Dodaj do ulubionych

agresja i proźba o pomoc

10.02.19, 22:50
Witam

Zaczne od tego aby niepotrzebnie nie mylić Państwa.. Nie chodzi tu o moją najbliższa rodzine, chodzi tu o mnie i oto, że nie wiem co ze soba robic.

Zaczne najprościej jak potrafie.. Jestem moim zdaniem, za bardzo agresywny. Nie, nie bije nikogo, nie uważam przemocy jako jakiegokolwiek rozwiązania, chyba, że chodzi o samoobrone. Uwazam, że uderzenie kobiety przeze mnie, byłoby totalną klęską. Ale mam problem.

Mam narzeczoną, wspaniała kobieta, nie bede sie rozpisywać na jej temat ponieważ myśle, że kazdy wie oco chodzi. Cały moj problem polega na tym, że czasem uniose bardziej głos bądz krzykne w zupełnie niepotrzebnych sytuacjach przez co moja druga połowka cierpi, nie mówie tu o wykrzykiwaniu obraźliwych słow w jej strone. Uwazam ją za najlepsze co mogło mnie w życiu spotkać i nie mam najmniejszych powodów do tego aby ją obrażac. Lecz czasem poprostu powiem coś głosniej.. Mam niestety bardzo głosny głos i nie unikne takiego tonu jaki mam.

Jestem osobą, która łatwo sie denerwuje, natomiast przy niej staje sie łagodny jak baranek. Tak mi sie wydawało do dziś. Nie zdenerwowałem się, nie była to żadna kłótnia ani nic takiego. Sprzeczaliśmy sie o jej makijaż. Jestem totalnym przeciwnikiem tego czegoś i poprostu nie chce aby moja dziewczyna szpeciła swojej cudownej twarzy tym czymś. Nie mam nic przeciwko bardzo delikatnego makijazu ale nie chce poprostu aby dla mnie się malowała. Nie podoba mi się to.

Podczas w/w sprzeczki podniosłem głos mówiąc mniej więcej "Jestes dla mnie najpiekniejsza, nie potrzebujesz sie oszpecać" Ona odebrała to jako krzyk i ma w zupełności racje. W pierwszej chwili nie zauważyłem, że to zrobiłem, przyszło mi to tak łatwo jak każda inna rozmowa. I tutaj pragne przejść do sedna. Co Państwo by mi doradzili aby pozbyć się takich nazwijmy to "napadów agresji"? I nie, nie prosze o pomoc w przeprosinach, nie chce zwyczajnie aby przeze mnie chodziła smutna oraz sie mnie w przyszłości moze i bała.

Chciałbym zwyczajnie we własnym zakresie bądz poprzez pomoce specjalistów naprawić ten durny fragment mnie. Uwazam to za moją chyba najwiekszą wadę. Za każdym razem gdy dochodziło do takich sytuacji. To nie 1 raz gdy unosze głos ale tym razem przejąłem się tym okropnie, widze w sobie potwora który tylko krzywdzi tak bliskie osoby.

Zawsze gdy takie coś sie dzieje, wpadam w stan bliski depresji. Emila nie pozwala mi natomiast długo w tym siedzieć mówiąc, że nic sie nie stało i pocieszając mnie. Ale ja doskonale wiem, że to moja wina i taka sytuacja nie powinna nigdy mieć miejsca.

Prosze Państwa o porady, może macie własne, sprawdzone sposoby na to?
Edytor zaawansowany
  • enith 10.02.19, 23:34
    Moim sposobem na agresję partnera spowodowaną tym, że niewłaściwie się (według niego) czesałam i ubierałam, było rozstanie. Po ponad czterech latach związku. Uważam, że makijaż kobiety to wyłącznie jej sprawa. Tak samo, jak sposób ubierania się mężczyzny. Jeśli sprawa tak banalna, jak makijaż partnerki wywołuje u ciebie tak negatywną reakcję, to faktycznie masz problem. Może zacznij od tego, żeby absolutnie się w tą kwestię nie wtrącać i zobaczyć, czy ilość twoich wybuchów się zmniejszyła. Czy są jakieś inne (pytam o poważniejsze, niż makijaż) kwestie zapalne między wami? Nad tym można popracować, można rozmawiać o tym, co cię martwi czy niepokoi i w ten sposób niejako rozładować napięcie, które normalnie prowadziłoby do twojego wybuchu. Z terapeutą też możesz porozmawiać, jeśli wolisz, żeby przyjrzał się twoim zachowaniom specjalista. Zabierz na spotkanie partnerkę, ona też mogłaby rzucić lepsze światło na twoje zachowanie i jak ono na nią/na wasz związek wpływa.
  • trajfer 10.02.19, 23:56
    Tak, masz racje. Zdałem sobie sprawę z tego, że przestane wtrącać się w takie rzeczy, faktycznie to chyba nie moje sprawy. Co do innych sytuacji, nie.. Nie denerwuje mnie absolutnie nic w niej, wszystkie ew. sprzeczki oraz niedogadania właśnie naprawiamy rozmową, rozmawiamy o wszystkim. Problem właśnie polega na tym, że czasem, bez żadnego schematu czuje się poddenerwowany co tylko potęguje całą sytuacje. A przechodząc do specjalisty, tak.. Jeżeli zdecydowałbym się na wybranie do specjalisty, na pewno chciałbym aby partnerka była obok, może doda coś do "sprawy" czego ja nie widzę. Bardzo bliski mi przyjaciel zasugerował aby nie przejmować się tym w aż takim stopniu i uważa, że wizyta u specjalisty jest zbyt wczesna. Ja natomiast uważam, że wole zabić to w sobie wcześniej niż problem pojawi się tak naprawdę w ostatnich momentach swojego stadium. Dziękuje za odpowiedź, postaram się wdrożyć Twoje pomysły w swoje życie. Natomiast zachęcam innych do dyskusji :D
  • enith 11.02.19, 00:09
    Czy potrafisz ocenić, że zbliża się ten stan poddenerwowania? Czy to się zdarza samoistnie, bez widocznej przyczyny? Czy potrafisz powiązać ten stan ze zdarzeniami wcześniejszymi, np. w pracy czy szkole coś ci nie poszło, potem wracasz do domu i już jesteś podminowany i łatwo wyprowadzić cię z równowagi? Spróbuj się jakiś czas poobeserwować i o to samo poproś partnerkę. Możliwe, że w taki sposób (atakując partnerkę) odreagowujesz jakieś niepowodzenia spoza waszego związku. Czyli ona nie ma z tym nic wspólnego, ale jest niestety odbiorczynią i ofiarą twojej agresji.
    Czy masz takie ataki wobec innych osób czy tylko wobec partnerki? Jak to było, gdy byłeś młodszy? Kiedy to się zaczęło?
  • trajfer 11.02.19, 16:15
    Samego momentu kiedy to sie zbliza, nie.. Nie jeste w stanie ocenic ze to idzie, wiem tak naprawde kiedy jestem w takim stanie podminowanym. Jak wspomniałem niżej, mam stresujące zycie. Takie ataki mam tak naprawde wobec wszystkich.. Nie zależnie od tego, czy to partnerka, kumpel, sąsiad, listonosz itd. Ludzie bardzo łatwo mnie denerwują, zwlaszcza gdy własnie wracam z pracy, jestem po pracy ew po jakis stresujacych chwilach. Gdy byłem młodszy miałem raczej spokojniejsze nastawienie, tzn nie reagowałem tak. Mniej wiecej od czasów gimnazjum gdy miałem dosłownie prze**ne, gdzie każdy atakował mnie, z każdej strony tylko za to, że istnieje, przestałem siebie spoglądać jako kogoś normalnego, zrobiłem sie taki właśnie jakby agresywny? Ciagle podminowany? Nie wiem jak to precyzyjnie opisać. Od tamtego momentu nie cierpie ludzi, nie cierpie krytyki w moją strone. I tu nie chodzi oto, że twardo stoje za swoimi racjami, że atakuje osoby które mysla inaczej niz ja. W zyciu nasluchalem sie naprawde bardzo "przyjemnych" rzeczy i słuchanie znowu bardzo podobnych rzeczy powoduje u mnie az panike.
  • heniek.8 11.02.19, 06:50
    można potraktować to jako lekcję
    ta lekcja brzmi "niepytany nie komentuj wyglądu innej osoby jeżeli masz ochotę na negatywny komentarz"

    może ta laska z tobą nie wytrzyma ale lekcja zostanie już na zawsze
  • trajfer 11.02.19, 16:15
    Pocieszające.
    Ale chociaż szczere.
  • blue_meerkat 11.02.19, 08:41
    "Jestem osobą, która łatwo sie denerwuje"
    "Problem właśnie polega na tym, że czasem, bez żadnego schematu czuje się poddenerwowany co tylko potęguje całą sytuacje"

    Zacznij zapisywac- co wyzwala zlosc, jakie sytuacje, co sobie wtedy myslisz, jak reagujesz. Czy ktos reagowal w twoim otoczeniu w ten sam sposob? Jak rozmawiasz o uczuciach? A potem poszukaj warsztatow lub terapii z zakresu radzenia sobie z emocjami, agresja, zloscia. Zastanawia mnie tylko ze twoj najlepszy przyjaciel nie widzi w tym problemu..
  • trajfer 11.02.19, 16:01
    Przemyslałem sytuacje kiedy jestem zdenerwowany.. Głownie wydaje mi sie ze chodzi o kontakty z ludzmi, czy to klienci czy bezmyślnośc osob, z którymi mam styczność. I fakt, będąc np w pracy gdzie dosyć mocno się stresuje czuje poddenerwowanie całą ta sytuacją, irytuje mnie gdy w tym czasie coś mi nie wychodzi a każda chwila czasu ma ogromne znaczenie. Nikt nie reaguje w moim otoczeniu tak jak ja, jestem "czarną" owcą. O uczuciach jakichkolwiek rozmawiam tylko i wyłącznie z partnerką w sposób bardzo luźny, rozmawiamy tylko na tematy które chcemy poruszać, nie naciskamy na siebie. Oboje lubimy rozmawiac sobie własnie w taki sposób o tym co nas spotkało, co sie z nami działo. Propo przyjaciela.. nie wiem, szczerze nie wiem ale uznałem jego rade za jedną z tych ktorymi nie powinienem sie kierowac
  • eukaliptusy 11.02.19, 09:54
    Ja tu widzę conajmniej dwa problemy. (Pomysł, żeby kobiecie za pomocą kłótni dyktować jak ma wyglądać już pominę... )
    Po pierwsze brak umiejętności rozpoznawania emocji.
    Po drugie, wpadanie w stany depresyjne z powodu faktu, że wyraziłeś emocje, których nie akceptujesz i od których się odcinasz.

    To są dwie strony tej samej monety.

    Gniew jest normalną emocją, od której nie da się uciec. Gniew popycha ludzi do działania i pozwala im się bronić.
    Ludzie, którzy tłumią w sobie gniew, często zapadają na depresję, bo razem z gniewem tłumią też chęć do aktywności, wycofują się w siebie zamiast stawić czoła światu.
    Oczywiście nie znaczy to, że masz prawo krzyczeć na partnerkę. Gniew można wyrażać w cywilizowany sposób, kiedy jest na to odpowiednia pora i gniew ma związek z sytuacją. Natomiast często jest tak, że gniew, który czujesz podczas na przykład kłótni z partnerką jest echem jakichś innych wydarzeń. Może z tego samego dnia, może z obecnego stresu, a może z dalekiej przeszłości i wcale nie jest adekwatny do sytuacji.
    Dla ciebie pierwszym krokiem jest nauka rozpoznawania i przyjmowania emocji. Może coś z kierunku pracy z ciałem, bo emocje nie siedzą w głowie. Powoli, krok po kroku, zaczniesz rozumieć siebie lepiej. Powodzenia.
  • trajfer 11.02.19, 15:50
    Dziekuje za odpowiedz, nie zrozumieliśmy sie chyba :D Nie próbuje za pomocą kłótni dyktować niczego partnerce, przynajmniej tak mi sie wydaje. Natomiast własnie jak ktoś wyżej napisał, spróbuje sie w takie tematy zwyczajnie nie mieszać.

    Właśnie ja staram sie robić mimowolnie wszystko aby unikać takich sytuacji, aby nikt nie obrywał przeze mnie. Nie jestem typem osoby, która jest bardzo otwarta, śmiała itp. Jestem raczej typem piwniczaka, który woli spotkać sie w małym gronie i tak spedzać czas. Natomiast na słyszałem sie róznych opini o mnie, od róznych wyzwisk przed paru laty jeszcze za gówniaka w gimnazjum, które było dla mnie piekłem i od rodziców, którzy stwierdzili, że w przyszłosci będe na pewno bić swoją żone, dzieci etc. Bardzo sie tego boje ponieważ jak wyżej napisałem.. uwazam to za totalne dno i upadek.

    Tak, masz racje, nic mnie nie usprawiedliwia i nie daje zgody na krzyczenie. Bardzo możliwe jeżeli chodzi o echo wydarzeń z przeszłości. Mam dosyć stresujące życie, od szkoły po prace, które wymagają ode mnie dużej odpowiedzialności i przy tym są czasem aż za bardzo stresujące.
  • eukaliptusy 11.02.19, 18:38
    Z tego co piszesz wynika, że przeżycia z gimnazjum i do tego niewspierajaca postawa rodziców zostawiły na tobie trwałe piętno. Ucierpiała twoja samoocena i sposób jaki reagujesz i wchodzisz w relacje z innymi ludźmi.
    Na twoim miejscu zajrzałam na stronę Laboratorium Psychoedukacji, z którego wywodzi się dawna pani ekspert tego forum. Tam jest lista ośrodków polecanych w różnych miastach. Po prostu umów się na wstępna wizytę diagnostyczna w najbliższym ośrodku, a tam cię dalej pokierują. Możesz tez rozważyć terapię grupową. Skoro dojrzałeś do tego, ze tak dalej żyć się nie da, nie ma na co czekać. I nie tylko relacje z partnerką powinny się poprawić.
  • trajfer 11.02.19, 19:03
    Tak, masz racje.. Mam okropne problemy w relacjach z ludzmi. Z tego co zaobserwowałem oraz tego co mówili mi niektórzy :"Nie znam sie na żartach"... żartach z siebie.. Wydaje mi sie ze ja poprostu nie chce mieć znowu przesrane przez reszte życia. Lubie się posmiać jak każdy ale moje granice są chyba dużo wcześniej niż innych. Nie wiem czy dojrzałem, poprostu uznałem, że chce wcześniej to ogarnąć nim bedzie za późno. I w sumie nawet szczerze nie myslałem o innych relacjach niż z partnerką.. Jednak to z nią za najbliższe lata stworze rodzine i to wśród nich będe się "obracać" A wizja ojca i męza choleryka z napadami agresji, który byc moze bije rodzine, średnio mi się podoba.
    Dziękuje bardzo za odpowiedź, zawsze to jakies wsparcie i inne spojrzenie na sprawe :D
  • eriu 11.02.19, 21:51
    Jak nie próbujesz narzucić niczego partnerce? Jak na nią krzyczysz żeby się nie malowała to jak najbardziej jej narzucasz jak ma wyglądać. Co innego jest powiedzieć: "Kochanie, jesteś dla mnie najpiękniejsza naturalna" a co innego już nie przymierzając drzeć ryja, że ma nie nosić makijażu.

    Byłam w związku, gdzie się zaczęło od uwag jak mogę się inaczej ubierać itp. To był koszmar. Takie zachowanie to wielki znak ostrzegawczy, bo potem jest coraz gorzej a Ty ewidentnie wypierasz swoje zachowania. Biegiem na terapię i się staraj ze wszystkich sił żeby to zmienić.

    --
    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
    66/93/95
  • trajfer 11.02.19, 22:48
    Nie zrozumielismy sie.. Nie "darłem ryja" jak uważasz.. Powiedziałem Twoją "lepszą" wersje. Nie "darłem ryja" w jej kierunku. Powiedziałem to zwyczajnie głosniej, nie twierdze ze to nie było pod krzyk. To jest jej ocena, ona to odbierała nie ja. I gdyby ktoś tutaj nie czytał ze zrozumieniem.. Cały post jest odnośnie pomocy i sposobów radzenia sobie z "darciem ryja na partnerke" więc wydaje mi się za logiczne, iż chce to zmienić.
  • enith 11.02.19, 23:13
    Powiedziałeś partnerce wprost, że się oszpeca makijażem. Podejrzewam, że większości kobiet taki komentarz z ust ukochanego sprawiłby naprawdę poważną przykrość. Mi sprawiłby na pewno. Zresztą, ja takie paskudne komentarze ze strony partnera na temat mojego wyglądu przerobiłam w poprzednim związku, o czym wyżej wspomniałam. Wiem więc doskonale, jak takie kąśliwe odzywki wpływają na samopoczucie. Wyobraź sobie, że to tobie partnerka mówi, że np. w obecnej fryzurze (którą ty akurat lubisz) wyglądasz kretyńsko. Byłoby ci przykro, prawda? Dlatego wyżej poradziłam, żeby nie wtrącać się w takie sprawy, a wygląd komentować wyłącznie wtedy, gdy ktoś o to wprost poprosi. Uniknie się wtedy nieprzyjemnych sytuacji.
    Swoją drogą zastanawiam się, jak ty sobie wyobrażasz dalsze losy waszego związku, jeśli nie akceptujesz kwestii tak fundamentalnej, jak wygląd twojej partnerki? Przecież ona maluje się pewnie każdego dnia przed wyjściem do szkoły czy pracy. Będziesz się każdego ranka krzywił na jej widok?
  • trajfer 12.02.19, 11:55
    Jezeli chodzi o mój wygląd to nie ma w tym problemu, ja sam siebie nie akceptuje, tym bardziej swojego wyglądu.
    To nie tak ze nie akceptuje, nie lubie zwyczajnie makijażu a wcześniej ostatni raz kiedy sie malowała to było ze 3 lata temu.
  • heniek.8 12.02.19, 12:25
    Może daj jej ultimatum "wybieraj: makijaż albo ja"
  • eukaliptusy 12.02.19, 18:23
    Czy ty czytasz, co piszesz?
    „Ja sam siebie nie akceptuje, tym bardziej swojego wyglądu.”
    „Nie ma w tym problemu”

    Jak to nie ma w tym problemu? To jest sedno twoich problemów.
  • trajfer 13.02.19, 15:52
    fraza "nie ma w tym problemu" odnosi się do odpowiedzi wyżej. W skrócie chodzi w niej oto, że nie mogę się obrazić za krytyke mojego wyglądu, skoro sam mam dokładnie takie samo zdanie na swoj temat.
  • lumeria 13.02.19, 15:10
    Drogi Mlody Czlowieku,

    Bardzo Cie podziwiam, ze jestes w stanie zidentyfikowac swoje zle zachowanie, zanim doprowadzi do bardzo powaznych problemow. Za ta samoswiadomosc, i chec uzyskania pomocy nalezy Ci duzo slow wsparcia! Brawo czlowieku!

    Napomniales zdawkowo o tym, ze byles przesladowany przez kolegow, i atakowany przez rodzine. Podejrzewam, ze byles zle traktowany i krzywdzony. Nie bez powodu stales sie „piwnicowcem”, nie bez powodu uciekales, pewnie do komputera, gier lub filmow. Twoja niska samoocena tez tu ma korzenie.

    Teraz wkraczasz w dorosle zycie, chcesz miec kochana kobiete, rodzine, a co sie dzieje? Po wstepnym okresie pokazywania sie od najlepszej strony („przy niej jestem potulny”), zaczynacie pokazywac swoje nawyki. A czego Ty sie nauczyles w domu rodzinnym i srodowisku? Ze slabszemu mozna dowalac, mozna sie na niego zdenerwowac, skrzywdzic. I mimo, ze tego nie chcesz, te schematy wychodza z Ciebie bezwiednie, bo tylko to znasz.

    Jako madry, prawy czlowiek, na pewno poczytales juz wiele o kole lub cyklu przemocy w necie np. www.swiatproblemow.pl/jak-ofiara-staje-sie-sprawca-przemocy/ tez www.niebieskalinia.info/index.php/przemoc-w-rodzinie/30-cykle-przemocy-w-rodzinie

    Ostrzegalabym Cie przed „to ja juz nie bede sie do niej odzywal o....” Tym razem to makijaz, nastepnym razem ona cos zrobi w kuchni, potem pojdzie o dziecko, po jakims czasie nie bedziecie rozmawiali o niczym, a przy kazdym stlumieniu i ukryciu Twoich reakcji i emocji, napiecie bedzie w Tobie wzrastalo. Az nerwy Ci popuszcza tak (nawet z błahego powodu), ze dowalisz jej straszliwie. Oczywiscie potem bedziesz czul sie strasznie – czyli depresja, przepraszanie, i ponawianie cyklu.
    Nie tedy droga!!!!

    Bardzo serdecznie Cie namawiam na terapie, bys mogl przepracowac emocje, bys porozmawial z zyczliwa osoba o krzywdzie ktorej doznales, by ta osoba pomogla Ci zrozumiec co sie stalo, i odnalezc najlepsza droge do uleczenia Twojej wewnetrznej rany. (Tego nie da sie zrobic z narzeczona).

    Doraznie, kiedy czujesz narastajaca irytacje, wyjdz z lazienki, pokoju, i idz w ciche miejsce by ochlonac, uspokoic sie. Mozecie z narzeczona umowic sie na ‘slowo bezpieczenstwa’ – kiedy ktores z Was czuje narastajace niebezpieczenstwo (ona albo Ty), mowicie to slowo, i na 15-30 min przerywacie rozmowe czy cokolwiek robicie. Po tym czasie wracacie do siebie. Jesli nadal jest ostro, ponawiacie.

    Jesli jednak zirytujesz sie, lub wybuchniesz, to swiadomie nie wpadaj w depresje by nie napedzac cyklu. Ogladnij (najlepiej z terapeuta) co sie stalo, dlaczego tak zareagowales. Powiedz sobie, ze widzisz cykl, i dzialasz by go zniwelowac.

    Doceniam bardzo, ze bierzesz odpowiedzialnosc za swoje akcje (zaskorupieni zaprzemocowcy obwiniaja ofiare), wiec mam wiele nadziei, ze poradzisz sobie by nauczyc sie zdrowych relacji. Nauczysz sie szanowac siebie a takze slabszych i zaleznych ludzi – Twoja kobiete, ewentualne dzieci.

    Mocno trzymam kciuki za Twoje powodzenie. Ratuj siebie, ratuj relacje. Dzialaj! Dasz rade!
  • trajfer 13.02.19, 16:22
    Dziękuje bardzo za naprawdę ciepłe słowa otuchy, że istnieje dla mnie jakaś szansa oraz, że może być lepiej. Wiele się z Pani wypowiedzi dowiedziałem, między innymi o powodach moich nawrotów depresji. Pani wypowiedź podnosi mnie na duchu lecz nie pozwala zapomnieć o tym, że jest taki problem, i że trzeba jak najmocniej stawić mu czoła. Nie chce w tym miejscu negować ani krytykować pracy specjalistów, lecz domyślam się, że powodem mojego zaniedbania pod względem psychicznym może być w dużej mierze psycholog szkolny, który w okresie, delikatnie mówiąc, problemów w szkole, pomimo proszenia bliskich mi osób, odmówił pomocy stwierdzając, że nie ma takiej potrzeby ponieważ nic złego się nie stało. Pomijając ten element postaram się wdrożyć pomysły w życie, nie zakładam, że nagle uda mi się w 100% oraz, że teraz życie będzie piękne i pachnące ale na pewno zorientuje się odnośnie specjalistów w mojej okolicy. Na pewno postaram się wdrożyć również plan z "słowem bezpieczeństwa", myślę, że to pomoże uniknąć sporej ilości problemów i na pewno będzie pomagało rozładować sytuacje. Na pewno postaram się również bardziej otworzyć na swoją partnerkę, będę chciał ją bardziej poznać, zaobserwować jej emocje oraz to w jaki sposób sobie z tym radzi. Na pewno nie będę się bał jej reakcji ponieważ wiem, że gdy tylko jest jakiś problem, ona stoi obok mnie i rozwiązujemy go razem. Dziękuje jeszcze raz bardzo serdecznie za wypowiedź. Pozdrawiam :D
  • sebalda 15.02.19, 09:27
    Też jestem pod wrażeniem samoświadomości i gratuluję jej.
    Bardzo gorąco polecam książkę Kiedy złość rani lubimyczytac.pl/ksiazka/238497/kiedy-zlosc-rani-jak-uciszyc-wewnetrzne-burze
    Nie mam dużych problemów z radzeniem sobie ze złością, ale lektura tej książki i tak bardzo mi pomogła w takich codziennych sytuacjach, gdy coś błahego mnie wkurza, wystarczy chwila refleksji, czy sprawa jest tego warta, czasami wystarczy się na chwilę zatrzymać, odejść, odpuścić. Dla osób łatwo wpadających w złość tak książka jest naprawdę pomocna, obserwuję to u kogoś z bliskich.
  • galia29 02.03.19, 10:28
    Cóż, Ty nie lubisz makijażu, ale może Ona lubi? Wymaganie by dostosowała się do Twoich żądań jest Twoim znacznie większym problemem, niż podnoszenie głosu. Co masz zrobić? Ogarnij się i przestań wymagać by świat dostosował się do Twoich żądań.. Chcesz powalczyć ze swoim gniewem? W każdym mieście prowadzone są terapie gniewu, wystarczy chcieć.
  • ravny 17.03.19, 19:22
    Daj swojej dziewczynie do przeczytania to :
    "Mam nadziej, e ten tekst pomoże niejednej osobie uniknąć wielu zagrożeń. Chodzi
    mi o sytuacj, gdy angażujesz si uczuciowo w pewien ujmujcy typ osobowoci, ktÛry
    wkrÛtce okazuj si by nękaczem (ang. stalker) kimś chorobliwie zazdrosnym, kto nigdy
    nie pogodzi si z rozstaniem i zaczyna y wizj dnia, kiedy do niego wrÛcisz. Mimo
    twoich odmÛw, wydzwania do ciebie nieustannie, pisze, nastaje na spotkanie, ciga, osacza,
    szantauje, a w kocu stosuje groby i zaczyna by niebezpieczny. Przyjrzyjmy si, w jaki
    sposÛb on sta ̄ si taki i jak to si sta ̄o, e ty si w niego wpakowa ̄a?
    Scenariusz ma dziesitki odmian, wic przytocz, jako model, tylko jedn. Ma ły
    ch łopiec nie dowiadcza miłoci w domu; ojciec jest ca łkiem zimny i odległy, mama ñ
    miewa czasem nieco ciep ła, ale malec musi ciągle walczy o jej mi łość. Kiedy ma sze lat
    matka ucieka z kim w świat, a on zostaje z surowym, przemocowym ojcem. Może to by ̄
    Ñtylkoî jej kolejny romans, a może ginie w wypadku ñ dopowiedz sobie inne możliwoci.
    Osi jest to, e ñ nagle i bez uprzedzenia ñ za ̄amuje si ca ̄e ycie emocjonalne ch ̄opca i
    gin jego szanse na jakkolwiek mi ̄o. Malec zostaje ca ̄kiem sam, ze swoim bÛlem straty
    i palc, niezaspokojon potrzeb, ktÛr grzebie na dnie duszy ñ une couche, jak mÛwi
    Francuzi.
    Ch ̄opiec dorasta i spotyka ̄atwowiern dziewczyn. Chodzi z ni i w kocu bior
    lub. Jest dla niej cudowny przez pierwsze tygodnie, ale zawarto une couche Ñodpalaî czy
    Ñuruchamia siî, gdy poprzez ma ̄estwo ona staje si ñ przeniesieniowo ñ jego mam.
    To bardzo czsty proces, przez ktÛry narzeczona staje si dla ma matk; chwila za ̄oenia

    obrczki zmienia wszystko. Co robi partner po lubie? Saje si zaborczy (mamusiu nie
    zostawiaj mnie) i kontrolujcy (gdzie by ̄a? o czym rozmawia ̄a? z kim?). Jest chorobliwie
    zazdrosny, śledzi j i snuje swoje wnioski z normalnych zachowa. Ponieważ jego bÛl
    nigdy nie zaspokojonej potrzeby miłoci uleg ̄ł wczesnemu drukowaniu i nie może sam z
    siebie ustpić, taka sytuacja nigdy się nie poprawia, a tylko pogarsza.
    Sytuacja rozwija si tak, jak u pewnej gwiazdy kina, ktÛr leczy łem. Kiedy szli na
    przyjcie, m pilnowa ̄ jej cały czas, nie pozwala ̄ na moment podnieść g ̄owy, by nie
    spojrza ła na kogokolwiek innego i mimo, że stosowa ła się do jego wymogÛw, awanturowa ł
    się, że i tak patrzy. Nawyk ła do poddastwa dziewczyna, wyros ła przy kontrolujcym i
    rozliczajcym j ojcu, ktÛrego władzy podlega ̄a, nie widzia ̄a nic z ̄ego w postawie ma;
    takie by ̄o od zawsze jej ycie, wic na tym polega i teraz ñ na poddawaniu si ludziom
    kontrolujcym oraz na yciu ich yciem, a nie w ̄asnym. Dlatego gotowa by ̄a p ̄aci t
    niewolnicz cen, wierzc, e zaskarbi sobie mi ̄o.
    A pewnego dnia spotyka kogo i prÛbuje odej. M jednak mÛwi: ÑNikt nie moe
    mnie porzuciî i zaczyna y po to, by jej to udowodni. Staje si paranoicznie podejrzliwy
    i zamyka jej wszelkie furtki. Musi j mie na prawach wy ̄cznoci. Sprawdza. ona jest
    przeraona, gdy staje si agresywny ñ efekt przeniesienia przemocy jakiej dowiadcza ̄ od
    ojca po odejciu matki. Chodzi za ni i ledzi j wszdzie, by mie nad ni kontrol i
    sterowa swoj sieci. Ona mimo to si wyprowadza. On w ̄amuje si do jej domu i
    ods ̄uchuje wiadomoci z automatycznej sekretarki. Jest obsesyjnie Ñzakrconyî na jej
    punkcie; od kiedy jego mama odesz ̄a, to przecie ostatnia i jedyna szansa na mi ̄o, a
    tamto porzucenie cigle w nim zalega. Moe nawet zabi, bo dla niego bycie w pojedynk
    nie ma adnego sensu i celu. To by ̄by koniec wszystkiego. Wic walczy jak o ycie.
    Oto niwo braku mi ̄oci i oto dlaczego mi ̄o tak ̄atwo przechodzi w nienawi.
    Najpierw zakochanie, potem odrzucenie. Rozpaczliwa, nie zaspokojona w okresach
    krytycznych potrzeba, wespÛ ̄ z przemon kontrol partnerki, by mie pewno bycia
    kochanym, stopuje mi ̄o ñ skutkuje jej odwrotnoci: brakiem i porzuceniem. Ona
    potrzebuje wolnoci, ktÛrej nigdy nie miała przy ojcu, a on nie moe jej na ni pozwoli, bo
    dla niego oznacza ̄oby to agoni porzucenia. Bdzie z pocztku b ̄aga ̄, by wrÛci ̄a, ale gdy
    zrozumie, e to koniec, staje si naprawd niebezpieczny i naley to zg ̄osi policji lub
    prokuraturze. Leczy ̄em kiedy mczyzn, ktÛry mia ̄ paranoj zazdroci. By ̄ absolutnie
    przekonany, e ona go zdradza. Nie zdradza ̄a go nigdy; chcia ̄a jednak odej i y sama,
    by wyrwa si z gehenny cig ̄ych podejrze i kontroli. Jednak za bardzo si go ba ̄a, by

    cho prÛbowa. Widzc, e mÛj klient jest realnym zagroeniem jej ycia, zadzwoni ̄em na
    policj; powiedzieli, e nie mog dzia ̄a na podstawie Ñmoe si staî. KtÛrego dnia
    wrÛci ̄ do domu i wpakowa ̄ w ni pi kul... Przey ̄a... I mia ̄a go wreszcie z g ̄owy.
    Tego typu paranoicy s niezmienialni, a ich przekonania niereformowalne, gdy
    kady ma g ̄boko wdrukowan w system mierteln rozpacz porzucenia, ktÛra napdza
    jego myli i dzia ̄ania. DopÛki tkwi ten wdruk, taka obsesyjna, urojeniowa zazdro bdzie
    tylko narasta. Jeli wic jeste zakochana w cz ̄owieku kontrolujcym, ktÛry wci chce
    wiedzie, gdzie by ̄a i co robi ̄a, nie czekaj na mi ̄o. Zwiewaj od niego jak najdalej."

    -sorry za brak polskich liter , mimo to tekst jest czytelny a za dużo poprawiania i mi się nie chce:) stronyocalenia.pl/index.php/spis-tresci/81-stalking-nekanie

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.