Dodaj do ulubionych

Starzy stażem

26.03.07, 19:27
Dzieczyny, co się dzieje? Od jakiś 2 miesięcy nie mogę się uporać z życiem.,
z którym dotychczas radziłam sobie dobrze (ok. 2,5 roku). Każda porażka to,
coś strasznego i co za tym idzie straszny żal do drugiej naszej połówki.
Krzyczę do zdjęć, nie mogę pójść na cmentarz, a jeżeli już to i tak płaczę i
kończę "awanturą", mam coraz więcej żalu do mojego męża,że nas zostawił. Czy
to jest normalna reakcja, czy mam szukać pomocy gdzieć indziej?/?? Do tej
pory nie mogłam odejść od groobu Sławka, a teraz palę mu świeczki w domu, ale
zawsze z jakimiś pretensjami. Aga
Obserwuj wątek
    • manuskrypt Re: Starzy stażem 26.03.07, 22:27
      Moja diagnoza - stres :-) O ile dobrze pamiętam miałaś złożyć pracę doktorską
      (mam nadzieję, że ten etap za Tobą), ale wiele przed Tobą. Te procedury
      biurokratyczne, recenzje, egzaminy, obrona. Sama myśl stresuje, a co dopiero
      zmierzenie się z tym. A zatem postawiłabym na sytuację stresową, która wywołała
      żal skierowany ku mężowi (najłatwiej ku niemu, bowiem obronić się nie może).
      Możesz spróbować dwóch rzeczy: albo umówić się na psychoterapię, albo spróbować
      zwalczyć stres na własną rękę, robiąc rzeczy, które zawsze sprawiały ci wiele
      przyjemności.
      I przepraszam, że zabieram głos w tej kwestii choć nie jestem stara stażem w
      żałobie (niecałe 10 miesięcy jak jacka nie ma) :-(
      • agama30 Re: Starzy stażem 26.03.07, 22:58
        3Aniu, być może masz rację, niestety etap złożenia pracy nadal trwa. Moja
        promotor jest od jakiegoś czasu w szpitalu, więc nie mam jej podpisu na mojej
        pracy, a to wstrzymuje całą procedurę, sama wiesz jak to jest. Boję się , że
        pomimo mojego wysiłku, nie zdołam utrzymać pracy, którą kocham.Wiem, że się nie
        poddam, ale brakuje mi sił. Gdyby Sławek żył, nie bałabym się tak o przyszłość
        Oli, a tak utrata pracy potwornie mnie przeraża. Napisz proszę co u Ciebie, jak
        Twoja praca, miałam do Ciebie napisać, ale ostatnio jestem do niczego. Czy tacy
        ludzie jak my zawsze już będą mieli pod górę??? Pozdrawiam Cię serdecznie i
        proszę o odpowiedź!!!!!!!!
        • manuskrypt Re: Starzy stażem 27.03.07, 11:19
          Witaj Aga! Widzę, że u Ciebie spadek formy. Złóż to na karb przesilenia
          wiosennego :-)Nie martw się dasz radę. Masz za sobą długą drogę, ale metę już
          widać. Mam podobne myśli do Twoich. Też się boję, że nie utrzymam pracy, którą
          kocham. Też wiem, że gdyby Jacek żył obawa związana z utratą środków do życia
          by nie istniała. To wszystko powinno mnie mobilizować, ale jest wręcz inaczej,
          ostatnio strach mnie paraliżuje. Moja praca sama się pisać nie chce :-), ale
          powoli się chyba klaruje. Niestety co chwila wytrącają mnie z rytmu jakieś
          sprawy. Dziś właśnie zadzwonił Dyrektor mojego Instytutu (swoją drogą dobry
          człowiek)i zaprosił mnie na rozmowę w sprawie doktoratu, bo Pan Dziekan
          chciałby wiedzieć co dalej. Rozmowę odbędziemy najwcześniej w piątek. Za
          chwilkę wyjeżdżamy do Poznania z Zuzią na operację. Choroby Zuzi też wybijają
          mnie z pracy. Od września (odkąd poszła do przedszkola) non stop chora. W środę
          czeka nas operacja, boję się, zaczynam przeżywać wszystko od początku (szpital
          Jacka, jego chorobę i umieranie). W południe w środę trzymajcie za nas kciuki
          by się udało.
          Aga, a czy będziemy zawsze miały pod górę? Mam nadzieję, że nie. Ja wierzę, że
          ilość złej i dobrej energii w świecie musi się równoważyć. My tą złą już
          otrzymaliśmy, teraz czekajmy zatem na dobrą.
          Pozdrawiam serdecznie.
          Anna
    • magdatysz Re: Starzy stażem 27.03.07, 00:10
      Wiesz Aga ja mam podobnie choć objawia się to wszystko nieco inaczej. Bardzo
      brakuje mi Rafała... Obowiazków i pracy mam tyle że nie wiem w co ręce włożyć i
      widze że brak mi czasu dla własnego dziecka. Gdyby Rafał był nie martwiłabym
      sie o to - mały byłby dopilnowany, miałby z kim się pobawić. Dodatkowo boli że
      widze jak mu brakuje ojca - dosłownie niemal na każdym kroku. Zaczynam coraz
      częściej zadawać mu pytania "dlaczego ciebie nie ma ??? dalczego?" Wściekam się
      że jestem sama. Z braku czasu rzadko bywam na cmentarzu choć mam po drodze do
      domu. I cały czas zadręczma się myslami że jakby Rafał był to moje życie
      wyglądałoby inaczej. Po prostu jestem przemęczona i zestresowana. Jak na to
      zaczynaja nakładac się jeszcze jakieś niepowodzenia z innych dziedzin życia to
      koniec.
      Na koniec życzę ci dużo siły - widzisz nie tylko ty tak masz.
      Magda
      • agama30 Re: Starzy stażem 27.03.07, 00:39
        Madziu, masz rację każdy z nas z innego powodu ma dosyć życia, obojętnie ile
        czasu upłynęło. Ale jak moje życie ma tak dalej przebiegać , na ciągłej walce,
        i sprawdzaniu ile wytrzymam jeszcze, to chcę żeby czas płynął jak najszybciej i
        bez względu na ocenę poprostu się zakończył.Jestem młodą kobietą a tylko ze
        względu na córeczkę, nie na religię, bliskich, jestem teraz z wami mimo upływu
        dni. Praca , obowiązki, to wszystko pozwala nam przetrwać, a co będzie gdy tego
        zabraknie ??? Aga
        • zeng Re: Starzy stażem 27.03.07, 07:26
          Ja zauważam, że moje huśtawki nastrojów z upływem czasu są coraz bardziej
          zaznaczone. Z poczatku był sam dół, potem zaczęły się momenty jakieś stagnacji
          chwilowej lepszego trochę samopoczucia, patrzenia do przodu a nie w dół (nigdy
          w górę). z czasem coraz dłuższe są okresy, kiedy jakoś sobie radzę. Ale im
          krótsze i im rzadziej są okresy, kiedy mam wszystkiego dość, tym to odczucie
          jest bardziej ekstremalne, tym trudniej ten czas znieść.
          • hania_2006 Re: Starzy stażem 27.03.07, 11:15
            Różnimy się stażem, mój mąż umarł prawie cztery miesiące temu. Na
            forum "żałoba, strata, osierocenie" napisałam dwa dni temu mniej więcej
            tak "Nadal nie znalazłam sensu w moim życiu po śmierci męża. Czasami mam
            wrażenie, że jest coraz gorzej. Coraz mocniej odczuwam moją samotność, cały
            czas mam żal że mnie się to wszystko przytrafiło, czuję że tracę siły, że nie
            dam rady przeżyć następnego takiego dnia. Cztery miesiące "bez powietrza",
            zaczynam się dusić. Jedyny dzień, który dobrze wspominam od tych czterech
            miesięcy to dzień spędzony z przyjaciółmi na cmentarzu. Ale przecież nie mogą
            oni tam ze mną siedzieć codziennie. Cały czas chodzę do pracy ale mam pomysł
            aby tam przestać chodzić. Tylko nie wiem, co będę robić jak nie pójdę.
            Chciałabym umrzeć bo każdy dzień to cierpienie od rana do wieczora. Mam córkę i
            rodzinę, nie mogę im tego zrobić i tak sobie odejść. Tylko skąd brać siły?"
            To, co piszecie, mnie przeraża jeszcze bardziej. Przecież takie życie naprawdę
            nie ma sensu, wszystko boli - słońce, wycieczka za miasto, wydarzenia sportowe
            i inne, których nie doczekał, boimy się następnych dni, świąt, długich
            weekendów czyli tego wszystkiego, co do niedawna nas cieszyło. Ja też tak mam,
            czasami funkcjonuję "normalnie" na ile to możliwe ale ostatnio dopada mnie tak
            silne poczucie bezsensu że zaczynam się bać czy sobie z tym poradzę. Hanka
            • nata721 Re: Starzy stażem 03.04.07, 22:36
              Jutro minie rok i 3 miesiące , mogę teraz stwierdzić , że ból i tęsknota jest
              ta sama ale poprostu przyzwyczajam się z "tym" żyć.
              Mam ostatnio bardzo dużo pracy i to pozwoliło mi jakoś wyjść z ostatniego
              dołka .Jest to jakiś sposób na przeżywanie kolejnych dni.Jednego jednak
              najbardziej jest mi brak - wsparcia , które dawał mi mój Krzysiek.

              Mam nadzieję , że jest rzeczywiście równowaga między dobrą i złą energią , o
              której pisała Ania bo czasem zdaje mi się , że jestem w pułapce tej drugiej.

              Przede mną i moimi córkami znów bardzo trudny okres , za miesiąc a dokładnie
              13 maja będzie I komunia mojej młodszej córki - i znów brak taty :(
              Czasem zastanawiam się skąd jeszcze we mnie tyle sił , ale zaraz potem gdy
              spojrzę na moje dzieci odpowiedź sama się nasuwa.
              Pozdrawiam wszystkich
              Danka
            • hafal Re: Starzy stażem 04.04.07, 23:21
              Haniu,
              cztery miesiące, pół roku, to krótko...U mnie będzie niedługo 2,5 roku. I
              mówię: LUDZIE MOŻNA JESZCZE ŻYĆ! Można nauczyć się nie myśleć o tym, co było i
              jak było pięknie i jak byłoby pięknie. Można kierować myśli w stronę, która nie
              boli. Można, bo jesteś panem/panią swoich myśli i tu Ty mówisz, jak ma teraz
              być, a żal to uczucie, które z czasem można opanować. Jedyny problem, to
              chroniczny brak czasu - tam, gdzie bylo dwoje, musisz teraz być Ty i robić
              wszystko w tempie, tak, aby ten dom i ta rodzinka, choć mała, trwała:)Pozdrawiam
              Hania
              • zeng Re: Starzy stażem 05.04.07, 06:42
                Czyli Haniu, że mam opanować uczucie miłości i powiedzieć sobie, że to
                nieprawda, że miłość mija a mnie się tylko wydawało, że będzie trwała ? Mam
                sobie wmówić, że przed ołtarzem kłamałem ? Mam nie myśleć o tym kogo kocham i o
                tym co kocham ? Z "męskiej" strony powinno być teoretycznie łatwiej wyrzec się
                miłości, ale ja nie potrafię... Zresztą nie próbowałem, ponieważ nie chciałem
                próbować. Może facet jest za słaby żeby powiedzieć sobie, że to nie była
                miłość, albo, że miłość przemija w pamięci jak lekcja historii... Prawdę mówiąc
                wolę chyba swoją tęsknotę ze wszystkimi jej minusami niż zapomnienie ze
                wszystkimi jego plusami...

                Pozdrawiam,
                Daniel
                • magdatysz Re: Starzy stażem 05.04.07, 11:14
                  Oj Daniel to nie tak!! Nikt ci nie każe wyrzekać się miłości!! Ja swojego meża
                  kocham nadal co mi nie przeszkadza zaczynać coraz więcej życ zwykłym życiem
                  pomimo bólu. Ja z Hanią ostatnio trochę o tym rozmawiałam.
                  Cieszyć się rzeczami które radość nam sprawiają, umieć rozmawieć o tych którzy
                  odeszli bez guli w gardle i łez w oczach. Ja się już tego nauczyłam ale wierz
                  mi na początku było tak jak u ciebie. Proces oswajania bólu i całej tej
                  koszmarnej sytuacji jest bardzo powolny. Ja tak na prawde dopiero od pół roku
                  jakoś bardziej żyję a nie egzystuję. Czasami jest bardzo ciężko, brakuje czasu
                  na wszystko, brakuje kogoś kto rozumie, przytuli, kogoś, kogo się kocha i przez
                  kogo jest się kochanym. Ale czasami wystarczy mi spojrzenie na zdjecie, jakieś
                  adosne wspomnienie i taka wielka wiara ze ON nadal jest i czuwa. I to dodaje
                  sił. Że wszystko co ciężkie to już za mną, a teraz będzie tylko lepiej. Że to
                  wszystko ma jakiś sens, którego co prawda nie pojmuję ale widocznie tak jest.
                  Że dam rade skoro tyle czasu wytrwałam i odnalazłam w sobie radość. Pamiętam
                  jak po śmierci Rafała dostałam list od przyjaciela któremu w przeciągu pół roku
                  zmarli obydwoje rodzice. Wówczas to co on pisał nie docierało do mnie, było
                  nieralne ale teraz zaczynam twierdzić ze miał on rację. Że da się żyć i że to
                  życie ma cel i sens. I ta śmierć tez miała cel i sens. Ale o tym wszystkim
                  dowiemy się za jakiś czas.
                  Każdy z nas przeżywa żałobę inaczej, każdemu zajmuje to inną ilość czasu. Jedni
                  chodzą na cmentarz codziennie, inni nie sa w stanie bo sprawia im to jeszcze
                  większy ból. Ale jedno jest pewne - wszyscy kochaliśmy i byliśmy kochami,
                  wszyskim nam posypało sie dotychczasowe życie, stabilizacja, radość.
                  A teraz powoli trzeba ponownie ją odnaleść. Trudne zadanie ale wykonalne. Jedni
                  z nas są na początku tej drogi, inny gdzieś dalej.
                  Ostatnio czytałam artykuł o Ewie Błaszczyk i utkwiło mi w pamięci jedno
                  zdanie: "trzeba się zakochać a nie byc wdową" - to chyba nawet był tytuł. Coś w
                  tym jest :) Ja na swoim etapie tej wyboistej drogi może nie doszłam to tego
                  stwierdzenia ale na razie do czegoś takiego: "trzeba być silnym, czerpać radość
                  z drobnych rzeczy, pomnażać ja i dawać innym, a nie postrzegać się jako wdowę,
                  kobietę załamaną i pozbawioną sensu życia."
                • hope13 Re: Starzy stażem 05.04.07, 12:02
                  Jestem wdową bezdzietną, ale czytam Was regularnie i czasami pozwolę sobie coś
                  napisać. Hania i Magda mają rację - ten ból da się oswoić i kierować myśli w
                  inną stronę - ale nie od razu. U mnie w maju minie 2 lata od śmierci męża i
                  widzę u siebie ogromną zmianę. Uczę się na nowo cieszyć życiem, sprawiam sobie
                  drobne przyjemności, zaczęłam dbać o siebie. Zdarzają się oczywiście dni kiedy
                  płaczę i mam żal do Boga i całego świata, kiedy zazdroszczę innym szczęścia.
                  Jakiś czas temu postanowiłam skończyć z codziennym chodzeniem na cmentarz -
                  teraz jestem tam co 3-4 dni. Nie znaczy to, ze przestałam kochać, ale oswoiłam
                  moje nowe życie i wiem jedno, że CHCĘ BYĆ JESZCZE SZCZĘŚLIWA, bo tego też
                  chciałby mój mąż. Życie mamy tylko jedno i nie marnujmy go na wieczną rozpacz
                  i rozpamiętywanie. Dwa lata temu, rok temu, pół roku temu nie napisałabym tych
                  słów. Teraz już mogę. I tego Wam wszystkim życzę!
                  • aniawdowa Re: Starzy stażem 05.04.07, 12:33
                    Mi wszyscy w koło powtarząja ze bede jeszcze szczesliwa ze znajde kogos kto mnie
                    pokocha. Dla mnie wydaje sie to niemozliwe Kocham mojego Pawła i nie wiem czy
                    mogłabym pokochac jeszcze raz.Napewno nie taka miłoscią jaka łączy mnie z
                    nim.Ostatnio dostałam zaproszenie na wesele kuzyna i od razu zapowiedziałam ze
                    nie pójdę. Rozmawiałam potem z tesciową i zaskoczyła mnie powiedziała zebym
                    poszła z jakims kolega ze dobrze mi to zrobi jesli troszke sie rozerwe. A ona
                    zajmie sie dziecmi w tym czasie. Powiedziałam ze nie chce i tyle...wole zostac w
                    domu z dziecmi.
                    • hope13 Re: Starzy stażem 05.04.07, 13:05
                      Pierwszy raz potańczyć (na imprezie służbowej) byłam pod koniec stycznia tego
                      roku czyli po 20 miesiącach. Wtedy poczułam, że jestem gotowa i bawiłam się
                      świetnie. Widocznie jeszcze dla Ciebie za wcześnie.
                      A bliscy mają rację mówiąc, że będziesz jeszcze szczęśliwa, ale szczęśie samo
                      nie przyjdzie - trzeba nad sobą popracować.
                      • zeng Re: Starzy stażem 05.04.07, 15:10
                        No pewne jest to, że sami mamy wpływ największy na to jak przeżywamy żałobę i
                        stajemy na nogi. Za kilka miesięcy będzie zjazd absolwentów mojego rocznika z
                        liceum. Niby nic wspólnego, ale od razu powiedziałem, że nie idę... Nie wiem
                        czy nie potrafię czy nie chcę, po prostu wiem, że nie idę.
                        Poza tym macie pewnie rację, że inaczej to wygląda po pół roku a inaczej po
                        dwóch latach... Sęk w tym, że ja chciałbym chyba, żeby za dwa lata u mnie
                        wyglądało to tak jak teraz, ale i moje nastawienie co do tego może się z czasem
                        zmienić, już mam wątpliwości...
                        • hafal Re: Starzy stażem 06.04.07, 00:06
                          Kurcze, północ dobija, padam po okropnie ciężkim dniu, ale jeszcze coś napiszę,
                          bo znowu zostałam sprowokowana;)

                          >"Mam sobie wmówić, że przed ołtarzem kłamałem ? Mam nie myśleć o tym kogo
                          kocham i o tym co kocham ? Z "męskiej" strony powinno być teoretycznie łatwiej
                          wyrzec się miłości, ale ja nie potrafię... Zresztą nie próbowałem, ponieważ nie
                          chciałem próbować. Może facet jest za słaby żeby powiedzieć sobie, że to nie
                          była miłość, albo, że miłość przemija w pamięci jak lekcja historii... Prawdę
                          mówiąc wolę chyba swoją tęsknotę ze wszystkimi jej minusami niż zapomnienie ze
                          wszystkimi jego plusami...>

                          Wiesz co, Zeng, wkurza mnie czasem to, co piszesz. Chociaż wiem, ze bardzo
                          kochałeś, kochasz żonę (co szanuję) i wiem, że u Ciebie to krótko. I wiem, że
                          pewnie ja Cię wkurzam również tym, co piszę. Ale słuchaj, kolego:
                          Po pierwsze, pisząc o tym, ze da się żyć i oswoić ból, nie powiedziałam, ze
                          przestałam kochać męża. Nie powiedziałam, ze przestałam tęsknić i wyrzekłam
                          się przysięgi sprzed ołtarza. Pojęcia nie masz, jak berdzo tęsknię.
                          Po drugie, nie piszę tego ot tak sobie, tylko próbuję powiedzieć, może
                          nieudolnie, że ŻYJĘ. Że da się żyć i cieszyć życiem, że są na to różne sposoby.
                          Widzę, ilu nas jest i pamiętam siebie sprzed 2 lat i to, jak bardzo szukałam
                          kogoś, kto mi powie, ze wyszedł z tego, ze zyje a nie tylko egzystuje. I miałam
                          szczęście, bo spotkałam panią psycholog, która wiedziała, co do mnie mówi nie
                          tylko z racji swojego zawodu, ale też tego, ze sama jest wdową. W pewnym
                          stopniu była dla mnie wzorem i dowodem na to, ze taka tragedia mimo wszystko
                          nie jest końcem swiata. Więc probuję powiedzieć tym, którzy są na początku tej
                          ciężkiej drogi: NIE PODDAWAJCIE SIĘ, BO TO NIE KONIEC WASZEGO ŻYCIA, BĘDZIE
                          LEPIEJ, WIEM TO.
                          To tyle.
                          Aha, powiem Ci jeszcze, Zeng, ze ja pojechałam na swój zjazd absolwentów.
                          Półtora roku po śmierci Czarka. To był kolejny stopień powrotu do normalności.
                          • zeng Re: Starzy stażem 06.04.07, 06:22
                            Nie wkurzasz mnie hafal nigdy tym co piszesz i ja nie piszę by kogokolwiek
                            tutaj wkurzać :)

                            Nie rozumiem.

                            Może to przez mój krótki "staż", a może ja inaczej to odczuwam. Pamiętasz jak
                            było u Ciebie po pół roku ? Czy gdyby wtedy byłTwój zjazd to byś pojechała czy
                            wtedy byś odmówiła ?

                            Czy kiedykolwiek można dojść do wniosku, że tak miało być i już ? Kilka
                            miesięcy temu wydawało mi się, że pół roku to wieczność, że nie wiem jak dożyję
                            tego pół roku a jeżeli dożyję to może wszystko albo coś będzie już inaczej. Ale
                            prawie nic nie jest inaczej. Te same sny, ta sama tęsknota, to samo CZEMU,
                            tylko rzadsze ale poważniejsze doły. Widzę czasem przez przypadek ludzi w wieku
                            40-50 lat, o któych przypadkiem dowiaduję się, że naście lat temu stracili
                            małżonka. I zadaję sobie pytanie, czemu po nich tego nie widać, czemu żyją
                            normalnym życiem. Po kilkunastu latach mi to nie pasuje. Może to tylko ja chcę
                            żyć wieczną żałobą.
                            • hafal Re: Starzy stażem 06.04.07, 09:56
                              Więc u mnie było tak:
                              po 3 miesiącach - koleżanka wyciągnęła mnie do teatru - poszłam, chociaż
                              łykałam łzy w czasie spektaklu

                              po 4 miesiącach - za radą psycholog wyjechałam na kilka dni nad morze sama,
                              zeby spróbować znaleźć się poza tym wszystkim i spojrzeć, albo spróbować
                              spojrzeć z dystansu. Spotakłam wtedy Magdę i bardzo się cieszę, że pojechałam.
                              Choć wtedy czasu minęło tak niewiele i było mi okropnie ciężko

                              po 10 miesiącach był zjazd absolwentów mojego ogólniaka - pojechałam, chociaż
                              było mi ciężko, kiedy znajomi ze szkoły współczuli mi

                              W między czasie było kilka innych spraw i zdarzeń. Wszystkie przeszłam, bo
                              myślę, że tak trzeba. To są są kolejne stopnie, przeszkody do pokonania w tym
                              moim - trudniejszym teraz życiu. Wydaje mi się, ze gdybym od początku się nie
                              przemogła, to już tak by zostało i nigdy nie chciałoby mi się już niczego.
                              I kiedy już wszystko to zrobiłam, czuję się silniejsza. Przez to, ze stanęłam
                              naprzeciw i dałam radę.
                              Tęsknię i żałuję. Każdego dnia. NIe wiem, co będzie za lat kilka, czy
                              kilkanaście. Ja podziwiam ludzi, którzy się podnieśli i żyją, ciesząc się tym,
                              co przynosi życie...
                              Czy naprawdę chcecie całe życie żyć żałobą?
                              • edyta.g.25 Re: Starzy stażem 06.04.07, 10:20
                                Zalobe bede miala do kocna zyciu w sercu po stracie Macka jak kazdy z nas tu
                                obecny. Stram sie zyc normalnie- spotykam sie ze znajomymi, wychodze z nimi od
                                czasu do czasu, usmiecham sie, rozmawiam...poprostu staram sie zyc w miare
                                normalnie. I to wcale nie znaczy ze - zapomnialam bo to jest niemozliwe. caly
                                czas ma mto wszystko w glowie. Moze nadejdzie taki dzien ze znow poczuje
                                radosc z zycia. NAucze sie z tym wszystkim zyc...teraz wydaje mi sie to
                                niemozliwe...bo sie dopiero ucze...Ale zycie pokaze... Wiedzialam od samego
                                poczatku ze nie moge zamknac sie sama z soba w czterech scianach. Choc nie
                                ukrywam- ze czasami jzu bylam bliska temu. Ale nie poddalam sie. Pomoglo mi w
                                tym napewno to, ze mieszkalam z rodzicami jescze do niedawna. Zawsze ktos byl
                                w poblizu.

                                Tak samo codziennie zaluje i tesknie i kocham- jak kazdy z NAs. Tego z siebie
                                choc bysmy chcieli nie "wyrzucimy" z naszych serc...Nadia Oliwia
                                "Kochać Cię było łatwo, zapomnieć niemożliwe"
                                "Jeśli miłość do Ciebie umrze we mnie, to jakbym sama umarła..."
                          • hania_2006 Re: Starzy stażem 09.04.07, 19:51
                            Masz rację, Haniu, dla wielu z nas jest ważne to co piszesz - że da się po tym
                            ŻYĆ a nie tylko egzystować. Mnie na razie trudno w to uwierzyć ale świadectwo
                            tych, którzy przez to przeszli, daje nadzieję. Ja też "próbuję" włączać się
                            do "normalnego" życia tyle, że ja wciąż nie wiem co dla mnie znaczy "mormalne
                            życie". Normalnie to było jak był mój mąż, nawet jak gdzieś szłam czy jechałam
                            bez Niego to On był, mogłam zadzwonić, powiedzieć jak jest i co się dzieje.
                            Muszę się określić na nowo, nie wiem jeszcze jak? Chyba mam coś, co można
                            nazwać kryzysem tożsamości - nie bardzo wiem kim jestem i kim chciałabym być.
                            Nie wiem, czy też to macie lub mieliście? Poza tym trudno mi patrzeć tam, gdzie
                            nie boli bo mnie boli nawet ładny dzień czy spacer po parku. Właściwie nie
                            wiem, co mnie nie boli. Udało mi się jednak niespodziewanie wyjechać na prawie
                            dwa tygodnie z Polski, spędziłam te dni z rodziną i pierwszego dnia po
                            wyjeździe pomyślałam, że Bóg istnieje skoro dostałam taką szansę. Było ze mną
                            przed wyjazdem bardzo źle, można powiedzieć że byłam jedną wielką rozpaczą. Ten
                            wyjazd był mi potrzebny jak powietrze, mam nadzieję, że złapalam oddech. Czyli
                            podobnie jak u Ciebie, po czterech miesiącach żaloby chyba chwila wytchnienia.
                            Nauczyłam się nie cieszyc zanadto lepszym samopoczuciem bo wiem już, jak to
                            jest chwiejne. Ale dobre i to. Bardzo dobrze, Haniu, że wciąż dzielisz się z
                            nami, nieszczęśnikami, swoimi doświadczeniami i wciąż na nowo usiłujesz nam
                            powiedzieć, że nasze życie jeszcze może mieć sens mimo, że jesteśmy opornymi
                            odbiorcami. Wyobrażam sobie, że czasami Ci ręce opadają, bo my wciąż swoje.
                            Życzę Ci wytrwałości, to, co piszesz, dla wielu z nas jest bardzo ważne.
                            Serdecznie pozdrawiam. Hanka
                            • magdatysz Re: Starzy stażem 09.04.07, 21:18
                              Jestem takim żywym przykładem że z tej opornej materi co cały czas swoje i
                              swoje jeszcze da się przywrócić człowieka do życia :) Duża w tym zasługa
                              Hani ;) a także paru osoób które nie pozwoliły mi się poddać. W pierwszym roku
                              po śmierci Rafała miałam 4 śluby dobrych znajomych, byłam na 3 weselach.
                              pierwsze z nich było dość ciężkie ale na pozostałych juz bawiłam się całkiem
                              dobrze - na tyle na ile możne być dobrze bez ukochanej osoby. Z przyjaciółką
                              pojechałam w nasze ukochane bieszczady... bo Rafal chiał tam pojechać jeszcze
                              raz. Nie umartwiałam się jednak, ale cieszyłam że znowu mogę odwiedzić stare
                              kąty, poczyć się "u siebie". Dodało mi to sił. Przyjaciele wyciągneli mnie na 2
                              tygodnie w Tatry - pojechaliśmy z dzieciakami i było super. A w listopadzie
                              dostałam katalog eurocampu....
                              Jak jechaliśmy na tego nieszczęsnego sylwestra, z którego już Rafał nie wrócił
                              do Koszalina oglądałam taki sam katalog i mówiłam mu : "Kochanie pojedźmy do
                              Holandii". On się zgodził ale ten wyjazd nie był nam dany. A jednak pojechałam -
                              z Hanią i jej dziewczynami. Teraz - za miesięc jedziemy po raz drugi. Już bez
                              tylu obaw co wtedy - wiadomo - doświadczone z nas podróżniczki :) A w sierpniu
                              ciągnę Hanię w moje Bieszczady.
                              Takie oderwanie się od codzienności dodaje sił. Nie należy traktować go jako
                              ucieczki ale raczej jako możliwość nabrania dystansu i odnajdywania siebie w
                              zupełnie innych sytuacjach i relacjach z otoczeniem. Zachęcam więc was do
                              pojechania na urlop - z dziećmi lub samemu - o ile jest taka możliwość. Na
                              początek najlepiej tam gdzie nie ma wspomnień - w jakieś miejsce gdzie nie
                              byliście razem. Potem już nie ma to większego znaczenia - ja nawet odwiedzłam
                              Toruń - miasto w którym Rafał studiował, gdzie do niego jeździłam i gdzie
                              pozostało tak wiele wspomnień. Gdzie nadal jest cząstka jego.
                              Da się na prawdę - wierzcie mi :) A Hanię poporszę żeby tu rzuciła linka do
                              naszych zdjęć z Holadnii z tamtego roku.
    • edyta.g.25 Re: Starzy stażem 06.04.07, 08:32
      U mnie bedzie jutro 10 miesiecy. Jestem rozdrazniona. Znowu budze sie i sciska
      w gardle. Wszystko budzi sie do zycia, rozkwita- dokladnie tak jak rok temu.
      Swiat staje sie piekniejszy. Wszystko niby tak samo- a jakze inaczej. Zycie
      toczy sie dalej, wszystko biegnie do przodu. Ale ja caly czas ogladam sie za
      siebie...Rok temu w swieta- byly chrzciny naszej coreczki. Jakie wtedy wszystko
      bylo piekne i proste. Cieszylo mnie wszystko- kazda mala drobnostka. A teraz
      malo co mnie cieszy. Tak naprawde to nic mnie nie cieszy!!!JA wiem ze zycie
      jest piekne i nie mozna go zmarnowac. Bo zyje sie tylko raz..To od nas samych
      zalezy- jakie bedzie nasze zycie, jak go przezyjemy... Moje zycie ma sens-
      ktorym jest moja coreczka tylko ze moje zycie pozbawione jest takiej
      wewnetrznej radosci. Chcialabym byc jeszcze szczesliwa- ale nie wiem czy mi sie
      uda. MAciek byl moja- nie pierwsza, ale prawdziwa, gleboka, szczera, dojrzala
      miloscia. I wlasnie to mnie boli i dreczy- ze stracilam Go raz na zawsze. On mi
      pokazal jak moze byc pieknie i co to znaczy naprawde byc szczesliwym. I z tym
      ciezko mi zyc...bo jak sie z tym wszystkim pogodzic. Pogodzic sie z tym nie
      pogodze nigdy. --
      Nadia Oliwia
      "Kochać Cię było łatwo, zapomnieć niemożliwe"
      "Jeśli miłość do Ciebie umrze we mnie, to jakbym sama umarła..."
        • aneri59 Re: Starzy stażem 01.05.07, 12:10
          Zeng, a może jeszcze raz zastanowisz się nad pójściem na to spotkanie.
          Ja mam za miesiąc spotkanie ze swoją klasą z podstawówki i postanowiłam jednak pójść, pomimo tego, że to będą niecałe dwa miesiące od tej smutnej chwili.
          Jestem starsza i wiem, że nie mogę się pogrążać w żałobie bo może mi zabraknąć czasu na następne spotkanie, a wśród koleżanek i kolegów też będą osoby, które straciły swoich bliskich.
          Kiedyś mając problemy życiowe, natrafiłam na książkę "Jak przestać się martwić i zacząć żyć" napisał ją Dale Carnegie polecam jej lekturę. Ja ostatnio bardzo często wracam do niej i bardzo mi to pomaga.
          Pozdrawiam
          • blue_ice1 Re: Starzy stażem 01.05.07, 20:34
            ..... no- ja tezjestem waszak stara stazem;) choc przciez TERAZ, po tylu
            latach oficjalnie zamezna, tym niemniej na rozdrozu:(( [ nie w PL a na
            dodatek w separacji:( ]
            a swoja droga- ilez to tu Han?:) Hania 1, Hania 2, ja tez Hania:)))
            Pozdrawiam wszystkich.....

            --
            Zabawne jak mało ważna jest twoja praca, gdy prosisz o podwyżkę,
            A jak niesamowicie niezbędna dla ludzkosci gdy prosisz o urlop.
            • hania_2006 Re: Starzy stażem 01.05.07, 20:55
              Poczułam się wywołana, faktycznie jest nas sporo a co dopiero jak jeszcze
              doliczymy Anie? Ja mam wciąż niewielki staż, 3 maja mija 5 miesięcy.
              Chciałabym, aby ten czas biegł dużo szybciej. Niestety, poprawy wciąż u mnie
              nie ma, dzisiaj przepłakałam prawie cały dzień więc wieczór może będzie
              spokojniejszy? Ostatnia noc, którą normalnie przespałam to noc śmierci mojego
              męża. Prawie wszystkie dni od tamtej pory biorę na przetrwanie. Czasami czuję
              się bardzo zmęczona i marzę o odpoczynku. Niestety, nie wiem na czym polega
              odpoczywanie no bo w tak zwanym czasie wolnym nie odpoczywamy, czyli kiedy? A
              Ela (digirec - pozdrawiam) zwróciła mi uwagę, że marzeń też nie mamy. Jednym
              słowem ciężko. Serdecznie pozdrawiam. Hanka
              • hafal Re: Starzy stażem 01.05.07, 22:24
                Ja naliczyłam 3 Hanie, 3 Anie, po dwie Agnieszki, Iwony i Edyty (chociaż moze
                byc ich trochę więcej;))

                Haniu_2006, zobacysz, czas zleci, nawet się nie obejrzysz:) Też tak myślałam,
                mówiłam sobie: jak minie półroku, to napewno będzie lepiej, ale kiedy minie te
                pół roku??? Chciałam żeby czas płynął jak najszybciej. Potem okazało się, ze
                minął rok i drugi, nawet nie wiem kiedy. I teraz nawet myślę sobie, że może ten
                czas mógłby płynąć trochę wolniej, bo w końcu starzeję się, a nie chcę za szybko
                zrobić się starszą panią;) A czasami wręcz chciałabym, zeby czas wrozciągał się
                jak guma, bo może wtedy wyrobiłabym się ze wszystkimi sprawami i byłoby trochę
                czasu na ten odpoczynek:)

                Nie zgadzam się że nie mamy marzeń!!!! Kiedyś gdzieś wycztałam takie zdanie:
                "Kto nie ma odwagi do marzeń, nie będzie miał siły do walki". A my, doświadczeni
                bólem ludzie musimy walczyć o swoje dalsze życie, o życie naszych dzieci!
                Dlatego ja marzę:) O różnych rzeczach. A czasami z tych marzeń uda się coś
                zrealiować. Po jakimś czasie te moje marzenia przestały się kręcić tylko wokół
                tego, żeby on żył (na początku byłam nawet pewna, ze znajdę jakiś sposób, zeby
                sprawić, że on ożyje- wiem, ze to głupie, ale tk było). Zaczęłam od marzeń, tzw.
                zastępczych, czyli fajna torebka, albo nowa płyta. Brzmi to głupio i
                przyziemnie, ale uznałam, ze jeśli takie rzecy są w stanie dać mi choć moment
                przyjemności, to będzie ok. Z takich małych przyjemności składa się życie.
                Niestey, albo stety, zawsze byłam marzycielką...często dostawałam za to od losu
                baty. Ale oprócz nadzieji, marzenia są drugą bardzo ważną rzeczą.

                Nadzieja - marzenia i oczekiwania zawinięte w jedną paczkę.

                Pozdrawiam,
                Hania

                Ps. Ciekawe, jakby tak zrobić taką mapę z nami wszystkimi..Widzisz post, klikasz
                na jakiś odnośnik, a tam czrno na białym, kto jest kto i skąd:) MOze coś takiego
                praktykuje się gdzieś na forach?
                • zeng Re: Starzy stażem 01.05.07, 22:34
                  Wdowia mapa polski ? Nie widziałem nigdzie.

                  W Niemczech istnieje cała społeczność internetowa wdów/wdowców oraz ich
                  osieroconych dzieci. Mają swoje kluby, imprezy regionalne comiesięczne u
                  któregoś członka, jest ogólnoniemiecka strona z forum, chatem, ogłoszeniami
                  matrymonialnymi (wdowiec pozna wdowę i na odwrót), kompletna sekta. Jak dla
                  mnie przesada...
                  • magdatysz Re: Starzy stażem 01.05.07, 22:51
                    zeng uważaj bo my może też już sektą jesteśmy :) mamy wkońcu swoje forum :) a
                    co niektórzy się spotykają :) ofert matrymonialnych jeszcze nie ma no bo was -
                    mężczyzn za mało u nas a przecież bić się na razie nie będziemy :)

                    Głupawa się mnie czepia - to chyba ta późna pora ... a jutro do pracy :(

                    A Hani to pewnie chodziło o to żeby się łatwo połapać kto jest kim, skąd itp.
                    takie wizytówki ludzi. Forum się rozrasta, osób na nim też przybywa - i dobrze
                    bo przynajmniej mi daje to poczucie, że nie jestem sama, że są ludzie którzy
                    rozumieją, mogę tu znaleźć nadzieję i dobre słowo od innych.
              • zeng Re: Starzy stażem 01.05.07, 22:30
                Witaj aneri w naszych smutnych progach, przykro mi jak pewnie każdemu tutaj, że
                musiałaś tu trafić, ale dobrze że jak już musiałaś to trafiłaś.

                Jeżeli chodzi o sprawę rocznicy matury to stwierdziłem, że pójde na oficjalną
                część, głównie, żeby zebrać kontakty do ludzi, a daruję sobię część
                rozrywkową... Nie będzie łatwo, ale może dam radę.

                Jestem teraz z Piotrusiem u mojej mamy, koło Kolonii, strasznie mi tu ciężko.
                Nie wiem czy macie ten sam problem ale te same miejsca i wspomnienia poza domem
                sprawiają mi znacznie większy ból niż ich odpowiedniki w domu. Łóżko, wanna,
                prysznic, taras, jeżdżenie w konkretne miejsce samochodem. Wszystkie te rzeczy
                i miejsca związane z konkretnymi wspomnieniami o wiele więcej bolą poza domem.
                Dom jakby zawsze pozostanie nasz, tam te wspomnienia są... u siebiew domu.
                Natomiast te same wspomnienia w innych miejscach są już jakby nierealne,
                bardziej przeszłe i niedoścignione... Nie potrafię tego opisać, w skrócie dla
                przykładu wspomnienie wspólnych kąpieli w domu nawet w 1/100 tak nie boli jak
                wspomnienie wspólnych pryszniców tu gdzie teraz jestem... I analogicznie
                wszystko poza domem boli bardziej...
                • hafal Re: Starzy stażem 01.05.07, 23:04
                  Ja, tradycyjnie, mam na to jedną radę: nie myśl o tym. Kiedy nasuwa Ci się takie
                  skojarzenie, kieruj myśli na coś innego, nie rozklejaj się. Żeby wyjść cało,
                  trzeba być twardym. Wspomnienia bolą, ale nie musisz do tych wspomnień w myślach
                  dokładać swoich komentarzy:"ech, wtedy to było pięknie","a tutaj to robiliśmy
                  to..." Po raz kolejny mówię, Zeng: było pięknie, cudownie, to Twoje wspomnienia,
                  ale się nie rozklejaj, nie rozczulaj nad sobą, to ciągle Twoje życie i nie
                  zmarnuj go, żyjąc westchnieniami.

                  Co do mapy, to jestem daleka od popadania w skrajności. Chodzi mi o uproszczenie
                  sprawy. Np. chciałabym wiedzieć, skąd jest Hania_2006, a nie zawsze mam czas,
                  żecy szperać w strych postach.
                  Pozdrawiam
                    • hafal Re: Starzy stażem 01.05.07, 23:12
                      A od Magdy mozecie się uczyć, jak sobie dawać radę. Ciągnie dziewczyna 2 roboty,
                      działa społecznie, ma czas na wyprawy ze znajomymi:) I chciaż jest w takiej
                      samej sytuacji, jak my wszyscy, nie narzeka, działa i ma marzenia:) Prawda?
                        • magdatysz Re: Starzy stażem 02.05.07, 08:24
                          Tak Hania - wczoraj już poszłam spać :) wszak dziś w pracy jestem (tej 1) bo do
                          drugiej dopiero w domu wieczorem :)
                          A na takie publiczne pochwały to chyba nie zasłużyłam.... wszak niekiedy mam
                          wrażenie że juzżtego nie ogarniam i wykończona jestem. A ty przecież też masz
                          podobnie - sama wiesz co to znaczy "wolny zawód" - po prostu więcej pracy. Z
                          niecierpliwością czekam na nasz wyjazd - wkońcu odpocznę :) I Ty chyba też. A
                          to już za 10 dni !!!!!!!!!!
                  • hania_2006 Re: Starzy stażem 02.05.07, 12:47
                    Włąściwie to powinnam napisać o sobie w innym wątku ale spróbuję tutaj (w końcu
                    i tak czytamy wszystko - inne wątki też). Postaram się krótko bo teraz jestem w
                    pracy a tutaj nie lubię pisać bo nie ma odpowiednich klimatów. Poza tym chyba
                    nigdy się nie przedstawiłam tylko zaczęłam pisać i już. Później zorientowałam
                    się, że to było trochę niegrzecznie ale było za późno. Na swoje
                    usprawiedliwienie mogę napisać tylko tyle, że nigdy nie odczuwałam potrzeby aby
                    zaistnieć na jakimkolwiek forum, dopiero po śmierci męża zaczęłam szukać i
                    znalazłam. Bardzo potrzebowałam dowiedzieć się szybko, co się ze mną dzieje i
                    będzie działo. No i oczywiscie jakie są rokowania. Jestem z Warszawy,
                    skończyłam matematykę na Uniwersytecie Warszawskim, przez wiele lat pracowałam
                    jako nauczyciel matematyki w szkole średniej, obecnie pracuję w instytucji
                    centralnej. Zawsze miałam skłonności do racjonalnego, może nawet logicznego
                    myślenia. Piszę o tym dlatego, że próby racjonalizacji mojej obecnej sytuacji
                    zupełnie mi nie wychodzą. Haniu, bardzo uwaznie czytam Twoje posty i gdy jest
                    mi bardzo źle to usiłuję sobie przypomnieć, co pisałaś. Niestety, racjonalnie
                    na to patrząc masz rację, tyle, że ja jeszcze nie potrafię panować nad swoimi
                    emocjami tak, sbym mogła nimi chociaż trochę sterować. To łapie i już. Ja
                    wczoraj odważyłam się przyprowadzić rower mojego męża tam, gdzie teraz mieszkam
                    (mój mąż umarł 3 grudnia a 28 grudnia w moim mieszkaniu wybuchł pożar - do
                    teraz jeszcze nie mogę do niego wrócić - trwają prace remontowe). Mogę
                    powiedzieć tylko tyle, jechałam, płakałam i myślałam, że to wszystko jest bez
                    sensu no i jak zwykle tzn. co ja tu właściwie robię sama? Srdecznie pozdrawiam.
                    Hanka
                    • hafal Re: Starzy stażem 02.05.07, 22:57
                      cześć Haniu, tak to niestety jest, że nie zawsze się daje zrobić to, co się
                      powinno. Ja tak piszę, ale też mam czasem gorsze dni, kiedy łzy napływają same,
                      pomimo "myślenia w innym kierunku". Mnie trzymają głównie w pionie moje
                      dziewczyny, przy nich nie da się płakać, no, chyba że z bezsilności, jak są
                      strasznie niegrzeczne:)W pracy też nie mam czasu na myślenie o czymkolwiek
                      innym, niż projekty. A wogóle, to większość moich myśli ajmuje logistyka- jak to
                      wszystko razem trzymać, by się nie roleciało:)

                      • hendik Re: Starzy stażem 07.05.07, 15:27
                        Wracając do stażu.
                        4 maja były moje imieniny,
                        4 maja była nasza 7 rocznica bycia razem
                        4 maja minęło pół roku od jego śmierci.
                        Myślałam, że ten dzień będzie jakąś katastrofą a nie był. Raz tylko popłąkałam
                        jak to zwykle bywa w aucie. Generalnei od ostatniego mega-doła czuję się
                        dobrze. Ale z tym też czuję się źle, jakbym żyła bez emocji. Nawet chciałąbym
                        wieczorkiem siąść powspominać popłakać pomyśleć, a moje myśli autoamtycznie
                        uciekają od wspomnień od tęsknoty, żalu. Dziwne to.
                        • magda-live Re: Starzy stażem 06.03.08, 22:34
                          Dwa lata, miesiąc i 9 dni.
                          Ryczałam tylko, gdy byłam sama... (oczywiście najczęściej w aucie -
                          od tego czasu słucham w aucie głośno muzyki - doskonale zagłusza
                          myśli) Sama przy porannej kawie, sama w łóżku, sama przy winku..

                          Potem chyba po prostu nauczyłam się z tym żyć.. Pierwszy rok to była
                          masakra.. lepiej nie wspominać..
                          Potem rozpoczął się drugi rok bez Tomka. Oczywiście telewizja nie
                          dawała mi zapomnieć .... A JA NIE CHCIAŁAM PAMIĘTAĆ TEGO CO SIĘ
                          WYDARZYŁO!!!! Minął drugi rok .... Od czasu mojej tragedi były inne
                          (bardziej medialne) i zapomnieli..
                          I tak to jest.. Najpierw denerwwałam się że wszyscy o tym trąbią, a
                          teraz mnie wkurza, że już nikt nie pamięta.
                          Teraz dopiero widzę, jak szybko ludzie zapominają, jeśli coś tak
                          naprawdę ich nie dotyczy...
                          Ja nie chcę zapomnieć i nie zapomnę, ale bez wzglęgu na ból żyję. I
                          teraz już wiem, że żyć się da.. Mówię "moje życie przed" i "moje
                          życie po". I jakoś nie potrafię ostatnio płakać...


                          Nie mam marzeń, planów.. Żyję w zasadzie z dnia na dzień. Ale żyję..
                          Czasami patrzę na moich chłopaków i myślę... Co by z nimi było,
                          gdybym i ja tam zginęła. Ale przeżyłam i wierzę, że PO COŚ.... To,
                          że przeżyłam graniczy z cudem... Stałam ramię w ramię z mężem i
                          szwagrem. Gdy dach runął, ja przykucnęłam. Ale dzisiaj uważam, że to
                          oni zrobili mi to miejsce, w którym przeleżałam 3 godziny...

                          Podobno dostałam drugie życie...
                          I jak z tym żyć??





                          Mrok na schodach. Pustka w domu
                          Nie pomoże nikt nikomu.
                          Ślady twoje śnieg zaprószył,
                          Żal się w śniegu zawieruszył.

                          Trzeba teraz w śnieg uwierzyć
                          I tym śniegiem się ośnieżyć -
                          I ocienić się tym cieniem
                          I pomilczeć tym milczeniem.


                          • magdatysz Re: Starzy stażem 06.03.08, 23:04
                            ja równiez dostałam drugie życie tak samo jak nasze dziecko.. gdyby
                            nie On to prawdopodobnie bym wśród żywych nie była - zginelibyśmy
                            wszyscy.
                            Kilka godzin w nieświadomosći - urwany film, jakieś przebłyski
                            kilkusekundowe, obrazy jak na urwanym filmie lub zdjęciu. Potem
                            przebudzenie w innym świecie - już bez niego, nie wiedząc dokładnie
                            co się stało i dlaczego...
                            Pierwszy rok - koszmar, potem jakoś do przodu mimo bólu i łez,
                            nauczyłam się z tym żyć. I też nie potrafię ostatnio płakać. Może to
                            i dobrze ... Choć rycząc byłoby łatwiej
                            • magda-live Re: Starzy stażem 07.03.08, 09:39
                              Mi pomogło napisanie tego wczoraj. Ryczałam długo.. ale obudziłam
                              się dziś rano jakaś takaś pełniejsza życia.
                              A wracając do tematu wypadku.. wiele osób mówiło mi "jest ci łatwiej
                              bo tam byłaś..." jacy ludzie są czasem popie...
                              ja nie mogłasm przez długi czas wejść na jakąkolwiek hale... każde
                              drgnięcie w domu przyprawia mnie o skurcz żołądka i.... moge
                              narysować konstrukcję każdej hali w jakiej byłam.....
                              • magdatysz Re: Starzy stażem 13.03.08, 13:22
                                dużo jeżdżę choć za każdym zakrętem w lewą stronę widzę
                                nadjeżdżający na mnie samochód. Obsesja która oswoiłam, ale nadal
                                nie umiem się wyzbyć. Kolejna rzecz z którą nauczyłam się żyć. Uraz
                                jednak pozostał. I dowcip o maluchu który podobno jest
                                najbezpieczniejszym samochodem bo strefa zgniotu kończy się 4 cm
                                przed silnikiem. Może nie 4 a 40....
                                I wkurzają mnie ci wszyscy idioci na drogach którzy gnają ile
                                fabryka dała, wyprzedzają na ciągłej linii, na trzeciego, byle
                                szybciej. Ostatnio mi się taki zdarzył - ciemno, zakręt, podwójna
                                ciągła, gość za mną tnie z wielką szybkością (ja 100 więc tez nie
                                mało) na długich światłach, wyprzedza na podwójnej ciągłej, z przodu
                                samochody, pobocza brak. Nie wytrzymałam - jak wyprzedził walnęłam
                                mu długimi po oczach. On po hamulcach - ja też żeby w niego nie
                                wjechać- otwiera drzwi wychodzi chyba zeby przywalić mi. Popatrzył i
                                zrezygnował - no tak - baba za kierownicą, a na tyle w foteliku
                                dziecko. Chyba mnie wyklinał przez resztę drogi nie widząc swojego
                                zachowania... Bo przecież się śpieszył.
                                • blue_ice1 Re: Starzy stażem- Hanie:) 13.01.09, 10:28
                                  Sa tu jeszcze pozostale Hanie?:)
                                  A inni - *starzy* stazem? :)Jak u Was teraz wyglada codziennosc?
                                  Prosze o aktualizacje:)
                                  Pozdrawiam cieplo:)

                                  --
                                  "Nie jestem leniwa. Mam zawyzone wymagania motywacyjne"
                                  • kenaya Re: Starzy stażem- Hanie:) 13.01.09, 22:24
                                    U mnie minęło 5 lat i 6m-cy.W innym wątku pisałam,że boli jak pierwszego
                                    dnia...Sama juz nie wiem...chyba to jednak inny bol,wtedy wyłam i krzyczalam z
                                    rozpaczy,teraz tylko czasem cichutko płaczę...
                                    Załozyłam rodzinę,mam dziecko.W związku nie jestem szczęśliwa...Żyjemy jakby
                                    obok siebie.Strasznie mi źle z tym,że nie jest to wielka miłość,że to nie ten
                                    jedyny.Chyba faktycznie prawdziwa miłość zdarza się tylko raz...Cóż ... takie
                                    spaprane mam to życie.Jedyną moja radością jest dziecko.Żałuję tylko,że nie
                                    zdecydowałam sie na nie 5 i pol roku temu...Dzis wszystko wyglądałoby
                                    inaczej...Ech,wygadałam się...
                                    --
                                    tears in heaven
                                  • hafal Re: Starzy stażem- Hanie:) 13.01.09, 23:50
                                    Melduję, że ciągle tu jestem:) Chociaż się nie odzywam, czytuję czasami. Brak mi
                                    chyba sił na wnikliwsze czytanie, brak mi sił ostatnio na wszystko...To co było
                                    dzielone na pół, teraz muszę wykonać sama. Wyprasować, posprzątać, odrobić
                                    lekcje, pobawić się z dziećmi, ach, jeszcze praca, jeszcze trzeba zgrać filmy z
                                    jasełek dla dziadków... No i dobijają mnie czasem takie głupie zwykłe, historie
                                    (pewnie większość z nas tak ma)jak zepsuty okap:( I co z nim, kurcze, zrobić?
                                    Ciągle....Więc po staremu. Ale nie mogę napisać, ze jest źle. Po prostu
                                    • hafal Re: Starzy stażem- Hanie:) 13.01.09, 23:54
                                      :)urwało mi wątek:)
                                      po prostu jest spokojnie- jeśli chodzi o emocje, oraz niezbyt lekko- jeśli
                                      chodzi o logistykę i organizację życia.
                                      Chętnie coś bym zmieniła, ale może mam zbyt mało odwagi?
                                      Pozdrawiam, Haniu- blu ice- jak tam na obczyźnie?:)
                                      Hania
                                      • blue_ice1 Re: Starzy stażem- Hanie:) 14.01.09, 09:40
                                        Jakos leci to zycie w tej krainie deszczwocow:)) wciaz nielatwo bo
                                        loz ciagle do nowa plata mi glupawe figle:) Ale ja jak
                                        Schwarzenegger - zaciskam zeby i piesci i- do ataku:))
                                        ....Mowia : czlowiek nie kon- wszystko zniesie. Glownie dla dobra
                                        naszych dzieci, ktore sa czesto dlugo POTEM jedyna motywacja do
                                        zycia. Dla mojej corki jestem wciaz jak HEROS:) sama mi to powtarza
                                        az sie dziwie, bo mnie czasem sie wydaje,ze jestem matka do bani:/
                                        Ja wiem na pewno,ze gdyby nie moja Ida ( wkrotce skonczy 19
                                        lat:) ) , pewnie bym juz od lat nie zyla. A tak- jestem, zyje, i mam
                                        nadzieje zyc dlugo i zobaczyc ,ze mojej corce inaczej, szczesliwiej
                                        ulozy sie zycie....


                                        --
                                        "Nie jestem leniwa. Mam zawyzone wymagania motywacyjne"
    • jo39 Re: Starzy stażem 07.03.08, 14:52
      rzeczywiscie, z czasem irytacja i rozdraznienie biora gore nad
      czarna rozpacza - nie oznacza to, ze wydobywasz sie z czarnej
      dziury - ta obezwladniajaca benadzieja...
      Znajomy, z ktorym owdowielismy mniej wiecej w tym samym czasie juz w
      zwiazku z kolejna pania, a ja nie jestem w stanie pojsc na koncert -
      bo zawsze chodzilismy razem z mezem. Pierwsza proba wybrania sie na
      koncert skonczyla sie placzem w toalecie zamiast siedzeniem na
      widowni. W moim srodowisku w pracy organizowane sa zjazdy, na
      ktorych spotykaja sie znajomi - duzo ich. Namawiano mnie, zebym
      przyjechala - nie zdecydowalam sie, nie chcialam, zeby mnie ogladali
      jak ciele z dwoma glowami.
      Po jakims czasie przestajemy byc sensacyjna atrakcja dla otoczenia,
      wtedy wychodzi cala ludzka obojetnosc i tchorzostwo. To poglebia
      samotnosc i powoduje frustracje. Mnie ludzie teraz po prostu
      irytuja - ich male problemiki, egoizm, doczesniactwo...
    • volta2 Re: Starzy stażem 07.03.08, 15:30
      nie wiem, czy powinnam tu pisać, ale ...
      chyba z was mam najstarszy staż "wdowieństwa"(bez ślubu-dlatego w
      cudzysłowie), od śmierci ukochanego minęło już 10 lat.
      i tak po miesiącu od śmierci - wycie(włączałam odkurzacz żeby nikt
      tego wycia nie słyszał, bo to nie był płacz, tylko wycie)
      po dwoch miesiącach- wycie
      po 3 miesiącach był sylwester i żeby nie było wycia, poprosiłam
      kuzyna, by zabrał mnie na zabawę sylestrową-to był pierwszy krok na
      drodze do powrotu do normalności, ale wtedy gotowa nie byłam jednak,
      więc...
      po 4 miesiącach- wycie, depresja, zaczynałam dzień ok 7 rano
      nicnierobieniem a kończyłam ok 4 nad ranem gdy tv przestawała
      nadawać już program. wyglądałam jak cień
      po 5 miesiącach spotkanie z tamtą rodziną na imieninach- ja jak cień
      a oni... nawet nienajgorzej się bawili, no może matka jeszcze
      cierpiała...
      po pół roku wiedziałam, że albo trzeba umrzeć, by nie cierpieć, albo
      żyć, ale tak prawdziwie, by nie cierpieć, że trzeba stanąć na nogi,
      poszukać sobie zajęcia, odnowić kontakty z ludźmi, którzy wiadomo,
      że w tak trudnych sytuacjach do kontatków nie dążą, bo nie wiedzą
      jak się zachować.
      po roku wiedziałam, że chcę być jeszcze kochana, że bez miłości
      usycham, miałam wtedy 23 lata i już takie przeżycia za sobą.

      mam wrażenie, że ten rok to była taka żałoba, którą musiałam
      przepracować, o necie nie było jeszcze wtedy mowy, mieli go
      nieliczni w domach, więc o takim kontakcie jaki teraz jest z tymi co
      przeżyli to samo - był zerowy.

      po dwóch latach nowa miłość
      po iluś tam latach ślub
      potem dzieci
      ale to nie zdarzyło się samo, ja po prostu chciałam mieć jeszcze
      normalne życie, ja wychodziłam do ludzi, ja szukałam miłośći, nie
      stało się to samo i obok mnie.
      jeśli ktoś z was nie chce jeszcze tego powrotu, to nic na siłę
      zrobić się nie da. u mnie też był taki czas, że z tym moim
      cierpieniem zrbiło się tak w sumie dobrze, użalałam się nad sobą i
      nic zmieniać nie chciałam. znajomi podsuwali
      jekieś tam znajomości, ale ja nic od życia wtedy nie chciałam,
      musiałam do tego "dorosnąć", by coś drgnęło. wierzę, że dla
      niektórych te dwa lata to też za mało, uważajcie tylko by nie
      przegapić tego momentu, że z tym cierpieniem to się zżyjecie, że
      żałoba będzie wymówką, by gdzieś nie pójść, czegoś nie zrobić(też
      miałam taki etap)

      zawsze myślę, że wtedy wyczerpałam całą pulę nieszczęścia, jaka mi
      się przydarzyła, i że to, jak jestem teraz szczęśliwa to tak jakby
      za tamto...

      na cmentarzu już nie bywam, ale pamiętam, pamiętam jak bolało wtedy,
      dziś mam już tylko bolesne wspomnienia.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka