Dodaj do ulubionych

synowie narcystycznych matek trudnymi mężami?

11.07.18, 16:59
Pytanie do tych, którzy znają problem z obserwacji lub autopsji: czy cieżko być żoną faceta, który miał narcystyczną matkę? Czy ma to wpływ na małżeńskie życie?
Edytor zaawansowany
  • heniek.8 11.07.18, 17:28
    to są przypadki indywidualne
    na pewno wychowanie w zaburzonej rodzinie nic nie ułatwia, czy to narcyzm, czy alkoholizm, czy inne dziadostwo
    jeżeli się nad tym zastanawiasz to może znaczy że przyciąga cię facet o takiej przeszłości a więc zastanów się przy okazji skąd to się bierze
  • martynikaklasyka 11.07.18, 21:44
    NIe mam pojęcia skąd mi sie to wzięło. A jakie to mogą być przyczyny? Nie ptrafie takiej autoanalizy dokonaćw tym temacie.
  • heniek.8 11.07.18, 22:05
    ja też ci na odległość nie zrobię analizy :)

    na roboczo przyjmij takie założenia:

    nie jesteś w stanie zmienić tego faceta, on się zmieni tylko jeżeli będzie chciał

    osobą która ma problem jesteś ty

    to że uważasz że jesteś 100% normalna a on odbiega od normy to naturalne
    z jego punktu widzenia jest odwrotnie
  • zuzi.1 11.07.18, 19:05
    Ciężko. Mój znormalniał po ok. 10 latach. Wcześniej zachowywał się nienormalnie. Powiedziałabym wręcz, że ukryta agresja do matki uderzyła we mnie. Plus jego matki agresja do mnie o to, ze zabrałam jej synka. Po latach, z tą wiedzą którą mam obecnie, nigdy nie wyszłabym za takiego mężczyznę. Po co się męczyć, lepiej wybrać faceta ze zdrowej rodziny z normalnymi wzorcami, bez wielkich zranień emocjonalnych.
  • heniek.8 11.07.18, 19:24
    zuzi.1 napisała:

    > Ciężko. Mój znormalniał po ok. 10 latach. Wcześniej zachowywał się nienormalnie

    jeszcze nigdy nie spotkałem człowieka który by widział swoją "nienormalność"
    każdy zawsze widzi ją u innych, i chce ich zmieniać na swoje "normalne" wyobrażenie, prawda?
  • ola_dom 12.07.18, 10:21
    heniek.8 napisał:

    > jeszcze nigdy nie spotkałem człowieka który by widział swoją "nienormalność"
    > każdy zawsze widzi ją u innych, i chce ich zmieniać na swoje "normalne" wyobrażenie, prawda?

    Chyba nie do końca.
    Czasem jednak zdarza się jakaś tam samoświadomość, że coś z nami nie tak - natomiast faktycznie trudno jest samemu zobaczyć, CO jest nie tak.
    Kto inaczej by się wybrał na terapię?
    :)


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • znowu.to.samo 19.07.18, 18:55
    Zuzi mam dokładnie takie same doświadczenia.
    Moja teściowa jest strasznie narcystyczna. Godzinami potrafi opowiadać o sobie i swoich sukcesach, jaka to ona jest zaradna, pracowita, inteligentna, elokwętna, oszczędna i zapobiegliwa. Zupełnie jak w tym wierszyku Samochwała. Wizyty u niej czy rozmowa przez telefon to wysłuchiwanie w nieskończoność historii jej sukcesów, tylko ona i ona. Ośmielisz sie wtrącić to ona przebije cie opowieściami sprzed trzydziestu lat jaka ona jest wspaniała i w ogóle. Teść to klasyczny Felicjan Dulski, przy niej nie istniał. Przez teściową zawsze poddawany agresji biernej, traktowany jak pierdoła i niedojda, tłuk który bez niej niechybnie zginąłby marnie.
    A mąż właśnie wykazywał ukrytą agresje do matki skierowaną na mnie, która poważnie nadszarpnęła nasze małżeństwo. Dopiero teraz po 18 latach troche znormalniał.


    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • zuzi.1 19.07.18, 19:17
    Współczuję Ci bardzo 😞 znowu.to.samo. To są przeżycia, których niestety nie da się zapomnieć...
  • gonzo_101 11.07.18, 19:13
    Mogę wiedzieć dlaczego pytasz? Tak ogólnie czy masz takiego pana na oku?
  • martynikaklasyka 11.07.18, 21:42
    Mam partnera, który w okolicznościach spotkania z matką mnie zaskoczył. Jakby zmienił sie z mojego dorosłego mężczyzny w dziecko w swojej matki. Opisałam swoją sytuację na równoległym forum. Poczytalam o tym narcyzmie. Niektóre rzeczy niby pasują chociaż nie 1:1. Ale jesteśmy ze sobą dosyć długo, a sa jednak rzeczy, o których nie da sie z partnerem porozmawiać, których nie można nazwać wprost. W planach melismy założenie rodziny i przeprowadzkę w strony rodzinne partnera. Zastanawiam się czy powinnam podjąć taka decyzję.
  • alpepe 11.07.18, 22:12
    Założenie rodziny być może, ale przeprowadzkę odradzam.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • victo.ria7 11.07.18, 23:31
    Bylam przez krotki czas w pseudozwiazku z takim chlopakiem.Dziwna to byla relacja, pozbawiona autentycznosci, jakas sztuczna.Po latach spotkany pan okazal sie jeszcze wiekszym dziwolagiem.Nie ozenil sie, ale ma dwoje dzieci z roznymi kobietami.Narcystyczny przystojniak, ktory nie potrafil zaangazowac sie, sprawiajac zupelnie inne pozory.Z tego co wiem ostatecznie nudził się panią albo miał dwie naraz.Od narcyza wiać!
  • victo.ria7 11.07.18, 23:37
    I mial jakis problem z matka, ponoc o rysie narcystycznym, ktora kochal a jednoczesnie nienawidzil.Prawdopidobnie to rozdwojenie uczuc plus cos tam innego przelozylo sie na jego stosunek do kobiet
  • gonzo_101 11.07.18, 23:28
    Przeczytałem sąsiedni wątek i chyba za mało informacji aby od razu wytaczać narcystyczne działa:) Czy przy każdej wizycie u swojej matki partner odgrywa ten rodzinny teatrzyk czy tylko przy ostatniej? I co to znaczy, że nie możesz z nim o czymś porozmawiać. Ma jakieś tematy tabu, co się dzieje jeśli drążysz temat?
  • tt-tka 11.07.18, 23:50
    martynikaklasyka napisał:

    > Mam partnera, który w okolicznościach spotkania z matką mnie zaskoczył. Jakby z
    > mienił sie z mojego dorosłego mężczyzny w dziecko w swojej matki. Opisałam swoj
    > ą sytuację na równoległym forum.

    Nick wydal mi sie znajomy, ale nie skojarzylam :)

    Opisywalas zachowania partnera, nie jego matki. Czy jest cos, co pozwala podejrzewac ja o narcyzm ? Czy moze - pardon - to jest na tej zasadzie, ze jak poczytasz podreczna encklopedie zdrowia, to od razu doszukujesz sie u siebie chorob, jakich jako zywo nie masz ? Roznica tylko taka, ze przy chorobach soma dostrzegasz je u siebie, a przy zaburzeniach psycho-emocjonalnych u swoich znajomych.

    Jakie argumenty przemawialy za przeprowadzka ? Lokalizacja, ceny, praca ? Czy bliskosc rodziny (jego) tez byla wymieniana ?
    Jakie zastrzezenia do niego mialas dotychczas, czy moze zadnych ?
    Pisalas, ze on matke odwiedza dwa razy do roku, to nie jest duzo w obrebie jednego kraju...


  • martynikaklasyka 12.07.18, 07:59
    Znam swojego partnera. Z matką on widuje się dwa razy w roku, więc ja kobiety tak naprawdę nie znam prawie wcale. Jest daleko, nie uczestniczy w życiu syna, ale partner wyskoczy czasami z dziwnym tekstem. Nie chcę ślubu kościelnego - on na to, że jego mama się obrazi jak weźmie tylko cywilny. I pojawiają się takie sygnały, które jak złożę do kupy to odwodzą mnie od przeprowadzki w pobliże jego matki. Nic namacalnego - sama intuicja czy coś w tym stylu. Nie martwi mnie zachowanie przyszlej teściowej ale partnera.
  • enith 19.07.18, 19:55
    > ale partner wyskoczy czasami z dziwnym tekstem. Nie chcę ślubu kościelnego - on
    > na to, że jego mama się obrazi jak weźmie tylko cywilny.

    Powinnaś była go spytać, czyje zdanie powinno być w kwestii ślubu ważniejsze: przyszłej żony czy mamusi?
    Więcej ma partner takich akcji na stanie?
    Masz ewidentnie wątpliwości co do pewnych zachowań partnera. Nie ignoruj tego. Relacja partner - matka i możliwe tam "dziwności", nie powinny być twoim głównym zmartwieniem, tylko twoja relacja z nim. Jeśli partner ma więcej takich odpałów, jak ten ze ślubem kościelnym, to masz powody do niepokoju. Słuchaj intuicji.
  • abecadlooooo 21.07.18, 16:22
    Autorka mogła parafrazować słowa pertnera odnośnie ślubu. Są ludzie dla których śkub kościelny jest ważny i poza nim nie układają sobie życia. Być może taka jest matka partnera. Ja też chciałabym, by mój syn ożenił się z kobietą, dla której ślub łączy się z sakramentem. Tyle tylko, że dla niego też to jest ważne. A autorka wątku nic nie pisze, że jej partner podziela w pełni jej poglądy, by wziąć tylko cywilny ślub. Syn może liczyć się ze zdaniem matki, która wychowała go w wierze katolickiej. Nic w tym nie jest niepokojącego.
  • enith 21.07.18, 17:01
    > Autorka mogła parafrazować słowa pertnera odnośnie ślubu.
    Mogła też napisać dokładnie to, co powiedział partner, że "jego mama się obrazi, jak on nie weźmie ślubu kościelnego". I do tego się odnoszę. Taki komentarz partnera jest niepokojący, jeśli on wie, że partnerka nie jest zainteresowana taką formą zawarcia małżeństwa. Jeśli to patner chce ślubu kościelnego, to inna sprawa, ale nie to napisała autorka wątku.

    > Ja też chciałabym, by mój syn ożenił się z kobietą, dla której ślub łączy się z sakramentem.
    > Tyle tylko, że dla niego też to jest ważne.
    To miło. Natomiast nic nie zmienia faktu, że wola rodzica się akurat nie liczy i nie obowiązuje, liczy się wola dorosłych dzieci. Co zrobisz, jeśli syn zwiąże się z partnerką, dla której sakrament nie ma znaczenia (lub z rozwódką, która ponownego ślubu kościelnego wziąć nie może) i zdecyduje się tylko na ślub cywilny? Będzie ci przykro, ale przecież zaakceptujesz JEGO decyzję?
  • abecadlooooo 21.07.18, 17:31
    Oczywiście, że dziecko, a właściwie dorosły człowiek, podejmuje decyzje o tym jaki weźmie ślub. Dla wierzącej osoby ślub kościelny to normalność. Ale mówię tu o poważnym rozumieniu istoty ślubu kościelnego. Wynika z tego, co napisała autorka, że jej mężczyzna pochodzi z rodziny katolickiej, jest zapewne ochrzszczony. Dlaczego nie chce ślubu kościelnego? Autorka pisze o bardzo poważnym aspekcie życia, ślubie, bardzo oszczędnie. Myślę, że wynika to z tego, że naprawdę nie jest dla niej ważny ślub sakramentalny. Tu jest szczera. Ale nie jest szczera jeśli chodzi o partnera i jego podejście do ślubu. Nie pisze wszystkiego. Dlatego ja nie pokusiłabym się, by w jego zachowaniu, o którym mało wiemy, dopatrywać się niepokojących sygnałów. A co ja bym zrobiła, gdyby mój syn pokochał ateistkę lub wierzącą rozwódkę? Znam go na tyle dobrze, że wiedziałabym, że ta miłość wymaga od niego bardzo wiele i dlatego ja równie mocno stałabym przy nim i przy jego żonie.
  • abecadlooooo 21.07.18, 17:44
    To są bardzo delikatne rewiry. Wiara. Słowo obrazi się, którego użyła autorka odnośnie matki męża jest nieprzystające do tej sfery życia. Jeśli takie padło w rzeczywistości, może wskazywać na wizerunkowe traktowanie ślubu kościelnego. A wtedy nie ma tematu. Niech grają w co tam chcą.
  • enith 21.07.18, 18:10
    abecadlooooo napisał(a):

    > Dla wierzącej osoby ślub kościelny to normalność.

    Zgadzam się i powiem więcej. Osoba wierząca, dla której ślub kościelny jest ważny, nie zwiąże się z osobą, dla której nie jest lub zakończy związek w momencie, gdy dowie się, jaka jest partnera opinia na ten temat. Pan wie, że pani nie chce w kościele, ale uporczywie w związku trwa i namawia do jego legalizacji. Czy to świadczy o tym, że ślub kościelny jest dla niego ważny? Ważny w sensie wynikający z wiary, a nie strachu przed matką czy ze względów, jak napisałaś, wizerunkowych. Ja sądzę, że jednak nie. Może autorka wątku dopisze, jak to u partnera naprawdę z tym jest.
  • tt-tka 21.07.18, 17:36
    Ale my w tej sprawie o decyzji, a nawet stanowisku partnera nic nie wiemy :)
    Zalezy mu na koscielnym ? Nie zalezy ? Chcialby, ale boi sie to powiedziec, wiec zaslania sie matka ?
    To ostatnie, szczerze mowiac, zaniepokoiloby mnie, nie ze wzgledu na matke, tylko na partnera...
  • abecadlooooo 21.07.18, 17:48
    No właśnie. Też tak czuję.
  • enith 21.07.18, 17:49
    > Zalezy mu na koscielnym ? Nie zalezy ? Chcialby, ale boi sie to powiedziec, wie
    > c zaslania sie matka ?
    > To ostatnie, szczerze mowiac, zaniepokoiloby mnie, nie ze wzgledu na matke, tyl
    > ko na partnera...

    Otóż to. Jeśli partner chce ślubu kościelnego, to powinien to jasno wyrazić. Partnera zgrabne wtrącenie w to opinii matki, w sumie na zasadzie lekkiego wobec partnerki szantażu ("bo matka się obrazi"), jest bardzo niepokojące.
  • abecadlooooo 21.07.18, 18:47
    Otóż to. Powinien powiedzieć. Może powiedział już kiedyś, ale atorka puściła to w eter. Być może istnieje duże napięcie na linii matka-syn w sprawie ślubu kościelnego i stąd to nadskakiwanie matce. Chore, ale możliwe. On może toczy walkę sam ze sobą, nie chce jej, mówię o autorce stracić. I tak jeszcze jest kilka możliwości. Każda nadszarpuje dojrzałość partnera. A wystarczy porozmawiać otwarcie, ale gdyby to było możliwe autorka nie zakładałaby wątku. Co do związku osoby wierzącej z kimś kto nie chce lub nie może, ale zdecydowanie bardziej to drugie, to takie związki cywilne są. Tu miłość silniejsza jest niż grzech. Znam taki.
  • tt-tka 21.07.18, 19:14
    Istnieje chyba, a przynajmniej kiedys byla, mozliwosc jednostronnego slubu koscielnego, nie wiem, jak z tym teraz. Tyle za taka rozbieznosc pogladow ma swoje dalsze skutki w zyciu rodzinnym - obchodzenie swiat, uczestnictwo/jego brak w zyciu kosciola, wychowanie dzieci...
    Czy autorka ze swoim partnerem w ogole rozmawiala na ten temat, dlugofalowo, czyli nie tylko slub taki czy inny, ale tez jak ma wygladac ta sfera ich zycia po slubie ? Czy uznala albo zalozyla, ze "jakos to sie ulozy" ?
    Nawet gdyby partner czy jego matka traktowal koscielny slub wylacznie wizerunkowo, to na slubie budowanie wizerunku sie nie konczy. Predzej czy pozniej wynikna kwestie takie jak chrzest dziecka, uczestnictwo w lekcjach religii, wizyty po koledzie itd itp.
  • abecadlooooo 21.07.18, 19:36
    Tak nadal taki jedostronny ślub jest możliwy, to ślub z nieochrzszczonym ateistą lub kimś z innego kościoła, w którym małżeństwo nie jest sakramentem czyli ślub z ewangelikiem. Tu jednak obie strony są ochrzszczone więc nie wiem, czy taki ślub jest możliwy, sądzę że nie. I zgadzam się, to poważny problem dla związku, wymaga dojrzałośc,i a i to konflikty mogą się pojawić. Trzeba ustaleń już teraz, a oni z rozmową mają problem.
  • abecadlooooo 21.07.18, 19:50
    Doczytałam, ślub jednostronny również możliwy z osobą, która przyjęła w kościele katolickim chrzest, ale potem byla wychowywana w ateizmie.
  • verdana 21.07.18, 19:46
    Jak najbardziej istnieje taka możliwość.
    I sądząc z mojego małżeństwa, małżeństwa mojego wujka i wielu znanych mi osobiście osób, jeśli dwie rozsądne osoby (fanatycy wykluczeni!) porozumieją sie przed ślubem, to nie ma większych problemów w tej materii po.
  • tt-tka 21.07.18, 21:41
    verdana napisała:

    > Jak najbardziej istnieje taka możliwość.
    > I sądząc z mojego małżeństwa, małżeństwa mojego wujka i wielu znanych mi osobiś
    > cie osób, jeśli dwie rozsądne osoby (fanatycy wykluczeni!) porozumieją sie prze
    > d ślubem,

    Kluczowe - przed slubem. A nie wtedy, gdy zaistnieje sytuacja.

    > to nie ma większych problemów w tej materii po.

    Verdano, mysmy dorastali / slubowali /wychowywali dzieci w troche innym klimacie. Nie mam pojecia, ktora z moich szkolnych kolezanek chodzila na religie, a ktora nie - teraz te kwestie staly sie duzo bardziej publiczne i naciski (nawet tylko z wizerunkowych wzgledow) moga byc wieksze. Ze strony partnera, ze strony rodziny, wspolnoty religijnej, sasiedzkiej, towarzyskiej... lepiej jeszcze bardziej niz kiedys miec to dogadane przed slubem i tworzyc wspolny front.
    A nie hodowac sobie sabotazyste dywersanta we wlasnym domu :)
  • verdana 21.07.18, 22:16
    A ja wiedziałam doskonale, bo byłam jedną z dwóch osób w klasie, która nie chodziła. I znam sporo dwudziestoparo-trzydziestolatków, którzy brali ślub jednostronny i to uzgadniali obecnie. Dogadanie przed ślubem jest kluczowe, ale nie dotyczy to tylko religii. Poza tym chyba jednak, jak sie bierze slub kościelny to trudno mówić o tym,ze sie nie wie, co się robi.
    Jestem w stanie zrozumieć ludzi biorących ślub kościelny nie dla świętego spokoju, ale żeby matka czy babcia sie nie martwiły. Różnie bywa - mój wujek ukrywał swój pierwszy ślub kościelny przed całą rodzina, bo bał się reakcji rodziców. Też niefajnie.
  • tt-tka 21.07.18, 23:27
    verdana napisała:

    > . Dogadanie przed ślubem jest kluczowe, ale nie dot
    > yczy to tylko religii. Poza tym chyba jednak, jak sie bierze slub kościelny to
    > trudno mówić o tym,ze sie nie wie, co się robi.

    Ho, ho, ho :)
    Pisala na ktoryms forum dziewczyna, jak jej sie rozlecialo z chlopakiem juz wlasciwie zaklepanym - wiedziala, ze on wierzacy, on wiedzial, ze ona nie bardzo, niepraktykujaca w kazdym razie, ale wyszlo szydlo z worka dopiero, jak razem zamieszkali (na jej szczescie przed slubem). Kazda niedziela zaczynala sie od jekliwego "no, chodz ze mna do kosciola, no dlaczego nie chcesz isc ze mna, chodz, co ci szkodzi, no chodz" i tak na okraglo. Wczesniej naprawde nie odkryla w nim jeczaego meczybuly ani kogos, kto nie potrafi/nie chce odpuscic drugiej polowce. A wydawalo jej sie, z te rzeczy dogadali...


    > Jestem w stanie zrozumieć ludzi biorących ślub kościelny nie dla świętego spoko
    > ju, ale żeby matka czy babcia sie nie martwiły. Różnie bywa - mój wujek ukrywał
    > swój pierwszy ślub kościelny przed całą rodzina, bo bał się reakcji rodziców.
    > Też niefajnie.

    Tez bywa. Niefajnie, fakt. Mnie uderzylo, ze partner zaprezentowal poglad na sprawe matki, a nie swoj wlasny, wzglednie autorka to wlasnie wyeksponowala.
  • enith 12.07.18, 02:52
    Przeczytałam twój wątek na ematce. Pozornie nie zauważyłam nic dziwnego w zachowaniu twojego partnera. Ot, będąc u matki w odwiedzinach przyjął rolę gospodarza domu i obsługiwał gości. Możnaby powiedzieć super facet, że nie czekał, aż mu podadzą pod nos, lecz sam zajął się organizacją przyjęcia imieninowego mamy. Natomiast ty czujesz, a w końcu znasz go od lat, że w zachowaniu partnera jest coś dziwnego i niepokojącego. I ja na twoim miejscu nie ignorowałabym tego uczucia. Nikt tutaj nie powie ci, czy jest w tej sprawie jakieś drugie dno, ale jeśli TOBIE intuicja podpowiada, że jest, to jej słuchaj. Zwłaszcza, że partner zapytany o zachowanie u mamy szczeknął coś do ciebie na odczepnego. To tylko pogłębia podejrzenia, że coś się dzieje.
    Poza obserwowaniem partnera nie mam dla ciebie innej rady. Czy do czasu tej wizyty miałaś jakieś wobec niego zarzuty? Czy są jakieś inne tematy, których podjęcie przez ciebie powoduje blokadę lub złość partnera? Czy to był pierwszy raz, gdy zobaczyłaś partnera w interacji z jego matką? Jakie wywarła ona wrażenie na tobie? Wiedz jedno: ślub i przeprowadzka to nie zając. Jeśli się wahasz, wstrzymaj się z tak poważnymi decyzjami. Właśnie teraz, przed ślubem, jest czas, by się dobrze partnerowi i jego rodzinie przyjrzeć. Czy związek małżeński z tym mężczyzną (z założenia do śmierci), to jest to, czego chcesz?
  • heniek.8 12.07.18, 04:58
    jest takie powiedzonko angielskie, że "jeżeli masz tylko młotek, to wszystko wokół wygląda jak gwóźdź"
    taki jest kłopot m.in. z naszą forumową Zuzią, że ona wszędzie widzi narcyzm, narcyzm, jeszcze więcej narcyzmu,
    przy czym sama jest doskonała i dostosowuje innych na swój obraz i podobieństwo :)

    jeżeli chodzi o główny wątek - można by się nabrać, że chodzi o oficjalnie stwierdzony przypadek narcyzmu, a tu niespodzianka - przypadek został zdiagnozowany przez laików forumowych którzy akurat nie znają innego mądrego słowa.

    moim zdaniem to odwieczna rywalizacja synowa vs. teściowa, młoda widzi że stara nauczyła synka sztuczek których on nie wykonuje w relacji z młodą. to wywołuje zawiść, młoda chciałaby być numerem 1 na każdym polu.

    z drugiej strony to że synek nie chce o tym rozmawiać, przyjrzeć się temu, może świadczyć o tym że tak samo żyje w zamkniętych schematach i nieświadomości.

    z tego co pamiętam, to po ślubie mieli się przeprowadzić do teściowej,
    na miejscu autorki na pewno bym się nie przeprowadził, nawet jeżeli były wielkie nadzieje związane z tym małżeństwem,
    to lepiej je porzucić teraz niż szykować sobie lata takich frustracji.
  • martynikaklasyka 12.07.18, 08:05
    Jakie wrażenie wywarła na mnie matka partnera? Nijakie. Nie wtrąca się w życie swoich dzieci. Jakby to powiedzieć- więcej aktywności, zainteresowania i troski wykazują dzieci wzgledem niej niż ona względem dzieci. Ale to raz na kilka miesięcy, bo mieszkają daleko (chociaż 200km to znowuż nie tak daleko).
  • ola_dom 12.07.18, 10:28
    martynikaklasyka napisał:

    > Jakie wrażenie wywarła na mnie matka partnera? Nijakie. Nie wtrąca się w życie swoich dzieci.

    Czytałam wątek na emamie. Najbardziej uderzyło mnie to, jak pisałaś, że miałaś wątpliwości, czy w ogóle byliście tam zaproszeni. Że nie tyle, że to partner obsługiwał całą imprezę, ale że matka niespecjalnie zdawała się być przejęta faktem, że syn ją odwiedził - jeśli dobrze zrozumiałam. To jest dla mnie bardzo dziwne i rozumiem Twoje wątpliwości.

    > Ale to raz na kilka miesięcy, bo mieszkają daleko (chociaż 200km to znowuż nie tak daleko).

    No właśnie. Wizyta co dwa miesiące wydaje się bardziej "zdrową" częstotliwością.
    Dodatkowo niepokojące jest to, że partner w ogóle nie chce poruszać tematu, choć widać, że go bardzo uwiera - bo nie macha ręką, że nie warto o tym mówić, tylko się obrusza i zamyka.

    Pisałaś, że partner ma rodzeństwo? Jakie są ich wzajemne relacje i relacje rodzeństwa z matką?


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • martynikaklasyka 12.07.18, 11:43
    Tak partner ma starszego brata. Żonatego z dziećmi. On mieszka najbliżej domu rodzinnego, ale też szybko z niego wyfrunął. Mieszka z teściami, ma żone z silną osobowością, matka partnera chyba ich nie odwiedza. I rodzice i rodzeństwo mają ze soba taki poprawny, uprzejmy kontakt, chociaż rzadki .
  • tt-tka 12.07.18, 12:42
    Twoj partner tez zdaje sie mlodo wyfrunal z domu ? Czy jego matka odwiedza ? Bo on ja nieczesto, to juz wiemy. Jak wygladaja ich teleoniczne kontakty,w jakim natezeniu ?
    Szczerze mowiac, nie sadze, by mozna bylo mowic o narcyzmie tesciowej in spe :), narcyza imho nie odpuscilaby.Co nie znaczy, ze nie wchodza w gre inne zaburzenia, jakies zaszlosci, o ktorych nie wiesz itp. Skoncentrowalabym sie jednak na partnerze, a nie na matce obecnej w jego zyciu sporadycznie.
  • ola_dom 12.07.18, 12:59
    tt-tka napisała:

    > Skoncentrowalabym sie jednak na partnerze, a nie na matce obecnej w jego zyciu sporadycznie.

    Niby tak - a jednak... Partner już naciska na ślub kościelny (samemu zbyt kościelnym nie będąc) - bo "mama nie zgodzi się, żeby nie było kościelnego".
    To, że widuje się z matką rzadko, nie oznacza wcale, że nie jest ona obecna w jego życiu.

    To w ogóle jakaś dziwna opowieść, zastanawiam się, czy wcześniej - a przecież są ze sobą już kilka ładnych lat - nic autorce nie dało do myślenia.
    I czy poza tym nieszczęsnym ślubem nie było niczego, co wskazywałoby na matkę sterującą z głowy partnera. Bo jeśli to faktycznie tylko ta jedna sprawa - to pewnie nie ma się czym bardzo niepokoić, ten cały kościelny ślub, albo chrzest - "bo rodzice/babcia/ciocia inaczej sobie nie wyobrażają" pokutuje u nas i pokutować będzie pewnie jeszcze długo, ale niekoniecznie oznacza, że poza tą kwestią rodzic ma wpływ na dorosłe dziecko.
    Natomiast na pewno bym się wyraźnie zaczęła przyglądać decyzjom partnera.
    Bo - co mnie by najbardziej zaniepokoiło - on w ogóle nie chce rozmawiać o matce i całej tej sprawie. Więc ewidentnie jakiś problem jest. Pytanie - jak gruby?


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • tt-tka 12.07.18, 13:51
    ola_dom napisała:


    > To, że widuje się z matką rzadko, nie oznacza wcale, że nie jest ona obecna w j
    > ego życiu.

    A zwlaszcza w jego glowie :))
    Fakt.


    >
    > To w ogóle jakaś dziwna opowieść, zastanawiam się, czy wcześniej - a przecież s
    > ą ze sobą już kilka ładnych lat - nic autorce nie dało do myślenia.

    Zrozumialam - z watku po sasiedzku - ze nie. Autorka byla tam pierwszy raz, zaproszona przez matke, a nie "zabrana" przez partnera, tak zrozumialam, czyli jej istnienie nie bylo dla matki sekretem. Ale jak przebiegalo zapoznanie sie, pierwszy kontakt (osobisty pierwszy czy w ogole pierwszy ?), jakie wrazenie zrobily na sobie wzajemnie - nie wiemy, dla autorki to okazalo sie niewazne albo partner, jego obecnosc, jego zachowania zdominowaly odbior.


    > I czy poza tym nieszczęsnym ślubem nie było niczego, co wskazywałoby na matkę s
    > terującą z głowy partnera. Bo jeśli to faktycznie tylko ta jedna sprawa - to pe
    > wnie nie ma się czym bardzo niepokoić, ten cały kościelny ślub, albo chrzest -
    > "bo rodzice/babcia/ciocia inaczej sobie nie wyobrażają" pokutuje u nas i
    > pokutować będzie pewnie jeszcze długo, ale niekoniecznie oznacza, że poza tą k
    > westią rodzic ma wpływ na dorosłe dziecko.
    > Natomiast na pewno bym się wyraźnie zaczęła przyglądać decyzjom partnera.
    > Bo - co mnie by najbardziej zaniepokoiło - on w ogóle nie chce rozmawiać o matc
    > e i całej tej sprawie. Więc ewidentnie jakiś problem jest. Pytanie - jak gruby?

    No wlasnie. Gdyby oprzec sie tylko na tej wizycie, mnie matka (podkreslam - mnie ) nie wydalaby sie niepokojaca. Ani wscibska, ani naciskajaca, ni nadmiernie serdeczna, zdystansowana, z wlasnymi znajomymi i wlasnym zyciem...
    Zachowanie partnera - wizyta raz na pol roku, swiateczna okazja - tez uznalabym za normalne. Rzadko bywa u mamy, chce ja wyrezyc i obskakiwac, skoro juz tam jest, imieniny mamy w koncu...
    ... natomiast to, ze on sie zamyka na temat stosunkow rodzinnych, daloby do myslenia. Co mowil wczesniej i jak, o swoim domu i rodzinie ? Duzo, malo, nic ? Czy z jego rodzina autorka miala wczesniejsze kontakty, osobiste, listowne, telefoniczne ? jak czesto, z jakich okazji ? Jak wtedy bylo ?
    Oraz - czy autorka pytala wczesniej, nawet tak przy drobnych okazjach, rozmowki typu "bo moja mama na moje 10 urodziny... a jak u ciebie bylo?" "bo u nas na swieta zawsze... a u was ?" - czy tez pytania po tej wizycie byly po raz pierwszy ? Jesli tak, jak, w jakim tonie zadane ? Bo partner mogl sie nadac i zamknac niekoniecznie dlatego, ze ma jakis mroczny sekret... tak sobie gdybam.

    Niemniej - jesli autorke cos niepokoi, nalezy to wyjasnic i uspokoic sie PRZED podjeciem decyzji i zobowiazan, bezwzglednie.


  • martynikaklasyka 12.07.18, 14:18
    Matkę partnera poznałam wcześniej przy okazji dużych rodzinnych imprez z ich strony (u brata, na imprezach jego dzieci , na czyimś weselu itp). Była też u nas kilka razy, ale wtedy to my byliśmy gospodarzami imprez czy spotkań, więc taka zaradność i atencja wokół jego mamy nie była czytelna.
    Jeśli chodzi o rozmowy o dzieciństwie i rodzinie to one były na początku znajomości, ale przeciez każdy ma jakies mniejsze lub większe żale do rodziców, z których wyrasta, gdy dojrzewa.
  • tt-tka 12.07.18, 16:48
    Mnie nawet nie chodzilo o wieksze czy mniejsze zale z dziecinstwa :), tylko w ogole rozmawianie, wzmiankowanie o domu, rodzinie, wlasnie w kontekscie "a u nas", "a moja mama/ojciec/brat" itp - zwyczaje, ciekawostki, smiesznostki, anegdoty rodzinne, takie rzeczy.
    Znaczy wczesniej, przy tych rodzinnych spotkaniach i wspominkach nic cie nie zaniepokoilo ? Dopiero teraz te imieniny ? Czy bardziej reakcja partnera na pytanie ? Oraz jak to pytanie bylo zadane - zdziwienie, pretensja, jeszcze inaczej ?

    Mieszkcie razem juz jakis czas, tak ? Czy partner jest dojezdzajacy ? To wspolne zycie dotad ci pasowalo ?
    I slub slubem, a jak partner uzasadnia przeprowadzke - ma tam cos lokalowego ? Wieksze, wygodniejsze, okolica bardziej atrakcyjna ? jak z praca w jego okolicach i czy ty nie mialabys problemow z jej znalezieniem ? Czy tez "blizej do rodziny" bylo uzasadnieniem jedynym ?
  • martynikaklasyka 12.07.18, 13:03
    Nie odwiedza. Kontakt telefoniczny ok. raz w miesiącu. Zamierzam właśnie skoncentrowac się na partnerze, ale w perspektywie mieliśmy zmianę miejsca zamieszkania i nie wiem czy mi to nie będzie przeszkadzało. Partner w obecności matki staje się inny, jakby spelnial czyjes niewypowiedziane oczekiwania i nie chce o tym rozmawiać
  • sorvina 12.07.18, 13:09
    Bezwzględnie odradzam zamieszkanie blisko. Zwłaszcza jeśli partner przy matce wchodzi w utarte tory spełniania oczekiwań i zadowalania, by może tym razem mama była zadowolona. Odległość sama z siebie utrudnia częsty kontakt i spełnianie zachcianek. Daje większą szansę dla założonej rodziny, na normalne życie. Jeśli partner nie potrafi a wręcz nie chce stawiać granic, bo przymus zadowalania matki jest w nim, to odległość będzie taką pomocniczą granicą, gdzie dziwne zachowania zostaną ograniczone do rzadkich odwiedzin.

    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • ola_dom 12.07.18, 13:33
    martynikaklasyka napisał:

    > ale w perspektywie mieliśmy zmianę miejsca zamieszkania i nie wiem czy mi
    > to nie będzie przeszkadzało. Partner w obecności matki staje się inny,
    > jakby spelnial czyjes niewypowiedziane oczekiwania i nie chce o tym rozmawiać

    W żadnym razie!
    Może to jest dobra okazja, żeby wprost powiedzieć, że widzisz, że w obecności matki jest wyraźny problem i że nie zgodzisz się na zamieszkanie blisko niej, bo nie masz wątpliwości, że problem się nasili.
    No i obawiam się, że trzeba zacząć liczyć się z tym, że związek może nie przetrwać. Nie wydaje mi się, żeby tu była duża szansa na koniec, ale trzeba to brać pod uwagę bardziej niż kiedy indziej.
    Albo pogodzić się z tym, że partner-mąż będzie głównie skupiał się na tym, żeby zasłużyć na akceptację i pochwałę od mamy. Ale nie wygląda, żebyś tego chciała, skoro już to dostrzegasz.

    A może w końcu facet jednak przemówi?
    Czy poza tym jest otwarty, rozmawia o tym, co go boli?


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • sorvina 12.07.18, 13:05
    Nie wiemy jak tu jest, natomiast chcę zwrócić tylko uwagę, że jest rodzaj narcyzy ignorującej. Takiej, która potrafi nawet całkowicie zaniedbywać swoje dzieci, zupełnie nie wywiązując się z roli matki. Ignoruje dzieci już dorosłe i nic od nich nie chce - nie potrzebuje ich, bo jej źródło zasilania jest na zewnątrz. A skoro ich nie potrzebuje to też nie chce na nie "tracić" jakichkolwiek zasobów, tylko to co absolutnie musi. Poza tym jest normalnym narcyzem, z brakiem empatii, skupieniem tylko na swoich potrzebach i przekonaniem, że jest wspaniałą osobą itp.

    Jaka by nie była przyczyna, posiadanie tak olewającej matki ma konsekwencje. Uciekanie od tematu możne oznaczać tłumienie emocji i zamiatanie problemu pod dywan. Warto zobaczyć co się dzieje w sytuacji, która wymyka się spod kontroli, gdy są silne emocje, gdy coś może nacisnąć na miętkie tu obstawiałabym zachowania sprawiające, że facet może czuć się ignorowany - wtedy widać czy rzeczywiście temat jest przerobiony, czy właśnie wyjdą na wierzch problemy i sztywne metody radzenia sobie z nimi np. dysocjacja i ucieczka. No i przy takich wzorcach jak z jego empatią i troską wobec innych i siebie samego. Zdrowo i rozsądnie, czy mocne przegięcie w jakąś stronę.

    I jak u każdej narcyzy pytanie - czy da się negocjować i wypracować wspólne - dobre dla związku stanowisko w jakiejś sprawie, czy musi być jak mama chce, bo się obrazi, a do tego nie można dopuścić bez względu na konsekwencje dla innych.

    Jak z każdą dysfunkcją - po dokończonej terapii Dorosłe Dziecko Dysfunkcji to wartościowy partner, który do wielu tematów pochodzi bardziej świadomie, niż większość osób. Ale bez terapii czy samodzielnego przerobienia w łatwiejszych przypadkach, to potrafi być męczarnia. A w pakiecie jeszcze dysfunkcyjni teściowie.

    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • heniek.8 12.07.18, 14:13
    Jest też narcyzm bezobjawowy :)
    Szeroko diagnozowany na forum ŻR
  • abecadlooooo 12.07.18, 20:30
    I tu się zgodzę. Taki typ istnieje, ignorująca matka, królowa z synkiem wiecznie nadskakującym bez skutku. Ja widziałam to przed ślubem, ale do głowy mi nie przyszło, że to chore. Pomyślałam, że pewnie to cudna realacja, gdzie jeden wskoczy w ogień za drugim. A dąsy mamy? Ech, chyba nie zrozumiałam czegoś. Ale miałam 23 lata i bardziej od analizy tej sytuacji dbałam o pogodzenie studiów na dwóch kierunkach. I to był błąd. Dwa dyplomy poszły w odstawkę, bo całą energię lokowałam na boje w nowej rodzinie. Dziś, co już pisałam w taką rodzinkę bym już nie wdepnęła. Mój mąż 15 lat miotał się jak kot z pęcherzem. Teraz jest lepiej, ale taka teściowa i taki synek złączeni chorą miłością tylko dla koneserek. I zwał to pokłosiem narcyzmu, czy czegokolwiek innego jest bez znaczenia. Do autorki. Intuicja to dobrodziejstwo, którego nie należy lekceważyć, nawet wtedy, kiedy nie chodzi o sakramentalne małżenstwo.
  • yoma 13.07.18, 20:39
    Krótki przewodnik po relacjach rodzinnych

    Matka się interesuje dorosłym dzieckiem = matka toksyczna, nie da żyć własnym życiem. Matka średnio się interesuje dorosłym dzieckiem = matka narcyzka.

    Partner olewa matkę = cham i burak, uciekaj, bo ciebie też oleje. Partner troszczy się o matkę = maminsynek, Piotruś Pan, uciekaj. Partner troszczy się o matkę raz na rok na jej imieninach = matka narcyza ignorująca, uciekaj!!!

    Partner odwiedza matkę co dwa tygodnie = matka toksyczna, uciekaj. Partner odwiedza matkę co pół roku = matka narcyza, uciekaj!!!

    --
    Wszedł cham w zabłoconych gumofilcach do salonu, wypróżnił się i rechocząc mówi: nic mi nie zrobicie. [Cimoszewicz]
  • heniek.8 13.07.18, 21:21
    z ulotki reklamowej tutejszych terapeutów:

    "Kiedy poznałam mojego męża, zachowywał się nienormalnie, był pod wpływem narcystycznej matki, był całkowicie jej podporządkowany.
    Postawiłam go do pionu i voila - teraz chodzi jak zegarek.
    Tworzymy teraz bardzo zdrowy związek. partner jest podporządkowany mnie"
  • yoma 13.07.18, 21:53
    Coś w tym stylu. Mnie już nic nie dziwi, odkąd dowiedziałam się z forum, że wykonywanie przez partnera obowiązków domowych jest formą przemocy :)

    --
    Bo nie poradzisz nic bracie mój, gdy na tronie siedzi...
  • tt-tka 13.07.18, 22:14
    "Jestesmy bardzo szczesliwym malzenstwem, on ma te same upodobania, co ja. Ale *westchnienie* dwunastu lat potrzebowalam, zeby do tego doprowadzic"

    Yoma, mozesz rzucic linka do tego przemocowego wykonywania obowiazkow ?
  • yoma 13.07.18, 22:30
    Niestety, nie archiwizuję takich rzeczy, a było to już parę ładnych lat temu :) wydaje mi się, że wypowiedź była autorstwa Zuzi.

    --
    Wszedł cham w zabłoconych gumofilcach do salonu, wypróżnił się i rechocząc mówi: nic mi nie zrobicie. [Cimoszewicz]
  • tt-tka 14.07.18, 00:23
    Szkoda.
    Nic, jesli bede miala kilkadziesiat godzin wolnych, poszukam :)
  • yoma 14.07.18, 10:59
    Sama żałuję :)

    --
    Wszedł cham w zabłoconych gumofilcach do salonu, wypróżnił się i rechocząc mówi: nic mi nie zrobicie. [Cimoszewicz]
  • zuzi.1 14.07.18, 15:11
    Yoma, zacytuj albo nie pisz bzdur proszę i nie manipuluj. Nigdy z mężem nie miałam tych samych upodobań, jesteśmy raczej jak ogień i woda 😊 dobrani na zasadzie przyciągania przeciwieństw.
  • yoma 14.07.18, 15:42
    Zuzi, nic a nic nie mówiłam o upodobaniach twoich i twojego męża. Z powodu, że ani ich nie znam, ani mnie nie interesują. Oczekuję przeprosin za insynuacje.

    --
    PT Pisięta: niniejszy post nie stanowi zamachu na życie prezesa.
  • zuzi.1 14.07.18, 22:27
    To widocznie ja za szybko czytałam, przepraszam 😊
  • yoma 14.07.18, 23:42
    Przyjęte :)

    --
    Grupa G8. Kraje rozwinięte. Trzeci Świat. IV RP.
  • tt-tka 14.07.18, 17:24
    Zuzi, o tych samych (z wysilkiem osiagnietych) upodobaniach pisalam ja, nie Yoma i nie a propos ciebie, tylko co celniejszych sformulowan nt zycia malzenskiego.
    Twoj podobno byl tekst o przemocowym wypelnianiu obowiazkow i o to pytalam.
  • zuzi.1 14.07.18, 22:29
    Ale co o przemocowym wypełnianiu obowiązków?
  • tt-tka 15.07.18, 00:47
    No wlasnie nie wiem :(
    Podobno padlo takie sformulowanie, ze wypelnianie obowiazkow domowych jest czy moze byc forma przemocy, wiec mnie zaciekawilo, ale to sprzed kilku lat.
  • ola_dom 15.07.18, 10:18
    yoma napisała:

    > Niestety, nie archiwizuję takich rzeczy, a było to już parę ładnych lat temu :)
    > wydaje mi się, że wypowiedź była autorstwa Zuzi.

    Jak to w Krótkim Przewodniku Pisanym Naprędce - "wydaje mi się"..., że jak było coś, z czego mogę się ponaśmiewać, to najpewniej napisała to zuzi, i wiadomo, ze o narcyzmie. Bo w końcu ma być krótko i ironicznie, więc co mi tam, kto tak naprawdę pisał i o czym. Grunt, że dobrze zabrzmiało.
    A mnie się z kolei wydaje, że wspomniany tekst był autorstwa vilez. Tak mi do niej pasuje. Tak mi się WYDAJE. No właśnie - wydaje.

    Wszystko można sprowadzić do takiego poziomu. Tylko po co?

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • yoma 15.07.18, 10:31
    Możliwe - nie kłócę się. Tekst gdzieś istnieje w czeluściach internetu, sprawdzić można, komu by się chciało, odzwierciedla sposób myślenia częsty na forum (za wszelką cenę dopasować sytuację do jakiegoś zaburzenia), więc został przywołany poprawnie, a kto go popełnił, jest sprawą drugorzędną.

    Aha, i NIE traktował o narcyzmie. To było w czasach, kiedy na forum modna była przemoc domowa :)

    Poziom jak poziom, ale o poziom chyba nie do mnie pretensje?

    --
    Najdłuższy miesiąc w roku to trzeci.
  • ola_dom 15.07.18, 10:57
    yoma napisała:

    > odzwierciedla sposób myślenia częsty na forum (za wszelką cenę dopasować sytuację do jakiegoś zaburzenia),

    Nieraz niewątpliwie tak się dzieje.
    Ale moim zdaniem częściej chodzi o to, że ktoś widzi i czuje, że jest problem, ale nie za bardzo wie, w czym ten problem jest, więc próbuje go zrozumieć i opisać znanymi sobie pojęciami. Teraz sporo mówi się o narcyzmie, więc pewnie dlatego na niego padło.
    I nie widzę tutaj chęci odnalezienia narcyzmu w teściowej na siłę. Tylko właśnie próbę zrozumienia i nazwania problemu, z którym zetknęła się autorka wątku.

    Bo niewątpliwie jest tutaj problem - i niekoniecznie w tym, że syn nadskakiwał matce, ani w tym, że jeździ do niej ledwie 2 razy w roku. Ale jak się pozbiera te i inne rzeczy do kupy, i doda - najistotniejszy moim zdaniem - fakt, że teściowa zdawała się w ogóle nie być przejęta faktem, że odwiedził ją syn - który nie odwiedza jej przecież co tydzień - to sytuacja robi się co najmniej dziwna.
    To jak w każdej diagnozie - pojedynczy objaw o niczym nie świadczy. Ale zbiór objawów wskazuje na chorobę.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • yoma 15.07.18, 12:38
    >fakt, że teściowa zdawała się w ogóle nie być przejęta faktem, że odwiedził ją syn - który nie odwiedza jej przecież co tydzień - to sytuacja robi się co najmniej dziwna.

    A jakby była przejęta, to szanowne forum napisałoby: matka się za bardzo przejmuje, sytuacja robi się co najmniej dziwna, zbiór objawów wskazuje na chorobę?

    Jedyne, co tu może być dziwne, to to, że osoby postronne przyglądają się bacznie stopniowi przejęcia matki i zaangażowana syna i skrupulatnie wyliczają odpowiednie ich zdaniem dawki jednego i drugiego. Na podstawie opinii jeszcze jednej osoby postronnej.

    --
    Nowogrodzka, bardzo proszę o rzucenie na odcinek kogoś o IQ wyższym od glisty. Bo nudno. 
  • ola_dom 15.07.18, 13:10
    yoma napisała:

    > A jakby była przejęta, to szanowne forum napisałoby: matka się za bardzo przejmuje,
    > sytuacja robi się co najmniej dziwna, zbiór objawów wskazuje na chorobę?

    Jakby była przejęta, to pewnie nie byłoby wątku, więc forum nie napisałoby nic. I yoma także.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • yoma 15.07.18, 14:04
    Oczywiście. Nie zwykłam zakładać wątków o stopniach przejmowania się cudzych matek, ze szczególnym uwzględnieniem diagnozowania tych matek na podstawie rzeczonego stopnia.

    Dlatego, że ten stopień jest sprawą matki, a nie połowy internetu.

    --
    Breaking rocks in the hot sun
    They fought the law and the law won
  • ola_dom 15.07.18, 15:37
    yoma napisała:

    > Oczywiście. Nie zwykłam zakładać wątków o stopniach przejmowania się cudzych matek,
    > Dlatego, że ten stopień jest sprawą matki, a nie połowy internetu.

    I jesteś jedyną oświeconą przemawiającą głosem rozsądku w tym zalewie zaślepionych narcyzmem maluczkich forumowiczów.
    Dzięki, że nas zaszczycasz swą łaską :D

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • yoma 15.07.18, 16:48
    Proszę uprzejmie, bardzo lubię, jak dyskusja zjeżdża na wycieczki personalne. Wiesz, jeśli ktoś post o poście o obowiązkach domowych odbiera jako post o narcyzmie, to pewnie i coś w tym, co piszesz, jest...

    --
    Nowogrodzka, bardzo proszę o rzucenie na odcinek kogoś o IQ wyższym od glisty. Bo nudno. 
  • tt-tka 15.07.18, 18:08
    Oj. Wcale nie chcialam narozrabiac ani personalizowac, zaciekawilo mnie po prostu, jak wypelnianie obowiazkow domowych mozna podciagnac pod przemoc. I to tak bardzo zaciekawilo, ze chyba poszukam. jak znajde, to zapodam. Albo i nie.

    W temacie watku - ja sie narcyzmu u matki nie dopatrzylam, ani po sasiedzku, ani tu. Ale przyznaje, niewiele wiem, w temacie narcyzmu zorientowana jestem slabo.
    Bez watpienia jesli dziewczyna poczula sie zaniepokojona, niech sie nie wiaze i nie przeprowadza, poki sie nie uspokoi. A nawet potem tez niekoniecznie. Ale czy niepokoj byl zasadny, i czym wlasciwie spowodowany, to tylko ona moze rozstrzygnac, Forum co najwyzej podpowedziec - bez gwarancji, ze podpowiedz jest trafna.
  • ola_dom 15.07.18, 18:39
    tt-tka napisała:

    > Bez watpienia jesli dziewczyna poczula sie zaniepokojona, niech sie nie wiaze i
    > nie przeprowadza, poki sie nie uspokoi. A nawet potem tez niekoniecznie.

    Otóż to.
    A ona niefortunnie użyła zakazanego na forum słowa "narcyzm" - i się zaczęło. Jakkolwiek to zwał - trudno mi uwierzyć, że ktoś za zupełnie normalne uważa to, że matka obojętnie przyjmuje spotkanie z dzieckiem po pół roku.
    I nic dziwnego, że kogoś to zastanawia i niepokoi, zwłaszcza kiedy dotyczy najbliższej osoby.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • tt-tka 15.07.18, 20:23
    ola_dom napisała:


    >
    > Otóż to.
    > A ona niefortunnie użyła zakazanego na forum słowa "narcyzm"

    Ola, slowo "narcyzm" ani nie jest na forum zakazane, ani nie zawsze jest trafnie uzyte. Oceniac jako narcyze osobe, ktora widzialo sie zaledwie kilka razy w zyciu, przy czym po raz pierwszy jej zachowanie wydalo sie autorce niepokojace uwazam za cokolwiek na wyrost.
    A gdybym juz miala podejrzenia, wolalabym zdiagnozowac pana, z ktorym wiaze zyciowe plany niz jego matke. Bo to jego zaburzenia, jesli ma jakies, beda istotne w moim zyciu.


    trudno mi uwierzyć, że ktoś za zupełnie normalne uważa to,
    > że matka obojętnie przyjmuje spotkanie z dzieckiem po pół roku.

    Ja uwazam za zupelnie normalne. Syn wczesnie wyszedl z domu, co autorka napisala w innym watku, drugi syn tez, wiez miala czas sie nadwatlic, a matka zorganizowac sobie zycie bez synow ani nie pod nich. Nawet telefoniczne kontakty sa nieczeste, oni nie maja ze soba wspolych spraw, syn sie matka nie interesuje, to czemu ona nim mialaby ? Takiego modusa wiwendusa sobie wybrali czy przyjeli. To wcale nie takie rzadkie.


    > I nic dziwnego, że kogoś to zastanawia i niepokoi, zwłaszcza kiedy dotyczy najb
    > liższej osoby.
    >

    Ze zastanawia - nic dziwnego, zwlaszcza jesli model rodzinny autorki jest inny. Czy niepokoj jest zasadny - to sie wie, jak sie zna przyczyne takiego stanu rzeczy.
    Raczej zdziwilabym sie - to nie jest uszczypliwosc - czemu autorki do tej pory nie zastanowilo, ze syn rzadko dzwoni do matki i rzadko bywa. Dotad nie pytala ?
  • ola_dom 17.07.18, 10:23
    tt-tka napisała:

    > Ola, slowo "narcyzm" ani nie jest na forum zakazane

    Tjaaa... oczywiście, że "nie jest", ale dla własnego dobra lepiej omijać je z daleka, zwłaszcza w swoich wątkach :D

    > A gdybym juz miala podejrzenia, wolalabym zdiagnozowac pana, z ktorym wiaze
    > zyciowe plany niz jego matke. Bo to jego zaburzenia, jesli ma jakies, beda istotne
    > w moim zyciu.

    No ale przecież o tym jest wątek, począwszy od samego tematu.
    A że autorka dziwaczne zachowanie partnera spostrzegła właśnie w sytuacji, kiedy spotkali się z matką, w jego relacji z nią - nic więc dziwnego, że jest tu także o matce.

    > Ja uwazam za zupelnie normalne. Syn wczesnie wyszedl z domu, co autorka napisala
    > w innym watku, drugi syn tez, wiez miala czas sie nadwatlic, a matka zorganizowac
    > sobie zycie bez synow ani nie pod nich. Nawet telefoniczne kontakty sa nieczeste,
    > oni nie maja ze soba wspolych spraw, syn sie matka nie interesuje, to czemu ona nim mialaby ?

    Niby tak, ale w takiej sytuacji spodziewałabym się jakiejś równowagi - ot, spotkanie herbatkowe, pitu-pitu o pogodzie, dawno niewidzianych ciotkach-klotkach, wzajemne uprzejmości, etc. - i już.
    A tutaj występuje nierównowaga i to dość rażąca - syn obskakuje matkę w sposób niezwyczajny dla siebie, a ona ledwie raczy go zauważać.

    > Raczej zdziwilabym sie - to nie jest uszczypliwosc - czemu autorki do tej pory
    > nie zastanowilo, ze syn rzadko dzwoni do matki i rzadko bywa. Dotad nie pytala?

    Racja, też jestem ciekawa, czy wcześniej był ten temat jakoś poruszany.
    No i jakie są relacje autorki z jej własną matką/rodziną.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • tt-tka 17.07.18, 11:55
    ola_dom napisała:

    slowo "narcyzm" ani nie jest na forum zakazane
    >
    > Tjaaa... oczywiście, że "nie jest", ale dla własnego dobra lepiej omijać je z d
    > aleka, zwłaszcza w swoich wątkach :D


    Moze raczej nie naduzywac... za tym bym optowala :)

    >
    > Niby tak, ale w takiej sytuacji spodziewałabym się jakiejś równowagi - ot, spot
    > kanie herbatkowe, pitu-pitu o pogodzie, dawno niewidzianych ciotkach-klotkach,
    > wzajemne uprzejmości, etc. - i już.
    > A tutaj występuje nierównowaga i to dość rażąca - syn obskakuje matkę w sposób
    > niezwyczajny dla siebie, a ona ledwie raczy go zauważać.


    To byly matki imieniny. Okazja odswietna. Nie bylo to pierwsze spotkanie autorki z matka partnera, specjalnie dopytalam, a wczesniej takich jego zachowan, ktore by ja zaniepokoiloy, nie odnotowano.


    >
    > > Raczej zdziwilabym sie - to nie jest uszczypliwosc - czemu autorki do tej
    > pory
    > > nie zastanowilo, ze syn rzadko dzwoni do matki i rzadko bywa. Dotad nie p
    > ytala?
    >
    > Racja, też jestem ciekawa, czy wcześniej był ten temat jakoś poruszany.
    > No i jakie są relacje autorki z jej własną matką/rodziną.

    Zatem czekamy na wypowiedz autorki "w tym temacie", a potem, majac juz obszerniejsza wiedze, pokusimy sie o dalsze analizy :)
  • martynikaklasyka 17.07.18, 16:20
    Zatem odpowiadam. Wcześniej te rzadkie kontakty mnie nie niepokoiły, po prostu uznałam, że maja słabą więź i rzadki kontakt, bo ludzie są różni i tyle. Tak było też zanim sie poznaliśmy, wiec u partnera uznałam to za normę. Jeśli chodzi o relacje z moją mamą, to można je określić jako bliskie. Często się widujemy i dzwonimy do siebie.
  • tt-tka 17.07.18, 16:26
    A te wczesniejsze spotkanie/okazje do spotkan matki partnera ? Jak on sie wtedy zachowywal ? Bo zrozumialam, ze raczej nie nadskakiwal, to sie pojawilo dopiero teraz, z okazji imienin...
    Nie dezawuuje twojego niepokoju, tylko go nie rozumiem.
  • martynikaklasyka 17.07.18, 16:38
    Gdy gościmy u siebie no to my "nadskakujemy" i obsługujemy gości niejako z automatu niezależnie od tego kto to jest. Mamę partnera albo gościlismy u siebie i wtedy my jesteśmy gospodarzami imprezy w pełnym tego słowa znaczeniu, albo spotykaliśmy sie na jakichs imprezach rodzinnych gdzie gospodarzem był ktoś inny. Partner wtedy zachowuje sie jak inni goście.
  • ola_dom 17.07.18, 17:01
    martynikaklasyka napisał:

    > Mamę partnera albo gościlismy u siebie i wtedy my jesteśmy gospodarzami imprezy w
    > pełnym tego słowa znaczeniu, albo spotykaliśmy sie na jakichs imprezach rodzinnych
    > gdzie gospodarzem był ktoś inny

    Czyli to był pierwszy raz, kiedy byłaś gościem u matki partnera?

    On nadal nie chce o sprawie rozmawiać, czy już nie poruszałaś więcej tego tematu?


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • abecadlooooo 17.07.18, 17:04
    Ja niewiele póki co rozumiem. Pisałaś, że partner wyskoczy czasem z dziwnym tekstem. Jakim?
  • abecadlooooo 17.07.18, 17:17
    Ola radzi, by bacznie zerkać na partnera, nie na matkę, bo z nim będzie się układać, Ok, zgoda, ale partner może się sprytnie maskować, nadrabiać miną i zaangażowaniem, unikać tematu. A matka w bliższym kontakcie z przyszłą synową szybko wypuści parę, jeśli coś jest na rzeczy. Toksyczne matki miewają zdrowe dzieci, ale to wyjątki potwierdzające regułę. Czy wyraz toksyczny jest dopuszczalny na forum?
  • verdana 16.07.18, 20:52
    Mozna. O ile pamiętam (a mogę sie mylić, bo to dano było) chodziło o to, że jedna ze stron musi sprostać wyśrubowanym wymaganiom drugiej strony. To znaczy "Jak to siedzisz i czytasz po pracy, podłoga jeszcze niewypastowana, a okna od tygodnia nie myte". Jak to pijesz herbatę po obiedzie, a naczynia do zmywarki nie odstawione, trzeba je odstawiać od razu po posiłku, bo ja w takim syfie żyć nie będę. " I nie dostrzeganie, że mieszkanie jest wspólne, a nie tylko tej osoby, która kocha porządek.
  • tt-tka 16.07.18, 21:01
    Dzieki :), poszukam. Zainteresowalo mnie, bo to ja jestem ta strona, ktora chce wypic herbate po obiedzie, a posprzatac mozna pozniej. Zaganianie mnie do zmywarki, gdy jeszcze nie wypilam, rzeczywiscie moglabym zakwalifikowac ...roznie.
  • abecadlooooo 15.07.18, 14:22
    O jo joj. Co z tymi matkami te stare dzieci mają. I synowe! Nikt nie jest bez wad, różnmy się pięknie i mniej pięknie. Przyszła teściowa może być od nas mniej wylewna i w związku z tym wydawać się chłodna w stosunku do syna. Jeśli intuicja jednak coś podpowiada warto bliżej pobyć przyszłej rodziny, nie lekceważyć obaw. Nie gnać do ołtarza. Patologiczne zachowania nie są zbyt częste. Niekoniecznie miły dla matki syn, a ona taka jakaś mało nim zachwycona na spotkaniach to już chora realacja. Potrzeba znacznie więcej, by się bać. Ja radzę autorce, jeśli jej mężczyzna unika tematu, zbliżyć się do jego matki. Poznać ją, pogadać. Wiele z jej, nawet z pozoru nieistotnych słów, można będzie się dowiedzieć o tej rodzinie. Ja tą wiedzę wyparłam, błąd młodości, pierwszy partner, wychowanie w domu pełnym ufności do ludzi.
  • abecadlooooo 14.07.18, 16:36
    Haha, uśmiecham się, bo masz sporo racji. Niektórym babom zawsze źle, bo teściowa zwyczajnie jest i zniknąć nie chce. Ale tu często chodzi, mówiąc tak już sztampowo narcystyczna, o matkę patnera, która może wiele. Może zajechać synową i sama i przy pomocy biernego z choroby syna. Ta choroba to owoc wieloletniej słodko-gorzkiej tresury. Owoc trudny do opracowania i nie chodzi w nim o zmodyfikowanie męża na swoją modłę. Chodzi o przeciągnięcie go do zdrowego świata.
  • abecadlooooo 14.07.18, 16:41
    Bo trudno do zdrowego zaliczyć m.in. mówienie synowi, po co inwestujesz w rodzinę jak i tak nic z tego nie będziesz miał itd. itp. itd.
  • yoma 14.07.18, 16:55
    >Może zajechać synową

    Wiesz, jak ktoś jest podatny na zajechanie, to go zajedzie jak nie teściowa, to kto inny. Proponuję inwestować w walkę ze swoją podatnością, nie z teściową, bo szkoda życia.

    --
    Najdłuższy miesiąc w roku to trzeci.
  • abecadlooooo 14.07.18, 17:07
    Tak, trzeba się nauczyć być odpornym, ale nim to przyjdzie boli i w głowie z niedowierzania się kręci, że to się dzieje, bo w rodzina z założenia to dobre miejce. I Ty chcesz matce męża okazać szacunek i dobro, a ona ma zgoła inne plany. Po latach pogania się babsko, ale zapomnieć trudno. Świat nie tylko świętych nosi, trzeba się pozbierać i wystawić twarz na słońce. A teściowa? Ja już nie wiem kto to.
  • yoma 14.07.18, 17:09
    Rozumiem. Gratuluję :)

    --
    Nie jestem człowiekiem w swoim wieku. Jestem człowiekiem w wieku kogoś o wiele młodszego.
  • wispar1 16.07.18, 20:40
    www.polskieradio.pl/37/225/Artykul/2153657,Przemoc-w-rodzinie
    z boku po lewej czerowny przycisk do odsłuchania audycji. Zawsze należy się przyjrzeć rodzinie pchodzenia partnera, wiele jego zachowań stamtąd będzie się powielać.
  • wispar1 16.07.18, 20:41
    jak i przyjrzyj się swojej rodzinie, co ty wnosisz do związku i dlaczego taki partner ci spasował.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.