Dodaj do ulubionych

Sprawiedliwość losu

04.03.07, 18:58
Muszę coś napisać, padło na forum mama-wdowa. Pisze puki jeszcze daję radę.
Własnie się dowiedziałam, że siostra mojego zmarłego męża jest w ciąży i cała
jego rodzina jest niezmiernie radosna. Już nawet na cmentarz przychodza raz
na 2 tygonie. A dzisiaj mijają 4 miesiące od śmierci mojego męża. Czy to jest
sprawiedliwe, czy jest gdzieś jakakolwiek nadzieja na lepszą przyszłość? Po
raz koleny potwierdza się prawda, że to żony czy to z dziećmi czy bez
najbardziej tracą na śmierci ukochanego męża. Świat idzie dalej, kazdy ma
swoje sprawy a wdowa zostaje sama ze swoim nieszczęściem. Rodzinka męża jego
problem ma już z głowy. To jest okropne, odkrywam co to zawiść.
Edytor zaawansowany
  • zeng 04.03.07, 21:00
    nie wiem czy to kwestia losu, chyba taka norma...

    u mnie jest identycznie, rodzina Ani nie wydaje się interesować wcale
    przeszłością... ich dzień powszedni po 4 miesiącach wygląda identycznie jak
    wyglądał przedtem, nic się nie zmieniło.

    Ja to sobie tak tłumaczę, że ból pewnie był ten sam po stracie córki czy
    siostry jak żony, przeszłość była tak samo mocno wiążąca, tyle tylko, że Ania
    opuściła kilka lat temu ich dom, więc przyszłość należała głównie do mnie.
    Tylko ja wiązałem z Anią swoje plany na najbliższe 50 lat, tylko ja poświęcałem
    jej aktualnie swoje życie i tylko ja planowałem w przyszłości robić wszystko
    dla niej. Wreszcie tylko ja nie mogłem sobie wyobrazić dnia, godziny bez niej...

    Nie uważam, że tylko ja ją kocham, na pewno jej rodzina również ją kocha i
    szanuje jej pamięć. Tylko w praktyce mniej odczuwa jej brak niż ja. Oni ją z
    domu stracili 5 lat temu, podejrzewam, że wtedy bardziej czuli jej brak niż
    teraz...

    Treaz to ja nie potrafię bez niej się uśmiechać.
  • manuskrypt 04.03.07, 21:04
    Moniko!
    Nie bądź zawistna. Życie zatoczyło krąg. Śmierć i narodziny są powiązane ze
    sobą nierozerwalnie. Po co oglądasz się na rodzinę męża. Każdy odpowiada za
    swoje czyny. Ty żyj tak by przez Ciebie nikt nie płakał. Każdy żałobę przeżywa
    inaczej. Może oni noszą ją w sercu (obecność na cmentarzu nie jest
    obowiązkowa). Naturalnym też jest, że nowe życie wywołuje w nich radość.
    Rozumiem natomiast Twój żal, że to nie Ty nosisz pod sercem dziecko, ale jak
    sama piszesz świat idzie dalej, a zatem Twoje dalej też istnieje.
    Cztery miesiące to mało, przed Tobą jeszcze długa droga, ale znajdziesz jej
    sens. U mnie mija dziś 9 miesięcy od śmierci Jacka i też jeszcze wiele drogi
    przede mną...
    Pozdrawiam.
    Anna
  • hendik 05.03.07, 10:10
    Zeng ty zdecydowanie masz większą łatwość przelewania na tekst tego co czujesz.
    Bardzo dobrze to opisałałeś - tak właśnie czuję.
    Manuskrypt powyższy post powstał po wpływem chwili, gdzieś to musiałam napisać.
    Nie wszytkie emocje, które się we mnie rodzą mi sie podobają. Nie chcę się
    wcale oglądać się na rodzinę męża. Już podjęłam decyzję, że te więżi należą do
    przeszłość. Nie chcę ich wcale rozliczać z wizyt na cmetarzu. To indywidualna
    sprawa każdego. Jednak moja złość wynika z tego, że wcześniej miało miejsce
    kilka awantur i seria pretensji, że coś tam na cmentarzu poprzestwawiałam i
    wszelkie moje działania miały być z nimi konsultowane, ale sami by przyjść coś
    posprzątać to już nie łaska. Brzydzę się u siebie takimi odczuciami, złością i
    zawiścią, która się we mnie pojawiła. Chcę żyć tak by innym krzywdy nie robić.
    Jednak muszę się wyzwolić z nadmiernego zwracania uwagi na rodzinę męża. Nie
    jest mi łatwo bo sami planowaliśmy mieć teraz dziecko i chyba to nei jest
    dziwne że boli mnie, że innym się udaje a moje szanse na rodzinę i gromadkę
    dzieci drastycznie zmalały. Nie odmawiam innym prawa do bólu i cierpienia ale
    bezsprzecznie jak pisze zeng to małżonek jest jednak najmocniej
    pokrzywdzony.
  • agama30 05.03.07, 14:04
    Droga Hendik, Forum jest także po to aby przelać swoje emocje, nawet te złe.
    Ja też mam myśli i odczucie z których nie jestem dumna. My też ze Sławkiem
    planowaliśmy dać Oli rodzeństwo. I to naturalne że każda wiadomość o
    narodzinach budzi w nas żal i zazdrość. Ja usłyszałam od rodziny mojego męża że
    cierpienie po stracie męża, to nic, bo przecież przed Sławkiem kogoś kochałam,
    więc po Sławku też kogoś pokocham, a oni stracili dziecko. Myślę, że nie warto
    używać miarki do zmierzenia czyjegoś bólu i cierpienia. Oni utracili dziecko ja
    i Ola męża i ojca. Jak tą stratę można porównywać. To zależy tylko od tego jak
    mocno się kogoś kochało i jak wiele ten człowiek dla nas znaczył. Nie jest to
    przypisane jakiejś skali od 1-2- to strata po dziecku, 5-6 dopiero strata
    męża. My cierpimy inaczej. Oprócz bólu tęsknoty mamy dwa razy więcej
    obowiązków, i tak jak napisał Zeng, my w każdej chwili doświadczamy nieobecność
    naszych bliskich, bo każda chwila dnia i nocy każda sekunda naszego życia jest
    z nimi związana. A zazdrość w naszym przypadku jest w pewnej mierze
    usprawiedliwiona, my zostaliśmy odarci z marzeń o rodzinie, o miłości o
    przyszłości. My nie zazrościmy bogactwa, luksusu, my zazdrościmy miłości. Czy
    można nas za to karać? Aga
  • ania77 07.03.07, 11:52
    Ja tez usłyszałam od teściowej że nie ma wiekszej straty niz strata
    dziecka...więc mam rozumieć,ze to oni cierpią bardziej.Bardzo mnie to poruszyło
    i zabolało bo to nieprawda,nie mozna porównywac,mierzyć cierpienia.Rafał juz
    nie mieszkał z nimi ładnych pare lat,ich codzienne zycie tak naprawde nie
    uległo zmianie,maja siebie,mogą sie do siebie przytulic,wypłakac..Moja zwykła
    codziennośc,przyszłość u boku ukochanego człowieka-legła w gruzach.To ja miałam
    zaplanowane całe zycie u boku Rafała.Czuje się samotna jak palec.Moje dziecko
    nigdy nie bedzie miało ojca.
  • magdatysz 07.03.07, 12:47
    Cierpienia nie da się zmierzyć ale faktem jest, że to wszystkie nasze życowe
    plany szlag trafił. Marzyłam, miałam plany, chciałam mieć drugie dziecko,
    szczęśliwą rodzinę. Kiedy wydawało się że wszystko się układa, los sobie z nas
    zadrwił. Drwi nadal.
    I wkurzam się strasznie jak czytam te wszystkie atrykuły dotyczące rodziny i
    tego dlaczego tak mało dzieci się rodzi. Jak przeglądam komentarze na
    internecie. Wkurzam się bo Łukasz nie ma ojca, ja nie mam męża, a szanse na to
    że kiedykolwiek jeszcze będe go miała sa znikome, a mój syn będzie jedynakiem.
    Że ja sama muszę dźwigać ciężar wychowania dziecka, zapewnienia mu wszystkiego.
    Wszelkie dywagacje o roli kobiety o tym czy ma pracować czy zajmowac się domem
    mnie nie dotyczą bo mi wyboru los nie pozostawił. Wszędzie mówi się o rodzinie.
    Jak ktoś mnie nie zna i dowiaduje sie że sama wychowuję dziecko bierze
    mnie "pod lupe". Bo ciekawe dlaczego mąz mnie zostawił.... godne to
    pożałowania. Dopiero potem ten ktoś jest w szoku i pada pytanie: "jak to nie
    żyje?????" A tak to... wypadki się zdarzają.
    Zła jestem na ten los że sie tak z nami obszedł. Oststnio coraz częściej
    chciałabym się do kogoś po prostu przytulić i choć na chwile zapomnieć, poczuć
    się bezpiecznie i przez moment o nic się nie martwić. Bo po prostu mam dość.
    Nie realne marzenie........
  • hendik 07.03.07, 12:54
    Magda bo to jest właśnie okrutne. Zostajesz sama. Teściowei mają siebie,
    siostra męża ma swojego męża. A to nasze życie jest wywrócone do góry nogami w
    największym stopniu. Musimy sie zmagać z codziennością, samemu. A dodatkowo są
    dobijające komenarze, branei "pod lupę" jak nappisałaś. O sama jest, w tym
    wieku, to tu musi coś śmierdzieć, dlaczego ją porzucił, a może to stara panna
    itd itp. U mnie minęły 4 miesiące. Nie ma taryfy ulgowej i jeszcze w pracy
    zaczynają co niektórzy uważać, że skoro nie mam rodziny to mogę zrobić to czy
    tamto, bo przecież nikt na mnie w domu nie czeka. To ci perfidia.
  • hafal 07.03.07, 23:16
    Hej, dziewczyny, to wszystko, co piszecie jest prawdą, o tym,,jak nas ludzie
    obserwują, o zazdrości innym, tym szczęśliwym, o tym, że ciężko. Ale co do
    sprawiedliwości losu, to nie możemy nic powiedzieć, dopóki się nasze życie nie
    skończy. Bo tak naprawdę, to nie wiemy, czy los nam, tej straty jakoś w naszym
    dalszym życiu nie wynagrodzi (wiem, że tego nie można tak wprost wynagrodzić).
    Nie wiemy też, czy inni, którzy cieszą się taraz sobą albo oczekują dzieka, nie
    powiedzą za jakiś czas,że ich także spotakła jakaś tragedia. Nie można
    oczekiwać od losu, że będzie sprawiedliwy. On napewno będzie jakiś. W dużej
    mierze zależy od nas - jaki.
  • hafal 07.03.07, 23:19
    A jeszcze co do "sprawiedliwości losu", to powiem wam, że znam gościa, który
    się rozwiódł i zrzekł praw do swojego dziecka, teraz już prawie dorosłego.
    Wyjechał, ożenił się ponownie. I tu niespodzianka: jego druga żona nie może
    mieć dzieci.
    Więc może i coś z tą sprawiedliwością jest:)
  • hendik 22.03.07, 22:31
    hafal napisała:

    > A jeszcze co do "sprawiedliwości losu", to powiem wam, że znam gościa, który
    > się rozwiódł i zrzekł praw do swojego dziecka, teraz już prawie dorosłego.
    > Wyjechał, ożenił się ponownie. I tu niespodzianka: jego druga żona nie może
    > mieć dzieci.
    > Więc może i coś z tą sprawiedliwością jest:)

    Ja dzisiaj usłyszałam historię w drugą stronę. Kobieta lat 70. Miała męża i
    czwórkę dzieci. Jedno dziecko umarlo w wieku niemowlęcym, mąż popełnił
    samobójstwo. Potem dwójka dzieci zginęła w wieku nastoletnim w wypadku autobusu
    kolonijnego. I wczoraj ta pani pochowała syna który umarł na raka w wieku
    trzydzieskukilku lat. Nie wyobrażam sobie jak można to znieść.
  • aniawdowa 04.04.07, 21:14
    Rozumiem Cie po smierci meza okazało sie ze jego brat zostanie ojcem,tesciowa
    kiedy dowiedziała sie ze zostanie babcia pierwsze co stwierdziła ze jeden umiera
    drugi siue rodzi i ze jak bedzie chłopiec to zeby dali na imie po moim męzu od
    razu sie zbuntowałam. nastepnie zaplanowano małe przyjecie weselne, skonczyło
    sie na sporym weselu z tancami. Ja nie poszłam do koscioła nie dałbym rady
    patrzec i słuchac przysiegi małzenskiej to zbyt bolesne.Dzis ich synek ma prawie
    dwa miesiące kochany chłopiec,najgorsze jest to kiedy patrze na szwagra jak go
    tuli przytula to jest mi strasznie smutno, moich dzieci tata już nie przytuli.
    Zblizają sie swieta rodzina męża juz planuja co gotuja pieką a ja najchętniej
    zaszyła bym sie z dziecmi w domu i obeszła sie bez swiąt pamietam pierwsze
    świeta Bozonarodzeniowe było mi tak smutno a oni wszyscy w koło jakos tak jakby
    naturalnie.
  • zeng 05.04.07, 06:32
    Ja też najchętniej bym wyjechał z Piotrusiem na te święta. DO świątecznej
    atmosfery jeszcze dochodzi wiosenna atmosfera, wszędzie dookoła uśmiechy i
    rodziny na spacerach. W Wigilię też wszyscy zachowywali sięprawie normalnie,
    tak normalnie, że miałem momentami wrażenie, że cofnął się czas i jestem
    kawalerem... ale potem patrzyłem na Piotrusia i to było jak uszczypnięcie.
  • iwles 05.04.07, 14:59
    Najtrudniej jest dojść do momentu, kiedy dotrze do nas, że świat idzie naprzód.
    Dla mnie najdziwniejsze było, że życie toczy się dalej, że ludzie chodzą do
    pracy, jeżdża autobusy, że w tv lecą kolejne odcinki seriali....

    Teraz - po ponad roku już wiem, już rozumiem, co to znaczy, że życie toczy się
    dalej.

    4 miesiące - to jeszcze króciutko... wtedy czuje się wszystko sercem.

    Wiesz - moja teściowa chodzi na cmentarz raz na kilka miesięcy - ostatnio była
    kilka tygodni temu, a wczesniej - przed Bożym Narodzeniem (mieszka 5 minut
    drogi na piechotę od cmentarza) - tylko, że jest leniwa - nie chce jej się, a
    mi się tłumaczy, że nie może chodzić, bo wtedy płacze...
    Ja tez płacze, ale nie wyobrażam sobie nie chodzić, żeby świeczki ciągle się
    nie paliły, żeby w wazonie stały zwiędłe kwiaty.

    Już przestałam się przejmować i liczyć na rodzinę męża (brat męża bywa na
    cmentarzu tylko z okazji Świąt i to tylko po to, żeby zapalić świeczkę), a
    kilka razy w tygodniu przejeżdża samochodem obok cmentarza.

    Hendlik -
    niektórym widocznie zajmuje krócej powrót do zwyczajności.

    Ciebie - jako osobę najbliższą ta strata dotknęla najmocniej i dlatego
    najdłużej będziesz przeżywać żałobę.
    Bo wraz z mężem umarł nie tylko najbliższy człowiek, ale i wszystkie marzenia.

    Hendlik - rozumiem Ciebie bardzo dobrze.






    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziało ;)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka