27.04.18, 18:35
Witam, Piszę z prośbą o pomoc i ogląd sytuacji. Jestem mężatką z dwójką przedszkolaków z 15 letnim stażem małżeństwa. Mąż stwierdził że mnie nie kocha i się wyprowadził z domu, chce rozwodu. Przyjeżdża kiedy chce do naszego wspólnego domu, siedzi ile chce, je, a potem wraca do siebie na noc. Zabiera też dzieci na weekendy do siebie lub na dłuższe wyjazdy beze mnie, tak jak mu pasuje i się podoba. W stosunku do mnie jest arogancki, stanowczy i wręcz agresywny, o wszystko się czepia, ma żal nieuzasadniony że był niedoceniany, niedopieszczony i zaniedbany przez całe małżeństwo. Według niego całe życie się mi podporządkowywał, a teraz będzie żył wygodnie i wreszcie tak jak mu się podoba, czyli beze mnie, bo nie jestem mu do niczego potrzebna, kocha i chce być tylko z dziećmi. Powiem szczerze, że do tej pory były przez jakiś okres kłótnie, ale potem siedział normalnie w domu, wykonywał swoje obowiązki, ale zawsze chciał rządzić i szlag go trafiał jak ja byłam kontra w jakiejś sprawie, ale jakoś dochodziliśmy do porozumienia. Teraz żyje sobie jak Pan, nic go nie interesuje poza uprzyjemnianiem sobie czasu z dziećmi, robi co chce, je u nas w domu, siedzi do wieczora, a śpi w innym mieszkaniu, bo tak mu jest wygodnie. Nie wiem co mam zrobić by wrócił normalnie do domu? Wiem że pytanie jest śmieszne, ale chciałabym głupio by rodzina była w komplecie. A jeśli nie, to jak ustalić te relacje? Wkurza mnie też to szarpanie małych dzieci, które potrzebują stabilizacji, a nie nocowania raz tu raz tam bo tatuś ma taką fantazję i chce sobie czas uprzyjemnić. W ogóle czy prawnie ojciec może zabierać dzieci z domu rodzinnego czy brać na wyjazdy jak mu się podoba pomimo protestów matki? Ja nie chcę by dzieci były szarpane i wyrywane z domu. Moje prośby by być razem i tworzyć rodzinę są jak grochem o ścianę. Jego odpowiedzi to że on nie chce, bo tak mu jest lepiej. Jak mówię by nie krzywdził dzieci i normalnie dla nich tworzył rodzinę to ma to gdzieś, on woli szarpać dzieci i żyć sobie jak Pan. Co ja mam robić? Do Pana żadne argumenty nie docierają. Proszę o komentarze.
Edytor zaawansowany
  • tt-tka 27.04.18, 19:33
    Coz, powrot do domu w charakterze meza i ojca raczej nie wchodzi w gre...
    Zatem niech zalozy sprawe rozwodowa, a jesli nie zechce, idz do sadu ty. Czy w sprawie rozwodu - to juz jak uwazasz - czy w sprawie alimentacji i ustalenia kontaktow ojca z dziecmi. Stabilnych, tak, bo dzieci maja prawo do swego domu i do poczucia bezpieczenstwa.
    Ojciec, o ile nie jest pozbawiony praw lub nie ma ich ograniczonych, moze zabrac dzieci (do siebie, na wycieczke itp), natomiast nie powinien tego robic na zasadzie "akurat mam czas i ochote", musi sie liczyc z ich i twoimi planami, potrzebami, takze emocjonalnymi. Jezeli nie jestescie w stanie dogadac sie co do kontaktow zadowalajacych obie strony, jezeli nie odpowiada ci, ze maz przychodzi kiedy chjce, siedzi jak dlugo chce, je jak u siebie itd - niech rozstrzygnie to sad.
  • 71tosia 27.04.18, 23:35
    przede wszystkim zabezpiecz finansowo dzieci wystepujac o alimenty (nie potrzeba do tego rozwodu). Bo na razie pana bawi bycie ojcem ale z tego jak opisujesz sytuacje moze mu sie to odwiedziec, zwlaszcza gdy pozna jakas pania. Co do kontaktow z dziecmi to skoro spawia to dzieciom przyjemnosc nie ograniczalabym ich, jednak nalegalabym ze ma uprzedzac kiedy i na jak dlugo wpada do dzieci. Jezeli kilka razy cie nie zasatanie bo zabierzesz dzieci bez uprzedzenia go np do znajomych, to z pewnoscia zacznie sie bardziej liczyc z Toba. No i dociaz go jednak obowiazkami wzgeldem dzieci niech odbierze z przedszkola, zrobi obiad, zaprowadzi do przychodni, na basen a nie tylko wpada by sie pobawic z dziecmi.
  • enith 28.04.18, 05:33
    Zadbałabym o sądowe ustalenie kontaktów męża z dziećmi. Nie może być tak, że mąż wpada do was, jak do hotelu, zabiera dzieci, kiedy chce, nie licząc się z twoimi planami i rozpieprza wam kompletnie rozkład dnia. Niech się zdecyduje: albo od was odszedł i czas się po ludzku rozwieść i ustalić zasady opieki nad dziećmi albo zostaje z wami, wraca do domu i pracujecie nad małżeństwem. Bez sensu jest obecna sytuacja, że mąż robi co chce, kiedy chce i nie liczy się ani z tobą, ani z dziećmi. Dzieci skołowane pewnie nie wiedzą kompletnie, co się dzieje, a akurat teraz potrzebują stabilizacji i bezpiecznej przystani, a nie wyciągania z domu bez ładu i składu. Jeśli mąż jest pewien, że chce się rozwieść, a mimo to zwleka z rozwodem, sama złóż pozew. Możesz się bardzo zdziwić reakcją męża, który w gruncie rzeczy może wcale nie chce się rozwodzić, tylko chce się bujać do woli między dwoma domami nie licząc się kosztami, jakie z tytułu tej sytuacji poniesiecie ty i wasze dzieci. Może pozew go otrzeźwi i wreszcie zdecyduje, czego tak naprawdę chce. Ty wiedz, że nie musisz się zgadzać na obecny układ.
  • misoune 28.04.18, 06:31
    W twojej wypowiedzi nie ma mowy o uczuciu do męża.
    Piszesz poirytowana, że rozpadł Ci się wygodny układ i szukasz sposóu, by wrócił czas, gdy miałaś wszystko pod kontrolą.
    Zobacz - uzylas zdania:"i wykonywał wszystkie swoje obowiązki" , jakbyś pisała o robotniku ..
  • alpepe 28.04.18, 10:23
    obstawiam trolla, bo nie chce mi się wierzyć, że ktoś popełniłby taki post bez cienia refleksji.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • misoune 28.04.18, 13:53
    Mam wrażenie, że na gazecie coraz więcej troli..n
  • basiastel 29.04.18, 21:09
    "i wykonywał wszystkie swoje obowiązki" , jakbyś pisała o robotniku ..
    ---------------------------------
    Też mnie to zmroziło. Ponadto, panoramę w ogóle nie interesuje jak w tym związku czuł się mąż, a czuł się źle, czego nie ukrywa. Dlatego nie widzę szans dla tego małżeństwa.
  • alpepe 28.04.18, 10:25
    ten pan to powinno być małą. Poza tym tak, on ma prawo zabierać dzieci z domu, kiedy chce i na jak długo chce, bo nie ma ograniczonej władzy rodzicielskiej. Poza tym sądzę, że jesteś trollem.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • eriu 28.04.18, 12:56
    Zmień zamki. Wtedy skutecznie nie będzie mógł przychodzić kiedy chce.
    Wystąp o alimenty i ustalenie kontaktów - poczuje, że to nie żarty.
    Jak wyjada jedzenie a nie chce być razem - zbieraj paragony i spisuj co zjadł i proś o zwrot kosztów.

    --
    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
    66/93/95
  • panorama1234 28.04.18, 13:46
    Uczucie do męża jest, szystkim żyło się normalnie, a on to rozpieprzył. Dzieci cierpią najbardziej. A on patrzy tylko na swoje cztery litery i na to by mu było wygodnie bez zobowiązań. Jeśli o coś go poproszę to i tak robi mi na złość. Do mnie ma tysiąc zarzutów o wszystko, wszystko rozpamietuje z przeszłości, jaki to on był zaniedbany, stracił swoich przyjaciół, nie objechał pół świata, bo dzieci były małe, a teraz będzie robił co chce. Jak dorosły facet z dwójką małych dzieci może stać się takim pieprzonym egoistą. Boli mnie to bardzo. Nawet na majówkę zabrał tylko dzieci i wyjechał, mnie oczywiście nie zabrał bo na wyjazd chciał jechać tylko z maluchami beze mnie. Nawet mi nie powiedział gdzie jedzie bym do nich nie dojechała. A czy wróci do domu to nie wie, wszystko będzie zależało od tego jak bardzo się zmienię i będę się starała mu przypodobać. Koszmar. Zastanawiam się czy tu nie wchodzi w grę jakaś choroba psychiczna.
  • misoune 28.04.18, 13:56
    A może jak zostałaś sama, to weź kartkę papieru i spisz wszystko, co Ci zarzuca. Potem zrób pranie, prasowanie , przemysl i znów spójrz na kartkę i .... zastanów się, na ile facet ma rację.
  • enith 28.04.18, 16:12
    Acha, czyli ty się jako żona popsułaś i jeśli się ładnie postarasz i naprawisz, to mąż może łaskawie do was wróci. Ja na twoim miejscu lojalnie uprzedziłabym męża, że nie ma szans na twoją zgodę na jego powrót do domu, jeśli nie pójdzie z tobą na terapię małżeńską. Wyprowadzka z domu w celu szantażu małżonka, a potem radosne bujanie się między dwoma domami, gdy ma się małe dzieci, które nie rozumieją, co się dzieje, to nie jest dobra metoda na ratowanie małżeństwa. Czyli albo mąż wraca i idziecie na terapię albo wchodzicie w stan formalnej separacji, ustalacie zasady opieki nad dziećmi, alimenty itd. Taki stan, jak teraz, nie może trwać wiecznie.

    > Zastanawiam się czy tu nie wchodzi w grę jakaś choroba psychiczna.
    Możliwe. Może to być Krysia, Basia, Kasia i jeszcze kilka innych. Nie bierzesz pod uwagę, że mąż ma kochankę?
  • edw-ina 28.04.18, 18:01
    Pamiętaj, że może to też być odpowiedź na odczepnego, by skończyły się prośby o powrót na łono rodziny.
    Choroba psychiczna zwykle daje znacznie więcej objawów, niż chęć zakończenia związku, chociaż nie znam sytuacji, więc się nie wypowiem. Ja to odbieram raczej jako potrzebę skończenia z rolą osoby podporządkowanej. Przynajmniej na to mi to pachnie, takie: zobacz, robię co chcę i nic ci do tego. Nie wiem, jaki mieliście układ, może ty jesteś osobą dominującą, a on musiał się podporządkowywać i mu się przelało. Naturalnie to tylko hipoteza, powody mogły być inne.
    Druga sprawa - to ty wiesz znacznie więcej, niż tutaj piszesz. Mówisz, że jesteście małżeństwem od 15 lat, mieliście pewne sprzeczki, ale de facto cała sytuacja wydarzyła się nagle. No nie wierzę. Za dużo lat po świecie chodzę, by wiedzieć, że takie rzeczy nie zachodzą gwałtownie. Więc co się działo?

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • panorama1234 28.04.18, 20:44
    Wydaje mi się że żylismy jak inni, ale pan twierdzi ze czuł się zaniedbany i że nic nie miał do powiedzenia. Ale to oczywiście nie prawda. Prawda jest taka że dużo pracował poza domem i to ja opiekowałam się dziećmi, domem i pracowałam. Nigdy nie mógł przeboleć że dzieci są ze mną bardziej związane i to ja stanowie dla nich większy autorytet a on był trochę obok z własnej winy.
  • basiastel 28.04.18, 20:55
    Wydaje mi się że żylismy jak inni, ale pan twierdzi ze czuł się zaniedbany i że nic nie miał do powiedzenia. Ale to oczywiście nie prawda
    -------------------
    nie jesteś w stanie tego obiektywnie ocenić
  • edw-ina 28.04.18, 21:57
    Jest takie powiedzenie odnośnie prawd w związku, że tylko materac je zna. Coś nie zagrało. Może nie grało od dawna i to coraz bardziej. Mnie też, podobnie jak inne dziewczyny, uderza w twoich opisach to podejście jak do pracownika, który postanowił zwolnić się bez okresu wypowiedzenia. Nie żebym była jakoś naiwnie romantyczna, sama często mówię o związku jako o spółce handlowej, w której ma się określone obowiązki, a profity dzieli na pół, ale zwykle dodaję do tego, że aby ta spółka wyszła potrzebna jest sympatia i szacunek.
    Nie wiem, jak żyją inni. Wiele razy zwalczałam ten sposób myślenia o M, mówiąc, że pewne układy są nieporównywalne. Jesteście ze sobą równie długo, co my. Macie przedszkolaki, jak my. Widzę tutaj analogię. Ale widzę też podstawową różnicę: my się znamy jak łyse konie, po kilku słowach, rzucie okiem jesteśmy w stanie określić, co się dzieje z tym drugim. Bo przeżyliśmy razem tyle lat (z czego większość we dwoje), że jakaś zmiana nie zostanie niezauważona. A ty cały odwrót męża od ciebie kwitujesz frazesem o syndromie Piotrusia Pana. Czy ty znasz swojego męża? I tak w ogóle, to jakiej zmiany, ale konkretnie jakiej, on od ciebie oczekuje?

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • grzespelc 21.05.18, 01:02
    "Wydaje mi się że żylismy jak inni, ale"

    No to skoro żyliście jak inni zamiast żyć tak, jak jest dlaw was obojga dobrze, to trudno się dziwić, że się stało własnie tak...
  • basiastel 28.04.18, 20:49
    Choroba psychiczna, bo już Ciebie nie chce????
  • panorama1234 28.04.18, 20:58
    Tak, bo w moim pojęciu jak się przeżyło 15 lat małżeństwa i ma się małe dzieci i obowiązki, których on praktycznie nie miał bo wszystko ja robiłam sama a on był w pracy, po pracy zmęczony, albo na rowerze czy siłowni, a potem zabiera się zabawki i no to pa bo mi się znudziło i chcę sobie pożyć i spełniać marzenia, bo jestem po czterdziestce, to co to jest? Piotruś Pan
  • eukaliptusy 28.04.18, 21:31
    Przy twoim podejściu, ja się dziwię, że wytrzymał az 15 lat. W ogóle nic was nie łączy, a dla ciebie problem polega na tym, ze facet się zepsuł i przestał wykonywać polecenia? Odejście to rozsądny krok w takim pseudozwiązku.
    A obowiązki związane z dziećmi byly mąż może spełniać i po rozwodzie.
  • basiastel 29.04.18, 08:36
    I dalej się upierasz, że to choroba psychiczna? Jak by mi ktoś coś takiego sugerował, bo nie spełniam jego oczekiwań, to byłby dla mnie powód do rozstania, bo nie cierpię głupoty.
  • 71tosia 01.05.18, 00:22
    raczej nie choroba ale silny kryzys wieku sredniego. Po 40-stce niektorym przychodzi taka refleksje 'zasluguje na wiecej' niz nudne zycie rodzinne, rutyna dnia codziennego. Chyba postawilabym na ostrzy noza - maz wraca do domu i zaczynacie powazna prace nad ratowaniem zwiazku albo skaladasz wniosek o rozwod.
    Sutuacja ze ojciec sobie bierze male dzieci na mojawke nie mowiac matce gdzie je zabiera jest i skadaliczna i chyba niezgodna z prawem.
  • tt-tka 01.05.18, 01:03
    71tosia napisała:

    > Sutuacja ze ojciec sobie bierze male dzieci na mojawke nie mowiac matce gdzie j
    > e zabiera jest i skadaliczna i chyba niezgodna z prawem.

    Jest zgodna z prawem, jesli ojciec nie ma ograniczonych/odebranych praw rodzicielskich. To rowniez jego dzieci.Poza tym melduje i dokumentuje zdjeciami, co robia.
    jednoznacznie nie chce jej na tych wyjazdach, co zreszta wprost powiedzial, czy tez ona nam.
  • zygmund 15.05.18, 14:18
    Facet ma prawo mieć kryzys i ma tylko jedno życie. Jeżeli ma zacząć pracować nad związkiem musi mieć jakieś przesłanki, że warto, a nie tylko szantaż puszczeniem z torbami i ograniczeniem kontaktów z dziećmi. Może trzeba sobie przypomnieć jak było na początku związku i co męża w autorce wątku pociągało. Trzeba rozszerzyć trochę sferę empatii, żeby też się do niej załapał. Jego sygnały, o tym, że ma jakieś marzenia nie powinny być tylko problemem dla żony "jak mu wybić z głowy głupoty". Oczywiście można się z tym nie zgadzać. Wtedy zdecydowanie rozwód.
  • eukaliptusy 29.04.18, 04:23
    Panorama ja bym zaczęła od przyjęcia tego co mówi mąż na temat tego jak wyglądał wasz związek za prawdę. I rozważenia terapii dla siebie, najlepiej grupowej, bo mi się wydaje, że ty masz ogromny problem z relacjami międzyludzkimi.
  • panorama1234 29.04.18, 06:36
    Zadziwiające jest to że pan nie patrzy na to czego chcą dzieci, a one chcą by tata mieszkał razem, jak to było do tej pory. Nie wiem jak można się tak zachowywać widząc że cierpią maluchy. I robić tak by sobie było najwygodniej.
  • basiastel 29.04.18, 09:04
    Ojciec jest związany z dziećmi i wcale się od nich nie odciął. Odszedł, bo nie był w stanie dłużej wytrzymać życia w złym związku. I wcale nie jest tak, że dorośli są w stanie realizować wszystkie potrzeby dzieci.
    Grzmiąc, jaki to z niego egoista, związku na pewno nie naprawisz.
  • edw-ina 29.04.18, 09:35
    Pozostawanie w złym związku ze względu na dzieci nie jest mądre. Ile to kobiet zostawało z przemocowcami, bo przecież dzieci muszą mieć pełną rodzinę, więc one wytrzymają bicie i poniżanie. Z tego nigdy nic nie wychodzi, poza wychowaniem kolejnego pokolenia, które nie wie, czym jest zdrowa relacja. Ile razy stykam się z parą, która jest na krawędzi rozwodu, to polecam terapię małżeńską. Czasami udaje się przepracować problemy w rodzinie, a czasami zrozumieć, dlaczego rozstanie jest nieuniknione i przeprowadzić je bez trupów. Umiejętność godnego rozstania się jest dla dzieci lepszą szkołą niż wzrastanie w skonfliktowanej rodzinie. Jeżeli oboje rodzice są wydolni wychowawczo i nie rzucają sobie kłód pod nogi, nie grają dziećmi, to są w stanie dobrze ja wychować bez pozostawania w związku małżeńskim.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • tt-tka 29.04.18, 10:19
    edw-ina napisała:

    Ile razy stykam
    > się z parą, która jest na krawędzi rozwodu, to polecam terapię małżeńską. Czasa
    > mi udaje się przepracować problemy w rodzinie, a czasami zrozumieć, dlaczego ro
    > zstanie jest nieuniknione i przeprowadzić je bez trupów.

    Nic dodac, nic ujac.
    Ale jakos mam wrazenie ,ze pani nie chodzi o naprawienie stosunkow w rodzinie, ani o godne rozstanie, tylko o naprawienie pana. To on ma byc taki jak wczesniej albo lepszy i zeby bylo, jak bylo. I nie dociera, ze pan wlasnie tego nie chce, bo wlasnie tego juz nie wytrzymuje.
  • mona_lina 17.05.18, 10:27
    Masz całkowitą rację. Sama odeszłam od męża, jak córka miała 9 lat.
    Jak większość dzieci rozwodników próbowała akcji "mama nie pozwala, idę do taty". Ale my wciąż byliśmy ze sobą w kontakcie i wszystko, co dotyczyło córki, natychmiast omawialiśmy miedzy sobą, a potem razem rozmawialiśmy z nią. W efekcie szybko jej przeszły takie próby i wiedziała, że nie da się uzyskać czegoś wbrew jednemu z rodziców. Przy okazji nauczyła się, że ma w nas wsparcie i że można razem współpracować nawet po rozstaniu, a i rozstanie to nie musi być szarpanina i dramat rodzinny. Szczęśliwi rodzice osobno są lepsi, niż nieszczęśliwi rodzice razem. Ona zyskała jeszcze kochającego ojczyma i w pewnym sensie macochę.
    Ja zawsze uważałam, że to, że mi się nie udało z ojcem mojego dziecka, nie oznacza, że w relacji ojciec - córka też będzie źle. Ale tu trzeba się wyzbyć egoizmu i naprawdę najpierw myśleć o dziecku. I zapewniam, że to przynosi tylko same korzyści i dla dzieci, i dla nas.
  • salsa.lover 30.04.18, 20:19
    Ale że co? Ma mieszkać dalej z Wami bo dzieci tego chcą? Nawet jeśli do ich matki nic już nie czuje i nie chce z nią być? To tak nie działa. Zdajesz się ciągle zasłaniać dziećmi. Ojcem można być niezależnie od tego czy się pozostaje w związku z matką czy też nie. Przyjmij do wiadomości, że Ty i dzieci to nie jeden zespolony organizm.
    Oczywiście, że w idealnym świecie oboje rodziców mieszkają razem z maluchami i tworzą kochającą się rodzinę. Ale rzeczywistość jest taka, że związki się rozpadają. Przestań używać dzieci. Mąż się wyprowadził i nie chce już z Tobą być (ma do tego prawo, bez względu na to jak bardzo Ci się to nie podoba ). Mąż, odchodząc od Ciebie, nie ma już obowiązku zabierać Cię na wyjazdy z dziećmi. Jesteście w nowej rzeczywistości i macie obowiązek zatroszczyć się o dobro dzieci oboje.
  • 71tosia 01.05.18, 00:31
    taaaa... i ma prawo zabierac kilkulatki gdzie mu sie podoba nie informujac o tym ich matki? Wyprowadzil sie z domu, ale sobie do niego wpada gdy mu sie zachce z dziecmi pobawic ale zapomina ze dzieci trzeba odebrac z przedszkola, nakarmic, zapelnic im lodowke. Taka proza zycia ma sie zajac matka bo on ma w planach silowne. No fajnie pan sie probuje urzadzic.
  • salsa.lover 01.05.18, 21:01
    71tosia napisała:

    > taaaa... i ma prawo zabierac kilkulatki gdzie mu sie podoba nie informujac o ty
    > m ich matki?

    Po pierwsze to ojciec ma takie samo prawo do dzieci jak matka. Więc nie "zabiera" tych dzieci matce a spędza czas z własnymi dziećmi. Przecież poinformował ją, że bierze dzieci na majówkę, ale ona ma pretensje, że na majówkę nie zabrał JEJ.

    Wyprowadzil sie z domu, ale sobie do niego wpada gdy mu sie zachc
    > e z dziecmi pobawic ale zapomina ze dzieci trzeba odebrac z przedszkola, nakarm
    > ic, zapelnic im lodowke. Taka proza zycia ma sie zajac matka bo on ma w planach
    > silowne. No fajnie pan sie probuje urzadzic.

    Bardzo dużo sobie tutaj dopowiadasz. Jakoś autorka nic nie wspomina o chęciach czy próbach uregulowania kontaktów męża z dziećmi po jego odejściu. A skoro żadnych prób nie było to o co pretensje? Ona zafiksowana jest na tym, że on ma wrócić do domu i do swoich obowiązków a nie na tym, żeby ustalić kontakty z dziećmi po rozstaniu.
  • 71tosia 01.05.18, 22:18
    to moze przeczytaj to co napisala autorka uwazniej o relacjach w domu zanim zaczniesz sobie cos wymyslac. Panorama powinna wystapic o uregulowanie stosunkow z dziecmi tooczywiste ale pewnie jak kazda pozucona kobieta potrzebuje troche czasu by sie pozbierac. I jak juz pare razy napisalam atakowanie i obwinianie jej za to ze maz ja zostawil jest badzo wredne.
  • tt-tka 01.05.18, 23:53
    Ona nie chce "sie pozbierac" imho, tylko wymyslic, jak sklonic czy zmusic meza do powrotu. Mimo ze taki on niedobry, a relacje byly, jakie byly. Przy czym - my nie wiemy, jakie byly. Znamy punkt widzenia jednej strony, w dodatku wszelkie wypowiedzi meza, ktore autorka przytacza, sa poddawane w watpliwosc (a po co mu emocje ?), kontrowane lub deprecjonowane.
    Ja tu nie widze checi porozumienia. Chec podporzadkowania, postawienia na swoim - to tak. Zainteresowanie mezem i stosunkami w domu tez nie widze, on ma byc, fizycznie obecny, i to wszystko.
  • eukaliptusy 02.05.18, 02:16
    tt-tka napisała

    . Znamy punkt widzenia jednej strony, w dodatku wszelkie
    > wypowiedzi meza, ktore autorka przytacza, sa poddawane w watpliwosc (a po co m
    > u emocje ?), kontrowane lub deprecjonowane.


    Tak mi właśnie przyszło do głowy, że to pewnie schemat zachowania od zawsze obecny w tym małżeństwie. Może ten mężczyzna nigdy nie był wysłuchany.
    I to tez jest jeden z jego zarzutów.
  • 71tosia 02.05.18, 11:31
    zawsze znamy relacje jednej strony, byc moze Panorama klamie ja jednak nie majac mozliwosci tego zweryfikowania komentuje jedynie to co napisala. A czytam ze maz chcial sie realizowac przy tablecie na kanapie i na silowni i na spotkaniach z kolegami, kiedy w domu zona padala ze zmeczenia przy malych dzieciach. Tak wiec opinie pan z forum ze zona powinna miec wiecej zrozumienia dla tych wlasnie potrzeb meza sa .... dziwne.
  • tt-tka 02.05.18, 12:02
    71tosia napisała:

    > zawsze znamy relacje jednej strony, byc moze Panorama klamie


    Nie sadze, tzn nie nazwalabym tego swiadomym klamstwem. Panorama imho pisze o tym, co widzi, czuje i mysli o sprawie. A obraz dany nam jest niespojny, czesto sprzeczny, bo ona sama pogubila sie w swoim ogladzie.

    >ja jednak nie maja
    > c mozliwosci tego zweryfikowania komentuje jedynie to co napisala.

    Wybiorczo, wybacz, Tosiu. Odnoszac sie tylko do czesci tego, co autorka napisala nie pomagasz jej ani zrozumiec, ani opracowac jakiegos planu dzialania, ktory mialby cel i sens. Przepraszam.
    Przeciez my nie piszemy o tym wszystkim po to, by autorce dokuczyc, tylko pomoc jej zobaczyc to, co przeoczyla lub czego nie brala pod uwage.


  • 71tosia 02.05.18, 12:23
    a ty jej pomagasz wpędzając w poczucie winy? Sorry ale jak pisalam kilka razy sytuacja w ktorej maz probuje zmusic zone do 'naprawiania' sie wyprowadzka lub wyjazdem bez niej liczac ze jak bedzie jej przykro to ja 'wychowa' jest nie do zaakceptowania. Naprawdę dziwi mnie ze wiekszosci umyka to ze zachowanie meza jest okropne.
  • basiastel 02.05.18, 18:34
    Na podstawie tego co napisała panorama1234, nie da się ocenić sytuacji. Nie wiemy, czy mąż taki wygodny, czy taki stłamszony, że jedynym dla niego wyjściem była separacja.
    Mnie tylko niepokoi przekonanie panoramy, że rodzice winni tkwić w małżeństwie dla dobra dzieci i egoizmem jest rozstanie.
    Ja sama doprowadziłam do rozstania i uważam, że była to mądra, dobra i odpowiedzialna decyzja, choć moja córcia bardzo tego nie chciała i cierpiała, a ja cierpiałam patrząc na nią, bo strasznie ją kocham. Ale nigdy nie powiedziałam do dziecka złego słowa na temat taty, nie szarpaliśmy się po rozstaniu i nie wciągaliśmy w to dziecka.
    Czasem rodziny nie da się utrzymać i swoje żale należy przeboleć i nie obciążać nimi dzieci.
  • salsa.lover 02.05.18, 21:00
    71tosia napisała:

    > to moze przeczytaj to co napisala autorka uwazniej o relacjach w domu zanim zac
    > zniesz sobie cos wymyslac. P

    hmm... sugeruję Ci dokładnie to samo. Przeczytanie tego co autorka RZECZYWIŚCIE napisała, zamiast dopowiadania sobie na podstawie własnych domysłów oraz logiki "oh, znam mnóstwo takich przypadków/facetów".
    Większość Twoich komentarzy w tym wątku opiera się na interpretacji wysnutej głównie z ogólników i pretensji autorki pod adresem męża. Nie byłaś świadkiem ich rozmów ani sytuacji a piszesz z tak niezachwianą pewnością o tym jak między nimi jest. Nie wiesz jak między nimi jest. Nikt z nas tego nie wie i może czasem warto o tym pamiętać wydając tak kategoryczne osądy.

    anorama powinna wystapic o uregulowanie stosunkow
    > z dziecmi tooczywiste ale pewnie jak kazda pozucona kobieta potrzebuje troche c
    > zasu by sie pozbierac. I jak juz pare razy napisalam atakowanie i obwinianie j
    > ej za to ze maz ja zostawil jest badzo wredne.

    Znów nadinterpretacja i przeinaczanie. Nie obwiniam jej o to, że mąż ją zostawił. Gdybyś czytała dokładniej to może nie umknąłby Ci drobny szczegół: Ona nie pyta jak się pozbierać, nie zastanawia się nad uregulowaniem stosunków. Ona chce, żeby mąż wrócił. Duuuża różnica.
    A jeśli chce, żeby mąż wrócił to chyba powinna zrozumieć dlaczego w ogóle odszedł. Jeśli coś nie działa to chyba najpierw trzeba zrozumieć co się zepsuło i jak to naprawić. Czy to nie jest logiczne?
    Tyle, że ją nie interesuje dlaczego on odszedł, ją nie interesuje dlaczego mąż czuł się przez nią zdławiony i zdominowany. Powody odejścia męża zbywa frazesami o niedojrzałości, o obowiązkach. A próby zmiany relacji lekceważąco podsumowała że ona ma się mu przypodobać. I to właśnie wiele osób próbuje jej tutaj uświadomić.
    Ale oczywiście o wiele prościej jest jej przyklasnąć, poklepać po ramieniu i stwierdzić, biedna Ty, wszyscy faceci są tacy sami.
  • 71tosia 02.05.18, 21:22
    Co do kategorycznych sadow- przyczytaj wlasne wpisy i paru innych pan szczegolnie z poczatku tej dyskucji - zaatakowalyscie dosc bezpardonowo kobiete . A moze racje ma Panorama ze maz jest niedojrzaly, a moze maz rzeczywiscie pragnie by zona 'sie mu przypodobala' - tego nie wiesz, ale z za to lekkoscia oceniłaś Panarame przypisujac jej wine za rozpad zwiazku. Nie, faceci nie sa tacy sami -bo nie kazdy facet majac dwoje malych dzieci na stanie wyprowadza sie z domu 'by zyc po swojemu' i wysyla zdjecia z majowki z komentarzem ze ma nadziej ze zonie bedzie przykro.
    ps wiekszosc kobiet po rozstaniu czuje sie skrzywdzona pyta jak sprawic by maz wrocil? Az tak dziwne?
  • salsa.lover 02.05.18, 22:03
    71tosia napisała:

    > Co do kategorycznych sadow- przyczytaj wlasne wpisy i paru innych pan szczegoln
    > ie z poczatku tej dyskucji - zaatakowalyscie dosc bezpardonowo kobiete .

    Proszę pokaż mi gdzie ją zaatakowałam? Tym, że nie przyjmuję bezkrytycznie jej opisu sytuacji? To jest według Ciebie bezpardonowe atakowanie?
    Czy tym, że w jej opisie sytuacji wiele osób dostrzega coś więcej niż tylko biedną skrzywdzoną i porzuconą matkę Polkę?
    Nie kupuję wersji, że ona święta i biedna a ten mąż to taki drań zły i w ogóle. Nie ma tak, prawda zawsze leży gdzieś po środku i dlatego nie oceniam ani jej ani jej męża w przeciwieństwie do Ciebie.

    A moze
    > racje ma Panorama ze maz jest niedojrzaly, a moze maz rzeczywiscie pragnie by
    > zona 'sie mu przypodobala' - tego nie wiesz,

    Ty też tego nie wiesz, ale jakoś zupełnie nie przeszkodziło Ci to w wydaniu wyroku na męża od pierwszego postu i uporczywym trwaniu, bez cienia wątpliwości. Zupełnie nie przeszkadza Ci to w przyjmowaniu za pewnik że "ona ma sie mu przypodobać". Już samo to, że powtarzasz to dość pogardliwe określenie dużo mówi.
    Szczerze wątpię aby jakikolwiek terapeuta powiedział jej że od teraz ma się mężowi przypodobać.
    Bardziej prawdopodobne jest, że na terapii usłyszała, że w związku potrzebne są jakieś ustępstwa, że powinna coś w sobie zmienić by związek był harmonijny. A to przecież jest dla niej kompletnie nie do zaakceptowania bo ona zdaje się nie mieć sobie absolutnie nic do zarzucenia.

    ale z za to lekkoscia oceniłaś Pan
    > arame przypisujac jej wine za rozpad zwiazku.

    Znów zmyślasz i sobie dopowiadasz. Nigdzie nie przypisałam jej winy za rozpad związku. Jedyne co próbuję jej uświadomić, to że jej mąż ma prawo czuć to co czuje i nie potrzebuje na to jej pozwolenia. Mąż ma prawo niezgadzać się z jej wizją życia jako pasma wiecznych obowiązków i poświęceń. Mąż ma prawo być niezadowolony z tego jak wygląda jego życie i małżeństwo. Że jej mąż ma prawo chcieć odejść, nawet jeśli ona tego nie chce.

    > ps wiekszosc kobiet po rozstaniu czuje sie skrzywdzona pyta jak sprawic by maz
    > wrocil? Az tak dziwne?

    Znów przeinaczasz. Nie jest dziwne, że pyta jak sprawić by mąż wrócił.
    Dziwne jest, że ona tupie nóżką i mąż ma wrócić do obowiązków i poświęceń, bo ona tak chce. Ale nie zadaje sobie nawet chwili refleksji nad tym dlaczego odszedł.
    Dziwne jest, że mąż ciągnie ją na terapię, mówi co mu w związku nie odpowiada a ona wszystko odrzuciła z etykietką, że nie ma zamiaru mu się przypodobać. Naprawdę nie zwróciłaś na to najmniejszej uwagi?

    Związek tworzą dwie osoby i obie osoby są za kształt związku odpowiedzialne. Związek wymaga by czasem brać pod uwagę co czuje i czego chce druga strona, i o zgrozo, czasem nawet się dostosować.
    Związek nie przetrwa jeśli jedna ze stron neguje potrzeby i uczucia tej drugiej, bez chwili zastanowienia, a taką właśnie postawę prezentuje nam tu panorama. Aż takie dziwne?
  • mona_lina 17.05.18, 10:37
    Salsa, dobrze czytać tak mądrą kobietę. Oby dało to niektórym do myślenia.
  • morekac 29.04.18, 12:52
    Kryzys wieku średniego...
    A jakiejś przyjaciółki mąż nie ma?

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • panorama1234 29.04.18, 13:32
    W sensie związku to raczej nie, ale koleżankę ma, która jest po rozwodzie, czyli jest pewnie jego doradcą jak sądzę.
  • panorama1234 29.04.18, 19:31
    Dodam jeszcze że pan z wyjazdu z dziećmi cały czas mi wysyła zdjęcia i pisze jak się świetnie bawią. Co byście drogie Panie zrobiły, bo mi jest cholernie przykro.
  • tt-tka 29.04.18, 19:52
    Dokumentuje swoja dbalosc o dzieci ?
    Jesli sadzisz, ze tylko chce cie zdenerwowac/sprawic przykrosc, zablokuj jego numer. Jesli wolisz wiedziec, co sie dzieje z dziecmi, gdy sa z ojcem, cierp w milczeniu.
    Rady juz dostalas - terapia. Jesli sie uda, to wspolna, jesli nie - twoja.
    Oraz wystap do sadu o alimentowanie dzieci i ustalenie kontaktow ojca z nimi. Do tego rozwod nie jest konieczny.

    Jesli pytasz, co zrobic, by maz wrocil do domu i bylo jak przedtem, to niestety odpowiedz jest jedna - NIEDASIE.
  • enith 29.04.18, 20:18
    Ja bym się cieszyła, że dzieciom udał się wyjazd i życzyłabym dalszej dobrej zabawy. Rozumiem, że jest ci przykro, że nie jesteś zapraszana na te wyjazdy, ale ojciec ma prawo zabierać dzieci bez ciebie i chyba dobrze, że się na nie po odejściu od ciebie nie wypiął.
    Ty z kolei nie trać czasu na roztrząsania, cóż to za szajba odbiła ślubnemu na starość i jak go ściągnąć z powrotem do domu, bo zaręczam, że im bardziej będziesz męża o ten powrót cisnąć, tym większy napotkasz opór materii. Możesz spróbować namówić męża na terapię, a już na pewno możesz iść na terapię sama. Może tam ktoś gramotny ci wyjaśni, że mąż jednak ma prawo do swoich uczuć i emocji, w tym poczucia bycia przez ciebie tłamszonym, niezależnie od tego, co ty na temat uważasz. Tobie jest przykro, że nie jesteś zapraszana na wyjazdy. Jak byś się czuła, gdyby mąż ci wmawiał, że nie ma prawa ci być przykro? Dlaczego nawet nie bierzesz pod uwagę opcji, że może faktycznie masz dominujący charakter i po 15-tu latach twojemu mężowi się w końcu spektakularnie ulało?
  • vivi86 18.05.18, 17:08
    Wywożenie dzieci kiedy matka nie wie gdzie zakrawa na porwanie rodzicielskie.

  • tt-tka 18.05.18, 18:33
    vivi86 napisał(a):

    > Wywożenie dzieci kiedy matka nie wie gdzie zakrawa na porwanie rodzicielskie.
    >

    Zakrawa, rili ? Poki prawa rodzicielskie i opiekuncze maja oboje, na nic nie zakrawa. Powrot w okreslonym terminie, dokumentacja zdjeciowa z pobytu, ojciec (i matka) maja prawo zabrac dzieci na wyjazd, nawet w nieznane, na zasadzie "wyjezdzamy, wracamy w niedziele o szostej".
    Niemowienie dokad moze byc dokuczeniem stronie, ktora nie jedzie, ale to nie jest przestepstwo karalne. Nie demonizuj.
  • gonzo_101 30.04.18, 12:04
    Bardzo dziwny wątek. Po pierwsze - rozwody są dla ludzi. Forumki wytłumaczyły ci dlaczego. Po drugie czytam twoje wpisy i mam wrażenie, że pisze je robot, a nie człowiek. Prawie żadnych emocji, żadnego życia. Zrozumiałe jakbyś była zrozpaczona rozpadem rodziny, martwiła się o zabezpieczenie dzieci na przyszłość, jakbyś była rozgoryczona czy wściekła na męża, albo czuła smutek - a tu płaska i sucha relacja.
    Piszesz, że do męża nie trafiają argumenty - a do ciebie w ogóle dociera co on mówi? Facet powiedział ci w twarz, że chce rozwodu, jakie ma potrzeby, czego mu brakuje, że nie ma między wami miłości, a ty radzisz się forum co zrobić aby ściągnąć męża, bo rodzina musi być w komplecie?! Jak niby chcesz tworzyć z kimś związek bez akceptacji dla cudzej emocjonalność?
    Nie widzę też żadnej refleksji nad swoim postępowaniem, co ty mogłabyś zrobić aby te relacje poprawić. Jaki przykład dajesz swoim dzieciom, że należy utrzymywać fikcyjny związek za wszelka cenę? Pomyśl trochę już nie o mężu czy dzieciach tylko o sobie. Gdzie ty jesteś w tym układzie, jakie masz potrzeby ( należy, muszę i powinno się - to nie są potrzeby), jakie potrzeby mają inni członkowie rodziny, co do zaoferowania masz drugiej osobie, a co sama bierzesz?
  • panorama1234 30.04.18, 12:24
    Myślę że życiem dojrzałych ludzi z bagażem rodziny nie powinny rządzić emocje. Jak coś mi się nie podoba to zabieram zabawki z piaskownicy i wychodzę, raniąc innych i nie dając nawet żadnych szans na wspólne dalsze życie. Patrząc na mego męża widzę jaką był niedojrzałą osobą i małym chłopcem od samego początku. To ja ciągnęłam życie domowe, dzieci do przedszkola, dom, choroby, on tylko pracował i spełniał swoje pasje i towarzysko. Więcej go nie było w domu niż był. Niektórzy piszą że facet jest taki biedny. Ciekawe w czym? Biedny bo go proza życia przerosła, niektórzy niestety nie umieją funkcjonować w rodzinie. Tylko dzieci żal bo cierpią
  • leni6 30.04.18, 12:31
    Przecież zabrał dzieci i się świetnie bawią, więc chyba nie umie funkcjonowac z tobą a nie w rodzinie.
  • vivi86 21.05.18, 17:41
    Właśnie. Bawią. Jak pan ma czas i ochotę. A na co dzień z tego co pisze Panorama jest "wychodzę z kumplami (i wszystko mam w tyle, radź sobie sama).

    A funkcjonowanie w rodzinie to przede wszystkim opieka, odwiezienie do przedszkola, zrobienie dzieciakowi jedzenia, za jakiś czas sprawdzenie lekji i (przepraszam) wytarcie nosa. Tu pana już nie ma. Zabawa to tylko dodatek.
  • gonzo_101 30.04.18, 12:43
    Ja o chlebie ty o niebie... Twoje pojęcie "rodziny" to jakieś nieporozumienie. To nie mąż jest biedny, gość widzę w końcu umie zadbać o siebie i o dzieci, mówi czego chce i jakie ma potrzeby, pieniążki pewnie też do domu przynosi, ma swoje zainteresowania i pasje, udziela się towarzysko - a ty nazywasz to chorobą psychiczną. Przestań zasłaniać się "cierpieniem" dzieci. Sprawdziłaś czy tak jest na prawdę, rozmawiałaś z nimi, skarżą się na tatę, nie chcą spędzać z nim czasu?
  • panorama1234 30.04.18, 12:48
    Tak skarżą się, chcą spędzać czas razem i żeby ojciec mieszkał w domu. On je wyciąga podstępem.
  • gonzo_101 30.04.18, 13:32
    To akurat jest zrozumiałe, że dzieci chcą mieć rodziców razem. Tylko czasami to niemożliwe i waszą rolą jest to dzieciakom wyjaśnić, że może nie będziecie już mężem i żona, ale zawsze będziecie mamą i tatą. I że dorośli czasami się rozstają, ale to sprawa między nimi i w żadnym razie wina dzieci, wasza miłość do nich nie uległa zmianie.
  • panorama1234 30.04.18, 14:14
    Ale ja nie chcę się rozstawać. Jeśli już to on mnie zostawia. Taka jest prawda. Ja go cały czas kocham. Mam powiedzieć mu, dobrze zgadzam się na rozstanie bo jemu związek się wypalił. To bzdura bo dla mnie się nie wypalił. Taka jest prawda że on nas zostawił. A ja cały czas walczę o nas. Mam jeszcze dzieciom go wybielać, jaki to tatuś był i jest biedny?
  • edw-ina 30.04.18, 15:24
    Zostawił ciebie, nie was. Sama piszesz, że z dziećmi ma dobry kontakt. A dzieciom należy mówić prawdę. Ty i dzieci nie jesteście jednością. Tak samo, jak różne są role rodzicielskie i małżeńskie/partnerskie.


    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • gonzo_101 30.04.18, 15:26
    Aha czyli ty go tak kochasz, a to że mąż z tobą jest nieszczęśliwy to taki nieznaczący drobiazg - ważne aby było jak ty chcesz bo tobie się związek nie wypalił. I nie, on nie zostawił was tylko ciebie - i powoli mu się nie dziwię.
  • salsa.lover 30.04.18, 20:33
    panorama1234 napisała:

    > Ale ja nie chcę się rozstawać. Jeśli już to on mnie zostawia.

    To przykuj go do siebie kajdankami.
    Wybacz, ale do związku potrzeba dwojga. Nie przyszło Ci do głowy, że to czego TY CHCESZ nie wystarczy? Twój mąż ma wolną wolę i ma prawo nie chcieć z Tobą być. Ma się podporządkować i spędzić z Tobą resztę życia bo TY NIE CHCESZ się rozstawać?
    Niestety ale to tak nie działa.

    > Mam jeszcze dzieciom go wyb
    > ielać, jaki to tatuś był i jest biedny?

    Ale co masz wybielać? Tatuś odszedł od Ciebie, nie od dzieci. Tu nie ma co wybielać.
    Oczywiście możesz teraz przez najbliższe lata prać dzieciom mózgi i przelewać na nie swoją gorycz i złość na męża, kompletnie niszcząc dzieciom życie. Jest to dość popularna opcja niestety.
  • blue_meerkat 02.05.18, 08:40
    "Mam jeszcze dzieciom go wybielać, jaki to tatuś był i jest biedny"
    Gwarantuje ze przy takim podejsciu za 10-12 lat bedzie watek 'dzieci odeszly i nie dzwonia jak naklonic je do kontaktu'.
  • ola_dom 02.05.18, 08:43
    blue_meerkat napisała:

    > "Mam jeszcze dzieciom go wybielać, jaki to tatuś był i jest biedny"
    > Gwarantuje ze przy takim podejsciu za 10-12 lat bedzie watek 'dzieci odeszly i
    > nie dzwonia jak naklonic je do kontaktu'.

    OTÓŻ TO.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • mona_lina 17.05.18, 10:43
    Tylko współczuć dzieciom takiej matki.
  • salsa.lover 30.04.18, 20:27
    panorama1234 napisał:
    >Tak skarżą się, chcą spędzać czas razem i żeby ojciec mieszkał w domu. On je wyciąga podstępem.

    Wybacz, ale tutaj to Ty prezentujesz wyjątkową niedojrzałość. Jakim podstępem? Bo Ciebie nie zaprosił na wyjazd?
    3-4 letnie dzieci chcą spędzać czas razem więc Ty kompletnie ignorujesz fakt, że mąż od Ciebie odszedł i tkwisz w jakiejś alternatywnej rzeczywistości.
    Dorosłość polegałaby na tym, aby w tym momencie dzieciom wytłumaczyć, że nie zawsze możliwe jest to czego one chcą.
  • sabciasal 08.05.18, 11:36
    o matko,
    twój mąż od ciebie odszedł, ale ma prawo do kontaktów z dziećmi. i kontaktuje sie. nie "wyciąga podstępem", a wychodzi i spedza z nimi czas. szczerze mówiąc doradzałabym mu, aby zabierał dzieci do siebie, do bardziej przyjaznej atmosfery.
    mam tylko nadzieje, że nie sączysz jadu dzieciom do uszu, jaki to tatus zły a mamusia biedna, ale nikłą.
  • vivi86 21.05.18, 17:42
    A gdzie jej udzielanie się towarzysko i jej potrzeby? Nie ma, bo pan ma siłownię, a ona nie wyjdzie i nie zostawi dzieciarni samopas? A może to ona powinna mieć żal, że nie objechała połowy świata i straciła kontakt z przyjaciółmi?
  • edw-ina 30.04.18, 13:04
    Dojrzali ludzie pracują nad związkiem przez cały czas. Bo nie jest on dany raz na zawsze. Ludzie dojrzali szanują swoje emocje i potrzeby, nawet jeśli są niezgodne z tym, czego oni sami potrzebują.
    Nie ma czegoś takiego jak standardowa rodzina czy standardowe życie domowe. Każda rodzina jest inna i tworzy się ją według charakterów, potrzeb, pasji i możliwości jej członków. Nie ma czegoś takiego, jak jedna pora wstawania dla wszystkich, jeden sposób spędzania wolnego czasu, nie ma nawet jednego sposobu sprzątania domu. Wszystko dopasowuje się do ludzi i do sytuacji. I dojrzali ludzie to wiedzą. Rozumieją też, że prozę życia można czasami zamienić na chwilę poezji.
    Ja już tobie zadałam dwa pytania, na które nie chcesz odpowiedzieć. Jakich zmian mąż od ciebie wymaga oraz co się stało, że zdecydował się odejść?

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • panorama1234 30.04.18, 13:25
    Odszedł bo on czuł się nieszczęśliwy w rodzinie w której życiu praktycznie nie uczestniczył. Ode mnie cały czas wymagał posłuszeństwa i przychodził z pracy po kilku dniach i chciał rządzić. Był oburzony że dzieci idą tylko do mamy. Zawsze stał z boku.
  • gonzo_101 30.04.18, 13:36
    Czy przeszkadzało ci to że mąż ciągle pracuje i nie uczestniczy w życiu rodziny, czy nie miło to większego znaczenia póki przynosił pensję? Pytam bo odnoszę wrażenie, że dla ciebie mało istotne czy to będzie ten konkretny facet czy inny ważne żeby były jakieś "portki" na stanie.
  • panorama1234 30.04.18, 14:16
    Tak przeszkadzało, kasa to nie wszystko. Dziećmi i domem trzeba się codziennie zajmować, a nie uciekać z domu w pracę.
  • edw-ina 30.04.18, 15:54
    Gwoli ścisłości - szanuję cię za to, że sama zajmowałaś się dziećmi i domem, to nie pikuś, tylko ciężka praca. Nie tłumaczę twojego męża w kwestii zaniedbywania tych obowiązków, próbuję się jedynie dowiedzieć, kiedy doszło do tego rozdźwięku między wami.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • vivi86 21.05.18, 17:50
    nie wiem czy zauważyłeś, że ona TEŻ pracuje zawodowo
  • edw-ina 30.04.18, 15:27
    Od zawsze tak pracował? Czy zaczął w którymś momencie? Byliście wiele lat razem przed pojawieniem się dzieci, nie udało wam się ustalić jakiegoś podziału ról w związku?
    Co znaczy przychodził po kilku dniach i chciał rządzić? Ma pracę wyjazdową, kontraktową, że nie ma go przez kilka dni? Jak wyglądało to: chciał rządzić? Konkretnie, podaj jakieś przykłady.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • jake210 15.05.18, 00:28
    Mam wrażenie, że jesteś typem kobiety traktującej faceta jak przedmiot - bankomat z funkcją taksówkarza, kucharki, sprzątaczki, opiekunki i co tam jeszcze... Jeśli nie traktujesz pewnych rzeczy za oczywiste i zaczynasz doceniać i chwalić faceta to sam będzie chciał stać się lepszą wersją siebie, jeśli tylko wymagasz aby cytuję "wykonywał swoje obowiązki," to nic dziwnego że nia ma na to ochoty i pójdzie sobie w cholerę. Ja czytając Twojego posta też miałbym ochotę rzucić taką żonę w cholerę....
  • vivi86 21.05.18, 17:56
    Serio? A gdzie to pan robi za kucharkę? Jego na szarą codzienność nie ma, on się pobawi chwilę z dziećmi, oczywiście na swoich warunkach-jak znajdzie czas i ochotę
  • kaha_org 11.07.18, 14:12
    Grow up man.
    Chwalić doceniać i głaskać za wyniesienie śmieci czy przyniesienie zgrzewki wody. Ona natomiast charytatywnie bez ani jednego dobrego słowa ma harować od świtu do nocy i nadal się uśmiechać i nie zrzędzić.
    To już szczerze lepiej żyć samemu.

    --
    [img]https://lb2m.lilypie.com/lVEEp2.png[/img]
    [img]https://lbdm.lilypie.com/bjXYp2.png[/img]
  • eukaliptusy 30.04.18, 15:00
    A co razem robiliście jako para? Co was łączy POZA dziećmi i obowiązkami? Do czego on miałby ewentualnie wracać? Bo z opisu do tej pory wynika, że zupełnie nic i twój mąż podjął zupełnie racjonalną decyzję, może nawet z korzyścią dla jakości relacji z dziećmi, bez żony jako nieustannego pośrednika.
  • panorama1234 30.04.18, 15:18
    Wszystko razem robiliśmy gdy był w domu
  • basiastel 30.04.18, 19:21
    Panorama, jeśli ktoś odchodzi i nie ma to związku z inną miłością / zauroczeniem, to powód jest istotny i nie jest to, bynajmniej, choroba psychiczna. Masz skłonność do wyjątkowych uproszczeń.
  • alicia033 30.04.18, 20:03
    panorama1234 napisała:

    > Wszystko razem robiliśmy gdy był w domu

    czyli co konkretnie?

    --
    www.siepomaga.pl/weronikaibartek
  • panorama1234 30.04.18, 20:34
    Jakie to ma znaczenie? Gadaliśmy, oglądaliśmy filmy, pan uciekał z domu na siłownię, na rower, a ja siedziałam z dziećmi. Uprzedzam nie mieliśmy babć ani nianiek.
  • basiastel 30.04.18, 21:28
    czemu piszesz o nim "pan"?
  • ola_dom 30.04.18, 21:37
    basiastel napisała:

    > czemu piszesz o nim "pan"?

    Zapewne z miłości i tęsknoty.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • eukaliptusy 30.04.18, 22:20
    To ma ogromne znaczenie.
    My się pytamy co razem robiliście, a ty piszesz, że oglądaliście telewizje i że on uciekał z domu.
    Czy sama nie widzisz, że to małżeństwo nie istniało już od dawna?
    Nie wiem z jakiego domu się wywodzisz, ale rękę dam sobie uciąć, że nie miałaś w nim dwojga kochających się rodziców.
  • 71tosia 01.05.18, 01:01
    Tak z ciekawosci ile ty wieczorow spedzasz inaczej niz ograniajac dom, zajmujac sie dziecmi, przygotowujac cos do pracy na nastepny dzien i gapiac sie w telewizor? Z mężem prowadzicie ekscytujące codzienne dyskusje o sztuce?
    Ile znasz mam malych dzieci ktore wieczorem, zwlaszcza nie majac pomocy ze strony meza, nie padaja ze zmeczenia?
  • tt-tka 01.05.18, 01:13
    71tosia napisała:

    > Tak z ciekawosci ile ty wieczorow spedzasz inaczej niz ograniajac dom, zajmujac
    > sie dziecmi, przygotowujac cos do pracy na nastepny dzien i gapiac sie w tele
    > wizor? Z mężem prowadzicie ekscytujące codzienne dyskusje o sztuce?

    Nie do mnie pytanie, ale odpowiem - sporo. I sporo znam takich matek malych dzieci (juz nie niemowlat), ktore ze swoim chlopem ROZMAWIAJA. Niekoniecznie o sztuce - o dzieciach, o pracy jej i jego, o domowych sprawach i o innych, ale na bora i gaja ROZMAWIAJA. I wiedza, jaki jest ich chlop i czego chce oraz vice versa.

    > Ile znasz mam malych dzieci ktore wieczorem, zwlaszcza nie majac pomocy ze stro
    > ny meza, nie padaja ze zmeczenia?
  • gonzo_101 01.05.18, 02:00
    Bardzo trafna uwaga. Jeśli autorka rozmawia z mężem tak jak komunikuje się z nami na forum to nic dziwnego, że faceta ucieka z domu. Zdawkowe informacje, ogólniki, nie odpowiadanie na zadane pytania, powtarzanie jak katarynka : "ja chcę żeby wrócił". Już to skutecznie odstręcza od dalszej rozmowy, a jak dorzucić do tego całkowite ignorowanie/trywializowanie jasno zakomunikowanych potrzeb drugiej osoby to mamy receptę na nieudane małżeństwo.
    Tosia zwróciła uwagę na twoje codzienne funkcjonowanie. Czy oprócz zajmowania się domem i dziećmi, robisz coś wyłącznie dla siebie? Masz jakieś koleżanki, przyjaciół z którymi utrzymujesz kontakty, czy rodzina to cały twój świat?
  • panorama1234 01.05.18, 04:30
    Tak jestem normalna, pracuję, prace mam wyczerpującą, po pracy gnam do przedszkola po dzieci i wieczorami zajmuje się gotowaniem, dziecmi i domem, mam koleżanki i się z nimi spotykam. Nie mam czasu na wąchanie codzienne fiołków, rower czy siłownię, bo padam na tzw. twarz że zmęczenia i jedyne o czym marzę to się wyspać i wstać rano i wszystko ogarnąć, wprawić i zawieźć dzieci do przedszkola i zdążyć do pracy. Może inni mają czas na celebracji życia przy 5 i 4 latku, bez żadnej pomocy i pracy zawodowej to szczerze zazdroszczę.
  • panorama1234 01.05.18, 04:45
    Tak jak czytam to część osób pisze jaki to biedny facet uciemiężony, nic w domu nie robił oprócz zakupów czasem, nie brał zwolnień, nie wstawał po kilka razy w nocy do chorych dzieci, leżał na kanapie z tabletem, nie woził i wyprawial dzieci z przedszkola i do, dom traktował jak bazę noclegową. O czym wy piszecie? Że źle czuł się w tym związku? Rzeczywiście nic nie robiąc i pilnując tylko swoich 4 liter żeby się wyfiokować do pracy a potem na siłownię. Biedny był kiciuś. A żona ta wredna małpa, która mogła chcieć by pomógł jej ogarniać życie rodzinne.
  • gonzo_101 01.05.18, 09:01
    Ale kręcisz dziewczyno, sama pisałaś jak to żyliście normalnie i mąż wywiązywał się ze swoich obowiązków, a teraz zwrot o 180 stopni. I dlaczego piszesz o mężu jak o swoim wrogu, przecież kilka postów wyżej zapewniałaś, że go kochasz i chcesz walczyć o rodzinę. Ty chyba jesteś trollem, bo trudno mi uwierzyć w taką sprzeczność wypowiedzi.
  • basiastel 01.05.18, 09:50
    Nikt nie pisał, że mąż biedny i uciemiężony, więc nie dopowiadaj sobie. Postanowił od Ciebie odejść i powtarzając, że tego nie chcesz oraz zwalając całą winę za wasze nieudane życie na niego, nie jesteś w stanie go przy sobie zatrzymać. Ani przez moment nie pochyliłaś się nad jego zastrzeżeniami, tylko nad swoim "ja chcę"
  • enith 01.05.18, 04:52
    Panorama, mąż nie odszedł od ciebie bez powodu. Nikt nie odchodzi z udanego, satysfakcjonującego małżeństwa, bo ma taki kaprys albo z nudów. Przyjmij więc, że to, co powiedział ci o swoich motywach mąż, jest prawdą. Nie trywializuj i nie zbywaj jego uczuć, jeśli zależy ci na małżeństwie. Powiedz mężowi, że jesteś gotowa pracować nad waszą relacją, jeśli on też chce nad nią pracować. Jeśli jednak oboje uważacie, że nie macie sobie nic do zarzucenia, a winne jest to drugie, to czas się kulturalnie rozwieść dla dobra swojego i dzieci. To, co oboje robicie teraz, ani dla was, ani dla dzieci dobre nie jest.
  • panorama1234 01.05.18, 05:17
    Ja mu powiedziałam że chcę pracować, on się waha. Byliśmy nawet u psychologa. On twierdzi że dopiero tam otworzył oczy i zobaczył jaki był nieszczęśliwy i biedny. On opowiadał co mu nie odpowiada, psycholog słucha a ja się kaje i mówię że się poprawię. Ot i tak właśnie wygląda psychoterapia.
  • eukaliptusy 01.05.18, 07:38
    I co? Poprawilaś sie?
  • basiastel 01.05.18, 08:28
    Po co się kajasz i obiecujesz, że się poprawisz, jeśli nie znajdujesz powodów do kajania i nie masz sobie nic do zarzucenia? Taka psychoterapia rzeczywiście nie ma żadnego sensu, bo okłamujesz psychologa i męża. Nie zamierzasz niczego zmieniać, a chcesz tylko jednego - żeby mąż wrócił i wykonywał swoje obowiązki.
    Z tymi obowiązkami też kręcisz, bo najpierw napisałaś, że wykonywał wszystkie swoje obowiązki, a potem się rozkręciłaś i twierdzisz, że bynajmniej.
  • gulweig31 01.05.18, 10:23
    Myślę, że nie kręci. Mąż pewnie miał swoje obowiązki, ale z całą pewnością było ich o wiele mniej niż miała/ma Autorka. Być może nie poczuwał się do zrobienia więcej ponad "ustawowe" minimum i bez skrupułów oddawał się swoim pasjom. Przemęczona i rozżalona Panorama dawała upust swojej frustracji krytykując pana czy "czepiając się", co z kolei w nim wzbudzało poczucie krzywdy.. I tak się to kółko toczyło. Panoramie trudno się pogodzić z sytuacją, bo przecież się starała, robiła wszystko, żeby dom i rodzina dobrze funkcjonowały, padając ze zmęczenia na twarz, a tu takie podsumowanie i ze strony męża i forumek. Wcale się nie dziwię, że zdenerwowała się komentarzami, w których obcy ludzie wmawiają jej jaka to ona była zła w tym związku. Szczerze mówiąc są dość stronnicze.
  • 71tosia 01.05.18, 12:34
    mam dokladnie takie same odczucia. Nie znam kobiety ktora musi oganac prace zawodowa, wszystko w domu i przy dzieciach i ktorej sie nieuleje gdy maz w tej sytuacji oswiadcza ze on sobie na silownie na pare godzin wyskoczy bo 'mu sie nalezy'. Wiec pewnie atmosfera w domu nie byla najlpepsza, ale wypisywanie ze to tylko wina zony bo mogla sie lepej postrac zrozumiec potrzeby meza jest bardzo dla niej krzywdzace.
  • edw-ina 01.05.18, 14:17
    Ale to on odszedł, a nie ona wygoniła trutnia, więc nietrafiona jest uwaga, że kobiecie się ulało. Ona chce go z powrotem. Takiego trutnia, pana - jak go określa.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • gulweig31 01.05.18, 14:47
    Żonie się ulało w tym wątku. Jest rozgoryczona. Sytuacja jest na tyle świeża, tak bardzo dominują emocje, że Autorka nie widzi na razie nic więcej poza swoją krzywdą. Gdyby mój mąż zabrał dzieci na kilka dni, wtedy kiedy były małe (mam już dorosłe;-) to cieszyłabym się odzyskaną na chwilę wolnością i odpoczywała do bólu;-) Chociaż, z drugiej strony, jak człowiek jest przyzwyczajony do wypełniania, bez większej pomocy, rozlicznych obowiązków to zwykle chwilę trwa zanim przestawi się na inny tok myślenia. Z drugiej strony mąż nie chce już być w tym związku, ale korzystanie z zaopatrzonej przez żonę lodówki, tudzież z ugotowanego przez nią obiadu nijak mu się nie kłóci z parciem na wolność.
  • 71tosia 01.05.18, 10:04
    wlasnie dlatego ze obje z mezem mamy prace ktora lubimy ale ktora jest bardzo wymagajaca nie mam czasu na to by 'dbac' o meza w sposob w jaki opisuja tu niektore panie na forum, nie oczekuje tego tez od meza.
  • eukaliptusy 01.05.18, 15:28
    O męża się dba pamiętając o ważnych dla niego rzeczach.
    Mówiąc dziękuję.
    Dodając jego ulubione chorizo do ryby, za którą nie przepada ale je dla zdrowia.
    Zamykając szufladę, jesli się wie ze nie znosi jak zostaje trochę otwarta, chociaż mi to nie przeszkadza. Opowiadając dziecku z entuzjazmem co fajnego jego tata zrobił.
    Przepraszając, jesli się do niego odburknie bez powodu.
    Wysyłając go spać jeśli wyglada na wykończonego.
    Pytając co jest nie tak, jeśli wyglada na zestresowanego (i trzeba wiedzieć ze należy zapytać conajmniej 3 razy zanim w końcu powie ;))
    Nijak to z praca nie koliduje, zapewniam.
  • mona_lina 17.05.18, 11:22
    I to jest właśnie kwintesencja miłości.
  • vivi86 21.05.18, 18:14
    A jak się dba o żonę?

  • enith 21.05.18, 18:58
    W ten sam sposób, rzecz jasna. Ale to nie panorama odeszła od męża za to, że nie pochylał się nad jej potrzebami, tylko on odszedł od niej. Panorama była, jak pisze, zadowolona z życia i nie chciała żadnych zmian, wręcz chce, żeby "mąż wrócił i wszystko było po staremu". To, że mąż był wybitnie niezadowolony, panorama miała i ma głęboko gdzieś. I TO jest clou problemu.
  • eukaliptusy 01.05.18, 08:16
    Dziecko idzie spać o 8 wieczorem i jest czas dla rodziców, chociaż godzina, bo też padam.
    W tygodniu jemy razem obiad, i po obiedzie cos tam oglądamy albo siedzimy na balkonie i pijemy kieliszek wina. Dyskusje prowadzimy zazwyczaj o bieżących wydarzeniach, pracy, polityce, dziecku, planach na urlop, hobby. Interesujemy się sobą nawzajem.
    Raz w tygodniu wychodze na wieczorne zajęcia fitness, mąż zajmuje sie dzieckiem w tym czasie.
    W weekendy spotykamy się ze wspólnymi znajomymi, robimy jakieś wycieczki, chodzimy do restauracji. Wiadomo, ze dziecko ogranicza opcje, ale co weekend cos razem robimy. Czasami bierzemy nianie i wychodzimy razem na wieczór.
    Ale moje pytanie było bardziej o to co ich ŁĄCZY jako parę, a nie o długa listę aktywności.
  • 71tosia 01.05.18, 10:19
    no tak czyli gadacie o tym o czym rozmawia 99% zon i mezow, wychodzicie raz na jakis czas do restauracji i na spacery, do kina. Czyli spedzacie czas jak wiekszosc rodzin. Tyle ze takie wlasnie zycie rodzinne, bez ekscytujacych mometow, przestalo odpowiadac mezowi autorki. Zamiast probowac cos zmienic w swoim zyciu, pan zabral swoje zabawki i wyniosl sie z domu by 'dac nauczke' zonie. I jak widze ta wlasnie postawa meza znajduje na forum wiele zrozumienia.
  • gulweig31 01.05.18, 10:25
    Dokładnie Tosiu. Też to zauważyłam. Zero zrozumienia dla przemęczonej matki małych dzieci, ogarniającej przy okazji pracę zawodową i tysiąc innych obowiązków.
  • vivi86 18.05.18, 17:52
    A czemu Panorama miała większoßć obowiązków jak OBOJE pracowali i pracują?
  • tt-tka 01.05.18, 10:39
    71tosia napisała:

    > no tak czyli gadacie o tym o czym rozmawia 99% zon i mezow, wychodzicie raz na
    > jakis czas do restauracji i na spacery, do kina. Czyli spedzacie czas jak wiek
    > szosc rodzin. Tyle ze takie wlasnie zycie rodzinne, bez ekscytujacych mometow,
    > przestalo odpowiadac mezowi autorki.

    On nie mial TAKIEGO zycia, Tosiu - opierajac sie na tym, co pisze autorka, emocje, uczucia, WZAJEMNA znajomosc i zrozumienie to tam w ogole nie istnialo. I wlasnie to mezowi przestalo odpowiadac.
    Ona wprost pisze, ze emocje doroslych ludzi sa niewazne. Niewazne to niewazne, a czlowiek jest zwierzeciem emocjonalnym.

    >Zamiast probowac cos zmienic w swoim zyciu

    A skad wiesz, ze nie probowal ? Pani wydaje sie byc calkiem odporna na jakiekolwiek komunikaty.


    > , pan zabral swoje zabawki i wyniosl sie z domu by 'dac nauczke' zonie. I jak w
    > idze ta wlasnie postawa meza znajduje na forum wiele zrozumienia.

    Tak, rozumiem go. On nie chce - w moim odbiorze - dac "nauczki", tylko wreszcie pozyc jak czlowiek, a nie jak android. Z dziecmi nie zerwal.
  • gulweig31 01.05.18, 10:56
    Być może pan komunikował czego jemu brakuje mając w głębokim poważaniu to czego brakuje żonie. WZAJEMNOŚĆ nie polega na tym, że padająca na twarz z przemęczenia żona ma się pochylać nad zrelaksowanym małżonkiem i jego bólami istnienia. Z własnego doświadczenia wiem, że kiedy jestem wypoczęta, wyspana i zrelaksowana mam w sobie całe mnóstwo pozytywnych uczuć wobec najbliższych i większą skłonność do ustępstw i dużą wyrozumiałość dla ich , nazwijmy to, słabości.
  • tt-tka 01.05.18, 11:15
    Byc moze tak bylo, ale tego nie wiemy, bo ta sfera zycia autorki nie obchodzi. Przynajmniej nie na tyle, zeby poruszyc ja w dyskusji. Ona uwaza, ze bylo dobrze i chce, zeby bylo jak bylo. zeby maz wrocil do domu i BYLO TAK JAK PRZEDTEM. Czyli - jej bylo dobrze.
  • gulweig31 01.05.18, 11:38
    Czy ludziom mającym niepełnosprawne dzieci, zwłaszcza w starszym wieku, jest dobrze? Ludzie potrafią się dostosowywać do warunków w jakich żyją, w myśl powiedzenia"jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma". Ona , najprawdopodobniej , nie myśli o sobie. Dla niej priorytetem są dzieci i to, żeby wszystko "grało". Jej potrzeby, być może wobec niewielkiego zaangażowania męża w obowiązki domowe, musiały zejść na drugi plan, więc podobnej postawy oczekiwała od męża. Wszak oboje są dorosłymi ludźmi. Problem pojawił się kiedy mąż uznał, ze jego potrzeby są na pierwszym miejscu. Zauważ, ze mimo, że wyprowadził się nadal stołuje się u żony - grunt to własna wygoda. Po co ma sobie sam gotować, jak ma od tego żonę. Ciekawe czy sam sobie np. robi pranie czy też podrzuca.
  • 71tosia 01.05.18, 12:16
    atmosfere ci opisala, ona przychodzi po pracy do domu i ogrania calosc niewdziecznych prac domowych, pan zasiada na kanapie z labtopem bo zmeczyla go praca. Jak myslisz ile mozna w takiej atmosferze miec zrozumienia dla potrzeb meza np koniecznosci jego wizyt na silowni kiedy ty walczysz z pralka, prasowaniem, sprzataniem i ogarnianiem potrzeb dzieci? Moze pan powinien ruszyc d... z kanapy pomoc zonie i dopiero wtedy oczekiwac ze bedzie go zabawiac intelektualna rozmowa. Naprawde zdumiewaja mie te ataki na pewnie przemeczaca do granic kobiete ze nie ma zroumienia dla potrzeby ekscytujacego zycia, ktora zrodzila sie u biednego misia.
  • 71tosia 01.05.18, 12:54
    szkoda ze maz nie pomyslal ze zona tez nie android ani robot kuchenny, ze jej zmeczenie nie sprzyja rozumieniu jego potrzeb? Pan przychodzi sobie do domu kiedy chce, wyżera zapasy z lodowki i znika kiedy mu sie podoba -no rzeczywiscie zyje jak chce - tylko ze z potrzebami rodziny za ktora ciagle jest odpwiedzialny ma to niewiele wspolnego. Bardzo jestem ciekawa czy kobiete ktora postapilaby podobnie, tj wyprowdzila sie z domu zostawajac dzieci z mezem bo uznala ze w domu nie ma zrozumienia dla jej potrzeb tj np wyjsc kilka razy w tygodniu na silownie, tez potraktowano by z taka zyczliwoscia, czy moze jednak uznano za nieco niedojrzala i egoistyczna?
  • tt-tka 01.05.18, 14:06
    71tosia napisała:

    > szkoda ze maz nie pomyslal ze zona tez nie android ani robot kuchenny, ze jej z
    > meczenie nie sprzyja rozumieniu jego potrzeb? Pan przychodzi sobie do domu kied
    > y chce, wyżera zapasy z lodowki i znika kiedy mu sie podoba -no rzeczywiscie zy
    > je jak chce - tylko ze z potrzebami rodziny za ktora ciagle jest odpwiedzialny
    > ma to niewiele wspolnego.

    Pan JUZ NIE CHCE tworzyc rodziny z pania, co jasno zakomunikowal. W zyciu dzieci jest obecny - a ze nie tak, jak pani by sobie zyczyla ? Poradzono jej, by dogadala to z nim, na osobnosci po dobroci albo w sadzie. Ale jesli ona zafiksowala sie na "on ma wrocic do domu i zeby bylo jak przedtem", to daruj, awykonalne.

    Bardzo jestem ciekawa czy kobiete ktora postapilaby
    > podobnie, tj wyprowdzila sie z domu zostawajac dzieci z mezem bo uznala ze w do
    > mu nie ma zrozumienia dla jej potrzeb tj np wyjsc kilka razy w tygodniu na sil
    > ownie, tez potraktowano by z taka zyczliwoscia, czy moze jednak uznano za nieco
    > niedojrzala i egoistyczna?

    Audiatur et altera pars... na razie znamy tylko wersje jednej strony, ktora, co sama stwierdzila, emocjonalnosc u doroslych ludzi uwaza za fanaberie.
    Tak, czytasz forum, powinnas wiedziec - praktycznie kazdej, ktora uskarzala sie, ze jest uwieziona w domu i czuje sie wypalona doradzano jednoglosne ZROB COS DLA SIEBIE, wyjdz z tego domu choc na kilka godzin tygodniowo. Wrecz namawiano do zadbania o WLASNE potrzeby kobiety.
  • 71tosia 01.05.18, 14:37
    doradzano wyjdz domu a nie wyprowadz sie z domu - chyba jednak jest roznica?
    Historia jakich wiele - liczne obowiazki naturalne dla rodziny z malymi dziecmi, przemeczona, zasypujaca pretensjami meza zona i maz ktory po 40stce nagle zauwaza ze zycie galopuje i majac rodzine trudniej sie 'sie realiowac' niz w czasach kawalerskich. Pan znajduje proste rozwiazanie 'wypisuje' sie z rodziny, pani ciagle jeszcze na zwiazku troche zalezy ale nie wie co robic. Historia jakich wiele, chyba nawet latwo wyobrazic sobie jak wygladalby opis drugiej strony?
  • edw-ina 01.05.18, 14:41
    Oj za bardzo to upraszczasz. Żaden pan, który poczuł się przemęczony, nie szuka dla związku pomocy psychologa, tylko radośnie realizuje się pozostawiając żonie opieranie swoich gaci do chwili, aż ona ich nie wyrzuci przez okno.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • tt-tka 01.05.18, 16:41
    71tosia napisała:

    > doradzano wyjdz domu a nie wyprowadz sie z domu - chyba jednak jest roznica?

    Jest. Te, ktore nauczyly sie wychodzic, zwykle umialy i inne sprawy w zwiazku poukladac.
    Tym, ktore nie umialy lub nie daly rady predzej czy pozniej radzono "uciekaj", "zostaw go".
    Mezczyzn tez to dotyczy.


    > Historia jakich wiele - liczne obowiazki naturalne dla rodziny z malymi dziecmi
    > , przemeczona, zasypujaca pretensjami meza zona

    Ona ani slowem nie wspomniala, jak wygladalo ich zycie przedtem ani ze probowala podzielic obowiazki. Nie, ona wyznaczala (!) mezowi zadania i zadala wywiazania sie. zwiazek sie tworzy wspolnie, pani tego nie wie ?

    >i maz ktory po 40stce nagle za
    > uwaza ze zycie galopuje i majac rodzine trudniej sie 'sie realiowac' niz w cza
    > sach kawalerskich. Pan znajduje proste rozwiazanie 'wypisuje' sie z rodziny,

    Pan sie nie wypisuje z rodziny. Pan sie wypisuje ze zwiazku z pania, a nie z dziecmi. Roznica zasadnicza.

    p
    > ani ciagle jeszcze na zwiazku troche zalezy ale nie wie co robic. Historia jaki
    > ch wiele, chyba nawet latwo wyobrazic sobie jak wygladalby opis drugiej strony?

    Ja nawet nie musze sobie wyobrazac, znam wiele takich historii i slyszalam relacje OBU stron. Zdziwilabys sie.
  • eukaliptusy 01.05.18, 11:18
    Tosiu, Akurat do teatru chodzimy a nie do kina i hobby to wino i wjazdy do winnic, ale niech ci będzie. Nic specjalnego. Życie rodzinne. Roznica jest taka, że pani robi za umęczona matkę Polkę, która interesują tylko obowiązki (na własne życzenie najprawdopodobniej, bo jak się okazuje mąż się przynajmniej potrafi dziećmi zająć), pogardliwie wyraża się o potrzebach męża i nie rozumie co to jest intymność w związku.
    Pan nawet próbował wspólnej wizyty u psychologa i nic to nie dało. A raczej dało mu bardzo dużo - przekonał się, ze brak jest woli zmiany i ze on już nie ma ochoty dalej tak żyć.

    Jak czytam panoramę to mam silną intuicje, że coś jest z nią naprawdę nie tak. Ciarki mnie przechodzą na sama myśl o pozostawaniu w małżeństwie z nia.
    Nie wiem co to do końca jest - może to kompletne wyparcie emocji, brak wglądu w świat wewnętrzny i motywacje innych ludzi, brak samorefleksji, usztywnione postawy.
    Albo może to majówkowy trol i dlatego tak mi zgrzyta :)
  • 71tosia 01.05.18, 12:25
    taaaa 'robi za zmeczona' a jak ma nie byc zmeczona skoro cala prace w domu i przy dzieciach ogarnia sama ... wiekszy efekt niz wizyta u psychologa bylby gdyby pan-maz pomogl by zonie troche w codziennych obowiazkach. Mnie tez ciarki przechodza ale na mysl o spedzaniu zycia z trutniem ktorego najwiekszym zmartwieniem jak sobie na silownie wyjscie zalatwic i domagajacym sie od zmeczonej zony 'wiekszego zrozumienia'.
  • eukaliptusy 01.05.18, 14:11
    A moim zdaniem panorama to jest typ samoumartwiaczki, która dla rodziny się poświęca chociaż nikt jej o to nie prosi, nie ma pojęcia jak się bawić i zrelaksować. Na męża narzeka, ze stoi z boku, ale jak on chce coś zrobić to „się rządzi” i jest awantura bo ona robi lepiej. Jakby mąż jej ugotował i pozmywał, to wolny czas by wykorzystała na froterowanie podłóg.
    Bo „życie jest pracą a nie zabawą”. Na dłuższa metę tego się nie da wytrzymać.
    Nie mówię, ze mąż jest święty, ale problemu z jego brakiem partycypacji w obowiązkach domowych nie rozwiązuje się przez przejęcie wszystkiego i nieustanne narzekanie. Może myśli, ze tak się mężowi miłość okazuje, bo ma takie wzorce, a tu niespodzianka, bo on by chciał partnerki, z która można żyć, a nie tylko wykonywać obowiązki.
  • 71tosia 01.05.18, 15:00
    Bledem z pewnocia jest przyzwycajenie meza ze go sie we wszytskich obowiazakach domowych wyrecza, ale gdy jednak sie taki blad zrobilo nie latwo jest zmienic przyzwyczajenia meza. I gdzie ty wyczytalas ze maz Panoramy tak sobie ceni model partnerki zwiazku, dzielenie sie obowiazkami etc? Pan ma raczej problem z zaakceptowaniem sytuacji ze majac malutkie dzieci nie da sie spedzac wielu godzin na silowni i na wyjsciach z kolegami tak jak sie to robilo w czasach kawalerskich.
  • tt-tka 01.05.18, 15:18
    eukaliptusy napisał(a):

    > A moim zdaniem panorama to jest typ samoumartwiaczki, która dla rodziny się poś
    > więca chociaż nikt jej o to nie prosi, nie ma pojęcia jak się bawić i zrelaksow
    > ać. Na męża narzeka, ze stoi z boku, ale jak on chce coś zrobić to „się rządzi”
    > i jest awantura bo ona robi lepiej. Jakby mąż jej ugotował i pozmywał, to woln
    > y czas by wykorzystała na froterowanie podłóg.

    Odnioslam DOKLADNIE takie wrazenie po kilku jej postach.


    > Bo „życie jest pracą a nie zabawą”. Na dłuższa metę tego się nie da wytrzymać.

    Ano nie da. Albo ma sie przy boku automat coraz bardziej nieobecny, uciekajacy w prace, w kochanke czy gdziekolwiek, albo partner odchodzi. Partnerkom tez sie to zdarza, coraz czesciej.

    > myśli, ze tak się mężowi miłość okazuje, bo ma takie wzorce, a tu
    > niespodzianka, bo on by chciał partnerki, z która można żyć, a nie tylko wykon
    > ywać obowiązki.

    A tu zonk, bo zycie to nie emocje, tylko wypelnianie obowiazkow :(

    Ja tez tego meza nie bronie, tym bardziej, ze nie on nas pyta o rady. Ale rozumiem go.
  • barbra25 01.05.18, 07:54
    Czemu sprawia Ci przykrość, że dzieci są pod dobrą opieką w czasie majówki? Wolałabyś aby z dziećmi się nie widywał wcale? Czy chodzi o to, że są podczas majówki pod jego opieką bez Twojej zgody? Przykro Ci, że mąż się dobrze bawi a Ty odbierasz to jak robienie Tobie na złość? Co Ty robisz w tym czasie kiedy on dziećmi się zajmuje? Dbasz o swój wolny czas czy jedynie oglądasz tv gdy przychodzą zdjęcia z udanej bez Ciebie majówki?
    Gdybyś kogoś poznała tu i teraz, zakochała się nadal tkwiłabyś w przekonaniu, że rodzina ma być w komplecie na siłę? Masz przyjaciół? Spotykasz się z nimi w wolnym czasie? Może pójdziesz na piwo z atrakcyjnym kolegą gdy Twój mąż przesyła Ci zdjęcia z majówki, wtedy nie będzie Ci tak przykro bo swój wolny czas spędzisz równie dobrze bez żalu o nic. A gdy bez zapowiedzi Twój mąż wpadnie po dzieci i zobaczy, że zostawia Ciebie samą w Waszym domu z atrakcyjnym kolegą z którym beztrosko popijasz sobie wino?
    Dlaczego nie wystąpiłaś do sadu o alimentowanie dzieci i ustalenie kontaktów ojca z nimi tylko trwasz w przekonaniu, że ma być rodzina w komplecie bo Ty tak chcesz, a nieważne, że pan już nie? Dlaczego nie chcesz pozwolić mu być szczęśliwym bez Ciebie jeśli on tego tak pragnie? Bo Ty nie będziesz wtedy szczęśliwa sama ze sobą?
  • 71tosia 01.05.18, 10:08
    swietna rada na klopotu w zwiazku. Zrob mezowi na zlosc i poszujak faceta, najlepiej sie z nim przespij moze maz poczuje sie zraniony?
  • panorama1234 01.05.18, 13:07
    71tosia i gulweig31 dziękuję wam za zrozumienie. Niektóre komentarze są oderwane od rzeczywistości. Tak jak ktoś pisał życie nie jest zabawą a pracą i niestety poświęceniem. Jeśli chce się robić tak by sobie było najwygodniej to trzeba niestety żyć w pojedynkę a nie zakładać rodziny i robić dzieci.
  • salsa.lover 01.05.18, 21:26
    panorama1234 napisała:

    > 71tosia i gulweig31 dziękuję wam za zrozumienie. Niektóre komentarze są oderwan
    > e od rzeczywistości. Tak jak ktoś pisał życie nie jest zabawą a pracą i niestet
    > y poświęceniem. Jeśli chce się robić tak by sobie było najwygodniej to trzeba n
    > iestety żyć w pojedynkę a nie zakładać rodziny i robić dzieci.


    Życie jest poświęceniem? To serio współczuje takiego życia, bo masz je tylko jedno. Od Ciebie zależy jak to życie będzie wyglądać.
    Prezentujesz postawę, która przyprawia o dreszcze na plecach, obowiązki, praca, poświęcenie jako esencja rodziny i małżeństwa. Super. Wcale się nie dziwię, że mąż nie ma ochoty spędzić resztę swojego życia w taki sposób.
    Zabrał Cię do psychologa co ewidentnie świadczy o tym, że chciał coś w Waszym życiu zmienić, ale Ty nie byłaś tym zainteresowana. A teraz on ma wrócić, bo Ty tak chcesz. Wow.

    Skoro on jest taki beznadzieny, niedojrzały Piotruś Pan zajęty tylko swoją pracą i siłownią to ja naprawdę nie rozumiem dlaczego tak strasznie chcesz z nim być. Bo wybacz ale nawet cienia miłości do niego nie widać w Twoich postach.
  • gonzo_101 01.05.18, 21:44
    A mi się wydaje, że autorka nie jest z nami szczera i ukrywa niewygodne dla niej informacje. Z rozmysłem unika odpowiedzi na pytania tt-tki, moje i kilku jeszcze forumek, a sama dobrze wie co ma za pazurami. Szuka sposobu aby zatrzymać męża w domu i nie wykonać przy tym żadnego wysiłku i kroku w stronę porozumienia. Napisała, że walczy o ten związek więc pytam jakie kroki w tym celu poczyniła, co konkretnie zrobiła?
  • mona_lina 17.05.18, 11:41
    Życie tak bardzo zasadniczo na poważnie jest nie do wytrzymania. Ja bym oszalała.
    Czytam o tych ciężkich obowiązkach, poświęceniach, ogarnianiu domu i padaniu na pysk...
    Bez przesady. Dom nie musi lśnić każdego dnia, obiad można zrobić na dwa dni, nie wszystko trzeba prasować, a i z odkurzaczem i mopem nie trzeba biegać codziennie. I można znaleźć czas i na zabawę z dziećmi i na chwilę dla siebie i dla męża. A dzieci są już tak duże, że można je wciągać w obowiązki domowe i pomoc w przygotowaniach, co tylko Wam, a im przede wszystkim, wyjdzie na dobre.
    Z poważnie podchodzisz do życia. Daj sobie więcej luzu i uśmiechu, bo wykończysz nie tylko męża, ale siebie i dzieci też.
  • eukaliptusy 01.05.18, 13:50
    Barbra, zdecyduj się czy piwo czy wino maja pic. Bo od mieszania alkoholi potem gorszy kac jest ;)
  • barbra25 08.05.18, 21:52
    Nie napisałam nic o tym aby tylko Tobie było najwygodniej panoramo. Mam na myśli raczej równe wygody dla Ciebie i dzieci jak i dla Twojego wprowadzonego męża. Nie napisałam nic o przespaniu się z kimkolwiek, po co zakładać od razu najgorsze zanim dojdzie do rozwodu? Spodziewam się, że nie masz pomysłu jakie własne potrzeby mogłabyś realizować w czasie gdy mąż zabiera dzieci i stąd frustracja bo do tej pory realizowalaś głównie potrzeby rodziny jako całości o sobie nie pamiętając zbytnio? Moja mama po rozwodzie nie ułożyła sobie życia, a ja marzę od lat aby się zakochała i przestała narzekać na samotność albo żeby chociaż zaprzyjaźniła się z kimś i była szczęśliwa. Być może poznanie faceta to rada od czapy, nie wiem, ale jeśli pan wyprowadzony nie zgodzi się na powrót do Ciebie przymusowo i taki stan korzystania z lodówki u Ciebie utrzymywać będzie się latami nie widzę innej możliwości jak podłączyć pod tą lodówkę stróża - przyjaciela, który od czasu do czasu uzupełni ową lodówkę, ugotuje coś pysznego i nawet kulturalnie zaprosi pana wyprowadzonego do stołu. Jak kogoś nie stać na miłość to może stać go jeszcze na zazdrość? Odrobina szaleństwa i zabawy w Twoim poważnym podejściu do spraw nie zaszkodziłaby nikomu raczej czy jednak? Na sprawie rozwodowej zdaje się sąd pyta czy małżonkom zależy na sobie wzajemnie. Gdy Twój mąż będzie obojętny nawet wobec tego, że po Waszym wspólnym mieszkaniu szwenda się jakiś podchmielony koleś to faktycznie wyprowadził się z powodu zobojętnienia a nie żeby zrobić Ci na złość w zemście za nieudaną terapię.
  • panorama1234 08.05.18, 22:11
    Dobre tylko gdzie takich facetów przyjaciół się znajduje. Bo ja w miłość już nie wierzę. Mój mąż był moją wielką, niepodważalną miłością, a ja byłam jego jedyną miłością, a potem mnie zostawił,bez żadnej litości i nie patrząc na to że mamy dzieci.
  • barbra25 09.05.18, 09:27
    Gdzie? Na siłowni?
    Jeden chłop nawalił, masz prawo nie wierzyc w miłość ale w przyjaźń?
    Ktoś tu napisał, że znalezienie faceta byłoby zrobieniem mężowi na złość... Otrzymanie niewirtualnego wsparcia psychicznego jest robieniem mężowi na złość? Wyobraź sobie taką scenkę gdy wchodzi wyrowadzony mąż i zastaje Ciebie smutną w objęciach przyjaciółki. Przyjaciółka pociesza Cię, że np."Nie martw się, ja pomogę Ci przy dzieciach dzisiaj a w piątek jest fajny film w kinie. Tylko czy mąż ma plany na piątek aby zająć się dziećmi? O akurat maż Twój przyszedł, znakomicie, zypytajmy go czy dzisiaj pobędzie z dziećmi to na zumbę byśmy poszły a w piatek na film do kina"
    To wersja damskiego wsparcia psychicznego. Teraz ta sama scenka z objęciami, tylko w wersji z przyjacielem. Ty wiesz, że to przyjaciel Ciebie pociesza bo w miłość nie wierzysz i dobrze, masz prawo przez jakiś czas być załamana. Twój mąż nie musi tego wiedzieć kim jest pocieszyciel i co robisz z pocieszycielem gdy mąż sam sobie mieszka. Wchodzi i słyszy jak Twój przyjaciel pociesza Cię podobnymi słowami:
    "Nie martw się, ja pomogę Ci się ogarnąć, zrobię Ci zakupy bo widzę że w lodówce pustki a w piątek jest fajny film w kinie. Tylko czy mamy komu powierzyć dzieci natenczas? O akurat mąż Twój jest zytajmy go."
    Różnica w tym czy na film zabierze Ciebie przyjaciółka czy przyjaciel jest taka, że z przyjaźni damsko-męskiej może coś wyniknąć w kinie a to oznacza, że Twój mąż może zacząć bać się o Ciebie i o dzieci, które będą miały "wujka" po Waszym rozwodzie. Jeśli zależy mu na Tobie to będzie chronić Cię przed ewentualnym gwałcicielem. Jeśli chce być wolny to i Tobie daje wolność i możliwość spotykania się z innymi. Być może zobaczy oczami wyobraźni jak starasz się przypodobać innemu chłopu zamiast jemu wyprowadzonemu i stwierdzi, że nie było mu jednak tak najgorzej w tym małżeństwie? Pytasz gdzie znaleźć przyjaciół? A gdzie bywasz na co dzień poza domem? A może tu zaglądaj: forum.gazeta.pl/forum/f,42420,bardzo_SAMOTNE_matki.html
  • basiastel 09.05.18, 14:22
    A chciałabyś, by został z Tobą z litości? Miłość nie jest dana na całe życie.
  • enith 09.05.18, 16:51
    panorama1234 napisała:
    > ... a potem mnie zostawił, bez żadnej litości i nie patrząc na to że mamy dzieci.

    Nieprawda. Gdyby twój mąż faktycznie nie patrzył na to, że macie dzieci, to nie bywałby u was w domu bawiąc się z nimi i nie zabierałby ich na wycieczki. Po prostu zniknąłby z ich życia na zawsze. Nie rozumiem więc, czemu tak się nakręcasz i usilnie przedstawiasz odejście męża od CIEBIE, jako porzucenie dzieci. Mąż dzieci kocha i jest obecny w ich życiu, nie wypiął się na nie, jak czyni wielu ojców po odejściu od ich matek. Ale dla ciebie liczy się tylko to, że nie śpi w waszym łóżku, tylko wraca do siebie. I przez to jesteś na dobrej drodze, żeby spieprzyć te fajne kontakty ojca z dziećmi. Niby tak ci zależy na ich dobru, ale nawet nie wyjaśniłaś dzieciom stosownie do ich wieku, co się dzieje. Nawet nie spróbowałaś uregulować ich kontaktu z ojcem, wprowadzić ważną w ich wieku rutynę. Widzisz wyłącznie swoją krzywdę, a czego nie widzisz to to, że swoim głupim uporem i próbami zatrzymania męża przy sobie, krzywdzisz własne dzieci. Naprawdę wolisz, by mąż był z tobą bez miłości, ale za to z litości?
  • edw-ina 01.05.18, 14:33
    co wiemy:
    a) facet odszedł, powiedział wprost, że chce rozwodu, nie wygląda na to, że chce wracać, za to autorka wątku chce jego powrotu na łono rodziny i powrotu do tego, co było;
    b) Facet ma jakieś konkretne zarzuty wobec żony, nie wiemy jakie, bo autorka nie chce napisać i skraca to do tego, że mąż "chce rządzić";
    c) Para była u psychologa, jak rozumiem na jednej sesji, na której autorka się kajała. Nie wiemy dlaczego, czy dlatego, że zarzuty męża były takie mocne i poczuła jego emocje, czy w nadziei, że jak się pokaja to mąż wróci. Nie wiemy dlaczego tylko na jednej sesji, skąd to wspomniane kajanie się. O ile dobrze zrozumiałam to terapię zaproponował mąż;
    d) Bohaterowie wątku mają 15 letni staż małżeński i dzieci w wieku 4-5 lat, co oznacza, że zanim te dzieci pojawiły się na świecie mieli 10 lat (a nawet więcej) na ustalenie pewnych zasad w związku, jak zasady podziału obowiązków, sposobu spędzania wolnego czasu itd.
    e) facet jest przedstawiony jako truteń, który nie zajmuje się domem i dziećmi (nie zamierzam tego negować, podłogą w domu nie jestem), ale z drugiej strony sam z własnej woli zabrał dzieci na majówkę (i to jak rozumiem nie zawiózł ich do swoich rodziców, by się nimi zajęli), a autorka w jednym z wcześniejszych postów napisała, że chce, aby mąż wrócił do wypełniania swoich obowiązków, co oznacza, że jednak jakieś wypełniał;

    Ja nie neguję, że bycie głównym opiekunem dwojga dzieci jest skrajnie wyczerpujące i odbiera chęć na wiele aktywności i przyjemności. Ale to nie autorka rozstała się z mężem ze względu na jego lenistwo i odcinanie się od obowiązków, tylko on to zrobił z jakiegoś powodu. Z powodu, którego de facto nie znamy.

    I jeszcze słów parę odnośnie cierpienia, prozy życia i wypełniania obowiązków. Nie, życie nie jest niekończącą się zabawą, pełną ferii barw i fajerwerków. Ale nie jest też poświęcaniem się i wypełnianiem określonych obowiązków, życie nie jest cierpieniem. Gdyby było, to żaden chory człowiek nie miałby potrzeby walki z chorobą, bo po co, skoro wszystko to vanitas venitatum et omnia vanitas. Przeraża mnie ten sposób postrzegania rzeczywistości, a mówię to jako osoba skażona takim myśleniem, bo taka jest jednobiegunowa. To myślenie jest odbierające chęć do życia.


    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • gulweig31 01.05.18, 14:56
    Ja dodałabym jeszcze
    f) facet wyprowadził się z domu, chce rozwodu jednak "przyjeżdża kiedy chce do naszego wspólnego domu, siedzi ile chce, je, a potem wraca do siebie na noc."
    Gość jest kompletnie pozbawiony honoru. Gdybym ja miała tyle "ale" do swojego męża, ile on ma wobec własnej żony to wpadałabym tylko po dzieci, ewentualnie do dzieci i tyle by mnie widział. Nie partycypowałabym w obowiązkach, ale też nie zachowywałabym się tak jakby to nadal był mój dom, skoro podjęłabym decyzję o wyprowadzce.
  • edw-ina 01.05.18, 15:02
    Ja go nie zamierzam bronić. Raczej sądzę, że nie jest ani dobry, ani zły.
    Z drugiej strony mój tata, już po rozstaniu z mamą, nie raz jadł u nas obiad. Jeśli przyjeżdżał po mnie lub do mnie w momencie, gdy akurat był obiad, to mama nie mówiła, że ma na ten czas wyjść do samochodu, tylko stawiała dodatkowe nakrycie. Dla mnie to było normalne. Tak, jak normalne było, że kiedy mama mnie od niego odbierała, to zawsze proponował, żeby przynajmniej na kawę została. Raczej nie odliczali sobie tego od alimentów.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • eukaliptusy 01.05.18, 15:39
    A nie przyszło ci do głowy ze siedzi w domu żony, żeby pobyć z dziecmi, które kocha ? Jak chce je zabrać do siebie to jest awantura, że gdzie je ciągą. Panorama sama napisała, ze żeby je gdzieś zabrać mąż musi się uciekać do podstępów.
  • gulweig31 01.05.18, 16:10
    Dzieci to nie tylko przyjemności, także obowiązki. Skoro tak kocha dzieci to czemu ogranicza się tylko do tego co jemu w kontaktach z dziećmi sprawia przyjemność? Skoro tak kocha dzieci do dlaczego w stosunku do ich matki, w ich domu jest arogancki, wręcz agresywny? Pan jest egoistą, który w głębokim poważaniu ma uczucia innych, w tym własnych dzieci. Jak chce je zabrać to je zabiera i ma w nosie zdanie żony. Aktualnie robi tylko i wyłącznie to co jemu pasuje - w swoim mieszkaniu musiałby się dziećmi zająć, zrobić im coś do jedzenia itp. w domu żony może posiedzieć obok i poudawać dobrego tatusia przy okazji dokopując żonie.
  • eukaliptusy 01.05.18, 16:23
    Czy tak jest mu wygodnie czy nie, tego nie wiemy.

    Wiemy co żona napisała.
    A mianowicie:

    Jak zabiera dzieci na weekend do siebie to zły, że dzieci gdzieś ciąga.

    Jak nie zabiera dzieci do siebie, to zły, bo przesiaduje u niej w domu.

    A jak przestanie przychodzić/zabierać to będzie zły ojciec co to własne dzieci olewa.

    Ja cię pytam co on ma zrobic żeby bylo dobrze. Doradź !
  • gulweig31 01.05.18, 16:54
    Ok. Z mojego punktu widzenia, ponieważ dzieci mieszkają z mamą, więc to na niej spoczywa odpowiedzialność za organizację ich dnia, a także za sprawne funkcjonowanie całego domu postulowałabym informowanie żony, załóżmy dzień wcześniej, o planach męża związanych z dziećmi. Byłoby miło gdyby razem ustalili jakiś plan kontaktów, choćby codziennych i nawet w domu żony, ale w konkretnych ramach czasowych, a nie tak jak dotychczas. Co do tego ostatniego to uważam, ze na razie jest na takie porozumienie za wcześnie. Za dużo "złych" emocji z jednej i drugiej strony. Inna sprawa, ze dopóki któreś nie odpuści to nie widzę większych szans na porozumienie.
  • 71tosia 01.05.18, 16:58
    uzgadnic z zona sposób opieki nad dziecmi? Nie zaskawiac zony ze zabiera/odwiedza dzieci kiedy jemu jest wygodnie nie liczac sie z jej planami?
    Moja znajoma jakis czas temu sie rozwiodla, byly maz tez sobie tak traktuje dzieci - wpada gdy mu jest wygodnie, zabiera gdy mu wygodnie, odwołuje w ostatniej chwili spotkanie z dziecmi bo 'cos wypadlo' nie przejmujac sie bardzo ze dzieci czekaja i beda bardzo zawiedzione, z przedszkola nie odbierze 'bo pracuje', na basen nie zawiezie 'bo ma koncert', ale od bylej zony i dzieci oczkuje calkowitej dyspozycyjnosci. Do bylej zony sle sms-y ze 'nareszcie zyje jak chce'.Wspolczuje tej kobiecie i dzieciom bo wiem ile je ta szarpanina kosztuje.
  • 71tosia 01.05.18, 15:20
    - facet chce rozwodu, ale jednoczesnie o ten rozwod nie wystapil, wyprowadzka wyglada to raczej na lekcje jaka daje zonie
    - dzieci pojawily sie po dosc dlugim i pewnie w jako tako udanym zwiazku, nagle przybylo obowiazkow czar zycia w ktorym mozemy z plecakiem nie planujac nic pojechac sobie na koniec swiata prysl, zona sie z tym pogodzila maz nie moze
    - nie kazdy psycholog jest madry, taki ktory pozwala sie zonie kajac i glaszcze po glowie meza z pewnoscia dobrym psychologiem nie jest
    - tata zabral dzieci na mojowke, lubi sie z nimi bawic -wspaniale, szkoda tylko ze nudniejszych strony rodzicielstwa jakos nie ma ochoty uczestniczyc. Ciekawe kto zrobi pranie np. gdy dzieci wroca z tej majowki?
    - podejrzewam ze maz rozstal sie z zona bo pewnie ta sie za wiele 'czepiala' go w domu a on zasluguje 'na cos lepszego'?


  • edw-ina 01.05.18, 15:26
    tata zabral dzieci na mojowke, lubi sie z nimi bawic -wspaniale, szkoda tylko ze nudniejszych strony rodzicielstwa jakos nie ma ochoty uczestniczyc. Ciekawe kto zrobi pranie np. gdy dzieci wroca z tej majowki?

    Szczerze? Wolałabym zrobić dziesięć prań, rozwiesić je, poprasować i pochować do szaf niż wyjechać z dwojgiem dzieci na pięć dni-tydzień sama. Naprawdę. Przy takiej "zabawie" pranie to niemalże wczasy, można przynajmniej spokojnie film obejrzeć.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 71tosia 01.05.18, 16:20
    no a ja bym chetnie wyjechala z dziecmi na kilka dni, majac perspektywe ze ktos za mnie ogarnie wszystkie te prozaiczne rzeczy zwiazane z opieka nad dziecmi, przed i po wyjezdzie.
  • edw-ina 01.05.18, 16:52
    Czyli jak widzisz jest to całkowicie relatywne, więc określanie co dla kogo jest zabawą, a co obowiązkiem mija się z celem. Szczególnie robienie tego w sposób pejoratywny.


    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 71tosia 01.05.18, 17:07
    Panorama napisala wyraznie ze maz zamierza robic tylko to co lubi- lubi zabawe z dziecmi-i dobrze. Tylko ze w zyciu musimy robic tez rzeczy ktorych nie lubimy, i tu jest problem bo tym maz zamiaru nie ma sie zajmowac.
  • edw-ina 01.05.18, 17:20
    Z tego powodu robi się podział obowiązków rodzicielskich. Normalnie wypisuje się wszystko, co trzeba przy dzieciach robić i na co łożyć czas i pieniądze i dzieli. Od tego, kto przywozi/odwozi do przedszkola czy szkoły, przez tego, kto robi dzieciom zakupy po to, kto chodzi na wywiadówki i kto opiekuje się podczas choroby. Jeśli ludzie nie rzucają sobie kłód po nogi, to jest to możliwe. Wiem, bo moich rodziców nauczył tego terapeuta, bo też sądzili, że jak już nie są razem, to nic się nie uda. A udało się.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • 71tosia 01.05.18, 17:24
    do kompromisu potrzebne sa dwie strony, gdy jedna oswiadcza ze od dzis bedzie robic tylko to na co ma ochote to kompromis nie jest mozliwy.
  • tt-tka 13.05.18, 12:00
    71tosia napisała:

    > do kompromisu potrzebne sa dwie strony, gdy jedna oswiadcza ze od dzis bedzie r
    > obic tylko to na co ma ochote to kompromis nie jest mozliwy.

    Do kompromisu sa potrzebne DWIE strony, swiete slowa. I DLATEGO, gdy jedna oznajmia, ze druga ma robic to i tylko to, co ta pierwsza uwaza za sluszne, kompromis nie jest mozliwy.

    A tak w ogole to w zwiazku konieczne jest POROZUMIENIE, a nie kompromis. Panorama, tak jak nam sie przedstawila, porozumiewac sie nie umie albo nie chce. Obstawiam, ze nie umie i poki nie nauczy sie, zaden zwiazek, z mezem czy w przyszlosci z dziecmi, nie wypali.
    Dyktat to stosunek zaleznosci, a nie wspolne zycie. WSPOLNIE ksztaltowane.
  • eukaliptusy 01.05.18, 16:03
    Fajne podsumowanie Edw-ina


    Co do punktu b) to jeszcze wiemy, że

    „czuł się zaniedbany i że nic nie miał do powiedzenia”;
    „Stracił przyjaciół”
    „niedoceniany, niedopieszczony i zaniedbany przez całe małżeństwo. Według niego całe życie się mi podporządkowywał, a teraz będzie żył wygodnie i wreszcie tak jak mu się podoba, czyli beze mnie, bo nie jestem mu do niczego potrzebna”.

    Czyli jesli dobrze rozumiem, żona nie ma mu nic do zaoferowania jako osoba i kobieta.

    W ogóle Tosiu i Gulweig, wątek nie jest o tym jak mąż ma się zmienić, tylko Panorama pytała co ona ma zrobić żeby mąż do niej wrócił.

    A on jej jasno powiedział.

    „A czy wróci do domu to nie wie, wszystko będzie zależało od tego jak bardzo się zmienię i będę się starała mu przypodobać. „

    Żeby do niej może ewentualnie wrócił, powinna się zastanowić, jak to się stało, ze „nie jest mu do niczego potrzebna.”, a nie co mąż ma zacząć robić dla niej.

    Szkoda tylko, ze za każdym razem jak wspomina jego zarzuty, to twierdzi, że to nieprawda.
    Gdyby zaczęli konstruktywna dyskusje, to może by ustalili sensowny podział obowiazkow, bo mąż przecież wcale nie jest zadowolony z braku bliskiego kontaktu z dziecmi. Wiec może by i wstawał w nocy i odprowadzał do przedszkola.

    Ale nie widzę, na to pojednanie większych szans bo na razie Panorama ani pół kroku nie wykonała, żeby zrozumieć dlaczego jej się małżeństwo posypało i jaki ma w tym udział.
  • gulweig31 01.05.18, 16:40
    A ze strony męża widzisz wolę konstruktywnego rozwiązania problemu? Sama przed chwilą zacytowałaś jego warunki i nie ma tam ani słowa na ten temat. Wręcz przeciwnie - ona ma się mu przypodobać.
    Abstrahując od powyższego. Mam koleżankę. Ta reakcja Autorki na odejście męża i jego zarzuty bardzo mi ją przypomina. To dobra, pracowita dziewczyna, odpowiedzialna za rodzinę i dom, stawiająca siebie zawsze na ostatnim miejscu, jednak nie potrafiąca - wtedy, będąc w samym środku katastrofy- spojrzeć z innego punktu widzenia. Uważała, że za wszystkie swoje starania została niesprawiedliwie potraktowana. Jej spojrzenie było zniekształcone przez poczucie krzywdy jakiej doświadczyła ze strony , obecnie byłego, męża. Mąż mojej koleżanki przez lata stosował przemoc psychiczną i zdradzał ją(długo o tym nie wiedziała), a przez kilka ostatnich lat małżeństwa stosował przemoc fizyczną, a ona i tak gotowa była utrzymać to małżeństwo jeżeli on rozstanie się ze swoją kochanką. Rozstawał się przez kilka kolejnych lat. W końcu koleżanka wniosła sprawę rozwodową. Dzisiaj od rozwodu mija 5-6 lat. Dopiero kilka lat temu koleżanka potrafiła w miarę obiektywnie spojrzeć na swoje małżeństwo i rolę, jaką w nim odegrała. Sytuacja nie jest tożsama z sytuacją Autorki, bardziej podejście. Początkowo nie zamierzałam w ogóle zabierać głosu w tym wątku, ale mam uczulenie na robienie potwora z i tak już "leżącej" kobiety.
    Wracając do meritum - może warto byłoby skorzystać z pomocy doświadczonego mediatora, przy pomocy którego para wzajemnie określiłaby własne oczekiwania, opracowała jakiś plan odbudowy wzajemnych relacji.
  • 71tosia 01.05.18, 16:44
    jezeli maz jako warunek powrotu stawia to ze zona 'ma sie starac mu przypodobać' to chyba widac gdzie sie w zwiazku posypalo? Nie wiem co Panarama ma zrobic - moge tylko napisac co ja bym zrobila -nie zabiegalabym o powrot meza. Wyjasnilabym mezowi ze jego oczekiwanie ze sie 'poprawie' czyli nadal bede zajmowac sie wszystkim w domu ale z usmiechem na ustach, bez slowa narzekania, świadcząc uslugi emocjonalne (oj biedny ty moj misiu) sa nie do przyjecia. Poszukalabym tez madrzejszego psychologa ktory bedzie potrafil pomoc rodzinie.
  • edw-ina 01.05.18, 17:03
    Pytanie autorki wątku brzmiało: co zrobić, aby mąż wrócił. Możesz jej odpisać, aby nie robiła nic, poza zabezpieczeniem interesu dzieci i uzgodnieniem podziału obowiązków rodzicielskich, bo w twojej opinii nie ma czego zbierać. Ale de facto określanie jak mąż powinien się zmienić jest w tej chwili jak dodawanie truskawek do jajecznicy - bez sensu. Mąż nie chce być w związku z autorką wątku. Powody tego są niejasne i wysnuwanie daleko idących wniosków z kilku baaardzo zdawkowych zdań dotyczących tych powodów to wróżenie z fusów. Może jest Piotrusiem Panem żądnym przygód, może całkiem normalnym facetem, który czuje, że życie wymyka mu się z rąk, może jeszcze kimś innym. Proces, który doprowadza do takiej pewności odnośnie powodów odejścia pana, to tzw. heurystyka - skrajnie uproszczone wnioskowanie na podstawie małej próby dostępnych przypadków z niewielką liczbą stycznych. Bo zazwyczaj, nawet na tym forum, stykamy się z sytuacją, gdzie pani się stara, pan olewa i ona ma dość. Ale czasami źródło problemów leży w innym miejscu i dobrze jest przyjąć założenie, że ma prawo leżeć w innym niż zwykle miejscu.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • panorama1234 01.05.18, 17:16
    Dziękuję bardzo za odpowiedzi i dyskusje, bardzo mi miło że raczyliscie mi odpowiedzieć na moje pytania i prośby. Bo jestem tak naprawdę z tym sama i czuję się jak zbity pies. Nigdy nie sądziłam że to mnie spotka, bo ja zawsze wydaje mi się postepowalam fair i nikogo nie krzywdzilam. Powiem tylko że chce mi się wyć. Zostałam sama jak palec. Czuję się jak niepotrzebny stary mebel. Urodziłam i odchowalam dzieci od kołyski i spadaj. Cholernie boli.
  • panorama1234 01.05.18, 17:18
    Też naiwnie myślałam że on mnie kocha prawdziwą miłością, bo tak naprawdę byłam jego pierwszą miłością.
  • edw-ina 01.05.18, 17:25
    Szczerze? Moim zdaniem on cię kocha, bo jednak do psychologa poszedł, do domu przychodzi, zdjęcia z majówki ci wysyła. Jak dla mnie to cię kocha. Ale jest w punkcie, w którym czuje, że coś musi się zmienić, bo miłość to za mało. Gdybym miała ci coś poradzić, to mieszkajcie oddzielnie, poproś męża o lepsze zorganizowanie spotkań z dziećmi i spotykajcie się na terapii. Słuchaj tego, co ma do powiedzenia i mów sama. Niech to trwa tak długo, aż albo się dogadacie, albo zrozumiecie, że dogadać się nie możecie. Ale musisz w tym wszystkim zrobić jedno założenie: nie możesz negować jego emocji. Bo emocje są irracjonalne czasami, wynikające z bardzo wielu uwarunkowań. Po prostu przyjmij, że są jakie są. Powodzenia.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • eukaliptusy 02.05.18, 02:04
    Słuchaj tego, co ma do po
    > wiedzenia i mów sama. Niech to trwa tak długo, aż albo się dogadacie, albo zroz
    > umiecie, że dogadać się nie możecie. Ale musisz w tym wszystkim zrobić jedno za
    > łożenie: nie możesz negować jego emocji. Bo emocje są irracjonalne czasami, wyn
    > ikające z bardzo wielu uwarunkowań. Po prostu przyjmij, że są jakie są.

    Ładnie powiedziane.
    Jeszcze dodam taki przykład wziety z bardzo fajnego podcastu terapeutki par Esther Perel.

    On ci mówi, że obiad jest za słony i nie może go przez to zjeść. A ty na to, że przecież dużo soli nie dodawałaś. Tymczasem to nieistotne ile oddałaś tej soli. Jak ci mówi, ze dla niego jest za słony, to jest za słony i po prostu trzeba to przyjąć.
  • 71tosia 01.05.18, 18:02
    Nie nalegalabym na powrot meza. Powstrzymalabym sie od zebrania o uczucia, okazywania rozpaczy czy tez obiecywania 'poprawy' - to bedzie trudne ale mam wrazenie z tego co napisalas ze im bardziej tobie zalezy tym jemu mniej. Idz na terapie ale do dobrego psychologa.
  • tt-tka 01.05.18, 17:35
    panorama1234 napisała:

    > . Zostałam sama jak palec. Czuję się jak niepotrzebny stary mebel. Urodziłam i
    > odchowalam dzieci od kołyski i spadaj. Cholernie boli.

    Zaraz, sekunde. Teraz to sie nakrecasz. Dzieci ci powiedzialy "spadaj" ? No przeciez nie. Maz ci powiedzial "zabieram dzieciaki i wiecej ich nie zobaczysz" ? No przeciez nie.
    Porzucenie boli zawsze, bez wzgledu na przyczyny i kto ile zawinil, to fakt i rozumiemy to. Ma prawo bolec. Ale dlubanie w tym bolu nie pomaga, uwierz, szkoda czasu i energii, to jest tylko wypalanie sie.
    Powtorze to, co juz napisano (i z czym sie w pelni zgadzam) - terapia. Jesli sie da, to dla obojga, albo sie porozumiecie, albo rozstaniecie z mniejszym bolem. Jesli maz odmowi udzialu w terapii, idz sama - to ci pomoze zrozumiec, pozbierac sie, wzmocnic i dalej zyc w swiecie, ktory uporzadkujesz po swojemu. Z dziecmi i ich dochodzacym ojcem, choc juz nie twoim mezem. Jesli ty odmowisz, bedzie jak jest. Czyli kijowo.
  • eukaliptusy 02.05.18, 01:49
    Tych słów o „przypodobaniu się” czy, że mąż robi tylko jak mu wygodnie nie traktowałabym aż tak dosłownie. Wszystko przechodzi przez filtr panoramy, trudno powiedzieć co tak naprawdę zaszło. Mam wrażenie, ze jak w dobrej książce z ‚unreliable narrator’, jedyne w miarę wiarygodne dane dostajemy kiedy panorama sama sobie niechcący zaprzecza.

    Na przykład pisze, ze nieprawdą jest, że mąż jak twierdzi musiał się jej podporządkować, a za chwilę zarzuca mu, że pojawia sie w domu i „próbuje rządzić”.
    Nikt kto faktycznie rządzi nie musi próbować rządzić.

    Mężowi podobno tylko w głowie realizowanie się towarzyskie tymczasem jeden z jego zarzutów, to że stracił przyjaciół. Więc może i próbował utrzymywać kontakty z przyjaciółmi ale panorama prawdopodobnie to życie towarzyskie bardzo skutecznie torpedowała.

    Albo, jak już inne osoby wypunktowały, podobno mąż tylko gdzieś wychodził albo leżał z tabletem, ale jednocześnie „wypełniał obowiązki”. Czyli (o ile nie miała na myśli obowiązku małżeńskiego ;)) jednak nie żaden truteń. Raczej jakiekolwiek zadbanie o siebie to w oczach panoramy grzech kardynalny i czas ukradziony rodzinie. Bo jak się ma dzieci, życie to tylko „praca i poświecenie”.

    Oczywiście to wszystko to spekulacje, ale wystarczająco dużo sprzeczności, żeby każdego jej słowa nie brać za dobra monetę.
  • 71tosia 02.05.18, 12:08
    a ja wlasnie te slowa o kajaniu sie i przypodobaniu potraktowalabym powaznie, bo opisuja to czego oczekuje maz od zony - ze to ona sie zmieni a on nie musi. Slowa o rzadzeniu - to tylko moje przypuszczenia- ale jezeli maz wczesniej byl przezwyczajony ze zona ogarnia dom i dzieci a nagle zaczela stawaiac wymagania i veto przeciw np wyjsciu na silownie, bo trzeba cos zrobic w domu to to zachowanie zony pewnie tak wlasnie zostalo odebrane 'bo ty bys chciala rzadzic'. Co do spotkan towarzyskich - zwyle etap malych dzieci w domu nie sluzy bogatemu zyciu towarzyskiemu -wiec co ktorys maz obwinia zone i zycie rodzinne o to ze 'stracil przyjaciol' gdy pojawily sie dzieci.
    Mysle ze sytuacja u Panoramy moze wygladac jak w wielu innych domach - maz troche lezal troche 'wypelnial obowiazki' jednak gdy a jak zona prosila o wiecej tego wypelniania to sie buntowal, zonie sie czasami ulalo a maz doszedl do wniosku ze zona sie za bardzo czepia i sie ... wyprowadzil, liczac ze zona dostanie nauczke i 'sie naprawi'
    Ale jak bylo wie tylko Panaroma i jej maz.
    Terapia jest potrzebna obojgu, oboje musza sie nauczyc komunikowac swoje potrzeby, oboje musza sie troche zmienic. Panorma musi byc bardziej otwarta na emocje meza ale tez i on musi sie nauczyc współdziałać dla dobra rodziny. Maz nie moze 'wychowywać' zony 'lekcjami' wyprowadzek i 'karami' wyjazdow majowych bez niej.
  • eukaliptusy 02.05.18, 02:34
    panorama1234 napisała:

    > Teraz żyje sobie jak Pan, nic go nie interesuje poza uprzyjemnianiem sobie czasu z dziećmi, robi co chce,

    >on woli sza rpać dzieci i żyć sobie jak Pan.

    Panorama, co to dokładnie znaczy, że on „żyje sobie jak Pan”? Bo to jest jakiś twój skrót myślowy, którego inni ludzie mogą nie rozumieć, albo rozumieć inaczej niż ty.

    I jeszcze co jest takiego złego w życiu jak Pan? Jak żył twój mąż do tej pory ? Jak chłop pańszczyźniany? I tak było lepiej?

    Czy może ty mu zazdrościsz ? Może ty tez byś chciała żyć jak Pani?

    Jeśli potrafisz tak zmienić swoje postrzeganie świata i życia w rodzinie, żebyście OBOJE żyli jak Państwo, to może jest szansa żebyście byli jeszcze razem?
  • panorama1234 02.05.18, 06:09
    Tak ja jestem w stanie się zmienić ale on mnie odtrąca teraz.
  • basiastel 02.05.18, 09:23
    Ale nie chcesz, nie widzisz powodu. Pretensje męża, Twoje "kajanie się" i cała terapia są dla Ciebie nieporozumieniem.
  • gulweig31 02.05.18, 11:00
    Panoramo daj sobie i mężowi czas. Nie wiem jak spożytkuje go Twój mąż, ale ja na Twoim miejscu jeszcze raz, na spokojnie, przeczytałabym rady zawarte w tym wątku, przemyślała zarzuty męża - wyszłabym od tego, ze ma prawo do swoich uczuć, nawet jeżeli wcześniej kwestionowałam ich zasadność. Zastanów się nad terapią małżeńską, tylko od razu nastaw się, ze może być nieprzyjemnie i boleć (pewne sprawy, zarzuty będą boleć Ciebie, inne męża), Powodzenia :-)
  • panorama1234 02.05.18, 11:19
    Dziękuję bardzo za rady. Naprawdę to forum to skarb. Bo tak człowiek nie ma nawet z kim pogadać, a tak jest lżej. Odnośnie wyjazdu beze mnie to mąż przyznał że zrobił mi na złość żebym miała nauczkę i mi było przykro.
  • tt-tka 02.05.18, 11:52
    panorama1234 napisała:

    > Dziękuję bardzo za rady.

    Wiesz, po to to forum jest :)

    Bo tak człowiek nie ma naw
    > et z kim pogadać, a tak jest lżej. Odnośnie wyjazdu beze mnie to mąż przyznał ż
    > e zrobił mi na złość żebym miała nauczkę i mi było przykro.

    Jesli jeszcze rozmawiacie ze soba - rozmawiacie ! nie walicie slowami tak, zeby zabolalo ! - to ja widze szanse na terapie wspolna. Moze jeszcze bedzie dobrze ? (oczywiscie nie bez wysilku was obojga) - zycze :)
  • edw-ina 02.05.18, 21:34
    Spróbuj metody małych kroków. Powiedz, że cieszysz się, że dzieci dobrze bawiły się z nim na majówce, zamiast koncentrować się na tym, że tobie było przykro. Doceń coś szczerze, coś prawdziwego. Czasami wystarczy jedno zdanie by zmienić podejście człowieka. Naprawdę.
    Ludzie z natury koncentrują się na sobie, chcą być ważni, a jednocześnie umniejszają innych. Jak jeszcze w początkach związku widzimy partnera, jego przymioty, pozytywne cechy, tak wraz z biegiem lat stają się jak nasze nosy - każdy cały czas widzi swój nos, ale mózg usuwa ten obraz, jako interferencję. Dlatego jednym z najskuteczniejszych sposobów dbania o związek, jest poza czułością/ fizycznością właśnie dostrzeganie pozytywnych cech partnera. Dostrzeganie i mówienie o nich. To nie muszą być wielkie sprawy, tylko takie, które pokazują, że widzisz tego człowieka takim, jakim jest. Np. mojemu mężowi zawsze sprawia radość, kiedy pochwalę jego sposób prowadzenia samochodu. On świetnie wie, że ja najchętniej prowadzę sama, nie lubię siedzieć na miejscu pasażera i stwierdzenie: lubię z tobą jeździć/ czuję się z tobą bezpiecznie w samochodzie, traktuje jako wielki komplement. To są takie drobiazgi, które sprawiają, że czujemy się ważni, dostrzeżeni, istotni.


    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • panorama1234 03.05.18, 06:33
    Dziękuję, jesteście wspaniali, lepsi od niejednego psychologa.
  • gonzo_101 03.05.18, 11:50
    Nie zamykaj też rodziny do czterech ścian. Masz bardzo aktywnego partnera, wykorzystaj to. Przychodzi mi masa pomysłów na wspólne aktywne spędzenie czasu. Zobacz pisałaś o rowerowej pasji męża, jak sądzisz może warto podsunąć pomysł wspólnej wycieczki rowerowej. Zaangażuj go do wybrania miłej trasy, kupcie dzieciakom siedziska na kierownice lub na bagażnik i w drogę. Jak nie radzisz sobie z obowiązkami domowymi to podnajmij kogoś do pomocy, macie przecież dwie pensje w domu? A tak przyjdzie ktoś w tygodniu i ogarnie mieszkanie, albo posiedzi parę godzin z dzieciakami, a wolny czas wykorzystasz według uznania.
  • panorama1234 05.05.18, 08:08
    Mąż jest ogólnie zrezygnowany, przybity, według niego uczucie już się z jego strony wypaliło i lepiej czuje się sam lub z dziećmi bo to mu sprawia większą radość, niż gdy jesteśmy wszyscy razem. Gdy jesteśmy razem to czuje się smutny.
  • edw-ina 05.05.18, 18:46
    Chcesz szybkich efektów, prawda? Tego, by dobitnie poczuć, że jest szansa na naprawę? Obawiam się, że tak to nie działa. Jeżeli będziesz nalegała na szybkie efekty, to tylko pogorszysz sprawy. Coś, co zaszło między wami, zaczęło się dawno temu. Domyślam się, że było na ten temat wiele mniejszych i większych dyskusji, kłótni, obietnic zmian itp. Aby twój mąż uwierzył, ze można jeszcze wszystko naprawić, musi widzieć to przez długi czas.
    Wiele lat temu postanowiłam odejść od M. Różne problemy między nami tak się nawarstwiły, tak trudno było nam się porozumieć, że nie mogłam już dalej. Kochałam go, a jednak nie byłam w stanie tego ciągnąć, uwierzyć, że uda nam się załagodzić spory i jeszcze stworzyć coś, co da nam szczęście. O to, bym zmieniła zdanie M walczył bardzo długo. Od wizyt u psychologa, przez załatwienie pewnych spraw, na których mi zależało. Mimo to, ja wątpiłam, bo wiedziałam, że działa postawiony pod ścianą, byłam bardzo sceptyczna. Długo trwało, zanim dałam mu szansę. Innymi słowy - wykaż się cierpliwością.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • enith 08.05.18, 15:22
    Znam doskonale to uczucie wypalenia, przechodziłam przez to w moim poprzednim związku. Każdy kolejny dzień w obecności partnera dołował mnie strasznie. Dziś potrafię ocenić, że byłam wtedy bardzo blisko epizodu depresyjnego. Zdecydowałam się odejść i pamiętam to uczucie niesamowitej ulgi, gdy obudziłam się po pierwszej nocy w nowym mieszkaniu, otoczona pudłami do rozpakowania, sama w wielkim mieście. Nigdy nie miałam wątpliwości, że podjęłam właściwą dla siebie decyzję kończąc tamten związek.
    Myślę, że musisz liczyć się z możliwością, że twoje małżeństwo dobiegło końca. Mąż otwarcie mówi o wypaleniu się uczuć z jego strony, jest zrezygnowany i przybity, wyprowadził się z domu i nie planuje powrotu. Nie umniejszaj tych uczuć męża, przyjmij, że czuje się dokładnie tak, jak ci to przedstawił. Nie wpadnij po raz kolejny w pułapkę przekonania, że to ty wiesz lepiej, jak w odczuciu męża wyglądało wasze małżeństwo. Ty oceniałaś je jako zgodne, gdzie wszystkim się fajnie żyło. Chyba sama widzisz, że mąż w ogóle twojego zdania w tej kwestii nie podziela. I ma rację Edwina pisząc, że nie popsuło się dzień ani tydzień ani miesiąc temu, tylko trwało to prawdopodobnie latami, a ty nie reagowałaś, a może po prostu nie widziałaś, że coś się dzieje. Teraz widzisz, wiesz i nie możesz zmuszać męża do trwania w związku, w którym on nie chce trwać. Porozmawiaj z mężem o kwestiach logistycznych rozstania, niech on wie, że poważnie traktujesz jego słowa o końcu małżeństwa. Paradoksalnie własnie to może go przekonać, że może warto spróbować jeszcze raz. Naciskając uparcie na powrót męża do domu teraz, nie oferując jednocześnie żadnych zmian, nie zyskasz nic.
  • panorama1234 08.05.18, 22:04
    Ja obecnie nie naciskam. Mąż dzwoni i gada ze mną rano, wpada po pracy, stołuje się, skosi i podleje jak to mówi mój trawnik, pobawi się z dziećmi trochę i jedzie do siebie, by zajmować się sobą i spać u siebie. Dzwoni by powiedzieć mi dobranoc i jak spędzał czas. W międzyczasie był wspólny wyjazd gdzie było normalnie, nawet czułości, a po przyjeździe pan powiedział że niepotrzebnie pojechał bo czuł się nieszczęśliwy. Gada też że powinniśmy jak najszybciej się rozwieść, bo wtedy wszyscy, czytaj on byliby szczęśliwi. I takie to sprawy.
  • enith 08.05.18, 22:15
    W takim razie siadajcie z mężem do rozmów o logistyce rozwodowej i porozwodowej, skoro on tak bardzo chce się rozwieść. Czemu ty nie podejmujesz tych rozmów? Nie wierzysz mężowi? Uważasz, że gada jedno, a myśli coś innego? Jakby mnie mąż postawił w takiej sytuacji, to podjęłabym temat, żeby jak najszybciej i w miarę bezboleśnie zakończyć małżeństwo dla dobra swojego i dzieci. Weź prawnika rodzinnego, skonsultuj się, a potem zacznijcie z mężem omawiać rozwód. Dopiero, gdy on odmówi tych rozmów, można zastanawiać się, co robić dalej.
  • panorama1234 08.05.18, 22:46
    Jakie jest w przypadku rozwodu dobro dzieci? Że są ciągane że swojego domu rodzinnego do innego mieszkania? Dzisiaj śpią tu, jutro gdzie indziej, bo tatuś ma takie życzenie, jak to wpływa a psychikę maluchów. Dzisiaj mają spakować rzeczy i idą do tatusia spać, jutro są w domu i tak w koło. Dzieci to nie meble do przestawiania. Moje dzieci nie chcą nocować i być poza swoim domem z ojcem i beze mnie. Praktycznie cały czas były ze mną. Psychologa to w tym wszystkim będą potrzebowały przede wszystkim dzieci. Miłość do dzieci taty jest taka że nie ma życzenia być przy nich gdy idą spać, gdy się budzą, przy obowiązkach.




  • enith 08.05.18, 23:00
    Takie będzie dobro dzieci, że ustalicie z mężem (albo samodzielnie albo z pomocą sądu) kwestie opieki nad nimi i nikt nie będzie nigdzie ciągać dzieci kiedy chce, dokąd chce i bez twojej zgody. Mąż robi to teraz, bo może, bo nie macie żadnych ustaleń. Do tego ryjecie dzieciakom mózgi, bo raz tata śpi u siebie, a raz jeździ sobie z wami na wycieczki, mizia się z tobą i wszystko jest po staremu. Nie dziwię się, że maluchy są skołowane, skoro najpierw robicie jedno, a potem coś całkiem przeciwnego. I to będzie trwać, dopóki TY tego nie przerwiesz. A przerwiesz wtedy, gdy zgodzisz się na rozwód i dogadacie się z mężem, jak ma wyglądać opieka nad waszymi dziećmi. Psychologa, to dzieci będą potrzebować, jeśli nadal będziecie się z mężem bujać tak, jak do tej pory, a ty nadal będziesz kombinować, jak zapierającego się rękami i nogami męża ściągnąć z powrotem do domu, w którym on być nie chce. Uważasz, że mądrze postępujesz?
  • tt-tka 09.05.18, 01:22
    panorama1234 napisała:

    > Jakie jest w przypadku rozwodu dobro dzieci?

    Jasna sytuacja. Wiadomo, co jest. To, co teraz fundujecie dzieciom, ta cala sytuacyjna karuzela, zaszkodzi im bardziej niz widywanie ojca rzadziej.

    Że są ciągane że swojego domu rodz
    > innego do innego mieszkania? Dzisiaj śpią tu, jutro gdzie indziej, bo tatuś ma
    > takie życzenie, jak to wpływa a psychikę maluchów.

    Trace cierpliwosc. TO WLASNIE MACIE USTALIC. Ze np dzieci nocuja tylko u ciebie, albo weelendowo u ojca, albo tylko na czesc wakacji.

    Miłość do dzieci taty jest taka że nie ma
    > życzenia być przy nich gdy idą spać, gdy się budzą, przy obowiązkach.

    A to jest dla ciebie wyznacznikiem, obecnosc, gdy one sie budza ? Trudno, to przywykna, ze ojca nie ma, gdy sie budza.
    Od obowiazkow ojciec sie, jak zrozumialam, nie uchyla, gdy wyjezdza z dziecmi, robi, co trzeba. On nie chce robic tego z toba ani pod twoim okiem, naprawde nie jestes w stanie tego przyjac do wiadomosci ?

    Maz rozwodzi sie z toba, a nie z dziecmi.
  • panorama1234 08.05.18, 22:17
    Ciekawa jestem z czego to wynika u faceta brak chęci życia w jednym domu z rodziną? Nie piszcie mi że ja byłam taka wredna a on biedny miś, bo tak nie było. Żylismy jak wszyscy ludzie których znam, a ja jestem normalną kobietą.
  • enith 08.05.18, 22:29
    Czy mąż ci już tego nie wyjaśnił? W pierwszym poście sama dokładnie opisałaś zarzuty męża wobec ciebie: "że był niedoceniany, niedopieszczony i zaniedbany przez całe małżeństwo. Według niego całe życie się mi podporządkowywał...". A dalej: "Mąż jest ogólnie zrezygnowany, przybity, według niego uczucie już się z jego strony wypaliło i lepiej czuje się sam lub z dziećmi bo to mu sprawia większą radość, niż gdy jesteśmy wszyscy razem. Gdy jesteśmy razem to czuje się smutny." Co, nadal uważasz, że wiesz lepiej od męża, jak ON się czuje w tym związku? Powody odejścia, które ci podał, są moim zdaniem bardzo wiarygodne i poważne na tyle, żeby nie trwać na siłę w małżeństwie, w którym ktoś czuje się tak nieszczęśliwy. Ty ciągnęłabyś związek z kimś, kogo nie kochasz, kto cię dołuje, nie docenia, rządzi tobą, odmawia ci prawa do własnych uczuć i jeszcze zarzuca chorobę psychiczną? No chyba nie.
  • edw-ina 09.05.18, 14:16
    Z tego, że ludzie się źle dobierają, zmieniają drastycznie w trakcie trwania związku? Rozjeżdżają się im drogi życiowe, mają inne wyobrażenie o życiu, a życie tylko jedno?
    Wiesz, my lubimy raz na jakiś czas od siebie odpocząć. Po prostu. Czasami M gdzieś wyjedzie na kilka dni, czasami ja. I to nie jest tak, że przed sobą uciekamy, mamy jakieś wielkie potrzeby, które musimy koniecznie realizować w pojedynkę, ale po prostu dobrze jest czasami poczuć taką kompletną swobodę. Pamiętam, że kiedy już po narodzinach córki wyjeżdżałam chyba drugi raz, to M zagroził mi, że jeśli będę wydzwaniała do domu, to wyłączy telefon, bo ja mam teraz oderwać się od swojej codzienności. I to działa. Wraca się jakimś innym, spokojniejszym. Pozostaje też świadomość, że jak dojdzie się do ściany, to można to będzie powtórzyć. Dobrze jest zatęsknić za domem, za partnerem, za dzieckiem.
    Piszesz cały czas o dzieciach, jaka to dla nich trauma. To zawsze będzie dla nich trudne, ale od was zależy, na ile dobrze będą się czuli z wami. Bo dla mnie pierwszy okres po rozwodzie rodziców był traumą. Nie mówili mi o rozwodzie, ja w ogóle nie wiedziałam co się raptem stało, bo nawet nigdy się przy mnie nie sprzeczali. A tu raptem nie ma rzeczy taty, nie wiem co się dzieje, a w powietrzu wisi gniew. Ja ich głupotę, bo tak to należy nazwać, przypłaciłam afektywną jednobiegunową. Zaczęła się wtedy, została początkowo zignorowana, dostrzeżona dopiero, kiedy było ze mną już bardzo źle. Oni się w końcu dogadali, a mi wcale nie było źle mimo ich rozstania. Miałam dwa pokoje, niektóre rzeczy zdublowane, żeby ich nie wozić. Zwykle szli mi na rękę i spędzałam czas u tego, u którego akurat chciałam. Abym mogła tak robić, zamieszkali kilka kilometrów od siebie, 15 minut autobusem, 5 pociągiem podmiejskim, tyle samo samochodem. To był ich wybór dla mnie. tak, jak decyzją było pozostanie w dobrych relacjach i to nawet, kiedy byli już w nowych związkach. I wierz mi, ale nie raz jedliśmy razem obiad, kiedy wyjeżdżałam na obozy potrafili mnie wspólnie odwiedzić. Żyłam na dwa domu, później nawet na trzy i cztery, ale to inna bajka, ale miałam całkiem fajny kontakt z rodzicami i nauczyłam się, że ludzi, którzy zagościli w twoim życiu i zostawili w nim coś ważnego, nie odtrąca się ot tak. Sama mam naprawdę dobre relacje z większością moich eks.
    Powtórzę - ja zapłaciłam ogromną cenę za ich porozumienie, bo choroba nie opuści mnie nigdy. Ale to nimi na tyle wstrząsnęło, że dogadali się, dali mi mimo rozstania dobre dzieciństwo i bardzo dużo wsparcia. Teraz to od was zależy, co wy dacie swoim dzieciom.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • barbra25 09.05.18, 00:44
    Jak wyglądają te Wasze rozmowy rozwodowe?
    Zróbmy próbę. Ja jestem Twoim mężem i zjadłem u Ciebie obiad a teraz gadam:
    - żono, dobry obiad dziękuję Ci ale musze już wracać do siebie bo tam jestem szczęśliwy. Chcę się rozwieść, co Ty na to?
    Ty: - nie ma mowy bo ja będę nieszczęśliwa. Co mnie obchodzi że Ty jesteś teraz szczęśliwy...
    Czy jednak jakoś inaczej?
  • panorama1234 09.05.18, 06:11
    Dzięki za odpowiedzi. Jesteście super grupą wsparcia.
  • panorama1234 09.05.18, 20:46
    Właśnie tak wyglądają
  • basiastel 09.05.18, 21:38
    Czyli nic do Ciebie nie dociera. Dla męża rozwód to jedyne wyjście w takiej sytuacji.
  • enith 09.05.18, 22:17
    Czyli nadal nie słuchasz męża, nadal nie dociera do ciebie, co on ci próbuje przekazać, głucha i ślepa jesteś na jego komunikaty. Czy to nie z powodu takiej właśnie postawy mąż od ciebie odszedł?
  • panorama1234 10.05.18, 05:51
    On mnie też nie słucha i nie daje mi nawet szansy, a po tylu latach związku ludzie dają sobie szansę dla siebie, dla dzieci.
  • panorama1234 10.05.18, 05:55
    Do rozwodu z tego co wiem potrzebna jest zgoda obojga i nieodwracalny brak więzi emocjonalnej, gospodarczej, finansowej, a z mojej strony te więzi nie zostały zerwane.
  • basiastel 10.05.18, 07:31
    Nie jest potrzebna zgoda obojga, bynajmniej. Mąż się wyprowadził, żyjecie w faktycznej separacji, a to, że są emocje z Twojej strony, nie ma żadnego znaczenia.
  • basiastel 10.05.18, 08:25
    I jeszcze jedno. Żaden sąd nie nakaże mężowi mieszkać z rodziną. Nawet bez rozwodu mąż może skutecznie odejść. Więc, niejako, ten rozwód to tylko formalność.
  • tt-tka 10.05.18, 09:44
    panorama1234 napisała:

    > Do rozwodu z tego co wiem potrzebna jest zgoda obojga

    Nie jest potrzebna. Sad moze orzec ustanie malzenstwa bez twojej zgody.

    i nieodwracalny brak więz
    > i emocjonalnej, gospodarczej, finansowej, a z mojej strony te więzi nie zostały
    > zerwane.

    Dzizas. Brak wiezi to nie jest to samo co ja nie zerwalam. Gospodarcza praktycznie juz nie istnieje, skoro maz sie wyprowadzil. Emocje (jego) negujesz, to jak najbardziej podpada pod brak wiezi.
    Ni mowiac o tym, co juz ci napisano, ze maz moze wyprowadzic sie (co juz zrobil) bez rozwodu i bez zadnego papierka. Podtrzymuje kontakt, bo zalezy mu na dzieciach. Ale jak bedzie dalej jak jest, to on ten kontakt moze przestac podtrzymywac.

    Sluchaj, ty chyba nie wiesz / nie rozumiesz / nie przyjmujesz do wiadomosci, ze maz moze przedstawic sadowi zaswiadczenie od psychologa o swoich emocjonalnych problemach wyniklych z twojej uporczywej negacji jego potrzeb uczuciowych. I brak wiezi masz jak na talerzu, urzedowo stwierdzony.
    Naprawde nie zatrzymasz - ani w domu, ani przy sobie - czlowieka, ktory chce odejsc.
  • basiastel 10.05.18, 07:37
    Uparłaś się i nie zamierzasz zgodzić się na rozwód, choć nie robisz nic, by męża odzyskać. W ten sposób go nie zatrzymasz. Przepychanki rozwodowe mogą w ten sposób trwać latami, ale mąż i tak będzie realizował swoje osobne życie, a do Ciebie się tak zniechęci, że zrezygnuje z jakiegokolwiek kontaktu. Zatrujesz życie także dzieciom, bo miłość własna jest u Ciebie silniejsza niż miłość do dzieci.
  • basiastel 10.05.18, 07:44
    Ktoś Ci już napisał, źle się u was działo od lat i na pewno dostałaś dość komunikatów na ten temat. Przyszedł moment, że mąż nie chce już dłużej z Tobą żyć - z Tobą, nie dziećmi. Nawet w obliczu poważnego zagrożenia związku, poza histeriami, nie chcesz i nie widzisz potrzeby zmian. Ciągle powtarzasz, że było dobrze, normalnie i ma wrócić, choć mąż to "dobrze" neguje. Na co mąż ma czekać?
  • tt-tka 10.05.18, 09:33
    panorama1234 napisała:

    > On mnie też nie słucha i nie daje mi nawet szansy, a po tylu latach związku lud
    > zie dają sobie szansę dla siebie, dla dzieci.

    Panorama, dziwisz sie ? Przeciez cokolwiek on mowi, ty to nagujesz. Rozmowa na zasadzie
    - Cholera, palucha sobie przytluklem, boli
    - nie zawracaj glowy, to cie nie moze bolec
    - ale boli !
    - przeciez nie boli, co ty opowiadasz

    Jak dlugo mozna przekonywac, ze boli, skoro ty wiesz lepiej, ze go nie boli jego wlasny palec ? Czlowiek przestaje mowic i sam zadba o ten nieszczesny palec.
  • enith 10.05.18, 16:13
    panorama1234 napisała:

    > On mnie też nie słucha i nie daje mi nawet szansy...

    Ty jemu też nie dałaś. Od lat mieliście problemy (skąd niby te kłótnie?), ale ty wygodnie zamiatałaś je pod dywan i udawałaś, że problemu nie ma. Po tylu latach ignorowania komunikatów męża, dawania ci szans, kolejna już ci się po prostu nie należy. Nie w odczuciu męża, który doszedł do ściany i stwierdził, że ty się nigdy nie zmienisz. Nawet teraz, gdy mieszka osobno, a wasze małżeństwo wisi na włosku, ty nadal uważasz, że to mężowi, kolokwialnie pisząc, odwaliło na starość i nawet nie bierzesz pod uwagę możliwości, że jesteś współodpowiedzialna za stan, w jakim się znaleźliście. Nawet teraz nie dopuszczasz myśli, że może faktycznie mąż ma w jakiejś części rację, mówiąc, że był niedoceniany. Do czego, ja się pytam, on ma wracać? Co konkretnie od czasu jego odejścia z domu zrobiłaś, by męża odzyskać? Nic.
  • basiastel 10.05.18, 18:46
    Panorama swoją deskę ratunku upatruje w sądzie, który, jej zdaniem, może nie orzec rozwodu. Mało prawdopodobne, ale co to jej daje? Znam faceta, którego żona robiła problemy rozwodowe, w końcu machnął na to ręką. Od ponad 20 lat mieszka w innym mieście i żona nawet nie wiem w którym. Walki rozwodowe nie mają nic wspólnego z miłością i chęcią utrzymania rodziny - chodzi wyłącznie o tzw. udry, albo pieniądze, a to niszczy relacje już do końca.
  • tt-tka 10.05.18, 19:29
    basiastel napisała:

    > Panorama swoją deskę ratunku upatruje w sądzie, który, jej zdaniem, może nie or
    > zec rozwodu. Mało prawdopodobne, ale co to jej daje?

    No wlasnie, co ??? Zaden sad nie jest wladny nakazac mezowi, by wrocil do domu i zyl przykladnie jak dotad.
    Jezeli sad nie orzeknie rozwiazania malzenstwa, bedzie, jak jest. Czyli maz gdzie indziej, wpadajacy, gdy mu pasuje, zabierajacy dzieci na wyjazdy bez panoramy... ewentualnie przestanie przysylac zdjecia.
  • enith 10.05.18, 19:59
    Też nie wiem, co Panorama próbuje osiągnąć swoją postawą. Wiem natomiast, że jeśli liczy na to, że sąd odeśle męża do domu, a ten potulnie wróci do tej samej sytuacji, z której się z tak wielką ulgą wyrwał, to się przeliczy. Ośli upór Panoramy doprowadzi do niekończącej się brudnej wojny rozwodowej, gdzie wszystkie chwyty będą dozwolone. I stracą na tym wszyscy, a najwięcej, jak zwykle, dzieci.
  • basiastel 10.05.18, 21:43
    Ja myślę, że mąż by jeszcze może wrócił, gdyby spotkał się z rzeczową, poważną reakcją panoramy. Tymczasem ta robi z siebie ofiarę, co to została wykorzystana, bo urodziła dzieci, a męża w prostacki sposób próbuje ubrać w chorobę psychiczną. Taka manipulująca postawa jest nie do zaakceptowania.
  • barbra25 10.05.18, 08:39
    Nie wiem jak inne osoby tu z forum przeprowadziłyby takie rozmowy ale ja spróbuję teraz odegrać Ciebie taką łatwiejszą do zaakceptowania przez męża.
    Twój mąż:
    > żono, dobry obiad dziękuję Ci ale muszę już wracać do siebie bo tam jestem szczęśliwy. Chcę się rozwieść, co Ty na to?
    > Ty: - rozumiem, że jesteś nieszczęśliwy ze mną. Nie będę protestować choć wiesz, że trudno mi być samej ale być może masz rację ze potrzebny nam dystans i za mocno chciałam Ciebie przy sobie zatrzymać do tej pory. Nie da się nikogo zmusić do miłości. Postram się uszanować Twoją wolę i nie wchodzić Ci w drogę. Zgoda.
  • edw-ina 10.05.18, 10:49
    Miłość, związek, relacja - to wszystko sprawy dobrowolne. Seks jest piękny, ale wymuszony jest gwałtem, a nie radosnym oddawaniem się uciechom fizycznym. Tak samo należy traktować pozostałe kwestie dziejące się pomiędzy dwojgiem ludzi. Naszym obowiązkiem, jako ludzi tworzących rodzinę, jest zapewnienie tej rodzinie stabilności emocjonalno-ekonomicznej. Ale nie oznacza to, że musi to być jedna jedyna forma stabilności polegająca na życiu razem małżonków mimo wszystko. Ja już to napisałam wcześniej - jestem przykładem tego, że można dać dziecku oparcie i stabilizację bez mieszkania razem. Można to zrobić tak dobrze, że dziecko nie lęka się wyzwań, nowych miejsc, nowych sytuacji, bo wie, że jeśli upadnie, to rodzice je podniosą. I nie muszą w tym celu być mężem i żoną.
    Tym, co mnie samą trzyma w moim związku od lat, jest - mimo poważnych problemów, jakie mieliśmy - poczucie mojej osobistej wolności w tej relacji. Świadomość, że moje potrzeby, nie ważne jak irracjonalne dla niektórych, nie spotkają się z odrzuceniem, wyśmianiem, zanegowaniem. Z mojego punktu widzenie danie drugiemu człowiekowi wolności jest wyrazem najwyższej miłości i oddania. Przemyśl to.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • panorama1234 10.05.18, 21:52
    Dzięki
  • karolinapedziwiatr33 14.05.18, 17:31
    nie chodzi o dzieci nie powinnaś je mieszać w konflikt z mężem. Sama zadaj pytania czy ty nie jesteś winna temu. Czytałam twój post . Zrozumiałe że twój mąż jest zmęczony twoją tyranią. Za bardzo rządziłaś w małżeństwie pokazał ci że ma dość. Nie dziwię się mężowi że znudził się Tobą. po tylu latach normalne żeby małżeństwo było znudzone sobą. twoja postawa też budzi agresję . Weź rozwód bez orzekania o winie. Pamiętaj że facet chce czułej ciepłej kobiety. Swoją rolą obrzydziłaś małżeństwo.
  • alpepe 14.05.18, 20:10
    Puknij się dzieweczko w główeńkę, bo nie ma czegoś takiego jak "facet". Ludzie są różni, niezależnie od płci.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • delfina77 14.05.18, 22:40
    Ale dlaczego uważasz, że szarpie dzieci? Czy dzieciom z nim źle, czy skarżą się na pobyt u ojca? Nie da się nikogo na siłę zmusić do miłości, ustal z nim zasady opieki nad dziećmi, ściągnij alimenty i korzystaj z wolnych weekendów i wieczorów. Mąż może jeszcze wróci, a może nie, ale nie rozgrywajcie tego dziećmi
  • kim101 15.05.18, 08:11
    Rozwód jak najszybciej.
  • szoferek1 15.05.18, 09:29
    Wnioskuję że brakuje Ci w domu robola który miał wykonywać Twoje polecenia więc się nie dziwię że puścił Cię w trąbę!
  • aithiros 15.05.18, 13:52
    Mi się wydaje, że to nie jest tak do końca, że on chce odejść. On chce się wyszaleć, bo przez 15 lat życia był stłamszony. Pewnie było tak, że ciągle od niego czegoś wymagałaś, traktowałaś go instrumentalnie, nie doceniałaś, miałaś gdzieś, co go naprawdę interesuje. Pewnie seks też nie był najlepszy. Moja rada jest taka. Daj mu się wyszaleć, sama zacznij też żyć czymś więcej niż tylko dziećmi. Może pojedź gdzieś sama na wycieczkę i mu przekaż dzieci na ten czas, skoro do tego się garnie. Ewidentnie brakuje ci luzu. Podejrzewam, że jesteś typem perfekcjonistki,gdzie wszystko ma swoje bardzo konkretne miejsce i nie wyobrażasz sobie, że może być inaczej. A może być i jest to całkiem przyjemne.

    Twoje podejście przypomina mi trochę moją sytuację. Co prawda, nie było dzieci i małżeństwa, ale staż podobny. Też byłem wiecznie poprawiany, niedoceniany i moje potrzeby były spychane na dalszy plan. Teraz cieszę się wolnością, odżyłem. Pewnie gdybym miał z nią dzieci to bym mimo wszystko wrócił, pod warunkiem, żeby faktycznie się zmieniła.
  • agatsu 15.05.18, 16:28
    Skorzystajcie z pomocy mediatora, wyjdzie taniej niz sąd i może dojdziecie do jakiś wniosków. I jeśli dojdzie aż do sądu, to będziecie lepiej przygotowani - to może naprawdę Wam ułatwić życie.
  • jenniferl 17.05.18, 15:34
    Sama nic nie zrobisz, on jest osoba dominujacą.Cóż można napisać nie znając waszych warunków finansowych i mieszkaniowych?

    --
    jenniferl
  • tt-tka 17.05.18, 18:27
    jenniferl napisała:

    > Sama nic nie zrobisz, on jest osoba dominujacą.

    Skad to wrazenie ? I jeszcze z taka pewnoscia podane...
  • newonly 17.05.18, 20:19
    Potrzebny Tobie specjalista
  • tade-k53 18.05.18, 13:27
    Małżeństwo jest nierozerwalne.
    Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego?
    Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego. 1Kor 6;9.
    Czy wiesz po co żyjesz?
    tradycja2012.blogspot.com/
  • freemarjor 18.05.18, 19:07
    Po co Boga od razu przywoływać? Boga nie obchodzą ludzkie losy. To ludzie muszą sobie ułożyć życie ze sobą i nikt im w tym nie pomoże, szczególnie Bóg, którego nikt nie widział
  • panorama1234 18.05.18, 21:10
    Odnoszę wrażenie z tych wypowiedzi, że każdy powinien żyć jak mu się podoba i jak jest mu wygodnie, a jak nie to pa pa.
  • gonzo_101 18.05.18, 23:07
    No nie za wiele wyniosłaś z tych postów. Cały czas mam wrażenie, że to mąż w twoim związku jest tą emocjonalna stroną, która ciągle rozbija się o skałę twojego niezrozumienia. Rzadko się zdarza aby to facet zainicjował spotkanie z psychologiem (bo tak zrozumiałem z twojego wpisu) w celu ratowania związku. Myślę że gość się poddał i już nie wierzy w twoją ewentualną zmianę. Ludzie się rozstaja bo się po prostu nie dobrali - tyle.
  • enith 19.05.18, 01:58
    panorama1234 napisała:

    > Odnoszę wrażenie z tych wypowiedzi, że każdy powinien żyć jak mu się podoba i j
    > ak jest mu wygodnie, a jak nie to pa pa.

    Natomiast z twoich wypowiedzi wynika, że pomyliłaś małżeństwo i rodzicielstwo z orką na ugorze i poświęcaniem się do usranej śmierci, bo "są dzieci". Gdy już się pozbierasz po odejściu męża i zaczniesz szukać partnera, mogę ci zagwarantować, że nie znajdziesz tak łatwo kolejnego frajera, który będzie robił w związku za robola, wykonywał bez szemrania wskazane mu palcem przez ciebie zadania i zrezygnuje ze swoich uczuć, marzeń, ambicji i przyjemności, żeby wpasować się w twoją wizję życiową. Z taką wizją nie nadajesz się do związku z nikim, nie tylko ze swoim mężem.
  • eukaliptusy 19.05.18, 10:30

    > Natomiast z twoich wypowiedzi wynika, że pomyliłaś małżeństwo i rodzicielstwo z
    > orką na ugorze i poświęcaniem się do usranej śmierci, bo "są dzieci". Gdy już
    > się pozbierasz po odejściu męża i zaczniesz szukać partnera, mogę ci zagwaranto
    > wać, że nie znajdziesz tak łatwo kolejnego frajera, który będzie robił w związk
    > u za robola, wykonywał bez szemrania wskazane mu palcem przez ciebie zadania i
    > zrezygnuje ze swoich uczuć, marzeń, ambicji i przyjemności, żeby wpasować się w
    > twoją wizję życiową. Z taką wizją nie nadajesz się do związku z nikim, nie tyl
    > ko ze swoim mężem.


    AMEN!
  • panorama1234 19.05.18, 11:36
    Nie ja nie szukam kolejnego Pana do nianczenia i obsługi.
  • panorama1234 19.05.18, 11:39
    Tak dla mnie to była orka na ugorze.
  • edw-ina 22.05.18, 10:33
    Skoro to orka na ugorze, to po co się przy tym upierasz? Człowiek ma wbudowany mechanizm szukania przyjemności, to jest taka zachęta natury do robienia rzeczy w jej mniemaniu właściwych: uprawiasz seks niezbędny do przedłużenia gatunku? Super, dostajesz orgazm, taką premię. Karmisz piersią? Ekstra, wyrzut oksytocyny sprawi, że polubisz takie karmienie, które jest konieczne, by dziecko zdrowo rosło. Uprawiasz sport? Ekstra, twoje ciało potrzebuje ruchu, więc masz tu dawkę endorfin. Uciekanie przed przyjemnością jest działaniem przeciwko naturze.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • eukaliptusy 19.05.18, 10:28
    Panorama, to że ty robisz za cierpiętnicę i żyjesz wyłącznie obowiązkami nie oznacza, że inni też tak muszą żyć. Kazdy powinien żyć tak jak mu się podoba i jak mu wygodnie Z TOBĄ WŁĄCZNIE.
    Ja bym chętnie posłuchała o twoim domu rodzinnym. Skądś się te dysfunkcyjne przekonania musiały u ciebie wziąć.
  • panorama1234 19.05.18, 11:48
    To może mi powiesz kto ma się zajmować małymi dziećmi, gdy nie ma innej pomocy, i dodatkowo pracować, zajmować się domem, kto ma brać L4 gdy są non stop chore? Co mam zostawić dzieci chore same i iść w miasto by sobie zrobić przyjemność? Posłuchaj siebie kobieto. Ja nie mam z kim dzieci zostawić. Czasami jak są chore to nie mam jak zakupów zrobić, więc jemy co jest. Zajmuję się nimi praktycznie sama i pracuję zawodowo. Martwię się by utrzymać pracę, bo dzieci ciągle chore. A wy mi opowiadacie o uprzyjemnianiu sobie życia. Ja chcę normalnie żyć i pracować.
  • tt-tka 19.05.18, 12:30
    panorama1234 napisała:

    > To może mi powiesz kto ma się zajmować małymi dziećmi, gdy nie ma innej pomocy,

    Ich ojciec. Nie uchyla sie od tego przeciez. Od ciebie zalezy, czy ustalisz z nim zakres (czasowy, rzeczowy) tego zajmowania sie, czy niczego nie bedziesz ustalac, bo "masz wrocic do domu i inna opcja nie wchodzi w gre".


    > i dodatkowo pracować, zajmować się domem, kto ma brać L4 gdy są non stop chore
    > ? Co mam zostawić dzieci chore same

    Nie. Nie same. Z ich ojcem. Albo zazadac, by oplacal opiekunke na iles godzin tygodniowo.


    > Posłuchaj siebie kobieto.

    A moze TY SIEBIE poczytaj ? Z uwaga. Wszelkie rady, rzeczowe, mozliwe do zastosowania, ty kwitujesz "nie da sie", albo "nie chce".

    > Ja nie mam z kim dzieci zostawić.

    Z ICH OJCEM. Albo z opiekunka, NA KTORA OJCIEC DA.


    A wy mi opowiadacie o uprzyjemnianiu sobie życia. Ja chcę normalnie żyć i p
    > racować.

    Tak, gdybys umiala troche sobie uprzyjemnic zycie, byloby ci latwiej i innym z toba. Ale jesli wolisz robic za zaharowana meczennice, to rob. tylko - nie licz, ze twojego meza to obejdzie. Ze wroci albo przynajmniej ze bedzie mu z tym zle. Nie wroci i nie bedzie mu zle.

    Na dlugi majowy weekend zostalas bez dzieci. Zakladam, ze rowniez nie pracowalas albo nie we wszystkie dni. Jak skorzystalas z tego czasu ? Odpoczynek, przyjemnosci ? Czy jednak trucie sie i knucie ?
    niestety obstawiam, ze to drugie.

  • panorama1234 19.05.18, 13:07
    Ojciec ma taką pracę że przez większość tygodnia nie było go w domu i ja osobiście wszystko ogarnialam, a jak już przychodził to był zmęczony, albo się relaksował. I co pana byś przywiazała do kaloryfera? Czy zablokowała drzwi by nie szedł ma siłownię czy pobiegać czy wychodził z kumplami tylko się zajmował chorymi dziećmi?
  • basiastel 19.05.18, 13:32
    Tu nie ma co rozkminiać, kto co ogarniał. Jak było tak źle, to do czego chcesz tak zajadle wracać? Małżeństwo się posypało i trzeba spokojnie ustalić zasady funkcjonowania dzieci i udział rodziców w obowiązkach wobec tych dzieci.
  • gonzo_101 19.05.18, 12:53
    Już ci to tutaj pisałem, zarabiasz ty, zarabia mąż więc nie wciskaj ciemnoty, że nie masz z kim zostawić dzieci. Wynajmij kogoś do pomocy, profesjonalną opiekunkę lub odpal kasę sąsiadce lub znajomej. To nie musi być ktoś na stałe wystarczy że wpadnie na kilka godzin w tygodniu. No i w końcu masz męża, który może się dzieciakami zająć - prawda?
    Robisz sobie krzywdę i nawet tego nie widzisz. Dajesz dzieciom fatalny przykład matki polki cierpiętnicy co to wszystko musi zrobić sama padając na twarz ze zmęczenia.
  • panorama1234 19.05.18, 13:26
    Nie rozumiem w końcu, czy mam mężowi zabronić by nie szedł na siłownię a zajął się chorymi dziećmi. To jest sprzeczne z radami by nie być żoną zolzą a mąż nie był jeleniem? Nie znam opiekunki która siedzi z chorymi dziećmi na antybiotykach bo rodzice w tym czasie idą na siłownię. Jeśli są tacy to gratuluję.
  • basiastel 19.05.18, 13:39
    Opiekunka bierze pieniądze i ma się opiekować dziećmi, także, by umożliwić rodzicom odpoczynek. To nie darmowa pomoc, którą się uzależnia od wagi problemu. Próbujesz innych ubrać w swoje odczucia, absurdalnie pisząc " nie znam opiekunki....". Bez żadnych problemów znajdziesz taką.
  • basiastel 19.05.18, 13:52
    I to śmieszne, że próbujesz negatywnie oceniać nawet opiekunkę, tymczasem to, czy rodzice zostawiają pod opieką chore dzieci, gdy nie muszą, zależy wyłącznie od decyzji rodziców i jedynie rodziców można ew. oceniać. i gratulować, że są tacy.
  • tt-tka 19.05.18, 14:17
    Panorama - pisze ostatni raz w tym watku, bo juz mam dosyc. Ciebie i twojego upartego nierozumienia (jezeli w ten sposob funkcjonowalo twoje malzenstwo, nie dziwie sie, ze maz sie z niego wypisal. Dziwie sie, ze po tylu latach).
    Niczego mezowi nie jestes w stanie zabronic.
    Do niczego nie jestes w stanie go zmusic.
    Przyjmij to wreszcie dowiadomosci.
    NIE BEDZIE TAK JAK TY CHCESZ.
    Jedyne, co mozesz, to ustalic z jeszcze (choc juz pewnie niedlugo) mezem, jak ma funkcjonowac opieka nad dziecmi - czasowo, finansowo, logistycznie. Jezeli odrzucasz opiekunke i inne propozycje, a stoisz na stanowisku "bede padac na pysk, ale ty masz byc w domu", to zapomnij. Bedziesz padac na pysk, ale jego w twoim domu nie bedzie.
    Finito.
  • panorama1234 19.05.18, 13:29
    Mąż mówi idę do knajpy spotkać się z kumplami, na miasto i ma wszystko w d.... I co? Brać go za klapy?
  • basiastel 19.05.18, 13:41
    No, chyba już ci się za żadne klapy wziąć nie da.
  • panorama1234 19.05.18, 14:15
    No właśnie bo niektórzy nie chcą wspoluczestniczyc w obowiązkach domowych, bo wygodniej dbać tylko o własną d.... i być z do skoku.
  • eukaliptusy 19.05.18, 15:38
    No to ustal z byłym mężem opiekę 50:50 i po problemie. Tyle samo obowiązków będziecie mieli.
  • basiastel 19.05.18, 16:03
    Panorama, ludzie rzadko rozstają się, by nie uczestniczyć w obowiązkach domowych, zwłaszcza, że w swoim nowym życiu od nich nie uciekną. A Ty w kółko: uciekł, by dbać o własna d.., wykorzystał, bez litości.
    Jasno Ci powiedział dlaczego uciekł, ale masz to w owej d..
  • edw-ina 22.05.18, 10:43
    Powiedzieć: świetnie, ale jutro o godzinie tej i tej zostajesz z dziećmi, bo ja wychodzę.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • vivi86 22.05.18, 11:12
    A pan pół godz przed Twoim wyjściem trzaskając drzwiami powie, że ma plany i wyjdzie. Co robisz? Zostawiasz dzieciarnię samopas?
  • edw-ina 22.05.18, 11:24
    A skąd wiesz, że by to zrobił? Skoro zaklinasz rzeczywistość, to radzę założyć jeszcze sporo innych ewentualności, a nie uczepić się jednej. Kolejna sprawa - robisz tutaj zadymę, jaki pan jest fe nie pojmując jednego - pan może i jest fe, ale ta konkretna pani takiego pana chce i pragnie by ten pan wrócił z wszystkimi jego wadami. Pani nie pyta, co zrobić, by pan się zaangażował domowo-dzieciowo, pani nie pyta czy pan jest fair czy nie. Pani chce, aby pan wrócił i wykonywał wcześniejsze obowiązki. Zacznij odpowiadać na pytania i dostosuj swoją narrację do tego, co jest problemem według autorki, bo na razie to o niczym prawisz.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • edw-ina 22.05.18, 10:40
    Kiedy moje 2-miesięczne dziecko leżało w szpitalu, początkowo z zagrożeniem życia, to mój mąż, kuzynostwo, a nawet przyjaciele wyrzucali mnie ze szpitala, abym właśnie choć na chwilę uprzyjemniło sobie życie, aby nie oszaleć. Choćby godzinę posiedzieć w kawiarni i popatrzeć na ludzi. To jest niezbędne i nie upieraj się, że nie. Próbowałaś mówić mężowi, by w takich wypadkach bardziej się angażował? Dzielić to jakoś? My też jesteśmy tylko we dwoje i są chwile, kiedy mamy bardzo dużo pracy, a dziecko spędza dwa tygodnie w domu. Siadamy z kalendarzami, zaznaczamy wszystko, co musimy zrobić koniecznie, przesuwamy, co jesteśmy w stanie i dzielimy każdy dzień tak, by każde miało nieco czasu na pracę, dom i dziecko. Jest to cholernie upierdliwe i funkcjonujemy niemal z zegarkiem w ręku, ale da się.

    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • panorama1234 09.07.18, 05:46
    Witam może ktoś zastanawia się jak jest u mnie. Otóż żyjemy w osobnych mieszkaniach. Pan przyjeżdża do dzieci, spędza z nimi bądź z nami razem czas a później jedzie do siebie. Ze mną się tylko kłóci, wytyka wszystkie wg niego błędy i cały czas mnie gryzie o to co było i jest. Nie mogę normalne żyć w spokoju. Każde spotkanie to straszenie rozwodem i dowalanie mi. Nie mam już siły. Niestety
  • eukaliptusy 09.07.18, 11:29
    Moze w końcu do ciebie dotrze, ze nie można kogoś zatrzymać siłą w nieudanym małżeństwie.

    A system zaprzeczeń masz tak silny, że do tej pory nie jesteś w stanie uznać, ze mąż może mieć w czymś rację.

    Mi jest dzieci szkoda o tyle, że matka, która widzi życie (i dzieci!) jako nieustanne pasmo obowiązków to straszny ciężar.
  • abecadlooooo 10.07.18, 21:55
    Kobieto nie masz o czym informować forum. Niczego nie zrobiłaś, by ratować rodzinę. A wystarczyło zamknąć buzie, uszanować wolę męża, a potem zmienić myślenie o nim. Nie Pan, ale przyjaciel, mąż, ojciec Twoich dzieci. Przyjąć pomoc męża w opiece nad dziećmi, przeprosić za co trzeba i zmienić się w serdecznego człowieka. Może mąż bez napierania na niego wróciłby sam?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.