Dodaj do ulubionych

Psychiczna blokada przed odniesieniem sukcesu

04.11.19, 21:38
Cześć, nie wiem czy temat nadaje się na to forum, ale wiem, że tutaj mogę znaleźć sporo osób, które mają ppodobne doświadczenia co ja jeśli chodzi o rodzinę, a mianowicie byłam wychowana przez bardzo nadopiekuńcżą, lękową matkę, która wmawiała mi, że bez niej zginę itd.
Zastanawiam się jaki to miało wpływ na moje teraźniejsze radzenie sobie w życiu. Mam duże marzenia ale problemy w walce o ich realizację, mam wrażenie że pomimo idealnych warunków i sprzyjających okoliczności moja psychika jakby bojkotuje wszelkie działania. Dzięki wsparciu partnera mam czas i warunki do tego, żeby pracoweać na swój sukces, ma szanse spełnić się moje największe marzenie, jeżeli tylko włożę w to wysiłek i pracę. Przyniosłoby mi to spełnienie, samodzielność, wymarzoną pracę na własnych warunkach. Nie mogę się jednak zmusić do działania, ciągle wynajduję preteksty żeby odłożyć to na później, ciągle mam jakieś dziwne przekonanie że zacznę jak tylko kupię kolejny sprzęt, jeszcze nie teraz itd. Ale mam już wszystko, co potrzebne do działania i nie umiem wyjść z tej stagnacji. Moja wena twórcza jest równa zeru. Robię coś ale nie na sto procent. Czy macie może jakieś rady, może sami mieliście podobnie i macie jakieś sposoby na wyjśćie z tego zaklętego koła lęku, prokrastynacji, niewiary w siebie, ostrożności. Z góry dziękuję.
Obserwuj wątek
    • heniek.8 Re: Psychiczna blokada przed odniesieniem sukcesu 05.11.19, 06:04
      w zasadzie każdy mógłby powiedzieć że ma jakieś tam swoje supermoce i mógłby rozwinąć super firmę
      a nie każdy się nadaje do robienia biznesu i nie każdy z tym wystartuje

      (to nie o tobie, to tak ogólnie)
      częściej firmy zakładają ludzie którzy się wychowali w takiej kulturze biznesu, to fakt - jak chłopak mieszkał na terenie warsztatu samochodowego, naprawiał samochody od 14 roku życia i poznał wszystkie tajniki zaopatrzenia, podatków to prawdopodobieństwo że założy własny warsztat rośnie

      moim zdaniem nie ma sensu teraz spędzać czasu nad rozmyślaniem że to matki wina bo wmawiała że sobie nie poradzisz.
      mogłabyś mieć wspierającą matkę a z firmą sobie nie poradzić

      jeżeli w to wierzysz to trzeba po prostu sprawdzić - zrobić jakieś założenia ile czasu i pieniędzy możecie w to zainwestować, zrobić biznesplan, wystartować z tym i zobaczyć jak idzie
    • aqua48 Re: Psychiczna blokada przed odniesieniem sukcesu 05.11.19, 08:24
      Ratamata chodzisz na terapię? Czy ktoś pomaga Ci odnajdywać i odkrywać Twoje dobre strony, zdawać sobie sprawę z tego co sama chcesz osiągnąć, a co jest jedynie narzuconym lub choćby wskazanym przez innych celem, który chcesz spełnić by nie mieć poczucia winy?
      W życiu ciężko się obronić przed takimi wskazówkami typu: powinnaś to i tamto, marnujesz potencjał, mogłabyś być świetna w tym i tym itp. A tak naprawdę to nie są Twoje dążenia tylko cudze i wcale nie masz i nie miałaś zamiaru nigdy ich spełniać. Ale masz poczucie winy bo..mogłabyś i "marnujesz się".
    • klaramara33 Re: Psychiczna blokada przed odniesieniem sukcesu 05.11.19, 09:34
      Moim zdaniem, to wyręczają ca mama nie była w stanie nauczyć Ciebie obowiązkowości. Uważam, że najpierw powinnaś zacząć od spisania planu. Uwierz, że można sie wyleczyć z ciężaru ciężkiego dzieciństwa. Sama jestem tego przykładem. Dzieciństwo naprawdę nie przesądza o wszystkim. Życzę powodzenia w realizacji celu.
    • ola_dom Re: Psychiczna blokada przed odniesieniem sukcesu 05.11.19, 09:57
      ratamatahatta napisała:

      > Mam duże marzenia ale problemy w walce o ich realizację,

      To już przeczy twierdzeniu o zerowej wenie twórczej.


      > Czy macie może jakieś rady, może sami mieliście podobnie i macie jakieś sposoby
      > na wyjśćie z tego zaklętego koła lęku, prokrastynacji, niewiary w siebie, ostrożności.

      Oczywiście! Większość życia przeżyłam w poczuciu zerowej "twórczości", o poczuciu sprawczości dowiedziałam się dopiero niedawno - że w ogóle istnieje - kiedy uderzyło mnie w czoło, że nie dość, że go w ogóle nie mam, ale nawet nie wiedziałam, że mogłabym mieć.
      Nie miałam poczucia, że cokolwiek zależy ode mnie.
      I tak naprawdę to było jeszcze niedawno.
      Czy mam radę, jako to zmienić? Nie wiem, dla mnie samo odpępowienie się od matki było znaczące, bo to wreszcie była MOJA decyzja.
      Na pewno pomogła też terapia i rozwałkowywanie różnych wdrukowanych przekonań.
      Uświadomienie sobie - taki nieoczekiwany "błysk" - kiedy dotarło do mnie, jak totalnie polegam na losie, nie biorąc w ogóle pod uwagę tego, że mogę sama cokolwiek zainicjować.

      Ale też miałam marzenie :). To właściwie fiksacja, nie tylko marzenie. O własnym mieszkaniu. I choć kilka lat temu (jak w moim wątku z maja tego roku) w ogóle nie uwierzyłabym, że to jest możliwe - zrobiłam to.

      Wciąż cierpię na niedostatek pewności siebie i nie wierzę za bardzo w swoją wartość i możliwości. Ale mam już namacalny dowód, że jednak UMIEM i MOGĘ. I wtedy sobie o tym przypominam, i to jest bardzo przyjemne uczucie :)

      I teraz pomyślałam, że chyba mam jedną radę - zaczynaj coś robić od pierwszej rzeczy - najłatwiejszej dla Ciebie. Nie myśl o całym przedsięwzięciu naraz, bo to jest nie do ogarnięcia. Znajdź na początek coś, czemu dasz radę podołać - i zajmij się tym. A potem kolejną rzeczą.
      Na moim przykładzie - wciąż jeszcze nie wierząc, że dam radę uzbierać na mieszkanie, założyłam sobie konto oszczędnościowe, na które postanowiłam odkładać oszczędności, myśląc sobie "uskładam - nie uskładam - oszczędności zawsze na coś się przydadzą". To było łatwe - subkonto założyłam nie wychodząc z domu. Potem comiesięczne przelewy - to też nic trudnego, za to duża satysfakcja, która jest superważna, bo bardzo wzmacnia poczucie sprawczości.
      A potem, jak już się co-nieco uzbierało, poszłam do kilku (a może tylko dwóch?) banków, żeby dowiedzieć się, czy w ogóle mam szanse na kredyt i jak to mogłoby wyglądać (raty, koszty, etc.). To też nie było trudne (choć dłużej się do tego zbierałam), bo to niewiążące, informacyjne spotkania z doradcami.
      I tak dalej. Aż do własnego mieszkania :)

      Takie zajęcie się sprawami po kolei, "po jednej" jest bardzo ważne właśnie dlatego, że pojedyncze rzeczy łatwiej zrobić - a każda załatwiona sprawa bardzo wpływa na poczucie wartości i sprawczości. Warto nawet zrobić sobie listę i odhaczać - wtedy jasno widać, co już się udało - i że się udało.


      --
      W 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".
      • sorvina Re: Psychiczna blokada przed odniesieniem sukcesu 05.11.19, 10:08
        Tak mi się skojarzyła po Twoim poście Olu metoda Kaizen - małych kroczków. Polecam książkę, pomaga skupić się na działaniu i budowaniu nawyków działania, nawet jak nie wiemy od razu jak osiągnąć jakiś duży i stresujący cel.

        --
        Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
    • sorvina Re: Psychiczna blokada przed odniesieniem sukcesu 05.11.19, 10:02
      U mnie może rodzinka nie tyle lękowa, co kontrolująca, ale efekt podobny - ogromny brak zaufania do swoich zdolności, nawet podejmowania decyzji.

      Nie ma jednego cudownego rozwiązania. W takiej sytuacji brakuje różnych umiejętności i zdrowych nawyków. Obecnie można nadrobić te zaległości rozwojowe i potem pozostaje ćwiczyć. Bać się i robić.

      Dużo uwagi zwróciłabym na umiejętności planowania, zarządzania czasem np. ustalania priorytetów, konstruktywnego podejścia do porażek, myślenia zadaniowego. Są do tego książki (dobrym początkiem może być Covey "6 nawyków skutecznego działania"), kursy, warsztaty też online.

      Na poziomie nastawienia to szeroko rozumiany temat poczucia własnej wartości. Ja wałkowałam go z rożnych stron, ale widzę, że najwięcej mi dało z jednej strony rozwijanie życzliwości do siebie by potrafić regulować emocje gdy jest dużo stresu, a przy własnej działalności jest tego więcej , z drugiej doświadczenie, ale tutaj musiałam uczyć się dostrzegać i doceniać, że coś mi wyszło.

      W sumie fajnie się sprawdza taki "Dziennik dokonań" - codziennie wieczorem piszesz przynajmniej 3 rzeczy, które tego dnia zrobiłaś a obok co to o Tobie świadczy, o jakiej cesze w Tobie mówi np. ćwiczyłam choć mi się nie chciało więc jestem wytrwała. Jak napiszesz to czytasz to sobie pozwalając sobie poczuć radość, docenić siebie. To jest budowanie poczucia wartości na faktach. To nie muszą być wielkie dokonania, takie codzienne są w zupełności ok. Wtedy wzrasta zaufanie do siebie, doświadczenie - z tyloma rzeczami sobie poradziłam, zrobiłam dobrze, więc teraz też sobie poradzę.

      Kolejna sprawa - podejście do błędów / porażek. U mnie nie wolno było popełniać błędów, kończyły się one atakiem na mnie jako osobę, miały niby stanowić dowód, że jestem jakaś... oczekiwali, że bez żadnej pomocy będę od razu świetnie robić coś co często było ponad moje możliwości rozwojowe jako dziecko. Trzeźwe podchodzenie do błędów - by nazwać po imieniu co naprawdę się stało, zamiast wyzywać się od głupich / niezaradnych czy cokolwiek, pozwala wyciągnąć wnioski i następnym razem postąpić lepiej. Zawsze będą błędy, zawsze czegoś nie wiemy, brakuje nam jakiś umiejętności, to normalne. Praktyka pokazuje co działa, co sprawdza się a co nie. Tutaj zadaniowe myślenie - skupienie na rozwiązaniu, dobrze się sprawdza.

      Przy lękowym podejściu może się przydać technika zwana "siatką bezpieczeństwa". Jak się boisz coś zrobić, zastanów się jaki jest najgorszy wariant - co najgorszego mogło by się wydarzyć i przygotuj do niego plan awaryjny. Wtedy mając świadomość, że nawet jakby się to wydarzyło, Ty sobie poradzisz, poziom lęku maleje.

      Powodzenia!

      --
      Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
    • berber_rock Re: Psychiczna blokada przed odniesieniem sukcesu 05.11.19, 10:53
      Znam objawy, o ktorych piszesz ;)
      U mnie co prawda nie stoi za nimi dziecinstwo.
      Jakies 2 lata temu przeszlam powazny wypadek i dlugotrwale leczenie, ktore moglo nie skonczyc sie sukcesem. W tym samym czasie w pracy mialam do czynienia z mobbingujacym szefem, ktory do moich problemow sie dolozyl wywolujac we mnie spore poczucie winy. Glownie polegalo to na tym, ze podchodzil z duza podejrzliwoscia do moich zwolnien lekarskich (musialam przejsc dwie operacje i rehabilitacje po nich) plus sugerowal, ze to "przeze mnie maja teraz tyle pracy". etc. etc.
      Zeby nie bylo: prace lubilam, naprawde tematycznie bylo to spelnienie moich marzen (z wyjatkiem szefa of course), o ktore dlugo walczylam.
      No ale przyszlo mi wybierac: zdrowie albo praca.
      I mimo iz wiedzialam, co jest wazniejsze, fakt, ze musialam sie poddac wplynal na moje poczucie wlasnej wartosci ktore zjechalo do zera.
      Zdrowotnie doszlam do siebie. Pozniej chcialam sie powoli zabrac do odbudowywania pozycji zawodowej i ... przez rok nic z tego nie wychodzilo. Nie wychodzilo, bo wlasnie nie stosowalam metody malych krokow. Ja sobie od razu planowalam caly scenariusz: wysle CV, bede musiala pojsc na rozmowe, co ja powiem, jak powiem, a co oni powiedza, pomysla, a co bedzie jesli (a) a co bedzie jesli (b). Nie zaczelam nawet pisac CV, a juz mialam nakreslony caly scentriusz, i wyobraznia oczywiscie podsuwala mi wynik koncowy: wszystko polozylam, bo przeciez po takich przygodach, nieobecnosci z powodow medycznych etc. przestaje byc wiarygodna. Wymyslalam cuda na kiju ...
      I wiesz czym sie konczylo? Ze tego CV nie wysylalam w ogole ... Bo przy probie nacisniecia klawisza "send", mialam najrozniaste objawy psychosomatyczne swiadczace o stresie juz na tym etapie.
      Poszlam na terapie i tam ulozylam sobie, jak ten proces powinien wygladac.
      A przede wszystkim doszlo do mnie jedno: jak ktos sie po Tobie przejechal (tak, zycie nie jest sprawiedliwe), to czesto musissz wlozyc wiecej pracy w rzeczy, ktore dotychczas przychodzily Ci z latwoscie. Byc moze ze jest to podpowiedz dla Ciebie - tak, prawdopodobnie bedziesz musiala w niektore etapy wlozyc wiecej pracy niz zrobilby to ktos inny na Twoim miejscu z inna konstrukcja psychiczna.
      Ja w koncu ktoregos dnia wyslalam to cholerne CV, pozniej juz nie mialam wyjscia, bo z 15 CV, ktore przyszly, moje okazalo sie byc w pierwszej trojce najlepszych. Musialam pojsc na interview. Kolejny stres. No ale jak sie powiedzialo A to trzeba powiedziec B.
      I zaczelam malymi krokami rozpracowywac, co powiem, jak powiem, szukac materialow w youtube, jak sie odpowiada na takie albo inne pytania. Jak byc soba, byc wiarygodnym, ale jednoczesnie pokazac to minimum self-confidence.
      Pracy nie dostalam. Ale nie dostalam, bo to JA ZDECYDOWALAM, ze jej nie biore (w dziale byl spory staff turnover, co chyba nie swiadczylo za dobrze o stabilnosci tej organizacji) plus druga strona unikala lub nie potrafila odpowiedziec na kilka moich kluczowych pytan o warunki zatrudnienia.
      Natomiast to byl pierwszy raz, kiedy po moich niesympatycznych przygodach z poprzednim pracodawca skonfrontowalam sie ze swiatem zewnetrznym, aby zobczyc, co ten swiat o mnie mysli - i ku mojemu zaskoczeniu wyszlo, ze mysli bardzo dobrze :)
      I to jest chyba najfajniejsza rzecz, ktora wynioslam z tego doswiadczenia.
      A zatem: krok po kroku :)

      powodzenia :)
    • eukaliptusy Re: Psychiczna blokada przed odniesieniem sukcesu 05.11.19, 18:46
      Dużo dobrych pomysłów.
      Do tego może przydałaby ci się grupa wsparcia. Masz w ogóle z kim o tym porozmawiać oprócz partnera? Znasz ludzi z branży? Albo osoby, które są w podobnej sytuacji.
      Ja zaczęłam niedawno działać w fundacji wspierającej „social enterprises” i widzę, że dużo czerpią energii I pomysłów z rozmów z innymi przedsiębiorcami w tej samej sytuacji.
    • eriu Re: Psychiczna blokada przed odniesieniem sukcesu 05.11.19, 21:35
      Tak naprawdę jeśli rodzina nie wzmacniała w Tobie poczucia sprawczości, doświadczania, normalnego przeżywania niepowodzeń i powodzeń to może mieć na Ciebie wpływ. Może warto zacząć wyznaczać sobie małe cele żeby się podbudować. Terapia na pewno się przyda żeby przepracować te duchy lękliwej przeszłości i do przodku ku sukcesowi :)

      --
      Being alone is fine. Being alone together id perfect.
      66/93/95
    • lumeria Re: Psychiczna blokada przed odniesieniem sukcesu 05.11.19, 22:58
      Kochana, podpisuje sie entuzjastycznie pod tym co dziewczyny powyżej napisały.

      Ja nadal walczę z tymi kwestiami, wiec napisze co dla mnie jest pomocne.

      1) Grupa wsparcia i odpowiedzialności - osoby takie jak my, które były wychowane na "zzewnatrzsterownie" (mama dyryguje, mama sprawdza, jak nie zrobię to mama będzie krzyczała/płakała/będzie jej przykro") - potrzebują ludzi, którzy będą ja inspirowali i dopingowali do akcji, jak również tworzyli sytuacje, ze głupio jest nie zrobić zapowiedzianego x, y czy z, no bo pojutrze spotkanie, i co im wtedy powiem? To niestety czasami jest potrzebne by ruszyć z miejsca.

      2) Zacząć od małych spraw, i budować poczucie pewności siebie. Ja sama miałam specyficzne problemy z nauka, wiec zaczęłam od wzięcia jednej klasy. Umówiłam się sama ze sobą, ze wytrzymam jeden semestr, tylko jeden. Wybrałam coś, co lubię - język obcy. No i zaczynając od 0 było trudno. I okazało się, ze polotu to może nie miałam, ale potrafię uporczywie i pracowicie dążyć do celu. To był szok dla mnie samej, bo u mnie w domu nie wolno było się uczyć - matka przeganiała do roboty, wiec nauczyłam się odrabiać zadania na szybciaka na kolanie w szkole - z równomiernymi osiągnięciami. Potem wzięłam następna i następna klasę - wszystkie ze świetnymi osiągnięciami. Dla mnie to było niesamowite.

      Bardzo bym chciała, byś doświadczyła podobnego uczucia kiedy coś osiągniesz - nie dlatego, ze musisz, tylko dlatego, ze chcesz i jest to fajne. To jest takie poczucie, jakby można było latać...

      3) Bardzo ważne jest, by zacząć wykonywać jakieś dosyć złożone zadania, które czujesz, ze trochę Cie przerastają, ale nie za dużo - czyli maja aspekt wykonalności. I poobserwować siebie. Na jakim etapie wymiękasz? Czy w planowaniu? Czy pod koniec? Czy tracisz pewność siebie po jakimś czasie? Czy wypalasz się pod presja perfekcjonizmu, czy tez boisz się osiągnięć? Itp., itd.

      4) To co piszesz o sprzęcie ja mam np. z pisaniem - notesów, piór, mazaków, ołówków do groma, tylko brak akcji. Wiec co - umówiłam się z sobą, ze w notesie zapisze codziennie jedna kartkę. Obojętnie jak, obojętnie co. I to jest dla mnie wykonalne.

      Moze dla Ciebie zadziałałoby, ze umówisz się z sobą / grupa / tu online - ze w pierwszy tydzień codziennie np. 5 minut spędzisz ze sprzętem. Nawet jeśli to by było siedzenie i gapienie się na te rzeczy. Następny tydzień, 10 minut. Następny 15 - a jak masz już siedzieć, to może jakiś mały project zrobisz? Cos wykonalnego w tydzień 15to minutowych sesji. Tylko malutki, by nie było presji. I po trzech tygodniach zobaczysz jak się czujesz. Co wychodzi jak tak siedzisz ze sprzętem, jakie emocje, jakie przekonania?


      Wydaje mi sie, ze pisząc tutaj wykonałaś pierwszy krok w dobrym kierunku Ratamato. Jutro - następny mały kroczek. Jak się nie uda i wymiękniesz, to zawsze jest następne jutro, i mały kroczek. :) Właściwie, to warto zaplanować kilka załamek - wtedy nie są takie straszne :)


Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka