Dodaj do ulubionych

“Brak talentu do prowadzenia auta”

04.09.19, 17:25
Brak talentu do prowadzenia auta – to sformułowanie jest dla mnie niepojęte. Absurdalne.
Tak jakby ktoś powiedział, że nie ma talentu do oglądania telewizji, albo sprzątania po sobie. Co ma talent do tych czynności? Przecież bez talentu można wiele rzeczy robić i robić je dobrze (lub wystarczająco adekwatnie).

Czytam to wyrażenie w watkach o zdawaniu prawa jazdy, o kobietach za kierownica, itp. I za każdym razem razi mnie to.

Mieszkałam i mieszkam w miejscach, gdzie wszyscy prowadza auta. Młodzież uczy się jeździć w szkole średniej. Mam niepełnosprawnych sąsiadów i znajomych, którzy prowadza – nie tylko ci z ograniczeniami fizycznymi, ale też intelektualnymi. Tylko ci, którzy naprawdę nie mogą z powodów zdrowotnych nie kierują.

Np. przyjeżdżają babcie (i dziadkowie tez) bawić dzieci – z Indii, z Polski, z Xstanu. Przez pierwsze parę miesięcy jest och, ach, ja nie mogę, nie dam rady. A potem siadają za kierownice i z domu do sklepu czy do lekarza jada. Bo opcje są siedzieć zamknięta w domu, długo, długo czekać aż ktoś podwiezie albo nauczyć się prowadzić. Wiec się uczą.

Czy są mistrzyniami drogi? Nie. Ale są mega ostrożne, znają swoje ograniczenia (np. nie jeżdżą nocą lub autostradami). Wole jechać z takimi ‘beztalenciami’ niż ze samozwańczymi królami drogi, którzy przeceniają to swoje ‘uzdolnienie’.

Wiec o co kaman z tym talentem do jazdy?
Edytor zaawansowany
  • ortolann 04.09.19, 18:08
    A widzisz różnicę między meblami z IKEŁY a ołtarzem Wita Stwosza? Materiał ten sam (uznajmy, że oba to drewno), to stolarstwo i to stolarstwo. A różnica jest. W czym ta różnica? Ano w talencie. Możesz jeździć jak Hołek a możesz jeździć jak Najsztub.

    --
    [url=http://smayliki.ru/smilie-1038114855.html][img]http://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif[/img][/url]
  • lumeria 04.09.19, 18:23
    Oczywiście, ze widzę. I uważam, ze nie jest mi potrzebny Wit Stwosz do rzeźbienia półki na buty.
  • milka_milka 06.09.19, 09:59
    To spróbuj wyrzeźbić tę półkę na drogach Palermo, w uliczkach Lizbony czy (dla mnie ekstremum) w Ho Chi Minh. Chyba, że od razu napiszesz, że masz na myśli przedmieścia w USA. Wtedy się zgodzę.

    --
    Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
  • lumeria 06.09.19, 17:40
    Czyli dlatego, ze "nie mam talentu" by prowadzić auto w Palermo lub Lizbonie, albo nawet w centrum Warszawy, to nie powinnam go prowadzić wcale? No bo nie mam talentu?
  • fragile_f 07.09.19, 03:21
    Uważam się za dobrego kierowcę (bezwypadkowe 15 lat i ileś tam tysięcy km na liczniku, jeździłam w kilku krajach) i dokładnie dlatego w życiu nie przyszłoby mi do głowy prowadzić auta w Wietnamie czy Indiach. Nie chodzi o talent, tylko odruchy (czy raczej: ich brak), doświadczenie i zupełnie inne zagrożenia, niż w Polsce.

    Tak samo znam znakomitych kierowców ze Skandynawii, którzy po zaliczeniu jednej podróży autostradą z Warszawy do Poznania wymiękli i powiedzieli, że wracają pociągiem.

    --
    Fragile
  • marsylvik 04.09.19, 18:16
    Myślę, że dla osób, które znają realia na drogach np Warszawy czy Mediolanu to zdanie jak nabardziej ma sens.
    Podobnie jak dla osób, które do egzaminu na prawo jazdy w Polsce podchodziły 20 razy. To zdanie trafnie je opisuje.
    A tak przy okazji to ja chyba nie mam talentu do oglądania telewizji. Serio. Polega to na tym, że nie jestem się w stanie skupić na tych migającyh obrazkach, są dla mnie tylko męczarnią.
    Osoby bez talentu do sprzątania po sobie też znam. Mam na myśli osoby z zaburzeniami uwagi, które nie są w stanie kończyć tych czynności, które nie mają bardzo wysokiego priorytetu. I nie ma to nic wspólnego z lenistwem, tylko z podatnością na bodźce rozpraszające i zdolnością do sterowania swoją uwagą. Wielu dyslektyków należy do tej grupy - do sprzątania po sobie talentu nie mają, choć mogą z trudem sobie z tym radzić (płacąc za to nieadekwatnie wysoką cenę).

    A zastanawiałaś się może o co kaman z tą urazą do takiego zdania? Czemu to Cię razi? Jakie konkretnie uczucia budzi, jaka jest gorąca myśl? Jaki schemat za tym stoi?
  • lumeria 04.09.19, 18:33
    To nie uraza, tylko zdziwienie, ze coś takiego można sformułować. Oczywiście, ze ludzie prowadza rożnie, ale radzenie komuś, by nie prowadził auta czy nie zdawał na prawo jazdy "bo nie ma talentu" jest dla mnie przynajmniej kuriozalne.

    Usłyszałam tez niedawno pogardliwe "dziurka za kołkiem" - czyli niby ze kobiety prowadza gorzej. To był dla mnie szok.

    Moze właśnie reaguje na takie głupie polskie stereotypy - ze kobiety nie potrafią, nie maja talentu w dziedzinie, w której nie potrzeba żadnych męskich atrybutów by ja opanować. I nie podoba mi się to.
  • eriu 04.09.19, 19:22
    Stereotypy o kobietach w Polsce niestety są i to koszmarne.

    Ale też swoją drogą znam osoby, które nie są w stanie ogarnąć prowadzenia auta z różnych powodów. Są pewne proste rzeczy, które mi trudność sprawiają i dla mnie to jest ok. Mam swoje mocne strony gdzie indziej.

    --
    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
    66/93/95
  • marsylvik 04.09.19, 19:55
    No ale teraz to tak jakby o innych sprawach piszesz. Możliwość, że komuś brak talentu do prowadzenia samochodu (czytaj zdaje na prawko 20 razy i zdać nie może) a przypisywanie połowie społeczeństwa wyssanej z palca cechy w postaci rzekomego braku talentu w jakiejś dziedzinie, to dwie różne sprawy.
    Najgorsze jest to, że w takich powiedzonkach uzasadniających poglądy dyskryminujące innych często jest ziarenko prawdy. Tyle, że to jest naprawdę ziarenko, nie mające znaczenia w szacowaniu cech konkretnej osoby w prawdziwym życiu. Z prowadzeniem samochodu jest to prawda o tyle, że mężczyźni statystycznie lepiej orientują się w kierunkach, a kobiety raczej po punktach orientacyjnych. Ale nie znaczy to, że kobietom brak tego talentu, a mężczyźni go powszechnie mają.
    Ze wszystkimi różnicami pomiędzy kobietami i mężczyznami (a także rasami ludzi) jest dokładnie tak, że różnica pomiędzy przeciętną statystycznie kobietą a przeciętnym statystycznie mężczyzną jest mniejsza niż pomiędzy losowo wybranymi przedstawicielami tej samej płci. I tyle na temat.

    Z ludźmi rzucającymi tekstami typu "dziurka za kółkiem" po prostu nie rozmawiam, szkoda mi na nich czasu i energii życiowej. Na forach - zgłaszam do administracji, z tych samych powodów.
  • xiazeluka 05.09.19, 16:05
    "Czyli niby ze kobiety prowadza gorzej"

    Kobiety generalnie prowadzą gorzej (dla najmniej spostrzegawczych powtórzę: generalnie). Jeżdżą powoli, zachowawczo, zbyt ostrożnie, mylą kierunki i tak dalej. Oczywiście są wśród nich demony szybkości czy multiroboty, potrafiące jednocześnie jechać, rozmawiać przez telefon, palić papierosa i podziwiać swoją urodę w lusterku.
    To kwestia budowy mózgu, a nie stereotypów.

    --
    Blog reakcyjny: Predator XL - ostateczny łowca komuchów
  • lumeria 05.09.19, 18:47
    Na jakiej podstawie głosisz ta opinie?

  • mircja 07.09.19, 02:51
    "Gorzej" bo jeżdżą "powoli, zachowawczo, zbyt ostrożnie"? Czyli "lepiej" miałoby niby oznaczać jeżdżenie szybko i ryzykownie? Gdyby kobiety faktycznie jeździły gorzej, to prawdopodobieństwo, że kierowca który jest kobietą spowoduje wypadek ze skutkiem śmiertelnym byłoby wyższe niż w przypadku mężczyzn, a tymczasem żadne badania na to nie wskazują. Ten wątek nie dotyczy wszak kierowców rajdowych, tylko zwykłych użytkowników dróg.
  • milamala 08.09.19, 00:38
    xiazeluka napisała:

    cyt. "> "Czyli niby ze kobiety prowadza gorzej"
    >
    > Kobiety generalnie prowadzą gorzej (dla najmniej spostrzegawczych powtórzę: gen
    > eralnie). Jeżdżą powoli, zachowawczo, zbyt ostrożnie, mylą kierunki i tak dalej"

    Wlasnie mam prawie podobna ocene. Choc dodam, ze prawie jak to zwykle bywa czyni duza roznice.
    Uwaga moja dotyczy tylko jazdy w Polsce posrod Polakow, bo to chyba specyficzny volk. Kobiety za kierownica w Polsce czesto sa nieco zachukane, tak jakby ciagle ktos stal im za ramieniem i powtarzal "kobieta nie umie jezdzic". Natomiast pan i wladca plci meskiej, to dopiero okaz. Uchowaj boze od czegos takiego na drodze. Niczym malpa za kierownica. Ale z calkowitym przekonaniem, ze jest swietnym kierowca.
    Polki sa zbyt bojazliwe, bez powodu, a Polacy zbyt aroganccy i tez zupelnie bez powodu, bo generalnie jezdza fatalnie i po chamsku.
    Oczywiscie nie wszyscy, ale wciaz nadal zastraszajaca liczba takich "herosow" wsiada za kolko i zwykle nieuchronnie powoduje wypadki. Choc do grobowej deski bedzie tweirdzic, ze swietnie jezdzi.
  • eriu 09.09.19, 17:30
    Nigdy w życiu nie pomyliłam kierunku prawo-lewo za to jeden z moich instruktorów na prawku to robił. Już nie mówiąc o tym, że miałam kiedyś fatanlego instruktora, który mi wydawał polecenia a ja nie robiąc tego co mi kazał unikałam wypadku. Jak na mnie zawsze wrzeszczał.

    Kobiety jeżdżą lepiej niż mężczyźni, bo mniej wypadkowo. Wystarczy porównać koszty OC dla młodych kobiet i mężczyzn.

    --
    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
    66/93/95
  • heniek.8 04.09.19, 21:57
    ale podważasz kiedy ktoś o sobie tak mówi, o swoim braku talentu?
  • tt-tka 04.09.19, 22:47
    Zdarza mi sie podwazac. Tzn - czesciej pytam "naprawde brak ci zdolnosci czy wmawiasz to sobie/ktos ci wmowil", ale czasem stwierdzam. Nawet tu, na tym forum mi sie to zdarzalo :)

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • heniek.8 05.09.19, 08:02
    tt-tka napisała:

    > Nawet tu, na tym forum
    > mi sie to zdarzalo :)

    na forum to każdy jest tolerancyjny
    w życiu rzeczywistym pytam - gdyby przyszedł kierowca autobusu którym twoje dziecko ma jechać na wycieczkę i powiedział "nie mam talentu do prowadzenia autobusu" - jak byś go przekonywała że jest odwrotnie?
  • tt-tka 05.09.19, 09:06
    W takim wypadku wcale. Skoro to jest osoba zatrudniona jako kierowca, zawodowiec, to zakladam, ze jego umiejetnosci ocenili juz inni. Nie musi byc utalentowany, wystarczy, ze jest fachowy i solidny :)


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • lumeria 05.09.19, 19:10
    Mnie również zdarza się podwarzać przekonania o braku talentu, szczegolnie jesli ktoś nie ma na tyle praktyki, by ten talent wypróbować lub wypracować.

    W ksiazce "Dawid i Goliat: jak skazani na niepowodzenie mogą pokonać gigantów" autor Malcolm Gladwell pisze, ze różnica miedzy np. średnim muzykiem, a muzykiem koncertowym to nie "talent" tylko ile godzin ćwiczeń poświecili na rozwijaniu swoich zdolności.
  • sorvina 06.09.19, 11:16
    lumeria napisała:

    > W ksiazce "Dawid i Goliat: jak skazani na niepowodzenie mogą pokonać gigantów"
    > autor Malcolm Gladwell pisze, ze różnica miedzy np. średnim muzykiem, a muzykie
    > m koncertowym to nie "talent" tylko ile godzin ćwiczeń poświecili na rozwijaniu
    > swoich zdolności.

    Jednak badania bardziej wgryzające się w temat pokazały, że talentu się ciężką pracą nie zastąpi. Można osiągnąć tylko poziom dobry, co przy jeździe samochodem jest wystarczające, bo nie każdy chce być kierowcom rajdowym.

    Więcej informacji: wyborcza.pl/7,75400,25156022,cwiczenie-nie-czyni-mistrza.html


    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • lumeria 06.09.19, 17:56
    >badania bardziej wgryzające się w temat pokazały, że talentu się ciężką pracą nie zastąpi

    Zgoda. Z jednym ale: Zamiast słowa "talent" chyba należałoby uzyc słowa "wrodzone predyspozycje"

    Bez wrodzonych predyspozycji nie można uzyskać poziomu mistrzowskiego, ale dobry na pewno tak. I wystarczająco dobry (porównywalny do osoby z wrodzonymi predyspozycjami lecz bez praktyki) również.

    Chodzi mi o to zniechęcanie osób do próbowania zajęć (tak jak jazda autem czy muzykowanie) "bo nie masz talentu". Równanie braku praktyki z brakiem talentu.



  • ola_dom 06.09.19, 20:52
    lumeria napisała:

    > Chodzi mi o to zniechęcanie osób do próbowania zajęć (tak jak jazda autem czy muzykowanie)
    > "bo nie masz talentu". Równanie braku praktyki z brakiem talentu.

    Bo widzisz - skrzypcami czy fletem trudniej zabić niż samochodem.

    Ja absolutnie uważam, że niektórzy nie mają talentu/predyspozycji do prowadzenia samochodu. Sama nie umiem jeździć i jest duże prawdopodobieństwo, że nigdy się nie nauczę. Nie wiem, czy to brak "talentu" - mam taki lęk przed prowadzeniem, że nie pozwala mi się przekonać.

    Ale pomijając mój przypadek - za "brak talentu do prowadzenia" uważam m.in. trudność w ocenie odległości - brak widzenia stereoskopowego, trudność w poczuciu "granic samochodu", łatwość wpadania w panikę, brak wyobraźni i przewidywania, rozkojarzenie, brawurę - i pewnie parę innych "ułomności", o których teraz nie pamiętam.

    Przy czym nie uważam za sensowne zniechęcanie kogokolwiek komentarzem "a ty to nie masz w ogóle talentu do prowadzenia, odpuść" - bo to raczej każdy sam o sobie może powiedzieć.

    Bez wątpienia zdecydowanie uważam za to, że są ludzie, którzy nie powinni mieć prawa jazdy.
    I zdecydowanie uważam, że wiązanie tego z płcią jest szowinistyczną durnotą niewartą poświęcania jej większej uwagi.

    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • lumeria 07.09.19, 22:55
    Tak, wiem, ze jazda autem zawiera element niebezpieczeństwa. Tak jak przechodzenie przez pasy czy jazda rowerem po ulicach miasta zawiera element niebezpieczeństwa. Prowadzenie auta również pozwala osiągnąć niezależność, wolność, możliwości czasami niedostępne w inny sposób.

    Np jest ważne dla kobiet zasiedziałych w domu - by pozyskały ta kompetencje, by spróbowały, i doznały tego powera i wolności, jakie daje auto. Miałam przyjemność ćwiczyć z ludźmi uczącymi się jeździć, i naprawdę to super uczucie (dla kierowcy i dla nauczyciela), kiedy z czym się zmagają, zmagają, aż wreszcie zaskoczy i jada sami!

    Te przykłady 'braku talentu do prowadzenia" które przytoczyłaś - wszystkie są (w moim mniemaniu) symptomami braku doświadczenia i braku obycia na drodze, które w dosyć szybkim czasie mijają wraz z opanowaniem pojazdu i wzrastająca pewnością na drodze.

    Ostatnio prowadziłam mikrobusa, i czułam się jak początkujący kierowca. Brak rozeznania gdzie są burty pojazdu, długości - przez co trudno się parkowało. Siedzenie wyżej nad droga, czyli inny punkt widzenia (bardziej w dol niż w aucie osobowym). Układ kierownicy, dźwigni biegów (na codzień prowadzę automat), dziwne lustereka. Jazda w nieznajomym miejscu (trudno przewidzieć co wyskoczy zza rogu), po wąskich drogach, wiec jazda stresująca. O i do tego sezon napraw drogowych, przez co były korki...

    I było mi trudno. Lecz nie oznaczało, ze nie mam talentu do kierowania.

  • ola_dom 07.09.19, 23:08
    lumeria napisała:

    > Tak, wiem, ze jazda autem zawiera element niebezpieczeństwa.
    > Tak jak przechodzenie przez pasy czy jazda rowerem po ulicach miasta
    > zawiera element niebezpieczeństwa.

    Życie zawiera element niebezpieczeństwa - ale ja nie o tym pisałam. I nie ma co sprowadzać kwestii do absurdu. Po prostu - nie każdy nadaje się do wszystkiego. To chyba nic odkrywczego?


    > Prowadzenie auta również pozwala osiągnąć niezależność, wolność, możliwości czasami niedostępne w inny sposób.

    Mieszkając przez ogromną część życia na źle skomunikowanym zadupiu wiem o tym lepiej niż większość. A jednak...
    No i przecież nie napisałam nigdzie, że umiejętność prowadzenia samochodu jest nieistotna, mało ważna, błaha, niepotrzebna, etc. To chyba jasne, że super jest umieć jeździć samochodem i ze wszech miar warto. Tyle że nie o tym miał być - jak zrozumiałam - wątek :)

    Aha - uwielbiam samochody :D. Znam je, rozpoznaję lepiej niż większość społeczeństwa, wypatrzę na ulicy każde auto warte mojej uwagi.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • lumeria 07.09.19, 23:20
    Przepraszam, ze wyszło absurdalnie... zastanawia mnie, skąd u wielu kobiet bierze się tak ogromny strach przed prowadzeniem auta. Szanuje to, lecz zastanawia minie dlaczego w innych krajach/kulturach tego nie ma? Albo jest wyjątkiem.

    A gokarty lubisz? :)
  • ola_dom 07.09.19, 23:29
    lumeria napisała:

    > zastanawia mnie, skąd u wielu kobiet bierze się tak ogromny strach przed prowadzeniem auta.

    Obawiam się niestety, że ze stereotypu "baby za kółkiem", na który sama mam ciężką alergię.
    Mój ojciec ma prawo jazdy wiele lat dłużej niż mama, jeździ tragicznie, mama naprawdę dobrze.

    > A gokarty lubisz? :)

    Chyba nie jeździłam na gokartach, ale jak raz wsiadłam na quada na pustyni, to do tej pory wspominamy :D. Gazowałam, ile quad dawał :D. Ale - to była pustynia, żadnych zagrożeń z żadnej strony, przepisów, skrzyżowań, innych użytkowników. Czułam się bezpiecznie - choć teraz wiem, że na wyrost - ale tak się czułam. Przez chwilę.
    Mówię nieraz, że chciałabym poprowadzić auto szeroką, pustą autostradą. Tak, to sprawiłoby mi pewnie sporą frajdę. Ale ja nawet nie umiem obsługiwać samochodu, nigdy nie siedziałam za kierownicą :D


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • milamala 08.09.19, 00:51
    lumeria napisała:

    > Przepraszam, ze wyszło absurdalnie... zastanawia mnie, skąd u wielu kobiet bie
    > rze się tak ogromny strach przed prowadzeniem auta.

    Dobre pytanie, ale dotyczy kobiet w Polsce. Moze z chamstwa na drodze polskich dzielnych wojownikow. Moze z tego, ze ciagle slysza, ze jezdza gorzej i zaczynaja w to wierzyc.
    Powiem szczerze, ze jak jezdze czasem w Polsce to mam wrazenie, ze czasem potrzeba duzej pewnosci siebie zeby sobie poradzic. Nie ma to nic wspolnego z umiejetnosciami, tylko z pewnoscia siebie.
  • lumeria 08.09.19, 14:29
    No właśnie mam takie wrażenie. Pogarda i wyśmiewanie kobiet za kierownica. Agresywne zachowania wobec kobiet prowadzących auta. Budowanie strachu w tych które zamyślają zdawać na prawko.

    Przeglądnęłam statystyki - tak kobiety maja więcej stłuczek, lecz o wiele mniej wypadków śmiertelnych np. (To niezależnie od kraju).
  • milamala 08.09.19, 00:47
    ola_dom napisała:

    cyt. uważam m.in. tru
    > dność w ocenie odległości - brak widzenia stereoskopowego, trudność w poczuciu
    > "granic samochodu"

    Mam to samo, i nie przeszkadza mi to w prowadzeniu auta przez pol Europy (jak do tej pory). Jak slysze za 200 metrow skrec gdzies tam, zabieram sie do skretu, maz krzyczy: gdzie to dopiero 50 metrow, a nie 200. Jakie 50, 200, 500 czy 1000 metrow. Dla mnie to zadna roznica. Do mnie sie nie operuje takimi haslami. Do mnie sie mowi: skrec tu, albo skrec na Wilkowyje, albo skrec na droge nr...

    Nawet parkuje wcale nie malym autem bez zarzutu.

    Da sie to przezwyciezyc i bez tej umiejetnosci jezdzic bez problemow.



  • milamala 08.09.19, 01:15
    milamala napisała:


    Do mnie sie nie operuje takimi haslami. Do
    > mnie sie mowi: skrec tu, albo skrec na Wilkowyje, albo skrec na droge nr...

    I oczywiscie zadne tam: skrec w prawo, czy w lewo, u mnie sie wystawia lapke i pokazuje w ktorym kierunku mam skrecic, albo jak wyzej: skrec na wilkowyje, albo droge taka a taka. Daje rade.
  • ola_dom 08.09.19, 10:21
    milamala napisała:

    > Mam to samo, i nie przeszkadza mi to w prowadzeniu auta przez pol Europy
    > (jak do tej pory). Jak slysze za 200 metrow skrec gdzies tam, zabieram sie do skretu,
    > maz krzyczy: gdzie to dopiero 50 metrow, a nie 200.

    Ale to nie o to chodzi - tylko, np. widzisz inny samochód na drodze i nie jesteś w stanie realnie ocenić, czy jest daleko czy blisko. Czy zdołasz wykonać manewr, czy nie.

    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • lumeria 08.09.19, 14:23
    To już musi być jakieś zaburzenie percepcji. Dzisiaj przejechałam dłuższy kawal drogi z zamkniętym okiem, i brak wizji stereoskopowej wcale nie uniemożliwił mi odpowiednie ocenienie dystansu.

    Trudniej jest ocenić jak szybko auta się do nas zbliżają (np. wykonując skręt ze stopu na ruchliwej drodze).
  • po-trafie 05.09.19, 07:32
    Jest ogromna roznica pomiedzy jazda dosc nowym autem (wspomaganie, czujniki, kamery), z automatyczna skrzynia biegow, po szerokich drogach z szerokimi pasami ruchu, poboczami i brakiem lewoskretu jesli nie ma sygnalizacji swietlnej
    a jazda starszymi autami, z manualna skrzynia, bez poboczy, czesto z jednym waskim pasem w danym kierunku, duza iloscia robot drogowych i organizacja ruchu tworzaca pewne ryzyko kolizji
    a jeszcze inne
    jest prowadzenie auta jak powyzej, ale w kraju gdzie reguly, znaki drogowe i sygnalizowanie zamiarow lub sprawdzanie lusterek jest opcjonalne (wlochy, ukraina, indie i wiele innych).

    Poziom uwagi, koordynacji, skupienia i czas reakcji na niespodzianki sa znaczaco inne w kazdym z tych kontekstow.
    Mam prawo jazdy, zdane za pierwszym razem. jezdzilam po miastach, dlugie trasy, noca, w stresie (np z osoba krzyczaca z bolu).
    i wiem ze dam rade, ale kierowca jest kiepskim. mam niesamowicie kiepskie wyczucie odleglosci i przestrzeni, wyprzedzanie na jednopasmowkach to dla mnie udreka, rozkojazam sie latwo i uniknelam stluczek chyba tylko fuksem.

    --
    styletka.pl/blog - tyle pieknych ubran, a zycie takie krotkie...
  • lumeria 05.09.19, 19:03
    To co opisujesz nie ma nic do czynienia z talentem. Jeśli częściej jeździłabyś w trudnych warunkach, to nauczyłabyś się w nich jeździć, i prowadzenie stałoby się łatwiejsze. Mo ze nigdy nie polubiłabyś jazdy w trudnym terenie, ale zdobyłabyś kompetencje by robić to lepiej i czuć się bardziej zrelaksowana. To kwestia praktyki, nie talentu.
  • po-trafie 05.09.19, 23:06
    Taa.. dlatego mimo wielogodzinnych lekcji wychowania fizycznego i 35 latach chodzenia po swiecie nadal nie jestem w stanie ocenic predkosci lecacej do mnie pilki i jej zlapac lub odbic i kiepsko manilpuiuje przedmiotami w przestrzeni. Bo brakuje mi praktyki ;)

    Zadziwiajace jest to, ze ludzie nie rozumieja, ze ktos mimo wielu lat praktyki moze po prostu miec bardzo nikle mozliwosci opanowania jakiejs umiejettnosci w stopniu chocby srednim lub dostatecznym. Sa ludzie, ktorzy maja tak zle wyczucie rytmu, ze nigdy do niego nie zatupia i nie zaklaszcza. Bo nie slysza.
    Sa ludzie, ktorzy bardzo slabo rozpoznaja twarze, mimo wieloletniej codziennej praktyki. Inni nie pamietaja imion, a jeszcze inni, chocby staneli na rzesach nie wypodukuja tekstu, ktory bedzie sie czytalo spojnie.

    Mamy rozne talenty. Czasem mozna czegos az tak nie umiec, ze jest to jednostka chorobowa lub niepelnosprawnosc lub zaburzenie, ale mozesz byc kilka oczek wyzej na skali, i niby jestes zdrowy i niezburzony i niespecyficzny, ale jednak cos ci idzie BARDZO zle.
    Brak widzenia trojwymiaru i odleglosci jest faktyczna jednostka chorobowa, dotykajaca ok. 1% spoleczenstwa. Mozna miec dwoje sprawnych oczu i jednoczesnie nie widziec trojwymiaru. Umiejetnosc ta nie jest jednak binarna, w gronie ludzi korzy trojwymiar widza, sa tacy ktorzy widza go ekspercko i wymanewruja 3przyczepowym tirem w ciasnej uliczce na centrymetry, a sa tez takie osoby, ktore schodza z roweru zjezdzajac rampa do przejscia podziemnego, bo nie widza czy sie w zakrecie zmieszcza (to ja, a jezdze od lat minimum 4-6h tygodniowo - i wiem ze ten zjazd spokojnie miesci rower, ale moje oczy tego nie widza i to bardzo niekomfortowe uczucie).

    Skad to przekonanie, ze jesli Ty cos umiesz lub 99% ludzi cos umie, to dzieki praktyce ogarnie to absolutnie kazdy? Mam nieomalze fotograficzna pamiec jeslii chodzi o tekst drukowany i nigdy nie upieralabym sie, ze inni tez moga, kwestia praktyki.

    --
    styletka.pl/blog - tyle pieknych ubran, a zycie takie krotkie...
  • sorvina 06.09.19, 11:20
    Bo kiedyś poszły w świat naciągnięte wnioski z badań, że jak poświęcisz na coś 10 tyś godzin to zostaniesz mistrzem. Więc jak komuś nie wychodzi, to zbyt leniwy był i gdyby się postarał to by umiał, a to bzdura. Niektórzy mają taką budowę mózgu/ciała, która daje im umiejętności dla innych niedostępne. Ćwiczeniem gdy nie mamy wrodzonych predyspozycji można nauczyć się coś robić przyzwoicie, ale nie świetnie. Owszem sam talent bez ćwiczeń nie jest tak wiele warto, ale wysiłek talentu nie zastąpi. wyborcza.pl/7,75400,25156022,cwiczenie-nie-czyni-mistrza.html

    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • lumeria 06.09.19, 18:10
    Całkowicie się zgadzam, ze ludzie mogą nie mieć wrodzonych predyspozycji do robienia różnych rzeczy. Albo mieć rożne rodzaje ograniczeń ruchowych, percepcyjnych, etc. Tutaj mówimy nie o braku "talentu" do rozpoznawania twarzy, słyszenia, postrzegania ruchu, itp., tylko o zaburzeniach percepcji, sensorycznych czy motorycznych. (Nie jestem ekspertem, wiec mam nadzieje, ze dobrze to opisalam).

    Jednak większość osób mieści się w jakimś tam zakresie przeciętności.

    Dlaczego a priori zakladac, ze ktoś albo nie ma "talentu" albo ma jakieś zaburzenia - zanim spróbował coś zrobić (np. prowadzić auto)? Albo zanim nabrał wystarczająco dużo wprawy, by wykonywać to zajęcie kompetentnie (nie mistrzowsko).
  • sorvina 09.09.19, 09:24
    Jak najbardziej nie da się z góry określić, że ktoś nie ma talentu bo np. jest kobietą, zanim nabierze w czymś wprawy. Prędzej czy później okaże się czy ma jakieś ograniczenia nie do przeskoczenia, albo wymagające ogromnej pracy by je zniwelować. Wtedy można podjąć świadomą decyzję czy się tego chce. Bo czasem zaczynając od zera coś innego, do czego mamy smykałkę, można mieć łatwiej i efekt lepszy.

    Ja chodziłam 3 lata do szkoły muzycznej, klasa fortepianu. W trakcie pierwszego roku okazało się, że nie trzymam rytmu. Niektórzy tak mają - brakuje wewnętrznego wyczucia. Przez kolejny rok ćwiczyłam godzinami z metronomem, by sobie z tym poradzić. Ale nie pomogło. Wiadomo było, że "wielką pianistką" nie zostanę. A biorąc pod uwagę ile pracy i stresu kosztowała mnie ta cała szkoła, to dla bycia "średnią" już mi się ćwiczyć nie chciało. Ale w tej samej szkole, dzięki autorskiemu programowi nauczania w części ogólnokształcącej i świetnym nauczycielom odkryłam, że mam smykałkę do malowania i rysowania i robię błyskawiczne procenty. Połknęłam też bakcyla czytania i interesowały mnie różnego rodzaju przedmioty humanistyczne. Po kolejnym roku przeszłam do zwykłej podstawówki i potem przez jakiś czas rozwijałam swoje zdolności artystyczne pracując ostatecznie jako grafik. By ostatecznie jednak skupić się na tym co kocham najbardziej, czyli psychologii i tematach pokrewnych i szerzeniu wiedzy na ten temat.

    Znam ludzi, którzy nigdy nie będą mieli wystawy w najlepszych galeriach świata, ale malują bo to lubią, bo traktują to jako autoterapię. I super. Nie twierdzę, że nie powinni w ogóle tego robić, chodzi o cel i intencje, by się nie oszukiwać. Zarówno nie dać sobie wbić do głowy fałszywych ograniczeń, ale też znać te realne i uczciwie do sprawy podejść np. tak jak tu było mówione - można twierdzić, że jestem super uber kierowcą negując dowody na to, że bywa różnie, a można mieć jasność, że np. hałas nas rozprasza i stworzyć sobie optymalne warunki do jazdy.

    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • fragile_f 07.09.19, 03:31
    " “Once you get to the highly skilled groups, practice stops accounting for the difference. Everyone has practised a lot and other factors are at play in determining who goes on to that super-elite level,” she said."

    Nie wiem, czy doczytałaś do końca ten artykuł, ale jak dla mnie "super-elite level" to poziom olimpijski a samą cieżką pracą i ćwiczeniami można spokojnie dojść do poziomu naprawdę dobrego sportowca, który wygrywa lokalne zawody.

    To co piszesz może być cholernie zniechęcające dla osób, które chcą być np. bardzo dobrymi grafikami na poziomie swojego miasta czy województwa, ale niekoniecznie mają aspiracje do wystawy w MOMA w wieku 20 lat.

    --
    Fragile
  • sorvina 09.09.19, 09:45
    Rozumiem, że masz na myśli oryginalny artykuł w Guardianie? Warto go podlinkować, bo zawiera informacje o tych badaniach, których polski artykuł nie ma: www.theguardian.com/science/2019/aug/21/practice-does-not-always-make-perfect-violinists-10000-hour-rule

    Ja myślę, że warto być uczciwym wobec siebie. Jeśli ktoś nie ma ambicji bycia w pierwszej dziesiątce czy nawet setce na świecie, to świadomość jak talent działa, może zmniejszyć jego presje wewnętrzne i pozwoli się cieszyć z tego, że osiągnął szczyt swoich możliwości, zamiast ścigać się z tymi, którzy od samego początku mieli przewagę.

    Ale obserwuje wiele dzieci ambitnych, czasem narcystycznych matek, które są przekonane, że ich dzieci są/mają być super hiper i klękajcie narody... a nie są. I nie mówię tu o zdrowej wierze w dziecko, ale oczekiwaniu, że będzie miało sukcesu na miarę geniuszu. Dziecko ma spełniać aspiracje rodzica, dowartościować go swoim sukcesem. I te dzieci zetkną się z rzeczywistością kiedyś brutalnie. Warto by wiedziały, że zaślepienie matek i ciężka praca nie zastąpią talentu, bo znam wiele osób, które żyje z poczuciem, że zawiodły rodziców/otoczenie, że gdyby się bardziej starały...

    Dotychczasowa interpretacja badań mówiła - nie musisz się zastanawiać do czego masz predyspozycje, ile dany sukces jest dla Ciebie warty w przeliczeniu wysiłku na efekt - zacznij robić cokolwiek, po 10tyś godzin będziesz mistrzem. Teraz wiadomo, że niekoniecznie. A pewne zawody wymagają dużego poświęcenia czasu, wysiłku i kosztów na dobrych trenerów, czasem z kosztem dla zdrowia, przy wyczynowym ćwiczeniu. Dlatego podjęcie świadomej decyzji może zapobiec wielu frustracjom.

    A przede wszystkim warto przestać się porównywać z innymi i zacząć ścigać z samym sobą. Bo nawet jak zaczynamy z pozycji "2 lewe ręce" do czegoś, to przez regularną praktykę możemy dojść do poziomu przyzwoitego i to, że nie jest genialny, że musimy sobie np. tą jazdę, te warunki pracy ustawić pod siebie, nie oznacza, że nie jest dobry i dla naszych potrzeb wystarczający. A właśnie ci aroganccy kierowcy próbujący wmówić kobietom, że się nie nadają, że nie potrafią jeździć, bo np. tak ostrożnie jeżdżą tak naprawdę potrzebują mieć kogoś, kogo mogą uważać za gorszego kierowcę od siebie, by ukryć swój realny poziom. Nie zmienimy tego jak ludzie myślą, ale możemy przestać temu ulegać.

    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • ola_dom 06.09.19, 21:36
    po-trafie napisała:

    > Skad to przekonanie, ze jesli Ty cos umiesz lub 99% ludzi cos umie, to dzieki praktyce
    > ogarnie to absolutnie kazdy? Mam nieomalze fotograficzna pamiec jeslii
    > chodzi o tekst drukowany i nigdy nie upieralabym sie, ze inni tez moga, kwestia praktyki.

    po-trafie - opisałaś dokładnie na własnym przykładzie to, co ja z grubsza teoretycznie.
    I dołączę - uważam że mam niezły "talent" do ortografii i totalny "brak talentu" do matematyki, ściśle do liczenia. Nigdy nie uczyłam się ortografii i szczerze mówiąc - nie bardzo wierzę, że można się jej nauczyć. Nawet długo praktykując.
    Choć bardzo jestem ciekawa, czy dałoby się mnie nauczyć matematyki stosując odpowiednie metody - jak w filmach o genialnych nauczycielach ze szkół w slumsach (film na faktach, oczywiście), którzy z przeciętniaków robią matematycznych geniuszy. Chcę wierzyć, że tak :)



    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • heniek.8 06.09.19, 22:07
    ola_dom napisała:

    > . Nigdy nie uczyłam się ortografii i szczerz
    > e mówiąc - nie bardzo wierzę, że można się jej nauczyć. Nawet długo praktykując
    > .

    Uczyłaś się, praktykowałaś w młodości przez długie godziny czytając książki, aż w mózgu ustaliły się połączenia neuronów które masz do dzisiaj i często je wzmacniasz (choć czytając fora możesz je hehe popsuć)
  • ola_dom 07.09.19, 09:04
    heniek.8 napisał:

    > Uczyłaś się, praktykowałaś w młodości przez długie godziny czytając książki, aż
    > w mózgu ustaliły się połączenia neuronów które masz do dzisiaj i często je wzmacniasz

    Ale czy nie można powiedzieć, ze miałam rodzaj "talentu", czy też nie dotknął mnie "brak talentu" w postaci jakiejś dysleksji?
    Wydaje mi się, że wiele osób z mojego pokolenia czytało podobnie dużo - a robią więcej błędów, a przede wszystkim - nie zwracają za bardzo uwagi na to, jak piszą.
    No i - musiałam przez całą szkołę tłuc matematykę - dlaczego nie ustaliły mi się połączenia neuronowe do liczenia? (mam dyskalkulię, to już wiem).


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • lumeria 07.09.19, 22:23
    Czy ta dyskalkulia przeszkadza Ci zrozumieć ile pani ma ci wydać w sklepie? Wiedzieć, czy za 5 dych kupisz dwie czy cztery bluzki, ile dać napiwku. Albo by policzyć ile masz na koncie, lub przeliczyć (za pomocą kalkulatora) jaka płacisz ratę za pożyczkę, procenty od opłat na karcie kredytowej, itp.?

    Ja do tej pory nie znam tabliczki mnożenia. Dzieki krasnoludkom za kalkulatorki!



  • amiralka 07.09.19, 22:45
    Mnie niestety przeszkadza w tych sytuacjach. Policzenie procentów opanowywalam x razy, potem zawsze zapominam i zaczynam od zera. Inne policzę, ale często muszę rozpisac na kartce wiec w sklepie pozostaje mi liczyc na uczciwosc kasjera lub niezawodnosc maszyn;)
  • ola_dom 07.09.19, 22:49
    amiralka napisał(a):

    > w sklepie pozostaje mi liczyc na uczciwosc kasjera lub niezawodnosc maszyn;)

    Uwielbiam nowe kasy z wyświetlaczem, które podają dokładną kwotę reszty :)


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • ola_dom 07.09.19, 22:48
    lumeria napisała:

    > Czy ta dyskalkulia przeszkadza Ci zrozumieć ile pani ma ci wydać w sklepie?
    > Wiedzieć, czy za 5 dych kupisz dwie czy cztery bluzki, ile dać napiwku.
    > Albo by policzyć ile masz na koncie, lub przeliczyć (za pomocą kalkulatora)
    > jaka płacisz ratę za pożyczkę, procenty od opłat na karcie kredytowej, itp.?

    Jak tylko próbowałam się skupić na kolejnych pytaniach, zaczęło mi huczeć w głowie i się zdenerwowałam.
    Tak, także na kalkulatorze się mylę, jeśli muszę wykonać kilka obliczeń po kolei. W czasach przed Excelem zapisywałam kolejne działania, które robiłam na kalkulatorze.
    Mam swoje "myki" na różne obliczenia, ale to ZAWSZE jest stres i NIGDY nie mam pewności, czy na pewno dobrze policzyłam.

    10 procent napiwku jest łatwe; obliczenie, czy starczy mi kasy na dwie bluzki, czy na cztery - także. Ocena stanu konta czy posiadania "z grubsza" - daję radę. Reszta jest stresująca.
    Zapamiętanie więcej niż dwóch informacji z liczbami/cyframi naraz - w zasadzie niemożliwe.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • lumeria 07.09.19, 23:08
    Przepraszam, nie chcialam wywolac zdenerwowania... calkowicie nie pomylslalam, ze taki moze byc rezultat pytan... och!

    To jest interesujące, bo ja mam podobnie - wstyd powiedzieć, ale czasami liczę na palcach, albo muszę sobie zapisać. Czasami mi się nawet pomyli wydawana reszta.

    Pamiętam mój # telefonu z dzieciństwa, ale teraźniejszego nie. :)

    Ale uważam, ze jestem dobra w kalkulowaniu, obliczaniu, mimo, ze nie jestem tego w stanie zrobić na poczekaniu. Np. muszę posprawdzać formułki na obliczanie odsetków, zależnie w jaki sposób są doliczane, itp. Ale patrze na to bardziej jak na łamigłówkę, i *zazwyczaj* nie jest to zbyt stresujące.

    Moze to kwestia podejścia do sprawy, lub znaczenia, jakiego nadajemy takim sytuacjom? Co myślicie?
  • ola_dom 07.09.19, 23:22
    lumeria napisała:

    > Przepraszam, nie chcialam wywolac zdenerwowania... calkowicie nie pomylslalam,
    > ze taki moze byc rezultat pytan... och!

    Ależ nie przepraszaj - napisałam o zdenerwowaniu, żeby uświadomić, że coś na pierwszy rzut oka banalnego - wcale nie dla każdego takie jest. Że proste pytanie o liczby może wywoływać tak dziwaczną reakcję.

    > Moze to kwestia podejścia do sprawy, lub znaczenia, jakiego nadajemy takim sytuacjom? Co myślicie?

    Myślę, że nie. Ja przez kawał życia nie wiedziałam, o co chodzi, co się ze mną dzieje - do czasu, aż przeczytałam pierwszy artykuł o dyskalkulii. Do dziś to pamiętam, bo to było olśnienie i uwolnienie. Sama wreszcie zrozumiałam, o co chodzi mojej głowie. Szkoda, że to było już po zakończeniu liceum :).
    Więc te "hece" podczas liczenia działy się, jeszcze zanim miałam jakąkolwiek świadomość problemu. Jak więc miałam nadawać specjalne znaczenie codziennym lekcjom matematyki?
    Mało tego - matematyka jako taka nie wydaje mi się specjalnie potrzebna w życiu, ale niestety - jej nieznajomość bardzo utrudnia poznanie i zrozumienie fizyki, która jest najbardziej fascynującą dziedziną, jaką znam. I nawet to nie jest w stanie zmienić mojego "podejścia" :/.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • fragile_f 09.09.19, 00:39
    Ola_dom, taki offtop: znasz dobrze angielski? Bo jeśli tak, to poszukaj na YT kanału PBS Spacetime - gosc opowiada o naprawdę grubej fizyce (głównie astrofizyce) bez praktycznie zadnych wzorow, za to z duża ilością wizualizacji.

    --
    Fragile
  • ola_dom 09.09.19, 07:19
    fragile_f napisała:

    > Ola_dom, taki offtop: znasz dobrze angielski? Bo jeśli tak, to poszukaj na YT kanału PBS
    > Spacetime - gosc opowiada o naprawdę grubej fizyce (głównie astrofizyce)
    > bez praktycznie zadnych wzorow, za to z duża ilością wizualizacji.

    Dziękuję! Nie mam pewności, czy do astrofizyki mój angielski wystarczy, ale na pewno obejrzę.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • lumeria 06.09.19, 22:59
    >Skad to przekonanie, ze jesli Ty cos umiesz lub 99% ludzi cos umie, to dzieki praktyce ogarnie to absolutnie kazdy?

    Nie mam takiego przekonania, wiec tego nie napisałam. To jest przeciąganie argumentu do absurdu. Nie, *absolutnie kazdy" nie bedzie robil wszystkiego.

    Ale to nie oznacza, ze przeciętna osoba nie osiągnie wystarczająco dobrego poziomu -jeśli jej się nie wmawia, ze nie może na podstawie przypadków skrajnych (np. zaburzeń percepcji), niepełnosprawności, itp.).



  • bigzaganiacz 05.09.19, 10:41
    Brak talentu do prowadzenia auta – to sformułowanie jest dla mnie niepojęte. Absurdalne.

    widocznie masz mala pojemnosc
  • lumeria 05.09.19, 18:47
    Na niektóre głupoty nie mam wcale pojemności.
  • amiralka 05.09.19, 21:09
    Jasne, że "trening czyni mistrza". Ale. Ja nie wiem czy to brak talentu, ale wiem jakie cechy MNIE utrudniają prowadzenie: nerwowość, problemy z podejmowaniem decyzji, astygmatyzm i problemy z prawidłową oceną odległości, rozkojarzenie (pasażerowie w aucie nie mogą mówić ani między sobą, ani do siebie), impulsywność (jak ktos mnie zdenerwuje za kółkiem robię rzeczy, za które mi wstyd.)
  • zwierzakowa13 06.09.19, 13:31
    A jeździsz codziennie czy okazjonalnie?
  • milamala 08.09.19, 01:05
    amiralka napisał(a):

    > nerwowość,

    Nerwowosc to sie zgodze, moze byc problemem, ale to w zaleznosci chyba od jej poziomu.

    cyt."problemy z podejmowaniem
    > decyzji,

    Jakich decyzji? Za kolkiem nie ma zbyt wielu mozliwosci podejmowania decyzji. Chyba tylko w jakim kierunku masz jechac.

    cyt. problemy z prawidłową oceną odległości"

    Mam z tym "problem", ale zupelnie mi w aucie nie przeszkadza. Dlaczego tak czesto o tym mowicie? jestem zywym przykladem, ze ocena odleglosci nie jest zadna przeszkoda zeby jezdzic.

    cyt. > pasażerowie w aucie nie mogą mówić ani między sobą, ani do siebie)

    Mam to samo od pewnego czasu. Wiec pasazerowie zobowiazani sa do ciszy nocnej i na tym sie problem konczy. Nawet najbardziej zatwardzialy gadula jak mu sie powie prosto w oczy, ze sie go zaraz wysadzi na srodku drogi to milknie.
  • bigzaganiacz 06.09.19, 10:44
    ludzie potrafia nie umiec na rowerze jezdzic
    jazda samochodem to nie jak ogladanie telewizji
    to poruszanie sie poltoratonowym klocem wsrod innych poltoratonowych klocow z duzymi predkosciami
    jak tego nie pojmujesz to jestes mocno ograniczona
  • lumeria 06.09.19, 23:03
    Czyli wszyscy, którzy spowodowali wypadek powinni stracić prawo jazdy, bo ewidentnie talentu nie maja, i są niebezpieczni na drodze. Tak?
  • milamala 08.09.19, 01:07
    bigzaganiacz napisał(a):

    > ludzie potrafia nie umiec na rowerze jezdzic

    Potrafia, ale baaaaardzo rzadko, zwykle dotyczy to ludzi o pewnych schorzeniach, niepelnosprawnych.
  • camaretto 08.09.19, 10:47
    Jemu chyba chodziło o brak znajomości praw ruchu drogowego....
    Osób pijących nie biorę pod uwagę, bo na wiosce gościu siada na rower i musi dokołować do innej wioski po alkohol, a w BIgCity...niekoniecznie,ten z szybkością NIE -dozwoloną 30km / h góra na góralu, i to z górki (raz jeden agent ABw się w mojej obecności nabrał, że ten rower może więcej niż nic, niestety - S = v *t - opór opon)
    W nadmiarze alkomatów w kieszeni to mona się z jednoślada jedynie wychrzanić ;D, to zdanieteoretyków i biegłych sądowych grockich.

    --
    To nie karty są nietrafne tylko interpretator do kitu :-) stare przysłowie Starożytnych Rzymian
    Od wróżenia z flaczków jest jeszcze jedna,gorsza rzecz:flaki z olejem
    "Zabili go,i uciekł później w krzaki, a ona za nim. Pewnie go goniła..."- cytat z kina domowego.
    www.oczary.wordpress.com
  • lumeria 08.09.19, 16:39
    Lub tych, którzy nigdy nie spróbowali
  • bigzaganiacz 10.09.19, 09:46
    Potrafia, ale baaaaardzo rzadko, zwykle dotyczy to ludzi o pewnych schorzeniach, niepelnosprawnych.

    forum.gazeta.pl/forum/w,567,164829611,164829611,znacie_kogos_kto_nie_umie_jezdzic_na_rowerze_.html
    w sumie racja na forum ludzi ze schorzeniami jest to dosyc czeste
  • mocno.zdziwiona 09.09.19, 13:51
    A ja uważam, że można mieć lub nie mieć "talentu" do takiej czynności. Ten brak talentu to po prostu zestaw cech, które nie pomagają w płynnej i bezpiecznej jeździe. To strach, nerwowość, kiepska orientacja w terenie i przestrzenna ogólnie, słabszy refleks, słabszy wzrok, trudności z oceną odległości i wiele innych. Oczywiście to można ćwiczyć, można nad tym pracować, ale czasami stres związany z prowadzeniem samochodu nie znika nigdy. I to jest właśnie moim zdaniem ten brak talentu. Niektórzy się przemogą i będą jeździć opłotkami i drogami o małym ruchu, i uda im się zaprakować na placu wielkości boiska, inni nie zdobędą się nawet na to. I to jest ok moim zdaniem. W dzisiejszych czasach jest wiele możliwości przemieszczania się: autobusy, pociągi, taksówki, rowery i hulajnogi,w tym elektryczne, własne nogi. I jeśli kogoś jazda samochodem ma koszmarnie stresować, to lepiej żeby wsiadł na rower albo do autobusu.
  • lumeria 09.09.19, 15:47
    Pytanie jest, dlaczego tak koszmarnie kogoś stresuje jazda samochodem? Czy możliwe, ze nagminnie powtarza się jaka niebezpieczne i stresujące jest prowadzenie auta? Dlatego, ze (polscy) kierowcy straszą i odradzają robienie prawka innym? Ze z pogarda patrzy się na tych/te którzy jeżdżą spokojnie i bezpieczne (nazywając to "zachowawczo")?

    Niedawno trafiłam na artykuł (sorry, nie mogę go znowu znaleźć) o tym, ze osoby z niższym ilorazem inteligencji łatwiej zdają na prawko. Dlaczego? Dlatego, ze podchodzą do sprawy zadaniowo. Maja to, to i to do zrobienia na teście, i są do tego przygotowani (np. brali kurs). Ich uwaga jest calkowicie skoncentrowana na zadaniach. Za to osoby 'inteligentniejsze' maja uwagę rozproszona. Przede wszystkim tym, co czuja - czyli własnym strachem, martwieniem się tym co sobie egzaminator pomyśli, monitorowaniem swojego postępu i tym podobnymi kwestiami niezwiązanymi z samym prowadzeniem auta. Interesujące, nie?

  • mocno.zdziwiona 09.09.19, 16:14
    Może dlatego, że wiedzą, że są zapuszkowani w ponad tonie blach i te blachy, niewłaściwie użyte, mogą wejść w bezpośrednią interakcję z innymi blachami? A dlaczego niektórzy się boją latać albo mają lęk wysokości? Mamy różne lęki, czy tego chcemy czy nie. Świadomość swoich ograniczeń akurat czyni dobrego kierowcę, nie na odwrót. I choć może Ci się wydać niemożliwe, to moja ciocia nigdy nie nauczyła się jeździć na rowerze. Próbowała kilkadziesiąt razy i nie jest w stanie tego ogarnąć. Może dziwne, ale prawdziwe. Mamy określone predyspozycje, czy jak to nazywasz, talenty, zaś innych możemy być pozbawieni.
  • lumeria 09.09.19, 16:44
    >Świadomość swoich ograniczeń akurat czyni dobrego kierowcę, nie na odwrót.

    Zgadzam się. Odpowiedni poziom ostrożności uzasadniony realnymi przesłankami, jak najbardziej. Lecz wyolbrzymianie strachu, niebezpieczeństw, "kilka ton metalu", jest paraliżujące i nie pomaga a wręcz uniemożliwia wykonywanie rożnych czynności.

    Prawdę mówiąc, to czuje się bezpieczniej w samochodzie, bo mam te "kilka ton metalu" miedzy mna a innym samochodem. Jadąc rowerem tego nie mam. Czy powinnam być paraliżująco zastraszona, bo nie mam dobrej koordynacji, boje się zdjąć reki z kierownicy by zasygnalizować skręt, inni kierowcy bywają agresywni wobec rowezystow, znienacka otwierają drzwi zaparkowanych aut, itp, itd.

  • lumeria 09.09.19, 16:44
    rowerzystow
  • mocno.zdziwiona 09.09.19, 17:56
    Pytanie czy jest sens dystutować o obawach lub fobiach. Sama mam prawo jazdy ponad 20 lat, sporo kilometrów zrobionych, bezwypadkowo itp. Nie uważam się za złego kierowcę, ale i Hołowczycem nie jestem. I są drogi, skrzyżowania, miejsca, które mnie stresują. I jeśli mogę, to je omijam, czasami wolę nadłożyć drogi niż jechać przez stresujące mnie nie miejsce. Jeśli bym musiała, to pojadę przez nielubiane miejsca, ale przypłacam to stresem. Więc rozumiem, że jeśli ktoś przypłaca stresem jazdę w ogóle, to może nie mieć na nią ochoty.
  • heniek.8 10.09.19, 09:25
    lumeria napisała:

    > Za to osoby 'inteligentniejsze' maja uwagę rozproszona. Prz
    > ede wszystkim tym, co czuja - czyli własnym strachem, martwieniem się tym co so
    > bie egzaminator pomyśli, monitorowaniem swojego postępu i tym podobnymi kwestia
    > mi niezwiązanymi z samym prowadzeniem auta. Interesujące, nie?


    no popatrz ja też trafiłem na podobny artykuł i tam było to inaczej wyjaśnione
    osoby gorzej wykształcone częściej pracowały fizycznie gdzie były potrzebne zdolności motoryczne, koordynacja ręka-oko-noga i takie tam

    a martwienie się co sobie pomyśli egzaminator to oznaka neurotyczności a nie wysokiej inteligencji
  • amiralka 10.09.19, 14:04
    Lumerii chyba chodzi o tzw prawo półkulowców, to oni mają taki typ "nadwydajności umysłowej", uważani często za neurotyków. Fajnie to jest opisane w książce "Jak mniej myśleć".
  • bigzaganiacz 21.09.19, 23:05
    m.joemonster.org/filmy/99944
    Tu masz filmik o braku talentu i "muzgu"
  • lumeria 21.09.19, 23:23
    Tylko jedna?

    Zerknij tutaj www.youtube.com/watch?v=rCdTolZwrg4

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka