Dodaj do ulubionych

wykluczona siostra

29.12.17, 11:57
Czytam watki o toksycznych czlonkach rodziny i waszych poradach jak sobie z nimi radzic. I wniosek jest zwykle ten sam: trzeba sie od nich odciac zeby ratowac wlasne zdrowie psychiczne i wlasna rodzine (ta zalozona po odejsciu z domu rodzinnego).
Myslicie ze naprawde nie ma ratunku dla zepsutego trybika? Bo moja siostra nie zawsze byla "szurnieta" i gdzies tli sie we mnie nadzieja, ze pod zew wariatka odnajde ta stara osobe.
W tym momencie jest tak, ze kazdy kontakt z nia jest bardzo wyczerpujacy, bo choc nie dopuszcza do glosu i w ogole nie slucha nawet polslowek, ktore uda sie jednak z trudem wrzucic w jej slowotok, to i tak jakims cudem zawsze znajdzie w rozmowie cos co ja obrazi. BO wszyscy przeciw niej knuja: znajomi, rodzina, sasiedzi. Nawet male dzieci spiskuja i mowia rozne rzeczy po to tylko zeby wbic jej szpile. Ludzie na facebooku publikuja zdjecie z wakacji po to zeby jej pokazac ze ona pewnie nie wyjechala. Cale jej nieudane zycie jest wynikiem naduzyc ze strony otoczenia, glownie najblizszego. Lubi nam o tym opowiadac. Glownie obrywa mama, ktora krzywdzila ja od pierwszych dni po urodzeniu a i teraz mimo ze opiekuje sie dziecmi siostry i na kazde wezwanie telefoniczne biegnie jej z pomoca - to jednak ewidentnie zlym czlowiekiem jest. Mama jest glowna, dobrowolna ofiara siostry bo po kazdej awanturze, czyli codziennie i tak wraca jak bumerang i oferuje swoje uslugi. Tylko mnie sie skarzy ze jest na skraju wyczerpania psychicznego i ze myslala ze po smierci ojca, ktory pil i bil juz nic gorszego jej nie spotka, a jednak...
No i tak jest, ze reszta ludzi powolutku wyklucza siostre ze swojego zycia. Aczkolwiek ja mam w zwiazku z tym wyrzuty sumienia, bo wydaje mi sie ze w ten sposob troche konstytuujemy jej sytuacje. Utwierdzamy ja w przekonaniu ze jestesmy banda niewdziecznikow.
Za chwile sylwester, w tajemnicy przed nia zorganizowany u mnie. Do ostatniej chwili bije sie z myslami czy jej jednak nie zaprosic. chociaz maz mowi:nie. On nigdy nie poznal jej jako fajnej, radosnej dziewczyny, ktora kiedys byla. Nie wiem jak to wytlumaczyc, ale jak ona sie pojawia to wypelnia soba caly pokoj i wszyscy milkna i tylko popijaja lub podjadaja. Choc czasem bywaja troche lepsze spotkania kiedy nawet sie posmiejemy. Tak czy siak, maz mowi ze jest zawsze bardzo zmeczony. I nawet jak przyznaje ze dzis bylo troche lepiej to i tak nigdy nie jest to dla niego przyjemnosc. Dla mnie zreszta tez nie. Tylko czuje wyrzuty sumienia, bo to moja siostra.
Troche chaotycznie wyszlo ale moze jak zadacie pytania pomocnicze to bedzie latwiej nakreslic sytuacje.
Edytor zaawansowany
  • 29.12.17, 12:08
    Po pierwsze - słuchaj męża. On też ma prawo do niemęczącej imprezy we własnym domu.
    Po drugie - spotykaj się z siostrą bez towarzystwa męża. To potwornie wkurzające i nie fair jak ktoś zmusza do kontaktów z wampirycznym członkiem swojej rodziny. Chcesz porozmawiać z siostrą = mąż nie jest Ci do tego potrzebny.
    Po trzecie - niech matka z siostrą załatwiają skargi, żale i petycje we własnym zakresie, nie wchodź w rolę pośrednika. Za dużo masz czasu?!
    Po czwarte - są takie cierpiętnicze typy i tyle, z wiekiem im się pogarsza, a ktoś musi być winny.
  • 29.12.17, 12:21
    Dzieki za konkret. Chyba faktycznie za duzo z mojej strony miauczenia i jojczenia.
    Masz racje broniac praw mojego meza. I to byl glowny powod do wykluczneia jej z sylwestra. Aczkolwiek to tez moj dom, prawda?
    Mamie chyba nie da sie pomoc, bo choc proponowalismy nawet zeby sie do nas na jakis czas przeniosla zeby ja chronic przed najazdami wampirzycy, to sie nie zdecydpowala. Zyje nadzieja ze moze w jakis sposob da sie siostre zmusic lub naklonic do leczenia. Posrednikiem tu nigdy nie bylam. Raczej jestem tym ramieniem, na ktorym mama sie wyplakuje. Bo ja rozumiem jak jest. Tylko kazdy taki lament konczy prosba zebym siostrze nic nie mowila, bo bedzie jeszcze gorzej.
    Jest jeszcze taki aspekt jeden, ze mnie jest szkoda dzieciakow siostry. Moglyby sie na sylwestrze pobawic z naszymi, wyrwac na chwile z tego rozkrzyczanego domu.
  • 29.12.17, 12:31
    Jeśli żali Ci dzieci to możesz - prosząc o anonimowość - zgłosić problem wychowawcy/pedagogowi w przedszkolu czy szkole, niech z panią porozmawiają i zasugerują skorzystanie z fachowej pomocy psychiatrycznej, bo jej jazdy odbijają się na dzieciach.

    Twój dom, ok. Wciąż możesz spotykać się w nim z siostrą bez asysty męża.
    Rola ramienia do wypłakania dla matki to też element trójkąta dramatycznego. Uczestniczysz w tym, bo chcesz.
    A w ogóle to odpuść sobie przeżywanie relacji matki z siostrą, siostry z resztą świata etc. Dorosłe są, niech sobie radzą.
  • 29.12.17, 12:48
    Dzieci niestety i tak sa stalymi bywalcami gabinetow pedagogicznych i psychologicznych. Nie dziwi to w ogole, bo ja jako dorosla osoba mam ochote po 10 min wybiec z ich domu, a dziecko wybiec nie moze tylko od zawsze poddawane jest tej torturze. Starsze jest jakby otepiale, choc bardzo inteligentne. Nauczylo sie wylaczac nawet wsrod ludzi nurkowac w swoj swiat. Mlodsze odwrotnie, nie potrafi sie skupic na sekunde. Chce jak matka ciagle gadac, nawet bez sensu, ale "mowie wiec jestem".
  • 30.12.17, 14:00
    Czyli cały wasz system rodzinny zezwala na znęcanie się nad małymi dziećmi.
  • 29.12.17, 12:31
    Dopiero moment gdy wszyscy znajomi się od siostry odetną ze względu na jej zachowanie i przestaną ją zapraszać może wpłynąć na jej chęć zmiany. Podobnie z mamą dopóki nie będziesz ucinać jej płaczów w swój rękaw mówiąc za każdym razem, ze sama godzi się na takie traktowanie to nic się nie zmieni...
  • 29.12.17, 12:44
    Znajomi, ktorzy sie odcinaja wpadaj prosto do worka z etykieta "niewdziecznicy". Bynajmniej nie skalania jej do refleksji ze w worku siedzi juz pol Polski. Ona jest w sposob idealny pozbawiona autorefleksji.
  • 29.12.17, 13:59
    artemida500 napisał(a):

    > Znajomi, ktorzy sie odcinaja wpadaj prosto do worka z etykieta "niewdziecznicy"
    > . Bynajmniej nie skalania jej do refleksji ze w worku siedzi juz pol Polski. On
    > a jest w sposob idealny pozbawiona autorefleksji.

    Bo jeszcze nie została całkiem sama.
  • 29.12.17, 14:06
    Siostra, sadząc z Twojego opisu nadaje sie do szybkiego leczenia. Czy siostra ma jakiegoś męża? Jesli tak, to z nim pogadaj, że siostra do psychiatry, a dzieci trzeba chronić. Jeśli nie, to ja bym poszła do pedagogów szkolnych dzieci i przedstawiła sytuację. Ofiarami są tu bowiem przede wszystkim dzieci, a nie mama czy reszta rodziny.
    Siostrze trzeba powtarzać metodą zdartej płyty, ze jest chora i musie sie leczyć dla dobra dzieci. Będzie się wściekała,
    zaprzeczała, robiła awantury, ale moze po pewnym czasie coś do niej dotrze.
    Chyba, ze przesadzasz i siostra jest zwyczajnie męczącym babskiem. Ale coś mi na to nie wygląda, tym bardziej, ze widać dramatyczną zmianę charakteru.
  • 29.12.17, 14:09
    A mąż tej siostry ?
  • 29.12.17, 14:12
    Może uciekł albo traktuje babę jak biały szum.
  • 29.12.17, 23:47
    Kurczę macie 100% racje. Nigdy tak na to nie patrzyłam ale to jej dzieci sa głównymi ofiarami, nie mama. Pewnie dlatego o tym nie myślałam bo one sie przecież nie skarżą. Starsze jest jzu zresztą prawie dorosle i ono przez wieksza czesc życia miało jeszcze normalna matkę. Młodsze jest przez większość ludzi odbierane jako niezrownowazone. Ma kłopoty w szkole z nauka i kolegami. Jest bardzo nerwowe.
    Siostry nigdy nie dawało sie namówić na podjęcie leczenia psychiatrycznego ale znow macie racke moze argument o dzieciach trafi w jakis czuły punkt.
    Niestety to jest w jej przypadku wiecej niż bycie upierdliwym człowiekiem. Po prostu życie ja przerosło. Miałyśmy trudne dzieciństwo z ojcem alkoholikiem i ona naprawdę byla opoka. Zawsze usmiechnieeta, zorganizowana. Pytacie o meza. Moze w tym momencie warto o nim wspomnieć. On jest masakryczna pie... zyciowa, leniuchem i panem wygodnickim. Także prosto z naszego trudnego domu musiała podjąć cala odpowiedzialność za każdy aspekt życia nowo utworzonej rodziny. No i w którymś momencie pekla. Najpierw fizycznie ciężko zachrowala a potem podazyla psychika. Choc pewności nie mam czy nie bylo odwrotnie.
    I tak, on traktuje ja jak bialy szum. Co jest z jednej strony godne podziwu, bo to nielatwe zadanie. Z drugiej to również on przyczynił sie do jej stanu. A jeszcze baby sie za nim oglądają, co mnie normalnie dobija bo to taki obibok i cwaniak.
  • 29.12.17, 21:34
    artemida500 napisał(a):

    > Znajomi, ktorzy sie odcinaja wpadaj prosto do worka z etykieta "niewdziecznicy"
    > . Bynajmniej nie skalania jej do refleksji ze w worku siedzi juz pol Polski. On
    > a jest w sposob idealny pozbawiona autorefleksji.

    A czym strasznym grozi posiadanie etykietki niewdzięcznicy u niej? Dlaczego zależy ci by dobrze o tobie myślała?
  • 30.12.17, 00:10
    Nie zależy mi. Po prostu mysle ze nawet jak juz cały swiat siebie niej odwroci to ona uzna ze cały swiat jest zły. Nadal będzie miała domowników zeby sie na nich pastwic. A jej maz nie odejdzie bo jest na to zbyt leniwy.
  • 30.12.17, 14:08
    >Mamie chyba nie da sie pomoc, bo choc proponowalismy nawet zeby sie do nas na jakis czas przeniosla zeby ja chronic >przed najazdami wampirzycy, to sie nie zdecydpowala. Zyje nadzieja ze moze w jakis sposob da sie siostre zmusic lub >naklonic do leczenia. Posrednikiem tu nigdy nie bylam. Raczej jestem tym ramieniem, na ktorym mama sie wyplakuje

    Źle robisz. Utnij mamusi jojczenie do ciebie. To ona odpowiada za przyzwolenie by ojciec znęcał się nad wami , i nadal chce grać ofiarę (najpierw męża, potem córki), podczas gdy powinna sama iść na terapię i SAMA SIĘ ZMIENIĆ(swoje postępowanie).
    Matkę masz toksyczną. Unikaj jej. Daj jej adres/telefon do ośrodka uzależnień i namów na TERAPIĘ.
    Ale ZERO ROBIENIA ZA KUBEŁ NA JEJ FRUSTRACJE I ŻALE. Bo ci zniszczy emocje i spokój - a ty tę złą zarazę przeniesiesz na własne dzieci i męża.
    Matka nie jest lepsza od siostry. Nawet jest bardziej patologiczną manipulatorką nie liczącą się z nikim oprócz siebie.
    Zapewne matka nigdy was nie przeprosiła za to na co pozwalała wobec was w dzieciństwie..

    Siostrę trzymaj na odległość ale mów jej stale by podjęła leczenie psychiatryczne. Że ją będziesz wspierać - ale pod warunkiem że podejmie leczenie i terapię. Mów życzliwie i bez lęku, ale stanowczo i bądź konsekwentna.

  • 29.12.17, 17:09
    Ja się przyczepię do tego zdania Twojej matki "myslala ze po smierci ojca, ktory pil i bil juz nic gorszego jej nie spotka, a jednak..." Jeśli Twoja siostra wychowała się w rodzinie, w której działy się takie rzeczy, to rzeczywiście została skrzywdzona.
    I to nie tylko przez ojca, ale również przez matkę, która trwała przy takim mężu zamiast zabrać stamtąd dzieci. Waszej matki nie traktowałabym teraz jako niewinnej ofiary, bo zasłużyła sobie na to. Na pewno niewinne są dzieci siostry, nie powinna ich krzywdzić, mimo, że sama została skrzywdzona. Na pewno siostra potrzebuje terapii, matka pewnie również...Może by pomogło, jakbyś okazała siostrze trochę zrozumienia, że naprawdę została skrzywdzona, że ma prawo być zła i wkurzona, ale jednocześnie próbować ją przekonać, aby pomyślała o swoich dzieciach. Może zróbcie coś razem, co kiedyś zawsze lubiłyście robić np. wspólne zakupy, kino, konie, narty itd. itp., może wróci dawna atmosfera i da się porozmawiać...
  • 30.12.17, 00:01
    Wszyscy zostaliśmy skrzywdzeni ale tylko ona teraz tak sie zachowuje. Ja nie mam pretensji do mamy ze sie nie rowiodla. Ojciec był takim człowiekiem ze i tak by sie go nie pozbyła bo by sie wynieść nie chcial, kazalby sie splacac nie wiadomo z czego, potem by swoje przepil i znow nam siedział na gardle. Potrafił isc za mama do pracy zeby jej obciachu narobić zeby mu dala jakiea pieniądze.wszystkim mocno ulżyło gdy opuścił ten padół i nie wstydzę sie tego pisac. A ona go teraz idealizuje i jak świętego niemal przedstawia tak jej sie w głowie potasowalo. Ojciec nie był takim alkoholikiem "z klasa" tylko zwykłym pijusem przez którego trzeba bylo przeskoczyć jak sie chciało wejść na klatkę. I tylko sie dni liczyło ze uff juz prawie misiac bez awantury. Do liceum pierwszego dnia poszlam z reklamowka bo nie mialam plecaka a Na egzaminie na studia siedziałam z podbitym okiem. No i ona teraz wychwala jaki bel super a mama beznadziejna bo jej nie wspierała w czymś tam. No i wrzeszczy o tym tak ze człowiek znow sie musi wstydzić. Tzn mama sie wstydzi bo ona u niej w przedpokoju stanie i sie drze. Do mnie nie ma odwagi bo ja potrafię zrywać kontakt. Dzis dzwoniła i podziękowała ze w ogole odebrałam. Nie mam sie czym chwalić.
    Wiesz jak piszesz zakupy, konie, narty... My byłyśmy naprawdę biedne bardzo. Razem to sie co najwyżej na spacer można bylo wybrać.
  • 30.12.17, 00:25
    Mysle ze dobry psycholog by sie przydal tej twojej siostrzei jej dzieciom tez. Czy mąż na niej zeruje finansowo czy radzi sobie fin. dobrze sam?
  • 30.12.17, 21:48
    Ja sie obawiam ze psycholog by tu nie pomogl, bo ona by gadala i gadala a to lubi i nic by z tego nie wyniknelo. JEszcze by jej psycholog wspolczol ze tyle przeszla. I zasadniczo mialby racje aczkolwiek nie wiedzislby ze jej otoczenie cierpi z jej powodu. Licze bardziej na jakies tablety od psychiatry.
    Maz radzi sobi ogolnie fantastycznie w zyciu bo choc ma zawod w którym moglby zarabiać dużo to wybiera ciepla zle platna posadke panstwowa, w kotrej za toniewielemusi robic. Z to na bieżąco jest ze wszystkimi wydarzeniami społecznymi, ekonomicznymi, o historii można z nim pogadać... Duzo czasu ma generalnie na zgłębianie przestworzy internetu. Siostra jest na zwolnieniu wiec budżet w sumie maja cienki. Ale jakby ktoś pomyslal ze pan maz taki oderwany od rzeczywistości to by się grubo pomylil bo na wszelkie gratisy lasy jest jak nie wiem i od nas i od mamy. Naszej mamy. Od swojej nic nie wezmie.
  • 30.12.17, 21:56
    Dosyć strasznie jest cię czytać
    -psycholog siostrze nie pomoże, nie nie, nie daaa sięę
    -rozwód u matki by nic nie zmianił, nie nie, nie daaało sięęę

    jesteś hamulcowym?
  • 30.12.17, 22:46
    hehe. Jest tak ze jak ktoś poznaje moja siostrę to ona jest czarujaca. A jak jeszcze opowie jak ma w zyciu ciężko to każdy jej. Do pewnego momentu oczywiście kiedy czyms jej podpadnie a to prędzej czy później nastapi i ona wtedy na takiego człowieka z ryjem. No i mysle ze zanim przeszlaby przez te fazy z psychologiem to by majatek kosztowalo, którego ona nie ma.
  • 31.12.17, 12:24
    >No i w którymś momencie pekla. Najpierw fizycznie ciężko zachrowala a potem podazyla psychika. Choc pewności nie mam czy nie bylo odwrotnie. 

    Fajna rodzinka

    dziewczyna nie wytrzymała stresu bojowego, ale nieee, nie pomożemy, nieee da sięęę, za drooogo. Drogie forum, jak bezboleśnie namówić siostrę, żeby zeszła z oczu i nie kłuła w nie?



    --
    Nowogrodzka, bardzo proszę o rzucenie na odcinek kogoś o IQ wyższym od glisty. Bo nudno. 
  • 30.12.17, 10:01
    Usprawiedliwiasz matkę, to jest pewnie Twój mechanizm obronny, good for you. Ale prawda jest taka, że jak bardzo by nie było trudno Waszej matce się z tego wyrwać, to Wam jako dzieciom było milion razy trudniej, dla Was to naprawdę było niemożliwe! Być może u Twojej siostry działa teraz taki mechanizm, że skoro ojciec pokazał, że można Waszą matkę źle traktować, to teraz ona ją źle traktuje, bo taki wzór dostała. Ale ona jest tu ciągle ofiarą, a nie matka. Z tym, że oczywiście nie znaczy to, że matka musi się dawać teraz źle traktować. Jednak uważam, że ma jakiś moralny obowiązek pomóc swojej córce w jakiś sensowny sposób, bo widać, że ona cierpi i matka się do tego cierpienia przyczyniła. Ty z kolei nic nie musisz, najwyżej możesz. Jak czytam ten wątek to robi mi się żal Twojej siostry więc jak możesz jej jakoś pomóc (i jej dzieciom) nie narażając swojej rodziny, to próbuj. I przepraszam za te konie i narty.
  • 30.12.17, 13:28
    Matka w stosunku do zaburzonej córki jest taka sama jak w stosunku do ojca - przyzwalająca i odgrywająca bezradną ofiarę. Matka miała wiele możliwości by się z ojcem rozstać i nie trzymać dzieci przy nim. Mówienie że i tak nic by to nie dało jest usprawiedliwianiem patologii, bo wystarczyło wyjechać z tej miejscowości by pijus odpuścił jakiekolwiek kontakty, albo parę razy wezwać policję. Tak jak wtedy nic nie zrobiła by ochronić małe dzieci, tak i teraz nic nie robi a problem chce zrzucić na głowę "zdrowszej" córki.
    Córka(autorka) powinna sama iść na terapię współuzależnionych i DDA, matce mówić twardo by taką terapię koniecznie sama podjęła, bo tylko wtedy chora córka nie stoczy się jeszcze bardziej i może podejmie swoje leczenie.
    To matka i matki postawa tutaj bruździ w jakimkolwiek uzdrowieniu sytuacji. Matę na terapię. A nie robić autorko samej za ratownika całej rodziny bo mamusi się rozwieźć z pijusem nie chciało.
  • 30.12.17, 14:07
    Dobrze napisane.
  • 30.12.17, 20:02
    „Ojciec był takim człowiekiem ze i tak by sie go nie pozbyła bo by sie wynieść nie chcial, kazalby sie splacac nie wiadomo z czego, potem by swoje przepil i znow nam siedział na gardle. „

    A skąd wiesz co by było gdyby było? To co piszesz to czysta hipoteza.

    „Potrafił isc za mama do pracy zeby jej obciachu narobić zeby mu dala jakiea pieniądze.”
    I dawała mu te pieniądze, tak? A Ty nie miałaś na plecak tylko chodziłaś z reklamówka..... No coz, Twoja mamusia dokonała wyboru.

    „A ona go teraz idealizuje i jak świętego niemal przedstawia tak jej sie w głowie potasowalo.”
    Ona to matka czy siostra ? Bo juz nie wiem.
  • 30.12.17, 22:06
    moze jednak autorka wie co pisze? Te kilkadziesiat lat temu rozwod nie oznaczla ze rozstaniesz sie z mezem, nie bylo mieszkan na wynajem, pary po rozwodzie najczesciej mieszkaly nadal razem, czesto przez kilkanscie lat, bo tyle czekalo sie na mieszkanie spoldzielcze czy komunalne, samotna kobieta z dziecmi nie mogla liczyc na pomoc instytucji bo takowych nie bylo, nikogo los jej i jej dzieci nie interesowal. Nawet gdy maz pobil a ona jakims cudem zdobyla sie na odwage by to zglosic, milicjant wzruszal ramionami, nawet dzis nie jest idealnie ale jednak stosunek do przemocy w rodzinie naprawde jest inny niz te 30 lat temu. Wiec nie ocenajmy 60-70 letnich kobiet kryteriami, ktore stosujemy dzisiaj bo to bardzo niesprawiedliwe.
  • 30.12.17, 22:23
    Dzieki za ten wpis bo jakos przykro było czytac mi te ataki na mame.
  • 30.12.17, 22:19
    Tak mi się faktycznie niegramotnie napisalo. Swietym jest ojciec w skołatanej glowie siostry. Mama ma klarowny pogląd. I może faktycznie powinna byla więcej wysiłku wlozyc w to żeby się z nim rozstać (był czas kiedy o tym marzyłam) ale jakie to ma teraz znaczenie. Mam tez się na nia obrazić i zacząć jej wypominać jak siostra? Albo wypiac bo mi zmarnowala dzieciństwo? To ze dom w ogole istniał to była jej zasluga, samotna walka każdego dnia. Pomogla nam się wyksztalcic, usamodzielnić. Nie oceniam jej negatywnie. No nie mogę. Dawala nam tyle ciepla i milosci. Nie wiem dokad i jak miałaby wtedy uciec. Wsparcia zadnego ze strony rodziny nie było. Policja bywala, a i owszem, ale nigdy nic z tego nie wyniknelo.
    Nie ważne zresztą, bo wydaje mi się ze to przeszlosc, której i tak nie zmienie wiec po co gdybac. Nigdy zresztą nie usprawiedliwiałam siebie, ze oj ja bidulka ciężej miałam. Chyba w rzadko którym domu jest idealnie wiec trzeba brac zycie za rogi i do przodu. I udało nam się trzem zasadniczo wyjść na prosta gdyby nie ta załamka siostry kilka lat temu. Chyba zrobilo się za dużo. Urodzila drugie dziecko i nie miała w ogole pomocy ze strony meza bo ten cwaniak nawet kanapki sobie sam nie zrobi. I się zlamala. Teraz jej dom to jeden wielki rozkrzyczany chaos. Choc alkoholu nie ma tam ani kropli.
    Piszecie zebym się odciela od mamy i nie pozwolila jej wyplakiwac na ramieniu bo mnie to tez niszczy. No to was zaskocze. Jest mi owszem szkoda mamy, ale ja nawet lubie jak mi opowiada te absurdane historie, co tam się wariatce znow wykluło. Może dlatego ze sama czuje się bezpieczna. A mamie powtarzam jak zdarta plyta: Mamo, ja to wszystko znam i rozumiem, nie odbieraj telefonu, nie chodz do niej, jak się drze u ciebie to się odwróć i wyjdz do innego pokoju.
    A mama ze jej szkoda siostry i jej dzieci i ze musi pomagać.
  • 30.12.17, 22:34
    >Policja bywala, a i owszem, ale nigdy nic z tego nie wyniknelo.

    Nic nie wyniknęło bo matka nie składała wniosku przeciw ojcu (o znęcanie, o zakaz kontaktów, o eksmisję) a to są sprawy które są ścigane wyłącznie na wniosek pokrzywdzonej (matki).

    >Piszecie zebym się odciela od mamy i nie pozwolila jej wyplakiwac na ramieniu bo mnie to tez niszczy. No to was >zaskocze. Jest mi owszem szkoda mamy, ale ja nawet lubie jak mi opowiada te absurdane historie, co tam się >wariatce znow wykluło

    Sama widzisz, że normalna to ty nie jesteś po takim dzieciństwie..
  • 30.12.17, 22:53
    A ty jesteś normalna? Kto jest? Co jest/było norma?
    Mój ojciec nawet jak by go eksmitowali to by siedział u nas na wycieraczce. Wiem, bo go znalam. To my musiałybyśmy się wynieść. Zostawic nasze mieszkanie i isc.. hmm.. no nie wiem dokad. Mama widocznie tez nie wiedziała.
  • 31.12.17, 06:00
    Widać to "niewiedzenie odziedziczyłaś po mamie.
  • 31.12.17, 08:45
    A ty po kim odziedziczylas złośliwość? Juz chyba tłumaczyłam ze to byly czasy sprzed wszechwiedzacego internetu. Obie z siostra urodzilysmy sie w latach 70-tych. Nie wiem po co sie jeszcze tłumacze bo swoje nastawienie masz i skupilas sie na tym co bylo a nie na tym co jest.
  • 31.12.17, 17:53
    no jeszcze jedna... rownie dobrze mozna napisac ze czrna niewolnica na plantacji mogla zglosic policji i gubernatorowi ze jest molestowana przez pana, bo dzis by afroamerykanka tak by zrobila? Nie masz pojecia o czym piszesz, 30-40 lat temu na milicji nie skladalo sie 'wnioskow' a spraw o przemoc domowa sie nie scigalo! Prawo bylo inne, podejscie do spraw przemocy w rodzinnie bylo inne, ale by to wiedziec moze trzeba miec troche wiedzy? Skoro nie pamietasz tamtych czasow to moze troche o nich poczytaj.
  • 01.01.18, 08:28
    Ty sobie lubisz o siostrze posłuchać, ona sobie lubi o siostrze z Tobą pogadać. Siostra to wariatka bo ma jakieś pretensje do matki, która przecież nic nie mogła z ojcem zrobić (tylko sobie pogadać). I tak się ten wasz teatrzyk toczy w koło Macieju.
  • 03.01.18, 01:34
    Dobrze napisane. Taki pacjent identyfikowalny, jedyny ma objawy, no wariat jakis!
  • 01.01.18, 09:21
    'Nie ważne zresztą, bo wydaje mi się ze to przeszlosc, której i tak nie zmienie wiec po co gdybac. Nigdy zresztą nie usprawiedliwiałam siebie, ze oj ja bidulka ciężej miałam. Chyba w rzadko którym domu jest idealnie wiec trzeba brac zycie za rogi i do przodu. I udało nam się trzem zasadniczo wyjść na prosta gdyby nie ta załamka siostry kilka lat temu.'
    'Jest mi owszem szkoda mamy, ale ja nawet lubie jak mi opowiada te absurdane historie, co tam się wariatce znow wykluło'
    Autorko, mam wrazenie ze ta zalamka siostry jest wbrew pozorom calkiem zrozumiala i moze byc dosc zdrowa jesli siostra sama zdecyduje cos z nia zrobic oprocz powrotu do niz zamiatanie zlosci na ojca i matke pod dywan i brania zycia za rogi. Tak jak przed zalamka juz nie bedzie, fakt ze emocje ja przerastaja (co tez zrozumiale jesli byly wypierane przez lata) wiec dostala role wariarki z ktorej sie smieja. Rozumiem ze chcialabys ja wyslac na leczenie, naprawic zeby bylo jak wczesniej - ale tak sie nie da 🙁 i mama i siostra zrobia co chca, jesli zadna nie widzi potrzeby zmiany siebie to ich nie dasz rady zmienic.
  • 29.12.17, 18:01
    Ona jest normalnie chora psychicznie, nie mocno, ale jest. Niestety jest w stanie funkcjonować w społeczeństwie samodzielnie i stąd twoje dylematy. Nie miej ich, twoje zdrowie psychiczne jest równie ważne.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • 29.12.17, 23:45
    Nie musi być chora psychicznie, wystarczy ze ma zaburzenia osobowości i juz takie zachowania mogą sie pojawiać.
  • 30.12.17, 00:22
    psychovlog.com/zaburzenia-osobowosci/
  • 30.12.17, 15:43
    Kwestia definicji.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • 30.12.17, 18:30
    Czy matka kiedykolwiek zawiadomiła policję? Czy tylko mówiła Wam, córkom, ze nic sie nie da zrobic i w związku z tym nic nie robiła?

    W dniu egzaminu na studia miałaś 18 lat, wiec jesli tatuś Ci podbił oko to mogłaś sama złożyć doniesienie na policji a nie czekać na matkę.
  • 30.12.17, 18:53
    Przecież matka ją wytresowała że tego się nie robi... zamiataczka pod dywan.
    A tak jest obecnie, że nawet dużo większy skutek ma fakt ,że dziecko zgłasza awanturę domową czy przemoc. Policja szybciej zareaguje, prokurator w imieniu dzieci wystąpi...
    Może tą drogą działać? Wzmacniać dzieci siostry żeby odważyły się wystąpić przeciw patologicznym rodzicom i jak jest chryja to niech zadzwonią od razu na policję - będzie czarno na białym że do awantury rodziców, nie chce siostra się leczyć po zgodzie to po przymusie będzie musiała.
    A autorka powinna to zgłosić w jakimś OIK jak wie, że tam się źle dzieje. Milcząc gdy dzieje się przemoc - przyzwala. tak jak matka.
  • 30.12.17, 23:05
    No wlasnie, tak jest obecnie. A kiedyś przyjezdzala policja i odjezdzala policja. A psychol zostawal. Dzieci mojej siostry nie maja patologicznych rodzicow. Maja matke która dużo krzyczy. I ojca, który ma wszystko w nosie. Starsze dziecko tez ma w nosie bo za chwile spada do innego miasta na studia. Na młodsze nijak liczyc nie mogę. Wiec pozostaje pytanie czy ja mogę ja jakos zmusic do podjęcia leczenia?
  • 31.12.17, 06:04
    Policja przyjeżdżała i odjeżdżała bo matka nie składała zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa/wykroczenia przez męża. Nie składała nawet wtedy gdy ociec was tłukł. Pretensje drugiej córki do niej są jak najbardziej zasadne. Szkoda tylko, że ani matka ani ty nie pomożecie realnie siostrze, bo matka woli się taplać w poczuciu winy i mieć kogoś kolejnego po ojcu do awantur, a ciebie bawi fakt opowieści matki o rozróbach siostry.
  • 31.12.17, 08:48
    No to dobrze ze wylowilas z moich opowieści to co najważniejsze. Gdzie inne osoby faktycznie daly mi cenne podpowiedzi co robic.
  • 31.12.17, 09:29
    Może najłatwiej by było nakłonić siostrę na terapie, jeśli Ty i matka pierwsze pójdziecie na terapię.
  • 01.01.18, 12:48
    Dlaczego TY masz liczyć na młodsze dziecko siostry? To jest dziecko! Dziecko ma liczyć na dorosłych a nie dorośli na dziecko. Polecam kontynuację swojej terapii. Zajmij się konkretnymi rzeczami, które możesz zrobić dla dzieci siostry. Siostry nie naprawisz na siłę.

    Swoją drogą mam wrażenie, że napawasz się sytuacją: mąż siostry nieudacznik (mógłby zarabiać krocie ale nie chce), nie możesz liczyć na dziecko siostry żeby jej pomóc, matka się wypłakuje na Twoim ramieniu i to lubisz. Taki typ bohaterki z Ciebie. Żeby sytuację ocenić realnie musisz skończyć swoją terapię. Jak widać jeszcze sporo przed Tobą.

    --
    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
    66/93/95
  • 01.01.18, 12:59
    Jeśli wciągniesz młodsze dziecko siostry w pomaganie jej, to zrobisz to co matka zrobiła Tobie i Twojemu rodzeństwu. Nie przerwiesz ciągu przemocy w rodzinie tylko go przedłużysz.

    --
    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
    66/93/95
  • 30.12.17, 21:39
    nie probowalas siostrze zasugerowac wizyty u psychiatry? Czy ten cagle zly nastroj i konfliktowosc nie maja podloza fizjologicznego (tarczyca, hormony?) Nie tylko wy sie z nia meczycie, przede wszytskim ona sie meczy ze soba.
  • 30.12.17, 22:33
    No wlasnie to jest sedno problemu ze ona widzi swoja sytuacje odwrotnie niż otoczenie i wszelkie sugestie dotyczące leczenia psychiatrycznego traktuje jako kolejny atak, zdrade i zlosliwosc mowiacego. Jest bardzo oslabiona fizycznie. Przeszla kilka poważnych operacji. I to umacnia jej poczucie skrzywdzenia i roszczenia jednoczesnie.
    Sama pozwala sobie na bardzo zlosliwe i agresywne komentarze jednocześnie bedac hiperwrazliwa na "ataki" innych.
    Nie umiem tego wytlumaczyc, ale tyle razy powiedziała mi takie rzeczy za które normalnie bym się obrazila a jej się długo, długo wybaczalo bo przecież ciężko chora.
    Ale powoli dojrzewa we mnie ta myśl ze trzeba ja faktycznie do jakiegoś kina wyciagnac, na kawe czy cus i o tym młodszym dziecku pogadać, o jego problemach i czy nie widzi związku ze swoim stanem psychicznym. Cos w ten desen.
  • 31.12.17, 18:00
    Zacznij rozmowe od tego ze sie strasznie o nia martwisz i jej dzieci. Zaproponuj jej by zrobila po pierwsze badania ogolne, moze to jednak cos fizjologicznego. Na propozycje wizyty o psychiatry zwykle osoba z problemami zareaguje lepiej gdy powiesz ze podejrzewasz depresji, depresja jest jakos bardziej akceptowalna niz inne choroby psychiczne.
  • 30.12.17, 22:40
    Dzieki za Wasze wpisy. Bardzo mi pomogly. Wielokrotnie googlalam już na ten temat ale jakos nie znalazłam konkretnej informacji czy ewt da się kogos zmusic do podjęcia leczenia gdyby lagodniejsze srodki zawiodły?
    Obawiam się tylko żeby mężulek nie polozyl lapy na całej własności rodzinnej, bo on się z dziecmi w przyszłości nie podzieli, a jak się nadarzy okazja to durga babe sobie przygrucha.
  • 31.12.17, 09:54
    Przeczytałam wszystkie Twoje opisy sytuacji rodzinnej i jestem pewna, że na terapię dla DDA powinnaś iść Ty pierwsza. Jeśli osiągniesz sukces - przestaniesz mieć taka silną potrzebę kontrolowania życia siostry oraz zachowań jej męża, dopuścisz do siebie wiedzę, że jeśli siostrze jej małżeństwo by nie odpowiadało to by się rozwiodła (podobnie jak mogła to uczynić Wasza matka, nawet w latach 70) i przestaniesz czerpać poczucie bezpieczeństwa z tego że jesteś nadal matce potrzebna jako wsparcie jej absurdalnych (utwierdzanie siostry, że robi dobrze i ma pełne prawo pomiatać innymi) poczynań, to może uda Ci się namówić i siostrę i matkę do takiej samej terapii.
  • 31.12.17, 10:23
    Ja jestem członkiem grupy dda. I nie wydaje mi sie żebym byla jakimś demonem kontroli. Raczej mam poczucie ze jeśli ja z ta sytuacja nic nie zrobię to nikt inny tez nie bo to juz trwa od kilku lat i wszyscy sa z tym nieszczesliwi a głównie to chyba siostra i mysle jak jej pomoc wbrew niej. Cos w stylu zaopiekuj sie mną nawet gdy nie bede chcial. Szukałam tu w sumie wskazówek jak to ugryźć. Znalazłam ocenę każdej postaci. Nie pisze teraz personalnie do ciebie. Raczej mysle ze sa tu tez takie postacie jak mapt które nie próbują pomoc tylko karmią sie ocena innych. Moze na tym tle wypadają lepiej we własnych oczach.
  • 31.12.17, 12:17
    artemida500 napisał(a):

    > Ja jestem członkiem grupy dda. I nie wydaje mi sie żebym byla jakimś demonem ko
    > ntroli. Raczej mam poczucie ze jeśli ja z ta sytuacja nic nie zrobię to nikt in
    > ny tez nie bo to juz trwa od kilku lat i wszyscy sa z tym nieszczesliwi a główn
    > ie to chyba siostra i mysle jak jej pomoc wbrew niej. Cos w stylu zaopiekuj sie
    > mną nawet gdy nie bede chcial.

    No więc właśnie o tym piszę - o chęci i potrzebie zmiany cudzego życia bez woli zainteresowanego. To absolutnie niemożliwe, a przynajmniej nie w taki sposób w jaki podchodzisz do tematu - że jakoś tam "naprawisz" siostrę, która się raptem popsuła, w konsekwencji czego mama i Ty sama będziecie zadowolone i spokojne. Zmienić możesz wyłącznie swoją postawę wobec sytuacji, a siostrze jedynie POZWOLIĆ na ponoszenie konsekwencji jej zachowań.
    Natomiast woja potrzeba opiekowania się dorosłymi - siostrą i mamą jest zapewne skutkiem Waszych problemów jako współuzależnionych. I to możesz zmienić ale znowu jedynie jako problem dotyczący Ciebie samej. nie jesteś w stanie poprawić jakości życia siostry ani mamy jeśli one same tego nie zechcą, nie zobaczą że to co robią jest złe i do niczego konstruktywnego nie prowadzi. Przy Twej wobec nich opiece, wysłuchiwaniu żali, i troskliwej bezsilności na pewno nie mają szansy tego dostrzec bo stworzyłyście we trójkę układ (siostra nie panuje nad swoimi reakcjami, mama to akceptuje i utwierdza ją w poczuciu, że może się tak zachowywać bez konsekwencji, a Ty jesteś ręcznikiem do ocierania łez i spoiną tej trójcy - czujesz się potrzebna) który jest dla Was wszystkich w jakiś sposób po prostu wygodny bo zaspokaja Wasze potrzeby miłości i poczucia zaopiekowania.. Dopiero rozbicie tego układu może (nie musi, ale może) coś zmienić. Cokolwiek innego zrobisz będzie jedynie działaniem pozornym i dokładaniem do tego piekielnego pieca w którym się smażycie...
  • 31.12.17, 13:44
    A jaka jest ta Twoja grupa dda? Może byś mogła zabrać na nią siostrę? A może by miało sens podanie jej linka do tego wątku...Na pewno nie dotrze się do niej mówiąc jej, że jest niedobra i powinna się poprawić (chociaż z krzywdą, jaką wyrządziła własnym dzieciom kiedyś będzie musiała się zmierzyć). Raczej, że wszyscy jesteście chorą rodziną, a ona jest najwrażliwszym ogniwem, które się "zdekompensowało".
  • 02.01.18, 00:47
    I co? Była ta siostra na sylwestrze u Ciebie?
  • 03.01.18, 01:30
    Ty usprawiedliwiasz matke, a siostra ojca. Ty obwiniasz ojca a siostra matke. Widocznie ma do matki zal, podswiadomy, ze skazala was na zycie w piekle. Ty sobie postawe matki zracjonalizowalas (nie dalo sie odejsc, mimo, ze matka nawet nie probowala). A siostra nie ma takiego mechanizmu obronnego, moze jest wrazliwsza. Lata stresu odcisnely pietno, pekla fizycznie i psychicznie. Zmiana charakteru w wieku doroslym bywa oznaka zaburzen psychicznych albo zalamania nerwowego. Siostra, z tego, co piszesz wziela na siebie caly ciezar dziecinstwa. Nie dziwne, ze psychicznie nie wytrzymala.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.