Dodaj do ulubionych

Mąż pracoholik

07.12.19, 00:02
Witam wszystkich! Jestem tu bo liczę na poradę, lub bezstronny punkt widzenia.
Jesteśmy małżeństwem 6lat, w związku łącznie 10. Mamy dwoje wspaniałych dzieci: 5-letniego Przedszkolaka i Niemowlaczka.
Mąż od kilku dobrych lat prowadzi działalność - na tą chwilę firmę jednoosobową, dodatkowo od dwóch lat podjął pracę na etat. I od tego czasu zaczęły się schody...
Od owych dwóch lat jest on "gościem" w domu. Wychodzi do pracy etatowej o 5:30, po jej skończeniu jedzie do swojej firmy, skąd do domu wraca o godzinie 21-22... I tak od poniedziałku do soboty... Czasem w soboty uda mu się skończyć "wcześniej" czyli ok. 15-17...
Ja czuję się jak matka samotnie wychowującą... Dom,dzieci i wszystkie obowiązki z tym związane są tylko i wyłącznie na mojej głowie... Ja odprowadzam Przedszkolaka do przedszkola, odbieram, zawożę na zajęcia czy imprezy z rówieśnikami, sami chodzimy na spacery, do lekarzy, sami się bawimy, itd itp, na mojej głowie są zakupy, rachunki, urzędy bo męża wiecznie nie ma w domu - i odkąd jest z nami Niemowlak-wszystkie ww obowiązki czy sprawy załatwiam z Niemowlakiem "pod pachą", bo nie mam go z kim zostawić. To samo tyczy się obowiązków związanych z Niemowlakiem, jestem ze wszystkim sama.
I mam już tego wszystkiego dość... Mąż po powrocie do domu jedyne na co ma siły to zasnąć na kanapie... Najczęściej nie widuje przez kilka dni dzieci bo jak wraca -one już śpią.
Jego myśli po powrocie do domu krążą wokół firmy. Do tego obowiązki związane z firmą, również częściowo ciążą na mnie... Księgowa, rachunki, papiery, wizyty w hurtowniach itd itp - i to wszystko też z Niemowlakiem "pod pachą".
Mąż nawet jak ma wolne sobotnie popołudnie, czy niedzielę... To zbiera siły odsypiając, lub leżąc na kanapie. Dopiero gdy mu zwrócę uwagę że ma czas poświęcić dzieciom, zrobi to. Sam z siebie niechętnie garnie się do zajęcia się nimi.
Już od dawna próbuje z Nim rozmawiac, proszę by skupił się na jednej pracy, by zwolnił tempa, bo traci najważniejsze - czas z dziećmi. Ale żadne rozmowy, tłumaczenia, czy awantury - bo do tego najczęściej dochodzi gdy nie wytrzymuje tej chorej sytuacji - nic nie pomaga....
Mąż przez krótką chwilę szybciej wróci z pracy, przez chwilę zajmie się dziećmi, poświęci im uwagę, po czym po kilku dniach jest jakaś "super ważna sprawa" w firmie i finalnie wracamy do punktu wyjścia: Powroty z pracy o 22 i zasypianie ze zmęczenia na kanapie.
Dużo ludzi mówi mi, że powinnam doceniać to że mam takiego pracowitego męża, i ja to wszystko wiem, starałam się to zrozumieć, docenić, pomagać mu i znosić jego humory kiedy pada na twarz ze zmęczenia, albo widzę że nie ogarnia tego codziennego zamieszania - ale mam już dość jak widzę że praca jest dla niego ważniejsza niż czas z dziećmi...
Poradźcie mi... Jak wy byście do tego podeszli...?
Bo już sama nie wiem, czy to może ja za bardzo się czepiam
Obserwuj wątek
    • tt-tka Re: Mąż pracoholik 07.12.19, 00:52
      Nie czepiasz sie imo - funkcjonujesz jak samotna matka, a dzieci praktycznie nie maja ojca.
      Pytanie - co jest powodem ? Chciwosc, wybujale ambicje przedsiebiorcy czy jednak zyciowa (finansowa) koniecznosc ?

      --
      Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
    • tt-tka Re: Mąż pracoholik 07.12.19, 00:54
      A, i jeszcze - maz tak funkcjonuje od dwoch lat. Nie przegadaliscie tego, nim zdecydowaliscie sie na drugie dziecko ?

