Dodaj do ulubionych

strach przed świętami

19.12.17, 10:41
jak co roku, kiedy przychodzą święta BN to jest to dla mnie ogromnie traumatyczne przeżycie, takie oczekiwanie co tym razem przykrego się wydarzy? jakiego rodzaju kalumnie będą na mnie zrzucane. kiedy żył ojciec, to on były winny wszystkiemu, kiedy zmarł okazało się, ze radość świat nie wróciła, strach był taki sam, awantury takie same, tym razem winna była babcia (mama mamy) i poniekąd ja z siostrą. Kiedy zabrakło babci winna jestem ja i siostra. Całe życie wigilia była najokropniejszym dniem w roku, takim , którego bałam się od połowy listopada, zresztą co roku okazywało się , ze słusznie. Zresztą inne wizyty u mamy , prawie każda takze jest nieprzyjemna. Mam zostałą sama znów zaprosiła nas na Wigilię, tym razem poproiła, zebyśmy przenocowali. Nie nocujemy u niej od ponad 2 lat, od czasu, kiedy bardzo zmęczona po całym dniu załatwiania pogrzebu i zrobieniu kilkuset km samochodem, podejmowaniem wielu różnych decyzji z tym związanych, żeby każdy w rodzinie był zadowolony chciałąm się u niej przenocować, ona zrobiła wtedy ogromną awanturę o jakiś drobiazg (hyba, że dzieci nie mówią wieczorem pacierza przed snem). w tym roku mąż powiedział dość, zaproponował , że możemy pojechać w I dzień świąt.
strach mnie nie opuścił, bo ja BOJĘ się zadzwonić do mamy z ta informacją, mąż zwleka (zwykle każdą sprawę odwleka albo zrzuca na mnie). Co mogę zrobić , zeby pozbyć się tego strachu, znamjej awantury, straszenie, miewałam już nawet telefony od znajomych mamy, ze POWINNAm być dla mamy lepsza, odwiedzać ja i w ten deseń, w sytuacjach kiedy nie dotyczyło to swiąt.
nie potrafię się odciąć, nie myśleć. Mam wrażenie, ze otoczenie wyczuwa, ze jestem psychicznie słaba, stąd mąż oznajmia mi info o podziale świąt i nie chce zadzwonić do mamy, bo chce to zrzucić na mnie, dzieci mnie pytają gzie spędzamy swięta, ludzie z otoczenia dzwonią z powinnością aby mnie upomnieć do mnie, do siostry nie dzwonią. Mama przyszłą kiedyś do mojej pracy, żeby powiedzieć mojemu szefowi jaka jestem niedobra, mama zadzwoniła do mnie nawet z awanturą, ze moja siostra jej nie zabrała, kiedy do mnie jechała. jestem kłębkiem nerwów, nie potrafię sobie z tym poradzić. Jeśli pojedziemy w I dzień swiąt będzie foch , i obraza, ze nie w Wigilie, jeśliby nawet miała to byc Wigilia wspólnie spędzona byłby foch, ze nie zostajemy na I dzień swiąt. zawsze źle, cokolwiek bym nie zadecydował ZAWSZE jest źle. nie potrafię już dać sobie z tym rady. Napiszcie mi cokolwiek, proszę
Edytor zaawansowany
  • allut5 19.12.17, 11:03
    Byłaś na terapii dla DDD? To twój obowiązek. Do takich osób jak twoja matka się nie jeździ i tyle.
    Bez terapii nic ci się nie zmieni, a kto wie, czy po śmierci matki nie poszukasz sobie jakiejś innej agresorki by nadal mieć problem albo sama w jej buty wejdziesz.
    Przerwij to raz a dobrze.
    Terapia.
  • zosia_1 19.12.17, 11:39
    chodzę na terapię, bardzo wiele miałam i mam do przepracowania. Na tyle dałam radę , że prosiłam męża , aby on zadzwonił do mamy i jej powiedział co i jak i nie wciągał mnie w swoje argumenty, bo ja i tak jestem już do granic obciążona. Mąż zadzwonił i powiedział, że przyjeżdżamy w I dzień świąt. spokoju jednak nie zaznałam, bo niestety, znam mamę. dziękuję za reakcję
  • morekac 19.12.17, 19:40
    I tego się trzymaj. I wiesz - gdyby twoja mama zaczęła coś mówić na temat tego, jak bardzo niedobrą córką jesteś - po prostu wyjdźcie i wróćcie do domu.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • morekac 20.12.17, 12:28
    Przeczytałam dalej: nie jedź wcale.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • barbbien2 24.12.17, 01:38
    Mam taką siostrę...bardzo dobrze rozumiem jak sie czujesz. Ja postawilam na swoim...krótkie ultimatum...jeszcze jedna awantura i bedziesz sama spedzała święta. Lub coś w stylu ...jestem mężatką, moj pierwszy obowiązek to moja rodzina i bedziemy u ciebie w drugi dzien swiąt chyba ze masz inne plany. Spokojnie i stanowczo. Bez emocji. Powodzenia.
  • miedzymorze 19.12.17, 11:07
    Odwagi ;)
    mąż zaproponował 1. dzień świąt na odwiedziny ? Super, bądź posłuszną żoną i się zgódź ;) Dzieciom już dzisiaj powiedz, że wigilia w domu, 1szy dzień świąt jedziecie do babci. Boisz się zadzwonić to wyślij SMS z informacją, że MĄŻ tak zdecydował.

    'Życzliwym' znajomym uprzejmie odpowiadaj że jesteś dla mamy tak dobra, jak ona dla Ciebie i w ramach prezentu świątecznego dla siebie zmień numer, takie uwagi z ich strony to już nawet nie wścibstwo, to totalne chamstwo.

    Aha, nie ma czegoś takiego 'jak słaba psychika' natomiast są osobniki toksyczne i taka zapewne jest Twoja mama, niestety ponieważ byłaś 'truta' od dzieciństwa, to reagujesz na jej podłość a ona to wykorzystuje.
    Jeśli bardzo się denerwujesz, idź do lekarza i poproś o jakieś łagodne środki uspokajające

    pozdr,
    mi
  • zosia_1 19.12.17, 11:41
    "Odwagi" - właśnie tego mi potrzeba, naprawdę. Czuję ię jak dziecko , które czeka na ciężkie lanie, ten strach, nie potrafię sobie z nim poradzić mimo terapii
  • allut5 19.12.17, 11:47
    Myślę, że powinnaś się wkurzyć wreszcie na matkę. Tak porządnie nawet do furiackiego wścieku, żeby się nić "przejmowania się mamusią" przerwała.
  • zosia_1 19.12.17, 12:35
    to są wieloletnie utrwalone dysfunkcja, funkcje w rodzinie, taka patologia. Kiedy wpadałam w złość, to ja byłam przekonywana o histeryzowaniu. Kiedy mama powyrzucała mi rzeczy z domu na śmietnik, to następnego dnia dzwoniła babcia i pytała dlaczego ja się tak zachowuję (!!) i dlaczego ja (!!) do mamy nie zwonię, że to przecież mam, ze ona taka jest i ja nie powinnam się na nią obrażać, złości i denerwować- to trwało tyle lat, nie potrafię sobie z tym poradzić, ba kiedy zdecydowałam się się komuś o takich historiach powiedzieć, bo w rodzinie jak widać wsparcia nie miałam, to słyszałąm, ze to niemożliwe co opowiadam, bo nie wyobrazają sobei mojej mamy , onataka, fajna, poza tym matki tak nie robią. bylam skołowana
  • allut5 19.12.17, 12:49
    narcystycznirodzice.blogspot.com/2015/12/narcystyczna-rodzina-czesc-5-i-ostatnia.html
  • zosia_1 19.12.17, 13:41
    dziękuję, przeczytałam z uwagą, czytam wiele podobnych publikacji, niestety, w niektórych sytuacjach np. święta BN nie potrafię opanować strachu, być może z tego powodu, że każde święta były wg. podobnego schematu, niepewność, strach, awantura w święta, jej płacz, różne dziwne akcje, nie wiadomo było nigdy co się wydarzy za chwilę, co się wydarzy tym razem. nie potrafię sobie z tym poradzić
  • zuzi.1 19.12.17, 19:47
    Zosia, źle zrobil mąż, wy nie powinniście do niej wcale jeździć. A mąż, powinien ja kilka razy tak porządnie opieprzyc, żeby jej z wrażenia kapcia pospadaly. Przestańcie tańczyć, jak ta wariatka wam zagra. Takiego człowieka powinno sie od siebie odseparować calkowicie. Ile krzywdy ona tobie wyrzadzila, jaka schedę od niej dostałaś i dalej do niej jeździsz, a jesteś klebkiem nerwów, w imię czego to robisz sie pytam? Maz nie ma jaj, zeby jej powiedziec, ze to koniec kontaktów? Ludzie przestańcie na sile utrzymywac kontakty z mocno toksycznymi, zaburzonymi ludźmi....nie róbcie sobie i dziecko krzywdy. Te kontakty to jak AUTOAGRESJA sa, po co one sa wam??? Na plaster, na nic więcej.
  • ortolann 22.12.17, 09:23
    Ale mąż nie jest jej dzieckiem, to autorka jest jej dzieckiem. I to raczej na niej spoczywa "obowiązek" opieprzenia matki. Moim zdaniem obejdzie się bez tego. Po prostu: jesteście chorzy. Wszyscy. Gorączka, sr.aczka, katar - by wszystko na raz. I nie jedziecie. To rada na te święta. A na następne może wzmocnisz się na tyle, żeby wprost powiedziec matce, że jest nieznosną manipulantką i terrorystką.
    I nie mów, że mąż na Ciebie zrzuca, bo to była Twoja rola poinformować matkę, że do niej nie pojedziecie. I poza wszystkim, to on to zrobił i można raczej powiedzieć, że w tej sytuacji to Ty zrzucasz na niego.

    --
    [url=http://smayliki.ru/smilie-1038114855.html][img]http://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif[/img][/url]
  • zosia_1 22.12.17, 20:37
    Tak, zrzucać za radą terapeutki, która mnie zna i wie jak reaguję, jak nie daję sobie z tym rady, więc mi tu nie piszcie proszę, że sama mam brać wszystko na klatę, bo od nadodpowiedzialności i brania wszystkiego na siebie w pewnym momencie przeszłam depresję.
  • alpepe 19.12.17, 16:03
    Słuchaj, daj mi na priva numer twojej mamy, ja się przedstawię jako znajoma, powiem, że macie ty i mąż zapalenie krtani, więc ja dzwonię i ja to dla ciebie odpuszczę, tylko daj mi znać na forum, bo zwykle nie wchodzę na pocztę.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • alpepe 19.12.17, 16:04
    ja to dla ciebie odmówię, miało być.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • emett105 19.12.17, 16:33
    Nie pocieszę cię. Nie pogłaszczę. I nie wesprę.
    Jesteś aktualnie moim ojcem. Twoja matka jest moją babcią. Mój ojciec w tej chwili leży w szpitalui jest mu totalnie wszystko jedno, czy przeżyje, czy umrze. Całe życie poddawał się temu horrorowi, wszyscy tańczyli, jak ta baba zagrała, a teraz ojciec ma wyniki w normie, a sam doprowadza się do śmierci. Moja babcia (od której się odcięłam całkowicie) wyprawia histerie, że jak ojciec umrze, to ta ku... (moja matka) zagarnie majątek. Mój ojciec nie jest bardzo chory. Jest totalnie zniszczony. Jego psychika jest w takiej rozsypce, że jest mu wszystko jedno, czy odetną mu nogi, czy zapije się na śmierć, czy stanie się obciążeniem dla mnie, dla matki, dla mojego brata.
    Moja matka jak zwykle wszystko bierze na swoje barki.

    Jedno jest pewne. Wybierasz matkę zamiast swoich dzieci. Przejmujesz się bardziej swoją matką niż swoimi dziećmi. Boisz się bardziej o swoją matkę niż o swoje dzieci. Boisz się bardziej matki niż tego, że np. twoje dzieci ciężko zachorują. Jak twoje dziecko zachoruje, to nie dostaniesz takich palpitacji serca, nie będziesz tygodniami umierać ze strachu. I serio - twoje dzieci jako dorosłe osoby ci tego nie wybaczą. Piszę jako to dziecko. Zniszczone każde święta, strach przed odpałami babci, strach przed odpałami ojca z powodu odpałów babci. A teraz strach, że chociaż się odcięłam od tego wszystkiego, to znowu jestem w to wplątywana.

    Nigdy, przenigdy bym swoim dzieciom nie chciała robić takiego horroru z życia.

    Uważam, że zamiast do niej jechać, powinnaś to olać. Wyjechać. Zostawić ją samą. Wyłączyć telefon. Odciąć się. Jeśli tego nie zrobisz - wybierasz matkę, a nie dzieci.

    Pewnie mnie wszyscy za to zjadą, za te słowa, ale uważam, ze takie osoby, jak twoja matka, są jak rak. Albo się je odetnie i przeprowadzi chemio i radioterapię, albo ten rak zje wszystko - cały organizm, całą twoją rodzinę, nawet po jej śmierci. Przerzucasz odpowiedzialność na męża, bo tak się jej boisz. Zaraz będziesz przerzucać na dzieci. Pewnie już to robisz. Zapytaj swoich dzieci, czy ci kiedyś to wybaczą. Ja swoim rodzicom nie wybaczę tego nigdy.
  • wagonetka 19.12.17, 17:04
    emett105 napisała:

    > Pewnie mnie wszyscy za to zjadą

    ja cię nie "zjadę", bo myślę dokładnie tak, jak ty

  • aqua48 19.12.17, 17:33
    wagonetka napisał(a):

    > emett105 napisała:
    >
    > > Pewnie mnie wszyscy za to zjadą
    >
    > ja cię nie "zjadę", bo myślę dokładnie tak, jak ty

    Ja też, własne dzieci powinny być priorytetem dla autorki. To ona jest teraz matką.
    >
  • verdana 19.12.17, 17:05
    Robisz błąd. Amputacja po kawałku. Nie masz żadnego obowiązku jeździć do matki, skoro matka jest dla Ciebie niedobra i tak Cię denerwuje, że nie śpisz ze strachu przed Wigilią. Jeśli sama nie masz odwagi, poproś męża, aby zadzwonił i oznajmił, zę nie przyjeżdżacie na święta. Jak matka zapyta dlaczego - najlepiej, aby powiedział, zę nie godzi się na święta w domu, gdzie jego zona jest źle traktowana i tyle. Wobec tego, ze foch będzie tak czy inaczej, zapewnij rodzinie i sobie miłe święta i nie odwiedzaj matki. I nie miej wyrzutów sumienia, mama na to sobie sumiennie zapracowała. Na uwagi obcych ludzi odpowiadaj "Zadecydowałam, że nie jadę, nie życzę sobie komentarzy". Póki tego nie przerwiesz, będziesz co roku sie denerwować, zastanawiać sie, co ludzie powiedzą. A prawda jest taka, ze jak raz sie postawisz, matce na ew. awanturę telefoniczną powiesz, że masz dosyć pomiatania sobą i że decyzji nie zmienisz (albo po prostu na poczatku awantury odłożysz słuchawkę), to szansa ze matka po ataku wściekłości i opowiedzeniu wszystkim, jaka jesteś wredna jednak sie zastanowi. A jak nie, to i tak jesteś wygrana. Masz fajne święta i w tym roku i w perspektywie.
  • zosia_1 19.12.17, 17:29
    Dziękuję Verdana i alpepe za chęć pomocy. Mąż postanowił, że jedziemy w pierwszy dzień świąt i oznajmił to mamie. Macie rację i sama to wiem. Terapia pozwoliła mi na tyle aby w miarę normalnie ustalić święta z mężem bez awantur i skakania wobec tego, żeby mama była zadowolona, choć nie udało się to nigdy. Jest mi trochę lepiej, idę lepuć pierogi.
  • ola_dom 19.12.17, 20:01
    verdana napisała:

    > Nie masz żadnego obowiązku jeździć do matki, skoro matka jest dla Ciebie niedobra
    > i tak Cię denerwuje, że nie śpisz ze strachu przed Wigilią.

    > Wobec tego, ze foch będzie tak czy inaczej, zapewnij rodzinie i sobie miłe święta
    > i nie odwiedzaj matki.


    > A prawda jest taka, ze jak raz sie postawisz, matce na ew. awanturę telefoniczną powiesz,
    > że masz dosyć pomiatania sobą i że decyzji nie zmienisz (albo po prostu na poczatku
    > awantury odłożysz słuchawkę), to szansa ze matka po ataku wściekłości i opowiedzeniu
    > wszystkim, jaka jesteś wredna jednak sie zastanowi.


    Zosiu - nie bez powodu pogrubiłam to, co napisała verdana.
    Ja się pod tym podpisuję Z DOŚWIADCZENIA. Jesteś na forum od jakiegoś czasu, więc być może znasz moją historię.

    Po pierwsze - choć wiem, że wydaje Ci się to niewyobrażalne, naprawdę nie masz obowiązku odwiedzać matki i pozwalać się tak traktować. Możesz nie pojechać do niej w święta. Naprawdę.
    Dla mnie to też było nie do wyobrażenia. Do pierwszego razu - aż mama się zwyczajnie doigrała.
    Ale ona przez całe lata bardzo dobrze wiedziała, że ja się nie odważę nie przyjechać w święta, nie odważę się postawić, nie odważę się przerwać rozmowy i wyjść, kiedy obraża mnie i mojego faceta. Aż w końcu tak się stało i mama zobaczyła, że jestem konsekwentna.
    I wiesz co - teraz mama bardzo się pilnuje i zachowuje tak, żeby nam obu było miło, nie tylko w święta.

    Po drugie - choćbyś zrobiła nie-wiadomo-co - mama i tak będzie niezadowolona i sfochowana. Więc oszczędź tę energię i zamiast się bezproduktywnie wypruwać na zadowolenie mamusi, zużyj ją na SWOJĄ rodzinę - męża i dzieci. I siebie. Jaki ma sens pchać wysiłki w to, co i tak wiesz, że pójdzie na marne? Gdzie tu logika?

    Co możesz zrobić? Jeśli mama do Ciebie dzwoni (moja nie dzwoniła, czekała sfochowana na mój telefon), możesz odpowiedzieć na jej pretensje to, co doradziła verdana - że masz już dosyć takiego traktowania i pomiatania, że nie będziesz się na to więcej godzić i że jeśli mama chce rozmawiać, to ma Cię dobrze traktować. Możesz sobie to przećwiczyć, nawet spisać - i nie przejmować się, że będziesz się jąkać i zacinać (wiem, że pojawia się i taka irracjonalna obawa). I że odkładasz słuchawkę i że będziesz tak robić za każdym razem, kiedy mama tylko zacznie Cię obrażać/oskarżać/zalewać pretensjami/etc. (każda z mam ma swój ulubiony repertuar).

    I jeszcze bardzo ważne jest to, co napisała emett - ZADBAJ O SWOJE DZIECI. Czy matka naprawdę jest dla Ciebie ważniejsza od nich? Na razie niestety tak jest, choćbyś się zarzekała, że to nieprawda. Mamusia nade wszystko.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • zosia_1 19.12.17, 17:17
    Popłakałam się 😢,masz rację, we wszystkim
  • emett105 19.12.17, 17:30
    Niestety jest tak, że jeżeli cokolwiek ci się stanie, jeśli nawet ty w końcu się odetniesz, to ona przerzuci się na twoje dzieci. Ile dzieci mają lat? Nie odpuści im nigdy. Będzie wylewać na nie swoje żale, swój jad. To one będą się bały każdego telefonu, to je będzie zamęczać. Ja się odcięłam. Mojego brata zniszczyła. Zniszczyła jego i moją relację z nim.

    Nie wiem, czy mój ojciec dożyje do świąt. Przestał jeść. Chce umrzeć. Robi wszystko, żeby umrzeć. A ta podła, poda kobieta jest w stanie zamówić taksówkę i przejechać 200 km, żeby mu w ostatnich chwilach życie zatruć, żeby zrobić piekło w szpitalu. A potem ustawi się w pozycji Pierwszej Wdowy i będzie najbardziej cierpieć.

    Nie rób tego swojej rodzinie. Jesteś chyba jeszcze młoda, prawda? Ile masz lat? Ile lat mają dzieci? Nie rób tego swoim dzieciom. Nie rób im tego.
  • eriu 19.12.17, 19:23
    Zgadzam się z Dziewczynami: najlepiej wyjeździe z domu na święta. Odpocznij od matki. Wyłączcie wszystkie telefony. Kup kartę z nowym numerem telefonu gdybyś chciała do kogoś zadzwonić i złożyć życzenia (ale nikomu z otoczenia matki). Nie bądźcie w domu, żeby nie mogła przyjechać i Was dręczyć. Twojej najbliższej rodzinie i Tobie należą się spokojne święta. Czasami najlepszą rzeczą jest się odciąć.

    --
    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
    66/93/95
  • ola_dom 19.12.17, 19:41
    emett105 napisała:

    > Pewnie mnie wszyscy za to zjadą, za te słowa, ale uważam, ze takie osoby, jak
    > twoja matka, są jak rak.

    Emett, ciekawa byłam, co u Ciebie, bo Twoją historię trudno zapomnieć.
    Masz 100% racji w każdym słowie i Zosia powinna nauczyć się tego postu na pamięć.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • emett105 19.12.17, 20:48
    U mnie jest spokojnie. Po prostu - spokojnie. Nawet teraz, kiedy jest bardzo trudna sytuacja z moim ojcem - jestem spokojna.
    Jak się człowiek odetnie (ja jestem odcięta od babci od ponad dwóch lat), to sam nie wierzy w to, jak to możliwe, że ktoś inny jest w stanie wywołać aż takie emocje u innych, taki strach, taką agresję, chęć mordu lub walnięcia samochodem w drzewo.
    Są osoby, które można ustawić i jakoś z nimi kontakt utrzymywać. A są takie, jak moja babcia, do których po odcięciu nie można się nawet zbliżyć.
    Wiem, że jeszcze kiedyś będę musiała ją zobaczyć. Jednak najchętniej chciałabym ją zobaczyć już tylko tylko na pogrzebie. Jej pogrzebie.
  • ola_dom 19.12.17, 21:21
    emett105 napisała:

    > Wiem, że jeszcze kiedyś będę musiała ją zobaczyć. Jednak najchętniej chciałabym
    > ją zobaczyć już tylko tylko na pogrzebie. Jej pogrzebie.

    Wiesz, jaką miałam pierwszą myśl? Że powinnaś sobie na tę okazję specjalnie kupić nowy czarny stanik... (tę historię także trudno zapomnieć).
    Życzę Ci, żebyś nie musiała wcześniej spotykać babci. I tak nic, NIC, ABSOLUTNIE NIC dobrego z takiego spotkania by nie wynikło, nie ma na to cienia szans.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • emett105 20.12.17, 08:54
    Najbardziej boję się tego, że własnie pierwszy umrze mój ojciec. I sytuacja ze stanikiem się w jej wydaniu powtórzy...
  • ola_dom 20.12.17, 10:26
    emett105 napisała:

    > Najbardziej boję się tego, że własnie pierwszy umrze mój ojciec. I sytuacja ze
    > stanikiem się w jej wydaniu powtórzy...

    O rany, no tak... Jakoś nie pomieściło mi się w głowie, że to przecież tato może odejść pierwszy, więc i spotkanie z babcią będzie nieuniknione...:/. O całej reszcie nie wspominając.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • nalki 19.12.17, 20:50
    Co zrobić
    1. leczyć nerwicę lękową i przejść terapię stresu pourazowego
    2. olać przemocową mamunię całkowicie i zająć się byciem faktyczną matką dla własnych dzieci, a nie mimozą której nie mogą być pewne czy znowu nie "przeżywa"
    3. zacząć podejmować konkretne decyzje typu "nie, nie przyjeżdżamy na święta, pa", "nie, mam inne plany nie będzie mnie, pa", "ale o co ty pytasz, przecież to nie twoja sprawa", oraz takie prozaiczne jak nie odbieranie telefonów od osób z którymi nie masz ochoty gadać, ewentualnie możesz podyktować matce nr telefonu do psychiatry by tam zadzwoniła.
  • nalki 19.12.17, 21:00
    w świecie twojej matki nie szanuje się ludzi którzy ulegają. ty jej ulegasz więc będzie po tobie jeździć jak po burej suce.
    twój mąż też głupi że się zgodził jechać na drugi dzień świąt. nie powinniście tam się pokazywać przez najbliższe 5 lat. a telefony od matki nie odbierać przynajmniej rok. aż zacznie się nagrywać na sekretarkę pokornym głosem. wtedy odbierać co trzeci. słuchać bez komentowania, nie tłumaczyć się, nie opowiadać o sobie, odpowiadać zdawkowo. I ten styl utrzymać na resztę życia. Bo matka się nie zmieni. Ale ty powinnaś. Jak nie umiesz dla siebie to zrób to dla własnych dzieci. Bo one już ponoszą koszty twoich uporczywych masochistycznych uzależnieniowych kontaktów. A co te dzieci winne że ty nie umiesz olać toksycznej osoby? Mają nieść swój krzyż za ciebie? Przerwij to w swoim pokoleniu, nie tresuj ich w kontynuowaniu rodzinnej toksyny. Choć to wszystko powinnaś robić DLA SIEBIE, być dla siebie wystarczająco ważna by się nie podkładać do gnojenia nikomu. Wtedy dzieci uczy dobry przykład i nie są pionkami w problemach rodziców.
  • zosia_1 19.12.17, 23:21
    Dzieci, one są ważne, to będzie dla mnie ważne, dziś ulepiłam pierogi. Bo jutro idę z nimi do kina, bo im zależy, w domu zrobię później. Jesteśmy z mężem parą frajerów, tak to widzę, ludzi o bardzo miękkim sercu. Zupełnie inaczej postrzegam siostrę i jej męża, powiedziałabym, że wręcz odwrotnie, mocno zagubiona jestem. Czy w wieku 37 lat uda mi się zmienić schematy myśleniowe, przestać jechać na poczuciu winy, a zamienić na myślenie, że jestem krzywdzona ja a nie odwrotnie. ? to mi zaprząta głowę. Czuje się w tej kwestii - zmiany s chematu myślenia jak niepełnosprawny umysłowo, nie mogę się tego nauczyć
  • fusun1804 20.12.17, 00:31
    Zosiu, ja mam jeszcze jedno pytanie. Jak wyglądało Twoje dzieciństwo? Jak matka Cie traktowała gdy byłaś dzieckiem?
  • zosia_1 20.12.17, 09:53
    ten strach, który towarzyszy mi przed każdymi świętami , szczególnie BN nie wziął się znikąd. Żadne święta w dzieciństwie nie były fajne, zawsze awantura, rozkręcona prez mamę, kilka lat pod rząd bywałam na Wigilii u dziadkó, tam zawsze był bałagan, potrawy 2 na krzyż i niedopieszczone, ale był spokój i atmosfera ok. Chwaliłąm sobie spokój, ale podskórnie zastanawiałam sie co w domu.
    moja mam to narcyzka albo osoba ze spektrum zaburzeń borderline, zawsze taka była, na zewnątrz miła, uśmiechnięta, towarzyska , a w domu w zależności od humoru i nastroju. nigdy nie wiadomo jaki bezie miała humor, jak byłą smutna, to każdy powinien z nią płakać, jak ona pracowała, to kazdy z domowników powinien pracować bez wzgledu na samopoczucie. Najlepiej było jak ona była chora, bo wtedy każdy z nas mógł również nic nie robić. Taka huśtawka nastrojów, przeplatane z awanturami, straszeniem samobójstwem , udowadnianiem , że wszystko dzięki niej. Ale też mocno nie w porządku było to, że rodzina tj ojciec czy babcia (matka matki) ja tłumaczyli , ze ona taka jest, no co zrobisz,itp i nie stawiali sie, a kiedy ja próbowałam to byłąm pacyfikowana przez resztę rodziny. Ten brak stawiania granic dla jej zachowań przez lata spowodował ,jak przy każdym przemocowcu, że była przy każdej awanturze straszniejsza. A kiedy jej jazdy się kończyły wracała do sowich cudownych zachowań i uważała, że nic się nie dzieje, że wszytsko w porządku i o co mi chodzi, przecież ludzie się kłócą i to normalne. A na moje uwagi , ze kwestia kłótni , sprzeczki czy różnicy poglądów to zupełnie co innego niz jej zachowania, agresja , to ona przytaczałą mi na biegu kilka historyjek jedna po drugiej patologicznych zachowań w innym rodzinach, przekonujac mnie,ze to jednak jest normalne, ze np. w jednej rodzinie to syn pobił matkę i co z tego, jakoś sie odzywają, a ja tu jakieś halo mam, że ona pokrzyczała (przez dzień i noc np trwała awantura) a zresztą to ona tylko prawdę mówiła. Oczywiście historyjka z pobiciem matki przez syna w innej rodzinie byłą dowodem, ze tak jest wszędzie z zastrzeżeniem, że jej jako matki tzreba słuchać no i oczywiście żadne bicie a nawet krzyk w jej stronę jest absolutnie niemożliwy. Matka dla mnie małej dziewczynki byłą dobra w sensie , ze dbała, jak wygladam , czytała książki jako jedna z nielicznych w tamtym czasie . Ale również sama generowała problemy, aby później je rozwiązywać, co było przykłądem jak świetnie dba i rozwiązuje kłopoty.
    Jak byłam troche starsza, zorientowałąm się, że jej zachowania są raczej po to ,ze my , dzieci jesteśmy jej wizytówką, dlatego powinniśmy być: ładne, grzeczne, ieć sliczne sukienki, bluzeczki, żeby każdy widział jako ona o nas dna. Zorientowała się też kiedy miałam kilkanaście lat, ze ona manipuluje nami, wykorzystuje nas. To było okropne, kiedy pokłóciła się z ojcem jechała z nami do swojej teściowej na skargę i po drodze nas instruowała co mamy mówić babci na ojca, bo wiadomo,synowej moze nie uwierzą, ale dzieciom? to było okropne, bo juz wtedy orientowałam się, że nie wszytsko co każe móić było do końca prawdą. no i oczywiście w drodze powrotnej dostawałyśmy reprymendą, ze nie dość dobrze na ojca narzekałyśmy. Ojciec był całkiem fajny. mimo wszystko nie mogę się doońca odciąć, z natury jestem uległa, potrafię ciągle dawać szansę, wybaczam, wierzę w ludzi , ze chcą i umieją sie zmieniać. Czy jestem naiwna, ? jak to zmienić?
  • ola_dom 20.12.17, 10:12
    zosia_1 napisała:

    > jak to zmienić?

    Zosiu, a jak czytasz to, co wyżej napisałaś - to nie czujesz, że to Ciebie spotkała wielka, straszna krzywda?
    Pytam, bo mi np. bardzo dużo dało, kiedy właśnie zaczęłam o tym pisać - czy to tu, na forum, czy to w "dzienniczku", który sobie założyłam w ramach autoterapii, gdzie zapisywałam, co mi się przypomniało i co sobie uświadomiłam. Bo zauważyłam, że to bardzo łatwo i szybko umyka, i wpada się w utrwalony tryb myślenia, w poczucie winy. No i wtedy pomaga przeczytanie i przypomnienie sobie FAKTÓW. I tak w kółko, aż do skutku - aż zmienią się schematy myślowe.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • zosia_1 20.12.17, 10:36
    czuję, ale tez wtedy popadam w takie poczucie bycie ofiarą, i moja psycholog mówi, że to poczucie bycia ofiarą, użalanie się nad sobą to mój sposób wyuczony na ważność siebie, ze kiedy sie użalam jaką jestem skrzywdzona ktoś się nade mna pochyla i daje mi uwagę, bo tylko w taki sposób umiem się uważniać, w zdrowy sposób nie. Staram sie ztym walczyć
  • ola_dom 20.12.17, 10:46
    zosia_1 napisała:

    > czuję, ale tez wtedy popadam w takie poczucie bycie ofiarą, i moja psycholog
    > mówi, że to poczucie bycia ofiarą, użalanie się nad sobą to mój sposób wyuczony
    > na ważność siebie

    Zosia, wkurz się. Wku.rwij się maksymalnie, bo i czas najwyższy.
    Wyobraź sobie, że to, co spotkało Ciebie, spotyka Twoje dzieci - i zobacz, co poczujesz.

    Ja do dziś pamiętam moment, w którym pierwszy raz wkurzyłam się na matkę - i obraziłam się. Tak właśnie - obraziłam.
    Poczułam wreszcie, że to teraz moja kolej, żeby się obrazić, po tych wszystkich latach, kiedy musiałam koić fochy mojej mamusi i troszczyć się o jej obrażoną minkę i ton głosu.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • emett105 20.12.17, 10:17
    Przestań wierzyć w matkę. Zacznij wierzyć we własne dzieci. Na razie je krzywdzisz i może za kilka lat będziesz się zastanawiać, gdzie popełniłaś błąd, że nie chcą do ciebie przyjeżdżać. A możliwe zresztą, że będziesz tak zmęczona swoją matką, że nie będziesz usuniesz się w cień, kiedy ta zacznie atakować twoje dzieci. A zacznie. Zawsze zaczynają. Co wtedy zrobisz? Powstrzymasz ją, czy z ulgą przyjmiesz fakt, że jej jazdy rozkładają się na kilka osób? Gdy dzieci nie będą chciały dzwonić do babci na urodziny/imieniny/dzień babci, to będziesz im to przypominała setki razy, byle twoja matka nie robiła ci jazd? Nieważne, że będzie robiła dzieciom, bo zadzwoniły za wcześnie/za późno/z niewystarczającą ochotą w głosie?

    Dla nich jesteś swoją matką. Twojej matki nikt nie powstrzymał i sama nie miała ochoty niczego zmieniać. To był jej wybór. Ciebie też nikt nie powstrzymuje w twojej uległości wobec niej. To jest twój wybór.
  • zosia_1 20.12.17, 10:41
    ponieważ wiem jak jest matka pilnie obserwuję jej działania, i dzieci maja jasno powiedziane, ze jak babcia wpada w taki uciążliwy nastrój jak najbardziej nie muszą tego wysłuchiwać, że są dziećmi , a jak babcia chce załatwiać sprawy dorosłych to niech kontaktuje sie z dorosłymi. Jak kiedyś się jej postawiłam (wezwałam karetkę podczas jednej z awantur i była w szpitalu ) unikałam kontaktu, nie odbierałam telefonów, albo rzucałam słuchawką, to próbowała dzwonić do dzieci, zablokowałam jej nr w telefonie dziecka. Mam na to oko. ALe przecież sama wiesz jak bardzo trudno zupełnie się nie przejmować, widzę to w Twoim poście z 2015 r a to jest babcia, a ja mam taką matkę . Z matką człowiek był od zawsze naturalnie, z babcią , przynajmniej w moim wypadku, spędzam mniej czasu niż z matką
  • ola_dom 20.12.17, 10:52
    zosia_1 napisała:

    > ponieważ wiem jak jest matka pilnie obserwuję jej działania, i dzieci maja
    > jasno powiedziane, ze jak babcia wpada w taki uciążliwy nastrój
    > jak najbardziej nie muszą tego wysłuchiwać

    Tylko problem w tym, że dzieci nie uczą się na podstawie tego, co mają powiedziane, tylko tego, co widzą i słyszą we własnym domu.
    I to nie jest banał, tylko najbrutalniejsza prawda.
    Jak dzieci słyszą, że mają się babcią nie przejmować, a jednocześnie widzą, że mama sztywnieje na samą myśl o kontakcie z nią - to jeszcze gorzej, bo mają totalną niespójność (zapomniałam odpowiedniej nazwy na takie zjawisko, ale ono jest dobrze opisane). I przez to tracą rozeznanie, co jak być powinno.
    Potem będą miały takie pomieszanie, jak Ty - widziałaś i czułaś co innego, ale otoczenie Ci mówiło, że masz czuć inaczej, i że Twoje odczucia są błędne. Tego chcesz dla dzieci?
    Wykładami ich nie wychowasz. Przykładem - tak.

    Piszę to jako osoba wychowywana właśnie "wykładami".

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • allut5 20.12.17, 11:01
    Nałogi się leczy na odwyku. Życie z autorką uzależnioną od babki dla dzieci jest tym samym co życie z rodzicem pijakiem.
  • miedzymorze 20.12.17, 10:22
    >Ojciec był całkiem fajny. mimo wszystko nie mogę się doońca odciąć, z natury jestem uległa,
    natura nie jest niezmienna ;)

    >potrafię ciągle dawać szansę, wybaczam, wierzę w ludzi , ze chcą i umieją sie zmieniać.
    Zmienić możesz li i tylko swoje zachowanie, twoja matka będzie zawsze taka lub jeszcze gorsza.

    >Czy jestem naiwna, ?
    Raczej omotoana przez gierki swojej matki i cały czas usiłująca zasłużyć na jej uznanie.
    Nie jesteś matce nic winna, możesz spokojnie i bez wyrzutów sumienia układać życie swoje i swojej rodziny bez niej.

    >jak to zmienić?
    W blogu który ktoś przytaczał, była taka fajna prosta podpowiedź, żeby sobie spisać na kartce najgorsze odpały matki i w momencie kiedy próbuje cię znowu omotać przeczytac sobie na głos.
    Od siebie dodałabym, żeby przestać powtarzać sobie, że jesteś słaba czy tam że z mężem jesteście frajerami, bo wiesz, MÓZG słucha ;) Zmień to na 'łatwo nie będzie, ale damy radę' i skup się na swojej rodzinie ;)

    pozdr,
    mi
  • mtree 29.12.17, 22:34
    jejku no to wypisz wymaluj moja tesciowa co tak robi z moimi dziecmi I ze mna .Tzn juz nie zrobi nic bo jej powiedzialam ze niema wstepu do nas
  • emett105 20.12.17, 09:14
    Zosiu, moi rodzice schematy myślenia zmienili całkiem niedawno, dopiero po 60. Za późno, o wiele za późno.
    A zmienić je można w każdym wieku. Poczytaj moje posty, a w szczególności pierwszy wątek o mojej babci sprzed dwóch lat na emamie. forum.gazeta.pl/forum/w,567,158055550,158055550,Babcia_No_i_co_tu_zrobic_.html

    Ktoś, kto nie ma w pobliżu takiej osoby, nie zrozumie. Ktoś, kto taką ma, będzie wiedział, o co chodzi. Ja jestem wnuczką. Wnuczką, a zobacz, co mi fundowała. Jeśli nie zmienisz teraz schematu myślenia, to zepchniesz tę swoją matkę na twoje własne dzieci. Masz 37 lat, jesteś w moim wieku.
    Piszesz, że kiedyś był ojciec, potem babcia, a teraz ty z siostrą. Naturalną koleją rzeczy będą twoje dzieci. Gdy byłam dzieckiem, to babcia była dla mnie dobrą wróżką i nie rozumiałam, skąd się biorą awantury w mojej rodzinie. Wystarczyło, że zaczęłam dorastać, gdy stałam się nastolatką... W moje uszy był za każdym razem wpuszczany jad. W wieku 15 lat chciałam ją zabić. Uciekłam z jej domu, bo już sięgałam po nóż. Ja się uwolniłam, jestem silna psychicznie, ale mój brat został przez nią zatruty całkowicie.
    Jeśli teraz nie zmienisz schematów myśleniowych, jeśli się jej nie postawisz, nie uwolnisz, to oznacza jedno - nie kochasz swoich dzieci wystarczająco, bardziej kochasz matkę. Dla mnie to jest po prostu jasne. Wybierasz wygodę - wygodę strachu przed matką, zamiast odwagę dla dzieci. Z dziećmi pójdziesz do kina, będziesz lepić pierogi, będziesz zasłaniać się swoim miękkim sercem. I będziesz fundować im piekło z życia.
    Czytając o dzieciach molestowanych w dzieciństwie, o dzieciach alkoholików, gdy jedna osoba była zdrowa, a jednak trwała w takim układzie całe lata, patrzyła na krzywdę swoich dzieci - na pewno ją potępiasz, prawda? Zastanawiasz się, jak można wiedzieć o molestowaniu, jak można patrzeć na znęcanie się alkoholika albo psychopaty nad dzieckiem, które się niby kocha, i nie odejść? No własnie dokładnie tak.
  • zosia_1 20.12.17, 10:23
    średnio mam teraz czas, ale Twój post z linka czytam z otwartą buzią, szok, to jak o mojej mamie. coś nieprawdopodobnego.
  • emett105 20.12.17, 10:40
    W tym wątku jedna osoba napisała:
    "To doskonały przykład, dlaczego dzieci powinny być izolowane od dziadków/wujkow itp, którzy są potencjalnym zagrożeniem dla sfery psychicznej dziecka. Nie rozumiem, jak będąc samemu zniszczonym przez kogoś z rodziny, pozwala się na takie same działania wobec dzieci. Bo wypada? My mamy chronić dzieci, a nie wystawiać je na zagrożenie że str takiej babci..."

    Jak to czytam, to sama nie wierzę, że byłam wtedy w takim stanie. Urwałam kontakt całkowicie. Ta kobieta nie wie nawet, jak wyglądają teraz moje dzieci.
  • zosia_1 20.12.17, 10:45
    emett a jaką Ty masz matkę? piszesz o ojcu i babci, zawsze lubię słuchać o tym jakie są matki? ja ciągle się zastanawiam jaka powinna być matka, i ze od matki zależy niewyobrażalnie dużo
  • emett105 20.12.17, 11:16
    Moja matka była dokładnie taka, jak ty. Tylko była synową.
    Wychowana w bardzo dobrej rodzinie.
    Uległa, wierząca w poprawę, naprawiająca świat. Kochana, poświęcająca się, tolerancyjna. Moi znajomi przychodzili do niej, żeby się jej zwierzać z sercowych rozterek. Zawsze pełna dobrych rad. Gotowa jechać przez pół Polski, żeby ratować potrąconego przez samochód psa.
    Pozwalająca po sobie jeździć po głowie. Wyzywana od kurw. We wrześniu babcia wyzywała ją i jej rodziców, w związku z tym pod wpływem mojego ojca matka zrywała chwilowo kontakty ze swoimi rodzicami, a w grudniu babcia zapraszana jako królowa na święta, które spędzaliśmy tylko z nią. Matka robiła 100 potraw drżącymi rękami, płacząc, że nie zdąży. Mój ojciec pił. Przyjeżdzała babcia, rozdawała prezenty jak święty Mikołaj, najpiękniejsze prezenty dla dzieci. Opowiadała bajki jak dobra wróżka. Potem szła i sączyła jad w ucho mojemu ojcu. Ojciec zaczynał robić totalną rozpierduchę w domu, moja matka wzywała policję, ojciec na dołek, babcia w płacz, że o mójboże. Jechała do siebie i wydzwaniała do wszystkich, że moja matka ku... zdradza mojego ojca z każdym menelem, który się napatoczy i dlatego mój ojciec z zazdrości dostaje furii.
    Sylwester, rodzice sami (matka już ojcu przebaczała, nie było sprawy), babcia wyobrażała sobie olbrzymie bale na 50 osób u moich rodziców. Piekło. Dzień babci. I mama - zadzwoń do babci, to w końcu twoja babcia. Jak miałam 10 lat, jak miałam 15 lat, jak miałam 20 lat, jak miałam 25 lat, jak miałam 30 lat. I jak w końcu jej powiedziałam "odpie...się, nie zadzwonię!", to dopiero niedawno powiedziała, że może w sumie mam rację. Na starość matce opadły klapki z oczu, że babcia się nie zmieni. Ale matka nie przyjmuje do wiadomości, jak bardzo skrzywdziła tym mojego brata.
  • zosia_1 20.12.17, 12:35
    przeczytałam... nic nie napiszę
  • zosia_1 20.12.17, 12:27
    a, ok o matce doczytałam już
  • margololita 02.01.18, 08:08
    Emett też miałam taką babcię, o matko jak ja to wszystko co opisujesz znam. Tak, nikt kto nie spotkał takiej osoby nie może uwierzyć, że tacy ludzie są, że matka może tak krzywdzić zamiast przed krzywdą chronić. I też póki byłam dzieckiem myślałam, że jest najukochańszą babunią, jako dziecko myślałam, że kiedy ona umrze pęknie mi serce, a kiedy umarła, po 17 latach od mojego całkowitego zerwania z nią kontaktów, nawet nie poszłam na pogrzeb. Zerwałam z nią kontakty kiedy urządziła jazdę tym razem na chrzcinach mojego pierwszego dziecka, drugiego nigdy nie poznała. Ciężko było przeżyć to moim rodzicom, ale ja wiedziałam, że muszę chronić moje dziecko, czego nie zrobili moi rodzice "bo to jednak matka". Wiedziałam, że nigdy nie pozwolę żeby przeżywało to co ja przed i w trakcie niemal każdych świąt, imienin, wesel itp. Moi rodzice też nas nie chronili, byli wobec jej całkowicie bezsilni, pozwalali jej upokarzać siebie i nas, tłumaczyli ją za każdym razem, że ona taka jest, ale to matka, babcia i należy jej się szacunek i wozili nas jak te "barany na rzeź" tej psychopatce "bo to jednak matka". Brrr
    Z perspektywy dorosłej osoby i matki dorosłych już dzieci uważam, że robili źle dbając o to co wypada, co się powinno wobec rodziców zamiast o spokój własnych dzieci.
    Zosia tak jak tu napisały dziewczyny pomyśl o swoich dzieciach, to o ich spokój i radość dzieciństwa masz obowiązek dbać, a nie humorki matki. Chcesz swoim dzieciom fundować taki rolercoster jaki Ty miałaś?
  • ola_dom 20.12.17, 10:01
    zosia_1 napisała:

    > Czy w wieku 37 lat uda mi się zmienić schematy myśleniowe,

    Tak. Ja zaczęłam nawet później.

    > przestać jechać na poczuciu winy,

    TAK.

    > a zamienić na myślenie, że jestem krzywdzona ja a nie odwrotnie. ?

    TAK.

    Te wszystkie pytania dość jasno wskazują na to, że niekoniecznie chcesz cokolwiek zmienić i szukasz wymówek - że się nie da, że za stara, że zastarzałe, bo wdrukowane od dziecka, że to czy siamto.
    Oczywiście, że to może wynikać z wielkich obaw i że to wręcz "organiczny opór".
    Ale wszystko da się zmienić. Albo przynajmniej poprawić - a to już bardzo dużo, każdy postęp w tej kwestii to dużo.
    Więc zrób choć cokolwiek.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • kim5 20.12.17, 10:13
    Zosiu, ja Ci napiszę bez ogródek "spieprz.. z takiego układu", bo nic dobrego z tego nie wyniknie.
    Zwłaszcza, że masz dzieci i one na to patrzą.
    Zmienić się można i trzeba w każdym wieku.
    Życzę Ci powodzenia.
  • zosia_1 20.12.17, 10:32
    można się zmienić i chcę się zmienić, z tym ,ze to nie wymówka, ale sama zauważam trudność w zmianie schematów. Kiedy ogarnął mnie ten strach przed świętami, dzięki terapii umiałam go już rozpoznać, co się ze mną dzieje i dlaczego ,zaczęłam myśleć "Uwaga! za chwilę włączą ci się twoje stare schematy działania, zmień to", i zaczęłam myśleć, co mogę zrobić, ale nie potrafiłam nic wymyśleć, w takich chwilach takiego paraliżującego strachu dział we mnie coś takiego jakby mi ktoś przysłaniał perspektywę. Poza tym w ogóle nie czuję sie silna i potrzebuję mieć kogoś na kim wiem, ze mogę polegać, kto stanie za mną murem, kto mnie poprze (pewnie dlatego, ze w podobnych sytuacjach kiedyś zawsze byłam potępiana i tłumaczono mi postępowanie matki jak coś co należy przyjąć a nie z nim walczyć). Zwykle wspierającym jest mój mąż, ale jeśli zdarzy się ,ze akurat mąż akurat ma kiepski nastrój, czy miedzy nami była sprzeczka, czuję, że jestem sama i nie dam rady, ze znów tak, jak wtedy zostanę sama. Dlatego czuję się słaba i w ogóle źle się czuję, niestety miewam po czymś takim bardzo duże spadki nastroju, głębokie doły trwające krótko , ale czuję się wtedy dosłownie g..nem, bo sama siebie nie lubię za to, że jestem słaba i nie potrafię się odciąć, podjąć decyzji i jej się trzymać
  • allut5 20.12.17, 10:55
    Nie jedźcie na żadne święta do matki. Jak się nie umiecie inaczej tym razem wywikłać to maż tak jak zadzwonił że przyjedziecie- teraz niech zadzwoni dzień przed wigilią że nie przyjedziecie bo wy i dzieci macie ospę, czarną ospę.

    A docelowo zerwijcie kontakty. Matka dawno powinna mieć zakaz kontaktów z twoją rodziną i dziećmi. Nienormalna jesteś że pozwalasz matce tak się rozgrywać. Chyba wyłącznie po to to robisz żeby mieć powód do użalania się nad sobą. Idź ty na zamkniętą kilkumiesiączną terapię odwykową, z solidnym praniem mózgu przez dobrych specjalistów. Bo nie wierzą, że z takimi jazdami sama jesteś dobrą matką i nie szkodzisz dzieciom. Ty kontynuujesz przemoc psychiczną i tyle.
  • emett105 20.12.17, 11:02
    Murem stanie za tobą tylko forum. I tylko to forum, a nie inne. Taka ematka cię nie zrozumie, jak nie rozumieją absolutnie osoby, które cię w realu potępiają. Ktoś, kto nigdy nie miał z taką osobą do czynienia, ten nie zrozumie NIGDY. Przenigdy.
    Dla mnie spotkanie w realu z ludźmi, którzy mieli w bliskiej rodzinie podobną osobę, było jak odnalezienie brata lub siostry. Najbliższej osoby, która wie o mnie wszystko. Im nie musiałam tłumaczyć, dlaczego boję się, że babcia dowie się, gdzie pracuję. Dlaczego boję się, że znajdę się w gazetach jako najbardziej wyrodna wnuczka w Polsce. Bo te osoby bały się tego samego, bo czasem już były opisywane w tych gazetach...

    I jeszcze jedno, to co dla mnie najsmutniejsze, najtragiczniejesze. Mam charakter częściowo po mojej babci i ojcu. Wiem o tym. Całe szczęście - dotarło to do mnie przed urodzeniem dzieci. Chociaż po urodzeniu pierwszego dziecka nadal potrafiło być ze mną źle. Mogłabym idealnie przejąć po nich to dziedzictwo i zrobić piekło z własnego domu. Wiem, że jestem obciążona tym złym genem. Dlatego każdy mój dzień to praca nad samą sobą. To rozładowywanie agresji, frustracji zupełnie gdzie indziej. To wypisywanie się na forum pod różnymi nickami, byle nie robić tego w naturze. Daję ujście negatwynym emocjom pisząc, ćwicząc, biegając. Nigdy nie piję nawet kropli alkoholu, gdy jestem w złym humorze.
    Odkąd wiele lat temu zobaczyłam, że mam problem, to naprawdą ciężką pracą z tego wyszłam. Złapałam dużo dystansu do wielu rzeczy. Nie jestem tą samą osobą, którą byłam 10 lat temu. Jestem spokojna. Jestem cierpliwa. Czego i tobie zyczę.
  • ola_dom 20.12.17, 11:10
    emett105 napisała:

    > Murem stanie za tobą tylko forum. I tylko to forum, a nie inne. Taka ematka cię
    > nie zrozumie, jak nie rozumieją absolutnie osoby, które cię w realu potępiają.
    > Ktoś, kto nigdy nie miał z taką osobą do czynienia, ten nie zrozumie NIGDY. Przenigdy.

    Za to na przykład serdecznie doradzą, żeby "spróbowała porozmawiać" :D

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • emett105 20.12.17, 11:21
    Heh, rozmawiać :D
    Wiesz, jak wyglądała moja ostatnia rozmowa z babcią?
    Stałam pod swoim blokiem, zamieszkałym przez starszych ludzi. Stałam z chorym dzieckiem w wózku. I spokojnie, ale bardzo głoścno, mówiłam do słuchawki "Umrzesz sama. Umrzesz sama. Umrzesz sama.". A wszyscy starzy sąsiedzi się na mnie gapili. Śmiać mi się z tego chce teraz :D
  • ola_dom 20.12.17, 11:57
    emett105 napisała:

    > I spokojnie, ale bardzo głoścno, mówiłam do słuchawki "Umrzesz sama. Umrzesz sama. Umrzesz sama.".

    Ano właśnie. I można sobie wyobrazić ich reakcję, i w sumie trudno się jej dziwić - bo najprawdopodobniej to osoby, które przenigdy nie spotkały się z kimś podobnym do Twojej babci. Tak jak jakieś 90% społeczeństwa - i trudno im sobie w ogóle coś podobnego wyobrazić.
    Szczerze mówiąc - mi także jest trudno sobie wyobrazić kogoś takiego, jak Twoja babcia, co nie znaczy, że wątpię w choć jedno Twoje słowo. Ale jest to dla mnie tak dalece niewyobrażalne, że zastanawiam się np., co i jak dokładnie mówiła i robiła babcia - bo właśnie nawet nie umiem sobie czegoś podobnego wyobrazić, nie mieści mi się w moim pojmowaniu.
    I myślę sobie wtedy, że jednak miałam szczęście, bo moja mama i babcia, choć "trudne", to jednak jakoś mieszczą się w "ludzkich granicach" i daje się - z mamą, babcia nie żyje już dość długo - utrzymać w miarę poprawne relacje. Ale wiem już dobrze, że tak wcale nie musi się skończyć i że nieraz jedynym wyjściem jest całkowite zerwanie kontaktów. Jak u Ciebie. I jak być może powinno skończyć się u Zosi.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • emett105 20.12.17, 12:22
    Wracałam akurat od lekarza. Byłam świeżo po powrocie do pracy po urlopie macierzyńskim, dziecko w żłobku oczywiście zachorowało już po kilku dniach. Więc zwolenienie, lekarz. Wracałam z dzieckiem, które miało 39 stopni gorączki i płakało w wózku. Już miałam wchodzić na klatkę, kiedy zadzwoniła babcia. I od słowa do słowa, na moje że nie mogę teraz rozmawiać, a ona że mam teraz z nią rozmawiać, bo ona nie może znaleźć zasłon w mieszkaniu, które ostatni raz wieszała 20 lat temu, wywiązała się kłótnia. Zamiast się rozłączyć bez słowa, zaczęłam tłumaczyć, że chore dziecko, że płacze. Na co ona, że ma w dupie moje dzieci, że co ja sobie wyobrażam - dzieci ważniejsze niż babcia A ja głupia dałam się wplątać w tę rozmowę, tę kłótnię, słuchałam tego potoku słów - że jestem taka i taka, a moje roczne dziecko to też...
    Aha - w kłótniach z moimi rodzicami nigdy nie atakowała dzieci. Nigdy. Dopiero jak mieliśmy już po kilkanaście lat.
  • zosia_1 20.12.17, 12:33
    emett ciekawi mnie co od tamtego posta z 2015 jest z babcią , w sensie, czy Ty poszłaś na terapię, jak pozbyłaś się kwestii odpowiedzialności za babcię wtedy?
  • emett105 20.12.17, 13:08
    Nie poszłam na terapię. Poradziłam sobie sama. Ten problem nie był już we mnie. Problemem była ona. Zerwałam kontakt i nie myślę o niej. Tzn. myślę, ale rzadko.
    Problem we mnie był wcześniej, przez długie lata. Prawie zniszczyłam swój związek z mężem. Zresztą w pewien sposób nadal ponoszę tego konsekwencje. Jest mi wstyd za to, co robiłam kiedyś. Byłam blisko stania się nią, za ileś lat. Nauczyłam się jednak przepraszać. Nauczyłam się nie przywiązywać wagi do pierdół. Wcale nie musi byc zawsze tak, jak ja chcę.
    Najlepszym przykładem tego jest to, że gdy kupowałam z mężem pierwsze mieszkanie, to remont prawie doprowadził do rozwodu. W sklepach odstawiałam koszmarne kłótnie, nawet przy kupnie durnej fugi. Wszystko musiało być tak, jak ja chciałam. Niedawno urządzaliśmy nowe mieszkanie. Urządzanie, wybieranie wszystkiego poszło szybko i totalnie bezproblemowo. Nie mieliśmy nawet jednego sporu. Wiele rzeczy potrafiłam odpuścić bez żadnego problemu. Nie obrażam się. Gdy syn mi ostatnio powiedział, że w szkole jadl przepyszną zupę pomidorową, która była lepsza od mojej, to jest to dla mnie powód do śmiechu i radości. Cieszę się, że ma dobre jedzenie w szkole. Moja babcia by tego nie wybaczyła do końca życia.

    To mi bardzo uzmysłowiło, jak bardzo babcia nie chciała zrobić tego samego, nie chciała się zmienić. Nie wyciągnęła żadnej lekcji z tego, że odsuwała od siebie ludzi. Nigdy nie przeprosiła, nikogo. Wracała zawsze jak gdyby nigdy nic. I każdy to przyjmował, że ok, minęło jej, to przebaczamy. Albo urywała kontakty na zawsze.
    Nie jestem za nią odpowiedzialna. Ona jest odpowiedzialna za samą siebie. Ja jestem odpowiedzialna za dzieci i za moje małżeństwo.
  • triss_merigold6 21.12.17, 09:07
    Upiorne. Czytałam Twoje poprzednie wątki, dobrze że się odcięłaś, trzymaj się.
  • ola_dom 20.12.17, 12:36
    emett105 napisała:

    > A ja głupia dałam się wplątać w tę rozmowę, tę kłótnię, słuchałam tego potoku słów
    > - że jestem taka i taka, a moje roczne dziecko to też...

    Pisałaś, że to Twoja ostatnią z nią rozmowa. To ona sprawiła, że Cię otrzeźwiło, żeby wreszcie zerwać kontakt, czy stało się coś innego?

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • emett105 20.12.17, 12:47
    Wyobraź sobie - stałam z malutkim, płaczącym dzieckiem pod blokiem, wracałam od lekarza, szłam, żeby podać dziecku lek. Stałam pod dużym blokiem, zamieszkałym przez wielu starych sąsiadów, którzy mieli pootwierane okna. I głośno mówiłam "Umrzesz sama. Umrzesz sama. Będziesz gnić tygodniami, umrzesz sama!".

    Zaatakowała wtedy słownie moje dzieci. Wiem, że zrobiła to samo w rozmowie z moim ojcem. Zerwałam z nią wtedy kontakt całkowicie. Nigdy więcej. Nigdy. Muszę cały czas w duszy sobie mówić, że nie pamiętam, że ją w jakiś sposób kocham, nie pamiętam, że to babcia. Trzeba zabić w sobie litość, współczucie, dla własnego dobra.
  • ola_dom 20.12.17, 12:59
    emett105 napisała:

    > Wyobraź sobie - stałam z malutkim, płaczącym dzieckiem pod blokiem, wracałam od
    > lekarza, szłam, żeby podać dziecku lek.

    Ja to sobie wyobraziłam i kolejny raz ścierpła mi skóra, ale pamiętam to, co pisałaś wcześniej - i też mi skóra cierpła, dlatego zastanawiałam się, co było tym gwoździem do trumny.

    > Zaatakowała wtedy słownie moje dzieci. Wiem, że zrobiła to samo w rozmowie z moim ojcem.

    I teraz rozumiem, że chodziło właśnie o to. Ale nie sądziłam, że to był pierwszy raz, kiedy zaatakowała Twoje dzieci - bo na podstawie tego, co wcześniej pisałaś, można było sobie wyobrażać w zasadzie wszystko, na co tylko wyobraźnia pozwoli.

    Postąpiłaś po prostu tak, jak matka powinna postąpić. W jedyny możliwy właściwy sposób.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • fusun1804 20.12.17, 13:51
    „Postąpiłaś po prostu tak, jak matka powinna postąpić. W jedyny możliwy właściwy sposób.”

    Olu, zauważ, ze Emett jest jednak wnuczka tej babci, nie jej córka. To oznacza - wydaje mi sie- niższy stopień skażenia. W analogicznej sytuacji wnuki mojej teściowej zerwały z nią kontakt, nie dzwonią, nie piszą, nie zapraszają, nie odwiedzają. Chronią swoje rodziny, dbają o bezpieczeństwo swoich dzieci.
    Natomiast ŻADNE dziecko sie nie postawiło. Jedna córka stawia granice, pomaga ale nie pozwala sobie i swojemu mężowi ubliżać i nie lata na kazde skinienie. W związku z tym jest wrogiem nr 1 reszty rodzeństwa, nienawidzą jej, straszą sądem itd. Przy czym nawet ta, ktora w tej chwili stawia granice, nie stanęła w obronie swoich dzieci.

    --
  • ola_dom 20.12.17, 14:03
    fusun1804 napisała:

    > Olu, zauważ, ze Emett jest jednak wnuczka tej babci, nie jej córka. To oznacza
    > - wydaje mi sie- niższy stopień skażenia.

    To prawda, choć nie postrzegam tego jako niższy stopień skażenia, tylko jednak luźniejszą więź - przez co łatwiejszą do zerwania.
    Ale tak ciężko toksyczna babcia może skazić o wiele bardziej niż rodzic. Tym bardziej, kiedy była najcudowniejszą babcią, jak z marzeń i snu.
    Natomiast mimo wszystko pewnie łatwiej zerwać więź z babcią niż z rodzicem.

    Jednak przecież są przykłady dziewczyn, które w ochronie dzieci zerwały kontakt z własnymi rodzicami. To też jest wykonalne i się dzieje.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • fusun1804 20.12.17, 13:43
    „Zerwałam z nią wtedy kontakt całkowicie. Nigdy więcej. Nigdy. Muszę cały czas w duszy sobie mówić, że nie pamiętam, że ją w jakiś sposób kocham, nie pamiętam, że to babcia. Trzeba zabić w sobie litość, współczucie, dla własnego dobra.”

    Opisujesz dokładnie to co ja czułam w stosunku do moich rodzicow.
  • fusun1804 20.12.17, 12:22
    To co opisują Emett i zzosia to wypisz wymaluj moja matka i moja tesciowa. Bluzgi, wyzwiska, fałszywe oskarżenia, kłamstwa,wydzieranie sie do 3 nad ranem. To wszystko oczywiście z miłości, z dobroci, z troski.
    I dzieci na to wszystko na pewno zasłużyły.

    Od większości mozna usłyszeć „ porozmawiaj z nią” lub „ matka to matka, ale to przeciez matka, matka jest tylko jedna, matki sie nie wybiera”. No i szacunek jej sie należy, urodziła, wykarmiła, wychowała ..... a co, a nie? A co, nie zawdzięczasz jej zycia? Gdyby nie ona to by Cie na swiecie nie było. Gdyby nie tesciowa to byś męza nie miała.
    Przy czym ta frakcja nawołująca do rozmawiania i głosząca szacunek potrafi byc namolna i nachalna. Juz rozmawiałaś? Jak to, jeszcze nie? No to porozmawiaj !! !

    A od psychologa sie najprawdopodobniej usłyszy „ jak pani mysli, dlaczego mama sie tak zachowuje?”
  • allut5 20.12.17, 12:29

    A od psychologa sie najprawdopodobniej usłyszy „ jak pani mysli, dlaczego mama sie tak zachowuje?”

    pewnie psycholog chce, żebyś doszła sama do wniosku oczywistego:
    że mama się tak zachowuje bo jest chora psychicznie agresywna wariatka - czyli że nie jest to twoja wina co ona wyrabia i że nie masz żadnego wpływu na to że jak ty się postarasz być miła to mamuni też się zmieni. czyli że nie musisz słuchać mamusi i możesz żyć jak sama chcesz.

  • ola_dom 20.12.17, 12:31
    fusun1804 napisała:

    > A od psychologa sie najprawdopodobniej usłyszy „ jak pani mysli, dlaczego mama sie tak zachowuje?”

    Przenigdy nie usłyszałam czegoś podobnego. Raczej, kiedy to ja zaczynałam tłumaczyć mamę, że rozumiem, skąd jest taka, jaka jest, terapeutka przerywała mi i pytała, CO JA CZUJĘ. I dlaczego. I żebym się skupiła na swoich uczuciach, a nie na tłumaczeniu zachowania i charakteru matki.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • fusun1804 20.12.17, 13:36
    Olu, przy czym sama przyznajesz, ze zachowanie Twojej matki jeszxze jakos mieści sie w ludzkich granicach, w granicach ludzkiego pojmowania. I ze przemoc psychiczna, nienawidzenie swoich własnych dzieci ( a mnie moi rodzice wlasnie nienawidzili) jest czyms dla przeciętnego człowieka nie do pojęcia.

    Mnie wyjaśniła pani psycholog, ktora przez 12 lat pracowała w centrum interwencji kryzysowej, ze przez 5 lat studiow psychologicznych ani raz nie podjęto tematu przemocy. Ona najpierw do tego ośrodka dla kobiet poszła jako wolontariuszka i przeżyła SZOK. Ja jej mówiłam o tym ze doznawałam przemocy zexstrony męza i psycholog sie nie zorientował ze to przemoc. Jej to w ogóle nie zdziwiło. Ona stoi na stanowisku, ze tylko psycholog specjalizujący sie w przemocy moze odróżnić przemoc od konfliktu a taki „ zwykły” psycholog tego nie wie, nie rozumie i klient nie ma prawa tego rozumienia oczekiwać.

    Poza tym pytałam jeszxze w innych grupach o przebieg terapii. I dowiedziałam sie ze pytanie w kolko „ co pani czuje” i „ jak pani mysli dlaczego mąż sie tak zachowuje” - odnośnie agresywnego męża - to standard. Pytanie w kolko „ co pani przez to rozumie” to tez norma.
    O swojej terapii pisała dziewczyna, ktora została w dziecinstwie zgwalcona przez jakiegos krewnego, rodzice o tym wiedzieli i nie kiwnęli palcem w jej obronie. Dziewczyna chciała z tego domu jak najszybciej uciec, trafiła, jak to często bywa, na agresywnego meza. Pani terapeutka nie chce w ogóle o tym mowić twierdząc ze ta dziewczyna nie jest na to gotowa. I pieprzy ze dziewczyna powinna powinna zmienić prace bo ta, ktora ma teraz, nie jest adekwatna do jej kompetencji i aspiracji.
  • pade 28.12.17, 10:09
    Jesteś w terapii. Terapia to proces. Zmiana to proces.
    Nie zaczniesz nagle, np. od 27 grudnia być inną osobą. To tak nie działa. Najpierw zaczniesz zauważać, coraz więcej i więcej, czyli co matka robi, jakich narzędzi używa, jak Ty na to reagujesz. Potem zaczniesz rozpoznawać emocje. Te doły, ta bezsilność, czy nie czułaś tego w dzieciństwie?
    Potem zaczniesz rozpoznawać myśli, które nakręcają Twój strach. Aż w końcu, powolutku, zmienisz kilka myśli, szybciej wygrzebiesz się z dołka, szybciej dodasz sobie otuchy, mniej się czymś przejmiesz. Na tym polega zmiana.
    Rozwój jest jak spirala, czyli będziesz wracać do punktu wyjścia, ale rzadziej, albo inaczej. Regres jest naturalny. Nie należy go traktować jako klęski.
    Zobacz: w tym roku nie poszłaś na wigilię, jesteś w terapii, poprosiłaś męża o pomoc, napisałaś na forum. Czyli jesteś dużo dalej niż kiedyś. Małymi kroczkami idziesz do przodu.
    Poszukaj czegoś, co dodawałoby Ci otuchy, dobrej książki z optymistycznymi przesłaniami, fajnej muzyki, albo filmu, i traktuj to jak koło ratunkowe, miej zawsze pod ręką. Używaj zawsze gdy będziesz się czuła jak ofiara.

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • beenthere 20.12.17, 12:19
    Zosia_1, ja juz 3 raz swieta osobno:) Kiedys wydawalo mi sie to nie do pomyslenia, poza tym nie bylam w stanie sie postawic bezposrednio. I wiesz co, uswiadomiono mi ze wcale nie musze. Akurat swieta to nie jest najlepszy moment na bycie silnym, za duzo emocji i poczucia winy w nas..
    Powiedz mamie, ze jestescie chorzy, albo ze maz ma dyzur (cokolwiek, nawet jesli nie uwierzy, bedzie udawac ze wierzy, przeciez inaczej znaczylo by ze macie jej dosc- to sie w glowie narcyzy nie miesci).
    Jak juz zakosztujesz tych spokojnych i szczesliwych swiat, bedzie ci latwiej postawic granice.
  • verdana 20.12.17, 12:58
    Nie, powiedz mamie, ze przemyślałaś sprawę i nie przyjedziesz, bo masz dosyć w święta awantur niemiłej atmosfery. I że ani mąz ani dzieci nie musza być na to narażeni.
    Na krzyk powiedz - trudno, niezaleznie od tego, co o mmnie myślisz, tak postanowiłam i nic tego nie zmieni.
    Następny telefon otrzymasz, zę matka jest z zawałem na pogotowiu. Powiedz "Trudno, życzę zdrowia".
    Następny telefon będzie, ze jesteś niewdzięczna "Powiedz "Trudno, jestem, musisz sie z tym pogodzić".
    Nie wdawaj się w dyskusję. Jak będzie awantura, odkładaj słuchawkę. Jak będzie szantaż mów "niezależnie od sytuacji nie przyjadę".
    Najlepiej nie odbieraj telefonu w ogóle.


  • beenthere 20.12.17, 13:22
    Verdana, to jest naprawde bardzo trudne. Autorka panicznie boi sie matki i nie sadze (obym sie mylila) zeby byla gotowa na wywalenie jej prosto z mostu zeby mamuska sie bujala. Oczywiscie, to byloby najlepsze, ale to przychodzi dopiero z czasem, trzeba w sobie ta sile i odwage wypielegnowac/wyuczyc z niczego. Dlatego chce jej uswiadomic, ze sa tez inne sposoby, ktore w jej sytuacji nie wydaja sie kompletnie oderwane od rzeczywistosci.
  • verdana 20.12.17, 18:41
    Oczywiście, że to wiem. Ale te inne sposoby nic nie dadzą. Dziewczyna zostanie na święta z duchem matki - to znaczy i tak będzie miała święta zepsute, bo matka będzie obrażona, będzie dzwoniła, będzie twierdziła - i słusznie - że to wszystko kłamstwo, mające doprowadzić do tego, by została sama i nieszczęśliwa. Kłamstwo nic tu nie da, święta nie będą spokojne i radosne, tylko z wyrzutami sumienia i zastanawianiem się, czy nie lepiej było pojechać.
    Powiedzenie matce wprost, co sie myśli jest i trudniejsze i nie. Trudniejsze, bo dziewczyna nie umie przeciwstawić sie matce. Łatwiejsze, bo daje jednak pewną satysfakcję, kończy dyskusje i zaczyna nowy etap.
  • ola_dom 21.12.17, 12:22
    verdana napisała:

    > Oczywiście, że to wiem. Ale te inne sposoby nic nie dadzą.
    > Kłamstwo nic tu nie da, święta nie będą spokojne i radosne, tylko z wyrzutami
    > sumienia i zastanawianiem się, czy nie lepiej było pojechać.

    Myślałam o tym i znowu muszę się zgodzić. Znowu z doświadczenia.
    Wprawdzie w moim przypadku nie chodziło wprost o kłamstwo - a może tak? Bo ja tak strasznie bałam się powiedzieć mamie, że nie będę do niej przyjeżdżać co weekend, bo już nie mamy na to siły ani ochoty, że poprosiłam mojego faceta, żebyśmy zaczęli wymyślać wyjazdy weekendowe - bo "wtedy mamusia na pewno zrozumie, dlaczego odwiedzamy ją w zaledwie co drugi weekend".
    Skutek był taki, że mama się wściekła i uznała, że te wyjazdy to pomysł mojego faceta, żeby mnie od niej odciągnąć. Wypominała to kilka lat, w zasadzie wciąż do czasu, kiedy ucięłam wypominanie. Ale jestem przekonana, że wciąż wierzy, że było tak, jak sobie to zinterpretowała.

    Więc tak naprawdę nie załatwiło to niczego, jedynie wzmogło nienawiść do mojego faceta.

    A ja potem przez długie miesiące próbowałam mamie wytłumaczyć, że to ja tak chciałam i tak wymyśliłam, a mój facet nie jest potworem, który żyje tylko po to, żeby jej uprzykrzyć los.
    I wciąż żałowałam, że nie miałam dość odwagi, żeby od razu powiedzieć, że już nie chcę i się nie wyrabiam, żeby spędzać z nią wszystkie weekendy - bo wymyśliłam sobie, że jak powiem, że mój facet niekoniecznie chce każdy weekend planować pod kątem obowiązkowej wizyty u teściowej - to na pewno mamusia zrozumie. W końcu każdy, nawet mama wie, że nie trzeba kochać teściowej, do tego każdy ma prawo. Jasne....:D

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • ola_dom 21.12.17, 12:29
    beenthere napisała:

    > Autorka panicznie boi sie matki i nie sadze (obym sie mylila) zeby byla gotowa
    > na wywalenie jej prosto z mostu zeby mamuska sie bujala. Oczywiscie,
    > to byloby najlepsze, ale to przychodzi dopiero z czasem, trzeba w sobie
    > ta sile i odwage wypielegnowac/wyuczyc z niczego.

    Wydaje mi się jednak, że takie kłamstwo dobrze się uda tylko osobie, która ma wprawę w kłamaniu. Obawiam się, że Zosia jej nie ma - przynajmniej nie wobec matki. I dlatego, jeśli skłamie, będzie tak, jak napisała verdana - zostanie z poczuciem winy i roztrząsaniem, czy aby nie było może lepiej pojechać.
    Bo w zasadzie, gdyby Zosia miała wprawę w kłamaniu mamie - to raczej nie byłoby całego problemu.
    Jak jesteś wytresowana tak, jak Zosia, czy jak ja byłam - okłamanie matki nie mieści się w Twoim wszechświecie. Ja miałam poczucie, że ją oszukuję nawet wtedy, kiedy "nie przyznałam się", że np. kupiłam sobie nową torebkę. Co tam torebkę - na początku nawet wtedy, kiedy jej nie powiedziałam, że byłam w kinie albo na zakupach. Miałam poczucie, że "coś przed nią ukrywam". To gdzie tu miejsce na kłamstwo?

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • verdana 21.12.17, 16:23
    W moim wszechświecie okłamanie matki mieści sie doskonale, a wyrzuty sumienia mam i tak. Tylko jednak moja matka, choć uciążliwa, to inna liga.
  • czegotychcesz 21.12.17, 18:01
    Najlepsze wyjście, to położyć się do swojego łóżka i powiedzieć jestem chora ! nie ruszyć się z niego przez całe Święta, a rodzina niech robi co chce !
  • fusun1804 21.12.17, 18:39
    Ten wątek mnie jeszcze bardziej poruszył. Uległość, poddanczosc wobec ojca alkoholika i matki dewotki. Wdupiemanie męża i dzieci.

    forum.gazeta.pl/forum/w,567,165239780,165239780,zostawiam_rodzicow_na_swieta.html
  • hanusinamama 21.12.17, 20:36
    Długi post o tobie. Ja ci powiem jak to widzą twoje dzieci. One juz w listopadzie sie boją, ze matce znowu odwali, ze bedzie przezywać ze jedyne o czym matka mysli to te paskudne swieta u babki. I dzieci zamiast miec naprawde miłe swieta, takie zwyczajne, rodzinne pewnie zapłaciłby sporo zeby nie spedzać ich z babką ale uwaga: take z rozhisteryzowaną matką. Taki los zgotowałaś włąsnym dzieciom. Kochana jak sie ma dzieci to nie ma miejsca na rozdrapywanie włąsnych ran, trzeba dbac aby dzieci sie nie kaleczyły. Pomyslałaś co te swieta robią z twoimi dziecmi, jak ten twój strach na nie wpływa. Powiem ci ze duza szansa ze bedziesz taka sama dla włąsnych dzieci jezeli sie od matki nie odetniesz.
  • zosia_1 21.12.17, 22:28
    No nie chcę, żeby ktokolwiek od razu mi pisał, co moje dzieci chcą, co czują, skąd Ty to wiesz, że one tej "babki" nie lubią? A właśnie, że niestety dla mnie lubią i co mam im mówić nie lubcie babci, bo ona jest zła??
  • dust-on-the-wind 21.12.17, 22:52
    to po co pieprzysz kobieto te smęty? Dla klikalności? Coś fałszem temat zajeżdża i to mocno.
  • dzbanek_bez_ucha 22.12.17, 08:04
    To niech sobie babkę lubią, nie ma w tym nic złego. Ale muszą wiedzieć, że to nie ona jest siłą sprawczą w ich życiu. Ty masz być ich skałą, i sprowadzać wszystko do parteru. Babka jest NIEWAŻNA, czy się awanturuje, czy jest fajna, jej wpływ na sytuację powinien być żaden.
  • zosia_1 22.12.17, 10:44
    hmm, tak oczywiście, tylko zeby to było tylko trudne,. od września sie nie kontaktowałam z mamą i robię to naprawdę jak najrzadziej. A gdyby to było takie łatwe tak się odciąć to nie potrzebowałabym terapii. DDla mnie smutne jest taki brak zrozumienia jak to jest. Bo przecież wiadomo, że są osoby z normalnych domó, które kiedy wpadną w toksyczny zwiazek to trudno im się wymiksować po kilku latach zwiążku, poza tym jak wchodziły w ten związek to były dorosne i mogły rozpoznać symptomy.
    Ja zorientowałam sie ,ze jest coś nie halo jak miałam kilkanaście lat, a jak byłam po 30-tce, to zorientowałam się,ze trzeba działać, ze to nie jest tak jak ci wmawia rodzina, że wszyscy tak mają i u każdego tak jest, ze mama jest ok, tylko po prostu taka jest a moje oczekiwania są dziwne.
    PO 30 LATACH!! Ktoś kto nie przeżył takiego uzależnienia, ze nie mogłam sobie kupić bluzki, spodni, zeby nie mieć w głowie czy mamie się będzie to podobało i dopiero niedawno zorientowałam się , że już tego nie robię, dopiero od niedawna, to nie jest w stanie zrozumieć co się dzieje . dlatego napisałam tu, na tym konkretnym forum, bo koleżankom juz nie móię, bo one właśnie radzą: nie martw się, wszystko się ułoży, porozmawiaj z mamą, pomódl się ,to pomaga, niemożliwe,że tak zrobiła ci mama, matki tak nie robią.I czuję się tak jak osoba w depresji , której bliscy mówią: rusz się, jaka ty jestes leniwa, no naprawdę ! depresja?? jaka depresja?!! ja to miaąłm dopiero zycie ! dzieci 10, maż mnie lał, ja to dopiero użyłam, a ty ? depresję sobie wymyśliłąś
  • alpepe 22.12.17, 11:44
    to, przez co przechodzisz, to proces dorastania tak naprawdę, proces zrozumienia, że masz swoje życie i to teraz ty jesteś matką. Życzę Ci sukcesu i pamiętaj, urodziłaś dzieci, jesteś w stanie zrobić wszystko, nawet pokonać strach przed matką, kto, jeśli nie ty?

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • ola_dom 22.12.17, 13:00
    zosia_1 napisała:

    > hmm, tak oczywiście, tylko zeby to było tylko trudne,. od września sie nie
    > kontaktowałam z mamą i robię to naprawdę jak najrzadziej.
    > A gdyby to było takie łatwe tak się odciąć to nie potrzebowałabym terapii.

    Nie jest łatwe, czasem to najtrudniejsza rzecz do zrobienia, a kto twierdzi inaczej, ma po prostu to szczęście, że nie zetknął się z podobnym problemem i nie jest nawet w stanie sobie czegoś podobnego wyobrazić.

    ALE - pewnie znasz takie powiedzenie:
    Kto chce zmiany - szuka sposobu;
    kto nie chce zmiany - szuka powodu.

    Bo nie jest tak, że się nic nie da z tym zrobić i pozostaje tylko ubolewanie nad swoim losem.
    Rozumiem, że i tak dużo już zrobiłaś i zmieniłaś, ale z tego, co piszesz, wynika, że jeszcze sporo zostało, tym bardziej, że jesteś mamą i chcąc nie chcąc - wychowujesz dzieci swoim przykładem.
    Sto słów ma mniejszą moc niż jeden przykład, naprawdę.

    A tylko Ty wybierasz, czy szukasz sposobu, czy usprawiedliwienia.

    W tym wątku dostałaś kilka gotowych sposobów, jak sobie poradzić w tej sytuacji. Wiem, jak to ważne, żeby usłyszeć coś konkretnego, co można w danej sytuacji zrobić, bo sama przez to przechodziłam - np. nie miałam pojęcia, że mogę odłożyć słuchawkę, albo zakończyć rozmowę z mamą, co i jak mam jej powiedzieć - bo takie rzeczy nie mieściły mi się w głowie. I te przykłady, konkretne podpowiedzi, które mi tu dziewczyny pisały, bardzo mi jakiś czas temu pomogły, miałam od czego zacząć.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • zosia_1 22.12.17, 13:18
    oczywiście , ze masz rację. Problem mam z tym o tyle, że moja mama mieszka zupełnie sama, więc swięta BN akurat są wyjątkowym czasem rudnym dla mnie
  • ola_dom 22.12.17, 13:34
    zosia_1 napisała:

    > oczywiście , ze masz rację. Problem mam z tym o tyle, że moja mama mieszka
    > zupełnie sama, więc swięta BN akurat są wyjątkowym czasem rudnym dla mnie

    Moja też, więc doskonale znam ten problem i zgadzam się, że to utrudnia i tak niełatwą sytuację. Na dodatek jestem jedynaczką.

    Rozumiem, że nie pojechanie teraz do mamy w święta jest ponad Twoje siły. Ale tym razem masz okazję jej powiedzieć, że nie godzisz się już na wysłuchiwanie obelg i oblewanie Cię pomyjami. I że jeśli mama chce spędzić z Wami, Tobą ten czas, to niech to będzie miły czas.
    A jeśli do mamy to nie dotrze (a obstawiam, że tak się stanie), to po prostu wstajesz, zabierasz rodzinę i wracacie do domu. I mówisz, że jak najchętniej się z nią spotkasz i porozmawiasz, o ile będzie dobrze zachowywać się w stosunku do Ciebie/Was.
    Możesz się do tej sytuacji przygotować "na sucho" i jadąc do mamy postanów, że tak właśnie zrobisz, bo obstawiam na 101% że mama skrzętnie wykorzysta kolejną okazję, żeby Ci dokopać. Uprzedź męża i dzieci, że tak się może skończyć wizyta u babci.
    I zrób sobie taki prezent na święta :)

    Trzymaj się :)

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • zosia_1 22.12.17, 13:57
    dziękuje za rady, oczywiście już je stosuj na co dzień, czyli jak przyjeżdzam i okazuje się, ze od progu od razu jakieś wymówki , to móię "ze nie pozwalam sie tak traktować i do widzenia" jednak cza swiąt jest b. trudny. Sprawę świąt ustalał mąż, on także przekazał mamie informacje, że jedziemy do niej ale liczymy na spokój, w przeciwnym razie wracamy.
    Życzę wszystkim wesołych świąt i dziękuję za wspracie
  • alpepe 22.12.17, 14:36
    mieszka sama, bo jest toksyczną osobą, która potrafi tylko ścigać ludzi, by jej dotrzymali towarzystwa. NIE LITUJ SIĘ

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • eriu 25.12.17, 18:46
    + 100 do posta alpene

    Jak matka spowodowała sytuację, że ludzie po prostu jej unikają to jest jej sprawa, to ona spowodowała i jest za to odpowiedzialna. Dlaczego Ci jest z tym trudno? Nie jesteś odpowiedzialna za czyny matki!

    --
    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
    66/93/95
  • genia50 22.12.17, 19:28
    Święta to nie poddaństwo jednych dla drugich.Często święta obchodzi się tradycyjnie , bo co ludzie powiedzą gdy będzie inaczej.Dawno temu też tak robiłam, aby z pozoru wszystko grało.Jednak było to dla mnie zbyt trudne i organizm nie wytrzymał, zbuntował się. Od tej pory zrozumiałam, że jestem takim samym człowiekiem jak inni i liczy się to co myślę i czuję. Teraz traktuję święta jako czas odpoczynku, relaksu i już się nie stresuję na długo przed, w czasie i po, nie muszę niczego udawać.
  • me-lissa 22.12.17, 20:50
    Och jak dobrze to znam. Nieprzewidywalne nastroje, paniczny strach kiedy słyszałam jej kroki na schodach, straszenie że się powiesi jeśli odezwę się do taty bo akurat była na niego obrażona (a obrażona potrafiła być i przez pół roku, w tym czasie nie odzywałam się do taty ani słowem nawet kiedy nie było jej w domu bo wmówiła mi że ona to wyczuje i znajdę wisielca w łazience. Wiem, głupie, ale miałam kilka lat). Zabawne bo była też przemoc fizyczna ze strony taty, jakaś przedszkolanka chciała nawet zaprowadzić mnie na obdukcję, ale to naprawdę pikuś przy jazdach mojej mamy która co najwyżej parę razy dała mi w twarz. A co pomogło - mama naprawdę się przeraziła kiedy w podstawówce próbowałam wbiec pod samochód. Kierowca miał nieprawdopodobny refleks, mama była świadkiem. Odpuściła tylko trochę ale ja już nie odpuściłam i ona, wdowa z jedną córką, musiała odpuszczać coraz bardziej. W tej chwili dużo się zmieniło, jest po terapii i na lekach, odpały są rzadkie i ucinane w zarodku - natychmiast przestań, nie pozwolę żebyś zabrała matkę mojej córce. Przestań albo wyjdź i nie wracaj. Ona ma poczucie winy, płaciła za moją psychoterapię i leczenie blizn. Moje dziecko nie cierpiało przez jej zaburzenia ani minutę. WALCZ
  • milamala 23.12.17, 17:24
    Przerwac kontakty z matka. Ta osoba wprowadza zlo na ciebie a ty masz swoja rodzine, meza, dzieci i za nie jestes odpowiedzialna a nie za patologiczna matke.
    Zadzwon do niej, zbierz sie na odwage, powiedz jej, ze jestes chora i na wigilie nie przyjedziecie. I odloz sluchawke. Odszukaj siebie. Od ludzi toksycnych trzeba sie oddzielic. Nie ma rady, trudniej jest jak toksykiem jest rodzic, ale i tak trzeba to zrobic.
  • zosia_1 23.12.17, 21:21
    Tak, masz rację, gdyby to była jedynąa toksyczna osoba w tej rodzinie.... Sprawa jest bardzo skomplikowana, sama czuję, że jestem już toksyczna, Walczę, bardzo, także ze sobą, to baaaardzo trudno. Moim marzeniem jest, aby moi synowie nie musieli czuć, tego co czuję teraz. Mój mąż też ma swoje " trudne " przejścia.. Chciałabym, żeby moja rodzina Precięła węzeł gorzowski trudnych spraw
  • fusun1804 23.12.17, 22:44
    “Chcialabym, żeby moja rodzina Precięła węzeł gorzowski trudnych spraw”

    Masz na mysli węzeł gordyjski,tak? No coz, na resztę rodziny nie masz wpływu, za to na siebie - tak.
    Niech nie przecinają, ich sprawa.

    Dopytam jeszxze. Jak zareagował Twoj szef jak mamusia przyszła do pracy poskarżyć sie na Ciebie?
    Wracając do męża, mnie bardzo ciekawią jego przejścia. Powiem Ci wprost - ciekawi mnie dlaczego toleruje Twoja matkę, dlaczego to,eruje Twoje uleganie matce.
  • zosia_1 24.12.17, 11:46
    Szef był w szoku, że matka może zrobić taką akcję, zna mnie od kilkunastu lat, więc jej powiedział, że jeżeli uważa, że coś jest nie tak, to powinna zacząć zmianę od siebie. Później za nią wyszedł, nie wiem do dziś czy jej coś powiedział więcej. Mi powiedział, żebym się nie przyjmowała, bi matki się nie wybiera. Ja wtedy byłam zewsztywniała ze strachu. Mąż nie opowiada jak było w dzieciństwie, faceci chyba tak mają, ale teściowa miewa fochy, więc zawsze je miała. Jakiś bardziej traumatycznych przejść jak ja nie miał. Ale oboje nie mogliśmy liczyć na rodziców ani w kwestii finansowej ani wsparcia i dobrego słowa, za to i moja mama uważa, że powinnam być na jej każde zawołanie, a teściowa jest trochę zła, że nasza sytuacja finansowa jest teraz ok, to powinniśmy ją wspierać
  • fusun1804 24.12.17, 14:09
    Tak, ludzie sa w szoku kiedy mamusia lub małżonek przychodzą do pracy i naprawdę nie wiedza jak reagować. Nie wiedzą bo nigdy wczesniej im sie to nie zdarzyło. Masz szczescie ze szef tak zareagował.
    Moj eks- małżonek juz na samym początku związku łaził do sekretariatu na uniwersytecie. Prosiłam i błagałam zeby przestał ale on powtarzał swoje „ ja tylko chce pomoc”. Ludzie mieli do mnie o to pretensje, do mnie. Juz pozniej skrzętnie przed nim ukrywałam szukanie pracy ale przeszukał moje papiery i znalazł zaproszenie na rozmowę do firmy. Przyszłam na rozmowę i usłyszałam „ pani mąż do nas 4 razy dzwonił !! dlaczego on dzwoni ? No dlaczego ?”. Nie musze dodawać ze tej pracy nie dostałam. Pomimo tego ze on tak bardzo chciał pomoc.......

    Zosiu, dzisiejszy ranek spędziłam na czytaniu Twojego posta z początku 2017,którego napisałaś będąc jeszxze pod wpływem świąt z mamunia. Powiem jedno - jestem w szoku. W szoku ze to tolerujesz przez tyle lat.

    Napiszewuecej pozniej, teraz lecę lepić pierogi.
    Co do teściowej to bym zakomunikowała krotko i jednoznacznie - ty nam w niczym nie pomagałas to i my nie będziemy pomagać tobie.
    Napisz na czym stanęło - idziecie do mamusi czy nie.
  • fusun1804 24.12.17, 14:11
    Gdyby ktos z Was chciał sie wypowiedzieć to polecam przeczytanie wątku Zosi ze stycznia.

    forum.gazeta.pl/forum/w,898,163169328,163169328,Brakuje_mi_wsparcia_dlaczego_.html
  • zosia_1 24.12.17, 20:19
    Moja mama była w pracy, żeby mój szef dowiedział się, że jestem niedobra i żeby mnie zwolnił... Jest tak, mąż (on ma dobre serce, jak ja) zadecydował, że pojedziemy do mamy, żeby w wigilię nie była sama. Wigilia jak wigilia, tematy matki znam na pamięć, takie ciągle złe historie, nigdy nic pozytywnego, ale po prostu wyłączałam czasem słuchanie, myślami uciekałam. Rozmowy żadnej, tylko niekończący się monolog mamy, i w pewnym momencie okazało się, że mama już sobie obmyśliła całe święta i było dla niej oczywistością, że my zostaniemy na I dzień świąt, poszła ścierać łóżka (o 17!). Powiedziałam, że nie zostajemy, wracamy ( dzieci chciały do domu na święta, a ja miałam w głowie posty od was: WALCZ, masz dzieci itp. Itd) i natychmiast pojawiła się złość mamy i powiedziała, że mamy więcej na Wigilię nie przyjeżdżać, że to nie jest żadne święto, że co ona z tym jedzeniem zrobi, że ona jutro będzie siedziała i płakała. Odpowiedziałam, że płacze zawsze, co roku bez względu na to czy jesteśmy u niej 2 godziny czy 3 dni, więc skoro już jesteśmy to posiedźmy, porozmawiajmy, ale ona w ogóle nie była zainteresowana. Powiedziałam, że chciałam spędzić z nią wigilię, a dzieci nie chcą zostawać na święta, ale ona zaczęła się już nakręcać, tak jak to umie, była po prostu wściekła, powiedziała, że jestem niedobra, więc zapytałam po co nas w takim razie zaprasza i złości się, przecież z niedobry ludźmi nie trzeba spędzać czasu, więc nam powiedziała, że my ( ja i moja siostra) ją zaszczułyśmy ( ludzie jej to mówią). Zresztą podobno święta są od jutra, to po co dziś przyjechaliśmy, jak tam u niej na wsi się wigilii nie obchodzi, a godzinę wcześniej nie mogliśmy pokroić ciasta bo jest dziś post i nie można jeść ciasta, bo jest wigilia. I jeszcze powiedziała, że ona się tak za nas modli, że już czwarty różaniec pompejański za nas odmawia, żebyśmy się nawrócili (!), czyt. robili, co ona chce i każe. Ponieważ rozkręcała się dość mocno, postanowiliśmy, że spadam, bo za chwilę będzie biegała na boso po podwórku, może będzie się weszłam, a my będziemy za nią biegać po stodołach, no różnie z nią naprawdę bywało. Obraziła się, a z krótkiej relacji od siostry wiem, że jak siostra przyjechała do niej, to biegała z szynką po domu. Mąż mi w samochodzie mówił, ale o co chodzi twojej mamie, naprawdę nie rozumiem człowieka? A siostra pytała, co mój mąż jej powiedział( w sensie takiego okropnego), bo mama mówi, że jej powiedział ( nawet nie słuchałam, co wymyśliła), ale szczerze mówiąc jestem dla niego pełna podziwu, bo on ciągle starał się z nią porozumieć, proponował miłe spędzenie czasu i rozmowę. Cieszę się, że jestem już w domu. Wszystkim bardzo dziękuję za wsparcie i zrozumienie
  • mila1201 24.12.17, 22:11
    Masz męża anioła z niebywałą cierpliwością i stalowymi nerwami. Ciekawe, jak długo jeszcze będzie znosił "odpały" teściowej?
  • eriu 25.12.17, 18:31
    I tak będzie zawsze jak będziecie się dawali nabierać na to, że jesteście "dobrymi" ludźmi. Naprawdę chcesz żeby na takie zachowanie patrzyły Twoje dzieci? Chcesz je uczyć, że tak można traktować ich mamę (że nie trzeba szanować jej, że ona nie ma granic, że wymusisz na niej wszystko)? One to widzą i zaręczam Ci, że takie toksyczne wzorce odnoszenia się do kogoś przenoszą się na świadków.

    Nie chodzi o to, że macie dobre serce. Chodzi o to, że nie umiecie się chronić przed sytuacją. Matka Ciebie wykorzystuje na potęgę a mąż się na to zgadza. Dobre serce to powinniście mieć dla siebie i swoich dzieci: to znaczy nie dać się tak traktować i nie dać dzieciom na to patrzeć. Jeśli dla Was ważniejsze jest, żeby matka Cię traktowała jak nic nie warty przedmiot, bo tak wypada, bo tak się robi jak jest się dobrym człowiekiem to Wasza sprawa. Pytałaś o radę: jeśli będziecie ulegać matce to się nic nie zmieni. Twoja najbliższa rodzina czyli mąż i dzieci nie są na pierwszym planie. Na pierwszym planie dla Ciebie i męża jest zadowolenie Twojej matki. Czy to zdrowo? Absolutnie nie. Będziecie się łamać i być "dobrymi" ludźmi - nic to dobrego nie przyniesie.

    Czas iść na terapię. Najlepiej i Ty i mąż. Świąt z matką nie spędzać. Nie rozumie, że przekracza wszelkie granice to nie będzie odwiedzin. Powiem tak: Twoje szczęście i dobro wcale nie obchodzi Twojej matki. Ma być jak ona chce i tylko tak. Inaczej zapluje jadem. Jak nie pójdziesz na terapię to zawsze się ugniesz i zawsze będziesz narzekać na święta aż matka umrze, a potem i tak nie będziesz się umiała nimi cieszyć. Może ostro, ale prawdziwie.

    Życzę mimo wszystko spokojnych i Wesołych Świąt. Zrób sobie prezent i idźcie na terapię. Skorzystają wszyscy.

    --
    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
    66/93/95
  • verdana 25.12.17, 18:56
    I teraz zastanów się. Aby być "dobra" i "w porządku", żeby nie mieć wyrzutów sumienia zmarnowałaś Wigilię dzieciom i mężowi. Dlaczego Twoje wyrzuty sumienia w tym wypadku milczą? Dlaczego uważasz, ze złość matki czy nawet jej smutek Cię obciążają, a to, ze dzieci i mąż musza być świadkiem awantur, ze dzieci nie mają fajnej, ciepłej Wigilii, tylko piekło jest OK? Poczuwasz się do obowiązku wobec matki i tylko matki, natomiast nie poczuwasz sie do podobnego obowiązku wobec własnych dzieci, one sa tu o wiele mniej wazne niz matka, choć matka jest roszczeniowa, niedobra i manipuluje Tobą, a dzieci chyba niczemu nie zawiniły. Są osobami , które jesteś skłonna poświęcić dla dobra matki. A to wobec nich masz bez porównania większe obowiązki. I w tej sytuacji nie Twoja mama, ale Ty jesteś winna, ze dzieci w święta zamiast mieć fajnie, musza uczestniczyć w tych przedstawieniach. Ty, bo Ty decydujesz, że one nie są tu istotne - ważna jest matka. Albo brutalnie - ważne jest to, abyś nie miała wyrzutów sumienia wobec matki. Twoje samopoczucie jest tu najistotniejsza, dzieci przestają sie liczyć.
    Idź na terapię, zanim staniesz sie dla dzieci tym, czym matka jest dla Ciebie i zanim będą wspominały święta jako coroczny horror, zgotowany im przez matkę.
  • zosia_1 26.12.17, 14:25
    Verdana nie czytasz chyba moich postów: na terapię chodzę od 2 lat. Naprawdę rozumiesz, jak to jest być w takiej relacji? Czy wiesz jak to jest trudne, czy potrafisz sobIe wyobrazić, że dorosła 30-letnia kobieta jaką byłam zastanawia się, czy mamie spodoba się bluzka, którą sobie kupię, że może raz mnie pochwali? W każdym razie wigilię uznaję za sukces, nie porażkę, nie było awantury, wyjechaliśmy, jak mama zaczęła się nakręcać i odmówiliśmy spędzenia Świąt tak jak ona chciała, czyli z noclegiem, nie ugięłaś się dla niej ale wyjechałam, żeby święta spędzić z dziećmi.
  • verdana 26.12.17, 17:55
    Terapia terapią, a dzieci sa poświęcane w imię Twojego czystego sumienia. Tak, jak najbardziej rozumiem Twoją sytuację, rozumiem,z ę nie idąc do matki na święta będziesz sie czuła koszmarnie, ale w centrum Twojej uwagi - czego nie dostrzegasz - jest Twoje samopoczucie. Nie, nie mamy. Twoje. Zrobisz absolutnie wszystko, aby nie czuć sie winą wobec matki, kompletnie ignorując potrzeby męża i dzieci, bo one sa w tym wypadku mniej ważne niz to, że będziesz czuła sie fatalnie, olewając potrzeby matki. Ty uznajesz Wigilię za sukces, bo nie było awantury, bo spełniłaś obowiązek. To, że dla męża i dzieci nie była to zapewne Wigilia marzeń uznajesz za nieistotne - cała drama rozgrywa sie między Tobą a mamą, a Twoja rodzina jest statystami, którzy musza uczestniczyć w Waszej grze. Wiem, że to brzmi okropnie i nie sądź, że Cię oceniam, bo wiem, jak bardzo trudno wyrwać się z takiego układu. Tylko problem w tym, że pora przestać uznawać to za układ Ty i mattka, a zacząć dostrzegać to, że wpływa on negatywnie na dzieci, a wobec nich masz obowiązki, które sa znacznie ważniejsze od gry prowadzonej z matką. I tych obowiązków nie postrzegasz jako najistotniejszych, ale jako takie, które wobec wymagań matki są drugorzędne.
    I to jest coś, co powinnaś przemyśleć. Bo dzieci nie mogą czekać, az ukończysz terapię.
  • alpepe 26.12.17, 18:13
    amen

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • fusun1804 26.12.17, 18:43
    Jedyne co mogę dodać to to, ze te dzieci mają rownież ojca, ktory tez jest zobowiązany do dbania o ich interesy.
    A nie dba, albo nic o tym nie wiemy.
    Zgaduje, ze wybiera swoj pozorny i krótkotrwały swiety spokój.
  • eriu 26.12.17, 20:45
    + 100 dla Verdany

    Zosiu - przyszłaś nas prosić o radę a nie po to żebyśmy Ci współczuły i się nad Tobą żaliły. Widziałam, że już ileś razy pisałaś jakie to trudne być w takiej relacji. Owszem jest. Ale czas się przestać nad sobą użalać, bo życie doświadcza ludzi w różny sposób. Ważne co Ty możesz z tym zrobić. Im szybciej energię na użalanie wykorzystasz do konkretnych działań tym lepiej.

    Mogę Ci też powiedzieć, że tak naprawdę realny cel osiągniesz przez maksymalne środki a nie półśrodki, bo wyjście od matki w trakcie Wigilii było tylko półśrodkiem, ale zawsze to jakiś krok do przodu. Natomiast Twój cel powinien być silny i cały: miłe święta. I do niego powinnaś dążyć. Święta z matką nigdy nie będą miłe - nie łudź się co do tego, czas to wziąć na klatę, uświadomić sobie i wykluczyć z celu. Matka nigdy nie będzie zadowolona obojętnie czego nie zrobisz na tej Wigilii, ze świętami itp. Bolesne, ale prawdziwe.

    Nie łudź się także, że nastrój nerwowości się nie udziela innym osobom z rodziny. Uwierz mi, że ja nie cierpię świąt w rodzinnym domu, bo moja matka dostawała przez nie na mózg, co prawda z innego powodu, ale zawsze. To jak te święta były przeżywane bardzo mocno też wpłynęło na to jak ja je robię i przeżywam. I dopiero teraz kiedy jestem po 30stce już święta są dla mnie fajne i nie są czasem stresowym, chociaż też sobie jeszcze pewny rzeczy w głowie układam. Gdybyś nie miała dzieci to pal licho, przez następne 10 lat męcz się z wizytą u matki, której nie obchodzisz jako osoba - jesteś dorosła, podejmujesz decyzje i ponosisz ich konsekwencje. Ale naprawdę czas wziąć się na odwagę i chronić dzieci. Ja na przykład wiem, że przed moimi rodzicami będę dzieci chronić jak lwica - nigdy nie będą widziały ich dłużej niż jeden dzień, nigdy same nie pojadą do nich. A wiesz dlaczego? Bo wiem jacy oni są niszczący, bo wiem jak czasem ktoś powie dziecku jedno zdanie, ale takie niesamowicie bolesne i to zapada w człowieka i go kształtuje. Ale jeśli Ty uważasz, ze dzieci wiedzą jaka jest babcia i ten jeden raz więcej to żaden szok to po prostu Twoja sprawa i szczerze mówiąc to Ty poniesiesz konsekwencje tych wyborów oraz niestety Twoje dzieci.

    --
    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
    66/93/95
  • eriu 27.12.17, 19:28
    Przepraszam, to jednak Ola mówiła, że "więc niekoniecznie było to dla nich straszne przeżycie i "piekło".

    --
    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
    66/93/95
  • ola_dom 27.12.17, 20:20
    eriu napisała:

    > Przepraszam, to jednak Ola mówiła, że "więc niekoniecznie było to dla nich straszne przeżycie i "piekło".

    Tak, to ja napisałam, ale mam teraz coraz więcej wątpliwości, jak faktycznie to (i inne spotkania) wyglądało, za to nie mam już wątpliwości, że dzieci powinny być kategorycznie odcięte od osoby chorej psychicznie i zwyczajnie niebezpiecznej.

    Nadal natomiast podtrzymuję sprzeciw wobec zarzutu, że "Zosia myślała tylko o sobie" - bo akurat do tego ma wielkie prawo. Ale to zupełnie osobny temat.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • verdana 27.12.17, 20:45
    Ma prawo, ale częściowo. To znaczy jestem zdania, ze w wypadku, gdy się ma małe dzieci to ich ochrona jest ważniejsza od samopoczucia matki (ochrona, a nie wszystko co ich dotyczy).
  • ola_dom 27.12.17, 20:52
    verdana napisała:

    > gdy się ma małe dzieci to ich ochrona jest ważniejsza od samopoczucia matki
    > (ochrona, a nie wszystko co ich dotyczy).

    Zgadzam się. Nie zdawałam sobie do końca sprawy, jakim przypadkiem jest matka Zosi, to się okazało w dalszych postach. Dzieci kategorycznie powinny być od niej odcięte, jak od każdej niebezpiecznej osoby.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • ola_dom 26.12.17, 18:57
    verdana napisała:

    > I teraz zastanów się. Aby być "dobra" i "w porządku", żeby nie mieć wyrzutów
    > sumienia zmarnowałaś Wigilię dzieciom i mężowi.
    > dzieci i mąż musza być świadkiem awantur, ze dzieci nie mają fajnej, ciepłej Wigilii,
    > tylko piekło jest OK?
    > I w tej sytuacji nie Twoja mama, ale Ty jesteś winna, ze dzieci w święta
    > zamiast mieć fajnie, musza uczestniczyć w tych przedstawieniach.

    A ja bym nie wyrokowała tak od razu, że to było "piekło" dla dzieci. Skupię się na nich, bo one są tu najważniejsze z mojego punktu widzenia.
    Po pierwsze - nie wiadomo do końca, ile dzieci widziały i słyszały. Poza tym, że znają babcię i jej teksty nie od dziś, więc niekoniecznie było to dla nich straszne przeżycie i "piekło".
    Po drugie - nie da się chronić dzieci przed wszystkimi psychopatami i złymi ludźmi świata, za to należy pokazywać im, jak sobie z nimi radzić - czyli nie pozwalać sobie na złe traktowanie i np. "opuścić towarzystwo", jak świry zaczynają świrować; odpierać ataki w taki czy inny sposób. Więc - odwiedzamy babcię w tak ważny dzień, jak Wigilia, ale jeśli babcia nie umie się normalnie zachować, to zbieramy się i wracamy do domu.
    Bo i nie jest tak, że święta są i mają być idealne jak w reklamie. Zresztą w niedawnym wątku było to mocno podkreślane - że niektórzy mają wyidealizowaną wizję, do której głupio dążą, bo rzadko się sprawdza. Bo najczęściej jest trochę fajnie, trochę niefajnie - jak w życiu. Nie wydaje mi się, żeby to było coś karygodnego.

    Także się zgadzam, że Zosia powinna w ogóle zaprzestać kontaktowania się z matką, ale z drugiej strony rozumiem, że może być to dla niej póki co niewykonalne.
    A zarzuty, że pojechała do matki wyłącznie ze względu NA SIEBIE, na SWOJE SAMOPOCZUCIE powtarzają idealnie narrację jej matki - że jest egoistką, że myśli tylko o sobie, a powinna myśleć o innych (czyli np. o mamusi). Zosi należy się pomyślenie o sobie, jakkolwiek bądź. Co prawda zrobiła to może i niezbyt mądrze czy właściwie - jeśli patrzeć na to długofalowo - ale nie miejmy do niej pretensji, że priorytetem było jej samopoczucie. Warto tylko, żeby dbała o nie rozsądniej, a nie tylko gasiła poczucie winy na jedną chwilę.
    No i oczywiście samopoczucie matki powinno się ustawić w szeregu za jej własnym, za samopoczuciem jej dzieci i męża. Teraz ta kolejka jest mocno zaburzona.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • mila1201 24.12.17, 21:51
    fusun1804 napisała:

    > Tak, ludzie sa w szoku kiedy mamusia lub małżonek przychodzą do pracy i naprawd
    > ę nie wiedza jak reagować. Nie wiedzą bo nigdy wczesniej im sie to nie zdarzyło

    Byłam świadkiem takiej akcji. Do naszej firmy przyszła żona pracownika ( są w trakcie rozwodu ) i zażądała zwolnienia go. Takich oszczerstw i wylanych pomyj dawno nie słyszałam. Szef (prywatnie mój mąż) wyprosił ją w kulturalny sposób. Gdyby to ode mnie zależało to wykopałabym babę za drzwi z odpowiednim komentarzem.

  • zlababa35 24.12.17, 06:09
    Nie jedź. I najlepiej już nigdy tam nie przyjeżdżaj.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • pani_noc 27.12.17, 09:23
    Przez kilkanaście lat miałam podobne odczucia w związku ze świętami - nie chodzi o moją mamę, tylko o teściową, z którą spędzaliśmy koszmarne wigilie (mam do siebie pretensję, że przez lata się na to zgadzałam)...
    Kiedy 6 lat temu zrobiła tradycyjną wigilijną zadymę, zakomunikowałam mężowi, że może nawet płakać krwawymi łzami, z teściową nie zamierzam utrzymywać ŻADNYCH kontaktów... Zdania dotrzymałam i teraz święta, bez towarzystwa wrednej baby, są naprawdę przyjemne... ;)
  • zosia_1 27.12.17, 11:01
    Wczoraj, kiedy wieczorem oglądałam jakiś film, w pewnym momencie jedno z dzieci wychodziło ze swojego pokoju i mocniej nacisnęło klamkę, w tej same chwili serce podeszło mi pod gardło, w tej jednej sekundzie wpadłam w panikę, że to właśnie mama wpada do mojego domu z dziką awanturą. Nie mam problemu, żeby nie pojechać do stryja, do którego jeździłam co roku, ale dowiedziałam się co o mnie wygaduje i o jakie rzeczy mnie oskarża, ale matka, to osoba toksyczna od zawsze. Nie wiem jak sprawić sobie porządne pranie mózgu, które uodporni mnie na jej nastroje, pogrywanki, żale jaka ona biedna z jednoczesnym obwinianiem mnie, że to moja wina, żebym nie uwierzyła w to.
  • alpepe 27.12.17, 11:36
    Nie potrzebujesz matki, nie potrzebujesz, tak, jak ptak, który wyfrunął z gniazda i założył własne i właśnie karmi SWOJE potomstwo. NIE POTRZEBUJESZ.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • pani_noc 27.12.17, 13:49
    A tym bardziej TAKIEJ matki...
  • mila1201 27.12.17, 12:49
    Zacznij swojej matce stawiać granice, których nie wolno będzie jej przekraczać. Jak je przekroczy to wyciągaj konsekwencje. Bądź stanowcza - rzadziej odwiedzaj, telefony odbieraj raz na tydzień, dwa lub raz na miesiąc. Mów jej, że najważniejsza jest dla Ciebie rodzina, którą założyłaś. Ona jest dorosła i sama musi zadbać o siebie. Do prawidłowych i serdecznych relacji potrzebne są dwie strony i każdy musi włożyć w to trochę wysiłku. Na razie to tylko Ty się starasz, a matka dostaje to co chce, bo wie, że może sobie na to pozwolić, bo nie spotka ją żadna "kara". Mów stanowcze NIE dla jej niegodziwych zachowań. Twoja matka, gdy poczuje Twój opór zacznie odpuszczać z obawy, że może Ciebie stracić. Może tak się stać, ale nie koniecznie - zależy, jak bardzo jest zacietrzewiona. Dbaj o swoją rodzinę. Mąż też ma jakieś granice wytrzymałości - zwróć na to uwagę. On chce mieć żonę, a dzieci matkę. Pokaż dzieciom i naucz je stawiania granic innym, bo w przeciwnym razie gdy dorosną wypuścisz w świat emocjonalne kaleki. Kaleki, które nie będą potrafiły walczyć o swoje prawa, bo nie będą wiedziały jak to robić, bo nikt ich tego nie nauczył.
    Na swoją matkę spójrz jak na DOROSŁĄ osobę, która sama musi dbać o swoje potrzeby i która nie ma prawa oczekiwać i żądać tego od innych. Jesteś dojrzałą kobietą i czy oczekujesz od innych, aby dbali o Twój dobry nastrój, dostosowywali się do Twoich wymagań i spełniali Twoje zachcianki swoim kosztem? Chyba nie, bo wiesz, że o to zadbasz sama. Owszem, zdarzają się sytuacje, w których oczekujemy pomocy od innych, ale PROSIMY o tę pomoc. Prosząc liczymy się także z odmową i nie strzelamy wtedy focha, nie obrażamy się, nie obwiniamy innych, a za okazaną pomoc DZIĘKUJEMY.
    Twoja matka jest osobą toksyczną, ale TY jej nie zmienisz - nie masz takiej mocy sprawczej. Zmiany ona może dokonać SAMA, ale nie zrobi tego, bo Ty jej na to nie pozwalasz. Ona nie ma powodu, żeby coś zmieniać, bo po co? Jej jest tak dobrze - ona żąda, Ty ulegasz i dajesz. Zmień siebie i swoje podejście do niej, bo żądania wraz z jej wiekiem będą się nasilać. Na to co Twoja matka wygaduje do innych członków rodziny lub znajomych nie masz ŻADNEGO wpływu. Ona to robi i będzie to robić tak długo, aż nie spotka się z przykrymi konsekwencjami swojego niegodziwego postępowania. A te konsekwencje możesz wyciągnąć tylko Ty - ograniczyć z nią kontakty lub nawet zerwać je na jakiś czas - bądź w tym stanowcza. Ty nie zrobiłaś nic złego, to Twoja matka ma się czego wstydzić.
  • fusun1804 27.12.17, 13:50
    „tej same chwili serce podeszło mi pod gardło, w tej jednej sekundzie wpadłam w panikę, że to właśnie mama wpada do mojego domu z dziką awanturą. „

    Zdarzyło sie to juz kiedyś? Wpadła juz do Ciebie z dzika awantura? Jesli tak to czy dzieci to widziały?

    Mnie bardzo interesuje zdanie Twojego męza w tej kwestii. Czy kiedykolwiek sie wypowiedział?

    Ja widze duża nadzieje na to ze Autorka sie od matki w koncu odetnie. Postawiła pierwszy krok a to wazne.
    To nie jest sytuacja mojej ex- szwagierki i jej meza, którzy pokornie wysłuchują obelg, słuchają co tydzien jak matka wychwala pod niebiosa pozostałe siostry i użala sie nad nimi, wychwala dzieci jednej z nich, opluwa ich córkę ( Autorko, w znakomitej większości przypadków takie mamusie obracają sie przeciwko wnukom). Nigdy sie nie przeciwstawili. Nigdy nie stanęli w obronie swojej córki. Sa pokornymi, posłusznymi dziećmi, obecnie odbiegającymi 60-tki. Tańczą jak im matka zagra, lecą do niej na każde skinienie, obsługują, córka nie traci nadziei na docenienie. A mąż drży ze strachu przed żona.
  • fusun1804 27.12.17, 14:17
    Dodam, ze to odcięcie sie nie bedzie łatwe. Autorka juz wspominała o tym ze mamusia wydzwaniała po znajomych jaka to z niej niedobra córka i niektórzy czuli sie w obowiązku ja upomnieć, przywołać do porzadku, przypomnieć Autorce o jej obowiązkach. Znam to, tez to przeżyłam. Zostałam zaatakowana przez moja siostrę i jej męża, próbowali mnie wlasnie przywołać do porzadku, szwagier z duma i wyższością opowiadał jak to ojciec go bił, ot tak, za nic, przychodził z pracy wkurzony i go bił a on teraz z nim utrzymuje kontakty. Rownież siostra ex- meza, niewolnica matki i cierpiętnica, darła na
    mnie ryja, ze jestem niemoralna, zła, podła, wyrodna itd.
    Mieszkam za granica, nikomu o mojej sytuacji rodzinnej nie opowiadam.

    Jesli ta matka posunęła sie do pójścia do pracy Autorki i żądania od szefa, zeby ja zwolnił, to tak łatwo nie pogodzi sie z odcięciem od niej, z zerwaniem kontaktów. Oplotkuje córkę do kazdego. Ze łzami w oczach bedzie sie użalać na niewdzięczność Zosi. I niestety niektórzy jej uwierzą i tłumaczenia Zosi nic nie dadzą.

    Mnie siewydaje ze tej matce nie mozna postawić granic. Tu granice nic nie dadzą. Po tej akcji z przyjściem do pracy wystąpilabym do sądu o zakaz zbliżania sie,
  • mila1201 27.12.17, 15:47
    fusun1804 napisała:

    > Dodam, ze to odcięcie sie nie bedzie łatwe. Autorka juz wspominała o tym ze mam
    > usia wydzwaniała po znajomych jaka to z niej niedobra córka i niektórzy czuli s
    > ie w obowiązku ja upomnieć, przywołać do porzadku, przypomnieć Autorce o jej ob
    > owiązkach.
    Tu nic nie będzie łatwe. Nawet jeśli Autorka zostanie podnóżkiem i wycieraczką dla swojej matki to i tak jej nie zadowoli. Takiej matce przeszkadza nawet z jaką częstotliwością dziecko oddycha. Taka matka zawsze będzie niezadowolona, bo ona tego nie chce. I to trzeba zrozumieć. Dziecko NIGDY nie będzie wystarczająco dobre, choćby stanęło na głowie i podparło się rzęsami. Zrozumieć to i odciąć się emocjonalnie.

    > Zostałam zaatakowana przez moja siostrę i
    > jej męża, próbowali mnie wlasnie przywołać do porzadku, szwagier z duma i wyżs
    > zością opowiadał jak to ojciec go bił, ot tak, za nic, przychodził z pracy wkur
    > zony i go bił a on teraz z nim utrzymuje kontakty. Rownież siostra ex- meza, ni
    > ewolnica matki i cierpiętnica, darła na
    > mnie ryja, ze jestem niemoralna, zła, podła, wyrodna itd.
    > Mieszkam za granica, nikomu o mojej sytuacji rodzinnej nie opowiadam.

    Zaburzone matki zawsze szukają sojuszników w nawracaniu "nieposłusznych" dzieci. Sojuszników, którzy mają wykonać za nią "brudną" robotę. Taka matka nie ma odwagi stanąć "twarzą w twarz" z własnym dzieckiem i porozmawiać z nim o problemach i sposobu wyjścia z trudnej sytuacji. Takiemu dziecku należy wpoić przy pomocy innych, że to ono jest problemem.

    > Jesli ta matka posunęła sie do pójścia do pracy Autorki i żądania od szefa, zeb
    > y ja zwolnił, to tak łatwo nie pogodzi sie z odcięciem od niej, z zerwaniem kon
    > taktów. Oplotkuje córkę do kazdego. Ze łzami w oczach bedzie sie użalać na niew
    > dzięczność Zosi. I niestety niektórzy jej uwierzą i tłumaczenia Zosi nic nie da
    > dzą.

    Zosia nie ma ŻADNEGO wpływu na to co jej matka zrobi. Jej matka nie ma żadnych zahamowań i nie rozumie też, że jej dziecko jest już dorosłą osobą, która sama decyduje o swoim życiu. I Zosia nic z tym nie zrobi, bo jej matka tego nie chce i już. Może tłumaczyć się każdemu przed kim matka ją oszkaluje, ale życia jej braknie na prostowaniu tych kłamstw.

    >
    > Mnie siewydaje ze tej matce nie mozna postawić granic. Tu granice nic nie dadzą
    > . Po tej akcji z przyjściem do pracy wystąpilabym do sądu o zakaz zbliżania się

    W tym przypadku zakaz może być przydatny jako narzędzie wstydu dla matki, bo dla niej zdanie innych jest ważne - co pomyślą sąsiedzi i znajomi.

    Najważniejsze to odciąć się emocjonalnie.
  • zosia_1 27.12.17, 14:48
    Żeby tak wpadła do domu z awanturą to nie, ale jaknp była u mnie i się nakręciłaś, to się zdarzyło, że w środku nocy zabierałam dzieci w piżamie i uciekaliśmy. Pojechałam wtedy do teściów, bo był tam mąż i z powrotem wracaliśmy do domu, bo dom został otwarty jak uciekałam, ona przez całą noc się kłóciła, sąsiedzi pytali mnie później co się u nas działo, ona np. Próbowała skakać z balkonu, trzeba ją było na siłę zabierać. Przy mężu jest trochę mniej agresywna ale mówi wiele bardzo raniących słów. Mąż zawsze próbuje z nią się porozumieć, zachęca do rozmowy
  • fusun1804 27.12.17, 15:07
    „Żeby tak wpadła do domu z awanturą to nie, ale jaknp była u mnie i się nakręciłaś, to się zdarzyło, że w środku nocy zabierałam dzieci w piżamie i uciekaliśmy. „

    OJP ...... brak mi slow. Twoim podstawowym problemem jest brak świadomości własnych praw. Jestes dorosłym człowiekiem, do zajścia doszło w TWOIM domu. Do głowy by mi nie przyszło uciekać z WŁASNEGO domu z dzieciakami w piżamach w środku nocy. Zadzwonilabym na policję i policja by pani matce przemówiła do rozsądku.
    Przy czym tlą sie w Tobie resztki instynktu macierzyńskiego. Moj były mąż i jego siostra powiedzieliby dzieciom
    „ mamusia taka juz jest, nic sie nie da zrobic, taka juz jest” a po wszystkim by ją przepraszali.
    Tylko prosze, nie nazywajcie tej matki „ toksykiem”. To nie zaden toksyk tylko przemocowiec przekonany - całkiem słusznie- o swojej bezkarności.

    Jesli Twoj mąż zachęca do rozmowy i liczy na porozumienie, to masz przesrane. Szkoda ze jej nie wykopał z domu.
  • fusun1804 27.12.17, 15:20
    „Próbowała skakać z balkonu, trzeba ją było na siłę zabierać.„

    Nie, nie trzeba było jej zabierać z balkonu. Natomiast trzeba było zadzwonić na pogotowie.
    Kto konkretnie ją z tego balkonu na sile zabierał?
    Czy dzieci były świadkami tego skakania z balkonu?
  • ola_dom 27.12.17, 16:01
    fusun1804 napisała:

    > „Próbowała skakać z balkonu, trzeba ją było na siłę zabierać.„
    >
    > Nie, nie trzeba było jej zabierać z balkonu. Natomiast trzeba było zadzwonić na pogotowie.

    Święta racja.
    Przypomniało mi się - moja mama wprawdzie nie robiła teatrzyków ze skakaniem ani z wieszaniem, ale wielokrotnie napomykała wystarczająco jednoznacznie, że pozostało jej już tylko ze sobą skończyć. Oczywiście nigdy nie było nic powiedziane wprost o samobójstwie czy nic podobnego - u niej to były grube, wzdychane aluzje, że "mam szczęście, że ona sobie coś w ostatniej chwili przemyślała, bo już bym jej nie odwiedzała w domu, tylko na cmentarzu", etc.
    Za którymś razem - za radą forum - powiedziałam, że następnym razem, kiedy tylko wspomni o samobójstwie, natychmiast dzwonię po karetkę psychiatryczną, bo stanowi poważne zagrożenie dla siebie i tym powinien zająć się specjalista, bo ja nie jestem fachowcem. O matko, co się działo! Matka uznała, że to mój facet tak mnie opętał, żeby mnie przekabacić, żebyśmy ją razem wpędzili do psychiatryka, a "ona dobrze wie, co tam z ludźmi robią...". I że to taki podstępny plan. I inne pierdy, włącznie z tym, że "się mnie BOI...!".
    Ale pieprzenie o samobójstwie skończyło się raz na zawsze.

    Bo tak naprawdę nie ma tu innego wyjścia, ponieważ:
    albo strasząca wcale nie straszy i naprawdę chce ze sobą skończyć - wtedy psychiatra jest niezbędny;
    albo strasząca straszy z premedytacją i dopiero wizja psychiatry i karetki może ją postawić do pionu.
    Więc w takich razach po prostu dzwonisz po karetkę i koniec.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • zosia_1 27.12.17, 19:52
    Ja raz wezwała karetkę, kiedy odwołała podobne numery, pierwsza karetka przyjechała, dali jej coś na uspokojenie i odjechali, bo...sanitariusze znali mamę, hak przyjeżdżali do babci, bo ona taka fajna, towarzyska itp itd, po kilku godzinach kolejna karetka zabrała mamę, ale żeby tak ochoczo to nie powiem. Miesiąc po tym jak wyszła ze szpitala odkręciła gaz, sąsiadka przyszła, była tam rozłożona kołdra, poduszka, na których leżała, zadzwoniła do mnie sąsiadka, powiedziałam, że jestem na wakacjach i niech zadzwonią po karetkę, karetka przyjechała nomen omen do próby samobójcze ale panowie wysłuchali historyjki od mamy jak to ona ma niedobre córki itp itd i karetka jej nie zabrała. Złożyłam pisemną skargę na działanie 2 załóg karetki z opisem sytuacji, a oni napisali do mojej matki, w treści zamieścili mój list i zapytali czy ona się z tym zgadza, po czym mi odpisali, że sprawdzili działanie załóg i się nie potwierdza i wszystko jest ok. 😔😢
  • ola_dom 27.12.17, 20:16
    zosia_1 napisała:

    > karetka przyjechała nomen omen do próby samobójcze ale panowie
    > Złożyłam pisemną skargę na działanie 2 załóg karetki z opisem sytuacji,
    > a oni napisali do mojej matki, w treści zamieścili mój list i zapytali czy
    > ona się z tym zgadza, po czym mi odpisali, że sprawdzili działanie załóg
    > i się nie potwierdza i wszystko jest ok. 😔😢

    Brak słów na to wszystko,
    ALE - czy karetka, która przyjechała (np. ta do "próby samobójczej") to była karetka psychiatryczna? To może mieć znaczenie, bo tzw. zwykli ratownicy medyczni mogą nie musieć rozpoznać sprawy, a w karetce psychiatrycznej być może byłby ktoś lepiej zorientowany w temacie i zabrał mamę na obserwację, czy tp.
    Może to już teraz bez znaczenia - bo nie mam już wątpliwości, że nie masz innej drogi i wyjścia, jak odciąć się od matki, więc ta wiadomość może Ci już nie być potrzebna w przyszłości.
    Jedno nie ulega wątpliwości - matki nie uratujesz, choćbyś zrobiła nie wiem co. Nie jesteś w stanie zrobić NIC - ani żeby ją ocalić, kiedy się akurat zabija, ani żeby ją zadowolić, natomiast bez wątpienia możesz jedynie stracić, i to bardzo wiele, w kontaktach z nią. "Bardzo wiele" oznacza nie tylko Twoje zdrowie, ale przede wszystkim zdrowie (szeroko rozumiane) Twoich najbliższych, a szczególnie dzieci.
    Chcesz poświęcać coś, co i tak jest z góry stracone kosztem dzieci? Wiesz, że to właśnie robisz utrzymując kontakt z matką? Ten kontakt NIKOMU nie daje nic dobrego. NIC. Przynosi wyłącznie straty i cierpienie. Wszystkim. Dlaczego wciąż to robisz?

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • mila1201 27.12.17, 20:20
    Przyznaję - witki mi opadły....

    Też miałam matkę, która biegała ze sznurem i "straszyła" wszystkich wkoło, że idzie się powiesić, jednak nigdy nie wprowadzała obietnic w czyn. Może dlatego, że nikt z nas nie nabierał się na jej teatrzyki i nie reagowaliśmy na jej "groźby". A jak nie było widowni to po co grać. Może w przypadku Twojej mamy to też gra pod publikę, żeby pokazać światu, jakie to nieszczęście jej się trafiło w postaci nieczułych dzieci? A skąd sąsiadka wiedziała, że matka chce się "zagazować" ?

    To już chyba plaga szurniętych mamusiek :)
  • ola_dom 27.12.17, 20:25
    mila1201 napisała:

    > Przyznaję - witki mi opadły....
    >
    > Też miałam matkę, która biegała ze sznurem i "straszyła" wszystkich wkoło,
    > że idzie się powiesić, jednak nigdy nie wprowadzała obietnic w czyn.

    Nie zapomnę, jak na sąsiednim forum raz dziewczyna napisała o swojej matce, która też ciągle "się wieszała".
    I jak już raz nie wytrzymali z bratem i powiedzieli matce, żeby się wreszcie zdecydowała w jedną albo w drugą - bo wciąż się wiesza / nie wiesza, a oni nic zaplanować nie mogą.
    O ile pamiętam - pomogło (na wieszanie).

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • mila1201 27.12.17, 20:59
    Dobry sposób na taką szaloną matkę, która ma "gdzieś" co czują w takich chwilach jej dzieci. Wymachują tym "samobójstwem" jak maczugą siejąc emocjonalne spustoszenie wśród najbliższych. Na szczęście moja matka już nie żyje. Za to trafiła mi się teściowa, która jest jej uzupełnieniem. Nie ma szans na nudę :)
  • fusun1804 27.12.17, 21:02
    „Nie zapomnę, jak na sąsiednim forum raz dziewczyna napisała o swojej matce, która też ciągle "się wieszała".
    I jak już raz nie wytrzymali z bratem i powiedzieli matce, żeby się wreszcie zdecydowała w jedną albo w drugą - bo wciąż się wiesza / nie wiesza, a oni nic zaplanować nie mogą.
    O ile pamiętam - pomogło (na wieszanie).”

    Pomogło bo OBOJE sie przeciwstawili. Pomaga, jesli CAŁA rodzina sie przeciwstawia lub jest obojętna. Jesli tylko jedno z rodzeństwa sie wyłamuje ( w moim przypadku to ja) to ten wyłamujący sue członek rodziny jest tym złym, niewdzięcznym, podłym, wyrodnym dzieckiem. I staje siew rogiem nr 1 siostry wycieraczki- męczennicy.
  • zosia_1 27.12.17, 20:27
    Podobno przyszła po coś to było przypadkowo, tak ją zastała, na kołdrę, poduszce, dawno to było, ja nie chciałam słuchać, żeby tym nie żyć, nie zajmować się nią,
  • mila1201 27.12.17, 21:13
    Może w tamtym czasie miała depresję. Może....
    Jakoś nie mogę pozbyć się wrażenia, że to jednak było pod publikę. Mamuśka zrobi wszystko, posunie się do największej podłości, żeby tylko być w centrum zainteresowania. To ona ma być najważniejsza dla córki a nie jakiś tam mąż i ich dzieci.
  • ola_dom 27.12.17, 14:20
    zosia_1 napisała:

    > Nie wiem jak sprawić sobie porządne pranie mózgu, które uodporni mnie na jej
    > nastroje, pogrywanki, żale jaka ona biedna z jednoczesnym obwinianiem mnie, że
    > to moja wina, żebym nie uwierzyła w to.

    Ja bym wróciła do Twojego wątku z początku tego roku, gdzie piszesz, jak bardzo brakuje Ci zainteresowania ze strony matki. Wydaje mi się, że tu leży problem. Że jeździsz do matki, "łasisz się do niej", wciąż podświadomie liczysz na to, że wreszcie dostaniesz od niej to, co powinnaś dostać w dzieciństwie, a czego nigdy nie było. I NIE BĘDZIE.
    I im szybciej się z tym pogodzisz, tym łatwiej będzie Ci odciąć się od matki. Bo już niczego nie będziesz od niej potrzebowała.
    Tak - Ty nie będziesz potrzebowała, choć teraz pewnie wydaje Ci się, że jeździsz do niej, bo to ona tego potrzebuje. A wcale nie. To Tobie wciąż potrzeba tego, żeby mama wreszcie Cię pochwaliła, doceniła to, że przyjechałaś, że o niej myślisz - żeby Cię pogłaskała.
    Tyle że tak się nie stanie. Jak sobie to uświadomisz i się z tym pogodzisz - założę się, że to będzie początek "zdrowienia".

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • fusun1804 27.12.17, 14:39
    pani_noc napisała:

    > Przez kilkanaście lat miałam podobne odczucia w związku ze świętami - nie chodz
    > i o moją mamę, tylko o teściową, z którą spędzaliśmy koszmarne wigilie (mam do
    > siebie pretensję, że przez lata się na to zgadzałam)...
    > Kiedy 6 lat temu zrobiła tradycyjną wigilijną zadymę, zakomunikowałam mężowi, ż
    > e może nawet płakać krwawymi łzami, z teściową nie zamierzam utrzymywać ŻADNYCH
    > kontaktów... Zdania dotrzymałam i teraz święta, bez towarzystwa wrednej baby,
    > są naprawdę przyjemne... ;)

    Ale Twoj mąż jest po Twojej stronie, tak? I teraz spędza wigilie z Toba?
    Jaki kontakt maTwoj mąż z matką?
  • zosia_1 27.12.17, 15:31
    Mąż jest po mojej stronie, wobec mamy zachowuje się w porządku, choć zauważyłam, że coraz bardziej ogranicza z nią kontakt, za co również ciągle wysłuchuję od mamy niemiłe rzeczy, dlatego kiedy ostatnio ją odwiedziłam, wizyta trwała kilkanaście minut, bo powiedziałam, że nie będę słuchała od progu jakichś dziwnych gadek NT dlaczego mój mąż nie przyjeżdża
  • mila1201 27.12.17, 16:23
    Twój mąż jest dla Ciebie wsparciem i chwała mu za to. Jednak przyjdzie taka chwila, że będzie miał dość upiornej teściowej i jej córki- swojej żony, która nie potrafi stawiać swojej matce granic. Wtedy waszym małżeństwem może wstrząsnąć, bo każdy ma jakieś granice wytrzymałości. Czy tego chcesz? Piszę to z własnego doświadczenia, bo mam taką teściową jak ty matkę.
  • fusun1804 27.12.17, 17:27
    „Jednak przyjdzie taka chwila, że będzie miał dość upiornej teściowej i jej córki- swojej żony, która nie potrafi stawiać swojej matce granic. „

    U mnie taka chwila nadeszła ale nie u wszystkich nadchodzi. W przypadku męza mojej siostry ta chwila nie nadeszła, w przypadku męza ex- szwagierki rownież nie. Rodzicow sie nie wybiera, mama to mama, ona taka juz jest, ona tylko dobrze chce i podobne farmazony.

    Zosiu, jak mąż zareagował na Twoja ucieczkę w środku nocy z dziećmi w piżamach?
  • zosia_1 27.12.17, 17:51
    Ubrał się bo było ok. Północy i wóciliśmy do domu. To było dawno, teraz zrobiłabym inaczej, wtedy po prostu graliśmy w jej grę
  • pade 28.12.17, 10:40
    A teraz będzie mniej sympatycznie.
    Nie jesteście z mężem dobrzy, nie w tym sensie, o którym myślicie. Z miękkim sercem Wasze postępowanie też nie ma nic wspólnego. Raczej z tchórzostwem. A te wynika bezpośrednio ze strachu i przekonaniu o własnej omnipotencji, albo lekceważeniu wpływu wydarzeń, w których bierzecie udział, na dzieci.
    Ten strach, który czujesz autorko to są emocje dziecka zależnego od matki. To są emocje z przeszłości, nie wygadane, nie wykrzyczane, nie ukojone. Tak się czułaś będąc dzieckiem zależnym od matki. Tylko, że już nie jesteś dzieckiem, a zdajesz się tego nie zauważać.
    Twój mąż z kolei, jest zdaje się przekonany, że jakoś Twoją matkę udobrucha, że się postara, coś jej wytłumaczy i ona się zmieni. Znowu jakieś rojenia.
    Dalej, jesteście przekonani, że dzieci niewiele widzą, tylko część akcji babci, więc w sumie sytuacja nie ma na nie większego wpływu. Nic bardziej mylnego, bo dzieci odczuwają Wasze emocje, odbierają Twój strach autorko. A, że wychowują się przez modelowanie czyli przykład, pokazujesz im Ty i mąż, jak należy reagować i co czuć, w takich a nie innych sytuacjach. Pokazujecie im oboje jak sobie (nie) radzić w życiu, np. z trudnymi ludźmi.
    Czas najwyższy uznać, że nie macie NAJMNIEJSZEGO wpływu na zachowanie matki, za to macie wpływ na własne reakcje na jej zachowanie. Dorosłość polega mniej więcej na tym, że nie uzależniamy swoich myśli, emocji, zachowań od drugiego człowieka. Nie reagujemy na rodziców jak tresowane pieski. Mamie nie podoba się bluzka? No i co z tego?? A dlaczego Ci zależy, żeby jej się podobała? Tobie ma się podobać. Mama robi sceny? Schodzisz z widowni, nie ma widowni, nie ma przedstawienia. Chyba, że lubisz cyrk, albo jesteś aktorem w przedstawieniu. Mama krzyczy przez telefon? Nie jesteś już małym dzieckiem, nie musisz jej wysłuchiwać, odkładasz słuchawkę i tyle.
    Zrozum, Twoja matka karmi się Twoim strachem, Twoją zależnością emocjonalną od niej. Im bardziej będziesz jej podległa, tym większe cyrki będzie Ci urządzała. Ma wtedy dla kogo się wysilać. A że to jest toksyczne? Ją to nie obchodzi, ona inaczej nie potrafi. I nie ma zamiaru się nauczyć.
    Ty za to możesz.

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • morekac 28.12.17, 10:58
    Po takiej akcji ( i innych tego typu zachowaniach) dzieci nie powinny mieć kontaktu z babcią. Odwiedzaj matkę sama, jeśli czujesz taką potrzebę.
    Przecież twoja matka jest niestabilna psychicznie, wiadomo, co jej odbije?

    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • ada1214 28.12.17, 12:34
    Przeczytałam nie cały wątek, ale chyba meritum rozumiem.
    Dostałaś tu wiele cennych rad, wskazówek i punktów widzenia. Też dorzucę.
    Dziewczyny w większości zalecają stopniowe, acz konsekwentne oddzielanie się od matki. Strategia małych kroków działa w wielu przypadkach, ale nie we wszystkich.
    W moim wypadku takie stopniowanie by nie zadziałało. Ja, jeśli się czegoś bardzo boję, a wiem, że jest nieuniknione, to muszę działać dramatycznie i spektakularnie, im drastyczniejsze środki tym większa ulga. Wszystko inne jest, w mojej ocenie, przedłużaniem agonii li i jedynie.
    A przechodząc do konkretów, w sytuacji opisanej przez Ciebie wysłałabym do matki smsa, maila komunikując jej moje stanowisko-po pierwsze, ze na wigilii się nie pojawię, po drugie, żeby się nie fatygowała odpisując i dzwoniąc bo właśnie blokuję jej numer, po trzecie, że ma czekać aż ja się odezwę za np. 3 miesiące by sprawdzić czy się uspokoiła. Żeby zabić wyrzuty sumienia zrzuciwszy tę bombę aplikowałabym sobie przez kilka dni, tydzień jakieś silne środki uspokajające, w które bym się przezornie zaopatrzyła u lekarza. Po kilku dniach, gdy się by okazało, że świat się nie zawalił, napięcie wewnętrzne raczej zaczęło by znikać, ustępując miejsca poczuciu własnej sprawczości.
    Gdyby ta strategia z jakichś powodów zawiodła, włączyłabym coś innego, jeszcze bardziej drastycznego.
    Chcę przez to powiedzieć, że czasami najlepszym rozwiązaniem jest po prostu rzucić się na głęboką wodę. W moim wypadku tylko taka strategia działa.

  • fusun1804 28.12.17, 14:50
    Ja mam jeszxze pytanie do Autorki. Zosiu, jak wyglądają kontakty Twojej siostry z matka?
  • zosia_1 29.12.17, 00:21
    Wydaje mi się, że siostra nie jest tak uzależniona emocjonalnie od matki jak ja. Ale ma swoje kłopoty małżeńskie z mężem, który jest b. Apodyktyczny i to co dla nas obu jest trudne, to to, że wiadomo, że nie tylko nie możemy liczyć na wsparcie czy jakąkolwiek pomoc w trudnym czasie, to musimy uważać, żeby się nie dowiedziała, ponieważ wykorzystuje słabość
  • mila1201 29.12.17, 11:00
    Zosiu, to co napiszę jest brutalne, ale żyjesz mrzonkami. Oczekujesz od swojej mamy wsparcia, którego nie dostałaś, nie dostajesz i NIGDY nie dostaniesz, bo ona zwyczajnie nie jest do tego zdolna. Nie chce albo nie potrafi Tobie tego dać. Nie można wymagać od byka mleka. Zweryfikuj swoje oczekiwania, które żywisz wobec swojej matki. Wiem, że to boli, ale nic z tym nie zrobisz, bo to nie zależy od Ciebie. Chciałabyś mieć czułą i troskliwą mamę, zwłaszcza gdy widzisz takie relacje u swoich koleżanek i znajomych. Ale tak nie będzie i już. Ty tego nie jesteś w stanie zmienić. Pozostało Tobie pogodzić się z tym faktem, że tak już pozostanie. W przeciwnym razie zaczniesz zamieniać się w swoją matkę i zrobisz krzywdę swoim dzieciom. Pisałam, że miałam matkę podobną do Twojej. Pogodziłam się z tym, że ona taka była i już. Nie miałam żadnego wpływu na jej zmianę, bo to nie ode mnie zależało. Taka była i tego nie zmienię. Za to zmieniłam swoje podejście do toksycznych ludzi - uciekam od nich na bezpieczną odległość, żeby nie ochlapali mnie swoim jadem. Nie oczekuj od innych czegoś, czego nie mogą Ci dać, bo oni tego po prostu nie mają i nie mogą się tym podzielić. Twoja mama jest osobą roszczeniową i wymusza wszystko szantażem emocjonalnym. Ważne, co TY z tym zrobisz, czy będziesz jej ulegać, czy będziesz jak ten skopany pies łasić się o podrapanie za uchem? Rozmawiałaś kiedyś z nią o tym, jak Ty się z tym czujesz? Pytałaś, dlaczego nie daje Tobie wsparcia ? Nazwałaś to tak jak powinno być nazwane, czyli że stosuje ona przemoc psychiczną wobec własnych dzieci?
  • fusun1804 29.12.17, 13:17
    „Pisałam, że miałam matkę podobną do Twojej. Pogodziłam się z tym, że ona taka była i już”

    Ja rownież, ale niestety inni sie z tym NIGDY nie pogodzą. Bedą tańczyć wokół matki, skakać, dwoić sie i troić zeby tylko zasłużyć na jej uznanie. Dla siostry mojego ex- męza jej córka i jej mąż sa nikim, nie liczy sie z nimi, liczą sie tylko rodzice, ich potrzeby,ich kaprysy i ich widzimisie. Córce mówiła wprost, jak bardzo cierpi ze nie moze codziennie byc z mamusia i tatusiem, ze córka ja odciąga od rodziny. Niektórzy ludzie sie żenią lub wychodzą za mąż bo co ludzie powiedzą ( albo w przypadku mężczyzn chodzi o seks i o to zeby było ugotowane i posprzątane). Ta siostra od kilkunastu lat lata do matki na kazde skinienie, jest taksówkarzem, kucharka i sprzątaczka w jednym. Wszystko po to zeby zasłużyć na docenienie. A matka cały czas wychwala pod niebiosa jej siostrę i jej meza, zachwyca sie dziećmi jej siostry. Jej męza i jej córkę opluwa i szkaluje. Córka sie wyniosła z tego domu tuż po maturze, jej mąż to znosi. Dlaczego? Nie mam pojęcia.
    Mojej koleżance lekarz psychiatra powiedział „ niech pani przestanie walczyć z tesciowa i z mężem bo pani nie wygra, niektórzy ludzie nie nadają sie do związku, nie sa w stanie stworzyć związku z partnerem, ich rolą jest bycie dzieckiem mamy”.
    Koszmarem jest bycie partnerem życiowym takiego dziecka mamy, ktore cały czas kombinuje jak tu mamie dogodzic, jak ja zadowolić. Przy czym mozna sobie znalezc ( jak moja jest- szwagierka) człowieka, ktory nie ma pojęcia o tym ze ma prawa, ze jemu sie należy szacunek w jego własnym domu, ze jego dziecku sie należy szacunek.
  • mila1201 29.12.17, 14:47
    " niestety inni sie z tym NIGDY nie pogodzą" - może nie chcą, może nie mogą, a może wciąż liczą na matczyną miłość i nie zdają sobie sprawy, że tej czystej, bezinteresownej i bezwarunkowej miłości matki do dziecka nie dostaną, bo te zaburzone matki tego nie potrafią. Też kiedyś żebrałam o to, flaki z siebie wypruwałam a i tak zostałam wyrodną córką. Córką, która nie chciała poświęcić swojego małżeństwa i swoich dzieci na rzecz matki. Bo to ona miała być dla mnie najważniejsza. Po jej śmierci na zwolnione przez nią miejsce wskoczyła teściowa. Dalej odgrywałam przydzieloną mi rolę. Starałam się, zabiegałam o jej akceptację a i tak ciągle słyszałam, że ma najgorszą synową na świecie. W końcu dotarło do mnie, że jej akceptacja nie zależy ode mnie, tylko od niej, że ze mną wszystko w porządku i że żadna inna na moim miejscu nie zostałaby zaakceptowana, bo ona tego nie chce. Do dziś nie pogodziła się, że jej syn jest dorosły i rodzina, którą założył jest dla niego najważniejsza, a nie mamusia. Przestałam się starać. Chce mieć złą synową, to ją będzie miała. I tak po kilku latach wyrzuciłam ją ze swojego życia, bo kobieta niezmiernie męczyła się z wymyślaniem sposobów, jak uprzykrzyć mi życie.

    " Córce mówiła wprost, jak bardzo cierpi ze nie moze codziennie byc z mamusia i tatusiem, ze córka ja odciąga od rodziny. " - córka kiedyś jej za to zapłaci, o ile dostrzeże swoją krzywdę. Jeżeli będzie powielała życie matki to raczej nie. I tak z pokolenia na pokolenie....
  • ola_dom 29.12.17, 19:20
    mila1201 napisała:

    > Przestałam się starać. Chce mieć złą synową, to ją będzie miała.

    Ja w końcu powiedziałam mamie, że korci mnie, żeby wreszcie zasłużyć na tę opinię - że się nią nie interesuję, nie zajmuję, że mnie nie obchodzi.
    To było tak absurdalne i krzywdzące - bo 90% moich myśli krążyło wokół niej, cały czas miałam ją w głowie, bez przerwy. A nieustannie słyszałam, że "ona mnie nic nie obchodzi i się nią nie interesuję!"...

    Takim matkom im więcej dasz, tym więcej będą żądać, taka reguła.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • fusun1804 29.12.17, 20:54
    „Do dziś nie pogodziła się, że jej syn jest dorosły i rodzina, którą założył jest dla niego najważniejsza, a nie mamusia. Przestałam się starać. Chce mieć złą synową, to ją będzie miała. „

    Zrobiłam dokładnie to samo. Zniknęłam zycia teściów, nie odwiedzałam,nie dzwoniłam. Kilka razy przyjechali- ja wtedy wyjechałam. Ale Ty miałaś poparcie meza, prawda? Mąż był po Twojej stronie, mąż był po stronie zony i dzieci, o ile dobrze zrozumiałam. Moj mąż nie. Ja byłam jego wrogiem nr 1 jako ta sprzeciwiająca sie domi akcji mamusi, odmawiająca bycia służąca, odmawiajaca dzwonienia, odwuedzania i płaszczenia sie. Poza tym moj mąż wyładowywał na mnie frustracje, ktora czuł w stosunku do swojej rodziny. Po każdym telefonie siostry- niewolnicy, użalającej sie na swoj ciezki los, znalazł powod zeby sie na mnie wydrzec, popchnąć i poszarpac. On nigdy nie szukał zony- partnerki zyciowej tylko służącej dla swoich rodzicow.

    " Córce mówiła wprost, jak bardzo cierpi ze nie moze codziennie byc z mamusia i tatusiem, ze córka ja odciąga od rodziny. " - córka kiedyś jej za to zapłaci, o ile dostrzeże swoją krzywdę. Jeżeli będzie powielała życie matki to raczej nie. I tak z pokolenia na pokolenie....”

    Nie wiem jaki jest stan świadomości tej dziewczyny, obecnie to dorosła kobieta, nie mam z nia kontaktu, podobnie jak z cała reszta „ Rodziny”. Jeszxze przed matura, zapytana co chce studiować, odpowiedziała, ze wszystko jedno co, byle daleko od rodziny. Wtedy całe zło przypisywała babce, nie wiem czy zdała sobie sprawę z tego ze jej rodzice dysponowali wszelkimi środkami zeby ją przed wrzeszczącą i ubliżającą babką uchronić a tego nie zrobili.
  • mila1201 29.12.17, 21:59
    Tak, mój mąż był i jest po mojej stronie, ale to też musiałam wywalczyć. Rozumiem go - jest między młotem a kowadłem, ale nie odpuściłam. Mocno wstrząsnęło to naszym małżeństwem, ale przetrwaliśmy. Po każdym kontakcie ze swoją matką chodził nabuzowany i nabzdyczony. Powiedziałam mu, że złość ma oddać do nadawcy, czyli do swojej matki a nie kierować ją w moją stronę, bo nie jestem niczemu winna. Pomogło. Teraz o niej nie rozmawiamy, bo ona dla mnie nie istnieje. Mężowi powiedziałam, że jego matka nie ma prawa dotknąć naszej furtki.
    Jakiś czas temu zapytałam nasze dzieci, co by zrobiły, gdybym była taka jak ich babka. Jednogłośnie odrzekły, że odcięłyby się ode mnie. Przybiłam im "piątkę" za zdrową postawę. Tak powinno być - od toksyków jak najdalej, nawet jeśli to matka.
  • barbra25 29.12.17, 11:10
    Znaczy, że siostra Twoja przerzuciła swoje emocjonalne uzależnienie z matki na swojego apodyktycznego męża? W jaki sposób Wasza matka wykorzystałaby tą informację przeciwko Wam?
  • zosia_1 29.12.17, 16:17
    Wyśmiewa się, ma satysfakcję, cieszy ją nasze niepowodzenie, dogryza
  • mila1201 29.12.17, 21:37
    Bardzo współczuję. Wiem co to oznacza - ból, żal i rozgoryczenie. I tęsknota za czymś, co powinno być a tego nie ma. I nie będzie. Im szybciej się z tym pogodzisz, tym szybciej się otrząśniesz.
  • rock-1 29.12.17, 11:21
    No i jak minęły święta? Coś dziwnie milczysz...
  • morekac 29.12.17, 13:04
    Przecież pisała.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • mtree 29.12.17, 22:20
    ojejku to nietylko u mnie takie rzeczy.U mnie tesciowa zrobila awanturke o to ze ona taka biedna schorowana I dziadka nienawidzi I on jescze tu .No tom jej powiedziala,ze jest u mnie I ze witam ja w moim domu .Noto jeszcze wigilia jako taka.No ale potem dziadek cosik do niej powiedzial I sie zaczelo.Na dodatek nas przeklela ze ona niemoze byc .Potem moj maz poprostu jej powiedzial ze niemoze do nas przyjezdzac.Ta chociaz schorowana spoakowala sie I wyjechala w sniezycy.
  • agra1 03.01.18, 19:30
    Zosiu, przeczytałam cały wątek i tak jedna rzecz mi się nasunęła. Święta BN już minęły, ale będą następne, będzie Wielkanoc. Może po prostu wykupcie sobie wyjazd gdziekolwiek, byle poza zasięg mamusi. Poinformujcie ją jak zacznie po raz pierwszy wątek wielkanocny, że macie inne plany i nie będzie was w domu. Nie dyskutować dalej, jak się zacznie kłócić i szantażować - odkładasz słuchawkę, wychodzisz. Wpłata zaliczki działa motywująco, żeby nie dać się wkręcić w zmianę zdania. Waszym dzieciom po tych wszystkich latach należą się fajne święta bez szalejącej babci. I w czasie wyjazdu NIE ODBIERASZ telefonów od mamy.

    --
    Mój blog

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.