Dodaj do ulubionych

Stosunek matki do syna. Czy to problem?

03.01.18, 10:51
Nakreślę pokrótce sytuację. Jesteśmy rodziną, my z mężem po 40, nastoletnia córka oraz teściowie. Problem dotyczy relacji mojej teściowej z moim mężem, czyli na linii matka syn, odkąd się znamy a będzie to już ponad 10 lat.
Teściowa traktuje mojego męża, jak pięciolatka i to wrednego, źle wychowanego, rozbrykanego pięciolatka, którego trzeba cały czas strofować i wychowywać. Stałe teksty to: "Bądź grzeczny, Umyj rączki, Zdejmij łokcie ze stołu, Nie mów tak głośno, a i ostatni hit hitów: Nikogo nie interesuje co mówisz". Co robi mój mąż. Ignoruje, albo warczy, podnosi głos, bierze talerz i ostentacyjnie przenosi się na drugi koniec stołu. Atmosfera podczas rodzinnych spotkań siada. A przynajmniej ja się bardzo źle czuję. Nie wiem jak się zachować, świadkiem jest córka. Rozmawiałam z mężem i on twierdzi, że mama tak ma, taka jest i to się nie zmieni. Trzeba olewać. Na początku było mi żal męża, że jest tak traktowany, ale potem zauważyłam, że on sam ma w tym udział np. codzienne telefony od teściowej, podczas której mąż jest dokładnie wypytywany co jadł, kiedy wstał i co robi. I mąż te relacje zdaje. Kurcze jakiś chory dla mnie układ. Gdy mama zaczyna go pouczać rozłącza się. I za chwile od nowa. Jak włoskie małżeństwo. Zastanawiam się czy może powinnam to tez olewać, przyjąć taką sytuacje, uznać że ich wypracowana relacja, to najmniejsze zło. Sama nie wiem, nie mniej zawsze czuje się zażenowana. Poświęcam mój czas na pobycie z rodziną, ale nie mam z tego żadnej przyjemności. Mnie teściowa się nie czepia, przynajmniej nie w oczy. Nasz kontakt jest formalno - uprzejmy.
Edytor zaawansowany
  • gonzo_101 03.01.18, 11:02
    I dopiero po 10 latach znajomości zauważyłaś ten niezdrowy układ?
  • victta 03.01.18, 11:30
    Nie, widziałam cały czas. Ale chyba z wiekiem stałam się mniej wyrozumiała (żal mi czasu). Wcześniej robiłam dobrą minę, dla świętego spokoju, a że nie spotykamy się za często, machałam na to ręka.
  • gonzo_101 03.01.18, 11:52
    Fajny teatrzyk: teściowa traktuje twojego męża jak zbuntowanego pięciolatka, a on dokładnie tak się zachowuje i kółko się zamyka. Czy możesz powiedzieć, że jesteś szczęśliwa w tym związku?
  • victta 03.01.18, 12:52
    Bywam szczęśliwa i bywam nieszczęśliwa. Jest różnie, ale nie chce analizować mojego małżeństwa.
    Chciałam tylko, żeby osoby z boku, oceniły tą sytuację, bo ja już dawno zgubiłam obiektywizm. Czy zachowanie mojego męża w stosunku do matki jest rzeczywiście niedojrzałe? Czy jest jego kompromisem, wyborem mniejszego zła? Mąż mówił że już były próby z wchodzeniem z domu, po takich akcjach, ale nic to nie dało. Może nie robił tego konsekwentnie. Zostałoby więc maksymalnie ochłodzić kontakt, ale to jego matka, pewnie ją kocha i kontakt chce mieć.
  • ola_dom 03.01.18, 13:46
    victta napisała:

    > Chciałam tylko, żeby osoby z boku, oceniły tą sytuację, bo ja już dawno zgubiłam
    > obiektywizm. Czy zachowanie mojego męża w stosunku do matki jest rzeczywiście niedojrzałe?

    Jest niedojrzałe.
    Piszę to z punktu widzenia osoby, która była na miejscu Twojego męża jeszcze kilka lat temu. Na podobnym miejscu, biorąc pod uwagę okoliczności, ale chyba na tym samym jeśli chodzi o poziom uzależnienia i uwikłania.

    I jestem przekonana, że tylko mąż może cokolwiek z tym zrobić i coś zmienić. Nie Ty.
    Ty możesz go oczywiście wspierać (to ogromnie pomaga) i uświadamiać absurd zachowań mamusi - ale i absurd jego własnych zachowań. Problem w tym, że istotnie chyba zatraciłaś obiektywizm (to nie zarzut), a główny problem w tym, że sam zainteresowany nie za bardzo chce (?) coś z tym wszystkim zrobić.

    Ale skoro główne pytanie, tak zresztą wynika z tematu wątku, to to, czy taka relacja jest normalna i zdrowa - odpowiedź jest jednoznaczna - nie jest.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • asia.sthm 03.01.18, 12:03
    Czesc i bardzo wspolczuje.
    Sprawa zaszla juz za daleko, ale skoro taka jest dynamika ukladow twojego meza z matka wiele nie mozesz poradzic.
    Mozesz zwrocic sie do tesciowej z prosba o niestrofowanie syna w obecnosci wnuczki. Mozesz przekolorowac skutki - corce bardzo to szkodzi: dostaje depresji, traci grunt pod nogami bedac swiadkiem zenujacych sytuacji, jest w trudnym wieku i bardzo potrzebuje niezachwianego wizerunku ojca ....wymysl cos co wstrzasnie tesciowa. Niech tesciowa, jesli nie dla syna, to dla wnuczki zlagodzi swoje barbarzyskie zachowanie. Szok jej potrzebny.
    Nie musisz znosic takich akcji, na tekst "Nikogo nie interesuje co mówisz" reaguj ostro i natychmiast. I nie musisz byc ciagle nadwyraz uprzejma - badz mniej uprzejma kiedy nalezy stanac po stronie meza, wziac byka za rogi w jego imieniu, tak jakby. Ja bym sobie ulzyla od czasu do czasu. Niektorzy potrzebuja szoku zeby sie ocknac.
    Powodzenia.

    --
    po prostu, prosto z mostu...
  • 71tosia 03.01.18, 12:47
    to dlaczego na tekst 'nikogo nie interesuje co mowisz' nie zareagowalas i nie powiedzialas 'alez mnie interesuje i to bardzo co mowi Wojtek'. Powiedz jej wprost w szczerej rozmowie, ze ciebie jej zachowanie drazni, sresuje i bardzo prosisz by przynajmniej w twojej obecnosci i waszego dziecka tak sie nie zachowywala. Spokojnie, grzecznie ale stanowczo. I za kazdym razem gdy mama bedzie probowac strofowac syna przerywaj z grozna mina 'mamo prosilam!!!'. Mozna tez zastosowac metode odwetowa i zaczac pytac przy gosciach 'mamo a czy ty mylas raczki przed jedzeniem?' by uswiadomic jej jak czuje sie jej syn, ale to chyba ostatecznosc ;-)
  • victta 03.01.18, 13:11
    Miałam z nią rozmowę, nic to nie dało. Powiedziałam jej, że to dorosły facet i boli mnie jak go nie szanuje. Powiedziała, że rozumie, że ok, ale nic to nie pomogło. W tej konkretnej sytuacji, gdy powiedziała, że nikogo to nie interesuje, po prostu mnie zatkało, odebrało mi mowę. Był przy tym mój ojciec, który powiedział, że jego to interesuje. Mój mąż, był już tak wściekły, że powiedział, że niech ona teraz opowiada skoro ma tematy, których wszystkich interesują. Zapadła niezręczna cisza.
    Mnie bardzo boli uderzanie w osoby, które kocham i nie mam żadnych skrupułów bronić mojego dziecka. Ale w przypadku dorosłego faceta, to sama nie wiem. Czy on nie powinien stawiać granic. Gdyby wstał i wyszedł, poszłabym z nim od razu. A tak czuje się zdezorientowana. Potem na drugi dzień jest telefon od teściowej do mojego męża, z zapytaniem co słychać i rozmawiają jakby nigdy nic, więc to mnie rozwala psychicznie. Ja bym się obraziła za taki brak szacunku i nie odbierała telefonów z miesiąc, więc nie rozumiem o co chodzi.
  • barbra25 03.01.18, 17:15
    To nie ostatecznosć. To bardzo dobry pomysł Tosiu. "Nikogo nie interesuje co masz mamo do powiedzenia,czy pamietasz mamo o pidstawowych zasadach savoir-vivre o tym aby..."i tu wszystko co ślina na język przyniesie. Moja mama podobnie traktuje mojego brata. Jak byliśmy młodsi śmialiśmy się z tego. Teraz jakoś brak nam do tego dystansu. W czasie wigili mama do mojego brata "Nie bądź arogancki". Teściową też mam z tego gatunku. Po sylwestrze dzwoni do mojego męża z oczekiwaniami aby gęsto się tłumaczył dlaczego nie odnierał po północy telefonu i że kilkakrotnie jeszcze usiłowała się do niego dodzwonić. Pytam męża czy nie mógł by po prostu powiedzieć mamie, że nie widzi podstaw aby się tłumaczyć. Spontanicznie odpowiada na to że nie chce być niegrzeczny...
  • koronka2012 03.01.18, 13:05
    Chore jest dla mnie nie tylko zachowanie syna ale i twoja milcząca zgoda na takie układy. Poniekąd też bierzesz w tym udział. Zamiast brać talerz i przenosić się na koniec stołu należało po prostu wyjść (motywowałabym męża do takiego kroku). I jeśli mąż nie ma dość odwagi - zrobiłabym to sama dokładnie wyjaśniając dlaczego to robię. Nie uczestniczyłabym biernie w takim chorym przedstawieniu.

    Poza tym - mam organiczny brak akceptacji na spowiadanie się z życia, więc od samego początku walczyłabym o zaprzestanie takich akcji, i z całą pewnością przez 10 lat nie siedziałabym cicho, bo zwyczajnie nie zniosłabym takich telefonów.
  • victta 03.01.18, 13:24
    Wiem o tym, dlatego źle się z tym czuję i gdybym miała wyraźny sygnał od męża, że przy każdej takiej akcji wychodzimy, nie miałabym żadnego problemu z zainicjowaniem takiego wyjścia, wręcz zrobiłabym to z ulgą. Ale nie mam od niego w tym wsparcia. On ją tłumaczy, na zasadzie że ona tak ma, jest niestabilna, zawsze tak było itd. Do tego jest cholerykiem, szybko reaguje - wrzaśnie, wyjdzie z pokoju, rzuci słuchawką. Za pięć minut mu przechodzi. Mam wrażenie że ja mam z tym większy problem niż on.
  • gonzo_101 03.01.18, 13:54
    Smutne, że musisz czekać na jakiś wyraźny sygnał od innej osoby żeby zadziałać. Jak ktoś zabroni ci wyjść do np. toalety to też będziesz czekała na pozwolenie? No i oczekujesz wsparcia u osoby która nigdy ci go nie da, bo sama jest uwikłana w chory układ w którym nie widzi nic złego.
    Wiesz jak dla mnie rozważ wybranie się na terapię bo z dużo tu niezdrowych schematów, którymi sama nasiąkłaś przez te lata. Pamiętniej też, że wychowujesz córkę i ona uczy się od ciebie jak postępować w dorosłości.
  • koronka2012 03.01.18, 20:45
    Nie wiem jak ty, ale ja nie mam żadnej ciekawości obserwować takich scen, nawet jeśli uczestnik dramatu się nie odzywa - wcale nie jest mi od tego lepiej. To, że mąż obrał głupią strategię nie znaczy, że masz się w nią wpisywać. Skoro ty masz z tym problem - to ty reaguj, zamiast się skręcać na krześle. Nie musisz stawać w jego obronie czy być jego tubą skoro cię do tego nie upoważnił - wystarczy powiedzieć teściowej jasno, że TOBIE nie odpowiadają takie komentarze i taka atmosfera i w związku z tym wychodzisz.

    Przecież doskonale zdajesz sobie sprawę, że ktoś wytresowany jak twój mąż akceptuje poniżające komunikaty i nauczył się inaczej sobie z tym radzić - co nie znaczy, że go te komentarze nie bolą. Może właśnie powinnaś zachęcić go własnym przykładem i pokazać, że wcale nie musi się na to godzić, ze ignorowanie nie jest jedyną możliwą reakcją.

    Na domiar złego nie reagując uczycie własną nastolatkę że takie plucie jadem, poniżanie itd to są zachowania społecznie akceptowalne, że w imię pseudorelacji należy siedzieć cicho. Nie ma nic gorszego, co można wtłoczyć do glowy młodej dziewczynie.
  • asia.sthm 03.01.18, 21:16
    > Na domiar złego nie reagując uczycie własną nastolatkę że takie plucie jadem, p
    > oniżanie itd to są zachowania społecznie akceptowalne, że w imię pseudorelacji
    > należy siedzieć cicho. Nie ma nic gorszego, co można wtłoczyć do glowy młodej d
    > ziewczynie.

    Popieram z calym przekonaniem.
    Zadne bagatelizowanie takich sytuacji ani smichy chichy nie pomoga mlodej dziewczynie.
    Ona juz i tak za bardzo sie napatrzyla jak chore uklady funkcjonuja w rodzinie.

    --
    po prostu, prosto z mostu...
  • ewa_2009 03.01.18, 13:23
    A co z mężem - dlaczego dzwoni i zdaje jej relację z tego co robił? Boi się mamusi? Czy z nim o tym rozmawiałaś? Czy są jakieś powody (np. finansowe), dla których syn nie chce drażnić matki?
  • victta 03.01.18, 13:30
    Nie ma powodów finansowych. On nie dzwoni, to ona dzwoni. (On jedynie odbiera), gdy nie odbierze potrafi dzwonić nieskończoną ilość razy. On się jej nie radzi, nie pyta o decyzje, nie mówi o mnie i naszym małżeństwie. Rozmowa jest taka: Co słychać, co robisz, jak się jechało z pracy, jakie macie plany na weekend, co robi wnuczka itd. A on odpowiada. I tyle. Ja z nią nie rozmawiam przez telefon, próbowałam, ale męczy mnie takie przepytywanie, po to by mnie ewentualnie pouczyć.
  • zuzi.1 03.01.18, 13:52
    Takie pytania to objaw kontroli po prostu. Porozmawiaj z mężem, ze po braku jego reakcji na zachowania matki tracisz do niego szacunek i zaczynasz wątpić w jego męskość. I zapytaj, czy zeby skutecznie poradzil sobie z zachowaniami matki musisz robic za jego obrońcę czy nagrać ich rozmowy i puścić jego kolegom, zeby w koncu ten żenujący spektakl sie zakończył czy cos jeszcze innego powinnaś zrobić, bo masz juz dość tych chorych przedstawień i telefonicznego spowiadania sie z zycia. Na twoim miejscu nie przylozylabym reki do aktywnego dialogu z tesciowa w obronie meza, jest dorosly to jest jego rola poradzić sobie z własną matka. Natomiast staralabym sie jemu przemówić do rozumu a nawet próbować go zawstydzić i pokazac ze poprzez brak aktywnego działania traci w moich oczach jako mezczyzna, nie wspominając juz o dzieciach, w oczach których również traci szacunek, poprzez akceptowanie takich zachowan matki. Zdobylabym sie nawet na złośliwości pt. no idź zadzwon do matki zeby jej zdać relacje, bo biedaczka zemrze z niezaspokojonej ciekawosci. Wiem ze to niemile, ale może byc skuteczne + ironia i sarkazm przy kazdej tkiej sytuacji.
  • aqua48 03.01.18, 14:10
    zuzi.1 napisała:

    > Porozmawiaj z mężem, ze po braku jeg
    > o reakcji na zachowania matki tracisz do niego szacunek i zaczynasz wątpić w je
    > go męskość. I zapytaj, czy zeby skutecznie poradzil sobie z zachowaniami matki
    > musisz robic za jego obrońcę czy nagrać ich rozmowy i puścić jego kolegom

    Nie wierzę, że Ty która tu szukasz i piętnujesz podobne zachowania jako typowo toksyczne proponujesz coś takiego autorce wątku...Ma pognębić męża zamiast go wspierać, ma zareagować agresją zamiast rozmowy, i chamstwem zamiast kultury. No nie popisałaś się Zuzi, wstyd na całego...
  • zuzi.1 03.01.18, 14:21
    Autorka wspiera meza od 10 lat, rozmów bylo zapewne juz wiele i dalej brak efektu. To są propozycje które moze nie sa mile, ale mogą byc skuteczne. Męskie ego jest wrażliwe i może cos takiego na nie zadziała. Przy czym informacja o nagraniu to tylko taki argument slowny mający zawstydzić i zmotywować do działania. Wiadomo, ze nim nikomu takiego świństwa nie zrobi. Jezeli i to nie pomoże, wówczas wtracilabym sie w ta relacje meza z tesciowa i to jej bym powiedziała wprost, ze poprzez jej zachowanie i jego brak reakcji tracę do niego szacunek zarówno jako do człowieka jak i mężczyzny w jednym i poprosilabym ja o zaprzestanie takich odzywek i zachowan, pod groźbą zaprzestania kontaktów.
  • asia.sthm 03.01.18, 14:43
    Zuzi pamietaj ze niektorych slow mozesz zalowac, ale juz ich nie cofniesz. Klapnac dziobem latwo.
    Twoje rady sa fatalne. Lezacemu dokopac nie jest honorowo.

    --
    - Halo, pralnia?
    - Sralnia,k... Ministerstwo Kultury, słucham.(podobno autentyczne)
  • zuzi.1 03.01.18, 15:20
    Maz jest pierwszym leżącym, zona druga przykucnieta z niesmaku. Ten leżący od 10 lat nie robi nic, zeby sytuacje skutecznie rozwiązać a jest dorosly i może sobie pomoc i działać. Ma żonę i dzieci którzy na to patrza i dalej nic nie robi, tylko podtrzymuje toksyczny układ rodzinny. Uważasz, ze zona powinna to znosić przez kolejne 10 lat??? Mysle ze limit czasowy na wspolczucie temu pani juz mina, teraz powinno sie od niego wymagać rozwiązania problemu, również przy pomocy terapeuty.
  • zuzi.1 03.01.18, 15:21
    Temu panu juz minął.
  • victta 03.01.18, 14:50
    Powiem szczerze, że chociaż tego nie popieram i mam wyrzuty sumienia, bywam czasami sarkastyczna, z bezsilności po prostu. Jednak uważam, że to gaszenie pożaru ogniem. Bez sensu. Mówiłam też mu o tym, że tracę do niego szacunek. Powiedział, że no tak, tak rozumie mnie i dalej wszystko po staremu. Zastanawiam się czasem czy teściowa nie ma jakieś choroby psychicznej lub zaburzenia osobowości i żeby nie dostawała pogorszenia, wszyscy traktują ją jak jajko. Taka rodzinna tajemnica poza mną. Ale to tylko gdybanie.
    Drugi syn prawie zerwał kontakty. Dzwoni raz na rok.
  • zuzi.1 03.01.18, 15:13
    I ja ta bezsilność doskonale rozumiem, bo towarzyszyla mi wielokrotnie. Skoro i sarkazm nie pomógł, czy spytalas go wprost, czy masz mu pomoc i rozprawić sie slownie z tesciowa? Co powiedzial? Bo ja w przypływie bezsilności i braku reakcji meza po prostu sama rozprawilam sie slownie z tesciowa, ale ta relacja i problemy z nia dotyczla głównie mnie i dzieci, wiec czułam sie w tej sytuacji uprawniona do działania. W takich niezdrowych ukladach, gdy pognebisz slownie jego matkę, istnieje ryzyko, ze on moze miec o to do ciebie pretensje, NAWET gdy poprosi cie o pomoc. To jest bardzo niezdrowa relacja miedzy matka i synem i to powiedz tymi dwoma osobami powinna zostać rozstrzygnięta. Ty na wlaczeniu sie w to możesz bardzo stracić i co zabawne również w oczach meza, bo on przeciez matke kocha, jaka by ona nie byla. Trudna sprawa. Psycholog by sie mężowi przydal zdecydowanie i jakiś męski silny wzór, skoro tez nie reaguje na zachowania teściowej.
  • zuzi.1 03.01.18, 15:14
    Skoro teść nie reaguje na zachowania teściowej.
  • aqua48 03.01.18, 14:54
    zuzi.1 napisała:

    >To są propozycje które moze nie sa mile, ale mogą byc skuteczne. Męskie ego
    > jest wrażliwe i może cos takiego na nie zadziała.

    Twoje propozycje nie są niemiłe. Są żałosne, toksyczne, a nienawiścią od nich wręcz wieje...Zawstydzanie groźbami i szantażyk jako "argument słowny? To słowna agresja, nie żaden argument. Brak szacunku zamiast wsparcia skutecznie rozwali każdy związek. Skończ lepiej swoją terapię zanim zaczniesz publicznie szafować takimi "radami".
  • zuzi.1 03.01.18, 17:44
    Dziękuje ci za rade aqua, juz biegnę na terapie, zeby polubic toksycznych i ich uzależnione dzieci. I zaakceptować to, ze mezczyzna nawet w 20 letnim związku malzenskim moze być uzalezniony od toksycznej matki. Szkoda czasu terapeutki i mojego :-)
  • aqua48 04.01.18, 17:40
    zuzi.1 napisała:

    > Dziękuje ci za rade aqua, juz biegnę na terapie, zeby polubic toksycznych i ich
    > uzależnione dzieci. I zaakceptować to, ze mezczyzna nawet w 20 letnim związku
    > malzenskim moze być uzalezniony od toksycznej matki.

    Nie musisz nikogo lubić ani niczego akceptować. Zwłaszcza jeśli chodzi o osoby których nie znasz, i z którymi nie masz i mieć nie będziesz zapewne nigdy żadnej styczności. Jednak od odpowiedzialności za słowa to Cię nie zwalnia. I tak, ludzie bywają w trudnych relacjach lub związkach z rozmaitych powodów. Twoje głupie i szkodliwe "rady" im nie pomogą tych relacji uzdrowić. Zastosowane, choćby częściowo, mogą natomiast doprowadzić jedynie do rozpadu czyjejś rodziny.
  • basiastel 07.01.18, 00:22
    Też uważam, że sarkazm i ironia doprowadziłyby jedynie do konfliktu między małżonkami. Mąż miałby wkrótce dość presji i dwóch bab na karku.
  • eriu 03.01.18, 15:45
    Równie dobrze może powiedzieć, że "jak nie będziesz bardziej męski to cię zdradzę". Fatalne rady jak z poradnika "jak rozwalić swój związek".

    A do Autorki wątku: to jest sprawa między Twoim mężem a jego matką. Jak wejdziesz w obrońcę męża to możesz dostać i od męża i jego matki. Uświadom mężowi jaki to ma wpływ na Ciebie i Wasze dziecko (to bym szczególnie poleciła, bo mąż z Tobą jest 10 lat i ciągle żyjesz, chociaż Cię to irytuje, ale warto wskazać na negatywne skutki dla córki). A spotkań z teściową i mężem po prostu unikaj. Jak mąż nie zechce nad tym popracować to nic nie zrobisz. Jeśli zechce to wspieraj go, ale nie ma tak naprawdę dobrej uniwersalnej rady. Możesz mu zaproponować wizytę u terapeuty, ale może być tak, że nie zechce i nic się nie zmieni. Pytanie co to dla Ciebie oznacza?

    --
    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
    66/93/95
  • gonzo_101 03.01.18, 14:15
    Zuzi skasuj tego posta, proszę. Wieje z niego toksyną na kilometr
  • barbra25 03.01.18, 17:48
    Ja mam pytanie: co na to Wasza nastoletnia córka? Patrzy i przyswaja czy sika ze śmiechu? Przepraszam od razu za sarkazm.
  • victta 03.01.18, 17:58
    Raczej zachowuje neutralność. Nie lubi jeździć do babci. Uważa ją za szurniętą. Traktuje wizyty jak obowiązek. Gdy może wychodzi z pokoju.
  • barbra25 03.01.18, 18:04
    To po co tam w ogóle jeździć? Może jeśli Twój mąż lubi to niech sam odwiedza mamę? Nastolatki/dzieci czasem lepiej móżdzą niż dorośli.
  • agra1 03.01.18, 18:34
    i słusznie dziewczyna robi. Weź z niej przykład i też przestań tam jeździć, jasno mówiąc, że nie podoba ci się postępowanie teściowej, jak mąż chce to znosić, to jego sprawa, ale ty nie musisz. I zamiast obiadu u babci idźcie z córką na jakiś babski film na przykład.

    --
    Mój blog
  • zuzi.1 04.01.18, 19:01
    Nic nie będę kasować. Napisze ci jedynie jako zona podobnego meza, jak poziom bezsilności zony takiego meza w podobnych sytuacjach oraz brak działania ze strony męża, wpływa na poziom frustracji zony i jej chęć współczucia mu i pomocy. Wraz z upływem czasu zmniejsza sie chęć zrozumienia i pomocy do poziomu zerowego. Życie...
  • zuzi.1 04.01.18, 19:03
    I skoro tolerujesz, ze po tobie jeżdżą, to niech jeżdżą. I zero kiwniecia palcem. Life.
  • kk345 12.01.18, 10:57
    Teściowa traktuje męża jak pięciolatka. Jako sposób na naprawę problemu radzisz zonie, by zrobiła to samo (zawstydź go, nagraj go i puść nagranie kolegom, rób za jego obrońcę, przemów mu do rozumu). Aha.
  • iziula1 23.01.18, 15:19
    gonzo_101 napisał:

    > Zuzi skasuj tego posta, proszę. Wieje z niego toksyną na kilometr

    Po co kasować?
    Niech zostanie. Osoby odwiedzające to forum i szukające rad po przeczytaniu jej wypowiedzi będą miały jasność co do Zuzi.
    Zresztą,może i ona sama zastanowi się co w jej głowie siedzi,że proponuje rozwiązania noszące znamiona przemocy.


    --
    I była zgroza nagłych cisz! I była próżnia w całym niebie!
    A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie? B.L.



    --
    Nie chcę więcej, twoje serce do życia wystarczy
    Twoje serce, co zagrzewa do walki o każdy dzień
    Twoje serce, które cierpi i kocha namiętnie,
    które bije coraz prędzej, goręcej...
  • katluz 21.01.18, 01:20
    Niestety , mój mąż ma 50 lat i podobne relacje z matką , co prawda ona go nie poniża , ale te jej telefony doprowadzają mnie do szału, nawet jak wyjeżdżamy na wakacje to dzwonią do siebie po kilka razy dziennie . Próbowałam z tym walczyć , ale niestety obróciło się to przeciwko mnie.Tak naprawdę to teściowa nigdy nie przerwała emocjonalnej pępowiny. Ja z nią nie rozmawiam od dwóch lat , już nie interesuje mnie jej stan zdrowia , co u niej slychac. wiele razy mowilam mezowi zeby do niej sie wyprowadzil bo tego oczekuje , on tego nie chce zrobic a ja niestety nie mam gdzie isc . I tak tkwie w tym chorym zwiazku.
  • igge 21.01.18, 19:05
    Uff jak dobrze, że nie jestem sama latami z chorym stosunkiem męża do mamy. U nas w sumie lajtowo: mąż kładzie uszki po sobie, ulega i nigdy się nie sprzeciwi mamie nawet jak wiem na pewno, że myśli zupełnie inaczej niż ona i mimo pozornego braku swojego zdania i tak on zrobi swoje ale najmniejszej konfrontacji unika. Zero asertywności, otwartości w wyrażaniu innego podejścia, planów, opini. Pozorna zgoda na wszelkie teściowej mojej pomysły i oczekiwania. I albo robi dokładnie wszystko pod dyktando mamusi albo przez to milczenie i brak dyskusji, szczerego wyrażenia swojej odmiennej opini - jego mama myśli, że syn, wnuki etc będą realizować jej pomysły skoro nikt się nie sprzeciwia a potem okazuje się po kilku dniach, że syn czy wnuk jednak czegoś nie zrobią, nie zrobili, nie będą robić tak jak ona zaleciła. Drażni mnie to. Ale przecież nie będę zawsze wyłuszczać babci, że jej własny syn czy wnuk sto razy nie chciał tego czy tamtego i jakoś w domu mi się non stop sprzeciwiają, odmawiają, robią inaczej i po swojemu a u babci nabierają wody w usta.
    Teściowa fakt jest bardzo dominująca i zawsze wszystko wie najlepiej, zero jakichkolwiek wątpliwości, zresztą pracuje jako szefowa biura i przyzwyczajona latami do zarządzania innymi i nie znosi sprzeciwu.
    Dzisiaj zarządziła, że jeszcze mój syn, jej wnuk nie odwiedził w szpitalu dziadka i ma jechać w sobotę 500 km z nią. Nieważne, że ma właśnie sesję, sprawdziany, egzaminy, dwie prace licencjackie etc Dużo roboty na dwóch kierunkach i właśnie dlatego jutro z nami do tego szpitala nie pojedzie choć w aucie jeszcze 2 wolne miejsca.
    Sama go namawiałam co prawda wcześniej w domu ale razem z mężem byli przeciwko i ustaliliśmy, że pojedzie po sesji. I tak w trójkę będziemy się tłoczyć i wymieniać w małej sali przez cały tydzień. Trasa 500 km i to iluzja, że w wyjazdowych i szpitalnych warunkach może tak samo się skupić i uczyć czy pisać.
    Ale gdy u mojego męża mamy padły nalegania o weekendowy wyjazd - i mój syn i mój mąż ani się nie zająkneli, że ten temat mamy wielokrotnie omówiony i jesteśmy wszyscy a oni dwaj najbardziej na nie. Wkurza mnie. Bo jestem zdezorientowana. Może mąż zmienił zdanie czy co? Syna bardziej rozumiem - w Dzień Babci i w sytuacji zdrowienia dziadka po operacji daleko od domu - może trudno mu wprost babci odmówić. Od 30 lat nigdy moja teściowa nie usłyszała słowa nie od syna. Od córki ciągle za to. Widać musi być równowaga w przyrodzie. To niby drobiazg i generalnie dużo zawdzięczam mamie mojego męża ale ostatnio wkurza mnie taka bezwzględna spolegliwość i ustępliwość i także np brak reakcji na drobne teściowej uszczypliwości wobec mnie. Tak co prawda było zawsze. Miałam czas się przyzwyczaić ale drażni. Boszszszeee muszę pracować nad sobą by sama na pewno nie być kiedyś taka wobec syna i żeby on nie czuł, że musi mi ulegać. Na szczęście nie smsujemy za często i on już dawno jakby ma swój świat i swoje sprawy, o których raczej skąpo nas informuje i bywają dni ( i noce), że mamy zero kontaktu. Nie chcę kontrolować go i trzymać na smyczy.
  • wagonetka 03.01.18, 18:09
    victta napisała:

    > Zastanawiam się czy może powinnam to tez olewać, przyjąć taką sytuacje

    myślę, że to najlepsze wyjście
    teściowa się nie zmieni a w końcu nikomu krzywdy nie robi - śmiej się z tego

  • victta 03.01.18, 18:38
    To chyba dobra rada.
    Ale..... pośmieję się siedząc w domu, jakoś na żywo mnie te występy nie bawią.
    Dziękuję Wszystkim za pomoc.
  • koronka2012 03.01.18, 20:52
    wagonetka napisał(a):

    > victta napisała:
    >
    > > Zastanawiam się czy może powinnam to tez olewać, przyjąć taką sytuacje
    >
    > myślę, że to najlepsze wyjście

    To jest akurat najgorsze wyjście

    > teściowa się nie zmieni a w końcu nikomu krzywdy nie robi - śmiej się z tego

    Doprawdy....nikomu? ja nie widzę nic śmiesznego w poniżaniu najbliższej mi osoby, ale rozumiem, że niektórzy mogą mieć wypaczone poczucie humoru.

    Jeśli nie mogłabym/nie byłabym w stanie nic z tym zrobić, to przynajmniej nie chciałabym w tym pośrednio uczestniczyć i po prostu nie uczestniczyłabym w wizytach. Tylko tyle i aż tyle.
  • mila1201 03.01.18, 21:20
    W chwili, gdy staniesz się świadkiem takiego poniżającego traktowania Twojego męża przerzuć atak do jej "ogródka" słowami typu: a właściwie dlaczego to mówisz/robisz? jaki masz w tym cel? Niech ona się broni. Jeżeli Twoja teściowa to kobieta z tych rozumnych, to powinna to pojąć. Jeżeli z tych obrażalskich to na "bank" będziesz miała w niej wroga. A wtedy pozostanie Tobie cieszyć się z większej ilości czasu dla siebie i swojej rodziny. A i mąż w takiej sytuacji nie pozostanie obojętny - będzie zmuszony jakoś zareagować.

    --
    "Nie sądzę, żeby można było zmieniać ludzi, ani tym bardziej, że powinno się to robić" (Eric-Emmanuel Schmitt)
  • fusun1804 04.01.18, 16:06
    Odpowiadając na pytanie w tytule wątku. Dla Ciebie to oroblem, dla niego NIE. On tak przesiąkł od dziecka ta krytyka, lekceważeniem, ignorowaniem, ze dla niego tomzupelnie normalne.

    Nie chce mi sie wierzyć ze ingerencja teściowej w Wasza rodzine sprowadza sie tylko do telefonow i wypytywania gdzie byliście i z kim.
  • zuzi.1 04.01.18, 18:55
    Otóż to Fusun, to samo miałam napisać.
  • ola_dom 04.01.18, 20:55
    zuzi.1 napisała:

    > Otóż to Fusun, to samo miałam napisać.

    A ja się KOMPLETNIE nie zgadzam.
    To, że przesiąkł tym od dziecka, wcale nie jest jednoznaczne z tym, że mu to pasuje.
    O mnie też powiedziałybyście, że mi pasowało uwikłanie z mamą?
    A przecież duuuużo lat upłynęło, zanim zdałam sobie z niego w ogóle sprawę i zaczęłam szukać wyjścia z chorej sytuacji.
    Nawet jeśli ktoś sobie jeszcze sprawy nie zdaje, to wewnętrzna, nieuświadamiana niezgoda może się manifestować na mnóstwo sposobów - najczęściej przez ciało. Choroby autoimmunologiczne, migreny, nerwice, uzależnienia - mniej i bardziej szkodliwe, etc. Mąż autorki warczy na matkę, wścieka się, jest cholerykiem - z tego, co już wiemy.

    NIE WIERZĘ, że komukolwiek pasuje taka sytuacja. Co najwyżej jest tak mocno uwikłany, że zwyczajnie tego nie widzi.
    Jak z przemocą emocjonalną, porównaną do mgły - dopóki jesteś w środku mgły, to jej nie dostrzegasz.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • zuzi.1 04.01.18, 22:53
    Zdanie to napisalam, bo uwazam podobnie jak Fusun, ze to malo prawdopodobne aby tak zachowujaca sie tesciowa ograniczala swoja aktywnosc w tym malzenstwie jedynie do telefonow do meza i spowiadania go z zycia. Poza tym Ola, zachowania twojej mamy to byla w przenośni mgla, można sie pogubic i nie dostrzec o co chodzi. W przypadku meza autorki wątku łatwiej dostrzec, co zlego jest w zachowaniach jego matki. Poza tym u silnego mężczyzny razi brak reakcji aktywnej, samo wsciekanie sie, warczenie i bycie cholerykiem to za malo, aby w relacji z matka sobie poradzic. Zona takiego nic nie robiacego z tym meza przezywa wew. katusze, chcialaby aby maz zareagowal, gdy latami nie reaguje, zaczyna miec mordercze instynkty wobec tesciowej, a w nastepnej kolejnosci wobec meza, za brak reakcji. Potem gdy nic sie nie zmenia albo nastepuje znuzenie i obojetnosc, albo samodzielne zrobienie porządku z tesciowa przez żonę albo ucieczka z malzenstwa, bo nikt nie ma ochoty takiej sytuacji wiecznie znosic. I znów nawiaze do mojej teściowej, brak reakcji mojego meza eskalowal jej zachowania, czula sie na tyle pewnie w swoich zachowaniach, ze uwazala, ze mnie również MA PRAWO traktować w ten sam sposob. Najpierw bylo mi głupio jej konkretnie odpowiedzieć, bo tesciowa, starsza pani, starszym należy się szacunek itp. co ja jeszcze rozsierdzalo i pozwalala sobie na więcej Az sie miarka przebrala, ze zaczelam jej tak ustawiać krótko granice, i żadne teatralne szlochy mnie nie lamaly i po czasie cud, odpuscila sobie i zaczela zachowywac sie inaczej, potrafila zachowywac sie inaczej. Gdybym zachowywala się podobnie jak moj mąż do dzisiaj by mi skakala po glowie. Teraz przy mnie jest bardzo uprzejma, delikatna, liczy sie z tym, ze mogę miec inne zdanie, swoje. No cud. Maz na tym skorzystal, wobec niego tez zaszly ogroooomne zmiany, ale niewielki wniosl ze swojej strony wklad, aby one nastapily... A w sumie tak niewiele bylo trzeba, sily woli, zaciętości i konsekwencji w działaniu. Co ciekawe, ze na innych polach w zyciu nie brakuje mu tych cech charakteru, tylko na polu z rodzicami... Nie miałam ochoty przechodzić przez te wszystkie sytuacje z tesciowa, a niejako zostalam zmuszona poprzez jego brak reakcji. Do dzis czuje niesmak, ze musialam przez to przejść, i gdybym wybrala inna osobe na meza, nic z tego by mnie nie spotkalo. Mam do niego żal o ten brak działania i reakcji i tego żalu sie juz pewnie nigdy nie pozbędę. Nie miałam ochoty przez te akcje z jego matka przechodzić. Zostalam do tego zmuszona poprzez JEGO brak reakcji. Dzis będąc o ileś lat starsza, bym sie po prostu rozwiodla. Nie uważam, ze zona meza z taka matka i z takimi problemami z nią, powinna iść na pierwszy ogień walki z matka, to jest rola ktora moj mąż powinien byl wypełnić samodzielnie a tego nie zrobil. Mam o to do niego żal. I nie stać mnie na wspolczucie i zrozumienie jego postepowania. Wspolczuje za to sobie.
  • victta 05.01.18, 08:44
    Chcę odpowiedź na pytanie, czy teściowa ingeruje w nasze życie.
    Myślę, że bardzo, by chciała i próbuje. To emerytowana nauczycielka, z misją naprawy i edukowania innych ludzi. Po ślubie, uderzyła do mnie ze słowami, że ona ma nadzieję, że razem wychowamy teraz jej syna na lepszego człowieka. Postawiłam granice, że nigdy w życiu nie wejdę z nią w żadne układy przeciwko mężowi. Potem było jeszcze parę prób wymuszania swojej woli (że mamy postąpić tak i tak), ale ja jestem w takim temacie wywierania presji strasznie uparta i na mnie nic wymusić nie można. Poza tym z mężem trzymamy wspólny front. Do tego mamy swoje mieszkanie, jesteśmy niezależni finansowo, więc nic mnie z nią nie łączy, oprócz zobowiązań rodzinnych.
    Dla mnie teściowa jest bardzo uprzejma, choć nie sądzę że mnie lubi, ale tego nie oczekuję, oczekuję jedynie szacunku, w takim stopniu w jakim ja szanuję ją. Dlatego ten układ jej z moim mężem tak bardzo mnie rani.
    Myślę, że ona nie widzi w swoim postępowaniu nic złego, po prostu to jakiś nawyk i misja wychowywania, tak jakby czas się dla niej zatrzymał.
    Co do naszego dziecka jest zachwycona jej wychowaniem, moje dziecko potrafi to jeszcze podkręcić. Paradoks tej sytuacji jest taki, że mojego niewychowanego męża wychowywałam teściowa, a moją wychowaną córkę wychowuje ja i mąż (niewychowany zresztą) i ona tego nie widzi.
  • mila1201 05.01.18, 10:21
    " brak reakcji mojego meza eskalowal jej zachowania, czula sie na tyle pewnie w swoich zachowaniach, ze uwazala, ze mnie również MA PRAWO traktować w ten sam sposob. " - rodzice naszych partnerów/mężów przeceniają swoją rolę w naszym życiu. Nie rozumieją, że skoro żyłyśmy bez nich ileś lat, to możemy też żyć bez nich. Uważają, że skoro tak traktowały swoje dziecko to mogą tak samo traktować ich partnera/partnerkę - w myśl zasady: ryby i dzieci głosu nie mają. Nie dociera do nich, że w chwili, gdy ich dziecko zakłada swoją rodzinę, a przez to staje się dorosłym człowiekiem i sam podejmuje decyzje, to relacje z dzieckiem trzeba przebudować i traktować go i jego partnera jak dorosłych, w pełni suwerennych ludzi. Ciężko jest żyć z takim partnerem, który nie potrafi stawiać granic swoim rodzicom, którzy ingerują w małżeństwo syna/córki. Moje dorosłe życie to było ciągłe stawianie granic teściom, które i tak notorycznie były przekraczane, bo mój mąż na to pozwalał, a moja walka z tym to była jak walka z wiatrakami. Rozmowa z nim o tym to była jak rozmowa z daltonistą o kolorach. On tego nie widział/nie chciał widzieć i nie chciał tego ruszać. Doszłam do "ściany" - tak mi to obrzydło, że zażądałam rozwodu - chciałam już tylko spokojnego życia. To był kubeł lodowatej wody wylanej na jego głowę. Daliśmy sobie szansę, ale tylko pod warunkiem, że jego matka zniknie z mojego życia i on będzie tego się trzymał. Słowa dotrzymuje. Żałuję, że tak późno na to się zdecydowałam. Gdybym zrobiła to wcześniej, to mąż szybciej by "wydoroślał".

    --
    "Nie sądzę, żeby można było zmieniać ludzi, ani tym bardziej, że powinno się to robić" (Eric-Emmanuel Schmitt)
  • zuzi.1 05.01.18, 22:09
    Współczuję ci mila, widzę, ze mamy podobnie przykre doświadczenia. Teściowe z piekła rodem i bezwolnych przez lata wobec nich mężów brrr...
  • zuzi.1 05.01.18, 22:20
    "Rodzice naszych partnerów/ mężów przeceniają swoją rolę w naszym życiu.Nie rozumieją, ze skoro żyłyśmy bez nich ileś lat, to możemy też żyć bez nich". Ta myśl mi towarzyszyła codziennie, gdy robiłam porządek z zachowaniami teściowej. Myślałam sobie wówczas, jeszcze troche przegniesz kobieto, a wyrzucę cię ze swojego życia spektakularnie, za jednym zamachem i nigdy więcej się już nie spotkamy. I bym to zrobila, gdyby okazała się być niereformowalna w swoich zachowaniach.
  • mila1201 06.01.18, 08:58
    " Myślałam sobie wówczas, jeszcze troche przegniesz kobieto, a wyrzucę cię ze swojego życia spektakularnie, za jednym zamachem i nigdy więcej się już nie spotkamy. I bym to zrobila, gdyby okazała się być niereformowalna w swoich zachowaniach. " - tak zrobiłam. Moja teściowa niestety, ale nie jest reformowalna. Dałam jej wiele ostrzeżeń, na koniec otrzymała ultimatum. Nic to nie dało - pokazała wtedy swoje prawdziwe oblicze pełne jadu, podłości i sadyzmu. Zatrzasnęłam drzwi za przeszłością i wyrzuciłam klucz. Teściowa została za drzwiami.

    --
    "Nie sądzę, żeby można było zmieniać ludzi, ani tym bardziej, że powinno się to robić" (Eric-Emmanuel Schmitt)
  • fusun1804 06.01.18, 12:09
    „tak zrobiłam. Moja teściowa niestety, ale nie jest reformowalna. Dałam jej wiele ostrzeżeń, na koniec otrzymała ultimatum. Nic to nie dało - pokazała wtedy swoje prawdziwe oblicze pełne jadu, podłości i sadyzmu. Zatrzasnęłam drzwi za przeszłością i wyrzuciłam klucz. Teściowa została za drzwiami.”

    Ja rownież tak zrobiłam. Szkoda ze razem z teściami nie zakończyłam związku z uwikłanym mężem, szkoda ze czekałam jeszxze wiele długich lat. Moj były mąż nigdy sie nie pogodził z tym ze nie chce miec kontaktu z jego rodzicami, nie tylko nie będę sie płaszczyć, podlizywać, usługiwać - tego oczekiwali i od jednego szwagra dostali- nie, ja ich w ogóle nie chce widzieć. Teściowie darli mordy, ubliżali, wyszxzekiwali kłamstwo za kłamstwem, oszczerstwo za oszczerstwem- według mojego byłego męza dobrze chcą i „nie rozumieją.” Nie pogodzili sie z tym nigdy, przy kazdej wizycie moj były mąż słyszał „ przeciez ja przyjęliśmy jak córkę, dlaczego ona do nas nie przyjeżdża”. Po powrocie mi truł dupę ze rodzice sie zmienili. Oczywiście w żadna zmiane nie uwierzyłam.

    Mila, chętnie bym poczytała o konkretnych przejawach tego jadu, podłości i sadyzmu.
  • mila1201 06.01.18, 14:19
    "Mila, chętnie bym poczytała o konkretnych przejawach tego jadu, podłości i sadyzmu. " - Fusun opiszę to, ale nie na tym forum. Zapraszam na forum dzieci narcystycznych rodziców. Ale nie będzie to dziś ani jutro. Dzisiaj będę się bawić, wszak mamy karnawał, a jutro - obawiam się, że będę mieć " zespól dnia wczorajszego", bo zabawa w bardzo doborowym towarzystwie.

    --
    "Nie sądzę, żeby można było zmieniać ludzi, ani tym bardziej, że powinno się to robić" (Eric-Emmanuel Schmitt)
  • zuzi.1 06.01.18, 16:32
    I bardzo dobrze zrobilas mila😊 przynajmniej masz teraz spokój.
  • victta 05.01.18, 08:02
    Dokładnie
  • fusun1804 05.01.18, 11:37
    „NIE WIERZĘ, że komukolwiek pasuje taka sytuacja. Co najwyżej jest tak mocno uwikłany, że zwyczajnie tego nie widzi.
    Jak z przemocą emocjonalną, porównaną do mgły - dopóki jesteś w środku mgły, to jej nie dostrzegasz.”

    Olu, to co napisałam, wynika z moich doswiadczen.Mojemu byłemu mężowi najwyraźniej pasuje, moze teraz, gdy jest juz po 50-tce, lekko zaczyna mu doskwierać. Nie szuka innych kobiet bo wie, ze „Rodzina” zadnej nie zaakceptuje, woli sobie zaoszczędzić trudu i kolejnego rozczarowania. On i siostra czekają na smierć matki, ale zanim ta smierć nastąpi, bedzie tak jak ona chce, pod jej dyktando. Nie przyszło im do głowy ze tej matce mozna sie po prostu przeciwstawić i żyć po swojemu. Sprzeciw wobec matki dla nich nie istnieje.

  • ola_dom 06.01.18, 10:47
    fusun1804 napisała:

    > Nie przyszło im do głowy ze tej matce mozna sie po prostu przeciwstawić
    > i żyć po swojemu. Sprzeciw wobec matki dla nich nie istnieje.

    Ale to w żaden sposób nie podważa tego, co napisałam, właśnie dokładnie potwierdza moje słowa.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • enith 04.01.18, 16:57
    Sprawa nie dotyczy wyłącznie relacji na linii mąż-teściowa, dotyczy również ciebie i córki, bo jesteście niedobrowolnymi świadkami tego dziwacznego układu. Ja na twoim miejscu przestałabym tam jeździć, a już na pewno przestałabym tam siłą wozić nastoletnią córkę. Obyście się z mężem ciężko nie zdziwili, gdy córka pewnego dnia powie, że nie jest zainteresowana tym, co do niej mówicie.
    Jeśli mężowi odpowiada ten układ, to ty ze swojej strony nie możesz zrobić nic. Układ trwa z powodzeniem od kilkudziesięciu już lat i żadna z zaangażowanych stron nie jest zainteresowana jego zmianą. Ty powinnaś się więc od tego odciąć dla własnego komfortu i zdrowia psychicznego.
  • barbra25 04.01.18, 17:26
    Dokladnie. A jest szansa że gdy zmienisz swoją postawę mąż zacznie się zastanawiać nad sobą choć niekoniecznie. Jedno jest pewne. Dajcie nastolatce prawo wyboru czy woli z Tobą spędzić czas a tata niech jedzie na korepetycje z prawidłowego zachowania przy stole w tym czasie. Nie przymuszaj dziewczyny do czegoś czego nie lubi bo to odwróci się przeciw niej gdy ktoś z jej rówieśników będzie chciał na niej wymuszać coś czego ona nie będzie tak do końca chciała to nawet się nie zastanowi czy to zrobić bo nawykła robić co jej każą inni.
  • victta 05.01.18, 08:11
    Po pierwsze córka ma zawsze wybór czy chce jechać. Po drugie jeździmy rzadko, najczęściej w święta, urodziny, nie mniej trochę ludzi jest, więc tych okazji się nazbiera.
    Powiedziałam mężowi, że w 2018 r. nie będę jeździć do teściowej, bo boli mnie bycie w roli światka jego poniżania.
  • pade 05.01.18, 11:37
    Zauważ, że Twojemu mężowi wydaje się, że stawia granice matce. Tylko robi to nieskutecznie, niedojrzale. Jemu po prostu brakuje narzędzi. Tobie chyba też, bo inaczej powiedziałabyś mężowi, że jego krótkotrwały wybuch robi z niego choleryka i jest kolejnym powodem do lekceważenia. Czyli tym sposobem niczego nie osiągnie.
    Może natomiast coś osiągnąć będąc asertywnym, powściągając trochę emocje.
    Wyślij męża na kurs asertywności, albo podrzuć książki, artykuły na ten temat. Jeden z tytułów: Stanowczo, łagodnie, bez lęku Maria Król-Fijewska.
    Albo chociaż spróbuj podpowiedzieć mu jak ma się zachować następnym razem.
    Np. mama mówi "Nie zachowuj się tak", mąż mógłby powiedzieć: "Mamo, nie chcę, żebyś zwracała mi uwagę jak małemu dziecku", na ripostę matki (że jest matką, albo syn źle się wg niej zachowuje) mąż powtarza to samo zdanie. Metoda zdartej płyty. Jeśli komentarze zaczną eskalować trzeba zapowiedzieć konsekwencje: "Jeszcze raz zwrócisz mi uwagę, obrazisz mnie, wyjdę z przyjęcia". I trzeba o zrobić!
    Mężowi trzeba uświadomić również, że matka jest jaka jest (autorytarna, kontrolująca), ale to nie oznacza, że ma się on poddawać tej kontroli. I grać z nią w tę samą grę od lat. Czyli matka - niesforny kilkulatek.
    Dorosłego człowieka się nie wychowuje. Mąż jest już dorosły, więc czas najwyższy, żeby zaczął się tak zachowywać. Odbierać jeden telefon co drugi dzień, stopniowo powiększać przerwy między nimi, asertywnie stawiać granice, nie pozwalać na upokarzanie siebie i w relacji sam na sam z matką i przy innych ludziach. To jest wykonalne.

    --
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
  • agamamm 11.01.18, 18:10
    jestem półtora rokku po slubie z synkiem mamusi, takim 38 lat trzymanym pod skrzydłem. Od razu postawiłam się grzecznie. Teściowa i mnie próbowała wciągać w taką chorą relacje jak ma z moim męzem, swoim synem. Jedno stanowcze postawienie się, drugie i już jest lepiej. Męzowi też od razu wyraźnie pokazywałam z czym jest problem, na co ja sobie nie pozwole ze strony jego mamy i na co on nie powinien jej pozwalać. Teściowa np. mnie pouczała, że mojemu mężowi nie powinnam pozwalać na to, żeby miał kolegów. !Jego sprawy urzędowe powinnam załatwiać z nim albo za niego ( mąż ma firmę) a jak nie, to przecież ona może to czy tamto mu/z nim załatwić. Masakra. Jedyne rozwiązanie to nie dawać się wciągać z kłótnie, ale jasno i zdecydowanie określić od początku swoje stanowisko. I nie pozwolić w miare możliwości, żeby to sie przerodziło w jakąś wojnę. Grzecznie, ale stanowczo. Powieje lodem, ale później sie unormuje. Takie moje zdanie. Nawet po 10 latach można powiedzieć: Dość! Faceci też mają prawo a nawet obowiązek dorosnąc.
  • victta 12.01.18, 12:17
    Ja postawiłam granice jak ze stali w stosunku do teściowej, wiedząc, że jak tego nie zrobię teściowa wleje się niczym lawa do mojego domu. Więc problem nie jest w granicach, tylko w sposobie traktowania syna. Nie potrafię (może to mój błąd) powiedzieć 70 letniej kobiecie, jak ma się zachowywać. Dla mnie jest to żenujące. Czuję się tak, jakbym zwracała uwagę dorosłej osobie, że ma myć ręce po wyjściu z toalety albo nie grzebać sobie w nosie.
  • victta 12.01.18, 12:49
    Uważam, że zwracanie publicznie komuś uwag, jest po prostu chamstwem i buractwem. Nigdy w życiu nie zwróciłam publicznie uwagi mojej córce. Jak mi się coś nie podoba, to mówię jej to na osobności.
    Dla mnie to takie podstawy szacunku do drugiej osoby.
    Myślę, że mój mąż wychowany właśnie w takiej atmosferze chamstwa i braku szacunku, nie czuje tego naruszenia godności(on jakby przywykł do tego).
    Wkurza się na to co mówi matka, a nie o to, że w w ogóle tak mówi.
  • ola_dom 12.01.18, 13:02
    victta napisała:

    > Uważam, że zwracanie publicznie komuś uwag, jest po prostu chamstwem i buractwem.

    Tylko że tutaj jednak należałoby zareagować w momencie, kiedy to się dzieje - czy to znaczy, że "zwracasz uwagę publicznie"?
    Skoro teściowa przy wspólnym stole tak się odzywa do syna, to w następnej chwili dobrze by było powiedzieć, że nie życzysz sobie, żeby tak się odzywała do Twojego męża, bo sprawia Ci to wielką przykrość.

    To nie jest "zwracanie uwagi", tylko reakcja na przekraczanie granic. Czasem trzeba zareagować natychmiast.

    Nie musisz mówić teściowej, że się zachowuje jak wariatka, i że dorośli ludzie tak się nie zachowują, tylko poprosić, żeby do Was tak się nie odzywała. To różnica.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • antuanet77 18.01.18, 01:15
    mam męża, który chodził do mamusi i nadawal na mnie zeby go pogłaskała, ta krytukowała mnie ile wlezie, po latach gdy ja odciełam od siebie z powodu kłamst i manipulacji(zmieniła religie, okłamywała mnie, manipulowała synem, zeby go wciagnac, wnukiem, obrabiała mi tyłek). Nie ma wstepu do mojego domu, a dlaej jatrzy, tyle ze bierze na litosc, owła go, dzwoni. Nie bronie jemu, niech robia co chca, uwolniłam sie z tego układu bo on do mnie i do niej sie bardzo źle zachowwyał, robił popisy. Ja jej broniłam, ona mnie, wypadłam z układu sama gdy jego ataki na mnie sie jeje zaczeły podobac. Usłyszałam od psycholog ze nie mam ingerowac jak on do niej sie zachowuje jesli ona sobie pozwala, bo potem ja obrywam, mam wychodzic, nawet z mojego domu, choc oni wtedy przychodzili do mnie na ogrod, wiec zaczełam wychodzic z domu na miasto. Nie reagowac, i to jej sie nie podobało, bo nagle pozwalam zeby on tak sie zachowywał, tłumaczyłam jej, ale ona by swietego doprowadziła do szału, robi co chce, potem nie pamieta jak sie umaiwala, a jak sie ja zaczepi zeby stawiac granice zaraz ryczy. Nie gadam z nia za ploty do swoje rodziny na mnie i ze kilka razy mna manipulowala i oszukała, dla własnych religinych celow. Wysyłałą mi psalmy smsami, i pouczała, mam spokoj. Od dawna, teraz jest grzeczna, chce sie pogodzic zeby przychodzic, przychodzi gdy jestem raz do roku w szpitalu. Woła go do siebei i wnuka. Jest po rozwodzie, przychodzimy do tescia, ona zaczepia na swieta, probuje sie pogodzic, od drugiej synowej sluszałam jak mam juz zycie zaplanowane w zborze przez nia, ile zrobie, pomoge, mebluje sobie mna, no i probuje wciagac meza-swojego syna. On zmienil sie sporo, ale włacza mu sie. mowie tylko co mysle o jego zachowaniu, stawiam granice, nie chce sie sptykac z jego matak, zapytana czemu o co poszlo, zostałam uswiadomiona ze do niej chodzil i malował mnie. Wiec mowie, nawet jak odmalujesz ona nie zmieni sie do mnie, a ja nie mam ochoty zyc wedlug jej zasad i reguł, taka byla gułowata i posluzna mezowi, teraz w zborze fika, rzadzii robi wedlug nwet nie ich zasad bo nawet oni maja z nia problemy. A to dziecko nasze chciala w rodzine zastepcza, bo my bedziemy mieli kase, bo tak ma ktos tam u nich, a to karmila go starym bigosem bo ma jest co wszyscy roczne dziecko, a to pieluchy tetrowe nakupila i w tym go trzymala a pampersy skubała zeby miec z nich folie. A to naszyla mu kaftanikow i zrobila spirale z miedzi zeby chorobe wyciagac, teraz sie wypiera, i wiele innych. A to przyszla po warzywa i wybrala co chciala a nie to na co pozwolilam, bo zapomiala, gdy mowielam marchew byla przerywana, dam jej za 2 dni, wyciela najwieksze marchewki i dla mnie etz wziela z 1 kawalka, nie z wyrywki. Kiedy zwrocilam jej uwage i maz tez płacz, ze jak traktuje matke, nawet kolezanki biora i daja jej, a syn zaluje. I ja oberwałam. Moja mama jej obrabiala dzialke, bo miala raczke w gipsie. A oboje tescie stołowali sie u moich przyprowadzajac swoich gosci az moi ich tez zblokowali skutecznie. Wiec ten uklad. Ja mam spokoj, nie chce z nia układu zadnego..
    Niedlugo sama bede synowa i mam juz problme, syn do domu wzial lesera. nic nie robi, spi, je sra, bo 1,5 h w łazience sie zamyka kiedy trzeba pomoc cos, ustalilismy zeby sie dokladala, praca no jej nie lubie, w ciagu 4 miesiecy mial ich juz 5. Ona za nia płaci, ona mu oddaje, za randki on, za paliwo bo trzeba wozic, choc ma rzut beretem wszedzie. On jej robi obiadek jak pracuje ona, i podstawia, ona mowi do mnie ze on sobie cos zrobi lub sam sobie nalozy. wywalila mu psa z pokoju, jest płacz pod drzwiami, i stale walka zeby go nie wywalala, pies ma swoje lozko, nie wadzi. Ja wchodze do pokoju, ona wychodzi, to samo wszedzie, nie cierpi gadac o czymolwiek, lubi byc sama, ozywia sie kiedy jest jedzenie lub rozrywka, wtedy sama nachodzi i szuka kontaktu. Jak jest gotowanie ucieka z psem na dwor choc byl, czesze go, albo udaje ze sprzata. zaprosil a25 osob na swoje urodziny i oczekiwala ze je wyprawie. Jej rodzine, olali ja, nie chca z nia kontaktu utrzymywac, zaprosila moich, ja robilam, ona spała. Mowilam ze maja isc na swoje, swoje zasady, zero obowiazkow, syn nie chce. woli robic za nia, pomagac nam nadmiernie, bo pracuje, płąci, trzyma ja bo kocha, mowi ze widzi w niej siebie, no ale on wtedy mial 12 lat a to dorosla osoba. Ledwo szkole skonczyla, od jej rodzicow sie dowiedzielsmy przy niej jaki to gagatek, szła pomagac tacie zeby nie robic w domu, u taty na ogrodzie sie schowała, po robocie wrocila. chiala isc na swoje, juz nie chce, bo ma sprzatniete, ugotowane, poprane. kiedy cos pytam burczy, bo che miec swiety spokoj, jakbym miala kogos obcego. Jak widze ze cos nie halo bierze sie za cos. Teraz wymysla ze chce zwierze, mamy remont, syn dawał 30 % dokładał sie, nawet nie 1/3. Pytam jak teraz skoro sa razem? ona sie patrzy z zwyrzutem ze dlaczego ona ma placic za cokolwiek.
    leser, brudas, gacie zołte, brazowe noszone po 3 dni w koszu, gadam z nia, pyam co jejpowiedziec zeby wpłynelo, ona nic, mowi z usmiechem ze ma to w dupie. Nie mowila tego zlosliwie, zartobliwie i prawdziwie ze ja gadki nie ruszaja.
    Moj syn nie chce odciac pepowiny, pomaga mi czy okazuje w sytuacjach troske, nie omija jeje, nie wyroznia nas, ona wkurzona jakbym była kaleka. Zero empati, ja sie usuwam bo tez czytam ze trzeba dac szanse, zrozumic, nie gadac co sie mysli bo bedzie przykor. Ona ma w dupie, mozna mowiec, nie obraza sie, smieje sie, mowie ze bedzie robic jak musi, po kilku probach wyprowadzenia ich z domu byly zmiany bo musieli pomagac, szukali chaty i przerazili sie kosztami. wtedy zaczał sie temat ile nas zycie kosztuje, rachunki itp. znajomi i rodzina mowia, wywal ich, i bylo juz ostro, a ten siedzi, poryczał, choc chłop 24 lata, kazal jej sie ogarnac, zmienic, dostosowac i nie ma opcji, mowie ze nigdzie nei idzie nie jest gotowy. zadne argumenty nie dzialaja, Wiem, ze jesli naloze im obowiazki swoje to sie zagryza, moze to padnie, a moze nie, bo sa podobni, tyle ze on daje kase i pomaga, ona lawiruje i oszukuje, z tego powodu miala wylecic, bo kłamstwa nie toleruje u nas cala rodzina, głupie tłumaczenia. teraz zaczeła robic tatuaze z henny, przyprowadza do domu ludzi, mamy rmoent ,brak warunkow, cos sie dzieje z kolega z pracy, ona eyleciala, on przychodzi juz 2 raz, razem wyladowali w silowni, telefoniki, a syn bedzie w razie czego wychowywal nie swoej dzieco. tutaj jest ewidentnie nieodpowiednia osoba, ale jest z urodu, rysow podobna do mnei i chyba zostanie, a ja sie predzej wyprowadze niz oni Lub oddam pole do popisu. Bo jak pracuje ona jest ksiezniczka, ma obsluge i lezy.
    Abstrachujac od tematu to co moge poradzic w tej sytuacji, u mnei syn mi powiedzial, ze moi rodzice mnei źle trakruja i ja probowalam cos zmienic, walczylam, obrazili sie bo oni nie widza w sobie problemu, osmieszaja nas, bronimy sie, mi dali spokoj tylko dlatego ze siedli na brata, bo do nich wrocil.
    Zaczełam ignorowac to a oni robili sowje, bo byl dym, tata u nas tak robił, mama go wsperala choc niby była po mojej stronie, ograniczylam kontakt do minimum, zwracam uwage bo ona nie mowi a krzyczy, obracam wszysko w zart zeby sie nie obraziła. Powinnas pogadac z mezem jak to widzisz, ze ciebie to razi i przeszkadza, jak odebrac moze to wasze dziecko, bo u mnie moj syn był tym ktory zwrocil uwage i powiedzial ze mnie nie szanuja, i ze on tez nie zamierza jesli z tym czegos nie zrobie.
    To on do mnei mowiel, ze jelsi nie chce byc krytykowana a i tak nei odstaje wsparcia od moich to zeby nic im nie mowic, omijac tematy, uslyszalam tez duzo pozytywnych na mnie rzeczy, w kwesti wychowania, traktowania, ze jestem konsekwentna mimo przeszkod w ich postaci i braku aceptacji, ze dzieki temu on wyrosl na osobe ktora nie ma problemow, nalogow itp.
    Wiec reasumujac, sa rzeczy w obrebie ktorych niz nie zrobisz mozesz to omijac, i sa do zrobienie.
    Jesli ciebie to razi, a masz powody, to co mozna zmienic to przestac jej sie spowiadac. Ona nei robi tego zlosliwie, ale nie umie go wypusic z si
  • antuanet77 18.01.18, 01:16
    ale nie umie go wypusic z siebie i przestac kontrolowac, mozlwie ze jego zachowanie latami wplynelo na jej myslenie ze musi mu pomagac, za niego robic. TO jest tu jego rola, musi jej powiedziec ze dziekuje za troske ale teraz ma zone i jej bedzie mowic o swoim zyciu, mamie powie tylko o jakis wazneijszych rze czach, cala reszta to jest kwestia nowej rodziny. I zeby byla jasnosc, jesli jest telefon i przepytywanie, a jak ona przekracza granice to on sie wylacza, ona znow dzwoni to jego bledem jest ze znow z nia rozmawia.
    kontak z rodzicem jest dobry, ale jesli on jej sie spowiada, momo obrony granic kontynuuje bo ona go pewno wpedza w poczucie winy, ktore on musi przejsc i ominac, to stawia siebei w roli dziecka.
    Jako dorosly podlega pod ciebie, daje tez przyklad dziecku swojemu jak postepowac z rodzicami, jego reakcja powinna byc taka, ze powinien ja do ciebie przekierowac. I ty decydujesz co dalej, ile mowisz.
    mysle ze tu nie o to chodzi, ona sobie nei radzi z jego odejsciem, z pustym gniazdem, i stawiajac go w tej sytuacji i tak traktujac nie wychodzi z roli i chce czuc sie potrzebna, a moze w inny sposob, naturalne jest ze dziecko dorsata i idzie swja dorga, moj nie chce jakos, ale wiem, ze jest mu za dobrze mimo ponoszenia ksoztow. i tylko przekazanie im nadmiaru obowiazku spowoduje pokazanie zycia na zewnatrz i nauki tego, bo mnie kiedys nie bedzie, krasnolodkow tez.
    No u mnei w fazie zmian strategi, a co do ciebei to tesciow amuis znalesc sobie cos zeby zajac sie soba, zeby nie czuc pustki. bo to jest przyczyna.
    dlatego poki on reaguje i skceptuje to-bo ignorowanie jest tez akceptacja, nie stawia jednoczesnie granic. Ona moze wiedziec co u niego, ale wiele rzeczy nei ma prawa pytac. Lub on powienien wiedziec od ciebei czego nei chcesz przekazywac.
    Postaw mu ultimatum, ze nie bedziesz chodzic tam jesli on daje siebie tak traktowac, do niej bym wprost zapytala czemu mowi do niego jak do 5 letniego dziecka, on jest juz ojcem, niedlugo dziadkiem i źle go to stawia w świetle, czasy jego dziecinstwa sie skoczyly, jesli jest nieogrniety to ty to ogarniesz. bo tak w zyciu bywa, ze najpier jest mama, a potem zona.
    ja to wiem, synowa tez musi rozumiec ze matki nie odstawi nagle jak np razem jedziemy w moihc sprawach i ona sie zabiera z nami-nie meiszkajac jeszcze z nami, ja po zabiegu, nie moge chodzic, idziemy zjesc cos do galeri, ona go wyciaga dalej, zeby nie byl kolo mnie, ja człapie za nimi ledwo, mowiez zeby poczekali bo nie daje rady, ona zabiera go pod pache i kaze mu jeszcze szybciej isc mi pokazujac dezaprobate, do auta pcha sie do przodu mimo ogromnego prolemu z wsiadaniem (3 drzwi). Ja mowie, ma to w dupie, on mowie, robi to. Ja jestem przezroczysta. i była rozmowa, ze byli ze mna, ona dodatkowo, a nie na randce. Jaj mama powiedziala ostatnio jaka ona jest i jak sie zachowuje, pschła, egocentryczna, i leser, kombinator, zwiala przed robota u nich.
    Rozmowa jak sie z tym czujesz i co myslisz, jak to wyglada i twoe oczekiwania, jakis termin i kroki do tego.
    Rozmowa z tesciowa tobie nic nie da, ona walczy o kontak z nim i zainteresowanie, bycie w jego zyciu waznym, choc to juz twoje mijesce, tutaj szczera rozmowa z nia by tylko pokazala jej ze nie jetses przeciwko, zaproponuj cos, wes ja gdzies, ale ona chce pewno jego jak bylo kiedys. To ona musi zroumic ze on nie jest dzieckiem i to on po twojej sugesti nawet ze sposobem rozwiazania musi cos zrobic, spokojnie, bez nerwow.
    jesli ustali ze nie chce jej czegos mowic to musi byc konsekwentny, odkladanie telefonu jest tylko brakiem szacunku, nieumejetnoscia powiedzenia nie, oraz brakiem cierpliwosci. powinien wprost powiedzidc zasady, konsekwencji i wykonac, on jest wciagany, ignorowania pomaga ale nie zawsze, mozna ignorowac jakie powiedzonak, zachowania, ale ni caly cykl, taka własnie ignorancja powoduje u niego irytacje, a ona chce tylko mic go jak dawniej.
    Poczytaj syndrom opustoszalego gniazda, zlosc na nia nic nie da. On potrzebuje jego, ale nie moze go juz miec tylko dla siebie, ty jestes w pakiecie.Jej zycie z tesciem musi nie byc wystraczajace. jest samotna, moze w rozmowach zamiast odpowiadac jej o sobieniech przekieruje uwage na nia, zapyta o zdrowie, plany, kolezanki, itp, i niech mocno i duzo gada, pyta, za kazdym razem, niech odwroci role.
    niech ona poczuje raz-troske, dwa, slodka zemste bo wtedy bedzie wiedziec ze to co ja irytuje moze i kogos. No i znalesc jej zajecie. Na pewno nie ingerowac, pogadanak z nia na osobnosci jak to wyglada tez ma sens, plus zrozumienie ze wiesz ze chce zeby bylo jak dawniej, bo nie oceniasz, nie krytykujesz, nie odbierasz, a prosisz o przyjrzenie sie bo to dorosly czlowiek, zmuszasz ja do spojrzenia na niego inaczej. I gwarantuje ci ze jesli ona znow tak zacznie starym torem to spojrzy na ciebie i jej bedzie glupio to gre prowadzic, pewno wymysli cos nowego.
    Czy twoj maz sam np do niej dzwoni? czy zawsze ona musi?
    jest tez drugi sposob, nie gadac z zadnym i zrobic mu to smo co ona, zeby oboje zobaczyli co sie dzieje, taka satyra. ale rodzi to jakies konflikty. pomysl, bo to jest w wielu domach, ale nie sluzy waszemu dziecku, ono to widzi, w koncu zapyta
  • maryja_ortzen 18.01.18, 20:14
    To jest problem. Porozmawiaj z mężem, on musi dorastać!
  • infiety 19.01.18, 09:34
    Wychodzenie, czy też rzucanie słuchawką jest raczej znakiem niedojrzałości. W ten sposób nic nie zamanifestujesz. Tylko jasne postawienie sprawy, raz, jeden, drugi, trzeci, a jak trzeba to dziesiąty może coś dać. Na wścibskie pytania po prostu się nie odpowiada, to syn powinien uregulować kontakt z matką. Tylko wtedy będzie w stanie wyegzekwować szacunek.
  • verdana 21.01.18, 22:02
    Czy ja wiem? Nigdy nie rzucałam słuchawką. W tym roku zrobiłam to dwa razy - raz w wypadku matki, raz szefowej. Podziałało.
  • mariaantonina89 23.01.18, 14:06
    Masakra, nie rozumiem tego zupełnie.
    Współczuję ci

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.