Dodaj do ulubionych

Czy to są przesłanki do rozwodu?

02.11.18, 23:18
Mam 30 lat i dopiero uczę się rozpoznawania swoich emocji i tego, czego chcę od życia. Jestem w związku z tym samym facetem od 12 lat, z małymi przerwami na złapanie oddechu w okresie studiów. 4 lata po ślubie. On ma problemy zdrowotne, które rzutują na jego i na nasze wspólne życie. Sypiamy ze sobą bardzo rzadko, raz na kilka miesięcy(ostatnio w sierpniu). Ja oczekiwałabym, że on przejmie w tej kwestii inicjatywę, bo chciałabym się czuć pożądana i adorowana. On uważa, że tyle razu mu odmawiałam, że już nie będzie niczego proponował. Poza tym, zdrowie mu często nie pozwala.
Żyjemy trochę jak współlokatorzy, nie jemy razem posiłków, siedzimy w dwóch oddzielnych pokojach przed ekranami komputerów. Śpimy w jednym łóżku, ale chodzimy spać i budzimy się o różnych porach.
W zasadzie przeważające rzeczy, jakie do niego czuję, to współczucie (w związku z chorobą) i troska, kiedy mu się pogarsza i potrzebuje podniesienia na duchu.
Chcieliśmy zacząć terapię małżeńską, ale w sumie odbyło się po jednym indywidualnym spotkaniu z psychologiem i jedno wspólne, na którym psycholog dziwiła się, że nie mamy żadnych wspólnych planów i w sumie odesłała nas do domu, żebyśmy "to sobie przegadali".
Teraz jak skończyłam 30 lat to pojawił się temat dziecka. Wcześniej jak i teraz w sumie nie jestem przekonana, czy go na pewno chcę. Ale on zadecydował za nas oboje, że nie chcemy, więc jego mama mówi na przykład: "wy zdecydowaliście, że nie będziecie mieć dzieci", a mnie to wkurza.
Tak, jak napisałam, sama nie wiem, czego chcę od życia, więc to co piszę pewnie trudno się czyta. Na pewno boję się samotności i to było powodem, dla którego wracałam do mojego obecnego męża jak bumerang za każdym razem, jak szukałam szczęście gdzie indziej ale mi nie wychodziło. Teraz wiem już, że moje szczęście zależy ode mnie samej, a równocześnie boję się, że wpędzam się w nieszczęśliwą relację, a być może nawet przekreślam szansę na wejście w jakąś inną, szczęśliwszą.
Edytor zaawansowany
  • alpepe 03.11.18, 09:09
    Dobra, to merytorycznie, czyje jest mieszkanie?

    --
    Achse des Guten
  • jakiloginwziac 03.11.18, 17:49
    Mieszanie w którym mieszkamy teraz jest męża, ale mam się dokąd wyprowadzić, jeśli o to chodzi.
  • alpepe 03.11.18, 18:37
    to wyprowadź się i to jak najszybciej. I żyli długo i szczęśliwie osobno, tak powinny się kończyć bajki, bo widzisz, realizujesz swoją bajkę o tym jednym, jedynym, ale on jest, jaki jest. I dla ciebie i dla niego będzie zdrowiej, jeśli się rozstaniecie. Jedyny minus to to, że następny facet będzie w jego typie i będziesz na nim uskuteczniać te same jazdy, o ile się nie zorientujesz, co robisz.

    --
    Achse des Guten
  • jakiloginwziac 03.11.18, 18:41
    A co robię według Ciebie?
  • pade 15.11.18, 11:45
    Jeśli masz się dokąd przenieść to zrób to na próbę. Nie na zasadzie: już ja mu pokażę! jak za mną zatęskni to może zrozumie, tylko jak dorosła osoba, która chce pobyć sama ze sobą. Czyli nie przeciwko niemu, a dla siebie.
    Nie strasz się tym, co będzie jak już do siebie nie wrócicie, tylko daj sobie tyle czasu, ile potrzebujesz. Oswajaj się np. jednym tygodniem. Po tygodniu zobaczysz co dalej.
    ps. po lekturze dwóch Twoich wątków mam wrażenie, że mąż ma Ci wyrównać jakieś braki, których sama nie jesteś świadoma. Ma Ci dać coś, co powinnaś dać czy zapewnić sama sobie.

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • eukaliptusy 03.11.18, 09:33
    Współczuję sytuacji. Ciężko się zyje nie znając siebie i działając ba oślep.

    Napisz jaka była reakcja partnera na odesłanie was żebyście to sobie przegadali.

    Co znaczy „szukałam szczęścia gdzie indziej”?
    Miałaś romanse i odchodziłaś do innych mężczyzn, a jak się posypało wracałaś do niego?
    Jesli tak, to raczej zrobisz mu przysługę kończąc ten związek.
    Odwiedzać byłego męża w chorobie możesz jeszcze przez lata, jesli masz taka potrzebę.

    Może i się boisz samotności, ale chyba tylko logistycznej, bo emocjonalnie żyjesz sama.
    Wybrałaś sobie partnera który również nie potrafi wchodzić w głębsze relacje i zadowala się życiem jako współlokator. Inne wybory tez były ewidentnie nietrafione. Albo może problem nie był w facetach tylko w tobie.

    Moim zdaniem zacznij od terapii indywidualnej. Może grupowej. Odpuść sobie związki na jakiś czas.

    Na dzieci masz jeszcze czas, wróć do tematu za pare lat, po terapii lepszy będzie z ciebie rodzic. W tej chwili masz szanse wychować sobie kopię siebie.
  • ola_dom 03.11.18, 11:01
    eukaliptusy napisał(a):

    > Na dzieci masz jeszcze czas, wróć do tematu za pare lat, po terapii lepszy będzie z ciebie rodzic.

    Przede wszystkim - wcale nie musi żadnych dzieci mieć. Naprawdę. I chyba lepiej, żeby nie miała.

    A co do głównego pytania z wątku - tak, nie jesteście małżeństwem, tylko współlokatorami. Z obciążeniem wspólną trudną przeszłością - co jest o wiele trudniejsze niż gdybyście byli po prostu przypadkowymi znajomymi z mieszkania.
    Zamęczycie się nawzajem.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • grrrrw 03.11.18, 14:08
    Nie dostaniesz rozwodu z przyczyn zasad współzycia społecznego. Albo dostaniesz, a w pakiecie alimenty na byłego męża.
  • jakiloginwziac 03.11.18, 17:52
    Ale czemu? Dwoje ludzi nie może się rozstać, bo już ich nic nie łączy?
  • grrrrw 04.11.18, 09:48
    O ile mąż sie zgodzi.
  • yoma 04.11.18, 14:59
    Nieprawda.

    --
    Grupa G8. Kraje rozwinięte. Trzeci Świat. IV RP.
  • grrrrw 05.11.18, 10:38
    maz jest "chory", byc może ma orzeczoną rente inwalidzka.
  • triss_merigold6 03.11.18, 15:36
    Co to za ocean żenady, w którym tkwisz?
  • verdana 03.11.18, 15:47
    Taak. Jak przestałaś niszczyć faceta, to przestał Cię związek interesować. Najpierw faceta niszczysz, a potem chcesz być pożądana i adorowana??? Odmawiałaś i wymagasz, aby nadal prosił? Rozwód jest najlepszym wyjściem. Dla faceta na pewno.
    Jedno jest dobre - nie macie dziecka. Facet ma rację, dziecka nie powinniście mieć, nie ze względu na jego zdrowie, ale na to, ze nie powinnaś nigdy mieć kogoś, kto będzie od Ciebie zależny.
  • jakiloginwziac 03.11.18, 18:01
    Myślę, że raczej wywoływałam kłótnie, bo potrzebowałam w naszych relacjach emocji.
  • verdana 03.11.18, 18:14
    Nie. Potrzebowałaś być górą. Póki facet dawał się niszczyć, związek był OK. Nie wiem, jak możesz nie rozumieć, ze w tym związku juz nigdy nie będziesz adorowana, a facet nigdy nie zaufa Ci w pełni i będzie się separował. "No tak, lałem żonę, prawda.. Przykro mi. Ale się zmieniłem, zrozumiałem, ze to nieładnie. I kompletnie nie rozumiem - od dwóch lat jej nie tknąłem, a ona ani nie chce ze mna spać, anie nie ma ochoty spędzać ze mną czasu. Chyba coś z nią nie tak, rozwala nasz związek swoją obojętnością".
  • jakiloginwziac 03.11.18, 18:38
    Z mojej perspektywy to wygląda to obecnie obecnie inaczej. Czuję, że mój mąż oczekuje, że ja będę o niego zabiegać niejako w rewanżu za to, jak go kiedyś traktowałam. Oraz generalnie, ponieważ wydaję się być osobą, która lubi przejmować inicjatywę w wielu sferach życia. Ja natomiast doszłam do tego, że tej inicjatywy wcale nie lubię przejmować, co zdejmuje ze mnie dużo napięcia. Więc już się nie denerwuję i nie wywołuję spięć.
  • verdana 03.11.18, 19:10
    Z Twojej perspektywy moze to wyglądać jakkolwiek. Nie ma to absolutnie żadnego znaczenia. Zniszczyłaś związek i teraz pozostaje tylko się wycofać.
  • pade 15.11.18, 10:43
    Dla niej MA znaczenie.
    I akurat bardzo dobrze autorkę rozumiem. Potrzebowała czegoś żywego w związku, próbowała to wzniecić, nieudolnie. Próbowała nawiązać jakąś wymianę, bliskość. Zderzanie się ze ścianą (milczenia, muru wręcz) wywoływało frustrację.
    Teraz nauczyła się inaczej nawiązywać kontakt, ale mąż dalej pozostaje na pozycji ofiary i życzy sobie wynagrodzenia za to, co było.
    Nie dziwi mnie zastanawianie się nad rozwodem.

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • tt-tka 15.11.18, 00:27
    verdana napisała:

    > Taak. Jak przestałaś niszczyć faceta, to przestał Cię związek interesować. Najp
    > ierw faceta niszczysz, a potem chcesz być pożądana i adorowana??? Odmawiałaś i
    > wymagasz, aby nadal prosił? Rozwód jest najlepszym wyjściem. Dla faceta na pew
    > no.

    Dokladnie to samo pomyslalam, po lekturze poprzedniego watku :(
    Niech autorce ten coach biznesowy doradzi, skoro ze spotkan z nim, powtrzalnych jak rozumiem, wyniosla wiecej niz z JEDNEGO spotkania terapeutycznego.

    > nie powinnaś nigdy mieć kogo
    > ś, kto będzie od Ciebie zależny.

    Pelna zgoda.
  • eukaliptusy 03.11.18, 16:46
    Przeczytalam wątek sprzed dwóch lat. Na miłość boską daj mu ten rozwód i uwolnij go od siebie.
  • eriu 03.11.18, 17:36
    Przede wszystkim sama przekreślasz szanse na to, żeby dać szansę relacji w której jesteś. Uważasz, że mąż ma Cię cały czas adorować, że ma wychodzić z inicjatywą stosunków? Postaw się po drugiej stronie: jeśli ileś razy z rzędu odmawiasz to druga osoba się zacznie w końcu czuć odrzucona a Ty chcesz adoracji. Tak się nie stanie. Korona Ci z głowy spadnie jak zainicjujesz seks jeśli sama go chcesz? Twój mąż nie ma w głowie zainstalowanych w czasie ślubu czytników Twoich myśli. Zresztą po prostu sama z tego seksu rezygnujesz postępując w ten sposób. Mąż nie zawsze może ze względów medycznych? Wiadomo, że byłoby lepiej gdyby sytuacja była inna, ale możecie okazać sobie bliskość w sposób inny niż penetracja. A Ty na dodatek rezygnujesz ze wszystkiego chowając się w sobie.

    Zmuś siebie najpierw i się zastanów czy chcesz z mężem być i dać szansę tej relacji. Jeśli tak to zgarnij go i pogadajcie o tym związku. Przepraszam, ale mam wrażenie, że oczekujesz od nas decyzji. Tylko Ty możesz decydować o przyszłości tej relacji i swojego życia.

    --
    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
    66/93/95
  • eriu 03.11.18, 17:42
    Przeczytałam stary wątek. Uratuj facetowi życie i zdrowie psychiczne i się z nim rozwiedź.

    Sama idź na terapię, bo krzywdzisz swojego męża.

    I jakbyś go spotkała za ileś lat to zrób wszystkim przysługę i go omiń z daleka.

    --
    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
    66/93/95
  • azja001 03.11.18, 17:59
    Po przeczytaniu wątku sprzed 2 lat mam wrażenie że masz jakiś rys psychopatyczny. Lubisz znęcać się nad tym nieszczęsnym facetem? Bawi cię przewaga psychiczna nad nim?
  • jakiloginwziac 03.11.18, 18:04
    Ja wiem, że dwa lata temu popełniłam bardzo egzaltowany wątek, a teraz go odgrzałam, ale nie interesuje mnie, co sądzicie o tamtym podmiocie lirycznym, który byc może nigdy nie istniał. Bardziej liczyłam na to, że ktoś na chłodno oceni to, co opisałam w tym (nie tamtym!) wątku i powie mi, czy tak wygląda przeciętny związek, kiedy minie faza zakochania czy powinnam się rozwieść.
  • verdana 03.11.18, 18:16
    Jesli tamten podmiot nie istniał, to i ten nie istnieje. Chcesz rad na podstawie nieprawdziwych opisów? Raczej na nie nie licz.
    Na chłodno - przeciętny związek nie opiera sie na przemocy.
  • jakiloginwziac 03.11.18, 18:39
    Ale ja pytam, czy to, co jest opisane w tym wątku brzmi jak normalny, przeciętny, wieloletni związek czy jak związek niedobrany.
  • enith 04.11.18, 14:54
    Zapewniam cię, że normalne małżeństwa z wieloletnim stażem nie wyglądają tak, jak wasze małżeństwo. Wspólnota u was nie istnieje, brakuje lojalności, intymnej relacji, szacunku, wsparcia, przywiązania, wspólnych planów. No wypisz wymaluj, dwie kompletnie obce osoby, które mają papierek i mieszkają pod jednym dachem.
    Powiedzmy sobie szczerze. W wieku 18-tu lat, mając zerowe pojęcie o tym, kim jesteście i czego chcecie, przypadkowo spiknęliście się i tak się to od 12 lat (z przerwami z twojej strony na inne relacje) kręci. Związek należało zakończyć dawno temu. Przecież wyraźnie widać, że jesteście wyjątkowo niedobraną parą. Z twoich postów wynika, że mąż cię wprost organicznie wkruwia i wywołuje agresję. Ty chcesz emocji, mąż to człowiek spokojny, więc żądasz od niego niemożliwego. Charakteru sobie przecież chłop nie zmieni. Szukaj kogoś, z kim te emocje mieć będziesz bez tej toksyczno-agresywnej otoczki.
  • pade 15.11.18, 10:46
    Hmm, równie dobrze mąż może być pasywno-agresywny. Spokojny, ale zamknięty na cztery spusty, nie oczekujący niczego od życia, zdołowany, zajmujący się wyłącznie sobą.
    Trochę mnie razi wieszanie psów na jednej stronie, a totalne wybielanie drugiej.

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • ola_dom 03.11.18, 18:18
    jakiloginwziac napisała:

    > czy powinnam się rozwieść.

    Czy Ty w ogóle czytałaś jakiekolwiek odpowiedzi w tym wątku?
    To przeczytaj jeszcze raz i policz sobie, ile osób Ci napisało, żebyś rozwiodła się czym prędzej.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • jakiloginwziac 03.11.18, 18:33
    Ale mało kto odpisał mi na podstawie tego, co napisałam tutaj. Tylko kilka osób na podstawie tego, że jestem przemocowcem, co ustaliły sobie na podstawie tamtego wątku.
  • alpepe 03.11.18, 18:43
    Jak długo sama nie wiesz, czego chcesz, a twoje małżeństwo to współlokatorstwo, nie łączą was dzieci ani kredyty, powinnaś się rozwieść, skoro masz dokąd się wyprowadzić. Najpierw się wyprowadź, by mieć czysty umysł, byś sobie coś wyklarowała.


    --
    Achse des Guten
  • ola_dom 03.11.18, 19:08
    jakiloginwziac napisała:

    > Ale mało kto odpisał mi na podstawie tego, co napisałam tutaj.

    Nie. Prawdopodobnie nikt nie napisał Ci tego, co chciałaś przeczytać. A tylko to jesteś gotowa przyjąć do wiadomości.


    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • azja001 03.11.18, 18:29
    Tak, powinnaś się rozwieść
  • verdana 03.11.18, 19:19
    Tak, Twój mąż najwyraźniej, z niewiadomych powodów Cię nie lubi - nie chce jeść z tobą posiłków, przebywać w jednym pokoju, uprawiać seksu i mieć dzieci.
  • jakiloginwziac 03.11.18, 19:59
    To czemu się ze mną nie rozstanie? Wyświadczyłby mi przysługę, nie musiałabym przejmować inicjatywy w kolejnej kwestii.
  • eukaliptusy 03.11.18, 20:19
    Czy ja dobrze rozumiem. To że się z tobą jeszcze nie rozwiódł to genialny powód do małżeńskich pretensji. Pozamiatane 😂
  • jakiloginwziac 03.11.18, 20:28
    No mnie to nie śmieszy. Ja nie potrafię się nie frustrować przy kimś tak pasywnym, jak mój mąż. Jak mu chwilę temu powiedziałam, że rozważam separację to tylko machnął ręką i siadł do komputera.
  • eukaliptusy 03.11.18, 20:34
    Ale co chciałabyś usłyszeć od osób na tym forum? Wszyscy ci zgodnie piszą, żebyś się z mężem rozwiodła, a ty na to: a może niech on się najpierw zmieni i niech on się ze mną rozwiedzie.
  • verdana 03.11.18, 21:57
    Och, jaka jestem nieszczęśliwa. Mąż nie może mi darować, ze byłam dla niego niedobra, nie chce mnie błagać, żebym się z nim przespała, bo podobno za często odmawiałam (no, ale mnie sie zmieniło, jak moze nie brać pod uwagę tego, co ja chcę!), nie chce ze mną mieć dziecka, całkiem nie wiadomo dlaczego, a teraz, jak chcę sie rozwieść to jeszcze wymaga, abym sama się tym zajmowała. Przecież ja nie jestem od tego, aby w czymkolwiek się podporzadkowywać- chcę wrzeszczeć, to będę wrzeszczała, niech mąż będzie potulny, nie chcę seksu - to niech sie nie napiera, chcę seksu, to ma być seks, chcę rozwodu to niech to on załatwia. To nie jest przecież tak, ze mąż ma cokolwiek do powiedzenia. Ma słuchać i wykonywać.
    Złóż o rozwód.Sad w tej sytuacji pewnie Ci go udzieli razem z nakazem płacenia alimentów choremu mężowi.
  • grrrrw 04.11.18, 09:50
    Jak mąż się nie zgodzi, dadza separacje i alimenty na męża.
  • sasanka5 04.11.18, 14:35
    Szantażyk na niego nie zadziałał ? Nie było spazmów, darcia szat i rozdrapywania ran ?
    Twoje stare dobre chwyty już nie działają tak dobrze jak kiedyś ?
    Jak się czujesz ? Zawiedziona, zagubiona ?
  • jakiloginwziac 04.11.18, 22:33
    Czuję się dobrze. Przykro mi, że zawodzę Twoje oczekiwania względem mojej osoby.
  • sasanka5 06.11.18, 18:56
    Szantaż był jak odbezpieczony granat.
    Ale taka odpowiedź jest jak uzbrojenie się przez ciebie w karabin maszynowy. To "zaproszenie" do ostrej wymiany o tym, kto jest bardziej skrzywdzony, bardziej zawinił i bardziej się poświęca...
    Taka wymiana rzadko kończy się bez ofiar
  • jakiloginwziac 06.11.18, 23:50
    Ok. Jasne. Wymyślaj dalej, nie przeszkadzaj sobie.
  • eriu 04.11.18, 13:50
    Na podstawie tego wątku: traktujesz męża z góry jak matołka , który nic ze swojej inicjatywy sam nie zrobi. Patrzysz na niego z góry, nie spełnia on Twoich wymagań i roszczeń (seksu na zawołanie) ale przecież Ty sama potrzeby bliskości okazać nie możesz. Męczysz go tylko tym związkiem.

    Czemu sama się z nim nie rozwiedziesz jak tak Ci z nim źle i by Ci wyświadczył rozwodem przysługę? Bo się kreujesz na potrzeby swoje i świata. Dokładnie jak każdy przemocowiec.

    Poćwicz z trenerem biznesu czytanie ze zrozumieniem - jak widać po tym wątku - przyda Ci się ;)

    --
    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
    66/93/95
  • jakiloginwziac 04.11.18, 14:10
    eriu napisała:

    > Na podstawie tego wątku: traktujesz męża z góry jak matołka , który nic ze swoj
    > ej inicjatywy sam nie zrobi. Patrzysz na niego z góry, nie spełnia on Twoich wy
    > magań i roszczeń (seksu na zawołanie) ale przecież Ty sama potrzeby bliskości o
    > kazać nie możesz. Męczysz go tylko tym związkiem.
    >
    > Czemu sama się z nim nie rozwiedziesz jak tak Ci z nim źle i by Ci wyświadczył
    > rozwodem przysługę? Bo się kreujesz na potrzeby swoje i świata. Dokładnie jak k
    > ażdy przemocowiec.
    >
    > Poćwicz z trenerem biznesu czytanie ze zrozumieniem - jak widać po tym wątku -
    > przyda Ci się ;)
    >

    Nie wiem, co masz do "trenerów biznesu" :-D

    Co to znaczy, że się kreuję na potrzeby swoje i świata? Pytam poważnie, bo ja naprawdę próbuję dojść do tego, co jest ze mną nie tak i to brzmi jak jakiś trop.
  • enith 05.11.18, 17:08
    Może porusz ten temat na terapii indywidualnej? Nie rozumiem, czemu mając problemy ze sobą i związkami od lat, byłaś dotychczas na jednym raptem spotkaniu z terapeutką. Co ci przeszkodziło w kontynuacji terapii? Przecież chyba już rozumiesz, że ze swoimi brakami/problemami/niezdecydowaniem szanse na normalną, satysfakcjonującą relację (z mężem lub kimkolwiek innym) masz nikłe, jeśli nie zerowe. Na co czekasz?
  • jakiloginwziac 05.11.18, 20:10
    A ja nie rozumiem skąd wniosek, że byłam na jednym spotkaniu. Byłam na dwóch terapiach, jednej indywidualnej i jedną chciałam zacząć z mężem, ale po trzecim spotkaniu nas terapeutka odesłała. I nie wiem, czy mam ze sobą problemy większe niż jakaś inna przeciętna kobieta. A ze "związkami" też nie wiem, czy mam problem, bo w romantycznym byłam w życiu tylko jednym, a przyjaźnie czy kontakt z rodziną utrzymuję przez lata.
  • ola_dom 05.11.18, 22:17
    jakiloginwziac napisała:

    > I nie wiem, czy mam ze sobą problemy większe niż jakaś inna przeciętna kobieta.

    Na całe nasze szczęście przeciętna kobieta jest niezwykle daleko od tego, co tu o sobie (głównie między wierszami) piszesz. Ze wszystkimi swoimi problemami.

    --
    Fanatyzm jest jedyną siłą woli, którą mogą osiągnąć także słabi i niepewni.
    (Friedrich Nietzsche)
  • enith 06.11.18, 00:30
    > A ze "związkami" też nie wiem, czy mam problem, bo w romantycznym byłam w życiu tylko jednym...

    Pisałaś, że z mężem w związku jesteś od 12 lat z przerwą na studia. Czy to znaczy, że przez pięć lat studiów z nikim innym się nie spotykałaś? Nie próbowałaś nawiązać głębszej relacji z żadnym mężczyzną? No i jak mamy rozumieć to twoje zdanie: "Na pewno boję się samotności i to było powodem, dla którego wracałam do mojego obecnego męża jak bumerang za każdym razem, jak szukałam szczęście gdzie indziej ale mi nie wychodziło."? To wchodziłaś w relacje z innymi mężczyznami, gdy miałaś "przerwy" w związku z mężem czy nie? Jak mamy rozumieć to twoje "szukanie szczęścia"? Jeśli nie o związki z innymi mężczyznami ci chodzi, to o co ci chodzi? Piszesz dość chaotycznie, może stąd moja niewłaściwa interpretacja.

    > A ja nie rozumiem skąd wniosek, że byłam na jednym spotkaniu. Byłam na dwóch terapiach, jednej indywidualnej...

    To dlaczego o diagnozę stanu swojego małżeństwa prosisz przypadkowych ludzi na forum, a nie osobę, u której się rzekomo leczysz/leczyłaś? Czemu to jemu/jej nie zadasz pytania czy: "co jest opisane w tym wątku brzmi jak normalny, przeciętny, wieloletni związek czy jak związek niedobrany."? Przecież między innymi po to chyba właśnie uczęszczasz na terapię, prawda?
  • jakiloginwziac 06.11.18, 10:56
    Generalnie bardzo dużo sobie dopowiadacie. Może to przez mój melodramatyczny sposób opisania sytuacji. Nigdy nie byłam w relacji seksualnej z innym mężczyzną. Ani kobietą. Po prostu się w nich platonicznie zakochiwałam. Ewentualnie flirtowałam. Poznałam męża, jak miałam 16 lat, teraz mam 30. Pobraliśmy się, jak maiłam 27. Na studiach mieliśmy roczną przerwę, podczas której byłam na wymianie studenckiej. Nie poznałam w tym czasie nikogo, z kim chciałabym budować związek, więc wróciłam do tego, co znałam, czyli do mojego późniejszego męża.

    Swoją terapie skończyłam po cyklu 10 spotkań te dwa temu. Nie z własnej inicjatywy, terapeutka sugerowała, że nie ma sensu, żebym chodziła dalej regularnie. Poukładałam sobie wtedy w głowię trochę spraw. Przestałam obwiniać męża za wszystko i zrozumiałam, że on jest taki jaki jest i że jeśli z nim będę, to z dobrodziejstwem inwentarza. Teraz faktycznie zapisałam się na terapie znowu, bo zauważyłam, że faktycznie profesjonaliści są lepsi w pomocy niż anonimowe osoby z forum. Szczególnie, jeśli zamiast po prostu odpowiedzieć na moje pytanie bawią się w diagnozowanie mnie, na dodatek projektując na mnie jakieś swoje demony z przeszłości.
  • eukaliptusy 06.11.18, 15:21
    Biorąc pod uwagę, ze co chwilę zmieniasz wersje, trudno nam tu na forum ustalić, co wydarzyło się na tych twoich terapiach i jak wyglada faktycznie twój związek z mężem.
    Nie wiadomo tez co naopowiadałaś terapeutom, na ile to przypominało fakty i czy w związku z tym w ogóle mieli szansę ci pomóc.

    Wypierasz fakt, ze wszyscy stwierdzili, że to co opisujesz to nie jest normalny rokujący związek. Ile razy to jeszcze mam powtórzyć?
  • eriu 15.11.18, 18:18
    Usłyszałaś od terapeuty, że terapię skonczyłaś czy że nie warto żebyś chodziła na terapię? Bo to jest ogromna różnica. Terapeuta nie odsyła bez powodu. Terapię się kończy i wtedy wiesz, że to jest koniec terapii. Jeśli terapeuta Cię odesłał to znaczy, że nie widział sensu w Waszych spotkaniach i uznał, że Ci nie pomoże a to jest dobra prognoza, bo znaczy że jesteś zamknięta na rozwiązanie problemów.

    --
    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
    66/93/95
  • eriu 05.11.18, 17:13
    Nie mam nic do trenerów biznesu. Bawi mnie mnie informacja, że trener biznesu pozwala o sobie odkryć więcej niż terapeuta.

    Kreujesz się:
    wobec siebie: nie chcesz przyznać, że stosowałaś/ może nadal stosujesz przemoc wobec męża. Prawdopodobnie chronisz swój obraz siebie i swojego życia, bo w tym obrazie Twój mąż jest nieudacznikiem bez żadnej inicjatywy, nie zaspokaja Cię seksualnie kiedy sobie zamarzysz, nie adoruje. No po prostu zero a nie facet i partner.

    Gdybyś przestała się kreować miałabyś szansę dostrzec, że depresja męża może być skutkiem Twojej przemocy (depresja to bardzo realny skutek przemocy), że wobec męża zachowywałaś się okrutnie i go krzywdziłaś, że nie można kogoś ranić i zabijać go dzień po dniu przemocą a potem oczekiwać adoracji. To są nierealne wymagania.

    Na użytek świata: ktoś na pewno wie oprócz Ciebie, że mąż ma depresję. Skoro w Twoich oczach mąż to ten zły to będziesz chciała żeby inni też tak to widzieli - dlatego nam opisujesz na forum jaki on straszny, bez inicjatywy, nie czyta w myślach, że chcesz seksu itp. Jako, że nie chcesz przyznać, że jesteś agresorem to będziesz podtrzymywać niewinny swój obraz w oczach innych. Do takiego obrazu nie pasowałby rozwód z ciężko chorym mężem, więc będziesz z nim żyła i kombinowała "żeby Ci dobrze samej ze sobą było a z nim nadal będziesz żyć". Bo jaki inny jest realny powód, że się nie rozwiedziesz? Nie ma - przecież ewidentnie widać jaką pogardą darzysz męża. Po co żyć z kim kogo darzysz pogardą? Bo masz nad nim kontrolę, dajesz ujście swoim humorom ("robiłam jazdy"), masz poczucie władzy. Chodzisz do trenera biznesu, więc jesteś pewnie osobą, która lubi mieć wpływ i lubi władzę. Tylko, że Twój styl władzy to przemoc i agresja. No ale się przecież sama przed sobą nie przyznasz do tego i stąd odrzucasz wszystkie wpisy na forum, które są nie po Twojej myśli i dlatego też terapia nie jest skuteczna. Bo żeby była skuteczna to nie można wypierać a trzeba właśnie sobie uświadamiać i chcieć to zrobić. To normalny mechanizm wyparcia, który stosują osoby, które notorycznie krzywdzą innych.

    --
    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
    66/93/95
  • jakiloginwziac 05.11.18, 20:08
    Ok, dziękuję za wyczerpującą odpowiedź. Niektóre zdania są prawdziwe np. to, że bardzo ważne jest dla mnie to,co myślą o mnie inni i to, żebym dobrze myślała sama o sobie. Ale nie wiem, skąd założenie, że terapia nie była skuteczna i że ja go nadal krzywdzę. Z mojej perspektywy wygląda to tak, że zachowania opisane w tym drugim wątku, bo rozumiem, że z niego czerpiesz o mnie wyobrażenie, należą do przeszłości. Nie gardzę nim. Realne powody, dla których nie mam pewności co do rozwodu to np. to, że ja naprawdę nie wiem, czy moja chęć rozwodu to jakaś fanaberia, bo brakuje mi fajerwerków czy faktycznie nasze małżeństwo w opisanym w tym wątku stanie nadaje się do zakończenia.
  • eriu 06.11.18, 00:09
    " Ale nie wiem, skąd założenie, że terapia nie była skuteczna" - jeśli przez trenera biznesowego dowiadujesz się więcej o sobie niż na terapii to moim zdaniem terapia nie była w pełni skuteczna. Owszem Ty możesz czuć różnicę mimo tego, ale nie da się uporządkować życia kiedy masz rzeczy schowane pod płaszczykiem wyparcia. Znam ten mechanim z kilku osób, które uczęszczały na terapię - trzeba się pozbyć wyparcia żeby zrobić prawdziwą ogromną różnicę.

    Poza tym zobacz jak wypierasz co Ci ludzie piszą na forum. Daleka droga przed Tobą tak naprawdę.

    --
    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
    66/93/95
  • eukaliptusy 06.11.18, 00:50

    Zestaw sobie swoje dwie wypowiedzi z dzisiaj

    > po trzecim spotkaniu nas terapeutka odesłała.

    j>Realne powody, dla których nie mam pewności
    > co do rozwodu to np. to, że ja naprawdę nie wiem, czy moja chęć rozwodu to jaka
    > ś fanaberia, bo brakuje mi fajerwerków czy faktycznie nasze małżeństwo w opisan
    > ym w tym wątku stanie nadaje się do zakończenia.


    Już pominę, ze nikt na tym forum nie napisał ci, ze to jest normalne małżeństwo.

    Terapeutka par, specjalizująca się w pracy z parami małżeńskimi, osoba która widzi mnóstwo par na codzień, kobieta której chciałaś zapłacić, żeby wam pomogła w pracy nad związkiem odesłała was, bo nie mogła ustalić czy cokolwiek was ogóle łączy.

    Ale ty nadal nie masz pojęcia, czy ci sie zdaje, czy tez wasz związek (czy raczej kompletny brak relacji) nie jest normalny.

    Jesli to nie jest wyparcie to nie wiem co mozna nazwać wyparciem.
  • enith 06.11.18, 02:22
    "Terapeutka par, specjalizująca się w pracy z parami małżeńskimi, osoba która widzi mnóstwo par na codzień, kobieta której chciałaś zapłacić, żeby wam pomogła w pracy nad związkiem odesłała was, bo nie mogła ustalić czy cokolwiek was ogóle łączy."
    A państwo wrócili do domu i co zrobili? Przegadali sprawę? Ustalili, co ich łączy? Poszli na kolejne spotkanie z terapeutką? Kontynuują wspólną czy chociażby indywidualne terapie? Nie. No to o czym my tu w ogóle rozmawiamy? To małżeństwo rozumiane jako więź dwojga ludzi nie istnieje. Co więcej, nie istniało prawdopodobnie od samego początku, a zawarte zostało z braku lepszych opcji tak po jego, jak i jej stronie. A teraz żadne nie ma odwagi przyznać, że nic ich nie łączy, więc kontynuują tą farsę. Bogom dzięki, że przynajmniej dzieci tam nie ma i nikt, poza autorką wątku i jej mężem nie musi brać w tym cyrku udziału.
  • jakiloginwziac 06.11.18, 11:01
    Oboje z mężem nie wiemy, dlaczego nas odesłała. Powiedziała, żebyśmy sobie "to przegadali w domu" i wychodzili na więcej randek i znaleźli wspólne hobby. Czyli ja odbieram to jako zbagatelizowanie problemu. Co ja niby wypieram? I dlaczego atakujesz mnie tak personalnie? Ja "chciałam zapłacić"? Oboje chcieliśmy pracować nad związkiem.
  • aqua48 06.11.18, 14:33
    jakiloginwziac napisała:

    > nie wiemy, dlaczego nas odesłała. Powiedziała, żebyśmy sobie "to
    > przegadali w domu" i wychodzili na więcej randek i znaleźli wspólne hobby.
    > Oboje chcieliśmy pracować nad związkiem.

    Dostaliście wskazówki co możecie zrobić, ale nie zrobiliście absolutnie nic z tego co polecała terapeutka. Dlaczego?
    Jak wobec tego chcieliście pracować nad związkiem?
  • sasanka5 06.11.18, 18:48
    skąd założenie, że nadal krzywdzisz ?
    W związku dwojga sobie bliskich ludzi nie ma miejsca na szantaż. A ty go stosujesz. Szantażujesz separacją.
    Ba, nie potrafisz się zatrzymać w swoich atakach, bo w piękny sposób sprowadziłaś naszą krótką wcześniejszą wymianę zdań do poziomu krzywdo-winy. Rozmowy na tym poziomie kończą się przeważnie albo głośną awanturą (zapadającą na długo w pamięci) albo wielowymiarowym fochem z odgrywaniem się po czasie.
  • enith 04.11.18, 01:11
    Czy was z mężem cokolwiek łączy? Z opisu wynika, że żyjecie obok siebie. Nie dzielicie stołu, łóżka (w sensie relacji intymnej), nie macie żadnych wspólnych planów. Powiem ci, że mnie więcej łączyło z moimi współlokatorami na studiach (np. razem jadaliśmy posiłki), niż ciebie z mężem. Tak to przynajmniej z twojego opisu wynika. Do tego dochodzi brak jednomyślności w kwestii dziecka. Myślę, że jesteś z mężem wyłącznie ze strachu przed samotnością. W ten sposób niweczysz swoje szanse na udany związek i dziecko z kimś innym. Tak, po twoim opisie uważam, że jak najbardziej istnieją u was poważne przesłanki do zakończenia małżeństwa.
  • enith 04.11.18, 02:17
    A co do tego, czemu to on się z tobą nie rozwiedzie, to powodów może mieć kilka. Może mu miałkość waszej relacji odpowiada. Może, podobnie jak ty, boi się samotności. Może jest zwyczajnie leniwy. Może, będąc osobą przewlekle chorą, woli być z tobą licząc na opiekę. Może rozwód mu się nie opłaca np. finansowo. Może jest katolikiem i rozwód nie mieści się w jego światopoglądzie. Jesteś z tym człowiekiem od ponad dekady. Chyba domyślasz się, dlaczego twój mąż się z tobą nie rozwodzi. A jeśli się nie domyślasz, to może warto go spytać. Jeśli macha ręką na próby rozmowy o rozstaniu, to może mu to zwyczajnie zwisa i powiewa? Jeśli tobie obecna sytuacja nie odpowiada, to chyba jednak ty będziesz musiała coś z tym zrobić. Zwłaszcza, że młodsza się nie robisz, a chcesz mieć dziecko. Z mężem, jak wynika z twojego opisu, raczej mieć go nie będziesz.
  • jakiloginwziac 04.11.18, 13:42
    Dzięki za wszystkie komentarze. Na razie mam mocne postanowienie, żeby zacząć od pracy nad sobą, żeby być zadowolona z mojego życia bez względu na to, z kim je spędzam. Wtedy przestanę obwiniać męża za to, że sama się ne lubię za to, że jestem nudną osobą ;-) Bardzo możliwie, że zupełnie nie nadajemy się do wspólnego życia albo, co gorsza, mąż wyemancypuj się koło czterdziestki i wymieni mnie na młodszy model, ale na razie nie będę wykonywać żadnych gwałtownych ruchów.
  • aqua48 05.11.18, 07:45
    jakiloginwziac napisała:

    >na razie nie będę wykonywać żadnych gwałtownych ruchów.

    Czyli mąż miał rację uznając Twoje "rozważania o rozwodzie" za takie sobie gadanie i machając ręką. Zna cię doskonale.
  • grrrrw 05.11.18, 10:37
    Ale jak na razie nie wymienił, totez rozwod moze byc orzeczony z twojej winy. Albo separacja.
  • prenessa 05.11.18, 13:37
    To w końcu kiedy był ten ślub? W poprzednim wątku dwa lata temu pisałaś o nim per chłopak a teraz nagle od 4 lat mąż? Masz rozdwojenie jaźni?
  • enith 05.11.18, 16:59
    prenessa napisała:

    > To w końcu kiedy był ten ślub? W poprzednim wątku dwa lata temu pisałaś o nim p
    > er chłopak a teraz nagle od 4 lat mąż? Masz rozdwojenie jaźni?

    No trochę ma. Autorka wątku pozwala sobie na dość dużą dowolność w opisie swojej życiowej sytuacji, jak właśnie z tym chłopakiem, który tak naprawdę jest jej mężem. Gdy czytam, co ona pisze, a zwłaszcza to JAK pisze, mam wrażenie, że czytam posty kilkunastolatki, a nie trzydziestoletniej bez mała kobiety.
  • pade 15.11.18, 10:52
    W poprzednim wątku wyraźnie napisała, że są małżeństwem od roku.

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • enith 07.11.18, 04:21
    Powrót na terapię to bardzo dobry pomysł. Sama chyba widzisz, że masz ze sobą problemy, a to zawsze rzutuje na bliskich nam ludzi. Fakt, że nie wiesz, czego od życia chcesz, na pewno nie pomaga waszemu małżeństwu. Zacznij więc pracować nad sobą i obserwuj, jaki wpływ ma to na twoją relację z mężem. No i nie rezygnujcie z terapii wspólnej. Może pierwsze spotkanie nie poszło po waszej myśli, ale to nie powód, żeby całkowicie rezygnować. Odróbcie zadane przez terapeutkę zadanie domowe i kontynuujcie terapię małżeńską obok twojej indywidualnej.
    A co do pożycia, a raczej jego braku. Abstrahując od tego, jak w przeszłości traktowałaś męża (wywoływanie kłótni w celu "poczucia emocji", wielokrotne odmowy seksu z twojej strony) i jak to teraz wpływa na jego chęć inicjowania stosunków, czy lekarz prowadzący twojego męża nie uprzedził was, że antydepresanty mogą dramatycznie obniżyć libido (może trzeba zmienić leki lub dawkowanie)? I dlaczego, skoro to tobie zależy na współżyciu i być może na dziecku, nie wyjdziesz z inicjatywą sama? Dlaczego to mąż, któremu wielokrotnie pokazałaś plecy, ma się teraz starać? Korona ci z głowy nie spadnie, gdy pouwodzisz i poadorujesz własnego męża. Kto wie, może mąż, gdy zobaczy, że się starasz, zacznie ci się rewanżować? Spróbuj, nie masz nic do stracenia.
    I ostatnie pytanie: czy wam się kiedykolwiek, dawno temu, jeszcze na etapie różowych okularów itd. naprawdę w związku układało? Czy kiedykolwiek byliście zakochaną, lubiącą się dobraną parą ze wspólnymi celami, udanym seksem, wzajemnym szacunkiem? I jeśli tak, to co i kiedy się z wami stało?
  • mocno.zdziwiona 07.11.18, 15:12
    Odpisuję na podstawie tego wątku. Moje małżeństwo tak nie wygląda (jesteśmy 10 lat po ślubie). Większość wolnego czasu spędzamy wspólnie, chociażby było to zwyczajne oglądanie telewizji. Codziennie jemy razem kolacje, razem idziemy spać (choć mąż wstaje sporo wcześniej ze względu na godziny pracy). Weekendy spędzamy praktycznie całe wspólnie, czasami gdzieś idąc / jadąc, czasami w domu. Jesteśmy dla siebie najważniejsi przy podejmowaniu ważnych decyzji, kwestie istotne ustalamy ze sobą, nie z rodzicami czy znajomymi. Lubimy spędzać ze sobą czas, lubimy razem gdzieś wychodzić czy wyjeżdżać, ale nie mamy problemu z tym żeby wspólnie posiedzieć w domu i pooglądać telewizję, jeżeli druga osoba nie ma akurat chęci na nic innego. Oczywiście robimy też różne rzeczy osobno, mąż czasami idzie pograć w zespole z kolegami albo wpada do siostry na kawę, ja idę się spotkać z koleżankami albo sięgam po książkę, czasami sama wyjeżdżam spotkać się rodziną (mieszkamy daleko od mojej rodziny).
    Podsumowując, nie chciałabym takiego związku jaki masz Ty. Szkoda by mi było życia, bo wydaje się, że Twoje uczucia do niego są połączeniem współczucia i niechęci. Też w poprzednim związku doszłam do etapu szczerego nielubienia byłego partnera i przez jakiś czas nie potrafiłam się ze związku wyplątać. Wspominam to jako bardzo trudny okres, pełen złych emocji. I pamiętam ogromną ulgę kiedy w końcu z nim zerwałam.
  • jakiloginwziac 09.11.18, 22:15
    Dziękuję za życzliwą odpowiedź. Pozdrawiam :-)
  • koronka2012 10.11.18, 19:08
    A właściwie jak wyobrażasz sobie własną przyszłość - za 2,3 lata? Z tego co opisujesz, twoje życie to koszmar (odłóżmy na razie kwestię przeszłości na bok). Wy się nawet nie lubicie, nie mówiąc już o braku szacunku, miłości, czy tylko zwykłego pociągu seksualnego.

    I albo liczysz, że to się w jakiś magiczny sposób między wami pojawi, albo ...? To co opisujesz, to klasyczne objawy przechodzonego związku, tu nie ma powrotu do fajerwerków, rozjechaliście się totalnie. Pytanie tylko czy nie szkoda ci czasu? tkwisz w beznadziejnym układzie parę lat - dlaczego nic z tym nie robisz? Zostawiasz decyzję o waszej przyszłości w rękach męża, chcesz się nim wyręczyć? na co właściwie czekasz?

    Jednym zdaniem, bez namyślania się - DLACZEGO TERAZ nie wyjdziesz z tego domu i nie zamkniesz za sobą drzwi?
  • mokka39 10.11.18, 13:47
    Przeczytałam ten wątek i poprzedni i nie do końca zgadzam się z obsadzeniem autorki w roli kata i sadystki znęcającej się nad bezradną ofiarą. Wybuchy, krzyk i pretensje są częstą (nie mówię, że właściwą) formą komunikowania w wielu domach i nie oznacza to, że są zawsze jakąś straszną przemocą. Często wynikają z bezsilności, wrażenia, że nie jest się w stanie "normalnym" sposobem dotrzec do drugiej osoby. Można również prowokować konflikty "po cichu" bez krzyków i awantur np. poprzez tzw. bierny opór, brak pomocy w sprawach życiowych,ukrytą niedostępność emocjonalną, co budzi w drugiej stronie frustrację i chęć wywołania jakiejś reakcji. I zawsze można wtedy powiedzieć, że się jest ofiarą, bo ja nic nie robię, jestem spokojny, nie krzyczę, względnie płaczę jak dziecko z poczucia krzywdy, zła przemocowa żona wrzeszczy i rzuca talerzami.
  • jakiloginwziac 11.11.18, 09:36
    Wydaje mi się, że dokładnie tak jest, że próbuję nawiązać z mężem kontakt przez wywołanie konfliktów. Na pewno to nie jest właściwy sposób ale na tym etapie już inaczej nie potrafię. Albo jest konflikt albo nie czuję do niego zupełni nic, poza współczuciem z powodu choroby. Jedynym ratunkiem dla naszej relacji byłoby, gdyby mąż zaczął jakoś bardziej o mnie zabiegać, ale być może jest zbyt mocno obciążony naszymi wcześniejszymi relacjami. Dlatego myślę, że musimy się rozstać., przynajmniej na jakiś czas, żeby nabrać dystansu. W tym tygodniu pójdę do terapeutki, może mi to pomoże w decyzji.
  • verdana 11.11.18, 12:32
    Naprawdę ma zabiegać o kogoś, kto nie czuje do niego nic i za jedyny s[posób porozumienia uwaza konflikt? Mąż jest obciążony - nie wiem, czy wcześniejszymi realacjami, ale tą relacją na pewno. Uwazasz, ze przeszłość nie istnieje - skoro Ty kiedyś coś robiłaś, a teraz chciałabyś ułożyć stosunki inaczej, to inni ludzie powinni zapomnieć i dostosować sie do Twojego obecnego nastroju i widzenia rzeczywistości. To tak nie działa.
  • eriu 15.11.18, 18:23
    A może Ty się kobieto powinnaś postarać i pozabiegać o męża, skoro odmawiałaś mężowi seksu długi czas a teraz on nie zabiega. Takie argumenty można odbijać a wysiłki powinny być widoczne z obu stron. Poza tym ciężko mi uwierzyć, że jeśli komunikujesz się przez konflikty a męża uważałaś za beznadziejnego że mu tego kiedyś nie powiedziałaś. Także słabo tak sobie nagle zażyczyć, że ma się o Ciebie starać i zabiegać. Może sama się wysil?

    A do mokki39 - taki konfliktowy sposób komunikacji jest przemocowy nawet jeśli wynika z bezsilności.

    --
    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
    66/93/95

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.