Dodaj do ulubionych

Jak to obiektywnie odczytać

27.09.19, 17:34
Mam nadzieję, że dacie mi jakąś podpowiedź. Mam problem z oceną sytuacji między moimi rodzicami. Na początku zaznaczę, że jestem jednakowo z nimi związana. Już u nich tylko pomieszkuję, studiuję, to już końcówka studiów. Między rodzicami jest odwieczny problem. Jest nim to, co zrobiła mamie teściowa, czyli moja babka. Zrobiła sporo i nie będę tu opisywała szczegółów. Wystarczy, że napiszę, że konieczne było zerwanie kontaktów w babką, bo szła już na całość i chyba chodziło jej, a na pewno do tego prowadziły jej działania, by małżeństwo rodziców rozwalić. Mama jest wrażliwą kobietą, porządny z niej człowiek, ojciec wie o co biega, ale coś go tam jeszcze łechce matka. Jest w końcu jej synem. Stawał w obronie mamy, raz mniej raz bardziej udolnie. Niestety bezskutecznie. Mama ma o to żal do niego. Tata jest umysłem technicznym, nie wszystko łapie w delikatnych tematach, mama jest humanistką. Woja trwa z wiecznym zawieszeniem broni. Oboje są wykończeni, zarzucają sobie, że jeden drugiego nie rozumie. Tak jest w czasie kłótni, potem rozmawiają i wszystko sobie wyjaśniają. Tata mówi, że ją rozumie, a ona się uspokaja, bo obiektywnie rzecz oceniając sporo przeszła z teściową. Dziś znów się zazębili. Ostro. Jak zawsze wyszło od obojętnego tematu. Rozmawialiśmy przy obiedzie o upływie czasu. Zeszło na to, że ja już trochę żyję. Potem przeszło na to, że rodzice już za starzy na zostanie rodzicami, a potem że i w tym wieku zdarzają się wpadki. Mama powiedziała, że ja nie jestem z wpadki, a ona tak. Takie żarty. Tata, że on to jest z wpadki. Wszyscy wiemy zaś, że rodzice starali się wiele lat o niego, przeszło 10. I tu zaczęło się coś już dziać. On zaraz dodał, że ,,Ten temat jest drażliwy". Ojciec wie, że mama nie lubi słuchać o jego sielskim dzieciństwie. To z powodu teściowej. Siedziałam przy tym stole, ale jak zawsze mózg mi się zawiesił. Potem była już napędzająca się wymiana zdań. Ona twierdziła, że niepotrzebnie dodał to o tym drażliwym temacie, bo ona nic nie powiedziała. Potem powiedziała jednak, a była już zdenerwowana, że przecież wie, że długo się o niego starano więc po co mówi o sobie. On, że tak żartował. Ale zaraz, że on o sobie nie może nic powiedzieć. Że jest przecież, tu odwołanie do tematu rozmowy, zrobiony z plasteliny. Ona, że on ma pretensje do niej, że pewne tematy są drażliwe, bo zahaczają o jego matkę. A on, że on nie ma o to do niej pretensji, a zapytany do kogo ma odpowiedział, że może je mieć do swojej matki. Ona nie uwierzyła. I z tego powodu dostał szału. Najpierw małego. Ona go uspokajała, ale zaznaczała, że robi z niej wariatkę, bo pretensje ma, a mówi, że nie ma. On, że ona jest wariatką, bo nie wierzy, że on pretensji nie ma. Uspokoił się trochę i chciał się godzić, ale między wierszami padło, że jak powiedział o tym, że nie jest z wpadki, to zobaczył jej wzrok i wtedy powiedział o drażniącym temacie. I tu był gwóźdź do trumny, bo mama uznała, że jednak pretensje ma. A on nadal, że nie ma i dostał już dużego szału. Wydarł się z bólu, że jak on jest traktowany. On nie ma do niej pretensji, a ona mu je wmawia. Nastała cisza. A ja mam wypraną głowę. Czy ojciec nie ma tych pretensji, czy ma? Kto jest wariatem? Nie chcę i nie będę się w to mieszać. Chcę jednak wiedzieć jak to wygląda, czy tata kłamie?
Edytor zaawansowany
  • heniek.8 27.09.19, 18:28
    Jaka jest twoja rola w sporze między rodzicami?
    Bierzesz na siebie zadania które nie należą do ciebie
  • znakizapytania 27.09.19, 18:47
    Napisałam to w ostatnich zdaniach. Chcę wiedzieć jak inni to widzą. Nie mam zamiaru się mieszać w ich sprawy.
  • heniek.8 27.09.19, 21:09
    znakizapytania napisał(a):

    > Napisałam to w ostatnich zdaniach. Chcę wiedzieć jak inni to widzą. Nie mam zam
    > iaru się mieszać w ich sprawy.