      --
      Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
      • oneczka32 Re: Mąż pracoholik 07.12.19, 09:38
        O dziecko zaczęliśmy się starać zanim podjął etat, a starania trochę nam zajęły zanim się udało. W międzyczasie ja chyba w skrytości liczyłam że może On zmieni tryb życia jak pojawi się jego upragniony syn...
        Jeszcze niedawno, przed narodzinami mówiłam mu wprost że ma coś zmienić bo nie wyobrażam sobie takiego życia przy dwójce dzieci, on obiecał że "coś" z tym zrobi... Niestety ku mojej naiwności nie wymagałam by określił konkretnie co.... I sytuacja się nie zmieniła
    • enith Re: Mąż pracoholik 07.12.19, 06:41
      Taka sytuacja jest dopuszczalna wyłącznie wtedy, gdy finansowo ma się nóż na gardle i trzeba tyle pracować, żeby mieć za co żyć (zwłaszcza z dwójką dzieci na stanie). Więc podłączam się pod pytanie ttki: dlaczego mąż tyle pracuje? Faktycznie nie starcza wam na życie? Czy też mąż zwyczajnie ucieka z domu w pracę? Dziwi mnie, że nawet, gdy jest w domu, w ogóle nie garnie się do kontaktów z własnymi dziećmi, które przez 6 dni w tygodniu widzi wyłącznie, jak śpią. Czyli ma z dziećmi zero interakcji w tygodniu roboczym, a w jeden dzień wolny zajmuje się nimi wyłącznie, gdy go o to poprosisz.
      Ja bym jednak porozmawiała z mężem o waszej sytuacji: on padający na pysk po pracy na dwóch etatach, a ty też padająca na pysk przy samotnej opiece nad dwójką dzieci, a do tego jeszcze robiąca w męża firmie. Daleko tak nie zajedziecie, bo zwyczajnie po drodze posypie się wam małżeństwo. On pracuje, ty wychowujesz dzieci, a gdzie jesteście w tym wy dwoje, jako mąż i żona, wspierający się partnerzy, przyjaciele, kochankowie?
      A na koniec: kiedyś czytałam wyznania opiekuna w hospicjum, który spisał wspomnienia o swoich pacjentach i ich największych żalach pod koniec życia. Wyobraź sobie, że nikt, absoultnie nikt nie powiedział "za mało w życiu pracowałem". Nikt. Więc jeśli to tyranie męża nie jest wynikiem tego, że nie wiążecie końca z końcem, to z którejś z prac będzie musiał zrezygnować. Może wtedy, gdy po odchowaniu młodszego wrócisz do pracy i dołożysz się do budżetu domowego.
      • oneczka32 Re: Mąż pracoholik 07.12.19, 09:49
        Nie mamy noża na gardle jeżeli chodzi o finanse... Żadnego kredytu, zadłużenia, ani nawet nic na raty... Sama nie wiem o co mu chodzi, do czego dąży. Mam wrażenie że im więcej ma, tym więcej chce, stał się materialistą, często opowiada z fascynacją o tym co inni mają... -super auto, dom etc.
        Jeszcze niedawno marzyliśmy o własnym domu, o budowie, ale mąż wymyślił przeprowadzkę do jego domu rodzinnego w (którym mieszkają rodzice) bo właśnie tam ulokowana jest jego firma... Tłumaczy że dzięki temu będzie miał dla nas więcej czasu bo nie będzie musiał dojeżdżać do pracy i przemieszczać się między domami... Ja nie odpuszczam i nadal liczę że to tylko na jakiś czas, bo nie chcę do końca życia mieszkać z rodzicami... Próbowałam nie raz pytać o co mu chodzi, do czego dąży, za czym tak goni - ale on nie potrafi normalnie rozmawiać.
        Nie wyobrażam sobie trwać tak do mojego powrotu do pracy, bo to nie nastąpi jeszcze przez jakiś rok, młodsze dziecko będzie musiało iść do żłobka bo nie mamy nikogo do opieki. Tym bardziej że dojdzie nam stały dochód z wynajmu naszego obecnego mieszkania.
        Powiedzcie mi jak mam z Mężem rozmawiać, by na nim "wymusić" zwolnienie tempa???
        • bene_gesserit Re: Mąż pracoholik 07.12.19, 11:41
          Nic nie wymusisz. Nie zmienia się ludzi na siłę. Akurat dość blisko siebie mam bardzo podobną sytuację i jakoś mi się ona z twoją rymuje, więc to poniżej to moja - całkiem swobodna - interpretacja tego, co się dzieje.
          On trwa w tej sytuacji, bo tego właśnie chce. Pracować, zarabiać, ścigać się z najlepszymi w branży. Częścią pracoholizmu jest uzależnienie od adrenaliny. To bardzo silna rzecz.
          Tego nie ma w domu. Oczywiście - kocha was, oczywiście - zawsze chciał mieć rodzinę, oczywiście - dałby się pokroić za ciebie albo dzieci. Ale po prostu nie dajecie mu tyle szczęścia, co praca. Żadnych mocnych wrażeń.

          Ja bym chyba w tej sytuacji uświadomiła mu konsekwencje tego, co robi. Np. że nieustanny stres i brak odpoczynku sprawi, że o wiele za wcześnie zapadnie na jakąś potworną chorobę (która go skutecznie zastopuje w tym opętańczym wyścigu). Albo: że straci rodzinę, tak czy siak, niekoniecznie nawet w rozwodzie, ale po prostu przez brak więzi. Za parę lat takiego życia będzie dla was niemal obcym facetem, zwłaszcza dla dzieci. Jest na to gotowy? Albo - że mimo niesamowitego nakładu pracy biznes może skończyć się fiaskiem, stratą pozycji na rynku, bankructwem. Z czym wtedy zostanie? Bo was już przy nim (choćby tylko emocjonalnie) już nie będzie.

          Itd itd, generalnie - postraszyłabym go. Coś jak wizja przyszłości w 'Wieczorze wigilijnym'. Te zagrożenia są przecież bardzo realne.

          --
          feminists aren't humorless just because your jokes suck
        • tt-tka Re: Mąż pracoholik 25.12.19, 09:54
          oneczka32 napisał(a):

          > Jeszcze niedawno marzyliśmy o własnym domu, o budowie, ale mąż wymyślił przepro
          > wadzkę do jego domu rodzinnego w (którym mieszkają rodzice) bo właśnie tam ulok
          > owana jest jego firma...



          Zmienily mu sie marzenia... juz.
          Macie jeszcze jakies wspolne marzenia ?

          Tłumaczy że dzięki temu będzie miał dla nas więcej cza
          > su bo nie będzie musiał dojeżdżać do pracy i przemieszczać się między domami...

          Klamie albo ludzi sie. On po prostu zamieszka w firmie. A nie z wami.


          > Ja nie odpuszczam i nadal liczę że to tylko na jakiś czas,

          Nie licz na to. Kiedy juz wdepniesz w dom tesciow, wydobyc sie stamtad bedzie bardzo trudno.
          A on znajdzie dodatkowe usprawiedliwienie do nieuczestniczenia w zyciu rodzinnym, bo przeciez tesciowa czy tesc ci pomoga, dzieci maja dziadkow na miejscu...


          > Powiedzcie mi jak mam z Mężem rozmawiać, by na nim "wymusić" zwolnienie tempa??
          > ?

          Nie wiem. Moze tak, jak radzily przedpisczynie, uswiadom mu, jaki bedzie koniec ? Moze powiedz mu wprost, ze popadl w uzaleznienie ? Moze pogadaj z dobrym specjalista i on ci podpowie, jak rozmawiac ?



          --
          Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
    • lumeria Re: Mąż pracoholik 07.12.19, 14:34
      To bardzo trudna sytuacja, bo rozwiązania nie ma.

      A raczej jest - by mąż zrezygnował z działalności jeśli utrzymacie się z etatu. Ale założę się, ze dla niego to niewykonalne. Nie ma mowy.

      Wiec albo akceptujesz, albo odchodzisz ze zwiazku - a z noworodkiem przy cycku jednak opcja 2 nie jest realistyczna.

      Czyli akceptujesz....

      Ale w zyciu, za Chiny Ludowe, nie zgodziłabym sie na przeprowadzkę do teściów. Maz sobie polepszy - dla niego to same plusy i łatwizna, a Ty będziesz miała piekło. Nic nie będziesz miała swojego, żadnego zabezpieczenia. Jak kobiety wpadają w takie bagno mieszkania u teściów, to potem muszą walczyć jak Herkules, by wydobyć się na samodzielne mieszkanie i życie. Zabiera im to lata cale, dekady czasami.

      Nie daj sie tak wrobić dziewczyno! Walcz o swoja przestrzeń życiową i dobro dzieci - teraz!
      • lumeria Re: Mąż pracoholik 07.12.19, 14:41
        I jeszcze dodam - jeśli przeniesiecie się do teściów, to to wszystko co 'zaoszczędzicie' mąż wsadzi w interes.

        Nie w Ciebie i w dzieci, nie Wasze mieszkanie, nie w Wasze potrzeby i oszczędności, nawet nie w czas spędzony z Wami - ale w rozwój SWOJEJ działalności.

        Co z tego będziesz miała Ty? Co dzieci? Nie za 10 lat tylko teraz albo za rok? Co masz juz teraz z tego, ze on tyle pracuje?

        Znasz to powiedzenie "obiecanki cacanki?" - on Ci obiecuje zamki na niebie, a Ty w te brednie wierzysz. Co on faktycznie DAJE tu i teraz?

        A teraz nie daje, to za 10 lat będzie dawał? Niby dlaczego?
          • bene_gesserit Re: Mąż pracoholik 08.12.19, 13:32
            lumeria napisała:

            > Acha, żeby nie było - nie potępiam męża - tak wyglądają realia rozkręcania bizn
            > esu.

            Yhyy. Z tym, że 99% przypadków, nawet jeśli biznes się rozkręci, stan się nie zmienia, tylko raczej nasila.

            > Pytaniem jest - czy stawiacie na biznes czy na rodzinę?

            Czy stawiają? Raczej: na co stawia on, na co ona. Bo wybory chyba już się dokonały.




            --
            cute but psycho. things even out
    • gonzo_101 Re: Mąż pracoholik 08.12.19, 21:29
      To co opisałaś to według mnie pełnoprawny pracoholizm. Bardzo trudne w leczeniu uzależnienie behawioralne. Kiedyś na sesji poruszałem z moja terapeutką ten problem i ona powiedziała mi, że woli prowadzić grupę alkoholików niż jednego pracoholika. Nic do nich nie dociera. Opamiętanie przychodzi w momencie dotkliwej straty - zdrowia, rodziny, firmy, a i tak na krótko.
      Myślę, że skonsultuj się z jakimś terapeutą uzależnień i poproś o poradę w swojej sprawie. Szkoda mi zwłaszcza dzieciaków. Taki tata, który jest ciągle niedostępny i pojawia się w ich zasięgu "od święta" bardzo im zaszkodzi. Żadne pieniądze nie są tego warte, bo czasu z własnymi dziećmi nigdy nie odzyska i nie zbuduje prawdziwej relacji.
    • 3-mamuska Re: Mąż pracoholik 25.12.19, 03:52
      Zagroziła bym rozwodem jeśli nie zrezygnuje z pracy etatowej. A taki rozwód i tak u was nic nie mieni bo i tak.
      Dzieci ojca nie maja a ty nie masz męża, a jedna mniej osoba do ogarnięcia bez niego.
      Nie dotknęłabym nic co dotyczy firmy ,żadnego pomagania.
      W niedziele zostawiałbym mu dzieci na 2 godziny i szła odpocząć.
      I nie zgodziłabym się na przeprowadzkę do jego rodzinnego domu.

      --
      -----------------
      Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
    • heniek.8 Re: Mąż pracoholik 25.12.19, 10:12
      to jest nałóg, działa na te same ośrodki mózgu co wódlka u alkoholika czy kasyno u hazardzisty

      rodzaj ucieczki przed pustką życiową i doładowanie dopaminy
      to tak jakbyś mieszkała z himalaistą -oni też podobno nie potrafią żyć w bliskim kontakcie - albo planują nową wyprawę, albo wyjeżdżają i ich długo nie ma - jak wrócą do domu to nie wiedzą jak się zachować tak sam na sam z żoną :)

      tłumaczyć mu nie musisz bo rozumowo on wiele rzeczy wie ale zmiana nie nastąpi w wyniku twojego "zwracania uwagi"

      na twoim miejscu bym skontaktował się z jakimś dobrym psychologiem i przeanalizował z nim na czym ci zależy, czy jest wola współpracy po sttonie męża (wtedy by dołączył do terapii)

      nie próbowałbym "rad" forumowych babć polegających na podbijaniu bębenka, szantażach, manipulacjach

      no i pamiętaj, że rozwód to nie tragedia - to po prostu jedno z wyjść

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka