej rozmowie z Tobą?
    Zwróciło też moją uwagę, że jesteś osobą wręcz łaknącą wskazówek, pouczeń itp, osobą która nie ma dystansu do zdania innych, to jest widoczne i tu na forum i w tym co opisujesz. Musisz budować poczucie własnej wartości nie oparte o zdanie innych, tylko o własne sukcesy, a z tego co piszesz półsłówkami wynika, że masz ich całkiem sporo i naprawdę warto je kontynuować i budować na nich. W tym również pomoże Ci dobra terapia. To konieczne dla dobra nie tylko waszego małżeństwa, ale również po to abyście nie wychowywali dzieci w takim chaosie emocjonalnym i braku prostej i jasnej komunikacji. Życzę Wam powodzenia!
  • 03.11.17, 14:00
    a dlaczego stałaś się sfrustrowanym niewolnikiem malowanek i jeszcze na dodatek mąż również ma nim być? zrób michę pop cornu i sama z dzieciakami pośmiej się przy "Maszy" lub innych kreskówkach. Co się niby stanie jeśli w listopadowe wieczory rodzina się trochę poleni i pośmieje?? Nadejdą lipcowe wakacyjne dni, gdy dzieciaki zapomną o telewizji. a jak chcesz żeby było bardziej "edukacyjne" to puść po angielsku. no co!, przecież muszą się osłuchać.
    albo włącz muzykę jaką tam lubicie i szalej z dzieciakami, albo niech lepią ciastolinę na podłodze a ty poczytaj. albo razem poczytajcie.
    Mój mąż kiedyś bardzo zapracowany i wiecznie śpiący został kiedyś "śpiącym niedźwiedziem" w jaskini, a małe wiewiórki budowały mu jaskinię z kocyków i poduszek. on chrapał a córki miały świetną zabawę.
    Teraz jest ci trudno, ale popatrz na cała sytuację trochę inaczej. Nie bądź niewolnikiem jakiś głupich wyobrażeń o idealnej rodzinie i odpuść sobie, mężowi i dzieciom.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.