    ja to widzę tak: jak większość tego rodzaju schematów, można tu pewnie będzie znaleźć coś przypominającego "trójkąt dramatyczny Karpmana" czyli oni sobie naprzemiennie ogrywają role prześladowcy i ofiary, i jeszcze im tylko brakuje wybawcy do kompletu

    samo to że próbujesz blisko śledzić, kto, co, w jakiej sytuacji, to już moim zdaniem jest za dużo - jesteś ich dzieckiem, nie sędzią, i nie prosili cię o jakieś analizy

    no oczywiście w doraźnych przypadkach "ofiara" chętnie by cię zaprosiła do zabawy żebyś stanęła przeciwko "prześladowcy" - ale w następnej kolejce dotychczasowy "prześladowca" zadeklarowałby że go prześladujesz, a on zyskuje status "ofiary"

    tak że raczej trzymaj się od tego z daleka, jeżeli nie chcesz się mieszać i chcesz być obiektywna, to nie wnikaj w szczegóły - to jest zabawa dorosłych ludzi, a ty (i każdy z nas) jesteś mniej obiektywna niż o sobie myślisz
  • lumeria 27.09.19, 21:15
    Bardzo dobra analiza Heńku. Popieram Twoje wnioski.

  • enith 27.09.19, 18:50
    Chyba żartujesz. Skąd my, obcy ludzie mamy wiedzieć, co dzieje się w głowach twoich rodziców? Kto od ćwierć wieku ma do kogo żal i o co? I czemu ciebie tak strasznie to interesuje, skoro deklarujesz, że nie chcesz się mieszać? Zostaw rodziców ich sprawom, niech się nadal kiszą w sosie wzajemnych pretensji.

    Rada dla ciebie: gdy rodzice biorą się w twojej obecności za łby, wstajesz od stołu, mówisz, że nie będziesz tego słuchać i wychodzisz (do innego pokoju lub z domu). Jak wrócisz, będzie już pewnie po kłótni. Parę razy tak zrobisz i możliwe, że rodzice zaczną się przynajmniej w twojej obecności hamować. Naprawdę nie musisz być świadkiem ich awantur, zwłaszcza, że ostatnio jesteś w tym domu już bardziej gościem, niż domownikiem. Parę razy zwiniesz się w czasie chryji na stancję, to może się rodzice trochę nad sobą zastanowią.
  • znakizapytania 27.09.19, 19:02
    Nie o to chodzi. Opisałam dokładnie sytuację. Dokładny przebieg kłótni. Chodzi mi ocenę tego konkretnego zajścia. Jak to wygląda, czy ojciec przypadkiem nie manipuluje. Nie chcę się wtrącać. Rodzice nie są mi obojętni. Nie muszę uciekać z domu, bo tam wieczne awantury.
  • alpepe 27.09.19, 19:13
    Wierzę twojemu ojcu i wierzę też twojej matce. On tyle razy był nielojalny wobec twojej matki, że ona już odruchowo mu nie wierzy, a on chciał coś zmienić.

    --
    "seksualna władza kobiet to jedyna władza kobiet, która się mieści w patriarchalnym etosie" skradzione od bene gesserit
  • enith 27.09.19, 19:15
    Z twojego dokładnego opisu kłótni nie wynika absolutnie nic. Nie można na tej podstawie wyciągać wniosków, że ktoś kłamie lub manipuluje. O tym wie tylko osoba kłamiąca lub manipulująca, wszyscy inni (w tym ty, jako świadek zdarzenia) będą snuć wyłącznie domysły i hipotezy, a żadna z nich nie musi mieć potwierdzenia w rzeczywistości.
    Więc jeszcze raz: nie wtrącaj się, nie kombinuj, nie szukaj odpowiedzi na pytanie "co autor miał na myśli", bo to jest droga donikąd. Zwłaszcza, że skoro rodzice mimo wielu lat tych nieporozumień między nimi nawet nie zahaczyli o terapię, to znaczy, że sami nie są zainteresowani odkryciem motywów swojego postępowania. Więc ty, ich dziecko, tym bardziej nie powinnaś być tym zainteresowana. Piłka jest wyłącznie po rodziców stronie.
  • znakizapytania 27.09.19, 19:28
    Jestem tym zainteresowana. To moi rodzice. Chcę ich zrozumieć.
  • znakizapytania 27.09.19, 19:35
    Zastanawiam się często nad tym, że skoro on nie ma do niej pretensji, że pewne tematy są powiedzmy nie jej ulubione, to dlaczego je wywołuje. Dlaczego skoro nie ma do niej o to pretensji, bo wie jak jego matka traktowała mamę, to dlaczego jest taki zdenerwowany widząc jakiś może grymas mamy. Albo nawet bez jej grymasu sam się denerwuje, że temat zahaczający nawet pośrednio o jego matkę podjął? Czy to możliwe, że denerwuje się wtedy na swoją matkę, że przez nią nie może normalnie o wielu sprawach z żoną pogadać? Czy udaje i jest również wkurzony na mamę?
  • enith 27.09.19, 20:11
    A czemu jego o to nie spytasz?

