Dodaj do ulubionych

spie....yłam życie sobie i dzieciom

22.08.18, 21:26
taką mam refleksję na temat swojego życia:( Jestem cholernie zmęczona i nie mam nadziei na przyszłość. Jak pomyślę, że tak będzie zawsze, nie chce mi się żyć.Wiem, że powinnam pójść do psychologa, ale boję się, że mnie nie zrozumie i znowu usłyszę to co zawsze, że przesadzam, wszyscy pracują, wszyscy mają dzieci ...
Męża poznałam wcześnie, dzieci urodziłam wcześnie. Młodsza córka jest niepełnosprawna, nie chodzi. Przez to byłam z nią w domu przez 3 lata. Nie pracowałam, więc musieliśmy przenieść się do moich rodziców do 2-pokojowego mieszkania, gdzie w 4 osoby byliśmy w pokoju 12 metrowym. Z rodzicami nie dogadywałam się, gadali na mojego męża, że nie potrafi zarobić na rodzinę, wypominali że muszą nam pomagać, krytykowali jak postępowałam w synkiem, krzyczeli na niego. Nie stawiałam się, bo wiedziałam, że to na jakiś czas, że wyprowadzimy się, że dzięki temu odłożymy na wkład własny do kredytu. Męża wiecznie w domu nie było, bo praca, odpoczywać chodził do mamy. Ze wszystkim byłam sama, gdy córka trafiła do szpitala, musiałam rodziców prosić o odbieranie synka z przedszkola, bo mąż w pracy do wieczora. Rodzice narzekali, z mężem nam się nie układało. Jak wróciłam do pracy dopiero zaczął się kierat, bo córka chorowała i ciężko było zapewnić jej opiekę, mimo że mąż zmienił pracę, a ja byłam dogadana z szefową co do godzin pracy. Koleżanki zaczęły mieszać, atmosfera była nie do wytrzymania, odeszłam jak tylko dostaliśmy kredyt na mieszkanie. Otworzyłam swój zakład. Pracowałam tak jak miałam pracować u szefowej, zatrudniłam dziewczynę, dodatkowo każda sobota w pracy. Synek poszedł do szkoły. Mieszkanie urządzaliśmy cały rok bo nie było z czego. Nie miałam co zrobić z synkiem w wakacje i musiałam prosić teściową o pomoc, wypominała mi że moja mama nie pomaga a ona musi, a sama jak była matką to jej matka pomagała dużo. Moi rodzice od razu jak przyszliśmy do nich mieszkać powiedzieli, że więcej wnukami nie zajmują się, dość zajmowali się czwórką od mojego rodzeństwa. Nigdy nie chcieli mi pomóc, mama mówi, że wszyscy pracują i mają dzieci i sobie radzą (a brat i siostra?). Gdy córka zaczęła szkołę nie było lepiej, w szkole mieli mnie za natręta bo dopytywałam o opiekę w dni wolne od lekcji, bo chciałam dobrej opieki dla córeczki na świetlicy i w czasie lekcji. To były trudne lata, bo ciągle byłam w pracy, rano i po południu do wieczora, wszystkie soboty. Jak nie w pracy, to w domu zajmowałam się córką. Nie miałam czasu na nic. Mąż zajmował się córką tylko gdy mnie nie było. Nigdzie z nią nie wyjdzie, liczy się tylko syn. Wszyscy lekarze córki i szkoła na mojej głowie. Nie mam swojego życia, nie mam koleżanek. Syn ma lepszy kontakt z tatą, ma swoich kolegów, zajęcia, z siostrą nie trzyma zupełnie. Przed wakacjami zamknęłam swój zakład, bo córka potrzebuje cały czas pomocy a jest już duża i tata teraz nie nadaje się do tego. Jestem cały czas w domu, zajmuje się tu wszystkim. Mąż ma szukać innej pracy za lepsze pieniądze, bo na świadczeniu będzie nam ciężko, zwłaszcza z kredytem wyższym, bo skończyła się dotacja z Mdm. Mimo że pracowaliśmy na wiele rzeczy nas stać nie było, zazdrościłam innym luzu. Ciągle liczyłam kasę, teraz zostanie nam tylko na podstawowe opłaty i życie.
Mam żal o niesprawiedliwość i brak empatii i zrozumienia. Siostra i brat mieli pomoc przy dzieciach u rodziców. Zostali wcześnie rodzicami, ale udało im się z mieszkaniem bez kredytów, bo mieli pomoc od teściów i dziadków. Potrafili się ustawić. Siostra męża od nastoletnich lat jest najważniejsza, jak tylko mąż wyprowadził się, a miał 19 lat musiał liczyć tylko na siebie. Dla teściowej liczy się tylko córka, w nią matka ładowała kasę na języki, studia dzienne, później z nią mieszkała, a na koniec dostała mieszkanie od babci niby za opiekę, której nigdy nie sprawowała. Teściowa pomaga jej przy dzieciach z radością, a do mojej córki nie ma żadnych ciepłych uczuć, jakby jej nie było. Moja rodzina w ogóle nie rozumie, że z dzieckiem niepełnosprawnym jest inne życie, trudniej, ograniczenia. Mama mi powiedziała, przecież będziesz miała świadczenie, inne za tyle pracują, a ty nie musisz. Tak, ale wszystkie lata gdy pracowałam i musiałam godzić to z dzieckiem nie liczą się?
Chciałam lepszego życia dla swoich dzieci niż sama miałam. Chciałam mieć wreszcie szczęśliwe życie nie tak jak w dzieciństwie, a wszystko spie...yłam. Teraz mam żal do siebie, po co mi to było, po co tak szybko chciałam dzieci, po co mi było drugie dziecko. Byłam młoda, mogłam wiele lat jeszcze żyć sobie bezdzietnie, odkładać kasę, podróżować z mężem, a dzieci mieć w lepszej sytuacji finansowej. Myślałam że jak pracujemy, to damy sobie radę z dwójką dzieci. Teraz wiem, że takich ludzi jak my stać co najwyżej na jedno dziecko, a teraz dzieci dzieci cierpią, bo nas na nic nie stać.
Edytor zaawansowany
  • tt-tka 22.08.18, 22:14
    Zabrnelas w zale tak, ze bez psychologa sie imho nie obejdzie.
    Moge wyobrazic sobie, jak sie czujesz i jak ci z tym zle, ale tu zdalna pomoc na nic.
  • 03andi06 22.08.18, 22:20
    Dziękuję za taką chociaż odpowiedź. Boję się, mnie nikt nie zrozumie.
  • zosia_1 22.08.18, 22:28
    Jesteś przemęczenia, bardzo dużo przeszłaś. Spróbuj jednak wizyty u psychologa, są też na NFZ.
  • 03andi06 23.08.18, 10:54
    Wiem, muszę zapisać się, ale dopiero w roku szkolnym. Boje się, bo co mam powiedzieć, że chcę mieć zdrowe dziecko, innego męża, innych rodziców, inne życie, że chcę cofnąć czas. Co psycholog może mi pomóc.
  • ola_dom 23.08.18, 11:11
    03andi06 napisał(a):

    > Boje się, bo co mam powiedzieć, że chcę mieć zdrowe dziecko, innego męża,
    > innych rodziców, inne życie, że chcę cofnąć czas.

    Tak. Dokładnie powiedz to, co czujesz. Po to tam idziesz.

    > Co psycholog może mi pomóc.

    Zada Ci pytania, nad którymi będziesz musiała się zastanowić. Niektóre wytrącą Cię z równowagi, bo w życiu byś na nie nie wpadła. Ale jak sobie na nie szczerze odpowiesz, to na 100% sama siebie zadziwisz.
    I lepiej iść do psychoterapeuty niż do psychologa. To nie jest to samo.
    A niewykluczone, że przydałby Ci się także psychiatra - bo z przemęczenia możesz mieć depresję, a przynajmniej być blisko. A wtedy warto wdrożyć leczenie.
    Ale to psychoterapeuta powinien też doradzić, jak z Tobą porozmawia.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • yoma 23.08.18, 11:19
    Ona pada na pysk ze zmęczenia, na to psycholog nie pomoże.

    --
    Wszedł cham w zabłoconych gumofilcach do salonu, wypróżnił się i rechocząc mówi: nic mi nie zrobicie. [Cimoszewicz]
  • 03andi06 23.08.18, 11:28
    Teraz odpoczywam po latach pracy, bo zakład zamknęłam, a nie jest mi lepiej:( Cały czas jestem z córką, bo nie ma szkoły, wszystko z nią, ćwiczenia, zakupy, pranie, sprzątanie. Syn ma wakacje, nic nie chce pomóc, wychodzi z kolegami na całe dnie. Mąż po pracy odpoczywa przed telewizorem, jedynie z synem pogra. Teraz nic nie musi, bo przecież jestem z domu to mam czas wszystko zrobić, a on po pracy ma prawo być zmęczony albo odpocząć przed. W innej pracy pewnie dłużej go nie będzie i będzie jeszcze gorzej.
  • yoma 23.08.18, 12:20
    Słuchaj, a co z tym

    >córka potrzebuje cały czas pomocy a jest już duża i tata teraz nie nadaje się do tego.

    Na ogół ojciec lepiej sobie radzi ze starszym dzieckiem niż z młodszym.

    Skąd ty w ogóle jesteś, jeśli wolno? W sensie wieś, miasteczko, duże miasto? Pytam w kontekście możliwości organizacji pomocy.

    --
    <*>
    Tęp pisiaki: hoduj dziki!
    Chcesz mieć las - posadź Szyszkę.
  • 03andi06 23.08.18, 12:26
    Jestem z dużego miasta. Córka tak to ma szkołę, po lekcjach wraca do domu, ją ją zawożę. Jeździmy na rehabilitację jak nam zapiszą, teraz nie mamy i ćwiczymy w domu. Córka miała 4 razy w tygodniu zajęcia dodatkowe, gdzie trzeba ją zawieźć, angielski i gra i chyba tak zostanie.
  • yoma 23.08.18, 12:32
    A, to już coś - duże miasto to jednak większe możliwości. Mogłabyś napisać, czy to, że córka nie chodzi, to jest jedyny jej problem, czy jest jeszcze coś? Napisz na priv, jak chcesz, yoma@gazeta.pl

    --
    <*>
    Tęp pisiaki: hoduj dziki!
    Chcesz mieć las - posadź Szyszkę.
  • 03andi06 23.08.18, 22:03
    Córka jeździ na wózku, nie będzie chodziła, rączki ma przeciętnie sprawne, umysłowo rozwija się prawidłowo, nie jest upośledzona, są inne problemy związane z niedowładem od pasa w dół. Stara się być samodzielna, ale wciąż potrzebuje pomocy w toalecie, myciu, ubieraniu trochę, ćwiczeniach, poruszaniu się. Teraz dorasta i tylko mnie dopuszcza do pomocy, jestem jej potrzebna jak nigdy. Jest jej ciężko bo czuje mocno swoją niepełnosprawność i zależność od innych.
  • yoma 23.08.18, 23:01
    OK, ale to znaczy, że możesz spokojnie wyjść z domu, nie musisz jej pilnować 24 h - nieprawdaż?

    --
    Greenpeace i tym podobne organizacje, proszę natychmiast przywrócić globalne ocieplenie, bo w ryja.
  • 03andi06 24.08.18, 21:57
    Tak, mogę wyjść na 1-2 godziny, tylko to jest tak, że córka chce ze mną wyjść, bo nie chce sama siedzieć w domu. Np. lubić jechać na zakupy, więc nie mogę jej powiedzieć, że jej nie wezmę.
  • tt-tka 25.08.18, 00:44
    W jakim wieku jest corka ? Uczy sie jeszcze ?
    Poszukaj projektow prowadznych przez NGOSy, one sa kilkumiesieczne i dluzsze, sluza aktywizacji osob m.in takich jak corka. Zawieziesz na zajecia i masz wolne na kilka godzin dla siebie - mozesz byc z corka na tych zajeciach, ale... zacznij ja odzwyczajac od tego, ze zawsze i wszedzie jestes dla niej. Jasne, ze nie chce zostawac sama, i tak jest bardzo izolowana, ale nie sama - powinna zostawac choc czasem. Trudno, przywyknie do pomocy innych, osob fachowych, albo przestawi sie na pampersy na czas zajec.
    Info znajdziesz w necie, mozesz tez zapytac pracownika socjalnego ze swojego rejonu.
  • 03andi06 27.08.18, 14:42
    Córka uczy się w podstawówce, teraz są wakacje. Jak jest szkoła, mam kontakt z dziećmi, wyjść trzeba chociaż do szkoły i wrócić, na zajęcia albo ćwiczenia. Teraz jak jej nie zabiorę na zakupy, na spacer to cały dzień by spędziła w mieszkaniu. Tak ma wyglądać jej życie?
  • yoma 25.08.18, 18:11
    No to mówisz: Córuś, nie dzisiaj, dzisiaj idę pogapić się na Planty.

    --
    Nie jestem człowiekiem w swoim wieku. Jestem człowiekiem w wieku kogoś o wiele młodszego.
  • 03andi06 27.08.18, 14:45
    Ja i tak muszę pójść na te zakupy, więc przy okazji ona ma okazje do wyjścia z domu. Sytuacja wygląda tak, że jak ja jej nie wezmę gdzieś, nikt inny tego nie zrobi, czyli ma całe dnie spędzać w domu?
  • berdebul 19.09.18, 20:14
    Jestescie pod opieką jakiejś fundacji? Może przez fundację można zorganizować studentów-praktykantów? Oni pocwiczą z córką, zalicza praktyki, a córka kogoś pozna, wyjdzie z czterech ścian. Nawet jeżeli bedziesz ją dowozić, to czas zajec bedziesz miała wolny.
  • ola_dom 23.08.18, 11:33
    yoma napisała:

    > Ona pada na pysk ze zmęczenia, na to psycholog nie pomoże.

    Może pomóc choć tak, że jasno wskaże jej, że jest przemęczona i ma prawo odpocząć.
    Czasem człowiek niby wie, ale dopiero jak się dowie od odpowiedniej "instancji", to do niego trafia. Na przykład to, że ma prawo odpocząć, że ma prawo nie godzić się na to czy tamto.
    Tak czy siak - autorka musi GDZIEŚ iść po pomoc, bo sama nie da rady dłużej.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • 03andi06 23.08.18, 11:20
    Czyli mam pójść do psychoterapeuty i powiedzieć, że potrzebuję psychoterapii i on mnie zapisze? Jak spotkania będą wyglądały, jakie rady dostanę? Nie wierzę, że można mi pomóc, nie wiem co mam robić żeby było lepiej.
  • ola_dom 23.08.18, 11:39
    03andi06 napisał(a):

    > Czyli mam pójść do psychoterapeuty i powiedzieć, że potrzebuję psychoterapii i
    > on mnie zapisze? Jak spotkania będą wyglądały, jakie rady dostanę?

    Tak, iść do psychoterapeuty i powiedzieć, że już nie dajesz rady. A potem zobaczysz, co będzie dalej.
    Jakbyśmy tu wiedzieli, jakie dostaniesz rady, to byśmy Ci napisali, a nie wysyłali po pomoc :)
    Poza tym, że wcale niekoniecznie dostaniesz coś w rodzaju "rady". Psychoterapia to nie poradnictwo.
    Ale taką "radą" może być już, że podczas tych rozmów uświadomisz sobie, że nie musisz się godzić na to, co teraz wydaje Ci się oczywiste.

    > Nie wierzę, że można mi pomóc, nie wiem co mam robić żeby było lepiej.

    Nikt nie cofnie czasu i nie zmieni Twojego życia wciśnięciem przycisku. Ale może pomóc Ci znaleźć rozwiązania, których teraz nie dostrzegasz. Wykończony człowiek nie ma siły ani dystansu, żeby spojrzeć inaczej. Terapia może w tym pomóc.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • 03andi06 23.08.18, 12:21
    Wiesz, czego się boję, że mi powie, że nie muszę sobie radzić sama, nie mam prawa oczekiwać niczego od nikogo, bo jestem dorosła i odpowiedzialna za swoje decyzje i taka jest prawda. Boli mnie tylko że inni dostają pomoc i wsparcie i na tym korzystają i nie widzą problemu.
  • ola_dom 23.08.18, 12:31
    03andi06 napisał(a):

    > Wiesz, czego się boję, że mi powie, że nie muszę sobie radzić sama, nie mam prawa
    > oczekiwać niczego od nikogo, bo jestem dorosła i odpowiedzialna za swoje decyzje
    > i taka jest prawda.

    Czyli boisz się, że usłyszysz to samo, co od matki?
    Prawie na milion procent tak się nie stanie.

    I owszem, jesteś dorosła, więc odpowiedzialna za swoje decyzje - ale po pierwsze - nie wszystko w naszym życiu jest naszą decyzją,
    po drugie - nawet jak jesteś dorosła, to masz prawo się mylić, popełniać błędy i zmieniać zdanie,
    po trzecie - nawet jako dorosła osoba masz prawo prosić o pomoc i ją dostać.

    Ale także coraz bardziej skłaniam się ku temu, co podkreśla yoma - biegiem do psychiatry, żeby dał coś wspomagającego, jak najszybciej.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • yoma 23.08.18, 12:25
    Może także iść do psychiatry i dostać SSRI, żeby jej się chciało chcieć, i pochodne amfetaminy, żeby mieć na to chcenie siłę, i jeszcze trochę pociągnie, aż wyczerpany organizm odmówi współpracy. Tu trzeba myśleć w kierunku odciążenia dziewczyny, zanim się nam wykończy.

    Psycholog tylko o tyle dobry, że wyszłaby z domu.

    --
    Grupa G8. Kraje rozwinięte. Trzeci Świat. IV RP.
  • ola_dom 23.08.18, 12:33
    yoma napisała:

    > Psycholog tylko o tyle dobry, że wyszłaby z domu.

    Nie tylko. Jakby pomógł się je uwolnić od żalu i oczekiwań wobec matki - to już jest nie do przecenienia.
    A jeśli jeszcze autorka dzięki terapii zrozumie, że nie ma obowiązku brać odpowiedzialności za wszystko, dźwigać (choćby psychicznie) wszystkiego na swoich barkach, i jeszcze parę innych rzeczy, które wciąż się między słowami przewijają - to będzie o wiele więcej niż tylko spacer poza osiedle.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • yoma 23.08.18, 12:45
    No - o tyle dobrze, że córka zostanie z mężem i nagle się okaże, że jednak można. Tyle że to można osiągnąć choćby wyjściem do kina.

    --
    Najdłuższy miesiąc w roku to trzeci.
  • ola_dom 23.08.18, 12:49
    yoma napisała:

    > No - o tyle dobrze, że córka zostanie z mężem i nagle się okaże, że jednak można.
    > Tyle że to można osiągnąć choćby wyjściem do kina.

    Ale wyjściem do kina nie rozwiąże się żalu wobec matki ani wtłoczonych trujących przekonań, które zieją z każdego posta autorki.



    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • yoma 23.08.18, 12:56
    Doskonale rozumiem, że szarpiąc się non stop sama z niepełnosprawnym dzieckiem i widząc, jaką pomoc dostają zdrowe dzieci z rodziny, ma żal. Twierdzę, że najpierw trzeba zorganizować pomoc obcych ludzi, a potem ew. myśleć o terapii, jeśli jeszcze będzie potrzebna.

    Jest to duże miasto. Duże miasto to różne organizacje nongov, bo mops ją spławi. Centra pomocy rodzinie, centra praw kobiet. Niech idzie, niech spyta, kto i jak jej może pomóc, bo leci na pysk. W dużych miastach są wolontariusze pomagający niepełnosprawnym. Są różne rzeczy i to trzeba jej znaleźć na cito, a nie wysyłać na terapię.

    --
    - Proszę państwa, całka z e do x jest tak idealna, że nawet PiS nie mógłby jej nic zarzucić.
  • ola_dom 23.08.18, 13:04
    yoma napisała:

    > Są różne rzeczy i to trzeba jej znaleźć na cito, a nie wysyłać na terapię.

    A gdzie ja pisałam, że ma iść na terapię ZAMIAST tego wszystkiego? Że to rozwiąże wszystkie jej problemy?
    Piszę o terapii, bo o tym mam pojęcie.
    Ty piszesz o pomocy doraźnej - i chwała Ci za to, pewnie również pomożesz z konkretami. Ja o tym nie napiszę, bo się na niej nie znam, wyłącznie teoretycznie wiem, że istnieje - na szczęście nie musiałam z takiej pomocy korzystać.
    Ale żeby coś trwale zmienić - przede wszystkim poczucie żalu do rodziców i życia - to na dłuższą metę trzeba się za to zabrać.
    Poza tym, że można robić różne rzeczy równolegle, także nie ma zakazu.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • yoma 23.08.18, 13:19
    Ola, wiem, że masz o tym pojęcie :) ale zrozum, że tu nieprzepracowane relacje z matką są sprawą drugorzędną. Przyjmujemy za wysoko prawdopodobne założenie, że dziewczyna pada ze zmęczenia i nie widzi przyszłości, tak?

    No to 1. Przekonać, że nie należy szukać pomocy u rodziny, skoro ta ma w dudzie. To robimy.
    2. Skłonić do poszukania pomocy na zewnątrz. To robimy.
    3. Nie wiemy, czy córki faktycznie nie można zostawić ani na chwilę samej, czy to matka już wpadła w syndrom opiekuna; jeśli to drugie, to faktycznie rozmowa z kompetentnym psychologiem może się przydać, ale to można załatwić przy okazji szukania odciążenia.
    X. Gdzieś tam na dole listy - nieprzerobione relacje z matką.

    --
    Grupa G8. Kraje rozwinięte. Trzeci Świat. IV RP.
  • ola_dom 23.08.18, 13:31
    yoma napisała:

    > No to 1. Przekonać, że nie należy szukać pomocy u rodziny, skoro ta ma w dudzie. To robimy.

    No więc tylko tutaj mam wątpliwość, czy sama informacja, że nie szuka się pomocy tam, gdzie jej nigdy nie było - "bo to rodzina" - wystarczy.
    Na pewno trzeba wskazać miejsca, gdzie tę pomoc można uzyskać i gdzie należy o nią poprosić. A "przekonać, że nie należy szukać u rodziny" - to raczej dłuższa kwestia.
    Jak również samo to, że MOŻNA I NALEŻY prosić o pomoc. Bo siakoś mi się wydaje, że akurat w tym przypadku od tego trzeba zacząć. I jak najbardziej - konkretne adresy, informacje - co, skąd, gdzie pytać, kogo prosić - są w tym momencie najcenniejsze. Bo nie zostawiają za wiele pola do zastanawiania się, "czy aby mi się należy" - tylko po prostu - idziesz, dzwonisz, prosisz.
    Ale nad tym z całą pewnością trzeba się zastanowić bardziej dogłębnie i długofalowo, tym bardziej, jak się ma niepełnosprawne dziecko. I rodzinę, która ma nas w dupie.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • ola_dom 23.08.18, 13:34
    ola_dom napisała:

    > Ale nad tym z całą pewnością trzeba się zastanowić bardziej dogłębnie i długofalowo,
    > tym bardziej, jak się ma niepełnosprawne dziecko. I rodzinę, która ma nas w dupie.

    Aha - i jeszcze nad tym, także przede wszystkim nad tym, co krzyczy z samego tematu wątku - czyli nad poczuciem winy za życie swoje i dzieci. Przecież to kolejna bzdura, która dobija autorkę i odbiera jej siły.



    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • yoma 23.08.18, 13:40
    Oczywiście, że bzdura, niemniej nadal twierdzę, że ta bzdura wynika z wyczerpania.

    --
    Osoba Misia Uszatka znieważona Konstytucją. Wyję :))
  • ola_dom 23.08.18, 13:47
    yoma napisała:

    > Oczywiście, że bzdura, niemniej nadal twierdzę, że ta bzdura wynika z wyczerpania.

    To raczej dylemat typu "jajko czy kura", bo nierealne przekonania są potwornie wyczerpujące,
    choć akurat w tym przypadku bardzo szybko można zastosować skuteczne (choćby doraźnie) rozwiązanie - zorganizować odpoczynek. Bo tak - od tego trzeba zacząć.

    Bo właściwie od tego w większości przypadków powinno się zaczynać - najpierw na urlop. A jak odpoczynek nie pomoże - na terapię.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • yoma 23.08.18, 14:05
    Howgh. Żółwik :)

    --
    <*>
    Tęp pisiaki: hoduj dziki!
    Chcesz mieć las - posadź Szyszkę.
  • yoma 23.08.18, 13:39
    No to właśnie wskazujemy, czyż nie? Nie wiedząc, co za miasto, trudno wskazać adres i telefon.

    Jakoś tak na przełomie roku pewna matka, która musiała mieć dziecko na oku 24 h i była w tym sama, zamieściła apel na fejsbuku - ludzie, szukam opiekuna, niech mi ktoś pomoże. Apel poszedł w świat, pomoc się znalazła. Można? Można.

    Ja nie fejsbukowa i tu nie pomogę, ale wiem, że rozmaite organizacje samopomocowe rodziców funkcjonują właśnie na fejsbuku, trzeba go przekopać.

    --
    Bo nie poradzisz nic bracie mój, gdy na tronie siedzi...
  • ola_dom 23.08.18, 13:43
    yoma napisała:

    > rozmaite organizacje samopomocowe rodziców funkcjonują właśnie na fejsbuku, trzeba go przekopać.

    Autorka mieszka w dużym mieście - więc niekoniecznie musi kopać fejsbuka, bo w miastach może być łatwiej o pomoc instytucjonalną.
    Więc liczę na kogoś, kto wskaże konkretne instytucje, które mogą tu pomóc.

    Jakkolwiek samopomoc rodziców na dłuższą metę może się okazać nieoceniona, bo może dawać stałe wsparcie i wzmocnienie - czego koniecznie potrzeba autorce.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • yoma 23.08.18, 14:08
    Zostały wskazane.

    --
    Grupa G8. Kraje rozwinięte. Trzeci Świat. IV RP.
  • yoma 23.08.18, 14:12
    Ps Samopomoc rodziców może np. wskazać opiekuna, który za darmo posiedzi z córką trzy godziny, podczas gdy Andi pójdzie do fryzjera i kina. Samopomoc rodziców to nieprawdopodobna baza adresów i kontaktów. Wreszcie - w samopomocy rodziców nikt nie powie "sama chciałaś, radź sobie" ani "co za nieudacznica, kaleki rodzi", bo wszyscy pchają identyczny wózek. Nie lekceważ samopomocy rodziców.

    --
    Nowogrodzka, bardzo proszę o rzucenie na odcinek kogoś o IQ wyższym od glisty. Bo nudno. 
  • ola_dom 23.08.18, 14:20
    yoma napisała:

    > Nie lekceważ samopomocy rodziców.

    Jezu, przenigdy!!!
    Może nie dość jasno napisałam, a może muszę powtórzyć - uważam, że w przypadku andi samopomoc rodziców będzie niezbędna - bo w końcu skąd ma brać codzienne wsparcie, choćby psychiczne?
    Nie mówiąc o wszelkich pozostałych korzyściach społeczno-psychologiczno-socjalno- i tak dalej.
    Bo choćby jak zobaczy, że od obcych osób może dostać więcej zrozumienia i wsparcia - to zacznie się jej zmieniać myślenie, że "tylko rodzina, a jak rodzina nie - to kanał".

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • yoma 23.08.18, 14:28
    A, to OK, to przepraszam :)

    --
    Breaking rocks in the hot sun
    They fought the law and the law won
  • heniek.8 22.08.18, 22:34
    szczerze mówiąc, bez akapitów trudno przebrnąć przez taką ścianę tekstu, więc mogłem coś przeskoczyć

    gdyby to wydestylować do jednego akapitu, to czy chodzi o takie coś:

    "mam żal do swoich rodziców, że nie zajmują się moimi dziećmi w takim stopniu w jakim zajmowali się dziećmi mojego rodzeństwa"
  • tt-tka 22.08.18, 22:50
    Nie, Heniu. To jest jeden z powodow rozzalenia/poczucia krzywdy, ale nie jedyny.

    Autorko, jak nie sprobujesz, to sie nie dowiesz, czy ktos cie zrozumie. Ale tak, jak jest, jest ci zle. No wiec jednak chyba warto sprobowac ?
  • 03andi06 23.08.18, 11:14
    Tak, w latach jak dzieci były młodsze, jak pracowałam nie dała mi żadnego wsparcia. Nigdy nie zapytała co słychać, czy w czymś pomóc, nie zaprosi nawet na święta, jak sama nie zadzwonię, to nigdy do mnie nikt nie zadzwoni zapytać czy żyjemy jeszcze, nie zainteresuje się. Gdy zdarzy mi się ponarzekać, słyszę że nie mam co narzekać, bo ona miała troje dzieci i wychowała. Racja, ale miała dzieci zdrowe, do pracy poszła jak miałam 6 lat i sama sobie musiałam radzić. Żyło się skromnie, na nic ich stać nie było, mogliśmy pomarzyć o tym co mieli rówieśnicy, więc mama nie ma się czym chwalić. Nie usłyszę nawet pocieszenia, tylko porównanie do rodzeństwa i tego co było kiedyś. Mama nie widzi, że oni mają zdrowe dzieci i mimo to im pomagała, chociaż nawet kredytu nie mają, więc wydatki mają mniejsze, a w dzieciństwie nam wcale nie było dobrze, więc dlaczego stawia to za wzór, czy mam to samo dać swoim dzieciom, biedę, kompleksy i patrzenie z zazdrością na inne dzieci. Do kitu z takimi rodzicami dla których mogę wcale nie istnieć, nie mam wcale wsparcia chociaż słowem. Od teściowej też nie mam wsparcia, dla niej wogóle nie istnieje, liczy się tylko jej córka i jej dzieci.
  • ola_dom 23.08.18, 11:42
    03andi06 napisał(a):

    > Nigdy nie zapytała co słychać, czy w czymś pomóc, nie zaprosi nawet na święta,
    > jak sama nie zadzwonię, to nigdy do mnie nikt nie zadzwoni zapytać czy żyjemy
    > jeszcze, nie zainteresuje się.
    > Nie usłyszę nawet pocieszenia, tylko porównanie do rodzeństwa i tego co było kiedyś.

    > w dzieciństwie nam wcale nie było dobrze, więc dlaczego stawia to za wzór,

    Sama widzisz, że nie masz po co szukać wsparcia u matki. Nie ma wyjścia, jak się z tym pogodzić - odetchniesz z ulgą, bo nie będziesz ciągle tracić energii na zawiedzione nadzieje i nieustanne rozczarowania.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • 03andi06 23.08.18, 12:30
    To skąd brać wsparcie jak nie od rodziny?
  • ola_dom 23.08.18, 12:39
    03andi06 napisał(a):

    > To skąd brać wsparcie jak nie od rodziny?

    A to różnie.
    Ale jak chcesz uzyskać wsparcie od kogoś, kto Ci go nigdy nie dał, nie chciał, nie umiał - wszystko jedno?
    Przypuszczam, że zamiast wsparcia, zostało Ci w dzieciństwie wbite do głowy, że rodzina jest święta, choćby niewiadomoco. A to jest G...WNO prawda.
    Niektórzy dostają najwięcej wsparcia od obcych, czasem przypadkowych osób. A od rodziny wyłącznie kopniaki.

    No i generalnie niezbyt słuszne jest szukanie czegoś tam, gdzie nigdy tego nie było...:)


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • tt-tka 23.08.18, 12:39
    03andi06 napisał(a):

    > To skąd brać wsparcie jak nie od rodziny?

    O matko. Przeciez juz wiesz, ze od rodziny wsparcia nie dostajesz, a jeszcze cie doluja.
    Wyjdziesz do ludzi, to sie dowiesz. Do ludzi SPOZA rodziny.
  • tt-tka 23.08.18, 12:42
    Pardon, za szybko poszlo i zabrzmialo nieprzyjemnie - sa organizacje pozarzadowe, placowki publiczne i niepubliczne, ktore moga ciebie czy corke zaktywizowac, odciazyc od zajmowania sie nia wylacznie i w pelnym wymiarze. Grupy terapeutyczne. Grupy wsparcia. Grupy samopomocowe. W osrodku pomocy rodzinie, na psychoterapii dowiesz sie wiecej.
  • yoma 23.08.18, 12:46
    Howgh.

    --
    Bo nie poradzisz nic bracie mój, gdy na tronie siedzi...
  • verdana 23.08.18, 13:39
    Zdecydowanie potrzebujesz terapii psychologicznej. Bo zżera Ci nie tylko nadmiar pracy i stres, ale nierealistyczne oczekiwania. Wiesz, ze matka Ci nie pomoże, przekonałaś sie o tym wielokrotnie, ale nadal za każdym razem jesteś zaskoczona i zmartwiona, ze nadal Ci pomóc nie chce. Bo rodzina powinna pomóc. Może i powinna, ale nie pomoże i psycholog pomoże Ci sie z tym pogodzić, dostosować do rzeczywistości, a nie stale być rozczarowaną i mieć poczucie, ze zostało sie zlekceważonym. Poza tym osobą, która powinna pomóc i od której masz prawo oczekiwać stałego wsparcia jest mąż, tymczasem do niego masz pretensję znacznie mniejszą. Niepokoi mnie też pretensja do syna - trudno powiedzieć do jakiego stopnia uzasadniona, bo jeśli syn nie jest starszym nastolatkiem, to trudno oczekiwać, aby w czasie wakacji zajmował sie niepełnosprawną siostrą. Tzn pomagać w domu powinien, ale mam wrażenie, ze zaczynasz mieć już pretensję do absolutnie wszystkich ze swojego otoczenia i psycholog mógłby także zorientować się, na ile pretensje te mają podstawy, a na ile są wyrazem Twojego stanu psychicznego.
  • yoma 23.08.18, 14:31
    Męża proponuję chwilowo pominąć. Jeśli do tej pory nie zajmował się córką, to wskutek naszych pobożnych życzeń nie zacznie, a przynajmniej pieniądz do domu przynosi i z synem gra w gry, czyli nie przeszkadza. Owszem, Andi może i powinna stanąć przed kanapą z mężem i oznajmić: Mężu, nie wyrabiam, potrzebna nam opiekunka...

    --
    Grupa G8. Kraje rozwinięte. Trzeci Świat. IV RP.
  • 03andi06 23.08.18, 22:40
    Swoich pretensji nie mówię nikomu, bo sama wiem, że nie mam prawa ich mieć. Pretensje biorą się z tego że tylko ja jedna interesuję się córką, tylko mi zależy, żeby jej było dobrze, nie mam wsparcia w nikim i każdy ma swoje sprawy. Do syna nie mam zupełnie oczekiwań, żeby zajął się siostrą. Cieszę się że ma kolegów, normalne życie, z domu wychodzi, nie gra cały czas. Teraz całe wakacje jest poza domem, wraca wieczorem, jedyny minus że wyciąga pieniądze na jedzenie i picie. Denerwuje mnie że nic w domu nie pomoże, nawet w swoim pokoju nie sprząta. Jedno tylko robi, wynosi śmieci. Cały czas nie ma czasu, gdzieś idzie. Z mężem jest taka sprawa, że zostawał z córką jak pracowałam, ja wychodziłam, a on był po pracy albo przed. Był w domu, zawoził na zajęcia i ćwiczenia, jak córka była młodsza potrafił spędzać z nią czas, później to się zmieniło. Lubi czas spędzić tylko z synem, uważa że córka ma sobie sama znaleźć zajęcie, po pracy on śpi i ogląda TV. Teraz są wakacje, to z synem czasem pojedzie nad jezioro, nam morze chodzą kąpać się i na rowery raz poszli. Cieszę się, że syn chętnie spędza czas z tatą, tylko szkoda że mąż uważa że córką i domem zajmować mam się ja.
  • ola_dom 23.08.18, 22:51
    03andi06 napisał(a):

    > Swoich pretensji nie mówię nikomu, bo sama wiem, że nie mam prawa ich mieć.

    "Dwa razy źle" :)
    Po pierwsze - nie chodzi o to, czy i co komuś mówisz, czy nie mówisz - tylko co TY SAMA CZUJESZ.

    Po drugie - może i nie masz prawa wyrażać pretensji - ale jak najbardziej masz prawo mieć takie a nie inne uczucia co do Twojej sytuacji - więc także i pretensje.
    A mieć pretensje w stosunku do męża, że nie pomaga przy dziecku, w dodatku wymagającym więcej troski??? Niby dlaczego nie masz prawa ich mieć? Czy to nie jest męża dziecko? Czy nie jest jego obowiązkiem się nim zająć?

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • yoma 23.08.18, 22:55
    >Swoich pretensji nie mówię nikomu, bo sama wiem, że nie mam prawa ich mieć.

    Bez urazy, ale pogniotło cię? Kto ci odebrał to prawo?

    Zmieniłam zdanie, leć zaraz jutro do porządnego psychiatry. Zobaczysz, jaką ulgę poczujesz wygadawszy się przed kimś, kto nie ocenia. A do psychiatry, nie do psychologa, bo psychiatra będzie w stanie stwierdzić, czy ci serotonina nie siada i ewentualnie zaradzić. No.

    --
    Grupa G8. Kraje rozwinięte. Trzeci Świat. IV RP.
  • 03andi06 23.08.18, 22:13
    Macie rację, powinnam zapisać się do któregoś stowarzyszenia i grupy wsparcia. Jak zacznie się rok szkolny będę miała na to czas. Chciałabym wspierać swoje dzieci, nie chcę żeby się mnie wstydziły, ale przerastają mnie te wszystkie problemy i nasze całe życie.
  • verdana 24.08.18, 10:16
    I jeszcze jedno. Wróć do pracy, nawet jeśli 100% zarobków oddasz opiekunce córki. Mąż najwyraźniej uważa, ze niepracująca żona zwalnia go z wszystkich obowiązków, a to niedobrze nie tylko dla Ciebie, ale i dla córki. Poza tym nie wytrzymujesz siedzenia w domu cały czas i trudno się temu dziwić.
  • yoma 24.08.18, 10:31
    Podsumowując, Andi, masz zadanie bojowe na dziś - wziąć laptop czy smartfona i iść na kawę. Na tej kawie spokojnie poszukać w laptopie czy smartfonie lekarza i grup wsparcia, przez godzinę, dwie, ile ci będzie trzeba.

    --
    Osoba Misia Uszatka znieważona Konstytucją. Wyję :))
  • 03andi06 24.08.18, 22:23
    Nierealne, bo córka do tej pory musiała korzystać z pomocy innych, w szkole i w domu, teraz dorasta i po prostu nie chce pomocy nikogo innego, muszę być do jej dyspozycji. Mąż chciał kiedyś żebym rzuciła pracę, bo było ciężko, tylko wtedy świadczenie było niskie i nie dalibyśmy rady wyżyć, płacić kredytu i zwyciężył rozsądek. Różnica między moimi zarobkami a świadczeniem była za duża. Teraz sytuacja się zmieniła i jak dodać świadczenie i 500 na dwoje dzieci to wychodzą prawie moje zarobki. Gdybym miała inny zawód, jakoś inaczej mogła pracować, byłoby inaczej. W moim zawodzie u kogoś pracuje się w weekendy i często do wieczora, to jest podstawa, bo to usługi. Praca wykonywana rękami i na stojąco, do tego z klientem, więc wymaga podejścia do ludzi, cierpliwości, szybkości. W swoim interesie jest jeszcze gorzej, bo konkurencja, trzeba zadbać o każdego klienta, więc pracować trzeba najlepiej cały czas. Miałam swój salon przez 8 lat, co z tego że miałam pracownicę, jak ona pracować chciała najlepiej do 16, weekendy mieć wolne, urlop trzeba było dać, a na pensje dla niej zarobić. To jest ciężka charówka, to się tak łatwo mówi. Ja pracowałam od 8.30 do 12.30 i później o 16 musiałam znowu być na miejscu i do 20 obsługiwałam klientów, później liczenie kasy i sprzątanie. W międzyczasie zajmowałam się córką, obiadem i praniem, po powrocie znowu córką. W sobotę w pracy od rana do 14 przynajmniej. Myślałam, że po latach swojego biznesu będę mogła żyć z zysku a pracę wykonają pracownice, ale to nierealne, bo 2 pracownice nie zarobią na 3 pensje i nie dadzą rady same przy urlopach, bo ich obowiązuje kodeks pracy. Myślałam, że bez pracy będzie mi lżej, ale nie jest.
  • yoma 24.08.18, 22:41
    >teraz dorasta i po prostu nie chce pomocy nikogo innego, muszę być do jej dyspozycji.

    Doskonale rozumiem, że dorastająca panna nie chce korzystać z pomocy mężczyzny w toalecie, ale to absolutnie nie znaczy, że masz być przywiązana łańcuchem do jej wózka. Córka ma swój rozum, powiadasz, więc chyba możesz z nią pogadać o tym, że od czasu do czasu potrzebne ci wychodne? I jak można to urządzić?

    Macie w ogóle łazienkę przystosowaną do wózka?

    --
    Bo nie poradzisz nic bracie mój, gdy na tronie siedzi...
  • 03andi06 27.08.18, 14:49
    Córka zajmuje się czasami sobą, czyta, gra, ogląda tv, ale ile możne to robić. Ona chce ze mną spędzać czas, pomóc przy obiedzie, lubi jak wychodzimy z domu. Po powrocie do szkoły może będzie inaczej.
    Mamy przystosowaną łazienkę ale to nie rozwiązuje problemu.
  • agniesia331 27.08.18, 18:38
    A może popatrz za jakąś akcją to się nazywa starszy brat.starsza siostra? Bedzir corka msla pdskocznie.pozna starsza mlodziez.moze beda mialy jakies pomysly jak corke bardxiej uspolecznic. A mize jakies dofinansowanie.zglos corke do jakiejs organizacji.oboz dla dzieci niepelnospranych itd. Moze sie da bez pieniedzy. Warto poszukac
  • 03andi06 30.08.18, 20:24
    Będę szukała na pewno. Była taka organizacja z wyjazdami dla wózkowiczów nawet za darmo, nie wiem czy dalej działa, muszę poszukać. Tam był problem taki, że koniecznie oprócz dziecka musiał przyjechać rodzic na kilka dni na szkolenie, a ja nie mogłam sobie na to pozwolić ze względu na pracę.
  • klaramara33 25.08.18, 14:02
    Córce tłumacz na spokojnie dlaczego potrzebujesz czasu dla siebie a ona kontaktu z rówieśnikami. Mam wrażenie,że nie potrafisz zbytnio komunikować się z najbliższymi. Przede wszystkim chodzi mi o dzieci ale możliwe,że mąż również od Ciebie nie dowiedział się jak masz ciężko i w czym mógłby Tobie pomóc. Może poczytaj coś o prawidłowej komunikacji. Nad tym warto popracować. Ja też kiedyś przez to wiele traciłam, teraz widzę jak dobra komunikacja może dużo naprawić w życiu.
  • 03andi06 27.08.18, 15:01
    W szkole córka ma kontakt z dziećmi i na angielskim, teraz są wakacje i nie ma ani szkoły ani zajęć, a ja jestem dla córki jedynym towarzystwem. Córka nie ma koleżanek, jest zamknięta w sobie, ciężko odnajduje się teraz wśród zdrowych koleżanek, pewnie to moja wina, bo powinnam o to zadbać wcześniej, ale jak wiecznie w pracy byłam, to kto miał się tym zająć.
    Mąż uważa że teraz będzie lżej, nie pracuję więc mam czas na wszystko w domu i dla córki, do tej pory on brał urlop wych na wakacje, żeby córka nie była sama i wkurzał się, że mnie cały czas nie ma. Nie pracuję więc nie może mi być ciężko bo mam przecież łatwiej, a on pracuje i przychodzi zmęczony.
  • verdana 25.08.18, 15:20
    Nie musisz być niewolnicą córki. Niepełnosprawna fizycznie jest pełnosprawna umysłowo i to, ze czegoś chce nie oznacza, ze tak ma być.
  • 03andi06 27.08.18, 15:02
    Nie rozumiesz, że jak nie zajmie się córką sama to nikt się nią nie zajmie?
  • yoma 27.08.18, 20:33
    Dobra, wprost: chcesz wyjść z domu czy nie?

    --
    Bo nie poradzisz nic bracie mój, gdy na tronie siedzi...
  • 03andi06 30.08.18, 20:25
    Chce mieć normalne życie.
  • ola_dom 31.08.18, 09:36
    03andi06 napisał(a):

    > Chce mieć normalne życie.

    A to luz. Wystarczy, że cofniesz czas albo pozbędziesz się córki.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • alpepe 23.08.18, 16:15
    Kiedyś się zastanawiałam, co bym zrobiła, gdybym miała niepełnosprawne intelektualne lub ciężko chore fizycznie dziecko i sądzę, że oddałabym do zakładu. Nie napisałaś, co to za niepełnosprawność u córki, ale sama widzisz, że na córkę się wypięli wszyscy i nic się nie zmieni, choćbyś tupała nóżką. Rozważ, jeśli masz możliwość, naprawdę. O nierealnych oczekiwaniach wobec rodziny już ci tu napisano.
    Ja myślę, że bez psychologa i psychiatry to faktycznie się u ciebie nie obejdzie.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • yoma 23.08.18, 19:12
    Rada z gatunku "twoje dziecko sprawia problemy wychowawcze? Oddaj do domu dziecka". Zwracam uwagę, że mamy do czynienia z inteligentną, acz niesamodzielną istotą.

    --
    - Proszę państwa, całka z e do x jest tak idealna, że nawet PiS nie mógłby jej nic zarzucić.
  • alpepe 23.08.18, 21:41
    Nieuważnie czytałam, skoro wyczytałam o szkole, ale to imho za mało, by mieć pewność co do inteligencji tego dziecka.Fakt, to jest pech.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • yoma 23.08.18, 22:57
    Chodzi do szkoły, uczy się języka, rośliną nie jest. A i co do roślin nigdy nie wiesz, ile czują i rozumieją. Na twoim miejscu bym przeprosiła zamiast brnąć.

    --
    Osoba Misia Uszatka znieważona Konstytucją. Wyję :))
  • wieczorny-motyl 18.10.18, 14:23
    Napisała ze albo niepełnosprawne fizycznie, albo intelektualnie. Tzn w kazdym z tych przypadków, przy jakimś istotnym uchybieniu (przesądzajacym o pozniejszej niesamodzielnosci), nie ma co bić piany. Po prostu albo zaraz po urodzeniu albo na późniejszym etapie póki oczywiście jeszcze istnieje instytucja wladzy rodzicielskiej.
  • tandelle 23.08.18, 18:33
    Hej andi! Z gory przepraszam za brak polskich znakow. Czy Twoja corka bedzie sie stawac bardziej samodzielna wraz z wiekiem, czy jej niepelnosprawnosc raczej wyklucza samodzielnosc? Wydaje mi sie, ze najlepiej byloby znalezc prace na pol etatu (nie tylko ze wzgledu na pieniadze, ale takze na zycie towarzyskie poza domem), porozmawiac z lokalnym MOPSem odnosnie opiekunki dochodzacej, zarowni corka jak i syn dla ich wlasnego dobra powinni miec obowiazki domowe stosowne do wieku. Obawiam sie, ze chroniczny brak wsparcia ze strony rodziny (wyglada na to, ze takze w dziecinstwie), bardzo zle wplynal na Twoje poczucie bezpieczenstwa i optymizm. Odciecie sie od tych ludzi,ktorzy traktuja Cie prawie jak obca na pewno wplynie pozytywnie. Szukaj przyjaciol- moze innych osob z dziecmi niepelnosprawnymi? Sprawdz okoliczne fundacje. W domu staraj sie mimo wszystko uprzyjemniac zycie - drobne rzeczy takie jak upieczenia chleba, robienie ozdob z corka czy wspolna nauka jezyka z nia - to wszystko ma wplyw na Twoje samopoczucie. Trzymaj sie cieplo!
  • 03andi06 24.08.18, 22:38
    Niestety jak mam świadczenie to nie mogę pracować, zresztą teraz muszę być dla córki dostępna w każdej chwili. Córka nie chce innej pomocy, tylko przy mnie czuje się komfortowo, nie mogę jej zmuszać. Ćwiczymy samodzielność, ale nie wiem, czy kiedykolwiek będzie tak że poradzi sobie bez mojej pomocy. Obowiązki, tak, to jest problem, wolałam sama szybko zrobić i nie miałam czasu pilnować, żeby syn zrobił, córka mało co może zrobić, cieszy mnie chociaż to że nie robi bałaganu. Mąż wolał, żeby dzieci się uczyły niż poprosić do pomocy, a teraz wszystko spadło na mnie, bo on jest zmęczony. Od rodziny swojej nie chcę się odciąć, chociaż mam z kim w święta spotkać się i dzieci mają dziadków. Tylko brakuje mi zainteresowania takiego jak w rodzinie.
  • ola_dom 25.08.18, 09:33
    03andi06 napisał(a):

    > Niestety jak mam świadczenie to nie mogę pracować, zresztą teraz muszę być dla
    > córki dostępna w każdej chwili. Córka nie chce innej pomocy, tylko przy mnie czuje się
    > komfortowo, nie mogę jej zmuszać. Ćwiczymy samodzielność, ale nie wiem,
    > czy kiedykolwiek będzie tak że poradzi sobie bez mojej pomocy.
    > Od rodziny swojej nie chcę się odciąć, chociaż mam z kim w święta spotkać się
    > i dzieci mają dziadków.

    Andi, nikt tutaj nie ma wątpliwości, że jesteś w bardzo trudnej sytuacji.
    Ale niemal w każdej Twojej wypowiedzi odbijasz argumenty i tłumaczysz, że "tak musi być, bo inaczej się nie da". Tak jakby faktycznie nawet mała zmiana nie była w ogóle możliwa.

    Odniosę się tylko do tego, że nie możesz wyjść ani na chwilę sama - bo "córka zawsze chce iść z Tobą".
    Dlaczego "nie możesz"?
    Dlaczego to, czego chce córka, ZAWSZE jest ważniejsze od tego, czego Ty chcesz?
    O ile mogę łatwo zrozumieć, że chodzicie razem na zakupy, o tyle nie bardzo rozumiem, dlaczego nie możesz np. 1-2 razy w tygodniu wyjść na 2 godziny i zająć się SOBĄ? Choćby miało to być tylko picie kawy w kawiarni i gapienie się na morze.
    Z Twojego opisu wynika, że nie jesteś dla córki opiekunką, tylko jej służącą, a właściwie niewolnicą. Wiesz, jak to się kończy? Będziesz miała potworny żal do córki, że tak wygląda Twoje życie. W sumie już masz, być może jeszcze sobie tego nie uświadamiasz. Będziesz obwiniać córkę, że nie możesz w życiu nic, że ona zmarnowała Ci życie.
    A to nie jest wina córki. Ale pozwalając w tej chwili na to, żeby być dla niej na 100%, do tego prowadzisz.
    Tobie także należy się COŚ. Choćby 3 godziny w tygodniu. Masz je teraz, tylko dla siebie?

    Przeczytaj "Nie z miłości" Jespera Juula, mała książeczka. Przeczytaj, dlaczego czasem trzeba odmówić DLA DOBRA tego, komu odmawiasz.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • anula36 25.08.18, 11:25
    a corka ktora jest intelektualnie sprawna naprawde nie ma ani jednej kolezanki ktora by ja chciala 1- 2 razy w tygodniu odwiedzic na 2 godziny, czy wywiezc na spacer gdzies do parku?
    Moze warto poszukac jakiejs inicjatywy typu "starsza siostra/ starszy brat", jakiegos wolontariatu dla niej, jesli nie jest w staie nawiazac zadnego kontaktu z rowiesnikami.
  • 03andi06 27.08.18, 15:10
    Nie ma, pewnie to znowu moja wina. Po prostu ktoś musi to zorganizować, zadbać o kontakty, a jak byłam ciągle w pracy to jak miałam się tym zająć. Zapisałam ją na angielski też dlatego żeby była z dziećmi.
  • anula36 27.08.18, 20:41
    moze warto ktores z tych dzeci zaprosic czasem do Was? znam troche niepelnosprawnych fizycznie osob i kazda ma jakichs znajomych, gorzej z niepelnosprawnoscia intelektualna. Na szczescie na zadbanie o kontakty nigdy nie jest za pozno.
  • eukaliptusy 25.08.18, 21:05
    ola_dom napisała:

    > Będziesz miała potworny żal do
    > córki, że tak wygląda Twoje życie. W sumie już masz, być może jeszcze sobie te
    > go nie uświadamiasz. Będziesz obwiniać córkę, że nie możesz w życiu nic, że ona
    > zmarnowała Ci życie.
    > A to nie jest wina córki. Ale pozwalając w tej chwili na to, żeby być dla niej
    > na 100%, do tego prowadzisz.

    Zgadzam sie w całej rozciągłości. Bardzo sensownie i jasno napisane.
    Niestety żal do córki już jest. Autorka wprost napisała w poście startowym, że żałuje, ze ma drugie dziecko. Bardzo to smutne.
  • 03andi06 27.08.18, 15:16
    Żałuje, bo teraz widzę, że nas po prostu na to nie stać, tak ogólnie. Gdyby mąż miał super zawód, super zarobki, może inaczej bym myślała, bo mogłabym sobie nie pracować i nie myśleć o tym jak spłacić kredyt, zapłacić za samochód czy inne rzeczy. Nie byłabym tak zmęczona, miałabym więcej czasu dla syna, córki, męża. A tak to całe lata żyłam w kołowrotku i teraz też nie lepiej i tak pewnie całe życie.
  • zabka141 25.08.18, 21:55
    To jest bardzo sensowana rada. Musisz cos zmienic, bo inaczej bedzie tylko gorzej. O pomocy rodzicow i tesciow po prostu zapomnij, skup sie na organizowaniu pomocy przy corce i znajdowaniu sobie tez przyjacoil - tutaj stowarzyszenia dla rodzicow dzieci niepelnosprawnych moga byc dobrym pomyslem.
  • 03andi06 27.08.18, 15:17
    W stowarzyszeniu jakimś tylko cała moja nadzieja i w szkole.
  • 03andi06 27.08.18, 15:08
    Nie mam w sobie takiej energi, żeby gdzieś wyjść, nie wiem co mam robić, na wydawanie pieniędzy nie mogę sobie pozwolić, nie mamy ich na fanaberie. Dodatkowo miałabym takie poczucie winy wobec córki, że ona siedzi w domu a ja sobie gdzieś chodzę.
  • yoma 27.08.18, 20:38
    Jedna moja znajoma ma zdrowego syna.

    Jakoś tak w kwietniu zgadało się o majówce i znajoma oświadczyła, że nigdzie nie wyjeżdża, bo musi pilnować dziecka.
    A ile dziecko ma lat?
    17.
    ???
    Muszę go pilnować, bo jeszcze pójdzie z chłopakami popływać.
    ?????
    Bo mu nie wolno, bo jak miał pięć lat, to po pływaniu dostał zapalenia ucha.

    Ta historia jest prawdziwa. Ty też robisz wszystko, żeby twoja córka została kaleką do końca życia.

    --
    Najdłuższy miesiąc w roku to trzeci.
  • 03andi06 30.08.18, 20:30
    Tym wpisem pokazujesz, że nie rozumiesz różnicy między dzieckiem niepełnosprawnym a normalnym. Wyobraź sobie, że o syna 15-letniego nie boję się, nie zabraniam mu wychodzenia nawet nad wodę. Od małego sam zostawał w domu, wychodził na boisko, chodził sam do szkoły i jeździł na kolonie. Bo wiem że radzi sobie sam i nie potrzebuje być na nikogo zdany. Z córką jest inaczej.
  • yoma 11.09.18, 23:18
    Nie. Tym wpisem pokazuję, że kalekę można zrobić z każdego, a ty jesteś na świetnej drodze.

    --
    Bo nie poradzisz nic bracie mój, gdy na tronie siedzi...
  • yoma 25.08.18, 11:59
    >Córka nie chce innej pomocy, tylko przy mnie czuje się komfortowo, nie mogę jej zmuszać. Ćwiczymy samodzielność, ale nie wiem, czy kiedykolwiek będzie tak że poradzi sobie bez mojej pomocy. Obowiązki, tak, to jest problem, wolałam sama szybko zrobić

    Idź na tę kawę i poczytaj sobie o syndromie opiekuna.

    --
    Bo nie poradzisz nic bracie mój, gdy na tronie siedzi...
  • verdana 25.08.18, 15:24
    Ty po prostu kochasz być wykorzystywana i nieszczęśliwa. Poświęcasz się, jednocześnie mając pretensję do wszystkich dookoła. Przy okazji rzeczywiście marnujesz zycie córce pokazując jej, ze jesteś na jej usługi i że nikt oprócz Ciebie się nie nadaje. Uzależniasz ją od siebie, bo lubisz czuć się "jedyną i niezastąpioną". Nic się z tym nie da zrobić, bo Ty robisz wszystko, aby być jedyną dobrą, wykorzystywaną, nieszczęśliwą osobą pośród wrednych ludzi.
  • 03andi06 27.08.18, 15:22
    Co ty piszesz? Wiesz jak to jest mieć dziecko niepełnosprawne? Uzależniam córkę? Wiesz jak to jest jak dziecko płacze, że nie chce żeby ktoś mu pomagał, a nie ma innego wyjścia, bo muszę iść do pracy? Myślisz, że ona nie chciałaby być zdrowa i sprawna i niezależna od nikogo? Myślisz że jest tyle osób wokół chętnych do zajmowania się, że twierdzisz, że jestem niezastąpiona?
  • aqua48 27.08.18, 18:36
    03andi06 napisał(a):

    > Co ty piszesz? Wiesz jak to jest mieć dziecko niepełnosprawne? Uzależniam córkę
    > ? Wiesz jak to jest jak dziecko płacze, że nie chce żeby ktoś mu pomagał, a nie
    > ma innego wyjścia, bo muszę iść do pracy?

    Szczerze, gdybym miała takie życie jak Ty to zaczęłabym krzyczeć. Z przemęczenia, rozpaczy i poczucia opuszczenia przez wszystkich. Dziwię się, że Ty tego nie robisz. Po pierwsze - jak radzą dziewczyny - znajdź dla siebie terapię, niewykluczone, ze jesteś na dobrej drodze do depresji. Po drugie w tym stanie psychicznym nie jesteś dla dzieci żadnym wsparciem, tylko zamęczasz się opieką nad córką i odpuszczasz obowiązki domowe synowi, a od męża nie wymagasz by był ojcem dla dzieci. A to nie jest dobre dla żadnego z nich. I dla Ciebie również.
    Córkę musisz usamodzielniać i być odporna na jej wymagania. Nie będziesz jej służyć do końca jej życia, nie możesz jej zastępować rówieśników i kontaktów z nimi. Zorientuj się czy masz w okolicy jakąś "szkołę życia" dla niepełnosprawnych - trening samoobsługi dla wózkowiczów, - to córce lepiej się teraz przyda niż lekcje angielskiego. Poszukaj na przyszły rok jakiegoś obozu dla takich dzieci, na czas wakacji, tłumacz córce, że musi się uczyć sobie radzić sama choć na pewno jest jej trudno. Zapraszajcie do domu koleżanki z klasy. Ucz córkę jak i czym może się z nimi bawić, wychodźcie na spacery z innymi dziećmi. To najlepsze co możesz dla niej zrobić jako matka. Uleganie jej żądaniom absolutnie nie jest dobrą drogą.
  • 03andi06 30.08.18, 20:40
    Uczę córkę samodzielności, tylko ja wiem ile czasu i cierpliwości to kosztuje. Mimo to dalej nie radzi sobie całkiem sama a wszystko zajmuje jej dużo więcej czasu niż normalnie. Wyjazdu na pewno poszukam ale dopiero na przyszłe lato będzie to możliwe. Po domu córka normalnie jeździ sama, na dworze po płaskim terenie też, ale barier jest dalej sporo i ludzie na ulicy swoje dokładają. Z koleżankami będzie ciężko, bo to jest taki wiek już teraz, że są potworzone grupki i w swoim stałym gronie się spotykają, a poza tym dziewczynki chyba odbierają córkę jak kulę u nogi.
  • aqua48 31.08.18, 09:22
    03andi06 napisał(a):

    > Uczę córkę samodzielności, tylko ja wiem ile czasu i cierpliwości to kosztuje.
    > Mimo to dalej nie radzi sobie całkiem sama a wszystko zajmuje jej dużo więcej c
    > zasu niż normalnie.

    Ale to nie ma znaczenia, że córka robi jakąś czynność dużo wolniej niż osoba w pełni sprawna, ważne jest to że w ogóle umie ją wykonać samodzielnie. Lepiej niż zdrowi rodzice uczą sprawności specjaliści ze "szkół życia" bo oni znają różne tricki i wiedzą jakie ograniczenia maja niepełnosprawni, oraz jak je omijać.

    > Z koleżankami będzie ciężko, bo to jest taki wiek już teraz, że są potworzone grupki i w
    > swoim stałym gronie się spotykają, a poza tym dziewczynki chyba odbierają córk
    > ę jak kulę u nogi.

    Z koleżankami bywa ciężko nie tylko dzieciom na wózkach. Musisz uczyć córkę empatii, socjalizować ją, uczyć że ma nie tylko ograniczenia, ale także możliwości. Niech pokaże koleżankom że można z nią też ciekawie spędzać czas, że ona też ma coś do zaproponowania. A nie robić z niej osobę roszczeniową, która do wszystkiego potrzebuje asysty i co gorsza wymusza ją od otoczenia płaczem. Takiej koleżanki z pewnością nikt nie będzie lubił, i taką traktuje się jak kulę u nogi.
  • ola_dom 31.08.18, 09:48
    03andi06 napisał(a):

    > Uczę córkę samodzielności, tylko ja wiem ile czasu i cierpliwości to kosztuje.
    > Mimo to dalej nie radzi sobie całkiem sama a wszystko zajmuje jej dużo więcej czasu niż normalnie.

    No jasne - bo jak się kogoś uczy samodzielności, to powinien od razu robić wszystko szybko, ładnie i dokładnie.

    JAK chcesz cokolwiek zmienić, skoro kompletnie nie zamierzasz odpuścić ani o milimetr swojej wizji życia?
    Oczywiste jest, że ta wizja nigdy się nie ziści. Masz więc dwie drogi - umartwiać się i mieć żal do córki, że zmarnowała Ci życie i nigdy nie będziesz "żyć normalnie";
    albo próbować znaleźć sposoby, jak pomóc sobie w zaistniałej sytuacji.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • eukaliptusy 26.08.18, 11:35
    Droga autorko.
    Wyglada na to, że te kilka miesięcy od zamknięcia zakładu były dla ciebie wyjątkowo ciężkie i są kumulacja wielu lat zasuwania w kieracie praca-dzieci-dom bez przystanku na zauważenie siebie i swoich potrzeb.

    Piszesz, ze tak dalej już żyć nie możesz. I wiesz co, bardzo dobrze, ze tak Ci się te wszystkie frustracje zebrały, bo masz teraz szanse się zastanowić nad swoimi priorytetami na najbliższe lata i wprowadzić w życie niezbędne zmiany.

    Jedna rzecz bardzo rzuciła mi się w oczy:
    Piszesz, że zmarnowałaś dzieciom życie, bo nie macie pieniędzy na wydatki ponad niezbędne zaspokojenie potrzeb. Naprawdę myślisz, ze pieniądze to jest wyznacznik dobrego dzieciństwa i życia?
    Bezwarunkowa miłość rodziców, edukacja, nauka empati i budowania więzi z ludźmi - to jest kapitał na życie, a nie nowy iPhone w wieku lat 13 i wycieczki do Disneylandu. Czy gdyby twoi rodzice mieli więcej pieniędzy twoje dzieciństwo naprawdę byłoby szczęśliwe, czy tylko nieszczęśliwe w inny sposób? Wydaje mi sie, ze jak wielu ludzi, traktujesz pieniądze jako substytut miłości i szczęścia. Naprawdę bardzo trudno zmarnować komuś życie po prostu żyjąc na skromnej stopie.

    Wejdź do księgarni, podejdź do półki z poradnikami dla rodziców i znajdź mi ten bestseller, w którym piszą „kupuj dziecku wszysko czego sobie zażyczy, a wychowanie i szczęście dziecka masz z głowy” :)

    Światełko w tunelu jest takie, ze twoje życie na pewno nie będzie wyglądać tak jak teraz już ZAWSZE. Potrzebujesz trochę perspektywy.

    Krótkoterminowo - wakacje się skończą, będziesz miała chwile oddechu od opieki nad córka. Mąż szuka innej pracy, wiec może i sytuacja materialna nieco się poprawi.

    Średnioterminowo - dzieci to są już nastolatki, wiec już za kilka lat mogą zacząć zarabiać na własne potrzeby a i w końcu się wyprowadzą.

    Siądź z mężem i zastanówcie sie jak może wyglądać samodzielne życie waszej córki jako młodej dorosłej osoby i naszkicujcie sobie plan jak do tego doprowadzić. Jak pokierować jej edukacja, jakie umiejętności musi zdobyć. Czy przy odpowiedniej rehabilitacji i sprzęcie ma szanse być samodzielna?
    Fundacje i stowarzyszenia osób w podobnej sytuacji moga wam w tym pomóc. Czy córka zna młodzież i dorosłe osoby na wózku, które mogą być dla niej inspiracją i wzorcem do naśladowania? Czy ma grono znajomych chociaż wirtualnie? Nie możesz dopuścić, żeby żyla w izolacji społecznej. I jeśli nie teraz to bardzo szybko rówieśnicy, nie mama, będą dla niej najważniejsi.

    Dużo jeszcze mogłabym pisać...
    psychoterapeuta na pewno pomógłby ci poukładać w głowie wszystkie wątki z długiej litanii problemow i ustalić co jest dla ciebie w tej chwili największym priorytetem. I jak wszyscy zgodnie piszą, poczulabys się wysłuchana i zrozumiana, a tego chyba bardzo Ci brakuje.
    Koniec wakacji tuż tuż, trzymaj sie i wyciągnij rękę do innych ludzi.
  • 03andi06 27.08.18, 15:25
    Dziękuję za pocieszenie. Była czas, że myślałam, że córka będzie samodzielna, coraz bardziej w to wątpię. Myślę, że zawsze będzie mnie potrzebowała.
  • ola_dom 27.08.18, 15:32
    03andi06 napisał(a):

    > Była czas, że myślałam, że córka będzie samodzielna, coraz bardziej w to wątpię.
    > Myślę, że zawsze będzie mnie potrzebowała.

    To, czy będzie i w jakim stopniu, w ogromnej mierze zależy teraz od Ciebie.
    Co robisz, żeby córka była samodzielna?


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • 03andi06 30.08.18, 20:43
    Niestety ograniczenia swoje robią, niektórych rzeczy nie da się przeskoczyć.
    Uczę córkę samodzielności cały czas.
  • yoma 11.09.18, 23:21
    Wmawiając jej, że dla koleżanek jest kulą u nogi, a ludzie na ulicy dziwnie patrzą?

    --
    Nie jestem człowiekiem w swoim wieku. Jestem człowiekiem w wieku kogoś o wiele młodszego.
  • tt-tka 27.08.18, 21:11
    03andi06 napisał(a):

    > Dziękuję za pocieszenie. Była czas, że myślałam, że córka będzie samodzielna, c
    > oraz bardziej w to wątpię. Myślę, że zawsze będzie mnie potrzebowała.

    A jak ciebie kiedys zabraknie - w koncu to nieuniknione - to co bedzie z corka ?

    Zawodowo pracuje z niepelnosprawnymi. Znam na peczki osob, ktore staly sie sierotami w wieku 40+ i sa calkowicie niewydolne zyciowo, Niektore nie wiedza nawet, ze tubke z pasta do zebow nalezy odkrecic, zeby wycisnac paste, bo i skad, skoro mama zawsze podawala szczoteczke juz z pasta. Nie umieja wlaczyc pralki, zrobic zakupow, ba, dla niektorych olsnieniem jest to, ze jedzenie nie rosnie w lodowce.

    Nie "zabieraj" jej na zakupy, po prostu idzcie razem. I niech ona w tym - wyborze towarow, obliczaniu cen - uczestniczy. Angielski dobra rzecz, ale sa i inne sposoby integracji, w tym wakacyjne - zajecia sportowe na przyklad (jedna z moich znajomych jest jezdzaca na wozku zlota medalistka dwoch paraolimpiad, pracujaca jako trenerka druzyny niepelnosprawnych, osoba calkowicie niezalezna, mieszka sama i radzi sobie), wycieczki po miescie, wyjscia do teatru, na koncerty, z wolontariuszami z organizacji, nie z rodzicami, w grupie innych osob.

    Trudno, albo corka nauczy sie tolerowac, a potem przyjmowac pomoc ze strony innych niz matka osob, albo radzic sobie sama, albo przestawi sie na pampersy. Nie mozesz podporzadkowywac jej kazdej swojej minuty. Juz tego zalujesz, ona pozaluje poniewczasie.
  • 03andi06 30.08.18, 21:01
    Wiesz, jak chodzi o prace w domu to nie martwię się, bo córka jest nauczona nawet nastawiania pralki, umie odkurzać, więcej ją to interesuje niż syna, problemem jest tutaj czas wykonania, niestety ona na wózku ma ograniczone ruchy i dostęp do wszystkiego. Co do wychodzenia na miasto, to bariery w takim swobodnym funkcjonowaniu są duże, bo z takim wózkowiczem dotarcie do jakiegoś miejsca zajmuje dużo więcej czasu niż chodzącemu człowiekowi.
    Fajnie byłoby jak córka by miała kontakt z rówieśnikami, ale i tak dzieci w jej wieku na wózkach nie sądzę, żeby były puszczane gdzieś same.
    Myślę o przyszłości córki, wiem, że musi zdobyć dobre wykształcenie, żeby utrzymać się sama. Po to ją zapisałam na angielski i zachęcam do pilnego uczenia, bo wiem, że tylko dobry zawód da jej niezależność od innych. Dobrze jakby mogła pracować na własny rachunek, bo nie będzie zależna od tego czy ktoś zechce ją zatrudnić czy nie. Wiem, że musi zrobić prawo jazdy, żeby mieć łatwość poruszania się. To jest jedyna droga, żeby mogła sobie radzić sama w dorosłym życiu. Moje obawy dotyczą tylko tego, czy jest w stanie sobie z tym poradzić.
  • tt-tka 31.08.18, 01:13
    Andi, dobrze, ze corka w domu sobie radzi, ale wyjsc z domu tez powinna. I nie musisz z tym czekac do nastepnych wakacji. Sa projekty prowadzone najczesciej przez NGOSy, srodroczne, to sa zajecia raz lub kilka razy w tygodniu, albo wyjscia raz na dwa tyg/raz na miesiac, cala grupa, do kina, na wystawe, na koncert. Z udzialem wolontariuszy i corka moze w nich uczestniczyc bez ciebie, a spotka, moze pozna blizej ludzi, ktorzy ze swoja niepelnosprawnoscia zyja nie tylko we wlasnych czterech scianach i nie tylko z Mama.
    Opiekunka mopsowska nie musi z wami mieszkac, moze przychodzic raz/kilka razy w tygodniu na kilka godzin.
    WIEM, ze poruszanie sie z osoba niepelnosprawna jest wolniejsze i trudniejsze. Nie jest niemozliwe.
    Kontakty z rowiesnikami i/lub nierowiesnikami corka moze nawiazywac nawet poprzez net,zawsze jest szansa, ze co ktorys kontakt zaowocuje osobista czy blizsza znajomoscia.
    Ty szukaj rozwiazan, a nie przeszkod.
  • yoma 11.09.18, 23:25
    >problemem jest tutaj czas wykonania,

    >z takim wózkowiczem dotarcie do jakiegoś miejsca zajmuje dużo więcej czasu

    No i? Przecież siedzisz z nią w domu przykuta do niej łańcuchem, macie cały czas świata. Nie umiesz zarządzać swoim własnym czasem i tego samego ją uczysz.


    --
    Nowogrodzka, bardzo proszę o rzucenie na odcinek kogoś o IQ wyższym od glisty. Bo nudno. 
  • eukaliptusy 12.09.18, 14:39
    Wiesz co, ja myśle, ze głównym problemem jest to, że ty się z niepełnosprawnością córki do tej pory nie pogodziłaś i traktujesz ja jak „inną”.

    Zamiast porównywać ja w kółko do pełnosprawnych, zacznij dostrzegać jakie robi postępy na miarę swoich możliwości.

    Jak dla mnie z kolei największym dramatem dla twojej córki jest izolacja społeczna, którą ty w ogóle wydajesz się nie przejmować.
    Przechodzisz do porządku dziennego nad tym, ze w rodzinie nikt oprócz ciebie nie ma z córka bliskiej relacji.
    Z koleżankami w szkole „grupki już się potworzyły” - czyli co, na zawsze ma być z boku? A co jej radziłaś kiedy się te grupki tworzyły?

    „Nie sądzisz”, ze inne dzieci na wózku są gdzieś puszczane. Czyli wnioskuję z tego, że ani ty ani twoja córka nie zna ani jednego dziecka w tej samej sytuacji.
    Jak ona ma się czuć normalnie i nie jak odludek jeśli własna matka ja w takiej roli już obsadziła.

    Gdyby twój syn miał takiego pecha, ze co pół roku łamałby nogę, tez byś uznała, ze nie potrzebuje kontaktu z ludźmi i mama mu powinna wystarczyć?

    Większość barier dla córki moim zdaniem jest w twojej głowie. Nie pisze, żeby ci dowalać, ale dlatego ze wydaje mi się, ze potrzebne jest ci świeże spojrzenie na sytuację.
  • ola_dom 12.09.18, 15:05
    eukaliptusy napisał(a):

    > Wiesz co, ja myśle, ze głównym problemem jest to, że ty się z niepełnosprawnością
    > córki do tej pory nie pogodziłaś i traktujesz ja jak „inną”.

    Dokładnie o to samo mi chodziło.
    Córka i życie nie pasują do wyobrażonego wizerunku, i cała energia andi idzie na doszukiwanie się różnic i niedoskonałości wobec wzorca, i na roztrząsanie, jakie to nieszczęście.
    Zamiast skupiać się na tym, co dobre i MOŻLIWE - ona skupia się na tym, co się nie da zrobić. I rozkminia, jak to źle, że się nie da, bo u innych się da, ale u nich nie, więc jakie to nieszczęście.

    A córka jest sprawna umysłowo, ma sprawne ręce - choć mogłaby być "rośliną" - bez kontaktu, leżącą w łóżku, nie mogącą się obrócić nawet na drugi bok czy podrapać, jak ją coś swędzi. Albo nawet nie umiejącą poprosić, żeby ją podrapać.

    Matka ROBI z dziecka kalekę. A jej to niepotrzebne, wystarczy, że jest nie w pełni sprawna fizycznie. Ale jest na dobrej drodze do totalnego kalectwa życiowego. I nienawidzącej jej podświadomie matki.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • verdana 12.09.18, 16:59
    Jest jeszcze gorzej. Córka funkcjonuje jako "ta biedna", która ma prawo od wszystkich wymagać i nie liczyć sie z ich potrzebami. Nie lubi czegoś, to znaczy, że nikt nie powie jej "trudno, ja muszę pracować, muszę wyjść, zajmie się tobą chwilowo ktoś inny". Jest stopniowo całkowicie uzależniana od matki, które godząc sie na to, pokazuje jej, ze tylko matka jest osobą, która jej w życiu pomoże. Nikt inny. Mam wrażenie, naprawdę, ze to nie jest poświęcenie, tylko sposób na życie. To, co matka robi jest wyłącznie w interesie matki - syn jest zły, mąż jest zły, wszyscy sa źli, zostaje tylko całkowicie zależna od matki córka, która ma prawo mieć wymagania, ale jest tak wychowywana, ze zbuntować sie nie moze i będzie na wieki przykuta do mamusi. Bedzie mama i córka kontra świat, który sie na nie uwziął.
  • tt-tka 12.09.18, 18:50
    verdana napisała:

    . Córka stopniowo całkowicie uzależniana od matki, (...)
    jest tak wychowywana, ze zbuntować sie nie moze
    > i będzie na wieki przykuta do mamusi. Bedzie mama i córka kontra świat, który s
    > ie na nie uwziął.

    A jak mamy zabraknie ? W koncu kiedys to nastapi.
    Zadalam to pytanie wczesniej, andi nie odpowiedziala.
  • verdana 12.09.18, 20:30
    To mamy nie interesuje, bo wbrew pozorom jest skupiona na sobie, choć sprawia wrażenie, ze poświęca się dla wszystkich innych.
  • anula36 12.09.18, 22:05
    zabrakniecie mamusi moze spowodowac ze bedzie bardzo zle a moze to byc dla tej dziewczyny wybawienie.
    Znam kilka osob ktore po smierci uzalezniajacego rodzica nagle sie otrzasnely i okazalo sie ze zwyczajnie daja sobie rade same, czy z drobnym wsparciem innych osob.
  • ola_dom 12.09.18, 21:18
    verdana napisała:

    > Jest jeszcze gorzej.
    > zostaje tylko całkowicie zależna od matki córka, która ma prawo mieć wymagania,
    > ale jest tak wychowywana, ze zbuntować sie nie moze i będzie na wieki
    > przykuta do mamusi. Bedzie mama i córka kontra świat, który sie na nie uwziął.

    Skóra mi ścierpła. Ale nie od "możliwego scenariusza", tylko jak zobaczyłam to tak wprost.
    Bo tak właśnie jest. Chory, potworny związek nie do rozerwania, troskliwie pielęgnowany, żeby zachować status quo.
    Co będzie, kiedy jednej kiedyś zabraknie?


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • yoma 12.09.18, 22:51
    >Nie pisze, żeby ci dowalać

    Dobrze piszesz.

    --
    <*>
    Tęp pisiaki: hoduj dziki!
    Chcesz mieć las - posadź Szyszkę.
  • eukaliptusy 13.09.18, 12:31
    yoma napisała:

    > >Nie pisze, żeby ci dowalać
    >
    > Dobrze piszesz.
    >

    Dziekuje :)

    Ale też trochę się obawiam za ostro oceniać kobietę, która być może jest w depresji i przez to nie myśli jasno.

    Najpierw potrzebuje pomocy dla siebie.

    Myśle, ze to taki częsty kryzys egzystencjalny po zejsciu z kołowrotka. Nagle kariery nie ma, życia osobistego nie ma, mąż jest obcym człowiekiem, dzieci dalekie od ideału...
  • yoma 13.09.18, 13:11
    Proszę :) Uważam, że do wybicia z błędnych poglądów lepsze jest potrząśnięcie niż głaskanie po główce, depresja czy nie.

    Myślę, że ona nie zeszła z kołowrotka, tylko tkwi w kołowrocie na własne życzenie. Nie wiem, może po rezygnacji z pracy rzuciła się z pazurami na tę nieszczęsną córkę, żeby ludzie nie mówili, pacz pani, zdrowa a nie pracuje, czy coś. Pomocy niewątpliwie potrzebuje.

    Na początku jej szczerze współczułam, bo faktycznie są dzieci, których 24 h nie można spuścić z oka. Bo np. wiszą na koncentratorze tlenu i jak się odczepią, to śmierć, i znikąd pomocy, bo rodzina i znajomi śmiertelnie się boją maszyny. Ale tu?

    Ale teraz mi serdecznie żal córki. Dwa miesiące cudownych, upalnych wakacji przesiedziane w domu, bo się wolno rusza i co ludzie powiedzą, w domu matka wszystko z rąk wyrywa, bo wolno robi, toż to faktycznie świra można dostać.

    --
    - Proszę państwa, całka z e do x jest tak idealna, że nawet PiS nie mógłby jej nic zarzucić.
  • karen_ann 13.09.18, 14:14
    Na jej własne życzenie córka jest niepełnosprawna? łatwo oceniać ciekawe jak ty byś poradziła sobie z mało wspierającą rodziną, męzem i niepełnosprawną córką. To trwa wiele lat można zgubić się w którym kierunku iść. Jak ktos nie był w takiej sytuacji to co można oceniać? Można próbowac pomóc, wesprzeć ale nie wydawać sądy że ktoś na własne życzenie tak chce...
    Napisała z prośbą o pomoc, więc szuka wsparcia.
    Do autorki
    Ja uważam że to słabe że rodzina się nie garnie żeby wesprzeć ale trudno. Powiem Ci że pomoc dla osób niepełnosprawnych ruchowo jest na całkiem niezłym poziomie. W mojej rodzinie dalszej jest taka osoba dorosła i ma bardzo wiele znajomych, wyjezdz i wyjeżdzała z PFRONu na obozy, ma sąsiadke która do niej regularnie wpada i ogólnie jest pogodna osobą, która zyje samodzielnie, bo rodzice już nie żyją.

    Moim zdaniem powinnaś zgłosić się do jakiejś organizacji typu PFRON czy fundacji o pomoc w zorganizowaniu wyjazdu córce na ferie, wakacje itd żeby córka znalazła wsparcie w społeczności podobnej, na pewno sa jacyś wózkowicze w okolicy, którzy uprawiają jakiś sport albo po prostu wychodzą razem do kina.

    Zgłoś się o pomoc i wsparcie żeby przydzielili Wam jakiś wolontariat, kościół itd, fundacje, czyli ktoś wpadnie i wyjdzie z córką na spacer.
    Na pewno jest dofinansowanie z PFRONu do mieszkania czy coś w tym stylu.
    Może przejdz się na forum dla rodziców dzieci z niepełnosprawnościami.
    Wymagaj od męża konkretnie, czyli dajesz mu zadanie zrób to i to z córką i synem może.
    Może ośrodek interwencji kryzysowej by załatwił taką interwencję czy coś pomógł, MOPS dysponuje wolontariuszami.
    Idz do ludzi, proś, krzycz, jedni cie oleją, onni powiedzą że twoja wina a jeden na wiele coś podpowie, pomoże, są tacy ludzie. Walcz o siebie i dzieci.
    Nie wchodz w pozycję ofiary, pewnie rodzice cię tak wychowali że może byłaś kozłem ofiarnym i teraz nie wierzysz w siebie. Jesli rodzina nie daje wsparcia nie skupiaj się na nich, wierzę że są ludzi którzy ci pomogą.
    Powoli wychodz do ludzi i wypychaj do nich córkę. W czasach internetu wiele można.



  • yoma 13.09.18, 15:03
    > łatwo oceniać ciekawe jak ty byś poradziła sobie z mało wspierającą rodziną, męzem i niepełnosprawną córką

    Wiesz co? Poradziłam sobie i dlatego uważam, że wiem, co mówię, w przeciwieństwie do różnych mędrków zza biureczka.

    BTW strasznie mnie wkurza, jak ktoś pisze "do autorki". Mądrzy się, a nawet nie chce mu się sprawdzić, jakiego "autorka" ma nicka?

    --
    Osoba Misia Uszatka znieważona Konstytucją. Wyję :))
  • karen_ann 13.09.18, 15:22
    Ona sobie nie poradziła twoim zdaniem no i co? Nie wszyscy są tacy super jak ty.
  • karen_ann 13.09.18, 15:57
    Jak sobie poradziłaś to może opowiedz o tym autorce, nie musisz innych atakować za to że mają inne zdanie.
  • tt-tka 13.09.18, 16:49
    karen_ann napisała:

    > Jak sobie poradziłaś to może opowiedz o tym autorce, nie musisz innych atakować
    > za to że mają inne zdanie.


    JAKIE INNE ZDANIE ???
    Piszesz jej dokladnie to samo co wszystkie poprzednie dyskutantki.
    Tylko chyba przeoczylas odpowiedzi andi.
  • yoma 13.09.18, 18:23
    Wybacz, moja droga, ale sama zaczęłaś.

    Inne zdanie? A jakie ty masz zdanie? Wchodzisz w wątek, obrażasz przedmówców, powtarzasz, co zostało w wątku już dawno powiedziane, nic nowego... możesz być dumna z siebie. Brawo ty.

    A teraz proponuję powrócić do meritum.

    --
    Wszedł cham w zabłoconych gumofilcach do salonu, wypróżnił się i rechocząc mówi: nic mi nie zrobicie. [Cimoszewicz]
  • karen_ann 13.09.18, 21:15
    Zacytuj proszę gdzie cię obraziłam. Zapomnialam nie rozmawiam trollami.

  • eukaliptusy 13.09.18, 14:37
    No to prawda, ze szkoda dziecka.
    Matka wdrożona od bardzo wczesnej dorosłości do zajmowania sie wszystkim i wszystkimi, tylko nie sobą, i przy tym żyjąca na skromnej stopie, martwiąc sie czy do garnka będzie co włożyć nie dostrzega, ze dziecko ma inne potrzeby niż tylko materialne.
    Jesli sama nie ma pojęcia jak wyglada dobre życie, nie ma przyjaciol, nie daje sobie ani chwili oddechu czy przyjemności, to dziecku tez tego nie przekaże.
  • yoma 13.09.18, 15:06
    No i o tym 150 postów: kobieto, wyjdź z domu, idź na kawę, pogap się na morze...

    --
    <*>
    Tęp pisiaki: hoduj dziki!
    Chcesz mieć las - posadź Szyszkę.
  • barbra25 26.08.18, 17:58
    ola_dom napisała:

    > > Ale nad tym z całą pewnością trzeba się zastanowić bardziej dogłębnie i długofalowo,
    > > tym bardziej, jak się ma niepełnosprawne dziecko. I rodzinę, która ma nas w dupie.

    > Aha - i jeszcze nad tym, także przede wszystkim nad tym, co krzyczy z samego tematu wątku - czyli nad poczuciem winy za życie swoje i dzieci. Przecież to kolejna bzdura, która dobija autorkę i odbiera jej siły.


    Czy Twój mąż - autorko wątku - bierze połowę odpowiedzialności oraz poczucia winy na siebie? Nie? Nie dziwię się w takim razie "że chcę mieć zdrowe dziecko, innego męża, innych rodziców, inne życie, że chcę cofnąć czas." Zdrowego dziecka nie masz ale żyjące mimo choroby i to chyba można uznać za plus, podobnie jak i to, że Twoja córka jest intelektualnie sprawna. W całym tym nieszczęściu można doszukać się jakichś plusów? Może warto wzorować się na takich niepełnosprawnych jak Nick Vujicic, Angelika Chrapkiewicz-Gądek poruszająca się na wózku inwalidzkim autorką książki "Zdobądź swój szczyt". Bardzo współczuję trudnej sytuacji, tego że rodzinę masz niewspierającą, męża przemęczonego. Ja też muszę radzić sobie z dziećmi bez pomocy dziadków, cioć, wujkow i trudno mi sobie wyobrazić nawet jak ciężko musi być Tobie bo moje dzieci są zdrowe a ja i tak czuję się czasem źle gdy pomyślę o tym, że z kimkolwiek rozmawiam ten ma pomóc w swojej rodzinie a ja nie mam. Też chciałabym mieć lepszych rodziców, zwłaszcza mamę. W tej chwili w ogóle nie utrzymujemy kontaktu bo to za wiele nerwów mnie kosztowało. Od teściowej także odcięłam się bo jest wulgarną osobą, klamczuchą i manipulantką. Starsze dziecko spędza wakacje z opiekunką a młodsze w przedszkolu gdy ja w pracy walczę i przetrwanie. Myślę że mały udział Twojego męża w dzieleniu obowiązków domowych i okołodzieciowych jest tym punktem zaczepienia gdzie być może udałoby Ci się coś wskórać. Napisałaś że chciałabyś innego męża. Jaki miałby on być?
  • 03andi06 27.08.18, 15:29
    Są podobno tacy mężowie, którzy nie wypinają się na swoje chore dzieci, chcę razem rodzinnie spędzać czas, interesują się, a nie uciekają byle dalej z domu. Kiedyś był inny, teraz wszystko jest do kitu.
  • 71tosia 28.08.18, 03:10
    to teraz przeczytaj o swom zycu inaczej: Twoj zyciorys mozna opowiedziec tak: mam pracowitego oddanego rodzinie meza, syn ma swietny kontakt z ojcem maja wspolne zainteresowania, corka chociaz nieplnosprawna daje sobie rade w szkole, mamy wlasne mieszkanie i powoli splacamy kredyt, prowadzilam przez pare lat z sukcesem samodzielnie dzialalnosc gospodarcza. A przede wszystkim wszytko w zyciu osiagnelam sama z mezem ciezka praca, co z pewnoscia bedzie to wzorem dla moich dzieci, ktore ucza sie od nas odpowiedzialności za swoje zycie.
    Brzmi lepiej?
    Masz kryzys bo rutyna zajec domowych, bo zmeczenie, bo nie masz z kim pogadac o problemach, bo nie masz zrozumienia ze strony rodzicow i tesciow. Na to ostatnie nie masz wplywu ale inne rzeczy mozesz zmienic. Praca na pol etatu da oderwanie od rutyny zajec domowych, poszukaj w internecie grup wsparcia dla rodzin z dziecmi niepelnosprawnymi bedziesz miala znajomych, wymus na przychodni i MOPSie pomoc dochodzacej opiekunki do dziecka, wymus by zalatwili dziecku jakis wyjazd na oboz integracyjny. Ale twoje zycie to naprawde nie jest pasmo klesk!
  • 03andi06 30.08.18, 21:27
    71tosia napisała:

    > to teraz przeczytaj o swom zycu inaczej: Twoj zyciorys mozna opowiedziec tak: m
    > am pracowitego oddanego rodzinie meza, syn ma swietny kontakt z ojcem maja wsp
    > olne zainteresowania, corka chociaz nieplnosprawna daje sobie rade w szkole, m
    > amy wlasne mieszkanie i powoli splacamy kredyt, prowadzilam przez pare lat z su
    > kcesem samodzielnie dzialalnosc gospodarcza. A przede wszystkim wszytko w zyciu
    > osiagnelam sama z mezem ciezka praca, co z pewnoscia bedzie to wzorem dla moic
    > h dzieci, ktore ucza sie od nas odpowiedzialności za swoje zycie.
    > Brzmi lepiej?
    Lepiej brzmi, ale to jest jedna strona medalu, oszukiwanie się. Mąż jest pracowity, bez pracy nigdy nie był, ale jest sfrustrowany że nic nie osiągnął i starał się o lepsze wykształcenie na marne, że pracuje i zarabia jakby był po zawodówce, jest zmęczony fizyczną pracą na zmiany bez dużych szans teraz po tylu latach na coś lepszego. Oddany jest tylko synowi, mnie docenia tylko za to że zajmuje się domem, ma wszystko zrobione i od córki ma spokój, córkę toleruje bo nic od niego nie chce. Syn ze mną w ogóle nie chce spędzać czasu, ucieka do pokoju albo kolegów. Córka mimo że lubi się uczyć i poświęca temu sporo czasu nie ma super wyników (i mnie to martwi, bo się boję jak dostanie się do dobrego liceum, na studia), nie ma koleżanek, czuje się odtrącana i gorsza od innych dzieci. Nasze mieszkanie jest za małe do mieszkania z wózkowiczem, jest ciasno. Kredyt ciąży bardzo, bo jest i będzie podstawową rzeczą do zapłaty i przez to trzeba sobie odmawiać wielu innych rzeczy. Moja praca w salonie nie miała sensu, bo straciłam parę lat na charówkę, a teraz jestem na świadczeniu, w tym samym punkcie co kobiety które od urodzenia dziecka nie pracowały. Moje dzieci jak porównają nas do rodziców swoich kolegów to uznają, że nic nie osiągnęliśmy w życiu.

    > Masz kryzys bo rutyna zajec domowych, bo zmeczenie, bo nie masz z kim pogadac o
    > problemach, bo nie masz zrozumienia ze strony rodzicow i tesciow. Na to ostatn
    > ie nie masz wplywu ale inne rzeczy mozesz zmienic. Praca na pol etatu da oderwa
    > nie od rutyny zajec domowych, poszukaj w internecie grup wsparcia dla rodzin z
    > dziecmi niepelnosprawnymi bedziesz miala znajomych, wymus na przychodni i MOPSi
    > e pomoc dochodzacej opiekunki do dziecka, wymus by zalatwili dziecku jakis wyja
    > zd na oboz integracyjny. Ale twoje zycie to naprawde nie jest pasmo klesk!
    Co do pomocy córce, ona potrzebuje jej w toalecie, przy myciu, przy ubieraniu, ćwiczeniach. Nie ma takiej pomocy z MOPS, bo taka osoba by musiała z nami mieszkać cały dzień. Zapytam na pewno czy mają wyjazdy dla niepełnosprawnych.
    Praca jak jestem na świadczeniu jest niemożliwa, więc nie ma o czym mówić.
  • 71tosia 31.08.18, 06:35
    to ze syn woli kolegow niz ciebie znaczy po prostu ze dojrzewa, taka kolej rzeczy i los nas rodzicow ;-) Corka planuje studia mimo niepelnosprawnosci - wspaniale! Nie martw sie o to czy sie dostanie - jako osoba niepełnosprawna ma pewne przywileje i na państwowej uczelni dostanie pomoc w postaci asystenta chodzącego z nia na zajecia, to zdaje sie teraz obowiazek uczelni, wiem bo mam takich studentow. Na MOPSIe mozna sporo rzeczy wymusisc jak sie zna przepisy - osoba pomagajaca ci nawet przez kilka godzin w tygodniu i tak bylaby pomoca? Znajdz grupy wsparcia w internecie, dla siebie i corki, moze wirtualne przyjaznie jej pomoga? Zaangazuj ja w jakies zajecia sportowe dla ososb nieplnosprawnych, poszukaj fundacji pomagajacych takim dzieciom? Moi znajomi maja dziecko z zespolem Dawna i wlasnie dzieki dziecku zrobili sie bardziej towarzyscy, aktywnie dzialaja w kilku grupach wsparcia dla rodzicow nieposprawianych dzieci i widze ile im to sprawie przyjemnosci. Maz - no coz wiedza sama w sobie jest wartoscia nawet ta nie wykorzystana zawodowo, dzis niestety wiele ososb po studiach pracuje ponizej kwalifikacji i oczekiwan.
  • aqua48 31.08.18, 09:45
    03andi06 napisał(a):

    > Lepiej brzmi, ale to jest jedna strona medalu, oszukiwanie się.

    Nie, myślenie pozytywne i szukanie dobrych stron, nie jest oszukiwaniem się, tylko skupianiem uwagi na dobrych stronach życia, co nie znaczy, że złe nie istnieją, po prostu są mniej ważne.


    Mąż jest sfrustrowany że nic nie osiągnął

    To pokaż mu co osiągnął i jakie to jest ważne dla rodziny i dla Waszego bezpieczeństwa - stała, choć może nieco nudna i poniżej kwalifikacji praca jest sporą wartością, a wiedzę można wykorzystywać przekazując ją dzieciom, uprawiając jakieś hobby zamiast leżenia na kanapie po pracy.

    >Oddany jest tylko synowi,

    To dobrze, bo syn ma wzorzec ojca, którego potrzebuje w okresie dojrzewania gdy matka mu tego nie zapewni.

    >córkę toleruje bo nic od niego nie chce.

    A tu powinnaś uczyć oboje, że mogą też razem miło spędzać czas.

    > Córka mimo że lubi się uczyć i poświęca temu sporo czasu nie ma s
    > uper wyników

    A musi? Nie wystarczy Wam, że przy swoich ograniczeniach uczy się dobrze? Musi iść do najlepszego liceum, średnie jej nie wystarczy?

    >Kredyt ciąży bardzo, bo jest i będzie podstawową rzeczą do zapłaty i przez to trzeba so
    > bie odmawiać wielu innych rzeczy.

    No ale tak ma wiele osób, zawsze w życiu jest coś przez co nie można sobie pozwolić na wiele innych rzeczy. Za to macie gdzie mieszkać i nikt Was nie wyrzuca. My przez wiele lat nie mieliśmy zdolności kredytowej, a jak nawet nie właściciel naszego mieszkania, tylko administrator przypadkowo zobaczył, że jestem w drugiej ciąży to zrobił mi awanturę, że myślę o dziecku nie o wyprowadzce. Doceń to co masz dziewczyno.


    >Moja praca w salonie nie miała sensu, bo stra
    > ciłam parę lat na charówkę, a teraz jestem na świadczeniu, w tym samym punkcie
    > co kobiety które od urodzenia dziecka nie pracowały.

    Nie, bo masz doświadczenie zawodowe, co jest nie do przecenienia, i gdybyś chciała wrócić do pracy to masz atut.

    > Moje dzieci jak porównają nas do rodziców swoich kolegów to uznają, że nic nie osiągnęliśmy w życiu.

    Nie rób tego, nie wygłaszaj ocen za swoje dzieci. Nie poniżaj się przed sobą ani przed nimi, nie umniejszaj swych osiągnięć, tłumacz dzieciom co osiągnęliście.

    Macie mieszkanie, mąż ma pracę, macie udane, mądre dzieciaki, tworzycie kochającą się rodzinę, walczycie o pewną sprawność córki. Próbujecie być dla siebie oparciem, mimo, że czasami jest bardzo trudno, dużo trudniej niż innym. Dzieci mają to co przeciętnie mają inni, nie martwią się o swój byt. Nie pijecie, nie gracie hazardowo, nie bierzecie dopalaczy, macie spójny system wartości, który dzieciom przekazujecie, postępujecie uczciwie. Mama jest w domu i prowadzi go, po powrocie ze szkoły syn ma normalny obiad na stole i zainteresowanie ze strony rodziców. Córka jest wożona na dodatkowe zajęcia i rehabilitowana. To są Wasze osiągnięcia - nie do przecenienia. A nie kasa, wille, bale czy inne występy w tv.


    > Co do pomocy córce, ona potrzebuje jej w toalecie, przy myciu, przy ubieraniu,
    > ćwiczeniach.

    Ale i tu można zapewne ją powoli usamodzielniać? Macie toaletę dostosowaną do niepełnosprawnych? Macie mieszkanie bez barier? Są na to dotacje. Poszukaj w internecie, w fundacjach, zapytaj w MOPS-ie.
    Nie jesteś sama, ale musisz wyjść trochę ze swego domu do ludzi. Córka też powinna.
  • 03andi06 05.09.18, 11:04
    Dowiedziałam się do psychologa na NFZ muszę mieć skierowanie. Czy wypisze mi je lekarz pierwszego kontaktu? Co mam mu powiedzieć?
  • ola_dom 05.09.18, 11:16
    03andi06 napisał(a):

    > Dowiedziałam się do psychologa na NFZ muszę mieć skierowanie. Czy wypisze mi je
    > lekarz pierwszego kontaktu? Co mam mu powiedzieć?

    Tak, lekarz pierwszego kontaktu.
    Mówisz to, co tutaj - w jakiej jesteś sytuacji zyciowo-domowej i że już nie dajesz rady, jesteś wykończona psychicznie i czujesz się jak w pułapce, i tak dalej. Choć to powinno już wystarczyć.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • tt-tka 05.09.18, 11:19
    Lekarz pierwszego kontaktu/rodzinny.
    Powiedz, ze potrzebny ci psycholog i tyle. Gdyby dociekal - ze psyche cie boli.

    PS corka nie jest pod opieka lekarza ? Bo lekarz corki tez moze wypisac.
  • yoma 10.09.18, 19:26
    Właśnie czekam na film w kawiarni kina i przy sąsiednim stoliku siedzi opiekun z podopiecznym Opiekun pokazuje podopiecznemu, że można i jak można. Podopieczny nastolatek.

    Obaj na wózkach.

    --
    Nie jestem człowiekiem w swoim wieku. Jestem człowiekiem w wieku kogoś o wiele młodszego.
  • ola_dom 11.09.18, 17:15
    yoma napisała:

    > Właśnie czekam na film w kawiarni kina i przy sąsiednim stoliku siedzi opiekun
    > z podopiecznym Opiekun pokazuje podopiecznemu, że można i jak można.
    > Podopieczny nastolatek.
    >
    > Obaj na wózkach.

    E tam, nie czytałaś - niedasię, niedasię, niedasię.
    Opiekun z podopiecznym na pewno mają inaczej, mają kochających i dbających mężów/ojców, pracę, wypasy i wszystko inaczej.
    A tu - niedasię. Bo córka nie chce, żeby matka wyszła sama na pół godziny. Więc niedasię.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • eukaliptusy 11.09.18, 18:17
    Haha. Ola jak ty się fajnie złościsz. Tak pozytywnie.

    A tak na marginesie, to ja się trochę zastanawiam skąd ten brak czasu na cokolwiek u autorki wątku.

    Kiedy się ma niemowlaka na stanie to dziecko potrzebuje pomocy przy dosłownie wszystkim ORAZ nie można na sekundę go z oka spuścić.
    Z nastolatką, która potrzebuje pomocy w łazience, ubieraniu i przy ćwiczeniach, to są powiedzmy z zapasem licząc, 4 godziny dziennie? Nie ściąga sobie mebli na głowę, nie szuka po katach czegoś czym mogłaby się zadławić, nie płacze co 15 minut bo nie wiadomo co. Zje sama, jak czegoś chce sobie weźmie, książkę może poczytać albo TV pooglądać przez kilka godzin. Jeszcze ewentualnie pomoże w obowiązkach domowych na miarę możliwości.
    Jak dla mnie to luksus i mnóstwo czasu. Czy ja czegoś nie rozumiem? Autorka wątku miała dwoje małych dzieci pod opieka, wiec przecież to wszystko WIE.

    /Piszę z ławki nad rzeką bo dziecko w końcu usnęło w wózku, wiec mam 15 minut dla siebie a w mieszkaniu SAJGON az strach wracać ;)/
  • yoma 11.09.18, 22:58
    >Zje sama, jak czegoś chce sobie weźmie, książkę może poczytać albo TV pooglądać przez kilka godzin.

    Gdzie tam. Niedasie :)

    Wcześniej widziałam tę parę przed kinem, jak ćwiczyli wjazdy i zjazdy po pochylni. Starszy wjeżdżał pierwszy i krzyczał do młodszego: Jeszcze jeden wysiłek, dasz radę!

    Złego słowa może użyłam, może nie opiekun, raczej mentor. Aha, młody miał jeszcze niedowład jednej ręki. Coś tam mógł nią powiedzmy przytrzymać, ale o precyzyjnych ruchach zapomnijmy.

    A z poprzedniego seansu wyjechała sobie pani też na wózku. Nie zmyślam, i nie był to żaden zlot inwalidów, ot normalni ludzie wybrali się jak normalni ludzie na różne seanse do kina.

    Miejsce akcji: duże miasto w centralnej Polsce.

    --
    Grupa G8. Kraje rozwinięte. Trzeci Świat. IV RP.
  • berdebul 19.09.18, 20:23
    Jeżeli jedyną osobą, która wychodzi z dzieckiem jest matka, a tak dzieciak siedzi i patrzy w ścianę, to faktycznie trochę głupio nic dziecku nie zorganizować. Dziewczynką nie interesuje się ani ojciec, ani brat, ani reszta rodziny, nie ma koleżanek. Po prostu zycie jak w Madrycie. :-/
  • zuleyka.z.talgaru 11.10.18, 19:06
    Jako matka dziecka z niepełnosprawnoscią ruchową Ci powiem - musisz się pogodzić z tym, że córka nie jest w pełni sprawna. Bo nie zrobiłaś tego. Jak to zrobisz (nie jest to proste) to będzie z górki.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka