Dodaj do ulubionych

‚Gniew” na przemoc domową

18.03.19, 00:45
Opowieści oparte na faktach: - Rzadko się zdarzało, żebym miała siniaki. Bicie po piętach, płakałam z bólu przy chodzeniu przez tydzień, a nawet zaczerwienienia nie było. Pięścią w brzuch, zero śladów. Kawałkiem gumy pod kolanami, tak samo. Nie uwierzylibyście, ile cudów zdziałać też może walenie przez poduszkę
Czytasz ten artykuł, bo masz prenumeratę Wyborczej. Dziękujemy
"Gniew" Zygmunta Miłoszewskiego wyszedł przed tygodniem. To kolejna - po "Uwikłaniu" czy "Bezcennym" - książka o zbrodni. Ale nie jest to po prostu kryminał. Nie kryminalna intryga jest tu najważniejsza. Jest w zasadzie tylko konstrukcją, która niesie najważniejsza narrację - o zbrodni domowej. Ba, to nawet jest coś więcej, to nie powieść, a publicystyka kryminalno-społeczna.

Pytam o to Miłoszewskiego. - Tak, "Gniew" to manifest.

No to odczytajmy go.

Książka zaczyna się tak: "Wyobraźcie sobie dziecko, które musi się chować przed tymi, których kocha".

Wyobraźnia niepotrzebna. Autor prowadzi nas do tego dziecka - mały jest świadkiem umierania matki. To go emocjonalnie okaleczy na całe życie. To jest dziecko, którego dom rodzinny to - jak pisze Miłoszewski - "dom zły". Tytułowy "Gniew" dotyczy tego właśnie domu.

Wymiotny seks domowy

Według danych Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości przemoc domowa w statystykach wygląda tak:

- każdego roku przemocy fizycznej lub seksualnej doświadcza od 700 tysięcy do miliona Polek,

- co dziesiąta kobieta w Polsce doświadczyła przestępstwa zgwałcenia lub usiłowania gwałtu,

- każdego roku w Polsce zostaje zgwałconych 30 tysięcy kobiet,

- w wyniku przemocy domowej co roku ginie w Polsce około 150 kobiet.

Miłoszewski z tym polemizuje: "Statystka kłamie - każe mówić swojemu bohaterowi prokuratorowi Teodorowi Szackiemu, arcypolskiemu, bo urodzonemu 11 listopada. - Obejmuje tylko zło ujawnione. Tak naprawdę przestępstw i krzywd jest znacznie więcej. Czasami nigdy nie wychodzą na jaw, ponieważ zbrodnie doskonałe dokonywane są codziennie. Czasami są to rzeczy zbyt drobne, żeby poszkodowani chcieli je zgłaszać. Najczęściej jednak zło ukryte jest za podwójną kurtyną strachu i wstydu. To przemoc w rodzinie. Szkolne prześladowania. Mobbing w firmach. Gwałty. Molestowanie. Czarna liczba krzywd, których nie sposób policzyć".

Statystyka pokazuje, że każdego tygodnia giną w Polsce 3 kobiety, które mogłyby żyć, gdyby otrzymały pomoc i wsparcie ze strony państwa.

I o tym jest "Gniew".

Do Szackiego, "spiżowego mizogina z minionej epoki", ale i utalentowanego, błyskotliwego śledczego przychodzi kobieta, by złożyć zawiadomienie o przestępstwie. Po prostu boi się męża, nic więcej nie jest w stanie wydukać.

Szacki myśli o sprawie pogardliwie "znęcaniówka". Zawiadomienia nie przyjmuje. Udziela jej protekcjonalnej rady, "nie ma takich urzędów, które wyręczyłyby panią w podejmowaniu trudnych decyzji".

Fakt, to trudne. Bo niby jak kobieta ma kompletnie nieznanemu mężczyźnie ot tak po prostu powiedzieć: "Drogi panie prokuratorze, mąż mi codziennie wkłada ch... tak głęboko do gardła, że muszę łykać własne rzygi. Czy myśli pan, że jest na to jakiś przepis?" - zastanawia się Miłoszewski.

Ich seks codzienny wygląda tak: "Nie musiał nawet nic mówić, to już był ich mały rytuał, każdy związek taki ma. Sama położyła się na wznak na łóżku i zwiesiła głowę poza ramę. Łóżko było na tyle wysokie, że nie musiał klękać, tylko stanął na szeroko rozstawionych nogach. To nie było jakieś tam robienie laski, tylko olimpijska dyscyplina. Długo ćwiczyli, żeby zwalczyła odruch wymiotny, długo szukali odpowiednich pastylek na ból gardła".

Kobieta jest "zwyczajna, tak zwyczajna, że wręcz statystyczna". Jej mąż to "zwyczajny mężczyzna, tak zwyczajny, że przykładnie wręcz statystyczny". Ich rodzina też całkiem przeciętna: on - jak każe tradycja - zbudował dom, spłodził syna i zasadził drzewo. Wracając do domu, do żony i do dziecka słucha Adagio for strings Samuela Barbera, rozkoszuje się skrzypcami, kiedy "uderzają w swoje żałosne tony".

Ona jest według niego "rozmemłana". On codziennie doświadcza uczucia potęgi, które płynie z władzy nad wszystkim i wszystkimi.

Miłoszewski widzi go tak: "Był mężczyzną i miał swoje do zrobienia. I to robił. Nowoczesnym mężczyzną, który nie wymagał wzajemności ani wdzięczności za opiekę, którą otaczał swój dom i swoich bliskich. Robił to z miłością i - był gotów się do tego przyznać - dla dumy, jaka towarzyszyła spełnieniu".

Ten przeciętny mąż tak dba o zwyczajną żonę, że każe jej szukać pastylek na gardło, by mógł w nią jak najgłębiej wejść. No i ćwiczy z nią, by zwalczyła przy tym odruch wymiotny. Ot, domowy seks przeciętnego, tradycyjnego samca.

Panda

Szacki z pogardą mówi o kobiecie "pseudopanda". Panda to kobieta z podbitym okiem. Tak pobite narzeczone, żony, kochanki czy konkubiny ochrzcili policjanci. Ta jest "pseudo", bo została nie pobita, tylko jest nękana psychicznie.

- To bardzo ciekawe, ile seksistowskiej pogardy można zawrzeć w jednym słowie - mówi do Szackiego jego podwładny Edmund Falk.

Jest mały, niski, chudy, podobny do Louisa de Funesa. I nie jest to przypadek, bo Falk to postać groteskowa. Więcej nie zdradzę, bo ujawniłabym pointę.

Ten statystyczny mąż był nie tylko "damskim bokserem", ale zwyczajnym zbirem, bo "nie dość, że ją wystrzelał po gębie, to jeszcze pchnął tak, że uderzyła się w głowę i straciła przytomność". I wyszedł z domu. Zostawiając ją i swojego synka w kałuży krwi. A przecież był z ich posiadania tak dumy.

Druga ofiara mieszka w domu równie zwyczajnym, co pierwsza: "Dość nowy, wybudowany pewnie w ciągu ostatnich siedmiu - dziesięciu lat. Na planie kwadratu, parterowy, z małymi oknami i ogromnym dachem, wyższym od kondygnacji. Jakby strych miał tam być najważniejszym pomieszczeniem".

I był. Tu mąż wysyłał niegrzecznego kilkuletniego synka i żonę. Bo byli niegrzeczni. Każde z osobna rzecz jasna, towarzystwo niepotrzebnie umiliłoby im odbywanie kary.

Jest i inna ofiara domowej przemocy. Była nękana przez lata. Najpierw przeciętny mąż okazywał zwyczajną złość irytację, potem rzucał wyzwiska i pogróżki, aż wreszcie dawał zwyczajne lanie. Nie, nie zwyczajne. Doskonałe, niemal bez śladów, było jak zbrodnia doskonała.

Kobieta opowiada o tym Szackiemu, (terapeutka kazała jej się zwierzać): "Artur był zawodowcem. Bolało jak cholera, ale nigdy na tyle, żeby trzeba było opatrywać rany albo składać kości. Rzadko się nawet zdarzało, żebym miała siniaki. Bicie po piętach na przykład. Płakałam z bólu przy chodzeniu przez tydzień, a nawet zaczerwienienia nie było. Pięścią w brzuch, zero śladów. Kawałkiem gumy pod kolanami, tak samo. A bolało, jakbym sobie więzadła zerwała na nartach. Nie uwierzylibyście też, ile cudów zdziałać może walenie po głowie przez poduszkę i w ogóle walenie przez poduszkę. Czasami tak mnie napierdalał, że musiałam brać wolne, bo dołu od góry nie odróżniałam. A wyglądałam jak po wizycie u kosmetyczki. Śliczna, zdrowa, zaróżowiona. Pardon le mot, ale to naprawdę było napierdalanie, żadne inne słowo tego nie odda".

Przemoc w trzech odmianach

Polski Sejm znów odłożył ratyfikację Konwencji Rady Europy o zwalczaniu i zapobieganiu przemocy wobec kobiet na później. Przeważyły głosy, że "godzi w polską rodzinę i polską kobietę".

A ratyfikacja byłaby silnym sygnałem dla ofiar, że Polska przemocy nie toleruje, ale i dla sprawców, że będą ścigani. Bo nie są. W 2013 r. policja zidentyfikowała 87 tysięcy ofiar przemocy domowej oraz 61 tys. osób podejrzanych o stosowanie przemocy. Zostało skazanych za przemoc wobec bliskich 11.890 sprawców. Była to najniższa w historii liczba skazań.

Sprawcy przemocy w 86 proc. przypadków otrzymują karę więzienia w zawieszeniu, a jedynie 4 proc. skazanych otrzymuje nakaz opuszczenia mieszkania zajmowanego razem z ofiarą przemocy.

Czyli w 96 proc. domów z przemocą ofiary nadal mieszkają ze swoim oprawcą i ze strachem przed nim.

W "Gniewie" przemoc domowa występuje
Edytor zaawansowany
  • fusun1804 18.03.19, 00:47
    W "Gniewie" przemoc domowa występuje w trzech odmianach: fizycznej, społecznej (kobieta w tradycyjnej roli opiekunki domowego ogniska) i ekonomicznej (finansowe uzależnienie od oprawcy zmusza do życia wedle jego warunków). A kobiety dla mężczyzn to po prostu głupsze i gorsze od nich istoty, znaczy naturalnie przeznaczone do posiadania, czyli bicia, poniżania, katowania, upodlania.

    Powieść jest skonstruowana jakby miała być polemiką z przeciwnikami Konwencji Rady Europy. Z pseudonaukową prawicowo-kościelną narracją o tradycyjnej rodzinie, której fundamentem są wartości chrześcijańskie. Miłoszewski pokazuje te tradycyjne rodziny. Z tym że u niego nie wartości chrześcijańskie budują więzi rodzinne. Buduje je strach w tradycyjnym domu. Dom to miejsce zbrodni niemal doskonałej - sąsiedzi, rodzina, znajomi, policjanci tej zbrodni nie widzą, nie słyszą, nie mówią o niej.

    Takie domy istnieją naprawdę. Opisywaliśmy je.

    Kilkuletni Bartek z Kamiennej Góry został pobity na śmierć przez matkę i jej konkubenta. A wcześniej był bity i zaniedbywany, sąd umieścił go w domu dziecka. Ale gdy matka obiecała poprawę, odzyskała dziecko. Społeczna kuratorka kontrolowała sytuację... przez telefon. Gdy matka się przeprowadziła, urzędniczka sądowa zapomniała wysłać pismo w sprawie dozoru nad tą rodziną do właściwego sądu. Policja interweniowała, ale ograniczała się do "godzenia" matki i jej konkubenta. Bartek umarł nie od jednorazowego pobicia, umarł, bo najbliżsi przez wiele miesięcy bezkarnie się na nim fizycznie znęcali.

    Kilka lat temu Helsińska Fundacja pomagała kobiecie, nad którą mąż przez wiele lat znęcał się fizycznie. Informowała organy ścigania, nikt jej nie pomógł, choć można było np. zakazać sprawcy zbliżania się do ofiary. Gdy w końcu wystąpiła o rozwód, mąż podpalił jej dom.

    U Miłoszewskiego fikcja literacka żywi się prawdziwym życiem. Miłoszewski na końcu dziękuje wszystkim, którzy mu pomogli. Jako pierwszej Joannie Piotrowskiej z Feminoteki za "otwarcie oczu na powszechność problemu przemocy wobec kobiet i seksizmu w ogóle". Piotrowska pamięta rozmowę z autorem, interesowała go przemoc w rodzinach tradycyjnych z męskiej perspektywy, rozpytywał o konkretne przypadki.

    A gdyby konwencja była ratyfikowana? Wymaga konkretnych rozwiązań, np. skutecznej izolacji sprawcy przemocy od osób pokrzywdzonych, rozbudowanej i skutecznej profilaktyki, schronisk i ośrodków specjalistycznych dla ofiar przemocy.

    Skandynawski kryminał

    Miłoszewski niczym Henning Mankell chce pisać nie tyle kryminały, co silnie zaangażowane społecznie manifesty. Przypatruje się społeczeństwu, by wskazywać zło. Czuje gniew na brak sprawiedliwości, obojętność wobec słabszych, biednych, czy w ogóle jakoś innych, gorszych.

    - Współczesny kryminał to więcej niż opowieść o trupie - uważa Miłoszewski. - Kim jesteśmy jako społeczeństwo, w co wierzymy, o czym marzymy, co nas boli i z czym nie możemy sobie poradzić - to największe zagadki do wyjaśnienia we współczesnej powieści kryminalnej.
  • mrs.solis 22.03.19, 21:02
    Bicie kawalkiem gumy zostawia krwisto sine since.

    --
    [URL=http://smayliki.ru/smilie-1038262695.html][IMG]http://s17.rimg.info/94f1aa849ae7d6fc1cd7782d5aa29dac.gif[/IMG][/URL]
  • sebalda 23.03.19, 13:31
    Czemu służy taki komentarz? Że skoro w tym autor się pomylił/zamyślił, to całość też jest nierealna, nieprawdziwa? Że nie zdarzają się takie rzeczy? A moze akurat pod kolanami naprawdę nie zostawia śladów. Sprawdzałaś?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.