    Obiektywnie, to spojrzeć mógłby na to terapeuta i to po miesiącach, jeśli nie latach terapeutyzowania skłóconych małżonków. I też zasadniczo nie miałby żadnej gwarancji, że wnioski, do których w czasie swojej pracy doszedł, są słuszne. Bo na terapii ojciec i matka też mogą manipulować czy zatajać niewygodne fakty.

    Uważam, że za bardzo się angażujesz w coś, co ciebie w ogóle nie dotyczy. Twoje odcięcie się od ich konfliktu absolutnie nie świadczy o tym, że ci nie zależy czy że rodziców nie kochasz. Zrozum, to nie jest zadanie dziecka, choćby i dorosłego, dochodzenie motywów wzajemnego traktowania się rodziców, skoro oni sami nigdy nawet nie spróbowali tych motywów dojść i od lat tkwią w tym klinczu. Ty sobie pohipotetyzujesz, a pod koniec dnia i tak będziesz dokładnie w punkcie wyjścia, ani o gram cięższa o wiedzę o tym, co i dlaczego tak naprawdę dzieje się między twoimi rodzicami. Trudna to sytuacja dla dziecka i rozumiem cię doskonale. Sama jestem dzieckiem skonfliktowanych od dekad rodziców.
  • marsylvik 29.09.19, 08:16
    Bo się boi.
    Złość najczęściej przykrywa strach.
    A czego się boi, to nawet on sam może nie wiedzieć.
    Co za tym idzie, jeśli nawet manipuluje, to też może nie być tego świadomy. Manipulujemy czasem wszyscy, zwykle odruchowo i nieświadomie.

    Skoro tyle lat są razem, a konflikty też trwają tak długo i wg podobnego schematu, to grają w jakąś grę (manipulują). Oboje. Każde z nich ma swoją rolę w tej grze. Do czegoś tej gry potrzebują. Jaką i kto ją prowokuje - to niełatwo ustalić. Właściwie byłoby to możliwe tylko wtedy, gdyby oni sami zwróciliby się z tym do specjalisty. Moja szybka hiopteza: rodzice grają w kozi róg, a w Twojej obecności chcą tę grę przekształcić w sąd. Tyle, że jak najbardziej mogę się mylić, to taka przykładowa hipoteza, brakuje mi wiedzy nieco psychologicznej z jednej strony, a z drugiej, sytuację znam jedynie z Twojego opisu. Może to być cały zestaw gier, w których agensem bywają na zmianę.

    Tobie brakuje nie tylko wiedzy, ale i dystansu, nie rozkminisz tego ani nie musisz. Pomiędzy nimi jest jak jest, po prostu. Jedyne na co masz wpływ, to możesz odmówić udziału w grze i/lub postawić granicę, żeby nie robili tego przy Tobie, na przykład wychodząc z pokoju, jak to wyżej zaproponowano.

    Psycholog, jeśli ma problemy we własnym domu, to pomimo całej swojej wiedzy zwraca się z nimi do innego psychologa. Bo sam nie ma dystansu i o tym wie.
  • lumeria 27.09.19, 20:02
    Ale co chcesz osiągnąć poprzez rozgryzienie/zrozumienie tej dynamiki?
  • lumeria 27.09.19, 19:56
    W tym co opisujesz nie ma "obiektywności"

    Oni rozmawiają emocjonalnie - jedno rzuci haslo, drugie doznaje emocjonalnej aktywacji, wiec cos powie, co aktywuje partnera... i jest odjazd, jedno nakręca drugie, i nigdy nie będzie wiadomo kto co komu. Bo to jest system w ktorym obydwoje uczestnicza.

    Nie ma co dyskutowac z emocjami - nigdy nie dojdziesz "prawdy" - bo tam nie ma prawdy, sa tylko przestarzale, butwiejace emocje.

    Zamiast sie dreczyc kto ma racje (oboje i żadne) - warto odmówić uczestnictwa, nawet jako widz.
  • znakizapytania 27.09.19, 20:09
    Nie no ktoś z nich musi być bliżej prawdy, racji, czy jak to tam nazwiemy. Ktoś popełnia jakiś błąd, albo robi drugiemu krzywdę. Nie uważam póki co bym była widzem ich kłótni. To są bliscy mi ludzie. Warto to zrozumieć o co tu chodzi w tym sporze albo sporach, bo wszystkie są podobne i temat też jakby ten sam.
  • lumeria 27.09.19, 20:37
    Dlaczego uważasz ze jedno jest gorsze lub bardzej winne od drugiego.

    Zauważ, ze żadne nie odmawia uczestnictwa w tej grze, żadne nie robi kroków by wreszcie przestać w ten sposób rozmawiać. Nawet jeśli jedno jest gorsze, to drugie mu wtóruje. Idealnie się zazębiają. To jest ta sama kłótnia powtarzana - mniej więcej w dokładnie takim samym formacie - od dekad.

    Powiedzmy, ze to jedno jest gorsze. Czy potępisz ta osobę? Czy staniesz po ich stronie w kłótniach? Co z ta wiedza chcesz zrobić? Zniszczyć swoja relacje z jednym z nich?
  • verdana 27.09.19, 20:48
    Bez terapi ani rusz, bo niezaleznie od tego, co teściowa zrobiła Twojej matce jest nadal matką Twojego ojca. I ojciec prawdopodobnie ją kocha. Wymaganie od niego, aby odciął się nie tylko od bieżących działań matki, ale nie wspominał o dzieciństwie, albo udawał, że wspominanie o dzieciństwie nie jest drazliwe - skoro jest, jest nie do zrobienia. To już piętrowe obrażanie się - nie tylko o to, kto coś zrobił, ale co mógł pomyśleć i obrażanie sie o podejrzenia, ze tak pomyslał. Nie wtrącaj się. Nic nie poradzisz.
  • znakizapytania 27.09.19, 20:56
    Rozumiem. Czyli Ty rozumiałabyś gdybyś była a takiej sytuacji jak moja mama, że mąż może tak się zachowywać i robiłabyś z tego problemu? Pytam, bo może mama powinna mu pozwalać na te jego wszystkie nerwy? Powinna słuchać o jego dzieciństwie mimo, że babka utopiłaby ją w łyżce wody? Pytam, bo nie jestem jeszcze żoną, nie wiem jak takie sytuacje wyglądają też w innych małżeństwach.
  • znowuniedziela 28.09.19, 09:57
    Hej. Żyję w rodzinie z rodzicami od 41 lat i mamy podobny kłopot. Kłopot jest klasyczny. Teściowa nie lubi synowej. Mam porównanie moich Rodziców i mojego życia. Moja teściowa też mnie nie znosi.
    Uważam, że aspekt rozmowy jest rozwiązaniem. Ale bynajmniej nie rozmowy mamy z tatą tylko mamy z teściową, o ile żyje, bo tego nie wiem. Moja mama zawsze miała pretensje do taty o brak zdecydowanego stanowiska wobec babci, rozumiem identycznie jak u Twoich rodziców. Ojciec kocha swoją żonę, ale kocha też matkę. Uważam, że jego żona nie ma prawa oczekiwać od niego zdecydowanego odcięcia się od jego matki, bo matka nie lubi żony. To jest problem teściowej. Teściowa na kłopot z synową. Nie lubi jej, nie akceptuje, synowa cierpi, ale też czy potrafi się obronić!? Czy oczekuje, że obroni ją mąż, syn teściowej, kochający obie kobiety, nierozumiejący animozji, które też pewnie są na granicy rozsądku trudne do pojęcia...
    Tu moje porownanie:moja mama zawsze oczekiwała zdecydowanego stanowiska ojca, zakładam, u Was jest podobnie. Ojciec stanowiska nie zajmował, a jeśli zajmował, to wciąż zbyt lekkie wg mamy. I pretensje trwają do dziś, mimo że babcia nie żyje 25 lat... Babcia nie miała racji, ale była mocna psychicznie, natomiast mama chciała akceptacji, której nie miała, miała tylko zło. To zło w niej zostało, zło, żal, smutek, zaszłości z tatą, żal do taty... U mojej mamy to nie minęło, nie moja mimo upływu lat, bo sama ma żal ogromny i ogromny brak szacunku do siebie samej, że nie potrafiła, nie była w stanie obronić się, wyznaczyć granic babci. Ona ma żal do siebie, który uzewnętrznia się żalem i pretensjami do ojca. Ona tak to rozumie. Ze gdyby on coś COŚ zrobił wtedy ona byłaby uratowana, szczęśliwa, nie cierpiała...
    Mama Twoja nie ma racji, mama ma żal do ojca. Niesłuszny. Tata jest sfrustrowany, nie miał nigdy jasności jaki był konflikt, nie rozumiał, vtym bardziej teraz nie rozumie ani żony ani matki...
    Jeśli mama tego nie przepracuje sytuacja będzie cały czas się dziać...
    Dam przykład jak było, jest u mnie.
    Moja teściowa mnie nie cierpi. Po prostu. Kiedyś uważałam, będąc młodsza, że ona musi mnie lubić, a ja muszę zrobić wszystko, by mnie polubiła, zaakceptowała czy co tam... Myślałam kilka lat, w końcu uznałam, że chrzanię, nie lubi mnie, trudno, na kłopot ze mną, trudno, bywało więc ostro, bo przestałam być cichą osobą, malutką synową, tylko zaczęłam mówić to, co mnie irytuje, drażni, boli. Nie obyło się bez afer typu mieszkamy obok, nie widujemy się 2 lata, mój mąż tu akurat zachował się uważam w porządku, gadał tylko ze swoim ojcem, z matką nie, żadne imprezy czy święta nie chodził do nich, choć mieszkają obok. On cierpiał. Po 2,5 roku ona przyszła mnie przeprosić z czekoladkami6i szampanem, akurat wtedy, bo siostra męża wychodziła za mąż, impreza ślub itp.. Przeprosiny przyjęłam, owszem, z zaznaczeniem, że nie chcę, by to się powtórzyło, by uważała na to, co do mnie mówi. Ona licho wie, szczerze czy nie, obiecała, że będzie się starała. Kolejna afera była ze dwa lata później, u nich w domu, te miny, te podnoszenie oczu do góry... Ok, ja wybuchłam. Półtora roku niewidywania się. Pękła ona też, bo nasz syn też tam nie chodził, a oni cierpieli.
    I od tamtego kolejnego jej przepraszam ja zrozumiałam wreszcie, że ona po prostu taka jest. Ze chciałaby mieć syna ska siebie, beze mnie. I zaczęłam żyć po swojemu. Mówić wszystko od razu, bez aluzji, bez myślenia co ona czy ktoś pomyśli o mnie. Mąż to mąż, albo mnie kocha albo nie, akceptuje to znaczy że jest dobrze. I to był traf w środek. Nadal się nie znosimy, ale cóż, ja ją cenię za pewne rzeczy, a ona mnie za pewne chyba też, co jakiś czas gadamy, szczerze, ale ona ma zazwyczaj kłopot z emocjami, ja troszkę, ale nie oczekuję, że nagle będzie super. Ona mnie ma prawo nie znosić. Po prostu.

    A teraz o Twojej roli w tym.
    Strzeż się. Nie mieszaj się. Powiedz im obojgu, że rzygasz ich pseudokonfliktem, że chciałabyś mieć spokój, miły dom a nie wieczne pretensje. Są oboje odpowiedzialni za te sytuacje, niestety uważam, mama je nakręca. Ty nie musisz brać niczyjej strony. Bo nikt nie ma ani racji ani nieracji, po prostu klasyka rodziny...
    Matka musi zacząć sobie odpuszczać brak szacunku do siebie samej. Bez tego konflikt będzie trwał, a widz, którym jesteś Ty, dziecko, będzie wciąż cierpiał...
  • znakizapytania 28.09.19, 14:23
    Serdecznie Ci dziękuję za podzielenie się refleksjami i swoim życiem. Gdyby moja mama była tak mądra jak Ty. Już boję się mieć teściową.
  • znowuniedziela 28.09.19, 17:43
    Mnie to dużo kosztuje, ale mam porównanie patrząc na moich rodziców, którzy mają ok 70 lat i miotają się nadal. Tylko tak obserwując z zewnątrz, zbyt dużo wagi przywiązujemy do słów, do emocji drugiej osoby. Niestety, jest też ta strona, której ja nie mogę zmienić, czyli stawanie po stronie któregoś z rodziców. Tu już niestety kłopot jest nie do rozwiązania. Albo się odcinasz, zero wizyt, zero rozmów, albo oni zaczynają szanować Twoją obecność i nie chcą, byś opowiadała się po czyjejś stronie. U mnie to nie jest przepracowane, niestety... Babcia była wredna nie tylko dla mamy, ale też dla nas, dzieci. Nie znosiłam babci, była okrutną osobą, nie mogę zajmować stanowiska, bo nie chcę, ale gdy zaczyna się rozmowa, wychodzę... A potem w domu mam doła, że znowu i znowu...
    Plus taki, że moja mi nie wejdzie już na głowę, ale co rodzice to rodzice...
  • eriu 29.09.19, 11:58
    Babcia była okrutna dla dzieci (tzn swoich wnuków), dla żony syna a Ty ciąle uważasz, że "jego żona nie ma prawa oczekiwać od niego zdecydowanego odcięcia się od jego matki, bo matka nie lubi żony. "?! Czyli ojciec pozwalał mamusi krzywdzić całą Waszą rodzinę i uważasz, że matka jest winna, że za to była na ojca zła?

    Przecież to jest opis jakiejś toksycznej kobiety! Mam na myśli babkę. Taką osobę odcina się od rodziny żeby ją chronić! A Twój ojciec pozwolił na krzywdzenie Was i Waszej matki. Złość matki jak najbardziej uzasadniona. Ojciec pewnie wplątany w mechanizmy swojej toksycznej matki przyjął wygodną pozycję uległości żeby nie wystawić się na krytykę ze strony swojej matki - poszedł na łatwiznę i Was wystawił na cel okrutnej babce. Koszmar.

    --
    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
    66/93/95
  • verdana 28.09.19, 15:43
    Tak. Ojciec ma prawo mówić o swoim dzieciństwie. Wymaganie, aby odciął sie od całej swojej przeszłosci, bo jego matka jest wredna jest wymaganiem, aby zerwał nie z matką, tylko z sobą.
  • znakizapytania 27.09.19, 20:51
    Absolutnie nie chcę niszczyć. Ale z tej gry, choć dla mnie to nie jest gra, to autentyczne prawdziwe emocje, powinien zrezygnować prowodyr. Wtedy chyba ta batalia byłaby wygrana dla jednego i drugiego. Po latach dochodzę do wniosku, że to ojciec powinien odpuścić. Pytałam, czy widzicie to podobnie, czy jednak nie. Dlatego dokładnie opisałam sytuację.
  • lumeria 27.09.19, 21:01
    Kura, czy jajo? Co było pierwsze? Tata czy mama?

    Widze, ze bardzo pragniesz, by jakos ten dylemat rozgryzc, i podac manie i tacie rozwiazanie, ktore jak uslysza, to zrozumieja i nigdy wiecej nie beda sie na ten temat klocic.

    Moze powiedziec tacie - odpusc. I odpusci. Mamie tak samo. I bedzie miedzy nimi dobrze i Ty bedziesz sie czula przy nich komfortowo, a nie spieta w obawie co znowu rozpocznie batalie.

    Rozumiem to Twoje pragnienie. Co Ty czujesz, kiedy oni tak sie (ponownie) kloca? Jak na Ciebie to wplywa?
  • gonzo_101 27.09.19, 22:35
    Powinien/powinna to bardzo "złe" słowa ilekroć pojawiają się w komunikatach do innych ludzi tylko podsycają urazę. A rozważałaś kwestię proponowaną prze forumowiczów, że to TY "powinnaś" odpuścić i zająć się sobą?
  • enith 28.09.19, 08:01
    Zgadzam się z Gonzo w kwestii mówienia rodzicom, co powinni, a czego nie. To autorki wątku prosta droga do spieprzenia sobie stosunków i z matką, i z ojcem. Nie sądzę, by po tylu latach utrwalonych negatywnych schematów w ogóle przyjęli do wiadomości, co córka do nich mówi. Najprawdopodobniej skończy się tym, że oboje uniosą się honorem albo obrażą się na nią.
    Naprawdę jedyne co można zrobić, to nie wchodzić z butami i radami między rodziców. Zwłaszcza, że chyba nikt jej ani o radę, ani o analizy, ani o mediacje nie prosił.
  • heniek.8 27.09.19, 23:34
    znakizapytania napisał(a):

    > Po latach dochodzę do wniosku, że t
    > o ojciec powinien odpuścić. Pytałam, czy widzicie to podobnie, czy jednak nie.

    bardzo przenikliwe wnioski
    teraz wystarczy tylko pójść na obiadek do rodziców i zawyrokować:
    matko - ty miałaś zawsze rację
    ojcze - ty powinieneś odpuścić

    od tego dnia wszystko się wyprostuje
  • znakizapytania 28.09.19, 14:20
    Ok to nie droga. Postoję obok, mam jednak cichą nadzieję, że może po śmierci babki coś puści. Choć Znowuniedziela odbiera mi i te złudzenia. Do du.. z tymi konfliktami opartymi na zaciekłości teściowych. Głupota starych bab jest bezgraniczna. Będę kiedyś dobrą teściową. Dzięki Wszystkim.
  • aqua48 28.09.19, 14:54
    znakizapytania napisał(a):

    >Do du.. z tymi konfliktami opartymi na zaciekłości teściowych. Głupota starych bab jest bezgrani
    > czna.

    Sorry, może Cię to zdziwi, zaskoczy, zbulwersuje, ale za swoje małżeństwo i relacje w nim, są odpowiedzialni Twoi rodzice, nie matka któregoś z nich.
  • lumeria 28.09.19, 16:17
    Polecam lekturę wątku obok

    forum.gazeta.pl/forum/w,898,168739525,168739525,Toksyczny_tesc.html

    Tak zazwyczaj zaczynaja sie zwiazki z wrednymi tesciami w tle. Po co kobieta wkracza w zwiazek z mezczyzna, ktory ma problematycznych rodzicow? Wiedzac, ze tesciowie (jedno lub oboje) sa trudni?

    Moze warto by bylo zapytac rodzicow po co wkraczali w ten zwiazek - pewnie powiedza, ze nie zdawali sobie sprawy jakie wylonia sie problemy. Ze sie kochali i wierzyli, ze milosc wszystko rozwiaze, a ignorowali powazne przeciwskazania.


  • ola_dom 28.09.19, 18:05
    lumeria napisała:

    > Tak zazwyczaj zaczynaja sie zwiazki z wrednymi tesciami w tle. Po co kobieta
    > wkracza w zwiazek z mezczyzna, ktory ma problematycznych rodzicow? Wiedzac, ze
    > tesciowie (jedno lub oboje) sa trudni?

    Nie, nie, nie - to nie teściowie są problemem, tylko partner/partnerka.
    Wciąż bardzo się cieszę, że mój partner wszedł w związek ze mną - mimo że moja mama jest teściową... nawet trudno jednym słowem określić, jaką - dość, że go nienawidzi i wini za całe zło świata.
    Nie jest naszą winą, jakich mamy rodziców = potencjalnych teściów dla naszego partnera. Nasza wina jest wtedy, kiedy pozwalamy, żeby rodzice wkraczali w nasz związek z butami, niszcząc go.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • lumeria 29.09.19, 13:46
    Masz racje Olu, ze zaburzone relacje w rodzinie nie powinny z automatu przekreślać człowieka, który w takich toksycznych układach się wychował.

    Jest jednak ogromne ALE, którego sama jesteś przykładem - osoba wywodząca sie z toksycznej rodziny MUSI nad sobą pracować i robić postępy (terapia, lektura, itp.) - oraz MUSI bronic swojego związku (partnera, dzieci) przed ingerencją i toksyną zaburzonego rodzica.
  • ola_dom 29.09.19, 15:02
    lumeria napisała:

    > osoba wywodząca sie z toksycznej rodziny MUSI nad sobą pracować i robić postępy
    > oraz MUSI bronic swojego związku (partnera, dzieci) przed ingerencją i toksyną zaburzonego rodzica.

    Absolutna zgoda. Chodziło mi przede wszystkim o położenie nacisku na partnera - a nie jego rodzinę. I na jego zachowanie w okolicznościach, jakie go dotyczą (w tym wypadku ze strony rodziny pochodzenia), a nie na to, co wyprawiają inni.


    --
    W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
  • lumeria 29.09.19, 19:30
    Widze, ze sie zgadzamy - tylko podkreślamy rożne aspekty sytuacji do zwrócenia uwagi. To dobra dynamika :)
  • aqua48 28.09.19, 14:50
    znakizapytania napisał(a):

    > Po latach dochodzę do wniosku, że t
    > o ojciec powinien odpuścić. Pytałam, czy widzicie to podobnie, czy jednak nie.

    Opisujesz typowe gry małżeńskie w których każdy przyjmuje jakąś rolę. Dlaczego ludzie tak robią? bo w jakiś sposób taka gra podbudowuje ich ego, paradoksalnie leczy jakieś rany, lub je masochistycznie rozdrapuje, co również może być źródłem satysfakcji że ta druga strona wciąż jest taka podła, powoduje też że uczestnicy takiej gry nie muszą mierzyć się z odpowiedzialnością za swoje czyny i słowa, tylko przerzucają ją na kogoś innego - tu np. na złą teściową.
    Pytasz czy ojciec powinien odpuścić. To małżeństwo Twoich rodziców, ich wybory życiowe i ich zasady. Z jakiegoś powodu ułożyli je tak jak ułożyli. Oboje. Odpuścić zatem powinnaś Ty. Nie śledzić tego pasywno-agresywnego ping-ponga rozgrywanego w Twojej obecności, odmówić bycia publicznością w teatrze rodziców. Powiedzieć że masz tego dość nie chcesz być świadkiem takich kłótni, że rodzice powinni swoje sprawy rozwiązywać na osobności i wyjść.
  • marsylvik 29.09.19, 11:50
    To jest gra, w rozumieniu analizy tranzakcyjnej. Prowodyr jest w tym ujęciu agensem.
    Gry służą graczom najczęściej do budowania poczucia bezpieczeństwa lub potwierdzania swoich przekonań. Na przykład jeśli ktoś boi się nadmiernej bliskości z drugą osobą, to gra w gry mające na celu zbudowanie dystansu. Ktoś na przykład się boi swojej agresji i nie chce się do niej przyznać nawet przed samym sobą, to prowokuje grę, gdzie zostaje ofiarą, a agresorem okazuje się kto inny. Takie gry robiące z drugiej strony agresora mogą też służyć na przykład osobie, która boi się podejmowania decyzji.
    I tak, w grach chodzi o emocje. O to, żeby im dać upust nie wprost. Albo żeby kogoś do czegoś skłonić, do zaspokojenia własnych potrzeb. A te potrzeby mogą być różne, często nieoczywiste. Na przykład ktoś ma potrzebę bycia "tym dobrym" i potrzebuje do tego "tego złego"... Potrzebę poświęcania się. Albo potrzebę potwierdzenia, że się do niczego nie nadaje (a więc nic nie musi). Bez psychologa się tego nie porozkminia i lepiej tego we własnej rodzinie nie robić. Lepiej przyjąć, że jest jak jest. I uznać, że nie jest się wszechmocnym, na niektóre sprawy nie ma się wpływu.
    Gra to każda komunikacja nie wprost, każda manipulacyjna.
  • gonzo_101 28.09.19, 21:42
    A mnie ciekawi czy autorka w ogóle rozważyła kwestię postawienia granic. Wyobraziłem sobie opisaną sytuację i nie wytrzymałbym bez reakcji podczas czyjejś kłótni przy wspólnym posiłku.
    Jesteś na wylocie, jedna nogą w rodzinnym domu, drugą w nowym dorosłym życiu. Jesz wspólny posiłek z rodzicami, to może ostatnie chwile kiedy w ten sposób spędzacie czas, bo będzie ich coraz mniej. Jest całkiem miło, ale atmosfera szybko gęstnieje i przeradza się w awanturę. A co z TOBĄ przecież też siedzisz przy tym stole!? Nie jesteś zła, rozczarowana, zawiedziona...? Uważasz, jedzenie posiłku w takich warunkach za normalne? Zamiast rozkminiać kto co powiedział, jaki miał przy tym wyraz twarzy, i kto miał rację, powiedz np: Kochani rodzice, jestem zażenowana, zła (wstaw dowolne) waszą kłótnią, możecie odłożyć tę wymianę zdań na moment kiedy będziecie sami, chcę w spokoju zjeść obiad.
  • enith 29.09.19, 05:49
    Mnie z kolei ciekawi, czy ojciec i matka urządzają te swoje chryje także w obecności innych osób czy tylko córka cieszy się tym wątpliwym przywilejem.
    I też uważam, że cała ta opisana sytuacja jest co najmniej dziwaczna i świadczy o sporym uwikłaniu autorki w konflikt rodziców. Między jednym a drugim kęsem kotleta obserwuje uważnie takie niuanse jak ojca grymas twarzy czy matki przewrócenie oczami. Notuje w myślach, co, kto i kiedy powiedział, jak się zachował, jaką minę zrobił. Tymczasem powinna wstać od stołu, odwócić się na pięcie i wyjść, zostawiając rodziców ich własnej grze. Może gdyby choć raz odmówiła robienia za widza w rodziców teatrze, rodzice w końcu przestaliby grać, bo zwyczajnie nie byłoby dla kogo?
  • nieprawda.nieprawda 03.10.19, 21:14
    Też mi przeszło przez głowę, że obecność córki może taką sytuację nakręcać. Niewykluczone, że bez publiczności taka sytuacja by nie powstała albo rozeszłaby się po kościach.

    Dużo osób odnosi tu się do gier z książki "W co grają ludzie", ale jeśli autorka nie zna tematu to może się bronić przed nazwaniem takiej sytuacji "grą".

    Autorko: te gry to opisy różnych sytuacji, do których dochodzi między ludźmi. Nie chodzi o to, że są udawane. To po prostu ujęcie w schemat pewnej dynamiki.

    Myślę, że rzeczywiście jest w tym sporo z gry w sąd.
    W przypadku "sądu" czynnikiem kluczowym jest obecność sędziego, w znaczeniu publiczności. Osoby zaangażowane w spór nie dążą wtedy do wyjaśnienia sytuacji między sobą tylko mimowolnie próbują przekonać Ciebie, żebyś stanęła po jej/jego stronie.

    Dlatego większość osób radzi Ci, żebyś tego nie robiła.
    Ty nie jesteś od tego. Jesteś ich dzieckiem i odpowiedzialność jest po ich stronie. To nieuczciwe z ich strony, że stawiają Cię w takiej sytuacji.
    Na dodatek, Twoje zaangażowanie może nakręcać ten konflikt zamiast go wyciszać. Rodzice sami ze sobą muszą dojść do ładu.

    Dostałaś tu już dużo mądrych rad.
    Większość osób, ze sporym doświadczeniem życiowym, jest jednogłośna: to sprawa Twoich rodziców, nie opowiadaj się po żadnej że strony, bo ryzykujesz relację z drugim rodzicem.

    Wiem, że Ty nadal byś chciała, żebyśmy się jednak pochylili nad tym co kto dokładnie powiedział, kto się skrzywił a kto słusznie/niesłusznie uniósł. My jednak tego nie zrobimy. Bo nie miałoby to najmniejszego sensu. My nie chcemy być sędzią w tej grze. I Ty też nie powinnaś nim być.
  • lumeria 04.10.19, 15:27
    Tu wprowadzenie do teorii gier socjalnych Erica Berne www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=688

    I sama ksiazka - warto przeczytac lubimyczytac.pl/ksiazka/60568/w-co-graja-ludzie-psychologia-stosunkow-miedzyludzkich
  • bazia8 08.10.19, 19:18
    Nie gniewaj się autorko, ale mnie odechciało się czytać o tym konflikcie już po kilku zdaniach. Szkoda Twojego życia na poszukiwanie winnego/ofiary. Jedyne co możesz zrobić, to przerwać tę kłótnię, a jeśli się nie uda to wyjść.
    To oni siedzą w tym sosie, a z biegiem czasu kiedy dojdzie starcza demencja będzie coraz gorzej.

    Odetnij się od tego i żyj swoim życiem.


    --
    www.fundacjaavalon.pl/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka