Dodaj do ulubionych

Moja matka sięgnęła dna

23.04.19, 12:08
Witam,
Czasem tu zaglądam ale dawno nie pisałam.
W skrócie- w zeszłym roku rozstałam się z mężem. Wyprowadził się na moją prosbę. Najpierw nasze relacje były okropne..Ja coś jeszcze chcialam ratować..Ale po kolejnej jego awanturze przez tel. odpuściłam. Mąż wyjechał zagranicę do pracy, mocno ograniczył kontakt z teściową i nasze relacje są dobre. Dogadujemy się co do finansów, wychowania dziecka, jego zdrowia. Relacje są pozytywne..I syn na tym zyskuje. Ja mu tłumaczę, że zarówno tata jak i ja bardzo go kochamy ale nie umiemy razem żyć. I tak jest ok. Synek jest spokojniejszy.

Ale niestety...rozstanie z mężem spowodowało używanie sobie na mnie mojej matki i jej konkubenta. Takie nie wzrost może ale jak mąż mieszkał nie pozwoliłam siebie tak traktować..Ale odkąd jestem sama to boję się mocno przeciwstawić.. co daje im jeszcze więcej pola do popisu. Generalnie mam wbite w głowę, że potrzebuje ich pomocy przy opiece nad synem..choć faktycznie moglam sobie sama poradzić.. po prostu syn byłby dłużej w placówce. A tak..mogą mną manipulować..nie wiem czemu się daję. W styczniu poklócilam się z nimi..zarzucają mi że jestem aferzystką..to są takie osoby, które nic nie mówią.. nie rozmawiają..trzeba za nimi chodzić i wypytywać..głaskać ich swoją uwagą. Np. Matka mi nie powiedziała nic o nagłej śmierci kuzyna..sama nie jechała na pogrzeb..więc nie potrzebowała transportu. A chodzi o to aby pokazać jaja ja jestem złą córką, wnuczką, kuzynką..bo nie wiem co się w rodzinie dzieje...wiele rozumiem ale tego zupelnie nie. Jaki ma pokręcone umysł ta baba. O wypadku dowiedziałam się z fb i pojechałam na pogrzeb. To tylko przykład.
Od roku pracuję w firmie na dość obciazajacym stanowisku, które łączy dwie rzeczy na których się znam i lubię. Jednak okazało się, że te dwie rzeczy mam robić jednocześnie..wiec albo brałam nadgodziny albo nie wyrabiałam się z robotą. Do tego układu układanki.. kawki z odpowiednimi osobami w czym ja się nie odnajduję. Stres i jakby mobbing. Szef mi zrobił mega awanturę po tym jak wzielam tydzień wolnego na chore dziecko. Jestem teraz na zwolnieniu od psychaitry, zdiagnozować cyklofremię.
W zeszłym tygodniu jak syn był u taty kilka dni..to ja spałam bardzo dużo, czytałam i leżała w łóżku.. czasem tak muszę no i lubię. Najpierw matka wpadła do mnie z agenturą ileż to można spać. Olałam. Następnego dnia znowu wpadła z awanturą, że normalni ludzie to pracują a nie śpią całe dnie A jak jestem psychiczną to zadzwoni po karetkę psychaitryczną..I żebym się zdecydowała- ja pod kocykiem nic się nie odzywam i słucham na co mam się zdecydować- że w te albo we w te (???) I jak sobie nie radzę to, żebym ze sobą skończyła i będzie spokój.
Nic się nie odezwałam. Nawet mnie to nie ruszyło. Ale to już dno. Niżej się nie da. I czy mogę teraz oficjalnie się pozbyć jej z mojego zycia? Dlaczego ją tak drażni to, że jestem słaba?
Powiedzialam o tym siostrze. Jak powiedziałem koleżance to się rozpłakała. Nie rozmawiam z nią. W święta olałam.
Co dalej..? Narazie się stąd nie mogę wyprowadzić..Ale czy syna też od tej baby odseparować? Nie pozwalać do niej schodzić?
Edytor zaawansowany
  • heniek.8 23.04.19, 12:47
    ja bym dziecka do kogoś takiego nie wysyłał, chyba że już taki 16 lat i chce na własną odpowiedzialność bo mu babcia kasę da :)
  • eukaliptusy 23.04.19, 13:35
    Ty się jeszcze pytasz?
    Nie boisz się dziecka z kimś sam na sam takim zostawić?
  • tt-tka 23.04.19, 15:33
    Ty juz kilka lat temu, jak pamietam, chcialas podjac terapie.... podjelas ? Bo wydaje mi sie, ze bardzo tego potrzebujesz, psychiatra i prochy to pomoc dorazna, ale niewystarczajaca.
    W temacie - odseparowalabym dziecko od jego babci. Odebralabym klucze lub zmienila zamki, zeby nie miac nalotow z awantura. Tak, imho mozesz pozbyc sie jej ze swego zycia. Przynajmniej dopoki nie wzmocnisz sie na tyle, by stawic jej czola. A moze na zawsze.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • szpil1 23.04.19, 16:05
    Dlaczego nie możesz się wyprowadzić?
  • 71tosia 23.04.19, 17:11
    Nie zawsze to ze matka nie dogaduje się corka oznacza ze ma też fatalne relacje z wnukami, wręcz odwrotnie. Jeżeli babcia zajmuje się dobrze wnukiem a przede wszystkim jeżeli wnuk chętnie bywa u babci to mimo złych relacji z matka pozwoliłabym układać im swoje relacje niezalenie od własnych trudnych relacji z mamą.
    Jeżeli nie możesz się wyprowadzić to ogranicz kontakty do niezbędnego minimum, mama nie musi wiedzieć czy i dlaczego nie chodzisz do pracy? Możesz zamykać drzwi mieszkania na klucz by mama nie wpadała gdy sobie nie życzysz, możesz też udzielić zdawkowej odpowiedzi że pracujesz z domu i tyle. Ona wie ze jesteś na zwolnieniu i jakim bo jej powiedziałaś. Po prostu im mniej będzie wiedzieć o twoim życiu tym mniej będzie szans na konflikty. " A chodzi o to aby pokazać jaja ja jestem złą córką, wnuczką, kuzynką..bo nie wiem co się w rodzinie dzieje" naprawdę myślisz że rodzina kuzyna walcząc z trama po śmierci bliskiej osoby zastanawia się jaką jesteś kuzynką? Część problemów to sobie sama stwarzasz.
  • tt-tka 23.04.19, 20:13
    71tosia napisała:

    > Nie zawsze to ze matka nie dogaduje się corka oznacza ze ma też fatalne relacj
    > e z wnukami, wręcz odwrotnie. Jeżeli babcia zajmuje się dobrze wnukiem a przede
    > wszystkim jeżeli wnuk chętnie bywa u babci to mimo złych relacji z matka pozwo
    > liłabym układać im swoje relacje niezalenie od własnych trudnych relacji z mamą
    nawia się jaką jesteś kuzynką? Część problemów to sobie sama stwarzasz.


    Ty bys pozwolila, a ja nie. Bo nie ufam komus, kto mnie poniza i atakuje i nie powierze komus takiemu dziecka.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • 71tosia 23.04.19, 23:20
    no widzisz a ja uważam ze dziecko powinno miec autonomie w decydowaniu kogo lubi, skoro czuje sie dobrze z ta osobe to ja to szanuję, nawet jak sama tej osoby nie lubie. Dziecko ma prawo do wlasnych uczuc.
  • tt-tka 23.04.19, 23:37
    Dziecko jak najbardziej ma prawo do wlasnych uczuc, ale dziecko Mytoyi nie jest jeszcze w wieku, w ktorym ocenia sie krytycznie i mozna sie samemu bronic. Powtarzam, i jest to deklaracja mojego stanowiska, nie powierzylabym dziecka komus, kto gnebi mnie. Bo nie wiem, jak taki ktos zechce sie dzieckiem posluzyc, zeby jeszcze bardziej mnie zgnebic, nawet jesli ten ktos dziecko kocha i wydaje mu sie, ze za nic by nie skrzywdzil.
    Wlasnie podczytywalam dawniejsze watki Mytoyi. Coz, moja stanowisko stalo sie jeszcze bardziej zdecydowane.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • 71tosia 24.04.19, 12:59
    z mojego doświadczenia widzę ze znacznie częściej to rodzice grają dziećmi by odegrać się na nielubianej mamie/teściowej czy byłym współmałżonku. Nie wiem jak jest u Mytoyi.
  • mytoya 24.04.19, 13:38
    Syn ma 5 lat i jest bardzo rozsądny i wygadany. Dziadkowie (matka i konkubent) to bardzo kochana e matka.czasem bywa szorstka bo najpierw pozwalają na wszystko a gdy ich to irytuje to matka podnosi glos. Mój syn źle na to reaguje. No i nie wiem czy nie sączy mu jadu do ucha na mój temat. Czasem podpytuję ale nic syn nie mówi.. raczej gdyby coś gadał a to maly by mi doniósł. Matka stara się udowodnić mi od zawsze jaką jestem beznadziejna matką..od pewnego czasu mówi że powinni mi zabrać prawa rodzicielskie. Ona całe dnie siedzi w fotelu i ogląda tv..na resztę patrzy z góry wszechwiedzacej matrony..Bo wypatrzyłam wszystkie mądrości w tv. Szurnieta baba.

    Niestety nie mam drzwi na moje piętro. Muszę koniecznie wstawić ale od lat mi wszyscy to z głowy wybijają.. jak będzie niewygodnie i jak to bedzie wygladać..
    No i to jeszcze nie zrobione.

    Na terapię poszłam po burzliwym, pierwszym wątku tutaj..bardzo dużo mi dało, wiele zrozumialam. Przede wszystkim ze moja matka nigdy nie była i nie będzie kochająca mamą..I to ona jest nienormalna. Przez większe problemy przerwała terapię po pół roku.
    Czuję, że znowu muszę isc na terapię. Ale już nie mieszkam w Wawie. A w małym mieście ok. 70 km od stolicy więc jak tu sobie z tym poradzić..? Niby są jacyś terapeuci w okolicy..Ale czy warto?
  • ola_dom 24.04.19, 13:51
    mytoya napisała:

    > Czuję, że znowu muszę isc na terapię. Ale już nie mieszkam w Wawie. A w małym
    > mieście ok. 70 km od stolicy więc jak tu sobie z tym poradzić..? Niby są jacyś terapeuci
    > w okolicy..Ale czy warto?

    Czy warto? A poradzisz sobie sama???
    Skoro są terapeuci w okolicy, to już dobrze. A zawsze możesz spróbować przez Skype'a.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • tt-tka 24.04.19, 14:20
    Tez uwazam, ze warto. I te drzwi wstaw koniecznie, odizoluj sie. Zdobadz wlasna przestrzen, w ktorej nikt nie bedzie cie nachodzic. Odradzajacy niech sie wypchaja, to nie oni czuja sie tam niekomfortowo (eufemizm), tylko ty.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • ola_dom 24.04.19, 14:26
    tt-tka napisała:

    > I te drzwi wstaw koniecznie, odizoluj sie. Odradzajacy niech sie wypchaja, to nie oni czuja sie tam niekomfortowo (eufemizm), tylko ty.

    Rany, umknęło mi to - "nie wstawię drzwi, bo będzie niewygodnie I BĘDZIE ŹLE WYGLĄDAŁO"????
    Serio? To jest powód???


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • fusun1804 24.04.19, 16:21
    ola_dom napisała:

    > tt-tka napisała:
    >
    > > I te drzwi wstaw koniecznie, odizoluj sie. Odradzajacy niech sie wypchaja
    > , to nie oni czuja sie tam niekomfortowo (eufemizm), tylko ty.
    >
    > Rany, umknęło mi to - "nie wstawię drzwi, bo będzie niewygodnie I BĘDZIE ŹLE
    > WYGLĄDAŁO"
    ????
    > Serio? To jest powód???
    >
    >
    Mnie umknęła inna rzecz. Jak to się stało, Autorko, ze się wyprowadziłas z Warszawy?
  • 71tosia 24.04.19, 17:58
    wstaw drzwi pod byle jakim protestem - ze przeciągi się robią, że się kurzy, że łatwiej będzie zaoszczędzić na ogrzewaniu, że masz uczulenie na zapachy z kuchni mamy lub po prostu bo tak chcesz ;-)
  • eriu 24.04.19, 16:57
    Zazwyczaj jeśli ktoś krzywdzi swoje dziecko - a tutaj mamy gnębienie, manipulowanie, działanie na niekorzyść swojego dziecka - to taka osoba jeśli nie była w stanie powstrzymać się od krzywdzenia własnego dziecka myślisz, że się powstrzyma od krzywdzenia w imię miłości do wnuka? Szczerze wątpię. Dorosłe osoby mają problem z poradzeniem sobie z taką osobą - nie skazujmy na to dziecka, które kocha i ufa i przez to łatwiej sączyć mu jad do uszu. Co będzie jak babcia mu zacznie wmawiać coś co nie miało miejsca?

    --
    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
    66/93/95
  • 71tosia 24.04.19, 17:53
    ogolnie to tez nie do konca prawda ze zly rodzic jest złą babcia/dziadkiem, znam kilka fajnych babć które były takimi sobie matkami. Z różnych powodów, dojrzały emocjonalnie, mają więcej czasu dla wnuka niż miały dla własnego dziecka, nauczyły się cierpliwości... Często tez rodzicom zbyt bardzo zależy na sukcesie dziecka, mają zbyt wysokie oczekiwania etc więc pola do konfliktów między rodzicami a dzieckiem w domu sporo, babcie bywają mniej mniej wymagające, bardziej akceptujące i mniej skoncentrowane na szkole, pracach domowych, sprzątaniu bałaganu w pokoju etc bo to nie one są odpowiedzialne bezpośrednio za przyszłe zawodowe sukcesy wnuka ;-) Świetnym przykładem jest tu mój własny tata, którego jako dziecko pamiętam głównie siedzącego na kanapie z gazetą i wygłaszającym zdania w stylu 'a dajcie mi święty spokój' no że jemu dziecku nikt nie pomagał, do szkoły chętnie chodził nawet bez butów no i za jego czasów kieszonkowego nie było i od niemowlaka trzeba było uczyc się i pracować ;-) , ale dla wnuków był zawsze wspaniałym dziadkiem, chętnie rysującym, czytającym książeczki i wymyślającym zabawy a każde miaukniecie 'dziadek kup' mimo moich protestów spełniał bez najmniejszych protestów - po prostu dojrzał do swej roli dziadka ;-).
    Oczywiście ze jeżeli babcia cale dnie przesiaduje przy TV i narzeka na mamę to fajną babcia pewnie dla wnuka nie jest. Inna rzecz czy Matoya ma możliwość zrezygnowania z pomocy rodziny skoro jest pracującą, średnio zarabiającą, samotną matką? Bo może siedzenie na świetlicy przez wiele godzin będzie dla dziecka jeszcze gorszym wyjściem niż bycie z nieciekawą i marudzącą babcią? Ale to musi sama Matoya rozstrzygnąć.
  • enith 24.04.19, 19:02
    Wierzę, że beznadziejna matka może być w przyszłości fajną babcią. Mam tego przykład we własnej rodzinie.
    Nie wierzę natomiast w to, że matka, która z premedytacją i do spółki z konkubentem szykanuje i dosrywa będącej w kryzysie po rozstaniu z mężem córce, może być jednocześnie dobrą babcią. Nie może i nie będzie. Od takich ludzi dzieci, zwłaszcza małe, zwłaszcza nie potrafiące myśleć krytycznie czy się skutecznie obronić, trzyma się z daleka.
    Mytoya, słuchaj intuicji. Jeśli mówi ci ona, że twój syn na kontaktach z babką cierpi, chroń go i broń do czasu, aż będzie się umiał bronić sam lub gdy babka znormalnieje.
  • heniek.8 25.04.19, 05:19
    czy równolegle w czasie kiedy ten twój ojciec jest niby takim dobrym dziadkiem, wobec ciebie dalej jest obojętny lub wrogi?
  • 71tosia 25.04.19, 19:43
    Nigdy nie byl wrogi raczej malo zaaongazowany w swoje ojcostwo. No coz oczekiwania wobec rodzicow 80+ ze strony 50+ dziecka sa troche inne niz byly 40 lat temu. Ale tak mam dobry kontakt z rodzicami, i doceniam ze byli zaoongazowanymi dziadkami, sporo mi w zyciu pomogli.
  • heniek.8 25.04.19, 22:09
    71tosia napisała:

    > Nigdy nie byl wrogi raczej malo zaaongazowany w swoje ojcostwo. No coz oczekiw
    > ania wobec rodzicow 80+ ze strony 50+ dziecka sa troche inne niz byly 40 lat te
    > mu.

    gdybyś sama miała taką matkę jak wymieniona w tym wątku i pięcioletnie dziecko, i ktoś na forum by ci polecał że jest ona lepsza niż przedszkole, uwierzyłabyś mu?
  • ola_dom 24.04.19, 21:52
    71tosia napisała:

    > no widzisz a ja uważam ze dziecko powinno miec autonomie w decydowaniu kogo lubi,
    > skoro czuje sie dobrze z ta osobe

    Pięciolatek? Serio?

    I serio uważasz, że osoba, która mówi komukolwiek:

    jak sobie nie radzę to, żebym ze sobą skończyła i będzie spokój.

    jest odpowiednim towarzystwem i opiekunem dla jakiegokolwiek dziecka????


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • 71tosia 25.04.19, 01:23
    tak Olu wyobrazam sobie ze ludzie mowia (wypisują) czasami glupoty nie mysląc ;-) A dla 5 latka siedzenie 10 godzin w przedszkolu, bo pewnie tyle bedzie musiał zanim mama wyrobi się po pracy, moze byc rownie nie ciekawa perspektywą niz przebywanie przez 2-3 godziny z gadajacą glupoty babcią.
  • heniek.8 25.04.19, 05:16
    71tosia napisała:

    > wyobrazam sobie ze ludzie mowia (wypisują) czasami glupoty nie mysląc
    > ;-)

    taka matka-śmieszka?
    "weź ty się powieś córeczko nareszcie, nie będzie trzeba hehe drzwi wstawiać"

    > A dla 5 latka siedzenie 10 godzin w przedszkolu, bo pewnie tyle bedzie musi
    > ał zanim mama wyrobi się po pracy, moze byc rownie nie ciekawa perspektywą niz
    > przebywanie przez 2-3 godziny z gadajacą glupoty babcią.

    prezentujesz postawę "czcij ojca swego i matkę swoją",
    może w twojej rodzinie to warte kultywowania, ale tu widać że autorka jeszcze nie potrafi się obronić przed matką, optowanie za tym żeby takiej "śmieszce" oddawała dziecko to tak jakbyś chciała ją przybić jeszcze bardziej,
  • 71tosia 25.04.19, 19:50
    przede wszystkim warto zawsze przeanalizowac sytuacje nie z punktu widzenia co lepsze dla naszego dziecka. Jak pisalam juz kilka razy to ze my nie dogadujemy sie z rodzicem nie oznacza ze nasze dziecko ma zle relacje z babcia. A to co lepsze dla dziecka musi decydowac sama Matoya. Gdyby miala mozliowsc zaangazowania opiekunku ktora odbiera dziecko z przedszkola byloby pewniej najlepiej, a tak musi wybierac miedzy niezbyt dobrymi opcjami dziecko z nieidelana babcia lub kilka godzin wiecej w przedszkolu.
  • heniek.8 25.04.19, 22:12
    71tosia napisała:

    > przede wszystkim warto zawsze przeanalizowac sytuacje nie z punktu widzenia co
    > lepsze dla naszego dziecka.

    nie co lepsze dla naszego dziecka?
    celowo miało być to "nie"?

    no to z punktu widzenia kogo analizujemy? babci która nas wykańcza nerwowo?
  • ola_dom 25.04.19, 07:34
    71tosia napisała:

    > tak Olu wyobrazam sobie ze ludzie mowia (wypisują) czasami glupoty nie mysląc ;-)

    Ale w tej bujnej wyobraźni nie jesteś w stanie zmieścić przypadku, gdzie babcia jest złą, niezrównoważoną osobą - zwyczajnie niebezpieczną dla dziecka?
    Bo - jak trafnie podsumował niżej Heniek - "czcij ojca swego i matkę swoją" nade wszystko i sam fakt bycia babcią (więc także matką) jest wartością przewyższającą cokolwiek innego i "z automatu" nadaje prawo i cechy pozwalające zajmować się SWOIM dzieckiem/wnuczkiem?
    I że przebywanie z - nie "gadającą głupoty babcią" - tylko z niezrównoważoną osobą w żadnym razie nie jest lepsze od przebywania w przedszkolu?

    Jaka jest przewaga chorej na głowę babci od placówki przystosowanej do zajmowania się dziećmi, z których korzystają dziesiątki tysięcy maluchów? Chyba wiem - fakt, że kiedyś tam w życiu została MATKĄ.

    Poza tym, że w ogóle trudno mi skomentować podsumowanie słów matki do dziecka - weź się powieś, wreszcie będzie spokój - jako "gadanie głupot".


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • mytoya 25.04.19, 10:29
    Dokładnie.. to jest spokój Z postawą "czuj matkę i ojca swego" bo..bo..bo..mnie na świat powołali. Za bardzo nie wychowali. Sama się wychowywalam. Matka to narcyzm i za każdą porażkę siostry mnie obwinia. Przez.lata nas na siebie szczuła. Ale wiem, że jeśli odetnę się od matki to ona będzie z nią. Trudno.

    A.moj syn jest rozkoszny. Wczoraj wszedł na chwilę do dziadków i donosnym głosem im powiedział, że przyszedł na chwilę bo mama mu nie pozwala. Na to 'dziadek oj to bardzo nieładnie..jak tak można.. do dziadków zabraniać.
    Zatem jak najbardziej należy ich czcić i szanować jak oblewają mnie G...

    Narazie nie pracuję zawodowo. Przekwalifikuje się aby mieć bardziej elastyczną pracę. I wiem, że sama sobie poradzę. Bo zawsze sama sobie radziłam. Muszę tylko odpuscić te powinnosci..czczenie bezwarunkowe. No lata treningu robią swoje.

    Syna uczę, że nikt nie może to uderzyć ani na niego krzyczeć A jak mu coś się nie podoba to ma powiedzieć mamie. Ale macie rację..muszę pozbyć się wyrzutów sumienia..I odseparować syna od głupiej babki.
  • 71tosia 25.04.19, 20:03
    ktos ci tu doradzał bezwarunkową akceptację rodzicow (czczenia?). Mam wrazenie ze wrecz przeciwnie. Rodzice najczesciej sa dalecy od idealu, kiedy sobie to uswiadomisz bedzie ci latwiej w zyciu. Najwyższy czas by matka i relacje z nia przestaly byc centralna sprawą w twoim zyciu. Doroslosć między innymi polega na tym ze na relacje z rodzicami patrzymy z pewnym dystansem emocjonalnym, ty ciagle stawiasz sie w pozyci malej coreczki. Matka cos mowi - bierzesz jej zdanie pod uwage lub nie i idziesz dalej. Podejmuj decyzje samodzielnie, bez kontekstu co odpowiada lub co zeslosci matke.
  • ola_dom 25.04.19, 20:18
    71tosia napisała:

    > Rodzice najczesciej sa dalecy od idealu,

    Zaiste rozkoszny eufemizm na psychopatkę :>

    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • mytoya 25.04.19, 23:52
    Alez ja ich nie czczę. Po prostu tak zostałam wytresowana. Od lat musze sobie mowic co jest normalne i nie. Ostatnio nie mam sil po prpstu ostro stawiac granic. Natomiast matka i kej konkubent zachowuja się jak schizofrenicy. Szczuja na mnie, obgadują..mowia abym popelnila samobojstwo. A w niedziele wielkanocna matki facet przychodzi jakby nic i mnie na flaczki zaprasza. Podziękowalam mowoac , że jestem po obiedzie. Matka uzywa faceta jako.posłanca i on wzmacnia w.niej przekonanie o jej racji. On tez toksyk.

    Masz racje, za wiele matki w moim życiu i zbyt wiele mi energii zabiera. Jest psychopatka i to, że ona mnie chce traktowac jak mała dziewczynke nie moze oznaczać, że dam się tak traktować.
  • 71tosia 26.04.19, 00:19
    zastanow sie co moze cie wzmocnic psychicznie i dodac ci pewnosci siebie. Terapia, jakies cele które bedziesz realizowała? Bo to dość niepokojace ze twoj swiat wypelniaja sami wrogowie: mama, jej partner, tesciowa, maz, szefowa, a zachowujesz sie jakbys plynela z prądem i na nic nie miala wplywu.
  • ravny 26.04.19, 23:15
    Gdziekolwiek się nie pojawi wątek o toksycznych rodzicach i chęci odcięciA się od nich tam tosia71 nakłania do niekrytykowanie ich i obowiązkowego oddawania im wnuków na wychowania. Ciekawe co tosia ma za paznokierkami że tak lubi przemoc domową i jej broni.
  • 71tosia 26.04.19, 23:43
    w wieku mocno dojrzałym ciągle myślenie ze zycie mi sie nie uklada ....bo mamusia to jest dopiero toksyczne . Z forum wynika ze 99% rodziców jest toksycznych i tylko z rzadka pojawia sie refleksji ze u pań ze w pewnym wieku obojętnie jak by nie byli toksyczni rodzice trzeba pracować nad relacjami z ludźmi zamiast obwiniać za wlasne niepowodzenia nieszczęśliwe dzieciństwo.
    ps Namawiam tez do analizowania co jest lepsze dla naszego dziecka, odkładając na bok wlane żale i pretensje do rodziców, teściowych, cioc, siostr, byłych mężów/żon etc. Ale jak widać nie tak wiele osób jest zdolnych do takiej refleksji.
  • ola_dom 27.04.19, 21:32
    71tosia napisała:

    > Z forum wynika ze 99% rodziców jest toksycznych

    Jasne, a z forum o dzieciach wynika, że 99% dzieci jest chorych, albo są z nimi jakieś problemy.
    Bo przecież nader rzadko spotyka się wątki na kilkaset postów "Ależ mam fantastyczną relację z rodzicami, od przedszkola!", "Moje dziecko nie sprawia żadnych problemów, od urodzenia tak jest" - i tak dalej.
    Po to jest forum, że się pisze o problemach, i szuka rad i rozwiązań.

    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • fusun1804 27.04.19, 10:25
    ravny napisał:

    > Gdziekolwiek się nie pojawi wątek o toksycznych rodzicach i chęci odcięciA się
    > od nich tam tosia71 nakłania do niekrytykowanie ich i obowiązkowego oddawania
    > im wnuków na wychowania. Ciekawe co tosia ma za paznokierkami że tak lubi pr
    > zemoc domową i jej broni.

    Właśnie dokładnie to samo mi przyszło mi do głowy. Przed chwila czytałam na emamie wątek kobiety, która w końcu trzasnęła drzwiami i wyszła ze świąt ( mamusia krytykowała i wyszydzala wszystko, prace autorki, jej sukienkę, paznokcie i zęby) a Tosia twierdziła, ze mama ma prawo do własnej opinii i to po prostu troska. W tamtym wątku Tosia uporczywie nie przyjmowała do wiadomości, ze to przemoc. Nie, to troska i niezależnie od wieku jest się „ córeczką mamusi”.

    Poza tym w każdym watku o chamstwie mamy wypowiedz Tosi, ze należy być kulturalnym i spokojnym. Zastanawia mnie jakie doświadczenia życiowe stoją za tymi przekonaniami.
  • tt-tka 27.04.19, 14:27
    Coz - imo od osob toksycznych nalezy sie uwolnic i odciac, a nie kulturalnie dawac im odpor. Szkoda zycia na takie potycz´ki.

    Co do obiadu to pewnie spozniona rada, ale zeszlabym z dzieckiem i oddala synka pod opieke ktorejs siostry z tekstem "maly chce sie pobawic z kuzynami". Po czym wrocilabym do siebie. Ewentualnie, ale niekoniecznie, wyjasniajac matce na boku, ze ide zastanawiac sie nad samobojstwem. Albo ide umawiac majstra na wstawienie drzwi, bo dosyc mam tego wparowywania.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • pade 28.04.19, 15:27
    fusun1804 napisała:

    > ravny napisał:
    >
    > > Gdziekolwiek się nie pojawi wątek o toksycznych rodzicach i chęci odcięci
    > A się
    > > od nich tam tosia71 nakłania do niekrytykowanie ich i obowiązkowego odd
    > awania
    > > im wnuków na wychowania. Ciekawe co tosia ma za paznokierkami że tak l
    > ubi pr
    > > zemoc domową i jej broni.
    >
    > Właśnie dokładnie to samo mi przyszło mi do głowy. Przed chwila czytałam na ema
    > mie wątek kobiety, która w końcu trzasnęła drzwiami i wyszła ze świąt ( mamusia
    > krytykowała i wyszydzala wszystko, prace autorki, jej sukienkę, paznokcie i z
    > ęby) a Tosia twierdziła, ze mama ma prawo do własnej opinii i to po prostu tros
    > ka. W tamtym wątku Tosia uporczywie nie przyjmowała do wiadomości, ze to przemo
    > c. Nie, to troska i niezależnie od wieku jest się „ córeczką mamusi”.
    >
    > Poza tym w każdym watku o chamstwie mamy wypowiedz Tosi, ze należy być kultural
    > nym i spokojnym. Zastanawia mnie jakie doświadczenia życiowe stoją za tymi prze
    > konaniami.


    Mam takie same spostrzeżenia.


    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • ola_dom 27.04.19, 22:52
    ravny napisał:

    > Ciekawe co tosia ma za paznokierkami że tak lubi przemoc domową i jej broni.

    Prawda?
    Ja już-już prawie chciałam pomyśleć, że Tosia jest po prostu szczęściarą, że nie wie i nie rozumie, o czym mowa, a opisywane na forach przypadki po prostu nie mieszczą się w jej głowie i wyobraźni, dlatego uważa je za przesadę,
    ale gorliwość i zapał, z jakimi broni każdego toksycznego rodzica, każe przypuszczać, że naprawdę jest coś grubo na rzeczy.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • mytoya 27.04.19, 01:23
    Olu czytalam wiele Twoich watków, wypowiedzi. O tym jak wyrwalaś sis toksycznej matce.

    Czy wedlug Ciebie jest szansa wyrwania się ..oczywiscie zapewnie nie w 100% ale zalozmy w 95% tolsycznej matce bez zmiany odleglosci przebywania?
    Bo ja nawet jak mieszkałam w Warzawie to bylam ma uwiezi..czesto zapominalam o niej ale.matka zawsze przypominala mi o sobie najczęsciej za pomoća innych czlonkow rodziny, ktoryxh kocham a oni są jej posłuszni.
    Dla mnie wyprowadzenie się, zmiana odleglosci nic nie da..bo ja muszę w sobie ten problem rozwiazać. Sądzisz, że jest to realne?

    Matka miala wczoraj urodziny. A dzis do mnie jakby nigdy nic wparowala i na oniadek zaprasza...
    Co zrpbić? Pójdę to.jakbym sobie napluła w twarz. Nie pojdę- synek bedzie chxial do kuzynow a i mnie obgadają wstretnie jaka jestem wredna. Bo powiedzialam siostrom o akcji matki ale ma takie patologie nie reagują. Dla seietosci.matki nalezy wybaczać k zapomnac o szacunku..dla samego siebie..szybko zapomniac złe slowa..
    Wiec co zrobić? Isć i ewnetualnie byc zlosliwą..czy nie iść..wtedy siostry moga stanąc przeciwko mnie...
  • heniek.8 27.04.19, 05:13
    mytoya napisała:


    > Matka miala wczoraj urodziny. A dzis do mnie jakby nigdy nic wparowala i na oni
    > adek zaprasza...

    rozumiem, że jesteś nadal urażona tym tekstem, stąd to "jakby nigdy nic"

    gdybym to był ja to bym zapytał, na osobności, "mamo, w czasie naszej niedawnej rozmowy zasugerowałaś żebym popełniła samobójstwo, przyznam się że sama nie wiem co mam o tym myśleć, czy zechciałabyś mi jakoś rozjaśnić o co ci dokładnie chodziło"

    chociaż pewnie gdybym to był ja, to bym to pytanie zadał bezpośrednio w trakcie tamtej rozmowy, no ale wyobrażam sobie że nie była to spokojna konwersacja przy herbatce 5 o'clock :)
  • ola_dom 27.04.19, 21:28
    mytoya napisała:

    > Olu czytalam wiele Twoich watków, wypowiedzi. O tym jak wyrwalaś sis toksycznej matce.
    > Czy wedlug Ciebie jest szansa wyrwania się ..oczywiscie zapewnie nie w 100% ale
    > zalozmy w 95% tolsycznej matce bez zmiany odleglosci przebywania?

    Pewnie jest możliwe, ale o wiele trudniejsze, a Ty już masz bardzo trudną sytuację, więc jeśli to możliwe, to lepiej sobie ją ułatwić.
    A potem układać sobie w głowie. Ale to się robi o niebo łatwiej z dystansu - jak już napisała nieprawda.nieprawda.
    Jeśli czytałaś książkę o szantażu emocjonalnym, to może pamiętasz FOG - Fear, Obligation, Guilt - czyli Strach, Poczucie obowiązku, Poczcie winy - w skrócie właśnie "fog", czyli mgła. Jak jesteś we mgle, to jej nie widzisz, choć otacza Cię ze wszystkich stron. Mgłę widać dopiero z dystansu. I naprawdę fizyczny dystans bardzo pomaga. Nie załatwia całej sprawy, ale czasem, albo wręcz często - od niego należy zacząć.
    Dla mnie takim "skokiem rozwojowym" w procesie uwalniania się z uścisku mamy była roczna przerwa w kontaktach - czyli właśnie oddalenie.
    Ale nie zapomnę, jak po raz pierwszy poczułam błogosławieństwo oddalenia - kiedy byłam na wakacjach na innym kontynencie. To był taki błysk - że ona jest daleko... i moment poczucia wolności.

    Ja się nie "uwolniłam" od mamy w 100%, ale też przestałam do tego dążyć. Wystarczy mi jakieś 70-80% (choć to oczywiście nie jest policzalne w procentach, ale żeby jakoś unaocznić), żeby odzyskać swoje życie. Ona nadal mnie wkurza (nawet dzisiaj, przedtem w święta - fochy i szantażyki emocjonalne), ale nie rozwala mi to życia tak jak wcześniej.

    ALE - odnoszę wrażenie, że moja mama to jednak o wiele lżejszy kaliber niż Twoja. Mojej tak bardzo zależy na kontaktach ze mną, że potrafi się kontrolować w większości wypadków, swoje fochy też kontroluje na tyle, żeby znowu nie przesadzić i nie stracić kontaktu.
    Obawiam się, że w Twoim przypadku może zadziałać dopiero całkowite odcięcie się od matki. Wyprowadzka, brak kontaktu - przynajmniej na jakiś czas (kilka miesięcy to minimum, u mnie 2 nie wystarczyły w ogóle), a w tym czasie koniecznie terapia.

    > Matka miala wczoraj urodziny. A dzis do mnie jakby nigdy nic wparowala i na oniadek zaprasza...
    > Co zrpbić?
    > Wiec co zrobić? Isć i ewnetualnie byc zlosliwą..czy nie iść..wtedy siostry moga stanąc przeciwko mnie...

    Nie poszłabym, w żadnym razie. I przebolała, że siostry mogą się ode mnie odwrócić. Tzn. - tak mi się wydaje, bo nie mam rodzeństwa.
    Ale, jak piszesz - pójdziesz, to jakbyś napluła sobie w twarz. Złośliwości nie mają sensu, bo jasno dajesz znać, że jest dla Ciebie ważna.
    A już najmniej przejmować się tym, że ktokolwiek Cię obgada. Po pierwsze - jak ma obgadać, to i tak to zrobi, nie masz wpływu na to. Po drugie - I CO Z TEGO? Czy obgadywanie to jakaś prawda objawiona i najwyższa, że należy się nią przejmować? Po trzecie - jak obgadanie zaszkodzi Ci jeszcze bardziej w Twojej sytuacji?
    Jak rozumiem - i tak nie masz teraz zrozumienia ani wsparcia ze strony sióstr. Więc co się jeszcze może pogorszyć?

    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • aqua48 27.04.19, 22:01
    mytoya napisała:

    > Matka miala wczoraj urodziny. A dzis do mnie jakby nigdy nic wparowala i na oni
    > adek zaprasza...
    > Co zrpbić? Pójdę to.jakbym sobie napluła w twarz.

    I tego się trzymaj.

    >synek bedzie chxial do kuzynow

    to pójdzie innym razem.

    > a i mnie obgadają wstretnie jaka jestem wredna. ..wtedy siostry moga
    > stanąc przeciwko mnie...

    A teraz zawsze są za Tobą? chyba nie, więc wiele nie tracisz...

    Możesz się odciąć, ale z konsekwencjami - tzn będziesz pozbawiona rodzinnego wsparcia, będą Cię za plecami obgadywać itp. Za to uzyskasz spokój, bo nie będziesz o tym wiedziała i nie będzie to miało dla Ciebie takiego znaczenia jak teraz. Ale czy jesteś na to gotowa?

  • nieprawda.nieprawda 27.04.19, 17:46
    Z własnego doświadczenia powiem, że w moim przypadku większa odległość niewyobrażalnie wręcz ułatwia stawianie granic w naprawdę trudnych relacjach z mamą.

    Dziś, po latach prób i błędów, relacje z mamą mam w miarę poprawne ale dosyć ograniczone: urodziny, święta (czasami tylko 1 dzien), dzieci spędzają u niej 2 tygodnie wakacji, ale beze mnie.
    Oczywiście mama ma mi to za złe, ale w którymś momencie zrozumiałam, że to maksimum, które jestem w stanie inwestowac w tę relację bez wiekszych strat psychicznych i emocjonalnych.

    Jeśli masz możliwość żeby zamieszkać oddzielnie, to szczerze radziłabym Ci z niej skorzystać. Mam wrażenie, ze teraz spalasz się na sytuacjach, ktore absolutnie nie są tego warte.
    Trochę przypominają mi moje doświadczenia z czasów liceum. Kiedy jeszcze chciałam, żeby mama zrozumiała mnie. Żeby była dla mnie lepszą mamą. To się oczywiście nie wydarzyło. Też w tle była dziwna relacja z moją siostrą....

    Teraz po prostu żyję własnym życiem. Przestałam się zastanawiać co reszta rodziny pomyśli sobie o mnie. Wszystkim nie dogodzisz.

    Czy nie masz uczucia, że miotasz się bo oczekujesz, że mama Cię wesprze? Dlaczego łudzisz się, że miałoby to nastąpić?

    Skoncentruj się na tym, na co masz wpływ. Wiem, że to łatwo powiedzieć trudniej zrobić. Ale czasami trzeba odpuścić. Jeśli nie potrafisz, to posłuchaj dziewczyn, idź na terapię.
    I przede wszystkim skup się na pozytywnych rzeczach w życiu. Na dobrych znajomościach, które Cię wzmacniają. To pomoże Ci nabrać dystansu do tych sytuacji.
    Mam wrażenie, że teraz za bardzo wszystko w Twojej głowie się kręci wokół Twojej mamy. Co powiedziała, co zrobiła, czego nie powiedziała, czego nie zrobiła... przestań o tym myśleć i zajmij się sobą, żyj własnym życiem.
  • mytoya 27.04.19, 22:18
    Teraz faktycznie mam duzo przemyslen bo nadszedl czas aby przestac się oszukiwać, że jestem w stanie miec dobre relaxje z toksyczną matką. Bo jak tylko się zblizam ta od razu wskauje mi na glowę. W mojej rodzinie tak mają..starsi uzurpuja sobie do rugania i ciaglego zwracania uwagi innym..zupelnie nie zwracajac uwagi na to jak ktos się poczuje.

    Wiele lat temu orzestalam się łudzić, że maprawie matkę. Jest jaka jest. Ale muszę bardziej sie odseparować. Wiem, ze nawet w tym domu to mozliwe..wstawię drzwi. Cos wymyslę a w planach i tak mam budowę domu..a moze najpierw mieszkanie. Zobaczę jak sprawy sadowe się potoczą. Finansowo.

    Oczekuje od matki, ze nic nie bedzie od mnie chciała. Ale duszę się tym, że nie.potrafię wprost im powiedzieć co mają mi zwrocić. Bo z jednej strony matka mnie naciagnela na remonty i usprawnienia w domu..a teraz chce mi dyktować jak mam zyć.
    Oczywoscie sama wydawałam pieniadze. Ech. To tylko kasa. Ale dla matki najważniejsze na swiecie.

    Mjotam się bo cala rodzina zarazona jest wirusem. I chyba czas zakonczyć rodzinne imprezy z moim udzialem. Skoro potem i tak mnie obgadają a ja musze tlumaczyć się, że nie jestem wielbladem.
    Jak dziś. Byl ten obiad. Poszłam. Nie zlozylam matce zyczeń. Bo wredna i wyrodna i tak jestem. Zjadlam obiad. Podziękowalam i pojechalam z dzieckiem do lekarza i przy okazji na zakupy.
    Jak.wrocilismy zeszlam na chwilę z kawą..i szwagier do mnie no że szkoda, że Cię nie było na torcie..z pretensja. Na to ja, ze wizytę mialam od 3 tyg. umowioną a matka wczoraj popolidniu zapraszala.

    No i to mnie wkurza. Co nie zrobie i tak źle. Bo oni wyznaja zasadę swiec ojca i matkę..
    A ze szwagrem to się ostro złapałam. Bo zacząl sie madrzyc, ze gdyby jego syn tak się stawiał i pil alko jak jego bratanek to by go pasem lał. Wiec pytam co by w ten sposob osiagnął..i czy wie, ze zlamalby prawo? I ze agresja wywoluje agresję..i tu juz się uniosł..ja na ogol odpuszczam bo szwafier ma poglady drewniane..ale mowie no nie. On do mnie jaka agresja..ja jak pasem dostalem to od razu mi glupoty przechodzily...a ja na to..nie eiesz co siedzi w glowie nastolatka..a jak agresje skieruje na siebie..poczuje się upokorzony..i weźmie.sznur i pojdzie na drzewo...?

    I tu przy stole zapadla cisza..bo.siostrom mowilam..że matka kazala mi się zabić..

    Szwagrowi cos w glowie przeskoczyło..i mowi że w sumie to po czesci mam rację..

    Zabawne..moja siostra tak krytykuje szwagierki jak wychowuja bratankow..a sama jako.nastolatka dawala czadu..zaczelam się podsmiewywać..ze zapomnial wol jak cieleciem był..

    Nie chcę byc czarna owcą w rodzinie..ale juz chyba dla nich jestem i byłam..tylko jak juz tą ostatnią wieź rzuxe to nie zostanie mi nic..

    A.wowczas nic nie stracę jak rozpetam wojne o swoje..
  • tt-tka 28.04.19, 01:03
    Wiesz, Mytoya... wydaje mi sie, ze ty sie ciagle ludzisz. Nie ze naprawisz matke, ale ze ona sie zmieni. No wiec nie zmieni sie. MOZE zmieni swoje postepowanie - nie siebie ! - gdy bedziesz dalej i bardziej niezalezna, gdy bedziesz umiala wyjc, nie przyjsc, powiedziec "dosyc" itd.

    Jezeli o rozliczeniach nie potrafisz powiedziec wprost, napisz albo powierz to adwokatowi.

    Rozumiem, ze nie chcesz tracic calej rodziny, ale oni tez zaczna sie z toba liczyc dopiero, gdy bedziesz umiala odwrocic sie i odejsc. Teraz moga powspolczuc, ale nie stana przeciw matce w twojej obronie, nie ludz sie.

    Wydaje mi sie, moze bladze, ze niepotrzebnie sie tlumaczysz i usprawiedliwiasz, jak z ta wizyta zamowiona od trzech tygodni. Po co ? Wyszlas, to wyszlas, na uwage, ze szkoda mozesz potwierdzic krotko "szkoda" albo przeciwnie "nie zaluje", na pretensje zimno, ze inne sprawy sa dla ciebie wazniejsze, gora. Miej te swoje wazniejsze sprawy i nie ukrywaj, ze one wygrywaja z rodzinnymi przepychankami.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • ravny 28.04.19, 14:17
    Wyprowadź się na tyle daleko, żeby nie było możliwości codziennego kontaktu.
    Jak na razie robisz ruchy pozorne by sobie wmawiać, że ten kontakt ucinasz , ale realnie dokładasz i mielisz rodzinne toksyny w rodzinnym podobnym schemacie.
    Pora iść na swoje.
  • sasanka5 28.04.19, 19:53
    Ile ty masz lat, że ciągle mieszkasz z matką ?
    Okres okołorozwodowy to trudny czas, chciałoby się zewsząd wsparcia i ciepła a tego nie otrzymujesz w takich dawkach w jakich prawdopodobnie uzmysłowiłaś sobie, że potrzebujesz.
    Od osób, o których piszesz raczej nie otrzymasz. I co dalej ?
  • mytoya 28.04.19, 20:29
    Pracuję od 17 roku zycia. 15 lat mieszkalam w Warszawie. Mam tam mieszkanie, wynajmowane a obecnie trwa sprawa o eksmisję.
    Tu gdzie mieszkam polowa domu jest moja. Sprowadzilam sie tam na koniec ciazy. Niestety przed terapia i jak matka jeszcze byla w miarę ok bo zachowywala sie tak jak tylko od czasu do czasu wpadalam. No ale z czasem wylazło z niej chamstwo i trucizna..a ja walczylam i dawałam się upupiać.
    Z jednej strony nie czuje się teraz upupiona..ten kolejny konflikt mi coraz bardziej odsłonił oczy. Jestem osoba, ktora dużo w zyciu ryzykuje. Podejmuje szybkie decyzje, czasem gwałtowne. W relacjach miedzyludzkich zwlaszcza z mezczyznami to przeszkadza. W zyciu poza tym pomaga. Nor boję się odpowiedzialnosci. Ale toksyczni ludzie probują mnie przez to wbijac w ppczucie winy. Widzę to w gronie moich znajomych gdzie jeden chlopak żywo mnie nie nie znosi i jest zazdrosny.
    A w dom zainwestowałam oszczedności życia. I to jest ta smycz, na ktorej chce trzymac mnie matka a ja się nadal daję..
  • agniesia331 28.04.19, 21:32
    Właśnie nauczą nie inwestować w czyjąś własność. Gdyby nie ta smycz zylabys inaczej
  • agniesia331 28.04.19, 21:33
    Jeśli masz połowę domu to sprzedaj swoje mieszkanie i wróć do Warszawy
  • sasanka5 28.04.19, 22:36
    To po co był powrót? Żeby pomogła? Żeby było łatwiej tobie z dzieckiem?
    No to masz opiekę dla dziecka. A teraz sama siebie szantażujesz czy pozwolić 5 latkowi chodzić do babci czy nie. Znajdź pracę, może chociaż to na początek?
  • mytoya 28.04.19, 23:22
    Tak miało byc. Poza tym tu wieksza przestrzen, dzialka, spokojniej się zyje.
    A z dzieckiem..wystawila mnie kilka tazy wiec i tak byla niania.
    Narazie jestem na zwolnieniu. Biorę silne leki i nie nadaję się po nich do pracy. Poza tym tam bylam łatwą ofiarą i mnie szef trochę mobbingował..
    Naprawde po odejsciu męża stalam się miękkim flakiem. Teraz to widzę. Bo jak byl ..nawet okropny..to jednak bylo to jakies oparcie..nawet jeśli złudne. Czemu tak jest...?
    Swoje wiem, przemyslenia mam..a przeciwstawic sie na ostro jakoś nie mogę..

    Jeszcze raz podkreslam..u mnie odelglosc da spokoj jak do.konca rozerwe ta wieź i zmienie swoje wytresowane nawyki..w innym przypadku kazda proba kontaktu..czy myslenia o rodzinie bedzie mnie stawiac do punktu wyjścia.
  • fusun1804 29.04.19, 00:14
    Jak najszybciej przeprowadź tę eksmisje w Warszawie i tam wróć.
    Co do tego domu- czy faktycznie to Twoja własność czy tylko wpakowałas pieniądze we własność matki? Bo to spora różnica.
    Szkoda, ze się nie odezwałeś. Trzeba było ją dosłownie wykopać, krzyczeć „ won stad, wynocha!”, a jeśliby nie wyszła, to wezwać policję i założyć mamusi niebieską kartę.
  • fusun1804 29.04.19, 00:54
    Teraz dopiero przeczytałam wątek sprzed 4 lat. Albo to troll albo nieuleczalny przypadek.

    forum.gazeta.pl/forum/w,898,157534490,157534490,Czy_mnie_oszukala_.html
  • mytoya 29.04.19, 01:52
    Eksmisję przeprowadza sąd.. trwa sprawa. Dwa lata i konca nie widać.
    A współwłasność mam w akcie notarialnym
  • enith 29.04.19, 00:54
    Teraz widzisz, że przeprowadzka jednak była błędem. Nie ma więc co w tym błędzie tkwić, tylko wracać do Warszawy jak tylko twoje mieszkanie tam się zwolni. Rozumiem, że wolałabyś wychowywać dziecko w domu, z działką i większą przestrzenią, ale sama widzisz, że koszty psychiczne, jakie z tytułu mieszkania z matką pod jednym dachem ponosisz, nie są tego warte.
    W międzyczasie pracuj nad tym mentalnym oderwaniem się od niej, bo bez tego, jak wiesz, nawet 10 tysięcy kilometrów fizycznego dystansu nie pomoże. Jeśli wstawienie drzwi ci w tym pomoże (jako wyraz zarówno fizycznej, jak i mentalnej separacji od matki), to je wstaw. I trzymaj się, dziewczyno. Patrz na swoją obecną sytuację, jako stan przejściowy, który ulegnie poprawie. Może teraz jest ujowo, ale przecież będzie lepiej.
  • mytoya 29.04.19, 01:59
    Dobrze zebrałaś moje mysli. Tak. To stan przejsciowy. Teraz nie jest tak źle jak 4 lata temu gdy dopiero zaczynala do mnie docierac prawda.

    A na matce mi nie zalezy. Już od dawna nie mam dla niej zadnych serdecznych uczuć.

    Zalezy mi na siostrach e im na mnie chyba nie. Wiec czas to tez puscić.

    Boje się odpowiedzialnosci za syna. Ze jesli minsię cos stanie..ze nic nie moze mi się stać. To uczucie mnie przytlacza. Ale od niedawna mam wokol siebie grono dobrych ludzi, więc tu wkladam swoją energię.

    A dzieje się rzecz dziwna. Odkad uzewnetrzniłam się na forum i pisze z Wami..czytam rady, dużo myślę i czuję, że się odblokowuję.
    Pojawiają mi się konkretne pomysly i je zaczynam rsalizować a nie odkladać na póżniej.
  • sasanka5 29.04.19, 08:02
    Przecież to jakieś absurdalne mrorzonki są. Wracasz dorosła kobieto do domu matki, która ma poukładane życie i wojując z nią w jej własnym domu chcesz mieć super relacje z rodzeństwem, które w tym domu nie zamieszkuje?
  • tt-tka 29.04.19, 12:53
    sasanka5 napisała:

    > Przecież to jakieś absurdalne mrorzonki są. Wracasz dorosła kobieto do domu mat
    > ki, która ma poukładane życie i wojując z nią w jej własnym domu

    Mytoya ma w tym domu notarialna wspolwlasnosc. Wracala do siebie.





    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • enith 29.04.19, 16:56
    Tak właśnie. Wracała do siebie, na swoją odziedziczoną po ojcu oraz wykupioną od siostry część nieruchomości, w którą władowała pieniądze idące w kilkaset tysięcy (to z innego wątku autorki). Za żadną cholerę nie można powiedzieć, że "mieszka u matki". Mieszka u siebie. Co nie zmienia faktu, że dopóki mieszka tam matka z partnerem, Mytoya spokoju w tym domu nie zazna niezależnie od ilości udziałów w nieruchomości i kwoty pieniędzy, jakie w nią zainwestowała. No nie zazna i już. Trzeba uznać, że jest to inwestycja zamrożona, która wróci w posiadanie autorki wątku po śmierci matki. Teraz nie ma co sobie głowy zawracać. Święty spokój i zdrowie są ważniejsze.
  • sasanka5 29.04.19, 19:13
    A jakie ma tu znaczenie własność ? Gdyby autorka wątku wprowadziła się do domu wielorodzinnego i miała sąsiadów to od nich też powinna oczekiwać, że będą zajmować się jej dzieckiem ? wspierać ją i troszczyć się o nią bo znalazła się w trudnej sytuacji życiowej ?
    Dlatego zwracam na to uwagę, bo autorka wątku wprowadziła się nie jako sąsiadka do domu wielorodzinnego ale wróciła mentalnie do domu matki. Oczekiwała pomocy, wsparcia, troski zainteresowania czyli tego wszystkiego czego wcześniej (15 lat temu) nie otrzymywała. Dlaczego teraz miałaby to otrzymać ? Matka ułożyła sobie swoje życie, ma partnera żyje swoim życiem. Wolno jej, prawda ?
    Oczekiwania autorki były i są na wyrost.
    Rozumiem jej potrzeby ale biorąc pod uwagę, co opisuje nie zaspokoi ich w tym miejscu w którym jest.
  • heniek.8 29.04.19, 19:21
    Wiaderko na główkę autorki, ale masz rację 100%
  • tt-tka 30.04.19, 00:10
    Masz racje, Sasanko, ma racje Enith... zaznaczylam wlasnosc, ale tu rzecz nie w prawie wlasnosci. Gdyby autorka potrafila powiedziec "w tej czesci domu jestes u mnie, nie u siebie, nie wlaz mi tu bez pukania i zaproszenia - tak moglas/moglabys, gdybys zajmowala sie dzieckiem*, ale skoro nie, to nie" - to i watku by nie bylo, i zapewne powodow do niego.

    *nawet korzystajac z pomocy przy dziecku lepiej z gory ustalic zasady imo i je egzekwowac. Chocby kosztem rezygnacji z tej pomocy (tt)

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • enith 30.04.19, 02:59
    Sasanko, nie chodzi mi o oczekiwanie autorki, że jej matka dobrowolnie i z entuzjazmem zajmie się dzieckiem (choć swego czasu taką chęć matka wyraziła, ale cóż, miała prawo zmienić zdanie). Chodzi o to, by do części domu, który należy prawnie do jej córki, matka nie wpadała, jak do siebie ze słowami: "powinnaś się powiesić!". I to wszystko w czasie dla córki trudnym, porozwodowym. Nie wiem, może jestem naiwna, ale myślałam, że normalna rodzina w takich razach bierze się do kupy i trzyma razem aż do czasu, gdy kryzys minie, ale pewnie jestem w swoich poglądach staroświecka.
    Wiesz, mi, gdy jadę z wizytą do rodziców i zajmuję swój dawny pokój, NIKT nie wchodzi do tego pokoju bez pukania. Choć to ich dom, ich pokój i ich drzwi. Niepojęte więc są dla mnie układy w domu Mytoyi. Napastowana i gnojona we własnych czterech ścianach przez matkę i jej konkubenta, bez prawa wstawienia drzwi do części domu będącej jej własnością, gdzie powinna czuć się u siebie i bezpieczna.
    No nic, pozostaje położyć laskę na rodzinie i domu rodzinnym i wynosić się stamtąd w podskokach. I liczyć na przyjaciół, skoro rodzina trafiła się taka, a nie inna.
  • fusun1804 30.04.19, 08:17
    ‚Napastowana i gnojona we własnych czterech ścianach przez matkę i jej konkubenta, bez prawa wstawienia drzwi do części domu będącej jej własnością, gdzie powinna czuć się u siebie i bezpieczna.’

    Ona ma prawo wstawienia tych drzwi i zatrzaśnięcia ich przed matką.
  • agniesia331 29.04.19, 18:17
    Wystaw te drzwi,to twoja wlasnosc i jeśli doczekasz eksmisji to zawsze możesz swoją część domu wynająć i wtedy odrodzenie od matki jest konieczne.A poki co mile widziane. Wiec inwestując tylevzaonwestuj we własne bezpieczeństwo. A faceta jakiegoś nie ma w pobliżu? Ukrocilby mamusie i jej towarzysz
  • fusun1804 30.04.19, 08:21
    ‚A faceta jakiegoś nie ma w pobliżu? Ukrocilby mamusie i jej towarzysz”

    To samo mi przyszło do głowy. Mamusia hamowała gdy jeszcze mieszkał mąż Autorki, pewnie mamusia z tych, co uznają prawo pięści najzupełniej dosłownie. Wiec nie boi się swojej córki, za to nie podskakiwała młodemu, silnemu mężczyźnie.
  • ola_dom 30.04.19, 09:29
    fusun1804 napisała:

    > ‚A faceta jakiegoś nie ma w pobliżu? Ukrocilby mamusie i jej towarzysz”
    >
    > To samo mi przyszło do głowy. Mamusia hamowała gdy jeszcze mieszkał mąż Autorki
    > pewnie mamusia z tych, co uznają prawo pięści najzupełniej dosłownie.

    Ale pytanie o "chłopa, co by obronił" idealnie wpasowuje się w (domniemane) myślenie mamusi.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • sasanka5 01.05.19, 08:41
    Fajny facet mógłby być dodatkową atrakcją ale taki czarująco uwodzicielski.
    Współczynnik agresji tam jest i tak ponad przeciętną

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.