Dodaj do ulubionych

Ona nie angażuje się utrzymanie rodziny i dom

13.02.18, 14:05

Jestem okropnie zmęczony tym co się dzieje w moim małżeństwie, chwilami wręcz psychicznie wyczerpany...

"Art. 27. Oboje małżonkowie obowiązani są, każdy według swych sił oraz swych możliwości zarobkowych i majątkowych, przyczyniać się do zaspokajania potrzeb rodziny, którą przez swój związek założyli. Zadośćuczynienie temu obowiązkowi może polegać także, w całości lub w części, na osobistych staraniach o wychowanie dzieci i na pracy we wspólnym gospodarstwie domowym."

Moja żona od samego początku naszej znajomości ma lepsze i korzystniejsze ode mnie wykształcenie. Mimo tego jednak nigdy nie zrobiła nic żeby zarabiać trochę więcej niż jakieś minimum na poziomie 1500 zł :( Jakby, zupełny brak ambicji - ale dlaczego...
Przez te wszystkie 12 lat naszego związku to ja zawsze brałem nadgodziny, pracowałem w weekendy albo po nocach. To ja zmieniałem pracę żeby mieć coraz to lepszą i lepiej płatną - żeby wszystko jej zapewnić. Przez wiele lat jej pensja nie pokrywała nawet czynszu i raty za mieszkanie. Zawsze wszystko było na mojej głowie - płacenie rachunków, pilnowanie "stanu konta", zobowiązań, opłat itd - a skutkiem tego był wykańczający stres. Każda próba rozmowy o ewentualnym poszukaniu lepiej płatnej pracy albo pomaganiu mi w sprawach organizacyjno - domowych kończyła się awanturą, że ją atakuję i "jak mi nie pasi to mogę sobie zmienić".

Ostatnie 3 albo 4 lata to już w ogóle tragedia! Pracowałem w weekendy, często do późnej nocy całymi tygodniami - ponad swoje siły, żeby opłacić jej kursy, studia podyplomowe, szkolenia itd! Wydaliśmy na to dziesiątki tys. i co??? Nic! Nawet nie próbowała szukać pracy zgodnej ze swoim wykształceniem 😒 Kiedy prosiłem ją żeby zaczęła korzystać ze swojego wykształcenia - od razu awantura, że "ona musi mieć tych kursów więcej, musi robić kolejne studia itd".

Niedawno ja straciłem swoją dobrze płatną pracę i musiałem podjąć się czegoś mniej płatnego. Mamy mniej pieniędzy na wszystko, nie mogę też brać nadgodzin i dodatkowych zleceń. I wiecie co? Teraz to ja jestem ten zły! To ja "narobiłem długów", to przeze mnie nie ma pieniędzy, to ja "zniszczyłem jej marzenia" - bo z braku pieniędzy musiała przerwać kolejne już studia :( Wiecie co wczoraj usłyszałem - że kredyty są MOJE - bo ona nie chciała mieszkania, nie chciała go urządzać, nie chciała niczego! Wszystkiego się wyparła!

Jestem zmęczony. Jej pensja nie pokrywa nawet połowy wspólnych opłat. Do konta nie zalogowała się od kilku lat, chyba już nawet nie wie jak to zrobić. Zachowuje się jak małe dziecko - jakby ją nie obchodziło skąd się biorą pieniądze i ile ich mamy :(

Sukcesywnie wpędza mnie w poczucie winy za problemy finansowe, które teraz mamy. Poniża mnie twierdząc, że "brałem za mało dodatkowej pracy i mogłem pracować na drugi etat jak inni"! Ona oczywiście nie ma sobie NIC do zarzucenia. Ja - pomimo braku matury zarabiam 6 - 7 razy więcej od niej. Nigdy jej tego nie wypominałem ale próbowałem motywować do szukania lepszej pracy.

Zawsze ciężko pracowałem, przynosiłem "w zębach każdy grosz", nigdy nie obwiniałem jej, że dużo mniej zarabia! Gdyby jeszcze płynęło z niej jakieś ciepło, gdyby mnie przytuliła, gdyby traktowała mnie jak człowieka a nie z pogardą :(

Gdyby jeszcze dbała o dom i o dziecko - nie, w domu nie zrobi nic - bo albo "musi się uczyć" albo "NIE JESTEM TWOJĄ SŁUŻĄCĄ"! Więc to ja zamiast spędzić trochę czasu z dzieckiem - zapie...m z mopem, zmywam, wieczorem kiedy kończę pracę wieszam pranie...
Coś czasem zrobi - od święta ugotuje zupę. Jak żyję nie widziałem żeby odkurzyła albo zmyła podłogę, żeby poszła sama na zakupy... :(

Ja nie mam matury ale mam ogromną motywację i silną wolę, ona ma dwa kierunki studiów, podyplomówki, kursy - ale nawet nie próbuje nic szukać :(

Jestem załamany:(
Edytor zaawansowany
  • triss_merigold6 13.02.18, 15:09
    Jeśli ona zarabiała 1500 zł, a Ty 6-7x więcej, to zamiast odkurzać popołudniami czy wieszać pranie nocami, spokojnie mogłeś zamawiać sprzątaczkę 2x w tygodniu.
    Przez tyle lat intensywnej pracy w weekendy, święta, po nocach, w nadgodzinach i zarobkach 6-7 x 1500 zł, powinieneś móc kupić co najmniej pałac w Wilanowie za gotówkę, a nie mieszkanie na kredyt.

    Jak ma na imię Twoje załamanie po 12 latach związku?
  • plater-2 13.02.18, 15:30
    Sprzateczke, gdy zona nie pracuje zarobkowo ?
  • triss_merigold6 13.02.18, 15:34
    Ależ pracuje, tylko zdaniem autora zarabia za mało, biorąc pod uwagę wkład czasowy i finansowy w jej kształcenie.
    Co do zasady, autor ma rację - żona zarabia b. mało. Niemniej, przy jego deklarowanych na forum zarobkach, powinien outsourscować pracochłonne czynności domowe.
  • smutny83 13.02.18, 15:48
    Wyobraź sobie droga Triss, że - pierwsze wspólne mieszkanie urządziłem i wykończyłem właśnie ze swoich nadgodzin - ale to było mieszkanie "wynajmowane od znajomych", którzy mieli nam je sprzedać ale nas oszukali. Ok... Poradziliśmy sobie, kupiliśmy jakieś tańsze na peryferiach.

    Wzięliśmy to mieszkanie na kredyt, który trochę nadpłaciłem ale kiedy się trochę ustabilizowało żona zażyczyła sobie iść na studia. Wiesz ile kosztują? Niektóre osiągają pułap cenowy 10.000 za rok, do tego kursy, szkolenia, literatura.

    Starałem się to wszystko finansować nie narzekając, że trudno mi na to zarabiać samemu. Kredyty wciąż jednak mamy, trzeba je spłacać - a mało ich nie ma. Ciężko jest jednak radzić sobie przez te lata samemu.

    Outsourcować prace domowe? Po co? Wystarczyłoby żeby Ona robiła w domu tyle samo co ja to byłoby dobrze.

    Biorąc pod uwagę jej znacznie lepsze wykształcenie - tak, powinna zarabiać więcej! Bo to nie wynika z jej choroby, niepełnosprawności czy jakichkolwiek przeciwności losu - jej się zwyczajnie nie chce! Miała możliwość zarobić więcej - to odrzuciła ofertę bo "nie będzie pracować do 17 i dojeżdżać daleko"!
  • edw-ina 13.02.18, 15:58
    Posłuchaj, logiczne jest, że chcesz, by żona wykorzystywała zdobytą wiedzę, racjonalne jest również dążenie do lepszego podziału obowiązków domowych. Ale wiesz - gadkami, że zarabiasz sześć-siedem razy więcej niż ona sam sobie strzeliłeś w kolano, bo wynika, że zarabiałeś 9-10 tys. miesięcznie. Czyli razem było 11, całkiem sporo, nawet jak na Warszawę, o mniejszych miejscowościach nie wspominając. Więc nie dziw się reakcji.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • triss_merigold6 13.02.18, 16:01
    I tylko o to chodzi.
    A 10 tysięcy za 2 semestry studiów podyplomowych to nie jest cena, która w Warszawie szokuje.
  • smutny83 13.02.18, 16:03
    triss_merigold6 napisała:

    > I tylko o to chodzi.
    > A 10 tysięcy za 2 semestry studiów podyplomowych to nie jest cena, która w Wars
    > zawie szokuje.

    Tak - tylko skądś trzeba te 10k wziąć.
  • milva24 13.02.18, 16:31
    Jeśli przy takich dochodach i jednym dziecku nabraliście masę kredytów to znaczy, że żyjecie ponad stan.
  • ola_dom 13.02.18, 16:46
    milva24 napisała:

    > Jeśli przy takich dochodach i jednym dziecku nabraliście masę kredytów to znaczy, że żyjecie ponad stan.

    Hehe, naprawdę tylko to w tej całej opowiastce nie trzyma się kupy?
    :)

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • tt-tka 13.02.18, 17:00
    Pierwsze wrazenie - ad.a6 :)
  • pani.owiec 13.02.18, 23:18
    A nawet jestem ciekawa co u niej, dawno jej nie było.
    Ale moim zdaniem to nie ona, ona pisała prawdę o sobie.
  • tt-tka 14.02.18, 08:55
    pani.owiec napisał(a):

    > A nawet jestem ciekawa co u niej, dawno jej nie było.

    Pewnie nic. Pisala glownie o facecie, facet zniknal, to o czym ma pisac ? :)


    > Ale moim zdaniem to nie ona, ona pisała prawdę o sobie.

    Wiesz, ja czytalam jej watki hurtem, tak sie zlozylo... mocno podkoloryzowana i kreatywna ta prawda byla, co najmniej.
  • pani.owiec 14.02.18, 17:05
    A tak, ona kolorowała, zmieniała wersje. Ale to było jej życie, nie wymysł.
    To kolorowanie było skutkiem wypierania, przypisywania winy jemu a nie sobie itd.
  • tt-tka 15.02.18, 09:48
    pani.owiec napisał(a):

    > A tak, ona kolorowała, zmieniała wersje. Ale to było jej życie, nie wymysł.

    Ja jednak sadze, ze to byla forumowa kreacja. Za duzo przeklaman, jawnych niespojnosci i oczywiste podpuszczanie.
    Ale mniejsza z tym, nie twierdze, ze Smutny jest jej inkarnacja (zupelnie inny sposob pisania), tylko tak mi sie tematycznie skojarzylo :)
  • milva24 13.02.18, 19:10
    Więcej się nie trzyma ale to mi się jakoś najbardziej rzuciło w oczy.
  • stwory_z_mchu 13.02.18, 23:21
    Nie wiem, jak z całością historyjki, ale muszę wam powiedzieć, że razem z mężem zarabiamy podobną sumę (tylko proporcje nieco inne, ja ok. 3600 na rękę, mąż resztę - też oprócz pracy bierze dodatkowe szkolenia i prowadzi studia) i chyba wychodzi na to, że jesteśmy wybitnie niegospodarni, bo bardzo niewiele oszczędzamy (a nie zamawiamy sprzątaczki). U nas:
    wynajmowane mieszkanie + opłaty - ok. 2500 zł
    przedszkole dziecka - 1300 zł
    samochód i rzeczy związane z autem (ubezpieczenia, paliwo, naprawy przeglądy) - ok 900zł/mc (sporo jeździmy, rodzice w odległości 300km od nas, auto kilkunastoletnie na gaz - ale dużo pali)
    zwierzaki - ok. 600zł (3 koty i pies, zwierzaki starsze, na specjalistycznych karmach, część na stałych kroplówkach, badane ze względu na choroby co miesiąc)
    kredyt - 1200/mc (mamy dom 600km od nas który kupiliśmy w zeszlym roku, jeszcze nie zaczęliśmy remontu)
    ok. 3000 jedzenie, środki czystości, ubrania
    resztę oszczędzamy, zarobki wahają się w sumie od 9000-12000 zł. Jedno z większych miast PL, nie Warszawa.
    Żyjemy na raczej normalnym poziomie, czasami kupujemy sobie książkę, czasami zabawkę dla dziecka, prezenty dla rodziny z okazji urodzin. Wakacje i wolny czas spędzamy w domu, który kupiliśmy (wart ok. 150 tys, drewniany, z lat 60, generalny remont do zrobienia). Więc jak dla mnie ekonomicznie ma to sens, co napisał chłopak (czy socjologicznie to muszę się zastanowić)
  • chocolate-cakes 14.02.18, 07:50
    Tylko tu nie o wyliczanie ile kto wydaje. Oczywiście, że jest to normalna suma i życie na zwykłym poziomie. Ale tu chodzi o to, że ludzie się nie dogadali. Facet całe życie haruje, po pracy sprząta, zajmuje się dzieckiem, zarabia bardzo dobrze. Żona zarabia grosze pomimo skończenia kilku uczelni, pomimo drogich studiów podyplomowych i kursów. Nie próbuje nawet znaleźć dobrze płatnej pracy. Nie chce jej się ogarnąć domu itp. A nagle facet traci dobrą pracę i już tyle nie zarabia. Teraz ona mogłaby więcej zarobić.
    Ci ludzie się po prostu nie rozumieją, mają zupełnie inne priorytety w życiu. Tu jest problem. A nie że 10 tysięcy na życie to jest normalna suma. Tak, zgadzam się, tylko tu problem leży gdzie indziej.
  • smutny83 14.02.18, 11:36
    Wreszcie ktoś zrozumiał o co mi chodzi!
  • stwory_z_mchu 15.02.18, 01:00
    Ja rozumiem problem, chyba (vide moja odpowiedź poniżej), chciałam tylko lekko sprzeciwić się głosom, ze zarobki na poziomie10-12 tys. m-cznie to jakieś wielkie bogactwo na miarę pałaców w Wilamowie i tabunu afroamerykanów wachlujących Cię liściami palmy :)
  • gonzo_101 13.02.18, 17:02
    Że też ludziom się chce wypluwać z siebie takie historyjki, tylko forum zaśmiecają.
  • smutny83 13.02.18, 20:30
    ...że też tobie chce się pisać takie bezwartościowe komentarze pochopnie oceniając.
  • chocolate-cakes 13.02.18, 17:53
    Cóż, znam kilka takich kobiet. Może i historia jest ubarwiona, ale są tacy ludzie. Jedni wiszą na małżonku, inni na rodzicach. Taki typ. Chyba już nic nie zrobisz po latach.
  • zuzi.1 13.02.18, 18:43
    Miejmy nadzieje, ze historia jest zmyslona. Ale jesli to prawda, to autor wątku lubi najwyraźniej robic za " jelenia" bardzo leniwej pani zony, skoro sytuacja trwa juz lata.
  • agniesia331 13.02.18, 22:22
    Rób tak,żeby Tobie i dziecku było dobrze,gotuj rzeczy,które lubicie,pieprz swoje i dziecka ciuchy,przelewać swoją pensje na swoje konto,bo jeśli żonę opisałem jaką jest,to się możesz obudzić z ręką w nocniku. Mam takie koleżanki,mówią o mnie: no tak,bo Ty musisz jeszcze obiad gotować,Ty jeszcze te swoje zakupy kieszeniowe musisz zrobić. Zazdroszczą mi zarobków,ale same pracują w byle jakiej pracy, chce nie złożą,bo mają umowę z okresem wypowiedzenia 3 miesiącezawsze zmęczone,bo mają tyle do roboty a nie gotują obiadów! ( rozwodzie dzieci 31,19 i 20) ciągle pełne pretensji,w długach, dzieciom żałują wszystkiego,sobie nigdy. Duża nadwaga,jednego przystanku nie przejdą,ciągle zmęczone,wyczerpane .Więc wierzę autorowi. Dlatego pisze,by dbał o siebie i w pseudozone żadnej kasy w kursy nie inwestował. I pilnował swojej kasy. I tak żona może wreszcie zamiast Tobą pogarsza i Cię nie wspierac zacznie Cię szanować. Bo jesteś za dobry,zwyczajnie. Bądź dobrym tata,a mężem wg powiedzenia: KIEDYS TRAKTOWALEM ZONE Z MILOSCIA,TERAZ Z WZAJEMNOSCIA
  • agniesia331 13.02.18, 22:27
    Dobra kobieta docenia dobrego męża,leniwa i głupia pogardza i ma za fryzjera. Ma męża,dziecko i tak kwitnie leniwa paprotka. :) sorry ale mam przyjaciółki,fajne,pracowite, itp top zony i matki i mam takie co to mężowie ich rzucili i uwierz mi ,widać gołym okiem,że tu chodziło o lenistwo,dowolność,wieczny marazm,brak chęci na życie i staranie się. Faceci po prostu uwolnili się od chwastów,które ich ciągnęły w dół.
  • koronka2012 13.02.18, 22:00
    Żona jest winna braku odpowiedzialności, ambicji, rozmemłania i wygodnictwa. No fajnie, a gdzie ty byłeś, przecież godziłeś się jak frajer na jej kolejne hobbystyczne studia, opłacałeś jej kursy?
    Nie przyszło ci do głowy powiedzieć "nie"? brałeś w tym udział, jakbyś nie zauważył, godziłeś się na to latami, finansowałeś.
    Jesteście kompletnie różni, macie inne oczekiwania - nie zauważyłeś tego przez tyle lat? Wy od dawna nawet się nie lubicie, więc naiwnie oczekujesz od niej ciepła?

    Jakiej rady oczekujesz?
  • agniesia331 13.02.18, 22:32
    Ciepła i miłości od niej nie dostaniesz,zadbaj o siebie,po prostu. Jeśli kochasz ja to tylko kubeł zimnej wody może na nią podziała. Idzie wiosna,idź z dzieckiem na basen,lodowisko,spacer, plac zabaw niedługo. To są tanie rozrywki,a żona niech kwitnie w domu. Spotykam się z rodzicami kolegów dziecka,miej swoje życie. Jeśli sam się nie będziesz szanować,to jej miłości i szacunku nie zdobędziesz.
  • chocolate-cakes 14.02.18, 07:41
    No właśnie, pytanie jest jak długo trwa to małżeństwo i ile lat ma dziecko?
    Autor wątku godził się na to chyba wiele lat. Pewnie póki miał pracę to było ok, gorzej jak ją stracił. Przypominam, że teraz zarabia dużo mniej, nie może już aż tyle dorobić. Tu pewnie jest problem. Oczywiście są takie rodziny, gdzie żona zarabia półtora tysiąca a mąż dziesięć. Jeśli ludzie tak się umówili, że on pracuje dużo, nie ma go w domu, ale mają z tego korzyść finansową, to ok. Tu po latach jedna strona zaczyna się buntować. Wtedy gdy traci dobrze płatną pracę.
  • smutny83 14.02.18, 11:34
    Wiesz co.. W domu miałem wzorzec ojca, który był "niebieskim ptakiem" - jak mu się nie chciało to nie pracował, jak pracował - to robił długi, jak nie robił długów - to swoją pensję wydawał na swoje zachcianki a na wszystko ciężko pracowała matka.

    Chciałem być inny niż mój ojciec. Chciałem żonie i córce zapewnić wszystko czego potrzebują :(
  • chocolate-cakes 14.02.18, 12:22
    Ja cię doskonale rozumiem.
    Od wielu lat pracuję na 1,5 etatu i jak na nauczycielkę angielskiego w Polsce zarabiam całkiem przyzwoicie. Mój mąż też pracuje i zawsze zarabiał więcej niż ja na 1,5 etatu plus korepetycje. Razem utrzymujemy dom. Gdy nagle stracił pracę a potem dostał inną, ale dużo mniej płatną, nie było problemu, bo ja dużo pracuję dodatkowo. Wszystko kwestia dogadania się. U was niestety tego nie ma. Trudno coś doradzić. Po prostu chyba musicie szczerze pogadać.
  • stwory_z_mchu 13.02.18, 23:41
    W sumie czytając tego posta miałam wrażenie, że to trochę przejaskrawiony obraz mojej rodziny :) Zarabiam jakąś 1/3 tego, co zarabia mój maż, nie pracuję w wyuczonym zawodzie, moje studia kosztowały sporo, dodatkowe kursy też. Lubię zarówno moją aktualną, dość słabo płatną pracę jak i wyuczony zawód - niestety jest jeszcze mniej płatny jak się nie posiada doświadczenia i znajomości. Mój mąż nie skończył studiów, zrezygnował po absolutorium (uczelnia nie mogła zapewnić mu promotora z dziedziny, która go interesowała i olał temat - też tego nie rozumiem), ale przez to, że uczył się sam i firmy, w których pracował dawały mu możliwość rozwoju stal się bardzo dobrym specjalistą w swojej dziedzinie. Nie logowałam się do konta jakieś 5 lat (odkąd założyliśmy wspólne). Może post to trolling, ale jeśli nie to ze swojej strony mogę powiedzieć, że mi mocno do myślenia dała książka Jespera Juula "Rodzic jako przywódca stada" - w fajny sposób opisuje, jak odnaleźć się w zmienionej przez kilkadziesiąt lat rzeczywistości (w ciągu tego czasu przechodzimy przewartościowanie ról w rodzinie, oczekiwań w stosunku do partnera i świata, przewartościowanie ról społecznych). Juul pisze o tym, że warto stawiać swoje granice (nie stawiać je innym, ale je ustalić, jakie są moje granice i komunikować je na zewnątrz), dzięki czemu zachowujemy swoją integralność (sensem książki jest też to, że dziecko dzięki temu nabiera sensownych wzorców i jest w stanie utrzymać swoją własną wewnętrzną wartość) i nabieramy wewnętrznej wartości. Bardzo polecam książkę (może jak przeczytam sama do końca to uda mi się napisać więcej).
  • smutny83 14.02.18, 11:32
    Fajnie to wszystko opisujesz i ma to sens poza jednym. Jesteście pewnie zgodnym małżeństwem i szanujecie się nawzajem.

    Ja niema codziennie obrywam "po dupie" - że to przeze mnie nie ma pieniędzy, że jestem leniem bo za mało dodatkowej pracy brałem, że mogłem więcej :(
  • chocolate-cakes 14.02.18, 12:24
    I co odpowiadasz żonie?
  • enith 14.02.18, 14:36
    Dajesz się żonie od wielu lat chamsko wykorzystywać. Zapieprzasz nadgodziny jak wół, żeby zarobić na jej hobby, bo inaczej kosztownych studiów i kursów, za którymi nie idą żadne realne dla waszej rodziny korzyści, nazwać się nie da. A do tego żona jest wredna, leniwa i roszczeniowa. Gdy straciłeś pracę, zamiast cię wesprzeć, trzymać się razem, zasypała cię pretensjami. Napiszę wprost: jesteście jako para kompletnie niedobrani. Macie kompletnie różne poglądy na kwestie utrzymania rodziny, nie ma między wami szacunku i ciepła. To są kwestie prawdopodobnie nie do naprawienia, zwłaszcza, jeśli problem trwa od wielu lat. Moja rada dla ciebie, to robić swoje, uciąć finansowanie żony idiotycznych zachcianek, skoro was na to ewidentnie nie stać, skupić się na sobie i dziecku. Jeśli żonie to nie otworzy oczu, pomyśleć o rozwodzie. Ile lat ma córka?
  • edw-ina 14.02.18, 15:20
    Zgadzam się, finanse to tylko objaw, choroba jest głębiej.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • stwory_z_mchu 15.02.18, 00:56
    Tylko, że my sami wypracowaliśmy tę zgodę i szacunek. Mimo tego, że rzeczywiście jesteśmy zgodni to są u nas tarcia - mamy różne charaktery, potrzeby, czasami nastroje. Ale każdy z nas stara się chyba właśnie stawiać te granice i pilnuje swojej integralności (a na pewno o tym rozmawiamy, mniej lub bardziej burzliwie :))
    To jest problem żony, że ona oczekuje od Ciebie więcej, niż jesteś w stanie jej dostarczyć. To Ty wiesz, na ile się godzisz - musisz to jasno określić. Nigdy nie zadowolimy równocześnie siebie i innych. Jeśli czujesz, że nie chcesz już finansować żonie kursów, studiów itp to musisz jej to jasno ustalić, najlepiej w prosty sposób, z którym trudno dyskutować, w stylu: "Nie mogę i nie chcę finansować Twoich studiów. Jeśli ci na tym zależy to musisz sama o to zadbać. ". Żona nie będzie zadowolona, ale będzie musiała się z tym pogodzić, bo masz do tego prawo. Być może wasze małżeństwo nie przetrwa - dużo zależy od chęci, elastyczności ( bo to też nie chodzi o to, żeby ustawić sztywną granicę i na siłę przepchnąć swoje) i tego, co razem wypracujecie.
    Jeśli nie szanujecie się z żoną nawzajem (albo jedno nie szanuje drugiego) to dialog jest bardzo trudny: jedna osoba w chodzi relację król - poddany, druga musi się dopasować (albo jest mega tarcie, awantura etc). Na pewno trudno podjąć rozmowę jeśli obie strony mają do siebie wzajemnie jakieś zarzuty - takie rozmowy zazwyczaj zaczynają się i kończą na wyrzucaniu sobie win.
    A ogólnie chodzi mi o to, żebyś miał świadomość, że sam w dużej mierze kształtujesz swoją rzeczywistość. Masz prawo zadbać o siebie i swoją integralność, masz prawo odmówić żonie (masz też prawo zgodzić się na łożenie na jej zachcianki - zawsze pamiętaj, że decydujesz na swój temat i każda decyzja jaką podejmiesz to Twoja odpowiedzialność). Nie jesteś w stanie odpowiadać za reakcje drugiej strony (możesz się spotkać np. z ostrym sprzeciwem, awanturą) - ale jeśli podejmujesz przemyślaną decyzję to musisz być na to gotowy - nie da się mieć ciastka i zjeść ciastka w takiej sytuacji.
    Tak czy siak życzę Ci powodzenia - takie sytuacje nie są łatwe, ale pozwalają też nam trochę dowiedzieć się, jacy naprawdę jesteśmy i dają pole manewru (jacy chcemy być).
  • clawe 15.02.18, 13:39
    "jak mi nie pasi to mogę sobie zmienić". Trzeba było z tej dobrej rady skorzystać to byś teraz tak nie jęczał. Weź się w garść poczytaj o MGTOW i zajmij się wreszcie swoimi potrzebami.
  • poker1p 18.02.18, 09:46
    Mam podobny problem tylko z mezem. To on nie angazuje sie w dom. Nic go nie obchodzi. Nie chce sprzatac, opiekowac sie dziecmi. Zarabia wiecej ode mnie i twierdzi ze to wystarczy
  • tt-tka 18.02.18, 10:22
    No to juz wiesz, ze nie wystarczy, kiedy dowie sie o tym maz ? Poradz mu, zeby za te SWOJE pieniadze zatrudnil dwa razy w tygodniu pania, ktora uprasuje i odwiesi do szafy, zamiast zwijac w klebek. Albo zajmie sie dziecmi.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.