Dodaj do ulubionych

horror w rodzinie z powodu wizyty u fryzjera.

18.06.19, 18:33
Cześć, pisałam już tutaj kiedyś wątek o granicach relacji matki z córką. Wychowywaly mnie mama z babcią, które były nadopiekuńcze, kontrolujące i nerwowe. MYslałam, że jakoś da się żyć z takimi osobami, ograniczyłam kontakty, odwiedzałam raz w tygodniu, nie informowałam o żadnych swoich sprawach, tylko gadka o pogodzie. I jakoś to szło aż do wczoraj, kiedy to przyszłam w odwiedziny prosto of fryzjera. Mama i babcia dostały ataku histerii. Fakt, fryzura może średnio trafiona, ale dla mnie to nie problem, włosy nie zęby. Ale reakcja mamy babci była po prostu jak z kosmosu! Babcia dostawała palpitacji serca, nie mogła oddychać, zanosiła się od płaczu. Mama zaczeła krzyczeć, że mam się ogolić na łyso, że jak tak lubię ciąć włosy to mam wziąć żyletkę i pociąć sobie ręce, lamentowała, że jestem już dorosła i nic mi nie może zrobić (!), klasycznie już wypominała, że tyle dla mnie zrobiła, a ja jej teraz tak. Obie zarzuciły mi , że tym pójściem do fryzjera chciałam zniszczyć naszą rodzinę i zrobiłam to celowo, żeby je skrzywdzić. A ja myślałam, że te ich ataki histerii już należą do przeszłości (w dzieciństwie miałam je bez przerwy). Głupio się łudziłam, że udało mi się jakoś- lawirując i nie dopuszczając ich do swojego życia- utrzymać te relacje. Czuję, że powinnam sie od nich odciąć, zmienić nr telefonu, nigdy już nie dać sobą tak pomiatać. Ale boję się, że ciężar takiej ucieczki przygniecie mnie, bo w końcu zerwać wszelkie kontakty, ukrywać się przed własną matka i babcią... Sporo do udźwignięcia. Czy ktos z was ma podobną sytuację?
Edytor zaawansowany
  • ola_dom 18.06.19, 19:28
    ratamatahatta napisała:

    > przyszłam w odwiedziny prosto of fryzjera. Mama i babcia dostały ataku histerii.
    > Babcia dostawała palpitacji serca, nie mogła oddychać zanosiła się od płaczu.
    > Mama zaczeła krzyczeć, że mam się ogolić na łyso, że jak tak lubię ciąć włosy
    > to mam wziąć żyletkę i pociąć sobie ręce.
    > Obie zarzuciły mi , że tym pójściem do fryzjera chciałam zniszczyć naszą rodzinę
    > i zrobiłam to celowo, żeby je skrzywdzić.

    > Czy ktos z was ma podobną sytuację?

    No nie, to jest taki kosmos, że obawiam się, że możesz łatwo nie znaleźć konkurencji...

    Ale mimo wszystko rozumiem, że trudno Ci całkiem zerwać z nimi kontakt. I nie rób tego, jeśli nie jesteś gotowa. Zawsze możesz kontakt rozluźnić, ograniczyć - nie zapominając o tym, jakie są i jak potrafią się zachować, czyli liczyć się z ich histeriami.
    Rozważ, co jest Ci łatwiej znieść - ich fochy i histerie, czy całkowity brak kontaktu. I wtedy podejmij decyzję.
    Pamiętając jednocześnie, że kontakty można zerwać czasowo, można je odnowić, można zawiesić - dobrze wiem, że w takich rozważaniach ma się wizję "ostateczności" - a wcale nie musi tak być.
    Nie musisz już w tej chwili podejmować decyzji na całą resztę życia. Wystarczy taka na najbliższe dni, potem tygodnie. A potem zobaczysz.

    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ratamatahatta 18.06.19, 20:31
    Masz racje, takie myślenie "już na zawsze" jest trochę bez sensu.
  • 3-mamuska 18.06.19, 20:39
    Niestety będą się powtarzać bo one myślą ze wciąż działają.
    Czemu po prostu nie wyszłaś przy pierwszych krzykach?

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • ratamatahatta 18.06.19, 20:47
    No właśnie wyszłam. Poczekałam trochę, dałam im się rozkręcić, bo te ich histerie sa bardzo malownicze i chciałam jeszcze raz to wszystko na zimno ocenić, poobserwować. A potem wyszłam, nie wdając się w dyskusje.
  • zuzi.1 05.07.19, 23:10
    Ratamatahatta, jesteś niesamowita dziewczyno, że z takiego silnego poziomu przemocy psychicznej w domu, wychodzisz w tak spektakularny sposób. Twoja trafność postrzegania spraw takimi jakimi w rzeczywistości są JEST NIESAMOWITA, po takim praniu mózgu jakie latami przechodziłas. To jest wręcz niewiarygodne. I to, że potrafisz obserwować teatrzyk narcystycznych wariatek z boku i to ocenić na gorąco i zakończyć wizytę czy rozmowę. To jest BARDZO WIELE, po takich przejściach. Dziewczyno, jesteś wielka!!! Jesteś bardzo silna i mądra osobą. I to jak szybko ocenilas słusznie negatywnie " terapeutke" - wielkie brawo, twoja intuicja działa jak najlepszy radar. Wyjdziesz z tego gowna kochana, szybciej niż myślisz. Trzymam za Ciebie kciuki bardzo mocno i będę ci kibicować!! Jesteś niesamowita!! Naprawdę. A obie wariatki separuj od siebie jak najdłużej, aż do zerwania całkowitego, nie wyglądają na osoby zmienialne pod wpływem presji, więc szkoda na te wariatka energii. Lepiej tą energię przeznaczyć z korzyścią dla siebie. Twoja matka i babka to szczyt zaburzeń, takie wariatki powinny przebywać na stałe w szpitalu psychiatrycznym, bo tam jest ich miejsce, a nie na wolności. Ile takich wariatek żyje na wolności, udając normalne, brak słów po prostu. I ilu ludzi ma przez takie chodzace szajby wieloletnie problemy. O takich przypadkach powinni uczyć w szkole na biologii, ku przestrodze...
  • ratamatahatta 18.07.19, 00:04
    Dziękuję za miłe słowa:) Ta trafność w postrzeganiu spraw przyszła bardzo późno, ale lepiej teraz niż wcale :)
  • ola_dom 18.06.19, 20:46
    ratamatahatta napisała:

    > Masz racje, takie myślenie "już na zawsze" jest trochę bez sensu.

    Nie o to chodzi, że bez sensu - nie wiem dlaczego, ale ono samo przychodzi w takich sytuacjach - sama go doświadczyłam i tak samo się bałam tej "ostatecznej decyzji".
    A ono niepotrzebnie obciąża. Bo przecież zawsze można zmienić zdanie. A także się pomylić.

    Ratamatahatta - czy Ty masz jakieś wsparcie? Pamiętam, że masz partnera, na którego możesz liczyć, ale chodzi mi o profesjonalne wsparcie, kogoś, kto pomógłby Ci odwrócić to myślenie? I pozbyć się bezsensownego i bezzasadnego poczucia winy?


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ratamatahatta 18.06.19, 20:49
    tak, mam partnera (tego samego cały czas) i podjęłam psychoteriapie. Narazie 7 wizyt, więc jeszcze nie mam zdania czy mi pomaga czy nie.
  • ola_dom 18.06.19, 20:56
    ratamatahatta napisała:

    > tak, mam partnera (tego samego cały czas) i podjęłam psychoteriapie. Narazie 7
    > wizyt, więc jeszcze nie mam zdania czy mi pomaga czy nie.

    To są bardzo dobre wiadomości :)
    Jak i ta powyżej, o Twojej reakcji na teatrzyk, jaki Ci przedstawiły obie panie.
    Samo to, że nie wpadasz z automatu w otchłań poczucia winy, tylko dostrzegasz absurd ich zachowań, świadczy o tym, że nie jest najgorzej.

    Pamiętam takie stwierdzenie, że "terapia działa w odroczeniu" - i zdecydowanie mogę potwierdzić, że tak jest. 7 spotkań to zdecydowanie za mało, żeby ocenić i dostrzec skuteczność - na razie możesz stwierdzić, czy dogadujesz się z terapeutą/tką, czy czujesz się bezpiecznie, czy masz poczucie, że możesz powiedzieć wszystko - i nie zostaniesz odrzucona, oceniona jako "zła, wstrętna, niemoralna" etc.. Jeśli tak jest - to dobry znak.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ratamatahatta 20.06.19, 10:45
    Niestety wpadam w poczucie winy:( Może nie z powodu włosów, ale z powodu późniejszej rozmowy przez telefon już tak. Tak się starałam, żeby mówić jak najmniej, żeby tylko jej nie urazić, ale nei wyszło mi- mówiłam szybko, głos mi się trząsł, powiedziałam, żeby mama nie paliła głupa (bo wypierała się tego co mi wczesniej nagadała). Teraz już nie jest temat włosów, teraz jest temat, że jestem okropną córką, bo mówiłam zbyt szybko i nazwałam matkę "głupem". Próbowałam im wytłumaczyć, że nie podoba mi się takie zachowanie: histerie, oskarżania o niszczenie rodziny, zawały udawane itd. Ale one się do tego nawet nie odniosły, wyparły się wszystkiego, twierdzą, że tylko wyraziły swoje zdanie na temat włosów, a ja zrobiłam z tego problem i teraz wina jest po mojej stronie:/ Ciężko mi z nimi dojść do porozumeinia.
  • tt-tka 20.06.19, 12:14
    ratamatahatta napisała:

    Próbowałam im wy
    > tłumaczyć, że nie podoba mi się takie zachowanie: histerie, oskarżania o niszcz
    > enie rodziny, zawały udawane itd. Ale one się do tego nawet nie odniosły, wypar
    > ły się wszystkiego, twierdzą, że tylko wyraziły swoje zdanie na temat włosów, a
    > ja zrobiłam z tego problem i teraz wina jest po mojej stronie:/ Ciężko mi z ni
    > mi dojść do porozumeinia.

    Bo tu nie chodzi o porozumienie :), tzn im obu nie o to chodzi, zeby sie porozumiec z toba, tylko zeby cie podporzadkowac sobie - przeciez juz to wiesz.
    I tlumaczenie, ze nie podoba cie sie takie czy inne ich zachowanie jest bez sensu - im wcale nie zalezy, zeby ci sie podobalo.

    Jezeli chcesz kontakt utrzymac, nawet rozluzniony - nie tlumacz. Nie wyjasniaj. Nie usprawiedliwiaj sie. Krotko i jasno - nie zycze sobie, nie zgadzam sie. Zaczynaja sie krzyki czy spazmy - wychodzisz. Jezeli przez telefon - odkladasz sluchawke. Mamo, babciu, macie byc dla mnie uprzejme i traktowac jak dorosla znajoma albo wcale mnie tu nie bedzie.

    PS pamietam twoj watek poprzedni, szczerze gratuleje - bardzo duzo zrobilas z soba od tamtej pory :) (a to przeciez nie tak dawno temu). Smialo naprzod ! :)




    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • ola_dom 20.06.19, 12:21
    ratamatahatta napisała:

    > Niestety wpadam w poczucie winy:(

    No oczywiście, że wpadłaś - w końcu o to chodziło.
    Nie da się nie wpadać po wieloletniej tresurze, to normalna reakcja. Ale da się to zmienić, osłabić. Naprawdę. Tylko wymaga czasu i terapii - ale jest możliwe.

    > Teraz już nie jest temat włosów, teraz jest temat, że jestem okropną córką,
    > bo mówiłam zbyt szybko i nazwałam matkę "głupem". Próbowałam im wytłumaczyć,
    > że nie podoba mi się takie zachowanie: histerie, oskarżania o niszczenie rodziny,
    > zawały udawane itd. Ale one się do tego nawet nie odniosły

    Otóż to. Nadal będą wściekłe, a nawet jeszcze bardziej, bo rzeczowo pokazałaś im ich idiotyczne zachowanie - ale odwrócą kota ogonem i przyczepią się do jakiejś pierdoły (np. "głupa"), żeby Ci wykazać, jaka jesteś wstrętna, zła i niewdzięczna. I wbiją Cię w poczucie winy jeszcze głębiej. Bo nie dość, że się im przeciwstawiłaś (śmiałaś obciąć włosy), to jeszcze zamiast zrozumieć swój błąd i się pokajać - próbujesz się bronić i wykazać im, że nie miały racji... Jak śmiesz???!!

    > Ciężko mi z nimi dojść do porozumeinia.

    Nie - nie "ciężko". Tutaj NIE DA SIĘ dojść do porozumienia. Nie ma słów, sposobów ani argumentów, którymi zdołałabyś do nich dotrzeć. Im prędzej to zrozumiesz, tym mniej czasu, zdrowia i życia stracisz.
    Jedyne, co ewentualnie mogłoby zadziałać, to bezwzględne i całkowite podporządkowanie się. Pytanie, czy tego chcesz.

    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ratamatahatta 20.06.19, 13:03
    No tak, niby to wszystko wiem co tu piszecie, ale jakoś nadal mam pretensje do siebie, że to ja jestem winna, bo mi isę wyrwało jakies niepotrzebne słowo... A z ich strony to po prostu inaczej wygląda. Biedna mama i babcia zobaczyły córkę/wnuczkę w brzydkiej fryzurze i się biedne wystraszyły, babcia słabego zdrowia, to może trochę się źle poczuła ale przecież nic mi nie zrobiły, tylko z troski. To ona jest winna, bo mogła się matki poradzić, dobra córka się zawsze radzi zanim coś zrobi a już na pewno bierze pod uwagę zdanie mamy, bo to przecież rodzina. I jeszcze nazwała matkę głupem... Wyobrażam sobie jak to wygląda z ich punktu widzenia i już natychmiast się gubię:/
  • ola_dom 20.06.19, 13:16
    ratamatahatta napisała:

    > No tak, niby to wszystko wiem co tu piszecie, ale jakoś nadal mam pretensje do
    > siebie, że to ja jestem winna, bo mi isę wyrwało jakies niepotrzebne słowo...
    > A z ich strony to po prostu inaczej wygląda.
    > Wyobrażam sobie jak to wygląda z ich punktu widzenia i już natychmiast się gubię:/

    No właśnie. To na tym polega - że Ty doskonale wiesz, co one czują, jak się czują, jak się poczują - a zapewne nie za bardzo wiesz, co TY SAMA czujesz. A jeśli nawet - to z przekonaniem, że nie masz prawa do tego uczucia - więc z poczuciem winy, że czujesz coś negatywnego w stosunku do nich.
    Ich uczucia i reakcje są dla Ciebie ważniejsze od Twoich. Zawsze.

    To, co powyżej, napisałam o sobie. Sprzed 4-5 lat. Zresztą - da się tu odnaleźć moje posty w tym duchu.
    Dlatego z pełnym przekonaniem mogę napisać - to się da zmienić. Ale nie stanie się to w momencie uświadomienia sobie, że masz słuszność, a one nie mają racji i prawa tak Cię traktować i obarczać winą. To wymaga czasu i terapii.
    I wciąż nie wiem, jak to ostatecznie działa - ale jak się temat przewałkuje na terapii, od różnych stron, w różnych aspektach - pewnego dnia nagle orientujesz się, że zamiast poczucia winy masz głębokie poczucie krzywdy (jak najsłuszniej), potem złość na to, jak Cię potraktowano, a potem - że zajmują Cię już zupełnie inne sprawy.

    Oczywiście poczucie winy lubi czasem wracać, ale nie w takim nasileniu i nie ma już takiej mocy. I nie wykańcza tak, jak przedtem. Przychodzi i mija, poza tym - umiesz już zrozumieć i wytłumaczyć sobie, co się z Tobą dzieje. Teraz jeszcze pewnie nie za bardzo - teraz niby wiesz, że nie masz ("obiektywnie") powodów do poczucia winy - a jednak Tobą targa i zatruwa myśli.

    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • tt-tka 20.06.19, 15:15
    ratamatahatta napisała:

    > No tak, niby to wszystko wiem co tu piszecie, ale jakoś nadal mam pretensje do
    > siebie, że to ja jestem winna, bo mi isę wyrwało jakies niepotrzebne słowo...
    (...)Wyobrażam sobie jak to wygląda z ich
    > punktu widzenia i już natychmiast się gubię:/

    W ktoryms watku Ola napisala cos, co powinno byc twoim mottem wypisanym na scianie, na lustrze i na lodowce, to byly slowa jej terapeutki (cytat z pamieci, ale sens wierny) "pani Olu, juz pani opowiedziala, jak swietnie pani rozumie (i usprawiedliwia) mame, a teraz prosze zrozumiec SIEBIE".

    Od siebie dodam - nie zastanawiaj sie nad przyczynami, z ktorych one obie sa takie, bo powody nie dotycza ciebie. Zastanawiaj sie nad CELEM - do czego chca doprowadzic, co osiagnac i jak to sie odbije na tobie. Powinno pomoc choc troche.


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • lumeria 18.06.19, 21:35
    Czesc Ratamatahatta!

    Współczuje Ci bardzo, bo takie cyrki to hardcore poziom mega. Jeju dobrze, że nie przebiłaś sobie nosa i nie wsadziłaś kolczyka, bo poumierałyby z podniecenia :) Zatruję, by podkreślić absurd sytuacji - ale Ty to już widzisz. To świetny krok! Brawo!

    Często, kiedy osoby despotycznie i dominujące tracą kontrole nad swoim niewolnikiem, to siła ich histerii i poziom ataków niestety bardzo wzrastają, po to by ofiarę zniszczyć i sprowadzić do odpowiednio niskiego poziomu. Czyli dla Ciebie to też dobra nowina – popatrz na to tak, że wymykasz się matce i babce spod kontroli!!!! No i one reagują - tego nie da się uniknąć. One mogą jak małe dzieci tupać nóżkami i walić piąstkami, a Ty jesteś dorosła i robisz swoje. Ty idziesz w dobra stronę!

    Kiedy ja (boleśnie) oddzielałam się od matki, to bardzo pomagało mi odwracanie myślenia: zamiast czuć winę, że np. nie przyjeżdżam, odwracałam to myśląc, ze jej pomagam moja nieobecnością – po to by się nie denerwowała mną, bo wszystko we mnie było dla niej złe i nieudaczne. Wiec po co narażać ja na taka traumę? Czy mogłoby to Tobie pomoc nie czuć się tak winną?

    Najważniejsze, że robisz postępy. Hej, poszłaś i zrobiłaś fryzurę bez proszenia o pozwolenie! Wow!!! Bardzo Cię podziwiam, to bardzo dużo w krótkim czasie!
  • eukaliptusy 19.06.19, 00:48
    Zgadzam się z przedmówczyniami, że trudno będzie przebić taki teatr absurdu.

    Ale jeśli się pytasz, czy możesz zerwać kontakty i czy da się to przetrwać, to owszem. Możesz i dasz radę, zwłaszcza, że masz wsparcie i od partnera i profesjonalne.
  • verdana 19.06.19, 12:26
    Ja bym nie zerwała kontaktów, ale je zawiesiła. Dokładnie tłumacząc, dlaczego. Że nie możesz powolić sobie na wysłuchiwanie ataków histerii z byle powodu, ze nie maja prawa uwazać Twoich decyzji za godzace w nie - to nie ich sprawa.
    Parę miesięcy, pół roku odpoczynku da Ci mozliwość przemyślenia sprawy, zobaczenia czy terapia działa, a matce i babci uświadomi, że nie jesteś już od nich zależna i albo pogodzą się z tym, co robisz, albo po prostu utracą z Tobą kontakt.
  • fusun1804 19.06.19, 12:39
    Moja teściowa się tak samo zachowywała. Dostawała ataków apopleksji, duszności, omdlewala, darła się kiedy mój były mąż miał włosy krótko ostrzyżone. Tak wiec przed odwiedzinami u matki przez wieje tygodni tych włosów nie obcinał, miał na głowie uciążliwą grzybice, wyglądał jak z filmu z lat 70-tych ALE mama była zadowolona bo lubi długie włosy. A przecież dobre dziecko robi wszystko żeby zadowolić mamę, prawda? O ubraniu również decydowała, również zarządzała pieniędzmi.
  • ratamatahatta 20.06.19, 10:01
    Wczoraj rozmawiałam z mamą przez telefon, powiedziałam co mi się nie podoba, powiedziałam że zabolały mnie słowa "we żyletkę i się potnij" oraz ataki apopleksji babci. Niestety wszystkiego się wyparły w żywe oczy. Babcia zatrwożyła się, że jak ja śmiem mówić o atakach apopleksji jak nic takiego nie było. Mama to samo: "co ty wygadujesz, ja tak nie powiedziałam". Sprawa stanęła na tym, że one biedne bez winy, bo tylko skomentowały fryzurę a ja teraz wymyślam i je oskarżam o takie cuda! No i wina spadłą na mnie, bo mówiłam podniesionym głosem i głos mi się trząsł, i może też coś nie tak powiedziałam, nie da się ze mną gadać. mama i babcie biedne niewinne. Takie rozmowy nie mają sensu.
  • ola_dom 20.06.19, 10:23
    ratamatahatta napisała:

    > Mama to samo: "co ty wygadujesz, ja tak nie powiedziałam". Sprawa stanęła na tym,
    > że one biedne bez winy, bo tylko skomentowały fryzurę a ja teraz wymyślam
    > i je oskarżam o takie cuda! Mama i babcie biedne niewinne.
    > Takie rozmowy nie mają sensu.

    Zgadza się - nie mają. Nie ma sensu jakiekolwiek tłumaczenie, wyjaśnianie, prostowanie sytuacji. Jedyne, co zyskasz, to strata energii i nerwów.
    A wypieranie faktów także jest symptomatyczne i jakże typowe. Nieraz dochodzi do budowania jakiejś alternatywnej rzeczywistości, wręcz równoległej historii.
    Zapewniam Cię, że każda z nas - córek "takich" matek - ma identyczne doświadczenia.

    Wielokrotnie powtarzałam, że te zachowania są jak z jakiegoś "szkolenia dla mamuś" - wszystkie używają tych samych metod wzbudzania poczucia winy, tekstów i sposobów odwracania kota ogonem.

    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ratamatahatta 20.06.19, 10:56
    To zawsze było własnie najgorsze, to wypieranie się swoich słów. Jak byłam dorastająca dziewczynką i takie histerie były na porządku dziennym, to potem jak próbowałam się z mamą jakoś dogadać, wyjaśnić, to zawsze mi wmawiała, że przecież to ja się kłóciłam, to ja krzyczałam, mama nic złego nie powiedziała, to ja ją obrażałam. Babcia to potwierdzała. Byłam tak skołowana że już nie wiedziałam co się ze mną dzieje, czy ja postradałam zmysły? Naprawdę wtedy wierzyłam, że jestem okropna i ranię mamę i babcię. Dopiero kiedy wpadłam na pomysł zapisywania wszystkiego zaraz po kłótni a potem nagrywania- miałam już jasny dowód, że TO SIE STAŁO NA PRAWDĘ, nie uroiłam sobie tego.
  • ola_dom 20.06.19, 12:22
    ratamatahatta napisała:

    > Dopiero kiedy wpadłam na pomysł zapisywania wszystkiego zaraz po kłótni
    > a potem nagrywania- miałam już jasny dowód, że TO SIE STAŁO NA PRAWDĘ,
    > nie uroiłam sobie tego.

    Ciekawa jestem - czy nagrywałaś tylko dla siebie, czy odtworzyłaś kiedyś jakieś nagranie mamie i babci?


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ratamatahatta 20.06.19, 13:06
    tylko dla siebie. Gdybym odtworzyła to miałabym kolejne przewinienei na koncie- nagrywam biedną mamę i babcię, jak tak można.
  • ola_dom 20.06.19, 13:17
    ratamatahatta napisała:

    > tylko dla siebie. Gdybym odtworzyła to miałabym kolejne przewinienei na koncie-
    > nagrywam biedną mamę i babcię, jak tak można.

    Tak właśnie pomyślałam.
    A co właściwie złego zrobiłaś?
    :)

    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • 3-mamuska 23.06.19, 12:27
    ratamatahatta napisała:

    > tylko dla siebie. Gdybym odtworzyła to miałabym kolejne przewinienei na koncie-
    > nagrywam biedną mamę i babcię, jak tak można.


    A powinnaś im puścić bo one w histerii pewnie nie pamiętają co mówią.

    I nie wiem po co tak bardzo zależy ci na ich zdaniu? Rozmawiasz , tłumaczysz?
    Idziesz odwiedzić zaczynaja histerie wstajesz mówisz dajcie znać jak się uspokoicie i zacznie mnie szanować wstajesz i wychodzić. Nie odbierasz, nie tłumaczysz to nic nie da. One doskonale wiedza co trzeba zrobić tylko lubią się znęcać.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • tt-tka 23.06.19, 13:23
    3-mamuska napisała:

    > ratamatahatta napisała:
    >
    > > tylko dla siebie. Gdybym odtworzyła to miałabym kolejne przewinienei na k
    > oncie-
    > > nagrywam biedną mamę i babcię, jak tak można.
    >
    >
    > A powinnaś im puścić bo one w histerii pewnie nie pamiętają co mówią.


    I to jest bardzo dobra rada ! jak babcia czy mama zadzwonia smutnym glosem pytajac, o co ci chodzi, pusc im nagranie. Miej pod reka. Przy okazji sama sobie przypomnisz, zamiast wpadac w poczucie winy.





    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • ratamatahatta 23.06.19, 17:15
    Zbyt dobrze znam moją mamę i babcię żeby nie domyślić, się, że nawet jeśli przedstawię im dowód, to prędko się wytłumaczą, jedna drugą obroni. "Nawet jeśli mama ci tam coś powiedziała moze niemiłego, to dla tego, że ją zdenerwowałaś" itd. Jak byłam dzieckiem to miałam ciągle powtarzane przez babcie: "mama jest nerwowa i powinnaś to zrozumieć. I druga córka to jakby widziała, że mama się denerwuje to by podeszła i powiedziała nie denerwuj się mamusiu a ty tylko siedzisz z okwaszoną gębą". Więc co tu dużo mówić.. mama jest nerwowa i ona ma prawo. Nawet jeśli usłyszy nagranie to wytłumaczą się z tego obie.
  • tt-tka 23.06.19, 17:40
    ratamatahatta napisała:

    > Zbyt dobrze znam moją mamę i babcię żeby nie domyślić, się, że nawet jeśli prze
    > dstawię im dowód, to prędko się wytłumaczą, jedna drugą obroni. "Nawet jeśli ma
    > ma ci tam coś powiedziała moze niemiłego, to dla tego, że ją zdenerwowałaś" itd
    > . Jak byłam dzieckiem to miałam ciągle powtarzane przez babcie: "mama jest nerw
    > owa i powinnaś to zrozumieć. I druga córka to jakby widziała, że mama się dener
    > wuje to by podeszła i powiedziała nie denerwuj się mamusiu a ty tylko siedzisz
    > z okwaszoną gębą". Więc co tu dużo mówić.. mama jest nerwowa i ona ma prawo. Na
    > wet jeśli usłyszy nagranie to wytłumaczą się z tego obie.


    Ale ty nie masz sluchac tych tlumaczen ! Ty im masz dac posluchac, jak sie na ciebie dra i co wykrzykuja, a gdy zaczna swoje, odkladasz sluchawke albo poglasniasz dzwiek tak, by je zagluszyl.
    Po prostu na zalosne pytanie babci, co one ci zrobily i dlaczego ty tak, odpowiadasz "to wlasnie", "dlatego" i wlaczasz nagranie. I ciebie tam juz nie ma, odzywa sie tylko odtwarzacz.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • sorvina 19.06.19, 12:42
    W pierwszej chwili pomyślałam - u mnie aż takich cyrków nie było. Potem przypomniałam sobie godzinną awanturę za to, że zostawiłam (na chwilę) kubek na stole, albo odłożyłam mamie linijkę 5 cm obok miejsca na którym leżała, albo w jakikolwiek sposób "chciałam robić matce i babce na złość" czyli zrobić coś po swojemu i uświadomiłam sobie, że może tematy inne, ale poziom absurdu podobny.

    Ja ze swoimi zerwałam kontakt, ale one nawet na 15 min nie potrafiły powstrzymać się od jazd. A jeżeli to i tak z fochem, że "mi to nic nie można powiedzieć". Albo przeszła matka na bardziej manipulacje i takie podchwytliwe ataki przy osobach trzecich, bym czuła się skrępowana by reagować. W końcu dotarło do mnie, że mnie zadziobią po kawałku, jak dam im szansę w postaci spotkań. Jak czuć się dobrze, jak człowiek wracając tam daje samemu sobie znak, że ich potrzeby są ważniejsze od jego elementarnych praw do bycia traktowanym z szacunkiem, uczuć i potrzeb?

    Poczucie winy męczyło mnie mocno i terapia jest niezbędna by wyprostować takie spranie mózgu.

    Jest taki poziom toksyczności gdzie nie da się utrzymywać małego kontaktu, bo dasz palec to i tak będą szarpać całą rękę. Ale są i takie narcyzy czy insze toksyki, że czasem trzeba przypomnieć gdzie przebiega granica, sprawić by poczuły konsekwencje jej przekroczenia, by się gryzły w język na tyle by utrzymywać poprawny kontakt. Ciepły i autentyczny on nigdy nie będzie, ale wiele osób woli tak niż wcale.

    Są osoby bardziej wrażliwe, które muszą się chronić nawet przed małymi nadużyciami, inaczej odbije to się na ich psychice. Każdy ma prawo o siebie dbać.

    Są osoby, które dzięki terapii zamknęły za sobą przeszłość, ale po wszystkim co się stało i przy wszystkim co się dzieje, braku budowania jakiejkolwiek zdrowej więzi przez rodzinę, czują do rodziców życzliwą obojętność i jest to osiągnięcie. Ale szkoda im czasu na kolejne spotkania z ludźmi, którzy i tak będą niezadowoleni i tak będą mieli pretensje. Lepiej przeznaczyć go na te relacje, które mają realną wartość.

    Tu nie ma uniwersalnych rozwiązań. Każdy musi sam ocenić na co ma siłę, wolę, chęci.

    Może raz w miesiącu wystarczy? Może tylko telefon na święta? Opcji "low contact" też jest wiele. Można minimalizować kontakt bez ostatecznego zerwania go. Można też bez wprowadzania żadnych zasad być elastycznym i reagować na to co się dzieje np. po takiej akcji zrobić sobie przerwę na kilka tyg. a potem wedle potrzeb. Myślę, że sam fakt, że nie jest pewne, że odwiedziny będą co tydzień, że jak przekozaczą, to mogą Cię Ratamatahatta długo nie zobaczyć, może sprawić, że się będą bardziej gryźć w język. Jeśli są z tych tresowalnych. Moją matkę tylko szlag trafiał.

    Życzę Ci byś podjęła najlepszą dla siebie decyzję i odnalazła w niej spokój.

    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • fusun1804 19.06.19, 14:13
    „Czuję, że powinnam sie od nich odciąć, zmienić nr telefonu, nigdy już nie dać sobą tak pomiatać.”

    Zaufaj swoim odczuciom. Mnie tez się wydaje, ze te osoby nigdy Twoich granic nie uszanują. Wszystko- tzn podporządkowujesz się im-albo nic.
    Zerknęłam na Twój wątek z września 2018. Jak Ci się układa w pracy i z partnerem? A obcięcia włosów gratuluje! To ważny krok w kierunku niezależności.
  • sorvina 19.06.19, 14:35
    O cholerka. Przypomniałam sobie ten wątek. Ratamatahatta gratuluję zarówno obcięcia włosów jak i dystansu do reakcji matki i babci. To ogromny krok na przód! Bo nie o same włosy chodzi ale jak fusun pisze - o niezależność.

    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • fusun1804 19.06.19, 14:44
    Te włosy to tylko czubek góry lodowej w tym przypadku.
  • sorvina 19.06.19, 14:57
    fusun1804 napisała:

    > Te włosy to tylko czubek góry lodowej w tym przypadku.

    Jasne. Jest to jednak ważny symbol tego na jak wielką ingerencję w życie autorki pozwalały sobie matka z babką - na decydowanie to tym jak dorosła kobieta ma wyglądać, co z włosami robić. Więc zbuntowanie się tutaj i zrobienie po swojemu to zbuntowanie się przeciwko władzy jako takiej, stąd ta intensywna reakcja. Bez względu na to jak to matka z babką racjonalizują.


    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • lumeria 19.06.19, 16:36
    Tez pamiętam - Ratamatahatta pięknie i sensownie pisze, bije z jej postów inteligencja i wysoki poziom kultury osobistej, a myślała (mam nadzieje, ze to już w przeszłości), ze nadaje się wyłącznie do mopa i szczoty. To było smutne.

    Wiec niesamowicie doceniam jej ogromne postępy w pracy nad sobą. Dziewczyna jest WIELKA, ze po takim poziomie prania mózgu wygrzebuje się z tego bagna, i buduje zdrowe życie z partnerem. Podziwiam.
  • ratamatahatta 20.06.19, 10:25
    O, pamiętacie ten wątek :) Bardzo mi wtedy pomogły wszystkie komentarze jakie się tam pojawiły, kązdy jeden czytałam po kilka razy.
    Jelsi chodzi o włosy- tak, nie wiedzieć czemu zawsze był to jakiś punkt zapalny, nawet poważne rzeczy takie jak wyjazdy, partner itd nie stanowiły takiego problemu dla mamy i babci jak moja fryzura... Zaczynam rozumieć, że ta fryzura to dla nich jakiś symbol władzy nade mną. Mama wczoraj stwierdziła, że tą fryzura chciałam ponoć zamanifestować swoją dorosłość i że już nie muszę się jej słuchać i pokazać im, że nie mają nic do gadania. A dla mnie to tylko włosy..
    Co do pracy- to nei jest takie łatwe;p Nadal nad tym pracuję, rozpoczęłam terapię. Na razie nic się nie zmieniło w kwestii mojego podejścia do pracy, ale wierzę, że kiedys i tutaj coś się zmieni.
  • ola_dom 20.06.19, 12:26
    ratamatahatta napisała:

    > O, pamiętacie ten wątek :)

    No pewnie! Nieraz myślałam, co u Ciebie.

    > Zaczynam rozumieć, że ta fryzura to dla nich jakiś symbol władzy nade mną.
    > Mama wczoraj stwierdziła, że tą fryzura chciałam ponoć zamanifestować swoją dorosłość
    > i że już nie muszę się jej słuchać i pokazać im, że nie mają nic do gadania.

    O proszę, takie "przyznanie się wprost" dość rzadko się "naszym" mamom zdarza :)
    Otóż właśnie - jasno przyznała, czego najbardziej się boi - że wymkniesz się jej z rąk. Że straci władzę i kontrolę nad Tobą.

    Możesz sobie teraz zadać pytanie, czy ktokolwiek ma prawo mieć władzę nad Tobą - nad kimkolwiek - i czy chcesz ją komuś oddawać.

    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • zuzi.1 05.07.19, 23:21
    "Mama wczoraj stwierdziła, że tą fryzura chciałam ponoć zamanifestować swoją dorosłość i że już nie muszę się jej słuchać i pokazać im, że nie mają nic do gadania. A dla mnie to tylko włosy.." Ta zaburzona matka nawet wprost wyartykuowala co było przyczyną ich hardkorowego teatru czyli LĘK O UTRATE władzy nad Tobą i twoim życiem. Lęk i histeria o to, że pacynka zerwała się niespodziewanie ze smyczy. Co za dwie ciezko zaburzone kobiety.
  • an-i-ka 02.07.19, 08:32
    sorvina napisała:

    > O cholerka. Przypomniałam sobie ten wątek. Ratamatahatta gratuluję zarówno obci
    > ęcia włosów jak i dystansu do reakcji matki i babci. To ogromny krok na przód!
    > Bo nie o same włosy chodzi ale jak fusun pisze - o niezależność.
    >

    Ja też bardzo dobrze pamiętam tamten wątek. Gdyby autorka zastosowała się do tamtych rad, nie musiałaby tworzyć tego wątku... :(

    Wszyscy piszą, że trzeba terapii i zerwania kontaktu, a autorka cały czas testuje czy zostanie w końcu zaakceptowana przez matkę i babkę. Musi się pogodzić z tym, że nigdy nie zostanie zaakceptowana!
    Niby wszystko wie, potwierdza ale zawsze jest jakiś "ale"... Możemy sobie pisać.

    Tak jak alkoholik, dla którego nie liczy się nic, tylko relacja z alkoholem, tak autorka nie patrzy na nic, tylko na relację z kobietami, które ją niszczą.


    Niestety za jakiś czas pojawi się kolejny wątek tego typu "założyłam buty na obcasie, zrobiły mi awanturę", znów wszyscy napiszą, że terapia i zerwanie kontaktu, znów jakieś "ale" itp, itd., w koło Wojtek, wkoło Macieju.
  • ola_dom 02.07.19, 09:42
    an-i-ka napisała:

    > Ja też bardzo dobrze pamiętam tamten wątek. Gdyby autorka zastosowała się
    > do tamtych rad, nie musiałaby tworzyć tego wątku... :(
    > Wszyscy piszą, że trzeba terapii i zerwania kontaktu, a autorka cały czas testuje
    > czy zostanie w końcu zaakceptowana przez matkę i babkę.

    Nie, nie i NIE! Czy Tobie się wydaje, że to się dzieje ot, tak - my tu mówimy komuś, co i jak ma zrobić, on mówi "Aha, to od jutra zmieniam całe swoje dotychczasowe życie, dzięki za rady" - i od następnego dnia wszystko się zmienia????


    > Niestety za jakiś czas pojawi się kolejny wątek tego typu "założyłam buty na
    > obcasie, zrobiły mi awanturę", znów wszyscy napiszą, że terapia i zerwanie
    > kontaktu, znów jakieś "ale" itp, itd., w koło Wojtek, wkoło Macieju.

    Naprawdę nie widzisz różnicy między tamtym wątkiem, a tym? Ratamatahatta zrobiła milowy krok od tamtego czasu. Wiele osób kręci się w kółko o wiele dłużej, zanim wyjdzie z chorego układu.
    Takie zmiany nie dzieją się z dnia na dzień.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ratamatahatta 02.07.19, 11:03
    Podjęłam terapie, co prawda nie trafiłam jeszcze na terapeutkę, z którą bym się zgrała ale szukam dalej:) I to nie jest tak, że szukam ich akceptacji- nie. Ja po prostu przyszłam w odwiedziny w nowej fryzurze, której nei dało się ukryć, to wszystko. Nie obchodzi mnie ich zdanie i czy się im mój kolor włosów podoba. A zerwać kontakty z własną matka i babką, które mnie wychowywały to nie jest taka prosta rzecz. Wybrałam chłodne relacje, odwiedziny bez zwierzeń, bo tak jest łatwiej.
  • sirella 02.07.19, 14:14
    „Jeśli myślisz, że wilk i owieczka mogą żyć pod jednym dachem, mam dla ciebie złą wiadomość. Relacja ofiary i oprawcy ma to do siebie, że wilk ma apetyt na owieczkę, a owieczka swoją obecnością, zachowaniem, uległością prowokuje go. Metafora ma tak silne znaczenie, gdyż tak jak wilk nie może zmienić tego, że jest mięsożerny, tak oprawca nie zmieni swoich nawyków z dnia na dzień. Ani pod wpływem własnych deklaracji, ani pod wpływem twojej dobrej woli. Ofiara zazwyczaj ma wiele wdrukowanych wzorców, które zmuszają ją do wycofania i uległości, a ludzie skłonni do wykorzystywania innych podobnie jak drapieżniki wyczuwają lęk, bierność, brak zaufania do samych siebie.
    Potrzebny jest realny, fizyczny dystans, prawdziwa separacja. Potrzebna jest ona bardziej owcy niż wilkowi. Oprawca potrzebuje nierzadko pokonać trudniejszą pracę niż jego ofiara by stać się dojrzalszą osobowością. Przebywanie zatem pod jednym dachem w ramach relacji współuzależnieniowej wydaje się być ponad ludzkie siły. Współuzależnienie to wspieranie się w zachowaniach szkodliwych dla zdrowia obu stron.”
    Maciej Bennewicz. Miłość toksyczna. Miłość dojrzała.
  • ratamatahatta 02.07.19, 14:32
    Coś w tym jest. Na szczęście nie mieszkam już z mamą i babcią i nie jestem codziennie narażona na te ich histerie.
  • eliksir_czarodziejski 12.07.19, 18:00
    I masz absolutne prawo robić tak żebyś Tu się dobrze czuła ze sobą a nie zadowalać forum, brawo! 🙂
  • eliksir_czarodziejski 12.07.19, 17:59
    Autorka ma prawo żeby ułożyć sobie relacje z matką i babka tak żeby jej było dobrze a nie żeby zadowolić forum. Dokładnie na tym forum można poznać przykłady kiedy ktoś nie odciął się całkowicie ale zaczął stawiać granicę i ta toksyczna strona np matka zaczyna zachowywać się lepiej.
  • an-i-ka 02.07.19, 08:25
    Gratuluję odwagi, siły i zawalczenia o siebie! :)
  • 71tosia 19.06.19, 20:55
    kobiety dostały histerii bez powodu. Ale rozważanie zerwania kontaktów z matka i babcia z powodu awantury o bzdety tez jest przesadna. Rozwiązaniem jest nabranie dystansu emocjonalnego, naucz się nie brać do siebie tego co mówią. Ich komentarze nie mają nic wspólnego z tobą są po prostu reakcją na silne emocje. Nie wdawaj się w dyskusje nie tłumacz, ogranicz sie do 'jest mi przykro ze tak reagujecie'. Gdy widzisz ze panie sie nakręcają spróbuj skierować ich uwagę na inny temat jak sie nie da wychodzisz.
    Kolega własnie mi zrelacjonował ze z powodu gorącej wymiany zdań mamy z ojcem na temat sposobu zawiązywanie worków ze śmieciami najpierw mama sie popłakała a teraz rodzice sie nie odzywają do siebie, powód konfliktu, poziom emocji i radykalność reakcji równie absurdalna jak u ciebie, tyle ze rodzice są w wieku 80+ i zmiany zachodzące w ich psychice staja sie coraz bardziej widoczne.
  • lumeria 19.06.19, 22:04
    Nabranie dystansu emocjonalnego jest świetne. Jak to radzisz zrobić? Jak sobie radzić w międzyczasie zanim się ten dystans uzyska?
  • 71tosia 19.06.19, 22:32
    Gdy dziecko wykrzykuje 'nienawidzę was' co czasami zezłoszczonemu nastolatkowi sie zdarza to bierzesz to serio? Obrazisz sie i zerwiesz kontakt? Pewnie jednak zignorujesz te uwagi nastolatka i co najwyżej powiesz ze jest ci przykro? Czy nie można zastosować podobnej strategii wobec rodziców?
  • ola_dom 19.06.19, 22:54
    71tosia napisała:

    > Gdy dziecko wykrzykuje 'nienawidzę was' co czasami zezłoszczonemu nastolatkowi
    > sie zdarza to bierzesz to serio?

    To jednak co innego usłyszeć "nienawidzę cię!!!", a co innego "wbiłaś mi nóż w serce, krzywdzisz całą naszą rodzinę... nie liczysz się ze mną... matka nic już dla ciebie nie znaczy...".

    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • fusun1804 19.06.19, 23:16
    ola_dom napisała:

    > 71tosia napisała:
    >
    > > Gdy dziecko wykrzykuje 'nienawidzę was' co czasami zezłoszczonemu nastol
    > atkowi
    > > sie zdarza to bierzesz to serio?
    >
    > To jednak co innego usłyszeć "nienawidzę cię!!!", a co innego "wbiłaś mi nóż w
    > serce, krzywdzisz całą naszą rodzinę... nie liczysz się ze mną... matka nic już
    > dla ciebie nie znaczy...".
    >
    Podstawowa różnica tutaj jest między nastolatkiem, czyli kimś kto już nie jest dzieckiem a jeszcze nie jest dorosłym, a dorosłym kompletnie odpowiedzialnym za swoje słowa.
  • fusun1804 19.06.19, 23:13
    A dlaczego sugerujesz traktowanie dorosłych ludzi jak dzieci lub nastolatków? W jakim wieku jest babka, nie wiemy. Ale skoro Autorka jest koło 30-tki, to mamusia jest tuż po 50-tce. Ani to nastolatka ani staruszka.

    Jak zawsze w temacie rodziców toksycznych, zatruwających życie, podcinających skrzydła, poniżających/ depczących swoje dzieci, cieszących się ich nieszczęściem, odzywa się nasza kochana Tosia i przekonuje do spokoju i kultury. I do bagatelizowania problemu. One przecież tak z miłości ........ one dobrze chcą.......

    Tosiu droga, może nam o sobie opowiesz? Znosisz sama obrzydliwe chamstwo swoich rodziców bo są święci? Spłacasz dług za urodzenie? Tańczysz jak Ci zagrają w ramach dobroci i wdzięczności?
  • 71tosia 20.06.19, 02:34
    Gdy widzimy emocje czy to naszego nastolatka, rodzica czy szefa zaczynają sięgać zenity to warto je ostudzić a nie nakręcać, bo zwykle daje lepsze rezultaty w relacjach z ludźmi. Nie rozumiesz - trudno.
  • sorvina 20.06.19, 07:56
    Podaj przykład jak ostudzić emocje matki i babki, które szlag trafia gdy dorosłe dziecko zrobi coś po swojemu np. obetnie włosy ... Nie forma nie taka, sam fakt niezależności traktowany jest jak podważanie ich władzy, do której dają sobie prawo.

    Jedyne co je uspokaja to całkowite posłuszeństwo i pozwalanie na niszczenie się psychiczne.

    A porównywanie nastolatka (za którego rodzic jest odpowiedzialny), z dorosłymi osobami, które prawdopodobnie mają zaburzenia osobowości i zachowania przemocowe, to co najmniej nadużycie. Mniej więcej na podobnym osobie jak gdy kobieta zgłaszająca długotrwałą przemoc domową słyszy "wszyscy się czasem kłócą, próbowała Pani rozmawiać z mężem" ?


    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • eliksir_czarodziejski 21.06.19, 17:56

    > A porównywanie nastolatka (za którego rodzic jest odpowiedzialny), z dorosłymi
    > osobami, które prawdopodobnie mają zaburzenia osobowości i zachowania przemocow
    > e, to co najmniej nadużycie. Mniej więcej na podobnym osobie jak gdy kobieta zg
    > łaszająca długotrwałą przemoc domową słyszy "wszyscy się czasem kłócą, próbował
    > a Pani rozmawiać z mężem" ?

    Świetne podsumowanie tego co Tosia uprawia na forum od x lat... 🙁
  • ola_dom 20.06.19, 08:02
    71tosia napisała:

    > Gdy widzimy emocje czy to naszego nastolatka, rodzica czy szefa zaczynają
    > sięgać zenity to warto je ostudzić a nie nakręcać, bo zwykle daje lepsze rezultaty
    > w relacjach z ludźmi. Nie rozumiesz - trudno.

    Tyle że w przypadku relacji opisywanych przez autorkę wątku emocje sięgają zenitu za każdym razem, kiedy zrobi ona cokolwiek na milimetr odbiegające od tego, co uważają matka z babką. Czyli w każdym wypadku, w którym ratamatahatta zaznaczy swoją odrębność.
    I jedyny sposób na wyciszenie tych emocji, to podporządkować się ich żądaniom i oczekiwaniom.
    Naprawdę tego nie rozumiesz?


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • fusun1804 20.06.19, 10:04
    Nie, ona uporczywie w kółko powtarza o studzeniu emocji, spokoju i kulturze. Takie matki jak wyżej opisana są po prostu nadopiekuncze. Zgłasza się w każdym wątku o rodzicach zatruwających życie dzieciom. Na przykład w tym.

    forum.gazeta.pl/forum/w,567,167990770,167990770,Matka_wybuchlam.html

    Zastanawia mnie co się za tym kryje.
  • 71tosia 20.06.19, 10:31
    uporczywie powtarzam to co mozesz przeczytac w kazdym podreczniku psychologii i co podpowiada mi doświadczenie- uspakajaj a nie eskaluj emocje w konfliktowej sytuacji - moze to sie 'kryje'?
  • 3-mamuska 23.06.19, 16:30
    71tosia napisała:

    > uporczywie powtarzam to co mozesz przeczytac w kazdym podreczniku psychologii i
    > co podpowiada mi doświadczenie- uspakajaj a nie eskaluj emocje w konfliktowej
    > sytuacji - moze to sie 'kryje'?

    Haha no właśnie na tym polega psychoterapia na zwalenie winy i odpowiedzialności na ofiarę ,dostała pani w pierdziel od męża bo nie dość dostatecznie studziła pani jego emocje i pewnie go pani nakręcała.
    Powinna pani być bardziej uległa spokojna i z pokora znosić wyzwiska może wtedy by nie uderzył.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • zuzi.1 05.07.19, 22:45
    Myślę, że w ten sposób Tosia buduje swój wizerunek tej jedynej, wyrozumialej, poswietliwej do bólu, dobrze, ze monitor przyjmie każda bzdurę, gorzej by było, gdyby Tosia te swoje "mundrosci" musiała wprowadzić w życie, mając do czynienia z zaburzonymi osobami, z wątków, w których się udziela... A tak, jakże łatwo grać na forum tą wyrozumialą, cudowną Tosię, która dla każdego wariata ma tyle zrozumienia, nie to co reszta tych bezdusznych ludzi w wątku....Łatwo, bo to nic nie kosztuje, tylko szum klawiatury przy wypisywaniu tych bzdur....A wizerunek się konsekwentnie buduje...

  • 71tosia 20.06.19, 10:25
    Jeszcze raz - w zyciu spotyka sie trudnych ludzi takze takich ktorzy robia burze w szklance wody o bzdety i trzeba sobie z tym radzic, nie od każdego trzeba i mozna sie odcinać. Metoda radzenia sobie z takimi osobami nie zalezy az tak bardzo od tego czy jest to matka, nastolatek, szef czy pracownik, zalezy od naszego podejscia do takich osob - naszej umiejętności bycia asertywnym. Metody postepowania sa mniej wiecej takie same - nie eskalowanie konfliktu przez wchodzenie w słowne utarczki, nie branie do siebie glupot ktore w stanie wzburzenia sie wypowiada, uspakajanie emocji etc. Naprawdę tego nie rozumiesz?
  • sirella 20.06.19, 10:58
    A po jaką cholerę tkwić przy toksycznych babach robiących od lat piekło i szkody w życiu autorki i dewastujących jej poczucie jakiejkolwiek wartości? Tylko dlatego , że są rodziną to ma pozwalać się gnoić dzień w dzień ? Jest dorosła a świat jest duży. Nie musi wcale ich lubić ani przy nich tkwić "bo rodzina to trzeba znosić wszystko".
    Nie zawsze dom rodzinny to wsparcie, dość często to kula u nogi i truciciel życia.
    I owszem, autorka powinna się odciąć przynajmniej na kilka lat. Odciąć toksyczne uwikłanie które każe jej być przy ludziach którzy ją gnoją a ona czuje przymus pozostawania w agresji, i sama agresją się napełnia przyjmując na siebie ich wyrzygi.
    Te baby się nie zmienią.
    Ale jak ostro postawi się granice ich zachowaniom, odejdzie odpowiednio daleko, to moooooooże za kilka lat będą się pilnować by nie zaczynać rozmowy z autorką od gnojenia jej i poniżania.
    Autorka nie jest nastolatką ale jest dorosła. Wcale z tymi babami nie musi spędzać codzienności. Nie dostanie od nich innych zachowań, jeśli się zbliży i otworzy - tylko trzymanie ich na odległość kija i do tego ewentualne przebywanie z nimi nie dłużej niż czas na wypicie jednej kawy dwa razy do roku - je wychowa. Jeśli do oddzielenia się potrzebuje na tym etapie kłótni, to owszem - warto się pokłócić, odejść, olać - i potem nad sobą pracować by powstrzymać chęć powrotu do tego samego bagna, w nadziei że one się zmieniły i już będą się zachowywać w stosunku do autorki inaczej.
    Gdyby trafiło w obecnych czasach na nastolatka - to albo by z tego domu uciekł w nałogi, albo uciekł z domu , albo popełnił samobójstwo.
    Autorka NIE MUSI tam tkwić i tego znosić. Nic tak mocno nie wiążę jak toksyny. I od autorki rola odciąć te negatywne więzy i nie mieć więcej złudzeń co do tego, że z tymi babami może czuć się emocjonalnie bezpiecznie i że kiedykolwiek dostanie wsparcie a nie zjebkę i gnojenie..
    pieknoumyslu.com/gaslighting-forma-przemocy/

  • 3-mamuska 23.06.19, 16:34
    Bardzo dobre słowa autorka NIE MUSI I NIE POWINNA znosić takiej ludzi. Odciąć się zupełnie.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • ratamatahatta 20.06.19, 11:06
    71tosia masz racje, lepiej nie eskalować konfliktów i nie wdawać się w kłótnie. Ale co innego ludzie, którzy robią gównoburze o głupoty, a co innego osoby bardzo bliskie, które swoim "gównoburzeniem" To jest szantaż emocjonalny: jak się nie podporządkujesz, to ja dostanę zawału serca. Takie osoby będę walczyć o swoją władzę jakby to była kwestia życia i śmierci. Sprawa włosów w moim przypadku to nie jakieś tam robienie z igły widły, bo babci się nei podoba fryzura i sobie pomamrocze coś tam. To dla mamy i babci symbol władzy, zresztą same to przyznały: "no tak, teraz jesteś już dorosła i my jako rodzina mamy gówno do powiedzenie, nie pytasz już czy możesz iść do fryzjera, sama idziesz, jakbyśmy się już w ogóle nie liczyły. Nie liczysz się z rodziną". Myśle, ze to co innego niż jakieś tam robienie z igły widły.
  • ratamatahatta 20.06.19, 11:07
    "które swoim "gównoburzeniem" próbują utrzymac władzę nade mną" miało być *
  • 3-mamuska 23.06.19, 16:36
    Dokładnie bardzo mądre słowa.
    Były we 2 i zrobiły sobie z ciebie maskotkę.
    Uciekaj.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • sirella 20.06.19, 11:23
    Cóż, wychowały cię dwa babsztyle, które wzajemnie się nakręcają by cię trzymać przy sobie w niewoli i żebyś stała się jedną z nich, biorącą udział w tej samej pokoleniowej sztafecie niewolenia córek przez matki.
    Z ciekawości - jesteś jedynaczką? czy twoja matka ma brata? jest gdzieś jakikolwiek męski przedstawiciel rodziny?
  • ratamatahatta 20.06.19, 11:29
    jestem jedynaczką. Chłopów u nich brak. I zgadzam się, że one chcą mnie widzieć jako część tej dziwacznej trójki. Nienawidzą mojej niezależności.
  • sirella 20.06.19, 11:35
    Przypuszczam, że twoja babka zrobiła to samo twojej matce, a teraz chcą razem przegryźć tętnice i jakiekolwiek prawo do samostanowienia Tobie. Matka była za słaba żeby uciec od babki, wiec przejęła jej schemat, a Ty- odłączająca się- to dla nich wielkie zagrożenie ich statusu. Póki obie żyją razem, to NIC tej toksyny nie rozerwie bo się jedna drugą nakręca, i nienawidzi tych co się nie podporządkują. Od takich osób trzeba się odsunąć daleko. Tym bardziej gdy jesteś w pojedynkę - wlezą na głowę, zatrzasną drzwi i zadziobią byś nie mogła odlecieć i naruszyć tego układu.
  • ratamatahatta 20.06.19, 11:40
    Zawsze będzie dla mnie tajemnicą dla czego mama wybrała takie życie. Bo to mama bardziej ciągnie do babci niż babcia do mamy, nie wiem czy to jakiś dziwny, odwrotny przypadek, że to córka kurczowo trzyma się matki zamiast matka trzymać córkę. Dziwne to dla mnie. Ja rozumiem, że mama nie miała wżyciu lekko, mąż (mój ojciec ją zostawił) no ale była jeszcze młoda, miała tylko jedno dziecko, pracę. Mogła korzystać z życia. Ale przylgnęła do swojej matki i tak już została aż do dziś.
  • sirella 20.06.19, 11:57
    Możliwe że manipulacjami babka sobie taj ją wychowała i współuzależniła. Gdyby babka była normalna, to by nie pozwoliła córce utkwić przy sobie. A teraz muszą sobie własne wybory zracjonalizować, że dobrze zrobiły i dobrze żyły = i do tego potrzebują ciebie, Twoje tkwienie przy nich mówi, że one kiedyś słusznie zadecydowały.
    Sama słyszysz jakimi tekstami cię szantażują.
    To jest przedziwne, że matki które same cierpiały i czuły się pokrzywdzone przez swoje matki - po latach to samo robią swoim córkom. Jakby chciały je zmusić by tak samo cierpiały. A jak do tego jeszcze dojdzie zły związek z facetem, porzucenie czy rywalizacja, to się robi hardcore.
    Przemoc uzależnia. Przyjrzyj się wstecz genealogii - od ilu pokoleń się u was ciągnie. I sama podejmij terapię żeby nie powielić podobnego schematu.
  • ratamatahatta 20.06.19, 11:59
    Jestem na terapii:) To ma sens co piszesz, dziękuję za ten wpis.
  • ola_dom 20.06.19, 12:34
    sirella napisała:

    > To jest przedziwne, że matki które same cierpiały i czuły się pokrzywdzone przez
    > swoje matki - po latach to samo robią swoim córkom. Jakby chciały je zmusić
    > by tak samo cierpiały.

    Ja mam jedno, pierwsze, samonasuwające się skojarzenie - fala w wojsku.

    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • eliksir_czarodziejski 21.06.19, 18:04

    > To jest przedziwne, że matki które same cierpiały i czuły się pokrzywdzone prze
    > z swoje matki - po latach to samo robią swoim córkom. Jakby chciały je zmusić
    > by tak samo cierpiały.

    Dokładnie tak jest. Tak ma moja matka i tesciowa. Moim zdaniem tego typu kobiety czują się w środku bardzo nieszczęśliwe i skrzywdzone i są potwornie zgorzkniałe. Radość i apetyt na życie młodej kobiety a nawet samo to że teszanse na inne życie w ogóle istnieją poteguja to zgorzknienie. Jak one te szanse niszczą to mam wrażenie że im się lepiej robi pt "no, nie ja jedna muszę jechać na tym wózku".
  • zuzi.1 05.07.19, 23:33
    "To jest przedziwne, że matki które same cierpiały i czuły się pokrzywdzone przez swoje matki - po latach to samo robią swoim córkom. Jakby chciały je zmusić by tak samo cierpialy". Albo podobny poziom tych samych zaburzeń powoduje to, że matki wobec swoich dzieci postępującej, jak ich matki postepowaly wobec nich. Efekty tych zaburzeń są praktycznie bardzo podobne w wielu przypadkach, w zależności od poziomu zaburzenia. Stąd wrażenie " klonów".
  • lumeria 20.06.19, 15:34
    Polecam artykul: Na zawsze razem. O matce i córce, które nie rozstaną się nigdy
    republikakobiet.pl/psychologia/partnerstwo/na-zawsze-razem-o-matce-i-corce-ktore-nie-rozstana-sie-nigdy/
  • 3-mamuska 23.06.19, 16:44
    To wcale nie takie dziwne jeśli babcia stłamsiła matkę to ta panicznie boi się innego życia.
    A znasz historie twoich narodzin?
    Może jakiś facet skrzywdził twoja matkę, została. Sama z „brzuchem” wiele lat temu to ujma dla kobiety. Może babka ja „uratowała” dała dach nad głowa . I tak to było ona się boi samotnego życia bez babki. Może ona zadała się z facetem wbrew woli babki i no słyszała „widzisz jak skończyłaś, gdybys mnie słuchała bla bla bla”

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • ratamatahatta 23.06.19, 17:25
    Akurat nie tak to było, mąż od mamy odszedł jak ja byłam juz przedszkolakiem. A mama została przy babci chyba z trochę innych powodów. Babcia w młodości została dotknięta tragedią (nie chcę wnikać w szczegóły), i mam wrażenie że skupiła całą swoją rozpacz na mamie (mama była wtedy nastolatką). I mama tak tkwi przy babci, bo chyba nadal się nią "opiekuje". Tak myślę.
  • an-i-ka 02.07.19, 08:34
    A czy ciebie nie ciągnie ciągle do nich? Jakie ty życie wybrałaś - żyjesz swoim życiem czy ciągle szukasz akceptacji w ich oczach?
  • ratamatahatta 02.07.19, 10:51
    Absolutnie nie ciągnie wręcz odpycha. Dla tego też ograniczyłam zwierzanie się do minimum, informuję ich tylko o podstawowych faktach, jeśli gadam na jakiś temat to tylko neutralny. Nie chciałam drastycznie urywać kontaktu, bo to się wiąże z ogromnym ciężarem, wyrzutami sumienia, pewnie też walką, bo mama by tak łatwo nie odpuściła. Wolę już odwiedzić je raz na tydzien lub dwa, pogadać o pogodzie i wyjść w spokoju. No ale nowej fryzury nie dało się ukryć..
  • lumeria 20.06.19, 15:31
    :) Kobieto! Jesteś taka świadoma tej gry!!!

    >same to przyznały: "no tak, teraz jesteś już dorosła i my jako rodzina mamy gówno do powiedzenie, nie pytasz już czy możesz iść do fryzjera, sama idziesz, jakbyśmy się już w ogóle nie liczyły. Nie liczysz się z rodziną".

    W pierwszym odruchu chciałam napisać, ze możne warto byłoby przyznać im racje i podziękować, ze wreszcie Cie zrozumiały, i ze masz nadzieje, ze uszanują Twoja niezależność. :-P

    Lecz wiem z własnego doświadczenia, ze w praktyce to byłoby dodanie rzygoburzy do gownoburzy...



    W


  • lumeria 20.06.19, 16:00
    W tym wypadku to co matka powiedziała, to prawda.

    Nie liczysz się (i nie powinnaś) z tym jaka matka i babka preferują fryzurę u Ciebie. Nie prosisz ich o pomoc w codziennych, rutynowych decyzjach, bo tego nie potrzebujesz, bo jesteś dorosła. Nie wisisz na matce i babce, bo tworzysz związek z dorosłym mężczyzną, co jest normalne i zdrowe. Z nim podejmujesz poważne decyzje, na nim się opierasz. Itp., itd.

    I co w tym złego?

    Bardzo ważne, byś uzyskała poczucie, że to co robisz jest w porządku, normalne i zdrowe. Bo jest!
  • ratamatahatta 20.06.19, 16:15
    Moja mama twierdzi, że owszem, w innych rodzinach tak jest, że każdy robi swoje i nie ma wtrącania się, ale nasza rodzina jest wyjątkowa. Własciwie od dziecka było mi powtarzane, że nasza rodzina jest wyjątkowa, mama jest dużo lepsza niż inne mamy, inne mamy dają dziecku klucz na szyje i puszczają samopas. Moja mama poświęciła się wyjątkowo bo miała mnie na oku cały czas. Także kiedy byłam dorosła i miałam dłuższy okres bezrobocia, moja mama nie była taka jak inne mamy, nie wyrzuciła mnie, a mogła! Mogłam u niej mieszkać już jako dorosła i za nicc nie płacić. Moja mama gotowała mi zawsze, nigdy nie nauczyłam się gotować, mama robiła to za mnie a przeciez nie musiała. Poświęciła się. Stąd teraz jest wniosek, że powinnam ją traktować inaczej niż "zwykłą matkę". Czyli podporządkować się.
  • tt-tka 20.06.19, 16:25
    Przypomnij sobie to, co tu pisalas - jak to jako dziecko zostalas wzieta do sklepu po zakup od dawna obiecanej zabawki, po czym mama uznala, ze jej bardziej podoba sie inna zabawka; a gdy upieralas sie przy swojej wymarzonej, zostalas wyciagnieta ze sklepu z krzykiem, ze jak nie chcesz tej, ktora matka chce, to zadnej nie dostaniesz. I jak to - co sama sobie uswiadomilas - dostalas doskonale zapamietana lekcje, ze przyjmiesz to, co daje matka, albo nie dostaniesz nic.

    W innych rodzinach zdarza sie, ze takie sceny nie maja miejsca i takie przekazy nie sa kierowane do dzieci, wiesz ? Twoja matka to wie ? Moze watrto jej to przypomniec i uswiadomic ? A moze nie warto, to juz sama wiesz lepiej...

    Dobra nowina jest taka, ze matka przestala byc jedyna szafarka dobr - mozesz dostac od kogo innego, mozesz sama sobie kupic, wedle wlasnego gustu, wyboru i checi. Nie watpie, ze twoja matke boli to bardzo i ze chcialaby do konca zycia byc ta jedyna. Ale TY nareszcie mozesz miec te zabawke, o ktorej marzysz :)

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • tt-tka 20.06.19, 16:29
    ...ucielo
    I mozesz ugotowac sobie to, na co masz ochote, nauczyc sie kuchni innej niz matczyna, isc do baru albo wcale nie jesc obiadu, a zamiast isc na lody lub kupic osiem ciastek i je pozrec. Mozesz zaczac nosic podarte dzinsy albo dla odmiany kiecke, ktorej matka przenigdy nie pozwolilaby ci wlozyc i nie kupilaby. Mozesz isc sac o dziewiatej lub czytac do trzeciej w nocy i nie tlumaczyc sie z tego. To jest wolnosc.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • lumeria 20.06.19, 16:37
    Moja matka tez była niezwykła. W taki sam sposób... Wiec może takie niezwykle to nie były?

    Z moja matką histeria (histeria to mało powiedziane, ale rozumiesz) była na temat ciuchów. Kiedy mając 35+ lat powiedziałam, ze chce sobie kupować własne majtki i skarpetki, to pierw była jesień średniowiecza (z tel. do pracy włącznie), a potem matka nie odbierała moich telefonów przez kilka miesięcy (by mnie ukarać, o czym mnie poinformowała, żebym nie miała wątpliwości).

    Pisze to, byś nie czuła się osamotniona. Nasze rodziny są 'wyjątkowe' pod względem nieprawidłowości wzorców i zachowań w nich wymuszanych. Oraz nienormalności i zaburzonych relacji międzyludzkich.
  • ratamatahatta 20.06.19, 16:50
    Ciekawe, że te ciuchy i fryzury są takimi priorytetami dla tych matek:/ Przecież to jest tak irracjonalne. Fryzury, gacie, skarpetki? Co to w życiu znaczy? Z okresu dorastania pamiętam tylko wieczne wojny o to, że chce nosić inne buty niż podobają się mamie, że chcę się czesać inaczej, nosić inne spodnie, inny plecak. Jakby to na prawdę miało jakiekolwiek znaczenie. Jakby nie można było cieszyć się z dobrych ocen nastolatki, ze wzorowego zachowania, z zainteresowań, z braku problemów typu narkotyki itp. Moje nastoletnie zycie to wojna o buty:( Przykre.
  • lumeria 20.06.19, 17:18
    Bardzo, bardzo przykre, nie?

    To zachowanie ma swój perwersyjny sens. Jeśli rodzic złamie wole dziecka na poziomie kredek, skarpetek czy fryzury, to większe sprawy są łatwiejsze do sforsowania.

    To jest tak jak łamanie rekrutów w wojsku. Sierżant zarządza wszystkim – jak jest pościelone lóżko, kiedy wolno iść do latryny, ile milimetrów nad kieszonka jest naszyta etykietka. Wszystko pod zewnętrzną kontrolą. Rekrut nawet nie ma pozwolenia podrapać się po nosie stojąc na polu defilad.

    To jest wymuszanie zewnątrz-sterowności. Ktoś inny daje jeść, ktoś inny daje ubranie, ktoś inny zarządza wszystkim. Wiec, kiedy przychodzi do ważnych spraw (gdzie wymaszerować, do kogo strzelać), to rekrut bezmyślnie poddaje się autorytetowi, bez kwestionowania czy to dobre czy nie. Jest wytrenowany do posłuszeństwa.

    Wiec mamusie nie były takie dobre tak pięknie się Toba czy mną opiekując. One wpajały właśnie ta zewnątrz-sterowność, umacniały swoja pozycje jako kontroler.

    Pod górnolotnymi hasłami ‘tak o Ciebie dbałam’, kryje się nadmierna kontrola, infantylizacja, niszczenie własnej inicjatywy i samo-stanowienia i dziecka.

    Wydaje się głupie by walczyć o jedzenie, ciuchy/fryzurę (czyli kontrole nad naszym własnym ciałem), etc. Ale naprawdę są to kluczowe sprawy.
  • eliksir_czarodziejski 21.06.19, 18:09
    U mnie było dokładnie to samo. Wielkie wojny bo założyłam nie te spodnie jakie ona chciała, albo miałam fryzurę jaką jej się nie podobała. I powtarzanie w kółko jak to nie mam gustu, nie potrafię się ubrać a moja wielka buzia wygląda jak buła w tych włosach. Tak to było bardzo przykre. Przytulam...
  • 3-mamuska 23.06.19, 16:50
    ratamatahatta napisała:

    > Ciekawe, że te ciuchy i fryzury są takimi priorytetami dla tych matek:/ Przecie
    > ż to jest tak irracjonalne. Fryzury, gacie, skarpetki? Co to w życiu znaczy? Z
    > okresu dorastania pamiętam tylko wieczne wojny o to, że chce nosić inne buty ni
    > ż podobają się mamie, że chcę się czesać inaczej, nosić inne spodnie, inny plec
    > ak. Jakby to na prawdę miało jakiekolwiek znaczenie. Jakby nie można było ciesz
    > yć się z dobrych ocen nastolatki, ze wzorowego zachowania, z zainteresowań, z b
    > raku problemów typu narkotyki itp. Moje nastoletnie zycie to wojna o buty:( Prz
    > ykre.

    To wcale nie jest dziwne.
    Po prostu musiałaś robić jak one chciały żeby się podporządkować wiele dzieci wpada wtedy w bulimię czy anoreksję bo tylko na to co wkładają do buzi maja wpływ.
    Ubiór jest bardzo osobista rzeczą.

    A matka wiadomo inny świat inny styl i inne zasady.
    Pamietam jak tato mój przykładał wagę do uczesanych włosów. Jego zdanie związane włosy to oznaka schludności i skromności.
    I chciał żebym była tak postrzegana. A nie jakaś z rozwianym włosem.



    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • aqua48 28.06.19, 14:14
    ratamatahatta napisała:

    > Ciekawe, że te ciuchy i fryzury są takimi priorytetami dla tych matek:/ Przecie
    > ż to jest tak irracjonalne. Fryzury, gacie, skarpetki? Co to w życiu znaczy?

    Kontrola. Stała potrzeba kontrolowania drugiej osoby. Trzymania ręki na pulsie, że to matka decyduje i ma ostateczny głos.
    Pamiętam jak kupowałam moim dzieciom gdy były małe, kurtki czy buty i gdy mówiły w sklepie, że im się nie podobają, to odkładałam i szukaliśmy innego modelu. Ile wówczas ekspedientek było wręcz obrażonych (!) że jak to - dziecko ma prawo głosu, a rodzic go słucha. Dla mnie wówczas niepojęte. A teraz myślę, że to właśnie takie toksyczne osoby były.
  • ola_dom 20.06.19, 17:00
    ratamatahatta napisała:

    O matko, normalnie z każdym Twoim wpisem mam deja-vu...:D

    > Moja mama twierdzi, że owszem, w innych rodzinach tak jest, że każdy robi swoje
    > i nie ma wtrącania się, ale nasza rodzina jest wyjątkowa.

    No oczywiście - przecież to klasyk - "nasza rodzina jest wyjątkowa i lepsza od innych".
    O "sraniu we własne gniazdo" też słyszałaś, jak ośmieliłaś się na choćby cień zakwestionowania czegokolwiek, co dotyczy tej nieskalanej rodziny?

    > Moja mama gotowała mi zawsze, nigdy nie nauczyłam się gotować, mama robiła to za mnie

    Moja do dziś by mi gotowała - choć od 9 lat z nią nie mieszkam - gdybym tylko zasugerowała, że mogłaby.
    Nigdy nie nauczyła mnie gotować - bo przecież wtedy mogłabym stać się samodzielna. A gotuje świetnie, umie i lubi.
    Tyle że... ja sama nauczyłam się gotować. I piec. Od zera, za to prawie od razu bezglutenowo, bo okazało się, że mam celiakię. Umiem ugotować w zasadzie wszystko, czego zapragnę, upiec przeróżne bezglutenowe ciasta i chleby (a to wcale niełatwe), i do tego improwizować.
    A 10 lat temu wydawało mi się, że gotowanie to "wiedza tajemna" - że owszem, ludzie to robią, ale to jest poza moim pojmowaniem...

    Naprawdę - ich teksty, metody i sposoby manipulacji są jak spod sztancy.
    Przyznam, że jak dowiedziałam się, że te same teksty słyszą wszystkie córki narcystycznych i zaborczych matek - było mi o wiele łatwiej. Bo wcześniej byłam autentycznie przekonana o wyjątkowości swojej sytuacji i o tym, że "no kto jak kto, ale ja mam taką mamę w takiej sytuacji, że naprawdę nie mogę jej zostawić...". A tu proszę - kolejny klon :D


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ratamatahatta 20.06.19, 17:17
    haha, o tym sraniu w gniazdo to nie tak dosłownie, ale fakt, mama z babcią byly zawsze bardzo przeczulone żeby nic nikomu nie mówić co się dzieje w domu. Do tego stopnia, że kiedy jako nastolatka powiedziałam koleżance przez telefon, że niestety nie mogę z nią wyjść na spacer, bo mama mi nie pozwala (co było prawdą) to miałam później piekło, że jak mogłam komuś zdradzić co się u nas dzieje, że mama mi czegoś nie pozwala, przecież powinnam skłamać, że po prostu mi się nie chce iść na spacer, a nie biedną mamę przedstawiać w złym świetle. Jako małe dziecko tematem tabu był brak ojca, nie mogłam nikomu wyjawić, że nie mam taty, jak ktoś pytał to zawsze wpadałam w stres jak to wytłumaczyć żeby nie powiedziec prawdy kiedy ktoś pyta. Także można by to podciągnąć pod tą ochotę wizerunku rodziny;p
    To pocieszające, że nauczyłaś się gotować. ja nadal jestem na etapie, że jest to wiedza tajemna, tylko dla nielicznych;p Ale wszystko przede mną ;p
  • ola_dom 20.06.19, 17:33
    ratamatahatta napisała:

    > miałam później piekło, że jak mogłam komuś zdradzić co się u nas dzieje,
    > że mama mi czegoś nie pozwala, przecież powinnam skłamać, że po prostu
    > mi się nie chce iść na spacer, a nie biedną mamę przedstawiać w złym świetle.

    O to, to.
    Ja kiedyś miałam awanturę z piorunami w oczach, bo kilka lat wcześniej moja ówczesna psychopatyczna szefowa powiedziała do mnie z troską coś w stylu, że "pochodzę z niezamożnej rodziny", więc coś tam.
    Więc skoro ona tak coś pierdnęła, to na pewno ja tak mówiłam - i jak śmiałam! A przecież to nieprawda!
    Nie miało znaczenia, że kobita była szurnięta - co nie było dla matki tajemnicą. Ani to, że ja sama się wówczas zdziwiłam, skąd szefowa wyciągnęła takie wnioski. Nie - moja matka zapamiętała sobie, że ktoś pomyślał o nas, że jesteśmy biedne, więc to na pewno ja coś takiego powiedziałam - bo nienawidzę swojej rodziny. Tak to mniej więcej szło. Po blisko 10 latach...

    > Jako małe dziecko tematem tabu był brak ojca, nie mogłam nikomu wyjawić,
    > że nie mam taty, jak ktoś pytał to zawsze wpadałam w stres jak to wytłumaczyć
    > żeby nie powiedziec prawdy kiedy ktoś pyta.

    Przypuszczam, że nie znasz powodów, dla których ojciec Was zostawił, ale pierwsze, co przychodzi do głowy, to to, że może nie chciał się podporządkować żonie i teściowej, i nie miał innego wyjścia.
    Nie usprawiedliwiam go, bo nie miał prawa opuszczać Ciebie, z Tobą nie brał rozwodu - ale trudno nie myśleć o tej opcji.

    > To pocieszające, że nauczyłaś się gotować. ja nadal jestem na etapie,
    > że jest to wiedza tajemna, tylko dla nielicznych;p Ale wszystko przede mną ;p

    Z moim gotowaniem jest ciekawa sprawa. To była chyba pierwsza rzecz, przy której poczułam jakąkolwiek swoją sprawczość i "twórczość". I wciąż mnie zdumiewa, jak mi się to udało - startując z pozycji, gdzie umiałam zrobić jajecznicę, do kompletnego braku obaw przy gotowaniu - w zasadzie w ciągu kilku miesięcy, a właściwie to nie wiem kiedy. "Samo" się stało :)
    Ale to bardzo znamienne - sprawczość i niezależność. Dwie kwestie kompletnie poza moim pojmowaniem. Trochę podświadomie się to działo.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ratamatahatta 20.06.19, 17:51
    Oficjalnym powodem dla czego tata nas opuścił jest to, że był złym czlowiekiem. Ja jednak z dzieciństwa pamiętam same kłótnie, krzyki i histerie mamy i milczącego ojca. Jaki był prawdziwy powód- moge się tylko domyślać i chyba wlasnei się domyślam ;p Oczywiście nic go nei usprawiedliwia że nei podtrzymywał kontaktu ze mną.
  • 3-mamuska 23.06.19, 16:55
    ratamatahatta napisała:

    > Oficjalnym powodem dla czego tata nas opuścił jest to, że był złym czlowiekiem.
    > Ja jednak z dzieciństwa pamiętam same kłótnie, krzyki i histerie mamy i milczą
    > cego ojca. Jaki był prawdziwy powód- moge się tylko domyślać i chyba wlasnei si
    > ę domyślam ;p Oczywiście nic go nei usprawiedliwia że nei podtrzymywał kontaktu
    > ze mną.

    A masz kontakt z ojcem? A co było z dziadkiem?
    Może tam się coś głębiej kryje. Jakieś tajemnice może jakiś nieprawidłowości w rodzinie jak molestowanie czy coś.
    Może dlatego musiałaś być trzymana na smyczy i nie wolno było opowiadać co w domu bo ktoś by się dowiedział. Nie mówię o tobie ale o matce.
    Różne histerie się słyszy.



    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • zuzi.1 06.07.19, 00:00
    " a nie biedną mamę przedstawiać w złym świetle." No tak wizerunek najważniejszy dla narcyza. Wizerunek to podstawa jego bytu.
  • zuzi.1 05.07.19, 23:49
    "nasza rodzina jest wyjątkowa. Własciwie od dziecka było mi powtarzane, że nasza rodzina jest wyjątkowa, mama jest dużo lepsza niż inne mamy, inne mamy dają dziecku klucz na szyje i puszczają samopas. Moja mama poświęciła się wyjątkowo bo miała mnie na oku cały czas. Także kiedy byłam dorosła i miałam dłuższy okres bezrobocia, moja mama nie była taka jak inne mamy, nie wyrzuciła mnie, a mogła! Mogłam u niej mieszkać już jako dorosła i za nicc nie płacić. Moja mama gotowała mi zawsze, nigdy nie nauczyłam się gotować, mama robiła to za mnie a przeciez nie musiała. Poświęciła się. Stąd teraz jest wniosek, że powinnam ją traktować inaczej niż "zwykłą matkę". Czyli podporządkować się." Pięknie opisane argumenty narcystycznego systemu majace prowadzic do całkowitego podporządkowania niewolnika...ech
  • eliksir_czarodziejski 21.06.19, 17:58
    Oczywiście że to co innego, nie słuchaj jej.
  • zuzi.1 05.07.19, 23:26
    "no tak, teraz jesteś już dorosła i my jako rodzina mamy gówno do powiedzenia, nie pytasz już czy możesz iść do fryzjera, sama idziesz, jakbyśmy się już w ogóle nie liczyły. Nie liczysz się z rodziną". Co za zaburzone ciężko osoby. Brak słów.
  • ola_dom 20.06.19, 12:30
    71tosia napisała:

    > Metody postepowania sa mniej wiecej takie same - nie eskalowanie konfliktu
    > przez wchodzenie w słowne utarczki,

    Aha. Jak w takim razie proponujesz prowadzić rozmowę, kiedy każde twoje słowo i zachowanie ma wielkie szanse stać się powodem do słownej utarczki? KAŻDE? Bo nigdy nie masz pewności, co matka uzna za atak na siebie, co ją dotknie.
    Wytłumacz mi, najlepiej na przykładach, jak wtedy utrzymywać kontakt - może zrozumiem.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • fusun1804 20.06.19, 15:04
    Olu, koniecznie zerknij na ten wątek. Tutaj Tosia była wyjątkowo aktywna. W sumie to im drastyczniejsze przykłady się podaje, tym więcej Tosia pisze o spokoju, kulturze i łagodzeniu emocji.

    forum.gazeta.pl/forum/w,567,167990770,167990770,Matka_wybuchlam.html
  • ola_dom 20.06.19, 15:28
    fusun1804 napisała:

    > Olu, koniecznie zerknij na ten wątek.

    Ja widziałam ten wątek. Z trudem go czytałam.

    Tosię "znam" nie od dziś. I podobnie jak ravny w niedawnym wątku zastanawiam się, co też Tosia ma za pazurkami, że nie opuści żadnego wątku o toksycznych, zawłaszczających matkach i broni ich do krwi ostatniej, zawsze lekceważąco umniejszając problemy dziecka, które się miota w tej chorej, niesymetrycznej relacji.
    I zawsze jak ją wtedy czytam, to czuję się tak, jak dzisiaj napisała sorvina - jak kobieta, która zgłasza wieloletnią przemoc, a sugerują jej, żeby może spróbowała porozmawiać z mężem, bo przecież każdy się czasem kłóci...
    Tyle mniej więcej warte są jej komunały, które nieustannie powtarza - żeby "nauczyć się komunikować z trudnymi ludźmi" i "wyciszać konflikty".

    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • tt-tka 20.06.19, 15:41
    ola_dom napisała:

    > Tosię "znam" nie od dziś. I podobnie jak ravny w niedawnym wątku zastanawiam si
    > ę, co też Tosia ma za pazurkami, że nie opuści żadnego wątku o toksycznych, zaw
    > łaszczających matkach i broni ich do krwi ostatniej, zawsze lekceważąco umniejs
    > zając problemy dziecka, które się miota w tej chorej, niesymetrycznej relacji.
    > I zawsze jak ją wtedy czytam, to czuję się tak, jak dzisiaj napisała sorvina -
    > jak kobieta, która zgłasza wieloletnią przemoc, a sugerują jej, żeby może sprób
    > owała porozmawiać z mężem, bo przecież każdy się czasem kłóci...
    > Tyle mniej więcej warte są jej komunały, które nieustannie powtarza - żeby "nau
    > czyć się komunikować z trudnymi ludźmi" i "wyciszać konflikty".

    Tosi teksty w takich watkach sprowadzaja sie w praktyce do calkiem niezawoalowanego "naucz sie to, co ci robia, znosic z dobra mina - to bedzie dowod twojej dojrzalosci".





    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • fusun1804 20.06.19, 16:04
    Ja również dyskutując z Tosią mam wrażenie, ze walę głową w mur. Do Tosi nic nie trafia.
    Zastanawiam się, ktorą ze znanych mi osobiście osób Tosia przypomina. Chyba nauczycielkę, której obydwaj synowie wyemigrowali, z czego jeden do USA, bo w Europie ciagle było za blisko mamusi. Wredne synowe jej ich ukradły.
    Mam wrażeniem ze realna komunikacja z Tosią jest niemożliwa. Jak papuga powtarza w kółko te swoje „argumenty”. Trzeba rozwiązywać konflikty i rozmawiać przy czym ona sama nie słyszy tego co się do niej mówi.
  • 71tosia 20.06.19, 20:38
    dyskutujac z toba tez mam takie wrazenie, zawsze masz jedna rade 'odciac sie' matka wyrazila zdanie o sukience odciac ja, o fruzurze 'odciac' powiedzial cos o wnukach nie wpuscic do mieszkania. Szczerze wspolczuje ci, lista tych odciananch podejrzewam ze jest nieco dluzsza niz twoja matka - bo zdaje sie ze to jednyna toja metoda radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Pisze od zawsze cos co wydaje mi sie wrecz truizmem - dorosla ososba nie musi sie nauczyc radzic z trudnymi sytuacjami. Podejrzewam ze nie tylko z matka pewnie trudno sie ci rozmawia, ide o zaklad ze pracy tez masz problemy (zadaje sie ze o tym pisalam ale nie chce mi sie szukac) . Moze cos napisz o sobie ;-)
  • ola_dom 20.06.19, 20:51
    71tosia napisała:

    > dyskutujac z toba tez mam takie wrazenie, zawsze masz jedna rade 'odciac sie'
    > matka wyrazila zdanie o sukience odciac ja, o fruzurze 'odciac'

    No oczywiście, bo jak wiadomo - decyzja o zerwaniu kontaktów przebiega mniej więcej tak, że oto po 30-40 latach fajnych, ciepłych, zdrowych i normalnych relacji dziecka z matką, matka nagle nieopatrznie wyrazi niepochlebne zdanie o fryzurze czy sukience - i wtedy wstrząśnięte czterdziestoletnie dziecko wpada w spazmy i uznaje, że nie pozostaje nic innego, tylko zerwać kontakty z tą wstrętną kobietą.
    Tak to mniej więcej widzisz, Tosiu, prawda?

    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • 71tosia 20.06.19, 21:48
    jezeli 40ltaka wpada w rozpacz z powodu krytycznych uwag matki o jej sukience to powinna sie zastanowić czy matka nie ma troche racji ze coka zbyt emocjonalna ;-)
  • lumeria 20.06.19, 21:59
    OK, co Ty byś zrobiła 71tosia, gdyby matka chciała Cie klepać po twarzy? Mówisz jej, żeby tego nie robiła. Dalej Cie klepie po twarzy. Proszę nie rób. Ona tak chce. Nie rób bo mnie to boli, jest dla mnie nieprzyjemne. Nie, ona tak z serdeczności. A mnie sprawia przykrość i ból, przestań. Ona musi poklepać. Ale mamo to MNIE BOLI! E, wygłupiasz się, co tam Cie boli. Wróciłam od dentysty, boli mnie, nie rób tego. Poklepie cie, zobaczysz jak fajnie. NIE, ODEJDŹ ODE MNIE. Oj, tam, ja tylko Cie troszkę poklepie. Odpychasz jej ręce, ona dalej je wyciąga by Cie klepać.

    Jak reagujesz dalej?



  • 3-mamuska 23.06.19, 16:57
    lumeria napisała:

    > OK, co Ty byś zrobiła 71tosia, gdyby matka chciała Cie klepać po twarzy? Mówis
    > z jej, żeby tego nie robiła. Dalej Cie klepie po twarzy. Proszę nie rób. Ona
    > tak chce. Nie rób bo mnie to boli, jest dla mnie nieprzyjemne. Nie, ona tak
    > z serdeczności. A mnie sprawia przykrość i ból, przestań. Ona musi poklepać. A
    > le mamo to MNIE BOLI! E, wygłupiasz się, co tam Cie boli. Wróciłam od dentyst
    > y, boli mnie, nie rób tego. Poklepie cie, zobaczysz jak fajnie. NIE, ODEJDŹ ODE
    > MNIE. Oj, tam, ja tylko Cie troszkę poklepie. Odpychasz jej ręce, ona dalej je
    > wyciąga by Cie klepać.
    >
    > Jak reagujesz dalej?
    >
    >
    >

    Tosia mówi nadstaw drugi policzek...


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • ola_dom 20.06.19, 22:00
    71tosia napisała:

    > jezeli 40ltaka wpada w rozpacz z powodu krytycznych uwag matki o jej sukience
    > to powinna sie zastanowić czy matka nie ma troche racji ze coka zbyt emocjonalna

    W sumie tak. Osoba regularnie traktowana gaslightingiem faktycznie może z czasem stać się nadmiernie emocjonalna. Masz rację, Tosiu. Ewidentnie znasz się na tym.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • 71tosia 20.06.19, 22:45
    osoba regulanie wpadająca w histerie z powodu uwagi o sukience powinna dawno poszukać pomocy psychologicznej, bo ma ewidentnie problem nie z matka ale z sobą.
  • ola_dom 20.06.19, 22:47
    71tosia napisała:

    > osoba regulanie wpadająca w histerie z powodu uwagi o sukience powinna dawno po
    > szukać pomocy psychologicznej, bo ma ewidentnie problem nie z matka ale z sobą.

    Bez wątpienia ma. Mamusia przez lata skutecznie o to zadbała.
    Co jeszcze chcesz udowodnić?


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • eliksir_czarodziejski 21.06.19, 18:18
    71tosia napisała:

    > osoba regulanie wpadająca w histerie z powodu uwagi o sukience powinna dawno po
    > szukać pomocy psychologicznej, bo ma ewidentnie problem nie z matka ale z sobą
    > .
    Dlaczego odwracasz kota ogonem? To nie autorka wątku wpadła w histerię z powodu uwag o swojej fryzurze tylko jej matka i babka o czym dobrze wiesz.

    Od pewnego czasu probuje rozgryźć kim ty w ogóle jesteś i dlaczego tak maniakalnie bronisz ewidentnie toksycznych i szkodliwych rodziców. Coraz silniej podejrzewam że sama jesteś taka matka. To co teraz robisz jest obrzydliwe - wmawiasz autorce wątku problemy psychiczne bo słusznie ma żal do matki i babki w obliczu ich absurdalnych zachowań. To jest zwykły chamski gaslighting w czystej postaci. I te twoje płacze że absurdalne i przemocowe zachowania toksycznych rodziców wynikają z ich wieku, choć z postów autorki (i wielu innych autorów) wynika że Ci rodzice byli tacy zawsze.
    Powtórzę jeszcze raz - to co robisz jest obrzydliwe.
  • 3-mamuska 23.06.19, 17:00
    71tosia napisała:

    > osoba regulanie wpadająca w histerie z powodu uwagi o sukience powinna dawno po
    > szukać pomocy psychologicznej, bo ma ewidentnie problem nie z matka ale z sobą
    > .

    A nie pomyślałaś ze wpada w histerie z powodu wieloletnich uwag szantażu i poniżania ze w danej sukience wyglada jak np. zdzira?
    I ze to wina nie tej osoby tylko otocznia ? Ze tak długo drąży temat ze ta osoba nie wytrzymuje i woda w histerie?
    Nie wiesz co to psychiczne znęcanie się?



    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • tt-tka 21.06.19, 00:41
    71tosia napisała:

    > dyskutujac z toba tez mam takie wrazenie, zawsze masz jedna rade 'odciac sie'
    > matka wyrazila zdanie o sukience odciac ja, o fruzurze 'odciac' powiedzial cos
    > o wnukach nie wpuscic do mieszkania.

    Dalej nawet nie czytam. Jezeli dla tosi atak histerii, zachlystywanie sie, lapanie za serce, wrzaski "a idz sie potnij" sa WYRAZANIEM OPINII, to tosi nalezy unikac tak samo jak osob zachowujacych sie w ten sposob.






    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • tt-tka 21.06.19, 00:45
    za szybko poszlo

    Mialam ci ja kiedys bardzo dobrego wykladowce. I on nam zawsze powtarzal - jezeli ktos ci mowi, ze dwa plus dwa rowna sie piec, dyskutuj z nim, udowadniaj, przekonuj, licz na palcach. Ale jesli ktos ci mowi, ze dwa plus dwa rowna sie kaloryfer, nie wdawaj sie w dyskusje. Uciekaj.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • ratamatahatta 21.06.19, 08:59
    Właśnie, osia nei rozumie, że już samo spłycanie tego do "wyraziła zdanie" jest bolesne, bo np dla mnie to był kolejny cios, kiedy mama dzwoni i wmawia mi, że jet ze mną coś nie tak, że się obrażam, bo przecież mama nic złego, mama tylko wyraziła zdanie. Ataków histerii, palpitacji, słów o pocięciu się nie było. Nie było, wymyśliłam je! Żeby oprócz ścięcia włosów dodać mi kolejną winę- kłamstwo, obrażanie się o nic, bycie dziwną bo przecież mama tylko wyraziła zdanie. To jest jak kolejny cios.
  • tt-tka 21.06.19, 11:20
    ratamatahatta napisała:

    > Właśnie, osia nei rozumie, że już samo spłycanie tego do "wyraziła zdanie" jest
    > bolesne,

    Ja tam sadze, ze tosia doskonale rozumie, a powodow, dla ktorych kreuje alternatywna rzeczywistosc, dociekac nie bede.
    W koncu nawet otwarte, doslowne bicie, wielokrotne, udokumentowanie, fizyczne i psychiczne szmacenie adwokat Piaseckiego byl zdolny nazwac "wolaniem o milosc", prawda ?
  • zosia_1 28.06.19, 10:11
    Czy naprawdę nie jesteś w stanie zrozumieć, że są osoby tak zaburzone, że nie da się ich wystudzić, szczególnie jeśli uważają, że jesteś nikim i podskakujesz?
  • aqua48 28.06.19, 16:29
    71tosia napisała:

    >Metody postepowania sa mniej wiecej takie same - nie eskalowanie konfliktu przez wchodz
    > enie w słowne utarczki, nie branie do siebie glupot ktore w stanie wzburzenia
    > sie wypowiada, uspakajanie emocji etc. Naprawdę tego nie roz>miesz?

    Naprawdę nie rozumiesz, że polecane przez Ciebie metody działają wyłącznie jeśli:
    A/ masz bardzo mocne poczucie własnej wartości oraz dystans do siebie i do otoczenia
    B/ dysponujesz odpowiednim zapleczem/wsparciem, osobą która będzie Cię utwierdzać w tym, że wszelkie konflikty nie wynikają z Twojej winy, choć Ty jesteś ich powodem.
    C/ nie zależysz od osób które te konflikty wywołują, nic im nie zawdzięczasz
    D/ myślisz zdroworozsądkowo i dysponujesz poczuciem humoru nawet w podbramkowych sytuacjach

  • zuzi.1 05.07.19, 22:55
    Dobrze Tosiu, że ty jedna to rozumiesz. Jesteś diamentem wśród ludzi...
  • lumeria 20.06.19, 15:20
    Nawet kopiącemu, gryzącemu, czy rzucającemu piachem 3 latkowi należy stawiać zdrowe granice. Nie pozwalam się np. gryźć, tylko dlatego, ze dziecko jest małe. Nie i tyle.

    Nastolatek to samo - musi się nauczyć, ze bliscy nie są bębnami w które może walić bez umiaru. Ze istnieją granice, poza którymi pewne (zwykle agresywne) zachowania nie są tolerowane.

    Te procesy nazywają się socjalizacją.


  • lumeria 20.06.19, 15:22
    To bylo do Tosi w odpowiedzi na jej:

    >Gdy dziecko wykrzykuje 'nienawidzę was' co czasami zezłoszczonemu nastolatkowi sie zdarza to bierzesz to serio? Obrazisz sie i zerwiesz kontakt? Pewnie jednak zignorujesz te uwagi nastolatka i co najwyżej powiesz ze jest ci przykro?

  • ola_dom 20.06.19, 15:34
    lumeria napisała:

    > To bylo do Tosi w odpowiedzi na jej:
    >
    > >Gdy dziecko wykrzykuje 'nienawidzę was' co czasami zezłoszczonemu
    > nastolatkowi sie zdarza to bierzesz to serio? Obrazisz sie i zerwiesz kontakt?
    > Pewnie jednak zignorujesz te uwagi nastolatka i co najwyżej powiesz ze jest ci przykro?

    Ja jednak wciąż czekam na propozycje Tosi, co odpowiedzieć mamusi na zarzut, że już mnie nie obchodzi, nie interesuję się nią, nie liczę się z nią i jej zdaniem, że nie dzwonię! od wczoraj!!!


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • 71tosia 20.06.19, 20:47
    czy ja napisalam ze nie nalezy stawiac granic? Nalezy ale tez nalezy sie powstrzymac sie od pyskówki, szlochow, darcia szat, deklaracji odcianania bo zwykly komunikat 'jest mi przykro ze tak mowisz' dziala zwykle duzo lepiej. Dziala na dziecko dziala tez zwykle na rodzicow, duzo lepiej niz wyciaganie broni atomowej. Ale jak widze panie tu lubia pohisteryzwoac az chce sie napisac ze podobnie jak te matki z ktorymi tak walczycie ;-)
  • ola_dom 20.06.19, 20:55
    71tosia napisała:

    > zwykly komunikat 'jest mi przykro ze tak mowisz' dziala zwykle duzo lepiej. Dziala na
    > dziecko dziala tez zwykle na rodzicow

    Otóż właśnie.
    Tylko, pechowo, żadna z nas nie mówi tu o zwykłych sytuacjach, tylko o wieloletniej tresurze, manipulacjach, którym rodzice poddają - często także już dorosłe - dzieci. W takich relacjach nic nie odbywa się tak, jak zwykle.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • lumeria 20.06.19, 21:02
    Co zrobić, jeśli rodzic te granice świadomie i celowo przekracza? Nie jeden raz, tylko wiele razy? Mowienie, perswadowanie nie pomaga. Co wtedy?

  • ola_dom 20.06.19, 21:05
    lumeria napisała:

    > Co zrobić, jeśli rodzic te granice świadomie i celowo przekracza? Nie jeden raz,
    > tylko wiele razy? Mowienie, perswadowanie nie pomaga. Co wtedy?

    Co wtedy, kiedy powiedzenie rodzicowi, że sprawia czymś przykrość, tylko go nakręci, i następnym razem będzie jeszcze lepiej wiedział, gdzie uderzyć? Co skrupulatnie wykorzysta?


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • lumeria 21.06.19, 00:57
    Właśnie - w tych wypadkach, mówienie "tu mnie boli" jest zwykłą głupotą, bo taki rodzic będzie dziobał to czule miejsce aż do rozpaczy i złamania woli ofiary (czyli aż ofiara mu ustąpi albo się wycofa pod presja).
  • 71tosia 20.06.19, 21:50
    wiesz wlasnie wstukałam w google 'jak sobie radzić z toksycznymi rodzicami' - pierwsza z brzegu opinia psychologa
    'Twoi rodzice dominują w rozmowie, zadają niewygodne i nieprzyjemne pytania, głupio komentują czy dają niechciane rady po to, byś zrobił tak, jak oni sobie życzą, możesz przekierować rozmowę z dala od potencjalnej kłótni jasno i konkretnie zmieniając temat. Np. jeśli rodzice mówią „powinieneś znaleźć lepsze mieszkanie”, powiedz „dzięki za radę, ale czuję się dobrze tam, gdzie mieszkam” i zmienić temat pytając, np. jakie mają plany na wieczór. "
    Hmmmmm jak ulga nie tylko ja tak mysle ;-)
  • ola_dom 20.06.19, 22:09
    71tosia napisała:

    > Np. jeśli rodzice mówią „powinieneś znaleźć lepsze mieszkanie”, powiedz
    > „dzięki za radę, ale czuję się dobrze tam, gdzie mieszkam” i zmienić temat pytając,
    > np. jakie mają plany na wieczór. "

    - Ale dlaczego nie chcesz odpowiedzieć na moje pytanie, przecież to dla twojego dobra, ja się o ciebie martwię, że mieszkasz w tej norze, no ja bym nie mogła żyć w betonie... Ale tak, wiem, zdanie matki się już w ogóle nie liczy, tak!!! Na złość matce odmrożę sobie uszy...!

    druga wersja:

    - A jakie ja mam mieć plany na wieczór... Sama... w domu... nikt się nie zainteresuje... inne dzieci to spędzają niedzielne wieczory z rodzicami, przyjeżdżają na obiad do matki, troszczą się, interesują... a ja... ech...:/. Jak zdechnę, to będę tak leżała i nawet nikt nie będzie wiedział...

    kolejna wersja:

    - Phi... ech... hmm... taaak... {WZDYCHA CIĘŻKO; FOCH}

    Teraz Tosiu proszę o kontynuację którejkolwiek z wersji rozmowy.

    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ola_dom 20.06.19, 22:12
    71tosia napisała:

    > wiesz wlasnie wstukałam w google 'jak sobie radzić z toksycznymi rodzicami' - pierwsza z brzegu opinia psychologa

    I to jest właśnie to, o czym piszę od dawna - Ty nie masz pojęcia, o czym piszesz. Nie znasz tematu, nie chcesz poznać, nie mieści się w Twoim pojmowaniu, że rodzice mogą tak łamać dzieci - ale uparcie i namolnie będziesz sadzić te swoje komunały.
    Po co to robisz?

    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • 71tosia 20.06.19, 22:40
    naczna czesc psychologow 'sadzi' podobne komunaly ale przeciez domorosly psycholog Ola jest madrzejsza
  • ola_dom 20.06.19, 22:45
    71tosia napisała:

    > przeciez domorosly psycholog Ola jest madrzejsza

    Nie, wcale nie chciałabym być "mądrzejsza" - niestety piszę z doświadczenia, którego wolałabym nie mieć.
    I cytuję autentyczne rozmowy z moją matką.
    Może spróbujesz pociągnąć którąś z cytowanych tu rozmów? Albo niech zrobi to któryś z Twoich niedomorosłych psychologów - nie ma sprawy.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ratamatahatta 20.06.19, 22:50
    Tosia, to sa pewnie jakies rady z poradników;p Wyszukałaś w googlach, tam są sztampowe porady. Jeszcze brakuje "spróbuj szczerej rozmowy" ;p Uwierz, że żadne przekierowanie tematu nie pomaga w sytuacjach takich jak. np moja własna. I czy przeczytałaś uważnie mój wątek? Pisałam już na pozątku, że mama ma problem z moją samodzielnością, ze samostanowieniem. Nie da się ugasić takiej histerii zwykłą, kulturalną gadką, bo mama w tych moich włosach zobaczyła utratę władzy, zmianę dotychczasowego porządku, wręcz poczuła się spoliczkowana moją fryzurą, bo przeciez ona się tak poświęciła, całe życie mnie próbowała upilnować, żebym sie nie usamodzielniła a tu nagle ja podjęłam decyzję z pominięciem jej zdania! Na prawdę trudno tu szukac rady w poradnikach gadki szmatki ;p
  • 71tosia 20.06.19, 23:09
    wiec po co wdajesz sie w takie dyskusje, widzisz ze panie sie rozkręcają, grzecznie podziękuj za rady i wyjdz. Nie nakręcaj siebie przede wszystkim.
  • ola_dom 20.06.19, 23:13
    71tosia napisała:

    > wiec po co wdajesz sie w takie dyskusje, widzisz ze panie sie rozkręcają, grzecznie podziękuj za rady i wyjdz.

    "Grzecznie podziękuj za radę podcięcia sobie żył"

    :D
    Prawdę mówiąc, o poczucie humoru Cię nie podejrzewałam :D

    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • 71tosia 20.06.19, 23:21
    Wiesz Olu poczytaj moze swoja ulubiona autorke Susan Forward (ksiazka nieco sie zdezaktualizowała bo dzis psychologowie trochę inaczej podchodzą do problemu toksycznych rodziców). Pewnie niektóre rady ci sie nie spodobają bo sa podane do moich, ale trudno. Troche tez ochloń, bo widze ze sie niezle nakrecasz.
  • ola_dom 20.06.19, 23:27
    71tosia napisała:

    > Wiesz Olu poczytaj moze swoja ulubiona autorke Susan Forward

    Wiesz Tosiu, akurat moje ulubione w tym temacie to Pia Mellody i Alice Miller, ale także Susan Forward wielokrotnie pisała, że w niektórych przypadkach nie da się rozwiązać problemu inaczej niż przez zawieszenie, czy wręcz zerwanie kontaktów.
    I że nie jest możliwa normalna relacja z wieloma takimi rodzicami.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ratamatahatta 20.06.19, 23:16
    własnie tak zrobiam:) Nie wiem czy doczytałaś, tam w którymś komentarzu pisałam, że na drugi dzień mama do mnie zadzwoniła z kontynuacją tematu (a ściślej chciała mi sprzedac kit, że wszystko zmyśliłam, to nie miało miejsca, babcia z powodu problemów ze wzrokiem może coś źle zobaczyła i ogólnie to CZEMU ja jestem obrażona??? Im jest przykro!) Jak widzisz ciężko wywinąć się z takich sytuacji tylko "nienakręcaniem się".
  • 71tosia 20.06.19, 23:30
    jak juz wiele razy pisałam, mamy nie zmienisz ale zmienic możesz siebie i swoje wobec niej oczekiwania. Nie warto wdawać w konfrontacyjne dyskusje, bo one nie naprawią relacji miedzy wami. Zdzwoniła, spytała czy jesteś obrażona. Odwiedziłabym, że ładna pogoda. Dorosłość polega między innymi na tym ze przestajemy traktować rodziców i ich uwagi ze śmiertelną powagą.
  • ola_dom 20.06.19, 23:37
    71tosia napisała:

    > Zdzwoniła, spytała czy jesteś obrażona. Odwiedziłabym, że ładna pogoda.

    Zaiste, dojrzała rozmowa. I rozwiązuje problem ostatecznie.
    Jak sobie wyobrażasz po tym kolejną rozmowę? I jeszcze następną?
    Tak właśnie rozmawiasz ze swoją matką?


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • 71tosia 20.06.19, 23:40
    a co osiągniesz następną telefoniczna awanturą? Mamusia czy ty sie zmienisz?
  • ola_dom 20.06.19, 23:44
    71tosia napisała:

    > a co osiągniesz następną telefoniczna awanturą? Mamusia czy ty sie zmienisz?

    Kto co osiągnie awanturą?
    Znowu nie rozumiesz, że to mamusie robią awantury - nie my?


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • 71tosia 20.06.19, 23:50
    ale my możemy w tej kłótni brać udział lub nie - to nasza decyzja.
  • ola_dom 20.06.19, 23:52
    71tosia napisała:

    > ale my możemy w tej kłótni brać udział lub nie - to nasza decyzja.

    Owszem, możemy przestać się kontaktować. Bo KAŻDA próba kontaktu od pewnego momentu będzie zaczynać się kłótnią, wyrzutami i pretensjami.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ola_dom 20.06.19, 23:50
    71tosia napisała:

    > a co osiągniesz następną telefoniczna awanturą? Mamusia czy ty sie zmienisz?

    No dobra, zanim pójdę spać, postaram się wytłumaczyć, może się uda.
    W żadnym razie nie chodzi o to, żeby matce wygarniać, czy robić awanturę. Ani cokolwiek wyjaśniać.
    Tyle że - o czym przecież nie masz pojęcia - po tak zakończonej rozmowie przy próbie następnej rozmowy matka eksploduje. Oczywiście tę eksplozję też możesz zakończyć i "nie nakręcać". I wiesz, jaki będzie skutek? Kolejna próba kontaktu skończy się wybuchem atomowym. Bo matka nie odpuści. Ale naturalnie Ty znowu możesz odpuścić. Wiesz, co będzie dalej?
    Czy o taką relację i kontakty Ci chodzi? To mniej więcej proponujesz?
    Bo ja Ci piszę, jak to wygląda w praktyce. Mam jeszcze kilka innych scenariuszy, wszystkie napisane przez życie.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • eliksir_czarodziejski 21.06.19, 18:22
    71tosia napisała:

    > a co osiągniesz następną telefoniczna awanturą? Mamusia czy ty sie zmienisz?

    Gdzie ta telefoniczna awantura manipulantko?
  • z_pokladu_idy 23.06.19, 23:52
    Ale coś w tym jest! Wykończyć matkę i babkę ich własną bronią - absurdem. Przykładowa rozmowa, gdy matka dzwoni z fochem:
    M: czemu jesteś obrażona, przecież chcemy dla ciebie jak najlepiej.
    R: mamo, nie uważasz, że piękny początek lata mamy w tym roku?
    M: nie zmieniaj tematu, wiesz, że się łatwo denerwuję. Jak mogłaś bez konsultacji ze mną ściąć włosy?!
    R: a wiesz, byłam dzisiaj w warzywniaku i kupiłam takie piękne kaszubskie truskawki. Chyba koktajl zrobię i kompot z rabarbaru...
    M:!!!
    R: bo też mieli ładny, więc wzięłam. Kończę, bo muszę sobie żyły/włosy podciąć. Dzięki za telefon, paaaa.

    Generalnie znam podobny model z własnego podwórka - moja osobista babcia, która mi jazdy z histerią a następnie długie ciche dni robiła, gdy mając 6/7 lat jeździłam do niej na wakacje i sugerowałam, że fajnie by było odwiedzić drugą babcię. Jazdy się skończyły, gdy przestałam grać w jej grę i przepraszać na kolanach. Zmieniłam temat, zajmowałam się sobą, odciełam się emocjonalnie.
  • 3-mamuska 24.06.19, 22:36
    z_pokladu_idy napisał(a):

    > Ale coś w tym jest! Wykończyć matkę i babkę ich własną bronią - absurdem. Przyk
    > ładowa rozmowa, gdy matka dzwoni z fochem:
    > M: czemu jesteś obrażona, przecież chcemy dla ciebie jak najlepiej.
    > R: mamo, nie uważasz, że piękny początek lata mamy w tym roku?
    > M: nie zmieniaj tematu, wiesz, że się łatwo denerwuję. Jak mogłaś bez konsultac
    > ji ze mną ściąć włosy?!
    > R: a wiesz, byłam dzisiaj w warzywniaku i kupiłam takie piękne kaszubskie trusk
    > awki. Chyba koktajl zrobię i kompot z rabarbaru...
    > M:!!!
    > R: bo też mieli ładny, więc wzięłam. Kończę, bo muszę sobie żyły/włosy podciąć.
    > Dzięki za telefon, paaaa.
    >
    > Generalnie znam podobny model z własnego podwórka - moja osobista babcia, która
    > mi jazdy z histerią a następnie długie ciche dni robiła, gdy mając 6/7 lat jeź
    > dziłam do niej na wakacje i sugerowałam, że fajnie by było odwiedzić drugą babc
    > ię. Jazdy się skończyły, gdy przestałam grać w jej grę i przepraszać na kolanac
    > h. Zmieniłam temat, zajmowałam się sobą, odciełam się emocjonalnie.

    Szczerze ci powiem ze genialnie to co napisałaś.
    Tylko to trzeba mieć mega dystans i stalowe nerwy, i chyba kartkę z gotowymi podpowiedziami.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • ola_dom 25.06.19, 10:06
    z_pokladu_idy napisał(a):

    > Ale coś w tym jest! Wykończyć matkę i babkę ich własną bronią - absurdem.

    > Jazdy się skończyły, gdy przestałam grać w jej grę i przepraszać na kolanach.

    To jest bardzo dobra rada i przypomina mi moją własną historię. W której, do pewnego momentu, role były wyraźnie rozpisane - moja mama się obrażała i strzelała fochy, a ja miałam się kajać i robić wszystko, żeby ją udobruchać.
    Aż w którymś momencie poczułam, że teraz moja kolej, żeby się obrazić! Powodów miałam aż nadto. I zdziwiłam się, dlaczego wcześniej na to nie wpadłam - że matka nie ma monopolu na obrażanie się, że JA TEŻ MOGĘ. A nawet powinnam, za takie traktowanie.

    Wyobraź sobie ratamatahatta, że strzelasz focha i robisz im awanturę, z histerią i płaczem :). I nawet nie musisz szukać powodów, masz je na co dzień.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ratamatahatta 25.06.19, 12:30
    Nie wiem czemu, ale nei chcę się zachowywać w ten sposób. Nie chcę dołączyć do tego teamu nerwusek. Robiąc "awanturę" i krzycząc nie tylko dałabym im kolejny argument, że jestem niezrównoważona i jest ze mną coś nie tak, ale także pokazłabym sobie, że jestem im podobna. Jak najdalej od takiego zachowania. Dobieram sobie też takich ludzi, z którymi dogaduję się nie na poziomie krzyków i awantur, ale logicznej rozmowy. W tej chwili mama i babcia wstrzymały kontakt, zapewne w ramach kary za to, że smiałam im coś wypomnieć. Mam mnóstwo żalu. Moja terapeutka podsumowała to jako nieumiejętność znalezienia wspólnej płaszczyzny do porozumienia się (czyli taki zwykły konflikt pokoleń). Dla mnie to była przemoc emocjonalna. Nie wiem czy będę chciała jeszcze kiedykolwiek rozmawiać z mamą i babcią.
  • tt-tka 25.06.19, 13:18
    Jezeli nie chcesz, to nie rob tego. Imo. Chodzi wlasnie o to, caly czas, zebys nie robila tego, czego robic nie chcesz - czy to bedzie bycie ofiara, czy uczestniczka.
    Natomiast podsumowanie terapeutki zwalilo mnie z nog - ona to powiedziala serio ? jezeli chcesz jeszcze z nia pracowac, zapytaj, jaki jest cel POROZUMIEWANIA SIE z opresantem przemocowcem ? Albo poszukaj innej terapeutki.
    Byl jakis czas temu watek Walerii, dziewczyna zrezygnowala z terapeutki w sytuacji podobnej, choc nie az tak drastycznej jak twoja.

    I tak, dopoki - i o ile - nie chcesz rozmawiac z mama czy babcia, nie rozmawiaj. Czy to bedzie zerwanie czasowe, czy stale - decydujesz tylko ty. Nie ma obowiazku wybaczania, nie ma obowiazku katowania sie. Wypad z tej gry.

    Nawet nie wiesz, jak bardzo sie ciesze i jak ci kibicuje ! Zrobilas cholernie duzo, a wypelznac z takiej czarnej d..., w jakiej ty bylas, z cala twoja niewiara w siebie sama, z tym, co o osbie myslalas -wielka rzecz !

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • ratamatahatta 25.06.19, 14:18
    Za wcześnie na gratulacje ;p Nie wypełzłam jeszcze, wciąż siedzę w czarnej dupie niewiary w siebie, cały czas podtrzymuję swoje założenie, że jestem nieporadna w pracach, ale nie chcę tutaj rozwijać tego wątku. Jełsi ma się coś zmienić, to się zmieni;p Narazie finansowo wiszę na partnerze ale oczywiście z zamiarem zmiany tej sytuacji.
    Co do terapeutki: Nie wiem czy dokładnie przytoczyłam jej słowa, porrostu powiedziałam jej, że mama i babcia są tak pewne swojego punktu widzenia, że nie przyjmują iżadnych argumentów, że mają swoją wizję w której to one sa biedne i skrzywdzone a ja z kolei uważam, że to mi stała się krzywka, jako nastolatce i wg mnie to ja jestem tu ofiarą. Na to terapeutka powiedziała, że dwa zupełnie różne punkty widenia, które nie mogą sie spotkać, kompletny brak porozumienia. Ja bym tego tak nie nazwała, ale cóż, zobaczę co będzie dalej.
  • tt-tka 25.06.19, 14:38
    ratamatahatta napisała:

    > Za wcześnie na gratulacje ;p

    Ej, poki co , ciesze sie i kibicuje :)
    Ale wierze, naprawde, ze i na gratulacje przyjdzie czas.


    > Co do terapeutki: Nie wiem czy dokładnie przytoczyłam jej słowa, porrostu powie
    > działam jej, że mama i babcia są tak pewne swojego punktu widzenia, że nie przy
    > jmują iżadnych argumentów, że mają swoją wizję w której to one sa biedne i skrz
    > ywdzone a ja z kolei uważam, że to mi stała się krzywka, jako nastolatce i wg m
    > nie to ja jestem tu ofiarą. Na to terapeutka powiedziała, że dwa zupełnie różne
    > punkty widenia, które nie mogą sie spotkać, kompletny brak porozumienia. Ja by
    > m tego tak nie nazwała, ale cóż, zobaczę co będzie dalej.

    Nie jestem pewna, czy przedstawilas terapeutce cala sytuacje. moze - jesli chcesz - daj jej do przeczytania oba te watki ?

    Ja tylko przypomne to, co napisala Verdana w tamtym watku, na samym poczatku, gdy mowa byla tylko o fryzurze - jestes ofiara, ktorej wmowiono, ze jest oprawca. I to imo powinien byc punkt wyjscia do terapii.


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • ola_dom 25.06.19, 20:08
    ratamatahatta napisała:

    > Za wcześnie na gratulacje ;p

    Nieprawda!
    Ja dobrze wiem, że swoje dokonania się umniejsza - bo same najlepiej wiemy, czego jeszcze nie umiemy i nie zrobiłyśmy - i na tym się skupiamy. Ale popatrz na siebie teraz i kilka lat temu. Ograniczyłaś kontakty, zdecydowałaś się na obcięcie włosów BEZ KONSULTACJI z nimi, zaczęłaś dostrzegać i rozumieć, że to Tobie stała się krzywda - a nie, że Ty jesteś oprawcą, poszłaś na terapię. I to jest tylko to, o czym już napisałaś, założę się, że masz o wiele więcej sukcesów, o których niekoniecznie pamiętasz na co dzień.

    > Nie wypełzłam jeszcze, wciąż siedzę w czarnej dupie niewiary w siebie,
    > cały czas podtrzymuję swoje założenie, że jestem nieporadna w pracach,

    Pomału...:). Tu obok jest mój wątek, gdzie piszę o swoim największym sukcesie. A przecież dopiero po kilku latach zmian, ważnych i istotnych, miałam odwagę pomyśleć o tym, żeby szarpnąć się na taką życiową decyzję.
    Nie wszystko na raz :).

    > Jełsi ma się coś zmienić, to się zmieni;p

    Otóż właśnie! Wiele spraw dzieje się niejako niepostrzeżenie, ewolucyjnie, a nie rewolucyjnie - i na co dzień trudno dostrzec zmianę. Aż tu nagle... orientujesz się, że jesteś w zupełnie innym miejscu niż jeszcze niedawno.
    A Ty nieustannie idziesz do przodu. I to wcale nie powoli.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ola_dom 25.06.19, 19:50
    ratamatahatta napisała:

    > Nie wiem czemu, ale nei chcę się zachowywać w ten sposób. Nie chcę dołączyć do
    > tego teamu nerwusek.

    A to jak najbardziej rozumiem. W moim przypadku to był strach, że "jak tak można, mamusi wygarnąć...". No i to przekonanie, że ja nie mam prawa się rozzłościć czy obrazić. Ja mam tylko zbierać cięgi i co najwyżej się bronić.

    > Mam mnóstwo żalu.

    I to jest wreszcie prawidłowa reakcja! Dokładnie tak powinnaś czuć - żal - a nie poczucie winy.

    > Moja terapeutka podsumowała to jako nieumiejętność znalezienia wspólnej płaszczyzny
    > do porozumienia się (czyli taki zwykły konflikt pokoleń).
    > Dla mnie to była przemoc emocjonalna.

    Bo była. Rozpoznajesz to jak najbardziej prawidłowo.
    A z terapeutką może warto doprecyzować, co faktycznie miała na myśli - bo jeśli nie potwierdzi, że doznałaś krzywdy - to faktycznie może warto rozejrzeć się za kimś innym.

    > Nie wiem czy będę chciała jeszcze kiedykolwiek rozmawiać z mamą i babcią.

    Jak by to powiedzieć... po tylu TAKICH rozmowach - masz absolutne prawo nie mieć ochoty. I masz prawo powiedzieć "nie chce mi się z wami gadać" ;)


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ratamatahatta 20.06.19, 23:40
    Tosia, nie wiem moze masz racje, moze to by cos dało. Mama zadzwoniła żeby powiedzieć, że babcia to wszystko z troski i z powodu problemów ze wzrokiem. A o żadnym cięciu się nie było mowy. Może mogłam je ułagodzić i powiedzieć: no masz racje, moze coś mi się pomyliło, nic takiego nie mówiłaś. A babcia może troszkę tam pomarudziła, ale tylko dla tego, że krzywo widziała. Macie racje fryzura paskudna! Zapuszczam. I przepraszam, że wyszłam zamiast wysłuchac co macie do powiedzenia. Wtedy mama może by jeszcze tylko dodała coś od siebie typu: przykro mi, że mnie nie słuchasz, bardzo to przeżyłam. I jakoś by to było :) Tylko wtedy byłaby możliwa dalsza normalna relacja. Tylko ja bym się wtedy czuła jeszcze gorzej.
  • 71tosia 20.06.19, 23:46
    a po następnej kłótni czujesz się lepiej? Twoja matka sie po niej zmieniła? Zanim wdasz sie w konfrontacyją dyskusje (i to nie dotyczy tylko rodziców) zawsze dobrze sie zastanowić co właściwie chcemy nią osiągnąć i czy cel jest osiągalny?
  • ola_dom 20.06.19, 23:54
    71tosia napisała:

    > Zanim wdasz sie w konfrontacyją dyskusje (i to nie dotyczy tylko rodziców) zawsze
    > dobrze sie zastanowić co właściwie chcemy nią osiągnąć

    Ale w jaką konfrontacyjną dyskusję ona się wdała??? Ona przyszła do matki z nową fryzurą. Konfrontacja jak szlag.

    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ratamatahatta 20.06.19, 23:56
    nie wiem czy czuję się lepiej, chyba lepiej niż bym miała jej przyznać za racje, ułagodzić, przeprosić i pokajać się. Wtedy czułabym się na sto procent gorzej niż teraz.
  • verdana 21.06.19, 17:03
    Nie iem, jak Ratmatahatta, ale ja sie czuję bez porównania lepiej. Bo pokazuję, ze ze mną też trzeba się licyć i obrazanie mnie powoduje pewne nieprzyjemne konsekwencje dla obrażającego. Że nie będę wysłuchiwać wszystkiego w grzecznym milcczeniu i rozmowa będzie albo uwzględniała moje warunki także, albo jej nie będzie.
  • 3-mamuska 23.06.19, 17:17
    Nie nie mogłaś powiedzieć masz racje bo to by było poznanie się do winy i ze to ona złe postąpiła nie nie.

    Autorko nie słuchaj Tosi ,bo ona jak twoja matka odwróci wszystko kota ogonem.

    To bzdura ze ty masz łagodzić ,one mogą się rzucać ,to bzdura ze one mogą krytykować a ty masz udawać ze ładna pogoda.
    To bzdura ,ze ona na ciebie plują a ty masz udawać ze deszcz pada.

    One nie powinny krytykować twoich wyborów zachowań chyba ze ty sama poprosisz o opinie.
    Jesteś dorosła jak zaczynaja histerie nagraj a potem im puść.
    I jak będziesz się czuła winna posłuchaj ich wrzaskow. I nie opowiadaj im o swoim życiu.
    Idź odwiedź jak zaczynaja wyjdź.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • lumeria 20.06.19, 22:13
    Czyli jak radziłabyś by Ratamatahatta przekierowała rozmowę na inne tory, kiedy matka i babcia były w paroksyzmach histerii?

    Zapytać co planują na wieczór?

  • ola_dom 20.06.19, 22:17
    lumeria napisała:

    > Czyli jak radziłabyś by Ratamatahatta przekierowała rozmowę na inne tory, kiedy
    > matka i babcia były w paroksyzmach histerii?
    >
    > Zapytać co planują na wieczór?

    :D :D :D
    Leżę :D


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • 71tosia 20.06.19, 22:42
    moze trzeba bylo zaczac 'przekierowywac' zanim sie rozkrecily?
  • ola_dom 20.06.19, 22:48
    71tosia napisała:

    > moze trzeba bylo zaczac 'przekierowywac' zanim sie rozkrecily?

    Może przestań smarować bzdury na temat, o którym nie masz zielonego pojęcia?


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ratamatahatta 20.06.19, 22:54
    to wyobraź sobie, że wchodzisz i zanim powiesz dzień dobry babcia łapie się za serce, i woła "o jezus maria, coś ty zrobiła, prawie się dusi, trzyma się za klatkę piersiową i woła: "o jezus, nie mogę, o jezus, nie moge oddychac"
  • ola_dom 20.06.19, 22:58
    ratamatahatta napisała:

    > i woła: "o jezus, nie mogę, o jezus, nie moge oddychac"

    Zapewne należało wtedy przekierować rozmowę np. na Mahometa albo Buddę, na przykład tak:

    - A wiesz babciu, że Budda uczył oddychać "do brzucha"? Może zechciałabyś spróbować?

    Nie wiedziałaś? Jesteś niedojrzała i masz problem ze sobą - bo na pewno nie z matką czy babcią.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ratamatahatta 20.06.19, 23:03
    Tosia jest szczęściarą, że nie zaznała tego z autopsji :) Ma prawo nie wiedzieć ;p
  • ola_dom 20.06.19, 23:08
    ratamatahatta napisała:

    > Tosia jest szczęściarą, że nie zaznała tego z autopsji :) Ma prawo nie wiedzieć ;p

    Też tak na początku myślałam. Ale zapał, z jakim w każdym takim wątku nam tłumaczy, że jesteśmy niedojrzałe i powinnyśmy mądrzej komunikować się z matkami, skłania mnie do podejrzenia, że to jest jednak zgoła odmienny problem. Że wspomniany przeze mnie gaslighting nie jest Tosi obcy - i niekoniecznie ona jest tu ofiarą.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ratamatahatta 20.06.19, 23:11
    może to matka niewdzięcznej córki ;p
  • 71tosia 20.06.19, 23:14
    akurat to bardzo proste, dziekujesz za wyrazona opinie i nie komentujesz, prosisz o herbatę a jak babcia dalej histeryzujesz mowisz ze własnie sobie o czymś ważnym przypomniałaś i wychodzisz. Zostałaś, panie sie rozkręciły ale ty też.
  • ola_dom 20.06.19, 23:23
    71tosia napisała:

    > akurat to bardzo proste, dziekujesz za wyrazona opinie i nie komentujesz,
    > prosisz o herbatę a jak babcia dalej histeryzujesz mowisz ze własnie sobie
    > o czymś ważnym przypomniałaś i wychodzisz. Zostałaś, panie sie rozkręciły ale ty też.

    Spoko Tosiu, już wszyscy dobrze wiemy, że piszesz o czymś, o czym nie masz bladego pojęcia, nie musisz udowadniać tego kolejnym takim samym postem.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • 71tosia 20.06.19, 23:38
    to co robisz Olu w psychologii nazywa sie 'projekcja'.
  • ola_dom 20.06.19, 23:40
    71tosia napisała:

    > to co robisz Olu w psychologii nazywa sie 'projekcja'.

    Tosia, ja też znam różne mądre psychologiczne wyrazy :)
    Chcesz sobie popisać, czy jak?


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ratamatahatta 20.06.19, 23:51
    aaa, przestańcie XD Taki ważny wątek, dużo informacji, a tu się zrobił taki offtop ;p Tosia, uwierz mi na slowo, że w moim przypadku to nie są upierdliwe gadki szmatki, które się zbyć. Wiem, że nieraz się zdarzają takie wśród domowników i zaręczam Ci, że to nei ten kaliber! Masz racje, awanturowanie się z matką nic nie da, ale traktuj mojego problemu jak by to była stara, zrzędliwa ciotka gadająca głupoty przy rodzinnym obiedzie, którą można łatwo zgasić. Tutaj dzieją się na prawdę sprawy wielkiej wagi. Trudno jest dostosować reakcje, bo żadna nie działa. Ale na pewno, na pewno nie jest to kwiestia umiejętnej gadki i przekierowania tematu. Jak mi nie wierzysz, to już nie wiem, może przeczytaj jeszcze raz mój wątek zanim napiszesz kolejny raz rady typu: jak gderają to wyjdź.
  • lumeria 21.06.19, 00:00
    Offtop, ale nadal wartościowy, bo Tosia pięknie ilustruje zaślepienie wielu osób.

    I właściwie zaślepienie naszych matek. Nie słyszy żadnych argumentów, nic ja nie przekona. Realia jej świata są zgoła całkowicie inne niż nasze.

    W jej świecie rozmowa da się załatwić wszystko. To musi być piękny świat, chciałabym w nim żyć. W moim świecie istnieje przemoc, gwałcenie dzieci, itp. - oraz betony, do których istnienie tych realiów nie dociera.
  • 71tosia 21.06.19, 00:12
    a ciebie cos przekonuje, oprocz wlasnej opnii i tych ktorzy sie z toba zgadzaja?
  • eukaliptusy 21.06.19, 02:35
    Tosiu, powiedz w jakich okolicznościach można zacząć chronić siebie i stawiać siebie na pierwszym miejscu? Jak na razie doszliśmy do tego, że matka może powiedzieć absolutnie COKOLWIEK, a córka powinna udawać, że to jej nie zabolało, bo posiadanie uczuć, które można zranić to oznaka niedojrzałości.
    To gdzie jest granica? Naruszenie nietykalności cielesnej? Nękanie poprzez wydzwanianie do osób trzecich, do pracy, do znajomych? Nasyłanie służb publicznych, policji, kontroli skarbowej? Bo to są wszystko środki z repertuaru takich osób, o jakich tu mówimy. Bardzo mnie ciekawi w jakiej sytuacji twoim zdaniem należaloby zerwać kontakty.
  • ola_dom 21.06.19, 07:50
    71tosia napisała:

    > a ciebie cos przekonuje, oprocz wlasnej opnii i tych ktorzy sie z toba zgadzaja?

    Mnie przekonują fakty i doświadczenia. Moje i wielu osób, które tutaj poznałam. A także na terapiach. Fakty, które nie chcą się pomieścić w głowie. Ale mimo to ich nie kwestionuję.

    Przekonują mnie także terapeuci, którzy - jakby się umówili - zgodnie i niezależnie od siebie powtarzali, że czasem zerwanie kontaktu to jedyny sposób, żeby ocalić siebie i swoje życie, że próby porozumienia z niektórymi rodzicami są z góry skazane na porażkę.
    Czworo certyfikowanych terapeutów, nie "domorosłych psychologów". Na przestrzeni kilku lat, terapie różnego typu i z różnym podejściem do tematu.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • 3-mamuska 23.06.19, 17:26
    71tosia napisała:

    > a ciebie cos przekonuje, oprocz wlasnej opnii i tych ktorzy sie z toba zgadzaja
    > ?


    Nie Tosiu ty myślisz ze jak ktoś porozmawia czy im powie to one to zmienią.. A to tak nie działa.
    Znajoma ma faceta agresywnego partnera i mówi weź mu powiedz i myśli ze moje magiczne słowa go w cudowny sposób zmienią.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • ola_dom 21.06.19, 07:54
    lumeria napisała:

    > I właściwie zaślepienie naszych matek. Nie słyszy żadnych argumentów, nic ja nie przekona.
    > Realia jej świata są zgoła całkowicie inne niż nasze.

    Wkurzyłaś mnie, ale jak...!!!
    Pokazałaś mi właśnie czarno na białym, że znowu wpadłam w kanał taki sam, jak z matką, o którym ciągle tu piszę - znowu próbuję na milion różnych sposobów, szukając miliona nowych i coraz lepszych argumentów wytłumaczyć Tosi, na czym rzecz polega i co czuję. Z nadzieją, że "może wreszcie zrozumie...".



    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • 3-mamuska 23.06.19, 17:24
    ola_dom napisała:

    > 71tosia napisała:
    >
    > > to co robisz Olu w psychologii nazywa sie 'projekcja'.
    >
    > Tosia, ja też znam różne mądre psychologiczne wyrazy :)
    > Chcesz sobie popisać, czy jak?
    >
    >

    Hehehe przypomniało mi ,w sumie anegdota.
    Facet się chwali mojemu mężowi jakich to sztuk walki się uczył jak to rozwala facetów na łopatki.
    A mój mąż ze spokojem jak tez znam karate/boks kickboxing i jeszcze kilka innych słów 🤣


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • eliksir_czarodziejski 21.06.19, 18:25
    71tosia napisała:

    > akurat to bardzo proste, dziekujesz za wyrazona opinie i nie komentujesz, prosi
    > sz o herbatę a jak babcia dalej histeryzujesz mowisz ze własnie sobie o czymś w
    > ażnym przypomniałaś i wychodzisz. Zostałaś, panie sie rozkręciły ale ty też.

    No oczywiście autorka wątku jest "wspolwinna" całej sytuacji bo niewystarczająco dobrze pokierowała matka i babcia... Boże jakie to smutne...
  • aqua48 28.06.19, 12:58
    ratamatahatta napisała:

    > to wyobraź sobie, że wchodzisz i zanim powiesz dzień dobry babcia łapie się za
    > serce, i woła "o jezus maria, coś ty zrobiła, prawie się dusi, trzyma się za kl
    > atkę piersiową i woła: "o jezus, nie mogę, o jezus, nie moge oddychac"

    W takiej sytuacji spokojnym tonem pytasz: mam dzwonić po pogotowie, czy już po księdza z ostatnim namaszczeniem?
    Po czym idziesz do kuchni, bierzesz garnek, napełniasz go zimną wodą i wylewasz na babcię...żeby ją otrzeźwić.
  • 3-mamuska 23.06.19, 17:07
    71tosia napisała:

    > wiesz wlasnie wstukałam w google 'jak sobie radzić z toksycznymi rodzicami' - p
    > ierwsza z brzegu opinia psychologa
    > 'Twoi rodzice dominują w rozmowie, zadają niewygodne i nieprzyjemne pytania, gł
    > upio komentują czy dają niechciane rady po to, byś zrobił tak, jak oni sobie ży
    > czą, możesz przekierować rozmowę z dala od potencjalnej kłótni jasno i konkretn
    > ie zmieniając temat. Np. jeśli rodzice mówią „powinieneś znaleźć lepsze mieszka
    > nie”, powiedz „dzięki za radę, ale czuję się dobrze tam, gdzie mieszkam” i zmie
    > nić temat pytając, np. jakie mają plany na wieczór. "
    > Hmmmmm jak ulga nie tylko ja tak mysle ;-)



    Typowe psychologia to głupota. Przestarzałe metody🤣
    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • eliksir_czarodziejski 21.06.19, 18:21
    71tosia napisała:

    > czy ja napisalam ze nie nalezy stawiac granic? Nalezy ale tez nalezy sie powstr
    > zymac sie od pyskówki, szlochow, darcia szat, deklaracji odcianania

    Możesz wskazać takie zachowania autorki w jakimkolwiek jej poście kłamczucho i manipulantko?
  • ola_dom 22.06.19, 10:05
    eliksir_czarodziejski napisał(a):

    > Możesz wskazać takie zachowania autorki w jakimkolwiek jej poście kłamczucho i manipulantko?

    Eliksirze - dziękuję za ten przytomny głos rozsądku. I nazwanie rzeczy po imieniu.
    Należało od tego zacząć - i na tym skończyć, zamiast wdawać się w dyskusję z kimś, kto założył, że udowodni, że jesteśmy wielbłądami.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • zosia_1 28.06.19, 10:17
    Nie, nie działa na osoby zaburzone, zrozum to. Podczas jednej z akcji kiedy moja matka się na mnie wściekła powtarzałam " mamo, uspokój się, chodź odwiozę cię do domu" . Nie, nie uspokoiła się, po kilku godzinach awantury włącznie z wyrzucaniem rzeczy na śmietnik, zabrałam małe dzieci w piżamach i uciekłam z domu, wróciłam po kolejnych 4 godzinach już z mężem, ale niestety, awanturowała się nadal do rana, po czym pojechała w końcu do domu pierwszym autobusem i przekazała swojej matce tak historię, że ta zadzwoniła do mnie jak mogę tak matkę traktować. Jakieś rady?.
  • 3-mamuska 23.06.19, 16:26
    71tosia napisała:

    > Gdy dziecko wykrzykuje 'nienawidzę was' co czasami zezłoszczonemu nastolatkowi
    > sie zdarza to bierzesz to serio? Obrazisz sie i zerwiesz kontakt? Pewnie jed
    > nak zignorujesz te uwagi nastolatka i co najwyżej powiesz ze jest ci przykro? C
    > zy nie można zastosować podobnej strategii wobec rodziców?


    A rodzic to dojrzewające dziecko? Które jeszcze nie umie panować nad emocjami czy jest impulsywne bo hormony szaleją?
    Nastolatek nie robi tego z premedytacja do manipulacji a z nerwów i impulsywności. Zupełnie inna skala.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • lumeria 20.06.19, 17:40
    Ratamatahatto, chciałam zwrócić Twoja uwagę na jeszcze inna kwestie:

    Całkowity brak symetryczności i wzajemności.

    One mogą odstawiać dantejskie sceny, Ty masz być grzeczna.

    One mogą kłamać w żywe oczy (wypierając co powiedziały i robiąc Ci kisiel z mózgu), Ty masz być prawdomówna.

    One mogą dyktować co ubierzesz, jak się uczeszesz, co zjesz – Tobie nie wolno dyktować im w tych obszarach.

    One mogą deptać po Twoich uczuciach i emocjach, wręcz lubują się sprawianiem Tobie przykrości, zakłopotania, wbijaniem Cię w poczucie winy – a Ty masz bardzo uważać by je nie urazić, starać się by czuły się dobrze i zadowolone.

    One mogą szantażować – Ty masz się dostosować.

    One są dorosłymi kobietami – Ty jesteś dorosła.

    Czy widzisz integralną niesprawiedliwość tej dynamiki?
  • ratamatahatta 20.06.19, 17:57
    fakt, to brzmi sensownie. One mogą mi urządzać sceny a mi się wyrwie jakieś moze niepotrzebne słowo albo mam ton nie taki i już jest wina zgrabnie przerzucona na mnie. Nadal jednak wyrzucam sobie, że może coś źle powiedziałam, może głosem nei takim, może nieładnie może powinnam delikatniej. Mama nie ma takich rozterek- wali tak mocno jak ma ochotę :/
  • ola_dom 20.06.19, 18:16
    ratamatahatta napisała:

    > Nadal jednak wyrzucam sobie, że może coś źle powiedziałam, może głosem nei takim,
    > może nieładnie może powinnam delikatniej.

    A ja zapytam po raz kolejny - dlaczego DLA CIEBIE odczucia matki mają być ważniejsze niż Twoje własne?

    To samo pytanie zadano mi tutaj kilka lat temu. Mnie samej nigdy w życiu nie przyszłoby do głowy zapytać siebie coś podobnego.

    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ratamatahatta 20.06.19, 18:35
    Dla tego, że wiem, że wina zazwyczaj lezy po obu stronach. Gdyby mama mogła się tutaj wypowiedziec to pewnie powiedziałaby to ze swojego punktu widzenia, być może ja robię coś o czym nie wiem. Może jest we mnie coś, co ją prowokuje do ataku a ja nawet sobie nie zdaję z tego sprawy. Przecież nie jestem swięta, też na pewno nie raz zrobiłam mamie przykrość. Tak samo ona mi. Nie wiem czy mam prawo czuć się taka świięta w tym układzie i zwalać cała wine na mamę.
  • ratamatahatta 20.06.19, 18:37
    Chodzi mi o to, że tak samo jak mama jest kompletnie nieświadoma swojej winy, wg niej samej ona jest idealna i tylko ma złą córkę to dla czego nie może być analogiczna sytuacja- ja niby w sobie nei widze winy, niby mama taka toksyczna. A co jak to ja się mylę lub obie się mylimy?
  • tt-tka 20.06.19, 18:56
    ratamatahatta napisała:

    > Chodzi mi o to, że tak samo jak mama jest kompletnie nieświadoma swojej winy, w
    > g niej samej ona jest idealna i tylko ma złą córkę to dla czego nie może być an
    > alogiczna sytuacja- ja niby w sobie nei widze winy, niby mama taka toksyczna. A
    > co jak to ja się mylę lub obie się mylimy?

    Coz, jesli masz/nachodza cie watpliwosci, popatrz na efekty.
    W relacji wampir-ofiara im ofiara jest bardziej wyssana z energii zyciowej, woli samostanowienia, tym bardziej kwitnie wampir.
    Tobie te uklady nie sluza.
    Matce sluza, robia jej bardzo dobrze juz od wielu lat.
    No wiec ?


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • ratamatahatta 20.06.19, 19:00
    Ciężko stwierdzić, czy jej służą. Fakt, że ona lubi się pieklić, mam wrażanie że szuka pretekstu wszędzie i we wszystkim. Ale niby mówi, że przeze mnie cierpi, niby ja tak bardzo krzywdzę, nie słucham się jej, nie przychodze o poradę. Wg niej to ona cierpi.
  • tt-tka 20.06.19, 19:28
    ratamatahatta napisała:

    > Ciężko stwierdzić, czy jej służą. Fakt, że ona lubi się pieklić, mam wrażanie ż
    > e szuka pretekstu wszędzie i we wszystkim.
    #

    Ale niby mówi, że przeze mnie cierpi
    > , niby ja tak bardzo krzywdzę, nie słucham się jej, nie przychodze o poradę. Wg
    > niej to ona cierpi.

    Nie sadzisz, ze te dwa zdania sa sprzeczne jakby ?

    Nie watpie, ze ona cierpi, bo niewolnik wymyka jej sie z rak. Ty tez cierpisz. Ale mowa jest zawsze i tylko o jej cierpieniu.
    Oraz - jezeli przyczyna cierpienia takiego, ze dostaje sie atakow jest twoja nowa fryzura, to najwyzszy czas uwolnic matke od przyczyny tych cierpien pozbawiajac ja radykalnie ogladania twoich fryzur, kiecek i sluchania o twoim zyciu.

    Tak, wiem, nie sama fryzura, tylko to, ze sie nie poradzilas. A gdybys sie poradzila, to ze nie posluchalas rady, tylko robisz na zlosc. A gdybys sie poradzila i posluchala rady, to to, ze po wyjsciu od fryzjera wygladasz szaro, brzydko i byle jak, i mine masz niezadowolona, na pewno jej na zlosc. A gdybys sie wysilila na usmiech, to ze on nie taki jak powinien byc...
    Pretekstem jest wszystko i wszedzie, trafnie napisalas. Pretekstem, nie powodem.



    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • lumeria 20.06.19, 18:40
    Skąd wiesz, że wina leży po obu stronach?

    Zastanów się, kto wpoił Ci takie przekonanie i dlaczego.
  • ratamatahatta 20.06.19, 18:45
    własnie nie wiem. Zakładam, że skoro ja mam swoją rację (mama jest toksyczna) to mama może mieć swoją. Tak się po prostu chyba robi. Na zasadzie: ja wierze w takiego boga a ty wierzysz w innego, nie zacietrzewiam się że ty jesteś dureń, bo wierzysz w co innego. Po prostu tak zawsze zakładam.
  • lumeria 20.06.19, 18:57
    Czyli zakładasz równość i wzajemność? Jesli ja mam racje, to i mama ma racje? Cos takiego?

    Wiec jak to się odnosi do powyżej nazwanego braku symetryczności i wzajemności?

    Mama ma racje, ze uważa, ze może dorosłej osobie dyktować jaka ta osoba będzie nosiła fryzurę? Czy to uznajesz jako słuszną racje i jej prawo? A kto decyduje o mamy fryzurze? Ty?

  • ratamatahatta 20.06.19, 19:07
    mama uważa że ma prawo do bycia uwzględnianą w decyzji o fryzurze na zasadzie "rodzinnej porady", jako hołd dla mamy, że była nieprzeciętnie dobrą matką, bo zajmowała się mną dużo bardziej niż inne matki. Ona się poświęciła i oczekuje że ja z wdzecznością uwzględnię ją w moich wszyskich planach. Dla niej to ma sens. Dla mnie jest to dyktowanie.
  • ratamatahatta 20.06.19, 19:08
    Ale czyje "racja" jest tą prawdziwą? Własnei tutaj mam watpliwości.
  • lumeria 20.06.19, 19:22
    Mnie niesamowicie pomógł watek Oli_dom - jestem jej niesamowicie wdzięczna, ze go 'popełniła' :)

    forum.gazeta.pl/forum/w,898,156844304,156844304,_Mam_prawo_czyli_co_wlasciwie_wolno_.html#p156857448
  • ola_dom 20.06.19, 19:26
    ratamatahatta napisała:

    > Ale czyje "racja" jest tą prawdziwą? Własnei tutaj mam watpliwości.

    Masz sprany mózg. I teraz możesz się zastanowić, czyja to wina i czy na pewno Twoja.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • aqua48 28.06.19, 13:05
    ratamatahatta napisała:

    > Ale czyje "racja" jest tą prawdziwą? Własnei tutaj mam watpliwości.

    TY masz obowiązek dbania o siebie i swoją rację oraz swoje uczucia. Nie mamy.
    Zauważ że mamie na Twoich uczuciach nie zależy ani trochę.
  • lumeria 20.06.19, 19:08
    Oj, przepraszam jesli zabrzmiało ostro.

    Wydaje mi się, ze wszystkie zwracamy Twoja uwagę na nie-racjonalność myślenia i zachowania Twojej matki.

    Widzisz, to jest taka wiara, ze jeśli ja jestem ugodowa, to inni tez. Jeśli ja się staram, to inni tez powinni. Jeśli ja dążę do porozumienia, to zrozumiale, ze inni tez.

    A to niestety tak nie działa... :-(( I właśnie zderzasz się z tymi realiami. Wiele osób wcale ugody nie chce, chce być górą, chce postawić na swoim.

    To bardzo boli skonfrontować sie z prawda, ze najbliższe osoby wcale nas tak nie kochają jak to deklarują, wcale nie dbają o nasze potrzeby, w kloace maja nasze cierpienie i emocjonalne rozdarcie. Dla nich ważna jest kontrola nad nami.

    Dla mojej matki było ważniejsze by ona kupowała moje majty, niż dobra relacja ze mną. Absurd nie?
  • lumeria 20.06.19, 20:08
    Co dla Twojej mamy jest ważne w relacji z Tobą?
  • ratamatahatta 21.06.19, 11:50
    hej, jakoś mi się zgubił ten wątek. Spoko, nie ostro, ja wiem, że mam sprany mózg, bo jak można nie mieć kiedy się słyszało przez całą młodość, że jest się chorą psychicznie i opętaną ;p Jestem w procesie "odprania" tego mózgu ;p
    Racja, widze nieracjonalność matki, jak tutaj z Wami rozmawiam, jak rozmawiam z terapeutką i jak przebywam z ludźmi. Ale to jest takie silne uczucie, mówiące: no dobra, ale może to forum zbiór takich a nei innych ludzi i oni mówią tak a nei inaczej. A gdybym opowiedziała to innym ludziom, to może by powiedzieli: "masz wspaniałą mamę i babcie, doceń zamiast obsmarowywać je w internecie!" Po prostu nie wierzę sobie, nie wierzę swoim uczuciom, nie wierzę, że mogłam zostać skrzywdzona, bo całe zycie wmawiało mi się, że to ja jestem oprawcą a one biedne takie dobre. Babci smutny, prawie płaczący głos przez telefon: "a co ja ci takiego zrobiłam?" I co ja mam tej babci odpowiedzieć? Ona nie rozumie... I mam te swoje wyrzuty sumienia. Ale dzięki wam widze że tez to się u mnie zmienia.
  • tt-tka 21.06.19, 12:21
    ratamatahatta napisała:

    Po pr
    > ostu nie wierzę sobie, nie wierzę swoim uczuciom, nie wierzę, że mogłam zostać
    > skrzywdzona, bo całe zycie wmawiało mi się, że to ja jestem oprawcą a one biedn
    > e takie dobre.


    A otoz. Wlasnie dlatego uwazam, ze powinnas te spotkania i rozmowy zawiesic, poki nie odnajdziesz/nie zlapiesz kontaktu z wlasnymi uczuciami.
    Kiedy juz bedziesz wiedziala, co czujesz, czego chcesz, do czego dazysz - mozesz stosunki odnowic. Albo nie odnawiac. Ale na bazie samoswiadomosci, a nie karmienia cudzymi emocjami.

    >Babci smutny, prawie płaczący głos przez telefon: "a co ja ci ta
    > kiego zrobiłam?" I co ja mam tej babci odpowiedzieć? Ona nie rozumie... I mam t
    > e swoje wyrzuty sumienia. Ale dzięki wam widze że tez to się u mnie zmienia.

    Ona nie rozumie (jesli nie rozumie, a nie znowu pogrywa), ale to nie powinien byc twoj problem. Dorosla jest, pismienna, ma mozliwosc poszukac odpowiedzi. Zrozumie albo umrze nie rozumiejac - niemniej byla i nadal jest twoja krzywdzicielka. Nie zapominaj o tym nawet wtedy, gdy slyszysz jej smutny glos.

    Moze pomoze zadanie sobie samej pytania "a co ja im takiego zrobilam ? Ostrzyglam sie ? przeciez to zrobilam sobie, nie im!"

    Terroryzowanie rykiem, krzykami, spazmami pozostaje terroryzowaniem.

    Krzywdzenie ciebie i kreowanie siebie na skrzywdzona to dalszy ciag "jak mozesz to robic mamusi/babuni? To twoja wina, ze cie uderzylam!"

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • miedzymorze 02.07.19, 20:19
    >Babci smutny, prawie płaczący głos przez telefon: "a co ja ci takiego zrobiłam?" I co ja mam tej babci >odpowiedzieć? Ona nie rozumie... I mam te swoje wyrzuty sumienia. Ale dzięki wam widze że tez to się u mnie >zmienia.

    Uwaga na wstępnie - babcie oczywiście nie chodzi ani odrobinę o to, aby zrozumieć czym sprawiła ci przykrość, bo doskonale WIE czym, tylko o to, żebyś słysząc takie pytanie odczuła kolejną przykrość.
    Kilka możliwych odpowiedzi:
    - Domyśl się
    - Nie udawaj że nie wiesz
    -Kiedyś ci powiem
    -Pomyśl trochę, to proste
    - To co zwykle
    -nigdy nie zrozumiesz
    -och przestań

    To pytanie to nie jest wstęp do wyjaśniającej, dobrej rozmowy, tylko kolejny pocisk wycelowany precyzyjnie w ciebie. Więc masz jak najbardziej absolutnie prawo odpowiedzieć jak ci się żywnie podoba ;)
    pozdr,
    mi
  • sorvina 02.07.19, 23:37
    Pamiętam w jakim szoku byłam, gdy pierwszy raz nie uległam łzawym "a co ja ci takiego zrobiłam?" mojej babci (taak, to klony są ;) ) i zareagowałam w stylu jaki opisała międzymorze - okazało się, że widząc, że taktyka nie działa, babcia w 2 sec zupełnie zmieniła strategię. Nagle łzy przestały płynąć, inna mimika, pełna samokontrola i stwierdzenia pokazujące, że doskonale wie co robi, mama moja kazała jej wybrać czy jest na 100% po jej stronie przeciwko mnie, czy nie, więc postanowiła wymuszać na mnie histerią, groźbą, szantażem bym coś tam ustąpiła i i im dała.

    Po prostu oskar za aktorstwo i nagroda za bezczelność roku. Narcyzi mają głębie emocjonalną na poziomie kałuży po niewielkim deszczu. Praktycznie jedyne co czują to złość, zazdrość, frustracja, zawiść, czasem strach. Wszystko inne, w tym smutek - grają, nie są do niego zdolni. Gdy dziecko / ofiara ich oskarża, wyciąga konsekwencje itp., to mogą odegrać smutek i niezrozumienie, ale czują jedynie złość, że zabawka / bateria się buntuje i muszą tracić czas na odgrywanie scen by przywołać ją do porządku, oburzają się, że druga osoba śmie nie zaspokajać ich potrzeb, robić im jakiś problem.

    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • lumeria 03.07.19, 21:12
    Amen. Świetnie to napisałaś Sorvino.

  • aqua48 28.06.19, 13:03
    ratamatahatta napisała:

    > własnie nie wiem. Zakładam, że skoro ja mam swoją rację (mama jest toksyczna) t
    > o mama może mieć swoją. Tak się po prostu chyba robi.

    Hej, hej, a czy TY robisz mamie awantury o fryzurę czy sukienkę jeśli JEJ wygląd Ci nie odpowiada? Czy jednak to jest tylko jednostronne działanie?
  • ola_dom 20.06.19, 19:25
    ratamatahatta napisała:

    > Dla tego, że wiem, że wina zazwyczaj lezy po obu stronach.

    Nawet jeśli tak jest - to rzadko kiedy leży idealnie symetrycznie.
    Mało tego - to można rozważać w przypadku dwóch równorzędnych osób - np. żona i mąż. A między rodzicem i dzieckiem nigdy nie będzie takiej równorzędności i symetrii. I na pewno nie w przypadku dziecka wychowywanego przez zaborczego rodzica.

    > Przecież nie jestem swięta, też na pewno nie raz zrobiłam mamie przykrość.
    > Tak samo ona mi. Nie wiem czy mam prawo czuć się taka świięta w tym układzie
    > i zwalać cała wine na mamę.

    Ale w tej chwili Ty bierzesz całą winę na siebie! Nawet jeśli świadomie wiesz, że mama być może jest winna - to całą sobą i całym postępowaniem przyjmujesz na siebie winę. I karę.

    I znowu coś Ci powiem - miałam identyczne myśli i wątpliwości. Aż mnie zapytano - dla kogo było dobre, że matka żądała (przeważnie "oczekując", rzadko żądając wprost), żebym żyła tak, jak ona chce - dla mnie czy dla niej?


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • tt-tka 20.06.19, 19:36
    ola_dom napisała:

    > ratamatahatta napisała:
    >
    > > Dla tego, że wiem, że wina zazwyczaj lezy po obu stronach.
    >
    > Nawet jeśli tak jest - to rzadko kiedy leży idealnie symetrycznie.

    Wlasnie. I niezwykle rzadko powoduje takie same szkody.

    Zastosuj analogie - pieciolatka uderzyla matke z calej sily. Moze nieswiadomie, moze w zlosci, z zamiarem sprawienia bolu, niewazne. Uderzyla z calej swojej piecioleniej sily. Matka w odwecie uderzyla pieciolatke z cala sila dwudziestokilkuletniej kobiety.
    Tak wlasnie bylas traktowana cale zycie. Nawet jesli nigdy nie uderzylas.
  • ola_dom 20.06.19, 19:47
    tt-tka napisała:

    > Zastosuj analogie - pieciolatka uderzyla matke z calej sily. Moze nieswiadomie,
    > moze w zlosci, z zamiarem sprawienia bolu, niewazne. Uderzyla z calej swojej
    > piecioleniej sily. Matka w odwecie uderzyla pieciolatke z cala sila dwudziestoki
    > lkuletniej kobiety.
    > Tak wlasnie bylas traktowana cale zycie. Nawet jesli nigdy nie uderzylas.

    Otóż to. O tego typu "nierównorzędności" - bo równorzędność jest tu z samej istoty niemożliwa - pisałam.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • lumeria 20.06.19, 18:47
    To się nazywa 'toksyczna nadzieja': jeśli znajdę ten idealny ton, to będzie dobrze, jeśli wreszcie dotrę, przetłumaczę, uproszę, to będzie dobrze.

    Czy kiedykolwiek Ci się to udało? Raz w życiu? Czy kiedykolwiek Twoje starania były zauważone i docenione? I czy poskutkowało to trwałą zmiana, czy dalszymi wymogami i szantażami (widzisz, potrafisz, wiec teraz masz taka być zawsze)?
  • ratamatahatta 20.06.19, 18:58
    fakt, niegdy sie nie udało choc trochę przetłumaczyć mamie i babci mojego punktu widzenia. A próbowałam całą młodość. Nawet podstawione pod ścianę, kiedy udało mi się jakimś cudem z wielkim spokojem wytłumaczyć że to co zrobiły było ewidentnie źle- to wtedy nieśmiertelny tekst: "no nie, z nią się nie da rozmawiać". Masz racje, lata szukania idealnego tonu, idelanych okoliczności, idelanych słów, żeby tylko nie urazić. Zawsze wina spadała na mnie.
  • fusun1804 20.06.19, 19:42
    A jak Ci idzie w pracy i w związku z partnerem?
  • ola_dom 20.06.19, 19:50
    ratamatahatta napisała:

    > fakt, niegdy sie nie udało choc trochę przetłumaczyć mamie i babci mojego punktu
    > widzenia. A próbowałam całą młodość.
    > Masz racje, lata szukania idealnego tonu, idelanych okoliczności, idelanych słów,
    > żeby tylko nie urazić. Zawsze wina spadała na mnie.

    Powtórzę jak mantrę - NIE DA SIĘ. Nie ma takich słów, sposobów ani argumentów, którymi byś mogła do nich dotrzeć.
    Bo tu nie chodzi o argumenty. Tu chodzi o emocje. No i o władzę.

    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • lumeria 20.06.19, 20:00
    Tragedia tej sytuacji jest taka, ze Ty nie możesz wygrać. No nie możesz.

    Wyobraź sobie, ze Ty coś w życiu osiągasz. Masz fajna prace, bardzo szczęśliwe życie rodzinne, mąż Cie bardzo kocha; piszesz fajna książkę, albo dostajesz znaczącą nagrodę w Twojej profesjonalnej specjalizacji.

    Przyglądnij się swoim uczuciom. Czy patrząc na możliwość takich osiągnięć czujesz radość i dumę? Czy tez masz pomieszane, raczej negatywne emocje, z podtekstem 'mnie tak nie wolno'? Mnie sie nie uda, nawet nie mam co próbować?

    Jak Twoja matka reaguje i reagowałaby na takie sukcesy? Radością, wsparciem, dumą?

  • ratamatahatta 20.06.19, 23:09
    jak już coś udało się osiągnąć to raczej była dumna. Jednak na etapie kiedy rozpoczynałam zabieranie się za coś- bardzo mnie powstrzymywała. Np kiedyś zrobiła mi awanturę z płaczem jak powiedziałam jej że znalazłąm pracę (po długim okresie bezrobocia). Z kolei jak potem zmieniałam pracę to już nie robiła problemu, czyli raz tak raz tak, jak jej coś odbiło.
  • lumeria 21.06.19, 00:53
    A jakie Ty masz odczucia wobec własnego sukcesu, własnych osiągnięć? Co czujesz, czy idziesz w strunę osiągnięć pełna para, czy czujesz jakbyś jechała na hamulcu?

    Właśnie to sięganie - czy Ci wolno?
  • ratamatahatta 21.06.19, 09:07
    Jest duuużo lepiej niż kilka lat temu. Kiedyś właśnie taka byłam, że myślałam, że za przyjemność czeka kara. Na szczęscie już się tego oduczyłam. Odkąd przestałam się zwierzać mamie ze swoich spraw, także sukcesów- jest dużo lepiej. Ciężko się sięga po sukcesy, walczy o nie jak się całe życie słyszy: "po co się wychylasz, tylko sobie problemów narobisz, ty to zawsze jakieś głupoty wymyślasz, zamiast poradzić się nas" Właśnie takie coś powstrzymywało mnie całą młodość. Teraz jest o niebo lepiej.
  • ortolann 20.06.19, 23:44
    Zastanawiam się jak one by się zachowały gdybyś na taką jazdę zrobiła zdziwioną minę i z jakąś lekką kpiną zapytała: "wy tak serio o tych włosach? Nie macie prawdziwych problemów? Kto tak się zachowuje?", po czym przeszłabyś do innych tematów. I np. zapytałabyś czy słyszały już o ...

    --
    [url=http://smayliki.ru/smilie-1038114855.html][img]http://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif[/img][/url]
  • ratamatahatta 20.06.19, 23:59
    A próbowałam, próbowałam:) W przeszłości próbowałam i tego podejścia. To już mówię co było potem: "słuchaj, ty nie zmieniaj tematu! co mi tu próbujesz temat zmieniac?!!!!!!"
  • ortolann 21.06.19, 00:24
    Czyli poprostu nie da się ich pokonać. Straszne i obezwładniające. Podziwiam Cię, że zachowałaś siłę i pogodę. I życzę Ci pełnego ocalenia.

    --
    [url=http://smayliki.ru/smilie-1038114855.html][img]http://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif[/img][/url]
  • lumeria 21.06.19, 00:40
    Jest wiele wątków, gdzie ludzie radzą, spróbuj to, spróbuj tamto.

    A tutaj niemal wszyscy (minus tosia) zgodnie piszą, NIEDASIE przestań próbować.



  • ratamatahatta 21.06.19, 09:13
    Dokładnie. Wypróbowane chyba wszystkie opcje: płacz, zdenerwowanie, ignorowanie, ułagodzanie, zmiana tematu, wzięcie na litość, wzięcie na obojętność, tłumaczenie, nie tłumaczenie, bycie extramiłym, bycie stanowczym. Jeszcze tylko zrzucenia bomby na ten cały bajzel nie próbowałam :/
  • ola_dom 21.06.19, 07:41
    ratamatahatta napisała:

    > A próbowałam, próbowałam:) W przeszłości próbowałam i tego podejścia.

    No właśnie. Przyszło mi do głowy, że mogłybyśmy napisać podręcznik, w którym zawarłybyśmy miliony sposobów, jak próbować sobie radzić w podobnych sytuacjach - bo wypróbowałyśmy je wszystkie i wymyśliłyśmy kolejny milion nowych,
    tyle ze na wstępie do książki należałoby zaznaczyć, że to sposoby, które nie działają. Wielokrotnie wypróbowane.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ortolann 21.06.19, 11:32
    Ja tego podejścia próbowałam w sotsunku do mojej mamy i u mnie to zadziałało. Widzę kiedy ona gryzie się w język i poprostu nie mówi czegoś, bo wie, że ją ofuknę.
    A to jest matnia, w którą same się wciągnęły, bez dwóch zdań. Babcia, zapewne zrobiła w przeszłości to samo swojej córce, co teraz ona próbuje zrobić Ratttaattahatcie.
    Zastanawiające jest jak często kobiety potrafią stworzyć samym sobie tak strasznie opresyjne I to w gruncie rzeczy najczęściej po to, żeby zachować jakieś pozory, pielęgnować jakiś mit. I myślę, że one też cierpią. Miotanie się w takich emocjach, wpadanie w takie wysokie tony z powodu głupstw jest męczące i powoduje cierpienie. Chciałabym kiedyś dowiedzieć się jak można pomagać im samym. Czasem się nie da pomóc, ale czasem pewnie są przypadki do uratowania.


    --
    [url=http://smayliki.ru/smilie-1038114855.html][img]http://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif[/img][/url]
  • ola_dom 21.06.19, 21:00
    ortolann napisała:

    > Ja tego podejścia próbowałam w sotsunku do mojej mamy i u mnie to zadziałało.

    Masz rację, trochę zgeneralizowałam. Co by nie było - nasze matki mają jednak różny poziom toksyny i na niektóre czasem da się znaleźć jakiś sposób.
    Na moją pomogło dopiero zawieszenie kontaktu. I to dopiero drugie, roczne. Pierwsze - dwumiesięczne - nie zadziałało w zasadzie w ogóle.
    A dopiero rok, czyli święta jedne i drugie, urodziny, imieniny - sprawiły, że mama nauczyła się zachowywać w miarę poprawnie i możliwy jest z nią kontakt. Kontakt, nie relacja. Ale to i tak nieźle.
    Ale mam świadomość, że są przypadki, kiedy jedynym wyjściem jest całkowity brak kontaktów i trzeba to zrobić, żeby ratować siebie. I że ulga w tym przypadku absolutnie przewyższa ewentualne poczucie winy - o ile w ogóle się ono pojawia.

    Generalnie jestem zdania, że podejmując decyzję o zerwaniu, zawieszeniu i nowej formie kontaktów trzeba być tak egoistycznym, jak się da - czyli brać pod uwagę tylko to, co dla nas samych będzie najlepsze, najwygodniejsze i najłatwiejsze do udźwignięcia. To jest ten pierwszy w życiu moment, kiedy mamy pomyśleć O SOBIE. Po tych wszystkich latach myślenia o mamusi, jej uczuciach i zranieniu.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • zuzi.1 06.07.19, 00:26
    Obie panie są psychicznie chore i stąd ich zachowania. Im się nie da pomoc.
  • zuzi.1 06.07.19, 01:39
    Do poczytania:narcystycznirodzice.blogspot.com/?m=1
  • lumeria 20.06.19, 23:55
    71 tosiu,

    OK, co Ty byś zrobiła, gdyby matka chciała Cie klepać po twarzy? Mówisz jej, żeby tego nie robiła. Dalej Cie klepie po twarzy. Proszę nie rób. Ona tak chce. Nie rób bo mnie to boli, jest dla mnie nieprzyjemne. Nie, ona tak z serdeczności. A mnie sprawia przykrość i ból, przestań. Ona musi poklepać. Ale mamo to MNIE BOLI! E, wygłupiasz się, co tam Cie boli. Wróciłam od dentysty, boli mnie, nie rób tego. Poklepie cie, zobaczysz jak fajnie. NIE, ODEJDŹ ODE MNIE. Oj, tam, ja tylko Cie troszkę poklepie. Odpychasz jej ręce, ona dalej je wyciąga by Cie klepać.

    Jak wtedy byś zareagowała?
  • 71tosia 21.06.19, 00:37
    ignoruje twoje bredzenie i wchodzę ;-)
  • lumeria 21.06.19, 00:43
    Dlaczego myślisz, ze bredzę? To autentyczna sytuacja z mojego życia. Nie tylko mojego, ale życia brata, bo oboje przerobiliśmy wiele rund tego scenariusza.

    Ani on ani ja nie znaleźliśmy rozwiązania, i widzę, ze ty tosiu także zostałaś pokonana. Smutne, nie?
  • ola_dom 21.06.19, 07:34
    lumeria napisała:

    > Dlaczego myślisz, ze bredzę? To autentyczna sytuacja z mojego życia.

    E tam, autentyczna. Tosia dobrze wie, że wszystkie mamy bujną wyobraźnię i zdolność do wymyślania bredni, a i tak na każdą z nich szybko znajdzie skuteczną odpowiedź w internetach. U niedomorosłych specjalistów.

    Z jednej strony myślę, że Tosia naprawdę ma szczęście, że nie umie sobie nawet wyobrazić podobnych sytuacji, bo się z nimi nie zetknęła i nie mieszczą się one w jej pojmowaniu, ale zaraz potem przychodzi myśl, że taka zajadłość i upór, jaki prezentuje, sugerują raczej potężne wyparcie (o, to kolejne słowo, które znam).


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • eukaliptusy 21.06.19, 02:46
    Lumeria co za koszmar. Współczuję ci.
    Zezłościłam się samym czytaniem o tym zachowaniu.
    Jak to się zazwyczaj kończyło?
    Czy ona dążyła do eskalacji i awantury?
  • lumeria 21.06.19, 16:56
    Dziękuje eukaliptusy.

    Jak się kończyło? Strasznym poczuciem bycia publicznie zgwałconym.

    Pamiętam brata zastygniętego w slup, z matka z łapskami na jego twarzy. Twarzy wykręconej gniewem, rozpacza i bezsilnością. To była jego strategia.

    Ja perswadowałam, błagałam, przeganiałam, odpychałam łapska. Bez rezultatu. Zazwyczaj dopadała mnie wreszcie jak miałam zajęte ręce, czy jakoś się pochylałam, znienacka. To było straszne poczucie bycia naruszona, zgwałcona. Ogromny zal, gniew, ból.

    I o to matce chodziło, o upokorzenie, o postawienie na swoim - po trupach. Po takim czymś i brat i ja byliśmy rozgoryczeni, podrażnieni, wściekli.

    A mamusia mogla mówić - ale o co ci chodzi? Ja cie tylko po buzi pogłaskałam! Po co szalejesz, po co się wściekasz? Brednie gadasz!

    Czyli taka sama dynamika jak u Ratamaty - pierw naruszanie granic, nasz protest, a potem mamusia mówi - ale przecież nic się nie stało, o co ci chodzi? To jest klasyczne robienie wody z mózgu.





  • sirella 21.06.19, 09:49
    Do takich osób(w tym rodziców) docierają tylko krótkie konkretne słowa, typu "spier..laj" ostro i zdecydowanie i zagrożenie użyciem siły fizycznej. Na ogół tacy molestowacze-przemocowcy wychowują sobie grzeczne dzieci ktore nie umieją się obronić i oni WIEDZĄ, że dziecko im nie odwinie z liścia.
    Natomiast wybór zostaje jeden - czy chce się tkwić przy przemocowcu i samemu przemoc stosować by go zastopować, czy jednak zdrowiej się odwinąć na pięcie i pożegnać ze złudzeniami posiadania kogoś Bliskiego w rodzinie.
  • lumeria 21.06.19, 15:45
    Dlatego tez osoby tego pokroju bardzo wyczute są na kontekst socjalny. Powyższe sceny z moja matka zawsze działy się w miejscach publicznych. Np. międzynarodowym lotnisku. Jak myślisz skończyło by się to dla brata (190cm) gdyby uderzył matkę (160, 70 lat) - przy kamerach, policji i inwigilacji?

    Seniorki Ratymaty sceny urządzają w miejscu kameralnym, gdzie nie ma świadków, którzy by się za głowy złapali i od razu wyrazili przerażenie i oburzenie ich zachowaniu?
  • mrs.solis 25.06.19, 22:31
    lumeria napisała:

    > Dlatego tez osoby tego pokroju bardzo wyczute są na kontekst socjalny. Powyższ
    > e sceny z moja matka zawsze działy się w miejscach publicznych.

    Powiem szczerze, ze twoj post o klepaniu po twarzy az mi podniosl cisnienie. Mam pytanie, a gdyby brat na tym lotnisku wrzasnal na matke i powiedzial jej tak zeby wszyscy slyszeli "przestan mnie bic po twarzy" albo cokolwiek zeby zwrocic uwage ludzi na to co ona robi. Tez by nie zadzialalo?




    --
    [URL=http://smayliki.ru/smilie-1038262695.html][IMG]http://s17.rimg.info/94f1aa849ae7d6fc1cd7782d5aa29dac.gif[/IMG][/URL]
  • ratamatahatta 21.06.19, 09:36
    Tak sobie myslę, że jak to dobrze, że jest taki wątek:) Że jest internet, do którego można zajrzeć i poszukac informacji. Są książki o takich relacjach jak nasze. Szkoda mi tylko, że kiedy byłam dzieckiem a potem dorastającą pannicą nie było tego wszystkiego (tzn może były książki ale kto to wiedział, jak je znaleźć). Byłam całkowicie bezradna, nie wiedziałam co się dzieje. Jedynym moim źródłem informacji na temat tego co się ze mną dzieje była... mama i babcia. Które przez całe dzieciństwo wmawiały mi, że jestem chora albo nawiedzona a już na pewno zła. Rówieśników poradzić się nei mogłam, bo zabiłyby mnie wyrzuty sumienia, że mówię źle o matce. Zresztą nie miałam przyjaciół, nikt nie lubiał tej dziwnej sztywniary. Pamiętam, że wtedy postanowiłam pójść do pedagoga szkolnego, którego poradę dla mnie z litości pominę... A potem zadzwoniłam na jakiś telefon zaufania dla młodzieży, ale chyba niezbyt zgrabnie sformułowałam swój problem bo usłyszałam tylko: "dziecko, mama na pewno się o ciebie troszczy, jak kazdy rodzić i dla tego ci nie pozwala wychodzić, bo cię kocha i się na pewno o ciebie martwi". Tyle było z moich poszukiwań odpowiedzi na pytanie co się dzieje. Dobrze, że już mam inne możliwośći :)
  • ortolann 21.06.19, 12:37
    Ja mam poczucie straconej młodości, choć, jak mówię, nie było u mnie chyba aż tak, jak u Ciebie. Ale jak patrzę na siebie z tamtych lat, to byłam jak ofiara węża - sparaliżowana strachem, w piekle nieśmiałości, przekonana, że zawsze mówię i robię coś tragicznie nie tak, nieodpowiednio, nieadekwatnie do sytuacji.
    Odbija się to w dorosłym życiu, staram się jak mogę radzić sobie, ale czasem brakuje mi narzędzi.
    Szukaj dla siebie pomocy, trzymam za Ciebie kciuki.

    --
    [url=http://smayliki.ru/smilie-1038114855.html][img]http://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif[/img][/url]
  • ratamatahatta 21.06.19, 12:51
    Dzięki, ja równiez trzymam za Cibie kciuki:) Stracona młodość- dokładnie to samo czuję. Najpiękniejsze lata życia, poznawanie świata, rozwijanie się, potem wchodzenie w dorosłość, to wszystko stracone. Żal jest mi tego nieamowicie. W ostatniej rozmowie telefonicznej mama stwierdziła, że te nieszczęsne włosy to ściełam dla tego, że mam do niej żal, bo- cytuję- "coś tam ci kiedyś może w młodości zabroniłam". Tak, tak właśnie podsumowała moją straconą młodość mama: "coś tam mi może zabroniła".
  • sorvina 23.06.19, 22:16
    ratamatahatta napisała:

    > Tak sobie myslę, że jak to dobrze, że jest taki wątek:)

    Myślę, że ten wątek się bardzo fajnie rozwinął :) Wiele osób z podobnymi zaborczymi/przemocowymi rodzicami, może tutaj znaleźć inspiracje dla siebie. Twój przykład Ratamatahatta, droga jaką przeszłość w sumie w krótkim czasie, też jest budująca.

    Nawet Tosia występująca w roli obrońcy dysfunkcyjnego systemu spełniła rolę katalizatora do dyskusji, w której można znaleźć argumenty dla własnych latających małp czy też wewnętrznego krytyka.

    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • eukaliptusy 23.06.19, 23:25
    Jak w dobrej terapii grupowej, Tosia jako czarna owca się grupie przydała na wiele sposobów. Ale niestety nie wytrzymała konfrontacji z niewygodną rzeczywistością i nie chcąc ryzykować trwałości systemu zaprzeczeń w końcu z wątku uciekła. A tyle by mogła skorzystać...

  • enith 22.06.19, 18:38
    Wspomniałaś, że kilka takich jazd matki i babki nagrałaś po to, żeby mieć dla siebie dowód, że sobie tych awantur nie wymyśliłaś. Czy odtworzyłaś którekolwiek z tych nagrań u swojego terapeuty z prośbą o ich ocenę? Może warto ten krok rozważyć, skoro po każdej awanturze tak bardzo jesteś skołowana, że nie tylko nie widzisz siebie jako ofiary dwóch chorych psychicznie kobiet (bo że obie są zaburzone, i to poważnie, to wiedzą tu chyba wszyscy), ale wręcz wciąż rozważasz, czy mogłaś zrobić coś inaczej, żeby uniknąć eskalacji konfliktu. Wciąż masz nadzieję, że można stosunki z obiema ułożyć inaczej. I ta nadzieja, płonna oczywiście, powstrzymuje cię przed podjęciem poważniejszych decyzji mających na celu chronienie SIEBIE: zawiesić kontakty z obiema do czasu, aż nabierzesz wewnętrznej siły, by stawić im czoło i zawalczyć o SIEBIE, SWOJE życie i SWOJE szczęście.
  • ratamatahatta 22.06.19, 20:41
    Czy odtworzyłaś którekolwiek z tych nagrań u swojego terapeuty z prośbą o ich ocenę?

    Chciałam pokazać mojej terapeutcę jedno nagranie ale ona nie godziła się, bo to ponoć narusza dobra osób, które są tam nagrane a nie wyraziły zgody na to :/

    Narazie mama nie dzwoni ani ja też nie zamierzam, mam nadzieję, że jak najdłużej, bo nie wiem czy starczy mi sił na kolejne starcie:/ Marzę o tym, żeby się już nie odezwała, chociaż wiem, że to płonne nadzieje.
  • eukaliptusy 22.06.19, 21:15
    Wiesz, ze możesz po prostu zablokować jej numer w telefonie?
  • ola_dom 22.06.19, 21:15
    ratamatahatta napisała:

    > Marzę o tym, żeby się już nie odezwała, chociaż wiem, że to płonne nadzieje.

    Domyślam się, że przerwanie rozmowy z mamą jest poza Twoimi możliwościami?
    Ale pamiętaj, że to jest możliwe i MOŻESZ to zrobić. Możesz powiedzieć - jeśli mama zacznie Cię obrażać i oskarżać - że nie chcesz i nie będziesz rozmawiać w taki sposób, i żeby zadzwoniła, kiedy będzie w stanie porozmawiać normalnie. Nawet jeśli zakończenie rozmowy bez tłumaczenia się wydaje Cię ponad siły, to warto pamiętać, że jest taka możliwość - ludzie tak czasem robią.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ratamatahatta 22.06.19, 22:05
    Akurat zakończenie rozmowy jest dla mnie wykonalne, zrobiłam tak kilka razy:) Między innymi ostatnią rozmowę przerwałam i wyłączyłam się. Jednak spodziewam się, że mama będzie chciała ten kontakt prędzej czy później odnowić, a co za tym idzie obarczyć mnie jeszcze kilkoma "przewinieniami". A jeśłi nawet już jakimś cudem zadzwoni, żeby się pojednać i ugryzie się w język, to i tak istnieje to zagrożenie, że kiedyś znowu coś je rozjuszy. Nie podoba mi się nawet samo to napięcie, że może tak być i pewnie za chwile znowu coś...Nie podoba mi się też mój stres przy podejmowaniu jakichkolwiek decyzji, od ścięcia włosów po ważne decyzje życiowe, że może nie powinnam, może jednak zrezygnuję... A co by mama mi doradziła.... Mam tego już na prawdę serdecznie dość! Dla tego zamiast sporadycznych kontaktów wolałabym mieć tę pewność już dziś, że nie ma zagrożenia bo i nie ma kontaktu. Wcale. Ale na razie jeszcze daję sobie czas i nei decyduję nic ostatecznie.
  • ola_dom 23.06.19, 10:10
    ratamatahatta napisała:

    > Akurat zakończenie rozmowy jest dla mnie wykonalne, zrobiłam tak kilka razy:)
    > Między innymi ostatnią rozmowę przerwałam i wyłączyłam się.

    A to jest bardzo dobra wiadomość na początek :). Dla wielu osób jest to niewykonalne, obraza matki w takiej sytuacji wydaje się straszniejsza od wszystkiego. A Ty to umiesz i robisz - to bardzo dużo, naprawdę.

    > Jednak spodziewamsię, że mama będzie chciała ten kontakt prędzej czy
    > później odnowić, a co za tym idzie obarczyć mnie jeszcze kilkoma "przewinieniami".

    No ale przecież i tak cały czas to robi. I tak zawsze będzie rozczarowana i niezadowolona. Więc może "zrób sobie wolne" i pozwól sobie zasłużyć na jej niezadowolenie - celowo i świadomie. Tzn. - robisz mniej więcej to samo, co zwykle, mamusia jest tak samo niezadowolona, jak zwykle - ale Ty już dobrze wiesz, ze tak będzie i robisz to świadomie - bez poczucia i nadziei, że może tym razem mama Cię pochwali albo przynajmniej zaakceptuje Twój wybór.


    > A jeśłi nawet już jakimś cudem zadzwoni, żeby się pojednać i ugryzie się w język,
    > to i tak istnieje to zagrożenie, że kiedyś znowu coś je rozjuszy.
    > Nie podoba mi się nawet samo to napięcie, że może tak być i pewnie za chwile znowu coś...

    Ale ZAWSZE istnieje to zagrożenie. Niezależnie od tego, co zrobisz. Napięcia można się pozbyć, a przynajmniej zredukować - to już bardzo dużo.
    Ogromnie boisz się ją rozczarować. Dlaczego? Przecież ona i tak stale będzie rozczarowana, niezależnie od tego, co zrobisz. Bo jej NIE ZALEŻY, żebyś ją zadowoliła. Pozbawiłaby się wtedy najsilniejszej władzy nad Tobą. I myślisz, że sama wytrąciłaby sobie taką moc z ręki? Głupia nie jest. Ona chce być niezadowolona i mieć okazje okazywać Ci to niezadowolenie.
    Ale Ty możesz jej tę moc odebrać - z góry wiesz, że będzie niezadowolona i nie spodziewasz się niczego innego.

    Możesz zrobić taki trening - robisz coś, o czym wiesz, że na pewno mamę zdenerwuje i obserwujesz, jak bardzo tym razem jest wściekła ;). W zasadzie dzieje się to samo, co zawsze, ale zamiast z niepokojem obserwować, jak Cię to dotyka, przyglądasz się, w jakim stopniu ją to wkurzyło.

    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • sirella 22.06.19, 21:58
    jesteś dorosła, możesz sama po prostu nie odebrać niechcianego telefonu. na razie ustawiasz się ciągle w pozie ofiary, która MUSI robić i reagować na to co wymyśli matka i babka. Uświadom sobie że nie musisz, i że ty możesz dowolnie decydować czy z nimi gadasz czy nie. Możesz nie odebrać wcale, możesz też odebrać i na po kilku zdaniach gadania matki powiedzieć tylko "aha, no to cześć muszę konczyć" i odłożyć słuchawkę nie czekając na dalszy ciąg. Po to bozia dała wolną wolę by ją używać, więc zacznij.
  • ratamatahatta 22.06.19, 22:08
    Wiem, to moje ciągłe kombinowanie jak tu się wywinąć, żeby nazbierać jak najmniej "win" ;p Każda przerwana rozmowa, nieodebrany telefon t przecież dodatkowe przewinienie, zawsze kombinowałam, żeby spadało ich na mnie jak najmniej;p Obecnie kombinuję tak, żeby nie spadło na mnie już nic z ich wyrzygowin.
  • sirella 22.06.19, 22:40
    po prostu trzeba podjąć WŁASNĄ DECYCJĘ wewnętrzną, że nie odbierzsz, ucinasz, nie słuchasz, nie otwierasz w ogóle umysłu na to co mówią. Ot, ktoś tam w tle z płyty odtwarza jakąś piosenkę po chińsku, a ty właśnie masz inną robotę więc skupiasz się na swoich sprawach a ten chiński to tam wpadnie jednym uchem a drugim wyleci, obcy język, nie masz potrzeby się wsłuchiwac w coś czego nie rozumiesz ani w ząb.
  • sirella 22.06.19, 19:29
    dobrewiadomosci.net.pl/29186-przestan-na-sile-dawac-swoja-milosc-tym-ktorzy-nie-sa-gotowi-zeby-cie-kochac/?fbclid=IwAR2iiwUbHmvd9SI5v5_K977i7BJ9Iys5tAmfqT-iMEpkEkwuJmV-AyWJP7w
  • ratamatahatta 22.06.19, 21:55
    dzięki! Bardzo mądre i smutne. Ale mądre :)
  • eliksir_czarodziejski 22.06.19, 20:18
    Ratamatahatta, to dla Ciebie Kochana, trzymaj się🤗

    m.youtube.com/watch?v=NZGR_ByHrB8
  • ratamatahatta 22.06.19, 21:54
    Dziękuję, na pewno zerknę:) Od długiego czasu przeglądam w internecie mnóstwo filmików, artykułów nt. toksycznych, nadopiekuńczych matek. Wszystko się zgadza, jestem aż podręcznikowym przykładem :)
  • sirella 22.06.19, 21:59
    ebd.cda.pl/400x244/136940449

    piękny film około tematu w sumie
  • sirella 22.06.19, 22:00
    wg książki Dom na placu Waszyngtona - Henry James
  • sirella 23.06.19, 17:56
    www.youtube.com/watch?v=a4S2yK5Msj4&t=10s




  • madi138 25.06.19, 01:02
    Ja polecam serie audycji 'Nocne swiatla' z radia plus, a w temacie konkretnie ta:
    www.youtube.com/watch?v=azSnB2BeOu4&t=27s

    Temat watku jest wlasnie u mnie na tapecie, ale bardziej z powodu tesciow. Wieczna presja, kontrola, proby sprostania ich oczekiwaniom i cykliczne afery o drobiazgi. I zawsze wszystko bylo moja wina, zniszczylam ich rodzine, za malo sie staram, jestem nie taka, itp. Oboje z mezem skakalismy, jak tresowane pieski starajac sie zasluzyc na ich aprobate, a usta zamykano nam argumentami o idealnej rodzinie i ze to wszystko przeciez z milosci. A jak ktos cie krzywdzi, ale tez tak bardzo kocha, to jak mozesz stawiac mu granice!?
    Maz przyplacil to uzaleznieniem i nerwica, a ja depresja. W koncu po 14-tu latach wygarnal im wszystko i trzasnal drzwiami. Kontakty zawieszone od roku, a do mnie z cala moca dociera, jak bardzo dalam sie uwiklac w te toksyczna relacje i to nawet nie z wlasnymi rodzicami, a teoretycznie obcymi ludzmi. I ze nie wazne jaka bylam i co robilam/nie robilam- wynik tej gry byl z gory ustalony, tylko ja o tym nie wiedzialam. Chodzilo o kontrole i zaspokajanie swoich potrzeb emocjonalnych naszym kosztem. Ja dodatkowo bylam kozlem ofiarnym, ktorego mozna bylo obwinic za wlasne bledy i na ktorym, co jakis czas mozna bylo sie wyladowac.
    A teraz jest ciezko, bo te rozterki i kwestionowanie wlasnych uczuc wciaz powracaja. Bo przeciez moze moglam coz zrobic, bo przeciez oni wcale nie chcieli zle, bo kazdy ma prawo do bledow. Do tego trzeba sie zmierzyc z samotnoscia, bo nagle nie ma z kim spedzic np. swiat, jak do tej pory i czlowiek znow czuje sie jak odmieniec i ze cos z nim nie tak. Ale jednoczesnie czuje, ze ten process zasklepiania wlasnej tozsamosci i hodowania poczucia wlasnej wartosci trwa w najlepsze i nie da sie sie juz go powstzymac. Nie ma powrotu do tego co bylo i nie bylabym juz w stanie pozwolic im sie tak traktowac. Nie wiem co dalej, ale siedze sobie tu i teraz i poczekam, co sie wydarzy. Nic na sile- a dojscie do tego to juz bardzo wiele, jak sadze :)
  • marsylvik 27.06.19, 23:21
    Wiesz co ja uważam za najgorsze w tej całej Twojej historii z rodziną?
    Gaslighting.
    Ale to tylko dlatego, że sama go doświadczyłam. Jakbym tylko o tym poczytała, to nadal nie miałabym pojęcia co to tak naprawdę jest.
    Jeśli to słowo nic Ci nie mówi (a nie musi) to serdecznie polecam przeszukanie internetu.

    Jak Ci się pogoją rany po gaslighting'u to już będzie z górki, a wszystko stanie się łatwiejsze. Wiem po sobie :)
  • alba27 28.06.19, 13:31
    Przeczytałam całość. Przede wszystkim gratuluję, kawał dobrej roboty za Tobą. Nie myśl o straconej młodości, liczy się to co jest teraz. Mogłaś powielać zachowanie mamy i babci a Ty To przerwalas. Czytałam i miałam ochotę Cię przytulić i wyścickac mocno z głębi serca. Pamietam ulgę która poczułam uwalniając się emocjonalnie od toksycznej matki a potem męża. Wiem czym jest poczucie winy, ktore spać nie daje po nocach. Teraz jestem innym czlowiekiem, ale trwało to kilka lat.
    Tak mi przeszlo jeszcze przemysł, tyle słyszy się o tym, że homoseksualisci nie powinni wychowywać dzieci a tymczasem dwie najbliższe osoby potrafią tak zniszczyć komuś psychikę.
    Nie chcesz odnowić kontaktu z tatą? Może chciał mieć z Tobą kontakt, ale mama czy babcia mu to uniemozliwialy? Mój tata ma córkę z 1 małżeństwa. Przez wiele lat nie miał z nią kontaktu. Kontakt się odnowił kiedy ja zaczęłam mieć z nią bliższą relację i widziałam radość taty, przez te wszystkie lata o niej myślał, ale jego ex powiedziała dziecku że tata nie żyje, moja mama też byla przeciwna ich kontaktom
    Do tego odległość 450km robiła swoje, ale to było 40 lat temu.
    Polecam też posłuchać Magdaleny Szpilki, dużo mówi o takich relacjach.
  • ratamatahatta 01.07.19, 18:28
    Czytałam o gaslightingu, bardzo pasuje do tego, co się u mnie działo :/
  • mlaskotow66 29.06.19, 20:31
    Ciesze się, ze ten watek powstal. Pomaga w jakims stopniu zrozumiec relacje z narcystycznymi rodzicami. Inteligentnie ujęty, przyznam, ze momentami nie mogłam się powstrzymać od smiechu i lez (ze smiechu). Te absurdy, z którymi tez mam do czynienia przez cale zycie. Doszłam do wniosku, ze koniecznie kontakt trzeba ograniczyć, tylko ze te narcystyczne macki matek potrafią siegnac nawet na potezna odleglosc. Ta niekonczaca się zawisc o wszystko, o to ze masz lepiej, bo przecież nie możesz mieć lepiej. Masz mieć gorzej. Te zlosliwosci. Tak się nie da. Tez mam poczucie straconej mlodosci, ze cos ważnego mnie ominelo. Do autorki: w jaki sposób udało Ci się wyprowadzić z domu i zamieszkac z chłopakiem bez wywolania tego narcystycznego teatru ze strony domownikow? Ja kiedy poznaje kogos nowego, to odnoszę wrazenie, ze matka jest ciagle w tle. Jest wscibska, kontrolujaca. Niby chce mojego szczescia, ale cos tu nie gra. Nie potrafie rozgryźć w czym jest problem. Nie chce się z nia dzielic ta sfera prywatnosci. Nie chce się z nia dzielic szczęściem, jeśli czuje, ze z danej relacji może cos wyjsc. To jest mój problem, który od zawsze jest obecny w stos. do niej. Czuje, ze w jakims stopniu nie panuje nad swoim zyciem uczuciowym. Ze gdyby nie matka to sprawy uczuciowe ukladalyby mi się prosciej. Ojciec jest również narcystyczny, ale z jego strony nie odczuwam takiego osaczenia. Rozmawialam o tym z psychologiem, ale moim zdaniem chyba nie do końca zrozumial o co mi chodzi. Powodzenia wszystkim zmagajacym sie z narcystycznymi rodzicami!
  • ratamatahatta 01.07.19, 18:37
    Jesłi chodzi o relacje z facetami u mnie to było to wszystko bardzo dziwne, bo mama z babcią zawsze bardzo mocno to kontrolowały, kilka lat temu miałam chłopaka, w którym byłam bardzo zakochana i one to widziały i chyba dla tego codziennie terroryzowały mnie gadką jaki to on jest beznadziejny, że nosi okulary, że blady, że niski, że kiepski itd. Zauważyłam, że jak się nei wypowiadałam o swoim partnerze dobrze, nie zdradzałam, że jestem zakochana to jakby mniej się wtrącały. Do dwóch moich partnerów z wczesnej młodości miały jakąś słabość i mimo, że ja już nie byłam zainteresowana związkiem (jak to młoda osoba, zmienia się i ma prawo) to one naciskały, żebym z nimnie kończyła, bo to taki fajny chłopak (co z tego, że chory na otyłość, ale jaki miły dla mamy i babci..). To było najgorsze. Stwierdziłam, że po prostu mowię im jak najmniej. O tym moim teraźniejszym patnerze wiedzą tylko i wyłącznie podstawowe fakty. Udaję prze nimi, że jest nudno, nic się nie dzieje, żeby nie dawać im pożywki do paplaniny.
  • ratamatahatta 01.07.19, 18:51
    aha i też wydaje mi się, że moja psycholog nie była w stani emi pomóc. Dziś przerwałam u niej terapię, po tym co powiedziała uznałam, że nasze poglądy rozmijają się. A mianowicie stwierdziła że ona nie jest od nazywania i rozsądzania tego co się u mnie w domu przez całe dzieciństwo działo i dzieje nadal, że ona może mi pomóc np. "lepiej się zachować" kiedy mama z babcią następnym razem zaczną swój teatrzyk (czyli chyba chodziło o rady typu bądź bardziej asertywna, jak się domyślam, ale już nawet nie chciałam pytać..). Poprosiłam ją o wyjasnienei co by zrobiła w hipotetycznej sytuacji kieedy przychodzi do niej kobieta regularnie bita przez męża. Lub gwałcona. Czy wtedy też stroniłaby od nazwania rzeczy po imieniu. I jej odpowiedź sprawiła, że nie miałam już ochoty na dalszą terapię, mianowicie powiedziała, że musiałaby brać pod uwage także odpowiedzialność ofiary (cokolwiek to jest) oraz przyjrzeć się zdarzeniu w kontekscie dialogu między tymi osobami. Kiedy spytałam o jakim dialogu mówi, kiedy osoba silniejsza bije słabszą. Stwierdziła, że bicie samo w sobie nie jest dialogiem, ale jest na tle dialogu i trzeba by się przyjrzeć jaki był wcześniej dialogu pomiędzy tymi osobami. Ciekawe czy badałaby też dialog pomiędzy gwałcicielem a ofiara gwałtu, przecież może ofiara przemawiała do gwałciciela np swoim kusym strojem... Wkurzyłam się. Jakoś mi nie po drodze z taką terapią...
    Szczerze mówiąc dużo więcej dało mi to forum i Wasze historie oraz fimiki na youtubie (właśnie wspomnianej gdzieś M. Szpilki) niż rozmowa z tą panią.
  • ola_dom 01.07.19, 19:13
    ratamatahatta napisała:

    > aha i też wydaje mi się, że moja psycholog nie była w stanie mi pomóc.
    > Dziś przerwałam u niej terapię,stwierdziła że ona nie jest od nazywania
    > i rozsądzania tego co się u mnie w domu przez całe dzieciństwo działo i dzieje nadal,
    > że ona może mi pomóc np. "lepiej się zachować" kiedy mama z babcią
    > następnym razem zaczną swój teatrzyk
    > powiedziała, że musiałaby brać pod uwage także odpowiedzialność ofiary
    > (cokolwiek to jest) oraz przyjrzeć się zdarzeniu w kontekscie dialogu między tymi osobami.
    > Wkurzyłam się. Jakoś mi nie po drodze z taką terapią...

    O matko, a co to za "terapełtka"??? Możesz zdradzić, czy prywatnie, czy NFZ i w jakim mieście/ośrodku?

    Ale powiem Ci, że fakt, że umiałaś obiektywnie i zdrowo ocenić zachowanie terapeutki już świadczy o tym, że niemało osiągnęłaś. Inne osoby w podobnej do Twojej sytuacji położyłyby uszy po sobie i w pokorze "uczyły się", jak "lepiej rozmawiać z oprawcą".
    Brawo.

    Jesteś z Warszawy?

    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ratamatahatta 01.07.19, 23:05
    nie, mniejsze miasto, ale nei będę mówić. Terapeutka prywatnie, stracone 8 wizyt:/ No nic, szukam kogoś innego :)
  • ola_dom 02.07.19, 09:24
    ratamatahatta napisała:

    > nie, mniejsze miasto, ale nei będę mówić. Terapeutka prywatnie, stracone 8 wizyt:/

    Jasne, rozumiem. W mniejszym mieście trudniej o anonimowość.
    O Warszawę pytałam, bo tu mogłabym polecić przynajmniej 2 osoby, które mnie samej pomogły i na pewno nie gadałyby takich bzdur, jak tamta, do której chodziłaś.
    Ale nie myśl, że to stracone wizyty. Wiadomo, że lepiej byłoby od razu trafić na fachowca i załatwić przez ten czas to i owo - ale już to, że umiałaś ocenić, że terapeutka się nie nadaje, miałaś odwagę się na nią zezłościć i wejść w konfrontację - to naprawdę dużo. Kolejna lekcja i cenne doświadczenie.



    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • mlaskotow66 01.07.19, 23:11
    Dzieki za odniesienie sie do mojego pytania. Do przemyslenia.
    "Ale powiem Ci, że fakt, że umiałaś obiektywnie i zdrowo ocenić zachowanie terapeutki już świadczy o tym, że niemało osiągnęłaś. Inne osoby w podobnej do Twojej sytuacji położyłyby uszy po sobie i w pokorze "uczyły się", jak "lepiej rozmawiać z oprawcą". - dokladnie. Do tego odwazna, bo nie kazdy zdobylby sie na zadanie wspomnianych pytan. To ze wiele widzisz widac tez juz od pierwszych wpisow.

    Ja po ostatniej klotni z mama wzdrozylam plan wyznaczania wiekszego dystansu. Klotnia wywiazala sie z tego, ze kiedy bylam w zatloczonym miejscu publicznym i na monolog mamy (rozm. tel.) odpowiadalam tylko "acha", nagle zmienila ton i w agresywny sposob poinstruowala mnie, zebym nie odpowiadala "acha" bo co sobie pomysla ludzie stojacy obok mnie. Ze jestem ulomna, bo czlowiek inteligentny nie odpowiada "acha". Zatkalo mnie. Odparlam atak i doszlo do klotni, ale mama sie w miedzyczasie rozlaczyla. Bo tylko jej wolno to zrobic. Od tamtego razu zdarza mi sie nie odbierac telefonow, jesli czuje, ze jest ich za duzo. Paradoksalnie nawet taki krok pozwala bardziej panowac nad swoim zyciem. To sie odczuwa.

    Podobno, wbrew pozorom nie kazdy psycholog dobrze sie orientuje w kwestii narcystycznych rodzicow i stad nie wie jak pomoc. Podobno. W celu doksztalcania sie w tym temacie korzystam tez z materialow (YT) pewnej pani, ktora intensywnie zajmuje sie narcyzmem, miedzy innymi tematem dzieci narcystycznych rodzicow, dynamiką panującą w tego typu rodzinach. Tylko materialy nie sa po polsku. Gdyby ktos byl zainteresowany, podam wiecej informacji.
  • ratamatahatta 01.07.19, 23:21
    podaj, z chęcią zerknę. Ta terapeutka chyba faktycznie nie była za bardzo poinformowana co do tematu bo nie słyszała nawet o książce Bradshowa "Powrót do twojego wewnętrznego domu" oraz nie wiedziała co to jest terapia wewnętrznego dziecka.
  • tt-tka