Dodaj do ulubionych

poczucie winy w związku ze stawianiem granic

26.07.19, 13:47
Na prośbę jednej z użytkowniczek forum, oraz żeby innym było łatwiej znaleźć, wydzielam temat:

Jak poradzić sobie z poczuciem winy, kiedy bliskiej osobie stawiamy granice, przeciwstawiamy się bądź nawet zrywamy kontakt?

Na moim przykładzie: byłam wychowywana przez bardzo nadopiekuńcze i nerwowe mamę i babcie, nie dane mi było odseparować się psychicznie, nawet gdy byłam już po 30stce i mieszkałam już osobno, mama z babcią ciągle próbowały mnie zdominować i raczyły awanturami o to, co robię nie po ich myśli, lękami jakie niebezpieczeństwa na mnie czyhają itp. Być może u osoby o silnej konstrukcji psychicznej wywołaloby to jedynie śmiech i sprzeciw, ale ja byłam takimi histeriami i strachami raczona od dziecka, więc mnei to bolało. Postanowiłam zerwać kontakt, napisałam mamie smsa że nie chcę się spotykać, skrzywdziły mnie, potem przez telefon próbowałam wytłumaczyć co robiły źle, ale mama nie rozumie, twierdzi, że potraktowałam ją jak najgorszą matkę-jędzę a ona się tak starała. Powiedziałam, że może przyjdzie czas, że będę chciała się spotkać, ale teraz na pewno nie. Czuję się źle, tym bardziej, że większość chwil z mamą i babcią byla jednak dobra (nawet jeśli tylko na ich zasadach, to jednak) oraz one to robiły nieświadomie, nie było to jakieś znęcanie się z premedytacją, wynikało z ich nadmiernej lękliwości, chorego pojęcia o miłośći do dziecka (miłość- ubezwłasnowolnienie). Własciwie to im współczuję, bo ledwo sobie radzą w relacjach z innymi, choć się starają. No i tak ostatecznie- to jednak dwie najbliższe osoby, rodzina. Bardzo bym chciała, żeby nasze relacje ułożyły się jeszcze kiedyś, ale na innych zasadach. Wyrzucam sobie jednak, że tym zerwaniem (nawet jeśli powiedziałam, że nie zrywam do grobowej deski, tylko po prostu na ten moment nie chcę się spotykać) zareagowałam nieadekwatnie. Może był inny sposób, na który nie wpadłam.


Jelsi chcecie piszcie o swoich sytuacjach w których czujecie zalew wyrzutów sumienia, jak sobie radzicie, jak ostatecznie rozwiązujecie takie sytuacje?
Edytor zaawansowany
  • lumeria 26.07.19, 18:56
    Świeży artykuł na ten temat: weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,24958816,tylko-zaloz-czapke-mowi-mama-do-synka-a-synek-ma-32-lata.html

  • lumeria 26.07.19, 19:14
    Jak ostatecznie rozwiązałam sytuacje? Niestety poprzez zaniechania kontaktu z matka. :( Po prostu nie dało się go utrzymać bez ciągłego konfliktu. To znaczy, gdybym była całkowicie matce uległa, to oczywiście konfliktu by nie było. Ale niestety tak nie da się żyć. Z jakiegoś powodu natura dala mi osobny mózg, własne preference, pomysły i potrzeby, nie?

    To wbijanie dziecka w poczucie winy jest jedną z kluczowych metod kontroli używanych przez narcyzów (np. wmawianie nieudaczności, oraz przemoc/sceny są innymi metodami).

    Jesteśmy nauczone, ze mamy czuć się winne, jeśli coś mamusi się nie podoba. Nie musi wcale jej się dziać realna krzywda. No bo nowa fryzura na Twojej głowie nikogo nie krzywdzi. Jeśli ona ryczy, histeryzuje, obraza się, zachowuje się jakby była zaatakowana, skrzywdzona, straumatyzowana - to my czujemy się za to odpowiedzialne i winne. Ale myśmy nic złego nie zrobiły!!! To, ze reakcja matki jest nadmiarowa, nie jest odbiciem realnej krzywdy.

    Tego trzeba się nauczyć. To trudna lekcja.

  • marsylvik 26.07.19, 19:35
    Nie ma łatwej odpowiedzi.
    A raczej jest: terapia.
    Ale nie da się tego poprowadzić na forum, ani ja nie jestem fachowcem. Forum może terapii tylko pomóc, czasem nawet bardzo, ale jej nie zastąpi. To już bardziej pomoże Ci ta książka, którą poleciłam. Zresztą jak już zaczniesz ją czytać (a nawet jej tytuł odpowiada dokładnie na Twoje pytanie!), to będzie też łatwiej rozmawiać, bo pewne oczywistości staną się oczywistościami i dla Ciebie.

    Powiem tylko tyle, że widzę, jak w tej jednej powyższej wypowiedzi traktujesz siebie straszliwie niesprawiedliwie. Pewnie sama na razie tego nie widzisz... Zobacz, jak się męczysz tym, że może zareagowałaś nieadekwatnie na te wszystkie nieadekwatne reakcje ważnych dla Ciebie kobiet. Jak surowo osądzasz siebie w porównaniu do tego, jak je usprawiedliwiasz. To bije po oczach, uszy więdną, robi mi się Ciebie żal i... tak, jak się przyglądam temu co czuję czytając, to nawet się trochę złoszczę na Ciebie. Naprawdę rozumiem wszystkich tych, co wypisują, że nie ma ofiar tylko ochotnicy. Nie uważam tak, ale rozumiem. Bo czuję się teraz taka bezsilna, wiem, że nie potrafię Ci szybko pomóc. Naprawdę bez terapii nie da rady.

    Jedna mi tylko rada na szybko przychodzi do głowy. Z tej książki właśnie. Pamiętaj, że uczucia takie jak strach, złość i poczucie winy przychodzą i odchodzą. Mijają. Zawsze. Wytrzymasz. Tyle razy tę falę poczucia winy przetrzymałaś, tym razem też dasz radę :) Ale to nawet jeśli zadziała to jest doraźne, naprawdę trzeba terapii, żebyś tego niezasłużonego poczucia winy nie musiała przeżywać.
  • pade 02.08.19, 12:37
    Marsylvik, co to za książka?

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • ratamatahatta 26.07.19, 21:32
    lumeria napisała:


    >
    > To wbijanie dziecka w poczucie winy jest jedną z kluczowych metod kontroli używ
    > anych przez narcyzów

    Rozumiem, wbijanie w poczucie winy np z powodu fryzury czy innych niedorzecznych spraw można wytłumaczyć toksycznością ale co kiedy "przewinienie" nie jest już wyimaginowane? Powiedzenie matce że się nie chce jej widzieć bo zrobiła ze mnie kalekę życiową jest już czymś, co może realnei zranić.
  • sorvina 26.07.19, 22:19
    Krzywda to jest zadanie komuś niezawinionego cierpienia. Jeśli obe ponoszą konsekwencje tego jak Cię traktowały przez lata to ok może być trudne/przykre itp ale to nie znaczy, że je krzywdzisz. Czy lepiej by było gdybyś tak jak do tej pory podtrzymywała relacje swoim kosztem? To, że one nie chcą się ani zmienić ani ponosić konsekwencji ich zachowania nie znaczy, że Ty masz to brać na siebie. Jak nie rozumieją co jak i dlaczego , mogą iść na terapię, zrozumieć i się pogodzić. Jak wolą tkwić w swoim niezrozumieniu i poczuciu krzywdy to jest ICH wybór, a nie konsekwencja zerwania kontaktów przez Ciebie.

    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • eliksir_czarodziejski 26.07.19, 22:30
    To że cos matkę zaboli lub nawet zrani nie oznacza że jej robisz krzywdę w moralnym sensie.
  • ratamatahatta 26.07.19, 22:53
    zerwanie kontaktu z własną matką jest niezaprzeczalną winą... to juz nie zrobienie sobie fryzuy, tylko cos co każdy uznałby za krzywdę
  • marsylvik 27.07.19, 06:50
    Naprawdę?
    Niezaprzeczalną? Każdy by uznał?

    Zaprzeczam. Nie uznaję. Wcale nie teoretycznie, tylko naprawdę uważam, że nie ma w tym winy, ani nie uznaję tego za krzywdę, nie wierzę też, że każdy poza mną oceniłby tę sytuację jako krzywdę wobec Twojej matki. I co teraz? Zastanawiam się, czy jest w ogóle pole do jakiejkolwiek dyskusji...
  • verdana 28.07.19, 18:28
    Dziewczyno! Nie jest żadną winą zerwanie kontaktu - i to czasowe, a nie trwałe - ze sprawną fizycznie i intelektualniie matką, osobą nie samotną, bo jest babcia, która usiłuje utrzymywać kontakt wyłącznie na własnych warunkach. Znowu to samo, Twoja matka uznaje, że wszystko, co dzieje się między Wami i jej nie odpowiada, jest Twoją winą, a Ty przyjmujesz nadal jej narrację za jedynie suszną. Otóż nie. Nie ma żadnej winy po stronie osoby, od której wymaga się posłuszeństwa, gdy ta nie chce daleej tkwić w układzie, który wymusza na niej niekorzystne dla niej decyzje i zachowania.
    Terapia i tylko terapia.
  • miedzymorze 27.07.19, 10:12
    >zerwanie kontaktu z własną matką jest niezaprzeczalną winą... to juz nie zrobienie sobie fryzuy, tylko cos co każdy >uznałby za krzywdę

    Nie, bo matki są różne. Przecież nie mówimy o zrywaniu kontaktów z powodu kaprysu, tylko o odcięciu się od złych zachowań, w sytuacji kiedy NIE MA innych środków na ich uniknięcie. Nie masz wpływu na to, jak zachowuje się mama i babcia - masz wpływ tylko na to co robisz. Oczywiście idealnie byłoby gdyby 'to one przestały' ale niestety nie jest to możliwe. Więc stosujesz środki adekwatne do sytuacji, nie nasyłasz na nich płatnych morderców ;> (celowo przesadzam)

    Odpowiadam w nowym wątku na post z poprzedniego:

    Moim skromnym zdaniem poczucie winy jest tylko wtedy, jeśli nie do końca jesteś 'dogadana ze sobą' na to co robisz.
    Czy jeśli np w jakiejś knajpie zjadłaś niedobre jedzenie i potem źle się czułaś, to masz wyrzuty sumienia, że już więcej tam nie chodzisz ?

    Do poczytania polecam bloga zenhabits.net/
    Facet zaczynał z 10 lat temu o nawykach i odgracaniu przestrzeni, teraz pisze o różnych sprawach, wg mnie prosto i pomocnie - jak na zamowienie post o dbaniu o siebie;) Jest po angielsku, ale bardzo prosty język i dobrze się czyta.
    Ilość postów reklamujących własny biznes jest akceptowalna ;D

    pozdr,
    mi
    ps. doświadczeń w tym zakresie nie mam, ale jak chcesz pogadać 1-1 to śmiało pisz na gazetową ;)
  • eukaliptusy 27.07.19, 11:57
    ratamatahatta napisała:

    > zerwanie kontaktu z własną matką jest niezaprzeczalną winą... to juz nie zrobie
    > nie sobie fryzuy, tylko cos co każdy uznałby za krzywdę

    Wiesz, bez kontekstu to można potępić:

    każdą żonę, która odeszła od męża, a on biedak cierpi, nieważne, że ją bił
    każdego szefa, który zwolnił kogoś z pracy i pracownik teraz nie ma z czego żyć, nieważne, ze to był chirurg który operował pijany
    każdego, kto kiedyś kogoś uderzył, nieważne, że w obronie słabszego.
    I tak dalej i tak dalej...


  • ola_dom 28.07.19, 10:21
    eukaliptusy napisał(a):

    > każdą żonę, która odeszła od męża, a on biedak cierpi, nieważne, że ją bił
    > każdego szefa, który zwolnił kogoś z pracy i pracownik teraz nie ma z czego żyć,
    > nieważne, ze to był chirurg który operował pijany
    > każdego, kto kiedyś kogoś uderzył, nieważne, że w obronie słabszego.
    > I tak dalej i tak dalej...

    I jeszcze drastyczniej - czy Natascha Kampusch, ofiara Wolfganga Priklopila, także powinna mieć poczucie winy po tym, jak od niego uciekła? W końcu zaraz potem się zabił.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • apersona 27.07.19, 12:55
    ratamatahatta napisała:

    > zerwanie kontaktu z własną matką jest niezaprzeczalną winą... to juz nie zrobie
    > nie sobie fryzuy, tylko cos co każdy uznałby za krzywdę

    A gdzie tam. Wobec niektórych matek to konieczność.
  • tt-tka 27.07.19, 13:17
    ratamatahatta napisała:

    > zerwanie kontaktu z własną matką jest niezaprzeczalną winą...

    A moze uprawniona samoobrona ? Ucieczka od trucicielki ?

    to juz nie zrobie
    > nie sobie fryzuy, tylko cos co każdy uznałby za krzywdę

    NIE KAZDY. Twoja matka, babka i tosia owszem, wierze bez zastrzezen, innych sklonnych uznac to za krzywde tu nie widze.




    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • eliksir_czarodziejski 27.07.19, 14:55
    tt-tka napisała:
    >
    > NIE KAZDY. Twoja matka, babka i tosia owszem.

    😂😂😂
  • eliksir_czarodziejski 27.07.19, 17:12
    ratamatahatta napisała:

    > zerwanie kontaktu z własną matką jest niezaprzeczalną winą... to juz nie zrobie
    > nie sobie fryzuy, tylko cos co każdy uznałby za krzywdę

    Nie Kochana, jeśli matka jest toksyczna to zerwanie kontaktu z nią jest zwykłym zadbaniem o siebie. Cały "myk" polega na tym że wcale nie musi to być definitywnie zerwanie kontaktu, więc nie ma co tak rozdzierać szat😉. Możesz do tego kontaktu wrócić w każdym momencie i w takim stopniu w jakim Ci to odpowiada. Masz do tego PRAWO.

    W czasie ustania kontaktu z matką będziesz mieć czas na zajęcie się sobą. Twoja uwaga i siły nie będą marnowane na akcje pt. "Nowa fryzura?! Jak mogłaś?!".
    Matka i babka nauczą się też w międzyczasie że ich postępki będą miały konsekwencje. Oczywiście nigdy nie zmienia się we wspierające i czułe osoby. Wiem, że często ludzie mają takie marzenia, że coś sami w sobie zmienia i nagle wszystkie ich relacje z ludźmi się odmienia i będzie super. Albo że dadzą radę coś przetłumaczyć swoim "trudnym" bliskim i że jak wyżej nastąpi cudowna przemiana. Będzie tak jak powinno być. Ja też tak oczywiście miałam. Grunt to zrozumieć że to się nigdy nie stanie.
    Możemy uczynić kontakty z trudnymi bliskimi bardziej znosnymi tylko poprzez twarde pilnowanie granic i pilnowanie żeby osoby je naruszające ponosiły konsekwencje.
    Powodzenia. Tak naprawdę to idzie Ci świetnie.🙂
  • ola_dom 27.07.19, 21:39
    ratamatahatta napisała:

    > zerwanie kontaktu z własną matką jest niezaprzeczalną winą...
    > to juz nie zrobienie sobie fryzuy, tylko cos co każdy uznałby za krzywdę

    Sytuacja, w której matka przez lata doprowadza córkę do takiej ostateczności, że ta decyduje się zerwać/zawiesić kontakt - jest niezaprzeczalną winą i każdy rozsądnie myślący uznaje to za krzywdę. Córki.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ortolann 29.07.19, 11:05
    Wyobraź sobie, że jesteś reporterem i prowadzisz sondę uliczną o tej sytuacji. Jakie pytanie zadasz? To jakie pytanie zadasz jest bezpośrednio zależne od tego jak sformułujesz problem. Jakie dostaniesz odpowiedzi jeśli zapytasz: czy zerwanie kontaktów z matką jest krzywdą? Oczywiście, odpowiedzi będą: "tak, to krzywda", "matka jest tylko jedna", "matce należy się bezwzględny szacunek" (ten ostatni argument zwłaszcza w naszym kraju jest wszechmogący, choć absolutnie niczego nie wyjaśnia).
    A jeśli zapytasz: "czy zerwanie kontaktów z toksycznym członkiem rodziny jest krzywdą?" to jakie dostaniesz odpowiedzi? Wtedy pewnie: "to nie jest krzywda, to tylko konsekwencja postępowania toksyka" itp.
    Trzeba chyba zacząć od tego, że, po pierwsze: Twoja mama i babcia to osoby toksyczne. Po drugie: są toksyczne, bo są zaburzone. Po trzecie: ich zaburzenie polega na tym, że widzą rzeczywistość w jakichś dziwnych proporcjach i wymagają od najbliższych ślepego przywiązania. Po czwarte: nie dojrzały być może do przyjmowania i dawania uczuć jak ludzie dorośli. Po piąte, w końcu: uwolnienie się z tej sieci jest Twoim ogromnym osiągnięciem, w innym przypadku stałabyś się może taka sama, jak one. Po szóste, teraz musisz się zająć sobą i swoimi ranami. Na polu walki ranny żołnierz nie dręczy się przede wszystkim tym, że zranił wroga - myśli raczej o tym jak samemu przetrwać.
    I może warto skupić się właśnie na tym: na tym jak reagujesz w różnych sytuacjach, jak się zachowujesz, co Ci sprawia trudność w kontakcie z ludźmi, czy nie masz czasem poczucia, że nie wiesz jakie zachowanie jest normalne. Tu pomoże terapia. Tak polecam myśleć, kiedy dopadną Cię wyrzuty :)

    --
    [url=http://smayliki.ru/smilie-1038114855.html][img]http://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif[/img][/url]
  • biszkopty35 01.08.19, 14:47
    A jeśli facet bije żonę, co doprowadza do jej przedwczesnej śmierci, dziecko zrywajace kontakt z ojcem robi mu krzywdę?
  • lumeria 26.07.19, 19:28
    Acha, kontaktu nie zerwałam z dnia na dzień, to był długi i bolesny proces.

    W terapii zrozumiałam, ze moje zadbanie o siebie nie jest z automatu atakiem na druga osobę. Czyli ograniczenie kontaktu, bo ja potrzebuje czasu i przestrzeni by popracować nad sobą, nie jest jednoznaczne z ukaraniem innej osoby moja nieobecnością. Ale np. moja matka tak to odbierała, ponieważ ona sama innych w ten sposób karała - milczeniem, odchodzeniem, zrywaniem kontaktu.

    Mnie bardzo pomogła terapia grupowa, gdzie mogłam zobaczyć, ze ludzie niekoniecznie reagują na faktyczne zachowania, lecz budują swoja własną interpretacje (oparta na ich doświadczeniach), która czasami jest całkowicie odmienna od intencji osoby na którą reagują.

  • eukaliptusy 26.07.19, 22:11
    Ja tez jestem wielką fanką terapii grupowej. Może nie ma się tyle czasu na własne sprawy co w indywidualnej, ale przy grupowej o wiele więcej i szybciej „wychodzi w praniu” bo zamiast jednej relacji jest cała sieć i dużo sie dzieje.
  • eliksir_czarodziejski 26.07.19, 22:26
    Potwierdzam i w pełni się zgadzam🙂
  • eliksir_czarodziejski 26.07.19, 22:52
    skrzywdziły mnie, potem przez telefo
    > n próbowałam wytłumaczyć co robiły źle, ale mama nie rozumie, twierdzi, że potr
    > aktowałam ją jak najgorszą matkę-jędzę a ona się tak starała.

    Z własnego doświadczenia jak i z forum mogę tylko powiedzieć że szkoda strzepic sobie język.
    Będzie albo totalne zaprzeczenie i przeinaczanie faktów, twierdzenie że nic takiego nie miało miejsca albo wyszydzanie.

    Powiedziałam, że
    > może przyjdzie czas, że będę chciała się spotkać, ale teraz na pewno nie. Czuję
    > się źle, tym bardziej, że większość chwil z mamą i babcią byla jednak dobra (n
    > awet jeśli tylko na ich zasadach, to jednak) oraz one to robiły nieświadomie, n
    > ie było to jakieś znęcanie się z premedytacją, wynikało z ich nadmiernej lękliw
    > ości, chorego pojęcia o miłośći do dziecka (miłość- ubezwłasnowolnienie). Własc
    > iwie to im współczuję, bo ledwo sobie radzą w relacjach z innymi, choć się star
    > ają. No i tak ostatecznie- to jednak dwie najbliższe osoby, rodzina. Bardzo bym
    > chciała, żeby nasze relacje ułożyły się jeszcze kiedyś, ale na innych zasadach
    > . Wyrzucam sobie jednak, że tym zerwaniem (nawet jeśli powiedziałam, że nie zry
    > wam do grobowej deski, tylko po prostu na ten moment nie chcę się spotykać) zar
    > eagowałam nieadekwatnie. Może był inny sposób, na który nie wpadłam.
    >

    Miałam dokładnie toczka w toczkę to samo jak wyrzuciłam matkę z FB i Messengera. Moja matka mieszka za granica ale potrafiła pisać do mnie kilka razy dziennie i robić afery że jak to popsuł mi się jakiś tam sprzet, "przecież niedawno kupiłaś, I CO TERAZ!?". Oczywiście było to coś do czego nie dołożyła złotówki.
    Była oczywiście masa innych kwiatków.

    Przy totalnym zerwaniu kontaktu nie czułam się dobrze, ale miałam wrażenie że tymczasowo to było dobre rozwiązanie. Mam wrażenie że matka jednak jakoś się tam boi że znowu to zrobię. Teraz jest bardzo płytki low contact tzn wysyła mi jakieś bzdety na messengerze które ja ignoruję, ale robi to już tylko kilka razy w tygodniu a nie kilka razy dziennie jak kiedyś.
    Raz na tydzień lub 2 tygodnie wykonuje grzecznościowy telefon gdzie jak najmniej opowiadam o sobie i mężu czy dzieciach. Co najwyżej w samych superlatywach.
    Mnie pomogła terapia grupowa i terapeutka, która uświadomiła mi różne rzeczy. M.in. to jak matka potrafiła być podla i że w sumie od malego szukałam ucieczki z domu.
    W przeciągu kilku lat posypały się też praktycznie wszystkie ważne w jakiś sposób dla mnie znajomości poza rodziną. Dopiero też terapia uświadomiła mi jak bardzo w relacjach z innymi ludźmi odwzorowywałam relacje z matką. Do niedawna byłam wręcz lepem dla narcyzów i wszelkiej maści "braczy" nie dających nic w zamian. Teraz mam ochotę na zupełnie inne, zdrowsze relacje, które powoli buduję.

    Także wszystko z czasem.🙂
  • fragile_f 27.07.19, 04:43
    >W przeciągu kilku lat posypały się też praktycznie wszystkie ważne w jakiś sposób dla mnie znajomości poza rodziną. >Dopiero też terapia uświadomiła mi jak bardzo w relacjach z innymi ludźmi odwzorowywałam relacje z matką. Do niedawna >byłam wręcz lepem dla narcyzów i wszelkiej maści "braczy" nie dających nic w zamian. Teraz mam ochotę na zupełnie >inne, zdrowsze relacje, które powoli buduję.

    Moglabyś napisać coś więcej na ten temat? Może napiszę o co chodzi - mam generalnie problem z nawiązywaniem znajomości, cały czas mam wrażenie, że "coś" jest nie tak w moich relacjach ewentualnie że przyjaźnię się z konkretnym typem osób.

    Bardzo często są to ludzie z problemami - albo depresja, albo ciężki moment w życiu. Wchodzę w rolę powierniczki na kazde zawołanie, pomagaczki, ale jednocześnie (co z wielkim bólem odkryłam niedawno na terapii) też jestem dla tych osób toksyczna. Przechwalam się, czuję się lepsza, obgaduje ich przed mężem albo namawiam do konkretnych aktywności, bo wiem że i tak tego nie zrobią i to podbije moje ego.

    A z drugiej strony te osoby odbierają mi dużo energii, bo np. spotkania to 2h słuchania tego, jak im źle i jak NIC nie mogą zrobić, żeby poprawić swoje życie (co mnie strasznie denerwuje). Z jedną taką osobą kontakt zerwałam, bo po prostu już nie mogłam tego wytrzymać (nie chciała iść ani na terapię ani do psychiatry, zawalała pracę i miała przez to mega problemy finansowe, ale jednocześnie jak miała możliwość dorobienia to z niej nie korzystała). A potem miałam (i mam do dziś) potworne wyrzuty sumienia, że przecież to była chora na depresję i samotna dziewczyna a ja ją kopnęłam w tyłek... i jak analizowałam sytuację, to tak wyglądała większość moich kontaktów z ludźmi - depresja, nałogi, popaprane stosunki z rodzicami (często unizone), problemy finansowe, DDA i tak dalej.

    --
    Fragile
  • maze.runner 27.07.19, 12:51
    fragile_f napisała:

    > >W przeciągu kilku lat posypały się też praktycznie wszystkie ważne w jakiś
    > sposób dla mnie znajomości poza rodziną. >Dopiero też terapia uświadomiła
    > mi jak bardzo w relacjach z innymi ludźmi odwzorowywałam relacje z matką. Do ni
    > edawna >byłam wręcz lepem dla narcyzów i wszelkiej maści "braczy" nie dając
    > ych nic w zamian. Teraz mam ochotę na zupełnie >inne, zdrowsze relacje, któ
    > re powoli buduję.
    >
    > Moglabyś napisać coś więcej na ten temat? Może napiszę o co chodzi - mam genera
    > lnie problem z nawiązywaniem znajomości, cały czas mam wrażenie, że "coś" jest
    > nie tak w moich relacjach ewentualnie że przyjaźnię się z konkretnym typem osób
    > .
    >
    > Bardzo często są to ludzie z problemami - albo depresja, albo ciężki moment w ż
    > yciu. Wchodzę w rolę powierniczki na kazde zawołanie, pomagaczki, ale jednocześ
    > nie (co z wielkim bólem odkryłam niedawno na terapii) też jestem dla tych osób
    > toksyczna

    To chyba szablon zachowań osób z naszymi doświadczeniami. Niedawno rozpadła mi się przyjaźń z osoba bardzo podobna do mnie. Obie miałyśmy ciężki okres w pracy i ona nagle zaczęła mnie ignorować. Na pytanie czy coś się stało usłyszałam tylko, ze teraz jest niemiła dla wszystkich. Oglądałam wiec jej interakcje ze wszystkimi poza mną, ignorowanie (ona mieszka na instagramie wiec z jej zachowania w mediach społecznych można wiele wyczytać). Ciche dni to była metoda mojej matki i to jest mój bardzo słaby punkt. Po dwóch miesiącach po prostu ja ze znajomych usunęłam. Tez miałam wyrzuty sumienia ze może wymyślam, jestem małostkowa, zostawiam osobę w depresji sama, ale uświadomiłam sobie, ze ona zrobiła to samo. Teraz nawet nie tęsknie. Jej smutek i marazm wzmagał mój, wiec może to było najlepsze co mogli mnie spotkać. Ale i tak ciagle towarzyszy mi myśl, ze coś jest ze mną nie tak, skoro tracę ludzi.
  • eliksir_czarodziejski 27.07.19, 16:35
    Fragile, napiszę co i jak ale na wiadomym forum. 🙂
  • mlaskotow66 27.07.19, 11:28
    Przymiarki do postawienia granicy trwaly dlugi czas. Wszystko odbywalo sie stopniowo, a poczatki wygladaly podobnie tak jak u Ciebie, tylko nigdy nie wypowiedzialam wprost, ze ograniczamy kontakt. Brak odwagi, zniewolenie. Wtedy bardziej odczuwalam to poczucie winy. Jak sobie radzilam? Nie radzilam sobie. W tym momencie zamiast winy w jakims stopniu odczuwam samotnosc i chyba tez zlosc, ze w wielu kwestiach musze nadal sie zachowywac jak wspomniany szczur kryjacy sie po kanalach, zeby mamusia nie kąsała. Z nawet 5 rozm. tel. dziennie (przez lata konsultowalam kazda rzecz dot. mojego zycia) zeszlam na 1 lub wcale. Moja matka sie zorientowala. Karze mnie za to np. w ten sposob, ze kiedy danego dnia w rozmowie tel poinformowalam, ze za chwile oddzwonie, a oddzwonilam za 24h to przy oddzwanianiu nie odebrala tel i tez oddzwonila po 1 dniu. To jeden z przykladow. Te samotnosc poteguje tez fakt, ze kontakty ze znajomymi sie poluzowaly (zaczelam stawiac granice, nieodpowiednich pousuwalam z zycia) A te ktore istnieja nie sa na tyle bliskie. Niby jacys znajomi sa ale nie ma z kim isc na kawe. Oprocz matki nie mam osoby z ktora moglabym szczerze porozmawiac. Ostatni czas jest generalnie dosyc trudny. A mowiac jeszcze o chorych relacjach tak ogolnie, moze to naiwne co powiem, ale nie miesci mi sie w glowie, ze matki rywalizuja z dzieckiem, traktuja jak obca osobe. Tak przedmiotowo. Nie zycza dobrze w glebi ducha. Tak sie nie zachowuje matka, a obcy czlowiek.
    Za kilka dni musze sie udac do domu rodzinnego. Spedze tam kilka dni. Obmyslam strategie przetrwania.
    Twoj pierwszy post w tym watku brzmi jakos tak inaczej niz dotychczas. Choc wczesniej tez sie Ciebie dobrze czytalo. Jest energia, zdecydowanie.
  • eukaliptusy 27.07.19, 12:21
    ratamatahatta napisała:

    > mama nie rozumie, twierdzi, że potr
    > aktowałam ją jak najgorszą matkę-jędzę a ona się tak starała.

    > one to robiły nieświadomie, nie było to jakieś znęcanie się z premedytacją (...) Własciwie to im współczuję, bo ledwo sobie radzą w relacjach z innymi, choć się starają.

    >Bardzo bym
    > chciała, żeby nasze relacje ułożyły się jeszcze kiedyś, ale na innych zasadach

    Nie rozumie, bo nie chce zrozumieć...

    Jeśli poważnie potraktować, to że się starają, to najlepsze co możesz dla nich zrobić, to dawać im jasne i proste komunikaty, jakie zachowanie jest akceptowalne a jakie nie jest. A zakończenie kontaktu w momencie kiedy zachowanie staje się nieakceptowalne to jest najprostszy komunikat.
    W tej chwili nie masz na tyle siły, żeby się z nimi codziennie boksować. Może za jakiś czas będziesz czuła się na tyle pewnie żeby odkładać słuchawkę/wychodzić/przerywać i nie będzie cię to wiele kosztowało emocjonalnie, a one się nauczą traktować te granice poważnie. Nie muszą rozumieć, musza wiedzieć, co się stanie jeśli zachowają się w określony sposób.

    Jeśli chcesz żeby relacje się ułożyły na innych zasadach to ty musisz je wprowadzić, i na razie zbierasz do tego siły.

    Osób zaburzonych nie zmienisz na zdrowe, najwyżej możesz je „wytresować” żeby zachowywały się poprawnie.
  • eliksir_czarodziejski 27.07.19, 16:57

    > Jeśli poważnie potraktować, to że się starają, to najlepsze co możesz dla nich
    > zrobić, to dawać im jasne i proste komunikaty, jakie zachowanie jest akceptowal
    > ne a jakie nie jest. A zakończenie kontaktu w momencie kiedy zachowanie staje się nieakceptowalne.

    Bardzo, bardzo dobra rada.

    My, czyli ludzie z dysfunkcyjnych domów prawie w ogóle nie komunikujemy naszych potrzeb i oczekiwań bo zostaliśmy wychowani do tego żeby całą swoją uwagę skupiać na "opiekunach" i ich stanach emocjonalnych. Nie mieliśmy prawa mieć potrzeb fizycznych ani emocjonalnych bo to było dla naszych opiekunów zbyt "obciążające". Mówię ironicznie oczywiście.

    Dlatego najpierw trzeba nazwać swoje potrzeby, poczuć swoje granice i przede wszystkim komunikować te potrzeby i granice osobom z którymi z jakichś względów chcemy relacje podtrzymywać. Na spełnienie naszych potrzeb (np posiadania kochającej i wspierającej matki) nie ma raczej co liczyć jeśli chodzi o osoby toksyczne, ale granic pilnować już trzeba i to bardzo mocno.

  • mrawka 27.07.19, 14:04
    Wiem ze to trudne i pewnie myslisz ze zbyt mocno zareagowalas, ale jesli wczesniejsze lagodne komunikaty nie dzialaly, to byc moze zerwanie kontaktu skloni twoja matke do myslenia i kiedys 3 razy sie zastanowi kiedy bedzie chciala cie skrytykowac lub cos ci narzucic.Moze cos do niej dotrze i sprobuje zmienic swoje zachowanie, jezeli kiedys odnowicie kontakt. To ze probujesz je tlumaczyc, to naturalne - nie da sie tak od razu wszystkiego przekreslic. Stawianie granic troche boli, ale nie ma innej drogi w walce o siebie.
  • ola_dom 27.07.19, 22:09
    Aha, i jeszcze jedno - poczucie winy najczęściej nie ma nic wspólnego z faktyczną winą.
    Czy raczej - to dwie osobne sprawy.

    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ola_dom 28.07.19, 10:15
    ratamatahatta napisała:

    > Jak poradzić sobie z poczuciem winy, kiedy bliskiej osobie stawiamy granice,
    > przeciwstawiamy się bądź nawet zrywamy kontakt?
    > Jelsi chcecie piszcie o swoich sytuacjach w których czujecie zalew wyrzutów
    > sumienia, jak sobie radzicie, jak ostatecznie rozwiązujecie takie sytuacje?

    Wydaje mi się, że bardzo ważne jest uświadomić sobie, że to jest proces.
    Że nie dzieje się tak, że trafiasz na zdanie, sposób - który od razu sprawi, że odetchniesz z ulgą, bo pozbędziesz się poczucia winy.
    Jak napisałam - poczucie winy rzadko ma coś wspólnego z faktyczną winą. To jest NAWYK organizmu, który latami tak przyzwyczajał się tak reagować. Więc oduczenie nawyku to jest proces i trwa jakiś czas, a i tak czasem lubi wracać (choć rzadko z tą samą siłą).

    Dlatego tak zgodnie mówimy o terapii - procesie, podczas którego rozwałkowujesz sprawę pod różnymi kątami, zaczynasz coraz więcej rozumieć i dostrzegać, aż - "dzieje się samo" ;)


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • pade 02.08.19, 12:36
    www.youtube.com/watch?v=NbQtyq6o-sw
    Polecam, ateistkom również:)
    Ten ksiądz oficjalnie przyznaje się do posiadania toksycznej matki, do tego, że właściwie uciekł z domu i na pewien czas się odciął od niej. Mówi też o poczuciu winy. Nie pamiętam niestety czy w tej części czy w innych, prowadzi też fajnego vloga (odcinki o mężczyznach i kobietach są świetne!:)).
    Z mojego doświadczenia, poczucie winy to uczucie wkodowane, wyuczone, wręcz wymodelowane przez sprawcę, czyli osobę, która wywołuje to uczucie, gdy coś nie dzieje się po jej myśli. To nie ma nic wspólnego z sumieniem, czyli naszym moralnym kompasem, który odróżnia dobro od zła.
    Wywoływanie poczucia winy jest jednym z narzędzi tresury, które ma przywołać do porządku, przywrócić poprzedni stan rzeczy. Najpierw jest używane przez rodzica, potem zostaje wdrukowane (tak jak wewnętrzny krytyk) i już siedzi w głowie i odzywa się na znany impuls.
    Jak sobie z nim radzić? Po usłyszeniu komunikatu, który poczucie winy wzbudził, warto się na chwilę zdystansować, ochłonąć, pooddychać a potem zapytać samą siebie "czy ja robię coś złego?", "o co konkretnie jej chodzi, czego ode mnie chce?", "czy on/ona czasem nie projektuje na mnie swoich uczuć?", " czy to nie jest ten stary schemat polegający na...", "czy to czasem nie jest szantaż emocjonalny?". Takie zorientowanie się w tym co się dzieje, bardzo często osłabia poczucie winy a nawet je niweluje, bo okazuje się, że to jest ten sam schemat co zawsze, czyli nie podporządkowałam się więc jestem zła, podła i w ogóle:).
    Co do zerwania kontaktu. To jest zwykle ochrona siebie w momencie, kiedy emocje towarzyszące relacji nie pozwalają na trzeźwe myślenie, na złapanie dystansu, użycie innych sposobów, narzędzi. Dobre na początek, po to, by ten dystans złapać, ochłonąć, zobaczyć co się dzieje, ponazywać (najlepiej w terapii), pokazać schematy - mama mówi to i to - ja czuję/odpowiadam/robię to i to, wręcz automatycznie.
    Dobre również wtedy, i to zwykle nie czasowo, gdy osoba toksyczna nie ma krzty refleksji, zależy jej wyłącznie na forsowaniu swojej racji i bez względu na wszystko niszczy, zatruwa i kaleczy.
    Autorko, dobrze zrobiłaś, teraz masz czas na ochłonięcie i naukę. Naukę wiary we własne spostrzeżenia, emocje, we własne prawa, chęci i potrzeby. Wzmacnianie siebie oraz komunikację. Asertywną komunikację.
    Powodzenia:)

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • pade 02.08.19, 12:50
    Aha, jeszcze jedno. Jak sama zauważyłaś, Twoja mama i babcia mają lękowe podejście do życia, wszędzie widzą czyhające zagrożenia i utożsamiają ostrzeganie Cię o tych zagrożeniach z miłością.
    Ostatnio miałam rozmowę z bliską osobą 60+, która ma takie samo podejście do życia, zamęcza nim jeszcze bliższą mi osobę, tak bardzo, że kontakt się urwał. Próbowałam im pomóc i co usłyszałam? " Ja nie jestem taką osobą, żebym się nie martwiła o swoich bliskich, jak ktoś się nie martwi, to znaczy, że ma rodzinę gdzieś!" Słowa wypowiedziane z wielkim przekonaniem i oburzeniem. Wyjaśniłam, że zamartwianie się a dbanie o kogoś to dwie różne rzeczy. Zamartwianie kojarzy mi się z dołowaniem, a dbanie ze wsparciem. Jedno obcina skrzydła, drugie uskrzydla.

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • lumeria 03.08.19, 20:18
    >Powiedzenie matce że się nie chce jej widzieć bo zrobiła ze mnie kalekę życiową jest już czymś, co może realnei zranić.
    >zerwanie kontaktu z własną matką jest niezaprzeczalną winą... to juz nie zrobienie sobie fryzuy, tylko cos co każdy uznałby za krzywdę

    Wlasnie czytam ksiazke From Surviving to Thriving: A Therapist's Guide to Stage II Recovery for Survivors of Childhood Abuse / Mary Bratton. Autorka pisze, że ofiary przemocy w dzieciństwie nie doceniają powagi krzywdy, której doświadczyły. Bagatelizują, minimalizują, tłumacza. Uciekają od przyznania pełnej tragicznej wagi i okrucieństwa tego co doznały.

    Autorka pisze, że rozumiemy, ze atak nożem czy sznurem od żelazka to niesłuszna napaść rodzica na niewinne, bezbronne dziecko. Widzimy, ze dziecko nie jest tu niczemu winne, nijak nie ‘zasłużyło’ na takie traktowanie.

    Jednakże atak słowny, emocjonalny, seksualny, ubliżanie, szydzenie, dręczenie czy zaniedbywanie dziecka jakoś nie są postrzegane jako napaść na dziecko. Te typy napaści mają to do siebie, ze można je wyprzeć, bo przecież rany (bardzo realne, bolesne, i trudne do zaleczenia) na te sposoby zadane nie są widoczne. Tu dziecku wydaje się, ze to jego wina, ze coś zrobiło, albo nie zrobiło, albo jakieś jest, i to wywołało napaść rodzica.

    Czym małe dziecko, albo niedojrzała nastolatka lub nawet niedoświadczona młoda kobieta ma niby zasłużyć czy zawinić by tak ja traktowano?

    Gdyby matka dźgnęła Cię nożem za to, ze obcięłaś włosy, to miałabyś oczywisty wgląd na sprawę. Nie czułabyś winy, tylko widziałabyś, ze matka całkowicie niedopuszczalnie się zachowała. To ze podźgała Cię swoimi słowami, zachowaniem, pomówieniami, tego jakoś nie rejestrujesz jako napaść. Dlaczego nie?

    To samo ze zerwaniem kontaktu. Gdybyś mogła powiedzieć, ze matka Cię bila, kopała, przypalała papierosami, to nikt nie kwestionował by Twojej decyzji, szczególnie Ty sama. Jednakże to, ze w Twojej rodzinie doznałaś bardzo poważnych obrażeń poprzez przemoc słowną, emocjonalną, psychiczną i ekonomiczną to czujesz się pogubiona.

    Ale napaść to napaść. Pomyślmy o tym….

    Jaka jest różnica miedzy atakiem z nożem, a atakiem słowami? To ze krew się nie leje, to znaczy ze jest ok?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka