Dodaj do ulubionych

Dwie uroczystości i problem

18.06.18, 11:23
Historia pokrótce przedstawia się tak.
Jestem mężatką ponad 10 lat, mamy dwoje dzieci. Moja mama od początku nie lubiła ani mojego męża ani Jego rodziny, teraz jak sama mówi - nienawidzi mojej Teściowej, mój mąż jest Jej obojętny. Nie lubi też brata męża, kilka lat temu (przed moim ślubem) razem pracowali i doszło między nimi do sprzeczki (skutkiem której było zerwanie przeze mnie zaręczyn - ale to długa historia). Mój mąż toleruje moich rodziców, ale za nimi nie przepada - czemu się nie dziwię.
Przechodząc do sedna - w weekend mój tato ma dwie uroczystości - w sobotę urodziny, a w niedzielę dzień ojca. Nie zostaliśmy zaproszeni ani na jeden dzień ani na drugi, gdyż moja mama wychodzi z założenia że dzieci się nie zaprasza. Dodam, ze na "uroczystościach" u moich rodziców jesteśmy jedynymi gośćmi gdyż mojej mamie znajomi są nie potrzebni, a rodziny praktycznie nie ma, a z tą którą ma jest skłócona, albo daleko mieszkają.
Na sobotę dostaliśmy zaproszenie na osiemnastkę do męża chrześnicy (córki brata męża, z którym mama miała spięcie).
Noi pojawia się problem. Skoro powiem mamie że przyjedziemy do taty w niedzielę bo w sobotę idziemy na osiemnastkę, to będzie obraza (mama obraża się kilka razy w miesiącu i nigdy nie było tak, aby pierwsza później się odezwała, ZAWSZE robie to ja). Będą teksty ze wybrałam tamtą rodzinę, ze jestem taka i owaka, ze najlepiej jakby poumierali itd.
Chciałabym pójść na tą osiemnastkę chociażby ze względu na męża bo już z bratem ma kiepskie relacje. Chrześnicę lubie i nie chciałabym Jej olać. Z drugiej strony to jednak tata - oczywiście jest mi blizszy. Nie wiem jak to rozegrać. Pojechanie wcześniej do taty a później na osiemnastkę nie wchodzi w grę bo jest to spora odległość a po drugie komentarze mamy byłyby identyczne, ze odbębniłam uroczystość taty i jadę teraz do lepszej rodzinki.
To jest chore, ale już się denerwuje co zrobić. Myślę nawet aby nie powiedzieć mamie o osiemnastce tylko pokłamać że mój syn umówił się z kolegą (bo rzeczywiście się umówił, ale do południa), ale prędzej czy później się to wyda. Z drugiej jednak strony byłyby komentarze mamy, ze co to za chrześnica co nie zaprosiła nawet na ciasto a prezent na pewno weźmie.
Poradźcie mi coś, bo zwariuje. Wstyd że dorosła kobieta ma takie problemy. Dodam, że nie chciałabym się skłócać z mamą, Ona w gruncie rzeczy (kiedy nie wspominam o rodzinie męża i udaje że myślę i robie jak ona chce ) jest ok. Ja już się do tego przyzwyczaiłam i to toleruje.
Nie wiem czy w miarę jasno to wszystko napisałam.
Edytor zaawansowany
  • alpepe 18.06.18, 11:48
    Wszystko jasno napisałaś. Matka się obraża, powinnaś się przyzwyczaić. Zakomunikuj mamie, kiedy do nich przyjedziecie, nie tłumacz powodów, jedź do rodziny męża, a potem, jak zapowiedziałaś, do swoich rodziców. Kurtuazyjnie złóż życzenia, daj prezent czy kwiaty, zjedz ciasto i jedź. Na wszelkie próby zawłaszczenia święta przez rodzicielkę, mów: mamo, dziś jest święto taty, jest tak pięknie, nie psujmy tego. I tak trzy razy. Za czwartym atakiem żegnasz się serdecznie z ojcem, formalnie z matką i jedziesz do siebie. Nie kontynuujesz żadnych awanturek inicjowanych przez mamę, nie zważasz, ot, uciążliwa końska mucha chce cię ugryźć w zadek, ale nie będziesz dyskutować z gzem, bądź poważna.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • alpepe 18.06.18, 11:55
    i przemyśl jeszcze, czy naprawdę zawsze grać w grę: przepraszamy mamę. Niech się raz ona pomęczy tym zerwaniem stosunków. Jak nie możesz bez niej żyć, dzwoń do ojca i z nim rozmawiaj.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • ciastko.z.cukrem 18.06.18, 12:03
    Niestety taka jestem, że czy moja wina czy nie wyciągam pierwsza rękę. I wierz mi, mama się pierwsza nie odezwie. Już Ją na tyle znam, ze duma Jej nie pozwoli. A tata, chcąc Jej nie podpaść nie będzie odbierał telefonów albo będę dzwonić kiedy Ona jest w pracy.
    Chore to wszystko jest. Płakać mi się chce, ze inni mogą mieć normalne rodziny i układy a ja nie. Od dziesięciu lat ani ja ani moje dzieci nie miały normalnych urodzin, imienin, dnia dziecka itp. Mama do nas nie przyjeżdża i kropka. Szykują się chrzciny młodszego dziecka i już mam zapowiedziane ze będą tylko w kościele. A najlepiej jakbym na obiad po chrzcinach zaprosiła i to do domu tylko chrzestnych.
  • ola_dom 18.06.18, 12:38
    ciastko.z.cukrem napisał(a):

    > Niestety taka jestem, że czy moja wina czy nie wyciągam pierwsza rękę. I wierz
    > mi, mama się pierwsza nie odezwie. Już Ją na tyle znam, ze duma Jej nie pozwoli.

    No oczywiście, że taka jesteś - w końcu nie na darmo mama Cię taką tresowała.


    > Chore to wszystko jest. Płakać mi się chce, ze inni mogą mieć normalne rodziny
    > i układy a ja nie. Od dziesięciu lat ani ja ani moje dzieci nie miały normalnych urodzin,
    > imienin, dnia dziecka itp. Mama do nas nie przyjeżdża i kropka. Szykują się chrzciny
    > młodszego dziecka i już mam zapowiedziane ze będą tylko w kościele.
    > A najlepiej jakbym na obiad po chrzcinach zaprosiła i to do domu tylko chrzestnych.

    Tak, to jest chore. I się leczy. Dobra wiadomość jest taka, że da się leczyć. Terapia bywa bardzo skuteczna.
    Oczywiście TWOJA terapia.
    Mamusia od lat terroryzuje i ustawia całą rodzinę - nie widzisz tego? Skaczecie wokół niej na paluszkach i boicie się oddychać. A ona się tym karmi i dobrze wie, jaką minkę zrobić i jakiego foszka strzelić, żeby było po jej myśli i żebyście chodzili, jak Wam zagra.

    Jak masz czas i cierpliwość, poczytaj moje posty na tym forum.
    Ja w tym wątku mam deja-vu, bo poza drobnymi różnicami, jakbym czytała siebie sprzed kilku lat.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • martishia7 19.06.18, 12:46
    Przestań pisać "Jej", "Ona". Tak na początek.
  • ciastko.z.cukrem 18.06.18, 11:58
    Będzie pytanie, a dlaczego nie w sobotę tylko w niedzielę, i co mam odpowiedzieć - bo tak...

    >Na wszelkie próby zawłaszczenia święta przez rodzicielkę, mów: mamo, dziś jest święto taty, jest tak pięknie, nie psujmy tego. I tak trzy razy<
    Obrażona mama to milcząca mama. Jeśli strzeli focha, to wszyscy będą siedzieć w ciszy. Będzie się odzywała tylko do dzieci. Już było tak że pojechaliśmy na jakąs uroczystość a mama z łaską zrobiła herbatę.
  • ola_dom 18.06.18, 12:43
    ciastko.z.cukrem napisał(a):

    > Obrażona mama to milcząca mama. Jeśli strzeli focha, to wszyscy będą siedzieć w
    > ciszy. Będzie się odzywała tylko do dzieci. Już było tak że pojechaliśmy na jakąs uroczystość > a mama z łaską zrobiła herbatę.

    A wiesz, że możecie w ogóle nie pojechać...?

    Dobrze wiem, że taka możliwość w ogóle nie mieści się w Twoim wszechświecie. Ale ona istnieje. I to jest możliwe do zrobienia.

    Ja "nie wiedziałam", że mogę odłożyć słuchawkę, jak mi mama robi awanturę przez telefon. Bo dobrze wiedziała, że jestem właśnie w pracy i nie odważę się ani nic jej odpowiedzieć, ani zakończyć rozmowy. Więc dawała z siebie wszystko. I tak - dla mnie też wtedy opcja zakończenia tej "rozmowy" nie istniała.
    Bo "mamusia się obrazi i oczywiście, że duma jej nie pozwoli zadzwonić, a jak ja zadzwonię, to będzie obrażona i duuuużo czasu minie, zanim uda mi się ją w końcu udobruchać".


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • ciastko.z.cukrem 18.06.18, 13:04
    Tak, nie myślę wogóle o tym że nie pojade.
    To ciągłe myślenie i kontrolowanie się aby nie "podpaść" mamie mnie wykańcza. Jestem nerwowa, płaczliwa, odbija się to na mężu i dzieciach. Ale co ja mam zrobić. To jest silniejsze ode mnie. NIe chce się na amen skłócić z rodzicami bo mają mnie jedną i zostaliby już kompletnie sami.
  • ola_dom 18.06.18, 13:11
    ciastko.z.cukrem napisał(a):

    > Ale co ja mam zrobić. To jest silniejsze ode mnie.

    IŚĆ NA TERAPIĘ. Sama sobie nie dasz z tym rady.

    > NIe chce się na amen skłócić z rodzicami bo mają mnie jedną i zostaliby już kompletnie sami.

    A moja mama ma tylko mnie, bo dawno temu się rozwiodła. A ja jestem jedynaczką.
    I też wierzyłam, że w związku z tym nie mam prawa do swojego życia. I przez wiele lat go nie miałam.

    I przypominam Ci, że masz też męża i dwójkę dzieci. Ale myślisz tylko o matce i tylko wokół niej skaczesz.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • sabciasal 18.06.18, 16:07
    "NIe chce się na amen skłócić z rodzicami bo mają mnie jedną i zostaliby już kompletnie sami. "

    chyba w to nie wierzysz. nie po to cie matka tresowała, zeby na starość wypuscic z rąk. jestes jej niezbędna, aby pokazywac focha, bo jak piszesz - reszta rodziny z radością sie nie odzywa.
  • eukaliptusy 18.06.18, 19:45
    ciastko.z.cukrem napisał(a):
    >NIe chce się na amen skłócić z rodzicami bo ma
    > ją mnie jedną i zostaliby już kompletnie sami.

    Bardzo ci współczuje, bo mózg masz straszliwie wyprany przez matkę. Wszystko postawione na głowie.
    Przecież to nie jest TWÓJ problem. To jest ICH problem.
    I ich wybór. Jeśli nie chcą zostać zupełnie sami to ONI powinni uważać, żeby się z Tobą na amen nie pokłócić.
  • blue_meerkat 18.06.18, 20:03
    " NIe chce się na amen skłócić z rodzicami bo mają mnie jedną i zostaliby już kompletnie sami"
    No to co ze beda sami? W koncu nie twoja wina ze nikogo nie lubia.. przestan przepraszac, nawet nie dla siebie ale dla swoich dzieci! To co ze mama sie nie bedzie odzywac? Swiat sie nie zawali.
  • anka_z_lasu 19.06.18, 19:23
    A może to Twoi rodzice powinni zadbać o relacje żeby nie zostali sami? Skoro mają Cię jedną to nie oni powinni się o to martwić?
    Teraz uczysz swoje dzieci, że to nie one są ważne, tylko Twoja matka. Mogą się kiedyś od Ciebie odwrócić z tego powodu, nie myślałaś o tym? Chyba, że je wyszkolisz jak matka Ciebie...

    --
    Dobre decyzje są wynikiem doświadczenia. Doświadczenie jest wynikiem złych decyzji.
  • ola_dom 18.06.18, 11:52
    ciastko.z.cukrem napisał(a):


    > Nie wiem czy w miarę jasno to wszystko napisałam.

    Nawet bardzo jasno :)

    Sprawa jest jasna i bardzo prosta - jak już sama wiesz, cokolwiek nie zrobisz, mama będzie niezadowolona.
    Więc skup się na tym, co DLA WAS będzie najlepsze.
    Bo jak zaczniesz skupiać się na tym, co zadowoli mamę, to zostaniesz w rozkroku - mąż będzie niezadowolony, chrześnicy będzie przykro, mama i tak strzeli focha - a Ty zostaniesz umordowana logistyką i kombinowaniem, z frustracją, że zrobiłaś wszystko, jak się dało najlepiej - a i tak jest źle.

    Piszę z wieloletniego doświadczenia.
    Uśmiechałam się czytając opis tekstów i zachowań Twojej mamy... :) One są jak z jednej sztancy, naprawdę.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • ciastko.z.cukrem 18.06.18, 12:06
    Tak, chciałabym zrobić tak, abyśmy byli zadowoleni, ale wiem ze jednocześnie mama będzie obrażona.
    Kiedy zrobię tak, aby to mama była szczęśliwa, czyli nie pojadę na osiemnastkę zrobię przykrość mężowi i chrześnicy.
  • ola_dom 18.06.18, 12:33
    ciastko.z.cukrem napisał(a):

    > Kiedy zrobię tak, aby to mama była szczęśliwa, czyli nie pojadę na osiemnastkę
    > zrobię przykrość mężowi i chrześnicy.

    Czy aby na pewno mama będzie szczęśliwa? Mam sporo wątpliwości, za to niemal pewność, że i tak znajdzie powód, żeby Ci wbić szpileczkę.

    Ale to jest Twój wybór i decyzja - czy wolisz zadowolenie mamy, czy męża. Kto jest dla Ciebie ważniejszy.
    O to, co sama wolisz, to nawet nie pytam - bo to przecież nie ma w ogóle znaczenia, nie?


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • ciastko.z.cukrem 18.06.18, 12:39
    >Czy aby na pewno mama będzie szczęśliwa? Mam sporo wątpliwości, za to niemal pewność, że i tak znajdzie powód, żeby Ci wbić szpileczkę.<
    Pewnie masz rację.

    Tak, już od bardzo dawna robie tak, aby innym"zrobić dobrze" nie myśląc o sobie.
  • ola_dom 18.06.18, 12:45
    ciastko.z.cukrem napisał(a):


    > Tak, już od bardzo dawna robie tak, aby innym"zrobić dobrze" nie myśląc o sobie.

    O.K., a dlaczego zadowolenie i dobre samopoczucie mamy ma większą wartość i jest ważniejsze od Twojego?


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • verdana 18.06.18, 13:01
    Niw myślisz nie tylko o sobie, ale i o mężu, który musi jeździć do nielubiących go teściów, zamiast tam, gdzie pojechałby chętnie, nie myślisz o dziecciach, którym Twoja mama przekazuje fatalne wzorce rodzinne i to, ze ich matka jest niedostatecznie dobra. Jedyną osobą, która jest ważna jest Twoja matka. Masz prawo marnować sobie życie w imię fochów swojej matki, masz prawo nie robić tego, co chcesz, tylko tego, czego ona sobie życzy, masz prawo byc stale przestraszona i nieszczęśliwa, ale nie masz prawa angażować w to rodziny. Ani, wybacz, decydować sama gdzie pojedziecie - bo jak sądzę, maż chce jechać na 18-tkę i to jego zdanie, a nie strach przed mamą powinien byc decydujący.
    I myślisz jednak o sobie, bo dla Ciebie większym problemem jest życie ze świadomością,że matka jest obrażona, niz uleganie. Wybierasz drogę, która jest lepsza dla Ciebie, nie tylko dla mamy.
    Zadzwoń, powiedz, że mąż ma uroczystość rodzinną, na którą jedziecie. Na zdanie mamy "Bo oni są ważniejsi dla Ciebie" odpowiadasz zdecydowanie "Tak, pozwalają nam zyć własnym życiem". Zaręczam, ze mama kolejny raz się zastanowi.
    I nie licz na to, ze z mamą sie nie pokłócisz - przecież ona żyje tym, ze jest skrzywdzona. Zawsze znajdzie powód, aby Ci pokazać, że jesteś złą córką. To przynajmniej coś z tego miej.
  • ciastko.z.cukrem 18.06.18, 13:05
    Nie wiem dlaczego... może dlatego, że sama się na siebie nie obrażę i nie będę dąsać, a mama będzie.
  • verdana 18.06.18, 13:11
    Ja wiem dlaczego, bo mam podobnie, chociaż mama zdecydowanie lepsza, ale i tak uznająca, zę mam obowiązek żyć jej życiem. Wiele lat to mnie jakoś nie ruszało, dopiero gdy mam dorosłe dzieci widzę, jak to jest nienormalne...
    Potrzebujesz terapii. Bo to, co opisujesz będzie sie nasilało, a potem dotknie także Twoje dzieci, gdy będą starsze. Mama ma Ciebie jedną, to niech jej zależy, abyś chciała z rodzicami być. Mama stosuje formę szantażu i jeśli nic z tym nie zrobisz, nie tylko zmarnuje Ci to zycie - mężowi zapewne w dużym stopniu też - ale nie wyjdzie na dobre rodzicom. Bo już idziesz do nich z obowiązku, a nie dlatego, ze chcesz.
    Jesteś dorosła. Potrzebujesz pomocy, aby zrozumieć, że rodzice są w życiu ważni, ale nie mogą dyktować, co masz robić. Juz raz sie postawiłaś, wychodząc za mąż. Zrób to raz jeszcze - a jesli nie potrafisz, idź na terapię. Inaczej, niezależnie jak będziesz sie starała, zniszczą Cię wyrzuty sumienia za coś, za co winić sie nie powinnaś.
  • ola_dom 18.06.18, 13:20
    ciastko.z.cukrem napisał(a):

    > Nie wiem dlaczego... może dlatego, że sama się na siebie nie obrażę i nie będę
    > dąsać, a mama będzie.

    O.K., czyli mama może Ci robić przykrość.
    a Ty jej nie możesz,
    bo jej przykrość jest DLA CIEBIE ważniejsza.

    Przecież Twoja mama rani i krzywdzi Cię bez przerwy. Jesteś zestresowana, znerwicowana, płaczesz. Ale to nieważne - najważniejsze, żeby mama nie była niezadowolona. Możesz umrzeć z nerwów na serce, możesz wykończyć swoją rodzinę, która może się rozpaść - byle mama nie była niezadowolona.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • verdana 18.06.18, 13:55
    A mama i tak będzie niezadowolona. Po pierwsze dlatego, ze mąż nie taki, jaki powinien być, b. po drugie dlatego, ze w ogóle mąż, a powinnaś byc na jej usługi, c.po trzecie, bo tak ma.
    Cokolwiek zrobisz matka nie będzie z Ciebie zadowolona. Będziesz sie bezustannie starać, bez efektu, niszcząc przy okazji siebie i swoją rodzinę.
  • ola_dom 18.06.18, 14:04
    verdana napisała:

    > Cokolwiek zrobisz matka nie będzie z Ciebie zadowolona. Będziesz sie bezustannie starać,
    > bez efektu, niszcząc przy okazji siebie i swoją rodzinę.

    Otóż to.
    Na całe moje szczęście i ja w którymś momencie sobie uświadomiłam, że choćbym flaki wypruła - mamy i tak nigdy w 100% nie zadowolę. Zawsze znajdzie się COŚ.
    I na całe moje szczęście dotarło do mnie, że skoro tak - to nie chcę już tracić energii na coś, co jest z góry skazane na porażkę, bo to jest totalne marnowanie sił i nie ma zupełnie, kompletnie żadnego sensu.

    Więc mam do wyboru:
    1) staram się, staję na głowie, robię co w mojej mocy = mama jest niezadowolona
    2) nic nie robię, skupiam się wreszcie na swoim życiu = mama jest niezadowolona.

    Czyli skutek jest ten sam, a ja wreszcie mam swoje życie i poświęcam uwagę i energię sobie i swoim najbliższym.
    Dodatkowy bonus - omija mnie frustracja i bezsilność, że znowu dałam z siebie wszystko i stanęłam na głowie, a mamusia i tak strzeliła focha.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • eukaliptusy 18.06.18, 19:53
    I dobrze ci z tym?
  • ewenny58 19.06.18, 10:20
    ola_dom napisała:
    >
    > Piszę z wieloletniego doświadczenia.
    > Uśmiechałam się czytając opis tekstów i zachowań Twojej mamy... :) One są jak z
    > jednej sztancy, naprawdę.
    >
    mnie też cały czas zastanawia, czy tacy ludzie jak Twoja matka, takich zachowań uczą się się na tajnych kompletach czy to raczej dodatkowy gen.
    Spostrzeżenia na podstawie swojego życia i wpisów na forum



    --
    jestem jak królowa angielska
    kocham corgi :-*, :*
  • tt-tka 18.06.18, 14:36
    Jesli chodzi o caloksztalt, dziewczyny juz napisaly, nie mam nic do dodania.
    Jesli o techniczne szczegoly - uprzedz mozliwie wczesnie, ze bedziecie tylko w niedziele - bo jak rozumiem, CHCESZ poswietowac z ojcem - bez wyjasniania, czemu tylko. Mamo, dzwonie, zebys nie szykowala na dwa dni, i tyle. W sobote telefon z zyczeniami DO OJCA, albo, jesli wolisz, telegram, kwiaty kurierem czy cos w tym stylu.
    Na kazda kasliwa uwage w niedziele odpowiadaj - mamo, to swieto taty, koniecznie chcesz mu je zepsuc ?
  • sabciasal 18.06.18, 16:03
    porozmawiać z tatą, ze wpadniecie w niedzielę. To jego urodziny, więc mamie nic do tego.
    Matke olać. Zresztą i tak będzie mieć focha, zawsze sie coś znajdzie :)
  • enith 18.06.18, 17:36
    Jak na osobę z długim stażem z narcystyczną matką na stanie, wykazujesz się zadziwiającą naiwnością myśląc, że twoją matkę uda się kiedykolwiek zadowolić. Serio, ile jeszcze lat tej szarpaniny, rozstrojonych nerwów, tańców na paluszkach dookoła matki i jej fochów musi upłynąć, żebyś wreszcie pojęła, że nigdy matki nie uszczęśliwisz. NIGDY. Na co czekasz? Aż ci się małżeństwo rozpieprzy o matkę? Aż zaczniesz u córki obserwować te same zachowania, co u chorej matki? Nie podobają ci się układy w twojej rodzinie, ale sama jest ich integralną częścią. Nie podobają ci się zachowania i zagrywki matki, ale sama grasz w tę grę. A powinnaś była te dziesięć lat temu zejść z pola walki i zostawić matkę samą, niech sobie walczy, niech się foszy i obraża. Gwarantuję, że matka znormalniałyby w tym samym momencie, gdy zdałaby sobie sprawę z faktu, że nie ma publiki, dla której można grać ten teatrzyk. A tak można grać do woli, bo widz (ty) zawsze jest gotowy.
    Idź na terapię. Nie wiem, czy to pomoże, ale wiem, że bez terapii szanse na normalne życie masz zerowe, z kolei na rozwalone nerwy i małżeństwo bardzo wysokie.
    A co do uroczystości, to może spytaj choć raz męża i córkę, co ONI chcieliby zrobić?
  • ciastko.z.cukrem 18.06.18, 19:42
    >Gwarantuję, że matka znormalniałyby w tym samym momencie, gdy zdałaby sobie sprawę z faktu, że nie ma publiki, dla której można grać ten teatrzyk. A tak można grać do woli, bo widz (ty) zawsze jest gotowy. <
    Nie, jest tak zawzięta, ze nie znormalniałaby. Jakoś w zeszłym roku "wzięłam ją na przetrzymanie" i nie dzwoniłam ok miesiąca i w końcu ustąpiłam, bo Ona by tego nie zrobiła,
  • eukaliptusy 18.06.18, 19:49
    I tu zrobiłaś błąd. Trzeba było przetrzymac do skutku. Miesiąc to nic. Ale ty najpierw musisz się sama wzmocnić, żeby takie przetrzymanie było dla ciebie wyzwoleniem od toksyczności, a nie udręka podszytą poczuciem winy.
    Terapia, terapia, jeszcze raz terapia.
  • blue_meerkat 18.06.18, 20:14
    Nie matka nie znormalnieje, ale jest duza szansa ze jesli masz corke to zacznie sie zachowywac jak ty wobec matki. Serio, pomysl o dzieciach.
  • verdana 18.06.18, 20:46
    I nauczyłaś matkę, ze nie ma co się martwić - zadzwonisz tak czy inaczej, skruszona. Niezaleznie co Ci zrobi nie musi się denerwować ani wykazywać inicjatywy - wystarczy czekać na to, aż zjedzą Cię wyrzuty sumienia, a potem dodatkowo to wykorzystać.
  • enith 18.06.18, 22:38
    > Nie, jest tak zawzięta, ze nie znormalniałaby. Jakoś w zeszłym roku "wzięłam ją
    > na przetrzymanie" i nie dzwoniłam ok miesiąca i w końcu ustąpiłam, bo Ona by t
    > ego nie zrobiła,

    Ja swoją przetrzymałam 6 miesięcy. Pół roku. I w dokładnie takich samych okolicznościach (jak u ciebie, poszło o męża). Miesiąc? Wybacz, ale śmiechu warte. Gdybym 16 lat temu nie postawiła sprawy na ostrzu noża, dziś byłabym dokładnie w tej samej czarnej dupie, co ty. Albo, co bardziej prawdopodobne, mąż by się ze mną rozwiódł. A tak? Pół roku świętego spokoju i, brzydko napiszę, wytresowałam swoją matkę, by zachowywała się przyzwoicie wobec zięcia. Dziś go uwielbia. A wszystko dlatego, że od samego początku dałam jej do zrozumienia, że jeśli każe mi wybierać między sobą i moim mężem, bez wahania wybiorę męża i zerwę z nią kontakty na zawsze. Pół roku się namyślała i w końcu doszła do wniosku, że jej zachowanie będzię miało DLA NIEJ bardzo poważne nieprzyjemne konsekwencje, że jej się fochowanie zwyczajnie nie opłaca. I znormalniała.
    Nie, nie ma gwarancji, że twoja znormalnieje. Może do końca życia zostanie toksyczną, złośliwą narcyzką. Ale co ci po takiej matce? Co ty dobrego wynosisz z kontaktów z nią? Bo co złego, to wiemy, detalicznie to opisałaś. A co dobrego?
  • alpepe 18.06.18, 22:40
    dobra rzecz to taka, że nie musi się koncentrować na własnej rodzinie, nie musi kształtować stosunków z mężem i dziećmi, jej rodzina dzieje się przy okazji... Niektórzy tak lubią.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • bramstenga 19.06.18, 08:17
    Do chóru jednobrzmiących wypowiedzi dodam jeszcze - zacznij od drobiazgu, od języka i przestań pisać "Jej", "Ona" wielką literą.
  • miedzymorze 18.06.18, 17:56
    >Ona w gruncie rzeczy (kiedy nie wspominam o rodzinie męża i udaje że myślę i robie jak ona chce ) jest ok.

    Nie, Twoja mama nie jest OK. Jest obrzydliwą, podłą, ohydną szantazystką i manipulantką

    >Ja już się do tego przyzwyczaiłam i to toleruje.
    To bardzo źle. W praktyce oznacza to że syfiaste fochy mamy są dla Ciebie wazniejsze niż Twój mąż, dzieci i Ty sama.

    pozdr,
    mi
  • enith 18.06.18, 18:05
    > >Ja już się do tego przyzwyczaiłam i to toleruje.
    > To bardzo źle. W praktyce oznacza to że syfiaste fochy mamy są dla Ciebie wazni
    > ejsze niż Twój mąż, dzieci i Ty sama.

    W punkt. Tak, autorka wątku każdego dnia pokazuje mężowi i córce, że na pierwszym miejscu była i jest u niej matka. Temu mężowi za te dziesięć lat takiego poniewierania, to się chyba medal jakiś należy.

    Doczytaliście, że autorka wątku zerwała zaręczyny, bo jej mamunia pokłóciła się z córki przyszłym szwagrem?
  • ciastko.z.cukrem 18.06.18, 19:39
    Nie, mama nie jest na pierwszym miejscu, ale staram się w miarę możliwości jej ustępować dla świętego spokoju.
  • eukaliptusy 18.06.18, 19:58
    Wiesz kiedy naprawdę będziesz miała święty spokoj?
    Kiedy przestaniesz się z nią w ogóle kontaktować.
  • alpepe 18.06.18, 20:01
    lub kiedy umrze.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • zuzi.1 18.06.18, 20:10
    Źle robisz. Ja jestem żoną, męża, który kiedyś zachowywał się podobnie jak ty teraz, a mnie jako żonę krew zalewała i trafiał szlag jasny z piorunami. Dorośnij w końcu bo niszczysz męża i własne małżeństwo, przestań się kręcić jak chomik w klatce, wokół tej psychicznie szurniętej i zaburzonej mamuśki. Powinnaś z matką zerwać kontakt na rok i wtedy zobaczyć, czy szanownej rodzicielce rurka nie zmięknie. A jeśli nie zmięknie to korzystać z wolności od toksycznej nabzdyczonej matrony! A ty tylko bo mamusia to, a mamusia tamto. Co cie obchodzi twoja mamusia, dorosla jesteś kobieto i tak w końcu zacznij się zachowywać, jeśli sama nie potrafisz to z pomocą terapii. Życie z nieodpępowionym człowiekiem to KOSZMAR! Daj żyć mężowi i idź w końcu na terapię i uwolnij się od chorej rodzicielki. Teraz funkcjonujesz jak narkoman, a narkotykiem jest zaburzona matka.
  • verdana 18.06.18, 20:51
    Jest. Bo podejrzewam, ze mężowi zależy aby jechać na osiemnastkę, a nieszczególnie zależy, aby dwa wolne dni spędzać z teściową, która go nie lubi. I nie wydaje się, abyś preferencje męża w ogóle brała pod uwagę. To gra między Tobą a matką - jeśli Ty bedziesz miała wyrzuty sumienia, to mąż nie ma nic do gadania, nie ma wyboru. Wyobraź sobie sytuację, gdy mąż mówi "Nieważne, że masz uroczystość w rodzinie. Dwa dni z rzędu pojedziemy do mojej rodziny, bo mama sie obrazi. To jest najistotniejsze. Chciałabyś jechać na ślub przyjaciółki? Zapomnij, nie zniosę myśli, ze mamusia ma focha, wiec to, co ty chcesz nie ma znaczenia."
  • ola_dom 18.06.18, 21:44
    ciastko.z.cukrem napisał(a):

    > Nie, mama nie jest na pierwszym miejscu, ale staram się w miarę możliwości jej
    > ustępować dla świętego spokoju.

    Może tak mówisz, może sama w to wierzysz.
    Ale to, co robisz, dokładnie temu przeczy.

    Ile czasu w ciągu dnia jesteś myślami przy mamie?


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • ciastko.z.cukrem 19.06.18, 07:22
    >Ile czasu w ciągu dnia jesteś myślami przy mamie?<
    Wstyd się przyznać, ale bardzo często. Podejmując jakąkolwiek decyzję myślę czy mamie by się ona spodobała.
  • ola_dom 19.06.18, 08:57
    ciastko.z.cukrem napisał(a):

    > >Ile czasu w ciągu dnia jesteś myślami przy mamie?<

    > Wstyd się przyznać, ale bardzo często. Podejmując jakąkolwiek decyzję myślę czy mamie by się ona spodobała.

    Wiem. Pisałam Ci już - mam deja vu i wrażenie, jakbym czytała siebie sprzed 4 lat. Moja matka siedziała mi w głowie przez 90% czasu. Jak zobaczyłam tę galerię:

    sachagoldberger.com/portfolio/?portfolio=meet-my-mum-4
    to się rozpłakałam, bo zrozumiałam, że tak się właśnie całe życie czuję. Że dźwigam ją nieustannie, że towarzyszy mi przez cały czas.

    I niemal założę się, że np. w przypadku decyzji, o których piszesz, myślisz częściej o mamie niż np. o mężu.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • waleria30 19.06.18, 09:32
    O matko (nomen omen). Az mnie scisnelo w dolku, jak obejrzalam te zdjecia. Zwlaszcza to, na ktorym jakis mezczyzna niesie stara matke, taki przygarbiony.

    Do autorki watku: to co tutaj czytasz moze byc Ci trudno przyjac do wiadomosci (widze jak usprawiedliwiasz mame, po czym zdanie dalej dajesz przyklad okropnego zachoania). Tzn moze intelektualnie to rozumiesz, ale emocjonalnie jeszcze nie? Samo to, ze w koncu zaczelas o tym mowic (pisac na forum), swiadczy jednak o tym, ze gdzies w srodku nie uwazasz jej zachowania za normalne. Tama, ktora odgrodzilas sie od emocji, juz ma pekniecia. Tak sie to zaczyna, i bardzo dobrze. Nie rodzimy sie po to, zeby byc niewolnikami.
  • verdana 19.06.18, 09:35
    Tak - nie mężowi, nie dzieciom, tylko mamie.Nawet, gdy to jest z krzywdą dla męża, jak w tym wypadku. I to jest powód, aby czuć się winną, bo Twoja rodzina jest na drugim planie. Jesli chcesz utrzymać rodzinę i nie zaszkodzić dzieciom - terapia. Jak najszybciej.
  • enith 18.06.18, 23:14
    ciastko.z.cukrem napisał(a):

    > Nie, mama nie jest na pierwszym miejscu...

    Nie rozumiem, jak można się aż tak oszukiwać. Jak można być tak oderwanym od rzeczywistości. Gdyby na pierwszym miejscu stali mąż i dzieci, to nie byłoby tego wątku. Jak każdy normalny człowiek pojechałabyś na 18-tkę w sobotę, a w niedzielę do taty na urodziny. I nawet przez myśl by ci nie przeszło rezygnować z ważnych urodzin chrześnicy męża, bo mamunia. Swoją drogą, jeśli twój mąż nie pojedzie do chrześnicy na 18-tkę, to będzie skończonym bucem. Bycie rodzicem chrzestnym zobowiązuje. A ty upierasz się wszystkim schrzanić ważne dla nich wydarzenie, bo mamunia 10-lat temu poprzytakała się z ojcem solenizantki. Ty naprawdę nie widzisz, jak nienormalne są stosunki w twojej rodzinie?
  • ewenny58 19.06.18, 10:32
    10/10

    --
    jestem jak królowa angielska
    kocham corgi :-*, :*
  • blue_meerkat 18.06.18, 23:08
    Zaznacze jeszcze ze to urodziny i dzien ojca a cyrk kreci sie wokol mamy........
  • ola_dom 18.06.18, 23:20
    blue_meerkat napisała:

    > Zaznacze jeszcze ze to urodziny i dzien ojca a cyrk kreci sie wokol mamy.......

    No właśnie. W tym wątku w ogóle nie ma mowy o ojcu, mężu, a dzieciach to już kompletnie.
    I nie, nie dlatego, że wątek z założenia dotyczy mamy. Bo przedstawiona sprawa jak najbardziej dotyczy i ojca - w końcu to jego podwójne święto, i męża - bo to jego chrześnica ma ważną uroczystość.
    Ale jest MAMA MAMA MAMA. Jedyna i najważniejsza. I wszyscy muszą się podporządkować, bo mama się obrazi.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • ciastko.z.cukrem 19.06.18, 07:37
    Zgadzam się ze wszystkim co napisałyście, ale mimo to jak pomyślę o rozmowie z mamą i zakomunikowaniu jej ze będziemy w niedzielę to mnie w gardle ściska, bo wiem, że będzie dopytywała dlaczego, albo od razu strzeli focha bo w planach miała iż będziemy w sobotę.
    Co do terapii - myślałam już o tym jakiś czas temu, ale głupio mi w cztery oczy obcej osobie opowiadać o swoim życiu, bo to co tu opisałam to kropla w morzu moich "problemów".
  • akn82 19.06.18, 08:18
    To zadzwoń do taty i jemu przekaż wiadomość. A potem wyłącz telefon. Albo poproś męża żeby zadzwonił i niech także wyłączy telefon.

    Założę się, że dostałaś gęsiej skórki na myśl o tym że matka może dzwonić i się.do Ciebie nie dodzwonić bo nie odbierzesz.

    Jeszcze inna opcja przyszła mi do głowy: idzie na święta taty w sobotę w ciągu dnia. Wieczorem na 18tkę a niedzielę spędzicie razem :)
  • waleria30 19.06.18, 09:21
    akn82, autorka wczesniej napisala:
    "Pojechanie wcześniej do taty a później na osiemnastkę nie wchodzi w grę bo jest to spora odległość a po drugie komentarze mamy byłyby identyczne, ze odbębniłam uroczystość taty i jadę teraz do lepszej rodzinki."

    W tym wypadku nie ma opcji, zeby zadowolic mame, nie mowiac juz, zeby wszyscy byli zadowoleni.
  • ola_dom 19.06.18, 09:33
    waleria30 napisał(a):

    > W tym wypadku nie ma opcji, zeby zadowolic mame, nie mowiac juz, zeby wszyscy byli zadowoleni.

    W ŻADNYM wypadku nie ma opcji, żeby zadowolić mamę :D.
    Bo przecież mamie wcale nie chodzi o to, żeby była zadowolona. Jakby niedajboże okazała się zadowolona - to straciłaby najsilniejszą broń, największą władzę nad córką. Dopóki będzie choć-troszeczkę-niezadowolona - córka będzie się wić, dwoić i troić, żeby zadowolić mamę, żeby odegnać focha. Pełnia władzy i kontroli - a przecież to właśnie o to chodzi, nie?

    I całkiem na serio - naprawdę tym "naszym mamom" nie zależy na zadowoleniu. One go nie szukają, wręcz przeciwnie.
    Czy osoba, która szuka harmonii i zadowolenia, skłóca się z całą rodziną i odpycha jakichkolwiek znajomych?
    Jedyne co taka matka ma, to ta chora władza nad osobami, które są na nią skazane - mężem i córką. Których wytresowała na tyle, że są właśnie przekonani, że są na nią skazani i nie mogą się uwolnić - bo MUSZĄ, bo mama zostanie sama, bo taki jest obowiązek, bo "dobra córka nie odwraca się od matki", bo tym podobne trujące pierdoły.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • waleria30 19.06.18, 10:01
    ola_dom napisała:

    > W ŻADNYM wypadku nie ma opcji, żeby zadowolić mamę :D.
    > Bo przecież mamie wcale nie chodzi o to, żeby była zadowolona. Jakby niedajboże
    > okazała się zadowolona - to straciłaby najsilniejszą broń, największą władzę n
    > ad córką. Dopóki będzie choć-troszeczkę-niezadowolona - córka będzie się wić, d
    > woić i troić, żeby zadowolić mamę, żeby odegnać focha. Pełnia władzy i kontroli
    > - a przecież to właśnie o to chodzi, nie?

    "W tym przypadku" - mialam na mysli raczej TE mame ;) Zgadzam sie poza tym w calej rozciaglosci.

    Moja mama potrafila walczyc jak lew o cos, dostac to, po czym w krotkim czasie okazywalo sie, ze ona chce czegos o 180 st innego (odwrotnosci). I dowiadywalam sie o tym np, bo przesylala mi list, w ktorym pisala, jak ona ma dosc tego czegos co w koncu sama wywalczyla i ze ja POWINNAM byla sie domyslic, ze ona chce zmiany. I co ze mna nie tak, ze ja tego nie widzialam? A ze przy okazji naginala fakty, klamala itd byle tylko udowonic swoja racje, jak jej tam zle z tym czyms, to chyba nie musze dodawac?

    Kiedy zauwazylam jak to dziala, bardzo mnie to wkurzalo. Ale dosc dlugo trwalo, zanim powiedzialam basta.
  • ola_dom 19.06.18, 09:11
    ciastko.z.cukrem napisał(a):

    > Zgadzam się ze wszystkim co napisałyście, ale mimo to jak pomyślę o rozmowie z
    > mamą i zakomunikowaniu jej ze będziemy w niedzielę to mnie w gardle ściska, bo
    > wiem, że będzie dopytywała dlaczego, albo od razu strzeli focha bo w planach miała
    > iż będziemy w sobotę.

    Wiem doskonale, co czujesz i co Cię czeka, gdybyś odważyła się tak zrobić. Ale kiedyś musisz to zrobić pierwszy raz - jeśli chcesz odzyskać swoje życie.
    Jak miałam mamie zakomunikować, że nie będziemy przyjeżdżać już do niej co weekend, tylko co drugi - to byłam chora z nerwów i o mało nie pękła mi głowa.
    Przygotuj się na to. Pogódź się z tym, że będzie awantura/draka/histeria/obraza - sama najlepiej wiesz co. Jak na wizytę u dentysty bez znieczulenia - wiesz, że będzie bolało, ale wiesz też, że musisz to zrobić, że to nieuniknione. I że im dłużej będziesz to odwlekać, tym będzie gorzej.

    > Co do terapii - myślałam już o tym jakiś czas temu, ale głupio mi w cztery oczy
    > obcej osobie opowiadać o swoim życiu, bo to co tu opisałam to kropla w morzu moich "problemów".

    Kropla w morzu? Tym prędzej na terapię. Jak idziesz do lekarza, to też się go wstydzisz? Ja tak potraktowałam terapię i terapeutkę. Jak lekarza, któremu mówię nawet o tym najwstydliwszym.
    Poza tym wydaje mi się, że jednak o wiele łatwiej mówić obcej osobie, z którą mam kontakt tylko na terapii - a przed i po mogę traktować ją jak obcą osobę.

    Jeśli jesteś z Warszawy, to mogę gorąco polecić ośrodek i terapeutkę.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • wagonetka 19.06.18, 09:29
    ola_dom ma rację

    będzie tylko gorzej: pomyśl co będzie gdy zabraknie taty (mężczyźni umierają zwykle wcześniej) a mama będzie coraz starsza i słabsza; nie można wykluczyć, że ostatecznie będzie tak chora, że będziesz musiała opiekować się nią na co dzień, być może we własnym domu

    warto myśleć na wiele kroków do przodu, dlatego powinnaś przygotować się na najgorsze i już teraz zająć się swoją terapią; jesteś chora i rób wszystko aby wyzdrowieć - wiadomo, że czasem leczenie jest bolesne, ale jaki masz wybór?



  • ola_dom 19.06.18, 10:19
    wagonetka napisał(a):

    > będzie tylko gorzej: pomyśl co będzie gdy zabraknie taty (mężczyźni umierają zwykle
    > wcześniej) a mama będzie coraz starsza i słabsza; nie można wykluczyć, że
    > ostatecznie będzie tak chora, że będziesz musiała opiekować się nią na co dzień,
    > być może we własnym domu

    No właśnie. To też jest rzecz, którą sama przeczytałam na forum, którą uświadomiła mi inna córka toksycznych rodziców - żeby zbierać siły na czas, kiedy ta opieka i troska naprawdę będzie niezbędna. Bo teraz nie jest - teraz jest opanowywanie humorów mamusi.
    Więc póki można i jest na to czas - poświęcić go sobie i swojej rodzinie. Bo może być tak, że już naprawdę się nie da.

    I jeszcze jedna, bardzo ważna sprawa, którą także sama zawdzięczam temu forum, bo tu się o tym dowiedziałam - NIE MA OBOWIĄZKU osobistej opieki nad rodzicem. Obowiązek zapewnienia opieki nakłada na dzieci nawet samo prawo, ale żadne prawo nie nakazuje, żeby to była opieka osobista. Koniec, kropka.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • wagonetka 19.06.18, 10:22
    ola_dom napisała:

    > NIE MA OBOWIĄZKU osobistej opieki nad rodzicem.
    > Obowiązek zapewnienia opieki nakłada na dzieci nawet samo prawo, ale żadne praw
    > o nie nakazuje, żeby to była opieka osobista. Koniec, kropka.

    tak
    ale żeby opiekować się rodzicem nieosobiście, trzeba mieć sporo pieniędzy - to też warto wiedzieć


  • ola_dom 19.06.18, 10:53
    wagonetka napisał(a):

    > tak
    > ale żeby opiekować się rodzicem nieosobiście, trzeba mieć sporo pieniędzy - to też warto wiedzieć

    I też chyba nie jest to takie jednoznaczne.
    Nie trzeba bowiem zapewniać osobistej opiekunki. Ani nawet wspomagać finansowo, dopóki rodzic ma dochód i nie jest nędzarzem - może to być opieka opłacona za emeryturę, za wynajęcie mieszkania seniora, etc.
    To są w tej chwili rozważania na zaś i niekoniecznie będą miały zastosowanie w przyszłości, oby nie.
    Ale dla mnie niezwykle uwalniające było, kiedy dowiedziałam się, że nie będę kiedyś musiała wybierać między matką, a moim facetem, którego ona nienawidzi - bo przecież nie mogliby być w jednym domu/mieszkaniu - a pomiędzy nimi.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • wagonetka 19.06.18, 11:10
    ola_dom napisała:

    > Nie trzeba bowiem zapewniać osobistej opiekunki. Ani nawet wspomagać finansowo,
    > dopóki rodzic ma dochód i nie jest nędzarzem - może to być opieka opłacona za
    > emeryturę, za wynajęcie mieszkania seniora, etc.

    chyba lepiej jednak w tej sprawie stać mocno na ziemi :-)

    samotny i niepełnosprawny stary człowiek, żeby mógł opłacić mieszkanie, swoje utrzymanie, lekarstwa, lekarzy i opiekunkę musi mieć bardzo, bardzo wysoką emeryturę, domy opieki również są bardzo drogie i nie sądzę, aby w tej kwestii zmieniło się na lepsze, bo społeczeństwo się starzeje, więc starych ludzi przybywa

    dlatego jest to również argument wobec złego rodzica: pamiętaj, mamo, że gdy będziesz sama, stara i chora, będziesz zdana tylko na moją opiekę, zachowuj się więc wobec mnie tak, abyś potem tego nie żałowała

  • anula36 19.06.18, 12:48
    Gorzkie gody sie przypomiaja Polanskiego:)

    A nie wiecie Dziewczyny jak to jest z opieka w takim przypadku jesli rodzic dziecko wydziedzicza z powodu braku wnukow ( czyli potomkow tego dziecka), na rzecz kogos z dalszej ( wlasnej ) rodziny- kto wtedy jest zobowiazany prawnie do pomocy i opieki? Wydziedziczone dziecko czy zabezpieczony pociotek?
  • tt-tka 19.06.18, 14:37
    anula36 napisała:

    > Gorzkie gody sie przypomiaja Polanskiego:)
    >
    > A nie wiecie Dziewczyny jak to jest z opieka w takim przypadku jesli rodzic dz
    > iecko wydziedzicza z powodu braku wnukow

    nie mozna wydziedziczyc z braku wnukow :)
    Prawo dopuszcza wydziedziczenie wlasnego dziecka w scisl okreslonych przypadkach, ale bezdzietnosc do nich nie nalezy. Za razaca niewdziecznosc mozna, ale w takim wypadku najpierw dziecko musialoby odmowic opieki, pomocy, swiadczen, a i pewnie jeszcze sie poznecac, zeby zaszly przeslanki.

    >( czyli potomkow tego dziecka), na
    > rzecz kogos z dalszej ( wlasnej ) rodziny- kto wtedy jest zobowiazany prawnie d
    > o pomocy i opieki? Wydziedziczone dziecko czy zabezpieczony pociotek?

    Alimentacja nalezy sie od wlasnych dzieci, darowizna czy zapis na rzecz dalszych krewnych musi zawierac klauzule o opiece w zamian, by mozna sie bylo tej opieki/swiadczen domagac.
    Dziecko moze wystapic o uchylenie alimentacji, ale musi miec mocne argumenty.


  • tt-tka 19.06.18, 14:30
    wagonetka napisał(a):


    > samotny i niepełnosprawny stary człowiek, żeby mógł opłacić mieszkanie, swoje u
    > trzymanie, lekarstwa, lekarzy i opiekunkę musi mieć bardzo, bardzo wysoką emery
    > turę, domy opieki również są bardzo drogie i nie sądzę, aby w tej kwestii zmien
    > iło się na lepsze, bo społeczeństwo się starzeje, więc starych ludzi przybywa
    >

    Dom opieki - emerytura starego czlowieka plus dochod z wynajecia jego mieszkania. Jezeli zaistnieje koniecznosc doplaty, to nie bedzie to kwota powalajaca.


    > dlatego jest to również argument wobec złego rodzica: pamiętaj, mamo, że gdy bę
    > dziesz sama, stara i chora, będziesz zdana tylko na moją opiekę, zachowuj się w
    > ięc wobec mnie tak, abyś potem tego nie żałowała
    >
    To zaden atgument. Matka tego gatunku nie uwierzy albo zacznie dziecko tresowac jeszcze bardziej, zeby je calkiem zlamac i zeby mysl o odegraniu sie nawet dziecku w glowie nie postala.
  • wagonetka 19.06.18, 14:57
    tt-tka napisała:

    > Dom opieki - emerytura starego czlowieka plus dochod z wynajecia jego mieszkani
    > a. Jezeli zaistnieje koniecznosc doplaty, to nie bedzie to kwota powalajaca.

    może się mylę, ale wydaje mi się, że nie można oddać matki do domu opieki społecznej bez jej zgody - chyba, że jest chora psychicznie, mówiąc w uproszczeniu - jeśli ma ona dzieci i/lub wnuki
    choć może są jakieś procedury sądowe, aby matkę ubezwłasnowolnić

    > To zaden atgument. Matka tego gatunku nie uwierzy albo zacznie dziecko tresowa
    > c jeszcze bardziej, zeby je calkiem zlamac i zeby mysl o odegraniu sie nawet dz
    > iecku w glowie nie postala.

    ale regularne powtarzanie tego nie zawadzi :-)


  • tt-tka 19.06.18, 15:07
    Bez zgody nie mozna, oczywiscie.
    Nie mozna rowniez - a przynajmniej nie zalecam - zrezygnowac z pracy, wlasnej rodziny i przejsc na glodowa diete, by zapewnic matce to, co potrzebne albo czego ona chce. Mamo, moge sie dolozyc tysiacem miesiecznie, jezeli z tym wystarczy na swiadczenia, leki, opiekunke etc, to ok. Jezeli nie wystarczy, musisz sie zdecydowac na inne rozwiazanie, ja nie jestem w stanie dac ci wiecej niz 1 tys. miesiecznie i (przykladowo) dziesiec godzin tygodniowo mojej pracy wlasnej i mojej obecnosci.
    Decyzja nalezy do matki.
    Sad, jesli dojdzie do ustalen sadowych, moze ci dowalic alimenty, ale nie jest wladny zmusic nikogo do sprawowania osobistej opieki.

    Regularne powtarzanie sprawi, ze matka sie z ta pogrozka oswoi i przestanie ja traktowac serio. O ile w ogole zacznie :(
    Jak dlugo dziecko jest podporzadkowane, matka tego nie kupi.
  • ola_dom 19.06.18, 15:18
    wagonetka napisał(a):

    > może się mylę, ale wydaje mi się, że nie można oddać matki do domu opieki społecznej bez jej zgody

    Ale wtedy - o ile jest całkiem niesamodzielna - należy się jej dochodząca opieka z MOPSu. Który to MOPS może jak najbardziej obciążyć kosztami (bądź częściowymi kosztami) członków rodziny - ale to też na jakichś warunkach i też nie są to raczej koszty porównywalne z osobistą opiekunką/opiekunem.
    Oczywiście są to skrajne sytuacje i oby do nich nie doszło, jednak ta świadomość zdejmuje topór znad głowy.
    Bo dotyczą przecież także przypadków, kiedy dziecko nie tyle "nie chce" się zająć rodzicem, ile obiektywnie nie może - mieszka na innym kontynencie, albo w małej klitce z niedużymi dziećmi, albo jeszcze coś.

    Oczywiście - piszę teraz wyłącznie na podstawie tego, co czytałam na forum i co wiem z informacji, jakie teoretycznie kiedyś uzyskałam. Nie z własnego doświadczenia, więc niektóre kwestie mogły się albo zmienić, albo trochę różnić.
    I na pewno w tej sprawie warto mocno stać nogami na ziemi - ale też - nawet jeśli sobie coś teraz założymy - co i jak ma wyglądać - to życie na 100% to zweryfikuje i nasz sprytny scenariusz trzeba będzie poprawić sto razy. Więc trzeba się liczyć z tym, że rodzic będzie wymagał opieki, ale jakiej i na jakich zasadach - naprawdę trudno jest to z góry założyć. Szczególnie w przypadku rodzica problematycznego, z którym ma się taką relację, o jakiej tu mówimy. Nie założysz, nie przewidzisz, trzeba reagować "dynamicznie", jak to ładnie ktoś określił.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • wagonetka 19.06.18, 15:25
    tt-tko i olu

    dla porządku: moją intencją było pokazanie autorce wątku czym może to wszystko się skończyć, jeśli odpowiednio wcześnie - czyli natychmiast - nie zadba o swoje ozdrowienie

    bo jeśli teraz, gdy nie ma powodu, matka jest dla niej i jej rodziny takim obciążeniem to co będzie, gdy będzie stara, sama i niedołężna? zostawi męża i wprowadzi się do mamy aby nią się opiekować?

    żeby była w stanie postąpić w przyszłości tak rozsądnie, jak piszecie już dziś musi zacząć się leczyć

  • ola_dom 19.06.18, 15:37
    wagonetka napisał(a):

    > żeby była w stanie postąpić w przyszłości tak rozsądnie, jak piszecie już dziś musi zacząć się leczyć

    Absolutnie racja.
    Ja pisałam w oparciu o to, co sama roztrząsałam tutaj jeszcze przecież tak niedawno. I co pozwoliło mi złapać oddech. Ale ja już wtedy wiedziałam, że chcę się uwolnić - choć jeszcze nie wiedziałam jak i bałam się jak cholera.

    A ponieważ ten wątek jest mi niezwykle bliski, bo powtórzę po raz setny - czytam siebie sprzed kilku lat i bardzo mnie porusza sytuacja ciastka, bo doskonale wiem, jak się czuje i co ją wykańcza, bo wciąż to wszystko doskonale pamiętam - to piszę o tym, co dla mnie 4-3-2 lata temu było objawieniem i wybawieniem.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • tt-tka 19.06.18, 15:48
    wagonetka napisał(a):

    > tt-tko i olu
    >
    > dla porządku: moją intencją było pokazanie autorce wątku czym może to wszystko
    > się skończyć, jeśli odpowiednio wcześnie - czyli natychmiast - nie zadba o swoj
    > e ozdrowienie
    >
    > bo jeśli teraz, gdy nie ma powodu, matka jest dla niej i jej rodziny takim obci
    > ążeniem to co będzie, gdy będzie stara, sama i niedołężna? zostawi męża i wprow
    > adzi się do mamy aby nią się opiekować?


    A, to tak. Bylo tu dosc takich watkow, prawda ? I z zycia znamy takie sytuacje, gdy kobieta rano leci do matki, zajmuje sie nia, do pracy, znow do matki, a wlasne dzieci widzi przy myciu zebow na noc. Albo i nie.
    W ZADNYM znanym mi przypadku nie byla to koniecznosc. TYLKO I WYLACZNIE niezdolnosc do uwolnienia sie i rozwalenie wlasnej rodziny "dla matki". Po smierci matki byl powrot w pustke.
  • joszka30 19.06.18, 09:36
    Ola, ja poproszę. Moze byc na prv
    Rasztow. To wiem. A terapeutka?
  • ola_dom 19.06.18, 10:05
    joszka30 napisała:

    > Rasztow. To wiem. A terapeutka?

    Joanna Pielach-Parzelska.
    W pierwszej chwili sprawiła na mnie wrażenie jakby zagubionej, może niepewnej. Nie byłam pewna, czy "coś z tego będzie". A okazała się tak wrażliwą, empatyczną, rozumiejącą osobą - tak inną od tego, do czego przywykłam - że może dlatego w pierwszym momencie wydała mi się "jakaś taka słaba"...
    I to właśnie ona wielokrotnie przerywała mi, kiedy tłumaczyłam i usprawiedliwiałam mamę, że: "pani Olu, już wiemy, że pani tak świetnie rozumie mamę - ale może teraz niech pani spróbuje zrozumieć siebie". I z wielką uważnością i czujnością zawracała mnie ze starych torów myślenia.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • verdana 19.06.18, 09:40
    A mąz focha nie strzeli, Ciebie nie będzie ściskało w gardle, jak mu oznajmisz, ze nie pojedzie do chrześnicy na 18-tkę, bo osoba, którego nie lubi jest ważniejsza. Powiem brutalnie - Twój świat kreci się wokół mamy, a świat Twojej rodziny - wokół Ciebie. Nie liczy się nic, oprócz uczuć mamy i niestety - także Twoich. Boisz sie zadzwonić do mamy? To mąż musi zrezygnować z czegoś dla niego ważnego. Piszesz tak, jakby to, czego on chce w ogóle się tu nie liczyło, jakby decyzja należała tylko do Ciebie. Mąż ma sie podporządkować Tobie, tak jak Ty mamie. Zaczynasz powielać wzorce i to się dobrze nie skończy.
  • tt-tka 19.06.18, 15:10
    verdana napisała:

    > A mąz focha nie strzeli, Ciebie nie będzie ściskało w gardle, jak mu oznajmisz,
    > ze nie pojedzie do chrześnicy na 18-tkę, bo osoba, którego nie lubi jest ważni
    > ejsza. Powiem brutalnie - Twój świat kreci się wokół mamy, a świat Twojej rodzi
    > ny - wokół Ciebie. Nie liczy się nic, oprócz uczuć mamy i niestety - także Twoi
    > ch. Boisz sie zadzwonić do mamy? To mąż musi zrezygnować z czegoś dla niego waż
    > nego. Piszesz tak, jakby to, czego on chce w ogóle się tu nie liczyło, jakby de
    > cyzja należała tylko do Ciebie. Mąż ma sie podporządkować Tobie, tak jak Ty ma
    > mie. Zaczynasz powielać wzorce i to się dobrze nie skończy.

    Wyglada na to, ze Ciastko nie zaczyna, tylko juz dobrze te wzorce utrwalila. Maz sie podporzadkowuje od czasow sprzed ozenku, dzieci od urodzenia sa poddawane tresurze. Jest tak, jak chce matka, ojciec ustepuje. Jak u dziadkow.
  • 71tosia 19.06.18, 09:58
    jednego dnia tata drugiego rodzina meza, bez tłumaczenia dlaczego, jeżeli mama spyta to powiedzieć wprost ze macie inne plany bez wnikania w szczegóły. By zmniejszyć pole konfliktów i zneutralizować focha mamy, zaproś rodzicow gdzieś na kawe np ładnej kawiarni w parku. Spotkanie bedzie na neutralnym terenie, pewnie krotkie a element nowosci, zaskoczenia i obcy ludzie wokolo ;-) nie da mamie zbyt duzo okazji do fochowania i wylewania zali. W czasie spotkania skoncertuj sie na rozmowie z tata a nie na tym co sobie mama wymysla, to jego swieto.
  • fusun1804 19.06.18, 10:17
    A co na to wszystko Twoj mąż? Nigdy sie nie sprzeciwił, nigdy nie walnął pięścią w stół i nie powiedział ze ma dosc tego tańczenia i skakania wokół mamy i jej fanaberii ?
  • fusun1804 19.06.18, 10:50
    Bardzo chętnie bym sue dowiedziała jak to było z tymi zerwanymi zaręczynami. I jak to sie stało ze jednak sie pobraliscie. Tzn jak Twoj mąż to zaakceptował. Mnie w ogóle w tym wątku najbardziej interesuje Twoj mąż. W i ie czego ten facet znosi żonę, ktora ma w dupie jego i wspólne dzieci? Jesteście związani kredytem, zarabiasz znacznie wiecej od niego?

    Ja jestem po rozwodzie z panem, ktory całe życie latał, tańczył wokół matki, dwoił sie i troił zeby jej dogodzić. Nigdy nie zdecydowałam sie na dzieci z nim, bo wiedziałam, ze tez miałby je w dupie. Teraz jego matka zmarła a on jest sam jak palec.

    „Płakać mi się chce, ze inni mogą mieć normalne rodziny i układy a ja nie.”
    Jak to Ty nie? Pokaz mamusi fucka i od razu masz normalną rodzine.

    „ Od dziesięciu lat ani ja ani moje dzieci nie miały normalnych urodzin, imienin, dnia dziecka itp. Mama do nas nie przyjeżdża i kropka. Szykują się chrzciny młodszego dziecka i już mam zapowiedziane ze będą tylko w kościele. „

    Zaraz, zaraz. O co chodzi z tym, ze dzieci nie miały normalnych urodzin? Nieobecność babki na urodzinach nie czyni tych urodzin nienormalnymi. Ona nie przyjeżdża bo chce byc gwiazdą a na urodzinach gwiazda jest solenizant, wiec po co?
    Czy Twoje dzieci chociaż jakieś prezenty urodzinowe od niej dostają? Nie przeszkadza Ci, ze matka olewa ciepłym moczem Twoje dzieci?
  • fusun1804 19.06.18, 11:02
    „Tak, chciałabym zrobić tak, abyśmy byli zadowoleni, ale wiem ze jednocześnie mama będzie obrażona.
    Kiedy zrobię tak, aby to mama była szczęśliwa, czyli nie pojadę na osiemnastkę zrobię przykrość mężowi i chrześnicy.”

    Koniecznie napisz co wybrałaś. Bo to Twoj wybor- dzieci i mąż czy matka. Musisz sie liczyć także z tym, ze to Twoj mąż wybierze i Cie zostawi. Dzieci za kilka lat wyfruną z domu i nigdy Ci nie wybacza tego wdupiemania ich potrzeb i skakania koło matki i stawiania na pierwszym planie jej humorów i fanaberii.
    I zostaniesz sama z egoistyczną, nieliczącą sie z nikim i z niczym mamusią.
  • ciastko.z.cukrem 19.06.18, 11:07
    Mój mąż idealny nie jest, ale w kwestii mojej mamy ma sporo cierpliwości i wiele znosi. Zazwyczaj zebym ja była zadowolona, zebym nie miała "problemów" z mamą zgadza się na wszystko. Był czas ze mama zabroniła Mu do nich przyjeżdżać, przez jakiś czas tego nie robił i w końcu uprosiłam Go aby pojechał i tak zrobił. Pomijam fakt że słowem się do Niego nie odezwała. Czasami próbuje się postawić na Jego miejscu i szczerze mówiąc nie znosiłabym takich Jego zachowań a tym bardziej zachować Jego mamy.
    Zaręczyny zerwałam, mój mąż załamał się, obawiałam się że zaprzepaści swoją zawodową "okazję życia" na którą ciężko i długo pracował i po kryjomu (tak, po kryjomu aby mama się nie dowiedziała) zaczęłam się z Nim spotykać i rozmawiać i jakoś tak wyszło że wróciliśmy do siebie. Szczerze to nie pamiętam dokładnie jak to było.
    I teraz wyjdę na potwora a nie na matkę, ale nie organizuje rodzinnych uroczystości ani dzieciom ani nam, tzn nie ma urodzin, dnia dziecka, mikołajek jak w innych domach, że przyjeżdżają babcie, ciocie itp. Urodzinki starszemu robie tylko dla dzieci, młodsze jest jeszcze za małe, ale na obiedzie po chrzcie babci nie będzie - już wspominałam o tym. Teściowa przyjeżdża na kawę i ciasto, a moi rodzice nie. I mama powiedziała, że nie będą przyjeżdżali i kropka. Prezent dają przy okazji, albo ( jak to miało miejsce ze 2 lata temu kiedy właśnie była obrażona) prezent zostawiła na klamce od furtki. Mama wnuczki kocha tak mówi i widzę to, ale nienawiść do rodziny męża jest silniejsza. Chociaż pamiętam, że kiedy dowiedziała się ze jestem w drugiej ciąży napisała mi sms ze musi ochłonąć, a moja teściowa ze mnie kocha - taka jest różnica.
    Eh, chore to wszystko jest.
  • ola_dom 19.06.18, 11:13
    ciastko.z.cukrem napisał(a):

    (...)
    > Eh, chore to wszystko jest.

    ciastko - czy sama przeczytałaś to wszystko, co napisałaś o mamie?
    CO takiego Ci ona daje, że skaczesz wokół niej na paluszkach? CO DOBREGO od niej dostajesz, że poświęcasz siebie, męża i dzieci dla niej?


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • ciastko.z.cukrem 19.06.18, 11:31
    Oprócz krytyki i przykrości pomoze mi czasami przy dzieciach jak do Niej pojade.
  • ola_dom 19.06.18, 11:44
    ciastko.z.cukrem napisał(a):

    > Oprócz krytyki i przykrości pomoze mi czasami przy dzieciach jak do Niej pojade.

    To już sama wiesz, czy to jest dostateczna cena za emocjonalne niewolnictwo.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • fusun1804 19.06.18, 11:54
    „Był czas ze mama zabroniła Mu do nich przyjeżdżać, przez jakiś czas tego nie robił i w końcu uprosiłam Go aby pojechał i tak zrobił. „

    Po co to zrobiłaś? Do czego Ci to było potrzebne?

    „Zaręczyny zerwałam, mój mąż załamał się, obawiałam się że zaprzepaści swoją zawodową "okazję życia" na którą ciężko i długo pracował i po kryjomu (tak, po kryjomu aby mama się nie dowiedziała) zaczęłam się z Nim spotykać i rozmawiać i jakoś tak wyszło że wróciliśmy do siebie.”

    Mama Ci kazała zerwać te zaręczyny, prawda? A Ty, dorosła kobieta, zrobiłaś co mama Ci kazała. A mąż, wówczas tez dorosły człowiek, zgodził sie na spotkania ściśle ukrywane przed Twoją mamą. A jak wyglądał ślub? Zjawiła sie chociaż udzielna księżna czy ślub tez był ukradkiem?

    Tu problemem jestes tak samo Ty jak i Twoj mąż. Miał czarno na białym przed ślubem z jakim przypadkiem ma do czynienia. Kazdy normalny facet zwiewalby przed Tobą gdzie pieprz rośnie.
  • ciastko.z.cukrem 19.06.18, 11:57
    >Kazdy normalny facet zwiewalby przed Tobą gdzie pieprz rośnie<
    Bardzo to budujące...
  • wagonetka 19.06.18, 12:06
    nie przejmuj się tym, co pisze fusun1804
    to jest jej reakcja na jej własne nieudane małżeństwo, bardziej myśli o sobie, niż o Tobie, to częste na tym forum

  • fusun1804 19.06.18, 12:58
    Odpowiedz prosze jak wyglądał Wasz ślub. Czy szanowna mana w ogóle zaszczyciłaWas swoją obecnością?
  • ciastko.z.cukrem 19.06.18, 13:07
    Tak, chociaż odgrażała się, że nie przyjdzie, ale kilka rzeczy było tak jak ona chciała.
  • fusun1804 19.06.18, 13:30
    Na szczescie zdołałas ją ugłaskać i udobruchać i ku Twojej wielkiej uldze jaśnie pani mama przyszła.
    Słyszałaś kiedykolwiek o tym, ze na ślubie musi byc tylko pan młody i panna młoda i świadkowie? Przyszło Ci to w ogóle do głowy?

    Opowiedz wiecej co było tak jak chciała udzielna księżna. Dobór gości zapewne był pod jej dyktando. Z czego zrezygnowałaś zeby tylko zadowolić mamę?
    A Twoja suknia, menu weselne, miałaś prawo wyboru? Nie, prawda, bo mama by sie obraziła. Jeszcze by nie przyszła a tego byś nie przeżyła ........
    O tym ze kochana mama olewa Wasze dzieci i nie przychodzi na ich urodziny to juz wiemy.

    I tak, powtórzę, brutalnie według niektórych z Was. Mężczyzna z normalnego domu, z normalnymi wzorcami by spitalał w podskokach przed narzeczoną - niewolnicą matki. Bo tu nie o to chodzi, ze nie wiedział, ze na początku było normalnie a dopiero potem sie obudził z ręką w nocniku. Nie, od w to szambo świadomie wlazł.
  • ola_dom 19.06.18, 14:19
    fusun1804 napisała:


    > Nie, od w to szambo świadomie wlazł.

    No dobrze, wlazł, w dodatku świadomie - ale co to ma teraz do rzeczy i jak to może pomóc ciastku?


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • tt-tka 19.06.18, 15:13
    ola_dom napisała:

    > > Nie, od w to szambo świadomie wlazł.
    >
    > No dobrze, wlazł, w dodatku świadomie - ale co to ma teraz do rzeczy i jak to m
    > oże pomóc ciastku?
    >

    O tyle moze pomoc, ze jesli sie zdecyduje na terapie, to niech szuka rodzinnej, a nie tylko dla siebie. tam wszyscy zdaje sie potrzebuja pomocy fachowca na cito.
    >
  • ola_dom 19.06.18, 15:24
    tt-tka napisała:

    > O tyle moze pomoc, ze jesli sie zdecyduje na terapie, to niech szuka rodzinnej,
    > a nie tylko dla siebie. tam wszyscy zdaje sie potrzebuja pomocy fachowca na cito.

    Owszem, ale - jako "świeżo uleczona" z podobnej toksyny - będę się upierać, że nic nie zastąpi indywidualnej terapii. Bo moim zdaniem problemy ciastka zaczynają się od jej własnego uwikłania z matką.
    A przy okazji, albo potem, warto też przyjrzeć się rodzinie i jej układom.
    Ale zacząć od siebie.



    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • fusun1804 19.06.18, 15:38
    ola_dom napisała:

    > fusun1804 napisała:
    >
    >
    > > Nie, od w to szambo świadomie wlazł.
    >
    > No dobrze, wlazł, w dodatku świadomie - ale co to ma teraz do rzeczy i jak to m
    > oże pomóc ciastku?
    >
    > Autorce chyba nie mozna pomoc. Znalazła sobie jelenia, ktory to cierpliwie znosi - i to jest clou problemu. Najpierw zerwała zaręczyny, łaskawie do niego wróciła, facet zgodził sie na potajemne spotkania ( dorosły facet w XXI wieku !), potem zgodził się na ślub, na którym pierwsze skrzypce grała tesciowa i było tak jak tesciowa chciała.
    Teraz od 10 lat znosi w kolko MAMA MAMA MAMA i co tu zrobic zeby MAMA sie nie obraziła.
    Tesciowa zapowiedziała wyraznie, ze jie chce go widzieć ale żona go uprosiła zeby poszedł.
    To poszedł. Tesciowa sie do niego słowem nie odezwała. I to zniósł.

    Jakby Autorka wiedziała, ze straci męza, to od razu zainteresowanie kaprysami mamusi by jej spadło a zainteresowanie potrzebami męża i dzieci by jej wzrosło.
  • anula36 19.06.18, 15:43
    Jakby Autorka wiedziała, ze straci męza, to od razu zainteresowanie kaprysami mamusi by jej spadło a zainteresowanie potrzebami męża i dzieci by jej wzrosło.
    Niekoniecznie, to chyba TY pisalas wczesniej o mezu ktory wolal zostac z mamusia a po smierci tejze jest sam jak palec. jego najwyrazniej wizja utraty zony nie otrzezwila.
  • fusun1804 19.06.18, 16:07
    anula36 napisała:

    > Jakby Autorka wiedziała, ze straci męza, to od razu zainteresowanie kaprysami m
    > amusi by jej spadło a zainteresowanie potrzebami męża i dzieci by jej wzrosło.
    > Niekoniecznie, to chyba TY pisalas wczesniej o mezu ktory wolal zostac z mamusi
    > a a po smierci tejze jest sam jak palec. jego najwyrazniej wizja utraty zony n
    > ie otrzezwila.

    Moj były mąż i jego siostra to przykłady tresury absolutnej, totalnego zamordyzmu. Oboje są maszynami do zadowalania rodzicow. Oboje kombinują tylko jak zadowolić rodzicow, jak zasluzyc na ich akceptacje. To samo, w kolko MAMA chce, MAMA nie chce, MAMA lubi, MAMA nie lubi. Żadne z nich NIGDY sie nie przeciwstawiło. Moj były mąż miał nadzieje, ze jego matka umrze (przepraszam ale tu znowu jestem dosłowna i brutalna)i ja do niego wrócę. I byc moze tak by się stało gdyby umarła wczesniej. Niestety ( albo stety) umarła tuż po moim ponownym ślubie. A ja żałuje kazdego dnia spędzonego z niewolnikiem trzymanym krotko za mordę przez mamusie i tatusia.
    Teraz były mąż obsługuje ojca, nie ma mowy o opiekunce, syn to syn, ojcu się należy.Po śmierci ojca bedzie na każde skinienie siostry - musi jej odpłacić za 15 lat poświęcania się, bycia służąca, kucharką, kelnerka i popychadłem w jednym.
  • ola_dom 19.06.18, 15:50
    fusun1804 napisała:

    > Autorce chyba nie mozna pomoc.

    Nie zgadzam się. Mnie też można było spisać na straty - mieszkałam z mamusią niemal do czterdziestki.
    To, że ktoś popełniał błędy, nie oznacza, że wciąż je będzie popełniał. Skoro ciastko napisało na forum, to znaczy, że zaczęło się jej ulewać. Być może chce coś zmienić, choć nawet nie wie co, a na pewno nie wie jak.

    Ty od razu wiedziałaś? Ile lat tkwiłaś w pierwszym małżeństwie? To jest pytanie retoryczne, nie oczekuję odpowiedzi, bo wiem, jak trudne masz za sobą doświadczenie. Tym bardziej dziwi mnie Twoja tak kategoryczna opinia.

    W ciastka wszechświecie nie mieści się świadomy i jawny sprzeciw wobec mamy, kiedy ta ją poniża. Jeszcze się nie mieści. W moim wszechświecie było podobnie. Ale już nie jest. A ciastko, póki co, wcale nie wygląda na kogoś, kto broni pazurami status quo - jak nieraz się na tym forum widywało.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • fusun1804 19.06.18, 16:40
    ola_dom napisała:

    > fusun1804 napisała:
    >
    > > Autorce chyba nie mozna pomoc.
    >
    > Nie zgadzam się. Mnie też można było spisać na straty - mieszkałam z mamusią ni
    > emal do czterdziestki.
    > To, że ktoś popełniał błędy, nie oznacza, że wciąż je będzie popełniał. Skoro c
    > iastko napisało na forum, to znaczy, że zaczęło się jej ulewać. Być może chce c
    > oś zmienić, choć nawet nie wie co, a na pewno nie wie jak.
    >
    > Ty od razu wiedziałaś? Ile lat tkwiłaś w pierwszym małżeństwie? To jest pytanie
    > retoryczne, nie oczekuję odpowiedzi, bo wiem, jak trudne masz za sobą doświadc
    > zenie. Tym bardziej dziwi mnie Twoja tak kategoryczna opinia.
    >
    > W ciastka wszechświecie nie mieści się świadomy i jawny sprzeciw wobec mamy, ki
    > edy ta ją poniża. Jeszcze się nie mieści. W moim wszechświecie było podobnie. A
    > le już nie jest. A ciastko, póki co, wcale nie wygląda na kogoś, kto broni pazu
    > rami status quo - jak nieraz się na tym forum widywało.
    >
    >
    Olu, Ty jestes jednym z niewielu budujących przykładów.

    Jak czytam ten wątek, to mam przed oczami moją byłą szwagierkę i jej męża. Kropka w kropkę to samo. Facet strasznie nieszczęśliwy ale uważający ze tak musi byc, mama to mama, nic sie nie da zrobic, matka jest tylko jedna. Tanczący jak tesciowa i żona- niewolnica, skamlajaca o akceptacje matki zagrają.

    Autorka jest totalnie sterroryzowana jedną rzeczą - obrażaniem się. Przeciez ta matka nie krzyczy, nie wrzeszczy, nie płacze, ona tylko OBRAZA SIE ! I to wystarczy zeby Autorka glowkowala jakby tu mamy nie urazić. Jak Autorka sie sprzeciwi, to matka wytoczy ciężką artylerię- zacznie płakać, pomstować, ubliżać, symulować atak serca, krzyczeć, walić pięścią w stół. Cos nie wydaje mi sie żeby Autorka wytrwała w sprzeciwie.
  • ola_dom 20.06.18, 10:50
    fusun1804 napisała:

    > Olu, Ty jestes jednym z niewielu budujących przykładów.

    Ale nie wierzę, że jestem jedyna na świecie, zresztą na samym tym forum jest sporo osób, którym udało się uwolnić.


    > Autorka jest totalnie sterroryzowana jedną rzeczą - obrażaniem się. Przeciez ta
    > matka nie krzyczy, nie wrzeszczy, nie płacze, ona tylko OBRAZA SIE !

    No właśnie dokładnie tak jak moja. Moja też nie wrzeszczała, nie krzyczała, nie zabraniała, w zasadzie nie płakała - wystarczyło, że się "tylko" obrażała. A czasem wystarczało, że zrobiła minkę - i już wiedziałam, że nie mogę dopuścić do tego, żeby się obraziła.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • 71tosia 19.06.18, 12:14
    to co piszesz jest straszne. Nie mama tylko ty jesteś problemem. Masz pewnie ok 40 a zachowujesz się jak nastolatka która boi się ze mamusie zdenerwuje. Musisz zmienić siebie nie mamę, musisz zacząć ignorować i podchodzić z większym dystansem do tego co mama chce lub nie chce ale u ciebie stopień uzależnienia od mamy jest taz duzy ze pewnie sama sobie z taka przebudowa myslenia nie poradzisz, potrzebujesz pomocy specjalisty psychologa.
  • anula36 19.06.18, 12:46
    a maz jest w jakis sposob wspoluzalezniony, mysle ze o tym fusun myslala.Nie masz w domu wsparcia/ nacisku/ dobrej atmosfery do rozwiazania tego problemu raz na zawsze. Napisala brutalnie,ale szczerze wyobraz sobie ze mialabys meza ktoryby dawal tak czadu jak Ty ze skakaniem wokol mamusi, chcialabys takiego?
  • madi138 20.06.18, 06:53
    A nie zastanawialo cie nigdy, czemu matka odcina sie od wszystklich? Czemu zrywa kontakty, nie ma znajomych i przyjaciol? Przeciez normalny czlowiek dba i potrzebuje takich relacji....
    Twoja matka to typowy narcyz. W normalnych relacjach musialaby sie starac i isc na kompromisy. Jej poczucie wlasnej wartosci byloby narazone na szwank przez oceny innych oraz co gorsza ona sama moglaby porownywac sie z innymi i nie daj Bog to porownanie wyszloby na jej nieikorzysc. Twoja matka jest tak zaburzona, ze nie bylaby tego zniesc, wiec stworzyla sobie swoj wlasny swiatek z toba i twoim ojcem. W tym swiatku jest bezpiecznie, kazdy zna swoje miejsce, a ona nim zarzadza. I wiesz, ze dobrowolnie sie tego nie wyrzeknie Dlatego przelam wstyd i idz na terapie. Pomysl sobie, ze przesciez nie masz nic do stracenia- jesli nie zadziala, to nic sie nie zmieni, ale raczej bardzo prawdopodobne ze pomoze, a wtedy pierwszy raz w zycie poczujesz sie wolna.
    I jeszcze jedno; ja zerwalam kontakty z matka nie na miesiac, ale na prawie cztery lata. I moja mama wie, ze to nie przelewki i jesli przkroczy granice, to odetne sie znow i to bez zadnych skrupolow, dlatego tez bardzo sie stara.
  • 71tosia 20.06.18, 09:10
    natsepna ktora narcyzmem tlumaczy wszytsko. To obsesja na tym forum. Typowe ale raczej podazanie za ogolna moda diagnozowania narczymu na tym forum, bez cienia refleksji ze diagnozowanie zaburzeń osobowości na podstawie kilku zdan napisanych na forum nie ma sensu. I do tego jeszcze te rady zawsze takie same, rozwiążesz problemy zrywając relacje, matka autorki zerwała i co poprawiła z kimś relacje?
  • ola_dom 20.06.18, 11:02
    71tosia napisała:

    > natsepna ktora narcyzmem tlumaczy wszytsko. To obsesja na tym forum.

    Bo akurat w tym wypadku sporo wskazuje właśnie na zaburzenia narcystyczne.
    A że "to obsesja na tym forum" - tak się składa, że przychodzą tu ludzie z problemami rodzinnymi. A wiele z tych problemów bierze się z podobnych rzeczy. Więc można mieć poczucie, ze "forum przesadza" - no ale to jakby zarzucać forum dla celiaków, że wszędzie węszą gluten i winią go za całe zło świata.
    Nie zwróciłaś uwagi, że matka ciastka ma identyczne objawy jak większość opisywanych tu matek? Że jej zachowania i teksty, którymi terroryzuje córkę są jak z podręcznika dla "takich" matek?

    > I do tego jeszcze te rady zawsze takie same, rozwiążesz problemy zrywając relacje, matka autorki zerwała i co poprawiła z kimś relacje?

    Porównujesz relację matki i córki do relacji ze znajomymi? Naprawdę?

    Zawieszenie kontaktów z matką odniosło u mnie identyczny skutek jak u madi138 - mama w końcu zorientowała się, że jednak jestem gotowa postawić granice - co wcześniej było nie do pomyślenia.
    I u kilku innych forumek także dopiero zawieszenie kontaktów pomogło znormalizować relacje i kontakty z matką - wielokrotnie można było tu o tym przeczytać.
    Ale miesiąc zawieszenia to zdecydowanie za mało. U mnie i dwa miesiące nie pomogły. Dopiero po roku bez kontaktów (kompletnie, zero) mama zobaczyła, że nie może już pozwolić sobie na obrażanie mnie i mojego faceta, i relacja (ze mną) jest poprawna. Daleko jej do dobrej, pewnie nigdy taka nie będzie - ale wreszcie mogę się z nią kontaktować i nie uważać na każde słowo i temat, jaki poruszam.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • 71tosia 20.06.18, 17:30
    Nie diagnozuj na forum bo mozesz kogos wpedzic w większe kłopoty. Zawieszenie kontaktow może pomoze może nie, ja jestem zdecydowana przeciwniczka wychowywania dorosłych osób przez karanie zawieszaniem kontaktów. Autorka jeżeli chce zawiesić kontakty to powinna to zrobić dla siebie a nie by zmienić matke. Najbardziej pomoze autorce zmiana sposobu myslenia JEJ nie matki, trzeba wyrosnąć z roli dziecka wtedy fochy mamy będą mniej jej dotyczyc. Gdyby dzialala jak dorosla to mama może w sobote by się obarazila ale w poniedziałek corka dzowniac do mamy rozmawialby z nia jakby ten foch jej nie dotyczyl, co najwyżej zaregowala wzruszeniem ramion ze mamie znowu trochę odbija. I takiej reakcji pewnego dnia autorce zycze.
  • ola_dom 21.06.18, 15:21
    71tosia napisała:

    > Nie diagnozuj na forum bo mozesz kogos wpedzic w większe kłopoty.

    Aha - a jak niby mogę wpędzić kłopoty tą niby "diagnozą"?
    Po pierwsze - żadna to diagnoza, bo rys narcystyczny obejmuje bardzo szerokie spektrum zachowań i cech, od znośnych po skrajnie uciążliwe. Nikt tutaj nie postawił żadnej diagnozy poza ogólnym nazwaniem narcyzmu po imieniu.
    Po drugie - jakie konkretnie szkody możemy tutaj wyrządzić podejrzewając na odległość narcyzm? Czyżby ktoś wskutek owych "diagnoz" zastosował wobec "narcyza" drastyczną terapię bądź nieobojętne dla zdrowia lekarstwa? Czy coś równie niebezpiecznego, co miałoby wpędzić kogoś w kłopoty?
    Po trzecie - zdajesz się nie mieć wielkiego pojęcia o narcyzmie pisząc jednocześnie o "poziomie miłości własnej". Ale wojujesz z tym określeniem zapamiętale.


    > Zawieszenie kontaktow może pomoze może nie, ja jestem zdecydowana
    > przeciwniczka wychowywania dorosłych osób przez karanie zawieszaniem kontaktów.

    To nie jest "karanie", a wyznaczanie granic. Tak się akurat składa, że w tych bardzo konkretnych przypadkach właśnie to jest podstawowym problemem - fakt, że matka uważa dziecko za swoją własność i żąda jego dyspozycyjności (osobistej, emocjonalnej, etc.) przez 24/h. Jak inaczej chcesz w tym konkretnym przypadku postawić granice i skutecznie ich bronić?
    Nikt nie twierdzi, że zerwanie/zawieszenie kontaktów pomaga na każdą trudność z rodzicem. Ale tak jak nie da się leczyć choroby niedopasowanym lekarstwem, tak nie da się prostować relacji niedopasowaną do nich metodą. Przykre, że akurat tutaj wymaga to właśnie zawieszenia kontaktów, ale to przecież w ich częstotliwości i rodzaju leży problem.


    > Autorka jeżeli chce zawiesić kontakty to powinna to zrobić dla siebie a nie by zmienić matke.

    To prawda, robi się to przede wszystkim dla siebie i żeby siebie wzmocnić. Ale tutaj akurat jest mowa o matce, która wskutek zawieszenia relacji może przynajmniej zacząć się starać, żeby w końcu traktować dziecko normalnie.
    Powtórzę - jest tu wiele dziewczyn, które musiały zerwać kontakty z matką i każda z nich powtarza, że dopiero to pozwoliło unormować relację z taką matką, jak tu opisywana.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • 71tosia 21.06.18, 16:55
    no załóżmy ze mama autorki ma wypełni rozwinięta osobowość narcystyczna (chciaz moim zdaniem nic na to nie wskazuje, zdolność obrażanie się o wszystko wcale nie swiadczy o narcyzmie) i co naprawdę wierzysz ze jak córka nie będzie się z nią kontaktować przez kilka miesięcy to się mamie osobowość zmieni? Jeżeli mama się zmieni to z pewnością problem nie leżał w zaburzeniach osobowości!
    Walczę? Nie, raczej apeluje o rozsadek bo diagnozowanie narcyzmu w 90% przypadków opisanych na forum jest gruba przesada.
    Czym szkodzi 'diagnozowanie' formowe? Może chociażby w tym ze łatwo w niektórych zaszczepić fałszywe poczucie ze znaleźli przyczynę problemów i tym samym opóźniają np. swoja terapie ? Bo skoro problem dotyczy osobowości mamy to po co skupiać się na własnej?
  • tt-tka 21.06.18, 17:48
    71tosia napisała:

    > no załóżmy ze mama autorki ma wypełni rozwinięta osobowość narcystyczna (chcia
    > z moim zdaniem nic na to nie wskazuje, zdolność obrażanie się o wszystko wcale
    > nie swiadczy o narcyzmie) i co naprawdę wierzysz ze jak córka nie będzie się z
    > nią kontaktować przez kilka miesięcy to się mamie osobowość zmieni?

    Czy ty w ogole czytasz/rozumiesz to, co dziewczyny tu pisza ?
    Osobowisc sie nie zmieni. Sa szanse na to, ze zmienia sie zachowania.
    Jezeli uwiklana w matke nie zmieni swoich zachowan, zachowania matki nie zmienia sie z pewnoscia i kij z jej osobowoscia.
  • 71tosia 22.06.18, 00:44
    doprawdy ilu znasz osob z np. zaburzeniem schizoidalnym czy dyssocjalnym (umiesz je wykluczyć na podstawie opisu autorki?) którzy zmieniają swoje zachowanie od tak, bo córka nie będzie chciała przez kilka miesięcy z matka rozmawiać? Zachowanie jest determinowane osobowościowa a przypadku osób zaburzonych z pewnością metoda 'karania' nie wpłynie pozytywnie na taką osobę. 'kij z jej osobowością' - no rzeczywiście jak na osobę która czuje sie kompetentna w diagnozowaniu osobowości i jej zaburzeń - baaardzo dojrzała opinia.
  • tt-tka 22.06.18, 03:00
    Zachowanie determinowane osobowoscia ? wrodzone, nie nabyte ?
    owszem, takie zachowania mozna albo przystopowac, albo ich UNIKNAC - zawieszajac lub zrywajac kontakty. jezeli nie mialas potrzeby, to sie ciesz. Innym sie zdarza.

    PS nie diagnozowalam osobowosci w zadnym watku, a ty nie rozrozniasz forumek. Mnie interesuja zachowania i tylko o nich pisalam.
  • 71tosia 23.06.18, 17:11
    napisze jeszcze raz skoro masz trudnosci ze zrozumieniem jezeli twoja mama zmienila tak latwo zachowanie to z pewnoscia zaburzeń osobowości ani narcystycznych ani innych nie miala. Prosty behawioryzm nie dziala w takich przypadkach. I tyle. I jeszcze raz napisze - jezlie autorka powinna unikac intensywnych relacji z mama to powinna to robic dla siebie i wlasnego komfortu psychicznego a nie po to by zmienic matke.
  • tt-tka 23.06.18, 17:56
    71tosia napisała:

    > napisze jeszcze raz skoro masz trudnosci ze zrozumieniem


    Przyganal kociol garnkowi.

    > jezeli twoja mama zmie
    > nila tak latwo zachowanie


    Polroczna izolacja to jest "latwo" ? Zatem co - do zastosowania przez opresjonowana osobe - uznasz za trudne ?

    > to z pewnoscia zaburzeń osobowości ani narcystycznych
    > ani innych nie miala. Prosty behawioryzm nie dziala w takich przypadkach.

    Dziala, dziala. Iluz to ewidentnych psychopatow skutecznie sie maskuje, nosi maski spoleczne, a daje upust tylko wobec tych, ktorzy na to pozwalaja/nie umieja sie przed tym obronic ?

    I t
    > yle. I jeszcze raz napisze - jezlie autorka powinna unikac intensywnych relacji
    > z mama to powinna to robic dla siebie i wlasnego komfortu psychicznego a nie p
    > o to by zmienic matke.

    Duzymi literami napisze, moze dotrze - ZEBY ZMIENIC ZACHOWANIA MATKI WOBEC SIEBIE.
  • 71tosia 23.06.18, 23:52
    DUZYMI LITERAMI NAPISZE jezeli masz do czynienia z psychopata to nie nie nauczysz go empatii bo nie jest do takich uczuc zdolny. Z narcyzmem jest podobnie. Narcyz nie przestanie manipulowac otoczeniem bo manipulacja wynika z jego niewzruszonego przekonania o wlasnej wyjątkowości i to przekonanie nie zniknie tylko dlatego ze corka nie bedzie dzwonic. Jedyne co mozna zrobic w przypadku kontaktu z osobami narcystycznymi to uodpornić siebie na taka osobę i jej zachowania. Na szczęście to zaburzenie nie jest az tak czeste. Ale pewnie i tak cie nie przekonam i za chwile na forum ktos znowu 'zdiagnozuja' modny tu narcyzm gdy ktos opisze trudne relacje z matka/tesciowaczy siostra. I zeby byc dobrze zrozumiana możemy próbować oddziaływać na inne osoby tak by ich zachowanie bylo dla nas mniej uciążliwe ale przy prawdziwych zaburzeniach osobowości (a do takich należny tez narcyzm) te nasze wysiłki spełzną na niczym.
    btw tak, pol roku w terapii to nie az tak dlugo.
  • tt-tka 24.06.18, 00:19
    71tosia napisała:

    > DUZYMI LITERAMI NAPISZE jezeli masz do czynienia z psychopata to nie nie nauczy
    > sz go empatii

    I to mi wystarczy, by wiedziec, ze nie zrozumialas niczego z tego, co dziewczyny pisaly. Nikt narcyza, wredniaka ani innej jednostki nie uczy empatii ani nie zaleca tego, uczy hamowania sie metoda tresury - jeszcze slowo, a wychodze, jeszcze jedno takie zachowanie, a dlugo nie zobaczysz mnie ani nie uslyszysz.

    Moze zacznij czytac to, co napisane, a nie, co sobie wymyslilas ???

  • 71tosia 24.06.18, 06:27
    JESZCZE RAZ: JEZELI TWOJA MATKA MIALABY RZECZYWISCIE ZABURZENIA OSOSBOWOSCI TYPU NARCYSTYCZNEGO TO ŻADNA METODA BEHAWIORYSTYCZNA NIE NAUCZYLA BY JEJ 'HAMOWANIA' sorry ale prosciej juz napisac nie umiem.
  • sorvina 24.06.18, 07:10
    Bzdura. Gdyby tak było narcyzi czy socjopaci tak samo traktowali by szefa, sąsiadów, czy członków rodziny z którymi się liczą, a jakoś najczęściej potrafią na zewnątrz pokazywać czarującą twarz i na przemocowe zachowania pozwalają sobie tylko wobec osób, przy których czują się bezkarni. Gdy dotrze do nich, że konsekwencje danego zachowania są dla nich nieopłacalne, to potrafią się opanować. Nie znaczy, że zmieniają swoją naturę. Raczej przekierowują pewne zachowania na inne osoby. Nadal nie mają empatii, nadal relacja z nimi jest płytka, nadal podchodzą do innych przedmiotowo, ale gryzą się w język i od pewnych słów/zachowań się powstrzymują.

    Natomiast nie działa to na wszystkich. Czasem rodzic woli stracić kontakt z dzieckiem niż zmienić swoje zachowanie. Pewnie wynika to z wielu czynników, w tym systemu rodzinnego - być może potrzeba by obsadzić dziecko w roli kozła ofiarnego jest zbyt wielka, a konsekwencje zerwania kontaktu zbyt małe, by się chciało mu hamować. Moja matka hamuje się w sytuacjach publicznych, przynajmniej przed większością swojego repertuaru, bo ludzie patrzą. Jednak bez świadków pozwalała sobie na wszystko. Ale ona ma mojego brata, który zaspokaja jej potrzeby. Wobec niego jest roszczeniowa itp. bo się nie zmieniła i nadal uważa, że jest pępkiem świata i wszystko jej się należy. Ale nigdy nie pozwoli sobie na ataki jak w moim przypadku. Jak jej w czymś odmówi nie będzie tyrady, że jest podły egoista i wyrodne dziecko itp.

    Narcystyczne zaburzenie zachowania oznacza sztywność myślenia i postaw. Taka osoba nie jest w stanie myśleć inaczej np. uznać swojej winy. Ale nie jest niepoczytalna. Nawet jeśli szybko wypiera i tłumaczy swoje zachowanie tak by się wybielić, to ma świadomość tego, że łamie normy społeczne i JEST W STANIE wybrać inne zachowanie w danej sytuacji. Ale w środku dalej działa tak samo i pewnie czuje wściekłość, że jej się przedmiot buntuje. Nie czuje, że kogoś krzywdzi, ale wie, że normą w społeczeństwie jest by czegoś nie robić i komuś się to może nie podobać. Czytałam artykuł, że jest kilka rodzajów empatii i narcyz ma jeden z nich, ten który pozwala jej rozpoznać ofiarę, dostrzec podatność i słabości, ale nie jest w stanie się w drugą osobę wczuć.

    Pomyśl logicznie, gdyby narcyz nie miał wyboru, nie potrafił zachować się inaczej, nie stosować przemocy, to żaden nie zostałby za nią skazany, bo NPD byłoby wystarczającą okolicznością łagodzącą. A jakoś nie jest.

    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • 71tosia 24.06.18, 07:46
    dokladnie o tym pisze juz kilka razy NIE DA SIE WYLECZYC NARCYZMU, narcystyczna matka nie stanie sie opiekucza i mila mamusia dlatego ze corka przestanie dzwonic. Osobie niezaburzonej uciecie kontaktu ze strony corki daje szanse zastanowienia sie - moze ja cos nie tak robie, u narcystycznej matki wzbudza jedynie poczucie krzywdy. Na szczescie narcyzm jest na tyle rzadkim zaburzeniem ze wiekszosci nawet bardzo trudnych matek nie dotyczy.
    ps psychopatia takze nie stanowi okolicznosci lagodzacej dla mordercy. Psychopata nie ma wyboru w odczuwaniu empatii po prostu jej nie czuje, a to czy zostanie prezesem banku czy seryjnym morderca zalezy w duzym stopniu od okolicznosci i srodowiska z jakiego pochodzi.
  • sorvina 24.06.18, 07:54
    71tosia napisała:

    > dokladnie o tym pisze juz kilka razy NIE DA SIE WYLECZYC NARCYZMU, narcystyczna
    > matka nie stanie sie opiekucza i mila mamusia dlatego ze corka przestanie dzwo
    > nic. Osobie niezaburzonej uciecie kontaktu ze strony corki daje szanse zastano
    > wienia sie - moze ja cos nie tak robie, u narcystycznej matki wzbudza jedynie
    > poczucie krzywdy. Na szczescie narcyzm jest na tyle rzadkim zaburzeniem ze wi
    > ekszosci nawet bardzo trudnych matek nie dotyczy.

    Nie tosiu Ty piszesz, że jeśli narcyz zmieni ZACHOWANIE (nikt tu nie sugeruje wyleczenia całkowitego czy nawet zmiany postawy wewnętrznej wobec dziecka) tzn. że nie jest narcyzem, bo narcyz zachowania nie zmieni.

    Owszem, narcyz będzie miał poczucie krzywdy i pretensje do dziecka, uzna się za niesprawiedliwie potraktowaną ofiarę. Nikt tu nie sugeruje, że miałby stać się opiekuńczy i czuły, bo to tylko w bajkach. Ale może przestać stosować najbardziej wredne manipulacje i zagrywki. I nie uzewnętrzniać swoich pretensji. To wystarczy by podtrzymywać w miarę poprawne, choć zupełnie pozbawione ciepła, stosunki.





    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • 71tosia 24.06.18, 08:27
    po pierwsze narcyzm dotyczy bardzo waskiej grupy osob, i jak sama piszesz tylko czesc z tych osob jakos zmodyikuje swoje zachowanie. Spora czesc poczuje sie na tyle skrzywdzona ze zerwie kontakty zupelnie a jakas bedzie trwac w swym poczuciu wyzszosci ze nawet nie zauwazy ze corka niedzwoni. Behawioryzm w przypadku ludzi silnie zaburzonych dziala slabo i nie na dlugo, lepiej sie wiec zawsze w takich przypadkach skoncetrowac na sobie niz na naprawianiu innych.
  • ola_dom 24.06.18, 09:56
    71tosia napisała:

    > Spora czesc poczuje sie na tyle skrzywdzona ze zerwie kontakty zupelnie
    > a jakas bedzie trwac w swym poczuciu wyzszosci ze nawet nie zauwazy ze corka niedzwoni.

    Czy Ty w ogóle czytałaś, co myśmy tu, nie tylko w tym wątku, pisały? Że u kolejnych dziewczyn, które miały identyczne problemy z matkami, które stosowały identyczne metody szantażu i manipulacji, identycznie ZADZIAŁAŁO dopiero zerwanie kontaktów? U każdej z nas tak samo.
    Z czym chcesz dyskutować?


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • ola_dom 24.06.18, 09:51
    sorvina napisała:

    > Owszem, narcyz będzie miał poczucie krzywdy i pretensje do dziecka, uzna się za
    > niesprawiedliwie potraktowaną ofiarę
    . Nikt tu nie sugeruje, że miałby stać się
    > opiekuńczy i czuły, bo to tylko w bajkach. Ale może przestać stosować najbardziej
    > wredne manipulacje i zagrywki. I nie uzewnętrzniać swoich pretensji.

    O niczym innym nie pisałam. Napisałam przecież wyraźnie, ze najprawdopodobniej moja mama wcale nie przemyślała i nie zweryfikowała swojego poglądu na całą sprawę - i że najpewniej czuje się coraz bardziej skrzywdzona - ALE - przekierowała swoje myślenie na inne tory (wypranie mi mózgu, zaklęcie przez szeptuchę, tym podobne cuda), żeby znowu dopasowało się do jej teorii - i na tej podstawie zmieniła swoje zachowanie wobec mnie. Po prostu zmieniła taktykę.
    Nie dlatego, że jest jej przykro, jak mnie kiedyś traktowała. Wyłącznie dlatego, żebym znowu nie zerwała z nią kontaktów, bo to ją przeraża najbardziej. Jak zwykle chodzi o NIĄ - bo przecież nie o mnie.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • sorvina 24.06.18, 07:21
    Chyba niezrozumienie wynika z tego, że łączysz zmianę zachowania z nauczeniem empatii, a to 2 zupełnie odmienne sprawy!!! Masz rację, że narcyza czy socjopatę nie nauczyć się empatii. To co można (w pewnych warunkach) osiągnąć to wymuszenie na nim ograniczenia pewnych zachowań. Ale on nie powstrzymuje się od nich dlatego, że mu się żal dziecka zrobiło, bo zrozumiał, że je krzywdził, ale dlatego, że JEGO boli jak coś robi, są jakieś konsekwencje jego zachowania, które mu się nie podobają, np. kończy się to tym, że po zerwaniu kontaktu nie może zaspokoić jakiś swoich potrzeb. Więc może podjąć decyzję, że pewnych rzeczy nie będzie robić, ale ze swoją starą narracją czyli np. to moje dziecko takie przewrażliwione, będą ta dobra i nie powiem mu SŁUSZNEJ krytyki bo zupełnie nie potrafi jej przyjąć; albo: całkiem jej ten mąż sprał mózg, tak się zmieniła, ale nie mogę pozwolić by stracić z nią kontakt, może z czasem uda mi się do niej dotrzeć i pokazać jaki błąd robi i jak mnie krzywdziła tymi oszczerstwami, że ją ranię, a przecież ja wszystko dla jej dobra.... Oczywiście fantazjuję, takie "oficjalne wersje rzeczywistości" fundowała mi moja matka, więc wczuwam się w klimat ;)

    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • ola_dom 24.06.18, 10:15
    sorvina napisała:

    > Ale on nie powstrzymuje się od nich dlatego, że mu się żal dziecka zrobiło,
    > bo zrozumiał, że je krzywdził, ale dlatego, że JEGO boli jak coś robi,
    > są jakieś konsekwencje jego zachowania, które mu się nie podobają,
    > np. kończy się to tym, że po zerwaniu kontaktu nie może zaspokoić jakiś swoich potrzeb.
    > (...) ze swoją starą narracją czyli np. to moje dziecko takie przewrażliwione,
    > będą ta dobra i nie powiem mu SŁUSZNEJ krytyki bo zupełnie nie potrafi
    > jej przyjąć
    ; albo: całkiem jej ten mąż sprał mózg, tak się zmieniła, ale nie
    > mogę pozwolić by stracić z nią kontakt, może z czasem uda mi się do niej dotrzeć
    > i pokazać jaki błąd robi i jak mnie krzywdziła tymi oszczerstwami, że ją ranię,
    > a przecież ja wszystko dla jej dobra....


    Właściwie nie mam tu nic do dodania. Aż się wzdrygnęłam, bo miałam wrażenie, że czytam i słucham mamę...


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • enith 22.06.18, 04:53
    tt-tka napisała:
    > Osobowisc sie nie zmieni. Sa szanse na to, ze zmienia sie zachowania.

    Dokładnie tak to widzę. Mnie w zasadzie nie interesuje, dlaczego moja matka jest taka, a nie inna. Czy to wrodzone, czy upuścili ją na głowę w niemowlęctwie, czy to narcyzm, czy po prostu wredny charakter. Interesuje mnie jej zachowanie wobec mnie i mojego męża. Na jej chore akcje podziałało zerwanie kontaktów na pół roku, po czym nasze stosunki się unormalizowały i takie są od kilkunastu lat. Co nie oznacza, że moja matka nie stosuje swoich chorych metod wobec innych osób, które nie mają świadomości i nie wiedzą, jak się przed nimi bronić. Więc zdrowa to ona nie jest, ale przy nas się już od wielu lat kontroluje. I mi to w zupełności wystarcza. Co oczywiście nie oznacza, że nie liczę się z faktem, że kiedyś może znowu jej zacząć odwalać. Wtedy zrewiduję po raz kolejny nasze stosunki.
  • ola_dom 22.06.18, 10:15
    enith napisała:

    > Dokładnie tak to widzę. (...)

    OTÓŻ TO - mogę się podpisać, pod każdym słowem.
    Ja nawet z ciekawością teraz obserwuję, jak moja mama szantażuje poczuciem winy swoje towarzystwo. Ale wobec mnie zachowuje się poprawnie - i niczego więcej nie oczekuję. Nie liczę na to, że dozna oświecenia, nagłej i dogłębnej przemiany, że zmieni się jej charakter i osobowość.
    Ale dopiero dzięki zawieszeniu kontaktów udało się sprawić, że mama przestała terroryzować MNIE. Nic innego, nic wcześniej nie zadziałało, a przecież chyba Tosia nie sądzi, że - ot, pokłóciłam się raz i drugi z mamą, więc postanowiłam ją od razu ukarać roczną separacją - czy może jednak tak sądzi...?
    I nie mam złudzeń, że moja mama zmieniła myślenie. Jest nadal, może nawet coraz bardziej, przekonana, że mój facet mnie zmanipulował i wyprał mi mózg, i to z tego wszystkie te kłopoty. Ale teraz te myśli zostawia dla siebie, albo dzieli się nimi z przyjaciółkami, etc. Ale nie zatruwa już mnie, nie sączy jadu, nie obraża mojego faceta.
    A także nie stosuje szantaży emocjonalnych, nie "obraża się" w taki sposób, żebym "musiała" ją ugłaskiwać, obskakiwać - żeby łaskawie mogła mi wybaczyć - bo wie, że już tego nie zrobię. A ponownego zerwania kontaktów boi się chyba najbardziej.
    I o nic więcej mi nie chodzi.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • miedzymorze 22.06.18, 12:09
    Olu,
    Twój post każda osoba miotana fochami mamy, czy teściowej powinna sobie wydrukować i czytac na głos trzy razy dziennie ;)

    Jak widać patologiczne jednostki są w stanie zmienić swoje zachowanie, jak się do tego przyłożą ;)

    pozdr,
    mi
  • ola_dom 22.06.18, 12:30
    miedzymorze napisała:

    > Olu,
    > Twój post każda osoba miotana fochami mamy, czy teściowej powinna sobie
    > wydrukować i czytac na głos trzy razy dziennie ;)

    :)

    Ja oczywiście mam świadomość, że nie w każdym przypadku i nie z każdą mamą da się unormować relacje i kontakty.
    Ale gdybym 4 lata temu usłyszała, że mnie samej uda się doprowadzić do stanu, w jakim teraz jestem ja i moje kontakty z mamą - W ŻYCIU bym nie uwierzyła. Przenigdy. A jednak stało się.
    Nie udałoby się bez terapii i męczenia forum, nie mam złudzeń. Ale też nie zrobiłam niczego nadludzkiego, nieosiągalnego dla przeciętnej osoby.
    Więc piszę i mówię o tym, "szerzę wiedzę", bo zawsze strasznie mi przykro, kiedy spotykam tak uwikłaną osobę - bo doskonale wiem, co czuje i z czym się mierzy na co dzień, właściwie w każdej chwili, bo te matki naprawdę dźwiga się emocjonalnie przez 24/h. A jednak da się to odwrócić i odzyskać siebie, w dużym stopniu.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • enith 22.06.18, 16:57
    miedzymorze napisała:
    > Jak widać patologiczne jednostki są w stanie zmienić swoje zachowanie, jak się
    > do tego przyłożą ;)

    Ja powiem więcej. Moim zdaniem znakomita większość patologicznych jednostek potrafi się doskonale kontrolować, gdy im się ta kontrola opłaca. Albo inaczej: gdy popuszczanie swoim patologicznym zachowaniom im się nie opłaca, bo np. może mieć daleko idące negatywne dla nich konsekwencje. Taki poseł Piasecki regularnie wyzywał żonę m. in. od c.weli. Czy sądzicie, że odważył się kiedykolwiek odezwać w ten sposób do kolegi lub koleżanki ze swojego klubu? Nie, bo takie zachowanie miałoby przykre dla niego reperkusje. Więc się kontrolował tam, gdzie mu się to opłacało. A w domu puszczały mu hamulce. Nie mam wątpliwości, że większość osób zaburzonych te hamulce posiada i używa ich według własnego uznania, gdy są z tego korzyści.
  • tt-tka 22.06.18, 17:29
    enith napisała:


    > Ja powiem więcej. Moim zdaniem znakomita większość patologicznych jednostek pot
    Nie mam wątpliwości, że większo
    > ść osób zaburzonych te hamulce posiada i używa ich według własnego uznania, gdy
    > są z tego korzyści.

    Alez oczywiscie. Damski bokser moze lac zone, corke i tesciowa, ale na szefowa reki nie podniesie. Terroryzowane bedzie przez rodzica to dorosle dziecko, ktore na takie zachowanie pozwoli, takie, ktore sie postawi - bedzie mialo spokoj. Milosnik nieletnich nie daje folgi swoim upodobaniom publicznie. I tak dalej.
    Sklonnosci byc moze nie mozna zmienic, ale pohamowac je - na pewno. Jezeli odpor jest wystarczajaco silny.
  • 71tosia 23.06.18, 17:19
    ale czy ja twierdze inaczej? Zachowanie wynikajace ze zlych nawykow mozna jak najbardziej zmienic. Jednak gdy ktos ma np uszkodzony plat czolowy to nawet stawanie na rzęsach nie nauczy go odczuwania empatii. Jezlei ktos ma zuburzenia narcystyczne to behawiorystycznym podejsciem go nie 'wyleczysz'. Dlatego wiekszosc przypadkow 'wrednych' mam czy tesciowych nie ma nic wspolnego z narcyzmem, narcyzm wcale nie jest częsty w spolecznstwie, wbrew temu co 'diagnozuje' sie na tym forum
  • enith 24.06.18, 02:09
    Tosiu, poczytaj np. o Tedzie Bundy'm. Psychopata, sadysta, cierpiał na chorobę afektywną dwubiegunową. Przystojny, ujmujący, niezwykle szarmancki wobec kobiet, skończył prawo. Zarazem seryjny morderca, brutalnie zgwałcił i zamordował kilkadziesiąt kobiet na przestrzeni czterech lat. Chory psychicznie człowiek, który potrafił się doskonale kontrolować, gdy okoliczności tego wymagały (występował jako własny adwokat na jednym ze swoich procesów na Florydzie). I to próbujemy przekazać. Że nawet osoba w poważnymi zaburzeniami psychicznymi potrafi, jeśli chce, jeśli widzi w tym korzyść dla siebie, kontrolować swoje patologiczne zachowania, co w żaden sposób nie czyni jej mniej zaburzoną. Psychopata Bundy prowadził na pozór normalne życie (ożenił się nawet), a na sali sądowej wprost oczarował publikę. Czy to oznacza, że jednak nie był psychopatą i wszyscy co do jednego studiujący go lekarze źle ocenili stan jego zdrowia psychicznego?
  • 71tosia 24.06.18, 07:26
    Nie neguje ze psychopata by osiagnac cel moze bywac czarujacy. Jednak historia Teda Bundyego akurat pokazuje ze psychopata nie potrafił kontrolowac swojego zaburzenia skoro mordowal! Gdyby byl zdolny do empatii to by nie mordował. Przyklad austryjackiego seryjnego merdercy Johann Unterweger'a pewnie bylby jeszcze bardziej adekwatny. Psychopaci to nie tylko mordercy, badania pokazują ze relatywnie czesto to zaburzenie wystepuje wsrod wysokiej kardy menadżerskiej. Ale czy seryjny morderca czy prezes banku, wymaganie od takiej osoby współczucia jest poza jej możliwościami. Podobnie matka z zaburzeniem narcystycznym nie stanie sie trosliwa i opiekuncza obojetnie jak corka sie zachowa. By taka chociaz chaciala udawac musialabys ja przekonać do życzliwego traktowania corki wykorzystujac egoistyczne skoncetrowanie matki na sobie. Raczej trudne zadanie.
  • ola_dom 24.06.18, 10:20
    71tosia napisała:

    > Gdyby byl zdolny do empatii (...)
    > Podobnie matka z zaburzeniem narcystycznym nie stanie sie trosliwa i opiekuncza
    > obojetnie jak corka sie zachowa.

    Po raz kolejny udowadniasz, że kompletnie nie dociera do Ciebie, o czym piszemy.
    Nam w ogóle nie zależy, żeby matki stały się empatyczne i szczerze i naturalnie troskliwe. Żadna z nas nie wierzy, że to w ogóle możliwe (i w tym punkcie się w zasadzie zgadzamy z Tobą).
    Nam chodzi o to, żeby mamy przestały nas terroryzować. O nic innego. I to się udaje osiągnąć - sposobem, który w ogóle Ci się nie podoba, a który jest jedynym skutecznym.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • ola_dom 19.06.18, 14:23
    ciastko.z.cukrem napisał(a):

    > Poradźcie mi coś, bo zwariuje. Wstyd że dorosła kobieta ma takie problemy.

    Ciastku, a ja mam pytanie - jakich odpowiedzi oczekiwałaś zakładając ten wątek? Spodziewałaś się mniej więcej tego, co przeczytałaś, czy liczyłaś raczej na jakieś ekwilibrystyczno-logistyczne sztuczki, które pozwolą Ci pogodzić to, co nie do pogodzenia? Jakieś pomysły, na które nie wpadłaś, choć wydaje się, że wymyśliłaś już wszystko, co się dało?
    Czy miałaś jednak nadzieję, choćby podskórną, dowiedzieć się, że nie jesteś wielbłądem, a mama jest niesprawiedliwa i jednak nie ma prawa Was tak traktować?


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • fusun1804 19.06.18, 15:43
    Spodziewała sie, ze jej podpowiemy rozwiazanie jak to zrobic zeby był wilk syty i owca cała. Tzn zeby ani szwagier ani matka sie nie obrazili. A tu się nie da.

    Albo że jej powiemy : źebys ty widziała co moja matka wyprawia, dzwoni do mnie 10 razy dziennne, codziennie musze do niej latać, raz w tygodniu musze sprzątać na błysk, wozić ją od lekarza do lekarza bo ma urojone choroby, na masaże, na akupunkturę, juz nie mam znajomych, przyjaciół, mąż ode mnie odszedł ( straszna swinia), ledwo udaje mi się pogodzić prace zawodową z opieka nad matka a matka mnie i tak wyzywa od dziwki.
    I wtedy Autorka mogłaby odetchnąć z ulgą ze jej mamusia nie jest wcale taka zła.
  • ola_dom 19.06.18, 16:02
    fusun1804 napisała:

    > Spodziewała sie, ze jej podpowiemy rozwiazanie jak to zrobic

    Wiesz funsun - ja też mam swoje podejrzenia i typy, czego ciastko oczekiwało, ale jednak wolałabym, żeby ona sama o tym napisała. A przynajmniej się nad tym zastanowiła.

    I wydaje mi się, że retoryką, którą stosujesz w tym wątku, niespecjalnie pomagasz. No chyba, że nie chodzi Ci o pomoc, tyle że w takim razie nie wiem, o co.
    Niedawno blue-meerkat napisała coś, co mi się od razu skojarzyło. Nie jesteś matką ani terapeutką, ale tak się zachowujesz:

    Mam wrazenie ze to nie ten typ osobowosci terapeuty do terapii dzieci rodzicow narcystycznych, ktore potrzebuja zrozumienia nie prowokacji. Jej prowokacja wlacza ci twoje mechanizmy obronne uzywane w zwiazku z matka i tak sie krecicie w kolko....

    Czasem wiadro zimnej wody wylane na głowę pomaga. Ale dzieciom narcystycznych rodziców bardziej pomaga zrozumienie, wsparcie i wskazanie możliwości, o których istnieniu nie miały dotąd pojęcia.
    A takie atakowanie i złośliwości uruchamiają dokładnie to, co ciastko zna od urodzenia. Bo dzieci narcystycznych rodziców są wytrenowane w obronie. Ale tu nie chodzi o to, żeby pogłębiać tę zdolność.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • verdana 19.06.18, 16:39
    Ja jednak będę brutalna i wsparcie nie udzielę, chociaż współczuję. Ale współczuję nie tylko Autorce, ale i jej mężowi i dzieciom. Problem bowiem polega na tym, że jeśli na przykład teraz mąż nie pojedzie na osiemnastkę chrześnicy, to nie dlatego, ze mama tak sobie życzy. Tylko dlatego, ze tak sobie życzy Ciastko, dla którego to jest wygodniejsza opcja. I rozczarowanie męża jej w ogóle nie interesuje - jedyne, co sie liczy, to brak konfliktu z matką i własne samopoczucie. Można, owszem, podporządkować się żądaniom matki, poświęcając swoje życie. Nie można poświęcać rodziny. Przy tak postawionych priorytetach ślub jest ogromnym błędem. A jeśli juz sie go wzięło, to trzeba mieć minimum lojalności wobec męża, a nie uznać, ze on także ma działać pod dyktando teściowej.
    To może się źle skończyć - któregoś dnia facet zastanowi się, czy naprawdę fakt, ze nie ma nic do powiedzenia i jego wybory sie nie liczą nie jest dobrym powodem, aby odejść.
  • ola_dom 20.06.18, 11:05
    verdana napisała:

    > Ja jednak będę brutalna i wsparcie nie udzielę, chociaż współczuję.
    > Ale współczuję nie tylko Autorce, ale i jej mężowi i dzieciom.

    Jak pomyślę o dzieciach, to ściska mi gardło.
    Ale współczuć mężowi? W odrobinę innych okolicznościach, albo w innym nastroju, forum już huknęłoby, że mąż jest tak samo winny, bo biernie pozwala na krzywdzenie dzieci, a przecież w równym stopniu jest za nie odpowiedzialny. No i jest dorosły i nieubezwłasnowolniony. I tak dalej.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • fusun1804 20.06.18, 14:04
    „W odrobinę innych okolicznościach, albo w innym nastroju, forum już huknęłoby, że mąż jest tak samo winny, bo biernie pozwala na krzywdzenie dzieci, a przecież w równym stopniu jest za nie odpowiedzialny. No i jest dorosły i nieubezwłasnowolniony.”

    I moim zdaniem tak właśnie jest.
  • ola_dom 20.06.18, 14:24
    fusun1804 napisała:

    > I moim zdaniem tak właśnie jest.

    No ja głównie zauważyłam wyrazy współczucia i ubolewania nad losem męża.
    A ja bym się raczej zdziwiła, dlaczego on się na to godzi - czy to wdupiemanie, czy sam jest tak silnie uwikłany, że nie widzi, jakie to chore i krzywdzące.
    Więc na podstawie tego, co wiemy z wątku, można jednakowo albo współczuć i żałować biedaka, albo obwiniać za "współudział" w krzywdzeniu.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • fusun1804 20.06.18, 15:23
    „A ja bym się raczej zdziwiła, dlaczego on się na to godzi - czy to wdupiemanie, czy sam jest tak silnie uwikłany, że nie widzi, jakie to chore i krzywdzące.
    Więc na podstawie tego, co wiemy z wątku, można jednakowo albo współczuć i żałować biedaka, albo obwiniać za "współudział" w krzywdzeniu.”

    Ja kogoś takiego jak mąż Ciastka spotkałam osobiście. To mąż siostry mojego byłego męża. Tesciowa królowała w jego domu, latem na jego działce. On sam w swoich domach był wynieś- przynieś- pozamiataj dla teściowej. Jego żona mówiła juz tylko o mamie, każde zdanie zaczynało sie od „ mama chce” lub „ mama nie chce” , płakała, ze nie dostaje od mamy wymarzonej akceptacji. Akceptacje i uczucia męża i córki miała w dupie, to oczywiste. Ciągle tylko główkowala jak mamie dogodzić i rozpaczała, ze mama jej nie docenia tylko zachwyca sie jej siostrą. Widziałam raz taką Wielkanoc, ta córka sie naszykowala, zimne nóżki, wędliny, pieczenie, kilka rodzajów ciast a mamusia, obżerając się, wychwalała pod niebiosa druga córkę i opowiadała jak to ona kurczaka umie upiec ( poza tym nic nie umie ugotować).Mamusia nie zamykala paszczy nawet na chwile, jej zagłuszający wszystkich monolog trwał nieprzerwanie, zachwycała się dziećmi uwielbianej córki i ubliżala córce tej córki- milczącej, płaczącej niewolnicy.

    Kilkanaście lat temu córka- niewolnica postanowiła, ze rodzice sie przeniosą do jej miasta zeby im mogła lepiej i wiecej pomagać. No wiec sie przenieśli. Ostatnie 15 lat małżeństwo niewolników spędziło na uslugiwaniu matce i znoszeniu jej krytyki, niezadowolenia, wręcz obelg, przez 15 lat nie spędzili ani jednego weekendu bez teściowej, jej wrzasków i żądań. Teściowa wielokrotnie ubliżala temu zięciowi w jego własnym domu. Ale nic nie zrobił - bo mama to mama, bo to rodzina a rodzina to rodzina.
    Ja miałam wrażenie, ze on sie tej zony i jej rodziny potwornie boi. Ale czego konkretnie - nie wiem.
  • fusun1804 19.06.18, 16:56
    ola_dom napisała:

    > fusun1804 napisała:
    >
    > > Spodziewała sie, ze jej podpowiemy rozwiazanie jak to zrobic
    >
    > Wiesz funsun - ja też mam swoje podejrzenia i typy, czego ciastko oczekiwało, a
    > le jednak wolałabym, żeby ona sama o tym napisała. A przynajmniej się nad tym z
    > astanowiła.

    Masz prawo oczekiwać, ze Ciastko sama napisze czego oczekuje. A ja mam prawo napisać jakie mam domysły co do jej oczekiwań.

    Olu, jak wiesz, nie jestem terapeutką, natomiast jestem osobą, ktora kawał zycia zmarnowała w małzeństwie z takim psem wytresowanym do usług mamusi. Jest mi bardzo szkoda męża ale przede wszystkim dzieci, bo o ile mąż moze od Ciastka odejść, to juz dzieci odejsc nie mogą.
  • aqua48 19.06.18, 18:30
    fusun1804 napisała:

    > Jest mi
    > bardzo szkoda męża ale przede wszystkim dzieci, bo o ile mąż moze od Ciastka od
    > ejść, to juz dzieci odejsc nie mogą.

    Jestem tego samego zdania. A to co Ciastko pisze, że nie organizuje własnym dzieciom radosnych uroczystości rodzinnych bo...jej mamusia strzeliła focha i na nich nie bywa, zmroziło mnie całkiem.
  • madi138 20.06.18, 08:22
    Przeciez to jest powielenie schemata- licza sie tylko uczucia i potrzeby matki, a maz dzieci sie temu podporzadkowuja. Szkoda, ze autorka nie dostrzega, ze powoli zamienia sie we wlasna matke...
  • ola_dom 20.06.18, 11:33
    aqua48 napisała:

    > A to co Ciastko pisze, że nie organizuje własnym dzieciom radosnych uroczystości
    > rodzinnych bo...jej mamusia strzeliła focha i na nich nie bywa, zmroziło mnie całkiem.

    Mnie też, ALE:

    I teraz wyjdę na potwora a nie na matkę, ale nie organizuje rodzinnych uroczystości ani dzieciom ani nam, tzn nie ma urodzin, dnia dziecka, mikołajek jak w innych domach, że przyjeżdżają babcie, ciocie itp. Urodzinki starszemu robie tylko dla dzieci

    Czyli jest kinderbal, a nie zgromadzenie ciotek-klotek. Które to zgromadzenie, jak rozumiem, ciastko uważa za "normalną uroczystość rodzinną".

    Więc uważam, że znalazła najlepsze rozwiązanie chorej sytuacji - nie da się zaprosić na imprezę babci, która zaprosić się nie daje - proste. Ale robimy bal dla dzieci - a w urodzinach dzieci przecież o to właśnie powinno chodzić.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • tt-tka 20.06.18, 11:49
    ola_dom napisała:



    > I teraz wyjdę na potwora a nie na matkę, ale nie organizuje rodzinnych urocz
    > ystości ani dzieciom ani nam, tzn nie ma urodzin, dnia dziecka, mikołajek jak w
    > innych domach, że przyjeżdżają babcie, ciocie itp. Urodzinki starszemu robi
    > e tylko dla dzieci

    >
    > Czyli jest kinderbal, a nie zgromadzenie ciotek-klotek. Które to zgromadzenie,
    > jak rozumiem, ciastko uważa za "normalną uroczystość rodzinną".
    >
    > Więc uważam, że znalazła najlepsze rozwiązanie chorej sytuacji - nie da się zap
    > rosić na imprezę babci, która zaprosić się nie daje - proste. Ale robimy bal dl
    > a dzieci - a w urodzinach dzieci przecież o to właśnie powinno chodzić.
    >

    A dzien dziecka, mikolajki itp ? Sa urzadzane jako zabawa dla dzieci czy wcale ?
    >
  • ola_dom 20.06.18, 11:55
    tt-tka napisała:

    > A dzien dziecka, mikolajki itp ? Sa urzadzane jako zabawa dla dzieci czy wcale?

    To jest osobne ważne pytanie,
    ja natomiast zastanawiam się jeszcze nad jedną kwestią - czy dobrze zrozumiałam, że dla ciastka "normalna" impreza jest wtedy, kiedy zjadą się obie babcie i zasiądą przy jednym stole. Bo bez tego uroczystość nie ma sensu - więc np. swoich urodzin czy imienin w ogóle nie organizują.

    Ale ciastko zamilkło, więc pewnie się już nie dowiemy.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • tt-tka 20.06.18, 12:22
    Zrozumialam tak samo - ze NAPRAWDE swietuje sie wtedy, gdy wszyscy przy stole. A skoro nie moze byc naprawde, to erzacow urzadzac sie nie bedzie - to juz moj wniosek.
    Coraz bardziej mi zal tych dzieci, coraz mniej Ciastka. We wlasnej rodzinie (ona + maz + dzieci, wyjasniam, co rozumiem pod pojeciem "wlasna rodzina") weszla w buty wlasnej matki i zdjac ich nie zamierza.
  • ola_dom 20.06.18, 12:54
    tt-tka napisała:

    > Zrozumialam tak samo - ze NAPRAWDE swietuje sie wtedy, gdy wszyscy przy stole.
    > A skoro nie moze byc naprawde, to erzacow urzadzac sie nie bedzie - to juz moj wniosek.

    I będzie "żałoba".
    Przypomina mi się, co słyszałam nieraz od mojej matki - "Przecież wiesz, że Wigilia to z Tobą, albo WCALE...!!!".
    Jak nie może być tak, jak prawdopodobnie mamusia onegdaj narzuciła i zarządziła, że to jedyny słuszny sposób świętowania - to nie będzie świętowania w ogóle. Bo przecież ze znajomymi i przyjaciółmi to nie uroczystość...

    No ale to znowu tylko moje domysły.



    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • tt-tka 20.06.18, 13:42
    W sumie to przyszlo mi do glowy calkiem proste rozwiazanie - maz (z dziecmi ?) jedzie na 18 chrzesnicy, Ciastko do mamusi (tata to tak przy okazji, marginesowo).W niedziele Ciastko wraca, ewentualnie maz po nia przyjezdza, sklada zyczenia i wrecza prezent tesciowi i ignorujac tesciowa wychodzi. Skoro ona sie do niego nie odzywa, to on nie bedzie jej narazac na konwersacje, prawda ?

    Czemu nikt tam nie wpadl na taki pomysl i co stoi na przeszkodzie, by go urzeczywistnic ?
  • enith 20.06.18, 14:35
    Pomysł jest nie do zrealizowania, bo się mamusia obrazi. No jak to, wnusia i zięć, którego teściowa nie trawi, zrezygnowali z przyjazdu do niej? A na kim ona się będzie wyżywać? Kim pomiatać? Przecież nie chodzi wcale o logistykę przedsięwzięcia, bo tu faktycznie możnaby zrobić tak, jak proponujesz, ale o chore układy w rodzinie i niemożliwość zadowolenia matki. Tu żadne wyjście nie jest dobre, bo foch będzie i tak. Tu najsensensowniej byłoby nie jechać do zaburzonej matki wcale. Nie tylko na tę okazję, ale też na żadną inną, a z tatą spotkać się na neutralnym gruncie. Ale stopień uwikłania autorki (i jej męża) jest tak wysoki, że to wyjście (tymczasowe zerwanie kontaktów) jest nie do zreazlizowania.
  • tt-tka 20.06.18, 17:16
    enith napisała:

    > Pomysł jest nie do zrealizowania, bo się mamusia obrazi. No jak to, wnusia i zi
    > ęć, którego teściowa nie trawi, zrezygnowali z przyjazdu do niej? A na kim ona
    > się będzie wyżywać? Kim pomiatać? Przecież nie chodzi wcale o logistykę przedsi
    > ęwzięcia, bo tu faktycznie możnaby zrobić tak, jak proponujesz, ale o chore ukł
    > ady w rodzinie i niemożliwość zadowolenia matki. Tu żadne wyjście nie jest dobr
    > e, bo foch będzie i tak. Tu najsensensowniej byłoby nie jechać do zaburzonej ma
    > tki wcale. Nie tylko na tę okazję, ale też na żadną inną, a z tatą spotkać się
    > na neutralnym gruncie. Ale stopień uwikłania autorki (i jej męża) jest tak wyso
    > ki, że to wyjście (tymczasowe zerwanie kontaktów) jest nie do zreazlizowania.

    Ja rozumiem, ze mamusi nic nie zadowoli, ale czy celem meza i dzieci jest jej zadowalanie ? Raczej ustepuja Ciastku. No to raz mogliby nie ustapic, a mamusia wyzywac sie bedzie na corce, ktora nie zdyscyplinowala rodziny wedle wymogow. Moze wtedy by cos dotarlo...
  • enith 20.06.18, 17:37
    Gdyby napisał tu mąż Ciastka z pytaniem "co robić?", właśnie to bym mu poleciła. Sprzeciwić się żonie, przestać grać w tą chorą grę i jechać z dziećmi na osiemnastkę chrześnicy. Ciastku tego nie poleciłam, bo ona nigdy tego mężowi nie przekaże, więc nie ma co strzępić klawiatury po próżnicy.
    Mąż, gdyby jego ta sytuacja naprawdę uwierała, już dawno albo postawiłby kwestię uzależniania żony od matki na ostrzu noża i zażądałby terapii albo by się z Ciastkiem rozwiódł albo w ogóle nie zakładałby z nią rodziny. Skoro jednak od ponad dekady znosi te jazdy i gra w tę grę, to widać sam jest zaburzony i tak samo, jak Ciastku sprzeciwienie się teściowej nie mieści mu się w głowie. Coś naprawdę tragicznego będzie się musiało wydarzyć (czyjaś choroba lub śmierć), żeby rozpieprzyć ten cały toksyczny układ w cholerę.
  • tt-tka 20.06.18, 17:49
    Pewnie masz racje, Enith Ja sie tylko boje, ze po smierci matki Ciastko jak w maslo wejdzie w jej role, a sterroryzowana rodzina nawet nie zauwazy, ze zmienil sie opresant.
  • blue_meerkat 22.06.18, 08:39
    "Pewnie masz racje, Enith Ja sie tylko boje, ze po smierci matki Ciastko jak w maslo wejdzie w jej role, a sterroryzowana rodzina nawet nie zauwazy, ze zmienil sie opresant."

    Alez ciastko juz tam jest!! Wszystko w jej rodzinie kreci sie wokol ciastka i jej lekow, jej relacji z mama, impreza bez mamy niewazna, meza i dzieci zdanie i potrzeby sie nie licza - jest tylko ciastko i jej mama. Tak mozna powiedziec - zla to mama, gdyby mama sie zmienila itp. ale to ciastko jest dorosla kobieta wokol ktorej jej wlasna rodzina musi chodzic na palcach....
  • fusun1804 20.06.18, 20:24
    „Mąż, gdyby jego ta sytuacja naprawdę uwierała, już dawno albo postawiłby kwestię uzależniania żony od matki na ostrzu noża i zażądałby terapii albo by się z Ciastkiem rozwiódł albo w ogóle nie zakładałby z nią rodziny. Skoro jednak od ponad dekady znosi te jazdy i gra w tę grę, to widać sam jest zaburzony i tak samo, jak Ciastku sprzeciwienie się teściowej nie mieści mu się w głowie. Coś naprawdę tragicznego będzie się musiało wydarzyć (czyjaś choroba lub śmierć), żeby rozpieprzyć ten cały toksyczny układ w cholerę.„

    Temu mężowi nie mieści sie w głowie sprzeciwienie sie żonie. Ustępuje jej zeby jej oszczędzić problemów z mamą. Pisała o tym.
    Najprawdopodobniej nic sie nie wydarzy, Ciastko i jej mąż bedą do śmierci matki koło niej tańczyć i obchodzić sie z nią jak ze śmierdzącym jajkiem. Potem wciągną w to dzieci. Naucza dzieci / wytresują ze wszystko ma byc zgodnie z życzeniem babki. Że życzenia / żądania babki są święte. Na razie dzieci są malutkie wiec nie są obiektem zainteresowania chorej babki ale za pare lat babka z radością powiększy swoj folwark. Z perfidnym uśmieszkiem na gębie bedzie ubliżać wnukom, jak teraz ubliża córce. A Ciastko nakaże dzieciom żebranie o obecność babki na urodzinach / komuniach tak samo jak ona żebrała o jej obecność na ślubie.
    A mąż nie kiwnie palcem w obronie swoich dzieci.
    A te dzieci bedą marzyły o tym, zeby jak najwcześniej uciec z tego chorego domu, od chorej matki podporządkowanej babce, uciec jakkolwiek, dokądkolwiek.
  • fusun1804 20.06.18, 13:42
    „Więc uważam, że znalazła najlepsze rozwiązanie chorej sytuacji - nie da się zaprosić na imprezę babci, która zaprosić się nie daje - proste. Ale robimy bal dla dzieci - a w urodzinach dzieci przecież o to właśnie powinno chodzić.”

    Ja tez uważam, ze na urodziny dziecka powinnno sie zaprosić w pierwszej kolejności inne dzieci, ewentualnie życzliwe osoby z rodziny. Ale Ciastko uważa sie za matkę- potwora bo jej matka odmawia przyjścia na urodziny wnucząt i jej sie nie udało matki ubłagać, zeby przyszła. I jej biedne dziecko obchodzi urodziny bez babki ....... co to za urodziny .......

    Przy ślubie jakos matkę uprosiła, ubłagała, zeby przyszła, matka przyszla ale w zamian za przyjście ślub musiał byc taki jak ona chciała.
  • ola_dom 20.06.18, 11:18
    fusun1804 napisała:

    > Masz prawo oczekiwać, ze Ciastko sama napisze czego oczekuje. A ja mam prawo
    > napisać jakie mam domysły co do jej oczekiwań.

    Ja Ci w żadnym razie tego prawa nie odbieram, nie o to mi chodziło.
    Tylko że odpowiadając - dość gwałtownym i autorytarnym tonem - za autorkę, zachowujesz się jak miliony razy opisywane tu matki - które zawsze lepiej wiedzą, co dziecko czuje, co myśli, jaki miało zamiar, a także jak wyglądały fakty, których nie były świadkiem - no ale przecież one doskonale wiedzą, jak było. Bo przecież najlepiej wiedzą, dlaczego ich dziecko jest takie złe, głupie i beznadziejne.
    Tak to zabrzmiało.


    > Olu, jak wiesz, nie jestem terapeutką, natomiast jestem osobą, ktora kawał
    > zycia zmarnowała w małzeństwie z takim psem wytresowanym do usług mamusi.

    Wiem, i mam wrażenie, że odreagowujesz złość za swoje krzywdy, za to, że nie udało Ci się tego załatwić lepiej, inaczej, w odpowiednim czasie.
    Wyżej napisałaś, że być może gdyby nie to, że zdążyłaś wyjść ponownie za mąż, wróciłabyś do męża po śmierci jego matki (?!). A jednocześnie szydzisz z męża ciastka, że potajemnie spotykał się z nią po zerwaniu zaręczyn i że świadomie wszedł "do tego samego bagna".


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • 54dosetki 22.06.18, 12:23
    U mnie sytuacja wygląda tak: w sobotę jest dzień ojca i imieniny teściowej, a w niedzielę imieniny mojego taty. Mamy z mężem taki układ, że co roku w najpierw idziemy do jego rodziców, a następnego dnia do moich. Czasami jest tak, że jednego dnia ogarniamy wszystkie uroczystości, bo na obiad idziemy do moich, a na wieczór do jego rodziców. Nikt nie ma z tym problemu. Dodam, że co roku w Wigilię poszkodowana jest teściowa, bo i my, i rodzina jej drugiego syna odwiedza najpierw rodziców żon, a potem wszyscy już porządnie najedzeni schodzimy się u niej... Przyjęliśmy taki model dlatego, że bliżej jest do teściów i droga powrotna do domu jest po prostu mniej uciążliwa. Problem ewidentnie leży w Twojej mamie, bo z tego co piszesz wynika, że jest osoba konfliktową i samolubną. Jeśli się obraża - trudno. Jesteście dorośli i musi zrozumieć, że nie jest pępkiem Twojego świata od kiedy masz własną rodzinę. A przede wszystkim musi mama sobie przyswoić, że macie takie same zobowiązania wobec rodziny męża. Tam też są ludzie, którzy czasem coś świętują i chcą ten czas spędzić z Wami.
  • ciastko.z.cukrem 25.06.18, 19:04
    Weekend minął, uroczystości również i sprawy mają się tak...
    Osiemnastka została przełożona na niedzielę, więc wydawałoby się ze problem się sam rozwiązał. Jednak nie. Nie mówiłam mamie nic o oiemnastce - po co denerwować siebie i ją.
    W piątek Mama zapytała czy przyjedziemy do taty w sobotę. Ja ucieszona - oczywiście (był problem i nie ma). Przyjechaliśmy w sobotę, w porze obiadowej, zrobiłam specjalnie ciasto. Atmosfera była w miarę ok (mama nadal nie wiedziała, ze następnego dnia idziemy na oiemnastkę). W niedzielę rano zabrałam ją na zakupy ciuchowe. Wszystko było super do momentu aż nie zapytała co robimy popołudniu. Odpowiedziałam - wychodzimy, mama na to - a gdzie?, ja - po co mam cie denerować. Noi w mamę jakby piorun strzelił, juz zorientowała się gdzie, przestała się odzywać, rozmawiała tylko z moim dzieckiem. Odwiozłam ją do domu, pozegnała się z wnukiem i tyle. Od tamtej pory cisza. Obrażona. A ja co trochę mam ochotę do niej zadzwonić, ale wiem jakim tonem będzie ze mną rozmawiać, więc wolę się nie denerwować.
  • alpepe 25.06.18, 19:16
    Rozpędź się i strzel baranka!

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • alpepe 25.06.18, 19:37
    i przestań matkę brać na zakupy, nie jesteś jej przyjaciółką, bo ona nie jest twoją przyjaciółką, tylko twoim wrogiem, wampirem.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • abecadlooooo 25.06.18, 21:33
    Mamusia wypisz wymaluj jak odbicie lustrzane mojej teściowej. Foch, dąs i cierpiętnictwo. Ja krótko, bo dziewczyny fantastycznie już napisały i poradziły co można i trzeba. Na pewno pomaga zerwanie kontaktów, czasowa separacja. Nie daje spektakularnych efektów, ale to i tak kamień milowy. Moja teściowa tresowała mojego męża, mnie dyskredytowała jako jego żonę, wnuk był dla niej niewidoczny. Kiedy pewnego dnia przegięła totalnie pogoniłam ją na cztery wiarty, a ona przestała odzywać się do swojego syna, bo poparł moje stanowisko. Po półtora roku nasłała kuzynkę, z którą chciała do męża, nie do nas, do męża, przyjechać, ale kuzynka wyraźnie za jej plecami dała mężowi do zrozumienia, że mamusia jedyne co czuje, to poczucie krzywdy. Zapadła cisza z naszej strony na kolejne 5 lat. Mamusia znów wysłała posłańca, tym razem przekazując mężowi, że jest umierająca. Nie jest, choć jest schorowana, opieki nie wymaga, pomocy nie potrzebuje. Jednak kontakt z synem przywróciła i już na starcie próbowała przywrócić stary ład, krzykiem, płaczem. Mąż stanął okoniem, powiedział, no co to to, to nie. Zdziwienie było ogromne, oczy jak pięć złotych. Takie same, kiedy wyraźnie powiedział jej, że powinna mnie za wszystko przeprosić. Tego nie przeskoczy, umrze, ale nie przeprosi. Tak więc mąż wyjaśnił jej, że stosunki teraz będą już inne, będzie dzwonił, pomoże w chorobie i to już koniec. Obiadki i inne przywileje odeszły. Suchy kontakt. Ale po pół roku ona już wie, że jak za bardzo podskoczy będzie źle. Podskakuje nadal, ale już nie tak wysoko. Każdy wyskok mąż przeżywa, ale tylko w domu(może i to minie), ale w rozmowie z nią momentalnie ją pionizuje, mówiąc nie pozwalam, nie zgadzam się. I co? Przed laty były płacze, obrażenie się, pierwsza by nie zadzwoniła. Teraz po spięciu dzwoni. Nie mogłam w to uwierzyć, ale dzwoni, ona pierwsza! Tak bardzo boi się, że straci syna. Bierze go takiego chłodnego, nie mającego chęci do niej jechać, mówiącego jej nie. Kiedyś potulny jawił się jej jako najgorszy pod słońcem. Siadła sobie na tyłku, jednym pośladkiem, ale zawsze coś. Będzie próbowała pewnie wstać, blokuje ją stan zdrowia i wiek, ale to kobieta z tytanu i jeszcze chce sobie sprawić trochę radości. Trzeba jej dostęp do tego dobra wciąż odcinać. Tak więc zerwanie kontaktów pewne zapędy hamuje, a i daje wytchnienie, ja lata bez teściowej wspominam jako powrót do życia i nigdy już się nie uśmiercę. Przenigdy.
  • ola_dom 25.06.18, 19:55
    ciastko.z.cukrem napisał(a):

    > A ja co trochę mam ochotę do niej zadzwonić, ale wiem jakim tonem
    > będzie ze mną rozmawiać, więc wolę się nie denerwować.

    A po co chcesz do niej dzwonić? Zastanów się i odpowiedz sobie na to pytanie.

    I poczytaj o "wzmocnieniach sporadycznych" - niezwykle skutecznych w uzależnianiu emocjonalnym. I w tresurze.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • verdana 25.06.18, 20:14
    Prawdę mówiąc prowokujesz matkę. Przyjeżdżasz, nie uprzedzasz, że wychodzicie, a zamiast odpowiedzieć normalnie, odpowiadasz tak, że matka, nawet jakby nie miała zamiaru sie obrazić, to i tak by się obraziła - bo Twoja odpowiedź od razu zawierała taką sugestię.
    Mam wrażenie, że nie umiesz żyć bez dąsów matki. Jak jest dobrze, to zrobisz wszystko, aby doprowadzić do konfliktu, bo przecież tym żyjesz.
    Nie chodzi o to, ze matka nie jest upier.., konfliktowa itd. Chodzi o to, że ten konflikt jest najważniejszą sprawą w Twoim zyciu, nie potrafisz bez niego egzystować. Wszystko inne, łącznie z Twoją rodziną i dziećmi jest mniej interesujące od gry toczonej z matką. Ona jest osią Twojego życia.
  • abecadlooooo 25.06.18, 21:42
    Dokładnie. Pierwszego dnia trzeba było powiedzieć, jutro mamy uroczystość rodzinną. I tyle tylko. Nie zauważać miny mamy, ewentualny komentarz ostro skomentować i zapytać, czy dalej możemy świętować nasze spotkanie. Jeśli nastąpiłaby eskalacja wyjść i nie dzwonić choćby cały rok. Niech kobieta cierpi skoro ma powód.
  • kachaa17 25.06.18, 21:44
    Wiesz, ja to się trochę nie dziwię zaskoczeniem Twojej mamy - skoro nie przyjechałas do niej i nic nie powiedziałaś o swoich planach to miała prawo spodziewać się wspólnych planów. Inna sprawa jej reakcja na wiadomość ale też Twoje zachowanie jest jakieś prowokacyjne - zamiast powiedzieć normalnie to zapowiadasz kłopoty.
  • tt-tka 25.06.18, 21:47
    Przestaje ci wierzyc.
    18, swieto na dlugo wczesniej planowane, goscie pospraszani, raptem z dnia na dzien, w ostatnim tygodniu przed uroczystoscia zostaje "przelozona" ?
    A ty, dorosla kobieta, tajniaczysz sie z tym, ze wyjedziecie po obiedzie przez poltora dnia. I na pytanie wprost zamiast odpowiedziec rownie wprost ty mowisz "po co mam cie denerwowac".
    I jakos na tym podwojnym swiecie taty w ogole nie ma taty...

    Rzeczywiscie strzelic baranka to najlepsza opcja.
  • ola_dom 26.06.18, 10:02
    ciastko.z.cukrem napisał(a):

    > Weekend minął, uroczystości również i sprawy mają się tak...

    Ciastko, ja mam jeszcze inne pytanie - czego Ty oczekujesz? Co byś chciała, żeby się stało?
    Czy liczysz na to, że coś wniknie do głowy Twojej matki i zmieni jej myślenie?
    Czy zamierzasz sama coś zmienić w swoim myśleniu?
    Bo na razie umacniasz sytuację i zachowania Twojej matki. Pewnie nie umiesz inaczej i nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy - ale to właśnie robisz. Ale liczysz na zmianę i poprawę sytuacji i relacji. Jakim cudem?
    Zrozum, żeby cokolwiek się zmieniło, TY musisz COŚ ZROBIĆ. Coś zmienić. Matce nie zależy na zmianie - po co miałaby zmieniać układ, który jej pasuje i który niezawodnie działa od lat?
    Przypuszczam, że Twoje poczucie sprawczości nie istnieje. Nie masz poczucia, że cokolwiek od Ciebie zależy. To nie zarzut - to wspomnienie z mojego życia sprzed kilku lat. Ja sama czekałam "aż COŚ się wydarzy", nie miałam pojęcia - właśnie "pojęcia", bo to nie była kwestia wiary we własne siły - że na cokolwiek mam wpływ. Zwyczajnie "nie wiedziałam", że mogę cokolwiek zrobić, żeby zmienić sytuację, która jest dla mnie nieznośna.
    Ale w końcu do mnie dotarło, że muszę zmienić swoje myślenie - i że nikt za mnie tego nie zrobi.
    Pogodziłam się z tym, że rozprawa z mamą będzie nieprzyjemna - ale przecież codzienne kontakty też nie sprawiały wielkiej przyjemności, były nieustannym stresem.
    To nie jest sytuacja, w której niszczysz, burzysz coś fajnego i wartościowego. Znowu porównam to z wizytą u dentysty - jak masz spróchniały ząb, to oczywiście możesz go nie dotykać, nie ruszać, jeść drugą stroną, nie jeść gorących, słodkich, zimnych rzeczy - słowem kombinować na wszystkie sposoby, żeby akurat nie zabolał. Dużo przy tym tracisz i się męczysz - no ale doraźnie unikasz bólu. Ząb od tego nie staje się zdrowszy.
    Ale możesz w końcu pójść do dentysty i raz na zawsze się z próchnicą rozprawić. To nieprzyjemne i bolesne - ale nieuniknione, jeśli chcesz znowu normalnie funkcjonować i cieszyć się normalnym jedzeniem/życiem.

    Obym się myliła, ale mam wrażenie, że piszesz tu tylko po to, żeby się pożalić na swój los. Że wcale nie zamierzasz zmieniać czegokolwiek. Że liczysz na radę, która pomoże Ci przetrwać mamy fochy, albo na taką, która doradzi "jak z nią jeszcze lepiej i mądrzej rozmawiać".
    No to się nie doczekasz, i nie dlatego, że forum jest złośliwe. Tylko dlatego, że takiej rady nie ma.
    Wierz mi - nie jesteś jedyna, która ma taką matkę, i która musiała się mierzyć z tym, co Ty. Z identycznymi szantażami, fochami, obrazami, z tekstami kopiowanymi co do joty.
    Niektóre z nas miały jeszcze trudniej. I udało się nam to zmienić. Ale to nie nasze mamy się zmieniły, o nie.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • abecadlooooo 26.06.18, 13:34
    Na to wygląda, ale co da samo użalanie. Mnie w pierwszym poście najbardziej rozsierdziło, kiedy Cistko pisze, że mama jest ok jeśli ona nie wspomina o rodzinie męża. Co to ma być, co ta matka sobie wyobraża u diabła. I nie jest to wcale odosobniony przypadek. Ale postawa córki wobec tej chorej fanaberyji matki to już inna historia. Żal męża.
  • ola_dom 26.06.18, 14:18
    abecadlooooo napisał(a):

    > Mnie w pierwszym poście najbardziej rozsierdziło, kiedy Cistko pisze,
    > że mama jest ok jeśli ona nie wspomina o rodzinie męża. Co to ma być,
    > co ta matka sobie wyobraża u diabła. I nie jest to wcale odosobniony przypadek.

    A jakże, to przecież też znam doskonale. Ponieważ mój facet jest wrogiem mojej mamy nr 1, to przez długi czas w ogóle "nie mogłam" wspomnieć o nim, o "nas", o mieszkaniu, w którym mieszkamy, o NICZYM, co go jakkolwiek dotyczy. Nawet trudno mi napisać, jak bardzo byłam zmęczona rozmowami z mamą, bo musiałam uważać na każde słowo - no bo można sobie wyobrazić, jak się rozmawia, jeśli nie możesz wspomnieć o swoim codziennym życiu - które przecież jest nierozerwalnie związane z człowiekiem, z którym mieszkasz i żyjesz. Nie mogłam mówić O NAS - no bo to już było także o "nim" - oczywiście na to wszystko mama reagowała fochem, minką i obrazą. A ja się wiłam, żeby ją ułagodzić.
    A jak w końcu brakowało tematów do rozmów - to była obraza, "że przyjechałam i nawet z nią nie rozmawiam!" :D.
    Cyrk, po prostu.
    Ale teraz wiem, że sama grałam rolę w tym cyrku, beze mnie by się nie kręcił. I też się bałam coś zmienić, bałam się jej reakcji. Zresztą - na wszystko są "dowody" na forum :).
    Ale jednocześnie mało czego tak chciałam, jak tej zmiany. Na to też są "dowody", bo zamęczałam forum w każdym wątku dotykającym tematu.
    I jak już dowiedziałam się, że nie - mama nie ma prawa tak wobec mnie postępować, a ja nie mam powodów czuć się winna wobec niej - bo przez lata autentycznie tego nie wiedziałam - to zaczęłam "zdrowieć".


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • abecadlooooo 26.06.18, 16:52
    I nie ma nic bardziej budującego jak przestać grać w tę mamusiną grę. Tego Ci gratuluję, zrobiłaś dla siebie, to co Ci się właśnie od siebie należało. Przecież takie matki rozwalają grzecznym, dobrym dzieciom związki. Zabierają dzieciom domy. Ja długo szukałam przyczyn takich zachowań, rodzinny dom, trudy życia, zaburzona osobowość i tak można dalej, ale jakie to ma znaczenie? Najważniejsze to zatrzymać tę machinę. Jest to trudne i bolesne, bo dotyczy rodzica wobec którego często ciężko o pewność moralnej oceny. Trzeba jednak zawalczyć o siebie, taka matka umrze i do ostatniego dnia nie dojdzie do tego, co zrobiła. Jeśli rozwali małżeństwo dziecka powie tylko, a nie mówiłam, że on, ona do niczego.
  • fusun1804 27.06.18, 10:51
    „Trzeba jednak zawalczyć o siebie, taka matka umrze i do ostatniego dnia nie dojdzie do tego, co zrobiła. Jeśli rozwali małżeństwo dziecka powie tylko, a nie mówiłam, że on, ona do niczego.”

    Opisałaś dokładnie to co zdarzyło sie w rodzinie mojego ex- męza. Z tego co wiem, ex- mąż nie powiedział rodzicom o rozwodzie żeby im nie dać powodu do triumfu. Zeby samemu sobie zaoszczędzić „ a nie mówiłam !”
    Matka umarła i nie doszła do tego co zrobiła bo niby jak miałaby dojść? Dzieci nieprzerwanie wyśpiewywały peany na Czesc matki, prawie sie do niej modliły, bez przerwy gadały jakim to ona jest uosobieniem mądrości i dobroci, urządzały uroczystości na jej czesc, kombinowali jak jej dogodzić - te dzieci same nie doszły do tego, ze zostały przez rodzicow skrzywdzone.
  • eukaliptusy 27.06.18, 13:50
    ciastko.z.cukrem napisał(a):


    > Osiemnastka została przełożona na niedzielę, więc wydawałoby się ze problem się
    > sam rozwiązał. Jednak nie. Nie mówiłam mamie nic o oiemnastce - po co denerwow
    > ać siebie i ją.
    > W piątek Mama zapytała czy przyjedziemy do taty w sobotę. Ja ucieszona - oczywi
    > ście (był problem i nie ma).

    Ciastko, czy naprawdę po przeczytaniu wszystkiego co ci tu napisano, nadal uważasz ze istotą problemu jest to, ze dwie konkurencyjne imprezy rodzinne się na siebie nałożyły??? Logistyka to jest twój główny problem?
    Bardzo cię proszę przeczytaj jeszcze raz i dokładnie wszystkie posty oli_dom.



  • tt-tka 27.06.18, 14:58
    eukaliptusy napisał(a):



    > Ciastko, czy naprawdę po przeczytaniu wszystkiego co ci tu napisano, nadal uważ
    > asz ze istotą problemu jest to, ze dwie konkurencyjne imprezy rodzinne się na s
    > iebie nałożyły??? Logistyka to jest twój główny problem?

    Tak wlasnie. Logistyka jest ciastka problemem glownym, a byc moze jednym.
    Bo nie maz ignorowany lub upokarzany przez tesciowa, nie dzieci pozbawiane swoich swiat, nie ojciec, ktorego imieniny i dzien ojca obchodzila idac z matka po matki zakupy.
    Ja podejrzewam, ze ciastko wcale nie chce sytuacji regulowac, bo jej ta rola, ktora matka przyjela, imponuje i ona tez by tak chciala. A jakiekolwiek zmiany teraz moga zachwiac JEJ (nie matki) pozycja w tej rodzinie, ktora zalozyla. jeszcze by chlop i dzieci przestaly chodzic jak wokol smierdzacego jajka...
    > Bardzo cię proszę przeczytaj jeszcze raz i dokładnie wszystkie posty oli_dom.
    >
    >
    >
  • dama_z_kawa_i_papierosem 27.06.18, 22:41
    Twoi rodzice musieli niezle namieszac ci w glowie. Normalnie powinnas piwiedziec ojcu ze wpadniecie w niedziele do niego, w sobote osiemnastka w rodzinie meza. I tyle. A na jakies fochy popukac sie w glowe.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka