Dodaj do ulubionych

Ofiara w rodzinie - jak opanowac swoje reakcje?

29.03.19, 16:55
Doradźcie coś proszę – jak mogę zarządzić swoimi emocjami wobec takiej sytuacji:

Jest duża, zgrana rodzinna, gdzie paczka dzieci wychowała się razem. Jeden z kuzynów, Bernard, zawsze był i jest traktowany jak dzidziuś.

Bardzo ewidentnie Benio ma zaburzenia lękowe, jest niezwykle pasywny i niechętny by podjąć jakakolwiek decyzje. Manewruje tak, żeby inni decydowali za niego, pomagali, ratowali go. Szczególnie kobiety. Gra jest taka, że Benio skarży się, że nie umie, że się boi, że narobił błędow, (nigdy nie zrzuca winy na innych), wtedy kobiety wskakują by go pocieszać, wspierać, wysłuchiwać. Benio rozpacza, nakręca się poczuciem winy i nieadekwatności, i po kilku rundach takiej żałoby kobiety załatwiają sprawę. Pod presja ciotek ktoś z rodziny załatwia akademik, kuzyni najmuja go do pracy, organizują mu randki, robią zbiórkę na zakup auta, itp.

Jeśli ktoś (zazwyczaj mężczyzna) ośmieli się zrobić jakąś ‘nie wspierającą’ uwagę, to zostaje ostro zbesztany przez kobiety, no bo Benio taki biedny, taki delikatny, a krytykant taki wredny i bezduszny. Mężczyźni w rodzinie właściwie zaprzestali rozmawiać z Beniem, jego własny ojciec udaje, że jest głuchy.

Benio wie, że powtarza ta grę, sam ją rozpoznaje („bo ja zawsze tak robię”), ale ewidentnie czerpie z tego ogromne benefity, więc zgadza się iść na terapie, odmawia spróbowania lekarstw przeciw-lękowych, czy poćwiczenia asertywnego zachowania.

Benio przychodzi na wszystkie rodzinne obiadki, grile, i imieniny. Nie rozmawia z innymi osobami („jestem taki nieśmiały”), za to, jeśli ktoś go zapyta co u niego słychać, to donośnym i monotonnym głosem zaczyna długi monolog (czasami godzinny!) żaląc się na coś co się stało. Zamiast przepracować uczucia, to nakręca się latami i miesiącami - dziewczyna go rzuciła „bo na niej wisiałem” – 7 (tak siedem) lat, rozjechany pies – 6 miesięcy - plącz, rozpacz, „gdybym go odwiedzał, to by dziadek nie zmarł” i podobne absurdy.

Te monologi przy spotkaniach staja się nieznośne, bo ciągle jest ta sama żałosna gadka, i nie można go zastopować, bo wtedy ciotki rzucają się do ratowania Benia, i atakują „agresora”, który ośmieli się słusznie zauważyć, że facet sam jest sobie winny, albo ze się nienormalnie nakręca z emocjami. Przy grillu da się jeszcze uciec w jakieś krzaki, ale przy obiadach czy formalnych imprezach jest tragedia, bo przy jego dudniącym glosie wszelkie inne rozmowy zamierają.

Zależy mi na spotkaniach, ale Benia nie trawie. Kiedy on się „włącza” chce mi się płakać. Raz już nie wytrzymałam, popłakałam się i wyszłam. Ciotki zrobiły jihad jak śmiałam tak rodzinę obrazić a Benia urazic. Powiedziały mi, że jak mi się zachowanie Benia nie podoba, to mogę nie przychodzić.

Chciałam się spotkać z kuzynami sam-na-sam, ale oni boja się spotkać bez Benia, bo jak matki się dowiedzą, że został z jakiejś imprezy wykluczony, to robią im piekło. Inni są tak przyzwyczajeni do zajmowania się nim, że nie przystają na spotkania bez niego.

Czuje bunt, bo to ciotki wychowały kalekę życiowego i nie jest moją życiową misją by trutnia wspierać i wspomagać, obojętnie jaki biedny i ofiarowaty by nie był. Facet ma 35 lat, pora wydorośleć, iść na terapie i żyć na własny rachunek, szczególnie dlatego, że ma zonę i dziecko w drodze. Wysłuchiwanie jego trucia i żałowanie go też nikomu nie pomaga, szczegolnie nie jemu (on przytakuje, i dalej robi to samo).

Jak opanować moje własne odczucia wstrętu, odrazy i niechęci, wobec tego męczybuły? Jak zachowywać się na rodzinnych imprezach, by nie stracić kiedyś panowania i nie wywalić mu misy klusek na łeb, żeby się wreszcie zatkał? I jak opanować gniew na ciotki, ze wp…..ją się i ustawiają relacje dorosłych już ludzi?
Edytor zaawansowany
  • lumeria 29.03.19, 16:57
    więc NIE zgadza się iść na terapię
  • verdana 29.03.19, 17:29
    To nie wygląda na męczybułę, tylko na autentycznie zaburzonego faceta. Ni chce iść na terapię, bo jest zaburzony. Rzeczywiście, wspieranie i usuwanie pyłków spod nóg raczej nie pomaga. Obawiam się, ze naprawde winni sa tu rodzice, którzy musieli coś istotnego przeoczyć i dziecka nie zdjagnozować i nie załatwić mu terapii.
  • verdana 29.03.19, 17:29
    Ale terrorowi jego zapraszania można i trzeba sie oprzeć.
  • lumeria 29.03.19, 18:14
    Nie mam wątpliwości, że mamy tu do czynienia z poważnymi zaburzeniami (lekowymi na pewno). Nazwanie Benia „męczybuła” to wyraz mojej bezsilności i wyraz frustracji wobec niemożności postawienia tej osobie zdrowych granic. Ani rodzinie, która umożliwia mu zaburzone zachowania.
  • lumeria 29.03.19, 18:54
    Matka gadała głupoty, ze Benio jest taki delikatny i wrażliwy jak ciocia Klocia, która wreszcie popełniła samobójstwo. Zrobiła mu tym więcej krzywdy niż przysługi. I wymusiła, by reszta rodziny, nawet dzieci, obchodziły się z nim jak z jajem. Jak kuzyni się poszturchali w piaskownicy, to zamiast pozwolić, by dzieci rozwiązały problemy same, matka „ratowała” Benia. Takie klimaty.

    Benio chodził na terapie od czasów szkoły średniej. Matka się wystraszyła, że chłopak faktycznie sobie cos zrobi, bo miał dosyć poważne reakcje na stres – np. szczypanie się, bicie się pięścią. Ponieważ te zachowania ustały, oraz wreszcie spotkał dziewczynę, która za nim chodziła – teraz zonę - to Benio uważa, że terapia mu już nie potrzebna.
  • tt-tka 29.03.19, 19:17
    Nie wiem... moze zacznij monotonnie buczec albo bic sie czy szczypac na tych rodzinnych uroczystosciach, gdy Benio zabiera glos/gdy mowi (monopolizujac rozmowe) dluzej niz, powiedzmy, kwadrans. Wyjasnij, te tez jestes bardzo wrazliwa, masz to po cioci Zeni, ktora samobojczych prob miala wiecej niz wlosow na glowie i po stryjecznym dziadku Pankracym, ktory kiedys nie wytrzymal i wgryzl sie w krtan pewnego gledy, wzglednie wbil gledzie widelec.

    Serio ciekawi mnie, czy mlodsze pokolenie kobiet w rodzinie wierzy i chce nianczyc i znosic Benia, czy tylko boja sie matek ? A przybyszki do rodziny, zony kuzynow ? Moze zacznij od kontaktow, spotkan, zaprosin tylko z nimi, z czasem ci i te watpiace przywloka moze zesoba wspolmalzonkow. Szansa jest, a jak duza, to nie wiem.
    Jestem przybyszka w tej rodzinie ? Jesli tak, co mysli i co robi twoj maz ?

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • lumeria 29.03.19, 20:07
    Ani ciotek, ani Benia nie zmienię. To co się między nimi dzieje to tak jak współuzależnienie. Są jak zony pijaka, które umożliwiają mu picie bez konsekwencji.

    Próbowałam kiedyś to im uzmysłowić, (zresztą nie tylko ja) ale to groch o ścianę, bo on taki biedny, no i on nikomu nie szkodzi – chociaż właśnie sęk w tym, że swoją pasywnością i postawą ofiary bardzo krzywdzi samego siebie, przez co krzywdzi zonę i niedługo dziecko.
  • szpil1 29.03.19, 20:31
    lumeria napisała:

    > chociaż właśnie sęk w tym, ż
    > e swoją pasywnością i postawą ofiary bardzo krzywdzi samego siebie, przez co kr
    > zywdzi zonę i niedługo dziecko.

    Ale weź pod uwagę, że ta żona z jakiegoś powodu ileś czasu (lat) z nim jest. I skoro wytrzymuje to taki Benio jej odpowiada. Tak więc chyba nie można mówić o tym, że on ją krzywdzi, jest coś co jej odpowiada w nim i w związku z nim. Dziecko to inna sprawa, dziecko nie może odejść, jest skazane na jego pasywność i cięrpiętnictwo.
    Swoją drogą jak uważasz, na ile jest to postawa wuczona a na ile efekt jakichś zaburzeń? Z ciekawości pytam :-)
  • lumeria 29.03.19, 20:59
    Są jakiś rok po ślubie, kilka miesięcy randkowania przed. To ona zabiegała o randki z nim, on był niepewny. Chyba musiał jej taki pasywny facet pasować, skoro sama go wybrała. Cos tam już się dzieje nie tak, ale ja ucinam wszystkie „Beniowi tak źle, bo jego nowa zona to…”
  • szpil1 29.03.19, 21:20
    lumeria napisała:

    > Cos tam już się dzieje nie tak, ale ja ucinam wszystkie „B
    > eniowi tak źle, bo jego nowa zona to…”

    I słusznie. Podejrzewam zresztą, że cokolwiek by się nie działo to i tak żona zawsze będzie na straconej pozycji. Zawsze będzie wszystkiemu winna, cokolwiek by się nie działo.
  • lumeria 29.03.19, 21:55
    Jedno co trzeba przyznać, to to, że Benio NIGDY nie obwinia nikogo innego za to co się dzieje. Nie wydaje mi się, że zonę będzie obwiniał. Rodzina też nie zwala odpowiedzialności za zachowania B. na osoby postronne, i za to niesamowicie ich cenię.


    Raczej chodzi o to, że zona młoda, bez zawodu, mieszkają z teściami na wsi, itp.





  • lumeria 29.03.19, 20:18
    Rówieśnicy w rodzinie byli od małego przysposobieni do ratowania i pocieszania Benia. Naprawdę ich podziwiam, jak bardzo są cierpliwi i wyrozumiali. Może właśnie za bardzo.

    Kuzynki i zony z tego pokolenia też go wspierały, aby podbudować jego samoocenę i zachęcić do randkowania, i wydaje mi się, że wszyscy mieli dużo prawdziwej sympatii do niego oraz satysfakcji z pomagania mu.

    Ale teraz to się kończy, bo wszyscy pozakładali swoje rodziny i maja małe dzieci, faceci budują swoje kariery. Beniem i jego interesami nie maja czasu się zajmować. To młode ucinają zasilanie Benia.

    A pokolenie rodziców się starzeje i nie są już aktywni zawodowo, nie maja sil by pomagać, załatwiać, zatrudniać Benia.
  • tt-tka 29.03.19, 21:42
    lumeria napisała:


    > wydaje mi się, że wszyscy mieli dużo prawdziwej s
    > ympatii do niego oraz satysfakcji z pomagania mu.
    >


    A no tak. Wierze, ze z tego nielatwo sie wyplatac.


    > Ale teraz to się kończy, bo wszyscy pozakładali swoje rodziny i maja małe dziec
    > i, faceci budują swoje kariery. Beniem i jego interesami nie maja czasu się za
    > jmować. To młode ucinają zasilanie Benia.

    Przyznaje, ze nie ogarniam. Ucinaja zasilanie, ale boja sie matek tak, ze nic nie zrobia ? Chyba ze ten strach to tylko na rodzinnych spotkaniach, gdy wszyscy w kupie... cierpliwie sluchaja, moze nawet dosc szczerze wspolczuja, a po pozegnaniu leca do swoich spraw.


    >
    > A pokolenie rodziców się starzeje i nie są już aktywni zawodowo, nie maja sil b
    > y pomagać, załatwiać, zatrudniać Benia.

    Wymuszaja/usiluja wymusic na mlodszych ?




    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • lumeria 29.03.19, 22:29
    Tt-tko, przepraszam pomieszałam dwie sprawy:

    Wiec młode pokolenie chce się spotykać rodzinnie i przy imprezach wysłuchują Benia i wspierają go i pocieszają. Mówią mu, że da sobie rade, starają się coś doradzić, albo jak ma zupełny odlot, to po prostu uspokoić rozpaczanie czy panikę. Gadają, tłumaczą, perswadują, wspierają. Ciotki też.

    Ale zaprzestali udzielać faktycznej pomocy. Zony nie zgadzają się, by mężowie jeździli do Benia naprawić mu auto, czy pozałatwiać jego sprawy. Maja swoje dzieci, budują domy, rozwijają firmy.

    Przykład: B. chciał wziąć wolne na ślub i podróż poślubną. Zamiast iść i przegadać to ze swoim szefem przychodził na rodzinne obiadki i płakał, że chce wolne, ale boi się stracić prace, że szef będzie na niego zły, itp. Rodzina go pocieszała, tłumaczyła, że branie wolnego to codzienna sprawa, będąc szefami, oni na pracowników się za branie wolnego nie wkurzana, itp., itd. I taka gadka przez dwa obiady, ciotki pytały, czy ktoś może Beniowi pomoc, więc przy trzecim obiadku kuzynka usiadła z nim i pomogła mu napisać email do szefa z prośba o wolne.

    Rok później sytuacja identyczna, tylko wolne na poród dziecka (legalnie mu przysługuje). I taka sama gadka. Tym razem wszyscy wysłuchali biadolenia, pocieszyli, wsparli, ale nikt nie zaoferował pomocy. Ciotki – a kto mu pomoże? Nikt, kuzynka nie będzie emalii pisała, bo sama ma dzidzię przy piersi, inni nie maja czasu, bo wracają do swoich domów by ogarnąć własne dzieci.
  • lumeria 29.03.19, 22:30
    Czy to wyjaśnia sytuacje?
  • tt-tka 29.03.19, 22:49
    Tak, calkowicie :)
    No to masz przegwizdane. Bo, jak rozumiem, w rodzinnych spotkaniach chcesz uczestniczyc, a tam wlasnie wylewa sie cala dobra wola, ktorej na okazje inne niz gadanie juz brakuje. Nikt nie pomoze Benia wyciszyc. I pewnie nie zdolasz z rodzinnymi mlodymi zrobic imprezy bez Benia.
    Czy ta zona nie bywa razem z nim ? Moze ona by mu uswiadomila, ze inni tez chca pogadac i niekoniecznie o nim...

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • lumeria 30.03.19, 18:30
    No mam przegwizdane….

    Wasze komentarze też pozwoliły mi zauważyć, że tak naprawdę, to, że rodzina Benia wspiera, albo ze udzielają mu pomocy nie robi mi tak wielkiej różnicy. Chcą, niech robią. To są ich decyzje i nie zamierzam ingerować w relacje między dorosłymi ludźmi.

    To te cholerne płaczliwe monologi, które są dla mnie nie do przeskoczenia. I pomerdany odzew, który zawsze dostaje od litujących się i współczujących „wielkodusznych” słuchaczy. Gdyby rodzina przestała użalać się nad B. i ucinała te wywody, na pewno robiłby to samo co robi teraz, ale nie byłoby musu tego wysłuchiwać.

    Zbiera mi się na rzyganie, kiedy B. wywodzi się na temat jaki to jest dumny, że będzie ojcem, a za piec minut płacze, że boi się iść do szefa by poprosić o urlop tacierzyński. Nie wyobrażam sobie jak taki człowiek będzie wychowywał dzieci i nie wiem co ciotule ćpaja, że ćwierkają, że będzie takim wspaniałym tatusiem. Ojcostwo to nie tylko milusińskie przewijanie pieluszek i cmokanie nad dzidziusiem, ale też stawianie zdrowych granic, bycie dobrym wzorcem.

    Może mnie to tak akurat teraz rusza, bo wychowałam się z dodupnym, nieogarniętym ojcem.
  • blue_meerkat 30.03.19, 22:38
    Ewidentnie cos w Beniu jest co aktywuje ci duzo zlosci - moze paradoksalnie niekoniecznie na Benia?
  • szpil1 29.03.19, 19:40
    lumeria napisała:

    Ponieważ te zachowania ustały, oraz wres
    > zcie spotkał dziewczynę, która za nim chodziła – teraz zonę -

    On ma żonę?????

    Ja myślę, że może trzeba poważnie porozmawiać z tymi członkami rodziny, którym zachowanie Benia i okołobeniowe ciotek przeszkadza. I ustalić wspólny front - nie zapraszać Benia, nie wyręczać go, nie załatwiać spraw za niego. Przy tym musi to obowiązywać wszystkich bez włamywania się także wobec ciotek. W wypadku pretensji być twardym i odpowiadać, że Benio jest dorosły, że jego zachowanie Wam nie odpowiada itd. Oczywiście fochy będą, ale niestety jest to jedna z takich sytuacji gdy albo się cierpi dalej albo daje stanowczy odpór terrorowi.
  • sofia_87 09.04.19, 09:43
    Naprawde ten typ ma zone?
  • tt-tka 29.03.19, 18:33
    Wstret i odraza to odczucia, ktore sa. Mozesz ich nie okazywac (jesli mozesz), ale dlaczego masz je opanowywac ? Skoro je masz w stosunku do Benia, to po prostu je masz,
    Obawiam sie, ze nie powstrzymasz Benia i nie zmienisz zachowan ciotek. Chyba ze znajdziesz wsparcie w tych mezczyznach w rodzinie, ktorzy tez maja dosc, ale watpie, skoro oni boja sie piekla, ktore im urzadza matki. Mozesz sprobowac jeszcze kilka razy urzadzic cos bez Benia... ale obstawiam, ze albo zrezygnujesz z uczestnictwa w rodzinnych imprezach, albo bedziesz zaciskac zeby i piesci i dostosujesz sie.
    Wyzwolenie moze bedzie mozliwe po smierci ciotek. A moze nie. Czy mlodsze pokolenie kobiet, rowiesnice Benia, kuzynki i pary od kuzynow tez weszly w role pocieszycielek ?

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • lumeria 29.03.19, 21:17
    Przepraszam, pomieszało mi się drzewko i odpowiedziałam powyżej.

    Faktycznie nie mam żadnego wpływu na ta sytuację. To za dużo ludzi, zbyt zakorzenione schematy.

    Staram się przepracować moje emocje, bo nad tym mam kontrole. Nad przepracowaniem. Bo niestety te negatywne emocje ze mnie wypływają, nawet jeśli chce nad nimi panować. Na przykład unikam patrzenia na niego, bo czasami mnie bardzo triggeruje jak widzę, że Benio obiera niemalże pozycje płodowa jak mu ktoś coś niepochlebnego powie. Nie komentuje jego zachowania czy monologów ani pozytywnie, ani negatywnie, ale po mowie mojego ciała ludzie widza moja niechęć.

    Jest mi z tym źle, bo jestem dobrym człowiekiem, chce pozytywnie się do ludzi odnosić. Kocham tych ludzi, ale ich zachowanie mnie przerasta.

    Chyba tak jak od rodziny alkoholicznej musze się od nich odsunąć, bo ten system jest cały zaburzony.
  • blue_meerkat 29.03.19, 22:46
    Z tego co piszesz mam wrazenie ze generalnie mezczyzni niewiele maja w tym ukladzie do powiedzenia... Zastanawiam sie tez, jaka role ma Benio i co by sie stalo, jakie bylyby dla wszystkich konsekwencje, gdyby nagle ozdrowial. Albo tupnal noga. Trzymaj sie.
  • lumeria 30.03.19, 18:42
    Wiesz, gdybym nie widziała zrozumienia, i niemego wsparcia w oczach mężczyzn, to łatwiej by było widzieć to w czarno-białych kolorach, i może reagować bardziej ostro. Ale czy dałoby to lepszy rezultat, to wątpię.

    Tutaj nikt nie chce wchodzić w wojnę domowa przy kotleciku i ziemniaczkach.

    Czasami, jak nie ma pewnych osób, to nikt Benia nie pyta o zdrówko, przez co monolog nie jest prowokowany. Jaka ulga! Albo zapytają 10 min przed wyjściem, i wszyscy już szurają butami na wychodnym. Da się. Czasami.
  • lumeria 30.03.19, 18:56
    blue_meerkat napisala:
    >Zastanawiam się tez, jaka role ma Benio i co by sie stalo, jakie bylyby dla wszystkich konsekwencje, gdyby nagle ozdrowial.

    To jest naprawdę świetne pytanie i nasunęła mi taka refleksje:

    Terapia Benia niewiele pomogła i na pewno nie zmieniła dynamiki w rodzinie. Dla mnie to wygląda to tak, że mimo, że bolesna, rola ofiary, nawet jego zaburzenia lekowe, są dla Benia bardzo opłacalne, i naprawdę to jest jego wypracowany system na zaspakajanie swoich potrzeb. System niekomfortowy, ale jest bardzo efektywny.

    Aby cokolwiek zmienić w systemie rodzinnym, na terapie musiałaby iść jego matka, wtedy, kiedy pierwszy raz posłała B. na jego terapie. By go stanowczo i skutecznie wspierać w osiąganiu asertywności i niezależności.

    Właściwie to terapia dla jego matki teraz tez wiele by dala, by nadal nie traktowała syna jak wiotkiej mimozy. Wydaje mi się, że gdyby ona dala przykład kochającego lecz stanowczego odpierania jego słowotoku, to inni tez czuliby się upoważnieni, by to przykrócić.
  • lumeria 30.03.19, 19:18
    Źle się wyraziłam. Terapia ogromnie pomogła Beniowi. Jednak nie zmieniła gruntownie jego interpersonalnej dynamiki i wzorców zachowania. Mam na myśli to, że Benio zawsze ustawia się w pozycji ofiary.

    Wydaje mi się także, że przez to, że rodzina chroni Benia przed ostra konfrontacja z rzeczywistością, to Benio nie ma szansy by po prostu ponieść konsekwencji swojego zachowania.
  • lumeria 30.03.19, 19:38
    Kiedy napotykacie takie osoby, które grają ofiarę –jak się do nich ustosunkowujecie? Jak reagujecie?

    Na przykład w pracy? Jeśli ktoś taki pojawia się na zebraniach czy na zajęciach integracyjnych. Gdzie za bardzo nie możecie ich unikać?

    Jeden z moich kolegów w pracy przechodził żałobę po bardzo bliskiej osobie. Był bardzo dyskretny z tym, ale było widać, że cierpi. A co, gdyby to był ktoś jak Benio, i przez miesiące rozmawiał o zmarłym, rozpaczał i płakał. Co wtedy?

    Bo kiedy jesteśmy w grupie, szczególnie jeśli chcemy mieć pozytywna opinie i współprace innych, to bardziej socjalnie akceptowalne jest wyrażanie współczucia niż ucinanie wypowiedzi żałobnika.

    Albo ktoś kto ciągle obwinia siebie za cokolwiek złego co by się nie stało, ale nie na tyle, żeby go wyrzucić z pracy?

    Jak to widzicie?
  • tt-tka 31.03.19, 12:33
    lumeria napisała:

    > Kiedy napotykacie takie osoby, które grają ofiarę –jak się do nich ustosunkowuj
    > ecie? Jak reagujecie?
    >
    > Na przykład w pracy? Jeśli ktoś taki pojawia się na zebraniach czy na zajęciac
    > h integracyjnych. Gdzie za bardzo nie możecie ich unikać?
    >

    Tu mam lekko :), na spotkaniach integracyjnych nie bywam, a na zebraniach mamy czasowy limit wypowiedzi. Nawet gdy ktos meczybuli, to nie dluzej niz piec minut. Da sie wytrzymac.


    > Jeden z moich kolegów w pracy przechodził żałobę po bardzo bliskiej osobie. B
    > ył bardzo dyskretny z tym, ale było widać, że cierpi. A co, gdyby to był ktoś
    > jak Benio, i przez miesiące rozmawiał o zmarłym, rozpaczał i płakał. Co wtedy
    > ?

    Zaproponowalabym urlop/zwolnienie lekarskie. W pracy sie pracuje, a w naszej na prywatne szlochy nie mozna sobie pozwolic. Jesli to ktos, kogo lubie, moge ofiarowac rekaw do wyplakania sie po pracy. Ale nie za dlugo.
    Kazdy zalobe czy inna rozpacz przezywa po swojemu, nie ma normatywow. Gdyby to zaklocalo prace (dluzej niz powiedzmy miesiac) krotka pilka - idz na terapie, przepracuj to z kims fachowym. Nie chcesz - twoja wola. Ale koniec prywatnych rozmowek, przestan sie wyzalac.


    > Bo kiedy jesteśmy w grupie, szczególnie jeśli chcemy mieć pozytywna opinie i ws
    > półprace innych, to bardziej socjalnie akceptowalne jest wyrażanie współczucia
    > niż ucinanie wypowiedzi żałobnika.

    Tak, do czasu. Kazdy ma takie czy inne problemy, ale praca nie jest do sluchania o tych problemach dluzej niz chcemy/mozemy. Przypuszczam, ze szybko i soldarnie zaczelo by sie ucinanie.


    > Albo ktoś kto ciągle obwinia siebie za cokolwiek złego co by się nie stało, ale
    > nie na tyle, żeby go wyrzucić z pracy?

    Krytyka konstruktywna, prosze. Twoja wina, a jak zamierzasz to zrekompensowac ? Nie twoja wina, przestan gledzic.
    Jesli nie przestaje - konczy sie krotkim i ostrym "idz sobie poplakac w kacie, tu sie pracuje".

    A w kregu rodzinnym i towarzyskim jakos los strzegl, nie trafilo mi sie.




    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • tt-tka 31.03.19, 12:36
    O, przypomnialo mi sie :), czy czytalam, czy ktos opowiadal, juz nie wiem, ale mozna zaczac licytacje. Ktos z mocnym i przenikliwym glosem (takim, zeby przebic Benia) wcina sie natychmiast albo za chwile z tekstem "to, co ty mowisz, to w ogole nic, u mnie to..." i zaczyna sie opowiesc. Bardziej dramatyczna niz beniowa i ciekawsza.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • lumeria 31.03.19, 21:36
    Jeju, to by była jatka - od razu jakiś miecz do hara-kiri trzeba było przynieść!!!!

    Wiesz, to jest interesujące, ze ci, którzy maja naprawdę masakryczne sytuacje – chore dzieci, przewlekle choroby, trudne wypadki – to w towarzystwie starają się po prostu cieszyć się obecnością życzliwych im ludzi, i jakby oderwać od trudności.
  • lumeria 31.03.19, 22:26
    Tt-tko, dzieki wielke za opis ZDROWYCH reakcji!
  • morekac 31.03.19, 08:02
    >Zależy mi na spotkaniach, ale Benia nie trawie. Kiedy on się „włącza” chce mi się płakać. Raz już nie wytrzymałam, popłakałam się i wyszłam.

    Ale dlaczego się popłakałaś?
    Jeśli już, to trzeba było dostać regularnej histerii, że masz tak wrażliwe serduszko, że nie możesz słuchać o nieszczęściach Benia. A jego samego traktować jako okaz rodzinnego folkloru.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • lumeria 31.03.19, 21:13
    To właśnie była treść tego popłakania – niemoc wysłuchiwania po raz n-ty jego żałoby. I bezradność i niemożność wpłynięcia na sytuacje.

    To jest taki dysonans poznawczy – 35 letni facet zachowuje się jak 9cio letnie dziecko i rodzina go tak traktuje. Widać, że go kochają, ale jest to dla niego krzywdzące. Jeśli się to wyrazi, to odebrane jest to jako atak, a nie próba pomocy.

    Chyba musze po prostu patrzeć tak jak sugerujesz – rodzinny folklor – zupełnie podobny do wspierania pijaka w rodzinie. Można się tylko dyskretnie wycofać z gry.
  • fusun1804 01.04.19, 15:27
    Tez sie spotkałam z modelem „ ofiary” w rodzinie, konkretnie w rodzinie mojego byłego męza. Mamusia wytresowala swoje dzieci do pomagania „ biednej Basi”. Przy czym tutaj sama Basia była nie do końca winna zaistniałej sytuacji ale mamusia, ktora KAZAŁA pozostałym dzieciom troszczyć sie o wiecznie biedną Basię. Jedna z siostr Basię zatrudniła w swojej firmie, Basia sie obijała ale cóż zrobic ......... Basi trzeba pomagać i mama kazała ....... ta sama siostra poszła z Basią do biura matrymonialnego, bo Basia sama sie boi. Zapraszała Basię całymi latami do siebie na kazdy weekend bo wiadomo, Basia by sie sama nudziła, co by biedna robiła w domu sama? Przy czym to wytresowanie do pomagania Basi było krzywdzące dla pozostałych pomagających dzieci, mamusia o swoje dobro zadbała i sama nie pomagała, natomiast, natomiast z dobrego serca kazała pomagać innym dzieciom. A Basia kwitła jak pączek w maśle, szastała pieniędzmi na prawo i na lewo, kupowała masę niepotrzebnych ciuchow ( biedna nie rozumie), jeździła na wczasy ( cos sie biduli od zycia należy) a rodzeństwo splacalo długi - bo mamusia ich nauczyła dobroci i tego, ze w rodzinie trzeba sobie pomagać.
    Z tego co wiem, i moj były mąz i jego siostra zdali sobie sprawę, ze byli latami przez matkę manipulowani i wykorzystywani. Zdali sobie sprawę, ze oni tez mają problemy i na Basię nie mogą liczyć WCALE, natomiast az do śmierci matki sie jej NIGDY nie sprzeciwili.

    Nie bardzo rozumiem tylko dlaczego Ci na tych spotkaniach zależy. Nie bedzie inaczej. O ile by na mnie nie wymuszano pomocy dla Benia, to traktowałabym to jako folklor i obserwowalabym z rozbawieniem. Mozesz powiedzieć glosno i dobitnie „ przestańcie sie do cholery użalać nad tym dorosłym mężczyzną i zacznijcie go traktować jak dorosłego człowieka”. Ale najprawdopodobniej to niczego nie zmieni. A Ty sie musisz liczyć z atakiem ciotek, jaka to jestes zła, serca nie masz itd.
  • lumeria 01.04.19, 23:56
    Szokujący opis dynamiki rodzinnej Fusun! Myślę, ze wiele osób się spotyka z podobnymi układami, tylko mniej drastycznymi.

    Dlaczego mi zależy na tych spotkaniach? Bo to są dobrzy, kochani ludzie, chcą dobrze, a wychodzi… tak jak wychodzi.

    Koleżanka mi powiedziała, że ta sytuacja jest taka, jak randkowanie ze super facetem, który ciągle dłubie w nosie. 😂

  • fusun1804 02.04.19, 11:56
    „Bo to są dobrzy, kochani ludzie”
    Na pewno?
    „ chcą dobrze” Dla kogo chcą dobrze? Bo ze chcą dobrze dla Benia, to pewne. Moze opowiedz o jakims swoim problemie, to zobaczysz jak dla Ciebie dobrze chcą.
  • fusun1804 02.04.19, 12:20
    Wrocilam do Twojego pierwszego wpisu.
    Sama piszesz : „ Pod presja ciotek ktoś z rodziny załatwia akademik, kuzyni najmuja go do pracy, organizują mu randki, robią zbiórkę na zakup auta, itp„
    Czyli to samo co w rodzinie mojego byłego męza. Nie same ciotki najmują go do pracy albo załatwiają akademik. Nie, one wywierają presję na innych, zeby to robili. A same przeciez tylko dobrze chcą. Dobre serduszka mają.

    Co by sie stało gdybys powiedziała glosno i dobitnie „ Benio jest dorosły i powinien swoje problemy załatwiać sam. A ja rozwiązuje swoje.”? Zaczęłyby drzeć japy?

    Padło tutaj określenie „ człowiek-bobas”, z którym sie zgadzam. Biedna Basiunia nigdy nie nauczyła sie odpowiedzialności za samą siebie. Jeden z jej synow nie ma ochoty na kontakty z nią i zarzuca jej wprost, ze mu nigdy nie pomogła. Na co Basia rozkłada bezradnie ręce i wzdycha „ co ja mogę ......” Winę za to ponoszą rodzice, którzy zawsze z niej zdejmowali odpowiedzialność. Tuż po maturze zaszła w ciaze, matka mówiła, ze „ ten podły Tadek ją uwiódł i zrobił jej dziecko”. Winny jest tylko Tadek, ona zostala uwiedziona i jej udziału w tym robieniu dziecka nie było.
    Dziecko przez pierwsze 6 lat wychowywała jej matka, nie ona sama. Gdy wyszła za maz, ojczym tego syna bezlitośnie bił. Biedna Basia stała i patrzyła bo ona przeciez nic nie moze ......... Wydawanie pieniedzy na prawo i lewo zakończyło sie bankructwem. Tez nie ma tu jej winy, winny jest jej mąż oraz bank, ktory biednej wszystko „ zabiera”.

    W takiej sytuacji jest jedno wyjście. Kuzyni jesli chcą lub czuja, ze musza pomagać Beniowi, niech pomagają - ich sprawa. Wazne jest, źebys Ty sie nie dała wkręcić w załatwianie za Benia jego spraw.
  • blue_meerkat 02.04.19, 15:54
    „Bo to są dobrzy, kochani ludzie” 
    Na pewno? 
    „ chcą dobrze” Dla kogo chcą dobrze?

    jesli nie dla Benia, Basi czy kuzynow krorzy boja sie podskoczyc to najprawdopodobniej dla siebie i w ten sposob 'zalatwiaja' sobie to co im brakuje - moze poczucie kontroli, poczucie wyjatkowosci, tego ze problemy i slabosci maja inni nigdy ja.
  • ciszej.tam 02.04.19, 18:56
    Tak mysle
    Taki wieczny bobas-zabawka, ktoremu rodzice i ich blagania do reszty rodziny sa niezbedni fantastycznie karmi ego i jest stale pod kontrola
  • ciszej.tam 02.04.19, 18:58
    I jeszcze moga wierzyc, ze sa najlepszymi, najbardziej starajacymi sie rodzicami na swiecie.

    Smutne to.
  • ciszej.tam 02.04.19, 08:31
    Tylko, ze ani Benio ani Basia nie uzyskuja zadnej prawdziwej pomocy. To co im potrzebne to pomoc w staniu sie doroslym, niezazaleznym, decyzyjnym, sprawczym. Taki czlowiek-bobas wychowany na free ridera nie zyskuje prawdziwej gratyfikacji, sympatii, nigdy nie jest na rowni. Rodzice wychowali sobie zalezna zabaweczke, koszty ich zabawy ponosi cala rodzina.
  • morekac 02.04.19, 00:11
    >To jest taki dysonans poznawczy – 35 letni facet zachowuje się jak 9cio letnie dziecko i rodzina go tak traktuje. Widać, że go kochają, ale jest to dla niego krzywdzące. Jeśli się to wyrazi, to odebrane jest to jako atak, a nie próba pomocy.

    Widocznie wszyscy odnoszą z tego jakieś korzyści. Naprawdę traktuj jak folklor i zagryzaj obserwacje popcornem.😉

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • enith 02.04.19, 16:13
    Ja darowałabym sobie kontakty zarówno z niesprawnym życiowo kuzynem, jak i resztą rodziny, która go w tej niesprawności utrzymuje. Dlaczego chcesz udawać, że coś ci pasuje, gdy ci ewidentnie nie pasuje? Negowanie własnych uczuć nigdy nie kończy się dobrze dla negującego. Po prostu po jakimś czasie zaciskania zębów i robienia dobrej miny do złej gry, uleje ci się spektakularnie podczas jakieś rodzinnej imprezy i tylko tyle ugrasz. Gra nie jest warta świeczki. Spotykaj się wyłącznie z tymi osobami, które widzą problem i podobnie jak ty, mają dość skakania wokół niepełnosprawnego z wyboru kuzyna.
  • lumeria 03.04.19, 12:13
    Bardzo dziękuje za wszystkie wypowiedzi. Zdałam sobie sprawę, ze moja reakcja była nieadekwatna do sytuacji. Czułam bezsilność, niemoc i frustracje wobec zachowana innych osób.

    Pomogłyście mi zrozumieć, że mam bardzo dużo wyboru. Mam kontrole nad sobą i moim zachowaniem. Mam duży wybór – i wiele różnych opcji.

    - Mogę całkowicie wycofać się z rodziny.

    - Mogę spotykać się tylko z osobami, które mają podobne zapatrzenie na sprawę jak ja.

    - Mogę spotykać się z rożnymi osobami z rodziny bez Benia.

    - Mogę uczestniczyć w spotkaniach z Beniem, i traktować jego wyskoki i reakcje rodziny, jako zaburzenie, folklor, sport widowiskowy. Czyli mentalnie się od tego odsunąć z pozycji próbowania wpłynięcia na zdarzenia, a objąć pozycje widza lub gapia.

    - W razie jego monologów, mogę grzecznie przeprosić towarzystwo i ewakuować się. To nie musi być ostentacyjne czy nagle.

    Chodzi o to, by nie czuć się jak zakładnik w niefajnej sytuacji i by nie obawiać się nadmiernej reakcji kilku osób.

    Mam nadzieje też, że zajęty nowym dzieckiem i swoja rodzina, Benio będzie miał niższa frekwencje na rodzinnych spędach, i łatwiej go będzie spławić przypominając, ze jest teraz głowa rodziny i musi sobie radzić sam.

    Dzięki wielkie!
  • koronka2012 05.04.19, 19:24
    Wiesz, przeczytawszy to wszystko dodam jeszcze, że możesz też skupić się na powiększaniu grona znajomych i życiu towarzyskim na trochę innej płaszczyźnie niż obowiązkowy zlot rodzinny. Na rodzinie świat się nie kończy, naprawdę. Sama nie pamiętam kiedy celebrowałam jakąś uroczystość w gronie ciotek, choć wszystkie mieszkają w pobliżu.

    NIby masz fajną rodzinę, ale - no właśnie - niby. To co opisujesz podnosi mi włosy na karku, nie byłabym w stanie dobrowolnie zdzierżyć nawet drugiego spotkania w takim klimacie, ty się katujesz od lat. Owszem, możesz potraktować to jako folklor - pytanie czy potrafisz?
    Bo ja np. organicznie nie trawię takich osób i nie byłabym w stanie się przełamać i ze szczerą ulgą darowałabym sobie te spotkania.

    To co możesz potrenować - to zmiana chorych schematów rodzinnych małymi kroczkami. Piszesz, że kuzynów jest sporo, więc zacznijcie się spotykać np. w 2 pary pod dowolnym pretekstem (może ktoś ma dzieci w zbliżonym wieku?), a potem już pójdzie samo.
  • fusun1804 06.04.19, 19:43
    ‚Chciałam się spotkać z kuzynami sam-na-sam, ale oni boja się spotkać bez Benia, bo jak matki się dowiedzą, że został z jakiejś imprezy wykluczony, to robią im piekło. Inni są tak przyzwyczajeni do zajmowania się nim, że nie przystają na spotkania bez niego.’

    No wiec opcja spotkań z kuzynami bez Benia odpada, sama piszesz, ze kuzyni boją się swoich matek. I tu jest raczej sedno sprawy, tu problemem naprawdę nie jest sam Benio. Benio to cwaniak kuty na cztery nogi, który wyczuł, ze męczydupstwem i truciem załatwi sobie kolejne przysługi. Problemem są mamusie kuzynów, które nie widza ich problemów, które maja ich i Ciebie w dupie i które wytresowany swoje dzieci do obsługiwania trutnia i meczydupy.
    I tu jest jedno rozwiązanie- niech te ciotki z dobrymi serduszkami mu pomagają same.
  • nie_alicja 18.04.19, 22:08
    lumeria, jak słusznie zauważyłaś, Beniu Cię triggeruje.

    i to tak mocno, że płaczesz i "chce Ci się rzygać".
    jakąż mocą dysponuje ten biedny kuzyn!

    przyjrzałaś się temu, co pokazują Ci te reakcje?
    z czym tak boleśnie to rezonuje w Tobie?
    może nie pozwalasz sobie na narzekanie, nie dostajesz takiej pomocy z zewnątrz albo bardzoś dumna z samodzielności?
    a tu taki Benio robi wszystko na odwrót i jeszcze go głaszczą.

    widzisz, Benio to tylko wyzwalacz.
    zanim się zapłaczesz, przyjrzyj się sobie, bo on Ci coś bardzo wyraźnie pokazuje.
  • lumeria 21.04.19, 22:28
    Dziękuje za Twoja wypowiedz nie_Alicjo. Jak najbardziej zdaje sobie sprawę, ze reaguje z powodu mojej percepcji sytuacji, i jest to reakcja wobec wyzwalacz. Dlatego wlasnie zapytałam "Co mogę zrobić z moimi reakcjami?" albo "Jak mogę spojrzeć na ta sytuacje, by mniej reagować?"

    Triggery wobec zachowania Benia sięgają do mojej rodziny, w której się wychowałam – do pasywnych i nieogarniętych mężczyzn ‘ratowanych’ przez nadgorliwe kobiety. Wieczne drążenie dziury w brzuchu przez kobiety, ze ‘on’ powinien to, albo powinien tamto, a realia były takie, ze ‘on’ po prostu tego nie robił, a zresztą nie musiał, bo baby i tak go wyręczały jak się dało.

    I tak, masz racje, kobiety i dzieci (w tym ja) ponosiły bolesne koszty tego nieogarnięcia. Ja kiedyś czułam bunt i bezsilność i gniew wobec takich, przepraszam, dupków, i teraz Benio na nowo uaktywnia to poczucie.
  • lumeria 21.04.19, 22:36
    W moim codziennym życiu ograniczam kontakt z takimi ludźmi do koniecznego minimum, ale… może ta maksyma, że to co zwalczamy to przyciągamy jest uaktywniona.

    Pisząc tutaj na forum i czytając różne opinie, wiele spraw mi się ‘poukładało’. Szczególnie konieczność przepracowania moich uczuć, po to, by takich ludzi więcej nie przyciągać, lub po prostu na nich nie zwracać uwagi.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.