Dodaj do ulubionych

relacje dorosłej córki z matką- gdzie granice?

17.09.18, 15:33
Proszę powiedzcie co o tym sądzicie, sama nie potrafię dostrzec gdzie leży prawda. Jestem kobieta po 30, z domu rodzinnego wyprowadziłam się dość późno, kilka lat temu dopiero. Przez spory okres dorosłości miewałam niepowodzenia na gruncie życia zawodowego, nie miałam stałej pracy, jedynie udawało mi się znajdowac różne prace dorywcze, często przeplatało się to z dłuższymi okresami bezrobocia. Nie należę do osób bystrych i wygadanych, często nie radze sobie w pracach. Przez ładnych kilka lat utrzymywała mnie mama z babcią, pomagały mi dużo finansowo, nie musiałam dokładać się do domowych wydatków, miałam zapewnione wyżywienie w domu. Mama zawsze była bardzo kontrolująca i nadopiekuńcza, ale ponieważ mi pomagała nie byłam w stanie się jej sprzeciwiać. Kilka lat temu polepszyła się moja sytuacja- znalazłam pracę oraz partnera, wyprowadziłam się. Mogło by się wydawać że argument: "to ja ci pomagam a ty mi się sprzeciwiasz?" został jej wytrącony z ręki, ale niesttey nie.. Zmienił się tylko na: "To tyle lat ci pomagałam, dużo więcej niż inne matki, a ty mi teraz tak?" Chodzi o drobne sprawy, np mama z babcią chcą decydowac o mojej fryzurze. Niby nic, ale jednak mnie to męczy kiedy słyszę: "nie możesz pójść na kompromis i nie farbowac i nie obcinać włosów? Przecież wiesz, że babcia nie lubi farbowanych, babcia lubi jak masz długie". Przez całą młodość szłam na te "kompromisy" i chodziłam z długimi, szaromysimi włosami, w których czułam się bardzo źle. Teraz, kiedy jestem już po 30 chciałabym podobać się także sobie i swoim rówieśnikom a nie tylko babci. Jest to niby drobnostka, ale to tylko jedna z wielu drobnostek- mama i babcia roszczą sobie prawo do decydowania o moich sprawach i tłumaczą to "doradzaniem sobie w rodzinie" oraz nazywają "kompromisem", choć dla mnie jest to zwyczajne narzucenie swojego zdania. Dodam, że kiedy się nie zastosuję, wywołuje to obrazę oraz niekończące się wypominanie mi tego. Nie chcę sie całkowici odciąć od nich, dla tego musze znosić słuchanie tego. Nie pomaga rozmowa, nie pomaga uświadamianie że mam już ponad 30 lat i chciałabym decydować sama. Zawsze pada argument, że "my w rodzinie powinnyśmy sobie radzić, nie jak u innych, że każdy robi swoje". Lub coś cięższego kalibru typu: "babcia się rozchoruje jak cię zobaczy z czarnymi włosami". Nie wiem już co mam robić, z jednej strony myśle sobie: kij z włosami, nie będe wywoływac wojny i odpuszczę sobie fryzjera, przecież nie fryzura jest w życiu najważniejsza. Ale z drugiej strony po prostu się w tym duszę. Powiedzcie jak wy sobie radzicie kiedy rodzice coś na was wymuszają?
Edytor zaawansowany
  • tt-tka 17.09.18, 16:41
    Mamo, jestem ci bardzo wdzieczna, ze mi pomagalas, gdy tego potrzebowalam, ale teraz jestem juz samodzielna i bede sama decydowac o swoich sprawach.
    Mamo, mozesz mi oczywiscie doradzic, ale ja moge nie posluchac.
    Mamo, swojemu partnerowi chce sie podobac. bardziej niz babci.
    Mamo, jeszcze slowo na ten temat, a odkladam sluchawke/wychodze.

    Trudno sie odzwyczaiuc od corki zawze poslusznej, wiem. Trudno wyjsc z tej roli.
    Ale wiesz, ze babcia sie NIE rozchoruje od koloru twoich wlosow ? co najwyzej bedzie symulowac palpitacje czy inne dolegliwosci, i to juz jest ordynardy szantaz. Wymuszanie.

    Sprobuj malych krokow. "Babcia lubi dlugie ? To niech nosi dlugie. Mnie wygodniej w krotkich". Riposta, potem ostrzezenie "jeszcze slowo na ten temat i konczymy rozmowe", a potem rzeczywiscie konczysz. Wychodzac najprawdopodobniej, bo Mama i babcia raczej nie odpuszcza.
    Ale jesli czujesz sie na silach, daj sobie szanse. Jesli nie lub nie pomoze - pozostaje terapia. Nie czekaj, az sie udusisz.
  • verdana 17.09.18, 18:41
    Nie, to nie zadziała. Moim zdaniem zadziała tylko po prostu nie liczenie sie z tym, ze babcia decyduje o Twojej fryzurze. I powiedzenie o tym jasno i dobitnie "To są moje włosy i przepraszam bardzo, ale ja o nich decyduję." "Tak, zrobię to co chcę, nawet jak się to wam nie podoba, jestem dorosła". I przyjść następnym razem z włosami krótkimi i farbowanymi. Można posłuchać tego, ze im się nie podoba, ale jesli zaczynają się wyrzuty, to należy powiedzieć "Mam dość traktowania mnie jak dziecko, do widzenia" i wyjść niezależnie od tego, czy jesteś w środku obiadu czy nie. Myslę, ze kilka zdecydowanych posunięć, pokazanie, ze utrzymywanie kontaktów jest nie tylko na ich, ale na Twoich warunkach spowoduje, że zaczną Cię traktować jak dorosłą. Grzeczność tu nie popłaca, bo jeśli mama i babcia nie będą sie bały wtrącać, to zostanie tak jak jest.
    Może należałoby zacząć zwracać pieniądze, tłumacząc, że nie chcesz spłacać długów, podporządkowując się.
    Jesli odpuścisz sobie fryzjera, to odpuścisz sobie resztę życia, z wychowywaniem własnych dzieci włącznie.
  • triss_merigold6 17.09.18, 18:56
    Amen.
    W sumie uważam, że temat włosów 30-latki jest tak absurdalny, że podejmowanie jakiejkolwiek dyskusji z matką czy babcią nie ma najmniejszego sensu. Ignor.
    Można też uprzejmie uprzedzić, że jeśli któraś z pań zacznie robić uwagi, Ty wychodzisz i wychodzić. Terapia behawioralna ze wzmocnieniem awersyjnym, nawet mocno upośledzeni są w stanie pojąć bodziec.
  • verdana 17.09.18, 19:08
    Pierwszą rzeczą, jaką powinnaś zrobić JUTRO jest ścięcie i pofarbowanie włosów. To jest pierwszy krok i zastanawianie sie nad nim jest poważnym błędem. Jak juz to zrobisz, to zobaczysz, że świat sie nie zawalił. Jeśli nie potrafisz, to potrzebujesz terapii.
  • ratamatahatta 17.09.18, 19:39
    Wiem, że babcia się nie rozchoruje, mam świadomość że to tylko szantaż, który nie raz stosowała na mnie jak byłam nastolatką. Wtedy jeszcze balam sie tych "palpitacji" i na prawdę myślałam, że to przeze mnie. Teraz już zmądrzałam ;p
  • ola_dom 17.09.18, 19:54
    ratamatahatta napisała:

    > Wtedy jeszcze balam sie tych "palpitacji" i na prawdę myślałam, że to przeze mnie. Teraz już zmądrzałam ;p

    To co Cię teraz powstrzymuje? Dlaczego założyłaś ten wątek?

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • ratamatahatta 17.09.18, 20:41
    Nie wiem.. Wyrzuty sumienia, że krzywdzę mamę i babcię? Może mam jeszcze sladowe ilości poczucia, że może one mają rację i chca dla mnie dobrze, a ja robiac po swojemu zrobię coś głupiego i będe żałować? No i zwyczajnie odbiera mi to dużó nerwów takie wysłuchiwanie i przekomarzanie się o rzeczy, które w innych rodzinach powinny być normalne. Jest mi po tym smutno, źle, nic mi się nie chcę, czuję się .. nie wiem, wina? Wyrodna? Mimo, ze świadomie wiem, że nie robię przecież nic złego, ale gdzieś w środku czuję się zła.
  • verdana 17.09.18, 20:55
    Pytanie za 100 punktów - jak czyjekolwiek uczesanie moze kogoś skrzywdzić?
    I nie, one nie chcą dla Ciebie dobrze. Chcą dobrze dla siebie. Chcą mieć władzę i osobę im posłuszną. Ty i twoje dobro w tym układzie sie nie liczy.
    Pora na terapię. Jesteś ofiarą, której wmówiono, ze jest oprawcą.
  • tt-tka 17.09.18, 21:38
    verdana napisała:

    > Pora na terapię. Jesteś ofiarą, której wmówiono, ze jest oprawcą.


    Amen.
  • ratamatahatta 17.09.18, 21:46
    Mam wrażenie, że moze.
  • ola_dom 17.09.18, 22:00
    ratamatahatta napisała:

    > Mam wrażenie, że moze.

    Słusznie.
    Jest takie miejsce na świecie, gdzie niewłaściwa fryzura tak dalece obraża umiłowanego władcę, że kto ośmieli się ją nosić, jest wtrącany na wiele lat do więzienia.

    Wszelkie skojarzenia i analogie są jak najbardziej uprawnione.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • ola_dom 17.09.18, 22:25
    verdana napisała:

    > I nie, one nie chcą dla Ciebie dobrze. Chcą dobrze dla siebie. Chcą mieć władzę
    > i osobę im posłuszną. Ty i twoje dobro w tym układzie sie nie liczy.
    > Pora na terapię. Jesteś ofiarą, której wmówiono, ze jest oprawcą.

    Tutaj właściwie nie ma czego dodawać. Może tylko dobitniej powtórzę - pora na terapię, i to czym prędzej.

    Ja chciałam zapytać jeszcze o dwie rzeczy.
    Nic nie piszesz o ojcu - jeśli chcesz i możesz, napisz co nieco o nim.

    A druga sprawa - napisałaś, że "nie należysz do osób bystrych, nie radzisz sobie w pracach". Skąd takie przekonanie? I co się stało, zmieniło tych kilka lat temu, że jednak znalazłaś i utrzymałaś pracę, i to na tyle dobrą, że mogłaś wyprowadzić się z domu i zacząć żyć na własny rachunek?
    Czy nie było tak, że często słyszałaś w domu, że sama sobie nie poradzisz w życiu?


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • ratamatahatta 17.09.18, 22:33
    Ojciec zostawił nas kiedy byłam dzieckiem.
    To, że nie radze sobie w pracach to nie moja opinia tylko róznych pracodawców. Mam problemy z kojarzeniem oraz pamięcią, trudności z nauką nowych rzeczy. To, że teraz się "usamodzielniłam" to raczej zasługa partnera.
  • verdana 17.09.18, 22:40
    A sama wybrałaś sobie zawód, czy wybrały Ci go matka i babcia?
  • ratamatahatta 17.09.18, 22:44
    zawód to za dużo powiedziane, po prostu chwytam się różnych prac dorywczych, fizycznych i staram się utrzymac jak najdłużej. Wyprowadzić się mogłam tylko dla tego, że w razie utraty pracy nie wyląduję pod mostem, bo mieszkam u partnera.
  • verdana 18.09.18, 09:39
    A dlaczego nie masz żadnego zawodu? Czy mama i babcia nie dopilnowały, abyś ukończyła jakąś szkołę?
  • ratamatahatta 18.09.18, 11:29
    Dopilnowały, ukończyłam studia ale po prostu sobie nie radzę, pomimo, że udało mi się zaliczyć 3 lata studiów. Próbowałam pracy umysłowej, zgodnej z kierunkiem studiów ale przez moje problemy z kojarzeniem i pamięcią nie dawałam rady. Nawet w pracy fizycznej mam problemy żeby zrozumieć niektóree polecenia. Akurat mama z babcią mnie tutaj dopingowały i mówiły że dam sobie radę, także tutaj problemu bym nie szukała. To tylko i wyłącznie problem z moim intelektem.
  • tt-tka 18.09.18, 11:47
    Nie wierze. Wybacz, ale nie wierze. Skoro studiowalas i konczylas studia, to z twoim intelektem nie jest tak zle. Tu z nami porozumiewasz sie, pojmujesz, odpisujesz skladnie i z sensem.
    Podejrzewam raczej - ale to stwierdzic musialby specjalista w bezposrednim kontakcie - ze tak ci skopano poczucie wlasnej sprawczosci, tak cie zahukano, ze masz poteznie zaburzona zdolnosc kontaktowania sie. Zaburzona, a nie nieistniejaca ! To mozna leczyc.
    Powiedz, z kim w ogole masz jakies kontakty poza matka i babka. Jak porozumiewasz sie z partnerem, bezproblemowo ? Masz jakies kolezanki i rozumiesz, co do ciebie mowia ? A jesli nie masz, to kiedy i jak poznikaly ? A jesli nigdy nie mialas, to dlaczego ?
  • ratamatahatta 18.09.18, 12:20
    Wydaje mi się, że nie we właściwym miescu szukacie problemu:( Mój intelekt jest jaki jest i nie jest to mój wymysł, nie jest to też wina mamy i babci, które posądzacie o wpędzanie mnie celowo w nieudolność. Mama i babcia miały zawsze wizje mnie pracującej w dobre pracy, uważają mnie za inteligentną osobę. One tylko czepiają się pierdół typu ubiór, fryzura, muzyka jakiej słucham. Uważają mnie za "dziwną" ale nei za głupią. Moje niepowodzenia w pracy są tylko i wyłącznie kwestią moich słabych stron, nie wychowania.
  • tt-tka 18.09.18, 12:30
    Alez cie wytresowano. Alez ci sprano mozg.
    Nie widzisz nawet prostej i bezposredniej zaleznosci miedzy tym, ze od zawsze odbierano ci decyzyjnosc, nigdy jej nie mialas, a tym, ze nie radzisz sobie w pracy.
    Twoj intelekt jest w porzadku, tylko poslugiwac sie nim nie umiesz i to wlasnie one nie pozwolily ci sie tego nauczyc.
    Powtorze - terapia.
  • ola_dom 18.09.18, 12:38
    ratamatahatta napisała:

    > nie jest to też wina mamy i babci, które posądzacie o wpędzanie mnie celowo
    > w nieudolność. Mama i babcia miały zawsze wizje mnie pracującej w dobre pracy,
    > uważają mnie za inteligentną osobę.

    Ależ to się wcale nie wyklucza!
    I nikt nie twierdzi, że mama i babcia wpędzają Cię "celowo". One robią to zapewne nieświadomie i bez premedytacji - co nie znaczy, że tego nie robią.
    Negują Cię na każdym kroku - wszystko, co jest "Twoje" - jest niewłaściwe.
    JAK w takich warunkach możesz mieć jakiekolwiek poczucie własnej wartości? Skoro WSZYSTKO, co sama wybierasz, jest negowane?

    Moja mama też mnie widziała zawsze w świetnej pracy, szczęśliwą, zaradną, przedsiębiorczą, najlepszą - co tylko. Ale jednocześnie wszystko, co robiła, działało dokładnie wbrew temu - starała się mnie uwiązać na zawsze, niemal ubezwłasnowolnić - oczywiście "z troski i miłości", wiadomo. Oczywiście, że nieświadomie, przecież "chciała dobrze". I co z tego - skoro zabrała mi kawał życia, którego już nie odzyskam.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • madami 23.09.18, 10:51
    A badałaś tarczycę? To co opisujesz tj problemy z koncentracją i pamięcią, tzw. brain fog jest bardzo charakterystyczne w niedoczynności. Na forum Niedoczynność Tarczycy opisywano wiele historii osób, które traciły pracę bo nie były w stanie pracować przez niemożność zapamiętania pewnych rzeczy. Zapraszam na forum, poczytaj, może się odnajdziesz tam? Dodam tylko, że ja w szczytowej niedoczynności miałam problem ze skleceniem zdania, uciekały mi słowa, przez rok nie przeczytałam ANI JEDNEJ książki, nie byłam w stanie skojarzyć jej treści...
  • ola_dom 24.09.18, 09:56
    madami napisała:

    > A badałaś tarczycę? To co opisujesz tj problemy z koncentracją i pamięcią, tzw.
    > brain fog jest bardzo charakterystyczne w niedoczynności.
    > Dodam tylko, że ja w szczytowej niedoczynności miałam problem
    > ze skleceniem zdania, uciekały mi słowa, przez rok nie przeczytałam
    > ANI JEDNEJ książki, nie byłam w stanie skojarzyć jej treści...

    To prawda, mnie także przeszło to przez myśl.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • sorvina 18.09.18, 12:16
    Jeżeli ktoś całe życie słyszy (lub to wynika z zachowania mamy/babci), że nawet najprostszej decyzji nie potrafi podjąć dobrej, że jest tak beznadziejny, że nawet "odpowiedniej" fryzury nie potrafi sobie wybrać, to będzie wątpił w swoje podstawowe zdolności umysłowe. A jak nie wierzy, że potrafi to nie potrafi. Wiem jak to działa, kiedyś miałam tak sprany mózg, że nie wierzyłam w to, że jestem w stanie prawidłowo dostrzec i zapamiętać numer podjeżdżającego tramwaju i sprawdzałam po 5 razy, bo rzeczywiście "nie pamiętałam". Ale dzięki terapii i uświadomieniu sobie, że to co o mnie matka mówiła nie było prawdą, ale wbijanymi mi do głowy przekonaniami, które miały utrzymywać mnie w stanie uległości, to jakoś pamięć i zdolność myślenia się drastycznie podniosły. Pewne umiejętności trzeba ćwiczyć, podejmować decyzje, uczyć się po konsekwencjach co nam się podoba, a co służy. Z początku nie koniecznie jest idealnie, ale tą drogę trzeba przejść. To element dorastania. Inaczej skończysz żyjąc i wyglądając tak jak podoba się mamie i babci tylko nie tobie.

    Nie masz obowiązku żyć tak by mamie i babci było miło i przyjemnie, one NIE MAJĄ PRAWA wymagać od Ciebie byś żyła, wyglądała / cokolwiek, tak jak im pasuje. To Twoje życie i Ty pozostajesz z konsekwencjami swoich wyborów, a nie one. One, nawet gdyby dobrze chciały, nie wiedzą co jest DLA CIEBIE dobre. Tylko co im się podoba. A to nie to samo. Nie musisz je przekonywać, nie musisz się kłócić ani domagać pozwolenia. Dorosły człowiek oznajmia swoje wybory i spokojnie stwierdza: rozumiem, że widzisz to inaczej, ale mnie się podoba i nie będę więcej na ten temat rozmawiać. A jak będziesz na mnie krzyczeć to wyjdę. I wychodzi jak ktoś się na niego drze. Mama i babcia mogą pójść na terapię i poradzić sobie ze swoimi emocjami. Nie mają prawa ich regulować Twoim kosztem. To co robią nie jest normalne. I te cudne alternatywne definicje... kompromis, który znaczy, że masz zawsze ustępować gdy one czegoś chcą. Pójdę do sąsiada i zażądam jego pensji. Jak nie będzie chciał dać, powiem, że w ramach szlachetnego kompromisu powinien oddać chociaż połowę ;) Absurd, prawda? W odniesieniu do Twojego życia to równie absurdalne żądanie. Negocjować można przy wspólnych sprawach. Twoje życie, Twoje włosy czy cokolwiek to nie jest wspólna sprawa między Tobą a mamą/babcią, a Twoja własna. To, że do nich to nie dociera nie znaczy, że musisz grać w tą grę.

    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • ola_dom 18.09.18, 12:29
    sorvina napisała:

    > Jeżeli ktoś całe życie słyszy (lub to wynika z zachowania mamy/babci), że nawet
    > najprostszej decyzji nie potrafi podjąć dobrej, że jest tak beznadziejny, że nawet
    > "odpowiedniej" fryzury nie potrafi sobie wybrać, to będzie wątpił w swoje
    > podstawowe zdolności umysłowe. A jak nie wierzy, że potrafi to nie potrafi.
    > Wiem jak to działa, kiedyś miałam tak sprany mózg, że nie wierzyłam w to,
    > że jestem w stanie prawidłowo dostrzec i zapamiętać numer podjeżdżającego
    > tramwaju i sprawdzałam po 5 razy, bo rzeczywiście "nie pamiętałam".

    Tak się teraz zastanawiam, na ile opinia pracodawców dotyczyła faktycznie zdolności umysłowych autorki, a na ile właśnie totalnej niezdolności do podjęcia jakiejkolwiek decyzji. Bo to prawda, że trudno pracować z kimś, kto nie umie zdecydować w najprostszej sprawie. A w końcu nie jest rolą pracodawcy analiza psychologiczna problemu - stwierdzi, że pracownik "głupi" i nie będzie się zagłębiał w zastanawianie, w czym faktycznie jest problem, tylko zatrudni kogoś innego.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • sorvina 18.09.18, 12:50
    Ze sposobu komunikowania się autorki nie wynika by miała jakikolwiek problem z intelektem. Zdolności liczenia to tylko jedna z umiejętności, która nie wpływa na intelekt ogólny. Ja nie potrafię trzymać rytmu, mój partner nie rozróżnia kolorów, czy to znaczy, że mamy upośledzony intelekt i do niczego się nie nadajemy? Ale ludzie z niskim poczuciem własnej wartości, którzy uwierzyli, że coś z nimi jest tak bardzo nie w porządku, że nie mogą ufać swoim przemyśleniom/decyzjom itp. nie są w stanie wykorzystać swojego potencjału a czasem działają znacznie poniżej niego. Nawet naukowe badania były jak opinia na temat czyichś zdolności wpływa na wyniki - okazuje się, że nawet krótki komentarz typu - dziewczynki nie znają się na matematyce sprawia, że nagle "głupieją" na testach. A co dopiero gdy ktoś nam ciągle daje do zrozumienia, że coś z nami nie tak.

    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • verdana 18.09.18, 16:33
    Jestem wykładowcą akademickim. Poza jednym , jedynym wypadkiem nie spotkałam NIKOGO, kto doszedłby do trzeciego roku mając poważny problem z intelektem. Nawet na prywatnej uczelni. Nie spotkałam też nikogo, kto zdałby maturę, mając problemy z pamięcią - większej pamięciówki sobie nie wyobrażam.
    Podejrzewam, ze kierunek studiów mógł być źle wybrany. A nieradzenie sobie w pracy jest skutkiem tego, ze w domu Twoje decyzje nie były ostateczne - musiały być zaakceptowane przez rodzinę. Jesteś ofiarą wyuczonej bezradności.
    Gdyby moi studenci pisali w połowie tak składnie i logicznie jak Ty dałabym na mszę.
  • nanokogirl 17.09.18, 19:24
    Tak na logikę nie rozumiem omawiania PLANÓW pójścia do fryzjera... :(

    Idziesz z pracy, zachodzisz do fryzjera, robisz się na rudo/siwo/ czarno/ zielono ( w ostateczności robisz selfie i wysyłasz partnerowi "ta Pani to ja, nie zdziw się w domu")

    Do mamy/ babci przychodzisz na kawę i plotki o pogodzie/ sąsiadkach / drożyźnie itp.
    To samo dotyczy :
    kupna spodni, bluzki
    wyboru miejsca na weekend z twoim partnerem
    co zjesz jutro na obiad

    itp. itp

    Możemy się założyć?
    ze jak jutro po pracy pójdziesz do fryzjera i pierdzielniesz sobie kolorek wedle swojego uznania, to babcia jednak nie umrze jak cie zobaczy?

    Oczywiście na 99% usłyszysz, ze wyglądasz wstrętnie, fryzura Cie postarza, wyglądasz jak prostytutka, baba bez honoru, jesteś obrzydliwa..

    pytanie co bardziej boli
    -dyskomfort mysich włosach 24h/7 dni/ miesiąc
    -wysłuchanie epitetów od rodziny 1 godzin ( później wychodzisz)

    BTW ( wyglądu tak od razu nie zmienisz) a skoro masz własne mieszkanie to jednak do tej rodziny przyspawana nie jesteś... a drzwi maja klamkę z 2 stron.



  • ratamatahatta 17.09.18, 22:39
    Kiedyś już tak robiłam, kilka razy wróciłam do domu po fakcie dokonanym. Ale pomimo, że byłam zadowolona np. z nowej fryzury to ciągłe trajkotanie o tym nad głową i wyrzuty, że sama się oszpecam skutecznie mi obrzydzały podejmowanie dalszych zmian. Po prostu nie umiem krzyknąć, trzasnąc drzwiami czy wydrzeć się na babcie która tak trajkocze, bo nigdy tego nei robiłam nawet jako nastolatka się nie buntowałam, kiedy był na to czas. Teraz tym bardziej nie czuję się na siłach. Poza tym mama nie znosi żadnej formy pyskowania, bardzo łatwo się obraża i awantura gotowa. Staram się prześlizgnąc jakoś, żeby do wybuchu nie doszło, bo nie jestem zbyt wyszczekana, nie umiem się kłócić. Staram się odwracac ich uwagę od tematu lub załogodzić jakoś. Wiem, że powinnam być bardziej wyszczekana ale po prostu ja sobie tergo nie umiem wyobrazić...
  • fusun1804 17.09.18, 23:06
    „Po prostu nie umiem krzyknąć, trzasnąc drzwiami czy wydrzeć się na babcie”

    To jak najszybciej sie naucz, bo inaczej matka i babka zatrują Ci życie.

    Piszesz, ze ojciec od Was odszedł. Odszedł rownież od Ciebie? Nie masz z nim żadnego kontaktu?
    Czy tu naprawdę chodzi TYLKO o fryzurę? W inne dziedziny życia naprawdę matka i babka nie ingerują? Twojego partnera akceptują? Skoro jestes niezależna od nich, to mozesz po prostu przestać je odwiedzać.
  • ratamatahatta 17.09.18, 23:21
    Nie mam z nim kontaktu, odszedł ode mnie również.
    To dziwne, bo niektóre inne moje wybory są akceptowane lub tylko trochę wytykane a ta fryzura od zawsze była powodem konfliktów. Podobnie jak inne ingerencje w mój wyglad. Mama z babcią chyba mają obraz mnie jako takiej naturalnej, teraz juz naturalnie starzejącej się z godnością dziewczyny/kobiety.
  • tt-tka 17.09.18, 23:47
    ratamatahatta napisała:

    niektóre inne moje wybory są akceptowane lub tylko trochę wytykan
    > e a ta fryzura od zawsze była powodem konfliktów. Podobnie jak inne ingerencje
    > w mój wyglad. Mama z babcią chyba mają obraz mnie jako takiej naturalnej, tera
    > z juz naturalnie starzejącej się z godnością dziewczyny/kobiety.

    Raczej podejrzewam, ze chca cie utrzymac w wersji "nieatrakcyjna, zahukana, zdana na nas".
    Nie rozkminiaj, co nimi kieruje. Zajmij sie soba. zacznij od zapisania sie na terapie w dobrym osrodku - rzeczywiscie widac, ze sama sobie z tym nie poradzisz, za gleboko ugrzezlas.
  • ratamatahatta 17.09.18, 23:51
    MOze macie racje, problem jest spory, mimo, że ogólnie mama z babcią są dla mnie bliskie i drogie, ale pod pewnymi względami ta bliskość jest zbyt głeboka :(
  • fusun1804 18.09.18, 00:04
    A jak głęboką bliskość masz z partnerem życiowym ? Ponawiam pytanie- czy matka i babka akceptują Twojego partnera? Zaakceptowały fakt, ze wyprowadzilas sie z domu? Co Twoj partner mowi na tę bliska więź z matka i babka ? Nie przeszkadza mu to ?
  • ola_dom 18.09.18, 09:13
    ratamatahatta napisała:

    > MOze macie racje, problem jest spory, mimo, że ogólnie mama z babcią są dla
    > mnie bliskie i drogie, ale pod pewnymi względami ta bliskość jest zbyt głeboka :(

    Masz w ogóle jakikolwiek wpływ na to, jak bliskie są te relacje? Czy Ty także chcesz, żeby były TAK bliskie?
    Przypuszczam, że w ogóle nie zastanawiałaś się nad tym - bo "oczywiste" było, że są bliskie, bo tak jest w Waszej rodzinie, "kompromisy", i że sobie "radzicie"?
    Zastanawiałaś się kiedyś, że "kompromis" oznacza, że OBIE strony trochę ustępują? A z "rady" można skorzystać albo nie - a sama wiesz, co się dzieje, kiedy odważysz się z niej nie skorzystać.

    One po prostu dyktują Ci, jak masz żyć - i nazywają to "doradzaniem" i "kompromisem" - ale to nie ma z tym nic, kompletnie nic wspólnego. To jest tyrania i dyktatura po płaszczykiem "miłości". Ale obydwu zależy na tym samym - na podporządkowanym niewolniku. One Cię kochają dokładnie tak samo, jak każdy tyran kocha swoich podwładnych. Dopóki są mu w 100% podporządkowani. Ale niech tylko spróbują się uniezależnić...


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • jatojagodnik 18.09.18, 10:37
    "teraz naturalnie starzejącej się dziewczyny" - kobieto, masz 30 lat, wchodzisz w najlepszy okres swojego życia! Z dziewczyny stajesz się kobietą - młodą, silną i atrakcyjną. Do starzenia się masz jeszcze 20 lat! Co najmniej 20 lat na zabawę ze swoim wyglądem - fryzurą, ciuchami itp. Nie daj sobie wmówić, że po 30-tce coś nie wypada: długich włosów, krótkich spodenek, zwiewnych sukienek itp!
  • ola_dom 18.09.18, 10:51
    jatojagodnik napisała:

    > "teraz naturalnie starzejącej się dziewczyny"

    Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że chodzi przede wszystkim o to, żeby córka i wnuczka przypadkiem nie była atrakcyjniejsza od matki i babki.

    A drugie nieodparte wrażenie, to to, że czytamy tylko o wierzchołku góry lodowej - bo tego, co pod wodą, autorka w ogóle sobie nawet nie uświadamia. Bo wmówiono jej, że "to rodzina, rodzina jest najważniejsza, w rodzinie się kochamy, sobie doradzamy i idziemy na kompromisy, a w ogóle to nie pyskuj, bo babcia się rozchoruje - a Ty ze swoją fryzurą i wyborami życiowymi odpowiadasz za jej stan i zdrowie!". Więc nawet nie przejdzie jej przez myśl, że to, co uważa za codzienność i normę, jest faktycznie ciężkim uwikłaniem i toksyną.
    I nie ma pojęcia, gdzie są granice, ja mam wrażenie, że w tej relacji nie ma ich w ogóle.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • evee1 18.09.18, 05:54
    I nie musisz sobie wyobrazac, ze jestes bardziej wyszczekana. Ja Cie dobrze rozumiem, bo spotykam sie z czyms podobnym, choc byc moze nie tak silnym.
    Moim zdaniem tutaj potrzebna jest zmiana nie tyle w Waszych stosunkachj, tylko to jak do nich podchodzisz. Mama i babcia sie nie zmienia, bo wydaje im sie, ze to co robia jest w Twoim dobrym interesie. No, przeciez nie moga Cie pozostawic siebie samej na pastwe ;-).
    Kompetna zmiana Twojego postepowania, jakies odcinanie sie, zwyranie stosunkow, zapewne nie wchodzi w rachube, bo wywola tylko nieporozumienia i klotnie, w najlepszym razie wypominanie i fochy, a tego zapewne nie chcesz.
    Nad postepowaniem mamy i babci nie masz absolutnie zadnej kontroli. Natomiast masz kontrole nad tym jak Ty sama podchodzisz do tej sytuacji. i mozesz po kroczku te sytuacje jakos zmienic, pomoc im dojrzec do sytuacji, ze Ty juz doroslas, bo widocznie same nie potrafia ntego zrobic ;-).
    W tym jednak potrzebna jest Ci zmiana podejscia do tej sytuacji. Po pierwsze, Ty masz absolutne prawo postepowac w swoim zyciu tak jak masz na to ochote, ubierac sie jak chcesz, jedzic na wakacje tak gdzie Ty lubisz, chodzic do fryzjera i strzyc oraz farbowac wlosy na kolory teczy. Po drugie, Twoja mama i babcia maja prawo sie z Twoimi wyborami nie zgadzac i nawet moga to artykulowac. Po trzecie - Ty masz prawo, a nawet obowiazek, ich zdaniem i gadaniem sie nie przejmowac. Dodoma, ze fakt, ze z nimio juz nie mieszkasz znaczaca zwieksza Twoje szanse sukcesu :-). NIektorzy nie maja takiego luksusu ;-).
    A teraz zacznij od tej nieszczesnej fryzury, zastosuj trzy powyzsze zasady i zobacz co sie stanie. Prawdopodobnie swiat sie nie zawali, matka i babka nie dostana apopleksji, ani Cie nie wydziedzicza, a Ty nie zapadniesz sie pod ziemie z winy i wstydu, a byc moze wreszcie poczujesz, ze mozna byc zadowolona z wlasnego wyboru WBREW komus, na komu zdaniu nam zalezy (bo to pewnie jest podstawa Waszego ukladu). I przygotowac sie do zrobienia czegos kolejnego wbrew jedynie slusznemu zdaniu Twoich przodkin. Naprawde da sie! Powodzenia :-).


    --
    Internet... You start reading about sequoias and two hours later you know everything about Russian Revolution
  • ola_dom 18.09.18, 09:02
    ratamatahatta napisała:

    > Poza tym mama nie znosi żadnej formy pyskowania

    Aha... Słyszysz "Nie pyskuj!!!!" jak tylko śmiesz mieć odmienne zdanie?
    Wiesz, że wyrażanie swojego zdania, innego niż przedmówca, to nie jest żadne "pyskowanie"?
    Tobie po prostu nie dano prawa do własnego zdania. Nie mówiąc już o jego wyrażaniu.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • plater-2 18.09.18, 09:41
    Mama jest bardzo kontrolująca i nadopiekuńcza, a nie robiła problemu z faktu, że się wyprowadziłas z domu i mieszkasz z facetem ?

    Problem z mama polega na tym, ze chce decydowac o fryzurze.

    Odbierasz to jako narzucenie swojego zdania, a mama uwaza, że sa to tylko "porady rodzinne".

    Podajesz, ze dzieje sie tak czesto "kiedy się nie zastosuję, wywołuje to obrazę oraz niekończące się wypominanie mi tego".

    Jak objawia się to "obrażanie" ?

    Podaj inne przykłady, gdy siłą narzucono ci zdanie lub wymuszono postepowanie.
  • verdana 18.09.18, 09:45
    Ależ jest oczywiste, ze matce i babci jesteś potrzebna - jako nieatrakcyjna, bez pracy, bez przyszłości. Dziwi mnie już to, ze nie masz wyuczonego zawodu. To, co one robią w tej chwili to nie są dobre rady - to jest pouczanie służącej, gdzie jest jej miejsce. Jesteś dorosłą kobietą, a nadal jesteś "ich", osobą, która ma słuchać i być posłuszna - przecież, jak sie zbuntujesz, to one zostaną same. Jak znajdziesz dobrą pracę, to możesz sie uniezależnić. Jak będziesz miała dzieci, to one będą na pierwszy planie Trzeba zatem nadal wychowywać Cię tak, abyś pamiętała, ze mama i babcia sią centrum Twojego życia - ich masz słuchać, masz sie im podobać (a nie partnerowi, który sie nie liczy). Partner czy ewentualne dzieci mają byc na drugim planie, jedynie prawdziwa rodzina, to one.
    Dziewczyno, jest Ci pilnie potrzebna terapia, bo inaczej skończysz jako służąca matki. Samotna.
  • tt-tka 18.09.18, 10:22
    Swoja droga - nie myslalas o zdobyciu jakiegos zawodu ? sa mozliwosci, szkolenia niskoplatne lub nieodplatne, Centrum Ksztalcenia Ustawicznego... Widuje na takich kursach osoby w twoim wieku i starsze od ciebie, przekwalifikujace sie calkowicie, zdobywajace nowy zawod lub doszkalajae sie w posiadanym. Przegadaj to, z partnerem, nie z mama i babcia.
  • ola_dom 18.09.18, 11:00
    tt-tka napisała:

    > Swoja droga - nie myslalas o zdobyciu jakiegos zawodu ? sa mozliwosci, szkolenia
    > niskoplatne lub nieodplatne, Centrum Ksztalcenia Ustawicznego...

    Mnie wciąż jest trudno uwierzyć w tą "nieporadność" i "słabe kojarzenie".
    Może jestem zafiksowana pod tym względem, ale osoba, która pisze tak składnie po polsku, poprawnie, zrozumiale, jasno - nie wydaje się być kimś, kto nie umie pozbierać myśli i nadaje się tylko do pracy fizycznej.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • mimbla125 19.09.18, 12:30
    Też mi się to wydaje podejrzane.
    To, i jeszcze fakt, że ktoś, kto zdobył się na przeprowadzkę " na swoje" wbrew babce i matce, zwarta, że skrzywdzi je swoją nową fryzurą...
  • ola_dom 19.09.18, 12:39
    mimbla125 napisała:

    > Też mi się to wydaje podejrzane.
    > To, i jeszcze fakt, że ktoś, kto zdobył się na przeprowadzkę " na swoje" wbrew
    > babce i matce, zwarta, że skrzywdzi je swoją nową fryzurą...

    A to zwłaszcza.
    Ale w tym wypadku bardzo starałam się nie sądzić "swoją miarką"...

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • fusun1804 18.09.18, 11:04
    Dołączam do przedmówczyn. Sednem Twojego problemu naprawdę nie jest fryzura tylko brak zawodu. To brak zawodu, a co za tym idzie, stalej pracy, uniemożliwia Ci uniezależnienie się od matki i babki. Jeśli faktycznie nie jestes bystra i wolno kojarzysz, to jest mnóstwo zawodów, w których to szybkie kojarzenie nie jest potrzebne. Np tipserka, kosmetyczka, pomoc dentystyczna itd.
    To tu tez pewnie tkwi ta niemożność stanowczego sprzeciwienia sie im. Juz doskonale wiesz, ze ten trajkot i jazgot babki mogłabyś przerwać krzykiem i huknieciem na nią. Nie robisz tego bo podświadomie boisz sie sytuacji, w ktorej tracisz prace i bedziesz musiała do nich wrócić.
    Jakie masz wykształcenie? Jak do tego doszło, ze nie masz żadnego zawodu? Matka i babka, ktore tak Cie kochają i tak dobrze dla Ciebie chcą, nie zachęcały Cie nigdy do zdobycia konkretnego zawodu ?
  • ratamatahatta 18.09.18, 11:46
    Przede wszystkim dziekuję za wszystkie odpowiedzi, nie spodziewałam się takiego odzewu, dzięki za zaangażowanie w rozmowe:)

    Jak już pisałam wcześniej zawód mam, licencjat zrobiony, mama z babcią pod tym wzgędem bardzo mnie dopingowały i dalej dopingują do znalezienia jakiejś bardziej ambitnej pracy, tutaj akurat problemu bym się nie doszukiwała. Problem leży w moim słabym intelekcie i to tez nie jest moja opinia a opinia wielu pracodawców. Nie mam dobrego refleksu, dobrej pamięci, nie potrafię liczyć (tak, dyskalkulia istnieje). Nie nadaję się np na kasjerkę, kelnerkę i inne proste zawody. Tylko praca gdzie wykonuje się proste, mechaniczne czynności. To, że składnie piszę może być mylące, bo może nie wygląda to jak jakiś bełkot niedorozwoja ale niestety to pozory.
  • verdana 18.09.18, 16:36
    Mam córkę z dyskalkulią. Jest wiele zawodów, gdzie można zrobić karierę nie musząc liczyć. Naprawdę.
    Ja też sie nie nadaję absolutnie do żadnej pracy, która wymaga refleksu, szybkiego liczenia w pamięci, ani dobrej pamięci (do wykładów mam zawsze notatki). Być moze nie nadajesz sie do prostych zawodów, tylko takich, gdzie nie pracuje się na tempo.
    I nie, absolutnie nikt, kto tak pisze nie jest nieinteligentny.
  • ratamatahatta 18.09.18, 11:56
    Mama od zawsze była bardzo nadopiekuńcza, gdy bylam nastolatką trzymała mnie na krótkiej smyczy, właściwie byłam przez nią dzikusem wśród rówieśników. Nie pozwalała decydowanie o niczym, nie uczyła samodzielności, często wybuchała złością z błahych powodów, wyżywała sie słownie. Babcia jej pomagała. Zawsze uważała, że to, co ja zadecyduje jest niemądre, "powinnaś zapytać kogoś mądrego, to by powiedział to samo co ja z babcią", "wszyscy by zrobili tak i tak, tylko ty jedna musisz po swojemu". Dodam, że nei byłam jakimś trudnym dzieciakiem, zero problemów typu używki, nieuczenie się itp, raczej zawsze rozgrywało się o drobnostki- chęć kupienia nie takiego plecaka, pójścia na herbatę z koleżanką, chęć skrócenia włosów, takie drobnostki. Kiedy próbowałam rozmawiać rozpętywała się wojna z palpitacjami, krzykami, szlochami, że "tonę", że "idąc na ślub kolegi mogę nawet życie stracić, bo kto wie co za goście tam będą" . Dla mnie irracjonalne. Poprostu mama z babcią się boją wszystkiego. I uważają, że tylko one mają racje. Zawsze.
  • ola_dom 18.09.18, 12:04
    ratamatahatta napisała:

    > Poprostu mama z babcią się boją wszystkiego. I uważają, że tylko one mają racje. Zawsze.

    O.K., a co Ty w tym wszystkim robisz? Teraz?
    I jak udało Ci się wyrwać z tego domu? "Wyrwać się" to jedyne słuszne określenie - swoją drogą - wielkie gratulacje dla Ciebie, niewielu chowanym w takich okolicznościach się to udaje.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • tt-tka 18.09.18, 12:07
    No i nadal jestes dzikusem na krotkiej smyczy... z przekonaniem, ze jestes niemadra, ze tylko pokierowana przez kogos mozesz istniec... i tak dalej.
    Nie rozmawiaj z nimi o sobie, a najlepiej maksymalnie poluzuj kontakty.
    Terapia. To ci pomoze rowniez w zawodowych sprawach.

    PS nie wiem, czy one boja sie wszystkiego, ale na pewno boja sie, ze im sie urwiesz i nie beda mialy na kim wyzywac sie. Sorry. I jak widac, dobrze sie przed tym zabezpieczyly. Jestes zatruta.

  • ola_dom 18.09.18, 12:19
    tt-tka napisała:

    > PS nie wiem, czy one boja sie wszystkiego, ale na pewno boja sie, ze im sie urwiesz i nie beda mialy na kim wyzywac sie.

    Właśnie. Poza tym - nie "boją się", tylko "wiedzą", że cały świat jest zły i głupi, a one jedyne mają rację i wiedzą, co jest dobre i właściwe.

    Dawno nie czytałam tak przerażającego wątku. Chyba najbardziej przeraża mnie spokój, z jakim autorka o tym wszystkim pisze - że to takie tam, ledwie upierdliwości, nieco utrudniające życie. Że nie tu leży problem, tylko w jej niesprawnej głowie.

    To jest tak straszne, że nawet nie umiem tego wyrazić.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • sorvina 18.09.18, 12:23
    ola_dom napisała:

    > Dawno nie czytałam tak przerażającego wątku. Chyba najbardziej przeraża mnie sp
    > okój, z jakim autorka o tym wszystkim pisze - że to takie tam, ledwie upierdliw
    > ości, nieco utrudniające życie. Że nie tu leży problem, tylko w jej niesprawnej
    > głowie.
    >
    > To jest tak straszne, że nawet nie umiem tego wyrazić.

    Podobne mam wrażenie. Przeraziło mnie, że gdybym się nie odcięła, nie poszła na terapię, to mogłabym skończyć podobnie. Matka i babka, toksyczny matrix, robienie z dziewczyny niepełnosprawnej umysłowo pod płaszczykiem troski. I to przekonanie, że wszystko ok, trochę się czepiają, ale to z troski, tylko ona słaba i nieumna... chce się krzyknąć, dziewczyno obudź się zanim stracisz kolejne ileś lat życia . Zasługujesz na coś lepszego. Nie musisz tak żyć.


    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • ratamatahatta 18.09.18, 12:35
    Echh, widze że wywołaąłm nieporozumienia:( NIkt mi nigdy nie wmawiał że jestem nieułomna, tym bardziej mama z babcią, które zawsze pchały mnie do przodu i nadal próbują przekonywać, żebym spróbowała w pracy umysłowej, bo wg. nich sobie poradzę. Wątek zabrnął w dziwnym kierunku i już nie wiem czy coś z tych porad jest teraz adekwatne do moich realnych problemów. Jedyne z czym się zgadzam to to, że faktycznie dobrze się spisałam z odcinaniem się od mamy i babci i udało mi się (dzięki internetowym forom i książkom) zauważyć problem i oddalić się od tego toksycznego domu. Innym może by się nie udało, pewnie zostaliby w domu i nigdy nie próbowali wlasnego życia- ja próbuję. Męczy mnie tylko trajkotanie o pierdołach typu jak się uczesać, z kim się zadawać, co robić w wolnym czasie. Nie chodzi o to, że ja się ich słucham- nie, robię swoje. Ale czuję się z tym źle mając gadane ciągle że "nie słucham się rodziny, tylko robię po swojemu" i że robię przykrość tym czy tamtym. Niepowdzenia w pracy nie mają nic do tego, nikt mi nigdy nie wmawiał, że nie umiem liczyć! Po prostu nie umiem!
  • tt-tka 18.09.18, 12:47
    Dziewczyno, boru... Problem naprawde NIE lezy w tym, czy umiesz liczyc, czy nie, czy masz dyskalkulie czy nie, tylko w tym, ze pchajac cie do prac umyslowej one obie odebraly ci narzedzia do wykonywania tej pracy ! masz intelekt, a nie umiesz sie nic poslugiwac ! Nie umiesz podjac decyzji, nie umiesz ocenic, nie umiesz wybrac, nie umiesz uzasadnic ani obronic swego zdania nawet w drobnej sprawie !
    Dobra wiadomosc jest taka, ze tego wszystkiego mozna sie nauczyc. Tylko - nie z nimi. Ani we wspolpracy, ani w opozycji. Tylko i wylacznie - w oderwaniu od nich.
    Druga dobra wiadomosc, ze istnieja prace nie wymagajace umiejetnosci liczenia i nie sa to wylacznie proste prace mechaniczne.

    Nie napisalas, jak porozumiewasz sie z partnerem i jakie masz kontakty z innymi ludzmi oraz czy w ogole je masz.

    Caeterum censeo, ze powinnas podjac terapie. Poznaj sama siebie, to podstawa.
  • sorvina 18.09.18, 12:56
    tt-tka napisała:

    > Dziewczyno, boru... Problem naprawde NIE lezy w tym, czy umiesz liczyc, czy nie
    > , czy masz dyskalkulie czy nie, tylko w tym, ze pchajac cie do prac umyslowej o
    > ne obie odebraly ci narzedzia do wykonywania tej pracy ! masz intelekt, a nie u
    > miesz sie nic poslugiwac ! Nie umiesz podjac decyzji, nie umiesz ocenic, nie um
    > iesz wybrac, nie umiesz uzasadnic ani obronic swego zdania nawet w drobnej spra
    > wie !
    > Dobra wiadomosc jest taka, ze tego wszystkiego mozna sie nauczyc. Tylko - nie z
    > nimi. Ani we wspolpracy, ani w opozycji. Tylko i wylacznie - w oderwaniu od ni
    > ch.
    > Druga dobra wiadomosc, ze istnieja prace nie wymagajace umiejetnosci liczenia i
    > nie sa to wylacznie proste prace mechaniczne.
    >
    >
    > Caeterum censeo, ze powinnas podjac terapie. Poznaj sama siebie, to podstawa.

    Bingo!


    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • ratamatahatta 18.09.18, 12:58
    Ciężko mi pojąć to co tu piszecie, dla mnie to kompletnie nie ten trop, ale zakładam, że nie musze mieć racji, więc może wizyta u psychoterapeuty się przyda. Nie chcę tylko żeby taki terapeuta podszedł do problemu własnie w taki sposób, że aha, miała dziewczyna taką matkę to pewnie matki wina, że nie radzi sobie w pracy i pewnie to nie prawda, że ma słaby intelekt, tylko sobie wmawia. Ja wiem najlepiej, że sobie nie wmawiam, ale ciężko przekonać drugą osobę, która już poskładała sobie fakty wg. całkiem spójnego scenariusza, wszystko ładnie pasuje, pewnie mamy klucz do zagadki. Ja jestem prawie w stu procentach pewna, że moje problemy z myśleniem i pamięcią NIE SĄ KONSEKWENCJĄ WYCHOWANIA, i nie wmówiłam ich też sobie. Czy przyjmujecie do wiadomości, że różni ludzie mają różne poziomy inteligencji? Że jedni są spostrzegawczy i bystrzy inni mniej? Jedni mają swietną pamięć inni zła? Tak po prostu jest, jeden jest mądry drugi głupi i nie ma to związku z wychowaniem. Tak, jak jeden jest gruby, mimo, że się poprawnie odżywia a drugi je kebaby i jest chudy jak szczapa. Czyja wina? Ano niczyja, tak już jest.
  • ola_dom 18.09.18, 13:11
    ratamatahatta napisała:

    > Ja jestem prawie w stu procentach pewna, że moje problemy z myśleniem
    > i pamięcią NIE SĄ KONSEKWENCJĄ WYCHOWANIA, i nie wmówiłam
    > ich też sobie. Czy przyjmujecie do wiadomości, że różni ludzie mają różne poziomy
    > inteligencji? Że jedni są spostrzegawczy i bystrzy inni mniej? Jedni mają swietną
    > pamięć inni zła? Tak po prostu jest, jeden jest mądry drugi głupi i nie
    > ma to związku z wychowaniem. Tak, jak jeden jest gruby, mimo, że się poprawnie
    > odżywia a drugi je kebaby i jest chudy jak szczapa.

    Zgadza się.
    Ale samo to, jak napisałaś, jak się przejmujesz jojczeniem babci, i że z tego powodu nie pójdziesz do fryzjera, "bo to tylko włosy, więc może nie warto" wystarczy, żeby skóra ścierpła na plecach.
    A do tego jeszcze różne inne rzeczy, które aż krzyczą między wierszami.

    Nie chodzi o to, żebyś robiła karierę zawodową, bo to jest zdecydowanie przereklamowane.
    Ale naprawdę - jak czytam, co piszesz o swoim rodzinnym domu i relacjach - boli mnie brzuch.

    "Przypięłyśmy się" tego intelektu, bo jak widzę, wiele z nas czuje dysonans między tym, jak piszesz - i co piszesz. Naprawdę trudno uwierzyć, że masz na tym polu niedostatki.
    Ja wręcz podejrzewałam przez jakiś czas, że jesteś trollem... Prawdę mówiąc - wolałabym, żebyś nim była :(


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • ratamatahatta 18.09.18, 13:20
    Nie jestem trollem;p
    Chciałam odpuścić fryzjera, bo czasem już mi się po prostu nie chce walczyć. W przeszłości już zrobiłam kilka razy po swojemu, wróciłam do domu w nowej fryzurze czy w nowych butach, które nie były zgodne z ich gustem, ale to, ile się nasłuchałam potem chyba nie było warte radości jaką sprawiła mi nowa fryzura. Stawiam na szali moją fryzurę z gadaniną jaką musze wysłuchać i wychodzi mi, że nie warto. Może było warto, gdy byłam młoda, gdy byałam małolatą, miałam więcej energii, więcej sił by się buntować. Nie wykorzystałam tego, podporządkowałam się. Teraz po prostu chciałabym juz chyba tylko spokoju. W obojętnie jakiej fryzurze. A zaraz znów zmieniam zdanie i myślę sobie, że posłucham, posłucham, jednym uchem wleci drugim wyleci a i tak mam to gdzieś. Tylko, że to głupie mieć takie rozterki, bo one odejmują energię która można by przeznaczyć na coś bardziej wartościowego.
  • ola_dom 18.09.18, 13:31
    ratamatahatta napisała:

    > Stawiam na szali moją fryzurę z gadaniną jaką musze wysłuchać i wychodzi mi, że nie warto.

    Bo nie warto. Bo NIE MUSISZ tego słuchać.
    Prawda jest taka, że wysłuchasz tylko tyle, na ile im pozwolisz. To są te granice, o które pytasz w temacie wątku.
    Masz ten komfort, że możesz zakończyć rozmowę i po prostu wyjść. Nawet jeśli wydaje Ci się to niewyobrażalne - to jest możliwe. I nie oznacza zerwania kontaktów do śmierci.

    > Tylko, że to głupie mieć takie rozterki, bo one odejmują energię która można by
    > przeznaczyć na coś bardziej wartościowego.

    Otóż to. A fakt, że przeżywasz rozterki z takich powodów, świadczy o tym, że warto byłoby się skupić nad tym, dlaczego je wciąż przeżywasz i co zrobić, żeby się od nich uwolnić.
    Tak, właśnie znowu, w niezbyt zawoalowany sposób, sugeruję terapię. Czym prędzej, póki jeszcze życie przed Tobą.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • fusun1804 18.09.18, 13:46
    „W przeszłości już zrobiłam kilka razy po swojemu, wróciłam do domu w nowej fryzurze czy w nowych butach, które nie były zgodne z ich gustem, ale to, ile się nasłuchałam potem chyba nie było warte radości jaką sprawiła mi nowa fryzura”

    Ale juz z nimi nie mieszkasz, wiec o co chodzi? Dom, do którego wracasz, to miejsce, w którym mieszkasz razem z partnerem, tak? Zreszta, na samym początku dostałaś instrukcje obsługi. Babciu, to moja sprawa. To JA decyduje o mojej fryzurze. A jeżeli babka jazgocze dalej, to wychodzisz.
  • fusun1804 18.09.18, 13:58
    „Stawiam na szali moją fryzurę z gadaniną jaką musze wysłuchać i wychodzi mi, że nie warto.”

    Nie MUSISZ. NIE MUSISZ. Wazne jest, źebys sie od nich uniezależniła i nie słuchała. Lepiej sprzątać, pracować ma zmywaku, układać towary na półce w supermarkecie ale byc wolnym człowiekiem. Wolnym- tzn ubierać sie tak jak chcesz, czesać, spotykać z kim chcesz itd. I wolnym od matki i babki i ich zatruwania. Bo to, co uparcie nazywasz gadaniną, to zatruwanie.

    „ Może było warto, gdy byłam młoda, gdy byałam małolatą, miałam więcej energii, więcej sił by się buntować.”

    ZAWSZE warto.

    „ Teraz po prostu chciałabym juz chyba tylko spokoju.”
    To co piszesz, jest typowe dla ofiar wieloletniej przemocy, osob wyczerpanych walką ( głownie ze współmałżonkiem).Takie osoby nie myślą o rozwoju zawodowym,osobistym, karierze, pieniądzach, hobby. To je przerasta. One marzą tylko o jednej rzeczy - o świętym spokoju.
    Przeżyłam to, marzyłam tylko o jednym- zeby moj mąż pojechał na delegacje, nie stał nade mna, nie jazgotał, nie wyzywał, nie krytykował. Żebym mogła w świętym spokoju obejrzeć film, wypić kawę, zjesc cos dobrego.
    Teraz, po kilku latach od rozstania, dostrzegam tyle fajnych stron zycia.
  • tt-tka 18.09.18, 13:59
    ratamatahatta napisała:

    Ja jestem prawie w stu procentach pewna, że moje
    > problemy z myśleniem i pamięcią NIE SĄ KONSEKWENCJĄ WYCHOWANIA, i nie wmówiłam
    > ich też sobie.

    Dobra, proste pytanie - w szkole nie mialas problemow albo radzilas sobie z nimi. . Studia skonczylas, licencjat zrobilas. To SKAD sie biora twoje problemy z mysleniem i pamiecia TERAZ i od jakiegos czasu ? Nie mialas ich od zawsze. Kiedy sie zaczely, z jakimi wydarzeniami mozesz je powiazac ? SOBIE odpowiedz.

    > Czy przyjmujecie do wiadomości, że różni ludzie mają różne pozi
    > omy inteligencji?

    Tak, przyjmujemy. Jeden nie umie mysliéc abstrakcyjnie, drugi jest kiepski w syntezach lub analizach, trzecia nie rozroznia kolorow, czwarta jest niemuzykalna jak pien i tak dalej. na ogol pracuja i radza sobie w pracy.
    Nie twoj poziom inteligencji jest przeszkoda w czymkolwiek, tylko nieumiejetnosc wyboru, decydowania, sprecyzowania i obronienia swojego stanowiska, powtorze raz jeszcze. Zostalas UBEZWLASNOWOLNIONA DECYZYJNIE i to wlasnie odbija ci sie ciezka czkawka. Takze w pracy.
  • verdana 18.09.18, 16:41
    "Przyda się" to eufemizm stulecia. Nie zdajesz sobie sprawy z własnej inteligencji. Tak, poziomy inteligencji są różne i ja , jako księgowa prezentowałabym skrajny debilizm. Tylko to nie jest tak, że człowiek nie radzący sobie w jednej dziedzinie jest głupi - po prostu powinien poszukać czego innego. Ty nawet tego nie dostrzegasz, bo rodzina zamiast pomóc mówi Ci, ze masz robić to, co im się wydaje słuszne - czyli to, do czego przygotowały Cię studia.
  • ola_dom 18.09.18, 16:57
    verdana napisała:

    > rodzina zamiast pomóc mówi Ci, ze masz robić to, co im się wydaje słuszne - czyli to, do czego przygotowały Cię studia.

    Hehe, przypomniało mi się - od niemal przedszkola byłam "szykowana" na Handel Zagraniczny.
    Z dwóch powodów, a w zasadzie jednego głównego - dawał świetną szansę na podróżowanie, co przecież było wspaniałe i trudno dostępne za komuny. Więc z czym tu dyskutować.
    A jak się jeszcze okazało, że nieźle idzie mi nauka angielskiego - to już nikt nie miał wątpliwości i o tym HZ słyszałam w zasadzie przez cały czas nauki w szkole.
    Siakoś nikt nie zastanowił się, że nie idzie mi matematyka, ani nawiązywanie kontaktów (tzn. mama była przekonana, że świetnie nawiązuję - bo przecież jej wspaniała córka nie może mieć żadnych problemów, a co dopiero problemy z rówieśnikami, relacjami).

    Jak kończyłam liceum, to wiedziałam jedynie, że na pewno NIE CHCĘ studiować żadnego Handlu, dwa razy dla świętego spokoju zdawałam na filologię. Ostatecznie w ogóle nie studiowałam.
    Ale jakby posłuchać mojej mamy - to zawsze byłam taaaka mądra. I powinnam pracować w najlepszych firmach.
    Szkoda tylko, że przy tym wszystkim zadbała głównie o to, żebym większość życia straciła na dbanie o jej dobry humor, o to, co się jej podoba i co ona zaakceptuje - kompletnie nie wiedząc, czego sama chcę. Bo przecież ona najlepiej wiedziała, co jest dla mnie dobre i właściwe. Więc dlaczego ja miałabym mieć inne zdanie?


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • verdana 18.09.18, 17:29
    Ja też miałam iść na SGPiS. Najlepiej na ekonometrię. Ale jak powiedziałam "nie", to nikt przeciw socjologii nie protestował.
  • ola_dom 19.09.18, 10:34
    verdana napisała:

    > Ja też miałam iść na SGPiS. Najlepiej na ekonometrię.
    > Ale jak powiedziałam "nie", to nikt przeciw socjologii nie protestował.

    Ty przynajmniej wiedziałaś, czego chcesz. Ja te filologie wybierałam drogą eliminacji - bo "oczywiste" było, że "się studiuje", więc na coś trzeba było zdawać. Więc zdawałam. Teraz myślę, że raczej nie zależało mi, żeby faktycznie się gdzieś dostać.

    I ze wstydem przyznaję - ale taka była prawda, więc nie ma czego ukrywać - że jak przeczytałam ostatnią sygnaturkę echtom, to ona była o mnie:

    "Zdarza się, że osoby w wieku dwudziestu pięciu lat nie wiedzą, dlaczego studiują taki, a nie inny kierunek. Nie wiedzą, gdzie chciałyby pracować ani z kim się związać. W takich sytuacjach myślę sobie, że nawet Pan Bóg nie będzie wiedział, jakie marzenia ma im spełnić."

    Nie wiem, czy pamiętasz, jak założyłam kiedyś wątek o tym, "czego chcę" - że postanowiłam zapisywać sobie to, czego chcę i na co mam ochotę (kupić, zrobić) - żeby sobie to uporządkować chyba, żeby mi nie umykało. Bo jedyne, co mi się w kwestii chcenia przydarzało, to były krótkie przebłyski, że "chciałabym..." - a od tego do "chcę" to jeszcze długa była droga. Nie mówiąc o realizacji tych pragnień - to w ogóle nie wchodziło w grę. Bo ja autentycznie nie wiedziałam, czego sama chcę. Również nie czułam, że mam w ogóle jakiekolwiek prawo "chcieć". Wiedziałam za to, czego chce moja mama, z tym nie miałam problemu.
    To był dla mnie bardzo ważny wątek i Twoje wypowiedzi w nim, choć nie pamiętam już dokładnie ich treści, miały na mnie istotny wpływ.

    Odbiegłam trochę od głównego wątku, ale już wracam - ja także przez wiele lat wybierałam prace poniżej swoich możliwości. Bo nie wiedziałam, co chciałabym robić - wiedziałam tylko, czego nie chcę - odpowiedzialności i decydowania. Kolejny raz wstyd się przyznać, ale przez wiele lat moim głównym marzeniem było, żeby ktoś za mnie decydował (najlepiej partner, mądry i dobry). Oczywiście nie wierzyłam, że umiem dobrze zdecydować, także o sobie, a ewentualna odpowiedzialność przerażała mnie.
    Nie wiem, na ile te doświadczenia są podobne do doświadczeń autorki, ale jej wątek obudził sporo wspomnień z mojej (pre)historii.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • fusun1804 19.09.18, 11:04
    Olu, czy mogłabyś podlinkować ten Twoj wątek o chceniu?

    We mnie ten wątek rownież obudził wiele przykrych wspomnień, az sie wczoraj popłakałam czytając o tych dobrych chęciach.
  • ola_dom 19.09.18, 11:13
    fusun1804 napisała:

    > Olu, czy mogłabyś podlinkować ten Twoj wątek o chceniu?

    Tutaj:


    forum.gazeta.pl/forum/w,898,157879143,157879143,Chce_musze_czy_powinnam_.html#p157898967

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • ola_dom 18.09.18, 12:50
    ratamatahatta napisała:

    > Nie chodzi o to, że ja się ich słucham- nie, robię swoje. Ale czuję się z tym źle
    > mając gadane ciągle że "nie słucham się rodziny, tylko robię po swojemu" i że
    > robię przykrość tym czy tamtym.

    JAK robisz przykrość?
    Właśnie o to chodzi - masz totalnie sprany mózg - i w tym sensie faktycznie źle funkcjonujący.
    Czy Tobie robi przykrość, kiedy mama ubierze się inaczej, niż Ty lubisz?
    Zdrowa dorosła osoba zdziwiłaby się, że ktokolwiek ma do niej pretensje o fryzurę, muzykę czy ubranie.
    A Ty się zadręczasz, że "sprawiasz im przykrość"??? Wiesz jaka powinna być Twoja reakcja? Powinnaś się wkurzyć, że ktoś śmie zwracać Ci uwagę. WKURZYĆ.

    > Niepowdzenia w pracy nie mają nic do tego, nikt mi nigdy nie wmawiał, że nie umiem liczyć! Po prostu nie umiem!

    JA TEŻ NIE UMIEM. Jestem od Ciebie sporo starsza i przeczuwałam, że mam dyskalkulię, jeszcze zanim dowiedziałam się, że coś takiego istnieje - już po skończeniu szkoły.
    Ale nie pracuję fizycznie.
    Choć był taki czas, że nie bardzo wierzyłam, że mogę pracować inaczej. Nie, nie z powodu tego, że nie umiem liczyć. Po prostu moja wiara we własne możliwości była ujemna. Mimo że mama zawsze mówiła, jaka jestem mądra i w ogóle. Ale co z tego, skoro to, co robiła, była dokładnym zaprzeczeniem tego, co mówi.

    Nikt Ci nie każe być księgową czy pracować na kasie. Jest wiele zawodów, gdzie nie trzeba umieć liczyć. Powiedziałabym, że w większości nie trzeba.
    Ale Ty znalazłaś i uczepiłaś się dyskalkulii - mam wrażenie, że to jest wentyl, który pomaga Ci jakoś zracjonalizować Twoje niepowodzenia. Bo łatwiej przyjąć, że "no tak, mam dyskalkulię, więc każda praca, w której ma się do czynienia z choć dwiema cyframi, jest nie dla mnie, to przez dyskalkulię się nie nadaję" - niż spojrzeć w oczy prawdzie, która może się okazać tak bolesna, że trudna do zniesienia - że dwie "ukochane" osoby po prostu Cię ubezwłasnowolniły.

    O czym rozmawiasz z partnerem?

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • evee1 18.09.18, 14:13
    Ale autorka nie zadręcza się czyba tym, że robi matce i babce przykrość (to jest raczej ich argumentacja) tylko ma dosyć ich gadania i żeby nie słuchać tego jojczenia rezygnuje z pewnych rzeczy, bo tak jej się lepiej kalkuluje w ostatecznym rozrachunku. Nie robi czegoś tam dla świętego spokoju, a nie z obawy, że babcie szlag trafi, bo już dobrze wie, że nic takiego nie nastąpi. Przynajmniej ja tak odbieram tę sytuację po tym co napisała autorka.

    --
    Internet... You start reading about sequoias and two hours later you know everything about Russian Revolution
  • ola_dom 18.09.18, 14:21
    evee1 napisała:

    > Ale autorka nie zadręcza się czyba tym, że robi matce i babce przykrość

    Pisała, że ma wątpliwości, czy może jednak jest "winna", "wyrodna" i że ma wyrzuty sumienia, bo - UWAGA - "Mimo, ze świadomie wiem, że nie robię przecież nic złego, ale gdzieś w środku czuję się zła".


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • eukaliptusy 19.09.18, 00:15
    ratamatahatta napisała:

    > Echh, widze że wywołaąłm nieporozumienia:( NIkt mi nigdy nie wmawiał że jestem
    > nieułomna, tym bardziej mama z babcią, które zawsze pchały mnie do przodu i nad
    > al próbują przekonywać, żebym spróbowała w pracy umysłowej, bo wg. nich sobie p
    > oradzę. Wątek zabrnął w dziwnym kierunku i już nie wiem czy coś z tych porad je
    > st teraz adekwatne do moich realnych problemów. Jedyne z czym się zgadzam to to
    > , że faktycznie dobrze się spisałam z odcinaniem się od mamy i babci i udało mi
    > się (dzięki internetowym forom i książkom) zauważyć problem i oddalić się od t
    > ego toksycznego domu. Innym może by się nie udało, pewnie zostaliby w domu i ni
    > gdy nie próbowali wlasnego życia- ja próbuję. Męczy mnie tylko trajkotanie o pi
    > erdołach typu jak się uczesać, z kim się zadawać, co robić w wolnym czasie. Nie
    > chodzi o to, że ja się ich słucham- nie, robię swoje. Ale czuję się z tym źle
    > mając gadane ciągle że "nie słucham się rodziny, tylko robię po swojemu" i że
    > robię przykrość tym czy tamtym.

    >Niepowdzenia w pracy nie mają nic do tego, nikt
    > mi nigdy nie wmawiał, że nie umiem liczyć! Po prostu nie umiem!

    Moze nie wmawiały ci dosłownie, ze nie umiesz liczyć, ale ze jesteś ‚niemadra’ to już owszem. I wygadana oczywiście tez nie masz prawa być, bo przecież nie wolno ci ‚pyskowac’, czyli wyrażać własnego zdania. Z jednej strony stawiają oczekiwania co do kariery, a z drugiej strony zrobiły wszystko, żebyś nie miała praktycznych umiejętnosci, żeby sie uniezależnić.

    Zalew emocji potrafi zablokować dostęp do kory mózgowej odpowiedzialnej za myślenie logiczne. Moze byc tak, ze kiedy czujesz sie pod presja wpadasz w panikę i faktycznie nie jesteś w stanie myśleć. Ale to nie znaczy, ze masz braki intelektualne, tylko ze potrzebujesz sie nauczyc opanować te emocje.

    Lub alternatywnie jesteś pierwsza w histori internetu osoba z brakami intelektualnymi, która przyszła ogłosić ten fakt bezpośrednio na forum. Podczas gdy wszyscy inni działają bardziej subtelnie: nieortograficznie ale święcie przekonani o swojej racji wypisują dyrdymaly na każdy temat, zostawiajac wnioski czytelnikowi :D
  • pade 19.09.18, 12:40
    ratamatahatta napisała:

    > Echh, widze że wywołaąłm nieporozumienia:( NIkt mi nigdy nie wmawiał że jestem
    > nieułomna, tym bardziej mama z babcią, które zawsze pchały mnie do przodu i nad
    > al próbują przekonywać, żebym spróbowała w pracy umysłowej, bo wg. nich sobie p
    > oradzę. Wątek zabrnął w dziwnym kierunku i już nie wiem czy coś z tych porad je
    > st teraz adekwatne do moich realnych problemów. Jedyne z czym się zgadzam to to
    > , że faktycznie dobrze się spisałam z odcinaniem się od mamy i babci i udało mi
    > się (dzięki internetowym forom i książkom) zauważyć problem i oddalić się od t
    > ego toksycznego domu. Innym może by się nie udało, pewnie zostaliby w domu i ni
    > gdy nie próbowali wlasnego życia- ja próbuję. Męczy mnie tylko trajkotanie o pi
    > erdołach typu jak się uczesać, z kim się zadawać, co robić w wolnym czasie. Nie
    > chodzi o to, że ja się ich słucham- nie, robię swoje. Ale czuję się z tym źle
    > mając gadane ciągle że "nie słucham się rodziny, tylko robię po swojemu" i że
    > robię przykrość tym czy tamtym. Niepowdzenia w pracy nie mają nic do tego, nikt
    > mi nigdy nie wmawiał, że nie umiem liczyć! Po prostu nie umiem!

    Dziewczyno! Sama wyżej napisałaś: od dziecka moje decyzje były NIEMĄDRE.
    Do tego dodałaś sobie ewentualne dysfunkcje dotyczące liczenia i opinie pracodawców (czy oni byli psychologami/diagnostami?) i wyszło Ci, że jesteś osobą o niskim intelekcie.
    Podejrzewam, tak jak inne osoby wypowiadające się w tym wątku, że od zarania pozbawiano Cię poczucia własnej sprawczości, na dodatek nigdy się nie zbuntowałaś, więc tak naprawdę NIC O SOBIE NIE WIESZ. Powtarzasz to, co o Tobie mówią pracodawcy, własne wnioski wyciągnęłaś z kompilacji: nie umiem liczyć, jestem powolna plus moje decyzje są błędne.
    Tylko nie widzisz tego, a to właśnie mówi Ci forum, że BAZA (moje decyzje są niemądre) POWODUJE powolność, problemy z kojarzeniem, niezdecydowanie, brak decyzyjności. Co osoby postronne mogą odbierać jako niewielką lotność umysłu.
    Mam też obawy, że Twój partner jest osobą podobną do Twojej rodziny. Czyli mówi Ci co jest dobre a co złe. Może nie w kwestiach dotyczących ubioru, czy fryzury, ale w poważniejszych sprawach on decyduje. Gdyby było inaczej, miałabyś już okazję do sprawdzenia swojej decyzyjności i zmieniłabyś zdanie na temat swojego intelektu.
    Czy znów nie mylisz opiekuńczości z decydowaniem za Ciebie?


    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • pade 19.09.18, 12:52
    I jeszcze jedno. W konkretnych sytuacjach raczej nie pomyślisz "mama mówiła, że moje decyzje są niemądre" i z tego powodu nie będziesz wiedziała co robić. Nie, to tak nie działa. Ty masz to przekonanie tak wryte w umysł, że rządzi ono Tobą z nieświadomości. Poprzez emocje, flash, myśl "nie wiem co robić", panikę, zamrożenie.
    Kora przedczołowa wyłącza się w sytuacji, na którą reaguje się stresem. Przestaje się wtedy myśleć logicznie.
    Czyli bardzo prawdopodobne jest, że nie jesteś osobą o niskim intelekcie, tylko osobą, która stresuje się w pewnych sytuacjach (jakich, to Ty sama musisz rozpoznać) i której wyłącza się wtedy część mózgu odpowiedzialna za logiczne myślenie.

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • ratamatahatta 19.09.18, 12:56
    Ok, brzmi logicznie, dzikeuję, zastanowię się nad tym.
  • pade 19.09.18, 13:06
    Dodam jeszcze, że może się tak zdarzać, (może Sorvina coś wie na ten temat, to są tylko moje wnioski), że niespójność w przekazie czyli: jesteś mądra, dasz radę kontra twoje zdanie/decyzja są niemądre, powoduje totalną bezradność w sytuacjach, gdy trzeba się wykazać inicjatywą, a z drugiej strony presję/poczucie winy/obniżenie poczucia własnej wartości gdy do tych pochlebnych opinii się nie dorasta.
    Spójność jest wtedy, gdy za przekazem "jesteś mądra, dasz radę" idzie "szanuję Twoje zdanie", albo "masz prawo do swojej opinii". To buduje tzw. wiarę w siebie. A bez niej, można stawać na rzęsach a i tak się pewnego progu nie przeskoczy bo zawsze będzie brakować odwagi.

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • sorvina 19.09.18, 16:25
    Myślę, że dobrze to opisujesz pade. Dodam swoją uwagę. Gdy jest (sporadyczny) przekaz- dasz radę skończyć studia, a codzienne negowanie nawet najprostszych decyzji i działań, bo mama/babcia wiedzą lepiej to ten dysonans jest odbierany jako oczekiwanie - powinnaś skończyć studia, jak tego nie zrobisz to nas rozczarujesz, to "wierzymy w ciebie" brzmi bardziej jak "oczekujemy tego", na zasadzie - "jak to MOJA córka nie skończy szkoły? To powinno być proste." A nie, "wierzę w ciebie bo uważam Cię za inteligentną, zaradną osobę. Doceniam Twoje cechy i umiejętności." Czyli takie dziecko nie ma w oparciu o co zbudować swojego poczucia własnej wartości, za to czuje, że jest chodzącym rozczarowaniem. Nie widzi swoich silnych stron ani realnych ograniczeń. Uważa podświadomie, że skoro "powinno" a ledwo mu wyszło, to bardzo źle o nim świadczy, musi być jakieś ułomne.

    Skojarzyło mi się też z różnicami w traktowaniu sukcesów i porażek u chłopców i dziewczynek. W badaniach wyszło , że u dziewczynek częściej są to uogólniające etykietki - ona JEST zdolna, ona JEST inteligentna. Podczas gdy u chłopców bardziej zwraca się uwagę na to, że włożył ileś pracy, albo wybrał dobry czy zły sposób dojścia do czegoś. Czyli po porażce chłopiec szuka rozwiązania, co zmienić w swoim podejściu, jakich umiejętności potrzebuje rozwinąć itp., bo nie kwestionuje swojej inteligencji i możliwości. A dziewczynka uzna - najwidoczniej się do tego nie nadaję. Jakby to był stan zero-jedynkowy bez możliwości zmiany czegokolwiek.

    Mam wrażenie, że choć autorka swoje przerobiła, to ma bardzo silne mechanizmy wypierania i nie dostrzega tego czego jeszcze nie potrafi przyjąć w naszych wypowiedziach. Jak bardzo jeszcze jest uwikłana w relacji z mamą/babcią i jak wiele jej problemów może być konsekwencją lat nadużyć wobec niej.
    A mało kiedy forum jest tak zgodne w opisie sytuacji. Mam nadzieję, że to da autorce do myślenia.

    Jeszcze jedno, może strzelam kulą w płot, ale warto to też rozważyć. Myślę, że trafnie Pade piszesz o tym wpływie lęku na działanie mózgu. Ale są jeszcze inne możliwości, które warto wziąć pod uwagę - równolegle ze stanami lękowymi mogą występować stany depresyjne. Nie musi być tak, że nie ma się siły wstać z łóżka, ale brak wiary w siebie, pesymizm odnośnie możliwości zmiany sytuacji - to już są objawy klasyczne. A depresja może mocno zaburzać zdolności poznawcze i to mocno, czyli problemy z kojarzeniem, zapamiętywaniem itp. to może być efekt zakłóconej biochemii mózgu. W takiej rodzinie autorka może mieć lekką, a czasami średnią depresję nieleczoną latami. Bo przy takim zawłaszczeniu i braku możliwości realizowania się, depresja jest częstą konsekwencją. Warto to zbadać, bo może się okazać, że kilka tygodniu odpowiednio dobranych leków, mogłyby znacznie poprawić możliwości pracy i funkcjonowania. Nadal trzeba nadrobić umiejętności podejmowania decyzji, samodzielnego wyciągania wniosków, ale byłoby łatwiej.


    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • fusun1804 18.09.18, 12:52
    „raczej zawsze rozgrywało się o drobnostki- chęć kupienia nie takiego plecaka, pójścia na herbatę z koleżanką, chęć skrócenia włosów, takie drobnostki. Kiedy próbowałam rozmawiać rozpętywała się wojna z palpitacjami, krzykami, szlochami, że "tonę", że "idąc na ślub kolegi mogę nawet życie stracić, bo kto wie co za goście tam będą" .

    Poszłaś na ten ślub kolegi czy zostałaś w domu zeby babka nie dostała palpitacji? Dobra matka i dobra babka chciałyby, źebys sie dobrze bawiła na tym weselu, dałyby Ci pieniądze na ładną sukienkę
    Czy Twoja matka i babka siedzą zamknięte w domu, nie chodzą na niczyje śluby, nie chodzą do znajomych na herbatę?

    Przeczytaj jeszcze raz swoj ostatni wpis i powiedz- gdzie tu chodzi o TWOJE dobro? Kiedy one dla Ciebie dobrze chciały?
    Otrząśnij sie przede wszystkim z jednej rzeczy i przyjmij do wiadomości bolesną prawdę- one dla Ciebie chcą źle, źle Ci życzą. Chcą Tobą kierować, kontrolować Cie, rządzić Tobą i żadnego dobra w tym nie ma.
  • ratamatahatta 18.09.18, 13:24
    Poszłam, jak już poszłam to jakoś im się odechciało gadania i nawet były ciekawe jak było na weselu, oglądały zdjęcia. Strachy odeszły, nikt mnie nie zaszlachtował, goście okazali się nie być czyhającymi na córeczkę psychopatami, drama była zbędna ;p

    One sa przekonane, że chodzi tylko o moje dobro:(

  • ola_dom 18.09.18, 13:34
    ratamatahatta napisała:

    > One sa przekonane, że chodzi tylko o moje dobro:(

    One TAK TWIERDZĄ.
    Nikt nie chce myśleć o sobie źle, więc nawet jak krzywdzi drugiego, to sobie to zręcznie racjonalizuje.
    A racjonalizowanie "dla Twojego dobra" dodatkowo dodaje punkty do szlachetności, czyż nie?


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • fusun1804 18.09.18, 14:06
    „One sa przekonane, że chodzi tylko o moje dobro:( „

    A skąd wiesz o czym one sa PRZEKONANE? One tylko mówią, ze im chodzi o Twoje dobro. A co mają powiedzieć? Raczej nie powiedzą „ jesteśmy bezwzględnymi tyrankami i mamy Twoje dobro w dupie, chcemy, źebys tańczyła jak my zagramy, chcemy się cieszyć nasza władza nad Tobą , lubimy patrzeć na Twoj smutek, bezradność i bezsilność „.

    One mają Ciebie i Twoje dobro w dupie !
  • fusun1804 18.09.18, 14:12
    Uparcie odmawiasz odpowiedzi na pytania o partnera. Ola myślala przez chwile ze jestes trollem. Ja tak nie myśle ale po tym wszystkim co przeczytałam, w istnienie tego partnera i Twoje oddzielne mieszkanie coraz bardziej wątpię.
  • tt-tka 18.09.18, 14:55
    fusun1804 napisała:

    po tym wszystkim co przeczytałam, w istni
    > enie tego partnera i Twoje oddzielne mieszkanie coraz bardziej wątpię.

    Coz...jezeli rzeczywiscie tak jest, moge doradzic tylko jedno. Bierz walizke/plecak i wyjezdzaj. Do Niemiec/Anglii/Norwegii, wszystko jedno. Posrednikow pracy tamze jak mrowek w kopcu, praca legalna, a pieniadze konkretne i zapewne nieporownywalne z tym, co zarabiasz teraz.

    Najlepiej jako opiekunka osoby starszej/niesprawnej, bo ta praca na starcie gwarantuje ci mieszkanie i utrzymanie oraz jest na okreslony termin, zwykle trzymiesieczny. Odgrodzisz sie przestrzenia, nikt nie bedzie ci trul, jak wygladasz, a jak masz wygladac, odlozysz troche grosza, albo wydasz te pieniadze zgodnie z wlasnym gustem i potrzebami. Albo i kaprysami, bo czemu nie. Zlapiesz oddech, zobaczysz i zwlaszcza ODCZUJESZ, jak moze wygladac i jak smakuje zycie inne niz twoje teraz.
    I zarobisz na swoja terapie.
  • ratamatahatta 18.09.18, 15:32
    Partner jest, nie wymyśliłam go ;p Jest bardzo dobrym, zaufanym człowiekiem, staram się nie jojczyć przy nim na moją rodzinę, chociaz wtajemniczyłam go i wie, że moja mama jest taka jaka jest. Wspiera mnie i jestem z tego związku zadowolona.
  • eukaliptusy 18.09.18, 23:50
    Trochę sie boje odpowiedzi na to pytanie, ale czy partner tez ma jakieś „tylko”?
    Bo mama i babcie chcą dobrze, „tylko” stosuja przemoc i usiłują cię w stu procentach kontrolować.
  • ratamatahatta 19.09.18, 11:25
    O matko, no i teraz się zacznie podejrzewanie że partner to tak na prawdę tyran aleja biedna tego nie zauważam i pudrując siniaki wychwalam go pod niebiosa;p Dziewczyny, wydaje mi się że trochę w tym moim wątku sobie dopowiadacie. Nie szukajcie sensacji tam, gdzie jej nie ma;p Mam problem z trajkotaniem mamay i babci, w przeszłości miałam problem z nadopiekuńczością rodziciellską ale jak już powiedziałam dzieki własnemu uporowi i czytaniu for i poradników psychologicznych wyczołagałam się z problemu. Teraz mogę jedynie podpytywać na forum jak radzić sobie z decydowaniem o sobie bez wyrzutów sumienia. Sprawa intelektu wypłynęła niechcący, nikt nie chce mi uwierzyć, ze zawaliłam kilka(nascie?) prostych prac i zostałam zwolniona. No ale to na pewno kwestia niewiary w siebie, prawda? No i tak ładnie piszę, w miarę bez błędów, no to jak mogłam nie poradzić sobie jako kasjerka? ech..
  • tt-tka 19.09.18, 11:40
    ratamatahatta napisała:

    > O matko, no i teraz się zacznie podejrzewanie że partner to tak na prawdę tyra
    > n aleja biedna tego nie zauważam i pudrując siniaki wychwalam go pod niebiosa

    Nie napisalas, choc pytano kilka razy, jak sie z nim porozumiewasz. Jak on cie wspiera. Mnie by ciekawilo jeszcze na przyklad, czy twoj wyglad jest mu obojetny i nie ma nic przeciwko temu, ze stosujesz sie do zyczen mamobabci oraz jak odnosi sie do twoich byle jakich prac i licznych zwolnien.

    Mam problem z trajkotaniem mamay i ba
    > bci, w przeszłości miałam problem z nadopiekuńczością rodziciellską ale jak już
    > powiedziałam dzieki własnemu uporowi i czytaniu for i poradników psychologiczn
    > ych wyczołagałam się z problemu.

    No wlasnie nie wyczolgalas sie, skoro nadal go masz...

    >Teraz mogę jedynie podpytywać na forum jak rad
    > zić sobie z decydowaniem o sobie bez wyrzutów sumienia.

    Wyrzuty sumienia z powodu fryzury. I nawet nie widzisz absurdu...

    > Sprawa intelektu wypłyn
    > ęła niechcący, nikt nie chce mi uwierzyć, ze zawaliłam kilka(nascie?) prostych
    > prac i zostałam zwolniona.

    Wierzymy, ze zawalilas i zostalas zwolniona. Nie wierzymy, ze z powodu deficytow intelektualnych, bo nie w twoim potencjale umyslowym problem, tylko w emocjach. A ty wlaczylas ignora na nasze zgodne jak rzadko sugestie, ze odebranie ci decyzyjnosci od zawsze skopalo twoje walory jako pracownicy.

    > No ale to na pewno kwestia niewiary w siebie, prawda
    > ? No i tak ładnie piszę, w miarę bez błędów, no to jak mogłam nie poradzić sobi
    > e jako kasjerka? ech..

    Nie, nieprawda. Nikt nie pisal, ze niewiary - pisano, ze nieumiejetnosci decyzyjnych, organizacyjnych i ze jest to skutek tego, ze zawsze toba zarzadzano. I nadal pozwalasz to robic.



  • ratamatahatta 19.09.18, 11:54
    Z partnerem mamy umowę- jak się go słucham to dostaję z pięści tylko małego siniaka, a jak się nei słucham to średniego albo dużego.
    Dobra, na prawdę nie wiem co mam napisać na ten temat: Porozumiewam się z nim normalnie, po polsku;p Nie na pięści, na słowa;p Mój wyglad jest dla niego kwestią drugorzędną- mówi że czy zetnę włosy czy pofarbuje czy zapuszczę to i tak mu się podobam. Moja praca czy bym ją miała czy nie też nie jest kwestią problemową- partner dobrze zarabia, ja w chwili obecnej pracuję i jakoś daję radę choć jak mnie zwolnią to też nie będzie tragedii i otrzymam wsparcie od partnera. Emocjonalne też. Nie wiem już co mam jeszcze napisać na ten temat, bo czuję że co bym nie napisała będzie że jestem ofiarą mojego chłopa XD
  • tt-tka 19.09.18, 12:08
    No cos podobnego, po polsku. Myslalam, ze po hiszpansku albo na migi.

    Dobra, naprawde nie wiem, co ci napisac, bo poprosilas o nasze opinie, po czym z mety zaczelas je kwestionowac i zaprzeczac temu, co twierdzilas wczesniej.
    Czy wsparcie partnera polega na tym, ze bedziesz miala gdzie mieszkac i co jesc, gdy stracisz prace ? Tylko na tym ?
  • fusun1804 19.09.18, 12:49
    „Czy wsparcie partnera polega na tym, ze bedziesz miala gdzie mieszkac i co jesc, gdy stracisz prace ? Tylko na tym ?”

    Pisała, ze ma rownież wsparcie emocjonalne. Poza tym w jej przypadku miec zapewniony dach nad głową i wyżywienie to juz bardzo duzo. Gdyby pracę straciła, to nie musi wracać pod dach matki i babki.

    Czy mogłabyś podać jakieś konkretne przykłady kiedy nie radziłaś sobie w pracy? Moze jesli podasz konkretne przykłady to lepiej Cie zrozumiemy.
  • ratamatahatta 19.09.18, 13:12
    Przykładów jest setki, nie wymienię wszystkich. Ale to co przychodzi mi teraz na szybko do głowy:
    próbowałam na kasie, nie ogarnęłam kasy fiskalnej, przez pół roku prawie codziennie robiłam jakieś manko, notorycznie źle wydawałam resztę, nie umiałam pojąć kodów, musiałam posiłkować się listą, co znacznie spowolniało pracę. Szefowa nie zwalniała mnie tylko dla tego, że prosiłam ją, żeby dawała mi szansę, bo myślałam,że może jeszcze się nauczę i przyśpieszę ale nie.
    Kiedy czytam jakąś książkę nie jestem w stanie zapamiętać treści i zapytana streścić jej oraz nawet zapominam autora i tytuł.
    Pomimo lat nauki angielskiego i wielu korepetycji i regularnego mówienia po angielsku ze znajomymi z internetu nadal jestem na poziomie początkującym, nie umiem czasów, nie znam prostego słownictwa pomimo, że codziennie się uczę z podrecznikiem.
    Nie mam wyobraźni przestrzennej, jak ktoś mi tłumaczy gdzie mam po coś iść i są więcej niż 2 zakręty to nie trafię. Z tego powodu wyrzucili mnie z magazynu, gdzie byłam odpowiedzialna za przynoszenie kartonów.
    Często jak ktoś coś do mnie mówi to się wyłączam i nie słucham, mimo, ze są to ważne polecenia.
    Nie jestem w stanie spamiętać prostych rzeczy, jakie powinien znać każdy w miarę inteligentny człowiek typu stolice państw, daty. Pomimo częstego powtarzania i czytania książek historycznych.
    Nie umiem poradzić sobie przy organizacji różnych rzeczy, gubię się.
    Nie umiem szybko lapać faktów, wyciągać wniosków.
    Nie spamiętam więcej niż 2 liczb na raz. Zawsze mylę nr autobusów, tramwajów.
    Nie umiem spamiętać faktów nawet w dziedzinie która mnie interesuje i na temat której dużo czytam.
    I wiele więcej, ale musiałąbym spąędzić chyba cały dzień żeby wszystko spisać...


  • tt-tka 19.09.18, 13:18
    Calkiem spojnie, logicznie i sporo pamietasz. Tylko jakos wylacznie z dziedzin, w ktorych sobie nie radzisz.

    Jak funkcjonujesz w domu ? Zakupy, planowanie wydatkow, prac domowych ? Czy to wszystko (myslenie i planowanie) wzial na siebie partner, a ty jestes tylko wykonawczynia polecen ?
  • ratamatahatta 19.09.18, 13:47
    Trochę tak jest, że partner zajmuje się organizacją wszystkiego, bo jest w tym dobry i to lubi, ja wykonuję polecenia;p
  • fusun1804 19.09.18, 13:23
    Ok. A jaką pracę wykonujesz teraz?

    W jaki sposób w takim razie udało Ci sie zdać maturę? Zeby zdać maturę z polskiego, trzeba spamiętać wiele powieści, dopasować tytuł do autora, znać datę wydania itd. Jakie studia skończyłaś ?
  • ratamatahatta 19.09.18, 13:50
    Pracuję fizycznie, sprzątam sklepy. Maturę jakoś zdalam, może kiedyś miałam lepsza pamięć.
  • ratamatahatta 19.09.18, 13:51
    A studia na uczelni prywatnej, bo mama chciała papierek, nieważne że nic nie trzeba było umieć.
  • fusun1804 19.09.18, 14:17
    ratamatahatta napisała:

    > A studia na uczelni prywatnej, bo mama chciała papierek, nieważne że nic nie tr
    > zeba było umieć.

    Czyli wychodzi na jaw kolejna rzecz, którą zrobiłaś tak jak chciała mama. A czego chciałaś Ty ?
    Pytamy Cie o to od początku - o jakich istotnych kwestiach życiowych zadecydowała matka? A Ty z uporem maniaka powtarzasz, ze tylko jojczenie i trajkotanie w takich drobnostkach jak fryzura.
  • tt-tka 19.09.18, 14:26
    ratamatahatta napisała:

    > Pracuję fizycznie, sprzątam sklepy.

    I tam tez ci palcem pokazuja, co masz zrobic i w jakiej kolejnosci, czy jednak sama ogarniasz takie rzeczy, jak zapas srodkow czystosci, co i jak posprzatac itd ?

    >Maturę jakoś zdalam, może kiedyś miałam lep
    > sza pamięć.

    Moze. A skad sie wzial ten regres i kiedy/od czego zaczal sie ? Juz o to pytalam zreszta.
  • mimbla125 19.09.18, 17:00
    Wiesz, trudno uwierzyć, że z takimi deficytami, zwłaszcza tak skumulowanymi udało Ci się zdać maturę i skończyć studia...
  • madami 24.09.18, 08:23
    ratamatahatta napisała:

    > Przykładów jest setki, nie wymienię wszystkich. Ale to co przychodzi mi teraz n
    > a szybko do głowy:
    > próbowałam na kasie, nie ogarnęłam kasy fiskalnej, przez pół roku prawie codzie
    > nnie robiłam jakieś manko, notorycznie źle wydawałam resztę, nie umiałam pojąć
    > kodów, musiałam posiłkować się listą, co znacznie spowolniało pracę. Szefowa ni
    > e zwalniała mnie tylko dla tego, że prosiłam ją, żeby dawała mi szansę, bo myśl
    > ałam,że może jeszcze się nauczę i przyśpieszę ale nie.

    typowe przykłady mgły mózgowej a nie braku inteligencji, sprawdź koniecznie tarczycę
  • anula36 24.09.18, 08:55
    tym gorzej bo mgle mozgowa czasem gorzej zwalczyc niz slaby intelekt.
  • ola_dom 19.09.18, 12:11
    ratamatahatta napisała:

    > Dobra, na prawdę nie wiem co mam napisać na ten temat: Porozumiewam się z nim normalnie, po polsku;p

    Ja pytałam raczej, O CZYM rozmawiacie - skoro uważasz się za osobę niezbyt mądrą ani rozgarniętą, to ciekawa byłam, czy macie o czym rozmawiać. Bo dla mnie to jeden z głównych filarów związku, przynajmniej takiego bardziej długotrwałego.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • ratamatahatta 19.09.18, 12:19
    Poprosiłam o opinie i rady, za które dziekuję, choć się z niektórymi nie zgadzam:) Ale powiem szczerze, że mogę się dzisiaj nie zgadzać, a za jakiś czas wrócić do tego forum, przeczytać jeszcze raz i moze wpadną jakieś inne refleksje. Na razie wydaje mi się to absurdalne, że moje nieradzenie sobie w pracy oraz kłopoty z myśleniem są czymś spowodowane, jak dla mnie to moja cecha, taka jak kolor oczu. Ale na wszekli wypadek porozmawiam o tym z psychoterapeutą, nie zakładam z góry, że muszę mieć rację, może wy macie.
    O czym rozmawiamy? Nie wiem, o wszystkim, o codziennych sprawach, na prawdę nei umiem streścić o czym konkretnie:(
  • ola_dom 19.09.18, 12:28
    ratamatahatta napisała:

    > O czym rozmawiamy? Nie wiem, o wszystkim, o codziennych sprawach, na prawdę nei
    > umiem streścić o czym konkretnie:(

    Więc rozmawiacie.
    Uważasz, że Twój partner jest tak głupi, że chce się zadawać z głupią babą?
    ;)


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • ratamatahatta 19.09.18, 12:31
    Uważam że w związku intelekt nie jest decydującą kwiestią, tak jak jest w pracy.
  • tt-tka 19.09.18, 12:30
    ratamatahatta napisała:

    > Poprosiłam o opinie i rady, za które dziekuję, choć się z niektórymi nie zgadza
    > m:) Ale powiem szczerze, że mogę się dzisiaj nie zgadzać, a za jakiś czas wróci
    > ć do tego forum, przeczytać jeszcze raz i moze wpadną jakieś inne refleksje.


    Moze rzeczywiscie potrzeba czasu, zeby taka niechciana i nieakceptowana wiedze przetrawic... daj go sobie tyle, ile ci potrzeba.

    >Na
    > razie wydaje mi się to absurdalne, że moje nieradzenie sobie w pracy oraz kłop
    > oty z myśleniem są czymś spowodowane, jak dla mnie to moja cecha, taka jak kolo
    > r oczu.

    Kolor oczu od zawsze mialas taki sam, przypuszczam. Nieradzenie sobie i klopoty z mysleniem wystapily, gdy stalas sie dorosla, w szkole/na studiach nie mialas ich, albo byly do przeskoczenia. Zatem nie jest to cecha wrodzona, tylko nabytek.


    > O czym rozmawiamy? Nie wiem, o wszystkim, o codziennych sprawach, na prawdę nei
    > umiem streścić o czym konkretnie:(

    Mnie chozilo bardziej o stosunek partnera do tych problemow, ktore ewidentnie masz. O jego reakcje, gdy wracasz od mamy czy babci znowu zdolowana/podporzadkowana/z wypryskami na sumieniu. O to, jak odnosi sie do twojej byle jakiej pracy i czy mial jakies propozycje w tym wzgledzie i nie, nie chodzi mi o twoje zarobki, tylko o twoje leki i nieporadnosc. Czy utwierzda cie w przekonaniu, ze "ne nadajesz sie", zaprzecza, milczy na ten temat ?
    Nie musisz nam o tym pisac, ale zastanow sie, na czym wlasciwie polega jego wsparcie i czego od niego oczekujesz. Tylko dachu nad glowa i wiktu, gdy stracisz prace ?
  • ratamatahatta 19.09.18, 12:36
    Od zaswsze miałam mało lotny umysł, od zawsze w tyle, ale całkiem analfabetą nie jestem więc szkoły ukończyłam jakoś.
    Tak jak już pisałam staram się nie jojczyć dzień w dzień o moich problemach z mamą przy partnerze, a jak już mówię to wiem, że mogę liczyć na to, że mnie wysłucha i pocieszy. Partner oczywiście nie powie mi "słuchaj, jesteś głupia, więc nie licz na lepszą pracę". Oczywiście stara się mi wmawiać, że jestem mądra i na pewno sobie poradzę, to chyba logiczne, że nie chce mi sprawić przykrości tylko mnie pociesza.
  • koronka2012 19.09.18, 16:29
    ratamatahatta napisała:

    Partner oczywiście nie powie mi "słuchaj, jesteś głupia, więc
    > nie licz na lepszą pracę". Oczywiście stara się mi wmawiać, że jestem mądra i n
    > a pewno sobie poradzę, to chyba logiczne, że nie chce mi sprawić przykrości tyl
    > ko mnie pociesza.

    Ktoś, kto ma o sobie takie mniemanie, natychmiast porzebuje terapii.

    Nawiasem mowiąc - moją serdeczną przyjaciółkę wywalano z każdej roboty, nawet takiej, którą jej załatwił jej tata u swojego kumpla. W zwykłej, biurowej pracy sprawiała po prostu wrażenie opóźnionej w rozwoju. Podobnie jak ty nienawidziła wszelkiego liczenia, przy czym ona obchodziła to w kuriozalny sposób - wpisywała na oko... notorycznie gubiła ważne dokumenty, a to zostawiła w autobusie rozliczenie, które wiozła do Zus, a to zgubiła po drodze teczkę. Nikt tego na dłuższą metę nie zniósł. Nadal takie np. wypełnienie PIT w samoliczącym programie z podopowiedziami przerasta jej możliwości intelektualne.. Za to od lat robi karierę w wolnym zawodzie i zarabia parę średnich krajowych.

    Przestań wmawiać sobie te ograniczenia, tylko zastanów jaka praca by do ciebie pasowała.
  • sorvina 19.09.18, 16:31
    ratamatahatta napisała:

    > Oczywiście stara się mi wmawiać, że jestem mądra i n
    > a pewno sobie poradzę, to chyba logiczne, że nie chce mi sprawić przykrości tyl
    > ko mnie pociesza
    .

    Oczywiście, on cię tylko pociesza. Kit wciska dla ubogich. Przecież mama i babcia nie mogą się mylić!


    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • tt-tka 19.09.18, 16:40
    sorvina napisała:

    > ratamatahatta napisała:
    >
    > > Oczywiście stara się mi wmawiać, że jestem mądra i n
    > > a pewno sobie poradzę, to chyba logiczne, że nie chce mi sprawić przyk
    > rości tyl
    > > ko mnie pociesza
    .
    >
    > Oczywiście, on cię tylko pociesza. Kit wciska dla ubogich. Przecież mama i babc
    > ia nie mogą się mylić!
    >
    >


    Ale on, pocieszajac slownie, zachowaniem sygnalizuje to samo co mama i babcia... planuje i zarzadza, jej pozostawiajac wykonawstwo. Ciekawe, czy wykonawstwem tez steruje "teraz zrob to a to, tak a tak, pozniej, jak skonczysz, powiem ci, co dalej" ?
    Chyba zrobie wypad z tego watku.
  • sorvina 19.09.18, 16:45
    Powtarzanie schematu swoją drogą. Ja zwróciłam uwagę na to jak silnie autorka neguje opinie sprzeczne z tym w co na swój temat uwierzyła. I od forumek i od partnera.

    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • ratamatahatta 19.09.18, 18:23
    Dziewczyny mam do was pytanie. Czy wierzycie w to, że istnieją na świecie osoby o niskiej inteligancji? Nie mówię w kontekście wątku, zapomnijcie o tym. Istnieją, czy nie? Czy wszyscy jak jeden mąż, absolutnie wszyscy ludzie na tej planecie są inteligentni, mają świetną pamięc i zdolności analityczne? Czy nie zdarzają się czasem niezguły, które po prostu zostają zawsze w tyle? Czy wszyscy, absolutnie wszyscy wasi znajomi są bystrzakami? To jełśi nie, to dla czego nie możecie uwierzyć, że ktoś tak po prostu może być mniej inteligentny?
  • tt-tka 19.09.18, 19:13
    ratamatahatta napisała:

    > Dziewczyny mam do was pytanie. Czy wierzycie w to, że istnieją na świecie osoby
    > o niskiej inteligancji? Nie mówię w kontekście wątku, zapomnijcie o tym. Istni
    > eją, czy nie?

    Dobra, odpowiem, choc mialam zamiar juz milczec. Ale skoro NIE w kontekscie watku...

    Istnieja osoby uposledzine umyslowo.
    Istnieja osoby zaburzone i nie jest to jednoznaczne z powyzszym, aczkolwiek zaburzenia moga powodowac zachowania, nazwijmy umownie, "nieinteligentne".
    Wszyscy, absolutnie wszyscy na tej planecie maja zdolnosci, rozne i w roznym stopniu. Matol matematyczny moze byc wybitnym muzykiem, osoba nie posiadajaca zmyslu orientacji w terenie nie powinna brac sie za geodezje ani kartografie, ale moze byc swietnym technikiem, analitykiem czy kucharzem.

    Czy nie zdarz
    > ają się czasem niezguły, które po prostu zostają zawsze w tyle?

    Niezgulowatosc nie jest cecha umyslu, tylko charakteru LUB ZACHOWANIEM WYUCZONYM.

    To jełśi nie, to dla czego nie mo
    > żecie uwierzyć, że ktoś tak po prostu może być mniej inteligentny?

    Mniej inteligentny od kogo i w jakiej dziedzinie ?
    Bo np nikt z moich znajomych w zyciu nie bedzie tak dobry w fizyce jak sw.p. prof. Hawking. W biologii jak prof. Vertulani. W prawie jak prof. Letowska.
    I tak dalej, nie chce mi sie wyliczac. Inteligencje posiadamy wszyscy. I, co wazne, uzywamy jej w zyciu zawodowym, domowym, rodzinnym...

    Czesc.
  • ratamatahatta 19.09.18, 19:21
    Dziedziny dziedzinami, ale osoba która ma słabą pamięć nie zrobi furory w żadnej dziedzinie, bo za jakikolwiek temat się nie zabierze, to po prostu nie zapamięta. Nie połączy faktów. Nie wykona polecenia. Czy to by było polecenie znajdź x czy przynieś kartony
  • verdana 19.09.18, 19:31
    O przepraszam. Nie pamiętam autorów i tytułów przeczytanych książek, chyba że czytam je parę razy, albo sa to książki bardzo znane. Angielskiego uczyłam się 14 lat i owszem, wiem o czym jest tekst. Tyle. (No fakt, francuskiego sie nauczyłam, choć nie perfekcyjnie). Po wyjściu ze sklepu w centrum handlowym, w którym jestem co najmniej raz w tygodniu idę w złym kierunku , dzieci się śmieją, żeby znaleźć prawidłową drogę, trzeba iść w kierunku przeciwnym niż ja. Łączenie faktów a pamięć to dwie różne rzeczy. Ale nie pamiętam często co sama napisałam w książce, muszę sprawdzić. Jestem profesorem.
    I osoby o niskiej inteligencji nie używają i to prawidłowo takich pojęć jak "kontekst", zdolności analityczne" , "intelekt",
  • aqua48 20.09.18, 09:18
    ratamatahatta napisała:

    > Dziedziny dziedzinami, ale osoba która ma słabą pamięć nie zrobi furory w żadne
    > j dziedzinie, bo za jakikolwiek temat się nie zabierze, to po prostu nie zapami
    > ęta. Nie połączy faktów. Nie wykona polecenia.

    Nad słabą pamięcią można pracować, wybrać się na kursy zapamiętywania, opanować odpowiednie techniki i stosować. Dodam że są to kursy przeznaczone dla osób z wysoką inteligencją, które mają po prostu takie ograniczenie.
    Sama też nie dałabym rady pracować w księgowości czy na kasie, opanowuję nowe umiejętności zapisując krok po kroku co należy zrobić i zaglądając do notatek dopóki nie wejdzie mi to w automatyczne wykonywanie, co wielu ludzi denerwuje. Trudno, tak mam i już. Gubię się potwornie na dworcach kolejowych i peronach. Ale na lotniskach już nie. Dlaczego? Nie wiem.
    Robię spis wszelkich ważnych i zupełnie nieważnych czynności dziennych na karteczkach, często potem do nich już nie muszę zaglądać, ale sam fakt że je mam odblokowuje stres i pozwala sprawnie działać. A zaglądanie pomaga w opanowaniu sytuacji gdy trzeba wykonać więcej niż trzy rzeczy i nie zapomnieć o żadnej zn ich.
    Uwierz autorko, że nie jesteś jakimś fajtłapowatym wyjątkiem.
    Miałam w szkole podstawowej koleżankę, która nie ogarniała nauki, była nieco bardziej infantylna w stosunku do rówieśników, wycofana, i często z tego powodu zostawała pośmiewiskiem dla klasy, bo nic jej nie wychodziło. Jechała na wymęczonych trójczynach. Po latach skończyła specjalistyczne studia, została wychowawczynią w ośrodku dla dzieci z upośledzeniami. Jest świetna w tym co robi i spełnia się tam doskonale. Inna skończyła szkołę maturalną z wielkim trudem, poszła na studia dla rodziców. Rzuciła je po roku mozołu i wybrała drogę zawodową, pracuje jako rzemieślnik. Z dziewczyny wyglądającej na wyjątkowo mało inteligentną i zahukaną wyrosła kobieta spełniona, zadowolona, otwarta i pewna siebie. Czyli - dla każdego jego droga życia. Trzeba ją tylko znaleźć. I uwierzyć w siebie.
  • sea.sea 19.09.18, 19:23
    Ja mam z grubsza połowę tych przypadłości, o których napisałaś wcześniej. A większość świata nie tylko nie uważa, że jestem niepełnosprytna, a wręcz przeciwnie, ma mnie za całkiem bystrą. Pracuję umysłowo, za całkiem sensowne pieniądze, jestem chwalona i dostaję premie :) Natomiast na kasie też bym się nie utrzymała, bo źle funkcjonuję w warunkach hałasu i chaosu i pewnie też bym się myliła bez przerwy (choć nie mam dyskalkulii). Jestem wzrokowcem łamanym przez kinestetyka, więc polecenia wydawane głosem, zwłaszcza jak długie, mętne albo dużo, też mi przelatują przez uszy nie zostawiając śladu. Dlatego zapisuję sobie na bieżąco, a najbardziej lubię jak ktoś zamiast gadać, napisze do mnie maila :) Najlepiej działam jak zobaczę coś zapisanego, albo sama zapiszę/zrobię/rozrysuję. Kalendarzyk w telefonie mam pełen pikających przypomnień, od "kupić płyn do naczyń" po "w sobotę o 17 mam spotkanie z Marysią". Też nie mam orientacji w terenie, dopóki nie przemierzę jakiejś trasy kilka razy. Na szczęście jest Google Maps, a w pomieszczeniach z korytarzami zapamiętuję punkty orientacyjne. Nie pamiętam nazw stolic i historycznych dat, ale się z tego powodu nie biczuję, bo w życiu codziennym nie jest mi to w żaden sposób potrzebne. Zapominanie fabuł i autorów jest częstsze niż się wydaje - no chyba, że uznamy, że nie dość, że sama jestem upośledzona, to mam upośledzonych znajomych, ale nie znam zbyt wielu osób, które zapamiętują ze szczegółami treść czytanej książki - to nie szkoła średnia, gdzie czytając lekturę człowiek był nastawiony, że MUSI PAMIĘTAĆ BO ODPYTAJĄ. BTW mój partner, który pod pewnymi względami ma niesamowitą pamięć, także do dat, jest w stanie przeczytać z przyjemnością kryminał, który już czytał kilka lat temu - bo już nie pamięta, kto zabił.

    Ogólnie kluczem do przeskoczenia tych "upośledzeń" jest organizacja. Tyle, że organizacji uczymy się - organizując. Ja sobie robię listy rzeczy do zrobienia/zabrania/spakowania. Jak nie wiem jak się coś robi - pytam kogoś, albo Google. Wyobrażam sobie siebie w danych sytuacjach (np. wyjazdu), żeby przewidzieć, czego mogę potrzebować. Organizatorów idealnych też jest niewielu - planując coś przydaje się czasem skonsultować z kimś, czy o czymś się nie zapomniało. Bardzo rzadko coś gubię albo zawalam - ale dlatego, że metodą prób i błędów doszłam do tego jak się jak najmniejszym wysiłkiem zorganizować i wyćwiczyłam sobie pewne odruchy. Udało mi się także znaleźć taką pracę, w której mój brak orientacji w terenie i niepamięć do dat nie mają najmniejszego znaczenia. BTW w obecnym miejscu pracy robię dokładnie to samo, co w poprzednim - zawsze się miałam za tą, co dobrze wykona zadanie wg rozpiski, ale zbyt kreatywna nie jest, a tu nagle w sprzyjających warunkach, które mam w obecnym miejscu, a nie miałam w poprzednim (mimo niemal identycznych zadań) okazuje się, że jestem w stanie rzucać pomysłami na zawołanie i jeszcze ludzie mówią, że to dobre pomysły i je realizują. Ty nie jesteś głupia, po prostu nie wyrobiłaś sobie systemu umożliwiającego obejście Twoich słabych stron, a jednocześnie nie znalazłaś miejsca które by pomogło Ci wydobyć z siebie i wyeksponować te dobre.
  • ratamatahatta 19.09.18, 19:29
    może masz rację, dzieki, do przemyślenia.
  • verdana 19.09.18, 19:33
    Jeśli nie jesteś trollem to do przemyślenia jest dysleksja. Dyskalkulia jest na pewno jej objawem, niemożność nauczenia sie języka, mylenie kierunków, a przede wszystkim nieumiejętność działania w stresie - tzn nie rozumienie poleceń i niemożność prawidłowej odpowiedzi na pytania. To nie musi być dysleksja, ale moze być. Tylko dysleksja nie ma nic wspólnego z inteligencją.
  • eukaliptusy 21.09.18, 11:33
    Pierwszy z brzegu kwestionariusz - objawy pasują.

    www.szkolarodzinna.pl/?kwestionariusz-objawow-dysleksji-u-doroslych,173

    Jeszcze dodałabym, że skoro w szkole udało ci się wypracować strategie kompensacyjne, to dlaczego nie miałoby ci się to udać w pracy?

    U mnie w firmie (międzynarodowa firma konsultingowa) jest grupa wsparcia dla pracowników z dysleksją - normalna sprawa.
  • ola_dom 21.09.18, 12:27
    eukaliptusy napisał(a):


    > www.szkolarodzinna.pl/?kwestionariusz-objawow-dysleksji-u-doroslych,173

    Więc mam nie tylko dyskalkulię, ale i dysleksję. No chyba, że dyskalkulia jest wtórna do dysleksji (chyba coś takiego czytałam).
    Nie miałam pojęcia, że totalny brak orientacji w terenie czy na mapie - to też objaw.
    Albo bazgranie i niemożność podpisania się dwa razy jednakowo - to raczej dysgrafia.
    Ale przy jednoczesnym braku błędów ortograficznych? I w większości poprawnej interpunkcji? Na co zwracam nadmierną wręcz uwagę i widzę "wszystkie" błędy?
    Ale może fakt, że jak widzę tekst napisany z błędami i ze złą interpunkcją, to nie jestem w stanie go zrozumieć i przyswoić, dopóki go nie "poprawię" - choćby w głowie - to właśnie jakaś odmiana dysleksji?
    Bo strasznie mnie wkurza, jak się komuś zwróci uwagę, że pisze niechlujnie - a ten odparowuje, że "przecież chyba treść jest zrozumiała?!". No właśnie NIE JEST! Ale może dla innych jest...?

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • verdana 21.09.18, 20:26
    Dysleksja jest nazwą ogólną. Dyskalkulia, dysortografia, dysgrafia to wszystko są formy dysleksji. Przy czym jeden objaw to oczywiście nie diagnoza. Na 100% nie mam dysleksji, a mylę wszystkie kierunki.
    Mje dzieci np czytały albo b. wcześnie (jedno mając 4, 5 roku), albo normalnie - czyli w wieku 6 lat, ale jednocześnie bardzo szybko. Syn, który ma najcięższą dysleksję potrafił jako 1 latek przeczytać 400 stronicową książkę w jeden dzień. Córka, która zajmuje się zawodowo pisaniem nie wstawia nigdzie przecinków. Nie umie.
    Ale jeśli ktoś czyta bez problemu, nie robi błędów, a pismo ma mniej-wiecej do odczytania przez siebie samego do nie ma dysleksji:)
  • mimbla125 20.09.18, 09:50
    Oczywiście, że są i oczywiście że ktosoze być o prostu bardzo mało inteligentny.
    Tylko taki ktoś nie zda matury i nie skończy studiów.
    I przede wszystkim nie będzie pisał tak składnych, inteligentnych i elokwentnych postów jak Ty.
  • sorvina 20.09.18, 10:03
    Znam osoby o niskiej i średniej inteligencji. Żadna nie wysławia się tak jak Ty. Komunikujesz się jak normalna kumata osoba po studiach. Także jak najbardziej możesz mieć jakieś konkretne problemy i trudności np. z pamięcią czy liczbami, ale nie dotyczą one inteligencji ogólnej. To są zupełnie inne kwestie i Tobie się niepotrzebnie zlewają, przez co masz o sobie i swoich możliwościach bardzo niskie mniemanie.

    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • iskierka3 30.09.18, 23:39
    Aż się zaloguję - tak wierzę, że istnieją na świecie osoby o niskiej inteligencji. Natomiast nie wierzę, że Ty się do niech zaliczasz. To w jaki sposób piszesz jest abslutniej niespójne z tym, CO o sobie piszesz. Albo jesteś trollem albo faktycznie wymagasz pilnej terapii bo właśnie zgrabnie marnujesz sobie życie. Zatem albo wypi za udaną podpuchę albo pędź do terapeuty.
  • anula36 19.09.18, 12:24
    jak odnosi sie do twoich byle jakich prac i licznych zwolnien.

    Tysiace czy moze nawet miliony ludzi wykonuja byle jakie prace i zdarzalo sie im byc zwolnionym, czy to naprawde powod do bycia sekowanym w zwiazku?
  • tt-tka 19.09.18, 12:36
    anula36 napisała:

    > jak odnosi sie do twoich byle jakich prac i licznych zwolnien.
    >
    > Tysiace czy moze nawet miliony ludzi wykonuja byle jakie prace i zdarzalo sie i
    > m byc zwolnionym, czy to naprawde powod do bycia sekowanym w zwiazku?

    Owszem, bywa to powodem do sekowania, nawet do okrucienstwa. Ale nie jest to jedyna mozliwa reakcja - kiedy wraca sie z pracy, partner/ka moze z zainteresowaniem wysluchac, co bylo albo powiedziec "nie nudz"; moze pocieszyc albo zdolowac, gdy sa klopoty; moze doradzic cos sensownego (zmiana pracy, kwalifikacji, zachowan itp) albo uznac, ze to nie jego problem; gdy widzisz, ze ktos bliski pracuje ponizej kwalifikacji, mozliwosci i w ciaglym stresie, zostawiasz go z tym samopas ?
  • anula36 19.09.18, 20:02
    a jesli pracuje ponizej kwalifikacji mozliwosci,ale bez stresu i z zadowoleniem?
  • tt-tka 19.09.18, 20:48
    anula36 napisała:

    > a jesli pracuje ponizej kwalifikacji mozliwosci,ale bez stresu i z zadowolenie
    > m?

    To nie ten przypadek. Poczytaj, co ona pisze o swoich pracowych doswiadczeniach.
  • heniek.8 19.09.18, 06:58
    kompromis to by był, gdybyście obie poszły do fryzjera i babcia mówi jaką fryzurę ma zrobić tobie, a ty - jaką zrobić jej :)

    a takie coś, to jest żaden kompromis - to jest jednostronne narzucanie woli
  • verdana 19.09.18, 12:53
    Mam jednak wrażenie, ze to troll.Z wpisu na wpis silniejsze.
  • ratamatahatta 19.09.18, 13:15
    Czy moje problemy są aż tak absurdalne?
  • ola_dom 19.09.18, 13:43
    ratamatahatta napisała:

    > Czy moje problemy są aż tak absurdalne?

    Dość nieprawdopodobne wydaje się, że udało Ci się wyprowadzić od mamy i babci, skoro uważają, że mogą decydować nawet o Twojej fryzurze.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • ratamatahatta 19.09.18, 13:49
    Nie wiem czy "uważają że mogą", to jest coś bardziej na zasadzie: ło jezu jak ty wygladasz, wszystkie córki sasiadek mają długie a ty chcesz mieć krótkie, nie rób tego babci, bo zawału dostanie". Wydawało mi się, ze takie matki i babki zdarzają się dość często.. Ale może rzeczywiście jest o nieprawdopoobny wyjątek.
  • ola_dom 19.09.18, 14:03
    ratamatahatta napisała:

    > Wydawało mi się, ze takie matki i babki zdarzają się dość często..

    To skoro wiesz, że to takie powszechne i normalne, to czym się tak przejmujesz?


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • fusun1804 19.09.18, 14:12
    „ło jezu jak ty wygladasz, wszystkie córki sasiadek mają długie a ty chcesz mieć krótkie,”

    Naprawdę wszystkie mają długie włosy?
    Tez na życzenie matek i babek ?
  • fusun1804 19.09.18, 14:09
    „Dość nieprawdopodobne wydaje się, że udało Ci się wyprowadzić od mamy i babci, skoro uważają, że mogą decydować nawet o Twojej fryzurze.”

    Ja tu nie widzę niespójności. Spędziłam prawie 20 lat jako żona takiego człowieka. Matka decydowania o WSZYSTKIM, rownież o jego fryzurze i ubraniu. Przez wyjazdem do Polski zapuszczał włosy, miał taką falę, ktorą zaczesywał na jedną stronę, do tego latem przy dłuższych włosach miał grzybice. Ale ...... mama lubi długie włosy, mama sie uparła. Uparła sie czyli sie wydzierala, waliła pięścią w stół, No i oczywiście palpitacje. Gdyby sie sprzeciwił, to pozostale siostry tez by sie na niego wydarły „ starą, chorą matkę do grobu wpędzasz !”. To nie ma nic wspólnego z intelektem, ten człowiek skończył studia, pracował na bardzo wysokim stanowisku.

  • ola_dom 19.09.18, 14:15
    fusun1804 napisała:

    > To nie ma nic wspólnego z intelektem, ten człowiek skończył studia, pracował na bardzo wysokim stanowisku.

    Nie chodziło mi o intelekt, tylko o to, że babciomama zgodziła się na wyprowadzkę, a nie zgadza na nową fryzurę.



    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • fusun1804 19.09.18, 14:27
    Mnie rownież nie chodzilo o intelekt. Dodałam, ze to z intelektem i wykształceniem nie ma nic wspólnego. Ożenił sie ( otrzymał pozwolenie bo gdyby sie nie ożenił to co powiedzą ludzie ?). Oczywiście o to pozwolenie prosił, nie przyszło mu do głowy, ze rodzicow sie o ślubie informuje. Autorka była przez długi czas od babko- matki zależna finansowo a on nie.
  • anula36 21.09.18, 09:45
    moze ta fryzura to ostatnia rzecz na ktora jeszcze mamobabcia moze miec wplyw wiec sie tego czepia jak moze?
  • anula36 21.09.18, 09:48
    tu mnie z kolei skora scierpla jak silna byla ta mamusiowa macka zapuszczona w sam srodek mozgu skoro az za granica chlopa dopadla i ze on do tego domu w ogole zza tej granicy jezdzil z tym lokiem zaczesanym. brr
  • ratamatahatta 21.09.18, 11:10
    nie znalazłam chłopa zagranicą, tylko w pl ;p
  • ola_dom 21.09.18, 11:37
    ratamatahatta napisała:

    > nie znalazłam chłopa zagranicą, tylko w pl ;p

    Nie o Twojego chodzi, tylko funsun.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • fusun1804 21.09.18, 11:48
    Moze rzeczywiście z jej intelektem jest cos nie tak skoro nie rozumie, ze Anula odniosła sie do mojej odpowiedzi.

    To wszystko co Autorka opisała, świadczy faktycznie o bardzo niskiej inteligencji i wiedzy ogólnej.
  • ola_dom 21.09.18, 12:05
    fusun1804 napisała:

    > Moze rzeczywiście z jej intelektem jest cos nie tak skoro nie rozumie, ze Anula
    > odniosła sie do mojej odpowiedzi.

    A może świadczy o dysleksji?
    Jakoś łatwo wyrokujesz, w dodatku jednoznacznie.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • fusun1804 21.09.18, 12:29
    Na jakiej podstawie Ty wyrokujesz o dysleksji?

    Autorka podaje wiele przykładów :

    Kiedy czytam jakąś książkę nie jestem w stanie zapamiętać treści i zapytana streścić jej oraz nawet zapominam autora i tytuł.
    Pomimo lat nauki angielskiego i wielu korepetycji i regularnego mówienia po angielsku ze znajomymi z internetu nadal jestem na poziomie początkującym, nie umiem czasów, nie znam prostego słownictwa pomimo, że codziennie się uczę z podrecznikiem.
    Nie mam wyobraźni przestrzennej, jak ktoś mi tłumaczy gdzie mam po coś iść i są więcej niż 2 zakręty to nie trafię. Z tego powodu wyrzucili mnie z magazynu, gdzie byłam odpowiedzialna za przynoszenie kartonów.
    Często jak ktoś coś do mnie mówi to się wyłączam i nie słucham, mimo, ze są to ważne polecenia.
    Nie jestem w stanie spamiętać prostych rzeczy, jakie powinien znać każdy w miarę inteligentny człowiek typu stolice państw, daty. Pomimo częstego powtarzania i czytania książek historycznych.
    Nie umiem poradzić sobie przy organizacji różnych rzeczy, gubię się.
    Nie umiem szybko lapać faktów, wyciągać wniosków.
    Nie spamiętam więcej niż 2 liczb na raz. Zawsze mylę nr autobusów, tramwajów.
    Nie umiem spamiętać faktów nawet w dziedzinie która mnie interesuje i na temat której dużo czytam.
  • ola_dom 21.09.18, 12:55
    fusun1804 napisała:

    > Na jakiej podstawie Ty wyrokujesz o dysleksji?

    Na podstawie testu na dysleksję z linka wklejonego przez eukaliptusy.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • fusun1804 21.09.18, 13:35
    No to niech bedzie ze ma dyskalkulii i dysleksje w jednym, do tego nieumiejętność kojarzenia faktów, slaba pamięć. Do tego nieznajomość rzeczy oczywistych, najważniejszych dat historycznych, stolic państw itd. Do jakiej pracy umysłowej Autorka sie nadaje?
  • pade 21.09.18, 13:49
    A komu do pracy potrzebne są daty historyczne oprócz historyka, albo nazwy stolic, jeśli firma jest stricte polska i nie współpracuje z zagranicą?

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • fusun1804 21.09.18, 14:27
    Ponawiam pytanie- do jakiej pracy umysłowej Autorka sie nadaje? Podajcie przykładowe miejsce pracy. Oprocz profesora 😅
  • ola_dom 21.09.18, 14:42
    fusun1804 napisała:

    > Ponawiam pytanie- do jakiej pracy umysłowej Autorka sie nadaje?
    > Podajcie przykładowe miejsce pracy.

    Była mowa nie raz - choćby do pracy biurowej, gdzie będzie mogła pracować w swoim tempie, być może konieczna jest dla niej cisza, a może jeszcze coś innego.
    Np. moja mała kuzynka cudownie rysuje - na zajęciach pozaszkolnych. A na lekcjach plastyki w szkole umie wydobyć z siebie jedynie jakieś toporne bohomazy. Pytamy ją - dlaczego? A ona na to - "bo w szkole jest za głośno...". Za głośno do RYSOWANIA. Dla niektórych to niedorzeczne. A tak to wygląda. I także ma trudności z powtórzeniem przed chwilą usłyszanych rzeczy. A w żadnym razie nie jest głupia, jest mądrą, inteligentną dziewczynką. Tylko najpewniej ma dysleksję i inne skojarzone "dys".

    Nikt nie mówi, że autorka może pracować wszędzie i nie ma wątpliwości, że ma o wiele trudniej niż osoby nieobciążone tyloma różnymi dysfunkcjami.
    Ale cała dyskusja rozbija się o to, czy autorka jest głupia. I że - zdaniem większości - nie jest.

    Przypomniał mi się Jamie Oliver. Wprawdzie trudno jego zajęcie nazwać pracą umysłową - ale nie jest robolem, który odtwarza proste polecenia, tylko ma niezwykle twórczą pracę. Gość, który pierwszą w życiu książkę przeczytał grubo po dwudziestce. Bo ma ciężką dysleksję, długo niezdiagnozowaną i nieleczoną.
    Może i jest w Twoich kryteriach głupkiem. Ale to nie znaczy, że nie może mieć dobrej, wartościowej, satysfakcjonującej pracy.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • fusun1804 21.09.18, 15:57
    „Przypomniał mi się Jamie Oliver. Wprawdzie trudno jego zajęcie nazwać pracą umysłową - ale nie jest robolem, który odtwarza proste polecenia, tylko ma niezwykle twórczą pracę. Gość, który pierwszą w życiu książkę przeczytał grubo po dwudziestce. Bo ma ciężką dysleksję, długo niezdiagnozowaną i nieleczoną. Może i jest w Twoich kryteriach głupkiem. Ale to nie znaczy, że nie może mieć dobrej, wartościowej, satysfakcjonującej pracy.”

    Znam Jamiego Olivera i nigdy go nie nazwałam głupkiem, Autorki rownież nie. I nie przypisuj mi rzeczy, ktore z mojej strony nie padły.
    Co do pracy biurowej „ w swoim tempie” - pracodawcy oczekują i wymagają wydajnej pracy, efektywności i kreatywności.

    Co do ewentualnego miejsca pracy- Autorka moze zostać teraputką. Tu wystarczy kiwanie głową, głęboki namysł i powtarzanie „ co pani czuje ?” i „ co pani przez to rozumie?”.
  • ola_dom 21.09.18, 18:42
    fusun1804 napisała:


    > Znam Jamiego Olivera i nigdy go nie nazwałam głupkiem, Autorki rownież nie. I nie przypisuj
    > mi rzeczy, ktore z mojej strony nie padły.

    "świadczy faktycznie o bardzo niskiej inteligencji"
    Powiedziałaś to oględniej. Niewielka to różnica.

    A Jamiego wszyscy znają. Mimo że nie nadawałby się pewnie do żadnej z prac, które wymieniłaś w kontekście nienadawania się autorki wątku.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • tt-tka 21.09.18, 15:25
    fusun1804 napisała:

    > Ponawiam pytanie- do jakiej pracy umysłowej Autorka sie nadaje? Podajcie przykł
    > adowe miejsce pracy. Oprocz profesora 😅

    Moze latwiej byloby odpowiedziec, gdyby autorka poinformowala, co studiowala i z jakiej dziedziny zrobila licencjat ?
  • fusun1804 21.09.18, 16:04
    „A komu do pracy potrzebne są daty historyczne oprócz historyka, albo nazwy stolic, jeśli firma jest stricte polska i nie współpracuje z zagranicą? „

    Ja pytałam o konkretne miejsce pracy. Konkretne stanowiska.
    Jak na razie Autorka pisała, ze na kasie pracować nie moze. Układać towarów na półkach w supermarkecie tez nie- gubi sie w magazynie. Kelnerką w takim razie tez byc nie moze- pogubi sie komu jakie danie podać a poza tym w restauracjach coraz cześciej wymagany jest angielski.
    Niexjest w stanie streścić książki, którą niedawno czytała. Nie rozumie co sie do niej mowi.

    Ale Wy sie upieracie przy jej wielkich możliwościach i tym, ze powinna pracować umysłowo.
  • sorvina 21.09.18, 16:17
    Upieramy się, że ta sama osoba, która twierdzi, że nie rozumie co się do niej mówi, bardzo spójnie się wypowiada na forum, bez problemu odnosząc się do wcześniejszych dyskusji, logicznie argumentując i jakoś swoje wady/słabości i przykłady z nimi związane potrafi przywołać bez problemu. Ale z zaletami jest inaczej. Więc albo jej problemy są wyolbrzymione i związane w dużym stopniu z brakiem wiary w siebie, wyuczoną bezradnością i stresowaniem się w sytuacjach, w których każde działanie kojarzy się z oceną itp. albo większość problemów występuje w konkretnych sytuacjach i można je obejść, znaleźć swoją niszę.

    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • ola_dom 21.09.18, 13:51
    fusun1804 napisała:

    > No to niech bedzie ze ma dyskalkulii i dysleksje w jednym, do tego nieumiejętność
    > kojarzenia faktów, slaba pamięć. Do tego nieznajomość rzeczy oczywistych,
    > najważniejszych dat historycznych, stolic państw itd. Do jakiej pracy umysłowej
    > Autorka sie nadaje?

    Nie wiem, może spytaj verdanę, jak z tym wszystkim, co wymieniłaś (plus jeszcze co nieco) została profesorem?


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • marsylvik 04.10.18, 00:43
    Niemal każdy zawód artystyczny.
    I nie tylko.
    Na przykład pisanie, w każdej formie, jest multum zawodów dla osób z lekkim piórem.
  • ratamatahatta 21.09.18, 12:06
    pogubiam już się w tym wątku, sorry.
    Ale już wiem o co chodzi ;p
  • anula36 21.09.18, 18:55
    to bylo a propos ex meza fusun:)
  • fusun1804 21.09.18, 11:42
    To tylko jeden z setek przykładów tego co on robił „ bo mama sie uparła” albo „ bo mama lubi, bo mama chce, bo mama nie rozumie”. Ten dorosły mężczyzna dosłownie drżał ze strachu przed matką 2000 kilometrów od niej. Dygotal na całym ciele, głos mu sie łamał. Miał rozmowę kwalifikacyjna ( po 1,5 roku bezrobocia), wiec zaproponowałam, ze mu obetne włosy. Odmówił, bo 2 dni pozniej jechał do Polski. I drżącym głosem mowil „ trzeba szanować wole matki, moze nie?”. Zadowolenie matki było ważniejsze od tego jak wypadnie na rozmowie.

    W następnej pracy odwoływał delegacje, wizyty u klientów, wazne spotkania bo mamie sie pogorszyło. Kiedyś zadzwonił do mnie późnym wieczorem. Mial okazję spotkać sie z kierownikiem finansowym, ktory zazwyczaj pracuje w innym kraju no ale co bedzie jesli mamie sie pogorszy? Powiedziałam mu dobitnie” w koncu Cie z tej pracy wywalą i tyle, teraz pokazujesz miłość do mamy i robisz co ci siostry każą, jeździsz tam w kolko. Ale jak Cie z roboty wywalą to od tej kochającej rodziny ani grosza nie dostaniesz”.
  • sorvina 19.09.18, 16:36
    ratamatahatta napisała:

    > Czy moje problemy są aż tak absurdalne?

    Absurdalne jest to, że osoba, z których postów bije inteligencja, jest przekonana, że do niczego się nie nadaje, że ma problemy intelektualne. Choć jedynym dowodem jest, że nie radziła sobie w pracy, która była skrajnie niedopracowana do jej umiejętności (dyskalkulia).
    Choć nie, to nie jest absurdalne, to jest cholernie smutne...

    I choć wiem, że są matki i babcie, które potrafią całkowicie wyprać mózgi swoim dzieciom, to obserwowanie tego w praktyce mocno mną wstrząsnęło.

    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • mimbla125 19.09.18, 17:03
    Ja też. Bardzo to wszystko niespójne.
  • heniek.8 19.09.18, 17:13
    mimbla125 napisała:

    > Ja też. Bardzo to wszystko niespójne.

    no a zobaczcie co się dzieje w takich wątkach - każdą aż skręca żeby wtrącić swoje 3 grosze, autorka może się nie odzywać w ogóle, ale wątek żyje własnym zyciem, co chwila są ogłaszane nowe "odkrycia" - na pewno partner toksyczny, na pewno matka chce tak i tak, no i narcyzm, wspomniałem o narcyzmie?

    to po co ma być spójne?
  • sorvina 19.09.18, 17:14
    Mam nadzieję, że to troll. Bo jak nie, to wstrząsający przykład sprania mózgu.

    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • ratamatahatta 19.09.18, 18:26
    Po prostu dopowiadacie rzeczy, które nie są prawdą i tyle.
  • barbra25 19.09.18, 19:00
    ratamatahatta napisała:

    nie mo
    > żecie uwierzyć, że ktoś tak po prostu może być mniej inteligentny?

    > próbowałam na kasie, nie ogarnęłam kasy fiskalnej, przez pół roku prawie codziennie robiłam jakieś manko, notorycznie źle wydawałam resztę, nie umiałam pojąć
    > kodów, musiałam posiłkować się listą, co znacznie spowolniało pracę.

    Ja też miałam w pracy podobne zdarzenia jak Ty. Na kasach manko i to spore kwoty - musiałam wykładać ze swoich czasem nawet i po 100 zł po drugiej zmianie.
    Też mam licencjat a w poszukiwaniu pracy imałam się także sprzątania i nie szło mi nawet to - nie byłam dość dokładna.

    > Często jak ktoś coś do mnie mówi to się wyłączam i nie słucham, mimo, że są to ważne polecenia.
    > Nie umiem poradzić sobie przy organizacji różnych rzeczy, gubię się.
    > Nie umiem szybko lapać faktów, wyciągać wniosków.

    Ja także. Do tego nie znam się na żartach. Czasem mąż mnie przyłapuje, że wczoraj mi mówił a ja nie pamiętam.

    > I wiele więcej, ale musiałąbym spąędzić chyba cały dzień żeby wszystko spisać..

    Czy dałabys radę spisać swoje mocne strony w takiej długiej liście?
  • ratamatahatta 19.09.18, 19:11
    Nie wiem, musiałabym dłużej pomyśleć.
  • barbra25 19.09.18, 18:03
    ratamatahatta napisała:

    > Kiedyś już tak robiłam, kilka razy wróciłam do domu po fakcie dokonanym. Ale po mimo, że byłam zadowolona np. z nowej fryzury to ciągłe trajkotanie o tym nad głową i wyrzuty, że sama się oszpecam skutecznie mi obrzydzały podejmowanie dalszych zmian.


    Na trajkotanie najlepiej wyjść i nie słuchać. Zostając i słuchając dajesz sygnał, że to dla Ciebie ważne czego słuchasz. Nie pozwól się tak traktować! Rozluźnij te więzi. Twoja babcia i matka nia mają nic ważnego do powiedzenia o Twoich włosach, butach, odzieży, spędzaniu czasu czy co tam jeszcze. Potrzebna Ci opinia starszych pokoleń? Do czego?

    >
    Po prostu nie umiem krzyknąć, trzasnąc drzwiami czy wydrzeć się na babcie która tak trajkocze...


    Nie musisz używać krzyku aby być stanowczą. Jeśli jesteś dobra w odwracaniu uwagi wejdź na babci fryzurę i ubiór, skrytykuj ją najpierw w myślach a potem słowami do pustego krzesła: "popatrz na swoją fryzurę, co to w ogóle jest babciu?". Babcia zajmie się odpieraniem ataku na jej fryzurę czy obuwie i może odpuści krytykowanie Ciebie. Nie masz rodzeństwa? Z rodzeństwem trenuje się takie ataki.

    > Poza tym mama nie znosi żadnej formy pyskowania, bardzo łatwo się obraża i awantura gotowa. Staram się prześlizgnąc jakoś, żeby do wybuchu nie doszło, bo
    nie jestem zbyt wyszczekana, nie umiem się kłócić.

    Obraź się chociaż raz Ty na mamę. Powodów daje Ci wiele. Mówisz do babci czy mamy: wychodzę i jestem obrażona. Jak mnie przeprosisz odwiedzę Cię ale nie będę wysłuchiwać, że się oszpeciłam kiedy jest odwrotnie, jestem piękna a Ty zwyczajnie zazdrosna jakbyś moją matką nie była. Możesz dodać, że całą radość z nowej fryzury Ci popsuły i się nie znają na fryzurach! Swoim sąsiadom czy innym członkom rodziny też tak drugują?
    Powiedź najpierw sobie w myślach potem wprost, że do niczego się nie nadają ze swoimi staroświeckimi poglądami. Trochę jak w piaskownicy dzieci ale może warto odwrócić rolę albo przynajmniej wyobrazić sobie w siebie w odrotnej roli?

    pade napisała

    > Mam też obawy, że Twój partner jest osobą podobną do Twojej rodziny. Czyli mówi Ci co jest dobre a co złe. Może nie w kwestiach dotyczących ubioru, czy fryzury, ale w poważniejszych sprawach on decyduje.

    Miałam podobne zdanie o sobie jak autorka wątku i do tej pory zastanawiam się ile w tym prawdy o mnie samej a ile "naleciałości" z gadania innych. Trafiłam na partnera podporządkowanego własnej matce i ona także przez lata pracowała nad umniejszeniem mnie, deptała mnie psychicznie, wyzywała, bruździła, wtrącała się, krytykowała mnie na początku znajomości, że za chuda jestem, potem po ciąży naśmiewała się, że mam odstający brzuch, mówiła jak mam karmić dziecko i że widocznie mam słaby pokarm - taka specjalistka od wszystkiego. Chciała mną rządzić i kontrolować mnie tak jak w stosunku do obu swoich synów i męża. Chyba liczyła na kolejego frajera, na którym będzie budować swoją pozycję za pomocą niszczenia czyjegoś poczucia wartości.
    Takim to nie dogodzisz dopóki nie podporządkujesz się całkowicie ale żeby im się to udało będą krytykować Ciebie nieustannie i wywoływać skrajne emocje przede wszystkim poczucie winy oby tylko poczuć przewagę, poczuć się lepiej czyimś kosztem, poczuć że są kimś lepszym od tego kogo krytykują. Sądzę, że pytanie pade o partnera było uzasadnione ponieważ to czego doświadczamy w rodzinach podchodzenia po latach odnajdujemy w reacjach z mężami albo jak w moim przypadku z teściową.
  • alba27 22.09.18, 16:59
    Czujesz się wygodna, bo chcesz nosić fryzurę jaka Ci się podoba? Wiesz, ze to nie jest normalne.. jak się nie postawię teraz to będzie jeszcze gorzej. Musisz zmienić to co budzi Twój opór, Twoja intuicja dobrze Ci podpowiada. To, ze zmienię fryzurę nie oznacza, że przestaniesz kochać mamę i babcię, idź na terapię, popracuj nad poczuciem winy.
  • nanokogirl 22.09.18, 18:58
    relacje dorosłej córki z matką- gdzie granice?

    otóż granice są tam gdzie je ustawisz i będziesz ich pilnowała.
    Pytanie, czy te granice są tam gdzie ty chcesz żeby były czy w innym miejscu?

  • ortolann 23.09.18, 17:46
    A czego Ty sama chcesz? Co lubisz? Co sprawia Ci przyjemność? Kim chciałaś zostać kiedy byłaś dzieckiem?
    Powiem Ci tak: wykazuję podobne do Twoich "usterki": kompletnie nie orientuję się w przestrzeni. W budynkach zupełnie, już nawet przestałam probować zapamiętać drogę. Nie umiem liczyć, źle zapamiętuję liczby. Nie pamiętam dat historycznych. Nieinteresującą ksìążkę też trudno byłoby mi streścić. I praca, której nie lubię też wuchodzi mi kiepsko. Nie osiągam w niej sukcesów.
    Moja mama nie posuwała się aż tak daleko jak Twoja, ale była na dobrej drodze. Mnie się udało wyzwolić.
    Rozumiem, że może Cię męczyć taki zmasowany atak na Twoje wyobrażenia o sobie samej, jednak warto spróbować krytycznie im i sobie się przyjrzeć.


    --
    [url=http://smayliki.ru/smilie-1038114855.html][img]http://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif[/img][/url]
  • bovirag 23.09.18, 23:15
    W ubiegłym tygodniu brałam udział w świetnym szkoleniu. Dla pedagogów. Gość, który wykładał jest psychiatra, neurologiem, psychologiem i pedagogiem. Wykłady dotyczyły motywowania uczniow/ studentów do uczenia się i osiągania jak najlepszych wyników w nauce. I ten gość powiedział coś, co niby wiedziałam, ale mnie jakoś tak szczególnie uderzyło. Otóż, powiedział nam, że każdy z nas jest na tyle inteligentny, na ile sami siebie za takich uważamy.
    I jeszcze, że każdy może być wirtuozem, szachista, artysta czy matematykiem. Geniuszem się nikt nie Rodzi, geniuszem się staje!
    I tak mnie to uderzylo, że przewertowalam biografie paru geniuszy z różnych dziedzin. I co mnie uderzyło to to, że każdy mówił o tym, że ludzie widzą w nich już ukształtowany geniusz, a mało kto widzi ciężka, mozolna i często nudna drogę do tego geniuszu!
    Żeby stać się dobrym w czymś, trzeba ta czynność powtarzać, powtarzać ciągle, codziennie, bez ustanku.
    Dlatego nie wierzę, że jesteś nie inteligentna. Wierzę gleboko natomiast w to, że sama siebie tak postrzegasz, bo nikt Cię nie nauczył jak mieć otwarty mózg i jak odnosić się do spraw inteligencji i nauki.
  • ola_dom 24.09.18, 10:04
    bovirag napisała:

    > I jeszcze, że każdy może być wirtuozem, szachista, artysta czy matematykiem.
    > Geniuszem się nikt nie Rodzi, geniuszem się staje!
    > Żeby stać się dobrym w czymś, trzeba ta czynność powtarzać, powtarzać ciągle,
    > codziennie, bez ustanku.

    Siostry Polgar. Ojciec zaplanował, że uczyni z nich szachowe mistrzynie - i uczynił.

    pl.wikipedia.org/wiki/Zsuzsa_Polg%C3%A1r
    Pozostaje pytanie, czy uczynił je szczęśliwymi, tego nie wiemy.
    Wiemy natomiast, że babcia z mamą nie wychowały ratamatahatty na szczęśliwą osobę, nie sprawia takiego wrażenia. A z dużym prawdopodobieństwem sprawiły, że uważa się za niezbyt mądrą, najprawdopodobniej całkiem wbrew swoim faktycznym możliwościom.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • ratamatahatta 26.09.18, 15:06
    witam ponownie. Chciałam podziękowac jeszcze raz za WSZYSTKIE wpisy. Przeczytałam wszystko jeszcze raz a potem drugi raz ;p Przemyślałam :D Myślę, że może być w tym trochę prawdy, że moje niepowodzenia wynikają ze skopanego procesu wychowawczego. Niektóre. Niektóre są chyba jednak moją winą. Analizuję moje dzieciństwo i zastanawiam się ile w tym było moich własnych wad a ile winy wychowania. Dla czego jedne dzieci, pomimo, że mają zakazujące matki potrafią tupnąć nogą i powiedzieć: "zostaw, ja sama", dla czego inne nastolatki wychowywane pod podobnym jak ja kloszem potrafią zbuntować się, trzasnąć drzwiami i powiedzieć: a ja jednak pójdę do koleżanki na herbatę! a ja nie umiałam się odezwać. Dla czego inni młodzi ludzie, pomimo trudnych rodzin świetnie radzą sobie w życiu zawodowym, nabierają doświadczenia, wiedzy, ich mózgi działają poprawnie. Szczerze mówiąc zadręczam się tym- ile jest mojej winy, mojej własnej słabości. Ale z drugiej strony pomogłyście mi dostrzec, że moje niepowodzenia i ciągłe zmiany pracy, trudności w kontaktach z inymi, brak pewności siebie mogą być winą tej krótkiej smyczy. Trochę mi ulżyło, choć jeszcze wiele pytań pozostało. Mam nadzieję, że znajdę dobrego terapeutę:) Dzięki jeszcze raz, jeśli chcecie coś dodać, to piszcie, nie zawsze odpowiadam, ale czytam wszystko!
  • pade 26.09.18, 16:19
    Dlaczego? Bo masz taką osobowość a nie inną. Nie ma tu Twojej winy czy słabości. Może się po prostu bałaś, a może podejmowanie decyzji było dla Ciebie zbyt trudne i powodujące silny dyskomfort i wolałaś gdy mama czy babcia podejmowały je za Ciebie. Uważny rodzic zauważyłby by trudność i pomógł w procesie. Uważny rodzic nie wykorzystałby uległego dziecka. Zachęcałby do własnego zdania, dawał wybór.
    Kiedy rodzic wyręcza dziecko, czy to w czynnościach codziennych, czy to w podjęciu decyzji - osłabia je, pozbawia mocy sprawczej. Ty chyba jesteś takim przypadkiem.
    Bez sensu to Twoje zadręczanie się teraz. Czas się sobie przyjrzeć i zobaczyć, co zostawiasz innym a mogłabyś robić sama. Dlaczego to Twój partner podejmuje decyzje a nie Ty. Od której mogłabyś zacząć.
    Decyzje podejmujemy niemal bez przerwy, warto się poprzyglądać jaka jest Twoja decyzyjność. I przede wszystkim jaka TY w ogóle jesteś. Co lubisz, czego nie, o czym marzysz, czego na pewno nie chcesz robić. Itd.
    Powodzenia:)

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • eukaliptusy 27.09.18, 11:51
    Pade ma rację. To nie jest tak, że to jest cześć winy wychowania, a cześć twojej winy.
    Rolą rodzica, który ma potulne dziecko jest pomóc temu dziecku nabrać pewności siebie. Jak dla mnie, w twoim przypadku, jeśli masz z natury spolegliwy charakter, to oznacza podwójną „winę” wychowania.
    Ja osobiscie mam, mniej lub bardziej racjonalne, ukłucie niepokoju, kiedy moje dziecko nagle zaczyna się godzić na coś przeciwko czemu wcześniej protestowało.
    Rodzic z dominującym charakterem musi się pilnować, żeby dziecka nie stłamsić.
  • mamtrzykoty 26.09.18, 23:48
    Bardzo ładnie piszesz, twoje wypowiedzi są logiczne, poprawne stylistycznie i gramatycznie, i ortograficznie .... - czy mogłabyś umieć tak pisać, gdybyś rzeczywiście była tak mało inteligentna, jak ci się wydaje?
    NIE, nie mogłabyś się tego nauczyć, nie zdałabyś matury, ba nawet byś nie skończyła średniej szkoły.

    Leć w te pędy na terapię, ratuj się, odzyskaj swoje życie i poczucie własnej wartości, to naprawdę da się zrobić.



    Kobieto leć pędem na terapię, uwolnij się z więzów, które cię krępują i nie pozwalają rozwinąć skrzydeł.
  • ratamatahatta 27.09.18, 00:02
    Tak, z jednej strony myślę sobie: zdałam maturę, umiem składnie pisać etc. - ok, może nie jestem taka głupia. Ale zaraz potem przychodzą mi do głowy setki sytuacji w których zrobiłam z siebie głupka, setki powodów na to, że jestem głupia (autentyznych powodów, realnych sytuacji, nie jakichś wydumanych). I tak w kółko. Chyba osoby, które są ignorantami i nie mają żadnego głodu wiedzy mają lepiej. U mnie właśnie jest ten dysonans: duży głód wiedzy, świata, ciekawość, która domaga się zaspokojenia, przy równoczesnym braku sprawności mózgu.
  • eukaliptusy 27.09.18, 12:16
    A i jeszcze a propos pracy. Ja często współpracuje z osobami z innych kręgów kulturowych, w krajach jak Indie, gdzie jest wielki nacisk na hierarchie i ludzie są generalnie wychowywani „do posłuszeństwa” starszym i przełożonym.
    I powiem ci, ze to jest koszmar dla managera. I to nie tylko ja zauważam.

    Bo na przykład jak wydam polecenie, „na każdej stronie dodaj logo, może w prawym górnym rogu”.
    To logo będzie w prawym górnym rogu, ale że zasłania tekst na co drugiej stronie, to już nie problem.
    Jakby było w lewym rogu, to by nie zasłanialo, albo możnaby tekst trochę przesunąć, ale oczywiście przecież nie powiedziałam, że ma nie zasłaniać!

    Potem składaja samokrytykę ze łzami oczach niemal. ja proszę, żeby jak widza, ze coś jest bez sensu, zadawali pytania.
    I następnym razem jest dokładnie ta sama historia...

    Brak własnej inicjatywy, samodzielnego rozwiązywania problemów. To są wszystko ludzie tez po studiach, inteligentni. Jak widza przełożonego mózg się wyłącza i tyle.
  • yoma 27.09.18, 17:58
    Uwierz mi: tępy mózg nie idzie w parze z ciekawością świata i głodem wiedzy. Naprawdę :)

    --
    Grupa G8. Kraje rozwinięte. Trzeci Świat. IV RP.
  • ola_dom 27.09.18, 11:12
    ratamatahatta napisała:

    > Dla czego jedne dzieci, pomimo, że mają zakazujące matki potrafią tupnąć nogą i
    > powiedzieć: "zostaw, ja sama", dla czego inne nastolatki wychowywane pod
    > podobnym jak ja kloszem potrafią zbuntować się, trzasnąć drzwiami i powiedzieć:
    > a ja jednak pójdę do koleżanki na herbatę! a ja nie umiałam się odezwać.

    To jest jedno z moich głównych pytań.
    Przez lata doszłam do dwóch odpowiedzi - pierwsza, podstawowa, to jest charakter, z jakim się rodzimy.
    A druga, bardzo ważna leży w wychowaniu - czytałam (choć teraz już nie pamiętam gdzie), że jeśli do "złamania charakteru" dojdzie w bardzo wczesnym dzieciństwie, do któregoś momentu - takie dziecko nie będzie w stanie przeciwstawić się rodzicowi/dorosłemu.
    Więc najprawdopodobniej już od samego początku nie uznawano naszej odrębności, tresowano nas do posłuszeństwa - i dlatego postawienie się, uniezależnienie było dla nas wręcz niemożliwe do wyobrażenia.
    Bo ktoś, kto zdążył poczuć, że jest odrębną osobą, będzie się buntował, kiedy ktoś inny wlezie mu w granice. Ale jeśli nigdy tej odrębności nie poczuł - nawet nie wie, że może się buntować - bo i przeciw czemu? Przeciwko cząstce siebie?


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • ratamatahatta 27.09.18, 12:33
    To ma sens. Przypomniała mi od razu po przeczytaniu tego pewna sytuacja: ja moze 4 lub 5 letnia jestem z mamą w sklepie, nadszedł dzień kupienia mi upragnionej od dlugiego czasu i obiecanej zabawki. Były to takie figurki zwierzątek- słonik i konik. Oba z tej samej serii, prawie identyczne, zapewne cena też taka sama, bo to ta sama zabawka w zasadzie. I mama wiedziała że przyszłyśmy po konika ale zobaczyła słonika i stwierdziła, że kupujemy słonika, bo mamie się bardziej podoba. Nalegałam i prosiłam o wymarzonego wcześniej konika, ale mama była nieugięta i przekonywała mnie, że konik brzydki a słonik ładny. W końcu rzuciła obie zabawki ekspedientce na lade i wrzasnęła że jak nie zgadzam się z jej wyborem to nie dostanę żadnej zabawki. Może to głupie, że pamiętam takie rzeczy, bo to przecież nic takiego, żadna krzywka ale pamiętam że jakoś tak od tamtego czasu przestałam wierzyć, że coś może być po mojemu i żeby uniknąc wybuchu złości i zostać z niczym - już nie walczyłam o swoje zdanie. Myślę że tak własnie może wyglądać to "łamanie charakteru".
  • ola_dom 27.09.18, 12:57
    ratamatahatta napisała:

    > Może to głupie, że pamiętam takie rzeczy, bo to przecież nic takiego, żadna krzywka
    > ale pamiętam że jakoś tak od tamtego czasu przestałam wierzyć, że coś może być
    > po mojemu i żeby uniknąc wybuchu złości i zostać z niczym - już nie walczyłam
    > o swoje zdanie. Myślę że tak własnie może wyglądać to "łamanie charakteru".

    Otóż to.
    A niemal na 100% można stwierdzić, że analogiczne sytuacje miały miejsce jeszcze wcześniej, zanim sięga pamięć. Tutaj już byłaś jakoś świadoma. A coś, co zapamiętaliśmy nieświadomie, ma na nas ogromny wpływ - właśnie przez to, że nieuświadomiony. Na dodatek tym trudniejszy do rozpoznania i zracjonalizowania - i zmiany.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • eukaliptusy 27.09.18, 15:35
    Wcale nie głupie. Mi mama kupiła czarne sztruksy zamiast brązowych 20 lat temu i do tej pory się jej to pamietam chociaż się wypiera, że niby ze błąd sprzedawczyni ;P
  • yoma 27.09.18, 18:02
    Dokładam. Ponad 30 lat temu. Zamiast oliwkowej kurteczki na misiu czarna na granatowej (fuj!) podszewce. Uzasadnienie: bo zaraz zepsuję suwak, wkręciwszy w niego misia :)

    --
    Breaking rocks in the hot sun
    They fought the law and the law won
  • tt-tka 28.09.18, 13:45
    ratamatahatta napisała:

    Może to głupie, że pamiętam takie rzeczy,

    Nie, to nie jest glupie. Przypuszczam, ze takich zdarzen bylo duzo wiecej, te akurat sytuacje przypomnialas sobie teraz.

    b
    > o to przecież nic takiego, żadna krzywka

    Chyba jednak krzywda ? Mozemy sie spierac o jej kaliber, ale dziecko mialo od dawna obiecane, cieszylo sie, a nie dostalo nic, i jeszcze JE obciazono wina za to, ze nie dostalo nic.

    > ale pamiętam że jakoś tak od tamtego c
    > zasu przestałam wierzyć, że coś może być po mojemu i żeby uniknąc wybuchu złośc
    > i i zostać z niczym - już nie walczyłam o swoje zdanie. Myślę że tak własnie mo
    > że wyglądać to "łamanie charakteru".


    Zdefiniowalas bezblednie. Tak, wlasnie tak to wyglada. Alternatywa - bedzie po maminemu albo wybuch zlosci i nie dostane nic. I nadal tak jest, prawda ?
    Ale teraz jestes juz duza dziewczynka i nie musisz dostawac od mamy. Mozesz sobie sama wziac (kupic, zalatwic, wybrac, chocby te fryzure) i nie musisz sluchac krzykow mamy, mozesz wyjsc. I to jest ta dobra nowina.

    A te niewiare w to, ze mozesz miec wybor i racje, ze moze byc po twojemu w sytuacjach pozarodzinnych, np pracowych, da sie wykorzenic. Wybierasz sie na terapie, daj ci losie trafic na dobrego terapeute - byc moze po kilku latach sama nie uwierzysz we wlasne dzisiejsze wpisy na forum :). Czego ci zycze:)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.